Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 102 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 01:27 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3315
Coltrane, jakby nie patrzył, to mam dwoje dzieci. Syn starszy od córki o 6 lat.
Mogę go jeszcze zaliczyć do młodzieży. Myślisz, że on się zajmował polityką?
Miał studiowanie, w między czasie znalazł żonę, potem znalazła się ciekawa, zajmująca praca...
a kiedy przyszło do wyborów, akurat był w domu i poszliśmy.
Cieszyłam się, że będzie ze mną głosował.
Kiedy postawił krzyżyk na Komorowskim, byłam w szoku.
Spytałam, co wpłynęło na jego taką decyzję. W dodatku przyszedł z listą do mnie i zrobił to przy mnie.

Odpowiedział, że raz słyszał wypowiedź Kaczyńskiego i mu się nie spodobała.
Jest na pewno wiele aspektów, które wpłynęły na tą decyzję, a może manifestację...
może przekorę, a może pogardę dla domowego patriotyzmu...
a może oczarowanie obietnicami platformy, jeśli je w ogóle słyszał...
w sumie to nie mam pojęcia, jest trochę z dala od nas, ale jednak kroczy swoją drogą.

Ale fakt, faktem, że już kiedy poszedł do średniej szkoły ustanowiono prawa uczniów, a do pokoju nauczycielskiego zlikwidowano klamki. :shock:

W sumie to chciałam podkreślić, że nie bardzo młodzież aż tak wchodzi w politykę.

Mają swoje życie do poukładania i jak już mają co nieco ułożone, to wówczas patrzą gdzieś zadziałać, bo ktoś tam za rękaw ciągnie.
Więc wnioskuję, że idą po prostu za tłumem jak właśnie lemingi.
A jak trzeba głosować, to się nie rozczulają jak Piotrek Wolwowicz, tylko patrzą w kierunku świata.

Niestety nie bardzo mam jak z tym moim synkiem porozmawiać...jest jakby zamknięty, a może po prostu przekorny...
Oni chcieliby mieć poukładane to co im starzy przecież układali przez całe życie.
Chyba nie pochylają się nad tym, bo to powinno wszystko grać.

I taka prawda, że to powinno być już zrobione na cacy. Społeczeństwo zorganizowane ze wszystkimi detalami.
Niestety, kiedy się nasza młodzież obudzi, obawiam się, że będzie już tylko popiół.
Synek jest fajny, tylko nie słucha mamy... :mrgreen: i zbiera cięgi, aż mi go żal.

A córcia...tylko nas wciąż wyłącza..."znowu te smutki...znowu ta polityka...
zmieniamy temat..."

Ona wie, ale ucieka...bo cóż więcej może zrobić...

Chciałaby sobie poukładać życie...a tu ...tuskznami...

Cośmy im za los zgotowali...Colcie... :( ...i dlaczego...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 11:38 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 13 lip 2009, 14:47
Posty: 604
Lokalizacja: Poznań
Znam młodzież , dobrze poinformowaną , wiedzą w co politycy grają , i jakie mają sztuczki..... , ale żeby wyciagać z tego wniosek jakie my im ( tej młodzieży ) , życie zgotowali ..... to duże nadużycie prawie megalomania :o cyt .Bety

Dla mnie kontrowersyjny artykuł, bo mnie zawsze razi mentorstwo posługujące się ordynarnym językiem. Jakoś za taką postawą zawsze widzę tatę ,który sklął syna ,bo tylko jemu staremu wolno kląć z rozmachem, używając najwulgarniejszych przekleństw.
Druga sprawa to ograny medialnie temat: Słuchaliśmy Papieża, ale to było,jak grochem o ścianę. Czyli - ten pontyfikat był zmarnowany; był festiwalem miłości do jednego człowieka o wyjątkowej umiejętności przyciągania tłumów. Celowo oddzielano
papieża od Kościoła, nauki i ideałów, które głosi. Tymczasem Jan Paweł II mówił o prawdach głoszonych w kościołach od 2 tysięcy lat.Wiele w Jego słowach było rad dla dzisiejszego wyalienowanego człowieka, przestrzegał przed pułapkami demokracji zamieniającej się w totalitaryzm. Kto nie zrozumiał ten stracił, ale podstawowe przesłanie jego słów jest głoszone,co niedziela w każdym kościele.
Co do młodzieży: Jaki tata, taki syn - jaki młynarz ,taki młyn.
Rapująca młodzież śpiewa o Lolku:

_________________
Polskie-Forum.pl


Ostatnio edytowano 03 maja 2011, 06:58 przez jadwiga, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 11:41 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3315
I jeszcze jedna refleksja mi się nasunęła.
Szatan jest głośny, manifestuje swoją obecność, bo chce aby go zauważano, by o nim mówiono, chce pokazać swoje zwycięstwo poprzez manipulacje szczególnie młodymi ludźmi, skłonnymi jeszcze do pokusy.

Chyba właśnie dlatego staram się jednak widzieć w młodzieży nawet tej już spaczonej właśnie to, co jest silniejsze, czyli DOBRO, które może zepchnąć w sobie zło.
A może go tam jeszcze nie ma, tylko inni się doszukują. :roll:

Myślę, że mogę to stwierdzić na własnym przykładzie, bo przecież i my byliśmy młodzi, krnąbrni, podatni, próbujący...
Jak wielu w nas widziało zło... :roll:
i nic się nie zmieniło...tylko uporządkowało.

Gorzej jest już z tymi starszymi egzemplarzami, które zostawiły w sobie owinięte w pychę i zarozumiałość ziarna zła. Aż wykiełkowało i się ukorzeniło.

A może w obecnych czasach przychodzi właśnie więcej zepsutych dusz, którym dano jeszcze raz konkretną szansę na powrót do źródła jakim jest Bóg.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 12:03 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3315
Najszybciej ludzie się orientują, kiedy przychodzi moment, że muszą sami się zabrać do zgotowania obiadu.
Ot i kiedy sięgają...a tam nic prawie nie ma, wówczas zaczynają się dziwić, rozglądać, pytać, szukać...
zdobywać...
tak jak myśmy się dorabiali...
Przeliczyliśmy się jednak, zostawiając możliwości dalszego istnienia tym, którzy udawali, że są dobrzy, którzy manifestowali swoją przynależność do kościoła, a nawet nosili ją w klapie.

To nie wyczyszczone chore ziarno, pozostawione bezmyślnie bez kontroli zepsuło więcej,
niż byłoby szkody, gdyby je zgnieść na pniu.
Tak się właśnie toczą konsekwencje pozostawiania tych, którzy zasłaniają się jedynie słowami
Bóg, Honor, czy Ojczyzna...

Nasuwa się jedno i najważniejsze pytanie ;

"Jakie są proporcje dobrej do nadpsutej młodzieży"

Czy w warunkach takiego tsunami nierządu, dobro zdoła się zorientować i zgnieść zło.

Wiara każe myśleć, że powinno,
ale rozum mówi o realiach, które są jakie są...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 13:08 
Offline
Redaktor

Dołączył(a): 05 sie 2010, 17:08
Posty: 604
Ciekawe, że artykuł wzbudził takie poruszenie, jakby kij w mrowisko wsadzil. Artykuł w mojej ocenie porusza istotne problemy naszej rzeczywistości. Pracowałam w szkolnictwie wiele lat i widziałam jak się zmieniało na niekorzyść. Teraz mogę tylko pośrednio obserwowac przemiany, które zachodzą w przyspieszonym tempie i prowadzą do odwrócenia wszelkich znanych norm i pojęć. Takie szukanie "usprawiedliwienia" świadczy o niepokoju sumienia. I tak to widzę. Nie mam zamiaru dyskutować tego problemu. Całkowicie popieram tezy tego artykułu i z tego powodu wkleiłam go w tym miejscu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 02 maja 2011, 14:58 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3315
Alka napisał(a):
Takie szukanie "usprawiedliwienia" świadczy o niepokoju sumienia.
I tak to widzę. Nie mam zamiaru dyskutować tego problemu. Całkowicie popieram tezy tego artykułu i z tego powodu wkleiłam go w tym miejscu.


Czyżby to pozostałości nauczycielskie?
Przeczytać, przyjąć do wiadomości i bez dyskusji?
Można i tak, pani Nauczycielko...

a można i tak...
viewtopic.php?p=35487#p35487

nieskromnie dodam, że ten tekst czytałam pierwszy raz...

Na początku była miłość i człowiek,
a dopiero potem człowiek stał się świętym.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 26 maja 2011, 15:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Szykuje się kolejna akcja TVN24 i GW?

Jak donoszą media, z dobrze poinformowanych źródeł wiadomo, że już wkrótce zapadną w prokuraturze decyzje w sprawie ekshumacji ofiar tragedii smoleńskiej. Cóż za pośpiech, przecież minęło dopiero kilkanaście miesięcy od tragedii z 10 kwietnia 2010 roku?

Dziś to nie jest już żadna wiedza tajemna czy kłamstwa oszołomów i moherów. Wiadomo, ponad wszelką wątpliwość, że nie otrzymaliśmy od ruskich protokołów z sekcji zwłok. Oczywiście, jeżeli już coś tam ruscy przysłali to nie odpowiada to temu, co cywilizowany świat uznaje, jako udokumentowaną autopsję.

Wiemy już także, że w tej sprawie dopuszczano się w Moskwie ordynarnych fałszerstw i kłamstw. Ostatnie zaś doniesienia o błędnej identyfikacji ofiar w przynajmniej trzech przypadkach to kolejny skandal.

Nie będę się już znęcał i rozpisywał nad minister Kopacz, choć wychodzi na jaw kolejne jej łgarstwo, co do perfekcyjności procesu identyfikacji. Ta baba jest już dla mnie tylko kompletnym moralno-etycznym zerem i dnem.

Ruska jurysdykcja nad polskimi trumnami okazała się ważniejsza niż polskie prawo, a banda prokuratorskich sługusów i tchórzy poprzebieranych w mundury przez wiele miesięcy łamała prawo bojąc się naruszyć tego, co ruscy zaplombowali.

Polskie prawo mówi wyraźnie i nie pozostawia żadnych wątpliwości, że:

Na mocy prawa, sekcji powinny zostać poddane zwłoki:

niemowlęcia,

kobiety w ciąży i połogu,

chorego, który zmarł przed upływem 12 godzin od przyjęcia do szpitala lub w drodze do niego,

wszystkie przypadki śmierci gwałtownej


Tu zginęła elita narodu i nikogo specjalnie nie zainteresowało, co było przyczyną poszczególnych zgonów.

Jest jeszcze i taka możliwość, że podobnie jak z premedytacją wyczekiwano na degradację tego, co zostało z tupolewa, tak czekano również z rozkazu Kremla tyle miesięcy na rozkład tkanek miękkich ofiar drugiego Katynia.

Zabawię się teraz w wieszcza i zapowiem wielką ogólnopolska akcję Gazety Wyborczej i TVN24 pod tytułem „zostawcie zmarłych w spokoju”, „nie zakłócajcie im wiecznego odpoczynku”.

Za chwilę w struny ludzkiej wrażliwości, etyki, moralności i wiary chrześcijańskiej uderzą zjednoczeni jak zwykle dyżurni eksperci, począwszy od profesora Jana Hartmana po księży patriotów z duszpasterzem środowiska z Wiertniczej, księdzem Kazimierzem Sową na czele.

Znowu do boju salon pogoni tych wszystkich etatowych sygnatariuszy listów otwartych tudzież zbiorowych z Korą, Hołdysem i innymi komediantami zwanymi w III RP artystami.

Kto wie czy wstępniaka w Wyborczej nie walnie sam Adaś? Wszak to wzór wrażliwości i to tej typowo polskiej.

http://kokos.salon24.pl/310073,szykuje- ... tvn24-i-gw

Jeden z komentarzy:

Adaś ubierze się w czerwony mundurek i z Wajdą i innymi "autorytetami" stanie na warcie i będzie własną piersią bronił spokoju zmarłych przed oszalałymi moherami.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 30 maja 2011, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Panie pułkowniku! Larum Grają!

Ostatnie poczynania rządzącej partii miłości i represje, jakie dotykać zaczynają obywateli za krytykę władzy są bardzo różnie interpretowane przez komentatorów politycznej sceny.

Jedni, tak jak Rafał Ziemkiewicz uważają, że Tusk i ferajna sondują opinie publiczną by zbadać jak daleko mogą się posunąć. Inni z kolei, tak jak popularny na salonie24 bloger Rybitzky, diagnozują, że Tusk się po prostu przeliczył wydając wojnę kibicom. Sądził on, że pokaże się po raz kolejny, jako dzielny szeryf, sondaże poszybują w górę i po kilku dniach sprawa ucichnie. Tymczasem zdaniem Rybitzkyego władze zostały zaskoczone tym, że kibice jednak nie odpuszczają.

Oczywiście pomijam tu zakłamanych medialnych cmokierów salonu bredzących coś o nadgorliwości organów ścigania, które działają wbrew intencjom i wiedzy premiera czy prezydenta.

Trochę za dużo ostatnio tych przypadków z aresztowaniami, nalotami ABW czy pobiciami, w tym opozycyjnych dziennikarzy czy karaniem za krytykę rządzących oraz prób ocenzurowania internetu.

Wydaje mi się, że nikt z wymienionych wyżej nie ma racji, a sprawa wygląda zgoła inaczej.

Tusk zaczynając wojnę z kibicami wiedział doskonale, że nie odpuszczą gdyż sam, jako „kibol” przez lata z użyciem gumowego węża dyrygował „młynem” na „żylecie” stadionu Lechii Gdańsk.

Nikt bardziej od niego nie zna mentalności tego środowiska i myślę, że tym razem to nie jego doradcy, lecz on sam wytypował kibiców do realizacji swoich planów.

A jakie to są plany? Moim zdaniem Tusk chce przed wyborami doprowadzić do jakiegoś wielkiego ulicznego konfliktu i zamieszek, które stałyby się pretekstem do delegalizacji PiS-u lub wprowadzenia stanu wyjątkowego.

Możliwy jest też scenariusz bardziej „ambitny” i całkiem prawdopodobny sądząc po zachowaniu się mediów zaprzyjaźnionych z Tuskiem i Andrzejem Wajdą.

„Zanim księdzem Popiełuszką zajął się Piotrowski, najpierw zajął się nim Urban”pisze Rafał Ziemkiewicz i akurat z tym zdaniem zgadzam się bez zastrzeżeń.

Jednak do końca nie wiem na dzisiaj, czy spadkobiercy Urbana chcą skompromitować i zohydzić tylko opozycję by mieć pretekst do jej delegalizacji czy może dążą do jakiejś ogólnopolskiej rozróby w celu wprowadzenia wspomnianego już stanu wyjątkowego? A może w końcu zaplanowano na zimno zamordowanie Jarosława Kaczyńskiego? Jeżeli tak to podobnie jak w przypadku pozbycia się śp. Prezydenta RP musi dużo wcześniej odbyć się zmasowana medialna akcja odzierania przyszłej ofiary z godności i sukcesywne zohydzanie jej oraz odzieranie z człowieczeństwa. Czy aby to już nie trwa?

Sposób to wypróbowany przez wieki i zastosowany także przez banderowców na Wołyniu. Tam do dziś nie żałuje się bestialskiego wymordowania tysięcy Polaków i wcale nie rzadko wznosi się współcześnie toasty „Na pohybel Lachom”.

Zasiać nienawiść i ją pielęgnować, oto recepta Tuska i salonu III RP na przetrwanie i ocalenie skóry.

Oczywiście ktoś może pomyśleć, że zwariowałem i nawet wolałbym, aby tak było. Po 10 kwietnia jednak wiem, że wszystko jest możliwe.

Dzisiaj wiadomo już ponad wszelką wątpliwość, że pierwsze cztery dni po zamachu, zgodnie z porozumieniem polsko-rosyjskim z 1993 roku pracowały w Moskwie dwa zespoły specjalistów z obu państw.

Dopiero tajne porozumienie Putina i Tuska spowodowało odesłanie polskiej ekipy z pułkownikiem Grochowskim do domu, a wszystkich ich zastąpił uruchomiony przez ruskich szachistów ich protegowany, pułkownik Edmund Klich, który już z dawno w poważnym państwie siedziałby za kratkami.

Przypomnijmy sobie, co mówił „polski” akredytowany przed sejmowa komisją infrastruktury 6 maja 2010 roku:

"I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu - no, powiedziałbym dosyć ostro - powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem... przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow".

Teraz przypomnijmy sobie jak Edmunda Klicha wpychał, jako akredytowanego przy MAK sam Putin, chcąc pozbyć się polskich specjalistów, z których wielu chciało w poczuciu patriotycznego obowiązku rzeczywiście rzetelnie wyjaśnić kulisy tragedii.

Klich dalej mówi:

„W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie. No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.”

Ekspert prawny tak zwanej Komisji Jerzego Millera, profesor Żylicz mówi wprost: nieformalne przyjęcie takiej podstawy prawnej było zbyt pochopne

Oczywiście premier Tusk nie mógł zawierać żadnych porozumień nieformalnych i to bez porozumienia z radą ministrów. Załatwianie czegoś na gębę i potajemnie z Putinem w celu storpedowania pracy polskich ekspertów oraz wiązanie nam rąk załącznikiem 13 do konwencji chicagowskiej to Trybunał Stanu i więzienie.

O upadku polskiego dziennikarstwa i tchórzostwie tego całego zaprzedanego mamonie i obcym interesom towarzystwa niech świadczy fakt, że przez ponad rok od 10 kwietnia tylko jeden dziennikarz zadał wprost Tuskowi zasadnicze i podstawowe pytanie:

Andrzej Stankiewicz:

Panie Premierze, druga kwestia: w tych uwagach, które Polska zgłosiła do Rosjan, od razu na początku, kiedy mowa jest o wyborze procedury konwencji chicagowskiej, pada też takie zdanie: „Federacja Rosyjska nie skorzystała z prawa zawartego w punkcie 5.1 zdanie drugie (tu chodzi o załącznik 13 konwencji chicagowskiej) do przekazania badania wypadku w całości lub części Rzeczpospolitej Polskiej”. Panie Premierze, chciałbym zapytać, czy jest spisane porozumienie, na bazie którego Polska i Rosja decydują się na wybór konwencji chicagowskiej i rezygnację z tego częściowego lub całościowego przejęcia śledztwa przez Polskę, jeśli ono jest, bo ja go szukam od jakiegoś czasu i znaleźć nie mogę, to, kto je podpisał?

Donald Tusk: Nie, nie ma takiego.

Andrzej Stankiewicz: To, na jakiej zasadzie to było robione?

Donald Tusk: Ponieważ konwencja chicagowska obejmuje swoimi rygorami państwo wypadku, a więc państwo prowadzące postępowanie. To nie jest wybór Polski.

Andrzej Stankiewicz: Dokumentem trzeba zdecydować, w jakiej formule ma być prowadzone postępowanie.

Przypomina się afera Rywina, kiedy to cały ten zgniły światek dziennikarski wiedział o nagraniu Rywina przez Michnika i o całej aferze „Agora – Grupa trzymając a władzę”, lecz nikt nie odważył się złamać omerty. Pytana o to Janina Paradowska z rozbrajająca szczerością odrzekła, że dysponentem tematu był Michnik.

Oto PRL-bis i przeniesione w jego rzeczywistość dawne dziennikarskie divy z PZPR i panowie „dziennikarskie autorytety” z PRL-owską mentalnością, którzy i dzisiaj tak jak za komuny bez polecenia lub zgody wydziału prasy i cenzorów z Mysiej, nie pisną społeczeństwu ani słówka.

Zauważcie drodzy czytelnicy jak unika się jakichkolwiek relacji z masowych protestów w Hiszpanii. Podobnie działo się w NRD, kiedy w Polsce ruszył karnawał Solidarności. Honecker zabronił pokazywania tych wydarzeń i pisania o nich w mediach ze zwykłego panicznego strachu, bojąc się, że i wschodni Niemcy upomną się o wolność.

Jeżeli przypomnimy sobie non-stop ciągnące się relacje z egipskiej rewolucji i porównamy je ze skromnymi aplikowanymi nam dawkami na temat tego, co w końcu dzieje się na naszym kontynencie to widzimy, że elity boją się rozprzestrzenienia tej „zarazy”.

Cóż nam, więc pozostało?

Apelujmy do tych, którzy znają lub domyślają się prawdy o Smoleńsku. Apelujmy do członków Komisji Millera i oficerów tam pracujących z największym naciskiem na pułkownika Grochowskiego o odwagę w przeciwstawieniu się kłamstwu.

Na zaprzyjaźnione z Tuskiem i Wajdą media nie mamy, co liczyć.

A więc:

Dla Boga, panie pułkowniku Grochowski! Larum grają! Ojczyzna w potrzebie, a ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? Na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu?

http://kokos.salon24.pl/311205,panie-pu ... arum-graja


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 09 lip 2011, 13:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Hipokryzja uszami się wylewa

Gdy rządził PiS, donosiło się na Polskę do Brukseli i obrzucało nikczemnymi oskarżeniami, ale wtedy był to czyn chwalebny.


1. Pan Prezydent Komorowski powiedział, że brudy pierze sie we własnym domu, a nie z granicą. Odpowiem frazą z anegdoty o bacy i kocie - pierze się, tylko się nie wykręca.

Ci, którzy najbardziej dziś krytykują PiS za pranie brudów za granicą, sami nie tylko prali, ale i wykręcali prawdę podczas tego prania.


2. Nie będę przypominał, co się działo i co wygadywali niektórzy polscy europosłowie w sprawie lustracji prof. Geremka, bo to człowiek świętej pamięci. Ale inny przykład: Oto obszerne fragmenty rezolucji, przyjętej (PiS głosował przeciw) z 25 kwietnia 2007 roku w sprawie homofobii w Europie. Dwie trzecie tej rezolucji poświęcone zostało Polsce.

To zresztą niejedyna taka rezolucja. W 2006 roku przyjęte zostały dwie podobne, dotyczące nietolerancji i rasizmu, też oblewające Polskę kubłami pomyj.

A oto fragmenty rezolucji z 25 kwietnia 2007 roku, dotyczące Polski.

...mając na uwadze, że Parlament Europejski w rezolucji z 15 czerwca 2006 r. w sprawie nasilenia przemocy powodowanej rasizmem i homofobią w Europie wyraził już poważne zaniepokojenie sytuacją w Europie, aszczególnie w Polsce, potępiając nawołujące do nienawiści i przemocy oświadczenia liderów Ligi Polskich Rodzin, a szczególnie wicepremiera iministra edukacji,

...mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie ogłosił w marcu projekt ustawy przewidującej sankcje za „propagandę homoseksualną” w szkołach, podając przykłady przepisów tego projektu ustawy, która przewiduje zwolnienia, grzywny lub kary pozbawienia wolności wobec dyrektorów szkół, nauczycieli i uczniów za „promowanie”w szkołach praw gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów,

...mając na uwadze, że wiceminister edukacji w polskim rządzie potwierdził, że administracja przygotowuje projekt takiej ustawy, ioświadczył, że „nauczyciele ujawniający homoseksualne skłonności będą zwalniani z pracy”; mając na uwadze, że poszczególni członkowie rządu zareagowali różnie, w związku z czym nie jest jasne, czy ustawa istotnie zostanie zaproponowana,

....mając na uwadze, że wicepremier i minister edukacji w polskim rządzie wyraził chęć propagowania przyjęcia podobnego prawa na szczeblu europejskim,

...mając na uwadze, że proponowane przepisy prawne uzyskały poparcie premiera polskiego rządu, który oświadczył, że „proponowanie w szkołach młodym ludziom gejowskiego stylu życia jako alternatywy wobec tego normalnego, to już jest przesada, tego rodzaju przedsięwzięcia w szkołach należy ucinać”, przedstawiając w ten sposób zniekształconą interpretację edukacji i tolerancji,

...mając na uwadze, że polska rzecznik praw dziecka stwierdziła, że przygotowuje listę zawodów, do wykonywania których homoseksualiści sięnie nadają,

...mając na uwadze, że realizacja Europejskiego Roku Równych Szans 2007 w Polsce poważnie się opóźnia przez niezdecydowanie polskiego rządu co do projektów, jakie należy wspierać, wśród których znajdują się projekty zaproponowane przez organizacje lesbijek, gejów,biseksualistów i transseksualistów, co w istocie powoduje zablokowanie tego przedsięwzięcia w Polsce,

...mając na uwadze, że w czerwcu 2006 r. Prokuratura Krajowa zaleciła kontrole finansowania organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów itransseksualistów, zmierzające do ustalenia ewentualnych powiązań ze„światem przestępczym” oraz ich obecności w szkołach, a także odkrycie śladów działalności przestępczej - kontrola nie przyniosła rezultatów,

...mając na uwadze, że 8 czerwca 2006 r. polski rząd zwolnił kierownika Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli i zakazał rozpowszechniania oficjalnej antydyskryminacyjnej broszury Rady Europy, a także mając na uwadze, że nowy kierownik ośrodka stwierdził 9 października 2006 r., że„niewłaściwe wzorce nie powinny być obecne w szkołach, ponieważ celem szkoły jest wyjaśnianie różnicy między dobrem a złem, pięknem i brzydotą (…); szkoła powinna wyjaśniać, że praktyki homoseksualne prowadzą do dramatów, pustki i zwyrodnienia”,

...mając na uwadze, że Terry Davis, sekretarz generalny Rady Europy,zareagował na te wydarzenia, stwierdzając, że „polski rząd ma prawo decydować, czy chce wykorzystać materiały Rady Europy do edukacji w zakresie praw człowieka, ale o ile wykorzystanie materiałów dydaktycznych jest fakultatywne, to zawarte w nich wartości i zasady z pewnością fakultatywne nie są”, a także wyraził zaniepokojenie faktem,że „rząd akceptuje niektóre działania propagujące homofobię (…) i zachowania homofobiczne”,

...mając na uwadze, że polski rząd odmówił również finansowania projektów,którym patronują organizacje lesbijek, gejów, biseksualistów itransseksualistów, w ramach programu European Youth,i uzasadnił tę decyzję w piśmie do tychże organizacji, stwierdzając, że„ministerstwo w swojej polityce nie popiera działań mających na celu propagowanie zachowań homoseksualnych i takiej postawy wśród młodzieży.Rolą ministerstwa nie jest również wspieranie współpracy zorganizacjami homoseksualnymi”,

....mając na uwadze również wiele pozytywnych wydarzeń, takich jak z powodzeniem zorganizowana gejowska parada równości w Warszawie w czerwcu 2006 r., masowa demonstracja na rzecz tolerancji i demokracji w Warszawie w listopadzie 2006 r. po zakazie marszu tolerancji w Poznaniu, ochrona marszu na rzecz praw gejów w Krakowie w kwietniu 2007r., a także fakt, że parady gejów i lesbijek nie są już systematycznie zakazywane,


I dalej:

...wzywa właściwe władze polskie, by powstrzymały się od proponowania lub przyjmowania ustawy w formie przedstawionej przez polskiego wicepremiera i ministra edukacji, a także od wdrażania środków mających na celu zastraszanie organizacji lesbijek, gejów, biseksualistów itransseksualistów;

...wzywa właściwe władze polskie do publicznego potępienia oświadczeń osób publicznych wzywających do dyskryminacji i nienawiści ze względu na orientację seksualną i do zastosowania środków przeciwko tego rodzaju wystąpieniom; uważa, że jakiekolwiek inne zachowanie stanowiłoby naruszenie art. 6 traktatu UE;

...zwraca się do władz polskich o ułatwianie realizacji działań w ramach Roku Równych Szans 2007, a do Komisji o monitorowanie tych działań, w szczególności przepisu uzależniającego finansowanie od zapewnienia, że w programach krajowych w równorzędny sposób zajęto się wszystkimi przyczynami dyskryminacji;

...zwraca się do Konferencji Przewodniczących, aby wysłała do Polski delegację, która zbada sytuację w celu uzyskania jasnego jej obrazu i podjęcia dialogu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami


3. Poseł Siwiec z SLD nie tylko nie sprzeciwiał sie tej rezolucji, ale jeszcze ostentacyjnie ją popierał. W debacie powiedział, że w zgodzie z własnym sumieniem będzie głosował za przyjęciem tej rezolucji, bo upomina się ona o prawa tych, którym wielu, zwłaszcza w Polsce chciałyby te prawa odebrać.



Za rezolucją głosowali też inni europosłowie lewicy.




4. I co - nie donosiło się na własne państwo w Europarlamencie?



Nie jechało się po Polsce jak po łysej kobyle, nie kompromitowało sie Ojczyzny nikczemnymi oskarżeniami?



A trzeba dodać, że oskarżenie o homofobie to w unijnym systemie zarzut z najcięższej armaty. - prawie jak antysemityzm.

Hipokryzja uszami się wylewa....

5. A Ziobro powiedział prawdę o prześladowaniach niepoprawnych dziennikarzy. Gdzie miał ją powiedzieć - w Polsce, gdzie za mówienie prawdy, choćby tej o skorumpowanym doktorze, juz nieomal z torbami go puścili?

http://januszwojciechowski.salon24.pl/3 ... sie-wylewa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 29 sie 2011, 07:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Radykalnie neutralne ciało państwowca

Jednym z najbardziej żenujących przedstawień na naszej scenie politycznej jest tak zwane zawieszanie przynależności partyjnej przez polityka wybranego na stanowisko państwowe. Uroczyste deklarowanie niezależności przez delikwenta, który dopiero co głosami partyjnych kolegów został wybrany na urząd, jest klasyczną mową do ciemnego luda. Rzecz jasna nie mam nic przeciwko neutralności w samej praktyce sprawowania funkcji, którą adept wypełni wedle swojego uznania i woli.

W rzeczywistości partyjnej demokracji szanse na wybór prawdziwie neutralnego, a nie jedynie deklarującego neutralność państwowca są raczej nikłe, a w zasadzie prawie żadne. W partyjnej sieczkarni parlamentu czy w samym ugrupowaniu delikwent musi się opowiedzieć po stronie opcji, która go wypromowała, jeśli po tej stronie jest większość.

Czasami lawiruje, jeśli faktycznie poważnie traktuje deklarację neutralności, ale nie trwa to długo. Wcześniej czy później zostaje postawiony do pionu przez swojego politycznego dobrodzieja i zmuszony jest wybierać pomiędzy neutralnością a lojalnością partyjną. Młyn partyjnego interesu kruszy charaktery powoli, lecz nieubłaganie i nie zmienia tego fakt, że zdarzają się chwalebne wyjątki. Jednak jedno jest pewne – neutralność wobec politycznych rozgrywek nie polega na braku politycznych poglądów.

Premier Donald Tusk ostatnio miał napad konstytucyjnej troski o państwo i wyraził niesmak z powodu zaangażowania Zyty Gilowskiej po stronie PiS. Premier oznajmił nam, że nie jest to zgodne z duchem konstytucji oraz jego wyobrażeniem państwowca. Jak podkreślił, takie zaangażowanie w kampanie członka RPP jest niezgodne z jego wyobrażeniem o tym, jak powinni zachowywać się tzw. państwowcy.

Zabawnym momentem jest oczywiście to, że państwowotwórczą troskę o działalność opozycji wyraża szef rządu, który otoczył się ludźmi w rodzaju Zbycha i Mira; którego ugrupowanie zawłaszczyło konstytucyjnie niezależne publiczne media; wreszcie totalnie sfałszowało konstytucyjne wybory w Wałbrzychu.

Patrząc ze strony formalnej i dobrych obyczajów, jest rzeczą co najmniej dwuznaczną, że partia opozycyjna uważa, że jej frontmanem, frontmenką - w sporze pomiędzy partiami, jest osoba, która powinna reprezentować radykalnie neutralne ciało, radykalnie neutralną instytucję, jaką powinna być Rada Polityki Pieniężnej - powiedział Tusk w piątek na konferencji prasowej.

Jednak najciekawszym wnioskiem wynikającym z takiej, a nie innej postawy premiera w tej sprawie jest, że zakłada on tym samym, że nie można być neutralnym państwowcem w przypadku, gdy popiera się konkretną opcję polityczną. Można bowiem śmiało założyć, że premier z równą ochotą potępiłby Gilowską, gdyby wyraziła uznanie dla jakiejkolwiek innej partii opozycyjnej. Zapewne też Tusk byłby równie zniesmaczony, gdyby Gilowska skrytykowała jego partię. Zatem nie ma wątpliwości, że dla Donalda Tuska neutralnym państwowcem może być jedynie człowiek z jego nadania.

Ten sposób oceniania konstytucyjności zachowań polityków jest znany skądinąd, a mianowicie z niezbyt odległej historii, a najbardziej jaskrawym przykładem jest pewien francuski król, który samego siebie utożsamiał z państwem. Nie chcę już nawet wspominać o współczesnych dyktatorach i tym podobnych obwiesiach politycznych, którym neutralność także kojarzyła się wyłącznie z poparciem dla siebie. Twierdząc, że osoba, która została dokooptowana do Rady Polityki Pieniężnej w wyniku politycznego wyboru, nie ma prawa wyrażać własnych politycznych poglądów, Tusk umocnił swoją reputację krętacza.

Inną rzeczą w wypowiedzi premiera, a godną zwrócenia uwagi jest fakt, że nie rozróżnia on deklarowanych poglądów Gilowskiej od konstytucyjnej neutralności RPP. A przecież ta neutralność nie polega na tym, że w skład RPP wchodzą apolityczni fachowcy, lecz na formalnym uniezależnieniu ich od partyjnych mocodawców. Bez względu na deklarowane poglądy Gilowska (i każdy inny członek RPP) będzie w swoich decyzjach na tyle neutralna, na ile zechce.

Tuskowi zapewne nie mieści się chyba w głowie, że można działać dla dobra państwa i nie popierać polityki jego rządu. On naprawdę utożsamia dobro państwa z dobrem własnego ugrupowania. I to jest paradoksalnie dowód anachroniczności poglądów i upartyjnienia mentalności premiera.

W naszej demokracji mamy wiele przedziwnych rozwiązań, które z wymogiem neutralności niewiele mają wspólnego. Przykładem jest sam premier, który łączy funkcję posła, stanowisko szefa rządu i przewodniczącego rządzącej partii. Jeśli dodamy do tego wpływ na Prokuraturę Generalną poprzez większość partyjną w parlamencie i na policję z racji podległości urzędowej, to mamy doskonały przykład połączenia w jednym ręku władzy ustawodawczej, wykonawczej i wymiaru sprawiedliwości. Nie jest to oczywiście żaden ewenement we współczesnym świecie, ale na pewno problem poważniejszy niż kwestia politycznych poglądów wyrażanych przez ludzi wybranych przez gremia polityczne.

A z drugiej strony tego medalu neutralności przecież jest cały rząd, który jako najwyższy organ władzy wykonawczej w państwie powinien wręcz świecić neutralnością wobec partyjnych rozgrywek. Weźmy pierwszego z brzegu ministra, choćby Rostowskiego od finansów, żeby analogia była pełna. Czy człowiek, który startuje w wyborach z listy partii rządzącej i jest jednocześnie ministrem finansów w rządzie kierowanym przez tę partię, może być neutralnym państwowcem? W dodatku bez żenady głosi swoje poglądy polityczne i publicznie zwalcza opozycyjne poglądy. Według kryterium Donalda Tuska w żadnym wypadku nie można Rostowskiego uznać za państwowca. Ale przypadku swojego ministra premier oczywiście nie poddał analizie.

W kontekście Zyty Gilowskiej spostponowanej w tak egzaltowany sposób przez państwowca Tuska, przypomniał mi się pewien epizod, który świetnie oddaje jego państwowotwórczą postawę. W sierpniu 2009 śp. Maciej Płażyński wyjaśniał, dlaczego opuścił Platformę: - Platforma Obywatelska była obywatelska na początku, a dzisiaj to jest nic nieznaczący przymiotnik.Pamiętam dobrze, jak Donald Tusk, opuszczając Unię Wolności, mówił: zakładamy Platformę po to, żeby nikt z Warszawy nie ustalał nam list wyborczych. I co dzisiaj robi? Siedzi w Warszawie i ustala te listy.

A dzisiaj ma jeszcze dodatkowe zajęcie – siedzi w Warszawie i ustala kto jest państwowcem.

http://seaman.salon24.pl/337259,radykal ... panstwowca


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 06 wrz 2011, 17:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Och, Zyta...

Och Zyta, dziś życie me przegrane jest

Przegrane jest przez jedną noc

Zyta, naprawdę nie wiem jak się pozbyć

Jak się pozbyć ciebie stąd


Słowa starego przeboju grupy Shakin' Dudi, „Och, Ziuta” idealnie pasują do kłopotu, jaki sprawiła ministrowi Rostowskiemu, jak i całemu salonowi wspierającemu PO, Pani profesor Zyta Gilowska.

Przez media przewijają się takie piękne określenia jak neutralność, apolityczność, a Donald Tusk błysnął oryginalnością i RPP nazwał „radykalnie neutralnym ciałem”.

Jestem bardzo ciekawy czy ten „radykalizm” dotyczy tylko Zyty Gilowskiej w związku z drżeniem łydek niejakiego Vincenta Rostowskiego?

Nigdy nie słyszałem z ust Donalda Tuska i jego stronników tak ostro sformułowanych wymogów neutralności i przyzwoitości w stosunku do Leszka Balcerowicza. A przecież to był nie tylko przewodniczący całej RPP, ale Prezes NBP i jeszcze na dodatek członek Komisji Nadzoru Bankowego.

I własne w 2006 roku wyszło na jaw, że Prezes NBP oraz członek KNB, Balcerowicz nadzorował banki, które wpłacały różne kwoty pieniężne na rzecz fundacji, której przewodniczyła jego własna małżonka. Mało tego pieniądze trafiały do tej fundacji również z samego NBP, którego prezesem był Balcerowicz. Mamy klasyczny konflikt interesów.

Następnie profesor Balcerowicz stał za akcją „Zmień kraj idź na wybory”, które to hasło bombardowało z ekranów elektorat w przedwyborczą sobotę 2007 roku podczas tak zwanej ciszy wyborczej.

Oczywiście, co oznaczało owo „Zmień kraj” podczas rządu "junty pisowskiej" nie trzeba tłumaczyć.

Ile procent głosów zdobył dla PO „radykalnie neutralny” Balcerowicz nie wiadomo?

Dziś salonowe media prewencyjnie, niejako na zapas atakują Zytę Gilowską gdyż jeszcze zbrodni pani profesor nie popełniła.

A jak reagował salon na udowodnioną niezbyt „radykalną neutralność” Leszka Balcerowicza, gdy ktoś odważył się krytykować mistrza i „zbawcę narodu” nie przed złamaniem standardów, ale już po?

Jacek Żakowski: „Skandal. Dziękujemy Leszkowi Balcerowiczowi za dobre rzeczy, które zrobił dla Polski”

Arcybiskup Życiński: „Moralnym obowiązkiem chrześcijan jest bronić tych, których godność usiłuje się podporządkować igrzyskom organizowanym w ramach partyjnych rozgrywek"

Witold Gadomski z GW: „Bankowa komisja śledcza postanowiła zacząć działalność od sprawdzenia, czy nie zachodzi konflikt interesu między sprawowaniem przez Leszka Balcerowicza funkcji prezesa NBP a działalnością fundacji CASE, której jednym z szefów jest żona prezesa Ewa Balcerowicz. Już sam fakt zajęcia się na początku sprawą zupełnie błahą pokazuje intencje posłów rządzącej koalicji, którzy parli do powstania komisji. Komisja ma być narzędziem propagandowym, bijącym w dorobek III Rzeczypospolitej.”

Ewa Siedlecka z GW: „celem prac komisji ma być zdezawuowanie Leszka Balcerowicza", bo "prezes NBP naraził się rządowi"

Ewa Siedlecka, GW: „Wielkie oczyszczanie czy wielkie opluwanie"

Marek Beylin, GW: „Z oszczerstwem na Balcerowicza"

Środowiska organizacji pozarządowych wystosowały list otwarty w obronie fundacji CASE Ewy Balcerowicz, zamieszczony oczywiście w Gazecie Wyborczej.

Waldemar Kuczyński zaś podżegał obywateli do czynu zabronionego polegającego na tym, aby łamali prawo i nie zeznawali przed bankową komisją śledczą na znak protestu przeciwko nagonce na „Wielkiego Polaka”.

Oto establishment III RP w całej krasie. Ani jednego słowa krytyki brzydkich praktyk pupila Balcerowicza. Podwójne standardy w książkowym wprost przykładzie.

Och Zyta, ale napędziłaś im strachu.

http://kokos.salon24.pl/340038,och-zyta


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 09 wrz 2011, 18:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Pompowanie standardów

Profesor, polityk i dziennikarka, każde w innej dziedzinie, ale zjednoczeni duchem w dziele wspierania III RP za wszelką cenę. Piotr Winczorek, Mirosław Sekuła i Agata Nowakowska niczym trzej przyjaciele z boiska ze starej piosenki – na różnych pozycjach, lecz w jednej drużynie - trudzili się wczoraj nad zamianą wina w wodę, czyli uzasadnianiem, że czarne może być białe (lub odwrotnie), kiedy spojrzy się z odpowiedniego punktu widzenia.

Profesor Piotr Winczorek (konstytucjonalista, a jakże!) podał do publicznej wiadomości swój najnowszy wynalazek konstytucyjny - formułę członkostwa partii politycznej, które według niego można rozumieć inaczej niż dotychczas i szerzej. Otóż za członka partii wedle pomysłu profesora może być uważany ktoś uczestniczący w jej pracach, wspierający partię jawnie i z zaangażowaniem w sytuacjach takich jak kampania wyborcza.

Czyli właściwie można być członkiem partii nawet wbrew swojej woli, skoro formalna deklaracja nie jest decydująca. Wystarczy, że opiniotwórczy mainstream przypisze delikwentowi jawne zaangażowanie i na nic zdadzą się protesty, causa finita – jesteś członkiem. Przyszła mi od razu do głowy frapująca myśl, że taki mechanizm imputowania komuś przynależności może działać przecież w obie strony – czyli jawne poparcie przez partię kogoś spoza jej szeregów też determinuje jego członkostwo.

Weźmy przypadek prof. Wojciecha Sadurskiego, który w ubiegłym roku był gorąco rekomendowany przez SLD na rzecznika praw obywatelskich. Ostatecznie co prawda, kandydatura przepadła w politycznych rozhoworach, ale fakt pozostaje faktem - partia SLD wsparła wybór Sadurskiego jawnie i z całym zaangażowaniem. Nie ulega wątpliwości, że SLD w tym momencie traktował profesora „ jak swego”. Czy w takim razie profesora Sadurskiego można uważać za członka tego ugrupowania? Wydaje się bowiem, że ten przykład spełnia nowo ustalone przez konstytucjonalistę Winczorka kryteria partyjności. Ciekawe, czy Sadurski czuje się teraz członkiem partii postkomunistów?

Ten wywód jest oczywiście celowo absurdalny, ale pokazuje, na jakie manowce może wyprowadzić człowieka zacietrzewiony politycznie profesor konstytucjonalista. Jednak nie jest to jeszcze skrajny przypadek naciągania standardów do rozmiaru cielska III RP. Przecież niektórzy eksperci od ustawy zasadniczej udowadniali nie tak dawno, że ustawodawca zapisując w niej wybory jednodniowe, miał na myśli wybory dwudniowe. Dużo wcześniej przekonywano nas do standardu, że donosiciele to takie same ofiary systemu, jak obiekty ich donosów. To jest ta sama szkoła konstytucjonalistów, co wynalazła nową definicję członkostwa w partii.

Z kolei poseł Mirosław Sekuła w wywiadzie dla „Dziennika Zachodniego”ujawnił wczoraj rąbka tajemnicy w kwestii fundamentalnej, czyli motywacji Platformy Obywatelskiej jako partii politycznej. Otóż poseł Sekuła, którego dokonania w komisji hazardowej najlepiej podsumowali mieszkańcy jego rodzimego Zabrza, wypowiedział się o wojewódzkiej koalicji PO z Ruchem Autonomii Śląska.

Akceptuję tę koalicję jako smutną konieczność, ale bardzo mi się nie podoba działalność Ruchu. RAŚ szkodzi Śląskowi. Patrzę na to przez pryzmat inwestycji i pieniędzy, które ten nasz region mógłby mieć(...)Dałoby się nawet wyliczyć, ile inwestycji straciliśmy przez działania Jerzego Gorzelika. To są miliardy złotych.

Zatem Śląsk traci przez koalicjanta Platformy miliardy złotych (czyli traci również nasz nieszczęśliwy kraj, jakby powiedział książę do Wokulskiego), RAŚ według posła PO jest szkodnikiem, inwestorzy uciekają ze Śląska, gdyż boją się Gorzelika, przywódcy Ruchu. A co robi w tej sytuacji Platforma? Nic, czyli akceptuje konieczność. Ale o jakiej konieczności mówi Sekuła, przecież nie ma jeszcze przymusu konstytucyjnego koalicji z RAŚ na Śląsku? Odpowiedź narzuca się jedna: Platforma koniecznie musi rządzić, a w związku z tym Śląsk musi tracić miliardy.

W tych kilku zdaniach Sekuła mimowolnie wyraził całą istotę rządów partii obywatelskiej, która polega na trwaniu przy władzy za wszelką cenę. I dla tej konieczności Gorzelik musi szkodzić Śląskowi; Polacy muszą zadłużać swoje wnuki; Gazprom może blokować port w Świnoujściu, a Tusk może zabierać nasze emerytury. Kwintesencja Platformy Obywatelskiej.

Całkiem inny standard zaprezentowała Agata Nowakowska z Gazety Wyborczej, która podeszła do problemu od strony formalnej, czyli odwrotnie niż prof. Winczorek, który woli myśl swobodną i nieskrępowaną formalnościami. Dziennikarka Wyborczej załamała swoje białe dłonie nad niefrasobliwością Zyty Gilowskiej, że bez podania dowodów wysuwa sugestie pod adresem ministra Rostowskiego.

Sugerowanie, że rząd ukrywa prawdziwy stan zadłużenia państwa to ciężki zarzut. Poważny ekonomista nie powinien go wysuwać bez dowodów, bo stawia się wtedy w jednym szeregu z głosicielami teorii o rozpyleniu przez Rosjan mgły nad Smoleńskiem – pisze Nowakowska zdruzgotana tą niegodziwością.

Przyznaję, urzekło mnie zestawienie powagi Gilowskiej ze smoleńską mgłą do tego stopnia, że poszukałem sobie analogii w tym samym klimacie. Bez najmniejszego wysiłku znalazłem kilka tytułów z Gazety Wyborczej, macierzystej redakcji Nowakowskiej, które są wręcz podręcznikowymi przykładami sugestii bez żadnych dowodów. Podaję tytuły wraz z datami opublikowania, bo te daty w zestawieniu z obecną wiedzą dużo mówią, jak Gazeta Wyborcza podchodzi do kwestii dowodów swoich sugestii.

„Imielski: Przyczyna tragedii najprawdopodobniej był błąd pilota” - 10 kwietnia 2010

„Piloci zdecydowali: Lądujemy!” - 12 kwietnia 2010

„Naciskany gen. Błasik pomagał w lądowaniu TU-154?” - 25 maja 2010

„Dlaczego lądowali” - 26 maja 2010

„Aspen-Smoleńsk. Wylądować. Za wszelką cenę” - 8 czerwca 2010

„Pilot tupolewa: Lądują debeściaki” - 17 lipca 2010

I to by było właściwie na tyle, jeśli chodzi o sugestie bez dowodów i generalnie standardy III RP.

http://www.rp.pl/artykul/9157,713728-Zy ... e.html?p=2

http://chorzow.naszemiasto.pl/artykul/1 ... ,id,t.html

http://wyborcza.pl/1,75968,10243290,Pre ... z1XFb3e6dc

http://seaman.salon24.pl/340777,pompowanie-standardow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 16 wrz 2011, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
PO w hipokryzji prześcignęła SLD i PSL. Jest niekwestionowaną jej królową:

Himalaje hipokryzji w PO

Trudno o większą szczerość (a w polityce nie jest ona zbyt ceniona) niż ta, którą popisała się rzeczniczka dyscypliny w klubie parlamentarnym Platformy Obywatelskiej IwonaŚledzińska-Katarasińska. Oto jak wyjaśniła dziennikarzom, dlaczego jej władze klubu zarządziły dyscyplinę podczas głosowania nad obywatelskim projektem całkowitego zakazu aborcji:
- Większość posłów naszego klubu prosiła o dyscyplinę, ponieważ dla części kolegów było to swego rodzaju alibi; mogli mieć obawy, czy strach przed opinią najbliższegośrodowiska i dlatego uznali,żełatwiej będzie zagłosować, jak będzie dyscyplina.
Nie wiem, czy ta szczerość spodoba się partyjnym zwierzchnikom Śledzińskiej-Katarasińskiej. Największym wrogom PO nie udałoby się przecież tak jednoznacznie i sugestywnie obnażyć hipokryzji władz oraz czlonków tego ugrupowania, nader chętnie odwołujących się na co dzień do wysokich wartości moralnych.
A ponieważ głosowanie poszło ostatecznie po myśli Platformy, wiceprzewodniczący jej klubu, Waldy Dzikowski, wielkodusznie odstąpił od ukarania 15 śmiałków, którzy za złamanie dyscypliny mieli zapłacić po tysiąc złotych kary.
Zastosowane przez niego argumenty:"sumienia nie będziemy karać" i "osiągnęliśmy swój cel polityczny i społeczny - moim zdaniem to wystarczy" zabrzmiały w tym kontekście równie absurdalnie jak zabawnie.
W fatalnym stylu kończy Platforma Obywatelska kolejną parlamentarną kadencję.

http://bukojer.salon24.pl/343254,himala ... ryzji-w-po


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 25 wrz 2011, 15:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Tefałenowski haj. Moje trzy groszę do notki J. Jankowskiej

Dość często spotykam się z opinią, iż najbardziej proplatformerskim medium w Polsce jest "Gazeta Wyborcza". Nie sposób się z powyższym zgodzić. A. Michnik to wybitny pragmatyk; dziś moim zdaniem wspiera Tuska, bo ten gwarantuje mu zachowanie wpływów. Nie oznacza to, że na Czerskiej się Tuska wielbi, że się mu bezkreśnie ufa. Nadredaktor dużo więcej sympatii żywi do B. Komorowskiego. W Pałacu Prezydenckim, otoczony przez swojaków (Wujca, Lityńskiego, Nałęcza, Kuźniara), czuje się jak w domu. Dosłownie (vide: słynne fotki Michnika w kapciach). Świetnie z powyższego zdaje sobie sprawę choćby Palikot; dlatego jednym z nielicznych „pozytywnych” bohaterów swojej najnowszej książki uczynił właśnie Michnika, i dlatego krytykując swoją byłą partię, nie wspomina słowem o B. Komorowskim...

Nieprzejednanym, najznamienitszym klakierem Tuska jest TVN. Pracownicy tej stacji widzą w obecnym premierze swojego wybawiciela. Bóstwo, które jednym spojrzeniem, gestem, słowem potrafi doprowadzić do nirwany. Przesadzam? Tak oto red. Kajdanowicz opisywał spotkanie Tuska z "kibolami” we Wrześni:

"Tusk potrafi z różnymi grupami społecznymi rozmawiać ich językiem. W pewnym momencie przechodzi na "ty" z jednym z nich, mówi im: ja też byłem kibolem. Gdyby postawić go na Kongresie Kultury, mówiłby zupełnie innym językiem. Potrafi nieprawdopodobnie łatwo przystosować swój język do rozmówców. To nie tylko język - to gesty, mowa ciała... W rozmowie z kibolami wszystko jest tak, jak powinno być. On się w tym czuje autentyczny, sytuacja rozmowy nie uwiera go. Wyobraźmy sobie w tej sytuacji Grzegorza Napieralskiego, Pawła Kowala albo Jarosława Kaczyńskiego... Tusk jest w tym bezkonkurencyjny".

Na szczęście, ktoś Kajdanowicza w porę powstrzymał. Tego rodzaju dziennikarskie zachwyty nad kliszami z wizerunkiem premiera oglądamy w studiu na Wiertniczej permanentnie, zwłaszcza teraz, w szczytowym - nomen omen - momencie kampanii. Najlepsi z najlepszych to wspomniany Kajdanowicz, Pochanke, Kolenda-Zalewska, Kuźniar. Ten ostatni nabył "w rzemiośle" takiej wprawy, iż docenił go sam Mistrz; umieścił go podobno - obok żywej legendy - J. Paradowskiej w osobistym panteonie chwały. Jak widać, zawsze warto dążyć do doskonałości.

Haj tefałenowski, jak każdy stan odurzenia, wyklucza poprawną percepcję rzeczywistości. Trudno od "naszprycowanych" Tuskiem wymagać minimalnej powagi i odpowiedzialności - przymiotów osoby aspirującej do bycia dziennikarzem.

Absurdalność obecnej sytuacji, tej związanej z podróżami premiera po Polsce tuskobusem, trzeźwo wychwycił J. Karnowski. W swym tekście opublikowanym na portalu wPolityce.pl, napisał:

"Wreszcie - wiszące nad tym wszystkim pytanie, czy premier może zachowywać się jak lider opozycji. A tak zachowuje się Donald Tusk. Objeżdża kraj udając, że to nie on tu rządzi, a najwyżej dopiero może zacząć rządzić, i rozgląda się wokół, jak tu jest. Można się spodziewać, że... za chwilę stanie na czele ludowego gniewu przeciwko niesprawiedliwej władzy".

Taka metodyka może wciąż "robić dobrze" Kajdanowiczowi i spółce oraz nałogowym "tefałenoistom". Zwykłych ludzi, tych utrzymujących rodziny za najniższą krajową, wyprowadzi - co najwyżej - z równowagi. Kto wie, czy właśnie w to - jako ostatnią deskę ratunku - nie celuje I. Ostachowicz.

Bo jakże ocenić bezczelne hasła typu: "Kto rozum w głowie mo, głosuje na PO"? Tak właśnie premier agitował w wielkopolskim Rzecinie. To jest ta słynna platformerska tolerancja, szacunek dla zasady swobody poglądów? Wcześniej Tusk bez ceregieli oświadczył, że zagłosuje sam na siebie. Kiedy jeden z mieszkańców przywołanego Rzecina zapytał, dlaczego premier nie spełnił obietnicy zmniejszenia liczy posłów i senatorów, ten odpowiedział: - To nie do mnie pytanie, to wymaga większości 3/5 w Sejmie, nikt tego nie chciał poza mną.

Abstrahując od faktu nieznajomości przez Tuska Konstytucji (zmiana polskiej ustawy zasadniczej wymaga uchwały Sejmu podjętej większością 2/3 głosujących), należy zauważyć, że rząd - mimo tych populistycznych skądinąd obietnic - nie zdołał nawet przedstawić żadnego stosownego projektu w tym względzie. Po co? Przecież i tak nie przejdzie. Strzelam, że Tuskowi przygotowano, na zapas, podobnie "mądre odpowiedzi" na wszystkie pytania odnośnie niespełnionych obietnic składanych w 2007 roku.
Wypunktowania tego od uraczonych "tefałenowskim hajem", oczywiście, nie sposób wymagać. U nich rządzi zasada "trwaj wiecznie, chwilo!". Przynajmniej do 9 października.

P.S. Powyższy tekst koresponduje z dzisiejszą notką p. J. Jankowskiej. Ciesze się, że "po tamtej stronie" (osób, które zawodowo zajmują się mediami), są jdnostki potrafiące trzeżwo ocenić dramatyczną przecież sytuację. Dlaczego ich głos, to wciąż głos na puszczy?

http://chinaski.salon24.pl/346240,tefal ... ankowskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hipokryzja w mediach i w polityce
PostNapisane: 25 lis 2011, 17:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Ci od których tak bardzo zależy liczba "samobójstw" i tych prawdziwych samobójstw z powodu np. finansowego wykończenia, tak tolerancyjnie i ze zrozumieniem podchodzą do zwyczajnych bandziorów. Przecież "życie ludzkie jest wartością samą w sobie" i nie pozwolą oni na odebranie życia bandziorowi, który morduje z premedytacją. Czy to aby tylko hipokryzja, czy jeszcze coś więcej niż tylko hipokryzja. Ja uważam, że coś więcej. Poprostu gra polityczna przeciw wszystkiemu co stoi na drodze do świetlanej przyszłości. W bolszewiźmie zawsze tak było, tak jest i zawsze tak będzie.

KARA ŚMIERCI - normalni chrześcijanie są "ZA"

Red. Tomasz Terlikowski ruga Jarosława Kaczyńskiego za to, że opowiedział się za karą śmierci. Choć przyznaje, że to dopiero JP2 zmienił poglądy katolickie w tym względzie, to jednak uważa je za chrześcijańskie. Może warto w tym kontekście zmierzyć się z mitem, że chrześcijanie powinni być przeciwnikami kary śmierci za morderstwo ze względu na postępy w dziedzinie więziennictwa? Oto, co na ten temat napisałem ładnych parę lat temu:


Coraz więcej tak zwanych autorytetów moralnych głosi wszem i wobec, że kara śmierci jest okrutną i prymitywną pozostałością czasów, gdy "postęp" ludzkości nie osiągnął jeszcze tak świetlanych jak obecnie horyzontów.


Co gorsza, zaczyna dominować pogląd, że chrześcijaństwo jest przeciwne tej ostatecznej i najwyższej karze.
W takiej sytuacji człowiek, który popiera karę śmierci już nie tylko na zewnątrz ma kłopoty z akceptacją swoich poglądów. Sam o sobie zaczyna z obawą myśleć, że jest nieczuły, pozbawiony wyższych uczuć, pałający chęcią "zwierzęcego odwetu" i, co najważniejsze, sprzeciwia się naukom Jezusa.
W takiej sytuacji pomocne będzie odwołanie się do Jego przypowieści o budowaniu domu na piasku bądź na skale (Ew. Mat. 7:24-29). Wybór praktykowanego światopoglądu przejdzie w życiu każdego człowieka test. Głupota i lekceważenie prawdy muszą w końcu doprowadzić do upadku. Z kolei bezkompromisowe oparcie się w życiu na Słowie Boga daje gwarancję przetrwania każdej burzy.

To właśnie pragnę Państwu zaproponować - nie bełkot współczesnych guru moralności, nie zmienną i często omylną naukę kościołów czy przywódców religijnych na czele z papieżem, ale niewzruszoną, nieomylną "skałę" Słowa Bożego. Oczywiście zaraz pojawia się obawa, czy zwykły człowiek potrafi samodzielnie zrozumieć Słowo Boga. Krótko to ujmując, należy stwierdzić, że:
Pismo Święte zostało skierowane do zwykłych ludzi - nie jest to list do uczonych, biskupów czy jakiegoś kręgu wtajemniczonych, ale list Boga do każdego człowieka (np. 2 Tym. 3:15-17);
Bóg będzie każdego z nas osobiście rozliczał z tego, co myślimy i robimy, i dlatego pochwala osobiste badanie prawdy na podstawie Jego Słowa (Dz. 17:11 - "(...) którzy byli szlachetniejszego usposobienia niż owi w Tesalonice; przyjęli oni Słowo z całą gotowością i codziennie badali Pisma, czy tak się rzeczy mają").
Dalsza treść tego artykułu przyniesie największy pożytek tym, którzy uważają Biblię za natchnione Słowo Boga i chcą na nim budować swoje poglądy. Pozostałych może przynajmniej uchronić przed wygłaszaniem bądź przyjmowaniem fałszywych opinii na temat tego, co Pismo Święte mówi o karze śmierci.
Pierwsza wzmianka o karze śmierci znajduje się już na początku Biblii, w Księdze Rodzaju. Przeczytajmy opis spotkania Kaina z Bogiem po zabójstwie brata (1 Mojż. 4:9-15).
Co wskazuje, że Kain sprawiedliwie zasługiwał na karę śmierci?
Jego własna ocena sytuacji (każdy, kto mnie spotka, zabije mnie - w. 4). Nie istniała wtedy instytucja państwa, tylko jedna rodzina ludzka, stąd trudny dziś do przyjęcia sposób wymierzania tej kary (choć do dziś w wielu nawet europejskich kulturach przetrwał obowiązek tzw. vendetty).
Ocena samego Boga (w. 10) Krew brata krzyczy... O co krzyczy?
Bóg jednak postanawia o innym losie Kaina (w. 15). Należy zauważyć, że Kain uniknął naturalnej konsekwencji swojej zbrodni tylko dzięki nadprzyrodzonej interwencji Boga. Oczywiście współcześni moraliści okrzyknęliby niezwłocznie Boga jako przeciwnika kary śmierci, a przykład Kaina uznaliby za wzór do naśladowania dla państwowego wymiaru sprawiedliwości. Biorąc pod uwagę teoretyczne możliwości interpretacji historii z Kainem, nie można takiego stanowiska z góry odrzucić. Trzeba natomiast sprawdzić, czy zgadza się ono z innymi faktami i czy nie ma innych interpretacji lepiej wyjaśniających ten przypadek.

Jeśli chodzi o fakty, to Bóg sam nie daje nam szansy na uznanie Siebie za przeciwnika sprawiedliwie wymierzanej kary śmierci. Wystarczy zauważyć groźbę Boga dla ewentualnych zabójców Kaina (w. 15). Cóż może być siedmiokrotną pomstą za zabójstwo? Czytając Biblię dalej, można też wielokrotnie zauważyć Boga w roli wykonującego karę śmierci na ludziach bądź zlecającego ludziom jej wykonanie (np. 1 Mojż. 7:23; 2 Mojż. 11:4; 4 Mojż. 16:22-35; 2 Mojż. 32:25-27; 5 Mojż. 13:7-11).

A oto inna możliwa interpretacja wyjątkowego potraktowania Kaina. Jest to jedyny przypadek, gdy Bóg nie wykonał swojej sprawiedliwości, choć wiedział, że słusznie się tego po Nim spodziewano. Przy końcu historii objawienia Bożego planu dla ludzkości - w Nowym Testamencie - mamy z kolei jedyny przypadek, kiedy Bóg pozwolił na zastosowanie kary śmierci względem osoby całkowicie niewinnej. Oto jak prorok Izajasz to opisuje: "Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego dotknął karą za winę nas wszystkich" (Iz 53:6). Kain symbolizuje każdego z nas - winnego przed Bogiem - którego sprawiedliwą karę wziął na siebie Bóg - Syn, Jezus Chrystus. Jest to sama istota chrześcijańskiej ewangelii.

Tak więc przykład Kaina w żadnym razie nie może służyć nam do odrzucania kary śmierci jako niesprawiedliwej i wrogiej chrześcijańskiemu Bogu. Przeciwnie, pokazuje, że kara śmierci za umyślne zabójstwo była od początku dziejów ludzkości sprawiedliwą i oczywistą karą.
Drugi raz Pismo Święte mówi o karze śmierci w tak zwanym Przymierzu z Noem (1 Mojż. 9:1-17). Na początku trzeba ustalić, czy to Przymierze nadal obowiązuje ludzkość. Kilka obserwacji:
(w.1) "rozradzajcie się i rozmnażajcie i napełniajcie ziemię" - każdy z nas jest więc potomkiem Noego;
(w.9) "i z potomstwem waszym po was" - każdego z ludzi dotyczy to Przymierze;
(w.11) "już nigdy nie będzie potopu" - to Przymierze obowiązuje do dziś;
(w..13) Tęcza jest po nasze czasy widocznym znakiem tego Przymierza.
Co mówi to przymierze o karze śmierci? Najdobitniej świadczy o tym w. 6: "Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka." Za zabójstwo jest tylko jedna sprawiedliwa kara - wyrok śmierci wykonany przez ludzi. Warto zwrócić tu także uwagę na powód, dla którego według Boga należy tak czynić: "bo na obraz Boży uczynił człowieka".

Godność osoby ludzkiej, stworzonej na obraz Boga, a znieważonej przez zabójcę (który notabene jest "bratem" ofiary - w. 5) musi spotkać się z taką karą. Mówienie więc o braku humanitaryzmu i godności w wykonywaniu sprawiedliwej kary śmierci jest w tym świetle całkowitym "odwracaniem kota ogonem".

Już na tym etapie naszych rozważań wyłania się zaskakujący, choć logiczny wniosek: ktokolwiek występuje przeciwko karze śmierci za zabójstwo z premedytacją, występuje przeciwko Bogu Biblii.

Czasy Starego Testamentu można by już opuścić i zbadać, co o naszym temacie mówi Nowy Testament, gdyby nie argument często podnoszony przez współczesne "autorytety", mianowicie, że kara śmierci występuje przeciw VI Przykazaniu "Nie zabijaj". Jest to argument tak absurdalny, że nie wiem, czy warto z nim polemizować. Krótko - jedną z kar za nieprzestrzeganie Przykazań była kara śmierci...: "Nie zabijaj" oznacza dokładnie "nie morduj", czyli nie zabijaj z powodu złych motywów lub celów. Na początku ważna uwaga ogólna. Nowy Testament (a ściślej Nowe Przymierze Boga z ludźmi) nie unieważnia tego, co Bóg powiedział w Starym w związku z Kainem czy Przymierzem z Noem. Znosi natomiast Przymierze (Testament) zawarty z Mojżeszem! (Celowo kładę nacisk na to stwierdzenie, ponieważ brak jego zrozumienia prowadzi jednych do demagogicznego bełkotu, a innych do zamętu w poglądach) (Hebr. 8:13; Gal. 3:19.23-25).

Właśnie z tego względu standardowo używany przez przeciwników kary śmierci tekst biblijny o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie (Jan 8:1-11) w rzeczywistości nie dotyczy omawianego problemu. Pokazuje on tylko uchylenie przez Jezusa Prawa Mojżeszowego, mówiącego o karaniu śmiercią za przestępstwa moralne i religijne (np. 3 Mojż. 20:10; 5 Mojż. 22:22-24). W żadnym więc razie nie można wysnuwać wniosku, że Jezus wystąpił tu przeciwko najwyższemu wymiarowi kary za zabójstwo z premedytacją. Sprowadzając rzecz do absurdu, jeśliby Jezus wystąpił w omawianym fragmencie przeciwko tej sprawiedliwej, odwiecznej karze, należałoby, idąc za Jego przykładem, wypuszczać winnych ciężkich zbrodni z pouczeniem, by tak więcej nie postępowali...

Nowy Testament mówi w kilku miejscach o potrzebie stosowania kary śmierci. Jest to ostateczny argument zarówno w kwestii interpretacji zachowania Jezusa w przypadku kobiety przyłapanej na cudzołóstwie, jak i ogólnego sporu o zasadność kary śmierci z punktu widzenia Boga.

List do Rzymian, rozdział 13, wersety 3-4, mówi, co następuje: "Rządzący bowiem nie są postrachem dla tych, którzy pełnią dobre uczynki, lecz dla tych, którzy pełnią złe. Chcesz się nie bać władzy? Czyń dobrze, a będziesz miał od niej pochwałę; Jest ona bowiem na służbie u Boga, tobie ku dobremu. Ale jeśli czynisz źle, bój się, bo nie na próżno miecz nosi, wszak jest sługą Boga, który odpłaca w gniewie temu, co czyni źle". Bóg w sposób jednoznaczny wyznacza tu rolę rządzących (tzw. władzy świeckiej, państwowej) w dziedzinie pilnowania porządku moralnego (dobra i zła). Mam nadzieję, że dobitne odwołanie się Boga do miecza władzy państwowej nie wymaga udowadniania, że to sam Bóg dał jej mandat stosowania kary miecza (czyli śmierci) w uzasadnionych przez Niego przypadkach. Dla porządku przypomnę jeszcze, że w chwili pisania tych słów Biblii ich adresaci i autor żyli pod panowaniem rzymskiego cesarza, gdzie kara śmierci była normą, a żołnierze nie nosili mieczy papierowych.

Nie twierdzę, że władza państwowa nie może nadużywać czy źle sprawować powierzoną jej misję, ale nie usprawiedliwia to tezy, by definitywnie odebrać jej nadany przez Boga przywilej. Każdy więc, kto tak uważa lub do tego nawołuje, powinien mieć świadomość, że występuje przeciwko woli Boga.

Na marginesie omawiania tego fragmentu Biblii nie mogę odmówić sobie przyjemności, aby zwrócić Państwa uwagę na cel kar państwowych - ku przestrachowi źle czyniących! (w. 3). Jakże kontrastuje to z humanistyczną tezą o resocjalizacyjnym charakterze kar...

Apostoł Paweł, opisując swe perypetie z władzą sądowniczą Imperium Rzymskiego, jeszcze dwukrotnie jasno sankcjonuje stosowanie kary śmierci w uzasadnionych przypadkach: Dz. Ap. 23:29 i 28:18. Można Go obrzucić epitetami w rodzaju: prymityw, barbarzyńca, ksenofob, zacofany itp., ale niepodobna Mu odmówić znajomości Jezusa Chrystusa i Jego nauki, czego z kolei nie można powiedzieć o współczesnych autorytetach moralnych i duchowych.

Paweł Chojecki, Czy przyzwoity człowiek może popierać karę śmierci? "idź POD PRĄD" 2004

http://idzpodprad.salon24.pl/367608,kar ... anie-sa-za


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 102 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /