Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Literackie luki
PostNapisane: 18 lip 2009, 07:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Józef Mackiewicz 2007

Józef Mackiewicz (1902 - 1985), jeden z najwybitniejszych prozaików polskich XX wieku, jako świadek Katynia, emigrant, antykomunista ? przez cenzurę PRL został skazany na nieistnienie. Szersze grono czytelników i zagorzałych wielbicieli zdobył w kraju dopiero w ll połowie lat 80., dzięki publikacjom drugiego obiegu. W 1991 roku Czesław Miłosz pisał o nim: "Józef Mackiewicz widział groby katyńskie i napisał, co zobaczył. Przypadkiem był też świadkiem, jak odbywało się mordowanie Żydów w Ponarach, i też zostawił rzeczowy raport. I dopóki będzie istnieć polskie piśmiennictwo, te dwa zapisy grozy dwudziestego wieku powinny być stale przypominane, po to, żeby dostarczały miary, kiedy iteratura zbytnio oddala się od rzeczywistości". Równocześnie Adam Michnik definiował poglądy Mackiewicza, jako "tępy, zoologiczny antykomunizm". Kim był pisarz budzący tak skrajne opinie? Dlaczego nadal więcej się o nim milczy, niż mówi? Co powoduje, że żadne wydawnictwo w Polsce nie decyduje się na publikację jego dzieł? O tym opowiadają w filmie pisarze, publicyści i badacze literatury ? m.in. Włodzimierz Bolecki, Grzegorz Eberhardt, Włodzimierz Odojewski, Jacek Trznadel, Bronisław Wildstein. Głos zabierają także adwokaci ? spór o prawa do literackiej spuścizny Józefa Mackiewicza toczy się bowiem w sądzie...

JÓZEF MACKIEWICZ ZASZECHTEROWANY.

Największy polski pisarz XX wieku pozostaje w Polsce prawie nieznany. Jego dzieł nie ma w księgarniach, czytelniach i bibliotekach szkolnych. Erudyta, który wielokrotnie bardziej zasłużył na literacką Nagrodę Nobla niż Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska, żadnych nagród nie otrzymał. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że Józef Mackiewicz (bo o nim tu mowa) był zdecydowanym antykomunistą, który ten nieludzki system znał nie tylko z literatury czy z opowieści, ale sam zaznał jego dobrodziejstw na własnej skórze, będąc przymusowym poddanym Józefa Stalina w latach 1939-1941. Dziś niezawisłe (!) sądy Rzeczypospolitej Polskiej stoją na straży, aby nawet fragmenty jego dzieł nie mogły być drukowane w kraju bez zgody jedynej spadkobierczyni jego praw. Jest nią Nina Karsow-Szechter, wdowa po Szymonie Szechterze, stryju Adama Michnika. Nie tylko ciekawostką jest więc fakt, że Adam Michnik jest jednym z organizatorów literackiej Nagrody Nike w neo-PRL (bo do takiego kręgu twórców odnosi się głównie środowisko, w którym to wszystko się obraca), natomiast Józef Mackiewicz jest patronem nagrody literackiej, która promuje zupełnie inne wartości. Ale cóż, „Gazeta Wyborcza” jest bogata i opiniotwórcza, zaś patron nagrody swego imienia skazany został na to, co najgorsze – na niebyt.


Narodowość: antykomunista. Józef Mackiewicz podczas jednej z międzynarodowych konferencji wypełniał ankietę, w której w rubryce narodowość wpisał "antykomunista". Ta deklaracja określała postawę Mackiewicza, której był wierny przez całe swoje życie. Za swoją niepokorną postawę zarówno wobec komunistów jak też emigracji zapłacił wysoką cenę osamotnieniem i biedą. Był bezkompromisowy. Ale pozostał wierny prawdzie, bo według jego słów jedynie ona jest ciekawa. Mackiewicz był wybitnym polskim reportażystą i pisarzem, który po II wojnie mieszkał na obczyźnie. Przez okres PRL skutecznie pomijany, stał się pisarzem wyklętym. Niestety także w wolnej Polsce jego twórczość i barwna postać pozostaje nieznana szerokiemu gronu czytelników.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 18 lip 2009, 18:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Niestety także w wolnej Polsce jego twórczość i barwna postać pozostaje nieznana szerokiemu gronu czytelników.

Mackiewicz jest dziś zakazany, co jest dowodem na to, że komunizm nie upadł i wciąż mści się na Mackiewiczu, oraz że Polska nie jest wolna.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 19 lip 2009, 04:15 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 15 lip 2009, 22:09
Posty: 385
ADOLF NOWACZYŃSKI

Lista pisarzy rugowanych z literackiej pamięci narodu będzie pewno długa. Dziś chciałabym przypomnieć Adolfa Nowaczyńskiego nie wymienianego nawet w opracowaniach dotyczących Mlodej Polski. A był czołową postacią krakowskiej bohemy. To on sprowadził do Polski Stanisława Przybyszewskiego. Nie był jednak typowym przedstawicielem tego środowiska i do końca życia chadzał własnymi ścieżkami. Do jego wykluczenia przyczyniły się poglądy endeckie i wyrażane bez ogródek, często kontrowersyjne, wypowiedzi na tematy żydowskie. Był np. zwolennikiem wysiedlenia Żydów do Palestyny. Zaciekle zwalczał Pisłudskiego, choć w czasach legionowych należał do Pierwszej Brygady. Spośród polskich wieszczów najwyżej cenił Wyspiańskiego, to była jego wielka literacka miłość. Chociaż jego twórczość ocierała się o różne mody literackie był pisarzem pozytywnym. Właśnie pozytywnym, a nie pozytywistycznym, bo w sensie warsztatowym posługiwał się inną konwencją. Pozytywna była rola, jaką narzucał człowiekowi, świadomemu członkowi społeczności i obywatelowi, Znał osobiście brata Alberta, Chmielowskiego i ta znajomość ukształtowała jego duchowość, jest uważany za pisarza katolickiego. Z jego spuścizny należy zapamiętać i utrwalić w kanonie polskich lektur dramat pt.,,Wielki Fryderyk". W zamku Sans-Suci spotykają się dwaj osiemnastowieczni intelektualiści; biskup Ignacy Krasicki i Fryderyk Wielki. Rzecz ma miejsce wkrótce po pierwszym rozbiorze Polski. Chyba mniej ważna jest intryga, lecz błyskotliwe dysputy Księcia Poetów z nienawidzącym Polaków pruskim królem, wprawiają w zachwyt . Dramat napisany w 1909r. wystawiony był z udziałem Solskiego, a później dopiero w latach siedemdziesiątych w teatrze Ateneum. Z powodu tych wspaniałych dialogów, będących przecież istotą sztuki teatralnej, dramat Nowaczyńskiego powinien być tak często wystawiany, jak jego ukochany Wyspiański.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 19 lip 2009, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Ferdynand Goetel

Obok Józefa Mackiewicza nazwisko Ferdynanda Goetla utrwaliło się w świadomości patriotycznej części społeczeństwa polskiego jako symbol walki o prawdę i godność człowieka. Goetel wolał bowiem zostać przez władze komunistycznej Polski oskarżony o kolaborację niż podpisać listę mówiącą o niemieckim sprawstwie mordu na oficerach polskich w Lesie Katyńskim.
Urodził się 15 maja 1890 roku w Suchej Beskidzkiej. Pochodził z rodziny niemieckiej, która jednak uległa szybkiej polonizacji. Sam mówił o sobie: "Krwi niemieckiej mam w żyłach, jak sądzę, 50 procent. Nie było chwili w życiu, abym przypisywał temu jakiekolwiek znaczenie. Poczucie moje narodowe urabiało środowisko polskie, książka, pieśń, a także i to, czym pachnie nasza ziemia, nasz chleb żytni; czym jest budząca się długo i burzliwie polska wiosna, czym posępność naszej jesieni, czym chata ze strzechą słomianą i bielonymi z niebieska ścianami".
Po śmierci ojca przeniósł się Goetel wraz z rodziną do Krakowa, gdzie uczęszczał do Gimnazjum św. Anny. Uważany za niesfornego ucznia zmuszony był jednak opuścić mury tej szkoły i kontynuować naukę w gimnazjach lwowskich. Przez dwa lata uczył się również w szkole kadetów. Ostatecznie w 1908 roku zdał egzamin dojrzałości w krakowskiej I Szkole Realnej. Od 1912 roku należał do tworzonych w zaborze austriackim formacji strzeleckich. Na jego młodzieńczy światopogląd wywierały wielki wpływ spotkania z Józefem Piłsudskim i jego współpracownikami. Lata 1906-1914 przyszły pisarz spędził w Zakopanem, gdzie narodziła się jego wielka miłość do gór. Trzeba zaznaczyć, że należał on do Towarzystwa Tatrzańskiego i był jednym z prekursorów polskiego taternictwa. To także polskie Tatry przyczyniły się do jego literackiego debiutu. Swoje poezje, jak również relacje z górskich wspinaczek, zamieszczał bowiem w czasopiśmie "Taternik". Wśród dzieł, które wówczas stworzył, wymienić należy "W Buczynowej Turni" (1911) oraz "Smrek wśród głazów" (1914). Równolegle studiował architekturę w Wiedniu i Monachium.

"Wytrawny podróżopisarz"
Gdy wybuchła I wojna światowa, Goetel znajdował się na terenie zaboru rosyjskiego. Jako obywatel monarchii austro-węgierskiej został internowany i zesłany do Turkiestanu. W latach 1914-1920 przebywał głównie w Taszkiencie. Pierwsze pół roku spędził tam w więzieniu, następnie pracował jako robotnik, a później nadzorca przy osuszaniu bagien i budowie dróg. Mógł tam osobiście zapoznać się z realiami rewolucji sowieckiej, które sprawiły, że stał się zagorzałym antykomunistą. W końcu udało mu się uciec z Rosji i poprzez Azję Środkową, Iran, Indie i Anglię wraz z rodziną powrócić w 1921 roku do Polski. W Ojczyźnie szybko zdobył sławę jednego z najwybitniejszych literatów polskich dwudziestolecia międzywojennego. Faktyczny rozgłos pisarski przyniosły mu utwory oparte na doświadczeniach turkiestańskich. Zaliczyć do nich można: "Przez płonący Wschód" (1923), "Kar Chat" (1923), opowiadania z tomu "Pątnik Karapeta" (1923) czy późniejsze "Z dnia na dzień" (1926) i "Ludzkość" (1930). To były jedne z pierwszych w naszej literaturze relacji z bolszewickiej rewolucji, pełne przy tym wnikliwych obserwacji pisarza. Należy bowiem powiedzieć, że przymusowy pobyt na Wschodzie uświadomił mu, że jako świadek swoich czasów powinien dawać świadectwo tego, co zaobserwował. Tak też czynił w swoich utworach.
Ferdynand Goetel był człowiekiem słynącym z hartu ducha, ceniącym sobie wysoko niezależność myśli i godność istnienia. Na sercu leżało mu bardzo dobro własnego Narodu i niezawisłość Polski. W słowie wstępnym do swoich "Wspomnień" podkreślał: "Jestem dzieckiem okresu, kiedy to ludzie, ich idee i zamysły ruszyły naprzód w zawrotnym tempie. (...) To, czego się spodziewałem, okazało się zbyt trudne dla ludzkości, choć nieraz już za mego życia było gromko głoszone w oświadczeniach tak zwanych opatrznościowych mężów. Mam na myśli taką społeczność ludzką, w której idee wolności i zasady moralne staną się treścią życia publicznego. Gdy ktoś ukaże mi jakiś przykładny kraj na tej czy tamtej półkuli, odpowiem: jestem Polakiem, synem narodu pozbawionego wolności i wydanego na pastwę demoralizacji wskutek egoizmu innych społeczności ludzkich. Dziś, u schyłku życia, znalazłem się więc tam, gdzie byłem za młodu i znowu dążeniem mym głównym jest przywrócenie Polsce niepodległości".
Ponieważ jego zamiłowaniem były góry, a także podróżowanie i badanie nieznanych przestrzeni i kultur, Goetel wyjeżdżał do tak odległych zakątków świata, jak: Egipt (1926 r.), Islandia (1927 r.) czy Indie (1931-1932). Dzięki tym podróżom w dwudziestoleciu międzywojennym okrzyknięto go "wytrawnym podróżopisarzem". Swoje wrażenia z każdej takiej eskapady utrwalał bowiem w formie reportażowej. To była dla niego, jak sam mówił, swoista "geografia literacka". W swojej twórczości kładł nacisk na akcenty etyczne, psychologiczne i metafizyczne, często poruszał także wątki autobiograficzne.
Goetel był również dziennikarzem. Kierował redakcją "Przeglądu Sportowego" i "Naokoło Świata" (1922-1925), a w późniejszym czasie także "Kuriera Porannego". Był autorem scenariuszy do filmów "Z dnia na dzień", "Dziesięciu z Pawiaka", "Janko Muzykant", "Pan Tadeusz", "Ułani, ułani". Pozostawił po sobie także dwie sztuki: "Samuel Zborowski" i "Król Nikodem". Jego książki tłumaczone były na kilkanaście języków. Warto przypomnieć, że gdy w Anglii ukazał się przekład książki "Z dnia na dzień", Gilbert K. Chesterton napisał specjalnie artykuł poświęcony temu dziełu, nazywając w nim Goetla "pierwszym pisarzem, który racjonalnie opisał, co znaczy być i czuć się literatem". Pisarz obracał się w środowisku "Wiadomości Literackich". Znany z energii i trzeźwego spojrzenia na świat, został wkrótce prezesem polskiego Pen Clubu (1926-1933), a potem Związku Zawodowego Literatów Polskich (1933-1939). W 1936 roku z rekomendacji Karola Irzykowskiego stał się również członkiem prestiżowej Polskiej Akademii Literatury.
Czasy II wojny światowej przeżył w Warszawie. Podczas oblężenia miasta w 1939 roku Goetel pisał przemówienia dla prezydenta Starzyńskiego zagrzewającego nimi walczących i podtrzymującego na duchu ludność cywilną. Po odmowie podpisania volkslisty pisarz trafił wkrótce do więzienia na Pawiaku. Jednak i tutaj nie dał się złamać. Twierdził bowiem, że "być Polakiem nie jest to wielka rzecz, jak nam się wydaje. Ale przestać nim być, znaczyłoby przestać być człowiekiem". Po wyjściu z więzienia należał do Rady Głównej Opiekuńczej, która niosła pomoc ofiarom wojny. Wraz z żoną prowadził także tak zwaną Kuchnię Literatów, gdzie stołowało się wielu pisarzy i ich rodziny. Poza tym włączył się w działalność konspiracyjną. W latach 1943-1944 współredagował wraz z Wiliamem Horzycą podziemny miesięcznik "Nurt", który był organem organizacji Obóz Polski Walczącej.

Relacja z ekshumacji 1943 roku
10 kwietnia 1943 roku za zgodą polskich władz podziemnych Goetel udał się do Katynia, gdzie wziął udział w wizji lokalnej tamtejszych grobów. Przekonany o sowieckiej odpowiedzialności za mord, napisał raport do PCK i zdał relacje oficerom AK, wśród których był sam gen. Stefan Grot-Rowecki. Ten krótki pobyt w Katyniu odmienił całe życie pisarza. Jego przyjaciel Kazimierz Truchanowski wspominał, że "w ciągu kilku dni Goetel postarzał się o 10 lat. Załamany opowiadał zmęczonym głosem o tym, co zobaczył w Katyniu. Nigdy już nie był taki jak przedtem". Warto przytoczyć tutaj fragment opisu pobytu w Lesie Katyńskim, który zawarł Goetel w swojej książce "Czasy wojny": "(...) Przed nami ciągnie się główna mogiła. Przeszywa ją wąwóz wykopany wzdłuż pokładu trupów, leżących zwartą i zlepioną masą jeden na drugim. Tu wychyla się ze ściany ręka bezwładna, ówdzie zwisają nogi. W miejscu, gdzie odkryta jest wierzchnia warstwa zwłok, jest postać związana sznurem. Ta zdaje się żyć jeszcze dramatem przedśmiertnej walki. Na dnie opadającej ku dołowi mogiły czernieje woda zmieszana z krwią. Profesor zwraca się do nas, abyśmy ukazali na jakiekolwiek zwłoki w grobie, gdyż chce dokonać przy nas na nich obdukcji. Przekona nas wówczas naocznie, że zwłoki będą miały przestrzeloną czaszkę. Wynoszą ukazanego przez nas trupa. Rosły, barczysty człowiek z emblematami rotmistrza. Mundur niezniszczony. Buty prześliczne, 'warszawskie'. Twarz: woskowa maska. Coś kurczy się w nas i drży, gdyż profesor paru ruchami noża odłącza głowę od ciała i skalpuje ją, aby ukazać na wlot kuli w tyle głowy i wylot jej ponad czołem. A teraz nożyczki tną mundur i poszukują papierów. Są. Poklejone i nadżarte jadem, mało czytelne. Wśród nich kartka z częściowo czytelnym adresem wysyłającego: 'Zielińska... powiat Grodziec... wiec...' - już nie pomnę jaka. I dalej 'Drogi mężu...'
- Jeszcze kogoś? - pyta profesor. Nie, nie, wystarczy!
- A oto zwłoki generała Bohatyrowicza - słyszę, przystanąwszy nad postacią, leżącą na uboczu. Nie mogę dłuższy czas oderwać od niej wzroku, gdyż więzi mnie wstążka Virtuti na krawędzi płaszcza... Z tamtej wojny - biegnę myślą wstecz - Bohatyrowicz... Bohatyrowicz... skąd znam to nazwisko? Ach! prawda! To z powieści Orzeszkowej 'Nad Niemnem'. Wzruszam się. W duszy burzy się gniew. Proszę profesora, aby odjął wstążkę Virtuti, gdyż chcę ją zabrać ze sobą do Warszawy. Biorę jeszcze szlifę leżącego obok generała Smorawińskiego, parę guzików z Orłem Polskim i garść ziemi z grobu. Myślałem wówczas o chwili, gdy relikwie te przekażę do jakiegoś muzeum czy pomnika w wolnej Polsce. Wszystko miało spłonąć wraz z moim mieszkaniem podczas powstania. (...) Nie trzeba tłumaczyć, że pobyt w Katyniu upewnił mnie, iż sprawcami mordu są bolszewicy". Dalej pisze: (...) Nikt jeszcze wówczas nie przewidywał, że zerwanie stosunków z Polską z przyczyny tak ponurej jak sprawa katyńska, jest tylko pierwszym krokiem na drodze likwidacji sprawy polskiego Państwa przez wszystkich jego sprzymierzeńców, a odżegnanie się od sprawy katyńskiej stanie się świadectwem nędzy moralnej całego zachodniego świata. Zaiste, jeśli słusznie powiedział Seyfryd nad grobem katyńskim, że polegli w nim Polacy 'zginęli, aby Polska istniała', to nikt z nas wówczas nie rozumiał tragicznego znaczenia tych słów. Polska, bowiem, związana z tymi prochami, miała istnieć jako widmo, spędzające z oczu sen bezpieczny".

Niewygodny świadek
Po zakończeniu wojny Ferdynand Goetel nie chciał podpisać oświadczenia, w którym winą za tę masową zbrodnię obciążono stronę niemiecką. Za to został niesłusznie oskarżony przez ówczesne władze komunistyczne o kolaborację. W prasie krakowskiej ukazał się list gończy podpisany przez prokuratora Romana Martiniego, oskarżający pisarza o przestępstwo wobec Narodu Polskiego. Ponieważ był jednym z najważniejszych świadków zbrodni katyńskiej, groziło mu poważne niebezpieczeństwo. Dzięki jednak pomocy księdza Machaja znalazł on schronienie w klasztorze karmelitów, gdzie przebywał prawie rok. Tam okrężną drogą doszła do niego propozycja prokuratora Sawickiego, aby oświadczył, że Katyń jest dziełem Niemców, a za to będzie mógł żyć spokojnie w Polsce i drukować swoje książki. Goetel odmówił, nie miał bowiem zamiaru zawierać z okupantem żadnych kompromisów. Wokół pisarza panowała atmosfera niejasnych podejrzeń i plotek. W grudniu 1945 roku wyjechał więc do Włoch, gdzie wraz z II Korpusem generała Andersa, przez którego był przyjmowany, udał się do Anglii. Po przesłuchaniu przez specjalną komisję został tam oczyszczony z zarzutów o współpracę z Niemcami. Na emigracji pozostał już do końca swego życia. Zmarł w nędzy 24 listopada 1960 roku.
Ferdynand Goetel został skazany w komunistycznej Polsce na śmierć przez przemilczenie. Tam zaś, gdzie zachowała się pamięć o nim, często przyklejano mu etykietkę kolaboranta. Dopiero w czerwcu 1989 roku pojawiło się oświadczenie polskiego Pen Clubu stwierdzające bezzasadność wszelkich zarzutów wysuwanych w związku z okupacyjną działalnością Goetla. W grudniu 2003 roku doczesne szczątki pisarza sprowadzono do Polski i złożono je na Pęksowym Brzysku, tzw. Starym Cmentarzu, w Zakopanem.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/Fer ... oetel.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 19 lip 2009, 15:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Ferdynand Goetel nazywany jest często ostatnią ofiarą Katynia.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 19 lip 2009, 21:26 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 15 lip 2009, 22:09
Posty: 385
Pragnę wrócić do bulwersującej sprawy praw autorskich do twórczości Mackiewicza, o której pisał Asindziej. Bulwersujące jest to,że jakichkolwiek praw odmówiono córce pisarza, a Nina Karsow- Szechter wywalczyła sobie te prawa nie po to, żeby czerpać zyski wydawnicze, ale by blokować wydawanie książek Mackiewicza. Szerzej o tym na stronie ,,wicipolskie.org." w najnowszym biuletynie. Przypominajmy o tym opinii publicznej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 20 lip 2009, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Kornel Ujejski

"Kochajcie Ojczyznę nie świątecznie, ale codziennie, zawsze, trwale i stale" - mówił do przyjaciół we Lwowie podczas obchodów swoich siedemdziesiątych urodzin Kornel Ujejski. Jako poeta był on żywym protestem przeciwko uciskowi, jakiego doznawał Naród Polski od czasów zaborów. Miłość Polski była zawsze motorem jego pracy twórczej. Urodził się 12 września 1823 r. w Beremianach na Podolu. Pochodził z zamożnej rodziny szlacheckiej, która w roku 1839 przeprowadziła się w okolice Lwowa.

Czasy ucisku i niewoli
"Były to czasy gorącego fermentu w polityce, w literaturze, w poezji. W Polsce, bądź ucisk biurokratyczny austriacki, bądź rosnące rozczarowania, wywołane gwałtownością i nieobliczalnością temperamentu i charakteru. Wlk. Księcia Konstantego w Warszawie, bądź też ekonomiczne procesy w Wielkopolsce. W Europie wrzenie stłumionej i zagłuszonej przez Napoleona rewolucji, wrzenie podziemne, ale gotujące już ten wulkaniczny wybuch, który błysnął płomieniem w rewolucji lipcowej, a trysnął szeroką ławą na całą niemal Europę w roku 1848. Rozpoczęta walka klasyków z romantykami, a wnet potem Listopadowe Powstanie, oto co się rozpostarło i rozbrzmiało nad kołyską dziecka i co przemawiało do serca i wyobraźni pacholęcia. Wrażenia musiały być silne a i trwałe, bo z nich zachował poeta niejedno do lat późnych swego życia" - pisze Ludwik Dębicki w pracy "Kornel Ujejski".

Młody Kornel początkowo uczył się w domu, następnie pobierał nauki w gimnazjum w Buczaczu u OO. Bazylianów i na studiach uniwersyteckich we Lwowie, gdzie poznał m.in. Leszka Dunina-Borkowskiego i Wincentego Pola. W 1844 roku zwiedził Warszawę, gdzie zapoznał się bliżej z sytuacją polityczną kraju i nawiązał znajomość z Teofilem Lenartowiczem. Warto zaznaczyć, że Ujejski już jako kilkuletni chłopiec próbował swoich sił w poezji. Zafascynowany twórczością swoich wielkich poprzedników starał się jednak zawsze zachować samodzielność twórczą i artystyczną, nie ulegając obcym wpływom. Od 1839 roku był związany z kręgiem "Dziennika Mód Paryskich", w którym drukował swoje utwory. Zainspirowany patriotycznymi ideami, jakie panowały wówczas w Ojczyźnie, zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1847 roku wyjechał przez Belgię do Paryża, gdzie miał sposobność poznać Adama Mickiewicza, Józefa Bohdana Zalewskiego, Fryderyka Chopina, a także zaprzyjaźnić się z Juliuszem Słowackim.

W 1848 roku, kiedy w rozdartej przez zabory Polsce nasiliły się tendencje niepodległościowe, wrócił do kraju. Tutaj nadzieje wolnościowe podsycały wieści o sukcesach rewolucji ludowych w Pradze i Wiedniu oraz upadku rządu Metternicha. Z Krakowa i Lwowa słano do cesarza petycje, żądając m.in. równości wobec prawa, wolności słowa, zniesienia pańszczyzny. Po powrocie poeta osiadł z początku we Lwowie. Szybko jednak, po ożenku z hrabianką Henryką Komorowską, wziął w dzierżawę od gminy lwowskiej majątek Zubrza, gdzie zaczął wieść życie ziemiańskie. Ludwik Dębicki wspomina: "Było to przed laty trzydziestu we wsi Zubrza pod Lwowem, raczej nad Lwowem, bo z okien dworu roztaczał się wspaniały widok na kotlinę nadpełtwiańską. Od paru lat Kornel Ujejski dzierżawił Zubrzę od gminy miasta Lwowa, puściwszy w zamian własny Pawłów w dzierżawę. (...) Jakiś stary major polski zarządzał, a Kornel Ujejski urządzał sobie w obszernym, podłużnym pokoju bibliotekę, układał różne pamiątki, przyjmował odwiedzających i chodząc wielkimi krokami wzdłuż komnaty, prowadził rozmowy, pełne polotu i blasku. A jednak nic w nich nie było na efekt, na otwartym pięknym obliczu i w obejściu poety odbijały się dwa rysy charakteru: całkowita szczerość i wielka serdeczność". Obydwaj, spotykając się tam, prowadzili długie rozmowy na temat Polski, polskości, tradycji... "Przeszłość - wiele tam było wspólnych nam węzłów, bo wbrew ogólnemu mniemaniu, że ten poeta rwie się z zapałem, niekiedy szałem, naprzód tylko, w postęp, ruch i na nowe tory, tłem jego uczuć była tradycja, tradycja rycerska i katolicka. (...) Od Barszczan do Kościuszki, legionów i dalej płynie ta pobudka rycerska: 'co nam obca moc wydarła, mocą odbierzemy'. Pobudka ta i strofka już przebrzmiała - nikt jej dziś nie powtórzy, lecz inne przyjmie hasła pracy i wewnętrznego odrodzenia. Kornelowi Ujejskiemu brzmiała ona do końca w duszy..." - powie Dębicki.

Z Zubrzy Kornel Ujejski przeniósł się ostatecznie do Pawłowa pod Radziechowem, gdzie miał swój "Czarnolas", w którym rozkoszował się w równym stopniu rolą i życiem rodzinnym oraz poezją. Choć żył na uboczu wielkich wydarzeń politycznych, żywo interesował się sprawami nękanego przez zaborcę Narodu Polskiego. "Poezja była dlań nie tyle może potrzebą artystyczną, ile patriotyczną. Uderzał w lutnię, gdy mu się zdało, że pieśni naród potrzebuje, a brał się do pracy obywatelskiej, zwykłej, ziemiańskiej lub politycznej, gdy sądził, że w niej go do służby kraj powoływa. Wtedy milkły pieśni, poeta stawał się skrzętnym, a zawsze pełnym zapału obywatelem" - czytamy w pracy Dębickiego. W swoich utworach Ujejski żali się na niedolę ludzi i czasów, wierząc, że można to zmienić. Jego żal nie rozlewa się we łzach słabości czy jęku rozpaczy, ale zachęca do czynów, do działania. On bowiem pragnie w nich "dawnych olbrzymów postawić" przed Narodem i "wskrzesić stary świat zamarły", aby Narodowi dodać energii ducha i dłoń do czynów uzbroić. Tak powstał słynny "Maraton", "zawsze świeży, zawsze piękny" - jak powie Dębicki, który miał podnieść Polaków na duchu i zagrzać ich do walki z wrogiem. Choć po upadku Powstania Styczniowego poeta zajął się działalnością publicystyczną, a nawet przez pewien czas (1877-1878) był posłem Rady Państwa w Wiedniu, to jednak znany jest głównie ze swoich utworów. Był bowiem kontynuatorem romantycznego nurtu w poezji, "ostatnim wajdelotą" wielkiej poezji romantycznej. Oddajmy głos Dębickiemu, który znał poetę osobiście: "Niewiele miało przybyć do 'Skarg Jeremiego' z dalszej poety twórczości - zaledwie parę tomików - a jednak to jedna z ksiąg narodowych cierpień i narodowych ideałów - to jeden z wielkich najpierwszych naszych poetów. Formą zbliżony do Słowackiego, z którym w Paryżu bardzo się zaprzyjaźnił i od którego także zaczerpnął nieco mistycyzmu owej doby - lecz od Juliusza mniej świetny, jędrniejszy, mniej wykwintny i sztuczny o wiele bywa prostszy i silniejszy. Duchem spotyka się z Krasińskim. Tamten sięgnął po harfę Dawidową, aby wróżyć grozę nieszczęść, wzywać do pokuty i opamiętania - ten Jeremiaszowe wydał pienia, gdy nadeszły dni krwi i hańby. 'Psalmy przyszłości' i 'Skargi Jeremiego' uzupełniają się wzajem, są jak prolog i epilog krwawej tragedii w dziejach narodu. Zygmunt głębiej patrzy i odgaduje przyszłość - Jeremi silniej targa sercami i rwie je ze skargą do Boga. Obaj odzywają się w tonie biblijnym psalmu. (...) Jeremi 'ów sługa ludu - syn ziemi natchniony', zawsze przemawia imieniem narodu, jak jego prorok:

O mój ludu! Krwią moją są te pieśni moje,
Jam je jak w arkę świętą, złożył w ręce twoje:
Niechaj gra w twych natchnieniach, niech w twych żyłach płynie,
Niech, wrogom urągając, w tobie nie zaginie.

(...) Poezja Ujejskiego, jak wino z roku dobrego winobrania, bez żadnej fabrycznej przymieszki ani naśladownictwa, ani zmysłowych podniet - czysta jak łza, współczesnych zbyt silnie upajała - następnym pokoleniom doda siły i pokrzepienia. 'Księgi Jeremiego' pozostaną drogim klejnotem w skarbcu narodowych pamiątek z wieku niewoli i niedoli. Duch poety dojrzały wśród samotności i ciszy, jak się wyrywał do Boga modłą i skargą - tak składa dziś te modły i skargi narodowych nieszczęść przed tronem Wszechmocnego".

"Z dymem pożarów"
Najbardziej znanym utworem Kornela Ujejskiego jest pieśń "Z dymem pożarów", która spopularyzowana w czasie Wiosny Ludów, zwłaszcza w zaborze austriackim stała się hymnem Polski w niewoli. Przytoczmy tu jej mocne słowa:

Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos,
Skarga to straszna, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos.
My już bez skargi nie znamy śpiewu,
Wieniec cierniowy wrósł
w naszą skroń,
Wiecznie, jak pomnik Twojego gniewu,
Sterczy ku Tobie błagalna dłoń.

Ileż to razy Tyś nas nie smagał
A my, nie zmyci ze świeżych ran,
Znowu wołamy: "On się przebłagał,
Bo On nasz Ojciec, bo On nasz Pan!"
I znów powstajem w ufności szczersi,
A za Twą wolą zgniata nas wróg,
I śmiech nam rzuca, jak głaz na piersi:
"A gdzież ten Ojciec, a gdzież ten Bóg?"

I patrzym w niebo, czy z jego szczytu
Sto słońc nie spadnie wrogom na znak -
Cicho i cicho, pośród błękitu
Jak dawniej buja swobodny ptak.
Owóż w zwątpienia strasznej rozterce,
Nim naszą wiarę ocucim znów,
Bluźnią Ci usta, choć płacze serce;
Sądź nas po sercu, nie według słów!

O! Panie, Panie! Ze zgrozą świata
Okropne dzieje przyniósł nam czas,
Syn zabił matkę, brat zabił brata,
Mnóstwo Kainów jest pośród nas.
Ależ, o Panie! Oni niewinni,
Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,
Inni szatani byli tam czynni;
O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Patrz! My w nieszczęściu zawsze jednacy,
Na Twoje łono, do Twoich gwiazd,
Modlitwą płyniem jak senni ptacy,
Co lecą spocząć wśród własnych gwiazd.
Osłoń nas, osłoń ojcowską dłonią,
Daj nam widzenie przyszłych Twych łask,
Niech kwiat męczeństwa uśpi nas wonią,
Niech nas męczeństwa otoczy blask.

I z archaniołem Twoim na czele
Pójdziemy potem na wielki bój,
I na drgającym szatana ciele
Zatkniemy sztandar zwycięski Twój!
Dla błędnych braci otworzym serca,
Winę ich zmyje wolności chrzest;
Wtenczas usłyszy podły bluźnierca
Naszą odpowiedź:
"BÓG BYŁ I JEST!"

"Chorał" Ujejskiego, włączony później do "Skarg Jeremiego" pomyślany był jako biblijnie stylizowane błaganie o łaskę, o zmiłowanie Boga nad cierpiącym Narodem, którego wiarą nie zdołają zachwiać bezbożne szaleństwa historii. "Wśród zgliszcz pożogi i mordu wzniósł się ten śpiew modlitewny, ta paląca skarga, ten szturm do nieba. Ogrom boleści, nieszczęścia i sromu znalazł swój potężny wyraz. Echo odbiło się szeroko, groza chwili niosła te strofy 'Chorału' po całym kraju, do innych Polski dzielnic i na wychodźstwo. Tam żył zastęp wieszczów z głównym hetmanem Adamem, tam niebawem Jeremi podążył i stanął wśród najpierwszych. Gdy tam na Zachodzie szukano publicystów i mówców, co by w dziennikach i z trybuny parlamentarnej napiętnowali grozę 'rzezi tarnowskiej', potrzeba było na wewnątrz społeczeństwu ulgi w srogim cierpieniu, a tę ulgę przyniosły te skargi i porywający protest do nieba" - dodaje Dębicki.

Wśród zbiorów poezji Ujejskiego wymienić należy: oprócz wspomnianego wyżej poematu "Maraton" (1845 r.), zawierającego aluzje patriotyczne do współczesnej poecie Polski, "Pieśni Salomona" (1846 r.), "Skargi Jeremiego" (1847 r.), "Kwiaty bezwoni" (1848 r.), "Zwiędłe liście" (1849 r.), "Melodie biblijne" (1852 r.), "Dla Moskali" (1862 r.), "Tłumaczenia Szopena" (1866 r.), będące próbą poetyckiego przełożenia muzyki. Poeta poprzez swoje utwory wlał moc w ducha Narodu. W chwilach krwawych nieszczęść Ojczyzny, w dobie najcięższej boleści, rozbudził w nim wiarę w sprawiedliwość Bożą, jak również nie pozwolił mu poddać się zwątpieniu. Pieśni jego wskrzesiły w sercach Polaków świętą iskrę miłości Ojczyzny, ducha poświęcenia i zapał do wzniosłych czynów.

Pogrzeb poety
Zmarł 19 września 1897 roku w Pawłowie koło Lwowa. Jego śmierć okryła cały kraj wielką żałobą. "Przed dworem zebrały się w porządku wszystkie deputacje i tłumy ludu. W kaplicy dokoła katafalku duchowieństwo odprawiało ostatnie ceremonie przy zmarłym, po czym przemówił proboszcz radziechowski ks. kanonik Skalski. W gorących, serdecznych słowach długoletni spowiednik nieboszczyka żegnał odchodzącego na wieczny spoczynek poetę, którego zgon obudził 'żal powszechny, gdzie tylko biją polskie serca'. Dalej zwrócił się mówca do licznie zgromadzonych włościan i w podniosłych wyrazach przedstawił zacny żywot zmarłego, wielką miłość, jaką zawsze żywił dla ludu, czego złożył dowody w swoich poezjach, wreszcie wyliczał wielkie zasługi Ujejskiego dla polskiego społeczeństwa. (...) Po odprawieniu modłów kościelnych stanął nad trumną J.E. Marszałek krajowy hr. Badeni i głosem do głębi wzruszonym do rzeszy żałobnych gości, zalegającej cmentarz cały, przemówił w te mniej więcej słowa: 'Myśmy cię wszyscy tak serdecznie, tak szczerze kochali, że trudno nam dziś prawie uwierzyć, że nie ma ostatniego z grona tych wielkich, co byli chlubą naszą i pociechą - i narodu drogowskazem; trudno uwierzyć, że już nie z własnej woli, ale z Boga wyroku, zamilknie ta pieśń wspaniała o formie tak potężnej a tak uroku pełnej; ta pieśń, która była wyrazem najczystszej miłości ojczyzny, wyrazem wszystkich cierpień, co bolały naród cały - że zamilknie ta pieśń, która z miłości poczęta, na wierze oparta, nadziei nie odbierała nam nigdy. Z boleści matki rodzi się dziecko każde, z męczarni narodu mógł powstać duch i geniusz Kornela. Jego poezja, jego indywidualność cała, to były wyrazy męczarni i boleści narodu, a w tym jego wielkość, potęga i wieczność, że to, co on mówił, to nie mówiła jednostka, ani nawet narodu warstwa, lecz to mówił naród cały i naród to zawsze mówić będzie'" - pisze Lucjan Dębicki. Pamięć zmarłego uczczono również na posiedzeniu rady miasta Lwowa, gdzie prezydent Lwowa dr Małachowski powiedział m.in.: "W ciężkiej żałobie, w głębokim smutku się zgromadzamy. Zgasł Jeremi, wieszcz nasz, co proroczym głosem koił nas w żalu, zagrzewał w boju, przyszłości drogi nam wskazywał. Zgasł piewca narodu, drogi całej Polsce, a przez nas tym więcej ukochany, bo żył z nami i tworzył wśród nas - bo gród nasz i jego okolice cieszyły się nim długie lata, bośmy go osobiście znali, kochali, wielbili nie tylko jako geniusza poetę, ale i jako człowieka, bo on nam się wżył w dusze nasze, bo nam się z nim zdawało, że on do nas, do Lwowian, więcej niż do innych należy".

Piotr Czartoryski-Sziler

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... =24&id=194


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 20 lip 2009, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Beta napisał(a):
Bulwersujące jest to,że jakichkolwiek praw odmówiono córce pisarza, a Nina Karsow- Szechter wywalczyła sobie te prawa nie po to, żeby czerpać zyski wydawnicze, ale by blokować wydawanie książek Mackiewicza.



Józef Mackiewicz zaszechterowany
Łukasz Reda, X 2006
Największy polski pisarz XX wieku pozostaje w Polsce prawie nieznany. Jego dzieł nie ma w księgarniach, czytelniach i bibliotekach szkolnych. Erudyta, który wielokrotnie bardziej zasłużył na literacką Nagrodę Nobla niż Czesław Miłosz czy Wisława Szymborska, żadnych nagród nie otrzymał. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest fakt, że Józef Mackiewicz (bo o nim tu mowa) był zdecydowanym antykomunistą, który ten nieludzki system znał nie tylko z literatury czy z opowieści, ale sam zaznał jego dobrodziejstw na własnej skórze, będąc przymusowym poddanym Józefa Stalina w latach 1939-1941. Dziś niezawisłe (!) sądy Rzeczypospolitej Polskiej stoją na straży, aby nawet fragmenty jego dzieł nie mogły być drukowane w kraju bez zgody jedynej spadkobierczyni jego praw. Jest nią Nina Karsow-Szechter, wdowa po Szymonie Szechterze, stryju Adama Michnika. Nie tylko ciekawostką jest więc fakt, że Adam Michnik jest jednym z organizatorów literackiej Nagrody Nike w neo-PRL (bo do takiego kręgu twórców odnosi się głównie środowisko, w którym to wszystko się obraca), natomiast Józef Mackiewicz jest patronem nagrody literackiej, która promuje zupełnie inne wartości. Ale cóż, „Gazeta Wyborcza” jest bogata i opiniotwórcza, zaś patron nagrody swego imienia skazany został na to, co najgorsze – na niebyt.

Oto 17 lipca 2006 roku warszawski Sąd Rejonowy, po toczącym się już 13 lat (!) procesie o ustalenie praw autorskich po Józefie Mackiewiczu uznał, że należą się one wyłącznie Ninie Karsow-Szechter (Karsov-Schechter). Jest ona właścicielką londyńskiego wydawnictwa Kontra. Żadnych praw do spuścizny nie ma natomiast córka pisarza Halina Mackiewicz. I choć procesy się nie kończą, dzieł Mackiewicza wydawać nie można. Ogromnym skandalem zaś jest fakt, że wydana w 1997 nakładem Wydawnictwa Antyk i Fundacji Katyńskiej roku książka „Katyńska zbrodnia bez sądu i kary”, która jest zbiorem artykułów pisarza na temat zbrodni katyńskiej – została wyrokiem sądu skazana na zamknięcie w magazynach i zakaz rozpowszechniania. Gdzie więc żyjemy? W III RP, która powoli przeistacza się (podobno) już w IV RP, czy jednak cały czas jest to neo-PRL?
Warszawski sąd uzasadnił to następująco: „wydanie książki Józefa Mackiewicza w Polsce było sprzeczne z wolą Autora. Taką dyspozycję przekazał on swej żonie i powódce”(sic!). Powódką jest wspomniana Nina Karsow-Szechter, natomiast żona Józefa Mackiewicza, Antonina, zmarła w 1973 roku w Polsce. I oczywiście nic wspólnego z Niną Karsow-Szechter nie miała, jak również sam Mackiewicz ...

Nina Karsow-Szechter i Szymon, też Szechter
Skąd się wzięło całe zamieszanie z prawami spadkowymi i jak, w jaki sposób Szymon Szechter i Nina Karsow-Szechter wkupili się w łaski człowieka o tak zdecydowanie antykomunistycznych poglądach?
Szechterowie przybyli do Wielkiej Brytanii w wyniku wydarzeń marcowych 1968 roku, w glorii „wrogów ustroju”, bo wówczas każdy, kto był prześladowany przez władze PRL mógł się podawać nawet za... antykomunistę. Antykomunistami to oni jednak nie byli – wprost przeciwnie. Szymon Szechter (urodzony w 1920 roku we Lwowie), do 1957 roku przebywał w Związku Sowieckim. Był komsomolcem i członkiem komunistycznej partii sowieckiej, co w tej rodzinie nie było przecież czymś wyjątkowym. Pracował m.in. jako lektor w Komitecie Miejskim Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. Po przyjeździe do PRL otrzymał etat w Zakładzie Historii Partii przy KC PZPR. Później został dyrektorem w Związku Ociemniałych Żołnierzy PRL i za jakieś nadużycia gospodarcze został skazany (w 1964 roku) na karę więzienia w zawieszeniu. Odtąd rozpoczął starania o otrzymanie zgody na wyjazd stały do Izraela. Jego towarzyszką życia a później żoną była Nina Karsow (młodsza od niego o dwadzieścia lat). W 1966 roku władze bezpieczeństwa dokonały u nich rewizji, zatrzymując notatki, rękopisy itp. rzeczy, uznane za „materiały szkalujące PRL”. Nina Karsow-Szechter wyrokiem Sądu Wojewódzkiego dla m.st. Warszawy skazana została za to na trzy lata więzienia. Już po dwóch latach została jednak zwolniona, w związku „z wyjazdem do Izraela na pobyt stały”. Szymon Szechter wyjechał razem z nią.

Komuniści oplątują antykomunistę
Mało, bardzo mało wiemy, jak to się stało, że komunistyczni dysydenci, rodem ze Związku Sowieckiego, znaleźli się tak blisko Józefa Mackiewicza i Barbary Toporskiej. Włodzimierz Odojewski, który przyjaźnił się z Mackiewiczem, tak to wspomina: „Co z tamtego okresu utrwaliła na temat Niny Karsow-Szechter moja pamięć? To mianowicie, że z pisarską parą nawiązała kontakt jakaś młoda kobieta, która wyemigrowała z mężem z Polski do Anglii, mieszka w Londynie i pracuje w jakimś wydawnictwie brytyjskim. Że ma zamiar „chałupniczymi” metodami przygotowywać do druku różne polskie teksty. I że pyta, czy Józef Mackiewicz zaryzykowałby skład któregoś ze swoich tekstów przez nią zrobiony. Skład i potem wydanie.
Już wówczas zainteresowało mnie to, co znaczyć miało sformułowanie o owym składzie – „chałupniczymi" metodami? Otóż, zapamiętałem wzruszającą historyjkę opowiedzianą mi przez Barbarę Toporską. Że ta młoda emigrantka w Londynie, wieczorową porą (jak ich poinformowała), już po pracy, zostaje w siedzibie wydawnictwa i z mozołem przygotowuje skład do druku polskich tekstów. Zaliczały się wówczas do nich chyba tylko utwory literackie jej męża, Szymona Szechtera. Może były tam jeszcze pomiędzy obydwiema paniami dodatkowe wyjaśniające listy, może telefony; tego nie pamiętam. W każdym razie Mackiewicz na propozycję z Londynu przystał. Tak to powstało wkrótce wydawnictwo Niny Karsow-Szechter, które (był to głęboki ukłon w stronę pisarza) nazwała, od tytułu jednej z jego książek, wydawnictwem Kontra, i w tym to wydawnictwie zaczęła później druk i rozpowszechnianie kolejnych literackich i publicystycznych pozycji Józefa Mackiewicza”. („Rzeczpospolita 4-5 czerwca 2005 r.).
Emigranci z PRL nie mieli jakoś problemów ze zdobyciem środków materialnych na rozkręcenie niewielkiego choćby interesiku, jakim było wydawnictwo. Józef Mackiewicz, który przebywał na emigracji wówczas już ponad dwadzieścia lat, takich możliwości nie miał, zapewne więc skusiło go to, że jego książki będą wydawane i rozpowszechniane.

Jak Nina Karsow-Szechter została „kuzynką” Mackiewicza
Dopóki żył pisarz (zmarł w 1985 roku), dopóki trwał PRL, sytuacja była jasna – nie było zgody pisarza na wydawanie jego dzieł w okupowanym kraju. Dziś, jak pisze Krzysztof Masłoń w „RZ” (z 26 września 2006 roku), dzieł pisarza nie można wydać nigdzie – tak, nigdzie!: „Nie ma mowy o masowym wydaniu choćby jednego tytułu‚ wykluczone jest opracowanie na podstawie utworu Józefa Mackiewicza słuchowiska czy spektaklu telewizyjnego‚ o nakręceniu serialu czy filmu nie mówiąc. Osoba dziedzicząca prawa autorskie do tej twórczości odmówiła zgody na tłumaczenie książek autora „Drogi donikąd” w Niemczech‚ Francji i Szwajcarii. Podobnie nie wyraziła zgody na rosyjską edycję „Kontry”, choć w Moskwie pokrywa się kurzem gotowy przekład. A szczytem wszystkiego jest nieobecność dzieł Józefa Mackiewicza na Litwie. W marcu tego roku nie zezwolono na opublikowanie „Drogi donikąd” i „Zwycięstwa prowokacji” polskojęzycznemu wydawcy z Wilna Ryszardowi Maciejkiańcowi. Bez efektu starała się też o wydanie dzieł Józefa Mackiewicza po litewsku oficyna „Versus Aureus”.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest stanowczy sprzeciw Niny Karsow-Szechter, która „załatwiła” sobie wyłączność na własność praw autorskich po wielkim pisarzu. I konsekwentnie z tego prawa korzysta – mijają lata, a dzieł Józefa Mackiewicza na polskim (i światowym rynku) jak nie było, tak nie ma...
Nina Karsow-Szechter po prostu „udowodniła” przed niemieckim sądem, że jest córką Barbary Toporskiej (towarzyszki emigracyjnego życia pisarza), ma więc prawa do spuścizny po nim. Toporska została zaś uznana (na jakiej podstawie?) za żonę pisarza. To prawda, że Toporska w niektórych listach do niej pisała „moja córeczko”, ale był to zwrot tylko grzecznościowy. Być może niemiecki sąd, jak przypuszcza Włodzimierz Odojewski, po prostu „stanął na baczność” przed przedstawicielką narodowości żydowskiej, która takie żądania zgłosiła. W każdym razie – stało się.

„Sprawa Józefa Mackiewicza”
Czy jest to dalszy ciąg „sprawy Józefa Mackiewicza”? Tak należy przypuszczać. Przypomnijmy – jest on stale, od lat, zarówno przez środowiska emigracyjne i krajowe oskarżany o kolaborację z Niemcami. Podstawą tych oskarżeń jest fakt, że w 1941 roku w wileńskim „Gońcu Codziennym” opublikował dwa fragmenty swej fundamentalnej powieści „Droga donikąd” (traktującej o okupacji sowieckiej 1939-1941) oraz dwa artykuły.
Ponadto w 1943 roku Mackiewicz był w składzie oficjalnej delegacji niemieckiej w Katyniu i po powrocie udzielił obszernego wywiadu temuż „Gońcowi Codziennemu”.
Na początku 1943 roku Sąd Specjalny AK skazał Józefa Mackiewicza (a więc jeszcze przed ujawnieniem sprawy Katynia) na karę śmierci, za wcześniejsze publikacje w tejże gazecie. Wyrok został jednak natychmiast odwołany, na skutek zdecydowanych sprzeciwów różnych środowisk. Między innymi członek Rady Politycznej przy Komendzie Okręgu AK, mec. Witold Świerzewski (który był tam przedstawicielem podziemnego Stronnictwa Narodowego i działaczem Delegatury Rządu na Kraj) zagroził złożeniem dymisji i ujawnieniem skandalu. To poskutkowało. Sprawa pobytu pisarza w Katyniu nie miała z tym nic wspólnego (bo miało to miejsce później). Znalazł się tam za wiedzą i zgodą Komendy Okręgu Wileńskiego AK, sprawozdanie z pobytu złożył polskim władzom konspiracyjnym i za ich wiedzą i zgodą – na skutek wagi sprawy – udzielił wspomnianego wyżej wywiadu. Dla środowisk komunistycznych i filokomunistycznych (tych niestety, nigdy nie brakowało) przez kilkadziesiąt lat jest to koronnym argumentem o jego „kolaboracji z Niemcami”. O własnej, niezwykle groźnej w skutkach i długotrwałej kolaboracji z komunistami jego adwersarze nie chcą jednak słyszeć, bagatelizując zarzuty. W oskarżeniach posuwają się do innych kłamstw, chociażby twierdzą, że pisarz pracował na etacie w „Gońcu Codziennym”, choć był to niejaki Bohdan Mackiewicz, nawet nie jego krewny. Ale z kłamstw, uporczywie rozpowszechnianych przez dziesięciolecia, dużo do niego przylgnęło.

Qui bono?
Włodzimierz Odojewski słusznie pyta: „Zastanawiam się, co za tą działalnością Niny Karsow-Szechter się kryje, kto to wszystko finansuje (bo już tylko adwokaci to sumy ogromne!), kto jeszcze na tej dziwnej szachownicy przesuwa figury? Jakie korzyści ktoś z tego czerpie? Ona? [...] W głowie się nie mieści, że może być prowadzona przez jedną osobę, bez wspólnictwa, bez finansowej pomocy. Jest to działalność okrutnie tę literaturę okaleczająca, przy niewybaczalnej opieszałości i ślepocie sądów III Rzeczypospolitej, przy obojętności naszej prasy, przy powszechnej niewiedzy Polaków i przy lekceważeniu tej sprawy przez opinię publiczną. A drugie: jeszcze bardziej zastanawiające jest to, że cała ta afera ma miejsce wtedy właśnie, kiedy sprawa Katynia – miast, w związku z oddalaniem się w czasie – zabliźnić się, ulegać powolnemu wyciszeniu, przeciwnie, zaognia się z roku na rok, rany nie chcą się zagoić. [...] I może z myślą o tym sporze należy przyjrzeć się uważniej i czujniej aferze z próbą niszczenia twórczości jednego z głównych świadków tamtych zbrodni”.
Są to pytania, na które powinniśmy uzyskać odpowiedź jak najszybciej. A przede wszystkim, powinniśmy natychmiast uzyskać dostęp do wszystkich dzieł pisarza. Nie może być tak, że uzurpatorskie poczynania komunistycznej dysydentki mogą przez kilkanaście lat blokować dostęp do dzieł najwybitniejszego, po Henryku Sienkiewiczu, polskiego pisarza. Jego książki nie mieszczą się w kanonach szkolnych lektur, nie są wznawiane, co więcej – nie ma możliwości badania dorobku Józefa Mackiewicza, albowiem Nina Karsow-Szechter ściga i grozi sankcjami prawnymi nawet tych, którzy „zbyt obszernie” cytują pisarza. Pozostają im tylko... omówienia, ale to przecież jest jakaś paranoja, że po to tyle się zmieniło, aby w tej sprawie – nie zmieniło się nic.

** ** **
Może więc polskie władze coś wreszcie zrobią, aby to, co tak naprawdę jest własnością całego narodu, nie pozostawało w wyłącznym władaniu przedstawicieli innego narodu. Tak, innego, bo Nina Karsow-Szechter, zwalczając zabiegi Włodzimierza Odojewskiego o upowszechnienie książek Mackiewicza, posługuje się i takim, „rasowym” argumentem. Oddajmy w tej sprawie głos Odojewskiemu: „Nina Karsow-Szechter nigdy nie zaprotestowała, nie zaskarżyła mnie o zniesławienie, nasyłając na mnie jedynie polemistów, jak chociażby bydgoskiego osiołka dziennikarskiego, który nie potrafiwszy uderzyć wprost, oskarżył mnie przeogromnym artykułem w tamtejszej prasie o antysemityzm, a to dlatego, że Ninę Karsow-Szechter nazywałem Niną Karsow-Szechter, a Szechterzy są w Polsce podobno – jego zdaniem – synonimem Żyda”.
Może głos w tej sprawie powinien zabrać sam Adam Michnik? Wszak łączy go z nią wiele rzeczy – zamiłowanie do literatury, znajomość dzieł Józefa Mackiewicza (choć co prawda, w ogóle tego nie okazuje) i przede wszystkim, mógłby się autorytatywnie wypowiedzieć, czy Szechterzy to faktycznie w Polsce są „synonimem Żyda”. Sam kiedyś powiedział o sobie (w USA) – „jestem Polakiem jak cholera”. Niech więc to teraz potwierdzi na łamach swej gazety.

http://www.permedium.pl/j-zef-mackiewic ... owany.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 21 lip 2009, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Władysław Bełza - wielki piewca polskości

W styczniu 1913 roku odbył się manifestacyjny pogrzeb Władysława Bełzy. Pisano wtedy o nim: poeta, "który uczył dzieci najlepiej kochać Polskę", myśleć i czuć po polsku, którego książki dla najmłodszych były zawsze poszukiwane przez rodziców, nigdy nie zostanie zapomniany. Stało się jednak inaczej. Choć jeszcze w 1948 roku Juliusz Kleiner nazywał poetę "narodowym poetą dzieci" czy "poetą młodych Polaków", dziś autor "Katechizmu polskiego dziecka" jest praktycznie nieznany. Władysław Bełza urodził się 17 października 1847 roku w Warszawie. Był najstarszym spośród pięciorga rodzeństwa. Uczęszczał do warszawskiego gimnazjum rządowego, od 1865 roku do szkoły oficerskiej w Kazaniu, a w latach 1866-1868 do Szkoły Głównej w Warszawie. Już w tym czasie utrzymywał związki pisarskie z tygodnikami warszawskimi - "Przyjacielem Dzieci" i "Przeglądem Tygodniowym".

Debiut poetycki

Na łamach tego pierwszego umieścił w 1863 roku swój pierwszy wiersz zatytułowany "Deszczyk wiosenny". Już w 1867 roku opublikował także swój debiutancki zbiorek poetycki pt. "Podarek dla grzecznych dzieci". Teksty w nim zawarte zapowiadały niejako główne tematy i idee, które wystąpiły w późniejszej twórczości Bełzy. W 1868 roku poeta opuścił stolicę, udając się najpierw do Krakowa. W królewskim mieście nawiązał kontakt z ociemniałym Wincentym Polem i przez jakiś czas był jego lektorem. Dzięki jego pomocy Bełza wydał w 1869 roku swoją drugą książeczkę dla dzieci, zatytułowaną: "Abecadlnik w wierszykach dla polskich dzieci", a później kolejną - zatytułowaną: "Upominek dla młodzi polskiej na pamiątkę trzechsetnej rocznicy Unii Lubelskiej", przypominającą niektóre karty z dziejów Polski. Znaleźć w niej można wiele wezwań do "małego pacholęcia", "synka drogiego" w stylu: "nie płacz, żeś ubogi na swojej ziemi, że bracia twoi na syberyjskim zesłaniu; ciesz się, żeś Polakiem, żeś potomkiem Kościuszki i Głowackiego; wierz słowom pieśni legionowej: 'Jeszcze Polska nie zginęła...!', ucz się cierpieć jak Konarski; nauk zdroje czerp od Staszica i Czackiego; czcij pamięć wielkich królów i bohaterów narodowych". Ten patriotyczny utwór kończy poeta apelem:

Młodzi polska! (...)
Tobie nasze strzec ołtarze
I nie puszczać korda z dłoni!
I stać wiernie przy sztandarze
Archanioła i Pogoni!
I z trudami walczyć śmiało,
Chociaż skroń się zleje potem,
I podążać siłą całą
Za Białego Orła lotem!


Bełza wyjechał na jakiś czas z Krakowa do Lwowa, a stamtąd do Wenecji, Padwy, Zurychu i Paryża. Tam w kołach emigracji polskiej zbliżył się do "pieśniarza Ukrainy" Bohdana Zaleskiego. Zapewne za jego radą udał się do Poznania, gdzie nawiązał współpracę z "Sobótką" i "Dziennikiem Poznańskim". W końcu 1870 roku wraz z historykami i publicystami Edmundem Callierem, uczestnikiem Powstania Listopadowego, i Klemensem Kanteckim, a także poetą Władysławem Ordonem, założył "Tygodnik Wielkopolski". Pismo to szybko zdobyło sobie grono wybitnych współpracowników. W Poznaniu Bełza założył także periodyk dla dzieci, noszący tytuł: "Promyk", który przez wiele miesięcy redagował. Pod koniec 1871 roku poeta otrzymał nakaz niezwłocznego opuszczenia granic państwa pruskiego, jako tzw. lästiger Ausländer, czyli "niepożądany cudzoziemiec", zbyt "niespokojny" polski działacz narodowy. Należy zwrócić uwagę na fakt, że najbardziej doniosłym jego czynem narodowym w okresie pobytu w Poznaniu było zainicjowanie tam budowy teatru polskiego ze składek społecznych, których największą część sam zebrał, jeżdżąc od dworu do dworu. Po opuszczeniu granic terytorium pruskiego udał się najpierw do Pragi, jednak szybko wyjechał do Lwowa, z którym od lutego 1872 roku związał się na stałe. W lwim grodzie pisał do "Dziennika Polskiego" i "Gazety Narodowej". Na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza słuchał przygodnie wykładów legendarnego strażnika polszczyzny Antoniego Małeckiego i Romana Pilata. Redagował również i wydawał pisma dla dzieci: "Promyk. Tygodnik dla Dzieci" (1872-1873) i "Towarzysz Pilnych Dzieci" (1876-1873). Był bodajże najbardziej czynnym w tym czasie we Lwowie literatem.

Inicjator stowarzyszeń kulturalnych

W 1882 roku Władysław Bełza został zatrudniony w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich w charakterze skryptora, który nadzorował czytelnię dla młodzieży, a następnie, od roku 1891, sekretarza administracyjnego Instytutu i naczelnika prowadzonego przez Ossolineum wydawnictwa książek szkolnych. Całą swoją energię włożył w powiększenie produkcji wydawniczej Zakładu. Wykorzystując przywilej Ossolineum na drukowanie podręczników szkolnych, wydawał znaczne ich ilości. Już wcześniej, w 1880 roku, zainicjował on we Lwowie utworzenie Koła Literacko-Artystycznego, a w 1886 roku Towarzystwa Literackiego im. Mickiewicza. Przyczynił się także do powstania w 1883 roku Macierzy Polskiej, którą założył ostatecznie wraz z Józefem Ignacym Kraszewskim i Antonim Małeckim. Była to pierwsza na ziemiach polskich organizacja szerząca oświatę wśród społeczeństwa polskiego przez wydawanie i rozpowszechnianie tanich wydawnictw, które obok dzieł literatury pięknej popularyzowały wszystkie dziedziny wiedzy. Do wybuchu I wojny światowej Macierz Polska wydrukowała półtora miliona woluminów. Nakład "Pana Tadeusza" osiągnął wtedy wysokość 180 tys. egzemplarzy. Była to najtańsza polska książka wydawana w tamtych czasach. Stowarzyszenia kulturalne, które Bełza zainicjował, przetrwały wiele dziesiątek lat, chlubnie wpisując się na karty dziejów kultury Lwowa i całej Polski. Poeta stał się jedną z głównych postaci Ossolineum. Był bardzo energiczny, pogodny i tryskający dowcipem. Juliusz Kleiner tak wspomina Bełzę z tamtego okresu: "Nierozerwalnie złączyła się z obrazem ówczesnego Ossolineum jego dostojna postać, jego twarz piękna, której zmarszczka pionowa, przedzielająca czoło, dodawała surowej powagi, nie mącąc pogody i spokoju".

Wychowawca dzieci i młodzieży

Na okres lwowskiej ponadczterdziestoletniej pracy literackiej Władysława Bełzy przypada ogromna liczba publikacji wydanych z myślą o młodym czytelniku. Wymieńmy kilka: "Zaklęte dzwony. Legenda z dziejów polskich" (1876 r.), "Dawni królowie tej ziemi. Treść dziejów polskich dla dzieci..." (1887) i wreszcie "Katechizm polskiego dziecka. Wiersze" (1900). W "Zaklętych dzwonach", będących poematem opiewającym przeszłość narodową, Bełza starał się, jak sam napisał w przedmowie: "zaszczepić w młodziutkich sercach miłość i cześć dla tej ziemi, która je wykarmiła, i ukołysać je wspomnień ojczystych urokiem". W drugiej, wymienionej książeczce poświęcił miejsce władcom Polski - od Mieszka I do Stanisława Augusta Poniatowskiego. Słynny "Katechizm" jest z kolei zbiorem liryków napisanych z myślą o "polskim chłopięciu" i "polskiej dzieweczce", zawierającym przejmujące utwory o tematyce religijno-patriotycznej. W tytułowym wierszu Bełza oparł się na schemacie pytań i odpowiedzi często stosowanym w nauce religii - dialogu, który prowadzi dorosły człowiek z kilkuletnim chłopcem. Pytania i odpowiedzi są zestawione w taki sposób, by dać klarowny wykład zasad patriotyzmu, które każde polskie dziecko powinno znać. Przypomnijmy ten słynny wiersz, którego dawniej uczyły matki razem z pacierzem:

- Kto ty jesteś?
- Polak mały.
- Jaki znak twój?
- Orzeł biały.
- Gdzie ty mieszkasz?
- Między swemi.
- W jakim kraju?
- W polskiej ziemi.
- Czem ta ziemia?
- Mą Ojczyzną.
- Czem zdobyta?
- Krwią i blizną.
- Czy ją kochasz?
- Kocham szczerze.
- A w co wierzysz?
- W Polskę wierzę.
- Coś ty dla niej?
- Wdzięczne dziecię.
- Coś jej winien?
- Oddać życie.


Dla dziewczynki początek wiersza zaczynał się następująco:

- Kto ty jesteś?
- Polka mała.
- Jaki znak twój?
- Lilja biała.


W 1912 roku, kilka miesięcy przed śmiercią poety, została wydana książka pt. "Dla polskich dzieci. Wybór pism wierszem Władysława Bełzy". To najobszerniejszy zestaw utworów przeznaczonych dla najmłodszych czytelników. Stałym tematem, który powraca w wierszach poety, jest umiłowanie Ojczyzny. Dorota Piasecka w pracy zatytułowanej "Władysław Bełza" wspomina: "Bełza, mówiąc o 'cnotach kardynalnych' (taki tytuł nosi jeden z wierszy zamieszczonych w 'Katechizmie...') młodego Polaka, przede wszystkim wyraża przekonanie, że 'nasz kraj będzie wolny', przy tym żywi nadzieję, iż stanie się to przy Boskiej pomocy, ponadto głosi potrzebę miłości Boga, ludzi i natury, zwłaszcza ziemi rodzinnej. W innych wierszach tego zbioru poeta nawołuje do bezgranicznego oddania się sprawie Ojczyzny, łącznie z ofiarą krwi ('O celu Polaka'), mówi o miłości do języka polskiego, o poszanowaniu i czci dla polskich tradycji narodowych ('Polska mowa', 'Ziemia rodzinna'), uczy wiary, że 'Jeszcze Polska nie umarła, póki my żyjemy...' ('Do polskiego chłopięcia')". Wzorcami dla dzieci są w poezji Władysława Bełzy postaci z przeszłości narodowej - wielcy władcy Ojczyzny, wybitni wodzowie i twórcy kultury narodowej, a także postaci z dziejów biblijnych. Dzięki temu jego wiersze mają charakter wychowawczo-dydaktyczny. Warto jeszcze dodać, że ten nauczyciel i wychowawca dzieci i młodzieży świadomie z tradycji romantycznej wziął "ideę kapłaństwa poezji", poruszając w swoich utworach tematy wzniosłe, uroczyste, poważne i piękne. "Dzierżył lutnię nieskalaną - tony niskie i brudne były jej obce" - pisał Juliusz Kleiner.

Władysław Bełza był człowiekiem szalenie skromnym. Nierzadko pomniejszał swoją rolę i zasługi, jakie oddał dla Lwowa i polskiej literatury. O swojej poezji, którą pisał dla dzieci, tak wyrażał się w jednym z listów do Józefa Ignacego Kraszewskiego: "Ot! Zabawka, nic więcej", określając swój "rym" jako "cielęcy" i "niewart trzech groszy". A trzeba przecież przyznać, że pieśniowy charakter poezji Bełzy jest ważnym znamieniem jego twórczości. Słynny badacz literatury Juliusz Kleiner wspomina, że Bełza: "Umie dobrać i styl odpowiedni, i rytm jedynie stosowny; on wie, że dziecko pragnie rytmu, w którego takt można tupać nóżkami; wie, że wiersz dla dziecka musi być bliski piosence". Na zbiorach wierszy dla dzieci Władysława Bełzy wychowało się kilka pokoleń Polaków. Stały się one jednymi z najpopularniejszych w Polsce, a ich autor ulubionym poetą młodych czytelników. Na zakończenie zacytujmy tutaj jeszcze jeden utwór z "Katechizmu polskiego dziecka", wiersz pt. "Co kochać?":

Co masz kochać? pytasz dziecię,
Co dla serca jest drogiego?
Kochaj Boga, bo na świecie,
Nic nie stało się bez Niego.

Kochaj ojca, matkę twoją,
Módl się za nich co dzień z rana,
Bo przy tobie oni stoją,
Niby straż od Boga dana.

Do Ojczyzny, po rodzinie,
Wzbudź najczystszy żar miłości:
Tuś się zrodził w tej krainie,
I tu złożysz swoje kości.


W czyim sercu miłość tleje,
I nie toczy go zgnilizna,
W tego duszy wciąż jaśnieje:
Bóg, rodzina i Ojczyzna!

Poeta zmarł we Lwowie 29 stycznia 1913 roku. Został pochowany na cmentarzu Łyczakowskim w bliskim sąsiedztwie innych sławnych Polaków, m.in. Marii Konopnickiej, Seweryna Goszczyńskiego, Karola Szajnochy i Artura Grottgera. Dorota Piasecka w jego portrecie literackim podkreśla, że "był jednym z twórców w okresie niewoli narodowej, którzy z uporem i konsekwencją budzili przez całe dziesiątki lat w swoich młodziutkich odbiorcach głębokie umiłowanie Ojczyzny, najwyższy szacunek dla jej tradycji historycznych i kulturowych oraz stałą gotowość do najwyższych poświęceń dla Polski. Wierzył niezłomnie, że 'ziarno patriotyzmu', zasiane w dzieciństwie, wyda plon obfity w wieku dojrzałym".

Piotr Czartoryski-Sziler

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... =24&id=205


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 22 lip 2009, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Witryna poświęcona twórczości i życiu
Józefa Mackiewicza (1902 - 1985)


http://www.tylkoprawda.akcja.pl/index.htm

JEDYNIE PRAWDA JEST CIEKAWA


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 24 lip 2009, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Ludwik Kubala - wybitny polski historyk

Wychowany patriotycznie, pełen żaru miłości i oddania dla Ojczyzny, brał udział w pracach organizacyjnych Powstania Styczniowego. Jest autorem niezwykle dawniej poczytnych "Szkiców historycznych", na których m.in. oparł swą "Trylogię" Henryk Sienkiewicz. Sposób pisania Kubali nie tylko przyniósł mu sławę wśród szerokiej publiczności, lecz także wywarł poważny wpływ na wielu historyków, zwłaszcza okresu dwudziestolecia. Potrafił on jak nikt inny kreślić obraz minionych wydarzeń, wzbudzając w czytelniku zainteresowanie przeszłością.
Ludwik Kubala urodził się 9 września 1838 r. w Kamienicy pod Limanową. Tam, jak również w zakupionej przez jego rodziców w 1838 r. Łukowicy Łapczyńskiej, przyszły historyk spędził swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Starym Sączu, a w latach 1849-1855 do gimnazjum w Nowym Sączu. Klasę VIII przerabiał w Gimnazjum św. Anny w Krakowie. W 1857 r. zdał egzamin dojrzałości i zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już jednak po roku nauki w Krakowie przeniósł się do Wiednia, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym (1858-1861).

Gorący patriota
W 1861 r., w okresie rozpoczętego polszczenia uniwersytetu, powrócił do Krakowa. Podjął na nowo studia, tym razem z historii. Wraz z Tadeuszem Wojciechowskim prowadził studenckie koło historyków. Brał także udział w walce o spolszczenie Uniwersytetu Jagiellońskiego i współpracował z innymi patriotami jako redaktor wielu czasopism i periodyków. W tym okresie zaczęły tworzyć się tajne organizacje, a Kubala był jednym z ich założycieli. W lipcu 1862 r. wraz z większością młodzieży akademickiej podpisał adres zapraszający Karola Szajnochę do objęcia katedry historii polskiej na krakowskim uniwersytecie. Od połowy 1862 r. stał się wraz z Alfredem Szczepańskim przywódcą radykalnej młodzieży akademickiej. To wówczas utworzono Ławę Krakowską, która miała kierować ruchem spiskowym w zachodniej Galicji. Kubala ze Szczepańskim zostali jej przywódcami. Z ich inicjatywy w porozumieniu z warszawskim Centralnym Komitetem Narodowym odbył się w Krakowie zjazd delegatów polskich studentów z kraju i z zagranicy. Powstała wtedy Rada Naczelna Galicyjska, w której zasiadał m. in. Kubala, reprezentujący kierunek bardzo radykalny społecznie i politycznie, opowiadający się za trójzaborowym powstaniem. Organ ten miał kierować ruchem narodowym w Galicji z ramienia "czerwonych". Postanowiono wówczas wydawać pismo polityczne "Galicja", którego Kubala był współredaktorem. Ukazał się niestety tylko jeden jego numer.
Ludwik Kubala występował przeciw wiązaniu sprawy powstania z interwencją mocarstw, gdyż - jak mówił - "naród, który się własnymi siłami postawić nie potrafi, prawa do istnienia nie ma". Wraz ze Szczepańskim wydał pismo "Ojczyzna", później broszurę "Uwagi przez pewnego", gdzie domagał się integralności walki, wprowadzenia sądów doraźnych, przeprowadzenia zupełnego uwłaszczenia chłopów, zniesienia szlachectwa. Kiedy we wrześniu 1863 r. Rząd Narodowy objęli "czerwoni", Kubala został kierownikiem policji narodowej w Krakowie. Szybko jednak, bo już 13 grudnia 1863 r. został aresztowany. W jego papierach znaleziono projekty wywołania w Galicji powstania przeciw Austrii. W marcu 1865 r. skazano go na pięć lat więzienia oraz konfiskatę majątku i osadzono w twierdzy Josephstadt. Pod koniec jednak 1865 r. został ułaskawiony. Czas spędzony w więzieniu przeznaczył na pisanie wierszy i tworzenie dramatu historycznego "Michał Gliński". Został on wydrukowany w 1866 r., a rok później po raz pierwszy wystawiony na scenie w Krakowie. W roku 1866 Ludwik Kubala podjął przerwane w 1863 r. starania o uzyskanie doktoratu na Uniwersytecie Jagiellońskim. Uzyskał go ostatecznie w roku następnym, w oparciu o rozprawę "Stanisław Orzechowski, rzecz historyczno-literacka". Pracę tę ogłosił drukiem w 1870 roku. Od momentu jej opublikowania był coraz bardziej znany jako historyk.

Praca naukowa
Po nieudanych staraniach o katedrę historii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie przeniósł się do Lwowa, gdzie objął posadę jako suplent w III Gimnazjum im. Franciszka Józefa. By objąć jednak to stanowisko, musiał najpierw zmierzyć się ze żmudnym i surowym egzaminem na profesora gimnazjalnego. Zdał go w 1872 roku. Choć obowiązki nauczycielskie bardzo go pochłaniały, to jednak nie zaniechał pracy naukowo-badawczej. Już od 1873 r. zaczęły ukazywać się drukiem w "Przewodniku Naukowo-Literackim" jego szkice poświęcone wydarzeniom i osobom z XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. W latach 1880-1881 ogłosił je drukiem w dwóch tomach jako "Szkice historyczne", które przyniosły mu wielką sławę i popularność. Pisane barwnym, literackim językiem zyskały szeroki krąg czytelników. To pod ich wpływem Henryk Sienkiewicz tworzył "Ogniem i mieczem". Dwa ze szkiców Kubali, a mianowicie "Oblężenie Zbaraża" i "Bitwa pod Beresteczkiem", były w dużej mierze wykorzystane we wspomnianej książce naszego noblisty. W 1883 r. opublikował z kolei monografię "Jerzy Ossoliński". Wymienione wyżej dzieła Ludwika Kubali ugruntowały jego sławę jako doskonałego historyka. Mimo oczywistych sukcesów na niwie naukowej pojawiły się niestety opinie krytyczne i wyjątkowo mu nieprzychylne na temat jego pisarstwa. Celował w nich Michał Bobrzyński ze "szkoły krakowskiej", który z powodów osobistych za wszelką cenę chciał podważyć walory naukowe pisarstwa historycznego Kubali. Nawet wtedy, kiedy Kubala został już w 1883 r. członkiem korespondentem Akademii Umiejętności, musiał w dalszym ciągu wypijać czarę goryczy ze strony stańczyków rządzących w Galicji. W ramach pewnej rekompensaty za niepowodzenie w staraniach o objęcie przez Kubalę w 1891 r. katedry historii na Uniwersytecie we Lwowie, Stanisław Smolka, ówczesny sekretarz generalny Akademii Umiejętności, wysunął projekt powierzenia historykowi mandatu do Rady Państwa. Ten jednak odmówił ze względu na postawiony mu warunek, że powstrzyma się od samodzielnej akcji politycznej jako poseł.

Nauczyciel z powołania
Ludwik Kubala poświęcił się bez reszty pracy pedagogicznej, prowadził lekcje bardzo interesująco, z niepospolitą inwencją, nowatorsko. Jako gorący patriota zdobył sobie uznanie młodzieży. Od 1883 r. do końca życia pracował również jako kierownik lwowskiej Biblioteki Pawlikowskich. Był osobą bardzo popularną w ówczesnym Lwowie, szczególnie w kołach bardziej demokratycznych. Zyskał w nich miano człowieka niezależnego, przeciwstawiającego się sferom rządzącym. Zasłynął różnymi działaniami na rzecz miasta, w którego życiu kulturalnym brał czynny udział. Był długoletnim prezesem Koła Literacko-Artystycznego, a także założycielem Kasyna Miejskiego. W 1894 r. zorganizował we Lwowie I Zjazd Literatów i Dziennikarzy. Trzy lata później postawił w mieście pomnik Aleksandra hr. Fredry. Założył również fundusz dla wdów i sierot po pisarzach i artystach oraz brał udział w organizowaniu Wystawy Krajowej w roku 1894 jako wiceprezes jej komitetu. W tym też czasie objął redakcję polskiej wersji dziejów powszechnych Otto Spamera, pt. "Dzieje powszechne ilustrowane".
W 1901 r. został uhonorowany członkostwem zwyczajnym Akademii Umiejętności. W roku 1906, w którym przeszedł na emeryturę, został przewodniczącym Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa, które zajmowało się wydawaniem dzieł Biblioteki Lwowskiej. Powrócił także do pisania "Szkiców historycznych". W 1910 r. ukazał się w druku ich trzeci tom, zatytułowany "Wojna moskiewska 1654-1655", zaś w latach 1914-1918 tomy: "Wojna szwedzka 1655-1656", "Wojna brandenburska i najazd Rakoczego 1656-1657" oraz "Wojny duńskie i Pokój Oliwski 1657-1660". W "Wojnie szwedzkiej" podkreślał znaczenie obrony Jasnej Góry, pisząc m.in.: "Szwedzi powstrzymani w swym tryumfalnym pochodzie przez jeden nikły klasztor ponieśli moralną klęskę. Wiara w ich nieprzezwyciężoną potęgę została zachwianą (...). Odważni zakonnicy i wielki przeor napędzili przykładem swoim do walki za Ojczyznę szlachtę". W Polskim Słowniku Bibliograficznym Władysław Czapliński i Henryk Wereszycki, piszą: "Sumując uwagi o twórczości historycznej Kubali trzeba powiedzieć, że nie będąc wybitnym krytykiem źródeł, nie celując zdolnością analityczną, potrafił jak nikt inny dawać czytelnikowi obraz minionych wypadków, kreślić zwarte i celne charakterystyki postaci, wzbudzać w nim tym samym zainteresowanie przeszłością. Toteż sposób pisania Kubali nie tylko pozyskał mu wielu czytelników wśród szerokiej publiczności, ale wywarł poważny wpływ na wielu historyków, zwłaszcza okresu dwudziestolecia. Pytany o swą metodę pisania dzieł historycznych, wskazał Kubala na Tukidydesa i Jana Długosza jako na swych mistrzów i stwierdził, że stara się dać czytelnikowi 'jak najdokładniejszy obraz przeszłości', pozostawiając mu ocenę osób i wydarzeń. Kubala przeciwstawił się zdecydowanie 'szkole krakowskiej', w której kołach posiadał swych najzawziętszych przeciwników. 'Zrzędzono dawniej i dziś zrzędzą - pisał w posłowiu do 'Jerzego Ossolińskiego' - na niekarność naszych przodków i na brak uszanowania wobec władzy, jak gdyby to nie było obowiązkiem rządu zdobyć sobie uszanowanie i posłuszeństwo'. Myśląc zaś o tych, co próbowali przemienić Rzeczpospolitą w państwo absolutne, dodawał: 'Wielki naród, to nie martwe ciało, które można przekształcać wedle woli w republikę, w monarchię'. Wierzył też w społeczne znaczenie nauk historycznych, wpływ dzieł historycznych na społeczeństwo". W dniu osiemdziesiątych urodzin Uniwersytet Lwowski nadał Kubali uroczyście doktorat honoris causa.
Ludwik Kubala, którego całe życie pełne było żaru miłości i oddania dla Ojczyzny, nie doczekał się, niestety, jej wyzwolenia z niewoli. Zmarł miesiąc przed jej zmartwychwstaniem, 30 września 1918 r. we Lwowie. Miasto uczciło jego pamięć, nadając ulicy w centrum Lwowa imię cenionego historyka. Bogata twórczość Ludwika Kubali liczy kilkaset pozycji. Brak jednak do dziś jej solidnego naukowego opracowania i oceny.
Piotr Czartoryski-Sziler

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... =24&id=233


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 24 lip 2009, 11:50 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2565
i chciałoby się krzyknąc. za H.Sienkiewiczem..
...........panie Michale,Rzeczpospolita tonie,a TY śpisz......


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 30 lip 2009, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30739
Artur Oppman - piewca chwały narodowej

Trzy pokolenia znały, recytowały i śpiewały utwory Or-Ota, przesiąknięte wielką miłością Ojczyzny, o którą nieugięcie walczył. Jego poezja miała szczególnie mocny wydźwięk w latach wzmożonej rusyfikacji. Jego przyjaciel Antoni Bogusławski podkreśla: "Zmilitaryzował naród, który zaczynał zapominać o broni i o wojsku. Nie był ptakiem śpiewającym sobie i ludziom z dopustu Bożego, ale podżegaczem serc, choćby zapomnieć miano kiedykolwiek jego strof, nic nie zdoła zmienić faktu, że był dla Polski werbownikiem jej przyszłych żołnierzy".

Artur Oppman urodził się 14 sierpnia 1867 r. w Warszawie. Pochodził z niemieckiej rodziny mieszczańskiej, która w 1708 r. przybyła do Polski z Turyngii. Polkami były jego matka i babka, dziadek brał udział w Powstaniu Listopadowym, ojciec zaś w Powstaniu Styczniowym. Artur Oppman wzrastał więc w atmosferze gorących popowstaniowych uczuć patriotycznych. Wpływ na kształtowanie się jego osobowości miał też kultywowany w domu wielki szacunek dla Napoleona. Pierwsze nauki pobierał w II Gimnazjum w Warszawie, gdzie zaczął boleśnie odczuwać więzy, jakie zaborca rosyjski narzucił na szkoły. Tam też jego bunt znalazł swój upust w działalności konspiracyjnej.

Poeta starej Warszawy
Po kilku latach nauki w gimnazjum przeniósł się do słynnej w owym czasie Szkoły Handlowej im. Leopolda Kronenberga. Wtedy to zaczął podejmować swoje pierwsze próby poetyckie. Zadebiutował w 1883 r. na łamach "Dziennika dla Wszystkich" wierszem podpisanym Or-Ot. Skąd wziął się ten oryginalny pseudonim, wyjaśnia Zdzisław Dębicki: "Powstał on zgoła przypadkowo, wskutek niewyraźnego pisma młodego autora. Pierwszy swój wiersz podpisał on pierwszymi dwiema literami imienia i nazwiska 'Ar-Op'. Litery te były jednak nieczytelne i zecer zamiast 'Ar-Op' złożył 'Or-Ot'. Z tym podpisem zjawił się wiersz i tak już zostało na zawsze".
W szkole zaprzyjaźnił się Oppman ze starszym o sześć lat, również przyszłym poetą, Antonim Langem. On to namówił go, by swoje wiersze zaniósł do redakcji "Kuriera Warszawskiego", "Wędrowca" i "Kuriera Codziennego", które to pisma nastawione były na promocję młodych talentów. Tak się też stało i młodzieńcze utwory Or-Ota znalazły się na ich łamach. Fakt ten dodał odwagi i wiary we własne siły początkującemu poecie, który w latach 1883-1885 zaczął publikować swoje utwory również w "Tygodniku Ilustrowanym", "Kłosach" i "Świcie".
W latach 1890-1892 Artur Oppman kontynuował naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie studiował filologię polską. Szczególne zainteresowanie wzbudziły w nim badania języka i literatury XVI w., której stał się wyśmienitym znawcą. "Zasób jego wiadomości w tej dziedzinie jest wprost zastanawiający. Zdaje się, że nie ma z tego zakresu dzieła naukowego, pamiętnika, a nawet artykułu w starych czasopismach, który by nie przeszedł przez ręce Or-Ota" - pisze Dębicki. Studia jednak przerwał, kiedy wstąpił w związek małżeński z Władysławą Trynkiewiczówną, z którą miał troje dzieci: córkę i dwóch synów.
Po ślubie wrócił do swojej ukochanej Warszawy, będącej dla niego - jak przypomina Zdzisław Dębicki - "domem pełnym tradycji, pełnym wspomnień nanizanych na różaniec pamięci od najwcześniejszych lat dzieciństwa, poprzez wszystkie dni młodości i lat męskich" i osiadł w niej już na stałe. Często chodził na Stare Miasto, zaglądał do winiarni Fukiera, snuł długie rozmowy ze stróżem nocnym czy handlarką warzyw. Interesowało go wszystko, począwszy od piosenki plebejskiej, poprzez najrozmaitsze zwyczaje, obyczaje, na legendach warszawskich o syrenie, bazyliszku czy złotej kaczce skończywszy.
W czasach, w których przyszło mu żyć, panowała wzmożona rusyfikacja i nie można było publicznie manifestować swoich uczuć patriotycznych bez żadnych konsekwencji. Oppman jednak pisał wówczas płomienne patriotyczne utwory i jak gdyby nie zważając na oficerów rosyjskich, których postaci często majaczyły w tle jakiejś ulicy, przemierzał tylko sobie znane szlaki, wspominając wielkość dawnej Rzeczypospolitej. Tadeusz Hiż tak to obrazuje: "Po ulicach Warszawy rozjeżdżał Hurko z czerkiesami i Maria Adrejewna, albo jakiś oficer w 'proletce' z sołdatem na koźle, a młody Oppman chodził w niedzielę na Rynek, na Freta, na Krzywe Koło, na Bugaj, na Wąski Dunaj, na Kamienne Schodki, Rybaki. Chodził i marzył. O tym, jak to żyli tu ludzie dawniej, wtenczas jeszcze, kiedy gubernialne jego miasto było stolicą państwa". Zaczął wówczas pisać swoje słynne obrazki starowarszawskie, wskrzeszając z zapomnienia dawnych mieszkańców Starówki, opiewając piękno jej zabytkowych domów i uliczek. Adam Grzymała-Siedlecki wspomina: "Fenomenalne znawstwo przeszłości warszawskiej łączyło się w nim ze wzruszającym umiłowaniem każdego starego kamienia, każdego zaułka, każdej linii architektonicznej i całej moralnej treści, którą przeszłość Warszawy przekazała. (...) Kochał do niepamięci Warszawę nie tylko za jej piękno, ale i za to, że ona mówiła doń i Insurekcją Kościuszkowską, i Kilińskim, i Rzezią Pragi, i Nocą Listopadową, i Pięciu Poległymi, i Rządem Narodowym z 1863 r., i szubienicami Traugutta i towarzyszów. (...) Jemu w scenerii murów warszawskich wstawali z grobów ci wszyscy czeladnicy i młódź rzemieślnicza ze stycznia 1863 r. On też w poezji polskiej stał się naczelnym laudatorem warszawskich warsztatów rękodzielniczych, on tym szewcom, krawcom Starego Miasta nadawał herby legendy".
Na rok 1889 przypada debiut książkowy Or-Ota. Ogłosił wówczas tom pt. "Poezje". Dwa lata później opublikował pisany stylizowaną gwarą poemat "Na obcej ziemi", poświęcony niedoli chłopów, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia kraju i wędrówki za chlebem.

Ku pokrzepieniu serc
W 1893 r. pojawił się zbiór "Ze Starego Miasta", a w 1894 r. - tomik "Pieśni", w którym wyraźnie głosi, że obowiązkiem poety jest podnoszenie na duchu i krzepienie serc. W swym poetyckim dorobku oprócz wymienionych już pozycji ma Or-Ot jeszcze m.in. tom wierszy "Wiosenne kwiecie" (1895) oraz "Monologi i deklamacje" (1902). Ożywiona po studiach uniwersyteckich działalność literacka Oppmana zaowocowała tym, że jego wiersze coraz częściej zaczęły pojawiać się w prasie, m.in. w "Biesiadzie Literackiej", "Bluszczu", "Kłosach", "Tygodniku Mód i Powieści", a także w "Wędrowcu", którego w latach 1901-1905 był redaktorem. Kiedy w 1909 r. ukazał się jego "Wybór poezji", Maria Konopnicka pisała: "Or-Ot nie śpiewa, byle śpiewać. Nie jest błędnym rycerzem, trubadurem pieśni. On ma Rzecz swoją do narodu swego i Rzecz tę z trybuny pieśni wypowiada. On ma swoją sprawę. Świętą sprawę swoją, której bojownikiem jest, i za którą idzie na ubitą ziemię z otwartą przyłbicą. Pieśń jego ma Zawołanie swoje. Swoje piękno, swoje gorące hasło. Or-Ot jest żołnierzem, który gdziekolwiek idzie, o cokolwiek walczy, czuje nad sobą szum sztandaru swego. Na sztandarze jedno tylko słowo: 'Warszawa'. Ale ze słowa tego widna Polska cała. (...) 'Warszawa' Or-Ota to uczuciowa zasada narodowej ciągłości, narodowego trwania. To ton głęboki, niezniszczalny nurt życia, który się niesie pod powierzchnym jego prądem. 'Warszawa' Or-Ota to szum Wisły, pędzącej nieprzerwanym, owszem: nie dającym się przerwać ciekiem, spod Cieszyna, po Gdańsk i po Bałtyk. To barykada wzniesiona może trochę bezładnie, z materiałów, jakie się znalazły pod ręką, ale na której szczycie stoi krzepko Kiliński w mieszczańskiej rogatywce swojej. 'Warszawa' Or-Ota to Kołłątaj, Staszic, Dekert, Małachowski. Ta to Warszawa ma w pieśni Or-Ota punkt drgający, serce żywe, Stare Miasto swoje. Tam jest przeszłość, z której się przyszłość narodzi. Tam są prochy i popioły, z których powstanie syn jutra, moc ludu".
W latach 1905-1920 Or-Ot pracował w "Tygodniku Ilustrowanym". Czas ten wypełniony był kontaktami poety ze światem literackim i artystycznym Warszawy. W jego domu przy ul. Kanonii 8 bywali m.in.: Bolesław Prus, Stefan Żeromski, Felicjan Faleński, Władysław Reymont, Kazimierz Przerwa-Tetmajer, Bolesław Leśmian, Antoni Lange, Wojciech Kossak, Jan Lechoń i inni. Choć Oppman zdobył literacką sławę już w młodym wieku i publikował wiele utworów, to wciąż brakowało mu pieniędzy. Jego przyjaciel Antoni Bogusławski wspomina: "W domu Or-Ota nie przelewało się właściwie nigdy. Nawet wtedy, kiedy odziedziczona po ojcu fabryczka, a potem kamienica staszicowska na Kanonii dawały jakie takie dochody, Or-Ot urządzał się z zasady tak, że zawsze był bez grosza. Nie ratowały nawet zaliczki otrzymywane w swoim czasie bez trudu i spłacane łatwo płynnym, samorodzącym się wierszem".
Wdzięczność wielu małych odbiorców wzbudziły jego utwory dla dzieci, których od 1894 r. wydał Or-Ot bardzo dużo. Podkreśla się, że dzięki prostocie i melodyjności, które cechują jego twórczość, Oppman uczynił bajkę dla dzieci swoistym dziełem sztuki. Zajmował się również redagowaniem kalendarzy, almanachów czy zbiorów poezji. Wymienić tutaj należy takie pozycje, jak: "Skarbiec poezji polskiej" (1897), "Rok 1830 i 1831" (1916), "Księstwo Warszawskie" (1917), "San Domingo" (1917). W swoich wierszach - nie tylko tych dotyczących starej Warszawy, ale także mniej znanych ogółowi utworach patriotycznych - utrwalił pamięć bohaterów narodowych, zjawisk, ludzi i spraw należących do przeszłości. Mowa tu o takich zbiorach, jak: "Pieśni o sławie" (1917), "Pieśni o belwederskim powstaniu" (1918), "Pieśni o Księciu Józefie" (1918), "Kiliński" (1919) czy "Hymn wolności" (1925).
Artur Oppman był członkiem Straży Piśmiennictwa Polskiego, troszczącej się o rozwój kultury i nieskazitelność polszczyzny. Był także członkiem honorowym Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich, a w latach 1909-1911 i 1918 - członkiem zarządu tego Towarzystwa. Miłość Ojczyzny sprawiła, że w roku 1920 zaciągnął się jako szeregowiec do piechoty. Odbywał służbę w dziale oświatowym, m.in. redagując przez dwa lata "Żołnierza Polskiego". Henryk Szletyński wspomina: "Po niespełna dziesięciu latach nasz poeta dopłynął do rangi podpułkownika, zdobywając po drodze krzyże i medale". Obchody związane ze wskrzeszeniem państwowości polskiej zaważyły w decydujący sposób na dalszej twórczości Oppmana. Jego wiersze deklamowano na najrozmaitszych koncertach, akademiach, inauguracjach. W 1928 r. został wyróżniony Nagrodą Literacką miasta Warszawy. Dwa lata później ukazały się jego "Śpiewy historyczne" i "Pieśń o Rynku i zaułkach", a w 1936 r., już po śmierci poety, zbiór jego wierszy żołnierskich pt. "Służba poety". Popularnością cieszyły się także jego jasełka "W noc Bożego Narodzenia", które obiegły cały kraj. Układał również teksty do szopek, m.in. do "Szopki warszawskiej" i "Szopki polskiej".
Pod koniec życia poeta przeniósł się ze Starego Miasta na Żoliborz. Zmarł 4 listopada 1931 r. i został pochowany w Alei Zasłużonych na Powązkach. Nad jego grobem Jan Lorentowicz powiedział: "Odszedł w zaświaty poeta, który w ciągu czterdziestu kilku lat swego życia twórczego miał jedną tylko namiętność: bezgraniczne ukochanie Ojczyzny".
Piotr Czartoryski-Sziler

http://archiwum.naszdziennik.int.pl/ind ... =24&id=117


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 31 lip 2009, 14:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=563

Michalkiewicz wierzy, że literatura może odrodzić naród. Zawarty w niej duch znów może opanować przyszłe pokolenia i odtworzyć to, co zdawało się już wymarłe.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Literackie luki
PostNapisane: 25 paź 2009, 17:51 
Offline
Redaktor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 19 paź 2009, 17:58
Posty: 844
może zamiast tego założyć wątek pt. propozycje lektur? nie ma zbyt wielu prawicowych pozycji wśród tego co wtłaczane jest do głów naszej młodzieży, więc może czas stworzyć odpowiednią inicjatywę obywatelską?

np. książki Józefa Mackiewicza cytując Grzegorza Eberhardta:
http://www.polskieradio.pl/kultura/tags/artykul74099.html
Cytuj:
powinny być wpisane w lektury szkolne (chociażby esejem „Ponary” czy relacją z pobytu w miejscu kaźni polskich oficerów, w Katyniu).

_________________
życie trwa dopóty, dopóki nie jest wszystko jedno


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 37 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /