Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 16 sty 2018, 12:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Psychopaci, a wśród polityków jest ich najwięcej, nie mają w ogóle sumienia.
Spójrzmy jakimi pięknymi sloganami okadzali swoje łupiestwo, swoje zaprzaństwo, swoje zakłamanie, politycy PO, PSL, SLD, KLD, UW. Przemawiali do nas niczym łagodne, ciepłe baranki, a łupili nas niczym bezwzględne lisy, wilki i inne gadziny. Co znaczy dla takiego człowieka zabić innego, bezbronnego i zrobić to rękami innego człowieka?
Nic.
W ich rozumieniu ludzie są po to aby ich wyzyskiwać, wykorzystywać, okłamywać, okradać i zabijać.
Kto tego nie potrafi czynić bez skrupułów, ten nie nadaje się do ich gangu, zwanego partią polityczną.


Sumienie za drzwi

Obrazek

Dlaczego 58 posłów PiS podniosło rękę za projektem mordowania chorych dzieci?

Ostatnie głosowania w Sejmie nad dwoma projektami ustaw dotykających – całkiem dosłownie – kwestii życia i śmierci po raz kolejny pokazały, że linia podziału opinii w odniesieniu do tej fundamentalnej kwestii (tj. czy dać szansę żyć ludziom, których jeszcze nie widać, ale którzy już są i już cierpią bez żadnej swojej winy na pewne fizyczne ułomności) niekoniecznie pokrywa się ze znanym podziałem politycznym: rządzące Prawo i Sprawiedliwość oraz opozycja („totalna” i umiarkowana).

Kwestia życia lub śmierci
Czego więc dowiedzieliśmy się po środowych decyzjach wysokiej izby? Po pierwsze więc to, że dla obywatelskich i nowoczesnych ugrupowań, które na swoich sztandarach wypisują i wykrzykują na ulicach słowo „wolność”, ta ostatnia nie istnieje, gdy trzeba rozstrzygać sprawy życia i śmierci. Okazało się, że nie ma tu miejsca na takie wartości jak sumienie i postępowanie (w tym przypadku: głosowanie) zgodnie z jego wskazaniami. Sumienie ma być ściśle reglamentowane i podporządkowane podejmowanym zgodnie z wymogami „mądrości etapu” decyzjom partyjnych zarządów. Boleśnie o tym przekonało się troje posłów Platformy Obywatelskiej, którzy powołując się na swoje sumienie, zagłosowali za odrzuceniem w pierwszym czytaniu lewicowego projektu przewidującego możliwość zabijania ludzi bez żadnych ograniczeń (ze względu na „uwarunkowania społeczne”). Sankcje czekają również tych parlamentarzystów PO oraz Nowoczesnej, którzy doprowadzili do (jakże słusznego) wyrzucenia do kosza wspomnianego projektu w inny sposób (przez zorganizowaną na czas absencję).

Warto przypomnieć, że w tej samej sali, w której piętnuje się posłów za to, że w sprawie życia i śmierci kierują się swoim sumieniem, w 1999 roku św. Jan Paweł II wołał o „ludzi sumienia”, których przede wszystkim potrzebuje odradzająca się Rzeczpospolita. I przypominał, że „demokracja bez wartości wcześniej czy później przeradza się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

W pierwszym tomie opublikowanych niedawno przez IPN „Zapisków” Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego wśród mnóstwa głębokich refleksji i błyskotliwych analiz znajduje się jakże wymowne wyznanie Prymasa Tysiąclecia, że „nie ufa politykom, którzy chcą robić politykę na katolicyzmie”. Te słowa brzmiały mi w uszach, gdy patrzyłem na środowe zachowanie posłów Stefana Niesiołowskiego oraz Michała Kamińskiego, którzy w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku należeli do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego i niejednokrotnie publicznie występowali w obronie życia, zbierając za to cięgi od całego „obozu postępu”. A w środę, występując z trybuny parlamentarnej przeciw obywatelskiemu projektowi chroniącemu życie osób nieuleczalnie chorych, używali argumentów zaczerpniętych wprost z wokabularza „Krytyki Politycznej”. Kiedy występowali w zgodzie z własnym sumieniem? W latach dziewięćdziesiątych czy teraz?

Partia nad życie
Oczywiście główna zasługa odrzucenia lewicowego projektu zwanego dla niepoznaki „Ratujmy kobiety” i wysłania do dalszych prac w komisji obywatelskiego projektu chcącego ratować życie dzieci nieuleczalnie chorych przypada posłom PiS. Jednak nie bez pewnego „ale”. Zdumiewająca bowiem była postawa blisko sześćdziesięciu posłów PiS, w tym przywódców partii rządzącej, którzy podnieśli rękę za skierowaniem do dalszych prac projektu zgłoszonego przez postkomunistów, feministki i tzw. nową lewicę.

Można by tłumaczyć takie postępowanie motywami politycznej taktyki i gry parlamentarnej: patrzcie, szanujemy projekt obywatelski, choć generalnie się z nim nie zgadzamy, ale w komisji już postaramy się o to, by nigdy w swojej pierwotnej postaci nie ujrzał światła dziennego.

Taktyka i gra parlamentarna byłaby całkiem zrozumiała, pozbawiona jakiegokolwiek „ale”, gdyby chodziło o projekt obywatelski dotyczący na przykład ograniczenia podwyższenia opłat za energię elektryczną w ramach walki ze smogiem albo wprowadzenia ustawowej dobrowolności szczepień lub jakiejkolwiek innej sprawy. Tylko nie sprawy dotykającej życia lub śmierci tysięcy ludzi. A nad tym posłowie głosowali w minioną środę.

Oczywiście, pojawiają się głosy, że wszystko okazało się „zręcznym manewrem politycznym”, który postawił opozycję w trudnej sytuacji. Ale czy naprawdę wszystko jest w porządku? Czy można nawet z przyczyn taktycznych pograć sprawą życia najsłabszych Polaków? Tym bardziej postawa tych 58 posłów PiS jest wątpliwa i budzi niesmak, że wielu z nich deklarowało wiele razy wcześniej, że są przeciw jakimkolwiek „radykalizmom” w kwestii ustawodawstwa mającego chronić życie. A teraz podnieśli rękę za najbardziej radykalną wersją lewicowej wizji świata, która głosząc slogany o inkluzywności i tolerancji, nie ma żadnej litości dla chorych dzieci, tych najsłabszych.

Prof. Grzegorz Kucharczyk

http://www.naszdziennik.pl/mysl/193567, ... drzwi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 27 sty 2018, 19:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Co jest ważniejsze? Zabicie człowieka przeznaczonego na części (uznanie jego śmierci), czy uratowanie życia innemu, poprzez wymianę chorego organu na zdrowszy organ, pochodzący od wcześniej uśmierconego prawnie człowieka?
Dlaczego nie dba się o to aby człowiek przez całe swoje życie był zdrowy, a w krytycznych sprawach wymienia się mu narząd na pochodzący od innej pozbawionej możliwości dalszego życia (bądź ratowania życia) osoby?
To wszystko mocno śmierdzi, cuchnie i nie jest godne człowieka.
Tak postępują tylko ludzie wyzuci z godności, z moralności, z człowieczeństwa.


Ktoś musi umrzeć żeby żyć mógł ktoś

Izabela Brodacka

11 stycznia 2018 roku w Sali seminaryjnej KAI ( Katolickiej Agencji Informacyjnej) odbyło się spotkanie zatytułowane „ Lekarz w służbie życia”. Spotkaniu patronował biskup Henryk Hoser, a uczestniczyło w nim wielu lekarzy, przede wszystkim anestezjolodzy i transplantolodzy.

Solidarnie atakowali profesora Talara, legendarnego lekarza z Bydgoszczy, którego zasługą jest przywrócenie życiu wielu chorych w stanie śpiączki. Wśród nich jest Agnieszka Terlecka, u której po upadku z konia stwierdzono śmierć pnia mózgu czyli tak zwaną śmierć mózgową i zakwalifikowano ją do rozbioru na narządy. Ojciec dziewczynki wyrwał dziecko ze szpitala i oddał pod opiekę profesorowi Talarowi. Dziewczynka wybudziła się ze śpiączki, jest szczęśliwą matką uroczego malucha. Żyje. Gdyby nie postawa ojca obecnego zresztą na sali wykładowej obdarowałaby swymi narządami wiele oczekujących na przeszczep osób, ale straciłaby życie.

Dla wszystkich powinno być oczywiste, że zasadniczą sprawą jest definicja śmierci. Biskup Hoser uprzejmie pozostawił sprawę zdefiniowania śmierci nauce. Jednak pacjenci i ich rodziny nie mają wystarczającego zaufania do nauki i w szczególności do lekarzy pasjonujących się transplantologią. W imię nauki w historii dokonano już wielu zbrodni. Nikt nie miał zamiaru obrażać dostojnych gości, profesorów medycyny, którzy deklarowali, że motywem ich działania jest pasja naukowa i chęć pomocy ludziom, a nie pieniądze.

Nam zwykłym zjadaczom chleba te deklaracje jednak nie wystarczyły.

Ze swych intencji szanowni lekarze będą się tłumaczyć na Sądzie Ostatecznym, powinni jednak zrozumieć, że nikt nie chce być rozebrany na części zamienne nawet w szlachetnym celu to znaczy dla dobra nauki lub innego człowieka i z zachowaniem wszelkich procedur.
Przede wszystkim zaniepokoiło mnie, że biskup Hozer już w pierwszych słowach oddał sprawę definicji śmierci i związane z tym problemy etyczne nauce to znaczy profesorom. Nie mogę się oprzeć, żeby nie zacytować tu Bismarcka:
Dreimal 100 Advokaten – Vaterland, du bist verraten; acht und achtzig Professoren – Vaterland, du bist verloren!
(Trzy razy stu adwokatów - Ojczyzno, jesteś zdradzona; osiemdziesięciu ośmiu profesorów - Ojczyzno, jesteś zgubiona)

Najważniejsze jest jednak, że dla tak zwanego nieuprzedzonego słuchacza, jak i dla wielu obecnych na sali lekarzy innych specjalności, zupełnie nie do przyjęcia jest obowiązująca obecnie w medycynie definicja śmierci mózgowej, oraz nie budzą ich zaufania procedury stwierdzania tej śmierci mózgowej. Szkoda, że na sali nie było zapowiadanego OP Jacka Norkowskiego, który powiedział kiedyś wprost : „śmierć mózgowa to użyteczna fikcja”. Jacek Norkowski jest doktorem medycyny więc nie dałby się potraktować z góry jak traktowano innych dyskutantów. Otóż Jacek Norkowski stwierdził również, powołując się na statystyki światowe, że prawidłowe leczenie śmierci pnia mózgu, osiąga 65 procentową skuteczność, a śmierć mózgowa została wymyślona tylko po to, żeby można było pobierać organy.

„Śmierć mózgowa to rodzaj głębokiej śpiączki, połączonej z brakiem odruchów, w tym zdolności oddychania” - wyjaśniał, wskazując że pierwszy przeszczep serca w 1967 roku został przeprowadzony w RPA przez Christiaana Barnarda unikającego w ten sposób odpowiedzialności karnej, która spotkałaby go w Stanach Zjednoczonych. Jego koledzy z USA postanowili mu pomóc w rozszerzeniu działalności i wprowadzili nowe kryterium śmierci.
Obecni na Sali profesorowie powoływali się na stanowisko papieży w kwestii transplantacji przypisując jej akceptację zarówno Janowi Pawłowi II jak i Benedyktowi XVI no i oczywiście Franciszkowi. Zapomnieli jednak dodać, że choć Jan Paweł II w Evangelium Vitae napisał, że dzięki transplantacjom będzie mogło przeżyć więcej ludzi to jednak w 2005 roku, na dwa miesiące przed śmiercią poprosił o zbadanie zagadnienia jeszcze raz od początku. W akademii Pro Vita odbył się kongres podczas którego większość zebranych lekarzy wypowiedziała się przeciwko kryterium śmierci mózgowej.
Osobnym problemem są cierpienia osób od których pobiera się narządy. Ojciec Norkowski nazwał ich współczesnymi męczennikami. Obecni na Sali profesorowie, zwolennicy definicji śmierci mózgowej i entuzjaści transplantacji stanowczo zaprzeczyli, że podczas pobierania narządów znieczula się zwłoki. Twierdzili, że podaje się wyłącznie środki zwiotczające. Tymczasem wielu polskich lekarzy domaga się wprowadzenia znieczulania pacjenta od którego po śmierci mózgowej pobiera się narządy, aby wykluczyć ryzyko torturowania go w okrutny sposób. Oczywiście nikt nie formułuje tego w tak drastyczny jak ja sposób.

Specjalista transplantologii dr John Shea w artykule zatytułowanym „Dawstwo organów: niewygodna prawda” napisał jednak, że wielu dawców porusza się w czasie pobierania organów i wzrasta u nich ciśnienie krwi, co jest reakcją na nacięcie skóry, jak to się dzieje u żywych pacjentów, którym poda się niewystarczającą dawkę znieczulenia. Dlatego dr Shea uważa, że jest to powód wystarczający, by uznać, że pacjent jeszcze żyje, bo odczuwa ból. Obecnie jego zdaniem bardzo często podaje się jakąś formę znieczulenia, by unieruchomić mięśnie, gdyż pobieranie narządów od dawcy, który się rusza jest stresujące dla lekarzy i pielęgniarek.
Natomiast James Tibballs, specjalista w zakresie intensywnej opieki opublikował w 2008 roku w piśmie branżowym „The Journal of Law and Medicine” artykuł wzywający instytucje medyczne do rewizji wytycznych dotyczących pobierania organów, w taki sposób, by zapewnić potencjalnych dawców, że w pierwszej kolejności będzie się walczyć o ich życie.
Pacjent udaje się do szpitala aby go leczono- powiedział dr. Talar. I chciałby mieć pewność, że dokładnie ten sam cel przyświeca lekarzom.

Kilka lat temu zasłabł nagle pan Jurek, były pracownik toru wyścigowego. Ktoś troskliwy wezwał pogotowie. Tego samego dnia pan Jurek został po stwierdzeniu śmierci mózgowej rozebrany na części zamienne.

Jego pamięci poświęcam ten tekst.

Tekst drukowany w Warszawskiej Gazecie

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 02 kwi 2019, 19:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Obrońcy dzieci czy sutenerzy.

Tomasz Pernak

Unikam pisania na tematy konfesyjne, bo często nie czuję się kompetentny – są lepsi. Mam jednak ten życiowy przywilej, że obok zawodu wykonywanego – tłumacza, bywam również nauczycielem. Przygotowuję polskie dzieci urodzone w Wielkiej Brytanii do egzaminów GCSE i A-Levels z języka polskiego, jako języka obcego w rozumieniu brytyjskiego curriculum oświatowego, oraz przygotowuję młodzież brytyjską do sakramentu bierzmowania w ramach „niedzielnego” programu.

Z tego powodu, z powodu możliwego zamieszania pojęciowego wśród młodzieży, czuję się w prawie podjąć zagadnienie dziś już wyciszającego się, ale furiackiego, choć zakończonego kompletną klapą, ataku na tradycyjną polską konserwatywną obyczajowość, oraz instytucje Kościoła w Polsce. Przy czym nie czuję się w prawie do obrony przywołanej instytucji, bo ma ona zdolniejszych obrońców, natomiast uważam, że w życiu publicznym należy stawiać tamę bełkotowi. „Bełkot” to pojęcie naukowe i oznacza „mowę ludzka pozbawioną sensu”, ale do sedna: otóż kościół polski opublikował, jako póki co jedyna instytucja zajmująca się w jakimś zakresie wychowywaniem młodzieży, raport na temat pedofilii nie w Kościele, ale wśród tej grupy wiernych, która została powołana do sprawowania i należy do stanu kapłańskiego.

W raporcie tym podane są dane statystyczne; omówiona jest skala zjawiska i jego waga, niewątpliwie wielka. To tylko i aż tyle, ile instytucja kościelna w Polsce może zrobić. Reszta w rękach uprawnionych do ścigania przestępstw pedofilii organów. Organy te nie zasypiają gruszek w popiele, ale podejmują – po raz pierwszy po 1989 roku, panie premierze Miller, wychowawco młodzieży i specjalisto od „księżowskich plebanii i kolan”, realne sposoby walki z tym potwornym zjawiskiem. Jedną z takich prób jest publikowanie danych i wizerunków pedofili w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Nie wszystkich przestępstw, ale tych najohydniejszych i najbardziej groźnych, a więc gwałtu na osobie poniżej 15 roku życia i recydywy pedofilskiej.

W tej grupie nie znalazł się ani jeden katolicki ksiądz – niewątpliwie natomiast katoliccy duchowni znaleźli się na niejawnej liście lżejszych przestępstw, jak to: gwałt na osobie małoletniej powyżej 15 roku życia (potworny czyn - uznany za cięższy, niż gwałt na pełnoletnim, ale lżejszy niż gwałt na dziecku młodszym niż 15 letnie), posiadanie plików z pornografią dziecięcą, dotykanie, poklepywanie, wulgarne zaczepki, etc... Podobnie, w części zamkniętej, znaleźli się pozostali z sześciu tysięcy skazanych w Polsce pedofili, obok tych 27 księży katolickich.

Raport i rejestr wywołały furie w środowiskach neomarksistowskich, a to z tego powodu, że jasno wykazywały, że środowiska te mają dzieci i ich tragedie, pedofilów i ich karanie, oraz separowanie od społeczeństwa, głęboko w odwłoku – ich celem jest wyłącznie pełnia władzy nad społeczeństwem, a to nie ma szansy się udać, jeśli nietknięte zostaną struktury z natury swojej zdolne do skutecznego oparcia się marksistowskiemu totalitaryzmowi, a są nimi rodzina i Kościół. Co więcej, środowiska te wielokrotnie stawały w obronie pedofilii szczególnie groźnych, takich jak jeden z ich duchowych przywódców – Daniel Cohn Bendit, który opisał swoje pedofilskie doświadczenia z pięciolatkiem w czasach wychowawczej „kariery” w przedszkolu.

Polska lewica broni pedofilów zawsze i wszędzie, o ile należą do jej środowiska, a w najlepszym przypadku zamilcza ich istnienie, tak jak zamilcza pedofilskie afery w środowiskach niemieckich zielonych w latach 80-tych, czy okazuje nadzwyczajne zrozumienie dla pedofilskich „wyczynów” Romana Polańskiego. Wreszcie to właśnie w czasie rządów lewicy, a konkretnie w czasach rządu Leszka Millera, miała w Polsce miejsce największa afera pedofilska: „’Takiej sprawy jeszcze w Polsce nie było’ - mówi Zygmunt Kapusta, szef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Prokurator Kapusta zapewnia, że żaden pedofil nie uniknie odpowiedzialności. Dotyczy to także osób z pierwszych stron gazet -polityków, prawników, artystów, dziennikarzy ”.1 Tej sprawie ukręcono łeb i wbrew zapewnieniom prokuratora Kapusty żaden pedofil nie poniósł odpowiedzialności. Dotyczy to także osób z pierwszych stron gazet - polityków, prawników, artystów, dziennikarzy.

Dlaczego tak się stało? Znając zasady działania polskich kast (po ośmiu latach drobiazgowej kwerendy prawnej i urzędniczej, a w zasadzie kryminalnej i kryminogennej, struktur postpeerelu, przy okazji tragedii mirosławieckiej i smoleńskiej), mam prawo sądzić z pełną odpowiedzialnością, że sprawa została zamknięta a akta zniszczone, na podstawie wewnętrznych, niejawnych przepisów, regulaminów i okólników służb powołanych rzekomo do ochrony państwa, a służących partykularnym interesom tej bandy, która korumpowała i okradała Polskę przez dekady.

To „szczególny interes państwa” wymusił milczenie na dziennikarzach, policjantach i prokuratorach. Był to interes „szczególny” ze względu na umocowanie w strukturach władzy tego właśnie państwa pedofili (w tym kobiet), zlecających przywiezienie im do warszawskich apartamentów dzieci z Dworca Centralnego – umytych, uczesanych i miło odzianych. Ujawnienie nazwisk członków kast – politycznej, prawniczej, artystycznej, dziennikarskiej, doprowadziłoby do zawalenia się gmachu postkomunizmu na osiem lat przed 10 kwietnia 2010 roku i na szesnaście przed podjęciem zdecydowanych i znanych na świecie, skutecznych metod walki z pedofilią. Kto jak kto, ale pan premier Miller musiał mieć wiedzę o procesie „ukręcania łba”, jeśli miał miejsce. Ze względu na „szczególnie doniosły interes państwa”, rzecz jasna. A gdyby miejsce miał, to czyje byłyby to apartamenty? Jakich to polityków, prawników, artystów i dziennikarzy? Ja myślę, że oni są wciąż czynni w swoich zawodach dzięki owej, swoistej amnestii, a czuję również, że mają oni jakiś związek z furią wymierzoną w raport o pedofilii w polskim kościele i pedofilski rejestr.

Pora na konkluzje. Po pierwsze – myśl o pedofilii w moim niedoskonałym, katolskim umyśle wywołuje skojarzenie z dożywotnim odseparowaniem od społeczeństwa, jeśli nie z karą główną. Po drugie, postuluję przeprowadzenie badań statystycznych i ujawnienie zawodowej mapy polskiej pedofilii. Po to, abyśmy mieli możliwość zdefiniowania rzeczywistych obszarów zagrożeń, a te – co oczywiste – pojawiają się tam, gdzie jest władza, przywilej, kariera i pieniądze. Tam jest też faktyczna zmowa milczenia oprawców, ofiar, a także rodziców ofiar, bo ujawnienie faktu pedofilii łączy się z ujawnieniem i podważeniem legalności korzyści związanej z poddaniu się czynności pedofilskiej lub milczeniu o niej (a cały ich możliwy rejestr: egzamin, grant, stypendium, konkurs, występ, prawo jazdy i inne kwalifikacje zawodowe, uniknięcie odpowiedzialności karnej, złagodzenie warunków ograniczenia i pozbawienia wolności dla nieletnich, etc...).

Domagam się również, z tego samego powodu, ujawnienia danych statystycznych pokazujących ewentualne związki pedofilii z innymi zaburzeniami osobowości i skłonności seksualnych.

Po trzecie, oczekuję podjęcia z całą mocą sprawy afery pedofilskiej z 2012 roku, bez względu na konsekwencje, a w szczególności ustalenia i podania do publicznej wiadomości personaliów osób podejrzanych, aresztowania ich, ujawnienia personaliów osób podejmujących decyzję o uchyleniu efektów działań organów państwa w tej sprawie w tamtym czasie, i podjęcia wobec nich postępowania prokuratorskiego (koniecznego w wolnej Polsce), oraz ustalenia, jaki los spotkał ofiary – bezdomne dzieci z Dworca Centralnego, które pozostały, w kontekście wielce prawdopodobnego zniszczenia materiałów śledztwa, jedynymi świadkami w tej sprawie.

Przyłączenie się bądź przyjęcie biernej postawy w tym właśnie przypadku zamierzam traktować jako papierek lakmusowy intencji w sprawie tak doniosłej, jak wykorzenienie zjawiska pedofilii do cna, zawzięte i nieustanne tępienie ideologii ją promujących, oraz nękanie tych ideologii promotorów.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 16 maja 2019, 09:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Widzieć piękno Kościoła

ROZMOWA / z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, założycielem i dyrektorem Radia Maryja

Jak Ojciec odbiera to, co dzieje się dziś wokół Kościoła w Polsce?
– Przede wszystkim nie może nam to zasłaniać tego wszystkiego, co Kościół robi dobrego. Kościół jest piękny, bo Kościół jest Chrystusa i On się o niego troszczy. Chrystus wiedział wszystko, co będzie, jest Bogiem, a jednak zdecydował się na założenie Kościoła i głoszenie w ten sposób Ewangelii o Królestwie Niebieskim. Zdecydował się na powołanie ludzi, choć wiedział, że jeden Go sprzeda, drugi się wyprze, że apostołowie pouciekają spod krzyża, że tylko św. Jan będzie stał na Golgocie z niewiastami i Matką Najświętszą.

A jednak Chrystus założył Kościół.
– Dlaczego? Powiedział to wyraźnie: bo nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. On chce uleczyć wszystkich – przez Kościół, przez sakramenty. Uleczył też apostołów, tak zapalił ich miłością, że tylko jeden umarł śmiercią naturalną, wszyscy pozostali męczeńską. Konfesjonały, gdyby mówiły, powiedziałyby wiele. Chrystus idzie do bandytów, złodziei, morderców, do każdego człowieka. Wszyscy jesteśmy mniej czy więcej grzeszni. Codziennie na początku Mszy Świętej przepraszamy za to, że zgrzeszyliśmy myślą, słowem, uczynkiem i zaniedbaniem. To, co dzieje się dziś, nie może przyćmić nam wielkiego dobra, które przez dwadzieścia wieków działo się za sprawą Kościoła. Pan Jezus przez swoich uczniów przemienił grzeszną cywilizację starożytnego Rzymu i Grecji w piękne narody, wyprowadził je z błędów. Kościół wydał i wydaje tylu wspaniałych kapłanów, tylu księży męczenników. Spójrzmy chociaż na XX wiek i zbrodnie na katolikach dokonywane z jednej strony przez sowiecką Rosję, z drugiej przez Niemcy, ale nie tylko. Wiemy przecież, jak cierpieli kapłani w Polsce w obozach koncentracyjnych, a potem w komunistycznych więzieniach, mordowani, poddawani represjom, torturom, jak ks. bp Czesław Kaczmarek czy ks. abp Antoni Baraniak. Także i obecnie wyznawcy Chrystusa są codziennie mordowani, w 2018 r. było to blisko 100 tys. osób. A ilu księży, również w Polsce, doświadcza codziennych prześladowań, napaści – słownych i innych – w szkołach, na ulicach. Jak wielka musi być miłość, która kieruje tymi ludźmi?

Nie usłyszymy o niej w mediach tzw. głównego nurtu.
– Gdy patrzę na kardynałów, biskupów, starszych księży, myślę często: Panie Jezu, jaki Ty jesteś niesamowity. Pociągnąłeś tych wszystkich ludzi i całe życie Ci służą.

Ilu jest misjonarzy posługujących w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych, narażających życie każdego dnia, sióstr zakonnych, niewidocznych dla tłumów, prowadzących szkoły, przedszkola, domy opieki dla chorych dzieci. Patrzyłem czasem na te siostry i zachwycałem się tym, ile one muszą mieć miłości, służąc tak ciężko chorym.

I tego się nie widzi? To wszystko są owoce niesamowitej miłości Jezusa do nas, który usprawnia nas do takiej miłości, do pracy nad sobą. To się dokonuje w Kościele, poprzez sakramenty, spowiedź, wsparcie kapłanów. Zachwyca nas Kościół, zachwyca nas Chrystus, a Jego miłość nas pociąga.

To świadectwo życia dla Chrystusa, świadectwo męczeństwa może nas usprawnić do bycia lepszymi, a nie rozgrzebywania grzechu.

Budować można tylko na dobru?
– Tylko na miłości. Człowiek człowiekowi nie może być wilkiem. Powinniśmy być dla siebie braćmi i siostrami, pomagać sobie nawzajem, cieszyć się sukcesami innych. Na podziałach zależy zawsze diabłu – żeby jeden był przeciw drugiemu, bez wyrozumiałości, solidarności, bez merytorycznej rozmowy.

Każdy akt pedofilii to potworne zło. Ale druga kwestia to jak ten dramat jest obecnie wykorzystywany.
– Pedofilia jest czymś obrzydliwym, nie ma na to słów. Zauważmy jednak, że najpierw ktoś współczesny świat od lat seksualizuje. Gdzie są głosy oburzenia przeciwko deprawacji dzieci? A wiemy, że w tej dziedzinie, jeśli człowiek nie postawi sobie pewnych zasad, nie będzie pracował nad sobą, to tak jak z narkotykiem, będzie szedł coraz dalej, czasem w okropne dewiacje.

Zamiast wychowywać do piękna, do dobra, epatuje się dzieci i młodych obrzydliwościami. Nie ma sztuki, ale antysztuka, nie ma pedagogiki, ale antypedagogika. Dlaczego nad tym się nie ubolewa? Dlaczego nie piętnuje się chociażby pełnych nienawiści zachowań studentów pod siedzibami biskupów? Kto doprowadził do takiego stanu, że studenci, którzy mają być inteligencją, zachowują się jak bojówki? Idą pod Kurię Metropolitalną w Warszawie, gdzie mieszkał Prymas Wyszyński i biją pięściami w drzwi. Takie skandaliczne zachowania obserwowaliśmy także niedawno pod kurią krakowską, z którą związanych było tylu świętych, pięknych Polaków i w której dziś rezyduje wspaniały pasterz.

Gdyby za tym, co dziś się dzieje, stała troska o dobro i rzeczywista chęć walki z pedofilią, pokazywano by to zjawisko w innych stanach i zawodach, mówiono, jaki procent osób w innych grupach społecznych dopuszcza się tej zbrodni. Nie usprawiedliwiamy niczego, ale trzeba mówić prawdę, że odsetek księży jest nikły.

Jednak nie o prawdę chodzi w obecnej antykatolickiej nagonce.
– To jeden z etapów walki z Kościołem. Pedofilia to głębokie zboczenie. Ale trzeba też dostrzegać, że z tego dramatu zrobiono „przemysł pedofilii”, chcąc zarabiać na oskarżeniach o pedofilię i niszczyć Kościół. To są zorganizowane działania, które już przetestowano za granicą. Mieliśmy już maczugę antysemityzmu, nazizmu, nacjonalizmu, faszyzmu, teraz wyciągnięto maczugę pedofilii. Za tym wszystkim stoi nienawiść. Boże, uchowaj nas od nienawiści. W ciągu 30 lat znaleziono kilka osób, które dopuściły się tych przestępczych czynów, a ile było dobra, męczeństwa? Dlaczego o tym się nie mówi? Poza tym, jeżeli szukają prawdy, to dlaczego posługują się ukrytymi kamerami, czy to jest uczciwe, czy to jest troska? To jest walka z Kościołem, obliczona na jego zniszczenie. Grzech należy wyrywać, ale nie niszczyć człowieka, nie niszczyć Kościoła. Bo Chrystus jest Miłością.

Dziś medialny mainstream już tłoczy przekaz o „zwyrodniałym katolicyzmie”.
– Gdy słucham filozofa, profesora uczącego etyki na uniwersytetach, który mówi z nienawiścią o Kościele, o św. Janie Pawle II, gdy na Uniwersytecie Warszawskim padają słowa, że katolicy to świnie, to pytam się, gdzie my jesteśmy? Tak tworzyły się zbrodnicze ideologie – nazizm i komunizm, czy w Rosji, czy w Hiszpanii, a wcześniej była rewolucja francuska. Pochylmy się nad Ojczyzną, nad tym, jak dobrze ją budować, porządkować. Tym, którzy nienawidzą Polski i Kościoła katolickiego, zależy na skłóceniu nas, tak abyśmy występowali sami przeciwko sobie. A tu potrzeba inaczej – nie jeden przeciwko drugiemu, ale jeden z drugim. Na tym polega prawdziwa solidarność.

Ten czas to szczególne wezwanie do trwania katolików w jedności.
– I patrzenia na ogrom dobra, które Pan Jezus i Kościół dał i daje Polsce oraz światu.

Potrzeba także takiego ludzkiego wsparcia dla księży, którzy są postawieni w trudnej sytuacji.
– Usiłuje się wzbudzić nienawiść do księży, oddziaływać na podświadomość. Temu służy pokazywanie w telewizji, internecie, w gazetach zdjęcia księdza z zasłoniętą twarzą z dzieckiem pierwszokomunijnym. Tak było w Rosji sowieckiej. Przestrzegam przed eskalacją nienawiści. Trzeba to zauważać, nie wpadać w panikę, ale tworzyć dobro wokół siebie. Pan Jezus da nam siłę. On przemienia świat już dwa tysiące lat i ile dał i daje nam dobra, ilu wielkich ludzi, męczenników.

Wpatrujmy się w naszych wielkich świętych i módlmy za ich przyczyną.
– Święty Maksymilian Kolbe mówił: „Tylko miłość jest twórcza”. Antymiłość – nienawiść jest mordercza.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/208 ... ciola.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 21 maja 2019, 15:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Czy burza po filmie Sekielskiego uderzy w „edukację seksualną” i dyktat LGBT+?

Jeszcze długo będziemy świadkami przejmujących świadectw osób, którymi wstrząsnęła produkcja Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”. Może jednak okazać się, że sam autor oraz ci, którzy używają tego obrazu do przeprowadzenia ataku na Kościół nie zdają sobie sprawy z wydźwięku jaki może wywołać wstrząsające dzieło. Film dobitnie ukazuje, że każda przedwczesna inicjacja seksualna pomiędzy dorosłym a dzieckiem odciska nieprawdopodobne piętno. Antyklerykałowie promujący edukację seksualną zachęcającą do przedwczesnych kontaktów (właściwie inicjacji) seksualnych, a w której tworzeniu brali udział promotorzy tzw. miękkiej pedofilii dostaną tym filmem jak rykoszetem.

Produkcja braci Sekielskich w niezwykle plastyczny sposób ukazuje okropność pedofilii oraz ogrom cierpienia z jakim przychodzi zmierzyć się jej ofiarom. Ukazane cierpienie ma jednak charakter uniwersalny, piętno odciska się bowiem w takim samym stopniu na osobach wykorzystanych przez duchownego, nauczyciela, osobę obcą czy członka rodziny. Miliony widzów zderzając się z obrazem pedofilii niektórych ludzi Kościoła, jednocześnie stają się świadkami destrukcji jaka jest następstwem WSZELKICH przedwczesnych kontaktów pomiędzy nieletnim a dorosłym. Film Sekielskiego – świadomie lub nie – staje się zatem ostrzem wymierzonym we wszystkie środowiska postulujące wprowadzenie edukacji seksualnej promującej przedwczesne kontakty seksualne, znacznie zwiększające ryzyko narażenia dzieci na kontakty z potencjalnymi pedofilami.

Wykorzystanie seksualne nieletniego to nie tylko trauma w dzieciństwie. Zły dotyk oddziałuje przez całe życie odbijając się niemal na wszystkich sferach życia ofiary. - To przede wszystkim problemy z koncentracją, stany depresyjne, brak umiejętności socjalnych, zachowania aspołeczne, wycofanie ze społeczeństwa, brak pewności siebie. Problemy w relacjach, z nawiązywaniem więzi – na te bezpośrednie skutki wskazuje raport APA (American Pediatric Association) z 2007 roku – mówi Magdalena Trojanowska z inicjatywy Stop Seksualizacji Naszych Dzieci, organizacji monitorującej działania mające na celu deprawację najmłodszych.

- Bardzo często okazuje się, że te problemy przenoszą się na dorosłość. Objawiają się w problemach z nawiązywaniem relacji oraz z ich utrzymaniem. Bardzo często są to problemy nieuświadomione, ujawniające się dopiero po jakimś czasie. Dzieci potrafią zatrzeć w pamięci doznania związane z gwałtem czy wykorzystaniem, jednak przenoszą się one w dorosłość. Po latach zgłaszają się do psychologów osoby, których problemy mają podłoże w wypartych w dzieciństwie doświadczeniach. Dopiero po przepracowaniu pewnych kwestii z psychologiem okazuje się, że problemy zaczęły się wraz z molestowaniem i doznaniem tej przemocy seksualnej – dodaje.

Jedną z inicjatyw wprowadzających zachętę do przedwczesnej inicjacji seksualnej jest przyjęta w Warszawie Deklaracja LGBT+, zawierająca postulat wprowadzenia edukacji seksualnej w myśl standardów WHO. Zdaniem wielu ekspertów, europejskie standardy mają charakter pro-pedofilski. Wskazują na to zarówno zapisy niektórych wytycznych jak i działalność osób je współtworzących.

- To jest niedopuszczalne! Wystarczy przyjrzeć się osobom, które bezpośrednio uczestniczyły w stworzeniu standardów WHO, będące tak naprawdę kalką podręcznika edukacji seksualnej UNESCO. To właśnie tam są sformułowane ideologiczne wytyczne, do których współautorów zaliczają się ludzie będący pierwszymi postulantami miękkiej pedofilii. Uczestniczą w przepychaniu w nauce takich pojęć jak; seksualność dzieci, postulowanie wczesnej inicjacji seksualnej czy nawet nawiązywania relacji z dorosłymi. Przedstawiana w tych standardach koncepcja seksualności dzieci, którą trzeba rozwijać eksploatować czy wykorzystywać nie ma żadnego umocnienia w badaniach naukowych. Obecne badania prowadzone nad rozwoje dzieci wykluczają absolutnie, że dziecko przeżywa swoją seksualność w tak intensywnym stopniu jak przedstawiają autorzy tych standardów – komentuje sytuację Trojanowska.

Rzeczywiście, za opracowaniem standardów edukacji seksualnej WHO stoi także niemiecka organizacja Pro Familia, o której stało się głośno w 2013 roku, kiedy grupa naukowców odkryła, że w wydawanym przez to stowarzyszenie magazynie co najmniej kilkukrotnie pojawiały się artykuły broniące pedofilii. Jednym z ich autorów był Rudiger Lautmann, jeden z czołowych niemieckich ekspertów od LGBT. W swoich artykułach argumentował wprowadzenie rozgraniczenia na „nieszkodliwą pedofilię za obopólną zgodą”, relatywizację przestępstw seksualnych dokonywanych przez pedofilów czy ubolewał nad „antypedofilską krucjatą” jaka miała miejsce w Niemczech w latach ’90.

Co więcej, WHO jest częścią ONZ – Organizacji Narodów Zjednoczonych, która ma poważne problemy z pedofilią we własnych szeregach. „Wieloletni ekspert ONZ Peter Newell został skazany w zeszłym roku za wykorzystywanie seksualne dziecka. Wcześniej zajmował się… zwalczaniem przemocy wobec nieletnich. Był m.in. prezesem organizacji sprzeciwiającej się dawaniu dzieciom klapsów i współautorem dokumentu na temat wdrażania Konwencji Praw Dziecka. Jednak w jego własnym życiu Konwencja nie obowiązywała, gdyż pięć razy dokonał homoseksualnego gwałtu na 12 letnim chłopcu. Wydaje się jednak, że to tylko wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o pedofilię w ONZ: Andrew MacLeod, były szef Centrum Koordynacji ds. Kryzysu ONZ oszacował, że w ostatniej dekadzie pracownicy ONZ mogli dokonać nawet 60 tysięcy gwałtów – głównie na nieletnich z krajów trzeciego świata. Jego zdaniem w ONZ może pracować około 3300 pedofilów!” – czytamy na stronie Fundacji PRO-Prawo do Życia.

O edukacji seksualnej opartej na standardach międzynarodowej organizacji krytycznie wypowiada się także Kazimierz Przeszowski z Centrum Życia i Rodziny. - Edukacja seksualna nie stanowi żadnej obrony dla dzieci przed przestępstwami na tle seksualnym ze strony osób dorosłych. Obowiązująca narracja niezgodnie z prawdą ukazuje, że jest wręcz przeciwnie – mówi się o tym, że gdyby zastosowano odpowiednią edukację to nie doszłoby do takich haniebnych czynów. Trzeba powiedzieć, że jest to po prostu kłamstwo.

Zdaniem Przeszowskiego, do szkół próbuje się wprowadzić ideologię sprowadzającą ludzką seksualność jedynie do postrzegania jej w kategoriach przyjemności, bezpieczeństwa (antykoncepcji) i obopólnej zgody. Postrzeganie w ten sposób jednej z najbardziej wrażliwych sfer ludzkiego życia otwiera dzieci na niebezpieczeństwo eksperymentowania z własną seksualnością, a w niektórych przypadkach nawet do kontaktu z dorosłym. Dodatkowym zagrożeniem są tzw. sex-edukatorzy, którzy na podstawie zapisów karty mają prawo wejść do szkoły i przeprowadzić odpowiednie zajęcia. Wątpliwości mogą budzić nie tylko ich kwalifikacje, ale także niemożność weryfikacji działalności tych osób w przeszłości. Kto bowiem zapewni, że o seksualności nie będą opowiadać naszym dzieciom potencjalni pedofile?

Właśnie by rozwiać takie wątpliwości powstała obywatelska inicjatywa ustawodawcza „Stop pedofilii” mająca na uwadze nie tylko skuteczniejszą penalizację pedofilów, ale także każdego kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego. Proponowana zmiana zapewni prawną ochronę dzieci i młodzieży przed deprawacją seksualną i demoralizacją, która rozwija się w niebezpiecznym tempie i dotyka tysięcy najmłodszych Polaków za pośrednictwem tzw. „edukacji” seksualnej.

I ty możesz wspomóc inicjatywę, składając podpis pod projektem i pokazując obecnej władzy, że troska o dobro dzieci powinno stać się jej obowiązkiem.

Piotr Relich

https://www.pch24.pl/czy-burza-po-filmi ... 365,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 24 cze 2019, 20:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Witold Gadowski potrafi wypowiedzieć się otwartym językiem i właściwie odmierzyć poziom moralny różnych sił zainteresowanych władzą nad ludzkością, nad światem.

Wszelkie wynaturzenia pochodzą ze śmietnika kulturowego i tam jest ich miejsce, a nie w naszych umysłach i w sercach. Odszczepieńcy lewaccy tarzajcie się w swoich śmietnikowych rewirach i tam pozostańcie. Nas Polaków pozostawcie w spokoju. My mamy swój świat i nie potrzebne są nam wasze niemoralne ochłapy i rupiecie.


Igraszki z diabłem. Tego siły ciemności nie mogą przeboleć i przypuściły w tym roku nad Wisłą bezprecedensowy atak

Gdyby przyjąć, że diabły atakują dzieła Pana Boga, to warto się zastanowić, z jakim natężeniem skupiły się właśnie nad Polską.

Gdyby natężenie diabelstwa odmierzało się ciemnym kolorem, to mapa Europy wyglądałaby tak, że nad Polską kłębiłaby się najczarniejsza zaraza. To bowiem jedyny kraj na kontynencie, który pozostał tak konsekwentnie spójny etnicznie i wierny katolicyzmowi. Tego siły ciemności nie mogą przeboleć i przypuściły w tym roku nad Wisłą bezprecedensowy atak. Oczywiście nikt nie skonstruował jeszcze diabłomierza i wielu czytelników po przeczytaniu pierwszego akapitu sądzi, że sfiksowałem do reszty, jednak warto prześledzić sekwencję wydarzeń od początku tego roku.

Najpierw powstaje homopolityczna partia Roberta Biedronia. Potem pan Rabiej ogłasza, że przyszła już pora, aby homoseksualiści wyszli z podziemia i poczęli zakładać pełnoprawne, małżeńskie stadła. Ba, wiceprezydent Warszawy przewiduje, że w niedługim czasie powodzeniem zakończy się także batalia o to, aby takie pary miały pełne prawa do adopcji dzieci.
Jeszcze nie otrząsnęliśmy się ze wstrętu, a tu totumfacki pana Tuska, pan Jażdżewski, obwieszcza, że katolicy to po prostu „świnie w błocie”. Potem idzie już z górki: homoparady w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku (tu następuje prowadzona już wprost profanacja mszy św.) i w… Częstochowie (swoją drogą niechby tak sobie pohasali w Mekce). W następnej kolejności funkcjonariusz antypisu Tomasz Sekielski odpala film o księżach pedofilach, tak skonstruowany, że po jego obejrzeniu ludzie w kościołach podejrzliwie przyglądają się księżom. Rzecznik Praw Obywatelskich domaga się natychmiastowego wprowadzenia lekcji seksu w szkołach. Zboczenie triumfalnie wkracza na polskie salony. To oznacza, że teraz będziemy się staczać po równi duchowej, tak jak reszta państw w Europie?

A może w tej próbie chodzi o coś zupełnie innego? Może jesteśmy miejscem i narodem wskazanym do jakiegoś ponadnaturalnego obowiązku. Wiem, wiem. W polskiej prasie nie wypada pisać o walce duchowej. To domena kruchty. Czy jednak uważacie, że rzeczywistość duchowa naprawdę nie ma żadnego znaczenia? Liczy się tylko to, co dzieje się w ekonomii i polityce? Jesteście w błędzie, jestem bowiem przekonany, że Polska nie istnieje przypadkowo i właśnie nadchodzi moment, aby wykazać sens istnienia polskiego żywiołu w świecie. Nawiedzone? Na pewno nie bardziej niż wiara we franka szwajcarskiego i światowy system bankowy. Chyba niedługo wszyscy to zrozumiemy.

Felieton Witolda Gadowskiego ukazał się w numerze 24/2019 tygodnika „Sieci”.

autor: Witold Gadowski
Reporter, autor filmów dokumentalnych, miłośnik kawy i Bałkanów. Badacz afer i terrorystów. Wraz z Przemysławem Wojciechowskim wydał książkę "Tragarze śmierci" ujawniającą nieznane ślady znanych terrorystów ("Carlosa", Abu Dauda, RAF).

https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/4520 ... -przebolec

Z kultury drwić może jedynie antykultura.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Pytanie o naszą moralność.
PostNapisane: 10 lip 2019, 21:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Tylko koni, tylko koni żal

Izabela BRODACKA

Wiele lat temu moja uczennica zdawała egzamin wstępny na jeden z wydziałów Politechniki Warszawskiej. Zdawała już trzeci raz i była bardzo zdeterminowana. Na Politechnice po egzaminach wywieszano listę rankingową zdających na dany wydział uszeregowanych według ilości uzyskanych punktów. Potem lista znikała i pojawiała się lista przyjętych. Nigdy listy nie wisiały równolegle. O determinacji mojej uczennicy świadczy fakt, że przepisała ręcznie całą listę wyników egzaminu.

Nie było wówczas telefonów komórkowych oraz innych technicznych ułatwień i jak pamiętam przepisywała tę listę długo w nocy. Ku swemu oburzeniu przekonała się, że na liście przyjętych było sporo osób o gorszym od niej wyniku egzaminu. Zgłosiła się więc do dziekana wydziału z kartkami będącymi owocem jej nocnej mrówczej pracy. Jednak dziekan zamiast uznać pomyłkę zaczął jej tłumaczyć, że aby było sprawiedliwie połowę osób przyjmuje się od początku listy a drugą połowę od końca.

Będąc w środku listy wyników nie załapała się więc ona do żadnej z grup przyjętych. Potem dziekan wyprosił ją z gabinetu mówiąc, że źle się czuje, położył się na kanapce i zmarł.

Brednie które opowiadał były dla mnie ewidentnym objawem wylewu czy zatoru mózgu. Obawiam się jednak, że w naszych poprawnościowych czasach wiele osób potraktowałoby je serio. Gdyby było prawdą co mówił, dziekan jego wydział realizowałby zasadę parytetu ludzi mniej i bardziej zdolnych wyrównując w ten sposób niesprawiedliwość losu. Nikt nie decyduje przecież czy urodzi się biały czy czarny, zdolny czy tępy, ładny czy brzydki, czy jest mężczyzną czy kobietą ale ustawodawca może odpowiednią polityką te nierówności i niesprawiedliwości likwidować.

Tak czy owak do końca studiów ( oczywiście została przyjęta) moja uczennica funkcjonowała na uczelni jako osoba, która zabiła dziekana. Tak ją witały sekretarki w dziekanacie, tak mówili o niej koledzy i taka opinia powędrowała za nią do miejsca pracy nie ułatwiając jej życia.

Kilka lat później inna moja uczennica, już studiująca w SGGW umówiła się z profesorem na poprawę egzaminu z czwórki na piątkę. Chciała mieć wysoką średnią niezbędną do stypendium naukowego. Profesor zaczął egzamin od rozpinania jej bluzki. Krewka dziewucha dała mu w pysk i wybiegła z gabinetu. Szczere odradzałam jej robienie afery. Powiedziałam, że przez całe studia i potem w pracy będzie funkcjonować jako osoba która molestowała profesora albo usiłowała w znany wszystkim sposób poprawić swoje oceny. Nieodmiennie działa stara zasada: „ukradł albo mu ukradli, w każdym razie jest zamieszany w kradzież, a takich ludzi nie szanujemy”. Okazało się, że profesor poprawił jej ocenę choć nie zdała przecież egzaminu według jego oczekiwań. Stypendium też dostała. Wszystko skończyło się – jak to się mówi- wesołym oberkiem.

Dwa tygodnie temu w pewnej stadninie na południu kraju dyrektor zgwałcił praktykantkę. Ścigał ją aż do gospody gdzie się schroniła, wrzeszcząc: „ nie zaliczę ci praktyki”. Policję zawiadomił szpital gdzie dziewczynę odwieźli powiadomieni przez obsługę gospody rodzice. Żadna z okolicznych prokuratur nie chce prowadzić w tej sprawie śledztwa. Nic dziwnego - stadnina była znana z hucznych imprez, w których uczestniczyła nie tylko lokalna elita w tym prawnicza, lecz również politycy wszelkich maści z całego kraju.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Dyrektor przeszedł na zasłużoną emeryturę, urzęduje już nowy dyrektor. W obronę gwałciciela zaangażowała się liczni notable, w tym lokalna posłanka PiS [z innych tekstów wiadomo, że to Barbara Bartuś, częsty gość u p. dyrektora MD]. Dziewczyna ma przechlapane- w okolicy krążą opowieści na temat jej obyczajów, podejrzewa się nawet ją o udział w spisku mającym na celu pozbycie się dyrektora. Obrońcy dyrektora i szanowna pani posłanka zapominają jednak, że gwałt jest ścigany z urzędu, a gwałtu nie usprawiedliwia ani pełnoletniość ofiary, ani fakt spożywania przez nią alkoholu,

Ustosunkowany dyrektor (nie wiem z czyjego nadania) nie był bynajmniej fachowcem od koni. Udało mu się zbankrutować stadninę. Trzeba wyjątkowego talentu albo nasilenia złej woli żeby zbankrutować przedsięwzięcie doskonale funkcjonujące za komunistycznych czasów i przynoszące dochód dla skarbu państwa. Za czasów niepodległości stadnina zasłynęła z -nazwijmy to- bunga bunga. Zasłynęła wśród hodowców również z faktu, że paszporty wydawano koniom „po uważaniu”. Przy kontroli genetycznej wychodzi to na jaw, a łatwo się domyślić dlaczego tak się dzieje. Konie chodzą swobodnie po pastwiskach i chociaż ogiery teoretycznie są oddzielone od klaczy zdarzają się - nazwijmy to- związki -nieformalne. Sama słyszałam jak w podobnej sytuacji w Plękitach masztalerz mówił: „niech no tylko się oźrebi, po pysku poznam sukinsyna” mając na myśli partnera niefrasobliwej klaczy. I zapewne jako ojca źrebaka wpisywano do księgi stadnej ogiera rozpoznanego przez masztalerza po pysku. Jeżeli chodzi natomiast o bunga bunga w naszej prowincjonalnej stadninie to weźmy pod uwagę, że jest ona jedynym pracodawcą w okolicy gdzie ludzie szukają zatrudnienia czasami przez kilka lat. Któż chciałby zadzierać z jurnym dyrektorem? Poza tym w mentalności tych ludzi wyczyny podstarzałego amanta nie przynosiły mu ujmy. Świadczyły jak w przypadku Berlusconiego o jego żywotności i walorach męskich.

Szkoda, że trzeba afery obyczajowej żeby pozbyć się nieudolnego dyrektora. Szkoda również, że kolejne rządy mają ciężką rękę do koni. Hodowla koni była zawsze polską specjalnością. Hodowla koni pełnej krwi a w szczególności czystej krwi czyli arabów przynosiła państwu duże dochody. Podobnie wyścigi - za komuny były jednym z nielicznych dochodowych przedsiębiorstw. Próby likwidowania tej części polskiej kultury mają długą tradycję. Pierwszy Gomułka kierowany prostackim resentymentem wykrzykiwał w przemówieniach że „konie zjadają Polskę”.

Poziom intelektualny Gomułki był powszechnie znany nie ma sensu wdawać się teraz z nim w polemikę. Godnie podjęła sztandar walki z polska tradycją pani Gronkiewicz Waltz. Obecnie - też nie widać poprawy.

Tyko koni żal.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /