Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Wielcy polskiej kultury

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 71 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 29 lip 2010, 09:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Dziś, to jest 28 lipca 2010 mija kolejna już dwunasta rocznica śmierci wybitnego człowieka, niezłomnego artysty – Zbigniewa Herberta. Herbert całym swoim życiem oraz twórczością przeciwstawiał się komunistom oraz sowietyzacji otaczającego go świata. Jego niezłomna postawa sprawiła, iż nie miał łatwego życia. Szczególnie, kiedy jego bezpośrednie i nazywające rzeczy po imieniu wypowiedzi dotykały tych, którzy ulegli czerwonej zarazie. Zmagał się z wieloma trudnościami oraz przeciwnościami losu, jednak zawsze starał się sam wydostać z trudnych sytuacji. Nie oczekiwał pomocy od innych. Często nią gardził. Był na nią niejednokrotnie zbyt dumny. Po pozornym odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku, sprzeciwiał się polityce „grubej kreski” oraz nie przebierał w słowach nazywając nowy ustrój panujący w jego ukochanym kraju – neokomunizmem. Neokomunizmem, w którym stare doskonale wymieszało się z nowym, i pod przykrywką „demokracji” zaczęło tworzyć nową-starą rzeczywistość, na którą Herbert się nie mógł zgodzić.

http://thaer.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 18 lis 2010, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Henryk Mikołaj Górecki

Ostatni koncert z mistrzem

Pożegnalny koncert symfoniczny rozpoczął wczoraj uroczystości pogrzebowe śp. prof. Henryka Mikołaja Góreckiego. Wybitnego kompozytora żegnano w katowickiej katedrze Chrystusa Króla, najważniejszej świątyni regionu śląskiego. Górecki zmarł w wieku 77 lat, pozostawił po sobie ceniony na całym świecie dorobek twórczy. Profesora Henryka M. Góreckiego żegnały wczoraj koncertem Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, Filharmonia Śląska i połączone chóry z Katowic i Krakowa. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły środowisko muzyczne i akademickie. Obecni byli m.in. Krzysztof Penderecki, Wojciech Kilar, Józef Skrzek. Mszy św. przewodniczył ks. kard. Franciszek Macharski, w koncelebrze uczestniczył m.in. ks. abp Damian Zimoń, metropolita katowicki.Profesor Górecki zmarł po ciężkiej chorobie 12 listopada w wieku 77 lat. Był jednym z najpopularniejszych w świecie polskich muzyków współczesnych. Jego III Symfonia, zwana "Symfonią pieśni żałosnych", przez wiele tygodni przodowała w rankingach muzyki klasycznej w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Był laureatem wielu międzynarodowych konkursów kompozytorskich. Otrzymał kilkanaście honorowych doktoratów uczelni krajowych i zagranicznych. Został wyróżniony m.in. Orderem św. Grzegorza Wielkiego - najwyższym odznaczeniem papieskim, jakie może otrzymać osoba świecka, przyznawanym za szczególne zasługi dla Kościoła. Przez wiele lat Górecki był związany z katowicką Akademią Muzyczną, jako jej wykładowca i rektor. Górecki w latach 80. tworzył utwory sakralne o głęboko lirycznym charakterze. W swojej twórczości wracał do korzeni muzyki polskiej, a zwłaszcza jej nurtu ludowego. Do najbardziej znanych jego utworów należą: "Epitafium", "Genesis I-III", "Trzy utwory w dawnym stylu", "Refren na orkiestrę", "Muzyka staropolska", "Ad Matrem", II Symfonia "Kopernikowska", "Beatus vir", "Miserere", "Recitativa i ariosa - Lerchenmusik", "Małe requiem dla pewnej Polki" na fortepian i 13 instrumentów czy "Pieśń Rodzin Katyńskich". MA

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 07 sty 2011, 20:31 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
Krzysztof Kolberger,

Zmarł jeden z najwybitniejszych polskich aktorów współczesnego kina i teatru. Miał 60 lat. Od lat walczył z chorobą nowotworową - najpierw był to rak nerki,
potem miał przerzuty na wątrobę. Aktor przeszedł kilka operacji.
Walczył w sposób heroiczny i cichy.
Mówienie pogodnie o śmierci powoduje, że się bardziej z nią oswajamy - tak mówił Krzysztof Kolberger. Aktor oswajał się ze śmiercią od 20 lat, a od kilku lat miał świadomość, że choroba się nasila.

Obrazek

Był znanym i lubianym aktorem teatralnym i telewizyjnym o charakterystycznym głosie.

Joanna Szczepkowska wspominała aktora jako człowieka uśmiechniętego, nawet kiedy był bardzo chory.
- Musimy to zapamiętać. Robił to dla nas. Było coś świętego w tym znoszeniu cierpienia.
On wybrał emanację dobrem - stwierdziła aktorka.

Utalentowany aktor...

Na deskach Teatru Narodowego w Warszawie Kolberger zagrał szereg ról romantycznych, między innymi w "Dziadach", "Wacława dziejach" i "Weselu". W teatralnym dorobku Krzysztofa Kolbergera na uwagę zasługują również role w sztukach "Niech no tylko zakwitną jabłonie" i "Apetyt na czereśnie" Agnieszki Osieckiej.

Aktor znany był także z wielu filmowych ról. Zagrał między innymi w "Kontrakcie" Krzysztofa Zanussiego, "Na straży swej stać będę" Kazimierza Kutza i "Ostatnim promie" Waldemara Krzystka. Telewidzowie pamiętają go także z ról w spektaklach Teatru Telewizji, między innymi "Romeo i Julia" czy "Popiół i diament", a także z seriali "Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy", "Rzeka kłamstwa", "Ekstradycja", czy "Sfora".

...i reżyser

Pracował też jako reżyser teatralny. Wystawił między innymi "Krakowiaków i górali" oraz "Nędzę uszczęśliwioną".

Stworzył wspaniałą kreację podczas koncertu poświęconego pamięci Jana Pawła II pod tytułem "Wielka Pani", recytując młodzieńcze wiersze Karola Wojtyły.

Odczytał też testament Jana Pawła II w czasie żałoby po śmierci papieża w kwietniu 2005 roku. Uznał to za jedno z najważniejszych zadań aktorskich w swojej karierze. Brał też udział w polskim dubbingu do filmu "Jan Paweł II", użyczając swojego głosu postaci tytułowej, granej przez Johna Voighta. Krzysztof Kolberger był znanym interpretatorem poezji. Oprócz utworów Karola Wojtyły recytował wiersze Miłosza, Goethego, Iwaszkiewicza, Eliota, Norwida, Słowackiego i Mickiewicza.

Urodził się 13 sierpnia 1950 roku w Gdańsku. Ukończył warszawską PWST. Zaraz po studiach w 1972 roku otrzymał angaż w Teatrze Śląskim w Katowicach. Bardzo często grywał w repertuarze romantycznym. W filmie zadebiutował w 1974 roku rolą w serialu Zbigniewa Kuźmińskiego "Ile jest życia". W 1999 roku pojawił się w roli Adama Mickiewicza w filmie Andrzeja Wajdy "Pan Tadeusz".

Krzysztof Kolberger jest jednym z bohaterów książki "Odnaleźć dobro" Marzanny Graff-Oszczepalińskiej, w której opowiada w formie pamiętnika o swoim osobistym spotkaniu z prawdziwym dobrem tkwiącym w człowieku.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 08 sty 2011, 14:43 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
+

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 19 lip 2011, 06:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30852
Niezapomniany Tadeusz Fijewski

Gdyby żył kończyłby dzisiaj 100 lat, wspaniały, wszechstronny aktor, niezapomniany Pan Anatol, czy Recki.

Urodził się 14 lipca 1911 r. w wielodzietnej biednej rodzinie na warszawskim Powiślu. Był synem malarza pokojowego Wacława i Marianny z Lubańskich. Ta robotnicza rodzina wychowała troje artystów, bo swoje losy z teatrem związali: siostra Barbara Fijewska i brat Włodzimierz Fijewski.

Tadeusz zadebiutował w 1921 jako statysta w „Chorym z urojenia” Moliera, w Teatrze Polskim w Warszawie, którym wtedy kierował jego założyciel Arnold Szyfman. Z tym teatrem związał również ostatnie dziesięć lat życia. Występował również w spektaklach amatorskich i przedstawieniach dla dzieci, a od 1927 również w filmie. Na ekranie zadebiutował również bardzo wcześnie. Został laureatem konkursu zorganizowanego przez dziennik "ABC" mając zaledwie szesnaście lat. Zagrał w filmie „Zew morza” w reż. Henryka Szaro, wcielając się w rolę dziesięcioletniego Stacha.

W 1927 r. nie udało mu się zdać eksternistycznego egzaminu aktorskiego. Wrócił, więc do przerwanej nauki w gimnazjum, ale nadal występował na scenie i w filmach. Później w 1936 r. ukończył Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej w Warszawie. Po studiach aktorskich grał w objazdowym Teatrze dla Dzieci "Płomyku" i "Płomyczku". Do września 1939 był związany ponadto z warszawskimi scenami Teatru Malickiej i Teatru Ateneum oraz teatrem w Sosnowcu.

Po wybuchu II wojny światowej był więźniem obozów koncentracyjnych Oranienburg i Dachau. Po uwolnieniu z obozów w 1941 r. wrócił do Warszawy, wstąpił do AK i pracował w barach. Brał udział w Powstaniu Warszawskim. Po jego upadku był więziony w obozach jenieckich na terenie III Rzeszy. Po wyjściu na wolność był aktorem teatru powstańczego BIiP AK (1944) Leona Schillera i zespołu estradowego stworzonego przez Kazimierza Krukowskiego, który występował w polskich obozach na terenie okupowanych Niemiec.

W 1945 r. powrócił do Polski. Występował na deskach teatrów w Toruniu, Łodzi. W Warszawie grał w teatrach: Nowym (1947–1949), Narodowym (1949–1954), Współczesnym (1954–1968) i jak wcześniej wspominałam na ostatnie lata życia wrócił do Teatru Polskiego, w którym debiutował.

Wystąpił w ponad 50 filmach i w radiowej powieści Matysiakowie, a także w radiowym Teatrze Eterek Jeremiego Przybory w roli Mundzia, syna wdowy Eufemii, granej przez Irenę Kwiatkowską.

W pamięci widzów pozostaje jako Anatol z filmów Jana Rybkowskiego, Rzecki w „Lalce” Wojciecha Hasa, wzruszający Kuba w „Chłopach” Jana Rybkowskiego i zabawny Czereśniak w serialu telewizyjnym „Czterej pancerni i pies” Konrada Nałęckiego.

Jego żoną była Helena Makowska-Fijewska, z ktorą został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Na Powiślu u zbiegu ulicy Topiel i ulicy Zajęczej jest skwer, który nosi imię rodzeństwa Tadeusza, Marii, Barbary i Włodzimierza Fijewskich. Imieniem Tadeusza Fijewskiego nazwano również ulicę w Katowicach.

http://sgosia.salon24.pl/324223,niezapo ... z-fijewski


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wielcy polskiej kultury
PostNapisane: 05 wrz 2011, 22:48 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3211
http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=113793

Moja twórczość jest jak oścień

Nasz Dziennik, 2011-09-04

Z Michałem Lorencem, kompozytorem muzyki filmowej i teatralnej, autorem ścieżek dźwiękowych m.in. do filmów "Jan Paweł II: Szukałem Was", "Czarny Czwartek", "Różyczka", "Przedwiośnie",

Obrazek

rozmawia Agnieszka Żurek

W hołdzie Janowi Pawłowi II skomponował Pan utwór "Missa Magna Beatificationis". Światowa premiera tego dzieła odbyła się 2 maja w Rzymie. Została przyjęta owacyjnie. Co stanowiło tajemnicę tego sukcesu?

- Msza powstała w oparciu o ścieżkę dźwiękową do filmu o Janie Pawle II pt. "Jan Paweł II: Szukałem Was", która została na nowo zaaranżowana. Ze względu na misyjny charakter pontyfikatu Jana Pawła II część muzyki do mszy powstała w Kamerunie z udziałem dwóch chórów i solistów z parafii w stolicy tego kraju - Yaounde. Niestety, bariery, które dzielą świat, sprawiły, że na koncert udało się zaprosić tylko jednego tamtejszego muzyka. Brakujące utwory, które mogli wykonać tylko Kameruńczycy, zastąpiłem innymi swoimi kompozycjami. Na szczęście najważniejsze części mszy napisane zostały na klasyczny chór i orkiestrę i wykonały je Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, zespół DesOrient oraz Irańczyk Mohammad Rasouli, który zagrał na starym perskim instrumencie ney. Koncertem dyrygował Tadeusz Karolak. Warto może wspomnieć, że film "Jan Paweł II: Szukałem Was" powstawał kilka lat. Kręcony we wszystkich zakątkach świata, jest przejmującym świadectwem obecności Ducha Świętego w pontyfikacie Karola Wojtyły. Niezwykłego działania Opatrzności doświadczyli producenci filmu - prywatni inwestorzy, Tadeusz Lampka i Stanisław Szymański, którzy przystąpili do produkcji tego dokumentalnego filmu kinowego, nie mając najmniejszego pojęcia o terminie beatyfikacji Papieża Polaka. Kiedy zwrócili się do mnie w grudniu ubiegłego roku z prośbą o napisanie muzyki filmowej, nikomu z nas się nie śniło, że w maju zostanie ona wykonana w Rzymie w obecności kilkutysięcznej publiczności, duchowieństwa i dyplomacji, w bazylice św. Ignacego, dzień po beatyfikacji, dokładnie w chwili przenoszenia ciała Ojca Świętego z podziemi watykańskich do Bazyliki św. Piotra.

Skomponowana przez Pana "Missa Magna" jest mszą, ale posiada także lekkość, jest w tej muzyce przestrzeń. Czy jest to także efekt międzynarodowej współpracy z muzykami z różnych kontynentów? Czym dla nich był udział w dziele powstającym ku czci Jana Pawła II?

- Dla wszystkich z nas było to wielkie przeżycie, nie tylko w znaczeniu zawodowym. Podróż muzyczna do Kamerunu uświadomiła mi rozmiar hipokryzji zachodniej cywilizacji wobec słabszych i biedniejszych narodów; akceptacji porządku rzeczy, w którym liczą się tzw. święty spokój i złoty interes. Proszę zwrócić uwagę, że Kamerun jest potężnym eksporterem bananów i kakao na cały świat, a każdy z naszych telefonów komórkowych zawiera rudy tantalu wydobywane tylko w Kongu i Kamerunie. Jednak zyski ze sprzedaży tych surowców nie przekładają się w żaden sposób na poziom życia ludzi. Oglądamy liryczne historie w kinie i programy przyrodnicze w telewizji i na tej podstawie budujemy sobie obraz Afryki, niemający wiele wspólnego z rzeczywistością, który jednak w zupełności uspokaja nasze sumienia. Moja podróż muzyczna była odkryciem, że Papież z Polski wielokrotnymi pielgrzymkami do Afryki próbował zwrócić uwagę świata na problemy tego kontynentu. Wdzięczność i dziecięcy entuzjazm Kameruńczyków dla Jana Pawła II sprawiły, że przyjmowano nas wszędzie z radością, a nagrania były bardzo udane mimo braku prądu, studia, hałasu cykad czy sów.

Jak wspomina Pan tę pracę?

- Afrykanie czują muzycznie niemal wszystko. Można tam przyjechać z nagraniem klaksonu samochodowego, a oni po swojemu, w mistrzowski sposób to zaaranżują. Nie znają nut, opierają się jedynie na doskonałym słuchu i wrodzonym synkopowanym poczuciu rytmu. Kiedy byliśmy na Mszy Świętej w stolicy Kamerunu, Murzyni śpiewali według skal i rytmów europejskich. Wszystko było bardzo ładne i bardzo poprawne, ale nie było w tym za grosz ducha. Tuż obok odprawiana była Msza Święta przybyłych do stolicy w interesach ludzi ze wsi, z północy. Tam był duch. Inkulturacja Afrykanów przez Europejczyków raczej ich kaleczy, niż im pomaga. Natomiast edukacja jest dla nich wodą życia. Uczy porządku, pomaga funkcjonować w ich świecie, w którym my, Europejczycy, coraz gorzej sobie radzimy. Narzucanie Afrykańczykom wraz z dobrodziejstwem wiary naszych kanonów piękna chyba nikomu nie wychodzi na dobre.

Jakie wrażenie zrobił na Panu pobyt w Kamerunie?

- Kamerun jest bardzo biednym krajem. Nie ma tam głodu, ale jest bieda. Nie wiedziałem, że są jeszcze na świecie całe kraje, gdzie nie ma banków, bankomatów, sklepów - tego wszystkiego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Nigdy nie myślałem o Afryce w tych kategoriach, miałem w wyobraźni raczej kraj znany z "National Geographic". Sądziłem, że jest to kontynent malowniczy, ale jakoś uporządkowany i trochę biedny. Okazało się, że Afryka to inna planeta.

W jakim sensie?

- Kiedy przyjechaliśmy do Kamerunu i zobaczyliśmy mieszkających tam ludzi, muzyka przestała być ważna. Najważniejsi byli ludzie. Chrześcijaństwo współistnieje tam z islamem i z lokalnymi sektami afrykańskimi i nie rodzi to żadnej agresji. Ludzie są bardzo przyjacielscy, może dlatego, że poza misjonarzami w ogóle nie ma tam białych. Kiedy wchodziliśmy do jakiejś, krzyczeli: "O, biali!", i dzieci wybiegały nam na spotkanie. Przyjmowali nas z serdecznością, jakiej w europejskim obszarze kulturowym nie doświadczamy. Ludzie są piękni, wspaniale się poruszają, są pełni zmysłowej, pierwotnej ekspresji. Kiedy wracaliśmy z Afryki i przesiadaliśmy się na lotnisku w Szwajcarii, uderzył nas ogromny kontrast pomiędzy relacjami ludzi Czarnego Kontynentu a Europejczykami. Zobaczyliśmy, że my, Europejczycy, często pod maską uprzejmości kryjemy wrogość i dystans wobec innych, będąc jednocześnie pewnymi swej wyższości kulturowej i cywilizacyjnej.

Nie umiemy też albo nie chcemy zaradzić problemowi biedy w Afryce...

- Cały świat w sposób bezwzględny żeruje na tym kontynencie. Pozyskuje surowce mineralne, diamenty, złoto, miedź. W Kamerunie chodzi głównie o rudy tantalu. Gdyby nie istniał układ białych ludzi z wąską grupą czarnych dyktatorów i przywódców uzbrojonych band wywołujących wojny plemienne - Afryka byłaby bogata jak Szwajcaria. Tymczasem społeczeństwa afrykańskie żyją sterroryzowane przez wojskowe dyktatury i jeśli pojawia się jakiś problem, do wioski wysyłany jest oddział z karabinami, który "rozwiązuje" go siłą, mordując ludzi. Afryka uświadomiła mi także, że nie chcemy zobaczyć wielkich problemów świata.

Czy istnieją zjawiska dające nadzieję na jakąkolwiek zmianę?

- Jedyną poważną inicjatywą jest działalność misyjna Kościoła katolickiego, która zresztą przeżywa kryzys z uwagi na brak powołań w krajach Europy Zachodniej. Pozostali jeszcze księża z Polski i z Włoch. Kiedyś najsilniejsze były tam misje francuska i brytyjska. To się już jednak dawno skończyło. Zostało trochę wolontariuszy, którzy z kolei uwikłani są w specyficzne zależności finansowe. Z wielkich pieniędzy przeznaczanych przez organizacje charytatywne na rzecz pomocy mieszkańcom Afryki trafia do nich jedynie ok. 5 procent.

Poznał Pan ludzi pracujących na misjach. W jaki sposób mógłby ich Pan o