Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 03 sty 2015, 08:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Od 1939 r. systematycznie i bezwzględnie tępiono naszego ducha, naszą kulturę, nasz ład społeczny, nasz ład moralny, naszą wiarę, nasze rozumienie życia i rozumienie świata.
Wtłaczano nam do naszych głów, do naszych serc obce wartości, sprzeczne z naszą kulturą. Uczono zakłamania, fałszowania, kradzieży, grabienia, wynaturzeń, nieuczciwości itd. Zmieszano obcą bezduszną kulturę z naszą wypracowaną przez wszystkie pokolenia Polaków i oderwano nas od naszych korzeni, od rzeczywistości, od normalności.
Uczyniono, lub starano się uczynić z nas ludzi bez kręgosłupa moralnego, a wyszło na to że w dużym stopniu stając w rozkroku między naszą kulturą a obcą, staliśmy się schizofrenikami i hipokrytami, czy relatywistami.
Czas najwyższy zrzucić z siebie nie nasz ciężar, nałożony nam przez naszych śmiertelnych wrogów, wrócić do korzeni i zacząć żyć po swojemu.
Odbudujmy się, stańmy się na powrót ludźmi Boga, Honoru i Ojczyzny.


TWÓRZMY MŁODE ELITY DLA NOWEJ RZECZPOSPOLITEJ

Ustroje, systemy i władza nie są wieczne, wyczerpują się i zanikają. Przeminie więc i ta chora, kulawa III RP. Ale co potem? Czy ktoś się nad tym zastanawia? Czy jest jakaś siła, która buduje dalekosiężne wizje i propaguje filozofię rozwoju wolnego i niepodległego kraju? I czy jest to siła realna, konkretna, mająca realistyczny program i charyzmatycznych przywódców?
Rozglądam się bacznie dokoła i nie widzę takiej siły. Słyszę o poprawianiu i modernizowaniu Polski, o jej miejscu we wspólnocie europejskiej, ale nie słyszę, by jakiś duży, zorganizowany blok polityczny przeciwstawił się bieżącym targom i prowincjonalnym grom, które nie są w stanie wytworzyć jakieś wyższej idei. I by zaproponował zupełnie nową strategię dla Rzeczypospolitej. Nie ma takiego bloku. I zapewne nie szybko się znajdzie.
Złamane zostały charaktery, zniszczone wielkie osobowości, w przyspieszonym tempie i na gwałt przetwarza się tradycyjną polską mentalność, a na placu boju pozostały wpływowe, lecz mierne postaci i słabe natury, może zdolne do bieżących zmagań, ale niezdolne do wielkich planów i potężnych przeobrażeń. I to jest dramat Polaków. Co nie znaczy, że brakuje wspaniałych i godnych szacunku ludzi. Są oni wokół nas, pracują, działają, tworzą, mają jakieś plany, tęsknoty, marzenia, rysują nawet w samotności swoje fantazje i szczerze pragną dużych zmian, tylko sami nie są w stanie ich dokonać.
Są uczciwi dziennikarze, porządni twórcy i wydawcy, wrażliwi kapłani, dzielni żołnierze, szlachetni pedagodzy, świetni sportowcy, atrakcyjni artyści, znalazłoby się także kilku solidnych polityków, ale cóż z tego, skoro nie ma wielkiej energii, która by zjednoczyła zatomizowaną społeczną plazmę. Nie ma struktury. Nie ma wspólnoty myśli. Cóż więc robić?
Czas najwyższy, by zacząć pracować nad tworzeniem nowej, odpowiedzialnej, wykształconej, sumiennej, rzetelnej i oddanej służbie państwowej elity. Jak to zrobić? Nie wiem, nie mam na to gotowej recepty, ale wiem, że trzeba i należy to robić szybko. Bo czas ucieka, a niszczenie charakterów trwa, dewastacja postaw patriotycznych i obywatelskich postępuje w zastraszającym tempie, należy się więc otrząsnąć z przygnębienia, obojętności, zadufania, rezygnacji i wszelkich patologii – i zacząć budować. Jest trochę szkół prywatnych, jeszcze dokumentnie niewykoślawionych, są placówki oświatowe prowadzone przez zakonników i księży, spotkać można uczciwych, porządnych nauczycieli, a przecież są też miliony rodzin, które marzą o czymś takim, jak wolna, niepodległa Rzeczpospolita. Jest więc kapitał, na którym można coś sensownego tworzyć. Tylko, że ten kapitał, te wartości są porozrywane, stoją gdzieś tam osobno na swoich własnych poletkach, nie spotykają się, często o sobie nic nie wiedzą. Można jednak tę przeszkodę obejść. Wystarczy, że znajdzie się grupa ludzi, która będzie miała ochotę i siłę podjąć wysiłek ujawniania problemu, bo to duży i w moim przekonaniu w tej chwili najważniejszy polski problem.
Już widzę zdziwienie na twarzy Łaskawego Czytelnika, który mi podpowie, że dużo ważniejsza jest zapaść aparatu sprawiedliwości, kunktatorstwo polityczne, upadek moralny, bezrobocie, katastrofa służby zdrowia i kilka innych. Otóż nie, Łaskawy Czytelniku. To skutki wieloletnich dezintegracji społecznych, przejaw zaniedbań przez słabe, źle zorganizowane państwo, nieposiadające porządnych elit i pozbawione autorytetów. By było dobrze zorganizowane i sprawne państwo, muszą być sprawne elity państwotwórcze, a my ich nie mamy, dawno zostały wytrzebione, zniszczone, zdewastowane, wymordowane, więc panuje totalna doraźność, przypadkowość i chaos. Dlatego kto może, a rozumie, o czym mówię, winien zabrać się do roboty, każdy na swoim gruncie. Ojciec i matka w domu, nauczyciel w szkole, dziennikarz w mediach, ktoś inny gdzieś indziej. Dopóki nie możemy stworzyć jednolitego systemu oświatowego, bowiem on jest najistotniejszym fundamentem, na którym winno się budować świat nowych elit dla wolnej i niepodległej Rzeczypospolitej, twórzmy te elity na tych wyspach, na których można, aż pewnego dnia nadejdzie Mąż Opatrznościowy, że użyję metafory, który zjednoczy te oddzielne krainy i zacznie się nowy porządek w kraju. A że przyjdzie, nie ulega dla mnie wątpliwości, to tylko kwestia czasu. Zawsze przychodzi, gdy już jest bardzo źle. Przygotujmy dla niego ścieżki.

STANISŁAW SROKOWSKI
Pisarz, poeta, dramaturg, krytyk literacki, publicysta. W 1945 roku wypędzony wraz z rodzicami z Kresów. Brał udział w wielu działaniach na rzecz odnowy moralnej, społecznej i politycznej kraju.

http://www.warszawskagazeta.pl/felieton ... pospolitej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 03 sty 2015, 08:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Uczmy się Ojczyzny

W 1997 roku gościliśmy na ziemi ojczystej Ojca Świętego Jana Pawia II. Miliony rodaków wychodziło na spotkanie Pielgrzyma, dla którego Polacy są najbliższymi sercu istotami, a Polska - Ojczyzną. Takie to proste, a tak już rzadkie wśród osób piastujących najwyższe stanowiska w Polsce, jakby Polska przestawała być dla nich Ojczyzną, a Polacy - rodakami...

Ale Ojciec Święty powtarza: „Pozdrawiam cię raz jeszcze, Polsko, Ojczyzno moja! Choć przyszło mi żyć w oddali, to jednak nie przestaję czuć się synem tej ziemi i nic, co jej dotyczy, nie jest mi obce". Ileż to razy doświadczaliśmy tej jego ojcowskiej miłości i pamięci, i w chwilach radości, i w chwilach smutku, w Polsce, w Rzymie i na różnych kontynentach. Jesteśmy Polakami, mamy Ojczyznę - to takie oczywiste, ale kto o tym, poza Ojcem Świętym, dziś mówi? Kto kocha rodaków i Ojczyznę?

W Gorzowie Wielkopolskim Jan Paweł II, już jakby poza oficjalnym tekstem przemówienia, wspomniał wiekopomną rocznicę tysiąclecia chrztu Polski i rolę, jaką ta rocznica odegrała w budowaniu świadomości polskich biskupów. „Moi drodzy - mówił Papież - kiedy tu patrzę na to wielkie zgromadzenie Ludu Bożego diecezji gorzowskiej, przypominają mi się czasy dawniejsze, ale nie tak znowu bardzo dawne. Przypomina mi się tysiąclecie chrztu, któreśmy tutaj wspólnie obchodzili w roku 1966. I wtedy właśnie my wszyscy, biskupi polscy, nauczyliśmy się naszej Ojczyzny". Jakże zdumiewające są te słowa: „my wszyscy, biskupi polscy, nauczyliśmy się naszej Ojczyzny". Ojczyzny trzeba się więc ciągle uczyć.

Podczas kanonizacji Królowej Jadwigi Ojciec Święty przypomniał nam rolę, jaką odegrali Polacy w niesieniu chrześcijaństwa poza granice kraju. „Jakże by się dzisiaj radował Prymas Tysiąclecia, Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński, gdyby dane mu było uczestniczyć wraz z nami w tym wielkim dniu kanonizacji. Leżała mu ona na sercu, tak samo jak wielkim metropolitom krakowskim, jak księciu kardynałowi Adamowi Stefanowi Sapieże i całemu polskiemu Episkopatowi.

Wszyscy wyczuwali, że kanonizacja Królowej Jadwigi jest jak gdyby dopełnieniem milenium chrztu Polski. Jest dopełnieniem także i dlatego, iż przez dzieło Królowej Jadwigi ochrzczeni w X wieku Polacy po czterech wiekach podjęli misję apostolską i przyczynili się do ewangelizacji i chrztu swoich sąsiadów". Episkopat Polski i ci wielcy mężowie, których wymienił Ojciec Święty, patrzyli na Polskę nie z perspektywy chwili, ale przez pryzmat tysiąclecia, bo Polska swą pracą i ofiarnością na to zasłużyła. I takie ma być - prawdziwe - spojrzenie na naszą Ojczyznę.

Polska wcześnie dołączyła do państw Europy, w których podstawą dla Kościoła i państwa była Ewangelia oraz edukacja narodu oparta na prawdzie. Kimże są dziś sprawujący władzę w naszym kraju, jeśli problem edukacji odsuwają na plan odległy? Jeśli chcą, by naród żył w ciemnocie, bo wówczas łatwiej nim manipulować? Ojciec Święty, wspominając św. Jadwigę, mówił: „Z jasnością, która po dzień dzisiejszy oświeca całą Polskę, wiedziała, że tak siła państwa, jak siła Kościoła mają swoje źródło w starannej edukacji narodu; że droga do dobrobytu państwa, jego suwerenności i uznania w świecie wiedzie przez prężne uniwersytety. Dobrze też wiedziała Jadwiga, iż wiara poszukuje zrozumienia, wiara potrzebuje kultury i kulturę tworzy, żyje w przestrzeni kultury. I niczego nie szczędziła, aby ubogacić Polskę w całe duchowe dziedzictwo zarówno czasów starożytnych, jak i wieków średnich. Nawet swoje królewskie berło oddała Uniwersytetowi".

Prawdziwi władcy Polski zawsze dbali o wysoką kulturę narodu, a tej nie będzie bez uniwersytetów. Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie, Jana Kazimierza we Lwowie - to znaki prawdziwej władzy sprawowanej dla dobra narodu. Wysoka kultura narodu - taki musi być cel polityki.

W swoim przemówieniu pożegnalnym Ojciec Święty z całą mocą podkreślił: „Wojciech przypomniał nam o obowiązku budowania Polski wiernej swoim korzeniom (...). Wierność swoim korzeniom nie oznacza mechanicznego kopiowania wzorów z przeszłości. Wierność korzeniom jest zawsze twórcza, gotowa do pójścia w głąb, otwarta na nowe wyzwania, wrażliwa na znaki czasu. Wyraża się ona także w trosce o rozwój rodzimej kultury, w której wątek chrześcijański obecny był od samego początku (...). Polska wierna swoim korzeniom. Europa wierna swoim korzeniom".

Tak przemawiał do nas Papież, syn naszej ziemi; przekonywał, że jako Polacy mamy być wierni naszej Ojczyźnie, naszej kulturze, naszej wierze, naszym korzeniom. Tym korzeniom ma być wierna również Europa, której przyszłość musi wyrastać z korzeni chrześcijańskich. Przyszłości Europy i Polski nie można budować za cenę wykorzenienia z chrześcijańskiego dziedzictwa; przyszłość ma właśnie z tego dziedzictwa wyrastać.

Dziś, w niesłychanym chaosie pojęć, wracajmy do słów Ojca Świętego i je rozważajmy, abyśmy się nie zagubili, abyśmy umieli zachować prawość sumień i naszą polską tożsamość.

Piotr Jaroszyński
"Jasnogórska droga do Europy"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... i-ojczyzny


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 05 sty 2015, 08:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ład cywilizacji łacińskiej.

Wyobraźmy sobie, że mamy np. ok. 100 płyt cd z muzyką. Na każdej płycie jest po kilkanaście utworów muzycznych. Postanowiliśmy płyty skopiować do formatu mp3 i zapisać na naszym komputerze, aby mieć do nich łatwy dostęp.
Możemy to uczynić na kilka sposobów, możemy każdą płytę skopiować w oddzielnym folderze, zatytułować i wszystkie foldery z pojedynczymi płytami umieścić w jednym głównym folderze.
Możemy też wszystkie utwory muzyczne z wszystkich płyt skopiować do jednego folderu i nie martwić się tytułami i ich pochodzeniem z określonej płyty.
W pierwszym przypadku tworzymy zbiór uporządkowany w drugim zbiór chaotyczny.
Podobnie jest z porządkowaniem nas samych, naszego świata, pojęć jakimi się posługujemy, z wiedzą, itd.
Jeżeli w procesie edukacji wpaja się nam wiedzę nie usystematyzowaną, bezładną to w umysłach naszych powstaje bałagan, a my jesteśmy bezradni wobec możliwości korzystania z tej wiedzy.
Aby właściwie wychowywać i właściwie edukować, należy młodemu człowiekowi uporządkować świat, uporządkować wartości, pojęcia, czyli słownictwo, usystematyzować to wszystko co chce się przekazać w postaci wiedzy, a następnie rozpocząć etap przekazywania wiedzy. Wyrazom należy najpierw nadać właściwe znaczenie, zanim zacznie się ich używać.
Wiedza choćby była ogromna, jeżeli jest nieuporządkowana jest mało przydatną, gdyż nie prowadzi w sposób prosty do oczywistych rozwiązań.
Cywilizacja łacińska rozpoczynała wychowanie i edukację od porządkowania pojęć.
Dzisiejsza edukacja i to nie tylko ta szkolna, ale i ta medialna dotycząca ludzi w każdym wieku, nie porządkuje nam naszego umysłu, naszego otoczenia, naszego rozumienia świata. Dzisiejsza edukacja tworzy nam celowo i systemowo bałagan mentalny, abyśmy stracili zdolności pozwalające nam samodzielnie orientować się w zachodzących wokół nas procesach społecznych, politycznych, kulturowych, ekonomicznych, edukacyjnych itp.
Tak wyedukowani nie potrafimy zaobserwowanych zdarzeń, faktów, wydarzeń samodzielnie ocenić, uporządkować, przyporządkować, zrozumieć. Jesteśmy wobec natłoku informacji bezradni i o to chodzi. Świat mają nam opisywać propagandyści z mediów i tak jak oni nam go przedstawią, tak mamy go rozpoznawać i tak rozumieć. Polityczna potrzeba chwili decyduje o sposobie rozpoznania i zrozumienia danego faktu. To co jest medialnie dziś przedstawiane jako cacy, jutro już może być be, a my musimy się do tego dostosować.
Właściwy proces edukacyjno – wychowawczy daje nam narzędzia rozpoznawania i rozumienia, gdyż nas porządkuje. Błędny proces edukacyjno – wychowawczy nie daje nam tych narzędzi, gdyż tworzy nam w głowach bałagan nie powiązanej ze sobą wiedzy i relatywizm stosowanych pojęć. Białe już nie jest białe, ale może być każdym kolorem, nawet czarnym.
Nasza edukacja w cywilizacji łacińskiej podobna jest do sytuacji przedstawionej na początku rozważań z porządkowaniem plików muzycznych. Tworzymy sobie właściwą siatkę (mapę) rozmieszczenia poszczególnych elementów (muzycznych, bądź elementów wiedzy), a następnie bez trudu korzystamy z muzyki, bądź z wiedzy.
Edukacja w cywilizacjach opartych na bałaganie pojęciowym, cywilizacjach produkowanych przez ideologie, nie porządkuje nam pojęć, nie tworzy mapy wiedzy, nie przypisuje trwałego znaczenia używanemu słownictwu. Nikt w cywilizacjach nihilistycznych nie martwi się nami w sensie naszego wychowania i edukacji, a jedynie stara się nas dostosować do swoich potrzeb i swoich wymagań.
W cywilizacji personalistycznej czyli łacińskiej, jesteśmy suwerennymi i wolnymi podmiotami osobowymi, a w innych cywilizacjach jesteśmy uwarunkowanymi, uzależnionymi przedmiotami ludzkimi, których rolę w społeczeństwie określa ich władca.
W cywilizacji łacińskiej żyjąc dla innych, żyjemy dla siebie, a w innych cywilizacjach żyjemy sobie … dla innych, dla tych co nami dyrygują. Nam przysługuje jedynie prawo do tego na co zezwoli nam nasz pan i władca.
W cywililzacji łacińskiej jesteśmy ludźmi i do tego ludźmi wolnymi, a w innych cywilizacjach jesteśmy ludźmi, gdy się nam na to pozwoli i tak długo jak to pozwolenie trwa możemy w jakimś wyraźnie określonym przedziale funkcjonować (nie żyć), jak ludzie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 06 sty 2015, 10:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zasada tożsamości

U podstaw kultury zachodniej leży odkryta przez greckiego mędrca, Parmenidesa, tzw. zasada tożsamości. Głosi ona prawdę najbardziej podstawową, ale równocześnie najbardziej banalną ze wszystkich. Kto ją po raz pierwszy usłyszy, dziwi się, że w ogóle warto nad czymś takim się rozwodzić. Bo cóż zaskakującego jest w sformułowaniu: „Byt jest bytem" albo: „To, co jest, jest tym, czym jest"? Przecież każde dziecko wie, że lampa jest lampą, a drzewo drzewem. Więc w czym problem?

W tym, że tylko w kulturze zachodniej zasada ta została dostrzeżona i że umieszczono ją u podstaw wszelkiego racjonalnego poznania, działania i wytwarzania. Właśnie na jej respektowaniu opiera się zachodnia nauka, sztuka, moralność, wychowanie czy polityka. „A to A, B to B" - wie o tym każde dziecko, które wychowane jest w tradycji zachodniej. Gdzie zasady tej nie znano, to mimo że dokonywano wielu obserwacji, nauki się nie rozwinęły, jak choćby w Egipcie czy Babilonii. Aby w rozumowaniu można było postąpić naprzód, potrzebna jest logiczna konsekwencja, bez niej albo kluczy się w kółko, albo o wszystkim decyduje przypadek. Zasada tożsamości świadomie stosowana leży więc u podstaw jakiegokolwiek racjonalnego poznania.

Są dwie dziedziny kultury szczególnie podatne na łamanie zasady tożsamości. Należą do nich etyka i polityka.

W etyce polega to na różnego rodzaju wykrętach, gdy ktoś mówi: „Owszem, tak", a za chwilę dodaje: „Ale przecież..." i zdanie kończy się tym, że: „Jednak nie". Gdy przyjrzymy się całości wypowiedzi, zauważymy, że nastąpiło naruszenie zasady tożsamości. I dlatego ten, kto mówi: „Tak, ale nie, bo tak, gdyż nie", nazywany jest po prostu krętaczem. Rodzice dobrze wiedzą, że jeśli dziecko przejawia skłonności do kręcenia, to dopóki się tej skłonności nie opanuje, nie ma mowy o wychowaniu. Tutaj
trzeba być bardzo stanowczym. Gdy zaś kręci ktoś dorosły i na wychowanie jest już za późno, to z wielkim dystansem należy podchodzić do różnych zapewnień czy obietnic z jego strony, ponieważ spełnią się one raczej w wyobraźni niż w rzeczywistości. Ale krętactwa mogą być też popierane przez władzę, która postrzega je jako skuteczny środek walki o własne interesy. Tradycyjnie ludy orientalne postrzegane były przez nas jako chętne do używania różnego rodzaju krętactw wypowiadanych bez zmrużenia oka.

Choć w porządku zasad moralnych zachowaliśmy jeszcze poczucie prawości i uczciwości, to w polityce i w ogóle w życiu publicznym zasady te są mocno naruszone. W sposób szczególny wykazały to wydarzenia ostatniego roku. Niestety, tzw. Zachód staje się coraz mniej zachodni. Bronisław Pawlikowski w wydanej przed czterdziestu pięciu laty w Londynie książce Dwa światy tak pisze: „Walka o prawdę toczy się dziś w całej Europie. Na każdym polu: w polityce, w nauce, w prasie, w sztuce, w życiu codziennym. Z owej miłości prawdy, którą wnieśli byli do Azji europejscy Ariowie, rozbrajać zaczęły Europę wpływy azjatyckie od czasu schyłku Hellady i Rzymu. Rozwinęły się - od góry - całe szkoły hipokryzji dyplomatycznej i politycznego oszustwa". A więc proces eliminowania moralności z życia publicznego oraz wprowadzania hipokryzji i oszustw politycznych od dawna trawi Europę. Jeśli zaś my, naród polski, żądamy moralności w życiu publicznym, nawet wbrew zachodowi przesiąkniętemu relatywistycznym liberalizmem, to z punktu widzenia cywilizacji jesteśmy bardziej zachodni od Zachodu, który jeśli tak dalej będzie, stanie się Zachodem wyłącznie w sensie geograficznym.

Nie możemy zapomnieć, że tak banalna, ale jakże ważna zasada tożsamości legła nie tylko u podstaw racjonalnej kultury greckiej, ale również leży ona u podstaw wiary i kultury chrześcijańskiej. Bo cóż mówi Chrystus w Kazaniu na Górze? Oto występując przeciwko nagminnemu krzywoprzysięstwu, mówi w ten sposób: „Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5, 37).

Jeśli więc uważamy siebie za ludzi Zachodu i za chrześcijan, to w każdej dziedzinie życia od siebie mamy obowiązek wymagać, a od innych prawo żądać respektowania tożsamości i konsekwencji. Bo żadne racje, choćby najwznioślejsze, i żadne stanowiska, choćby najwyższe, nie mogą usprawiedliwić krętactwa.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... a-tosamoci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 06 sty 2015, 22:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Wolność, ale jaka - O. prof. Mieczysław A. Krąpiec

Obrazek
O. prof. Mieczysław Albert Krąpiec


Gdybyśmy zapytali, jaki blask rozsiewa kultura Narodu Polskiego i jakie dobro w osobowych przeżyciach Polaków szczególnie się ujawnia, to chyba można powiedzieć, że tym szczególnym blaskiem polskiej kultury i zarazem jej dobrem szczególnie cenionym jest właśnie wolność człowieka (ludzkiej osoby), rozumiana najgłębiej, jako wolność ludzkich decyzji w realizowaniu dobra osobowego i narodowego, co pociąga za sobą konieczność obrony tak rozumianej wolności jako „wolności od” zagrażającego zła osobowego i narodowego.
Wolność osobowych decyzji w oddalaniu zła i realizowaniu dobra stanowiła osnowę narodowej historii, zwłaszcza historii wojen obronnych przed najeźdźcami, których celem było zniewolenie narodu, pozbawienie go wolności samodzielnych decyzji w realizowaniu osobowego dobra, wyrażającego się w wierze, w rodzimej moralności i obyczajowości, w przynależeniu do kultury
chrześcijańskiego Zachodu.

Fragment pochodzi z: „Rozważań o narodzie”, 2004 r.

Współczesny kult wolności może być pułapką dla kogoś, kto nie dostrzega różnicy między wolnością OD i wolnością DO. Wolność sama w sobie nie jest dobrem absolutnym, dlatego że skierowana na zło staje się czymś złym. Gdyby wolność była dobrem absolutnym, to złodziejowi wolno byłoby kraść, a mordercy zabijać. A tymczasem wolno tylko dobro, zła – nie wolno.

Piotr Jaroszyński

Nasz Dziennik, Piątek, 10 stycznia 2014, Nr 7 (4849)

http://www.piotrjaroszynski.pl/warto-pr ... -a-krapiec


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 08 sty 2015, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
prof. Henryk Kiereś. Źródła socjalizmu i liberalizmu

Wywiad z prof. Henrykiem Kieresiem na temat filozoficznych źródeł socjalizmu. Czyli o prastarym charakterze choroby.

Obrazek

Z prof. Henrykiem Kieresiem, profesorem KUL, filozofem, polonistą, kierownikiem Katedry Filozofii Sztuki KUL, członkiem Towarzystwa Naukowego KUL, członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu – oddziału Società Internazionale Tommaso d’Aquino, członkiem Komitetu Naukowego Powszechnej Encyklopedii Filozofii, przewodniczącym Komitetu Naukowego Encyklopedii „Białych Plam” rozmawia Radosław Brzózka

Zwykle źródeł liberalizmu upatruje się w rewolucji francuskiej oraz w myśli tych, którzy dali jej teoretyczne podwaliny. Nowa oświecona epoka odcięła się radykalnie od starych błędów. Czy rzeczywiście? Jakie wskazówki dla zrozumienia liberalizmu daje nam filozofia?

Rzeczywiście, panuje tego rodzaju przekonanie, że rewolucja francuska czy cały okres oświecenia dały jakieś teoretyczne podstawy liberalizmu. Tak jest, jeśli się patrzy na historię Europy, na jej poznawczo-myślowe dokonania, w sposób – powiedziałbym – płytki. Właściwych źródeł tego, co można określić szeroko liberalizmem, należy szukać w filozofii, a dokładnie mówiąc, w jej błędach.

Już starożytni Grecy dostrzegali problem człowieka i problem ten, choćby w kulturze mitologicznej, wyrażał się w postaci dwóch przeciwstawnych ujęć człowieka. Jedno ujęcie mieściło się w ramach tzw. tradycji apollińskiej, w której, najkrócej mówiąc, istotą człowieka i polem jego człowieczeństwa był rozum, a z drugiej strony w nurcie dionizyjskim, który skłaniał się ku pierwiastkom pozaracjonalnym bytu ludzkiego. To dualistyczne pęknięcie w pojmowaniu człowieka jest w kulturze Europy obecne od jej historycznych początków po dziś dzień. Faza mitologiczna kultury europejskiej została przezwyciężona przez filozofię – mówię o historycznym początku tego przezwyciężania, ponieważ trwa ono nadal, nadal myślimy mitologicznie (błędy filozoficzne sprzyjają powrotom mitologii) – ale mimo odkrycia filozofii wspomniane pęknięcie pozostało, jakkolwiek w pojmowaniu człowieka przeważały wątki racjonalne, czy nawet racjonalistyczne.

W ujęciu mitologicznym człowiek nie był autonomicznym podmiotem własnych działań, ale raczej sumą funkcji, zależał od świata wyższego, świata bogów, świata przyrody. Filozofia podniosła człowieka do rangi bytu żywego, rozumnego i wolnego, a więc takiego, który na tle poznania, na tle wiedzy zdobytej autonomicznym rozumem podejmuje decyzje wolne i kształtuje w ten sposób swoją teraźniejszość i przyszłość. Kiedy śledzimy dzieje filozofii, choćby w oparciu o jakiś podręcznik, to zwraca uwagę silny racjonalizm Greków, niemniej jednak kiedy zajrzymy głębiej, dostrzeżemy, że już od historycznych początków filozofii toczy się w niej zmaganie pomiędzy nurtem realistycznym, a więc takim, który respektuje istnienie świata, jego racjonalność, który respektuje to, że człowiek jest też bytem rozumnym, wolnym, poznającym świat, budującym ten świat, a nurtem idealistycznym, który wyrasta z podejścia tzw. krytycznego w filozofii, odrzucającego świadectwo zdrowego rozsądku. Podejście krytyczne, czyli idealizm wymaga od filozofii – a pamiętajmy, że ta zawsze leży u podstaw kultury, bez względu na to, czy jest wyeksplikowana w jakiś sposób, czy też istnieje w postaci niewypowiedzianych wprost założeń – krytyki poznania w punkcie wyjścia, dotarcia do władzy poznawczej, źródła wiedzy czy do jakiejś dyspozycji, która byłaby źródłem wiedzy prawdziwej, rzetelnej. Tym podejściem jest skażona cała grecka tradycja. Nawet gdy poznajemy myśl Arystotelesa, który dał mocne podstawy realizmowi, dostrzegamy, że zwieńczenie jego filozofii realistyczne bynajmniej nie było. Filozofia krytyczna wymaga zatem krytyki poznania. Z tego ujęcia rodzą się dwa będące w opozycji nurty, mianowicie racjonalizm i irracjonalizm – skrajnie przeciwstawne względem siebie i zmagające się w dziejach filozofii od starożytności po dziś dzień.

Jak wyglądały te zmagania w dziejach filozofii po epoce starożytnej?

Tradycja realistyczna pozostaje w defensywie, natomiast idealizm zdominował całe dzieje filozofii, a obecność tych dwóch przeciwstawnych nurtów ujawnia się szczególnie w etapach kryzysu, zapaści duchowej kultury europejskiej. Wówczas któryś z nich dochodzi do głosu i rości sobie pretensje do kierowania kulturą. Racjonalizm upatruje istoty człowieczeństwa w rozumie autonomicznym, autarkicznym, w takim rozumie, który poznawszy idee (czyli to, co konieczne, wieczne, niezmienne), wedle tych idei tworzy cywilizację i kulturę. Idealizm kończy się ostatecznie w sferze życia społecznego cywilizacją totalitarną i uniformizacją kultury. Współcześnie, od połowy XX w. po dziś dzień, racjonalizm zyskał miano modernizmu. Jest to nurt, który żyje optymizmem poznawczym i moralnym, który przedsiębierze zamysł uszczęśliwienia człowieka i zbudowania świata odpowiadającego naturze ludzkiej.

Antypodą racjonalizmu jest irracjonalizm, a ten artykułuje się rozmaicie, jako sensualizm, emotywizm, jako swoisty fideizm czy też intuicjonizm. Irracjonalizm jest ojcem rozmaitych „-izmów” filozoficznych. Istotę irracjonalizmu stanowi to, że odrzuca rozum w jego roszczeniu do prawdziwości, co prowadzi do tego, że to nie rozum, lecz inna władza – wola bądź zmysły, jakieś inne źródło wiedzy czy dyspozycja (a więc uczucie, intuicja czy akt wiary, w znaczeniu jakiegoś ślepego zawierzenia, czy tzw. believe jako nie dające się uzasadnić przekonanie o tym, że świat istnieje, że jest poznawalny) – określa istotę człowieka. Rozum jest według irracjonalizmu (irracjonalizm sam jest dziełem rozumu!) czymś złym, czymś, co należy egzorcyzmować z człowieka, ponieważ rozum ma totalitarne ciągoty do uniformizacji.

Stąd cały dramat filozofii wyraża się w sporze między ujęciem realistycznym a idealistycznym. Idealizm jest podzielony na racjonalizm i irracjonalizm, czyli – mówiąc językiem dzisiejszym – modernizm i postmodernizm. Należy pamiętać, że liberalizm nie jest czymś nowym, gdyż już od dawna greccy filozofowie wypowiadali podobne tezy, mianowicie i racjonalizm, i postmodernizm głoszą, że człowiek to wolność, że istotą człowieka jest wolność. Zatem geneza tego nurtu leży w sporze filozoficznym, a więc rozpoznanie jego źródeł wymaga spełnienia kluczowego warunku, jakim jest znajomość filozofii, przyczyn jej zróżnicowania, i jednocześnie wymaga dotarcia do rzetelnych, rzeczowych kryteriów oceny tych nurtów. Idealizm jest błędem, zarówno w wersji racjonalistycznej, jak i irracjonalistycznej. Błąd ten polega na niewłaściwym ujęciu istoty człowieka. Klasyczna koncepcja głosi, że człowiek jest bytem rozumnym i wolnym, natomiast idealizm rozrywa tę naturalną więź, która jest nam przecież dana w codziennym doświadczeniu. Racjonalizm głosi, że człowiek to rozum, irracjonalizm, że człowiek to wolność. Mamy więc do czynienia z jakimś ostatecznym osadzeniem problemu liberalizmu. Rzecz jasna, kiedy racjonalizm upada z racji jego totalitarnych konsekwencji, przybiera na sile jego antypoda – irracjonalizm z liberalizmem antropologicznym.

Wchodząc zatem w obszar rozgałęzień w teorii społecznej – utopijnej, socjalistycznej – dochodzimy do momentu, w którym okazuje się, że jest wspólny korzeń pojęć, pewnych nurtów, które traktuje się jako jedynie alternatywne wobec siebie…

Mówiliśmy o poznawczo-myślowym tle woluntaryzmu w teorii człowieka, który się przekłada na liberalizm w teorii społecznej. Jest ono zatem wspólnym źródłem woluntaryzmu i liberalizmu.

Należałoby jeszcze powrócić do schyłku średniowiecza i później do renesansu, są to bowiem czasy kolejnego naporu filozofii krytycznej. Filozofia krytyczna i jej liberalizm (woluntaryzm) odżywa i rzuca ideę pojmowania człowieka jako homo felicitas. Człowiek ma pozyskać szczęście, ma w jakiś sposób budować świat, kulturę, która odpowiadałaby jego istocie. Wówczas ma miejsce cały szereg zjawisk: odkrycia z dziedziny przyrodoznawstwa; odkrycia geograficzne; emancypacja rodzących się narodów, z czym wiąże się zanikanie łaciny jako języka uniwersalnego, którym mówił każdy wykształcony Europejczyk; kryzys w łonie Kościoła hierarchicznego, symbolizowany datą wystąpienia Marcina Lutra w 1517 roku. Ponadto od półtora tysiąca lat, a przynajmniej od edyktu mediolańskiego, czyli od czasu uznania chrześcijaństwa jako religii prawomocnej, a więc takiej, która ma prawo kształtować życie społeczne, kultura Europy jest w posiadaniu Ewangelii. Jednak mimo obecności Ewangelii w kulturze europejskiej widoczne jest także zło, szczególnie zło społeczne, które przejawia się w postaci prywaty możnych oraz takich zjawisk, jak lichwa, wyzysk biednych, pogardzanie człowiekiem. Wtedy też pojawia się osobliwa warstwa społeczna, ni to filozofów, ni kapłanów. Paul Johnson określił ich mianem intelektualistów. Są to ludzie jakoś moralnie usposobieni, którzy widzą zło społeczne i chcieliby temu złu zaradzić. Ludzie ci stają się sumieniem Europy i domagają się przemyślenia podstaw kultury europejskiej, postawienia jej na właściwe tory. Temu zjawisku towarzyszy renesans myślenia utopijnego. W tym czasie zostaje odnalezione i przetłumaczone Państwo Platona, które stanowi znaczące źródło inspiracji. Od Tomasza Moore’a i innych, właściwie po dzień dzisiejszy, wszyscy wielcy myśliciele z tej krytycznej tradycji piszą własne utopie – wizje doskonałych społeczeństw, państw. Utopie te mnożą się jak grzyby po deszczu. Pierwotnie jest to gatunek literacki nazywany powiastką filozoficzną, która miała umoralniać człowieka, a więc miała, przedstawiając jakieś idealne światy, stanowić przyczynę wzorczą działań kulturowych. Mówiąc wprost: patrz, człowieku, jaki powinieneś być, jakim można być. Konstrukcja tzw. światów możliwych rozpoczyna się już w myśleniu utopijnym i zjawisko to trwa po dzień dzisiejszy.

Utopia nie pozostała niestety wyłącznie na papierze. Jak dokonała się jej ekspansja w kierunku praktyki życia społecznego?

Od czasów nowożytnych w kulturze Europy obecne jest, obok filozofii, myślenie utopijne. Do wybuchu rewolucji francuskiej utopie są doktrynami różnych stronnictw społecznych. Następnie utopie stają się doktrynami partii, które się pojawiają, z dwiema głównymi: jakobinów i żyrondystów. Każde z tych stronnictw ma inną wizję realizacji świata doskonałego. Część utopii odpada, pozostaje pięć, które w gruncie rzeczy da się sprowadzić do trzech – i z nich rodzi się socjalizm. Trzeba w tym miejscu podkreślić, że utopia sama w sobie jest już niejako socjalistyczna. Etymologicznie socjalizm pochodzi od socius – społeczny, państwowy, a utopia zakłada właśnie prymat struktury społecznej nad konkretnym człowiekiem. Utopia wnosi dystynkcję: społeczeństwo – jednostka. Człowiek jest tylko jednostką, a społeczeństwo jest w posiadaniu formy życia społecznego, człowiek jest zatem jedynie surowcem służącym przetwarzaniu, ma dopiero być człowiekiem idealnym. Z tego myślenia utopijnego wyrasta socjalizm, występujący w pięciu wersjach: trzy z nich mają charakter modernistyczny, a więc są oparte na racjonalizmie, natomiast dwie odwołują się do woluntaryzmu, czyli do irracjonalizmu.

Co ciekawe, najstarszym historycznie socjalizmem, tym, który po rewolucji francuskiej został w myśleniu Europy i zaczął dominować, jest właśnie liberalizm, znany pod postacią kapitalizmu. Był on już obecny wtedy, kiedy jeszcze w Europie panowały trony, choć już rozpoczęła się tzw. rewolucja przemysłowa – i tego trony nie wytrzymały. Kapitalizm wytworzył nową społeczność: producentów i konsumentów, a więc społeczność dynamiczną, twórczą, przetwarzającą świat i ten świat konsumującą. Oczywiście, z drugiej strony miał miejsce ideowy napór socjalizmu, który już był zorganizowany w partie, w ruchy społeczne. Co ciekawe, reakcją na zwyrodnienia cywilizacyjne liberalizmu w XX wieku był po kolei: komunizm, faszyzm, nazizm. Zwyrodnienia te to przede wszystkim: produkcja klasy społecznej upośledzonej cywilizacyjnie, a więc tzw. proletariatu, czyli warstwy biedoty i bezrobotnych; kult pieniądza – hasłem życia społecznego staje się „sprzedać-kupić”, pieniądz jest miarą wszystkich rzeczy; niszczenie tradycji, ponieważ ideologia ta żyje teraźniejszością i przyszłością, rzuca projekty tzw. zaspokojenia potrzeb, czegoś, co z samej natury nie ma końca. Ponadto ma miejsce cały szereg innych negatywnych zjawisk, które są funkcją tych wymienionych.

Komunizm jest reakcją na zwyrodnienia liberalizmu. Proponuje on inną metodę życia społecznego i inną koncepcję polityki, mianowicie: jedna partię i jedną metodę życia społecznego, czyli kolektywizm. Inną reakcją na liberalizm – a także na komunizm! – był faszyzm Mussoliniego, w którym odrzucano zarówno kolektywizm, jak i krwiożerczy kapitalizm i wielopartyjność, która do niczego nie prowadzi, która jest, jakby powiedział Koneczny, cywilizowaniem na wiele sposobów jednocześnie. Do tego dołączył komunizm narodowy Adolfa Hitlera, czyli socjalizm nazistowski.

Wymienione wyżej rodzaje socjalizmów wyrastają z jednego korzenia ideowego i wiek XX jest okresem zmagania się socjalizmów o panowanie nad światem. Socjalizmy w sposób naturalny zastąpiły trony, zapanowały w Europie, w Hiszpanii, w Rosji, w Niemczech, we Francji. Ich historia jest bardzo złożona, skomplikowana. Były eksportowane w świat, choćby do Meksyku, a po II wojnie światowej na Daleki Wschód. Ideologia ta rozlewa się po świecie jako nowa propozycja cywilizacyjna. II wojna światowa jest wojną socjalizmów o panowanie na światem. Należy zwrócić uwagę na kształt koalicji, który jest nieprzypadkowy: nazizm połączył się z faszyzmem. Faszyzm utożsamia się dziś z nazizmem, co jest pomysłem liberałów. Jest on w rzeczywistości zupełnie czymś odrębnym od nazizmu, choć istniały jakieś historyczne, geopolityczne powiązania między nimi. Z kolei liberalizm połączył się z komunizmem, a nawet go czynnie wspierał. Po II wojnie światowej na arenie dziejów został liberalizm, natomiast z drugiej strony komunizm, a po upadku komunizmu na arenę dziejów wrócił liberalizm, dlatego admiratorzy liberalizmu twierdzą, że jest to ostateczny głos w dziejach teorii społecznej, że nic więcej człowiek już wymyślić nie może.

Skoro, jak zostało powiedziane, socjalizm jest pewną chorą naroślą na ciele Europy czy szeroko pojętej zachodniej tradycji, to co jest zagrożeniem dla tego liberalizmu, co jakby wewnątrz niego jest elementem rozkładowym?

Sama natura ludzka. Człowiek jest bytem rozumnym i wolnym, na pewno nie da się zredukować do tego, co głosi socjalizm, do tego, że człowiek jest po prostu nawozem historii, że jest masą czy jakimś „zasobem ludzkim”, który stanowi przedmiot manipulacji i technologii. Socjalizm stosuje niezwykle perfidną kombinację propagandy i terroru. Sercem propagandy jest właśnie utopia, czyli lansowana wizja szczęśliwego świata. Jest to świat nieograniczonej konsumpcji materialnej – pierwsi utopiści wyszli już z założenia, że zło społeczne będzie zlikwidowane wówczas, gdy zapewni się równy dostęp do dóbr konsumpcyjnych; kiedy zaspokoi się potrzeby człowieka, stanie się on dobry, nastąpi metanoia moralna. Jest to oczywiście fałszywa teza. Z tego, że człowiekowi powodzi się dobrze w sensie materialnym, nie wynika, że będzie on człowiekiem dobrym moralnie. Są to zupełnie różne sfery, a praca kultury i cywilizacji polega na tym, aby te sfery „złożyć” ze sobą, zagwarantować człowiekowi niezbędne minimum materialne, ale również kształtować jego ducha, ponieważ to od ducha właściwie wszystko zależy.

Propaganda roztacza wizje, którym jednak towarzyszy terror społeczny. Jest on bądź terrorem bezpośrednim, czyli fizycznym, kiedy się fizycznie likwiduje wszystkich niepoprawnych politycznie; bądź terrorem pośrednim, czyli terrorem zmasowanego ataku propagandy, terrorem duchowym. Jest to przemoc strachu, tak jak to obserwujemy współcześnie, kiedy ludzi byłego bloku komunistycznego straszy się, że nie mamy wyjścia… są to konieczne prawa dziejowe, my zaś jesteśmy funkcją tych praw, musimy się zatem z tymi prawami pogodzić. Wrogiem liberalizmu – redukcjonizmu antropologicznego – jest sam człowiek, który jest bytem rozumnym i wolnym, a nie tworzywem jakichś urojonych przez socjalizm praw historii.

Liberalizm przeszedł szereg przeobrażeń, ale z chwilą kiedy opanuje on arenę polityczną globu, będzie „pokazywał zęby”. Musi tak być, ponieważ jest socjalizmem i traktuje człowieka jedynie jako surowiec. Za to ludzie zapłacą ogromną cenę.

Obecnie na sztandarach liberalizmu mam, jako ustrój społeczny demokrację liberalną z jej systemem partyjnym, który jakoby zapewnia poszanowanie godności każdego człowieka, bo w tym liberalnym dialogu każdy może uczestniczyć…

Tak, to jest część propagandy, bowiem demokracja – i w tym miejscu należy wierzyć Arystotelesowi – jest najgorszym z możliwych ustrojów, ponieważ są to rządy gorszych czy, jak ktoś kiedyś powiedział, rządy „hien nad osłami”. Rządy większości, która jest manipulowana, której stwarza się miraż, że to ona wybiera, a w gruncie rzeczy ów wybór jest pokierowany przez tych wspomnianych wcześniej.

Dodatkowo wybiera między stronnictwami politycznymi, tymi partykularnymi opcjami ideologicznymi…

Tak, ja zawsze pytam, co łączy robotnika, żołnierza, kapłana, nauczyciela, którzy wybierają jakąś partię, a nie chcę już tu mówić jaką, bo jak wskazuje historia partie mnożą się jak grzyby po deszczu, bardziej niż wirusy. A to zmierza w jednym kierunku – neutralizacji tradycji łacińskiej i myślę, że scenariusz będzie taki: będzie liberalna lewica, liberalne centrum i liberalna prawica. W socjalizmie wszystko musi być socjalistyczne! Socjalizm zawsze cele ma te same, natomiast różne stosuje metody.

Nurt określany mianem liberalnego przejawia widoczną tendencję do misyjności, ekspansji. Wspólna Europa i globalizm – te hasła rozgrzewają umysły elit politycznych i publicystów. Wydają się stopniowo realizować, zwłaszcza w Europie. Czy możliwe jest stworzenie liberalnej supercywilizacji?

Ideologia, o której mówimy, ma wymiar globalny, jest totalitaryzmem. On musi panować, natomiast sprawą taktyki jest, kiedy i jaką metodą będzie to zrealizowane. Teraz socjalizm liberalny nie ma właściwie żadnego konkurenta. Sami socjaliści są ignorantami, nie wiedzą, że używając takich słów, jak prawda, dobro, piękno, sprawiedliwość, używają słów, które pochodzą z innej tradycji i mają inne znaczenia niż te, jakie oni „podkładają”, jeśli jakiekolwiek podkładają, bo podejrzewam, że jest to tylko taka quasi-religijna magia języka.

Socjalizm posiada własną wizję zbawienia człowieka i wizję tę bezwzględnie mechanicznie stosuje, socjalizm jest cywilizacją mechaniczną, aprioryczną, fundamentalistyczną, sakralną. Przemówienia polityków będących admiratorami liberalizmu mają charakter religijny, wciąż powtarza się: „ja głęboko wierzę…” Wszystko jest nabudowane na wierze, na woli, na wyborze pewnej wizji, a nie na wiedzy. To jest największe nieszczęście, jakie niesie ze sobą liberalizm, bo pozbawia człowieka rozumu i osadzenia w realnym świecie.

W zmaganiu socjalizmów między sobą na placu boju pozostał liberalizm. Tylko patrzeć, jak odżyje kolektywizm, faszyzm, jak odżyją nacjonalizmy, bo narody nie dadzą sobą manipulować. W Polsce już odżywa marksizm, który przynajmniej miał – przaśną, bo przaśną – jakąś wizję kultury, natomiast liberalizm redukuje człowieka do pozycji zwierzęcia konsumującego, by tak rzec „dwuotworowca”.

W społecznej myśli europejskiej mamy także nurt chrześcijańsko-klasyczny. Jest on obecnie w wyraźnej defensywie. Deklarowana po ostatnim soborze otwartość na postchrześcijański świat zbyt często owocuje oddaniem pola życia społecznego różnej maści socjalistom. Dlaczego warto jednak przypominać cywilizację łacińską z jej personalizmem?

Nasza tradycja kulturowa to trzy wielkie formacje. Pierwszą jest dorobek Greków w zakresie filozofii. Ten jest zróżnicowany wewnętrznie, rozdarty między realizmem a idealizmem, zaś idealizm między racjonalizmem a irracjonalizmem. Odziedziczyliśmy więc tradycję myśli greckiej razem z błędami, i to jest dla nas wyzwanie, dlatego znajomość filozofii jest warunkiem koniecznym uczestniczenia w dyskursie kulturowym, bez tej znajomości mamy do czynienia z bełkotem popartym myśleniem życzeniowym, czyli tym, co cechuje socjalizm. Drugą filar stanowi dorobek Rzymu w zakresie teorii państwa i prawa, który pomimo tego, że niesie z sobą ogromny ładunek poznawczy, musi być nieustannie ukrytyczniany. Trzecia formacja to jest tradycja judeochrześcijańska, a szczególnie chrześcijaństwo z Ewangelią, która jest wielkim traktatem o człowieku. Określa ona nie tylko stosunek człowieka do Boga, Boga do człowieka, ale mówi, kim jest człowiek, że jest on dzieckiem Bożym, a drugiemu człowiekowi bratem, bliźnim.

Na dzisiejszy dyskurs kulturowy składają się zbitki pojęciowe – i to również dotyczy nas, my nie znamy własnej tradycji myślowej, nie znamy dorobku, mieszamy ze sobą dziedziny, sfery, poglądy, które należy wyróżnić, oddzielić i uporządkować. Mówi się na przykład: cywilizacja chrześcijańska, tymczasem czegoś takiego nie ma i uchowaj Boże, byśmy budowali cywilizację chrześcijańską. Europa, przy wybitnym wkładzie chrześcijaństwa, jego koncepcji człowieka, została zbudowana przez cywilizację łacińską, inaczej – personalistyczną, w której wyłącznym celem życia społecznego jest dobro konkretnego, realnego, pojedynczego człowieka. Ten człowiek ma być widziany w całej jego wielkości i zarazem w tym, że potrzebuje on pomocy innych ludzi – ponieważ jesteśmy z natury bytami społecznymi – po to, aby mógł zrealizować wszystkie możności, jakie leżą u podstaw jego bytu. W tym sensie nasza cywilizacja opiera się na współpracy ludzi, wzajemnej pomocy w aktualizowaniu życia osobowego. Życie osobowe jest największym podobieństwem człowieka do życia Boga, a więc tam, gdzie poznajemy, kochamy, jesteśmy wolni, jesteśmy podmiotem prawa, suwerenem (bo każdy ma swój własny akt istnienia), gdzie jesteśmy religijni: posiadamy godność religijną. Nie trzeba być chrześcijaninem, aby dostrzec i zaakceptować personalizm jako filozoficzną wykładnię człowieka.

Objawienie chrześcijańskie pomogło człowiekowi, Europejczykowi odpowiedzieć na pytanie, kim jest. Rozpoznać, że jest osobą. Natomiast chrześcijaństwo czy religia chrześcijańska nie wchodzi w strukturę cywilizacji. Kościół rozumiany instytucjonalnie i rozumiany jako mistyczne ciało Chrystusa jest instytucją społeczną, a nie państwową. Chrześcijaninem jest się z wolnego wyboru, z doświadczenia i wyboru credo jako drogi życia, która jest naśladowaniem Chrystusa, oczywiście analogicznym naśladowaniem, na miarę możliwości ludzkich. Chrześcijaństwo jest zatem instytucją społeczną i odgrywa w tej dziedzinie rolę zasadniczą, ponieważ pilnuje depozytu człowieczeństwa, czyli personalizmu, sprzeciwia się wszelkim ludzkim działaniom, które prowadzą do naruszenia tego depozytu, bo takie działania są nikczemne.

Tutaj rysuje się ogromna perspektywa przed Europejczykiem. Europa musi przemyśleć samą siebie, biorąc pod uwagę bardzo niesprzyjający układ geopolityczny: napór imperializmu amerykańskiego połączonego z izraelskim, napór imperializmu rosyjskiego, chińskiego, które przyjmują powoli model liberalistyczny. Wymownym przykładem socjalistycznej konstrukcji są Chiny, które przyjmują w gospodarce liberalizm, a od góry komunizm. W ten sposób powstaje synteza dwóch socjalizmów. Wszyscy się dziwią, a to jest możliwe, bowiem socjalizm w swych różnych postaciach jest rezultatem tego samego błędu poznawczego. My natomiast musimy przypomnieć sobie naszą tradycję, poznać ją i – jak na dziś – konserwować, mówić o niej, aby w razie potrzeby wrócić do właściwego łożyska życia, jakim jest personalizm.

Dziękuję za rozmowę.

http://cywilizacja.ien.pl

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... beralizmu/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 11 sty 2015, 14:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Feliks Koneczny - "Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej"

Trzonem całej historii powszechnej jest zagadnienie cywilizacji. Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego. Prawo stanowi w nim czynnik pierwszorzędny i jest z natury rzeczy częścią metody, jak najbardziej znamienną. Każda cywilizacja ma swoje pojęcie o prawie i wysnuwa z nich odrębne systemy prawa.

Są tedy dwa źródła prawa: etyka lub władza. Obydwa tkwią w samych zawiązkach jakiejkolwiek kultury, jakiegokolwiek ustroju życia zbiorowego choćby najprymitywniejszego; tkwią w ustroju rodowym. Nie było zaś nigdy ani stadności, ani matriarchatu. Władza ojcowska była dożywotnią, tyczyła się synów, wnuków i prawnuków, skupiających się w ród pod zwierzchnością wspólnego przodka, który był właścicielem wszystkich i wszystkiego. W rodowej gromadzie, mogącej obejmować kilkadziesiąt głów wytwarzały się normy wzajemnych stosunków, tj., poglądy na to, co jest godziwym, a co niegodziwym.

Etyka jest starsza od prawa. Prawo nie było potrzebnym, póki się nie wydarzyło przestępstwo. Sankcje prawne nie mogły powstać wcześniej, aż gdy zaszła potrzeba, żeby niegodziwość poskramiać siłą. Musiała zaś powstać kwestia prawna, gdy okazała się jakaś wątpliwość etyczna. Prawo pierwotne rodzi się z etyki i rozwija się wraz z jej rozwojem, w miarę rozwoju stosunków.

Młodszość prawa jest atoli nieznaczna. Po śmierci założyciela rodu mogły się stosunki układać rozmaicie. Każdy z synów patriarchy stawał się sam patriarchą i właścicielem swego potomstwa i mógł się wyodrębnić ród odrębny; również atoli mogli pozostawać dalej razem. Zachodziła potrzeba norm, kto ma być głową gospodarki rodowej i jak uregulować dalsze współżycie. Określono dotychczas sześć typów ustrojów rodowych, a zatem istniała rozmaitość praw.

Niegodziwością było świadome wyrządzenie szkody współrodowcowi. Obowiązki etyczne wobec członków innego rodu zaczęły się dopiero natenczas gdy rody złączyły się w plemię. Powstaje etyka zrzeszeniowa, rozszerzająca się dalej z plemion na lud. Żydzi rozciągnęli etykę na wszystkich współwyznawców. Nie miało się obowiązków etycznych poza własnym zrzeszeniem; powszechnym był tedy stan, który zwiemy etyką podwójną. Dopiero filozofia stoicka nie pozwalała postępować nieuczciwie względem obcych, zanim chrześcijaństwo uczyniło wszystkich ludźmi bliźnimi.

Z nowych postulatów etycznych musiały powstawać nowe kierunki w prawie. Lecz postulaty mogły nie znajdować uznania, a konflikt prawa z etyką sięga również do okresu rodowego. Nadużycia zdarzały się, zwłaszcza wyścigi uzurpatorskie do godności i władzy starosty rodowego (powstał typ despocji rodowej). Nie zawsze geneza władzy tkwiła w etyce. Zdarzała się władza, pochodząca z popełniania niegodziwości, a prawo wydawane przez taką władzę, mogło być bezprawiem.

Prawo, wywodzące się od władzy, mogło być narzucone bez względu na poglądy etyczne, a towarzyszący takiemu prawu przymus prawny mógł być wcale nie uprawniony. Uprawnienie sprzeczne z etyką jest bezprawiem.

Atoli władza despotyczna nie koniecznie musi być tym samym bezprawną. Ludy ziemi wyznają po większej części emanatyzm i wierzą, że władca jest emanacją bóstwa. Wobec tego nie wolno jej się przeciwić ze względów religijnych, on zaś nie jest krępowany niczym. Wszelka zachcianka jego staje się prawem. Jest to zupełnie logiczne przy emanatyzmie a ślepe posłuszeństwo stanowi elementarne wymaganie emanatycznego porządku w stosunku świata przyrodniczego do nadprzyrodzonego. W tym wypadku władza despotyczna nie jest narzucona, lecz wyłania się naturalnie ze systemu religijnego. Nie tylko najsurowsza władza, lecz nawet dziwaczna (jak np. Iwana Groźnego) może być nie tylko prawną lecz najzupełniej prawną ze stanowiska danej cywilizacji.

Ze zmianą pojęć etycznych musi nastąpić zmiana pojęć prawniczych. Nigdy atoli przeciwnie, nigdy prawo nie pokieruje etyką. O ile prawo chce wytwarzać etykę, powstaje stan bezetyczny anormalny i po pewnym czasie acywilizacyjny. Słusznym może być tylko takie prawo, które wyłania się z wierzeń lub stosunków stron zainteresowanych i jest zgodne z ich wolą, z ich przekonaniami, czyli innymi słowy: prawo współmierne z cywilizacją.

Żadna cywilizacja nie uznaje gwałtu, jako źródła prawa. Wszystkie stają oporem przeciwko prawu narzuconemu, nie wyłonionemu.

Musimy zacząć od odróżnienia tych dwojga "praw" albowiem prawo narzucone może pochodzić z nikczemnych gwałtów (np. Od łupieżczego najeźdźcy), a więc ściśle rzeczy biorąc może być nie prawem, lecz bezprawiem. Czyż można stawiać je obok siebie, w imię np. nieprzerwalności prawa? Nieprzerwalność zachodzić może tam tylko gdzie nie zmienia się metoda. Właściwie przeto bezprawie stanowi przerwę w ciągłości prawa; a bezprawiem jest wszystko, co opiera się na gwałcie. Szwankuje tu terminologia prawnicza, nie posiadając osobnego wyrażenia na bezprawie, przebrane w szaty prawa. Jurysprudencja stawałaby się atoli nieraz współwinną nikczemności, gdyby prawo narzucone traktowała na równi z wyłonionym. Zawody zaś prawnicze nie mogą się poniżać do tego, by wysługiwać się lada opryszkowi.

Przeciwieństwa prawa narzuconego a wyłonionego śledzić można w całej historii cywilizacji łacińskiej około hasła wolności. Granicę pomiędzy wolnością a przymusem określić nietrudno. Wolność każdego kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność sąsiada. Adagium stare i powszechnie znane, kiedy powstało i od kto pochodzi, nie wiadomo. Sądzę, że należałoby je uzupełnić określeniem roli przymusu; przymus zaś ma stawać w obronie wolności tego sąsiada. O tyle przymus (sankcje prawne) jest potrzebny, uprawniony; poza tym staje się blumizmem.

Skoro nie można być cywilizowanym na dwa sposoby, nie można przeto stosować w układzie prawa jednocześnie dwóch metod, a tym mniej trzech lub czterech. Mieszanka cywilizacyjna wyradza się w stan acywilizacyjny a prawo złożone z działów niewspółmiernych, prawo cywilizacyjne wielokierunkowe staje się bezkierunkowym i wychodzi w praktyce na tarczę wszelkiego bezprawia. Prawo musi wiedzieć jasno, do czego zmierza i wyrażać to ściśle; tym samym musi pochodzić w całości z jednej tylko cywilizacji.

Mieszanka cywilizacyjna jest jadem wszelkich organizmów, a stosowana czy to do państwa, czy to do społeczeństwa, sprowadza rozkład. Komu w głowie mieszają się cywilizacje, taki przy najczystszych nawet intencjach stanie się, chociaż nieświadomie, trucicielem życia zbiorowego we własnym zrzeszeniu. Albowiem w sprawach związanych z intelektem ludzkim nie obowiązuje wcale prawo przyrodnicze, jako ta sama przyczyna wywołuje zawsze te same skutki. Z takiej samej myśli ludzkiej powstają czyny rozmaite. Ta sama myśl przeradza się w czyn w każdej cywilizacji inaczej.

Przykładem rozdwojenia cywilizacyjnego jest stała historia Niemiec. Tam bizantyjska cywilizacja zmagała się z łacińską od czasu Ottonów. Spory cesarstwa z papiestwem były w istocie rzeczy walkami dwóch cywilizacji. Łacińska wzięła górę w okresie tzw. "bezkrólewia niemieckiego" i aż do drugiej połowy XIV wieku zmagała się, wychodząc przynajmniej obronną ręką. Przeważyły atoli szalę na rzecz bizantynizmu trzy czynniki historyczne: Zakon Krzyżacki, protestantyzm niemiecki (różny wielce od skandynawskiego i anglosaskiego) i wreszcie pruska ideologia państwowa. Kultura bizantyjsko-niemiecka ostatecznie zwyciężyła, dokonując sprusaczenia całych Niemiec.

Wraźne ślady wpływów bizantyjskich są w całej Europie. Byłoby dziwnym, gdyby było inaczej. Wszakżeż w pierwszym okresie średniowiecza bogate i uczone Bizancjum było ideałem dla zachodniej Europy ubożuchnej i niepiśmiennej; potem zaś legizm wszczepiał pojęcia prawa publiczneog z epoki cesarstwa, z czasów "Nowego Rzymu". Pewne wpływy z Bizancjum rozchodzą się po całej Europie. Można by się wyrazić, że cała Europa doznaje zatrucia kwasami bizantyńskimi. Siłom fizycznym przyznano faktyczną supermację nad duchowymi, często formie nad treścią. Najdosadniejszego przykładu dostarczał problem nawracania pogan. Na tej sprawie obserwować można w skali największej, jak kwas bizantyński deprawował zachodnią Europę. Niegdyś Cassiodorus, jeden z Ojców naszej cywilizacji, oświadczył, jako nie wolno przy nawracaniu używać przymusu i Stolica Apostolska sama również wielokrotnie to głosiła. Lecz później wyszła od Krzyżaków fatalna teoria, jako godzi się a nawet trzeba nawracać mieczem, gdy inaczej nie można; dla najwyższego dobra, dla nawrócenia i zbawienia dusz, nie trzeba się wahać z użyciem przemocy. Cel uświęca środki! Gdy tak promulgowano tę zasadę, otwarły się ciężkie wrota dla wszelkiej zbrodniczości względem nie współwyznawców, zaczęło się zawieszenie etyki względem pogan, moralność dwojaka i złote czasy dla zbrodniarzy, umiejących pokrywać przestępstwa świętoszkostwem. Czy nie w tej sprawie zawiązek kwestii: siła nad prawem?

Ze stałego sprzężnia cywilizacji bizantyjskiej z łacińską w jednym rydwanie, musiał wreszcie wytworzyć się kołoobłęd historyczny (zachodzący nie tylko w Niemczech). To samo tyczy się mieszanki wytwarzanej z jakichkolwiek innych cywilizacji. Np. pomieszanie chińskiej z turańską wiedzie do bezwładu. Absurdem więc jest poszukiwanie czegoś, co byłoby równocześnie perskim, włoskim, japońskim, polskim, francuskim, chińskim, hinduskim, żydowskim itd. Z tego nie da się wykrzesać żadnej nowej, wszystkim wspólnej jedni; to może być tylko obok siebie z mniejszą lub większą niestosownością.

Co powstało osobnymi metodami i co utrzymuje się odrębnością własnej metody, to nie da się sporządzić w nową całość.

Zwłaszcza tworzenie wszelkie musi się odbywać w obrębie pewnej metody w jakimś duchu.

Przykład na sztuce:

Przypuśćmy, że polski malarz poddaje się wpływom japońskim. Czyż namaluje w takim razie wesele krakowskie japońską metodą? Może zechce odkrywać syntezę matejkowskiej ekspresji z japońską jednopłaszczyzną? Ani też żaden Japończyk nie uznałby Fudżijamy wymalowanej po naszemu. Nie ma krajobrazu polsko-japońskiego, są tylko polskie i japońskie osobno, całkiem osobno. Również nie ma cielesnych kształtów polsko-japońskich! Można przyswajać sobie środki techniczne z Polski, z Japonii, z Persji itd., ale to nie wytworzy sztuki jakiejś persko-polsko-japońskiej.

Absurd ten wystąpi jeszcze jaskrawiej na architekturze. Wyobraźmy sobie dom mieszkalny ze staroegipskimi ścianami skośnymi, z dachem chińskim, lecz fasadą europejską, a urządzony wewnątrz po persku, lecz zbudowany z japońskich tekturek. A może wystarczy wyobrazić sobie gmach europejski, wystawiony pół na pół w stylu bazylikowym i rokoko? Itp, itp…

Ponieważ ludzie z rozmaitych cywilizacji stają się niezdatni do współpracy w tym samym zrzeszeniu, a zatem coraz mniej pożytku z prac życia zbiorowego w Europie i coraz mniej staje się możliwą normalna duchowa przemiana sił cywilizacyjnych, stąd stagnacja to tu, to ówdzie, a coraz częstsza i zagarniająca coraz rozleglejsze dziedziny. Kontynentowi europejskiemu zagroził stan acywilizacyjny.

Mechaniczna mieszanka prowadzi do obojętności w zasadniczych zagadnieniach cywilizacyjnych. Górują coraz bardziej pozory, formy pozbawione treści; treść bywa zlekceważona, nie przywiązuje się do nie wagi. Najdonioślejsze sprawy zbywa się obojętnie.

Apatia moralna, brak zainteresowania sprawami publicznymi stanowią istotny skir życia publicznego, albowiem zacierają potrzebę tego, co w całym życiu zbiorowym najpotrzebniejsze, mianowicie odpowiedzialność. Z jej zaś zanikiem zanikają zdolności twórcze w społeczeństwie. Iluzoryczność odpowiedzialności wiedzie też do najgroźniejszego z nieszczęść publicznych: do bezkarności zła.

Ten chwast wybujał na kontynencie europejskim tak dalece, iż choćby tylko dlatego grozi Europie całkiem widoczny rozkład i to ogólny rozkład w mieszance cywilizacyjnej.

Prawnik musi się tedy zdecydować, do jakiej należy cywilizacji. Każda cywilizacja stanowi przegrodę pomiędzy cywilizacjami nie do przebycia. Jakżeż pogodzić chrześcijańskie a żydowskie pojęcie bliźniego? Rozbieżność zaś etyk co do życia prywatnego a publicznego zachodzi aż w pięci cywilizacjach: w chińskiej, bramińskiej, turańskiej, arabskiej i bizantyńskiej; tym samym nie da się żadnej z nich łączyć z cywilizacją łacińską, która poddaje życie publiczne etyce i to tej samej, jak prywatnie. Chińczykowi godzi się wypędzać swe dzieci, a nawet zabijać je; jakżeż to pogodzić z etyką cywilizacji łacińskiej? Gdy Braminowi przyjdzie ochota zrobić się pustelnikiem gdzieś w obcym kraju, za siódmą górą i siódmą rzeką, ażeby w samotności rozstrząsać zagadnienia spraw wieczystych, ma prawo opuścić żonę i dzieci, nawet ich nie uprzedzając o swym postanowieniu; na coś takiego nie może zezwolić żadną miarą etyka katolicka, która jest etyką cywilizacji łacińskiej.

W materiałach zebranych w specjalnych zbiorach (Bastion, Westermarck, Cathrein, w pamiętnikach zjazdów etnologii religijnej) przejawiają się rozbieżności niesłychane. Ks Cathrein np., nabrał przekonania, że "może nie ma takiej zbrodni, która b nie uchodziła za cnotę, gdzieś kiedyś u jakiegoś ludu".

Jakżeż tu obmyślać syntezę! Skoro niemożliwa synteza etyk, niemożliwa tym samym synteza pomiędzy cywilizacjami. Moralność według metod sprzecznych?! Wyznawana zaś gdziekolwiek etyka musi być czerpana z jednej tylko i tej samej.

Mieszanka cywilizacyjna pociąga za sobą chwiejność etyki, która chwieje się przy wszystkim na tyle stron, ile cywilizacji zmieszano, przynajmniej tedy na dwie strony. Ludzie nie wiedzą co uważać za złe, a to stanowi najgorszą chorobę, istny skir życia choćby prywatnego; a coż dopiero publicznego. Doprowadziliśmy do istotnego harmideru etyk. Europejczyk "przeciętny" doszedł do tego szczebla rozwoju, iż nie wie co dobre a co złe, bo coraz trudniej orientować się w chaosie systemów, w których ma wybierać i dobierać, boć mu przysługuje liberum arbitrium.

Czyż nie panuje podobny galimatias w pojęciach o nauce i sztuce? Czy to przypadek, czy też konsekwencja, że równocześnie z ignorancją dobra a zła nie ma się pewności, co jest piękne, a co szpetne, co prawdziwe a co złudne? Nie trzeba się tedy dziwić, że w rezultacie galimatiasów wszelkiego rodzaju ów przeciętny Europejczyk nie wie co mu pożyteczne a co szkodliwe. Kierują się impulsami doraźnymi, za każdym razem inaczej. Korona zbiorowej kultury czynu, nabiera również impulsywności, a co taka polityka wzniesie, to sypie się i rozsypuje po niedługim czasie. Państwo kierowane impulsywnymi zachciankami i przywidzeniami!!!

Tradycja prawa polskiego nie zna innego podłoża cywilizacyjnego, jak tylko łacińskie. Łacińską na wskroś jest też tradycja polskich pisarzy politycznych od w. XV aż do Sejmu Czteroletniego i rozbrzmiewała ta łacińskość na nowo wielkim głosem, skoro tylko odrodziło się ponownie zainteresowanie naukami politycznymi. Dotychczas nie wydaliśmy ani jednego pisarza, który by snuł nam teorię samowładztwa cezaropapizmu lub pragnął zgnębić personalizm i prawo prywatne na rzecz totalizmu państwowego.

Zastanawiający to fakt, że prawo polskie nie opuściło szlaków łacińskich ani wówczas, kiedy kultura polska, uległszy wpływom turańskim, popadła w tak zwany sarmatyzm. Turańszczyzna zabija przymioty duchowe. Wprowadza w umysły bezład, z czego wytwarza się czasem bezład intelektu. Doznaliśmy tego na sobie; lecz wśród największego upadku naszej kultury nie znajdzie się nigdzie ni śladu turańskich pojęć prawniczych.

Rozwój historyczny prawa odbywał się w Polsce według zasad cywilizacji łacińskiej. Nie przynoszę pod tym względem nic nowego, lecz doczepiam się skromnie do długiego szeregu poprzedników. Dołączam tylko nowe ogniwo do wiadomego pasma polskiej myśli. Każde pokolenie mogło to zrobić, gdyż przybywa nowych problemów, cywilizacja żywotna szerzy się i pogłębia, może nawet powstać nauka jaka nowa. Nowe nabytki trzeba spawać z ogniwami poprzednimi.

Musimy wreszcie objąć cały łańcuch wzrokiem nowoczesnych metod naukowych. Innymi słowy; musimy się wreszcie zdobyć na nowoczesną filozofię prawa w obrębie cywilizacji łacińskiej. Roztrząsanie zasad prawa w tej cywilizacji pragnie być przyczynkiem do dzieła, do którego nauka polska wydaje mi się szczególnie powołana.

http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/fe ... two/II.php


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 13 sty 2015, 15:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.myslkonserwatywna.pl/histori ... zy-regres/

Prawo rzymskie czy regres?
9 października 2014 | 0 Komentarzy

Obrazek

Jednym z czynników, kształtujących nasz kręgosłup światopoglądowy jest prawo rzymskie, stanowiące nieodłączny filar cywilizacji łacińskiej. Cywilizacji, której charakter miał być duszą całej Europy. A gdy dorzucimy do tego grecką filozofię, wraz z charakterystycznym dla niej pojęciem Prawdy i chrześcijańską etykę, która stała się matką Wolności, mamy do czynienia z zestawem uniwersalnych wartości, których ochrona leży w kompetencji Prawa. Oczywiście tego, które dało początek obrony elementarnych zasad – Prawa opartego na rzymskich standardach.
Czymże jednak byłaby ogólnie pojmowana kultura rzymska, gdyby nie olbrzymi spadek, jaki pozostawiła po sobie jej grecka poprzedniczka? I czy łacińska tradycja byłaby tak trwała bez olbrzymiego impulsu, jakim była dla niej filozofia chrześcijańska? Aby odpowiedzieć na te pytania wystarczy podać choćby jeden, ale jakże istotny przykład – stosunek do dzieci nienarodzonych.
Nasciturus był istotą, której grecka filozofia i etyka poświęciły dużo miejsca na kartach swojej historii. Sięgnijmy choćby po przysięgę Hipokratesa. Ten wybitny uczony z Kos jednoznacznie opowiadał się przeciwko zabijaniu nienarodzonych. Chyba najbardziej wymownym tego przykładem mogą być jego słowa:
"Nie podam nikomu, choćby żądał, śmiertelnego leku, ani nie udzielę mu pomocy w tym względzie, nie podam również kobiecie tamponu wywołującego poronienie."
Uczony uznawał jedynie podanie środka poronnego w przypadku, gdy płód jest martwy bądź zagraża życiu matki. Ciekawe tylko czemu przysięga Hipokratesa jest co i rusz zmieniana i dostosowywana do powszechnie panujących "standardów"? Do podobnej manipulacji dochodziło (i często nadal dochodzi) na łamach "fachowych" czasopism, w pracach "powszechnie uznanych" historyków. Owocem tej propagandy są spustoszenia intelektualne w głowach rzeszy młodych osób, które jeśli nie zetknęły się z "alternatywną" historią zasilają szeregi ormowców politycznej poprawności, którym nie przeszkadza mówienie "TAK" aborcji, przy deklarowaniu "NIE" dla kary śmierci.
Poglądy Hipokratesa nie pozostały bez echa. Po nim zdecydowanie negatywnie o aborcji wypowiadali się inne wybitne postacie, tworzące mozaikę wspaniałości śródziemnomorskiego świata, nie pomijając takich ludzi, jak Galen czy Lizjasz. Temat aborcji pojawiał się również w śródziemnomorskiej literaturze, co doskonale w swojej pracy "Starożytne głosy przeciw aborcji" przedstawił prof. Michał Wojciechowski. Wspomniana praca stała się inspiracją dla wielu autorów artykułów poświęconych tematyce aborcji (w tym niżej podpisanemu). Przejdźmy jednak do antycznej literatury…
W "Eumenidach" Ajschylosa , pochodzących z V w. przed Chrystusem, Apollo mówi Eryniom, że ich miejsce jest tam, "gdzie spadają ścięte głowy, gdzie oczy wyłupiają, gdzie chłopców okrutnie trzebią, gdzie się zabija dziecię w łonie matki". Zatem aborcja została zaliczona do okrutnych zbrodni.
W łacińskiej komedii "Truculentus" Plauta, mowa o kobiecie, która "kryła się i bała, żebyś ty jej nie namówił do spędzenia płodu, żeby dziecko uśmierciła." Również rzymska poezja nie pozostawała obojętna na te kwestie. Poeta Owidiusz (43 przed Chr. — 18 po Chr.) z żalem i złością pisze o swej ukochanej, która spowodowała poronienie poczętego z nim dziecka. Ponadto zwraca się do bogów o darowanie jej życia.
A co na ten temat mówi ówczesna filozofia? Rzymianin Seneka (5-65 po Chr.) tak pisał do matki:
"Nigdy nie wstydziłaś się swego licznego potomstwa, jak gdyby miało niekorzystnie świadczyć o twoim wieku. Nigdy zwyczajem innych kobiet, które szukają chwały w swoich kształtach, nie ukrywałaś ciężarnego łona, jak gdyby nieprzyzwoitego brzemienia, ani nie udaremniłaś poczętych w swoich wnętrznościach nadziei potomstwa".
Tak wielkie dziedzictwo kulturowe i naukowe, które jasno stało po stronie życia poczętego, nie mogło pozostać bezowocne. A owocami tej kultury były pewne przepisy prawne, które musiały sankcjonować to, co do tej pory żyło tylko w świadomości. Kamieniem milowym na drodze do prawnego uznania dziecka nienarodzonego za człowieka była mowa grecka "De abortu" poświęcona specjalnie krytyce aborcji, znana niestety tylko przez pośrednie, krótkie relacje. Przypisywano ją, wcześniej wspomnianemu retorowi Lizjaszowi (445-378 przed Chr.). Autor na podstawie doświadczeń medyków stwierdził, że aborcja jest zabójstwem i powinna być tak samo karana, jak każdy inny mord.
O sprawach karnych tego typu, niestety niewiele wiadomo. W rozprawie "Czy płód jest istotą żywą?", przypisywanej lekarzowi Galenowi, istnieje wzmianka, że prawodawcy greccy, Likurg ze Sparty i Solon z Aten, uważali aborcję za przestępstwo. Istnieje legenda, jakoby założyciel Rzymu Romulus wydał prawo przeciw aborcji. I chociaż nie ma na to mocnych dowodów, to fakt, że wzmianka ta znalazła się w "Żywotach" Plutarcha, ma znaczący wpływ na jej wiarygodność.
Niedorzecznością byłoby pisanie o nasciturusie w prawie rzymskim, bez uwzględnienia prawa dziedziczenia. W zasadzie rzymski sprzeciw wobec aborcji był motywowany właśnie sprawami własności! "Nasciturus pro iam habetur quotiens de commodis eius agitur" – mający się urodzić uważany jest za urodzonego, ilekroć chodzi o jego korzyści. Ta rzymska zasada obowiązuje do dziś w większości cywilizowanych systemów prawnych. Świadczy o tym, że teza głosząca, jakoby Rzymianie traktowali embrion ludzki jako część składową ciała matki jest błędna. Prawo rzymskie traktowało bowiem go jako osobę, ale warunkowo.
Sam Cyceron w mowie "Pro Cluentio Avito" (wygłoszonej w 66 r. przed Chr.) wspomina o karze śmierci wymierzonej mieszkance Miletu, która przez aborcję pozbawiła ojca dziecka spadkobiercy. Natomiast żyjący w I w. n. e. Muzoniusz Rufus nawiązywał do karania za przerywanie ciąży, gdyż zmniejsza ono liczbę obywateli.
Niezwykle zastanawiające może być to, że Rzymianie, będący symbolem hardości i przemocy, akurat w kwestii aborcji (co prawda ze względów na własność, ale zawsze) byli wrażliwi na życie dziecka i mieli w tej kwestii dużo wspólnego z innymi kulturami, chrześcijańską i judaistyczną, co stanowi niezwykły ewenement.
Ciekawe tylko czemu obecna "elita" euro- komsomolców, która mówi o zacieraniu granic między kulturami, tolerancji i prawach człowieka w sprawach aborcji nie pamięta o tychże zasadach. Dziwny twór, jakim jest Unia Europejska nie wydaje się być instytucją podtrzymująca dobre tradycje łacińskie, w jej miejsce wprowadzając zasady, znane nam z systemów totalitarnych. Ale cóż, skoro piewcy "postępu", chcą mieć system gospodarczy, jak najbardziej podobny do tego, jaki jest im najprzyjemniejszy – socjalizmu, to nie obędą się bez proletariatu, który winien być wyzwolony, a że nie ma kogo wyzwalać, to padło na homoseksualistów.
Wszystko dobrze, ale trzeba by było jeszcze poszukać jednoznacznych odniesień do ukochanych epok reprezentantów euro- sojuza. No, a prawo do aborcji, spełnia te kryterium w pełni. Bo czy to był narodowy czy sowiecki socjalizm, prawo do zabijania nienarodzonych było "luksusem", jaki dawała władza. Dzisiejsi zamordyści próbują utrwalać system totalitarny – system, który odrzuca wszystko to, co w naszej cywilizacji najpiękniejsze- rzymskie Prawo, greckie pojęcie Prawdy i chrześcijańską etykę, zastępując je ideami będącymi ohydną mozaiką, której podstawowe elementy – socjalizm gospodarczy, ograniczanie wolności słowa, forsowanie "jedynie słusznej wersji Prawdy" i wspomniany, zaczerpnięty z najbardziej zbrodniczych systemów stosunek do życia ludzkiego, zniekształcają obraz Europy.
Warto byłoby postawić po raz kolejny Winicjuszowe pytanie: Grecja dała światu mądrość, Rzym moc, a Wy co przynosicie?

Aleksander Majewski
Za: Prawica.net


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 17 sty 2015, 09:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Jeżeli Polska jeszcze żyje w naszych sercach, to znaczy że nie umarła, że nie zginęła, że nie zbolszewizowała się, nie zgenderyzowała się.

Z serc naszych Praojców narodziła się, a z naszych serc musi się odrodzić.


Wojciech Wencel

Rzeczpospolita zbawiona

Może gdzieś tam, wysoko, czekają na nas dusze zmartwychwstałych miast i krain: Lwów, Drohobycz, karpackie polany?

Obrazek

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 2/2015

Valivade – osiedle polskich zesłańców, którzy na mocy układu Sikorski–Majski wydostali się z nieludzkiej ziemi i znaleźli schronienie w Indiach. Na fotografii z 1943 r. widać grupę kobiet i dziewcząt zgromadzonych wokół kościoła św. Andrzeja Boboli. Nad wejściem do świątyni pokaźny napis: „Boże, zbaw Polskę”. Nie „wybaw z niewoli”, nie „zwróć niepodległość”, nie „pomóż zwyciężyć”, ale właśnie „zbaw”.

Formuła pasująca do pojedynczego chrześcijanina, którego główną troską pozostaje życie wieczne, w odniesieniu do okupowanego państwa brzmi dość dziwnie. A przecież nie jest efemerydą wymyśloną przez kapłanów z Valivade. Ta sama fraza „Boże, zbaw Polskę” towarzyszyła naszym przodkom pod zaborami. Wypowiadano ją podczas patriotycznych manifestacji i wypisywano na sztandarach powstania styczniowego. Do dziś można ją znaleźć na pochodzących z XIX i początku XX w. medalach, monetach, zegarkach, obrączkach, broszkach, dewocjonaliach, pocztówkach czy ilustracjach zamieszczonych w emigracyjnych wydaniach poezji. Nie zapomnieli o tej modlitwie uczestnicy walk o niepodległość w latach 1914–1918, umieszczając ją na charakterystycznej odznace z orzełkiem. Po 1939 r. wróciła na żołnierskich ryngrafach, w mowach dowódców, kazaniach księży, listach emigrantów. Wreszcie po wprowadzeniu stanu wojennego odbiła się echem w podziemnej kulturze „Solidarności”.

W zagranicznych katalogach numizmatów legendarna formuła tłumaczona jest jako „God save Poland”, na wzór angielskiego „God save the King/ the Queen”. Z pewnością naszym przodkom zależało na tym, by Bóg chronił albo zachował Ojczyznę, ale w języku polskim pozostawili nieco inny trop znaczeniowy. „Boże, zbaw Polskę”, a więc daj jej zbawienie, podnieś ją z martwych do życia wiecznego. Realista będzie dowodził, że modlitwy okazały się nieskuteczne, bo po krótkim okresie niepodległości nastała era dwóch okupacji, których skutki odczuwamy do dzisiaj. Obecna Rzeczpospolita nie ma trwałości ani ducha swoich dwóch poprzedniczek. Jako państwo wisi na włosku, a mozolne próby nadania jej wielkości i odbudowania idei jagiellońskiej, są brutalnie przerywane, jak 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem.

Faktycznie, nie ma już dawnej Polski, co zgodnie poświadczają ci, którzy pamiętają jej ostatnie rozbłyski. Choć wielu urodzonych na Kresach Polaków odwiedza Wilno czy Lwów, a wojenni emigranci przyjeżdżają czasem do Warszawy, ich refleksja jest zawsze ta sama: – Miasto, które znałem, umarło. Bieleją jeszcze niektóre budynki, jak wysuszone kości, ale tętniący życiem organizm zniknął z powierzchni ziemi. Nawet w przyrodzie trudno się odnaleźć, zrekonstruować kosmos młodości.

Gdzie się podziała dawna, wielokulturowa, żyjąca w zgodzie z Bogiem i naturą Rzeczpospolita? Jej szczegółowy obraz znajdziemy w literaturze. Najdalszy skrawek Polski przedrozbiorowej, z Bobrujskiem i rozsianymi po lasach polskimi chutorami, trwa w „Nadberezyńcach” Floriana Czarnyszewicza, Kraków przełomu wieków w „Przylądku dobrej nadziei” i „Rubikonie” Zygmunta Nowakowskiego, Drohobycz i Borysław w „Atlantydzie” i „Ziemi księżycowej” Andrzeja Chciuka, międzywojenny Tarnów w „Książeczce” Jana Bielatowicza. Zawsze wierne miasto przegląda się w „Moim Lwowie” Józefa Wittlina, Stryj nad rzeką Stryj we wspomnieniach Kazimierza Wierzyńskiego, Wileńszczyzna w opowiadaniach Józefa Mackiewicza, Warszawa w poezji Jana Lechonia i Stanisława Balińskiego. Wreszcie Wołyń mieni się kolorami i zapachami w „Duszohubce” współczesnego strażnika kresowej pamięci, Feliksa Trusiewicza.

Na tym świecie nie ma powrotu do polskiej Atlantydy, chyba że w marzeniach. Słusznie pisał emigrant Chciuk o swoich ukochanych Karpatach Wschodnich, w których jako chłopak najsilniej odczuwał obecność Boga i które „jak hostię” niósł ze sobą we wspomnieniu po drogach wygnania: „Wszyscy wzdychamy: ach, żeby tam jeszcze raz pójść, żeby jeszcze raz tam być! Po co? Gdybym mógł jeszcze raz mieć dwadzieścia lat, gdyby tamte czasy wróciły i ożyły i wrócili wszyscy tamci ludzie w tej postaci, w jakiej ówcześnie byli – to tak! Ale że to niemożliwe, więc po co?”.

Czytam te książki, zachwycające gawędy o spełnionej polskiej misji, o współistnieniu Polaków, Żydów, Ukraińców, Litwinów. O świętach, szkołach, kamienicach, rzekach, sadach, targowiskach, potrawach, podróżach koleją, nawet o meczach piłkarskich. O życzliwości i uprzedzeniach, śmiechu i łzach, miłościach i zdradach. A w głowie kołacze mi się znajome skądinąd „Boże, zbaw Polskę”. Może Bóg wysłuchał tej modlitwy? Może gdzieś tam, wysoko, ponad kośćmi budynków i literaturą, czekają na nas dusze zmartwychwstałych miast i krain: Lwów, Drohobycz, karpackie polany? I nasze własne ukochane krajobrazy, w których przez chwilę, miesiąc, rok, udało nam się doświadczyć istoty polskiego życia, a więc funkcjonować bezinteresownie, w głębokiej jedności z Bogiem, historią i ludźmi, z porządkiem natury i losem Ojczyzny? Kto wie? Może ma rację współczesny poeta Aleksander Rybczyński, który swój wiersz o 96 poległych pielgrzymach do Katynia kończy przedziwnymi słowami: „wkraczają do nieba/ i wita ich Chrystus/ przejmuje stery i/ ofiarowuje im/ Polskę”?

http://wojciechwencel.blogspot.com/2015 ... wiona.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 18 sty 2015, 19:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Dokąd idziesz, Polsko?... Dokąd idziemy?...

Krzysztof Nagrodzki

Co chcemy zostawić następnym pokoleniom? Jaką ojczyznę, jaki dom? Czy dom opisywany według projektów zupełnie innych cywilizacji, w części opustoszały, a w innej przerabiany na kantor wymiany wartości i reklamowany okrzykami również polskojęzycznych akwizytorów i bluźnierców?...

Taka podstawowa refleksja miała być motywem przewodnim kolejnej, ósmej już, ogólnopolskiej konferencji z cyklu „Dziennikarz - między prawdą a kłamstwem”, zorganizowanej przez Oddział Łódzki Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy pod patronatem - abp. prof. Marka Jędraszewskiego.

Czy spotkanie spełniło oczekiwania organizatorów i przybyłych licznie - jak zwykle - uczestników? Myślę, że po opublikowaniu materiałów (nagrania obrazu, a następnie książki) odpowiedź będzie łatwiejsza.

Tymczasem trzeba podziękować naszym partnerom medialnym - należy tu koniecznie wymienić niezawodny tygodnik „Niedziela” - niosącym informację o konferencjach. A zasadniczym, rzec można: strategicznym, zadaniem tych spotkań jest udział we froncie obrony Sensu. Tak właśnie - przez duże S. Sensu istnienia człowieka w rzeczywistości, który najprecyzyjniej opisuje cywilizacja łacińska, oparta na greckim pojęciu logiki i piękna, wyższości etyki nad prawem, chrześcijańskim miłosierdziu i altruizmie. W czasie ogromniejącego zgiełku informacyjnego (a informacją jest wszystko), skutkującego jakże często - by nie rzec: powszechnie - zmieszaniem pojęć kierunkujących działanie człowieka.

Nasze konferencje, których inspiratorem jest wybitny medioznawca - bp Adam Lepa, dają nie tylko możliwość profesjonalnego spotkania setkom, a poprzez media tysiącom ludzi, ze znakomitymi teoretykami i praktykami funkcjonującymi w szeroko ujętej przestrzeni komunikacji medialnej. To szansa odbudowywania i poszerzania samodzielności intelektualnej w czasach agresywnego, powszechniejącego i powszedniejącego lemingowania. To szansa na dostrzeganie zagrożeń, pułapek oraz zmyślnego wabienia do bezkrytycznego odbioru, do systematycznego zmieniania aktywnego intelektualnie czytelnika, widza, słuchacza w - przepraszam - bezwolnego przeżuwacza serwowanej strawy antykultury, antywartości.

Cieszy organizatorów, kiedy dowiadują się, że do Łodzi zjeżdżają od lat w te październikowe soboty również ludzie z odległych miejsc kraju. Cieszy, kiedy przychodzą pytania i zamówienia materiałów pokonferencyjnych*. Potwierdza sens działania fakt, że nie odmawiają występów z wykładami czy uczestnictwem w dyskusjach nasi pasterze - arcybiskupi, biskupi, „zwykli” księża z tytułami naukowymi, profesorowie świeccy, redaktorzy naczelni i dziennikarze głośnych tytułów prawej strony.

Martwi natomiast nieco dochodzące czasami echo frustracji tych, którzy nie mieli możliwości (czy z różnych względów nie chcieli) wzięcia udziału w tych jesiennych spotkaniach z prelekcją bądź głosem gwarantowanym w dyskusji... W tej siejbie prosimy o patronowanie temu szerokiemu spektrum mediów prawej strony. To naturalna chęć, aby przekaz - dobry przekaz - mógł być pro publico bono rozsiany jak najszerzej. I robimy to z wiarą, iż ten nadrzędny cel nie zostanie przytłumiony, naturalnymi zresztą, elementami konkurencji międzymedialnej. Tej nadziei przyświeca wyobrażenie, że szczególnie w czasach „burz i naporów” nie bada się drobiazgowo poprawności salutowania, a przede wszystkim skuteczność w odporze złu. W obronie naszej cywilizacji. Naszego Kościoła. Naszej Ojczyzny. Naszej wolności.

http://www.niedziela.pl/artykul/115170/ ... ad-idziemy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 20 sty 2015, 10:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Gdzie szukać światła, natchnienia, wsparcia dla odradzania się naszej Ojczyzny z popiołów niebytu?
W naszej historii, w naszej kulturze, w naszej literaturze. A współcześnie, w naszych mediach.


Od rodziny do narodu

Po sześciu latach (obecnie RM ma już 23 lata - Aerolit) istnienia Radia Maryja widać coraz wyraźniej, że jako Polacy znaleźliśmy dla siebie własny krwiobieg pozwalający na rozwój i uczestniczenie w życiu; i to nie tylko religijnym, ale również moralnym, społecznym, politycznym, ekonomicznym, naukowym czy artystycznym. Już docieramy do siebie, rozumiemy się, podobnie odczuwamy. Rodzina, którą tworzymy, coraz bardziej staje się narodem.

Przeciwne natomiast zjawisko obserwujemy wśród tych, którzy opanowali większość sektorów życia publicznego w Polsce, czy to we władzach, czy w mediach, czy na niektórych uczelniach: są agresywni, fałszywi, cyniczni (na tyle ich stać, bo mają władzę), ale równocześnie są jakby zakładnikami własnego kłamstwa i niewiedzy. Jest wręcz przerażający fakt, jak bardzo osobom piastującym stanowiska publiczne towarzyszy kłamstwo, które odbiera możliwość osobistego rozwoju, możliwość tworzenia społeczności zjednoczonych w dobru, a wreszcie możliwość brania odpowiedzialności za kogokolwiek. Na naszych oczach tworzy się skorupa, która coraz bardziej zasycha i odkleja się od żywej tkanki narodu.

Stan taki jest dla nas wyzwaniem, abyśmy jeszcze bardziej pracowali nad sobą, nad naszą rodziną, nad społecznościami, wśród których mieszkamy.
Modlitwa, praca i nauka winny towarzyszyć człowiekowi przez całe życie. Bez prawdziwej modlitwy człowiek traci głębszy sens życia, bez pracy popada w gnuśność i lenistwo, bez nauki - tępieje. A właśnie bezsens, lenistwo i tępota charakteryzowały człowieka socjalistycznego, który ciągle jeszcze przygniata nas choćby siłą bezwładności. Wykorzystują to animatorzy socjalizmu, którzy w uśpieniu narodu widzieli i nadal widzą szanse dla siebie. A ponieważ Radio Maryja budzi naród do modlitwy, pracy i nauki, jest zaciekle atakowane.

Wcześniej usiłowano przemilczeć obecność Radia Maryja w życiu Polski, ostatnio zaś próbuje się je dezawuować. Otóż niektórzy zatroskani katolicy zaliczają działalność radia do postaw ekstremalnych, podobnych do lewicowych pism, znanych ze swej ordynarności. A ponieważ najbardziej pożądany jest umiar, więc z natury rzeczy radio nie może być zaakceptowane przez ludzi rozumnych i bogobojnych. Odrzućmy ekstrema - głoszą - a znajdziemy się na właściwej drodze.

Niestety, takie rozumowanie zawiera jeden istotny błąd. Złoty środek bowiem nie jest środkiem rzeczy, ale rozumu. To rozum ma odnaleźć właściwy środek, którego przekroczenie przez nadmiar lub niedomiar będzie dla człowieka czymś złym. Jeżeli ktoś na obiad postawi przed głodnym sto kilogramów ziemniaków, to zachowa umiar i rozum nie ten, kto zje połowę, ale ten, kto zje zaledwie jedną setną, a może jeszcze mniej. Od wielu okoliczności, które rozum wziąć musi pod uwagę, zależy odnalezienie stosownego środka, czyli umiaru. Jeśli ktoś będzie tonął, to zachowa środek nie ten, kto wyciągnie tonącego do polowy (np. tylko nogi), lecz ten, kto wyciągnie człowieka całego, aby mógł oddychać i aby nie zamarzł. A jeśli ktoś będzie okradał państwo, to roztropny będzie nie ten, który pozwoli ukraść połowę, lecz ten, który w ogóle do tego nie dopuści. Złoty środek jest ruchomy, rzadko jest nim połowa rzeczy, bardzo często zaś zbliża się on do ekstremów, bo są sytuacje, gdy trzeba wziąć wszystko albo, przeciwnie, nie wolno brać niczego.

Kiedy więc pada w kierunku Radia Maryja zarzut ekstremalności, to warto się zastanowić, czy w sytuacji, w jakiej znajduje się nasza Ojczyzna i nasz Kościół, ta ekstremalność nie jest właśnie złotym środkiem. Tak jak nie można odrzucać Dekalogu, tak też nie można przyjmować go tylko w połowie, on musi być przyjęty w całości. I właśnie ta całość, która z punktu widzenia rzeczy stanowi ekstremum, jest złotym środkiem z punktu widzenia dobra człowieka. Bo przecież tylko wybierając całość Dekalogu, człowiek wybiera drogę, która prowadzi do celu. Inne drogi są bezdrożami, krawędziami życia, z których łatwo się zsunąć i upaść; one więc są ekstremalne.
W tę kolejną rocznicę powstania toruńskiej rozgłośni, dziękując Bogu, módlmy się, aby pozwolił nam poprzez Rodzinę Radia Maryja odrodzić naród polski i by państwo nasze wróciło do odwiecznej cywilizacji chrześcijańskiej, poza którą nie ma dla nas przyszłości.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... -do-narodu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 26 sty 2015, 11:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Co katolicyzm dał Polakom?

Obrazek
Jan Matejko


Co zawdzięczamy religii katolickiej? W jaki sposób polskość wiąże się z wiarą Chrystusową? Jak kształtowała nasz narodowy charakter? We wspomnienie świętego Józefa Sebastiana Pelczara – przypadające 19 stycznia – przypominamy fragment jego pracy pt. „Obrona religii katolickiej”.

Czym był naród polski przed przyjęciem chrztu? Plemieniem bez znaczenia. Gdzie dziś są jego siedziby, mieszkały pierw różne ludy słowiańskie, pod względem religii hołdujące bałwochwalstwu, pod względem cywilizacji nieokrzesane i ciemne, pod względem ustroju państwowego pozbawione wszelkiej spójności, a często z sobą walczące. Dopiero gdy nad nimi rozległ się głos Pański: powstańcie i oświećcie się, bo nadeszła światłość wasza; stała się w nich wielka odmiana. Zniknęły posągi bożyszczy, pogasły święte ognie, pokryły się w głąb lasów stare zabobony; natomiast religia chrześcijańska rozpostarła swe władztwo przychodząc z całym orszakiem prawd dziwnie głębokich, czyli z tą nadprzyrodzoną filozofią, która prostaczków czyni mędrcami, i z tym zakonem wzniosłym i czystym, który człowieka podnosi na wyżyny doskonałości.

Ta religia była przez dziewięć wieków mistrzynią narodu polskiego i wychowała mu tylu wielkich mędrców. Zaiste, podobna ona do wspaniałej królowej, do której tronu idą z hołdami wszyscy, którzy w narodzie jaśnieli prawdziwą mądrością. Idą jego Święci i Święte, idą królowie i królowe, idą biskupi i kapłani, idą hetmani, rycerze i dostojnicy, idą poeci, artyści i uczeni, idzie za nimi niezliczona rzesza ludzi wierzących wszelkiego stanu i wieku, a wszyscy składają u jej stóp swe modlitwy, czyny, walki i cierpienia, wszyscy wołają z zapałem: cześć ci religio święta! Cześć ci Kościele katolicki!

Z mądrością prawdziwą przyniosła religia katolicka narodowi polskiemu wszelką cnotę i zrodziła na jego ziemiach wielu Świętych, co stali się jasnymi świecznikami dla następnych pokoleń. (…) Ta religia miliony synów i córek tej ziemi wykarmiła przy swoich piersiach i obdarzyła światłem, pociechą, pokojem, nadzieją, a po życiu bogobojnym i śmierci szczęśliwej oddała niebu. Ona uświęciła życie rodzinne i uczyniła je tak silnym, że przetrwało ciosy przeszłości i jest jedną z warowni naszych na przyszłość. Ona wreszcie wycisnęła swą pieczęć na życiu społecznym i publicznym, tak, że nie było sprawy ważniejszej, której by nie udzieliła swojego namaszczenia.

Siła tej religii i dziś nie została ukrócona. Niech tylko wszyscy żyją według jej przepisów, a ona wszystkich uświęci i uszczęśliwi, tak w życiu, jak i w wieczności. Niech wprowadzają jej zakon do swoich domów, a nie postoi tam rozterka lub występek. Niech przejmą jej duchem życie społeczne i publiczne narodu, a nie braknie mu zdrowia duchowego ani błogosławieństwa Niebios.

Z prawdą Bożą i cnotą przyszła na ziemię polską cywilizacja. Pierw szumiały tu gęste bory, wśród których ludzie, odziani w skóry, uganiali z oszczepem za dzikim zwierzem, a potem padali na twarz przed posągami Światowida lub Peruna; osad zaś i pól uprawnych było mało. Dopiero gdy zawitali tu apostołowie z obczyzny z krzyżem w ręku, poczęli wycinać lasy i budować kościoły, a obok nich zakładać miasta i wioski. Kościoły też stały się pierwszymi ogniskami oświaty i są nimi dotąd. (…)

Wielkie są również zasługi Kościoła dla rozwoju prawodawstwa i utrzymania ładu publicznego. Jako stróże obyczaju, pasterze dusz i senatorowie królestwa, starali się biskupi o wydawanie dobrych ustaw, a przestępców karali nieraz mieczem duchownym. Kiedy już w wieku XII-tym poczęto przygniatać klasy niższe, biskupi, zebrani w Łęczycy, ogłosili uroczyście: „Kto by ludziom ubogim przemocą lub podstępem poważył się zabierać zboże, niech będzie wyklęty. Kto by zabierał bydlęta na podwody, za wyjątkiem czasu ataku nieprzyjaciela, niech będzie wyklęty” (r. 1180). A nie były to czcze pogróżki, nierzadko na zuchwałych gwałcicieli prawa Bożego i ludzkiego spadała klątwa, choć na królewskim lub książęcym siedzieli tronie. Biskupi stawiali tamę niegodziwości i tyranii, która gdzieindziej strasznego dopuszczała się bezprawia.

(…)

Religia katolicka była dalej główną podporą jedności narodowej i politycznej. Chrzest, przyjęty przez Mieszka i jego poddanych, uratował polskie plemię od niechybnej germanizacji i stał się zawiązką potrójnego życia: religijnego, narodowego i politycznego. Jak córka Kościoła weszła Polska do wielkiej rodziny chrześcijańskiej, co z jednej strony powstrzymało Niemców niosących wiarę na ostrzu miecza, z drugiej pociągnęło sąsiednich Słowian, a tym samym ułatwiło utworzenie jednolitego narodu i silnego państwa. Słaby jej organizm wzmocnił się działaniem religii, opieką Stolicy świętej i zdobyczami cywilizacji tak, że przetrwać burze, jakie szalały czy za bezkrólewia po Mieczysławie II, czy po wygnaniu Bolesława Śmiałego, czy za najazdów tatarskich, czy wówczas, gdy synowie Krzywoustego rozdali Polskę na części. Nie przestała istnieć, bo duszą jej była religia katolicka, a spójną jednością była hierarchia kościelna z metropolią gnieźnieńską na czele.

Religia wyznaczyła nadto narodowi polskiemu szczytne posłannictwo, by niósł światło Ewangelii i cywilizacji zachodniej na wschód, łączył Kościół wschodni z zachodnim, a piersią swoją odpierał najazdy czy to pogańskich Prusów, Jaćwingów i Litwinów, czy to wyznawców islamu – Turków i Tatarów, czy Moskwy jako spadkobierczyni bizantynizmu, czy pionierów protestantyzmu.

Jeśli naród spełnił choć w części tę misję, jeśli stępił rogi półksiężyca, pozyskał ofiarą królowej Jadwigi Litwę dla wiary krzyża i pojednał z Rzymem Ruś odszczepioną, głównie to religii zasługa. Ona bowiem głosem Stolicy Apostolskiej pobudzała go do wielkich czynów, ona kazała mu iść pod Legnicę, Warnę, Chocim i Wiedeń, ona ogniem świętym rozpalała jego rycerstwo tak, że z pieśnią „Bogurodzica Dziewica” bądź z okrzykiem „Jezus Maria” na ustach rozbijało liczniejsze hufce wrogów.

Biskup Józef Sebastian Pelczar, „Obrona religii katolickiej”, T. 1, Przemyśl 1920, s. 268-288. Pisownię nieznacznie uwspółcześniono.

http://www.pch24.pl/co-katolicyzm-dal-p ... 378,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 30 sty 2015, 08:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Skarb kultury polskiej

Polska leży w Europie Środkowej. Jest państwem, które powstało ponad 1000 lat temu (966 r.). Polacy należą do plemion słowiańskich. W ciągu owego tysiąca lat społeczeństwo zamieszkujące Polskę wytworzyło swoisty typ kultury, który zawiera zarówno elementy lokalne i narodowe, jak również uniwersalne, ogólnoeuropejskie, a nawet światowe.

Interesować się (lub okazywać brak zainteresowania) można kulturą danego narodu z różnych powodów. Jedni zamknięci są we własnej kulturze i dlatego pozostałe narody ich nie interesują. Drudzy wręcz nimi pogardzają. Innym wystarcza w miejsce kultury narodowej kultura masowa. Jeszcze inni, znając własną kulturę, specjalizują się w poznawaniu niektórych kultur obcych. Są wreszcie tacy, którzy znając kulturę własną, ciekawi są bogactwa innych kultur w tym, na ile wzbogacić mogą ich kulturę. Sądzę osobiście, że każdy człowiek inteligentny, reprezentujący pewien poziom wykształcenia i wychowania, powinien dzielić ten ostatni pogląd: wiem, kim jestem, ale chętnie dowiem się i skorzystam z tego, co dobre u innych.

Może najpierw kilka słów o tym, co to jest kultura i co to jest naród. Słowo „kultura" pochodzi z łaciny i oznacza uprawę. Początkowo była to uprawa ziemi (agri culturd), później zaczęto mówić metaforycznie o kulturze duszy (animi cultura, Cyceron). Kultura to było odpowiednie wychowanie człowieka (gr. paideid). Słowo „naród" (natio) pochodzi etymologicznie od słowa „rodzić" (nascere), niemniej znaczenie głębsze opiera się przede wszystkim na przynależności do jednej kultury. Naród to pewna wspólnota dziedzicząca i rozwijająca w ciągu pokoleń tę samą kulturę. Kultura narodowa jest to więc materialny i duchowy dorobek (dziedzictwo) pewnej wspólnoty.
Gdy mówimy o skarbie kultury polskiej, to chodzi nam właśnie o to bogate dziedzictwo wypracowywane w ciągu pokoleń. Na kulturę składają się 4 dziedziny: THEORIA, PRAXIS, POIESIS i RELIGIO.

THEORIA obejmuje naukę i edukację, PRAXIS zawiera etykę, ekonomikę i politykę, POIESIS dotyczy rzemiosła, sztuk pięknych i techniki, RELIGIO obejmuje wiarę. Stopień i kierunek rozwoju tych dziedzin kultury pozwala danej społeczności na szerszy i wyższy rozwój cywilizacyjny. Nie chodzi tu o ocenę różnych cywilizacji, która lepsza, a która gorsza, ale o to, co ma do zaoferowania człowiekowi w niej żyjącemu: czy pozwala mu na bogaty rozwój, czy też skazuje na wegetację albo prowadzi do niebezpiecznych schorzeń. Przecież od społeczności i cywilizacji w jakiej człowiek żyje, bardzo wiele zależy, przede wszystkim to, kim będzie.

Skarb kultury polskiej, będącej efektem wysiłku wielu pokoleń i geniuszu wybrańców, jest skarbem dla Polaków, dla których ta kultura była najbliższa; ale był to również skarb dla pokrewnych narodów słowiańskich, które nie posiadały jeszcze tak wysokiej kultury; a wreszcie był to skarb dla pozostałych narodów europejskich, a zwłaszcza ich elit, które otwarte były na różnorodne przejawy kultury wyższej. Był to skarb, który poprzez niektóre dzieła nadawał ton i kierunek rozwoju cywilizacji.

Polska jako państwo i naród pojawia się na arenie dziejowej w drugiej połowie X wieku. Decydującym momentem jest tu chrzest Mieszka, pierwszego władcy Polski, dzięki czemu powstałe państwo uzyskuje uznany status polityczny w Europie, z drugiej zaś strony plemiona zamieszkujące Polskę zostają włączone do dziedzictwa kultury grecko-rzymsko-chrześcijańskiej. Chrzest posiada znaczenie nie tylko religijne (wiara), ale cywilizacyjne - włączenie Polski w krwioobieg starszej cywilizacji zachodniej. Obejmowało ono takie sfery, jak: oświatę, naukę, prawo, moralność, sztukę, obyczajowość. Ukonstytuowanie się z różnych plemion słowiańskich jednego narodu polskiego dokonuje się poprzez asymilację cywilizacji łacińskiej. W tej cywilizacji poprzez twórcze jej przetrawienie w ciągu wieków przez mieszkańców ziem Polski, rodzi się swoista kultura polska.

Niektóre aspekty kultury polskiej
Choć nie zawsze każdy naród posiada odrębny język, bo są narody mówiące tym samym językiem (np. językiem angielskim lub hiszpańskim), albo z kolei jest jeden naród mówiący wieloma językami (Szwajcarzy) to w większości wypadków, przynajmniej genetycznie, język jest swoisty dla określonego narodu. Wielość języków w jednym narodzie mogła powstać poprzez polityczne zjednoczenie różnych narodów (Szwajcarzy), albo z kolei wielość narodów mówi jednym językiem wskutek ekspansji (kolonialnej) jednego narodu (Hiszpanie, Anglicy). Polacy posiadają własny język, jest to język polski. Odnotował to z dumą jeden z pierwszych wielkich polskich poetów XVI w., pisząc: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają,/ Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają." Znaczy to, że Polacy mówią nie w języku gęsim, nie gęgają, ale mówią po ludzku własnym językiem. Literacki język polski kształtował się przez kilka wieków w łonie łaciny. Wiadomo, że średniowieczna kulturalna Europa mówiła i pisała po łacinie. W różnych pisanych dokumentach łacińskich pojawiają się sporadycznie słowa zapisane po polsku (najczęściej imiona i nazwy miejscowości), aż w XIII wieku, a może na przełomie wieku XII i XIII wybucha przepiękna pieśń Bogurodzica, którą dawniej śpiewało rycerstwo, a dziś wykonywana jest przy bardzo szczególnych uroczystościach. W wieku XIV i XV pojawiają się rozliczne wiersze i pieśni, religijne i świeckie. Aż wreszcie w wieku XVI jaśnieje blask dwóch wielkich poetów polskich, Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego. Ten drugi, gruntownie wykształcony (pobierał nauki także na uniwersytetach zachodniej Europy), posiadający biegłą znajomość łaciny i greki oraz zapewne kilku języków nowożytnych, tłumaczy dzieła obce na polski, pisze poezję łacińską, aż wreszcie odkrywa w sobie wartość pisania po polsku dla Polaków. Daje temu wyraz w przepięknej elegii do Piotra Myszkowskiego napisanej... jeszcze po łacinie:

Muzo, porzućmy brzegi Anienu śliczne...
Dawno mię zwą Karpatów szczyty niebotyczne...
Dawno już zwą mię góry rodzinnej krainy
w swoje rozkoszne groty i wdzięczne doliny
i każą abym śpiewał cudnej polskiej ziemi
przy lutni złotostrunnej rytmy ojczystemi
Zaśpiewam, jeśli Polszcze pieśnią zrobię sławę.
Niechże Łaski, druh mój, toczy boje krwawe,
Niech on Ojczyznę stroi w suty łup dobyty
z którymi nie masz zgody bijąc wraże Scyty.
W piórze i w Muz dobroci jest nadzieja moja.
To mój łup, to mój rydwan i oręż, i zbroja.
(III, 13, tłum. Julian Ejsmond)

Język Kochanowskiego w odróżnieniu od języka Reja był językiem bardziej wykształconym, stojącym na olśniewająco wysokim poziomie, gdy chodzi o zakres słownictwa i pojęć. Język ten wyznaczył kierunek rozwoju języka polskiego. W ówczesnej Europie Kochanowski zaliczany był do plejady najwybitniejszch poetów.
Mówiąc o języku polskim zwrócić musimy uwagę na wielkie dzieło dokonanych tłumaczeń z języków obcych. Przekłady pełnią wielką i wieloraką rolę w życiu każdego narodu. Pozwalają zapoznać się z dorobkiem innych narodów w wiekszej skali, dzieła obce dostępne w języku ojczystym są asymilowane w szerszym zakresie niż oryginał. Dla języka, który dopiero się formuje, tłumaczenia pełnią rolę kształtującą i twórczą. Trzeba nie lada wysiłku, aby słabiej rozwinięty język oddał treści zawarte w języku wyżej rozwiniętym, zachowując względną autonomię. Język polski dzięki pracy tłumaczeniowej rozwijał się pod względem zarówno syntaktycznym, jak i konceptualnym. Stał się środkiem otwierającym szeroki dostęp do wielkiej kultury klasycznej. Pod tym względem wyprzedziliśmy wiele innych narodów słowiań-skich, które sięgały do tłumaczeń polskich, jako bliższych i łatwiejszych do zrozumienia, niż oryginały. Tak rozwinięty język polski miał istotny wpływ na urabianie kultury i smaku narodów ościennych. Jeden z wybitnych znawców kultury polskiej pisał: „Tak więc nie ustawała kultura polska, europejska, w pochodzie zwycięskim. Już w XV wieku zaczynał Rusin zaspokajać swój głód duchowy u źródeł polskich; nie zważając na różnice wyznaniowe, na dogmaty przeciwne, tłumaczył sobie pisma budujące polskie, a za nimi w końcu i wcale niebudujące, na język własny. Zachowując język i pismo ruskie, pstrzył je przymieszkami polskimi; wcześnie i rychło spotykamy się z coraz liczniejszymi polonizmami w języku urzędowym białoruskim („litewskim") już w wieku XV; później przybiera to zjawisko rozmiary wręcz potworne; tekst bywa ruski, bo formy i litery ruskie, ale myśl i wysłowienie są polskie; polszczyzna to pod zewnętrzną, narzuconą szatą ruską, co do ducha, treści, stylu, formy"1 .I dalej: „Materyalna [kultura do Moskwy] szła drogą inną: wprost z Anglii i z Holandyi, z Francyi, a szczególniej z Niemiec trafiała do słobody moskiewskiej, lecz umysłowa z Polski na Litwę i Małą Ruś do samej Moskwy, na dwór carski i patryjarszy docierała. Tak powstała np. liczna, różnorodna literatura XVII w. moskiewska z tłumaczeń polskich"2.

Upadek niepodległości Polski z końcem XVIII w., gdy na oczach świata dokonano dziejowej zbrodni pozbawiając suwerenne państwo politycznego bytu, nie przerwał ciągłości kulturowej. Co więcej, jak zwrócił na to uwagę w ONZ papież Jan Paweł II, to kultura pozwoliła zachować nam suwerenność duchową. Ojciec św. mówił: Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć - a pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród - nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg"3. Dzięki tej suwerenności Polska po 123 latach niewoli odzyskała niepodległość polityczną. Otóż właśnie w okresie zaborów, w wieku XIX, zaświecili swym geniuszem literackim najwięksi po Kochanowskim poeci polscy: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Zygmunt Krasiński i Cyprian Kamil Norwid. Określono ich mianem narodowych wieszczów. Po nich przyszli wielcy prozaicy: Henryk Sienkiewicz, Bolesław Prus, Władysław Reymont, Stefan Żeromski. Słowo polskie skupiło w sobie wszystkie wątki życia narodowego i państwowego. Znalazło uznanie w Europie i w świecie. Dowodem na to, niezliczone tłumaczenia i naśladownictwa, a wreszcie nagrody. W sumie zdobyliśmy za literaturę w języku polskim kilka Nagród Nobla (Henryk Sienkiewicz, Władysław Reymont i in.).
Język polski osiągnął taki pułap rozwoju, który pozwala na wyrażanie ducha narodu w sprawach wielkich i małych, w tym języku posiadamy własną literaturę we wszystkich gatunkach, na ten język przetłumaczony jest zasadniczy dorobek literatury światowej. Henryk Sienkiewicz nie wahał się nawet powiedzieć, że mowa polska to wyjątkowy dar Boga, dar, z którym tylko język grecki może się porównać. To jest ten wielki skarb Polaków, z którego w dalszym ciągu korzystają bratnie narody słowiańskie, rozumiejąc i czytając po polsku. Skarbem narodu jest mądrość i wiedza oraz jej upowszechnianie. Nauka i edukacja.

Polska dzięki przyjęciu chrześcijaństwa otwiera się na szkolnictwo. Polska pogańska nie znała szkół. Stosunkowo szybko powstają szkoły parafialne. Aż wreszcie w roku 1364, a więc prawie sześć i pół wieku temu powstaje szkoła wyższa, Akademia Krakowska, wcześniej niż uniwersytety w Wiedniu, Lipsku, 300 lat (!) przed powołaniem uniwersytetu w Berlinie, a 400 lat przed uniwersytetem w Petersburgu. Ten polski uniwersytet ściągał już w XV w. rzesze studentów z całej Europy, w tym również z Italii. Zasłynął też wielkimi uczonymi tej miary co Kopernik i Paweł Włodkowic. Królowie, Kazimierz Wielki, a później Władysław Jagiełło w akcie erekcyjnym tak pisali: „Niech więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, z którego pełności niech czerpią wszyscy, naukami napoić się pragnący".

Polska może też poszczycić się wspaniałą Komisją Edukacji Narodowej (1773). Było to pierwsze w Europie ministerstwo oświaty. Komisja ta, po rozwiązaniu w tymże samym roku przez papieża zakonu jezuitów zajmującego się edukacją, nie dopuściła do upadku oświaty i zmarnotrawienia dorobku Kościoła. Ale w odróżnieniu od Francji upaństwowiona edukacja nie została wykorzystana do walki z Kościołem i tradycją, nie stała się narzędziem ideologizacji młodzieży. Przeciwnie, wobec zagrożeń zaborczych, a później pod zaborami, szkoły Komisji Edukacji Narodowej, umacniały świadomość narodową i kulturową Polaków. Poseł (a później i znany pisarz) Julian Ursyn Niemcewicz tak zwracał się do króla: „Lud wolny, Najjaśniejszy Panie, oświeconym być powinien, inaczej wolności niewart. W samowładztwie, gdzie nie masz prawa, ale tylko rozkazy, gdzie nie ma innego podziału, tylko pan i niewolnicy, rządzący na ciemnotach gruntuje zasady nieograniczonej swej władzy, poniża zatem własne człowieka jestestwo, ścieśnia okręg jego wiadomości, przytłumia światło, człowieka tylko do bojaźni i posłuszeństwa sposobi, ani chce, żeby umiał rozważać, bo gdyby rozważał, poprzestałby ślepo słuchać. Człowiek na wolnej zrodzony ziemi depcze kajdany, dusza jego, wolna więzów, śmiało się wznosi, bo zna swą godność, zna swą szlachetność; człowiek wolny, przeznaczony do wszystkiego, mogący sięgać po najpierwsze w kraju dostojeństwa, mogący wpływać we wszystkie części rządu, powinien przez wychowanie stać się godnym tych tak wysokich zaszczytów, bo losy Ojczyzny od niego zawisły; prawu tylko podległy - powinien być oświeconym, żeby stanowił zbawienne prawa, powinien być cnotliwym, żeby stanowione szanował i pełnił"4. Czy ten tekst nie jest aktualny i dziś? Przecież kult demokracji, pozbawiony oparcia w rzetelnej edukacji, jest ukrytą formą zniewolenia. Równocześnie, człowiek nie może być odpowiedzialny za sprawy publiczne, jeśli nie jest odpowiednio wykształcony (kompetencja) i wychowany (odpowiedzialność).

Moralność obejmuje życie osobiste, rodzinne i polityczne. Etyka osobista zaowocowała u Polaków pewnymi bardzo charakterystycznymi cechami czy właściwie cnotami. Należą do nich: honor, ofiarność i szlachetność, gościnność oraz... grzeczność. O grzeczności nasz wielki poeta, Adam Mickiewicz, tak pisał:

„Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo; Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka, Ale nie staropolska, ani też szlachecka. Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna; Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna, I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana. Trzeba długo się uczyć, ażeby nie zbłądzić I każdemu powinna uczciwość wyrządzić." (Pan Tadeusz, I, 361 -371)

Życie rodzinne było specjalnością polską, która w czasie zaborów skupiła w sobie życie narodowe. Rodzina była gniazdem wychowywania następnych pokoleń, ale również miejscem tworzenia się narodu poprzez kulturę ojczystą i odpowiedzialność za państwo. Żyjący pod zaborami autor pisze: „Mawiano, że Polska stała jednostkami. Rzec by raczej można, że stała rodziną. [...] Najsurowszy nawet sędzia przeszłości przyznać musi, że rodzina polska spełniała ten wielki obowiązek, że była najsilniejszym fundamentem obywatelskim i narodowym i że w najgorszych nawet czasach być nim nie przestała. Kiedy wszystko poszło w gruzy, na niej budowało się nowe życie, przechowała w sobie wiernie wszystko, co było warunkiem i rękojmią odrodzenia"5. Jaka szkoda, że dziś to życie domowe zamiera, rodzina się kurczy, a wszechpanującym intruzem stał się telewizor.

W życiu politycznym warto podkreślić kilka punktów. Polska była obok Anglii najstarszym państwem demokratycznym. Rozwój demokracji szlacheckiej rozpoczął się od połowy XV w., natomiast Konstytucja 3 Maja (1791) poszerza prawa na pozostałe stany, lud i mieszczaństwo. W tejże Konstytucji możemy przeczytać: „Zawarowawszy tym sposobem Dziedziców przy wszelkich pożytkach od Włościan im należących, a chcąc jak najskuteczniej zachęcić pomnożenie ludności krajowej, ogłaszamy wolność zupełną dla wszystkich ludzi, tak nowo przybywających, jako i tych, którzy by, pierwej z Kraju oddaliwszy się, teraz do Ojczyzny powrócić chcieli, tak dalece: iż każdy Człowiek do Państw Rzeczypospolitej nowo z którejkolwiek strony przybyły, lub powracający, jak tylko stanie nogą na ziemi polskiej, wolnym jest zupełnie użyć przemysłu swego, jak i gdzie chce, wolny jest czynić umowy na osiadłość, robociznę lub czynsze, jak i do póki się umówi, wolny jest osiadać w mieście lub na wsiach, wolny jest mieszkać w Polszcze, lub do Kraju, do którego zechce, powrócić, uczyniwszy zadość obowiązkom, które dobrowolnie na siebie przyjął".

Polska była państwem wielonarodowym (nie było nacjonalizmu). Rzeczpospolitą zamieszkiwali: Polacy, Litwini, Białorusini, Rusini, Żydzi, Niemcy, Łotysze, Tatarzy, Ormianie, Cyganie. Równoprawnych politycznie było kilka języków. Unikatowy jak na owe i dzisiejsze czasy był typ unii politycznej z Litwą, unii, która przetrwała ponad 300 lat, a którą zniszczyli obcy zaborcy. Gdy dziś różnego rodzaju traktaty i organizacje międzynarodowe zdominowane są przez język interesów i polityki, to na tym tle widzimy wyraźnie, że Unia Polski z Litwą miała głębszy wymiar cywilizacyjny. W traktacie pieczętującym Unię w Horodle z r. 1413 tak czytamy: „Miłość jedna nie działa marnie: promienna sama w sobie, gasi zawiści, osłabia urazy, daje wszystkim pokój, łączy rozdzielonych, podnosi upadłych, gładzi nierówności, prostuje krzywizny, wspiera każdego, nie obraża nikogo, i ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, znajdzie się bezpiecznym i nie ulęknie się niczyjej groźby, miłość tworzy prawa, rządzi królestwami, zakłada państwa, prowadzi do dobrego stanu Rzeczpospolitej, a kto nią wzgardzi, ten wszystko utraci..."6.

Polska w czasach swej wielkości broniła Europę przed nawałnicą turecką, była tzw. przedmurzem chrześcijaństwa, co oznaczało obronę świata cywilizowanego. Król Władysław III, licząc zaledwie 20 lat, na prośbę cesarza bizantyńskiego, Jana Paleologa, wyruszył, aby go bronić przed Turkami, ale zginął pod Warną w 1444 roku. Jan III Sobieski ocalił w roku 1684 Wiedeń. Podczas zaborów i wojen Polacy walczyli na wielu frontach świata, a przyświecało im hasło: „Za wolność naszą i waszą". Za wolność Ameryki walczył Kościuszko i Pułaski, Anglii w czasie II wojny światowej bronili polscy lotnicy.

A wreszcie jako pierwszy, Paweł Włodkowic (XV w.), Polak, na Soborze w Konstancji uzasadniał, że każdy naród ma prawo do suwerenności, do jej łamania nie uprawnia żaden, nawet najwznioślejszy cel (choćby religijny).

Sztuka polska, poza wspomnianą już literaturą, zajaśniała również w architekturze, malarstwie, teatrze i muzyce. Muzyka Chopina zawierająca tyle elementów narodowych, a więc ludowych i szlacheckich, budzi podziw i jest komunikatywna nie tylko dla ludzi Zachodu, ale również należących do innych cywilizacji; zafascynowani są nią Japończycy i Chińczycy. Do światowego kanonu weszły polskie rytmy muzyczne, takie jak: polonez, mazur, krakowiak i oberek. W sztuce polskiej odbijała się polska dusza. Ignacy Jan Paderewski tak mówił: „Żaden z narodów na świecie nie może się poszczycić takim jak nasz, bogactwem uczuć i nastrojów. Na harfę narodu naciągnęła ręka Boża strun bezmiar cichych i rzewnych, potężnych i głośnych. Mamy i miękkość kochania i dzielność czynu i liryzm szeroką płynący falą i siłę rycerską, waleczną; mamy i tęsknotę dziewiczą i męską rozwagę i smutek tragiczny starca i lekkomyślną młodzieńca wesołość. Może w tym tkwi czar nasz ujmujący, a może też to i wada wielka"7. Mamy wielkiej sławy malarzy, jak: Chełmoński, Matejko, Brandt, Kossakowie, których obrazy zdobią galerie świata, również Ameryki, a których tematyka jest związana z Polską, jej przyrodą, ludźmi, dziejami.

Religią dominującą w Polsce było chrześcijaństwo, ale rozkwitały też na jej ziemiach praktyki innych wyznań. Związane to było z tyrn, że Rzeczpospolita była państwem wielu narodów i wielu cywilizacji. W Polsce nie było prześladowań religijnych, zwłaszcza zaś w tak krwawym okresie jak reformacja w Zachodniej Europie. Wspomniany już Paweł Włodkowic mówił: „Fides ex necessitate esse non debet -wiara nie może być z przymusu". Słynęliśmy z tolerancji, dlatego tak wielu przedstawicieli różnych wyznań uciekało przed prześladowaniami do Polski. Nasz król, Zygmunt August (XVI w.), potrafił powiedzieć: Nie jestem królem ludzkich sumień. Już w XI wieku przybyli do Polski prześladowani w Niemczech Żydzi, którzy z biegiem czasu tworzyli w Polsce najliczniejszą społeczność żydowską w świecie, rządzącą się swoimi prawami, zachowującą swoje zwyczaje, swoją religię i swoje szkoły, w tym wyższe. Polskę określano nawet mianem paradisus ludaeorum (raj żydowski). W czasie II wojny tylko w Polsce obowiązywały przepisy, że za ukrywanie Żyda śmierć ponosi cała rodzina polska. Z tego tytułu zginęło ok. 3000 Polaków. W tym kontekście rozpowszechniane dziś opinie o Polakach jako antysemitach są dalece nieprawdziwe i wysoce niesprawiedliwe.

Kultury narodowe są skarbem dla tych społeczności, w których ramach powstały. Równocześnie kultury narodowe zawierać mogą wątki szczególnie piękne i uniwersalne. Wówczas wzbogacać mogą inne narody, ponieważ żadna z kultur nie jest sama w sobie doskonała i w pełni wystarczająca.

Pochwała, a nawet zachwyt nad kulturą danego narodu, nie ma nic wspólnego ani z szowinizmem, ani z nacjonalizmem. Szowinizm jest nienawiścią do innych narodów. Otóż miłość do pewnej kultury narodowej nie wyklucza podziwu dla innej kultury, tak jak zafascynowanie Mozartem nie przeszkadza lubić Beethovena i Vivaldiego. Słuchając z przejęciem Chopina, lubię znaleźć ukojenie w muzyce Sibeliusa. Nacjonalizm jest ubóstwieniem jednego tylko narodu. Z kolei brak identyfikacji z jakąkolwiek kulturą narodową prowadzić może do spłycenia życia psychicznego i duchowego, grozi roztopieniem się w masie. Kultura masowa nie pogłębia i nie uszlachetnia ludzkiego ducha.
Podziw i miłość dla kultury polskiej, jakie żywię, nie są idealizacją tej kultury, a tym bardziej narodu. Zawsze można bowiem doszukać się gdzieś braków i słabości. Chodzi natomiast o pewne ideały, pewne wzory, pewne ukierunkowanie życia ludzkiego, które wydają się być interesujące i piękne. Uczestnicząc głębiej w kulturze polskiej, człowiek może się ładnie i po ludzku rozwijać. A przecież o to właśnie chodzi, abyśmy dzięki kulturze mogli stawać się coraz bardziej ludźmi.

Powyższy tekst został wygłoszony do nauczycieli amerykańskich w Chicago, w październiku 2000 roku.

Piotr Jaroszyński
"Ocalić polskość"

Przypisy:
1. Aleksander Bruckner, Wpływy polskie na Litwie i w Słowiańszczyznę wschodniej, [w:] Polska w kulturze powszechnej, red. F. Koneczny, Kraków 1918, t. l, s. 162.
2. ibid., s. 164.
3. UNESCO, 2.06.1980. (14). 52
4. Komisja Edukacji Narodowej, Wrocław 1954, s. 426n. 54
5. Władysław Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Kraków 1958, s. 153.
6. M. Pawlikowski, Dwa światy, Londyn 1952, s. 188.
7. I. J. Paderewski, Myśli o Polsce i Polonii, Paryż 1992, s. 65.

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... y-polskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 01 lut 2015, 12:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Jakich ludzi formowała nasza kultura, nasza cywilizacja, cywilizacja łacińska? Czy byli to ludzie bierni, bez charakteru, bez ducha i bez dynamizmu, czy też odwrotnie, byli to ludzie wielkiej i szlachetnej aktywności oddani Bogu, Kościołowi, Polsce, Polakom i wszystkim ludziom całego świata?
Spójrzmy na jedną z naszych wielkich duchem siostrę, na Zofię Kossak - Szczucką. Takimi i my moglibyśmy być ludźmi, gdyby uformowała nas kultura cywilizacji łacińskiej.


…wierzę, ufam, miłuję

Ewa K. Czaczkowska

Jej prawość i odwaga były światłem dla wielu w czasie wojny, a i później, gdy poznała prawdziwe oblicze nowych rządów w Polsce. Ukazała się właśnie pierwsza powieść biograficzna o Zofii Kossak-Szczuckiej.

Obrazek
REPRODUKCJA HENRYK PRZONDZIONO /GN
Zofia Kossak-Szczucka. Zdjęcie z okresu międzywojennego


Zofia Kossak-Szczucka pisała 24 czerwca 1966 roku do sekretarza Komitetu Nagród Państwowych prof. Witolda Nowackiego: „...zetknęłam się osobiście, bezpośrednio, z faktami, które rozwiały żywione przeze mnie poprzednio przekonanie, że konflikt pomiędzy Kościołem a Państwem wygasa. Udowodniły one, że jest wręcz przeciwnie”. W ten sposób argumentowała swoją odmowę przyjęcia z okazji święta 22 lipca Nagrody Państwowej I stopnia „za wybitne osiągnięcia w dziedzinie powieści historycznej”. Pisarka uznała, że nie może przyjąć nagrody od władz, które nie tylko zakłócają przebieg obchodów Milenium Chrztu Polski, ale znieważają kult Matki Bożej. Zaledwie kilka dni wcześniej, 20 czerwca, pod Liksajnami na Warmii MO aresztowała peregrynującą po kraju kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Nie trzeba podkreślać, jakim uwiarygodnieniem w tej sytuacji dla peerelowskiej władzy byłoby odebranie nagrody przez cenioną katolicką pisarkę, a jakim afrontem było odmówienie jej przyjęcia. „Oby taką postawę wykazali również inni katolicy, których kusi się nagrodami czy orderami” – pisał do Szczuckiej biskup katowicki Herbert Bednorz, nie przypuszczając nawet, jak wysoką nagrodą pieniężną kusiła władza. Wystarczyłaby ona na odbudowę spalonego w czasie wojny dworku Kossaków w Górkach Wielkich, co było niespełnionym marzeniem pisarki. Kopię listu Kossak-Szczuckiej do władz prymas Stefan Wyszyński odczytał na posiedzeniu episkopatu, księża wieszali w gablotach kościołów, w kazaniach stawiali pisarkę za wzór postawy katolickiej. Ona natomiast niebawem miała się przekonać, że SB coraz uważniej jej się przygląda.

Bóg i ojczyzna to nie hasła

Tę historię, która pokazuje prawość i siłę charakteru pisarki, opisała Joanna Jurgała-Jureczka w wydanej właśnie książce „Zofia Kossak”.
Nie jest to typowa biografia, ale jak dobrze oddaje podtytuł: powieść biograficzna. Napisana lekko, jest jakby muśnięciem po niezwykłym życiorysie pisarki, zostawiającym jednak niedosyt. Ale jednocześnie trudno nie zauważyć rzeczy najważniejszej: taka książka w ogóle powstała. Zofia Kossak-Szczucka, pisarka niegdyś niezwykle popularna i płodna, która wydała kilkadziesiąt powieści historycznych, a jej warsztat pisarski może być nadal wzorem dla parających się tego typu literaturą, nie miała dotąd biografii. Tymczasem jej życie było nadzwyczaj bogate. Pochodziła z rodu malarzy i artystów. Urodzona w roku 1889, była wnuczką Juliusza Kossaka, bratanicą Wojciecha, stryjeczną siostrą Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Dorastała na Lubelszczyźnie i na Wołyniu, gdzie ojciec – z marnym powodzeniem – dzierżawił majątki, studiowała sztukę w Warszawie i Genewie. Na Wołyniu, już jako mężatka i matka dwóch synów, przeżyła rewolucję 1917 roku, co później opisała w debiutanckiej powieści „Pożoga”. Po śmierci pierwszego męża Stefana Szczuckiego wyszła za mąż za oficera Zygmunta Szatkowskiego, który pod koniec życia pisarki stał się współautorem jej książek. Mieszkali w Górkach Wielkich koło Skoczowa. Tu urodziła dwoje dzieci: Witolda i Annę, ale tu zmarł też jej pierworodny Julian Szczucki, a drugi syn Tadeusz zginął w czasie wojny w Auschwitz. Kossak-Szczucka swoje największe powieści historyczne, z czterotomowym dziełem „Krzyżowcy”, napisała przed wojną.
Była znana, ceniona, nagradzana. Ale jej aktywność nie zamykała się w świecie żony, matki, pisarki. Była silnie zaangażowana w losy ojczyzny w czasach dla niej najtrudniejszych. W okresie wojny działała w podziemiu, dając przykład najwyższej odwagi, heroizmu i chrześcijańskiej miłości. Władysław Bartoszewski, który w latach 1942–1943 pełnił rolę jej sekretarza, mówił, że gdyby jej nie spotkał, nie byłby tym samym człowiekiem. „Zetknięcie z Zofią Kossak (...) przekonało mnie, że mam do czynienia z człowiekiem, dla którego Bóg i ojczyzna to nie są hasła, to jest treść codziennego postępowania, choć tych haseł nie używała. (...) W wielkim stopniu dzięki niej wybierałem pewne drogi i podejmowałem pewne decyzje” – mówił kilka lat temu.

Kto nie potępia – ten przyzwala

To ona w sierpniu 1942 roku była autorką słynnego „Protestu”, sygnowanego przez podziemny Front Odrodzenia Polski, którego była przewodniczącą, a rozprowadzonego w 5000 ulotek i plakatów. W płomiennych słowach apelowała o pomoc dla Żydów, których eksterminacja przebiegała na oczach milczącego świata. „Świat patrzy na tę zbrodnię, straszliwszą niż wszystko, co widziały dzieje – i milczy. (...) Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich. Milczą i Polacy. (...) Ginący Żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów. (...) Tego milczenia dłużej tolerować nie można. (...) Jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przyzwala”. Kossak-Szczucka, która przed wojną krytykowała żydowski wpływ na życie gospodarcze Polski, teraz pisała: „Uczucia nasze względem Żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej, niemniej jest faktem nieustannie potwierdzanym. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni. Nie chcemy być Piłatami”.

To z jej inicjatywy miesiąc później powstał Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty, przekształcony w grudniu 1942 roku w Radę Pomocy Żydom „Żegota” przy Delegacie Rządu na Kraj. Kossak-Szczucka uratowała setki Żydów: organizowała im kryjówki i fałszywe papiery, zaopatrywała w żywność, ukrywała w swoim mieszkaniu. Ale tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata otrzymała dopiero w 1982 roku. „Przez wiele lat mówiono, że »Żegotę« założyli demokraci, socjaliści, ludzie z lewicy. Do tej wizji Zofia Kossak z jej poglądami nie pasowała” – mówi historyk Carla Tonini w książce Jurgały-Jureczki. We wrześniu 1943 roku Kossak-Szczucka została zatrzymana na ulicy przez niemieckich żandarmów z torbą pełną nielegalnej prasy. Trafiła na Pawiak, a stąd do obozu w Auschwitz-Birkenau. Gestapo nie wiedziało, kim jest osoba kryjąca się pod nazwiskiem Sikorska. W obozie swoją postawą i zaangażowaniem dodawała otuchy współwięźniarkom, dla których organizowała odczyty oraz pogadanki o historii i literaturze. „Każdej chwili mego życia wierzę, ufam, miłuję” – pisała złożona przez tyfus plamisty. 12 kwietnia 1944 roku, gdy hitlerowcy dowiedzieli się, kim jest, znów przewieziono ją na Pawiak. Tu została skazana na śmierć. Dzięki akcji podjętej przez władze Państwa Podziemnego 28 lipca 1944 roku wydostała się na wolność. Pod koniec życia mówiła, że jej największym osiągnięciem była „praca w konspiracji i przebycie Oświęcimia”, z którego przeżycia opisała w niezwykle przejmującej książce „Z otchłani”.

Bardzo trudno tu żyć

Po wojnie musiała z Polski wyjechać. Taką propozycję nie do odrzucenia złożył jej Jakub Berman, członek Biura Politycznego PPR, Żyd z pochodzenia. Na Zachodzie byli jej mąż i syn, walczący w armii Andersa. Przez 12 lat prowadziła z mężem farmę w Kornwalii, ciężko pracując fizycznie. Emigracja to nie był dla niej dobry czas. „Bardzo trudno tu żyć” – pisała. Źle przyjęta przez tamtejszą Polonię, źle też o niej mówiła. Na chłodnym jej przyjęciu w Londynie zaważył oficjalny polski paszport i fałszywa informacja w emigracyjnej prasie, że była sekretarką Bieruta. Na obczyźnie, zauważa Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak „sprawia wrażenie, że albo nie wiedziała albo nie chciała wiedzieć, na co pozwalają sobie w Polsce współpracownicy komunistów”. Utrzymywała kontakty z PAX-em (mimo iż w 1953 roku odcięła się od jego stanowiska w sprawie aresztowania prymasa Wyszyńskiego), wdzięczna za drukowanie jej książek i za przyjaźnie (głównie z Janem Dobraczyńskim). Do Polski wróciła w 1957 roku, ale jeszcze upłynęło kilka lat, zanim wreszcie dobrze poznawszy prawdziwe oblicze polskiej władzy, odcięła się od niej. 14 marca 1964 roku podpisała List 34, protestując przeciw cenzurze. Wprawdzie nie spotkały jej za to represje, ale obrany kierunek był już wyraźny. W 1966 roku odmówiła przyjęcia państwowej nagrody. Zmarła na atak serca 9 kwietnia 1968 roku. Pochowana jest w Górkach Wielkich, gdzie znajduje się jej muzeum. Prymas Wyszyński w dniu śmierci Zofii Kossak-Szczuckiej napisał: „Była rzetelną katoliczką, jeśli drukowała swoje książki w PAX-ie, to tylko dlatego, że nie było innych możliwości”.

http://gosc.pl/doc/1897950.wierze-ufam-miluje


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 04 lut 2015, 09:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Wracajmy do historii

Kiedy do kształcenia i wychowania podchodzi się z troską, aby z młodzieży wyrosło pokolenie rozumne i mężne, a nie - jak pisał Zygmunt Krasiński w liście do A. Sołtana z 12-20 maja 1844 r. - „smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat...", wówczas wielką wagę przywiązuje się do nauki historii.

Pamięta się bowiem o znanych maksymach takich jak historia est magistra vitae („historia jest nauczycielką życia") czy „historia lubi się powtarzać". W szanujących się społeczeństwach szczególną rolę odgrywała zawsze nauka historii starożytnej, historia Grecji i Rzymu, nie tylko dlatego, że tam znajdują się początki naszej cywilizacji, ale również dlatego, że tam pojawili się wielcy historycy. Dziełami takich mistrzów jak Herodot, Tukidydes czy Tacyt karmiły się przez ponad dwa tysiące lat pokolenia wielu narodów. Również polska młodzież, i to jeszcze przed wojną, w gimnazjach klasycznych poznawała oryginały bezcennego dziedzictwa naszej kultury.

Na czym polegała wielkość starożytnych historyków i edukacyjno-wychowawczy walor ich dzieł? Na tym, że byli nie tylko racjonalnie dociekliwi, ale i bezstronni. Obowiązywała maksyma, by pisać - jak mówił Tacyt - sine ira et studio, a więc bez gniewu i bez osobistych predylekcji. Zresztą, już sam początek Dziejów Herodota, uznanego powszechnie za ojca historii, po dziś dzień zachwyca: „Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swych badań, żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa, między innymi szczególnie wyjaśniając, dlaczego oni nawzajem ze sobą wojowali". Wyrazem bezstronności jest pamięć na rzeczy wielkie dokonane nie tylko przez swoich, czyli hellenów, ale również przez barbarzyńców; natomiast wyrazem racjonalnej dociekliwości jest próba szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś się działo, a nie tylko, jak i kiedy.

Po utracie suwerenności przez Polskę z końcem drugiej wojny światowej w nauczaniu historii nastąpił powrót do metod z okresu zaborów. Chodziło o to, aby ograniczyć, zniekształcić i zohydzić pamięć o przeszłości narodu, który przez kilka wieków przodował w kulturze i którego państwo było wielkie i sprawiedliwe. Znów aktualne stały się słowa Zygmunta Krasińskiego pisane w liście do A. Sołtana w 1844 roku: „Młodzież w najopłakańszym położeniu. Uczą jej kłamstw i bluźnierstw historycznych..." Powojenne podręczniki zaroiły się nie tylko od zwykłych kłamstw, ale również od historycznych bluźnierstw. Kłamstwo to świadome podanie nieprawdy np. co do przyczyn pewnych wydarzeń, bluźnierstwo historyczne zaś to celowe pomniejszanie zasług i osiągnięć Polski, a wywyższanie dokonań zaborcy. Przykład: najpierw mnóstwo było zachwytów nad Rosją, potem nad Związkiem Radzieckim, teraz nad Unią Europejską, a Polski - nie ma. Dziesiątki milionów Polaków niczym wielki bór oczyszczane są ze ściółki, czyli nagromadzonego dorobku pokoleń. Las pozbawiony ściółki schnie. Czyż nie to samo dzieje się z narodem?

Nic więc dziwnego, że „wzrasta [...] pokolenie smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat, ale przy tym pełne nienawiści i hartu, nie owego jednak dawnego naszego, które nigdy rachuby nie znało i czystym poświęceniem było. Ich hart to niewolników energia... Takie systematyczne moralne zabijanie młodzieży - pisał we wspomnianym l i ście Zygmunt Krasiński - jest potężnym środkiem na zobojętnienie naszych sił. Piekielny to wymysł na zgubę nie tylko obecności, ale i w przyszłość wymierzony! Zamordować dziecko w łonie matki jeszcze, oto cel!" Widzimy po stu pięćdziesięciu latach, jak nasz wieszcz narodowy proroczo odczytał cel przyświecający wrogom Polski: zdemoralizować młodzież i zamordować dziecko w łonie matki. Dlatego wzorem starożytnych wracajmy do prawdziwej historii, mniej będzie wówczas zdziwienia, a więcej rozumu.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... o-historii


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /