Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 29 mar 2010, 18:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Zacznę temat od przykładu, który zapewne jednych oburza, a u innych ... wywołuje podziw nad dość powszechnym zjawiskiem "radzenia sobie" w życiu i w karierze zawodowej.

Była minister kradła ze Ściągi.pl i Wikipedii

Prof. Aldona Kamela-Sowińska, znana ekonomistka i była minister skarbu, po raz drugi została przyłapana na plagiacie. Profesor umieściła w swojej książce całe fragmenty z Wikipedii, Ściągi.pl oraz prac dwóch naukowców z SGH. Jak jednak mówi Wirtualnej Polsce dr Marek Wroński, który odnalazł plagiat, niewykluczone, że w kolejnych pracach pani profesor również są kradzione fragmenty.

Po raz pierwszy byłą minister przyłapała na plagiacie „Gazeta Wyborcza”. W lutym dziennik napisał, że we wstępie książki o w etyce w biznesie, którą prof. napisała trzy lata temu, są splagiatowane zdania. Wówczas autorka tłumaczyła, że zrobiła to, bo znalazła w internecie nie podpisany tekst, ale nie przyznała się do plagiatu. Mówiła tylko o nierzetelności przy pisaniu książki......

....... Asystenci z Poznania wysłali anonim

W miesiąc po podjęciu działań przez minister Barbarę Kudrycką, publicysta miesięcznika "Forum Akademickie" poinformował „Gazetę Wyborczą” o kolejnym plagiacie. Jak wpadł na trop kolejnej wpadki ekonomistki? - Młodzi asystenci z Poznania wysłali do mnie anonimowy list, że znaleźli plagiat w pracy prof. Kameli-Sowińskiej. Sprawdziłem to i okazało się, że informacja jest prawdą – mówi Wirtualnej Polsce dr Marek Wroński, który od lat zajmuje się patologią nauki i jest ekspertem w sprawach plagiatów na polskich uczelniach.

Tym razem chodziło o siedmiostronicowy wstęp do książki pt.”Gospodarka a społeczeństwo informacyjne”. Z analizy dr. Wrońskiego wynika, że pani profesor napisała samodzielnie tylko… ostatnie cztery zdania wstępu. – W pozostałej części wykorzystała teksty z Wikipedii, Ściągi.pl oraz fragmenty pracy asystenta i profesora z SGH w Warszawie – opowiada dr Wroński.....

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title, ... omosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 29 mar 2010, 22:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Uczona...młoda, zdolna, z dużego miasta. Prawdziwy autorytet...a gospodarką kierowała zgodnie z receptami wypisanymi w Wikipedii przez piegowatych gimnazjalistów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 23 wrz 2011, 11:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
GŁUPSI NIŻ SMARKI JASIA

Nawet jeśli już nie identyfikujemy się z wartościami, z których wyrastamy sami, nasi rodzice i rodzice naszych rodziców, nie wolno nam akceptować obecności w przestrzeni publicznej faceta, opluwającego te wartości.
To kwestia elementarnej uczciwości oraz szacunku dla własnej tożsamości i w sumie nie ma o czym deliberować. Stąd ludzie akceptujący Adama Darskiego w roli jurora pokazywanego na antenie TVP2 show zatytułowanego „The Voice of Poland” muszą być więksi niż odchody słonia, a przy tym głupsi niż smarki Jasia Fasoli. Pewnie właśnie z tej głupoty nie kumają, że zło nie nazwane i nie zwalczane bezczelnieje. Wykorzystując okazję, banalizuje się na potęgę. W efekcie przestaje nas przerażać, zaskakiwać czy zadziwiać. Ale nigdy nie przestaje kaleczyć ludzkich serc i dusz.
To dlatego zaniechania w obszarze aksjologii nie uchodzą bezkarnie: charakter człowieka psuje się i rozszczepia, a jego moralność przeistacza w anomię. W efekcie nasze człowieczeństwo zamiera. Tym sposobem samych siebie degradujemy do stada gadających małp. Sądząc po Nergalu, niektóre nawet zaśpiewać potrafią...
***
Na koniec samo sedno raz jeszcze i proszę to sobie zapisać: nawet jeśli już nie identyfikujemy się z wartościami, z których wyrasta nasza tożsamość, tożsamość naszych rodziców oraz tożsamość rodziców naszych rodziców, człowiekowi przyzwoitemu nie wolno akceptować obecności w przestrzeni publicznej faceta, opluwającego te wartości. Tu nie ma szarości: albo jest się człowiekiem przyzwoitym, albo gnidą.
--------------------------------------------------------------------------------

http://widnokregi.blog.pl/glupsi-niz-sm ... 15501950,n


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 18 paź 2011, 06:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Kijem w aptekarzy?

Słyszymy, że zaatakował polskich aptekarzy profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, posługując się słownikiem wyrazów obcych. Postulaty Katolickiego Stowarzyszenia Farmaceutów Polskich, żądających uszanowania sumień także tej grupy zawodowej, zostały określone przez prof. dr. hab. Jana Hartmana jako przejaw "subiektywizmu", "solipsyzmu moralnego", "nihilizmu" i "immoralizmu". Oddychamy zatem z ulgą, że pan profesor, pomimo kandydowania do Sejmu razem z towarzyszami z PRL, jest jednak przeciwny wymienionym poglądom. Omijać je należy szerokim łukiem, wnioskując już z samego brzmienia oznaczających je słów. Wzięte są one jednak z technicznego języka etyki i z tego powodu farmaceuci mają prawo nie zrozumieć skierowanych do nich zarzutów. Czyżby pan profesor zamierzał przekonać, czy też raczej ogłuszyć farmaceutów, uderzając ich obuchem specjalistycznej terminologii? A może to jego pozycji należy przypisać "subiektywizm", "nihilizm" i "immoralizm"?
Żąda on przecież od farmaceutów - niczym starożytny sofista Trazymach - tylko postępowania zgodnie z życzeniami władzy, czyli też "społecznymi obowiązkami (...), które nakłada na nas umowa o pracę", a nie zgodnie z własnym sumieniem, czyli własnym rozumem. Dokładnie jednak w ten sam sposób tłumaczył swoje postępowanie Adolf Eichmann, wykonujący skrupulatnie - jak sam zapewniał podczas procesu - umowę o pracę. Zdaniem jego sędziów, nie wystarcza to do pozytywnej oceny moralnej ludzkich działań. Tylko wtedy można by się zgodzić z życzeniami prof. Hartmana, aby farmaceuci sprzedawali wszystko to, czego władza sobie życzy, gdyby nie było możliwości uchwycenia obiektywnej prawdy o dobru, z którą wszyscy powinni uzgodnić swoje postępowanie. Wtedy też sumienie byłoby arbitralnym określaniem kierunku własnego działania, a co właśnie określamy jako "subiektywizm etyczny" (w jednym ze znaczeń tego słowa). Na gruncie tych założeń lekarz czy farmaceuta odwołujący się do swojego sumienia w celu niespełnienia jakiegoś nakazu władzy (np. nakazu sprzedaży środków antykoncepcyjnych i poronnych) rzeczywiście narzucałby reszcie społeczności swój własny autoprojekt na życie i zasługiwałby na stawiany farmaceutom przez Hartmana zarzut "arogancji".
Jeśli jednak odrzucamy subiektywizm etyczny, czyli jeśli uznajemy, że istnieje obiektywna prawda o dobru, możliwa do odczytania przez każdą istotę rozumną i zadana jej do respektowania, to wtedy zawsze i wszędzie należy się słuchać własnego rozpoznania tej właśnie prawdy. Rozpoznania opartego na rzeczowych argumentach, czyli własnego sumienia. W przypadku konfliktu z cudzymi rozpoznaniami moralnymi (sumieniami) obowiązuje przegląd własnych argumentów i bezwarunkowa zmiana werdyktu własnego sumienia, jeśli prawda jest raczej po stronie adwersarza. Jeśli jednak ów przegląd "za" i "przeciw" zakończy się potwierdzeniem własnego rozpoznania sytuacji, to pójście za życzeniem władzy, a wbrew własnemu sumieniu, oznaczałoby gwałt na własnej rozumności, czyli gwałt na własnym człowieczeństwie. Czyżby prof. Hartman wzywał do posługiwania się kijem wobec chcących żyć rozumnie?

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/index.php?ty ... 18&id=main


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 09 lip 2012, 13:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Gospodarka to też wartości

Z dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską, socjologiem, publicystką, rozmawia Mariusz Bober

Analiza współczesnych problemów życia społecznego w Polsce zawarta w homilii ks. bp. Kazimierza Ryczana może być dobrym tematem dla socjologów

- Księdzu biskupowi udało się połączyć wszystkie najważniejsze kwestie, dla których najczęściej Polacy chodzili na Jasną Górę po to, by swoją troskę o Kościół i Ojczyznę skierować do Maryi, która - jak to pięknie powiedział ks. biskup - była Matką Syna, potraktowanego jako wyrzutek społeczeństwa, choć był prorokiem. A przecież Ona jako pierwsza wiedziała, co się naprawdę dzieje, wiedziała, że jej Syn pojawił się na świecie z woli Boga. Widziała i doświadczyła też sama, że tego właśnie Syna ludzie odrzucają i skazują na śmierć.

Polacy pielgrzymują na Jasną Górę, bo wiedzą, że Maryja zna i rozumie ich najważniejsze problemy, także społeczne. W tym kontekście ks. biskup mówił o Ojczyźnie i Kościele, których losy są w Polsce tak splecione ze sobą, że stanowią nie tylko dla nas jedno.

Ordynariusz diecezji kieleckiej mówił o znaczeniu pamięci, którą odcina się teraz od młodzieży, a dzięki której potrafimy zauważyć, że dla Ojczyzny niepodległość była czymś, co na czas zaborów i komunizmu Kościół przechował.

To bardzo piękne skojarzenie roli Kościoła w dziejach Polski i jego zasług dla wolności, bo jeśli nie będziemy uczyć młodych historii, to zaczną Polskę i Kościół traktować rozdzielnie. Tylko wiedza historyczna pozwala zobaczyć jak blisko siebie były w niedawnej przeszłości. Ksiądz biskup Ryczan bardzo mocno podkreślił, że uderzenie w Kościół zawsze prędzej czy później oznacza uderzenie w niepodległość Ojczyzny, bo taka jest nasza historia. Jeśli młodzież nie dowie się o tym w szkole, to nie będzie o tym wiedzieć w ogóle. To pielgrzymowanie do Maryi, w intencji Ojczyzny, Kościoła i pamięci, jest dlatego tak piękne i tak ważne.

Takie upomnienie się o pamięć, ważną dla tożsamości Polaków i niepodległości rządzący obecnie traktują często jak archaizm, bo dziś liczy się tylko władza i pieniądze, choć Polska pod rządami PO nie radzi sobie nawet z gospodarką i finansami…

- W naszej wspólnocie narodowej są zapewne osoby, które łaski wiary nie mają. Oni też są naszymi rodakami, niezależnie od tego, czy wartości, które my cenimy nazywają nowoczesnymi, czy nienowoczesnymi…

W tym sporze, mówiąc językiem socjologii, katolicy mają do zaproponowania wspólnocie narodowej i państwu polskiemu ważną, sprawdzoną ofertę cywilizacyjną.

Dotyczy ona ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci, trwałości rodziny, zdolności rozróżnienia dobra i zła, prawdy i kłamstwa, uczciwości i nieuczciwości, takiego porządku świata, w którym „Na początku było Słowo”, a nie – używając marksistowskiego sloganu – „byt”, który określa świadomość. Ten kult „bytu” owocuje dzisiaj prymatem tego, co materialne nad tym, co duchowe. Tymczasem sukcesu gospodarczego w kapitalizmie nie buduje się na chciwości, tylko na pewnym etosie powściągliwości, oszczędności, uczciwości itd. Jeśli się o nich zapomina, sukces zamienia się w kryzys i klęskę.

Homilia ordynariusza kieleckiego jest też mocnym upomnieniem dla rządu, traktującego demokrację jak narzędzie kontroli społeczeństwa…

- To jeden z podstawowych wątków tej homilii. Czym jest demokracja i jakie uprawnienia daje władzy w kontekście praw obywateli wierzących Naszą wiarę ordynariusz kielecki wplótł w fundamentalną kwestię polityczną praw i demokracji. Pokazał w ten sposób, że XX już pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę dotyka kwestii Ojczyzny, Kościoła, historii, ale także polityki, praw ludzi wierzących oraz demokracji, która ma gwarantować prawa ludzi, a nie zezwalać władzy na ich odbieranie.

To nie demokracji mamy składać hołdy. Ona jest tylko instrumentem, sposobem kontrolowania władzy, który zapewnia służebną rolę władzy wobec praw obywateli, także wobec praw ludzi wierzących. Obecna władza nie chce o tym słyszeć. Nie widzi ponad 2,3 mln podpisów słuchaczy Radia Maryja i widzów Telewizji Trwam, nie zauważa obywateli maszerujących ulicami polskich miast w jej obronie, zaangażowania instytucji samorządowych i społecznych. Demokracja nie daje rządzącym prawa do zmieniania naszego systemu wartości.

W ten sposób spór o miejsce dla Telewizji Trwam na multipleksie tak naprawdę dotyka spraw Ojczyzny, Kościoła, praw wierzących obywateli RP, miejsca Polski w świecie, zadań, które nasz kraj ma do wykonania, a także rozumienia istoty demokracji.

Demokracja nie daje władzy rządzącym, by kontrolowali, lecz aby służyli obywatelom. Jest sposobem, jaki obywatele żądają, zgodnie z prawem i swoimi uprawnieniami tego, co jest dla nich ważne.

Nawet ten fragmentaryczny przegląd decyzji budżetowych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dokonany przez Najwyższą Izbę Kontroli pokazał, że „przez tą jedną decyzję w sprawie podziału miejsc na multipleksie widać Polskę”. NIK zwróciła uwagę, że firmom, którym Rada przyznała miejsce na multipleksie, bo były „wiarygodne finansowo”, rozłożyła równocześnie opłaty koncesyjne na korzystne i liczne raty. A odmowę przyznania miejsca dla TV Trwam uzasadniała jej finansową niewydolnością.

Na tym przykładzie widać, że władza, która sądzi, że demokracja daje jej prawo robienia wszystkiego, co chce, jest zagrożeniem dla wszystkich spraw, które ks. biskup wymienił, tzn. dla Polski, Kościoła, praw ludzi wierzących, miejsca Polski w świecie, a nawet dla spraw gospodarczych.

W Polsce pod rządami PO brakuje nie tylko solidarności, ale nawet elementarnej uczciwości m.in. wobec ludzi, budujących polskie drogi i autostrady, którymi władza się chlubi, a którym „zatrzymano zapłatę”…

- To jest – także w homilii księdza biskupa – przykład tego, że bez przestrzegania podstawowych wartości nawet sytuacja ekonomiczna jest zagrożona. Już Benjamin Franklin mówił, że najlepszą gwarancją kredytu jest uczciwość. Tak się zaczynał kapitalizm – od zasad etycznych, które przedsiębiorcy stosowali po to, by…

…ograniczyć koszty działalności…

- Także, ale nie tylko. Zawsze w gospodarce występuje jakiś margines nieuczciwości. Natomiast fundamentem rozwoju ekonomicznego jest choćby obniżenie kosztów transakcyjnych, bo jeśli musimy kontrolować każdą transakcję, to drastycznie rosną koszty, a działalność jest mniej efektywna.

Dla mnie to jest spór między K. Marksem a M. Weberem. Marks uważał, że wartości nie mają znaczenia, bo interesy są walką o zysk i władzę. M. Weber twierdził, że kapitalizm zaczął się od protestanckiego etosu, a dokładniej od powściągliwości, uczciwości, oszczędności, poczucia odpowiedzialności. Ordynariusz kielecki zwrócił uwagę, że ta nieopłacona praca przedsiębiorców, jest przykładem niszczenia fundamentów uczciwej gospodarki.

Przedsiębiorcy wykonywali swoje zadania właśnie dlatego, że czuli się odpowiedzialni za inwestycje na Euro i pracowali, chociaż im nie płacono. To oni wykonywali rzeczywistą pracę, a nie pośrednicy, do których popłynęły pieniądze. To nie pośrednicy wozili żwir, budowali autostrady, ale to im zapłacono... Okazało się, że w tym „nowoczesnym”, liberalnym sposobie myślenia „kto sprytniejszy, ten wygrywa”. Bez przestrzegania podstawowych wartości w polityce państwa, uczciwa praca kończy się katastrofą dla zwykłych ludzi. To pokazuje, że także sfera gospodarki jest zależna od tego, czy wartości, które katolicy chcą wprowadzić w życie publiczne są przestrzegane.

Ksiądz biskup Ryczan wytknął też chęć kontrolowania mediów…

- Jeśli nowoczesnością było odejście od komunizmu i stworzenie gospodarki rynkowej, to zawdzięczamy to Kościołowi i wartościom, w imię których „Solidarność” tak, a nie inaczej swoją batalię o niepodległą Polskę toczyła.

Podczas tej pielgrzymki nie jest jednak ważne, by przekonywać się kto ma rację w konkretnych sprawach, tylko to, by dzisiejszemu liberalnemu światu pokazać, że owszem, wolność ma dla nas ogromną wartość, ale ważne są dla nas także prawa innych osób, że katolicka oferta cywilizacyjna, katolicki sposób przeżywania naszego ziemskiego życia ma pełne prawo obecności w dzisiejszej Polsce. To, co dziś dzieje się w naszym kraju to ograniczenie możliwości dotarcia z tym sposobem myślenia do innych.

Nie wystarczy prawo do wiary „w Kościele i w domu”, bo te wartości mają prawo obecności także w życiu politycznym, mediach, w szkole, w polityce realizowanej przez państwo. Dziś nam się tego odmawia. Władze odmawiają nam tego prawa – chciałabym powiedzieć, że ze względów ideologicznych, ale mam wrażenie, że powody są głębsze. Naprawdę chodzi o przebudowę świadomości Polaków i o władzę. Bo jeśli uda się przebudować system wartości Polaków, to pojawią się wyborcy, którzy „do końca świata’ będą głosować na tę partię, która obecnie rządzi.

Czyli tak zaprogramować odbiorców mediów, by już zawsze wybierali „jedynie słuszną partię” albo tą wskazaną przez zaprzyjaźnione z nią ośrodki masowego przekazu

- Tak naprawdę rządzącym chodzi jedynie o poparcie wyborców. Jeśli politycy chcą mieć władzę, by służyć, to traktują nas jak obywateli. Jeśli chcą tylko rządzić i to bez końca, to jesteśmy dla niej tylko wyborcami i interesuje ją tylko jedno – nasza decyzja przy urnach wyborczych.

Dlatego potrzebni są „dobrzy” psycholodzy społeczni, na co zwrócił uwagę ksiądz biskup Ryczan

- Dla takiej władzy najważniejsi stają się ci, którzy sprawnie potrafią zarządzać emocjami społecznymi. Do tego potrzebna jest duża wiedza, taka, która wykracza poza wiedzę przeciętnego wykładowcy akademickiego nauk społecznych. Widać, że ta wiedza jest bardzo sprawnie wykorzystywana.

W różnych wymiarach widać projekt inżynierii społecznej. Jest pewien „zestaw poglądów” serwowanych jako lepsze, nowocześniejsze, nobilitujące, dające niektórym poczucie awansu społecznego, i dającego im „prawo” patrzenia na innych „z góry”. Ten psychologiczny mechanizm jest wykorzystywany np. w reklamach kosmetyków, w których mówi się kobietom „jesteś tego warta”. Na budowane kompleksy proponuje się lekarstwo „ z nami jesteś więcej wart”, jesteś lepszy, niż inni, ci gorsi, zacofani, katoliccy fundamentaliści, mohery, etc. Ksiądz Biskup surowo i wprost mówił o „nowoczesnych” katolikach samorealizujących się „na swój sposób”, w otwartym sporze z nauczaniem Kościoła. Widać realizację projektu przebudowy świadomości społecznej, innego umeblowania świadomości Polaków.

Na ile skuteczne są te chwyty

- Mam wrażenie, że ten plan się nie uda. Nie oznacza to jednak, że władza nie będzie działać na rzecz jego sukcesu. Nauczanie religii dziwnym zrządzeniem, nie losu przecież, zostało przesunięte do finansowania samorządom, by musiały zastanawiać się, czy stać je na to.

Z rzekomo wielkich afer w Komisji Majątkowej na 29 większość prokuratura oddaliła lub sąd je umorzył i dzisiaj tylko jedna (!) znajdzie się na wokandzie sądowej. Nie przypadkiem władza nie negocjuje z przedstawicielami Episkopatu zmian w Funduszu Kościelnym, lecz wymusza ich akceptację dla swojej propozycji odpisu od podatku w wymiarze 0,3 procent. Tym samym obniża prestiż Kościoła, choć nie udało jej się uzyskać tego, co zdarza się w zlaicyzowanym świecie. Plan zmiany postaw wyborców ma uzasadnienie, bo ta władza ma bardzo poważne powody, by jej nie stracić, powiem – wręcz śmiertelne powody, by bać się realnej, prawdziwej opozycji, która sprawdzi, jak rządziła.

W okresie światowego kryzysu gospodarczego mocno wybrzmiały też słowa o tym, co Polacy i katolicy mogą dać dzisiejszemu światu…

- Z pokorą, ale i poczuciem własnej wartości ksiądz biskup zwrócił uwagę, że dziś nasz kraj „nie wyznacza dróg ekonomii” ani „szlaków politycznych sojuszy” w światowej polityce, bo są inni, potężniejsi.

Ale możemy trwać przy wartościach, które dzisiejszy świat gubi. To może i powinien być nasz program i nasza rola. Ksiądz biskup postawił przed Polakami konkretne zadania, dotyczące fundamentalnych spraw. To zadania dla wszystkich wierzących, dla Rodziny Radia Maryja, by przekonywać Polaków do naszych tradycyjnych, a zarazem nowoczesnych wartości.

Jak się okazuje, zagubienie tych wartości owocuje dzisiaj kryzysem gospodarczym i finansowym, z którym Unia Europejska najwyraźniej sobie nie radzi. Polskie społeczeństwo jest w wielu wymiarach wciąż wierne tym wartościom, chociaż obserwujemy nie zawsze spójne i jednoznaczne zmiany. Wbrew medialnym stereotypom młodzi często wybierają „tradycyjnie nowoczesne” wartości, np. opowiadając się za ochroną życia poczętego i zmniejszając swoja akceptację dla rozwodów. Chociaż zarazem zgodziliby się na odebranie życia nieuleczalnie choremu, gdy prosi o skrócenie cierpień…. Dlatego wątpię w skuteczność przebudowy naszych umysłów, ale pod warunkiem, że podejmiemy się zadań, o których mówił ks. bp Ryczan.

Dziękuję za rozmowę.

BM

http://www.naszdziennik.pl/mysl/3461,go ... tosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 19 lip 2012, 09:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Antyludzka znieczulica?

Kilka dni temu informowaliśmy o „narodowej tragedii” w Japonii spowodowanej śmiercią pandy w tokijskim ogrodzie zoologicznym. Publiczne opłakiwanie zdechłego niedźwiadka w dalekowschodnim kraju zostało u nas przyjęte raczej z rezerwą, a nawet rozbawieniem. Zwróćmy jednak uwagę, że również w naszym kraju są tacy, którzy do ochrony zwierząt przywiązują większą uwagę niż do ratowania ludzkiego życia.

Niestety, „antyludzka” mentalność już dawno dotarła do naszego kraju. Politycy debatują nad skuteczniejszą ochroną zwierząt. Media przepełnione są komentarzami dotyczącymi dozwolonej długości łańcucha, na którym wolno trzymać psa, właściwymi wymiarami klatek dla kur czy „humanitarnymi” sposobami na zabijanie karpia. O dzieciach z Zespołem Downa mordowanych w polskich szpitalach w tzw. medialnym mainstreamie nie ma ani jednego słowa.

Nie trzeba jednak śledzić wydarzeń na ulicy Wiejskiej ani włączać telewizora aby zorientować się, że coraz większa grupa Polaków pozostaje obojętna na tragedię najmłodszych. Nieocenionych doświadczeń i obserwacji może nam w tym temacie dostarczyć portal Facebook. Bardzo często możemy na nim zobaczyć tzw. łańcuszki, czyli informacje bądź obrazy masowo udostępniane przez ogromną liczbę użytkowników serwisu. Co jakiś czas na tablicach wielu znajomych możemy ujrzeć lamenty i protesty przeciwko okrutnie potraktowanemu zwierzakowi. Powstają organizacje i komitety domagające się ukarania sprawców tych przestępstw. Kliknięcie przycisku „lubię to” zajmuje jedynie sekundę, więc zdjęcia zmasakrowanych zwierząt często goszczą na ekranach milionów użytkowników Facebooka.

Szybko można zauważyć, że te same osoby, które oburzają się na każdy przypadek pobicia psa i muszą podzielić się tym faktem ze wszystkimi swoimi znajomymi, w żaden sposób nie włączają się w akcję obrony życia człowieka. Gdy po Facebooku krąży akcja poparcia dla inicjatyw ochrony niewinnych dzieci, tak chętnie wciskane „lubię to” pod apelem o zwiększenie kar za maltretowanie zwierząt, nagle staje się ostatnim miejscem, w którym można umieścić kursor myszki.

Może to świadczyć jedynie o ogromnej znieczulicy, która zapanowała w mentalności ludzi. Nikt nie powinien być oczywiście zwolennikiem bezmyślnego okrucieństwa wobec zwierząt. Cywilizacja śmierci postawiła jednak na głowie hierarchię wartości. Wydawałoby się, że w momencie usunięcia Boga z życia prywatnego i publicznego, zdegenerowany świat na piedestał wyniesie człowieka. Większym szacunkiem i troską cieszą się w nim jednak zwierzęta. Jak bowiem inaczej nazwać sytuację, w której polscy parlamentarzyści zaostrzają przepisy dotyczące kar za złe traktowanie zwierząt, a w kilka miesięcy później godzą się na zabijanie w świetle prawa niepełnosprawnych dzieci? Czym innym jak znieczulicą jest internetowa aktywność tych, którzy płaczą po zabitym psie a pozostają obojętni na tragedię setek chorych dzieci, którym odbiera się prawo do życia?

Smutek po śmierci pandy nie jest zły sam w sobie. To raczej normalna reakcja tych, którzy opiekowali się zwierzątkiem lub śledzili jego narodziny. Patologią jest natomiast jednoczesna obojętność na losy tych, którym powinna przysługiwać szczególna ochrona. Każdego roku w Polsce „legalnie” zabijanych jest kilkaset dzieci - tylko dlatego, że są chore. Jeśli nie potrafisz, drogi obrońco praw zwierząt, dostrzec tego problemu, to najwyższy czas zacząć zmieniać świat od siebie, a nie od schroniska dla psów i kotów.

Marcin Musiał

http://www.pch24.pl/antyludzka-znieczul ... z213Fdybby


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 18 sie 2012, 09:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Józef Bąk, czyli krajobraz po balu

Ci z nas – szczególnie osoby lubiące wpadać w nastrój typu „dobrze już było” – którzyśmy dorastali w latach, powiedzmy 60-tych, lub jeszcze wcześniej, mówią niekiedy, że gdyby nas, jeszcze jako ludzi młodych, raptownie wrzucić w świat dzisiejszy, moglibyśmy tego szoku nie wytrzymać. I wcale nie chodzi tu o to, że nasza szczenięcość była pozbawiona komputerów, sklepów i telefonów komórkowych, lecz wyłącznie o to, że tamte czasy, cokolwiek by o nich nie mówić, znały jeszcze coś takiego choćby jak wstyd. A więc, jeśli mówię tu o szoku technicznym, to najwyżej w tym sensie, że wprawdzie całą pracę za człowieka, zgodnie z wcześniejszymi planami, wykonują maszyny, ale za to ów człowiek pracuje dwa razy więcej i dwa razy ciężej. To natomiast o co mi chodzi przede wszystkim, to o szok kulturowy. I ani słowa więcej na ten temat, bo to jest przede wszystkim coś na zupełnie osobny wpis, a poza tym każdy i tak mniej więcej wie, o co chodzi.

Ostatnio jednak miałem okazję zaobserwować zjawisko w pewnym sensie odwrotne w stosunku do tego, o czym wspomniałem wyżej. Chodzi mi mianowicie o to, że istnieje pewna sfera naszego życia, która jakiś czas temu przybrała formę tak patologiczną, że gdybyśmy nagle, już po latach, mieli okazję ją zaobserwować w kształcie oryginalnym, prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie uwierzyć, że coś takiego kiedykolwiek było w ogóle możliwe. Co mam na myśli? Otóż być może idealnym symbolem tego o czym mówię, byłby przypadek całej wielotygodniowej medialnej kariery pewnego lokalnego menela i pijaka o nazwisku Hubert H. Pisałem tu o nim wcześniej kilka razy – przyznaję, że z poczuciem pewnego niezrozumienia skali problemu – ostatnio nawet całkiem niedawno, uzupełniając, dla rozjaśnienia części czytelników treści przekazu, swój tekst zdjęciem owego Huberta H. w towarzystwie popularnego dziennikarza Piotra Najsztuba.

Dlaczego uważam, że ten właśnie przypadek w sposób odpowiedni symbolizuje wspomniane zjawisko? Z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest taki, że zrobienie narodowego bohatera ze zwykłego pijaka i drobnego przestępcy tylko dlatego, że ten, w stanie kompletnego zamroczenia alkoholowego, publicznie zwymyślał urzędującego prezydenta państwa, to naprawdę wyczyn nie lada. Gdyby się zastanowić nad tym przypadkiem troszkę staranniej, niż on wydaje się na to zasługiwać, trzeba by było dojść do wniosku, że we współczesnej cywilizacji – cywilizacji dowolnej – tego typu zdarzenie zwyczajnie nie jest możliwe. Można sobie oczywiście wyobrazić sytuację w pewnym sensie podobną, że oto jakieś dziecko, czy półprzytomny staruszek pisze na murze „Jebać rząd” i za to zostaje zmasakrowany przez przechodzącego policjanta, lub choćby postawiony przed sądem za obrazę najwyższych władz państwowych, i wówczas jakieś organizacje praw człowieka postanawiają tego kogoś użyć w swojej kampanii. Tu jednak nie mamy do czynienia ani z dzieckiem, ani z jakimś ekscentrycznym staruszkiem i represyjnym państwem, lecz wyłącznie z jakimś najbardziej pospolitym śmieciem, wulgarnie zaczepiającym ludzi, a następnie, wobec próby wylegitymowania go przez wezwaną policję, lżącego cały świat. I podkreślmy to raz jeszcze – śmieciem awansowanym do pozycji narodowego celebryty wyłącznie dlatego że przy okazji owego lżenia, zelżył też i „tego” prezydenta.

Drugi powód jest taki, że sposób w jaki to zdarzenie zapisało się w publicznej pamięci, dowodzi bardzo zdecydowanie głównej tezy niniejszego tekstu. Że oto ten rodzaj szaleństwa jest tak wybitnie egzotyczny i z punktu widzenia tradycyjnie opisywanego świata tak nierealny, że wiele osób zwyczajnie nie było w stanie zachować jednego o nim wspomnienia w swojej pamięci. Przypadek Huberta H. i jego medialnej kariery jest tak absurdalny, że, gdyby on się nam przydarzył dziś, wywołałby publiczny szok na skalę dotychczas nieznaną. Trzeba też przy tym jednak powiedzieć, że skoro on przed sześcioma laty został potraktowany jako, owszem, interesujący, niemniej jednak stanowiący zaledwie element tamtego pejzażu, to ów pejzaż musiał być pejzażem nie byle jakim.

Patrząc na to wszystko z dzisiejszej perspektywy, można pomyśleć, że istotnie atak, jaki System skierował wobec Prawa i Sprawiedliwości lata już temu był brutalny, i niewykluczone że nawet nie do końca współmierny do przewin tamtego rządu i tamtego prezydenta, niemniej jednak mieścił się on w ogólnie przyjętym zakresie, w jakim działają współczesne media. W końcu nie ma dziś dnia, by czy to gazety, czy radio, czy wreszcie telewizja nie wypełniały swojego przekazu informacjami całkowicie nieistotnymi, ale za to gwarantującymi to, że najbardziej zidiociała część publiczności zechce się nimi karmić, a w domenie polityki by nie dokuczały poszczególnym ministrom z powodu ich oczywistego już dla wszystkich dziadostwa. Nie ma też dziś dnia, żeby media nie kpiły z kolejnego cymbalstwa prezydenta Komorowskiego, jak choćby przy pamiętnej okazji skierowanej przez niego do młodzieży nauki, że nieważne wykształcenie, bo to co się naprawdę liczy, to osobista inteligencja. Każdy przyzna, że praktycznie codziennie, od rana do wieczora, jak najbardziej dowiadujemy się o tym, że oto gdzieś znów któryś z naszych władców – lub, jak ostatnio, jego ukochane dziecko – coś spieprzył, lub coś ukradł, lub ewentualnie powiedział coś tak skandalicznego, że można się już tylko zacząć martwić o jego zdrowie. A mimo to, wciąż twierdzę, że nawet gdyby ten śmiech stał się jeszcze większy i jeszcze powszechniejszy, to i tak to, z czym mieliśmy do czynienia przed laty, pozostanie dla nas prawdziwym kosmosem.

Mamy więc niegdysiejszego Huberta H. A przecież on tam, w tamtym pejzażu, nie był wcale osamotniony. Przypomnijmy sobie słowa Donalda Tuska z kampanii przed wyborami w roku 2007, kiedy to opowiadał on, jak to, kiedy podróżujemy przez Niemcy, nie widzimy tylu krzyży przy drogach co w Polsce. I że te nasze krzyże to skutek zbrodniczej polityki zaniedbania prowadzonej przez PiS. Gdyby dziś ktoś nagle zaczął wykorzystywać pojedyncze tragedie tego typu, których ostatnio jakby z każdym dniem jest coraz więcej, jako argument w politycznych sporach, pół narodu złapałoby się za głowę.

Przypomnijmy sobie całą kampanię związaną z tym, że jacyś policjanci kupili wieśmaki dla któregoś z ministrów. Przypomnijmy sobie medialną kampanię związaną z tym, że Jarosław Kaczyński miał urwany guzik od marynarki, a Ludwik Dorn za krótkie skarpetki. Przypomnijmy sobie pielęgniarki protestujące przed Urzędem Rady Ministrów z butelkami wypełnionymi kamyczkami, które to butelki były uruchamiane dokładnie co godzinę, i tak przez całe tygodnie, podczas gdy wszystkie telewizyjne stacje informacyjne, o każdej równej godzinie, przełączały się na transmisję na żywo z tego klekotania. Spróbujmy sobie przypomnieć wielodniową medialną aferę spowodowaną tym tylko, że żona Prezydenta, wyruszając z nim w podróż, zabrała do samolotu reklamówkę z kanapkami. Przypomnijmy sobie, jak to ówczesna opozycja parlamentarna kierowała do Marszałka wniosek o dymisję WSZYSTKICH ministrów. Z jednym tylko uzasadnieniem: że każdy z nich jest ministrem złym i niekompetentnym. I akcja ta była prowadzona nie dość, że przy pełnej akceptacji ze strony mediów, to jeszcze często przy ich pełnym entuzjazmie.

Przypomnijmy sobie, że tam niemal nigdy nie chodziło o to, że rząd rozpisał przetarg na budowę autostrady, a następnie przyjął ofertę od jakiejś dziwnej chińskiej spółki o 40% niższą od wstępnego kosztorysu. Tam niemal nigdy nie chodziło o to, że inflacja w Polsce wzrosła do 5%. Tam też nigdy nie chodziło o to nawet, że Lech Kaczyński w jakimś ciężkim otępieniu zabrał kieliszek szwedzkiej królowej, lecz wyłącznie o to, że sąsiadująca z Pałacem Prezydenckim publiczna apteka zakupiła ileśtam tabletek Viagry, czy jakiegoś innego leku na potencję i że to zapewne dla prezydenckich ministrów. Tamte czasy nie były przepełnione troską o to, że Prezydent ma ciężką chorobę serca, która uniemożliwia mu sprawowanie urzędu, lecz plotkami na temat tego, że on ma chroniczną sraczkę i że to jest bardzo zabawne. Tam nie było dylematu, na ile opozycja ma współpracować z rządem i prezydentem dla pomyślności ojczyzny i jej obywateli, lecz wyłącznie pełne satysfakcji liczenie, ile to już ważnych osob zrezygnowało z udziału w wielkim balu prezydenckim, który ten bałwan postanowił zorganizować nie wiadomo po co i dla kogo, z okazji Święta Niepodległości.

I dziś kiedy wszystkie media rozpisują się o upadku Amber Gold, i o ludziach, którzy zostali z tymi wizytówkami swoich doradców finansowych w dłoniach, i kiedy słyszę jak Donald Tusk, a za nim dziesiątki komentatorów, wyjaśniają nam, że każdy z nas jest kowalem własnego losu, jakimś dziwnym zawijasem pamięci, wracają do mnie wspomnienia tych wszystkich nieszczęść, czy to w Chrzczonowicach, kiedy to tych ośmiu ochroniarzy – zapewne w jednym z supermarketów – jadących do pracy zabrała śmierć, czy też wcześniejszy wypadek udziałem grupy młodych mężczyzn z Hajnówki tak samo udających się do pracy, i też ich zabrała ta sama dokładnie śmierć. I słyszę, że to nie tyle przez stan naszych dróg, lecz trochę może przez to, że właściciele tych aut jeżdżą na kiepskich i zużytych oponach, bo nowe są cholera drogie, a każdy przecież wie, jak nie jest łatwo. I myślę o tych wszystkich młodszych i starszych mężczyznach i kobietach, codziennie, każdego ranka, jadących do pracy, i najczęściej do tej pracy jakimś cudem dojeżdżających, tyle że tam, już tam na miejscu, dowiadujących się, że jednak nie dostaną pieniędzy za ostatnie trzy miesiące, bo jakiś Chińczyk, Niemiec, czy Polak – jeden diabeł – na razie nie ma im czym płacić. I zastanawiam się, ileż to oni muszą tam w tej swojej pracy zarabiać, żeby tak, zamiast normalnie kraść, czy robić w bramie obok pośredniaka z kolegami flaszkę na trzech, najpierw siadać przy stole, bazgrać to cholernie zabawne CV, które intelektualiści z Agory w swoim czasie odpowiednio wyśmieją, a później zadawać sobie ten trud, by wstawać każdego ranka i jechać do pracy? Z całą pewnością nie mniej niż jakieś pięć złotych za godzinę. No, powiedzmy, cztery.

Jakaż okropna jest ta cisza. Ileż się zmieniło od czasu, gdy zabawiał nas nie tylko ów hałas kamieni w butelkach po wodzie mineralnej, ale w ogóle było znacznie bardziej wesoło. Jeszcze żył Lech Kaczyński, więc i był Irasiad i Borubar i – wspomniana już wyżej – sraczka, i kartofle i guziki, i sznurówki. I Palikot poił meneli alkoholem. I agenci z CBA łapali Bogu ducha winnych lekarzy, i kabarety kwitły i gwiazdy tańczyły. Aż trudno uwierzyć, że to tak niedawno. Czemu nagle zrobiło się tak okropnie cicho?

http://osiejuk.salon24.pl/440827,jozef- ... az-po-balu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 29 sie 2012, 16:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Transplantacyjny biznes

Darujcie megalomański zabieg, ale dziś publikuje wywiad, którego sam udzieliłem. Pewnie Gadowski też wydłuża swe filakterie -

Polskie media są tak jałowe i nastawione na propagandę obozu rządzącego, że lubię czasem wrzucić Wam coś ze świata. Wtedy widać powiększającą się odległość pomiędzy polskojęzycznymi mediami, a mediami na świecie. To nie bzdury z Rosji i papka z Warszawy są podstawowym budulcem informacyjnych serwisów tam gdzie ludzie myślą.

Wywiad przeprowadził pan Mateusz Rawicz

Transplantacje to wielki biznes – z Witoldem Gadowskim, współreżyserem filmu „Mitzvah” rozmawia Mateusz Rawicz.

Jak długo trwały prace nad filmem „Mitzvah”, który wyreżyserował Pan wspólnie z Maciejem Grabysą?

Film powstawał przez trzy lata, teraz na jego kanwie powstaje książka o międzynarodowej mafii transplantacyjnej. Zbieraliśmy się do niego dość długo, ale w końcu dostaliśmy dotację z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i mogliśmy go zrealizować.

To film śledczy?

Nie jest to film śledczy, choć zawiera wątki śledcze. Staraliśmy się nie popaść w ton sensacyjny, który zwykle towarzyszy materiałom śledczym, bo byłoby to ze szkodą dla problemu i dla prawdy. Prawda jest w tej sprawie niesłychanie złożona. „Mitzvah” jest filmem trudnym w odbiorze. Nagromadzenie problemów, stanowisk, miejsc, kultur, czyni z niego duży kolage. Jest to próba rozważania o rzeczach ostatecznych, związanych z życiem, śmiercią, możliwością ratowania życia kosztem czyjegoś ciała. Z transplantacją wiążą się ogromne problemy religijne i etyczne.

„Mitzvah” to historia ludzkiej nerki…

Motywem wyjściowym filmu jest poszukiwanie odbiorcy nerki od dawcy, którego znaleźliśmy we wsi Menżir w Mołdawii. Osią dramaturgiczną jest prześledzenie wędrówki nerki od dawcy z Mołdawii poprzez nielegalną operację w Turcji aż do odbiorcy w Izraelu. Człowiek, który dzięki tej nerce żyje, zapłacił za nią ogromne pieniądze. Nie był świadomy, że to się odbywa w sposób kryminalny. Wychodząc z tej opowieści staramy się opowiadać o tym jak wielką siłą jest życie, jest dużo silniejsze niż religijne zakazy, nakazy niż prawo różnych krajów i różnych kultur. Siłą rzeczy staraliśmy się też zmierzyć ze sposobem widzenia transplantacji w trzech religiach: prawosławiu, judaizmie i islamie. Oś sensacyjna filmu jest na drugim planie. Rozmawiamy z brokerem, który załatwił tego typu transakcje. Jest to prawie oficjalna działalność. Ten broker nie zgodził się na publikację wizerunku, właściwie na nic się nie zgodził, więc musieliśmy zastosować kilka elementów maskujących, żeby jakoś ominąć jego zakazy. W tym wszystkich bardziej fascynowało nas to jak ludzie w różnych kulturach, religiach tłumaczą sobie coś, co jest rzeczą nienaturalną, czyli sprawę przeszczepów, oddawania i przyjmowania obcych organów.

Organy pobiera się od osób żyjących…

Nerki można pobierać tylko od osób żyjących. Wątroba, płuca gałki oczne i serce pobierane są jedynie od osób zabijanych (jak w Chinach czy Kolumbii) bądź umierających.

Ile biorcy płacili za nerki biorcy?

150-160 tysięcy dolarów.

A ile otrzymywali za nie dawcy?

3-4 tysiące dolarów. To pokazuje skalę wyzysku tych biednych ludzi i problem społeczny, jaki istnieje. W filmie pojawiają się także sceny z Chin, gdzie pozyskuje się organy z ciał skazańców. Międzynarodowy obrót organami korzysta z organów chińskich więźniów.

Czyli transplantacja to nie tylko metoda ratowania życia, problem etyczny, ale przede wszystkim wielki biznes?

Sumy płacone za transplantacje idą w setki tysięcy dolarów. Szczególnie w Turcji, co doskonale udowodnił najsłynniejszy turecki dziennikarz śledczy, Ingur Dündar. Rozmawialiśmy z nim. Pokazał w reportażu śledczym, jakim biznesem w Stambule były nielegalne transplantacje. Ten reportaż doprowadził do ujęcia jednego z najbardziej znanych i najlepiej prosperujących transplantatorów, doktora Somneza. Dündar jest powszechnie szanowanym i cenionym dziennikarzem. Jest szefem jednej z prywatnych tureckich telewizji, ma w niej własny kanał śledczy. Porównując losy dziennikarzy śledczych w Polsce z jego losami możemy zdobyć się na gorzką refleksję. Jesteśmy daleko za Turcją w rozwoju rynku medialnego.

W filmie pojawia się też kontrowersyjny wątek śledztwa szwedzkiego dziennikarza…

Donald Boestrem na podstawie bardzo nikłych przesłanek postawił tezę, że Palestyńczycy są mordowani przez wojskowych izraelskich właśnie dla uzyskania organów. Wywołało to duży skandal. Boestrem został wydalony z Izraela. Doszło do zadrażnień na linii Izrael – Szwecja.

Relacja Boestrema nie jest wiarygodna?

W filmie bardzo emocjonalnie udowadnia swoje racje. Z punktu widzenia dziennikarskiej rzetelności w jego argumentacji jest bardzo wiele luk. Staraliśmy się podejść do tego, co mówi w sposób beznamiętny. Przedstawiliśmy relacje Izraelczyków, którzy prowadza w tej sprawie śledztwa. W Izraelu problem transplantacji jest bardzo głośny. Stanowi nie tylko przedmiot dochodzeń śledczych, ale i ogólnonarodowej debaty w Knesecie. W filmie wypowiada się też jeden z liderów Hamasu, który właśnie wyszedł z więzienia. Jego relacja jest bardzo jednostronna. Staraliśmy się także pokazać przedstawicieli państwa Izrael. Naszą rolą nie jest sądzenie i wydawanie wyroków, tylko pokazanie tego problemu i ludzkich dylematów z nim związanych w takim dosyć uniwersalnym wymiarze.

RabinYitzhak Levi Rosenbaum stałna czele międzynarodowego gangu handlującego ludzkimi organami. W 2009 r. aresztowała go policja w Nowym Jorku.

Tak, to wydarzyło się po zrealizowaniu filmu. Toczy się w tej sprawie wielkie śledztwo w Izraelu. To potwierdziło, że stąpaliśmy dobrymi tropami. Podnoszone problemy zaczęły jakoś zyskiwać swoje finały.

W filmie miała być przedstawiona historia rabina Wolfowitza, który przekazał organy swojej wnuczki palestyńskim dzieciom.

Tak. Bardzo nad tym ubolewam, ale PISF zarządzał radykalnego skrócenia naszego filmu. Pierwotnie film miał mieć 120 minut, ale niestety musieliśmy go skrócić o połowę i zrezygnować z wielu wątków, m.in. z tego fragmentu. Posłuży nam do rozbudowanej wersji filmu albo jako wstęp do nowego filmu. To nie mieści się w powszechnym pojmowaniu Bliskiego Wschodu i i Izraela, gdzie widzimy radykalne podziały, a tu ortodoksyjny rabin, Wolfowitz, zgadza się na transplantację organów tragicznie zmarłej wnuczki i przekazaniu ich palestyńskim dzieciom. Opowiadał nam o tym w sposób bardzo piękny i mądry. Zaimponował mi mądrością, wyważeniem, brakiem zacietrzewienia, sposobem rozumienia człowieka.

Podczas realizacji filmu spotykaliście się z osobami organizującymi handel organami w wielu krajach…

W Hajfie spotkaliśmy się z Chaimem, największym brokerem transplantacyjnym w Izraelu, prowadzi swoją spółkę wraz z emerytowanym oficerem Mossadu. Nie zgodził się na filmowanie, więc został nagrany z ukrytej kamery. Tropiąc jego działania trafiliśmy na izraelski szpital w Medellin w Kolumbii, gdzie przeszczepiane są wątroby, płuca i serca (pochodzące oficjalnie od ofiar wypadków komunikacyjnych, w Kolumbii jest ich więcej niż w Nowym Jorku!!!). W kibucu obok Strefy Gazy spotkaliśmy się z Judytą, której za 160 tysięcy dolarów przeszczepiono w Medellin wątrobę. Na jej operację złożył się cały kibuc. W Kiszyniowie trafiliśmy na Ninę Ungureanu, szefową mołdawskiej mafii transplantacyjnej, która wysyłała swoich rodaków na operację wycięcia nerki do Stambułu. Uciekała przed nami, nie chciała rozmawiać, w końcu nasłała na nas swoich ochroniarzy. Biedak w Menżir dostawał za nerkę 3 tysiące dolarów (w filmie są wywiady z tymi ludźmi i ich popem) i po dwóch dniach byli wyrzucani ze szpitala w Stambule. Na własny koszt musieli powracać do Mołdawii.

Wspomniał Pan, że na kanwie filmu „Mitzvah” powstaje książka…

W książce, która zamierzamy napisać razem z Maciejem Grabysą znajdą się także wywiady z mafiosami z Kosowa i Azerbejdżanu oraz opis ucieczki Niny Ungureanu i doktora Zaki Schapiro, najsłynniejszego lekarza w czarnym biznesie transplantacyjnym. Umówił się z nami na spotkanie w Tel-Avivie i w ostatniej chwili ktoś go ostrzegł, uciekł. Było to świeżo po jego wyjściu z izraelskiego więzienia. Kilka miesięcy później zorganizował nielegalny szpital na południu Kosowa, teraz działa w Azerbejdżanie.

Jak wygląda problem handlu organami w Polsce?

Biznes transplantacyjny w Polsce nie jest wielki. Nie natrafialiśmy na jakieś większe ślady podczas kręcenia filmu. Znamy ten problem bardziej z utarczek politycznych, które wybuchły po wypowiedzi ministra Ziobro w sprawie doktora G. Ten wątek wykorzystano do bieżącej gry politycznej. Posłużono się nim do walki mówiąc bałamutnie, że na skutek wystąpienia ministra Ziobro spadła ilość transplantacji. Do dziś nie toczy się otwarta dyskusja na ten temat. Jeżeli dyskutujemy o medycynie, o różnych eksperymentach medycznych, to raczej dyskutujemy o in vitro, o aborcji. Nie zauważyłem, żeby o transplantacjach toczyła się jakaś większa dyskusja publiczna. Dyskusje toczą się pewnie w szpitalach, laboratoriach. Być może toczą się dyskusje etyczne na uczelniach medycznych. Nie funkcjonuje to w świadomości publicznej. Nie zadajemy sobie pytań, w jaki sposób to może funkcjonować.

Dziękuję za rozmowę.

Witold Gadowski (ur. 1964 r.), dziennikarz, publicysta. W latach 90. korespondent wojenny na Bałkanach. Były szef telewizyjnej „Jedynki”. Współautor książki „Tragarze śmierci”. We wrześniu nakładem wydawnictwa Zysk ukaże się jego książka pt. „Wieża komunistów”.

Tygodnik Nasza Polska, nr 34, 21.08.2012 r.

http://wgadowski.salon24.pl/443467,tran ... jny-biznes


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 12 paź 2012, 07:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Schizofrenia moralna

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem, rozmawia Sławomir Jagodziński

Projekt ustawy zakazującej "aborcji eugenicznej", którą de facto dopuszcza obecne ustawodawstwo w Polsce, wywołał wściekłość środowisk lewicowo-liberalnych. Skąd taka agresja wobec chorych dzieci?
- Żyjemy w czasach neoeugeniki, mniej lub bardziej zakamuflowanej. Ale to nadal ta sama eugenika - to wojna przeciw słabym - upośledzonym, niepełnosprawnym, dalej idąc - wykluczonym społecznie czy cywilizacyjnie. Ona przetoczyła się w okresie II wojny światowej w sposób bezpardonowy, ale zarazem bardzo czytelny, niezakamuflowany. Po 1945 r. agresja przeciw słabym nie została zaniechana. Przybrała nowe postacie. Zyskała nowych liderów, a wśród nich Margaret Sanger i jej perwersyjne określenie "kontrola urodzin". A kontrola urodzin to antykoncepcja, sterylizacja i aborcja, to selekcja embrionów drogą in vitro... Nie zależy nam na przyszłości świata, nie myślimy w kategoriach dobra i celu. Myślimy w kategoriach przyjemności i konsumpcji dóbr. Zamiast świata racjonalnego pielgrzymowania mamy świat cwanych konsumentów żyjących w rytmie "słodkiego, miłego życia". Niepełnosprawni są w tym świecie zdecydowanie niepotrzebni.

Jak skomentować postawę posłów określających się jako katolicy, którzy przy takich głosowaniach opowiadają się przeciw życiu albo wstrzymują się od głosu?
- Na ile staram się zrozumieć te postawy, odwołują się one do swoistego podziału: kompromis polityczny nie oznacza kompromisu moralnego. A więc zawieram kompromis polityczny, głosując przeciw życiu lub wstrzymując się od głosu za życiem, ale to nie znaczy, że moje poglądy moralne są tutaj niezgodne z nauką Kościoła.

Taka schizofrenia moralna jest trudna do zrozumienia dla człowieka racjonalnego. Ona odzwierciedla tendencje, które były wysuwane w etyce katolickiej doby posoborowej. Wystarczy wspomnieć koncepcje autonomii moralnej, odróżnianej od wiary chrześcijańskiej. Etos światowy był horyzontalny, etos święty (wiary) był wertykalny. Jeśli nawet się krzyżowały, to incydentalnie, ale były tak naprawdę niezależne od siebie. Mniej wyrafinowani intelektualnie, ale dotknięci tą samą schizofrenią mawiali i mawiają: "Jestem wierzący, ale niepraktykujący". Jeszcze inni mówią o różnicy między kompromisem politycznym a moralnym. Im wszystkim warto po prostu dedykować słowa bł. Jana Pawła II z "Veritatis splendor": "Więź między wiarą a moralnością ujawnia w pełni swój blask w bezwarunkowym poszanowaniu niezaprzeczalnych wymogów wypływających z osobowej godności każdego człowieka, wymogów chronionych przez normy moralne, które zakazują bez wyjątku dokonywania czynów wewnętrznie złych".

Prezydent Komorowski, bardzo chętnie pokazujący się na uroczystościach kościelnych, przyjmujący Komunię Świętą w świetle kamer, komentując debatę w Sejmie, wezwał PO do obrony za wszelką cenę tzw. kompromisu aborcyjnego w Polsce. Pojawiają się nawet sugestie, że Kościół popiera obecny stan prawny dotyczący aborcji...
- Pan prezydent, ale nie tylko on, zapewne potrzebuje swojego Jana Chrzciciela, który powiedziałby mu wyraźnie, w twarz: "Nie wolno ci...". Nie wolno zachęcać, przymuszać do zła, które jest czynem wewnętrznie złym. Nie wolno tym bardziej, że deklaruje się bycie katolikiem. Bóg mówi: "Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo" (Pwt 30, 18). Tutaj nie ma schizofrenii czy dualizmu. Tutaj jest proste albo - albo. I konsekwencje wyboru.

Stosunek Kościoła do obecnej ustawy prawnej dotyczącej aborcji to kwestia związana z określoną strategią. Jej charakter kompromisowy był zauważany jako rozwiązanie czasowe i przejściowe - zgodnie z tym, jak uczył nas Jan Paweł II w "Evangelium vitae", że ustawowy kompromis może być częścią strategii prawnej w sytuacji, gdy niemożliwe jest osiągnięcie w pełni sprawiedliwego ustawodawstwa chroniącego życie ludzkie bez żadnych wyjątków. Nie zwalnia to uczciwych polityków z powinności dążenia do uchwalenia prawa lepiej chroniącego życie ludzkie. Te komentarze związane z utrwalaniem kompromisu każą zatem pytać o uczciwość i sumienie polityków.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ralna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 30 paź 2012, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Etyka ks. prof. Tadeusza Stycznia

W poprzedni poniedziałek społeczność Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II miała okazję przypomnieć sobie o współtwórcy lubelskiej szkoły etycznej, czyli śp. ks. prof. Tadeuszu Styczniu, najbliższym uczniu, przyjacielu i współpracowniku doc. Karola Wojtyły, a od 1978 roku - Jana Pawła II.

Za życia ks. prof. Styczeń był jedną z najbardziej rozpoznawalnych i atrakcyjnych osobistości tego uniwersytetu, do dzisiaj pamiętaną przez wszystkich jego absolwentów jako "mały książę".

Tylko dwa lata minęły od jego samotnej śmierci w cierpieniu i już studenci w swojej większości nawet jego nazwiska nie potrafią zidentyfikować i skojarzyć z najwybitniejszymi osiągnięciami polskiej filozofii.

Ponowna publikacja przez KUL wszystkich dzieł księdza profesora daje jednak nadzieję, że sytuacja się zmieni, bo za otrzymane dobro należy dziękować i je pomnażać.

Tak powinno być także z dziełem etycznym ks. prof. Stycznia. W czasach nie tylko poważnego moralnego kryzysu, ale nade wszystko kryzysu etyki oraz kryzysu jej rozumienia, konieczne jest najpierw wiedzieć, nie jak uprawiać np. biologię czy medycynę, ale jak uprawiać etykę.

Medycyna dotyczy "tylko" naszego zdrowia, a etyka - dobra naszego człowieczeństwa, czyli dobra człowieka jako człowieka, a zatem najważniejszego naszego dobra. Kryzys etyki jest poważniejszy niż kryzys medycyny czy jakiejkolwiek innej nauki.

Każde dzieło jest nie tylko "owocem czasu swego", ale powinno być odpowiedzią na własną konkretną teraźniejszość. Tak jest z etyką ks. prof. Stycznia. Jest ona - nawiązując do badań ks. doc. Karola Wojtyły - konfrontacją z do dzisiaj rozpowszechnionymi i wciąż przeważającymi modelami etycznego myślenia, zarówno w kraju, jak i za granicą. Według lubelskiego etyka, te modele zakwestionowały możliwości zbudowania etyki jako nauki formułującej twierdzenia zarazem konieczne (a nie tylko prawdopodobne) i dotyczące dobra i zła moralnego.

Tylko taka etyka - wiedza o dobru i złu moralnym - interesuje nas w naszym moralnym życiu. Jednak dominująca w nowożytności i współcześnie koncepcja nauki zakwestionowała możliwość formułowania twierdzeń koniecznych o realnej rzeczywistości. Twierdzi się dzisiaj, że realnej rzeczywistości mogą dotyczyć tylko twierdzenia prawdopodobne (niekonieczne).

Etyka zatem jest niemożliwa na gruncie tych założeń lub pod jej szyldem możliwe jest uprawianie refleksji o jakimś innym dobru niż dobro moralne (np. o przyjemności). Oto zatem prawdziwie satanistyczne rozprawienie się z etyką przez nowożytnych myślicieli, chętnie jednak posługujących się szyldem "etyki" dla dezorientacji.

Mamy zatem "etyków", którzy tym mianem określają swoją teorię przyjemności lub autonakazów błędnie utożsamianych z dobrem i złem moralnym. W felietonie mogę oczywiście tylko poinformować o tej postawionej przez ks. Stycznia diagnozie stanu współczesnej etyki, a po szczegóły odsyłam do wspomnianych dwóch tomów pism etycznych.

Ksiądz profesor szczególnie ubolewał, iż wielu duszpasterzy lekceważy sobie studium etyki, błędnie mniemając, że seminaryjny kurs pozwoli na orientację w zadomowionych dzisiaj sposobach etycznej refleksji, a i tak prawdziwie użyteczną w duszpasterstwie wiedzę zdobywa się jakoby w naukach szczegółowych.

Z powodu tych oczekiwań rozpowszechnione jest dzisiaj sprowadzanie wszystkich moralnych problemów do problemów medycznych czy psychologicznych, a zatem jakoby rozwiązywalnych za pomocą narzędzi wypracowanych przez te nauki szczegółowe.

Zapominając, iż mogą one formułować twierdzenia tylko prawdopodobne (zatem zawsze możliwe do zmiany), zamiast moralnej winy identyfikuje się więc medyczne czy psychiczne schorzenie, czyli zamiast pokuty daje się jakąś pigułkę lub psychoterapię. Pilnie zatem potrzebna jest nam wszystkim lektura dzieła ks. prof. Tadeusza Stycznia.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... cznia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 20 lis 2012, 11:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
RPD: Dzieci nie można bić. A wolno zabijać?

Większość Polaków akceptuje klapsy jako metodę wychowawczą – wynika z badań opinii społecznej przeprowadzonych na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka. W związku z tym „skandalicznym” faktem Marek Michalak rozpoczyna kampanię społeczną mającą na celu walkę o prawa dzieci. W tym samym czasie Rzecznik milczy w sprawie setek niepełnosprawnych dzieci, które każdego roku są zgodnie z morderczymi przepisami prawa zabijane w Polsce.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak zaprezentował wyniki badań pokazujące m.in. stosunek społeczeństwa do klapsów. 68 proc. Polaków uważa, że są takie sytuacje, kiedy dziecku trzeba dać klapsa, a 38 proc. zgadza się ze stwierdzeniem że tzw. lanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Jedna czwarta respondentów (24 proc.) uważa bicie dzieci jako skuteczną metodę wychowawczą.

W 2010 roku przez Polskę przeszła wielka fala protestów przeciwko tzw. ustawie przemocowej. Projekt ten był dużym ciosem wymierzonym w rodzinę, radykalnie ograniczającym wpływ rodziców na wychowanie dzieci. W myśl nowego prawa klapsy zostały zakwalifikowane jako przemoc domowa. - Stosowanie przemocy wobec dzieci jest najstraszniejszym z przestępstw, jakie może popełnić dorosły – mówił podczas dzisiejszej konferencji prasowej Marek Michalak. Nie mniej przerażający jest też fakt, że - jak wykazują badania - wielu dorosłych znajduje szeroki wachlarz powodów usprawiedliwiających swoją bierność, czy niechęć do podejmowania działań bezpośrednich, kiedy w otoczeniu dzieje się krzywda dziecku. Obojętność społeczeństwa, a w konsekwencji przyzwolenie na stosowanie przemocy wobec młodych ludzi jest – moim zdaniem – niedopuszczalna – dodał Michalak.

Rzecznik Praw Dziecka nie potrafi natomiast przedstawić nawet bardzo wąskiego wachlarza powodów, które usprawiedliwiłyby jego bierność wobec zabijania nienarodzonych dzieci. W ustawie o RPD możemy przeczytać, że dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości. Marek Michalak ma więc ustawowy obowiązek ochrony dzieci przed narodzeniem. Jak do tej pory ani razu nie wspomógł jednak jakichkolwiek działań w obronie życia, nie wykazał się również własną inicjatywą w tej kwestii. Przeciwnicy aborcji wielokrotnie prosili Michalaka o wsparcie akcji podejmowanych przeciwko zabijaniu dzieci – do tej pory bezskutecznie. Trudno sobie wyobrazić większą obłudę – komentuje zachowanie Rzecznika Mariusz Dzierżawski, członek Rady Fundacji Pro – prawo do życia. Michalak skompromitował się podczas ostatniej batalii o zmianę ustawy aborcyjnej i wyeliminowanie z niej przesłanki umożliwiającej zabijanie niepełnosprawnych dzieci. W Polsce dyskusje o ochronie życia poczętego są niestety zawsze bardzo burzliwe i mają charakter polityczny. Natomiast urząd Rzecznika Praw Dziecka jest z założenia apolityczny. Zabieranie głosu w takiej dyskusji automatycznie umiejscowiłoby Rzecznika po którejś ze stron sceny politycznej, co byłoby sprzeczne z zasadami jego funkcjonowania. Jako Rzecznik w codziennej pracy koncentruję się na rzetelnym wykonywaniu obowiązków wynikających z ustawy i innych przepisów prawa – mówił Michalak w rozmowie z PCh24.pl.

Dzieci nie można więc bić, ale wolno je zabijać. Rzecznik twierdzi, że umywa ręce od kwestii ochrony dzieci nienarodzonych. Oznacza to, że odpowiedzialność za tortury i śmierć tych dzieci spoczywa również na nim – mówi Aleksandra Michalczyk, członek zarządu Fundacji Pro. Swoje działanie Michalak tłumaczy… troską o człowieka. Mamy zakaz bicia dzieci, ale pamiętajmy o tym, że na końcu każdego przepisu stoi człowiek. Jeśli jeden nie będzie chciał go respektować, a drugi - widząc to - nie będzie reagować, to nic się nie zmieni. Jeśli chcemy przerwać spiralę przemocy, musimy zacząć od siebie – mówił podczas dzisiejszej konferencji. Jeśli Marek Michalak nadal będzie milczał, gdy toczy się walka o sprawy fundamentalne, to również nic się nie zmieni – dzieci nadal będą w Polsce zabijane zgodnie z przepisami prawa. Nie będą bite bo będą martwe.

Marcin Musiał

http://www.pch24.pl/rpd--dzieci-nie-moz ... z2CksFza4B


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 10 sty 2013, 07:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Moralność to fakty, nie opinie

MJ, KAI

Wartość ludzkiego życia jest bazą wszystkich innych praw człowieka. Jej relatywizacja prowadzi do cywilizacji śmierci – podkreślił ks. abp Henryk Hoser, który był gościem IV spotkania dla młodzieży z cyklu „Otwórzmy oczy”. W trakcie debaty zorganizowanej w Kurii Diecezji Warszawsko-Praskiej poruszono kwestie aborcji, sztucznego zapłodnienia i eutanazji. – To, że prawo stanowione na coś pozwala, nie oznacza, że jest ono moralnie akceptowalne – powiedział ksiądz arcybiskup, odnosząc się do tzw. kompromisów prawnych, które przyzwalają na aborcję. Jak wskazał, moralność ludzi wierzących musi opierać się na faktach, a nie na opiniach.

http://www.naszdziennik.pl/wp/20480,mor ... pinie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 11 sty 2013, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
„Bioetyczny detektyw” w Telewizji Trwam

W obliczu dyskusji nasilających się wokół problematyki bioetycznej powstał film „Bioetyczny detektyw”, który jest emitowany w odcinkach w Telewizji Trwam. Etyk ks. prof. Paweł Bortkiewicz, śledząc rewolucje naukowe dokonujące się w medycynie, porządkuje pojęcia i argumenty w bioetycznej dyskusji. Film prowokuje do myślenia.

Żyjemy w epoce, w której coraz częściej słyszymy o klonowaniu ludzi, seryjnej produkcji ludzkich narządów (jako części zamiennych), a także o eutanazji, in vitro, eugenice. Naprzeciw nasilającej się dyskusji bioetycznej wychodzi film „Bioetyczny detektyw”.

Charakterystyczne jest to, że obrońcom życia bardzo często oponenci zarzucają, że ich poglądy wynikają wyłącznie z ich wiary, a to nieprawda, gdyż za ich stanowiskiem przemawiają argumenty racjonalne. W filmie systematyzuje je ks. prof. Paweł Bortkiewicz, który wciela się w rolę bioetycznego detektywa. Jak zaznacza, akcja rozgrywa się na pograniczu biotechnologii i biomedycyny, prawa, etyki, ekonomii i polityki.

– Film ma pokazać, że problemy bioetyczne istnieją na bardzo wielu płaszczyznach, posiadają wiele znaczeniowych odcieni – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. prof. Bortkiewicz.

Na przykład jeżeli mówimy o in vitro, to warto wspomnieć nie tylko o problemie eliminowania embrionów nadliczbowych czy oderwaniu prokreacji od aktu małżeńskiego, ale również podjąć tematy z tym związane, np. tzw. surogatek (matek zastępczych) czy „produkcji dzieci lekarstw”, które mają służyć celom transplantacyjnym dla swojego rodzeństwa.

– Chodzi o pokazanie, że dyskusja na tematy bioetyczne może i powinna się toczyć na poziomie czysto racjonalnym – podkreśla ks. prof. Bortkiewicz. Dlatego też w filmie padają argumenty, które wyraźnie pokazują negatywny stosunek do wspomnianych zagrożeń życia ludzkiego. Film porządkuje argumenty dyskusji na poziomie elementarnym.

Potrzebę i wartość tego rodzaju przekazów ukazujących prawdziwe oblicze zagadnień bioetycznych wskazuje dr Paweł Wosicki, prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. – Niestety dyskusja bioetyczna bardzo często zdominowana jest przez jedną stronę wrogą życiu. Większość opinii społecznej jest epatowana argumentami niemającymi pokrycia w rzeczywistości. Dlatego filmy, akcje uświadamiające fakty i pokazujące rzeczywistość, prawdę, są niesłychanie potrzebne i ważne – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Wosicki.

Pierwszy odcinek „Bioetycznego detektywa” wyemitowany w Telewizji Trwam 5 stycznia był poświęcony zagadnieniu komórek macierzystych. Kolejny zostanie pokazany już jutro o godz. 17.30.

Film ten będzie gościł w naszych domach przez kolejnych 19 tygodni. W sumie zostanie wyemitowanych 20 odcinków. Ze względu na konwencję filmu, która bazuje m.in. na grafice komiksowej i ma nurt śledczy, detektywistyczny, obraz adresowany jest przede wszystkim do ludzi młodych. Jednak jego twórcy mają nadzieję, że będzie się cieszył zainteresowaniem również innych odbiorców.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... trwam.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 04 lut 2013, 08:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Postęp się cofnął?

Wprawdzie karnawał w pełni, ale nikt nie ma do niego głowy, bo cała postępowa Polska pogrążona jest w żałobie z powodu odrzucenia przez tubylczy Sejm wszystkich trzech projektów ustaw przewidujących instytucjonalizację tzw. związków partnerskich. Co bardziej postępowe środowiska nie tylko pogrążone są w żałobie, ale wręcz wiją się ze wstydu - co nawiasem mówiąc, poeta przywidział jeszcze przed wojną, pisząc w poemacie „Wiosna” prorocze słowa: „Ha! Będą ze wstydu się wiły dziewki fabryczne, brzuchate kobyły, krzywych pędraków sromne nosicielki!” Oczywiście jak to przy proroctwach, wszystko mu się pokręciło, bo ze wstydu nie wiją się żadne „brzuchate kobyły”, tylko młode, wykształcone, co to w swoim czasie skwapliwie rozkładały nogi przed Simonem Molem, politycznym uchodźcą z Kamerunu, który z kraju lat dziecinnych, oprócz AIDS, wyniósł również przekonanie, że jeśli będzie wystarczająco często spółkował, to wyrzuci z siebie chorobę. W środowiskach postępowych zazwyczaj wystarczał mu do tego status uchodźcy, ale kiedy dama nie nadążała za postępem, Simon Mol używał argumentu nie do odrzucenia, oskarżając ją o pobudki rasistowskie. To działało bezbłędnie i w rezultacie w warszawskich przychodniach wenerycznych zaroiło się od zaniepokojonych wyznawczyń nieubłaganego postępu. To oczywiście nie był żaden powód do wstydu, uchowaj Boże; jeśli nawet któraś i zachorowała, to były to „chwalebne blizny”, pamiątki bliskich spotkań III stopnia z nieubłaganym postępem: „Ach nie masz pojęcia, co za uczucie; wirusy jak chrabąszcze!”

Dzisiaj to co innego; na skutek spisku parlamentarnych konserwatystów okazało się, ze nasz nieszczęśliwy kraj nie tyle wlecze się w ogonie Europy, ale zupełnie odstaje. Jak tu się po tym wszystkim pokazać w Paryżu? Więc nie tylko wstyd , ale również wściekła irytacja. Smutek ogarnął również „wesołków” płci obojga, zwanych z angielska „gejami”, czyli sodomitów i gomorytki, którzy do instytucjonalizacji „związków partnerskich” przywiązywali taką wagę, jakby od tego zależała możliwość osiągnięcia orgazmu. Wiadomo jednak, że sodomici i gomorytki stanowią tylko mięso armatnie przywódców światowego postępactwa, które marzy o ruszeniu z posad bryły świata, czyli wysadzeniu w powietrze cywilizacji łacińskiej, znienawidzonej zarówno przez starszych i mądrzejszych, jak i przez „socjałów nudnych i ponurych”. Jednym z jej fundamentów jest monogamiczna rodzina, którą - zgodnie z testamentem Antoniego Gramsciego - postępactwo zamierza rozpuścić w żrącym roztworze „związków partnerskich”, traktowanych docelowo bardzo szeroko, bo nigdzie przecież nie jest powiedziane, że partnerstwo owo ma być zarezerwowane tylko dla szowinistycznych świń z gatunku ludzkiego, a nie rozciągnięte również na inne „istoty czujące”. Dlaczegóż to tylko „wszyscy ludzie będą braćmi”, a takie, dajmy na to, kozy - już nie?

I kiedy wydawało się, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki, na skutek dywersji pobożnego ministra Gowina z jego szajką konserwatystów z PO, wszystko spaliło na panewce. Takiego noża nikt się nie spodziewał, toteż z przepastnych czeluści postępactwa dał się słyszeć jęk zawodu i wściekłe zgrzytanie zębów zwłaszcza, że pobożny minister Gowin przedstawił nader światowy argument, jakoby każdy z tych projektów był niezgodny z konstytucją. Chodzi konkretnie o art. 18, stanowiący nie tylko, że małżeństwo jest związkiem kobiety i mężczyzny, ale również - że Rzeczpospolita otacza je, tzn. rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo, „ochroną i opieką”. Wstępnym krokiem umożliwiającym roztoczenie owej „ochrony i opieki” jest oczywiście ewidencjonowanie zawartych małżeństw. Tylko taki cel owo ewidencjonowanie usprawiedliwia. Tymczasem „związki partnerskie”, które od rodziny różnią się tym, że ich celem jest wzajemne świadczenie przez uczestników usług seksualnych, a nie wydanie na świat potomstwa, miałyby zostać zinstytucjonalizowane, a więc również poddane ewidencjonowaniu.

Jednak w myśl art. 7 konstytucji, organy władzy publicznej, czyli „Rzeczpospolita”, działają „na podstawie i w granicach prawa”, co oznacza, że każde działanie, każdy krok „Rzeczypospolitej” musi mieć wyraźne upoważnienie w przepisach prawa i może być uczyniony tylko w granicach tego upoważnienia. Skoro tedy konstytucja w art. 18 upoważnia „Rzeczpospolitą” do otoczenia „ochroną i opieką” tylko „rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa”, to znaczy, że niczego, co nie jest „rodziną, macierzyństwem i rodzicielstwem” otaczać jej taką „ochroną i opieką” nie wolno. A ponieważ wstępem do roztoczenia takiej ochrony i opieki jest ewidencjonowanie zawartych małżeństw, zaś w przypadku „związków partnerskich” ten cel nie istnieje, więc „Rzeczpospolita” - ze względu na art. 7 konstytucji - nie ma ani potrzeby, a przede wszystkim - nie ma prawnej możliwości rozpoczynania „ochrony i opieki” od ich ewidencjonowania.

Ta argumentacja wzbudziła wśród postępactwa nienawistne wycie i falę spekulacji o konieczności przetasowań w parlamentarnych koalicjach - żeby mianowicie Platforma Obywatelska zlała się koalicyjnie z SLD i Ruchem Palikota. To jednak wydaje się problematyczne, bo właśnie dziwnie osobliwa trzódka biłgorajskiego filozofa oficjalnie zgłosiła kandydaturę osoby legitymującej się dokumentami na nazwisko „Anna Grodzka” na wicemarszałka Sejmu. To zaś wydaje się trudne do przełknięcia nawet dla Leszka Millera, co to przecież z niejednego komina już wygartywał. Wnoszę to z jego uwagi, iż fakt cofnięcia przez Ruch Palikota rekomendacji Wandzie Nowickiej nie oznacza, że musi ona przestać być wicemarszałkiem, bo decyzję w tej sprawie podejmuje nie klub lecz Sejm w głosowaniu. Możliwe zatem, że oficjalne zgłoszenie osoby legitymującej się dokumentami na nazwisko „Anna Grodzka” będzie tylko happeningiem, a nie aktem poniżenia Sejmu, podobnym w intencjach do postępku Kaliguli, który senatorem mianował swego konia Incitatusa. Inna rzecz, że głosowanie nad tą kandydaturą tak czy owak musi się odbyć.

Taki obrót sprawy musiał poruszyć nawet prezydenta Bronisława Komorowskiego, który zaapelował, by powściągnąć emocje i nie forsować ustawodawstwa, którego konstytucyjność jest „wątpliwa”, a przez cześć opinii publicznej postrzeganego jako zamach na jeden z fundamentów cywilizacji i społeczeństwa. Żeby raczej wykorzystać możliwości istniejące w aktualnym stanie prawnym. Najwidoczniej i naszych okupantów trochę skonfundowała możliwość rozpętania wojny religijnej zwłaszcza w sytuacji, gdy właśnie Komisja Europejska wstrzymała Polsce alimenty na budowę dróg i autostrad do czasu wyjaśnienia „zmowy cenowej” przy przetargach. Unia odmawia finansowania „podejrzanych projektów”, co oznacza, że 3,5 mld złotych, jakie miała dostać z Brukseli Generalna Dyrekcja Dróg Publicznych i Autostrad i z tego opłacić wykonawców, może oddalić się w odległą przyszłość. Co w tej sytuacji zrobią wykonawcy - Bóg jeden wie, podobnie jak nie wiadomo, czym skończy się zapowiedź strajku generalnego na Śląsku, którego termin został na razie tylko przesunięty do 11 marca. Jak trwoga - to do Boga - więc pod osłoną klangoru wszczętego w związku z odrzuceniem trzech projektów ustaw o instytucjonalizacji „związków partnerskich”, Senat i Sejm po cichutku przywróciły Fundusz Kościelny w wysokości 94.3 mln zł.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2735


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 26 mar 2013, 07:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30608
Duchowe samopoczucie?

Podczas przedświątecznych porządków nie można zapomnieć o uporządkowaniu myślenia o ciele i sposobach odnoszenia się do niego. To jest przecież priorytetowa sfera naszego bytu, najpierw dla chrześcijan, skoro oczekujemy zmartwychwstania naszego ciała.

Jak na razie jest ono źródłem wielu uciążliwości, a nawet moralnych klęsk w okazywaniu należnego mu szacunku. Stąd też pojawiają się podejrzenia wobec niego, mające usprawiedliwiać owe klęski, a nawet uznawać je za zwycięstwa.

Także chrześcijanie niekiedy ulegają tej pokusie niedowartościowania ludzkiego ciała i w ramach duszpasterstwa postulują zajmować się duchem, a ciało pozostawić lekcjom WF, specjalistom od odżywiania i lekarzom.

Tych ostatnich uważa się nieraz za prawdziwych specjalistów od „in vitro”, antykoncepcji i homoseksualizmu, jakoby zagadnień „biologicznych”.

Z całą powagą niektórzy duszpasterze traktują kompetencje rozmaitych seksuologów, bo przecież to podobno specjaliści od sfery seksualnej.

Ulega się w ten sposób rozpowszechnionej dzisiaj neomanichejskiej pogardzie wobec ludzkiego ciała, bo jakoby jesteśmy duchem, a nie ciałem. Miałoby ono być tylko narzędziem, którym się posługujemy.

Dba się zatem o jego przyozdobienie, sprawne funkcjonowanie i przedłużenie jego żywotności. Ta współczesna troska o ciało niewiele się jednak różni od zatroskania o walory smakowe gęsi pieczołowicie szykowanej na świąteczny obiad.

Nad rozpowszechnieniem tylko instrumentalnego traktowania ludzkiego ciała napracowała się nowożytna filozofia, zwana też pokartezjańską. Od Kartezjusza wywodzi się też typowo nowożytne sprowadzanie człowieka albo do ciała, albo do ducha posługującego się ciałem.

Stąd też dzisiaj rozpowszechniona ideologia feministyczna – zwana teorią „gender”, bo dla zyskania powagi nie spolszczono tego angielskiego słowa – to tylko kolejne wcielenie typowego dla nowożytnego myślenia o ciele jako sferze pozaosobowej, a nawet poniżejosobowej.

Na gruncie tego założenia jeden z polskich filmowców twierdził niedawno w mediach – zarzucając niekompetencję ks. prof. Franciszkowi Longchamps de Berier – że tzw. naturalne poczęcie dziecka to tylko „zwierzęca” metoda.

Lepsze miałoby być „in vitro”, jakoby bardziej duchowe, odpowiadające duchowości człowieka. Nie dziwimy się zatem kondycji części polskiego kina, które zazwyczaj nie pokazuje ludzkiego świata, ale świat nawet nie zwierząt tylko ludzkich demonów, posługujących się ciałem.

Ale nie tylko niektórzy polscy filmowcy mają skłonność do traktowania ludzkiego życia jako domeny zoologii połączonej z demonologią, bo przecież człowiek nigdy nie schodzi na poziom zwierzęcia swoimi nieludzkimi czynami, ale na poziom demona.

Nawet w czołowym w Polsce podręczniku do zagadnień etyki szczegółowej możemy spotkać traktowanie ludzkiego rodzicielstwa jako nieważnego faktu.

Ten bardzo obszerny objętościowo podręcznik tylko jedno (!) zdanie poświęca obowiązkom dzieci wobec własnych rodziców, czyli IV przykazaniu, a mówiąc językiem etyki klasycznej – cnocie pietas, cnocie szacunku wobec rodziców i ojczyzny.

Czyżby ten obowiązek był nieważny czy mniej ważny niż wszystkie inne, obszernie, na wielu stronach potraktowane w tym podręczniku? Czyżby rodzicielstwo – ojcostwo i macierzyństwo – było tylko „zwierzęcą” aktywnością?

Zanim zatem zaczniemy tropić u innych neomanichejską mentalność, trzeba spojrzeć, czy my sami nie ulegamy jakiemuś kryptomanicheizmowi.

Czy więc traktujemy ciało jako sferę tylko konsumpcyjnych postaw, a na święta Zmartwychwstania Pańskiego zadbamy tylko o stan naszego „duchowego” samopoczucia? Z troską o naszego ducha nie ma to nic wspólnego, bo ludzki duch jest w istotny sposób związany z ciałem.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... zucie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 47 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /