Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 17 maja 2017, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://forumemjot.wordpress.com/2016/0 ... oniecznie/

Jak likwidowano świadków „pogromu” kieleckiego … Przeczytajcie koniecznie!
Opublikowano 07/08/2016 by emjot

Obrazek
Kamienica przy ul. Planty 7, miejsce pogromu Żydów w 1946 r. / fot: wikipedia.org/Grzegorz Pietrzak


Komunistyczni sprawcy prowokacji kieleckiej z 4 lipca 1946 r. starali się zrobić wszystko co możliwe, aby zatrzeć ślady popełnionej zbrodni.
Przede wszystkim starali się systematycznie likwidować wszystkich tych ważnych świadków zajść, którzy mogli wygadać się i ujawnić komunistycznych mocodawców rzekomego pogromu.
I właśnie to likwidowanie kolejnych niewygodnych świadków wydaje się być szczególnie mocnym potwierdzeniem tezy o tym, że rzekomy pogrom kielecki był starannie zaplanowaną bezpieczniacką zbrodnią.
Pierwszą ofiarą ówczesnych nieznanych sprawców był nader znaczący świadek wydarzeń – zastępca szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Kielcach ppor. Albert (Fajwisz Alter) Grynbaum.
Warto przypomnieć, że właśnie on już dwa dni po „pogromie” – 6 lipca 1946 r. w sprawozdaniu z przebiegu zajść bardzo krytycznie oceniał głównego ich sprawcę ze strony polskiej bezpieki, agenta NKWD majora Władysława Sobczyńskiego i brak zdecydowanej postawy wojska1.
W czasie zajść Grynbaum na próżno błagał mjr. Sobczyńskiego o użycie kampanii ze szkoły UB w Zgórsku, co Sobczyński wciąż odwlekał.
Przypuszczalnie organizatorzy zbrodni mogli się obawiać, że ppor. Grynbaum może okazać się zbyt dociekliwy w tropieniu sprawców mordu na jego żydowskich rodakach, — gdyż nie zdawał sobie sprawy, że zbrodnia była zaplanowana z góry przy udziale takich czołowych żydowskich komunistów jak Jakub Berman.
Tajemnicza śmierć Alberta Grynbauma
Grynbaum zginął w nader podejrzanych okolicznościach już 10 sierpnia 1946 r.
Dr R. Śmietanko-Kruszelnicki pisał na ten temat:
Zaskakujące (…) są okoliczności jego śmierci. Jest rzeczą niezrozumiałą, że tak ważnego świadka wydarzeń pogromowych (przebywającego prawie od samego początku obok lub w środku obleganego przez tłum budynku, usiłującego bronić znajdujących się tam Żydów, interweniującego w WUBP (Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego – przyp. J.R.N.) i będącego świadkiem zachowania się wielu wyższych oficerów sił represji w czasie pogromu,
— wysyła się służbowo taksówką, — bez ochrony, — przez tereny powiatu radomskiego, należące wówczas do najbardziej zagrożonych działaniami oddziałów partyzanckich w województwie kieleckim2.
Samochód z Grynbaumem i towarzyszącym mu H. Ochinem z KW PZPR został zatrzymany przez partyzantów, a następnego dnia obaj zostali zastrzeleni.
Dr Śmietanko-Kruszelnicki wskazuje przy tym, że oddział ppor. „Dołęgi”, który zastrzelił Grynbauma i Ochina — podlegał nierozpoznanej bliżej Komendzie Okręgu Narodowego Związku Zbrojnego
(…) Wątpliwości co do zakwalifikowania tej struktury podziemnej do autentycznego nurtu niepodległościowego sprawiają, że można postawić pytanie, — czy śmierć ppor. Grynbauma była przypadkowym i niefortunnym zbiegiem okoliczności, czy też został on „wystawiony” partyzantom.
Jego śmierć bardzo ograniczyła możliwości rekonstrukcji przebiegu antyżydowskich zajść w Kielcach
(podkr. – J.R.N.)3.
Warto w tym momencie przypomnieć, co pisał na temat tej śmierci prawdziwie uczciwy autor żydowski, — b. oficer Informacji Wojskowej LWP — Michał Chęciński.
To on w wydanej w 1982 r. książce Poland: Communism, nationalism, anti-semitism, — oskarżając NKWD o przygotowanie zbrodni kieleckiej, jako pierwszy wskazał na jej głównego sprawcę – oficera sowieckiego wywiadu — Michaiła Aleksandrowicza Diomina.
Pisząc o tak tajemniczym, a tak wygodnym dla sprawców zbrodni kieleckiej zabójstwie Grynbauma, — Chęciński stwierdził m.in.:
— Nie ulega wątpliwości, że Grynbaum wiedział wiele, jeśli nie za wiele, o kulisach pogromu. — Miał liczną agenturę wśród mieszkańców Kielc i zapewne próbował po pogromie ustalić wiele zagadkowych szczegółów, co należało zresztą do jego obowiązków służbowych.
Inne tajemnicze zgony świadków „pogromu”
Chęciński pisał w cytowanej książce również o dalszych nader tajemniczych zgonach ważnych świadków kieleckiej zbrodni:
W dziwnych okolicznościach zginęli też inni wtajemniczeni świadkowie pogromu. — Wkrótce po tych tragicznych wydarzeniach ginie, otruty w szpitalu, kierowniczy pracownik WUBP Kielce, Majewski, przedwojenny komunista, znany z uczciwości i bezkompromisowości.
Pielęgniarz, który otruł Majewskiego, umiera tego samego dnia, gdy nadchodzi ekspertyza potwierdzająca, że Majewski został otruty. — Ten splot dziwnych okoliczności nie został do dziś wyjaśniony.
Wiele mówi o postępowaniu władz komunistycznych fakt, że uniknął jakiejkolwiek kary, pomimo przejściowego aresztowania, szef WUBP major Władysław Sobczyński – główny wspólnik ze strony kieleckiej bezpieki sowieckiego majora Diomina, — organizatora prowokacji kieleckiej.
— Co więcej, — Sobczyński został później nawet ambasadorem PRL-u w Sofii.
Na tle całej późniejszej kariery mjr. Sobczyńskiego tym bardziej dają do myślenia represje, które uderzyły w ówczesnego komendanta MO ppłk Wiktora Kuźnickiego.
Podobnie jak jego zastępca mjr Kazimierz Gwiazdowicz i mjr Sobczyński, — ppłk Kuźnicki był oskarżony o zaniedbanie obowiązków w dniu zajść, ale przesiedział w więzieniu znacznie dłużej niż oni.
Jak pisał M. Chęciński, — Sobczyńskiego i Gwiazdowicza uniewinniono i widać było w czasie rozprawy w grudniu 1946 r. zniekształcanie faktów w celu wybielenia Sobczyńskiego i Gwiazdowicza.
Zdaniem Chęcińskiego o nieporównanie dużo surowszym potraktowaniu ppłk. Kuźnickiego zadecydowało jego niezastosowanie się do dyktowanych odgórnie reguł gry.
Otóż – jak pisał Chęciński:
Kuźnicki (…) domagał się, aby jego proces odbył się jawnie i żeby powołano świadków, którzy mogliby dowieść jego niewinności. Zwracał się w tej sprawie do wszystkich możliwych instancji i przełożonych.
— Ponieważ nikt na jego prośby nie reagował, zaczął w więzieniu głodówkę. — Wypuszczono go z więzienia w stanie agonalnym.
W domu kontynuował głodówkę. — Po kilku tygodniach zmarł.
Red. Krzysztof Kąkolewski pisał w swej podstawowej książce demaskatorskiej o rzekomym pogromie kieleckim Umarły cmentarz:
— Wiktor Kuźnicki zaczął mówić nieostrożnie, że to, co się zdarzyło w Kielcach, — było absolutną prowokacją4. — Mówił o tym współwięźniom.
Kąkolewski nie wykluczał, że w odpowiedzi na tego typu „wyznania” UB poddało Kuźnickiego torturom, tak że z więzienia „powrócił w stanie ruiny fizycznej i psychicznej”. — Zmarł w wieku zaledwie 44 lat.
Dość nieoczekiwany tragiczny los spotkał jednak również i b. zastępcę ppłk. Kuźnickiego, — majora K. Gwiazdowicza.
Po latach utonął – według jednej wersji – w Wietnamie, według innej – w Laosie.
Kąkolewski pisał:
— Powierzono mu (…) ważną misję, ale czy przypadkiem nie po, by jako nosiciela tajemnicy zgładzić potajemnie na obszarze bardzo dalekim od Polski5.
Jak zastraszano rzekomo porwanego chłopca
Przez wiele lat blokowano we wszystkich stacjach telewizyjnych emisję nakręconego w 1996 r. filmu dokumentalnego brata Czesława Miłosza – Andrzeja Miłosza — „Henio”.
Było to wyznanie chłopca, którego rzekome porwanie przez Żydów posłużyło bezpiece do sprowokowania zajść kieleckich.
Chłopiec ten – Henryk Błaszczyk — przez 50 lat bał się wyznać prawdę z obawy przed zamordowaniem przez ludzi z bezpieki.
To, co powiedział, było niesamowite.
Okazało się, że jego własny ojciec był ubekiem i wraz z innymi zaprzyjaźnionymi ubekami wspierał prowokację kielecką, — a zastraszony Henio był ich narzędziem.
— Znamienne, że tak ważny, — odsłaniający prawdę film — pokazano dopiero 18 lat po nakręceniu – w 2014 r. – na mającym bardzo małą oglądalność kanale „Historia”.
Pikanterii całej sprawie nadaje fakt, — że autor filmów blokowanych przez „nową cenzurę”, Andrzej Miłosz
— był wyróżniony tytułem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” za ratowanie Żydów.
Henio Błaszczyk ciężko zapłacił za to, że był tak niebezpiecznym dla bezpieki świadkiem jej poczynań.
— W latach 90. doszło do tajemniczego wypadku samochodowego, w którym o mało co nie zginął. — Wyszedł z niego ze wstrząsem mózgu, złamaną ręką i uszkodzeniem kręgosłupa.
Sprawczyni wypadku, — jakoby pracownik ambasady polskiej w RFN, — zniknęła.
Na listy poszukujące jej nie otrzymano odpowiedzi6.
„Kielecki Rejtan” – prokurator Jan Wrzeszcz
Szczególnie obrzydliwą formą rozprawy z człowiekiem, który w niewygodny dla władz sposób drążył sprawę zbrodni kieleckiej, — było zaszczucie i doprowadzenie do przedwczesnej śmierci prokuratora wojewódzkiego Jana Wrzeszcza.
Na wieść o oblężeniu żydowskiego domu na Plantach natychmiast udał się on na miejsce, chcąc, — zgodnie z obowiązującym wówczas jeszcze prawem przedwojennej RP, — przejąć władzę nad aparatem policyjnym i wojskiem zgromadzonym wokół budynku i przywrócić porządek.
Na próżno domagał się od wojska rozproszenia tłumu albo przynajmniej wywiezienia wszystkich oblężonych Żydów samochodami pod eskortą.
— Oficerowie wprost stwierdzili, — że nie wydadzą takiego rozkazu.
W dokumencie o wydarzeniach, sporządzonym po tragedii lipcowej 1946 r. i przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach, — napisano m.in. o wypadkach po przybyciu prokuratora J. Wrzeszcza:
— Całą akcją kierowało UB (…) prokuratorowi powiedziano, że jest niepotrzebny, — gdyż akcją kieruje UB.
Po tym fakcie prokurator złożył oficjalny raport do Województwa i Ministerstwa, — zaznaczając, że odpowiedzialność za wypadki kieleckie spada wyłącznie na Urząd Bezpieczeństwa7.
Dzień później prokurator J. Wrzeszcz uczestniczył w Łodzi w Zjeździe Delegatów Związku Zawodowego Pracowników Sądowych i Prokuratorskich RP jako prezes Okręgu Kieleckiego tego związku.
Pisał o tym później m.in.:
— Zgłoszona została rezolucja potępiająca mord kielecki, dokonany „przez czynniki reakcyjne” oraz zawierająca stwierdzenie, że — mord ten okrywa hańbą cały naród polski (…)
W dyskusji zabrałem głos, mówiąc, — że nie należy w rezolucji przesądzać, kto dokonał mordu, gdyż jeszcze dochodzenie nie ustaliło tego, — a my jako sędziowie i prokuratorzy jesteśmy przyzwyczajeni do wydawania wyroku po dokładnym zbadaniu dowodów (…)
Następnie powiedziałem, — że hańba, jaka spada na nas, jest niezawiniona przez ten naród.
— Stoję bowiem na stanowisku odpowiedzialności indywidualnej, zgodnie z nowoczesną teorią prawa karnego i obowiązującym u nas kodeksem karnym. — Zbiorowa odpowiedzialność była bronią hitleryzmu i nasz naród oraz naród żydowski najbardziej odczuli skutki tej odpowiedzialności na sobie.
— Za zbrodnię chuliganów oraz niedołęstwo pewnych czynników nie może spadać odpowiedzialność na cały naród.
Przemówienie moje spotkało się z gorącym przyjęciem całej sali8.
Już kilka dni później prokuratora Wrzeszcza gwałtownie zaatakowano w organie KW PZPTR „Głos Robotniczy” w artykule pt. Łajdactwo, — nazywając go prokuratorem – obrońcą czarnej sotni (a więc grup antysemicko-szowinistycznych w stylu tych inspirowanych niegdyś przez carską Ochranę).
Jeden z najgorszych politruków pochodzenia żydowskiego, stalinizator wymiaru sprawiedliwości, były agent NKWD, a w 1946 r. wiceminister sprawiedliwości, — Leon Chajn — zaatakował prokuratora Wrzeszcza, insynuując, jakoby bronił on morderców z Kielc.
— Wrzeszcza natychmiast zawieszono w pełnieniu funkcji prokuratorskich.
Zapowiedziano wytoczenie mu postępowania dyscyplinarnego, ale nic takiego się nie stało.
Prokurator Wrzeszcz zdecydował się na odejście z aparatu sprawiedliwości i przejście do adwokatury.
— Został radcą prawnym kurii kieleckiej i osobiście biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka.
Bezpieka nie zapomniała jednak o nim.
Wraz z rozpoczętą później akcją przeciwko ks. bp. Kaczmarkowi aresztowano również i byłego niepokornego prokuratora.
— Przesiedział dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszedł niezwykle brutalne śledztwo.
Według relacji jego syna, — zmarł przedwcześnie, świadomie zarażony gruźlicą — (zamknięto go w więzieniu wraz z umierającym Niemcem, który miał ostatnią fazę otwartej gruźlicy).
Według relacji syna prokuratora Wrzeszcza — w momencie przyjmowania jego ojca po przywiezieniu go z Kielc na Mokotów
— oficer bezpieki powiedział mu od razu „na przywitanie”: — Ty już stąd nie wyjdziesz9.
Tak traktowano w stalinizowanej Polsce prawdziwych polskich patriotów!
Prokurator Jan Wrzeszcz był prawdziwym bohaterem ówczesnych ponurych stalinowskich czasów.
Za swój wytrwały opór w obronie prawdy i dobrego imienia Polski i Polaków prokurator ten powinien być nazwany „kieleckim Rejtanem”.
Apeluję do władz miasta Kielce o jak najszybsze uhonorowanie bohaterskiego prokuratora przez nadanie jego nazwiska nowej ulicy.
Bardzo na to zasłużył!
Myślę też, że pięknym gestem ze strony prezydenta Andrzeja Dudy
— byłoby jak najszybsze pośmiertne uhonorowanie prokuratora Jana Wrzeszcza jednym z najwyższych polskich odznaczeń.

***

22 Lip 2016

Napisane przez Prof. Jerzy Robert Nowak

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta!

Za; http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/40 ... ieleckiego


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 04 cze 2017, 09:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://blogmedia24.pl/node/77784

Referat o KL Warschau pt. Historyk, polityk, czy śmierdziel?
Wojciech Kozlowski, sob., 03/06/2017 - 09:01

I

Prof. Jan Żaryn 2 stycznia 2017 r. na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle oznajmia: „Na dziś nie umiemy udowodnić jako naukowcy, że istniał KL Warschau inaczej rozumiany niż Gęsiówka”. Inaczej rozumiany niż mówią o tym dowody, które Kopka odnalazł i które zaprzeczają istnieniu komory gazowej. Stwierdza przy tym kategorycznie: „nie gazowano, takiego dowodu nie mamy...” (1)

Oznacza to, że profesorowie B. Kopka i J. Żaryn, którym tytuły naukowe podwyższono już po „pracy” nad KL Warschau - to naukowcy, a profosorowie tacy jak: M. Chrech-Modelska, W. Bojarski, J.R. Nowak, R. Bender, E. Prus, których tytuły nie zmieniły się w trakcie dysputy o KL Warschau - uznający jednak wszystkie lagry KL Warschau i komorę gazową – naukowcami już nie są. Należałoby przy tym poprosić prof. Żaryna aby nie był taki figo fago, tylko ujawnił rąbek tajemnicy naukowej, jakież to dowody Kopka odnalazł – choćby jeden przykład - bo jak dotąd nikt jeszcze tego nie sprecyzował, a przy okazji przypomnieć wypowiedź profesora z 2008 r, cyt: „wywody Kopki w jego książce nie są stanowiskiem IPN, lecz prywatnymi poglądami autora”(2) i zapytać kiedy kłamał? Wtedy, czy teraz? Nalęży wskazać w tym miejscu na zasługi tegoż profesora, że owe „prywatne poglądy” stały się owocem pracy wydawniczej IPN z tłumaczeniem na niemiecki, a wyniki śledztwa prowadzonego przez sędzię Marię Trzcińską w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce już takiego wyróżnienia nie doczekały się (3).

Prof. Żaryn prosi w swojej wypowiedzi o dowody naukowe, że KL Warschau to nie tylko Gęsiówka. Proszę bardzo – przytaczam kilka za sędzią Marią Trzcińską i numeruję specjalnie dla profesra, aby utrwaliło mu się, że jest ich więcej niż jeden. Istotne jest to o tyle, że cytowane przez niego na spotkaniu w Centrum Edukacyjnym Powiśle: „wiem, że nic nie wiem” – rozsławiło wprawdzie pewnego filozofa lecz z profesora może uczynić kretyna.

Dowód nr 1: Jeżeli zeznania członka załogi KL W - Michaela Fleischera z SS przed Komisją Amerykańską w Dachau, że KL Warschał jednorazowo mieścił 35-40 tys. Więźniów, a Gęsiówka razem z Pawiakiem mogła pomieścić zaledwie 12 tys. - to znaczy, że istniały w Warszawie inne lagry niż Gęsiówka. Liczbę 40 tys. Potwierdza sprawozdanie wywiadu Armii Podziemnej do Polskiego Rządu w Londynie.

Dowodem nr 2 jest Mapa Rudolfa Hoessa, na której niemiecki oprawca oznaczył KL Warschau trzema krzyżami i trzema trójkątami co oznacza, zgodnie z legendą na tej mapie, że był to Vernichtungslager - obóz natychmiastowej zagłady - a ilość trójkątów odpowiada liczbie ilości lagrów (oprócz Gęsiówki istniały zatem jeszcze dwa lagry – na Kole i Warszawie Zachodniej). (4)

Dowodem nr 3 jest rozkaz Himmlera z dn. 09. 10. 1942 r. - nakazujący zgrupowanie żydowskich pracowników zbrojeniówki cyt: „ w najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych, tzn. w Warszawie, Lublinie”. A ponieważ w tym czasie „Gęsiówki jeszcze nie było, a więc musiały tam istnieć inne lagry. (4)

O starym i nowym kompleksie można się również dowiedzieć z pism Centrali w Ludwigsburgu do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce z 1973 r., a więc jeszcze przed rozpoczęciem polskiego śledztwa.

Dowodem nr 4 jest rozkaz Himmlera z dn. 16. 02. 1943 r, który mówi: „Ze względów bezpieczeństwa zarządzam, aby Getto Warszawskie, po przeniesieniu tu Obozu Koncentracyjnego, zostało zburzone.” A więc Obóz musiał istnieć poza „Gęsiówką”, bowiem nie mogło być mowy o przenoszeniu czegoś czego nie było (4).

Dowódem nr 5 – bardzo wymownym – jest sprawozdanie sekretarza Komisji dla Zbadania Zbrodni Niemieckich w Warszawie z dn. 20.07.1945 r. – Bronisława Świderskiego cyt: „teren Gęsiówki stanowił jeden z kilku obozów zagłady znajdujących się w Warszawie.” Naturalnie sekretarz nie miał wtedy wiedzy, że nie były to osobne obozy zagłady, lecz lagry tegoż samego obozu KL Warschau. Ze wzgędu na datę – zaraz po wojnie i stanowisko świadka, owe zeznanie pełni rangę dowodu żelaznego. Potwierdzają je także zeznania późniejsze, których ze względu na ilość już nie przytaczam.

Dowodem 6 może być zachowany z obozu dokument niemiecki zawierający grafik dyżurów na miesiąc lipiec 1944 r. dla komanda elektryków w celu wzmożonego sterowania prądu nocą w lagrze I i w lagrze II.

II

Odnośnie stwierdzenia prof. Żaryna: „nie gazowano w KL Warschau” - przypomnę na wstępie, że pomimo tego, że dotąd nie przeprowadzono w IPN kwerendy pod kątem KLW - jest na ten temat dużo zdobyczy przypadkowych, a w tym kilka meldunków Armii Podziemnej i to zarówno o budowie jak i funkcjonowaniu komór gazowych – wymienianych w liczbie mnogiej, jak również meldunek o zagazowanych 250 zwłokach kobiecych - rozładowanych do spalenia na terenie „Gęsiówki”. Tak duża liczba jednorazowa zwłok wskazuje na istnienie bardzo dużej komory. Taki warunek spełniał tunel Warszawy Zachodniej. Są wreszcie zeznania świadków – nieliczne wprawdzie – ale skąd mogli wiedzieć potencjalni świadkowie o śledztwie prowadzonym przez sędzię Trzcińską - wbrew decydentom – śledztwie niechcianym, przerywanym i toczącym się w tajemnicy przed społeczeństwem?

Monstrualne komory były w tunelu Warszawy Zachodniej, niewielkie natomiast w „Gęsiówce” - gdzie znaleziono po wojnie duże ilości „Cyklonu B”. Stosowano również samochodowe komory przewoźne – potwierdzone poprzez wstrząsające zeznania świadków żydowskich, którzy byli wykorzystywani do sprzątania owych niemieckich cudów techniki motoryzacyjnej. Tak się składa, że właśnie Żydzi pełnili w tym obozie różne funkcje pomocnicze – takie jak chociażby spalanie zwłok przez komando żydowskie. Używanie tu Żydów miało za zadanie ukrycie przed Polakami – jakże skuteczne - zbrodni w Obozie Zagłady dla Polaków i jej rozmiar. Wspomnieć tu trzeba znamienny rozkaz Wilhelma Koppego z 20.07.1944 r. dotyczący ekstreminacji Polaków - likwidowanego wtedy obozu śmierci cyt: „w żadnym wypadku nie można dopuścić do tego, aby więźniowie nie Żydzi byli uwolnieni, lub żywi wpadli w ręce wrogów, ruchu oporu lub Armii Czerwonej" (5). Tak też się stało.

Po latach trzeba Niemców cynicznie pochwalić za przebiegłość, skuteczność i spryt – już to i dzisiejszy – zważywszy, że polscy prokuratorzy wysyłają im zupełnie bezkarnie polskie archiwa niemieckich zbrodni wojennych. Owi prokuratorzy dopuszczają przy tym do przestępczej likwidacji urządzeń komór gazowych, co do których toczy się formalnie wciąż trwające śledztwo, a przed ich likwidacją nie dokonują nawet dodatkowych specjalistyczno – ekspercko – technicznych badań.

„Pochwalić” można owych prokuratorów za lojalność dla naszej tzw. „żydokomuny”, która ową „Gęsiówkę” zagospodarowała na 10 lat po wojnie - dla polskich patriotów – o czym prokuratura w mediach, nawet bąka nie puściła, a powinna jednak powiadomić o wynikach trwającego już ćwierć wieku śledztwa nad tym obozem. Śledztwa domniemanego, bo ja nie wiem czy prokuratura - wywodząca się z prawniczej kasty owej „żydokomuny” - w ogóle zawracała sobie głowę tak „zasmarkaną” sprawą jaką było cierpienie polskie. „Resortowe” dzieci zawiniły w tworzeniu białych plam w tym temacie, czy może już „resortowe” wnuczęta?

Trzeba zwrócić uwagę, że powojenny obóz na terenie byłej „Gęsiówki” istniał kilka razy dłużej niż obóz KL Warschau, a mimo to nic o nim nie wiemy. Nie wiemy, czy nie gazowano nadal w tym obozie ludzi po wojnie i kto był tam katem, kto ofiarą i czy kaci żyją? A może właśnie na ich wymarcie czekano, bo skąd owe ćwierć wieku urojonego prze ze mnie śledztwa, śledztwa, które nie ujawniło ofiar? Porównajmy skuteczność owego śledztwa ze skutecznością śledztwa sędzi Marii Trzcińskiej nad niemieckim obozem zagłady, a przy tym postawmy pytanie; dlaczego Michnik - mogący mieć wiadomości o tym obozie powojennym z pierwszej ręki od swego brata – nie napisał o tym na „Ga Ge” ani słowa?

III

Trąby jerychońskie na „Ga Ge”, „Rzeczpospolitej”, „Onet”, „Presreader” – trąbią w to miejsce, o dokonaniu wielkiego odkrycia przez historyka (nieprawda), pracownika IPN (nieprawda) i specjalisty od zdjęć lotniczych (nieprawda) - Z. Walkowskiego, że komin w krematorium KL Warschau miał wysokość 15 m i że w końcu wiadomo, że nie było ani komór gazowych, ani innych lagrów niż „Gęsiówka”, ani tylu ofiar co sędzia Trzcińska naliczyła. A już na pewno, że polskich ofiar nie było więcej niż żydowskich. W nowej – starej hucpie udział wzięło „Prosto z mostu”, „Polonia Christiana”, a „Niezłomni” nawet prof. Kopkę do uwiarygodnienia hucpy dołączyli. Naturalnie o sędzi nigdy w życiu na swoim portalu nie wspominali. Czyżby nie była już tak „niezłomna” jak Walkowski czy Kopka? Nawiasem, jak będą robić zbiórkę na piękne cele, niech najpierw rozliczą poprzednie, bo w tej redakcji śmierdzi.

Panu Walkowskiemu – dorobiono legendę zaslużonego varsavianisty piórem historyka z ograniczoną odpowiedzialnością - Kunerta i zorganizowano konferencję prasową w Archiwum Akt Nowych, gdzie zaprezentował swoje i nie swoje „ustalenia” w sprawie KL Warschau - tak jakby był rzecznikiem prasowym – nie wiadomo czyim. Ów „badacz” zbrodni niemieckich nad Polakami jest wyraźnie badaczem „na nie” i stąd jego wybiórczość w doborze samolotowych fotografii. Przemilcza zatem drugi lager w Warszawie Zachodniej – doskonale na zdjęciach widoczny, jak też nieznane dotąd – zupełnie nowe fotografie prezentowane w książce prof. Bojarskiego - dotyczące lagru na Kole. W zamian wałkuje sprawę drewnianego Koła – tak jakby nie była ona wyjaśniona dostatecznie przez sędzię w jej drugiej książce, że baraki obozowe na kole były dwa razy dłuższe niż baraki na Księcia Janusza i że obozowe były dalej...

Mówienie w prasie o setkach zdjęć lotniczych, na których nie widać śladu bań gazotwórczych jest kłamstwem propagandowym, bo tylko na jednym właściwie - można ze względu na techniczną jakość dopatrywać się owych szczegółów. Ogłoszony brak ich na zdjęciu nie jest fizycznym brakiem, lecz skutkiem skrycia owych bań w nasypiskach żwiru, co ustalili specjaliści odczytu zdjęcia (11). Owe usypiska widoczne są również na zdjęciu tego terenu sfotografowanego z ziemi – znajdującym się w Muzeum Kolejnictwa. Warto tu jeszcze wtrącić, że biuro geodezyjne dysponowało planem inwentaryzacyjnym terenu tunelu, na którym istniała nieznanego pochodzenia i przeznaczenia instalacja podziemna ze studzienkami. Niestety nikogo nie interesujaca, a postulaty sędzi, że teren Warszawy Zachodniej i Koła powinny objąć badania archeologiczne nie zyskały nigdy akceptacji. Nie uzyskały również akceptacji postulaty Janusza Kurtyki - przebadania w ten sposób terenu przeznaczonego pod Muzeum Żydowskie.

Walkowski dla zaprzeczenia istnienia komór gazowych udowadnia, że tunel był przejezdny za okupacji. Problem tylko w tym, że dokonuje tego na zdjęciach datowanych na czas, kiedy obóz KL Warschau już nie funkcjonował. I tak pierwsze zdjęcie opatrzone jest datą przekraczającą jeden miesiąc, a drugie aż kilka miesięcy po ewakuacji obozu i nawet jeśli tunel był wcześniej zasypany z jednej strony, to mógł być już w tym czasie udrożniony. Pośród badaczy odnośnie przejezdności są różne koncepcje i kwestia ta nie ma żadnego wpływu na meritum sprawy czy były tam komory.

Na innym ze zdjęć lotniczych - dotyczących ulicy Skalmierzyckiej – Walkowski zaprzecza isnieniu śladów lagru. Tymczasem fotografia została wykonana rok po likwidacji obozu, a więc baraki mogły być już rozebrane bo władze niszczyły ślady polskiej martyrologii. Nawet krematoria likwidowano. Baraki równie dobrze mogły być zlikwidowane przez Niemców, bo zwracały uwagę na komory gazowe. Na zdjęciu są jednak widoczne ślady ogrodzenia. Ogrodzenia czegoś co tutaj było...

Walkowski w zaprzeczaniu jest niezłomny. Zaprzecza - a jakże - również na podstawie zdjęcia, że tunel Warszawy Zachodniej nie był zasklepiony przed wojną betonem. Odsyłam go zatem do niemieckiego opisu obiektów strategicznych Warszawy, a w tym owego tunelu.

IV

Wielce propagandowym argumentem jego, jest dokument stwierdzający wykonanie silników do projektu Bortnowskiego, wykorzystującym urządzenia gazotwórcze komór gazowych do celów wentylacyjnych (12). Zakładam, że może być nawet prawdziwy, lecz nie stanowi znowu żadnego dowodu przeciwko komorom - z powou, że silniki wraz z łopatkami wentylatorów stanowią zawsze element wymienny armatury przewodów (rur) wentylacyjnych. Żeby było śmieszniej zacytuję na ten temat zeznanie Bortnowskiego z 5. 04. 2004 r. odebrane przez prok. L. Kochanowskiego cyt: „Wentylatory te (zaprojektowane przez niego WK) nie zostały w tej komorze w ogóle zamontowane i nie wiem z jakich przyczyn tego nie dokonano. W każdym razie wspominam o nich dlatego, że sędzia Maria Trzcińska (...) sugerowała mi ich istnienie już w czasie okupacji niemieckiej...”

Próby wykorzystania istniejących urządzeń poniemieckich do wentylacji w latach 70-tych miały miejsce o czym świadczy projekt adaptacyjny Bortnowskiego – niezależnie od tego czy silniki wymieniono i czy pracowały kiedykolwiek, bo oświadczenie PKP i Dyrekcji Dróg i Mostów kategorycznie zaprzecza temu. Natomiast projekt taki nie jest możliwy jako projekt nowej inwestycji wentylacyjnej z powodu, że jest absurdalny z następujących powodów. Mówię to jako inżynier elektryk i niejako kolega Bortnowskiego, bo pracujący w tamtych czasch w Biurze Projektów Kolejowych – tyle że w Lublinie. W takich projektach stosowano rozwiązania typowe. W przypadku wentylacji tunelu - zwyczajne otwory w sklepieniu z wentylatorami. Załóżmy, że jakiś idiota zaprojektowałby tak skomplikowane koromysło z niepotrzebnie hermetycznymi - a wręcz niedopuszczalnymi przy wentylacji drzwiczkami - bo zamknięcie ich powodowaloby cięższą pracę, przegrzewanie silników i niszczenie izolacji uzwojeń nawet poprzez spalanie. Taki projekt jako projekt nowej inwestycji, jakby nawet powstał - to nie uzyskałby uzgodnień międzybranżowych, bo choćby drogowcy wysłaliby projektanta do psychiatry, gdyby chciał im zająć miejsce sąsiedniego pasa dla pieszych, a przecież owa monstrualna maszynownia likwidowała zupełnie przepustowość tunelu dla pieszych. Tutaj Walkowski „ujawnia”, że projekt był dwuetapowy – perspektywiczny, że wybudowano banie i szyby, a wykorzystano jedynie szyby – pozostawiając banie do wykorzystania perspektywicznego (sic!) Zdaję się, że drogowcy wysłaliby projektanta od razu na oddział zamknięty w Tworkach, bowiem etapowo projektuje się duże inwestycje o zmieniających się parametrach w czasie.

A teraz uwaga! Czy projektant wybiegał rzeczywiście w przyszłość – czy może w przeszłość wojenną, bo w żaden sposób nie potrafił wyjaśnić sędzi Trzcińskiej przeznaczenia niektórych fragmentów projektu. Nie wiedział po co zaprojektował misy gazotwórcze ze specjalnymi otworkami w owych baniach i przeróżne dodatkowe obwody, które jeszcze przed wykorzystaniem perspektywicznym owych bań zostały jednak usunięte, a otwory po nich prowizorycznie zaślepione blachami. Istnieje na ten temat dokumentacja fotograficzna - wykonana przez eksperta Zakładu Kryminalistyki MSW ze śledztwa sędzi Trzcińskiej.

Nie dość, że inż. Bortnowski nie potrafił uzasadnić podczas śledztwa sędzi Trzcińskięj celowości i sensu owych mis - absurdalnych przy wentylacji, to już w śledztwie prok. Kochanowskiego - takich kwestii wyjaśniać nie musiał. Dlaczegóż to prokurator nie zapytał Bortnowskiego o funkcję tych detali i nie posadził go w razie amnezji dla odświerzenia pamięci za kratki, albo za fałszywe zeznania, albo za to, że zaprojektował urządzenie ludobójcze do gazowania ludzi? Pan Bortnowski zdaje się jeszcze żyje, więc jeszcze nie jest za późno...

Nawiasem to i pan Walkowski w prezentowanym materiale w Archiwum Akt Nowych zawarł niechcący dowody przeciwko Bortnowskiemu. Cytuję z projektu: „Komora wentylacyjna została zlokalizowana na międzytorzu 2S-2Ł jako budowa podziemna po stronie przewidywanego tunelu pieszego” (13 ). Jak widać, wiedział o przewidywanym tunelu, a więc nie mógł projektować w tym samym miejscu maszynowni likwidującej przepustowość jego.

I drugi cytat z tego projektu – przesądzający już, że urządzenia nie powstały w skutek projektu jako urządzenia nowe, lecz adoptowane już istniejące cyt: „Wyrzutnie powietrza zlokalizowano na międzytorzach i wykonane będą z lekkich słupków stalowych – osłoniętych siatką ogrodzeniową, przykrytych lekkim daszkiem”. Takie wykonanie miałoby sens techniczny przy wentylacji, tylko że nie zostało nigdy zrealizowane, bo pozostawiono już istniejące budowle z cegły zadaszonej cementem i z hermetycznymi – nonsensownymi przy wentylacji drzwiczkami do zamykania. Istnieje przy tym dokumentacja fotograficzna Zakładu Kryminalistyki ze śledztwa sędzi Trzcińskiej - ukazujaca reperacje murarskie owych urzadzeń. A więc stan faktyczny – wykonanie - był inny niż w projekcie. W dodatku reperacje wskazywały, że nie była to nowowybudowana konstrukcja, lecz stara poniemiecka – wyremontowana i adoptowana do innego przeznaczenia, bowiem od projektu Bortnowskiego do badania tych urządzeń przez biegłych w śledztwie sędzi minęło zaledwie 15 lat i obiekt gdyby był nowym - nie wymagałby przeprowadzonych reperacji.

W śledztwie sędzi Trzcińskiej zespół biegłych z dr P. Kijkowskim – specjalistą od cieczy i gazów nie konsultował zapewne silników wentylatorów z ekspertem do spraw elektrycznych, a nie stwierdzając śladów wymiany, uznał je za poniemieckie. Przeszacowano przy tym ich moc według mojej oceny - dokonanej po oględzinach prasowych zdjęć 2 silników zdemontowanych przy rozbiórce komór gazowych. Naturalnie przy założeniu, że nie zostały one podmienione, bo nadzoru prokuratorskiego nad rozbiórką nie było, a w to miejsce skwapliwie pilnowano, żeby Komitet Upamiętnienia KL Warschau nie zdobył demontowanych urzadzeń – z wyjątkiem owych 2 silników, których tak szczęśliwie znaleziono później producenta. Ewentualne przeszacowanie zgłosiłem sędzi – informując przy tym, że wymiana wentylatorów nie pozostawia praktycznie żadnych śladów, bo do istniejącej armatury można dobierać i przykręcać śrubami silniki z łopatkami o różnych parametrach w zależności od potrzeby. Cała – jeśli ją tak nazwać - afera z silnikami, podobnie jak przejezdność komory gazowniczej - nie stanowi merytorycznych podstaw dla zaprzeczenia wykorzystywania jej do celów ekstreminacyjnych przez Niemców.

Podkreślę tu jeszcze raz, że wszelkie „niedociągnięcia” wynikają ze specyficznych warunków niechcianego i prowadzonego w tajemnicy przed decydentami, a zatem i w tajemnicy przed opinią społeczną – śledztwa. Śledztwa, które Sędzia Niezłomna doprowadziła jednak do końca i na jego ołtarzu poległa. Bóg z nią. Gdyby nie ona to ani Polacy ani Żydzi nie wiedzieliby nic nawet o Gęsiówce. Tymczasem nagrody, wyróżnienia, tytuły zebrał Kopka. Kustoszem Pamięci Narodowej została osoba, przyjęta niegdyś do Wytwórni Filmów Fabularnych, będących oczkiem w głowie propagandy w czasach stalinowskich - właśnie w stalinowskich czasach - nie wiadomo za czyje zasługi. Tymczasem na próżno zabiegaliśmy w IPN z prof. M. Chrech-Modelską o takie wyróżnienie pośmiertne dla sędzi Trzcinskiej. Próżno też zabiegałem - osobiście wręczając list pierwszej damie – o wyróżnienie Sędzi orderem przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego - w zamyśle jako wspieranie przez niego obiecanego pomnika KL Warschau. Na próżno – w odróżnieniu od pana Z. Walkowskiego, takiego wyróżnienia nie otrzymała.

Komu chała, komu wała, komu SSmańska cześć? Przysłowiowe sukin syny to właśnie dzisiejsza SS! Prawda jak się literki zgadzają? Prof. J. Żaryn razem z Robertem Walkowskim jest członkiem klubu „Polska Jest Najważniejsza”. Występują np. wspólnie z ks. Majem pod Pomnikiem Męczenników Terroru Komunistecznego - gdzie Walkowski reżyseruje nawet owe patriotyczne uroczystości (15). Tak wygląda garnitur. Podszewka do niego jest na facebooku, gdzie wykpiwa zawołanie młodzieży „chwała bohaterom”. Natomiast w polskim „Bóg, Honor, Ojczyzna” - dopuszcza się nawet wyszydzającego bluźnierstwa - zastępując słowo „Bóg” wyrazem znaczącym drzewo – „buk” Podobnie kpiarsko postępuje z Honorem i Ojczyzną...

Wracając do prof. Żaryna to trudno uwierzyć, że ów historyk, czy może polityk – nie będę rozstrzygać – ma także kłopoty z wynikami śledztwa prokuratora Andrzeja Witkowskiego w sprawie mordu na ks. Jerzym. Odrzuca je w ciemno – nawet ich nie znając detali - bo śledztwo udaremiono przecież. Nie dopuszcza innej wersji zdarzeń, niż obowiązujacej do dzisiaj wersji Kiszczaka. Profesor wierzy przy tym w niewinność kierowcy księdza - stając jednocześnie w jego obronie (15). Co łączy te dwa - jakże różne śledztwa i kogo profesor dyspozycyjny wspomaga?



1. https://www.youtube.com/watch?v=-9j-1aJOoFo godz: 2.13

2. http://wojciechkozlowski.blogspot.ca/se ... -results=1

3. http://wojciechkozlowski.blogspot.ca/2012/01/prof.html

4. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?u ... -results=1

5. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?u ... -results=1

6. http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7, ... rects=true

7. http://tustolica.pl/ofiar-nie-bylo-pomn ... woli_75169

8. http://warszawa.onet.pl/historyk-podcza ... ej/52d1fx3

9. http://prostozmostu.pl/sensacyjne-ustal ... ,6028.html

10. http://niezlomni.com/sa-nowe-fakty-spra ... udzi-foto/

11. http://kl-warschau.blogspot.ca/search?u ... -results=1

12. http://www.aan.gov.pl/art,266,12-kwietnia-2017 (zdjęcie 13/17)

13. http://www.aan.gov.pl/art,266,12-kwietnia-2017 (zdjęcie 11/17)

14. http://wpolityce.pl/polityka/187004-uro ... ci-zdjecia

15. http://kolaska.salon24.pl/739195,zbrodn ... -jan-zaryn

Wojciech Kozlowski - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 11 sie 2017, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=30285

Polska: MEN usuwa Dmowskiego z podstawy programowej
10 sierpnia 2017 13:12

W nowej podstawie programowej dla szkół podstawowych Ministerstwo Edukacji Narodowej usunęło Romana Dmowskiego z zestawienia postaci historycznych, o których uczniowie maja posiąść wiedzę.
Nowa podstawa programowa została upubliczniona 13 czerwca 2017 r.
We wcześniej obowiązującej podstawie programowej dla szkół podstawowych w dziale dotyczącym odrodzenia państwa polskiego figurował zapis: Uczeń zbiera informacje o zasługach dla państwa polskiego Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego.
W nowej podstawie programowej już go nie ma, zaś w jego miejsce pojawiła się formuła: Uczeń sytuuje w czasie i opowiada o Józefie Piłsudskim i jego żołnierzach.

Źródło: prawica.net

Komentarz Redakcji: Taka polityka historyczna obecnej obsady MEN nie zaskakuje; nigdy nie należy zapominać, że PiS to ostatnia partia na polskiej scenie politycznej ściśle wywodząca się z obsesyjnie anty-endeckiego KOR, w którym Antoni Macierewicz działał wspólnie z Adamem Michnikiem czy Janem Józefem Lipskim. Tym niemniej dywersję MEN należy uznać za działanie skandaliczne. Liczymy, że nie pozostanie ono bez odzewu. (A.D.)

Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 29 sie 2017, 10:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://kontrrewolucja.net/historia/pols ... przeprosic

Zakłamywacze historii idą już na chama i nawet nie próbują udawać, że to pomyłka.

Kopia artykułu:

„Polski obóz pracy”. Mimo zwrócenia uwagi, Holendrzy nie zamierzają przeprosić
28 sierpnia 2017 Kontrrewolucja.net


Wikimedia Commons


W Narodowym Muzeum Żydów w Amsterdamie widnieje napis informujący o „polskim obozie pracy” w Szopienicach. Mimo interwencji przedstawicieli Polski, Holendrzy nie zamierzają ani przepraszać ani usuwać kłamliwej informacji z wystawy, ponieważ… zamieszczono je zgodnie z intencją twórcy!
Polacy apelowali kilkukrotnie o usunięcie kłamstwa. Organizatorzy mieli odpowiedzieć, że nie zostanie ono wyeliminowane, ponieważ zostało zamieszczone zgodnie z intencją twórców ekspozycji.
Niedawno zareagowało Muzeum Auschwitz-Birkenau oraz MSZ. Te drugie „zwróciło się do Ambasady RP w Hadze o podjęcie stosownej interwencji”. – Nie może dochodzić do takich sytuacji, że używa się określenia „polski” w tym kontekście – odpowiada Roben Vis, dyrektor generalny holenderskiej organizacji żydowskiej, który wyraził przekonanie, że „sformułowanie polski obóz pracy zostanie jak najszybciej skorygowane”.

pch24.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 wrz 2017, 08:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://bialczynski.pl/2017/08/31/archiw ... storyczne/

Archiwum 2015: Czego boi się cenzura i propaganda niemiecka? [blog Kroniki Historyczne]
Opublikowano 31 sierpnia 2017 przez Białczyński

Nasza historia jest nam wymazywana systematycznie przez następnego odwiecznego wroga czyli Niemcy. Używają wielu metod od dezinformacji do zabójstwa.
Nasi współcześni historycy próbują odkłamywać naszą współczesną historię pisaną nam przez komunistów. Ale to jak budowanie domu od komina. Budowa domu jest jak nauczanie historii, najpierw muszą być silne fundamenty, a potem cała reszta mury i dach z kominem.
Jest taka książka „Na tropach Słowian i Żermanów” napisana pod pseudonimem Wojciech ze Starogrodu autora mjr Wojciecha Jedliny-Jacobsona (1885-1961) lekarza, pisarza, żołnierza i patrioty wydana w Edinburgh : Oliver and Boyd, 1944.
Pisze w jaki sposób Niemcy na różne sposoby próbowali Polaków zniszczyć, od manipulowania historią po zwykłe wynaradawianie. Przytoczę kilka przykładów z tej książki, aby pokazać jak Niemcy to robią i jakich narzędzi do tego używają.
Manipulacje archeologiczne. Na str. 9 pisze o fakcie zakazania prowadzenia badań archeologicznych na terenie Rzeszy przez prof. Józefa Kostrzewskiego, najwybitniejszego polskiego archeologa XX w. W chwili wybuchu wojny Józef Kostrzewski miał 54 lata. Poszukiwany przez Gestapo za przedwojenne polemiki z niemieckimi archeologami, ukrywał się w różnych miejscach Generalnej Guberni pod zmienionym nazwiskiem Edmunda Bogdajewicza.

Obrazek

Manipulacje w publikacjach i świadome ukrywanie wiedzy, nawet tych niemieckich. Podaje przykład książki emerytowanego sędziego w Hanowerze, który ok r. 1850 spisał słowa ginącego narodu, które on i jego siostra pamiętają z domu rodziców, a które słyszy się jeszcze wśród ludu wiejskiego. I wobec nadaremnych prób, chociażby wglądu w ten słownik, orzekł im prof. Gehrt, że „władze niemieckie umieją wycofać takie mało pożądane książki z obiegu, a nawet z zagranicznych bibliotek”

Obrazek

Manipulacje przy odczytach naukowych, podczas których posuwają się nawet do morderstw. Na str. 60 podaje przykład, że podczas kolokwium na zimowym semestrze r. 1906/7 we Wrocławiu na temat „O zjawieniu sie Słowian w Europie” młody docent twierdził, iz szczepy słowiańskie przybyły z Vandalami do Hiszpanii. Przewodniczący odebrał mu nagle głos. Było tam 10 Polaków i w pierwszej chwili nie zorientowali się o co chodzi. Dopiero następnego dnia zrozumieli jak rozeszła się wiadomość o śmierci tego młodego docenta na osławiony niemiecki ”tyfus”, na który tak liczni umierali, o ile racja stanu wymagała, by procesów i innego ”krzyku” nie było.

Obrazek

A dzisiaj czy coś się zmieniło. Nic się nie zmieniło, tylko używa się innych bardziej wyrafinowanych środków. Zamiast karabinów używa się kapitału. Banki z Frankfurtu poprzez lichwę i dopłaty niemieckiej unii europejskiej drenują nas z naszych pieniędzy. Wydawnictwa, prasa i książki edukacyjne są w rękach niemieckich lub poukrywanych korporacji zagranicznych. I to co czytamy robi z nas debili. Cała ściana zachodnia obsadzona jest przez firmy niemieckie, które wykupiły za bezcen lub za łapówki polskie firmy produkcyjne, po ”reformie” Balcerowicza, by je potem zlikwidować i wprowadzić swoje rozwiązania, a z nas zrobili tanią i tępą siłę roboczą.
Politycy otrzymują granty od fundacji niemieckich, armia pełna debili w mundurach w sztabie generalnym czyli kraj biedny i rozbrojony, a obywatel biedny i głupi jak w przysłowiu ”Czemuś biedny, boś głupi, a czemuś głupi, bo biedny”.
Wniosek jest tylko jeden, aby Polska była silna muszą być silne nie tępą i ogłupiającą ”1000 letnią” historią tylko wandalsko – lechicką historią, silną armią i bogatą bogactwem obywateli czyli niskie podatki dla polskich firm i własna silna waluta, a nie papierek bankierów.

źródło: http://kronikihistoryczne.blogspot.com/ ... ganda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 23 wrz 2017, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://parezja.pl/kombatanci-wyliczaja ... swiatowej/

Kombatanci wyliczają błędy w Muzeum II Wojny Światowej
Przez Redakcja - 22 września 2017

Liczne błędy w Muzeum II Wojny Światowej zarzucają nowym władzom placówki poprzednicy. Chodzi m.in. o zaniżenie liczebności Armii Krajowej.

Światowy Związek Żołnierzy AK wystosował list, w którym wyraża oburzenie błędami w ekspozycji Muzeum II Wojny Światowej.

Czuję się w obowiązku zaprotestować przeciwko umieszczeniu w ekspozycji muzealnej kłamliwego tekstu oceniającego szeregi podziemnej Armii Krajowej na 35-40 tys. żołnierzy – napisał szef ŚWŻ AK prof. dr hab. Leszek Żukowski.

Powszechnie wiadomo, że siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego liczyły ok. 380-400 tys. żołnierzy ochotników i stanowiły największą formację ruchu oporu w okupowanej Europie – tłumaczy.

Żukowski żąda natychmiastowej korekty oraz wyciągnięcia odpowiedzialności względem osób odpowiedzialnych za błędy. Rzecznik gdańskiego Muzeum przyznał, że błędy zostały popełnione i zapewnił, że już pod koniec miesiąca będą widoczne pierwsze poprawki.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 24 wrz 2017, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wprawo.pl/2017/09/23/anglojezycz ... a-youtube/

Anglojęzyczna wersja filmu IPN “Niezwyciężeni” została zablokowana na youtube
Przez Last updated Wrz 23, 2017

Anglojęzyczna wersja animowanego filmu IPN pt. „Niezwyciężeni”, pokazującego napaść Niemiec i ZSRR na Polskę w 1939 roku oraz walkę Polaków o niepodległość do roku 1989, została dziś w nocy zablokowana na youtube.
Powodem blokady są roszczenia dotyczące praw autorskich zgłoszone przez Jana Kołowskiego. Internauci pytają, kim jest zgłaszający i jakim cudem ma on prawa autorskie do filmu wyprodukowanego przez Instytut Pamięci Narodowej. Na razie brak informacji ze strony IPN.
Film ‚Niezwyciężeni’ o polskiej historii 2WŚ wyprodukowany przez @ipngovpl zablokowany przez @YouTube .

Kim jest Jan Kołowski? pic.twitter.com/mDGDoZ58Ws
— Piotr Lis (@Piotr_Lis_) 23 września 2017

Źródło: twitter


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 25 wrz 2017, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://wprawo.pl/2017/09/23/daily-mirro ... erweniuje/

Już nie tylko polskie obozy, bo także oprawcy mordujący Polaków są polskimi masowymi mordercami. Niedługo cały świat będzie przekonany, że Hitler była Polką.

Kopia artykułu:

„Daily Mirror” o Hansie Franku: „POLSKI masowy morderca”. Muzeum w Auschwitz interweniuje
Przez Last updated Wrz 24, 2017

To było do przewidzenia. Po „polskich obozach zagłady” przyszedł czas na kolejny etap fałszowania historii. We wczorajszym artykule w „Daily Mirror” niemiecki zbrodniarz wojenny i generalny gubernator okupowanych ziem polskich Hans Frank został nazwany „polskim masowym mordercą”. W sprawie interweniowało Muzeum w Auschwitz wysyłając do „Daily Mirror” następującą wiadomość: „Proszę poprawić ten błąd! Wydaje się, że chcieliście napisać o Hansie Franku „masowy morderca Polaków”.”
. @DailyMirror Please correct the mistake! It seems you wanted to write ‚mass murderer of Poles’ about Hans Frank. https://t.co/tjsw99SSd8 pic.twitter.com/ku8OllzGrt
— Auschwitz Memorial (@AuschwitzMuseum) 22 września 2017
„Daily Mirror” dokonał korekty tekstu. Ale nie w taki sposób, jak wskazywało Muzeum w Auschwitz. Cała korekta to usunięcie przymiotnika „polski”. Informacja o tym, że Hans Frank był mordercą Polaków, nie pojawiła się.
Wskazuje to jednoznacznie, jakie były intencje autorów tekstu. Oni nie chcieli napisać „masowy morderca Polaków”. Oni chcieli napisać to, co napisali, ale zostali przyłapani, więc skasowali określenie „polski” i udają, że nic się nie stało.
Otóż, stało się! Ten rzekomy błąd i sposób jego korekty to celowa akcja zniesławiania Polski i Polaków. Rugowanie z ludzkiej świadomości NIEMIECKICH zbrodni i przypisywanie ich Polakom odbywa się na takiej właśnie zasadzie. Czy jesteśmy w stanie wyszukać wszystkie „błędy” tego typu w prasie światowej? Nie! W ilu gazetach niemieccy zbrodniarze zostali nazwani „polskimi mordercami”? Nie wiadomo.
Wiadomo natomiast, że prasa zachodnia używa teraz określenia „nazistowskie obozy zagłady w Polsce” skrzętnie pomijając przymiotnik „niemieckie”. Za takie określenie powinno się wytaczać procesy tym, którzy ich używają. Inaczej już niedługo przeczytamy o „polskim zbrodniarzu Hitlerze” i „polskich nazistach”, którzy mordowali Żydów i Niemców w „obozach zagłady w Polsce”.
Przypominamy, że trwa zbiórka funduszy na film dokumentalny „German Death Camps” w języku angielskim, który ma odkłamywać fałszywą narrację o „polskich obozach koncentracyjnych”. Wsparcia można udzielić w serwisie zrzutka.pl lub za pośrednictwem PayPala.

Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/german-death-camps

Wsparcie przez PayPal: https://www.paypal.com/cgi-bin/webscr?c ... ANonHosted

Źródło: twitter, mirror.co.uk


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 28 wrz 2017, 12:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://bialczynski.pl/2017/09/13/wiara ... pospolita/

[WiaraPrzyrodzona.wordpress.com]: Miron – Niepiśmienni Słowianie (Archiwum Wspaniała Rzeczpospolita 2015)
Opublikowano 13 września 2017 przez Białczyński



Post jest w formie listu otwartego. Dedykowany jest wszelkiej maści językoznawcom i wykładowcom uczelni, co to bzdury do głów studentów wkładają, a potem wymuszają powtarzanie głupot na egzaminach, by zaliczyć uczelniany sezon. Dedykowany jest również studentom, szczególnie polonistyki, lingwistyki i wszelakich filologii, by poza uczelnią, w której zmuszani są do bezmyślnego powtarzactwa w zamian za bezużyteczne dyplomy, usiedli i pomyśleli, co tak naprawdę studiują.

Nazwa “student” oznacza osobę “wnikającą”, a “studiować” to znaczy “zgłębiać temat”, więc jak macie czelność się tak nazywać, to chociaż spróbujcie wniknąć i zgłębić temat, który ponoć “studiujecie”, nawet z kolegami przy studenckim piwku. Inaczej bezmyślnie powtarzacie utarte głupoty, które z nauką mają tyle wspólnego, co środa z maścią na komary. Jeśli uważacie, że Wasz śmieciowy dyplom wart jest okłamywania innych oraz samych siebie, to nie czytajcie dalej.

Artykuł zainspirowany komentarzem użytkownika R. A. (o ryciu i skrobaniu) pod jednym z wcześniejszych artykułów oraz użytkownika Tomassus, który zacytował studentkę-ignorantkę o ksywce Lotta.

Do wszystkich czytelników: Jeśli gdzieś w necie widzicie jakieś pseudomądre komentarze bez żadnego sensu, a z papką pod publiczkę jakich to my głupot tu nie wymyślamy, a jedyne ich dowody przeciw naszym tezom to: “OOO, ale się uśmiałem”, “Co za głupoty” czy “Ten autor wyssał wszystko z palca” – a konkretów jak zawsze żadnych. Wklejajcie wtedy link do tego właśnie artykułu. Tych oszołomów raczej nie zmienimy, ale pod każdym ich postem będzie link do tego artykułu, gdzie każdy kto zobaczy ich komentarz może sobie sobie kliknąć i się ocknąć. Będzie to takie “jeb z dzidy” dla zagubionego umysłu poszukującego prawdy.

List nie jest miły, bo nie ma być miły. Ma być dosadny na tyle, by dotarł do jak największej rzeszy ludzi. Najlepiej usiądź wygodnie, zrelaksuj się i dopiero czytaj!

UWAGA! Istnieje kontynuacja tego artykułu: Językoznawco, Szach Mat!

I jak tu nie obić ryja?

Każdy z nas kiedyś dostał po ryju. Prawda? Wtedy na pewno głęboko ZARYCZAŁ… bo Ryczenie od ryja się wywodzi. Ryj nie po to jest ryjem, żeby sobie tylko ryczał… spełnił przecież wiecznie niedocenianą rolę w społeczeństwach… ale jaką? To się zaraz dowiecie!

Otóż jak już wiemy… Ryj poza ryczeniem, służy głównie do RYCIA… po to świnia ma ryj, by nim ryć w ziemi i szukać trufli… i stąd też jest RYJÓWKA, bo ryje sobie norki w ziemi… Człowiek też ryje ziemię, ale nie ryjem… no chyba, że zaraz po nokaucie… człowiek wynalazł sobie narzędzia, które w zasadzie ryją za niego…

Najbardziej pierwotnym ryciem człowieka jest chyba ORANIE (Ryć → Orać)… Jak dodamy O do jakiegoś polskiego słowa to uzyskamy ciągłość zdarzenia (często również okrągłego) np. Kleić → Okleić, Grodzić → Ogrodzić, Biec → Obiec, Grzać → Ogrzać (ogrzać to z każdej strony, a grzać to punktowo) itd.

O-o

Co bardziej spostrzegawczy użytkownicy zaraz zauważą, że “dziwnym zbiegiem okoliczności” litera O czyli kółko i jej polskie znaczenie czyli robić coś w kółko są tożsame. Oczywiście nie jest to zbieg okoliczności… otóż by wymówić O, należy ułożyć usta w kółko, stąd skojarzenie tej litery z czynnościami robionymi “w kółko”.

Rany i Runy

Jak taki człowiek ZAORA sobie skórę, to powstaje mu RANA (jak ORANIE), jeśli zaora jakieś zabudowanie, to powstaje mu RUINA, a jeśli zaora kawałek drewna lub kamienia, to powstaje mu… RUNA!

Co na to fałszerze ze słownika etymologicznego?

Słowo Ruina wyprowadzają z… Łaciny?!?! Bo tam znaczy to samo i pochodzi od Ruo czyli “psuć, walić się”… czyli po polsku “Zryć”.

Natomiast słowo Runa, to już jest majstersztyk…

Runa z niemieckiego Rune (Tajemnica), a to z gotyckiego Runa (Tajemnica), a to z wymyślonego “pragermańskiego” Runo czyli Szept, Tajemnica.

No to zaraz… u nas słowo oznacza, coś wyrytego i ma pokrycie w dziesiątkach słów pokrewnych (czyli zapożyczeniem NIE JEST), a po germańsku znaczy SZEPT i TAJEMNICA i brak jest słów pokrewnych i tam to jest źródło?!? Zastanówmy się nad znaczeniem SZEPT i TAJEMNICA, bo nie są przypadkowe… Jak nazwie człowiek, taki Germanin, który po raz pierwszy zobaczył znaki (ale ich nie stworzył) i zobaczył, że inni coś z tego rozumieją, a on nie? No właśnie nada temu słowu znaczenie: “Tajemnica”! Co znaczy, że sami germanie ukryli w znaczeniu słowa to, że jest ono ZAPOŻYCZENIEM ze słowiańskiego. A znaczenie SZEPT? Otóż jak zobaczyli, że Słowianie potrafią to przeczytać, to nadali obiektowi znaczenie tego, co przy tym obiekcie zobaczyli… ludzie przy tych runach mówili, stąd znaczenie Szept!
I takich właśnie bzdur uczą Was drodzy studenci… a to dopiero początek!


Pismo gotyckie

Skąd runy w ogóle się wzięły u Germanów?!? Ano od Gotów! A skąd Ci Goci są, to przedstawia poniższa mapa:


Goci


Oczywiście jak zajrzymy do encyklopedii, to znajdziemy tam cóś takiego:

“Goci – jedno z największych i najważniejszych plemion wschodniogermańskich, mówiące językiem gockim.” Zdanie to nie jest fałszywe, a jedynie zmanipulowane. Przeciętny czytelnik nie wie, że jeszcze 1000 lat terminem Germania określano Słowian, co bardziej szczegółowo opisuję w artykule: Niemcy nie są starsze od USA.

To, że język gocki i biblię gocką wymyślono i sfałszowano opisuję w tym samym artykule. Niemcom chodziło tylko i wyłącznie o uhistorycznienie swojego narodu kosztem sąsiedniego narodu słowiańskiego. Do XVI wieku nikt o czymś takim jak język gocki i biblia gocka nie słyszał. Jedyne dwie kopie biblii gockiej (czyli właściwie wszystkich dowodów na istnienie narodu pragermańskiego) odnaleziono w cudowny sposób w XVI w. w Essen i w Wolfenbuttel czyli na terenach, gdzie NIGDY GOCI NIE MIESZKALI! Goci przypomnę, mieli swoje państwa w Polsce i na Ukrainie skąd pochodzili oraz po podbiciu Rzymu na terenie Włoch i Hiszpanii. Co niby biblie gockie robią w Niemczech i dlaczego poza Niemcami nigdy żadnej nie odnaleziono, tego nie wie nikt.

Przypomnę może, że badania genetyczne potwierdzają, że Polacy mieszkają w Polsce od CO NAJMNIEJ 10 000 lat! To skoro Goci są z Polski i przywędrowali stąd 1500 lat temu (a jak nie potraficie liczyć, to jest to mniej niż 10 000 lat), to GOTAMI są POLACY! A NIE NIEMCY!

Jakby jeszcze komuś zostały jakieś wątpliwości, to może sprawdźmy tytuł Bolesława Chrobrego. Można go znaleźć np. tutaj: http://www.wikiwand.com/en/List_of_Polish_monarchs.

Otóż Bolesław Chrobry używał tytułu: Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum. Na polski tłumaczone jest to jako: Król Słowian, Jadźwingów i Polan. To ja się kulturalnie pytam, od kiedy łacińskie Gothorum oznacza Jadźwingów? A od kiedy łacińskie Sive znaczy I?!? Gothorum to są GOCI!!! A SIVE to ma DWA ZNACZENIA, jednym z nich jest ALBO, a drugim z nich jest CZYLI!!! Od nas wymagacie wiecznego udowadniania, że nie jesteśmy garbaci, a sami nawet nie potraficie zajrzeć do najprostszego słownika?!? Pozwólcie, że Was wyręczę: https://pl.glosbe.com/la/pl/sive. Jeśli byłoby tam I to po łacinie użyto by słowa ET, albo dołączano by QUE do kolejnych słów! Ale to chyba drodzy językoznawcy powinniście wiedzieć, w końcu latami studiujecie te języki, a to chyba absolutna podstawa co?

Więc jego tytuł po polsku, bez Waszych chorych manipulacji brzmi: “Król Słowian, Gotów czyli Polaków“. A to chyba diametralnie zmienia znaczenie tych słów, bo tu wyraźnie jest napisane, że Słowianie, Goci i Polacy to jest TEN SAM NARÓD!!! I co teraz, hę?

więcej: https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/ ... more-12278

źródło: Wspaniała Rzeczpospolita
http://wspanialarzeczpospolita.pl/2015/ ... slowianie/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 29 wrz 2017, 10:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://prawy.pl/58371-sad-w-tychach-ska ... ath-camps/

Winni tutaj sędziowie i policjanci winni odpowiadać za jawną zdradę ojczyzny. Natychmiastowe zwolnienia dyscyplinarne i dożywotni zakaz pełnienia jakichkolwiek posad państwowych. Taka powinna być kara.

Tak jawny i nachalny pokaz polakożerstwa zapiera dech w piersiach.

Kopia artykułu:

Sąd w Tychach skazał za baner „German death camps”
Michał Miłosz Opublikowano 28 września 2017

Obrazek

Szokująca i antypolska decyzja sądu w Tychach. Kibiców skazano… za wywieszenie baneru z napisem „German death camps” na ogrodzeniu stadionu!

Według relacji jednego ze świadków, tyska policja podjęła interwencję dopiero, kiedy ponownie rozwinięto baner.

– Miał to być nasz protest związany z nierespektowaniem wyroku w sprawie żołnierza AK Karola Tendery. Chcieliśmy również zaprotestować przeciwko kłamstwom pojawiającym się w niemieckich mediach, o „polskich obozach koncentracyjnych”. Otoczyło nas około trzydziestu tajniaków i poprosili o oddanie flagi. Zapytałem, na jakiej podstawie prawnej podejmują takie działanie. Nie byli w stanie odpowiedzieć. Odmówiłem. Policjanci naciskali i czterokrotnie ponowili żądania, tłumacząc, że otrzymali polecenie zabrania flagi. Żeby nie eskalować konfliktu oddałem baner. Zaznaczyłem, że nie zgadzam się na takie działanie, ponieważ nie ma do tego podstawy prawnej. Policjanci powiedzieli, że zabierają nas na komendę, gdzie nas przesłuchają. Poszliśmy pieszo na komendę, gdzie powiedziano nam, że flaga została zabrana, zostanie przekazana do biegłego, ponieważ nawołuje do nienawiści na tle rasowym i etnicznym. Po kilku dniach policja wycofała się z postawienia nam zarzutu, że baner wzywał nienawiści na tle rasowym i etniczny.Funkcjonariusze policji oskarżyli nas z art. 14 § 2 w związku z art. 63a § 1 Kodeksu wykroczeń, czyli wywieszenie flagi na płocie bez zgody właściciela płotu. Kiedy dowiedzieliśmy się o zmianie zarzutów zapytaliśmy policji – skoro wywiesiliśmy dwie flagi, dlaczego jesteśmy ścigani za jedną. Wpadli w konsternację. Nie bardzo wiedzieli jak to wszystko wytłumaczyć, ale brnęli w to wszystko ślepo dalej. Powtarzali – będziecie skazani, jesteście winni. Nie może być tak, że baner o takiej samej treści jest eksponowany na terenie Niemiec i żaden niemiecki urząd nie reaguje, a zrobiła to dopiero polska policja na polskiej ziemi. Dla mnie to wstyd. To wybiórcze traktowanie przepisów. Oba spotkania, Czechy-Niemcy i GKS-Olimpia odbyły się pod auspicjami PZPN. Na jednym meczu flaga wywołuje reakcje, a na drugim nie. Kompletne widzimisię, nie ma równego traktowania. Bo oczekiwałbym, że jeżeli drugi raz wywieszamy taką samą flagę, powinniśmy się spotkać z taką samą reakcją — mówi Adrian Loska, który wspólnie z Ireneuszem Ruchałą wywiesił banery.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 07 gru 2017, 18:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2017/12/0 ... -polakach/

Ejszyszki, czyli legenda o „dobrych” Niemcach i „złych” Polakach
Posted by Marucha w dniu 2017-12-07 (czwartek)



„Nierównomierność przekazu informacji dotyczących Ejszyszek jest co najmniej zastanawiająca. Z jednej strony nagłaśnianie do granic absurdu są sprawy śmierci dwóch przypadkowych ofiar, które w ogóle nie były celem żołnierzy AK.
Z drugiej strony niemalże całkowicie zapomniany i przemilczany pozostaje mord ponad 3 500 osób – precyzyjnie zaplanowany i dokonany przez Niemców” – mówi Tadeusz Płużański, prezes fundacji „Łączka”.
Ejszyszki… Litewskie miasteczko, o którym głośno zrobiło się w roku 2005. Wtedy to amerykańska profesor żydowskiego pochodzenia Yaffa Eliach poinformowała świat o „pogromie ludności żydowskiej”, który miał miejsce 19 października 1944 roku. „Pogromu” mieli dokonać żołnierze Armii Krajowej, którzy zamordowali dwie osoby pochodzenia żydowskiego…
Mamy tutaj kilka kwestii do wyjaśnienia. Bo przecież już samo to, że wyszło to na jaw nagle, dopiero w latach dwutysięcznych budzi podejrzenia, że osoba, której się to nagle przypomniało u kresu życia, może konfabulować.
Druga sprawa: od jakiego momentu możemy mówić o pogromie? I co to właściwie jest pogrom?
Czy śmierć dwóch osób, które przypadkowo giną w skutek akcji wojskowej, można nazwać pogromem? Moim zdaniem nie.
Czy jest to zatem pogrom Żydów przeprowadzony przez Polaków? Nie, ponieważ ani Cipora Sonenson ani jej syn Chaim nie byli obiektem akcji oddziału polskiego.
Mówienie więc, że oto „Żydzi padli ofiarą Polaków” stanowi wielkie nadużycie, ponieważ cała akacja dotyczyła funkcjonariusza NKWD, którego szukano w domu pani Sonenson. W związku z tym cała ta historia wygląda zupełnie inaczej niż próbuje się to przedstawiać: nie był to wcale pogrom dokonany przez Polaków na Żydach, ale śmierć dwóch przypadkowych osób.
Nie wolno robić uogólnienia, według którego przypadkowa śmierć Żyda to wynik antysemickiej natury Polaków!
Idąc tropem amerykańskiej profesor – jeśli w tym przypadku mamy do czynienia z „pogromem”, to z czym mamy do czynienia w przypadku likwidacji getta w Ejszyszkach, w czasie której Niemcy wymordowali 921 mężczyzn, 1851 kobiet i 814 dzieci?
No właśnie! Nierównomierność przekazu informacji dotyczących Ejszyszek jest co najmniej zastanawiająca. Z jednej strony nagłaśnianie do granic absurdu są sprawy śmierci dwóch przypadkowych ofiar, które w ogóle nie były celem żołnierzy AK. Z drugiej strony niemalże całkowicie zapomniany i przemilczany pozostaje mord ponad 3 500 osób – precyzyjnie zaplanowany i dokonany przez Niemców.


Skąd te różnice w przekazie?

Być może wynikają z tego, że wiele osób uważa, że to „normalne”, że w czasie II wojny światowej Niemcy mordowali Żydów i dlatego jest to temat przemilczany. Nie sądzę jednak, żeby to był główny powód takich działań. Tym bowiem jest, moim zdaniem, proces przerzucania winy za mordowanie Żydów z Niemców na Polaków. W związku z tym dwie przypadkowe ofiary urastają do rangi wielkiego pogromu, a rzeź dokonana przez Niemców wydaje się nieważna.
To narracja, z którą należy walczyć!
Czy dlatego właśnie takie postacie jak Kazimierz Korkuć, który uratował 28 Żydów i pomagał ukrywać 70 innych, za co uhonorowany w 1973 r. tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata muszą zostać zapomniane?
Tak. Kazimierz Korkuć stanowi bowiem kolejny element historii, o której rozmawiamy. Fakty są bezsporne i pokazują, że w Ejszyszkach i okolicznych wsiach Polacy masowo ratowali swoich żydowskich sąsiadów. Robili to mimo świadomości tego, co im grozi za taką pomoc. Wielu z nich poniosło zbrodnicze skutki polityki niemieckiej począwszy od represji a na śmierci kończąc.
A świat o tym milczy!
Temat Ejszyszek został wywołany nieprzypadkowo, albowiem w nocy z 6 na 7 grudnia 1944 roku oddział Armii Krajowej pod dowództwem por. Jana Borysewicza, pseudonim „Krysia”, odbił Ejszyszki z rąk sowieckich. Z rozbitego aresztu NKWD uwolniono 34 więźniów, zniszczono dokumentację NKWD i miejscowej placówki prosowieckiego Związku Patriotów Polskich. Ciężko znaleźć informacje na temat tej akcji w polskiej literaturze, o światowej nie wspominając. Dlaczego?
Ponieważ nadal eksponowane są wydarzenia takie jak rzekomy pogrom, które są powtarzane nie tylko przez amerykańską profesor, ale również przez jej naśladowców w Izraelu, a nawet w Polsce. W tym kontekście ginie szereg innych rzeczy, m.in. działalność polskich sił zbrojnych na niezwykle trudnym terenie, czyli na Kresach. Polskie wojsko miało tam przeciwko sobie regularne oddziały NKWD.
Mimo to oddziałowi „Krysi” udała się rzecz niezwykła, czyli uwolnienie ludzi z miejscowego aresztu niemal bez strat własnych. Niestety, akcja ta, jak i pozostałe działania por. Borysewicza i jego oddziału, pozostają faktami niemal całkowicie nieznanymi.
W tym miejscu warto również przypomnieć postać ostatniego dowódcy zorganizowanych struktur polskiego podziemia niepodległościowego na Kresach, czyli Anatola Radziwonika pseudonim „Olech”…
Był to równie wielki patriota i równie ofiarny oficer Wojska Polskiego jak „Krysia”. Wraz ze swoim oddziałem utrzymał się on w terenie do roku 1948 będąc przy tym szalenie skutecznym. Oddział „Olecha” liczył około 800 osób. Miał rozbudowaną sieć współpracowników i agentów w zakładanych przez Sowietów instytucjach. Skutecznie rozbijał kołchozy, m.in. kołchoz im. Stalina.
Dla Sowietów było rzeczą wręcz nie do pomyślenia, że kilka lat po zakończeniu wojny na Kresach działa tak świetnie zorganizowany oddział walczący o niepodległość Polski. I tu należy postawić pytanie: kto dzisiaj w Polsce zna por. Jana Borysewicza i por. Anatola Radziwonika?
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz D. Kolanek

http://www.pch24.pl/ejszyszki--czyli-le ... z50aNlileX


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 05 lut 2018, 09:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31133
Dlaczego jesteśmy zainfekowani antypolonizmem?/Przy Planty7/9

"Rozpoczęto ataki na ludność żydowską w nadziei, że uda się odwrócić uwagę Zachodu od tak bezczelnie sfałszowanego referendum. W Częstochowie powiedziano ludziom, że na rynku będzie wystawiony wielbłąd - część żywego inwentarza Armii Czerwonej. Gdy ludzie zebrali się aby oglądać zwierzę, ubecy przebiegli wśród tłumu wznosząc okrzyki: "Żydzi zabijają naszych ludzi!"." - Stanisław Mikołajczyk, "Gwałt na Polsce" (ang.The Rape Of Poland: Pattern Of Soviet Aggression). Tak więc rzeczywiście sfałszowane referendum, jak i sprawa katyńska zostały w mediach przyćmione przez informacje o pogromie. Kolejną domniemaną przyczyną prowokacji pogromu kieleckiego miała być wyborcza walka polityczna z PSL przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego w 1947 roku i chęć oczernienia podziemia niepodległościowego, które wcześniej dokonało rozbicia więzienia w Kielcach. W 2008 ukazał się drugi tom publikacji IPN „Wokół pogromu kieleckiego” pod red. Leszka Bukowskiego, Andrzeja Jankowskiego i Jana Żaryna. Badacze skłonili się w niej do hipotezy o prowokacji ze strony władz radzieckich, wojska, milicji i UB.

Na początku lat osiemdziesiątych, gdy studiowałem dziennikarstwo było dwóch opromienionych sławą panów K., reportażystów: Kąkolewski i Kapuściński. Ten pierwszy był moim profesorem na UW, u niego pisałem pracę dyplomową, on uhonorował mnie najwyższą notą wśród studentów ( takie rzeczy się pamięta). Czasami o nim myślę, nie ułatwiał mi życia, nie miał daru wspierania i rozwijania tego, co we mnie silne, przeciwnie, ale może dlatego paradoksalnie wspominam go z jeszcze większą przyjaźnią. Brakuje mi jego wykładów pełnych zadumy i fantazji. Gdy przyszły lata 90, ten drugi pan K. pełnił funkcję moralnego autorytetu, nagradzany, chwalony, już wtedy mówiono: „ jak się inwestuje w autorytet, to trzeba mieć haki, żeby nie zerwał się z uwięzi”, 27 maja 2007 roku tygodnik „Newsweek Polska” w artykule Igora Ryciaka ujawnił, że Kapuściński od 1965 do 1977 roku współpracował z wywiadem PRL. Kąkolewski, mimo próby przezwyciężenia wielkiej choroby czasów, autorytetem nigdy nie został, zasilił grupę „oszołomów”, której przewodziła Walentynowicz i premier Olszewski.

Gdy spotykał się ze studentami wydawał się wyjątkowo ożywiony i odmłodzony a wręcz nawet uradowany. Podczas zajęć, a więc we wczesnych latach osiemdziesiątych, opowiadał o zbieraniu materiałów o Suchedniowie ale również o robieniu dokumentacji do książki o serii napadów na ludność żydowską, jaka miała miejsce 4 lipca 1946 roku w Kielcach, dokonanych przez mieszkańców Kielc a przede wszystkim przez żołnierzy LWP, KBW i MO. Oddziałami kierował były działacz KPP, absolwent szkoły NKWD, mjr Władysław Spychaj-Sobczyński, dowódca kieleckiego UB, który po pogromie awansował w służbach specjalnych kończąc swoją karierę jako attache wojskowy w Bułgarii. Mundurowi dostali się na teren budynku Planty 7, gdzie doszło do wymiany ognia. Niektórzy żołnierze KBW zdjęli mundury i strzelali z okien budynku celem sprowokowania gromadzącego się przed budynkiem tłumu. Duża ilość ran śmiertelnych była zadana bronią będącą na wyposażeniu wojskowych. Bezpośrednią przyczyną pogromu stała się plotka o uwięzieniu przez Żydów w piwnicy budynku przy ul. Planty 7, celem dokonania mordu rytualnego, ośmioletniego chłopca – Henryka Błaszczyka. Zginęło 37 Żydów, 35 zostało rannych, również trzech Polaków. Pomimo skoncentrowania w Kielcach wielkich jednostek wojska, milicji, UB, KBW, NKWD, w których wielu oficerów było pochodzenia żydowskiego oraz oddziałów sowieckich, przez wiele godzin nie zorganizowano skutecznej pomocy. Pogrom kielecki wzburzył część opinii publicznej w Polsce i w większym stopniu za granicą. Spełniając postulaty środowisk syjonistycznych spowodował nieomal masową emigrację Żydów z Polski i innych krajów europejskich do Izraela oraz przyczynił się do rozpowszechnienia w świecie stereotypu Polaka-antysemity.

W 1996 roku Krzysztof Kąkolewski, opublikował swoją książkę Umarły cmentarz, w której podważał, propagowane przez media komunistyczne, jednostronne tezy co do zdarzenia. Uznano to za urojenia jednostki, jakiegoś chorego na umyśle biedaka. Książkę uznano za kontrowersyjną, autor spotkał się z ostracyzmem. Przyklejono mu etykietę, która zamykała wejście na salony medialne. Ten co miał wiedzieć, wiedział, bez tworzenia listy proskrypcyjnej. Widywałem go w św. Annie jakby pokonanego depresją w drodze przez ten mroczny świat, chcącego stawić czoła chaosowi. Wg książki, pogrom kielecki był celowo zainspirowany przez Urząd Bezpieczeństwa, aby odwrócić uwagę opinii zagranicznej od sfałszowanego referendum, które odbyło się pięć dni wcześniej, jak i sprawy Katynia na procesie norymberskim. Argumentem przemawiającym za tą hipotezą był fakt przebywania w Kielcach na przełomie lat 1945 i 1946 Michaiła Aleksandrowicza Diomina, wysokiego rangą oficera NKWD odpowiedzialnego za akcje specjalne oraz fakt, że tego samego dnia, 4 lipca, rozpoczęło się prezentowanie na posiedzeniu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze, podczas procesu najwyższych rangą zbrodniarzy nazistowskich, dowodów w sprawie zbrodni katyńskiej, niekorzystnych dla ZSRR.

Film dokumentalny Przy Planty 7/9 to obraz z tezą, nad którym unosi się duch Pokłosia. Choć prawdę zawierają przeżycia opisane w notacjach to autorzy udowadniają jak wielki potencjał posiada kino na polu dowolnego zmyślenia. Jak mawiał, parafrazując Hegla, reżyser filmu Wałęsa. Człowieka nadziei: „Jeśli film nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów”. Z jednej strony to notacje świadków i ofiar tragedii, poprzetykanych zatroskaną twarzą Grossa, z drugiej twarzami Polaków, fotografowanych w lanzmanowskiej poetyce, mówiących rzeczy niedorzeczne a więc już taka zbitka sugeruje kino rasistowskie. O czym jest film? Trudno powiedzieć. Czy jest on o ofiarach zbrodni i wtedy gdyby wyciąć pozostałe wątki zachowałby najczystszą formę a zarazem najdoskonalszą. Czy o redaktorze Gazety Wyborczej, organizatorze pochodów upamiętniających zbrodnię? A może próba doszukania się przyczyn i kulis mordu? Oj, to punkt najsłabszy, tu ujawnia się dziecinny urok nieporadnego kina propagandowego.

Skoordynowana walka z tożsamością była elementem projektu unifikacji Europy a odpryskiem przyjęcie w kulturze, obcego punktu widzenia, budowa Muzeum Historii Narodu Polskiego ustąpiła pierwszeństwa powstaniu Muzeum Historii Narodu Żydowskiego, berliński kongres Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce wzywał do powrotu 3 300 000 Żydów do Polski, tysiące wystaw, imprez, uroczystości, działalność wydawnicza, pierwszeństwo w przekazaniu pieniędzy na restauracje cmentarzy żydowskich, filmy historyczne uwzględniające bardziej wrażliwość i punkt widzenia Żydów niż Polaków z takimi, które można by traktować w kategoriach antypolskich i rasistowskich, na które by podnieść frekwencje organizowano, obowiązkowe wycieczki. Filmy dystrybuowane za granicą utrwalały jednostronny wizerunek Polaków i ich historii. Narzędziem takiej polityki były samorządowe organizacje filmowców, przydzielające publiczne pieniądze na projekty filmowe, scenariusze i stające się de facto prewencyjnym cenzorem, uzależniające od siebie szerokie środowisko artystyczne w tym aktorskie. Bywało, że w komisjach zasiadały osoby bez dorobku i wykształcenia filmowego za to umotywowane ideologicznie, twórcy z dorobkiem zaś zainteresowani bardziej europejskim projektem unifikacji, niż reprezentujący aspiracje społeczeństwa, które ich opłacało. Ten dar Izrael odebrał jako sobie należny, bez pokwitowania i podziękowania wyciągając rękę po więcej.

Opublikowano: 04.02.2018 19:51.

https://www.salon24.pl/u/zawodaktor/841 ... -planty7-9


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Zakłamywanie historii Polski
PostNapisane: 02 paź 2018, 14:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7536
Lokalizacja: Podlasie
Prowokacja kielecka. Sowieci wrobili Polaków w pogrom Żydów

Obrazek

Pogrom kielecki z 4 lipca 1946 r. najmocniej naznaczył Polaków piętnem antysemitów. Dzisiaj już wiemy, że został on zainspirowany przez Sowietów i wykonany rękami polskich komunistów. Jest to prawda przemilczana i niewygodna. Dlatego m.in. Instytut Pamięci Narodowej wolał umorzyć śledztwo w tej sprawie, niż wziąć odpowiedzialność za przedstawienie najbardziej wiarygodnej i logicznej wersji wydarzeń.

Tymczasem już w 1948 r. w opublikowanych w Wielkiej Brytanii wspomnieniach (The Rape of Poland: The Pattern of Soviet Aggression, Zniewolenie Polski: przykład sowieckiej agresji) były premier Stanisław Mikołajczyk (w czasie pogromu wicepremier w komunistycznym rządzie, który niedługo potem ucieczką za granicę uratował życie) tak opisał kulisy pogromu kieleckiego:

Rozpoczęto ataki na ludność żydowską w nadziei, że uda się odwrócić uwagę Zachodu od tak bezczelnie sfałszowanego referendum. W Częstochowie powiedziano ludziom, że na rynku będzie wystawiony wielbłąd – część żywego inwentarza Armii Czerwonej. Gdy ludzie zebrali się, aby oglądać zwierzę, ubecy przebiegli wśród tłumu wznosząc okrzyki: „Żydzi zabijają naszych ludzi”. Rozruchy zostały zażegnane tylko dzięki szybkiej orientacji księdza, który stanął przed tłumem i powiedział, że okrzyki te były prowokacją. W Kielcach major Sobczyński, oficer policji bezpieczeństwa […], nakazał robotnikom odlewni żelaza przybyć w oznaczonym czasie na zebranie, które miało odbyć się na rynku. Miał zamiar wskazać ręką pensjonat żydowski, który stał naprzeciw rynku, w czasie kiedy jego poplecznicy mieli krzyczeć, że mordują tam polskie dzieci. Spodziewał się, że spowoduje to najazd na budynek, co zmusi wojsko do otworzenia ognia na tłum. […] Komuniści zapomnieli jednak usunąć telefon z pensjonatu. Mając informacje, że tłum jest prowokowany do ataku na dom, jakiś rabin zadzwonił do komendy armii prosząc o pomoc. Wkrótce zjawił się oddział wojska pod komendą ruskiego pułkownika. Ten – wiedząc oczywiście o całym spisku – zdziwiony był, że tłum, do którego miał strzelać, nie zjawił się jeszcze. Zmienił więc plan. Skierował bezlitośnie swoich ludzi przeciw żydowskim mieszkańcom pensjonatu, zabijając 40 i raniąc tylu samo. W nadziei, że sprowokuje motłoch do akcji przeciwko wojsku, kazał wyrzucić zabitych na ulicę. Jakikolwiek bowiem odruch tłumu byłby dla niego znakiem do rozpoczęcia strzelania.

Zaraz po zajściu Mikołajczyk domagał się powołania komisji śledczej do zbadania kulisów całej sprawy. Wobec odmowy komunistycznych aparatczyków chciał opisać zebrane fakty w „Gazecie Ludowej” redagowanej przez działaczy PSL. Na próżno. Komuniści ocenzurowali teksty.

Relacja Mikołajczyka w zadziwiający sposób uzupełnia i wyjaśnia ustalone do dziś fakty. Sprawców znamy. Dywagować możemy jedynie o tym, ile i jakie korzyści Sowieci chcieli osiągnąć z tej prowokacji. Po latach niemal wprost przyznał to jeden z największych sowieckich zbrodniarzy w Polsce Anatol Fejgin. „Wszystkie chwyty są dozwolone, gdy się chce wygrać. […] Jeszcze nie czas o tym mówić. Liczyliśmy na błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak dłużej czekać. Potrzebny był jakiś przyśpieszacz. Stąd pogromy i inne fortele” – zdradził Fejgin w wywiadzie udzielonym Henrykowi Piechuchowi w 1990 r. Ta sowiecka operacja ma zadziwiającą żywotność i także w tym roku Kielce będą pokazywane światu jako dowód na „polski antysemityzm”.

Pretekst

Wczesnym rankiem 4 lipca 1946 r. do jednego z posterunków Milicji Obywatelskiej (MO) w Kielcach zgłosił się szewc Walenty Błaszczyk, domagając się, aby go jeszcze raz wysłuchano. Był tam już poprzedniego dnia około północy, zaraz po tym, jak jego syn Henryk powrócił do domu po dwóch dniach tajemniczej nieobecności, w czasie których chłopca szukano w całych Kielcach. Błaszczyk przybył na komisariat milicji w towarzystwie syna i swojego sąsiada. Tym razem chciał przekazać milicjantom zupełnie nowe informacje odnośnie do zaginięcia chłopczyka. Otóż według tej najnowszej wersji jego syn został rzekomo porwany przez tajemniczego osobnika i przetrzymywany w piwnicy domu przy ul. Planty 7. Porywacz miał być mężczyzną w średnim wieku, który zatrzymał na ulicy ośmioletniego Henia, a następnie zaoferował mu 20 zł za dostarczenie paczki pod wskazany adres. Kiedy ośmiolatek dotarł do celu, zabrano mu paczkę, a następnie zamknięto go w piwnicy, gdzie podobno przebywało już kilkoro innych dzieci. Według zeznań szewca Błaszczyka jego syn wskazał właśnie budynek przy ulicy Planty 7 jako miejsce swojego uwięzienia. Chłopiec miał również rozpoznać mężczyznę, który go uwięził. Traf chciał, że we wskazanym budynku mieścił się kielecki oddział Komitet Żydowskiego, do którego zaglądało wtedy wielu Żydów przybywających do Polski ze Związku Sowieckiego.

Zeznania Błaszczyka opierające się na tym, co rzekomo powiedział mu ośmioletni syn, zostały natychmiast połączone przez milicjantów z plotkami, jakie od kilku tygodni krążyły po Kielcach. Mówiły one o tajemniczych zaginięciach małych dzieci, które miały być porywane przez Żydów, a następnie zabijane po to, aby krew mogła służyć do wyrobu… macy (chleba żydowskiego). Milicjanci nie badali prawdziwości zeznań Błaszczyka. Szef posterunku milicji sierżant Edmund Zagórski nakazał wysłać sześcioosobowy patrol do budynku przy ul. Planty 7, gdzie zatrzymano Kalmana Singera, mężczyznę wskazanego przez Henryka Błaszczyka. Sierżant Zagórski zadzwonił wówczas do zastępcy komendanta wojewódzkiego milicji w Kielcach mjr. Kazimierza Gwiazdowicza. O czym rozmawiano – nie wiemy. W każdym razie po tej rozmowie Zagórski postanowił jeszcze raz wysłać patrol, aby ten dokonał dokładnego przeszukania budynku przy ulicy Planty 7. Tym razem wysłany przez Zagórskiego patrol był nietypowy. Liczył bowiem aż kilkunastu milicjantów. Po drodze milicjanci zakomunikowali kilku znajomym przechodniom, że Żydzi porywają w mieście dzieci, aby je następnie mordować (sic!). Ta informacja kolportowana przez „ludowe organy władzy” rozeszła się błyskawicznie. W ten sposób rozpoczęto przygotowywanie do „spontanicznego” pogromu Żydów.

Bezpieka rozpoczyna pogrom!

Po przybyciu ma miejsce milicjanci przeszukali budynek, ale niczego nie znaleźli. W tym samym czasie przy ul. Planty 7 zgromadziło się już sporo ludzi. Obecność dużych sił porządkowych przekonywała tłum, że coś w plotkach o porywaniu dzieci było na rzeczy. Przewodniczący kieleckiego oddziału Komitetu Żydowskiego rabin Seweryn Kahane, widząc to, zaczął się niepokoić. Zgromadzeni przed budynkiem coraz częściej wznosili antyżydowskie okrzyki. Kahane zadzwonił do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach do płk. Władysława Spychaj-Sobczyńskiego, prosząc go o natychmiastową interwencję. Niebawem przed budynkiem przy ul. Planty 7 pojawiły się oddziały wojska i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Otoczyły one budynek, ale pozostawiły w spokoju zebrany tłum. Następnie kilku żołnierzy sforsowało drzwi wejściowe do budynku i rozpoczęło rewizje. W trakcie tych czynności żołnierze zaczęli strzelać, zabijając kilku mieszkańców, w tym przewodniczącego Komitetu Żydowskiego rabina Kahane. Strzały, jakie wówczas padły, jeszcze bardziej wzburzyły zgromadzony tłum. Żołnierze, milicjanci i ubecy zaczęli siłą wyciągać z budynku kolejnych jego mieszkańców. Padały strzały, ginęli następni lokatorzy. Zgromadzeni bili wyprowadzanych Żydów i rzucali w nich kamieniami. W ten sposób zginęły m.in. dwie Żydówki, wypchnięte najpierw przez żołnierzy przez okno, a potem zatłuczone kijami. W pewnym momencie tłum rzucił się do rabowania wszystkiego, co pozostało wewnątrz budynku. Usiłowali interweniować przybyli z kieleckiej katedry ks. Jan Danielewicz i ks. Roman Zelek, ale obaj nie zostali dopuszczeni przez wojsko w rejon, gdzie rozgrywały się te sceny. Około południa na miejsce zdarzenia przybyły nowe oddziały wojska i dopiero te przystąpiły do zaprowadzenia porządku. Tłum został rozproszony i wystawiono ochronę budynku. W środku pozostała już tylko część jego mieszkańców. Zebrano zabitych, a rannych odwieziono do szpitala. Ale to nie był koniec.

Bez litości

W południe przed dom przy ulicy Planty 7 przybyła grupa robotników, głównie z Kieleckich Zakładów Metalowych, uzbrojona w kije i kamienie, wznosząc antyżydowskie okrzyki. Zdołała przerwać kordon wojska i wdarła się do środka. Zabito kolejnych żydowskich mieszkańców. Ich zwłoki zostały odarte z ubrań i dopiero po jakimś czasie wywiezione do miejscowego prosektorium.

Po południu 4 lipca akty terroru wobec Żydów zaczęły rozprzestrzeniać się na całe Kielce. Ich sprawcami byli zarówno mundurowi, jak i cywile. Siłą rzeczy były kolejne ofiary. Na przykład zamieszkałych przy ul. Leonarda 15 Abrama i Reginę Fisz wyciągnęło z domu czterech nieznanych osobników, którymi dowodził kapral milicji. Następnie oboje zostali wywiezieni do lasu za miastem i zastrzeleni. Bardzo często napady miały charakter czysto rabunkowy. Zdarzały się nawet takie sytuacje, że przypadkowo pobito kilka osób narodowości polskiej, które uznano za Żydów. Zabito także trzech Polaków, którzy stanęli w obronie napadniętych Żydów.

Do napaści i aktów terroru dochodziło nie tylko w Kielcach, ale i w innych miejscach Kielecczyzny, m.in. na dworcu kolejowym we Włoszczowej, gdy nadjechał pociąg z Kielc, nieznani osobnicy zamordowali jadącego w nim Żyda, wyrzucając go przez okno. Do podobnych aktów terroru doszło także w Szczukowskich Górkach oraz w pobliżu Koniecpola, gdzie zamordowano dwóch Żydów.

Skuteczna interwencja nastąpiła dopiero wówczas, gdy szef kieleckiego UB płk Sobczyński postanowił skończyć z przemocą. W rejon budynku przy ul. Planty 7 wysłano nowe oddziały wojska, które odepchnęły zgromadzonych tam ludzi, oddając kilka salw w powietrze. Sobczyński nakazał również zebrać żydowskie rodziny z całego miasta i zapewnić im prawdziwą ochronę. Posterunki ochronne wystawiono także wokół szpitali, do których trafili ranni. Było to o tyle istotne, że przy szpitalach zaczęli gromadzić się napastnicy. Pod wieczór do miasta wkroczyły dodatkowe oddziały wojska, milicji i UB. Wprowadzono godzinę policyjną. Zaczęły się aresztowania tych, których podejrzewano o czynny udział w zajściach. Wśród ponad 100 aresztowanych osób było 34 żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego i sześciu z KBW. Późnym wieczorem sytuacja w Kielcach wydawała się być już opanowana. Ale wzburzenie zwykłych ludzi utrzymywało się długo. Musiało minąć sporo czasu, aby kielczanie dostrzegli, że doszło do krwawego pogromu, a oni sami, niezależnie od tego, jaka była ich rola, będą musieli dźwigać brzemię tej zbrodni.

Pozorowane śledztwo, demonstracyjny pogrzeb

W następnych dniach ani kielecki UB, ani milicja nie zabezpieczyły żadnych śladów związanych z morderstwami. Nie szukały też tych, którzy brali w nich udział. Wprawdzie w pierwszych godzinach po pogromie aresztowano kilkudziesięciu żołnierzy i milicjantów, podejrzanych o czynny udział w zdarzeniu, ale ich przesłuchania prowadzone były szybko i niechlujnie. Zdecydowana większość z nich została niebawem zwolniona. Opieszałość śledztwa rzucała się w oczy. Tak jakby dla śledczych było jasne, kto stał za pogromem.

Centralny Komitet Żydów Polskich przysłał 5 lipca do Kielc swojego przedstawiciela Izaaka Cukiermana. Ten zażądał od UB i milicji ochrony pociągu, którym wieczorem 5 lipca wyjechali z Kielc jego żydowscy mieszkańcy.

8 lipca zorganizowano zbiorowy pogrzeb ofiar. Ogromny kondukt żałobny z trumnami ofiar przeszedł ulicami Kielc. Oprócz kompanii honorowej wojska, przedstawicieli lokalnych władz, a także przedstawiciela rządu, ministra odbudowy kraju Michała Kaczorowskiego szli w nim przedstawiciele partii politycznych, organizacji społecznych, robotnicy kieleckich zakładów, młodzież, milicja, wojsko oraz liczne delegacje Komitetu Żydów Polskich z całego kraju. W kondukcie pogrzebowym widać było poczty sztandarowe i transparenty z hasłami potępiającymi sprawców kieleckiego pogromu.

Tę wyreżyserowaną inscenizację pogrzebową uwieczniła Polska Kronika Filmowa, której „produkcja” została wyemitowana 15 lipca 1946 r. Ujęcia z pogrzebu zostały opatrzone propagandowymi komentarzami i posłużyły scenarzystom komunistycznej Polskiej Kroniki Filmowej do potępienia „faszystowsko-reakcyjnych bandytów” spod znaku organizacji Wolność i Niezawisłość i Narodowych Sił Zbrojnych, którzy – jak komunikowano – zdolni okazali się do mordowania niewinnych żydowskich ofiar.

Równie szybko zaczęły się procesy rzekomych sprawców kieleckiego pogromu. Pierwszy z nich został przeprowadzony przez Najwyższy Sąd Wojskowy, który na sesji wyjazdowej w Kielcach od 9 do 11 lipca skazał 12 osób, dziewięć otrzymało karę śmierci, natomiast pozostałe trzy otrzymały wyroki od siedmiu do 12 lat więzienia. Wyroki śmierci wykonano już następnego dnia. Był to bardzo specyficzny proces. W akcie oskarżenia, jaki został zaprezentowany w czasie rozprawy, stwierdzono wprost, że „pogrom był udziałem band WiN i NSZ”. Władze starały się nagłośnić propagandowo ten proces, usiłując wmówić Polakom, że za kieleckim pogromem rzeczywiście stało podziemie. W tym celu reżimowe gazety publikowały artykuły podtrzymujące tezę o inspiracji podziemia i w tym duchu próbowano organizować „masówki” w zakładach pracy całej Polski.

Próby zrzucenia odpowiedzialności za kielecki pogrom na antykomunistyczne podziemie spotkały się z dużym oporem. Przyjęto wówczas inną taktykę – poszukania winnych wśród ludzi aparatu władzy. W ten sposób jesienią 1946 r. miały miejsce kolejne procesy związane z odpowiedzialnością za kielecki pogrom: milicjantów, żołnierzy i cywilów. Urządzono nawet proces szefowi kieleckiego UB mjr. Władysławowi Spychaj-Sobczyńskiemu, a także szefom kieleckiej milicji komendantowi Wiktorowi Kuźnickiemu i jego zastępcy Gwiazdowiczowi, ale, o dziwo, skazano tylko Kuźnickiego, który w czasie pogromu był… na zwolnieniu lekarskim. Potem zapanowało wielkie milczenie, które trwało do samego końca komunistycznej Polski.

IPN: przypadkowy pogrom

Kto zatem naprawdę stał za pogromem Żydów? Nie wyjaśnił tego Instytut Pamięci Narodowej (IPN), który prowadził postępowanie karne w tej sprawie. W opublikowanych w 2006 r. jego wynikach IPN podał, że zebrany w toku tego postępowania materiał dowodowy nie wskazał jednoznacznie na zaistnienie jakiejkolwiek z hipotez. A badano aż sześć. Pierwsza z nich zakładała, że pogrom był inspirowany przez antykomunistyczne podziemie, które chciało skompromitować komunistyczne władze. Druga mówiła, że pogrom kielecki zorganizowały kręgi syjonistyczne, aby zmusić zamieszkałych w Polsce Żydów do emigracji do tworzącego się Izraela. Trzecia hipoteza wskazywała, że pogrom został zainspirowany po to, aby wykazać, że antysemityzm nie był zjawiskiem typowym tylko dla III Rzeszy. Czwarta hipoteza zakładała, że pogrom w Kielcach sprowokowali Sowieci w celu międzynarodowego skompromitowania Polski. Piąta hipoteza określała natomiast, że pogromu w ogóle nie było, gdyż całe wydarzenie zostało sfingowane w celu kompromitacji Polski za granicą. Ostatnia, szósta hipoteza, zwracała uwagę, że pogrom kielecki został sprowokowany przez sam UB celem przerzucenia odpowiedzialności na antykomunistyczne podziemie i odwrócenia uwagi opinii publicznej za granicą od faktu sfałszowania wyników referendum przez sowiecką władzę (miało ono miejsce 30 czerwca 1946 r.). Według śledczych IPN najbardziej prawdopodobna jest hipoteza o przypadkowym pogromie, kiedy zbiegło się wiele czynników politycznych, społecznych, religijnych, a także historycznych.

Prawdziwi mordercy: Sowieci i bezpieka

Trudno uznać taką hipotezę IPN za przekonującą i prawdziwą. Zacznijmy od tego, że wszystkie wydarzenia polityczne w pierwszych latach powojennej Polski były zdeterminowane przez jeden kluczowy czynnik. To czynnik sprawczej roli Sowietów. Wspomniane referendum z 30 czerwca 1946 r. także zostało przez nich sfałszowane.

Grupa operacyjna NKWD kierowana przez płk. Arona Pałkina przybyła do Polski 20 czerwca 1946 r. Pałkin na bieżąco meldował o sytuacji rezydentowi NKWD (MGB) w Warszawie płk. Siemionowi Dawydowowi, który był jednocześnie doradcą Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP). W rzeczywistości był kimś, kto z ramienia Kremla nadzorował działalność polskiej bezpieki. Drugim podobnej klasy czekistą, jaki pojawił się wówczas w Polsce, był płk Michaił Dyomin – oficer sowieckiego Smierszu (kontrwywiad, nazwa pochodzi o rosyjskich słów „smiert szponom”, czyli śmierć szpiegom). I tenże Dyomin pojawił się w Kielcach dokładnie1 lipca 1946 r. Podobnie jak Aron Pałkin, także Dyomin należał do tych, którzy brali udział w najbardziej skomplikowanych operacjach sowieckich służb. Dyomin zanim pojawił się w Kielcach, spotkał się również z płk. Siemionem Dawydowem. Po co zatem Dyomin pojawił się w Kielcach i z kim tam spotykał? Otóż Dyomin na pewno odbył spotkanie z szefem kieleckiego UB płk. Sobczyńskim i jego sowieckim doradcą płk. Natanem Szpilewojem z NKWD. Po odbyciu tego spotkania Dyomin miał wyjechać z Kielc.

O tym, że zarówno Dyomin, jak i Szpilewoj (obaj zresztą byli Żydami) specjalizowali się w działaniach „na kierunku żydowskim”, mogliśmy się jednak przekonać dopiero w następnych latach. Zarówno bowiem Dyomin, jak i Szpilewoj byli okresowo oficerami rezydentury sowieckich służb w Izraelu. Wiele jednak wskazuje, że spotkanie płk. Dyomina z płk. Sobczyńskim i płk. Szpilewojem musiało dotyczyć działalności kieleckiego oddziału Komitetu Żydowskiego w Kielcach, którym kierował rabin Seweryn Kahane. To on był prawdziwym liderem kieleckiej społeczności Żydów. Ale Kahane nie należał do zwolenników syjonistów, których z kolei popierali wówczas Sowieci. Kahane pochodził z Małopolski Wschodniej, ale wojnę spędził w Sowietach. Wraz z tysiącami innych Żydów Kahane po wojnie powrócił do Polski. Tylko tutaj widział swoje miejsce. Tymczasem gra toczyła się o nowe żydowskie państwo i o to, kto nim będzie rządził. Aby mogło ono powstać, dziesiątki tysięcy ocalałych z wojennej zawieruchy Żydów musiało osiedlić się w kontrolowanej przez Brytyjczyków Palestynie.

Potrzebny był zatem impuls, aby powracający ze Związku Sowieckiego Żydzi nie zostali w Polsce. I pogrom Żydów w Kielcach, którego rabin Kahane był jedną z ofiar, stał się właśnie takim impulsem. Płk Michaił Dyomin i płk Natan Szpilewoj byli takim impulsem. Wersję o sowieckiej inspiracji kieleckiego pogromu po latach potwierdził sam szef kieleckiego UB płk Władysław Spychaj-Sobczyński, który mówił znajomym w rodzinnym Koninie, że pogrom kielecki został zainspirowany przez Moskwę, a jego przebieg od początku do końca był kontrolowany przez Sowietów.

Priorytetowym celem prowokacji było obrzydzenie Polaków zachodnim elitom. Na konferencji w Jałcie obiecano, że Polska będzie demokratyczna. Teraz Sowieci, brutalnie gwałcąc polską demokrację przy sfałszowaniu referendum, chcieli, aby nikt na Zachodzie o tym nie pisał. Chodziło o wywarcie wrażenia, że Polacy potrzebują sowieckiej kurateli, bo inaczej dobiją Żydów ocalałych z Holokaustu. Zadziwiać może tylko po latach skuteczność prowokacji i fakt, że nikt nie chce oskarżyć prawdziwych sprawców. Proces sowietyzacji Polski w latach 1945–1946 postępował bardzo powoli. Był ogromny opór społeczny, niezłomna postawa Kościoła katolickiego, wreszcie zwykli ludzie odrzucający sowiecki system oparty na kłamstwie, obłudzie i tchórzostwie. Testem, czy kraje zachodnie przełknęły sowiecką okupację Polski, było referendum z 30 czerwca 1946 r. Z pozoru błahe, bo zawierające niejasne pytania. Czy jesteś za zniesieniem Senatu? Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej? Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic państwa polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej? W skomplikowanej sytuacji politycznej jedna legalnie działająca i licząca się partia opozycyjna wobec komunistów – Polskie Stronnictwo Ludowe – wezwała, wbrew swojemu przedwojennemu programowi, do głosowania przeciw likwidacji Senatu, aby ocenić swoją realną siłę. Przeciwko sowieckim komunistom wzywającym do głosowania (3 x tak!) zagłosowało 73 proc. Polaków. Przeciwko reformie rolnej – 52 proc. Polaków, a granicę na Odrze i Nysie poparło zaledwie dwie trzecie Polaków. Bunt wisiał w powietrzu.

Spece od sowieckiej propagandy postanowili obrzydzić Polskę w oczach zachodnich społeczeństw. Pamiętajmy, że w 1946 r. Amerykanie mieli broń atomową, a Sowieci – nie. Alianci mieli karty przetargowe, aby bronić ustaleń z Jałty. Musieli tylko chcieć. Sowieci operowali faktami dokonanymi. Kluczem do wszystkiego było, aby sprawa polska stała się wewnętrzną sprawą sowiecką. Na Zachodzie ludzie właśnie przeżywali szok po ujawnieniu skali bestialstw niemieckich zbrodni na Żydach. Komunikat, który poszedł w świat 4 lipca 1946 r. (w dzień niepodległości Stanów Zjednoczonych), był jasny – Polacy to ciemny naród, zostawieni sami sobie zaraz dobiją resztki Żydów ocalałych z Holokaustu. Miłym dodatkiem dla Stalina było przekierowanie (dzięki wzbudzeniu strachu wśród ocalałych) Żydów do brytyjskiej Palestyny. Tam powstało państwo, które w założeniu wodza rewolucji miało być sowieckim przyczółkiem niszczącym brytyjskie imperium.

Dziś ta sowiecka prowokacja wciąż jest żywa, stanowi podstawowy dowód na polski antysemityzm. Chociaż żaden poważny historyk nie może mieć wątpliwości, że mordowanie Żydów w Kielcach rozpoczęli funkcjonariusze komunistycznej władzy. Prawda o prowokacji kieleckiej jest jednak równie niewygodna w Polsce dla wpływowych środowisk, co prawda o okupacji sowieckiej Polski, która rozpoczęła się w 1944 r.

https://warszawskagazeta.pl/historia/it ... grom-zydow

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 148 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 6, 7, 8, 9, 10

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /