Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 lip 2012, 11:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Gigantomania (1)

Dzięki p. Piotrowi X zapoznamy się z fragmentami książki Romualda Gładkowskiego “Gigantomania” (Toronto 1992) – admin.

Nieżydzi łatwo dają się nabierać na starą pułapkę, dzieląc żydów, w rozumowaniu politycznym i ekonomicznym, na “dobrych” oraz na “złych”. Konsekwencje takiego podziału zawsze były katastrofalne w skutkach. Bowiem, w praktyce, każdy żyd ortodoksyjny, neokonserwatywny, przechrzta katolicki i jakikolwiek istnieć może, wierzy w istnienie przymierza pomiędzy bogiem żydowskim, a ludem żydowskim.

WSTĘP.

Tak często posługujemy się słowem “naród”, że Polacy przeciętni dopatrują się w nim frazesu politycznego, tracącego banalnością. Niewielu zdaje sobie sprawę, że naród polski stanowią „wszyscy” Polacy: ci, którzy żyli w przeszłości, którzy żyją obecnie i którzy będą żyli w przyszłości. Każdy naród charakteryzuje się więzią biologiczną, więzią terytorialną oraz więzią duchową. Najważniejszą z nich jest więź duchowa, gdyż przenosi naród do wieczności. W skład więzi duchowej wchodzi religia, kultura i koncepcja honoru, która opiera się na koncepcji Boga, wszechświata oraz życia i śmierci. Tym samym, naturalni przywódcy narodu muszą kierować się w swoim postępowaniu poczuciem honoru historycznego.

Władza prawowita nie opiera się na „woli ludu”, ani też na woli „jednostki”, lecz „na prawie naturalnym”. Stąd, naród może być prowadzony do rozwoju, do życia, lub do zagłady, do śmierci. Jeżeli rozumienie i respektowanie prawa naturalnego jest tak doniosłe w życiu narodu, to muszą istnieć przywódcy, musi istnieć elita specjalistów, która będzie ustalać co należy robić, jak należy robić i czego nie wolno robić. Skoro we wszechświecie obowiązuje struktura hierarchiczna, zorganizowanie narodu również powinno opierać się na systemie hierarchicznym, w którym każdy szczebel jest ważny i posiada ustalone prawa i obowiązki.

Kto powinien wybierać przywódców? Może zapytam inaczej. Czy masy są w stanie wybrać przywódców? Bardzo wątpliwe. Masy nie mogą wybrać dla siebie przywódców, podobnie jak żołnierze nie wybierają dla siebie generałów. Nie znają bowiem dobrze praw obowiązujących w zorganizowaniu życia państwowego. Decyzja mas nie opiera się na wiedzy i sprawiedliwości, ale na zawierzeniu szczęściu. Masy zazwyczaj wybierają kandydatów najgorszych z możliwych. Najchętniej Barabasza. Stąd, w systemie demokratycznym, każda wesz polityczna poluje na szczęście. Jak w szulerni. Do głosu dochodzą demagodzy i szarlatani, wyzbyci skrupułów i poczucia godności. Wówczas, przywódcy naturalni muszą być odsunięci od władzy, gdyż odmówią współpracy na obowiązujących zasadach korupcji i zakłamania. To masy wybierają sznur dla własnej egzekucji. Nazywamy to samobójstwem narodowym.

Jeżeli jeden głos więcej może zadecydować co ma być prawda i jaka będzie obowiązywać ideologia, to ile to może mieć wspólnego z prawda i sprawiedliwością? Prawda nie jest wytworem opinii większości, lecz posiada własne prawo, które jest silniejsze od woli wszystkich większości świata. Jest to prawo Boże. Tylko dureń skończony może uzależniać od wyników głosowania przyjęcie prawa naturalnego. Powiedzmy, kto o zdrowych zmysłach będzie uzależniał od głosowania decyzję, kiedy człowiek staje się człowiekiem i kiedy ma prawo do życia? Mimo wszystko, zwolennicy demokracji to robią.Przywództwo w narodzie powinno być oparte na „selekcji”, a nie na głosowaniu, czy też na dziedziczności.

To elita istniejąca wybiera (namaszcza) swoich następców. Jak w hierarchii Kościoła. W przypadku, kiedy naród pozostaje bez przywództwa naturalnego, nowa elita wyłania się z wojny toczonej z elitą zdegenerowana i fałszywą. Czyli, również obowiązuje prawo selekcji. Historyczny błąd dziedziczności doprowadził do degeneracji władzy. – Tak często, ojciec jest utalentowanym przywódcą i twórcą, syn jest niedojdą, a wnuk rozbójnikiem. Powstanie demokracji było sprzeciwem wobec degenerującej dziedziczności. Jednak, odstępstwo od zasady selekcji doprowadziło do błędu większego, którym jest głosowanie powszechne.

Przede wszystkim, system demokratyczny rozbija nam jedność narodową. Dzieli naród na zwalczające się wzajemnie grupy i grupeczki, które okażą się bezsilne w przypadku decydującej chwili historycznej (jak we wrześniu 1939 roku). Dalej, wielopartyjny system demokratyczny rozbija ciągłość rozwojową narodu. Bowiem, każda partia niweczy wysiłki swoich rywali. Pięćdziesiąt jeden procent głosów może zniszczyć najgenialniejsze pomysły i najszczersze chęci. Tutaj, polityk staje się niewolnikiem wyborców, a raczej tych, którzy manipulują wyborcami. Demokracja pozbawia naród autorytetów, gdyż w obawie przed utratą popularności przywódcy nie są w stanie karać złodziei i oszustów. Zaczyna brakować siły wykonawczej.

Równość demokratyczna? Jakim prawem mamy być zrównani z naszymi pasożytami? Przecież równość wymaga, aby rzeczy nierówne traktować w sposób nierówny. Jakim prawem żydzi mają być autorami zagłady państwowości polskiej? Jako “lud Boży”?

Ktoś może zapytać, skoro demokracja okazuje się być niedorzecznością pod każdym względem, to dlaczego w dobie obecnej stała się systemem obowiązującym na całym świecie? Otóż, demokracja, jako system rozrzutny i swawolny, wymaga dużej ilości pieniędzy; a te są w rękach plutokracji. Tym samym, dla międzynarodowej finansjery żydowskiej socjaldemokracja (anarchia polityczna i niewola ekonomiczna) wydaje się być systemem najbardziej dochodowym i dlatego ją popiera.

Tak, demokraci żydomasońscy posługują się niespotykanie perfidną maskaradą; z jednej strony, udają apostołów pokoju i ładu na ziemi, a z drugiej, podtrzymują wojnę człowieka z Panem Bogiem.

Archanioł Michał postawił pytanie: “Któż, Jak Bóg?”. – Nikt! Samokreowani bogowie współcześni, jak masoni, humaniści i ateiści, są wykorzystywani przez Pana Boga po to, aby oczyścić wnętrze Kościoła. Z czasem, przestaną istnieć; jak to już bywało w przeszłości historycznej. Mimo, iż na naszych oczach zmienili nam się księża i siostry zakonne, gdyż pozbywając się munduru żołnierskiego armii Chrystusa Króla, sprawili wrażenie, iż wstydzą się swojego zawodu, co pogłębiło zwątpienie u wiernych, Pan Bóg, Stwórca wszechrzeczy, nie zmienił się. To jest pewne. Pan Bóg nie może się zmienić, ponieważ jest Prawdą odwieczną: w przeszłości, obecnie i w przyszłości. Z niezmienności Bożych planów wypływa nadzieja dla całego rodzaju ludzkiego.

Fama głosi, że mimo wszystko będziemy mieli masońską „New Age”. Bez czyśćca nie może być oczyszczenia. W Polsce, „novus ordo seclorum” zainauguruje wybór arcybiskupa Henryka Muszyńskiego na Prymasa Polski. Od tego momentu, klucze do polskich kościołów mają być zdeponowane u rabinów. Lecz to są tylko plotki(?).

SUPERWŁADCY I SUPERWŁADZA.

Historia jest wynikiem działania ludzkiego. Jest dziełem tych, którzy walczą, aby tworzyć rzeczywistość nową i nie ma wydarzeń, które byłyby bez przyczyny. To, że obecnie tak wiele narodów żyje pod uciskiem politycznym i gospodarczym, wbrew własnej woli, jest dziełem sił istniejących, które zmuszają do tego. Przecież, rewolucje wstrząsały światem głównie dlatego, gdyż zawczasu były bardzo dobrze przygotowane.

Powiedzmy, wybuch protestanckiej Reformacji, w roku 1517, był przygotowany nie przez Marcina Lutra, który był jej pionkiem, ale przez siły o wiele większe, pracujące nad judeizacją Kościoła rzymskiego przez dobre kilka wieków naprzód. Reformacja była próbą zredukowania chrześcijaństwa do wymiarów Starego Testamentu. Pierwej, różokrzyźowcy dokonali syntezy sekt istniejących, od gnostyków począwszy, a kończąc na kabalistach. Kabała była teozoficzną filozofią żydów, którą przyjęli masoni. Luter mógł odnieść sukces, gdyż książęta pruscy od dawna czekali na niego. Zresztą, nie tylko oni, lecz cały świat intelektualny owych czasów, włączając w to katolickich duchownych. Papież Adrian VI usiłował wprowadzić dyscyplinę wśród biskupów i prałatów. Daremnie, gdyż urzędował zaledwie dwadzieścia miesięcy. Walka z Rzymem stała się modna. Preteksty do niej, jak odpusty, były bez znaczenia; bowiem, wszystkie sekty łączyła cecha wspólna nienawiść do katolicyzmu. I to im wystarczało.

Jan Kalwin poszedł dalej od Lutra w kabalizowaniu chrześcijaństwa. Nadał mu charakter ekonomiczny. U kalwinów zamożność miała być rękojmią, że Pan Bóg im błogosławi i przygotowuje dla nich miejsce w niebie. Jednym słowem, jak u żydów; bez wypchanego trzosu, nie ma zbawienia. Tam, lichwa uzyskała poparcie religijne. Było to przyjęcie idei żydowskiej, że z “obcego” można zdzierać ile się tylko da. Miasto Pana kalwini zamienili w Miasto Złota. Paryska B’nai B’rith w pełni doceniła zasługi Kalwina w dziele przeobrażenia Europy. W roku 1936 ogłosiła, że Kalwin był żydem, a jego nazwisko prawdziwe jest Cohen. Kalwin był ojcem anglosaskiego superkapitalizmu. Dał początek nowej rasie wybranej WASP, której wiernym synem jest również prezydent USA George Bush. Od czasów Kalwina, fabrykowane kryzysy ekonomiczne poczęły regularnie rujnować miliony ciułaczy, aby przez to wzbogacić setki “wybranych”.

To nie jest wszystko. Zrujnowani nieszczęśliwcy stali się regularnymi dostawcami mięsa armatniego w wojnach o podłożu ekonomicznym. Piraci finansowi poczęli budować wymarzony przez żydów New World Order. W konsekwencji, planowanie ekonomiczne przestało mieć charakter gospodarczy. Stało się narzędziem polityków do uprawiania polityki. Stąd, wszelkie “najgenialniejsze” plany ekonomiczne w praktyce rujnują gospodarkę kraju, w którym nawet droga, po której ludzie chodzą, nie należy do narodu. Chociaż, oficjalnie jest to nasza zagroda i “nasza gospodarka”.

Obecnie, kiedy marksizm i kapitalizm rasowy zostały skompromitowane całkowicie, w walce z narodami katolickimi ich miejsce zajęła niepodzielnie mieszanka marksizmu z freudyzmem; również stuprocentowa mieszanka żydowska, która pod płaszczykiem humanitaryzmu szerzy nierząd w rodzinach katolickich.

Mam na myśli w tej chwili ruch „New Age”. Wielu czytelników zapewne sądzi, że ruch ten jest ruchem ściśle okultystycznym. Tak nie jest, gdyż jest to ruch o charakterze „politycznym”. Jest ruchem politycznym przystrojonym w dziwactwa świata okultyzmu. Jest to ruch rewolucyjny, buntowniczy, prący do utworzenia “nowego porządku w świecie”, o którym prezydent USA, George Bush, tyle razy już wspominał, jako o celu jego życia. Jest to atak na chrześcijaństwo, a w istocie rzeczy, atak na cywilizację łacińską z katolicyzmem w jej centrum. Jest to atak na hierarchiczne królestwo Chrystusowe i jednocześnie jest to atak na Kościół i Państwo (burzenie tronów i ołtarzy).

Tym samym, ruch „New Age” jest parasolem ochronnym dla wszelkich ruchów heretyckich w Kościele katolickim (włączając w to herezje ks. biskupa Muszyńskiego), dla sekt wszelkich, z satanizmem włącznie, dla feminizmu i sodomii. Szczególnie Europejczyk “postępowy” fascynuje się kultem „New Age”, gdyż ruch ten obiecuje każdemu wyzwolenie od napięcia psychicznego, wyzwolenie od chorób, obiecuje narcystyczną filozofię życia, która ma poprowadzić do powtarzalnej ekstazy orgazmicznej. Pod jego wpływem, katolicy, a nawet ateiści, staja się teistami. Aktywiści tego ruchu dążą do utworzenia jednej religii ogólnoświatowej, czyli do odrestaurowania szczerego pogaństwa, oraz do utworzenia jednego rządu ogólnoświatowego (Izraela z epoki Wodnika).

Ruch „New Age” jest w pewnym sensie wzbogaconą teorią ewolucji, głoszącą o możliwości całkowitego zgłębienia tajemnic Bożych. Jest to próba skonsumowania z drzewa wiedzy już nie jednego jabłka, ale wszystkich jabłek na raz. Czyli, jest to uatrakcyjniona forma ruchu humanistycznego. Jej zwolennicy, wyrzekłszy się Pana Boga, usiłują doszukiwać się prawdy w samym sobie. Wyraźnie jest to powiedziane w II Manifeście humanistycznym.

Dalej, cała ich teoria ewolucji człowieka jest podsumowana w marksizmie. Nic więc dziwnego, że zbankrutowani komuniści są wymieniani na ruch „New Age”. Przecież, religia humanizmu sekularystycznego jest mieszanką masonerii, socjalizmu i wierzeń ruchu „New Age”. Wspólnie, uczynili z człowieka boga, który ma tworzyć prawdę własną. Stąd, marksista, żyd-kabalista, mason, teozof i jawny satanista, czują się jak bracia i z tak dużą łatwością przechodzą koniunkturalnie od “odnowy” do “odnowy”, aby tylko ewolucja rewolucji ogólnoświatowej posuwała się do przodu. Jednoczy ich gnoza kabalistyczna, na której oparła się religia masońska. Przecież, Marks, Lenin i Trocki byli teozofami.

Tym samym, komunizm, jako narzędzie masońskie, jest składową ruchu „New Age”. Nawet w Polsce komuniści wprowadzili pojęcia “Nowych dróg” oraz “Nowych czasów”. Tak, komunizm nie jest martwy. Zmienia jedynie nazwę. W historii ZSRR zmieniał nazwę sześć razy. Obecnie, znowu przeobraża się w socjaldemokrację. Usiłuje uwolnić się od przerostów biurokratycznych, usiłuje wzmocnić się organizacyjnie i lepiej dopasować na arenie międzynarodowej.

Istotnie, celem prawdziwym pierestrojki jest zmodernizować pierwsze państwo prawdziwie żydowsko-masońskie. Bez tego, utworzenie żydowsko-masońskiego supermocarstwa europejskiego byłoby niemożliwe. Stany Zjednoczone Europy mają być zdrowszą wersją Związku Radzieckiego. Od Atlantyku po Ural. W tym celu, żydomasoneria będzie musiała w końcu brutalnie rozprawić się z kulejącym nacjonalizmem państw europejskich. Stąd, robi obecnie wszystko co jest w jej mocy, aby wziąć pod ścisłą kontrolę radziecki arsenał nuklearny. W obliczu powyższego, powstawanie nowych państw, jak Litwy, Łotwy, Białorusi, Ukrainy, czy też państewek bałkańskich, zakrawa na kpinę. Żydomasoneria współczesna wypełnia prawo talmudyczne, które domaga się zniszczenia narodów, stopienia ich w jedną mieszankę rasową, aby synowie Izraela mogli władać światem niepodzielnie.

Tak, faryzeizm starożytny przeobraził się w talmudyzm, który zakłada, że wyniszczenie chrześcijan jest ofiarą konieczną. Stąd, żyd nadal pozostaje skarabeuszem świętym, niezależnie jak bardzo posiada splamione krwią ręce. Dobrze pamiętamy, jak to władze w PRL wędrowały od jednego “okresu błędów i wypaczeń” do następnego. Wprawdzie, zmieniali się nam sekretarze “partii”, lecz prawdziwy oprawca Polski, Jakub Berman pozostawał nietknięty. Do grobowej deski. Podobnie było w Kraju Rad. Przewodzili: Lenin, Stalin, Chruszczow, Breżniew, Andropow i Gorbaczow. Pomimo burzliwych przemian, prawdziwy oprawca Słowian, Lazar Mojsiejewicz Kaganowicz, pozostawał również nietykalny. Zmarł w moskiewskim mieszkaniu, w wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat, w lipcu 1991 roku. Niemniej jednak, dzieci i wnuki oprawców Rosji poczęli pierzchać w popłochu. Nawet do Izraela. Na wszelki wypadek. Widocznie, węszą pojawienie się nowego “Chmiela”.

Pragnę tutaj przypomnieć, że komunizm i socjalizm oznaczają jedno i to samo. Z tym, że komunizm jest socjalizmem wprowadzanym w trybie przyspieszonym. Komuniści pragnęli narzucić socjalizm siłę, za to socjaliści pragnę dojść do tego samego drogę perswazji; powiedzmy, drogę wyborów demokratycznych. Przecież, osła można przemieścić z punktu A do punktu B na dwa sposoby. Można go przeciągnąć na siłę, na powrozie owiniętym wokół szyi, co robię komuniści, albo też można położyć w punkcie B snopek owsa i osioł pójdzie tam dobrowolnie, co robię socjaldemokraci. Jednak, w obu przypadkach osioł NIE JEST istotą wolną, gdyż realizuje zamierzenia swojego pana, który postanowił mieć osła w punkcie B.

Krótko mówiąc, socjalizm jest próbę wprowadzenia demokracji do życia gospodarczego kraju. Wprawdzie, socjaldemokraci nie zabiorę ziemi przemoce, nie skonfiskuję warsztatu pracy i nie skonfiskuję oszczędności, lecz użyję rzędu do kontroli ziemi, do dyktowania co należy produkować, kiedy i w jakich ilościach, do nałożenia tak wysokich podatków, aż kraj zamieni się w obóz niewolniczy. Nic w tym dziwnego, że socjalizm został postawiony tuż obok rzędu ogólnoświatowego; bowiem, socjalizm jest kontrolę ekonomiczną obywateli poprzez rząd, poprzez podatki, ustawy i biurokracje, poprzez wielką finansjerę.

Socjalizm, jako ideologia, istniał już przed opublikowaniem “Manifestu komunistycznego”, w 1848 roku. “Manifest” miał być próbę zorganizowania i uporządkowania istniejącego już socjalizmu. Fryderyk Engels wyznał, w roku 1888, że nie mogli z Marksem nazwać “Manifestu” socjalistycznym, gdyż socjaliści byli powszechnie uważani jako durnie marzący o utopii. Stąd, użyto słowo “komunistyczny”.

Program “Manifestu komunistycznego” jest programem obecnej socjaldemokracji; a więc, dążenie do likwidacji własności prywatnej, kontrola ziemi, zniszczenie rodziny, szkolnictwo publiczne, czyli państwowe, zniszczenie sakramentu małżeństwa, zniszczenie państw i narodów, zniszczenie respektu dla odwiecznego prawa naturalnego itd. Karol Marks uznał, że pierwszym krokiem w rewolucji jest wygrać bitwę o demokrację. Tak, socjaldemokracja współczesna sięga korzeniami do marksizmu. Bowiem, kiedy rządzi większość, w oparciu o głosowanie demokratyczne, przeciętny obywatel nie posiada praw żadnych. Wszystko może być mu zabrane. Tak, czytelniku, pięćdziesiąt procent plus jeden może zabrać twoją własność, może pozbawić cię pracy, może odebrać ci dzieci i żonę, może zrobić z tobą co tylko zapragnie.

To czeka każdego, kto pozwoli rządzić większości. Pod rządami socjaldemokratycznymi naród polski zamieni się w stado baranów bezwolnych. Rząd dla “ludu”, w wydaniu “ludu”, jest masturbacją polityczną i prowadzi do motłochokracji.

O ironio, demokracja ma być systemem, który opiera się na założeniu, iż większość ludzi jest w stanie decydować czego pragnie i potrafi podejmować decyzje odpowiedzialne i dojrzałe. Poprzez dostęp do urn wyborczych, demokracja ma być rządem “większości”, czy też “wolnością”. Stąd, ogłupiały Słowianin, niezależnie gdzie mieszka, w Moskwie, w Kijowie, czy też w Warszawie, w swoim działaniu politycznym nie sięga wyżej “swobód demokratycznych” oraz “wolności”. Zgłupiał już do tego stopnia, że nawet nie przychodzi mu na myśl, aby pragnąć czegoś więcej. Musi więc przegrywać w zmaganiach politycznych.

W istocie rzeczy, demokracja jest wielką lipą. “Większość” nigdy dotąd nie rządziła i nie będzie rządzić. To mniejszość, i to zdecydowana, zawsze rządzi, ponieważ mniejszość jest w stanie myśleć i działać niezależnie, samodzielnie. Reszta potrafi jedynie myśleć tak, jak myśli motłoch i postępować tak, jak postępuje motłoch. Tym samym, ludzie myślący samodzielnie potrafią manipulować baranami bezwolnymi; nawet zgrupowanymi wokół urny wyborczej, gdyż usypiają ich złudzeniem, że baran też może wypowiedzieć się. Bez wątpienia, demokracja, jako metoda trzymania baranów w zagrodzie, nie jest najgorsza. Tam, nawet matoł skończony może czuć się szczęśliwy. Od czasu do czasu. Jednak, niebezpieczeństwo rządów demokratycznych zawiera się w tym, że zakulisowa mniejszość rządząca może stanowić narodowy element pasożytniczy, który pracuje na rzecz sił obcych i wrogich. Nie należy więc dziwić się, że Marks faworyzował demokrację.

Zasada większości z prawa czyni bezprawie. Rządzący nie powinni manipulować prawem. To prawo ma rządzić rządzącymi. Tym prawem jest źródło wszelkich praw na ziemi, prawo Boże, odwieczne prawo naturalne. Często ludzie zastanawiają się, dlaczego w krajach Europy Wschodniej, szczególnie w Polsce, powstało tak dużo partii i ugrupowań demokratycznych?

Otóż, okazuje się, iż rząd USA nie żałuje pieniędzy na ich rozwój. Oferuje szkolenie i pomoc techniczną. Nawet prezydent George Bush sypnął nieco grosza dla prawosławia, aby je wzmocnić oraz przysporzyć kłopotów katolikom. Żydomasoneria potrzebuje krzyżówek demokratycznych w każdym kraju europejskim. Im jest ich więcej, tym jest większy bałagan, tym woda polityczna jest mętniejsza i łatwiej jest w niej łowić ryby, a także realizować własne plany długofalowe. Przecież, Bank Europejski dla Odbudowy i Rozwoju Europy Wschodniej rozwija ruch mniejszości narodowych, czyli grup pasożytniczych, rozwija indyferentyzm i kosmopolityzm. W podobnym celu powołano do życia Europejską Konferencje do spraw Współpracy i Bezpieczeństwa, która zajęła się “ochroną praw człowieka”; a praktycznie, ochroną praw pasożyta mniejszościowego. F.D. Roosevelt proroczo przepowiedział, że w końcu wszyscy staniemy się Amerykanami.

Należy zadać sobie pytanie, czy życie w Europie Wschodniej może być lżejsze, kiedy nastanie tam kapitalizm amerykański? Wątpię. Przecież, amerykański system rządzenia trzyma większość ludzi bez kapitału i zdanych na łaskę wypłaty. W tym jest bardzo podobny do socjalizmu. To prawda, że w systemie socjalistycznym rząd nie toleruje nawet najmniejszej opozycji.

Skoro rząd socjalistyczny ma zapewnić obywatelowi wszystko, byłoby niedorzecznością domagać się od niego, aby zapewnił istnienie opozycji. Bowiem, opozycja „prawdziwa” jest sprzeciwem opartym na własności prywatnej. Jedynie niezależność ekonomiczna umożliwia stawianie oporu skutecznego. Przede wszystkim, kapitalistyczny totalitaryzm ekonomiczny jest gorszy w skutkach, aniżeli socjalistyczny totalitaryzm wojskowy. Kartel posiada tak dużą siłę, która nie tylko uniemożliwia ludziom prowadzenie buntu, ale również uniemożliwia kupowanie i sprzedawanie czegokolwiek, co nie posiada znaku handlowego monopolu. Przecież, kiedy liczba artykułów rynkowych zawęża się, despotyzm rządowy przybiera na sile. Nie ma .wówczas już miejsca ani na honor, ani na szlachetność, ani też na poczucie humoru. Monopolowy system usług społecznych zamienia ludzi w niewolników bez lojalności.

Nie należy więc dziwić się, że pierestrojka Gorbaczowa dopraszała się o więcej socjalizmu i o więcej demokracji. Wszelkie zmiany proponowane przez Gorbaczowa miały wzmocnić władanie karteli. Usuwając skorumpowany komunizm, pozostawił socjalizm w opierzeniu demokratycznym. Przecież, już w roku 1988 Gorbaczow oświadczył na forum ONZ, że jego celem jest stworzyć światową wspólnotę państw opartych o “regułę prawa”, opartych na panteistycznej doktrynie o niepodzielności. Nawrót do panteizmu nie może być postępem. Jest regresem. Tak często zapowiadany nowy porządek w świecie jest fuzją socjalizmu oraz idei rządu ogólnoświatowego. Do tego samego dążą więc Bush, Gorbaczow, Jelcyn, Havel oraz wypasiony na polskim chlebie Balcerowicz.

Masońska doktryna o niepodzielności zakłada, że wszystko musi być równe; ludzie także. Skoro w świecie rzeczywistym równość nie istnieje, jest mitem, masoni postanowili równać wszystko za pomocą siły; przemocą usankcjonowaną „ich” prawem. To jest ich „reguła prawa”. To jest ich “świat w ramach prawa”, o którym również wspomina prezydent USA Bush.

Tyle obecnie mówi się o prawie międzynarodowym, a tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że prawo jest niczym, jest bez znaczenia, o ile nie stoi za nim siła. Tym samym, każdy, kto domaga się prawa międzynarodowego, automatycznie dopomina się o międzynarodowe siły zbrojne. Tego rodzaju prawo powszechne byłoby prawem jakiego świat do tej pory nie widział. Jest to antychrześcijańska koncepcja zorganizowania świata, usiłująca usunąć z wnętrza człowieka poczucie grzechu i winy, usunąć respekt dla Bożych przykazań. W świecie proponowanym przez masonów nic nie istnieje, lecz wszystko staje się. Proszę zwrócić uwagę, że w każdym kraju “rządy demokratyczne” rozpoczynają się od utworzenia loży masońskiej. Katolicka Chorwacja nie stanowi wyjątku. Nic też dziwnego, że w imię “obrony demokracji” jest ignorowana wola przytłaczającej większości obywateli, którą łamią czołgi i samoloty Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz Banku Światowego. Tutaj, wszelkie odruchy patriotyzmu rzekomo stanowią niebezpieczeństwo dla pokoju ogólnoświatowego.

Na łamy prasy naprędce wprowadzono taki dziwoląg, jak patriotyzm globalny, który jest błędem z definicji. Wiemy już oficjalnie, że plutokracja nowojorska przystąpiła do tworzenia rządu ogólnoświatowego. Przecież, nawet Jakub P. Warburg wbijał do głowy senatorom amerykańskim, w latach pięćdziesiątych tego stulecia, że “powinniśmy mieć rząd ogólnoświatowy, niezależnie, czy to wam się podoba, czy też nie; jeżeli nie drogą wspólnego porozumienia, to przy pomocy siły”. Wojna w Iraku w pełni potwierdziła jego słowa. Tutaj, mała uwaga odnośnie wojny w Iraku. Gdyby Amerykanie naprawdę chcieli karać agresorów i złodziei na Bliskim Wschodzie, to powinni zrzucać bomby i kierować rakiety na Tel Awiw, a nie na Bagdad. Po prostu, w Kuwejcie nigdy nie było wolności i demokracji. Stąd, nie było powodów, aby szczególnie tam odrestaurowywać swobody demokratyczne. Ta wojna służyła interesom żydostwa międzynarodowego oraz izraelizmu brytyjskiego. Jakiekolwiek popieranie tej wojny było popieraniem kłamstwa; a właściwie, całej serii kłamstw. Tutaj , honor narodowy, który w innych okolicznościach jest wyszydzany przez dziennikarzy liberalnych, wykorzystano do przeprowadzenia kolejnej rzezi, zaplanowanej przez Izrael.

O ironio, ludobójcy widzą w sobie bohaterów. W istocie rzeczy, w owej rzezi Persów nie było ani krzty honoru, ani też dojrzałości narodowej. – Tak na marginesie, to najzagorzalszymi zwolennikami karnej ekspedycji, wojskowej Busha, w Zatoce Perskiej, byli członkowie Rotary Club. Ci zawsze chodzą na smyczy żydowskiej. Wiadomo, biznesmeni. – Nowy porządek w świecie? Porządek, który zaproponował światu George Bush, nie jest ani nowy, ani też nie jest porządkiem. Jest to stary i wyświechtany masoński burdel polityczny oraz gospodarczy.

Ani George Bush, ani też Icek Szamir w skrytości ducha nie pragną pokoju, gdyż wojny dają im siłę we władaniu narodami. Przecież, na banknocie jednodołarowym, który symbolizuje religię masońską Ameryki, tłem dla piramidy trzynastowarstwowej jest pustynia symbolizująca zniszczoną wojnami Europę chrześcijańską. Religia masońska jest religią zysku. Wojny na starym kontynencie zawsze dawały żydomasonom bajońskie sumy zysku. Stąd, mason zawsze modli się do Ozyrysa o błogosławieństwo w prowadzonej wojnie. George Bush uczynił to publicznie, w dniu 17 stycznia 1991 roku.

Pomysł rządu ogólnoświatowego nie jest nowy. Żyd Adam Weishaupt, twórca Zakonu Illuminatów w dniu 1 maja 1776 roku, był przekonany, że jest konieczne, aby ustanowić reżym uniwersalny oraz imperium obejmujące cały świat. W swoich zwierzeniach był szczery; “Książęta i narody muszą zniknąć z powierzchni ziemi”. Po nim, Albert Pike, członek stowarzyszenia teozoficznego i papież masonerii, w swojej książce “Morals and Dogma” która stała się biblią masońską, stwierdził wyraźnie, że “powinniśmy być panami nad rządzącymi tym światem”. Zawsze, kiedy człowiek upadły dąży do jednostajności politycznej, z pominięciem prawa Bożego, to buduje utopię, czyli podąża do nikąd. Usiłuje budować nową wieżę Babel, usiłuje dotrzeć do nieba przy pomocy śmiercionośnych zabawek technologicznych. Chce być bogiem,, gdyż wówczas będzie mógł wypracować własną “prawdę”.

Tak, historia budowy współczesnej wieży Babel rozpoczęła się od Adama Weishaupta, poprzez Karola Marksa, Lejbę Trockiego, Bela Kuhn, Rosę Luxemburg, czy Emmę Goldman, a na Gorbaczowie i George Bush kończąc.

Muszę tutaj przypomnieć, że dzień 1 maja jest dniem poświęconym bożkowi Słońcu, czy też Lucyferowi, księciowi światła i ważnej postaci w religii masońskiej. Z tego też względu, w dniu 1 maja Adam Weishaupt założył Zakon Illuminatów, a komuniści i socjaliści uznali ten dzień za swoje święto oficjalne. To pozostało im po neoficie Marksie, który również był satanista i czcił Księcia światła. Tego nauczył się od Mojżesza Hessa. Podobnie, jak socjalista francuski Pierre Proudhon, Karol Marks zaczął nosić włosy niestrzyżone oraz brodę niestrzyżona; co było charakterystyczne dla członków satanicznego kultu, prowadzonego przez kapłankę sataniczna Joannę Southcott, kultu, do którego obaj należeli.

Dla przypomnienia, parę słów o wieży Babel (Rodź. 11), której wierzchołek miał sięgnąć nieba. W czasie jej budowy, mieszkańcy ziemi mieli jedną mowę. Nie było narodów i nie było państw. Kiedy „Pan zstąpił z nieba”, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, i rzekł: “Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem, w przyszłości nic me będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczcić Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego”. W ten sposób, Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi; i tak nie dokończyli budowy. Z woli Bożej powstały narody i państwa; aby człowiek więcej nie sięgał nieba z pominięciem Boga, swego Stwórcy.

Dzisiaj, masoni ponownie pragną wprowadzić na całej ziemi jedną mowę, jeden rząd i jedno państwo ogólnoświatowe, aby nic nie było dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Nie jest przypadkiem, że socjaldemokratów cechuje nienawiść do religii chrześcijańskiej. Organ “Socialdemokrat”, z 25 maja 1880 roku, otwarcie podał do wiadomości, że “kiedy Bóg jest usunięty z mózgu ludzkiego, cały system darów łaski Bożej schodzi na ziemię, a kiedy niebo jest uznane jako wielkie kłamstwo, ludzkość podejmuje się ustanowić niebo tutaj. Zatem, ktokolwiek zaatakuje chrześcijaństwo, jednocześnie atakuje monarchię i kapitalizm”. W latach dwudziestych tego stulecia, “nowy porządek w świecie” był rozumiany jako internacjonalizm. Jest to zwrot używany przez ludzi, którzy pragnęli socjalizmu i rządu ogólnoświatowego.

Już teozofka Helena Bławacka była przekonana, że dwoma głównymi kanałami, które poprowadzą ludzkość do rządu ogólnoświatowego, z jedną religią synkretyczną, są Kościół i masoneria. Kościół powszechny, jako powiązanie okultyzmu i chrześcijaństwa, miał powstać pod koniec XX wieku. Przecież, szatan nie może zapanować nad światem dopóty, dopóki nie powstanie jedna religia oddająca mu cześć. Taka religia jest punktem docelowym wszystkich ruchów wywrotowych. Nic więc dziwnego, że Stowarzyszenie Teozoficzne zostało założone przez masonów, przez wyznawców “mądrości starożytnej”. Wspólnie popularyzują panteistyczną teorię o niepodzielności, która zabija w człowieku poczucie patriotyzmu, zabija wierność Bogu, Ojczyźnie i Narodowi. Ruch „New Age” również sięga do teozofii. „Arcane School”, założona przez czołową aktywistkę tego ruchu, Alice Bailey, okazała się być składową firmy Lucis Trust. Obecnie, Kościół, masoneria i szkolnictwo są głównymi kanałami, poprzez które ruch „New Age” usiłuje budować „novus ordo seclorum”.

Synkretyzm jest po prostu panteizmem, doktryną głosząca, że wszystko co istnieje stanowi jedną całość. Zatem, przedwielkimi przemianami społecznymi, ludzie musza zaznać wielkiej przemiany wewnętrznej poprzez medytacje okultystyczna Orientu. Mamy stać się poganami. To ma być droga do pokoju ogólnoświatowego. Popularyzując okultystyczna medytację orientalna mamy rzekomo uzyskać świadomość globalne, lub inaczej, mamy uzyskać stan jednoświatowego bezmóżdźa.

Idea jednego ducha i jednej myśli jest herezja, gdyż głosi praktycznie, że nikt nie jest odpowiedzialny za swoje uczynki. Do jej popularyzacji służy uprawianie medytacji transcendentalnej, jogi i wizualizacji. Prefekci generalni katolickich zakonów męskich i żeńskich maja być specjalnie przeszkoleni w zakresie wdrażania medytacji orientalnej. Do tego celu ma być wykorzystana Pontyfikalna Komisja do spraw Pokoju i Sprawiedliwości, jezuici oraz organizacje laityfikatu żeńskiego (lektorki i rozdawaczki komunii Św.). Owa indoktrynacja ma miejsce od roku 1976. Masoni maja duże nadzieje, że pewnego dnia papież ogłosi na forum ONZ jedna religię ogólnoświatowa. – Czyżby spotkanie w Asyżu, w 1986 roku, spotkanie urągające pierwszemu przykazaniu Bożemu, miało być tego zapowiedzią? – Duży nacisk położono na penetrację zakonów żeńskich i pozyskanie zakonnic, gdyż większość z nich jest związana z nauczaniem. To zakonnice “postępowe” maja przysposobić katolików do “nowego porządku w świecie”, wdrażając nowy system nauczania, zwany edukacja globalna. Chodzi tu o wykładanie w szkołach ideologii kultu „New Age”, ideologii lansującej patriotyzm globalny(?).

Przy tym, nie zapominaj, katoliku, o miłości, o miłości za wszelką cenę; nawet z kozą i z własnymi tenisówkami, gdyż rzekomo wszystko na świecie ma być miłością. Przecież, to się pokrywa z wyświechtaną już ideologią liberalizmu.

Powtórzę tutaj, do znudzenia, że liberalizm jest takim sposobem myślenia i działania, jakby Pan Bóg nie istniał w ogóle i jakby Jezus Chrystus nie był postacią historyczną. Niestety, liberalizm uznał, że człowiek jest ekonomiczną maszyną produkcyjną; zatem, liberalizm łączy ze sobą marksizm i kapitalizm. Przecież, jednym z głównych problemów kapitalizmu dziewiętnastowiecznego było to, że robotnik nie mógł uczestniczyć we Mszy św., gdyż musiał pracować w niedzielę. Cóż, zrodzony z liberalizmu determinizm naturalistyczny, w skład którego wchodzi ewolucyjne programowanie genetyczne, korygowanie reakcji grup społecznych, czy też instynktualizm Freuda, włączając w to bodźce i zachęty marksistów, determinizm zaprzeczający istnieniu wolnej woli człowieka, jest po prostu idiotyczny, gdyż usiłuje rozkazywać maszynie, którą stworzył, usiłuje jej radzić, chwalić, zachęcać i oskarżać.

Dalej, to dla człowieka-automatu wiadomości stały się tak samo ważne, jak ważną była kiedyś religia dla katolika. Nic więc dziwnego, że obecnie ludzie poświęcają dużo czasu i uwagi dla wydarzeń, na które nie mają żadnego wpływu i które ich nie dotyczą. Każdego dnia, oglądają nieszczęście ludzkie i czytają o nim, lecz to dotyczy „innych” ludzi. Tym samym, środki masowego przekazu budują w ich wyobraźni iluzję o możliwości prowadzenia życia bez większych problemów i bez kłopotów, a nawet iluzję o nieśmiertelności.

Płynąca ze środków masowego przekazu iluzja ulgi działa jak narkotyk, czyli „oszukuje”. To nie są wiadomości, lecz informacje miłe dla ucha i oka odbiorcy. Ponadto, tragedią naszych czasów jest to, że ludzie wierzą w mordy masowe tylko wtedy, gdy je widzą na ekranie telewizora; nawet wówczas, gdy są faszerowani papką irracjonalną w stylu „Holocaust®” sześciu milionów. Zatem, czy należy dziwić się, że Głupolacy zawsze mówią to, co telewizja zażydzona każe im mówić? Nie!

Tak, dzisiejsze środki przekazu masowego są wypełnione informacjami zawyżającymi poziom andrenaliny u odbiorcy. Często dostarczają mu wyimaginowaną sytuację zagrożenia, która w pewnym stopniu rozładowuje napięcie psychiczne wywołane znojem dnia powszedniego. Mamy więc informacje o rozwodach, o gwałtach zadawanych kobietom i dzieciom, o wizji Europy bez granic, bez własności prywatnej i bez kościołów katolickich. Coraz częściej słyszymy o obiecywanej erze nowego porządku w świecie. Proszę zwrócić uwagę, że jest prowadzona akcja ogólnoświatowa wymierzona w narodowy system Obrony i Bezpieczeństwa. Widać to w Niemczech, w Rosji, w Salwadorze itd. Chodzi tutaj o podcięcie autorytetu u dowódców, o zachęcenie żołnierzy do warcholstwa, do buntów i dezercji. Nastała więc wymuszona moda na procesy zbrodni wojennych. To tak, jakby wojna miała być wolna od zbrodni? Wystarczy tutaj wspomnieć o “akcjach humanitarnych” zawodowych morderców amerykańskich w Iraku. Ci jednak zostali uznani za bohaterów, gdyż budują „novus ordo seclorum”.

Masoni wierzą, iż odrzucony przemocą autorytet tradycyjny, autorytet władzy, z tak wielkim mozołem budowany przez cywilizację łacińska, umożliwi im stworzenie doskonałego systemu sekularystycznego. Laureat nagrody Nobla, prof. B.F. Skinner, w swojej książce pt. “Beyond freedom and Dignity”, oświadczył wprost, że “dłużej już nie możemy tolerować wolności, i musi być zastąpiona kontrola nad człowiekiem, nad jego postępowaniem i jego kulturą”. Tradycyjna doktryna katolicka ma być usunięta z powierzchni ziemi. Nastanie zapewne dyktatura nowej religii: adoracja Człowieka i jego Rozumu. Nastanie dyktatura religii humanistycznej.

Istotnie, to nie komunizm jest największym zagrożeniem dla człowieka XX wieku. Liberalizm nim jest. Przecież, zliberalizowane Stany Zjednoczone Ameryki Północnej są obecnie najbardziej ateistycznym państwem na świecie. Butna Ameryka fascynuje się zboczeniem umysłowym, obsesją, która przeczy nawet temu, czemu złe duchy nie są w stanie zaprzeczyć. Wiara w Boga jest faktem powszechnym na przestrzeni całej historii rodzaju ludzkiego. Prawdziwi badacze natury nie mogą być niedowiarkami, gdyż prawo naturalne i prawo Boże stanowią jedno. Wiara w Boga przychodzi człowiekowi w sposób naturalny. Nawet dzikus wierzy w istnienie jakiegoś tam “Boga”. Zatem, niewiara w Pana Boga musi być wyuczona. Proszę zauważyć, że teizm stopniowo przeobraża się w ateizm, który jest nienawiścią do Boga.
Nic dziwnego, że obowiązująca w Ameryce religia humanizmu sekularystycznego, która przyjmuje wszechświat jako samoistniejący, a nie stworzony, jest obecnie religią obowiązującą we wszystkich szkołach publicznych. Jest prowadzona zmasowana kampania propagandowa, aby usunąć ślady chrześcijaństwa nie tylko ze szkół, ale i z urzędów oraz z instytucji publicznych, a praktycznie, usunąć z powierzchni ziemi.

Dalej, skoro wszechświat ma być samoistniejący, skoro człowiek powstał z niczego, jako wynik ciągłych przemian, to dla humanistów Pan Bóg nie istnieje. Nie ma więc kto odpowiadać na modlitwę ludzką. Tym samym, humaniści z uporem dzięcioła usiłują oddzielić moralność od przepisów prawnych. Powiedzmy, sprzeciw Jacka Kuronia, co do uprawomocnienia zasad moralnych, opiera się na przekonaniu, że nikt nie ma prawa zmuszać ludzi do robienia tego, co jest słuszne. Kuroniowa półprawda całkowicie ignoruje funkcję prawa, jako podstawowej instytucji odnośnie prowadzenia życia godziwego, mądrego i zdrowego fizycznie, oraz duchowo. Każdy system prawny musi opierać się na zbiorze przekonań religijnych. Zawsze, kiedy ustawa prawna zostaje przeforsowana, pewien zbiór, przekonań góruje nad pozostałymi. Bowiem, życie publiczne wymaga podejmowania decyzji, które nieuniknienie odzwierciedlają osąd moralny. Tym samym, wizja społeczeństwa pluralistycznego, gdzie każdy pogląd jest traktowany jednakowo, jest wizją utopijną, która nie jest w stanie sprawdzić się w życiu codziennym. Bowiem, w społeczeństwie pluralistycznym obowiązuje anarchia ustawodawcza, która skacze od jednego zbioru zasad moralnych, do innego. Stąd, dochodzi do wielkich nieporozumień w sądach, gdzie obowiązują sprzeczne ze sobą zasady moralne; jak powiedzmy zasady żydowskie i chrześcijańskie.

Dobrym przykładem może tu być zalegalizowanie przerywania ciąży; czyli, zalegalizowanie morderstwa bezbronnych. Jest to usuwanie “podludzi” z powodu przekonania, że nie będą w stanie żyć szczęśliwie. Zatem, nie mają prawa urodzić się. Są już robione wysiłki, aby karać sądownie tych rodziców, którzy dopuścili do urodzenia się dziecka kalekiego. Nic więc dziwnego, że nie tak dawno temu, bo w roku 1982, w Ameryce demokratycznej, rodzice zrezygnowali z opieki nad noworodkiem kalekim. Miało to miejsce w Bloomington, Indiana, USA. Po prostu, niemowlę przestało być karmione. Pielęgniarki szpitala otrzymały nakaz zamorzenia pechowca głodem. Dziecię zostało zamknięte w szafie, którą zaplombowano. Po sześciu dniach płaczliwych, zmarło z głodu. Sąd lokalny zadecydował, że „Infant Doe” nie ma prawa do życia. Istotnie, po co nam pechowcy? Przecież, w nadchodzącej erze mamy być bogami!

Kiedy odrzucamy formę, w jakiej Pan Bóg nas stworzył, i nabieramy przekonania, że nasze szczęście jest zagrożone z powodu ułomności, to wówczas jesteśmy skłonni przyjąć brednie humanistów, które usprawiedliwiają zwyczaj usuwania ciąży. Kiedy odrzucamy autorytet Boży, to jesteśmy skłonni przyjąć zachętę humanistów do buntu w imię “kontroli własnego ciała”; czy ogólnie, w imię “praw kobiet”. Nic więc dziwnego, źe finałem każdego humanisty ma być eutanazja, lub samobójstwo. Taki jest bowiem finał odrzucenia planów Bożych odnośnie życia każdego człowieka. Do tego samego prowadzi robienie z ciała ludzkiego chlewu dla świni zwanej rozpustą. Tę myśl rozwinę w rozdziale drugim.

Oparta na sekularyźmie amerykańskim wizja Europy zjednoczonej , a zarazem indyferentnej, jest kolejną próbą skolektywizowania wszystkiego i wszystkich, włączając w to sumienie ludzkie. Masoni oferują nam królestwo bestialstwa wyrafinowanego, w którym jedynie martwy narodowiec i patriota będzie obywatelem dobrym. Bowiem, przywiązanie do ojczyzny oraz do rodziny przez wieki uniemożliwiało żydom odbudowę świątyni Salomona i sprowadzenie na ziemię ich mesjasza. O ile dobrze pamiętam, mesjasz żydowski ma przyjść wówczas, kiedy to każdy żyd uniezależni się całkowicie od gojim. Z Objawienia św. Jana wiemy, że Bestia będzie miała rogi podobne do rogów baranka, a tym samym, będzie mówiła jak smok. Wyłoni się z ziemi, spomiędzy żydów. Będzie fałszywym mesjaszem i królem. Wprawdzie, nie pierwszym w historii żydostwa, ale ostatnim. Żydzi przyjmą tego Człowieka Grzechu, gdyż popadłszy w apostazę, stali się osobistymi wrogami Chrystusa Króla. Zawsze apostaza poprzedza nadejście sądnego dnia oczyszczenia. – Swoją drogą, czy może być lepszy materiał na Człowieka Grzechu, jak “naród wybrany”? –

Tutaj, tyrania jest dla żydów koniecznością. Tym samym, mason, jako żyd sztuczny, pomaga im w budowaniu despotyzmu ogólnoświatowego jak tylko potrafi.

Sekularyzm i indyferentyzm muszą być wyuczone. Stąd, nasze wyższe uczelnie zostają przeładowane elementami pasożytniczymi; aby pozbawić je naturalności, aby pozbawić je funkcji tradycyjnej, tj. kształcenia i ucywilizowywania kadr narodowych, dostarczania narodowi elity przywódczej, która poprowadzi pokolenia następne, kultuwowania tradycji narodowej i tym samym, umożliwienia narodowi wypełniania misji dziejowej. Profesorowie są zmuszani do bycia “miłymi” dla każdego zboczeńca, nawet kosztem prawdy rzucającej się w oczy. Powiedzmy, nie wolno już przypominać panience, że różni się od mężczyzny, ponieważ ta może zrezygnować z rozbudowywania muskulatury, z masturbacji oraz z lesbianizmu, i postanowi zostać wierną żoną, i matką. Przecież, wymuszana adoracja “miłości”, za wszelką cenę, pozbawia nas naturalności. Przemocą zdejmuje spodnie z mężczyzny i nakłada je kobiecie; nawet wówczas, gdy ranią krocze.

Nasze dzieci są wychowywane przez telewizję. Wyrastają w chaosie moralnym, kulturalnym i narodowym. Osiągając wiek dojrzałości, nie mają wyrobionego poczucia tożsamości narodowej. Są indyferentami gotowymi płynąć z każdym prądem, nie zważając dokąd podąża. Jak kawałek kału na wodzie. Słowa każdego krzykacza przyjmują jako własne, bez najmniejszego krytycyzmu. Starają się być zawsze na wierzchu. Komuś może zaimponować tak duża oszczędność energii. Cóż, bezsensowność takiego zachwytu zawiera się w tym, że kał nie ma energii i mieć nie może. Jego rola naturalna jest służebna, pasywna. Jest nawozem „dla innych”.

Tak powstała próżnia moralna daje wprost nieograniczone możliwości dla grup pasożytniczych, dla grup “mniejszości narodowej”, z których żydowska korzysta najwięcej. Żyd, od początku swego istnienia, zawsze stanowił mniejszość; niezależnie, gdzie przebywał. Dążąc, historycznie, do zagarnięcia “wszystkiego złota i srebra świata”, musi rozwijać ideę grup mniejszościowych, musi być obecny wszędzie tam, gdzie istnieje złoto i srebro. Kiedy nie jest w stanie kontrolować sytuacji, z powodu niedostatecznej ilości współplemieńców, niezwłocznie wywołuje epidemie, wojny wyniszczające gojim, lub też krzewi modę na rozwiązłość jałową i przerywanie ciąży. Tak, to nie przeludnienie zagraża światu, lecz zachwianie równowagi rasowej zagraża żydostwu. Stąd, zamiast młynów i piekarń, w ruch poszły fabryki prezerwatyw i pigułek antykoncepcyjnych, fabryki pomp wysysających płód itp. Jednocześnie, zażydzone środki masowego przekaz i lansują wszelkie formy zwyrodnienia erotycznego, które są jałowe, które uniemożliwiają posiadanie dzieci.

http://marucha.wordpress.com/2012/07/25/gigantomania-1/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 lip 2012, 11:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Gigantomania (2)

Fragmenty książki Romualda Gładkowskiego “Gigantomania” (Toronto 1992), nadesłał p. PiotrX.

Poprzednia część:

•http://marucha.wordpress.com/2012/07/25/gigantomania-1
(…)

Niestety, “postępowi” księża katoliccy mają swój wkład w odmóżdżaniu stopniowo wymierających Europejczyków. Żyd nigdy nie był w stanie dorównać intelektualnie Europejczykowi; nawet oszukując. Stąd, kładzie duży nacisk na mieszanie ras. Wiadomo, jednooki może być królem wśród ślepców. Zatem, żyd czuje się najlepiej wśród mieszanki azjatycko-afrykańsko-europejskiej.

Kosmopolityzm naszych czasów jest wymysłem żydowskim. Widać to wyraźnie na uniwersytetach amerykańskich. Dalej, wielokulturowość żydowska nie tylko zniekształciła nauczanie literatury europejskiej, historii, filozofii oraz antropologii, ale również sfałszowała treść Nowego Testamentu. W tej sytuacji, strategia zalecana przez Kościół cierpiący: “Módl się (cicho) i siedź cicho”, musi prowadzić do nikąd. Bowiem, wielkość i wybitność nie mogą koegzystować z egalitaryzmem. Bez poczucia godności i honoru prawda nie może zwyciężyć.

Księża “postępowi” ulegli protestantyzacji; przyjmując bałwochwalczy stosunek do żydów i do wszystkiego co jest żydowskie, włączając w to Izrael i pieniądze Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród katolików szerzy się herezja dyspensacjonalizmu. Jej wyznawcy wierzą, że żydzi współcześni są ludźmi wybranymi przez Boga, a powstanie państwa Izrael, w roku 1948, ma być wypełnieniem przepowiedni biblijnych. Wierzą także, iż pewnego dnia wszyscy żydzi nawrócą się; chociaż, zdania są podzielone jak to ma stać się.

Przede wszystkim, tego rodzaju zbieranina przestępców i krwiopijców nie może być ludem Bożym. Z definicji. Zburzenie Jerozolimy przez Tytusa, w roku 70, przepowiedziane przez Chrystusa, potwierdziło, że Pan Bóg odwrócił się plecami do judaizmu. Krzyżując Chrystusa, żydzi wbili ostatni gwóźdź do Własnej trumny. To Kościół Chrystusowy jest nasieniem Abrahama, a nie Icek Szamir z Izraela, czy też Ivan Boesky z USA. Jeżeli Episkopat Polski widzi w Adamie Michniku skarabeusza świętego, to jest to jego sprawa. Jednak, nikt nie ma prawa wymuszać na Polakach, aby przypisywali Panu Bogu to wszystko, co budzi w Nim odrazę i przyprawia o gniew.

Ponadto, dzisiejsze Mośki i Icki są w większości rasowo rozmytymi potomkami Turków i Hunów. Źydostwo polskie wywodzi się z Chazarów. Bułan przyjął judaizm w roku 740. W obecnym świecie, z całej masy żydowskiej zaledwie pięć procent może naprawdę nazywać siebie współplemieńcami żydowskimi. Bowiem, nie każdy, kto zna hebrajski i jidisz, jest żydem. Nawet, gdy utracił napletek, lub “ma w poprzek”.

Zatem, który to Izrael ma być zbawiony? – Jak długo w Nowym Testamencie będą obecne listy św. Pawła i Dzieje Apostolskie, tak długo odpowiedź na to pytanie będzie jednoznaczna. Wystarczy tylko ustalić, kto jest tym “Izraelem”? Tworzą go ci wszyscy, którzy uwierzyli w Chrystusa Króla. Jest to Izrael duchowy. Każdy katolik jest duchowym spadkobierca Abrahama. Z kolei, dla Izraela judaistycznego, okultystycznego i ateistycznego, nie ma żadnych obietnic i nie ma żadnych nadziei. “Wielki ucisk” był w roku 70, po zdobyciu Jerozolimy. Można jeszcze dołożyć do tego prześladowania Nerona, które “docierały” neofitów. Po tych wydarzeniach, „finito”. Dla talmudysty nie ma żadnych nadziei na rok 2000.

Gdybyśmy byli ludźmi bardziej praktycznymi życiowo, to przywiązywalibyśmy mniej uwagi do tego, co żyd mówi, a więcej do tego, co żyd robi. Odłożylibyśmy na bok motywacje jego postępowania i ocenialibyśmy go na podstawie skutków jego obecności w naszych szeregach. Wówczas, podejmowalibyśmy właściwe działanie prewencyjne. Przecież, bez najmniejszej przesady, wszystko, co żyd robi, jest dla nas szkodliwe. Zapewne, wychodząc z założenia, że gojim nie potrafi już czytać, żyd Maurice Samuel napisał wprost, w swojej książce pt. “You Gentiles”, że “my Żydzi, my, niszczyciele, na zawsze pozostaniemy niszczycielami”. Na temat “sprawiedliwości żydowskiej” wystarczy zapytać pierwszego lepszego Palestyńczyka. Nie zapominajmy też, że żyd ortodoksyjny modli się codziennie: “Dzięki ci Boże, że nie uczyniłeś mnie gojim, niewolnikiem, czy też kobietą”. Jest przekonany, że Pan Bóg stworzył mu kobietę i gojim po to, aby nie musiał spółkować z bestiami.

Kiedy żydzi wkraczają do narodu zwartego, jako obcokrajowcy, instytucje rodzime są dla nich zamknięte. Muszą więc stworzyć sobie warunki umożliwiające penetrację i kontrolę zorganizowania narodowego. Temu służy kosmopolityzm, wielokulturowość, rozwiązłość prowadząca do braku dyscypliny wewnętrznej i ogólnie, socjaldemokracja. Z tego względu, żydzi bez wytchnienia nawołują do zmian, do zmian za wszelką cenę, co nazywają postępem. Dla nich, nie jest ważne co zmienia się na co i jakie to przyniesie skutki. Liczy się głównie to, że tradycja i zwartość narodowa zostają przerwane.

Przy tym, zawsze są obecni po obu stronach barykady. Jeżeli, powiedzmy, popularyzują modę na rozwiązły styl życia i modę na aborcję, to zawsze znajdą się żydzi, którzy będą obecni wśród ugrupowań potępiających sodomię i dzieciobójstwo. Zwykle, są to żydzi “nawróceni”; jak zawodowi dysydenci Michnik, Kuroń i Mazowiecki, czy też rzeźnik dziecięcy B. Nathanson, który kiedyś robił forsę na aborcji, a teraz robi to samo na jej zwalczaniu.

Penetrację środowisk ułatwia im celowo wzniecany wrzask na temat antysemityzmu. Wiadomo, nikt nie chce być antysemitą. Katolik pragnie tylko, aby Semita zajął się swoimi sprawami i pozostawił nas, gojim, w świętym spokoju. Szczególnie politycy boją się pomówienia o antysemityzm. Z wiadomych względów. Stąd, każdy polityk, próbujący sprzeciwić się perfidii żydowskiej, w swojej naiwności szybko rozgląda się za towarzystwem “przyjaznego rabina”, aby tym udowodnić, że nie jest antysemitą. 0 to właśnie żydom chodzi. Bowiem, “rabin przyjazny” jest koniem trojańskim w nowopowstałej organizacji patriotycznej. Zawsze, obecność choć jednego żyda w ruchu narodowym zepsuje powietrze do tego stopnia, że ludzie zaczynają patrzeć na ruch sceptycznie. Widać w nim kolejną błazenadę polityczną, którą ludzie są już zmęczeni, i dla której szkoda czasu i atłasu. O to właśnie żydom chodzi. Na ten wyświechtany chwyt żydowski dali się nabrać Jean-Marie Le Pen, Patrick Buchanan, i nawet nasz rodzimy autor “Słupa Janowskiego” (pomysł słupa jest bardzo dobry i godny rozpowszechnienia po całej Polsce).
Powiedzmy, sytuacji Le Pena nie poprawia nawet to, że arcybiskup Paryża, kardynał Lustiger, przyjął go chłodno i arogancko. Bowiem, szczur wyczuwa pierwszy, że statek przecieka i może zatonąć.

Nieżydzi łatwo dają się nabierać na starą pułapkę, dzieląc żydów, w rozumowaniu politycznym i ekonomicznym, na “dobrych” oraz na “złych”. Konsekwencje takiego podziału zawsze były katastrofalne w skutkach.

Bowiem, w praktyce, każdy żyd ortodoksyjny, neokonserwatywny, przechrzta katolicki i jakikolwiek istnieć może, wierzy w istnienie przymierza pomiędzy bogiem żydowskim, a ludem żydowskim. Wierzy w to, że istnieje żyd “wybrany”, który ma z tego tytułu specjalne przywileje. Według Talmudu, niebo i ziemia zostały stworzone przede wszystkim dla żydów. Nadal dla żyda grzechem najcięższym jest mesira [1] .

Tak bardzo głęboki rasizm żydowski musi być zgubny dla naiwnego gojim: “Ssać będziesz mleko narodów i piersi królewskie ssać będziesz” (Iz 60;16). Stąd, każda grupa żydowska jest grupę pasożytnicze; a państwo Izrael może być tutaj najlepszym przykładem, że tak jest [2].

Kiedy utworzony przez żydów komunizm przestał spełniać zamierzone rolę, kiedy z roku na rok stawał się coraz bardziej nacjonalistyczny i patriotyczny, to żydzi, widząc, że przegrywają, przyłączyli się do opozycji tradycyjnie antykomunistycznej. Stali się “dysydentami”. Żyd zawsze rozpoczyna płacz zanim dostanie w mordę. Dzięki poparciu wielkiego kapitału żydowskiego, w krótkim czasie poczęli przewodzić opozycji antykomunistycznej; powiedzmy, stali się przywódcami w Solidarności. Stopniowo rekonstruując socjaldemokrację i mając do dyspozycji środki masowego przekazu, są w stanie zachować tożsamość, mogą mieszać ludziom w głowie, mogą być pasożytami i niszczycielami.

Pragnąc być dobrze zrozumiany, muszę wyraźnie podkreślić, że wszelkie twierdzenie, iż każdy żyd jest urodzonym szubrawca, byłoby powielaniem rasizmu żydowskiego, byłoby twierdzeniem, że wszystko co jest “koszer”, jest “trefne”; czyli, byłoby nonsensem.

Każdy z nas może spotkać żyda, który okaże się być ludzki, towarzyski i nawet uczciwy. Krótko mówiąc, da się lubić tak długo, jak długo pozostawimy na boku żywotne interesy żydostwa.

Stąd, na podstawie osądu „prywatnego” możemy wierzyć w możliwość istnienia “żyda dobrego”. Jednak, skoro jesteśmy częścią narodu, mamy obowiązki społeczne, które zabraniają nam robić wyjątki w oparciu o spostrzeżenia prywatne. Obowiązuje nas solidarność narodowa. Kiedy trwa wojna, to wszelkie gesty wyjątkowe przynoszą skutki zgubne. Zatem, każde postępowanie polityczne, na forum międzynarodowym, oparte na własnym widzi mi się, może być uważane za zdradę narodową.

Tradycja cywilizacji łacińskiej rozgranicza osobę prywatną od osoby piastującej funkcję polityczną i społeczną. Osoba prywatna ma prawo postępować zgodnie z wolną wolą i powiedzmy rozdawać ubogim majątek własny, miłować kogo tylko się da i co tylko się da, nawet kopiąc sobie tym grób. Może być ukarana wówczas, gdy przekroczy obowiązujące prawo, gdyż łamanie prawa jest już wchodzeniem na teren publiczny. Dalej, skoro wszelkie funkcje polityczne i społeczne są publiczne, więc pracownicy rządowi, ministrowie i ambasadorzy nie mają prawa trwonić lekkomyślnie majątku narodowego, nie mają prawa podejmować decyzji, z tytułu pełnionej funkcji, w oparciu o jakość spędzonej nocy z podstawioną im kurtyzaną, czy też na podstawie otrzymanych prezentów i obietnic od “uczynnego” partnera handlowego. Nie mają prawa brukać imienia i honoru narodu, który reprezentują. Nie mają też prawa “nadstawiać drugiego policzka”, kiedy otrzymali uderzenie w pierwszy; bo tak nakazuje “Pismo”. Przede wszystkim, “Pismo” nakazuje rzeczy krańcowo odmienne w odmiennych sytuacjach. Powiedzmy, król zapraszający na ucztę weselną wysyła wojsko w celu zniszczenia tych, którzy wymordowali mu posłańców.

Wprawdzie, Jezus Chrystus jest dobrym pasterzem, ale jest też sprawiedliwyn królem. Dalej, wolna wola może działać sprawnie tylko wówczas, kiedy rozumiemy dobrze, które sytuacje są dla nas realne oraz zgodne z odwiecznym prawem naturalnym. Skoro prawda czyni ludzi wolnymi, jest kwestią życia i śmierci, aby móc uwolnić się od propagandy kłamliwej, wyrabiającej w nas fałszywe wyobrażenie o otaczającym świecie.

Przekonanie, że kiedy odpowiemy miłością na nienawiść, to nienawiść przeobrazi się w miłość, jest niebezpiecznie naiwne. Podobnie jak przekonanie, że dzielenie się wiedzą i majątkiem narodowym z hordami dzikusów nakłoni ich do pracy i do odpowiedzialności za własną przyszłość. Altruizm jest rzeczą dobrą we wnętrzu narodu. Stosowany na skalę międzynarodową, rujnuje dobroczyńcę. Szczególnie naiwnym jest przekonanie, że okazywana żydowi miłość masochistyczna nakłoni go do porzucenia bożka plemiennego Jehowy. Okazywanie żydowi miłości, czy też nienawiści, jest tak samo bezsensowne, jak żywienie nienawiści do tasiemca, lub do szczura. Po prostu, chcąc mieć porządek w brzuchu i w zagrodzie, należy zabronić tasiemcowi i szczurom wstępu. Nie ma powodów racjonalnych, aby ich nienawidzieć i jednocześnie trzymać na swojej posesji.

Ostatnio, w czasie rozmowy z politykiem amerykańskim napomknąłem, z odcieniem smutku, o krecich wyskokach antynarodowych Kościoła katolickiego w Polsce. Mój rozmówca przypomniał mi, że Kościół katolicki jest gotów kolaborować z każdym, włączając w to żydów, kto przyczynia się do umocnienia jego interesów. Kościół, jako całość, jest ogólnie prożydowski i takim pozostanie tak długo, jak długo nie nabierze przekonania, że popieranie ruchu narodowego może przynieść mu większe korzyści. – Automatycznie, stanęła mi przed oczami osamotniona postać uciekającego króla Jana Kazimierza w czasie potopu szwedzkiego, cesarzowa Maria Teresa ze łzami w oczach podpisująca traktat o rozbiorach Polski, oraz cienie księży jezuitów pozostawionych na pastwę losu wśród dziczy amerykańskiej po rozwiązaniu Zakonu.

Dalej, przypomniałem sobie również ostatnią wypowiedź doradcy teologicznego papieża Jana Pawła II, dominikanina Georges Cottier, na temat masonerii; że nie jest sektą, że w swej większości jest ruchem pozytywnym, że biskupi należą do niej od dawna itd., itd. To jest oficjalne stanowisko Watykanu. Czyżby Watykan przygotowywał się do wrzucenia prochów papieża Leona XIII do Tybru?

Czyżby i tutaj wywarła swój wpływ “pechowa trzynastka”?
Korzystając z mojej zadumy, rozmówca dodał, iż mając do czynienia z lawirującym Episkopatem Polskim byłoby naiwnością spodziewać się, że pozostawioną przez komunistów próżnię polityczną wypełnią narodowcy, księża patrioci, czy też ludzie dobrej woli. Zapełni ją ten sam gatunek kłamców bezdusznych, wyzbytych jakichkolwiek skrupułów pozerów politycznych, podobnych do tych na Zachodzie zażydzonym, którzy jak robactwo wypełzną na wierz mas socjaldemokraty żujących, dzięki wrodzonym zdolnościom do oszustw, do przetargów, do pochlebstw i do pozerstwa.

Są to ci Polacy, którzy współpracują z Żydami tak w Solidarności, jak i poza nią. Spójrz, przyjacielu, na Lecha Wałęsę. – Przekonywał mnie mój dyskutant. – Gdy przysłano go do nas, do Stanów Zjednoczonych, to głównie z wiadomością, którą powtórzył wielokrotnie, że jego nowy rząd w Polsce zdecydowanie zobowiązuje się do przyjaźni z żydami, a wznowienie stosunków dyplomatycznych z Izraelem widzi jako poważny krok do przodu. Jako postęp. To nie jest wszystko. W czasie spotkania z wpływowymi przywódcami żydowskimi, w Nowym Jorku, Wałęsa oświadczył, że każdy Polak, który nadal żywi urazę do Żydów, zasługuje na to, aby na niego napluć . Zatem, gdy karaluch plujący został prezydentem RP, to niezwłocznie udał się do Izraela, aby tam uderzyć czołem przed Ickiem Szamirem. Z kolei, wasz Belweder ponownie stał się „Jahudiarka”. – Nadal milczałem jak zaklęty. – Aby mnie ożywić, mój rozmówca zadał mi pytanie: Jaka jest różnica pomiędzy polskimi rozmowami przy okrągłym stole i węgierskimi? – Wzruszyłem ramionami. – Taka, usłyszałem odpowiedź, że przy stole węgierskim zasiadają Węgrzy i Żydzi, a przy stole polskim, brakuje Węgrów…- „Just gullible” Poles…

Rzeczywiście, mieliśmy wyjątkowe grono kandydatów na prezydenta RP. Żyd Mazowiecki, ożeniony z żydówką Tymiński oraz chętny pluć na Polaków pies żydowski, Wałęsa. Plutokraci zawsze szukają pajaca na wodza dla Polaków. I znajdują. Po tej rozmowie, zastanawiałem się również, czy będąc w USA Lech Wałęsa odebrał nagrodę “Uczciwości Międzynarodowej”, przyznaną mu przez lidera kultu „NewAge”, John-Roger Hinkis, kapłana Światła w ruchu MSIA. Nagrodę stanowiła piramida kryształowa oraz czek na dziesięć tysięcy dolarów. Gdy „New Age” nastanie, piramidka, symbolizująca bożka Słońce, będzie talizmanem zbawiennym. Jak kiedyś legitymacja PZPR. Na wszelki wypadek, warto ja mieć pod ręka. Póki co, w klapie marynarki Matka Boska Częstochowska, a pod poduszka piramidka. Kał zawsze płynie z prądem.

Tutaj mała uwaga. Bardzo często, działacze polityczni, którzy nie potrafią podjąć jakiejkolwiek decyzji, mają do księży pretensje, że nie pomagają im tak, jakby tego chcieli, że nie odwalają za nich roboty politycznej (ks. Jankowski jest wyjątkiem, ale za to jeździ mercedesem). Ogólnie rzecz biorąc, Kościół rzymski nie może służyć celom ściśle politycznym. Teoretycznie, Kościół katolicki nie może dać się zredukować do poziomu ziemskich konfliktów politycznych. Jego misja posiada cel inny. Rolę kapłana dobrze przedstawił ks. kardynał Hiacynt Thiandoum, arcybiskup Dakaru, w wywiadzie dla „30 DAYS, nr. 2 – 1992: “Kapłan, jako człowiek należący do wszystkich ludzi, nie może być zaangażowany politycznie, gdyż to uczyniłoby go zwolennikiem konkretnej partii”; i nieco dalej: “Jeżeli kapłan staje się aktywistą partyjnym, jakakolwiek partia to by nie była, to rozmija się z powołaniem”. Zatem, nie oczekujmy od księży rzeczy niemożliwych. Jako obywatele świata, mogą nam szkodzić, ale pomagać nie muszą.

Pomimo deprawowania władzy, masoni, komuniści i socjaldemokraci są zaskoczeni i zdumieni witalnością narodów katolickich oraz ich wielkim przywiązaniem do ziemi ojczystej . To jest ziemia katolicka i taką musi pozostać. Ma to tym większe znaczenie, gdyż odradzający się ruch narodowy może obrócić w niwecz żydomasońskie zakusy budowania “nowego porządku”. Bez wątpienia, plutokracja międzynarodowa, a raczej, antynarodowa, nie odda swoich zdobyczy bez walki. Polityka ekonomii międzynarodowej, której obecnie przewodzi prezydent USA, arcymason George Bush, będzie robić wszystko, aby niepodległość narodów buntujących się nie była trwała i nieskalana. Jak już wcześniej wspomniałem, po to w każdym narodzie są rozbudowywane grupy mniejszości narodowej; czyli, „element pasożytniczy”.

Zatem, pomimo, iż będziemy pełni ducha bojowego i będziemy mieli rację po naszej stronie, ciągle możemy być zepchnięci poza margines działalności politycznej. Bowiem, nie ma żadnego znaczenia praktycznego ile wiemy i co wiemy. Liczy się przede wszystkim to, co robimy. Wszyscy jesteśmy kupcami przez całe życie, gdyż życie jest jednym wielkim rynkiem.

Niestety, ludzie zbyt często oczekują, że ktoś inny będzie troszczył się o nich. Nonsens. Każdy musi dbać o siebie samego. Wprawdzie, w obecnej konfrontacji może zadecydować druzgocąca przewaga materialna naszego wroga; jednak, do czasu. Ameryka z jej systemem żydokratycznym staje się coraz bardziej chora ekonomicznie i moralnie. Jej potęga ekonomiczna nieodwracalnie staje się historią. Pragnąc wejść w trzecie tysiąclecie z imperium ogólnoświatowym, masoni amerykańscy muszą się spieszyć. Ich przywiązanie do kabały czyni ich przesądnymi. Prezydent USA, George Bush, już mdleje przed Japończykami. Wyczuwa doskonale, że żydodemokratyczna mieszanka rasowa, którą reprezentuje, oddala go od pozycji prezydenta Stanów Zjednoczonych Świata. Musi przegrać z Japończykami, gdyż Japonia zachowała system feudalny, który przystosował się do nowej sytuacji politycznej. Samurajów zastąpili właściciele wielkich przedsiębiorstw. Proszę sobie wyobrazić naród stumilionowy, zwarty, czysty rasowo, bez “mniejszości narodowej”, bez Michników, Kuroni, Urbanów i Mazowieckich, bez Balcerowiczów i bez komplikacji z tego wynikających.

Kiedyś, w Ameryce też było kolorowo, dopóki Europa zażydzona nie nafaszerowała ją “naszymi”. Czas pokaże, czy będziemy mieli wkrótce rząd ogólnoświatowy, rząd globalny, władający światem podzielonym na regiony, z jedną walutą ogólnoświatową, z jednym systemem podatkowym, z jednym prawem, sądownictwem i siłami policyjnymi. W skład rządu ma wejść elita niewybieralna(!); czyli, demokracja nie będzie już potrzebna. W chwili obecnej, są już tworzone ogólnoświatowe siły policyjne. Czasami są one nazywane siłami wyjątkowymi ONZ. Od roku 1961, Organizacja Narodów Zjednoczonych rozpoczęła szkolenie kadr w kierunku globalizacji. Jest to parasol ochronny dla całej agendy rządu ogólnoświatowego.

U Thant założył grupę Obywateli Planetarnych, która pracuje nad przygotowaniem ONZ do przyjęcia rządu ogólnoświatowego. Jej członkowie składają przysięgę-zobowiązanie na rzecz pracy nad wzmocnieniem ONZ.

Dalej, chcąc zjednoczyć świat, pierwej należy zjednoczyć Europę. Bez tego nie może być mowy o rządzie ogólnoświatowym. Już w roku 1793 masoni prorokowali, że Europa będzie zjednoczona do roku 1992, a bank europejski powstanie do roku 1994. Pieniędzmi mają być ECU, najpóźniej od roku 1997. Jednak, jedność ekonomiczna nie może mieć miejsca bez jedności politycznej. Do tego celu należy powołać do życia federację państw europejskich: Stany Zjednoczone Europy. Tak, to wszystko było już opracowane przez illuminatów w roku 1793.

Od roku 1920, o Stanach Zjednoczonych Europy poczęli mówić teozofowie. Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej, wspólnie do dzieła wzięli się masoni niemieccy i amerykańscy . Teraz, na przywódców wszystkich krajów europejskich są wybierani ci działacze, którzy są gotowi przyjąć jeden rząd ogólnoświatowy i ewentualnie wejść w jego skład. Nasz Lech Wałęsa nie stanowi wyjątku. Nie bez powodu otrzymał pastucha w osobie Balcerowicza.

To wszystko ma być osiągnięte przy pomocy klęsk planowanych, głodu powszechnego, depresji gospodarczej, zadłużeń zagranicznych oraz wojen . Twórcy „novus ordo seclorum” zamęczą ludzi i ludzie przestaną stawiać opór. Dla chleba i spokoju świętego, zgodzą się na każdą podłość im zaproponowaną, którą poprą przy urnach wyborczych, w wyborach socjaldemokratycznych. Ostatnie wydarzenia w Europie Wschodniej w pełni to potwierdzają. Tworzone stopniowo rządy regionalne doprowadzą do usunięcia granic państwowych.
Proponowanymi latami powstania rządu ogólnoświatowego są: rok 2000, rok 2011, lub rok 2012. Definitywnie, dzieło jednoczenia świata ma być zakończone do roku 2017. W tymże roku, żydzi mają wznowić rytuał całopalenia. Pierwsi na ogień pójdą narodowcy. Główny ołtarz całopalny, ku czci JHVH-LUCYFERA, ma być na terenie oświęcimskiego obozu zagłady. Nowa Jerozolima. Z tego względu, żydzi przywłaszczyli sobie ten obóz i trzymają na nim oko.

Rząd ogólnoświatowy ma być kopią amerykanizmu; czyli, stuprocentowego tworu masońskiego. Pod płaszczykiem demokracji, system amerykański zdał w pełni egzamin w propagowaniu i wdrażaniu zasad rządzenia światem. Dla przykładu, Borys Jelcyn został przeszkolony przez Amerykanów w zakresie amerykańskiego systemu rządzenia. Podobnie jest z pozostałymi przywódcami państw byłego bloku komunistycznego.

Gdy nastanie epoka „New Age”, Anno Domini (A.D.) oficjalnie zostanie zastąpiony przez Anno Lucis (A.L.). Obecnie, A.L. używają masoni w swoim kalendarzu. I tak, A.D. 1992 jest u nich 5992 A.L. (1992+4000). Niektórzy spodziewają się wielkich przemian na ziemi w A.D. 2000; czyli, w 6000 A.L. Są tacy, którzy prorokują kolejną eksplozję gwiazdy, potwierdzającą potęgę Lucyfera; rzekomego boga prawdziwego. Nastąpi milenium światła, milenium panowania Maitrei, który ma być piątym wcieleniem Buddy. Chrześcijanie spoganiali widza w nim Chrystusa. Z kolei, dla żydów ma być kolejnym mesjaszem. Hindusi oczekują, że będzie to Kriszna, a muzułmanie pragną mieć Mahdiego. W tak dużym chaosie religijnym, może to być jedynie Lucyfer.

Przecież, Wielka Inwokacja do Maitrei błaga o wprowadzenie na ziemi „Planu”; czyli, powszechnego systemu kart kredytowych (kontrola zupełna tego co kupujemy i gdzie kupujemy), ustanowienie centralnej dystrybucji żywności światowej (vide Księga Rodzaju 47; 15), ogólnoświatowe opodatkowanie oraz ogólnoświatowe siły policyjne. W USA powstał już Pierwszy Batalion Ziemski. Wiadomo, sztab Maitrei mieści się w Nowym Jorku, przy 777 United Nation Plaza, w siedzibie Obywateli Planetarnych. Dalej, przy 866 United Nation Plaża (Plac Narodów Zjednoczonych) jest Lucis Trust. David Sprangler, dyrektor Inicjatywy Planetarnej (obecnej w Polsce), oświadczył bez żenady, że wtajemniczenia lucyferyczne są konieczne dla powszechnego wprowadzenia religii „New Age”.

Również, Aurelio Peccei, założyciel „Club of Rome” (aktywny w Polsce), okazał się jawnym zwolennikiem wtajemniczeń lucyferycznych. Podejrzewam, iż w przypadku mesjasza Maitrei będzie biznes poważny. Zwolennicy Maitrei są obecni w ONZ, w poważnych kręgach naukowych i politycznych, a nawet w hierarchii Kościoła katolickiego.

Obecnie, najbardziej “kochliwi” biskupi Kościoła rzymskiego, wierzący w bożka Miłość, nie mogą zaprzeczyć, że obecność gnozy wśród katolików stała się faktem. Wprawdzie oparliśmy się filozofii materialistycznej, utażsamiającej człowieka z małpą, lecz stajemy się bezradni wobec filozofii gnozy, utożsamiającej człowieka z aniołem. Poczęliśmy tworzyć “teologię własną”, dopasowaną do potrzeb religii „New Age”.

W takich układach, masoneria amerykańska gorączkowo przygotowuje się do obchodów roku lucyferycznego 6000 A.L., czyli, A.D. 2000. Mason Ronald Reagan przygotował prezydenturę dla arcymasona George Bush. Ten, z kolei, pracuje do utraty zdrowia nad wprowadzeniem USA, i reszty świata, pod tysiącletnie panowanie „Lorda Maitrei” , księcia światłości, czy jak kto woli, Lucyfera. Popycha więc Amerykę do przodu, ciągle do przodu, aby spełniły się odwieczne marzenia farmazonów o “tysiącu punktów świetlnych”. To jest jego misją. Przyrzeka, że ją wypełni. Zobaczymy, czy uda mu się zrealizować to w pełni. Pierwej, w A.D. 1999, czyli w 5999 A.L., ma odbyć się wielki jubel; coś w rodzaju saturnalii. Gdzie? – Wiadomo, w Egipcie, we wnętrzu piramidy Cheopsa! Przecież, w piramidach odbywały się wtajemniczenia lucyferyczne. Po to głównie były budowane. Dla chwały księcia światłości. Faraonów grzebano tam okazyjnie. Być może, jako wielkich kapłanów Lucyfera, czy też jako wcielonego boga Słońce. Tak, George Bush przyobiecał udać się do Egiptu w roku 1999, aby zadeklarować tam tysiącletnie panowanie Lucyfera, „New Age”, czy też „New World Order”.

W związku z tym, nasunęła się mi pewna myśl. Skoro Watykan uważa, iż masoni są cacy, że należy ich poważać i szanować, to powinniśmy być wdzięczni prezydentowi USA, George Bush, za tak wielką troskę o rodzaj ludzki. Jednak, po co nam wówczas będzie potrzebny Watykan? Jako muzeum zakłamania?

PRZYPISY.

[1]. Dla czytelnika znającego język angielski załączam fragment opisu wydarzenia w Londynie, w 1991 roku. Skoro opis pochodzi z „Jewish Chronicle” (Aug. 2, 1991), więc nie może być wymysłem “antysemitów”.

Police were called to Stamford Hill, the hea rt of the strictly Orthodox community in London, during the weekend, when bricks were hurled at a house, a car was attacked by a crowd armed with metal bars, and a family was forced to leave its home. Police reports said over 100 people were involved in disturbances on Sarurday and Sunday nights.The violence flared during demonstrations by strictly Orthodox jews against the sentencing of 18-year-old Stamford Hill resident Eli Cohen for indecent assault against a five-year-old girl.

Żydów rozwścieczyło nie to, że Eli Cohen zgwałcił pięcioletnią dziewczynkę, bo to u nich nie jest przestępstwem, ale fakt, że rodzice dziewczynki powiadomili o gwałcie władze angielskie; czyli, dopuścili się przewinienia zwanego „mesira”. Według Talmudu, żyd świadczący przeciwko żydowi u władz nieżydowskich jest „mojser” i podlega karze śmierci.

[2] Oto notatka prasowa o pomocy amerykańskiej dla Izraela.

The cost of a friendship: Cong. Lee Hamilton of Indiana disclosed recently that U.S. aid to lsrael sińce 1967 is at least $77 billion, or $16,500 for every Israeli man, woman, and child. The figurę could be higher, he suggested, because so many forms of aid are hidden in obscure appropriations, and “things keep popping out.”

Gdy do tego dodamy dziesiątki miliardów marek niemieckich, to obraz pasożyta ogólnoświatowego będzie pełniejszy.

http://marucha.wordpress.com/2012/07/26/gigantomania-2/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 lip 2012, 11:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Gigantomania (3)

Fragmenty książki Romualda Gładkowskiego “Gigantomania” (Toronto 1992), nadesłał p. PiotrX.

Poprzednie części:

•http://marucha.wordpress.com/2012/07/25/gigantomania-1
•http://marucha.wordpress.com/2012/07/26/gigantomania-2

SUPERŻABY I SUPERBAŁAGAN.

Wszystko wskazuje na to, że Polska współczesna jest krajem rozkładu politycznego. Nie ma tu jedności i nie ma ciągłości myśli politycznej. W konsekwencji, naród polski musi być piłką kopaną od nogi do nogi, w rytm gwizdka uczynnych grabarzy Polski w fartuszkach.

Kto rządzi narodami? – Siły ustanowione. Kto jest siłami ustanowionymi: papież, generałowie, wielki przemysłowiec, czy ogólnie, multimilioner? – Podejrzewam, że żaden z nich, gdyż status społeczny niewiele ma wspólnego z silną władzą. Siła polityczna jest możliwością podejmowania decyzji niezależnych, które wywierają wpływ bezpośredni na obowiązujący system rządzenia krajem. Należy tutaj rozgraniczyć władzę pozorną od władzy rzeczywistej. Papież, który zużywa większość swojej energii na ochronę przed byciem otrutym, lub zastrzelonym, może nie mieć żadnej władzy. Podobnie, generał rozporządzający dywizjami, decydujący o życiu żołnierzy, może być pajacem na sznurku, może być ślepym wykonawcą czyjejś woli, a nie własnej. Przemysłowiec, ciągle borykający się ze zmorą strajków oraz z podatkami i recesją ekonomiczną, może również nie mieć grosza w portfelu i może nie mieć czasu i ochoty na myślenie o polityce.

Wszystko wskazuje na to, że narodami włada ten, kto jest w stanie władać umysłem ludzkim. Tak, pełna kontrola narodu jest kontrolą myślenia jego członków, jest kontrolą duszy, jest manipulowaniem wolą człowieka dla celów własnych. Przykładem może tu być inspirowanie infantylnych zrywów zbrojnych, z góry skazanych na niepowodzenie, czy też wybieranie na prezydenta takiego człowieka, który jest gotów własny naród powiesić na sznurze.

Tym samym, głównym narzędziem władzy jest propaganda masowa na łamach prasy, w radio i telewizji. Środki masowego przekazu są w stanie budować iluzję oraz lansować zgubne idee i poglądy; w zależności od wymogów chwili. Jest to kreowanie opinii publicznej i jej kontrola. Nic więc dziwnego, iż żydzi pragną panować niepodzielnie nad wszystkim co informuje człowieka. Pod wpływem ich propagandy, Polak zaczyna wierzyć, że jest “wolny” i “równy”, że stał się istotą pragmatyczną i racjonalną, która nie pochyla głowy przed nikim. W istocie rzeczy, zapatrzony w Michnika zwolennik socjaldemokracji staje się sługą najbardziej bezmyślnym w historii narodu polskiego. Przede wszystkim, musi kłaniać się dolarowi, i to na co dzień. Staje się bardziej zabobonny i naiwny, aniżeli dewotki parafialne, którymi od dawna gardzi i z których szydzi.

“Wolność wyboru” świata demokratycznego jest wielką iluzją. Nasze decyzje w sprawach znaczących najczęściej nie są decyzjami naszymi. Powiedzmy, to ktoś inny zadecydował, że Polki będą pozbywać się ciąży, że dla zachowania “równowagi” w Europie naród polski ma jałowieć. A Polki naiwne myślą, że jest to ich wolna wola. W konsekwencji, tak cynicznie wyrobiona bezmyślność masowa pozbawiła nasz naród przywództwa naturalnego.

Jak już wcześniej wspomniałem, podmiana komunizmu demokracją w ogóle nie oznacza przybliżenia się do wolności, czy też do prawdy. Bowiem, są to odmienne wersje tego samego błędu egalitarnego. Zatem, Polak głosujący nie oddala się od miejsca, które tak bardzo pragnął opuścić. Żydzi w Polsce rządzili i żydzi nadal rządzą; mimo, iż czerwień stopniowo podmieniają na purpurę. Taktycznie, katolicyzm oparli na humanitaryzmie. A księża naiwni z tego się cieszą. Zapewne, nie dostrzegają, obecności maranizmu.

Trudno jest nabrać przekonania, że w Polsce indyferentnej może nastąpić powrót do katolicyzmu; mimo, iż przytłaczająca większość kandydatów do Sejmu reklamowała się jako demokratyczna i chrześcijańska. Nieustanne ględzenie o miłości oraz ciągoty w kierunku mistycyzmu nie powiększają kolejek przed konfesjonałami, ale zasilają szeregi sekt wszelakich, z satanistami i różokrzyżowcami włącznie10 Są to owoce Kościoła chorego, a nie Kościoła tryumfującego. Powiedziałbym, że są to zatrute owoce Kościoła zjudaizowanego. Tego rodzaju katolicyzm staje się wyznaniem banalnym; co uwidacznia się w jego liturgii posoborowej.

Znieczulica duchowa usuwa widmo piekła w nicość. Z kolei, tam, gdzie nie ma poczucia zagrożenia, nie może być zbawienia. Tak, naród polski pogrąża się nie tylko w chaosie gospodarczym, ale i w moralnym.

Przecież, Polak indyferentny nie potrzebuje nowenn i pielgrzymek, aby tym wypełnić własną pustkę duchową. Do tego wystarczy mu załadowany pornografią magnetowid oraz używki, z narkotykami włącznie. O ile dołączy jeszcze masturbację, tak żarliwie propagowaną przez agentów Planowania Rodziny, jako logiczny finał rewolucji seksualnej, to jego “realizacja w absolucie immanentnym” dosięgnie zenitu. Jakkolwiek, przebudzenie się następnego dnia może być wielce szokujące, tak jak całe jego życie nędzne jest szokujące. Niezwłocznie, musi więc sięgnąć po nową dawkę używek, nawet już bez masturbacji, gdyż ta wymaga wytchnienia, aby choć odrobinę przybliżyć się do stanu “Shiwaham!”. Episkopat Polski jest mu potrzebny na tyle, na ile swoimi listami pasterskimi zapala zielone światło dla twórców świata perwersji oraz iluzji.

Ten, kto nie wierzy w Boga, nie wie jaki jest powód rzeczywisty jego niewiary. Zatem, nie jest w stanie przewidzieć, w jakich okolicznościach życiowych byłby skłonny uwierzyć. Zazwyczaj, nawet wówczas, gdy jego wymagania doczesne zostają w części spełnione, grzesznik zblazowany niezwłocznie wynajduje nowe powody do usprawiedliwienia swojej niewiary. Przecież, wiara jest wyparciem się stawiania jakichkolwiek warunków. Jest pokorą bezwarunkową. To indyferentyzm trzebi szeregi katolików. Ba, podejrzewam, że indyferenci nigdy nie byli katolikami. Odchodzą, bo nigdy do nas nie należeli; nawet nosząc sutannę. Zatem, znaczenie mają ci Polacy, którzy uratują siebie przed indyferentyzmem zdegenerowanego marginesu narodowego naszych czasów. Kościół Chrystusa Króla nie może pozwolić sobie na hańbę marszu na skróty; dla przypodobania się pejsatej mamonie i wielbiącej ją gawiedzi, która w wyborach demokratycznych głosuje na Barabasza.

Polak indyferentny wydaje się rozumieć słowo “polityka” jako głosowanie. Bowiem, na całym świecie socjaldemokracja spłyciła politykę do procederu przebiegłego manipulowania “tak” i “nie” ogłupionych do reszty wyborców.
Nic więc dziwnego, że u schyłku XX wieku Polak dopatruje się nadziei dla siebie we wnętrzu urny wyborczej. Nic też dziwnego, że w Polsce patent na wybory przypisał sobie żyd, co w części potwierdza tytuł jego organu propagandowego “Gazeta Wyborcza”. Tym samym, immanentne zmiany w rządzeniu krajem stały się zasada żelazne, gdyż tego wymagaj a interesy żydostwa międzynarodowego. Marzeniem żyda jest, aby urna wyborcza stała się jedynym ogniwem wiążącym ze sobą ludzi zamieszkujących dany okręg administracyjny. Jak paśnik dla baranów. Nawet w “Gaudum et Spes” Soboru Watykańskiego II fetysz głosowania znalazł swoje poparcie. Mimo, iż tak wielu papieży, począwszy od Piusa VI, otwarcie potępiło zwyczaj “wyborów demokratycznych”. Przecież, ten Sobór był dyrygowany przez judeofili, którym sakiewka żydowska, handlująca głosami wyborców, jest bardziej potrzebna, aniżeli Duch Święty.

W systemie demokratycznym, każdy, kto potrafi urobić opinię publiczną, jest w stanie decydować o wynikach wyborów. Skoro czytelnik doświadczył tego na własnej skórze, nie muszę więc przytaczać argumentów dodatkowych, że tak jest. Mimo, iż głosowanie jest nieodłączną częścią demokracji, NIE JEST nieodłączną częścią polityki. Obecność głosowania w polityce jest wymuszona i jest przypadkowa. Bowiem, jakim prawem człowiek może rządzić na bazie zmiennej demokracji, skoro każda władza prawowita jest zobowiązana trzymać się zasad prawa naturalnego, które jest niezmienne? Opinia gawiedzi nie ma z tym nic wspólnego. Głosowanie powszechne jest inowacją masonów XVIII wieku. Nawet, było obce Grekom starożytnym, do których demokraci współcześni się przyznają.

Św. Paweł orzekł, że cała władza na ziemi pochodzi od Boga. Za to masońska Deklaracja Praw Człowieka, z 1789 roku, twierdzi co innego; że to człowiek jest źródłem wszelkiej władzy na ziemi. Przecież, ta filozofia jest podstawą ideologii demokracji. Nie ma w niej odsyłacza do prawa naturalnego, które istnieje niezależnie od woli i nastrojów “ludu”. W istocie rzeczy, rządzący muszą rządzić jako legaci Pana Boga, a nie jako przedstawiciele “ludu”. Żaden
rząd na ziemi nie ma prawa wprowadzać w życie przepisów sprzecznych z prawem Bożym; nawet wówczas, gdy są one wyrazem woli większości obywateli. Wszechświat Boży nie jest demokracją.

W roku 1925, papież Pius XI ogłosił encyklikę “Quas primas”, w której wyraźnie wyjaśnił powody trudności nawarstwiających się w polityce i w gospodarce światowej. Zło w świecie istnieje głównie dlatego, że ludzie usunęli z życia własnego Chrystusa Króla; dla którego nie ma już miejsca tak w życiu prywatnym, jak i w politycznym. Dalej, dopóki rządzący nie podporządkują się całkowicie naszemu Odkupicielowi, dopóty nie będzie pokoju pomiędzy narodami. Papież powiedział wyraźnie, którędy należy iść przez życie, a mimo tego zawierzyliśmy głosowaniu demokratycznemu. O ironio, nauczanie Soboru Watykańskiego II wyparło się tej encykliki. Mimo, iż przez długie wieki papieże głosili, że rządy poszczególnych narodów muszą podporządkować się Chrystusowi Królowi i Jego prawu. Więcej, cały rodzaj ludzki jest zobowiązany podporządkować się władzy Chrystusa Króla, włączając w to żydów spoganiałych.

Za tym przemawiają fakty następujące. Pan Bóg jest naszym stwórcą. Ci, którzy zostali stworzeni, mają święty obowiązek miłować Stwórcę i być mu posłusznym. Tu nie może być miejsca na żadne “ale”. Nie da się bowiem miłować Pana Boga odmawiając mu posłuszeństwa. Dalej, nie możemy być posłuszni Panu Bogu, jeżeli nie podporządkujemy się władzy Chrystusa Króla. Przecież, Chrystus jest naszym Królem z tytułu obowiązującego prawa naturalnego; jako nasz Zbawiciel. W tym układzie, separacja Państwa od Kościoła Chrystusa Króla jest bluźnierstwem, jest herezją. Przecież, Boże przykazania nie dotyczą wyłącznie przekonań prywatnych. Jest więc bluźnierstwem, jeżeli katolik, nawet z Unii Demokratycznej, twierdzi, iż Dekalog należy uwięzić pod strzechą.

Człowiek jest wolny moralnie w robieniu tylko tego, co jest miłe Panu Bogu. To, że jesteśmy zdolni fizycznie przystąpić do działania, oraz jesteśmy zdolni psychicznie zadecydować, czy to działanie należy przeprowadzić, nie oznacza wcale, że mamy prawo je wykonać, o ile istnieje konflikt z ograniczeniami natury moralnej. Powiedzmy, żyd może wykorzystać swoje wpływy międzynarodowe, aby Polskę ogołocić doszczętnie z dóbr naturalnych. Może uczynić to fizycznie, wywożąc dobra z Polski. Wsparty Talmudem, może być gotów psychicznie do takiego czynu. Może skorzystać z własnej wolnej woli. Jednak, nie będzie wolny moralnie, aby kraść podstępnie i sprzeniewierzać się przykazaniu Bożemu: “Nie kradnij!”. Zatem, nie ma prawa, aby w ten sposób postępować; nawet, gdy posiada uzasadnienie prawne, gdyż prawo nie musi potwierdzać prowadzenia się moralnego. Postępowanie zgodne z przepisami prawnymi, szczególnie demokratycznymi, nie musi być postępowaniem zgodnym z wolą Pana Boga. Więcej, człowiek nie uzyskał prawa do wyboru tego, co jest złem i zakłamaniem. Musimy wreszcie nauczyć się rozgraniczać to, co jest dopuszczalne prawnie, od tego, co jest dopuszczalne moralnie. Zawsze, posłuszeństwo wobec prawa godzącego w odwieczne prawo naturalne, w prawo Boże, jest bezprawiem.

Gdyby Deklaracja Praw Człowieka pozostała dokumentem wyłącznie amerykańskim lub francuskim, nie byłoby z tym większego problemu. Jednak, 10 grudnia, 1948 roku, ONZ przeforsowała dokument o nazwie “Powszechna Deklaracja Praw Człowieka”. W jej artykule 21 czytamy: “Wola ludu powinna być podstawą autorytetu rządu. Wola ta powinna być wyrażona w cyklicznych i ogólnych wyborach, opartych na powszechnym, równym i tajnym głosowaniu”. Dalej, po przydługawym i nonsensownym bełkocie o prawach człowieka, w artykule 28 czytamy, że “każdy posiada prawo do porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i swobody „ustalona w niniejszej deklaracji” mogą być w pełni realizowane”. Tak, za każdą rewolucją, za każdym ruchem wywrotowym ukrywa się zwątpienie w człowieka. Twórcy „novus ordo seclorum” są przekonani, że człowiek posiada większe prawa i zdolności do rządzenia bliźnim, aniżeli sobą samym. Tak głęboko zaawansowany sceptycyzm, co do natury ludzkiej, musi doprowadzić nas do tyranii niespotykanej w dziejach ludzkości.

Żydomasoneria, która narzuciła nam demokrację głosującą, dla ratowania własnej skóry, musi głosić bajkę o rządach monarchicznych jako autokratycznych i wiodących do despotyzmu. Przecież, autokratyzm jest centralizacją władzy, jak za rządów komunistów. Tam, rząd rości sobie prawo do wszystkiego, nawet do decydowania o pożyciu małżeńskim. Stąd, pod rządami autokratycznymi, bezduszna i bezosobowa biurokracja przemawia do bezosobowych obywateli, którzy oczekują od rządu, że będzie za nich myślał i dostarczał im wszystkiego, co jest niezbędne do życia. Czy może to mieć coś wspólnego z monarchią katolicką? Wątpię. Jednak, skoro rządy monarchiczne są konkurentem dla rządów masońskich, liberalne środki masowego przekazu przedstawiają je w świetle pejoratywnym.

W istocie rzeczy, monarchia katolicka uznaje naturalną hierarchiczność w zorganizowaniu narodu, gdzie każdy człowiek posiada prawa i obowiązki odpowiednie dla szczebla, który sobą reprezentuje. W systemie monarchicznym każdy człowiek jest nie do zastąpienia i każdy odpowiada imiennie za swoje postępowanie. To jest prawdziwie polityczny styl życia. Przecież, istotą polityki nie jest głosowanie, ale przekazywanie autorytetu, którego źródłem jest nie kto inny, jak Pan Bóg. Tym samym, socjaldemokracja głosująca musi być bluźniercza, gdyż całkowicie zmienia kierunek przekazywania autorytetu: od dołu, do góry. Istotnie, autorytet Pana Boga nie może mieć swojego źródła w “ludzkości”. Stąd, Kościół Chrystusa Króla nigdy nie będzie “Kościołem Obywatela i Demokracji”.

Głosowanie demokratyczne, godzące w prawo naturalne, stwarza więc dla siebie problemy nie do rozwiązania. Jak tu rządzić demokratycznie, skoro decyzje ostateczną musi podjąć jeden człowiek konkretny? W jaki sposób magicznej iluzji demokracji nadać rysy rzeczywiste? Tutaj, bez użycia siły nie może być wyjścia z sytuacji. Tym samym, każda demokracja kończy się totalitaryzmem. Dalej, skoro każdy wyborca głosujący ma być królem, demokracja nie tylko, że nie usuwa monarchii, ale przeobraża ją w formę zdegenerowaną, urągającą Panu Bogu i ludziom; o ile słowo “człowiek” ma być powodem do dumy.

Demokracja, przybrana w szaty królewskie, nigdy nie będzie w stanie pełnić funkcji królewskich. Władza, jaką przypisują sobie rządy demokratyczne, jest władzą nieograniczoną. Takiej władzy nie posiadał żaden cezar, ani też żaden despota z Orientu. Rządy demokratyczne przywołują do życia stary cezaryzm pogański, który umieścił władzę ponad prawem narodowym i tradycją; co jest krańcowo odmienne od królestwa katolickiego, w którym król był zobowiązany przestrzegać prawo naturalne i narodową tradycją.

Do największych obowiązków króla katolickiego należało być sędzią. Nie tyle ustawodawcą i wykonawcą, ile sędzią. Spoganizowana tyrania króli i cesarzy, która zniszczyła Europą katolicką, znalazła następcę w “woli ludu”. Pozbawieni oblicza i anonimowi królowie demokracji, przywłaszczając sobie wszystkie trzy atrybuty władzy królewskiej, tj. sądowniczy, ustawodawczy i wykonawczy, bez nawiązywania ich do woli Pana Boga, nie tylko ustanawiają własne prawo, ale również interpretują je zgodnie z własnym widzi mi się; przeważnie, w zależności od wymogów żydostwa międzynarodowego. Jest to bestia bez nazwy, która włada nie tylko ciałem ludzkim, ale i umysłem. Tutaj, nawet największa pod słońcem zbrodnia jest w stanie znaleźć swoje uzasadnienie i może być “zgodna z prawem”.

Zatem, masońska utopia demokratyczna, z jej tolerancją wszystkiego co istnieje pod słońcem, nie może być rozwiązaniem dla piętrzących się problemów świata współczesnego. Naród polski, chcąc przetrwać, musi odrzucić chaotyczny styl życia obrzezanych i przylgnąć do fundamentalizmu narodowego i katolickiego.

Jeżeli ktoś twierdzi, że narodu polskiego nie da się zmienić, bowiem inne czasy nastały i jest na to za późno, to proszę zwrócić uwagę na żydów i komunistów. Oni zmienili społeczeństwo polskie! Skorumpowali i odczłowieczyli, legalizując rozwody i aborcję. Jednak, wiedzieli dobrze czego chcą i do czego zmierzają, oraz byli przygotowani do działania w tym kierunku. Więcej, nadal są gotowi o to walczyć. W konsekwencji, socjaldemokracja dzisiejsza daje nam możliwość wyboru i decydowania jedynie w sprawach, które nie mają żadnego znaczenia w naszym życiu codziennym, lub bardzo znikome. Nawet, jeść musimy to, co jest możliwe do kupienia w sklepie i ubierać się w takie łachmany, jakie łaskawie odsprzedaje nam Mirwisz lub Warszawer.

Powoli stajemy się komuną yuppies, adorującą konsumeryzm i relatywizm moralny. Socjaldemokraci nie chcą zaufać przeciętnemu Polakowi w zakresie gospodarzenia sobą i swoją rodziną. Nie chcą też, aby Polak miał swój udział w rządzeniu krajem. Dają mu jedynie głos w wyborach, ale nie chcą dać żadnej władzy politycznej. Coraz natarczywiej będą odmawiać Polakom wszystkiego: żony, dzieci, domu, warsztatu pracy, zagrody, pługa, siewnika, młyna, tartaku, piekarni, a nawet krowy i konia; gdyż to wszystko jest źródłem siły ekonomicznej i politycznej. W konsekwencji, Polak głosujący jest bardziej bezsilny, aniżeli był jego ojciec pięćdziesiąt lat temu. Wszystkie prawa człowieka i obywatela, jakie otrzymaliśmy od guru “nowego porządku w świecie”, są bez znaczenia praktycznego. Żargon polityczny, który rozbudowują z roku na rok, odciąga nas od Prawdy, i tym samym, od wolności. Bowiem, wolność człowieka, jest rezultatem zbliżenia się do Prawdy, do objawienia Bożego.

Polak przeciętny nie myśli o wygraniu wojny. Zadawala się sukcesami na własnym podwórku. Zawsze, szerokie poparcie społeczne uzyskują ci, którzy deklarują się rozwiązać problemy naglące. Z takim nastrojem, żadna armia w historii ludzkości nie wygrała wojny. Głupolak nie wygra jej również, gdyż cynizm i hipokryzja niszczy, a nie buduje.

Kiedy hasła i ideały dotyczą przyszłości odległej, kiedy są abstrakcyjne, kiedy mówi się o misji narodu, to nie ma co liczyć na poparcie masowe. Powiedzmy, to wszystko, czego pragną narodowcy, a więc, poszanowania prawa naturalnego oraz porządku, poszanowania dla autorytetów oraz poczucia patriotyzmu, a także bycia gospodarzem we własnym kraju, dla przeciętnego Polaka wydaje się być celem bez sensu. Woli pełzać u stóp “dysydentów bohaterskich”, a nawet gawiedzi rozpyskowanej, o ile ta zdobyła dostateczną ilość głosów w wyborach. Politycy wytrawni wiedzą o tym doskonale. Nic więc dziwnego, że ci politycy, którzy pragną zdobyć szybkie poparcie społeczne, tuż przed wyborami, zawsze obiecują rozwiązać problemy naglące, które są najczęściej problemami trzeciorzędnymi i ich rozwiązanie nie poprawi położenia przeciętnego wyborcy.

Zazwyczaj, wybory demokratyczne wygrywają cynicy, gdyż mają obietnic bez liku. Jakkolwiek, walka o wygody osobiste i doraźne może wygrać bitwę, lecz z reguły prowadzi do przegrania wojny, gdyż obietnice szarlatanów politycznych nie mają pokrycia w rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że skołowani Polacy, kiedy mówię o wolności, to maję na myśli przede wszystkim zaspokojenie własnych zachcianek. Dla niektórych wolnością jest swobodny dostęp do burdeli. Wielu wyobraża sobie, że skoro źyd-bolszewik przyniósł nam niewolę, to żyd-Amerykanin przyniesie wolność. Nawet nie przypuszczają, że teraz, mając na karku jednego złodzieja, znaleźli się w gorszej sytuacji, aniżeli byli kilka lat temu, kiedy mieli nad sobą dwóch złodziei. Sytuację pogarsza fakt, że socjaldemokracja wypacza charakter narodowy. Jej przywódcy, gdy tylko dojdą do władzy, to niezwłocznie wołają o kredyty, o inwestycje zagraniczne, o pieniądze nie swoje. Czy kapitał obcy może podnieść naród z kolan? Przenigdy! Bowiem, wołanie, “Daj nam chleba!”, jest bardzo zaraźliwe i udziela się wszystkim. Nawet członkom ugrupowań narodowych. Przede wszystkim, wołanie żebrzące nie jest pokutą za grzechy popełnione w przeszłości. Taka postawa jest pasywna i nie dotyka korzeni zła. Nie rusza narodowego elementu pasożytniczego i jego biurokracji. Zatem, Polską rządził Źydowiecki i nadal rządzi Źydowiecki. – Ktoś napisał mi z kraju, w Polsce zmieniło się tylko tyle, że komuniści nie muszą już płacić składek członkowskich.

To wroga narodowi polskiemu propaganda wylansowała u nas modę na żebranie. Pod jej wpływem zrodziło się w Polsce przekonanie, że tylko ten Polak żyje dobrze, który otrzymuje paczki i pieniądze z zagranicy. Nie dano nam żadnej nadziei na zamożność budowaną polskimi rękami na polskiej ziemi. Tak degenerujące nastawienie do życia nie może mieć przyszłości rozwojowej.
Tym samym, o ile naturalni przywódcy narodu polskiego nie wyzbędą się mentalności żebraczej, o ile nie zaczną budować własnych fabryk, własnych warsztatów pracy oraz nie zaczną zakładać własne gospodarstwa rolne wykorzystujące najnowsze zdobycze nauki i technologii, o ile nie dadzą ludziom zatrudnienia i nie udowodnią praktycznie, że ich ideały i slogany wyborcze mogą być realizowane z powodzeniem, to nie mamy podstaw, aby marzyć o “Wielkiej Polsce”. Tylko pieniądze zarobione w Polsce i przeznaczone na kampanię wyborczą mogą zmienić sposób myślenia Polaków ogłupionych. Do tej pory, operująca markami niemieckimi kurtyzana z hamburskiego Rajbabanu posiada większą wartość w oczach Polaka głosującego, aniżeli godny szacunku profesor polskiego uniwersytetu. Wydaje się, że Polak głosujący traci powonienie całkowicie.

Słyszałem wypowiedzi, że Polacy głosowali na żydów, ponieważ tak proboszcz im kazał, oraz ze strachu… Przed czym, nie wyjaśniono mi dokładniej. Cóż, mówi się powszechnie, że strach jest zaraźliwy i niesie daleko idące konsekwencje. Szczególnie groźny jest strach zbiorowy, ogarniający cały naród; jak w przypadku wojny lub nędzy ekonomicznej. Reakcją naturalną na strach jest poszukiwanie winowajcy zaistniałego bałaganu. W przypadku Polski współczesnej, o zawężonym umyśle liberałowie sekularystyczni oraz socjaldemokraci dopatrują się zawężenia umysłu u katolików i tym tłumaczą ogólną niechęć Polaków do żydów (którzy mimo tego na żydów głosowali?). Twierdzą, że żyd stał się kozłem ofiarnym ruiny gospodarki polskiej. Należy przyznać, że jest w tym sporo prawdy, gdyż w okresie zamożności powszechnej, jak w czasach I Rzeczpospolitej, można pozwolić sobie nawet na dokarmianie szczura i można mieć z tego uciechę. Jednak, gdy głód nastanie, szczur bierze w skórę za to wszystko, co przeżarł i co zamierza przeżreć. W okresie klęsk i kataklizmów nie może być miejsca dla pasożytów. Takie jest prawo natury. Pasożyci narodowi również mu podlegają. Tym należy tłumaczyć ogólnoświatowy zasięg niechęci do żydów.

Wprawdzie nasza sytuacja jest trudna, ale nie jest beznadziejna. Zawsze jest warto starać się poprawić swoje położenie. Lepiej jest zapalić choć jedną świece, aniżeli bezczynnie tkwić w ciemnościach. Istnieją wszelkie podstawy by wierzyć, że po tragicznym okresie międzywojennym i jego konsekwencji logicznej, drugiej wojnie światowej, oraz po łaźni nam zgotowanej, tuż po zakończeniu wojny, przez “mędrców Syjonu”, staniemy się mądrzejsi i dokonamy zwrotu w naszym postępowaniu oraz w sposobie myślenia. W dalszej części tego rozdziału, podam kilka myśli, które mogą być wykorzystane w programie odrodzenia narodowego.

Skoro Pan Bóg stworzył człowieka jako istotę społeczną i polityczną, błędem byłoby stronić od polityki. Byłoby to zadawaniem gwałtu porządkowi naturalnemu, gdyż człowiek apolityczny jest takim samym zwyrodnieniem jak człowiek aspołeczny. Stąd, w rzeczywistości socjaldemokratycznej, naród musi posiadać własną partię polityczną, która będzie bronić żywotnych interesów narodowych, politycznych i gospodarczych, tak wewnątrz kraju, jak i na zewnątrz. Bez skrystalizowanego przedstawicielstwa i przywództwa, naród nie może mieć przyszłości świetlanej , gdyż wówczas podupada suwerenność państwowa. Każda forma okupacji, jako doraźna i eksploatująca, degeneruje naród i dewastuje kraj. Stąd, istnienie partii narodowej jest sprawą życia i śmierci.

Dalej, wszelkie synkretyczne dewiacje polityczne, jak unie partyjne w rodzaju Konfederacji Polski Niepodległej, Chrześcijańskiej Demokracji i Chrześcijańskiej Partii Pracy(?), są natury dywersyjnej, gdyż zazwyczaj są powołane przez siły narodowi obce i wrogie. Kryją się w nich wszelkie szumowiny polityczne. Bezpiecznie. Powiedzmy, KPN nawiązująca otwarcie do tradycji Konfederacji Barskiej, czyli konfederacji pracującej dla interesów sił obcych, od początku była jaczejką socjaldemokratów, volksdojczy oraz Ukraińców.

Wojna zwolenników KPN ze zwolennikami KSS “KOR” była wojną zaplanowaną, doraźną, wojną cynicznie wykorzystującą dezorientację rywalizujących stron. Nic więc dziwnego, że żyd, który zrywał plakaty KPN i torpedował akcje protestacyjne, jako godzące w doraźne interesy KSS “KOR”, nieco później witał Leszka Moczulskiego, w Toronto, z otwartymi ramionami. Niestety, naród pozbawiony przywództwa naturalnego zawsze musi szukać nadziei dla siebie w szarlatanerii politycznej.

Siły, które niszczą nasz naród, posiadają charakter rewolucyjny. Zatem, jest niemożliwe, aby móc je pokonać jednym cięciem miecza. Tutaj, jest konieczna walka nieustanna. Stąd, jest konieczne, aby mieć skrystalizowany program polityczny i ciągłe przywództwo. Zawsze będziemy musieli odbudowywać to, co nam obca przemoc zniszczy. Żyd, dążący do wiecznej nirwany dla siebie, jako utopista, nigdy nie spocznie, nigdy nie nasyci się i zawsze będzie niszczył.

To samo można powiedzieć o całym ruchu socjalistycznym, którzy żydzi utworzyli. Dalej, chcąc mieć w kraju postęp, nie możemy ograniczyć naszego działania wyłącznie do naprawiania szkód. Musimy budować rzeczy nowe. Tym samym, nie wolno nam prowadzić stylu życia jałowego i bumelanckiego. Narodowcy w Polsce powinni starać się organizować rozważnie wyselekcjonowaną grupę ludzi w skuteczną siłę polityczną, która będzie siłą polską i rozwojową. Cywilizacja i kultura narodowa zostają zachowane przez ludzi świadomych oraz zdyscyplinowanych, którzy tak długo stawiają czoła nawarstwiającym się problemom, aż nie znajdą rozwiązania. W tym przypadku, nie może być miejsca dla mięczaków bujających w obłokach i chowających głowę w piasku przy lada niepowodzeniu; nawet jęcząc “O Maryja!”.

Zawsze musimy zachować inicjatywę we własnych rękach. Dla nas, nawet zwycięstwo połowiczne jest przegraną. Nie zapominajmy też, że dzięki zwycięstwom połowicznym bolszewicy mogli Rosję utopić we krwi i trzymać w niewoli przez dziesiątki lat. Rosji zabrakło męża, który rozwiązałby “problem żydostwa” raz na zawsze. Rosjanom zabrakło Światosława. Brak sprecyzowanej idei twórczej zawęża możliwość stawiania oporu i walki. Naród staje się bezradny w konfrontacji z fanatyzmem, który jest zdolny wywołać pożogę nieposkramialną. Zatem, żyd fanatyczny zawsze pali, morduje i zwycięża. Wypływa stąd wniosek oczywisty, że o ile nie da się fanatyka powiesić, to przynajmniej należy go zamknąć w żelaznej klatce. Tego wymaga nasz byt narodowy i nasze bezpieczeństwo.

W każdym narodzie przytłaczająca większość ludzi jest neutralna ideologicznie. Po prostu, maszerują w tłumie bezmyślnie. Są to urodzeni indyferenci, którzy zawsze lgną do najsilniejszych i starają się robić to, co jest “modne”. Powiedzmy, kiedy stanie się normą zażywanie narkotyków, pedofilia, kopulacja obłędna i opilstwo, przyjmą to wszystko bez większego “ale”. Z kolei, kiedy wzorcem życia będzie samodyscyplina, poczucie patriotyzmu, czystość ciała i duszy, to masy podążą w tymże kierunku. Po to jest nam potrzebna siła polityczna, która spopularyzuje zdrowe prowadzenie się. Chodzi o to, aby cały naród polski był dalekowzroczny, aby był przygotowany moralnie, duchowo i fizycznie do przyjęcia swojego przeznaczenia, do spełniania misji dziejowej, która powierzył nam Stwórca wszechmocny. Naród potrzebuje przywództwa, o ile pragnie dojść do czegoś wartościowego.

Tak, istnienie partii narodowej jest koniecznością. Powinna propagować wśród Polaków nadzieję na poprawę sytuacji w kraju. W tym celu, musi wzbogacić świadomość narodową Polaka przeciętnego, musi dopomóc mu zrewidować utarty i naiwny sposób patrzenia na wydarzenia w kraju i na świecie, kształcąc i uświadamiając politycznie. Musi dopomóc mu wyjść z marazmu duchowego i chaotycznej improwizacji w działaniu, by mógł zużyć cały swój zapał i energię na rozwój kultury i gospodarki narodowej. Celem partii narodowej powinno być jednoczenie Polaków celowo skłócanych ze sobą. Powinna odbudowywać nadwerężoną solidarność narodową. Powinna ukierunkowywać ich życiowo w oparciu o trwałe ideały narodowe, które powinny być na nowo przemyślane, dopasowane i uaktualnione. Warto zastanowić się do czego zmierzamy i w jaki sposób. To dopomoże nam trzymać się wytyczonego kursu. Skoro okoliczności się zmieniają, musimy ciągle korygować naszą strategię postępowania, dostosowując ją do nowych warunków. Łatwo jest bowiem popaść w rutynę, która staje się sztuką dla sztuki. Czas już najwyższy, aby przestać oglądać się na tych narodowców, którzy ściskali dłoń Romanowi Dmowskiemu, a teraz są zapatrzeni z cielęcym zachwytem we własną jałowość polityczną. Pozostawmy samym sobie opiekunów świętego płomienia z Alma Terrace w Londynie. Ich hipochondria polityczna jest nieuleczalna. Nie usiłujmy budować “Wielkiej Polski” zapatrzeni w dezerterów. Nie bujajmy w obłokach, panowie.

Partia narodowa powinna stworzyć silną opozycję dla wszelkich szantaży wewnętrznych i zewnętrznych, Wielokulturowość i odruchy separatystyczne piątych kolumn etnicznych powinny być poskramiane w sposób zdecydowany i konsekwentny. W tym celu, należy przywrócić respekt dla samodyscypliny, tężyzny duchowej i fizycznej oraz wyrobić pełne poczucie odpowiedzialności za czyny własne. To członkowie partii narodowej powinni być zachętą dla innych, wzorem męstwa i zdyscyplinowania. Powinni uczyć innych jak należy stawiać opór degeneracji narodowej, hipokryzji i modnemu dzisiaj obłędowi wielokulturowości.

Nie należy łudzić się, że pod rządami socjaldemokratów procesy sądowe nas ominą. Jednak, każdy proces sądowy, wytoczony przeciwko nam przez pasożyta narodowego, musi być wykorzystany do politycznego uświadamiania narodu oraz do zwiększenia naszej popularności. Szczególnie żydzi lubują się w procesowaniu. Należy zmusić ich, aby atakując nas opłacali koszty naszej reklamy. Po to są nam potrzebni wysoko wykwalifikowani prawnicy, naukowcy i dziennikarze.

W stadium obecnym, partia narodowa powinna skoncentrować się na dwóch kierunkach działania: powszechnej edukacji narodowej oraz na budowaniu kadr i przywództwa naturalnego. Partia narodowa musi wyczulić wrażliwość Polaków na ważne zagadnienia dotyczące zdrowia moralnego oraz gospodarności i zamożności. Musi zachęcać do politykowania aktywnego. Grupie politycznej, zdolnej do myślenia samodzielnego oraz krytycznego, potrzebny jest zdrowy klimat duchowy i dostęp do prawdy historycznej, która jest zebranym doświadczeniem przeszłych pokoleń. Dzięki temu, każde pokolenie następne nie musi odkrywać koła na nowo. Może je najwyżej ulepszyć. Dzięki znajomości prawdy historycznej, nasze plany na przyszłość będą wyrazistsze i realniejsze. W tym celu, jest konieczny własny kolportaż filmów, książek, broszur, gazet, ulotek, plakatów itp. Są konieczne pogadanki szkoleniowe, wykłady i dyskusje. Dobrym terenem do działania są tutaj wyższe uczelnie i szkoły średnie. W przyszłości, powinniśmy mieć własną stację radiową i stały dostęp do telewizji. Nie wolno nam pozostawić bez opieki ani jednego powiatu na terenie całego kraju. Ludzie dobrej woli są wszędzie. Nie wolno pozostawić ich na pastwę losu. Bowiem, każde zaniedbanie obraca się przeciwko gospodarzowi. Przecież, chcemy być gospodarzami we własnym kraju. Nieprawdaż? Rząd polski powinien czuć, że musi rozliczyć się przed narodem z każdej swojej decyzji i z każdego popełnionego błędu.

Celem naszego działania jest zapewnić bezpieczeństwo i dobrobyt dla narodu polskiego, jest zachować jego kulturę i tożsamość biologiczną, gdyż te rzeczy łączą nas w jedną całość. Kiedy naród traci znaczenie polityczne, traci również znaczenie kulturalne. Staje się “wspólnotą” gotową, aby ktoś po nią sięgnął i zaprowadził Kulturkampf. Utrata moralności nieuniknienie prowadzi do utraty odwagi, do utraty ducha walki i poczucia własnego honoru, i co najważniejsze, prowadzi do utraty poczucia przynależności. Poczucie tożsamości narodowej jest konieczne, gdyż z niej rodzi się poczucie odpowiedzialności.

Naród, który pragnie być silny, zawsze będzie czuł się bezpiecznie. Wszelkie szukanie bezpieczeństwa bez własnej siły jest dziecinadą. Prawdziwa przyjaźń z sąsiadami opiera się wyłącznie na respekcie obopólnym. Powiedzmy, Niemiec, szydzący z nas i gardzący nami, nie zapewni nam bezpieczeństwa; nawet, gdyby tego pragnął. Brak równowagi ciśnienia w powietrzu zawsze powoduje przeciągi. Dzięki przeciągom, od czasów Reformacji chodzimy zasmarkani. Nawet wówczas, kiedy usiłowaliśmy zadzierać nos do góry. Naród silny nie musi dopraszać się o poważanie. To przychodzi samo.

Należy powiedzieć otwarcie, że naród ze zniekształconą historią, jak rozbiory i niewola, jest narodem z chorą pamięcią narodową. Jego położenie jest bardzo ciężko zmienić, gdyż marzenia mas zawsze są zachowawcze. Grzesznikowi jest bardzo trudno zawrócić ze złej drogi i przerwać złą passę. Tym bardziej, iż katolicki naród polski, jako naturalny wróg kalwinizmu i kabalistów, otrzymał wiadomość, że nie będzie Wielkiej Polski. Na nieszczęście, Polacy poczęli ignorować istnienie tego faktu. Zabrakło zrozumienia, że bałagan w kraju, zdrada i krwawe jatki są inspirowane z zewnątrz. To dziwne, że od czasów Reformacji katolicyzm idzie w parze z nieudolnością polityczną. Sądzę, że gubi nas miłość do tasiemca z pejsami, powiązana z obsesją przebaczania. Niestety, postępowanie błędne, z powodu ignorancji, może być usprawiedliwione tylko wówczas, kiedy ignorancja jest wymuszona, a nie przyjęta dobrowolnie.

Pragnę tutaj przypomnieć, że akt miłosierdzia jest wyrażany przez przebaczenie, które nie jest wyrazem uczucia, lecz darem. Jest rezygnacją z roszczenia pretensji. Z tego też względu, żyd talmudyczny nie może przebaczyć goj im, gdyż zabrania mu to jego religia. Spodziewać się przebaczenia od żyda jest wielką naiwnością i niebezpieczną ignorancją. Jest rozbudowywaniem utopii. Niebezpieczeństwo zawiera się w tym, że miłosierdzie nie posiada granic i błędnie użyte może doprowadzić do samozagłady narodowej. Jedynie sprawiedliwość jest skończona i proporcjonalna do uczynków. Zatem, w stosunku do żyda powinniśmy kierować się sprawiedliwością, a nie miłosierdziem. Karanie nikczemności i złych uczynków nie jest złe, gdyż ból spowodowany karą jest mniejszym złem w oczach Pana Boga aniżeli grzech. To świat hedonistyczny uznał, że ból jest większym złem od grzechu i nieustannie powtarza refren piosenki “We don’t want another hero…”(Nie chcemy kolejnego bohatera). Nie dziwię się w ogóle, iż motłoch go nuci; ale to, że wtóruje mu Episkopat Polski, dziwi mnie bardzo i napawa niepokojem.

Wprawdzie, w obecnej sytuacji politycznej, nie jesteśmy w stanie usunąć naturalnych konsekwencji błędów politycznych popełnionych przez naszych przodków, jednak możemy i jest w naszym obowiązku nieustannie nanosić poprawki, w granicach naszych możliwości. Do pewnego stopnia, możemy rozkazywać nawet fatalizmowi narodowemu. Od nas tylko zależy, jak wielkie będziemy ponosić szkody w wyniku przebiegłych intryg naszych wrogów odwiecznych. Jedno jest pewne, iż marsz po sinusoidzie, od depresji ogólnonarodowej do narowistego powstania zbrojnego, pogarsza naszą sytuację.

Historia nam to dowiodła. Musimy nauczyć się wychodzić z sytuacji przegranej bardziej mocni na duchu, aniżeli nasi pogromcy. Warto tutaj pamiętać o Hiszpanii, która po siedmiu wiekach niewoli dojrzała do złotej ery królewskiej. Jednak, pierwej musiała rozprawić się zdecydowanie ze zdrajcami rodzimymi. Naród, który był potężny i upadł, nigdy nie urośnie w potęgę na starych zasadach. 0 ile uda mu się stanąć mocno na nogach, to tylko dlatego, że zmienił swoje wnętrze. W tym celu, już dzisiaj musimy wychowywać pokolenie Polaków na jutro. Nasz program działania musi być programem długofalowym. Zatem, może zakończyć się powodzeniem tylko wówczas, gdy stworzymy organizację samowystarczalną w sensie ekonomicznym, fizycznym i moralnym. Do tego celu musimy zwerbować ludzi wyjątkowych, ludzi gotowych do poświęceń i zobowiązań długoterminowych.

Należy zbudować taką strukturę organizacyjną, która w każdej chwili będzie w stanie przejąć ster państwa we własne ręce. Tak, to jest nasz cel podstawowy. Musimy więc przygotować się do samoobrony tak prawnej, jak i fizycznej.
Budowanie kadr musi opierać się na przemyślanej i ostrożnej selekcji, na rozmowie w cztery oczy i podpisaniu opracowanego przez nas zobowiązania, którego złamanie może pociągnąć za sobą konsekwencje natury prawnej oraz fizycznej. Musi obowiązywać żelazna zasada, iż to my decydujemy o przyjęciu, a nie zgłaszający się do nas kandydat. Student powinien werbować sprawdzonego studenta; inżynier, inżyniera; lekarz, lekarza; pedagog, pedagoga; rzemieślnik, rzemieślnika; żołnierz, żołnierza; rolnik, rolnika itd. , itd. Członkiem partii narodowej może być każdy, kto posiada narodowość polską i ukończył osiemnasty rok życia. Kryterium dla stanowisk kierowniczych i przywódczych powinien być wiek trzydziestu lat i pięcioletnie członkostwo w partii narodowej. Pod żadnym względem nie mogą być przyjmowani na członków partii narodowej masoni, pederaści, lesbijki, pijacy nałogowi i narkomani, kryminaliści – jak gwałciciele, złodzieje i mordercy – oraz ożenieni z kobietami narodowości obcej. W przeszłości, najwięcej szkód narodowi polskiemu wyrządzili Polacy ożenieni z żydówkami. Skoro naszym celem jest być wzorem i siłą przewodnią dla własnego narodu, więc musimy unikać obecności w naszych szeregach wszelkich pasożytów. Szlachectwo zobowiązuje.

Członkowie partii narodowej powinni opłacać dobrowolnie ustalone składki miesięczne i w zamian powinni regularnie otrzymywać biuletyn partyjny omawiający bieżące sprawy organizacyjne. To może zachęcić członków do działania, a zniechęcić do bezczynności i narzekania bezproduktywnego.
Wiadomo, nie obejdzie się bez konfliktów w łonie partii narodowej. Przecież, to narodowcy obecnie są znani w kraju i na świecie z pyskówek i waśni wzajemnych. Każdy przywódca ugrupowania narodowego w kraju wydaje się myśleć, że jest największą żabą w swoim bajorku i unika skoku do bajora sąsiada, aby tam przypadkiem nie spotkać żaby większej. Pragnie wierzyć, że jest superżabą. Na tę głupotę nie ma lekarstwa. Ogólnie rzecz biorąc, konflikty są nie do uniknięcia.

Rodzaj ludzki zawsze zmagał się z konfliktami. Najlepszym tego dowodem są niekończące się procesy sądowe i wojny. Chociaż, istnienie konfliktów nie zawsze musi zwiastować klęskę. Nie oznacza też utraty kontroli nad sytuacją. Zawsze jesteśmy oceniani nie tyle na podstawie zaistniałych konfliktów, ile w oparciu o to, co z tymi konfliktami uczyniliśmy. Konflikt zawsze odsłania emocje ludzkie i pozwala poznać hierarchię wartości toczących spór. Czasami, konflikty są prowokowane celowo, aby móc poznać wnętrze ludzi. Utarte mniemanie, iż pozostawienie konfliktu samemu sobie rozwiąże problem zaistniały, jest mitem, Problem, pozostawiony bez kontroli, może przybrać na intensywności. Czasami wygasa samoczynnie. W każdej z tych sytuacji, nadal pozostaniemy ignorantami co do powodów sporu. Mitem jest również mniemanie, że każdy konflikt musi być rozwiązany natychmiast. Często, szukanie rozwiązania na siłę paraliżuje wszelką inną działalność organizacyjną, szczególnie twórczą i rozwojową. Wówczas, przestajemy być zdolni patrzeć na życie perspektywicznie. Każdy konflikt jest źródłem szans życiowych. Ludzie przedsiębiorczy widzą w problemach szansę dla siebie. Z kolei, niedołęgi widzą w szansy dla siebie same problemy.

Słabe przywództwo jest zazwyczaj bierne. Tam, nie może być poważania; a więc, nie może być autorytetu. Przywódca-niedołęga na wieść o konflikcie zazwyczaj reaguje następująco:
- Chciałbym, lecz…
- Bardzo mi przykro, ale…
- Pod warunkiem, że…
- Oni chyba nie mają racji… itd.
To prawda, że tytuł naukowy, czy pozycja w partii narodowej, może ułatwić władanie innymi. Jednak, autorytet wymaga poszanowania, na które trzeba zapracować.

Robienie uników, przyjmowanie strategii “żyj i pozwól żyć innym”, może być dobre wyłącznie w przypadku sporadycznych konfliktów z ludźmi nas irytującymi. Jednak, w przypadku konfliktów na tle rywalizacji, problem musi być rozwiązany. Jesteśmy bowiem bliżej wojny domowej. Tutaj, ma miejsce szczegółowe rejestrowanie błędów i przewinień, dochodzi do pyskówek krasomówczych, a świadkowie dzielą się na obozy i w zacietrzewieniu dyskutują nad problemami wyfantazjowanymi, posługując się przy tym frazesami. Słowa przesady, jak “nigdy” oraz “zawsze”, padają coraz częściej. Tak, to członkowie kulejącej organizacji stanowią problem rzeczywisty. Doszło bowiem do podziału na “my” i “oni”. Doszło do braku zaufania wzajemnego. Sarkazm i cyniczne próby wykorzystywania wszelkich dostępnych informacji przeciwko “im” pogarszają sytuację. Tutaj, rozjemca” powinien starać się wyjaśnić wszelkie uogólnienia; np. “Kto to są oni?”. Należy wytykać wszelkie pominięcia celowe oraz wyolbrzymianie faktów. Odpowiedzialnością za spór należy obciążyć wszystkie strony. Nie należy zmuszać do kompromisu, gdyż kompromis jest na ogół odbierany jako poddanie się. Raczej, należy zachęcać do zgody. Dobra strategia jest sadzanie walczących kogutów obok siebie. Nigdy nie sadzajmy ich po przeciwnej stronie stołu. To może zaostrzyć sytuację.

Pozostawienie rywalizacji samej sobie wypacza sposób myślenia członków organizacji i wyolbrzymia problemy. Wówczas, widzimy rywala bardziej wrogim, aniżeli jest nim naprawdę. Myślenie w stylu: “my” albo “oni”, “czerwoni” albo “bezbarwni”, “czyści” albo “brudni” itp., nieuniknienie prowadzi do wojny domowej. Wówczas, chęć do zwycięstwa przeobraża się w chęć do polowania. Tutaj, motywacja działania jest już pozbyć się strony przeciwnej. Prywata zostaje utożsamiona z “dobrem Stronnictwa”. Mnoży się ilość grupek “narodowych”; najczęściej, dwu i trzyosobowych. Dalej, zawartość grupki staje się o wiele ważniejsza, aniżeli zawartość całego Stronnictwa. Utrata myślenia perspektywicznego i rozwojowego jest tutaj wspólna dla wszystkich. – Czy nie mam racji, panowie narodowcy?

Skoro już doszło do rozbicia dzielnicowego, to jest konieczne utworzyć zespół interwencyjny, który będzie neutralny w stosunku do zwalczających się ugrupowań narodowych. Lista kandydatów na członków zespołu interwencyjnego powinna być obszerna. Każde z ugrupowań proponuje swoich kandydatów. W czasie wyboru zespołu interwencyjnego przedstawiciele każdego ugrupowania skreślają po jednym kandydacie z listy. Skreślanie trwa dopóty, dopóki na liście nie pozostanie uprzednio ustalona liczba członków.

Wybrani członkowie zespołu interwencyjnego powinni unikać roli zbawców; bowiem, to do zwaśnionych ugrupowań należy obowiązek dojścia do porozumienia. Podobnie, muszą odrzucać wszelkie formy zastraszania, szantażu i przekupstwa, np. motywując to warunkami stawianymi przez sterylnie czystych opiekunów świętego ognia z Londynu. Szantaż zawsze jest potwierdzeniem powagi sytuacji.

Zespół interwencyjny powinien rozważyć programy wszystkich ugrupowań oraz ich pretensje do innych. Powinien mieć na względzie to, że opinie raczej reprezentują “widzi mi się”, a nie rzeczywistość. Poszukując faktów, doprowadza do negocjacji pojednawczych. O ile to nie skutkuje, należy przystąpić do arbitrażu. Wówczas, ugrupowania MUSZĄ przyjąć opracowane postanowienia zespołu interwencyjnego, albo opuszczają Stronnictwo Narodowe (partię narodową). Bez użycia siły tutaj się nie obejdzie. Ci, co odejdą, nadal mogą usiłować wypełniać swoją “misję świętą”, ale odcięci od narodowców z czasem rozpłyną się w nicość.

Nie łudźmy się, na tym etapie zacietrzewienia arbitraż jest konieczny. Tutaj, żadne głosowanie i apelacje listowne do sumienia intrygantów nie usuną waśni wzajemnych. Głosowanie jest wymysłem demokracji i spełnia rolę placebo. Może decydować o wyborze opinii, ale nie jest w stanie zapanować nad pragnieniami poszczególnych osób. Przeciwnie, głosowanie może zaognić spór, gdyż tworzy policzalne zbiory zwycięzców i pokonanych. Przecież, nie bez powodów skłócająca naród polski żydodemokracja tak kurczowo trzyma się głosowania, które organizuje i “liczy głosy”.

Ci narodowcy, którzy naprawdę pragną zjednoczyć się, powinni wymienić pomiędzy sobą informacje, studiować różnice i podobieństwo, co umożliwi obrać stanowisko możliwe do przyjęcia przez innych. Dalej, jednoczące podejście do zagadnienia likwidacji ugrupowań i do utworzenia partii narodowej zachęci uczestników do myślenia twórczego. Podstawową zasadą każdego działania sprawnego jest wiedzieć dokąd się zmierza i czego się pragnie. To dodaje nam zdecydowania i ułatwia podejmowanie decyzji trafnych. Musimy ustalić normy postępowania przejrzyste i określone jednoznacznie. Każde jednoczenie i godzenie wymaga cierpliwości, a więc wymaga czasu oraz dobrej woli wszystkich uczestników. Dobrą jego strona jest to, że przy okazji ułatwi ujawnić wilki w owczej skórze, które istnieją i są gorzką rzeczywistością. Bez tego, nie byłoby problemu rozbicia i skłócenia. Bez przesiewu organizacyjnego nie może być rozwoju. Wręcz przeciwnie, zagrozi nam działalność samoniszcząca.

Może jeszcze jedna uwaga odnośnie jednoczenia ruchu narodowego. Pójście na kompromis jest dobre tylko wówczas, gdy strony skłócone mają rację. W sytuacji, gdy choć jeden z uczestników sporu jest w błędzie, kompromis prowadzi do błędu i jest stratą czasu. Dalej, jednoczenie mija się z celem, kiedy ugrupowania narodowe są nastawione na walkę. W takiej sytuacji, dyktatura jest koniecznością. Przywódcy ruchu narodowego nie mogą dopuścić, aby ich partia stała się ekumeniczną Świątynią Zrozumienia. Bowiem, więź ludzi w organizacji charytatywnej jest bardzo wątła. Indyferenci zawsze garną się tam, gdzie spodziewają się większych korzyści dla siebie. W przypadku partii przewodzącej własnym narodem, na dobre i na złe, to nie może mieć miejsca. Szczególnie dzisiaj, kiedy “nowy porządek w świecie” stuka do drzwi.

Na zakończenie pragnę dodać, że obecne rozbicie ruchu narodowego nie jest jeszcze katastrofą. Połączenie miernoty nie zawsze daje siłę. Powiedzmy, pięciu zdechlaków wziętych do kupy nie utworzy giganta. Ruchowi narodowemu potrzebna jest siła, a nie łączenie słabości. Lepiej jest mieć mniej członków, lecz ze zdrowymi i rozsądnymi ideami, aniżeli tłum głupców i marzycieli. Być może, iż drogą współzawodnictwa uda się uzyskać przywódców, którzy samodzielnie poprowadzą naród. Jednak, każda selekcja naturalna wymaga czasu i cierpliwości.

Finałem życia każdego człowieka jest śmierć. Jedyne, co się liczy w życiu doczesnym, to jaki wywarliśmy wpływ na życie swojej rodziny i swojego narodu. Jakkolwiek, sukces za życia jest zwodniczy i nie należy kierować się nim podejmując decyzje ważne. Weźmy, dla przykładu, Sanhedryn żydowski i Jezusa Chrystusa. W Wielki Piątek Sanhedryn tryumfował, a Chrystus, jako człowiek, przegrał z kretesem. Pierwsi chrześcijanie również przegrywali z kretesem. Jednak, proszę sobie przypomnieć co zaczęło dziać się w pięćset lat po Wielkim Piątku. Po Kajfaszu i Judaszu nie pozostało nawet zepsute powietrze. Zatem, nie narzekajmy i nie zazdrośćmy, że Michnikowi wiedzie się lepiej. To jest złudzenie i Kahał dobrze o tym wie.

Parcie ze strony zachodzących wydarzeń w świecie może wywołać nowe wydarzenia, których nie będą w stanie zatrzymać opłacane przez żydów hordy amerykańskiej piechoty morskiej i jej lotnictwa wspartego szpiegostwem satelitarnym. Świat znowu zazna szoku, gdyż ponownie staną twarz w twarz dwie potężne siły, jak dwa tysiące lat temu. Narody udręczone od dawna oczekują na pojawienie się Tytusa, który je poprowadzi. Nie sądzę, aby kalwinizm judaistyczny był w stanie nadal tryumfować. Kto sztyletem i trucizną wojuje…

http://marucha.wordpress.com/2012/07/27 ... more-23629


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 lip 2012, 11:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Gigantomania (4)

Fragmenty książki Romualda Gładkowskiego “Gigantomania” (Toronto 1992), nadesłał p. PiotrX.

Poprzednie części:

•http://marucha.wordpress.com/2012/07/25/gigantomania-1
•http://marucha.wordpress.com/2012/07/26/gigantomania-2
•http://marucha.wordpress.com/2012/07/27/gigantomania-3

„(…) Władza prawowita nie opiera się na „woli ludu”, ani też na woli „jednostki”, lecz „na prawie naturalnym”. Stąd, naród może być prowadzony do rozwoju, do życia, lub do zagłady, do śmierci. Jeżeli rozumienie i respektowanie prawa naturalnego jest tak doniosłe w życiu narodu, to muszą istnieć przywódcy, musi istnieć elita specjalistów, która będzie ustalać co należy robić, jak należy robić i czego nie wolno robić. Skoro we wszechświecie obowiązuje struktura hierarchiczna, zorganizowanie narodu również powinno opierać się na systemie hierarchicznym, w którym każdy szczebel jest ważny i posiada ustalone prawa i obowiązki.

Kto powinien wybierać przywódców? Może zapytam inaczej. Czy masy są w stanie wybrać przywódców? Bardzo wątpliwe. Masy nie mogą wybrać dla siebie przywódców, podobnie jak żołnierze nie wybierają dla siebie generałów. Nie znają bowiem dobrze praw obowiązujących w zorganizowaniu życia państwowego. Decyzja mas nie opiera się na wiedzy i sprawiedliwości, ale na zawierzeniu szczęściu. Masy zazwyczaj wybierają kandydatów najgorszych z możliwych. Najchętniej Barabasza. Stąd, w systemie demokratycznym, każda wesz polityczna poluje na szczęście. Jak w szulerni. Do głosu dochodzą demagodzy i szarlatani, wyzbyci skrupułów i poczucia godności. Wówczas, przywódcy naturalni muszą być odsunięci od władzy, gdyż odmówią współpracy na obowiązujących zasadach korupcji i zakłamania. To masy wybierają sznur dla własnej egzekucji. Nazywamy to samobójstwem narodowym.

Jeżeli jeden głos więcej może zadecydować co ma być prawdą i jaka będzie obowiązywać ideologia, to ile to może mieć wspólnego z prawda i sprawiedliwością? Prawda nie jest wytworem opinii większości, lecz posiada własne prawo, które jest silniejsze od woli wszystkich większości świata. Jest to prawo Boże. Tylko dureń skończony może uzależniać od wyników głosowania przyjęcie prawa naturalnego. Powiedzmy, kto o zdrowych zmysłach będzie uzależniał od głosowania decyzję, kiedy człowiek staje się człowiekiem i kiedy ma prawo do życia? Mimo wszystko, zwolennicy demokracji to robią.
Przywództwo w narodzie powinno być oparte na „selekcji”, a nie na głosowaniu, czy też na dziedziczności.

To elita istniejąca wybiera (namaszcza) swoich następców. Jak w hierarchii Kościoła. W przypadku, kiedy naród pozostaje bez przywództwa naturalnego, nowa elita wyłania się z wojny toczonej z elitą zdegenerowana i fałszywą. Czyli, również obowiązuje prawo selekcji. Historyczny błąd dziedziczności doprowadził do degeneracji władzy. – Tak często, ojciec jest utalentowanym przywódcą i twórcą, syn jest niedojdą, a wnuk rozbójnikiem. Powstanie demokracji było sprzeciwem wobec degenerującej dziedziczności. Jednak, odstępstwo od zasady selekcji doprowadziło do błędu większego, którym jest głosowanie powszechne.

Przede wszystkim, system demokratyczny rozbija nam jedność narodową. Dzieli naród na zwalczające się wzajemnie grupy i grupeczki, które okażą się bezsilne w przypadku decydującej chwili historycznej (jak we wrześniu 1939 roku). Dalej, wielopartyjny system demokratyczny rozbija ciągłość rozwojową narodu. Bowiem, każda partia niweczy wysiłki swoich rywali. Pięćdziesiąt jeden procent głosów może zniszczyć najgenialniejsze pomysły i najszczersze chęci. Tutaj, polityk staje się niewolnikiem wyborców, a raczej tych, którzy manipulują wyborcami. Demokracja pozbawia naród autorytetów, gdyż w obawie przed utratą popularności przywódcy nie są w stanie karać złodziei i oszustów. Zaczyna brakować siły wykonawczej.

Równość demokratyczna? Jakim prawem mamy być zrównani z naszymi pasożytami? Przecież równość wymaga, aby rzeczy nierówne traktować w sposób nierówny. Jakim prawem żydzi mają być autorami zagłady państwowości polskiej? Jako “lud Boży”?

Ktoś może zapytać, skoro demokracja okazuje się być niedorzecznością pod każdym względem, to dlaczego w dobie obecnej stała się systemem obowiązującym na całym świecie? Otóż, demokracja, jako system rozrzutny i swawolny, wymaga dużej ilości pieniędzy; a te są w rękach plutokracji. Tym samym, dla międzynarodowej finansjery żydowskiej socjaldemokracja (anarchia polityczna i niewola ekonomiczna) wydaje się być systemem najbardziej dochodowym i dlatego ją popiera.

Tak, demokraci żydomasońscy posługują się niespotykanie perfidną maskaradą; z jednej strony, udają apostołów pokoju i ładu na ziemi, a z drugiej, podtrzymują wojnę człowieka z Panem Bogiem.

(…)

Polak indyferentny wydaje się rozumieć słowo “polityka” jako głosowanie. Bowiem, na całym świecie socjaldemokracja spłyciła politykę do procederu przebiegłego manipulowania “tak” i “nie” ogłupionych do reszty wyborców.
Nic więc dziwnego, że u schyłku XX wieku Polak dopatruje się nadziei dla siebie we wnętrzu urny wyborczej. Nic też dziwnego, że w Polsce patent na wybory przypisał sobie żyd, co w części potwierdza tytuł jego organu propagandowego “Gazeta Wyborcza”. Tym samym, immanentne zmiany w rządzeniu krajem stały się zasada żelazne, gdyż tego wymagaj a interesy żydostwa międzynarodowego. Marzeniem żyda jest, aby urna wyborcza stała się jedynym ogniwem wiążącym ze sobą ludzi zamieszkujących dany okręg administracyjny. Jak paśnik dla baranów. Nawet w “Gaudum et Spes” Soboru Watykańskiego II fetysz głosowania znalazł swoje poparcie.

Mimo, iż tak wielu papieży, począwszy od Piusa VI, otwarcie potępiło zwyczaj “wyborów demokratycznych”. Przecież ten Sobór był dyrygowany przez judeofili, którym sakiewka żydowska, handlująca głosami wyborców, jest bardziej potrzebna, aniżeli Duch Święty.

W systemie demokratycznym, każdy, kto potrafi urobić opinię publiczną, jest w stanie decydować o wynikach wyborów. Skoro czytelnik doświadczył tego na własnej skórze, nie muszę więc przytaczać argumentów dodatkowych, że tak jest. Mimo, iż głosowanie jest nieodłączną częścią demokracji, NIE JEST nieodłączną częścią polityki. Obecność głosowania w polityce jest wymuszona i jest przypadkowa. Bowiem, jakim prawem człowiek może rządzić na bazie zmiennej demokracji, skoro każda władza prawowita jest zobowiązana trzymać się zasad prawa naturalnego, które jest niezmienne? Opinia gawiedzi nie ma z tym nic wspólnego. Głosowanie powszechne jest inowacją masonów XVIII wieku. Nawet, było obce Grekom starożytnym, do których demokraci współcześni się przyznają.

Św. Paweł orzekł, że cała władza na ziemi pochodzi od Boga. Za to masońska Deklaracja Praw Człowieka, z 1789 roku, twierdzi co innego; że to człowiek jest źródłem wszelkiej władzy na ziemi. Przecież, ta filozofia jest podstawą ideologii demokracji. Nie ma w niej odsyłacza do prawa naturalnego, które istnieje niezależnie od woli i nastrojów “ludu”. W istocie rzeczy, rządzący muszą rządzić jako legaci Pana Boga, a nie jako przedstawiciele “ludu”. Żaden
rząd na ziemi nie ma prawa wprowadzać w życie przepisów sprzecznych z prawem Bożym; nawet wówczas, gdy są one wyrazem woli większości obywateli. Wszechświat Boży nie jest demokracją.

W roku 1925, papież Pius XI ogłosił encyklikę “Quas primas”, w której wyraźnie wyjaśnił powody trudności nawarstwiających się w polityce i w gospodarce światowej. Zło w świecie istnieje głównie dlatego, że ludzie usunęli z życia własnego Chrystusa Króla; dla którego nie ma już miejsca tak w życiu prywatnym, jak i w politycznym. Dalej, dopóki rządzący nie podporządkują się całkowicie naszemu Odkupicielowi, dopóty nie będzie pokoju pomiędzy narodami. Papież powiedział wyraźnie, którędy należy iść przez życie, a mimo tego zawierzyliśmy głosowaniu demokratycznemu. O ironio, nauczanie Soboru Watykańskiego II wyparło się tej encykliki.

Mimo, iż przez długie wieki papieże głosili, że rządy poszczególnych narodów muszą podporządkować się Chrystusowi Królowi i Jego prawu. Więcej, cały rodzaj ludzki jest zobowiązany podporządkować się władzy Chrystusa Króla, włączając w to żydów spoganiałych.

Za tym przemawiają fakty następujące. Pan Bóg jest naszym stwórcą. Ci, którzy zostali stworzeni, mają święty obowiązek miłować Stwórcę i być mu posłusznym. Tu nie może być miejsca na żadne “ale”. Nie da się bowiem miłować Pana Boga odmawiając mu posłuszeństwa. Dalej, nie możemy być posłuszni Panu Bogu, jeżeli nie podporządkujemy się władzy Chrystusa Króla. Przecież, Chrystus jest naszym Królem z tytułu obowiązującego prawa naturalnego; jako nasz Zbawiciel. W tym układzie, separacja Państwa od Kościoła Chrystusa Króla jest bluźnierstwem, jest herezją. Przecież, Boże przykazania nie dotyczą wyłącznie przekonań prywatnych. Jest więc bluźnierstwem, jeżeli katolik, nawet z Unii Demokratycznej, twierdzi, iż Dekalog należy uwięzić pod strzechą. (….)

(…)

Obszerne fragmenty publikacji R.Gładkowskiego “Gigantomania” zainteresowani mogą znaleźć w linku ponizej – wpisy 7,8,9

http://marucha.wordpress.com/2012/07/10 ... ent-180967

http://marucha.wordpress.com/2012/07/28/gigantomania-4/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 30 lip 2012, 14:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Uczmy się od Izraela

Gdy Izrael bronił swego istnienia – a czasem wręcz zajmował terytoria wroga – nad jego czołgami nie łopotały tęczowe sztandary tolerancji. Łopotały nacjonalistyczny znak gwiazdy Dawida i religijny symbol menory. Jednocześnie Izrael jest demokracją. Obywatele mają większy zakres wolności niż w wielu państwach UE, np. w Polsce. Obserwując struktury świeckie Izraela, widzimy ich „zainfekowanie” przez symbole religijne. To religia i nacjonalizm stworzyły silny, nowoczesny Izrael.

Izrael bywa kłopotliwy dla Europy Zachodniej. I dla tych naszych koterii towarzyskich, które z fanatycznego naśladowania Zachodu uczyniły swój cel egzystencji i źródło finansowania. Prowadzi to czasem do rozkosznych nieporozumień, które wiele mówią o obcości Izraela względem naszej rzeczywistości.

Pamiętam, jak pewnego razu „Krytyka Polityczna” uznała za stosowne podlizać się zachodnim salonom i zaatakować Izrael. Jednocześnie brak pewności, jak zostanie to przyjęte przez salon polski z okolic „Gazety Wyborczej”, nakazywał Sierakowskiemu daleko posuniętą ostrożność (to było kilka lat temu). Więc zamiast własnymi rękami rozprawić się z faszystowskim państewkiem z Bliskiego Wschodu uznał, że bezpieczniej będzie zaprosić po prostu Izraelczyka z lewej strony. Sierakowski, zapewne przerzucając realia polskie na Izrael, pomyślał, że jest sytuacją naturalną, iż lewicowo-liberalne media na obczyźnie zajmują się głównie tłumaczeniem, czemu gdzie indziej jest fajnie, tożsamość nie jest cool, a Ojczyzna to przeterminowany konstrukt opresyjnej plemiennej mentalności. Cóż, pierwsze zdanie lewicowego Izraelczyka w siedzibie „Krytyki Politycznej” brzmiało: „bo wy w Europie zapomnieliście, że nie ma demokracji bez nacjonalizmu”.

Podążajmy za upiorami

Ta dykteryjka idealnie obrazuje, czemu Izrael jest postrzegany jak kosmita przez Europę. Albo lepiej byłoby stwierdzić – jak upiór z zamierzchłych czasów przypominający salonom europejskim o dawno zapomnianej przeszłości. Czy może istnieć dobitniejsza obraza dla postpolitycznych mamideł o wiecznym pokoju, zapomnieniu, tolerancji i miłości niż huśtający się na szubienicy Eichmann z przetrąconym karkiem? Albo politycy z dumą mówiący o Ziemi Obiecanej i czołgi wysyłane, by walczyć o swoje państwo? Izrael właściwie nie tyle przypomina, ile wręcz kwestionuje te ideały, które wyniosły do władzy środowiska lewicowe i laickie Zachodu, samym swoim istnieniem zadając kłam nowomowie lewicowej. Ucieleśnia upiory, powstałe w efekcie zmierzenia się ze światem, przed którym Europa Zachodnia tchórzliwie ucieka (na ile coraz bardziej opasły wół lewicowej biurokracji, na którym siedzi, jest w stanie jeszcze biec). I byłoby dla Polski bardzo dobrze, gdybyśmy za tymi upiorami podążyli.

Żeby zrozumieć tę izraelską odmienność, nie możemy tylko skupić się na kwestiach najbardziej widocznych, choć i one odgrywają bardzo ważną rolę. To nie wojna i powieszenie Eichmanna stworzyło Izrael. To nie świadomość ciągłego zagrożenia cementuje tam naród. To nie zamachy terrorystyczne budują tam estymę dla armii i ogólną niewiarę w pacyfistyczne mrzonki. Żeby zrozumieć wyjątkowość Izraela, warto cofnąć się do jego początków, do momentu, w którym przyszłe symbole i kategorie tworzące tożsamość izraelską się wykształciły.

Jest oczywiście niemożliwe negować wpływ, jaki środowisko geopolityczne, w którym istnieje państwo, na nie wywiera. Jednocześnie jednak warto sobie zadać pytanie z zakresu swoistej „genetyki” politycznej. Jak stało się to możliwe, wokół jakich symboli i ideałów udało się stworzyć – w skrajnie niesprzyjających warunkach, w ciągłej wojnie i agresji – i wykrystalizować ze zbioru często mówiących różnymi językami, z różnych państw grup Żydów spójną i silną wspólnotę, która zdołała przetrwać? Wydaje się, że w najgłębszym sensie Izrael mógł powstać i rozwinąć się, gdyż zdołał dokonać aktu internalizacji mesjanizmu religijnego w obręb świeckich instytucji – jako formy określającej ich cele i symboliczne odwołanie. Zdołał to zrobić bez zniszczenia żadnej z tych sfer. Religia nie pożarła przestrzeni profanum, przestrzeni politycznej – ale nadała jej treści – więcej: niezbędnej dynamiki.

Od technokratyzmu do nienawiści

Bardzo wiele o naszym świecie i naszej polskiej rzeczywistości mówi ewolucja syjonizmu, myśli, która Izrael stworzyła. Idea nowoczesnego państwa żydowskiego narodziła się pod koniec XIX w. jako myśl czysto świecka i antyreligijna. Idealnym reprezentantem tego nurtu, zwanego syjonizmem politycznym, był Teodor Herzl. Była to ideologia – co może zaskakiwać – bardzo podobna do dzisiejszej, zlaicyzowanej nowomowy proeuropejskich salonów w Polsce. Otóż Herzlowski syjonizm był myślą dążącą do absolutnego zeświecczenia wspólnoty żydowskiej. Polityczność, rozumianą jako zdobycie własnego państwa, postrzegał jako akt emancypacji, wyzwolenia się z okowów religii. Religia traktowana była jako zło ostateczne i odrzucana w sposób pełny. Wszystko, co miało cokolwiek wspólnego z tradycją religijną, było wyrzucane poza obręb refleksji – a wręcz dziko atakowane.

Język hebrajski, ziemia Izraela, symbole, takie jak choćby Menora – miały zostać raz na zawsze wykluczone z tożsamości żydowskiej. Żyd miał być w sposób pełny Europejczykiem – istotą stojącą jak najdalej od zabobonu. Religia dla wczesnego syjonizmu politycznego to forma trwania żydowskiej wspólnoty, która ją radykalnie upośledziła. W swych ocenach syjoniści polityczni bywają nieprawdopodobnie ostrzy – pojawiają się przyrównywania religijnych Żydów i samej religijnej wspólnoty do żywych trupów, gnijących ciał, nędznych

robaków, żałosnych niewolników. Więcej – antysemityzm okazuje się w pewnej mierze uzasadniony kondycją Żyda.
Czy nam to czegoś nie przypomina? Był to w pewnych aspektach ten sam typ myśli, co dzisiejszy, znany nam jakże dobrze „modernizm europejski”, tłumaczący, czemu należy wzgardzić ciemnogrodem. Błyskawicznie okazało się, że tego typu perspektywa nie może stać się podstawą państwa. Jedyne, do czego może służyć, to być pewnym pierwotnym impulsem państwowotwórczym – ale z czasem degenerującym i zamieniającym się w ideologię elity, która, odrywając się od pogardzanego przez nią ludu, tradycji, zabobonu, przestaje go w jakikolwiek sposób reprezentować. Z czasem wręcz jedyną jej ideologią staje się nienawiść do własnej wspólnoty i próba implementacji obcych wzorców.

Szybko okazało się, że potencjał nienawiści, jaki elita miała do religii, skończył się specyficzną formą antysemityzmu. Syjonizm polityczny zaczął warunkować swoje istnienie deprecjacją żydowskiej kultury, historii i żydowskiej wspólnoty. Jego zapędy modernistyczne rosły proporcjonalnie do nienawiści wobec realnej wspólnoty żydowskiej. Co więcej, w pustce, jaka pojawiła się, gdy odrzucił jakiekolwiek cele i kategorie polityczne warunkowane religią, nie potrafił wytworzyć swoistej treści politycznej. W pewnym momencie późny odłam syjonizmu politycznego (tzw. terytorialiści) wręcz postulował – wszystko, byle nie Izrael, wszystko, byle nie hebrajski. A zamiast tego np. Uganda.

Zmartwychwstanie mesjanizmu

Tak oderwana od realnych sentymentów wspólnoty ideologia polityczna, pozbawiona treści pozytywnej, musiała przegrać. Syjonizm na nowo musiał stanąć przed prawie że syzyfowym zadaniem – połączyć apolityczne (a czasem wręcz antypolityczne) elementy judaizmu z nowoczesną myślą polityczną, mającą stać się podstawą ideologiczną przyszłego państwa, bodźcem zdolnym porwać rzesze żydowskie. Przyszli twórcy państwa Izraela – w tym często skrajnie lewicowi – stanęli przed pytaniem – by nie popaść w kreację i przegrać jak syjonizm polityczny – kim jest Żyd. I odpowiedź znaleźli w jednym miejscu. W judaizmie, w żydowskim mesjanizmie i wierze, że naród żydowski ma prawo do swej ziemi wybranej, swego wiecznego języka, swoich wiecznych symboli.

Syjonizm przestał obawiać się czerpania z dziedzictwa symbolicznego judaizmu, był w stanie samoograniczać w relacji do wspomnianego dziedzictwa swoje zapędy w stronę pełnego konstruktywizmu politycznego (np. konkretyzując w relacji do judaizmu przyszłe elementy tożsamości żydowskiej). Łącząc w jedno postulat politycznej tożsamości żydowskiej, postulat szeroko pojętej potrzeby modernizacji wspólnoty żydowskiej i przygotowania jej do zadań stawianych przed nią przez czasy, w których się znalazła; z „religijną” podstawą, matrycą symboliczną, skąd czerpane były podstawowe komponenta ideologiczne, zdołał syjonizm z jednej strony, wypełnić trwałą treścią syjonistyczny projekt

polityczny, z drugiej, przywrócić wspólnotę żydowską historii i przygotowywać na wyzwania, jakie ona stawia. Ta swoista „teologia polityczna” (rozumiana tu w ujęciu szerokim, jako oparcie projektu politycznego na teologicznych symbolach i uzasadnieniach) jest, co więcej, nadal bardzo mocno obecna w tożsamości izraelskiej i w izraelskiej symbolice państwowej. Jeden z największych myślicieli żydowskich XX w. Ahad Ha’am stwierdził, że syjonizm polityczny dążył do stworzenia państwa Żydów, a nie żydowskiego. Późniejszy syjonizm zrozumiał tę różnicę.

Państwo żydowskie zamiast państwa Żydów

Czym więc właściwie jest syjonizm? Wydaje się, że jest nauką dla świata. Nauką o podstawach polityczności narodu, jego wolności i tożsamości narodowej. Pokazuje w „stanie czystym”, jakie są rzeczywiste relacje między religią, dokładniej – jej podstawową, najpowszechniejszą egzemplifikacją społeczną – czyli „ciemnym”, nieracjonalnym i rytualnym życiem wspólnoty, a racjonalizmem i „oświeceniem” – w odniesieniu do polityczności. Jaką prawdę pokazuje historia syjonizmu? Otóż tyle, że oświecenie (racjonalna, laicka perspektywa polityczna) może być dla narodu tylko bodźcem, iskrą, która, padając na podatny grunt, wydobywa z niego ukryte dotąd potencje – jest ich obudzeniem. Samo w sobie oświecenie, modernizm jest pustką – jest formą niezdolną do wypełnienia samej siebie – albowiem odwołuje się tylko do siebie. Jest jak państwo sankcjonujące swoje istnienie poprzez siebie samo czy jak budowla, która racji swojego istnienia szuka nie w swojej funkcji, ale w samym fakcie, że została zbudowana (bądź jest budowana). Tę pustkę oświecenia, areligijnego racjonalizmu widać właśnie szczególnie na przykładzie ewolucji syjonizmu. To na tym przykładzie możemy zobaczyć, do jakiego stopnia pusta, antyreligijna i antytożsamościowa modernizacja zamienia się w inercję i entropię. Oraz – wbrew dziś modnym mrzonkom – do jakiego stopnia religia i silna tożsamość są niezbędnym paliwem realnych przemian i poprawy swego losu.

Syjonizm, który stworzył Izrael, okazał się dzieckiem starcia dwóch myśli – z jednej strony jest kontynuacją czystego świeckiego nacjonalizmu żydowskiego (będącego w sposób prawie pełny spadkobiercą haskali, czyli żydowskiej, antyjudaistycznej wersji oświecenia); z drugiej strony kontynuacją judaizmu w jego najbardziej ludowej formie – czyli mistycyzmu żydowskiego, który przez wieki getta zdołał zachować pamięć o tym, kim jest Żyd. Można więc w ewolucji syjonizmu zobaczyć swoistą dialektykę oświecenia (acz bez odniesienia do Adorno). Z jednej strony, widać „pobudzającą” moc haskali, która pierwsza narzuciła perspektywę posiadania realnej polityczności. Z drugiej, widzimy, że jego odrzucenie religii, błyskawicznie uwikłało go w rozliczne absurdy, których zwieńczeniem była nienawiść do własnej wspólnoty – a zamiast modernizacji – rytualne, reakcyjne powtarzanie obcych klisz. Oświecenie i jego dziecko – świecki nacjonalizm żydowski – przeobraziły się w realną chęć nie tyle trywializacji, ile wręcz zniszczenia żydowskiej tożsamości, co najwyżej – zachowania jej jako zbiór teoretycznych i nic nieznaczących hasełek. W rzeczywistości, w ramach treści pozytywnej (symboli tworzących państwo i tożsamość; języka, samego umiejscowienia ojczyzny) okazuje się, że Izrael jest kontynuacją żydowskiego mesjanizmu, jest kontynuacją tych kategorii i symboli, które mistycyzm zdołał na trwałe wtłoczyć w żydowską tożsamość, jest ich wyciagnięciem i ustawieniem na piedestale. Dopiero odniesienie do judaizmu i struktury symbolicznej, którą narzuciła tożsamości żydowskiej mistyka, umożliwiło nacjonalizmowi żydowskiemu realne odniesienie się do czegoś poza i ponad nim samym – czyli do rzeczywistości wspólnoty i jej realnego życia.

Gdy Izrael bronił swego istnienia – a czasem wręcz zajmował terytoria wroga – nad jego czołgami nie łopotały tęczowe sztandary tolerancji. Łopotały nacjonalistyczny znak gwiazdy Dawida i religijny symbol menory. Jednocześnie Izrael jest demokracją. Obywatele mają większy zakres wolności niż w wielu państwach UE, np. w Polsce. Obserwując struktury świeckie Izraela, widzimy ich „zainfekowanie” przez symbole religijne. Wytwarzają one w konsekwencji silną i spójną tożsamość zdolną reagować – działać, odporną na lewicową arbitralność władzy oraz wpływów z zewnątrz. Religia i nacjonalizm stworzyły silny, nowoczesny Izrael.

Lekcja dla nas

Tak więc patrzmy na Izrael i naśladujmy. Wieszajmy totalitarnych zbrodniarzy. Uczmy się strzelać i bronić. Uczmy się istnieć w rzeczywistości. Uczmy się wiedzieć, że świat nie jest raz na zawsze ustalony i można dostać nawet w tym naszym świecie ładu i szklanych domów kulkę w łeb tylko za to, kim się jest z urodzenia. Uczmy się, że bogactwo i zwycięstwo nie są dane raz na zawsze, ale trzeba zawsze o nie walczyć, a gdy się przestanie – to się je straci. Uczmy się tysięcy banałów, o których Europa dawno zapomniała. Uczmy się dumy z tożsamości. Uczmy się polityki historycznej. A zwłaszcza nauczmy się, że tylko w tożsamości i własnej historii tkwi przetrwanie. Uczmy się walczyć. Uczmy się nienawidzić tych, którzy nienawidzą nas. A zwłaszcza nauczmy się, że wróg istnieje. Że niebezpieczeństwo istnieje. Że trzeba cholernie uważać i zawsze stać na straży niepodległości oraz na straży własnego państwa. Uczmy się, że niepodległość to krew i ofiara. Uczmy się, że tych, którzy złożyli tę daninę, należy szanować. Uczmy się być dumni. Uczmy się od Izraela tych wszystkich rzeczy, za które Zachód i Postęp Izraela nienawidzi. I przyjmijmy, że to Izrael zrozumiał, czym jest postęp, podczas gdy Europa gnije we własnych utopiach rozdzielona między władzą pannarodowej oligarchicznej biurokracji a zanarchizowanymi wspólnotami, z których większość to imigranci. Pamiętajmy za Izraelem o tym, że jednak kategoria suwerenności to nie wymysł nazistowskich faszystów; nauczmy się od Izraela tego, jak ważne są kategorie Narodu, Ziemi, Religii. Że wspólnota polityczna buduje się na tych kategoriach, a nie w oderwaniu od nich… A w końcu, trawestując Ahad Ha’ama, pamiętajmy, że istnieje wielka różnica między państwem polskim a państwem Polaków. Kategorie:

•Autorzy: Dawid Wildstein
•NGP-Nowe Państwo: Idee
•Roczniki: Numer 5 (75)/2012

http://www.panstwo.net/2297-uczmy-sie-od-izraela


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 27 sie 2012, 20:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Państwo narodowe musi być solidarne

Miałem niedawno przyjemność przebywać w tzw. „Polsce”. Nie dość, że mignęło mi przed oczami sporo tych naszych ojczystych krajobrazów, to jeszcze odbyłem ciekawą rozmowę. Spotkałem pewnego człowieka, który jest instruktorem sportowych grup młodzieżowych. Zapaleniec – tak, w skrócie trzeba by go nazwać, bo przeciętny człowiek z pewnością nie wyszedłby żywy z tego slalomu pomiędzy instytucjami, jaki jest jego chlebem powszednim. Słuchając tego pełnego energii człowieka, mającego na głowie kilkadziesiąt rozszalałych dzieciaków i wciąż w tym wszystkim zapalającego się jeszcze do nowych inicjatyw, myślałem sobie o tym, gdzie my wszyscy byśmy byli gdyby nie tacy ludzie. Myślałem też długo jeszcze po tej rozmowie, jak bardzo potrzebne jest jednak państwo, i jak ważne jest aby było ono – wbrew rozmaitym domorosłym robo-prywatyzatorom wszystkiego co się rusza – bardzo mocne.

W naszym kraju, trzeba sobie to w końcu mocno uświadomić, nie rozmawia się w istocie o niczym ważnym. W powietrzu hula sobie tryliard różnorakich głupot, powtarzanych od premiera po „szarego” człowieka w autobusie. Głupoty te potem zamieniają się w prawdy objawione, których nie należy podważać, ani z nimi dyskutować. Jedną z najbardziej obrośniętych głupotami i mitami kwestii jest to słynne „państwo opiekuńcze”, które jest podobno podstawową przyczyną dzisiejszych sytuacji kryzysowych. Jeśli chcesz być uznawany za kogoś w miarę rozgarniętego powinieneś owo państwo opiekuńcze mieszać z błotem, i jeszcze niemiłosiernie się przy tym krzywić. Ci, którzy to „opiekuńcze państwo” tak chętnie krytykują, najczęściej nie bardzo wiedzą o czym mówią. Inna już rzecz, że gdyby tych wszystkich szalonych Korwinistów od tego straszliwego „opiekuńczego reżimu” odłączyć, to skwierczeliby pierwsi w niebogłosy – bo sami nie zdają sobie sprawy, że gdyby nie właśnie „opiekuńcze państwo” i gdyby nie te wszystkie „socjalistyczne potworki” nadal siedzieliby w drewnianej chacie przy lampie naftowej a najpewniej też nie umieliby ani czytać ani pisać.

Tu potrzebuję zrobić mały przystanek, i tytułem dygresji, cofnąć się na moment w przeszłość. W nie tak zresztą odległą, bo chcę pomówić o przełomie lat 80/90. Z perspektywy czasu widać jak bolesna była ta cała transformacja, którą dziś panowie z telewizyjnych pudeł tak wychwalają pod niebiosa. Nie chcę już powtarzać banałów o tym, że nie wszyscy się na ten liberalny kapitalizm w wersji III Rp załapali. Chodzi mi raczej o to, że nasza droga do wolności zaczęła się od potężnej biegunki. Wszystko co PRL przez lata degenerował, z hukiem się nam nagle u progu lat 90-tych objawiło. Wszystkie wynikające z realiów historycznych czy społeczno-politycznych wrzody boleśnie popękały. W obliczu końca PRL-u, wyjątkowo boleśnie rzeczywistość pokazała nam, że braku ludzi z głęboko zakodowanym etosem państwa, mających przy tym jakąkolwiek konkretną wizję rozwoju nie da się tak po prostu zastąpić jakąś protezą. Ludzie opozycji nie wytrzymali ciśnienia i dali się rozegrać starym basiorom. Innych, mogących być naszą elitą, wedle której byśmy się jakoś orientowali, nie było. Można ich odwiedzić ewentualnie na Powązkach bądź rozmaitych lokalnych cmentarzach.

Tu się wszystko zaczęło. Na opuszczone terytoria szybko wleźli cwaniaczkowie-liberałowie ze swoją szemraną wizją kraju, w którym wszystko należy bezwzględnie sprywatyzować – czytaj: rozsprzedać za bezcen. Szybko ultra-liberalne poglądy zajęły rządy dusz – od pokracznej polskiej lewicy aż po prawicowe chatki. Jak najmniej państwa, wolny rynek załatwi wszystko. Da nam dobrobyt, kotlety na obiad i jeszcze staruszkę przeprowadzi przez pasy. Najlepiej jakby wszystko było „w rękach ludu” – szpitale, kolej, wojsko, policja, gazownictwo, hutnictwo, przedszkola, akademie i co tam jeszcze kto sobie wymarzy.

Skąd ta przedziwaczna wiara w to, że państwo może być takim utopijnym wielkim wolnym rynkiem, w którym wszystko się samo pięknie ułoży, a wszystkie ciemne ludzkie skłonności znikną niczym na obrazkach rozdawanych przez świadków Jehowy? Myślę, że przede wszystkim działa tu prosty, psychologiczny mechanizm polegający na odruchowym uznawaniu, iż jeśli coś nie działa u n nas dobrze, to znaczy że jest to od podstaw bez sensu. Innymi słowy: jeśli PKP działa marnie, to oznacza, że kolej państwowa jest złem i że powinno dać się szansę DB. Na nic wtedy tłumaczenie temu komuś, że nigdzie, w żadnym poważnym kraju, kolej nie jest bytem prywatnym – oprócz jakichś drobnych lokalnych odstępstw – ani na nic przywoływanie przykładu kolei brytyjskich, które są jednymi z najnowocześniejszych na świecie. Nie i koniec – dopiero jak będzie prywatne, to będzie dobrze działać. W efekcie ani nie reformujemy tego co jest, ani nie tworzymy niczego nowego. Czas ucieka nam, na dysputach nad kwestiami, które w innych krajach juz dawno zostały wypracowane.

Nie wiem wtedy jak w ogóle dalej rozmawiać. Ilość dziedzin życia, których często na co dzień nie zauważamy wokół siebie – nawet w naszej kulawej rzeczywistości – a które bez państwowej opieki zginęłyby marnie, jest tak ogromna, że trudno nawet to wyliczać. Nie bardzo jakoś sobie wyobrażam, te dzikie tłumy kapitalistów chcących te wszystkie nierentowne z zasady „kaprysy” utrzymywać i finansować. Bo po co kapitaliście te nierentowne szpitale, transport czy choćby te przywołane obozy sportowe? Po co kapitalistom wchodzić w biznesy, z których nie da się zrobić więcej pieniędzy? Którego kapitalistę, zresztą stać by było, żeby kupić nowe wagony dla WKD? Może Kulczyka – efekt jest taki, że przejazd autostradą kosztuje majątek. Tak wygląda spełniony ultra-liberalny sen Korwina.

Do czego jednak dążę w tym tekście? Ano do tego, że naszym największym problemem jest słabość państwa, które jest jeszcze na dodatek z wielu miejsc podkopywane. W tytule użyłem sformułowania, którym posłużył się Ryszard Bugaj w czasie wywiadu, którego udzielił mi i Czarkowi Krysztopie. Bardzo mi się to zdanie podoba, zapadło mi ono głęboko w serce i jest w nim sama czysta prawda. Przyjąłem je sobie samowolnie zresztą, jako takie prywatne credo, któremu będę wierny niczym rycerz zakonu do ostatnich dni.

Dopóki nie zrozumiemy, że państwo nie może być targowiskiem, a musi być bardziej podobne do rodziny, w której wiadomo, że małym dzieckiem należy się opiekować, a starszych wspierać, tak długo będziemy kręcić się w kółko. A przecież widzimy ta prostą zasadę obserwując własne domostwa – mimo że powyższe działania nie przynoszą namacalnych dochodów w postaci szybkiej nagrody. Państwo, które rezygnuje ze swoich poza-komercyjnych powinności przestaje być szybko państwem, tylko staje się zbiorem zarabiających tylko na siebie egoistów, którzy na słowo podatek reagują jak na wodę święconą.

Oczywiście – mówimy o sytuacji do której należy dążyć, bo to co mamy dziś to jakaś feudalno-latynoamerykańska hybryda. Bo kryzys nie przyszedł przez „państwa opiekuńcze”. Te państwa, które być może gdzieniegdzie się w tej swojej roli zagalopowało, mają kłopoty z zupełnie innych powodów – warto o te powody zapytać polityków i bankowców. Tudzież szefów giga-korporacji. Oni mogą coś wiedzieć. Bo te państwa, które są państwami jeszcze w miarę silnymi to właśnie te, które mają gdzieś neo-liberalne wyziewy i nadal hardo trzymają lejce w rękach – np. cały czas wspierając swoje fabryki, stocznie i banki. My nadal nie możemy uznać, że też tak powinniśmy. Bo jeszcze ktoś nas nazwie socjalistą i co wtedy będzie?

Marcin Kacprzak

http://niewierzepolitykom.salon24.pl/44 ... -solidarne


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 sie 2012, 19:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Bezwstydna szczerość

„Z obfitości serca usta mówią” - powiada Pismo Święte. Wprawdzie mam poważne wątpliwości, czy owa „obfitość serca” odnosi się również do posła Janusza Palikota, bo raczej sprawia on wrażenie narkomana uganiającego się za „działką”, którą w jego przypadku są „słupki popularności” - ale nasz polski język giętki też ma formułę, że durniowi trzeba tylko pozwolić mówić - a prędzej czy później się wygada.

Toteż i poseł Palikot wygadał się, o co chodzi z tej całej „integracji europejskiej”. Dotychczas rozmaici filuci opowiadali duby smalone, a to o potrzebie „ewangelizacji zlaicyzowanej Europy” - do czego rzekomo konieczny jest nasz udział w kołchozie - a to, że „wszyscy ludzie będą braćmi” kiedy już się umysł zaćmi - i tak dalej - tymczasem poseł Palikot szczerze powiedział, że chodzi o to, by nasz nieszczęśliwy kraj stał się częścią składową europejskiego cesarstwa, rezygnując nawet z symbolicznych atrybutów niepodległości, jak konstytucja, flaga, czy hymn państwowy. Te symboliczne atrybuty są bowiem według posła Palikota, reliktami nacjonalizmu, który jest przyczyną wojen. Cóż można na to powiedzieć? Chyba tylko tyle, że w dzisiejszych czasach filozofowie są coraz głupsi i tylko patrzeć, jak dojdzie do sytuacji, w której słowa „filozof” i „dureń” staną się synonimami.

Przecież opinia, jakoby przyczyną wojen był nacjonalizm nie wytrzymuje krytyki już na pierwszy rzut oka. Nacjonalizm, to znaczy pogląd, że każda wspólnota etniczna powinna się politycznie zorganizować w państwo, narodził się w Europie dopiero w wieku XIX, a zdominował europejskie myślenie w połowie tamtego stulecia, czego wyrazem była „Wiosna Ludów”. Tymczasem wojny toczą się od zarania ludzkości, kiedy o żadnym „nacjonalizmie” nikomu się nawet nie śniło. W tej sytuacji przyczyną wojen musi być coś innego - ale zrozumienie tak prostej rzeczy najwyraźniej przekracza możliwości umysłu naszego filozofa.

Nawiasem mówiąc, oficjalną ideologią państwową Izraela jest syjonizm, czyli żydowski nacjonalizm. Ciekawe, co by się stało, gdyby poseł Palikot doradził rezygnację z niepodległości Izraelczykom. W najlepszym razie uznaliby go pewnie za „ein myszygene Kopf”, a w najgorszym - strach pomyśleć! Ale na tym nie koniec, bo nasz biłgorajski filozof do rewolucyjnej praktyki postanowił dorobić rewolucyjną teorię - że mianowicie dopiero formalne przekształcenie naszego nieszczęśliwego kraju w część składową europejskiego cesarstwa zapewni Polsce „prawdziwą niepodległość”.

Nie jest to teoria specjalnie oryginalna; już kilkadziesiąt lat temu wyszydził ją Sławomir Mrożek, wkładając w usta bohatera swojej sztuki stwierdzenie, że „prawdziwa wolność jest tam, gdzie nie ma zwyczajnej wolności”. Najwyraźniej z niepodległością jest tak samo - przynajmniej według posła Palikota. Ale nie tylko jego - bo ma on licznych poprzedników. Kajetan Koźmian w swoich „Pamiętnikach” wspomina, że po trzecim rozbiorze Polski w wielu obałamuconych głowach zapanowało coś na kształt uczucia ulgi - że oto koszmar się skończył. - Wprawdzie Polski już nie ma, ale przecież nadal jesteśmy Polakami, a nawet teraz nam lepiej niż kiedyś, bo kiedyś sami musieliśmy martwić się o granice i tak dalej - a teraz o wszystko martwi się Katarzyna, w my możemy spokojnie wypić i zakąsić. Właściwie wypadałoby okazać wdzięczność posłu Palikotu, bo szczerze, a nawet bezwstydnie powiedział, o co chodzi, podczas gdy pozostali Umiłowani Przywódcy jeszcze się trochę wstydzą przyznać do realizowania scenariusza rozbiorowego i bredzą - a to o „modernizacji”, a to o płomiennej obronie interesu narodowego - ale obejdzie się, bo przecież widać wyraźniej, że i tak już przewróciło mu się w głowie.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2598


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 03 lis 2012, 19:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Tło

Ewa Polak-Pałkiewicz

Odmowa Francji wobec konstytucji europejskiej jest poważnym argumentem, potwierdzającym prawdę głoszoną przez Jana Pawła II, że nie da się zbudować zjednoczonej Europy na fundamencie innym niż Chrystus. Widać coraz wyraźniej, że projekt, który usiłuje każdą dziedzinę życia, każdą aktywność ludzką obwarować szczegółowymi przepisami, a całość wpisać w utopijną ideologię „postępu”, nieuchronnie kojarzy się z planem budowy wieży Babel i nie zostanie przyjęty przez społeczeństwa Europy. Przystępują one właśnie do rewizji tego, co zostało w ich krajach, pod szyldami UE zbudowane, i do krytycznej refleksji nad miejscem każdego człowieka w tym planie. To, co było od dawna jasne dla Głowy Kościoła i dla katolików, przyjmowane jest z zaskoczeniem i niedowierzaniem przez świat polityczny. Ten świat zdążył się już wpisać w strukturę wymyśloną za biurkami ludzi dalekich od samego życia, traktujących człowieka jako papierowy twór, jedną z cyferek zaczerniających strony unijnych traktatów.

Wykwity myśli biurokratów europejskich, próbujących arbitralnie urządzać życie ludziom zamieszkującym Stary Kontynent, odwołują się do lewicowej tezy, że człowieka można dowolnie zmieniać, że – tak jak każdy byt materialny – może on być poddany niekończącej się serii eksperymentów. „Nie” Francuzów rozczarowuje unijny światek wyjątkowo boleśnie, bo kto jak kto, ale ten naród wydawał się, od czasów rewolucji francuskiej, niezmordowanie podążać ku wizji nieograniczonego „postępu”, oznaczającego wyzbycie się dawnych przywiązań.
Być może szybciej niż można by się spodziewać Francuzi dostrzegą związek między ateistyczną koncepcją człowieka, która patronowała ideologii unijnej, a poczuciem, że w ich własnym państwie źle się dzieje, że tracą nadzieję na dobrą przyszłość. Uznanie faktu, że poszanowanie godności i prawa do rozwoju każdego człowieka musi być pierwszym obowiązkiem państwa, jest kluczem do tego, by państwo to cieszyło się szacunkiem swoich obywateli, by było szczęśliwe. Ta prosta zasada wymyka się jednak możliwości zrozumienia przez ludzi, którzy postawili wyłącznie na sprawy materialne, którzy zapominają o duchowym wymiarze człowieka.

Tym, co zaświadcza o pogubieniu się państwa w jego powinnościach wobec człowieka, jest wszechobecność pornografii w miastach Europy. To jakby pieczęć postawiona w imię pogańsko-materialistycznej wizji człowieka: tak właśnie cię widzimy, jesteś pozbawiony jakichkolwiek wartości poza fizycznymi, możesz służyć innym za zabawkę, możesz sam poniżać siebie i innych, traktując ich jak przedmiot. Władze państw, które milcząco zezwalają na swobodny dostęp do pornografii, które udają, że nie widzą problemu jej wszechobecności – często, jak na ironię, w zabytkowych, przechowujących dawną chrześcijańską kulturę miastach – same stawiają siebie „poza nawiasem”, ściągają na siebie winę pogardy wobec człowieka. Jest jakimś straszliwym zakłamaniem, gdy te same władze oficjalnie celebrują pamięć o Janie Pawle II, werbalnie „wpisują się w Jego dziedzictwo”, tak jak wcześniej gościły u siebie Ojca Świętego, nadawały Mu honorowe obywatelstwo itd. Z bagażem tej schizofrenii nie da się nic pozytywnego zbudować, nic, co byłoby w sposób wolny przyjęte przez ludzi i nagrodzone prawdziwym – nie osiągniętym dzięki manipulacji socjotechnicznej – poparciem. Wcześniej czy później wyjdzie na jaw, że tym, którzy nam chcieli urządzić nasze życie w państwie, nie chodziło o żadne nasze dobro, tylko o nasz głos.
Przyzwolenie przez władzę na pornografię, to test, kim jesteśmy dla niej. Test, który obiektywnie potwierdza, że miarą naszej wartości i jest użytkowa funkcja ludzkiego ciała.

Francuzi właśnie zamanifestowali, że nie wierzą tym, którzy prowadzą ich ku obiecywanemu rajowi sprawiedliwości, równości i dobrobytu; że ten „raj” skrojony jest nie na miarę ich narodu. W miarę jednak, jak będą odzyskiwali świadomość, jak bardzo byli oszukiwani – z pewnością zobaczą zależności głębsze i bardziej podstawowe. Polacy, ze swoją wiarą, wrażliwością moralną, ze swoją przeszłością, z nieomylnym wyczuciem, gdzie leży istota zniewolenia, ze swoją miłością do sługi Bożego Jana Pawła II i świeżą pamięcią o spędzonych z Nim latach, mogliby utorować drogę narodom Europy do pełni wolności – do wspólnoty równych narodów, do wolności, ku której „wyswobodził nas Chrystus”. W tej dziedzinie, tak pełnej bólu nad sponiewieranym człowieczeństwem, nad demoralizacją najmłodszych, bólu, o którym tyle razy w katechezach i homiliach przeznaczonych dla nas wspominał Ojciec Święty – chociażby w Łomży, w przemówieniu do rolników – potrzebne jest świadectwo Polski.

Politycy, którzy mówią dziś o niezbędnej dla naszego przetrwania, jako narodu, „rewolucji moralnej”, muszą pamiętać o zadaniu oczyszczenia Polski z brudu pornografii. To pozwoli uwierzyć, że odrodzenie moralne będzie służyło człowiekowi.
Determinacja Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Warszawy, w sprawie tzw. parady homoseksualistów, pozwala mieć nadzieję – jeszcze nie pewność – że tak się stanie.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0524&nr=23


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 10 lis 2012, 20:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Dlaczego Polska nie jest kochana?

Ewa Polak-Pałkiewicz

Sytuacja psychologiczna Polaków przed wyborami nie jest wesoła, choć bywa śmiesznie. Czy w nastrój melancholii wpędzają nas media, które rozpalają emocje i liczą, że decyzje podejmiemy „w afekcie”? Czy winni są kandydaci, którzy przyoblekają się, jak jeden mąż, w pozy pełne patetycznej powagi i filozoficznej zadumy? Czy wreszcie nadsyłane do nas, bliźniaczo podobne ulotki kandydatów, w których natarczywie domagają się oni od nas, byśmy zajęli „krytyczne stanowisko” wobec ich propozycji, które jest im akurat teraz niezbędnie potrzebne? W tym wszystkim gubimy się nieraz jako prawdziwy podmiot wyborów. Przecież to my, w poczuciu zaszczytnego obowiązku wobec Polski, mamy oddać cenny głos na osoby, które wybraliśmy. Tymczasem czujemy coraz częściej, że nie o nas tu chodzi. Przeszkadza nam to, że mamy oto kolejne wybory, w których widać, jak Polska – transponując powiedzenie św. Franciszka – jest mało kochana. Kochana jest władza, kochane jest rządzenie. Kochane są pieniądze dla partii politycznych, które będą się im należały jako rezultat otrzymania odpowiedniej porcji głosów. Kochana jest popularność w mediach i złudzenia z nią związane.

Polska nie jest kochana, bo politycy, którzy deklarują swoją odpowiedzialność za nią, przestali w swej większości – są na szczęście wyjątki – czuć i rozumieć, czym jest Polska. Przestali ich interesować ludzie, ziemia i jej historia. Przestali się chociażby zajmować – lub raczej nigdy tego nie czynili – historią gospodarczą Polski. A historia ta jest pouczająca. Polska ziemia jest bezcennym darem od Stwórcy. Urodzajna, żyzna i wspaniała. Ta ziemia inspirowała przez wieki jej gospodarzy, by zakładać tu gniazda rodzinne. By najczulej się nią opiekować, zgodnie ze wskazaniem Boga: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Czy może być bardziej zobowiązujące wezwanie? Ale czy dziś ktokolwiek jeszcze je słyszy – z wyjątkiem kurczącej się warstwy chłopskiej, i to tylko tej jej części, która próbuje gospodarować na ziemi, nie niszcząc jej, co staje się coraz większą sztuką? Czy słyszą je kandydaci do władzy? Ta ziemia mogłaby wyżywić Polskę i sporą część Europy. Ta ziemia, mądrze zagospodarowywana, mogłaby dać milionom ludzi szczęście i poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia „u siebie”. Bo to właśnie uczucie staje się udziałem ludzi, którzy troszczą się o swoją prywatną własność ziemską szczerze i z namysłem, współpracując w twórczości, jaką jest uprawianie ziemi, z Bogiem. I tak zawsze było w naszej historii. Tę ziemię, tak jeszcze przed wojną szanowaną, zamienia się dziś – zbyt często, zbyt lekkomyślnie – na „teren” pod inwestycje, które nie służą człowiekowi. Analogicznie – choć wychodząc z odmiennych założeń – jak w komunizmie, który zarzucił nasz kraj wielkim przemysłem, dewastując zdrowie ludzi i niszcząc ziemię. Przed wojną nowe zakłady przemysłowe powstawały wskutek wielkiego namysłu nad najlepszymi dla Polski kierunkami rozwoju, kierunkami, które uwzględnią – nade wszystko – ludzi, ich wolność i prawo do godziwego życia. Ale także usytuowanie geopolityczne kraju, bogactwa naturalne, piękno krajobrazu. Mechaniczne zestawianie tych czasów i rzeczywistości skoku cywilizacyjnego, z jakim dziś mamy do czynienia, nie ma sensu. Czy jednak zasady generalne nie są nadal aktualne? Czy o wszystkim decydować ma pieniądz? Czy ludzie mają być tylko środkiem, nie celem, a ziemia ma być łupem zdobytym przez kolonizatorów, którzy grabią i niszczą, nie rozumiejąc, na czym polega jej wartość, nie rozpoznając jej świętości? Dziś pojęcie inwestycji jako jałmużny dla Polaków staje się dominujące. Nikt nie przedstawia programu inwestycji, które szanowałyby polską ziemię.

Polacy są nieszczęśliwi, patrząc na taką Polskę. Nawet jeżeli nie uświadamiają sobie do końca przyczyn tego smutku. Szkoda, że żaden program polityczny licytujących się w patriotyzmie partii nie zawiera namysłu, co zrobić z polską ziemią, by odrodziła się na niej współpraca człowieka z Bogiem. Tylko ona może zapewnić pomyślność naszemu krajowi. Inwestycje zagraniczne – traktowane jako wór pieniędzy, które trzeba szybko przechwycić i jeszcze szybciej wydać – nie zbawią Polski. Polskę uratuje wiara i geniusz Polaków, którym – m.in. dzięki przemyślanej polityce podatkowej – otworzy się możliwość bycia twórczym w gospodarce i nauce. Mądra, dalekowzroczna współpraca z kapitałem zagranicznym będzie wielką pomocą. Na te tematy trzeba rozmawiać, potrzebna jest narodowa debata. Polacy jak każdy naród, nie lubią zmian. Zbyt gwałtowne, wyrzucają nas z orbity niezbędnego, by być twórczym, spokojnego namysłu. Jedyna zmiana, której się domagają, to zmiana systemu postkomunistycznego na system wolności intelektualnej i gospodarczej, w którym przewodzić będzie ktoś nie o cechach technokraty, ale ojca i gospodarza zarazem. 82 proc. Polaków jest niezadowolonych z sytuacji w kraju. Dlaczego? Oto pytanie, na które odpowiedzieć muszą sobie przyszli przywódcy polityczni – nie chowając głowy w piasek, nie marnując i nie zamieniając na wirtualne kapitały bogactw naturalnych, które otrzymaliśmy w darze. Nie lekceważąc rodaków. Polskę stać na to, by była krajem ludzi szczęśliwych.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0538&nr=24


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 17 lis 2012, 10:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Poniższy artykuł jest o społeczeństwie amerykańskim, ale pasuje jak ulał do naszych polskich problemów.
Dlatego można go odczytać znacznie szerzej niż by to wynikało z samej treści.


Naród podzielony

Prof. Thomas Michaud filozof, etyk, Wheeling Jesuit University, USA tłum. Piotr Braniecki

Społeczeństwo amerykańskie nie było tak wyraźnie podzielone od czasów wojny secesyjnej. Niedawne wybory prezydenckie potwierdziły, że mamy do czynienia z dwiema Amerykami, Czerwoną i Niebieską [barwy stron wojny secesyjnej – przyp. tłum.].

Niebieska – skupiona głównie w dużych aglomeracjach rozsianych po całym kraju, zmierza w kierunku postępowej utopii, scentralizowanego, świeckiego, zunifikowanego państwa socjalistycznego: rozbudowanego rządu, uspołecznionej opieki zdrowotnej, według pomysłu Obamy, niepraktycznych projektów z dziedziny energii odnawialnej, aborcji, zwiazków jednopłciowych i coraz wyższych podatków. Tak się prezentuje „empatyczne” państwo opiekuńcze, zwodzące Niebieskich atrakcyjnymi prezentami, opłaconymi z redystrybucji bogactwa i przywilejami rozdawanymi ulubionym grupom wyborców.

Czerwona opowiada się za ograniczoną administracją rządową, przestrzeganiem zasad konstytucji, „jednym narodem przed Bogiem”, spójną etyką pracy, prawem do życia, obroną tradycyjnego małżeństwa i rodziny oraz uporządkowaną wolnością.

Jednak dopóki Niebiescy są u władzy, Czerwoni, zamieszkujący przedmieścia i tereny wiejskie, muszą pogodzić się z faktem, że będą płacić na Niebieskich zamieszkujących zubożałe centra miast. Czerwoni będą dalej pracować i płacić stale rosnące podatki po to, aby przywódcy Niebieskich mogli poszerzać zakres przywilejów rozdawanych swoim wybrańcom.

Platon w VIII księdze swego dzieła pt. „Państwo” przygląda się transformacji od demokracji do tyranii. Głównym jej motorem jest postać przywódcy, który z obrońcy zmienia się w tyrana. Parafrazując Platona, można by stwierdzić, że obrońca jest najpierw orędownikiem – nawołuje do zmian i rozdaje wokół nadzieję niczym słodycze małym dzieciom. Często się uśmiecha, jest powszechnie lubiany i składa takie obietnice, które ludzie chcą słyszeć, jak na przykład te o uwolnieniu dłużników spod ciężaru „niesprawiedliwych” obciążeń finansowych i dystrybucji bogactwa wśród swoich zwolenników.

W końcu przekonuje się, że oponentów można tak zubożyć nakładaniem coraz wyższych podatków, iż będą musieli zająć się prawie wyłącznie zarabianiem na życie, a nie działalnością opozycyjną wobec niego. Za pomocą ucisku finansowego i eliminowania z kręgów władzy współpracowników, którzy jednak pozwolili sobie na krytykę jego polityki, obrońca zmienia się wreszcie w tyrana.

Spostrzeżenia Platona nie wróżą USA niczego dobrego, ponieważ to Niebiescy są dziś u władzy, a starożytny Ateńczyk nie mógł przecież przewidzieć, jak szerokie będą wpływy utrwalające „niebieską” władzę. Źródłem tej siły są tak zwane prywatne media, a więc większość kanałów informacyjnych, programy telewizyjne, hollywoodzkie filmy i prasa. Z oddaniem godnym sowieckiej „Prawdy”, niczym kohorty pretoriańskie, „niebieskie” media chronią i popierają Obamę oraz program Niebieskich. To już nawet nie jest orwellowska nowomowa, to jest wszechogarniająca kulturomowa. Słowa, obrazy i strategie są przygotowywane i wplatane we wszystkie media w celu podporządkowania sobie ludzkich serc, umysłów oraz zachowań. Tylko Niebiescy są pożądani, dla Czerwonych nie ma miejsca. Czerwoni, którzy opowiadają się za życiem, bronią tradycyjnego małżeństwa i sprzeciwiają się antykoncepcji sponsorowanej przez rząd, są według kulturomowy „niebieskich” mediów prześladowcami w „wojnie przeciwko kobietom” i wrogami, których należy zwyciężyć w imię ochrony „praw kobiet”.

Przed głosowaniem wskazywano na katolickich wyborców jako siłę mogącą zahamować marsz Niebieskich po władzę. Ufni wierni oraz niektórzy przywódcy Kościoła katolickiego żywili nadzieję, że zamachy administracji Obamy na wolność religijną, jawna promocja aborcji, związków jednopłciowych i darmowej antykoncepcji obudzą katolickich wyborców, którzy potraktują swoją wiarę poważnie i odrzucą program Obamy radykalnie sprzeciwiający się życiu. Niektórzy biskupi zarzucali katolikom popieranie ustroju, którego ustawy zdrowotne, podpisane przez Obamę, zmuszają katolickie szpitale i uczelnie do zapewnienia ubezpieczenia zdrowotnego obejmującego antykoncepcję dla wszystkich pracowników i studentów.

Powyższe wysiłki, skądinąd bardzo odważne, okazały się niestety bezowocne. Prawdopodobnie dlatego, że inicjatywy podejmowane przez Kościół nie znalazły wsparcia wśród ogółu duchowieństwa, nie mówiąc już o ogóle katolików. Może zbyt wielu biskupów było po prostu zbyt strachliwych lub zwyczajnie nie rozumiało, o jaką stawkę toczy się gra. Podczas wyborów katolicy częściej popierali Obamę niż Romneya stosunkiem 52 proc. do 45 proc. głosów. Owe 7 proc. różnicy głosów stanowi jeszcze większą różnicę niż 1-2 proc. w wyborach powszechnych.

Podczas ostatnich wyborów głosowanie katolików jako obrońców katolickich zasad moralnych okazało się w najlepszym przypadku bezskuteczne, a w najgorszym skandaliczne. Kościół powinien uznać, że niedawne wybory stanowią dla niego poważne wezwanie do podjęcia misji, która musi zostać jak najskuteczniej wypełniona, ponieważ w przeciwnym razie moralna nauka Kościoła w Ameryce straci jakiekolwiek znaczenie. Wchłonie ją „niebieski” program i nie pozostanie już niczym więcej niż marksistowską wersją „sprawiedliwości społecznej”.

Czy jest jeszcze nadzieja dla USA? Czy kiedykolwiek uda się zmniejszyć przepaść między Niebieskimi i Czerwonymi? Obecnie przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. Musimy jednak pamiętać, że cnota nadziei jest cnotą teologalną, a swoją moc bierze z łaski Ducha Świętego. Przez wiele dziesięcioleci los wielu narodów żyjących w cieniu tyrańskiego imperium sowieckiego wyglądał bardzo ponuro, jednak i ono upadło. Silna wiara oraz modlitwa umożliwiły ludziom przetrwanie czasów ucisku. Stany Zjednoczone muszą jeszcze raz wykrzesać z sobie nadzieję, że z pomocą Bożej łaski jego logos prawdy i dobra ostatecznie zatriumfuje.

http://www.naszdziennik.pl/wp/15319,nar ... elony.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 01 gru 2012, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Gospodarczy fenomen

Anna Zechenter, IPN Kraków

Niech Kościół wypełnia swoją misję za murami – wara księżom od polityki, wara od mediów – nawołują coraz głośniej lewicowi politycy, a hasła te zyskują posłuch u wielu Polaków. Zapomniano, że były takie czasy, gdy Kościół współtworzył polską tkankę narodową, ratował wieś i polski stan posiadania, wydobywał z nędzy robotników – pod zaborami. Nie ograniczając się do działalności charytatywnej, budował od podstaw instytucje oraz struktury, które przetrwały do odrodzenia Polski w 1918 r. i funkcjonowały w kraju dla dobra powszechnego.

W II Rzeczypospolitej Kościół nadal organizował społeczną aktywność, ciesząc się jako uczestnik życia publicznego wielkim autorytetem. Rozpowszechniającym się od końca XIX w. rewolucyjnym ideom socjalizmu przeciwstawiał wizję wspólnoty, która zbiorowym wysiłkiem, mądrze kierowana, sama wydobywa się z upadku materialnego oraz duchowego.

Tytani pracy

Od końca XIX w. trwała w zaborze pruskim wytężona praca duchownych nad przedsięwzięciami mającymi przeciwstawić się metodami ekonomicznymi akcji germanizacyjnej. Walka z polskością w kulturze i szkolnictwie, by wspomnieć strajk dzieci we Wrześni z 1901 r., szła w parze z niszczeniem materialnych podstaw bytu Polaków. Rozpoczęła się zatem wojna – bronią w niej były kasy oszczędnościowo-pożyczkowe, towarzystwa przemysłowe, setki stowarzyszeń i kółek oświatowych, spółdzielnie rolnicze i czytelnie ludowe. Działanie to – rozważne, konsekwentne, zgodne z prawem – obliczone było na pokolenia.

Drogę w Wielkopolsce wskazywał i torował ks. Piotr Wawrzyniak. W Śremie, gdzie od 1872 r. był przez 26 lat wikariuszem, zreformował miejscową kasę oszczędności i pożyczek, przekształcając ją w ciągu roku w prężną instytucję – dość powiedzieć, że w tym czasie 30-krotnie zwiększył kapitał i liczbę członków. Inspirowany przez przyjaciela, przywódcę ruchu spółdzielczego w Galicji, dr. Franciszka Stefczyka, przekształcił kasę w Bank Ludowy w Śremie.

Kolejnym krokiem na drodze wzmocnienia polskiej wspólnoty interesów było przyłączenie Banku do Związku Spółek Zarobkowych i Gospodarczych – pierwszego zrzeszenia polskich banków i najróżniejszych spółdzielni. Ksiądz Wawrzyniak stanął na czele Związku w 1891 roku i kierował nim przez 19 lat, do śmierci w 1910 roku. Kiedy zaczynał swoją misję, do Związku należało 76 spółek z ponad 26 tys. członków i kapitałem 18 mln marek – gdy odchodził, spółek było 248, a aktywa wzrosły trzykrotnie.

Co konkretnie zmieniły jego dokonania w życiu polskiego chłopa i rzemieślnika? Z kredytów, nieobciążonych lichwiarskim procentem, korzystać mogło prawie 117 tys. chętnych – rzesza ludzi, którzy stawali na własne nogi, dorabiali się przedsiębiorstw, kupowali nowoczesny sprzęt do gospodarstw.

Ponieważ chłopi zmuszeni byli sprzedawać swoje produkty przedsiębiorstwom niemieckim po bardzo niskich cenach, ks. Wawrzyniak zaczął organizować „Rolniki” – polskie spółdzielnie skupujące te produkty po cenach wyższych. Powstanie pierwszej w Poznaniu w 1901 r., a później kolejnych w wielu wsiach, dało Polakom do ręki oręż w walce o handel.

„Jak o pancerze polskiej szlachty rozbiły się szable Krzyżaków, tak pięćset lat później przed zagrodą chłopa wielkopolskiego stanęły bezsilne pruskie ustawy – Ulrykowi von Jungingen odpowiedziała szlachta, Ottonowi von Bismarck chłop polski” – pisał po śmierci ks. Wawrzyniaka jego współpracownik ks. Kazimierz Zimmermann. „On znosił wszystko. Posilić się mógł rano na zapas, mógł także wyspać się naprzód”. I tak zapewne było, skoro współtworzył pierwszą w Prusach polską instytucję kredytową „Skarbona” z siedzibą w Berlinie, zakładając równocześnie polskojęzyczną gazetę „Dziennik Berliński”; otwierał biblioteki i czytelnie, włączone później do Towarzystwa Czytelni Ludowych – polskiej organizacji oświatowej w Prusach. Jakby tego było mało, urządzał obchody rocznic narodowych.

Słynna zakopiańska „Księżówka”, postawiona w 1907 r. jako dom wypoczynkowy dla duchowieństwa, gdzie w 1997 r. Jan Paweł II spędził kilka dni, swoje powstanie również zawdzięczała ks. Wawrzyniakowi.

Dzieło budzenia ducha wspólnoty kontynuował pod zaborem pruskim, a później w II Rzeczypospolitej ks. Stanisław Adamski, młodszy od swego poprzednika o pokolenie. Przyszły biskup katowicki przejął po śmierci ks. Wawrzyniaka na 17 lat kierowanie Związkiem Spółek Zarobkowych i Gospodarczych.

„Zdrowe zasady moralności”

W odróżnieniu od ks. Wawrzyniaka, który robił jedynie notatki z bieżącej działalności, ks. Adamski pozostawił po sobie wspomnienia. „Dzięki zgodnej i zręcznej propagandzie polskiej spółdzielczość polska stała się głównym czynnikiem jednolitej i zwartej ekonomicznej siły i obrony polskiej przeciw agresji niemieckiej – wyjaśniał. – Patron [prezes] spółdzielni stał z natury rzeczy na czele frontu walki ekonomicznej społeczeństwa polskiego przeciw naporowi rządu pruskiego”. I na dowód skuteczności takiego postępowania przytaczał przykład: „Przybywszy jako gimnazjalista do Poznania w 1886 r., policzyłem polskie sklepy na Starym Rynku. Naliczyłem ich tylko sześć. W roku 1913 r. sytuacja tak się odwróciła, że na Starym Rynku stwierdzono tylko sześć sklepów niemieckich i żydowskich; inne przeszły w ręce polskie”.

Spółdzielczość była dla ks. Adamskiego najważniejszym – po obowiązkach kapłańskich – polem aktywności. Pojmował ją jako budowanie więzi „na zaufaniu do ludzi, na miłości bliźniego, na wzajemnej życzliwości i na uczciwości sumiennego człowieka, to znaczy na etycznych wartościach Zachodu, czyli na moralności chrześcijańskiej”. Takim przekonaniem kierował się również ks. Wawrzyniak – obaj dostrzegali wymiar wychowawczy przedsięwzięć wspólnotowych i ten jej aspekt był bodaj głównym motorem ich działań.

Bez moralnych podstaw zespołowa inicjatywa nie ma szans powodzenia – argumentował ks. Adamski – ponieważ „sama forma spółdzielni nie obroni nas przed krzywdą i oszustwem, jeżeli zdrowe zasady moralności i sumienności członków i pracowników nie zapewnią nam bezpieczeństwa”.

Po nastaniu niepodległości walczył o wprowadzenie ustawodawstwa ułatwiającego funkcjonowanie spółdzielni, przekonując, że poszerzają one wiedzę ekonomiczną członków i pozwalają szerokim warstwom zrozumieć potrzebę oszczędzania. Podkreślał praktyczne korzyści płynące ze spółdzielczości dla kraju, jako że bogatsi obywatele płacą regularnie podatki, a siła państwa pochodzi z ich zamożności.

Nie wadziła nikomu w międzywojennej Polsce jego księżowska sutanna ani w Sejmie, do którego został wybrany w 1919 r., ani w Senacie, gdzie zasiadał od 1924 r. jako przywódca powołanej przez siebie partii – Polskiego Stronnictwa Chrześcijańskiej Demokracji. Nie zarzucano mu, że „miesza się” do polityki, gdy premier Władysław Grabski wezwał go w 1923 r. do pomocy w ratowaniu państwa przed szalejącą inflacją i przygotowaniu wielkiej reformy walutowej.

Po zamachu majowym w 1926 r. ks. Adamski odszedł od polityki. Kierował diecezją katowicką do śmierci w 1967 r., wypędzony z niej po raz pierwszy przez Niemców w 1941 r. za wrogość wobec III Rzeszy, a później w 1952 r. przez władze PRL na 5 lat za „wojujący antykomunizm”.

Rzeczpospolite parafialne

Działalność księży na wsi czyniła cuda. W zapadłych zakątkach Polski zakasywali rękawy i rzucali się w wir pracy – jak ks. Antoni Tyczyński w Albigowej koło Łańcuta czy ks. Wacław Bliziński w Liskowie. Obaj swoją misję zaczęli jako 30-latkowie bez doświadczenia społecznikowskiego.

Ksiądz Antoni Tyczyński objął w 1886 r. probostwo we wsi Albigowa pod Łańcutem, gdzie małe galicyjskie gospodarstwa nie były w stanie wyżywić licznych rodzin. Z każdego kąta wyzierały nędza i zaniedbanie, a nauk w jednoklasowej szkole udzielał gminny pisarz. Spośród wszystkich naglących potrzeb ks. Tyczyński za najważniejszą uznał budowę szkoły. Zanim powstała nowa, czteroklasowa, z nauczycielem z prawdziwego zdarzenia, prowadził edukację w ramach duszpasterstwa.

Rady na postępujący podział niewielkich poletek między liczne potomstwo szukał w wysyłaniu młodzieży do nauki w zawodach rzemieślniczych, które pozwoliłyby jej prowadzić warsztaty i podnosić poziom cywilizacyjny osady lub dałyby zatrudnienie w mieście. Trzymając się idei rozpowszechniania na wsi rzemiosła, zorganizował 4-letnią szkołę koszykarską i krawiecką pracownię strojów ludowych.

Idąc śladem innych księży społeczników, powołał do życia Kółko Rolnicze, a także Czytelnię Towarzystwa Oświaty Ludowej, gdzie uczył chłopów historii.

Zarażony bakcylem spółdzielczości przekonał opornych mieszkańców do założenia spółki oszczędności i pożyczek – później przyłączonej do Kasy Stefczyka. Kolejna spółka produkowała cegły, dachówki i dreny w cegielni – powstałej też z jego inicjatywy, a jeszcze inna zdrenowała przed I wojną światową połowę gruntów. Ksiądz Tyczyński często sięgał do skromnej księżowskiej kieszeni: najbiedniejszym dzieciom opłacał naukę, sam wykształcił nauczyciela do szkoły koszykarskiej, wreszcie z własnych pieniędzy postawił w 1902 r. budynek mleczarni.

Gdy po 20 latach pracy w Albigowej przeniesiono go w 1906 r. do Leżajska, zostawiał po sobie wieś przemienioną od podstaw. Zmarł w 1925 r., kiedy młodszy od niego o kilkanaście lat ks. Wacław Bliziński otwierał właśnie głośną na całą Polskę wystawę dokonań Liskowa pod Kaliszem.

Temperament i styl działania obu kapłanów zasadniczo się różniły: ks. Tyczyński, bardziej zakorzeniony w duchu XIX-wiecznego pozytywizmu, wypracowywał wszystko powoli i systematycznie. Ksiądz Bliziński parł do przodu w tempie zawrotnym, wykorzystując do ratowania Liskowa opinię publiczną. Dziś powiedzielibyśmy, że był specem od public relations, z polska – „pijaru”.

Twórca gospodarczego fenomenu i patron moralnego odrodzenia w Liskowie powtarzał swoim parafianom: „Gromada to wielka siła”. Urodzony w Warszawie ks. Bliziński przybył w 1900 r. do Liskowa w Królestwie Polskim i jako „miastowy” został przyjęty niechętnie. Pod swoją pieczę dostał wieś, o której jego poprzednik mówił: „Źli ludzie. Nic tu zrobić nie można”. Wrażenia ks. Blizińskiego zdawały się potwierdzać tę opinię: powszechne pijaństwo i awanturnictwo, całkowity analfabetyzm i nieufność do zmian – oto, z czym przyszło mu się zmierzyć. „Na 100 lichych chałup jedna tylko była murowana, kryta słomą, reszta drewniana, walące się strzechy, bez płotów” – wspominał.

„Spółka setkami tysięcy operować będzie”

Swoje pierwsze kazanie zaczął od słów: „Przyszedłem Wam przychylić Nieba i chleba”. Zakasał rękawy, by wydźwignąć osadę z nędzy. Dzieło to zajęło mu kilkanaście lat, ale efekty przerosły wszelkie oczekiwania. Zaczął od nauki pisania i czytania w ochronkach – tajnych szkółkach – w 5-tysięcznej parafii. Po 10 latach tylko jeden na 30 dorosłych był analfabetą.

W 1902 r. udało mu się namówić 35 osób do podjęcia ryzyka: założyciele spółki „Gospodarz” złożyli się po 10 rubli. „Zaledwie 12 wykazało rzeczywiste oddanie i zrozumienie, reszta – ano proboszcz naciskał, trudno było odmówić, toteż ich oczy mówiły: masz, proboszcz, te 10 rubli, ale już ich więcej oglądał nie będę”. „Ani ja – wspominał ks. Bliziński – ani nikt z udziałowców nie przewidywał, że stworzyliśmy podwaliny pod potężny kompleks placówek gospodarczych i kulturalnych, że spółka kiedyś setkami tysięcy operować będzie, że zatrudni 100 pracowników”.

Aby nauczyć ludzi rzemiosła, zorganizował w 1905 r. warsztaty tkackie, a później zabawkarskie. Prowadził kursy dla chłopów, budząc ich zainteresowanie wiedzą rolniczą. Od kursów niedaleko już było do powołania Szkoły Rolniczej z laboratorium mleczarskim, mleczarnią i internatem. Kolejne dzieło, Gimnazjum im. ks. Piotra Skargi, mieściło się w budynku z elektrycznym oświetleniem i kanalizacją. Powstał sierociniec, a przy nim szpital, brukowane drogi i chodniki.

Zdobywał pieniądze, prowadząc umiejętnie akcję reklamowania swoich osiągnięć. Z rozmachem urządził w 1925 r. wystawę „Wieś Polska Lisków” pod protektoratem premiera Władysława Grabskiego. Zaprosił prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, nadał sprawie rozgłos i doczekał się 42 tys. zwiedzających, w tym uczestników Międzynarodowego Kongresu Rolniczego z całego świata. Wieś prezentowała dorobek – trudno było gościom dać temu wiarę – zaledwie 25 lat. Wystawa pomogła zdobyć środki na dalsze przedsięwzięcia, m.in. pismo „Liskowianin”, docierające do rodaków za granicą i przynoszące dotacje.

Nominowany w 1938 r. przez prezydenta Ignacego Mościckiego na senatora ks. Bliziński był aktywny w komisjach administracyjno-samorządowej i budżetowej. Wojna wygnała go z Liskowa – zagrożony aresztowaniem ukrywał się przed Niemcami do śmierci w 1944 roku.

Przez prawie pół wieku komunizmu wymazano z powszechnej świadomości wiedzę o tym, co było w międzywojniu oczywiste: o zasługach duchowieństwa dla odrodzenia Rzeczypospolitej. Nic nikomu nie mówiły nazwiska księży: Augustyna Szamarzewskiego, Floriana Stablewskiego czy wspomnianych powyżej. I to nie dziwi.

Dziwi natomiast i oburza fakt, że niechlubną kontynuatorką PRL stała się III RP, zniesławiając i niszcząc kościelne inicjatywy wyrosłe z tradycji obowiązku Kościoła wobec narodowej wspólnoty.

http://www.naszdziennik.pl/wp/16613,gos ... nomen.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 15 kwi 2013, 06:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Ojciec Święty o narodzie

Jedność zapuszcza swe korzenie w życiu narodu – tak jak zapuściła korzenie w trudnym okresie dziejów Polski za sprawą św. Stanisława – wówczas, gdy życie ludzkie na różnych poziomach poddane jest wymogom sprawiedliwości i miłości. Pierwszym takim poziomem jest rodzina. (…)

Podobnej sprawiedliwości i miłości potrzebuje naród, jeśli ma być wewnętrznie zjednoczony, jeśli ma stanowić spoistą jedność. A chociaż trudno jest upodabniać naród – to wielomilionowe społeczeństwo – do rodziny, najmniejszej, jak wiadomo, ludzkiej wspólnoty, społeczności, to i w nim także, narodzie, jedność zależy od sprawiedliwego zabezpieczenia potrzeb, praw i zadań każdego członka narodu. Tak, aby nie rodził się rozdźwięk i kontrast na tle różnic, które niesie z sobą uprzywilejowanie jednych, upośledzenie drugich. Z dziejów Ojczyzny naszej wiemy, jak zadanie to jest trudne – a jednak nigdy nie można zrezygnować z olbrzymiego wysiłku, którego celem jest budowanie sprawiedliwej jedności wśród synów i córek jednej Ojczyzny. Musi zaś temu towarzyszyć miłość tejże Ojczyzny: umiłowanie jej kultury i historii, umiłowanie specyficznych wartości, które stanowią o miejscu tej Ojczyzny w wielkiej rodzinie narodów, umiłowanie wreszcie rodaków – ludzi mówiących tym samym językiem i odpowiedzialnych za tę samą wspólną sprawę, której na imię „Ojczyzna”.

Homilia w czasie Mszy św. odprawionej pod szczytem Jasnej Góry dla pielgrzymów z Dolnego Śląska i Śląska Opolskiego, 5 czerwca 1979 r.
--------------------------------------------------------------------------------

Naród bowiem trwa w swojej duchowej substancji, duchowej tożsamości przez własną kulturę. (…) Stale żyję z pełną świadomością tej prawdy; od najmłodszych lat. Kiedy dane mi było przemawiać wobec przedstawicieli wielu narodów świata w UNESCO, w Paryżu, świadomość ta wyraziła się w sposób głęboko przeżyty i gruntownie przemyślany, a zarazem całkowicie spontaniczny. Mówiłem wtedy: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje ’z kultury’ i ’dla kultury’… Jestem synem Narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu, i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię na temat praw narodu u podstaw kultury i jej przyszłości, nie jest echem żadnego ’nacjonalizmu’, ale pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw rozwoju człowieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to zarazem ta suwerenność, przez którą równocześnie najbardziej suwerenny staje się człowiek” (przemówienie w siedzibie UNESCO, 2 VI 1980 r.).

Przemówienie do przedstawicieli świata kultury zgromadzonych w kościele Świętego Krzyża, Warszawa, 13 czerwca 1987 r.
--------------------------------------------------------------------------------

Chodzi tu przede wszystkim o dziedzictwo bycia człowiekiem – z kolei zaś: bycia człowiekiem w bliżej określonej sytuacji osobowej i społecznej. Nawet podobieństwo fizyczne w stosunku do rodziców posiada w tym swój udział. Ważniejsze jeszcze od tego jest całe dziedzictwo kultury, w centrum którego, niejako na co dzień, znajduje się język. Rodzice nauczyli każdą i każdego z Was mówić tym językiem, który stanowi podstawowy wyraz społecznej więzi z innymi ludźmi. Więź ta określona jest granicami szerszymi niż sama rodzina, czy nawet pewne środowisko. Są to granice co najmniej plemienia, a najczęściej granice ludu czy narodu, w którym narodziliście się.

W ten sposób dziedzictwo rodzinne poszerza się. Poprzez wychowanie rodzinne uczestniczycie w określonej kulturze, uczestniczycie także w dziejach Waszego ludu lub narodu. Więź rodzinna oznacza zarazem przynależność do wspólnoty większej niż rodzina – oraz inną jeszcze podstawę osobowej tożsamości. Jeśli rodzina jest pierwszym wychowawcą każdego i każdej z Was, to równocześnie – poprzez rodzinę – wychowawcą tym jest plemię, lud czy naród, z którym jesteśmy związani jednością kultury, języka i historii.

Parati semper. List apostolski do młodych całego świata z okazji Międzynarodowego Roku Młodzieży, nr 11

http://www.naszdziennik.pl/wp/29719,ojc ... odzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 30 kwi 2013, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
O młodych Polakach bez stereotypów

Młodzi Polacy to ważna i bardzo interesująca grupa społeczno-demograficzna, którą często traktuje się instrumentalnie. I nic dziwnego, bo młodość znakomicie się do tego nadaje. Można na jej temat konstruować ideologiczne uogólnienia, prognozować przyszłość, a nawet tworzyć jedynie słuszne i pożądane modele nowoczesnej Polski za lat 20.

Wielu odwołuje się do „młodych”, by uwiarygodnić własne poglądy, inni, by tworzyć kontrasty między tym, co nowe i lepsze, a tym, co „musi nieuchronnie odejść”, bo stare, tradycyjne i blokujące modernizację. Dla wielu młodzi są nie tyle przyszłością i nadzieją świata, ile usprawiedliwieniem jego współczesnych słabości i niedoskonałości. Młodzi są tacy i tego chcą, powiadają, lekceważąc fakt, że pracy, dobrej polityki rodzinnej i możliwości rozwoju nasi młodzi chcą szukać poza Polską. Bo w kraju umowy śmieciowe ograniczają im możliwość wzięcia kredytu na mieszkanie, bo brak polityki rodzinnej zniechęca do posiadania dzieci, a gdy postulują zmiany, słyszą – nic z tego, bo pracy będzie jeszcze mniej.

I tak wymagania, oczekiwania i szacunek dla problemów młodych ludzi żyjących tu i teraz zastępuje swoisty „kult młodości”, której wszystko wolno, która zawsze ma rację, tyle że za cenę lekceważenia jej rzeczywistych problemów.

Nie jest łatwo stworzyć wiarygodną charakterystykę młodych Polaków. Socjologiczne badania konstruują zwykle wizerunek zgodny z systemem wartości badacza, który lepiej wie, ilu wśród młodych jest „kiboli”, ilu chce „postępu” i wyzwolenia z tradycyjnych wartości, a ilu jest aktywnych w rozmaitych organizacjach, stowarzyszeniach i duszpasterstwach, pozostając wiernymi polskiej i chrześcijańskiej tożsamości.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jacy są „młodzi Polacy”, podobnie jak nie da się w wiarygodny sposób odpowiedzieć na pytanie o to, kim są ci „mniej młodzi”. Można jednak sprawdzić, jaka wiedza o nich tkwi w wynikach sondaży CBOS realizowanych z myślą o konkretnych problemach naszego społeczeństwa.

Praca

W marcu 2013 roku CBOS zrealizował kilka sondaży na temat warunków materialnych Polaków, sytuacji na rynku pracy, planów migracyjnych oraz gotowości do uczestnictwa w protestach, strajkach i demonstracjach. Czy młodzi Polacy wyróżniają się na tle pozostałych grup wiekowych? Jak oceniają swoje warunki materialne, szanse na pracę i gotowość poszukiwania lepszego losu poza granicami kraju?

Wydaje się, że najważniejszą cechą ludzi młodych jest silna więź rodzinna, co w praktyce znaczy także związek ich sytuacji materialnej z sytuacją gospodarstwa domowego rodziców. Jeśli uczą się lub studiują, to oceniają własną sytuację materialną znacznie lepiej niż pozostali Polacy. Gdy stają na własnych nogach, ich ocena sytuacji materialnej zbliża się do średniej krajowej. A ta „średnia” w marcowym sondażu wyglądała tak: 14 proc. Polaków oceniało warunki materialne swoich gospodarstw domowych jako złe, zaś 38 proc. jako dobre. Pozostali wybierali odpowiedź „ani dobre, ani złe”.

Natomiast w grupie między 18. a 24. rokiem życia ta ocena była wyraźnie lepsza, tylko 3 proc. młodych uznało warunki materialne swojego gospodarstwa domowego za złe, większość, 64 proc., oceniło je jako dobre (dwa razy więcej niż średnia krajowa). Podobnie dobre oceny formułowała grupa studentów i uczniów; odpowiedź „warunki materialne są złe” wybrał tylko co setny uczący się (1 proc.), zaś „dobre” aż 66 proc. studiującej i uczącej się młodzieży. Zakończenie edukacji i rozpoczęcie samodzielnego życia wyraźnie zmienia te oceny, pojawia się proza życia. Gdy młodzi kończą 25 lat, o złych warunkach materialnych mówi 9 proc. badanych, o dobrych już tylko 46 procent. Po przekroczeniu 35 lat optymizm maleje jeszcze bardziej; swoje warunki materialne jako złe ocenia 13 proc. badanych, a za dobre uznaje je tylko 42 procent. Dodajmy, że Polacy po 50. roku życia oceniają warunki materialne swoich gospodarstw jeszcze bardziej krytycznie, tylko co trzeci uznaje je za dobre. Najwyraźniej to oni są tymi rodzicami, których studiujące i uczące się dzieci uznają „wspólne” warunki materialne gospodarstw domowych za „dobre”. Tę hipotezę potwierdzają także inne charakterystyki sytuacji materialnej (CBOS 46/2013). Odpowiedź „żyjemy dobrze, starcza nam na wiele bez specjalnego oszczędzania” wybiera 14 proc. Polaków, ale 30 proc. młodych w wieku od 18-24 lat i 36 proc. studentów. Po 35. roku życia liczba zadowolonych z własnej sytuacji spada do średniej krajowej, czyli do 14 procent. Natomiast odpowiedź przeciwną: „żyjemy skromnie, musimy gospodarować bardzo oszczędnie”, wybiera co czwarty Polak, ale tylko 14 proc. młodych ludzi i 12 proc. uczniów i studentów.

Młodzi są optymistami, na pytanie o przyszłość aż 27 proc. w wieku 18-24 wybiera odpowiedź jestem spokojny, że dam sobie radę finansowo. Podobnymi optymistami są uczniowie i studenci, tą pełną nadziei odpowiedź wybiera aż 34 proc. spośród nich. Jednak po 35. roku optymizm młodych spada do średniej krajowej i już tylko 17 proc. jest spokojnych, że da sobie radę finansowo w życiu. Większość młodych, podobnie jak pozostałych Polaków, sądzi, że sytuacja materialna w ich gospodarstwach domowych pozostanie bez zmian.

Bieda i plany migracyjne

Kolejny sondaż CBOS (43/2013) podjął problem rynku pracy i poczucia zagrożenia bezrobociem. Zasadniczo ocena sytuacji na rynku pracy jest realistyczna, czyli zła. Taką ocenę deklaruje 51 proc. Polaków, jeszcze bardziej dramatycznie – sytuacja jest bardzo zła – formułuje 33 proc. badanych. Zdecydowana większość, łącznie 84 proc., dostrzega skalę problemu Polski z pracą. Młodzi oceniają ten problem wedle już opisanej zasady, gdy mają mniej niż 24 lata, są większymi optymistami, podobnie jak uczniowie i studenci. Gdy kończą 35 lat, zamieniają się w pesymistów, i to większych niż inni, bo 61 proc. wybiera odpowiedź „sytuacja jest zła”. Łączną, złą ocenę wystawia rynkowi pracy 86 proc. młodych, gdy wchodzą w wiek, w którym ma się własną rodzinę i dzieci.

Co trzeci badany Polak liczy się (36 proc.) z utratą pracy, jednak w najmłodszej grupie obawiających się o pracę jest więcej, bo 44 proc. (wśród studentów 45 proc.). To tu ukryta jest prawda o umowach śmieciowych i o warunkach, w jakich młodzi, wykształceni Polacy startują w dorosłe życie.

Czy rozwiązaniem jest migracja? CBOS (142/2012) postawił w październiku ubiegłego roku pytanie: „Czy jest Pan/i zainteresowany podjęciem pracy za granicą”. Odpowiedź „tak, i obecnie staram się o pracę za granicą” wybrało 3 proc. Polaków, ale 6 proc. tych najmłodszych, w wieku 18-24 oraz 8 proc. mających 25-34 lata. Odpowiedź „zamierzam starać się o pracę za granicą” wybiera 8 proc. badanych, ale aż 30 proc. młodych (18-24) i 11 proc. w wieku 25-34 lat. Wśród uczniów i studentów takie plany ma 38 proc. respondentów. I to jest odpowiedź na pytanie o realną sytuację młodych Polaków, są optymistami i mają nadzieję na dobry los, gdy uczą się i kształcą na wyższych uczelniach, gdy mogą liczyć na rodziców. Ale gdy przychodzi czas samodzielności, czas na założenie rodziny i podjęcie się roli rodziców, zderzają się z rzeczywistością III RP i zaczynają myśleć o migracji za pracą. Do tej wiedzy dodajmy wyniki jeszcze jednego sondażu CBOS (55/2013), w którym próbowano ocenić gotowość Polaków do akcji protestacyjnych. Okazuje się, że w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosły oczekiwania strajkowe. Od czerwca 2012 r. zwiększył się o 20 proc. (do poziomu 64 proc.) odsetek Polaków przekonanych, że strajki i protesty będą się w Polsce nasilać. Co więcej, dziesięć miesięcy temu o chęci protestów mówili przede wszystkim ludzie młodzi (76 proc. w wieku 18-24), dzisiaj podobne nastroje dominują we wszystkich grupach wiekowych. Wiara w to, że sytuacja w kraju uspokoi się, a protesty będą wygasać, deklarowało w kwietniu 2013 r. 11 proc. badanych, natomiast opinię, że możliwy jest nawet poważny konflikt społeczny, wyraziło 14 proc. badanych. Przekonanie, że w najbliższym czasie będziemy strajkować i protestować, wyraża 72 proc. młodych w wieku 24-34 lata (a więc nie tylko młodzi o gorących głowach) oraz 71 proc. osób z wyższym wykształceniem i 67 proc. dobrze oceniających własną sytuację materialna. Młodzi pomiędzy 24. a 34. rokiem życia najczęściej (52 proc.) wybierają odpowiedź: „w obecnej sytuacji tylko za pomocą strajków i protestów można coś osiągnąć”.

Młodzi za życiem

Wydaje się, że można podsumować wyniki sondaży zdaniem: młodzi Polacy znajdują się między młotem migracji a kowadłem strajków i protestów. Czy dla nas, obywateli RP, jest rzeczą obojętną, którą metodę wybiorą? Może więc na zakończenie kilka słów o wynikach badań nad systemem wartości Polaków, które w Centrum Myśli Jana Pawła II zrealizował zespół socjologów w 2007 i 2012 roku. Między tymi dwoma badaniami zaszła w polskim społeczeństwie ciekawa zmiana, która objęła ludzi młodych. To wśród nich rodzina zyskała na wartości. W grupie między 15. a 19. rokiem życia była w 2007 r. bardzo ważną sprawą dla 76 proc. badanych, a w 2012 r. już dla 95 procent! Wśród nieco starszych (20-29 lat) nastąpiła podobna zmiana, z 83 proc. do 90 proc. deklarujących wagę rodziny w życiu. Że nie jest to pusta deklaracja, widać w zmianie postaw wobec rozwodów.

Pięć lat temu usprawiedliwiał je co drugi młody człowiek (49-52 proc.), w 2012 r. już tylko 19 procent. Najwyraźniej pierwsze pokolenie dotknięte wzbierającą falą rozwodów komunikuje nam, że takie rozwiązania są dla nich bolesne. Czy zmienią zdanie jako małżonkowie? To młode pokolenie jest także ciekawym dowodem na trwały charakter postaw Polaków wobec życia. Zasada jego chronienia od poczęcia do naturalnej śmierci zyskała wśród młodych ludzi w ostatnich latach większe (a nie malejące!) poparcie. W 2012 r. akceptowało ją 73 proc. do 74 proc. młodzieży w wieku 15-29 lat, dzisiaj ma zwolenników na poziomie 79 proc. do 83 procent. Zmieniła się także nasza postawa wobec tzw. aborcji eugenicznej, czyli dokonywanej, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone. Pięć lat temu „rozwiązanie aborcyjne” akceptowało 52 proc. badanych, dzisiaj 46 procent. Jednak to wśród młodych ludzi, między 15. a 29. rokiem życia nastąpiła największa zmiana postaw. Przeciwnych eugenicznej aborcji było w 2007 r. od 31 proc. do 47 proc. młodych, dzisiaj jest ich ponad połowa – 52 procent.

Czy więc jest nam wszystko jedno, gdzie będą żyć młodzi Polacy? Czy ich zagraniczne migracje w poszukiwaniu pracy są problemem tylko dlatego, że chcemy, by pracowali na nasze emerytury? Zapewne emerytury to ważna rzecz, ale daleko ważniejszym powodem podjęcia działań na rzecz zmian na polskim rynku pracy jest to, kim jest, co myśli i co może dla naszego kraju zrobić młode pokolenie Polaków!

Barbara Fedyszak-Radziejowska socjolog

http://www.naszdziennik.pl/mysl/31294,o ... typow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 04 cze 2013, 06:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Państwo ma służyć

Agnieszka Gracz

Państwo demokratyczne ma służyć obywatelom, ale nie może być „panem sumień ludzkich”. Podkreślił to wczoraj na Zamku Królewskim w Warszawie ks. abp Gerhard Ludwig Müller. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary był gościem konferencji „Podmiot czy przedmiot? Miejsce człowieka we współczesnej gospodarce”.

W czasie konferencji zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą oraz Fundację PHOS zwracano uwagę na godność i prawa człowieka, miejsce i rolę Kościoła w demokratycznym społeczeństwie oraz na znaczenie etyki w gospodarce.

W wykładzie pt. „Europa XXI wieku – pomiędzy wspólnotą wartości i strefą wolnego rynku” ks. abp Gerhard Ludwig Müller mówił przede wszystkim o godności ludzkiej wynikającej z podobieństwa do Boga, stworzonego z miłości Stwórcy do człowieka. – Nie można twierdzić, że jeden człowiek ma mniej godności, a drugi więcej ze względu na to, jaką pełnią rolę społeczną – zaznaczał. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary przypomniał nauczanie Kościoła wskazujące na znaczenie godności człowieka i słowa poszczególnych Papieży, którzy wypowiadali się na ten temat. Mówił też, że prawa człowieka to nie system reguł, dzięki którym ma funkcjonować życie społeczne, ale źródło, z którego wyrasta życie społeczne. Podkreślił, że te prawa nie mogą być uzasadnione przez polityczne idee, zaś człowiek nie może być postrzegany jedynie przez pryzmat przydatności dla społeczeństwa.

– Autentyczna demokracja jest możliwa w oparciu o państwo prawa i w oparciu o właściwą koncepcję osoby ludzkiej, antropologię chrześcijańską, dostrzeganie godności osoby ludzkiej. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm – podkreślał ks. abp Müller. Mówiąc o bolączkach współczesnych demokracji, przestrzegał przed wprowadzaniem relatywizmów w sferę małżeństwa i rodziny. Jeśli chodzi o wolność religijną, to do niej należy także przekonanie, że Bóg stworzył nas jako kobietę i mężczyznę. Małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, akcentował ksiądz arcybiskup.

– Ochrona godności człowieka to zobowiązanie wszystkich władz państwowych. Państwo jest wówczas demokratyczne, kiedy widzi te podstawowe prawa i je akceptuje – zaznaczał prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Tu wskazał przede wszystkim na prawo do życia od chwili poczęcia, prawo do życia w rodzinie i środowisku moralnym sprzyjającym rozwojowi osobowemu, prawo do uczestniczenia w pracy dla doskonalenia dóbr ziemi. Ksiądz arcybiskup zwrócił też uwagę, że jednym z istotnych praw człowieka jest wolność religijna, która jest łamana np. w Chinach czy w wielu państwach islamskich. Mówiąc natomiast o kryzysie gospodarczym, jaki przeżywa świat, podkreślał, że ma on korzenie w kryzysie moralnym.

http://www.naszdziennik.pl/wp/34635,pan ... luzyc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 18 mar 2014, 08:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Zdrada

Marek Czachorowski

W czasie Wielkiego Postu podejmujemy rozmyślania także na temat zdrady, dzisiaj banalizowanej albo wysławianej jako moralna zaleta, jakoby głos rozsądku. A jeśli już nie da się jej zachwalać, to zazwyczaj traktuje się ją jako „chorobę”, z której trzeba się „leczyć”, skutek działania genów, burzy hormonów czy jakichś negatywnych wpływów środowiska społecznego. TW to zatem patrioci, bohatersko broniący Ojczyzny przed wkroczeniem Armii Czerwonej.

Za najgorszych zdrajców w dziejach Dante uznał w „Boskiej komedii” (oprócz Judasza i samego szatana) dwóch zabójców Juliusza Cezara – Kasjusza i Marka Brutusa, umieszczonych w samym centrum piekła, zwanym Juddeką (od imienia Judasza). Głównym zdrajcą Cezara był jednak Brutus. Kiedy Cezar zobaczył go w gronie okrążających go nożowników, zdruzgotany zaprzestał walki, zasłonił twarz, poddając się ciosom ze słowami „I ty, Brutusie?”. Do końca cywilizacji łacińskiej ludzkość będzie te słowa pamiętać, starać się je rozumieć i wcielać w życie. Może jednak już niedługo, bo genderyści szykują tej cywilizacji pospieszny pogrzeb, a potem już nie będziemy się przejmowali, kto jest mężczyzną, a kto kobietą, kto jest zdrajcą, a kto człowiekiem wiernym.

Marek Brutus nie był rzymskim menelem lub hulaką. Znakomitego rodu, wszechstronnie wykształcony, autor kilku cenionych dzieł etycznych, uważany za wzór cnót. Sam Cyceron zadedykował mu wiele prac filozoficznych, a jedno z jego dzieł retorycznych sławi Brutusa samym tytułem. Był on szczególnym protegowanym Cezara, synem jego ponoć najbardziej umiłowanej i towarzyszącej mu do końca życia „przyjaciółki” (Serwili). Ocalił Brutusowi życie. Czekała na niego świetlana przyszłość – Cezar chciał mu przekazać całą swoją władzę. Ale w Idy Marcowe (15 marca 44 r.) Marek Brutus dźga nożem – w podbrzusze – swojego bezbronnego dobroczyńcę, ponoć z nienawiści do tyranii i pragnienia wolności republikańskiej.

Zdrada Cezara przez Brutusa została poprzedzona – dwa lata wcześniej – zdradą żony. Nawet wstrząsnęła Rzymem ta wiadomość (informuje nas Cyceron), ponieważ Brutus wziął rozwód i poślubił Porcję w skandaliczny wówczas sposób, nie tłumacząc się. Dlaczego zatem zdumiał się Cezar, widząc swojego protegowanego w gronie zdrajców? Szokujący nawet ówczesnych rozwodników i cudzołożników sposób porzucenia żony wskazywał, że i na każdą inną zdradę stać Brutusa, byleby tylko karmiła jego wielką ambicję.

Ale zamordowanie Cezara to dosłownie wojna domowa. Chyba się domyślamy, co tak naprawdę musiał czuć i myśleć o Cezarze syn jego wieloletniej kochanki Serwili? Była ona teściową drugiego czołowego mordercy Cezara – Kasjusza, męża trzeciej Juni (mniemano, że córki Juliusza Cezara). A w domu Serwili – „wiernej” zatem Cezarowi aż do śmierci –wszyscy spiskowcy spotkali się tuż po dokonaniu zbrodni. Ale także Porcja – „żona” Brutusa –to kobieta po przejściach, ofiara rozwodu swoich rodziców, psychicznie niezrównoważona – popełniła samobójstwo, ponoć połykając żarzące się węgle. Oto zatem genealogia zdrady – najpierw w rodzinie – wzajemnej wrogości i konfliktów, które powaliły na kolana, a później zamieniły w piękne ruiny największe w dziejach imperium. Jeździmy do Rzymu, aby na własne oczy zobaczyć słuszność słów: „Przyszłość idzie przez rodzinę”. Przyszłość dobra lub zła.

Marek Brutus był szczególnym grabarzem Republiki Rzymskiej. Za jej twórcę uważa się Lucjusza Juniuna Brutusa, słynnego przodka Marka. Obalił on ostatniego króla Rzymu, Tarkwiniusza Pysznego, z racji jego publicznych zbrodni, a zwłaszcza zhańbienia Lukrecji przez jednego z synów. Republika rozpoczęła się zatem od obrony kobiecej czci, uważanej dzisiaj przez genderystów i genderystki za kulturowy zabobon, pozbawiony uniwersalnej ważności, a nawet krępujący ludzkość. Ale to właśnie obrona kobiecej czci, a także wierności małżeńskiej (Lukrecja nie dała się złamać ani obietnicami, ani groźbami) otworzyła Rzymowi dobrą przyszłość. Sam Bóg wybrał to miasto, aby było centralą chrześcijańskiego świata. Upadło, niosąc ludzkości pochodnię. Rzymianie długo się chlubili tym, że przez ponad pięćset lat nigdy nie porzucali swoich żon, pomimo swobody rozwodu, przewidzianej w Prawie XII Tablic. Pierwszy ich rozwodnik ze wstydem tłumaczył się z tego czynu, podjętego tylko z racji niepłodności żony. Ale w czasach schyłku republiki sytuacja się zmienia – rozwody stają się rozpowszechnioną plagą i rodzą one ludzi okaleczonych odnośnie do swojego bytowego początku, gotowych do zdrady siebie wzajemnie i zdrady Ojczyzny.

http://www.naszdziennik.pl/wp/71595,zdrada.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /