Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 02 kwi 2012, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Najstarszy manuskrypt Nowego Testamentu

W lutym tego roku środowisko uczonych zajmujących się badaniem Biblii obiegła sensacyjna wiadomość, że odnaleziono kilka bardzo starych rękopisów, w tym datowany na pierwszy wiek fragment Ewangelii Marka. Po kilku tygodniach znamy więcej szczegółów.

Informacja ta została podana podczas publicznej debaty między Danielem Wallace’em a Bartem Ehrmanem, ekspertami z dziedziny krytyki tekstu Nowego Testamentu, nauki zajmującej się dochodzeniem do najstarszej formy tekstowej pism drugiej części Biblii. Debata odbyła się 1 lutego na uczelni Ehrmana – Uniwersytecie Północnej Karoliny w Chapel Hill i dotyczyła tematu „Czy oryginalny Nowy Testament jest stracony?”.

Prof. Bart Ehrman, autor m.in. książek „Przeinaczanie Jezusa. Kto i kiedy zmieniał Biblię” czy „Naśladowcy Jezusa. Prawda i fałsz”, twierdził, że nie jesteśmy w stanie odtworzyć najstarszego słownictwa Nowego Testamentu, ponieważ posiadamy tylko kopie kopii tych pism, a najwcześniejsze z nich pochodzą dopiero z drugiego wieku i w dodatku jest ich tylko kilka. Daniel Wallace, profesor Dallas Theological Seminary, który polemizował z tym poglądem, zaskoczył wszystkich stwierdzeniem, że w ostatnich miesiącach znaleziono sześć nowotestamentowych rękopisów z drugiego wieku. Wśród tych manuskryptów znajduje się fragment Ewangelii Łukasza z początku drugiego wieku. Fragment ten według Wallace’a jest bliższy czasom Chrystusa niż najstarszy odkryty dotąd nowotestamentowy papirus P52 (fragment Ewangelii Jana datowany na 120-125 rok). Ale to nie był koniec rewelacji. Wallace stwierdził, iż odnaleziono także fragment Ewangelii Marka, który jest datowany na I wiek. Badacz podał wystarczająco dużo faktów, żeby wzbudzić sensację, lecz za mało, by mogło to być zweryfikowane. On sam zresztą zapewniał, że wszelkie szczegóły będą opublikowane w przyszłym roku przez prestiżowe wydawnictwo Brill.

Kilka tygodni po debacie wiemy już jednak trochę więcej o odkryciu. Wiadomo, że manuskrypty pochodzą z Egiptu. Według prof. Larry’ego Hurtado, jednego z czołowych ekspertów ws. Nowego Testamentu, rękopisy znajdowały się prawdopodobnie w tzw. kolekcji Green, największym na świecie prywatnym zbiorze rękopisów biblijnych. Fragment Ewangelii Marka jest zapisany na papirusie – papieropodobnym materiale sporządzanym z cibory papirusowej – i ma długość kilku wersów. Nie przedstawia on nowych wariantów tekstowych, co jest argumentem za możliwością odtworzenia tekstu ksiąg Nowego Testamentu, jakim był on w I wieku. Jednym z często podawanych przykładów niemożności odtworzenia tekstu oryginalnego była właśnie Ewangelia Marka, której najwcześniejszy dotychczas znany rękopis pochodził z III wieku.

Oprócz fragmentów Ewangelii Marka i Ewangelii Łukasza, znaleziono także pięć manuskryptów z II wieku. Cztery z nich zawierają fragmenty listów Apostoła Pawła i być może są najstarszymi znanymi nam kopiami pism Pawła. Ostatni, siódmy rękopis jest kazaniem opierającym się na 11. rozdziale Listu do Hebrajczyków. To ciekawe znalezisko, ponieważ – jak zauważa prof. Wallace – wskazuje ono, iż List do Hebrajczyków już w drugim wieku był uważany za autorytatywny na tyle, by pisano na jego podstawie kazania.

Ogłoszenie takich odkryć prowokuje pytanie o ich wiarygodność. Profesor Wallace zapewnia, że określenie daty rękopisu Ewangelii Marka na I wiek zostało dokonane przez jednego z najbardziej cenionych paleografów na świecie i później potwierdzone. Choć nie ujawniono dotąd nazwiska eksperta, to sama zpowiedź publikacji szczegółów odkrycia przez renomowane wydawnictwo Brill dodaje temu znalezisku wiarygodności. Poza tym sam Daniel Wallace – światowy ekspert z dziedziny greki koine (jego podręcznik gramatyki greckiej jest używany w całym świecie anglosaskim), dyrektor Centrum Studiów nad Nowotestamentowymi Rękopisami – ogłaszając znalezisko zaryzykował swoim autorytetem naukowym.



Robert J. Merecz jest doktorem nauk teologicznych Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie i Dallas Theological Seminary, doktorantem hebraistyki i studiów nad Starym Testamentem na Uniwersytecie Edynburskim; były student prof. Daniela Wallace’a.

http://tygodnik.onet.pl/32,0,74623,najs ... tykul.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 06 maja 2012, 21:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://aniol-ave.blogspot.com/2012/02/h ... nioow.html

Hierarchia Aniołów

Aniołowie byli obecni w nauczaniu Kościoła już od pierwszych wieków, w dziełach wybitnych myślicieli chrześcijańskich. W pismach ojców Kościoła naukę o Aniołach Stróżach spotykamy już w pierwotnych dokumentach chrześcijaństwa. Św. Cyprian (+ ok. 251) nazywa aniołów naszymi przyjaciółmi. Św. Bazyli (+ 379) widzi w nich naszych pedagogów i przyjaciół. Św. Ambroży (+ 397) uważa ich za naszych pomocników. Św. Hieronim (+ ok. 420) twierdzi: "Tak wielka jest godność duszy, że każda ma ku obronie Anioła Stróża". Św. Bazyli idzie dalej, gdy pisze: "Niektórzy między aniołami są przełożonymi nad narodami, inni zaś dodani każdemu z wiernych". Podobnie pisze św. Augustyn (+ 430): "Wielkim jest staranie, jakie ma Pan Bóg o ludzi. Wielką nam miłość okazał przez to, że ustanowił aniołów, aby nas strzegli".

Wśród świętych, którzy wyróżniali się szczególnym nabożeństwem do Aniołów Stróżów, należałoby wymienić: św. Cecylię (+ w. III), św. Franciszkę Rzymiankę (+ 1440) i bł. Dalmacjusza, dominikanina z Gerony (+ 1341), którzy mieli szczęście często przestawać ze swoim Aniołem Stróżem, jak głoszą ich żywoty; św. Stanisława Kostkę, naszego rodaka, patrona Polski, który z rąk anioła miał otrzymać cudownie Komunię świętą, gdy był w drodze do Dyllingen; św. Franciszka Salezego, który miał zwyczaj pozdrawiać Anioła Stróża w każdej miejscowości, do której przybywał; oraz św. Jana Bosko, którego Anioł Stróż kilka razy uratował od niechybnej śmierci w czasie czynionych na niego zamachów, kiedy posyłał mu tajemniczego psa ku obronie.


"Chrystus stanowi centrum świata anielskiego. Aniołowie należą do niego: "Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim..." (Mt 25,31). Należą do Niego, ponieważ zostali stworzeni przez Niego i dla Niego: "Bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone" (Kor 1,16).
W jeszcze większym stopniu należą do Niego, ponieważ uczynił ich posłańcami swojego zamysłu zbawienia: "Czyż nie są oni wszyscy duchami przeznaczonymi do usług, posyłanymi na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie?' (Hbr 1,14)" (Katechizm Kościoła Katolickiego, 331).
Ile faktycznie jest aniołów, zarówno dobrych, jak i złych, tego nie wiemy. Liczba aniołów jest jednak bardzo wielka, każdy bowiem anioł stanowi odrębny gatunek. "Mnogość tych duchów błogosławionych równa się piaskom morza i liczbie gwiazd, których nikt zliczyć nie może" - mówi św. Alojzy Gonzaga. Potwierdza to Pismo święte. O narodzeniu się Chrystusa donosi pasterzom wprawdzie jeden anioł, ale już przy żłóbku śpiewa wielu aniołów. "I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania. Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił" (Łk 2,13-15).
Bardzo wyraźne wzmianki o wielkiej ilości aniołów znajdujemy w Księdze Daniela i w Apokalipsie św. Jana. "Strumień ognia się , rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim" (Dn 7,10). "I ujrzałem, i usłyszałem głos wielu aniołów dokoła tronu i Zwierząt, i Starców, a liczba ich była miriady miriad i tysiące tysięcy" (Ap 5,11).
Jak zaznaczono wyżej, każdy anioł stanowi dla siebie odrębny gatunek - to znaczy, że nie ma dwóch aniołów równych sobie, jak to ma miejsce u ludzi czy u innych stworzeń, gdzie każdy gatunek zawiera w sobie wielką ilość jednostek. Każdy z aniołów w inny sposób odbija w sobie doskonałość Bożą i tym lepiej to czyni, im sam jest doskonalszy. Ponieważ doskonałości Boga są niewyczerpalne, możemy się domyślać, że istnieje bardzo wielka ilość aniołów. Im bowiem będzie ich więcej, tym całość świata anielskiego będzie mieć w sobie więcej piękna i tym piękniej będzie odzwierciedlała Boga. Jest rzeczą oczywistą, że nigdy żadne stworzenie ani wszystkie razem nie będą w stanie oddać wielkości Boga w pełni i całkowicie.
Wyrażenie "niezliczona ilość" w odniesieniu do duchów niebieskich należy rozumieć nieco inaczej niż ma to miejsce w odniesieniu do rzeczy materialnych. Gdy czegoś jest niewyobrażalnie wiele, nie oznacza to na ogół, że sama ta ilość jest wyrazem jakiejś doskonałości. Inaczej jest z aniołami. Tu pojęcie niezmierzonej ilości oznacza właśnie doskonałość. Niezliczona bowiem ilość duchów czystych w niezliczony sposób odbija doskonałości Boga. Każdy anioł na swój własny sposób, stosownie do swego gatunku, jest wyrazem wielkości i doskonałości Bożej.

Istnieje 9 "chórów" anielskich - czyli jakby stopni. Każdy z wyższych stopni jest jednocześnie stopniem niższym (wszyscy Serafini są jednocześnie Cherubinami, Archaniołami itp.). Różne źródła podają hierarchię przemieszaną w obrębie stopni 4-7. Poniższa podawana jest za św. Pawłem z listu do Efezjan 1.21

1. Serafini - "płomienni" - (Aniołowie Miłości) przedstawiani z sześcioma skrzydłami, 2 okrywającymi twarz, 2 nogi, 2 jak do latania. Tylko raz w historii serafin dotyka warg Izajasza płomieniem z ołtarza oczyszczając go z grzechów. Bezpośrednio chronią tron Boga nieustannie wielbiąc Go.

2. Cherubini - (Aniołowie Słowa) mają dwa (lub 4) skrzydła, czasem twarz ludzką i ciało zwierzęce. Występują w Ksiądze Rodzaju, Wyjścia, Ezechiela i Apokalipsie. Strzegą Chwały Boga i miejsc świętych. Symbolizują siłę i wszechobecność Boga.

3. Trony - (Aniołowie życia) - aniołowie kontemplujący Boga

4. Panowania - Aniołowie porządku stworzenia

5. Moce - jw.

6. Władze - jw.

7. Zwierzchności - sprawują opiekę, rządzą aniołami, działaniami na świecie. Opiekują się Państwami.

8. Archaniołowie - jakby przewodnicy zwykłych aniołów. Są posłańcami Boga do ludzi. Opiekują się stowarzyszeniami, miastami, krajami. Znani są Michał, Gabriel, Rafał.

9. Aniołowie (zwyczajni) - wypełniają szczegółowe zadania, opiekują się każdym człowiekiem.



http://aniol-ave.blogspot.com/




http://aniol-ave.blogspot.com/2012/02/j ... acone.html

Jeszcze nie wszystko stracone


KUNEGUNDA SIWIEC

1943
Matka Boża (3 maja): Przyszedł czas na powstanie Polski. Ja będę Królową, a Syn mój będzie obwołany Królem.

Pan Jezus: Dam ci krzyż, a przez przyjęcie go w spokoju, pomożesz Mi w zbawianiu dusz. Bądź cierpliwa. Udzielę ci większych łask po tym krzyżu. Gdy całkowicie oderwiesz się od spraw doczesnych, każde tętno serca będzie Mi oddawać miłość. Wszystko, cokolwiek będziesz czynić, zamieni się w miłość. Polska będzie moim królestwem. Będzie wielka, będzie dobra i radość Mi sprawiać będzie.


Córko moja, spoczywaj w Sercu moim, bo Ja w twoim odpoczywam. Spełniaj moją wolę, a Ja twoją spełniać będę, tu na ziemi i w niebie. Ufaj Mi, bo wszystko mogę.

29 VI 1944 r.)
Matka Boża: Niedziela palmowa Polacy dlatego tak dzielnie się biją, że czczą mnie, a ja upraszam im u Syna mojego odwagę i dzielność

Kundusia skarży się, że Polska jest w rękach obcych (komunistycznych).
Pan Jezus: Pozornie jesteście w ich ręku, ale rzeczywiście jesteście w moich objęciach. Jak dziecko bezpieczne jest w objęciach ojca lub matki, tak cóż wam się może stać, gdy jesteście w moich objęciach? Ufaj Mi, dziecko moje. Im więcej ufać będziesz, tym więcej otrzymywać będziesz łask. Ufaj i wierz. Obie te cnoty jednoczą się.
Nie wysilaj się na wzniosłe myśli, bo dzieci małe ich nie posiadają, a jednak są najwięcej kochane przez rodziców. Pozostań w pokoju i swobodzie, bo moja miłość zastąpi twoje braki i nieudolność.

Kunegunda Siwiec, nazywana Kundusią, to świecka karmelitanka ze wspólnoty wadowickiej, która zmarła w opinii świętości w 1955 r.

Urodziła się ona 28 maja 1876 r. w Stryszawie (koło Suchej Beskidzkiej) w bardzo pobożnej rodzinie Jana i Wiktorii Siwiec. Była dziesiątym z jedenaściorga ich dzieci. W domu rodzinnym otrzymała chrześcijańskie wychowanie i wyrosła na żywą, wesołą, ładną i religijną dziewczynę.

W dwudziestym pierwszym roku życia w nowopowstałej parafii p. w. św. Anny w Stryszawie pod wpływem nauk misyjnych o. Bernarda Łubieńskiego, redemptorysty, obecnie Sługi Bożego, Kundusia doznała głębokiego nawrócenia. Zmieniła swoje plany życiowe i oddała się na wyłączną służbę Bogu, jednak nie w klasztorze lecz w świecie.

Około 1902 r. skończyła kurs katechezy dla ludowych katechetek. Od tej pory pomagała dzieciom, młodzieży i dorosłym przygotować się do sakramentów świętych i przybliżyć się do Boga. Sprzedawszy część ze swojej ziemi, pomagała w studiach Józefowi Czerneckiemu, który wstąpił do seminarium i w 1922 r. przyjął święcenia kapłańskie.

W 1923 r. Kundusia pragnąc głębszego życia religijnego zapisała się do istniejącego przy wadowickim klasztorze karmelitów bosych Bractwa Dzieciątka Jezus, a następnie wstąpiła do Trzeciego (obecnie Świeckiego) Zakonu Karmelitów Bosych (OCDS), przyjmując imię Teresa od Dzieciątka Jezus.
Od 1942 r. ks. Bronisław Bartkowski, kapelan sióstr zmartwychwstanek i kierownik duchowy Kundusi, rozpoczął notowanie jej Nadprzyrodzonych oświeceń, tj. rozmów, jakie prowadziła z Panem Jezusem, z Matką Bożą i ze świętymi.

Jesienią 1948 r. Kunegunda została dotknięta nieuleczalną chorobą gruźlicy kości i do śmierci pozostawała w łóżku. Zmarła w opinii świętości 27 czerwca 1955 r. we wspomnienie Matki Bożej Nieustającej Pomocy.


MODLITWA O BEATYFIKACJĘ SŁUŻEBNICY BOŻEJ KUNEGUNDY SIWIEC

Miłosierny Boże, który masz staranie o każde, nawet najmniejsze stworzenie, a szczególnie dbasz o dusze oddane Tobie, bądź uwielbiony za pokorną miłość apostolską, jaką wzbudziłeś w Twojej służebnicy Kunegundzie. Spraw, aby przykład jej gorliwości o zbawienie ludzi pociągnął wielu do budowania wspólnoty Kościoła swoim codziennym wysiłkiem, cierpieniem i modlitwą. Przez wstawiennictwo Twojej służebnicy Kunegundy, udziel mi łaski, o którą pokornie proszę, a ją samą obdarz chwałą ołtarzy. Przez Chrystusa Pana naszego.

(Imprimatur, kard. Stanisław Dziwisz, 3 VI 2009, nr 1522)


MODLITWA O POKORĘ I MĘSTWO PRZEZ WSTAWIENNICTWO
SŁUŻEBNICY BOŻEJ KUNEGUNDY SIWIEC

Panie Jezu Chryste, Twoja służebnica Kunegunda poznała, że jesteś Bogiem pokoju i że pokój Twój jest darem, którego ma strzec z pokorą i męstwem. Udziel mi przez jej wstawiennictwo łaski do zdobywania cnót pokory i męstwa, abym mógł (mogła) doznawać w głębi serca prawdziwego pokoju nawet pośród wielu zajęć i przeciwności. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków.
Amen.

(Imprimatur, kard. Stanisław Dziwisz, 3 VI 2009, nr 1522).

http://aniol-ave.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 12 paź 2012, 10:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.bibula.com/?p=42143

Św. Maksymilian Maria Kolbe: Tajemnica siły i potęgi katolików
Aktualizacja: 2012-10-10 10:01 am
Dodano: 2011-08-14 6:31 pm

Nieraz słyszymy skargę: Chcę się poprawić, chcę być lepszy, ale nie mogę. W historii czytamy o wielkich wodzach i zwycięzcach, którzy jednak nie potrafili ujarzmić swoich złych skłonności. Taki na przykład głośny Aleksander Wielki umiera przedwcześnie z powodu rozwiązłego życia.
Rozglądając się naokół widzimy zastraszający wprost zanik moralności, zwłaszcza wśród młodzieży, a nawet powstają związki iście piekielne, mające w programie zbrodnię i rozwiązłość. Członkowie to owego związku popełnili głośne w Wilnie morderstwo profesora przy egzaminach. Kina, teatry, literatura, sztuka kierowane w wielkiej części niewidzialną ręką masonerii, zamiast szerzyć oświatę, gorączkowo pracują w myśl uchwały masonów: My Kościoła katolickiego nie zwyciężymy rozumowaniem, ale zepsuciem obyczajów.
Jak się temu oprzeć?
Zdawać by się mogło, że takie przyznanie własnej niemocy, jak nie mogę się poprawić w podobnych okolicznościach to objaw pokory. Tymczasem gnieździ się w nim ukryta pycha. A to w jaki sposób? Otóż ci ludzie w wielu rzeczach przyznają, że mogą to lub owo uczynić, tylko tej lub innej wady ujarzmić w takich lub innych okolicznościach nie są w stanie. To wszystko dowodzi tylko, że liczą oni jedynie na własne siły i uważają, że do tej granicy własnymi siłami to lub owo potrafią.
Tymczasem jest to nieprawdą, kłamstwem, bo własnymi siłami, sami z siebie, bez pomocy Bożej my nic i to zupełnie nic nie potrafimy (por. J 15,5). Wszystko, czym jesteśmy i cokolwiek mamy i możemy, to od Pana Boga mamy i to w każdej chwili życia od Niego otrzymujemy, bo trwanie w istnieniu to nic innego, jak ciągłe otrzymywanie tego istnienia. Sami więc z siebie nic nie potrafimy, chyba tylko zło, które właśnie jest brakiem dobra, porządku, siły. Jeżeli uznamy tę prawdę i spojrzymy na Boga, od którego otrzymujemy w każdej chwili wszystko, co mamy, natychmiast widzi­my, że On, Bóg, i więcej dać może i pragnie jako najlepszy Ojciec dać nam wszystko, co nam jest potrzebne. Gdy jednak dusza sobie przypisuje to, co jest darem Bożym, czyż Pan Bóg może ją obsypywać łaskami? Przecież wtedy utwierdzałby ją w fałszywym i aroganckim mniemaniu. Więc z miłosierdzia swojego nie daje tej obfitości darów i… dozwala nawet upadek, by dusza poznała wreszcie, czym jest sama z siebie, by na sobie nie polegała, ale z całą ufnością jedynie Jemu się oddała. Stąd też upadki były dla świętych - szczeblami do doskonałości. Biada jednak duszy, która nawet tego ostatecznego lekarstwa nie przyjmie, ale w pysze pozostając mówi: nie mogę się poprawić, bo Pan Bóg też jest sprawiedliwy i z każdej udzielonej łaski zażąda ścisłego rachunku.
Cóż więc czynić należy?
Oddać się zupełnie z ufnością bez granic w ręce Miłosierdzia Bożego, którego uosobieniem z Woli Bożej jest Niepokalana. Nic sobie nie ufać, bać się siebie, a bezgranicznie zaufać Jej i w każdej okazji do złego do Niej jak dziecko do matki się zwracać, a nigdy się nie upadnie. Twierdzą święci, że kto do Matki Bożej modli się w pokusie, na pewno nie zgrzeszy, a kto przez całe życie do Niej z ufnością się zwraca, na pewno się zbawi.

Św. Maksymilian Maria Kolbe

Źródło: „Rycerz Niepokalanej” 4 [1925] 225-227

Za: nacjonalista.pl (14 sierpnia 2011 )


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 27 paź 2012, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Zwycięstwo spod znaku krzyża

prof. Roberto de Mattei Uniwersytet Europejski w Rzymie

Dnia 28 października 312 r. rozegrała się bitwa, która zmieniła dzieje ludzkości. W tym dniu dokładnie 1700 lat temu Konstantyn I Wielki odniósł głośne zwycięstwo nad Maksencjuszem przy Moście Mulwijskim. Dwaj rywale walczyli o tytuł augusta Zachodu, jedną z czterech najważniejszych funkcji w ramach tetrarchii – nowego systemu władzy w cesarstwie wprowadzonego przez Dioklecjana. Konstantyn, zszedłszy w kierunku Rzymu z Trewiru w Germanii przez Weronę, rozstawił wojska nieopodal małej miejscowości czy wioski w Czerwonych Skałach (Saxa Rubra) oddalonej o 9 mil od Rzymu, w miejscu znanym dziś jako Prima Porta. Maksencjusz wyszedł przez mur Aureliana, by ustawić się w szyku wzdłuż brzegów Tybru nieopodal Mostu Mulwijskiego. Obaj rywale walczyli o tytuł augusta Zachodu, jeden z czterech najwyższych urzędów w Imperium Romanum. W rzeczywistości jednak w grę wchodziło o wiele więcej: Maksencjusz reprezentował dogorywające pogaństwo, Konstantyn otwierał drogę chrześcijaństwu.

W przeddzień bitwy oddziały Konstantyna ujrzały rysujący się na niebie wielki świetlisty znak z płomiennym napisem: „In hoc signo vinces” – Pod tym znakiem zwyciężysz. Euzebiusz z Cezarei, pierwszy dziejopisarz historii Kościoła, przypomina to wydarzenie w następujących słowach: „Kiedy słońce zaczynało się już skłaniać ku zachodowi, zobaczył na własne oczy znak triumfalny w postaci krzyża ze światła na niebie, powyżej słońca, i był na nim umieszczony napis, mówiący: »Pod nim zwyciężaj«. Na ten widok zdumienie ogarnęło i jego, i całe wojsko, które szło za nim w tej ekspedycji i stało się naocznym świadkiem cudu”1. Konstantyn nakazał umieścić monogram Chrystusa na chorągwiach swoich legionów, ustanawiając „labarum” jako sztandar kościelny, który miał zastąpić rzymskiego orła Jowisza i który odtąd wszyscy żołnierze mieli otaczać czcią. W trakcie szaleńczej walki Konstantyn zdołał zepchnąć z pola bitwy wrogie wojska mające za plecami Tybr. Maksencjusz szukał ratunku w ucieczce, ale porwały go wody Tybru. Jego głowę wręczono zwycięzcy. 29 października Konstantyn, nowy cesarz, wkroczył uroczyście do Rzymu na czele swoich oddziałów od strony via Lata.

Grecki historyk opisuje także cesarski sztandar złożony z długiego pozłacanego drzewca tworzącego kształt krzyża. Na samym szczycie całej figury przymocowana była korona przeplatana klejnotami i złotem. W środku tej korony był symbol Zbawiciela – Chryzma. Grecki dziejopisarz opierał się na świadectwie samego Konstantyna. „Gdyby opowiadał o tym kto inny, słuchacze prawdopodobnie niełatwo by uwierzyli. Lecz ponieważ zwycięski cesarz długi czas potem osobiście przekazał relację piszącemu tę historię, (…) oraz potwierdził swoje oświadczenie pod przysięgą, kto mógłby wahać się, czy dać wiarę temu opowiadaniu?”2.
Cesarz Konstantyn znany jest z racji edyktu mediolańskiego, który zamykał czas prześladowań i otwierał nową epokę wolności dla Kościoła. To dzięki temu edyktowi mówi się o „przełomie konstantyńskim” w historii Kościoła. Tym niemniej w życiu zarówno Konstantyna, jak i Kościoła decydujący moment miał miejsce kiedy indziej: wtedy, kiedy po raz pierwszy Krzyż Chrystusa – vexilla regis – pojawił się na polu bitewnym, broniony szpadami legionistów, z mocą narzucony wrogowi.

W pierwszych trzech wiekach po Chrystusie Cesarstwo Rzymskie odmawiało rodzącemu się Kościołowi jakiejkolwiek formy wolności i uznania, ale chrześcijanie nie zaprzestali okazywać lojalności wobec Cesarstwa – także w szeregach wojska. To rzecz godna odnotowania, biorąc pod uwagę fakt, że służba wojskowa w Imperium Romanum nie była ani powszechna, ani obowiązkowa poza sytuacjami wyjątkowymi. Chrześcijańskie „labarum” wywieszone przez Konstantyna nie tylko nie przekreślało tej tradycji, ale wprowadzało nowy nieoczekiwany element. Chrześcijanie byli dobrymi żołnierzami, ale żadna wojna religijna nigdy dotąd nie była prowadzona pod znakiem krzyża. Teraz sam Chrystus zwrócił się do Konstantyna i jego legionów, by bili się w Jego Imię, ustanawiając w ten sposób zasadę, w myśl której godziwe jest, by walczyć w Imię Boże, o ile sprawa jest słuszna, a wojna ogłoszona jako święta. Bitwa stoczona 28 października nie była jedynie wyrazem zasadności podejmowania walki przez chrześcijan w szeregach wojska, ale stanowiła proklamację pierwszej świętej wojny epoki chrześcijaństwa. Ze wszystkich instytucji publicznych Cesarstwa wojsko było pierwszą, która miała w sobie wyraźne elementy chrześcijaństwa. „Labarum” ze znakiem krzyża w chryzmie bardzo szybko stało się sztandarem legionów.

Konstantyn zmarł 22 maja 337 r., w uroczystość Zesłania Ducha Świętego, w swoim domu w Ancira, niedaleko Nikomedii, tuż po przyjęciu sakramentu chrztu św. z rąk biskupa Euzebiusza z Nikomedii. Jego ciało zostało złożone w porfirowym sarkofagu w samym centrum między dwunastoma cenotafami apostołów niejako na znak, że zmarły cesarz był trzynastym apostołem. Kościół grecki czcił go jako świętego, Kościół zachodni przyznał mu tytuł „wielkiego”, zachowując kult ołtarza dla jego matki Heleny, cesarzowej spoczywającej dziś w Ara Coeli.
Przełom konstantyński przez długi czas był demonizowany. 11 października 1962 r., w dzień uroczystej inauguracji Soboru Watykańskiego II, o. Yves Congar w swoim dzienniku ubolewał, że Kościół nie miał nigdy w planach „wyjścia z ery konstantyńskiej”. Założenie było takie, że trzeba oczyścić Kościół, zerwać wszelkie jego związki ze strukturami władzy, uczynić go „ubogim” i „ewangelicznym”, nastawionym na słuchanie świata. Komunizm przedstawiał się wówczas jako głos postępu, a Kościół konstantyński był utożsamiany z Kościołem Piusa XII, który ów system potępił. Lider Włoskiej Partii Komunistycznej Palmiro Togliatti ze swej strony w słynnym przemówieniu wygłoszonym w Bergamo 20 marca 1963 r., w którym snuł teorie współpracy między katolikami a komunistami, twierdził, że „polityka Konstantyna i polityka tej epoki minęły bezpowrotnie”. Marksiści – podobnie jak wielu katolików – marzyli o chrześcijaństwie pozbawionym pierwiastka nadprzyrodzonego, z którym zawarliby porozumienie w celu budowania „komunizmu o ludzkiej twarzy”. Pięćdziesiąt lat później chrześcijaństwo „postkonstantyńskie” zbiera gorzkie owoce. Skoro chrześcijaństwo rezygnuje z chrystianizowania świata, to neopogańskie społeczeństwo ześwieccza chrześcijaństwo. Dzisiaj katolicki progresizm przeżywa kryzys, a komunizm upadł. Ale postać Konstantyna w dalszym ciągu wyrasta ponad dzieje.
--------------------------------------------------------------------------------

1 Euzebiusz z Cezarei, „Życie Konstantyna”, WAM, Kraków 2007, tłum. Agnieszka Caba, s. 117.
2 Idem.

http://www.naszdziennik.pl/wp/13507,zwy ... rzyza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 20 lis 2012, 15:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://aniol-ave.blogspot.com/2012/06/s ... nieja.html

Skąd wiemy, że Aniołowie istnieją?

Bo Pan Bóg powiedział o nich ponad trzysta razy na kartach Pisma Świętego. Trzymamy Go za słowo. Jeśli uznalibyśmy, że nie ma aniołów, musielibyśmy zarzucić kłamstwo Chrystusa, co znaczyłoby, że nie był Bogiem. Wtedy chrześcijaństwo nie ma sensu. Wiara w aniołów jest konsekwencją naszej wiary w Chrystusa. Jeśli idę za Nim, prędzej czy później zobaczę aniołów, którzy Mu towarzyszyli. To pierwszy argument.
Na drugi składa się doświadczenie wielu świętych, choćby Ojca Pio, którzy się nie mylili.
Trzeci argument dla wszystkich katolików to nauka Kościoła, żywa tradycja, liturgia. Myślę, że każdy, kto jest zafascynowany aniołami, odkrył ich w jakiś sposób we własnym życiu, w takich czy innych okolicznościach.

Kiedy i po co Pan Bóg stworzył aniołów?
Czas stworzenia aniołów to tajemnica. Niektórzy mówią, że nastąpiło to wtedy, kiedy Bóg stworzył niebo i ziemię — pod słowem „niebo” kryją się aniołowie. Inni kojarzą ich ze stworzeniem światła, gdy Bóg rozdzielił światło i ciemność. Nie przypadkiem są oni przedstawiani jako świetliste postaci, duchy niosące światło od Boga.
Po co Bóg je stworzył? Na to pytanie można odpowiedzieć po analizie wypowiedzi z Pisma Świętego i nauki Kościoła. Uczynił to z miłości. Obdarzył ich rozumem, wolną wolą i przydzielił im różne zadania. Aniołowie z pierwszych trzech chórów mają za zadanie adorację, uwielbienie — wyższe funkcje w niebie. Z niższych chórów anielskich wywodzą się nasi Aniołowie Stróżowie. List do Hebrajczyków mówi, że są to duchy posłane, aby wspomagać tych, którzy mają osiągnąć zbawienie. Niektórzy ojcowie Kościoła i poeci mówili o symbolicznym przedstawieniu anioła — z dwiema twarzami: jedną nieustannie zwróconą ku Bogu, którego kontempluje i uwielbia, a drugą w stronę człowieka, którego otacza opieką i miłością.

Dlaczego na początku część aniołów zbuntowała się i nie chciała opiekować się ludźmi?
Świat stworzony przez Pana Boga jest jak duży wieżowiec. Na różnych piętrach znajdują się istoty o różnej doskonałości. Człowiek zajmuje piętro gdzieś w połowie, nad nim są aniołowie.
Według koncepcji św. Ireneusza Bóg powiedział do aniołów: — Człowiek jest moim umiłowanym dzieckiem, chcę wynieść go na górę, do mojego domu, wy macie mu służyć. Część aniołów powiedziała: — Nie, człowiek do pięt nam nie dorasta. Nie zdobyła się na akt pokory — służenia istotom niższym. Doszło do rebelii aniołów. Po stronie Boga opowiedział się wtedy św. Michał. Wiemy, że przykłady pociągają, dlatego do Michała dołączyli inni.
Zasadniczym źródłem grzechu wśród aniołów była pycha. Taka jest interpretacja ojców Kościoła.

Jak stwierdzić obecność anioła przy sobie?
Po pierwsze mówi nam o tym wiara. Wiemy, że oni są, kochają nas — mamy o tym wewnętrzne przeświadczenie, dokładnie tak, jak z relacją osobową: nie widuję mojej mamy na co dzień, ale mam z nią głęboką więź. Czasem zadzwonię, nieraz o niej myślę i wiem, że ona o mnie myśli.
Działanie aniołów, jak działanie wiatru, poznajemy po skutkach. Jeśli ktoś doświadczył takiego „dotknięcia” anioła, powinien tę łaskę pielęgnować i często do niej wracać: „Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy”; w sytuacjach trudnych, wątpliwości, podczas kryzysów wiary, powinien wracać do tych momentów.

Na czym polega opieka Anioła Stróża? Czy każdy, nawet niewierzący, ma swego anioła?
Tekstem, który pozwala nam to odkryć, jest fragment z Ewangelii św. Mateusza, kiedy Pan Jezus mówi o najmniejszych, twierdząc, że ich aniołowie wpatrują się w oblicze Ojca w niebie. Słowo „ich” ma tu kolosalne znaczenie. Można powiedzieć, że są ich aniołowie, nasi aniołowie, twój anioł, mój anioł. Każdy ma specjalnego, wyjątkowego, niepowtarzalnego anioła. Dlatego mówimy: „Aniele Boży, stróżu mój”.
Pan Jezus nie ograniczył obecności aniołów do osób wierzących. Powiedział „ich aniołowie”, mówiąc o małych dzieciach. Nie można wnioskować, że zawężył swoją wypowiedź tylko do osób wierzących. Ojcowie Kościoła często mówili, że inna jest rola Anioła Stróża wobec osoby wierzącej, ochrzczonej, a inna wobec tej, która nie wierzy. Te zadania mogą się zmieniać, aktualizować.

W jaki sposób aniołowie są nam przydzielani? Mówił ksiądz, że różnią się od siebie.
To sprawa bardzo indywidualna. Każdy z nas ma własne odciski palców, inną źrenicę oka. Mamy rzeczy jedyne, niepowtarzalne, jesteśmy unikalni. Myślę, że tak samo jest z aniołami.
To nie oni nas sobie wybierają. Bóg ich stworzył i wszystko dzieje się pod Jego kontrolą. On zna naszą przyszłość i wie, jaki anioł będzie nam potrzebny.

W jaki sposób aniołowie czuwają nad nami? Czy mogą wpływać na nasze sumienie?
Nie wiemy, czy istnieje życie na innych planetach, ale na pewno wiemy, że istnieje grupa istot, czystych duchów, które kontaktują się z nami, a my z nimi. Zwykła, najprostsza modlitwa to droga komunikacji z aniołami, nie trzeba tutaj zaklęć. Kiedy powiem: „Aniele, stróżu mój”, on — niewidzialny przyjaciel — zapyta: „Piotrze, w czym mogę ci pomóc? Jaką masz do mnie sprawę?”.
Także aniołowie kontaktują się z nami, ale jest to język pełen tajemnic i sekretów. Zwykle mówimy o tak zwanych natchnieniach. Anioł nie jest energią, przedmiotem, ale osobą, podmiotem.
Takich natchnień może być dużo. W związku z tym rodzi się pytanie: które z nich pochodzą od anioła? Przecież modlimy się przez pośrednictwo Ojca Pio, Matki Bożej, wszystkich świętych. Nieraz człowiek ma dodatkowe światło, że otrzymanie danej łaski odbyło się za pośrednictwem anioła czy św. Michała. Owo wewnętrzne przekonanie — moim zdaniem — jest dodatkową łaską Bożą.
Otrzymujemy natchnienia, by się pomodlić, wyspowiadać, podjąć dobre postanowienie czy decyzję, aby gdzieś pójść, bo ktoś nas potrzebuje. Wiemy, że naprawdę to Duch Święty działa w naszym sercu — pośrednio, choć intensywnie. Może ktoś przeczyta ten wywiad, mimo że nigdy nie czytał „Głosu Ojca Pio”, ponieważ jego anioł sprawi, że trafi na to czasopismo i je otworzy. Może dopiero w niebie dowiemy się, ile zawdzięczamy Aniołowi Stróżowi. Wiele rzeczy okrywa tajemnica, a dzieje się tak według zamysłu Bożego.

W jaki sposób możemy się zwracać do naszego Anioła Stróża, o co go prosić, w jakich sprawach?
Ojciec Pio nazywał swego Anioła Stróża bratem bliźniakiem. Anioł często zanosi nasze prośby do Boga — przedstawia je wyższej instancji, ale też sam może interweniować w naszych sprawach. Wiemy, że aniołowie mają władzę nad rzeczami materialnymi. Mówi o tym chociażby ewangeliczna scena, kiedy anioł poruszył wody sadzawki Betesda i pierwszy chory, który przy niej się znalazł, odzyskiwał zdrowie. Albo przypadek młodzieńców w piecu ognistym, których ochraniał anioł. A także uwolnienie św. Piotra, kiedy to anioł zerwał kajdany i pootwierał więzienne cele.
W jakich sprawach możemy się zwracać do aniołów? W wielu. Na przykład święci prosili o pomoc w modlitwie. Jan Vianney mówił, że w przypadku trudności z modlitwą trzeba ukryć się za plecami swojego Anioła Stróża i prosić, żeby on się modlił. Nieraz chcemy się modlić, ale jesteśmy zdekoncentrowani, wówczas możemy prosić: — Aniele Stróżu, módl się ze mną, przedstawiaj moje intencje, pomóż mi zwracać serce ku Bogu.
Drugi rodzaj prośby to błaganie o światło, czyli o radę, pomoc, inne spojrzenie w danej sytuacji, a także modlitwa o ochronę, opiekę w pokusach i trudnościach.
Trzeci rodzaj prośby, jak uczył Jan XXIII, to modlitwa do swojego anioła i opiekunów innych ludzi, aby pomogli nam w budowaniu dobrych relacji czy w załatwianiu trudnych spraw. Kiedy papież miał prowadzić oficjalne rozmowy i poruszać podczas nich skomplikowane kwestie, modlił się do swojego Anioła Stróża i anioła osoby, z którą rozmawiał, aby obaj pomogli znaleźć dobre rozwiązanie.
Aniołów możemy przywoływać także w godzinach konania naszych bliskich. Święty Michał jest w tym przypadku patronem szczególnym.

Z tego, co ksiądz mówi, wstawiennictwo aniołów można porównać do działania świętych. Możemy się do nich modlić jak do świętych? Tak jak w przypadku świętych są wśród nich „specjaliści” od konkretnych spraw?
Tak. Co więcej, oni są także ochroniarzami. Ja ich tak nazywam. Ochroniarze duszy i ciała. Strażnicy. Każdy z nas jest VIP-em — bardzo ważną osobistością, dzieckiem Bożym, bratem Chrystusa, świątynią Ducha Świętego. Dlatego otrzymaliśmy ochroniarzy. Pan Bóg ich wyznaczył i pracują 24 godziny na dobę.
Za pokusą stoi nieraz działanie konkretnego upadłego anioła. Do pomocy mamy dobrego anioła, którego trzeba przywoływać. Ja często odwołuję się do modlitwy: „A ty zawsze przy mnie stój. Rano, wieczór, we dnie, w nocy, bądź mi zawsze ku pomocy”. To modlitwa nieustającej pomocy.

Czy możemy przynaglić naszego anioła do działania? Na przykład gdy czujemy się samotni, opuszczeni, nikt przy nas nie stoi.
Myślę, że nie ma w tym nic złego. Niepokojenie, natarczywość jest wyrazem wiary. Anioł Stróż z pewnością szybciej zadziała wtedy, gdy wprost poprosimy go o pomoc, zamiast czekać na jego wspaniałomyślne działanie.

Czy Anioł Stróż może się spóźniać z pomocą? Ojciec Pio skarżył się, że kiedy był kuszony i toczył duchową walkę ze złymi duchami, jego anioł się spóźniał. Czy w ogóle możliwa jest taka sytuacja, skoro anioł to takie pogotowie nieustającej pomocy? Czy może czegoś nie dopatrzyć?
Anioła Stróża kojarzy się z punktualnością. Nieraz ludzie modlą się, żeby nas obudził. Tak robił także Ojciec Pio — posyłał swojego Anioła Stróża, aby obudził zakonnika, który się nim opiekował.
Aniołowie zazwyczaj się nie spóźniają. Jeśli tak się dzieje, to dlatego, że Pan Bóg według własnej woli przestawił im zegarek, który chodzi trochę inaczej. Pan Bóg może dopuścić taką sytuację, kiedy człowiek jest wezwany, by pokazał większe zaangażowanie, udział w walce, gotowość do ofiary. Jeśli trener boksera chce, by on osiągnął wyższą formę, po jakimś czasie przysyła mu na sparingi trudniejszych przeciwników. Jego umiejętności rosną, co kosztuje więcej wysiłku. Tak samo może być w Bożym planie. Działanie Anioła Stróża po ludzku może wydać się opóźnione, jednak Pan Bóg ma wszystko pod kontrolą.

Czy Anioł Stróż może wpływać na podejmowanie przez nas decyzji?
Może, ale jest gentelmanem, więc szanuje naszą wolną wolę, tak samo jak Pan Bóg. Szukamy jego natchnień, możemy uważać, że coś jest jego podpowiedzią, ale to człowiek decyduje, czy żeni się z tą kobietą, czy wychodzi za mąż za tego mężczyznę, czy idzie do kina bądź na roraty.
Święty Hilary powiedział, że to nie Pan Bóg potrzebuje aniołów, ale nasza słabość, a ich działanie jest podobne do poczynań wychowawcy względem wychowanka. Anioł próbuje naprowadzać, ukierunkować na dobre wybory, ale działa, nie narzucając się. Wychowanek sam podejmuje decyzje. Dlatego mamy piękne obrazy aniołów radujących się z jednego grzesznika, który się nawraca. Któryś z poetów napisał, że gdy podejmujemy złe decyzje, to Anioł Stróż oddala się w najdalszy zakamarek duszy i płacze tak głośno, jak tylko aniołowie potrafią płakać. Ten obraz pokazuje szacunek dla wolnej woli.

Czy anioł może się wyprzeć człowieka, którego ma pod opieką, kiedy widzi, jak ten popada w najcięższe grzechy?
Nie, nigdy. Anioł zawsze walczy o człowieka do końca, bo jest wierny. Na tym polega jego misja. Szanuje nasze wybory, ale nie powie: mam ciebie już dość, co to za praca.
Znamy obrazy przybywania anioła z interwencją w godzinie śmierci. Mało tego, niektórzy mówią, że gdy po śmierci człowiek trafi do czyśćca, jego Anioł Stróż chce dopełnić misji i mobilizuje na ziemi ludzi, aby modlili się za tę duszę, ofiarowali odpusty, mszę świętą. Do końca chce zadbać o to, by jego podopieczny trafił do nieba. On wiernie wypełnia swoją misję. Nieraz mówimy „anielska cierpliwość” na określenie tej cnoty.

Jest to wierność człowiekowi czy Panu Bogu?
Jedno i drugie. Anioł najpierw pozostaje wierny Panu Bogu (bo anioł nam niczego nie ślubuje), ale też z miłości do końca walczy o swego podopiecznego.

W Starym Testamencie aniołowie pełnili rolę pośredników między człowiekiem a Bogiem. Czy również teraz, kiedy chrześcijanie mają Chrystusa — pośrednika, nadal potrzebują aniołów?
Chrystus jest jedyną drogą do Ojca, ale Pan Bóg posługuje się aniołami.
Znam ludzi, którzy trafili do Chrystusa, bo najpierw zaczęli się interesować aniołami. Jeśli idziemy za Chrystusem, to wcześniej czy później zobaczymy, że i do niego Ojciec posłał anioła, kiedy modlił się w Ogrójcu. Kościół modlił się do Chrystusa, kiedy Piotr był w więzieniu, ale Pan Jezus posłał anioła, żeby go uwolnił. Również Maryja, która jest królową aniołów, może ich posłać. Tutaj nie ma reguły.
Kościół wzywa nas do modlitwy do aniołów. Podczas mszy świętej są trzy momenty, kiedy się do nich zwracamy. Pierwszy w spowiedzi powszechnej: „Proszę wszystkich aniołów i świętych o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego”. Potem przychodzi wspomniana już prefacja, a po niej wezwanie z pierwszej modlitwy eucharystycznej: „Niech anioł zaniesie tę ofiarę na ołtarz w niebie”.
To nie aniołowie są źródłem życia Bożego, tylko Duch Święty. Oni pełnią natomiast rolę pomocniczą, służebną. Być chrześcijaninem znaczy w nich wierzyć i świadomie, bardziej lub mniej, korzystać z ich pośrednictwa.

Dla człowieka, który nie czuje obecności Boga w swoim życiu, aniołowie mogą być zatem pomostem do Boga.
Oczywiście. Człowiek może poprzestać na fascynacji aniołami — wystarczy wspomnieć New Age, ale nieraz bywa tak, że zaczyna szukać pierwiastka duchowego, bo już mu nie wystarcza to płytkie życie zanurzone w konsumpcjonizmie, od kina do teatru, od śniadania do obiadu, od imprezy do imprezy. Czasem szuka tej duchowości w sposób nieświadomy albo błędny.
Dzisiaj świat wybrał sobie z chrześcijaństwa ikonę anioła, zamiast zdrowej wiary. Jest to jednak jakaś szansa, bo można pójść głębiej i dalej. Zdrowe spotkanie z aniołami zawsze prowadzi do Chrystusa i dlatego aniołowie są niewidzialni. Ich imiona to jakby komplementy prawione Panu Bogu: Michał znaczy „Któż jak Bóg”, Rafał — „Bóg uleczył”, Gabriel — „Bóg jest mocą”. Pan Bóg jest w centrum, a aniołowie są przezroczyści, bo nie chcą zatrzymywać uwagi na sobie. Były takie przypadki, że ktoś poprzez aniołów trafił w dalszych etapach życia do Chrystusa.

Mówi ksiądz, że aniołowie są niewidzialni. Ojciec Pio i siostra Faustyna widzieli swoich Aniołów Stróżów już od dzieciństwa. Nie mówili o tym nikomu, bo myśleli, że wszyscy tak samo doświadczają ich obecności.
Aniołowie są niewidzialni, bo to czyste duchy, taka jest ich natura. Mogą stać się widzialni. Zresztą w Piśmie Świętym, w Księdze Tobiasza, tak stało się z Rafałem. Podobnie było z aniołem, który wyprowadził św. Piotra z więzienia. Objawienia anielskie są obecne i na kartach Biblii, i w historii Kościoła. Zostały dane niektórym osobom dla wyższych celów.
Anioł może stać się w jakiś sposób widzialny, natomiast ciało, jakie przyjmuje, nie urosło w łonie matki. Nie potrzebuje pokarmu, napoju. Jego wygląd jest rodzajem ubrania, maski.

Co ksiądz może powiedzieć o źródłach naszych wyobrażeń anioła? Przeważnie przedstawiamy go sobie jako młodego mężczyznę ze skrzydłami.
O skrzydłach i męskiej naturze anioła mówi Pismo Święte. Aniołowie w Biblii to wojownicy, żołnierze. Na ikonach anioł często ma twarz kobiecą.
Tak naprawdę nie jest on ani mężczyzną, ani kobietą. Łączy różne cechy — męskie, jak waleczność, stanowczość, męstwo, ale i kobiece — piękno, harmonię, cierpliwość, dobroć. Cechy te mają podstawy w Piśmie. Poszczególne elementy wizerunku anioła mają swoje znaczenie, dlatego pojawiają się na obrazach i w rzeźbach.

W jednym ze swoich tekstów posłużył się ksiądz metaforą anioła pomagającego człowiekowi odnaleźć zagubione skrzydła. Skąd wziął się ten pomysł?
Wiadomo, że zostaliśmy powołani do lotu — wznoszenia się ponad to, co przyziemne, proste, poszukiwania czegoś więcej, przekraczania siebie, odnajdywania Boga i szukania z Nim kontaktu; do bycia orłem, a nie kurą zamkniętą w klatce, która karmi się ziarnem — hamburgerami, grami komputerowymi. Człowiek odnajduje w sobie Pana Boga i potencjał, który może rozwinąć. Otrzymał serce, które może kochać, przez co realizuje siebie. To właśnie są owe symboliczne skrzydła.

Czy dokonany przez księdza wybór zgromadzenia zakonnego był związany ze szczególnym zamiłowaniem do aniołów?
Nie, powód był zupełnie inny. Dopiero gdy zostałem michalitą, zobaczyłem, że modlitwa do św. Michała jest częścią naszej duchowości. To się rozwijało. Kiedy powierzono mi obowiązki redaktora czasopisma „Któż jak Bóg” oraz organizację pielgrzymek do sanktuarium na Monte Sant'Angelo, zostałem zmobilizowany do głębszego studiowania zagadnienia aniołów. Odczytałem to jako kolejne błogosławieństwo. Tak zaczęła się fascynująca przygoda, która nie ma końca. Nigdy nie powiem: już mam dość tych aniołów. Ich świat porywa i pewnie mój zachwyt skończy się na progu królestwa Bożego.


„Głos Ojca Pio” [73/1/2012]

http://aniol-ave.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 12 gru 2012, 12:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://michaeljournal.org/Odpust.htm

Odpusty w Kościele Katolickim
Skarb, który trzeba ponownie odkryć


W historii narosło wiele opinii na temat odpu­stów Były czasy, w których poprzez niewłaściwe ich traktowanie dochodziło do bardzo poważnych nadużyć. Dzisiaj, a już właściwie podczas trwania Soboru Watykańskiego II, zorientowano sin, że odpusty są zbyt ważną sprawą, by przejść obok nich obojętnie. Z tej racji Paweł VI ogłosił w Kon­stytucji Apostolskiej Indulgentiarum doctrina, z 1 stycznia 1967 r., poprawioną naukę w zakresie praktyki odpustów. Podaje ją w sposób skonden­sowany w kanonach 992-997 kodeks prawa kano­nicznego Jana Pawła II z 1983 r.
Objawienie Boże poucza nas, że grzechy po­ciągają za sobą kary, a gładzone są przez cierpie­nie, trudy życia czy też przez śmierć (por. Rdz 3,16-19; Rz 2,9). Chrześcijanin popełniający grzech otrzymuje w sakramencie pokuty odpusz­czenie winy, natomiast pozostaje jeszcze tzw. Kara doczesna. Darowanie kary doczesnej określa się terminem „odpust”, którego uzyskanie zakłada szczerą wewnętrzną przemianę oraz wypełnienie przepisanych uczynków. Odpust jest cząstkowy lub zupełny, w zależności od tego, czy uwalnia od kary doczesnej w części lub całości. Paweł VI zniósł odpusty określane konkretnym czasem (np. ilością dni lub lat), ponieważ w wieczności nie ma czasu. Wierny może uzyskiwać odpust cząstkowy lub zupełny tylko za siebie lub ofiarować go za zmarłego, ale za nikogo z żyjących, ponieważ każdy człowiek sam jest w stanie dokonać prze­miany swojego życia i wypełnić wymagane do otrzymania odpustu warunki. Odpust zupełny można uzyskać tylko jeden raz w ciągu dnia, poza pozostającymi w obliczu śmierci, natomiast odpu­sty cząstkowe można uzyskiwać w ciągu jednego dnia wielokrotnie.
Do uzyskania odpustu zupełnego wymagane są trzy warunki:
1) spowiedź sakramentalna;
2) komunia św.;
3) modlitwa w intencji Papieża.
Chodzi tu o intencję, jaką Ojciec Św. wyzna­cza na każdy miesiąc, a nie w intencji osoby Pa­pieża. Wystarczy odmówić „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”.


WIELORAKIE PRZEBACZENIE

Kościół może w rozmaity sposób wypraszać przebaczenie grzechów. Czyni to np. przez czyta­nie Pisma św., Dlatego kapłan po odczytaniu Ewangelii mówi: „Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy”. Albo, jeśli ktoś wstawia się za kimś, jeśli rezygnuje z czegoś na rzecz innych lub staje w obronie drugiego człowieka, jeśli wchodząc do kościoła żegna się wodą święconą i na nowo uświadamia sobie, że należy do wspólnoty ochrzczonych – znaczy to, że znalazł się na drodze nawrócenia i odpuszczenia grzechów. Jednak szczególną moc darowania grzechów ma uczest­niczenie we mszy świętej, ponieważ w niej uroczy­ście wyznajemy, że Krew Jezusa „za nas i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”.

Jeszcze inną drogą otrzymania przebaczenia są nabożeństwa pokutne, ponieważ zwracają uwagę na to, że Kościół jako wspólnota wierzą­cych jest miejscem pojednania. W modlitwie „Oj­cze nasz” chrześcijanin prosi: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowaj­com”. Kto na zakończenie dnia, rozważając wszystko co się zdarzyło, wzbudzi w sobie żal za grzechy i wyrazi wolę poprawy – może liczyć na Boże przebaczenie. A także ten, kto przezwycięży własną dumę i poprosi bliźniego o przebaczenie, uzyskuje je również od Boga.

Szczególne znaczenie dla odpuszczania grzechów posiadają sakramenty. Przez chrzest Chrystus wyzwala ludzi z mocy grzechu i stawia ich po stronie Boga. Dlatego mówimy w wyznaniu wiary: „Wyznaję jeden chrzest na odpuszczenie grzechów”. W obliczu śmierci otrzymują wierzący odpuszczenie grzechów w sakramencie namasz­czenia chorych. Między chrztem a śmiercią towa­rzyszy naszemu życiu ciągła możliwość nawróce­nia i pojednania w sakramencie pokuty.

Obrazek

Stary Testament przypisuje uczynkom miło­sierdzia ogromne znaczenie. W księdze Tobiasza mówi Anioł Rafał: Jałmużna uwalnia od śmierci i oczyszcza z każdego grzechu (Tb 12, 9).

Odpust: „W pierwszych wiekach Kościoła grzesznicy za ciężkie winy musieli odbywać długie publiczne pokuty, zanim otrzymali rozgrzeszenie i przyjęci zostali z powrotem do społeczności Ko­ścioła. Gdy prześladowany za wiarę chrześcijanin wstawił się za grzesznikiem, wówczas mogła być tamtemu darowana pokuta za popełnione grzechy. To łagodzenie, a nawet darowanie publicznych aktów pokuty (a więc nie odpuszczenie grzechów) nazwano później odpustem. Jeszcze później roz­powszechniono tę praktykę, powołując się na za­sługi Jezusa Chrystusa i świętych. W końcu doszło do zwyczaju uzyskiwania „odpustów” dla „dusz w czyśćcu cierpiących”, by skrócić czas ich oczysz­czenia. W średniowieczu doszło do wypaczenia odpustów. (Trzeba tu wspomnieć przede wszyst­kim o pieniężnych zapłatach, którymi można było zastępować uczynki pokutne). Stało się to jednym z zarzutów wysuwanych w czasach reformacji. Nauka Kościoła mówi, że przez odpust Bóg od­puszcza kary doczesne za grzechy już odpusz­czone. Aby uzyskać odpust, należy być „w stanie łaski”, to znaczy – być bez grzechów ciężkich i spełniać przepisane dobre uczynki lub modlitwy.
I. Odpust jest darowaniem wobec Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już, co do winy. Może go uzyskać wierny, odpowiednio przy­gotowany – po wypełnieniu pewnych określonych warunków – przy pomocy Kościoła, który jako słu­żebnica odkupienia autorytatywnie rozporządza i dysponuje skarbcem zadośćuczynienia Chrystusa i Świętych. Odpustami są czynności wiernych, w wielu wypadkach łączące się z jakimś miejscem (np. kościołem) lub z rzeczą (np. różańcem).
II. Odpust jest cząstkowy albo zupełny, zależ­nie od tego, czy uwalnia od kary doczesnej należ­nej za grzechy w części lub w całości. Odpust cząstkowy jest oznaczany bez określania dni lub lat. Kryterium miary tego odpustu stanowi wysiłek i gorliwość, z jaką ktoś wykonuje dzieło obdarzone odpustem cząstkowym. Mianowicie zyskującemu odpust Kościół przydziela ze swego skarbca tyle darowania kary doczesnej, ile on sam jej otrzymuje przez wykonanie dobrej czynności. Stąd tym wię­cej będzie darowania, im więcej gorliwości okaże osoba zyskująca odpust.
III. Nikt nie może przekazywać innym osobom żyjącym odpustów, jakie sam zyskuje. Odpusty za­równo cząstkowe jak i zupełne mogą być zawsze ofiarowane za zmarłych na sposób wstawiennic­twa.
IV. Odpust zupełny można uzyskać tylko je­den w ciągu dnia. Jednakże w momencie śmierci wierny może uzyskać odpust zupełny, chociażby tego dnia zyskał już inny odpust zupełny. Odpust cząstkowy można uzyskać kilka razy dziennie, chyba że co innego jest wyraźnie zaznaczone.
V. Do uzyskania odpustu zupełnego wymaga się wykonania dzieła obdarzonego odpustem, oraz wypełnienia trzech następujących warunków: a) spowiedź sakramentalna, b) Komunia euchary­styczna, c) modlitwa w intencjach Ojca Świętego.
VI. Ponadto wymaga się wykluczenia wszel­kiego przywiązania do grzechu nawet powsze­dniego. Jeśli brakuje pełnej tego rodzaju dyspozy­cji, albo nie zostaną spełnione wyliczone warunki, wtedy odpust będzie tylko cząstkowy.
VII. Wypada, by Komunia święta i modlitwa w intencjach Ojca Świętego miały miejsce w tym dniu, w którym wykonuje się dzieło obdarzone od­pustem.
VIII. Po jednej spowiedzi sakramentalnej można uzyskać kilka odpustów zupełnych. Nato­miast po jednej Komunii eucharystycznej i po jed­nej modlitwie w intencjach Ojca Świętego zyskuje się tylko jeden odpust zupełny.

Obrazek

IX. Warunek dotyczący modlitwy w intencjach Ojca Świętego wypełnia się całkowicie przez od­mówienie jeden raz "Ojcze nasz" i "Zdrowaś". Po­zostawia się wiernym swobodę wyboru jakiejkol­wiek modlitwy zgodnie z ich pobożnością.
X. Jeżeli do uzyskania odpustu związanego z jakimś dniem wymagane jest nawiedzenie kościoła lub kaplicy, to można go dokonać od południa dnia poprzedzającego, aż do północy kończącej dzień oznaczony.
XI. Wierni mogą uzyskać odpust zupełny wy­pełniając warunki określone w punkcie 5 i nastę­pujące dzieła obdarzone odpustem:
1. adoracja Najświętszego sakramentu trwająca przynajmniej pół godziny,
2. pobożne przyjęcie – choćby tylko przez radio – Błogosławieństwa Papieskiego udzielanego Mia­stu i Światu,
3. nawiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 li­stopada połączone z modlitwą za zmarłych – choćby tylko w myśli za zmarłych (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące); w pozostałe dni roku – odpust cząst­kowy,
4. pobożny udział w obrzędzie liturgicznym w Wielki Piątek i ucałowanie krzyża,
5. udział w ćwiczeniach duchowych trwających przynajmniej przez trzy dni,
6. publiczne odmówienie Aktu Wynagrodzenia w uroczystość Najświętszego Serca Jezusowego,
7. publiczne odmówienie Aktu poświęcenia ro­dzaju ludzkiego Chrystusowi Królowi w uroczy­stość Chrystusa Króla,
8. w uroczystość św. Apostołów Piotra i Pawła, każdy kto pobożnie używa przedmiotu religijnego (krzyża, różańca, szkaplerzna, medalika) poświę­conego przez Papieża lub Biskupa i w tym dniu odmówi Wyznanie Wiary,
9. wysłuchanie w czasie misji kilku kazań i udział w uroczystym ich zakończeniu,
10. przystąpienie po raz pierwszy do Komunii św. lub udział w takiej pobożnej ceremonii,
11. odprawienie pierwszej Mszy św. lub pobożne uczestnictwo w niej,
12. odmówienie różańca w kościele, w rodzinie, we wspólnocie zakonnej (należy odmówić przy­najmniej jedną część, jednakże pięć dziesiątek w sposób ciągły, z modlitwą ustną należy połączyć pobożne rozważanie tajemnic, w publicznym od­mawianiu tajemnice winne być zapowiadane zgodnie z zatwierdzoną miejscową praktyką, w odmawianiu prywatnym wystarczy, że wierny łączy z modlitwą ustną rozważanie tajemnic),
13. odnowienie przez kapłana w 25-, 50-, 60-lecie święceń kapłańskich postanowienia wiernego wy­pełniania obowiązków swojego powołania, uczest­niczenie w Mszy św. jubileuszowej,
14. czytanie Pisma św. z szacunkiem należnym słowu Bożemu, przynajmniej przez pół godziny,
15. nawiedzenie kościoła, w którym trwa Synod diecezjalny i odmówienie tam „Ojcze nasz" i „Wie­rzę",
16. odmówienie w sposób uroczysty hymnu „Przed tak wielkim Sakramentem" w Wielki Czwartek,
17. odmówienie tego samego hymnu w uroczy­stość Bożego Ciała,
18. publiczne odmówienie hymnu: „Ciebie Boże wielbimy" w ostatnim dniu roku,
19. publiczne odmówienie hymnu „Przybądź Du­chu" w Nowy Rok i w Zesłanie Ducha Świętego,
20. pobożne odprawienie Drogi Krzyżowej (przed stacjami prawnie irygowanymi, połączone z rozwa­żaniem Męki i Śmierci Chrystusa i przechodzeniem od stacji do stacji; w publicznym odprawianiu wy­starczy przechodzenie prowadzącego),
21. pobożne nawiedzenie kościoła w święto tytułu i dnia 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli) i odmówienie „Ojcze nasz" i „Wierzę",
22. pobożne nawiedzenie kościoła lub ołtarza w dniu jego konsekracji i odmówienie „Ojcze Nasz" i „Wierzę",
23. pobożne nawiedzenie kościoła w Dniu Zadusz­nym i odmówienie „Ojcze nasz" i „Wierzę" (odpust ten może być ofiarowany tylko za dusze w czyśćcu cierpiące),
24. pobożne nawiedzenie kościoła lub kaplicy za­konnej w święta Założyciela i odmówienie „Ojcze nasz” i „Wierzę",
25. udział w czynności świętej, której przewodni­czy wizytator w czasie odbywania wizytacji paster­skiej,
26. odnowienie przyrzeczeń chrztu św. w czasie nabożeństwa Wigilii Paschalnej lub w rocznicę swego chrztu,
27. pobożne nawiedzenie jednej z czterech patriar­chalnych bazylik rzymskich i odmówienie tam „Ojcze nasz" i „Wierzę" w: święto tytułu, jakie­kolwiek święto nakazane, raz w roku w innym dniu wybranym przez wiernego,
28. udział w świętych czynnościach sprawowa­nych w kościołach stacyjnych w Rzymie w okre­ślonych dniach roku zaznaczonych w Mszale Rzymskim,
29. w momencie śmierci, o ile wierny miał za ży­cia zwyczaj odmawiania jakichkolwiek modlitw (w tym wypadku wymieniony warunek zastępuje trzy zwyczajne warunki uzyskania odpustu zupełnego), dla uzyskania tego odpustu chwalebną rzeczą jest posługiwać się krucyfiksem lub krzyżem.
30. odmówienie modlitwy: Oto ja, o dobry i najsłod­szy Jezu – po komunii św. Przed obrazem Jezusa Chrystusa w każdy piątek Wielkiego Postu i w Wielki Piątek; w pozostałe dni roku – odpust cząstkowy,
31. posługiwanie się przedmiotami pobożności (krucyfiksem, krzyżem, szkaplerzem, medalikiem), jeżeli są pobłogosławione przez Papieża, ewentu­alnie przez biskupa, jeśli w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła, odmówimy wyznanie wiary (jakąkolwiek formułę); natomiast posługując się tymi przedmiotami pobłogosławionymi przez kapłana lub diakona – odpust cząstkowy.


Pełny wykaz odpustów cząstkowych:

32. odmówienie modlitwy: czynności nasze... (Mszał Rzymski: kolekta z czwartku po Popielcu),
33. odmówienie aktów cnót teologicznych i żalu za grzechy,
34. odmówienie hymnu: Uwielbiam Cię nabożnie (Adoro Te, devote),
35. odmówienie przed zebraniami modlitwy: Sta­jemy wobec Ciebie, Panie,
36. odmówienie modlitwy: Do Ciebie, Święty Józe­fie,
37. odmówienie modlitwy: Dzięki Ci składamy, Wszechmogący Boże, za wszystkie dobrodziej­stwa Twoje. Który żyjesz i królujesz na wieki wie­ków. Amen,
38. odmówienie modlitwy: Aniele Boży,
39. odmówienie modlitwy: Anioł Pański, w okresie wielkanocnym Królowo nieba,
40. odmówienie hymnu Duszo Chrystusowa,
41. nawiedzenie cmentarza starochrześcijańskiego, czyli katakumb,
42. odmówienie Składu Apostolskiego (pacierzowe wyznanie wiary) lub Symbolu Nicejsko – Konstantynopolitańskiego (mszalne wyznanie wiary),
43. akt komunii duchowej, wzbudzony przy pomocy jakiejkolwiek pobożnej formuły,
44. odmówienie Jutrzni lub Nieszporów żałobnych,
45. udział w nauczaniu lub uczeniu się nauki chrześcijańskiej,
46. odmówienie Psalmu 130(729): Z głębokości,
47. odmówienie modlitwy: Panie, Boże wszechmogący... (Liturgia Godzin: poniedziałek, II tydzień, Jutrznia),
48. odmówienie modlitwy: Wysłuchaj nas, Panie Święty, Ojcze wszechmogący, wieczny Panie, i racz zesłać z nieba świętego Anioła Swego, aby strzegł, osłaniał, nawiedzał i bronił wszystkich mieszkańców tego domu. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen,
49. odmówienie litanii: do Najświętszego Imienia Jezus, do Najświętszego Serca Pana Jezusa, do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana, Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, do świętego Józefa, do Wszystkich Świętych,
50. odmówienie kantyku: Magnifikat,
51. odmówienie modlitwy: Maryjo, Matko łaski, Matko miłosierdzia. Broń nas od wroga i przyjmij w godzinę śmierci,
52. odmówienie modlitwy: Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo (modlitwa św. Bernarda),
53. odmówienie Psalmu 51 (50): Zmiłuj się...,
54. uczestnictwo w publicznie odprawianej nowennie przed Bożym Narodzeniem, Zesłaniem Ducha Świętego i Niepokalanym Poczęciem,
55. odmówienie Małych oficjów: o Męce Pańskiej, o Najświętszym Sercu pana Jezusa, o Matce Bożej, o Niepokalanym Poczęciu, o św. Józefie,
56. odmówienie zatwierdzonej przez władzę kościelną modlitwy o powołania kapłańskie i zakonne,
57. odprawienie modlitwy myślnej (rozmyślania),
58. odmówienie modlitwy za Papieża: Wezwanie; módlmy się za Papieża naszego...Odpowiedź; Niech go Pan strzeże, zachowa przy życiu, darzy szczęściem na ziemi, i broni przed nieprzyjaciółmi,
59. odmówienie modlitwy: O święta uczto...,
60. słuchanie przepowiadanego Słowa Bożego (kazania),
61. odmówienie: Modlitwy o jedność Kościoła,
62. uczestnictwo w miesięcznym dniu skupienia,
63. odmówienie modlitwy: Wieczny odpoczynek,
64. odmówienie modlitwy: Racz, Panie nagrodzić życiem wiecznym wszystkich, którzy nam dobrze czynią dla imienia Twego,
65. odmówienie: Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia...,
66. odmówienie: Święta Maryjo, przybądź z pomocą biednym,
67. odmówienie modlitwy: Święci Apostołowie Piotrze i Pawle,
68. pobożne przeżegnanie się i wypowiedzenie słów: W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen,
69. odmówienie modlitwy: Pod twoją obronę...,
70. odmówienie modlitwy: Przyjdź Duchu Święty, napełnij serca wiernych Twoich i ogień miłości w nich zapal,
71. odmówienie modlitwy: Nawiedź ten dom (Liturgia Godzin: Kompleta po Nieszporach uroczystości.

opr. Tadeusz Głowacz




Notatka: Do opracowania wykorzystano materiały ze stron internetowych: Opoka, Mateusz, Archidiecezja Łódź, Diecezja Gorzów Wielkopolski; Książki: Rękopis z czyśćca tłumaczenie z francuskiego – Michalineum 2000 oraz O życiu pozagrobowym – fragmenty książki Święta Pani

Ten artykuł był publikowany w pismie Michael — styczeń-luty 2003.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 27 gru 2012, 08:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ta nasza ohydna współczesność, też przejdzie do historii i będą przyszłe pokolenia na nas patrzeć jak na barbarzyńskich wyzutych z człowieczeństwa dzikusów. A przecież aspiracje tych ustawionych światowców, europejczyków rządzących nami są takie wygórowane.
Ile na swych ustach mają sprawiedliwości, tolerancji, szacunku.
Brrrr .... Obłuda...


105 tys. chrześcijan oddało życie z wiarę

105 tysięcy chrześcijan zginęło w tym roku na świecie za wiarę. Takie dane amerykańskiego ośrodka prowadzącego statystyki religijne podał włoski socjolog religii Massimo Introvigne.

- To oznacza śmierć jednej osoby co 5 minut - powiedział w Radiu Watykańskim Introvigne, który kieruje utworzonym przy włoskim MSZ Obserwatorium Wolności Religijnej. Jego wypowiedź nagłośniły włoskie media podkreślając, że statystyka jest szokująca.

W wywiadzie nadanym w związku z obchodzoną uroczystością świętego Szczepana, pierwszego męczennika, włoski socjolog zwrócił uwagę na dramatyczną sytuację w Nigerii. - Z powodu fundamentalistycznej przemocy ze strony ugrupowania Boko Haram strach jest iść tam nawet do kościoła - powiedział.

- Pojawić się na tam Mszy św. oznacza ryzykować życiem - stwierdził. W poniedziałek, w Wigilię, na północy Nigerii uzbrojeni napastnicy zaatakowali wiernych podczas pasterki. Zginęło 6 osób.

Jako kolejne obszary ryzyka włoski ekspert wymienił także inne kraje o silnej obecności islamskiego fundamentalizmu, czyli Somalię, Mali, Pakistan i niektóre regiony Egiptu. Wspomniał też o krajach, w których panują totalne reżimy z Koreą Północną na czele.

Massimo Introvigne wskazał też na zjawisko identyfikacji tożsamości narodowej z konkretną religią. I tak na przykład - jak zauważył - w indyjskim stanie Orisa chrześcijanie są uznawani za zdrajców narodu.

MM, PAP

http://www.naszdziennik.pl/wiara-przesl ... wiare.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 07 mar 2013, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2 ... ska-sekta/

Już profesor Feliks Koneczny stwierdził, że protestantyzm to żydowska religia dla Chrześcijan. Zastosowano tu starą taktykę tworzenia podziałów - wynaleźć nieprawidłowości (a gdzież ich nie ma?), wzbudzić z ich powodu oburzenie u jak największej liczby ludzi i podział gotowy.

Kopia artykułu:

Żydowskie korzenie protestantyzmu – czy to żydowska sekta?
3 Marzec 2013Dodaj komentarzPrzeskoczenie do uwag

Źródło: http://www.reocities.com/rodeodrive/dis ... ta.htmlut1

Obrazek
Marcin Luter


Marcin Luter, zakonnik katolicki, który zainicjował protestancką reformację, ukazany jest na powyższej rycinie z “Christian News”, luterańskiego periodyku, jak demonstruje masoński gest “ręka na sercu”. Ten sam luterański periodyk w każdej edycji zamieszcza wizerunek pieczęci Lutra o rodowodzie różokrzyżowym. W rzeczywistości Luter należał do okultystycznej sekty Różokrzyżowców. Masońskie gesty i uściski rąk są takie same jak te stosowane przez członków Zakonu Różokrzyżowców. (Christian News, February 18, 2003, p. 1). Na podstawie http://www.whale.to/b/hand_on_heart.html

————————————————————————————————-

Żydowskie korzenie protestantyzmu

Pogląd jakoby protestantyzm stanowił próbę zjudaizowania chrześcijaństwa został już dawno wprowadzony do świata naukowego, również na gruncie polskim znajdujemy wielu badaczy doceniających skalę tego zagadnienia. Artykuł ten spróbuje przybliżyć nam to stanowisko.
Herezja Lutra od samego początku zdawała się zmierzać w jakimś dziwnym, ale określonym jasno, kierunku. W rozprawce z 1520r. (“An den christlichen Adel deutscher Nation von des christlichen Standes Besserung”) Luter jawnie zrywa z sakramentem kapłaństwa negując w ogóle istnienie osobnego stanu kapłańskiego – “Wynika z tego wszystkiego, ze nie ma różnicy między laikami czy kapłanami, książętami czy biskupami, w ogóle między – jak zwykli się wyrażać – duchownymi a świeckimi, gdyż zachodzi tylko różnica urzędu lub rodzaju zajęcia, ale nie stanu. Albowiem wszyscy oni są stanu duchownego, prawdziwymi kapłanami biskupami i papieżami, chociaż oddają się różnym zajęciom.” Tak więc Luter propagował “religię” bez księży, bez kapłanów. Skąd ten pomysł? Nie mając kontaktu z islamem, musiał zapatrywać się na Żydów obchodzących się bez kapłanów od 1450 lat. W judaiźmie kapłani spełniali wyłącznie role ofiarników przy krwawych ofiarach polegających na masowych rzeziach zwierząt hodowlanych dokonywanej w jedynej świątyni w Jerozolimie. I choć dziś Żydzi mają własne państwo to jednak nie zamierzają popisywać się swoim kultem, faktycznie zostali więc bez kapłanów (choć teoretycznie istnieją do dziś – w starym zakonie trzeba było się urodzić kapłanem lub lewitą, i był to stan dziedziczny – co ujawnia się w nazwiskach typu: Cohen, Cahun, Kohn, Lewy, Loew itp.). Tak więc w podobieństwie do Żydów luteranizm a później kalwinizm obchodzi się bez kapłanów.
W tym miejscu wynika sprawa pastorów? Jeśli nie są kapłanami, to kim? Są mianowicie przodownikami, doradcami gminy – jako rzeczoznawcy. I znowu prosta analogia z judaizmem – rabini również są tylko doradcami prawnymi, “uczonymi w piśmie” ale nie kapłanami. Uderzające podobieństwo zachodzi również w pojęciu kapłaństwa ogólnego, iż ktokolwiek może być jako kapłan – w wieczór sabatowy głowa rodziny żydowskiej staję się jakby kapłanem!
Kolejnym zapadnięciem w judaizm było usprawiedliwienie sławnej bigami landgrafa heskiego Filipa. Dla Lutra każdy patriarcha Starego Zakonu posiadał więcej powagi niż “sto tysięcy papieży”. a trzeba zauważyć, ze zazwyczaj unikali oni jednożeństwa. Tak więc teza Lutra jakoby poligamia nie była sprzeczna z Pismem św. Jest słuszna… o ile ograniczymy się do Starego Testamentu. Również w 1524r. i 1526r. miał sposobność wyrazić swoje poglądy gdy zapytany przez angielskiego apostatę Roberta Barmes’a o rozwód Henryka VIII z królową Katarzyną zalecał aby wzorem patriarchów żona sama zezwoliła na inna żonę. Jeszcze dobitniej formułuje to Melachton w swojej opinii udzielonej w 1531r., że król może się dopuścić bibami, skoro wymaga tego interes królestwa i spokój sumienia samego króla i jeśli papież nie udzieli rozwodu, to król może bez obaw przybrać sobie drugą żonę ponieważ poligamia nie jest zakazana “prawem Bożym” – tak samo i dzisiaj jeszcze powie każdy rabin.
Oczywiście judaistyczne zapatrywania szerzyły się bardzo szybko. Nie sposób nie odnieść genezy tych poczynań do Lutra, który jako pierwszy w swych listach, kazaniach i pismach opierał się przeważnie na Starym Testamencie, a zdawać się może iż celowo nawet unikał Nowego Testamentu. Kiedy dał biblię do swobodnego czytania, nie łudźmy się, że rozczytywano się w Nowym Testamencie! Nic dziwnego tedy, że anabaptyści w 1524r. zakładają sobie królestwo “Nowego Izraela” a w Monasterze 1535r. sporządzono sobie nowe wydanie wszystkich mężów Starego Zakonu – oczywiście w bolesnej karykaturze. 115 lat później purytanie pod Cromwellem urządzają sobie całą państwowość według wzorców ze Starego Zakonu, wskrzeszając niejako rozmaite urzędy i mechanizmy z czasów biblijnych. Oczywiście nie zabrakło i takich, którzy postulowali “powrót” do praktyki obrzezania!
Kalwińskim sektom udało się nawet zapędzić dalej w tym kierunku niż ich protoplastom – sektom Luterańskim. Znamiennym fakt iż Kalwin zakazał chrzcić dzieci na imiona inne niż wzięte ze Starego Testamentu. Zamiłowanie do żydowskich imion biblijnych najbardziej rozwinęło się w sektach anglosaskich i trwa tam dotychczas. Również polscy kalwiniści w wieku XVI i XVII lubowali się w tego typu imionach. Ciekawym aspektem związanym z osoba Cromwella jest jego zamysł o formalnej recepcji prawa starozakonnego i – co mniej jest wiadomym, że w Szwecji prawo żydowskie Starego Testamentu długo uznawane było za tzw. prawo “pomocnicze” – zamiast rzymskiego!
Stary Testament obfituje wręcz w opisy korzyści płynących ze zręcznego kłamstwa. I nic dziwnego, że przejęli się tym protestanci, którzy literalnie biorą tą część biblii, nie uzupełniając swych studiów lekturą Nowego Testamentu. W naukach Lutra tkwi właśnie geneza doktryny o uprawnieniu kłamstwa. U podstaw tego wszystkiego tkwi przekonanie o potrzebie dwojakiej moralności i wynikającego stąd odmoralnienia życia społecznego i publicznego, co znamiennie kojarzy nam się z talmudycznym rozróżnieniem traktowania bliźnich (Żydów) i całej reszty (goimów). Konkludując ten krótki wywód, z całą pewnością można stwierdzić, że wpływy żydowskie na protestantyzm są przeogromne – co znacznie ułatwia wyjaśnienie zajadłości z jaką ci przeklęci heretycy atakują, znienawidzony przez żydów, Kościół Katolicki. Kolejny raz światowe żydostwo podniosło rękę na Święty Kościół Chrystusowy, i choć niejednokrotnie “uczeń przerósł mistrza” (choćby KKK) to herezja Lutra, Kalwina i innych herezjarchów mocno napsuła krwi Oblubienicy Chrystusa. Niestety kościół (celowo pisany małą literą) dziś zdaje się nie zauważać tych prawd i za cenę doktrynalnych ustępstw i kompromisów przywraca do łask antychrysta -Lutra!
Różokrzyżowa pieczęć Marcina Lutra

Obrazek
Różokrzyżowa pieczęć Marcina Lutra (http://symboldictionary.net/?p=1395)





http://www.myslkonserwatywna.pl/histori ... a-kalwina/

Prawdziwe oblicze Jana Kalwina
redakcja | 6 lipca 2014 | 0 Komentarzy

Obrazek

Jan Kalwin (1509–1564) wywarł ogromny wpływ na historię, być może większy nawet niż wpływ Lutra. Z pewnością bez spektakularnego rewolucjonisty Lutra Kalwin nie mógłby niczego dokonać; z drugiej jednak strony, bez Kalwina protestancka rewolucja Lutra nie przyniosłaby takiego efektu w życiu politycznym, jaki zdołała wywrzeć we Francji i – wiele lat później – szczególnie w Stanach Zjednoczonych.

Młodość
Kalwin urodził się w zamożnej rodzinie w 1509 r. w Noyon (miasto we francuskiej Pikardii). Jako bardzo utalen towany student otrzymał kościelne beneficjum, by móc kontynuować naukę w Paryżu. Nie był lubiany przez kolegów, którzy przezywali go „biernikiem-oskarży cielem”1. Chętnie beształ kolegów i donosił na nich; zachowywał się w sposób zimny i nieprzystępny. Stając na forum publicznym szybko jednak tracił swój zwykły chłód i wyróżniał się w dysputach. Był anty-luteraninem i obrońcą władzy, popierał działania prawne wymierzone w najbardziej napastliwych luteran.

Kryzys
Gdy w 1532 r. studiował w Kolegium Francuskim, nadal był katolikiem. Przed końcem 1533 r. nieoczekiwanie przeszedł na protestantyzm, sprzedał beneficja i rozpoczął życie jako wędrowny kaznodzieja. Powstaje więc pytanie: co mogło być przyczyną tego kroku?
Protestancka hagiografia starała się wytłumaczyć decyzję Kalwina „budującymi rozmowami”, jakie miał prowadzić w swoim pokoju z kuzynem, który był protestantem. Późniejsze badania wykazały jednak, że w tym czasie byli oni od siebie oddaleni o setki kilometrów. Częściowego wyjaśnienia dostarczył sam Kalwin:
Za każdym razem, kiedy zaglądałem we własne wnętrze, nachodziło mnie tak wielkie przerażenie, że ani oczyszczenia, ani zadośćuczynienia nie mogły go pokonać. Im więcej rozważałem swoje położenie, tym bardziej moje sumienie kłuły ostre strzały [wyrzutów], i tylko w jednej rzeczy znajdowałem pocieszenie, a było to oszukiwanie samego siebie poprzez zapomnienie o sobie samym… skonsternowanym przez nędzę, w którą popadłem, a bardziej jeszcze przez świadomość, jak bliski byłem wiecznego potępienia (list do Sadoleta).
Można tylko przypuszczać, co było przyczyną tych tak gorących wyrzutów. Istnieje wszakże wyjaśnienie, oparte o poważne dowody, zawsze namiętnie zwalczane przez protestantów. W 1551 r. pewien katolicki apologeta wyjawił, że archiwa miejskie Noyon, gdzie urodził się Kalwin, zawierają zapis wyroku nałożonego nań – kiedy miał 18 lat – za sodomię. W tym czasie Kalwin otrzymał już był tonsurę. Jego rodzice uzyskali ułaskawienie od biskupa, tak że zamiast zostać skazanym na śmierć, jak tego wymagało prawo, Kalwin został obłożony infamią. Katolicki apologeta pokazał jako dowód dokument podpisany przez wielu znakomitych mieszkańców miasta. Angielski uczony Stapleton badał rzeczone archiwum za życia Kalwina i zaręczał o prawdziwości tego zdarzenia. Dla współczesnych niemieckich luteran było to oczywiste (Schlusselburg, Theologie calvinienne).
Mając 24 lata, Kalwin był na rozdrożu. Musiał wybierać pomiędzy spowiedzią – a luteranizmem. Oto, co wybrał:
Tylko wierz, a będziesz tak pewny wiecznego zbawienia, jak [możesz być pewny] odkupienia Chrystusa. Tylko wierz, a pomimo wszelkich zbrodni nie tylko pozostaniesz w łasce Bożej, usprawiedliwiony, ale na zawsze pozostaniesz w tej łasce i nigdy nie będziesz w stanie jej utracić (streszczenie doktryny Kalwina w Variations Bossueta).

Herezjarcha
Właśnie rozpoczynała się kariera Kalwina; powędrował do Strasburga, Bazylei i Ferrary, by ostatecznie w 1536 r. osiąść jako kaznodzieja w Genewie. Dopiero tam miał zademonstrować wszystkie swoje talenty, nie tylko jako mówca, ale i jako wirtuoz polityczny. W ciągu pięciu lat udało mu się utrwalić swą władzę nad Konsystorzem (Radą Starszych – trybunałem sądowniczym, który wydawał wyroki na wszystkich publicznych grzeszników), najpierw jako przywódca protestantów podczas eksterminacji katolików (połowa mieszkańców miasta uciekła, a ich posiadłości zostały skonfiskowane), później jako prezydent Rady, która w drodze głosowania ustalała „jedynie słuszną” interpretację Pisma św., w końcu jako przywódca trybunału, armii donosicieli oraz policji czuwającej nad moralnością i prawomyślnością.

Tyran
Obsesją Kalwina stało się ciągłe zwiększanie liczby przepisów dotyczących moralności publicznej. śmierć groziła nie tylko za poważne wykroczenie przeciw religii, ale nawet przeciw porządkowi panującego w mieście; była przeznaczona dla syna, który uderzyłby albo przeklął swego ojca, dla cudzołożnika i dla heretyka. Dzieci były chłostane lub wieszane za nazwanie swojej matki „diabłem”. Pewien znużony murarz wykrzyknął „do diabła z tą robotą i z majstrem”; został zadenuncjowany i skazany na trzy dni więzienia. Ścigano czarownice i czarnoksiężników – oczywiście złapani zawsze przyznawali się do winy. Według miejskich zapisków, w ciągu 60 lat około 150 „czarownic” spalono na stosie.
Lata mijały; obsesja Kalwina mocno dawała się we znaki mieszkańcom Genewy. Określono liczbę dań, jakie można było podać na stół; podobnie ustalono kształt butów i kobiecych fryzur. W zapisach archiwalnych można znaleźć werdykty w rodzaju:
Trzech podróżnych garbarzy zostało skazanych na trzy dni o chlebie i wodzie w więzieniu za zjedzenie na obiad trzech tuzinów pasztetów, co stanowi wielką niemoralność.
Od 1558 r. pijaństwo i gry karciane były karane grzywną. Miejski skarbiec napełnił się, były więc fundusze na opłacenie nowych donosicieli, bowiem w republice ewangelicznej wolności wszystkie ściany miały uszy, a niepowiadomienie o czymś władz samo w sobie stanowiło występek. „[Informatorzy] mają się znajdować w każdym kwartale miasta, tak aby nic nie uszło ich oczom” – pisał Kalwin. Kazania wygłaszano w czwartki i niedziele; obecność była obowiązkowa, a nieposłusznych (dotyczyło to także dzieci) karano grzywną lub chłostą. Szpiedzy sprawdzali, czy ulice i mieszkania były puste. Każdego roku kontrolerzy ortodoksji chodzili od domu do domu i dawali każdemu do podpisu wyznanie wiary, w tymże roku przegłosowane. Ostatni katolicy zmarli albo zostali wygnani. Nikt nie mówił o zmianie religii, gdyż Kalwin ustanowił prawo karzące śmiercią każdego, kto śmiałby kwestionować reformy wprowadzane przez „sługę Genewy”.

Miasto Kalwina
Na pozór Genewa stała się miastem nieskazitelnej moralności; w istocie królowała w niej moralna zgnilizna. Wśród mieszkańców przybywało banitów wszelkiej maści, protestantów wygnanych z Francji, lecz także osobników uciekających przed prawem. Kodeks wprowadzony przez Kalwina dopuszczał rozwody; ludzie przybywali tedy z Sabaudii i okolic Lyonu, aby wstąpić w nowe związki. Galiffe, protestancki genealog z Genewy, na podstawie swoich studiów określił to miasto w czasach Kalwina mianem rynsztoka Europy. Reformator miał świadomość tego faktu, pisząc w ostrych słowach:
Na dziesięciu kaznodziejów ledwie znajdziesz jednego, który stał się ewangelikiem dla innego powodu, niżby mógł bardziej swobodnie oddać się piciu i rozwiązłemu życiu.
Kalwin skromnie przyjął miano „sługi Genewy”, ale utrzymywał, iż to sam Bóg przemawia przez jego usta. „Jako że Bóg zechciał mnie uwiadomić, czym jest dobro i czym jest zło, przeto muszę postępować wedle tej miary…” – oraz, oczywiście, według tej samej miary musieli postępować wszyscy inni! Pewnego ranka mieszkańcy ujrzeli szubienice, wzniesione na licznych publicznych placach miasta, a na każdej z nich afisz: „Dla każdego, kto źle będzie mówić o imć Kalwinie”. List dyktatora wyjaśnia jego stanowisko:
Jest rzeczą konieczną, aby pozbyć się tych przeklętych nikczemników, którzy nawołują ludzi, aby ci się nam przeciwstawiali, oczerniając nasze postępowanie – takich łajdaków musimy wyplenić.

Władza absolutna
Życie Kalwina nie było nieskalane: istnieją przekazy o przejętych spadkach, o „spontanicznych darach” składanych „wielkiemu człowiekowi” przez kupców, o znacznych sumach pieniędzy przesyłanych przez królową Nawarry, księżną Ferrary i innych bogatych cudzoziemców z przeznaczeniem dla najuboższych, które jednak niknęły w ubogim mieszku „wielkiego człowieka”; o małżeństwach członków jego rodziny z potomkami bogaczy, których zastraszano groźbą konfiskaty mienia.
Krążyły paszkwile: biada temu, kogo policja religijna przyłapała z kopią jednego z nich! Niektórym udało się uciec na czas przed torturami i śmiercią; wówczas Kalwin skazywał ich żony na wygnanie, a całe mienie było konfiskowane. Ze względów bezpieczeństwa wymógł przegłosowanie kary śmierci na każdego, kto chociaż sugerowałby zaniechanie wygnania nieprawomyślnych obywateli.
Daniel Berthelier, zwierzchnik mennicy genewskiej, poznał w Noyon prawdę o przeszłości Kalwina, a pisemne dowody przechowywał w swoim domu. Zostały one odkryte, a on sam poddany straszliwym torturom i na koniec ścięty.
Władzę dyktatora utwierdziła ostatecznie egzekucja Serveta2. Kalwin sprytnie wysłał dzieło swego adwersarza do siedziby „papieży” protestantyzmu, z których wielu, łącznie z Melanchtonem, pogratulowało mu doprowadzenia do potępienia tego „strasznego heretyka”. Kalwin natychmiast wykorzystał tę przelotną przewagę, aby wyznaczyć na elektorów wielu takich, którzy chronili się w Genewie z powodów nie zawsze majacych związek z religią, a których on nazywał „wyznawcami wiary”. Wkrótce kontrolował już Konsystorz; wówczas resztka jego przeciwników była ścigana, wypędzana – albo „uświadamiana”. Był rok 1554: Kalwin miał przed sobą dziesięć lat absolutnej władzy.
Nikt więcej mu się nie sprzeciwiał; reformator nawet najpotężniejszych obywateli mógł zmusić do bosego przemarszu przez miasto, w samej koszuli i ze świecą w ręku, głośno żebrzących o „Boże miłosierdzie”. Taki wyrok kończył się publiczną „spowiedzią”, jaką penitent musiał – klęcząc – złożyć przed Konsystorzem.
Genewski herezjarcha w chwilach wolnych od lektury raportów swych szpiegów spisywał syntezę swej doktryny, zatytułowaną przewrotnie Nauka religii chrześcijańskiej (Institutio cristianae religionis). Nad swym dziełem pracował bez przerwy, zmieniając, dopisując, poprawiając – aż liczba stron urosła do tysiąca. Biada krytykom, których uwagi wywoływały z jego strony lawinę inwektyw. Jego złość równie łatwo obracała się przeciw katolikom, jak przeciw protestantom. O luteranach powiedział kiedyś: „Są porywczy, wściekli, kapryśni, niestali, kłamliwi, pełni psiej zuchwałości i diabelskiej dumy”.
Zimna nienawiść, która cechowała Kalwina, była w istocie straszliwa; ujawniła się z całą mocą w sprawie Michała Serveta. Ten uczony doktor, ukryty protestant, zabawiał się wynajdowaniem błędów i pomyłek w Nauce, dziele, z którego Kalwin był tak dumny. Servet wysłał mu tę księgę wraz z własnoręcznie naniesionymi uwagami; było to w roku 1546. Kalwin zazgrzytał zębami: „Jeśli on tu kiedyś przyjdzie, a ja będę miał jakąkolwiek władzę, nigdy nie pozwolę mu opuścić tego miejsca żywcem” (list do Vireta, kaznodziei w Lozannie). Na chwilę zemsty czekał siedem lat. W 1553 r. Servet opublikował anonimowo traktat antytrynitarny (Christianissimi restitutio – Odnowienie arcy chrześcijaństwa). Kalwin, który doskonale orientował się, kto i gdzie wydaje protestanckie książki, szybko odkrył tożsamość autora. Zadenuncjował go, dostarczając Inkwizycji stosowne dowody, a następnie pomógł uzyskać złagodzenie kary na podstawie zasług, jakie Servet miał jako lekarz. Nieszczęsny doktor uciekł do Genewy, gdzie został natychmiast aresztowany. Pozwolono mu gnić w więzieniu przez dwa miesiące; Servet prosił o pozwolenie na posiadanie czystej odzieży i bielizny, ale Kalwin odrzucił jego prośby. Lekarz został skazany na spalenie żywcem, a Kalwin osobiście zaprojektował miejsce kaźni: wiązki drewna zostały ułożone koliście wokół słupa, aby ofiara nie spaliła się za szybko… Kalwin przez dwie godziny przysłuchiwał się z okna krzykom Serveta. Wykonanie tego wyroku poparli później główni „ojcowie protestantyzmu”.
Po roku 1559 gniew, jaki Kalwin żywił wobec swoich wrogów, zaczął dawać mu się samemu we znaki; dręczyły go bóle brzucha, kolka nerkowa i krwawy kaszel. Jego następca, Teodor Béze, zamknął Kalwina w jego komnacie i począł tworzyć legendę „wielkiego człowieka”. Musiał jednak ukrywać, że jego mistrz stawał się z dnia na dzień bardziej władczy i coraz bardziej tyranizował otoczenie nieprzewidywalnymi wybuchami wściekłości. Nic go nie zadowalało; łajał, groził, gorzko narzekał na pastorów. Nakazał członkom Konsystorza publicznie spowiadać się przed sobą.
Umarł 27 maja 1564 r., jak się wydaje dziękując Bogu za powierzenie mu swej ewangelizacyjnej misji. Czy był prorokiem, jak uważają protestanci? Być może: z dzisiejszego punktu widzenia, był – paradoksalnie – prorokiem demokracji religijnej, demokracji Antychrysta. Kiedy leżał na łożu śmierci, z jego ust nie dobył się jednak okrzyk, który wyrwał się umierającemu Michałowi Servetowi: „Panie Jezu, Synu Boga wiecznego, miej litość nade mną!”.

Ks. Filip Marcille FSSPX


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 08 mar 2013, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Mediolański przełom

Edykt mediolański cesarza Konstantyna Wielkiego to fakt ze wszech miar przełomowy – niewiele znajdzie sobie równych w całych dziejach ludzkości, w historii zaś Kościoła śmiało można go lokować na drugim miejscu po zesłaniu Ducha Świętego.

Przełomowość edyktu mediolańskiego nie budzi najmniejszych wątpliwości – z chwilą, gdy publicznie wybrzmiały słowa: Postanowiliśmy (…) chrześcijanom i wszystkim dać zupełną wolność wyznawania religii, jaką kto zechce oraz nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii, którą sam za najodpowiedniejszą dla siebie uzna, nic już nie miało pozostać takie samo jak wcześniej.

Definitywnie skończył się świat pogański – wszechwładny imperator świata otworzył jego drzwi dla Ducha Świętego. Wskutek ofiarowania przezeń chrześcijanom całkowitej wolności wyznania i działania Chrystusowa Ewangelia mogła nieodwracalnie świat przemienić, niosąc mu cywilizację miłości, prawdy, dobra, piękna i sprawiedliwości.

Wszyscy bez wyjątku wyznawcy Chrystusa powinni we wdzięcznej pamięci zachowywać rok 313 oraz człowieka, który zaufał ich Bogu, choć w Niego nie wierzył, i posłuchał głosu Kościoła, pomimo iż nie był jego członkiem.

„Zielone światło” dla Ewangelii

Trudno przecenić wagę edyktu tolerancyjnego Konstantyna – w jednej chwili zakończył się trzystuletni okres prześladowań i status Kościoła diametralnie się odmienił. Mógł wyjść z podziemia i odetchnąć powietrzem wolności, po czym kontynuować swą służbę, odtąd już bez obawy, że spadną nań nowe krzywdy. Chrześcijanom zwrócono skonfiskowaną uprzednio własność, pozwolono też budować kościoły, zapewniając, iż w przyszłości nie zostaną zburzone.

W roku 313 chrześcijaństwo nie uzyskało bynajmniej pozycji uprzywilejowanej – zostało jedynie zrównane w prawach z kultami pogańskimi, cieszącymi się dotychczas pełną swobodą. To jednak wystarczyło. Na początku IV wieku Kościół był już na tyle okrzepły i sprawnie zorganizowany, by nie tylko sprostać wyzwaniom, jakie stawiało przed nim równouprawnienie, ale wręcz rozpocząć batalię o duszę pogańskiego świata. Już wszak półtora stulecia wcześniej poczęła wiara Chrystusowa wykraczać poza granice Imperium Romanum – nawrócenie około roku 190 panującego w Edessie króla Abgara przyniosło chrystianizację zajmującego strefę buforową między Rzymem a Persją państwa Osroene, wskutek czego chrześcijaństwo wkrótce stało się narodową religią syryjskiej ludności Mezopotamii.

Uzyskawszy zatem „zielone światło”, Ewangelia rozpoczęła proces przenikania stygnącego religijnie świata grecko rzymskiego – jej zwycięstwo było jedynie kwestią czasu. Konstantyn, aczkolwiek z pewnością pozostawał pod urokiem poznanej z kart Ewangelii osoby Jezusa Chrystusa i wysoko cenił chrześcijańskie normy etyczne, co więcej, zaniepokojony szerzącą się herezją doprowadził do sformułowania na soborze w Nicei (który sam zwołał i osobiście mu przewodniczył) ortodoksyjnego credoKościoła, własnego pogaństwa wyrzekł się dopiero na łożu śmierci. Nie minie jednak pół stulecia od jego zgonu, gdy cesarz Teodozjusz, również zwany Wielkim, uczyni chrześcijaństwo w formie nicejskiej religią państwową.

Dekonstantynizacja Kościoła

Chrześcijański Wschód od wieków czci Konstantyna jako świętego, ba jako isapostolos, czyli równego apostołom. Sporo w tym przesady wynikłej z późniejszego wschodniego cezaropapizmu, niemniej pamięć o nieocenionej roli, jaką odegrał ów wybrany przez Opatrzność do wyzwolenia Kościoła z okowów poganin, nieustannie tam trwa. Współczesny Zachód natomiast postrzega Konstantyna jako tego, który uczynił z Kościoła – używając określenia Lorda Actona – pozłacaną podpórkę absolutyzmu.

Dziś pięknoduchy Zachodu (zarówno ci w koloratkach, jak i ci rozchełstani pod szyją) zarzucają Kościołowi wielowiekowe utknięcie w „konstantynizmie”, z czego – jak to z perwersyjną radością głoszą wszem i wobec – dopiero teraz wyzwala go duch Soboru Watykańskiego II. Ich zdaniem Kościół właściwie wypełniał swą misję jedynie w okresie katakumbowym, później zaś zdradził ideały pierwszych chrześcijan i odszedł od nauki Jezusa Chrystusa, stając się narzędziem sprawowania świeckiej władzy. Postulują zatem powrót do stanu sprzed tysiąca siedmiuset lat, w czym ochoczo sekunduje im współczesna zlaicyzowana cywilizacja.

Propagatorzy Kościoła „zdecentralizowanego”, Kościoła „ubogiego”, Kościoła „pacyfistycznego”, Kościoła rzekomo „ewangelicznego” (zupełnie jakby przez wszystkie wieki swego istnienia po przełomie konstantyńskim Kościół nauczał nie Ewangelii, lecz jakichś szatańskich wersetów), zapominają albo nie wiedzą (bądź po prostu bezczelnie tę wiedzę ignorują), że pierwotny Kościół był oderwany od głównego nurtu rozwoju świata bynajmniej nie z własnej woli i własnego wyboru, lecz z powodu narzuconych mu przemocą uwarunkowań zewnętrznych.

Pierwotni chrześcijanie marzyli o odmianie swego ciężkiego losu i usilnie prosili Boga o cud skruszenia zatwardziałych w nienawiści serc swoich prześladowców. Śnili o władzy, która obejmie ich opieką i pozwoli na swobodną służbę Bogu i nieskrępowane głoszenie Dobrej Nowiny, nie w mroku katakumb, lecz na zalanym słońcem forum. A gdy modlitwy te zostały wysłuchane i spłynęło na nich dobrodziejstwo tolerancji, cała wspólnota wyznawców Jezusa wybuchnęła dziękczynnym: Alleluja!

Marzenie o katolickiej władzy

Trudno zrozumieć postawę dzisiejszych katolików, zwłaszcza tych konsekrowanych, wyrzucających Kościołowi „konstantynizm” i cieszących się z ostatecznego rozwodu Ołtarza z Tronem. Wszak to dzięki opiece owego Tronu mógł Kościół bez przeszkód przystępować do Ołtarza Bożego.

To prawda, że przełom konstantyński spowodował napływ do Kościoła wszelkiej maści oportunistów, a jego instytucja uwikłała się w doraźną, niejednokrotnie brudną politykę, tylko co z tego? To tylko kolejne wyzwanie do przezwyciężenia mocą Ewangelii. Kościół katolicki, który przez piętnaście stuleci nie miał pojęcia, że jest „konstantyński” (o swym „konstantynizmie” dowiedział się dopiero w XIX stuleciu z ust rozmaitych letnich Actonów czy wręcz wrogich Döllingerów), wyszedł z tej próby zwycięsko, rozszerzając naukę Jezusa Chrystusa na wszystkie kontynenty i ogłaszając Jego królowanie nad całym ziemskim globem.

A katolickim pięknoduchom z ciężko chorego na duszy Zachodu – zarówno tym w koloratkach, jak i tym rozchełstanym pod szyją – wypada jedynie zwrócić uwagę na rzecz, której prawdopodobnie i tak nie zrozumieją: że wyłącznie dzięki konstantyńskiemu sojuszowi Ołtarza z Tronem mogą dziś w sposób nieskrępowany snuć swe destrukcyjne teorie. Ich bracia w wierze z Syrii, Egiptu, Nigerii czy Pakistanu od stuleci albo zgoła nigdy nie cieszyli się taką wolnością. Asia Bibi marzy o katolickiej władzy, która wyzwoliłaby ją z celi śmierci, w której przebywa od z górą dwóch lat za zwykłe wyznanie swej wiary w Chrystusa.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/mediolanski-przelom,13037,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 20 kwi 2013, 19:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Mediolański przełom

Edykt mediolański cesarza Konstantyna Wielkiego to fakt ze wszech miar przełomowy – niewiele znajdzie sobie równych w całych dziejach ludzkości, w historii zaś Kościoła śmiało można go lokować na drugim miejscu po zesłaniu Ducha Świętego.

Przełomowość edyktu mediolańskiego nie budzi najmniejszych wątpliwości – z chwilą, gdy publicznie wybrzmiały słowa: Postanowiliśmy (…) chrześcijanom i wszystkim dać zupełną wolność wyznawania religii, jaką kto zechce oraz nikomu nie można zabronić swobody decyzji, czy myśl swą skłoni do wyznania chrześcijańskiego, czy do innej religii, którą sam za najodpowiedniejszą dla siebie uzna, nic już nie miało pozostać takie samo jak wcześniej.

Definitywnie skończył się świat pogański – wszechwładny imperator świata otworzył jego drzwi dla Ducha Świętego. Wskutek ofiarowania przezeń chrześcijanom całkowitej wolności wyznania i działania Chrystusowa Ewangelia mogła nieodwracalnie świat przemienić, niosąc mu cywilizację miłości, prawdy, dobra, piękna i sprawiedliwości.

Wszyscy bez wyjątku wyznawcy Chrystusa powinni we wdzięcznej pamięci zachowywać rok 313 oraz człowieka, który zaufał ich Bogu, choć w Niego nie wierzył, i posłuchał głosu Kościoła, pomimo iż nie był jego członkiem.

„Zielone światło” dla Ewangelii

Trudno przecenić wagę edyktu tolerancyjnego Konstantyna – w jednej chwili zakończył się trzystuletni okres prześladowań i status Kościoła diametralnie się odmienił. Mógł wyjść z podziemia i odetchnąć powietrzem wolności, po czym kontynuować swą służbę, odtąd już bez obawy, że spadną nań nowe krzywdy. Chrześcijanom zwrócono skonfiskowaną uprzednio własność, pozwolono też budować kościoły, zapewniając, iż w przyszłości nie zostaną zburzone.

W roku 313 chrześcijaństwo nie uzyskało bynajmniej pozycji uprzywilejowanej – zostało jedynie zrównane w prawach z kultami pogańskimi, cieszącymi się dotychczas pełną swobodą. To jednak wystarczyło. Na początku IV wieku Kościół był już na tyle okrzepły i sprawnie zorganizowany, by nie tylko sprostać wyzwaniom, jakie stawiało przed nim równouprawnienie, ale wręcz rozpocząć batalię o duszę pogańskiego świata. Już wszak półtora stulecia wcześniej poczęła wiara Chrystusowa wykraczać poza granice Imperium Romanum – nawrócenie około roku 190 panującego w Edessie króla Abgara przyniosło chrystianizację zajmującego strefę buforową między Rzymem a Persją państwa Osroene, wskutek czego chrześcijaństwo wkrótce stało się narodową religią syryjskiej ludności Mezopotamii.

Uzyskawszy zatem „zielone światło”, Ewangelia rozpoczęła proces przenikania stygnącego religijnie świata grecko rzymskiego – jej zwycięstwo było jedynie kwestią czasu. Konstantyn, aczkolwiek z pewnością pozostawał pod urokiem poznanej z kart Ewangelii osoby Jezusa Chrystusa i wysoko cenił chrześcijańskie normy etyczne, co więcej, zaniepokojony szerzącą się herezją doprowadził do sformułowania na soborze w Nicei (który sam zwołał i osobiście mu przewodniczył) ortodoksyjnego credoKościoła, własnego pogaństwa wyrzekł się dopiero na łożu śmierci. Nie minie jednak pół stulecia od jego zgonu, gdy cesarz Teodozjusz, również zwany Wielkim, uczyni chrześcijaństwo w formie nicejskiej religią państwową.

Dekonstantynizacja Kościoła

Chrześcijański Wschód od wieków czci Konstantyna jako świętego, ba jako isapostolos, czyli równego apostołom. Sporo w tym przesady wynikłej z późniejszego wschodniego cezaropapizmu, niemniej pamięć o nieocenionej roli, jaką odegrał ów wybrany przez Opatrzność do wyzwolenia Kościoła z okowów poganin, nieustannie tam trwa. Współczesny Zachód natomiast postrzega Konstantyna jako tego, który uczynił z Kościoła – używając określenia Lorda Actona – pozłacaną podpórkę absolutyzmu.

Dziś pięknoduchy Zachodu (zarówno ci w koloratkach, jak i ci rozchełstani pod szyją) zarzucają Kościołowi wielowiekowe utknięcie w „konstantynizmie”, z czego – jak to z perwersyjną radością głoszą wszem i wobec – dopiero teraz wyzwala go duch Soboru Watykańskiego II. Ich zdaniem Kościół właściwie wypełniał swą misję jedynie w okresie katakumbowym, później zaś zdradził ideały pierwszych chrześcijan i odszedł od nauki Jezusa Chrystusa, stając się narzędziem sprawowania świeckiej władzy. Postulują zatem powrót do stanu sprzed tysiąca siedmiuset lat, w czym ochoczo sekunduje im współczesna zlaicyzowana cywilizacja.

Propagatorzy Kościoła „zdecentralizowanego”, Kościoła „ubogiego”, Kościoła „pacyfistycznego”, Kościoła rzekomo „ewangelicznego” (zupełnie jakby przez wszystkie wieki swego istnienia po przełomie konstantyńskim Kościół nauczał nie Ewangelii, lecz jakichś szatańskich wersetów), zapominają albo nie wiedzą (bądź po prostu bezczelnie tę wiedzę ignorują), że pierwotny Kościół był oderwany od głównego nurtu rozwoju świata bynajmniej nie z własnej woli i własnego wyboru, lecz z powodu narzuconych mu przemocą uwarunkowań zewnętrznych.

Pierwotni chrześcijanie marzyli o odmianie swego ciężkiego losu i usilnie prosili Boga o cud skruszenia zatwardziałych w nienawiści serc swoich prześladowców. Śnili o władzy, która obejmie ich opieką i pozwoli na swobodną służbę Bogu i nieskrępowane głoszenie Dobrej Nowiny, nie w mroku katakumb, lecz na zalanym słońcem forum. A gdy modlitwy te zostały wysłuchane i spłynęło na nich dobrodziejstwo tolerancji, cała wspólnota wyznawców Jezusa wybuchnęła dziękczynnym: Alleluja!

Marzenie o katolickiej władzy

Trudno zrozumieć postawę dzisiejszych katolików, zwłaszcza tych konsekrowanych, wyrzucających Kościołowi „konstantynizm” i cieszących się z ostatecznego rozwodu Ołtarza z Tronem. Wszak to dzięki opiece owego Tronu mógł Kościół bez przeszkód przystępować do Ołtarza Bożego.

To prawda, że przełom konstantyński spowodował napływ do Kościoła wszelkiej maści oportunistów, a jego instytucja uwikłała się w doraźną, niejednokrotnie brudną politykę, tylko co z tego? To tylko kolejne wyzwanie do przezwyciężenia mocą Ewangelii. Kościół katolicki, który przez piętnaście stuleci nie miał pojęcia, że jest „konstantyński” (o swym „konstantynizmie” dowiedział się dopiero w XIX stuleciu z ust rozmaitych letnich Actonów czy wręcz wrogich Döllingerów), wyszedł z tej próby zwycięsko, rozszerzając naukę Jezusa Chrystusa na wszystkie kontynenty i ogłaszając Jego królowanie nad całym ziemskim globem.

A katolickim pięknoduchom z ciężko chorego na duszy Zachodu – zarówno tym w koloratkach, jak i tym rozchełstanym pod szyją – wypada jedynie zwrócić uwagę na rzecz, której prawdopodobnie i tak nie zrozumieją: że wyłącznie dzięki konstantyńskiemu sojuszowi Ołtarza z Tronem mogą dziś w sposób nieskrępowany snuć swe destrukcyjne teorie. Ich bracia w wierze z Syrii, Egiptu, Nigerii czy Pakistanu od stuleci albo zgoła nigdy nie cieszyli się taką wolnością. Asia Bibi marzy o katolickiej władzy, która wyzwoliłaby ją z celi śmierci, w której przebywa od z górą dwóch lat za zwykłe wyznanie swej wiary w Chrystusa.

Jerzy Wolak

http://www.pch24.pl/mediolanski-przelom,13037,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 22 kwi 2013, 12:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/04/14 ... -sw-marka/

Koptowie – dziedzice tradycji św. Marka
Posted by Marucha w dniu 2013-04-14 (niedziela)

Bardzo trudno w jednym artykule streścić dwa tysiące lat koptyjskiego chrześcijaństwa. Żeby jednak Czytelnik dostał choć zarys tego, o czym mowa, należy zacząć od czasów apostolskich, z których Kościół ten się wywodzi.

Obrazek
Niełatwo być w dzisiejszym Egipcie chrześcijaninem, szczególnie nawróconym z islamu. Fot. Open Doors.


Legenda głosi, że gdy św. Marek przybył do Egiptu, by zwiastować Ewangelię w Aleksandrii, urwał mu się pasek u sandała. Udał się zatem do szewca, który naprawiając but ukłuł się szydłem w rękę. Miał przy tym głośno krzyknąć: „Jeden jest Bóg”. Św. Marek rozpoznając w tym Boże działanie, ogłosił szewcowi Ewangelię, którą ten miał przyjąć ochoczym sercem i stać się pierwszym chrześcijaninem i biskupem Aleksandrii po św. Marku. Kościół koptyjski stąd jest także zwany Aleksandryjskim Kościołem Markowym. Okres zwiastowania Ewangelii w Aleksandrii przez Apostoła obejmują lata od ok. 55 do 68 r.
Po męczeńskiej śmierci ucznia Chrystusowego gmina aleksandryjskich chrześcijan starała się działać w ukryciu, pomna prześladowań ze strony pogańskiej większości, jak miało to miejsce w wielu innych miejscach. Przez kolejne sto lat przekazy historyczne milczą na temat rozwoju koptyjskiego chrześcijaństwa. Znamy jedynie z nazwy imiona kolejnych dziesięciu patriarchów.
Za czasów Demetriusza I (188-230) miały miejsce w Egipcie pierwsze zorganizowane przez władze prześladowania chrześcijan, którzy nie chcieli oddawać boskiej czci cesarzowi paląc kadzidła przed jego posągiem. Na ten okres przypada życie Orygenesa, jednej z najważniejszych postaci słynnej Szkoły Aleksandryjskiej.
Kolejni władcy rzymscy traktowali sprawy religii z obojętnością, co nie znaczy, że polityka przyjęta wobec Koptów i innych chrześcijan imperium rzymskiego nie była kontynuowana. W latach 249-251 Rzymem władał cesarz Decjusz, który niechlubnie „zasłynął” jako prześladowca wyznawców Chrystusa do tego stopnia, że za jego panowania (podobnie jak i za czasów jego następcy) wielu chrześcijan aleksandryjskich wyparło się swojej wiary. Praktyka w takich wypadkach była bardzo surowa: odszczepieńcom nie pozwalano wracać do Kościoła. Zmienił to dopiero patriarcha Dionizy (262-264), który słabych przyjmował z powrotem po odbyciu przez nich stosownej pokuty. Odprężenie, jakie przyszło w drugiej połowie III w. pozwoliło Koptom rozwinąć skrzydła dając impuls do budowy nowych kościołów. Chrześcijaństwo zaczynało być coraz poważniejszą siłą w chorym i zdemoralizowanym cesarstwie.

Kulminacja rzymskich represji
Szczytowy okres prześladowań miał jednak dopiero nadejść wraz z panowaniem Dioklecjana (284-305). Krwawe represje, które według kościelnych źródeł pochłonęły życie od 140 do 800 tysięcy chrześcijan, zostały upamiętnione przez rozpoczęcie Ery Męczenników, koptyjskiego kalendarza, stosowanego przez do dziś równolegle z Anno Domini. Okaleczenia, palenie żywcem oraz inne wymyślne tortury nie były jednak w stanie złamać koptyjskiego ducha, przeciwko któremu szczególnie zwróciła się nienawiść Dioklecjana. W czasie prześladowań poniósł śmierć męczeńską patriarcha Piotr I (302-311), znany jako „Pieczęć Męczenników”. Pośród nieprzeliczonej rzeszy świętych koptyjski synaksariusz (martyrologium) wymienia m.in. św. Zofię, pod której wezwaniem powstała słynna katedra Hagia Sofia oraz św. Katarzynę Aleksandryjską, której został poświęcony klasztor na Synaju.
Prześladowania w różnych okresach dały impuls działalności misyjnej Koptów, z których część zaczęła przemieszczać się na południe, do Nubii oraz w stronę Azji, ewangelizując Palestynę, Kapadocję, Syrię i Arabię. Drugim skutkiem prześladowań było powstanie ruchu monastycznego. Często błędnie przypisuje się jedynie Egiptowi początki monastycyzmu, podczas gdy w tym samym czasie mamy do czynienia z równoległym rozwojem życia zakonnego w Syrii, szczycącego się klasztorami gromadzącymi nawet tysiąc mnichów!
Okres pokoju w Egipcie, następujący dopiero po wydaniu przez Konstantyna słynnego edyktu mediolańskiego nie trwał jednak długo. Pojawiły się nowe problemy – herezje, które w Egipcie zyskały niemałą liczbę wyznawców. O ile w II stuleciu Koptowie zmagali się z gnostykami, o tyle w IV w. ich głównymi rywalami byli arianie. Pomimo tego trzy pierwsze sobory były zdominowane przez aleksandryjskich chrześcijan, spośród których jedną z najważniejszych postaci był św. Cyryl Aleksandryjski.
Sytuację zmienił sobór chalcedoński. Pośród jego przeciwników znaleźli się także Koptowie, tworząc odtąd wybitnie narodowy i etniczny Kościół, tak jak miało to miejsce wśród Asyryjczyków i Ormian. Odtąd wspólnoty te „zasklepiają się”, oddzielając się od nowego (Bizancjum), jak i starego Rzymu, a podtrzymując nadal bliskie kontakty nawzajem ze sobą, czego przykładem jest fakt objęcia w ciągu historii urzędu koptyjskiego patriarchy przez kilku biskupów asyryjskich. Nie dziwi zatem fakt, że arabskie podboje Egiptu były traktowane przez niektórych Koptów jako wybawienie z rąk znienawidzonych Bizantyjczyków, których reprezentowali zwolennicy Chalcedonu, melkici, mający wciąż władzę nad Egiptem. Gdyby tylko Koptowie mogli wiedzieć, że zarówno administrację i system fiskalny po pewnym czasie nowi muzułmańscy władcy Egiptu wprowadzą i tak na modłę bizantyjską…

Nadchodzi era arabska
Rok 641 rozpoczyna erę podbojów i panowania arabskiego nad Egiptem. Podbój ten zwiększył niemałą już liczbę męczenników, gdyż wbrew obiegowej opinii Koptowie nie oddali muzułmanom Egiptu bez walki. Świadectwem tego były wciąż wybuchające przeciw władzy muzułmańskich najeźdźców powstania, spośród których najważniejszym było powstanie baszmurskie w latach 829-830. Powodem tego stanu rzeczy był ucisk fiskalny, którym muzułmanie próbowali zmusić Koptów do przejścia na islam. Sam system fiskalny, narzucony przez muzułmanów, o czym warto wspomnieć, służył utrzymaniu ich armii i zbieraniu funduszy na dalszy dżihad. W ten sposób zdobywca Egiptu, Amr, zebrał zawrotną sumę 200 milionów dinarów (ok. 800 ton złota!), którą jego następca, Abdullah Ibn Sa’ad Ibn Abi s-Sarh, powiększył jeszcze o 2 miliony. Takie podatki doprowadzały Koptów do skraju bankructwa i widma śmierci głodowej. Niektórzy więc ulegali wybierając religię najeźdźcy.
Statut Koptów pod panowaniem muzułmańskim przez wieki regulowała tzw. karta Omara, dokument, który precyzował pozycję „ludzi Księgi” – chrześcijan, żydów, zoroastryjczyków i mandejczyków – pod panowaniem muzułmańskim. W ten sposób Koptowie zaczęli być stopniowo traktowani jako obywateli drugiej kategorii albo i często bez żadnych praw. W dokumencie tym po raz pierwszy znalazł się zapis o obowiązku noszenia przez społeczności chrześcijańskie znaków wyróżniających. Jest w nim też mowa o tym, że chrześcijanie powinni zawsze ustępować miejsca muzułmanom oraz traktować ich jako wyżej stojących od siebie. Na egipskie realia ma to bardzo konkretne przełożenie: Koptowie, często znacznie lepiej wykształceni, nie mogą piastować żadnych kluczowych i wysokich urzędów w Egipcie, od prezydentury do praktycznie wszelkiego typu zwierzchnictwa nad muzułmanami.
Przez kolejne wieki zmieniających się rządów muzułmańskich sytuacja ulegała pogorszeniu. I choć fale prześladowań miały charakter sinusoidalny, nigdy ich położenie nie było takie, jak za czasów przedmuzułmańskich.

Intruzi we własnym kraju
Na przełomie X i XI w. fatymidzki kalif Al-Hakim rozpętał ponownie prześladowania Koptów. Nakazano im nosić znak wyróżniający w postaci ciężkiego krzyża na szyi, usunięto z administracji a kościoły sukcesywnie burzono. Bezpośredni następca Al-Hakima, kalif Az-Zahir, przerwał na szczęście ten bieg rzeczy. Wiek XII zapisał się jako ostatni etap arabizacji Koptów, którzy od tego czasu w zdecydowanej większości używali własnego języka jedynie do celów liturgicznych. Kilkuwiekowa islamizacja odcisnęła się wyraźnym piętnem na ich życiu także w tym wymiarze.
W okresie wypraw krzyżowych Koptowie zajmowali, jak się zdaje, pozycje neutralne w stosunku do krzyżowców i muzułmanów. W okresie późnego średniowiecza złagodzenie sytuacji spowodowały trzy ważne interwencje z zewnątrz w celu poprawienia ich sytuacji. Pierwsza miała miejsce ze strony cesarza Konstantynopola, który choć sam nękany przez Turków, żywo interesował się losem egipskich melkitów. Drugim orędownikiem egipskich chrześcijan okazał się król Aragonii, a trzecim – negus Etiopii, który – by ulżyć doli współwyznawców – zagroził sułtanowi nawet zmianą biegu wód Nilu.
Turecki podbój Egiptu w 1517 r. rozpoczął okres podatkowej grabieży, który doprowadził kraj do politycznej i finansowej ruiny. Liczebność Koptów zmniejszała się w wyniku ubóstwa i chorób, a miasta mocno podupadły. Dopiero kampania napoleońska w Egipcie pod koniec XVIII w. rozpoczęła tzw. arabskie odrodzenie, w którym główną rolę odegrali chrześcijanie Egiptu i Libanu. Kampania Napoleona była też bodźcem do odrodzenia naukowego i kulturalnego na Bliskim Wschodzie, które trwało jednak zbyt krótko, by trwale zmienić wciąż pogarszającą się sytuację Koptów.
Dzisiaj cała ich społeczność liczy w 85-milionowym Egipcie, według różnych szacunków, od 10 do 25 milionów członków. Taka różnica jest spowodowana brakiem oficjalnych danych oraz polityką państwa, które celowo zaniża liczebność Koptów na ich własnej ziemi. W ten sposób gospodarze mają czuć się coraz bardziej intruzami we własnym kraju. Historia jednak pokazuje, że jeśli przychodzi okres odprężenia, społeczność ta potrafi bardzo szybko podnieść się z poniesionych strat. Pytanie tylko, kiedy taki czas znów dla Koptów nadejdzie?

Bartłomiej Grysa

http://www.pch24.pl/koptowie---dziedzic ... 035,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 04 maja 2013, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/63200

Msza Trydencka 1904 rok


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 11 cze 2013, 10:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/05/29 ... niedziela/

Skąd wzięła się wolna niedziela?
Posted by Marucha w dniu 2013-05-29 (środa)

Obrazek

Niedzielę wolną od pracy wprowadził cesarz Konstantyn Wielki w 321 roku. Niezwykle interesujący jest sposób, w jaki tego dokonał.
W czasach Konstantyna około 90 proc. ludności Imperium Romanum pozostawała pogańska. Cesarz, samemu będąc chrześcijaninem, pragnął, mimo wszystkich ograniczeń, jak tylko można przysłużyć się wierze Kościoła.
Najważniejszym elementem pobożności od zawsze była niedzielna Msza św.; aby wszyscy chrześcijanie mogli swobodnie brać w niej udział, musieli być wolni od innych obowiązków. Konstantyn nie chciał jednak ryzykować jawnej zmiany kalendarza na chrześcijański – mogłoby to wywołać zrozumiały sprzeciw ludu. Wobec tego, chcąc umożliwić wszystkim chrześcijanom godne świętowanie siódmego dnia tygodnia, zastosował sprytne posunięcie.
W pogańskiej astrologii, wówczas niezwykle rozpowszechnionym zabobonie, istniała tradycja siedmiodniowego cyklu, w którym każdy dzień przypisany był jednemu z ciał niebieskich. Poganie wykorzystywali ten swoisty kalendarz w celach magicznych, by sprawdzić, czy dany dzień będzie dla nich przychylny, czy nie. Jeden z dni stał pod znakiem słońca. Słońce czczono wówczas jako potężne bóstwo, nadając mu często przydomek „Niezwyciężone” (łac. Sol Invictus). W dodatku kult ten od dawna był szczególnie związany z osobą cesarza.
Solarna symbolika pojawiała się nawet na monetach bitych za Konstantyna. Cesarz zdecydował się wykorzystać ten niezwykle dogodny dlań układ i ogłosił, że to właśnie dzień słońca będzie dniem, w którym ustaje aktywność urzędów, sklepów, a nawet części wojska. Nie było to zresztą nic nowego. Takie dni wolne od pracy ogłaszano w przeszłości, gdy zdarzyło się coś szczególnego – np. zmarł ktoś z rodziny cesarskiej lub oficjalnie rozpoczynała się wojna. Nazywano to po łacinie iustitium; i tego też właśnie terminu użył w swoim edykcie Konstantyn.
Konstantyn uczynił więc coś zgodnego z dawną tradycją, a w dodatku mające pozorne cechy pobożności pogańskiej – można było bowiem pomyśleć, że cesarz chce szczególnym kultem otoczyć właśnie Słońce Niezwyciężone. W ten sposób, niejako tylnymi drzwami, Konstantyn wymusił siedmiodniowy cykl tygodnia. Zmiana była dla pogan akceptowalna, a dla chrześcijan – niezwykle ważna. Odtąd cotygodniowe świętowanie Zmartwychwstania stało się rzeczą dostępną dla każdego, bez względu na wykonywany zawód.

mat

http://www.pch24.pl/skad-wziela-sie-wol ... 995,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 28 sie 2013, 14:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wobroniewiaryitradycji.wordpress ... ych-badan/

Święto Boga Ojca – Jedyne objawienie dokonane osobiście przez Boga Ojca i uznane przez Kościół za autentyczne po 10 latach najbardziej rygorystycznych badań
Posted on 4 Sierpień 2013 by wobroniewiary

Jak życzył sobie tego Bóg Ojciec przemawiając do s. Eugenii, 7 sierpnia obchodzi się święto ku czci Boga Ojca. Dlaczego akurat 7 sierpnia? Ponieważ jest to dzień, który następuje po Przemienieniu, w którym Ojciec dał słyszeć Swój głos na Taborze: “Oto Mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie!” (Mt 17,5).

Obrazek

“Oto, czego jedynie chcę:
1. Pragnę, żeby jeden dzień lub przynajmniej jedna niedziela była poświę­cona dla uczczenia Mnie w szczególny sposób pod imieniem Ojca całej ludzkości. Chciałbym, aby to święto miało własną Mszę i oficjum. Nie trudno znaleźć teksty w Piśmie Świętym. Jeżeli pragniecie oddać Mi tę szczególną cześć w niedzielę, wybieram pierwszą niedzielę sierpnia; je­żeli w dzień powszedni, chciałbym, aby to był zawsze siódmy dzień te­go miesiąca.
2. Pragnę, żeby całe duchowieństwo zobowiązało się rozwijać ten kult, a przede wszystkim, by pomagało ludziom poznawać Mnie takim jaki je­stem i jaki zawsze będę blisko nich, to znaczy Ojcem najczulszym i naj­bardziej kochającym ze wszystkich ojców.
3. Pragnę, aby wprowadzono Mnie do wszystkich rodzin, do szpitali, również do warsztatów i urzędów, do koszar, do sal – gdzie podejmują decyzje ministrowie państw – wreszcie wszędzie tam, gdzie znajdują się Moje stworzenia, choćby tylko jedno! Chcę, aby widzialnym znakiem Mojej niewidzialnej obecności był obraz: niech ukazuje, że tam jestem, rzeczywiście obecny. Tak ludzie wykonywać będą wszystkie czynności pod okiem swego Ojca. Ja będę czuwał nad istotami, które stworzyłem i zaadoptowałem jako własne dzieci. W ten sposób wszystkie Moje dzieci będą niejako pod okiem swego czułego Ojca. Niewątpliwie i te­raz jestem wszędzie, ale chciałbym być przedstawiany w zauważalny i konkretny sposób!
4. Pragnę, żeby w ciągu roku duchowieństwo i wierni wykonywali na Mo­ją cześć pewne pobożne ćwiczenia, nie zaniedbując swoich zwykłych zajęć. Chcę, aby Moi kapłani bez lęku szli wszędzie, do wszystkich na­rodów i nieśli ludziom płomień Mojej ojcowskiej Miłości. Wówczas dusze zostaną oświecone. Pozyska się dusze niewiernych oraz wszyst­kich należących do sekt, które nie pochodzą od prawdziwego Kościoła. Tak, niech również i ci – którzy są także Moimi dziećmi – zobaczą, jak płonie przed nimi ten płomień, niech poznają prawdę, niech ją przyjmą i niech wprowadzą w życie wszystkie cnoty chrześcijańskie.
5. Chciałbym w szczególny sposób być czczony w seminariach, w no­wicjatach, w szkołach i w internatach, aby wszyscy od najmniejszego do największego mogli Mnie poznać i kochać jako swego Ojca, Stworzyciela i Zbawcę.
6. Niech kapłani poczują się zobowiązani do szukania w Piśmie Świętym tego, co powiedziałem w innych czasach co dotąd pozostało niezna­ne a odnosi się do czci, którą pragnę odbierać od ludzi. Niech pracują też, by Moje pragnienia i Moja Wola dotarły do wszystkich wiernych i do wszystkich ludzi, określając to, co powiem do wszystkich ludzi ra­zem oraz do wszystkich kapłanów, zakonników i zakonnic w szczegól­ności. Są to dusze, które wybieram dla składania Mi wielkiego hołdu, większego niż od ludzi świeckich.
Oczywiście, osiągnięcie pełnej realizacji planów które obmyśliłem dla ludzkości i które dałem im poznać będzie wymagało czasu! Zadowoli Mnie jednak jeden dzień tak, jeden dzień modlitw i wyrzeczeń dusz wspaniałomyślnych, które poświecą się dla tego dzieła Mojej Miłości. Bę­dę cię błogosławił, synu Mój umiłowany, i odpłacę ci stokrotnie za wszyst­ko, co uczynisz dla Mojej chwały.
Imprimatur:
Petrus Canisius van Lierde
Vic. Generalis e Vic. Civitatis Vaticanae,
Rzym, 13 marca 1989
***************************
Przypominamy jedną z głównych prawd wiary: Są trzy OSOBY BOSKIE: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty!
Nie możemy milczeć, gdy na stronach internetowych wmawia się katolikom, że Bóg jest energią a nie Osobą, i że wyobrażanie sobie Boga Ojca – naszego Niebieskiego Tatusia – jako człowieka to kpiny z wiary katolickiej i magia. NON POSSUMUS!!! Trzymajmy się zdrowej nauki KKK!!!

BÓG OJCIEC MÓWI DO SWOICH DZIECI
Jedyne objawienie dokonane osobiście przez Boga Ojca i uznane przez Kościół za autentyczne po 10 latach najbardziej rygorystycznych badań

Tak wygląda Bóg Ojciec wg siostry Eugenii Ravasio
Obrazek


Bóg Ojciec ERBóg jest moim Ojcem
Oto wołanie, które dzisiaj staje się coraz częstsze na świecie: czy ludzie rozpoznają w Bogu Ojca? Poczuwamy się do obowiązku opublikować to Orędzie uznane przez Kościół, które Bóg Ojciec dał światu za pośrednictwem stworzenia, które tak bardzo umiłowało, za pośrednictwem siostry Eugenii Elisabetty Ravasio. Uważamy również za stosowne opublikować świadectwo przekazane przez Aleksandra Caillot, biskupa Grenoble, jako rezultat prac Komisji ekspertów powołanych z różnych stron Francji do przeprowadzenia procesu diecezjalnego zapoczątkowanego przez niego w 1935 roku. Trwał on 10 lat. W Komisji brali udział między innymi: Wikariusz biskupa Grenoble Mons. Guerry – teolog; bracia Alberto i Augusto Valencin – jezuici, należący do największych autorytetów w dziedzinie filozofii i teologii, oraz eksperci w ocenianiu podobnych przypadków; dwaj doktorzy medycyny, w tym – psychiatra.
Powierzamy Najświętszej Dziewicy Maryi rozpowszechnienie tego Orędzia i wraz z Nią błagamy Ducha Świętego, aby pomógł ludziom zrozumieć i poznać głębokie uczucie czułości, które Ojciec żywi dla każdego człowieka. http://www.voxdomini.com.pl

Obrazek

Objawienie – zeszyt I
“Już ci powiedziałem i jeszcze raz mówię: Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkładam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka!” – http://www.voxdomini.com.pl/ojciec/o_02.htm
Objawienie – zeszyt II
Zeszyt drugi zaczyna się od daty 12 sierpnia 1932 roku.“Właśnie otworzyłem źródło wody żywej, które nigdy nie wyschnie, począwszy od dziś aż do końca czasów. Przychodzę do was, stworzenia Moje, aby otworzyć przed wami Ojcowskie serce płonące miłością do was, Moje dzieci. Chcę, byście były świadkami Mojej bezgranicznej i miłosiernej Miłości. Nie wystarcza Mi ukazywanie wam Mojej Miłości, chcę jeszcze otworzyć przed wami Moje Serce, z którego wytryśnie orzeźwiające źródło. Przy nim wszyscy ludzie ugaszą pragnienie. Zakosztują wówczas radości, których dotąd nie znali z powodu ogromnego lęku przede Mną, ich czułym Ojcem. Od kiedy obiecałem ludziom Zbawiciela, kazałem wytrysnąć temu źródłu. Sprawiłem, że przepływa ono przez Serce Mojego Syna, aby dotrzeć do was….. http://www.voxdomini.com.pl/ojciec/o_03.htm
Kilka słów na temat wyglądu Boga Ojca:
Jezus mówi: Kto mnie widzi, widzi i Ojca (Por. J 14, 9)
Nie wierzcie, że jestem owym strasznym starcem, którego ludzie przedstawiają na swoich obrazach i w swoich książkach! Nie, nie, nie jestem ani ‘młodszy’ ani ‘starszy’ od Mojego Syna i Mego Ducha Świętego! Dlatego też chciałbym, aby wszyscy – od dziecka do starca – wzywali Mnie poufałym imieniem Ojca i Przyjaciela. Jestem bowiem zawsze z wami, czynię się podobnym do was, żeby was upodobnić do Mnie.
Chciałbym zamieszkać na stałe w każdej rodzinie jak w swoim królestwie, aby każdy mógł powiedzieć z całą pewnością: “Mamy Ojca, który jest nieskończenie dobry, ogromnie bogaty i niezwykle miłosierny. Myśli o nas i jest blisko nas, patrzy na nas, sam nas wspiera i da nam wszystko, czego nam brak, jeżeli Go poprosimy. Wszystkie Jego bogactwa są nasze: będziemy mieć wszystko, czego potrzebujemy.” Jestem tu właśnie dlatego, byście Mnie prosili o to, czego potrzebujecie: “Proście, a otrzymacie”. W Mojej Ojcowskiej dobroci dam wam wszystko, aby każdy mógł uważać Mnie za prawdziwego Ojca, żyjącego – jak jest naprawdę – wśród swoich.
[...] Pragnę także, aby każda rodzina posiadała na widocznym dla wszystkich miejscu obraz, który później dam poznać Mojej córeczce. Chcę, aby w ten sposób każda rodzina oddała się pod Moją szczególną opiekę, by móc Mnie łatwiej obdarzać czcią. Tam codziennie rodzina pozwoli Mi uczestniczyć w swoich potrzebach, pracach, troskach, cierpieniach, pragnieniach, a także w radościach, bowiem Ojciec musi wiedzieć o wszystkim, co dotyczy Jego dzieci. Ja o tym wiem oczywiście, ponieważ jestem tam, ale tak bardzo lubię prostotę. Umiem się do was dostosować. Czynię się małym z małymi, dorosłym z dorosłymi, wobec starców – czynię się do nich podobnym, aby wszyscy zrozumieli to, co pragnę im powiedzieć dla ich uświęcenia i Mojej chwały.

Obrazek
ŁASKAMI SŁYNĄCY OBRAZ BOGA OJCA


Imprimatur
Kuria Diecezjalna w Kielcach
dn. 27 VI 1998 r.
Nr OJ-162/98
Ks. Jan Szarek
Wikariusz Generalny
W kaplicy Zgromadzenia Sióstr Sług Jezusa (niehabitowe) w Kielcach, ul. Wesoła 45 znajduje się obraz Boga Ojca od dawna słynący łaskami, podarowany przez p. Anastazego Rogowskiego. Zainteresowanie obrazem jest coraz powszechniejsze, o czym świadczą przysyłane listy z podziękowaniem za otrzymane łaski, z prośbą o odprawienie przed obrazem Mszy św. w ważnych intencjach, przesyłanie obrazków z historią obrazu i tekstem modlitwy nowennowej.
Kaplica, w której znajduje się obraz Boga Ojca, jest nawiedzana przez wiernych z całego kraju. Przychodzący ludzie z głęboką wiarą proszą Boga Ojca o potrzebne łaski dla siebie i swoich bliskich.
Nowenna do Boga Ojca odprawiana jest po Mszy św. w każdy poniedziałek (dzień rozpoczęcia Dzieła Stworzenia) o godz. 6.55 w kaplicy Zgromadzenia w Kielcach. Wszystkim modlącym się, przed łaskami słynącym obrazem Boga Ojca, życzymy obfitych łask i owocnej modlitwy.

Historia Obrazu Boga Ojca w dziwny sposób odnalezionego w Pawołoczy na Ukrainie – kliknij
http://www.slugi.kielce.opoka.org.pl/ojciec.htm

Na wstępie zastrzegam, że wszystko co opisuję, nie jest żadnym wymysłem, a prawdziwym wydarzeniem. Nic tu nic dodaję, a piszę tylko to, co wielokrotnie od śp. Rodziców moich słyszałem. W roku 1860 rodzice moi zamieszkali w Pawołoczy na Ukrainie, w Kijowszczyźnie w powiecie Skwirskim, mieście znanym z napadów tatarskich i hajdamackich. Wkrótce śp. Ojciec mój miał dziwny sen: zjawił się jakiś starzec i natarczywie żądał od ojca, by wykupił go od Żyda.
Rano opowiedział ojciec ten sen matce, ale nie przywiązywał do niego żadnego znaczenia. W następną noc ten sam Starzec znowu śni się ojcu z tym samym żądaniem. Ojciec znowu opowiada matce, a matka mówi: ale nie wiesz przecie od jakiego Żyda. Ten sam sen powtarza się trzeciej nocy, a ojciec we śnie zapytuje Starca, od jakiego Żyda ma go wykupić.
Tu Starzec wymienił nazwisko Żyda, dodając, że siedzi w podwale za beczkami z rodziną. Ojciec się obudził, opowiada matce wszystko, zapamiętując nazwisko Żyda i rano posyła do miasteczka, by sprowadzić jakiegoś starszego Żyda, który by znał wszystkich mieszkańców Pawołoczy. Gdy ten przyszedł, ojciec zapytuje go, czy jest w mieście Źyd o takim nazwisku (nie pamiętam nazwiska).
Ten odpowiada, że jest. A co on ma? Ma sklepik. A podwału nic ma? (Podwałem na Ukrainie nazywali wyszynk wódczany, a beczki z wódką stały zwykle w piwnicach. Pawołocz jako stara, kresowa mieścina, cała była w podziemiach trzypiętrowych w dół, w których kryła się miejscowa ludność podczas napadów tatarskich i hajdamackich). Żyd opowiada, że jeszcze dziadek tego Żyda miał podwał.
To ojca bardzo zastanowiło, tak więc zaraz pojechał do tego Żyda i utwierdziwszy się, że jest on tego nazwiska, jakie starzec podał, zapytuje, co jest w tym podwale, który jeszcze jego dziadek miał. Ten odpowiada, że są stare beczki. Wziął ojciec paru ludzi, poszedł do podwału do drugiego piętra w dół i przy świetle zobaczył stare połamane beczki. Gdy je kazał usunąć, zobaczył ojciec pod ścianą jakiś kwadratowy przedmiot, jakby kawałek szerokiej deski. Ojciec wziął to do rąk, zobaczył, że jest cały pokryty na palec pleśnią, zaczął to ścierać, i zobaczył, że jest to obraz Boga Ojca; drugi obraz był – Pana Jezusa w Ogrójcu, a trzeci – Matka Boska karmiąca Dzieciątko Jezus. Wziął te obrazy ojciec i zapytuje Żyda, ile ma za nie zapłacić? Żyd zdziwiony i przerażony, że ojciec wie o tych obrazach, a on ani jego ojciec nic nie wiedzieli, powiada, że nic nie chce, niech pan sobie to zabierze. Ojciec mu mówi, że zapłacić musi, i nie pamiętam ile ojciec mówił, że mu zapłaci, czy po dukacie za obraz, czy dukata za trzy obrazy, ale wiem, że rachunek i mowa była o dukatach. Zabrał ojciec te obrazy do domu, oczywiście oczyścił i zawiesił w domu, i w wielkim poszanowaniu były one u rodziców. Tak, jak ten Starzec powiedział, że siedzi w podwale u takiego Żyda za beczkami z rodziną- sprawdziło się. W parę lat potem, przebywszy szczęśliwie powstanie i szczęśliwie ocalawszy, ojciec wyjechał z Pawołoczy i zamieszkał w Stepku, też na Ukrainie, tegoż samego powiatu. W roku 1880-1882, nie pamiętam dokładnie (miałem wtedy 3-4 lata), ojciec mój bardzo zachorował, był na wpół sparaliżowany. Lekarze: dr Czengery z Chodorkowa i dr Naskręcki z Żytomierza co dzień odwiedzali ojca i nie znajdywali żadnego ratunku, i nie robili żadnej nadziei na utrzymanie życia, gdyż już prawie dwa tygodnie nic nic mówił i nie przyjmował żadnych pokarmów.
Jednego dnia, gdy już żadnej nadziei nic było, by dożył następnego dnia, matka, która spłakana stale siedziała przy ojcu, na chwilę odeszła, po powrocie od razu spostrzegła, że ojciec patrzy, a przecież stale miał zamknięte oczy i nic nic mówił. Po chwili ojciec zapytuje: “Malwino, kto tu był Matka zdziwiona, że ojciec przytomnie patrzy i mówi, odpowiada, że nikogo nie było. Ojciec mówi: “Tu siedział, z nim rozmawiałem, ty przecież wiesz. On tak często u nas bywa, nie mogę sobie przypomnieć, jak się nazywa, idź, spytaj u sługi, kto przychodził”. Matka pyta sługi, ale ci mówią, że nikogo nie było. Ojciec po chwili mówi: “Malwino, daj mi jeść, ja chcę jeść”. Matka była przerażona tym wszystkim, bo widziała wprost cud jawny.
Ten człowiek już konał, a tu przytomnie mówi i upomina się o jedzenie. Nazajutrz lekarze, gdy jak zwykle przyjechali i taką zmianę zobaczyli, orzekli, że to chyba cud, bo ten człowiek do rana nie mógł dożyć. Na trzeci dzień ojciec mówi do matki: “Malwino, pomóż mi wstać”. Matka pomogła, a ojciec opierając się o krzesło, gdyż nogi były przez dwa tygodnie zupełnie bezwładne, zaczął powoli posuwać się przez pokój (dodać tu muszę, że ojciec od chwili polepszenia stale był zamyślony i nic nie mówił, tylko powiedział, że rozmawiał z tym, który tak często bywa u nich, a nazwiska nie pamięta).
Gdy tak posuwając się przy pomocy matki, ojciec stanął na progu drugiego pokoju, naraz puszcza krzesło i pada na kolana. Matka chce ojca podnieść, a ojciec odpowiada: “Nic trzeba Malwino, to jest ten Starzec, z którym rozmawiałem i wskazał na obraz Boga Ojca, który wisiał na wprost drzwi. Dopiero później mówi, że przyszedł ten Starzec znajomy i powiada: “Antoni przyszedłem po ciebie”. Ojciec zeznaje, że jest to ktoś, kto ma prawo tak mówić, więc myśli, bo mówić nie mógł, prosi, by go zostawił, bo ma małe dzieci (a nas była spora gromadka). Na to Starzec, oparłszy się o rzeźbioną laskę, odpowiada: “Za to, żeś Mnie wykupił, odchodzę, drugi raz przyjdę”. Był to jawny cud. Obraz Boga Ojca od tego czasu w naszej rodzinie uważany jest jako cudowny. Ojciec żył jeszcze przeszło dwadzieścia lat, dożył 77 lat i w roku 1905 zmarł cicho, spokojnie. Czy widział jeszcze przed śmiercią tego Starca – nie wiadomo.
Po śmierci ojca obraz otrzymałem od brata mego, księdza, jako przeznaczony dla mnie przez – śp. Ojca i nigdy się z nim nie rozstawałem. W roku 1920, gdy musieliśmy zza Zbnicza uciekać, zamieszkałem z bratem moim, księdzem proboszczem w Warężu, pow. Sokalski, woj. Lwowskiego, który też musiał uciekać z Tarnonidy na Podolu, słynnej z cudownego obrazu Pana Jezusa Tarnorudzkiego, gdzie był proboszczem. Pewnego dnia rano wpada do nas p. Jadwiga Hulimkowa, kolatorka kościoła warężskiego, zwraca się do brata mego, księdza i mówi: “Księże Prałacie, dostałam depeszę, że matka moja jest bardzo chora, proszę mieć Mszę św. przed obrazem Boga Ojca na jej intencję”. Brat natychmiast wziął obraz do kościoła i miał Mszę św. przed tym obrazem, a w kilka dni późnej przyjeżdża p. Hulimkowa uradowana, mówi, że tego dnia, jak była Msza święta, nastąpiło polepszenie i matka już prawie zdrowa.
Drugi przykład. Pewnego dnia rano przyjeżdża p. Kruszewski z Chorobrowa i mówi: “Księże Prałacie, bardzo proszę mieć Mszę św. na intencję mojej żony, bardzo chorej, przed obrazem Boga Ojca”. Brat zaraz miał Mszę św. na intencję p. Kruszewskiej, a w kilka dni później przyjechali oboje pp. Kruszewscy, prosząc o Mszę św. dziękczynną przed tym obrazem. Wielu znajomych znało historię tego obrazu i z wielką czcią odnosili się do niego. Nie dość na tym. Ile razy w naszej rodzinie była jaka choroba, jaka inna wielka bieda, prośba przed tym obrazem zawsze była wysłuchana. Wiele chorowałem w swoim życiu, przebyłem osiem operacji pod chloroformem, a profesorowie wątpili, czy żyć będę, a że wyszedłem z tego i żyję i chodzę, bo i to mi groziło, że w najlepszym razie chodzić nic będę, to wszystko zawdzięczam modłom zanoszonym podczas Mszy św. przez mego brata, księdza przed obrazem Boga Ojca.
Drugi obraz z odnalezionych: Pan Jezus w Ogrójcu, przepiękne malowidło, ojciec dał memu najstarszemu bratu i ten był zostawiony przez moją bratową, w Płoskirowie, na Podolu podczas ucieczki przed nawałą bolszewicką. Trzeci obraz Matka Boska karmiąca Dzieciątko Jezus, został zostawiony w Tarnorudzie w kościele przez śp. brata mego, proboszcza, który też musiał uciekać zza Zbrucza w 1920 roku. Jeszcze raz potwierdzam, że to co opisałem, nie jest żadnym wymysłem, a prawdą i to wszystko od śp. Rodziców moich wielokrotnie słyszałem, i co sam doznałem, i widziałem, i co pod przysięgą mogę potwierdzić.

Kielce – 1949 r.

(-) Anastazy Rogowski

UWAGA!
W przypadku otrzymania szczególnej łaski, wyproszonej przed tym obrazem Boga Ojca, prosimy o przesłanie powiadomienia na adres:

Zgromadzenie Sług Jezusa
ul. Wesoła 45
25-363 Kielce
Tel.: (0-41) 361-68-59 lub 344-31-14

PAMIĘTAJ!!!
Bóg jest Osobowy, nie jest żadną energią – jak wmawia demon i co powtarzają heretycy!

BÓG JEST W TRZECH OSOBACH – BÓG OJCIEC, SYN BOŻY i DUCH ŚWIĘTY


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo
PostNapisane: 09 paź 2013, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/09/06 ... kie-lutra/

Reformy małżeńskie Lutra
Posted by Marucha w dniu 2013-09-06 (piątek)

Reformy małżeńskie Lutra (1)
Luter zajmuje się sprawami małżeńskimi często i obszernie. Złożyły się na to różne przyczyny: walka z celibatem kapłańskim i ślubami zakonnymi, walka z autorytetem Kościoła i papieża, potrzeba obrony małżeństwa własnego i towarzyszy najbliższych, zamieszanie w sprawach małżeńskich jako skutek usuniętego prawa kanonicznego itd. Toteż uważa się Luter za odnowiciela małżeństwa i w rozmowach z przyjaciółmi chełpi się, mówiąc: “Książkami swymi postawiliśmy stan małżeński znowu na nogi” (2).
Wobec tego rozpatrzymy w niniejszej rozprawce, jaka była treść i wartość reform małżeńskich Lutra. W okresie tworzenia się polskiego prawa małżeńskiego, temat ten posiada – sądzę – pewną aktualność.

I. ZAPRZECZENIE SAKRAMENTALNOŚCI MAŁŻEŃSTWA
Już w roku 1519 wyraża Luter w kazaniu o małżeństwie (3) oraz w liście do przyjaciela (4) poważne wątpliwości co do godności sakramentalnej małżeństwa.
Roku następnego wydaje rozprawę “De captivitate Babylonica”, w której odrzuca bezwzględnie autorytet Kościoła katolickiego. Nie jest to zapewne przypadkiem, że w tym właśnie piśmie wypowiada się Luter otwarcie już przeciwko sakramentalności małżeństwa, zostawiając na razie 3 tylko sakramenty: chrzest, pokutę i eucharystię (5). Nieraz czyni Kościołowi zarzut z tego, że Kościół głosi niby sakramentalność i świętość małżeństwa, równocześnie jednak zakazuje księżom małżeństwa, jakoby było czymś nieczystym i grzesznym. Wiadomo, jak zręcznie umiał Luter dobierać argumenty demagogiczne.
Tego samego roku w odezwie “Do szlachty chrześcijańskiej” zezwala kapłanom zawierać związki małżeńskie wbrew prawu kanonicznemu, które, jego zdaniem, jest niczym więcej jak sumą błędnych i niebezpiecznych praw. Walcząc niby o wolność chrześcijańską i wolność sumienia, objawia Luter na każdym kroku wyraźną niechęć albo wręcz nienawiść wobec praw ludzkich; a już prawników obrzuca przez całe życie niewybrednymi wyzwiskami z bogatego swego arsenału.
Na miejsce prawa kanonicznego stawia Luter jako najwyższe instancje w sprawach małżeńskich Pismo św., zwłaszcza Stary Testament [Tak! - admin], i sumienie ludzkie. Przykład patriarchy starozakonnego ma dla niego moc prawa, ma w oczach jego większą wartość niż 100000 papieży (6). Takich i podobnych nieostrożnych słów uczepił się później książę Filip Heski, żądając pozwolenia na bigamię wedle przykładu patriarchów. I ostatecznie pozwolenie się znalazło, podpisane – jak wiadomo – przez Lutra i Melanchtona.
Lecz rychło zrozumiał Luter, że sprawy małżeńskie są zbyt zawikłane, aby można je pozostawić wyłącznie subiektywnemu uznaniu; stwarza więc w miejsce papieży i soborów nową instancję prawną: Zgodny sąd dwóch uczonych i uczciwych mężów w imieniu Chrystusa; sąd taki ma dla niego większe znaczenie, niż współczesne sobory (7).
Nie dziw, że w tych warunkach zamieszanie w sprawach małżeńskich rosło coraz więcej. “Wolność chrześcijańska” wyrodziła się w swawolę i rozpasanie, czego dowodem choćby straszny bunt chłopski. Okazała się potrzeba stałych norm prawnych i instancyj prawnych. I otóż ten sam Luter, który tak namiętnie walczył o wolność chrześcijańską przeciwko prawu kościelnemu, nie waha się przekazać prawnego uregulowania spraw małżeńskich władzy świeckiej. “Sprawy te należy zostawić zwierzchności świeckiej… Nikt przecież nie może zaprzeczyć, że małżeństwo jest rzeczą zewnętrzną, świecką, tak jak suknie i pokarm, dom i gospodarstwo, poddane władzy świeckiej” (8).
Luter nie chce się mieszać do tych świeckich spraw, jak to papież czynił, on chce być jedynie doradcą sumień ludzkich. Później mówi jeszcze wyraźniej: “Ponieważ ślub i małżeństwo są sprawą świecką, nie należy nam duchownym i sługom Kościoła niczego w tym względzie zarządzać”. Jeżeli wierni żądają błogosławieństwa kościelnego, modlitwy albo udzielenia ślubu, mają duszpasterze prośbę ich spełnić (9). Asystencja kościelna więc zależy od życzenia wiernych; małżeństwo istotnie staje się coraz wyraźniej “sprawą świecką”. Nie bez słuszności więc mogą zwolennicy ślubów cywilnych uważać Lutra za patrona swego.
Luter umiał burzyć, ale nie umiał tworzyć, a już zmysłu prawniczego nie posiadał wiele. Toteż z biegiem czasu uprzykrzył sobie sprawy małżeńskie zupełnie, a w pewnym liście wyznaje, iż sprawy te odrzucił od siebie a niektórym napisał, aby w imię wszystkich diabłów czynili, co chcą (10). Ostatecznie daje radę, aby każdy postępował tak, jak mu każe sumienie; tam, gdzie papież daje dyspensę, może każdy sam siebie dyspensować; a jeżeli swawola stanie się zbyt wielką, wtedy książęta mogą zarządzić zmiany. Rozpaczliwe istotnie rady! Nie dziw, że w tych warunkach prawo świeckie pozostało jako jedyna, stała norma postępowania.
Lecz dziwnie destruktywny umysł Lutra niebawem i to prawo świeckie podkopał i pogmatwał. Uczył bowiem, że istnieje różnica między prawem dla chrześcijan a dla niechrześcijan albo złych chrześcijan. Prawdziwy chrześcijanin żyje w porządku duchowym, kierując się ewangelią i sumieniem; zły chrześcijanin zaś może używać wolności, jaką mu daje Stary Testament, dla niego normą jest nie ewangelia, lecz prawo świeckie i juryści. Prawo świeckie jest w oczach Lutra jakoby środkiem policyjno-przymusowym ku poskromieniu grzesznych ludzi, dla chrześcijan prawdziwych zaś jest zbyteczne. Poglądy takie nie bardzo sprzyjały powadze prawa.
Nie dosyć na tym. Luter robi dalszą różnicę między dziedziną prawa a dziedziną sumienia. Sumienie, według niego, nie jest subiektywnym zastosowaniem obiektywnego prawa, lecz jest prawem samo dla siebie. Gdziekolwiek zachodzi sprzeczność między sumieniem a prawem, tam należy pójść za głosem sumienia, a nie dbać o prawo, albowiem “prawo istnieje dla sumienia, a nie sumienie dla prawa” (11).
W praktyce zastosował Luter zasadę tę m. in. w sprawie bigamii księcia Filipa Heskiego. Książę oświadczył, że mu “dla zbawienia duszy” potrzeba drugiej żony, 16-letniej Małgorzaty de Sale. Acz niechętnie, dał jednak Luter aprobatę swą, ale tylko w dziedzinie sumienia, jako tajemną radę spowiednika; zastrzega się jednak, że wobec świata i prawa publicznego rada ta nie istnieje i nie ma znaczenia.
Luter woli raczej “poczciwe, mocne kłamstwo” aniżeli przyznanie się publiczne do owej tajemnej rady (12). Przy tej sposobności wygłasza takie oto zasady: Tajemne “tak” jest publicznym “nie“; albo: necessitas (w tym przypadku: żądza książęca) frangit legem, sed non facit legem; albo: consilium …fit nullum per publicationem itd. (13). Różnica między sumieniem a prawem – powiada Luter – jest uznana przez samego Pana Boga, nie trzeba jej tylko zacierać. Stwarza więc Luter fatalny dualizm między moralnością teologiczną dla użytku sumień ludzkich, a prawem publicznym. Nic to Lutra nie obchodzi, że decyzje dwóch tych instancyj są nieraz wręcz sprzeczne ze sobą: obydwie mają za sobą autorytet Boży. Dodać należy, że tzw. potrzeba sumienia często nie jest niczym innym jak nieopanowaną żądzą.
Wielu uważa Lutra jako bojownika wolności indywidualnej wobec przewagi autorytetu. Nie przeszkadza to jednak Lutrowi bynajmniej, by dzieci w sprawach małżeńskich poddać bezwzględnemu autorytetowi rodziców. Dziecko winno się poddać, gdy ojciec zmusza je do małżeństwa lub narzuca mu małżonka; owszem jeżeli młodzi pobrali się wbrew woli rodziców, wtedy ojciec w zasadzie ma prawo małżeństwo to rozerwać, chociażby małżonkowie kochali się wzajemnie a nawet mieli dzieci (14). Zapomina też Luter o zasadzie, którą tak namiętnie szermował przeciwko Kościołowi: Co Bóg połączył, niech człowiek nie rozłącza. Później co prawda zmienił Luter znowu stanowisko swoje, bo konsekwencją nie odznaczał się zupełnie; nie chcę tu jednak sprawy tej obszerniej rozwijać.
Pierwsza a zasadnicza reforma małżeńska Lutra polega więc na zaprzeczeniu sakramentalności małżeństwa i radykalnym usunięciu powagi Kościoła i prawa kanonicznego. Zamiast tego przekazuje po różnych wahaniach sprawy małżeńskie jako rzeczy świeckie prawu świeckiemu. Lecz powagę tego prawa niebawem znowu podkopuje niebezpiecznymi dystynkcjami między prawem dla chrześcijan a dla grzeszników, między forum sumienia a forum prawa publicznego, oraz niebezpieczną praktyką tajemnych rad i dyspens. Więc chociaż Luter nieraz wskazuje na ideał ewangeliczny, chociaż fatalne swe rady daje z litości dla nędzy ludzkiej, nie można mu oszczędzić zarzutu, że reformą swą małżeńską utorował drogę ludzkiej swawoli i namiętności.

II. PRZESZKODY MAŁŻEŃSKIE
Przeszkody małżeńskie, ustanowione przez Kościół, są zdaniem Lutra wypływem tyranii i chciwości, która stwarza przeszkody na to, aby za pieniądze od nich dyspensować. Toteż nie sili się wcale na jakąś rzeczową argumentację; za cały argument starczy mu nieraz – wyzwisko. A przecież były mu zapewne znane głębokie racje, jakie przytacza teologia scholastyczna dla umotywowania przeszkód małżeńskich, np. Tomasz, Summa c. Gent., lib. III. cap. 125 itd.
W imię rzekomej wolności znosi Luter jednym zamachem wszystkie przeszkody iuris ecclesiastici, stwarzając nowe, własne prawo małżeńskie. Przypatrzmy się niektórym jego szczegółom.
Jako przeszkodę uznaje Luter na razie 2. stopień pokrewieństwa i 1. stopień powinowactwa, a to dlatego, ponieważ o tych stopniach jest wzmianka w Piśmie św., specjalnie w Starym Testamencie (15). Mimo to na innym miejscu uznaje za ważne małżeństwo nawet w 1. stopniu powinowactwa (16), a także małżeństwo między kuzynostwem lub między stryjem a bratanką (17). Później widzimy u niego nowe wahania i nowe jaskrawe sprzeczności. Luter nie miał bowiem w tej sprawie ani jasnego zdania, ani jasnych zasad, lecz wahał się między dorywczo wybranymi przykładami z Starego Testamentu a paragrafami prawa świeckiego. Dziwne sprawia wrażenie, że Luter, który tak namiętnie zwalczał prawo kościelne jako dzieło ludzkie, poddaje się pokornie prawu świeckiemu. Dzięki temu prawu i dzięki interwencji książąt świeckich skierowano powoli znowu wolność albo raczej swawolę chrześcijańską, głoszoną przez Lutra, na wypróbowane tory prawa kanonicznego.
Pokrewieństwo duchowne usuwa Luter lekkim sercem jako zabobon ludzki (18); jeszcze bezwzględniej usuwa pokrewieństwo legalne, wynikające z adoptowania, jako bezwartościową zabawkę ludzką (19).
Przeszkodę wyższych święceń nazywa Luter wynalazkiem ludzkim i przeklętą ludzką tradycją (20), po pewnym wahaniu odrzuca także przeszkodę ślubów zakonnych (21).
Za to ogłasza Luter z wielką energią nowe impedimentum dirimens: brak zezwolenia rodzicielskiego (22).
Przeszkodę różnicy re1igii (cultus disparitas) Luter odrzuca z następującą dziwną zaiste argumentacją: “Wiedz, że małżeństwo jest rzeczą zewnętrzną, cielesną jak inne świeckie czynności. Podobnie więc, jak mogę z poganinem, żydem, turkiem, kacerzem jeść, pić, spać, chodzić, jeździć, kupować, rozprawiać i handlować, tak też mogę wstąpić z nim w stan małżeński i trwać w nim, i nie dbaj zupełnie o błazeńskie prawa, które tego zakazują” (23).
Ustanowienie impedimentum criminis nazywa Luter głupotą i bezbożnością (24).
Z wyjątkowym za to zapałem broni impedimentum impotentiae, zgodnie z swym zapatrywaniem o potędze żądz cielesnych (25).
Przeszkody wzbraniające oczywiście zbywa Luter jednym słowem: głupie żarty (26).
Luter odrzuciwszy autorytet Kościoła, odrzuca także całe prawodawstwo kościelne, dotyczące przeszkód małżeńskich. Ale łatwiej było odrzucić prawo stare, aniżeli stworzyć nowe. Wynikły stąd decyzje wahające, sprzeczne i niebezpieczne. Przewodnią ich nutą jest nienawiść wobec Kościoła, obrona tzw. wolności chrześcijańskiej i jak najdalej posunięta ustępliwość wobec przemożnego popędu płciowego.

III. ROZWODY
Luter wypowiada się wprawdzie nieraz przeciwko rozwodom, ale już w roku 1520 nie śmie bronić nierozerwalności małżeństwa (27), owszem tego samego roku ogłasza – choć jeszcze z pewnym wahaniem – wiarołomstwo jako powód do rozwodu (28). Separacji nie uznaje, gdyż, jego zdaniem, Chrystus nikogo nie zmusza do celibatu. W roku 1522 Luter już bez wahania godzi się na rozwód, a stronie niewinnej przyznaje prawo do zawarcia nowego związku (29). Lecz cóż ma uczynić strona winna? Najlepszym wyjściem byłoby, zdaniem Lutra, gdyby władza wiarołomną powiesiła; ale wobec niedbalstwa władz niechby sobie wiarołomca poszedł do innego kraju i tam się ożenił, skoro “nie może się powstrzymać” (30). Śmierć albo małżeństwo – oto lekarstwo na żądzę zmysłową. Przekonanie Lutra o niezmożonej potędze popędu płciowego wywiera fatalny wpływ na kształtowanie się nauki jego o małżeństwie.
Niebawem ogłasza Luter drugi powód do rozwodu: złośliwe opuszczenie małżonka lub małżonki. I tutaj znowu widzimy u niego w początkach pewne wahanie, lecz wkrótce już wyzbył się wątpliwości. Dostatecznym motywem wydaje mu się wzgląd na to, że nie można od nikogo wymagać niedobrowolnego celibatu; poszukał sobie też szybko uzasadnienie biblijne, rozciągając privilegium Paulinum, dotyczące niewiernych, śmiało także na takich “fałszywych chrześcijan”, co to opuszczają małżonków (31). Czas trwania owej dezercji małżeńskiej ocenia Luter w różnych czasach różnie; początkowo podaje termin 6-letni, później wystarcza mu pół roku, po którym to czasie pozwala wszcząć formalności rozwodowe (32).
Gdzie zachodzi gniew i kłótnia między małżonkami, tam Luter godzi się jedynie na separację (33).
Lecz cóż uczynić, kiedy jedna strona nie chce się pojednać; a druga “nie może się powstrzymać i musi mieć małżonkę względnie małżonka”? W takim razie Luter śmiało zezwala na powtórne małżeństwo; “ponieważ taki małżonek nie zna nakazu, by żył w czystości ani też nie posiada ku temu łaski…, nie będzie go Pan Bóg zmuszał do rzeczy niemożliwej” (34). W tym przypadku oczywiście powodem rozwodu jest już nie gniew, ale niemożliwość powstrzymania się, powód istotnie niezwykły, ale wypływający logicznie z przekonań Lutra.
Luter usunął wprawdzie przeszkodę, wynikającą z różnicy religii, mimo to uznaje niedowiarstwo jako powód do rozwodu, mianowicie w tym przypadku, gdy stronie chrześcijańskiej zakazuje się żyć po chrześcijańsku albo gdzie mąż przynagla żonę do kradzieży, wiarołomstwa itd. Ponownie stosuje tu Luter tzw. privilegium Paulinum nie tylko do niewiernych, ale także do “fałszywych chrześcijan” (35).
Odrębność religii sama przez się nie uprawnia do rozwodu, “albowiem związków świeckich i politycznych nie rozwiązuje się dla religii” (36).
O impotencji była już mowa przy przeszkodach małżeńskich. Ale Luter nie ogranicza się do impotentia antecedens, lecz przyznaje rozwód także przy impotentia subsequens, mimo dopełniania małżeństwa i mimo dzieci, z tego małżeństwa pochodzących, przy czym poleca następujący sposób postępowania: “Man exspecta 4. partem anni: si melius fit, bene, si non, separentur” (37).
Żonę, która mężowi odmawia debitum, winna władza przymusić albo zabić (dosłownie!) (38). Jeżeli tego nie czyni, ma mąż wolną drogę do rozwodu.
O chorobie jako przyczynie do rozwodu Luter w różnych czasach różne wypowiadał sądy. Był czas, gdzie radzi pielęgnować troskliwie chorego małżonka, przy czym Bóg udzieli sam wstrzemięźliwości. Za to w liście z roku 1527 daje inne rozstrzygnięcie: Skoro żona trędowata dobrowolnie z mężem się rozstaje, można ją uważać za umarłą i mąż może z spokojnym sumieniem pojąć inną żonę (39). Luter pragnie bardzo, aby władza świecka ogłosiła trąd jako dostateczny powód do rozwodu, tymczasem zaś godzi się na rozwód, przynajmniej dla forum sumienia, na podstawie prawa Mojżeszowego (40).
Wobec ogromu materiału trudno tu podać wszystkie zdania i rozstrzygnięcia Lutra, dotyczące rozwodów; daremnie jednak czekalibyśmy w nich jakiejś myśli przewodniej; przeciwnie, pełno tam niekonsekwencyj, wahania, niejasności. Tak np. pozostaje niejasnym, czy wiarołomstwo, dezercja same ze siebie rozrywają małżeństwo, czy dopiero na podstawie wyroku władzy; dalej domaga się Luter w sprawach rozwodowych postępowania publicznego, a jednak zezwala na tajemne rozwody; zezwala na powtórne małżeństwo jednej stronie, zakazuje go drugiej itp.
Nauką o rozwodach wstrząsnął Luter podstawami małżeństwa, do reszty zaś pomieszał stosunki małżeńskie decyzjami swymi szczegółowymi; a przecież on sam kiedyś uznaje, że rozwód jest niebezpieczeństwem dla wychowania dzieci, dla utrzymania życia rodzinnego oraz dla rządów państwowych (41).
Poprzez wszystkie reformy małżeńskie Lutra obserwujemy dwie cechy charakterystyczne: jedna – to walka namiętna z Kościołem i prawem kościelnym; druga – to obrona wolności chrześcijańskiej, która bardzo często polega tylko na możności zaspokojenia przemożnego popędu płciowego. Mówiąc językiem nowoczesnym: Luter bronił wolności indywidualnej wobec więzów prawa ogólnego, bronił praw ludzkich w zakresie miłości i osobistego szczęścia.
Niestety, przewodnikami w tej obronie były mu z jednej strony nienawiść, z drugiej zaś upokarzająca pobłażliwość dla namiętności ludzkiej. Toteż skutki reformy luterskiej były opłakane; on sam pełen goryczy skarży się na sodomskie rozpasanie obyczajów za panowania “czystej ewangelii”.

Poznań. X. Zygmunt Baranowski

Artykuł z “Przeglądu Teologicznego”. Kwartalnik naukowy. Organ Polskiego Tow. Teologicznego. R. VIII (1927). We Lwowie, ss. 315-323.

Przypisy:
(1) Całokształt nauki Lutra o małżeństwie przedstawiłem w książce pt. Luthers Lehre von der Ehe, Münster i. W. 1913, str. 210.
(2) Erl. (= Martin Luthers sämtl. Werke, 67 tomów, Erlangen 1826-68) 61, 278.
(3) Weim. (= Dr. M. Luthers Werke. Krit. Gesamtausgabe, Weimar 1883 sq.) 2, 168.
(4) End. (= Luthers Briefwechsel, herausg. v. L. Enders, 12 tomów) 2, 278.
(5) Weim. 6, 501.
(6) Weim. 14, 405.
(7) Weim. 6, 557.
(8) Weim. 30, 3, 295.
(9) Erl. 23, 208 sq.
(10) De W. (= M. Luthers Briefe, gesammelt von M. De Wette, Berlin 1825 sq.) 5, 25 sq.
(11) Weim. 30, 3, 246 sq.
(12) Lenz, Briefwechsel Landgr. Philipps v. Hessen, 3 tomy, Lipsk 1880-91, 1, 373.
(13) De Wette-Seidemann, Luthers Briefe, 263 sq., 272 sq.
(14) Weim. 10, 1, 642 sq.
(15) Weim. 6, 555.
(16) Weim. 10, 2, 265 sq. 280 sq.
(17) De Wette 3, 83.
(18) Weim. 6, 555.
(19) Weim. 6, 555 sq.
(20) Weim. 6, 557.
(21) Weim. 8, 630.
(22) Weim. 10, 1, 1, 642 sq.
(23) Weim. 6, 556; 10, 2, 273 etc.
(24) Weim. 6, 556.
(25) Weim. 10, 2, 287.
(26) Weim. 10, 2, 287.
(27) Weim. 6, 559.
(28) Weim. 30, 2, 229.
(29) Weim. 10, 2, 288.
(30) Weim. 10, 2, 289.
(31) Weim. 6, 559 sq.; 11, 94.
(32) Weim. 30, 3, 230 sq.; cf. De Wette 4, 214 etc.
(33) Weim. 10, 2, 291.
(34) Weim. 12, 119.
(35) Weim. 6, 560; 12, 120 sq.
(36) Erl. 61, 237.
(37) Weim. 15, 560.
(38) Weim. 10, 2, 290 sq.
(39) De Wette 3, 194 sq.
(40) Enders 7, 35.
(41) Erl. 61, 177.

http://www.ultramontes.pl/reformy_lutra.htm




http://historykon.pl/10-grudnia-1520-ro ... ge-domine/

10 grudnia 1520 roku, w Witenberdze Marcin Luter dokonał spalenia potępiającej go bulli papieskiej Exsurge Domine
10 grudnia 2014 00:00


Zdjęcie: Marcin Luter palący bullę papieską w Wittenbergii, kolorowy drzeworyt z 1557 roku.
Źródło zdjęcia: Wikimedia Commons – public domain.


Bulla Exsurge Domine (pol.: Powstań Panie) została wydana przez papieża Leona X w dniu 15 czerwca 1520 roku. Bulla była krytyczną polemiką poglądów i działań podjętych przez Marcina Lutra. Papież nakazywał zwolennikom reformacji odwołania 41 „błędów” znalezionych w różnych pismach Lutra. Odwołanie miało się wydarzyć w ciągu 60 dni od ogłoszenia bulli. W przypadku braku odwołania na opornych miały być nałożone kary kościelne, do ekskomuniki włącznie.
Pośród potępianych wypowiedzi Lutra znalazły się m.in. stwierdzenia, iż: papież nie jest nieomylny [Dz 768], palenie heretyków na stosie nie jest zgodne z wolą boską [Dz 773], mamy możliwość dyskutowania i krytykowania postanowień soborowych [Dz 769]. Ponadto, papież uważał również, iż błędem Lutra było uznanie za zgodne z kanonem niektórych pism Jana Husa, czemu dał wyraz w swojej bulli [Dz 770]. Cała bulla w języku polskim jest dostępna np. na portalu Rodzina Katolicka.
Obwieszczenie i wykonanie bulli papieskiej przebiegało w Europie Zachodniej w zasadzie bez zakłóceń. Jednak w Wiedniu, a także niektórych uniwersytetach w północnych rejonach Świętego Cesarstwa Rzymskiego (np. Erfurt, Lipsk czy wreszcie Wittenbergia) bulla została zniszczona a wysłannicy papiescy przegnani. Po upływie 60 dni papież Leon X wydał Decet Romanum Pontificem, w którym potępił i ekskomunikował tych wszystkich, którzy pomimo upływu danego im czasu nie odwrócili się od nauk Lutra.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /