Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 11 lip 2013, 05:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Męczennicy Wołynia

Wśród tysięcy Polaków pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów znaczącą grupę stanowią osoby duchowne i zakonne.

Powstały w Instytucie Pamięci Narodowej zespół badaczy aktualnie stara się sporządzić listę osób duchownych różnych wyznań, którzy zginęli w latach 1939-1947 z rąk pobratymców. Na obecnym etapie badań szacuje się, że z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło przynajmniej 180 osób duchownych i zakonnych obrządku łacińskiego i bizantyjsko-słowiańskiego.

Należy postawić kluczowe pytanie: dlaczego ukraińscy nacjonaliści mordowali osoby duchowne i zakonne?

Polak nie miał prawa żyć

Na Kresach Wschodnich Kościół katolicki obrządku łacińskiego był utożsamiany z polskością. Katolik łacinnik to Polak, grekokatolik to Rusin (Ukrainiec), wyznawca prawosławia to Rosjanin.

Dla ukraińskich nacjonalistów nieważne było, czy ktoś jest osobą duchowną, zakonną, starcem, osobą dorosłą czy też niemowlęciem: jeśli był Polakiem, nie miał prawa żyć na „ukraińskiej ziemi”. Osoby duchowne i zakonne, podobnie jak nauczyciele, kolejarze, lekarze, leśnicy, pracownicy administracji państwowej, byli tą warstwą społeczną, którą według nacjonalistów ukraińskich utożsamiano z „uciskiem Ukraińców”, i wszyscy oni mieli ponieść zapłatę za „krzywdy wyrządzone narodowi ukraińskiemu”.

Kościół katolicki i jego duchowni byli kojarzeni jako symbol zachodniej kultury, nauki, sztuki. Przeciwstawiano Zachodowi i jego osiągnięciom myśl Wschodu… Dlatego też niszczono zabytkowe kościoły i klasztory, sanktuaria, pomniki kultury. Duchowni byli mordowani, gdyż byli przedstawicielami kultury zachodniej. W wielokulturowym społeczeństwie Kresów duchowni byli niekwestionowanymi autorytetami moralnymi, społecznymi i politycznymi.

A wprowadzany przez Ukraińców nowy ład (zobacz „dekalog ukraińskiego nacjonalisty”) takich autorytetów nie mógł tolerować. Ponadto w wielu miejscowościach, przetrzebionych sowieckimi zesłaniami do łagrów i do Kazachstanu, niemieckimi wywózkami do obozów i na przymusowe roboty do Niemiec, a także zbrodniczą działalnością UPA, duchowni byli często jedynymi mężczyznami zdolnymi organizować samoobronę, leczyć chorych, w przypadku braku nauczycieli prowadzić zajęcia na wzór szkolnych. Organizowali pomoc materialną, wspierali duchowo i moralnie. I dlatego byli „zagrożeniem” dla Ukraińców prowadzących czystkę etniczną.

W działaniach Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i przywódców Ukraińskiej Powstańczej Armii widoczna jest wyraźna tendencja do niszczenia nie tylko tego, co polskie i „nieukraińskie”, ale również tego, co katolickie, co chrześcijańskie i Boże.

Nacjonaliści ukraińscy kierowali się nienawiścią do Bożych przykazań, dogmatów, nauki Kościoła katolickiego, sprawiedliwości społecznej, poszanowania poglądów drugiego człowieka. Trudno znaleźć odpowiedź na pytanie, co było źródłem tak wielkiej nieprawości i szału mordowania. Jaki ciężar kryje w sobie „misterium iniquitatis” (tajemnica nieprawości), która dokonała się na Wołyniu i Kresach Wschodnich, co było jej źródłem?

Ginęli świadkowie Jezusa Chrystusa

Większość osób duchownych i zakonnych, które poniosły śmierć z rąk ukraińskich nacjonalistów, zginęła nie tylko dlatego, że byli Polakami. Ginęli, gdyż byli świadkami Jezusa Chrystusa, sprzeciwiali się łamaniu Bożych przykazań, opowiadali się za sprawiedliwością społeczną. Bronili niewinnych, pokrzywdzonych, cierpiących i chorych.

Zostali wyniesieni na ołtarze męczennicy z czasów rewolucji francuskiej, wojny domowej w Hiszpanii, ofiary niemieckich obozów koncentracyjnych oraz reżimu komunistycznego. Wszyscy oni, jak polscy duchowni z Wołynia i Małopolski Wschodniej, byli świadkami miłości, wiary, sprawiedliwości społecznej.

W czerwcu 1943 roku neounita o. Kasjan Czechowicz z klasztoru Kapucynów w Lubieszowie na wieść o planowanych napadach na polskie miejscowości udał się do siedziby UPA w Kowlu z prośbą, by ich zaniechano. Gdy został zapytany, jak śmie zwracać uwagę dowódcom UPA, zaczął recytować po ukraińsku przykazania Boże. Przerwano mu, gdy doszedł do „nie zabijaj”. Uwięziono go i przekazano Niemcom, a gdy oni „nie znaleźli w nim winy” i polecili uwolnić, został przez Ukraińców po torturach wrzucony z mostu do rzeki Styr.

Gdy radzono mu, by nie udawał się do Kowla, oświadczył, że „się ofiarował Bogu na męczeństwo, więc nie lęka się śmierci”. Jego zakonny współbrat br. Sylwester Hładzio przed oprawcami schronił się w świątyni klasztornej. Przymuszany do przejścia na prawosławie za cenę uratowania życia zdecydowanie odmówił. Roztrzaskano mu głowę na ołtarzu, którego się kurczowo trzymał.

Ksiądz Stanisław Dobrzański został zamordowany 30 sierpnia 1943 roku podczas napadu na Ostrówki. Mimo polecenia władz kościelnych, by opuścił zagrożony teren, zdecydował się „trwać na posterunku do ostatniej chwili” – jak zapisał w liście do dziekana ks. Stefana Jastrzębskiego. Ukrył się w stercie słomy, gdzie został odnaleziony przez Ukraińców i zamordowany. Wraz z nim zginęło 1038 parafian. W tym samym dniu zginął chrystusowiec br. Józef Harmata pochodzący z Woli Ostrowieckiej.

W styczniu 1944 roku, mimo propozycji żołnierzy węgierskich, by uchodzili z życiem, w klasztorze w Wiśniczu pozostali o. Kamil Gleczman i br. Cyprian Lasoń. Pozostali, by uchodźcy z okolicy (około 600 osób) nie byli pozbawieni opieki duszpasterskiej. Zginęli z rąk ukraińskich nacjonalistów 7 lutego 1944 roku w podziemiach klasztoru.

Proboszcz parafii Świrz ks. Stanisław Kwiatkowski, mimo wydanego na niego przez UPA wyroku śmierci, mimo ostrzeżeń, by się ukrył lub wyjechał do Lwowa, zdecydował się pozostać w parafii, zasłaniając się obowiązkami duszpasterskimi. 14 lutego 1944 roku został uprowadzony do komendy ukraińskiej w Ładańcach, gdzie przez dwa tygodnie był torturowany. Jak relacjonowali naoczni świadkowie, został odarty żywcem ze skóry. Zmuszano go także do porzucenia stanu duchownego i ocalenia przez to życia.

Oblat Maryi Niepokalanej o. Ludwik Wrodarczyk – administrator parafii Okopy – został porwany w nocy z 6 na 7 grudnia 1943 roku z kościoła, w którym się schronił, wleczony około 7 km za saniami do Karpiłówki i tam bestialsko zamordowany. Znany był jako zielarz i medyk oraz działacz charytatywny. Bezinteresownie leczył wszystkich bez względu na przynależność religijną czy narodową. Mówiono o nim, że kochał Ukraińców i ich kulturę. Za opiekę nad Żydami został odznaczony pośmiertnie medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Istnieje kilka potwierdzonych źródłowo wersji jego śmierci. Najbardziej prawdopodobna wydaje się ta, według której po licznych torturach został półżywy wyrzucony nagi na śnieg, a z rozrąbanej piersi jeden z oprawców wyrwał mu serce. Świadkowie tortur i śmierci po latach wspominali, że w ostatnich godzinach życia modlił się za swoich oprawców i im przebaczał.

Kilku kapłanów spłonęło żywcem w świątyniach, gdyż nie chcieli pozostawić kościoła i Sanctissimum bez opieki, kilku innych poniosło śmierć w czasie Mszy Świętej lub prowadząc kondukt pogrzebowy. Często świadkowie podkreślali, iż kapłani powtarzali, że pragną ze swymi wiernymi pozostać „do końca”.

Beatyfikacje

Najbardziej zaawansowany jest proces beatyfikacyjny o. Ludwika Wrodarczyka, oblata, który poniósł męczeńską śmierć z rąk ukraińskich nacjonalistów w 1943 roku. Przez ostatnie 20 lat dokumentację do procesu zbierali oblaci. W kwietniu br. Konferencja Episkopatu Ukrainy wyraziła zgodę na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego zakonnika. Ksiądz arcybiskup Mieczysław Mokrzycki zapewnia, że sprawę innych formalnych procesów beatyfikacyjnych ofiar rzezi wołyńskiej Kościół na Ukrainie będzie starał się podjąć w najbliższych latach.

Czas męczenników nie minął. Kapłani Kresów, Małopolski Wschodniej, Polesia i Chełmszczyzny, którzy zostali okrutnie zamordowani, mogą być – taką nadzieją. Kresowiacy – mogą być patronami pojednania, przebaczenia, zgody. Przypominać będą nie tylko tragiczne losy Polaków katolików na Kresach, ale będą także świadczyć o historii Kościoła katolickiego na tamtych terenach.

Ks. prof. Józef Marecki

http://www.naszdziennik.pl/mysl/47677,m ... lynia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 19 lip 2013, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ginęli, ratując Żydów

Tysiące polskich księży ryzykowało życie, ratując Żydów podczas II wojny światowej, wielu z nich zostało zamordowanych. Potwierdzają to badania prowadzone w ramach nowego projektu naukowego „Księża dla Żydów”.

Dziś tak łatwo przychodzi niektórym przedstawianie polskich księży jako antysemitów albo jako tych, którzy nic nie zrobili dla ratowania Żydów podczas II wojny światowej. A jakie są fakty? Relacje między księżmi i Żydami zawsze wzbudzają wielkie zainteresowanie.

Jednak do tej pory nie powstała monografia naukowa na ten temat. Tę lukę badawczą stara się zapełnić nowy projekt naukowy pt. „Księża dla Żydów” prowadzony we współpracy Drohiczyńskiego Towarzystwa Naukowego, KSM Diecezji Drohiczyńskiej i Podkomisji Episkopatu USA ds. Pomocy Kościołowi Katolickiemu w Europie Środkowej i Wschodniej. Już wstępne wyniki badań są bardzo wymowne.

– Dotychczas zostały zebrane materiały świadczące o tym, że w Polsce ponad 600 księży ryzykowało własne życie, aby ratować życie Żydów. Z tego grona ponad 150 księży zostało zamordowanych. W blisko 30 przypadkach głównym powodem śmierci była pomoc ludności żydowskiej – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” koordynator projektu ks. dr Paweł Rytel-Andrianik z Papieskiego Uniwersytetu Świętego Krzyża w Rzymie.

Co do pozostałych ponad 120 księży wiadomo, że pomagali osobom wyznania mojżeszowego, ale nie jest ustalony jeszcze do końca motyw ich aresztowania. – Niektórzy zostali zamordowani dlatego, że wspierali AK, inni stali się ofiarą ataku na miejscową inteligencję, a niejednokrotnie było kilka powodów ich męczeńskiej śmierci – zwraca uwagę ks. dr Rytel-Andrianik.

Trzeba mieć też świadomość, że udokumentowane świadectwa postaw nawet kilkuset księży należy traktować jako przykład ogólnej postawy tysięcy duchownych w czasie II wojny światowej.

O relacji między kapłanami i Żydami w Polsce wiele mówi świadectwo historyka Kościoła ks. Tadeusza Tararuja, który wyznał: „Prawie każdy starszy kapłan, z którym rozmawiałem, przypomina sobie, że zarówno on sam, jak i inni kapłani i świeccy spieszyli z pomocą Żydom, znajdującym się na krawędzi zagłady”. Warto wspomnieć niektórych z nich. W dniu 15 lipca br. minęło 70 lat od męczeńskiej śmierci mieszkańców Bielska Podlaskiego zamordowanych przez Niemców. W ich gronie było 17 małych dzieci oraz trzech księży: bł. ks. Antoni Beszta-Borowski, Sługa Boży ks. Ludwik Olszewski oraz ks. Henryk Opiatowski, który pomagał ludności żydowskiej z getta w Brańsku.

Wielką rolę w ratowaniu dzieci żydowskich odegrały również siostry zakonne, które ukrywały je w swoich ochronkach czy przedszkolach.

– Wszyscy doskonale wiedzieli, że za pomoc Żydom grozi kara śmierci, a mimo to pomagali z narażeniem życia. Historycy podają, iż tylko w Polsce w ponad 300 domach zakonnych ukrywane były osoby pochodzenia żydowskiego – wskazuje ks. dr Rytel-Andrianik.

Do tych klasztorów bardzo często przekazywali je właśnie katoliccy księża. Przykładem jest tutaj ks. Adam Sztark SJ, który wyprowadzał dzieci żydowskie z getta w Słonimiu, ukrywał je na swojej plebanii, a następnie przekazywał Siostrom Niepokalankom. Niemcy wykryli tę pomoc, za co został rozstrzelany 19 grudnia 1942 r. wraz z s. Bogumiłą Noiszewską i s. Kazimierą Wołowską.

Jak wynika z badań naukowych „Księża dla Żydów”, takich przykładów jest wiele. Pokazują one, jak krzywdzące i nieodpowiedzialne jest przypinanie łatki „antysemity” duchownym katolickim. Fakty mówią same za siebie.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zydow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 03 sie 2013, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Niech ci oszuści typu Gross wskażą nam choć jeden naród, który więcej dobrego zrobił dla Żydów w czasie II wojny św. niż Polacy.

Śmierć za kromkę chleba

Z chlebem kojarzy się nam zawsze życie. Nic więc dziwnego, że śmierć znajduje się całkiem po przeciwnej stronie. Chleb bowiem podtrzymuje życie.

Najbardziej ludzie doświadczają tego w sytuacjach bardzo trudnych, choćby podczas różnych klęsk żywiołowych oraz w latach wojen. Ale były też i takie okresy, kiedy chleb – wbrew swojej naturze, stawał się pośrednio przyczyną śmierci.

To właśnie kromka chleba ofiarowana Żydom, w ustawodawstwie i praktyce postępowania władz niemieckich na terenach polskich była wystarczającym motywem, aby naszych rodaków pozbawiać życia. Tak okrutne prawo obowiązywało tylko u nas, na naszych ziemiach.

Wdzięczność należy się ks. dr. Pawłowi Rytelowi-Andrianikowi za przypomnienia tamtych wydarzeń. Są one zawarte w jego wyjątkowej książce „Dam im imię na wieki” (Księga Izajasza 56, 5), wydanej w Bibliotece Drohiczyńskiej.

Okazało się, że wśród tych, którzy mieli odwagę pomagać Żydom, było wielu kapłanów. Co więcej, dzięki temu wydawnictwu zaczęło się zgłaszać coraz więcej osób przypominających o tego rodzaju postawach, znanych im z opowieści albo z własnego doświadczenia. Aż powstała myśl nowego opracowania. Oby jak najszybciej stało się faktem.

Wypada z mocą podkreślić, że w powyższym tytule – „śmierć za kromkę chleba” nie ma wcale poezji. To była straszliwa i ponura rzeczywistość.

Ginął każdy Polak i każda Polka; dorośli i młodzież, kapłani, zakonnice i zakonnicy, całe rodziny, za jakąkolwiek pomoc udzieloną Żydom. I takich rodaków nie zabrakło. Czy było ich 200 000, czy może więcej, tego nie da się tak łatwo obliczyć.

Z tego względu dobrze się dzieje, że pojawiają się opracowania, opowieści źródłowe, archiwalne odkrycia, które ukazują nam grozę, jaką przeżywali Żydzi, i bohaterstwo ze strony tych, którym nie zabrakło odwagi spieszenia z pomocą. Nie można też zapominać o tym, iż wielu kapłanów, wystawiając metryki chrztu, ratowało Żydów, nie bacząc na groźbę śmierci.

Niech mi też będzie wolno podzielić się własnym wspomnieniem z dziecięcych lat. Miałem chyba dopiero pięć lat, gdy usłyszałem, jak mój brat Henryk, starszy o pięć lat, zwrócił się do mamy z prośbą o coś do jedzenia, ponieważ dowiedział się od swojego kolegi Hipolita, obecnego kapłana, że w polu na naszej miedzy, pomiędzy dojrzewającymi zbożami, siedzi samotnie Żydówka.

Być może było to po zdławieniu powstania w getcie. Nie pamiętam, co otrzymał mój brat, ale mama coś dała, a on wziął mnie ze sobą. Myślałem, że idziemy daleko. Teraz wiem, że to było tylko kilkaset metrów od domu, na polu otoczonym lasem. A przed moimi oczyma wciąż widzę kobietę siedzącą na miedzy, obok niej leżały różne drobiazgi z ubrania i bielizny. Robiła wrażenie straszliwie zmęczonej.

Brat mój podał jej matczyny podarek i zawróciliśmy do domu. O śmierci tej kobiety nigdy nie słyszałem. Może się uratowała? Oby tak było.

Jestem przekonany, że takich postaw i zachowań, płynących ze współczucia, było bardzo dużo, pomimo że cena tego symbolicznego chleba sięgała szczytów. Ale miłość pozostała sobą, niesłychanie płodną matką dobroci. I dobrze, że o tym też od wieków przypomina psalmista „Pan tych miłuje, którzy zła nienawidzą. On strzeże dusz świętych swoich, wydziera je z rąk grzeszników” (Ps 97).

Bogu niech będą dzięki.

ks. bp Antoni P. Dydycz OFMCap

http://www.naszdziennik.pl/mysl/49944,s ... hleba.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 02 wrz 2013, 07:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zmarł Władysław Foltyn

JT, PAP

W wieku 89 lat zmarł Władysław Foltyn, oświęcimianin, który pomagał więźniom niemieckiego obozu Auschwitz. W okresie okupacji wraz z bratem Józefem był przymusowo zatrudniony na terenie przyobozowym jako pracownik cywilnej niemieckiej firmy „Kluge”. Za kontakty z więźniami obozu został osadzony w areszcie obozowym w bloku nr 11. Trafił do celi nr 18, w której śmiercią głodową zginął o. Maksymilian Kolbe. Po kilkutygodniowym śledztwie został wysłany na przymusowe roboty w głąb Rzeszy. Po zakończeniu wojny wrócił do Oświęcimia. Sowieccy żołnierze zamknęli go na krótko w tej samej celi, w której więziło go w latach wojny obozowe gestapo.

http://www.naszdziennik.pl/wp/52702,zma ... oltyn.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 26 paź 2013, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Prawda na tle narzucanych nam kłamstw.

Michalikowie ratowali Żydów

Rodzina Michalików z narażeniem życia ratowała Żydów z getta w Zambrowie, rodzinnej miejscowości ks. abp. Józefa Michalika. Dowodzą tego odkryte właśnie dokumenty.

Obrazek

Księga Pamięci Żydów z Zambrowa („Sefer Zambrow”), wydana w Tel Awiwie w 1963 r., opisuje dzieje tamtejszej wspólnoty. Na prawie 700 stronach znajdują się liczne świadectwa ukazujące blaski i cienie historii polsko-żydowskiej w Zambrowie, gdzie Żydzi stanowili w XX wieku blisko 50 proc. mieszkańców.

Wiele miejsca poświęcono okresowi okupacji niemieckiej i co się z tym wiąże – zagładzie.

– Tylko w sierpniu i wrześniu 1941 r. Niemcy zamordowali ok. 2200 zambrowskich Żydów w okolicach pobliskiego Szumowa i Kołak. Następnie naziści utworzyli getto, gdzie gromadzili ludność żydowską z okolicy – zwraca uwagę ks. prof. Paweł Rytel-Andrianik z Jerozolimy, który badał historię tego getta.

Jak opisują ocaleni Żydzi, warunki bytowe były tam tragiczne, nie tylko dlatego, że kilka rodzin mieszkało w jednym pomieszczeniu, ale także dlatego, że ludzie cierpieli straszny głód.

– Starano się o jedzenie poza gettem, ale to groziło karą śmierci zarówno dla Żyda, jak i dla Polaka, który ginął nawet za podanie kromki chleba. Pomimo tak surowych kar i niebezpieczeństwa śmierci Dominik i Wiktoria Michalikowie, rodzice ks. abp. Józefa Michalika, przekazywali miejscowym Żydom jedzenie – relacjonuje ks. prof. Rytel-Andrianik.

Okazuje się, że w czasie istnienia getta mieszkali oni u najbliższych krewnych, ponieważ ich dom został spalony podczas działań wojennych. Krewni zaś mieli gospodarstwo rolne.

– Pod osłoną nocy Żydzi przychodzili do tamtejszej stodoły przez specjalne wejście od strony rzeki Jabłonki i odbierali jedzenie (do dziś zachował się fragment tego wejścia). Były też inne sposoby dostarczania pożywienia, w co angażowali się zambrowianie – zwraca uwagę ks. prof. Rytel-Andrianik. Trwało to do grudnia 1942 r., kiedy to Niemcy wywieźli ludność żydowską do obozu w Auschwitz w transportach po blisko 2000 osób.

Na tym pomoc Żydom się nie skończyła. Pomimo niebezpieczeństwa kary śmierci niektórzy Polacy z Zambrowa i okolic zdecydowali się ukryć Żydów i ocalić ich przed wywiezieniem do Auschwitz.

W ten sposób ocaleli m.in. Herszel Smoliar, Eleazar Williamowski, trzej bracia Stupnikowie, Beinusz Sarny, Hanna Copermann, Mosze Lewinsky, jak również Mosze Gierszonowicz, uratowany przez najbliższą rodzinę Wiktorii Michalik, mamy ks. abp. Michalika.

Do tej pory nie powstała żadna publikacja na temat pomocy udzielanej przez rodziców i rodzinę ks. abp. Józefa Michalika Żydom. Sam zaś przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w wywiadzie rzece pt. „Kochać Boga, rozumieć człowieka” wyznał: „Nie było niechęci do Żydów, których w Zambrowie przed wojną było bardzo dużo. (…) Niektóre ciotki mówiły po żydowsku (w jidysz)”. Po zakończeniu wojny okazało się, że mieszkańcy Zambrowa i okolic uratowali liczną grupę miejscowych Żydów, narażając swoje życie i życie swych rodzin, o czym świadczą dokumenty zachowane zarówno w Jerozolimie, jak i świadectwa z Zambrowa.

Dlaczego napisanie dziś o bohaterstwie najbliższej rodziny ks. abp. Michalika jest ważne? Nie jest tajemnicą, iż obecnie przewodniczący polskiego Episkopatu jest bardzo atakowany w środkach społecznego przekazu. W jego życiorysie próbuje się znaleźć cokolwiek, aby wypaczyć jego obraz jako człowieka, kapłana i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Ukazanie w tym kontekście środowiska rodzinnego, z jakiego ktoś wyrasta, daje nowe światło na postawę danego człowieka.

– A jak wiadomo, sam Ojciec Święty Franciszek niejednokrotnie nawiązywał do roli swych rodziców oraz swej babci w dojrzewaniu jego wiary i postawy chrześcijańskiej – zwraca uwagę ks. prof. Rytel-Andrianik.

Sam zaś ks. abp Michalik podkreśla we wspomnianym wywiadzie rzece, iż od najbliższych przejął sposób wartościowania, a wpływ rodziców na jego życie był fundamentalny.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zydow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 02 gru 2013, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Trzeba uczcić ich pamięć

Z Chaną Broder, uratowaną z holokaustu, rozmawia ks. Paweł Rytel-Andrianik

Została Pani uratowana od zagłady jako dziecko. Każda historia ocalonych jest inna. Proszę opowiedzieć swoje przeżycia.
– Razem z rodzicami i babcią uciekliśmy z getta w Siemiatyczach 2 listopada 1942 roku. W tym czasie udało się zbiec też innym członkom mojej rodziny. Ludzie dawali nam jedzenie, przyjmowali na kilka dni, ale obawiali się przyjąć na dłużej, bo za to groziła kara śmierci. Byli też i tacy, którzy nie chcieli nas przyjąć do siebie. Zimę spędziliśmy w Aleksandrowie u rolnika o imieniu Klemens. W maju 1943 r. Niemcy przyszli, aby zabrać mu część dobytku. Weszli do obory, nad którą ukrywaliśmy się w słomie. Myśleliśmy, że za chwilę nas zastrzelą. Niemcy jednak nas nie zauważyli. Wzięli kilka sztuk z jego dobytku i poszli dalej. Po tym wydarzeniu Klemens powiedział, że nie przeżyłby jeszcze raz takiego niebezpieczeństwa.

Co dalej działo się z Państwem?
– Mój wujek Shieh Kejles, którego żona i córka zostały deportowane do Treblinki, był jednym z uciekinierów z getta. To on właśnie słyszał, że na Kolonii Morze jest rodzina Kryńskich, na którą można liczyć. Można tam było zjeść coś ciepłego, przenocować itd. Poprosiliśmy ich i zgodzili się nas przetrzymać przez dwa tygodnie. Po dwóch tygodniach pan Kryński, bo tak zwracaliśmy się do niego, powiedział, że nie ma serca, aby nas stąd odesłać. Dlatego mogliśmy pozostać u nich.

Jak traktowała Państwa rodzina Kryńskich?
– Rodzina składała się z czterech osób: Konstantego i Bronisławy Kryńskich oraz ich syna Henryka i córki Krystyny. Codziennie ktoś z nich przynosił nam ciepły posiłek. Co wieczór po udoju krów pan Kryński przynosił dla mnie garnuszek ciepłego mleka. Nigdy nie proszono nas o zapłatę i nie było między nami żadnej umowy. Kryńscy robili to dla nas całkowicie bezinteresownie. Mama i babcia jednak starały się pomóc i robiły swetry na drutach oraz ubrania, które pani Kryńska mogła sprzedać i mieć na nasze utrzymanie. Pani Kryńska, która była osobą bardzo pobożną, powiedziała, że jak Bóg zachował nas dotąd, to i do końca nas zachowa. Powiedziała też mojej mamie, iż wyznała księdzu, że ukrywa Żydów, na co on odpowiedział: „Robisz bardzo dobrze. To są niewinni ludzie, którzy nie zrobili nic złego” [proboszczem w parafii Ostrożany był wtedy ks. Jan Auder – przyp. red.]. Pozostaliśmy więc w gospodarstwie ponad rok, aż do lipca 1944 roku. Po wojnie mieliśmy kontakt z rodziną Kryńskich, bo chcieliśmy wyrazić naszą wdzięczność. Ostatnio nawet odnalazła mnie ich prawnuczka, z czego bardzo się cieszę.

Na Apel Radia Maryja jest przygotowywana Kaplica Pamięci, w której będą wypisane nazwiska Polaków ratujących Żydów. Czy chciałaby Pani, aby rodzina Kryńskich była w tej kaplicy upamiętniona?
– Wszelkie sposoby wyrażania wdzięczności ludziom, którzy nas ratowali, są bardzo dobre. Dlatego bardzo bym chciała, aby zostali w tej kaplicy umieszczeni ci, którzy uratowali mi życie. Choć po wojnie nie chcieliśmy wracać do strasznych przeżyć okupacji niemieckiej, to jednak nawet po wielu latach zawsze wraca myśl, że ocaleliśmy dzięki tej czy innej osobie. Często ci, którzy nas uratowali, już nie żyją. Dlatego to, co nam pozostaje, to utrwalenie ich nazwisk dla potomnych. Po angielsku mówimy: „to honor their memory” (żeby uczcić ich pamięć). Ja zapisałam nazwisko Kryńskich w mojej Biblii, aby przeszło z pokolenia na pokolenie. W najbliższym czasie złożę dokumenty w tej sprawie do Yad Vashem, gdzie – jak ufam – będzie wypisane ich nazwisko. A potomkowie Kryńskich, którzy by nie mogli przyjechać do Yad Vashem do Jerozolimy, będą mogli zobaczyć nazwisko swoich przodków w Polsce w Kaplicy Pamięci. Tej potrzeby wdzięczności nie zrozumie nikt, kto nie przeżył holokaustu. Dlatego całym sercem dziękuję osobom z Yad Vashem i pomysłodawcom Kaplicy Pamięci za pomoc w wyrażeniu wdzięczności tym, którzy uratowali nam życie.

Dziękuję za rozmowę.
ks. Paweł Rytel-Andrianik

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... amiec.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 06 gru 2013, 09:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zbrodnia w Ciepielowie

Piotr Szubarczyk

Dzień św. Mikołaja roku 1942 przypadał w niedzielę. Dzieci od Kowalskich, Obuchiewiczów, Skoczylasów i Kosiorów ze Starego Ciepielowa i z pobliskiej Rekówki czekały na prezenty. Przyjechali niemieccy żandarmi i zamienili im Mikołaja w piekło. Zostały zamordowane lub spalone żywcem, razem z rodzicami i bliskimi. Zginęło 34 Polaków, ich domy zrównano z ziemią. „Winą” rodziców było ukrywanie w swych domostwach Żydów. Za to – zgodnie z „rozporządzeniem” Hansa Franka z 15 X 1941 r. – należało zabić: „Żydzi, którzy opuszczają wyznaczoną dzielnicę, podlegają karze śmierci. Tej samej karze podlegają osoby, które Żydom dają kryjówkę”. Ukrywani w Ciepielowie Żydzi też zostali spaleni. Polacy i Żydzi umierali w mękach razem. Wtedy każdy wiedział, kto jest winien ich śmierci i jakiej jest narodowości. „Nazistów” nie znano.

Po latach profesor historii, konsultant niemieckiego filmu „Nasze matki, nasi ojcowie”, pytany, dlaczego pokazał w filmie akowców jako antysemitów i zbrodniarzy, odpowiedział: „Czego chcecie? Jestem Niem- cem narodowości żydowskiej”! Alina Cała powiedziała: „Polacy są w pewnym sensie winni śmierci wszystkich Żydów”! Tych z Ciepielowa też? Cała pracuje w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, finansowanym z budżetu państwa polskiego! Kogo reprezentuje? Żydów? Polskich Żydów?

W roku 2009 Arkadiusz Gołębiewski i Maciej Pawlicki zrealizowali fabularyzowany film dokumentalny „Historia Kowalskich”. Zrobił wrażenie, więc Instytut Sztuki Filmowej wyłożył pieniądze na zmyślone, antypolskie „Pokłosie”, które „polscy” ambasadorzy pokazują światu!

Historia Polski jest manipulowana. Rozumiał to dobrze śp. Lech Kaczyński, który odznaczył pośmiertnie zamordowanych z Ciepielowa i Rekówki Krzyżami Komandorskimi Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystego aktu dokonała Pierwsza Dama. Pół roku przed tragedią smoleńską.

http://www.naszdziennik.pl/wp/61673,zbr ... lowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 01 lut 2014, 08:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Nieznani bohaterowie

20 tys. nazwisk Polaków ratujących Żydów zgłoszonych w ciągu siedmiu miesięcy – to odpowiedź na apel Radia Maryja. Nadspodziewany odzew świadczy o bardzo dużym zakresie pomocy udzielanej w czasie zagłady oraz o potrzebie Kaplicy Pamięci w Polsce.

Pod koniec stycznia projekt toruńskiej Kaplicy Pamięci został przedstawiony Ojcu Świętemu Franciszkowi. Kiedy Papież usłyszał, że będą w tym miejscu upamiętnione osoby, które ratowały ludność żydowską, od razu udzielił swego błogosławieństwa i nad projektem uczynił znak krzyża świętego. Ponadto złożył swój podpis na projekcie Kaplicy Pamięci jako znak swojej życzliwości i wsparcia dla tej inicjatywy.

Papieskie błogosławieństwo jest wyrazem szacunku Następcy św. Piotra dla wszystkich Polaków, którzy ratowali ludność żydowską, oraz dla tych, którzy starają się ocalić od zapomnienia pamięć o bohaterach. W tym gronie szczególną zasługę mają ci, którzy przekazują relacje telefonicznie, e-mailowo lub listownie.

Tajemnicze zdjęcie
W odpowiedzi na apel o nadsyłanie danych do Kaplicy Pamięci udało się ustalić, kto jest na zdjęciu – ikonie Powstania Warszawskiego. Do tej pory wiadomo było, że fotografia, na której widać trzy kobiety i dziecko, została wykonana podczas Powstania Warszawskiego w Śródmieściu przez fotografa powstańczego Joachima Joachimczyka ps. „Joachim.”

Kilka dni temu zadzwonił Henryk Dziuba i przekazał informację, że na tym zdjęciu (od lewej) jest jego mama Józefa oraz ukrywana Żydówka Helena Kirjanow i bezdomna kobieta z wnuczką, wzięta z ulicy podczas powstania. Zdjęcie zostało wykonane w podziemiach Domu Arcybiskupów Warszawskich służących wtedy za schron.

Henryk Dziuba, mający 15 lat w 1944 r., relacjonuje, że po powstaniu w getcie warszawskim Maria i Andrzej Dobrodziejowie skierowali Helenę Kirjanow do Jana i Józefy Dziubów, którzy zdecydowali się ukrywać ją w swoim mieszkaniu. Na początku Powstania Warszawskiego Józefa Dziuba wraz z ukrywaną Żydówką znalazły schronienie w Domu Arcybiskupów Warszawskich na ul. Miodowej 17/19, za akceptacją m.in. ks. Zygmunta Choromańskiego, późniejszego biskupa pomocniczego warszawskiego, i ks. Józefa Podbielskiego, którzy wiedzieli o tożsamości Heleny Kirjanow. Józefa zdecydowała się przyjąć także bezdomną osobę z ulicy wraz z jej wnuczką. Kobiety przebywały w podziemiach Domu Arcybiskupów Warszawskich. W tym czasie Helena w ogólne nie wychodziła z budynku, a Józefa przygotowywała posiłki duchownym i innym przebywającym tam ludziom. W pomoc był zaangażowany także Andrzej Wróbel pracujący w pałacu arcybiskupim.

Wszyscy znajdujący się na zdjęciu przeżyli wojnę. Pod koniec lat 40. Helena Kirjanow wyjechała do męża do Francji, a następnie do rodziny do Argentyny. Do końca utrzymywała serdeczny kontakt z tymi, którzy ją uratowali.

Bohaterowie odzyskują imię
Podobne przykłady osób, które ratowały ludność żydowską, wychodzą powoli na światło dzienne. Wiele w tym względzie zależy od miejscowych władz samorządowych, lokalnych stowarzyszeń i ludzi dobrej woli. Wystarczy, że rozpocznie się zbieranie informacji na ten temat, chociażby na stronie www.sprawiedliwi.org.pl, aby dotrzeć do cichych bohaterów, którzy z narażeniem życia swego i swych rodzin ratowali swoich sąsiadów na danym terenie.

Przykładem jest chociażby powiat Wołomin, gdzie z inicjatywy miejscowych władz udało się dotrzeć do informacji o 50 Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, których nazwiska są obecnie wypisane na pomniku znajdującym się w miejscu muru byłego getta. Ten pomnik ukazujący rodzinę polską chroniącą rodzinę żydowską (zob. okładkę „Magazynu”) jest wymownym znakiem wielowiekowej dobrosąsiedzkiej historii polsko-żydowskiej w powiecie wołomińskim. To, czy zachowana zostanie pamięć o lokalnych bohaterach, zależy zarówno od miejscowych władz, jak i od tych, którzy zabiegają o ocalenie prawdy historycznej.

Śmierć za kromkę chleba
Tylko w Polsce nawet za podanie kromki chleba osobie pochodzenia żydowskiego groziła kara śmierci. Taką karę wykonywano publicznie, aby odstraszyć od udzielania jakiejkolwiek pomocy Żydom. Mimo to bardzo wielu Polaków ryzykowało życie swoje i swych rodzin, aby ratować osoby innej narodowości i wyznania.

Do tej pory nie ma w Polsce pomnika, który by upamiętniał w skali kraju Polaków ratujących ludność żydowską. Kaplica Pamięci w Toruniu wypełni tę lukę. Jest ona budowana pod kościołem pw. Maryi Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i bł. Jana Pawła II jako wotum wdzięczności za pontyfikat Papieża Polaka. Na jej marmurowych ścianach zostaną wyryte – podobnie jak w Yad Vashem w Jerozolimie – nazwiska Polaków ratujących Żydów. Wśród nich jest ponad 6,3 tys. odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata oraz kilkanaście tysięcy bohaterskich Polaków, którzy do tej pory pozostawali nieznani.

W tym gronie jest ok. 1500 osób zamordowanych za pomoc ludności żydowskiej oraz ok. 1000 księży i wiele sióstr zakonnych. Gdyby nie Kaplica Pamięci, pozostałaby luka w historiografii Polski dotycząca dobrosąsiedzkich relacji polsko-żydowskich.

Owoce apelu
Dzięki apelowi dotyczącemu Kaplicy Pamięci zebrano też informacje o licznych miejscach pochówków ludności żydowskiej zamordowanej przez niemieckich nazistów. W przyszłości planuje się ich upamiętnienie, aby oddać należny szacunek ofiarom holokaustu.

Przesłano dotąd setki stron dokumentów, liczne zdjęcia i relacje pozostawione po wojnie przez uratowanych Żydów. W 90 proc. nigdy wcześniej nie były one publikowane, więc rzucają nowe światło na relacje polsko-żydowskie podczas II wojny światowej. Istotne jest też, że wiele relacji przekazują naoczni świadkowie wydarzeń sprzed ponad 70 lat. Najczęściej mówią o swych rodzicach, rodzinie lub krewnych. Dzięki temu można sprostować wiele nieścisłości powtarzanych w literaturze holokaustu, szczególnie dotyczących nazwisk i imion oraz nazw miejscowości.

Przykładowo część publikacji podaje błędnie, iż Franciszek Ligas zginął za ratowanie Żydów w miejscowości Bystra k. Nowego Targu, a z relacji jego siostrzenicy Władysławy Bryjak wiadomo, że zginął w miejscowości Maruszyna. Podobnie niektóre publikacje podają, iż za tę pomoc został zabity Józef Krawczyk, jednak na podstawie relacji jedynego ocalonego z rodziny wiadomo, że zginął Stanisław, a nie Józef Krawczyk. Podobnych przykładów jest wiele, a mają one znaczący wkład w ukazanie prawdy historycznej.

Co dalej?
W związku z tym, że wiele relacji zgłoszonych do Kaplicy Pamięci nigdy nie ujrzało światła dziennego, w planie jest publikacja książki oddającej głos uratowanym Żydom oraz ratującym Polakom. Wcześniej zaś uruchomiona zostanie strona internetowa na ten temat oraz profil na Facebooku i na Tweeterze, aby dzielić się najnowszymi odkryciami na forum międzynarodowym, także w języku hebrajskim i angielskim. Jest to nieodzowne, tym bardziej że zainteresowany tą kwestią jest m.in. Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, jeden z departamentów rządu USA oraz środowiska akademickie.

Ks. prof. Paweł Rytel-Andrianik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/66990,n ... rowie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 13 mar 2014, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Nieludzie niemieccy w imię ówczesnego genderyzmu, zwanego w owym czasie nazizmem, przystąpili do etapu siłowego wprowadzania swojej patologii ideologicznej. Mordowali głównie tych, którzy się ich nie bali, którzy nie potrafili być półludźmi, czy podludźmi.
Chory świat dzisiaj ma żal za te zbrodnie nie do Niemców, ale do nas Polaków. Czyli nie wiele się zmieniło od tamtych czasów, a zagrożenie jakby się tylko przyczaiło i czeka na dogodny moment.


Okrutna zbrodnia

Wkroczenie Niemców do Polski w 1939 r. zapoczątkowało krwawy terror, w wyniku którego zginęły miliony ludzi. Okupanci wprowadzili również własne „prawo”. Jednym z jego celów było skłócenie społeczeństwa. Na jego mocy Polacy zostali w praktyce uznani za „półludzi”, a Żydzi za „podludzi”.

Za pomocą obrzydliwej propagandy Polaków zniechęcano do kontaktów z Żydami. Gdy nie przynosiło to efektu, w 1941 r. zadekretowano, że każda pomoc udzielona przez Polaka Żydowi będzie zagrożona śmiercią. Mimo to wielu nadal udzielało schronienia Żydom, zdając sobie sprawę, że w przypadku ujawnienia narażają się na natychmiastową śmierć. Szacuje się, że z grona Polaków przechowujących Żydów z rąk Niemców zginęło ponad tysiąc osób. Ponad 700 z nich znamy z imienia i nazwiska.

Szczególnie odrażające były mordy na całych rodzinach, gdy nie miano litości nawet dla kilkuletnich dzieci. Miejscem takiej okrutnej zbrodni były Siedliska koło Miechowa, gdzie 15 marca 1943 r. zginęła cała rodzina Baranków.

Heroiczna decyzja
Siedliska to malutka miejscowość sąsiadująca z Miechowem. Przed wojną w miasteczku tym żyło kilka tysięcy Żydów, którzy mieli własną gminę wyznaniową. Po wkroczeniu Niemców utworzono tu w 1941 r. getto, a rok później rozpoczęły się masowe mordy. Żydów mordowano m.in. na żydowskim cmentarzu oraz w lesie Chodówki. Niektórzy zostali umieszczeni w getcie w Słomnikach, a następnie wywiezieni do obozu zagłady w Bełżcu.

Niektórzy Żydzi próbowali się ratować, domyślając się, jaki plan zagłady został dla nich opracowany. Szukali więc pomocy u Polaków, prosząc ich o schronienie. Decyzja była zawsze trudna: oddalić czy przyjąć ściganych i ryzykować życiem swoim i swoich najbliższych.

Pięciu Żydów o nieznanym nam nazwisku, pochodzących najpewniej z Miechowa, poprosiło o pomoc rodzinę Baranków. Nie wiemy, co zdecydowało, że Barankowie podjęli tę heroiczną decyzję na „tak”. Z pewnością była ona bardzo trudna, gdyż rodzina nie składała się tylko z samych dorosłych, ale również z nieletnich dzieci. W niewielkim, drewnianym domu oprócz małżeństwa Wincentego i Łucji Baranków mieszkały ich dzieci: dziewięcioletni Tadeusz i trzynastoletni Henryk, oraz macocha Wincentego o imieniu Katarzyna.

Tragiczne chwile rozegrały się 15 marca 1943 roku. Pod dom Baranków przyjechali oprawcy. W ich gronie był Neumann, żandarm niemiecki, oraz kilku funkcjonariuszy Sonderdienstu – niemieckiej policji pomocniczej. Zwołali oni chłopów i nakazali usunięcie słomy ze stodoły. W wyniku tych poszukiwań znaleziono czterech Żydów (piąty był tego dnia nieobecny w kryjówce), których natychmiast rozstrzelano. Następnie w domu Niemcy przesłuchali Wincentego i Łucję, potem wyprowadzili ich do stodoły i tam rozstrzelali.

Tadeuszowi i Henrykowi powiedziano, by poszli do rodziców, w stodole kazano im uklęknąć i w tej pozycji ich zamordowano.

Po powrocie do Miechowa zbrodniarze zorientowali się, że zapomnieli, iż w domu Baranków zamieszkiwała również Katarzyna. W trakcie zbrodni ukryła się w zakamarkach domu. Następnego dnia została rozstrzelana przez niemieckich funkcjonariuszy.

Przez wiele lat zadawano sobie pytanie, jak to się stało, że Niemcy dowiedzieli się o tym, iż Barankowie przechowują Żydów. Nie ma co do tego pewności. Jak wynika z jednego z opracowań historycznych, prawdopodobnie informację o tym wymuszono torturami od osoby aresztowanej w związku z czymś innym. Po wojnie prowadzono kilka śledztw w tej sprawie, odbył się również proces. Mimo tych działań wiele znaków zapytania dotyczących tej zbrodni pozostało.

Polscy Sprawiedliwi
Historia rodziny Baranków oraz ukrywanych przez nich Żydów przez wiele lat była raczej nieznana. Dopiero w ostatnim czasie została pokazana szerzej. Warto wymienić inicjatywy przybliżające pamięć o heroicznej rodzinie, aby zachęcić lokalne środowiska do podobnego uczczenia innych Polaków zamordowanych za pomoc Żydom.

W 2006 r. z inicjatywy Macieja Pawlickiego powstał film dokumentalny „Życie za życie” w reżyserii Arkadiusza Gołębiowskiego, w którym jedną z wielu opowiedzianych historii były tragiczne losy Baranków. Trzy lata później została ona opisana przez Krystynę Samsonowską w wydawnictwie IPN „Kto w takich czasach Żydów przechowuje…”. W 2012 r., w 69. rocznicę zbrodni, samorząd Miechowa wraz z Oddziałem IPN w Krakowie zorganizował po raz pierwszy obchody rocznicowe. Zaprezentowano na nich m.in. monety Narodowego Banku Polskiego z wizerunkiem Baranków oraz Ulmów i Kowalskich – dwóch innych najbardziej znanych rodzin zamordowanych za pomoc Żydom. Odtąd obchody odbywają się co roku. Na wniosek Alicji Sztern, jednej z najbliższych krewnych Baranków, w 2013 r. zostali oni pośmiertnie odznaczeni przez prezydenta RP Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a przez Yad Vashem medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Niemym świadkiem tragedii sprzed 71 lat są drzwi ze śladami po kulach wystrzeliwanych do Baranków. Będą one przypominać o ofierze Baranków w Muzeum Polaków Ratujących Żydów, które powstaje w Markowej.


--------------------------------------------------------------------------------

Ksiądz kanonik Mirosław Kaczmarczyk – proboszcz parafii Grobu Bożego w Miechowie

Dariusz Marczewski – burmistrz gminy i miasta Miechów

Stowarzyszenie Miłośników Odnowy Zabytków w Miechowie

zapraszają na

obchody 71. rocznicy zbrodni na rodzinie Baranków i ukrywanych przez nich Żydach

które odbędą się 15 marca 2014 roku w Miechowie. Program uroczystości:

11.00 – Msza św. w kościele pw. św. Barbary na cmentarzu parafialnym w Miechowie

12.00 – złożenie kwiatów na grobie rodziny Baranków wraz z poświęceniem pomnika nagrobnego po renowacji

12.30 – spotkanie w Muzeum Ziemi Miechowskiej (wejście od pl. Tadeusza Kościuszki), okolicznościowe wystąpienia przedstawicieli krakowskiego i kieleckiego oddziału IPN

oraz uroczyste przekazanie do Muzeum w Miechowie:

Krzyża Komandorskiego Odrodzenia Polski nadanego pośmiertnie przez Prezydenta RP rodzinie Baranków

Medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” przyznanego przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie.

Dr Mateusz Szpytma, historyk, Oddział IPN w Krakowie

http://www.naszdziennik.pl/mysl/71071,o ... odnia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 24 mar 2014, 08:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Sprawiedliwi z Markowej

W okupowanej Polsce za pomoc Żydom zginęło co najmniej tysiąc Polaków, z nazwiska znamy ponad 700 osób. Wśród nich było wiele całych rodzin. Symbolem ich heroicznej postawy stała się historia rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów i ich siedmiorga dzieci zamordowanych 24 marca 1944 r. w Markowej.

Kreśląc sylwetkę rodziny Ulmów, nie sposób nie wspomnieć o tym, że wychowali się w katolickich rodzinach i byli wierzącymi osobami. Z przekazów rodzinnych wiemy, że nie tylko chodzili regularnie do kościoła, ale i żyli wiarą.

Obrazek

Stanisława Kuźniar, matka chrzestna Władzia, jednego z dzieci Ulmów, w swoim świadectwie wspomina, że widziała, jak Józef klęczał i modlił się przed snem. Jeszcze jako nastolatek w 1917 r. został członkiem Związku Mszalnego Diecezji Przemyskiej, a następnie działał w Stowarzyszeniu Młodzieży Katolickiej. Wiktoria zaangażowana była m.in. w prace Amatorskiego Zespołu Teatralnego w Markowej, grała m.in. rolę Matki Bożej w jasełkach. Blisko Kościoła byli także wtedy, gdy działali w Związku Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”.

Wspaniała rodzina
Ulmowie mieszkali w podłańcuckiej Markowej, która słynęła wówczas z doskonale rozwiniętej spółdzielczości. W tę działalność zaangażowani byli również Wiktoria i Józef, którzy w 1935 r. zawarli małżeństwo. We wsi mieszkało 4,5 tys. osób, w tym około 120 Żydów.

Po ludzku Ulmowie byli dobrymi ludźmi. Wiktoria zajmowała się głównie domem, ale Józef oprócz działalności społecznej gotów był poświęcić swój czas i umiejętności, by pomóc innym. Jeszcze zanim w 1935 r. założył rodzinę, dzielił się z mieszkańcami wsi swoją wiedzą na temat ogrodnictwa, zbierał najlepsze okazy warzyw i owoców i jako przewodniczący Komisji Wychowania Rolniczego z ramienia powiatowego zarządu „Wici” w Przeworsku organizował konkursy ogrodnicze i hodowlane. Sam był również laureatem Powiatowej Wystawy Rolniczej w Przeworsku zorganizowanej w 1933 roku. Otrzymał na niej dyplomy „za pomysłowe ule i narzędzia pszczelarskie własnej konstrukcji” oraz „za wzorową hodowlę jedwabników i wykresy ich życia”.

Największą pasją Józefa było fotografowanie. Poznając tajniki tej sztuki z książek i czasopism, najprawdopodobniej sam złożył aparat, później miał fabryczny, którymi wykonał tysiące zdjęć. Dzięki niemu udokumentowane zostały występy chóru, orkiestry, dożynki, przedstawienia teatralne, wesela, Pierwsze Komunie Święte. Robił także zdjęcia na zamówienie. Zachowały się wzruszające ujęcia jego żony i dzieci. Miał sporą bibliotekę. Z jej resztek wnioskować można o jego zainteresowaniach. Oto niektóre z nich: „Dzieje biblijne Starego i Nowego Przymierza”, „O drenowaniu”, „Podręcznik Elektrotechniczny”, „Podręcznik fotografii”, „Wykorzystanie wiatru w gospodarce”, „Radiotechnika dla wszystkich”, „Przemysł drobny”, „Przyroda i technika”, „Dzicy mieszkańcy Australii”, „Atlas geograficzny”, „Słownik wyrazów obcych”. Prenumerował m.in. czasopismo „Wiedza i Życie”. Wiedzę z lektur wykorzystywał w praktyce, m.in. do skonstruowania aparatu fotograficznego, maszyny do oprawiania książek, radia czy niewielkiej elektrowni wiatrowej. Dzięki tej ostatniej pierwszy we wsi korzystał z energii elektrycznej do oświetlania domu.

Z pomocą Żydom
Józef Ulma już przed wojną żył w bardzo dobrych stosunkach z Żydami. Kilka rodzin żydowskich mieszkało w sąsiedztwie jego domu, z innymi z Łańcuta handlował uprawianymi przez siebie warzywami. Podczas okupacji nadal utrzymywał z nimi kontakty. Gdy w 1942 r. okazało się, że markowscy Żydzi są deportowani do obozów pracy lub mordowani na miejscu, Ulmowie zdecydowali, że należy wesprzeć tych, których znali. Wybrali drogę miłosiernego Samarytanina, o którym z pewnością nieraz czytali w Piśmie Świętym, w którym prawdopodobnie oni podkreślili ten właśnie fragment Ewangelii.

Najpierw Józef pomagał rodzinie żydowskiej nazywanej „Ryfkami” zbudować bunkier w podmarkowskich jarach. Gdy ten sposób pomocy okazał się nieskuteczny i ukrywający się Żydzi zostali wytropieni i zamordowani, Ulmowie postanowili innych będących w potrzebie przyjąć do własnego domu. Działo się to prawdopodobnie pod koniec 1942 roku.

Wśród ośmiu ukrywanych Żydów znalazło się pięciu mężczyzn z Łańcuta o nazwisku Szall – ojciec i czterech synów, oraz sąsiedzi Józefa: Layka, jej siostra Gołda Goldman i dziewczynka, przypuszczalnie córka Layki. Z przekazów wynika, że Ulma miał mówić do najbliższego przyjaciela, że nie może usunąć Żydów, jak mu niektórzy sugerują, gdyż nie mają oni dokąd pójść i tylko ukrywanie może im pozwolić przeżyć. Była to więc miłość bliźniego, współczucie i świadomość tego, że zaniechanie pomocy może być wyrokiem śmierci dla wyjętych spod prawa ludzi. W 1942 r. Ulmowie wielokrotnie widzieli, jak na sąsiedniej parceli Niemcy rozstrzeliwali Żydów.

Tragiczny dzień
Mimo znacznego oddalenia siedliska Ulmów od innych zabudowań fakt ukrywania Żydów nie był tajemnicą. Zagadką pozostaje, kto i dlaczego powiadomił Niemców o ukrywanych Żydach. Dzięki odnalezionym, choć niepełnym dokumentom podziemia, można z dużym prawdopodobieństwem odtworzyć, jak doszło do tragedii 24 marca 1944 roku.

Szallowie mieszkali przed wojną i na jej początku w Łańcucie. Zdając sobie sprawę ze zbliżającego się „ostatecznego rozwiązania”, rozpoczęli poszukiwanie schronienia. Znaleźli je za wynagrodzeniem u jednego z posterunkowych policji w Łańcucie, Włodzimierza Lesia, z pochodzenia Ukraińca. Kiedy zorientował się, że Niemcy za pomoc Żydom nie tylko grożą karą śmierci, ale i ją wykonują, usunął ich. Szallowie udali się wtedy do Ulmów. Ciągle jednak nachodzili Lesia, domagając się od niego pomocy za pozostawiony w jego rękach majątek. Ponieważ od jakiegoś czasu jej nie otrzymywali, próbowali odzyskać swoje mienie – zabrać je lub przejąć w zamian inne dobra będące własnością policjanta. Dokumenty konspiracyjnej Ludowej Straży Bezpieczeństwa sugerują, że w obawie przed utratą żydowskiego majątku zdradził on żandarmerii niemieckiej kryjówkę Szallów.

Dzięki aktom z procesu jednego ze sprawców, Josepha Kokotta, ustalić można przebieg zbrodni. W pacyfikacji brało udział pięciu żandarmów oraz od czterech do sześciu granatowych policjantów. Dowódcą grupy był szef posterunku żandarmerii w Łańcucie porucznik Eilert Dieken. Inni żandarmi to Joseph Kokott, Michael Dziewulski, Gustaw Unbehend i Erich Wilde. Zidentyfikowano również dwóch policjantów – Włodzimierza Lesia i Eustachego Kolmana.

17 zabitych
Jeszcze przed świtem furmanki dotarły do Markowej. Niemcy wraz z granatową obstawą udali się pod dom Ulmów. Pierwsi, jeszcze podczas snu, zginęli dwaj bracia Szallowie oraz Gołda Goldman.

Naocznymi świadkami pozostałych egzekucji byli furmani, którzy zostali przywołani przez Niemców, żeby zobaczyli, jaka kara spotka każdego Polaka ukrywającego Żydów. Jeden z nich o nazwisku Nawojski podaje, że widział, jak mordowano pozostałych Żydów. W krótkim czasie przed dom wyprowadzono Józefa i Wiktorię Ulmów i tam ich rozstrzelano. Świadek relacjonuje: „W czasie rozstrzeliwania na miejscu egzekucji słychać było straszne krzyki, lament ludzi, dzieci wołały rodziców, a rodzice już byli rozstrzelani. Wszystko to robiło wstrząsający widok”.

Wśród rozpaczliwych krzyków dzieci żandarmi zaczęli się zastanawiać, co z nimi począć. Po naradzeniu się z kompanami Dieken zdecydował, że należy je zastrzelić. Nawojski widział, jak trójkę lub czwórkę dzieci własnoręcznie rozstrzelał Kokott. Jego słowa wypowiedziane po polsku do furmanów wryły mu się głęboko w pamięć: „Patrzcie, jak polskie świnie giną – które przechowują Żydów”. Zginęli: Stasia, Basia, Władzio, Franuś, Antoś, Marysia. W ciągu kilku chwil łącznie zginęło siedemnaście osób.

Mimo surowego zakazu w ciągu tygodnia pod osłoną nocy pięciu mężczyzn odkopało dół, w którym pochowano Ulmów, i włożywszy ciała do trumien, zakopali je z powrotem. Jeden z nich tak o tym opowiedział w 1958 r. na procesie Kokotta: „Kładąc do trumny zwłoki Wiktorii Ulma, stwierdziłem, że była ona w ciąży. Twierdzenie to opieram na tym, że z jej narządów rodnych było widać główkę i piersi dziecka”. W styczniu 1945 r. ciała Ulmów przeniesione zostały na cmentarz parafialny w Markowej, a w 1947 r. ciała Żydów na cmentarz w Niechciałkach.

Słudzy Boży
Choć informacja o tragicznych losach rodziny Ulmów wkrótce po dokonaniu zbrodni rozeszła się na całą okolicę, to w latach powojennych pamięć o niej trwała prawie wyłącznie w Markowej.

Jedna z pierwszych wzmianek o tragedii Ulmów pojawiła się w krótkim biogramie Józefa Ulmy, opracowanym dla potrzeb wydanej w 1993 r. monografii wsi Markowa. Miała ona jednak niezwykle istotne znaczenie, dlatego że zainspirowała ks. Stanisława Leję, proboszcza parafii w Markowej, do rozmowy z przedstawicielami kurii biskupiej w Przemyślu, w wyniku której pojawiła się idea, aby sprawdzić, czy rodzina Ulmów nie mogłaby wejść w skład tworzonej drugiej grupy osób, które zostałyby w przyszłości uznane za polskich męczenników z okresu II wojny światowej. Wstępne prace dotyczące tego procesu zakończyły się w 2003 roku. Odtąd Ulmom oraz 114 innym osobom występującym w procesie przysługuje tytuł Sług Bożych.

Fakt włączenia całej rodziny Ulmów w to grono był niezwykle istotny. Odtąd rozszerzanie wiedzy o życiu i tragicznej śmierci rodziny Ulmów stało się zadaniem Kościoła lokalnego, w tym przypadku diecezji przemyskiej, w które szczególnie zaangażował się ks. abp Józef Michalik. Warto podkreślić, że zanim jeszcze w 2008 r. zakończony został etap diecezjalny procesu rodziny Ulmów, ich nazwisko zostało wspomniane przez ks. kard. Tarcisio Bertonego – sekretarza stanu państwa watykańskiego, podczas promocji książki Martina Gilberta o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, która odbyła się w Rzymie w styczniu 2007 roku.

Pamięć
W 1993 r. z wnioskiem o nadanie Ulmom medalu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata zwrócił się do Yad Vashem Stanisław Niem- czak – bratanek Wiktorii Ulmy. Medal ten został przyznany w 1995 roku. Nadanie medalu i wszczęcie procesu beatyfikacyjnego miało ogromny wpływ na możliwości rozszerzania wiedzy o życiu i śmierci Ulmów. Pozwoliły bowiem otworzyć wiele drzwi dla inicjatyw związanych z ich upamiętnieniem.

Jedną z nich jest powstające w Markowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu, które przyjęło imię Ulmów; znajdą się w nim wyeksponowane pamiątki po Sługach Bożych. Na pewno muzeum będzie sprzyjało temu, iż symbol Ulmów jako Polaków zamordowanych za pomoc Żydom będzie ulegał wzmocnieniu. Jeszcze ważniejsze w tej mierze będzie włączenie tej rodziny do grona błogosławionych. Ostatnie zainteresowanie się historią Ulmów przez Papieża Franciszka stwarza nadzieję, że tak się stanie.

Dr Mateusz Szpytma

http://www.naszdziennik.pl/mysl/72326,s ... kowej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 25 mar 2014, 07:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Ratowała wieś

W okupowanej przez Niemcy Polsce po tzw. aryjskiej stronie uratowano 50-60 tys. Żydów. Wybawienie od śmierci przynosiła głównie wieś.

Skala pomocy Żydom w okupowanej Europie to temat, który wciąż czeka na swoich historyków. Problemem są skąpość źródeł i nieżyjący już często świadkowie. W sali audytoryjnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego odbyła się sesja „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Zakres i formy pomocy udzielanej Żydom w Europie Środkowo-Wschodniej okupowanej przez III Rzeszę”. Honorowy patronat nad konferencją objęli marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl i ks. bp Jan Wątroba.

– Nasza konferencja ma charakter szczególny, ponieważ odbywa się w 70. rocznicę zamordowania rodziny Ulmów w Markowej pod Łańcutem – wskazał prowadzący konferencję prof. Wacław Wierzbieniec, historyk specjalizujący się w dziejach i kulturze Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku.

To na tym terenie powstaje Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Sejmik Województwa Podkarpackiego ogłosił rok 2014 Rokiem Rodziny Ulmów. Marszałek Władysław Ortyl poprosił Papieża Franciszka o rozważenie ewentualnego przyspieszenia jej procesu beatyfikacyjnego.

– Żyjemy w czasach, w których również jesteśmy otwarci na pomaganie bliźnim, ludziom potrzebującym. Ale dzisiejsze pomaganie innym związane jest właściwie z dawaniem czegoś, co nam w pewnym sensie zbywa, albo dzieleniem się czymś, czego dawanie aż tak bardzo nie boli – zauważył prof. Aleksander Bobko, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Gdy zastanawiamy się dziś nad heroicznymi czynami osób, które –jak Ulmowie – na jednej szali położyły własne życie, ratując innych, przechodzą człowiekowi dreszcze po plecach. Czy ktoś z nas byłby dziś zdolny do takiego poświęcenia? – pytał panelista.

Z bardzo ciekawym wykładem przyjechał do Rzeszowa prof. Antonio Faura z Oradei w Rumunii. Przed wojną w tym regionie mieszkało ponad 2 mln ludzi, w tym ok. 150 tys. Żydów. Większość z nich deportowano do gett i obozów koncentracyjnych.

Faur przywołał trzy nazwiska. To Mihai Marina, główny konsul Rumunii w Oradei w latach 1941-1944, burmistrz Teodor Popoviciu, wybawca setek Żydów, który zmarł w 1945 r., i prawnik, były deputowany rumuńskiego parlamentu dr Aurel Socol, który dla ratowania Żydów zdecydował się nie wracać do Rumunii, tylko pozostać na północnym Zakarpaciu. Dzięki zabiegom tych osób udało się ocalić setki Żydów. Był wśród nich m.in. rumuński dyplomata dr Miksa Kupfer z rodziną. Faur zaznaczył, że podobnie jak w Polsce, Żydów w Rumunii ratowali przede wszystkim mieszkańcy wsi.



Luki w dokumentach
Dziś, z racji że większość osób zaangażowanych w pomoc Żydom już nie żyje, istnieje poważny problem z udokumentowaniem tego faktu.

– W Rumunii badania dotyczące osób ratujących Żydów są nadal w fazie początkowej. Mamy zbyt mało wspomnień z pamiętników mówiących o tym, w jaki sposób Żydzi byli ratowani w północnej Transylwanii przez węgierskie i rumuńskie rodziny chłopskie – zauważyła prof. Daciana Erzse z Oradei.

Wiadomo jednak, że między kwietniem a czerwcem 1944 r., dzięki nielegalnym przejściom granicznym z Węgier do Rumunii przez Oradeę, uratowano setki polskich Żydów, którzy uniknęli losu swoich węgierskich współbraci wysyłanych do obozów koncentracyjnych.

Profesor Ihor Szczupak z Dniepropietrowska na Ukrainie – który rozpoczął swój wykład od podziękowania Polsce za solidarność –zwrócił uwagę na motywację ludzi, którzy ryzykowali własnym życiem i życiem swoich bliskich, ratując Żydów. Pomoc ta, oprócz wymiaru historycznego, ma przede wszystkim wymiar moralny i ludzki.

– Ukraińcy, którzy ratowali Żydów, narażali się na zagładę. Naziści zakazywali ukrywania ich pod karą śmierci. Wśród osób ratujących Żydów byli ludzie prości, chłopi. Zaliczyć tu trzeba również tych, którzy uważali pomoc Żydom za swój religijny obowiązek. Te działania nie mogły być przeprowadzone bez polskich Ukraińców, którzy narażali własne życie –podkreślił Szczupak.

Największą liczbę „sprawiedliwych” Instytut Yad Vashem zarejestrował w okolicach Wołynia. Takich miejsc było jednak znacznie więcej. Rzecz w tym, że sowieckie władze nie zbierały dokumentów dotyczących procesu ratowania Żydów. Pojawia się problem podobny do rumuńskiego. Do dziś wiele faktów dotyczących tej historii nie zostało ujawnionych.

Prelegenci byli zgodni, że wszędzie tam, gdzie na terenach okupowanych przez Niemców mieszkali Żydzi, znajdywały się osoby świeckie, duchowni i instytucje, w tym szczególnie związane z Kościołem katolickim, które decydowały się przyjść z pomocą Żydom. Tak – jak wskazywała mgr Marta Ansilewska z Berlina – było w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii i na terenach Zakarpacia, podkarpackiej Rusi, Czechosłowacji czy Węgier, gdzie Żydzi stanowili ponad 10 procent.

– Tragedia Żydów węgierskich rozpoczęła się w lecie 1941 r. – opowiadała dr Fediniec Csilla z Budapesztu. Chodzi o imigrantów z Galicji, w większości biednych Żydów, urodzonych w Polsce lub Rosji. – W latach 1941-1942 przynajmniej 20 tys. Żydów zostało deportowanych. Większość z nich była ofiarami masakry w Kamieńcu Podolskim, reszta zmarła w gettach wschodnio-galicyjskich. W 1944r. Żydzi zakarpaccy zostali deportowani do Galicji do gett i byli transportowani do Auschwitz-Birkenau – przypomniała Csilla.

Wielu narażało życie
W okupowanej Polsce, o czym mówił prof. Wacław Wierzbieniec, po tzw. aryjskiej stronie uratowano 50-60 tys. Żydów. Liczby te wskazują na bardzo dużą skalę i zakres pomocy. – Na każdego z ukrywających się przypadało co najmniej kilka osób, które mu w tym pomagały. Życie narażało bardzo wiele osób – zaznaczył historyk.

Doktor Mateusz Szpytma z Krakowa dodał, że w Polsce za pomoc Żydom zginęło co najmniej tysiąc Polaków, z nazwiska znamy ponad 700 osób. Wśród nich było wiele całych rodzin. – Symbolem ich heroicznej postawy stała się historia rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów i ich siedmiorga dzieci zamordowanych 24 marca 1944 r. w Markowej. Gdy w 1942 r. okazało się, że markowscy Żydzi są deportowani do obozów pracy lub mordowani na miejscu, Ulmowie zdecydowali, że należy wesprzeć tych, których znali – mówił Szpytma. Wśród ukrywanych w ich domu Żydów znalazło się pięciu mężczyzn z Łańcuta o nazwisku Szall – ojciec i czterech synów, oraz sąsiedzi Józefa: Layka, jej siostra Gołda Goldman i dziewczynka, przypuszczalnie córka Layki.

Organizatorami konferencji byli: Zarząd Województwa Podkarpackiego, rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej, Instytut Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu oraz Muzeum – Zamek w Łańcucie.

Piotr Czartoryski-Sziler, Rzeszów

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -wies.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 24 maja 2014, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2014/03/23 ... iny-ulmow/

Kaźń rodziny Ulmów
Posted by Marucha w dniu 2014-03-23 (niedziela)

Teofil Kielar, sołtys Markowej, wezwany przez Niemców na teren gospodarstwa Józefa i Wiktorii Ulmów, wpatrywał się z osłupieniem w stos martwych ciał.
– Dlaczego zabiliście dzieci? – wyksztusił zapominając na chwilę o własnym bezpieczeństwie. Porucznik Eilert Dieken z posterunku żandarmerii w Łańcucie zmierzył go szyderczym spojrzeniem. – Żeby wasza gromada nie miała z nimi kłopotu! – wyjaśnił z udawaną troską.

Obrazek

Przed wojną Markowa, miejscowość położona opodal Łańcuta, zaliczała się do największych wsi w całej Polsce. Przeprowadzony w 1931 roku spis wykazał istnienie 931 gospodarstw zamieszkałych przez 4 442 osób.
Ogromna większość mieszkańców Markowej deklarowała się jako Polacy i katolicy. Tym niemniej we wsi żyło też około 30 rodzin żydowskich – łącznie 120 osób.
Wyróżniającym się obywatelem miejscowości był Józef Ulma, działacz społeczny. Była to osobowość ponadprzeciętna, ciekawa życia i zaangażowana w wiele inicjatyw, a przy tym wszechstronnie utalentowana. Józef udzielał się jako bibliotekarz w miejscowym Kole Młodzieży Katolickiej, również jako działacz współpracującego ze Stronnictwem Ludowym Związku Młodzieży Wiejskiej. Ulma propagował wśród sąsiadów nowoczesne metody sadownictwa i ogrodnictwa. Jako pierwszy założył w Markowej szkółkę drzew owocowych. Na całą okolicę słynne były jego hodowle jedwabników i drzew morwowych. Parał się też pszczelarstwem, a wykonane przezeń pomysłowe ule i narzędzia pszczelarskie doczekały się wyróżnienia na Powiatowej Wystawie Rolniczej w Przeworsku (1933). Wolne chwile wypełniała mu pasja fotografowania. Wykonał tysiące zdjęć swych znajomych oraz rodzinnych stron za pomocą aparatu fotograficznego, który własnoręcznie skonstruował.
W 1935 roku Józef Ulma, wówczas 35-letni, pojął za żonę młodszą o 12 lat Wiktorię Niemczak. W następnych latach ich dom zaroił się gromadką wesołych dzieci. Ulmowie planowali przeprowadzkę, zakupili już nawet ziemię koło Sokala, w województwie lwowskim, jednak ich plany pokrzyżowała wojna.

Ostatnia fotografia
Latem i jesienią 1942 roku Niemcy wymordowali większość żydowskich obywateli Markowej. Część zdołała znaleźć schronienie u polskich chłopów.
Wśród osób, które pospieszyły z pomocą nieszczęsnym ofiarom terroru, było małżeństwo Ulmów. Ich dom położony był na uboczu, stąd nadawał się na kryjówkę lepiej niż inne gospodarstwa. Znalazło tu schronienie ośmioro Żydów – mieszkanki Markowej Gołda i Layka Goldman, ta ostatnia z maleńką córeczką, oraz handlarz bydła z Łańcuta Szall wraz czterema dorosłymi synami. Zamieszkali oni na poddaszu domostwa Ulmów.
Ponadto w pobliskim lesie Józef pomógł wybudować ziemiankę innej grupie żydowskich uciekinierów – trzem kobietom oraz dziecku. Zaopatrywał ich tam w żywność i odzież. Po jakimś czasie ziemiankę odkryli Niemcy i zamordowali całą czwórkę ukrywających się tam osób. Nieszczęsne ofiary zginęły nie zdradzając swych polskich dobrodziei.
Widoczna skuteczność oraz bezwzględność niemieckich służb policyjnych nie przestraszyła Ulmów. Nadal udzielali schronienia w swym domu ośmiorgu Żydów, mimo że sytuacja materialna rodziny (na wiosnę 1944 roku spodziewali się już siódmego potomka) była trudna.
Ukrywający się handlarz Szall dysponował przed wojną dość znacznym majątkiem. Zostawił go pod opieką swego dawnego przyjaciela, Ukraińca Włodzimierza Lesia, teraz posterunkowego policji granatowej w Łańcucie. Szallowie kilkakrotnie kontaktowali się z Lesiem. Prawdopodobnie domagali się odeń zwrotu pieniędzy, które z pewnością byłyby pomocne w dalszym ukrywaniu się. Jednak Leś postanowił wykorzystać sytuację do pozbycia się żydowskich wierzycieli i zagarnięcia ich własności. Rychło ustalił, gdzie Szellowie mają kryjówkę. Dla upewnienia się odwiedził nawet dom Józefa Ulmy, prosząc o wykonanie mu fotografii. Zaraz potem zadenuncjował go Niemcom.

Egzekucja
23 marca 1944 roku porucznik Eilert Dieken, dowódca żandarmerii niemieckiej w Łańcucie, wydał polecenie, by wieczorem w stajni magistratu stawiło się czterech polskich woźniców wraz z końmi i furmankami. Oczywiście nie wyjawiono im celu planowanego wyjazdu, choć zadbano o to, aby żaden nie pochodził z Markowej.
Było już po północy, gdy furmani otrzymali rozkaz udania się pod posterunek żandarmerii. Tutaj do wozów wsiadł Dieken wraz z trzema żandarmami oraz czterema policjantami granatowymi. Woźnicom nakazano jechać w stronę Markowej. Nie zajęło to wiele czasu – obie miejscowości dzieli w linii prostej około 8 kilometrów. Następnie porucznik nakazał furmanom pilnować wozów, a sam w towarzystwie swych podwładnych ruszył do domu Ulmów. Policjanci granatowi otrzymali rozkaz otoczenia budynku. Dieken wraz z pozostałymi żandarmami wtargnął do wnętrza.
Niemcy otworzyli ogień do śpiących Żydów, zabijając Gołdę Goldman i dwóch młodych Szallów. Pozostałych domowników sterroryzowali bronią. Dieken uznał, że dalsze zabójstwa dadzą odstraszający efekt, jeśli odbędą się na oczach Polaków. Dlatego wysłał jednego ze swych ludzi po czterech woźniców. Owi przerażeni nieszczęśnicy stali się świadkami sceny mrożącej krew w żyłach.
Niemcy zastrzelili dwóch braci Szallów, potem Laykę Goldman wraz z jej córeczką, wreszcie starego Szalla. Wtedy przyszła kolej na Józefa i Wiktorię Ulmów. Pani Wiktoria była w dziewiątym miesiącu ciąży. Prawdopodobnie (co potwierdziły późniejsze oględziny zwłok) zaczęła wówczas rodzić. Nie powstrzymało to morderców. Państwo Ulmowie zginęli na oczach swych dzieci.
Oprawcy chwilę naradzali się, co począć z małymi Ulmami. Było ich sześcioro, teraz rozpaczających przy zwłokach swych rodziców – ośmioletnia Stasia, sześcioletnia Basia, o rok młodszy Władek, czteroletni Franek, trzyletni Antoś, wreszcie półtoraroczna Marysia. Dieken wydał rozkaz rozstrzelania maleństw. Według polskich świadków w dzieciobójstwie wyróżnił się żandarm Joseph Kokott, czeski volksdeutsch, który sam osobiście zastrzelił trójkę lub czwórkę maluchów, a potem ograbił zwłoki Gołdy Goldman. Pozostali uczestnicy zbrodni również obłowili się sowicie – potem na posterunek w Łańcucie dotarło sześć furmanek wyładowanych rozmaitym dobrem, zrabowanym w gospodarstwie…
Dieken następnie wezwał sołtysa Markowej, Teofila Kielara. Nakazał mu zakopanie zwłok w zbiorowej mogile, a także natychmiastowe dostarczenie trzech litrów wódki. Oprawcy spożyli alkohol na miejscu zbrodni.
Kilka dni później, pod osłoną ciemności nocy, mimo wyraźnego zakazu Niemców, grupa mieszkańców Markowej rozkopała mogiłę i złożyła ciała zamordowanych w przygotowanych trumnach. U Wiktorii Ulmowej żałobnicy z przerażeniem dostrzegli główkę i tułów najmłodszego dziecka wystające z jej narządów rodnych.

Za przyjaciół swoich
Mimo potwornego ryzyka polscy chłopi nadal ukrywali swych żydowskich sąsiadów. Dzięki tym dzielnym ludziom wojnę zdołało przetrwać 17 markowskich Żydów, to jest co siódmy członek ich społeczności.
Pół roku po dokonaniu zbrodni na rodzinie Ulmów jej sprawca, policjant Włodzimierz Leś zginął zastrzelony z wyroku polskiego Podziemia. Dzieciobójca Joseph Kokott przeżył wojnę i zamieszkał w Czechosłowacji. Rozpoznany w 1957 roku, został aresztowany, deportowany do Polski i osądzony. Skazany na karę śmierci, a następnie ułaskawiony, zmarł w więzieniu w 1980 roku.
Dowodzący mordercami porucznik Eilert Dieken miał więcej szczęścia. Schronił się w Niemczech Zachodnich, w Essen. Pracował tam jako… inspektor policji (!). Dopiero w latach 60. opieszały aparat ścigania Bundesrepubliki zaczął gromadzić przeciw niemu materiał dowodowy, wszakże jakoś nie zdołał postawić zbrodniarza w stan oskarżenia. Eilert Dieken umarł jako człowiek wolny.
17 września 2003 roku otwarty został proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów. Bez wątpienia ich postawa w czasie okupacji miała swe źródło w wyznawanej bezkompromisowo chrześcijańskiej miłości bliźniego.
„Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Andrzej Solak

http://www.pch24.pl/kazn-rodziny-ulmow,21875,i.html

Od wielu lat pytanie córki generała Fieldorfa o istnienie Żydów, którzy oddali swe życie za Polaków, pozostaje bez odpowiedzi.
Admin


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 13 lip 2014, 10:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.niedziela.pl/artykul/10465/P ... -Facebooku

Polacy ratujący Żydów na Facebooku
2014-07-12 20:42 Drukuj

Obrazek

Nowoczesne środki komunikacji, a szczególnie Facebook, dają możliwość dotarcia do młodych ludzi i nie tylko. Wielu z nich – wbrew obiegowej opinii – interesuje się historią Polski. W związku z tym powstał profil na Facebooku, gdzie publikowane są nieznane często fakty dotyczące Polaków ratujących Żydów od zagłady. Profil ten jest dostępny pod adresem internetowym: www.facebook.com/PolacyRatujacyZydow.
Choć profil na Facebooku powstał zaledwie kilkanaście dni temu, już cieszy się dużą popularnością. Umieszczane tam są zdjęcia i świadectwa zarówno Polaków, jak i Żydów. Wielu rozpoznaje na nich swoją rodzinę. Dla przykładu, pod zdjęciem Kazimiery Diehl, która wraz z mężem uratowała Esterę Geist (4 km od Treblinki), pisze jej wnuczka: „To moja kochana babcia :)))”. Na tym profilu można znaleźć też materiały odkrywane podczas badań prowadzonych obecnie w Archiwum Yad Vashem w Jerozolimie. Wśród tych relacji jest chociażby świadectwo Esther Grinberg (Morgenstern) uratowanej dzięki pomocy m.in. ks. Stefana Wyszyńskiego (AYV O.3/V.T/862). Podobnych przykładów jest wiele, a są one systematycznie umieszczane na wspomnianym profilu.
Facebook jest więc dobrym sposobem ukazania dokumentów oraz informacji, które napływają w odpowiedzi na Apel Radia Maryja o zgłaszanie do Kaplicy Pamięci w Toruniu bohaterskich Polaków ratujących ludność żydowską. Jednocześnie jest to zachęta do przekazywania informacji o kolejnych bohaterach, aby pamięć o nich przetrwała na pokolenia.
Informacje o Polakach ratujących Żydów można zgłaszać pod numerem tel. 609 498 523 albo 609 002 482 lub na adres: Radio Maryja, ul. Żwirki i Wigury 80, 87-100 Toruń, z dopiskiem na kopercie: Kaplica Pamięci, lub na adres e-mail: relacje@kaplicapamieci.pl

Ks. prof. Paweł Rytel-Andrianik


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 19 lip 2014, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Braver Kerl ! Niemcy i Żydzi w okupowanej Polsce.

Zofia Kossak, „W Polsce podziemnej”, str. 334, PAX 1999

W owych pierwszych miesiącach okupacji zdarzało się nieraz, iż ten lub ów konspirator, chcąc bezpiecznie przemknąć się przez pilnie strzeżoną strefę, zakładał gwiazdę syjońską. To chroniło przed rewizją. Zdaje mi się, że w swej pogardzie dla Żydów Niemcy nie przypuszczali, by Aryjczyk mógł się za Żyda podawać.

Ten okres był krótki. Już pierwszej wiosny okupacyjnej wprowadzo­no zamknięcie gett. Trwało długo, chyba z rok, zanim opróżniono wszystkie polskie miasteczka z Żydów i upchano tych ostatnich w kilku wybranych miejscowościach. W Warszawie stanęły w poprzek ulic mury z drutem i szkłem na wierzchu, strzeżone przez Niemców. Roz­powiadano przejmujące zgrozą wiadomości o natłoczeniu panującym za tymi murami, o nędzy, głodzie, a zarazem zbytku bogatych. To były dziwnie diabelskie sprawy. Ludzie marli z głodu na ulicach, a równo­cześnie czynne były niesłychanie wytworne lokale, domy gry, do których przyjeżdżali jako stała klientela - Niemcy. Nędza panująca w getcie nie była przesadą. Wystarczało zobaczyć dzieci żydowskie, które, sobie tylko wiadomymi przejściami, wymykały się poza obręb getta i żebrały. Straszno było patrzeć na te małe widma ciemnożółte, o skórze przyległej do kości, małe szkielety, u których głód zabijał strach. Polacy dawali im jedzenie, pieniądze, Niemcy spostrzegłszy takiego półtrupka mordowali je natychmiast. .

Działy się potworne wypadki. Na Nowym Świecie oficer niemiecki złapał takiego chudzinę, sześcioletniego najwyżej, trzymając jak szczenię za kark podniósł drugą ręką pokrywę od kanału i wepchnął tam dziecko. Przechodnie patrzyli ze zgrozą. Ksiądz, który był świadkiem, zaczął błagać o litość nad dzieckiem. Oficer spojrzał na niego ze zdumieniem: ,,Jude!" - objaśnił informacyjnie, zatrzasnął klapę i poszedł spokojnie dalej.

Kiedy indziej na moście Kierbedzia. Niemiec spostrzegł Polaka dającego jałmużnę żydowskiemu głodomorowi, dziecku. Przyskoczył i rozkazał Polakowi wrzucić dziecko natychmiast do wody, inaczej on sam zastrzeli i Żydziaka, i niewczesnego jałmużnika.

"Nic mu nie pomożesz - szydził - ja go zabiję tak czy tak. On nie ma prawa tu być. Ty albo możesz odejść, jeśli go utopisz, albo cię zastrzelę. Rachuję do trzech. Uwaga. Raz... Dwa..."

Polak nie wytrzymał, załamał się, rzucił dzieciaka przez poręcz do rzeki. Niemiec poklepał go po ramieniu. Braver Kerl. Rozeszli się. W dwa dni potem Polak się powiesił. Nie mógł ani na chwilę zapomnieć momentu, w którym chude rączyny dziecka czepiały się go rozpaczliwie, a on je oderwał i cisnął.

Podobne obrazki można by opowiadać bez końca. Straszna również była dola Żydów poza gettem, tzn. tych, którym udało się uciec. Koczowali po lasach jak dzicy ludzie, przepłacając za żywność, ścigani przez policję. Zimą do jednego dworu przyszła para Żydów z lasu. We dworze tym był tartak, tartak został zarekwirowany przez Niemców i był przy nim posterunek niemiecki. To było przed Świętami Bożego Narodzenia. Podoficer niemiecki dowodzący posterunkiem, katolik, odjeżdżał właśnie na świąteczny urlop i czuł się z tego powodu bardzo szczęśliwy. Przyszedł do dworu życzyć spokojnych Świąt i opowiedzieć o swojej rodzinie, dla której wiózł kiełbasę i gęś.

Czekał tylko na przyjazd swojego zastępcy i denerwował się, że tamten się spóźnia. Wtedy właśnie dano znać, że przyszło tych dwoje. Ojciec i córka. Inteligenci, z klasą. On stary, ona młoda i piękna. Zmarnowani nieprawdopodobnie, wymarznięci, obdarci. Po co przyszli? Zgłosili się dobrowolnie na posterunek, aby ich zastrzelono, bo już nie mają sił prowadzić takiego życia jak obecnie, jak od pół roku. Podoficer był zły o to, że przyszli, nie czuł się wcale w nastroju do strzelania Żydów. Poza tym okazało się, że nie ma już naboi. Naboje miał przywieźć ze sobą zastępca. Poszedł jakoś tę sprawę załatwić, a ci dwoje stali nieruchomo przed gankiem. Pani domu wyszła do nich. Namawiała, żeby uciekali, że przecież to szaleństwo... Powiedzieli, że nie chcą. "Gdyby była jakaś nadzieja... - powiadali. - Ale nadziei nie ma..."

I czekali. Podoficer posłał żołnierza na rowerze na sąsiedni poste­runek po naboje. Gdy żołnierz wrócił, podoficer wyprowadził skazań­ców za podwórze i zastrzelił ich oboje. I pojechał do rodziny, na Święta, z gęsią i kiełbasą.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=80


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Postawy Polaków wobec szalejącego zła.
PostNapisane: 18 sie 2014, 07:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Zakłamywanie historii nie dzieje się ot tak przypadkowo. Uczeń mógł to coś napisać w oparciu o jakąś wtłoczoną mu wizję, a fakt, że zostało to coś upublicznione, wyraźnie sugeruje nam kierunek w jakim próbuje się poprowadzić edukację historyczną na całym świecie.
Jeżeli będziemy takie zakłamywania lekceważyć, to źle skończymy jako naród, jako państwo i jako Polacy.
Coś nam szykują i nie jest to na pewno realizowane z życzliwości do nas Polaków.


Lekcja uprzedzeń

Władze edukacyjne New Jersey rozpowszechniają konspekt, który oskarża Polaków o współudział w holokauście.

Departament Edukacji stanu New Jersey umieścił na swojej stronie internetowej konspekt do lekcji historii, który rozpowszechnia fałszywe informacje na temat Polski, szkalujące nasz kraj. W dokumencie czytamy m.in., jakoby „Żydzi zawsze byli wykluczani z polskiego społeczeństwa”, „w latach 30. antysemityzm władz nasilił się szczególnie w Niemczech, Polsce i Rumunii”. Dowiadujemy się również ze zdumieniem, że „rząd polski ułatwił Hitlerowi więzienie Żydów na terytorium Polski”.

Czytając konspekt, możemy poznać także historię kilku węgierskich Żydów, którzy ocaleni z holokaustu próbowali wrócić do ojczyzny z terytorium Polski. Zgodnie z ich relacją podczas tułaczki nie mogli liczyć na „bardzo niegościnnych” Polaków, za to bardzo pomocni mieli się okazać Niemcy i Rosjanie.

Konspekt, o którym mowa, został przygotowany przez ucznia liceum w Millburn, ale edytowała go i zatwierdziła New Jersey Commission on Holocaust Education. Umieszczono go następnie na stronie stanowego Departamentu Edukacji, w ten sposób rozpowszechniając nieprawdzie informacje o historii Polski i jej roli w czasie II wojny światowej.

Jak donosi portal Polish Daily News, sprawą zajął się już Frank Milewski, prezes jednego z oddziałów Kongresu Polonii Amerykańskiej. „Zawarte tam błędy i nieścisłości z łatwością wprowadzić mogą uczniów w błędne przekonanie oraz sprawić, że niesłusznie nabiorą oni uprzedzeń do Polski oraz społeczności polsko-amerykańskiej” – pisze Milewski do Davida C. Hespe, który pełni obowiązki komisarza edukacji w New Jersey. Następnie wylicza fałszywe tezy zawarte w konspekcie.

ŁS

http://www.naszdziennik.pl/swiat/91973, ... edzen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /