Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 14 lut 2013, 08:57 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Zbrodnie sowieckie na Polakach zarówno przed, w czasie, jak i po II wojnie św. są nadal tematem tabu i wiedza o nich w dużym stopniu pochodzi z logicznych dedukcji, relacji świadków, niż materiałów źródłowych.

Nowe miejsca kaźni

W pisemnym stanowisku rosyjskie władze mimowolnie ujawniają nieznane miejsca pochówku ofiar zbrodni katyńskiej z listy ukraińskiej. To Odessa, Dniepropietrowsk i Nieżyn.

Zderzenie emocji i dramatu mordu dziesiątków tysięcy Polaków z surowym, zimnym formalizmem sali sądowej z jednej strony zawsze wypada nieco przygnębiająco, pozostawiając niedosyt, że nie w pełni wybrzmiał cały ogrom narodowej tragedii, głód prawdy i nadzieja bliskich ofiar. Z drugiej strony przebieg wczorajszej rozprawy w sprawie katyńskiej przed Wielką Izbą Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu wskazuje, że sędziowie raczej już wyrobili sobie zdanie.

Wyrok zostanie ogłoszony najwcześniej latem. Czeka na niego nie tylko 14 osób skarżących Rosję (było ich 15 – jedna zmarła), ale i całe środowisko rodzin katyńskich, a szerzej – cała Polska. Niepomyślnego orzeczenia obawia się z kolei Rosja, której Trybunał może nakazać, poza wypłatą odszkodowania, podjęcie konkretnych kroków prawnych: odtajnienie dokumentów, rozpoczęcie procedury rehabilitacji, ponowne wszczęcie śledztwa katyńskiego.

Otwarte posiedzenia Wielkiej Izby interesują prawników z całego świata. Tym bardziej w przypadku sprawy „Janowiec i inni przeciwko Rosji”, o której się mówi, że jest precedensowa i może ustalić linię orzecznictwa Trybunału na lata. Ścisk w sektorze dla publiczności spowodowała też ogromna grupa rosyjskich studentów prawa z Moskwy.

– Wierzę, że tych 17 sędziów, wybranych, najlepszych w Europie nam pomoże, wydając sprawiedliwy wyrok. Żądamy od Rosji solidnego, rzetelnego śledztwa bez kłamstw i matactw. I rehabilitacji zamordowanych, a dla nas zadośćuczynienia. Walczymy o honor naszych ojców – mówi Krystyna Krzyszkowiak, córka Michała Adamczyka, komendanta policji w Sarnakach na Podlasiu, który został zamordowany w Twerze i pochowany w Miednoje. Rodziny katyńskie liczą, że Trybunał nakaże Rosji ujawnienie akt i wznowienie postępowania. Z pewnością zależy im na tym bardziej niż na zadość- uczynieniu finansowym. Takie rozwiązanie sugerował też reprezentujący grupę wnioskodawców prof. Ireneusz Kamiński.

Tajemnica, jaką objęto 35 tomów tzw. sprawy nr 159, to jedna z najbardziej oburzających w oczach rodzin katyńskich rosyjska manipulacja. – Myślę, że Rosjanie czegoś się boją. Nie wiem, co jest w zastrzeżonych aktach. To nie są ich teczki, to są dokumenty zbrodni, do których mamy prawo – dodaje Krzyszkowiak. Inna skarżąca, Witomiła Wołk-Jezierska, córka por. Wincentego Wołka, który spoczywa w Katyniu, zwraca uwagę, że ze względu na wiek najbliższych rodzin ofiar nie zostało wiele czasu na załatwienie sprawy Katynia na forum prawnym. – My spośród dzieci zamordowanych oficerów jesteśmy najmłodsze. Muszą być jeszcze osoby, które mają siłę walczyć w tej bardzo prawej sprawie. To jest już ostatnia chwila, ale też jest to bardzo trafiony moment – zauważa pani Witomiła.

Katyński precedens
Profesor William Shabas z Londynu, międzynarodowy specjalista w sprawach ludobójstwa, który doradza polskiemu rządowi, zwraca uwagę na przełomowe znaczenie wyroku w sprawie katyńskiej dla orzecznictwa Trybunału.

– Wielka Izba musi być niezwykle ostrożna i przewidywać konsekwencje swoich wyroków. Jednocześnie można zaobserwować pewną ewolucję rozstrzygnięć Trybunału w kwestii obowiązku proceduralnego, co jest sercem tej sprawy, i to w kierunku, który zdaje się otwierać drogę do postawienia przed nim takich spraw jak Katyń. Rosyjska argumentacja zmierza do przekonania Trybunału, by wycofał się z tej drogi – ocenia ekspert. Nie chce jednak zgadywać, jaki będzie wyrok.

– Chociaż zajmuję się 30 lat tego rodzaju sprawami, nie podjąłbym się przewidzenia tego, co zrobi sąd – zastrzega ekspert. Jego zdaniem, strona polska wypadła wczoraj dobrze. Ani pełnomocnicy wnioskodawców, ani polskiego rządu nie popełnili wyraźnych błędów. To samo można jednak powiedzieć o Rosjanach. – Ale nie pojawiło się nic nowego w ich argumentacji – dodaje Shabas.

Do sprawy katyńskiej przed Wielką Izbą swoje opinie przesłało 6 organizacji zajmujących się analizami prawnymi lub ochroną praw człowieka. Występują jako wspomagający Trybunał w podjęciu decyzji (łac. amici curiae). Jest wśród nich rosyjski Memoriał, a także Public International Law and Policy Group, sieć prawników zajmujących się kwestiami praw człowieka w sprawach konfliktów między państwami oraz w sytuacjach po konfliktach. Ma siedziby m.in. w Waszyngtonie i Amsterdamie. Grupę do zaangażowania w sprawę Katynia namówiła i koordynowała cały projekt Maria Szonert, prawnik z Ohio aktywnie zajmująca się tematyką katyńską w USA. Przyjechała z nią do Strasburga grupa amerykańskich prawników.

– Zajęliśmy się dwoma wybranymi kwestiami, w których postanowiliśmy wspomóc Trybunał. Po pierwsze, kwestią zadośćuczynienia i odszkodowania dla skarżących, przede wszystkim w formach pozafinansowych. Po drugie, kwestią włączenia całych rodzin ofiar do postępowania w prawie międzynarodowym, aby uznano ich za poszkodowanych i ich prawa były chronione – mówi Chantel Potter, jedna z autorek opinii organizacji.

Strategia ukrywania
Grupę skarżących reprezentowało troje polskich adwokatów. Mecenas Józef Szewczyk skoncentrował się na problemie utajnienia części akt rosyjskiego śledztwa.

– Rząd FR, odmawiając przekazania dokumentu z 21 września 2004 r. [postanowienia o umorzeniu śledztwa], naruszył art. 38 Konwencji w części dotyczącej obowiązku współpracy z Trybunałem. Strona rosyjska przyjęła strategię totalnej negacji faktów dotyczących zbrodni katyńskiej, a utajnienie dokumentów było zabiegiem mającym na celu ukrycie przed opinią publiczną, rodzinami, a w końcu także Trybunałem samej zbrodni i sposobu jej wyjaśnienia przez Federację Rosyjską. Odnowiły się dawno skompromitowane czasy kłamstwa katyńskiego – mówił podczas wystąpienia.

Zwrócił uwagę, że niedługo po 1990 r., gdy Rosja rozpoczęła śledztwo, dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej były jawne, studiowali je badacze polscy, rosyjscy i międzynarodowi, a fakt dokonania zbrodni przez organy ZSRS na polecenie najwyższych władz państwowych został stwierdzony przez rosyjską komisję ekspertów, która proponowała także osądzenie winnych. W ciągu kolejnych lat stanowisko rosyjskich organów uległo zmianie. Szewczyk zauważył, że Rosja korzysta w postępowaniu na utajnieniu postanowienia swojej prokuratury wojskowej oraz części akt. Tymczasem rosyjska ustawa o tajemnicy państwowej wyklucza utajnianie dokumentów zawierających informacje o naruszeniach praw człowieka.

Mecenas Szewczyk poruszył też kwestię rehabilitacji ofiar. – Obecnie tę sprawę przedstawia się tak, że gdyby bliscy skarżących zostali w ZSRS osądzeni, skazani i wykonano by na nich wyroki śmierci, można byłoby ich zrehabilitować. Natomiast gdy nie ma wyroków, rzekomo prawo rosyjskie nie daje możliwości rehabilitacji. W latach 90. rosyjscy eksperci uważali inaczej. Napisano wprost, że polscy jeńcy podlegają rehabilitacji jako ofiary represji politycznych – przekonywał.

Profesor Ireneusz Kamiński zajął się najtrudniejszą kwestią prawną, którą będzie musiała rozstrzygnąć Wielka Izba. Chodzi o możliwość badania przez Trybunał obowiązku skutecznego ścigania przez Rosję zbrodni katyńskiej. Trudność wynika z faktu, że rosyjskie śledztwo toczyło się od 27 września 1990 r. do 21 września 2004 r., a Rosja ratyfikowała Europejską Konwencję Praw Człowieka dopiero 5 maja 1998 roku. Trybunał może osądzać działania rosyjskich organów państwowych dopiero po tym terminie. Jednak – argumentował Kamiński – obowiązek zajmowania się Katyniem istniał tak samo przed, jak i po dacie przystąpienia Rosji do Konwencji. Izba w pierwszej instancji domagała się wystąpienia po krytycznej dacie jakiegoś konkretnego faktu, który wpływałby na obowiązek proceduralny państwa rosyjskiego. Polski prawnik wskazywał na szereg przypadków, gdy w podobnych sprawach międzynarodowe trybunały takiego wymogu nie stawiały. Taka jest np. praktyka amerykańskiego odpowiednika ETPC, który sądził liczne zbrodnie popełnione podczas przewrotów politycznych w Ameryce Łacińskiej, na przykład w Chile.

Z drugiej strony prof. Kamiński wskazał na istotne nowe zdarzenia, do jakich doszło po ratyfikacji Konwencji przez Rosję. To włączenie do materiałów śledztwa dokumentów przekazanych przez władze Ukrainy. Zawierają m.in. tzw. listę ukraińską ofiar zbrodni katyńskiej pogrzebanych w Charkowie, Bykowni i innych nieznanych jeszcze miejscach. Z punktu widzenia śledztwa rosyjskiego musiał się więc pojawić – i to po 1998 r. – istotny nowy element, a mianowicie informacja o zamordowaniu na terenie byłego ZSRS 3 tys. osób, o nowych miejscach egzekucji i pochówku. Powstał zatem także nowy obowiązek ścigania sprawców ujawnionych mordów. Wprawdzie doszło do nich na obecnym terytorium Ukrainy, ale Federacja Rosyjska jest następcą całego ZSRS. Podczas procesu ratyfikacji Moskwa mogła poczynić odpowiednie zastrzeżenie i wyłączyć się z podlegania skargom, którym podlegają zdarzenia na terenie innych państw byłego Związku Sowieckiego, jednak tego nie uczyniła.

Mimowolnie ujawniają
Co więcej, w pisemnym stanowisku na ten temat rosyjskie władze mimowolnie ujawniają nieznane miejsca pochówku ofiar zbrodni katyńskiej z listy ukraińskiej. To Odessa, Dniepropietrowsk i Nieżyn. Z badań polskich archeologów wiadomo, że liczba Polaków pogrzebanych w Charkowie i Bykowni jest mniejsza, niż figuruje to na liście. Jednak nie udało się odnaleźć żadnego nowego miejsca ukrycia ciał ofiar.

Kamiński przywołał także rosyjską argumentację, że Trybunał nie może oceniać wydarzeń tak odległych w czasie, mających miejsce, zanim w 1950 r. uchwalono Konwencję, która go ustanawia. W odpowiedzi zwrócił uwagę, że zakaz zabijania jeńców jest zbrodnią prawa międzynarodowego znacznie dłużej, pochodzi jeszcze sprzed czasów II wojny światowej. Nie miał co do tego wątpliwości sądzący zbrodniarzy hitlerowskich Trybunał w Norymberdze.

Kamiński stwierdził, że ta zbrodnia, będąca „w szerszej perspektywie ludobójstwem”, nakłada na państwo, w którym je popełniono, niepodlegający przedawnieniu obowiązek przywrócenia sprawiedliwości poprzez zbadanie i ujawnienie wszystkich okoliczności, osądzenie sprawców i rehabilitację ofiar, zaś powoływanie się przez władze rosyjskie na bariery czasowe ogranicza możliwość obrony wartości chronionych przez Konwencję. – Rodziny mają prawo znać los swoich bliskich i miejsce ich pogrzebania, a społeczeństwo – historię totalitarnych represji – dodał.

Ostatni z pełnomocników polskich wnioskodawców mec. Bartłomiej Sochański odniósł się do podziału, jakiego w grupie skarżących dokonała Izba w składzie 7 sędziów. Uznano wówczas, że nieludzkiemu traktowaniu podlegają tylko bliscy ofiar zbrodni katyńskich, którzy mogli się z nimi zetknąć osobiście. Sochański uznał, że jest to podejście nieludzkie. Zaprzeczanie faktom historycznym, utajnianie dokumentów, sugerowanie, że ofiary popełniły jakieś przestępstwa, i podobne prowokacyjne zachowania rosyjskich funkcjonariuszy tak samo dotykają również nieco młodszych krewnych zamordowanych, którzy walczyli o swoje prawa.

Te stanowiska poparła występująca w imieniu polskiego rządu dyrektor Aleksandra Mężykowska z MSZ. Przypomniała, że Związek Sowiecki już raz uznał zbrodnię katyńską za naruszenie prawa międzynarodowego. Stało się to podczas procesu w Norymberdze, tyle że wówczas przypisywano rozstrzeliwanie polskich oficerów Niemcom. – Rosja wciąż ma klucz do całej prawdy o Katyniu. Głos ofiar musi być słyszany także dziś – przekonywała. Wytknęła też szereg sprzeczności w rosyjskim stanowisku przesłanym do Trybunału, zauważając, że liczby ofiar podawane przez Rosjan są zaniżone. Rosja zdaniem polskiego rządu nie przeprowadziła skutecznego śledztwa w sprawie katyńskiej. Utajnione dokumenty są w ocenie polskich władz ważne dla poznania prawdy o losach zabitych, zawierają m.in. listy ofiar.

Wiceminister obraża rodziny katyńskie
Przemówienie Gieorgija Matiuszkina, rosyjskiego wiceministra sprawiedliwości, było dość monotonnym powtórzeniem znanej już argumentacji jego rządu. Niestety, nic się nie zmieniło w obraźliwej dla rodzin katyńskich frazeologii. Rosyjski urzędnik dalej konsekwentnie nie mówi o zbrodni, mordzie ani nawet przestępstwie, tylko o „wydarzeniach katyńskich”, w których pewna liczba polskich obywateli „zaginęła”.

W odniesieniu do utajnienia i nieudostępnienia Trybunałowi części akt sprawy nr 159, w tym decyzji o jej umorzeniu, Matiuszkin stwierdził, że utajnione dokumenty nie zawierają niczego istotnego dla identyfikacji ofiar lub ich ewentualnej rehabilitacji, są w nich natomiast informacje, których ujawnienie mogłoby zaszkodzić bezpieczeństwu państwowemu Rosji, w tym dane wywiadowcze i kontrwywiadowcze. Na koniec podważył sam tytuł skarżących do występowania przed Trybunałem i domagania się zadośćuczynienia. Uznał, że w zasadzie nie ponieśli oni żadnych strat i nie są poszkodowani „poza czynnikami emocjonalnymi”.

Matiuszkin odrzucił argumentację dotyczącą włączenia dokumentów z Ukrainy jako ważnego czynnika w rosyjskim śledztwie. Obecne stanowisko rosyjskie jest takie, że była to decyzja błędna, a Ukraina powinna sama zajmować się losem osób z listy ukraińskiej, jest niepodległym państwem i nie uczestniczy w postępowaniu. Rosyjski urzędnik nie chciał po rozprawie rozmawiać z dziennikarzami i komentować sprawy przed rozstrzygnięciem. – Myślę, że to byłaby niewłaściwa presja na sąd – stwierdził.

Posiedzenie zakończyło się dość szybko. Sędziowie nie mieli pytań do stron. W czasie przewidzianym na repliki doszło jedynie do krótkiej polemiki między Kamińskim a Matiuszkinem.

Piotr Falkowski, Strasburg

http://www.naszdziennik.pl/swiat/24005, ... kazni.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 25 maja 2013, 06:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Pijacka balanga na Kremlu

Stanisław Mikołajczyk ewakuował się z Polski w pożyczonym płaszczu, Churchill biesiadował ze Stalinem, a Brytyjczycy blokowali antykomunistyczne powstania w Europie – wynika z odtajnionych dokumentów brytyjskiego Foreign Office
Łukasz Sianożęcki

Przywódca Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisław Mikołajczyk (1901-1966) po sfałszowanych przez komunistów wyborach do Sejmu w 1947 r. musiał uchodzić z kraju w pożyczonym od ambasadora USA płaszczu i kapeluszu. Szczegóły tej operacji nie były do tej pory szerzej znane, choć było wiadomo, że Mikołajczyk przy pomocy brytyjskiego korpusu dyplomatycznego został przetransportowany do Gdyni w ciężarówce przewożącej bagaż konsularny.

Z odtajnionych w piątek dokumentów wynika, że z początkiem 1947 r. w obliczu nasilenia komunistycznych represji Mikołajczyk nabrał przekonania, że zarówno jemu samemu, jak i członkom PSL grożą aresztowania, pokazowy proces, a na końcu egzekucja. Poprosił więc o zaaranżowanie ucieczki ambasadora USA w Warszawie, który z kolei zawiadomił Londyn. W trakcie trzydniowej podróży morskiej premier ukrywał się w kapitańskiej kajucie. Po dotarciu do Londynu pasażera zabrano w bezpieczne miejsce. Wicekonsul Hazell zaaranżował zwrot płaszcza i kapelusza właścicielowi, a brytyjski charge d’affairs Philip Broad otrzymał oficjalne resortowe podziękowanie.

Inne, równie ciekawe, dokumenty dotyczą wizyty brytyjskiego premiera Winstona Churchilla na Kremlu i jego rozmowy z Józefem Stalinem. Rozmowy obu przywódców w 1942 r. szły wprawdzie jak po grudzie, ale obaj przywódcy scementowali antyniemiecki sojusz nocną balangą w prywatnych apartamentach generalissimusa. „Trudno sobie wyobrazić większą okropność niż bankiet na Kremlu, ale chcąc nie chcąc, trzeba to przetrzymać” – napisał w sprawozdaniu podsekretarz stanu brytyjskiego MSZ Alexander Cadogan, który towarzyszył Churchillowi.

Pierwsze rozmowy Churchill – Stalin nie kleiły się. W końcu brytyjski premier poprosił Stalina o spotkanie w cztery oczy. Churchill stawił się na Kremlu o siódmej wieczorem i do pierwszej w nocy stamtąd nie wrócił. Cadogana zawezwano wówczas do apartamentów Stalina, ponieważ o czwartej nad ranem na premiera miał czekać samolot. Cadogan zastał Churchilla, Stalina i ministra spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa siedzących za stołem zastawionym wyszukanymi potrawami, wśród których było pieczone prosię. Stół uginał się od butelek z alkoholem. „Dwaj wielcy przywódcy nawiązali kontakt i znaleźli wspólną płaszczyznę. Z pewnością Winston był pod wrażeniem i sądzę, że odczucie Stalina było podobne. Stworzono warunki, w których informacje wymieniane między nimi będą miały dodatkowy wymiar” – napisał Cadogan w konkluzji swojego sprawozdania.

Ciekawe informacje przynosi też inny odtajniony dokument. Wynika z niego, że w 1948 r. Londyn był przeciwny antykomunistycznemu powstaniu w państwach Europy Środkowej i Wschodniej, która znalazła się w sowieckiej strefie wpływów. Wywołanie takiego powstania rozważali Amerykanie, inspirując i finansując działające na Zachodzie grupy politycznych uchodźców. Brytyjczycy upatrywali w tym ryzyka wybuchu trzeciej wojny światowej. Ówczesny rząd laburzystów doszedł do wniosku, że najlepszym sposobem powściągnięcia Amerykanów jest przekonanie ich do wspólnych działań ograniczających się do sabotażu i antykomunistycznej kampanii propagandowej. W ten sposób w krajach podporządkowanych Moskwie dochodziłoby do napięć, a Sowieci zamiast zagranicznej ekspansji musieliby zajmować się gaszeniem wewnętrznych problemów.

Część odtajnionych akt dotyczy przekupienia hiszpańskich generałów, pieniądze miały skłonić Madryt do zachowania neutralności w konflikcie z Hitlerem, planów zamachów na wysoko postawionych funkcjonariuszy III Rzeszy w przededniu inwazji w Normandii i aresztowania w Madrycie funkcjonariusza brytyjskiego wywiadu w kobiecym przebraniu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/33730,pij ... remlu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 03 lip 2013, 06:06 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Odkryte karty Gibraltaru

Już we wrześniu możemy poznać wyniki śledztwa w sprawie katastrofy lotniczej w Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski – dowiedział się „Nasz Dziennik”.

Dobiega końca śledztwo pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie katastrofy lotniczej w Gibraltarze, do której doszło 4 lipca 1943 roku. Zginął w niej Naczelny Wódz i szef rządu RP gen. Władysław Sikorski.

Jak mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prokurator Marcin Gołębiewicz, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie, śledztwo, choć jeszcze merytorycznie niezakończone, jest już w fazie końcowej.

– To dosyć obszerne postępowanie. Zgromadzono szereg dowodów i materiałów źródłowych. Zakończenie takiego postępowania musi potrwać kilka tygodni. Na dzień dzisiejszy takiej decyzji końcowej jeszcze nie ma – mówi Gołębiewicz.

Na potrzeby dochodzenia zgromadzono już wszystkie niezbędne dokumenty, w tym opinię kompleksową, opinie cząstkowe dotyczące sekcji po ekshumacji osób, które zginęły w katastrofie, oraz materiały z przesłuchań świadków.

– Napływają różne dokumenty, m.in. dotyczące tła historycznego, które mają większe bądź mniejsze znaczenie. Niemniej, my przede wszystkim mówimy o tych dokumentach, materiałach czy informacjach, które rzutowałyby na główny wątek śledztwa, czyli na przyczynę śmierci, przyczynę katastrofy. Najprawdopodobniej po wakacjach zakończy się postępowanie – zapowiada prokurator.

Rozstrzygnięcie końcowe będzie nieprawomocne. Rodzinom jako stronom postępowania przysługuje prawo zaskarżenia decyzji do sądu.

– To tak, jak było chociażby w sprawie dotyczącej śmierci Grzegorza Przemyka. Dopóki postanowienie nie było prawomocne, wszystkie materiały zalegały w sądzie. Był tylko komunikat informujący o fakcie zakończenia postępowania i że to rozstrzygnięcie nie jest prawomocne. To jest zbyt obszerne postępowanie, by po zgromadzeniu materiałów ot tak po prostu je zakończyć. To nie jest jedno pociągnięcie pióra – tłumaczy śledczy.

Będzie publikacja

Po uprawomocnieniu decyzji prokuratury część materiałów ze śledztwa zostanie opublikowana. – Chodzi przede wszystkim o dokumentację dotyczącą prac sekcyjnych po ekshumacji i opinię kompleksową, opracowaną na podstawie wyników sekcji. To materiał, który nigdzie indziej nie jest znany, dokumenty oparte na wiedzy medycznej pracowników naukowych, lekarzy. Na pewno w jakiejś części te materiały postaramy się udostępnić – zapowiada prokurator.

Na potrzeby śledztwa ekshumowano szczątki czterech osób: generała Władysława Sikorskiego, generała Tadeusza Klimeckiego, pułkownika Andrzeja Mareckiego i porucznika Józefa Ponikiewskiego. Szczątki poddano szczegółowym badaniom sądowo-lekarskim. W opinii łącznej dotyczącej interpretacji obrażeń biegli wskazali, że przyczyn śmierci ofiar nie da się wytłumaczyć np. pobiciem, postrzałami z broni palnej czy pozorowanymi urazami zadawanymi po zgonie. Obrażenia są charakterystyczne dla ofiar wypadków komunikacyjnych lub upadków z dużej wysokości.

Jednym z bardziej wnikliwie badanych wątków była wiarygodność zeznań pierwszego pilota kapitana Eduarda Prchala, który przeżył katastrofę. Do dziś budzą one szereg wątpliwości co do rzeczywistych jej przyczyn. Wyjaśnienia wymagał m.in. fakt, kiedy i w jakim momencie w trakcie wypadku Prchal założył kamizelkę ratunkową, w której wyłowiono go z wody. Okoliczność tę potwierdzano na podstawie zeznań naocznego świadka.

W drodze pomocy prawnej przesłuchano na terenie Wielkiej Brytanii i Hiszpanii dwóch naocznych świadków zdarzenia. Pierwszy z nich był radiotelegrafistą na okręcie ratunkowym brytyjskiej marynarki wojennej, który uczestniczył w akcji ratunkowej bezpośrednio po katastrofie liberatora. Drugi jako płetwonurek brał udział w podejmowaniu szczątków z wody.

Według oficjalnej wersji opisującej okoliczności katastrofy Consolidated LB-30B „Liberator” Mk II numer ewidencyjny AL 523, wydanej na podstawie raportu z prac komisji kierowanej przez dowódcę Dowództwa Lotnictwa Obrony Wybrzeża Królewskich Sił Powietrznych gen. Johna Slessora, jej przyczyną była blokada sterów wysokości. Doszło do niej z przyczyn niemożliwych do ustalenia. Raport, oparty na zeznaniach Prchala, wykluczał możliwość sabotażu jako przyczyny katastrofy, choć nie podano żadnych okoliczności, które przesądzają o wykluczeniu takiego scenariusza.

– Musieliśmy zestawić materiały związane z komisją powypadkową, potem pracą komisji polskich powołanych – umownie mówiąc – przez rząd londyński, które wydały takie, a nie inne oświadczenie. Trzeba było się także przyjrzeć, w jaki sposób i w jakich fragmentach podjęto wrak samolotu, jak również osobie kapitana Prchala, w tym materiałom dotyczącym jego losów powojennych. Prchal przebywał w Czechosłowacji, potem w bardzo spektakularny sposób uciekł stamtąd drogą lotniczą i znalazł się w Stanach Zjednoczonych. Te informacje też miały dla nas znaczenie, bo przecież to była jedyna osoba, która przeżyła katastrofę – kwituje prok. Marcin Gołębiewicz.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ltaru.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 03 lip 2013, 06:17 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Śmierć premiera

Mija 70 lat od śmierci premiera polskiego rządu, gen. Władysława Sikorskiego, zwierzchnika Sił Zbrojnych. Służył w Legionach Piłsudskiego i walczył w Bitwie Warszawskiej 1920 roku.

Był faktycznym przywódcą Polski czasów trudnych. Jego starania o wyjaśnienie zaginięcia polskich oficerów w Rosji doprowadziły do zerwania przez Stalina stosunków dyplomatycznych z Polską. A wyeliminowanie z dyplomatycznej gry polskiego rządu otworzyło drogę do władzy marionetkowemu, komunistycznemu i prorosyjskiemu rządowi, który przerzucono do Polski. Sikorskiego jednak nie wystarczyło wyeliminować jedynie z salonów.

Cieszył się powszechnym zaufaniem w Polsce i na zachodzie Europy. Walczył o Polskę, ale szczególnie obawiał się o los Polaków mieszkających na terenach zajętych przez Związek Sowiecki. Moskwa odebrała im obywatelstwo polskie i narzuciła rosyjskie.

Patrząc w oczy Stalinowi, wraz z siedzącym obok gen. Andersem przyjął jak obelgę obrzydliwe kłamstwo – o ucieczce Polaków do Mandżurii. Obawiał się, że w przypadku zwycięstwa aliantów nad Niemcami, przy ogromnym wkładzie Sowietów Polska utraci swą suwerenność na rzecz Moskwy. Przeciwdziałał temu, angażując polskie wojska na froncie zachodnim.

Ta jego postawa uwierała Stalina, który rzeczywiście chciał zwiększyć wpływy w Europie m.in. o Polskę. Mogło się to stać jedynie w drodze odebrania Polakom niepodległości. Zachodni alianci byli zaś przerażeni wizją pozostawienia ich samym sobie w walce z Hitlerem lub ponownego sojuszu Moskwa – Berlin. Z tych powodów wyeliminowanie premiera gen. Władysława Sikorskiego jedynie w sposób dyplomatyczny nie wystarczyło.

W podróży powrotnej z inspekcji oddziałów polskich na Bliskim Wschodzie do Londynu 4 lipca 1943 r. jego samolot startujący z Gibraltaru uległ katastrofie. Zginęli wszyscy pasażerowie prócz pilota – Czecha, kapitana Edwarda Prchala. Samolot rozbił się 600 m za pasem startowym. Śmierć polskiego przywódcy była tak niewiarygodna w tamtym momencie historii, że padło natychmiast podejrzliwe pytanie: kto stoi za tą katastrofą?

Stalin stawiał na wprowadzenie do Polski marionetkowego rządu komunistycznego. Już w czerwcu 1943 r. odbył się w Moskwie kongres tzw. Związku Patriotów Polskich, a zaraz potem rozpoczęło się formowanie armii pod dowództwem obdarzonego sowiecką rangą generała-majora, byłego podpułkownika Wojsk Polskich Zygmunta Berlinga. Byłoby bardzo trudne uformowanie rządu PKWN, gdyby na Zachodzie nadal działał rząd RP kierowany przez uznawanego w strefach alianckich gen. Sikorskiego.

Losy Polski potoczyły się dalej bardzo tragicznie. Sowiecka propaganda nawoływała do przywrócenia granicy wytyczonej w pakcie Ribbentrop-Mołotow. Sowieci oświadczyli, że ludność wschodniej Polski domaga się połączenia z ZSRS. To akurat wśród Polaków, prócz komunistów, było niemożliwe. Ale opinia Zachodu, której podziw dla dokonań Armii Czerwonej nie znał granic (dosłownie), dała wiarę temu kłamstwu. Armia Czerwona szła w głąb Polski, a alianci namawiali swoich polskich sprzymierzeńców do ustępstw. Takie były konsekwencje śmierci gen. Sikorskiego.

Londyn utaił akta lotu, katastrofy i dotyczące Sikorskiego do 2043 roku. Jak to tłumaczyć? Czy Anglicy mają coś do ukrycia? Kończy się śledztwo, którego nikt poza polskimi patriotami nie chciał. Sekcja zwłok generała przeprowadzona w 2008 roku wykazała śmierć z powodu wielonarządowych obrażeń. Istnieją dziesiątki hipotez na temat tego, jak mogło dojść do zamordowania polskiego premiera. Bardziej lub mniej wiarygodne. Trzeba być jednak głupcem albo rosyjskim agentem wpływu, aby sądzić, że katastrofa z polskim premierem była przypadkiem.

Filip Frąckowiak

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... miera.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 30 lip 2013, 06:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Układ Sikorski-Majski

Piotr Szubarczyk

Zawarty 30 lipca 1941 r. układ pomiędzy Polską a Sowietami, nazywany układem Sikorski-Majski (Iwan Majski był ambasadorem Sowietów w Londynie), różnie jest oceniany. Jedni mówią, że dzięki niemu możliwe było uwolnienie tysięcy Polaków, ograbionych i wywiezionych w głąb Sowietów do niewolniczej pracy: w łagrach, kopalniach czy na „osiedleniu”, gdzie umierali z głodu i na skutek nieludzkich warunków pracy i życia. Krytycy mówią, że korzyści były wątpliwe, gdyż premier Władysław Sikorski nie zadbał, by układ unieważniał stalinowsko-hitlerowski rozbiór Polski w roku 1939. Premier zgodził się też na zapis, że Sowiety „udzielą amnestii wszystkim obywatelom polskim, którzy są obecnie pozbawieni swobody na terytorium ZSRR bądź jako jeńcy wojenni, bądź z innych odpowiednich (!) powodów”. „Amnestia”? To było upokorzenie dla bezprawnie deportowanych i zapędzonych do niewolniczej pracy obywateli RP!

Pamiętajmy jednak, że „akuszerami” układu byli Brytyjczycy (premier Winston Churchill osobiście pilnował sprawy), którzy nie liczyli się już z naszymi interesami. Teraz liczyli się tylko z Sowietami. Premier Sikorski zadbał o zapis unieważniający rozbiór Polski. Już w art. 1 układu czytamy: „Rząd ZSRR uznaje, że traktaty sowiecko-niemieckie z 1939 r., dotyczące zmian terytorialnych w Polsce, utraciły swą moc”. Czy miało to jednak jakiekolwiek znaczenie dla Sowietów i „naszych aliantów” w Jałcie?

Prawda jest taka, że dla Polski nie było wtedy dobrych rozwiązań. „Nasi alianci” szykowali prezent dla Stalina w postaci dominium sowieckiego w Polsce. Reszta była brudną grą, mamieniem Polaków. Układ Sikorski-Majski był per saldo korzystny dla Polski, ponieważ umożliwił gen. Władysławowi Andersowi wyprowadzenie 120 tysięcy polskich ludzkich cieni z „nieludzkiej ziemi”. To ważne. Co do reszty, nie mieliśmy nic do powiedzenia.

http://www.naszdziennik.pl/wp/49490,ukl ... ajski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 13 wrz 2013, 06:53 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
W imieniu Rzeczypospolitej

Piotr Szubarczyk

Przed 70 laty, 13 września 1943 r., minister spraw zagranicznych RP Tadeusz Romer wygłosił exposé, w którym przedstawił polską rację stanu i polski interes narodowy czasu wojny. Dwa lata wcześniej, jako ambasador RP w Tokio, opublikował pierwszą listę polskich zesłańców w Sowiety. Nie dysponował pełnymi danymi, ale ta lista wieńczyła jego starania, by jak największej liczbie zesłanych obywateli RP pomóc wydostać się z „nieludzkiej ziemi”. Nawiązał tymi dziełami do swej pracy w czasach młodości, kiedy u boku Henryka Sienkiewicza, w szwajcarskim Vevey, pracował w Komitecie Generalnym Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce.

Obrazek
Tadeusz Romer (6 XII 1894 – 23 III 1978 Montreal) – minister spraw zagranicznych RP w latach 1943- -1944. Fotografia z lat 20.


W pamiętnym exposé minister mówił: „Przyszłe granice odbudowanej Rzeczypospolitej stanowią całość (…). Nie widzimy racji, dla których Polska miałaby po wspólnym zwycięstwie dorzucać jakiekolwiek ofiary własnej ziemi czy ludności do tych straszliwych ofiar, które już złożyła i wciąż składa w niezłomnej, uznawanej i podziwianej przez wszystkich obronie wolności swojej i świata. Byłoby to głęboko niemoralne i niezgodne z ideałami, o których tryumf walczy nasz obóz (…). Nie ma i nie będzie u nas nigdy takiego rządu, który czułby się upoważniony do przyjęcia dyskusji na innym gruncie”.

Minister Romer nie przewidział, że Stalin przekona aliantów, by za „rząd polski” uznali jego komunistycznych kolaborantów. Ci zaś 22 lipca 1944 r. ogłosili „manifest do narodu polskiego” (!), w którym lekką ręką oddali polskie Kresy Sowietom i oświadczyli, że są „jedynym legalnym źródłem władzy w Polsce”!

Tadeusz Romer pozostał na emigracji w Londynie, od roku 1946 w Kanadzie. W działalności publicznej służył polskiej świętej Sprawie, głosząc, że niepodległa Polska, uwolniona od sowieckiej przemocy, jest warunkiem pokoju i bezpieczeństwa w Europie. Nie zapominajmy o tym dzielnym Polaku.

http://www.naszdziennik.pl/wp/53721,w-i ... litej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 14 wrz 2013, 16:30 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Mamy nie wiedzieć, że Polska była podziwiana. A to JEDYNY taki kraj !

Hasło „Zniszczyć fundamenty godnościowe tej prezydentury” ma głębokie korzenie. Postępactwo i palikotyzm realizują plan: „Zniszczyć fundamenty godnościowe tego narodu”

Polska to jedyny kraj (z okupowanych), w którym nie było żadnego rządu współpracy z Niemcami, jedyny kraj, który stworzył podziemne państwo z 400 tysięczną armię, jedyny kraj, w którym za pomoc Żydom karano śmiercią

HERBATKA Z HISTORIĄ
Zapraszamy na rozmowę z wybitnym prof. Witoldem Kieżunem (Teoria Organizacji i Zarządzania, Członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, ekspert ONZ, Rirtuti Militari od Bora-Komorowskiego za Powstanie Warszawskie), z dr. Mirą Modelską-Creech, Georgetown University, University of Warsaw), z Panią Haliną Wołowicz, członkiem AK, łączniczka, Powstanie Warszawskie i Panem Bohdanem Pilarskim, Kresowiak, poseł na Sejm Dwóch kadencji, Muzykolog, Filharmonia Warszawska).

Fałszerstwa anty-polskiej propagandy Grossa spowodowały konieczność wyjaśnienia prawd historycznych, w oparciu o spontaniczną rozmowę wielkiego intelektualisty, z dwoma świadkami epoki i wykładowcą uniwersytetów; polskiego i amerykańskiego. Spontaniczna dyskusja na żywo, nie poddana była żadnej kontroli, ani też nie powstała na niczyje zamówienie, w tym między innymi leży jej wielka wartość. Polecamy ją wszystkim miłośnikom historii / tvPlusMedia /


--------------------------------------------------------------------------------

Kardynał Spellman na audiencji u prezydenta Roosevelta: Zawarł pan umowę z krajem antychrześcijańskim, z krajem, który chce zniszczyć naszą chrześcijańską kulturę, który przeciwstawia się również naszej koncepcji organizacji demokratycznej.

Na to Roosevelt powiedział, że on może ujawnić strategię swojej polityki pod jednym warunkiem, że kardynał zachowa to do swojej wiadomości, a może to być opublikowane 25 lat po śmierci Roosevelta.

Spellman to opublikował, ale nie spotkało się z upowszechnieniem, … dlaczego?

Bo to jest straszna prawda. Roosevelt powiedział tak:

Myśmy w XVIII wieku rozpoczęli wojnę przeciwko kolonializmowi (…) musimy tą działalność kontynuować (…) W tej chwili oczywiście trzeba zniszczyć Niemcy. Ale po zniszczeniu Niemiec trzeba zniszczyć imperializmy, a to jest możliwe tylko w sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Wobec tego w interesie Stanów Zjednoczonych jest silny Związek Radziecki po wojnie. I my wszystko zrobimy, żeby był silny.

(…)
Znane są próby Churchilla, żeby z Afryki Północnej, po zwycięstwie nad Rommlem zaatakować od razu, iść na Europę przez Bałkany, Jugosławię, Węgry do Polski. (…) [w której] była 400 tysięczna armia podziemna. Gdyby uderzyło się na Bułgarię to prawdopodobnie w ciągu miesiąca armia amerykańska, armia aliancka byłaby już w Warszawie.

I na to Roosevelt powiedział, nie. Absolutnie nie! (…)
Chodziło po prostu o to, żeby nie odciąć Europy od armii radzieckiej, żeby umożliwić armii radzieckiej zajęcie mniej więcej połowy Europy, żeby po wojnie Związek Radziecki i Stany Zjednoczone były potężną siłą, która potrafi zniszczyć kolonializm.

I tak się praktycznie stało. Szczęśliwie, dzięki Powstaniu Warszawskiemu, nie poszli dalej niż Łaba, bo gdyby nie było powstania, nie było na pół roku wstrzymanej ofensywy, to poszliby dalej. Pomimo umowy – bo umowa dla Stalina to było nic.

A potem proces dekolonizacji na całym świecie odbywał się pod egidą Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego. Prawie że wszystkie nowe republiki Afryki miały ustrój komunistyczny
(…)
W Teheranie Roosevelt zgodził się na oddanie całych naszych Kresów, jednak zastrzegł sobie tajemnicę w obawie przed reakcją emigracji Polskiej.
(…)
Polska w czasie wojny miała bardzo wysoką pozycję “ideową”. To był pierwszy kraj, który powiedział nie, pierwszy i jedyny kraj z krajów okupowanych, w którym nie było żadnego rządu współpracy z Niemcami, jedyny kraj, który stworzył podziemny rząd, podziemne państwo, jedyny kraj, który stworzył 400 tysięczną podziemną armię. Polska była obiektem podziwu.

No i po wojnie Polska dostaje się pod panowanie sowieckie … chodzi o to, żeby w jakiś sposób zdyskryminować Polaków, żeby powiedzieć, niestety, ale Polacy to antysemici, że współpracowali z Niemcami, (…) że Polacy wypędzili Niemców ze swoich siedzib, (…) stworzenie fikcji, że się w ogóle nie mówi o zbrodniach niemieckich, tylko o zbrodniach nazistowskich, podczas kiedy stwarza się w tej chwili sytuację, że jakaś, nie wiadomo, jakaś grupa międzynarodowa nazistów objęła władzę i przede wszystkim biedny ten naród niemiecki został podporządkowany.
Hitler doszedł do władzy w demokratycznych wyborach. Trzeba czytać Mein Kampf
(…)
Miała zostać tylko mała grupa Polaków, która umie liczyć do stu i podpisać się jako niewolnicy, cała inteligencja wymordowana, część wysiedlona (…) Cała Europa przecież znała to, wiedziała jak się Niemcy zbroją, jak przygotowują się do swojej ekspansji, program był zupełnie ścisły, nikt temu nie zapobiegł.

Potem było tak samo. Była wojna, potem była likwidacja Żydów … kapitał amerykański odmówił, mógł pomóc przecież … znana historia, ten statek z paroma tysiącami Żydów, który wypłynął z Hamburga, przypłynęli do Ameryki Południowej, Nikaragua odmówiła ich przyjęcia, potem Kuba odmówiła, przypłynęli do Stanów Zjednoczonych, stany Zjednoczone też odmówiły.
Wrócili do Hamburga i potem wszyscy zginęli.

To są fakty historyczne, mało znane, ale tak wyglądała polityka aliancka
(…)

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... taki-kraj/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 15 wrz 2013, 20:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
GETTO. Jüdischer Ordnungsdienst.

Byliście w mieście jak z baśni tysiąca i jednej nocy? Święta, gondole, biennale sztuk, Międzynarodowy Festiwal Filmowy oraz tradycyjny sławny karnawał stworzyły z tego miasta iście bajkowy świat, gdzie od wieków trwa bezustanna pogoń za uciechami. Wenecja to także piękne i romantyczne miasto dla zakochanych. Podziwiało ją wielu sławnych artystów.

Niegdyś zachwycili się Wenecją także Żydzi, którzy pojawili się na terenach dzisiejszych Włoch jeszcze w czasach Imperium Rzymskiego. Z Wenecją kupcy żydowscy byli związani już od X wieku, a zaczęli się osiedlać w potężnej i bogatej Republice Weneckiej w XIII wieku. Ich pozycja bywała raz lepsze, raz gorsza, lecz ciągle wywierali wpływ na handel oraz na świadczenie usług finansowych. Byli z Republiki Weneckiej to wydalani, to przyjmowani. Ograniczano ich pobyt, nakładano specjalne podatki, zakazywano posiadania ziemi i korzystano z ich pieniędzy.

W 1516 roku Wielka Rada Republiki Weneckiej debatowała, czy Żydzi powinni mieć prawo do pozostawania w mieście. I doża wenecki postanowił uprawomocnić ich obecność w bardziej zorganizowany sposób. 29 marca wydał dekret, który stanowił: „Żydzi powinni wszyscy razem mieszkać w czworoboku domów, jaki jest w pobliżu San Gerolamo; i żeby w nocy nie chodzili dookoła, od strony gdzie jest mały mosteczek, oraz z przeciwległej strony zbudowane będą dwie bramy, czyli po jednej dla każdego z tych miejsc, które to bramy mają otwierać rano z uderzeniem Marangony, a zamykać wieczorem o godzinie 24-tej, czterej strażnicy chrześcijańscy w tym celu wyznaczeni i wynagradzani przez Żydów według płacy, jaką uznamy za odpowiednią”.

I weneccy Żydzi przesiedlili się do miejsca nazwanego Getto Nuovo, kompleksu przypominającego warowną fortecę, położoną na miejscu opuszczonej odlewni. To właśnie od weneckiego słowa geto czyli „odlewnia", „odlewanie metalu” pochodzi termin getto. To właśnie tu w Wenecji po raz pierwszy użyto tej nazwy i faktycznie część dzielnicy Cannaregio nad kanałem Rio della Misericordia stała się pierwszym na świecie żydowskim gettem. Choć, jeśli się uprzeć, to można stwierdzić, że wcześniej istniało w Niemczech coś w rodzaju getta w postaci zgrupowania Żydów w obszarze kilku ulic. Dobrym przykładem jest tu średniowieczny Rothenburg w południowych Niemczech, gdzie i dzisiaj można jeszcze ujrzeć żydowską ulicę, która nosi nazwę Judengasse.

Getto w Wenecji cieszyło się dobrą sławą. Żydzi mieli pewność dobrych stosunków z Wenecją, byli tam wiele bardziej bezpieczni niż w innych miejscach Europy, mieli możliwość tworzenia własnego samorządu. Byli Republice potrzebni i cieszyli się wszelkimi niezbędnymi do prowadzenia interesów prawami. Żydowscy lichwiarze, handlowcy i bankierzy mogli tam świetnie prosperować. Musieli, co prawda nosić żółty znak identyfikacyjny, ale mogli swobodnie praktykować swoją wiarę i podlegali ochronie w przypadku wojny.

Bramy getta weneckiego runęły dopiero w końcu XVIII wieku. Odbyło się to za sprawą wojsk Napoleona Bonaparte, które weszły do Wenecji 6 maja 1797 roku.

Sama idea getta dla Żydów powróciła w Niemczech w okresie Trzeciej Rzeszy. Jej znaczenie i cele były już jednak zupełnie inne.

W krajach okupowanych przez Niemców w okresie II Wojny Światowej okupacyjne władze niemieckie tworzyły zamknięte i strzeżone getta, w których przymusowo osiedlano ludność żydowską z różnych terenów. Getta te były zazwyczaj otoczone strzeżonym od zewnątrz murem i całkowicie zależne od dostaw żywności oraz energii. Utworzenie gett było pierwszym etapem zagłady Żydów, zaplanowanej i przeprowadzonej przez Niemców.

Z powodu zamknięcia dużej liczby osób na stosunkowo małej przestrzeni i niewielkich racji żywnościowych, które im przysługiwały, np. 100 gram chleba na 2 dni, utworzenie gett faktycznie służyło eksterminacji ludności żydowskiej. Ostatecznie w 1943 roku, Niemcy wywieźli osoby uwięzione w gettach do obozów zagłady i tam zamordowali. Tylko niewielu się uratowało.

Tak jak w Getto Nuovo, tworzyli Niemcy w gettach na mocy rozkazu Reinharda Heydricha z dnia 21. 09. 1939 r. Radę Starszych, czyli Judenrat – organ stanowiący pozór samorządu żydowskiego posiadającego pewne – nieznaczne i wąskie – wpływy na niektóre aspekty wewnętrznego życia codziennego getta. De facto celem działalności Judenratów było - zgodnie z planami Niemców – odegranie wyznaczonej roli w przygotowaniach do unicestwienia narodu żydowskiego.

Porządku w getto pilnował samorząd żydowski przy pomocy Żydowskiej Służby Porządkowej, czyli żydowskiej policji - Jüdischer Ordnungsdienst wyposażonej przez Niemców w gumowe pałki. Potocznie członków tej formacji stanowiącej wewnętrzną policję, nazywano Odmanami od słowa Ordnumgsdienst.

Zadaniem Odmanów było: wykonywanie niemieckich rozporządzeń dotyczących ludności żydowskiej – jej dostaw w określonych ilościach w celu wywozu do obozów zagłady, zbiór nakładanych kontrybucji i podatków, utrzymanie porządku na ulicach getta, łącznie z bramami, pomoc przy aresztowaniach i egzekucjach, walka z nielegalnym handlem, pilnowanie porządku na Umschlagplatzach.

I Jüdischer Ordnungsdienst wykonywała wszystko wzorowo: przeprowadzała łapanki dostarczając Żydów Niemcom do prac przymusowych i do wywozu do obozów zagłady, zwalczała pospolitą przestępczość, przeprowadzała rewizje, walczyła ze szmuglem i nielegalnym wychodzeniem z getta, dbała o przestrzeganie godziny policyjnej. W okresie akcji wysiedleńczych do obozów zagłady, policjanci uczestniczyli w wyłapywaniu ukrywających się ludzi i dostarczaniu ich na miejsce zbiórki.

Służba w policji była bezpłatna, ale łączyła się z wieloma przywilejami, takimi jak zwolnienie od przymusu pracy oraz większe przydziały żywności. Ponadto istniały wielkie możliwości korupcji, która szerzyła się wśród Jüdischer Ordnungsdienst na wielką skalę.

Żydowscy policjanci w Getcie Warszawskim mieli własna odznakę. Podobną odznakę nosili żydowscy policjanci we Lwowie, czy Łodzi.

Dlaczego Żydzi w gettach niemieckich wstępowali do policji?

Niemcy ich lepiej karmili niż pozostałych Żydów, a także przyodziewali – w warunkach getto miało to swoje znaczenie. Mundur żydowskiego policjanta w wielu przypadkach ratował od przypadkowej śmierci z rąk Niemców. Przecież każdy Niemiec mógł pobić Żyda, a nawet go zastrzelić - dlatego, że nie spodobał mu się wyraz twarzy Żyda. A status policjanta zabezpieczał go przed taką przypadkową śmiercią. Żydowski policjant z kolei, stawał się panem życia i śmierci – miał praktycznie niczym nieograniczoną władzę wewnątrz getto. I jak to z ludźmi bywa, nawet wielu porządnych ludzi - żydowskich policjantów przekształcało się w łapówkarzy, a nawet w sadystów i okrutników gorszych od Niemców wobec swoich współbraci. Niektórzy spośród właśnie takich są także przedstawieni na przytoczonych wyżej fotografiach.

Możliwość przeżycia człowieka w niemieckim getto zależała wprost od posiadanych przez niego wartościowych rzeczy. Za pieniądze, złoto i inne drogocenne rzeczy można było wykupić się nawet od deportacji do obozu zagłady. I dlatego, niemal każdy żydowski policjant pragnął posiąść jak najwięcej cennych rzeczy, aby móc przedłużyć swoje życie u Niemców.

Bernard Goldstein – lider lewicowego przedwojennego Bundu napisał książkę: „Five Years in the Warsaw Ghetto”. AK Press/Nabat, 2005.

Można tam przeczytać:

„Żydowska policja, kierowana przez ludzi z SS i żandarmów spadała na getto jak banda dzikich zwierząt. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, aby je poświęcić na ołtarzu dyskryminacji. Przyprowadzał ze sobą kogokolwiek mógł schwytać - przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą".

Niektórzy twierdzą, ze policja żydowska była nieodłączną częścią niemieckiego narodowo – socjalistycznego aparatu władzy zajmującego się eksterminacją Żydów i powinna być traktowana jak wszystkie inne przestępcze organy narodowo – socjalistycznych Niemiec. Niemcy nie mogliby zrealizować swego zadania - zagłady Żydów z taka łatwością i tak szybko, bez pomocy żydowskiej policji.

Różni historycy dokonywali oceny historii i działalności Judenratów oraz Jüdischer Ordnungsdienst. Wielu badaczy ma wątpliwości, czy przywódcy Judenratu byli w stanie zmienić rzeczywistość dla Żydów w okresie Zagłady. Ich wszelkie działania na rzecz społeczności getta nie miały żadnych szans powodzenia. W ostatecznym rozrachunku mechanizm Zagłady został ustalony przez narodowo – socjalistyczne Niemcy w Berlinie z powodów ideologicznych. I żaden lokalny przywódca żydowski nie miał szans na to wpłynąć. Niemcy traktowali członków Judenratów jako zakładników osobiście odpowiedzialnych za przeprowadzenie wydawanych przez siebie zarządzeń. Judenrat generalnie funkcjonował jako jedyny pośrednik pomiędzy Żydami i niemieckimi okupantami. Przedstawiciel władz niemieckich rozmawiał zwykle wyłącznie z szefem Judenratu.

Badania tych problemów zostały interesująco przedstawione przez Israela Gutmana, “Ha-Yudenrat ke-hanhagah,” in Manhig ve-hanhagah, ed.Irad Malkin and Zeev Tsahor (Jerusalem, 1992); Isaiah Trunk, Judenrat (New York, 1972); Aaron Weiss, “Berurim be-she’elat ma‘amadah ve-‘emdoteha shel ha-hanhagah ha-yehudit be-Polin ha-kevushah,” Yad va-shem 12 (1978): 243–266.

Praca ta nie jest jednak dostępna poza Izraelem - wielka szkoda, że ta praca nie istnieje w języku angielskim.

Do innej publikacji na ten temat napisanej przez Aarona Weissa, "Relationship between the Judenrat and the Jewish Police in Occupied Poland," in Demut ha-Hanhagah ha-Yehudit be-Artsot ha-Shelitah ha-Natsist 1933-1945, Jerusalem, 1979, także nie udało mi się dotrzeć.

Pani Sara Bender, professor of Jewish History, University of Haifa wypowiedziała na temat kłamstw opisywanych przez pseudohistoryka - socjologa Jana Grossa znamienne słowa:

„Dane te muszą być dokładnie zbadane, ponieważ, jeśli są autentyczne, to całkowicie mogą zmienić wizerunek Żydów jako zbiorowej ofiary w czasie II wojny światowej.”

Można mieć poważne wątpliwości i równie stanowczo twierdzić, że uzasadnione byłoby również inne analogiczne zdanie, w którym zamienia się słowo Polaków na Żydów: „Dane dotyczące działalności Jüdischer Ordnungsdienst muszą być bardzo dokładnie zbadane, ujawnione i opisane, ponieważ, jeśli są autentyczne, to całkowicie mogą zmienić wizerunek Polaków jako zbiorowej ofiary w czasie II wojny światowej.”

W znanej książce, która w połowie ubiegłego wieku była światowym bestsellerem:

Szpilman Władysław, Szpilman Andrzej, Hosenfeld Wilm, Biermann Wolf, Pianista : Warszawskie wspomnienia 1939-1945, wyd. 2 zm. i uzup.,wyd. ZNAK, 2000.

możemy przeczytać:

Członkowie Żydowskiej Służby Porządkowej „zarazili się duchem gestapo”, „stawali się zwierzętami”, „tłukli ludzi gumowymi pałkami”, „mężczyźni (byli) przypędzani ze wszystkich stron przez policję, jak przez psy używane do pędzenia owiec.” Szpilman nazywa ich „siepaczami” i „sprzedawczykami” i chwali zamach na okrutnika Jakuba Lejkina, którego określa jako „jednego z największych łajdaków w szeregach policji żydowskiej”.

Jedna ze słynnych żydowskich myślicielek XX wieku Hannah Arendt w 1963 roku wystąpiła w książce „Eichmann w Jerozolimie” z dramatycznym oskarżeniem przeciw Judenratom.

Wyd.: Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, 2010.

H. Arendt stwierdziła, że bez ich udziału w rejestracji Żydów, koncentracji ich w gettach, a potem aktywnej pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów, ponieważ Niemcy mieliby więcej kłopotów z ich spisaniem i wyszukiwaniem.

Niemcy w okupowanej Europie zlecali funkcjonariuszom żydowskim sporządzenie imiennych wykazów Żydów wraz z informacjami o ich majątku. Zapewniali oni także pomoc żydowskiej policji w chwytaniu i ładowaniu Żydów do pociągów transportujących do obozów koncentracyjnych, działając przez żydowska policję – groźną, nie posiadającą wprawdzie broni palnej, ale niejednokrotnie zabijającą Żydów pałowaniem.

W swojej książce Arendt napisała: "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii."

Można twierdzić, że Judenraty oraz Judischer Ordnungsdienst uczestniczyły w Zagładzie Żydów. Lecz warto przeczytać wyznania żydowskiego policjanta, który uczestniczył w likwidacji getto w Otwocku i przed zamordowaniem przez Niemców opisał proces własnego upadku. Ten Żyd własnoręcznie zaprowadził do transportu śmierci do Treblinki swoją żonę i 2-letnią córeczkę.

Wyd. KARTA, 1995. Studium zbrodni i uległości wobec niej, pisane ze świadomością nieuchronnej własnej zagłady.

W każdym getto toczyła się w każdej sekundzie walka słabego, głodującego, bezbronnego człowieka z diabelską mocą niemieckiej machiny zagłady.

Encyclopedia of the Holocaust, In Association with Yad Vashem, The Holocaust Martyrs' and Heroes' Remembrance Authority, Dr. Robert Rozett and Dr. Shmuel Spector, Editors, Yad Vashem and Facts On File, Inc., Jerusalem Publishing House Ltd, 2000,zwraca mocno uwagę na następujące aspekty związane z Judenratami oraz z Jüdischer Ordnungsdienst, uczestniczącymi na swój sposób w tej walce:

„Wielu wolało przerwać służbę w policji, żeby nie brać udziału w "akcjach" – większość z takich policjantów była sama deportowana. Inni zostawali na swoich stanowiskach, do końca wykonując rozkazy Niemców. Po wojnie zachowanie policjantów było dokładnie badane. W Monachium czterdziestu byłych policjantów uznano za winnych niewłaściwego postępowania i zostało poddanych ostracyzmowi ze strony wspólnoty żydowskiej. W Izraelu kilku policjantom przedstawiono oskarżenia, ale większość oskarżonych usprawiedliwiono uwzględniając okropne warunki, w których im przypadało działać w czasie wojny.“

http://zbigwie.salon24.pl/531903,getto- ... ungsdienst


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 28 wrz 2013, 07:14 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
II pakt Ribbentrop-Mołotow

Większość z nas słyszała o pakcie Ribbentrop-Mołotow. Do sowiecko-niemieckiego układu o nieagresji, podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r., dołączono tajny protokół o rozbiorze między Niemcy i Sowiety Polski oraz innych krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Ten tajny protokół nazywamy zwyczajowo paktem Ribbentrop-Mołotow.

Był jednak jeszcze II pakt Ribbentrop-Mołotow, miesiąc później. Do traktatu o przyjaźni i granicy, podpisanego przez Niemcy i Sowiety 28 września 1939 r. w Moskwie (Sowiety, w zamian za województwo lubelskie i wschodnią część warszawskiego, włączyły do swego zaboru Litwę), dodano nowy tajny protokół, w którym uzgodniono wspólne zwalczanie polskich dążeń niepodległościowych.

Tajny protokół stanowił, że „strony nie będą tolerować na swych terytoriach jakiejkolwiek polskiej propagandy [!], która dotyczy terytoriów drugiej strony. Będą tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej propagandy i informować się wzajemnie [!] w odniesieniu do odpowiednich środków w tym celu”!

Ten zapis stał się podstawą współpracy gestapo i NKWD przeciwko Polakom, ich wspólnych narad w Brześciu, w Przemyślu, w Zakopanem i w Krakowie na przełomie lat 1939-1940. Współpraca trwała do ataku Niemiec na Sowiety w czerwcu 1941 roku. Jej efektem były prowadzone od wiosny 1940 r., w obu zonach okupacyjnych, akcje eksterminacyjne przeciwko polskiej inteligencji niepodległościowej: niemiecka akcja AB i sowiecka Zbrodnia Katyńska. Niektórzy polscy historycy uważają, że obie zbrodnie, rozpoczęte wiosną 1940 r., były skoordynowane w czasie przez „zaprzyjaźnione” państwa.

W I pakcie Ribbentrop-Mołotow zbrodniarze zaplanowali IV rozbiór Polski. W II pakcie zaplanowali mord na polskiej inteligencji niepodległościowej. Związek Sowiecki jest tak samo odpowiedzialny za wojenne zbrodnie na Polakach jak Niemcy.

Piotr Szubarczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/55282,i ... lotow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 27 gru 2013, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://narodowcy.net/polska/8622-sledzt ... o-umorzone

Śledztwo ws. śmierci Sikorskiego umorzone?
Opublikowano: czwartek, 26, grudzień 2013 20:48

http://narodowcy.net/images/Sikor.jpg

Do końca bieżącego roku pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej ma zamknąć dochodzenie ws. katastrofy lotniczej w Gibraltarze, w której zginął naczelny wódz sił zbrojnych, premier rządu RP - gen. Władysław Sikorski.

Nie zostały jeszcze udzielone żadne informacje, dotyczące postanowienia końcowego, ale z uwagi na to, że śledztwo trwa "w sprawie", a nie przeciwko komuś to trudno wnioskować, że postępowanie nie zakończy się umorzeniem. Śledztwa historyczne IPN mają na celu m.in. ustalenie liczby i nazwisk pokrzywdzonych, stanu faktycznego danej sprawy czy oceny rawno-karnej danego czynu.
Oficjalnie dochodzenie toczy się w sprawie "zbrodni komunistycznej polegającej na sprowadzeniu niebezpieczeństwa katastrofy w komunikacji powietrznej". Zostało zainicjowane przez katowicki oddział IPN w 2008 roku. Prokuratorzy stwierdzili, iż są poszlaki do postanowienia hipotezy, że Sikorski zginął w wyniku spisku.
Podczas śledztwa ekshumowano m.in gen. Władysława Sikorskiego. W wyniku przeprowadzonych badań ustalono, że uczestnicy lotu doznali urazów wielonarządowych, charakterystycznych dla katastrofy lotniczej. Wykluczono również śmierć poprzez postrzał, uduszenie, rany kłute, cięte czy rąbane.
Do katastrofy doszło w Gibraltarze 4 lipca 1943 roku ok. godz. 23:06 czasu lokalnego. Zginęło w niej 16 osób, w tym Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, generał Władysław Sikorski.
Zgodnie z oficjalną wersją, powodem zdarzenia było zablokowanie steru wysokości. Istnieje również teoria zamachu, w który miał być zamieszany m.in sowiecki wywiad, Anglicy oraz polska opozycja wobec generała.

Wiśnia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 19 mar 2014, 18:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://nowaatlantyda.com/2014/01/15/pol ... a-hitlera/

Polowanie na Hitlera
15 sty 2014

Pytanie czy Adolf Hitler rzeczywiście popełnił samobójstwo w berlińskim bunkrze, czy raczej udało mu sie uciec i beztrosko dożył sedziwego wieku nigdy nie ukarany za swe czyny – nurtuje wielu ludzi od momentu zakończenia najkrwawszej z wojen. Pytanie to dziś wciąż wydaje się być aktualne zwlaszcza w świetle najnowszej książki Jerome’a Corsi pt: “Hunting Hitler: New Scientific Evidence That Hitler Escaped Germany” (“Polując na Hitlera. Nowe dowody naukowe na to, że Hitler uciekł z Niemiec”).
Corsi przestudiował wiele odtajnionych akt FBI i amerykańskiego wywiadu, z których wynika, że Hitler wymknął się sprawiedliwości. Cała historia o tym, jakoby Hitler w ostatnich dniach obrony Berlina pojął za żonę Ewę Braun, po czym tak ją jak i siebie pozbawił życia aby nie dostać się do radzieckiej niewoli, została wg Corsi’ego wymyślona w celach politycznych i propagandowych.

Obrazek
Hitler i Eva Braun


Prawdą jednak jest to, że nikt nie widział Hitlera popełniającego samobójstwo. Można jedynie zobaczyć na zdjęciach dwa martwe ciała rzekomego wodza III Rzeszy i jego żony, ale nigdy nie dokonano ich właściwej identyfikacji.
W 2009 r., archeolog ze stanu Connecticut – Nicholas Bellatoni – dostał pozwolenie od władz Rosji na zbadanie fragmentów czaszki, która miała być dowodem na samobójstwo Hitlera. Badania te przyniosły wstrząsający wynik. Czaszka nie należała do Hitlera a do 40 letniej kobiety nie zwązanej w żaden sposób z Ewą Braun!
W swojej książce Corsi stara się udowodnić, że Hitler wydostał się z Niemiec do Argentyny przy pomocy amerykańskiego wywiadu, który współpracował w tajemnicy z nazistami od 1943 r. Allen Dulles – wówczas agent Office of Strategic Services (OSS), organizacji, ktora później stała się CIA, prowadził dialog z nazistami ze swojego biura w szwajcarskim Bernie.
Corsi stawia w swojej książce takie niewygodne pytania jak:
• Dlaczego nie udało sie Amerykanom zdobyć fizycznych szczątków ciała Hitlera w momencie kiedy Rosjanie ogłosili że je odnaleźli?
• Dlaczego tak Stalin jak i Eisenhower wątplili w śmierć Hitlera?
• Dlaczego nikt w bunkrze Hitlera nie słyszał strzałów?
• Czy amerykanscy agenci wywiadu, włączając w to OSS i Allena Dullesa (który poźniej został szefem CIA za rządów prezydenta Eisenhowera), pomogli Hitlerowi w ucieczce, tak jak pomogli wielu innym nazistom?
Argentyńskie media pisały o tym, że Hitler przybył do ich kraju a nastepnie pisały o jego w nim obecności. Dlaczego wiadomości te nie dotarły do Europy i Ameryki?
Wsród wielu dokumentów, bierze także Corsi pod uwagę raporty z autopsji, transkrypty przesłuchań i dokumenty z archiwów radzickich, CIA i wielu innych
Jego dowody na potwierdzenie ucieczki Hitlera są szokująco przekonujące i wykluczają podwójne samobójstwo fuhrera i jego żony w berlińskim bunkrze. Legenda ta, jak i wiele innych o popełniających samobójstwo nazistach miała dopomóc im w ucieczce i zmylić czujność tych, którzy chcieli postawić ich przed Trybunałem w Norymberdze. Corsi udowadnia także, że Dulles pomagał Martinowi Bormannowi przetransportować miliardy dolarów, które zostały zainwestowane a raczej uprane na giełdzie tak w USA jak i w Argentynie.
W National Archives w College Park, Corsi odnalazł szokujące oświadczenie ówczesnego wodza naczelnego wojsk alianckich Dwighta Eisenhowera, opublikowane w gazecie “The Stars and Stripes” , 8 października 1945 r. W artykule napisano że: <
em>“Istnieją powody aby wierzyć, że Hitler wciąż pozostaje przy życiu i jest to związane z wypowiedzią generała Eisenhowera w wywiadzie udzielonym holenderskiemu dziennikarzowi. Oświadczenie generala zmienia jego poprzednią opinię, że Hitler nie żyje.”

Obrazek

Oświadczenie to zostało zignorowan nie tylko przez amerykańską prasę, ale i historyków.
hunting-hitlerSzukając drogi jaką Hitler uciekł do Argentyny Corsi znalazł w dokumentach dowody, że dokonał tego dzięki niemieckiej łodzi podwodnej U-530, która wynurzyła się u brzegów Mar del Plata, dowodzona przez kapitana Otto Wermutha. Zanim do tego doszło, wszyscy pasażerowie okrętu zostali potajenie odebrani łodziami wysłanymi z brzegu pod osłoną nocy. 18 lipca 1945 r. attache do spraw morskich w ambasadzie amerykańskiej w Buenos Aires wysłał do Waszyngtonu poufny meldunek, że istnieje wiele powodów aby wierzyć, że U-530 przywiózl do Argentyny Adolfa Hitlera wraz z Ewą Braun, zanim okręt zostal internowany na wodach argentyńskich.

Tymczasem argentyńska prasa pisała o gorącym przyjęciu jakie zgotowali Hitlerowi sympatycy faszyzmu w Argentynie, którzy znaleźli dla Hitlera i jego świty doskonałą i komfortowa kryjówkę na pustkowiach Bariloche, gdzie Hitler dożył sedziwej starości. W 1943 r. architekt Alejandro Bustillo na życzenie sympatykow faszyzmu w Argentynie zaprojektował i zbudował rezydencję dla Hitlera i Ewy Braun. Residencia Inalco jest położona pomiedzy San Carlos de Bariloche a Jeziorem Nahuel Haupi i przypomina Obersalzberg w niemieckich Alpach, które bylo miejscem specjalnie ulubionym przez Hitlera. Hitler miał sie tam wprowadzić w czerwcu 1947 r.
Ewentualna ucieczka Hitlera opisana w książce Corsi’ego to nowa seria dowodów wspierająca wypadki opisane przeze mnie w kolejnych częściach “Wojny kosmicznej” i pokazujące, że tradycyjny obraz II Wojny Światowej i jej powodów ulega poważnej zmianie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 19 maja 2014, 17:14 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Po II wojnie światowej polscy żołnierze, dowódcy zostali potraktowani na Zachodzie jak zło konieczne.
To też jest tajemnica powojenna. Widzimy ile empatii mają w sobie ci, którzy chcą nas pouczać jakimi ludźmi my Polacy mamy być również teraz.

Tak realizowane były alianckie zbrodnie na Narodzie Polskim.


PÓŁ PORCJI MAZURKA. Polski dowódca spod Monte Cassino, całkowicie zapomniany, był po wojnie hutnikiem

opublikowano: 18 maja 2014, 21:42 · aktualizacja: 18 maja 2014, 21:43

fot. PAP/Leszek Szymański Tego nie usłyszycie państwo w telewizyjnych „Wiadomościach” wylewających tony lukru. Dęta, sentymentalna propaganda nie pozwala przypomnieć o losach polskich dowódców spod Monte Cassino. Cóż, nie pasowałyby do obrazka. Polskimi komandosami dowodził tam major Władysław Smrokowski. Bohaterski żołnierz kampanii wrześniowej po kampanii francuskiej przedzierał się przez Hiszpanię i Portugalię. Za walki o Monte Cassino dostał kolejny w swym dorobku Virtuti Militari. Po wojnie został… robotnikiem w fabryce włókienniczej w Bradford. Na początku lat 50. trafił do Chicago, gdzie do końca życia był hutnikiem.

Oczywiście to i tak o niebo lepszy los niż to, co spotkało polskich żołnierzy w komunistycznej Polsce. Ale teraz, gdy premier z całą świtą świętuje 70. rocznicę zdobycia Monte Cassino, warto przypomnieć o losach polskich dowódców na Zachodzie. Ledwie czterech z nich dostało angielskie emerytury. Kazimierz Sosnkowski nie tylko jej nie otrzymał, ale i przez lata Wielka Brytania i USA odmawiały mu nawet wizy wjazdowej. Ledwo wiążąc koniec z końcem w Kanadzie płacił za twardy antykomunizm.

A reszta? Gen. Maczek był najpierw sprzedawcą, a potem barmanem w Edynburgu. Inny dowódca, gen. Stanisław Sosabowski, jeszcze po siedemdziesiątce pracował jako magazynier w fabryce silników. Gen. Bór-Komorowski zarabiał jako tapicer i dekorator wnętrz. Inni byli pielęgniarzami, windziarzami, robotnikami rolnymi…

A przy okazji, może warto sprawdzić w jakich warunkach żyją dziś prawdziwi, często anonimowie, bohaterowie „Solidarności”?

Robert Mazurek

http://wpolityce.pl/historia/195983-pol ... -hutnikiem


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 22 cze 2014, 11:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://orwellsky.blogspot.com/2014/06/a ... tynie.html

Wiedząc dziś, że komunizm w Rosji i nazizm w Niemczech stworzyli ci sami wszechpotężni władcy z Wall Street, wiedząc, że idee komunizmu i nazizmu są dziś ideami panującymi na Ziemi, należy uznać za prawdopodobne, że wierny wykonawca poleceń otrzymał swoją nagrodę, a jego śmierć upozorowano, zostawiając spalone zwłoki mężczyzny i kobiety, i sugerując, że to Hitler i Ewa Braun. Do bunkra z Hitlerem prawo wstępu miała tylko wierchuszka NKWD - dziś domyślamy się, że wierchuszka sowiecka i nazistowska to jedna klika. Wspólnie więc zrealizowali przerzut Hitlera i jego kochanki do Ameryki Południowej.

Kopia artykułu:

Adolf Hitler ukrywał się w Argentynie?
piątek, 13 czerwca 2014

Obrazek
San Carlos de Bariloche
źródło: Wikipedia.org


Zbliżają się wakacje i czas podróży, warto z tej okazji przypomnieć tekst napisany na szybko, prosto z kraju, który był celem emigracji wielu promintentnych nazistów a być może, według popularnej teorii, również samego fuhrera, Adolfa Hitlera, który wcale nie zginął w berlińskim bunkrze.

Na tych zdjęciach wbrew pozorom nie widzimy jakiejś schowanej między alpejskimi szczytami wioski, lecz San Carlos de Bariloche znajdujące się w prowincji Rio Negro w Argentynie. Według argentyńskiego dziennikarza, Abla Basti to właśnie w tam przebywał Adolf Hitler wraz z Ewą Braun. Mieli oni zostać przewiezieni do posiadłości należącej do argentyńskiego biznesmena, Jorge Antonio, jednego z zaufanych współpracowników trzykrotnego prezydenta Argentyny, Juana Domingo Peróna. Posiadłość była odizolowana od świata, dotrzeć do niej można było jedynie łodzią bądź samolotem.

W swojej wydanej kilka lat temu książce-przewodniku Basti wskazywał szereg miejsc, w których żyć i pracować mieli byli SS-mani. Często były to wysoko postawione w nazistowskiej hierarchii osoby, takie jak Josef Mengele czy schwytany później przez Mossad Adolf Eichmann. Byli poszukiwani w Europie i Izraelu, ciążyły na nich wyroki za popełnione zbrodnie wojenne, jednak w Argentynie, nie ukrywając przy tym szczególnie swojej tożsamości, spokojnie pracowali dla lokalnych firm, które w większości powstały, dzięki złotu przywiezionemu z Europy.

czytaj dalej
http://orwellsky.blogspot.com/2011/08/p ... ntyny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 02 wrz 2014, 14:51 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa…

W 1939 r. majątek Banku Polskiego został wywieziony z okupowanego kraju. Na zawsze. Do dziś nie wiadomo, w czyje ręce trafiło 1208 drewnianych skrzynek wypełnionych po brzegi sztabkami i workami monet ze złota.

Mały tankowiec „Eocene”, należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum, zawinął do portu w Konstancy 14 września 1939 roku. Kapitan statku, 33-letni Brytyjczyk Robert Brett, został wciągnięty w wir dziwnych wydarzeń, które niespełna rok później opisał w londyńskim „Sunday Dispatch”. Niezwykłą przygodę kapitana gazeta opatrzyła sensacyjnym tytułem: „Porwałem Hitlerowi 21 mln funtów szterlingów”.

Oto jak swoje przeżycia opisywał młody kapitan:

Nigdy nie mogłoby mi nawet przyjść na myśl, że pewnego dnia będę miał w lukach mego statku »Eocene«, tankowca o 4216 tonach wyporności, więcej złota niż jakikolwiek inny statek przedtem i prawdopodobnie – potem.

Na tankowiec załadowano dorobek II Rzeczypospolitej: 1208 niedużych drewnianych skrzynek. Opasywały je żelazne taśmy. Nie wszystkie miały uchwyty, co utrudniało noszenie. Każda ważyła 60 kilogramów. W środku znajdowały się albo sztaby złota wielkości wydłużonej cegły, albo worki ze złotymi monetami.

– W Banku Polskim były sztaby rozmaitego pochodzenia i rozmaitych prób. Wśród nich także sztaby ze skarbca dawnych Austro-Węgier. Posiadały próbę 1000, a więc złoto zupełnie czyste, bez domieszki – relacjonował w 1966 r. na antenie Radia Wolna Europa (RWE) Władysław Bojarski z eskorty złotego transportu.

Zygmunt Karpiński, który zakładał w 1924 r. Bank Polski, a potem zasiadał w jego zarządzie aż do jego likwidacji, w książce „Losy złota polskiego podczas II wojny światowej” bardzo szczegółowo opisał bankowe zasoby w dniu wybuchu wojny. Polskie złoto było wtedy ogółem warte 463,6 mln zł (ok. 95 ton), czyli około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Złoto wartości nieco ponad 100 mln zł (ok. 20 ton) było zdeponowane za granicą, głównie we Francji, Anglii, Szwajcarii i USA. Większość znajdowała się jednak w Polsce. Złoto wartości 193 mln zł (ok. 38 ton) przechowywano w skarbcu w Warszawie, zaś sztaby warte 170 mln złotych (37 ton) spoczywały w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.


Ignacy Matuszewski
Pierwszy transport złota z Warszawy wysłano do Brześcia 4 września 1939 r. autobusami Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Z publikacji „Wojenne losy polskiego złota” dr. hab. Janusza Wróbla z łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że tego dnia u premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego zjawiło się trzech pułkowników: Ignacy Matuszewski i Adam Koc oraz były minister handlu Henryk Floyar-Rajchman. Oficerowie odpowiedzialni za nadzór i koordynowanie akcji otrzymali zgodę na wywiezienie z Polski całego bankowego złota.

13 września w Śniatyniu przy granicy z Rumunią zebrano całość złota „w sumie ok. 75 ton kruszcu” – pisze dr Janusz Wróbel. „Z wyjątkiem 3,8 ton złota wartości ponad 22 milionów złotych, które pozostawiono w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego” – wylicza historyk IPN.

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano do 9 wagonów towarowych, pociąg przekroczył granicę i ruszył w kierunku Konstancy. Wtedy doszło do pierwszej sytuacji kryzysowej. Na miejscu okazało się, że Niemcy wpadli na trop polskiego złota i chcą je natychmiast przejąć.

Niemiecki ambasador w Bukareszcie Wilhelm Fabricius na spotkaniu z Grigore’em Gafencu, ministrem spraw zagranicznych Rumunii, złożył protest przeciwko łamaniu przez ten kraj neutralności. Niemiec zażądał, by Rumuni potraktowali polskie złoto jak materiał wojenny. Rumuński minister uratował skarb Rzeczypospolitej, udając, że nie ma pojęcia o transporcie, ale obiecał przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. W ten sposób dał Polakom czas na zorganizowanie transportu z Konstancy.

Wtedy na horyzoncie pojawił się właśnie kpt. Robert Brett. Był przekonany, że czeka go rutynowy załadunek paliwa, tymczasem odwiedził go konsul brytyjski, który poprosił o zabranie kilkudziesięciu ton polskiego złota.

Płynąc do Stambułu i dalej koleją przez Bejrut, a potem znowu drogą morską, złoto dotarło do Tulonu, tym razem na pokładach dwóch szybkich niszczycieli.

Na początku października 1939 r. skarb Rzeczypospolitej znalazł się pod kontrolą rządu polskiego. Złoto przewieziono do Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Spoczęło w podziemnym skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji.

Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, gdy okazało się, że Francuzi przegrywają wojnę. 22 maja 1940 roku polski rząd poprosił Anglików o wyznaczenie statków polskich, które podejmą się misji przewiezienia skarbu banku do Ameryki. Skrzynie wydobyto ze skarbca w Nevers i znowu załadowano do wagonów towarowych.


Władysław Sikorski
Złoto dotarło do portu Lorient na krążownik „Victor Schölcher” 16 czerwca 1940 roku. Tego dnia rząd francuski zdecydował się na kapitulację. Polskie złoto konwojował już wtedy tylko jeden Polak, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Był święcie przekonany, że statek płynie do Stanów Zjednoczonych. Szybko okazało się jednak, że okręt przybił do portu w Casablance, a po kilku dniach złoto wyruszyło w dalszą podróż – do Dakaru.

W tym czasie władze polskie przeniosły się do Londynu. W sprawie złota generał Władysław Sikorski interweniował u premiera Winstona Churchilla, który obiecał, że brytyjska marynarka wojenna zatrzyma francuski transport z polskim skarbem. Problem polegał na tym, że nikt nie wiedział, gdzie złoto zaginęło. Dopiero 30 czerwca dotarła do Londynu depesza dyrektora Michalskiego nadana w konsulacie angielskim w Dakarze z informacją, że w porcie tym rozładowano skarb Banku Polskiego.

Francuzi, obawiając się ewentualnej próby odzyskania złota przez marynarkę brytyjską, wysłali je w głąb kraju. Skrzynie wywieziono 800 km w głąb afrykańskiego lądu i złożono w budynku administracyjnym przy dworcu kolejowym miasteczka Kayes (obecnie Republika Mali).

Złota nie przejęli Niemcy, znalazło się jednak w rękach rządu Vichy, który współpracował z III Rzeszą i nie chciał się narażać. Polskie państwo de facto straciło skarb.


Hilary Minc
– Nie widzę możliwości odzyskania złota – irytował się gen. Sikorski podczas rozmowy z płk. Adamem Kocem, odpowiedzialnym za los polskiego skarbu, który osobiście relacjonował to spotkanie we wspomnianej audycji RWE.

Wtedy oficer wpadł na pomysł, żeby w Stanach Zjednoczonych złożyć pozew przeciwko rządowi francuskiemu i doprowadzić do zatrzymania francuskiego złota zdeponowanego w amerykańskich bankach w ramach zabezpieczenia polskich interesów.

Stronę polską reprezentowała kancelaria Sullivan & Cromwell. Doprowadziła do tego, że Amerykanie zgodzili się, by dostęp do francuskiego złota został zablokowany w banku federalnym w Nowym Jorku.

Rząd marszałka Pétaina na pozór nie ulegał sądowej presji, ale nie wydał Niemcom polskiego skarbu. Dopiero Francuski Komitet Narodowy gen. Charles’a de Gaulle’a w październiku 1941 roku zawarł z rządem gen. Sikorskiego układ, w którym Francuzi zobowiązywali się do zwrotu kruszcu.

W styczniu 1944 r. polscy urzędnicy bankowi dotarli do Dakaru, a wkrótce do położonej w głębi kraju miejscowości Kayes, gdzie w pilnie strzeżonym budynku administracji kolei przechowywano skarb Banku Polskiego. Wkrótce skrzynie złota przewieziono do fortu w Dakarze, komisyjnie przejęli je Polacy. Po czterech latach złoto wróciło do prawowitych właścicieli. Rząd na uchodźstwie zdecydował, żeby skarb Banku Polskiego podzielić na trzy części i rozlokować w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Wydawać by się mogło, że w tym miejscu burzliwe losy złota II RP się kończą, ale tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, jak skarb Banku Polskiego został podzielony i co się z nim tak naprawdę stało. Lektor Radia Wolna Europa, które w 1966 roku nadało trzyczęściowe słuchowisko dokumentalne o losach polskiego złota w czasie II wojny światowej „Epopea polskich argonautów”, lakonicznie stwierdził, że ok. 80 ton w sztabach i monetach nie powróciło nigdy do Polski. Według RWE pozostało ono w bankach zachodnich, aby jego równowartość w różnych formach służyła odbudowie zrujnowanego wojną kraju. Natomiast 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków łożonych przez nią podczas wojny na cywilne potrzeby polskie.


Janusz Wróbel
Według dr. Janusza Wróbla z IPN złotem Banku Polskiego „zaopiekowali się” polscy komuniści. Za pomocą różnych operacji przejęli majątek II RP na rzecz Skarbu Państwa, co w końcu doprowadziło do całkowitej likwidacji w 1952 r. Banku Polskiego. Jego funkcję przejął utworzony przez komunistów Narodowy Bank Polski. Rolę głównego dysponenta złotego skarbu odgrywał Hilary Minc, jeden z najbliższych współpracowników Bolesława Bieruta i główny spec od gospodarki. Ale ile wydał i na co dokładnie? Nie wiadomo.

Część dokumentacji przekazania tego skarbu do komunistycznej Polski znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Ale jak twierdzi Krzysztof Kopeć, prowadzący portal poświęcony gospodarczej historii Polski, nie jest to „inwentarz kartkowy bez ewidencji’’. Jego zdaniem z tej dokumentacji wynika, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło zaledwie ułamek skarbu (ok. 10 proc.) zdeponowanego w Dakarze. Co z resztą? Nie wiadomo.

Nie wiadomo też, co się stało z 20 tonami złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej. Na co zostały wydane 3,8 ton złota, które pozostawiono w 1939 roku w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego? Historia złota Banku Polskiego wciąż pozostaje niedokończona i czeka na gruntowne badania naukowe, oparte na pracach archiwalnych. Nie tylko w Polsce.

Wojciech Surmacz, tekst ukazał się w miesięczniku „Forbes”
Za: http://niezlomni.com

http://marucha.wordpress.com/2014/09/01 ... est-dluga/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Tajemnice II wojny światowej.
PostNapisane: 10 wrz 2014, 07:44 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30916
Starzyńskiego rozstrzelało gestapo

Amb

Bohaterski prezydent Warszawy Stefan Starzyński został rozstrzelany przez trzech funkcjonariuszy gestapo. Nadal nie wiadomo, z czyjego rozkazu.

IPN zakończył śledztwo w sprawie zabójstwa Stefana Starzyńskiego. Prokuratorzy przesłuchali świadków zarówno z Polski, jak i z zagranicy (RFN, USA, Francji), przeprowadzono liczne dowody z dokumentów. Kwerendy archiwalne prowadzono zarówno w instytucjach polskich, jak i zagranicznych.

IPN skierował też kilkanaście wniosków o udzielenie pomocy prawnej do prokuratur w Monachium II, Neuruppin, Dessau, Berlinie, Hanowerze, Bielefeld, Hamburgu, Kolonii, Augsburgu, Lipsku.

Na podstawie tych materiałów ustalono, że Stefan Starzyński został aresztowany w gmachu Ratusza w Warszawie przez funkcjonariuszy gestapo – było to 27 października 1939 roku. Osadzono go początkowo w więzieniu przy ul. Daniłowiczowskiej w Warszawie, a następnie przewieziono do więzienia na Pawiaku. W więzieniu przy ul. Dzielnej Starzyński przebywał do 22 albo 23 grudnia 1939 r., kiedy to wywieziono go w nieznanym kierunku.

Śledztwo IPN wykluczyło funkcjonujące w opinii społecznej hipotezy o osadzeniu i śmierci Starzyńskiego w takich obozach zagłady, jak Dachau, Flossenbürg, Dora-Mitelbau czy Mauthausen, a także w więzieniach na terenie Niemiec.

Starzyński został rozstrzelany w okresie pomiędzy 21 a 23 grudnia 1939 r. w Warszawie lub w jej okolicach. Zbrodni dokonali funkcjonariusze gestapo: oberscharführer Hermann Schimmann, hauptscharführer Weber i unterscharführer Perlbach. Tożsamości rozkazodawcy nie ustalono.

http://www.naszdziennik.pl/wp/96427,sta ... stapo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 43 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /