Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 20 paź 2011, 20:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Garść powyborczych refleksji:

Przy zatopieniu się myślami nad wynikami głosowania Polaków w wyborach parlamentarnych w 2011 r., jawi się nam dość wyraziście obraz narodu podzielonego na wzajemnie zwalczające się grupy społeczne. Ot i mamy Polskę. Przyjmijmy, że wynik wyborów jest prawdziwy, że nikt go przed ogłoszeniem nie retuszował i spójrzmy na to, co on nam ukazuje.

A mówi on nam, wręcz krzyczy do nas, że Polaków już nie interesuje sytuacja polityczna ich kraju. Przerażające, Polacy nie troszczą się o swój dom, którym dla nich jest Polska, nie martwią się o swoje rodziny, którymi dla nich są ich rodacy. Wybrali własny egoizm, troskę wyłącznie o swój stan materialny, nie kojarząc w ogóle tego że jest on pochodną jakości państwa w jakim przyszło im żyć. Czy w ogóle niektórzy z nich wiedzą o tym, że mają własną państwowość? Czy są i w jakiej ilości są, wśród Polaków ludzie którzy mają świadomość tego iż tylko podmiotowa państwowość jest gwarantem ich szeroko rozumianego bezpieczeństwa i dobrobytu? Czy zdają sobie sprawę z tego kto, przez 22 lata rządów im takiej podmiotowości państwowej nie zapewnił, ba nawet nie wspominał im o takim czymś?

Polaków nie interesuje też sytuacja gospodarczo – ekonomiczna ich Ojczyzny. Patrzą jak jest niszczona gospodarka i widzą to, widzą jak się ich okrada, odbiera szansę, pozbawia możliwości, likwiduje miejsca pracy, utrudnia przedsiębiorczość, opętla pajęczyną złośliwych przepisów, wygania się ich po zarobek za granicę, odbiera się im nadzieję itd. Polacy nie przeciwstawiają się temu, bo wyhodowani w zbolszewizowanym peerelu, nasiąknięci tym, że to ktoś rozwiązuje za nich problemy, nawet te ich własne, uważają, że jakoś tam będzie. Nie martwią się o to jak będą i z czego będą żyły ich dzieci, ich wnukowie, ich pokoleniowi następcy.

Polaków nie interesuje też sytuacja w jakiej znalazła się ich kultura, ich edukacja, ich tożsamość. Wygląda na to, że wielu z nich nawet nie ma pojęcia, że jest coś takiego jak tożsamość, jak świadomość. Spędzają czas przed bylejakością medialną, uważając ją za swoją kulturę, utożsamiając się z nią. Mnożą się nam kiepscy, majewscy i tarasy jak grzyby po deszczu. Rynsztok rozświetliły wielu Polakom jupitery telewizyjne i zachwycił ich widok rynsztoku ukazanego w nieznanych dotąd i w niewyobrażalnych, również dotąd, kolorach, dźwiękach i przekazach. Obcowanie z niską i płaską kulturą stało się codziennością i .... dla wielu koniecznością. Wysoka kultura nie ma już szans na dotarcie do tak zafascynowanych tym co mają i tym co są w stanie zrozumieć, i pojąć ludzi.

Skoro Polaków nie interesuje ich sytuacja polityczna, gospodarcza, kulturowa, nie wspomnę o militarnej, gwarantującej bezpieczeństwo, to co ich interesuje?

Patrząc na kampanię wyborczą i na wyniki wyborów można śmiało stwierdzić, że Polaków interesuje jedynie niedopuszczenie PiS – u i Jarosława Kaczyńskiego do władzy, bo....
Po słowie „bo”, w miejscu wielokropka można wpisać sobie wszystko to co codziennie jest wałkowane od rana do wieczora i w nocy, i znów od rana, i bez końca, i bez przerwy na oddech, na temat zagrożenia pisowskego, na temat obciachu jakim PiS dla nas Polaków jest, na temat niekompetencji ludzi, którzy wywodzą się z tego środowiska itp., itd.

Wolą Polacy wszystko stracić, na rzecz cwaniaków, którzy wtłaczają im do głów nienawiść do PiS – u, ośmieszyć się przed całym rozumnym światem, niż zapewnić sobie poprzez rozsądny wybór, takich włodarzy, którzy zadbają o polską politykę, o polską gospodarkę, o polską ekonomię, o polską kulturę, o polską edukację, o polską armię, zapewnić sobie poziom życia, który znają tylko... z marzeń.

Miałeś chamie Złoty Róg....., ale po wyborach znów ostał ci się, ino sznur.....


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 05 lis 2011, 22:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Niech mowa nasza będzie „Tak, tak; nie, nie”

Jesteśmy od dnia 9 października świadkami rozdrapywania ran i nieustannych dyskusji, które w skrócie można określić, jako debatę na temat „anatomii klęski”.

Oczywiście pomijam tu te wszystkie znane od lat recepty i diagnozy salonowców spod logo TVN24, Polsatu czy GW. Oni po raz setny radzą Kaczyńskiemu odejść na polityczną emeryturę, a wtedy, jak możemy się domyślać, tłumnie ci wszyscy Kuczyńscy, Michniki, Lisy, Knapiki, Miecugowy i Kuźniary, pójdą jak w dym zagłosować na PiS.

Najbardziej jednak interesują mnie analizy z naszej, prawej strony i tu dostrzegam zjawisko, które jest dla wielu niezauważalne z tego prostego powodu, że dochodziło do niego stopniowo i ewolucyjnie, krok po kroku przez ostatnich sześć lat.

Szczególnie widać to w treści artykułu redaktora Tomasza Sakiewicza, zamieszczonym na portalu niezalezna.pl i zatytułowanym, „Dlaczego przegraliśmy wybory”.

Kto chce może się zapoznać z tym tekstem, do którego link zamieściłem na końcu.

Specjalnie wybrałem, jako przykład, dziennikarza, który uchodzi za jednego z najodważniejszych i bezkompromisowych, aby pokazać, że nawet na takich ludziach wieloletnia akcja propagandowa salonu wywarła pewien wpływ.

Długotrwałe obcowanie z panoszącym się w III RP kłamstwem, na każdym bez wyjątku pozostawia jakieś ślady i zapewniam o tym każdego, uważającego się nawet za niebywałego twardziela.

Na początku jednak zaproponuję czytelnikom cofnięcie się pamięcią te sześć lat wstecz, do kampanii wyborczej, po której PiS odniósł podwójne zwycięstwo.

Jak pamiętamy tamte wybory odbywały w atmosferze afery Rywin-Michnik i zarówno Platforma Obywatelska z Tuskiem, jak i Prawo i Sprawiedliwość głosiły podobne hasła, czyli walka z korupcją i układem oraz budowa nowej Polski pod szyldem IV Rzeczpospolitej. Termin ten zresztą został wymyślony przez byłego posła PO, Pawła Śpiewaka, co wstydliwie media przemilczają, kiedy obwieszczają przy każdej okazji diagnozę mówiącą, że Polacy masowo odrzucili pisowski projekt IV RP.

Podobna narracja obu partii dezorientowała elektoraty, dla których oczywistą stawała się koalicja nazwana POPISEM. Nie mogło do niej nigdy dojść z tego powodu, że jedni chcieli rzeczywiście radykalnych zmian, podczas gdy inni udawali tylko, że ich chcą.

Notowania PO rosły wtedy głownie dzięki Janowi Marii Rokicie, który był gwiazdą komisji śledczej, a zwolennicy PiS mogli bliżej poznać Zbigniewa Ziobro.

Jak widzimy dzisiaj po latach, Polacy intuicyjnie i z wielką trafnością postawili wtedy na Jarosława i Lecha Kaczyńskich gdyż Tusk ze swoją ferajną, jako pogromca układów i przekrętów oraz jako Donald Odnowiciel nie wydał się wyborcom wiarygodny.

Co o tym mogło zadecydować? Oczywiście dotychczasowa droga polityczna obu przywódców konkurencyjnych ugrupowań, ale czy to miało decydujące znaczenie? Czy wyborcy rzeczywiście w swojej większości są tak doskonale zorientowani w tym, co robił Tusk i Kaczyński przez ostatnie dwadzieścia lat?

Język głupcze

Według mnie decydującą rolę w kampanii wyborczej z 2005 roku odegrał język, jakim posługiwał się zwycięski obóz PiS. Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia wówczas z ewangelicznym przesłaniem "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi" (Mt 5,37).

Fakt, że bardzo często nie brakowało wtedy z obu stron ostrych sformułowań i wykładania bez owijania w bawełnę przysłowiowej kawy na ławę.

Polakom jednak ten język, właśnie w wykonaniu PiS-u przypadł do gustu, co potwierdził wyborczy sukces obu braci Kaczyńskich. Był to język dosadny, bezpośredni i wprost do bólu jasny i zrozumiały, a co najważniejsze, epatujący szczerością i nieunikający najbardziej drażliwych tematów.

Oczywiście doskonale zdały sobie z tego sprawę salonowe media i od tamtej pory do dzisiaj trwa konsekwentna akcja „tępienia języka” PiS-u, której to akcji partia Kaczyńskiego się bezwolnie i podświadomie poddała, wygładzając zgodnie z wyrafinowanym planem salonu, swoje wypowiedzi, które zamiast „Tak, tak; nie, nie”, brzmią dzisiaj „Tak, ale…; nie, chyba, że…”.

Dziwię się, że oprócz Zbigniewa Ziobro, Jacka Kurskiego, głównego stratega zwycięskiej kampanii w 2005 roku i jeszcze paru osób, nikt w PiS-e nie zauważył, że mimo usalonowienia języka zgodnie z oczekiwaniami „wiodących mediów”, politycy tej partii dalej są atakowani za posługiwanie się „językiem nienawiści”, zaś ową ostrą retorykę tak naprawdę przejęli pupile establishmentu III RP, stając się autorami „dożynania watah”, „bydła”, „zabijania i patroszenia” i przydzielaniem epitetów, faszyści, a za chwilę zapewne, karły reakcji.

Partia Jarosława Kaczyńskiego była przez te sześć ostatnich lat, dzień po dniu stępiana, stając się z ostrej brzytwy w 2005 roku, tępym drewnianym nożem nadającym się tylko do smarowania masła.

Najlepszym dowodem na to jest powszechna autocenzura i strach przed wypowiedzeniem słowa „zamach” w kontekście tragedii smoleńskiej, kiedy w przestrzeni publicznej bezkarnie funkcjonowały perfidne kłamstwa o debeściakach-samobójcach, pijanym generale Błasiku, pijanym prezydencie Kaczyńskim i Jarosławie Kaczyńskim, wydającym z Warszawy telefonicznie rozkaz lądowania.

Kibice zawsze wolą dopingować drużynę grającą ofensywnie i z fantazją oraz zawodników, którzy w kluczowych momentach nie cofają bojaźliwie nogi.

Pisowskiej drużynie sprytnie wmówiono, że gra brutalnie i faul, co spowodowało, że główny nacisk w ekipie, oprócz kilku wyjątków, został położony na to, aby grać tak, jakby to nie wynik był najważniejszy, ale zejście do szatni bez siniaków, w czystych nieubłoconych koszulkach.

Dobrym przykładem niech będzie pamiętny „dziadek z Wehrmachtu”, Tuska. Wtedy nie brakowało odwagi i postępowania nieodbiegającego przecież od światowych demokratycznych standardów.

Wszędzie w demokratycznym świecie ktoś kandydujący na najwyższy urząd w państwie jest na wskroś prześwietlany przez media i politycznych konkurentów i nie ma z tego tytułu pretensji. Jako przykład niech nam posłuży skakanie z gałęzi na gałąź po drzewie genealogicznym Baraka Obamy w USA.

U nas ujawnienie tej niewygodnej dla Tuska prawdy o jego dziadku, wywołało falę wściekłych ataków, w którą najbardziej zaangażowali się posiadacze ojców, matek, dziadków i babek z przeszłością w KPP i PZPR.

To oni od lat wpajają nam, że grzebanie w cudzych życiorysach to rzecz wstrętna i niegodziwa. Oczywiście grzebanie w ich własnych życiorysach, bo kiedy Roman Giertych był jeszcze ich wrogiem to potrafili prześwietlić jego rodzinę cofając się aż do pradziadka, nie mówiąc już o znienawidzonym przez Czerską, Sławomirze Cenckiewiczu, którego przodków zlustrowano bez zbytnich moralno-etycznych hamulców i ceregieli.

Po pierwsze, trzeba powrócić do dawnego własnego i odważnego języka debaty oraz konsekwentnie się nim posługiwać, nie zważając na jazgot mediów. To jest, przepraszam, to była największa broń PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego, którą mu sprytnie i stopniowo wytracano z ręki, a on zdaje się jeszcze tego nie zauważył.

Doskonałym przykładem, że można inaczej, była wizyta w TVN24 Zbigniewa Ziobro, który z uśmiechem na twarzy rozjechał jak walec Justynę Pochanke, punktując kłamstwa i manipulacje TVN24. Nie potrzebował do tego kokietowania i komplementowania funkcjonariuszki oraz jej macierzystej stacji, co często czyni ugrzeczniona część PiS-u delegowana do mediów.

Przykładem na to, jak bardzo część naszego środowiska uległa tej mowie poprawności, narzuconej sprytnie przez salon jest fragment wspomnianego wyżej artykułu Tomasza Sakiewicza:

Błąd drugi, brak pomysłu na wycofanie się ze złego posunięcia

Na tle spokojnie i konsekwentnie realizowanej kampanii widać było wyraźnie dwie poważne wpadki, które musiały obniżyć notowania partii. Pierwsza to wypowiedź na temat rolników. Druga – o Angeli Merkel. W kampanii wyborczej niewłaściwe słowa mogą trafić się zawsze, a ich prawdopodobieństwo przy nieprzychylnych mediach bardzo rośnie. Należy mieć zatem przygotowaną strategię awaryjną, by móc natychmiast wycofać się z błędu i zadośćuczynić „pokrzywdzonym”.”

W ten sposób wpadamy w pułapkę, w której niedługo przepraszać będziemy już nie tylko za to, że nasz wzrok jest wzrokiem nienawiści, chód jest chodem konfrontacji, a uśmiech jest próbą wywołania wojny posko-polskiej. Będziemy niedługo bić się w pierś za to, że ośmieliliśmy się być opozycją i krytykować rządzących.

Następnie Tomasz Sakiewicz próbuje się tłumaczyć z absurdalnych zarzutów, jakoby Gazeta Polska Codzienna przyczyniła się do klęski PiS-u publikując teksty o tragedii smoleńskiej, w których to niemal otwarcie nazywała ją zamachem i politycznym mordem.

Taką diagnozę podsunął sprytnie Paweł Graś, a podchwycił ją poseł Hofman.

Mamy do czynienia z sytuacją pozbawioną zupełnie logiki i świadczącą o sukcesie salonowej propagandowej akcji.

Jeżeli przyjmiemy, że zwycięstwo jest możliwe tylko wtedy, kiedy przestaniemy zdecydowanie głosić prawdę oraz podejmować odważnie najtrudniejsze tematy to idąc tym tropem sprawowanie i utrzymanie władzy wymagać będzie tego samego. Po co więc rządzić?

Trwa wojna o Polskę, a część z nas przez lata tresury wyraziła zgodę na załadowanie własnych magazynków ślepymi nabojami i nawet tymi ślepakami boi się strzelać z uwagi na huk, jaki może powstać i rozgniewać salon. Salon, który nie ma najmniejszych oporów by w najbardziej brutalny, perfidny i podły sposób nas atakować.

Spójrzmy wreszcie prawdzie w oczy:

Te wybory przegrał nie tylko PiS, ale i cała formacja centroprawicowa, która powierzyła PiS ster rządów. Prawdopodobnie szanse na zwycięstwo były naprawdę nikłe.”– pisze Tomasz Sakiewicz.

Szanse panie redaktorze, nie były nikłe, ale żadne. Każdy, kto tego nie zrozumiał już dnia 10 kwietnia 2010 roku ten buja w obłokach.

Oni są zdolni dosłownie do wszystkiego i w sposób demokratyczny nigdy władzy nie oddadzą.

Dlatego przestańmy się krygować i dostosowywać swój własny język do ich scenariusza. Mówmy ostro i zdecydowanie, a przede wszystkim publicznie całą prawdę. Naszym obowiązkiem jest skupić wokół siebie wszystkich ludzi najodważniejszych i bezkompromisowych, a nie puszczać oka do tchórzy i niezdecydowanych tylko po to by poszerzać elektorat. W PiS-e powinna zaistnieć również frakcja sceptyków czy wręcz przeciwników Unii Europejskiej, jeżeli ktoś tam potrafi odczytywać prawidłowo znaki czasów.

Zepchnięcie zaś w kampanii na dalszy plan tragedii smoleńskiej uważam nie tylko za błąd, ale potwierdzenie gry nastawionej na moralnie dwuznaczną defensywę.

W tym przypadku nie może być mowy o żadnej taktyce czy słusznej bądź nie strategii. Smoleńsk to nasz obowiązek i sprawa honoru, a nie jeden w elementów, które dla wizerunku i sondaży koniunkturalnie raz się podnosi innym zaś razem przemilcza.

Powtarzam, w dzisiejszej Polsce nie ma szans na to, aby opozycja, tak jak w normalnych demokracjach, mogła przejąć władzę, gdyż czuwa na tym grupa interesów wykraczająca poza granice naszego kraju.

Jedyna strategia na dziś to zmasowana ofensywa polegająca na mówieniu przy każdej okazji całej prawdy językiem pozbawionym salonowych ornamentów, zachowanie jedności, modlitwa, Krucjata Różańcowa i CIERPLIWOŚĆ.


Mruganie i puszczanie oka do ludzi, którzy w przełomowym momencie okażą się zupełnie bezużyteczni nie ma sensu. Nadchodzi czas ludzi odważnych i zdecydowanych walczyć o Polskę.

Nie zapominajmy, że zapewne gdzieś z góry patrzą na nas, ksiądz Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II i ofiary smoleńskiego mordu. Pamiętajmy, że ksiądz Jerzy nie zmienił swojego języka pod wpływem ataków Urbana i niektórych kościelnych hierarchów, lecz do końca głosił prawdę.

Idzie czas ludzi PRAWYCH i SPRAWIEDLIWYCH i jeżeli PiS tego nie zrozumie to polegnie rozmiękczony i rozwodniony przez salonowych speców od prania mózgów.

Zachować jedność, trwać i powrócić do własnego zrozumiałego i jasnego języka przekazu, zamiast modyfikować go i temperować zgodnie ze sprytnymi podszeptami salonu i „ekspertów”.

"Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi"

http://kokos.salon24.pl/360401,niech-mo ... ak-nie-nie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 08 lis 2011, 10:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Moja polsko- żydowska tożsamość

Coś staje się prawdziwe wtedy, kiedy się wydaje i tak długo jak się wydaje’ Platon, Timajos

Tocząc spór z sofistami Platon odkrył, że ich sztuka prowadzenia rozmów nie ma nic wspólnego z prawdą. Dotyczy bowiem sądów z natury zmiennych. Odkrył również, iż pozycja prawdy w świecie jest niepewna, gdyż liczą się opinie:’ przecież tym się ludzi przekonuje i nakłania, a nie prawdą’. Najbardziej uderzająca różnica między starożytnymi a nowożytnymi sofistami polega na tym, że starożytni zadawalali się w dyskusji ulotnym zwycięstwem kosztem prawdy, podczas gdy nowożytni pragną trwalszych zwycięstw - kosztem rzeczywistości. Starożytni sofiści niweczyli godność ludzkiej myśli. Nowożytni niszczą godność ludzkiego działania. Starożytni sofiści stanowili problem dla filozofa, natomiast nowożytni zagrażają historykom. Niszczona jest historia, nadużywa się jej bowiem do udowadniania swoich poglądów.

Zagładę Żydów można rozpatrywać w wielu aspektach: jako najkrwawszy rozdział w historii Izraela bądź jako skrajny przejaw antysemityzmu, który najpełniej ukazał się w XX wiecznym totalitaryzmie. Totalitaryzm jako ustrój za jedną ze swych głównych konsekwencji przyjmuje zanik indywidualnej aktywności jednostek. Mają one funkcjonować wyłącznie dla celów, które są celami państwa, jak też są przez państwo określane. System totalitarny niszczył społeczeństwo cywilizacyjne, ponieważ to państwo i jego narzędzia organizacyjne byłyby jedynymi przejawami życia społecznego. W takiej atmosferze rodzi się nowy typ osobowości. Theodor Adorno taką jednostkę określa mianem człowieka z ‘syndromem totalitarnym’. Charakteryzuje go autorytarna podległość, brak krytycyzmu wobec autorytetów, stereotypowe myślenie, irracjonalizm, cynizm i, co najbardziej zatrważające, uogólnione wrogie stanowisko do ludzi [rasowa nienawiść jako cnota].

H. Świda Zięba dodaje natomiast takie cechy:

· coraz powszechniejsze występowanie agresji w społeczeństwie, definiowanie wolności jako braku dyscypliny,
· prymitywizm myślenia ujawniający się w dychotomicznym podziale świata na ‘obcych’ i ‘swoich’, czyli ‘złych’ i ‘dobrych’
· przekonanie, że ciałem podejmującym decyzje powinien być tłum


Cienka linia oddziela tłum od zbiorowych obsesji. Tłum odznacza się tym, że zanikają indywidualne cele. Tłum jako nowa jakość, nowy organizm, nakierowany jest na wspólny cel. To co najbardziej zatrważające to fakt, iż w tłumie zanika również indywidualna odpowiedzialność. Tłum jako odrębny byt nie może być osądzany z perspektywy jego poszczególnych elementów, ponieważ te zatraciły swą ontologiczną tożsamość. Wspólna odpowiedzialność to brak odpowiedzialności. Zawsze jednak ktoś musi być winny. W tej sytuacji najlepiej sprawdzała się teoria kozła ofiarnego. Ta teoria często wykorzystywania jest przy sankcjonowaniu antysemityzmu. Chciałabym w tym miejscu wspomnieć dowcip:
Antysemita stwierdza:

‘Żydzi spowodowali wojnę’
Odpowiada drugi: ‘Tak, Żydzi i cykliści’
‘Dlaczego cykliści?’ – pyta pierwszy
‘A dlaczego Żydzi?’ – pyta drugi

Wyjaśnianie za pomocą teorii kozła ofiarnego wciąż jednak pozostaje jedną z typowych form ucieczki przed docenianiem powagi zjawiska antysemityzmu. A dlaczego antysemityzm? Nie wiem.

Ewa - Polka, Żydówka (samozwańczo :)

APPENDIX: Po mądrych uwagach bloggerów dochodze do wniosku, że nie ma co dzielić zła na straszliwe bardziej lub mniej. Zło to zło. Wytarczy je precyzyjnie, rzetelnie opisać. Holokaust to największy masowy mord w dziejach ludzkości. Tak jest precyzyjniej.

APPENDIX 1: Notka ta nie pretenduje do miana notki stricte naukowej. To raczej moje osobiste rozważnia w obrębie poszukiwania mojej własnej kulturowej tożsamości. Tworzy to całość wraz z komentarzami:)

http://sztukadyskusji.salon24.pl/361494 ... -tozsamosc


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 17 gru 2011, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Logos humanistyki

Z prof. dr. hab. Henrykiem Kieresiem, kierownikiem Katedry Filozofii Sztuki KUL i wykładowcą WSKSiM w Toruniu, rozmawia Paweł Pasionek

Toruń jest Panu Profesorowi szczególnie bliski jako miasto rodzinne. Jak Pan wspomina swoje dzieciństwo i młodość?
- Dzieciństwo nie było łatwe, jego świadome początki wspominam jak zły sen - wojna zabrała mi rodziców, potem była sieroca tułaczka z młodszym bratem po rodzinie, wreszcie adopcja w rozłączeniu z bratem (nosimy nazwiska rodziców adopcyjnych). A młodość? "Chmurna i durna", żmudne i samotne przebijanie się po rozum, marzenie o dorosłości, w czym pomocą były "połykane" książki i grafomańskie, lecz szczere próby literackie. Szkoła zawodowa, nieudana próba w technikum, liceum wieczorowe i wreszcie upragnione studia...

Od razu zainteresował się Pan filozofią?
- Studiowałem polonistykę na toruńskim uniwersytecie, ale dość szybko stwierdziłem, że nie wyrośnie ze mnie zawodowy miłośnik literatury, a ponadto w tych marnych czasach, kiedy dominował rytualnie prymitywny marksizm, przetykany konspiracyjnie nowinkami z "francuskiej gazety", zacierał się logos humanistyki i jej rola w kulturze. Inaczej mówiąc, nie rozumiałem humanistyki. Pomógł mi przyjaciel, który studiował filozofię na KUL. Pojechałem więc do Lublina z intencją studiów nad filozoficznymi podstawami humanistyki i - podkreślę to - z zamiarem powrotu do Torunia. Kiedy podjąłem próbę realizacji tego zamiaru, okazało się, że po studiach na katolickiej uczelni nie spełniam kryterium "politycznej poprawności" i mogłem przysporzyć kłopotów. Po odmowie ze strony władz UMK byłem w rozterce i właśnie wtedy mój mistrz, prof. Antoni B. Stępień, zaproponował mi współpracę. Było to wielkie i niespodziewane wyróżnienie. Jednak towarzyszył mi także lęk, czy sprostam. Nie mnie sądzić, ale patrząc z mojej perspektywy, do filozofii "wpadłem przez okno".

Na swojej drodze spotkał Pan Profesor wielu wybitnych naukowców. Kto z nich stał się dla Pana mistrzem?
- Na polonistyce byli nimi profesorowie: Konrad Górski, Artur Hutnikiewicz i Zofia Abramowiczówna. Na filozofii kształciłem się "pod szkiełkiem i okiem" prof. Stępnia i takich mistrzów jak: Stefan Swieżawski, Stanisław Kamiński, Marian Kurdziałek, Zofia J. Zdybicka oraz "mistrza mistrzów", jakim był ojciec Mieczysław A. Krąpiec, współtwórca i filar Filozoficznej Szkoły Lubelskiej; jak zawyrokował swego czasu prof. Stępień: "Wszyscyśmy z Krąpca".

Proszę zatem przybliżyć Czytelnikom rolę mistrza w procesie edukacji.
- Mistrz nie tylko wie, lecz także wie, jak wie, czyli potrafi dorzecznie i racjonalnie uzasadnić posiadaną wiedzę, a ponadto mistrz nie popełnia błędów w sztuce wprowadzania ucznia w arcana dziedziny, jest uczciwy wobec prawdy, tworzy szkołę, a relacja mistrz - uczeń jest kluczowa w edukacji.

Jest Pan Profesor założycielem i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu. Dlaczego myśl św. Tomasza zachowuje przez tyle wieków aktualność?
- Jednym z koniecznych warunków uprawiania filozofii jest historyzm: znajomość dorobku poznawczego tradycji. W jego świetle widać, że nie byłoby Tomasza bez Arystotelesa i nie byłoby Etienne Gilsona, Jacquesa Maritaina i Mieczysława Krąpca bez Tomasza. A jego epokową zasługą w filozofii jest radykalny realizm, odkrycie aktu istnienia i jego roli w wyjaśnianiu filozoficznym, co wyzwoliło filozofię ze spekulacji pojęciowych i związało ją z realnym światem. Owocem tego odkrycia jest realistyczna teoria absolutu oraz personalistyczna antropologia. W dzisiejszej myśli naukowej dominuje idealizm i jego pseudofilozofie, które prowadzą Europejczyka na manowce pseudokultury. Weźmy np. dzisiejszą modę na tzw. postmodernizm. Jego uniwersyteccy admiratorzy pastwią się nad rozumem, żądają "wyzwolenia wolności", ale nie raczą zauważyć, że ich poglądy są dziełem rozumu, że na co dzień tym rozumem się posługują i że miarą ich rozumności jest realny świat. Osobliwa schizofrenia.

Żyjemy w czasach, kiedy przychodzi bronić rzeczy oczywistych, także instytucji rodziny, która jest coraz częściej atakowana. Dzieje się tak chyba nie przypadkiem?
- W tradycji europejskiej (łacińskiej i personalistycznej) rodzina jest przyczyną wzorczą oraz celem-dobrem wszelkich stowarzyszeń społecznych i instytucji państwowych. To jest oczywiste, a świadczy o tym nasze codzienne doświadczenie. Ale w kulturze nowożytnej i współczesnej Europy zagnieździł się socjalizm, cywilizacja tzw. gromadna i jej "uczone głupstwo", które boi się suwerenności rodziny, a w człowieku chce widzieć tzw. jednostkę, która różni się od innych ludzi numerycznie i jest funkcją wszechwładnego państwa. Za dzisiejszą agresją wobec rodziny, tym razem socliberalną, kryje się zatem błędny, totalitarny ustrój polityczny. U jego podstaw leży ignorancja rodzimej tradycji oraz arogancja, czyli butne nieliczenie się z realnym człowiekiem w imię fanatycznej wiary w utopię.

Polityka to zgodnie z klasyczną definicją troska o dobro wspólne. Dziś niestety w przestrzeni publicznej brakuje takiego podejścia.
- W naszej rodzimej tradycji politykiem jest każdy człowiek, bo każdy zabiega o dobro, jakim jest jego własne życie. Dlatego mówimy, że ludzkie życie jest dobrem wspólnym działalności społecznej, czyli właśnie polityki. W socjalizmie polityka jest sztuką zdobycia i utrzymania władzy lub sztuką budowania idealnego państwa, według jakiejś utopii. Socliberalizm to ustrój oligarchiczny. O władzę ubiegają się partie, a każda z nich żywi przekonanie, że jej ideologia (utopia) jest "jedynie słuszna", a wyborcy to "massa damnata" (ciemna masa), którą łatwo zwieść obietnicą gruszek na wierzbie. Polityka doznała ideologizacji, dlatego upada kultura czynu, a dominują bądź bierność, bądź kłótnia i warcholstwo.

Nadzieja zatem w uczelniach, które będą w stanie wykształcić nowe elity. Jest Pan Profesor wykładowcą w WSKSiM od początku jej istnienia.
- Z pewnością imponuje jej wymiar materialny. Studenci mają wręcz cieplarniane warunki bytowe i doskonałe zaplecze dydaktyczne w nabywaniu wiedzy i sprawności zawodowych. Zwraca uwagę możliwość praktyk w instytucjach rządowych w Polsce i Unii Europejskiej. Innym świadectwem rozwoju uczelni są wydane przez nią dyplomy licencjackie i magisterskie, liczne sympozja naukowe - w większości w obsadzie międzynarodowej, oraz publikacje książkowe. Stabilizuje się własna kadra profesorska, bogacą się zasoby biblioteczne. Z podziwem patrzę na owoce ogromnej i niełatwej pracy, jaką wręcz heroicznie wykonują Ojcowie Redemptoryści, a szczególnie ojciec dr Tadeusz Rydzyk CSsR. Praca ta zaświadcza, że dobro jest trudne, ale że włożony w jego realizację wysiłek zwielokrotnia się społecznie w postaci dobrze wykształconych i poważnie traktujących życie absolwentów.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 05 sty 2012, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Cele i środki

Co jest ważniejsze - cele czy środki?

Wprawdzie środki też są ważne i na przykład państwo oczekujące, że obywatele będą zachowywali się przyzwoicie, samo również nie powinno posługiwać się środkami niegodziwymi, na przykład prowokacją. W tym sensie środki są ważniejsze - ale tylko w tym sensie, bo przecież środki, wszystko jedno - godziwe czy nie - zasadniczo służyć mają osiągnięciu celu. A co jest celem państwa, dlaczego właściwie godzimy się na ten monopol na przemoc, jakim jest państwo? Bardzo ładnie objaśniali to starzy Polacy, jeszcze za I Rzeczypospolitej. Twierdzili, że państwo jest po to, "byśmy wolności naszych zażywali". I rzeczywiście; gdyby przemoc, jaką monopolizuje państwo, nie pozostawała w służbie wolności i sprawiedliwości, nie byłoby żadnego moralnego powodu, by taki monopol akceptować. Pozornie przemoc wyklucza wolność, ale niepodobna też nie zauważyć, że Wolność potrzebuje Mocy, która by ją ubezpieczała i gwarantowała. Wolność bez Mocy długo nie przetrwa - i dlatego państwo jest nie tylko konieczne, ale i pożyteczne.
Nie możemy jednak zapominać, że państwo istnieje dla wolności - a nie, dajmy na to, dla demokracji. Bo demokracja jest tylko środkiem, tylko narzędziem, które czasami może służyć wolności, a czasami nie. Na przykład dwaj panowie na bezludnej wyspie w każdej sytuacji przegłosują towarzyszącą im panią, która wskutek tego, wprawdzie w całkowitej zgodności z procedurami demokratycznymi, niemniej jednak musiałaby znosić okropną niewolę. W tej sytuacji powinniśmy zdawać sobie sprawę, co jest celem, a co tylko środkiem i jeśli środek z jakichś powodów przestaje służyć celowi, bez żalu go porzucić.

Wspominam o tych wszystkich oczywistych oczywistościach pod wpływem wiadomości nadchodzących z Węgier. Właśnie w Budapeszcie odbyły się demonstracje przeciwko rządowi Wiktora Orbána, zorganizowane przez Partię Socjalistyczną, słusznie uznaną niedawno za organizację przestępczą. To, że partia uznana za organizację przestępczą może w stolicy państwa urządzać demonstracje, świadczy o panującej na Węgrzech wolności, może nawet przesadnej. Tymczasem rząd węgierski staje się przedmiotem coraz ostrzejszej krytyki nie tylko ze strony Komisji Europejskiej, która ustami jej przewodniczącego Józefa Manuela Barroso domaga się wycofania ustaw przyjętych przez parlament wybrany w powszechnym głosowaniu, a więc - zgodnie z demokratycznymi procedurami, ale również Hilarzycy Clintonowej, według której demokracja na Węgrzech jest zagrożona, a także ze strony finansowych grandziarzy, którzy na demokracji robią kokosowe interesy. Jak wiadomo, demokratyczne rządy podtrzymują iluzję płynności finansowej swoich państw za cenę sprzedawania własnych obywateli w coraz głębszą i sroższą niewolę lichwiarskiej międzynarodówce. Do tego bowiem sprowadza się powiększanie długu publicznego, którego zabezpieczeniem są przyszłe podatki, a więc przyszłe dochody obywateli.

Pokaż mi swego wroga, a powiem ci, kim jesteś. Skoro w gronie nieprzyjaciół rządu Wiktora Orbána znaleźli się polityczni spadkobiercy komunistycznych zbrodniarzy, którzy uszli sprawiedliwości tylko ze względu na lęk przed rosyjską bombą atomową, skoro znalazły się tam władze eurokołchozu, forsujące marksizm kulturowy jako obowiązującą ideologię, skoro jest tam również Hilarzyca Clintonowa, traktująca Polskę wyłącznie jako skarbonkę organizacji przemysłu holokaustu, to w tej sytuacji niepodobna nie odczuwać odruchowej sympatii dla rządu Wiktora Orbána, nawet gdyby oskarżenia o odchodzenie od demokracji były prawdziwe. W końcu demokracja jest tylko środkiem i jeśli za cenę jej porzucenia można by wydobyć się z niewoli finansowych grandziarzy, to właściwie czemu jej nie porzucić?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 05&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 21 sty 2012, 09:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Wśród rządzących i funkcjonariuszy głównego medialnego nurtu nie brakuje chętnych do rezygnacji z narodowej suwerenności oraz rozprawienia się z "kompleksem antyrosyjskim"

Brzęczące okowy niewoli

Najbardziej smutnymi narodami są te, którym postawiono za ideał li tylko dążenia i cele materialne. Najbardziej zubożonymi i niewolniczo przytrzymanymi za skrzydła ducha są takie narody, które postawiły sobie zbyt wąski ideał. Jest to przeciwne naturze człowieka, która jest bardzo wszechstronna; jest to przeciwne duchowi człowieka, któremu skrzydła wyrastają..." - mówił Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński w warszawskim kościele Św. Krzyża 27 stycznia 1963 roku z okazji setnej rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego.
W swym obszernym wystąpieniu Prymas oddał hołd powstańcom, wskazał, czym jest Naród, poparł jego dążenia do wolności. "Ale rzecz pewna, że Naród bez tego zrywu okupionego krwią nie ostałby się w Bismarckowskiej polityce Kulturkampfu. Nie oparłby się germanizacji i rusyfikacji. Przed tym etapem, który dla umęczonego Narodu był jedną z najcięższych prób, trzeba było ofiar. Te ofiary padły i wydały owoc, co obudziło sumienie Narodu". Sumienia nie obudziłaby praca organiczna, ci, którzy postawili na życie w spokoju, aby "budować, naprawiać drogi, uprawiać ziemię, rozwijać techniczne urządzenia, poprawiać ekonomiczny byt Narodu - spokojnie, cicho". Kardynał Wyszyński wskazał, iż istnieją narody stawiające sobie za cel ideał pragmatyczny, realny, dotykalny, "pełnej misy chleba". One jednak: "coś przy tym zatracają, na jakimś odcinku ubożeją. Jesteśmy świadkami życia wielu narodów dostatnich, które zagubiają wrażliwość na swoje dzieje ojczyste, na przeżycia narodowe, na poczucie wspólnoty z narodem".
Nawiązał także do przeczytanego przez siebie ostatnio "przedziwnego zdania". Jego autorem był publicysta Stanisław Stomma, poseł, przewodniczący Koła "Znak" w Sejmie PRL, działacz Klubu Inteligencji Katolickiej. W obszernym tekście "Z kurzem krwi bratniej" wydrukowanym w "Tygodniku Powszechnym" Stomma negatywnie ocenił nie tylko moment wybuchu Powstania Styczniowego i tych, którzy podjęli tę decyzję, ale przede wszystkim wskazał jako przyczynę jego wybuchu "kompleks antyrosyjski". Napisał, iż "uparcie antyrosyjski kierunek jest tym dziwniejszy, że właśnie fakty historyczne powinny by skłaniać do traktowania Rosji jako zaborcy najmniej wrogiego".

O prawo do wolności
Właśnie kwestia "kompleksu antyrosyjskiego" skłoniła ks. kard. Wyszyńskiego do zdecydowanej reakcji. Jednocześnie stała się okazją do przedstawienia przez niego stosunku do kwestii niepodległości, wolności oraz dróg do nich prowadzących. Jego słowa, wypowiedziane przed niespełna pół wiekiem, dzisiaj nabierają znów aktualności. Trzeba je przypomnieć, gdy wśród rządzących i funkcjonariuszy głównego medialnego nurtu nie brakuje chętnych do rezygnacji z narodowej suwerenności oraz rozprawienia się z "kompleksem antyrosyjskim".
Tymczasem zwracając się do wiernych w kościele Św. Krzyża, a odnosząc się do artykułu Stommy w "Tygodniku Powszechnym", Prymas Polski mówił: "Ktoś, zastanawiając się, dlaczego Powstanie wybuchło w Królestwie Kongresowym, a nie w Wielkopolsce czy też Małopolsce, odpowiada sobie, że byliśmy podobno owładnięci "kompleksem antyrosyjskim". Z tym wiązało się całe dalsze rozumowanie autora artykułu. Wydaje mi się, że nie ma nic bardziej nieprawdziwego, pomijając już, że historycznie nie jest to prawdą, jakoby Powstanie wybuchło tylko tutaj. Było ono właściwie wszędzie! Było w duszy każdego niemal Polaka żyjącego w granicach trzech kordonów. A wynikało nie z tego czy innego "kompleksu" - bo kompleks jest zawsze czymś chorobliwym - tylko ze zdrowego dążenia do wolności, pogwałconej i odebranej nam. I mniejsza z tym, kto ją nam odbierał i jakim językiem mówił; ważne jest, że gwałcił prawo Narodu do wolności. Nie o "kompleks"" więc szło, nie o schorzenie psychiczne, które jakoby przeszkadzało Narodowi działać i decydować w sposób wolny. Szło o poczucie pogwałconego prawa Narodu do samostanowienia o sobie i decydowania o swej wolności".
Prymas stwierdził, iż człowiek nie może pozostać biernym wobec zniewolenia: "Biada Narodowi, który by opuścił ręce bezwolnie i poddał je w brzęczące okowy kajdanów". Odległy zawsze od szafowania polską krwią mówił, iż "gdy człowiek czy naród czuje się na jakimkolwiek odcinku związany i skrępowany, gdy czuje, że nie ma już wolności opinii i zdania, wolności kultury i pracy, ale wszystko wzięte jest w jakieś łańcuchy i klamry, wszystko skrępowane jak stalowymi gorsetami, wtedy nie potrzeba kompleksów. Wystarczy być tylko przyzwoitym człowiekiem, mieć poczucie honoru i osobistej godności, aby się przeciwko takiej niewoli burzyć, szukając środków i sposobów wydobycia się z niej".
Zdecydowana reakcja ks. kard. Wyszyńskiego nie była jednak odosobniona. O wiele dosadniej uczynił to Janusz Zabłocki, wtedy zastępca redaktora naczelnego "Więzi", wkrótce poseł "Znaku". W swych "Pamiętnikach" napisał: "Chyba Stomma w swojej "neopozytywistycznej" nadgorliwości przesadził. Podzielam powściągliwość i sceptycyzm, z jakimi traktuje Stomma dyspozycje powstańcze tamtego czasu i później, ale sprowadzanie przyczyn powstania do nadmiernie u Polaków wybujałego kompleksu antyrosyjskiego, kompleksu przy tym "w płaszczyźnie logiki historycznej nieuzasadnionego"?... To już gruba przesada, a nawet fałsz. Wymowa tego jest niedobra, bo robi w ustach przewodniczącego koła "Znak" wrażenie serwilizmu i chęci przypodobania się Wielkiemu Mocodawcy polskich komunistów (którzy zresztą, jak się wydaje, zachowują w tych ocenach więcej umiaru)".

Bezideowe bytowanie
Stomma w wydanych w 2007 r. "Trudnych lekcjach historii" - podtrzymując wszystkie zawarte w swym tekście tezy, dystansując się jedynie od sformułowania "kompleks antyrosyjski" ("lepiej byłoby mówić "uraz""), stwierdził, iż "pisząc ten tekst, zdawał sobie sprawę, że Ksiądz Prymas nie będzie zadowolony".
Prymas dał temu wyraz, nie tylko polemizując publicznie - bez wymieniania nazwiska - w kościele Świętego Krzyża, ale także wysyłając w połowie lutego list do Stommy. Poinformował w nim adresata, że nie ma zamiaru go przekonywać, ale oświadcza, iż zamieszczony w "Tygodniku Powszechnym" artykuł jest mu "obcy duchowo i jako Polakowi, i jako Biskupowi katolickiemu. I dlatego myśli tam zawarte wywołały we mnie oburzenie, jako szkodliwe dla duchowości Narodu, który nie chce się stoczyć na poziom bezideowego bytowania". Następnie stwierdził, iż "wnosi zastrzeżenie przeciwko głoszeniu ich na łamach "Tygodnika Powszechnego", który jest uważany za pismo katolickie, a w kołach zagranicznych uchodzi za pismo zbliżone do Prymasa Polski". W takiej sytuacji, gdyby "podobne poglądy miały być nadal głoszone przez "Tygodnik Powszechny", zmuszony będę podać do wiadomości, prasy krajowej i zagranicznej, że z tym pismem nic mnie nie wiąże i że żadnej odpowiedzialności za nie nie biorę".
Dyskusja Prymasa ze Stommą wokół oceny Powstania Styczniowego była jedną z zapowiedzi coraz chłodniejszych stosunków głowy Kościoła w Polsce z grupą "Znaku". Tym bardziej że wkrótce pojawiły się o wiele poważniejsze kwestie zmuszające ks. kard. Wyszyńskiego do traktowania tego środowiska z nieufnością. Historia przyznała jednak rację Prymasowi oraz jego wizji roli Kościoła w zmaganiach z komunistycznym systemem i sowietyzacją. Wizji, której fundamentem była wierność religijnej i narodowej tożsamości oraz tradycji Narodu. W tej tradycji mieściło się również myślenie o Powstaniu Styczniowym nie w kategoriach nieudanego, przedwczesnego zrywu, ale ofiary.
"Powstanie było podobnie przegrane. Było przegrane, jak "przegrany" jest rolnik, który z pustymi miechami wraca do zagrody, gdy wysiał złote ziarno... A jednak wraca spokojnie, bo rozpoczęła się jakaś wielka praca... Na szczęście Bóg z tego "kurzu krwi bratniej" powołał później synów, którzy w powieści, zwłaszcza historycznej, jak Kraszewski czy Sienkiewicz, czerpali natchnienie z "nieudanych" powstań. Przez twórczość budzili w Narodzie ambicje i miłość do tej "nieudanej" podobno Ojczyzny. Budzili szacunek i przygotowywali Naród do zrywu wolności, który przeżyliśmy w latach 1917-1919, po pierwszej wojnie światowej..." - powiedział Prymas Wyszyński.

Dr Jarosław Szarek Instytut Pamięci Narodowej, Oddział w Krakowie

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my15.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 sty 2012, 14:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Wojciech Wencel

Jacek Kwieciński R.I.P.

W wieku 68. lat zmarł znakomity publicysta, wieloletni dziennikarz „Gazety Polskiej”.

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj Mu świeci.


Był wspaniałym, wolnym, mądrym i odważnym Polakiem. W jednym ze swoich ostatnich felietonów (publikowanych pod tytułem „Contra”) pisał w nawiązaniu do mojego tekstu „Określona epoka”:

(...) Tak, musimy starać się rozwijać naszą wspólnotę, sieć organizacji, instytucji, lokalnych społeczności. A także oczywiście rozbudowywać tzw. drugi obieg. Poszerzać przestrzeń wolności. Próbować współtworzyć kontrelity. W obecnej polskiej semiautorytarnej rzeczywistości nawoływanie do „pięknego różnienia się” z obecnymi władzami i ich bądź fanatycznymi, bądź totalnie bezmyślnymi wielbicielami jest przejawem postawy skrajnie nierealistycznej. Jednakże trzeba w pełni zdawać sobie sprawę ze skali trudności w realizacji tych zamierzeń. Zdecydowana większość Polaków bynajmniej się „nie przebudziła”. Drugi obieg nie jest centrum polskiej kultury. W czasie stanu wojennego wydawało mi się, że gros Polaków czyta pisemka drugiego obiegu. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że docierają one do małej części naszego ludnego kraju. Po drugie, by zmienić System trzeba nie tylko przekształceń polityczno-partyjnych, ale także, wbrew trendom światowym, kulturowych i kulturalnych. Bardzo pragnę zmian politycznych, ale te dotyczące kultury bynajmniej nie są z nimi powiązane. Same niełatwe dojście do władzy sił niepodległościowych wcale nie musi spowodować renesansu narodowej, autentycznej kultury. To zresztą dla polityków temat wtórny, mało nośny. Jest to zadanie dla tworzących wspólnotę wolności. Opór i trwanie w obronie pryncypiów to postawa bezcenna. Ale zadanie jest niesłychanie mozolne. Trudności powinny tym bardziej mobilizować. A optymistyczne przecenianie swoich dotychczasowych osiągnięć może mieć, także w odniesieniu do nas samych, skutek przeciwny. Tak sądzę.

Panie Jacku, nie zdążyłem odpowiedzieć, ale ma Pan rację. Nie należy przeceniać dotychczasowych osiągnięć, bo jesteśmy dopiero na początku drogi. Trzeba cierpliwie tworzyć drugi obieg, nie licząc na natychmiastową nagrodę. Bez Pana będzie to bardzo trudne, ale zrobimy wszystko, by wypełnić zobowiązanie.

Nekrolog w serwisie niezalezna.pl

http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... i-rip.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 17 lut 2012, 11:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Zatrzymajmy Hunów Europy

"Mam poczucie bardzo logicznej kontynuacji od totalitaryzmu komunistycznego, poprzez rewizjonizm, który w Polsce był bardzo silny, do lewicowości propagowanej obecnie w Europie. W dziedzinie światopoglądowej jego hasłem wywoławczym jest m.in. poprawność polityczna" – mówi prof. Anna Pawełczyńska, socjolog kultury, w rozmowie z Józefem Darskim.

Obrazek
foto. Małgorzata Armo

Jak stworzyć na miejsce dawnej inteligencji, wymordowanej przez okupantów sowieckich i niemieckich oraz dobitej za PRL-u, nową warstwę – myślącą w kategoriach dobra wspólnego, zdolną do wskazywania celów narodowi i pokierowania nim – skoro kształcenie kontrolują ludzie, którzy starają się zniszczyć naszą tożsamość i wprowadzić powszechną amnezję, co zresztą spotyka się z masowym poparciem wyborców. Ci ludzie kontrolują zresztą także awanse społeczne, a najlepszą gwarancją kariery stało się posiadanie umiejętności pełzania, bezmyślność i podłość.
Myślę, że wykończył nas zbrodniarz Jaruzelski, zniszczył powszechny entuzjazm społeczeństwa, które było przygotowane lepiej niż wiele innych narodów Europy do przejęcia władzy od komunistów. W konsekwencji okrągłego stołu nastąpiło pozorne porozumienie, które polegało na przechwyceniu władzy przez kontynuatorów komunizmu, ich uwłaszczeniu i przygotowaniu struktury nowego, pseudodemokratycznego ustroju.
Zawłaszczenie dorobku Solidarności przez jedną grupę ludzi, występujących pod nazwą rewizjonistów, kontynuujących komunizm, stanowiło faktycznie przejęcie przez nich władzy. Społeczeństwo potraktowało to jako dowód na nieskuteczność i bezsensowność wszelkich żywiołowych i naturalnych działań wspólnych na rzecz narodu, szeroko rozumianej rodziny, grupy sąsiedzkiej i wspólnej przyszłości bronionej przez własne samorządne państwo. Uderzenie wymierzono w sieć powiązań, które chroniły i wspierały ludzi działających dla dobra wspólnego.
Jest znacznie większa szansa stworzenia nowej warstwy, która odgrywałaby rolę dawnej inteligencji, spośród ludzi mniej wykształconych, ponieważ ci, którzy uzyskali pozory wykształcenia wyższego, są trudniejsi do odzyskania niż osoby kierujące się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem. Uczelnie wyższe są na razie stracone dla krzewienia idei społeczeństwa opartego na wartościach tradycyjnych, musimy więc uczyć logicznego myślenia za pomocą internetu i prasy. „GP” mogłaby mieć rubrykę, gdzie dawano by zadanie do przeanalizowania, np. kwestię demografii: jakie wydarzenia/decyzje prowadzą do redukcji narodu do 15 mln w końcu XXI w. i co trzeba zrobić i w jakich dziedzinach życia, żeby uruchomić trend wzrostowy. W ten sposób pokażemy, że ważne zjawiska społeczne są funkcją całego ustroju państwowego, a nie zdarzeniem bez związku z czymkolwiek.
Inny rodzaj elit potrzebny jest na wewnętrzny użytek polski, jeśli założymy, że będziemy istnieć jako grupa państwowo-narodowa, a inny w sytuacji sprowadzenia nas pod naciskiem międzynarodowym do roli wykonawców zadań stawianych nam przez władzę spoza Polski. W drugim wariancie musimy liczyć się z narastaniem emigracji ludzi najlepiej wykształconych i wykwalifikowanych, trzeba więc tworzyć jak najsilniejszą łączność między społecznością w granicach Polski, prawdopodobnie gorzej wykształconą, a emigrantami, którzy nie powinni się rozpłynąć i asymilować do innych narodów.
W erze komunikacji internetowej powinna rosnąć elita polska, która wspiera się niezależnie od punktu zamieszkania. Widziałabym tu wzorzec racjonalnego działania w narodzie żydowskim, który zdołał przetrwać bez własnego państwa 2 tys. lat.

To jest program na 20 lat, a po tak długim okresie rządów różnych Tusków żaden naród się nie podniesie.
Jest obawa, że się nie podniesiemy, ale do końca trzeba walczyć, nawet o sprawę, która wygląda na przegraną. Jeśli kilka procent ludzi wykształcimy, będą oni zarzewiem, które da możliwość ocalenia polskości społeczeństwa w długiej perspektywie czasowej. Każda służąca temu inicjatywa powiększa szanse, że się znajdzie grupa przywódcza gotowa do podjęcia wyzwania.

Tchórzostwo w III RP jest gorsze niż w PRL. Młode pokolenie jest przede wszystkim lokajskie, a charakter ma się w genach. Komunizm degeneruje trwale całą populację, a mamy jeszcze dodatkowych 20 lat deprawacji III RP. To frajerstwo się narażać, trzeba się płaszczyć i korzystać – taki jest najpopularniejszy wzorzec zachowań w naszym społeczeństwie.
Tak, ponieważ szanse na sukcesy materialne są większe niż za komuny. Żeby mieć odwagę, trzeba być dojrzałym emocjonalnie. Potrzebne jest powiązanie uczuciowe między ludźmi, bo ono wzmacnia odwagę. Jeśli nikogo nie kochamy, nie mamy powodu, by narażać się w jego obronie. Kultura internetowa tworzy człowieka, który nie musi kochać nikogo.

Czy możemy przywrócić krążenie elit, skoro one mają władzę i większość ludzi w Polsce ich popiera, większość chce spokoju, woli, żeby porządek wprowadzili inni, bo to nie będzie wymagało od nich ryzyka samodzielnej walki z systemem kłamstwa.
Do władzy doszła elita, która wykazuje coraz więcej cech totalitarnych. Pojawiają się one zarówno w kierowaniu polityką międzynarodową, jak i w działaniach ekonomicznych i propagandowych. Pozorna demokracja, czyli wygrana w wyborach, jest wynikiem dezinformacji, kłamliwych zapowiedzi i fałszowania informacji. Wybory nie są więc rezultatem świadomych decyzji głosujących.
Ulepszono totalitarne metody stawiania społeczeństwa w sytuacji, w której wybór jest zupełnie nieświadomy i często sprzeczny z interesami dokonujących go.
Należy tworzyć nowy model inteligenta, który potrafi wyrzec się samochodu, ale panuje intelektualnie nad zdarzeniami, jakie ich doświadcza. Drugim etapem będzie tworzenie wspólnot, które to panowanie stawiają wyżej w systemie wartości niż sukcesy osiągane przez analfabetów.

W czasach moich rodziców pewnych ludzi się w domu nie przyjmowało. Arystokrata nie przyjmował arystokraty, który się ześwinił, a robotnik robotnika, który okazał się niesolidarny i nielojalny. Tworzyły się wspólnoty wartości, czyli ludzi, którzy myślą i dyskutują samodzielnie, mają poczucie przewagi moralnej i intelektualnej. Trzeba tworzyć opinię publiczną w grupach otwartych wyłącznie dla ludzi uczciwych.

W swojej książce „Istota narodowej tożsamości” pisze Pani o desancie wschodnim, który był przeznaczony nie tylko do zajęcia najwyższych stanowisk w państwie, ale miał także stworzyć średni aparat, który pilnowałby, żeby społeczeństwo nie wychodziło poza nakreślone ramy. Jacy to byli ludzie? Skąd oni się wzięli?
W okresie międzywojennym tworzono wyspecjalizowane grupy do indoktrynowania zarówno narodu rosyjskiego, jak i do eksportowania ideologii na Zachód, do infiltracji i ubezwłasnowolnienia narodów, sparaliżowania państw i obsadzenia stanowisk strategicznych. Dzięki nim można było mieć kontrolę i wpływ na funkcjonowanie wszelkich instytucji państwowych. Rosja długo przygotowywała się do okupacji Polski. System indoktrynacyjny zaczął działać w 1940 r., gdy pierwsza fala desantu pojawiła się we wschodniej Polsce, i to była mieszanka NKWD i kadr polityczno-wychowawczych.
Wydaje mi się, że w 1944 r. desant składał się zarówno z ludzi, którzy chcieli lub musieli uciekać przed okupantem hitlerowskim, jak też z pochodzących z Kresów, a więc z mieszanki różnych narodów. Można mówić tylko o przewadze jakiejś narodowości w grupie desantowej. W pierwszym okresie jej najwyższe szczeble – w UB i wojsku – zajmowali Rosjanie. Z I Armią weszła do Polski ta mieszanka, w której przeważali ludzie wywodzący się z Komunistycznej Partii Polski narodowości żydowskiej, białoruskiej i ukraińskiej.

Problem w tym, że dzieci i wnukowie desantu wschodniego dziedziczą status po swoich dziadkach i ojcach, i w obronie przekazanych pozycji walczą dalej przeciwko polskości, starają się zniszczyć przeszłość, tradycję i naszą godność, zastępując historię jakimś matriksem, by nas nic z czasami przed rokiem 1956 nie łączyło.
Dziedziczą status materialny i w większości korzystają z inwestycji, jakich dokonali rodzice w ich wykształcenie, natomiast ich życiowe wybory są już sprawą indywidualną. Wydaje mi się, że dzieci tego desantu oraz osób, które się doń przyłączyły i czerpiąc korzyści z przyspieszonego awansu społecznego, stały się jego przedłużeniem, przejęły w jakiejś części system propagandy wypracowany w Związku Sowieckim.

Jeżeli stratedzy kłamstwa przejęli od dziadków i ojców z desantu wschodniego metody działania mające zniszczyć polską tożsamość narodową, to dlaczego im tak na tym zależy. Dlaczego się do nas nie przyłączą, skoro się już zadomowili i wrośli w Polskę.
Mam poczucie bardzo logicznej kontynuacji od totalitaryzmu komunistycznego, poprzez rewizjonizm, który w Polsce był bardzo silny, do lewicowości propagowanej obecnie w Europie. W dziedzinie światopoglądowej jego hasłem wywoławczym jest m.in. poprawność polityczna. Być może propaganda i ideologia jest tylko jedną z metod działania. Wydaje się, że ideologia komunizmu światowego przekształciła się w mieszaninę nielicznych już haseł komunistycznych, nazwijmy je drapieżnymi, oraz sfery gospodarczo-finansowej. Dla nowego, liberalnego totalitaryzmu człowiek, dla którego dobra miano wywłaszczać ludzi bogatych, przestał być ważny, natomiast ważni stali się sami wywłaszczyciele, którzy mogą bezkarnie operować wszystkimi dobrami i pomnażać je dowolnymi metodami. Ludzi biednych jako adresatów tej ideologii zastąpiły elity zachodnioeuropejskie, ludzie bogaci, egoistyczni, którzy pozwalają sobie na wszystko, na co mają ochotę, pod hasłem rewizjonizmu moralnego, który uzasadnia relatywizm.

Najpierw opracowano papierowy model człowieka komunizmu. Został on obalony i na jego miejsce, poprzez przejście przez rewizjonizm, został wymóżdżony przez ludzi źle wykształconych, nierozumiejących różnorodności kultur, wzorzec robota. Nie mówię: wymyślony, bo w myśli jest coś twórczego. To, co jest istotą życia człowieka, czego człowiek potrzebuje do szczęścia, a więc i wspólnoty i zdrowej przyrody, to wszystko zostało zastąpione kłamstwem, podobnie jak kłamstwo leżało u podstaw komunizmu (odbieramy bogatym, by dać biednym). Tu stworzono kłamstwo braku różnic, w którym myślenie przestało być dorobkiem indywidualnym.
Wydaje się, że operowanie narzuconymi hasłami uniemożliwia samodzielność myślenia nie tylko Polakom, ale też innym narodom. Odchodzi się od przymusu fizycznego, a rozwija coraz bardziej przymus ekonomiczny i światopoglądowy. W tej sytuacji walka o kontynuację kultury polskiej nie jest jedynie walką o sprawy narodowe, ale także o zachowanie kultury europejskiej, którą niszczą współcześni Hunowie. Walka o władzę w Polsce jest jednoznaczna z walką o wpływy we wspólnocie europejskiej, która jest ideą wspaniałą, ale całkowicie zniekształconą przez ludzi niekompetentnych albo właśnie kompetentnych, lecz świadomie tę ideę wypaczających, wykorzystujących ją do własnych celów.

Całość wywiadu z prof. Anną Pawełczyńską w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

http://niezalezna.pl/23505-zatrzymajmy-hunow-europy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 20 mar 2012, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Widziałem wolny naród

W górze biało-czerwone flagi, transparenty, skandowanie "Viktor Orbán!", palce wyciągnięte w kształcie litery "V". Owacja Węgrów, okrzyki "Polska!", "Bratanki!", "Dziękujemy!". W oczach wdzięczność, radość i łzy. Ręce wyciągnięte do nas, dłonie w uściskach, młodzież i starsi z siwymi włosami. Ci ostatni muszą przecież pamiętać rok 1956. To wtedy Zbigniew Herbert pisał: "Stoimy na granicy/ wyciągamy ręce/ i wielki sznur z powietrza/ wiążemy bracia dla was...".
Chwilę później wychodzimy z placu, pamiątkowe fotografie, młoda dziewczyna dzwoni do Polski: "Tego nie da się opowiedzieć, nie mogę mówić...".
W Budapeszcie byliśmy tylko osiem godzin, ale to było jak zaczerpnięcie świeżego powietrza. Staliśmy na ulicy Konstytucji wśród tysięcy ludzi, którzy nie zmieścili się na placu Kossutha i oglądaliśmy uroczystości na telebimie. Po ich zakończeniu wraz z innymi Polakami powoli ruszyliśmy do przodu. Wtedy dziesiątki tysięcy Węgrów się rozstąpiło i zaczęło bić brawo...
Kolejne pokolenie wolnych Polaków w sercu wolnego narodu węgierskiego w dniu jego święta narodowego - 15 marca 2012 r. - dopisało następną kartę naszej wspólnej historii. Poza nią stanęli ci w Polsce, którzy podjęli decyzję, aby inicjatywę "Wielkiego wyjazdu na Węgry" klubów "Gazety Polskiej" wspartą przez Stowarzyszenie "Solidarni 2010" i Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przemilczeć, pomniejszyć lub po prostu wykpić jej znaczenie.

"Orbán gut! Bruksela kaputt!"
Już z parkingu w pobliżu parlamentu wyszliśmy w niewielkiej grupie z biało-czerwonymi flagami. Na pustym jeszcze przed południem placu Kossutha od razu zaczęli podchodzić Węgrzy, okazując nam sympatię. Klaksony samochodów, kierowcy zatrzymują się, machają. Na moście uściski dłoni, prośby o wspólne zdjęcia, kilka słów po polsku: "Polak, Węgier - dwa bratanki".
W Budzie na wzgórzu zamkowym coraz więcej Polaków. Dwujęzyczne transparenty "Niech żyje Viktor Orbán!", "Wiara - Patriotyzm - Rodzina", "Solidarność", po angielsku "Polska popiera Węgry", "Rządzie Węgier - zachowaj wiarę!". Częstują nas ciastkami, wręczają pamiątki, dwóch Węgrów śpiewa "Boże, coś Polskę", podchodzą kolejni, barierę językową przełamują krótkie hasła "Orbán gut! Bruksela kaputt!".
Chwilę później stajemy za huzarami, już setki biało-czerwonych flag, nazwy dziesiątek miast. Ruszamy, nie widać końca pochodu, nad Dunajem czeka grupa z warszawskiego pociągu. Jest nas chyba kilka tysięcy, coraz więcej Węgrów. Za mostem gęsty szpaler, burza oklasków, nad głowami transparenty: "Witajcie, polscy bracia", "Dziękujemy za solidarność polskim braciom". I tak już będzie do końca kilkukilometrowego - coraz liczniejszego marszu. Delegacje z całego kraju, ludowe stroje. Rytm wybijają dobosze, Węgrzy śpiewają dumne pieśni, daleko się niesie "Kossuth Lajos azt źzente" ("Lajosz Kossuth wzywa nas")...
Okoliczne ulice wypełnione ludźmi, na telebimach widać zapełniony plac - 250-300 tys. przybyłych. Proporcjonalnie do liczby ludności, w Warszawie 11 listopada musiałoby się zebrać ponad milion Polaków! W morzu węgierskich flag wszędzie biało-czerwone wyspy. Poseł do parlamentu europejskiego wita nas, Polaków, w odpowiedzi burza oklasków.
Na mównicę wychodzi premier Viktor Orbán. Mamy wyjątkowe szczęście, bo za nami stoją młode Węgierki - studiowały w Krakowie. Tłumaczą "na żywo" fragmenty wywołujące owacje. To zupełnie inny świat - takich słów nie powie - nie odważy się - żaden z rządzących obecnie Polską polityków i służących im dziennikarzy największych mediów. U nas takie poglądy codziennie są przedmiotem szyderstw, kpin. Na Węgrzech, głosząc je, zdobywa się 61 proc. głosów, a w ich obronie na ulice wychodzą setki tysięcy Madziarów.

Męstwo, uczciwość, wierność, miłosierdzie
"Jesteśmy politycznymi i duchowymi spadkobiercami roku 1848. Polityczny i duchowy program tamtego czasu: nie będziemy kolonią! Program i pragnienie Węgrów w roku 2012: nie będziemy kolonią!" - mówi węgierski premier. I dalej "Węgrzy nie będą żyli pod dyktatami obcych, nie oddadzą swej niezależności ani wolności; nie poddadzą swojej konstytucji".
Viktor Orbán cytuje słowa poety Sándora Petöfiego: "Na Boga Węgrów przysięgamy, przysięgamy, że już więcej nie będziemy niewolnikami!". Podkreśla znaczenie godności, wolności świadczących o sile narodów: "Z nami jest również wiele dziesiątków milionów w ciszy cierpliwej, ukrytej Europy, która żywi przywiązanie do narodowej suwerenności i wciąż wierzy w chrześcijańskie cnoty, które kiedyś wynosiły nasz kontynent na szczyty światowe, wierzy w odwagę, męstwo, w uczciwość, w wierność i w miłosierdzie".
Przywołuje powstanie 1956 i mówi, że tak jak wtedy, dzisiaj Węgrzy są gotowi bronić się przed unijnym dyktatem. "Nie potrzebujemy też niechcianej pomocy obcych, którzy prowadząc nas za rękę, chcą sterować naszymi poczynaniami. Dobrze znamy naturę nieproszonej pomocy towarzyszy. Umiemy ją rozpoznać nawet wtedy, gdy skrywa się ona nie za postawnym mundurem, ale dobrze skrojonym garniturem". Te słowa wywołują aplauz - w tłumie widać transparenty: "1956 - sowieckie czołgi; 2012 - zachodnie banki"... "Dotknięta" tym porównaniem Bruksela nazajutrz wyda oświadczenie... A my słyszymy: "Tylko silne narody na nowo mogą uczynić Europę wielką".
Gdy Orbán mówi, że Węgrzy nie są sami, gdyż są z nimi też "polscy Bemowie" i inne narody, rozlega się owacja. Wtedy jeszcze dodaje: "Niech Bóg błogosławi Polskę" i po polsku: "Za wolność naszą i waszą".
Takich słów nie usłyszymy od rządzących Polską, żeby je wypowiadać, trzeba być mężem stanu, trzeba czuć wspólnotę z własnym narodem, a nie nim gardzić i go upokarzać. Takich słów nie usłyszymy w europejskich stolicach. Dlatego wielkiego święta wolności w Budapeszcie nie zobaczyły miliony Polaków w "publicznej" telewizji. Przez lata doświadczali tego politycy orbanowskiego "Fideszu". Dlatego premier Orbán nie ma złudzeń i mówi podczas uroczystości: "Nie dajcie się zwieść, jeśli jutro w światowych gazetach przeczytacie, że tu, na placu było tylko kilkaset osób, a i te protestowały przeciwko rządowi". Znamy doskonale ten mechanizm, znów działa sprawnie jak w czasach PRL za prezesa Macieja Szczepańskiego.

Duchowa wspólnota narodów
Serdeczności, z jaką przyjęli nas Węgrzy od pierwszych chwil pobytu na ich ziemi, nie da się wyreżyserować medialnymi kampaniami, zadekretować "resetami", "nowymi otwarciami"... Ona kształtowała się od pokoleń, żeby wspomnieć św. Kingę, króla Ludwika Węgierskiego, św. Jadwigę, Władysława Warneńczyka, Władysława Jagiellończyka, Barbarę Zápolyę, Stefana Batorego, gen. Józefa Bema... W 1920 r. transporty broni z Węgier pomogły zwyciężyć nad bolszewikami pod Warszawą, a po klęsce 1939 r. gościnna ziemia węgierska przyjęła dziesiątki tysięcy polskich, wojskowych uchodźców. Symbolami tej wojennej polsko-węgierskiej przyjaźni pozostali m.in. premier Pál Teleki, József Antall, płk Zoltan Baló, ks. Béla Varga czy gimnazjum w Balatonboglár. Niespełna dwie dekady później rok 1956 - biało czerwone-flagi na ulicach Budapesztu i słowa młodego poety György Gömöriego: "Wszyscy Węgrzy chodźcie z nami, pójdziemy za Polakami", a w Polsce konwoje z krwią i lekarstwami dla ofiar rozjeżdżanego sowieckimi czołgami Powstania... Długo można by wymieniać postacie, wydarzenia, a dzisiaj choćby węgierską kaplicę w łagiewnickim sanktuarium Bożego Miłosierdzia... To z okazji jej otwarcia bł. Jan Paweł II napisał: "Przychodzą na myśl właśnie sięgające wieków braterstwo i duchowa wspólnota narodów polskiego i węgierskiego".
Dlatego pojechaliśmy do Budapesztu. "Niezorganizowani", spontanicznie, z potrzeby serca, ale też z głębokim przekonaniem, żeby być razem z Węgrami. Narodem, który 11 kwietnia 2010 r., nazajutrz po naszej narodowej tragedii pod Smoleńskiem (mieszkańcy węgierskiego miasta Tatabánya już cztery miesiące później - jako pierwsi - uczcili jej ofiary pomnikiem), w wolnych wyborach oddał pełnię władzy ugrupowaniu na czele z premierem Viktorem Orbánem. Dzięki ogromnemu społecznemu poparciu uchwalono nową konstytucję rozpoczynającą się słowami: "Boże, pobłogosław Węgrów", deklarując w niej: "Jesteśmy dumni, że nasz pierwszy król, święty Stefan przed tysiącem lat osadził węgierskie państwo na trwałych fundamentach, a naszą ojczyznę uczynił częścią chrześcijańskiej Europy. (...) Zobowiązujemy się, że będziemy chronić i pielęgnować nasze dziedzictwo, węgierską kulturę, niepowtarzalny język. (...) Wyznajemy, że najważniejszymi ramami naszego współistnienia są rodzina i naród, a podstawowymi wartościami naszej jedności pozostają wierność, wiara i miłość. (...) Odrzucamy przedawnienie nieludzkich zbrodni dokonanych przeciwko narodowi węgierskiemu i jego obywatelom przez rządzące dyktatury: narodowych socjalistów i komunistów...".

"Wszyscy jesteśmy Węgrami"
Wierność temu ideowemu przesłaniu - całkowicie obcemu rządzącym dzisiaj najpotężniejszym siłom w Europie - nadała nowy kształt węgierskiej polityce: budowy suwerennych Węgier - niezależnych ekonomicznie oraz politycznie od ponadnarodowych struktur. To wywołało reakcję Unii Europejskiej, która podjęła polityczne i finansowe naciski na Budapeszt. W takiej sytuacji pragnęliśmy pokazać - co napisano na jednym z polskich transparentów - że dzisiaj "Wszyscy jesteśmy Węgrami".
Przybyliśmy, aby, mimo że jesteśmy rządzeni przez formację, której bliżej do Brukseli, Berlina i Moskwy niż Budapesztu, przez ludzi będących całkowitym zaprzeczeniem - i to w każdym wymiarze - premiera Viktora Orbána - dać wyraz temu, że to właśnie jego rządy stanowią dla nas inspirację i nadzieję na zmiany.
Dzisiaj Węgry idą pod prąd niszczącej Europę antycywilizacji, jej napór staje się coraz mocniejszy. Nad Dunajem udało się powstrzymać jej marsz, ale do zwycięstwa jeszcze daleko. W Polsce, niestety cały czas się cofamy, ostatnio jakby nieco wolniej, powoli jednak zbieramy siły. Ci, którzy widzieli Budapeszt 15 marca 2012 r., mają ich więcej. Tylko czy starczy ich na tyle, aby z ust polskiego premiera móc usłyszeć słowa: "Nie będziemy kolonią", a od prezydenta: "Polacy nie będą żyli pod dyktatami obcych, nie oddadzą swej niezależności ani wolności"? Nie wiem. Zapamiętajmy jednak słowa Viktora Orbána: "Feudalizmu nie zniszczyli lennicy, a komunizmu zaś nie zburzyli sekretarze. Podobnie panowania finansowych spekulantów nie wyeliminują spekulanci lub biurokraci, i to nie oni wyciągną później z rowu wykolejony wóz pogruchotanej Europy. Nie oni, lecz ci europejscy obywatele, którzy żyją z własnej pracy, z własnych wysiłków, gdyż teraz jest czas, by nadszedł ich świat. Jeśli tak się nie stanie, będzie to oznaczać koniec Europy".

Dr Jarosław Szarek historyk, publicysta

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 30 mar 2012, 19:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Honor oficerski wczoraj i dziś

Pięknych symboli pojmowania oficerskiego honoru w czasach II Rzeczypospolitej mamy wiele, a chyba takim najbardziej przemawiającym, szczególnie do młodych ludzi przykładem może być postawa kapitana Korpusu Ochrony Pogranicza, Władysława Raginisa, heroicznego dowódcy obrony 9 kilometrowego odcinka „Wizna”, nazwanego później polskimi Termopilami.

Mając pod swoimi rozkazami 720 żołnierzy kapitan Raginis stawił zaciekły i bohaterski opór XIX Korpusowi Armijnemu pod komendą gen.Heinza Guderiana, liczącemu 42 200 żołnierzy.

Kapitan Władysław Raginis i jego zastępca, porucznik Stanisław Brykalski złożyli przysięgę, że żywi nigdy nie oddadzą bronionych pozycji.

Por Brykalski, 9 września 1939 roku zginął w kopule obserwacyjnej bunkra dowodzenia, trafiony odłamkiem podczas obserwacji pola walki. Nazajutrz około południa, w tym samym schronie na Górze Strękowej po wyczerpaniu się zapasów amunicji kapitan Raginis rozkazał swoim żołnierzom złożyć broń i oddać się do niewoli zaś sam dopełniając przysięgi rozerwał się granatem, pozostając do samego końca na stanowisku dowodzenia.

Za zgodą niemieckiego dowództwa, 13 września 1939 roku pochowano obu bohaterskich oficerów tuż obok schronu dowodzenia, którego bronili do samego końca.

Kiedy pod koniec września na mocy Paktu Ribbentrop-Mołotow, teren Wizny przypadł sowietom, ciała obu oficerów wydobyto i zakopano 500 metrów dalej w przydrożnym rowie.

Ale to nie koniec. W latach 50-tych po raz kolejny nieznający pojęcia „honor” komuniści wydobyli szczątki bohaterów i przenieśli je w nieznane miejsce.

Nastały czasy zwykłych PRL-owskich „trepów” zamiast oficerów gdzie honor zastąpiony został zdradą i prześciganiem się w służalczości wobec sowieckiego okupanta, co gwarantowało awanse i karierę.

Przykładami mogą być tacy zaprzańcy, jak poprzebierani w polskie mundury sługusy Kremla, Jaruzelski, Kiszczak czy Siwicki.

Jednak i w czasach komuny zdarzył nam się oficer, który potrafił nawiązać do przedwojennej tradycji pojmowania honoru oraz gotów był z narażeniem życia wystąpić przeciwko potędze armii czerwonej i jej polskim pucybutom w mundurach. Mam tu na myśli pułkownika Ryszarda Kuklińskiego, znienawidzonego przez sporą część kadry oficerskiej III RP, a szczególnie tych szkolonych przez GRU i KGB.

Kukliński to wyrzut sumienia i dowód, że nawet wśród tych tchórzy potrafił zawieruszyć się bohater, który nawet po śmierci jest ciągle żywym dowodem ich zdrady i zaprzaństwa.

A jak się ma honor oficerski w III RP?

Tu już tak na prawdę nie możemy się niczym pochwalić.

Po smoleńskim dramacie okazało się, że na obronę honoru poległych wysokich oficerów wojska polskiego haniebnie i kłamliwie zaatakowanych przez ruską i polską propagandę nie miał odwagi zareagować szef sztabu generalnego, generał Cieniuch, a w momencie ogłaszania wyraźnie antypolskiego i konfrontacyjnego raportu MAK, Zwierzchnik Sił Zbrojnych prezydent Bronisław Komorowski milczał z powodu „infekcji gardła”, a premier Tusk prysnął w Dolomity.

Tak oto kłamstwo poszło w świat, a honoru obrzucanych ruskim błotem oficerów musiały bronić ich żony, dzieci i rodziny, wspierane przez garstkę dziennikarzy z „moherowych mediów”.

A teraz wróćmy do kapitana Raginisa i porucznika Brykalskiego.

To nie polskie wojsko w III RP postawiło sobie za punkt honoru odszukanie miejsca pochówku dwóch bohaterskich oficerów.

Zrobili to zwykli Polacy ze Stowarzyszenia „Wizna 1939”.

W sierpniu 2011 r. po długich poszukiwaniach odnaleźli bezimienną mogiłę i przeprowadzili prace ekshumacyjne. Po przekazaniu odnalezionych szczątków do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku na podstawie badań DNA okazało się, że są to szczątki por. Brykalskiego i kpt. Raginisa.

10 września 2011 roku „moherowy i radiomaryjny” ks. Biskup Ordynariusz Diecezji Łomżyńskiej, Stanisław Stefanek odprawił w kościele parafialnym w Wiźnie uroczystą mszę pogrzebową kpt. Władysława Raginisa i por. Stanisława Brykalskiego, po której na Górze Strękowej szczątki złożono w mogile wojennej, urządzonej w rozbitym schronie dowodzenia.

Smutna prawda AD 2012 wygląda tak, że na dzisiaj symbolem oficerskiego honoru w III RP jest „bohaterski” pułkownik-komik Przybył kaleczący się w policzek, generał Parulski oraz pułkownicy Artymiuk i Rzepa trzęsący portkami przed „suwerennym mocarstwem” ze wschodu, i brylujący w mediach generał Marek Dukaczewski, kursant GRU i doradca Janusza Palikota.

http://kokos.salon24.pl/404031,honor-of ... raj-i-dzis


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 23 kwi 2012, 05:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Sztafeta pokoleń

Przeciętny widz Telewizji Trwam to sfrustrowany emeryt? Każdy, kto choć przez chwilę osobiście uczestniczył w sobotnim marszu bądź śledził relacje z niego, mógł się przekonać, jak kłamliwy to stereotyp.

Przyjechali z całej Polski, w zorganizowanych grupach, z rodzinami, indywidualnie, na własną rękę. Pełny przekrój społeczny: ludzie w średnim wieku, młode rodziny z dziećmi, licealiści, dzieci, emeryci. – Jesteśmy z Powiśla, z parafii Matki Bożej Częstochowskiej. Sama jedna w dwa dni zebrałam ponad sto podpisów w obronie Telewizji Trwam. Na marsz przyszło nas około 80 osób, dużo rodzin, osób starszych i młodych ludzi o różnej pozycji społecznej, od sprzątaczki po panią dyrektor – mówi nam pani Anna z Warszawy. Jak podkreśla, od dawna wspomaga, ile tylko może, finansowo Radio Maryja, ogląda Telewizję Trwam i codziennie czyta „Nasz Dziennik”. Na marsz przyszła ze znajomymi, bo nie potrafi zrozumieć motywu, dla którego władza podjęła próbę marginalizacji Telewizji Trwam. – Wszyscy jesteśmy oburzeni faktem nieprzyznania Telewizji Trwam miejsca na multipleksie. Jestem zachwycona marszem. Tym, jak wiele osób na niego przyjechało, poczuciem wspólnoty, bijącym patriotyzmem, życzliwością ludzi – podkreśla nasza rozmówczyni.

Jak przekonać nieprzekonanych
Wśród młodych rodzin spotkaliśmy panią Kasię (27 lat) i pana Grzegorza (28 lat) z małym Karolkiem. Są z Warszawy. Choć nie mają w domu Telewizji Trwam, oglądają ją w internecie, bo – jak podkreślają – bardzo wiele z niej czerpią. – Słuchamy Radia Maryja od wielu lat i choć nie mamy w domu Telewizji Trwam, oglądamy ją w internecie i bardzo się interesujemy tym, o czym mówi się w tych mediach. Bardzo je cenimy i utożsamiamy się z nimi – mówi pani Kasia. Zwraca uwagę na fakt, że bardzo wielu jej znajomych słucha Radia Maryja i ogląda Telewizję Trwam i że to nieprawda, że robią to jedynie ludzie starsi. Jak reagują, gdy spotykają osoby sceptycznie nastawione do tych mediów? Rozmawiają. – W naszym środowisku jest wielu młodych ludzi, którzy słuchają Radia Maryja i Telewizji Trwam, jeśli spotykamy osoby w jakiś sposób uprzedzone do nich, staramy się przełamywać opór niechętnych i rozmawiać na ten temat. Taka spokojna rozmowa często prowadzi do tego, że zaczynają też ich słuchać. Mamy świadomość, że środowisko Radia Maryja skupia wspaniałą inteligencję, że jest to swego rodzaju narodowa wszechnica. Identyfikowanie się więc z wartościami, które te media reprezentują, traktuję jako powód do zaszczytu – podkreśla pani Kasia. – Przyszliśmy na marsz, bo chcemy pokazać, że jest nas wielu, dla których Radio Maryja i Telewizja Trwam są ważne. I chcemy, by ta Telewizja znalazła się na multipleksie – dodaje pan Grzegorz.
Na pl. Trzech Krzyży spotykam też panią Magdę (32 lata) i pana Rafała (36 lat) z czworgiem dzieci. – W pełni utożsamiamy się z ideami, które towarzyszą organizatorom marszu. Bardzo ważny jest dla nas pluralizm mediów. To, by była równowaga w naszym kraju, jeżeli chodzi o nadawców. Nie życzymy sobie takiej Polski, w której nie będziemy mieć wyboru i nie będziemy mogli oglądać Telewizji Trwam. Przyszliśmy na marsz, by wyrazić swój protest – wskazuje pan Rafał.

Wierne południe
– Przyjechałam z Podkarpacia z nadzieją, że coś wskóramy, że rządzący się trochę zastanowią nad swoim postępowaniem, że w końcu usłyszą nasz głos. Wszyscy w mojej rodzinie są zbulwersowani tym, co dzieje się w Polsce – podkreśla pani Barbara, emerytka z Rzeszowa. Podobnie myśli pan Franciszek (55 lat), technik, który uczestniczył w marszu z dużą grupą osób, które przyjechały do Warszawy z Bochni. – Przyjechaliśmy z nadzieją, bo jak nadzieja w człowieku wygaśnie, to wszystko wygaśnie. Bochnia była zawsze wierna Kościołowi i Ojczyźnie, zresztą całe południe daje wspaniały przykład. Uważamy, że nasze marsze nie ustaną, dopóki Telewizja Trwam nie będzie na multipleksie – podkreśla pan Franciszek. – Organizujemy się wspólnie, jeździmy po różnych pielgrzymkach, łączy nas Radio Maryja, jego koła – dodaje.
– Gdybym nie wierzył w to, że takie marsze cokolwiek w kraju zmienią, nie byłoby mnie tutaj. W latach 80. chodziłem w administracji „Solidarności”, teraz w zasadzie wróciły te same czasy, mamy niestety powtórkę z historii, musimy upominać się o swoje prawa, o prawdę – dodaje pan Jerzy, kolega pana Franciszka. – Panowie z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji są bardziej wyszkoleni niż dawna epoka, kpią, kłamią i jeszcze raz kłamią. Uważam, że tym bardziej takie marsze są potrzebne – kwituje pan Jerzy.
Pan Ryszard (49 lat) jest nauczycielem z Wrocławia. Mimo że niedawno przeszedł ciężki zawał serca, przyjechał do Warszawy, bo nie mógł opuścić tak ważnego marszu. – Jestem całym sercem z całym społeczeństwem, które protestuje. Wystarczy już tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. To przekracza już wszelkie normy przyzwoitości. Niestety, Polska przypomina dzisiaj bardziej dawny obóz socjalistyczny, gdzie także ci, którzy byli w większości, nie mieli nic do powiedzenia. Historia zakreśliła koło – dodaje nasz rozmówca.
Wśród demonstrantów spotykamy wielu studentów z różnych uczelni, z całej Polski. Przyjechali do Warszawy, bo nie wyobrażają sobie życia w kraju, w którym nie byłoby wolności słowa. – Vox populi, vox Dei. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, nie rozumie Polski. Zawsze wszelkie próby zamykania ludziom ust kończyły się protestami. Tak było za czasów „Solidarności” i tak jest teraz. Uważam, że tak ogromna liczba uczestników marszu świadczy o tym, że w naszym kraju dzieje się coś bardzo złego, dlatego jestem tu, gdzie powinni być wszyscy, którzy walczą o wolność słowa, niezależność mediów, czyli miejsce Telewizji Trwam na naziemnym multipleksie cyfrowym – usłyszeliśmy od pani Anny (23 lata), studentki polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=po07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 15 maja 2012, 16:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Polacy dowiedli, jak ważny jest Naród

Gdy zbankrutowały ideologie socjalizmu, komunizmu oraz liberalizmu, do głosu na świecie dochodzi neosocjalizm. Według ks. prof. Tadeusza Guza z KUL, to kolejny nurt ideologiczny, w którym nie ma miejsca dla Boga. Zadaniem wyznawców tej nowej lewicy jest przede wszystkim zanegowanie istnienia Narodu. Jak bardzo błędna jest ta ideologia, pokazują dzieje Polski w ciągu ostatnich kilku wieków. Szczególnie uwidoczniły to wydarzenia po katastrofie samolotu prezydenckiego, kiedy Polacy masowo manifestowali swoją tożsamość narodową.

- Polska ideowo znajduje się w sprzeczności duchowej. Z jednej strony jest katolicka, o czym świadczy religia katolicka, która ma tutaj w porównaniu do innych narodów i państw świata bardzo mocną pozycję - zauważył ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, dziekan zamiejscowego wydziału nauk prawnych i ekonomicznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Tomaszowie Lubelskim podczas audycji "Rozmowy niedokończone" w Radiu Maryja.
- Z drugiej strony jednak w Polsce, podobnie zresztą jak na całym świecie, mamy do czynienia "ze sprzężeniem ideologicznym" liberalizmu, względnie różnych nurtów neoliberalnych oraz neosocjalistycznych czy też neokomunistycznych różnych proweniencji - dodał.
W opinii ks. Guza, neosocjalizm dostrzegł, że "bogowie liberałów, socjalistów, względnie komunistów nie doprowadzili do uzdrowienia świata". - Więc co nam, nowej lewicy, pozostaje? Zdyskredytować wszystkich bogów i zanegować rzeczywistość - przytoczył ks. profesor przesłanki ideologiczne neosocjalizmu. Przypomniał, że nurty ideologiczne takie jak liberalizm i socjalizm negowały prawdę m.in. o Bogu i wypaczały pozycję osoby ludzkiej poprzez jej absolutyzację - w pierwszym przypadku, a kolektywizację - w drugim. Ksiądz Guz wskazał, że nowa lewica stara się natomiast w sposób szczególny usunąć ze świadomości ludzkiej pojęcie narodu. - Neosocjalizm powiada, że dzisiejsza świadomość ogólnoludzka jest taka iż jeśli ktoś powie: "miłuję swój naród", to jest w tym rozumowaniu neomarksistowskim uważany za hitlerowskiego nazistę par excellence. On jest najbardziej niebezpiecznym człowiekiem, jakiego można napotkać - mówił ksiądz profesor. - Stąd też wielkość Polski, mówię to już niezależnie od tego, że jestem Polakiem z krwi i kości, polega na tym, że wielokrotnie w dziejach świata i ludzkości w różnych sytuacjach, ale szczególnie tragicznych, zwróciła uwagę rodzinie ludzkiej, iż mamy prawo do Narodu, że taka wartość jak Naród jest nietykalna - dodał ks. Guz.
Zwrócił uwagę, że ta sytuacja ujawniła się także po katastrofie samolotu prezydenckiego 10 kwietnia. - Naród w obliczu tej wielkiej tragedii utraty swojej wspaniałej elity po prostu znowu poczuł, że nie tylko warto być Narodem, ale należy tworzyć piękną, światłą kulturę i tożsamość narodową, i że nie jest to nic niebezpiecznego, a wprost przeciwnie, to element fundamentalny dla bytowości jednostki, różnych społeczności i w ogóle rodziny ludzkiej - konkludował ksiądz profesor.

Jacek Dytkowski (Nasz Dziennik, 2010-05-06)

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=104709


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 13 cze 2012, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Siła moralna receptą na kryzys

Siła ekonomiczna państwa musi korespondować z jego siłą moralną. Tą myślą Ojca Świętego można podsumować dwudniową konferencję zatytułowaną "Etyka i ekonomia w świetle nauczania Benedykta XVI", która zakończyła się wczoraj w Bydgoszczy.

Bydgoska konferencja została zorganizowana z okazji otwarcia Centrum Studiów Ratzingera, które - jak wspomniał w swoim przemówieniu ks. prałat Giuseppe A. Scotti - ma za zadanie przyczynić się do budowania świata w oparciu o fundament moralny i zmienić tym samym obecny porządek oparty na prymacie pieniądza nad człowiekiem. - Niech to nie będzie jedynie miejsce, w którym będzie się tylko recytować myśli Josepha Ratzingera czy uczyć się ich na pamięć - zaapelował kapłan. Aby słowa Papieża Benedykta XVI mogły zostać wcielone w życie, konieczny jest jednak dostęp do katolickich środków masowego przekazu. Na ogromną rolę, jaką mają do odegrania media krzewiące chrześcijański system wartości, wskazał w swoim wystąpieniu ks. prof. Giuseppe Costa z Watykańskiej Libreria Editrice. Biskup Mario Toso, sekretarz Papieskiej Rady Iustitia et Pax, poruszył w tym kontekście problem dyskryminacji Telewizji Trwam. - Telewizja Trwam nadaje od 2003 roku i zapewnia Polakom formację w duchu wartości katolickich - podkreślił ks. bp Toso, wskazując jednocześnie, że dyskryminacja tej Telewizji jest "wielkim naruszeniem prawa do wolności religijnej". Ksiądz biskup podkreślił, że kontynuowanie nierównego traktowania przez Krajową Radę jedynej telewizji katolickiej w Polsce byłoby aktem powrotu do totalitarnych praktyk znanych z czasów komunistycznych. Sekretarz Papieskiej Rady Iustitia et Pax zaznaczył również, że katolicy mają prawo, a nawet obowiązek uczestniczenia w życiu publicznym i zajmowania stanowisk państwowych, aby móc w ten sposób dążyć do poszukiwania dobra wspólnego.
W konferencji wzięli udział przedstawiciele Kościoła, świata akademickiego, studenci i klerycy.

Agnieszka Żurek, Bydgoszcz

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 07 lip 2012, 08:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Wolność zaczyna się w umysłach

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Agnieszka Żurek

Przez całą Polskę przechodzą Marsze w obronie Telewizji Trwam. Uczestniczą w nich ludzie w każdym wieku, reprezentujący najróżniejsze środowiska, o rozmaitych poglądach. Co ich łączy?
- Pragnienie wolności. Wiele środowisk jest słusznie zaniepokojonych zagrożeniem swobody wyrażania opinii. Trzeba wciąż na nowo przypominać, że totalitaryzm zaczyna się od zamykania ludziom ust i od uniemożliwiania im uzyskania dostępu do prawdziwej informacji. Później idzie się oczywiście coraz dalej. Jeśli raz wejdzie się na tę drogę, zawsze okaże się ona bardzo niebezpieczna. Czytam teraz książkę o Sowietach wydaną przez Fundację Nasza Przyszłość. Nosi ona tytuł "W piekle zesłania". Jej bohaterem jest Polak deportowany na Syberię. Pisze on o piekle, którego tam doświadczył, a zarazem o wszechobecnej propagandzie głoszącej, że Związek Sowiecki jest rajem. Niejednemu człowiekowi udało się to wmówić. Na propagandę byli oczywiście odporni ci Polacy, którzy wiedzieli, w jaki sposób można żyć na wolności i co stracili w wyniku okupacji. Ci jednak, którzy nie mieli dostępu do innych wiadomości niż te podawane przez ośrodki sprzyjające władzy, niejednokrotnie zaczynali przyjmować najbardziej absurdalne teorie na temat rzeczywistości za prawdziwe. Odbieranie wolności słowa, podawanie informacji tylko z jednego kierunku, to znaczy ze źródła będącego na usługach pewnego systemu, stanowi bardzo wielkie niebezpieczeństwo. Totalitaryzm zaczyna się od zniewolenia umysłu i serca. To jest droga, która w konsekwencji prowadzi do stworzenia piekła na ziemi. Tylko prawda nas wyzwala i prowadzi do prawdziwej wolności.

Walka o wolność słowa zjednoczyła w ostatnim czasie bardzo wielu Polaków. Odbyło się już prawie sto marszów w obronie Telewizji Trwam i wolnych mediów. O czym to świadczy?
- Świadczy to o tym, że mamy instynkt samozachowawczy, że pragniemy wolności. To jest wartość, która łączy Polaków ponad różnicami w sposobie patrzenia na rzeczywistość.

No właśnie - w obronę katolickiej Telewizji Trwam zaangażowali się także ludzie niewierzący.
- Spotykam się z takimi osobami na co dzień. Codziennie rozmawiam z ludźmi, którzy nie wierzą, z takimi, którzy poszukują, którzy są może czasem zapracowani i nie mają czasu na wnikliwą analizę rzeczywistości, ale których bardzo niepokoi to, co dzieje się wokół Telewizji Trwam i w związku z tym angażują się w jej obronę. W Polsce tworzy się ruch w obronie wolności. Moim marzeniem jest, żeby ogarnął on wszystkich moich rodaków. Polak powinien iść do Polaka, człowiek do człowieka - po to, by pokazywać, jaka jest rzeczywistość. Nie wszyscy jeszcze ją rozumieją, nie wszyscy może mają czas, żeby dokładnie analizować wydarzenia w naszym kraju. Ludzie są zagonieni, mają wiele zajęć. Inni z kolei wciąż jeszcze tkwią w obrębie oddziaływania propagandy mediów mętnego nurtu.

W przekazywaniu prawdy ogromną rolę odgrywają media katolickie.
- W Polsce sytuacja mediów katolickich jest dramatyczna. Jest ich dużo mniej niż przed wojną. Większość stacji radiowych i telewizyjnych w dzisiejszej Polsce to stacje już nie tylko nie katolickie, ale wręcz antykatolickie. Ich programy są bardzo sprytnie formułowane. W efekcie ludzie przyjmują kłamstwo za dobrą monetę - nie tylko dlatego, że są oszukiwani, ale także i z tego powodu, że nie pogłębiają swojego myślenia. Tak dzieje się wtedy, kiedy człowiek zejdzie na poziom zmysłów i wrażeń.

W jaki sposób odwrócić tę tendencję, zachęcić innych do oparcia swojego życia na wartościach niezmiennych?
- Trzeba, po pierwsze, tworzyć media, a po drugie, korzystać z nich. Do zbudowania mediów konieczna jest oczywiście baza materialna, ale przede wszystkim potrzebni są dziennikarze, którzy będą świadkami prawdy. Świadkami prawdy muszą być zarówno właściciele mediów, jak i osoby w nich zatrudnione. To głębszy problem, dotyczy on kształcenia własnego charakteru i umysłu. Należy tak budować swoją osobowość, aby ciągle pragnąć większego dobra i piękna, nigdy odwrotnie. To pragnienie jest dla człowieka naturalne, ale może niestety zostać zagłuszone w toku błędnego wychowania. Potrzeba zatem dobrej rodziny, dobrej szkoły i uczelni. Człowiek musi się cały czas formować. A przede wszystkim zastanawiać się nad sensem własnego życia, zadawać sobie pytania: skąd wyszedłem, dokąd zmierzam, skąd wzięło się cierpienie, jaki jest jego sens, dlaczego istnieje śmierć i co czeka nas po śmierci. Człowiek musi kierować się oświeconym rozumem, a nie jedynie zmysłami. Kiedy rozwija taką postawę, wtedy zmierza we właściwym kierunku i nie zmarnuje swojego życia.

Polski rynek medialny funkcjonuje wyjątkowo źle, czy może manipulacja w środkach społecznego przekazu jest zjawiskiem ogólnoświatowym? Jak Ojciec postrzega rynek mediów katolickich na przykład w Stanach Zjednoczonych?
- Jest tam nieco lepiej niż u nas, ale mimo wszystko podobnie. Trzeba jednak powiedzieć, że ani w USA, ani w innych krajach Zachodu nie byłoby możliwe pozostawienie bezkarnymi takich kłamstw i manipulacji, jak to ma miejsce u nas. Gdyby dziennikarzowi udowodniono, że kłamie, jego kariera skończyłaby się i zostałby on ukarany. U nas tak się nie dzieje i świadczy to o tym, że nie wyszliśmy jeszcze z poprzedniego systemu. Zmieniają się jedynie jego odcienie i szaty, ale wciąż jesteśmy krajem postkolonialnym. Jeżeli nie ma prawdy, wszystko inne także się rozpada. Nie ma wtedy także sprawiedliwości ani wolności. Z prawdy wynika miłość i wola dzielenia się pięknem i dobrem. Przed nami jeszcze daleka droga. Wszystko zależy od świadomości ludzi i od prawości ich sumień. Fundamentem jest tu problem prawdy - wszystko zależy od decyzji, czy pójdziemy za nią, czy też nie. Kłamstwo jest działaniem wbrew naturze. Jeśli człowiek popełni błąd i żałuje go, Pan Bóg mu przebaczy, ludzie zapomną, ale natura się zemści. Tymczasem prawdę można odkryć, ona jest prosta. Jedyny ratunek dla świata to zwrócenie się do Pana Boga i przyjęcie Jego praw. Inaczej ludzie ludziom gotują piekło. Brzydota, zakłamanie i nienawiść to domena systemów totalitarnych. Warto o tym czytać, warto słuchać tych, którzy to przeżyli. I warto wyciągać wnioski.

W jaki sposób katolicy powinni odnaleźć równowagę między modlitwą a działaniem?
- Właściwa modlitwa rodzi właściwe czyny. Modlitwa bez czynów jest jedynie ucieczką od rzeczywistości. Dobra modlitwa musi rodzić dobre czyny - podobnie jak dobre drzewo rodzi dobre owoce. Nie rozumiem aktywności podejmowanej dla samego tylko "działania". Każda czynność wypływa z motywacji. Podstawą naszego działania musi być rozum oświecony przez wiarę. Tak uformowany rozum porusza nasze serce i naszą wolę. Wola i rozum muszą współdziałać, w człowieku musi istnieć harmonia. Dopiero ta harmonia nas wyzwala i uzdalnia do działania na rzecz tego, żeby wszyscy ludzie mogli poznać prawdę i dzięki temu stać się szczęśliwi.

Dziś rozpoczyna się doroczna pielgrzymka słuchaczy Radia Maryja na Jasną Górę. W jaki sposób postrzega Ojciec rolę tego szczególnego miejsca w dzisiejszej Polsce?
- Tak samo jak zawsze. Patrzę na Jasną Górę w perspektywie historycznej i widzę bardzo wyraźnie, iż Matka Boża nas broni. To miejsce nazywane jest Jasną Górą Zwycięstwa. Matka Boża zwycięża od samego początku. Ta walka jest bardzo realna. W dziejach ludzkości widać, jak bardzo szatan Jej nienawidzi. Mówi o tym już Stary Testament. Kiedy szatan zwiódł pierwszych rodziców, Pan Bóg zapowiedział wprowadzenie nieprzyjaźni między wężem a Niewiastą i Jej potomstwem: "Ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę". Walka trwa nieustannie, a zwycięstwa na tej drodze należą do Matki Bożej. Pan Bóg tak chciał. Bóg w ten sposób wynosi człowieka. Wybrał Maryję - człowieka doskonałego - i w Niej objawił swoją miłość. Pan Jezus dał nam Ją za Matkę. Zniżył się do człowieka, narodził się z Niewiasty. Objawiła się tutaj niesamowita pokora Pana Boga. To jest także nauka dla nas. Pan Bóg uczy nas pokory. Pokora to jest prawda.

Ojciec wyniósł kult maryjny z domu rodzinnego?
- Zarówno z domu, jak i z kościoła, a później z seminarium.

Czego możemy uczyć się od Maryi w dzisiejszej rzeczywistości?
- Matka Najświętsza jest pierwszą Przewodniczką, pierwszą chrześcijanką. Jest naszą Matką, która przekazuje nam wszystkie prawdy z wielką miłością. Uczy nas miłości do Pana Boga. Uczy także pokory, wiary, zaufania, naśladowania Chrystusa. To jest pierwsza Przewodniczka, która wytycza szlak. A my idziemy razem z Nią. Matka Boża nikogo nie odrzuca. Pan Jezus dał Ją nam na Krzyżu. Moment, w którym dał nam Maryję za Matkę, świadczy o tym, jak bardzo nas miłuje. W takiej chwili - odrzucony przez wszystkich ludzi, przez swoje stworzenie, przez tych, których umiłował, których chciał zbawić, Pan Jezus nie myślał o sobie. W tym momencie niesamowitego cierpienia myślał o nas. Dał nam Matkę, a nas dał Maryi za dzieci. Poprosił nas, żebyśmy Ją przyjęli. Polski Naród ma szczególne doświadczenie macierzyństwa Maryi. Widać to wyraźnie w naszej historii - zarówno na przestrzeni dziejów Polski, jak i w historii poszczególnych ludzi, którzy zawierzyli Maryi i chcieli być Jej dobrymi dziećmi. Nie brakuje w historii Polski ludzi, którzy traktowali Matkę Bożą nie jak matkę, od której dzieci chcą jedynie wciąż coś otrzymywać, ale którzy byli dziećmi pragnącymi także coś Jej ofiarować. Taka postawa wydaje owoce. Dzięki niej w dzieje człowieka i Narodu przychodzi moc Boża. Maryja, nasza Matka, jest jednocześnie Matką Bożą. To takie proste prawdy.

Ale bardzo ważne. Pod naporem fali upokorzeń - szczególnie tych ostatnich, związanych ze śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej - bardzo potrzeba teraz Polakom nadziei na sprawiedliwość.
- Będzie dobrze, jeżeli będziemy wierzyć. Wszystko, co Bóg dopuszcza, ma sens. Pan Bóg na pewno chce nas wyciągnąć z każdego zła, ale pierwsze, co musimy zrobić, to uwierzyć. Powinniśmy modlić się o gorącą, żywą wiarę. Kiedy ona będzie gorąca, razem z nią przyjdzie gorąca miłość do Boga i do drugiego człowieka. Wraz z gorącą wiarą przyjdzie z czasem także dobra rodzina, dobro Narodu i wszystko, co jest potrzebne do rozwoju człowieka. Z wiarą wszystko poukładamy. Alleluja i do przodu!

Dziękuję za rozmowę.

Agnieszka Żurek

http://www.naszdziennik.pl/mysl/3298,wo ... slach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 20 lip 2012, 13:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31521
Państwo bazą dla narodu

Roman Dmowski w relacji państwo-naród zauważał dominującą pozycję państwa. Ten fragment myśli Romana Dmowskiego stoi w sprzeczności z odczuciem wielu osób.

Roman Dmowski jest autorem znanego powiedzenia „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”. Duży nacisk w swoich rozważaniach Dmowski kładzie właśnie na wspólnotowość i zadania, jakie w stosunku do niej mają członkowie danego narodu. - Naród przede wszystkim jako całość musi żyć i rozwijać się, zarówno ze względu na dobro wszystkich składających go jednostek i grup, jak i ze stanowiska etyki narodowej, nakazującej zostawić przyszłym pokoleniom nie naruszonymi podstawy narodowego bytu odziedziczonego po pokoleniach dawniejszych. Polityka narodowa, jedynie prawowita, musi zwalczać i sprowadzać do właściwych granic wszelkie dążenia partykularne, mające na celu korzyść jednostek lub grup ze szkodą reszty narodu lub podrywające te podstawy, na których się opiera wiekowy byt narodu – pisał Dmowski. W innym miejscu wskazuje na znaczenie bycia Polakiem. - Jestem Polakiem – to słowo w głębszym rozumieniu wiele znaczy. Jestem nim nie dlatego tylko, że mówię po polsku, że inni mówiący tym samym językiem są mi duchowo bliżsi i bardziej dla mnie zrozumiali, że pewne moje osobiste sprawy łączą mnie bliżej z nimi, niż z obcymi, ale także dlatego, że obok sfery życia osobistego, indywidualnego znam zbiorowe życie narodu, którego jestem cząstką, że obok swoich spraw i interesów osobistych znam sprawy narodowe, interesy Polski, jako całości, interesy najwyższe, dla których należy poświęcić to, czego dla osobistych spraw poświęcić nie wolno – podkreślał.

W myśli Narodowej Demokracji oraz w dziełach Romana Dmowskiego naród zajmuje miejsce szczególne. Wokół niego skupia się działanie społeczeństw, naród jest tym, co nadaje społeczeństwu wymiar wspólnotowy, naród wyznacza obowiązki i zadania poszczególnym jego członkom. Wreszcie naród kształci i wychowuje. Szczególna pozycja narodu w myśli Romana Dmowskiego podkreślona została m.in. w uchwale Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, którą przyjęto w 60. rocznicę śmierci. - W związku z 60. rocznicą śmierci Romana Dmowskiego Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża uznanie dla walki i pracy wielkiego męża stanu na rzecz odbudowania niepodległości państwa polskiego i stwierdza, że dobrze przysłużył się Ojczyźnie. W swojej działalności Roman Dmowski kładł nacisk na związek pomiędzy rozwojem Narodu i posiadaniem własnego państwa formułując pojęcie narodowego interesu. Oznaczało to zjednoczenie wszystkich ziem dawnej Rzeczypospolitej zamieszkałych przez polską większość, a także podniesienie świadomości narodowej wszystkich warstw i grup społecznych. Stworzył szkołę politycznego realizmu i odpowiedzialności. Jako reprezentant zmartwychwstałej Rzeczypospolitej na Konferencji w Wersalu przyczynił się w stopniu decydującym do ukształtowania naszych granic, a zwłaszcza granicy zachodniej. Szczególna jest rola Romana Dmowskiego w podkreślaniu ścisłego związku katolicyzmu z polskością dla przetrwania Narodu i odbudowania państwa. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wyraża uznanie dla wybitnego Polaka Romana Dmowskiego – głosi treść uchwały, przyjętej przez posłów. Pozycja narodu w dziełach Dmowskiego opisywana jest jako element niejako centralny również przez historyków oraz politologów, opisujących myśl twórcy endecji.

Nie ulega wątpliwości, że naród zajmuje w myśli Romana Dmowskiego miejsce szczególne i jest punktem odniesienia dla programu endecji stworzonej przez Dmowskiego. Jednak mylą się Ci, którzy sądzą, że naród w myśli Romana Dmowskiego jest postawiony ponad innymi czynnikami budującymi wspólnotę i jedność społeczeństwa. Bowiem, jak zaznacza polityk, pozycję nadrzędną nad narodem zajmuje państwo. Stosunkom państwo-naród Dmowski poświęcił osobny rozdział swojej najbardziej znanej książki, „Myśli nowoczesnego Polaka”. Dmowski pisze w nim otwarcie, że „naród jest wytworem życia państwowego”. Dmowski stwierdza, że naród nie może istnieć w oderwaniu od państwa. - Wszystkie istniejące narody mają swoje własne państwa albo je niegdyś miały i bez państwa żaden naród nie powstał. Fakt istnienia państwa daje początek idei państwowej, która jest jednoznaczną z ideą narodową. Podstawy instynktów i uczuć narodowych mają swój początek w czasach bytu ponadpaństwowego, plemiennego, tam już istnieją przymioty, decydujące o zdolnościach państwowotwórczych szczepu, ale dopiero byt państwowy buduje na nich właściwą psychikę narodową, opartą na podstawie instynktów rodzinnych, rodowych i plemiennych, on ją też rodzi w całości tam, gdzie nawet jej podstaw nie było. To, co działa z początku jako przymus fizyczny, wchodzi w instynkty i staje się w następstwie przymusem moralnym – pisze Dmowski. - Położenie narodu politycznego a pozbawionego samoistnego bytu państwowego jest tak trudne i skomplikowane, że przy największym wysiłku myśli trudno byłoby je ująć wszechstronnie – zaznacza w innym miejscu swojej książki.

Roman Dmowski przypomina wyznaczniki powstania narodu. Pisze, że naród musi posiadać język kulturalny oraz własną literaturę. Jednak – jak zauważa polityk – są one wytworem życia państwowego. - Wśród literatur świata, na te miana zasługujących, nie ma ani jednej, która by powstała i rozkwitła wśród szczepu nie posiadającego własnego państwa lub dość żywej jego tradycji – zaznacza. W innym momencie Dmowski stwierdza, że w XIX wieku pojawiły się odrodzenia narodowe oparte na kulturze i języku, ale zaznacza, że mogło to mieć miejsce tylko tam, gdzie istniała silna tradycja państwowości. – Najklasyczniejszy przykład takiego odrodzenia przedstawiają Czechy, które były przez długi czas państwem, a później jako odrębna całość polityczna wchodziły w skład cesarstwa niemieckiego, których ludność zatem nie może być uważana w zupełności za szczep, pozbawiony narodowo-politycznej tradycji. Ruch czeski wystąpił na widownię w państwie rozkładającym się, nie reprezentującym żadnej idei narodowej, na skutek tego, że reprezentację idei niemieckiej wzięły Prusy, w państwie z ideą wyłącznie dynastyczną – nie miał więc do zwalczenia tak potężnej siły moralnej, jaką przedstawia idea narodowo-państwowa i skutkiem tego tak wielkie poczynił postępy. Drugiego przykładu podobnie pomyślnego odrodzenia narodowego historia stulecia nie przyniosła – zaznacza.

Co zrozumiałe Roman Dmowski wiele miejsca poświęca odrodzeniu niepodległej Polski. W jego odczuciu silne poczucie narodu, które cechuje Polaków żyjących pod zaborami wynika z faktu, że Polska istniała jako państwo stosunkowo niedawno. - Sprawa polska nie jest sprawą odrodzenia zasymilowanego politycznie i pozbawionego wyższej kultury duchowej szczepu – to sprawa narodu, który miał niedawno własne państwo, który nie przestał być jego tradycją, który utrzymywał i rozwija ciągle wyższe formy życia duchowego, na równi z narodami własne państwo posiadającymi – zaznacza myśliciel.

W swojej książce „Myśli współczesnego Polaka” Dmowski zauważa, że naród oraz państwo są nierozłączne. - Państwo jest narodowym, bo przez samo swoje istnienie wytwarza naród. Żadne państwo nie powstało z jednolitego materiału plemiennego, ale trwając długo, z tego różnorodnego materiału wytworzyło jeden naród. Jeżeli są państwa, które dziś zasługują na miano nienarodowych, to tylko takie, które trwają zbyt krótko, jak Stany Zjednoczone, by zdołały już wytworzyć naród w całym tego słowa znaczeniu, ale wytwarzają go z ogromną szybkością, albo, jak Austria, mają za słaby żywioł organizatorski i panujący, skutkiem czego rozkładają się z równą szybkością – zauważa Dmowski. Jak zaznacza, naród i państwo są od siebie zależne. - Naród jest niezbędną treścią moralną państwa, państwo zaś jest niezbędną formą polityczną narodu. Naród może utracić państwo i nie przestaje być narodem, jeżeli nie zerwał nici moralnego związku z tradycją państwową, jeżeli nie zatracił idei narodowo-państwowej, a z nią zarówno świadomego jak nieświadomego, żywiołowego dążenia do odzyskania politycznie samoistnego bytu – zauważa Dmowski. Myśliciel dodaje, że „idea narodowa, wyzuta z pierwiastków państwowych, jest absurdem”.

- Ścisły związek narodu z państwem, konieczność posiadania przez naród idei państwowej – treść pojęcia narodu rozszerza się ponad to, cośmy wyżej powiedzieli. Obok wspólności szczepowej i posiadania jednego języka, które nie są we wszystkich stadiach narodowego rozwoju konieczne, obok tradycji i idei państwowej, obok mniej lub więcej świadomych dążeń do posiadania własnego państwa, które są główną treścią moralną narodu, istotę jego stanowi nie posiadająca zresztą dokładnego wyrazu zewnętrznego, zdolność wytworzenia w takiej lub innej postaci własnej państwowości i do życia w niej oraz niezdolność do zżycia się z innymi, obcymi ustrojami. To jest właściwe pojęcie narodu i istotnej jego treści, i na nim, jako na pojęciu zasadniczym, musi się opierać wszelka narodowa polityka. Z chwilą, kiedy ono się zatraca, polityka przestaje być narodową – podsumowuje rozważania o narodzie i państwie Dmowski.

Dmowski kładzie nacisk na dobranie odpowiednich celów polityki państwa. - Polityka, jako zakres czynności dotyczących organizacji zbiorowego życia społeczeństw, za główny swój cel uważać musi dobro całości społecznej – narodu, oraz utrzymanie i pomyślny rozwój organizacji jego zbiorowego życia – państwa. Wszelka inna polityka, mająca bardziej ograniczone cele na widoku, albo się z powyższej wyprowadza i jest jej dopełnieniem, albo się jej przeciwstawia i wtedy, jako niemoralna, niezgodna z dobrem narodu musi być zwalczana – bez względu na to, czy jest osobistą, czy bierze za punkt wyjścia interes materialny, ambicję lub doktrynerstwo jednostki, czy też rodową, koteryjną lub klasową – zaznacza Dmowski.

Myśliciel wskazuje na trzy przedmioty polityki rząd wewnętrzny, akcję zewnętrzną i działalność reformatorską lub twórczość form nowych. - Naród, który jeszcze jest narodem i który nim chce zostać, nie może zaniedbywać żadnego z tych przedmiotów, a przede wszystkim pierwszego, bo bez niego nie ma żadnej polityki. Dlatego narody zdrowe mają rząd silny i z nim się solidaryzują, i dlatego naród, nie mający własnego państwa, przynajmniej moralny rząd posiadać musi – pisze Dmowski. W jego myśli nie występuje nadrzędność narodu nad państwem. To państwo jest podstawą funkcjonowania narodu. Naród bez państwa żyć nie może, państwo bez narodu – owszem. Jako przykład Dmowski podaje USA, które nie wykształciły jeszcze za jego czasów narodu. To oznacza, że w myśli Dmowskiego nie istnieje prymat narodu, nie jest on najważniejszym punktem dla twórcy polskiej myśli narodowej. Ten wniosek kłóci się jednak z powszechnym odbiorem Dmowskiego i jego formacji politycznej, która w przekonaniu większości opiera się na umiłowaniu i wyniesieniu na sztandary narodu.

Stanisław Żaryn

http://www.stefczyk.info/publicystyka/h ... dla-narodu


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /