Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 26 maja 2017, 18:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://retropress.pl/mysl-polska/ziemie ... -sowiecka/

Ziemie polskie pod okupacją sowiecką

Pod okupacją sowiecką znalazła się – jak wiadomo – więcej niż połowa całego obszaru państwa polskiego. Z obszaru tego, wynoszącego 389.720 km. kw. układ sowiecko-niemiecki z dnia 28 września 1939 r., przekazał Niemcom 188.794 km. kw., Rosji 200.926 km. kw. Inaczej wyglądają stosunki w dziedzinie ludnościowej z powodu znacznie gęstszego zaludnienia ziem, okupowanych przez Niemców. Ziemie te liczyły w chwili wybuchu wojny ok. 22.150.000 mieszkańców, podczas gdy obszar okupacji sowieckiej tylko ok. 13.200.000.

Obsadzone przez bolszewików obszary zostały wbrew wszelkim zasadom prawa międzynarodowego „inkorporowane” do Z.S.R.R. i rozparcelowane między trzy „republiki radzieckie”: Białoruską (B.S.R.R.), Ukraińską (U.S.R.R.) i Litewską (L.S.R.R.).

Białoruska Republika Radziecka otrzymała wschodnią część Wileńszczyzny, całe województwo nowogródzkie, prawie całe Polesie z Pińskiem i Brześciem n. Bugiem oraz prawie całe województwo białostockie z Białymstokiem, Puszczą Białowieską, Grodnem, Augustowem, Ziemią Kurpiów, Łomżą i Ostrołęką – razem 104,058 km. kw. z ludnością ok. 4.800.000.

Ukraińskiej Republice Radzieckiej przypadł w udziale południowy skrawek Polesia, w całości województwa wołyńskie, stanisławowskie i tarnopolskie oraz większa część województwa lwowskiego aż po San – łącznie 89.397 km. kw. z ludnością ok. 7.900.000.

Wreszcie zachodnia część województwa wileńskiego z miastem Wilnem – obejmująca 7.471 km. kw. powierzchni z ludnością około pół miliona – została początkowo odstąpiona „wspaniałomyślnie” przez bolszewików Litwie, w kilka miesięcy jednak później znalazła się w obrębie Związku Sowieckiego jako część składowa Litewskiej Republiki Radzieckiej. Wilno – oficjalne w dalszym ciągu Vilnius – jest stolicą tej republiki.

W sprawie ziem wschodnich Polski panuje nadal wśród znacznej części opinii zagranicznej, w szczególności także angielskiej i amerykańskiej, duża dezorientacja, podsycana jeszcze w nieprzyjaznym dla nas kierunku przez propagandę sowiecką i niemiecką. Już w poprzednim numerze „Myśli Polskiej” pisaliśmy o konieczności przeciwdziałania temu niebezpiecznemu stanowi rzeczy przez odpowiednią argumentację, która zwalczałaby różne – często niestety bardzo zakorzenione – błędy i uprzedzenia.

Postarajmyż się tutaj nakreślić główne linie tej argumentacji, nie wykraczając przy tym nigdzie poza granice prawdy i obiektywizmu.
ODWIECZNY ZWIĄZEK ZIEM WSCHODNICH Z POLSKĄ

Przede wszystkim więc po stronie Polski są wszystkie prawa historyczne do obszarów, znajdujących się dziś pod okupacją sowiecką.

Północna część Mazowsza z Łomżą i Ostrołęka – to od zamierzchłych czasów ziemia etnicznie czysto polska, dziedzictwo tych samych książąt mazowieckich, których stolicą był Płock, a później Warszawa. Absurdem jest tu mówić nie tylko już o kwestii rosyjskiej, ale także o białoruskiej (choć terytorium to, jak wyżej wspomniano, przydzielone zostało do B.S.R.R.). Nikt tu nigdy żadnego tubylczego Białorusina na żywe oczy nie widział. Kolonizacja mazurska już setki lat temu nadała polski charakter także sąsiednim obszarom Podlasia i Białostoczyzny, które stanowiły swego czasu jedną ogromną puszczę.

Podobnie starodawne, bo sięgające początków XI stulecia, są związki, łączące Polskę z Grodami Czerwieńskimi, czyli Małopolską wschodnią. Ziemia ta, dzięki Polsce, pozostawała od stuleci w orbicie wpływów cywilizacji rzymskiej i zachodniej, – do Rosji wogóle nigdy nie należała.

Reszta terytoriów, znajdujących się pod okupacją sowiecką: Wileńszczyzna, Nowogródzkie, Polesie, Wołyń (a raczej jego połowa, bo drugą połowę Traktat Ryski pozostawił Rosji), to ziemie, które weszły w skład państwa polskiego na mocy unii polsko-litewskiej z końca XIV w. i – wraz z dalej jeszcze na wschód położonymi obszarami – stanowiły jego nieodłączną część aż do rozbiorów. Rosji przypadły one po raz pierwszy pod sam koniec XVIII stulecia.

Rekapitulując: terytorium zajęte przez bolszewików, to ziemie, które należały do Polski bądź od samego zarania jej dziejów, bądź też przez długie wieki – a najmniej przez lat 400. Ziemie te albo do Rosji wogóle nigdy nie należały (jak Małopolska wschodnia), albo też należały stosunkowo krótko (około 120 lat) w okresie, gdy cała Polska znajdowała się pod obcym panowaniem.
POLACY NAJLICZNIEJSZĄ GRUPĄ NARODOWĄ

Podobnie jak Rosja nie posiada do ziem tych żadnych praw historycznych, podobnie brak jej jest wszelkich uprawnień natury etnicznej.

Oto jak wyglądało w chwili wybuchu wojny oblicze narodowościowe ziem, okupowanych później przez Sowiety:

Polacy – 5.281.000
Rusini i Ukraińcy – 4.513.000
Białorusini – 1.122.000
Żydzi – 1.115.000
„Tutejsi” – 802.000
Rosjanie – 135.000
Niemcy – 89.000
Litwini – 84.000
Czesi – 35.000
Inni – 20.000
Razem – 13.196.000 osób

Polacy stanowią więc najliczniejszą grupę narodową. Część terenów okupacji sowieckiej jest etnicznie w ogóle czysto polska, w wielu innych Polacy są w większości absolutnej.

Należy tu najpierw obszar Łomży, Ostrołęki i Białegostoku, położony na zachód od tzw. „linii Curzona” i etnicznie tak polski, jak okolice Warszawy czy Krakowa. Obszar ten obejmuje około 16.500 km. kw, z ludnością 1.000.000 osób, z czego 80% stanowią Polacy (reszta przypada niemal wyłącznie na skupienia żydowskie po miastach).

Etniczne terytorium polskie nie mieści się jednak w granicach „linii Curzona”. Od Białegostoku na północ aż po granicę łotewską i nawet dalej ciągnie się szeroki pas z niezaprzeczalną większością polską. Pas ten obejmuje części województwa białostockiego z Grodnem, północno-zachodnie części wojew. nowogródzkiego i większą część wojew. wileńskiego. Powierzchnia pasa wynosi co najmniej 40.000 km. kw. z ludnością około 2 milionów, w czym 65% stanowią Polacy (wyznania rzymsko-katolickiego).

Mówiąc o tym terytorium, warto dodać, że szczególnie wysoki procent Polaków posiada właśnie ta część Wileńszczyzny z m. Wilnem, która włączona została do Litwy (obecnie L.S.R.R.). Na ogólną liczbę 499.000 mieszkańców, Polaków jest tam 358.000 tj. 72% ogółu ludności, Litwinów 43.000, tj. 8%, – na resztę składają się głównie Żydzi. W samej „stolicy” Litwy, Wilnie, Litwini nie stanowią nawet 2% ogółu zaludnienia. Ludność polska jest jednak w większości nie tylko w mieście Wilnie (jak sugerują niektórzy publicyści zagraniczni, pisząc o „polskiej wyspie” w terytorium etnicznie litewskim). Przeciwnie, okolice Wilna i w ogóle wieś Wileńszczyzny zachodniej wykazuje jeszcze wyższy odsetek Polaków, niż samo miasto, bo ponad 80%, – Litwinów czy Białorusinów, trzeba tam często szukać na lekarstwo.

Ten polski etnicznie charakter Wileńszczyzny sprawił w czasie Wielkiej Wojny nieprzyjemną niespodziankę niemieckim władzom okupacyjnych tzw. „Ober-Ostu”, które przeprowadziły tam spis ludności w r. 1916 w związku z zamierzonym włączeniem Wilna i Wileńszczyzny do tworzonego przez nie „protektoratu” litewskiego z tzw. „Tarybą” na czele. Spis ten wykazał wówczas w Wileńszczyźnie znaczną większaść polskiej ludności (od 60-70% ogółu mieszkańców). Warto przypominać to wszystkim, którzy mogliby kwestionować ścisłość statystyk polskich!

Trzecim obszarem, gdzie Polacy mieszkają zwartymi masami, jest Małopolska wschodnia. W województwach lwowskim i tarnopolskim ludność polska stanowi ok. 50% ogółu zaludnienia. Od Sanu aż po Lwów ciągnie się pas z absolutną większością polską; również znaczna część Tarnopolszczyzny wykazuje przewagę liczebną Polaków.

W pozostałych częściach okupacji sowieckiej Polacy są w mniejszości, często jednak odsetek ich jest bardzo znaczny (w Nowogródzkim np. sięga 40-50%). Są to terytoria mieszane: polsko-białoruskie i polsko-ruskie (lub, jeśli kto woli, polsko-ukraińskie). O ile jednak Polacy stanowią ludność narodowo w pełni uświadomioną, o tyle uświadomienia tego brak często szerokim masom ludności, mówiącej narzeczami ruskimi i białoruskimi. Jest zresztą rzeczą co najmniej wątpliwą, czy w ogóle mówić można o odrębnym narodzie „białoruskim”.

Szczególny charakter posiada zwłaszcza ludność Polesia, której większość przy wszystkich spisach określa się mianem „tutejszych”; nie uważa się ona ani za białoruską, ani za ukraińską. Włączenie tej ziemi do B.S.R.R. nie jest uzasadnione żadnymi względami rzeczowymi.

Co do Rosjan, to w terytoriach okupowanych przez Sowiety, stanowili oni zawsze minimalny odsetek ludności; w chwili wybuchu wojny nie przekraczający 1% (w dodatku byli to w ogromnej większości Rosjanie „biali”, usposobieni antybolszewicko). Ani Białorusini ani Rusini czy Ukraińcy za Rosjan się nie uważają – i to trzeba mówić wszystkim, którzy uwierzyli w rzekomą „rosyjskość” ziem wschodnich Polski.

Także fikcja sowieckich „republik”: białoruskiej i ukraińskiej nikogo tu zwodzić nie powinna. Republiki te rządzone są wysoce centralistycznie z Moskwy. Ostry kurs rusyfikacyjny idzie w parze z prześladowaniem wszelkich najbardziej choćby nieśmiałych przejawów narodowego ruchu ukraińskiego – o białoruskim już w ogóle nie mówiąc. Brutalność, z jaką władze sowieckie zgniotły po wrześniu 1939 r. organizacje gospodarcze, kulturalne i polityczne Ukraińców w Małopolsce wschodniej, wywożąc do Azji Środkowej tych działaczy ukraińskich, którzy nie uciekli na stronę niemiecką, stanowi szczególnie jaskrawy kontrast do wysoce tolerancyjnej, mimo wszystko, polityki rządów polskich w dwudziestoleciu 1919-1939.

Kiedy mowa o ludności polskiej na ziemiach wschodnich, zwalczać także należy niedorzeczny pogląd, jakoby ludność tu składała się głównie z „landlordów” (tj. wielkich właścicieli ziemskich), przemysłowców i urzędników. W rzeczywistości Polacy reprezentowani tam są przez wszystkie warstwy społeczne przy czym główną ich masę stanowią, tak jak i gdzieindziej, chłopi po wsiach i robotnicy po miastach.
ZIEMIE PRZEORANE PRZEZ CYWILIZACJĘ I KULTURĘ POLSKĄ

Od stuleci Polska szczepiła na tych ziemiach cywilizację chrześcijańską i zachodnią, – a kwiat polskiego rycerstwa ginął w obronie ideałów Zachodu w ciężkich zmaganiach z barbarzyńską nawałą Wschodu. Tu właśnie Polska spełniała swą rolę antemurale Christianitatis; cud Wisły w r. 1920 był tej walki jednym z najdonioślejszych etapów.

Trudno w tych warunkach o rzecz bardziej bolesną i bardziej zarazem niepokojącą, jak fakt, że wśród społeczeństw Zachodu znajdujemy dziś tylu ludzi, którzy z lekkim sercem godzą się na cofnięcie granic naszego kręgu cywilizacyjnego – granic z takim wysiłkiem i poświęceniem całych pokoleń wywalczonych, – o kilkaset kilometrów wstecz. Jakże tragiczny jest np. z tego punktu widzenia los Małopolski wschodniej – ziemi, która związana była od wieków z Zachodem węzłami niemniej silnymi niż taka Walia czy Flandria, – która zawsze z najbardziej zaciętym, desperackim uporem i poświęceniem broniła się przed wchłonięciem jej przez Wschód!

Przypominajmy obcym na każdym kroku o tych wielkich ogniskach kultury polskiej, a zarazem europejskiej, jakimi były wszechnice w Wilnie i Lwowie, oraz Liceum Krzemienieckie. Przypominajmy o tym, że właśnie ziemie wschodnie dały Polsce wielu jej najwybitniejszych ludzi, jak wielcy hetmani Stanisław Żółkiewski i Karol Chodkiewicz, jak wódz insurekcji z r. 1794 Tadeusz Kościuszko, jak poeci Mickiewicz, Słowacki, Zaleski, jak twórcy ruchu Filomatów i Filaretów, jak bohaterka powstania w r. 1830/31 Emilia Platerówna i tylu innych. Nie zapominajmy dodać, że ze stron tych wywodzi się także genialny pisarz angielski pochodzenia polskiego Józef Conrad-Korzeniowski. Nic zapominajmy o bohaterstwie kobiet i dzieci Lwowa w latach 1918 i 1919.

W ciągu kilku wieków swego władztwa Polska zrobiła także bardzo wiele dla podniesienia kultury materialnej i gospodarczej tych ziem: nowy impuls w tym zakresie przyniosły czasy Stanisława Augusta, w których dokonano dzieł tak wybitnych, jak budowa kanałów Królewskiego i Ogińskiego, łączących systemy wodne Prypeci, Niemna i Wisły. Natomiast rządy rosyjskie w ciągu 120 lat swego panowania nie tylko nie dały temu krajowi niczego, mogącego się z dziełami tymi porównać, – ale przeciwnie cofnęły jego rozwój w każdej niemal dziedzinie. W gruzy padł wspaniały system placówek oświatowych i kulturalnych, zbudowany przez Adama Czartoryskiego. Zagasły nie tylko wielkie ogniska wiedzy w Wilnie i Krzemieńcu; brutalna dłoń Murawiewów zniszczyła także gęstą sieć znakomicie postawionych szkół średnich i powszechnych, sięgającą od Wilna i Kowna po Podole. Gospodarka zaborcy w ciągu całego okresu niewoli była w najwyższym stopniu nieudolna i sprzedajna; świadczył o tym przerażający stan miast, wsi i dróg, stanowiący jaskrawy anachronizm w stosunku do całej reszty Europy.

Gdy Polska obejmowała te ziemie w r. 1919 i 1920, po sześciu latach niszczącej wojny, zdawało się, że długie dziesiątki lat upłyną, zanim da się coś zrobić z pustyni, jaką tam zastała. Tymczasem dwadzieścia lat rządów odrodzonej Rzeczypospolitej w tym kraju wykazało, jak wielkie tkwią w społeczeństwie polskim – nawet przy złym kierownictwie politycznym – zdolności twórcze. Ludzie, którzy odwiedzali Wileńszczyznę, Nowogródzkie, Polesie czy Wołyń w pierwszych latach po wojnie i mieli sposobność zajrzeć tam po przerwie kilkunastoletniej, nie mogli się wprost nadziwić nadzwyczajnym postępom, jakie tam zastali w każdej dziedzinie. Miasta i miasteczka ziem wschodnich zmieniły się do niepoznania i przybrały wygląd europejski: oświetlono je elektrycznością, założono w nich kanalizację, porządne bruki i chodniki, parki i plaże, zbudowano wiele pięknych gmachów publicznych, szkół i szpitali; powstały teatry, kinematografy, okazałe magazyny, kawiarnie, hotele. Obok doskonale – jak w całej zresztą Polsce – funkcjonującego kolejnictwa coraz lepszy był stan dróg i gościńców; główne szosy były przeważnie w nienagannym stanie. Także wieś ogarnięta została ogólnym postępem; poziom rolnictwa i hodowli podnosił się w szybkim tempie. Zaznaczał się stały wzrost stopy życiowej całej ludności.

Jedna z najbardziej niemądrych legend, krążących za granicą, jest twierdzenie, jakoby Polska wschodnia była krajem feudalnym i zacofanym, w którym nieliczni „obszarnicy” gnębili zależną od nich ludność chłopską. W rzeczywistości nigdzie reforma rolna nie została przeprowadzona w tak wielkim zakresie, jak właśnie na ziemiach wschodnich. Rozparcelowano tam w okresie 1919-1938 przeszło 1.200.000 ha ziemi i stworzono na tym obszarze z górą 400.000 nowych gospodarstw. Przy parcelacji uwzględniano w szerokiej mierze miejscową ludność ruską i białoruską, często nawet z wyraźną szkodą interesów żywiołu polskiego. Większa własność ziemska zredukowana została do stosunkowo bardzo szczupłych rozmiarów; powierzchnia jej w ziemiach, będących dziś pod okupacją sowiecką, nie przekraczała 15-16% powierzchni ogółu własności prywatnej.

Rządy polskie upamiętniły się także wskrzeszeniem Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i Liceum Krzemienieckiego, nowym impulsem danym pracom starej Wszechnicy Lwowskiej, powołaniem do życia szeregu uczelni i placówek kulturalnych różnego typu, rozwojem życia literackiego i artystycznego.

Wystarczyło roku panowania sowieckiego, by zniszczyć i zahamować całe to dzieło. Pod rządami czerwonych okupantów cała ludność uległa przede wszystkim niebywałej pauperyzacji. Zdławiony został swobodny rozwój życia społecznego i kulturalnego, na które nałożono sztywny kaftan stalinowskiego komunizmu. Najeźdźcy, jak się wyraził jeden z neutralnych obserwatorów, który przebywał w Polsce wschodniej przez pewien czas po 17 września 1939 r., zdeptali tam wszystko, co było piękne i dobre.

Odwiecznych budowniczych cywilizacji tych ziem – Polaków, ich żony i dzieci władze bolszewickie setkami tysięcy wywożą do Azji Środkowej i na Sybir, wtrącając ich w warunki życia niegodne istot ludzkich. A równocześnie w radio, w gazetach, w propagandzie placówek Moskwy za granicą panoszy się na temat rządów sowieckich i ich ”dobrodziejstw”, bluff dorównywający w zakresie fałszowania rzeczywistości najbardziej cynicznym fabrykatom kuźni dr Goebbelsa.
DĄŻENIE POLSKI DO NORMALIZACJI STOSUNKÓW Z ROSJĄ

Traktat Ryski, podpisany dnia 18 marca 1921 r., był ze strony polskiej wyrazem zdrowej myśli politycznej, zmierzającej do trwałej normalizacji stosunków między obu krajami. Nie był on „dyktatem”, narzuconym przez zwycięzcę pokonanemu w walce orężnej przeciwnikowi, ale owocem dobrowolnych rokowań, których celem – jak podkreślali pełnomocnicy obu stron – było znalezienie rozwiązania, uwzględniającego interesy zarówno Polski, jak Rosji, i zlikwidowanie w ten sposób wielowiekowego sporu, dzielącego te dwa państwa.

Trzeba stwierdzić wyraźnie, że dla osiągnięcia tego rozwiązania Polska poniosła ofiary ogromne i ona właśnie była stroną dającą.

Przypomnijmy, że dnia 9 września 1918 r. rząd Związku Sowieckiego unieważnił wszystkie traktaty, dotyczące podziału Polski z lat 1772, 1793, 1795, jak również wszystkie następne, dotyczące Polski aż po rok 1833. Rezolucja ta, podpisana przez Lenina, Karachana i Broncewicza, podana została do wiadomości rządu niemieckiego d. 3 października 1918 r. Nawet więc ze strony rosyjskiej uznane zostało formalnie prawo Polski do domagania się restytucji granic przedrozbiorowych.

Polska jednak w Traktacie Ryskim zrezygnowała ze swych praw do blisko 300.000 km. kw. (tj. ok. 120.000 mil kw.) ziem, które do niej należały przed r. 1772.

Zrezygnowała z ziemi Mińskiej, Mohylewskiej, Potockiej, Witebskiej, z Ukrainy prawobrzeżnej, połowy Wołynia i całego Podola (z wyjątkiem tych jego części, które wchodziły w skład b. Galicji). Ze swych ziem wschodnich zatrzymała tylko tyle ile jej potrzeba, by nie była państwem małym i słabym, uzależnionym całkowicie od Niemiec, pozbawionym możności prowadzenia skutecznych operacyj wojskowych i nie mogącym nigdy odegrać poważniejszej roli w Europie.

Ze swej strony – jak stwierdzał art. III traktatu – Z.S.R.R. zrzekł się wszelkich praw i pretensyj do ziem, położonych na zachód od wykreślonej traktatem granicy i zadeklarował formalne „desinteressement” w sprawie rozgraniczenia Polski i Litwy. Nie była to ze strony Sowietów jakaś szczególna ofiara, bowiem władanie tymi terytoriami nie jest dla państwa rosyjskiego żadną życiową koniecznością – dla Polski natomiast posiadanie ich jest zagadnieniem naprawdę gardłowym.

Granica polsko-rosyjska, ustalona przez Traktat Ryski, została oficjalnie uznana d. 15 marca 1923 r. przez Konferencję Ambasadorów, z udziałem przedstawiciela Wielkiej Brytanii. Jeśli obecnie w niektórych czasopismach spotykamy się z powoływaniem się na tzw. linię Curzona, to należy przypomnieć, że linia ta nie była żadnym obowiązującym rozgraniczeniem między Polską a Sowietami. Była ona tylko określeniem granicy terytoriów, uznanych d. 8 grudnia 1919 r. mocą uchwały Rady Najwyższej Aliantów, za niezaprzeczalnie polskie. W tekście uchwały wyraźnie jednak podkreślono, że nie przesądza ona w żadnej mierze praw Polski do terytoriów, położonych na wschód od wspomnianej linii. Późniejszą więc uchwałę Rady Ambasadorów – instytucji, na którą przeszły uprawnienia Rady Najwyższej – z roku 1923 uważać należy za uzupełnienie decyzji Rady Najwyższej i wypełnienie art. 47 Traktatu Wersalskiego, który nakładał na Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone obowiązek ustalenia „pozostałych” (poza zachodnimi) granic Polski.

Polska kroczyła nadal po drodze normalizowania stosunków ze swym wschodnim sąsiadem, czego najwymowniejszym przejawem były zawarte przez nią z Sowietami pakty o nieagresji z 25 lipca 1932 r. i 5 maja 1934 r. Oba te pakty – podobnie jak Traktat Ryski z r. 1921 – pogwałcone zostały najbrutalniej przez zdradziecki napad, dokonany d. 17 września 1939 r., w chwili, gdy państwo polskie znajdowało się w śmiertelnych zmaganiach z nawałą niemiecką.

Napad ten, przygotowany już wcześniej przez tajne układy Stalina z Hitlerem, był jednym z przejawów tej polityki strachu przed niemiecką siłą militarną, jaka dyktowała i dyktuje władcom Kremla wszystkie ich dalsze posunięcia aż po dzień dzisiejszy. Pierwszą ofiarą tej polityki padła właśnie Polska.

Trzeba to – jak już podkreślaliśmy niejednokrotnie – tłumaczyć wszystkim, którzy ciągle jeszcze sądzą, że właśnie sprawa polskich ziem wschodnich stoi na przeszkodzie zbliżeniu angielsko-rosyjskiemu i przejściu Rosji do obozu przeciwniemieckiego. W rzeczywistości – jesteśmy o tym głęboko przekonani – sprawa polska nie odgrywa w obecnej taktyce politycznej Stalina żadnej poważniejszej roli. Obecny premier Z.S.R.R. kontynuować będzie niewątpliwie swą politykę uległości wobec Trzeciej Rzeszy, póki siła militarna jej nie zostanie ostatecznie złamana przez świat anglosaski.

Mimo gorzkich przeżyć ostatnich lat, mimo wszystkich doznanych krzywd, przyszła Polska będzie niewątpliwie znów dążyła do pokojowego, znormalizowanego współżycia z Rosją. Nie podzielamy opinii fatalistów, którzy uważają, że w naturze rzeczy leży stałe odnawianie się współdziałania niemiecko-rosyjskiego kosztem Polski. Przeciwnie, zgodnie z poglądami wielu polityków rosyjskich, jesteśmy zdania, że istnienie silnego państwa polskiego leży w interesie także Rosji; jest to temat, który mógłby być interesująco oświetlony z wielu punktów widzenia. Uregulowanie jednak stosunków między obu narodami w tym duchu będzie niemożliwością, jeśli Rosja dążyć będzie do zatrzymania naszych ziem wschodnich – ziem polskich od wieków z historii swej, kultury i zaludnienia, – ziem, które Rosji potrzebne zgoła nie są, dla nas natomiast stanowią najbardziej życiową konieczność.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 11 cze 2017, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
22 czerwca 1941 Stalin spóźnił się tylko o kilka godzin

Kiedy notoryczny kłamca podaje jakąś wiadomość, niemal automatycznie kwalifikujemy ją jako nieprawdę, podważamy, rzadko nawet weryfikujemy. Gdy zachodzą zasadne wątpliwość - ocena może być tylko jedna - kolejne oszustwo. Zaskoczenie wybucha znienacka dopiero wtedy, kiedy nieoczekiwanie okazuje się, że wydawało by się jedno z kolejnych kłamstw oszusta jest prawdą.
Taki zaskakujący przypadek wydarzył się 22 czerwca 1941 roku, gdy Hitler nagle napadł na "pokojowy śpiący Związek Sowiecki" i wytłumaczył swoją agresję koniecznością wyprzedzenia przygotowywanego ataku Armii Czerwonej. Kto mu wierzył, poza milionami zahipnotyzowanych rodaków?
Jednak jak blisko prawdy był tym razem, nie przypuszczał wówczas ani on, ani miliony ludzi po dziś dzień…

Wszyscy znamy oficjalną przyczynę - pretekst napaści Hitlera na Polskę 1 września 1939 r.
Znaczy wszyscy jako-tako wykształceni oraz interesujący się "nauczycielką życia". Chyba oprócz twórców wystawy gdańskiego Muzeum II wojny z prof. Machcewiczem na czele, który taką informację w swoim "prawnie chronionym dziele" pominął, zajęty pewnie urządzaniem luksusowych 2-poziomowych apartamentów w budynku Muzeum, a może testując je?
Powracając do agresji niemieckiej na Polskę w 1939 r. - pretekstem do niej była „Prowokacja gliwicka” - ściśle tajna (brak dokumentów pisemnych z nią związanych!) starannie zaplanowana przez szefa Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) Heydricha napaść oddziału SS-Sturmbannführera Naujocksa na radiostację w mieście Gleiwitz (10 km od ówczesnej granicy z Polską). Po zdobyciu stacji nadawczej „polscy patrioci” mieli nadać patriotyczny apel rozpoczynający się słowami: „Uwaga! Tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach...”, pozostawić kilka trupów wcześniej zamordowanych realnych Polaków w polskich mundurach i ... rozpłynąć się niczym kamfora. Nazajutrz Führer ogłosił narodowi i światu, że „nieprzygotowane do wojny Niemcy zostały zaatakowane i zmuszone są bronić swoich rodaków”. To nie wymysł – słowa Hitlera z przemowy w Reichstagu 1 września 1939 są dostępne w sieci. Byli i tacy, którzy w to uwierzyli. Ludzki umysł pojemny jest, a wytrenowany - niesamowicie sprawny. Nawet, że 2 + 2 może równać się 5 - jeśli chce tego Partia.
Podobny „kino-teatr” urządził narodowo-socjalistyczny wódz jako usprawiedliwienie brutalnej agresji na neutralne Holandię i Belgię w maju 1940 r. Tym razem był to atak podłych, podstępnych bombowców holenderskich i belgijskich na spokojnie śpiące niemieckie miasto Freiburg. To bardzo ważny moment! Nie gubmy go z pamięci!
Ale na razie 10 maja 1940 r. kochający pokój Führer zmuszony był do rzucenia 3 tysięcy swoich samolotów i podobną ilość czołgów na Rotterdam i inne miasta Beneluxu, by po wyminięciu umocnień linii Maginota skierować je na Compiegne pod Paryżem.

Niemniej przed trzecią, najważniejszą agresją (na ZSRR) żadnej prowokacji nie zamyślał. Wiedział, że chytry Stalin jest pojętnym uczniem. Nawet nie przypuszczał jak pojętnym. Chociaż symptomy tego były znane:
30 listopada 1939 r. miłujący pokój blisko 200-milionowy Związek Radziecki napadł na 4-milionową Finlandię. Nie zaatakowałby tego "parszywego gniazda białofińskich faszystów", gdyby nie cztery dni wcześniej, 26.11.39 na bazę sowiecką w Manila nie spadło 7 pocisków, zabijając 4 czerwonoarmistów i 10 raniąc. Oczywiście to Finowie zechcieli okazać swoją nienawiść i lekceważenie do wszystkiego co sowieckie. Zostali za to surowo ukarani, choć największego zaszczytu – zainstalowania Fińskiej Republiki Socjalistycznej i włączenia jej do szczęśliwej rodziny narodów Związku Radzieckiego – dzięki zaciętej i umiejętnej obronie podczas surowej fińskiej wojny zimowej (Talvisola) udało im się uniknąć.
Ta łaska stała się udziałem innych sąsiadów ZSRR – Litwy, Łotwy i Estonii – 22 lipca 1940 zostały one kolejnymi republikami Sojuza Swobodnych Republik. Inwazja nadbałtyckich krajów również nie zaszła bez przyczyny – 10 czerwca tamtego roku podstępni, wredni Litwini porwali na granicy sowieckiego szeregowca i torturami zmuszali go do wyjawienia najwyższych sowieckich tajemnic wojskowych i państwowych. Towarzysz Stalin, dla którego życie każdego czerwonoarmisty było niezwykle cenne, rozkazał ratować ofiarę litewskiej ciekawości, zajmując przy okazji sąsiednie Litwie Łotwę i Estonii. Wcześniej w 1939 r. pretekstem do zainstalowania tam baz Floty Bałtyckiej (Bałtfłota) była jakoby wroga Sowietom działalność polskiego okrętu podwodnego - tak, właśnie naszego bohaterskiego ORP "Orzeł", który ucieczce ze zdradzieckiego tallińskiego internowania miał zatopić sowiecki statek"Mettalist" i uszkodzić drugi - "Pionier". Sowieckie okręty i samoloty gorliwie tropiły naszą łódź na estońskich wodach terytorialnych, czego nie robiły nawet będące w stanie wojny z Polską hitlerowskie Niemcy. 24 września 1939 r. sowiecki okręt "Leningrad" ostrzelał "tajne bazy polskiej marynarki mieszczącą się w estońskich zatokach". http://nvo.ng.ru/history/2008-05-16/6_eagle.html

Widzimy więc, że żadna operacja wojskowa zarówno Hitlera, jak i Stalina nie obyła się bez istotnego, agresywnego powodu ze strony wroga lub „wroga”.. (O tym w Muzeum II wojny światowej autorstwa prof. Machcewicza i Borejszy - ani słowa!)

Dlatego Führer wolał tym razem nie ryzykować, wiedział, że skoro jego sztuczki Stalin z zamiłowaniem powtarza, to musi pojmować je w lot. Przyczynę wybuchu wojny ogłosił w nocie dyplomatycznej już po jej rozpoczęciu – był nim, wg oficjalnej nazistowskiej wersji przygotowywana napaść Sowietów na III Rzeszę, czego dowodziło skupienie większości sił pancernych Armii Czerwonej nad „granicą przyjaźni”, biegnącą przez ziemie „byłego państwa polskiego” (formułka używana przez oba zaprzyjaźnione socjalistyczne mocarstwa - "teritories of the former Polish State. (...) Soviet Government have turned against Germany. They have:
1. Not only continued but, even since the outbreak of war, intensified subversive activities against Germany and Europe; they have
2. In continually increasing measure, developed their foreign policy in a tendency hostile to Germany; and they have
3. Massed their entire forces on the German frontier ready for action.
http://ibiblio.org/pha/timeline/410622bwp.html

- Czy można wierzyć takim wyjaśnieniom notorycznego oszusta?

O świcie 22 czerwca 1941 niemieckie siły zbrojne rozpoczęły realizację planu Barbarossa czyli napaści Niemiec na Związek Radziecki.
Szef sztabu generalnego tow. Żukow tak wspominał reakcję Stalina na wiadomość o napaści Niemców:
„My z tow. Timoszenko (min.obrony) prosiliśmy o wydanie rozkazu wojskom do walki. Stalin, ciężko dysząc w słuchawce, w ciągu kilku minut nie mógł niczego powiedzieć, a na powtórzone pytania odpowiedział:
- „To prowokacja niemieckich wojskowych. Ognia nie otwierać, aby nie dopuścić do rozszerzenia działań. Przekażcie sekretarzowi, żeby wezwał na 5-tą u mnie Berię, Mołotowa, Malienkowa oraz was i Timoszenko.”
Swoją myśl o prowokacji Stalin znów powtórzył, kiedy przybył do KC. Informacje, że niemieckie oddziały w wielu miejscach wtargnęły na nasze terytorium nie przekonały go, że przeciwnik rozpoczął prawdziwą i wcześnie przygotowaną wojnę.
- Jeśli trzeba zorganizować prowokację, to niemieccy generałowie bombardują nawet swoje miasta. Hitler na pewno nie wie o tym".
Do 6:30 nie dawał pozwolenia na działanie i otwarcie ognia.”
- "Это провокация немецких военных. Огня не открывать, чтобы не развязать более широких действий. Передайте Поскребышеву, чтобы он вызвал к 5 часам Берия, Молотова, Маленкова, на совещание прибыть Вам и Тимошенко." Свою мысль о провокации немцев Сталин вновь подтвердил, когда он прибыл в ЦК.
- "Если нужно организовать провокацию, — сказал И. В. Сталин, — то немецкие генералы бомбят и свои города... Гитлер наверняка не знает об этом." До 6 часов 30 мин. он не давал разрешения на ответные действия и на открытие огня…"

Obrazek
Moskwa, 22 czerwca 1941 r. - mieszkańcy słuchają komunikatu o wybuchu wojny


Dodajmy do tego, że ZSRR był jedynym państwem napadniętym przez hitlerowską III Rzeszę, który nie ogłosił mobilizacji do dnia agresji. Wszystkie inne - Polska, Holandia, Belgia, Francja – ogłosiły wcześniej. ZSRR rozpoczął mobilizację dopiero 23 czerwca 1941, czyli dzień po rozpoczętej już agresji. Dlaczego? Bo oficjalna mobilizacja na 23.06.1941 została przez sowieckie kierownictwo zaplanowana znacznie wcześniej, a realna aczkolwiek tajna była przeprowadzana od końca maja. Nie było więc potrzeby pośpiesznej zmiany dawno ustalonych planów.
21.06.1941 min.obrony Timoszenko i Żukow rozkazali frontom (sic!) PKKA w Dyrektywie nr 1 (sic!) :
1. Między 22-23.06 możliwy niespodziewany atak Niemców na frontach (sic!). Agresja może być rozpoczęta prowokacyjnymi działaniami.
2. Zadanie naszych wojsk – nie poddawać się na prowokacje, mogące przynieść poważne konsekwencje.
Rozkazuję przed 22.06 tajnie zająć pozycje ogniowe i rozproszyć całe lotnictwo na polowe lotniska, dokładnie ją zamaskować.
21 июня 1941 г. Тимошенко и Жуков отправили в округа целое сочинение, вошедшее в историю под названием "Директива №1": "1. В течение 22 - 23 июня 1941 г. возможно внезапное нападение немцев на фронтах ЛВО, ПрибОВО, ЗапОВО, КОВО, ОдВО. Нападение может начаться с провокационных действий.
2. Задача наших войск - не поддаваться ни на какие провокационные действия, могущие вызвать крупные осложнения."

Zwróćmy uwagę na następujące szczegóły: Stalin na informacje o niemieckich atakach, w tym lotniczych uparcie twierdzi, że to prowokacja. Dzień wcześniej min. obrony Timoszenko ostrzega dowódcę Frontu Zachodniego na Białorusi gen.Pawłowa o mogących nastąpić nazajutrz (tj. 22.06) „nieprzyjemnościach” i przypomina o „niepodawaniu się na prowokacje”.
Stalin oczekuje wręcz niemieckich prowokacji i nagłych nalotów na spokojnie śpiące radzieckie miasta, zupełnie tak jak to miało miejsce rok wcześniej w niemieckim Freiburgu. Czyżby zaplanował na 22 czerwca 1941 powtórkę z Freiburga arebours? Odpowiada na powyższej naradzie Żukowowi:
- "Jeśli trzeba zorganizować prowokację, to niemieccy generałowie bombardują nawet swoje miasta. Hitler na pewno nie wie o tym."

Nalot na kilka sowieckich miast – Leningrad, Mińsk, Kijów i kilka nowych sowieckich miast: Białystok, Lwów, Wilno i ostrzał paru innych nadgranicznych.
Na taki zbrodniczy akt agresji potężny Sowiecki Sojuz musiałby odpowiedzieć tylko dobitną odpowiedzią jakiej nie powstydziliby się wszyscy miłujący pokój, nade wszystko jednak swój kraj, sowieccy ludzie – pchnął by swoje „nieprzygotowane i zaskoczone” 27 tysięcy tanków i 10 tysięcy aeroplanów (akurat przechodzących „z tragarzami” obok granicy) na "faszystowskich agresorów w świętej sprawie wyzwolenia Europy od wszystkiego co ciemiężyło jej robotniczą i chłopską klasy". Naród sowiecki, wzburzony zdradziecką i okrutną agresją radośnie pośpieszyłby na tę sprawiedliwą wojnę. Innych wojen, jak sprawiedliwe, Związek Radziecki nie mógł prowadzić z uwagi na swój humanistyczny i sprawiedliwy ustrój.
Wychodzi na to i potwierdza tę hipotezę wiele faktów z okresu przed napaścią, że Stalin zaplanował na 22 czerwca 1941 szereg krwawych „niemieckich” prowokacji, aby następnego dnia 23 czerwca 1941 r. odpowiedzieć tak jak to zrobił 17 września i 30 listopada.1939 roku. Tylko adekwatną do niemieckiej swoją sowiecką potęgą.

Zapyta ktoś, a po co towarzyszowi Stalinowi była taka prowokacja, wszak mógł zaatakować hitlerowskie Niemcy bez takich skomplikowanych zabiegów? Powodów było kilka: przez 22 miesiące sowiecko-nazistowskiej przyjaźni i sojuszu nie było w ZSRR dnia bez bezkrytycznego wychwalania narodowo-socjalistycznych Niemiec i propagandowej nagonki na "wojennych prowokatorów": Francję (do jej klęski latem'1940) i Wielką Brytanię - dla przestawienia umysłów 200 milionów sowieckich obywateli , że "Eurazja zawsze wojowała z Oceanią" potrzebny był szokowy wstrząs! Po wtóre, "miłujący pokój Sowiecki Sojuz" nie mógł po prostu wiarołomnie napaść nawet na najbardziej odrażającego wroga (tym bardziej przedstawianego przez ostatnie 700 dni jako najwspanialszy przyjaciel) - przecież polską granicę w 17 września 1939 r. Armia Czerwona przekraczała "dla ratowania życia i dobytku mieszkańców zachodnich Ukrainy i Białorusi, gdy polskie państwo przestało istnieć", 30 listopada 1939 r. na Finlandię ruszyła tylko po to, aby zatrzymać okropne fińskie prowokacje i pomóc "ludowemu rządowi tow. Kuusinena", latem'1940 odpowiedziała tylko na pokorne prośby mas pracujących Litwy, Łotwy i Estonii oraz wschodniej Rumunii, aby przyłączyć je do "dostatniego i bezpiecznego kraju, gdzie tak swobodnie oddycha człowiek..."
Dlatego zrozumiała jest reakcja Stalina na wieść o rozpoczęciu wojny (dokładnie o niemieckich nalotach, które wyręczyły jego bombowce). Soso był oszołomiony i zapomniał przysłowiowego języka w gębie - a jak mogło być inaczej? Uwierzyć w tak nieprawdopodobny zbieg okoliczności było bardzo niełatwo. To się nie mogło wydarzyć, ponieważ nigdy nie mogło się zdarzyć!
Nieprawdopodobne? Mark Twain powiedział: „Prawda bywa dziwniejsza od wymysłu, ponieważ ten musi wyglądać na możliwy, aby w niego uwierzono. A prawda – nie musi!”

Pisząc niniejszy artykuł opierałem się na swojej wiedzy oraz obficie na pracy genialnego Marka Solonina pt.„Trzy plany towarzysza Stalina” (zredagowanej wersji „Czwarty plan Stalina” Solonin.org/3 plana tovarischa Stalina )

http://witas1972.salon24.pl/785211,22-c ... lka-godzin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 13 lip 2017, 13:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... -w-1939-r/

Obrona Gdyni w 1939 r.
MAREK TOCZEK 31/08/2016

Obrazek

Gdynia w 1939 r. była dwunastym pod względem liczby mieszkańców miastem polskim, jedynym i prawdziwie polskim oknem na świat, a zarazem największym portem na Bałtyku. Wybudowało ją jedno pokolenie ludzi w niezwykle trudnych warunkach cechujących całe życie społeczno-ekonomiczne II Rzeczypospolitej. Ludzie ci przybyli do Gdyni z różnych stron Polski, nierzadko z zagranicy, związali z nowym miastem swe losy. W dniach najcięższej próby stanęli do walki z najeźdźcą. Ich zbrojny wysiłek nie mógł zapobiec klęsce, której przyczyny narastały przez cały okres międzywojenny.
Wraz z budową Gdyni narastał problem zapewnienia miastu, morskiej bazie wojennej i portowi handlowemu bezpieczeństwa. Nasze morskie wybrzeże stanowiło wysuniętą rubież Rzeczypospolitej. Uwarunkowania terenowe, bliskość granicy polsko-niemieckiej i proniemieckiego Wolnego Miasta Gdańsk, obawy agresji czyniły coraz bardziej realnymi. W miarę rozbudowy portu do Gdyni przenosiły się poszczególne instytucje i jednostki Marynarki Wojennej z Pucka, Modlina i Torunia. W 1924 roku wiceadmirał Kazimierz Porębski przedstawił naczelnym władzom wojskowym koncepcje organizacji kompleksowej: lądowej, morskiej i powietrznej obrony wybrzeża. Niestety tak wówczas jak i później, aż do września 1939 r. sprawa ta nie uzyskała zrozumienia.
Koncepcja polityczno-strategiczna marszałka J. Piłsudskiego i związanych z nim ludzi, zakładała konieczność przygotowania Polski do wojny ze wschodnim sąsiadem, a nie z Niemcami, z którymi sporne problemy miały być rozwiązywane na drodze pokojowych uregulowań. Takie ustalenia formalnie obowiązywały jeszcze do kwietnia 1939 roku.
W takiej wojnie Gdynia nie byłaby narażona na bezpośrednie niebezpieczeństwo od strony lądu, a więc tworzenie systemu obrony lądowej uznano za niecelowe. Cały wysiłek organizacji obrony zalecono skierować na Półwysep Helski. Hel ze swą dalekosiężną artylerią nadbrzeżną miał być skuteczną tarczą dla Gdyni a posiadane okręty – stawiacze min i niszczyciele i torpedowce gwarantem skutecznej blokady okrętów flotę radzieckiej w ciasnych podejściach do jej baz morskich.
Wrogie względem Polski poczynania władz niemieckich niepokoiły trzeźwo myślących Polaków, w tym także władze wojskowe. Rozpracowywane kolejne koncepcje organizacji obrony Gdyni były na ogół słuszne, niestety ich realizacja napotykała przeszkody nie do pokonania.
W 1929 r. gen. Stanisław Burhard – Bukacki z Generalnego Inspektoratu Sił Zbrojnych analizując sytuację stwierdził, że do obrony Gdyni i Helu potrzeba co najmniej dwóch dywizji piechoty, wzmocnionych kilkoma kompaniami ciężkich karabinów maszynowych. Tymczasem latem 1931 r. minister Spraw Wojskowych podjął decyzję o wydzieleniu do obrony Gdyni jedynie jednego batalionu strzelców. Batalion ten nazwany 1 Morskim Batalionem Strzelców, rozlokowano go w Wejherowie. Powierzono mu zadanie – obronę Gdyni do czasu przeprowadzenia mobilizacji. Zadanie to z uwagi na rozległość i konfigurację terenu, było zadaniem niewykonalnym. Podobne problemy wynikły przy tworzeniu systemu obrony przeciwlotniczej. Utworzony w 1933 r. 1 Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej posiadał znikome wartości bojowe.

Obrazek
Obrona Gdyni bateria oksywska


Inż. Henryk Wagner, jeden z twórców stanowisk dla poszczególnych baterii tak to oceniał:

„Baterie nawet dla osób mało wyrobionych wojskowo nie mogły stanowić podstawy do wiary w skuteczność obrony (…) miały one przede wszystkim znaczenie moralne dla ogółu obywateli Gdyni, wpajały w nich przekonanie, że coś się dzieje…”.
Sytuacja nieco poprawiła się w 1937 r. W kwietniu sformowano 2 Morski Batalion Strzelców, który posadowiono na wzgórzach w Redłowie, aby od strony Gdańska bronił Gdyni. Zakończono także prace i oddano do użytku pełnowartościową baterię artylerii nadbrzeżnej kal. 152,4 mm na Helu. Przystąpiono do organizacji Morskiej Brygady Obrony Narodowej składającej się docelowo z 5 batalionów formowanych z rezerwistów z Gdyni (1, 2 i 3), z Kartuz i okolic (4) oraz z Pucka i okolic (5).
Ponieważ w Dowództwie Obrony Wybrzeża nie było komórki zajmującej się planowaniem obrony od strony lądu, to złożone zadanie powierzono przybyłemu na wybrzeże majorowi Józefowi Szerwińskiemu. Zadanie, z którym miałby problemy zespół specjalistów sztabowych przekraczało możliwości jednego człowieka. Major J. Szerwiński robił co mógł, ale przedstawiony przez niego projekt spotkał się z ostrą krytyką przełożonych i został odrzucony.
Wybrzeże i Gdynia nie zostały przygotowane do obrony.


W obliczu zagrożenia.

W drugiej połowie marca 1939 roku w stosunkach polsko-niemieckich nastąpił nagły, choć przewidywany kryzys. Zaledwie tydzień po zajęciu Czechosłowacji, min. Ribbentrop ponowił pod adresem Polski żądanie wcielenia do Niemiec Wolnego Miasta Gdańska oraz przeprowadzenia eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej z Niemiec przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich.
23 marca 1939 roku, nie zwracając uwagi na ostrzeżenia premiera rządu brytyjskiego Chamberlaina, jednostki niemieckiej marynarki wojennej i wojsk lądowych zajęły litewską Kłajpedę. Był to wyraźny sygnał dla polskich polityków, że następnym krokiem rozzuchwalonego Hitlera będzie zajęcie Gdańska i Pomorza.
Na Wybrzeżu zarządzono częściową mobilizację i rozpoczęto przygotowania do obrony miasta i portu przed atakami wojsk niemieckich. Główny ciężar przygotowań skupiono na wzmocnieniu, dotąd zaniedbanej, lądowej obronie wybrzeża. Dowódca Obszaru Nadmorskiego kontradmirał Józef Unrug polecił sprowadzić z magazynów Marynarki Wojennej w Pińsku i Modlinie wszelką broń strzelecką, karabiny maszynowe, moździerze kal. 81 mm, działa kal. 47 mm i armaty 37 kal. mm oraz zapasy amunicji.
Sukcesem zakończyły się też równolegle prowadzone starania w Sztabie Głównym. Uzyskano kolejną partię 2800 karabinów z okresu I wojny światowej z zapasem amunicji na 14 dni. Cenne były także uzyskane elementy stalowe i 140 ton drutu kolczastego do budowy zasieków. Niestety nie otrzymano ciężkiego uzbrojenia. Wszystko to stanowiło jednak tylko kroplę w morzu potrzeb. Otrzymane uzbrojenie przydzielono sformowanym jednostkom: Brygadzie Obrony Narodowej oraz dwóm morskim batalionom strzelców, rozwiniętych w lipcu do etatu morskich pułków strzelców.
W skład sił obrony lądowej wybrzeża włączono dziewięć nadmorskich komisariatów Straży Granicznej. Udało się sformować jeszcze trzy bataliony rezerwowe: 1 z rezerwistów WP, 2 z komendy Straży Granicznej i 3 z kadry Floty oraz szwadron kawalerii zw. krakusami, jako pododdział rozpoznania pola walki.
Brak broni niweczył chęci formowania kolejnych jednostek. Młodych mężczyzn pełnych zapału było pod dostatkiem – rezerwiści, ochotnicy zgłaszali się chcąc walczyć w obronie Ojczyzny.
Latem 1939 r. zakończono organizację oddziałów saperskich z przeznaczeniem wykonania umocnień polowych: batalion saperów majora Rudolfa Fryszowskiego oraz batalion roboczy junaków i kilkanaście kompani roboczych. Rozbrojono część jednostek flotylli rzecznej w Pińsku, zdejmując 4 działa kal. 105 mm i 11 dział kal. 75 mm, które zasiliły obronę Gdyni. Sformowanym dywizjonem dowodził major Władysław Kański.



Nowo sformowane jednostki obrony Wybrzeża potrzebowały sprawnego dowództwa. Całością sił morskich i lądowych w obszarze nadmorskim dowodził kontradmirał Józef Unrug. Podlegało mu Dowództwo Morskiej Obrony Wybrzeża i Dowództwo Lądowej Obrony Wybrzeża.
Pierwszym kierował komandor Stefan Frankowski. Pod jego rozkazami znalazł się stawiacz min ORP „GRYF”, dywizjon trałowców wraz z dwoma kanonierkami, okrętami specjalnymi i pomocniczymi, oraz artyleria nadbrzeżna i przeciwdesantowa i wszystkie jednostki przebywające na Półwyspie Helskim.
Drugim, od 23 lipca 1939 r. sprowadzony na Wybrzeże pułkownik Stanisław Dąbek, któremu podlegały dwa morskie pułki strzelców, bataliony rezerwowe, Morską Brygadę ON, komisariaty Straży Granicznej, oddziały piechoty, artylerii i saperów mające walczyć na lądzie w obronie Gdyni. Nowemu dowódcy, człowiekowi o niezwykłej energii, żołnierzowi z powołania, szybko udało się znaleźć właściwych pomocników i z słabo uzbrojonej zbieraniny różnorakich jednostek stworzyć siły zdolne do walki.
Wobec jednoznacznego stanowiska Admiralicji Brytyjskiej i Francuskiej Marynarki Wojennej odżegnujących się od możliwości bezpośredniego wsparcia floty polskiej na Bałtyku, marszałek Rydz-Śmigły zaaprobował wniosek szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej kontradmirała Świrskiego o wysłanie trzech niszczycieli do W. Brytanii. Tuż przed rozpoczęciem działań wojennych niszczyciele wypłynęły z Gdyni kierując się do Wielkiej Brytanii . Nasze niszczyciele mogły sprostać okrętom floty radzieckiej. W starciu z okrętami Krigsmarine i lotnictwem niemieckim na Bałtyku nie miały żadnych szans powodzenia.
Przewidując niemiecką blokadę Cieśnin Duńskich Kierownictwo Marynarki Wojennej dostrzegło potrzebę włączenia naszych niszczycieli w skład sił koalicyjnych do osłony morskich transportów kierowanych z bronią i zaopatrzeniem dla wojsk polskich przez porty rumuńskie. Wówczas ta koncepcja przeważyła. Pierwszy taki konwój wyruszył z portów Wielkiej Brytanii 17 września. Fakt agresji Radzieckiej wymusił przerwanie rejsu transportowców i skierowanie ich do francuskiego portu Brest. Z ładunku broni i zaopatrzenia skorzystały później formowane we Francji jednostki polskie.
ORP „Wicher” miał pozostać na Bałtyku i osłaniać okręty minowe podczas stawiania zagród minowych. Po decyzji wysłania 3 niszczycieli do W. Brytanii flota polska do obrony Gdyni i całego Wybrzeża dysponowała: dywizjonem okrętów podwodnych liczącym 5 jednostek ( OORP „Orzeł”, „Sęp”, „Wilk”, „Żbik” i „Ryś”), niszczycielem ORP „Wicher”, stawiaczem min ORP „Gryf”, dywizjonem trałowców w składzie 6 jednostek (OORP „Jaskółka”, „Mewa”, „Czajka, „Rybitwa”, „Czapla” i „Żuraw”), 2 kanonierkami OORP „Gen. Haller” i „Komendant Piłsudski”, oraz torpedowcem ORP „Mazur” i kilkunastoma jednostkami pomocniczymi różnego przeznaczenia. Planując działania wojenne na Bałtyku trzeba było liczyć wyłącznie na własne siły.
Rano, o godz. 4. 45, 1 września 1939 r. przebywający w Gdańsku z wizytą kurtuazyjną pancernik „Schleswig Holstein” rozpoczął atak artyleryjski na polską placówkę na Westerplatte. O godz. 5.00 niemieckie bombowce w silnym nalocie niszczą bazę Morskiego Dywizjonu Lotniczego w Pucku. Przez cały dzień nie ustają ataki lotnicze na porty w Gdyni i na Helu, atakowane są okręty rozśrodkowane w Zatoce Gdańskiej.
Niepomyślnie rozwija się sytuacja na Pomorzu. Uderzenia 4 Armii niemieckiej na prawe skrzydło armii „Pomorze” zmusza ja do wycofania się w kierunku na Toruń i Bydgoszcz. Bitwa w Borach Tucholskich kończy się naszą klęska. 4 września Niemcy uzyskują połączenie lądowe z Prusami Wschodnimi. Przecięcie „korytarza pomorskiego” odizolowało siły broniące Wybrzeża, stawiając obrońców w trudnej sytuacji okrążenia.
Po ciężkich bojach, w nocy z 12 na 13 września ewakuowano z Gdyni pozostające tam jeszcze resztki jednostek wojska i władze polskie na Hel. 19 września w ciężkich walkach na liniach obrony Kępy Oksywskiej i Nowego Obłuża giną ostatni obrońcy Gdyni z 2 Morskiego Pułku Strzelców i batalionów Obrony Narodowej. O godzinie 17.00 tego dnia milkną ostatnie wystrzały żołnierzy 1 Pułku Strzelców Morskich – walczących w koszarach na Oksywiu. Walczono do końca nikt się nie poddał.
Zorganizowana doraźnie obrona półwyspu helskiego skutecznie odpierała ataki niemieckiej floty, piechoty i lotnictwa. 2 października 1939 r. obrońcy skapitulowali.
Cześć i wieczna chwała żołnierzom – obrońcom Ojczyzny!

Julianów, 29. 08. 2016 r. oprac. wiceadmirał (r) Marek J. Toczek

Autor jest Sekretarzem Generalnym Zarządu Stowarzyszenia „Klub Inteligencji Polskiej”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 19 lip 2017, 21:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/haniebna-kleska-ss-germania/

W nocy z 15 na 16 września 1939 r.: haniebna klęska elity niemieckiej armii – esesmanów z SS Germania
Opublikowane 2016/09/15 w II wojna światowa/II wojna światowa - rocznice

Jednym z zupełnie zapomnianych epizodów kampanii wrześniowej 1939 roku było spektakularne zwycięstwo 49. Huculskiego Pułku Strzelców nad elitą niemieckiej armii – esesmanami z pułku zmotoryzowanego SS-Standarte Germania (jeden z trzech pułków Waffen SS w r. 1939 – obok SS–Leibstandarte Adolf Hitler i SS–Standarte Totenkopf).

Podczas przebijania się z Przemyśla do Lwowa w nocy z 15 na 16 września Hucułowie dowodzeni przez ppłk. dypl. Karola Hodyłę wraz z 53. Pułkiem Strzelców w nocnej akcji opodal Sądowej Wiszni zaatakowali w Mużyłowicach sztab i jeden z batalionów Germanii i rozbili je w ciągu niecałej pół godziny. Niemcy stracili m.in. cały tabor motorowy oraz artylerię. Była to jedna z najbardziej upokarzających klęsk jednostki SS w czasie II wojny światowej. Warto pamiętać, że polscy żołnierze poszli do tego ataku z rozładowanymi karabinami (aby przypadkowy strzał nie zaalarmował przeciwnika). Pokonali przeciwnika bagnetem, kolbą i granatem.

Warto odwołać się tutaj do relacji świadków. Oto fragment wspomnień gen. Prugar-Ketlinga:

„Padło kilka strzałów artyleryjskich czy moździerzowych i odezwały się ciężkie karabiny maszynowe, które grały całymi taśmami. Wiedziałem, że to niemieckie, bo nasi idąc do nocnego natarcia rozładowali z mojego rozkazu broń. Na pewien czas zatrzymałem kolumnę, a sam z podpułkownikiem Popielem podjechałem bliżej. Walka trwała dalej, ale ogień słabł. Strzelcy 49. Pułku Piechoty i 53. Pułku Strzelców wtargnęli już do środka wsi, siekąc i kłując bagnetem każdego, kto się im pod rękę nawinął. Odzywające się od czasu do czasu seriami strzały pistoletów maszynowych urywały się nagle w połowie magazynków. Czuło się, że ręka, która jeszcze przed ułamkiem sekundy naciskała spust, martwieje i bezwładnie opada, paraliżowana uderzeniem kolby lub pchnięciem bagnetu.

Nie słychać było żadnych okrzyków. Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt już nim nie kierował – nikt o pardon nie prosił. Wrażenie było niesamowite. Toteż groza, jaka opanowała Niemców, musiała przewyższać wszystkie dotychczasowe ich przeżycia. Z takim zaskoczeniem i z takim atakiem nie spotkali się na pewno nigdy. Trupy, które oglądaliśmy później, miały wyraz straszny. Trwoga, wśród której ginęli, nie znikła z ich twarzy.
Wysiedliśmy z samochodu i pieszo podążaliśmy za cichnącym i dogorywającym odgłosem nocnego szturmu. W coraz jaśniejszym brzasku porannym odróżnialiśmy domy, drzewa, opłotki, a później… działa, jaszcze, ciągniki, samochody – najpierw pojedyncze, potem grupy, całe parki. Przecieraliśmy oczy, by się upewnić, czy to nie złudzenie, tak nieprawdopodobnie zdobycz ta wyglądała. Duża i bogata wieś zawalona była po brzegi sprzętem i materiałem wojennym (…) Zaskoczenie było kompletne, więc walka trwała nie dłużej niż pół godziny”.

Niemcy ponieśli w tym starciu ciężkie straty osobowe i sprzętowe. Stracili większość taboru motorowego (ok. 200 pojazdów) i artylerii. Niestety, z braku możliwości ewakuacji Polacy musieli zniszczyć tę imponującą zdobycz.
Na skutek haniebnej klęski pułk SS–Germania został po tej kampanii rozwiązany i nie miał już ciągłości w strukturach Waffen SS. Strzelcy Huculscy potwierdzili swoją renomę elitarnego pułku, zdolnego do walki z każdym przeciwnikiem. Po II wojnie ich macierzysty region znalazł się poza granicami Polski.

Piotr Pacak, źródło: Nowa Gazeta Jaworska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 21 lip 2017, 18:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://znadniemna.pl/18674/dwa-ciosy/

Dwa ciosy

Między 1 września 1939 r., gdy Polskę zaatakował Hitler, a 17 września 1939 r., gdy zrobił to Stalin, między Moskwą a Berlinem toczyła się intensywna gra dyplomatyczna. Führer zachęcał Generalissimusa do obiecanej akcji, ten czekał na dobre okazje do mistyfikacji.

Obrazek
Spotkanie żołnierzy niemieckich i radzieckich. Fot.: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Wrzesień 1939 r.: „Niech takie drobiazgi nie stają na naszej drodze”

Obrazek
Ribbentrop i Mołotow w Moskwie w 1939 roku. Fot.: Wikipedia


Z tego fragmentu bardzo intensywnej korespondencji między niemieckim ministrem spraw zagranicznych Ribbentropem i ambasadorem Rzeszy w Moskwie Schulenburgiem jasno wynika, że Rosjanie wstrzymywali swoją akcję w Polsce we wrześniu 1939 r. Nie wydaje się, aby mieli wątpliwości co do jej słuszności, raczej czekali na określony splot wydarzeń, który uczyniłby ich akcję jak najbardziej bezpieczną.
Aby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Armia Czerwona wkroczyła na ziemie polskie 17 września, nie wystarczy odwołać się do radziecko-niemieckiego paktu o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r. i dołączonego do niego tajnego protokołu. Tym bardziej że – przypomnijmy – w dokumentach tych nie było słowa na temat niemieckiej czy radzieckiej akcji wojskowej, nie zawarto w nich żadnego zobowiązania, że po rozpoczęciu wojny Niemców z Polską Rosjanie ruszą na wschodzie. Nie padły w związku z tym daty tego typu akcji. Tajny protokół w ogólnikowy sposób mówił o linii rozgraniczenia stref interesów na wypadek zaistnienia zmian terytorialnych w Europie Środkowej. Działania Hitlera w Europie w 1938 r. i na początku 1939 r. niepokoiły nie tylko Zachód, który nie bardzo potrafił zapanować nad ekspansją III Rzeszy, ale też Związek Radziecki. Niepokój w Moskwie był – można powiedzieć – jeszcze bardziej oczywisty, gdyż od czasu przejęcia władzy przez Hitlera obydwa państwa traktowały siebie jako największych wrogów. Führer budował swoją polityczną pozycję na antybolszewizmie, a Stalin na antyfaszyzmie. Dlatego szef radzieckiej dyplomacji Maksim Litwinow forsował koncepcję zbiorowego bezpieczeństwa, która miała zablokować ekspansję Rzeszy.
Jednak po konferencji monachijskiej (1938 r.), na którą delegacji radzieckiej w ogóle nie zaproszono, i po zajęciu Czechosłowacji stało się jasne, że ze zbiorowego bezpieczeństwa nic nie wyjdzie i trzeba było szukać innej drogi. Litwinowa zastąpił Wiaczesław Mołotow i Rosjanie zaczęli prowadzić dość sprytną grę – utrzymywali dialog z Francją i Anglią, ale rozpoczęli w wielkiej tajemnicy rozmowy z Niemcami. Chcieli ustawić się w komfortowej sytuacji wyboru w ostatniej chwili korzystniejszego dla siebie wariantu. Dlaczego im się udało?

Obrazek

Niechętny początkowo dialogowi z Rosjanami Hitler spostrzegł, że pakt ze Stalinem rozwiązuje mu problem bezpiecznego ataku na Polskę. Założył, że Zachód odstąpi od udzielenia Polsce pomocy, jeśli on będzie miał układ ze Związkiem Radzieckim. Spieszyło mu się, gdyż ze względu na warunki atmosferyczne musiał rozpocząć Blitzkrieg w końcu sierpnia 1939 r., zaczął więc nalegać, by pakt ze Stalinem podpisać jak najszybciej.
Z kolei Stalin, widząc, że w rokowaniach z Anglią i Francją nie uzyska zbyt wiele, uznał, iż trafia mu się okazja odsunięcia niebezpieczeństwa ze strony Niemiec i zdobycia małym kosztem dużego terytorium w strefie interesów jego Imperium. I tak obaj dyktatorzy upoważnili swoich szefów dyplomacji, aby szybko uzgodnili treść porozumienia. 23 sierpnia 1939 r. Ribbentrop wyruszył do Moskwy.
Niemiecki samolot wylądował na moskiewskim lotnisku o godzinie 13.00. To co się wydarzyło od tej chwili, było swoistym rekordem świata, gdyż wizyta Ribbentropa w Moskwie, licząc od przylotu do zakończenia bankietu po uroczystym podpisaniu dokumentów, trwała zaledwie 13 godzin. Pakt o nieagresji wraz z tajnym protokołem odnoszącym się do podziału Polski wzdłuż rzek Pisa, Narew, Wisła i San, ale – jeszcze raz przypomnijmy – nie określający wprost żadnej wojskowej akcji ze strony radzieckiej, stał się faktem.
Warto zwrócić uwagę w tym miejscu na dwa elementy. Z bankietu po podpisaniu paktu zachowała się odręczna notatka z rozmów, jaką sporządził członek niemieckiej delegacji Andor Hencke. Wynika z niej, że Ribbentrop i Stalin dużo czasu poświęcili sprawie Japonii, z którą Związek Radziecki prowadził ograniczoną wojnę na Dalekim Wschodzie. Niemiecki minister obiecał, że naciśnie na japońskiego przyjaciela, a Stalin zapowiedział, że zamierza w bardziej zdecydowany sposób rozprawić się z armią japońską. To ważny moment w całej historii. Pakt z Hitlerem pozwalał Stalinowi na spokój w Europie i mógł on wysłać silne jednostki wojskowe na Daleki Wschód, w rejon granicy mongolskiej.
I drugi element. W niemieckiej ambasadzie w Moskwie pracował Hans von Herwarth, wówczas 35-letni dyplomata, który już od wiosny 1939 r. informował regularnie zachodnich dyplomatów w Moskwie o postępach tajnych negocjacji jego szefa Schulenburga z Mołotowem. Otóż von Herwarth już 24 sierpnia przekazał tekst tajnego protokołu Charlesowi Bohlenowi, pracownikowi ambasady amerykańskiej w Moskwie. Oznacza to, że Amerykanie od razu, a Francuzi i Anglicy w ciągu najwyżej dwóch dni o wszystkim wiedzieli i nie przesłali do Polski żadnego sygnału. Anglicy podpisując z Polską sojusz polityczno-wojskowy 26 sierpnia mogli znać zawartość tajnego protokołu. Nic nie wspomnieli o tym polskiemu sojusznikowi. Podobnie zachowali się Francuzi. Oznacza to, że już wtedy byli zdecydowani nie udzielać Polsce pomocy.
Oczywiście zarówno Hitler jak i Stalin stanęli przed problemem propagandowego uzasadnienia swoich poczynań. Ludzie przecież mogli pytać: jak to tak; nagle nasi najwięksi wrogowie są naszymi sojusznikami? Sam Stalin podczas pierwszego spotkania z Ribbentropem zwrócił uwagę na preambułę proponowaną przez Niemców, która pełna była pustych sloganów na temat przyjaźni radziecko-niemieckiej, że jest nie do przyjęcia. „Po sześciu latach wzajemnego oblewania się pomyjami – stwierdził – nie można oczekiwać, aby nasze narody uwierzyły, że wszystko zostało zapomniane i przebaczone”.
Zmiany w radzieckiej propagandzie dość trafnie ujął ambasador Schulenburg w kolejnej depeszy do Ribbentropa. Napisał w niej: „Rząd radziecki czyni wszystko co jest w jego mocy, aby zmienić stosunek ludności do Niemiec. Prasę jak gdyby zmieniono. Literaturę antyniemiecką wycofuje się z handlu księgarskiego. Podczas analizy tutejszych warunków należy wziąć pod uwagę, że poprzednio rząd radziecki zawsze umiejętnie wpływał w pożądanym dlań kierunku na swoją ludność i tym razem nie skąpi on również na niezbędną propagandę”.
Od 3 września, gdy Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Rzeszy, Hitler usiłował namówić Rosjan na akcję wojskową i marsz w stronę linii demarkacyjnej. Jednak Mołotow, oczywiście instruowany przez Stalina, albo mówił, że jeszcze nie nadszedł właściwy moment, albo dawał wymijające odpowiedzi. Dlaczego tak się działo?
Po pierwsze na Kremlu zdawano sobie sprawę, że słabo wyposażona i dotkliwie osłabiona czystkami Armia Czerwona nie nadaje się do operacji na większą skalę. Po drugie – Rosjanie nie mieli jeszcze pełnego zaufania do Niemców i nie wierzyli do końca, czy ich armie zatrzymają się na ustalonej linii, czy też może pójdą dalej. Poza tym czekali na jakiś zdecydowany ruch na Zachodzie. W wypadku otwarcia zachodniego frontu i załamania się niemieckich planów wojennych byli gotowi odciąć się od nowego sojusznika. Bardzo ważnym czynnikiem była też sytuacja na Dalekim Wschodzie. Pamiętamy, że po 20 sierpnia Rosjanie przerzucili znaczne siły na front dalekowschodni i przypuścili atak na Japończyków. Przyniósł on przewagę operacyjną wojsk radzieckich i chwałę gen. Żukowowi. 15 września podpisano rozejm z Japonią, który wszedł w życie dzień później i zapewnił spokój na radzieckich tyłach. Było to 16 września!
Wreszcie Stalin otrzymał kolejną wiadomość, która wpłynęła na jego decyzje. Prawdopodobnie od swoich szpiegów umieszczonych w strukturach brytyjskiego wywiadu dowiedział się o wynikach tajnej narady premierów i dowódców wojskowych Anglii i Francji, do której doszło 12 września we francuskim miasteczku Abbeville. Zdecydowano, że nie zostaną podjęte żadne poważniejsze działania w celu odciążenia samotnie walczącej Polski.
Teraz brakowało tylko jednego elementu: zajęcia przez Niemców Warszawy, co oznaczałoby upadek państwa polskiego. Stalin czekał na ten moment, gdyż w jego planie agresja w Polsce nie miała być wojną tylko akcją zaprowadzenia porządku, a także otoczenia opieką narodowych i klasowych pobratymców: Ukraińców i Białorusinów w chwili, gdy państwo polskie rzekomo rozpadło się i okazało się niezdolne do pełnienia tej roli.
Niemcy wiedzieli, że Stalin czeka na zajęcie Warszawy i robili wszystko, by zapewnić ich, że ten moment jest tuż-tuż. Jednak Warszawa broniła się, a irytacja Niemców sięgała zenitu. 15 września Ribbentrop wysłał telegram do Schulenburga, żeby oświadczył Mołotowowi, że jeśli Rosjanie nie ruszą, to powstanie próżnia polityczna na terenach niezajętych, co może spowodować powstanie nowych państw. W domyśle straszył powstaniem jakiejś formy państwa ukraińskiego, co miało zdopingować Rosjan.
Zresztą Ribbentrop nie tylko straszył słownie, ale i podjął konkretne działania. Uzyskał zgodę Hitlera, by zachęcić do działań ukraińskich nacjonalistów na wschodnich terenach Polski. Wśród nich Abwehra miała swoich agentów i Ribbentrop poinstruował szefa wywiadu Wilhelma Canarisa, że należy dać sygnał do rewolty. Dodał przy tym, że „Ukraińcy powinni postępować bezwzględnie – palić polskie gospodarstwa i mordować Żydów”. Słowa te zanotował adiutant Canarisa, Austriak Lahousen. Dodać jednak trzeba, że wielu Ukraińców walczyło w szeregach wojska polskiego dochowując lojalności Rzeczypospolitej.

Obrazek

17 września Armia Czerwona wtargnęła na ziemie polskie. Od samego początku starano się stworzyć wrażenie, że to nie jest agresja, ale gest przyjaźni. W ulotkach rozrzucanych na granicy podkreślano, że wojsko radzieckie niesie pracującym braterstwo i szczęśliwe życie. Ponieważ w oficjalnym uzasadnieniu radzieckiej interwencji było także domniemanie, że trzeba chronić braci przed zagrożeniem ze strony Niemiec, nie ma się co dziwić, że nowemu sojusznikowi nie przypadło to uzasadnienie do gustu. Schulenburg pisał w depeszy do Ribbentropa: „Mołotow zgodził się z tym, że planowany przez rząd radziecki pretekst zawierał nutę obrażającą uczucia Niemców, ale prosił, by, zważywszy na trudną dla rządu radzieckiego sytuację, nie pozwalać na to, aby takie drobiazgi stawały na naszej drodze”.
W październiku 1939 r. dokonał się ostatni akt tragedii Rzeczypospolitej. Trzecia Rzesza nie siliła się na jakiekolwiek pozory. Północne i zachodnie tereny Polski zostały decyzją Führera wcielone do państwa niemieckiego. Z terenów południowych i centralnych powstał dziwaczny twór – Generalne Gubernatorstwo. Stalin nie odmówił sobie kolejnej mistyfikacji. W atmosferze zastraszenia i nachalnej propagandy urządził na zajętych terenach parodię wyborów. Wyłonione 22 października Zgromadzenia Ludowe Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy podjęły decyzję o przyłączeniu ich do ZSRR.

Znadniemna.pl za Maciej Zakrocki/polityka.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 22 lip 2017, 16:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wsercupolska.org/wsp1/index.php/ ... /8436-8436

Krzysztof Kopeć: Gospodarka GG a sprawa reparacji wojennych
Opublikowano: piątek, 21, lipiec 2017 10:46

Obrazek

Pomimo wieloletnich przygotowań do wojny władze III Rzeszy miały poważny problem z „zagospodarowaniem” zdobytych terytoriów polskich i zintegrowaniem ich z III Rzeszą. Wcześniej udawało się to przeprowadzić bardzo szybko. W przypadku Austrii już w połowie 1938 r. zintegrowano jej gospodarkę z niemiecką. Również w przypadku Czechosłowacji udało się przeprowadzić proces „integracji” jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Sprawne przeprowadzenie procesu integracji obu gospodarek z gospodarką III Rzeszy było jednym z zasadniczych powodów szybkiego wybuchu wojny a w konsekwencji klęski Polski we wrześniu 1939 r. Włączenie Austrii zwiększyło bowiem potencjał armii niemieckiej o 15-18 dywizji, w Czechach zdobyto pełne wyposażenie dla 35 dywizji w tym dla 6 dywizji pancernych.


Gospodarka Generalnego Gubernatorstwa

W wyniku działań wojennych we wrześniu 1939 r. do Rzeszy wcielono ziemie zachodnie II RP (Wielkopolskę, Pomorze, Górny Śląsk). Zostały one potraktowane jako bezpośrednia zdobycz wojenna a ponieważ przed I wojną światową należały do Niemiec uważano, że uda się je szybko zintegrować. Z pozostałej części państwa polskiego, będącej pod okupacją niemiecką utworzono tzw. Generalne Gubernatorstwo (GG). Było ono traktowane (do ataku na Francję w maju 1940 r.) jako przedmiot negocjacji z aliantami zachodnimi na temat zakończenia wojny. Fiasko inicjatyw pokojowych z jednej strony a przede wszystkim brak poważnych kandydatów do kierowania kolaboracyjnym rządem polskim sprawiły, że pomysł ten („Reststaat”) upadł. Na jego miejsce pojawiła się koncepcja traktowania GG jako kolonii Rzeszy z pewnymi atrybutami „niezależności”. Nie rozstrzygano ostatecznie o jej przyszłości, zostawiając problem do ostatecznego rozwiązania po zwycięskim zakończeniu wojny. Podstawowymi zadaniami które postawiono na czas wojny przed administracją GG było: umocnienie władzy nad Polakami, wykorzystanie do maksimum potencjału gospodarczego oraz utrzymanie spokoju. Germanizacja GG przesunięta została na dalszy plan, po zwycięskim zakończeniu wojny.

Obrazek

Politykę gospodarczą prowadzoną przez okupanta w stosunku do Polaków mieszkających w GG można podzielić na kilka etapów. Wynikały one przede wszystkim z faktu, iż w polityce niemieckiej w stosunku do GG przez cały okres okupacji obowiązywały dwa na pozór przeciwstawne podejścia. Pierwsze „rabunkowe” rozpoczęło się wraz z początkiem okupacji. W związku z nieokreślonym statusem międzynarodowym tego obszaru i możliwym utworzeniem w przyszłości marionetkowego państwa polskiego, GG traktowane było jako kolonia, którą zamierzano trwale uzależnić gospodarczo od III Rzeszy. Miało ono polegać na niemal całkowitym zniszczeniu przemysłu na tym obszarze, między innymi poprzez wywiezienie do Rzeszy wszystkiego, co miało jakąkolwiek wartość dla gospodarki niemieckiej, na utrzymaniu niskiego poziomu życia ludności polskiej. W archiwach niemieckich znajduje się wiele dokumentów (m.in. raporty, sprawozdania Odilo Globocnika do Heinricha Himlera) ukazujących ogrom środków finansowych, złota, srebra, kosztowności zrabowanych na okupowanych ziemiach polskich i przekazanych m.in. do centrali Reichsbanku w Berlinie. Zachowały się również, prawie w całości archiwalia Ministerstwa Gospodarki III Rzeszy, w tym raporty Walthera Emanuel Funka (prezesa Reichsbanku i Ministra Gospodarki w czasie wojny). O ile w części dotyczącej krajów Europy Zachodniej okupowanych w czasie wojny przez III Rzeszę, archiwa te zostały przez historyków zachodnich, a wcześniej przez różne komisje krajowe i alianckie przebadane, to w przypadku Polski nie zrobiono tego do dnia dzisiejszego. Tu i ówdzie pojawiły się tylko pojedyncze dokumenty, jak choćby przy okazji badań nad „Aktion Reinhardt” sprawozdanie z 4 listopada 1943 r. Odilo Globocnika, który pisze, iż w ciągu 11 poprzednich miesięcy do kasy SS wpłynęło: „ponad 53 miliony RM, około pół miliona dolarów, 1,8 ton złota i ponad 10 ton srebra, osobista biżuteria wartości ponad 26 milionów RM, „surowiec włókienniczy” na ponad 13 milionów RM. Raport Globocnika kończy się podsumowaniem: 100.047.983,91 RM.

Obrazek

Polityka „rabunku” przez cały okres trwania Generalnego Gubernatorstwa natrafiała na opór niektórych wpływowych grup niemieckich, które miały inną długofalową koncepcję „zagospodarowania” ziem polskich. Uważały one, iż ze względu na przedwojenny potencjał gospodarczy i ludnościowy Polski, gospodarka GG może być bardzo cennym uzupełnieniem przemysłu III Rzeszy a w przyszłości tamtejszy rynek, ważnym rynkiem zbytu dla towarów produkowanych w Niemczech. Politykę bezwzględnych represji chciały ograniczyć tylko do „elementów wywrotowych” traktując resztę Polaków mieszkających w GG jako rezerwuar „siły roboczej” dla gospodarki Rzeszy. Jednym z najważniejszych zwolenników tej koncepcji w gremiach decyzyjnych III Rzeszy był Hermann Göring. W okresach kiedy zwolennicy tej koncepcji uzyskiwali przewagę (np. od połowy listopada 1939 r. do czerwca 1940 r.) zaprzestawano wywozu zakładów przemysłowych z GG; część z nich, przede wszystkim fabryki zbrojeniowe, wznawiały produkcję. Wywóz zakładów przemysłowych ograniczał się w tych okresach wyłącznie do fabryk produkujących dobra konsumpcyjne. W listopadzie 1939 r. rozpoczęto również (rozłożony na wiele lat) proces dostosowywania gospodarki GG do wymagań Rzeszy oraz koncepcji „europejskiego obszaru gospodarczego”, obejmującego wszystkie kraje pod okupacją niemiecką. Eksploatację gospodarczą prowadzano „planowo”, nie istniało już niebezpieczeństwo rabunkowej destrukcji przemysłu GG. Nie należy jednak uważać tej polityki za próbę odbudowania oraz rozwinięcia przemysłu w GG. Niemcy rozwijali wyłącznie te gałęzie gospodarki, które wspierały pośrednio lub bezpośrednio m.in. przemysł zbrojeniowy III Rzeszy. W okresie po listopadzie 1940 r. przekształcano bowiem GG w teren, z którego wojska niemieckie miały zaatakować Rosję Sowiecka.
Późniejszy rozwój sytuacji na frontach (od grudnia 1941 r.) – duże straty w ludziach i sprzęcie oraz bombardowania zakładów produkcyjnych w Niemczech – wpływały na zwiększenie wagi GG dla gospodarki Rzeszy. W okresie 1939-1943 (w zależności od autora opracowania) udział gospodarki GG w całej produkcji III Rzeszy wzrósł (mimo intensywnych działań partyzanckich) z 6-20% do 20-30%. Wzrost ten wynikał z faktu, że do zakładów produkcyjnych zlokalizowanych na tym terenie wpływało coraz więcej zamówień produkcyjnych z Rzeszy oraz procesu przenoszenie wielu zakładów (w tym również wywiezionych wcześniej do Rzeszy) na teren GG. Proces ten, ze względu na zmieniającą się gwałtownie na niekorzyść III Rzeszy sytuację na frontach nie miał charakteru długofalowego. Mimo to zacytowane przeze mnie powyżej procenty (dotyczące udziału GG w gospodarce III Rzeszy) pokazują stopień kolosalnej eksploatacji Polski przez hitlerowskie Niemcy. W miarę zbliżania się frontu wschodniego do granic GG (od połowy 1944 r.) po raz kolejny rozpoczęto rabunkową eksploatację gospodarczą. Z zagrożonych zajęciem przez Armię Sowiecką terenów wywieziono (w wielu przypadkach po raz drugi) zakłady przemysłowe oraz zapasy surowców. Wiele fabryk zniszczono, aby nie służyły przeciwko III Rzeszy.


Banki w Generalnym Gubernatorstwie

Obrazek

„Bilans otwarcia” bankowości GG przedstawiał się fatalnie. Instytucje te utraciły bowiem większą część swoich aktywów: zasobów gotówki, metali szlachetnych, papierów wartościowych, dużą część budynków itp. oraz prawie połowę akt w wyniku zniszczenia i rabunku. Duża część aktywów bankowych zaginęła podczas ewakuacji, przejęta bądź przez wojska niemieckie, bądź przez armię sowiecką. Wiele polskich banków podjęło decyzję o wywiezieniu dużej części swojego majątku za granicę. Sporo zdołano ukryć na miejscu, jak choćby depozyt banków grodzieńskich (piszę o tym w innym artykule). Wywieziono również część akt, zapasy gotówki, papiery wartościowe. Duża część aktywów – kredyty – straciła jakąkolwiek wartość. Przedsiębiorstwa – kredytobiorcy zostały bowiem zniszczone, zamknięte lub przejęte w zarząd komisaryczny lub powierniczy. Powiernicy bądź zarządcykomisaryczni przedsiębiorstw – dłużników z reguły nie uznawali przedwojennych kredytów za zobowiązania, które mieliby spłacać. Również kredyty udzielone osobom fizycznym często okazywały się nieściągalne – dłużnicy zginęli, przebywali w obozach jenieckich lub na emigracji, stracili cały majątek w wyniku działań wojennych. Dodatkowym problemem, który się pojawił była ściągalność należności od dłużników, którzy w efekcie wcielenia ziem zachodnich do Rzeszy mieli siedzibę lub miejsce zamieszkania w Rzeszy. Wszystkie instytucje kredytowe miały w konsekwencji bardzo poważne problemy z płynnością. W celu zabezpieczenia działalności banków w pierwszym okresie wojny władze niemieckie wprowadziły moratoria i ograniczenia wypłat. Początkowo wojska niemieckie dokonywały płatności w markach, jednak Reichsbank był przeciwny zwiększaniu obrotu pieniężnego na potrzeby prowadzenia wojny. Ponieważ na zajmowanych terenach nie znajdowano wystarczającej ilości polskich złotych, zdecydowano się na utworzenie instytucji, które miały organizować obrót pieniężny na okupowanych obszarach. Były to Kredytowe Kasy Rzeszy Niemieckiej (Reichskreditkassen, RKK). Emitowały one asygnaty nominowane w reichsmarkach, podniesione do rangi prawnego środka płatniczego na terenach okupowanych, z zastosowaniem kursu wymiany 1 RM = 2 zł.

Obrazek

Na obszarach włączonych do Rzeszy pomiędzy październikiem a grudniem 1939 r. – podjęto decyzję o wprowadzeniu marki jako środka płatniczego oraz wycofaniu złotego i asygnat z obiegu. Rozwiązanie takie – wobec sprzeciwu Dyrekcji Reichsbanku, która obawiała się negatywnych skutków powiększenia obiegu pieniężnego dla gospodarki Rzeszy – nie mogło być zastosowane w GG. Ponieważ nie istniała instytucja emitująca środki pieniężne, pozostawiono RKK jako jej namiastkę.
Polityka III Rzeszy w stosunku do systemu bankowego GG miała również jak w przypadku gospodarki charakter „fazowy”. W okresach kiedy w polityce niemieckiej wobec GG dominował „rabunek”, okupant nastawiony był przede wszystkim na osiągnięcie doraźnych korzyści. W bankowości służyły temu między innymi tzw. Devisenschutzkommandos, które miały za zadanie „zabezpieczenie” wszelkich wartości dewizowych przechowywanych w bankach. Pojawiały się również koncepcje likwidacji przedwojennych banków polskich i przejęcia ich aktywów przez banki niemieckie (np. Dresdner Bank, Deutsche Bank, itp.) ewentualnie przez duże banki z krajów neutralnych (Szwajcaria, Szwecja). Jednym z pierwszych dużych banków polskich przeznaczonych do natychmiastowej likwidacji był Bank Handlowy w Warszawie. Już 1 października do banków państwowych dotarły decyzje o ich likwidacji. Jako przyczynę podawano brak płynnych lub nadających się do upłynnienia aktywów. Ze względu na duży napór ludności, szczególnie na PKO, zezwolono na kontynuowanie wypłat na rzecz klientów indywidualnych. Zarządzono redukcję kosztów działalności banków, przede wszystkim poprzez zmniejszenie uposażeń pracowników (około 50%). Na mocy decyzji władz instytucji kredytowych z list pracowników skreślono osoby, które nie wróciły do pracy po zakończeniu działań wojennych. Od połowy października przeprowadzono również tzw. „weryfikację” pracowników i zarządów banków.

Obrazek

W połowie listopada 1939 r. przyszło otrzeźwienie, przede wszystkim ze względu na gwałtowny sprzeciw dyrekcji Reichsbanku i Ministerstwa Przemysłu III Rzeszy. Odbyły się serie spotkania pomiędzy „władzami nadzorczymi” a przedstawicielami banków, w czasie których szczególną wagę przywiązywano do sprawy płynności finansowej. Efektem tych rozmów były m.in. przepisy, które zakazywały wypłat z wkładów powstałych przed 5 października 1939 r. wyższych niż 50 zł w PKO i bankach komunalnych oraz 100 zł w pozostałych bankach. Dla wkładów późniejszych nie wprowadzono żadnych ograniczeń. Ustalono, że udzielanie nowych kredytów, jak również wykorzystanie tych, które były przyznane jeszcze przed wojną, wymaga zgody władz niemieckich. Pierwsze miesiące okupacji to również okres penetracji polskiego rynku bankowego przez duże banki niemieckie. Już w październiku 1939 r. cofnięto decyzję o likwidacji Banku Komercjalnego, który polskie Ministerstwo Skarbu postawiło w stan likwidacji, po przejęciu w 1938 r. udziałów w tej instytucji przez Dresdner Bank. Pojawiły się również filie innych banków z Rzeszy.
Zmiana polityki gospodarczej wpłynęła również na zmianę postępowania administracji niemieckiej wobec banków. Aby zapewnić im możliwości działania, przystąpiono do uporządkowania sektora bankowego GG. Poważnym problemem banków w pierwszych miesiącach okupacji był przede wszystkim brak centralnej instytucji finansowej. W wyniku ewakuacji Banku Polskiego, instytucje kredytowe straciły płynne rezerwy i możliwość refinansowania własnej działalności. W listopadzie i grudniu 1939 r. odbyły się więc spotkania władz GG z Hermannem Wilhelm Göringiem. Podczas tych rozmów zaproponowano utworzenie w miejsce Banku Polskiego odrębnego Banku Emisyjnego (Emissionsbank) w Warszawie. Dyrekcja Reichsbanku zadeklarowała gotowość wykorzystania w tym celu Fritza Paerscha (członka przedwojennej dyrekcji Reichsbanku), który od początku wojny zajmował stanowisko w dyrekcji Kredytowych Kas Rzeszy. Zdecydowano o usunięciu z nowych banknotów godła oraz innych polskich oznaczeń narodowych. Pozostawiono stosunek wymiany złotego do marki jak 2:1, co oznaczało wymianę starej waluty do nowej w stosunku 1:1. Niemieckie kręgi gospodarcze nalegały na jak najszybsze utworzenie tej instytucji, gdyż zależało im na wycofaniu z obiegu asygnat Kredytowych Kas Rzeszy Niemieckiej oraz reichsmarek. Zarządy banków w GG również rozważały założenie instytucji emisyjnej. Obawiały się bowiem, że okupant wykorzysta istniejące Kredytowe Kasy Rzeszy Niemieckiej (Reichskreditkassen) i „zaleje” rynek swoją walutą – asygnatami RKK. Na początku listopada 1939 r. doszło do rozmów, podczas których strona bankowa wysunęła wiele daleko idących postulatów – m. in. zażądano, aby nowa instytucja była instytucją polską oraz by nowe banknoty były jak najbardziej podobne do banknotów Banku Polskiego i miały tekst wyłącznie po polsku. Rozmowy zostały sfinalizowane w połowie grudnia 1939 r., kiedy zaproponowano Feliksowi Młynarskiemu oraz Janowi Koziełłowi kierownictwo nowo utworzonej instytucji, przekazując im jednocześnie jej gotowy statut. Ostatecznie rozporządzenie, na podstawie którego utworzono Bank Emisyjny w GG, zostało podpisane 15 grudnia 1939 r. W połowie grudnia wydano również przepisy powołujące Urząd Nadzoru Bankowego (UNB). Nadzoru nad bankami podjął się Fritz Paersch, który jednocześnie został nadzorcą Banku Emisyjnego w Polsce.

Obrazek

Pozostawieniu w GG polskich przedwojennych instytucji finansowych sprzeciwiał się zdecydowanie Hans Michael Frank. On i jego otoczenie starało się storpedować te działania i podejmowało próby likwidacji przedwojennych banków polskich. Wysiłki te były jednak mało zdecydowane, stosunkowo szybko zrezygnowano z tych planów. Sytuacja przedwojennych banków państwowych została ostatecznie ustabilizowana na przełomie lat 1939-1940. Za wykorzystaniem istniejących instytucji przemawiały przynajmniej trzy argumenty. Po pierwsze, banki państwowe stawały się bankami rządowymi GG; po drugie, w sytuacji prowadzenia wojny łatwiejsze i bardziej efektywne było wykorzystanie instytucji, które miały zaufanie ludności polskiej, niż tworzenie i organizowanie nowej, z założenia niemieckiej instytucji. Po trzecie i najważniejsze były to banki bardzo duże i duże a więc logistyczna operacja przejęcia ich infrastruktury przez banki niemieckie i w konsekwencji likwidacja musiałaby odbić się również na kondycji gospodarki niemieckiej do czego nie chciano za wszelka cenę doprowadzić. Ostatecznie zdecydowano się więc na uruchomienie Banku Gospodarstwa Krajowego, Państwowego Banku Rolnego oraz Banku Akceptacyjnego. Nie zostały dopuszczone do działalności Pocztowa Kasa Oszczędności oraz Polska Kasa Opieki (PKO). Ich aktywa oraz depozyty klientów zostały skonfiskowane. Nie zlikwidowano również przedwojennego banku centralnego – Bank Polski działał pod kierownictwem przedwojennego członka dyrekcji – Bolesława Oczechowskiego. Później mianowano jeszcze komisarza rządowego dla tej instytucji – Niemca – Oskara Sladeczkę. Powodem utrzymania Banku Polskiego było pozostawienie w rękach Niemców karty przetargowej w negocjacjach o odzyskanie złota przechowywanego we Francuskiej Afryce Zachodniej. W omawianym okresie wycofano się również z prób likwidacji jednego z największych banków, który uważano za „żydowski” – Banku Handlowego w Warszawie. Władze niemieckie zadowoliły się wytłumaczeniem, że większość akcji Banku Handlowego należała do Banku Cukrownictwa. Utworzenie nowego Związku Banków, zwanego przez Niemców Verband der Finanzinstitute, świadczyło o chęci znormalizowania sytuacji w bankowości. Instytucja ta miała reprezentować „wszystkie banki państwowe, prywatne i komunalne”. Jako jej cel określono „koordynację działalności poszczególnych banków pod kątem uproszczenia i usprawnienia technicznej strony ich działalności”. Związek pełnił wobec władz niemieckich funkcję doradczą – przekazywał opinie kół bankowych o proponowanych przez Niemców rozwiązaniach, ewentualnie samodzielnie proponował pewne rozwiązania. Połowa grudnia 1939 r. to również czas, kiedy (pomimo zamknięcia oficjalnych giełd) ożywił się handel polskimi papierami wartościowymi. Początkowo odbywał się on „na dziko”. Indywidualni kontrahenci zawierali transakcje za pomocą ogłoszeń w gazecie, finalizowali je w trakcie umówionych spotkań. W tym okresie większość banków w Warszawie uruchomiła biura komisowej sprzedaży i kupna tych walorów. Oficjalne zezwolenie władz niemieckich na prowadzenie handlu papierami wartościowymi zostało wydane dopiero w końcu stycznia 1940 r.

Obrazek

Z początkiem 1940 r. pojawiło się bardzo poważne zagrożenie dla gospodarki w GG. Wycofanie polskich złotych z obiegu na ziemiach włączonych do Rzeszy i Rosji Sowieckiej oraz ograniczenia w ich wymianie na nową walutę sprawiły, że na teren GG zaczęły w dużych ilościach napływać złote polskie. Proces ten w połączeniu z reglamentacją towarów powodował gwałtowny wzrost inflacji. Władze okupacyjne podjęły wówczas działania zmierzające do zminimalizowania negatywnych skutków inflacji dla gospodarki GG. Wycofano z obiegu banknoty o największych nominałach – 100- i 500-złotowych. W celu zapewnienia gospodarce wystarczającej liczby banknotów o większych nominałach przystąpiono od 1 lutego 1940 r. do wypuszczania na rynek uprzednio zdeponowanych stuzłotówek opatrzonych stemplem „Generalgouvernement fur die besetzten polnischen Gebiete”. Działania te pozwoliły powstrzymać inflację.
Od początku 1940 r. sytuacja w bankowości stopniowo się normalizowała. Za datę ostatecznego zażegnania niebezpieczeństwa likwidacji przedwojennych banków należy uznać początek kwietnia 1940 r., kiedy działalność rozpoczęły omówione wcześniej dwie instytucje o podstawowym znaczeniu dla bankowości: Bank Emisyjny w Polsce oraz Urząd Nadzoru Bankowego dla GG. Instytucje kredytowe mogły więc prowadzić normalną (jak na warunki wojenne) działalność. Powstała również, w ramach Urzędu Generalnego Gubernatora, instytucja zajmująca się określaniem warunków pracy banków w GG. Szczególnie ważne dla polityki bankowej było wprowadzenie unii personalnej pomiędzy bankiem centralnym a instytucją nadzorczą, pozwalającej na dopasowanie polityki bankowej i monetarnej, w wyniku czego osoba ta miała również wpływ na kształtowanie polityki gospodarczej. Główny celem polityki bankowej w GG było wsparcie świadczeń gospodarki tego obszaru na rzecz gospodarki wojennej Rzeszy poprzez pozyskiwanie kapitałów koniecznych do jej finansowania. Suma tych świadczeń za cały okres istnienia GG wymaga przeprowadzenia szczegółowych badań w archiwach niemieckich i polskich. Szacunkowe dane, podawane przez różnych autorów oscylują w granicach od 6 mld do nawet 50 mld RM!!! Szczególnie duży nacisk położono na realny przyrost kapitałów (w latach 1939-43 był on na poziomie 300%, z uwzględnieniem inflacji), którymi mogły rozporządzać banki, oraz na czynniki mające wpłynąć na ten przyrost – na pierwszym miejscu stawiano „wzrost zaufania ludności do instytucji kredytowych”. Jeszcze w 1940 r. wprowadzono przepisy określające na okres okupacji zakres działalności banków. Najpilniejszą sprawą było oddzielenie operacji bankowych sprzed 1 września 1939 r. (zwanych „Altgeschaft”) od późniejszych („Neugeschaft”). Miało to na celu zabezpieczenie „nowych wkładów” przed wykorzystaniem ich do spłaty przedwojennych zobowiązań banków. Oznaczało to z jednej strony stabilizację sytuacji banków, ponieważ w ten sposób rozwiązano ostatecznie sprawę wypłat przedwojennych wkładów (można było likwidować przedwojenne pasywa banków wyłącznie ze środków pochodzących z likwidacji przedwojennych aktywów). Po drugie ułatwiało postawienie w stan faktycznej likwidacji (nawet jeżeli formalnie nie wszczęto postępowania likwidacyjnego) tych instytucji kredytowych, które nie otrzymały zezwolenia na działalność w nowym warunkach (np. PKO). Dla interesu niemieckiej polityki gospodarczej wprowadzenie rozdziału miało również duże znaczenie, gdyż środki zgromadzone na „nowych rachunkach” mogły być łatwo zużyte do celów wyznaczonych przez władze III Rzeszy, a nie na spłatę przedwojennych zobowiązań. Utrudniało też w sposób podstawowy „ukrycie” dochodów banków. Przepisy te oznaczały dla ludności polskiej co najmniej znaczne opóźnianie możliwości korzystania ze środków odłożonych przed wybuchem wojny, jeżeli nie ich całkowitą utratę. Sztywno określono również ramy inwestowania środków gromadzonych przez banki. Początkowo na: 30% nowych wkładów jako rezerwy płynne I stopnia (zapasy kasowe, wkłady w Banku Emisyjnym w Polsce itp.), kolejne 40% sumy wkładów (tzw. rezerwy płynne II stopnia) mogło być ulokowane w warrantach, wekslach i czekach akceptowanych przez Bank Emisyjny w GG oraz w papierach wartościowych wyemitowanych przez GG lub jego instytucje. W listopadzie 1940 r. zmieniono je do wysokości: 25% ogólnej sumy nowych wkładów jako rezerwy płynne I stopnia, rezerwy płynne II stopnia – 40% tej kwoty.
Efektem polityki określonej w opisanych powyżej przepisach było utrzymywanie wysokiego stopnia płynności w instytucjach kredytowych oraz skierowanie dużego strumienia pieniężnego w instrumenty finansowe GG. Środki uzyskane w ten sposób były przeznaczane bezpośrednio lub pośrednio na finansowanie wojny. Kolejnym krokiem w celu wykorzystania potencjału finansowego GG były przepisy z grudnia 1940 r. określające maksymalne stopy procentowe naliczane od wkładów. Wkłady założone po 1.09.1939 r. w zależności od rodzaju mogły mieć oprocentowanie od 1% do 3% w stosunku rocznym. Wkłady przedwojenne nie były oprocentowane. Kredyty (przyznawane sporadycznie) były oprocentowane od 5% do 7% rocznie. Przepisy te podobnie jak omówione poprzednio regulacje prawne, uderzały bezpośrednio w ludność polską, która traciła w całości odsetki od lokat przedwojennych, niewiele zyskiwała na lokatach założonych po 1.09.1939 r., co przy inflacji panującej w GG powodowało utratę realnej siły nabywczej. Duże znaczenie dla zubożenia ludności polskiej miały również różnego rodzaju świadczenia i podatki (na poziomie 30%), które pomniejszały m.in. wynagrodzenia za pracę i zyski przedsiębiorstw. W połączeniu ze zmniejszaniem się od początku 1944 r. obrotu towarowego i jednocześnie zwiększaniem obrotu pieniężnego (zjawiska te występowały razem, gdyż podstawowym pokryciem emisji pieniądza były zobowiązania Rzeszy wobec GG) następował gwałtowny wzrost inflacji (500% w latach 1941-5), co niekorzystnie wpływało na gospodarkę. GG zajmowało w Europie drugie miejsce (wśród krajów okupowanych) pod względem wzrostu inflacji. Wyprzedzała je jedynie Grecja (wzrost inflacji o 2130%). Na zubożenie ludności polskiej w latach 1941-5 miały wpływ również wydawane przez władze zarządzenia o charakterze deflacyjnym np. uniemożliwianie wykorzystania środków pieniężnych na inwestycje, przymusowe pożyczki, ograniczenia w korzystaniu z kredytu czy zamrażanie pieniędzy na kontach bankowych. Szczególną wagę przywiązywano do ściągnięcia środków pieniężnych od ludności wiejskiej – zdawano sobie sprawę, że posiada ona znaczne ilości gotówki pochodzące z czarnorynkowego handlu żywnością. Kładziono nacisk np. na zwiększone ściąganie wierzytelności w rolnictwie (w tym przedwojennych kredytów), skracanie terminów płatności itp. Próbowano rozbudowywać sieć instytucji kredytowych na wsi, aby w znacznie większym zakresie wciągnąć ludność wiejską do korzystania z bankowości.
W październiku 1940 r. na fali euforii po zwycięstwie nad Francją pojawiła się koncepcja przebudowy systemu bankowego w Generalnym Gubernatorstwie („Neuordnung des Kreditwesens”). Obejmowała ona redukcję liczby banków poprzez likwidację części z nich oraz przejęcie przez banki niemieckie największych instytucji kredytowych. Do przejęcia wytypowano: Bank Handlowy w Warszawie SA, Powszechny Bank Związkowy SA oraz Powszechny Bank Kredytowy SA; w grupie tej wymieniono również Bank Amerykański w Polsce SA. Oprócz nich w GG miały funkcjonować dwa banki państwowe – BGK i PBR. Ponadto miały być utworzone z fuzji Banku Związku Spółek Zarobkowych, Warszawskiego Banku Dyskontowego, Banku Zachodniego, i przekształcenia Banku Towarzystw Spółdzielczych dwie instytucje kredytowe przeznaczone do obsługi ludności polskiej.
Banki niemieckie po zakończeniu działań wojennych we wrześniu 1939 r. otworzyły swoje filie wyłącznie w Krakowie. Do działalności w Warszawie nie zostały dopuszczone przez władze nadzorcze, mimo dużych nacisków ze strony Niemców zarządzających przedsiębiorstwami w Warszawie. Jak wspomina Stanisław Wachowiak: „W 1942 r. zaczął się generalny szturm na podstawy bankowości polskiej […]. Lęk mnie ogarnął, kiedy w roku 1942 zakomunikował mi szef nadzoru bankowego dr Fritz Paersch, że Minister Gospodarki Walther Emanuel Funk postawił mu ultimatum na zlikwidowanie banków polskich względnie na scalenie ich z wielkimi bankami niemieckimi”. Instytucje polskie nie były już jego zdaniem potrzebne. Był to więc początek wcielania w życie planów istniejących co najmniej od 1940 r. Stanisław Wachowiak wspomina, że 1 maja 1942 r. odbył rozmowę z członkiem zarządu Deutsche Banku (instytucji wytypowanej do przejęcia Banku Handlowego w Warszawie). Oświadczył on Wachowiakowi, że „[…] Deutsche Bank nie zamierza wbrew woli właścicieli iść na jakieś koncepcje fuzji. Musi jednak ze względów politycznych a przede wszystkim aby zyskać na czasie, ustanowić w Warszawie obserwatora, aby upozorować, że Deutsche Bank nie sabotuje pomysłów Ministra Funka”.

Obrazek

W 1942 r. w Warszawie pojawili się przedstawiciele wszystkich niemieckich banków działających w Polsce. Trudno obecnie sprecyzować ich obowiązki jako obserwatorów. Mieli oni za zadanie rozpoznanie rynku warszawskiego oraz zaznajomienie potencjalnych klientów z instytucjami, które reprezentowali. Jak wykonywali swoje obowiązki trudno powiedzieć. Wymagałoby to szczegółowych badań w archiwach niemieckich, czego dotychczas nie zrobiono. Na podstawie szczątkowych informacji można stwierdzić, że przedstawiciele banków niemieckich raczej nie wykonywali swoich obowiązków zbyt gorliwie. Znanym wyjątkiem był „obserwator” Bank der Deutschen Arbeit, którego zbyt gorliwa praca wywołała protesty przedstawiciela UNB w Warszawie, Maxa Bischofa.
Paradoksalnie nawet Hans Frank niezbyt chętnie przystąpił do realizacji zadania postawionego mu przez Walthera Emanuela Funka. Dla administracji GG wcielenie w życie planów Funka oznaczało całkowitą utratę wpływów – banki niemieckie miały bowiem centrale w Rzeszy. Oznaczało to zwolnienie etatów w Rządzie GG i przeniesienie przynajmniej części urzędników na front, pozostali uzyskaliby status niższy od zajmowanego. Opór niektórych niemieckich kręgów bankowych wobec planów Funka mógł również wynikać z niewyjaśnionej ostatecznie sytuacji na frontach. Również sytuacja prawna instytucji kredytowych wytypowanych do przejęcia nie była ostatecznie wyjaśniona. Stanisław Wachowiak wycofanie się przez III Rzeszę z planów likwidacji banków polskich w GG przypisuje Paerschowi. Według mnie nie jest to prawdą. Jest dużo dowodów na to, iż Paerscher uczestniczył osobiście w przygotowywaniu dekretów likwidacyjnych. Również jego współudział w udzieleniu pod koniec 1943 r. przez banki GG pożyczki III Rzeszy na prowadzenie wojny w wysokości 1,5 miliarda RM jest bezdyskusyjny. Pożyczka ta dobiła gospodarkę GG.

Obrazek

W kolejnych miesiącach 1944 r. powstanie_wwgospodarka GG słabła coraz bardziej, obciążana kosztami prowadzonej przez III Rzeszę wojny, coraz większym zapotrzebowaniem wojska na środki płatnicze oraz żywność co powodowało pogłębianie się trudności na rynku oraz znaczny spadek wartości pieniądza. Ostateczny cios gospodarce GG zadało zajęcie przez wojska sowieckie Komisariatu Rzeszy Ukraina co spowodowało załamanie tamtejszej waluty – karbowańca. GG udzieliło wówczas Bankowi Emisyjnemu Komisariatu pomocy w wysokości blisko 1mld RM. Ponieważ od końca 1943 r. dawało się zauważyć symptomy zbliżającej się klęski III Rzeszy rozpoczęto proces przenoszenia aktywów z banków GG do Rzeszy. Proces ten praktycznie zakończono w lipcu 1944 r. Ze względu na problemy z płynnością banki były zmuszone od maja 1944 r. do zawieszenia wypłat. Całkowite załamanie polskiej bankowości w GG nastąpiło wraz z wybuchem Powstania Warszawskiego. Została sparaliżowana praca większości central największych polskich instytucji kredytowych oraz łączność pomiędzy centralami a oddziałami banków. W wyniku działań zbrojnych oraz późniejszej, systematycznej akcji burzenia w Warszawie zniszczono około 90% budynków instytucji kredytowych. Po raz kolejny zostały zniszczone bądź splądrowane akta oraz zasoby banków. W okresie od lipca 1944 r. do stycznia 1945 r. administracja niemiecka nie podejmowała już żadnych prób tworzenia nowej polityki gospodarczej, zajmując się wyłącznie przygotowaniem do ewakuacji rządu oraz instytucji niemieckich GG. Ostatecznie Urząd Nadzoru Bankowego, Bank Emisyjny w Polsce oraz banki niemieckie zostały ewakuowane w styczniu 1945 r. na terytorium Niemiec. Ocenia się, że w okresie styczeń-lipiec 1944 z GG przekazano na konta w Niemczech aktywa bankowe (również złoto, złote monety, srebro, platynę, kamienie szlachetne) w wysokości około 3 mld RM!!!!!!


Reparacje wojenne

Obrazek

W trakcie Konferencji w Poczdamie (17 lipca-2 sierpnia 1945) członkowie zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej uzgodnili sprawę reparacji i odszkodowań wojennych, które miały zostać wyegzekwowane od Niemiec. Niestety w wyniku ich decyzji środki finansowe GG weszły w skład masy upadłościowej III Rzeszy i zostały rozdysponowane według uznania powołanych w tym celu „Komisji Alianckich”, odwrotnie niż np. w przypadku kolaborującej z Niemcami Francji Vichy (La France de Vichy), której aktywa finansowe przekazano Francji w całości a zobowiązania finansowe III Rzeszy wobec Francji Vichy i późniejsze weszły w skład reparacji wojennych Niemiec dla Francji. Rządowi Niepodległej Polski cofnięto uznanie i prawo do zabierania głosu w tej sprawie. Komuniści, którzy z woli Stalina rządzili Polską po II wojnie światowej tylko raz w oświadczeniu z lipca 1945 r. podjęli sprawę odszkodowań wojennych. Szybko zostali spacyfikowani przez Stalina. Na jego wniosek Polskę wyłączono z bezpośredniego udziału w spłatach reparacyjnych. W późniejszym czasie Sowieci mieli przyznać komunistycznej Polsce 15% ze swojej części odszkodowań. Nigdy tego nie zrobili. Dr hab. Bogdan Musiał z IPN w artykule pt.: Haracz za „wyzwolenie” Polski ocenia, że na rozliczeniach z Moskwą, która ze swej puli przekazywała otrzymane od Niemiec odszkodowania wojenne, a jednocześnie narzucała drastycznie niskie stawki za polski węgiel, Polska straciła 600 milionów dolarów. Ten niekorzystny bilans pogłębiony został jeszcze przez sowiecki rabunek urządzeń przemysłowych, surowców i innych dóbr między Bugiem a Odrą.

Krzysztof Kopeć

Literatura:

Klaus-Dietmar Henke (Hrsg.), Die Dresdner Bank im Dritten Reich
Christopher Kopper, Bankiers unterm Hakenkreuz
Andrzej Gójski, Etapy i cele niemieckiej polityki bankowej w GG. Plany niemieckie wobec Generalnego Gubernatorstwa w latach 1939-1945, BANK I KREDYT, sierpień 2004
Zbigniew Landau, Jerzy Tomaszewski, The Polish Economy in the Twentieth Century, Published by Routledge, 1985
Franciszek Skalniak, Bank emisyjny w Polsce 1939-1945, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa, 1966
Feliks Młynarski, Wspomnienia (“Memoirs”). Warszawa, 1971
Instytut Pamięci Narodowej – KŚZpNP, Fotokopia Dziennika Hansa Franka
Prof. Tadeusz Marczak Niespłacony rachunek
http://www.naszdziennik.pl/mysl/8907,ni ... hunek.html

Źródlo: http://www.krzysztofkopec.pl/podstrony/ ... algub.html ,

Zdjęcia pochodzą ze strony autora.
HISTORIA POLSKI – KRZYSZTOFKOPEC.PL
http://www.krzysztofkopec.pl/

Za: http://www.polishclub.org/2014/10/20/kr ... wojennych/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 05 wrz 2017, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.prawica.net/8361

W obronie marsz. Rydza Śmigłego i min.J. Becka
04.09.2017

Tak w przybliżeniu wyglądały niektóre elementy propagandy w okresie międzywojennym:


„Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic,
Bo z nami Śmigły Rydz, Śmigły-Rydz!”
A taką jeszcze można obecnie spotkać negatywną propagandę w stosunku do Rydza Śmigłego i rządu sanacyjnego, poniżej przykładowo cytuję współczesne kłamliwe, nienawistne komentarze, w wymowie swojej takie, jak rozpowszechniano jeszcze „za Stalina”.
„Rydz Śmigły opuszczał Polskę w chwili, gdy tysiące polskich żołnierzy wciąż próbowało odeprzeć atak dwóch mocarstw – zaiste prawdziwy wódz naczelny, jak widać tak, bo mu w Warszawie na jego cześć skwer jego imieniem nazwali, zaiste prawdziwy naród”.
I następny
„Jako, że historia lubi się powtarzać nie trzeba było długo czekać, żeby uczeń i zaufany Piłsudskiego, następca na stanowisku Marszałka Polski Edward Rydz-Śmigły czmychnął z Polski po otrzymaniu meldunku o błyskawicznie zbliżającej się Armii Czerwonej, Rydz-Śmigły wsiada do samochodu i w nocy z 17 na 18 września przejeżdża most graniczny na Czeremoszu. Tymczasem wojsko i ludność cywilna walczy na dwóch frontach z wrogiem.”
A oprócz tego w czasach PRL-u popularne było wyzywanie od „Paniczyków, Białopolaków, tchórzliwych Panów Polskich” itp. Oskarżenia te dotyczą w zasadzie całości elit międzywojennych, słowa trochę się zmieniły ale zarzuty te same, najczęściej pomijanie agresji Rosji Radzieckiej. A jeżeli już pisze się o tej sprawie to słowo agresja zastępowana jest jakimś eufemizmem. Doskonale to jest uwidocznione w tych cytowanych powyżej opiniach. W jednej z nich autor z pogardą pisze, że „Rydz Śmigły czmychnął z Polski” a następnie wprost z uwielbieniem i zachwytem o „błyskawicznie zbliżającej się Armii Czerwonej”. Unika się też przypominania, że tak z Niemcami jak i Rosją mieliśmy zawarte aktualne umowy o nieagresji.
Trzeba obiektywnie przyznać, że rzeczywistość roku 1939 zakpiła z propagandy obozu sanacyjnego, po prostu okazała się okrutna i bezlitosna. Dlatego Rydz Śmigły nie ma też dobrego odbioru w opinii publicznej, bo ludzie się na tym niedawnym bohaterze walk o niepodległą Rzeczpospolitą zawiedli a tak Mu ufali. Początek klęski zaczął się tak.
Ze względu na przewagę wojsk niemieckich, zdezaktualizowania się założeń strategicznych obronnych z powodu bezczynności naszych sojuszników oraz agresję 17 września wojsk rosyjskich, 18 września 1939 marszałek Edward Śmigły-Rydz przekroczył wraz z rządem granicę z Rumunią, krótko po północy przejeżdżając samochodem most graniczny na rzece Czeremosz. Następnego dnia został internowany. 27 października 1939 zrzekł się pełnionych funkcji Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych. Później przedostał się na Węgry. Internowany był do 10 grudnia 1940 r., kiedy to udało mu się zbiec i przedostać przez Węgry do Polski. 30 października 1941 r. przybył do Warszawy, gdzie poprosił o wcielenie w szeregi Związku Walki Zbrojnej pod fałszywym nazwiskiem w stopniu szeregowca. Edward Śmigły-Rydz zmarł w nocy z 1 na 2 grudnia 1941 roku, prawdopodobnie w Warszawie na zawał mięśnia sercowego. 6 grudnia pochowany został na warszawskich Powązkach przez żołnierzy batalionu AK „Baszta”.
Problem a raczej pytanie zasadnicze, czy rząd a w szczególności Naczelny Wódz postąpił prawidłowo i rozsądnie wycofując się, czy jak niektórzy twierdzą uciekając za granicę. Trzeba postawić pytanie, a jaka korzystniejsza była alternatywa?.
Mógł zostać i zginąć z bronią w ręku, takie rozwiązanie to uciecha i woda na młyn propagandowy naszych wrogów t.j. Niemców i Rosjan, ponadto negatywny wpływ na psychikę Polaków.
Zostać i poddać się do niewoli i ewentualnie podpisać akt kapitulacji, efekt ten sam co i śmierć, albo jeszcze gorszy.
Wycofać się do krajów zaprzyjaźnionych i kontynuować walkę
Wódz Naczelny i rząd podjęli decyzję o wycofaniu się żeby kontynuować dalej walkę, poddanie się do niewoli i w rezultacie podpisanie aktu kapitulacji odrzucali zdecydowanie. To jest zasadniczy problem a nie propagandowe „tchórzliwe Paniczyki uciekli”. Żołnierz Polski oraz dowódcy różnych szczebli, w tym i generałowie, dali dowód swojej odwagi, umiejętności i udowodnili że nie uciekli, tylko poszli dalej walczyć na wszystkich frontach t.j. zachodnim i wschodnim, na północy i na południu: Londyn, Lenino, Monte Cassino, Narwik, Tobruk, Berlin. Nikt nie uciekał. Poszli starym szlakiem wiarusów, którzy po upadku I-ej Rzeczpospolitej udali się na zachód i walczyli o Niepodległą w legionach J.H.Dąbrowskiego. 06.09. Rząd udał się do Brześcia. 16 IX sytuacja Polski była krytyczna, ale między Wisłą i Bugiem oraz na Kresach Wschodnich wciąż istniało 25 dywizji, t.j. około połowy sił polskich. Większość sił niemieckich związana była walką, a ich zapasy amunicji mogły starczyć na 15 dni. Można więc było jeszcze kontynuować opór, różne rzeczy mogły się zdarzyć ale 17 IX zaatakowali Polskę Rosjanie („nóż w plecy”), przyczyniając się do naszej ostatecznej klęski militarnej. 17/18 IX władze RP, w tym Wódz Naczelny przekroczyły granicę rumuńską i zostały internowane.
Gdy 17-go września rano do Naczelnego Wodza dotarła informacja o wkroczeniu na tereny państwa polskiego Armii Czerwonej, wydał tzw. Dyrektywę Ogólną, w której m.inn.:
„Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów…”.
Za tą Dyrektywę Rydz Śmigły jest często bardzo krytykowany, ja uważam że postąpił rozsądnie w tamtej tragicznej sytuacji. Dzięki temu wielu żołnierzy - szeregowców uratowało życie. Niestety nie przewidział zbrodni na jeńcach wojennych - oficerach, których symbolem jest Katyń, ale o to trudno mieć do Niego jakiekolwiek pretensje.
Podobnie w przeszłości, pragmatycznie postąpił Tadeusz Kościuszko, który w beznadziejnej sytuacji, w niewoli, złożył wiernopoddańczą przysięgę carowi Pawłowi I Romanowowi za cenę uwolnienia z rosyjskich więzień i łagrów 20 000 Polaków. Ponadto musiał też przyrzec, że nie wróci do Polski i więcej nie będzie walczył przeciwko Rosji, dlatego 26 listopada 1796 r. udał się na zachód poprzez Finlandię i Sztokholm.
Wspólna defilada (parada) zwycięstwa oddziałów Wehrmachtu i Armii Czerwonej w Brześciu nad Bugiem odbyła się 22 września 1939 r. Defilada była związana z przekazaniem w trakcie agresji na Polskę zdobytego przez Wehrmacht Brześcia – Armii Czerwonej z godnie z postanowieniami paktu Ribbentrop – Mołotow z dnia 23.08.1939 r.
A tak wypowiedział się w tej sprawie Mołotow:
„Wystarczające się okazało krótkie uderzenie w Polskę ze strony naprzód armii niemieckiej, a potem Armii Czerwonej, aby nic nie zostało z owego poczwarnego bękarta traktatu wersalskiego, który żył kosztem niepolskich narodowości”.
28 września 1939 r. została podpisana umowa o kapitulacji Warszawy przez gen. Tadeusza Kutrzebę i gen. Johannesa Blaskowitza.
W dniu 6-go października Samodzielna Grupa Operacyjna Polesie pod dowództwem gen. Kleeberga kapitulowała przed Niemcami wskutek wyczerpania się amunicji.
Z terenu Rumunii, która była sojusznikiem Polski, rząd miał zamiar dalej kierować działaniami wojennymi w kraju. Jednak niespodziewanie, pod naciskiem Niemiec, Francji i ZSRR władze rumuńskie internowały najwyższe władze Rzeczypospolitej. Następną niespodzianką była postawa Francji, która nie zgodziła się na propozycję prezydenta Mościckiego żeby Jego zastępcą (t.j.prezydenta), był ambasador RP w Rzymie gen.Wieniawa Długoszowski, następcą więc został Władysław Raczkiewicz. Nowo mianowany prezydent powołał w dniu 30.09.1939 roku nowy rząd. Na stanowisko premiera i ministra spraw wojskowych został powołany gen. Władysław Sikorski.
Władze Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźctwie powstałe w 1939 r. zakończyły swoje działanie dopiero po wyborze i zaprzysiężeniu Lecha Wałęsy na prezydenta Polski i przekazaniu mu insygniów prezydenckich w 1990 r. przez prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego.
W obliczu tych faktów agresji III-ej Rzeszy i ZSRR na Polskę, Rząd Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźctwie 30 – go września 1939 r. zaprotestował oficjalnie, oświadczając m.inn., że nigdy nie uzna tego aktu przemocy i nie zaprzestanie walki o całkowite uwolnienie kraju od najeźdźców.
Trudno spokojnie opisać działania sojuszniczej Francji w stosunku do Polski, nie tylko nie udzielili nam pomocy jak nas Niemcy zaatakowały 01.09.1939 r. to teraz wyznaczały nam osoby na stanowiska rządowe wbrew propozycjom legalnych polskich władz. Wkrótce okazało się że ta butna Francja, to nadymany balon mocarstwowy uległy prawie całkowitej degrengoladzie moralnej.

Obrazek
Edward Rydz-Śmigły


Ofensywa niemiecka rozpoczęła się 10 maja 1940 r. a Francja skapitulowała już 22 czerwca. Zwracam uwagę że Francja niewiele dłużej broniła się od nas, z tym że na nas napadł jeszcze Związek Radziecki i istnieliśmy jako państwo dopiero 20 lat po 140 letnim rozbiorze i zaborach.
22 czerwca 1940 roku, generał Wilhelm Keitel reprezentujący stronę niemiecką i gen. Charles Huntziger w imieniu Francji podpisali w Compiègne układ o separatystycznym zawieszeniu broni – wbrew warunkom obowiązujących układów sojuszniczych Francji z Wielką Brytanią i Polską.
Warunki podpisanego rozejmu były dla Francji niezwykle ciężkie i upokarzające. Północna część kraju i całe wybrzeże znalazło się pod okupacją niemiecką, Alzację i Lotaryngię włączono do III Rzeszy, na południu powstało marionetkowe państwo ze stolicą w Vichy. Francja wydała cały sprzęt wojenny armii lądowej i zobowiązała się do utrzymywania okupacyjnej armii niemieckiej.
Dwa miliony żołnierzy, którzy znaleźli się w niewoli, miały służyć jako darmowa siła robocza Niemiec do czasu zawarcia ostatecznego układu pokojowego. Francuski przemysł i zasoby zostały włączone do niemieckiej machiny wojennej.
Zebrane w Tuluzie Zgromadzenie Narodowe Republiki (Senat i Izba Deputowanych obradujące łącznie), z pominięciem prezydenta Republiki Alberta Lebrun udzieliło 10 lipca 1940 r. nadzwyczajnych pełnomocnictw premierowi – marszałkowi Pétainowi, który na ich podstawie ogłosił się „głową państwa francuskiego” (L’ Etat Francais). Ustawa o pełnomocnictwach została uchwalona przygniatającą większością głosów, 569 głosów „za”, przy 80 „przeciw” i 30 „wstrzymujących się”. Te działania Zgromadzenia Narodowego Republiki Francji, powołującego Rząd Vichy, przypominają działalność naszych sejmów, zatwierdzających rozbiory I-ej Rzeczpospolitej.
III Republika dobiegła kresu, rozpoczęła się epoka Francji Vichy i równoległych działań gen. de Gaulle’a – Wolnych Francuzów oraz Resistance (tak nazywał się Francuski Ruch Oporu). W reakcji na działalność gen de Gaule´a już 4 lipca francuski wojskowy sąd w Tuluzie skazał zaocznie de Gaulle’a za niesubordynację na 4 lata pozbawienia wolności i grzywnę. 2 sierpnia 1940 roku gen. de Gaulle został – już za „zdradę stanu” – skazany przez sąd francuski na karę śmierci.
Gen de Gaulle faktycznie wypowiedział posłuszeństwo legalnej władzy i zdezerterował z kraju w czasie prowadzenia działań wojennych. Był przeciwnikiem rokowań z Niemcami. W przemówieniu radiowym wygłoszonym 22 czerwca 1940 roku z Londynu, de Gaulle wzywał Francuzów do oporu przeciwko III Rzeszy . Przekonywał, że pomimo przerwania umocnień Linii Maginota i upadku Dunkierki wojna nie jest przegrana.
„Honor, zdrowy rozsądek oraz interes kraju wzywają wszystkich wolnych Francuzów, gdziekolwiek teraz są, do kontynuowania walki - mówił. - Ja, generał de Gaulle, rozpoczynam w Wielkiej Brytanii realizację narodowego zadania. Wzywam francuskich żołnierzy, marynarzy i pilotów by się ze mną skontaktowali.”
Gen de Gaulle w tej sytuacji zachował się nie jak Francuz tylko jak, można tak to określić, Polak. Być może zaraził się „polskością” jak był w Polsce, przecież w tym przemówieniu-apelu do Francuzów, mówił o honorze jak nasz minister Józef Beck, który za te słowa „o honorze” jest często krytykowany i wyśmiewany. Może gen.de Gaulle wzorował się na tym przemówieniu?. W tym miejscu warto przypomnieć co powiedział min.J.Beck w swoim przemówieniu w sejmie 5-go maja 1939 r.

Obrazek
Józef Beck


„Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor”.
W latach 1919 -1921 generał de Gaulle był członkiem francuskiej misji wojskowej w Polsce. Jako major walczył w Bitwie Warszawskiej dowodząc jednym z polskich oddziałów liniowych. Za odwagę i sukcesy na polu walki został wówczas odznaczony orderem Virtuti Militari V klasy. Po zakończeniu II-ej wojny światowej 26 kwietnia 1945 został aresztowany Philippe Pétain (premier rządu Vichy). Jego nazwisko jest symbolem narodowej zdrady i kolaboracji. Bohater I-ej wojny światowej, marszałek Francji, Szef Państwa Francuskiego w czasie II wojny światowej.
A gen de Gaulle został bohaterem Francji i „bądź tu mądry”, gdzie bohater a gdzie zdrajca? Do tego koniecznie trzeba dodać, że to dzięki kolaboracyjnemu rządowi Vichy z marszałkiem Philippe Petainem jako premierem, Francuzi uniknęli w dużej części niemieckiej gehenny okupacyjnej.
Ta sytuacja nasuwa analogię z polskim „bohater czy zdrajca” t.j. płk. Kukliński przeciw gen. Jaruzelskiemu.
Piszę w tym kontekście tak dużo o Francji żeby wykazać, że postępowanie i postawa naszych władz, zarówno sanacyjnych jak i emigracyjnych, była analogiczna do postępowania gen de Gaulle´a. Jednak postępowanie i postawa gen de Gaulle´a jest akceptowana i podziwiana a podobna postawa naszego rządu jest wręcz potępiana i ośmieszana, według mnie jest to wyraz złej woli i nienawiść do „polskości”. To że marszałek Rydz Śmigły , jak i wielu najwyższych członków rządu II-ej Rzeczpospolitej nie mogła kontynuować walki z Niemcami, to niestety obciąża, nie tylko wiarołomnych, fałszywych sojuszników Francuzów i Anglików, ale przede wszystkim Rząd Emigracyjny (gen.Sikorskiego).
Już 10 października 1939 powołano specjalną komisję ds. zbadania przyczyn klęski wrześniowej, pod przewodnictwem gen. Józefa Hallera. Komisja była narzędziem porachunków politycznych z politykami i urzędnikami obozu sanacyjnego, których odsuwano od służby państwowej. To nie tylko przykre ale wprost haniebne, że w tamtym czasie gen.Sikorski internował we Francji a potem na szkockiej wyspie Bute (Wyspa Wężów) około 1500 oficerów i 20 –u generałów, jednocześnie przebywało tam nawet do 600 osób. Z rozpaczy i bezczynności wielu popełniło samobójstwo.
Oskarżanie drugiego łatwo przychodzi a jakie miał osiągnięcia Rząd Londyński jak „dorwał się do władzy” i to z nadania obcych mocarstw? Przypominam, że zapłacił polskim złotem Anglikom o wartości 107 650 000 funtów za to, że polscy lotnicy za cenę własnego życia bronili nieba nad Londynem. Za tragedię - kataklizm Warszawy oraz hekatombę Powstania Warszawskiego 1944 całkowicie, od początku do końca, też odpowiada Rząd Emigracyjny endecko-peeselowski, wówczas z premierem Stanisławem Mikołajczykiem na czele. Następnie, w dniu 8-go czerwca 1946 r. odbyła się Londyńska Parada Zwycięstwa (brytyjska) jednak z parady tej wykluczono polskich żołnierzy, którzy walcząc w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie byli jedną z najliczniejszych nacji walczących po stronie sił alianckich. Piloci Dywizjonu 303 mieli maszerować w szeregach RAF, ale odmówili ze względu na brak zaproszenia dla innych polskich oddziałów.
Porównując opór Polski przeciwko agresji niemieckiej i rosyjskiej oraz zachowanie się i postawa polskiego rządu z września 1939 r. i analogiczną sytuację we Francji z maja 1940 r. to z tą krytyką naszych władz sanacyjnych lepiej się zastanowić, jak bredzić propagandowe niedorzeczności..
Zasadnicza decyzja strategiczna podjęta przez kierownictwo państwowe II-ej Rzeczypospolitej w krańcowo niekorzystnej sytuacji po upadku Czechosłowacji – odrzucenia żądań niemieckich i stawienia wszystkimi rozporządzalnymi siłami zbrojnego oporu agresji niemieckiej była nie tylko w pełni zgodna z odczuciami narodu, ale i jak należy sądzić po latach, jedynie trafna i racjonalnie słuszna. Jedyną wszak perspektywiczną szansą Polski było przekształcenie samotnego starcia polsko-niemieckiego w wojnę koalicyjną europejską i światową. Właśnie podpisanie traktatów sojuszniczych z Wielką Brytanią i Francją, w następstwie agresywnych niemieckich żądaniach ustępstw terytorialnych, spowodowało że rozbiór Polski dokonany we wrześniu 1939 r. przez Niemcy i Rosję nie stał się wydarzeniem trwałym i zapomnianym przez świat a przekształcił się w wojnę światową. Było to głównie zasługą min.J.Becka. A co by było gdyby tych traktatów Polska nie zawarła, można tylko fantazjować.
A tak to się zaczęło.
W październiku 1938 r. Hitler ultymatywnie zażądał od Polski zgody na aneksję przez III-ą Rzeszę Gdańska i na eksterytorialną autostradę oraz linie kolejową, przechodzące w poprzek Pomorza polskiego.
31 marca 1939 Wielka Brytania zobowiązała się do udzielenie gwarancji Polski w razie zagrożenia jej niepodległości. To Polska zabiegała o te „gwarancje” wskutek żądań Hitlera.
5-ego maja 1939 r. min.J.Beck w przemówieniu sejmowym odrzucił żądania Hitlera. Czy było inne realne, alternatywne rozwiązanie?
19.05.1939 r. Francja odnowiła i uściśliła zawarte wcześniej umowy z 1921 r. i z Locarno z 16.10.1925 r. Dopiero jednak 04.09.1939 r. Francja nadała wymienionej wyżej konwencji klauzulę ważności.
23.08.1939 r. został podpisany pakt niemiecko-rosyjski (Ribbentrop-Mołotow) o rozbiorze Polski
25 sierpnia 1939 r. został zawarty polsko-brytyjski układ sojuszniczy, który rozwijał wcześniejsze gwarancje z 31 marca 1939 r. i 6 kwietnia 1939 r.
1-go września 1939 r Niemcy napadły na Polskę a 17-go września 1939r napadła też niespodziewanie Rosja.
3-go września Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom, jednak militarnie nic nie zrobiły można nawet powiedzieć „zdradziły nas”, ale niewątpliwie to był bardzo istotny i zasadniczy akt zmieniający całą sytuację na scenie światowej. Celem Hitlera była międzynarodowa izolacja II-ej Rzeczpospolitej i ograniczona wojna polsko-niemiecka, bez przekształcenia jej w konflikt o szerszym zasięgu. Izolacji Polski miał służyć Pakt Ribbentrop – Mołotow, który w intencji miał powstrzymać Francuzów i Brytyjczyków od wypowiedzenia wojny III-ej Rzeszy w przypadku agresji Niemiec na Polskę.
Władze II-ej Rzeczpospolitej od początku uzyskania niepodległości były świadome zagrożeń i w tamtej rzeczywistości zrobiły wszystko co było możliwe, innej realnej alternatywy nie było. Po zawarciu traktatu w Rapallo 16.04.1922 r. pomiędzy Niemcami i Rosją tak scharakteryzował tą sytuację Józef Piłsudski na posiedzeniu Rady Gabinetowej, 5 czerwca 1922 roku
„Traktat w Rapallo powinien był zerwać resztę łusek z oczu – porozumienie rosyjsko-niemieckie zaszło tak daleko, że jest nie tylko faktem dokonanym, wspartym na doskonałą znajomość interesów stron obu, ale co więcej faktem nie do odrobienia.
Istnieje sprzysiężenie rosyjsko-niemiecko-litewskie skierowane przeciwko Polsce.”
- - -

Czesław Buksiński, inżynier, obecnie na emeryturze, od 1981 r związany z opozycją niepodległościową.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 06 wrz 2017, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Spytkowice – tu rozpoczęła się II wojna światowa w Małopolsce

Obrazek

Szlakiem bohaterskich żołnierzy ppor. Tadeusza Stefaniszyna.

Dokładnie tak jak przed 78 laty, dzień 1 września 2017 roku wypadł w piątek. Na szczęście dziś nie obudziły Polaków huk bomb i warkot samolotów. Ale przecież tamta historia wciąż żyje w społeczeństwie, mimo, że większość pokolenia pamiętającego II wojnę światową odeszła już do lepszego świata. Pamiętamy i upamiętniamy. Pamiętają także szczególnie mieszkańcy gminy Spytkowice w powiecie nowotarskim. Bo tamtędy wiedzie jedna z najważniejszych dróg z południa, ze Słowacji przez Orawę do serca Małopolski – Krakowa. Ważna także wtedy, w 1939 roku. Właśnie 78 lat temu tą drogą usiłowały wtargnąć jak najgłębiej w teren Rzeczypospolitej niemieckie oddziały pancerne i zmotoryzowane. Powstrzymywali je żołnierze 1 pułku piechoty Korpusu Ochrony Pogranicza oraz batalionów Obrony Narodowej „Zakopane” i „Żywiec”. Wobec zmasowanej przewagi Niemców do walki już od pierwszego dnia wkroczyły odwody Naczelnego Wodza – 10 Brygada kawalerii Zmotoryzowanej, oraz dowódcy Armii Kraków – dwa bataliony 12 pułku piechoty Ziemi Wadowickiej.

Mieszkańcy Spytkowic nie tylko pamiętają, ale także upamiętniają nocny wypad 4 kompanii 12 pp, dowodzonej przez podporucznika Tadeusza Stefaniszyna, wykonany nad ranem 2 września z rejonu Folwarku Toporzysko na Spytkowice. Wadowiccy żołnierze zniszczyli wtedy Niemcom kilkanaście pojazdów pancernych i zmechanizowanych, ale w tej walce padł na polu chwały ppor. T. Stefaniszyn.

W 78 rocznicę walk z 1939 roku, staraniem Stowarzyszenia Historii Spytkowic pod wodzą Marii Fróg, przy wydatnej pomocy innych członków Stowarzyszenia, zorganizowano Rajd Szlakiem 4 kompanii II batalionu 12 pp ppor. T. Stefaniszyna. Młodzi uczestnicy Rajdu mogli poznać miejsca związane z tragicznymi i heroicznymi wydarzeniami pierwszych dni II wojny światowej na Podhalu. Rajdowi towarzyszyły uroczystości patriotyczne oraz wystawa pamiątek związanych z wojennymi dziejami Spytkowic i sąsiedniej Wysokiej.

Rano w kościele parafialnym pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Spytkowicach mszę św. odprawił proboszcz parafii ks. Stanisław Wąsik. Po mszy św. uczestnicy uroczystości prowadzeni przez poczty sztandarowe organizacji kombatanckich, grup rekonstrukcyjnych, szkół i samorządu, przeszli na cmentarz parafialny. Tam Michał Siwiec-Cielebon poprowadził krótki Apel Pamięci przed pomnikiem wzniesionym na grobie ppor. T. Stefaniszyna. Wartę honorową wystawili żołnierze z 8 Bazy Lotnictwa Transportowego z Krakowa-Balic. Kwiaty pod pomnikiem złożyli przedstawiciele Wojska Polskiego z 8 BLT z Balic, pochodzący ze Spytkowic poseł na Sejm RP dr hab. Józef Brynkus, włodarze Gminy Spytkowice z wójtem Ryszardem Papankiem i przewodniczącym Rady Gminy Józefem Kościelniakiem, przedstawiciel starostwa Powiatowego w Nowym Targu, uczniowie miejscowych szkół oraz przedstawiciele Stowarzyszenia Historii Spytkowic. Uroczystości na cmentarzu, w których uczestniczyło wielu mieszkańców Spytkowic, zakończyło odśpiewanie Hymnu Państwowego.

Następnie część zebranych przejechała pod Gronik, gdzie znajduje się obelisk w miejscu śmierci i pierwotnego pochówku ppor. T. Stefaniszyna. M. Siwiec-Cielebon w krótkiej relacji opisał wydarzenia, jakie rozegrały się nad ranem 2 września na polach wsi Spytkowice i okoliczności śmierci bohaterskiego porucznika Stefaniszyna. Delegacje młodzieży oraz przedstawiciele WP, władz samorządowych i poseł prof. J. Brynkus złożyli wiązanki kwiatów przed obeliskiem. Także przy tym pomniku żołnierze 8 BLT wystawili posterunek honorowy.

Kolejnym elementem uroczystości było spotkanie w Szkole Podstawowej w Spytkowicach, gdzie uczestnicy mogli obejrzeć wystawę obrazującą wydarzenia z 1939 roku oraz przypominającą walkę Polaków w latach II wojny światowej. Gość honorowy uroczystości, poseł prof. Józef Brynkus podkreślił, że indywidualna i zbiorowa pamięć o historii jest bardzo ważnym elementem tożsamości i wspólnoty. Przyznał, iż jest dumny, że pochodzi ze Spytkowic i że od dzieciństwa wychowywał się wśród uczestników i świadków wydarzeń z 1939 roku. Pogratulował inicjatorce uroczystości i rajdu, Marii Fróg wspaniałego pomysłu w wielu aspektach i poprzez kilka elementów uczącego historii. Zaapelował także do zebranych, aby kontynuowali i rozwijali te inicjatywę w kolejnych latach.

A, że jest to możliwe świadczy o tym zainteresowanie spytkowiczan ich własną przeszłością. W prywatnych rozmowach z Posłem wielu z nich zadeklarowało daleko idącą pomoc w przywróceniu pamięci o przeszłości Spytkowic. Ciekawą wydaje się być propozycja Pana Czesława Rusnaka, który chciałby w Spytkowicach stworzyć instytucję kultury zajmującą się rzemiosłem artystycznym, historią i sztuką. Jest to możliwe do zrealizowania. Sam Czesław Rusnak jest przecież uznanym w środowisku artystycznym malarzem, choć na co dzień zajmuje się całkiem czymś innym. Wierzę, że na te projekty przychylnym okiem spojrzą inni spytkowiczanie i same władze gminy.

Na Sali gimnastyvznej, po otwarciu wystawy, dr Piotr Sadowski przybliżył zebranym dzieje obrony Spytkowic, Jordanowa, Wysokiej i okolic w 1939 r. a M. Siwiec-Cielebon opowiedział o dziejach i szlaku bojowym 12 pp Ziemi Wadowickiej w wojnach 1918-1920 i w 1939 r. oraz o kontynuatorach tradycji 12 pp w Armii Krajowej i o wybitnych postaciach żołnierzy tej jednostki, walczących na różnych frontach, a szczególnie w obronie Polski w 1939 r.

Artystycznymi akcentami uroczystości były występ spytkowickiego zespołu „Krzesani”, pod kierunkiem Pani Beaty Rzeszutko, z wiązanką piosenek i tańców góralskich oraz koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu krakowskiego aktora Wojciecha Habeli, reprezentującego równocześnie Fundację Ocalenia Kultury Kresowej „Chawira”. Trzeba przyznać, że i wiersze: zwłaszcza ten o cenzorze, jak też występy dzieci i młodzieży wywołały wzruszenie wśród obecnych. Tak dalej, niech będzie polska kultura propagowana, a pamięć o przeszłości rozwijana.

Oprócz młodzieży biorącej udział w Rajdzie i uroczystościach, obecni byli także kombatanci z nowotarskiego koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, mieszkańcy Spytkowic pamiętający wydarzenia z 1939 roku oraz dokumentujący je w okresie powojennym, nauczyciele szkół z Gminy Spytkowice i wielu pasjonatów historii nie tylko lokalnej.

(mic)

https://www.salon24.pl/u/jozefbrynkus/8 ... malopolsce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 06 wrz 2017, 18:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/malo-znany-sondaz- ... za-gdansk/

Mało znany sondaż pokazuje zaskakujący stosunek Francuzów do Polski. Zwykli obywatele byli gotowi umierać za Gdańsk
Opublikowane 2017/09/05 w II wojna światowa

Francja w czasie II wojny światowej szybko skapitulowała pod niemiecko-włoską ofensywą. Okazuje się jednak, że nie musi to wcale świadczyć o tchórzostwie Francji. Przed wybuchem konfliktu nad Sekwaną panowały raczej bojowe nastroje.

W lipcu 1939 roku Francuski Instytut Opinii Publicznej (Institut Français d’Opinion Publique) przeprowadził sondaż wśród Francuzów. Ankieterzy pytali, czy Francja powinna użyć siły, jeśli Adolf Hitler spróbuje zająć Gdańsk. Twierdząco odpowiedziało aż 76 procent pytanych. Tylo 17 procent było przeciwnych. Tak rozkładały się procentowo odpowiedzi we wszystkich grupach wiekowych. Najchętniej za broń chwyciliby najmłodsi (20-29 lat) oraz obywatele po 50. roku życia, a najmniej – ale jednak wciąż 71 procent! – w przedziale wiekowym 30-49 lat.

Wyniki te nie powinny zaskakiwać. Francuzi byli przecież zwycięzcami największej wojny w dotychczasowej historii. Zaledwie 21 lat wcześniej pokonali Niemców i zmusili ich do kapitulacji na własnych warunkach. Tymczasem Hitler, po upokarzającej dla Francji i Wielkiej Brytanii konferencji w Monachium, stawiał kolejne żądania. I to w sytuacji, gdy w rzeczywistej konfrontacji zbrojnej z Francją, Polską i Wielką Brytanią jednocześnie, III Rzesza nie miała szans na zwycięstwo

– czytamy na Superhistoria.pl.

Podobne wyniki jak we Francji zanotowano w Wielkiej Brytanii i w USA. Tylko 12 procent Amerykanów w badaniu 17 sierpia 1939 roku twierdziło, że Anglia, Polska i Frnacja powinny zgodzić się na pokojowe oddanie Gdańska Hilerowi. Z kolei niespełna miesiąc później, już po wybuchu wojny, 16 procent mieszkańców USA było zdania, że alianci powinni zgodzić się na pokój, o ile Hitler by taki zaproponował, w zamian za część Polski.

Zdanie społeczeństwa francuskiego nie pokrywało się z poglądem rządzących. Elity francuskie przedstawiały agresję Niemiec na Polskę jako konflikt sąsiedzki, w którym chodzi o pojedyncze, niewiele znaczące, a czasami nawet uważane za słuszne żądania skrzywdzonych w I WŚ sąsiadów. W maju 1939 roku powstało słynne hasło ,,Dlaczego musimy umierać za Gdańsk?”. Pochodzi ono z artykułu francuskiego aktywisty Marcela Déata opublikowanego 4 maja tego roku w L’Oeuvre. Wielu Francuzów było gotowych umierać.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 08 wrz 2017, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2016/12/1 ... -xx-wieku/

Jedyne państwo, któremu Polska wypowiedziała wojnę w XX wieku!
Posted by Marucha w dniu 2016-12-10 (sobota)

Obrazek
Wcale nie spieszyło nam się, żeby z nimi walczyć…


Niewiele osób pamięta dziś, że od momentu odzyskania niepodległości w 1918 roku Polska wypowiedziała wojnę tylko jednemu krajowi. Konflikty z Rosją Radziecką i Trzecią Rzeszą nie zostały formalnie rozpoczęte przez żadną ze stron.
De iure Rzeczpospolita rzuciła wyzwanie wyłącznie Japonii w 1941 roku. Tyle tylko, że Japończycy wypowiedzenia wojny po prostu nie przyjęli.
Przed wojną, w latach trzydziestych, Polska nawiązała dość specyficzne relacje z Japonią. Przedstawiciele rodziny cesarskiej nieoficjalnie odwiedzali kraj nad Wisłą, podpisywano dwustronne umowy handlowe, ale i tak najintensywniej współdziałały oba wywiady. Zarówno polskie, jak i japońskie służby informacyjne za priorytet uznawały zdobywanie danych na temat ZSRR. Dlaczego zatem nie miałyby działać razem, skoro ich interesy były zbieżne, a oba państwa leżały od siebie na tyle daleko, żeby nie wchodzić sobie w paradę? Słowem, z Japończykami układało nam się dobrze aż do 1939 roku, kiedy wybuchła wojna i Polska znów zniknęła z mapy Europy.

Obrazek
Hideki Tōjō. To on nie chciał wojny z Polską.



Wojna robi się na serio światowa

Dwa lata później, 7 grudnia 1941 roku, Cesarska Marynarka Wojenna zaatakowała bazę US Navy w Pearl Harbor. Dopiero po tym wydarzeniu druga wojna światowa stała się dosłownie „światowa” − wybuchł konflikt na Pacyfiku, Niemcy wypowiedziały wojnę Stanom Zjednoczonym, a te włączyły się do walki na wszystkich frontach. Pearl Harbor stało się także sygnałem dla europejskich aliantów.
Wielka Brytania momentalnie zdecydowała się wypowiedzieć wojnę Japonii, a wraz z nią zrobiły to brytyjskie dominia, a także sojusznicze rządy emigracyjne: Polski, Belgii, Holandii oraz Francuski Komitet Wyzwolenia Narodowego.
Ponadto stosunki dyplomatyczne z Krajem Kwitnącej Wiśni i jego sojusznikami zerwały Wenezuela, Kolumbia, Egipt, Meksyk i Grecja.
Cóż… zgroza! W Tokio musieli nieźle zadrżeć na wieść, że takie potęgi militarne jak Wolni Francuzi, czy emigracyjny rząd belgijski wypowiedziały wojnę Japonii.
Ale z tego wszystkiego i tak najdziwniejsze było… nieprzyjęcie wojny wypowiedzianej przez Rząd RP na uchodźstwie. Ówczesny premier Japonii − Hideki Tōjō − skomentował ten fakt w sposób następujący:
Wyzwania Polaków nie przyjmujemy. Polacy, bijąc się o swoją wolność, wypowiedzieli nam wojnę pod presją Wielkiej Brytanii.
Mamy tu więc dwa ewenementy na raz. Nie dość, że Polska wypowiedziała jedyną wojnę w całym stuleciu, to jeszcze wojna ta nie została przyjęta, co w stosunkach międzynarodowych raczej się nie zdarza.


No to w końcu walczymy czy się kumplujemy?

Zresztą wielu Polaków było zdecydowanie przeciwnych decyzji rządu. W tym gronie znajdował się chociażby internowany w Rumunii minister Józef Beck, który stwierdził: Polska wypowiedziała wojnę Japonii, co — jak widać z perspektywy czasu — nie miało ani większego uzasadnienia, ani przede wszystkim sensu politycznego. Cóż może dać Polsce wypowiedzenie wojny Japonii?
W podobnym tonie wypowiadał się o zaistniałej sytuacji zwyczajny polski marynarz pływający na ORP „Dragon”. Ów wilk morski to Wincenty Cygan, autor „Granatowej załogi”. Na kartach książki wspomina:
Rząd nasz wypowiadając wojnę […] wypowiedział ją także Japonii. Ale na tym powinien być koniec. Wystarczyłoby następnie tylko wzorować się na polityce brytyjskiej, która nie przedsięwzięła niczego dotąd przeciwko Rosji zalewającej nasz kraj. Ponieważ Rosja nie zagraża bezpośrednio Wielkiej Brytanii, Brytyjczycy nie uważali jej za wroga.
W jakim więc sensie mogła Japonia grozić nam? W czasie, kiedy rzesze Polaków uchodźców z „przyjacielskiej” Rosji, znajdowały przytułek, opiekę i darmo chleb u „wrogiej” Japonii, po tej stronie rząd nasz wypowiadał jej wojnę.
Jak widać, Japończycy wykazali się jednak wielką wyrozumiałością. Cygan pisze również, że „Dragon” miał zostać przebazowany na Cejlon i stamtąd, w ramach dziesiątej eskadry krążowników, prowadzić działania przeciwko Japonii, co bardzo nie podobało się polskim marynarzom. Ku ich zadowoleniu ostatecznie przydział zmieniono.

Obrazek
Inspiracją dla napisania artykułu były wspomnienia Wincentego Cygana zatytułowane „Granatowa załoga” (wydane nakładem Finny w lipcu 2011).



Długi i krwawy konflikt

Żeby nie było, sprawa wcale się na tym nie skończyła! Wojna Polski z Japonią trwała formalnie aż do… 1957 roku, kiedy to podpisano Układ o przywróceniu normalnych stosunków między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Japonią.
Punkt pierwszy tego dokumentu głosi, że stan wojny pomiędzy PRL a Japonią ustaje z dniem wejścia w życie Układu.
Trzeba przyznać, że była to bardzo długa i wyjątkowo krwawa wojna − wojska Polski i Japonii ścierały się na śmierć i życie aż… zero razy. Na szczęście polski rząd poszedł po rozum do głowy i zdecydował, że lepiej aby wojna z Japonią pozostała wyłącznie na papierze.
Zresztą podczas trwania tego „konfliktu” wywiady obu krajów nadal współdziałały ze sobą w zdobywaniu danych o ZSRR i Niemcach, a polscy agenci podróżowali po świecie dzięki paszportom dyplomatycznym Mandżuko (kontrolowanego wówczas właśnie przez tych „wrogich” Japończyków).

Źródła:
Sergeĭ Vladimirovich Bakhrushin, Historia dyplomacji, t. IV, Warszawa 1981.
Wincenty Cygan, Granatowa Załoga, Gdańsk 2011.
Włodzimierz T. Kowalski, Tragedia w Gibraltarze, Bydgoszcz 1989.

Aleksandra Zaprutko-Janicka

http://ciekawostkihistoryczne.pl/2011/0 ... -xx-wieku/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 10 wrz 2017, 18:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://retropress.pl/narodowy-socjalist ... tastrofie/

Ci, co znali niemiecką mentalność, już wiedzieli, że będzie wojna i tragedia. Tak jak dziś ci co znają niemiecką mentalność wiedzą, że szykuje się kolejna katastrofa.

Kopia artykułu:

Niemcy pchają świat ku katastrofie

Te słowa tytułu nie są frazesem, lecz nagą prawdą. Niemcy wkroczyły nu drogę jawnych i szerokich zbrojeń wojennych, maskowanych dotąd przed światem. Niemcy złamały traktat wersalski (zanadto wersalski…) wprowadzając powszechny obowiązek służby wojskowej, tworząc armję lądową w liczbie blisko 500.000 żołnierzy i domagając się zrównania swych sił lotniczych ze stanem lotnictwa wojskowego Francji oraz żądając przyznania floty morskiej w rozmiarach 1/3 floty angielskiej.

Fabryki broni pracują w Niemczech pełną parą: fabryki chemiczne wytwarzają masowo gazy trujące i bomby – uczeni niemieccy wysilają mózgi nad udoskonaleniem środków bojowych, nad wynalezieniem nowych sposobów mordowania ludzi w imię odwiecznego teutońskiego hasła: „Deutschland über alles”. Całe życie, gospodarcze Niemiec, a zwłaszcza inwestycje i roboty publiczne (budowa dróg i mostów, schronów i fortyfikacji) odbywa się pod kątem celów wojennych. Gdy przywódcy Niemiec za okna, na wynos – opowiadają, że chodzi im tylko o równouprawnienie polityczne i honor narodu – że są największymi przyjaciółmi pokoju – to same Niemcy przedstawiają widok wielkiego obozu wojennego.

Nic dziwnego, że ujawnienie takiego stanu rzeczy wywołało popłoch i panikę wśród ludów Europy i mężów stanu. Jasną jest rzeczą, że zbrojenia niemieckie muszą spowodować wzrost zbrojeń innych narodów, a to prowadzi do dalszego przyduszenia życia gospodarczego, deficytów budżetowych, wzrostu bezrobocia, ograniczenia potrzeb kulturalnych, słowem ku ostatecznej katastrofie.

W rezultacie zaś ku wojnie, gdyż narody nie wytrzymają zbyt wielkich zbrojeń i prochy wybuchną.

Tak każe przewidywać zwykła logika myślenia, logika faktów. I dlatego już obecnie, gdy jeszcze proces zbrojeń znajduje się w okresie początkowym – należy zmobilizować wszelkie siły pokojowe Europy do czynnej interwencji wobec Niemiec – celem zahamowania ich militarnych zapędów. Jeżeli to nie będzie dokonane rychło i stanowczo – to później będzie już poniewczasie.

Wypadki potoczą się z żywiołową siłą, nieokiełzaną żadnym hamulcem. Zbrojenia, katastrofa gospodarcza, jedyne z niej wyjście – wojna, – jedyne w tych warunkach jej zakończenie – rewolucja.

Czy tego nie widzą, nie przewidują mężowie stanu Europy?

Jeżeli nie widzą, nie czują – to może i słusznie zasługują na taki koniec – jaki przyniesie im zawierucha, której nie chcieli zapobiec.

Polska musi się mieć na baczności! Zmieniły się gruntownie warunki i okoliczności od roku, tj. od chwili, w której zawierano z Niemcami pakt o nieagresji.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 29 wrz 2017, 13:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historia.wp.pl/title,Studzianki- ... &_ticrsn=3

Studzianki - samobójczy atak Polaków rozstrzygnął losy bitwy
30-12-2016 (22:16)

W sierpniu 1944 r., w czasie, gdy w Warszawie trwało powstanie, do chrztu bojowego na froncie wschodnim przystąpiła wielka jednostka pancerna Wojska Polskiego - 1 Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte. Dzięki samobójczej szarży Polacy powstrzymali kontratak elitarnych niemieckich sił pancernych pod Studziankami i wzbudzili podziw Sowietów.

Obrazek
(Wikimedia Comons, Fot: Radzieckie T-34 podczas operacji wiślańsko-odrzańskiej)


W wyniku błyskawicznej operacji brzesko-lubelskiej Armia Czerwona 21 lipca 1944 roku zdobyła Chełm, dwa dni później Lublin, a już 25 lipca sowieckie zagony pancerne wyszły nad Wisłę w rejonie Puław i Dęblina. 27 lipca 2 Armia Pancerna ruszyła spod Garwolina w kierunku Warszawy, dochodząc na przełomie lipca i sierpnia do Wołomina i Radzymina. Jednak tam Rosjan zatrzymała w kontrataku 9 Armia generała Nicolausa Vormanna, a gdy 1 sierpnia wybuchło w Warszawie powstanie, ten kierunek frontu został wygaszony przez Stawkę. W tym czasie do forsowania Wisły pod Dęblinem i Puławami rzucona została 1 Armia WP generała Zygmunta Berlinga, która do tego momentu pozostawała w drugim rzucie 1 Frontu Białoruskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego. Źle przygotowana operacja przyniosła wielkie straty wśród oddziałów polskich, ale jednocześnie pozwoliła Sowietom na zdobycie przyczółków w okolicach Janowa, Magnuszewa i Sandomierza.
Przyczółek pod Magnuszewem i Warką, zajęty przez 8 Armię Gwardii słynnego obrońcy Stalingradu - generała pułkownika Wasilija Czujkowa, okazał się nagle istotnym punktem wyjścia dla dalszej ofensywy na zachód. Zwróciły na to uwagę jednocześnie obie strony batalii. Generał Vormann zaczął przerzucać na południe swe jednostki pancerne, podobnie czynili Sowieci; marszałek Rokossowski wydał generałowi Berlingowi rozkaz przerzucenia swojej armii w rejon Magnuszewa. W jej awangardzie szła 1 Brygada Pancerna dowodzona przez weterana spod Stalingradu, generała polskiego pochodzenia Jana Mierzycana.
W skład brygady wchodziły dwa pułki czołgów (w każdym po trzy kompanie czołgów średnich T-34/76 i kompania czołgów lekkich T-70), batalion piechoty zmotoryzowanej oraz samodzielny pułk artylerii samobieżnej. Formacja według etatu miała liczyć 2188 ludzi wyposażonych w 86 czołgów, pięć samochodów pancernych BA-64 i 21 dział samobieżnych SU-85. Brygada nie brała dotychczas udziału w walkach, prócz 1 pułku czołgów, który w ramach 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki bił się pod Lenino.
W nocy z 30 na 31 lipca 1944 polskie czołgi pokonały trasę Lublin-Kurów-Żyrzyn-Zagrody, a stamtąd ruszyły 9 sierpnia do Łaskarzewa. Po południu tego dnia brygada rozpoczęła przeprawę przez Wisłę.


Atak dywizji "Herman Göring"

Generał Vormann jednak nie próżnował i już 5 sierpnia rzucił swe wojska do likwidacji przyczółka 8 Armii Gwardii na zachodnim brzegu Wisły, a miał do dyspozycji jednostki doborowe: 19 Dywizję Pancerną, 45 Dywizję Grenadierów i przede wszystkim elitarną formację Luftwaffe - Dywizję Spadochronowo- Pancerną "Herman Göring" generała leutnanta Wilhelma Schmalzma przerzuconą po reorganizacji z Włoch. Natarcie uderzyło głównie na południową linię przyczółka w rejonie miejscowości Grabnowola, Chodków, Studzianki i miał na celu odcięcie 8 Armii Gwardyjskiej od reszty 1 Frontu Białoruskiego. 9 sierpnia Niemcy przełamali pierwszą linię obrony IV Korpusu Piechoty na szerokość kilometra pod Grabnowolą i Mariampolem.
wpW tej krytycznej sytuacji generał Czujkow postanowił rzucić do walki polską 1 Brygadę Pancerną, którą mu operacyjnie podporządkowano (bez pułku dział samobieżnych). Z braku czasu i dostatecznych środków przeprawowych, generał Mierzycan wysłał do boju swą brygadę częściami. Była to decyzja kontrowersyjna, ale w tej sytuacji nie było innego wyjścia, gdyż IV Korpus miał na stanie tylko sześć sprawnych czołgów. Dzięki temu połowa brygady została rozproszona aż między trzy dywizje piechoty.


Samobójcza szarża

Pierwsza do boju ruszyła 1 kompania kapitana Wiktora Tiufiakowa, której T-34 w nocy 9 sierpnia wzmocniły obronę 47 Dywizji Piechoty. Zaraz za nią do walki włączyła się 2 kompania podporucznika Tilla, która następnego dnia po południu odbiła z rąk Niemców wieś Chodków. W tym samym czasie, o godzinie 15.00 po silnym przygotowaniu artyleryjskim i lotniczym, nastąpiło potężne uderzenie grupy pancernej 19 Dywizji Pancernej i głównych sił Dywizji Spadochronowo-Pancernej "HG". Niemcy zaatakowali główne punkty sowieckiej obrony w rejonie i w samej wsi Studzianki. W dwadzieścia minut grenadierzy i strzelcy spadochronowi przy wsparciu czołgów zdobyli wieś, folwark i cegielnię Studzianki, a następnie Wzgórze Wiatraczne, z którego trzydzieści niemieckich czołgów rozwinęło szyk do ataku na następne cele - miejscowości Łękawica, Celinów, Sucha Wola i Basinów.
W tym krytycznym momencie dowództwo sowieckie rzuciło do straceńczej szarży sześć czołgów 3 Kompanii porucznika Rościsława Tarajmowicza z 1 pcz. Polacy uderzyli w skrzydło nacierających grenadierów "HG", niszcząc pięć wozów pancernych, ale stracili przy tym wszystkie własne T-34 - zginął na miejscu dowódca kompanii i szesnastu czołgistów, ale dzięki tej ofierze natarcie nieprzyjaciela zostało zahamowane. Rosjanie zdołali też odbić Wzgórze Wiatraczne.


Podziękowania dla Göringa

Przez kolejne dwa dni trwały gwałtowne walki o zlikwidowanie niemieckiego klina. Do 11 sierpnia na pierwszej linii stanął 2 pułk czołgów, który w odróżnieniu od pierwszego, działał jako zwarty oddział. Do czołgistów dołączyła piechota zmotoryzowana brygady i inne oddziały sowieckie. Same Studzianki przechodziły z rąk do rąk aż siedem razy. I tak na przykład nad ranem 12 sierpnia grupa bojowa podporucznika Władysława Świetany (fizylierzy i 1 kompania 2 pcz.) zdobyła Studzianki, ale już po dwóch godzinach 74 pułk grenadierów wyparł Polaków ze wsi. Przed całkowitą zagładą żołnierzy podporucznika Świetany ocaliły... niemieckie sztukasy, które omyłkowo zbombardowały i ostrzelały własne czołgi i grenadierów. Polscy fizylierzy i czołgiści żartowali, że muszą Göringowi wysłać podziękowanie za ratunek. Szczęście, mimo kolejnej utraty Studzianek, nie opuszczało w tym dniu polskich "tankistów" - kapitan Tiufiakow zdobył w leśnej walce sztandar batalionu grenadierów "HG". Był to też ostatni dzień niemieckich działań
ofensywnych - inicjatywę całkowicie przejęła strona sowiecko-polska. Dnia 14 sierpnia nastąpił generalny szturm na broniących się w ruinach studziankowskiego folwarku i cegielni niemieckich grenadierów i strzelców spadochronowych.
Do 16 sierpnia oddziały sowieckie i polskie przywróciły linię frontu mniej więcej do stanu sprzed 9 sierpnia. W bitwie pod Studziankami 1 Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte straciła od 259 do 275 zabitych, rannych i zaginionych, w tym ponad 60 zabitych; również w liczbie straconych czołgów są rozbieżności - około 26-28 wozów. Na konto brygady zaliczono czterdzieści zniszczonych czołgów i samobieżnych dział niemieckich. Warto w tym miejscu przywołać doświadczenia 1 Dywizji Pancernej w Normandii. W pierwszym dniu bitwy pod Falaise, 8 sierpnia, dywizja generała Maczka straciła 43 czołgi. W dniu następnym jednostki liniowe uzupełnione w nocy miały ponownie pełne wyposażenie etatowego sprzętu pancernego. Natomiast 1 Brygadę po utracie blisko jednej trzeciej wozów pancernych na przyczółku magnuszewskim 31 sierpnia trzeba było przeformować.

Piotr Korczyński, II światowa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 06 mar 2018, 07:37 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Szybkie podsumowanie współpracujących narodów z Waffen SS.
Facebook banuje za ten film którego wstydzą się inne narody oprócz Polski.

https://twitter.com/PrawyPopulista/stat ... 9365174274

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 31 sie 2018, 17:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31137
Wciąż boląca rocznica

79 lat temu na Polskę nie napadli żadni naziści. 1 września 1939 roku napadli na nią Niemcy. Owszem, w przygniatającej większości byli nazistami, bo chcieli nimi być. Dlatego jednomyślnie poparli i wynieśli do władzy zbrodniczy system. Dopóki szło dobrze, obdarzali Hitlera i jego sadystyczną świtę miłością wyjątkowo namiętną. Uwierzyli, że są rasą panów. Wielu z nich wierzy w to do dzisiaj.

Rozpętując wojnę, rozpętali tak naprawdę piekło. Z iście niemiecką precyzją i systematycznością przystąpili do mordowania milionów Europejczyków, w tym europejskich Żydów. To, czego nie mogli ukraść, niszczyli. Byli jak Hunowie. Z tą różnicą, że ci ostatni nie wydali z siebie filozofów i kompozytorów. Europę zdziesiątkował i spustoszył naród kulturowo i cywilizacyjnie, wydawałoby się, wiodący.

1 września pokazał jednocześnie, jak słabym państwem była Polska. I nie chodzi tu o tragiczną politykę Józefa Becka czy dyletanctwo pomajowych pułkowników, powierzających sobie nawzajem stery państwa. 1 września pokazał, że Polska jest sama i nie ma przyjaciół. Żadnych. Na dodatek okazało się, że mało kto ją lubi, bo jest kłopotem. Wyszło, że jak przychodzi co do czego, musi liczyć tylko na siebie.

Europa wyciągnęła wnioski z drugiej wojny światowej. Jest dzisiaj miejscem wolnym od wojennej pożogi, choć z tlącymi się konfliktami militarnymi w jej obrębie. Jest wciąż, pomimo multikulturowego naporu, kontynentem państw narodowych, twardo realizujących swoje partykularne interesy. To zupełnie zrozumiałe i naturalne. My też tacy powinniśmy być.

1 września, to dzień niemieckiej hańby i dzień szczególnej refleksji nad tym, do czego zdolny jest człowiek. To dzień pamięci o bezmiarze okrucieństwa i niewyobrażalnego cierpienia, które pomimo upływu tylu lat, wciąż przeraża. Wciąż boli. Wciąż nie daje o sobie zapomnieć.

(Zdjęcie przedstawia rodzinę zamordowaną przez Einsatzgruppe w Zborowie. Chłopiec stojący nad zwłokami krewnych został zabity jako ostatni - fot. Bundesarchiv)

Obrazek


https://www.salon24.pl/u/apropos/891858 ... a-rocznica


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: II wojna światowa
PostNapisane: 01 wrz 2018, 11:06 
Online
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Wciąż boląca rocznica

(Zdjęcie przedstawia rodzinę zamordowaną przez Einsatzgruppe w Zborowie. Chłopiec stojący nad zwłokami krewnych został zabity jako ostatni - fot. Bundesarchiv)


Straszne. Nie da się na to spokojnie patrzeć....

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 286 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 15 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /