Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 30 lis 2017, 21:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Teoria spiskowa potwierdzona, uzupełniona i zaktualizowana

Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 29 listopada 2017

Ach, jakże mi przyjemnie, bo jakże ma mi być, kiedy właśnie potwierdza się moja ulubiona teoria spiskowa? Przypomnę, że chodzi o to, iż kiedy po spotkaniu Michaiła Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Reykjaviku w roku 1986 gruchnęła wieść, że istotnym elementem przyszłego porządku politycznego w Europie, który miałby zastąpić rozsypujący się porządek jałtański, będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, w wielu krajach tego regionu rozpoczęły się przygotowania do transformacji ustrojowej. Miały one charakter systemowy i prywatny. W ramach przygotowań systemowych dokonało się uwłaszczenie nomenklatury, która poprawiała sobie stan posiadania rozkradając w sposób zorganizowany państwowy majątek. Drugim nurtem systemowych przygotowań była selekcja kadrowa w strukturach podziemnych. We współpracy z komunistycznym wywiadem wojskowym „lewica laicka”, czyli dawni stalinowcy, w pierwszym, albo drugim pokoleniu, częściowo z semickimi korzeniami, zapewnili sobie dominującą pozycję w strukturach podziemnych i jako „reprezentacja społeczeństwa” podzielili się z funkcjonariuszami reżimu i to z najtwardszym jego jądrem, władzą nad mniej wartościowym polskim narodem tubylczym. Obok tych dwóch systemowych nurtów pojawił się nurt trzeci – przygotowań prywatnych. Bezpieczniacy na wszelki wypadek postanowili zawczasu przewerbować się na służbę do przyszłych sojuszników Polski – bo wiadomo było, że kiedy Sowieci się z Europy środkowej wycofają, to nastąpi odwrócenie sojuszy. Zatem albo sami się „odwrócili”, albo „zostali odwróceni” - jak to wyjaśnił Maciejowi Zalewskiemu rezydent CIA w Warszawie: „Oni mieli zostać odwróceni i zostali odwróceni. I tak ma być!”. Odwróceni – to znaczy – zamiast pracować dla ZSRR, zaczęli pracować dla CIA lub FBI albo niemieckiej BND lub izraelskiego Mosadu – ale nie dla Polski. Na tej podstawie sformułowałem swoją ulubioną teorię spiskową, według której Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa: Ruskie, Pruskie i Amerykańsko-Żydowskie. Zaczęło się to pod koniec drugiej polowy lat 80-tych i trwa do dnia dzisiejszego – bo powstałe w tamtych czasach zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii. Mamy bowiem u nas zjawisko dziedziczenia pozycji społecznej, zgodnie z którym dzieci aktorów zostają aktorami, dzieci reżyserów – reżyserami, jak np. „córunia-lesbijka”, dzieci piosenkarzy – piosenkarzami, dzieci sędziów – sędziami, oczywiście niezawisłymi, jakże by inaczej – no a dzieci konfidentów – konfidentami, bo to przecież taki sam zawód, jak każdy inny.

Powtarzam te rzeczy aż do znudzenia z dwóch powodów. Po pierwsze – repetitio mater studiorum est, toteż nigdy dość powtarzania, a po drugie – właśnie złowrogi minister Macierewicz ujawnił informację, która tę moją ulubioną teorię spiskową nie tylko potwierdza, nie tylko ubogaca, ale i na swój sposób aktualizuje. Oto okazało się, że Polacziszka służący Sowieckiemu Sojuzu, „piczka-zasadniczka”, czyli premier-generał Wojciech Jaruzelski, na polecenie swoich oficerów prowadzących, zadbał o utrzymanie wpływów Stronnictwa Ruskiego w naszym nieszczęśliwym kraju również na okres „życia po życiu” sowieckiego imperium w Europie Środkowej. W tym celu utworzył tak zwany „złoty fundusz”, czyli konspirację w wojsku, podobną do tej, którą we Francji skonstruował generał Ludwik Andre i wprowadził w armii system awansowy według tzw. „fiszek”, czyli karteczek umieszczonych albo w pudle z napisem „Korynt”, albo w pudle z napisem „Kartagina”. Oficerowie z „Koryntu” byli przeznaczeni do awansów i wszelkich udogodnień w służbie, podczas gdy oficerowie z „Kartaginy” mogli się z awansami pożegnać i byli skazani na pełnienie w armii stanowisk podrzędnych. Pudła z fiszkami trzymała pod nadzorem kanalia nazwiskiem Narcyz Vadecard, sekretarz Wielkiego Wschodu Francji – przestępczej organizacji nepotystyczno-korupcyjnej, specjalizującej się w skrytym manipulowaniu wielkimi masami ludzi dla osiągania korzyści politycznych, materialnych i ideologicznych w postaci doprowadzania mniej wartościowych narodów europejskich do stanu bezbronności. Na użytek idiotów masony – bo o nich przecież mowa – przedstawiają rozmaite „tajemnice”, „rytuały” i „kabały” - na przykład liczą wszystkie samogłoski w Biblii, potem wyciągają z tego pierwiastek kwadratowy, od uzyskanej w ten sposób liczby odejmują roczną produkcję parasoli i w ten sposób wychodzi im data, dajmy na to, końca świata. Rozmaici mikrocefale bardzo się tymi rewelacjami nasładzają, dzięki czemu biznes – jak to mawiano w warszawskich sferach kupieckich - „sze krenczy”. Kryterium, jakim masony, to znaczy generał Andre i jego zwierzchnik, premier Emil Combes, były ksiądz, rodzaj ówczesnego pana Obirka lub Bartosia – kierowały się przy zakwalifikowaniu oficera do „Koryntu”, czy Kartaginy”, był jego stosunek do religii. Bo według masonów wszyscy ludzie będą wprawdzie braćmi, ale wiadomo, że wśród braci jeden jest starszy, a drugi młodszy, toteż jeden musi słuchać drugiego, a jak go słucha, no to w rezultacie „brat brata w d... harata” - na czym oczywiście najbardziej korzystają bracia najstarsi, co to nawet w ciemnościach rozpoznają się po zapachu. W „złotym funduszu” stosunek do religii nie był chyba aż taki ważny, jak stosunek do Związku Radzieckiego – bo generał Jaruzelski, podobnie jak Mieczysław Moczar, pewnie uważał, że „dla nas, partyjniaków” prawdziwą ojczyzną jest Związek Radziecki - i pewnie dlatego w roku 1969, gdy generał Jaruzelski był ministrem obrony narodowej – w opinii oficera rezerwy, a nawet podchorążego musiała być wzmianka o jego stosunku do Związku Radzieckiego. Oficerowie wciągnięci na listę „złotego funduszu” byli promowani przy wszystkich awansach, kierowani na zagraniczne szkolenia i tak dalej. W ten sposób najtwardsze jądro komuny uwiło sobie gniazdko – rodzaj niszy ekologicznej również w NATO – w każdej chwili gotowe do aktywizacji, gdyby tylko z Moskwy padły stosowne hasła. Stronnictwo Pruskie ten stan rzeczy tolerowało, po pierwsze – ze względu na strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, teraz po moskiewskiej wizycie prezydenta Steinmeiera odnowione i zacieśnione, a po drugie – ze względu na wyznawaną przez Niemcy po roku 1990 doktrynę „europeizacji Europy”, która polega na delikatnym, ale cierpliwym i metodycznym wypychaniu USA z polityki europejskiej, zwłaszcza z funkcji jej kierownika. No a teraz złowrogi minister Macierewicz ujawnia, że generałowie, co to padli ofiarą przeprowadzonej przez niego kuracji przeczyszczającej w naszej niezwyciężonej armii, byli co do jednego związani właśnie ze „złotym funduszem”. No to dlaczego ja mam się nie cieszyć, skoro – po pierwsze – moja ulubiona teoria spiskowa nie tylko została potwierdzona, ale w dodatku uzupełniona i zaktualizowana, a po drugie – że kolejna komunistyczna konspiracja w naszej niezwyciężonej armii została przynajmniej częściowo nadwerężona?

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4083


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 gru 2017, 22:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Sodoma i Gomora w Soplicowie

Felieton • Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org) • 16 grudnia 2017

Jaka szkoda, że nie wiemy, ilu konkretnie mieszkańców liczyły miasta Sodoma i Gomora, które Stwórca Wszechświata zniszczył ogniem z nieba za praktykowanie sodomii i gomorii, które dzisiaj uważane są przez sodomitów i gomorytów nie za ohydne zboczenia, tylko za szlachetne „orientacje”! Okazuje się, że dla Stwórcy Wszechświata nie jest obojętne, ku jakiej „orientacji” skłaniają się ludzie i w przypadku zatwardziałości nie waha się nawet przez urządzeniem im holokaustu – bo Sodoma i Gomora zostały przecież unicestwione za pomocą ognia. W tej sytuacji sodomici i gomoryci nie powinni aż tak bardzo polegać na dekrecie Światowej Organizacji Zdrowia, która w swoim czasie przez głosowanie uchwaliła, że sodomia i gomoria nie są ohydnymi zboczeniami, tylko szlachetną „orientacją”. Przede wszystkim dlatego, że przez głosowanie żadnych faktów ustalić się nie da. Głosowanie dostarcza bowiem tylko informacji, co myśleli na ten temat uczestniczy głosowania, a nie – jak sprawy maja się naprawdę. Ale to jeszcze nic w porównaniu z sytuacją, gdy Światowa Organizacja Zdrowia w innym składzie personalnym pewnego dnia przegłosuje coś odwrotnego – że mianowicie sodomia i gomoria nie są żadną szlachetną „orientacją”, tylko zwyczajnie – ohydnymi zboczeniami. Co wtedy zrobią sodomici i gomoryci, na co się powołają, a zwłaszcza – co zrobią niezawisłe sądy, które – oczywiście „bez swojej wiedzy i zgody” stają się narzędziem („ślepe narzędzie przyrody...”) komunistycznej rewolucji i w tak zwanym „majestacie prawa” umacniają władzę komunistów nad językiem mówionym pod pretekstem ochrony dobrego samopoczucia sodomitów i gomorytów. W tej sytuacji trzeba będzie tych wszystkich gorliwców, poprzebieranych w „śmieszne, średniowieczne łachy” jednak jakoś karcić – bo nic tak nie rozzuchwala, jak bezkarność. Mogliśmy to zobaczyć na własne oczy, kiedy europosłowie głosujący w Parlamencie Europejskim za antypolskimi rezolucjami nie posiadali się z oburzenia na widom własnych wizerunków zawieszonych na szubienicach. Najwyraźniej dopuścili sobie do głowy, że dzięki poselskiemu immunitetowi mogą sobie dowolnie dokazywać. I tak rzeczywiście jest – ale tylko do momentu zmiany konwencji. Ogólnie rzecz biorąc polega ona na tym, ze nawet najbardziej wpływowy finansista, ot na przykład stary grandziarz, albo i sławny parlamentarzysta europejski nie potrafi schwytać w rękę kuli wystrzelonej w jego głowę. Nie bez kozery tedy popularne porzekadło głosi, że jak Stwórca Wszechświata zamierza kogoś zgubić, to najpierw odbiera mu rozum, czyli poraża go pychą. „Kto w szpony dostał się hipostaz, rzeczywistości już nie sprosta” - ostrzega poeta.

Ale mniejsza z tym, bo ważniejsza jest liczebność mieszkańców Sodomy i Gomory, które Stwórca Wszechświata... - i tak dalej. Jak pamiętamy, patriarcha Abraham, swoim zwyczajem usiłował się ze Stwórcą Wszechświata targować – ale kiedy okazało się, że w Sodomie nie można było znaleźć nawet 10 normalnych osobników, to nawet patriarcha Abraham opuścił ręce i na obydwa miasta spadł ogień z nieba. Tymczasem pan dr Bogdan Zdziennicki, prywatnie małżonek pani prezes Małgorzaty Gersdorf twierdzi, że w naszym i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwym kraju, na 10 tysięcy sędziów znaleziono „tylko 10 nieuczciwych”. Właśnie z tego powodu ogromnie żałuję, że nie wiemy, ilu mieszkańców liczyła Sodoma i Gomora. Jeśli więcej, niż 10 tysięcy, no to Polska, a konkretnie – środowisko sędziowskie - nie wypada na tym tle najgorzej – ale jeśli mniej – dajmy na to, tylko 5 tysięcy, co przecież jest możliwe – no to procentowo środowisko sędziowskie w Polsce wypada znacznie gorzej od Sodomy i Gomory. A przecież na tym nie koniec, bo warto rozebrać sobie z uwagą, co właściwie pan dr Zdziennicki rozumie pod słowem „nieuczciwy”? Czy na przykład sędziowie, którzy zostali konfidentami WSI, albo zwerbowani w ramach operacji „Temida” - zostali konfidentami Urzędu Ochrony Państwa, przejętymi potem przez ABW – są „uczciwi”, czy może jednak nie? Czy „wybitni prawnicy”, którzy dali się wybrać jako sędziowie „nadliczbowi” do Trybunału Konstytucyjnego, są „uczciwi”, jakby nigdy nic, czy może już obtarli sobie puszek niewinności? I tak dalej i tak dalej. Przypuszczam, że pan dr Zdziennicki gotów jest uznać za „nieuczciwych” tylko tych sędziów, którzy zostali przez niezawisłe sądy prawomocnie skazani, albo przynajmniej – schwytani na gorącym uczynku, podczas gdy wszyscy inni korzystają z „domniemania uczciwości”. Obawiam się jednak, że w stosunku do konfidentów, którzy przecież chronią się nie tylko nawzajem, ale również, a może nawet przede wszystkim – wykonują zlecone zadanie ochrony przed odpowiedzialnością karną konfidentów tajnych służb, które pozwalają im dorabiać sobie oszustwami, rozbojami i kradzieżami na szkodę obywateli – żadne „domniemanie uczciwości” nie powinno wchodzić w grę. Jeśli tedy pan dr Zdziennicki optymistycznie zakłada, że wśród 10 tysięcy sędziów znalazło się tylko 10 „nieuczciwych”, to tylko dlatego, że – w odróżnieniu od Stwórcy Wszechświata – nie wie, który sędzia jest konfidentem i jakie zadania wykonuje. Co prawda, gdyby był bardziej spostrzegawczy, to mógłby nabrać podejrzeń, że z tą całą uczciwością może być gorzej, niż mu się wydaje, choćby na podstawie dwóch niedawnych Kongresów Sędziów Polskich, na które przyjeżdżał kto chciał – albo kto musiał – i na które przybyło mniej więcej około tysiąca sędziów – czyli mniej więcej 10 procent środowiska. Taka proporcja jest może trochę lepsza, niż w Sodomie i Gomorze, ale czy może być powodem do dumy?

W jurydycznej atmosferze, jaka się u nas upowszechnia coraz bardziej w ramach walki o praworządność, dochodzi już do tego, że panią w szkole, która tłumaczy dzieciom, że dwa dodać dwa jest cztery, pytają one surowo, czy ma aby na to świadków, niewiedza zaczyna być traktowana jako usprawiedliwienie. Jeszcze lepszą, niż w przypadku pana dra Zdziennickiego ilustracją tej postawy jest deklaracja małżonka pani prezydenta Hanny Gronkiewicz-Waltz, która odmawiając stawienia się przed komisją do spraw reprywatyzacji, spuszcza się - tym razem na własnego męża, że to on jest „stroną” w tej sprawie. A co mąż? Ano – powiada – że „nikt” mu nie powiedział, że w sprawie przejęcia kamienicy są jakieś nieprawidłowości. Ale – powiedzmy sobie szczerze – w jakim celu ktokolwiek miałby go o tym informować? Może by wtedy odmówił przyjęcia prezentu, a tak - „dano mi dobra – wziąłem” - jak skwitował sprawę przekazania mu przez Targowicę skonfiskowanych dóbr Horeszków Sędzia Soplica z „Pana Tadeusza”. Ciekawe, czy pan dr Zdziennicki uznałby Sędziego Soplicę za „uczciwego” czy nie? Bo że małżonek pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, którego „nikt” nie poinformował o przekrętach, jest bezwzględnie uczciwy, to chyba nikt nie ma wątpliwości, no nie?

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4094


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 21 gru 2017, 18:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Spod świątecznej choinki

Felieton • miesięcznik „Moja Rodzina” • 20 grudnia 2017

Kiedyż jest stosowniejszy moment na powrót do źródeł, niż święta Bożego Narodzenia? Inna sprawa, że nie wszędzie można te święta zauważyć, po pierwsze dlatego, że niemal doszczętnie zawłaszczyli je straganiarze, wmawiając ludziom, że najważniejszym wydarzeniem tego dnia jest wręczenie kupionych wcześniej prezentów, a po drugie – że religijna strona tych świąt podobno strasznie kłuje w chore z nienawiści oczy osobistych wrogów Pana Boga, co to cierpią na bigoterię „laickości” i gwoli zapewnienia sobie psychicznej higieny, gotowi są wyczyścić całą Europę z wszelkich śladów chrześcijańskiej przeszłości. Ich ideał, to wypić i zakąsić, a higiena psychiczna jest im potrzebna gwoli zapobieżenia niestrawności i wzdęciom, które powodują wzrost globalnego ocieplenia. Bo to nieprawda, że globalne ocieplenie jest następstwem rozwoju przemysłu. Żaden przemysł nie jest w stanie tak zanieczyścić atmosfery, jak wzdęcia człowieka cierpiącego na niestrawność po przesadnym zakąszaniu kolejnych toastów. Ale mniejsza o to, bo chodzi przecież o powrót do źródeł, a konkretnie – do źródeł cywilizacji łacińskiej, która wykołysała tyle wspaniałych pokoleń prawdziwych Europejczyków. Bo prawdziwi Europejczycy, w odróżnieniu od europejsów, charakteryzowali się przywiązaniem do potrójnych (omne trinum perfectum – mawiali starożytni Rzymianie, co się wykłada, że wszystko co potrójne, jest doskonałe) filarów łacińskiej cywilizacji w postaci – po pierwsze – greckiego stosunku do prawdy, polegającego na przekonaniu, iż prawda istnieje obiektywnie i nie zależy ani od tego, co na ten tema mniema większość, ani nie leży „pośrodku” - jak chcieliby ireniści, tylko leży tam, gdzie leży, a moralną powinnością człowieka rozumnego jest znalezienie tego miejsca i odkrycie prawdy. Dzięki temu właśnie w cywilizacji łacińskiej pojawił się taki fenomen, jak nauka, to znaczy – systematyczne, metodyczne dążenie do prawdy, połączone z nieustannym weryfikowaniem dotychczasowych osiągnięć. Po drugie – w postaci zasad rzymskiego prawa, które bez wątpienia jest jednym z najdoskonalszych osiągnięć ludzkości i nie bez powodu średniowieczni uczeni, odkrywszy justyniańskie „Instytucje”, pod wpływem olśnienia określili je mianem „ratio scripta”, czyli rozumu spisanego. Wreszcie trzecim filarem łacińskiej cywilizacji jest etyka chrześcijańska, jako fundament systemu prawnego. Kulturalny Rzym bowiem miał pewną skazę w postaci uzależnienia człowieczeństwa od pozycji społecznej człowieka. Toteż kiedy Korneliusz Sulla pewnego dnia kazał zarżnąć pod gmachem Senatu 6 tysięcy jeńców samnickich, nikt nie uważał tego za zbrodnię, bo to byli niewolnicy. A chociaż później też zdarzały się podobne rzeczy, to już nie były one uważane za krotochwilę, bo chrześcijaństwo wpoiło Rzymianom, a za ich pośrednictwem i reszcie świata przekonanie, że każdy, niezależnie od pozycji społecznej, jest dzieckiem Boga, więc z tego tytułu przysługuje mu pewne minimum godności, na które nikt nie ma prawa podnosić ręki. To przekonanie legło u podstaw nowoczesnych doktryn prawnych, a w Średniowieczu objawiło się w pięknej postaci etosu rycerskiego. Rycerz nadal był – podobnie jak w starożytności – uosobieniem siły, ale pod wpływem chrześcijaństwa ta siła została wprzęgnięta w służbę słabości. Podczas ceremonii pasowania na rycerza, kandydat składał bowiem ślubowanie, że będzie bronił „wdów i sierot”, a więc osób w ówczesnym społeczeństwie najsłabszych.

Niestety Europa współczesna, pod wpływem europejsów, którzy zalety cywilizacji łacińskiej doceniają o tyle, o ile mogą na niej pasożytować, zaczyna się własnej cywilizacji wstydzić i lekceważąc wspierające ją filary, ześlizguje się w barbarzyństwo. Ten ześlizg jest w perspektywie bardzo groźny, bo zamiast solidnego i stabilnego gruntu prawnego, zaczynamy poruszać się chybotliwym bagnie. Taki eksperyment, mówiąc nawiasem, już raz został przeprowadzony w Związku Sowieckim, doprowadzając miliony ludzi do śmierci, a wielokrotnie więcej wtrącając w rozmaite życiowe tragedie. Zasady prawa rzymskiego głoszą, że cogitationis poenam nemo patitur, co się wykłada, że nikt nie może być karany za myśli, czyli – za poglądy. Tymczasem całkiem niedawno do pana prezesa Kaczyńskiego przyszła delegacja Żydów na skargę, że jacyś młodzi ludzie dali wyraz poglądom, które im się nie spodobały. Dlaczego pan Kaczyński, a za nim – polskie państwo – miałoby prześladować ludzi głoszących poglądy niemiłe Żydom – trudno zgadnąć, ale przecież o to właśnie delegacji chodziło. Zasady prawa rzymskiego głoszą dalej, że nullum crimen sine lege, co się wykłada, że przestępstwem jest tylko czyn zabroniony przez ustawę. Tymczasem Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą polski rząd do „potępienia” tak zwanej „ksenofobii”, czyli dystansu wobec osób obcych. Prawo w Polsce zabrania nawoływania do czynów godzących w prawa takich osób, ale nie zmusza nikogo, by się z nimi bratał, co oznacza, że ksenofobia w pewnych granicach jest jak najbardziej dozwolona. Dlaczego polskie władze miałyby „potępiać” zachowania dozwolone przez polskie prawo – doprawdy trudno zgadnąć. Wreszcie zasady prawa rzymskiego głoszą między innymi, ze „nullum crimen sine culpa”, co się wykłada, ze nie ma przestępstwa bez winy. Wina definiowana jest jako psychiczny stosunek sprawcy do popełnionego przezeń czynu. Prawo rozróżnia winę umyślną, występującą w co najmniej dwóch postaciach: zamiaru bezpośredniego (sprawca chce osiągnąć skutek przestępczy), albo zamiaru ewentualnego (w zasadzie chce osiągnąć inny skutek, ale dopuszcza możliwość, że „przy okazji” wystąpi również ten przestępczy i godzi się na to) – oraz winę nieumyślną w postaci lekkomyślności (sprawca przewiduje możliwość wystąpienia skutki przestępczego, ale bezpodstawnie przypuszcza, że go uniknie). Widzimy, że w każdej postaci wina, a więc ów psychiczny stosunek do czynu, musi być udowodniona sprawcy. Tymczasem policja brytyjska stanęła na stanowisku, że przestępstwem jest każde wykroczenie, które PRZEZ OFIARĘ jest postrzegane jako motywowane wrogością lub uprzedzeniem. Chodzi o tzw. „przestępstwa z nienawiści”. Można zatem zostać przestępcą „bez swojej wiedzy i zgody”, bo o tym nie będzie decydowała wina sprawcy, tylko przekonanie ofiary. Jest to bardzo podobne do tak zwanej „agitacji kontrrewolucyjnej” albo „antysowieckiej”, opisanej w art. 58 kodeksu karnego RSFRR. O tym, czy miała miejsce owa „agitacja”, decydowała partia, albo NKWD – całkiem niezależnie od intencji występujących po stronie „milionów podejrzanych osób”. Widać zatem wyraźnie, w którą stronę ten ześlizg do barbarii następuje, a skoro tak, to i skutki mogą okazać się podobne. Brrr!

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4099


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 mar 2018, 16:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Stalinięta i fejginięta domagają się szmalcu

Felieton • Radio Maryja • 15 marca 2018

Szanowni Państwo!

W niczym nie należy przesadzać – a już specjalnie w dobrych intencjach. Nie bez powodu powiadają, że dobrymi intencjami wybrukowany jest przedsionek piekła. Ale po co sięgać tak daleko, skoro nawet pan Adam Darski, używający pretensjonalnego pseudonimu „Nergal” i uchodzący za przedstawiciela Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na słynące w świecie z niezawisłych sądów województwo pomorskie - ostatnio jakby wystraszył się własnego tupetu i wszystkich dookoła przeprasza? Zawsze uważałem, że cienki z niego Bolek, bo kiedy zapadł na białaczkę i trzeba było zmobilizować dawców szpiku, odwołał się do cnót chrześcijańskich – altruizmu i miłości bliźniego. Gdyby zaś – jak przystało na takiego tęgiego przedstawiciela Belzebuba – odwołał się do wartości infernalnych, to oczywiście żadnego szpiku by nie dostał, co najwyżej kopniaka w tyłek i okrzyku: „ do zobaczenia w piekle, frajerze!”

Zatem wcale nie trzeba sięgać aż do piekła, bo wystarczy zaczerpnąć ze skarbnicy doświadczeń potocznych. Jest wśród nich przestroga, by w doborze przyjaciół wykazywać szczególną staranność. Jeśli bowiem ktoś chce przyjaźnić się ze wszystkimi, to nieuchronnie wpadnie w złe towarzystwo. Skoro bowiem ze wszystkimi, to znaczy, że i z łajdakami i szubrawcami też – no i to jest właśnie złe towarzystwo – a przebywanie w złym towarzystwie przynosi przeważnie opłakane konsekwencje. Kto z chamem pije, ten z nim pod płotem leży – powiada przysłowie, a przecież może być jeszcze gorzej, przed czym przestrzega przysłowie kolejne: z kim przestajesz, takim się stajesz.

Najwyraźniej zapomniał o tym wszystkim pan prezydent Andrzej Duda i kierując się intencją nie tyle może od razu zaprzyjaźnienia się ze wszystkimi, tylko na początek – podlizania się wszystkim – przemawiając 8 marca na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego, „ w mieniu Rzeczypospolitej” przeprosił wszystkie „ofiary Marca” 1968 roku, a zwłaszcza tych, co to mieli wówczas zostać „wypędzeni”. Ciekawe kogo pan prezydent miał na myśli. Niewykluczone, że Helenę Wolińską, która tak naprawdę nazywała się Fajga Mindla Danielak. W latach dobrego fartu została człowiekiem renesansu; nie tylko uczonym prawnikiem, co prawda, wedle kryteriów siermiężnych, ale pieniądze były już prawdziwe, podobnie jak zbrodnie, jakich dopuszczała się, będąc nierozerwalnym ogniwem komunistycznego aparatu terroru. Toteż w 1968 roku skwapliwie skorzystała z okazji, wyjechała do Wielkiej Brytanii i z tej bezpiecznej odległości pryncypialnie chłostała Polskę za „antysemityzm” i – jakże by inaczej! - wypaczenia praworządności! Słowem – została autorytetem moralnym, więc pan Paweł Pawlikowski zwęszywszy możliwość uzyskania Oskara, bardzo się Fajgą Mindlą Danielak zafascynował i za pieniądze zrabowane polskim podatnikom, nakręcił obraz (GN)”Ida”. Takie to ci było męczeństwo.

Ale nie wszyscy wybrali wolność – jak wtedy mawiało się o wyjazdach na Zachód. Taka, na przykład Maria Gurowska, córka Moryca i Frajdy która tak naprawdę nazywała się Zand i w latach dobrego fartu, jako sędzia, dopuszczała się morderstw sądowych, z których najgłośniejszy był wyrok śmierci na generała Emila Fieldorfa. Nawiasem mówiąc, Fajga Mindla Danielak oskarżała generała Fieldorfa, ale żydowska kamaryla w Wielkiej Brytanii nie dopuściła do jej ekstradycji do Polski. Zresztą nic by to chyba nie dało, bo Maria Gurowska nawet nie pofatygowała się, by z Polski wyjeżdżać, ani też nikt nie ośmielił się jej stąd „wypędzać”. I chociaż safandulska „wolna Polska” wytoczyła jej sprawę, to pani sędzia Gurowska nie uznała za stosowne stawić się przed sądem i na tym się skończyło. Jestem pewien, że pan prezydent Andrzej Duda, pragnąc przyjaźnić się ze wszystkimi, właśnie takie reprezentatywne osobistości miał na myśli, przepraszając za Marzec.

Na skutki nie trzeba było długo czekać. Właśnie izraelskiej gazecie „The Jerusalem Post” z 12 marca ukazała się publikacja, że Polska powinna wypłacić odszkodowania za Marzec. Przepraszacie – to dawajcie forsę! Najwyraźniej redakcyjny Judenrat uważa, że „z wszystkiego można szmal wydostać”, się nie krępuje. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak Sejm wprowadzi jakiś specjalny podatek na stalinięta i fejginięta – żeby miały czym obetrzeć łzy po tych wszystkich niewymownych cierpieniach.

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4170


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 16 mar 2018, 21:53 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3235
Sukces amerykańskiej Polonii przeciwko żydowskim oszustwom
- hrabia Jan Zbigniew Potocki


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 18 cze 2018, 16:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Sprawy ważne i błahe

Komentarz • tygodnik „Goniec” (Toronto) • 17 czerwca 2018

Nie ma przypadków, są tylko znaki – mawiał ś.p. ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Toteż wypada – jak wspominał Wojski w „Panu Tadeuszu” - „rozebrać sobie z uwagą” przyczyny, dla których pan prezydent Andrzej Duda ogłosił 15 pytań, na które obywatele mieliby odpowiedzieć w referendum 11 listopada bieżącego roku, akurat w przededniu rozpoczęcia w Rosji rozgrywek o mistrzostwo świata w futbolu? Ponieważ polska drużyna też będzie brała udział w tych rozgrywkach i nawet już wyjechała do Soczi, to w niezależnych mediach, zarówno tych rządowych, jak i tych nierządnych, co to je podejrzewam, iż zostały utworzone przy pomocy pieniędzy ukradzionych przez stare kiejkuty z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, pomstowań na złego ruskiego czekistę Putina, który zagraża miłującemu pokój światu, a zwłaszcza – naszej biednej ojczyźnie - nie ma nawet na lekarstwo. Za to wszyscy się radują, niczym aniołowie w obecności Pana Boga, no i demonstrują niezachwianą pewność ostatecznego zwycięstwa. Bo na czas rozgrywek o mistrzostwo świata w futbolu nastąpiła zmiana kryteriów przy przypisywaniu obywatelom funkcji ruskiego agenta. W normalnych czasach ruskim agentem zostawał każdy, kto z góry nie potępiał zimnego ruskiego czekisty Putina i sam już nie pamiętam, ile razy zostałem przez rozmaitych tropicieli zdemaskowany – ale teraz jest inaczej. Teraz Putin został odsunięty na dalszy plan, a miarą patriotyzmu, zwłaszcza tego prawdziwego, jest niezachwiana wiara w ostateczne zwycięstwo polskiej reprezentacji i każdy, kto objawia jakieś wątpliwości, od razu popada w stan podejrzenia. Słowem – moralno-polityczna jedność narodu objawiła się przy tej okazji, niczym za czasów Gierka, kiedy to – jak pamiętamy - „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej” - oczywiście do momentu, kiedy wszystko się skawaliło. Taka jedność sama się nie robi, więc jest jasne, że na jej straży muszą stać guwernantki, zarówno te, co pilnują i sztorcują mikrocefali tworzących obóz płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, jak i te, co to pilnują i sztorcują mikrocefali z obozu zdrady i zaprzaństwa. Nawiasem mówiąc, wybitny przedstawiciel obozu zdrady i zaprzaństwa, czyli pan Janusz Lewandowski, w swoim czasie odcięty od stryczka przez niezawisły sąd, pryncypialnie schłostał władze naszego bantustanu za niedostateczne umiłowanie praworządności. Najwyraźniej czuje się w obowiązku zrewanżowania się za ówczesną przysługę, ale najzabawniejsze podczas tego przemówienia było tło. Otóż europoseł Janusz Lewandowski przemawiał na tle dwóch swoich kolegów – byłych tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa – Michała Boniego i Dariusza Rosatiego.

Wracając tedy a nos moutons, okoliczność, że pan prezydent Andrzej Duda zaprezentował publicznie 15 pytań niemal w przeddzień rozpoczęcia rozgrywek futbolowych, którymi pasjonują się zarówno partyjni, jak i bezpartyjni, wierzący, jak i niewierzący, żywi i u..., no mniejsza z tym – więc ta okoliczność skłania do podejrzeń, że sam pan prezydent już nie wierzy, iż to referendum się odbędzie, a pytania przedstawił, żeby nie stracić twarzy. Dodatkową poszlaką jest to, że wszystkie one sprawiają wrażenie, jakby zostały napisane w ostatniej chwili na kolanie. W rezultacie niektóre wywołują nawet niezamierzony efekt komiczny, na przykład pytanie, czy by nie wpisać do konstytucji uwagi, że Polska jest państwem suwerennym. Oczywiście można to zrobić, ale dlaczego tak skromnie? Skoro już wpisujemy takie rzeczy, to czemuż sobie żałować i czemuż by nie wpisać, że Polska jest mocarstwem światowym? Ale jeszcze zabawniejsze jest, że nie wie prawica, co robi lewica, bo to pytanie sąsiaduje z dwoma innymi – czy nie wpisać do konstytucji, ze Polska uczestniczy w Unii Europejskiej i następnie – że uczestniczy w NATO. Jest to bardzo podobne do wpisu wprowadzonego w lutym 1976 roku do konstytucji PRL, że Polska pozostaje w sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Jak pamiętamy wzbudził on dość szerokie sprzeciwy przede wszystkim dlatego, że taki wpis stwarzał dla Związku Radzieckiego rodzaj roszczenia, by Polska się z nim przyjaźniła nawet, jeśli już tego nie chce, że zerwanie takiego sojuszu byłoby złamaniem konstytucji. Widać wyraźnie na tym przykładzie, że przyzwyczajenie jest drugą naturą, że stare kiejkuty, z którymi pan prezydent Duda zaprzyjaźnił się po felonii, jakiej się był dopuścił wobec swego wynalazcy Jarosława Kaczyńskiego, nie mogą wytrzymać bez podpisania jakiejś Volkslisty, a jakiej – to wynika z aktualnego położenia Związku Radzieckiego, który raz jest na wschodzie, a innym razem – na zachodzie. Jedno z pytań rodzi podejrzenia, że albo pan prezydent, legitymujący się tytułem doktora praw, albo pomagający mu ministrowie, nie wiedzą ważnych rzeczy. Chodzi o pytanie, czy wpisać do konstytucji zasadę, że prawo polskie ma charakter nadrzędny nad prawem unijnym. Rzecz w tym, że Polska ratyfikowała bez zastrzeżeń zarówno traktat akcesyjny, jak i traktat lizboński. Kwestia nadrzędności prawa wspólnotowego nad prawem krajowym została zaś rozstrzygnięta przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu już w roku 1964, w sprawie Flaminio Costa przeciwko E.N.E.L. Trybunał sformułował wtedy zasadę nadrzędności prawa wspólnotowego nad prawem krajowym bez względu na rangę ustawy. Ponieważ zgodnie z traktatem lizbońskim, orzeczenia ETS mają dla państw członkowskich Unii Europejskiej charakter źródeł prawa, kwestia nadrzędności i podrzędności jest rozstrzygnięta już co najmniej od 54 lat! Aż nie chce mi się wierzyć, że pan prezydent Duda takich rzeczy nie wie, więc jeśli publicznie ogłasza takie pytania, to nie dlatego, żeby ktokolwiek na nie odpowiadał i w ogóle – żeby ktokolwiek traktował je poważnie – bo wygląda na to, że żadnego referendum nie będzie. W tej sytuacji któryś z ministrów Kancelarii Prezydenta na poczekaniu napisał byle co na kolanie, żeby nikt nie mówił, że pytania nie zostały napisane – a pan prezydent zaprezentował je niemal w przeddzień rozgrywek o mistrzostwo świata w futbolu, kiedy nikt nie ma głowy do zajmowania się takimi głupstwami, jak konstytucja.

Tymczasem, korzystając z okazji, że wszyscy rajcują się mistrzostwami, Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że również te państwa członkowskie Unii Europejskiej, które nie uznają małżeństw jednopłciowych, muszą uczestników takich związków traktować jak małżeństwa, jeśli umowę o wzajemne świadczenie usług seksualnych (bo o to przecież w takiej umowie chodzi) strony zawarły w takim państwie członkowskim UE, który takie związki za małżeństwa uznaje. Widać wyraźnie, że wprowadzanie zasad forsowanych przez sodomitów będzie odbywać się „od tyłu”, za pośrednictwem orzecznictwa sądowego, z pominięciem tubylczych parlamentów. W tej sytuacji nie trzeba było długo czekać, by Sąd Najwyższy w Polsce odrzucił kasację ministra sprawiedliwości i orzekł, że przedsiębiorca nie ma prawa odmówić zawarcia umowy z sodomitą. W tej konkretnej sprawie chodziło o drukarza, który odmówił wydrukowania plakatu reklamującego jakąś sodomicką i gomorycką imprezę. Okazuje się, że w konfrontacji z potrzebami sodomitów zasada wolności umów nie ma żadnego znaczenia, więc Sąd Najwyższy w Warszawie właśnie ją zlikwidował. Toteż nic dziwnego, że niemiecki owczarek, postawiony przez Naszą Złotą Panią na fasadzie Komisji Europejskiej, czyli Franciszek Timmermans, aż staje na tylnych łapach, żeby zmusić Polskę do wypełnienia wszystkich punktów ultimatum – żeby pani Małgorzata Gersdorf pozostała Pierwszym Prezesem Sądu Najwyższego w naszym bantustanie i żeby sędziowie SN, którzy ukończyli 65 rok życia, nie musieli przechodzić w stan spoczynku. Czyżby wszyscy byli agentami STASI, których, po zlikwidowaniu Niemieckiej Republiki Demokratycznej, przejęła niemiecka BND?

Stanisław Michalkiewicz

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4243


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 06 lis 2018, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Brawo Pani Profesor

Najtrudniejszą do zrozumienia i niemożliwą dla mnie do zaakceptowania jest szkodliwa defensywność postawy polityków Zjednoczonej Prawicy wobec nie mających uzasadnienia ataków totalnej opozycji. Przyglądając się postępowaniu tamtej strony i jego skutkom, nie ma wątpliwości, że agresja, kłamstwo, wulgarność i bezczelność wcale nie jest czymś co ich wyklucza z przestrzeni publicznej, czy zmniejsza poparcie elektoratu. Oni dobrze o tym wiedzą, że o wiele gorzej jest odbierana potulność, łagodność i cierpliwe wysłuchiwanie oskarżeń, na które nigdy nie ma dostatecznie emocjonalnej i głośnej odpowiedzi.
Gdyby ocenić sytuację pod kątem możliwej argumentacji w sporach politycznych, ZP ma wyjątkowo komfortową pozycję, bo może nokautować przeciwników prawdą. Prawie we wszystkich dziedzinach życia społecznego i politycznego ma przewagę opartą na faktach, na liczbach, na znakomicie rosnącej pozycji Polski w Europie i świecie, a nadchodząca i już prawie widoczna polityczna zmiana w otoczeniu Polski, otworzy nowe drogi szybkiego rozwoju i wzrostu znaczenia naszej Ojczyzny.
Klasycznym przykładem defensywnej postawy polityków ZP jest ich zachowanie wobec kompletnie bzdurnych oskarżeń totalnej opozycji o chęć wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Wszyscy wiedzą, że te wrzaskliwie nagłaśniane hasła – Polexitu nie mają żadnego uzasadnienia, ale są wszędzie i stale powtarzane i są nawet powodem do zmartwienia dla prostolinijnych, naiwnych polityków i przedmiotem udawanej troski różnych politologów, socjologów i analityków sceny politycznej. Odpowiedź polityków ZP polega głównie na łagodnym zaprzeczaniu: „Ależ nie! My nie chcemy wyprowadzić Polski z UE. Zawsze byliśmy zwolennikami przystąpienia Polski do UE, widzimy jakie z tego są korzyści. Te oskarżenia są mijaniem się z prawdą…itd.”
Tak się nie załatwia prostych sporów, w których prawda jest ewidentna. Wystarczy ją wyartykułować i przeciwstawić obnażonym kłamstwom. Długo czekałem, by ktoś to zrobił, zamiast płakać, że te oskarżenia wpłynęły na wynik wyborów. Zrobiła to teraz niezawodna Pani Profesor Krystyna Pawłowicz i najzwyczajniejszą prawdą walnęła przeciwników w pysk. Na Twitterze wpisała:

Nienawiścią,wulgarnością,chamstwem wobec Polaków,nieuznaw. wyników demokrat wyborów w Polsce,ŁAMIĄ tym wartości UE i CHCĄ POLEXITU !Tusk,Schetyna,Kopaczowa,Neumann,Nowak,Nitras,
Holland,Zas.anaJanda,Lubnauer,Nurowska,Środa,
Nowacka,Lis,Koń,Bodnar,Gersdorf Twitter Krystyna Pawłowska

Chodzi o wyraziste i odpowiednio mocne sformułowanie prawdy, że jest wręcz przeciwnie, to anty-pis chce nas wyprowadzić z UE i robi wszystko, by tak się stało. Argumenty są oczywiste:
1. Hasła o wyprowadzaniu Polski z UE i słowo Polexit, forsują w sposób ciągły wyłącznie atakujący politycy i publicyści totalnej opozycji. Druga strona jedynie używa tych haseł w zaprzeczeniach.
2. Politycy totalnej opozycji rozniecają konflikt Polski z UE wykorzystując każdą możliwość. Inicjują liczne akcje, rezolucje budujące ten konflikt w instytucjach UE i w państwach ościennych, zwłaszcza w Niemczech. Inicjują, a następnie stają w czołówce oskarżających i budują atmosferę wrogości UE wobec Polski.
3. Budują niechęć do UE i jej instytucji wewnątrz Polski. Nie ma czegoś takiego, jak powszechnie głoszony szczególny euro-entuzjazm Polaków. Badania pokazują zaledwie niechęć Polaków do wystąpienia Polski z UE, a to jest bardzo dalekie od entuzjazmu wobec UE. Ciągłe pokazywanie, że Polska, wbrew traktatowym zapisom musi się podporządkować najbardziej brutalnym, szkodliwym i nieuzasadnionym wymaganiom europejskich biurokratów, to prosta droga do przekonania Polaków, że ta droga musi mieć swój koniec. Politycy anty-pisu zdecydowanie potęgują budzące się anty-unijne nastroje.
4. Galeria postaci najbardziej aktywnych w UE i najbardziej negatywnie nastawionych do Polski, to prominentni przedstawiciele totalnej opozycji. Propagowanie działań tak obrzydliwych postaci jak Róża Thun, Michał Boni, Janusz Lewandowski, Julia Pitera, ale również wepchnięty na jałową synekurę wbrew Polsce Donal Tusk, to w powiązaniu z tymi, którzy ich wspierają w Polsce, a także z jawnymi wrogami Polski jak Timmermans, czy Verhofstadt, musi mieć dla Polaków znaczenie, musi wręcz irytować. Najwidoczniej zniechęcenie Polaków do UE jest zamierzonym celem tej grupy.
Nie ma potrzeby, by opisywać konkretne przypadki działań totalnej opozycji, które trzeba interpretować jako wysiłki zmierzające do wyprowadzenia Polski z UE. Ważne jest, by atakować tą prawdą zanim oni zaatakują kłamstwem. Politycy ZP w ogóle nie powinni wchodzić do studia TVN i POLSATu – tam nie jest ważne, co powiedzą, bo tego albo nie słychać, albo jest zanurzone w tak rozległym kłamstwie, że nie ma znaczenia. Jeśli rzecz dzieje się w TVP, to także tamtym dziennikarzom trzeba narzucić rygor obiektywnego profesjonalizmu i nie pozwolić, by po zadaniu pytania sami uczestniczyli w rozmowie. Tym bardziej, że często wchodzą w rolę zawziętego advocatus diaboli, chcąc pokazać jacy są pluralistyczni. Prawdą, o której mowa w tej notce należy chłostać przeciwników. Każdą wymianę z przedstawicielem totalnej opozycji należałoby wtedy zaczynać od pytania: „Dlaczego chcecie Polskę wyprowadzić z UE!” Jeśli wywiąże się z tego polemika, to argumenty na takie twierdzenie są powalające.
Brawo Pani Profesor Pawłowicz!

https://www.salon24.pl/u/krakow-broda/9 ... i-profesor


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Na (wciąż jeszcze) zdrowy rozum
PostNapisane: 15 lis 2018, 20:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Czy Polska jest im w ogóle potrzebna?

Mamy za sobą Marsz Niepodległości, który nie powinien nikomu pozostawiać żadnych złudzeń, jakiej Polski chcą jej obywatele. Wrogowie obecnego rządu mają duży kłopot, jak wytłumaczyć tak liczną frekwencję na wspomnianym marszu i jego spokojny przebieg, próbują więc grać na fałszywych informacjach o tym wydarzeniu, jakie sami wytwarzają, jakie po nich powtarza zagranica, a jakie oni później nagłaśniają, jako opinie o Polsce płynące do nas z zewnątrz. Ta metoda urabiania złej opinii o Polsce, od dawna stosowana przez totalną opozycję, dla wielu naszych obywateli nieprawdziwa i bardzo czytelna, jest dla zagranicy ciągle atrakcyjna, bo robiona pod jej zamówienie.
W państwowe uroczystości setnej rocznicy odzyskania niepodległości próbował włączyć się były premier, nadzieja i ikona totalnej opozycji, ale zrobił to w kiepskim stylu, co wytykało mu wielu komentatorów. Na wiecu w Łodzi, zorganizowanym przez opozycję, czyli dla "swoich", szef RE popisał się nieukrywaną złośliwością wobec PiS-u, co było krytykowane nawet przez jego zwolenników. Ten polityk, jak i jemu podobni, zupełnie nie rozumie święta, które jest tak ważne dla wielu Polaków, a pojawił się tu tylko po to, by wzmacniać swoją pozycję w szeregach opozycji, na taki wypadek, kiedy zostanie skazany przez Unię na powrót do kraju. Czy mu ta wizyta pomoże w upiększaniu swego wizerunku? Mocno w to wątpię.

Wielu totalnych opozycjonistów przyjęło straceńczą metodę walki o swoje przywileje, metodę polegającą na oczernianiu w każdy możliwy sposób własnego kraju. Oto teraz, zaledwie w pierwszy roboczy dzień po Święcie Niepodległości wybucha nagle afera w sprawie Komisji Nadzoru Finansowego, tak to przedstawiają liberalne media, choć sprawa ciągnie się już od wielu miesięcy. GW, która tę aferę nagłośniła, jest niezastąpiona w rzucaniu świec dymnych, by przykryć coś, tym razem Marsz, co jest korzystne dla obecnego rządu. Radio TOK FM "trąbi" już drugi dzień o tej aferze, szarpiąc cały czas KNF, tak, jakby druga strona tego zdarzenia zupełnie nie istniała. Niektóre z wypowiedzi, jakie w tym radio dało się słyszeć o tej głośnej sprawie, posuwają się aż tak daleko, że sugerują pierwsze oznaki osłabienia systemu bankowego w naszym kraju. Kiedy takie słowa wypowiada były minister poprzedniego rządu, to, albo zupełnie nie wie, o czym mówi, albo próbuje za wszelką cenę rozhuśtać nastroje społeczne, aż do finansowej paniki, bo przecież "im gorzej, tym lepiej", dla tych, którzy chcieliby odzyskać władzę. Pewnie panu ministrowi i jego kolegom z poprzedniego rządu są bardzo w niesmak ostatnie, dzisiejsze informacje z GUS, o największym wzroście PKB wśród państw UE w m-cu październiku, jaki odnotowała Polska, a było to przekroczenie 5%. Pewnie nie wystarczają im też opinie unijnych ekspertów, które określają polski system bankowy, jako jeden z najstabilniejszych nie tylko w Europie, ale i na świecie. Trzeba bardzo nie lubić Polski i Polaków, aby ciągle jątrzyć i podgrzewać nastroje społeczne, nawet przy okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości. A może Polska jest opozycji niepotrzebna?

https://www.salon24.pl/u/julian-olech/9 ... -potrzebna


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 203 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 10, 11, 12, 13, 14

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /