Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 292 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 01 gru 2017, 09:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/spole ... -nawet-bez

Społeczność muzułmańska w Europie będzie powiększać się w szybkim tempie nawet bez imigracji
autor: John Moll (2017-11-30 14:40)

Obrazek
Źródło: Internet


Najnowsze badania przeprowadzone przez Pew Research Center sugerują, że Europie grozi islamizacja nawet jeśli UE całkowicie powstrzyma zmasowaną emigrację z Afryki i Azji. Każdy przedstawiony scenariusz przewiduje, że w kolejnych dekadach liczba muzułmanów będzie stale rosła, zaś Europejczykom będzie groziła bardzo powolna zagłada.

W raporcie zatytułowanym: "Europe’s Growing Muslim Population" dowiadujemy się, że islamizacja przebiega niezwykle szybko a na obecnym etapie nie zostanie zatrzymana nawet gdybyśmy uszczelnili granice Europy. Przy założeniu, że imigracja zostanie całkowicie wstrzymana, do 2050 roku populacja muzułmanów w Europie urośnie z 26 milionów (4,9%) do prawie 36 milionów (7,4%). Jeśli imigracja będzie utrzymywała się na średnim poziomie, za około 30 lat w Europie będzie żyło 59 milionów muzułmanów (11,2%), zaś w najgorszym przypadku, gdy będziemy doświadczać stałej i zmasowanej inwazji nachodźców, do 2050 roku społeczność muzułmańska powiększy się do 75 milionów (14%).

Obrazek

Bez względu na poziom migracji, wielka przemiana populacji będzie najbardziej zauważalna w państwach Europy Zachodniej, Północnej i Południowej. Dotyczy to w szczególności Szwecji, Niemiec, Austrii, Francji, Belgii, Danii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Włoch, Bułgarii i Grecji.

Najgorszy scenariusz zakłada, że w 2050 roku muzułmanie będą stanowić ponad 30% populacji Szwecji, niemal 20% populacji Niemiec i Austrii oraz 18% społeczeństwa francuskiego. Co więcej, zgodnie z szacunkami ekspertów Polska pozostanie antyislamska - za trzy dekady muzułmanie przypuszczalnie będą u nas stanowić tylko 0,2% populacji.

Obrazek

Raport Pew Research Center wskazuje również, że przy zerowej migracji liczba mieszkańców Europy będzie się stopniowo kurczyć. W przypadku imigracji na średnim poziomie populacja będzie utrzymywała się na stałym poziomie, z kolei nieograniczone przyjmowanie przybyszów z Afryki i Azji sprawi, że liczba ludności na naszym kontynencie będzie stopniowo rosnąć. Bez względu na migrację, Europa będzie posiadała coraz więcej muzułmanów i coraz mniej rodowitych Europejczyków.

Nie trzeba długo zastanawiać się nad scenariuszem jaki obierze Unia Europejska. Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker powiedział kilka dni temu, że przez następne dekady Europa "musi" przyjmować kolejnych imigrantów z Afryki a zamykanie granic nie ma sensu. W podobnym tonie wiele razy wypowiadała się wysoka przedstawiciel UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Federica Mogherini, a nawet sam papież Franciszek. Przyjęło się, że białego człowieka trzeba zniszczyć i można tego dokonać tworząc wielokulturowe społeczeństwo.

https://www.youtube.com/embed/VXiUh-LB0F8

Źródło:
http://www.pewforum.org/2017/11/29/euro ... opulation/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 13 sty 2018, 21:47 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3279
Chartum (1966)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 10 wrz 2018, 07:26 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Islam podbija duchową pustynię! Kliknij i pobierz nowy numer „PCh24 Co Tydzień”

Obrazek

„W trwającym nieustannie od blisko 1400 lat konflikcie Europa wielokrotnie bywała spychana do defensywy. Świat chrześcijański w walce z islamem stracił zresztą wiele miejsc, które przed wystąpieniem Mahometa stanowiły tętniące życiem ośrodki kultu Jezusa Chrystusa. Dziś jest jednak inaczej niż w przeszłości. Mówić możemy bowiem nie tylko o sile islamu, ale i o słabości Europy.

Kryzys ma wiele płaszczyzn. Wszystko sprowadza się jednak do jednego słowa. Rewolucja. To ona stanowi praprzyczynę kłopotów, jakie ściągnęli na siebie sami Europejczycy. (…) Bez tych ciosów w serce katolickiego Porządku, bez tych dywersji na zapleczu frontu, islam pozostawałby bez szans.

Czy więc teraz – w chwili społecznego, moralnego i duchowego kryzysu Europy – islam, po wielu nieudanych próbach, podbije Stary Kontynent? Jest bliżej sukcesu niż kiedykolwiek.
Jednak utożsamiana z chrześcijaństwem – nie bez przyczyny – Europa ma po swojej stronie jeden niezaprzeczalny atut: transcendentną Prawdę. To prawdziwa Europa, katolicka Europa, zbudowała cywilizację opartą o Ład. Tylko jeżeli pozostaniemy wierni swojemu dziedzictwu mamy jakiekolwiek szanse na obronę” – pisze w 21. numerze magazynu „PCh24 Co Tydzień” redaktor wydania Michał Wałach.

https://www.pch24.pl/islam-podbija-duch ... 708,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 12 wrz 2018, 07:09 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Cicha islamizacja zagraża krajom laickim

Obrazek

Podczas gdy opinia publiczna koncentruje się na jawnej islamistycznej przemocy w Syrii, Afganistanie i Iraku, w Pakistanie i Kongo, a także w społecznościach muzułmańskich miast Europy Zachodniej, radykalny islam po cichu umacnia swoją pozycję w laickich niegdyś regionach muzułmańskich, takich jak Malezja, Turcja, Bangladesz, Indonezja i Malediwy.

Zmiany te przyczyniają się również do rozwoju radykalnego islamu na Zachodzie. Jak zauważył Farooq Sulehria, adiunkt w Beaconhouse National University w Lahore, „diaspory są politycznym odzwierciedleniem głównych prądów w ich krajach ojczystych”.

Jednak poza środowiskami eksperckimi i antyterrorystycznymi, świat nie przywiązuje zbyt dużej wagi do zmian w tych krajach i rosnącego zagrożenia, jakie stanowią. Nawet po atakach na dwa nocne kluby i konsulat amerykański na Bali w 2002 roku większość ludzi uważa Indonezję za świeckie państwo muzułmańskie. Późniejsze ataki samobójcze, jeden w 2003 i drugi w Dżakarcie w 2005 roku, zostały zorganizowane przez powiązane z Al-Kaidą i ISIS ugrupowanie Jememaah Islamiya, bez bezpośrednich powiązań z Indonezją.

Jednak w 2017 roku Reuters donosił o badaniu, które wykazało, że „jeden na pięciu studentów z Indonezji popiera Państwo Islamskie, a co czwarty jest gotowy do prowadzenia dżihadu aby to osiągnąć”. Według instytutu badawczego Alvara wyniki wskazują, że „nietolerancyjne nauki weszły już na najlepsze uniwersytety i do szkół średnich” w największym na świecie kraju muzułmańskim.

Ten wpływ jest już odczuwalny dla sceptyków, ateistów i chrześcijan, podaje AFP. Krytykowanie religii może skutkować wyrokiem więzienia, podczas gdy wpływ „konserwatywnego islamu gwałtownie wzrósł w życiu publicznym Indonezji wraz z narastaniem dogmatycznej i religijnie motywowanej przemocy”. Tego typu sankcje doprowadziły już do wprowadzenia prawa szariatu w indonezyjskiej prowincji Aceh, gdzie w zeszłym roku pewna kobieta została uwięziona za to, że zobaczono ją z mężczyzną niebędącym jej mężem.

Podobne historie rozgrywają się w Malezji, u byłego świeckiego sąsiada Indonezji. Wcześniej w tym roku sąd federalny Malezji orzekł, że sądy szariackie mogą orzekać w sprawach dotyczących apostazji. W zeszłym roku zgromadzenie państwowe kontrolowane przez islamistyczną partię PAS zatwierdziło prawo, zgodnie z którym winni cudzołóstwa czy picia alkoholu będą publicznie poddawani karze chłosty. Jeszcze bardziej surowe przepisy obowiązują już w stanie Kelantan, gdzie zakazano działalności kin i klubów nocnych. Ponadto, jak informuje AFP, w całej Malezji słowo „Allah”, które wcześniej było używane zarówno przez muzułmanów jak i chrześcijan, jest teraz zarezerwowane tylko dla muzułmanów. Arabskie słowa coraz częściej zastępują malezyjskie, a chrześcijanom zabroniono stawiać krzyży. Co więcej, podczas obchodów chińskiego Nowego Roku, pomimo tego, że prawie 25 procent Malezyjczyków pochodzi z Chin, obrazy psów, których miano użyć w związku z obchodami Roku Psa „pominięto w noworocznych dekoracjach i towarach w obawie przed obrażaniem muzułmańskiej większości kraju”.

Sytuacja się pogarsza. „Jednym z powodów jest to, że Malezja wysyła tysiące studentów do Arabii Saudyjskiej, gdzie są indoktrynowani dogmatycznymi, nietolerancyjnymi formami islamu, takimi jak salafizm i wahhabizm”, powiedział CNN Ahmad Farouk Musa z malezyjskiego think tanku pod nazwą Islamski Ruch Oporu.

Studentów indoktrynuje się też w Bangladeszu, innym niegdyś świeckim kraju muzułmańskim, narażonym na, jak to ujął „New York Times” „narastający islamizm”. Podobnie jak w Malezji, książki niemuzułmanów zostały usunięte z programów szkolnych, a świeckich blogerów, w tym jednego Amerykanina, zastraszono lub nawet zabito. Dwie największe grupy ekstremistyczne w Bangladeszu, Al-Kaida na subkontynencie indyjskim (AQIS) i ISIS, wzięły sobie za cel różne grupy młodych mężczyzn – pierwsza z nich skupiła się na mniej wykształconej młodzieży, a druga na bogatszych mężczyznach z wyższych klas, co zaowocowało dużą grupą zwerbowanych dżihadystów. Na szczęście do tej pory „terroryści z Bangladeszu w dużej mierze wykazywali się niekompetencją”, zauważa profesor Georgetown University C. Christine Fair. Jednak „istnieją dowody na to, że terrorystom z Bangladeszu idzie coraz lepiej”. Rzeczywiście, w grudniu ubiegłego roku pochodzący z tego kraju zamachowiec-samobójca usiłował wysadzić stację metra w Nowym Jorku niedaleko Times Square. Chociaż bomby nie udało mu się zdetonować zgodnie z planem, pięć osób zostało rannych.

ISIS poczyniło również znaczące postępy w idyllicznym „raju” turystycznym na Malediwach, należących do grupy prawie 1200 małych wysp Pacyfiku, szczególnie uwielbianych przez nowożeńców. Na stronach biur turystycznych znajdziemy opisy bujnych, tropikalnych ogrodów, śnieżnobiałego piasku, szafirowej wody i inne frazesy, którym towarzyszą kuszące fotografie.

Jednak w ostatnich latach „pojawiły się demonstracje nawołujące do wprowadzenia prawa szariatu, a ich uczestnicy wymachiwali czarną flagą Państwa Islamskiego, w odległości zaledwie 15 minut łodzią od najbliższego kurortu serwującego alkohol i wieprzowinę skąpo odzianym gościom z Zachodu”, donosił „Telegraph” w 2015 roku.

W dodatku w tym kraju na jednego mieszkańca przypada jedna z najwyższych liczb rekrutów ISIS, a według raportu w Internazionale, który zdobył europejską nagrodę Press Prize 2017, bojownicy ISIS są uznawani tam za bohaterów narodowych. „Podczas gdy reszta świata oglądała olimpiadę w sierpniu zeszłego roku”, pisze dziennikarka Francesca Borri, „wszyscy tutaj oglądali bitwę w Aleppo. I kibicowali Al-Kaidzie.”

Turyści przebywający w jednym z luksusowych kurortów na Malediwach nigdy by tego nie zauważyli, ponieważ większość mieszkańców mieszka na innych wyspach. Tam, opisuje Borri, kobiety są całkowicie zakryte. Dawne świątynie buddyjskie zostały przekształcone w meczety. Podczas gdy sędzia sądu najwyższego został przyłapany w towarzystwie prostytutek, kobiety podejrzane o cudzołóstwo karane są publiczną chłostą. W dodatku wyłącznie muzułmanie mogą posiadać obywatelstwo.

Problem polega na tym, że na Malediwach panuje skrajna bieda, co tym bardziej uatrakcyjnia przynależność do zagranicznych grup terrorystycznych, gdzie pensje są wysokie, a świadczenia często obejmują rodziny w ojczystym kraju. Obecnie niektórzy wracają z nieudanego kalifatu i innych pól bitewnych, ale „żyją swobodnie” na wyspach, rekrutując dżihadystów i planując nowe ataki.

Islamizm nie zawsze jednak przekłada się na brutalny terroryzm. W Turcji Recepowi Tayyipowi Erdoganowi udała się ponowna islamizacja świeckiej republiki stworzonej przez Atatürka. Stało się tak dzięki kształtowaniu umysłów z dala od zachodnich wartości w celu stworzenia „nowego, religijnego pokolenia”. Coraz więcej szkół publicznych bardziej przypomina religijne madrasy, w których dziewczęta uczą się „posłuszeństwa” wobec mężczyzn, lekcje na temat ewolucji zostały usunięte z podręczników, a w salach lekcyjnych istnieje często podział na chłopców i dziewczynki. W Stambule, jak donosi „Washington Post” urzędnik ds. edukacji zażądał, aby nauczyciele przyprowadzali uczniów na poranne modlitwy w lokalnych meczetach.

„Zasadniczo prezydent Erdogan niszczy świecki system oświaty w Turcji” – powiedział rozgłośni Voice of America Soner Cagaptay, dyrektor programowy waszyngtońskiego Instytutu Polityki Bliskowschodniej. „Jest to najważniejszy powód, dla którego Turcja działała jako demokratyczne społeczeństwo, w którym nie było warunków dla gwałtownej radykalizacji pod znakiem dżihadu”. Nie chodzi tylko o szkoły. Po nieudanym zamachu stanu w 2016 roku Erdogan nakazał meczetom w kraju zwiększyć głośność wezwań do modlitwy. Kiedyś delikatnie melodyjna intonacja, dziś donośne dźwięki rozbrzmiewają nad miastami, sprawiając, że w czasie nawoływania do modłów normalna rozmowa jest prawie niemożliwa. Poza tym aresztowano wielu krytyków islamu, a w tureckiej telewizji państwowej sławny teolog Mustafa Askar stwierdził w 2016, że „ci, którzy nie modlą się w stylu islamskim, są zwierzętami”.

Takie incydenty dowodzą prawdziwości twierdzenie Sulehrii, że islamizacja w krajach pochodzenia kształtuje społeczności imigrantów na Zachodzie. Według Elise Steilberg prowadzącej blog poświęcony tureckiemu i islamskiemu zaangażowaniu w edukację w Holandii, w kraju tym w 2016 roku zalegalizowano 20 islamskich szkół z internatem. Niemal wszystkie są prowadzone przez tureckie organizacje religijne. Wiele utrzymuje także surowe islamskie zasady ubioru, np. obowiązkowe zakrywanie włosów dla dziewcząt w wieku powyżej 4 lat. Dziewczęta są również zobowiązane do noszenia długich spódnic lub spodni, a chłopcy muszą nosić islamskie nakrycie głowy „topi”. Wszyscy uczniowie zapamiętują sury koraniczne zarówno w języku arabskim, jak i holenderskim. Według Steilberg, istnieje realne zagrożenie, że muzułmanie w Holandii coraz bardziej podążają w kierunku fundamentalizmu, pomimo wysiłków na rzecz integracji. „Według ostatnich badań” – zauważa – „liczba osób w Holandii, które nazywają siebie pobożnymi muzułmanami, zmniejsza się. Ale ci, którzy są religijni, stają się coraz bardziej konserwatywni w swoich poglądach. Nie jest już niespodzianką widok w pełni zakrytej czadorem 11-latki w centrum Amsterdamu.”

Tak naprawdę taki widok nie jest wcale powszechny, ale sama obecność w pełni zakrytych dziewcząt w mieście znanym z wolności, w tym zalegalizowanej marihuany i prostytucji, pokazuje ogromne zmiany kulturowe, które fundamentalistyczny islam narzuca świeckiemu Zachodowi.


Jednak zachodnie rządy wydają się nie robić zbyt wiele w tej kwestii. W Wielkiej Brytanii, zauważa Deutsche Welle, organizacje praw człowieka „wielokrotnie wskazywały na rosnącą radykalizację, ale wydaje się, że władze nie podjęły wobec niej zdecydowanych kroków”. W Holandii „istnieje wiele dyskusji na temat potencjalnie gwałtownej radykalizacji, ale zasada wolności religii sprawia, że dyskusja o rozwoju islamskiej ortodoksji jest obszarem, na który się nie wkracza” – mówi Steilberg. A w Belgii, pomimo fali ataków terrorystycznych, portal „Politico” ostrzegał na początku 2017 roku, że „coraz więcej meczetów w Belgii uczy radykalnej formy islamu”, podczas gdy umiarkowani kaznodzieje czują się „bezsilni” wobec rozprzestrzeniania się bardziej ekstremalnej ideologii”.

Dla wielu problem ten nie dotyczy już tylko bezpieczeństwa narodowego czy zmian kulturowych. Często związane są z tym również kwestie praw człowieka, szczególnie, jeśli chodzi o dziewczęta i kobiety. Na przykład o dziewczynce w czadorze w centrum Amsterdamu Steilberg mówi: „Zastanawiające jest, czy jeśli pójdzie do islamskiej szkoły, kiedykolwiek będzie w pełni świadoma praw i wolności, które nasz kraj ma jej do zaoferowania. Uważam, że te prawa i wolności są czymś, z czego powinniśmy być dumni. Nie są one relatywne, ale są podstawowym składnikiem tego, czym jest dzisiaj Holandia i powinny być częścią przyszłości każdego obywatela.”

Co więcej, są to prawa i wolności, którymi powinni cieszyć się wszyscy, niezależnie od tego, gdzie mieszkają.

Abigail R. Esman

Agaxs na podst.: https://www.investigativeproject.org

https://euroislam.pl/cicha-islamizacja- ... m-laickim/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 15 lis 2018, 22:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Wyrok na Europę? Groźne zapisy „imigranckiego” porozumienia z Marrakeszu

Obrazek

Na ostatniej prostej przed grudniowym spotkaniem w Marrakeszu ONZ, Unia Europejska i organizacje pozarządowe mobilizują się, by skłonić wszystkie państwa do podpisania Globalnego porozumienia w sprawie bezpiecznej regularnej i legalnej migracji (GCM). Umowa zawiera zapisy, które usuną praktycznie wszelkie bariery broniące poszczególne kraje przed niekontrolowanym zalewem imigrantów.

Ponadnarodowe lobby przekonuje, że chociaż rządy mają prawo prowadzić własną politykę migracyjną, żaden cel polityczny nie może uzasadniać niepotrzebnego cierpienia istot ludzkich. Również względy bezpieczeństwa, ich zdaniem, nie usprawiedliwiają narażania nielegalnych migrantów na śmierć – zarówno tych usiłujących się przedostać do innych państw, jak i tych zmuszonych by wracać do ojczyzny.

Przedstawiciele tak zwanych organizacji pozarządowych (NGO) właśnie toczą rozmowy na wysokim szczeblu ONZ o tym, jak zmusić opornych, by nie rezygnowali z uroczystego podpisania „ciężko wypracowanego globalnego porozumienia w sprawie migracji, będącego mapą drogową, zapewniającą wszystkim migrantom, niezależnie od ich statusu prawnego, ochronę i dostęp do pomocy”. Państwa, które go podpiszą otrzymają wsparcie 12 milionów wolontariuszy i personelu Czerwonego Krzyża oraz Czerwonego Półksiężyca (jak sugeruje szef Federacji Czerwonego Krzyża i Półksiężyca, Franceso Rocca na łamach The Guardiana).

W kolejce ustawiły się chętne do sprowadzana migrantów także inne organizacje, w tym katolickie, jak np. Caritas czy Wspólnota św. Idziego (Saint’Egidio).

O Globalnym porozumieniu w sprawie bezpiecznej, uregulowanej i legalnej migracji (GCM), które zasadniczo zmieni oblicze państw oraz całych regionów świata, rządy wypowiadają się niechętnie. Ba, nie ma dostępnych rządowych analiz, a niektórzy czołowi politycy – na przykład w Polsce szef MSZ – na kilka tygodni przed planowaną datą podpisania umowy przekonują, iż dopiero będą ją analizować.

Za Odrą, gdy Alternatywa dla Niemiec (AfD) ostatecznie zmusiła koalicję rządzącą do poddania GCM pod dyskusję w Bundestagu, wywiązała się wielka awantura. Zwolennicy globalnego porozumienia przekonywali, że rząd nie miał obowiązku poddawać go pod debatę w parlamencie, ponieważ umowa nie będzie wiążąca.

Tymczasem prawda wygląda inaczej – GCM, chociaż z początku nieobligatoryjna, ma w dalszej perspektywie stać się międzynarodowym, wiążącym prawem zwyczajowym. Jak miało to miejsce już wielokrotnie z innymi umowami o podobnym statusie, agendy ONZ poprzez ustanowienie określonych standardów i obowiązku raportowania uznają ją ostatecznie za zbiór przepisów, które państwa muszą respektować.

Z kolei Komisja Prawa Międzynarodowego (CIL) – jeśli tylko państwa stosują się do określonych praktyk w sposób regularny i rutynowy – kodyfikuje te praktyki, wymagając ich respektowania. Jurysdykcja w takich kwestiach jest delegowana z sądów krajowych na międzynarodowe trybunały. Nieposłuszne państwa więc muszą liczyć się z kosztownymi i uciążliwymi procesami.

Warto także zauważyć – jak wskazał na swojej stronie Bank Światowy – mimo że GCM nie ma charakteru wiążącego, jego cele mogą zostać sformalizowane za pomocą uzgodnionych wytycznych, które mogłyby zostać opracowane w oparciu o wiele istniejących już umów międzynarodowych, regionalnych czy dwustronnych.

Zaczęło się od deklaracji

We wrześniu 2016 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło Deklarację nowojorską w sprawie uchodźców i migrantów. Tym samym formalnie zainicjowało proces szczegółowego opracowywania porozumienia globalnego. „Deklaracja – jak podkreśla KE – stanowi kamień milowy w definiowaniu światowej reakcji na migrację i przymusowe wysiedlenia. Została z zadowoleniem przyjęta przez Radę Europejską w jej konkluzjach w sprawie migracji z dnia 20 października 2016 roku”.

„Od 2016 r. Unia zdecydowanie i konsekwentnie angażowała się – jak czytamy w dokumencie Komisji Europejskiej – w proces opracowywania globalnego porozumienia w sprawie migracji”. Za pośrednictwem swoich delegatur wydawała skoordynowane na poziomie wspólnoty oświadczenia w ramach konsultacji i analiz. „To jednolite podejście UE pozwoliło na opracowanie projektu globalnego porozumienia w sprawie migracji, w dużej mierze uwzględniającego przepisy unijnego dorobku prawnego i polityki UE, a także odzwierciedlającego cel Unii, którym jest sprzyjanie wielostronnym rozwiązaniom wspólnych problemów, w szczególności w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych” – napisała KE.

W ostatnich latach Unia stworzyła długoterminową strategię dotyczącą migracji, obejmującą wszystkie aspekty tego zjawiska. Gremia międzynarodowe zdecydowały się na upowszechnienie tego „kompleksowego podejścia” na całym świecie.

Przyjęta w 2016 roku na forum ONZ Deklaracja nowojorska zobowiązywała do opracowania globalnego porozumienia w sprawie migracji i uchodźców. Proces przygotowania GCM rozpoczął się w kwietniu 2017 r. i składał się z szeregu nieformalnych konsultacji, a następnie z 6 rund negocjacji międzyrządowych. 13 lipca obecnego roku 192 państwa członkowskie ONZ – bez Stanów Zjednoczonych – uzgodniły ostateczną wersję tekstu GCM, przygotowaną przez współkoordynatorów z Meksyku i Szwajcarii.

Umowa – w ocenie Banku Światowego – będzie promować migrację, ale najpierw musi stawić czoła wielu wyzwaniom. Stanowi zagrożenie dla utrzymania tożsamości narodowej w obliczu dużych przepływów migracyjnych i zwiększy konkurencję na rynku pracy, mając wpływ na rodzimych pracowników w krajach przyjmujących.

GCM wymienia 22 cele niezbędne dla osiągnięcia bezpiecznej, uporządkowanej i legalnej migracji. Kompleksowe pod względem zakresu zagadnień, koncentrują się one na: dobrobycie migrantów, osiągnięciu celów zrównoważonego rozwoju związanych z migracją, kształtowaniu polityki i postrzegania migrantów przez społeczeństwo w oparciu o analizę danych, zalegalizowaniu migracji powodowanej rzekomymi zmianami klimatu i klęskami żywiołowymi.

Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – jak czytamy na stronie BŚ – mogą skorzystać na umowie poprzez ustanowienie formalnego mechanizmu przeglądu podobnego do procesu wzajemnej oceny G20 (MAP), w ramach którego ustalane są cele i wytyczne światowej gospodarki.

Obie instytucje wraz z organizacjami pozarządowymi kontrolowanymi przez „finansistów” takich, jak np. George Soros, zajmą się budowaniem potencjału technicznego i finansowego „potrzebnego do osiągnięcia bezpiecznej, uporządkowanej i legalnej migracji”.

W obliczu masowej imigracji

Wszystko to jest kluczowe w obliczu planowanego pobudzania migracji w najbliższych trzech dekadach. Przewiduje się, że liczba ludności w wieku produkcyjnym w krajach rozwijających się wzrośnie o ponad 2 miliardy do 2050 r. i zabraknie pracy dla ponad 800 mln osób. Będzie więc wielka presja na migrację w następnych trzech dekadach.

Tuż po oficjalnym zaakceptowaniu treści umowy GCM, która uroczyście ma być podpisana na szczycie w Marrakeszu pomiędzy 10 a 11 grudnia br., Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR) opublikowało nieformalną analizę, z zadowoleniem przyjmując ostateczny tekst jako ważny punkt wyjścia dla lepszego zarządzania globalną migracją. Analiza ta rzuca światło na istotne zapisy porozumienia.

Biuro wskazuje, że, po pierwsze, GCM skupia się na migrantach i ich prawach człowieka. W umowie, podobnie jak w przypadku Deklaracji nowojorskiej, jest około 90 wzmianek o „prawach człowieka” i „prawach” migrantów.

Dalej, według OHCHR, państwa muszą podjąć stosowne działania zgodnie z zobowiązaniami wynikającymi z prawa międzynarodowego. Kraje nie mogą więc zawracać migrantów, deportować i przetrzymywać ich w specjalnych, odizolowanych ośrodkach.

Owa zasada (non-refoulement) odnosząca się do uchodźców – chociaż nie została zaakcentowana w umowie o migrantach – może być wykorzystana jako punkt wyjścia do pracy na rzecz dekryminalizacji nielegalnej migracji. W umowie GCM zawarte zostało pośrednie potwierdzenie tej zasady i zobowiązanie do ochrony praw migrantów znajdujących się w trudnej sytuacji.

OHCHR jako czołowy ekspert w zakresie praw człowieka dla migrantów w ramach systemu ONZ będzie monitorować państwa i wydawać im zalecenia dotyczące praw migrantów.

Z wielkim zadowoleniem oenzetowski organ przyjął zapisy Preambuły GCM, mówiące, że Global Compact „opiera się na celach i zasadach Karty ONZ”, jak również Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz dziewięciu podstawowych międzynarodowych instrumentach praw człowieka.

Dziesięć „przekrojowych i współzależnych” zasad przewodnich dotyczących praw człowieka, to klauzula non-regression (o zachowaniu poziomu ochrony) i klauzula o niedyskryminacji. Istnieją także wytyczne dotyczące gender perspective (czyli praw odnoszących się do ideologii tzw. równości płci) i zasady mówiące o ochronie praw dzieci.

Szeroko otwarta brama

Umowa obejmuje 23 cele – każdy z nich zawiera zobowiązanie, po którym następuje zakres działań uznanych za „odpowiednie instrumenty polityki i najlepsze praktyki” w celu skutecznego wdrożenia GCM.

Cel 2. wskazuje na „niekorzystne czynniki, które zmuszają ludzi do opuszczenia krajów pochodzenia”. Zobowiązuje on do zajęcia się ruchami migracyjnymi z powodu np. klęsk żywiołowych, skutków domniemanych zmian klimatycznych, degradacji środowiska, a także innych „niestabilnych sytuacji”. Tym samym otwiera się drogę do legalizacji nowych typów migracji. Także „prawa” tych osób, które nielegalnie przedostaną się do innych państw będą musiały być respektowane. Rządy nie będą mogły ich odesłać bez rozpatrzenia ich sprawy.

Cel 4. (tożsamość prawna i dokumentacja) zobowiązuje do zapewnienia wszystkim przemieszczającym się osobom dokumentów tożsamości prawnej. Ułatwione jest wówczas ich przewożenie np. samolotami.

Cel 5. (ścieżki migracji regularnej) zobowiązuje do opracowania mechanizmów przyjęcia praktycznie wszystkich migrantów, niezależnie od powodów opuszczania przez nich kraju macierzystego. Mogą to być wszelkie „niestabilne sytuacje”, które ich skłoniły do wyjazdu, np. klęski żywiołowe, słaby rozwój ekonomiczny itp. Państwa wzywa się nie tylko do przyjęcia przybyszy, ale także do ułatwienia im procedur łączenia rodzin w celu promowania realizacji prawa do życia rodzinnego i najlepszego zabezpieczenia interesów dziecka.

Cel 6. (etyczna rekrutacja i godna praca) zabrania pracodawcom pobierania opłat za rekrutację migrantów zarobkowych i zobowiązuje do zapewnienia im godnej pracy. Migranci mają mieć zapewnioną ochronę przed dyskryminacją w miejscu pracy itp.

Cel 7. wymaga zapewnienia szczególnej ochrony przybyszom z racji ich „słabszej pozycji”. OHCHR ubolewa, że w ostatecznym tekście nie znalazł się zapis, który wprost wzywałby państwa do uregulowania każdej formy nielegalnej migracji. Jest jednak zapis, który wymaga od państw „umożliwienia indywidualnej oceny statusu”.

Cel 8. (ratować życie) zobowiązuje kraje do prowadzenia poszukiwań, np. na morzach i ratowania migrantów. Nie mogłoby dojść do takiej sytuacji, jak ostatnio w Italii, gdzie władze odmówiły przyjęcia migrantów przywożonych na statkach należących do tzw. organizacji pozarządowych. Cel ten zobowiązuje do rozpatrzenia statusu przybyszy i „zapewnienia niedyskryminacyjnej pomocy humanitarnej”.

Cel 9. (przemyt migrantów) zakazuje odmowy rozpatrzenia wniosku migrantów przemycanych przez zorganizowane grupy przestępcze. Tym samym, zamiast zwalczać tego typu działalność nielegalną, będzie się do niej zachęcać.

Cel 10. (handel ludźmi) wskazuje, że migrantom, którzy są ofiarami handlu ludźmi należy zapewnić ochronę i pomoc, w tym środki, które pozwolą im na tymczasowe lub trwałe pozostanie w kraju przeznaczenia.

Cel 11. (zarządzanie granicami) zobowiązuje do wdrażania takiej polityki zarządzania granicami, która respektuje prawa człowieka migrantów i umowy międzynarodowe w tym zakresie. Państwa miałyby ściśle przestrzegać wytycznych i zaleceń OHCHR. Umowa wzywa państwa do zbadania „stosowności” użycia sankcji za nielegalny wjazd i pobyt przybysza oraz do zapewnienia, że takie sankcje są zgodne z obowiązkami wynikającymi z prawa międzynarodowego.

Cel 11. wzywa również do ściślejszej współpracy, by zapewnić odpowiednią ochronę migrantom znajdującym się na granicach lub w ich pobliżu, zgodnie z międzynarodowym prawem dotyczącym praw człowieka.

Cel 12. zobowiązuje do poinformowania imigrantów o przysługujących im prawach.

Cel 13. (zatrzymanie imigrantów) zezwala na zatrzymanie przybywających w specjalnych odosobnionych ośrodkach jedynie w ostateczności. Odnosi się to zarówno do dorosłych, jak i dzieci. Migranci mają mieć zapewniony sprawiedliwy proces.

Cel 15. (dostęp do podstawowych usług) zobowiązuje do zapewnienia wszystkim imigrantom, bez względu na ich status, możliwości korzystania z praw człowieka poprzez bezpieczny dostęp do „podstawowych usług”. Świadczenie usług ma być niedyskryminujące. OHCHR ubolewa, że ​​lista takich „podstawowych usług” nie została zachowana w ostatecznym tekście. Zasada ta wymaga także ustanowienia gwarancji dla współpracy między usługodawcami a władzami imigracyjnymi.

Cel 17. (dotyczy dyskryminacji i „ksenofobii”) zobowiązuje do potępienia i przeciwdziałania rasizmowi, dyskryminacji, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji wobec wszystkich migrantów. Państwa mają „promować bardziej humanitarny, konstruktywny i oparty na dowodach, publiczny dyskurs na temat migracji”. Wzywa się państwa do karania tzw. mowy nienawiści i „inwestowania” w standardy etyczne oraz reklamę, a także do karania mediów, które promują ksenofobię.

Cel 21. (powrót, readmisja i reintegracja) zobowiązuje do zakazania wydalenia zbiorowego i wszelkich powrotów tam, gdzie istnieje realne i możliwe do przewidzenia ryzyko śmierci, tortur i innych okrutnych, nieludzkich i poniżających kar dla przybyszy lub innych nieodwracalnych szkód. Wzywa się państwa do zagwarantowania, że ​​wszelkie powroty w ramach dobrowolnych programów będą odbywać się na podstawie bezpłatnej, uprzedniej i świadomej zgody migranta i dopiero po wyczerpaniu wszystkich środków odwoławczych od decyzji o powrocie.

OHCHR z zadowoleniem przyjmuje wyraźne zobowiązanie do przestrzegania prawa międzynarodowego, które podkreśla, że ​​Global Compact ma być wdrażane zgodnie z prawami i obowiązkami państw.

ONZ zachęca państwa do opracowania „ambitnych krajowych odpowiedzi” na wdrażanie Global Compact, a także do przeprowadzania regularnych i obejmujących wszystkie strony (także organizacje pozarządowe) przeglądów postępów tej polityki na poziomie krajowym.

Zostanie utworzona Sieć Migracyjna ONZ w celu koordynowania wsparcia dla wdrożenia Global Compact. GCM ustanawia Międzynarodowe Forum Przeglądu Migracji. Spotkania będą odbywać się co cztery lata, począwszy od 2022 r. Zasady funkcjonowania forum będą negocjowane na Zgromadzeniu Ogólnym w 2019 r.

Warto dodać, że cele 15. i 16., o czym nie wspomina OHCHR, dotyczą promowania polityki „multikulti”. Multikulturalizm jest też czwartym filarem tzw. zrównoważonego rozwoju. Sama zaś migracja została za jeden z podstawowych środków prowadzących do osiągnięcia celów Agendy 2030.

Z raportu ONZ – International Migration Report 2017 – wynika, że przepływy migracyjne stale rosną od początku tego tysiąclecia w tempie ponad 2 procent (w niektórych okresach nawet 2,9 proc.), osiągając w 2017 r. liczbę 258 mln osób. Niemal dwie trzecie przybyszy (165 mln osób) w 2017 r. udało się do krajów najbardziej rozwiniętych, w których starzeje się populacja. 36 procent wybrało kraje średnio zamożne i mniej zamożne, przy czym zdecydowana większość z 91 mln (81 mln) mieszkała w krajach o średnim dochodzie.

O krok od imigranckiego potopu

Kilka państw nie zamierza sygnować dokumentu z powodu zagrożenia dla suwerenności i bezpieczeństwa. Z prac nad porozumieniem już na początku grudnia ub. roku wycofały się Stany Zjednoczone. Pietro Mony, szwajcarski ambasador przy ONZ odpowiedzialny za politykę rozwoju i migracji apeluje, by państwa nie rezygnowały z podpisania GCM.

Węgry, Austria, a także Bułgaria i wcześniej Australia zapowiedziały, że nie zaakceptują umowy. Polski premier ogłosił, że „prawdopodobnie” nie podpisze porozumienia. Zdecydowanego stanowiska jednak brak. Wahają się Czechy i Chorwacja. W samej Szwajcarii także narasta sprzeciw.

Kraje przeciwne sygnowaniu umowy wskazują na zagrożenie dla bezpieczeństwa i ograniczenie suwerenności w zakresie prowadzenia samodzielnej polityki migracyjnej. Mówią o zacieraniu granicy między legalną i nielegalną imigracją.

Specjalny przedstawiciel ONZ ds. migracji, Louise Arbor wezwał do niewycofywania się z umowy, która ma na celu sprawne zarządzanie transgranicznymi przepływami osób.

Przemawiając w poniedziałek w Berlinie, przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker zaapelował o zjednoczony front UE w sprawie migracji i innych kwestii. – Jeśli jeden lub dwa lub trzy kraje opuszczą oenzetowski Pakt o migracji, to my jako UE nie będziemy mogli zadbać o swoje interesy – mówił na szczycie biznesowym.

Bułgaria, która leży na jednym z głównych szlaków migracyjnych z Bliskiego Wschodu do Europy zachodniej, ogłosiła, że podjęła kroki w celu powstrzymania nielegalnej migracji i ochrony zewnętrznych granic UE w związku z planowanym ułatwieniem migracji.

Agnieszka Stelmach

https://www.pch24.pl/wyrok-na-europe--g ... 173,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 22 lis 2018, 12:11 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3279
To wszystko jest jak pędzący z prędkością światła pocisk odłamkowy,
któremu próbuje się wcisnąć hamulec ręczny.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ekspansja islamu na Europę
PostNapisane: 19 lut 2019, 13:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Skutki imigracji i pomysłów o wielokulturowości. I kto za tym stoi? Przyczynek do dyskusji o Europie

Wszystko wskazuje na to, że problem masowej imigracji na naszym kontynencie będzie jedną z osi podziałów w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Na łamach tygodnika „Valeurs Actuelles” Alexandre del Valle – francuski politolog, dziennikarz, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych i geopolityki – zajął się tematem pewnego tabu, którym do niedawna była migracja, ale przede wszystkim odszukaniem źródeł lobby, które stoi za jej wspieraniem, a nawet podbudową ideologiczną. Tekst wyjątkowo ważny, toczony wokół realiów francuskich, ale odnajdziemy też i aspekty ważne dla Polski.

Imigracja spoza Europy to zjawisko powszechne, trwające od lat, bulwersujące, ale jak dotąd nigdy w tej materii nie konsultowano samego społeczeństwa – zauważa del Valle. Trwające od lat zjawisko generuje duże koszty i zmienia życie społeczne, a dyskusja nad nim praktycznie nie istniała. Oficjalnie chodziło o to, by temat ten nie… „napędzał skrajności”. Rzetelne analizy lub krytyka skutków imigracji była identyfikowana natychmiast z ideologią „skrajnej prawicy”. Nic dziwnego, że wielu rzetelnych socjologów, politologów, czy historyków, wolało ten problem obchodzić z daleka. Trochę razem z „żółtymi kamizelkami”, teraz już przynajmniej wolno o tym mówić.

Sytuacja powoli się zmienia. Promigracyjna polityka elit doprowadziła w końcu rzeczywiście do wybuchu bomby populizmu. Zmusiło to do dyskusji polityków i zdjęło z tematu migracji plombę „tabu”. Problem ten zaczął być obecnie stawiany nawet podczas „debaty społecznej” prezydenta Emmanuela Macrona i nagle okazało się, że nie jest to już tylko domena „skrajnej prawicy” i Frontu Narodowego. Szkoda tylko, że trochę za późno.

Nie zmienia to nastawienia samych elit, które nadal są za polityką pro imigracyjną. Oficjalne media, rząd, prezydent i polityczne elity – jak zauważa del Valle – są tu przeciwne podejmowaniu szerokich konsultacji społecznych, czy oddania głosu samemu społeczeństwu np. w postaci krajowego referendum. Ich zdaniem, Francuzi będą się tu „kierować odruchami pierwotnymi” i mógłby to być udział w „skrajnie prawicowej grze”. Być może dlatego prezydent Emmanuel Macron na stole negocjacyjnym nie położył tematu samej imigracji, ale jedynie dyskutował o… sposobach lepszej integracji.

Liczby, które mogą przerazić
Alexandre del Valle powołuje się na międzynarodowego eksperta Jeana-Paula Gourévitcha, który wyliczył, że już tylko sama legalna imigracja, która trwa od lat 90., kosztuje rocznie budżet państwa 9 miliardów rocznie, nielegalna dodatkowo 4 miliardy, koszty przysposobienia przybyszów do pracy i życia to znowu kolejne 4 miliardy, itd. W sumie jest to około 17 miliardów euro na rok. Można tu dodać dodatkowe wydatki, które trzeba ponieść także przy następnych pokoleniach. Dzieci imigrantów, gorzej wykształcone i przyzwyczajone już do państwa „socjalnego” znacznie częściej niż „tubylcy” stają się stałymi klientami opieki społecznej i zasiłków (40 proc. młodych, którzy się nie uczą i nie pracują ma pochodzenie imigranckie). Przybywające do Francji starsze osoby, dostają z kolei emerytury, nawet jeśli nie przepracowały tu ani jednego roku, trzeba tu też doliczyć koszty opieki zdrowotnej, itd.

Zmowa milczenia wokół tego tematu spowodowała, że przez lata nie można było ujawniać, że imigracja generuje olbrzymie koszty z budżetu państwa. Milczano także o masowym charakterze tego zjawiska, które trwało od lat. Praktycznie, co roku napływa do Francji spoza Europy 300. tys. ludzi (szczyt miał miejsce w roku 2017 – 400 tys.).

Rządy tracą też kontrolę nad imigracją. Mamy łączenia rodzin, napływ fałszywych kandydatów do azylu, których liczba wielokrotnie przekracza ilość prawdziwych uchodźców, są fałszywi kandydaci na studia, podrobione kontrakty pracy, które pozwalają na wjazd i uzyskanie karty pobytowej, fikcyjne małżeństwa, uznania ojcostwa, itp.

Nawet w raporcie „politycznie poprawnej” organizacji Fondapol, jej ekspert Didier Leschi podaje dane, które powinny wzbudzać niepokój. Wśród wszystkich mieszkańców Francji 11proc. to imigranci urodzeni poza tym krajem. 25 proc. to potomkowie imigrantów. Czy Francja jest więc jeszcze krajem spójnym narodowo i posiadającym tożsamość cywilizacyjną, czy też zachowując formy państwa narodowego, stała się już bliższa modelowi np. Kanady, którą imigranci cały czas tworzą?

W roku 2017 zarejestrowano we Francji 100 755 wniosków o azyl (w 2002 było to tylko 61 468).

Liczba ta stale rośnie i chociaż większość wniosków jest odrzucana, to uzyskane czasowo prawo pobytu na czas rozpatrywania podań, staje się i tak podstawą do jakiejś formy legalizacji pobytu (uczące się w szkole dzieci, choroby, zaświadczenia o obietnicy pracy, itp.). Dość rzadko wyrzuca się z kraju „nielegalników”. Zaledwie 10 proc. migrantów, którzy składali podania o azyl jest odsyłana do państwa pierwszego pobytu na mocy umowy z Dublina. Reszta z czasem jakoś się „legalizuje”.
Oficjalnie we Francji przebywa od 5 do 7 milionów obcokrajowców i imigrantów. W rzeczywistości liczba ta wynosić może nawet 12 milionów. Warto dodać, że np. osoby, które po kilku latach uzyskają naturalizację, ze statystyk „obcokrajowców” i „imigrantów” już wypadają.

Co z imigracją nielegalną? W 2018 r. były już minister spraw wewnętrznych, Gerard Collomb, sam oceniał ją „na około 300 – 400 tys.”. W latach 2012-2015 uregulowano pobyty 118 tys. imigrantów (słynny tzw. „okólnik premiera Vallsa”, który pozwolił dostać prawo pobytu wszystkim rodzinom z dziećmi). Co roku 75 tys. nielegalnych migrantów, którzy teoretycznie powinni zostać ekspulsowani, gdzieś znika i się rozpływa.

Zatopiona Europa?
Alexandre del Valle przytacza również opinie demografa Alfreda Sauvy. Jego książka nosi tytuł „Zatopiona Europa: Południe-Północ”. Sauvy pisze w niej: „nie bój się wybuchu bomby na ulicy, niebezpieczeństwo czai się gdzie indziej. Kontrast pomiędzy młodym i pełnym witalności Południem a starzejącą się Europą stanie się kiedyś nie do zatrzymania”.

Tego typu konflikt był przewidywalny od lat. Teoretycznie politycy powinni temu przeciwdziałać i chronić swoje narody i społeczeństwa, takimi środkami jak np. poprawa krajowej sytuacji demograficznej, czy kontrolowaniem imigracji lub przyjmowaniem jej wyłącznie z krajów o podobnym kręgu cywilizacyjnym.

Alfred Sauvy obawiał się, podobnie jak Levi-Strauss, nieuniknionego starcia cywilizacyjnego między chrześcijańskimi narodami europejskimi, a głównie muzułmańskimi przybyszami. Różnice cywilizacyjne są tu tak duże, że w historii te dwa kręgi praktycznie nie mogły współistnieć bez konfliktów przez dłuższy czas. Na przykłady już nie trzeba czekać – wszak nowa europejska wielokulturowość zamieniła się w wielokonfliktowość.

Nauki płynące z historii a ideologia „imigracjonizmu”

Del Vale stawia tezę, że imigracja może być zjawiskiem pozytywnym lub negatywnym, zależnie od jej doboru i możliwości asymilacji. Geopolityka, demografia i historia dostarczają nam tu wielu nauk. Mamy australijskich Aborygenów i Indian, którzy zostali zmarginalizowani przez europejskich osadników. Libańskich chrześcijan zaatakowanych przez Palestyńczyków, których przyjęli wcześniej jako „uchodźców politycznych”. Cypryjczyków kolonizowanych przez Turków, co skończyło się podziałem wyspy, buddystów z Tybetu i muzułmanów z Xinjang przytłoczonych przez miliony Chińczyków. W historii mieliśmy też przykłady cesarstwa rzymskiego najeżdżanego przez barbarzyńców. Imigracja – stwierdza del Valle - może być rodzajem broni w przypadku wojny, środkiem do powolnego podboju lub po prostu czystą destrukcją jakiejś cywilizacji.

Alexandre del Valle stawia tezę, że „imigracjonizm” (polityka promująca wielokulturowość) jest po prostu rodzajem antynarodowej ideologii. Idealizuje ona zjawisko imigracji i narzuca je społeczeństwom jako rodzaj bezdyskusyjnego dogmatu. Uznanie imigracji za bezwzględne dobro ma konkretne skutki. Wyklucza np. ochronę interesu narodowego i bezpieczeństwa. Według del Valle’a stanowi wręcz groźną „formę ekstremizmu”. Wykluczając jakąkolwiek dyskusję, próbuje nawet kryminalizować przeciwników i krytyków imigracji. Środkami są tu formy kneblowania dyskusji nowymi pojęciami z arsenału polit-poprawności, jak np. islamofobia i trochę starszymi, jak… rasizm.
Francuzi i Europejczycy, którzy wyrażają z powodu masowej imigracji obawy o swoją tożsamość i bezpieczeństwo, oskarżani są z kolei o „populizm” i sprzyjanie „skrajnie prawicowym” fobiom. Bardzo silne lobby tego, co nazywa się czasem „globalizmem”, narzuca nawet takie rozwiązania rządom i elitom krajów.

Kto za tym stoi?
Autor włącza tu przykład miliardera Georga Sorosa, aktywnego sponsora pozarządowych organizacji jak „Społeczeństwo bez granic”, „Otwarte społeczeństwo”, czy stowarzyszeń wspomagających exodus migrantów na morzu Śródziemnym. Wymienia też teorie dotyczące działań „ezoteryczno-masońskich” związków („Illuminati”, Grupa Bildelberga, itp.). Odrzuca jednak teorię „spiskową” i twierdzi, że rzeczywistość może bardziej złożona. Może tu występować „konwergencja różnych interesów ekonomicznych i społecznych oraz różnych działań ideologicznych”. Cel jest jednak podobny – „demontaż suwerennych państw europejskich”. Wskazuje przy tym na zbieżności pewnych działań bardzo różnych i często przeciwstawnych grup – dla przykładu taki sojusz „otwartych granic” to wypadkowa m.in. postaw, interesów i działań: kapitalistycznych korporacji, partii lewicy, Kościoła katolickiego, czy panislamistów. Rzeczywistość okazuje się więc złożona i czasami paradoksalna.

Może tu jednak chodzić przede wszystkim o „konwergencję interesów i ideologii zwalczających cywilizację judeochrześcijańską i suwerenności państw europejskich”. Działalność Sorosa, lewaków wszelkiej maści, od trockistów po antyrasistów, a nawet „przepełnionego poczuciem winy” posoborowego Kościoła („pokutne lobby” i wiktymizacja własnej historii i cywilizacji, w tym np. przepraszanie za kolonializm, rekonkwistę, inkwizycję, czy krucjaty), łączy zdaniem autora właśnie pozytywne odnoszenie się do zjawiska imigracji. Pokrewne cele mają tu też islamiści, dla których migracja jest z kolei środkiem podbijania Europy.

W każdym z tych przypadków cel zamierzony i nie zamierzony jest jeden – niszczenie tożsamości narodowych krajów europejskich.

Członkowie orkiestry przygrywającej niszczeniu Europy
Można już mówić o prawdziwej „orkiestrze” grającej demontażowi spójności cywilizacji Zachodu i wymienia tu poszczególnych członków tego „zespołu”:

- „zwolenników Globalnej Wioski Konsumenckiej, którą wielki amerykański socjolog demokracji Benjamin Barber nazywa Mc Worldem”. Jego zdaniem „swobodny przepływ kapitału i własności jest nierozerwalnie związany ze swobodnym przepływem osób”. Dlatego dla Sorosa, czy Jacquesa Attaliego transgraniczne koncerny nie są synonimem globalizacji, ale lepiej brzmiącym „usuwaniem barier handlowych”. Wykorzystywanie wolności ekonomicznej do ograniczania suwerenności narodów jest zabiegiem dość perfidnym. Dodatkowo wywołuje to „uniformizację świata” i niszczy wiele elementów tożsamości poszczególnych narodów. Wspiera też argumentami ekonomicznymi zjawisko imigracji (obniżenie kosztów pracy). Autor zauważa także negatywne skutki utraty suwerenności monetarnej państw.

-”trzecioświatowców”. Neolewicowa ideologia wykorzystuje wszak „uchodźców” do delegitymizacji europejskich państw narodowych. W walce z rzekomą ksenofobią naszej cywilizacji, wykorzystuje się wyidealizowany wizerunek imigranta spoza Europy, jako antytezę „białego człowieka – wyzyskiwacza”. Co ciekawe, owi „antyrasiści” nigdy nie krytykują rasizmu i zwalczania migracji w krajach muzułmańskich, azjatyckich, czy afrykańskich. Obiektem ich krytyki jest wyłącznie cywilizacja „judeochrześcijańska Białego Człowieka”. Można tu przypomnieć choćby ahistoryczne opisy niewolnictwa. Prowadzony na większą skalę taki proceder przez kraje arabskie w świadomości historycznej niemal nie istnieje.

„Pożyteczni idioci” lewicy nie tylko promują migrację, ale też podcinają korzenie narodów, tworząc np. nowy typ „tożsamości europejskiej”, dziwnego amalgamatu, który „służy ideologicznej i moralnej legitymizacji funkcjonariusza obsługującego Mc Word”.

- „ponadnarodowe organizacje”. Alexandre del Valle wskazuje tu na antynarodową organizacji międzynarodowych jak ONZ i jej agendy, Rada Europy, Komisje Europejskie, czy Europejski Trybunał Praw Człowieka. Instytucje te od dziesięcioleci tworzą własny kodeks „wartości”. Dla przykładu, prawa człowieka, które przeszły drogę ewolucji i reinterpretacji w duchu lewicowym, zostały teraz podniesione do rangi zasad ponad-konstytucyjnych, quasi religijnych dogmatów. To nowa forma kosmopolitycznego kodeksu praw, które szeroko łamią wszelką suwerenność państw „rządami sędziów”. Ten przykład przerabia od wielu miesięcy i nasz kraj…

Działalność tej międzynarodowej korporacji przy okazji znacznie ogranicza możliwości samoobrony państw przed zalewem imigrantami. Mamy za to międzynarodowe „prawa migrantów” i „obowiązki państw” (np. umowa z Marakeszu).

- część kościelnej hierarchii zarażona lewicowym trądem. Dobre intencje miłosierdzia bywają często mylone z emocjonalnym i bezrefleksyjnym podejściem do problemu imigracji. Kościół, którego rolę od dawna usiłowano zepchnąć do funkcji jakiejś organizacji typu charytatywnego, naiwnie do takiego narożnika dał się wtłoczyć. Imigrant staje się symbolem uciskanego człowieka, bliźniego, który potrzebuje pomocy. W dodatku taka pomoc to rodzaj odkupienia naszych win cywilizacyjnych, co jest już narracją, która przeniknęła do Kościoła z lewicy. Del Valle uważa, że można w tym temacie znaleźć sporo podobieństw w wypowiedziach papieża Franciszka i np. takiego… Daniela Cohn-Bendita. Chociaż fundamentem otwartej postawy katolików wobec migrantów jest teologia, to na zewnętrz głos Kościoła jest tu łatwo instrumentalizowany.

- „międzynarodowe lobby islamskie”. To już ostatni z „muzyków” wymienionych w tej proemigranckiej orkiestrze. Autor nie ma wątpliwości, że istsnieją kraje i organizacje islamskie, dla których migracja jest okazją do ewolucyjnego podboju naszego kontynentu. Najpierw zaczyna się od żądania prawa do „różnorodności”, kończy się zaś na wprowadzaniu szariatu.

W tym kontekście mówić należy o popieraniu imigracji, ale także o oporze wobec wszelakich form asymilacji muzułmanów. Być może dlatego wysiłki niektórych rządów w tej materii, kończą się tak często niepowodzeniem. Warto też zwrócić uwagę, jak zwalczane są jakiekolwiek próby prozelityzmu. Co prawda chrześcijanie i tak wykazują coraz mniejszą dynamikę misyjną, ale wszelkie próby nawracania muzułmanów niemal zawsze kończą się awanturą. Tymczasem laickie państwo nie tylko nie jest żadną konkurencją ideową, ale samo często ustępuje pod naporem dynamizmu i oporu wyznawców islamu na wielu przestrzeniach życia społecznego.

Europa – ziemia niczyja?
Europa stała się na naszych oczach ideową „ziemią niczyją”, wyjałowioną z wartości, z naruszonymi fundamentami. Wykluczono z niej pojęcie tożsamości, w imię wielokulturowości. Zwalcza się suwerenność narodów, ogranicza rolę państw, chrześcijaństwo zepchnięto do roli historycznego reliktu i organizacji charytatywnej, zapanował relatywizm i obłąkańcza idea tolerancji dla wszelkiego zła.

Cały projekt Unii Europejskiej oparty jest, jak pisze del Valle, na „post-demokracji” i „post-suwerenności”, nowym i pustym kodeksie wartości.

A w to wszystko wchodzą jeszcze migranci z wysoko uniesionymi sztandarami swojego proroka.

Bogdan Dobosz

https://www.pch24.pl/skutki-imigracji-i ... 215,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 292 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /