Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 11 maja 2010, 08:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Pochłonięcie wszystkich zadań społecznych przez państwo sprzyjało w sposób konieczny rozwojowi ciasnego, niczym nieokiełznanego indywidualizmu. W miarę wzrastania zobowiązań względem państwa, obywatele coraz bardziej czuli się zwolnieni od zobowiązań wzajemnych. W czasach średniowiecznych każdy był członkiem jakiejś gildii czy bractwa – i „bracia” byli obowiązani pomagać sobie nawzajem: w razie choroby któregoś dwóch „braci” musiało czuwać przy łożu chorego; teraz wystarczyło podać choremu sąsiadowi adres najbliższego szpitala dla biednych. Jeśli w społeczeństwie barbarzyńskim człowiek przyglądał się obojętnie walce zakończonej śmiercią jednego z walczących, to sam uważany był za mordercę; lecz wobec teorii wszechopieki państwa świadek takiej walki nie ma obowiązku interwencji: od tego wszak jest policjant.

Piotr Kropotkin

http://www.obnie.info/Joomla/index.php? ... &Itemid=77


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 11 maja 2010, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Lech Kaczyński: Chcemy Polski silnej

Ten wywiad z prezydentem Lechem Kaczyńskim miał się ukazać dopiero po wyborach. W szczerej rozmowie z prof. Andrzejem Nowakiem prezydent mówił m.in. o mediach i coraz marniejszym statusie polityka. Ujawnił, czym kierował się Jarosław Kaczyński, decydując się na rozwiązanie koalicji z Samoobroną i LPR. Prezydent wytknął również błędy propagandzistom PiS. Krytycznie ocenił działania Donalda Tuska i przegranie polityki wschodniej.

Czy pan prezydent widzi możliwość dotarcia z przekazem patriotycznym, wspólnotowym, do nowego pokolenia, które zdaje się oddalać coraz bardziej od poczucia wspólnoty, od rozumienia jej historyczno-kulturowego sensu?

- W tej chwili to jest ogromnie skomplikowane. Falowanie społecznych nastrojów jest niezwykle trudno przewidywalne. Po zaspokojeniu innych potrzeb, bardziej materialnych i indywidualnych, mam nadzieję, iż przyjdzie czas na zaspokojenie potrzeby tożsamości i znaczenia swojej wspólnoty. Staram się sprzyjać temu wszystkiemu, co w zdrowy sposób budzi takie właśnie potrzeby. Temu przecież służy dobrze Muzeum Powstania Warszawskiego, temu służy prowadzona przeze mnie polityka odznaczeniowa, hucznie obchodzone - często zapomniane dotąd - rocznice ważnych wydarzeń z naszej, zwłaszcza XX-wiecznej historii. (...) Staram się wykorzystać każdą dobrą okazję, by Polakom przypomnieć, skąd się bierze nasza wolność i nasza tożsamość.
- Moim problemem nie jest to, żeby coś wymyślić, tylko to, żeby ze swoimi inicjatywami przebić się przez swoisty medialny wulkan kłamstw na temat mojej prezydentury. Mój wybór z 2005 roku został przez znaczną część dysponującej mediami elity III RP uznany za "nieprawomocny" - i tak pozostaje do dziś. Przeciw tej walce znacznej części mediów z wszystkimi niemal istotnymi aspektami polityki, jaką staram się prowadzić, nie mam innego sposobu, jak tylko próbować docierać konsekwencją swoich działań do obywateli.
Kropla drąży skałę... Może w końcu wydrąży. Bardzo dziękuję panu prezydentowi za rozmowę.


całość:
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/new ... ej,1475450,


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 22 maja 2010, 20:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Komu bije dzwon?

Odpisując na komentarz Werwy pod moim ostatnim wpisem – napisałem:

„Ta nasza prawdziwa walka musi mieć odniesienie do ducha i właśnie na tej płaszczyźnie duchowej się w istocie toczy. Jeśli dziś zaplączemy się znów w polityczne gierki tracąc wymiar transcendentny, to już po nas. Tylko mocni wiarą możemy rzeczywiście zwyciężać z siłami ciemności. To nie partyjna nawalanka na którą znów czekają platformerskie wilczki lecz mężne stanięcie w prawdzie. Katastrofa Smoleńska zobowiązuje.”

Może te słowa zabrzmiały dla kogoś inaczej niż moje ostatnie, waleczne wpisy. Jednak muszę o tym powiedzieć niejako te wpisy uzupełniając. Jeśli odrzucimy wymiar transcendentny naszej polskiej sytuacji i tego co wynika ze Smoleńskiej Katastrofy, to będzie to dla nas dużo, dużo większa katastrofa…

Trwoga dokoła. To prawda – lecz nie cała. To brutalne obudzenie ze snu może stanie się dla nas wszystkich ratunkiem. Może zapomnieliśmy kim jesteśmy i czym jest Polska. Czym jest nasza wiara? Rozmieniliśmy się na drobne kalkulując, przeliczając, planując. Chociażby prozaiczny rachunek, czy po odjęciu z konta wakacyjnego wyjazdu do Egiptu, starczy nam jeszcze na drugie dziecko…

Syn w podstawówce zaliczający dodatkowe zajęcia z tenisa i dwa języki obce nie ma pojęcia gdzie zginął jego pradziadek. Skąd pochodził i dlaczego nie ma jego grobu.

Kolega w pracy ostrzegany przeze mnie przed skutkami wchłonięcia Polski przez Unię mówił, że dla niego nie ma żadnego znaczenia, czy jego córka będzie mieszkać i studiował w Polsce, czy w Hiszpanii. Nic zresztą dziwnego, skoro cała sowicie opłacana kampania pro unijna odbyła się pod hasłami: „będziesz mógł wyjechać, będziesz mógł pracować na Zachodzie”…

Tak więc czym jest ta Polska? Ta Polska za którą umierali rycerze, żołnierze i powstańcy w tysiącach miejsc o większości których nie mamy dziś pojęcia… Czy to wszystko już nie ma znaczenia?

Smoleńska Katastrofa uderza w stary, zaśniedziały dzwon. Dzwon wiary i patriotyzmu – miłości kochanej Ojczyzny. Pozwoliliśmy aby nam przyrdzewiał, może gdzieś został tam na Wschodzie – w którymś z opuszczonych, zrujnowanych kościołów Wołynia, czy Podola, może gdzieś na zapomnianej polskiej Litwie…? Może został wywieziony przez uchodzących na Zachód emigrantów? Zdeponowany tam w pozłacanym sejfie dobrobytu nie mógł doczekać się swoich dni? A może został zakopany przez niepodległościowych powstańców tuż przed tym, jak położyła ich zdradziecka kula? Jednak gdzieś tam był. Gdzieś przetrwał. Kiedy zadźwięczał, bezbłędnie rozpoznaliśmy jego dźwięk. To zadziwiające, że go jednak znaliśmy…

Kolega z pracy mieszka przy Rondzie Wiatraczna w Warszawie. Noc z soboty na niedzielę, tydzień po Smoleńskiej Katastrofie. Budzi się w nocy i widząc jakieś pulsujące światła, wychodzi na balkon. Ku swojemu zdziwieniu pod oknami widzi kolumnę samochodów. Policyjna obstawa, przy wolno przejeżdżającym karawanie. Cisza, żadnych ludzi na ulicach i tylko te policyjne, zimno migające niebieskie światła… Nic dziwnego – jest gdzieś po pierwszej, może drugiej w nocy… Kolega wpatruje się uważnie i po chwili poznaje – pod jego oknami przejeżdża kondukt z ciałem Prezydenta… No tak, ale skąd ta trumna właśnie tutaj? skąd o tej porze? Przecież jutro jest pogrzeb w Krakowie? Dlaczego przy Rondzie Wiatraczna?

Przychodzi olśnienie – przecież tuż obok – w szpitalu na Szaserów – leży obłożnie chora matka Prezydenta! Nie wiadomo, czy jest przytomna… Nie wiadomo, czy już wie… Ten przejazd, ten niespodziewany, niezapowiadany przejazd – tak więc to będzie ich ostatnie, ciche pożegnanie. Pożegnanie matki z synem…

Ciemna noc okrywa warszawską Pragę. Pojazdy w ciszy przesuwają się i za chwilę znikają. Jeszcze tylko to migoczące niebieskie światło… jak bezgłośny dzwon, który niewidzialna ręka wprawia cierpliwie w ruch…

Ktoś kiedyś powiedział, że w Warszawie ważne jest to czego nie widać… Tego zdarzenia nie wyłapały kamery, nie słyszałem, by mówiły o tym media…

I jeszcze ten przejmujący gest pilota wojskowej Casy podrywającej się z płyty Okęcia. Niektórzy myśleli, że pilotowi drgnęła ręka, bali się, że to jakiś problem z maszyną, że coś się zaraz stanie… My jednak możemy być pewni, że wprawna ręka polskiego pilota nie drga z byle powodu… (jak by to jakoś prosto wytłumaczyć braciom Rosjanom?). Pilot Casy bezbłędnie wykonał delikatny ruch sterami – zakołysał skrzydłami swojego transportowca żegnając Warszawę. Zrobił to w imieniu swojego Prezydenta. W telewizyjnej relacji nikt tego nie skomentował, chociaż gest był tak czytelny – Do widzenia Warszawo!

Możemy być pewni naszych pilotów, wszak tradycja zobowiązuje, chociażby ta z ostatniej wojny znad mgłą spowitej Anglii. To właśnie tacy, jak oni nie odpuszczali ani metra siedząc na ogonach bezradnie miotających się Messerschmittów…. Nie była to próżna ułańska fantazja, lecz śmiertelna walka z groźnym wrogiem. Stanęli odważnie do tej strasznej walki, której cena była ogromna. Tylko ci co przeżyli wiedzą, ile razy zabrzmiało wtedy w trzeszczących od zakłóceń słuchawkach to pozaregulaminowe i nagle urwane: „Jezu, Jezu!”… Można było ich zabić lecz nie dało się im odebrać honoru. Wtedy na pewno nie. Wiedział o tym stary Szkot, z którym kiedyś w Poznaniu wychylałem piwo: „Jakbyś w mojej miejscowości wszedł do pubu i powiedział, że jesteś Polakiem, to wszyscy chcieliby ci postawić kolejkę!”. W czasie wojny mieli tam polskich lotników. Wiedzieli, że tamci walczą jak lwy, że łatwo nie odpuszczają. Byli i są z tych swoich polskich lotników dumni… Czy słyszycie ten dzwon?

We wczorajszym programie „Warto rozmawiać” warto było posłuchać Ludwika Dorna. Stwierdził on, że na podstawie uzyskanych przez siebie informacji, jest praktycznie pewne, że premier Tusk poleciał do Smoleńska na spotkanie z premierem Putinem bez „zbrifowania”. Następnie wyjaśnił, co to konkretnie oznacza – mianowicie to, że premier naszego rządu poleciał tam po prostu nieprzygotowany. Nie spotkał się wcześniej z doradcami prawnymi, z wywiadem, z innymi służbami. Pojechał pochylić się nad poległymi, co jest bezsprzecznie słuszne. To czego nie można zrozumieć i zaakceptować, to fakt, że pojechał wysłuchać tego, co dla niego do przekazania ma Putin. Nie miał żadnych żądań. Nie był przygotowany do ich stawiania. Panie premierze, czy Pan również słyszy ten dzwon? Nie to nie dzwon – to przecież zwykły szkolny dzwonek. Wreszcie będzie można pokopać piłeczkę…

Panie Prezydencie – co z Pańską polityką wschodnią. Co z nieszczęsną Gruzją? Czy Pan wie, że Gruzini po Panu płaczą? Dziś rozmawiałem ze znajomą Gruzinką mieszkającą w Polsce – „Proszę pana, jak moja matka dowiedziała się, to mało zawału nie dostała – tak płakała, tak płakała…”. W przeciwieństwie do rządzącego Polską stronnictwa, ona nie ufa Rosjanom – Wyraża to w prostych słowach: „Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak to było z tą katastrofą, to musicie wybrać Jarosława…”

Jakże potrzebne jest nam dzisiaj to Zesłanie Ducha Świętego. Wokół wody powodzi, a tu ciągle mimo szlachetnych porywów – posucha w sercu i ten niezrozumiały, pojawiający się jakby bez powodu, cichaczem podpełzający niepokój…

Wczoraj w nocy napotkałem prowadzony przez policję konwój samochodów. Przede mną lśniące nowością maszyny litewskich strażaków. Przyjechali z Poniewieża ratować tonącą Polskę. To dodaje otuchy. Ale czy tacy Litwini rozumieją, że dziś nie chodzi już tylko o Polskę? Czy my również to rozumiemy i czy się wreszcie ruszymy? Czy na wieść o zbliżaniu się kulminacyjnej fali wyjdziemy jak gapie by bezmyślnie stać na zagrożonych wałach? Czy może jednak schylimy się, by podnieść nasz zwykły worek z piaskiem i położyć go prostym ruchem na ten wał. Póki na ten wał, na ten nasz polski szaniec nie będziemy musieli znów rzucić czegoś znacznie bardziej cennego…

http://fronda.pl/wieslaw/blog/komu_bije_dzwon


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 13 cze 2010, 11:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Szlachectwo piękna

Jako Polakom z tylu stron grożą nam różnego rodzaju niebezpieczeństwa, że już nie umiemy, a nawet boimy się patrzeć na siebie z życzliwością i sympatią. Wytykają nam miliony wad, tylko nieliczni nas bronią, a przecież jest w nas wiele dobra i piękna. „Żaden z narodów na świecie - pisał przed kilkudziesięciu laty Ignacy Jan Paderewski - nie może się poszczycić takim jak nasz bogactwem uczuć i nastrojów.
Na harfę narodu naciągnęła ręka Boża strun bezmiar cichych i rzewnych, potężnych i głośnych. Mamy i miękkość kochania, i dzielność czynu, i liryzm szeroką płynący falą, i siłę rycerską, waleczną; mamy i tęsknotę dziewiczą, i męską rozwagę, i smutek tragiczny starca, i lekkomyślną młodzieńczą wesołość. Może w tym tkwi czar nasz ujmujący, a może też to i wada wielka".

Rzeczywiście, bogactwo polskich uczuć i nastrojów jest niewyczerpane. Ono to sprawia, że pragniemy i zmienności, i jednorodności, że lubimy i rzeczy drobne, i wielkie. Trudno nam wpisać się na stałe w mentalność narodów powolnych, monotonnych i jednostajnych, albo wyłącznie szybkich, roztargnionych i drobiazgowych. Wymieszane są w nas cechy północne i południowe, zachodnie i wschodnie.

Taka różnorodność, ale uszlachetniona, prowadzić może do wspaniałych efektów. Widać to na przykład w muzyce Chopina. „Bo Chopin - mówił Paderewski - upiększał, uszlachetniał wszystko. On odkrył w głębi ziemi polskiej najdroższe kamienie, on z nich uczynił najcenniejsze skarbnicy naszej klejnoty. On, bodaj że najpierwszy, nadał chłopu polskiemu najponętniejsze szlachectwo, bo szlachectwo piękna. On wprowadził chłopa naszego w świat szeroki, wielki, na zamkowe, przepychem lśniące sale, on postawił go obok dumnego wojewody, obok sławnego wodza sielskiego postawił pastuszka, obok możnowładnej pani wydziedziczoną umieścił sierotę, on poeta, czarodziej, potężny z ducha monarcha zrównał wszystkie stany, nie tu na poziomie, na codziennego życia nizinach, lecz hen, wysoko na najwznioślejszych szczytach uczucia. Tak Polak słucha Chopina".

Ciągle potrzebujemy Chopina, potrzebujemy Moniuszki, potrzebujemy Paderewskiego. Nie po to, żeby się rozerwać czy poznać dawne dzieła sztuki. Potrzebujemy ich dlatego, żeby wprowadzić do naszej polskiej duszy harmonię i piękno, a szczególnie szlachetność, która często spoczywa ukryta gdzieś na dnie, zupełnie zapomniana. A przecież to ona jest najgłębszą istotą polskiej duszy. Choć tylekroć zasypywana była przez naszych wrogów, choć niekiedy spoczywała gdzieś głęboko pod twardą i plugawą skorupą, jaką wytwarzała obca nam cywilizacja, to jednak zawsze żarzyła się w nas i chciała wypłynąć na zewnątrz. Trzeba więc, żeby ludzie odnosili się do siebie szlachetnie, i by dom, szkoła, państwo promowały to, co szlachetne. Bo małość i egoizm to nie są cechy charakterystyczne dla prawdziwej polskiej duszy. Dlatego dziś, zdegustowani tym, co nas osacza, szukamy Polski w arcydziełach naszej kultury.

Piotr Jaroszyński

http://iskry.pl/index.php?option=com_co ... 1&Itemid=4


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 13 cze 2010, 11:44 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Dlatego tak jak my nasze Dzieci uczyliśmy Kredo Bełzy, teraz dopilnujmy, by One uczyły nasze Wnuki, być dumnym z miana Polki/Polaka!

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 01 lip 2010, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Żyjmy prawdziwą pełnią przeżywanych kolejnych dni...

Czas mija bardzo szybko. Życie mija bardzo szybko... Im jesteśmy starsi tym szybciej.

W czasach dzieciństwa i wczesnej młodości długim wydaje się z reguły jeden tydzień, miesiąc czy dwa to wieczność a już pełny rok to nieznana nieskończoność. W miarę jednak kolejnych "dziesiątek lat na karku" upływu czasu jednak tak naprawdę nie zauważamy. Często dostrzegamy go patrząc na dorastające nasze dzieci, które jeszcze niedawno bawiły się w piaskownicy, jeszcze niedawno je z czułością - by czasem nie przełamać - kąpaliśmy i ze wzruszeniem słuchaliśmy ich pierwszych słów... a teraz już studiują, mają własne rodziny, pracują, żyją w biegu... często niestety biegnąc obok życia, tracąc kolejne lata na zdobywanie rzeczy a nie na przeżywaniu życia każdego dnia...

Teraz znów mamy kolejne lato, kolejne wakacje. Dla wielu z nas to czas urlopów, wypoczynku. I nieraz jest tak, że nawet w takim okresie biegniemy przed siebie bez chwili zastanowienia i refleksji... refleksji nad tym Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, co jest ważne w życiu a co tak naprawdę tylko takim się wydaje lub zostało Nam wmówione i wykreowane. Może jednak nieraz warto się zatrzymać, spojrzeć w lustro, wyjść z siebie i spojrzeć na tę Swoją twarz niejako innymi, obcymi oczami... i zadać sobie pytania: Czy jestem takim jakim chciałem być w młodości? Czy piękne idee i ideały nie uciekły gdzieś w miarę poruszania się w tym, często brutalnym świecie? Czy nie zatraciliśmy własnego Ja? Czy tak naprawdę My to naprawdę My... Ja to naprawdę Ja, czy już raczej Ktoś Nam Obcy?...

Może warto wtedy pomyśleć co się z nami stało? Nami jako ludźmi, naszymi wartościami, ideami, marzeniami, naszym człowieczeństwem. Te chwile krótkiego oderwania się od codzienności, często stresującej i wysysającej z nas całe "jestestwo" (ku chwale i sukcesowi nie nas samych, ale często np. wielkich korporacji), codziennej troski o spłatę kolejnych rat kredytu i ciągłej walki o kolejne dobra materialne... nie powinny też być np. okresem właśnie owej refleksji i przypomnieniu sobie jak to niedawno było kiedy np. mówiliśmy sobie: Jeszcze tylko kilka miesięcy pracy po 20 godzin...Jeszcze tylko ten samochód i koniec... Ale koniec nie nastąpił.. bo trzeba przecież było go zmienić na lepszy...

Oczywiście można tak żyć i na łożu śmierci - leżąc na złotym łóżku i przykryty jedwabiami - rozejrzeć się wokół i z radością stwierdzić, że ten basen, ta posiadłość, ta fortuna na koncie... to spełnienie mojego życia. Można popatrzeć na te "kochające" Ciebie osoby otaczające Twoje łoże i z "troską" w głosie pytające: Jak się czujesz?... Masz wtedy setki telefonów od "przyjaciół"... (często jednak tak naprawdę to Ci wszyscy otaczają troską nie Ciebie a zawartość Twego testamentu...).

Często w takich chwilach jakże mogącym sprawić ból jest wymowa takiego np. dwuwersu:

"...Idąc krętą ścieżką swojego życia... wdepnąłem w kałużę...
Obejrzałem się... a za mną była pustka..."
(kj)

Nasze życie należy do nas i od nas zależy! – Zróbmy wszystko, aby wdepnięcie w tą kałużę nie następowało u kresu naszego życia, ale o wiele wcześniej... wcześniej na tyle, żebyśmy jeszcze zdążyli "...zostawić za sobą mądrości naszego życia ślad..." (kj) i dane nam było zaznać prawdziwego szczęścia...

Mi osobiście pomógł los (a może coś innego)... wdepnąłem w tą kałużę po same kolana nie "nad trumną" i stwierdziłem, że tak naprawdę "...szczęście to codzienne odczuwanie własnego istnienia..." , czyli takie życie, abym kładąc się do snu mógł stwierdzić: tak… dzisiaj żyłem, byłem, istniałem, coś zrobiłem dla siebie, dałem też komuś uśmiech, dobre słowo, gest, część siebie… no i po prostu myślałem (nie nad smakiem ostatnio zjedzonej grillowanej kiełbasy... oj nie...).

Niestety, gdy człowiek - jednostka, jest: "pozbawiona możliwości myślenia lub nie potrafi myśleć", gdy nie zastanawia się nad własnym sobą, losem świata i narodów... staje się bezwolnym, pustym komunikatorem racji innych. Przestaje być w ogóle Kimś, przestaje być dosłownie wart określenia: Homo Sapiens!. Zapamiętajmy, że gdy nie myślimy jesteśmy NIKIM... tylko rzeczą, przedmiotem - podobnie gdy żyjemy obok życia pędząc "do nieokreślonego przodu".

Ktoś kiedyś powiedział i napisał (nie pamiętam kto): "Dokądkolwiek byśmy nie szli, zawsze idziemy ku śmierci... a sztuką życia jest dostrzeżenie i pełne wykorzystanie tego krótkiego przebłysku rozświetlającego pośród bezkresnej ciemności niebo... podczas burzy, tuż przed grzmotem!"

A zastanawiając się cóż to znaczy "pełne wykorzystanie przebłysku" pamiętajmy o słowach: Jana Pawła II – "Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, ale kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to czym dzieli się z innymi", słowach E. Burke: "Wolność bez mądrości i cnoty? To jest zło największe z możliwych" oraz słowach Bł. J. Popiełuszki: ""Zło dobrem zwyciężaj".

http://krzysztofjaw.blogspot.com/2010/0 ... ztofjaw%29


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 sie 2010, 15:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Ks. prof. Czesław Bartnik

Ochoczy bieg za nicością

Pierwszy z proroków mniejszych w Izraelu, Ozeasz, żyjący w VIII w. przed Chrystusem karcił naród izraelski za zdradę Boga, za służenie bogom obcym, chciwość, deprawację moralną oraz szukanie oparcia i pomocy u państw pogańskich. Prorokował pesymistycznie, że król, kapłani i starsi ludu prowadzą go do upadku (Oz 5, 1-7), a "naród z upodobaniem biegnie za nicością" (Oz 5, 11). I zapowiedział, że jeśli się nie nawrócą, to Bóg wyleje na nich falę swego gniewu (Oz 5, 10). Istotnie, niezadługo nastąpił niszczący najazd Asyryjczyków. Trzeba dziś o tym mówić, bo Pismo Święte przedstawia dzieje Izraela jako prototyp historii każdego narodu.

Księga Rodzaju pisze, że na początku ziemia była bezładna i pusta (Rdz 1, 2), po starohebrajsku: "tohu wabohu", co pewien biblista przetłumaczył jako "męt i zamęt". Określenie to oddaje dobrze sytuację świata urządzonego bez Boga Stwórcy. I oto coraz lepiej widzimy, że naszą obecną sytuację w kraju, a także w Unii Europejskiej można określić krótko jako "męt i zamęt", przede wszystkim pod względem umysłowym i duchowym. Sytuacja jest dosyć dziwna: politycy, urzędnicy na Zachodzie chodzą z tęgimi minami, jakby stworzyli już rajski świat, rozumny i pełen szczęścia, świat obywający się bez religii. Tymczasem nie dostrzegają, że faktycznie tworzą tylko coraz większy "męt i zamęt". Odnosi się to, niestety, i do Polski.

Czciciele "mętu i zamętu"
Swawolę, walkę człowieka z człowiekiem we wszystkich dziedzinach, łamanie zasad moralnych, zabijanie słabych, realizowanie brutalnego egoizmu nazywa się wolnością i godnością człowieka.
Społeczny zamęt, rozbicie, utratę zmysłu wspólnoty, grabienie słabych przez mocnych, oszukiwanie na potęgę, panoszącą się pychę i niekompetencję władz i urzędów nazywa się "Rzecząpospolitą", i to jeszcze "Najjaśniejszą".
"Produkcję" ustaw i uchwał, często w formie zbytecznych bubli, służebne przyjmowanie praw i poleceń z Brukseli, cyrkowy charakter prac komisji sejmowych, np. komisji badającej tzw. aferę hazardową, określa się jako "nowoczesne prawodawstwo" i "państwo prawa".
I tak można by prezentować niemal wszystkie podstawowe elementy "nowoczesnego państwa". Ale, co gorsza, społeczeństwo karmi się coraz bardziej językowym i mentalnym "mętem i zamętem", jakby rezygnowało już z logiki i wnikliwości intelektualnej. Oto niektóre przykłady.
Weźmy hasło "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje". Jest ono słuszne tylko jako zasada życia społecznego, ale nie jako hasło wyborcze. Przecież "zgoda buduje" nie odnosi się do kontrkandydatów różnych partii i do ich programów, bo gdyby tak było, to trzeba by albo przedstawić tylko jednego kandydata, albo wybierać go przez losowanie, albo kierować się jedynie jego wyglądem.
Jeszcze raz nawiążę do hasła "Krzyż ma łączyć, a nie dzielić". Tu też może grozić zamęt. Krzyż łączy człowieka z Bogiem i łączy ze sobą innych ludzi, ale tylko wierzących w Niego lub szanujących Go. Nie łączy zaś wojującego ateisty lub wroga z czcicielem krzyża; nie łączy ludzi dobrej woli z bandami przestępców, jeśli się nie nawrócą; nie łączy dobra ze złem, bo wówczas krzyż byłby fałszywy. Toteż już starzec Symeon powiedział o krzyżu Jezusa, że podzieli on Żydów na wierzących w Niego i niewierzących, na czcicieli i prześladowców. Teologia potoczna musi być uściślana, bo grozi zamętem.
W Polsce widzieliśmy w 1960 r., jak krzyż Chrystusa łączył wielkie masy ludzi wierzących w Nowej Hucie, ale jednocześnie dzielił na wierzących i komunistów. Ludzie postawili krzyż na placu przeznaczonym pod budowę kościoła, ale władze po pewnym czasie go usunęły. Jednak ludzie bronili krzyża. Elementami "łączności" były zatem jedynie pałki milicji, armatki wodne i cele więzienne. Ta właśnie historia usuwania krzyża pokazuje brak logiki w wołaniu: "Usuńcie krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, bo dzieli ludzi". Kogo dzieli? Sami ludzie w obliczu krzyża dzielą się na wierzących i niewierzących, na miłujących krzyż i nienawidzących go. W Nowej Hucie trzeba byłoby wołać do czcicieli krzyża: "Zabierzcie ten krzyż, bo on nas podzieli... na bitych i bijących". I dziś panuje taki sam zamęt myślowy: nie są winni podziału bijący i lżący, tylko winien jest sam krzyż, że stoi i daje sposobność przestępcom do bicia jego czcicieli. Tymczasem diabeł nigdy się z krzyżem nie pojedna.
Weźmy jeszcze jeden przykład, najnowszy. Oto 15 sierpnia 2010 r. w Lourdes we Francji jakiś przestępca podał, że w czasie głównych uroczystości wybuchną bomby. Okazuje się, że i kult Matki Bożej w Lourdes dzieli Francuzów na Jej czcicieli i wrogów. Nasi przeciwnicy krzyża zapewne doradziliby Francuzom: "Zamknijcie Lourdes, bo ono was dzieli na wierzących i na bandziorów. Wtedy nie będzie awantur w postaci podkładania ładunków wybuchowych" (zresztą w Lourdes takich nie znaleziono).
Mętlik umysłowy - postmarksistowski i liberalistyczny - tak opanował nasze życie, że występuje niemal na każdym kroku, nie tylko w formie kłamstw dotyczących spraw politycznych i społecznych, ale także w postaci zwykłego braku logiki, czego się na ogół nie zauważa, bo tak dalece stał się on chlebem powszednim. Oto wybrane przykłady.
Prezydent powiedział, że Pałac Prezydencki jest świecki - czyli bez Boga, ateistyczny - i nie może przed nim stać ani krzyż, ani pomnik z krzyżem. Stanowisko to ostatnio wyraził jeszcze mocniej: "Państwo ma być świeckie, to będzie pożyteczne i dla Kościoła, i dla państwa". Istotnie, "państwo świeckie", pod przewodem nowego prezydenta, będzie pożyteczne dla Kościoła, bo Kościoła nie będzie na polskiej ziemi, gdy stanie się ateistyczna. Zapewne przeniesie się na jakieś inne ciało niebieskie, "bliżej nieba lepiej mu będzie". Jest to powtórzenie zdania wielkiego masona, twórcy konstytucji europejskiej, że Kościołowi będzie najlepiej, jeśli go w Europie nie będzie. Masoni i liberałowie chcą eutanazji Kościoła w Europie, a przede wszystkim w Polsce. Nasz prezydent ma im w tym służyć pomocą?
Pani minister zdrowia oznajmiła słodkim głosem, że wszystkie szczątki znalezione na miejscu katastrofy smoleńskiej zostały przebadane genetycznie i choć wkrótce przywieziono wielką trumnę ze szczątkami, które nie zostały zidentyfikowane, nie odwołała tego. Nie oskarżam jej o kłamstwo, ale chcę podkreślić, że taka już jest mentalność "mętu" w naszym rządzie. Jest w tym logika, tylko że nie intelektualna, lecz uczuciowa.
Sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa po niedoszłej farsie w Ossowie tłumaczył się energicznie, że to nie jest pomnik, lecz mogiła, choć przedtem w swoim piśmie używał słowa "pomnik". Taka jest ta pseudopolityczna logika.
Znane są też wypowiedzi pani minister zdrowia, która przyjmując do wiadomości informacje, że szpitale padają, a niektóre oddziały są już zamykane, pocieszała chorych np. na raka, nieraz czekających na leczenie przez rok, że nikt nie pozostanie w Polsce bez pomocy szpitalnej.
Inna ministerialna figura na pytanie, czy zmiany w Karcie nauczyciela nie oznaczają zmniejszenia budżetu dla szkolnictwa, daje salomonową odpowiedź, że nie będzie obniżenia budżetu, tylko zmniejszenie kosztów edukacji, tak że państwo mniej na nią wyda. I nie będzie "oszczędzania", tylko "optymalizacja wydatków", czyli lepsi nauczyciele zarobią więcej niż teraz, a gorsi zarobią mniej.
Prezydent i rząd "odpartyjnił" Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, obsadzając ją w całości ludźmi z PO i SLD, nie dopuszczając nikogo z PiS. Tak marksizm i liberalizm znieprawiły umysły.
Te same środowiska odpowiedzialne są za tzw. przełom w stosunkach z Rosją, który tak naprawdę podporządkowuje Polskę interesom Rosji, choćby i w sprawie smoleńskiej.
Podobnie PO ciągle utrzymuje, że kieruje się miłością polityczną, choć bez reszty nienawidzi tych, którzy nie chcą jej służyć.
TVN podał (21 sierpnia br.), że rozmowy między Palestyńczykami a Izraelem zerwali Palestyńczycy, kiedy Izraelczycy ich zaatakowali. A zatem winni zerwania rozmów są Palestyńczycy, a nie Izraelczycy. Takich i podobnych przykładów są tysiące.
Co się stało ze znaczną częścią polskiej inteligencji? Jeśli chodzi o media, to smutkiem napawa fakt, że coraz mniej w nich widać i słychać dziennikarzy inteligentnych, obiektywnych i krytycznych. Może liberalizm każe czcić już "męt i zamęt" intelektualny i duchowy?

Sprawa pomnika w Ossowie
Mętna jest też koncepcja pomnika żołnierzy Armii Czerwonej w Ossowie. Niedługo po katastrofie smoleńskiej marszałek Sejmu, uważając, że zniknęła "przeszkoda" w ociepleniu stosunków Polski z Rosją, zaproponował uhonorować jakiś grób krasnoarmiejców i zlecił to zadanie Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Wybór padł na Ossów, gdzie już była mogiła 22 Sowietów poległych w napaści na Warszawę w 1920 r., a więc odpowiednio niejako "męczenników braterskich". Prosty, nieoświecony, ksenofobiczny lud polski dbał wprawdzie o ten grób. Oznaczył go, od czasu do czasu zapalał świece i składał jakiś kwiat, bo "to byli ludzie", ale światłogród postanowił pokazać, że nie byli to bezbożni napastnicy, tylko męczennicy wykonujący rozkazy przełożonych. Toteż sekretarz generalny Rady dr Andrzej Kunert doprowadził do realizacji tego pomnika w postaci obelisku z krzyżem prawosławnym na dole, z dwiema tablicami kamiennymi i 22 bagnetami. 14 sierpnia miało odbyć się uroczyste odsłonięcie, razem z delegacją rosyjską, ale "ciemny, po staremu patriotyczny i katolicki" lud polski do tego nie dopuścił.
Zanalizujmy pokrótce treść i wymowę tego obiektu. Najpierw ciśnie się na usta pytanie, dlaczego w ogóle stawiać pomnik napastnikom dążącym do zabicia nowo odrodzonej Polski i wiary katolickiej?
O mało Armia Czerwona nie zajęła Warszawy i byłoby po Polsce i po Kościele, jak w Rosji. Ktoś odpowie, że krasnoarmiejcy wykonywali tylko rozkazy, ale to były zwyczajne, dobre chłopy. Jeśli tylko wykonywali rozkazy bez wewnętrznego zaangażowania, to można by postawić pomnik także Heinrichowi Himmlerowi, który doprowadził do zagłady Żydów przecież na rozkaz Adolfa Hitlera. Taki pomnik służyłby pojednaniu żydowsko-niemieckiemu? Krasnoarmiejcami dowodził Michaił Tuchaczewski i też był zapewne niewinny, bo słuchał Lenina i było mu przykro, że musiał mordować Polaków i za niecały rok także tysiące rosyjskich marynarzy i chłopów, uczestniczących w antybolszewickim powstaniu kronsztadzkim. A może to byli prywatnie wierzący, a ateiści tylko państwowo, jak to jest dzisiaj w Europie?
A jak tłumaczyć owe 22 bagnety? Może to oznaczać nawiązanie do tego, że w drodze do Polski zabijali bagnetami. Na bagnetach bolszewicy niewątpliwie nieśli niewolę Polakom, zwłaszcza katolikom. Bagnetami rewolucjoniści zamordowali także ok. 300 rosyjskich biskupów i tysiące popów. Może dlatego diabeł podsunął myśl, żeby umieścić i krzyż? Dlaczego liberalny światłogród namalowanie na płytach czerwonej gwiazdy uznał za zbeszczeszczenie, przecież to było ich godło? Wszędzie ten sam mętlik intelektualny. Gdyby ktoś na mogile polskiego żołnierza namalował orła białego, to też byłoby zbeszczeszczenie? Krasnoarmiejcy mają wszędzie na swych grobach tylko kamień z napisem, więc tutaj chodziło może o pokazanie, że to religie: katolicyzm i prawosławie, są źródłem wojen, podczas gdy ateizm jest podstawą pokoju między narodami, jak uczy UE?
Ksiądz mjr Ignacy Skorupka popełnił wielkie przestępstwo według dzisiejszych mędrców, bo, po pierwsze, jako ksiądz wmieszał się w politykę, i to jeszcze w bitwę, na czele gimnazjalistów, a po drugie - naruszył świeckość państwa, niosąc krzyż, który dzielił na Polaków i bolszewików, zamiast łączyć.
A może cały ten pomnik w Ossowie - zresztą później i tak zostanie odsłonięty siłą, taka jest już uroda naszych obecnych władz - miał być ekspiacją za to, że według współczesnych Rosjan Polacy wymordowali po 1920 r. dziesiątki tysięcy jeńców sowieckich w obozach; podobno sam Józef Piłsudski miał szablą ścinać głowy wielu z nich. I tak za poprawę stosunków biorą się amatorzy i naiwniacy. Przecież po 20 sierpnia br. część prasy rosyjskiej zaatakowała Polskę i prezydenta za to, że obchodziliśmy rocznicę zwycięstwa nad Armią Czerwoną, niwecząc atmosferę sympatii po Smoleńsku. Nie wiadomo, jak wytłumaczyć, że 15 sierpnia w apelu przed Grobem Nieznanego Żołnierza nie zostali wywołani generałowie katyńskiego lotu. Może dlatego, żeby nie drażnić Rosjan albo żeby nie wymieniać generałów duchownych, którzy "wmieszali się" w politykę? Takiego mętliku w umysłowości Polaków chyba jeszcze nigdy nie było. Co robi z nas obłędna ideologia liberalistyczna?

Dalszy zamęt po katastrofie smoleńskiej
Trzeba jeszcze raz powrócić do sprawy katastrofy smoleńskiej. Śledztwo w jej sprawie natrafia na coraz większe trudności subiektywne, zwłaszcza ze strony rosyjskiej, jakby zresztą obie strony, rosyjska i polska, sprawę tę bardzo lekceważyły albo miały niespokojne sumienia. Pojawiają się wypowiedzi, że postępu nie będzie w ogóle. Kładzie się to wielkim cieniem na całe życie polskiego Narodu. Trzeba oddać wielki szacunek panu posłowi Antoniemu Macierewiczowi, Parlamentarnemu Zespołowi ds. Wyjaśnienia Katastrofy Smoleńskiej, przewodniczącemu polskiej komisji badającej katastrofę smoleńską, który jest dziwnie bojkotowany przez rząd, przez PO i SLD, i wygląda na to, że żaden z jego wniosków do rządu i do prokuratury nie zostanie poważnie potraktowany. Mamy bowiem wyższy typ demokracji, "demokracji tylko dla jednej partii". Po wyborach prezydenckich stało się coś niesamowitego. Oto katastrofa okazała się tak korzystna dla PO, że partia ta podjęła totalną walkę nie tylko z Kaczyńskimi i PiS, ale także z "Solidarnością". Z tą ostatnią dlatego, że w wyborach prezydenckich opowiedziała się po stronie Jarosława Kaczyńskiego. "Solidarność" i PiS są oskarżane, że grają katastrofą smoleńską i krzyżem, a ideowo, że są nacjonalistyczne, zacofane i religianckie i że hamują nasz rozwój w kraju oraz w łonie UE. Teraz Platforma chce je po prostu zniszczyć prawnie, gospodarczo, propagandowo i moralnie. Niektóre gazety atakują już "Solidarność" i PiS niemal na wzór ataków ze stanu wojennego. Członków PiS zabroniono też przyjmować do Rady IPN, choć mogą tam być ludzie z PO i SLD. Do niektórych dysput gospodarczych w mediach nie są już dopuszczani ludzie z "Solidarności", tylko z OPZZ. Przed wyborami samorządowymi PO chce naciskać na biskupów i proboszczów, by nie popierali PiS i "Solidarności", które w rezultacie mają zostać politycznie i społecznie niejako internowane. Może jednak z czasem katolicy zorientują się, kogo wybrali.

Ku PRL Minus
Na Zachodzie udało się wrogom chrześcijaństwa bardzo osłabić życie religijne, wprowadzając jednak na to miejsce magię, czary, spirytyzm, okultyzm, satanizm, wróżbiarstwo. To mają być rzeczy godne XXI wieku! Coś podobnego zaczyna się i u nas. Choćby takie wróżenie. Możesz, człowieku, zadzwonić wieczorem do jednej ze stacji telewizyjnych, zapłacić i dowiedzieć się, co cię czeka jutro, za miesiąc, za rok, za 10 lat. Oczywiście, żywa wiara jest już wszędzie zwalczana jako "fundamentalizm katolicki", lub nawet "oszołomstwo", co się przypisuje np. obrońcom krzyża sprzeciwiającym się programowemu ateizmowi.
Atak na krzyż przed Pałacem Prezydenckim, niezależnie, czy traktowany jako "pamiątkowy" czy "polityczny", okazał się atakiem na krzyż rzeczywisty, na krzyż Chrystusa, co wyraził prezydent, argumentując, że Pałac i Polska muszą być świeckie, czyli ateistyczne. Ta wypowiedź zawiera w sobie również ten sens, że żaden inny krzyż nie może tam stanąć. Prezydenta poparła cała masa wrogów religii, zwłaszcza katolicyzmu. W sposób szczególny ujawniła się - z błogosławieństwem władz Warszawy - masa zdziczałej młodzieży, wychowanej przez marksizm, socjalizm, liberałów i satanistów, co to nie wierzą w Boga, ale wierzą w szatana. Wszyscy wykazali zgodnie wielką pogardę dla religii, krzyża, no i dla Polski. Dziwne, że było i ciągle jest tylu niezorientowanych katolików, którzy sądzą, że tu chodzi tylko o przeniesienie krzyża "politycznego". Przecież przywódca nowych "Tatarów" Dominik Taras wyraził to samo, co prezydent: "Chcemy żyć w państwie świeckim, a nie religijnym, nie toruńskim". Tak samo inżynierowie ateizmu unijnego chcą absolutnie zniszczyć polski Kościół, zaczynając od oderwania go od ludu i Narodu, bo wówczas rozpłynie się w powietrzu jak mgła poranna w słońcu.
Leszek Miller stwierdził, że w akcji antykrzyżowej "państwo musi być skuteczne". Podobnie mówiło i mówi wiele innych osób. Trzeba im jednak przypomnieć, że najlepsi pod tym względem, bo najskuteczniejsi, byli: Hitler, Stalin, Bierut, Pol Pot, funkcjonariusze NKWD, UB - kulą w łeb lub zakwaterowanie w obozie na resocjalizację. W podobnym duchu PO chce, by krzyż usunęli w imię ateizmu państwa albo duchowni, albo Kaczyński, żeby odium ludzi za zdradę krzyża padło nie na rząd, ale na wierzących w krzyż. To jest takie bolszewickie: w Związku Sowieckim często kazano samemu księdzu zamykać kościół, żeby nie było na nich.
Taka bolszewicka mentalność ożyła, niestety, i u nas. Oto niektórzy policjanci usuwający wiernych spod krzyża 14 sierpnia mówili, jakoby niektórzy wierni chcieli, by ich siłą usuwać po to, by mogli zaistnieć w telewizji; jakoby byli niekulturalni, no i jakoby ukrywał się wśród nich jakiś przestępca i niektórzy chcieli posłużyć się środkami wybuchowymi podczas pochodu wojska. Podobnie Gomułka wołał w 1960 r. po obronie krzyża w Nowej Hucie, że byli to "chuligani, staruszki i kryminaliści". Kto dziś kształtuje takich ludzi w naszym kraju?
Wielu ludzi łagodnych powiada, żeby z tą obroną krzyża ustąpić. Ale oni nie rozumieją psychologii ateistów publicznych. Owe zdziczałe masy hołubione przez ateizujące państwa i partie zachowują się jak szantażyści: za pierwszym razem dasz im tysiąc złotych, następnym razem będziesz musiał dać sto tysięcy. Inaczej mówiąc, trzeba będzie ateizować całe państwo we wszystkich dziedzinach. Widzimy choćby, czego już żąda SLD hołubiony przez PO, chcący przywrócić PRL, gorszy niż za Gierka. Niektórzy też powiadają, że PO gra sprawą krzyża, żeby zasłonić inne poważne problemy, więc nie mamy co kontynuować obrony. Ale obawiam się, że liberalni neofici i ateiści polityczni zachowują się bardzo podobnie do marksistów: mogą zawalić wszystko, mogą umierać z głodu, ale będą bronić dogmatu ateizmu państwowego, bo to ich nowa religia.
Dostrzegamy też coraz lepiej, czego chcą ateistyczni misjonarze unijni. Oto mały przykład z Lublina. Według relacji naocznych świadków 19 sierpnia 2010 r. przybył do Lublina francuski pantomimiczny Cirque Baroque. Z jakim przyszedł przesłaniem do katolickiego kraju? Ano z atakiem na Kościół katolicki, na Polskę, na małżeństwo, na etykę chrześcijańską. Było też szydzenie z Mszy Świętej, ukazywanie rozwiązłości seksualnej księży, magia, satanizm. Wszystkim wolno poniewierać katolikami i Polakami, tylko nam nie wolno się bronić. Nie wolno nam też bronić krzyża, bo to fundamentalizm i oszołomstwo.

Pod rozwagę
Nie chcę być Ozeaszem, ale sytuacja w Polsce staje się bardzo trudna we wszystkich dziedzinach i atmosfera duchowa robi się coraz cięższa. Przy tym i wielu z nas religię traktuje niemal tylko jako zwyczaj i folklor, nie jako żywą strukturę człowieczeństwa i egzystencji. Trzeba się nam społecznie odrodzić, tylko wtedy obronimy się i odrodzimy Kościół i Polskę - w duchu Bożym. Państwo musi być z Bogiem; bez Boga i bez mądrego i moralnego państwa będziemy za słabi.
A co z krzyżem pamięci? Myślę, że byłoby najlepiej, gdyby pan prezydent odwołał motywowanie usunięcia krzyża ateizmem państwowym, a jeśli nie, to niech wyrazi jasno zgodę na wzniesienie tam jakiegoś pomnika z krzyżem. W przeciwnym razie będzie to falstart prezydentury i nie będzie dla niej błogosławieństwa Bożego. Bez Boga bowiem także w życiu politycznym będzie tylko "ochoczy bieg ku nicości" (Oz 5, 11).

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my61.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 29 sie 2010, 15:34 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
i pomysleć,ze dramat wokół Krzyza wywołał człowiek z wyksztaceniem historyka,
by nie było zadnych wątpliwosci PISzę majac na mysli Bronisława-Marię Komorowskiego,
harcerza,z czasow czerwonego harcerstwa.......
a
drugi rowniez historyk,bedący jego wsparciem,mowił jeszcze nie tak dawno,ze polskość to nienormalnosc
pieknie przypomniała TO dawnym "solidarnosciowcom" Pani Anna,Matka Solidarności"
w wywiadzie pod PRAD,Jej słowa juz zza GROBU brzmią,niczym DZWON
ku przestrodze........


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 04 wrz 2010, 17:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Republika empatii i solidarności: nie zabierać zboża ubogim

Republika oparta na empatii wciela ideał władcy: wspaniałego w dobroci, prawych obyczajów, który jawi się „wdowom jako mąż, sierotom jako ojciec, potrzebującym i ubogim jako nieprzekupny obrońca” (przeł. B. Kürbis). Jeśli nie ma króla o tych cechach, muszą te wartości być zagwarantowane w systemie prawnym i szanowanych obyczajach.
Świadomość tego towarzyszy nam od początku refleksji nad państwem i narodem. Przywołany wyżej wzorzec władcy otrzymał Mieszko II w liście od księżnej Matyldy w 1025 roku. Zacytowany zaś w nagłówku zakaz był częścią uchwały podjętej na państwowym wiecu książęcym Kazimierza Sprawiedliwego, sytuowanym przez Długosza w Łęczycy (1180). Najstarszym źródłem wiedzy o tym stanowisku Kościoła była Kronika biskupa Wincentego (†1223):

Miał ten naród od prawieku uświęcone i jakby mocą zwyczaju przyjęte prawo, że każdy wielmoża wyruszający dokądkolwiek z orszakiem, przemocą zabierał ubogim nie tylko plewy, siano, słomę, lecz nawet zboże po włamaniu się do stodół i chat, i porzucał koniom, nie tyle na pożywienie, ile na stratowanie. (IV, 9)

Tak jak w sprawach religijnych, i to stanowisko jest przedstawione jako dojrzały sprzeciw wobec dawnych niegodziwych zwyczajów, ustępujących dzięki nowej wierze i nowemu prawu. Wincenty czerpie wiarę w siłę tego prawa z faktu, że uchwaliło je ośmiu biskupów - osiem bowiem jest pierwszą liczbą parzystą powstałą z trzykrotnego pomnożenia przez siebie liczby parzystej, a także liczbą błogosławieństw. Dzięki temu „ustawy powinny być dobre”, „ci zaś, którzy je szanują, będą błogosławieni”. Nie wiemy, jak to wyglądało w Łęczycy, więc posłużmy się nowszym zdjęciem z podobnej okoliczności.

Przypomnijmy pełne brzmienie przywołanego już postulatu z tamtych dawnych uzgodnień (te nowsze sprzed lat 30 wszyscy wszak dobrze znają):

Wszyscy więc jednogłośnie oświadczają: »Kto zabrałby zboże ubogim bądź gwałtem, bądź jakimkolwiek podstępem, lub kazałby zabierać, niech będzie wyklęty.«


Groźba wyklęcia ze wspólnoty (anatema) była formą zaprzysiężenia umowy, regulującej stosunki polityczne między episkopatem a obozem możnowładczym, a w szerszym kontekście - między papiestwem a państwem polskim. Potwierdzała to bulla Aleksandra III adresowana do księcia Kazimierza (Sprawiedliwego), określająca układ jako słuszne postanowienie władcy, już wprowadzone w życie: „zwyczaj ten [łupienia ubogich przez magnatów] wykorzeniłeś za radą duchownych i świeckich”.(Średniowiecze. Korzenie, rozdz. 7, s. 106)

Doniosłe umowy i prawa są fundamentem wspólnot i konstrukcyjną osnową całej wznoszonej budowli. Umowy i prawa eliminujące niesprawiedliwość nadają moralną wartościowość doświadczeniu wspólnoty, dzięki niej ono staje się dorobkiem cywilizacyjnym. Dlatego nie przeżyją wspólnoty pozbawione trwałości idei, wokół których się skupiły. Żywotności idei służą instytucje.

Ich cywilizacyjny wymiar polega na zdolności harmonizowania różnych interesów grupowych i subkulturowych. Jeśli państwo nie gwarantuje tej harmonii, nie spełnia swojej roli i upada. Tę pożądaną harmonię nazwano 30 lat temu Solidarnością. Na rocznicowym spotkaniu 30 sierpnia 2010 takie padły na jej temat słowa:

“Solidarność” była ruchem republikańskim. To była w tych dawnych czasach republikańskość specyficzna, skupiona wokół zakładu pracy, skupiona na solidarności między zakładami, między zawodami, między grupami społecznymi.

Jeśli mówimy o wspólnocie, o solidarności, która ją spaja, to musimy iść ku temu, co tę solidarność buduje. A tym czymś jest empatia, umiejętność wczucia się w sytuację innego człowieka, także tego, któremu jest gorzej.


“Solidarność” była wielkim buntem przeciwko społecznej niesprawiedliwości, przeciwko często haniebnemu traktowaniu pracy i pracowników.

Musimy sobie jasno powiedzieć, że pomyślność narodów wyrasta z pracy, że praca nie jest czymś, co można traktować jako koszt, który należy redukować.


Musimy pamiętać o tym, że prawa pracownicze, umowa o pracę, ubezpieczenia, prawa wolnych związków zawodowych są taką samą częścią naszej cywilizacji, jak np. spółka akcyjna czy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jak akcja, giełda - instytucje, które zdołały stworzyć współczesny kapitalizm i gigantyczny sukces gospodarczy ludzkości w ciągu ostatnich dwóch wieków. Że to jest całość naszej cywilizacji, że kto podnosi rękę na tę instytucję, ten kopie grób tej całości, na którą składa się demokracja, wolny rynek i właśnie prawa pracownicze.

Bloger Kuszaba skonkretyzował to u Krzysztofa Kłopotowskiego następująco:

Tymczasem to co mówił pan Jarosław to nie jest jakaś demagogia i zawiść w stosunku do bogatych tylko tak nakazuje czynić zdrowy rozsądek i takie są prawa ekonomii. Jeśli chce się mieć bogaty kraj to trzeba ludziom, pracownikom płacić uczciwie i dzielić się wypracowanym dobrem.
W praktyce zatem - dodajmy - chodzi o to, co ilustrują zmiany z 15-miesięcznego okresu rządów koalicji wokół PIS. W 2007 roku 6,6 proc. osób żyło poniżej minimum egzystencji, podczas gdy w roku 2005, kiedy PIS zaczynał rządy, było ich 12 procent.
Można nawet mieć gdzieś całą empatię i myśleć tylko jak komputer ale wynik ekonomiczny będzie cały czas do przewidzenia, jak w matematyce.


Empatia zasługuje jednak na dowartościowanie historyczne, jeśli nie jest rozumiana jako źródło doraźnej gestykulacji charytatywnej, ale nadaje kierunek długofalowym działaniom, obliczonym na likwidację przyczyn ubóstwa. Jądrem tego empatycznego wkładu do republikańskiej idei jest Sprawiedliwość. Również tutaj jej źródła odnajdujemy u ojca naszej narodowej historiografii, biskupa Wincentego:

Sprawiedliwość jest tym, co najbardziej sprzyja najsłabszemu (Et dicta est iustitia quae plurimum prodest ei qui minimum potest, Wincenty I 5).

Jerzy Mańkowski (2000) udowodnił, że owa maksyma zapożyczona została z komentarza, jakim późnoantyczny tłumacz Chalcidius opatrzył swój łaciński przekład Platonowego dialogu Timajos. Kwestię sprawiedliwości podobnie ujmował Policraticus(1159) Jana z Salisbury (†1180).

Poszanowanie sprawiedliwości jako szczególnego traktowania najsłabszych trudno pomyśleć bez ludzkiej empatii. Jeśli jej brak w państwie – u jego obywateli i w jego instytucjach – nie przechodzi to nie zauważone i nie pozostaje to bez następstw w jakości życia i ocenie perspektyw.

Mówił o tym kolejny wielki polski myśliciel, Stanisław ze Skarbimierza, czynny przy odnowie Uniwersytetu Krakowskiego (1400):

Zwiastunem rozkładu królestwa jest stygnięcie uczuć wzajemnych

Ważne w omawianym przemówieniu na rocznicowym zjeździe „Solidarności” było odwołanie się do dwu filarów, na których spoczywa tympanon poważnej republiki: moralnego i instytucjonalnego. Dobrze, że w polskiej polityce jest ktoś mający tę świadomość. Byłoby to niefortunne, gdyby te słowa zostały zagłuszone chrzęstem zgrzytających zębów.

A. Dąbrówka

http://dabrowka.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 09 wrz 2010, 17:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Szaleństwo patrioty. List do Przyjaciela

„Piszesz mi Przyjacielu, o Ojczyźnie, o traceniu suwerenności, o walce z Krzyżem, o zadowolonych twarzach dzierżących władzę i bezradnym smutku w oczach, tych którzy wiedzą i nie rozumieją. Piszesz o bezmyślności ludzi zwiedzionych fałszywą demokracją i o nadziei. Cieszę się, że w czasach bez idei, bez wiary i bez celu, znalazłeś bliskich sobie, z którymi możesz podzielić się myślą, co o przyszłość zatroskana. Piszesz mi o Waszych działaniach, że chcecie przywrócić sens zwykłym pojęciom, że w epoce zakłamania znaczeń chcecie pokazać, że patriotyzm, wiara, prawda to nie wstyd. A tak, rzeczywiście, Ty Przyjacielu używasz tego śmiesznego nowomodnego słowa: „obciach”. Prosiłeś, żebym napisał coś o ludziach, którzy w swojej epoce byli „obciachowi”, potępiani za przywiązanie do tradycji, za odrzucenie obowiązujących, często obcych nam mód, o ludziach którzy nie bali się walczyć o prawdę. Prosiłeś, żebym napisał coś o Rejtanie, pośle ziemi nowogródzkiej Tadeuszu Rejtanie.

Wybacz Przyjacielu: nie mogę. Chcesz, napiszę Ci coś o „obciachowych” Powstańcach, którzy mroźnego stycznia roku Pańskiego 1863 poszli walczyć z Moskalami bez nadziei na zwycięstwo, a poszli dlatego, że wzywała ich miłość Ojczyzny (wiem, to też obciachowe pojęcie) i śmieszne przekonanie, że tak trzeba. Albo o Traugutcie, którzy rzucił szarżę pułkownikowską w rosyjskiej armii i poszedł drogą, której kres był na stokach Cytadeli, na sznurze konopnym. Zawisnąć na szubienicy: obciach dla szlachcica straszliwy! I to w imię czego? Nieistniejącej Rzeczpospolitej Trojga Narodów! Albo napiszę Ci o legionistach z Pierwszej Brygady, którzy wbrew opinii publicznej, wiernie trwali przy Piłsudskim, od 30 lat nieprzerwanie goniącym za mrzonką Niepodległej, i który nie tylko był terrorystą, ale nie był nawet hrabią – cóż za „obciach”!. Albo o żołnierzach II Korpusu, którzy w nawale niemieckiego ognia pięli się na montekassyńską skałę w naiwnej wierze, że ich ofiara wzruszy pragmatycznych aliantów i ci zgodzą się na wolną Polskę. Cóż za „obciach” nie wiedzieć, że to nie honor i wierność danemu słowu naprawdę liczą się w polityce, a zasada „pacta sunt servanda” nie tylko w martwym języku jest sformułowana, ale sama martwą już jest. Napiszę Ci co zechcesz, ale nie o pośle nowogródzkim Tadeuszu Rejtanie.

Domyślam się: chciałbyś wiedzieć dlaczego? Ponieważ się boję. Rozumiem powstańców styczniowych, rozumiem legionistów z Pierwszej Brygady i żołnierzy Września i Powstańców Warszawy. Ofiarę z życia rozumiem. Jesteśmy wszak tylko jego depozytariuszami. Wszyscy przecież umrzemy, choć nie wszyscy będą mogli powiedzieć, że naprawdę żyli (uśmiechasz się, ale wiesz że lubię ten film). Oddać życie: nawet te słowa wywołują wrażenie czynności naturalnej i oczywistej. Lecz Rejtanowi nie było dane oddać życie. On z miłości do Polski postradał zmysły. Stracił (nie oddał!) coś, co czyni z nas niepowtarzalne indywidualności. Jak trzeba kochać, by wraz z utratą ukochanej utracić również rozum?! Jak można tak kochać Ojczyznę? I wiesz, Przyjacielu: zadaję sobie pytanie dlaczego potem, po bezskutecznym swym i patetycznym geście (nie, nie użyję tego słowa!), odepchnięty od drzwi sali Rejtan nie chwycił za broń? Przecież walczyć umiał i miał odwagę, on konfederata i barżanin! I boję się, że wiem. Że wiem, w którym momencie Rejtan zrozumiał, że wszystko stracone, że Ojczyzna upadła i nie ma dla Niej ratunku; że żadna walka, żadna ofiara tu nic nie pomoże. I wtedy właśnie popadł w szaleństwo. Myślę, że był to moment, gdy spojrzał w oczy Najjaśniejszego Pana Stanisława Augusta Poniatowskiego z Bożej Łaski Króla Polski, Wielkiego Księcia Litewskiego, Ruskiego, Pruskiego, Mazowieckiego etc.. Spojrzał i zobaczył w nich wyłącznie chciwość, cynizm, fałsz, obłudę i zdradę. I spojrzał potem Rejtan na innych dostojników Rzeczypospolitej, senatorów, biskupów i posłów i zobaczył to samo. I więcej jeszcze: zobaczył zupełną obojętność na los Polski. I zrozumiał, że jeśli Matkę sprzedają jej własne dzieci, to jest to prawdziwy finis Poloniae.

Wiesz Przyjacielu, że nie oglądam telewizji? Pozbyłem się z domu odbiornika trzy lata temu. Bałem się, że zobaczę w nim to, co niegdyś zobaczył bene natus Tadeusz Rejtan poseł ziemi nowogródzkiej.

Pozdrawiam Cię z serca życząc powodzenia”

http://entia.non.sunt.multiplicanda.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 07 paź 2010, 08:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Centrum jako środek stada

Tak zwany elektorat centrowy pełni obecnie w polityce rolę dzika kaledońskiego, na którego polowali najsławniejsi herosi starożytnej mitologii. Z jedną tylko różnicą – mitycznego dzika wystarczyło ubić raz, a na wyborców centrum trzeba polować w każdych wyborach. Ta konieczność wynika z faktu, że umiarkowanie w poglądach przestało być dominującą cechą tego elektoratu. Owszem, polityczni myśliwi ze wszystkich niemal partii pochlebiają centrum, że to niby sól ziemi, królestwo konsensusu i życiodajnego kompromisu, ale to już dawno nieprawda. Umiarkowanie, jak każda cecha zakłada bowiem jednak pewną stałość w poglądach, tego zaś można ze świecą szukać w tej grupie. Dlatego nie jest też prawdą, jakoby centrum skupiało ludzi umiarkowanych. Owszem, stałość chorągiewki na wietrze dmącym z jednego kierunku - jeśli taką hiperbolę logiczną dopuścimy - ma tu faktyczne zastosowanie.

Bo dzisiejsze centrum to jest produkt epoki mediów masowych i występuje tylko w masie, jako papka lub magma. W każdym razie jest to substancja, która przelewa się bezwładnie i stosownie do aktualnego przechyłu. Politycy zresztą mają walny udział w powstaniu tego stadnego elektoratu, gdyż to ich przyzwolenie na bicie piany i robienie wody z mózgów dało wreszcie efekt. Oni także bronią specyficznego statusu, który nadali temu „głównemu nurtowi”, a który ma być antidotum na ekstremizmy; jest rzekomo doskonale obojętny wobec lewicy, jak i prawicy i w ogóle uosobieniem cywilizacji w polityce.

Aklamacja jako najwyższa forma demokracji

Co więcej, tak podatne na manipulację centrum pod względem użyteczności pozwala omijać demokratyczne procedury, które przecież jeszcze niedawno były świętością. Podczas ubiegłorocznego kongresu Europejskiej Partii Ludowej (w tej frakcji jest PO) w Warszawie doszło do kilku znamiennych wypowiedzi. Wybitni politycy z tego ugrupowania, w tym polscy, jak jeden mąż oświadczali, że należy uniknąć głosowania w sprawie zgłoszenia kandydatury Jerzego Buzka na szefa PE. Uzasadniano to stanowisko kuriozalnie: głosowanie może stworzyć podziały we frakcji. Narzuca się pytanie:Co za diabeł wstąpił w niepokalaną dotąd instytucję tajnego głosowania, że stała się dla polityków ostatecznością? A przecież tajne głosowanie to jeden z fundamentów demokracji.

Podczas wyboru szefa unijnej dyplomacji, część krajów, w tym Polska, została po prostu przyparta do muru – zgodziliśmy się poprzeć panią Ashton, aby nie tworzyć podziałów w UE i nie podważać autorytetu przyszłego szefa unijnej dyplomacji. Proszę zwrócić uwagę, jakie tu jest cudne demokratyczne przesłanie – gdy ktoś jest wybrany większością w głosowaniu, to tworzą się podziały i podważa się jego autorytet. Czy to nie jest właściwa analogia, że absolutny zakaz frakcyjności był podstawową zasadą centralizmu demokratycznego w partiach komunistycznych? Przekonamy się na pewno, gdy wróci do obiegu skądinąd znany termin rewizjonizm.

Dlaczego kierownicze gremia instytucji mieniącej się być demokratyczną, nie chcą się dowiedzieć w głosowaniu, jaka naprawdę jest wola większości? Odpowiedź jest raczej prosta – nie chcą dawać złego przykładu "głównemu nurtowi", który mógłby się zbiesić i zakwestionować jednomyślność jako najwyższą formę rozwoju demokracji. Kult aklamacji i gabinetowego konsensusu pozwala sterować stadem z jego środka.




Pragnienie przynależności

Właśnie przy naczyniu z tak rozumianym elektoratem „centrowym” trudzą się politycy wszelkiej opcji, usiłując z niego jak najwięcej przelać na swoją stronę. Powstała dość jednolita masa bardzo podatna na manipulację. To jest dzisiaj centrum, bez którego nie można ponoć rządzić w Polsce i nie tylko. Niektórzy co prawda twierdzą, że w centrum to znaczy nigdzie, jednak moim zdaniem to jest adekwatne jedynie w sensie braku poglądów. Albo może lepiej powiedzieć: w sensie nijakości poglądów. Ja natomiast się upieram, że uwielbienie dla centrum bardziej wynika z pragnienia przynależności do stada i lenistwa. Pragnienie zaś bierze się ze strachu przed odrzuceniem i dotyczy osobników właśnie ociężałych, wygodnickich i niesamodzielnych w myśleniu. Ludzi, którzy w sprawach społecznych żywią się komentarzem medialnym.

Z jakiegoś powodu nie stać ich na wypracowanie własnego zdania. Może im się nie chce, może nie są w stanie, a może nie widzą żadnej korzyści w posiadaniu własnego zdania, z braku wiedzy lub przyrodzonej gnuśności – kto to wie? Jaka by nie była przyczyna, z powodu tej właśnie podatności na perswazyjny komentarz i chwiejność zapatrywań są bardzo pożądanym łupem dla politycznych myśliwych. To dzięki tym cechom Donald Tusk mógł uzasadniać rezygnację z kandydowania na prezydenta obawą, że wybory prezydenckie mogą w Polsce się stać zarzewiem niepokoju, a efektem tych zmian będzie usunięcie konfliktu i kłótni. I nikt nie umarł ze śmiechu, przyjęto na poważnie, że premier rezygnuje z kandydowania dla dobra zdrowia psychicznego narodu. Czy to nie jest ilustracja nowoczesnego totalitaryzmu?




Fatalna alternatywa

W przyrodzie centrowcy występują prawie wyłącznie w stadzie. Oczywiście, jest też wśród nich pewna ilość, która bierze udział w wyborach na zasadzie kibicowania w sporcie – rozbudzono w nich wolę walki, przepłynęła adrenalina i musi być jakieś ujście. Jednak generalnie jest to – jakkolwiek takie dictum nie zabrzmi – stado połączone wspólną niechęcią do samodzielności, strachem przed decyzją, wreszcie pragnieniem przynależności do grupy, w której tym bezpieczniej się czują, im jest ona większa.

Centrum w tym znaczeniu, jak wspomniałem na początku, przyjmie bowiem każdego chętnego, byleby się nie różnił. Zarówno tego, co czuje, że jajko jest częściowo nieświeże, jak tego, co pociesza się, że w takim razie jest jednak trochę świeże. W żadnym wypadku natomiast centrum nie przyjmie gościa, który powie bez ogródek, że jajko jest śmierdzące lub utrzymującego, że jest świeżutkie. W sensie światopoglądowym taki osobnik ze zdecydowanym poglądem to już dla centrum niemal dysydent. Centrum bowiem nie znosi jednoznacznych ocen, z których nie można jakoś się wywinąć w razie konieczności wolty.

Kiedy się czyta teksty niektórych rycerzy medialnych można odnieść wrażenie, że bez centrum nie ma życia na ziemi. Bez centrum nie można rządzić, o centrum należy zabiegać, kto nie zabiega o centrum, ten jest co najmniej dziwakiem, a właściwie oszołomem. Nijakość jest cnotą, wyrazistość to radykalizm.

Właśnie wśród ludzi mediów wyrazem tego przekonania jest często tak zwany obiektywizm spod znaku świeczki i ogarka. Taki delikwent jak ognia unika jednoznaczności – nawet oczywisty łajdak w jego programie czy artykule dostanie swoje alter ego z przeciwnej opcji. Choćby na siłę i bez sensu. Nic to, że tamten nie ma nic do rzeczy w toczącym się dyskursie: dziennikarz spod znaku świeczki i ogarka uważa, że to zgodnie z prawami natury, gdy łajdaków jest po równo z obu stron debaty. Wtedy jest obiektywnie. Oczywiste jest samo przez się, że w „głównym nurcie” nie ma łajdaków.

Amerykański pisarz, wieczny outsider Charles Bukowski, powiedział kiedyś, że nie zgadza się na świat, w którym panuje alternatywa: przyłączyć się do stada albo zostać włóczęgą. Postanowił zatem żyć pomiędzy stadem i włóczęgą, ale to go kosztowało tyle zgryzoty, że z najwyższym trudem zdołał dopiero pod koniec życia wytrzeźwieć. Dzisiaj podobne peregrynacje grożą człowiekowi, który usiłuje samodzielnie myśleć.

Tekst opublikowany w „Gazecie Polskiej” 29.09.2010

http://seaman.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 10 lis 2010, 16:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Musicie być jak orły

Z dr hab. Urszulą Dudziak, psychologiem, teologiem, adiunktem w Katedrze Życia Społecznego Rodziny Instytutu Nauk o Rodzinie KUL, rozmawia Małgorzata Bochenek

Święty Stanisław Kostka mówił: "Do wyższych rzeczy jestem stworzony". Jakie treści wypływają z jego przesłania dla współczesnego młodego pokolenia?
- Każdy człowiek tak jak św. Stanisław Kostka powinien zauważać te "wyższe rzeczy", do których jest stworzony. Co stało się z dzisiejszą młodzieżą, zwłaszcza tą częścią, która tego nie widzi? Może to wpływ mediów, negatywnych zachowań starszego pokolenia, może sprawa zabieganych rodziców i koncentracja na dobrach materialnych, wpływ liberalizmu, a może niezrozumienie wolności, którą często traktuje się jako swawolę, samowolę? Zapewne bardzo wiele czynników wpływa na wychowanie młodego pokolenia. Jest bardzo wiele idei i prądów, które negatywnie wpływają na kształtowanie postaw dzieci i młodzieży, powodując niedostrzeganie wyższych wartości.
Współczesnym młodym ludziom trzeba pokazywać za przykładem św. Stanisława Kostki, że muszą być jak orły szybujące w przestrzeni, a nie jak kury dziobiące ziarnka piasku, wpatrzone w glebę, czy węże pełzające po ziemi. Warto wskazywać młodym wyższe wartości: miłość, wiarę, wierność, piękno. Bóg zajmujący w naszym życiu pierwsze miejsce porządkuje hierarchię wartości, porządkuje życie człowieka. Trzeba mówić młodym, że realizując te wartości, realizują siebie. Być człowiekiem to znaczy kochać. Bóg jest miłością, otwarcie się na Jego miłość pozwala właściwie funkcjonować społeczeństwu, sprawia, że rozwijamy się, wzrastamy do "szybowania w przestrzeni", do życia, którego celem jest szczęśliwa wieczność, do której nie można dojść bez Dekalogu. Pedagogika chrześcijańska wychowuje młodego człowieka tak, aby osiągnął zbawienie wieczne. Z tej racji, także ty, współczesny młody człowieku, pamiętaj, że tak masz żyć, aby nie zagubić się w przedpokoju, korytarzu przyziemnych, mało ważnych spraw. Tak masz żyć, by nie zagubić się w ziarnkach piasku, ale wzrastać ku najwyższym wartościom, tak jak czynił to patron polskiej młodzieży św. Stanisław Kostka.

Do czego prowadzi edukacja pozbawiona ładu etycznego?
- W wychowaniu młodego człowieka istotny jest ład etyczny, a co za tym idzie - uznanie i respektowanie norm moralnych. Normy moralne nie są po to, aby krępować, wiązać, ograniczać człowieka, wręcz przeciwnie - stają się dla nas cennymi drogowskazami, jak żyć. Bardzo ważne jest świadectwo. Dziecko, młodzież, uczeń, wychowanek zwracają uwagę nie tylko na to, co autorytety wychowawcze przekazują, ale również na to, jak żyją. Zarówno ojciec, jak i matka, nauczyciel, wychowawca, ksiądz, katecheta, także dziennikarz, wszyscy, którzy przekazują istotne treści poprzez media, zobowiązani są do zachowania ładu etycznego w swoim własnym życiu. Ważną rolę w wychowaniu pełnią także wzorce świętych, którzy swoim życiem zaświadczali o wierności wyznawanym wartościom. Szczególnym patronem młodzieży jest św. Stanisław Kostka. Ukazał on, że także młody człowiek może być dojrzały duchowo. W kształtowaniu duchowej dojrzałości konieczny jest przykład, ale również stawianie wymagań. Ich brak prowadzi do zaburzenia hierarchii wartości i z właściwej drogi życia sprowadza na manowce.

Jakie obserwujemy następstwa tzw. bezstresowego wychowania dzieci i młodzieży?
- Wychowanie młodego człowieka nie może dokonywać się bez prawdziwej miłości, która jest wymagająca. Bardzo niebezpieczna jest pojawiająca się w pedagogice tendencja do bezstresowego wychowywania młodego pokolenia, a więc do wychowania pozbawionego wymagań, rezygnującego z tego, co trudne. Pewien poziom stresu jest konieczny do tego, aby żyć, stres mobilizuje do aktywności, działania. Oczywiście nie chodzi o przesadne napięcia, bo te paraliżują zachowania człowieka. Następstwem bezstresowego wychowania, które nie stawia żadnych wymagań, są postawy roszczeniowe, egoizm, egocentryzm, wyłączna koncentracja na swoich własnych sprawach. A przecież nikt nie jest samotną wyspą, żyjemy w społeczeństwie, w określonych relacjach międzyludzkich. W sytuacji, kiedy będziemy egoistami zapatrzonymi w siebie, jak będzie funkcjonowało całe społeczeństwo, jak będzie istniał naród? Istnieje potrzeba troski o dobro wspólne, o drugiego człowieka. Do takiej właśnie odpowiedzialności musimy wychowywać... Jeżeli dziecku nie będziemy stawiać żadnych wymagań, to w jego życiu wcześniej czy później pojawi się dezorientacja w stosunku do tego, co tak naprawdę jest ważne, nastąpi nieład moralny.

Niedawno obserwowaliśmy, jak szybko "rozgrzeszona" została młodzież, która pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu urządziła sobie karygodny happening. Czym może skutkować pobłażanie młodzieży w dłuższej perspektywie?
- Istnieją różne obrazy przedstawiające serce człowieka. Jednym z nich jest ten, na którym centralne miejsce w sercu zajmuje tron z panoszącym się "ja". W życiu takiego człowieka nie ma miejsca dla Boga, który zostaje wyrzucony poza margines wszystkich podejmowanych i realizowanych spraw. Człowiek zaczyna żyć według ustalonych przez siebie zasad i norm. Takie podejście prowadzi do zagubienia, dezorientacji. Negatywnym obrazem ludzkiego serca jest również ten, który stawia siebie na pierwszym miejscu, a Boga u podnóżka tronu. Moc Boga jest traktowana wtedy jako narzędzie do realizacji własnych interesów. Oba obrazy nie są odpowiednim wzorem wychowawczym. Bóg musi zajmować najważniejsze miejsce w sercu człowieka! Święty Augustyn mówił, że jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na właściwym miejscu. Hierarchia wartości jest wówczas uporządkowana, panuje ład. O tym nam potrzeba dzisiaj mówić. W wielu sytuacjach widzimy młodzież zagubioną, niewłaściwie ujmującą swoje relacje w odniesieniu do innych, ale także do Boga. Kiedy porównamy zachowania dzisiejszej młodzieży, chociażby to demonstrowane w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu przed krzyżem, z zachowaniami młodzieży sprzed kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, widzimy kolosalną różnicę. Przed laty młodzież potrafiła stawać w obronie krzyża. Niegdyś zdołała ryzykować niezdanie egzaminów, utratę kariery zawodowej, ważniejsza dla młodych ludzi była wierność Chrystusowi, krzyżowi. Dzisiejsza młodzież, oczywiście nie można uogólniać, ale ta część młodzieży, która pozbawiona jest najświętszych wartości, zdaje się ukazywać dramatyczną przyszłość Polski.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=pa24.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 15 kwi 2011, 18:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Naród pamięta! Pragnie utrwalić - także z myślą o tych, którzy przyjdą po nas - imiona patriotycznej elity Narodu, która zginęła w pobliżu katyńskich mogił, w służbie prawdy i Ojczyzny

Testament służby

Homilia ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona podczas Mszy św. w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej w bazylice Mariackiej w Gdańsku, 10 kwietnia 2011 r.
--------------------------------------------------------------------------------

Wasze Ekscelencje!
Panie Wojewodo Pomorski!
Panie Marszałku!
Panie Prezydencie miasta Gdańska!
Burmistrzowie, Wójtowie!
Bracia Kapłani!
Wszyscy, którzy ogarniacie modlitwą, pamięcią, sercem
Ofiary smoleńskiej tragedii!
Drogie rodziny tych naszych Braci
i Sióstr,
przed którymi tamtego poranka otworzyła się wieczność!
Umiłowani w Chrystusie Panu!
"Błogosławioną nadzieję" (Tt 2, 13) nadejścia Królestwa Bożego na końcu czasów i zmartwychwstania wszystkich zmarłych, zapowiada w pierwszym czytaniu prorok Ezechiel: "wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli" (Ez 37, 12). Mówi o niej święty Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: "Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha" (Rz 8, 11).
Apokalipsa przynosi obraz obiecanego dnia powrotu Pana. "Przyjdzie, aby być uwielbionym w świętych swoich i okazać się godnym podziwu dla wszystkich, którzy uwierzyli" (2 Tes 1, 10).
"I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły" (Ap 21, 4).
Ewangelia dzisiejszego dnia przynosi słowa zwycięskiego zmartwychwstania, które przezwycięża niszczycielską siłę śmierci. "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki" (J 11, 25). Słowa te wypowiedział Jezus w domu Marty. Już cztery dni jej brat, Łazarz, spoczywał w grobie. Marta była przekonana, że gdyby Jezus przybył wcześniej, mógłby zapobiec śmierci Łazarza. Nie wie jeszcze, że za chwilę Jezus wskrzesi jej zmarłego brata. Wskaże w ten sposób, że wiara w Niego, Bożego Syna, powinna iść dalej, przekraczać granicę śmierci i życia. To tam, w domu Marty, Jezus mówi, że życie wieczne czeka na każdego, który umiera w łasce i przyjaźni z Bogiem. "Król świata... nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego" (2 Mch 7, 9).
Taka jest nasza wiara, taka jest nasza nadzieja. Potwierdza to św. Paweł Apostoł w 2. Liście do Tymoteusza "Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy" (2 Tm 2, 11).
"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie" (J 11, 13).
Otwieramy nasze serca na to Chrystusowe przesłanie nadziei, która przekracza granice śmierci. Przykładamy jego miarę do naszych myśli, które trudzą się nad zrozumieniem tego, co wydarzyło się przed rokiem.

Zadrżały polskie serca, popłynęły łzy
Rocznica tragedii smoleńskiej. Rocznica tamtego tragicznego poranka, kiedy Ojczyzna została rażona gromem. Zadrżały polskie serca. Popłynęły łzy. Każdy z nas dziś tu obecnych pamięta tamtą chwilę, kiedy dowiedział się o tragedii pod Smoleńskiem. Pamięta swoje reakcje, myśli, swój ból...
Wielu z was, Bracia i Siostry, wieczorem tego pamiętnego sobotniego dnia smoleńskiej tragedii przyszło do archikatedry oliwskiej, a nazajutrz do bazyliki Mariackiej. W godzinie narodowej tragedii płynęły słowa modlitwy, słowa prośby: "Boże, uwolnij me serce od smutku, wyzwól mnie od udręki. Spojrzyj na mój ból i utrapienie" (Ps 25, 17-18).
Podczas Mszy Świętej włączyliśmy śmierć naszych dziewięćdziesięciu sześciu Sióstr i Braci w Misterium Paschalne. W odkupieńczą ofiarę Bożego Syna, która tym wszystkim, którzy idą Jego drogą, otwiera dostęp do nowego życia.
Powracały zaczerpnięte z rzymskiego mszału słowa starożytnej sentencji: "Media vita in morte sumus" - pośrodku życia w śmierci jesteśmy...
W tamtej godzinie duchowej trwogi powtarzaliśmy w pokorze: "Niezbadane są Twoje wyroki, Panie, Twoje rozrządzenia, Twoje drogi...".
Dziś, w pierwszą rocznicę smoleńskiej tragedii, także modlimy się - wspólnota Narodu i Kościoła - za tych, którzy wtedy zginęli. Łączy nas z nimi duchowa więź. Głęboka i autentyczna. Wyrastająca ze źródeł miłości. Wielki jest krąg tej wspólnoty modlitwy i pamięci. Najbliżsi, krewni, przyjaciele... Wszyscy, którzy jak Marta z dzisiejszej Ewangelii, zapłakali nad ich śmiercią - nagłą i niespodziewaną. Śmiercią w drodze... Motywowała tę drogę miłość Ojczyzny i służba Ojczyźnie.
Wielki jest krąg tej wspólnoty. Dotarł do Budapesztu, Tbilisi, Chicago i Toronto.
Dlatego ci wszyscy, którzy są dziećmi Ojczyzny w sercu i duchu, tamtego poranka stali się dziedzicami testamentu tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Testamentu ich miłości i służby.
Wypełniają ten testament. Bywa, że na przekór okolicznościom, na przekór osobom i formacjom, które ten testament lekceważą, umniejszają jego znaczenie, deprecjonują jego wartość dla jutra Polski.

Miłość żąda ofiary
Długa jest lista tych, którzy wtedy zginęli. Dziewięćdziesiąt sześć nazwisk. Lech i Maria Kaczyńscy, Ryszard Kaczorowski, ostatni prezydent Rzeczypospolitej na uchodźstwie, posłowie, senatorowie, przedstawiciele różnych instytucji i stowarzyszeń, biskupi i kapłani, generalicja... Elita współczesnej Polski.
Zginęli w drodze do katyńskiego lasu. W służbie - powtarzam to jeszcze raz - prawdy, miłości, pamięci. To w imię tych wartości udawali się na miejsce zbrodni popełnionej przed 70 laty na rozkaz najwyższych sowieckich władz na polskich oficerach - bezbronnych jeńcach niewypowiedzianej wojny. Katyńska zbrodnia to była okrutna cena, jaką elitom II Rzeczypospolitej przyszło zapłacić za wybicie się Polski na niepodległość po latach zaborów, za dwadzieścia lat polskiej wolności, życie wedle praw ojczystych i wiary ojców.
Wielu z nas dobrze pamięta, jak prawda o katyńskiej zbrodni była przez lata zakłamywana i kneblowana. Kłamstwo katyńskie to przecież swoiste kłamstwo założycielskie powojennego systemu politycznego w naszej Ojczyźnie. Kłamstwo agresywne, wydawać by się mogło wszechpotężne...
Ale złudna jest jego potęga i trwałość. Nawet wtedy, kiedy wspierał je system ideologiczny i aparat państwa, który pozostawał w służbie ojca kłamstwa (por J 8, 44). Prawdy bowiem nie sposób zabić, pamięci nie da się z ludzkiej świadomości wykorzenić. Trwa. Wychodzi na jaw w chwilach przełomu. Przyciąga ku sobie ludzi. Odsłania swą moralną moc.
Prezydent Lech Kaczyński należał do pokolenia "Solidarności", które upominało się o prawdę o Katyniu. Prezydent Ryszard Kaczorowski był symbolem pokolenia Polski Niepodległej. Tego, które przeszło przez udręki "nieludzkiej ziemi", ruszyło potem ku Ojczyźnie szlakiem 2. Korpusu. Żołnierze zatrzymani w drodze, żołnierze, których zdradził świat. Rozrzuceni po świecie przypominali o katyńskiej zbrodni, o swej Ojczyźnie, tak jak oni zdradzonej i upokorzonej.
Przyszedł czas ujawniania prawdy. Rozbłysły znicze pamięci na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, także w Charkowie, w Miednoje. Płynęła modlitwa polskich serc: wdów, sierot, Rodzin Katyńskich, rodaków... Nie skończył się przecież obowiązek polskiej straży przy katyńskich mogiłach, przy prawdzie i pamięci o tamtej zbrodni. Nie wszystko przecież zostało wyjawione i wyjaśnione. Wciąż, w różnych przebraniach, dawał i daje znać o swej obecności "ojciec kłamstwa".

Ocalał wieniec, który prezydent Rzeczypospolitej miał złożyć na katyńskich mogiłach. Opublikowany został tekst przemówienia, jakie miał tam wygłosić. Znalazły się w nim słowa, że "tragedia katyńska i walka z kłamstwem katyńskim to doświadczenie ważne dla kolejnych pokoleń Polaków. To część naszej historii. Naszej pamięci i naszej tożsamości. To jednak także część historii całej Europy i świata. To przesłanie dotyczące każdego człowieka i wszystkich narodów. Dotyczące i przeszłości, i przyszłości ludzkiej cywilizacji".
Może trzeba było więc tej śmierci, aby to przesłanie dotarło ze zdwojoną siłą do narodów Europy i świata? Aby objawiła się jego aktualność? Aby zamilkły głosy, że to tylko polska historiozofia, że to zamknięta karta, do której nie warto wracać? Wydawało się, że film "Katyń" Andrzeja Wajdy kończy zmagania o prawdę. To było za mało.
Ze smoleńskiego pobojowiska, ze szczątków rozbitego samolotu popłynęło w świat przesłanie o sile kłamstwa, które potrafi zatruć dusze ludzkie... I przesłanie to drugie: o zwycięskiej sile prawdy, która zawsze pozostaje na służbie wolności, o zwycięskiej sile miłości w służbie prawdy.
Tej miłości, o której mówi Chrystus: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15, 13).
Oddali swoje życie za swą przyjaźń z Ojczyzną, za swoje miejsce we wspólnocie Narodu, za służbę w szeregach obrońców polskiej wolności.

Polska, która pamięta
Spoiwem życia narodów jest pamięć. Zespolona miarą miłości. To ona tworzy tło dla drogi wspólnot. Wydobywa to, co trwałe, ważne, formujące postawy, wiedzę, świat wartości. Naród traci moce życia, swoją tożsamość, kiedy nie zna pamięci o sobie, kiedy się od niej programowo odwraca, lekceważy, niekiedy wręcz z niej kpi. Bez pamięci nie sposób zrozumieć przyszłości...
W wielu polskich sercach trwa żywa pamięć i wdzięczność o tych, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Pełna powagi, zadumy, empatii. Jakże inna niż ta, która często się uzewnętrznia w medialnym świecie: wyzbyta miłości, agresywna, niesprawiedliwa, atakująca, niekiedy wręcz prześmiewcza.
Wasza obecność, Bracia i Siostry, jest przykładem tej pamięci wspartej miarą serca i sumienia. Dziś Polska manifestuje tę dobrą pamięć: modlitwą, rocznicowymi uroczystościami.
Ogarniamy modlitwą ofiary smoleńskiej tragedii, także kierujemy naszą modlitwę ku przyszłości, ku nadziei na zwycięstwo prawdy w naszym życiu politycznym, społecznym, wspólnotowym.
W wielu świątyniach w tych dniach zostały poświęcone i odsłonięte upamiętnienia smoleńskiej tragedii. To nie jest rezultat swoistej "mody", jakichś zewnętrznych nacisków. To plon pamięci, duchowej potrzeby, wdzięczności. Fundowany na trwanie, na obecność w kręgu parafialnych wspólnot.
W środę w Sopocie, w parafii św. Bernarda, do której w swych latach sopockich należeli Maria i Lech Kaczyńscy, poświęciłem pamiątkową tablicę. W ubiegłą niedzielę uczyniłem to w wejherowskim sanktuarium Męczeństwa, w którym trwa modlitewna pamięć o Piaśnicy - pomorskiej golgocie czasu II wojny światowej. Dzięki transmisji Telewizji Polonia uczestniczyła w tej uroczystości wspólnota polska rozsiana po świecie całym.
Naród pamięta! Pragnie utrwalić - także z myślą o tych, którzy przyjdą po nas - imiona patriotycznej elity Narodu, która zginęła w pobliżu katyńskich mogił, w służbie prawdy i Ojczyzny. Kościół życie i śmierć tych naszych Sióstr i Braci włącza w Ofiarę Eucharystyczną, w Paschę naszego Pana, "zwycięzcy śmierci, piekła i szatana".
Umiłowani!
Tej naszej wędrówce drogami Polski, która pamięta, która się modli, która w różny sposób upamiętnia smoleńską tragedię, towarzyszą także gorzkie pytania, wciąż ponawiane, wciąż w różny sposób artykułowane.
To przecież tam, na Krakowskim Przedmieściu, wtedy - w dniach żałoby - tak mocno poczęło bić serce Ojczyny, trwało czuwanie - dzień i noc - tysięcznych rzesz przybyłych, aby pożegnać Lecha i Marię Kaczyńskich i najbliższych współpracowników prezydenta, ofiar Smoleńska...

Umiłowani!
Warto w kontekście tych bolesnych spraw wspomnieć o tym porywie serc, jaki miał miejsce w czasie "Solidarności". Wystrzeliły wtedy ku niebu, jakże szybko, Trzy Krzyże w pobliżu stoczni. Przypominają i upamiętniają tamtą kainową zbrodnię sprzed czterdziestu lat, pamiętny Grudzień 1970, jedną ze stacji - znaczonych ofiarą krwi - polskiej drogi do wolności.
Upamiętniliśmy ofiary smoleńskiej tragedii tu, w bazylice Mariackiej. W kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej. Spoczęły w niej doczesne szczątki pana marszałka Macieja Płażyńskiego, jednej z ofiar Smoleńska. Polityka wedle miary sumienia, w ostatnich latach służącego wspólnocie Narodu, który żyje poza granicami Ojczyny. Dziękował mu za to podczas pogrzebu ks. abp Mieczysław Mokrzycki, arcybiskup Lwowa, miasta semper fidelis.
Nasz pomnik stanął w znaku zmartwychwstałego Pana. To w tym znaku dopełnia się życie każdego z chrześcijan. Także tych naszych Braci i Sióstr, których życie biegło tu, w Gdańsku, w Trójmieście. Uczestników narodowej pielgrzymki do Katynia - przerwanej, niedopełnionej. To tam otworzyła się przed nimi wieczność. To tam na ich spotkanie wyszła Litościwa Matka - Matka Miłosierdzia. Ze smoleńskiego pobojowiska dobiegł do nas Jej Miłosierdzia znak świetlany. Pierścień biskupi Tadeusza Płoskiego, biskupa polowego Wojska Polskiego, z wyobrażeniem Matki Bożej Ostrobramskiej. To on dopomógł w identyfikacji jego ciała.
Niech trwa nasze upamiętnienie smoleńskich ofiar w scenerii tej wspaniałej świątyni - korony miasta Gdańska - wzniesionej na chwałę Maryi Wniebowziętej. Niech przypomina tym, którzy tę świątynię będą nawiedzali, że "miłość nigdy nie ustaje" (1 Kor 13, 8).

"Ja śpię, lecz serce me czuwa"
Umiłowani!
Nawiedzamy w tych dniach groby tych, którzy wtedy zginęli. Cmentarze wpisane są w porządek naszego życia. Ich obecność nie hamuje jego biegu, spraw, które mamy rozwiązywać, wyzwań, przed którymi stajemy. Natomiast życiu, które biegnie swoim torem, przypominają o mierze wieczności, o więzach miłości, których śmierć nie przerywa. Stosunek do cmentarzy stanowi swoisty miernik wartości duchowych wspólnoty. Jakże smutne, opuszczone, zaniedbane, wręcz porzucone są cmentarze w krajach, które zatraciły chrześcijańską duchowość i poczucie sacrum.
Bądź pochwalona, Polsko, nasza Ojczyzno, która pielęgnujesz cmentarze. Bądźcie pozdrowieni, Bracia i Siostry, którzy stajecie nad mogiłami najbliższych, aby wsłuchiwać się - sercem, sumieniem - w ich głos, prowadzić z nimi bezustanny dialog miłości i duchowej obecności.
"Ja śpię, lecz serce me czuwa".

Staramy się wsłuchiwać w ich czuwające serca, które dziś biją rytmem wieczności. Co by nam powiedzieli? O co by nas pytali? Czemu by się dziwili - nieobecni od roku pośród nas?
Przed rokiem, w dniach, kiedy tak mocno i przejmująco dała o sobie znać duchowa wspólnota porażonego nieszczęściem Narodu, byliśmy przekonani - takie było powszechne odczucie - że ich tragiczna śmierć w służbie Ojczyzny coś w naszym życiu - politycznym, społecznym, wspólnotowym - odmieni. Więcej, że ta śmierć Polskę przemieni, targnie sumieniami wielu, wyzwoli dobro, uczciwość, prawość, spod nalotu bylejakości, egoizmu, rugowania z życia publicznego praw sumienia i ładu serca.
Pamiętnego sobotniego wieczoru w archikatedrze oliwskiej mówiłem, mając na myśli tragedię, jaka się wydarzyła tego poranka: "Niechaj wstrząśnie polskimi sumieniami. Niech w tej śmierci przejrzy się to, co w nich małe i miałkie. Niech ta śmierć poruszy sumienia tych, którzy demonstrowali jakże często ostentacyjną niechęć, której doświadczało tak wielu z tych, którzy dziś zginęli. Nade wszystko pan prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej".
Bracia i Siostry!

W tamtych dniach, także dziś powracają słowa Chrystusa Pana o obfitym plonie, jaki przynosi pszeniczne ziarno, które obumiera, aby wydać plon stokrotny (por. J 12, 24).
Oczekujemy z wiarą na ten plon, że wzrośnie, że odmieni ludzkie serca. Pohamuje ducha niechęci, potwarzy, małości, którego tak wiele w życiu publicznym. Oskarżeń. Naciąganych racji. Programowej niechęci zrozumienia drugich, dostrzeżenia w nich partnerów wspólnej drogi, a nie wrogów i przeciwników... Zatracania umiaru w malowaniu ciemnego obrazu jednych, wybielaniu drugich...
Oczekujemy ducha prawdy w życiu publicznym, w relacjach między obywatelami a tymi, którzy odpowiadają za dziś i za jutro Ojczyzny. Także w wyjaśnieniu przyczyn tragedii smoleńskiej - w prawdzie, uczciwości.
O tego ducha prawdy we wzajemnych relacjach ludzi, struktur, narodów zabiegał nieustannie Ojciec Święty Jan Paweł II, za trzy tygodnie wyniesiony do chwały ołtarzy, nasz orędownik w niebieskiej Ojczyźnie.
Ten duch prawdy potrafi nadać właściwy sens takim słowom, jak: godność, narodowa duma, honor. Potrafi ożywić przytłumioną świadomość, że nie jesteśmy tu przypadkowymi gośćmi zdanymi na łaskę i niełaskę innych, na przymus kłaniania się okolicznościom. Jesteśmy dziedzicami tego wielkiego doświadczenia wieków: świętości, miłości - doświadczenia Ojczyzny, która jest domem budowanym na skale: wiary, wiana wieków, tożsamością, która przeszła niejedną próbę...
Oczekujemy na te pędy życia, których wzrost - ku dobru, ku prawdzie, ku sprawiedliwości - nie przytłumi chwast cynizmu, oschłych, niesprawiedliwych, zapiekłych w niechęci serc. Nie zniszczy ich lawina słów, które ranią, szczególnie tych, którzy tam stracili najbliższych.
"Ja śpię, lecz serce me czuwa".
Niech do ich czuwających serc dotrze głos naszej miłości, pamięci, wdzięczności. I naszej modlitwy, której nigdy za mało. Miarę ich czynów, ich życia, ich drogi, sukcesów, także błędów i porażek zna Bóg. On je rozpozna: najlepiej, najsumienniej, sprawiedliwie. "Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości" - to sentencja świętego Jana od Krzyża. Znamy jedną z dróg ich miłości - Ojczyznę. A Ojczyzna niechaj się za nich modli, niechaj o nich pamięta, niechaj nie gasi swych serc na wspomnienie ich imion, czynów, ich śmierci.
Z tej naszej wędrówki szlakiem polskich serc otaczających wieńcem wdzięczności i miłości ofiary smoleńskiej tragedii powracamy do Betanii, do domu Marty. To tam Chrystus wypowiedział słowa, które rozświetlają ciemną noc śmierci światłem wieczności.
"Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem (...). Wierzysz w to?" - pyta Jezus (J 11, 25-26). "Odpowiedziała Mu: "Tak, Panie!"" (J 11, 27). Wierzymy i my. Idziemy za Nim. "Za Bogiem Zbawicielem pełnym miłosierdzia"! Amen.


--------------------------------------------------------------------------------
Tytuł pochodzi od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my02.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 15 kwi 2011, 20:02 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3279
Nie wiem czemu tą Homilię umieściłeś akurat w tym wątku, jednakże akurat miałam jej poszukać i raczej szukałabym jej gdzie indziej. :roll:
W każdym razie dzięki. :)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek, społeczeństwo, naród, państwo
PostNapisane: 18 lip 2011, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31343
Czy Polska jest za mało cywilizowana?

Często się mówi, że Euro 2012 to "ogromna szansa cywilizacyjna dla Polski". Ci, co tak mówią, wyraźnie sądzą, że Polska jest niedostatecznie cywilizowana. Lecz czy kilka nowoczesnych stadionów, bo na tym to całe cywilizowanie się mniej więcej skończy, to ogromny skok cywilizacyjny? Uważam, że nie. Jeśli by spadła np. liczba ofiar potrącanych na pasach dla pieszych, to powiedziałbym, że Polska ucywilizowała się, ale trudno tak twierdzić z powodu kilku stadionów. Rozwój techniczny to tylko drobny aspekt cywilizowania. Niemcy Hitlera byli pod tym względem ogromnie ucywilizowani (autostrady!), w związku z Olimpiadą w Berlinie wznieśli monumentalne stadiony, lecz byli barbarzyńcami. Na Podlasiu, gdzie ludzie hodują krowy, a schłodzone mleko punktualnie zbierają samochody Mlekovity, ruch drogowy nie za duży itd - mam wrażenie lepszej cywilizacji niż w zgiełku, kurzu, nerwach węzła komunikacyjnego. Powinniśmy przestać bez ustanku oglądać się na innych i iść tylko ich drogą i bez przerwy bać się, co inni o nas pomyślą - szczególnie zagranicą, zwłaszcza, że zagranica na ogół nic o nas nie myśli. Gdy raz poszliśmy swoją drogą, tworząc "Solidarność", to zagranica myślała o nas nieustannie i miała nas za cywilizowanych mimo, że nasze stadiony, drogi, toalety, szpitale itd nie były wtedy w porównaniu np z zachodnią częścią Europy najlepsze, a właściwie to były fatalne i zawstydzające.

http://trammer.salon24.pl/314091,czy-po ... wilizowana


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /