Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Hiszpania
PostNapisane: 10 kwi 2012, 14:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Krwawiaca Hiszpania

W 1931 roku w Hiszpanii obalono monarchie. Wladze przejeli czerwoni „liberalowie", czyli odwiecznie wrogo do Kosciola nastawieni masoni. Rewolta w Hiszpanii byla kolejnym ogniwem wlaczajacym katolicka Hiszpanie w lancuch przewrotów. Pisal o tym znawca masonerii Leon de Poncius:
Nie bylo w ciagu ubieglego stulecia ani jednego ruchu rewolucyjnego, z którym by ona (masoneria - H.P.) nie wspóldzialala (...) Zeby posluzyc sie przykladami swiezszej daty: podczas rewolucji Mlodej Turcji w 1905 r., portugalskiej w 1908 r., rosyjskiej w 1917 r., wegierskiej i niemieckiej w 1918 r., hiszpanskiej w 1931 r. - to masonerie (scislej zydo-masonerie -H.P.) przygotowaly zmiane rezimu i przejely wladze. (A. de Lassus, op. cit, s. 84).

Zapanowal w gospodarce Hiszpanii niesamowity chaos i regres, typowy dla wszystkich komuno-masonskich rzadów Europy, Ameryki Poludniowej i Srodkowej. Siegnieto po sposób wypróbowany juz 400 lat wczesniej w Anglii. Rozsiewano plotki, ze jezuici zatruwaja studnie, mnisi porywaja i morduja dzieci, a zakonnice oddaja sie wszelkim perwersjom seksualnym. Jezuici stali sie ofiarami takich oszczerstw. Po utworzeniu lozy Wielkiego Wschodu w 1767 za króla Karola III, wielki mistrz Arand, general Wali i ksiaze Alba (trzej ministrowie-masoni), wmówili królowi, ze jezuici daza do oderwania od Hiszpanii Urugwaju i Paragwaju, knuja spiski na zycie króla. Król nakazal jednej nocy zaladowac 6000 jezuitów na statki i wywiezc ich do Civita Yecchi, chyba prekursorskiego obozu koncentracyjnego. W pierwszych dziesiecioleciach XIX wieku na czele lóz francusko-hiszpanskich stal Wielki Wschód madrycki, natomiast loze hiszpanskie byly podlegle Wielkiej Lozy angielskiej. One to radykalizo-waly nastroje „liberalne", obie byly zdeklarowanymi wrogami Kosciola katolickiego. W sferze gospodarczej Hiszpanie oplotly wtedy macki Rothschildów francuskich i angielskich. Byly to macki zydostwa talmudycznego, odwiecznego wroga chrzescijanstwa. Rzad sprzyjal lewackim radykalom Hiszpanii lat 30. XX wieku, przystapili wiec do zamieszek. Uderzenia poszly glównie przeciwko duchowienstwu i kosciolom. W maju 1931 roku spalono przeszlo 100 kosciolów, w czerwcu prymas Hiszpanii musial uciekac z kraju, w pazdzierniku „prezydent" Azana obwiescil, ze Hiszpania „przestala byc katolicka". Komunistyczna agresja nabierala na sile. W 1934 roku podczas komunistycznej rewolty w Asturii znów bylo masowe palenie kosciolów. Lewicowa policja pozostawala bierna. Od polowy lutego do polowy lipca spalono 170 kosciolów. Rozpoczelo sie bezlitosne mordowanie ksiezy i zakonników obojga pici. W Barcelonie spalono wszystkie tamtejszych kosciolów.
W Cuenca poszlo z dymem 10 tys., bezcennych tomów biblioteki katedralnej.

Masowo niszczono i palono dziela sztuki sakralnej, statuety, modlitewniki. Ofiara czerwonego amoku padlo okolo 17.000 kosciolów, prawie polowa wszystkich. Tryumfowal satanizm:
zamiast pilek kopano czaszki swietych, milicjanci paradowali w szatach liturgicznych, podobnie jak „lud" podczas rewolucji francuskiej. Profanowano cmentarze, w Huesca wyciagniete z grobów zwloki poukladano w pozycjach kopulacyjnych, w innych miejscach zmumifikowane szkielety stawiano w pozycji stojacej u wejsc do krypt koscielnych...
Ówczesna Hiszpania byla tradycyjnie katolicka, o wiele bardziej niz dzisiaj i bardziej niz np. wspólczesna Polska. Tym bardziej latwo sobie wyobrazic reakcje katolików, np. mieszkanców wspólczesnego Krakowa, gdyby wspólczesne Bestie przejely wladze w kraju i w tymze Krakowie, w innych polskich miastach spalily wszystkie koscioly, wlacznie z kosciolem Mariackim w Krakowie. Wojska narodowe generala Franco przystapily do walki. Byl rok 1936 - piec lat satanistycznego rozpasania miedzynarodowego i hiszpanskiego zydo-komunizmu.

Fakty byly przerazajace: Bestie hiszpanskie wspierane przez „Brygady Miedzynarodowe" zamordowaly w sumie prawie 8000 osób duchownych, w tym 12 biskupów, 283 zakonnice uprzednio gwalcone, 5255 ksiezy, 2492 zakonników i 249 osób z nowicjatu. Jednego dnia - 6 listopada podczas masowych egzekucji w Madrycie, komunisci rozstrzelali 240 osób, w tym 200 sióstr zakonnych, ksiezy i kleryków. Matke dwóch jezuitów uduszono krzyzem. Ujawnil sie dramatyczny podzial narodu na ludzi i Bestie. Czerwoni oprawcy byli zszokowani postawa mordowanych ksiezy, którzy nie korzystali z obietnicy darowania zycia w zamian za wyrzeczenie sie wiary. Lewacki „The New York Times" pisal 14 wrzesnia 1936 roku, ze w miasteczku El Saucejo korespondent tej gazety widzial cialo ksiedza, ojca Jose de la Córa na satanistyczny sposób ukrzyzowane do góry nogami na drzwiach kosciola. Jeden z katów relacjonowal: Co za cholerni durnie! Nikt nie mógl zamknac im mordy! Przez cala droge spiewali i wychwalali Chrystusa Króla! Korespondent polskich gazet - Jedrzej Giertych podawal przerazajaca statystyke napadów, mordów, demaskowal agenturalny sowiecki komunizm tej satanistycznej rewolty. Pisal:
Otóz stwierdzic musze, ze regula jest we wszystkich zakatkach Hiszpanii, które byly chocby krótko pod wladza „czerwonych" - zburzenie tam wszystkiego, co ma zwiazek z kultem chrzescijanskim.

Oto bilans hiszpanskiej hekatomby:
- sprofanowano 25,8 tys. kosciolów, kaplic i klasztorów, zniszczono 17.000;
- zamordowano okolo 8000 duchownych, w tym setki zakonnic;
- rozstrzelano i zameczono 500.000 osób;
- ponad milion poleglo po obydwu stronach.

Hiszpanska wojna domowa byla poligonem doswiadczalnym dwóch totalitaryzmów - hitlerowskiego i stalinowskiego. Oprócz kilku tysiecy sowieckich „ekspertów", w olbrzymiej wiekszosci Zydów, po stronie czerwonych walczylo okolo 40.000 cudzoziemców.

Byla to smietanka miedzynarodowej fanatycznej zydokomuny: angielskich 2500, francuskich 9000, tyle samo z USA, z Niemiec 5000. Nad wszystkimi czuwali komisarze z NKWD. Po drugiej wojnie swiatowej wszyscy uczestnicy „Brygad
Miedzynarodowych" stali sie zasluzonymi kombatantami zydokomunizmu swiatowego. Dzialali dalej. Np. Zyd Morris Cohen po wojnie dzialal w siatce szpiegowskiej Juliusza i Ethel Rosenbergów, amerykanskiego malzenstwa, które przekazalo sowietom glówne tajemnice bomby atomowej. Bez sowieckiego wsparcia w ludziach, sprzecie i pieniadzach, czerwony hiszpanski satanizm nie przetrwalby nawet polowy tych lat. W pazdzierniku 1936 roku hiszpanscy „rewolucjonisci" oddali sowietom cala narodowa rezerwe zlota o obecnej wartosci ponad szesciu miliardów dolarów! Haniebny udzial w tym wsparciu hiszpanskiego ludobójstwa mieli polscy Zydzi, agenci NKWD, czlonkowie KPP, a takze polscy masoni na czele z Wielkim Mistrzem Andrzejem Strugiem. Na rzecz czerwonych trwala zaciekla kampania apologetycznej propagandy. Dal sie zwiesc dezinformacji nawet katolicki pisarz Ksawery Pruszynski. Komunistyczny agent Mieczyslaw Bibrowski wspominal: Bylem jednym z tych, którzy brali czynny udzial w kampanii prasowej na rzecz Hiszpanii republikanskiej. Od lutego do lipca 1936 roku uczestniczylem w wydawaniu czasopisma bedacego organem Frontu Ludowego inteligencji. Tygodnik nosil tytul „Oblicze dnia" i w ciagu krótkiego okresu skupil wokól siebie kwiat naszej inteligencji twórczej z Andrzejem Strugiem, Zofia Nalkowska i Maria Dabrowska.

Wielu agentów polskojezycznej zydokomuny zostalo dygnitarzami w PRL, wszyscy zas byli otaczani nimbem „bojowników" o wolnosc ludu hiszpanskiego, wzorami intemacjonalizmu. Rzymowski zostal ministrem spraw zagranicznych, Pruszynski - ambasadorem w Holandii, Jerzy Goldberg - szefem stalinowskiej „Kultury", Karol Swierczewski (Tenenbaum) - ministrem obrony narodowej. Kilianowicz vel G. Korczynski zostal wiceministrem bezpieczenstwa narodowego4, Franciszek Ksiezarczyk - szefem MO w Rzeszowie; Eugeniusz Szyr zebral cala kolekcje funkcji, wlacznie z czlonkostwem Biura Politycznego KC PZPR i ministrowaniem budownictwu, wreszcie wicepremierostwem; Waclaw Komar dowodzil wywiadem wojskowym, Henryk Torunczyk dyrektorem generalnym w ministerstwie przemyslu lekkiego. Niewiele sie zmienilo po 1956 roku, a ich klopoty zaczely sie dopiero po zydowskiej rebelii w 1968 roku. Kilkunastu wyjechalo wreszcie do Izraela i panstw zachodnich. Tak jak ideowy i pokoleniowy pomiot Bestii francuskiej rewolucji wciaz rzadzi Francja, tak i pokoleniowe ideowy pomiot zydowskiego komunizmu nadal rozpiera sie w zniewolonej Polsce „posierpniowej". Oto dwa przyklady, podane przez M. Chodakiewicza w jego ksiazce.

Wiosna 1995 roku studenci historii z UW chcieli pokazac studentom tego uniwersytetu kronike filmowa z wojny domowej w Hiszpanii. Chodzilo o fotografie z wejscia gen. Franco do Madrytu. Niestety - wladze uniwersyteckie zabronily projekcji, bowiem plakat zachecajacy do obejrzenia filmu mówil o krucjacie przeciwko zlu - komunistycznemu totalitaryzmowi i ateizmowi - a byl przeciez rok 1995, w stolicy kraju rzekomo wolnego od komunistycznego totalitaryzmu. „Gazeta Wyborcza" - redagowana przez syna zydowskiego agenta NKWD Ozjasza Szechtera, podala z tryumfem ze Francko nie przeszedl! Wojciech Muszynski, inicjator projekcji, zostal zagrozony postawieniem przed komisja dyscyplinarna uniwersytetu. Drugi przyklad, to ponury sabat komunistycznych mamutów, jakim byly „obchody" szescdziesiatej rocznicy hiszpanskich „Brygad Miedzynarodowych". Na akademii w teatrze Zydowskim (!) spotkalo sie kilku „dabrowszczaków", a w prezydium uroczystosci zasiedli Eugeniusz Szyr i Jacek Kuron, w pierwszym rzedzie na widowni pysznil sie Wojciech Jaruzelski. Z kolei inny mamut - Aleksander Malachowski powiedzial z emfaza cos, co stanowi kwintesencje swiatowej zydokomuny i jej antycywilizacyjnego archetypu ideowego:
Jestescie tymi, którzy jako pierwsi odwazyli sie wystapic do walki o wartosci, które wszyscy uznajemy za swiete, do walki przeciw faszyzmowi. Dziwny to byl faszyzm, zaiste! Faszyzm osmiu tysiecy zamordowanych „faszystów" w sutannach, „faszyzm" 17.000 spalonych kosciolów, „faszyzm" hiszpanskiego patriotyzmu, wiary, wartosci powszechnie uznawanych przez swiat zachodniego chrzescijanstwa...
Spadkobiercy katów i Bestii maja sie doskonale. Zieciem Eugeniusza Szyra byl prezydent Warszawy z czasów „Polski posierpniowej" - M. Swiecicki...

Henryk Pająk, "Bestie końca czasów"


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 21 sie 2012, 09:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
W obronie cywilizacji (1)

Wojna domowa w Hiszpanii była pilnie śledzona i szeroko komentowana przez publicystów narodowych w Polsce.
Obóz narodowy widział w koncepcji frontów ludowych nową taktykę Moskwy, dążącej do wzmocnienia swoich wpływów w Europie Zachodniej. Uważano, iż na Półwyspie Iberyjskim Komintern przeprowadził długofalową akcję, której początkiem była dobrze zorganizowana akcja propagandowa w sponsorowanej przez Kreml prasie hiszpańskiej. Przypadek Hiszpanii, zdaniem przedstawicieli obozu narodowego, unaocznił prawdziwe cele komunizmu – uznano, iż w Europie rozpoczęła się rewolucja, dla której zasłoną stały się hasła walki z faszyzmem i tworzenia sojuszy lewicy niekomunistycznej z komunistami. Powszechnie sądzono, iż jeśli sytuacja na Półwyspie Iberyjskim nie zostanie opanowana, to dojdzie do wybuchu walk w całej Europie, także w Polsce. Wskazywano przy tym na postępujący w Polsce „bolszewizm kulturalny” – pojawienie się coraz większej liczby lewicowych książek i broszur. Ze szczególnym niepokojem traktowano pojawienie się w Stronnictwie Ludowym grupy młodych działaczy, postulujących nawiązanie współpracy całej polskiej lewicy oraz próby zbliżenia Polskiej Partii Socjalistycznej z Komunistyczną Partią Polski.

Najbardziej dobitnym dowodem wywrotowej działalności Kominternu w Polsce były zdaniem publicystów narodowych zajścia w Krakowie w 1936 roku, podczas których doszło do krwawych starć socjalistów z policją. Zdaniem prasy narodowej do zamieszek doprowadzili, stojący za plecami socjalistów, komuniści, dążący do destabilizacji sytuacji w kraju i zaognienia konfliktów społecznych. Krakowskie zajścia postrzegano jako symbol sytuacji na lewicy, gdzie PPS stała się narzędziem złowrogiej dla Polski siły – komunizmu. Publicyści narodowi ostrzegali, iż Polska była kolejnym po Francji (Front Ludowy wygrał tam wybory w 1936 roku)oraz Hiszpanii celem planu Kominternu.

Po przejęciu władzy w Hiszpanii przez rząd ludowy, publicyści narodowi uważali, iż gabinet Azanii miał jedynie przejściowy charakter. Po przeprowadzeniu czystki w armii, policji oraz administracji, polegającej na usunięciu ze stanowisk wszystkich zwolenników prawicy, miał on zostać zastąpiony przez radykalnego polityka Francisco Largo Caballero.

Wydarzeniem, które wstrząsnęło światową opinią publiczną było zamordowanie w lipcu 1936 roku Calvo Sotelo - lidera hiszpańskiej partii monarchistycznej. Polskie pisma narodowe oskarżyły o ten mord rząd w Madrycie, dążący do fizycznej likwidacji najwybitniejszych przeciwników politycznych. Morderstwo uznano za dowód na to, iż władza w Hiszpanii była sprawowana przy użyciu terroru. Wyrażano ogromne oburzenie tym, że mordu dopuścili się ludzie, którzy formalnie stali na straży porządku i bezpieczeństwa w kraju – członkowie formacji policyjnych. Ta zbrodnia zdaniem „Warszawskiego Dziennika Narodowego” podważyła legalność władzy rządu ludowego. Od jego reakcji uzależniano dalsze jego uznanie za legalną reprezentację narodu hiszpańskiego.

Dziennikarze narodowi w swoich analizach opierali się na publikacjach francuskiej prasy prawicowej – „Le Matin”, „L’ Echo de Paris”, „L’ Action Francaise”. Obóz narodowy postrzegał bowiem rozwój sytuacji w Hiszpanii przez pryzmat zagrożenia Francji, będącej najważniejszym sojusznikiem Polski. Prasa narodowa alarmowała, iż zwycięstwo komunizmu za Pirenejami obudziłoby żywioły rewolucyjne nad Sekwaną i doprowadziłoby do walk wewnętrznych we Francji, stąd bardzo szybko zaraza rozprzestrzeniłaby się na całą Europę. Klęska komunizmu w Hiszpanii oznaczała natomiast bardzo poważny cios dla całej europejskiej lewicy.
Na froncie po stronie Franco przebywali: Jędrzej Giertych jako korespondent „Kuriera Poznańskiego”, Jan Kukucz z „Gazety Polskiej”, Roman Fajans i Tadeusz Przywieczerski z „Kuriera Warszawskiego” oraz Tadeusz Kiełpiński z „Polonii”.

Oprócz prasy związanej z obozem narodowym („Warszawski Dziennik Narodowy”, „ABC”, „Goniec Warszawski”) także publicyści konserwatywni z „Czasu” i „Słowa” oraz prasa katolicka zdecydowanie opowiedziały się po stronie powstańców. Duże znaczenie miało również aktywne zaangażowanie się po stronie przeciwników rządu madryckiego popularnego dziennika „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”.

Genezę wojny domowej w Hiszpanii upatrywano w knowaniach Kremla, którego agenci „wyzyskując miejscowe antagonizmy partyjne i społeczne (…) wszczepiali w masy proletariatu ducha buntu i zemsty klasowej”. Ich celem było „zadanie ostatecznego ciosu cywilizacji zachodnioeuropejskiej i oddanie rządu dusz i rządu państw w ręce żydowskie”.

Kwestionowanie legalności rządu ludowego stało się więc jednym z kluczowych elementów sporu. Publicyści narodowi, w tym Jędrzej Giertych, poddawali w wątpliwość prawowitość rządu Madrycie i starali się obalać zarzuty wobec dowódców wojsk powstańczych o to, że złamali przysięgę wierności wobec państwa. Wskazywali, iż wojsko miało pełne prawo wypowiedzieć posłuszeństwo władzom występującym przeciw podstawowym wartościom, na których oparty był byt narodu. Przekonywano, iż armia hiszpańska właściwie rozumiała swoje podstawowe zadanie – obronę ładu wewnętrznego i suwerenności ojczyzny. Rząd ludowy doprowadził do anarchii w państwie, dopuścił do palenia i bezczeszczenia kościołów, mordowania księży i zakonnic.

Podstawą legitymizacji władz była konstytucja, której zasady wielokrotnie lewica złamała mordując przeciwników politycznych oraz „wrogów klasowych”, czyli ludzi tworzących elitę narodu: księży, oficerów, urzędników, inteligencję, posiadaczy ziemskich i przedsiębiorców. Pogwałcono prawa, którymi rządzi się każda zbiorowość ludzka, w tym prawo do własności oraz prawo do kultu religijnego. Równocześnie rząd ludowy rozdając broń dopuścił w ten sposób do rządów motłochu. Tak więc to nie powstańcy, ale siły lewicowe tworzące rząd w Madrycie złamały podstawowe prawa i okazały się nie godne sprawowania władzy. W ten sytuacji powstańcy mieli nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek zareagować na te wynaturzenia, których dopuściła się hiszpańska lewica. Powstańcy nie zaatakowali reprezentantów narodu, jak twierdzili zwolennicy rządu ludowego, lecz stanęli do walki z tymi, którzy zdradzili naród stając się marionetkami w rękach Związku Sowieckiego.

W tej sytuacji naród hiszpański „miał pełne prawo – jak podkreślał Giertych – rząd czerwony siłą obalić, przekonawszy się o tym, czym ten rząd jest”. Natomiast ks. Piwowarczyk podkreślał, iż rząd legalny traci prawo do posłuchu ze strony obywateli „gdy gwałci naturalną funkcję władzy, tj. dobro wspólne – gdy niszczy święte prawa człowieka i społeczeństwa – gdy tyranizuje naród – gdy w sposób szczególnie groźny, a widoczny, burzy cały ład ustroju społecznego”.

Prasa narodowa podkreślała, iż „w obronie zagrożonej ojczyzny, w obronie jej dóbr duchowych, jej kultury i cywilizacji, w ogóle niezależności jej bytu, stanęła ogromna, rzecz można: poważna część społeczeństwa, wszelkie jej siły pozytywne, bez różnicy stanu”. „Idą na Madryt, – pisał IKC – ramię przy ramieniu – republikanie, monarchiści, faszyści, demokraci (…). Wszystko – byle nie bolszewizm, byle nie Moskwa. Tam, gdzie są Sowiety – nie ma ojczyzny”. Z kolei publicysta „Kuriera Warszawskiego” uważał, iż „będąc emanacją wszystkich warstw i klas społecznych, budując swój program na przesłankach sprawiedliwości i ładu społecznego – właśnie powstańcy, i tylko oni, przynieść mogą znękanej wsi hiszpańskiej pokój i dobrobyt”.

Prasa narodowa zdecydowanie krytykowała komentarze pism socjalistycznych, w tym „Robotnika”, opisujące wydarzenia w Hiszpanii jako przewrót faszystowski, zdradę państwa. Publicyści narodowi podkreślali, iż internacjonalizm rządu ludowego stał w zasadniczej sprzeczności z hiszpańskim interesem narodowym, co usprawiedliwiało reakcję armii oraz popierającej go części społeczeństwa. Wskazywano, iż rząd madrycki przestał faktycznie sprawować władzę i stał się jedynie przykrywką – analogicznie jak w Rosji po rewolucji lutowej - dla rządów różnego rodzaju komitetów robotniczych i partyjnych. Najważniejsze decyzje podejmował nie rząd, ale partie polityczne i ich bojówki – przede wszystkim komunistyczne i anarchistyczne, które w pewnym momencie zaczęły się wzajemnie zwalczać. Wykpiwano socjalistów – zwolenników rewolucyjnej ideologii Marksa, iż nagle stali się obrońcami ładu prawnego. Przypominano PPS poparcie udzielone Piłsudskiemu podczas zamachu majowego w 1926 roku.

Rząd w Madrycie przedstawiano jako zdominowany od komunistów i uzależniony od Moskwy. I tak Cat-Mackiewicz opisując sytuację na terytorium „czerwonych” wskazywał, iż „ miastach będących nominalnie pod władzą „rządu” madryckiego panuje chaos, anarchia, rozbestwienie. Rząd składający się z różnych przedstawicieli umiarkowanej lewicy pełni nadal swą błazeńską rolę tylko dlatego, że potrzebny jest komunistom, ponieważ istnienie tego pseudorządu ułatwia im bałamucenie opinii w innych krajach europejskich”.

Doniesienia o walkach wewnętrznych ugrupowań lewicowych w Hiszpanii stały się dla prasy narodowej kolejnym dowodem na to, że rządy lewicy to rządy motłochu prowadzące do chaosu. Z satysfakcją relacjonowano starcia anarchistów z komunistami, uznając je za kolejny etap rewolucji. Komuniści w ten sposób pozbywali się rywali, stojących na drodze do pełnej kontroli nad krajem. Podkreślano, iż ruch anarchosyndykalistyczny w sposób naturalny powstał w Hiszpanii, podczas gdy partia komunistyczna była jedynie ekspozyturą Moskwy, dążącej do ustanowienia systemu sowieckiego na Półwyspie Iberyjskim. Te konflikty prasa narodowa wykorzystała by po raz kolejny ukazać rozkład państwa jako efekt ideologii lewicowej i ponownie przedstawić bunt armii jako działanie wymierzone w siły, których celem było rozbicie państwa i stopniowa eksterminacja narodu hiszpańskiego. Wystąpienie Franco nie było więc zwykłym zamachem stanu, którego jedynym celem było przejęcie władzy, ale wielkim zrywem dużej części narodu w obronie swego istnienia. Bunt wojska nazwano rewolucja narodową, dążącą do odrodzenia duchowego narodu hiszpańskiego i przywrócenia świetności państwu.

Cdn.

http://chris1991.salon24.pl/440223,w-ob ... ilizacji-1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 21 sie 2012, 09:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31054
W obronie cywilizacji (2)

Od pierwszych dni wojny prasa narodowa nazywała jednostki Franco wojskami narodowymi, narodowcami lub powstańcami, w odróżnieniu od gazet socjalistycznych przedstawiających wojska frankistowskie jako buntowników, którzy wystąpili przeciw legalnemu rządowi.
Publicyści narodowi przeciwstawiali chaosowi po stronie rządu ludowego, porządek i organizację na terenach objętych kontrolą rządu w Burgos. Na początku wojny republikanie posiadali zdecydowaną przewagę gospodarczą, w prowincjach, które opowiedziały się po stronie rządu w Madrycie znajdowały się główne ośrodki przemysłowe i surowcowe kraju, które mogły bardzo szybko stać się zapleczem gospodarczym lewicy. Jednak na terenach kontrolowanych przez anarchistów wycofano z obiegu pieniądze, które uznano za relikt starych czasów. W wyniku tej decyzji nastąpiła kompletna dezorganizacja gospodarki, którą władze w Madrycie starały się opanować dzięki porozumieniom międzypartyjnym, a czasem przy użyciu siły zbrojnej. Utrudnienia występowały na każdym kroku, począwszy od wstrzymywania przez zbuntowane komitety dostaw surowców i półproduktów do fabryk, a skończywszy na transporcie gotowych już artykułów.

Zupełnie inaczej wyglądało to na obszarach, opanowanych przez powstańców, gdzie szybko zaprowadzono porządek i ustanowiono sprawną administrację. Nic więc dziwnego, iż prasa narodowa opisując działalność władz frankistowskich, wskazywała, iż po zdobyciu kolejnych miast, powstańcy wymierzali karę wszystkim zbrodniarzom z bojówek lewicowych, a następnie ustanawiali dobrze zorganizowaną administrację, która w pierwszej kolejności starała się zadbać o dostawy wody i żywności, a później przystępowała do odbudowy fabryk i przywracania normalnego życia gospodarczego.
Na potwierdzenie tego, iż wojska powstańcze były siłą, która niosła wybawienie od znieprawienia i nędzy rewolucji, ukazywano radosne powitania zwycięskich oddziałów Franco przez ludność cywilną. Chaotyczne rządy lewicy, samowola bojówek oraz terror rewolucyjny zraziły zdecydowaną większość społeczeństwa hiszpańskiego, która zupełnie inaczej wyobrażała sobie „nową Hiszpanię” i z ulgą przyjmowała wkraczanie oddziałów frankistowskich. Terror rewolucyjny sprawiał, iż wystarczył byle pretekst aby stać się jego ofiarą. Nikt nie był pewny swego losu. Represje powstańców natomiast uderzały w konkretne osoby, a ci, którzy byli bierni podczas wojny lub pełnili podrzędne funkcje byli na ogół bezpieczni. Po pierwszym zachłyśnięciu się niczym nie ograniczoną wolnością, która szybko zamieniła się w anarchię, większość Hiszpanów zapragnęła powrotu silnej władzy, gwarantującej zaprowadzenie ładu, bezpieczeństwa i porządku.

W Polsce wciąż świeża była pamięć terroru rewolucyjnego zaprowadzonego przez wojska bolszewickie po ich wkroczeniu latem 1920 na ziemie polskie. To sprawiło, iż duża część Polaków sympatyzowała z powstańcami hiszpańskimi i podzielała opinie na ten temat formułowane na łamach prasy narodowej.

„Armia narodowa – pisano w „Warszawskim Dzienniku Narodowym” – nie ma przed sobą ani wojsk madryckich, ani katalońskich, a jedynie armię sowiecką. Nie ma więc już wojny domowej w Hiszpanii, a jest walka armii hiszpańskiej z hordami azjatyckimi, które chcą narzucić Hiszpanii panowanie komunistów”.

Ksiądz Z. Kaczyński podkreślając różnice między żołnierzami obu stron, wskazywał, iż „świat zobaczył, czym wibruje psychika ludzka, nasycona doktryną Marxa, jak krwiożerczą staje się tłuszcza, kierowana jedynie materialnymi pobudkami – a z drugiej strony do jakiego poświęcenia i szlachetnego idealizmu zdolny jest człowiek posiadający żywą wiarę w Boga, przed którym za każdy swój czyn odpowiada”.

Przedstawiciele obozu narodowego w Polsce, którzy katolicyzm uznawali za jeden z podstawowych elementów cywilizacji europejskiej w pełni utożsamiali się z frankistami, dążącymi do obalenia rządu antychrześcijańskiej koalicji. Santa Maria de la Cabeza – sanktuarium maryjne, w którym schronili się przeciwnicy czerwonego reżimu oraz Alkazar – twierdza w Toledo, kolejnego osamotnionego punktu oporu, miejsca jednego z najważniejszych zwycięstw nad Maurami, stały się dla polskich narodowców symbolami walki z tym, co barbarzyńskie w przeszłości i w czasach współczesnych. Hiszpania ponownie stała się bastionem, który od wieków chronił Europę przed najeźdźcami z Afryki, tak jak czyniła to Polska opierając się agresji od strony Azji. W 1936 roku Hiszpanie bronili się przed wyznawcami złowrogiej ideologii „azjatyckiej „ Rosji.

Publicyści obozu narodowego uważali, iż po stronie frankistowskiej obudzone zostały najlepsze instynkty narodowe Hiszpanów i upatrywano w tym zapowiedź przyszłej świetności kraju. Odpowiedzią na okrucieństwa i demoralizację rewolucjonistów był heroizm i żarliwa religijność zwolenników rządu w Burgos. Wojna, zdaniem prasy narodowej, pokazała jak podłe uczucia w psychice był w stanie wyzwolić materializm marksistowski, ale też i jak wielką skłonność do poświęceń, szlachetność, wiarę w zwycięstwo dla dobra narodu dał hiszpańskim narodowcom katolicyzm. Żołnierzy Franco ukazywano jako męczenników sprawy narodowej, którzy szli do walki z hasłem „ najpierw wiara, później wszystko inne” na ustach. Religia katolicka ukształtowała Hiszpanię, a jej odrzucenie oznaczało pozbawienie jej mieszkańców części świadomości narodowej i odcięcie się od korzeni własnej tożsamości.

Przywiązanie do katolicyzmu połączyło różne ugrupowania, które wchodziły w skład sił frankistowskich. Powstańcy dość szybko zaczęli posługiwać się hasłem krucjaty przeciw bezbożnemu komunizmowi, mimo iż początkowo przedstawiali się jako siłę, której głównym celem było przywrócenie porządku w kraju. Powodem tej zmiany była chęć pozyskania przychylności jak największej części społeczeństwa hiszpańskiego, które mimo propagandy ateistycznej, pozostało wierne Kościołowi. Zbrodnie popełnione na duchownych dodatkowo zaktywizowały katolików hiszpańskich i skłoniły ich do opowiedzenia się po stronie Franco.

Według narodowych komentatorów Hiszpania powinna stać się wzorem państwa przyszłości – narodowego oraz katolickiego. Widziano w tym przykład godny naśladowania i możliwy do realizacji na gruncie polskim ze względu na podobieństwo obu państw i narodów. Tego typu model państwa porównywano z narodowosocjalistyczną Rzeszą, krytykując niemiecką doktrynę za brak odniesienia do religii oraz materialistyczne pojmowanie świata. Polscy narodowi publicyści uważali, iż sam nacjonalizm nie wystarczał do zwalczania komunizmu, który za cel postawił wywrócenie dotychczasowego porządku społecznego i politycznego. Wedle zwolenników obozu narodowego nie wystarczało przeciwstawić się skutkom ideologii komunistycznej, należało przed wszystkim wskazać drogę do przywrócenia ładu. Wielokrotnie podkreślano, iż by pokonać komunizm należało przeciwstawić mu program, który również zmobilizowałby masy. Podstawą „nacjonalizmu chrześcijańskiego” było uznanie katolicyzmu za źródło wszelkich wartości etycznych i ładu społecznego. W pismach narodowych kładziono nacisk na to, że chociaż w Hiszpanii armia była inicjatorem i główną siłą powstania, to jednak odwołanie się do katolicyzmu nadało walce konieczny duchowy rozmach. Ten wspólny światopogląd zmienił operacje wojskową w wielki zryw podobny do tego, który miał miejsce w Polsce latem 1920 roku podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Poparcie powstańców przez religijnych chłopów z Nawarry stało się istotnym argumentem w dyskusji z socjalistycznymi dziennikarzami, którzy twierdzili, że konflikt w Hiszpanii był walką ludu z „faszystowskimi” oddziałami Franco, będącymi jedynie narzędziem w rękach latyfundystów i przemysłowców. Publicyści narodowi podkreślali, iż w rzeczywistości wojna nie była starciem armii, lecz wystąpieniem narodu hiszpańskiego w obliczu obcej interwencji i próby demontażu państwa oraz narzucenia obcej kultury i sposobu życia. Hipokryzją było nazywanie hiszpańskiej wojny domowej walką ludu o lepszy byt i sprawiedliwość społeczną w sytuacji, gdy w Związku Sowieckim, który sławiono jako „ojczyznę proletariatu” , panował największy wyzysk, bezprawie i nędza.

Prasa narodowa z największą sympatią odnosiła się do tradycjonalistów hiszpańskich, skupionych w partii karlistowskiej, widząc w nim ruch bliski polskiej idei „nacjonalizmu chrześcijańskiego”. To właśnie karlizm dał stronie powstańczej program, a faszystowska Falanga jedynie przysporzyła, dzięki nowoczesnym metodom propagandy, frankistom rzesze zwolenników. Zdaniem Jędrzeja Giertycha Falanga była ugrupowaniem o zbyt płytkim programie, by w oparciu o nią możliwe było zbudowanie nowego, powojennego ładu. Mimo tych wad Falanga odegrała ważną rolę jako partia okresu przejściowego, jako pierwsza przeciwstawiając się czerwonemu terrorowi oraz pozyskując wsparcie Hiszpanów ze wszystkich warstw społecznych.

Publicystów narodowych najbardziej radziła fascynacja przywódców Falangi obcymi wzorcami – przede wszystkim włoskimi, ale tez i niemieckimi. W tej sytuacji uważano, iż to karlizm był rdzennym ruchem nacjonalistycznym w Hiszpanii. Przewidywano przejęcie w przyszłości przez Falangę ideologii tradycjonalistycznej oraz stopienie się obu organizacji w jeden ruch, w którym Falanga miała dać kadry, ale karlizm miał nadać nowej formacji „jakość”. Jak się później okazało te przewidywanie w dużej mierze okazały się trafne.

Wybitny publicysta narodowy Stanisław Kozicki uważał, iż „nie jest to nieszczęście dla Hiszpanii, lecz pasmo cierpień i ofiar, w których oczyszcza się i mężnieje duch narodu”. Zgadzając się z tą opinią Jędrzej Giertych wręcz sugerował, iż „zupełnie szczerze życzyłbym – niezbyt długiej, bo kraj jest na to zbyt ubogi – oczyszczającej atmosferę, wojny domowej i w Polsce, gdyby nie to, że nasze położenie geograficzne między Niemcami a Rosją nie pozwala nam na wojnę domową nawet krótką”. Ta sugestia Giertycha spotkała się ze zdecydowaną krytyką publicysty dziennika „ABC” , związanego z Obozem Narodowo-Radykalnym, który określił „kult wojny domowej” jako „objaw graniczący z zupełnym zboczeniem”.

Niepokój publicystów narodowych wywoływało to, iż Niemcy dzięki wojnie w Hiszpanii wzmocnili swoją pozycję w Europie i stali się liderem państw narodowych, krajem, który zaczęto postrzegać jako główną siłę mogącą przeciwstawić się komunizmowi w Europie. Zdaniem narodowców Hitler zyskał tym samym poważny argument w wojnie ideologicznej, którą prowadził przeciw Związkowi Sowieckiemu, ale i Francji i Wielkiej Brytanii.

W opinii prasy narodowej największym zagrożeniem dla całej Europy, ale przede wszystkim Polski była polaryzacja postaw państw Starego Kontynentu i podział na dwa przeciwstawne obozy: komunistyczny z ZSRS na czele oraz narodowy, któremu przewodziłyby Niemcy. Polska w razie konfliktu obu bloków, których liderami byli sąsiedzi zza wschodniej i zachodniej granicy stałaby się polem bitwy. W tej sytuacji Warszawa stanęłaby przed tragicznym wyborem i jakikolwiek by on nie był oznaczałby podporządkowanie się interesom któregoś z potężnych sąsiadów. To właśnie dlatego jedynym wyjściem – zdaniem narodowców – było zatarcie granicy pomiędzy oboma blokami poprzez przeciągnięcie przez Londyn i Paryż Włoch Mussoliniego.

Coraz większy udział obcych wojsk po obu stronach hiszpańskiego frontu jednak sprawił, iż prasa coraz częściej określała wojnę domową w Hiszpanii jako rozgrywkę między imperializmem sowieckim a włosko-niemieckim, jako „manewry legii cudzoziemskich i płatne popisy najemników” lub – jak z właściwą sobie ironią napisał „Merkuryusz Ordynaryjny” – „coraz szybciej zbliżamy się do stadium, w którym wojna hiszpańsko-hiszpańska będzie się toczyć bez udziału Hiszpanów”.


Ostateczne zwycięstwo gen. Franco zostało powitane przez prasę narodową z wielkim zadowoleniem. W marcu 1939 roku klęską zakończyła się próba ustanowienia w Hiszpanii totalitaryzmu w wydaniu sowieckim. Polscy publicyści narodowi przez cały okres wojny domowej w Hiszpanii wspierali Franco i jego sojuszników, uważając, iż wystąpili oni w obronie najwyższego prawa, czyli dobra narodu. Zagłada tysięcy księży i zakonników, brutalnie zamordowanych przez czerwone szwadrony śmierci, próba usunięcia wiary z życia Hiszpanów oraz ścisłą współpraca rządu ludowego z Moskwą stanowiły dla narodowców dowód nielegalności rządu w Madrycie.

Podstawowa literatura:

L. Andziak-Mularska – Franco
M. Chodakiewicz – Zagrabiona pamięć. Wojna domowa w Hiszpanii 1936-1939
J. Giertych – Hiszpania bohaterska
B. Gola – Dylematy krwi i sprawiedliwości. Hiszpańska wojna domowa w myśli politycznej i politologicznej
J. Kieniewicz – Hiszpania w polskim zwierciadle
W. Wasiutyński – Drugą stroną labiryntu. Fragmenty wspomnień
R. Fajans – Hiszpania 1936
J. Przywieczerski –, ludzie , wojna domowa
S. Azner – Polska a wojna domowa w Hiszpania w ogniu
A. Zdanowski – Hiszpania – kraj Hiszpanii 1936-1939

http://chris1991.salon24.pl/440950,w-ob ... ilizacji-2


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 06 wrz 2012, 14:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.nacjonalista.pl/2012/09/05/k ... ja-system/

Żydowskie rządy nad Europą cywilizacyjnie cofnęły Hiszpanię do czasów, kiedy jeszcze nie znano pieniądza.

Kopia artykułu:

Kryzys: Hiszpanie omijają System
Ostatnia aktualizacja: 5 września 2012 | 1 Komentarz | 245 Odsłon

Hiszpanie radzą sobie z kryzysem w niekonwencjonalny sposób, tworząc alternatywne waluty lub rozliczając się metodą „praca za pracę”.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa za „Washington Post”, wobec niepewnej przyszłości euro i wysokiego bezrobocia w niektórych regionach Hiszpanii zaczęła się rozwijać „gospodarka równoległa”. Za wykonaną w Barcelonie pracę można otrzymać zapłatę określoną jako np. „10 godzin”. Otrzymawszy jakąś sumę „godzin”, można ją wymienić na wizytę u fryzjera, lekcję jogi czy zlecenie dla stolarza. Alternatywny system płatności jest respektowany w całym mieście.

Z kolei mieszkańcy Malagi utworzyli portal internetowy, który umożliwia zarabianie i zakupy przy użyciu waluty wirtualnej. – „To sposób na życie dla ludzi, którzy znaleźli się na marginesie gospodarki” – mówi koordynatorka Hiszpańskiej Sieci Banków Czasu, Josefina Altes. Przykładowo, 30-letni technik komputerowy Sergi Alonso, któremu nie udało się znaleźć pracy w pełnym wymiarze pomaga – poprzez system „banków czasu” – niezliczonym sąsiadom zakładać strony internetowe i rozwiązywać problemy ze sprzętem. Ludzie płacą mu różnymi usługami – od szkoleń w projektowaniu graficznym po lekcje gry na pianinie.

W Hiszpanii jest obecnie 325 banków czasu i alternatywnych systemów walutowych, w których uczestniczą dziesiątki tysięcy osób. W sumie projekty te stanowią jeden z największych na świecie eksperymentów dotyczących posługiwania się „społecznymi pieniędzmi”.

Za: nowyobywatel.pl
http://nowyobywatel.pl/2012/09/03/omijaja-system/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 02 sie 2013, 12:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niepoprawni.pl/blog/2334/17-vii-1936-w-hiszpanii

17 VII 1936 w Hiszpanii
R.Zaleski, 18 lipca, 2013 - 10:59

Obrazek
Foto: rewolucjoniści strzelają do figury Chrystusa.


Rozpoczęła się wtedy hiszpańska wojna domowa. Przeciętny Polak wie o niej tyle, że faszysta Franco walczył w niej z dobrymi republikanami bombardując bestialsko cywilów w Guernice. Nic z tego nie jest prawdą. Franco nie był faszystą, tylko wybitnym wojskowym. Wojnę rozpoczęła armia, po serii liczonej w setkach morderstw i podpaleń kościołów (160 zniszczono) dokonanych za wiedzą i zgodą rządzącej, legalnie i demokratycznie wybranej lewicy zachowującej się jak bandyci. W Guernice bombardowano most i wojsko, ofiary cywilne były przypadkowe, było ich niewiele. Franco zabraniał bombardowania obiektów cywilnych, dróg, gdzie cywile byli przemieszani z wojskiem.
Maroko, do którego generał trafił w pierwszym dniu rebelii opanowano szybko. Potem wojska musiały wejść do Hiszpanii, co nie było łatwe, ze względu na to, że marynarze stanęli po stronie lewicy. Gdy się to udało z pomocą Włoch i Niemiec, rozpoczął się marsz na Madryt. W powstaniu poza częścią armii wzięli udział karliści (tradycjonaliści w czerwonych beretach) i faszyzująca Falanga.
Nie wszędzie wojskowi się zbuntowali. W Sewilli powstanie wzniecił generał Quiepo de Llano mając tylko 4rech oficerów. Przyszedł do sztabu generała dowodzącego wojskiem w mieście i zaproponował przyłączenie się do powstania. Gdy ten nie odpowiedział, aresztował go i jego sztab, tzn. kazał przejść do drugiego pokoju a w pierwszym postawił pierwszego z brzegu kaprala i kazał mu zastrzelić każdego kto wyjdzie z tego pomieszczenia. Potem przyłączyło się doń dwudziestu karlistów.
Następnie poszedł do koszar, gdzie stało wojsko w szyku bojowym. Pogratulował dowódcy przyłączenia się do powstania, gdy ten zaprzeczył, to go zdymisjonował i aresztował. I spytał czy jest ktoś na jego miejsce. Ochotnik się znalazł. Potem przekonał dowódcę artylerii, ostrzelano zarząd miasta, który się poddał. Poszedł do radia i choć robotnicy zaczęli budować barykady przekonał przez radio, że ma pełną kontrolę nad miastem. Prawdziwy oficer.
Od strony francuskiej granicy na Madryt maszerowali karliści. Powstanie miało wiele bohaterskich momentów.
Jego symbolem jest obrona Alcazaru, twierdzy w której schronili się oficerowie, żołnierze, ich rodziny, dzieci. Podobna do obrony sienkiewiczowskiej obrony Częstochowy przed Szwedami.
Nie poddano się nawet gdy miano ją wysadzać i mieli zginąć wszyscy. Choć i tak by ich rozstrzelano. Gdy mu wtedy przedstawiono propozycję poddania się, stwierdził, że możemy pozwolić sobie by Alcazar, „został cmentarzem, ale nie kupą gówna”. Gdy dowódcę szantażowano rozstrzelaniem jego syna i potem faktycznie go zabito. Ich telefoniczna rozmowa, w której syn mówi, że go rozstrzelają, a ojciec by krzyknął „Niech żyje Hiszpania” i zginął jak bohater, kończy się serdecznym, wzajemnym pożegnaniem. Franco, wobec długotrwałej bohaterskiej obrony twierdzy, zatrzymał marsz na Madryt, by ją wyzwolić, choć ze strategicznego punktu widzenia nie było to opłacalne i on to wiedział. Zdążono w ostatnim momencie. Choć forteca była kupą gruzów, prawie wszyscy przeżyli.
To czego jeszcze powszechnie nie wiadomo, to potężne prześladowania KK przez lewicowców. Mordowanie księży i zakonników, zakonnic było totalne. Tak jak niszczenie kościołów. To co działo się w Meksyku i można zobaczyć na Cristiadzie, działo się i w Hiszpanii. JPII beatyfikował 200 męczenników z tego okresu.
Hiszpanie mieli szczęście, że nie zostali na własne życzenie Hiszpańską Republiką Radziecką.

Na podstawie książki Warren H Carrol „Ostatnia Krucjata” wyd. Wektory

http://www.youtube.com/watch?v=k-mwdwTAfao

R.Zaleski - blog


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 11 mar 2015, 19:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://marucha.wordpress.com/2015/03/0 ... -indianie/

Kościół, katolickie monarchie iberyjskie, a Indianie
Posted by Marucha w dniu 2015-03-09 (poniedziałek)

Z d*py – a raczej z żydowskiego Hollywood i żydowskich mediów – pochodząca legenda o rzekomym wymordowaniu milionów Indian Ameryki Południowej przez katolickich najeźdźców jest równie trudna do wykorzenienia, co podobna legenda o „okrutnej Inkwizycji” albo „zacofanym Średniowieczu”.
Prawda w skrócie wygląda tak:
– Amerykę Północną podbijali protestanci (zażydzeni chrześcijanie). Tamtejsi Indianie zostali niemal doszczętnie wybici. Za skalp Indianina płacono gotówką, gdyż traktowano go jak podczłowieka, a skalp jako trofeum myśliwskie.
– Amerykę Południową kolonizowali katolicy. Indianie ocaleli. Przybysze uznawali ich za ludzkie istoty z duszą, nawracali na wiarę w Chrystusa, żenili się z nimi, stwarzali gramatyki i słowniki ich języków.
Admin


Fragmenty książki Vittorio Messori’ego „Czarne karty Kościoła” (Katowice 1999).
„Tańczący z wilkami”, północnoamerykański film, opowiadający się po stronie Indian, otrzymał siedem Oskarów. Od połowy lat sześćdziesiątych do westernów zaczęto wprowadzać pewne eksperymentalne zmiany. Pierwsze wątpliwości odnośnie do dobroci anglosaskich pionierów spowodowały zachwianie się schematu: biały – dobry, czerwony – zły. Od tej pory pogłębiał się kryzys, doprowadzając do odwrócenia ról. Obecna zmiana punktu widzenia sprawia, iż niemal zawsze widzi się w Indianinie wielkiego bohatera, a w pionierze brutalnego najeźdźcę.
Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że ta nowa sytuacja zamieni się w pewien nowy konformizm człowieka zachodu PC (politically correct), jak zwykło się nazywać tego, kto respektuje kanony i tabu współczesnej mentalności. Podczas gdy dawniej rzucano społeczną ekskomunikę na wszystkich, którzy nie chcieli uznać pułkownika George’a A. Custera za męczennika w obronie cywilizacji i wzór „białego patriotyzmu”, to dziś tę samą ekskomunikę nakłada się na mówiących źle o Siedzącym Byku i Siuksach, którzy 25 czerwca 1876 roku w Little Big Horn zabili Custera i do szczętu roznieśli cały Siódmy Regiment Kawalerii.
Mimo niebezpieczeństwa pojawienia się nowych konformistycznych sloganów, nie sposób nie przyjąć z zadowoleniem faktu odkrywania kolorów „innej” Ameryki, tej protestanckiej, która udzielała (i nadal udziela) tylu lekceważących lekcji moralności Ameryce katolickiej. Od XVI wieku nordyckie państwa reformowane – Wielka Brytania i Holandia in primis – zaczęły prowadzić w swoich dominiach zamorskich wojnę psychologiczną, wymyślając „czarną legendę” o prześladowaniach i barbarzyństwach praktykowanych przez Hiszpanię, z którą prowadziły walkę o panowanie na morzu.
Czarną legendę wykorzystują także księża, zakonnicy i w ogóle katolicy, którzy stanowczo protestują przeciwko obchodzeniu uroczystości związanych z pięćsetleciem odkrycia Ameryki, nie zdając sobie sprawy, że w ten sposób stają się naśladowcami wspomnianej propagandy brytyjsko – holenderskiej.
Pierre Chaunu, współczesny historyk, którego trudno posądzać o stronniczość, gdyż jest kalwinem, pisze:
„Legenda antyhiszpańska w swej północnoamerykańskiej wersji (w europejskiej odnosi się przede wszystkim do inkwizycji) pełniła rolę wygodnego wentyla bezpieczeństwa. Domniemana masakra Indian, dokonana przez Hiszpanów w XVI wieku, miała ukryć rzeź dokonaną przez Amerykanów z Północy na zachodniej granicy w wieku XIX. Protestancka Ameryka, raz jeszcze oskarżając Amerykę katolicką, zdołała uwolnić się od odpowiedzialności za swoją zbrodnię”.
Zanim zajmiemy się podobnymi tematami, trzeba, abyśmy się uwolnili od pewnych towarzyszących nam nawyków bezsensownego moralizowania, spowodowanych tym, że nie chcemy uznać, iż historia jest panią niespokojną, a czasem straszliwą. Z realistycznego punktu widzenia, do którego winno się powrócić, bez wątpienia trzeba potępić błędy i okrucieństwa (niezależnie od ich pochodzenia), jednak nie złorzeczyć przy tym, traktując już samo przybycie Europejczyków do Ameryki i osiedlenie się na tych ziemiach w celu utworzenia nowego społeczeństwa jako coś z gruntu okropnego.
Historia ukazuje niepraktyczność dobrej rady, według której „każdy ma pozostać na swojej ziemi i nie wdzierać się na obcą”. Nie jest to możliwe nie tylko dlatego, iż w ten sposób zaprzeczono by wszelkiemu dynamizmowi przemian ludzkich, ale także dlatego, że cała cywilizacja jest owocem mieszanki, która nigdy nie była statyczna. Nawet nie posiadając aspiracji do przeprowadzania analiz Pisma Świętego, trzeba zauważyć, że ziemia, którą Bóg obiecał Żydom, nie należała do nich i siłą odebrano ją poprzednim mieszkańcom.
Pięknoduchy, odżegnujący się od konkwistadorów Ameryki, zapominają między innymi o tym, że Europejczycy, przybywając na nowy kontynent, także spotkali zdobywców. Imperia Azteków czy Inków zostały stworzone siłą, a utrzymywano je dzięki krwawemu uciskowi ludów podbitych, z których uczyniono niewolników. Często ukrywa się fakt, że niewiarygodne zwycięstwa garstki Hiszpanów nad tysiącami wojowników nie zależały ani od arkabuzów, ani od niewielu armat (które zresztą w większości były nieużyteczne, ponieważ tamtejszy wilgotny klimat neutralizował proch), ani od koni, które w dżungli nie odgrywały większej roli.
Wspomniane triumfy dokonały się przede wszystkim dzięki pomocy tubylców uciskanych przez Inków i Azteków. Dlatego w wielu miejscach Hiszpanie witani byli nie jako najeźdźcy, lecz oswobodziciele. Może teraz oświeceni historycy zdołają nam wytłumaczyć, jak było możliwe, że w ciągu trzech wieków hiszpańskiej dominacji nie wybuchały powstania przeciwko nowym władcom, chociaż ich liczba była bardzo ograniczona i najmniejsze powstanie mogło zmieść ich z kontynentu. Dotychczasowe wyobrażenia o inwazji na Amerykę Południową znikają natychmiast w zetknięciu z liczbami: w ciągu pięćdziesięciu lat, od roku 1509 do 1559, to znaczy w czasie konkwisty od Florydy po Cieśninę Magellana, co roku przybywało do Indii Zachodnich niewiele ponad pięciuset (sic!) Hiszpanów. W sumie 27.787 osób w ciągu pół wieku.
Wracając do pomieszania ludów, z czego trzeba zdać sobie realnie sprawę, nie wolno zapomnieć np. o tym, że kolonizatorzy Ameryki Północnej pochodzili z wyspy, którą nazywamy anglosaską. W rzeczywistości należała do Brytów, najpierw ujarzmionych przez Rzymian, a następnie przez okrutnych Germanów – będących właśnie Anglosasami – którzy wyniszczyli wielką część tubylców, a resztę zmusili do ucieczki aż ku wybrzeżom Galii, z kolei usunęli stamtąd pierwotne ludy i stworzyli to, co dziś nazywamy Brytanią. Ponadto żadna z wielkich cywilizacji (ani egipska, ani rzymska, ani grecka, ani żydowska) nie została utworzona bez odpowiednich podbojów i usunięcia pierwotnych mieszkańców.
Dlatego osądzając zdobycie Ameryki przez Europejczyków trzeba ustrzec się błędu moralistycznej utopii, charakterystycznej dla historii pełnej grzecznościowych ukłonów i dobrych manier. Wyjaśniając tę sprawę, trzeba także powiedzieć, że są podboje i podboje (zaczynają to rozumieć także twórcy filmów, chociażby takiego jak wielokrotnie nagradzany „Tańczący z wilkami”) i że podboje katolickie były znacznie mniej groźne od protestanckich.
Inny wielki historyk współczesny, Jean Dumont, napisał:
„Gdyby, na nieszczęście, Hiszpania (i Portugalia) przyjęła Reformę, stałaby się purytańska i posługiwałaby się tymi samymi zasadami, co Ameryka Północna («mówi Biblia: Indianin jest istotą niższą, jest synem Szatana»), a olbrzymie ludobójstwo usunęłoby z Ameryki Południowej wszystkie ludy tubylcze. Dziś turyści zwiedzający resztki «rezerwatów» od Meksyku po Ziemię Ognistą robiliby zdjęcia nielicznym pozostałym przy życiu świadkom rzezi rasowej, przeprowadzonej na podstawie motywacji «biblijnej»”.
Rzeczywiście, liczby mówią same za siebie: podczas gdy w Ameryce Północnej przeżyło zaledwie kilkanaście tysięcy czerwonych twarzy, to w byłej Ameryce hiszpańskiej i portugalskiej większość ludności stanowią albo Indianie, albo potomkowie tubylców przedkolumbijskich i Europejczyków, albo (zwłaszcza w Brazylii) Afrykańczyków.
Kwestia odmiennych kolonizacji Ameryk (hiszpańskiej i anglosaskiej) jest tak obszerna i tyle nagromadziło się wokół niej przesądów, że możemy na ten temat przedstawić jedynie kilka istotnych uwag. Wracając do ludności tubylczej, praktycznie – jak wspomnieliśmy – w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych już niemal nie istniejącej, warto dodać, że zarejestrowanych „członków plemion indiańskich” jest około półtora miliona. W rzeczywistości jednak liczbę tę, samą w sobie niską, należałoby jeszcze zmniejszyć, wziąwszy pod uwagę fakt, że aby zostać do niej zaliczonym, wystarczy mieć tylko czwartą część krwi indiańskiej.
Na Południu sytuacja jest całkowicie odmienna. W strefie meksykańskiej i andyjskiej oraz na wielu terytoriach brazylijskich niemal dziewięćdziesiąt procent ludności stanowią albo bezpośredni potomkowie dawnych mieszkańców, albo potomkowie tubylców i nowych mieszkańców. Co więcej, podczas gdy kultura Stanów Zjednoczonych nie zaczerpnęła z kultury indiańskiej niczego prócz kilku słów, jako że rozwinęła się na bazie kultury europejskiej, praktycznie bez jakiejkolwiek wymiany z ludnością tubylczą, to w Ameryce hiszpańsko – portugalskiej wymiana dotyczyła nie tylko demografii, ale dała też początek nowym kulturom i społeczeństwom.
Bez wątpienia proces ten zależał od stopnia rozwoju poszczególnych ludów, które zarówno Anglosasi, jak i zdobywcy iberyjscy spotkali na tym kontynencie, ale także od różnych założeń religijnych. W odróżnieniu od katolików hiszpańskich i portugalskich, którzy żenili się z Indiankami, uznając je za takie same stworzenia ludzkie jak oni sami, protestanci (zgodnie z logiką, o której już mówiliśmy, a którą – jeśli chodzi o chrześcijan reformowanych – wywodzono ze Starego Testamentu) praktykowali coś w rodzaju „rasizmu” albo przynajmniej mieli o sobie wyższe mniemanie, uważając się za „szczep wybrany”, pochodzący od Izraela. To w połączeniu z teologią o predestynacji (Indianin jest czymś gorszym, ponieważ przeznaczony jest na potępienie, podczas gdy wyższość białego jest znakiem wybraństwa Bożego) sprawiło, że mieszanka etniczna, a nawet kulturalna, uważana była za pogwałcenie opatrznościowego planu Bożego.
Tak było nie tylko z Anglikami w Ameryce, ale i w innych stronach świata, do których dotarli Europejczycy reprezentujący tradycję protestancką: południowoafrykański apartheid – żeby przytoczyć przykład najbardziej oczywisty – był typowym tworem spójnym teologicznie z holenderskim kalwinizmem. Zadziwia zatem ów rodzaj masochizmu biskupów południowoafrykańskich, którzy bez zbytnich rozróżnień i uściśleń uchwalają „Dokument skruchy” białych wobec czarnych mieszkańców tego kraju. Zadziwia, bowiem jeśli nawet ze strony katolickiej też mogły mieć miejsce wydarzenia godne potępienia, to jednak sytuacja w tym kraju była przeciwna zarówno praktyce, jak i teorii katolickiej. Jakkolwiek było, wydaje się, że jest jeszcze dziś wielu duchownych, którzy gotowi są kierować pod adresem swego Kościoła krytykę za nie popełnione winy.
Praktyczne formy zdobywania obu Ameryk wywodzą się właśnie z różnych teologii: Hiszpanie nie uważali ludności ze swoich terytoriów za gorszą, którą należy usunąć, aby móc się tam osiedlić jako właściciele i władcy. Rzadko zwraca się uwagę na fakt, że Hiszpanie (w przeciwieństwie do Brytyjczyków) nigdy w swoim imperium nie zakładali kolonii, lecz prowincje. Nigdy też król Hiszpanii nie koronował się jako imperator Indian, w przeciwieństwie do króla Anglii, i to jeszcze w początkach XX wieku. Niezmiennie od samego początku kolonizatorzy protestanccy uważali, iż mają oczywiste prawo, płynące z samej Biblii, do posiadania bez ograniczeń całej ziemi, jaką tylko zdołają zdobyć, wyrzucając lub eksterminując jej mieszkańców. Ci ostatni, jako że nie należeli do „nowego Izraela” i byli obciążeni negatywną predestynacją, zostali całkowicie podporządkowani totalnej władzy nowych panów.
Sposób regulowania spraw terytorialnych w różnych częściach Ameryki potwierdza te różnice, a także tłumaczy ich skutki. Na Południu stosowano mianowicie system nadań królewskich; była to procedura prawna oparta na feudalizmie, a polegająca na tym, że władca przyznawał komuś konkretne terytorium, jednak jego prawdziwą właścicielką była korona; ona też strzegła praw zamieszkałych tam ludzi. Zupełnie inaczej działo się na Północy, gdzie najpierw poszczególni Anglicy, a potem także rząd federalny Stanów Zjednoczonych, mianowali się absolutnymi właścicielami zarówno terenów już okupowanych, jak i tych, które miały być dopiero zajęte; ziemia była sprzedawana po cenie, którą później ustalono na pół dolara za akr. Zaś co do Indian zamieszkujących te tereny, to właściciele mogli ich wyrzucać lub eksterminować nawet przy pomocy wojska, jeśli uznano to za konieczne.
Termin „eksterminacja” nie jest przesadzony i odpowiada rzeczywistości. Na przykład mało kto wie, że praktyka skalpowania znana była zarówno u Indian z Północy, jak i z Południa. Jednakże wśród tych ostatnich szybko zanikła, ponieważ została zakazana przez Hiszpanów. Na Północy stało się inaczej. Przytoczmy obiektywną wypowiedź na ten temat z Encyklopedii Larousse’a: „Praktyka skalpowania rozprzestrzeniła się na terytorium dzisiejszych Stanów Zjednoczonych począwszy od wieku XVII, kiedy biali kolonizatorzy płacili znaczne sumy tym, którzy przynosili im skalp Indianina, niezależnie od tego, czy pochodził od mężczyzny, kobiety lub dziecka”.
W roku 1703 rząd Massachusetts płacił dwanaście funtów szterlingów za skalp, czyli cenę tak atrakcyjną, że polowanie na Indian, organizowane konno i ze sforą psów, zamieniało się w coś w rodzaju dochodowego sportu narodowego. Powiedzenie „dobry Indianin to martwy Indianin”, używane w Stanach Zjednoczonych, powstało nie tylko dlatego, że każdy wyeliminowany Indianin umniejszał kłopoty nowych właścicieli, ale także i dlatego, że władze dobrze płaciły za jego skalp.
Była to praktyka, która w Ameryce hiszpańsko – portugalskiej nie była znana, a jeśli kogoś potraktowano w sposób bezprawny, oburzało się nie tylko duchowieństwo, które zawsze towarzyszyło kolonizatorom, ale pociągało to za sobą surowe kary ustanowione przez królów w celu obrony życia Indian. Mówi się jednak, że miliony Indian umarło także w Ameryce Środkowej i Południowej. Istotnie, umarło, ale nie aż tylu, aby stanąć na krawędzi całkowitej zagłady, jak to miało miejsce na Północy. Nie stracili oni życia z powodu szpad wykutych z toledańskiej stali ani broni palnej (która, jak powiedzieliśmy, niemal zawsze zawodziła), lecz zostali zarażeni niewidzialnym i śmiercionośnym wirusem, pochodzącym ze starego świata.
Atak mikrobów i wirusów, który w ciągu kilku lat spowodował śmierć połowy ludności tubylczej zamieszkującej Iberoamerykę, był badany przez zespół ekspertów z uniwersytetu w Berkeley. Fenomen ten może być porównywany z czarną zarazą pochodzącą z Indii i Chin, która w XIV wieku zaatakowała Europę. Choroby zawiezione przez Europejczyków do Ameryki, takie jak gruźlica, zapalenie płuc, grypa, odra lub ospa, nie były znane w odseparowanej niszy ekologicznej Indian, którym brakowało obrony immunologicznej do walki z nimi. Trudno jednak obarczać odpowiedzialnością za to Europejczyków, stających się z kolei ofiarami chorób tropikalnych, na które Indianie byli odporni. Gwoli sprawiedliwości należy przyznać, co zresztą rzadko się czyni, że ekspansja białego człowieka poza Europę często była przyczyną tak olbrzymiej śmiertelności, że na niektórych statkach, w pewnych klimatach i wśród niektórych autochtonów, śmierć zbierała przeobfite żniwo.
Ponieważ nie znano mechanizmów zakażania (do czasów Pasteura było jeszcze daleko), znaleźli się tacy ludzie, jak np. Bartolome de Las Casas – postać na tyle kontrowersyjna, że należałoby poddać ją analizie pozbawionej uproszczonych schematów – którzy stali się ofiarami pomyłki: obserwując drastycznie zmniejszającą się liczbę ludności, podejrzewali o to swoich uzbrojonych współziomków, podczas gdy w rzeczywistości nie chodziło o broń, lecz o wirus. Chodzi też o znacznie późniejszy fenomen zarażenia odosobnionych ludów w Gujanie Francuskiej oraz w rejonie Amazonii, w Brazylii. Hiszpański zwyczaj mówienia „Jezus!”, jako wezwanie pomocy, gdy ktoś kicha, wziął się stąd, że zwykłe przeziębienie (którego objawem jest kichanie) bywało śmiertelne dla tubylców, którzy wcześniej nie znali tej choroby i w związku z tym pozbawieni byli obrony biologicznej.
(…) Przeszkodą na drodze Izabeli [Katolickiej, królowej Kastylii] do ołtarzy są także ci, którzy bezkrytycznie zaakceptowali tę czarną legendę, o której już mówiliśmy oraz tę, o której sobie dopiero powiemy. Wielu z nich to katolicy. Nie umieją oni wybaczyć królowej ani jej mężowi, Ferdynandowi Aragońskiemu, zainicjowania, poprzez negocjacje z papieżem, patronatu, w którym zobowiązali się ewangelizować ziemie odkryte przez Krzysztofa Kolumba, którego wyprawę finansowali. Oskarża się ich o to, że byli inspiratorami ludobójstwa Indian, niosąc w jednej ręce krzyż, a w drugiej miecz i że tych, którzy uniknęli śmierci, uczyniono niewolnikami. Tymczasem prawdziwa historia przedstawia nam inną wersję, zupełnie różną od utartej legendy.
Posłuchajmy zatem, co mówi Jean Dumont:
„Niewolnictwo Indian istniało z osobistej inicjatywy Kolumba, kiedy ten był wicekrólem odkrytych ziem; miało to miejsce jedynie w początkowym okresie, przed rokiem 1500, na Antylach. Izabela Katolicka zareagowała na to (w roku 1496 Kolumb wysłał do Hiszpanii wielu tubylców jako niewolników), nakazując gospodarzom Wysp Kanaryjskich przywrócić wolność tym wszystkim, którzy utracili ją po roku 1478. Rozkazała wysłać Indian z powrotem na Antyle, a swojemu specjalnemu wysłannikowi, Francisco de Bobadilli, poleciła, aby zdjął z nich kajdany niewoli. Tenże zajął miejsce Kolumba, a samego odkrywcę uwięził za nadużycia i odesłał do Hiszpanii. Od tego momentu przyjęta linia polityki była bardzo jasna: Indianie są ludźmi wolnymi, jak wszyscy inni poddani koronie i tak też powinni być traktowani zarówno w tym, co dotyczy ich osoby, jak i ich dóbr”.
Kto by zaś uważał te słowa za zbyt idylliczne, niech przeczyta kodycyl Izabeli, który na trzy dni przed swoją śmiercią, w listopadzie 1504 roku, dodaje do testamentu:
„Naszą główną intencją było, aby na przyznanych nam wyspach i lądach zamorskich, zarówno tych już odkrytych, jak i tych, które dopiero zostaną odkryte, wprowadzić naszą wiarę katolicką, wysyłając na te ziemie duchownych oraz inne mądre i bogobojne osoby, by gorliwie uczyli ich mieszkańców wiary i dobrych obyczajów; dlatego bardzo serdecznie proszę mojego Króla i Pana oraz nakazuję to mojej córce, księżniczce i jej mężowi, księciu, żeby ze wszystkich sił postępowali tak, aby nie dopuścić, by mieszkańcom wymienionych ziem oraz ziem, które w przyszłości zostaną zdobyte, działa się jakakolwiek krzywda osobista lub materialna . Czyńcie to, co konieczne, aby byli traktowani sprawiedliwie i humanitarnie, a jeśliby zostali w czymś skrzywdzeni, niech to zostanie naprawione”.
Jest to wyjątkowy dokument, który nie ma swojego odpowiednika w historii kolonialnej żadnego państwa. A mimo to historia Izabeli Katolickiej została tak przekłamana.
Odpowiedzialność za obraz kolonizacji Ameryki trzeba przypisad niejakiemu Bartolome de Las Casasowi na podstawie jednej z najbardziej znanych jego prac, której sam tytuł już jest programem: „Krótka relacja o wyniszczeniu Indian” („Brevisima relacion de la destruccion de las Indias”, 1552). Jeśli w ten sposób Hiszpan, a do tego zakonnik dominikański, określa zdobywanie Nowego Świata, jakże tedy znaleźć przeciwne argumenty? Czy czasem wszystko nie zostało już definitywnie zamknięte i czy nie zapadł werdykt potępiający hiszpańską kolonizację?
Nie, nie zostało całkowicie zamknięte. Co więcej, prawda i sprawiedliwość domagają się, aby nie akceptować bezkrytycznie zniewag, wypowiadanych przez Las Casasa. Zdaniem historyków bliższych współczesności, nadszedł moment rozliczenia człowieka tak gwałtownego w swoich osądach.
Kim był Las Casas? Urodził się w Sewilli w roku 1474 jako syn bogatego Francisco Casausa, którego nazwisko jest pochodzenia żydowskiego. Bardziej dociekliwi, analizując kompleksowo strukturę psychologiczną obsesyjnej, „wrzaskliwej” osobowości Bartolomea Casausa, późniejszego ojca Las Casasa, zawsze gotowego wskazywać palcem na „złych”, stwierdzali „stan paranoi halucynacyjnej” lub „egzaltacji mistycznej połączonej z utratą poczucia rzeczywistości”. Są to surowe opinie, z którymi jednak zgadzają się wybitni historycy, jak chociażby Ramón Menéndez Pidal. Są to jednak badania hiszpańskie, które mogą być posądzane o stronniczość.
William S. Maltby, który nie jest Hiszpanem, lecz Amerykaninem pochodzenia anglosaskiego, profesor historii Ameryki Południowej na jednym z uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych, opublikował w roku 1971 studium na temat „czarnej legendy”, dotyczące początków mitu o okrucieństwach „papistów” hiszpańskich. Maltby napisał między innymi, że „żaden szanujący się historyk nie może poważnie traktować niesprawiedliwych i nierozsądnych denuncjacji Las Casasa” i dodaje: „W skrócie możemy powiedzieć, że zakonnik ten bardziej umiłował miłosierdzie niż prawdę”.
Niektórzy, znając te oszczercze oskarżenia zniesławiające gigantyczną epopeję hiszpańską w Nowym Świecie, twierdzą, że ich źródła należy dopatrywać się (co było oczywiście nieświadome) [oczywiście? – admin] w żydowskim pochodzeniu autora. Byłby to zatem rodzaj odziedziczonego działania, przede wszystkim antyhiszpańskiego, a następnie także antykatolickiego, spowodowanego wydaleniem Żydów z Półwyspu Iberyjskiego. Zbyt często pisze się historię, wychodząc z założenia, że jej bohaterowie zachowują się wyłącznie w sposób racjonalny i nie dopuszczając możliwości (właśnie w wieku psychoanalizy!) czarnego wpływu tego, co irracjonalne, ukrytych impulsów, kierujących nawet najbardziej znanymi bohaterami historii. Dlatego jest bardzo możliwe, że i Las Casas nie potrafił uchronić się od podświadomości, która była przyczyną obsesyjnych oszczerstw, rzucanych pod adresem swoich rodaków, a nawet braci zakonnych i stanowiła coś w rodzaju ukrywanej zemsty.
Jakkolwiek było, ojciec Bartoloméa, Francisco Casaus, towarzyszył Kolumbowi w drugiej podróży za ocean, gdzie – potwierdzając swoje semickie zdolności i przedsiębiorczość – utworzył wielką plantację, na której rozpoczął praktykę zniewalania Indian, która, jak to widzieliśmy, była charakterystyczna dla pierwszego okresu konkwisty i, przynajmniej oficjalnie, tylko dla tego okresu. Młody Bartolomé, po ukończeniu studiów na uniwersytecie w Salamance, wyruszył do nowych Indii, gdzie przejął bogatą spuściznę po ojcu i aż do trzydziestego lub trzydziestego piątego roku życia, a może i dłużej, stosował te same, brutalne metody, które później z taką gorliwością będzie piętnował. Dzięki swemu nawróceniu porzucił ten sposób postępowania i stał się nieprzejednanym zwolennikiem Indian oraz obrońcą ich praw.
Wskutek jego nalegań, władze ojczyzny – matki, przychylając się do jego rad, zatwierdziły bezwzględne prawa ochrony tubylców, co później miało przynieść odwrotny skutek: hiszpańscy właściciele, dysponując wielką ilością rąk do pracy, przestali uważać za stosowne zatrudnianie ludności autochtonicznej, którą pewien autor określa jako „nadmiernie protegowaną” i zaczęli interesować się propozycjami Holendrów, Anglików, Portugalczyków i Francuzów, którzy oferowali tanich niewolników z Afryki, łapanych tam przez muzułmańskich Arabów.
Chodzi o zakrojony na wielką skalę handel Murzynami (praktycznie pozostający w rękach muzułmanów i protestantów), który tylko marginesowo dotknął ziemie pozostające pod panowaniem hiszpańskim (Wyspy Karaibskie). Wystarczy odbyć podróż w te rejony, których ludność w części centralnej i andyjskiej stanowią głównie Indianie, zaś między Chile i Argentyną – wyłącznie Europejczycy, aby się przekonać, że w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, Brazylii czy francuskich lub angielskich Antyli, bardzo trudno spotkać tam Murzyna.
Trzeba też wspomnieć, że chociaż – w porównaniu z terytoriami będącymi pod innym panowaniem – liczba Murzynów była znikoma, to jednak Hiszpanie czasem sprowadzali Afrykańczyków, między innymi dlatego, że nie byli oni objęci protekcją, jaką Izabela Katolicka zapewniła Indianom, później jeszcze bardziej wzmożoną. Murzyni mogli być wykorzystywani (przynajmniej na początku, ponieważ później i oni zostali objęci ochroną prawną; rzecz, która nie miała miejsca na terytoriach angielskich), podczas gdy takie samo postępowanie wobec Indian było nielegalne (zarządy i trybunały wicekrólów hiszpańskich w tym względzie nikomu nie pobłażały). W sumie chodzi o nieprzewidziany efekt perfidnej walki rozpoczętej przez Las Casasa, który, jeśli nawet szlachetnie walczył o prawa Indian, nie uczynił tego samego wobec czarnych, nie poświęcając im szczególnej uwagi, kiedy zaczęli napływać, porywani na afrykańskich wybrzeżach i prowadzeni przez rynki Europy Północnej.
Wróćmy jednak do nawrócenia, stanowiącego owoc wygłaszanych przez duchownych kazań – co było jednocześnie świadectwem sprawowania przez zorganizowany kler opieki ewangelicznej – w których piętnowali oni samowolę właścicieli (był on jednym z nich) i które sprawiły, że Bartolome de Las Casas najpierw przyjął święcenia kapłańskie, potem wstąpił do dominikanów, a resztę swego długiego życia poświęcił obronie tubylców przed władzami hiszpańskimi.
Przede wszystkim na pierwszym miejscu wypada zastanowić się, w jaki sposób gorliwy zakonnik mógł tak straszliwymi słowami bezkarnie atakować nie tylko osoby prywatne, ale także rządzące. Zdaniem wspomnianego wyżej Williama S. Maltby’ego, monarchia angielska nie tolerowałaby nawet najbardziej błahej krytyki, a nieroztropnego kontestatora zobowiązałaby do milczenia. Historyk twierdzi także, że było to możliwe z tego względu, iż „w czasie Złotego Wieku przywilejem Hiszpanów była oprócz wiary także wolność słowa, co może potwierdzić studium archiwów, które rejestrują całą gamę oskarżeń publicznych – bez konsekwencji dla oskarżycieli – przeciwko władzom”.
Rzadko też bierze się pod uwagę fakt, że ów gwałtowny kontestator nie tylko nie został unieszkodliwiony, ale stał się osobistym przyjacielem imperatora Karola V, który nadał mu tytuł „Oficjalnego Protektora Wszystkich Indian” oraz został zaproszony do przedstawienia swoich projektów, które przedyskutowane i zaaprobowane, mimo silnych nacisków przeciwników, stały się prawem obowiązującym w Ameryce hiszpańskiej. Nigdy jeszcze żaden prorok, a za takiego uważał się Las Casas, nie był poważniej traktowany przez system polityczny, który chce się nam ukazać jako najbardziej ponury i straszliwy.
Donosy Bartolomea de Las Casasa były przyjmowane bardzo poważnie przez koronę hiszpańską, co przyczyniło się do ogłoszenia surowych praw broniących Indian, a potem do uchylenia nadań królewskich, czyli czasowych praw do ziemi, co wyrządziło wielkie szkody ich użytkownikom. Jean Dumont, ustosunkowując się do tego faktu, pisze:
„Fenomen Las Casasa jest najlepszym przykładem potwierdzającym zasadniczy i systematyczny charakter polityki hiszpańskiej, dotyczącej protekcji Indian. Od roku 1516, kiedy Jiménez de Cisneros został mianowany regentem, rząd hiszpański wcale nie czuł się obrażony oskarżeniami dominikanina, czasem nieusprawiedliwionymi i prawie zawsze nieroztropnymi. Ojciec Bartolome nie podlegał żadnej cenzurze; królowie i ministrowie przyjmowali go z niezwykłą cierpliwością, słuchali, nakazywali formować zespoły, mające analizować jego krytykę i propozycje, a także na podstawie jego wskazówek i rekomendacji ustalić istotną formułę «Nowych Praw». Co więcej, korona zobowiązywała przeciwników Las Casasa i jego idei do milczenia”.
W celu nadania większego autorytetu swemu protegowanemu, który zniesławiał urzędników i poddanych, imperator Karol V starał się nawet o to, aby został biskupem. W wyniku oskarżeń wysuwanych przez dominikanina oraz innych zakonników, na uniwersytecie w Salamance powstała szkoła prawnicza, której zadaniem było opracowanie prawa dotyczącego przede wszystkim „naturalnej równości wszystkich ludzi” oraz wzajemnej pomocy międzyludzkiej. Chodziło o pomoc, której Indianie potrzebowali w sposób szczególny.
Jak już wspominaliśmy (o czym często się zapomina), ludy Ameryki Środkowej popadły w straszliwe jarzmo okupacji azteckiej, jednego z najbardziej krwiożerczych ludów w historii, wyznającego mroczną religię, opartą na masowych ofiarach z ludzi. Podczas ceremonii, które odprawiano jeszcze w czasie pojawienia się walczących z Aztekami konkwistadorów, na wielkich piramidach, służących za ołtarze, za jednym tylko razem poświęcano azteckim bogom 80.000 młodych ludzi. Przyczyną wojen była potrzeba zdobycia nowych ofiar.
Oskarża się Hiszpanów, że spowodowali katastrofę demograficzną, której rzeczywistą przyczyną był, jak widzieliśmy, atak wirusa. A faktycznie, gdyby nie przybyli, to w konsekwencji postępowania panujących Azteków w stosunku do młodzieży podbitych plemion, populacja zostałaby zredukowana do minimum. Nieustępliwość, a czasem i wściekłość pierwszych katolików, jacy zeszli na ten ląd, wobec trudnego do zrozumienia bałwochwalstwa i rozlewu krwi w świątyniach, da się łatwo usprawiedliwić. W ostatnich latach północnoamerykańska aktorka, Jane Fonda, która od czasu Wietnamu, broniąc różnych błędnych spraw, usiłuje uchodzić za „politycznie zaangażowaną”, przyłączyła się do konformistycznego ruchu, którego ofiarą padło wielu katolików. Podczas gdy zwolennicy tego ruchu lamentują (rzecz zupełnie niezrozumiała dla kogoś, kto chociaż częściowo zdaje sobie sprawę, czym były azteckie kulty) nad czymś, co nazywają „zniszczeniem wielkich religii przedkolumbijskich”, to Fonda posunęła się jeszcze dalej, mówiąc o azteckich ciemiężcach, że „mieli religię i system społeczny daleko lepsze niż te, które zostały im przemocą narzucone przez chrześcijan”.
Pewien uczony, także północnoamerykański, odpowiedział aktorce w jednym z czołowych dzienników, przypominając jej (a równocześnie i katolikom, płaczącym nad „kulturalną zbrodnią”, która doprowadziła do zniszczenia systemu religijnego Azteków), jak wyglądał rytuał nieustających rzezi na piramidach meksykańskich. Opisuje go następująco:
„Czterech kapłanów chwytało ofiarę i kładło ją na kamieniu ofiarnym. Wielki kapłan wbijał jej nóż poniżej lewej piersi, otwierał klatkę piersiową, wkładał w nią rękę i tak długo w niej grzebał, dopóki nie wyrwał jeszcze bijącego serca, aby złożyć je w kielichu i ofiarować bogom. Potem ciało strącano po stopniach piramidy. U jej podnóża czekali inni kapłani, którzy nacinali skórę od szyi po stopy w ten sposób, aby móc ją zdjąć w całości. Pozbawione skóry ciało oddawano jednemu z wojowników, który wiózł je do domu, gdzie dzielił je na części, a potem rozdawał przyjaciołom albo też zapraszał ich do siebie na wspólną ucztę. Wygarbowane skóry służyły za okrycia kaście kapłanów”.
Co roku dziesiątki tysięcy młodzieży obu płci w ten sposób poświęcano bogom, ponieważ ustanowiona przez kapłanów zasada głosiła, że ofiara ma być nieustanna, dzieci natomiast zrzucano w przepaść Pantilanu, kobietom pozbawionym dziewictwa obcinano głowy, zaś dorosłych mężczyzn żywcem obdzierano ze skóry i dobijano strzałami. I tak moglibyśmy kontynuować listę delikatności, które Jane Fonda (a także niektórzy zakonnicy i duchowni, dziś tak gwałtownie sprzeciwiający się „fanatycznym” Hiszpanom) pomija milczeniem i mówi nam, że prawdą jest, iż „chrześcijaństwo było gorsze”.
Nieco mniej krwiożerczy byli Inkowie, też najeźdźcy, którzy zniewolili Indian z Południa, na całej długości górskiego łańcucha Andów. Przypomina historyk:
„Inkowie składali w ofierze ludzi, aby oddalić takie niebezpieczeństwa, jak głód i epidemie. Ofiary, którymi były niejednokrotnie dzieci, młodzieńcy i dziewice, wieszano lub obcinano im głowy; czasem też wyrywano im serca na sposób aztecki”.
Reżim nałożony przez panujących Inków na Indian był między innymi wyraźnym prekursorem „realnego socjalizmu” w marksistowskim stylu. Oczywiście, system ten, podobnie jak wszystkie inne tego typu, funkcjonował tak źle, że uciemiężeni Indianie współpracowali z garstką Hiszpanów, którzy opatrznościowo przybyli na ich tereny, aby położyć mu kres. W XVI wieku w Andach, podobnie jak w XX wieku w Europie Wschodniej, zabronione było posiadanie własności prywatnej, nie istniał prawdziwy pieniądz ani handel, a życie prywatne podporządkowane było regulaminowi ustanowionemu przez państwo. W sensie ideologicznym wyprzedzono nie tylko marksizm, ale także faszyzm. Małżeństwo było dozwolone tylko wówczas, gdy było zgodne z prawami genetycznymi, ustanowionymi przez państwo, aby zapobiec „skażeniom rasowym” i zapewnić rasową „hodowlę ludzi”.
Do tego straszliwego scenariusza wypada jeszcze dodać, że w Ameryce przedkolumbijskiej nie używano koła (chyba że dla potrzeb religijnych), ani żelaza, ani koni, które prawdopodobnie żyły dziko na niektórych terenach jeszcze przed przybyciem Hiszpanów, ale Indianie nie potrafili ich ani oswoić, ani też skonstruować uprzęży. W praktyce brak koni oznaczał także brak mułów i osłów. Jeśli doda się do tego jeszcze brak koła, to staje się oczywiste, że cały transport na tamtych górskich terenach, nawet to wszystko, co było konieczne do budowy olbrzymich świątyń i pałaców władców, musiał spaść na barki niezliczonej liczby niewolników.
Opierając się na tych danych, prawnicy hiszpańscy, w ramach „naturalnej równości wszystkich ludzi”, uznali prawo i obowiązek Europejczyków niesienia pomocy tym ludziom, którzy jej potrzebowali. Należeli do nich na pewno przedkolumbijscy tubylcy. Trzeba też pamiętać, że po raz pierwszy w historii Europejczycy spotkali się z bardzo odległymi, innymi kulturami. W przeciwieństwie do tego, co robili Anglosasi, którzy ograniczali się do eliminowania „dziwaków”, których spotkali w Nowym Świecie, Iberyjczycy z całą powagą podjęli wyzwanie kulturalne i religijne, co daje im powody do dumy.
Nie bez znaczenia jest to, co na temat kolonizacji hiszpańskiej obu Ameryk oraz takich oskarżeń jak te, które pochodziły od Las Casasa pisze protestant Pierre Chaunu: „To, co powinno dziwić, to nie początkowe nadużycia, lecz fakt, że spotykały się one ze stałym sprzeciwem różnych środowisk – Kościoła a także i państwa – wypływającym z głębokiej świadomości chrześcijańskiej”. Dlatego takie prace jak „Krótka relacja o wyniszczeniu Indian” ojca Bartoloméa bez skrupułów były używane przez propagandę protestancką, a potem także oświeceniową, podczas gdy w rzeczywistości były one – aby użyć słów Chaunu – „najpiękniejszym tytułem do chwały Hiszpanii”. Świadczą one bowiem o wrażliwości na problem spotkania ze światem zupełnie zaskakującym i nowym, wrażliwości, której przez długi czas będzie brakowało kolonializmowi najpierw protestanckiemu, a potem także „laickiemu”, a którego owocem będzie brutalna, już zsekularyzowana burżuazja europejska XIX wieku.
Przekonaliśmy się, że od króla w dół nie tylko nie starano się przeciwstawiać oskarżeniom pochodzącym od Las Casasa, lecz raczej dążono do ustanowienia pewnych praw, które chroniłyby Indian, zaś samego „oskarżyciela” mianowano ich głównym obrońcą. Zakonnik dwanaście razy przebył ocean, aby mówić na temat dobra swoich protegowanych z rządem ojczyzny – matki. Za każdym razem był przyjmowany z honorami i wysłuchiwany, a jego cahiers de doléances (zeszyty skarg) przekazywano komisjom, które później korzystały z nich przy redagowaniu praw oraz profesorom, którzy dali początek współczesnym „prawom człowieka”. Spotykamy się z niezwykłym faktem, który nie ma równego w historii Zachodu, a mianowicie Las Casas nie tylko został potraktowany poważnie, ale prawdopodobnie zbyt poważnie.
Wspomnieliśmy już o podejrzeniu – bardzo wyraźnym dla tych, którzy studiują psychologię – że nawrócony cierpiał na „stan halucynacji” spowodowany „egzaltacją mistyczną”. Zdaniem Amerykanina Williama S. Maltby’ego, „przesada Las Casasa wystawia go na usprawiedliwioną, a jednocześnie oburzającą śmieszność”. Zacytujmy też raz jeszcze Jeana Dumonta: „Żaden szanujący się naukowiec nie może poważnie traktować jego ekstremalnych oskarżeń”. A spośród tysięcy historyków przytoczmy jeszcze zdanie świeckiego Celestino Capassa: „Pochłonięty swoją teorią dominikanin nie waha się wymyślać zdarzeń i podawać liczby dwudziestu milionów wyniszczonych Indian lub też przedstawiać jako prawdziwych fantastycznych wiadomości o zwyczaju karmienia przez konkwistadorów bojowych psów indiańskimi niewolnikami..”.
Jak powiada Luciano Perena z uniwersytetu w Salamance: „Las Casas stale gubi się w niejasnościach i braku precyzji”. Nigdy nie mówi gdzie i kiedy działy się straszliwe rzeczy, które denuncjuje, ani też nie próbuje ustalić, czy fakty te – jeśli w ogóle miały miejsce – nie były sporadycznymi wyjątkami. Przeciwnie, na przekór wszelkiej prawdzie daje do zrozumienia, że okrucieństwa były jedynym sposobem zachowania się konkwistadorów.
Dla jego pesymistycznej i obsesyjnej osobowości świat jest czarny i biały. Po jednej stronie znajdują się jego źli rodacy, którzy przypominają bezwzględne bestie, a po drugiej tubylcy, widziani dosłownie jako „lud, który nie wie ani co to bunt, ani tumult”, który „nie zna urazy, nienawiści ani pragnienia zemsty”. W tym sensie znajduje się wśród prekursorów mitu o „dobrym dzikusie”, lubianym przez takich przedstawicieli oświecenia jak Rousseau, a który to mit nadal jest aktualny i naiwnego tercermundyzmu (tercermundysta – zwolennik, entuzjasta, sympatyk Trzeciego Świata), który głosi, że wszyscy ludzie są święci, jeśli nie są Europejczykami lub Amerykanami z Północy, ponieważ ci są jedynymi, którzy rodzą się już z winą nie do przebaczenia.
Dziwny jest ten handel grzechem pierworodnym u zakonnika, ten brak realizmu i sprawiedliwości: mielibyśmy z jednej strony bezbronnych aniołów, z drugiej zaś – bezlitosnych szatanów. Między innymi Ferdynanda Cortesa, negatywnie ocenianego przez Las Casasa (może trochę niesprawiedliwie), który pokonał wielkie imperium Azteków i który widział płynącą z piramid rzekę krwi ludzi poświęcanych bogom. Położenie kresu takiej praktyce było niemożliwe wyłącznie przy pomocy dobrego słowa. Ponadto Hiszpanie musieli być stanowczy też i z tego względu, że w skład owych „spokojnych” – według Las Casasa – ludów wchodzili Aztekowie, a także Inkowie – którymi zajmie się Francisco Pizarro – wraz ze swoim zwyczajem wyrywania serc dziesiątkom tysięcy młodzieńców i dziewcząt.
Podobnie jak wszyscy utopiści, Las Casas przegrał z rzeczywistością. Wśród wielu przywilejów, rząd zlecił mu także dozór nad praktyczną ewangelizacją na terenach oddanych mu w opiekę, mającą opierać się jedynie na „dialogu” i wybaczeniu. We wszystkich jednak przypadkach kończyło się to ucieczką misjonarzy lub mordowaniem ich przez „dobrych dzikusów” uzbrojonych w straszliwe, zatrute strzały. Było to koszmarne fiasko, jak zresztą zawsze, kiedy próbuje się rzeczywistość realizować w marzeniach.
Jeden z jego najnowszych biografów, Pedro Borges, profesor Complutense de Madrid, napisał, że Bartolome uciekał w nierzeczywistość, „głosząc nie to, co można było zrobić, lecz to, co powinno było się zrobić”. Tenże Borges przestrzega, abyśmy nie myśleli o Las Casasie jako o prekursorze „teologii wyzwolenia” w stylu marksistowskim. Jak każdego świeżo nawróconego interesowało go jedynie zbawienie wieczne. Jego obsesja na punkcie Indian nie dotyczyła ich ciał, lecz zbawienia dusz. Tymczasem jedynie wówczas, kiedy traktowano ich w odpowiedni sposób, przyjmowali chrzest, bez którego zarówno oni, jak i Hiszpanie mogliby pójść do piekła. Tak więc mamy do czynienia z czymś zupełnie odmiennym od tego, z czym spotykamy się dziś, kiedy dostrzega się jedynie wymiar horyzontalny, nie mający nic wspólnego z mistyką Las Casasa.
Tak czy owak, jak zauważa Maltby, „jakiekolwiek były defekty tego rządu, historia nie zna drugiego narodu, który tak samo jak Hiszpanie troszczyłby się o zbawienie dusz nowych poddanych”.
Dopóki dwór w Madrycie nie został skażony masonami oraz „oświeconymi”, dopóty nie szczędził pieniędzy ani nie zrażał się trudnościami, wypełniając umowę zawartą z papieżem, który dał prawa patronackie w zamian za obowiązek ewangelizowania. Rezultaty mówią same za siebie: dzięki poświęceniu i męczeństwu pokoleń zakonników, całkowicie utrzymywanych przez koronę, w Ameryce wprowadzono chrześcijaństwo, tworzące dziś najliczniejszy Kościół, który pomimo ograniczonych możliwości ludzkich wytworzył na bazie żywotnego zetknięcia się dwóch różnych kultur wiarę „mieszaną”. Wspaniały barok katolicyzmu latynoamerykańskiego jest najbardziej ewidentnym przykładem tego, iż mimo błędów i niegodziwości, religijna i kulturalna symbioza przybrała szczęśliwy obrót. W odróżnieniu od tego, co miało miejsce w Ameryce Północnej, w Ameryce Południowej chrześcijaństwo i kultury przedkolumbijskie dały początek całkowicie nowemu człowiekowi i społeczeństwu.
Mimo wyolbrzymiania i generalizowania szczegółowych przypadków, mimo różnorodnych wymysłów i oskarżeń, Las Casas jest ważnym świadkiem tego, że Zachód nie zapomniał o ewangelicznych napomnieniach. Było więc w tamtych czasach na Półwyspie Iberyjskim nadużyciem posługiwanie się jego przykładem jako bronią przeciwko „papizmowi”, udając jednocześnie, że się nie wie o wykorzystywaniu przeciwko Hiszpanii głosu Hiszpana (na dodatek członka zakonu powstałego w Hiszpanii), protegowanego rządu i korony hiszpańskiej.
„Cyniczną bronią psychologicznej wojny” jest – według Pierre’a Chaunu – użytek, jaki siły protestanckie zrobiły z książeczki Las Casasa. Wodze operacji antyhiszpańskiej trzymała w ręku przede wszystkim Anglia, z powodów zarówno politycznych, jak i religijnych. Na wyspie tej bowiem, po odłączeniu się od Rzymu, spowodowanym przez Henryka VIII, powstał kościół narodowy, na tyle silny i zorganizowany, aby móc stawić czoła pozostałym kościołom reformowanym w Europie. Angielska walka z Hiszpanią postrzegana była jako walka „czystej Ewangelii” z „przesądami papiestwa”.
Ważną rolę w owej „wojnie psychologicznej” odegrały Niderlandy, ponieważ uwikłane były w walki z Hiszpanią. To właśnie Flamandczyk, Theodor De Bry, był autorem rysunków do licznych wydań „Krótkiej relacji na ziemiach protestanckich”, które przedstawiały Hiszpanów jako najrozmaitszego typu sadystów, znęcających się nad tubylcami. Ponieważ rysunki De Bry (który tworząc je opierał się na własnej wyobraźni) były praktycznie jedynymi na temat konkwisty, szybko się rozeszły i były reprodukowane nawet w podręcznikach szkolnych, odgrywając – co jest oczywiste – ogromną rolę w powstaniu czarnej legendy. Do tego, co już zostało powiedziane, warto jeszcze dodać, że prawie nigdy nie starano się zwrócić uwagi na sytuację, jaka powstała po ustaniu hiszpańskiej dominacji. Stało się to z chwilą napadu Napoleona na Hiszpanię. Wytrwały i zacięty opór Hiszpanów był pierwszym przejawem upadku imperium francuskiego, jednak mimo wszystko zajęta wewnętrznymi sprawami Hiszpania musiała opuścić zamorskie terytoria.
Kiedy gwiazda Napoleona zgasła, Hiszpania odzyskała niepodległość, ale było już zbyt późno na przywrócenie status quo na ziemiach amerykańskich. Nieskuteczne okazały się próby opanowania rewolucji Kreolów, to znaczy białej burżuazji, która zdążyła już zapuścić korzenie na tamtejszych ziemiach [Kreol – potomek w prostej linii kolonizatorów hiszpańskich, portugalskich i francuskich urodzony i osiadły w Ameryce Łacińskiej i na południu Stanów Zjednoczonych]. Należeli do niej ci, którzy byli zawsze w napiętych stosunkach z koroną i rządem ojczyzny – matki, oskarżanej przez nich o „nadmierną protekcję” wobec tubylców, co im przeszkadzało w ich eksploatacji.
Wrogość Kreolów była skierowana przede wszystkim przeciw Kościołowi, szczególnie przeciw zakonom, i to nie tylko dlatego, że czuwały nad tym, aby respektowano prawa z Madrytu, które brały w opiekę Indian, ale także walczyły zawsze o stałe udoskonalanie tych praw (pierwsze oskarżenie przeciwko konkwistadorom miało miejsce w 1511 roku, jeszcze przed Las Casasem, w kościele pokrytym słomą w Santo Domingo, a wypowiedział je ojciec Antonio de Montesinos). Być może zapomina się, że ci Hiszpanie i Portugalczycy organizowali zbrojne wyprawy mające na celu zniszczenie jezuitów, a jednocześnie bardzo mocno naciskali na swoje dwory i rządy, aby Towarzystwo Jezusowe zostało całkowicie wyeliminowane.
Opowiadając się przeciwko Kościołowi, jako sprzymierzeńcowi tubylców, elita kreolska, która doprowadziła do rewolucji przeciwko ojczyźnie – matce, została głęboko przesiąknięta masońskim credo, co podejmowanym przez nią ruchom wyzwoleńczym nadało charakter wyraźnie antyklerykalny – żeby nie powiedzieć, antychrześcijański – co przetrwało aż do naszych dni.
Dla przykładu, do czasu męczeńskiej śmierci katolików w Meksyku, w pierwszej połowie naszego wieku, wyzwoliciele, czyli przywódcy powstania antyhiszpańskiego, zasiadali w najwyższych lożach masońskich; dodatkowo miała na to wpływ ideologia franko – masońska Giuseppe Garibaldiego, przeznaczonego na Wielkiego Mistrza całej masonerii. Analiza flag i symboli narodowych krajów Ameryki Łacińskiej pozwala przekonać się o obfitości pięcioramiennych gwiazd, trójkątów i piramid, czyli elementów symboliki „braci”. W miarę, jak Kreole uniezależniali się od władz papieskich i Kościoła, zaczęli odwoływać się do powszechnych zasad braterstwa masońskiego i jakobińskich „praw człowieka”, aby uwolnić się od obowiązku opieki nad Indianami. Niemal nikt nie wspomina gorzkiej prawdy, iż po pierwszym okresie kolonizacji iberyjskiej, bardzo trudnym z powodu zderzenia się dwóch różnych kultur, nie było drugiego tak katastrofalnego okresu dla południowoamerykańskich autochtonów jak ten, który rozpoczął się w początkach XIX wieku, kiedy władzę przejęła burżuazja, potocznie zwana „oświeconą”.
W przeciwieństwie do tego, co chce się nam wmówić czarna legenda protestancka i oświeceniowa, niebywały ucisk i próby zniszczenia kultur miejscowych zaczynają się w chwili, w której Kościół i korona opuszczają scenę wydarzeń. Od tego momentu zaczyna się systematyczne niszczenie języków lokalnych i zastępowanie ich castellano, językiem nowych panów, głoszących przejęcie władzy „w imieniu narodu”. Był to jednak „naród” utworzony przez nieliczną klasę obszarników ziemskich pochodzenia europejskiego. Od tego momentu zaczyna się podejmować takie przedsięwzięcia, które nigdy nie miały miejsca w epoce kolonialnej, jak zapobieganie mieszaniu się ras, kultur i interesów. Podczas gdy Kościół aprobował i zachęcał do małżeństw mieszanych, to liberalne rządy opowiadały się przeciwko nim, często nawet ich zakazując.
W ten sposób zaczęto naśladować mało ewangeliczny przykład kolonii anglosaskich z Północy, gdzie także masoneria, i to nie przez przypadek, była motorem walki o niepodległość. Stworzono więc wspólny front lóż z Północy i Południa, najpierw, aby pokonać koronę, a następnie Kościół katolicki. W ten sposób zrodziła się demokracja, która uzależniła – i czyni to do dziś – historię Południa od Północy.
Kuriozalny wydaje się fakt, że progresiści, którzy dopatrują się winy w hiszpańskiej kolonizacji katolickiej, krytykują jednocześnie zależność Ameryki Łacińskiej od Stanów Zjednoczonych. Jest oczywiste, że nie zdają sobie oni sprawy, iż ich podwójny protest zawiera sprzeczność: dopóki było to możliwe, królowie hiszpańscy oraz papieże byli wielkimi obrońcami tożsamości religijnej, społecznej i ekonomicznej ziem „katolickich”. „Protekcja” północnoamerykańska została zdeterminowana przez Kreolów, „bogatych kolonizatorów, którzy chcieli zrzucić z siebie władzę hiszpańską i religijną, aby bez przeszkód móc osiągnąć swoje cele ekonomiczne”. Tak wypowiada się Francisco Cardini na temat Amerykanów z Północy, których o pomoc, często ukrytą, w walce przeciwko koronie i Kościołowi prosili „bracia”:
„Wystarczy wspomnieć ekscesy dotyczące hegemoni i strefy panamskiej oraz wojnę kubańską z XIX wieku; wystarczy przypomnieć stałą pomoc północnoamerykańską udzielaną rządowi meksykańskiemu, od dziesiątek lat utrzymującemu konstytucję, która, jako antyklerykalna i antykatolicka, poniża i obraża większość ludu meksykańskiego, a kiedy zarysowała się możliwośd jej zmiany, Stany Zjednoczone poparły bandytów w rodzaju Venustiana Carranzy. I nie ruszyły nawet palcem w czasie krwawych prześladowań katolików w latach dwudziestych”.
Wiadomo, że dziś rząd północnoamerykański faworyzuje i finansuje prozelityzm sekt protestanckich, co przynosi skutki w postaci oderwania ludu od jego niemal pięćsetletniej tradycji, stanowiąc poważne pogwałcenie kultury.
Wytężone działania „rasistów” po odejściu Hiszpanii bardzo wyraziście zostały uwiecznione w sztuce. Podczas gdy dawniej obie kultury umiały cudownie się przenikać, tworząc mistrzowskie dzieła mieszanego baroku, to po dojściu do władzy „oświeconych” zaczęły się z powrotem rozdzielać. Niezwykła architektura miast kolonialnych oraz misji została zastąpiona imitacją architektury europejskiej nowych miast burżuazji, w których nie było już miejsca dla Indian.
(…) Posłużmy się żałosnym przykładem zapominania o historii (lub przynajmniej manipulowania nią) jako czymś, co zagraża prawdzie. Pomyślmy, jak w roku 1992 widziano pięćsetlecie odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba. O samym wydarzeniu już mówiliśmy. Ograniczymy się więc teraz do przestudiowania jego szczegółów. Powiedzieliśmy już, że odkrycie, zdobycie i kolonizacja Ameryki Łacińskiej – Środkowej i Południowej – widziane były od strony ołtarza i tronu, Kościoła i Państwa, jako instytucji silnie ze sobą związanych. W rzeczy samej, już od początku (za Aleksandra VI) Stolica Apostolska uznała prawa królów hiszpańskich i portugalskich do nowych ziem, zarówno tych już odkrytych, jak i tych, które dopiero miały być odkryte, w zamian za „patronat”, to znaczy, monarchia przyjęła na siebie, jako podstawowy obowiązek, zorganizowanie ewangelizacji tubylców i opłacenie wszystkich związanych z tym potrzeb. Z umową tą wiązało się także szereg niedogodności, w wielu przypadkach ograniczała ona bowiem swobodę działania Rzymu, chociaż z drugiej strony okazała się bardzo owocna – przynajmniej aż do XVIII wieku, kiedy to na dworach w Madrycie i Lizbonie zaczęły zaznaczać się znaczne wpływy „filozofów” oświecenia i ministrów masonów – ponieważ monarchia bardzo poważnie potraktowała zadanie ewangelizacji.
W polemikach na temat przeszłości zarzuca się Kościołowi – właśnie z racji powiązań z państwem – „zabójstwo kultury”, zaczynające się od „uciszania języków”, to znaczy od przymuszania słabszych do mówienia językiem zdobywcy. Takie oskarżenie może jednak zdziwić wszystkich, którzy wiedzą, jak było naprawdę. Na ten temat jasno wypowiedział się wielki historyk i filozof historii, Arnold Toynbee, niekatolik – stąd też trudno posądzać go o stronniczość. Ten znakomity naukowiec zauważa, że starając się do końca i bezinteresownie wypełnić obietnicę ewangelizacji tubylców, tysiące misjonarzy – niektórzy z nich zginęli śmiercią męczeńską – w całym imperium hiszpańskim (nie tylko w Ameryce Środkowej i Południowej, ale także na Filipinach), zamiast czekać, aż tubylcy nauczą się hiszpańskiego, sami zaczęli studiować ich języki.
A przystąpili do tego z takim zapałem i zdecydowaniem (jak wspomina Toynbee), że stworzyli gramatykę, składnię i transkrypcję języków, z których większość do tamtych czasów nie miała formy pisanej. W najbardziej znaczącym wicekrólestwie Peru, na uniwersytecie w Limie powołano w roku 1596 do istnienia katedrę quechua, „własnego języka” andyjskich Inków. W tym też czasie nie mógł otrzymać święceń ten, kto nie umiał dobrze posługiwać się językiem quechua, któremu zakonnicy nadali formę pisaną. To samo dotyczyło innych języków: náhuatl, guaraní, tarasque… Jest to rzecz znamienna. A praktykowano ją nie tylko w Ameryce, lecz na całym świecie, wszędzie tam, gdzie były misje katolickie.
Niezaprzeczalnym osiągnięciem było przekształcenie niezliczonych i niezrozumiałych narzeczy na języki pisane oraz zaopatrzenie ich w gramatykę, słowniki i literaturę (w przeciwieństwie do misji anglikańskich, gdzie używano wyłącznie języka angielskiego). Ostatnim przykładem może być somalí, który jako język wyłącznie mówiony otrzymał formę pisaną (oficjalnie przyjętą przez rząd po dekolonizacji), a wszystko to dzięki włoskim franciszkanom.
Fakty te – jak powiedzieliśmy – powinni znać wszyscy, którzy uważają, że mają jakiekolwiek pojęcie o tych krajach (nawet jeśli w polemikach z roku 1992 je ignorowali). W ostatnich latach, Gregorio Salvador, hiszpański profesor uniwersytetu, członek Królewskiej Akademii Językowej, rzucił jeszcze więcej światła na te sprawy. Udowodnił mianowicie, że w roku 1596 Rada do spraw Indian (coś w rodzaju hiszpańskiego Ministerstwa Kolonizacji), w związku z działalnością misyjną – w tym, co dotyczyło języków lokalnych – poprosiła imperatora o wydanie nakazu shiszpanizowania tubylców, albo inaczej mówiąc, o zaprowadzenie polityki nakazującej im naukę języka hiszpańskiego. Rada ta miała swoje powody ku temu, trudno bowiem było rządzić tak rozległym terenem, na którym mówiono tyloma różnymi językami. Jednakże imperator, którym wówczas był Filip II, odpowiedział w sposób następujący: „Nie wydaje się odpowiednie zmuszanie ich do porzucenia swego języka: można natomiast wyznaczyć nauczycieli dla tych, którzy dobrowolnie chcieliby się nauczyć naszego języka”. Profesor Salvador zauważył też, że odpowiedź ta była wynikiem nacisku zakonników przeciwnych uniformizacji, o którą prosili politycy.
Dzięki tym właśnie zabiegom, na początku XIX wieku, kiedy zaczął się proces odrywania się Ameryki hiszpańskiej od swojej ojczyzny – matki, na całym kontynencie tylko trzy miliony ludzi na co dzień mówiło językiem hiszpańskim. I właśnie teraz przychodzi czas na przedstawienie zaskakującej uwagi profesora Salvadora. „Zaskakującej”, ponieważ dla tych, którzy nie znają polityki Rewolucji Francuskiej i jej wielkiego wpływu (przede wszystkim poprzez sekty masońskie) na Amerykę Łacińską, niezrozumiałe jest, skąd wzięły się na flagach i narodowych godłach krajów tego kontynentu pięcioramienne gwiazdy, trójkąty i cyrkle.
To właśnie Rewolucja Francuska opracowała systematyczny plan wyplenienia lokalnych języków i dialektów, uważanych za przeszkodę na drodze do narodowej administracji i jedności. Rewolucja wyrażała sprzeciw wobec Ancien Régime, który, w przeciwieństwie do niej, był królestwem autonomii, między innymi kulturalnych, i nie zmuszał ludzi do przyjmowania „kultury państwowej”, pozbawiającej ich własnych korzeni, ani do akceptowania punktu widzenia polityków i intelektualistów ze stolicy. Reprezentanci nowych republik w Ameryce Łacińskiej – ich gubernatorami niemal zawsze byli członkowie lóż masońskich – w swoim postępowaniu kierowali się wskazówkami rewolucjonistów francuskich. Opowiedzieli się za systematyczną walką z językami Indian. Zniszczyli stworzony przez Kościół system ochrony języków przedkolumbijskich. Indianie, którzy nie mówili po hiszpańsku, zmuszeni byli do pozostania na marginesie społeczeństwa. Hiszpański stał się językiem obowiązkowym w szkołach i w wojsku.
Paradoksalna konkluzja, którą w sposób ironiczny formułuje Salvador, brzmi następująco: Prawdziwy „imperializm kulturalny” zaczął się od „nowej kultury”, która zastąpiła dawną, imperialną, katolicką Hiszpanię. Właśnie dlatego zastrzeżenia odnośnie do „zabójstwa kulturalnego”, za które krytykuje się Kościół, trzeba raczej skierować w stronę „oświeconych”.

http://powiewswiezosci.neon24.pl/post/1 ... a-indianie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 09 maja 2015, 14:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://xportal.pl/?p=20631

Katalonia: Mieszkania dla ludzi, nie dla banków
on 4 maja 2015 16:56 / Brak komentarzy

Parlament Katalonii przyjął dekret, zgodnie z którym będzie możliwe wywłaszczanie pustych mieszkań przejętych przez banki. Rząd Katalonii będzie miał także pierwszeństwo przy zakupie mieszkań sprzedawanych przez banki po niskich cenach. Mieszkania takie będą później przeznaczane na cele społeczne.
Banki odbierają katalońskim rodzinom średnio 15 tysięcy mieszkań rocznie. Powodem jest zazwyczaj brak możliwości dalszego spłacania kredytu hipotecznego. Kolejnym ich krokiem jest sprzedaż odebranych mieszkań na aukcji lub doprowadzenie do przejęcie ich za symboliczną cenę przez fundusze inwestycyjne.
Dekret, który w przyszłym tygodniu wejdzie w życie, da pierwszeństwo w zakupie tanich mieszkań katalońskiemu rządowi. Uprawni on go także do wywłaszczania na okres 10 lat nieruchomości należących do banków. Ograniczenia będą dwa - wywłaszczać będzie można mieszania wymagające remontu i takie, które leżą na obszarach, gdzie najwięcej osób potrzebuje pomocy. Dekret będzie obowiązywał do 2021 roku.

(na podst. bankier.pl oprac. B.W.)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 27 cze 2015, 16:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://historykon.pl/1-kwietnia-1939-ro ... hiszpanii/

1 kwietnia 1939 roku, gen. Franco ogłosił zwycięstwo w wojnie domowej w Hiszpanii
1 kwietnia 2015 00:03



Wojna domowa w Hiszpanii, to zbrojny konflikt pomiędzy republikańskim rządem (m.in komuniści, wspierani przez ZSRR), a zwolennikami generała F. Franco (nacjonaliści hiszpańscy, popierani i wspierani przez nazistowskie Niemcy oraz faszystowskie Włochy).

Wojna domowa w Hiszpanii wybuchła 17 lipca 1936 roku. Została zainicjowana przez bunt generała Franco, który ówcześnie sprawował funkcję komendanta Wysp Kanaryjskich. Uzyskawszy pomoc ze strony lotnictwa włoskiego i niemieckiego, przerzucił on swe oddziały z Afryki do południowej Hiszpanii. 15 sierpnia doszło do połączenia jego sił z oddziałami generała E. Moli (miało to miejsce w odległości 100 km od Madrytu). Sam Madryt nie został wówczas zdobyty, ponieważ hiszpańscy nacjonaliści natrafili na zorganizowany i silny opór ze strony tzw. władzy ludowej, która w roku kolejnym przeszła do ofensywy (wsparta przez Francuzów oraz sowietów).

Rok 1938 przyniósł kolejne kontruderzenie ze strony wojsk gen. Franco, które skutkowało zajęciem Barcelony w styczniu 1939 roku. 27 lutego 1939 roku rządy Francji, Włoch oraz Wielkiej Brytanii uznały utworzony w 1937 rząd Franco. 28 marca tegoż roku gen. Franco zdobył Madryt, co praktycznie oznaczało zakończenie wojny (oficjalnie nastąpiło to własnie w dniu 1 kwietnia 1939 roku).

Bardzo istotną rolę w samym konflikcie odegrały inne państwa – z hitlerowskimi Niemcami na czele, które Hiszpanię potraktowały jak poligon. Jak bardzo istotna była ich rola, pokazują następujące liczby: 10 tys. ludzi (w tym słynny, 5-tysięczny Legion Condor), 200 czołgów, 600 samolotów i 800 armat. Pomogli również Portugalczycy i Irlandczycy, a także 75-tysięczny korpus tzw. „ochotników” marokańskich. Strona republikańska również nie była pozostawiona sama sobie. Wsparli ich przede wszystkim Sowieci, wysyłając na Półwysep Iberyjski około 3 tys. ludzi oraz 1000 samolotów, 900 czołgów, 300 samochodów pancernych i 1550 armat. Do tego dochodzi jeszcze wsparcie ze strony Francuzów, którzy dostarczyli 300 samolotów. Poza tym w tzw. brygadach międzynarodowych walczyło ok. 35 tys. ochotników różnych narodowości.

Straty były ogromne. Nacjonaliści hiszpańscy stracili około 90 tys. ludzi, zaś republikanie około 110 tys. Rannych po obu stronach zostało ponad mln osób. Poza linią frontu zamordowano łącznie 130 tys. osób, 500 tys. obywateli Hiszpanii znalazło się na wygnaniu. Prawie 200 tys. zginęło po wojnie w wyniku prześladowań.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 16 lip 2015, 12:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
https://pracownia4.wordpress.com/2015/0 ... hiszpanii/

Co dziś Hiszpanom wkrótce zrobią i nam. Zamordyzm Nowego Wspaniałego Świata rośnie w zastraszającym tempie.

Kopia artykułu:

Koniec wolności słowa w Hiszpanii
15 Lipiec 2015

Martin Armstrong
Armstrong Economics
13 lipca 2015

Obrazek

Hiszpania pokazała, że w pełni zgadza się z autorytarnym kursem Brukseli na skończenie z demokracją. Rządzący po prostu nabrali przekonania, że naród nie rozumie, co jest dla niego dobre, dlatego też wola władzy musi mu zostać narzucona siłą. Czy w jakikolwiek sposób różni się to od uzasadniania narzucenia komunizmu? To śmierć wszystkich wolności obywatelskich – już na naszym progu.
Oto nowe uregulowania wprowadzone w Hiszpanii:
1. Fotografowanie pracowników służb ochrony bezpieczeństwa i utrzymania porządku publicznego, a następnie udostępnianie tych zdjęć w mediach społecznościowych grozi karą grzywny do 30000 euro (zwłaszcza, jeśli na zdjęciu uchwycono brutalne potraktowanie członka społeczeństwa). Wysokość grzywny może wzrosnąć w zależności od liczby zwolenników, których masz na Instagramie lub innych serwisach społecznościowych.
2. Twitowanie lub przekazywanie dalej na Tweeterze informacji o „organizowanym proteście lub jego lokalizacji” może być teraz interpretowane jako akt terroryzmu, ponieważ zachęca innych do „popełnienia przestępstwa” (pod wieloma względami „protestowanie” stało się obecnie przestępstwem). Brzmi jak „1984”? Poczytaj o Orwellu i jego pobycie w Hiszpanii.
3. Ujawnianie informacji w podobny sposób, jak zrobił to Snowden, jest zdefiniowane jako akt terroryzmu. Jeśli pisujesz dla lokalnych mediów, uważaj na to, co publikujesz, z kim rozmawiasz i czy przypadkiem nie podsłuchuje cię rząd.
4. Odwiedzanie terrorystycznych stron internetowych lub kontaktowanie się z nimi – nawet jeśli jest to robione w celach śledczych – może być zinterpretowane jako akt terroryzmu. Upewnij się, że używasz przeglądarki „Tor”, odrzucasz ciasteczka i blokujesz pop-upy. No i oczywiście nie zamieszczaj tego na facebookowej osi czasu!
5. Bądź ostrożny z opowiadaniem dowcipów o rodzinie królewskiej! Jakikolwiek satyryczny komentarz o rodzinie królewskiej jest przestępstwem „przeciwko Koronie”. Na przykład: „Co Letycja i Biskup mieli do powiedzenia, po tym jak… (PRZEPRASZAMY, CENZURA).
6. Nigdy więcej krytykowania wybranych członków władz państwowych i lokalnych – nawet jeśli mówią jedno, aby być wybranymi, a potem robią dokładnie odwrotnie. Żadnego pokazywania palcem ich hipokryzji! Nawet jeśli widzisz ich na ulicy rozmawiających ze sprzątaczem, wieczerzających w swojej ulubionej, drogiej restauracji lub gdy ich buty czyści na błysk absolwent fizyki, który nie może znaleźć porządnej pracy w kraju – krytykowanie ich zachowania jest teraz przestępstwem.
7. Czy lokalna rzeka została tak skażona przez ulokowaną na jej brzegu fabrykę tworzyw sztucznych, że zamarło w niej wszelkie życie? Trudno! Protesty Greenpeace’u i im podobne zagrożone są teraz karą grzywny od 601 do 30000 euro.
8. Spontaniczne protesty przez budynkiem Parlamentu są teraz nielegalne! Dla przykładu: jeśli Parlament przegłosował jakąś niepopularną ustawę lub też debatuje nad czymś wyjątkowo dla ciebie ważnym, protestowanie przeciwko temu jest teraz zagrożone karą grzywny od 601 do 30000 euro. Podpowiedź: użyj Goole Maps, by protestować zaraz za rogiem, ale nie podawaj lokalizacji na Tweeterze!
9. Przeszkadzanie funkcjonariuszowi w wykonywaniu obowiązków służbowych, „opieranie się aresztowaniu”, odmowa rozejścia się podczas demonstracji lub też nadzianie się na pałkę policyjną są teraz przestępstwami zagrożonymi karą grzywny od 601 do 30000 euro.
10. Okazanie braku szacunku funkcjonariuszowi służb ochrony bezpieczeństwa zagrożone jest natychmiastowym mandatem w wysokości od 100 do 600 euro. Niestety nie jest też wskazane: odszczekiwanie się, zadawanie obraźliwych pytań, robienie głupich min, wypinanie się na funkcjonariusza czy też powiedzenie mu, że jego oddech przypomina ci woń psich genitaliów.
11. Okupowanie, zajmowanie lub odmowa opuszczenia biura, siedziby firmy, banku lub innego miejsca tak długo, aż skarga zostanie uznana za protest, podlega karze grzywny w wysokości od 100 do 600 euro. (Nigdy więcej flash mobów).
12. Protesty w Internecie: pisanie czegoś, co mogłoby w jakiś sposób „zakłócić spokój”, zostało teraz uznane za przestępstwo. Uważajcie blogerzy, ponieważ nikt jeszcze nie zdefiniował, czyjego spokoju miałoby to zakłócenie dotyczyć.
Komentarz SOTT: W miarę jak świat staje się coraz bardziej niestabilny, psychopaci zaciskają pętlę, bo wiedzą, że to przeciwko nim ludzie skierują swój gniew.

Tłumaczenie: PRACowniA

Artykuł na SOTT: The end of freedom of speech in Spain
http://www.sott.net/article/298959-The- ... h-in-Spain


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 25 lip 2015, 11:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://gloria.tv/media/VeizB3Ymy3u

Ot, żydowskie szyderstwa. Obrażanie muzułmanów pretekstem do niszczenia drogi krzyżowej. Ale teraz jest to oczywiste obrażanie Chrześcijan.

Nie będzie reakcji, bo w mózgach idiotów żydzi zapisali już, że obrażanie Chrześcijan to postęp, walka z nazizmem, zacofaniem, kołtuństwem, jedyna droga do światłości, a więc samo dobro. Nawet większość Katolików przyjmuje tą żydowską argumentację za racjonalną. Tak media przez ostatnie dziesięciolecia wyprasowały ludzkie mózgi, że próba protestu gaszona jest już w ludzkich duszach, gdzie pojawia się myśl, że będzie to złe zachowanie, takie nietolerancyjne, pozbawione miłości chrześcijańskiej (to najczęstszy żydowski argument do Chrześcijan).

Kopia artykułu:

Burmistrz zakazała drogi krzyżowej. Bo to obraża muzułmanów
m.rekinek poniedziałek, 20:38



Socjalistyczna burmistrz miasteczka Cenicientos w Hiszpanii usunęła kamienne stacje drogi krzyżowej, bo obrażałyby muzułmanów.

Cenicientos, które znajduje się pod Madrytem, zamieszkane jest przez 2073 osób. Socjalistka Natalia Nuñez została wybrana na burmistrza miasteczka 24 maja tego roku. Decyzja o usunięciu drogi krzyżowej była jedną z jej pierwszych decyzji w ogóle.

Socjalistka Nuñez uznała, że jest to niemożliwe, bo rozdział Kościoła od państwa zakłada poszanowanie wszystkich religii, a… publiczne wyznanie wiary chrystusowej części mieszkańców Cenicientos mogłoby obrazić lokalnych muzułmanów oraz ateistów.

Jeszcze przed objęciem urzędu przez socjalistkę mieszkańcy miasteczka wystarali się o 3000 euro wsparcia ze strony administracji prowincji. Dzięki temu ustawili kamienne stacje, przy których mogliby odbywać drogę krzyżową. Nie było na nich nawet żadnych krzyży ani innych symboli religijnych - wyłącznie rzymskie cyfry. Samo Cenicientos nie wydało na projekt ani grosza.

Pomimo tego stacje usunięto, by nie obrażać wyznawców Allaha, choć ci nawet nie wiedzą, o co chodzi w istnieniu takich kamieni. Widać więc ewidentnie, że burmistrz Natalia Nuñez po prostu nienawidzi chrześcijaństwa i chce, by wszystkie jego symbole zniknęły.

Pytanie teraz: jeśli muzułmanów i ateistów "obrażają" zwykłe kamienie, to kiedy zacznie się burzyć kościoły i mordować księży, zakonnice i zakonników? Przecież wielkie budynki i ludzie w sutannach czy habitach siłą rzeczy muszą "obrażać" samym swoim istnieniem.

bjad/katholisches.info


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 26 lip 2015, 11:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://pl.sputniknews.com/polityka/20150721/704190.html

Gdy Niemcy się zjednoczyły, państwa Europejskie zaczynają się rozpadać. Rozpadła się Jugosławia, Czechosłowacja, zdemolowana została Serbia, zniszczona Grecja. Rozpad grozi Włochom, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Polskę też Niemcy chcą rozbić i już potworzyli u nas swoje ruchy autonomii Mazur, Kaszub, Śląska, Wielkopolski, Pomorza itd. itp. I kują, i kują z typową dla Szwabów żelazną konsekwencją, aż kiedyś czegoś się dokują.

Kopia artykułu:

Katalonia gotowa jest ogłosić niepodległość w trybie jednostronnym
13:34 21.07.2015


© AFP 2015/ Lluis Gene


Przedstawiciele ruchu na rzecz oddzielenia się Katalonii od Hiszpanii oznajmili, że w trybie jednostronnym ogłoszą niepodległość regionu, jeśli Madryt spróbuje zablokować kampanię wyjścia Katalonii ze składu kraju.
Aktywiści mają nadzieję na uruchomienie tej kampanii, jeśli ich koalicja osiągnie sukces w regionalnych wyborach we wrześniu.

„Jeśli w tym procesie Madryt swoimi politycznymi lub prawnymi decyzjami zablokuje autonomiczny rząd Katalonii lub jej parlament, posuniemy się dalej i w trybie jednostronnym ogłosimy niepodległość" — cytuje The Local słowa Raula Romevy, przedstawiciela koalicyjnego ruchu na rzecz oddzielenia się Katalonii.
Hiszpański piłkarz i trener Pep Guardiola oznajmił, że poprze partie, które zamierzają walczyć o niepodległość regionu. Jego nazwisko znalazło się na liście wyborczej bloku Demokratyczna Konwergencja Katalonii. Członkowie tego zjednoczenia zamierzają wykorzystać Guardiolę w charakterze gwiazdy, podzielającej ich poglądy w celu promowania idei niepodległości Katalonii.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 09 sie 2015, 11:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://bdp.xportal.pl/aktualnosci/hiszp ... hrzestnym/

Hiszpania: Transseksualistka „chrzestnym”
8 SIERPNIA 2015

Jak donosi „Diario de Cadiz”, biskup Kadyksu i Ceuty, Rafael Zornoza Boy (na zdjęciu), zmienił swoją decyzję dotyczącą zgody na zostanie przez transseksualną kobietę „chrzestnym” jej siostrzeńca. Dwa tygodnie temu serwisy informacyjne donosiły o jego odmowie.

Obrazek
Rafael Zornoza


Kobieta, której sprawa dotyczy, Álex Salinas, zakomunikowała, że wikariusz parafii w której odbędzie się chrzest poinformował ją o zmianie decyzji biskupa, który przyznał, że popełnił błąd. Nastąpiło to po trwających prawie dwa tygodnie medialnych atakach na poprzednią decyzję biskupa. Mimo że nie ma kanonicznych przeciwwskazań dla tego, aby osoba mająca problemy z identyfikacją własnej płci była chrzestnym, biskup argumentował, że taka osoba powinna żyć zgodnie z wymogami wiary (Kan. 874. § 1), a w jego ocenie pani Salinas nie spełnia tego warunku.
Zgodnie z wcześniejszymi doniesieniami 21-letnia Salinas

Źródło: catholicculture.org


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 11 sie 2015, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.deon.pl/wiadomosci/swiat/art ... liwek.html

W Hiszpanii brakuje oliwy z oliwek, w Polsce brakuje węgla. Tylko kwestią czasu jest, kiedy zabraknie piasku na Saharze.

Kopia artykułu:

Hiszpania musi importować oliwę z oliwek
10.08.2015 19:34

Obrazek
(fot. andrea.pacelli / CC BY-SA 2.0 / flickr.com


- Gorący kwiecień i maj niekorzystnie wpłynęły na roślinność, straciliśmy część zbiorów - poinformował sekretarz hiszpańskiego związku producentów oliwy Enrique Delgado w wypowiedzi dla AFP. Dodał, że oliwki są mniejsze i tym samym wytwarza się z nich mniej oliwy.

Przewiduje się, że tegoroczne zbiory osiągną poziom 1,1-1,2 mln ton, czyli prawie o 1/3 mniej niż w 2014 r. Jeśli w najbliższym czasie nie pojawią się deszcze, zbiory mogą wynieść jeszcze mniej - 850 tys. ton. W związku z tym Hiszpania może zwiększyć import oliwy nawet do 170 tys. ton, czyli trzykrotnie.

Pozostałe kraje basenu Morza Śródziemnego produkujące oliwę zmagają się z podobnymi problemami. We Włoszech gaje oliwne zaatakowała choroba liści (OQDS), powodująca zasychanie gałązek.

Słabe zbiory w Hiszpanii i OQDS we Włoszech przyczyniły się do wzrostu cen oliwy z oliwek - z 2,90 euro za litr w styczniu do prawie 4 euro w lipcu. Ale hiszpański związkowiec uspokaja, że nie jest to drastyczna podwyżka.

Zapewnia, że bieżące zapasy oliwy w zupełności zaspokoją światowe zapotrzebowanie.

Hiszpania jest światowym liderem rynku, produkuje aż 45 proc. oliwy na świecie. Tuż za nią plasują się Włochy.

AFP / PAP / mg


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 31 sie 2015, 09:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://pl.sputniknews.com/swiat/20150830/913090.html

Hiszpania wpuściła do portu rosyjski okręt podwodny, czym rozgniewała Londyn
11:57 30.08.2015(zaktualizowano 12:59 30.08.2015)

Hiszpania pozwoliła rosyjskiemu okrętowi podwodnemu wpłynąć do portu w celu uzupełnienia paliwa, by tym samym zastraszyć mieszkańców Gibraltaru. Są o tym przekonani brytyjscy politycy. Ponadto pojawiła się opinia, że takie działania jednego z członków NATO wywołają zdumienie w Waszyngtonie.

Brytyjskich polityków oburzyła decyzja Hiszpanii, by pozwolić rosyjskiemu okrętowi podwodnemu „Noworosyjsk” wpłynąć do położonego na północnym wybrzeżu Maroka portu Ceuta w celu uzupełnienia zapasów paliwa.
„The Independent” pisze, że brytyjscy politycy i analitycy wojskowi oskarżyli hiszpański rząd o prowokację skierowaną przeciwko Gibraltarowi (brytyjskie terytorium zamorskie na południowym wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego, do którego rości sobie prawo Hiszpania).
Według nich, Hiszpania pozwoliła rosyjskiemu okrętowi podwodnemu na zawinięcie do portu, który znajduje się w pobliżu Gibraltaru, by zastraszyć mieszkańców brytyjskiej enklawy.
— Hiszpania zawsze ignorowała granice wód terytorialnych Gibraltaru, taranowała statki a nawet strzelała do statków z turystami. A teraz pozwala flocie wrogiego państwa na pozostawienie okrętu podwodnego mniej niż 18 mil od Gibraltaru – oświadczył brytyjski polityk Andrew Rosindell.

Zdaniem analityków wojskowych działania Hiszpanii świadczą o tym, że Europa nie jest zdolna przeciwstawić się Rosji w kwestii Ukrainy.
— W ciągu ostatnich 18 miesięcy NATO koncentrowało się na przeciwstawieniu się rosyjskiej agresji na Ukrainie. A tu jeden z członków sojuszu gości flagowy okręt wojenny Rosji, który płynie na Morze Czarne. To szaleństwo, które wywoła zdumienie w Waszyngtonie – powiedział analityk wojskowy z amerykańskiego ośrodka analitycznego Heritage Foundation Luke Coffey.
Jego zdaniem decyzja Hiszpanii wywoła silne protesty w Stanach Zjednoczonych, biorąc pod uwagę to, że Madryt nie pozwala okrętom Stanów Zjednoczonych lub NATO na cumowanie u wybrzeży Hiszpanii, jeśli zawijały do Gibraltaru.
Moskwa wielokrotnie oświadczała, że nie ma związku z wydarzeniami na południowym wschodzie Ukrainy, nie dostarcza powstańcom sprzętu wojskowego i amunicji. Rosja jest zainteresowana tym, by Ukraina pokonała polityczny i gospodarczy kryzys.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Hiszpania
PostNapisane: 28 wrz 2015, 14:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/katal ... w-wyborach

Czy Niemcy wyrąbią Katalonię z Hiszpanii? Jugosławię rozbili, Czechosłowację także, Szkocję już drugi raz próbują. W Polskę łupią i łupią. Już potworzyli różne ruchy autonomii Śląska, Kaszub, Wielkopolski, Mazur itp. Tylko Niemcy rosną, rosną, rosną i rosną, i w miarę jak rosną, Europa pogrążą się coraz bardziej. Gdy Niemcy były rozbite w drobny mak, Europa była potęgą. Teraz staje się obrazem nędzy i rozpaczy. A na jej nędzy Niemcy się tuczą.

Kopia artykułu:

Katalońskie partie niepodległościowe ogłosiły zwycięstwo w wyborach
John Moll, pon., 2015-09-28 08:15

Obrazek
Źródło: Wikipedia


W niedzielę mieszkańcy Katalonii mogli oddać swoje głosy podczas wyborów lokalnych. Ten dzień był bardzo ważny dla partii niepodległościowych, które chcą odłączyć Katalonię od reszty Hiszpanii. Partie te ogłosiły właśnie zwycięstwo i chcą powoli wdrażać plan uzyskania niezależności dla tego regionu.

Frekwencja była bardzo wysoka - ponad 98%. Oznacza to, że w Katalonii panuje spore zainteresowanie przyszłością regionu. Partia "Razem na Tak" zdobyła 62 mandaty w 135-osobowym parlamencie. Jest to niemal połowa, lecz jej sojusznik, Kandydatura Jedności Ludowej, zdobyła 10 mandatów. W ten sposób secesjoniści zdobyli większość.

Separatyści otrzymali w sumie 47,9% głosów. Gdyby zamiast wyborów odbyło się referendum, Katalonia skończyłaby tak samo jak Szkocja w zeszłym roku. Premier Artur Mas powiedział, że teraz można pójść o krok dalej w kwestii referendum, lecz taki wynik nie jest jeszcze zadowalający. Tymczasem władze Hiszpanii ostrzegły, że nigdy nie zgodzą się aby Katalonia uzyskała niepodległość i będą blokować tę inicjatywę ze wszystkich sił.

Źródło: http://www.theguardian.com/world/2015/s ... -breakaway


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 30 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 14 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /