Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Literackie luki

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 31 sty 2013, 08:07 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Jedynie prawda jest ciekawa

Piotr Szubarczyk

Był najwybitniejszym polskim pisarzem politycznym XX w., najprzenikliwszym analitykiem systemu sowieckiego. Uważał, że zbrodnia jest istotą bolszewizmu, metodą sprawowania władzy. Miał szczególny dar nazywania rzeczy po imieniu i dochodzenia do istoty spraw. Za życiową dewizę Józefa Mackiewicza uważa się tak dobrze znane dziś słowa: „Jedynie prawda jest ciekawa”… Tę dewizę przyjęli fundatorzy i animatorzy Nagrody im. Józefa Mackiewicza – prestiżowej nagrody historycznej i literackiej w Polsce.

Jednoznaczny stosunek Mackiewicza do komunizmu i jego dziedzictwa sprawia, że duża część współczesnej inteligencji w Polsce, zafascynowanej ciągle dziedzictwem „egzystencjalnych” nieudaczników i pozerów z Zachodu, zachwyconych ongi sowieckim imperium i jego zbrodniczą ideologią, nie czyta Mackiewicza. To nie jest „trendy” w Europie.

Czytajmy dzieła Mackiewicza, mimo przeszkód, jakie towarzyszą im na polskim rynku księgarskim, spowodowanych ludzką chciwością. Czytajmy dzieła laureatów Nagrody im. Mackiewicza. To lektury obowiązkowe dla Polaka, który uważa się za człowieka wykształconego i świadomego tego, w jakim świecie żyje.

Mackiewicz był bardzo ważnym świadkiem zbrodni katyńskiej – w kwietniu 1943 r. za zgodą władz Polski podziemnej stanął nad otwartymi dołami śmierci. Pozostawił wstrząsającą relację z ekshumacji bohaterów: „Nie są to trupy anonimowe. Tu leży armia. Można by zaryzykować określenie kwiat armii, oficerowie bojowi, niektórzy z trzech uprzednio przewalczonych wojen. To jednak, co najbardziej nęka wyobraźnię, to indywidualność morderstwa, zwielokrotniona w tej potwornej masie. Bo to nie jest masowe zagazowanie ani ścięcie seriami karabinów maszynowych, gdzie w ciągu minuty czy sekund przestają żyć setki. Tu przeciwnie, każdy umierał długie minuty, każdy zastrzelony był indywidualnie, każdy czekał swojej kolejki, każdy wleczony był nad brzeg grobu; tysiąc za tysiącem”… („Widziałem na własne oczy”, 1943).

http://www.naszdziennik.pl/wp/22522,jed ... ekawa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 20 gru 2013, 18:22 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Najciekawsza cegła ostatnich lat

Niemal tysiąc stron, setki przypisów, dziesiątki cytowanych książek o pisarzu którego książek większość Polaków nie widziała na oczy. Wieje nudą? Otóż nie! Nowe wydanie monumentalnego dzieła Grzegorza Eberhardta o Józefie Mackiewiczu to jedna z najciekawszych książek opublikowanych w III RP.

Postać Józefa Mackiewicza wciąż zbyt wielu z nas mówi niewiele. Ten smutny stan zauważalny jest nie tylko wśród przeciętnych zjadaczy chleba, ale i wśród inteligencji, nawet tej o przechyleniu konserwatywnym. Składa się na to mnóstwo kwestii, o większości z nich w „Pisarzu dla dorosłych” wspomina Grzegorz Eberhardt.

Kiedy znajdujemy już kogoś, kto jednak słyszał coś więcej o Mackiewiczu, najpewniej wie on również, dlaczego książek autorstwa "fanatyka prawdy" nie można kupić w księgarniach. Osobliwa kwestia posiadanych przez Ninę Karsov-Szechter praw autorskich po zmarłym pisarzu jeszcze przez długie lata będzie wywoływać zdumienie wśród Polaków myślących o sobie jako o antykomunistach. Gorzej, że nic nie wskazuje na to, by w ciągu wspomnianych długich lat książki Mackiewicza stały się tak znane jak na to zasługują. Wszystko przez kobietę, która postawiła sobie za cel uniemożliwienie powszechnej dostępności powieści, esejów i innych dzieł wybitnego pisarza, mimo iż na publikacjach mogłaby zarobić wielkie pieniądze.

Drugie nazwisko Niny Karsov-Szechter nieprzypadkowo kojarzy się czytającemu ten tekst z Adamem Michnikiem. Otóż mieszkająca w Londynie Nina Karsov była żoną jego stryja – Szymona Szechtera. Jaki wpływ na niechęć do wydawania książek najbardziej wartościowego pisarza polskiej emigracji czasów PRL ma legendarna wręcz nienawiść doń redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” zapewne na długo pozostanie tajemnicą. Rodzinną.

O nienawiści do mackiewiczowskiego antykomunizmu pisze Eberhardt zresztą bardzo szeroko. Wokół tego tematu zbudowana jest zasadnicza część książki. Przypomina nie tylko nienawiść dzisiejszych salonowców ale i współczesnych Józefowi Mackiewiczowi polityków i intelektualistów, w tym innych pisarzy. Niezwykle ciekawe przedstawiony jest stosunek doń chociażby Czesława Miłosza, Jana Nowaka Jeziorańskiego czy szeroko pojętej londyńskiej emigracji.

„Pisarz dla dorosłych” nie jest zwykłą biografią Mackiewicza. Dużo bardziej pasuje do tej pozycji określenie „opowieść o Józefie Mackiewiczu”, którego zresztą użył autor jako podtytułu. Książki o pisarzach to zwykle schemat – albo biografia właśnie, albo omówienie twórczości, albo opis krytyki zmieszczony w haśle Iksiński i jego krytycy. Dzieło Grzegorza Eberhardta zawiera w sobie każdą z tych form, kładąc akcent na to co rzeczywiście najważniejsze, lecz w sposób niezwykle precyzyjny i szczegółowy.

Dzięki dziełu Eberhardta możemy zresztą legalnie poczytać… Józefa Mackiewicza. Wznowienie „Pisarza dla dorosłych” to o 200 stron więcej niż w pierwszym wydaniu, a są to stronnice zapisane nie tylko słowami publicysty „Tygodnika Solidarność” ale i niezwykle licznymi, długimi, soczystymi cytatami z najróżniejszych dzieł Mackiewicza! Czytelnik pozycji opublikowanej przez wydawnictwo „Prohibita”, poznaje fragmenty jego prozy, esejów, ale i artykułów z początków kariery w wileńskim „Słowie”! Wszystko w jednym tomie!
Dla porządku należy wyjaśnić, że Grzegorz Eberhardt nie napisał książki językiem modnego dziś (w deklaracjach) obiektywizmu. Nic z tych rzeczy. W każdym niemal akapicie czuć miłość autora do zmarłego przed blisko trzydziestoma laty pisarza. Miłość porównywalną ze szczerym synowskim uczuciem do ojca – wielkiego człowieka krzywdzonego nawet po śmierci, czemu syn, mimo najszczerszych chęci, nie jest w stanie w żaden sposób zapobiec. „Pisarz dla dorosłych” to nie tylko próba przywrócenia pamięci o Józefie Mackiewiczu, ale i zawzięta obrona jego czci przed licznymi oskarżeniami – z kolaboracją z nazistami włącznie.

Tysiącstronicowa książka zasługuje na co najmniej kilkustronicowe omówienie. Jednak każda kolejna minuta spędzona przy tekście właśnie przez Państwa czytanym sprawia, że jesteście o minutę do tyłu w wertowaniu „Pisarza dla dorosłych”. Kończę więc chyląc czoła przed autorem opowieści o Józefie Mackiewiczu i wyrażając nadzieję, że przyjdzie taki czas gdy będzie on nagrodzony przez państwo polskie za niebywałą, benedyktyńską pracę. Liczę na to, że idąc po owo odznaczenie, Grzegorz Eberhardt mijał będzie księgarnie, których witryny pełne będą wznowionych wydań dzieł jego mistrza. Czego sobie i Państwu życzę.

Krystian Kratiuk

Grzegorz Eberhardt, Pisarz dla dorosłych. Opowieść o Józefie Mackiewiczu. Wyd. Prohibita, Warszawa 2013.

http://www.pch24.pl/najciekawsza-cegla- ... 952,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 08 sty 2014, 17:10 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Co warto czytać

Marzenie staropolskie

Jacek Kowalski, historyk sztuki

W starej szafie znalazłem kalendarzyk mojego dziadka z lat 1918-1921. Był wtedy harcerzem, zakładał w swoim rodzinnym Kórniku drużynę. Pod datą 27 marca 1921 czytam zapis ołówkiem: „Zbiórka komendy. Czy karabiny były czyszczone?”. A poniżej: „Program kursu na zastępowych. (…) Każdy przeczyta następujące książki: Trylogję Sienkiewicza, Krzyżacy, W Pustyni i w Puszczy, Pan Tadeusz”.

Książki i karabiny albo czyszczenie z tradycji

Przypomnę. Marzec roku 1921 – to miesiąc podpisania pokojowego traktatu z bolszewikami. Karabiny były wciąż potrzebne i ważne, kilka miesięcy wcześniej harcerze służyli jeszcze w armii ochotniczej. Ale „Trylogia” i „Pan Tadeusz” znaczyły co namniej tyle samo, co karabiny.

Dziś „Trylogię” i „Pana Tadeusza” wykreśla się z kanonu lektur albo redukuje do śmiesznych fragmentów. To dla mnie oczywisty, pierwszy krok do dalszej redukcji. Krok nie tylko symboliczny – także prostacko praktyczny. Gdyby wziąć to bardzo na poważnie (a czemu nie?), można by rzec, że wedle autorów nowego programu Polacy nie mają mieć ani karabinów, ani wspólnych lektur. Mają być kulturowo niespójni i bezbronni – i że to celowe majstrowanie przy polskiej duszy. Zwłaszcza że drugimi drzwiami wprowadza się różne dziwne rzeczy, m.in. ideologię gender – w postaci zespołu dogmatów, które mają nas na nowo „sformatować”. Żeby zaś inżynierowie dusz mogli się za nas zabrać, trzeba nas pierwej oczyścić ze zgubnych osadów narodowej tradycji i kultury, ze wspólnej świadomości, abyśmy się stali niczym tabula rasa, na której ideolodzy nowej rzeczywistości napiszą, co zechcą. Bo przecież uczymy się ojczystej literatury i historii nie tylko dla wiedzy samej w sobie (co jest skądinąd zajęciem szlachetnym), także po to, iżby utrzymać emocjonalną i intelektualną więź z resztą Polaków, z którymi łączy nas wspólnota języka i myśli – w tym wspólne lektury. Jeśli z nich zrezygnujemy, mówmy od razu o poważnych konsekwencjach.

Nie rozumiem czy nie mam rozumieć?

W tle tego zjawiska następuje przemycanie tezy jeszcze innej: że uczniowie nie powinni czytać rzeczy, których nie rozumieją, które są za trudne, bo pisane przestarzałym językiem (o ideach nie mówiąc). Słyszę, że moje dzieci spotykają się podczas koleżeńskich rozmów ze zdaniem: „Kto by tam teraz czytał ’Pana Tadeusza’, to takie stare”. Otóż, nihil novi! Za moich szkolnych czasów, za komuny, nie brakło uczniów, którzy też tak gadali. Tyle że nikt tego nie brał na poważnie, a nauczyciele nie starali się takowych opinii podtrzymać. A tu słyszę, że nawet jednej z pań profesorek wypsnęło się na lekcji: „Nie przejmujcie się, sama też tego nie czytałam”. Kiedyś taką kompromitującą ignorancją się nie chwalono; teraz mamy zupełnie nową próbę legitymizowania niewiedzy za pomocą argumentu, że skoro nauka jest trudna, trzeba skasować naukę. Argument jest jednak obosieczny. Czy to uczeń tworzy program szkolny? Nie zna go, więc nie może się o nim wypowiadać, póki go nie pozna. Natomiast im mniej każemy mu poznać, tym mniej przeczyta; im mniej zaś przeczyta, tym mniej będzie rozumiał. Co gorsza, uzna ten stan za normalny i pożądany, bo tak mu powiemy. To oczywiste, samosprawdzające się proroctwo.

Mutacje programu

Ale może tak w ogóle przesadzam? Przecież zmiany w programie i wykreślanie lektur z kanonu są skądinąd nieuchronne i zawsze ich dokonywano. Tak, owszem. W miarę upływu lat, w imię ukazywania perspektywy współczesności, trzeba wprowadzać nowe pozycje, a wykreślać stare. Zmienia się w oczach badaczy wartościowanie starszej literatury. Ale wbrew pozorom ma to swoje granice. Czy w starożytnym Rzymie wykreślono z lektur Wergiliusza? Nie, i „Eneida” trwała, choć zmieniało się imperium – bo są lektury, których się nie wykreśla. Dlatego nie wolno wykreślić „Pana Tadeusza”, i nie tylko „Pana Tadeusza”. Tak samo nie należy drastycznie zmniejszać liczby lektur wspólnych oraz liczby lektur w ogóle. Takie zabiegi najzwyczajniej zabijają umiejętność czytania i chęć czytania.

Co zmienić?

Co bym zmienił w kanonie lektur wciąż przycinanym przez MEN? Cóż, nie jestem polonistą, ale własne zdanie mam. Tyle że nie dotyczy ono lektur romantycznych i współczesnych – te pozostawiam osobnej refleksji, bo oczywiście takowej wymagają. I to prędko, natychmiast. Zawsze sądziłem, że przyjdzie się zmierzyć z totalną „rewolucją kulturalną” – nie wiedziałem tylko kiedy, no i oto ona ante portas. W jej obliczu trzeba po prostu w pierwszym rzędzie ratować, co się da, wynosić z tonącego okrętu najważniejsze bagaże, żeby je w ogóle ocalić. Ale zaraz potem – najlepszą obroną jest atak. Zatem obowiązkowo – w gronie czujących odpowiedzialność literaturoznawców tudzież pedagogów – trzeba przygotować błyskawiczny desant programowy, taki oświatowy zamach stanu, który można będzie przeprowadzić, kiedy tylko uda się „nam” przejąć władzę lub na nią wpłynąć (cokolwiek owo „my” miałoby oznaczać).

Powrót do Sarmacji

Otóż załóżmy, że przejęliśmy władzę i mamy swobodę w kształtowaniu programu (powtarzam, cokolwiek owo „my” miałoby oznaczać). W takim wypadku osobiście powróciłbym – jako zamiłowany Sarmata i ojciec dzieciom – do pomysłu zmian w partii lektur staropolskich. Od dawna bowiem boleję nad tym, że przeciętny Polak niemal kompletnie nie zna kultury dawnej Rzeczypospolitej, która odgrywa w szkolnym programie rolę Kopciuszka, na zewnątrz nieźle obsługiwana przez „Trylogię”, filmy Hoffmana i bractwa rekonstruktorów historycznych. Jednak jako taka – jest praktycznie w naszym publicznym życiu nieobecna lub – najczęściej – obecna jako chłopiec do bicia.

W tej dziedzinie dzisiejszy program obejmuje już tylko wybrane fragmenty Kochanowskiego, Sępa Szarzyńskiego, Naborowskiego, Morsztyna, Paska, Krasickiego. Dla trzech stuleci – sześć nazwisk. Znikł nawet Potocki. Tak amputuje się uczniom świadomość wielkiej spuścizny Pierwszej Rzeczypospolitej. Jednym z najważniejszych argumentów za taką amputacją była i jest bariera staropolskiego języka. Racja. Język Sarmatów to nie język Mickiewicza, do którego trzeba i można po prostu się przyzwyczaić. Jest naprawdę trudny. Dlatego zawsze marzyłem o takim przeformatowaniu programu, który umożliwiłby młodzieży szerszy kontakt z naszą dawną literaturą – przez kulturę. Nawet kosztem braku analizy niektórych utworów. Bo właśnie w partii staropolskiej (zamiast w romantycznej) program mógłby operować cytatem i skrótem, przeskakując językowe trudności dzięki szerszemu wstąpieniu w kulturę i historię, oferując poznanie fascynujacego kontekstu i kreśląc bogatą panoramę czy nawet swoisty „panteon” literatury staropolskiej. Żeby wyjść poza ogródkowy schemat renesansu obcego Sarmatom czy sztuczny podział na Sarmatów i cudzoziemców, poza kliszę „nocy saskiej” i oświecenia. Żeby można było zobaczyć choć w ogólności, ilu i jakich pisarzy, mówców i poetów wydała Rzeczpospolita, że miała swoich wieszczów i śmiesznych do dziś satyryków, że miała też swój idiom literackiej pobożności. A przede wszystkim – jak żywa i niezasuszona była jej literatura, śmiało reagująca na aktualne wydarzenia; że bywała ona i dowcipna, i brutalna, a z drugiej strony i wzniosła, i mądra, i pobożna. Że bez niej nie byłoby Mickiewicza i innych wielkich naszej literatury oraz że trwa do dziś, o czym zdajemy się zupełnie zapominać – nie tylko pod piórami współczesnych, zafascynowanych nią poetów, lecz także w przestrzeni wokół nas, bo nawet sami uczniowie nieświadomie słyszą i wykonują literaturę staropolską – czyli kolędy, Gorzkie Żale, Godzinki, pieśni pasyjne i adwentowe.

To oczywiście tylko marzenie. Ale może kiedyś?…

http://www.naszdziennik.pl/wp/64532,mar ... lskie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 11 sty 2014, 08:34 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Marian Hemar – „Polak ochotniczy”

Piotr Szubarczyk

Marian Hemar – Żyd z urodzenia, Polak z wyboru i z potrzeby serca – nie przestaje nas poruszać swą niezgodą na kłamstwo i pasją w demaskowaniu międzynarodowej zmowy, której Polska stała się ofiarą w roku 1944. Niezgody na sowieckie onuce, którymi nas owinęli niegodni sojusznicy. Pasją godną narodowego barda, opłakującego klęskę Narodu i państwa. Przypomina w tej pasji i niezgodzie na fałsz lament księdza biskupa Jana Pawła Woronicza nad zdradzoną i rozdrapaną Rzecząpospolitą, zawarty w jego nieśmiertelnym „Hymnie do Boga” i w „Świątyni Sybilli”, w której przeklinał zdrajców targowickich: „Niech ta krew na was padnie i na wasze dzieci, i piętnem matkobójczym na czole wyświeci, a przekleństwo zgubionych milionów ludzi i tych, których potomność w ich wnukach obudzi”.

Obrazek
Marian Hemar na fotografii sprzed 1939 r.


Prześmiewca
Tylko że Hemar zrezygnował w swym opłakiwaniu Polski zdradzonej z wysokich tonów i dramatycznego decorum, które występuje u poety kapłana z przełomu XVIII i XIX wieku. Smagał politycznych obłudników satyrą z ostrym, brutalnym często słowem, bo rozumiał, że grób Polski roku 1944 strzeżony jest przez niewyobrażalne kłamstwa o „socjalizmie”, „demokracji”, „wyzwoleniu społecznym”! Ton dramatyczny nie nadawał się do demaskowania tej obłudy. Łatwo go było ośmieszyć prosowieckim „satyrykom”. Trzeba było bić na odlew. I bił.

Kiedy Antoni Słonimski wrócił z emigracji do Polski i namawiał do tego innych, szydząc z ich niezłomności, Hemar wypalił: „Popatrzcie na ten rzymski profil: były frankofil i anglofil, i były sanacyjny cwaniak, pan-europejczyk i pen-klubczyk, przechrzta co tydzień, na wyścigi, co z wszystkich sobie wziął religii jedną religię: oportunizm – dziś się obrzezał na komunizm!”… Każdy inny autor za takie słowa zostałby „polskim antysemitą”. Ale Hemara trudno było zaliczyć do „antysemitów”, do tego polskich, z natury rzeczy. W wierszu „Trzy powody” wyznał swą miłość do Polski – niby żartobliwie, a jednak w sposób głęboko wzruszający i prawdziwy: „Niezależnie od tego, z jakiego pochodzę miasta, ja w ogóle nie jestem Polakiem od Króla Piasta, z krwi lechickiej, z przypadku, nie z metrykalnych przyczyn. Moja ambicja, że jestem Polakiem ochotniczym”…

Ze Lwowa
Urodził się 6 kwietnia 1901 r. we Lwowie, w rodzinie żydowskiej, jako Jan Marian Hescheles. Jako nastolatek brał udział w walkach o polski Lwów. We krwi polskich koleżanek i kolegów – rówieśników, którzy w dramatycznych latach 1918-1920 umierali jako polskie Orlęta na ulicach miasta zawsze Polsce wiernego, rodziła się jego głęboka więź z Polską i świadomość, że jest Żydem, ale polskim Żydem, a to wiele znaczy.

Studiował na lwowskim Uniwersytecie Jana Kazimierza medycynę i filozofię, ale szybko się zorientował, że to nie jego przeznaczenie. Objawił się jego talent literacki, lekkość pióra poparta inteligencją i niezwykłym poczuciem humoru, co go predestynowało do twórczości satyrycznej, z pogranicza publicystyki politycznej i lekkiej kabaretowej muzy.

Qui Pro Quo
Po przeprowadzce do Warszawy związał się ze znanymi w stolicy kabaretami literackimi Qui Pro Quo, Banda, Cyrulik Warszawski. Pisał szopki polityczne, skecze sceniczne i piosenki, do których sam komponował muzykę. Trafił do radia jako autor popularnych słuchowisk i do teatru jako autor sztuk scenicznych, a nawet krótko jako dyrektor Teatru Nowa Komedia. Współpracował z „Wiadomościami Literackimi”.

Żyjąc z lekkiej muzy, nie przypuszczał pewnie, że jego prawdziwym przeznaczeniem będzie twórczość polityczna. Nie dlatego, że on sam tak chciał. Tak chciał świat. Hemar doskonale orientował się w sytuacji międzynarodowej, czuł niepokój o Polskę. Coraz częściej w jego twórczości pojawiały się tony refleksyjne, odżywała tradycja Jana z Czarnolasu – tak jak w wierszu „Odpowiedź” z roku 1938: „Nikt z nas z Ojczyzną umów nie zawierał. Z nikim Ją pacta nie wiążą conventa. Jak mu żyć przyjdzie, jak będzie umierał, że go dostrzeże w tłumie, że spamięta (…). Nie przyrzekała oszczędzać goryczy ani że słodkim będzie karmić chlebem, ani że łzy czy zasługi policzy i krzyk dosłyszy pod wysokim niebem (…). Kto raz ochrzczony niewidzialnym znakiem, błogosławiony potem, czy przeklęty, będzie Polakiem (…). Choćby nie wiedział. Będzie już, tak samo, jak bez zasługi każde dziecko, które w pierwszym swym słowie powiedziało ’mamo’ i pomyślało ’niebo’ patrząc w górę. I dziś wie: ’ziemia’ – ’chleb’ – ’woda’ i ’drzewa’ i polskie słowa w polskiej piosnce śpiewa”… Słowo „ochrzczony” pojawia się tu nieprzypadkowo. W roku 1935 Marian Hemar przyjął sakrament chrztu św. w Kościele katolickim.

Orzeł czy Rzeszka
Krótko przed wybuchem wojny Hemar wywołał polityczny skandal i interwencję ambasadora Niemiec w Warszawie, któremu nie spodobała się Hemarowa piosenka „Ten wąsik”, śpiewana w rewii „Orzeł czy Rzeszka” przez Ludwika Sempolińskiego. Lwowski bard zaczynał swą prywatną wojnę z Hitlerem, zanim zaczęła się ta wielka, światowa.

Po przegranej wojnie obronnej razem z tysiącami polskich oficerów i żołnierzy ruszył na Zachód szlakiem przez Rumunię i Francję. Był żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich – w Palestynie i w Egipcie (m.in. pod Tobrukiem). Wojsko potrzebowało takich jak on artystów do budowania morale, pobudzania ducha narodowego. Hemar prowadził aktywną pracę kulturalno-oświatową. W 1942 r. przeniesiony do Londynu, zwalczał kłamstwa niemieckiej propagandy wojennej. Niestety, także brytyjskiej – w odniesieniu do spraw polskich. To wyostrzyło jego tragiczną świadomość osamotnienia Polski wśród aliantów i oczywistej zdrady przez nich sprawy polskiej. Ta kwestia – obok obłudy Sowietów i ich kolaborantów w Polsce – stanie się dojmującym motywem jego powojennej satyry politycznej, którą prezentował w teatrzyku polskim, w klubie naszych politycznych emigrantów, w Radiu Wolna Europa, gdzie miał cotygodniowy swoisty „Teatr Hemara”. Z tego czasu pochodzi jego głęboko wzruszająca swą prostotą deklaracja ideowa: „Moja gorąca miłość nie może się pogodzić z inną Polską, tylko najlepszą, najszlachetniejszą, najuczciwszą w świecie. Uczyli mnie tej miłości Słowacki, Żeromski i Piłsudski”.

Piłsudskiemu poświęcono wiele wierszy. Ten napisany przez Hemara w roku 1943 („Na 19 marca”) jest bodaj najpiękniejszy: „Nie pozostawił tutaj żadnego dziedzica. Wielka to nasza wina, nie do przebaczenia. Imię jego tak przeszło jako błyskawica w chmurach, wysoko. W pobok polskiego sumienia (…). Została w nas ta siła fatalna, co w końcu wciąż nas aniołów strąca z wysokiego nieba, i strąconych przerabia na zjadaczy chleba – wciąż tęskniących do słońca”…

Satyrycznie i patetycznie
W roku 1947 wydał Hemar w Londynie swoje „Satyry patetyczne”. Tytuł trafiał w sedno sprawy. Lwowski prześmiewca pozostawał satyrykiem, ale dotykał polskich ran. Jego „Rozmowa z żołnierzem” przypomina słynną „Przypowieść” Jana Lechonia, który pytał po wojnie polskiego żołnierza z Kresów, czy warto było przelewać krew za świat bez wolnej Polski, za Polskę bez Kresów. Hemarowy żołnierz na pytanie „Po coście się bili?” odpowiada: „Żeby świat się nauczył, żeby o tym wiedział, by sobie wspomniał kiedyś – może za lat tysiąc – że umiałem dotrzymać, com umiał zaprzysiąc”…

Jaki był Hemarowy morał z wojennej historii Polski, jej „kamień filozoficzny” (z wiersza pod takim tytułem)? „Ażeby naszym kosztem żadnego kompromisu nie robiono na świecie bez naszego podpisu (…). By nam per procura nie wystawiano czeków, które nam przyjdzie płacić buntem i nędzą wieków”. To nie tylko życzenie na rok 1947…

Boleśnie odczuwał Hemar brytyjskie nalegania, by polscy emigranci polityczni wracali do kraju, wszak wojna się skończyła. „Stalin nie taki straszny, jak piszą faszyści. Znajdźcie sposób współżycia. Przeszłość się wyczyści”. W swoim „Liberum veto” demaskował ten kłamliwy i faryzejski ton: „Myśmy się nie zmienili na świecie. My jedni. Z tym, z czym weszliśmy pierwsi – wychodzimy z wojny”.

Kompromitacja Brzechwy
Interesował się wszystkim, co się działo w kraju. Komentował satyrycznie wszystkie ważniejsze wydarzenia. Odsłaniał śmieszność i pompatyczność sowieckich aparatczyków, którzy pod sowiecką kuratelą budowali „nową rzeczywistość”, ale i tragedię tysięcy rodaków, którzy nie potrafili lub nie chcieli się przystosować do sowieckiej codzienności życia w kraju, upokarzania polskich patriotów, niezliczonych na nich zbrodni sądowych.

Jan Wiktor Lesman – znany jako wierszopisarz dla dzieci o pseudonimie literackim Jan Brzechwa (dziś bardziej jeszcze znany jako cyniczny kolaborant władzy komunistycznej) – pozwolił sobie na szyderstwa z niezłomnych londyńskich emigrantów. Hemar ostro mu odpowiedział, ale arogancki Brzechwa nie pozostał dłużny, dowodząc, że życie w Polsce sowieckiej jest normalne i nie ma powodu do emigracji. Jak normalne, to normalne… Hemar zaproponował mu opublikowanie polemiki w warszawskich „Szpilkach”, gdzie Brzechwa był gwiazdą. Sam opublikował tekst Brzechwy w Londynie. Sprawa zakończyła się totalną kompromitacją kolaboranta. Cenzura nawet by się zgodziła na odpowiedź Hemara w „Szpilkach”. Podobno jednak w ambasadzie sowieckiej powiedzieli „niet”!

Jan bez Ziemi
Kiedy w roku 1965 stanął w Gdańsku lwowski pomnik Jana III Sobieskiego, ukrywany przez lata w Wilanowie, Hemar się rozmarzył: „O, Królu Wysiedlony! O, Królu Janie bez Ziemi! Na emigracji tym gorszej, że pomiędzy swojemi! (…) Niech marmurowa buława, niechaj dłoń marmurowa z drugiego krańca Polski wskazuje w stronę Lwowa (…). Z jednego krańca Polski wróci na drugi kraniec: na swoje Wały Hetmańskie, na swój zamkowy szaniec. Kiedy we Lwowie postanie emigrant, co wrócił z podróży, złóżcie mu wtedy u stóp ten wiersz – co już dziś mu tak wróży”…

Emigrant nie wrócił nigdy z niechcianej podróży do ukochanego Lwowa… Marian Hemar umarł 11 lutego 1972 r. w Dorking pod Londynem. Wrócił do Polski symbolicznie, jest patronem ulic m.in. w Warszawie i w Gdańsku. „Żyd, co Polskę kochał”… To słowa Adama Mickiewicza o Jankielu. Ale Jankiel to postać literacka, Marian Hemar był wśród nas.

Ze względu na bogatą twórczość kabaretową, zwłaszcza tę z okresu międzywojennego, Marian Hemar pokazywany jest często jako uczestnik życia towarzyskiego tego czasu, półgrafoman, żartowniś, miłośnik kobiet. Jednak prawdziwa wartość Hemarowej spuścizny to polityczna satyra, demaskowanie porządków jałtańskich, to moralna pasja i świadoma, „ochotnicza” obrona polskiego interesu narodowego. Za to godzien jest naszego szacunku. Dobry spektakl, oparty na tej twórczości, może otworzyć nam oczy także na polityczną obłudę naszych czasów, na troskliwe pielęgnowanie miazmatów komunizmu, zabójcze dla duszy Narodu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/64929,mar ... niczy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 30 sie 2014, 17:36 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Wojciech Wencel

Gorycz i chwała

120 lat temu urodził się Kazimierz Wierzyński.

Felieton z tygodnika "Gość Niedzielny" nr 33/2014

Korzenie rodzinne Kazimierza Wierzyńskiego sięgają niemieckiej osady Unterwalden, założonej niedaleko Lwowa w ramach tzw. kolonizacji józefińskiej. Stamtąd pochodził Andreas Wirstlein, który szybko rozpoczął pracę w kolejnictwie, a po śmierci pierwszej żony poślubił polską szlachciankę Felicję z Dunin-Wąsowiczów. Przyszły poeta urodził się jako ich drugi syn 27 sierpnia 1894 roku na stacji kolejowej w Drohobyczu. Jego wyobraźnię ukształtowały torowiska Galicji Wschodniej, które jak krwiobieg wypełniały nową energią wielokulturową krainę, a także piesze wycieczki ze stacji w Stryju, Samborze czy Stanisławowie w stronę północnych stoków Karpat. „Nagłe polany w lasach, kiedy z chłodnego cienia wychodzi się na złotą misę kipiących traw, legowiska sarnie z wygniecioną pościółką, dzikie maliny wśród pajęczyn, na których rosa nie wysycha do południa, i przełęcze, przełęcze, gdzie wieje mocny wiatr i otwierają się dwa widoki, z prawa i z lewa, spadające w dół, z kucymi wsiami w georginiach i malwach, z dziewanną, z jastrzębiami pod niebem i kwiczołami na jałowcach jesienią” – wspominał poeta po latach tę Atlantydę swego dzieciństwa i II Rzeczypospolitej.

W tej ostatniej Wierzyński – jako czołowy skamandryta – zrobił błyskotliwą karierę. Jego beztroskie wiersze z tomów „Wiosna i wino” (1919) i „Wróble na dachu” (1921), współbrzmiące z ogólnym entuzjazmem po odzyskaniu niepodległości, utorowały mu drogę do serc pensjonarek i na warszawskie salony. Niestety, również dla większości dzisiejszych wykładowców i studentów polonistyki pozostaje Wierzyński młodym poetą, co to „zielono ma w głowie i fiołki w niej kwitną”. Tymczasem jego dojrzała – długa i wspaniała! – droga pisarska zaczęła się dopiero od tomu „Wolność tragiczna” (1936), w którym dawny lekkoduch podjął refleksję historiozoficzną, opierając się na tradycji legionowej. Włożona w usta Józefa Piłsudskiego fraza: „Skazuję was na wielkość. Bez niej zewsząd zguba” brzmiała tak sugestywnie, że powszechnie uznawano ją wówczas za dosłowny cytat z Marszałka.

Cała późniejsza droga Wierzyńskiego – twórcza i życiowa – to historia heroicznego przełamywania „artystowskiej” próżności w imię wspólnoty polskiego losu. Od września 1939 roku przebywający na emigracji poeta zapisywał doświadczenie narodu, który honorowo stanął w obronie cywilizacji europejskiej, a później został przez swych „aliantów” zdradzony w Teheranie i Jałcie. Tej Polsce dumnej i nieujarzmionej, choć pozbawionej własnego państwa, Wierzyński oddał serce i talent. Był wieszczem Rzeczypospolitej pielgrzymiej, rozproszonej po wszystkich kontynentach. Tej, która wyszła z domu niewoli z armią Władysława Andersa, walczyła pod Monte Cassino, opłakiwała płonącą Warszawę, organizowała przyczółki narodowej kultury w Londynie czy Nowym Jorku i przechowała depozyt II RP. Tej, która powinna stać się fundamentem III RP, ale się nie stała.

Łatwo zrozumieć, dlaczego w PRL twórczość Wierzyńskiego padła łupem komunistycznej cenzury. Trudniej pojąć, dlaczego jego wstrząsające wiersze o naszym wspólnym losie, zwłaszcza te z tomu „Krzyże i miecze” (1946), doczekały się tylko jednej edycji po 1989 roku. Nie możemy jednak o nich zapomnieć. Musimy szukać ich w internecie, wydaniach emigracyjnych i w tej jedynej kompletnej edycji „Poezji zebranych” (Wydawnictwo Łuk, Białystok 1994). Trzeba uczyć się ich na pamięć: „Jeśli padnie Warszawa, to nie miasto padnie,/ I nie polska stolica w podziemiach swych skona,/ Lecz wolność wszystkich ludzi, zdeptana gdzieś na dnie,/ I prawda wszystkich czasów, przez wszystkich zdradzona”.

Wierzyński głęboko wierzył w sens zrywu warszawskiej Nike, która „umiera pokonana, umiera zwycięska”. I zamiast rozliczać dowódców powstania warszawskiego, przysięgał generałowi, co „przezwał się dla innych Borem,/ A dla nas – o Lwim Sercu pozostał legendą”, nieustającą pamięć narodu. Aby „Śród grobów, z których łuna nad światem wyrasta/ Szedł nie regiment ruski, nie marszałek Żukow,/ Lecz aby tam powstała, wierna do ostatka,/ I, jak duch niewidzialny, szła pokoleniami/ Miłość nasza raniona, wieczna nasza matka,/ A imię jej niech będzie wciąż pomiędzy nami”.

Tej wiary w chrześcijańską moc polskości nie zmieniła bolesna świadomość sowieckich i ubeckich represji ani gorzka wiedza o zdradzie „aliantów”. Poeta nie miał złudzeń co do natury Moskali i prawideł międzynarodowej polityki. „Dopiero gdy uskrzydlisz się wspólnym zwyczajem/ I zrównasz do obłudy, która wszystkich brata,/ Przywrócą ci honory i obdarzą krajem,/ I taką świat cię znowu wprowadzi do świata” – pisał w wierszu „Polsko, którą przezwano”. Myśl, że mógłby dać się zamknąć w peerelowskiej „złotej klatce” była dla niego obelgą. Podróżując po USA i Europie, nie prowadził gier z cenzurą, nie spotykał się z esbekami, żeby uzyskać paszport, nie ściskał dłoni komunistycznych literatów i dygnitarzy. Mówił głosem wolnego pisarza, świadcząc o prawdzie historycznej.

Oczywiście, płacił za to jątrzącym poczuciem samotności i wyobcowania. Czy nie tak właśnie czujemy się dziś my wszyscy – „mohery”, „katoliccy talibowie”, „pisiory” – zepchnięci na margines III RP? Może to do nas kieruje Wierzyński swe gorzkie słowa: „Ktokolwiek jesteś bez ojczyzny,/ Wstąp tu, gdzie czekam po kryjomu:/ W ugornej pustce jałowizny/ Będziemy razem nie mieć domu”.

http://wojciechwencel.blogspot.com/2014 ... chwaa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 16 wrz 2014, 13:28 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Hemar - "Poeta Przeklęty"

"Poeta przeklęty" - taki tytuł nosi spektakl o powojennej, emigracyjnej twórczości Mariana Hemara. Jego poezja zostanie przypomniana w środę w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Zdaniem reżysera Piotra Szczerskiego, 75. rocznica sowieckiej agresji na Polskę jest najlepszą datą na premierę tego spektaklu.

"17 września 1939 r. wkroczyli do nas Sowieci. I do dzisiaj nie wyszli mentalnie z głów części nas" - powiedział w rozmowie z PAP reżyser spektaklu "Hemar - Poeta Przeklęty" i dyrektor Teatru im. S. Żeromskiego w Kielcach Piotr Szczerski. Jego zdaniem, właśnie dlatego nie ma lepszej daty, rocznicy, do przypomnienia jego twórczości. "Wtedy, 75 lat temu nastąpił pewien koniec kultury polskiej tej przedwojennej i Hemar musiał w tym dniu uciekać przed Sowietami, ze swojego Lwowa, do którego już nigdy nie wrócił" - powiedział.

Jak przyznał Szczerski inspiracją do spektaklu była właśnie emigracyjna twórczość Hemara. "Kiedy tylko przeczytałem jego wiersze, satyry z czasów emigracyjnych, czyli tych wszystkich napisanych po II wojnie światowej, z Londynu, opisujących polskie życie, polską rzeczywistość i rozprawiające się z komunizmem oraz dialogujący z polskimi poetami, którzy pozostali tutaj, to już wiedziałem że to jest tak ważny dokument artystyczny, że to trzeba przypomnieć" - powiedział.

Tuż obok wierszy tego twórcy znajdą się utwory tych, którzy pozostali w komunistycznej Polsce, którzy uciekali za żelazną kurtynę i którzy zza niej powracali z emigracji. "Wziąłem najlepsze wiersze, najlepszych poetów, pisane w najgorszym czasie" - przyznał reżyser. W spektaklu pojawi się twórczość m.in. Szymborskiej, Miłosza, Tuwima, Gałczyńskiego. "To są utwory porażające tym, dlaczego ich twórcy dokonywali takich wyborów. Jak musiała być straszna presja tej rzeczywistości komunistycznej żeby pisać takie rzeczy. To jest na pewno wstrząsające dla współczesnego słuchacza"

- powiedział Szczerski.

"Bezwzględny, nieprzejednany. I dzięki temu, że miał taką klarowność myśli na temat komunizmu, to on się ostał. Wobec Hemara całą rzeczywistość i poetów tu żyjących możemy oceniać. Nawet nie oceniać w sensie negatywnym czy pozytywnym, tylko mamy pewien punkt odniesienia" - zaznaczył Szczerski.

Reżyser nie chce jednak podejmować się oceny postaw twórców. "Ja patrzę na największych poetów, na to jak oni, w tym wszystkim funkcjonowali. Oni - najwrażliwsi, najdelikatniejsi" - powiedział. Jednocześnie przypomniał słowa samego Hemara, który napisał o każdym z nich - "Potomność błędy mu policzy, talent oceni na rozprawie, jako obciążające względy. Im talent większy, tym ci błędy surowiej liczy, nie łaskawiej".

Według Szczerskiego, utwory poetów, powstałe pod presją ówczesnych realiów należy bardziej traktować jako "oskarżenie systemu". "Jeżeli mamy już kogoś rozliczać, czy przypominać, to tych, którzy ten system stworzyli. Nie obwiniajmy ciągle ofiar! Poeci byli ofiarami systemu" - powiedział.

Reżyser podkreślił, że chciałby aby po tym spektaklu, Hemar pozostał w pamięci odbiorców, nie tylko jako twórca przedwojennych, największych szlagierów jak +Kiedy znów zakwitną białe bzy+ czy +Pani Marta grzechu warta+. "Nawet jak te utwory śpiewaliśmy czy śpiewamy to nie do końca zdajemy sobie sprawę, kto je napisał, bo to nazwisko było w ogóle w Polsce zakazane" - zauważył. Sam jak twierdzi, że chce przywrócić "najwspanialszego, powojennego" Hemara.

Marian Hemar (urodzony we Lwowie w 1901 roku jako Jan Marian Hescheles) choć wspominany głównie jako autor tekstów piosenek był także poetą, dramaturgiem, satyrykiem i komediopisarzem. Tłumaczył także poezję. Po zakończeniu II wojny światowej, przeniósł się do Wielkiej Brytanii. Nigdy nie zaakceptował pojałtańskiego ładu i politycznej sytuacji w Polsce. Od 1953 r. ponad półtorej dekady miał stałą cotygodniową audycję w Radiu Wolna Europa, w którym komentował m.in. krajowe wydarzenia. Zmarł w 1972 r. w Dorking w hrabstwie Surrey w Anglii.

W spektaklu "Hemar - Poeta Przeklęty" występują m.in. Dawid Żłobiński, Andrzej Plata, Andrzej Cempura, Ewelina Gronowska, Adrian Wajda, Edward Janaszek. Scenariusz i reżyseria Piotr Szczerski, scenografia Jerzy Sitarz.

[PAP/ansa]

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/k ... z3DTsbmrii

http://www.stefczyk.info/publicystyka/k ... 1702438572

Cytuj:
Według Szczerskiego, utwory poetów, powstałe pod presją ówczesnych realiów należy bardziej traktować jako "oskarżenie systemu". "Jeżeli mamy już kogoś rozliczać, czy przypominać, to tych, którzy ten system stworzyli. Nie obwiniajmy ciągle ofiar! Poeci byli ofiarami systemu" - powiedział.

Nie zgadzam się z poprawnościowym politycznie relatywizowaniem faktów przez pana Szczerskiego.
Otóż nikt nie musiał włazić bolszewickim okupantom w cztery litery i tworzyć poezje demoralizującą naród polski.
Szymborska to wielki przypadek skundlenia człowieka, do tego stopnia, że choć nie musiała, to piała z zachwytu nad sowieckim zbrodniarzem. Po co? Nikt jej nie kazał. Nie była ofiarą, doskonale się odnalazła w systemie rodem z piekła.
Miłosz też nigdy nie stanął po stronie Polski, był świadomie dwulicowy. Był utalentowanym karierowiczem. Wyżej od cwaniaczka Miłosza cenię sobie zagubionego, lecz o wiele bardziej lojalnego wobec Polski Broniewskiego. Piał nad sowietyzmem, ale czuł się Polakiem.
Herbert potrafił zachować swoją godność w czasach okupacji sowieckiej. Zachował godność bo ją miał.
U Miłosza było inaczej, sam siebie odarł z godności, a Szymborska nawet nie stała nigdy w pobliżu czegoś takiego jak godność.
Broniewski był sam dla siebie wyrzutem sumienia i choć trochę godności w nim dzięki temu pozostało.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 18 maja 2018, 18:35 
Online
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30846
Karsov-Szechter nadal blokuje Mackiewicza

Twórczość Józefa Mackiewicza, jednego z najwybitniejszych powojennych klasyków, wciąż pozostaje w naszej Ojczyźnie prawie w ogóle nieznana. Mimo iż żyjemy w wolnej Polsce, jego książki ukazujące prawdę o zbrodniczym systemie komunistycznym wciąż skazane są na przemilczenie. Wyłączność na ich druk ma Nina Karsov-Szechter, wdowa po Szymonie Szechterze, stryju Adama Michnika, która od lat blokuje ich wydawanie w kraju. W minionym tygodniu odbyła się kolejna odsłona procesu w sprawie ustalenia praw do spuścizny po Józefie Mackiewiczu.

Obecny na rozprawie prof. Jacek Trznadel, członek jury przyznającego Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza, zwraca uwagę na wyjątkowy upór Niny Karsov-Szechter. - Na wcześniejszej rozprawie, która odbyła się w kwietniu, mecenas Maciej Bednarkiewicz, reprezentujący Halinę Mackiewicz [córkę J. Mackiewicza - przyp. red.], wniósł poprzez mecenasa Niny Karsov-Szechter wniosek, żeby w obliczu wagi sprawy Katynia, która w tak drastyczny sposób objawiła się po 10 kwietnia, zrezygnowała ze swojego pozwu sądowego i wycofała się z procesu - wyjaśnia. Nic podobnego nie nastąpiło. Nina Karsov-Szechter w ogóle nie zareagowała na apel mecenasa.
Przez przeszło dwadzieścia lat, czyli od chwili uzyskania praw autorskich do dzieł Mackiewicza, Karsow-Szechter nie wznowiła ani nie próbowała zebrać tego, co Józef Mackiewicz napisał o Katyniu. - Przecież on do końca życia śledził sprawy katyńskie, publikował wywiady czy refleksje na ten temat. Wygląda to na celowe tłumienie tego tematu - dodaje prof. Jacek Trznadel. Podczas poniedziałkowej rozprawy przesłuchani zostali świadkowie: Kazimierz Orłoś, bratanek Józefa Mackiewicza, który mówił o zniszczonym liście Mackiewicza do córki z 1982 r. (w którym przekazywał on jej prawo do jego spuścizny), i Mirosław Kowalski, szef Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA, który w 1982 r. pertraktował z Józefem Mackiewiczem o wydaniu jego książki "Zwycięstwo prowokacji". Obaj podkreślali, że Józef Mackiewicz niesłychanie troszczył się o warunki życia swojej córki Haliny, mimo nędzy, w jakiej żył z Barbarą Toporską. Na tym tle - jak zauważa prof. Trznadel - testament Barbary Toporskiej, przyznający prawa autorskie Ninie Karsov-Szechter, mógłby być moralnie kwestionowany. Następna rozprawa wytyczona została na październik. - Wygląda na to, że ta sprawa będzie się jeszcze długo toczyć, nie ma tam żadnego pośpiechu - konstatuje prof. Trznadel. Jak informuje, w październiku mają być przesłuchani kolejni świadkowie: pani Maria Marczak, która potajemnie przywiozła do Polski list Mackiewicza do córki (będzie przesłuchana w konsulacie w Stanach Zjednoczonych), Włodzimierz Odojewski, który będzie przesłuchany w konsulacie w Monachium, i Marek Nowakowski.
W liście do córki Haliny z 1982 r. Józef Mackiewicz wyraźnie przekazał jej prawa do wydawania swoich książek w Polsce.
List został jednak zniszczony przez Halinę Mackiewicz, która była inwigilowana i bała się rewizji mieszkania oraz ujawnienia pewnych ludzi z konspiracji podziemnego obiegu.
Pozostał on jednak w pamięci wielu wybitnych osób ze świata literackiego, które go czytały i dziś mogą poświadczyć fakt jego istnienia. Prawa córki do dzieł ojca potwierdzało także oświadczenie Barbary Toporskiej opublikowane w paryskiej "Kulturze" w marcu 1985 roku. Niestety, dla sądu te pisma okazały się niewiarygodne.
Józef Mackiewicz był człowiekiem bezkompromisowym, nieprzejednanym wrogiem bolszewizmu. Należał do najbardziej zaciekłych wrogów Polski Ludowej i komunizmu. W ich krytyce był nieprzejednany. Dodatkowym problemem dla komunistów był fakt, że pisarz stał się po wojnie jednym z najważniejszych świadków Katynia, tym, który w czasie ekshumacji, w maju 1943 roku, stał nad otwartymi grobami polskich oficerów i doszedł do niechybnego wniosku, że jest to dzieło sowieckiego NKWD. Mackiewicz musiał więc zostać przemilczany, bo ujawniał fakty, o których nie można było głośno mówić. - Mackiewicz zwalczał po wojnie opcję propeerelowską w kraju i na emigracji, pseudoracje historyczne i obłudę tych, którzy mówili o wypaczeniach komunizmu, żałowali tysięcy jego ofiar, gdy naprawdę były ich dziesiątki milionów - mówi prof. Trznadel.

Z Michnikiem w tle

Po 1981 r. w podziemnym ruchu wydawniczym, który był nielegalny i poza cenzurą, wydano wiele książek Józefa Mackiewicza. Jak wspomina Grzegorz Eberhardt w monografii o Mackiewiczu pt. "Pisarz dla dorosłych", byli już jednak wtedy tacy, którzy blokowali wydawanie jego dzieł. Profesor Trznadel podejrzewa, że za tym procedererm obecnie nie stoi jedynie - ciągnąca się od kilkunastu już lat - walka o prawa autorskie do jego dzieł, lecz pewna ideologia, która dąży do wypchnięcia Józefa Mackiewicza ze świadomości społecznej. Nie wyklucza, iż może przyczyniać się do tego krąg rodziny Michników. - Wygląda na to, że Nina Karsov trwa uparcie przy swoim pozwie. Mogę podejrzewać, słusznie czy nie, iż wpływ Adama Michnika odgrywa tutaj jakąś rolę. Karsov jest jego stryjenką, wyszła za mąż za brata jego ojca, Szymona Szechtera - stwierdza profesor.

Mackiewicz chciał być czytany

Nina Karsov-Szechter jest właścicielką londyńskiego wydawnictwa Kontra, w którym za życia Mackiewicza ukazało się kilka jego książek. Niewiele wiadomo, w jaki sposób Szechterowie, będący komunistycznymi dysydentami, znaleźli się blisko Józefa Mackiewicza i towarzyszki jego życia Barbary Toporskiej. Po ich śmierci Nina Karsov-Szechter, która wcześniej zdobyła ich zaufanie, "udowodniła" przed niemieckim sądem, że jest córką Barbary Toporskiej. Prawdą jest, że Toporska w niektórych listach do niej pisała "moja córeczko", ale był to tylko zwrot grzecznościowy. Dziś, gdy sąd potwierdził pełnię jej praw do wydawania dzieł Mackiewicza, pozbawiając ich tym samym prawdziwej córki pisarza - Haliny Mackiewicz, bez zgody Niny Karsov-Szechter nawet fragmenty dzieł Józefa Mackiewicza nie mogą być drukowane. - Za wydanie w 1997 r. pism Mackiewicza o Katyniu Karsov wytoczyła mnie, Halinie Mackiewicz, wydawnictwu Antyk i Polskiej Fundacji Katyńskiej - proces. W pierwszym punkcie pozwu napisano, że postąpiliśmy wbrew woli Józefa Mackiewicza, który nie życzył sobie wydawania swoich książek w Polsce. Jest to nikczemne kłamstwo, ponieważ pani Karsov nie znalazła przez przeszło dziesięć lat cytatu, który by to potwierdził. To tylko ona mówiła od 1993r., i na każdym egzemplarzu książek Mackiewicza, które wydawała, przyklejała nalepkę, że pozwala na debit tych książek w Polsce, łamiąc wolę Józefa Mackiewicza. A przecież Józef Mackiewicz wyraźnie zastrzegał, że nie wolno wydawać jego książek z żadnym komentarzem czy adiustacją - podkreśla prof. Trznadel. Nina Karsov-Szechter nigdy osobiście nie stawiła się na procesie. Od lat natomiast z wielką zaciekłością skutecznie powstrzymuje próby drukowania dzieł Mackiewicza w kraju i za granicą, doprowadzając do tego, że jest on praktycznie pisarzem nieobecnym w kanonie literatury XX wieku. Uniemożliwia ona także prowadzenie prac naukowych nad dziełem Józefa Mackiewicza poprzez blokowanie dostępu do Archiwum Emigracji Uniwersytetu Toruńskiego, posiadającego w swych zbiorach obszerną korespondencję pisarza.
Ostatni wywiad Józefa Mackiewicza dla radia Deutsche Welle, emitowany tuż po jego śmierci w 1985 r., zadaje kłam oszczerstwom Niny Karsov-Szechter. Pisarz mówił w nim o radości z powodu działalności wydawnictw podziemnych i faktu, że ludzie w kraju mogą czytać jego książki. - Jeśli więc Józef Mackiewicz życzył sobie wydań swoich książek i zezwalał na to w drugim obiegu w Polsce komunistycznej, tym bardziej stosuje się to do Polski bez cenzury i komunizmu - podsumowuje prof. Jacek Trznadel.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my20.txt
Nasz Dziennik, sobota-niedziela, 26-27 czerwca 2010, Nr 147 (3773)

http://www.rodzinapolska.pl/dok.php?art ... 1169_1.htm


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /