Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 12 kwi 2012, 07:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Na kolanach przed premierem, tyłem do krzyża

Doprawdy, takie bezgraniczne, na kolanach podlizywanie się Tadeusza Słobodzianka rządzącej obecnie władzy budzić może obawy o jego stan umysłu. Ja jednak uważam, że wie doskonale, co robi. Wystawiając własnego autorstwa "Proroka Ilję", bluźnierczą sztukę szydzącą z Męki Pańskiej, karykaturującą postać Chrystusa i używającą słowa "zmartwychwstanie" w kontekście wulgarnym i ośmieszającym, i to w wigilię Niedzieli Palmowej i Wielkiego Tygodnia, wyraźnie pragnie prześcignąć Palikota w walce z Kościołem i zająć miejsce jak najbliżej podnóżka Tuskowego fotela.
Tekst "Proroka Ilii" powstał z inspiracji postacią samozwańczego proroka Eliasza Klimowicza, który przed wojną działał na Białostocczyźnie. Tam zbudował cerkiew i miał wyznawców. Jeszcze przed premierą Słobodzianek zwierzał się mediom, iż będzie to "misterium o drodze krzyżowej zgotowanej nowemu Chrystusowi przez wyznawców, którzy do zbawienia świata potrzebują zmartwychwstania swojego proroka i w tym celu zabierają się do ukrzyżowania ze znawstwem rzeczy, rekonstruując w drobnych szczegółach scenariusz zapisany w Ewangelii".
No i rzeczywiście, odniesień do Ewangelii jest tu co niemiara. Tylko że w farsowym wydaniu, ku ośmieszeniu i zdeprecjonowaniu kanonów wiary. Odbywa się to poprzez zbezczeszczenie wartości ewangelicznych, jak m.in. paskudna parodia zapisanych w Ewangelii uzdrowień dokonanych przez Jezusa (Ilja pociera oczy niewidomego własną śliną, pijakowi mówi: "Idź, nie pij więcej" itd.). Występujące w przedstawieniu postaci wieśniaków przybierają imiona z Ewangelii, jest Judasz całujący w policzek Ilję, jest Piłat, żona Piłata, Annasz, Kajfasz, rzymski żołnierz próbujący przebić kosą bok Ilii, jest Wiera, kobieta obmywająca nogi Ilii, jest szalona Olga, opętana przez złe duchy, które Ilja najpierw siekierą próbuje z niej wypędzić, a następnie zabiera ją do swojej sypialni, po czym "ozdrowiona" już, traktowana jest przez wiejską gawiedź jako Matka Boża itd., itd. Jest też procesja z krzyżem i w farsowym wydaniu, ku uciesze gawiedzi scena przedstawiająca próbę ukrzyżowania Ilii.
Nie brak tu także prymitywnych aluzji do współczesnego życia Kościoła (wjeżdżający na rowerze wieśniak woła na powitanie: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica", co powoduje śmiech na widowni). Nagromadzeniu elementów związanych z symboliką religijną i karykaturalnemu ich używaniu w spektaklu towarzyszy część słowna będąca stekiem rynsztokowych wulgaryzmów. Że nie wspomnę już o traktowaniu krzyża rzuconego na podłogę, chodzeniu po nim, deptaniu, siadaniu na nim i stawianiu kieliszków z wódką itd., itd. Podobnie zresztą deptano po krzyżu (chyba tym samym) w innej sztuce Słobodzianka na tej samej scenie, w "Naszej klasie". To ten sam poziom, który prezentowali "palikociarze" na Krakowskim Przedmieściu, zrobiwszy krzyż z puszek po piwie, szydzący z modlących się tam ludzi. W tej profanacji nie zabrakło parodii Ostatniej Wieczerzy z łamaniem chleba i jedzeniem rosołu oraz sceny Sądu Ostatecznego. To już doprawdy kuriozum wskazujące na jakąś chorobliwą obsesję.
W tytułowej roli proroka Ilii występuje gościnnie na tej scenie Andrzej Seweryn. Wyznam szczerze, iż dziwię się aktorowi, bo z jednej strony w warszawskim Teatrze Polskim, gdzie dyrektoruje, wystawił propagujące wartości chrześcijańskie, bardzo piękne przedstawienie "Zwiastowanie" Paula Claudela. A sam gra teraz w czymś, co uwłacza już nie tylko Polakowi, chrześcijaninowi, ale w ogóle człowiekowi. Ponadto przynosi ujmę także każdemu szanującemu się artyście. Tym bardziej iż jest to najsłabsza rola w spektaklu. Znając artystyczny dorobek aktora, w którym obok różnie zagranych postaci nie brak przecież i ról znakomicie poprowadzonych, aż tak nieudanego występu Andrzeja Seweryna nigdy dotąd nie widziałam. Rodzi się zatem pytanie: czy artysta tak zupełnie sam, z własnej woli przyjął tę rolę, czy też były jakieś inne okoliczności... Zważywszy także na termin premiery.

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny
--------------------------------------------------------------------------------

"Prorok Ilja" Tadeusza Słobodzianka, reż. Ondrej Spis˙ák, scen. Frantis˙ek Lipták, kost. Jan Kozikowski, Teatr Na Woli, Warszawa.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 28 kwi 2012, 07:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Śmierć kultury

Stefan Sutkowski, ojciec Warszawskiej Opery Kameralnej odchodzi! Tak, trudno w to uwierzyć, a jeszcze bardziej się z tym pogodzić!

Złożenie dymisji to ostatni akt dramatycznej walki z władzami o tę wspaniałą, zasłużoną scenę. Marszałek Struzik nie znalazł zrozumienia dla kultury i sztuki. Obciął on dotację dla WOK o kwotę 4 578 535 zł - co stanowi 23,55% dotacji ogółem (19 442 806 zł). Oznacza to, że tegoroczny, słynny, XXII Festiwal Mozartowski, będzie już ostatnim, a przyszłość WOK jest zagrożona. Obecne koncerty mogą się odbywać tylko dzięki temu, że zespół Opery zrezygnował z honorariów. A dyrektor Sutkowski stawia pytanie: co będzie dalej z 50-letnim dorobkiem artystycznym, ludzkim i materialnym tej sceny?

Nie wiem, czy akurat dotyczy to tych artystów, ale utarła się opinia, że ludzie kultury i sztuki to elektorat Platformy zwanej Obywatelską. Teraz pod rządami tejże (z wybranym przez nią i ponoć idealnym koalicjantem - PSL) artyści cierpią, a obywatelom zabiera się teatry. Jak się czują teraz ci artyści, którzy głosowali za Platformą, którzy nieraz aktywnie wspierali jej kampanie wyborcze?

Wiem, że znajdą się i tacy, którzy będą do końca bronić i usprawiedliwiać te rządy, choćby kryzysem - jako niby obiektywną przesłanką - i koniecznością oszczędności. Ale różne kryzysy przechodziliśmy w przeszłości i zawsze chroniliśmy tę naszą wyjątkową wartość: kulturę polską. Teraz jest inaczej, zabrakło szacunku do kultury, brak docenienia jej jako wartości samej w sobie.

Marszałek Struzik zaoszczędzone na kulturze pieniądze przeznaczył na inne cele, na przykład na wybudowanie nowej siedziby delegatury urzędu marszałkowskiego w Ostrołęce. Otwarta została ona niedawno, z wielką pompą , a marszałek chwali się jej nowoczesnością: dwupiętrowy, klimatyzowany biurowiec o powierzchni 1575, 65 m kw., z 64 miejscami w podziemnym parkingu i 450 metrowym "zielonym" dachem stworzy z pewnośćią "godne warunki" pracy dla rozbudowującej się administracji, części imperium Struzika. Nota bene, w budynku tym umieszczono, poza mnożącymi się jak króliki urzędnikami Struzika, również centrum doskonalenia nauczycieli, podczas gdy wokół likwiduje się szkoły i zwalnia nauczycieli! Gdzie sens, gdzie logika? A wszystko to pod hasłem, że to jest "dla obywatela"... Trudno jest znaleźć koszt tej budowy, ale w archiwalnym "Narew Extra Tygodniku" z 2008 r. podano, że miał on w założeniach liczyć 4 tysiące m kw., mieć 3 kondygnacje i kosztować ponad 20 mln zł oraz być oddany do użytku w 2010 r. Czy ostatecznie kosztował mniej, bo było roczne opóźnienie, zrezygnowano z 2,5 tysiąca m kw. i jednej kondygnacji, czy - jak to ostatnio często bywa - wprost przeciwnie, kosztował jeszcze więcej?

Nieistotne, chodzi o podjętą decyzję, dokonany wybór: jedną ręką na nową, komfortową siedzibę dla urzędników daje się

Stefan Sutkowski, ojciec Warszawskiej Opery Kameralnej odchodzi! Złożenie dymisji to ostatni akt dramatycznej walki z władzami o tę scenę. Marszałek Struzik nie znalazł zrozumienia dla kultury i sztuki. Obciął on dotację dla WOK o kwotę 4 578 535 zł - co stanowi 23,55% dotacji ogółem (19 442 806 zł). Oznacza to, że słynny XXII Festiwal Mozartowski, jaki odbędzie się w tym roku, będzie już ostatnim, a przyszłość WOK jest zagrożona. Obecne koncerty mogą się odbywać tylko dzięki temu, że artyści i pracownicy przystali na obniżenie ich wynagrodzeń. A dyrektor Sutkowski stawia pytanie: co będzie dlej z 50-letnim dorobkiem artystycznym, ludzkim i materialnym tej sceny?

Nie wiem, czy akurat ci, ale utarła się opinia, że ludzie kultury i sztuki to elektorat Platformy zwanej Obywatelską. Teraz pod rządami tejże (z wybranym przez nią i ponoć idealnym koalicjantem - PSL) artyści cierpią, a obywatelom zabiera się teatry. Jak się czują teraz ci artyści, którzy głosowali za Platformą, którzy nieraz aktywnie wspierali jej kampanie wyborcze?

Wiem, że znajdą się tacy, którzy będą do końca bronić i usprawiedliwiać te rządy, choćby kryzysem - jako niby obiektywną przesłanką - i koniecznością oszczędności. Różne kryzysy przechodziliśmy, ale zawsze chroniliśmy tę naszą wyjątkową wartość: kulturę polską. Teraz jest inaczej, zabrakło szacunku do kultury, docenienia jej jako wartości samej w sobie.

Marszałek Struzik zaoszczędzone na kulturze pieniądze przeznaczył na inne cele, na przykład na wybudowanie nowej siedziby delegatury Urzędu marszałkowskiego w Ostrołęce. Otwarta została ona w ubiegłym roku, z wielką pompą , a marszałek chwali się jej nowoczesnością: dwupiętrowy, klimatyzowany biurowiec o powierzchni 1575, 65 m kw., z 64 miejscami w podziemnym parkingu i 450 metrowym "zielonym"dachem stworzy z pewnośćią "godne warunki" pracy dla rozbudowującej się administracji, części imperium Struzika. Nota bene w budynku tym umieszczono poza urzędnikami Struzika również centrum doskonalenia nauczycieli, podczas gdy wokół liwiduje się szkoły i zwalnia nauczycieli. A wszystko to pod hasłem, że to jest "dla obywatela"... Trudno jest znaleźć koszt tej budowy, ale w archiwalnym "Narew Extra Tygodniku" z 2008 r. podano, że miał on w założeniach liczyć 4 tysiące m kw., mieć 3 kondygnacje i kosztować ponad 20 mln zł oraz być oddany do użytku w 2010 r. Czy ostatecznie kosztował mniej, bo było roczne opóźnienie, zrezygnowano z prawie 2,5 tysiąca m kw. i jednej kondygnacji, czy - jak to ostatnio często bywa - wprost przeciwnie, kosztował jeszcze więcej?

Nieistotne, chodzi o podjętą decyzję, dokonany wybór: jedną ręką na nową, komfortową siedzibę dla urzędników daje się conajmniej 20 mln, a drugą ręką Warszawskiej Operze Kameralnej zabiera się 4,5 mln, które stanowi o jej "być albo nie być". Przesądza o jej "nie być", o likwidacji, skazuje na upadek i ruinę! Oto są wybory! Tak - dla budowy imperium władzy, nie - dla kultury! Pod tymi rządami czeka nas śmierć kultury polskiej!

A artyści? Cóż, artyści stawiając na Platformę dokonali aktu samobójczego!

http://notatnikmieszczucha.salon24.pl/4 ... rc-kultury


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 05 lip 2012, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Barbarzyńcy w kulturze

Z Anną Chodakowską, aktorką teatralną i filmową, rozmawia Bogusław Rąpała

Nie wyszło z budową autostrad i modernizacją kolei, to może chociaż z reformowaniem kultury temu rządowi się uda?
- Posłużę się słowami Heraklita: "Złymi świadkami są oczy i uszy tego, kto ma duszę barbarzyńcy". To mój komentarz do reformy kulturalnej.

Co ma jej Pani do zarzucenia?
- Najogólniej chodzi w niej o to, żeby maksymalnie sprywatyzować i skomercjalizować sztukę. A przecież mądrzy ludzie wiedzą, że tak nie wolno robić. Władza nie rozumie, że pewne gatunki sztuki wysokiej nigdy nie będą tak dochodowe jak filmy czy koncerty na stadionach.

Dziś sztukę traktuje się jak produkt, który ma generować przede wszystkim zysk?
- To są marzenia władzy, o których mówił premier Donald Tusk w swoim exposé. Szczególnie intrygująco zabrzmiały jego słowa o "dogodnych warunkach dla rozwoju przemysłów kultury". To wystarczy, żeby zniszczyć i do końca zmarnotrawić to, co wypracowaliśmy my, Polacy, przez minione stulecia. Bo sztuka wysoka, z natury swej elitarna, nigdy nie będzie powszechnie pożądana. Dzieło wyprodukowane przez przemysł kulturalny będzie podporządkowane prawom rynku. Toteż aby to dzieło było rentowne, musi spełniać określone warunki, takie jak standardowość, stereotypowość i komunikatywność. Ale konsekwencją jest deprawacja sztuki, która zamienia się w towar i staje w szeregu innych dóbr konsumpcyjnych. Tak nie może być.

Jak zmieniła się rzeczywistość teatralna w ostatnich latach?
- Doprowadzając do prywatyzacji i komercjalizacji kultury, tracimy coś, co jest najcenniejsze dla człowieka, tzn. duchowość. Sztuka niezwiązana z duchowością nie daje szans na intelektualny rozwój, pogłębioną refleksję, lecz popada w przeciętność. Przeciętność oczekuje przeciętności. Teatr zaś powinien spełniać funkcję wychowawczą i pedagogiczną, choć oczywiście nie wprost. Powinien też operować metaforą jako ważnym środkiem przekazu, musi stawiać fundamentalne pytania, jak np. czym jest prawda. Od duchowości bowiem zależy, kim będziemy, na czym nam będzie zależało, czy będziemy niewydarzonymi głupkami, którym należy współczuć, czy też ludźmi, którzy będą w stanie ogarnąć jakiś większy problem i próbować go rozwiązać. To, jaką mamy duchowość, dotyczy wszystkiego - tego, co możemy zrobić ze światem, który nas otacza, co możemy mu dać i co od niego wziąć. Kultura nie jest dobrem do sprywatyzowania. Był taki projekt, żeby teatry oddać w ręce menedżerów, a więc stowarzyszeń lub osób prywatnych. Owszem, niektóre teatry prywatne nie są najgorsze. Ale to są jednak tylko pewne zjawiska, które w demokracji występują, i dobrze, bo mają do tego prawo.

Czym dla Pani jest "dobre" przedstawienie?
- To takie, które jest w stanie wywołać nie tylko jakieś elementarne wzruszenie, ale również powiedzieć coś ciekawego o świecie, o powołaniu człowieka. To rzadko się zdarza, ponieważ na ogół sztuki są teraz zorientowane na rozrywkę. Rozrywka sama w sobie nie jest niczym złym, ale nie może zastąpić głębokiego przeżycia, katharsis.

Rozrywka wyparła duchowość?
- Przemysł kulturalny produkuje rozrywkę. A rozrywka służy zapominaniu o sobie i o rzeczywistości. Społeczna potrzeba rozrywki rodzi się w społeczeństwie, którego członkowie z trudem znoszą ciężary i monotonię swojej egzystencji. W konsekwencji tam, gdzie wcześniej była duchowość, wchodzi rozrywka. To tak, jakby chcieć zastąpić piękny dramat Szekspira lunaparkiem. Krótko mówiąc, teatr jest skazany na gust sponsora. Tak bywa teraz i tak ma być docelowo. Inwestor będzie decydował o tym, jaki będzie repertuar, a nawet kto ma tam grać. A to już jest katastrofa, ponieważ on będzie kierował się głównie chęcią zysku. A zysk będzie wtedy, kiedy będzie tanio, łatwo i przyjemnie. Mam takie określenie: "Czyści lekko, nie przerywając snu". A więc - NIE dla prywatyzacji kultury. Utrzymanie publicznych instytucji kultury jest obowiązkiem samorządów.

Co jest dzisiaj powołaniem aktora?
- Zawsze to samo, czyli stawianie pytań podstawowych. Jeśli ktoś jest wrażliwy i przyjdzie do teatru, to powinien z niego wyjść w stanie zadziwienia, całkowitego zauroczenia. Szekspir pisał dla wszystkich, również dla maluczkich. Na jego dramatach można przeprowadzić analizę tego, co się dzieje teraz i co ma się przydarzyć polskiej sztuce. W "Hamlecie", "Otellu" lub "Kupcu weneckim" stawiał pytania filozoficzne o sens życia na zasadzie: "Ja ci rzucam pytanie, ty je łap, jeśli masz czym". Ponieważ jednocześnie jego sztuki miały wartką fabułę i akcję oraz bohaterów z różnych warstw społecznych, przyciągał również publiczność, która tych pytań nie zauważała. Tak więc jedni przychodzili posłuchać monologu: "Być albo nie być", a innych ciekawiła fabuła. I tak np. gdy Otello dusił Desdemonę, część ludzi zastanawiała się, dlaczego on to robi, co się tak naprawdę stało, że aż tak mocno reaguje, natomiast prosty lud krzyczał: "Dobij, dobij, bo szmata". I było fajnie, bo wszyscy byli zadowoleni. Otóż dzisiejsze poszukiwania w sztuce zmierzają do tego, żeby została nam tylko ta warstwa fabularna.

Osoby szukające głębi w teatrze mogą się zawieść?
- Nie znajdą jej, ponieważ na rzeczy głębsze nie złapie się widza z ulicy. To dlatego warstwy rozrywkowo-fabularnej nie trzeba dotować. Natomiast państwo, które czuje się odpowiedzialne za poziom własnego społeczeństwa, musi dotować jego "myślenie".

Dlaczego obecnej władzy nie jest po drodze z wysoką kulturą?
- Gram w Teatrze Narodowym. W przyszłym roku będę obchodziła okrągłą rocznicę pracy artystycznej. Dla mnie poszczególne rządy to coś, co przyszło i pójdzie. Mam takie poczucie, że oni są w usłudze. No bo po co jest władza? Władza jest po to, aby służyć. Albo się sprawdza, albo ją zwalniam. Tak powinno być, ale tak nie jest. Lech Kaczyński, którego pamiętam doskonale jeszcze jako prezydenta Warszawy, oraz jego żona Maria byli ludźmi, którzy wyjątkowo dużą wagę przywiązywali do poziomu intelektualnego sztuki. Bywali na premierach, także na premierach trudnych sztuk teatralnych. Rozmowa z panią Marią po przedstawieniu była dużą przyjemnością, ponieważ ona dokładnie wiedziała, co oglądała. I widać było, że jako osoba prawdziwie wykształcona ma aparat pojęciowy, który pozwala jej zanalizować to w sposób trafny i na rozmaite sposoby. To była naprawdę bardzo ciekawa osoba. Rozmowa z Lechem i Marią Kaczyńskimi podbudowywała. Ale to nie znaczy, że ta "druga strona" tego nie ma. Też ma, tyle że na to nie stawia.
Ważne jest, aby przeprowadzić dokładną analizę stanu kultury i potrzebnych praw regulujących kulturę. Te wszystkie pomysły dotyczące reformy kultury są wzięte "z kapelusza", ponieważ w nich nie chodzi o jakość kultury. Prawo powinno się poprawiać, a nie psuć.

Warunkiem niezbędnym do poprawy jakości nie tylko kultury, ale i całego naszego życia społecznego jest wolność słowa. Obserwuje Pani jej stopniowe ograniczanie?
- Oczywiście, że tak. Mam wielu kolegów, noszących znane nazwiska, których rażą posunięcia PO, są za PiS, ale nie przyznają się do swoich sympatii politycznych, ponieważ mówią: "Chcemy pospłacać kredyty". Ale czy to jest wolność słowa? Drugi przykład: jako obywatele od jakiegoś czasu nie mamy dostępu do informacji na temat przeprowadzanych przetargów, konkursów czy prywatyzacji, a tym samym nie możemy skontrolować, co się robi z naszymi pieniędzmi. To, że nie mamy dostępu do informacji publicznej, również świadczy o ograniczaniu wolności obywateli.

Bardzo wymowny jest też sposób potraktowania Telewizji Trwam przez KRRiT. Pani wsparła dążenia Telewizji Trwam w jej staraniach o miejsce na cyfrowym multipleksie. Dlaczego?
- Telewizja Trwam to jest właśnie jedna z emanacji wolności słowa. Czasem ją oglądam, dlatego że są tam bardzo interesujące wywiady z niezwykle ciekawymi ludźmi. Wszystko na wysokim poziomie. Tak samo Radio Maryja, gdzie można dowiedzieć się więcej niż gdziekolwiek indziej. Nie słyszymy w nim bzdur, tylko rzetelną analizę spraw dotyczących prawdy - tego, co jest, a nie tego, czego nie ma. Mam pewność, że Telewizja Trwam w końcu dostanie miejsce na platformie cyfrowej. Bezpośrednie powody tego, że jeszcze tak się nie stało, są oczywiście natury politycznej.

Telewizja Trwam jest dla obecnego rządu zagrożeniem?
- Trochę jest. No i dobrze, bo tak powinno być w demokracji, gdzie jest władza, jest opozycja i są media, które tej władzy sprzyjają, oraz media, które jej nie sprzyjają. U nas tych drugich jest bardzo mało. Całą resztę władza zagarnęła pod siebie lub obsadziła swoimi ludźmi. Powiem panu jedną rzecz: płacę abonament, mimo że Donald Tusk mówił mi, żebym nie płaciła. Ale ja płacę, bo chcę, żeby ta telewizja publiczna, której od dawna nie oglądam, miała jakiekolwiek pieniądze, kiedy wyjdzie na prostą.

Czego Pani oczekuje od telewizji publicznej?
- Wyważonej informacji. To znaczy, żeby były zachowane właściwe proporcje. Tylko tego oczekuję. Nie chcę, żeby prowadziła walkę. Dziennikarz jest po to, żeby podawać obiektywne informacje.

A jeśli chodzi o warstwę kulturalną?
- Wysoka kultura z trudem się broni w telewizji, ponieważ telewizja to nie kino. Ona zawsze pozostanie medium informacyjnym. I w tym jest idealna. Tak więc wszelka propaganda i powierzchowna rozrywka świetnie w telewizji wychodzą. Program tworzy się na podstawie oglądalności. Pokazuje się to, co się najlepiej sprzedaje, np. formaty przychodzące do nas z Zachodu. Dlatego trzeba dotować wysoką kulturę, od czasu do czasu wysilić się finansowo i pokazać ludziom np. świetny film albo przedstawienie. Niestety, na dalszy plan spychane są rzeczy związane z kulturą narodową. W polskiej telewizji musi być miejsce na polski format. Globalny rynek kultury masowej jest wrogiem kultur narodowych. Przecież my nie tylko kulturą, ale również religią musimy walczyć o tożsamość.

Telewizja Trwam i Radio Maryja spełniają Pani oczekiwania?
- Uważam, że są świetne. Nie ma drugich takich mediów. Ze świecą szukać kogoś, kto chciałby robić to, co one, i być w tym szczery. Bo tu chodzi o szczerość mediów. Ale jako aktorka i odbiorca ja bym je bardziej "rozbuchała" w kierunku bardziej atrakcyjnego podawania rozmaitych pojęć, spraw. Więcej pomysłowości na ramówkę. Ale to nie zmienia faktu, że są to unikalne i wymagające absolutnej ochrony media, których nie wolno tknąć. Niech uschnie ręka podniesiona na Telewizję Trwam - to mówię jako osoba, która z zasady nikomu źle nie życzy. Wielką zaletą i jednocześnie "wadą medialną" tych mediów jest to, że nie relatywizują. Bo człowiek ma wewnętrzną potrzebę relatywizacji i w sytuacji, gdy ma kompleksy, daje mu to poczucie, że jest mądrzejszy.

Dziękuję za rozmowę.

Bogusław Rąpała

http://www.naszdziennik.pl/mysl/3115,ba ... turze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 27 lip 2013, 07:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
W klimacie Genderowej rewolucji

Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny

Gdy kilka dni temu przeczytałam w prasie wiadomość, że w Sejmie ma się odbyć czytanie projektu ustawy – uwaga! – o „uzgodnieniu płci”, w pierwszej chwili pomyślałam, że chodzi o jakiś spektakl kabaretowy. Dopiero po dalszej lekturze zorientowałam się, że to nie satyryczny żart, lecz prawda. Na szczęście wycofano z obrad Sejmu punkt dotyczący tego groźnego projektu, co nie znaczy, że sprawa już nie istnieje. Piszę o tym, bo wolność w dokonywaniu tzw. zmiany płci w zależności od kaprysu delikwenta ma związek z teatrem. I to wcale niebagatelny. Ideologia gender już od kilku lat funkcjonuje w teatrze. Jej treści są sprytnie promowane w przedstawieniach.

Bo nie przestrzeń stricte polityczna jest najlepszym miejscem dla szerzenia tej patologii, jaką jest ideologia gender. Najlepszym miejscem jest kultura, sztuka, a zwłaszcza teatr. Gdy uważniej przyjrzymy się tezom głoszonym przez tę neomarksistowską ideologię, zauważymy, iż jest skrajnie antychrześcijańska. Burzy fundament całej naszej cywilizacji, odcinając ją od korzeni chrześcijańskich, co powoduje, że nasza cywilizacja zatraca swoją tożsamość.

W okowach wynaturzeń

Ta groźna, wynaturzona ideologia, wytoczona przeciwko prawu naturalnemu, niszczy godność osoby ludzkiej, ingeruje w istotę człowieczeństwa i odbiera istocie ludzkiej sferę najczulszą i najgłębszą, mianowicie życie duchowe. Lansując styl życia singli oraz par jednopłciowych, odciąga człowieka od życia rodzinnego i podstawowych wartości tradycyjnych. Tym samym w relacje międzyludzkie wprowadza zamęt i fałszywe postrzeganie świata realnego. Człowiek gubi swoją tożsamość, traci orientację, kim jest naprawdę. Staje się bezradny. I właśnie o to chodzi, bo taką istotą pozbawioną tożsamości, umocnienia w rodzinie i wartościach można bezkarnie manipulować.

Postmodernistyczne nurty, które zalewają dziś sceny teatralne, są znakomitym narzędziem do wprowadzania ideologii gender. Gdy uważnie przyjrzymy się, jakie treści niesie obecnie większość spektakli teatralnych, wnioski nasuwają się jednoznaczne. Przestrzeń stricte artystyczna w przedstawieniach najczęściej zdominowana jest przestrzenią ideologiczną gender, dla niepoznaki ubraną w kostium teatralny. By nie szukać daleko, wystarczą przykłady z zakończonego właśnie sezonu teatralnego.

Ofensywa lewicy

Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów niszczenia wartości tradycyjnych, polskiej historii, tożsamości narodowej, religijnej, kulturowej, społecznej, wręcz brzydzenia się tym wszystkim, co wiąże się z polskością, jest działalność Jana Klaty, felietonisty „Tygodnika Powszechnego”, który od początku tego roku jest dyrektorem artystycznym Starego Teatru w Krakowie. Ostatnia premiera tego teatru, „Bitwa warszawska 1920” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki, jest wprawdzie całkowitym bełkotem, ale w tym bełkocie wyraźnie zaakcentowane jest ośmieszenie postaci Marszałka Piłsudskiego, zdeprecjonowanie, a nawet zanegowanie znaczenia bitwy.

Według Strzępki i Demirskiego, powstrzymanie ekspansji sowieckiego komunizmu na Zachód nic nam nie dało. Ponadto potraktowanie Marszałka Piłsudskiego jako niedorozwiniętego przygłupa, a ustawienie na piedestale zbrodniarza Dzierżyńskiego oraz szydzenie ze śmierci księdza Ignacego Skorupki, to już naprawdę może świadczyć o silnych zaburzeniach w mózgu tandemu Strzępka/Demirski. Ale to nie jest efekt zaburzeń, tylko – jak we wszystkich ich spektaklach – świadome podlizywanie się lewakom, dzięki czemu oboje zrobili nieprawdopodobną karierę w błyskawicznym tempie.

Mniejsza o nich. Odpowiedzialny za repertuar Starego Teatru jest Jan Klata. Skoro więc takie przedstawienia wystawia, można to tłumaczyć albo jego wrogością do Polaków i polskości, albo wysługiwaniem się obcym, na przykład Niemcom. Myślę, że w grę wchodzi jedno i drugie. Zwłaszcza gdy przyjrzymy się przedstawieniom Klaty, nim został dyrektorem teatru. Na przykład „Trylogia” miała ośmieszyć wartości narodowe, udowodnić, że Sienkiewicz był idiotą i grafomanem, zaś polska szlachta to analfabeci, prymitywna dzicz. A w szekspirowskim „Tytusie Andronikusie”, współfinansowanym przez Niemców, Polaków obsadził w roli barbarzyńców, wręcz podludzi, a Niemców jako przedstawicieli cywilizacji rzymskiej. Zastanawiające jest zachowanie ministra Bogdana Zdrojewskiego, który widocznie identyfikuje się z taką postawą Klaty, skoro awansował go na dyrektora Starego Teatru.

Popłuczyny

W omawianym sezonie liczba spektakli realizujących treści związane z ideologią gender nie była wcale mała. Niekoniecznie muszą to być przedstawienia podejmujące tematykę tzw. zmiany płci czy ukazujące na scenie układy homoseksualne, jak na przykład obrzydliwy „Shopping and fucking” prezentowany przez – uwaga! – młodzież jako spektakl dyplomowy studentów aktorstwa łódzkiej szkoły filmowej, telewizyjnej i teatralnej.

Ideologią gender można indoktrynować poprzez uderzenie w Kościół katolicki, w wiarę chrześcijańską, poprzez ośmieszenie symboliki religijnej czy interpretując postać Pana Jezusa „superwspółcześnie”, na przykład w spektaklu Teatru Łaźna Nowa w Krakowie „Jezus Chrystus Zbawiciel” w reżyserii Michała Zadary. Spektakl jest obrazoburczy, oparty na skandalicznym tekście Klausa Kinskiego sprzed ponad 40 lat. Chrystus tutaj nie jest Bogiem. To „wywrotowiec, anarchista”. Barbara Wysocka wykrzykuje tekst, z którego wynika, że Jezus jest hippisem, razem ze swymi apostołami, menelami tworzy komunę. Faryzeusze zaś to dzisiejsi księża i posłowie, itd., itd. Spektakl jest marny artystycznie, cały tekst jest wywrzeszczany. Bez sensu. Trudno wysiedzieć do końca. Tak jak na przedstawieniu „Popiełuszko” i wielu innych. Wszystkie te spektakle to artystyczna miernota. Aż dziw, że zaistniały na scenach i że na wystawienie tego badziewia znalazły się pieniądze.

Nie bez znaczenia dla klimatów genderowych była też knajacka, wulgarna, na poziomie słownego rynsztoka wypowiedź Ewy Wójciak o Ojcu Świętym Franciszku. To przecież najprawdziwsze pomówienie, za które powinna odpowiadać karnie przed sądem. Ale jakoś nie ponosi żadnych konsekwencji za fałszywe oskarżenia Papieża. Nie jest osobą prywatną, lecz dyrektorem Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu, więc jej obrzydliwą, opartą na kłamstwie wypowiedź traktujemy jako głos Teatru Ósmego Dnia, który nie jest firmą prywatną, lecz placówką finansowaną przez ratusz, zatem z budżetu państwa, a więc z naszych pieniędzy.


Nasz Teatr

Ale w minionym sezonie było też kilka interesujących wydarzeń. Przede wszystkim powstała nowa scena, „Nasz Teatr”, którego szefem jest znakomita aktorka, śpiewaczka, reżyser Barbara Dobrzyńska. Działalność teatru zainaugurowała „Lekcja historii według Juliusza Słowackiego, Adama Mickiewicza, Stanisława Wyspiańskiego i Mariana Hemara”. Znakomite literacko-mu-zyczne przedstawienie o ważnej i aktualnej wymowie wzrusza, uczy i bawi w tym najszlachetniejszym znaczeniu. Wielkim powodzeniem u publiczności cieszył się także inny spektakl „Naszego Teatru” „Ja jestem Traugutt”, a także mający swoją premierę w Londynie „Hemar – Semper Fidelis”. Publiczność od razu pokochała „Nasz Teatr” i uznała go za swój. To bardzo ważne. Teatr ten stoi na przeciwległym krańcu spektakli i teatrów opisywanych wcześniej.

Nie można też pominąć znakomitego przedstawienia w Teatrze Polskim w Warszawie „Quo vadis słowami Sienkiewicza, Eliota, Audena i innych” z mistrzowską kreacją Haliny Łabonarskiej w roli Nerona oraz wspaniale zagraną przez Wiesława Komasę postacią św. Piotra. Ten autorski spektakl Janusza Wiśniewskiego, będący piękną, poetycką impresją na temat upadku duchowego współczesnej Europy, jest – można powiedzieć – swoistą przestrogą. Ukazuje, do czego prowadzi odrzucenie przez Europę Dekalogu. Pozbycie się swoich chrześcijańskich korzeni jest równocześnie zatraceniem swojej tożsamości.

Godny najwyższej pochwały jest też doskonały debiut reżyserski Wawrzyńca Kostrzewskiego w „Cudotwórcy” (Teatr Dramatyczny w Warszawie). Skupiony na słowie, przejmujący spektakl skłaniający do głębokiej refleksji nad ludzkim losem i poszukiwaniem prawdy. Reżyser intrygująco buduje narrację, wspaniale prowadzi aktorów i komunikatywnie wykorzystuje przestrzeń sceniczną.

Mimo kilku interesujących spektakli, zarówno pod względem formalnym, estetycznym, jak i tematycznym, oraz mimo kilku naprawdę wspaniale zagranych ról, miniony sezon 2012/2013 skłania do refleksji pełnej niepokoju: co dalej? Czy teatr (to znaczy artyści) okaże się dość silny, by przeciwstawić się klimatom genderowej rewolucji?

http://www.naszdziennik.pl/wp/49225,w-k ... lucji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 08 lip 2014, 19:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Społeczność jest zbiorowym ludzkim organizmem. Jeżeli życie społeczne tego organizmu osadzone jest na mitologii to w życiu tej zbiorowości obserwuje się zastój. Jeżeli życie społeczności osadzone jest na kulturze, wówczas społeczność się rozwija, wzrasta i dojrzewa.
Jeżeli jednak zbiorowość osadzona jest na ideologii wówczas, społeczność cofa się w rozwoju, traci, wyrodnieje, gubi się i dziczeje.
Zamiast dzieł sztuki powstają gnioty, kabarety, celebryzacja i plotkarstwo. Ideologia świadomie niszczy kulturę, człowieka i jego godność.


Teatr jako trucizna dla duszy

Przez takie widowiska, jak „Golgota Picnic” można stracić wiarę. Ta jednoczesność przekazu i percepcji oddziałuje bowiem na duszę ludzką – mówi PCh24.pl prof. Jacek Bartyzel.


Teatr postrzega się jako „sztukę wysoką”. Jednak większość skandalów w świecie artystycznym, o jakich ostatnio słyszymy, dotyczy właśnie tej aktywności kulturalnej. Co się stało z teatrem?

To nie jest tak, że teatr od zawsze i ze swej natury należał do sztuki wysokiej. Zacząć należy od statusu teatru jako sztuki różnej i odrębnej od dramatu, będącego sztuką słowa. Teatr jako odrębna sztuka został uznany – i to nie bez problemów – dopiero na przełomie XIX i XX wieku, kiedy powstało pojęcie „sztuki teatralnej”.

Teatr jako jedno z widowisk, w toku swego rozwoju wcale nie zawsze cieszył się uznaniem i dobrą reputacją. Okresy, kiedy teatr ma szlachetny wymiar są wyjątkami od reguły. Do nich można zaliczyć teatr grecki (ateński), kiedy jest on misterium religijno-politycznym polis. Szlachetny wymiar teatru kojarzymy z średniowieczem, jednakże ówcześni nazywali to, co my kojarzymy jako teatr, inaczej: ludus („gra”) albo misterium (co znaczy zarówno „służba”, jak i „tajemnica”). Kolejną epoką, gdy teatr zajmuje szlachetną pozycję są czasy Złotego Wieku w Hiszpanii XVI i XVII. Także dlatego, iż teatr ma tam po części (dramat eucharystyczny zwany auto sacramental) wymiar par excellence religijny.

Pamiętajmy zatem, że teatr szekspirowski, czy szerzej mówiąc elżbietański, wcale nie miał statusu szczególnie szlachetnego. Był ludowy i powszechny, nadto prześladowany przez purytańskie władze Londynu, traktujące wszelkie widowiska jako bezbożną rozrywkę.

Do XIX wieku teatr był traktowany jako wehikuł do wystawiania dramatu, ale w przeciwieństwie do niego miał zdecydowanie podejrzaną reputację. Mamy wyraźny podział: pisanie dramatu jest postrzegane jako zajęcie godne, wystawianie już zdecydowanie mniej. Jednak za najbardziej podejrzanych traktowano aktorów, np. odmawiano im pochówku na poświęconej ziemi. Z aktorką można było mieć romans, ale ożenek z nią traktowano by jak poślubienie prostytutki.

A jak wygląda to w Polsce?

Od końca XVIII wieku powstaje instytucja „teatru narodowego”. Jest on typowym pomysłem oświeceniowego projektu odgórnej indoktrynacji społeczeństwa w świeckim duchu. Jednak w Polsce teatr, oprócz masońsko-oświeceniowych konotacji, odgrywa rolę instytucji życia narodowego. Tam, gdzie jest to możliwe staje się ostoją ducha narodowego. Wiele pisze się o teatrze jako „świątyni narodowej”. Tworzy się pewnego rodzaju „religia teatru”.

W historii oczywiście podejmowano starania na rzecz uszlachetnienia teatru, także pod względem moralnym. Czego przykładem mogą być manifesty pochodzące z okresu międzywojennego, w których znajdziemy wiele o godności i powołaniu aktora. Warto pamiętać o „Reducie” Osterwy czy późniejszym Teatrze Rapsodycznym Kotlarczyka, w którym partycypuje młody Karol Wojtyła.

To, co się dzieje obecnie z teatrem, to ostateczna rezygnacja, by był on świątynią w jakimkolwiek sensie, czy to religijnym, czy narodowym. Nie jest to oczywiście polska specyfika – mamy do czynienia ze ślepym naśladownictwem tego, co się dzieje na Zachodzie.

To budowanie „antyświątyń” nie jest więc specyfiką polskiego teatru?

Jak już mówiłem, są to przejawy ogólnoświatowego trendu budowania antyświątyń i tworzenia antysacrum. Tego nie wymyślili polscy inscenizatorzy-brutaliści, oni to przejęli z zewnątrz. Reżyser spektaklu „Golgota picnic” jest Argentyńczykiem przywożącym do Polski swoje pomysły.

Jak Pan profesor ocenia podkreślanie przez artystów szoku, jako źródła inspiracji dającego do myślenia?

To jest bardzo przewrotny tok myślenia. Stawianie szokowania jako głównego zadania teatru jest wyjściem poza obszar estetyki. Gdybyśmy szukali źródeł tego podejścia, to przychodzi na myśl koncepcja „teatru okrucieństwa” francuskiego aktora i pisarza Antonina Artauda. Człowieka mającego zapewne iskrę geniuszu, lecz w gruncie rzeczy będącego osobą obłąkaną, który część życia spędził w zakładach psychiatrycznych. Jego koncepcja – jak sama nazwa wskazuje – zakłada, że teatr staje się katalizatorem pomagającym rozładować ludzkie okrutne skłonności. To specyficznie arystotelesowska katharsis („oczyszczenie” z namiętności). Czające się w nas złe skłonności mają być rozładowane poprzez brutalność przedstawień teatralnych.

Trywializując sprawę można uznać, że Artaud uważał, że jeśli w głowie widza pojawia się pomysł zamordowania teściowej, to lepiej, by zobaczył on to na scenie i tym samym rozładował złe emocje. Sam Artaud wiele nie zdziałał, lecz jego teorie, już po jego śmierci znalazły wielu naśladowców. Były natchnieniem dla pokolenia inscenizatorów-rewolucjonistów 1968 r. Cały nowoczesny teatr wywodzi się z Artauda. Do tego dochodzi wrogie nastawienia do literatury. Słowo funkcjonuje w teatrze jako coś pobocznego i małoważnego. Dodajmy do tego fascynację orientalnymi formami teatralnymi. W latach 60. I 70. najgłośniejszym przedstawicielem teatru okrucieństwa jest brytyjski reżyser teatralny Peter Brook, bez wątpienia wybitny, ale później było tylko gorzej, poprzeczka „szokowania” podnoszona coraz to wyżej doprowadziła do całkowitego zejścia na psy, czego efektem są dzisiejsze poczynania.

Nienawiść do słowa pociąga niechęć do autora. Czy stąd taki wysyp inscenizacji będących w opozycji do dramatu?

To zupełnie inna historia. Sięgnijmy wstecz, gdy Arystoteles pisze w Poetyce czym jest tragedia, to wymienia jej sześć składników. Cztery z nich (fabuła, charakter, działanie, język) są zawarte w dramacie, pozostałe dwa (śpiew i wystawa sceniczna) nie należą do sztuki słowa, filozof zatem się nimi nie zajmował. Cała teoria dramatu była teorią dzieła literackiego. Problem inscenizacji właściwie nie istniał do XVII wieku.

Dlaczego?

Ponieważ, czy to w teatrze antycznym, czy średniowiecznym, czy elżbietańskim dramaturg był zazwyczaj inscenizatorem. Zarówno Ajschylos, jak i Szekspir, inscenizowali własne dzieła. Problem zaczyna się, gdy teatr jako instytucja odrywa się od pisania. W XVIII wieku - raczej z winy teatru - rozchodzą się drogi dramaturga i inscenizacji. Dramaturg ma do wyboru dwie możliwości: pisarz może przestać się interesować się teatrem współczesnym i chcieć zbudować nowy, monumentalny, oparty na wzorcach klasycznych, jak wagnerowski Bayreuth. Druga droga obierana przez dramaturgów to pisanie bardzo szczegółowych didaskaliów, których przecież w dawnym teatrze nie było. Jeśli we współczesnych wydaniach Sofoklesa czy Szekspira natrafiamy na nie, to warto pamiętać, że dopisywali je wydawcy. Szekspir przecież nie musiał się sam pouczać, co i jak ma być wystawione i gdzie dzieje się akcja. To wynikało z tekstu. Szczegółowe didaskalia wywołują konflikt z inscenizatorem, jeśli ma on swoją wizję spektaklu. Kiedy pojawiła się zwycięska koncepcja teatru jako osobnej sztuki, pojawił się problem relacji tekstu dramatycznego do inscenizacji.

Do lat 70. inscenizacje – także te wzbudzające kontrowersje – toczyły się zgodnie z paradygmatem atencji wobec dramatu i linii przez dramaturga wyznaczonej. Obecnie przyjmuje się każde, nawet te najbardziej bezczelne naruszenie tekstu, jako dopuszczalne. Zostały zerwane wszelkie hamulce. W sukurs temu procesowi przyszła współczesna humanistyka postmodernistyczna. Ogromną rolę odgrywa dekonstruktywizm wobec tekstu dramatycznego: „dziś nikt już nie pyta o to, czy i jak teatr w adekwatny sposób «odpowiada» dominującemu nad wszystkim tekstowi. To raczej tekstom zadaje się pytanie, czy i jak potrafią stać się odpowiednim materiałem do realizacji teatralnego projektu” – jak pisze jeden z niemieckich postmodernistów.

Z jednej strony współcześni inscenizatorzy twierdzą, że świadomie odrzucają „starocie”, ale równocześnie się nimi podpierają. Kiedy na przykład Maja Kleczewska przenosi akcję Snu nocy letniej z Lasu Ateńskiego do zamtuza, to jej „twórcza interpretacja” wciąż obciąża Williama Szekspira, bo to jego imię i nazwisko widnieje na afiszu teatralnym.

Czy warto zajmować się tym, co się dzieje w teatrze?

Warto, zdecydowanie. Istnieje zakodowana tradycja prestiżu teatru jako czegoś, co nas uszlachetnia, co należy do kultury wysokiej. Kolejnym powodem jest fakt, że mimo istnienia bardziej masowych rozrywek, teatr jest wciąż obecny. Teatr jest sztuką najbardziej bezpośredniego kontaktu międzyludzkiego, co stanowi o jego sile. Tego nie ma w kinie czy teatrze telewizji, tam percepcja ma charakter bierny. Pamiętajmy, że teatr nie istnieje bez widza, z którym jest w bezpośrednim kontakcie. Stąd mamy analogie religijne: przedstawienie teatralne, nawet czysto „świeckie”, ma w sobie coś z liturgii (przypomnijmy, że dosłownie znaczy to „działanie na rzecz ludu”), a więc strukturalnie jest analogiczny do Mszy, jako zgromadzenia (ekklesia) ludu w akcie kultu religijnego, który także wytwarza interakcje pomiędzy uczestnikami. Dlatego siła teatru – nawet, jeśli ogranicza się do niewielkich grup ludzi – jest ogromna. Wrażenie, jakie powstaje na skutek percepcji bezpośredniej niezwykle silnie wpływa na osobowość człowieka i jego życie. Przez takie widowiska, jak „Golgota picnic”, można stracić wiarę. Ta jednoczesność przekazu i percepcji oddziałuje bowiem wprost na duszę ludzką.

Trzeba wciąż podejmować wysiłki na rzecz odbudowy teatru, takiego, który będzie dla duszy pokarmem, a nie trucizną.

Rozmawiał Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/teatr-jako-trucizna ... z36rOi8oHJ


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 10 lip 2014, 07:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Czy idziemy w kierunku "kultury" zabijania?
Dziś zabijamy nienarodzone dzieci, niepełnosprawnych, starców i chorych, oraz niewygodnych, niepokornych, zaangażowanych, mówiących prawdę.
A kogo będziemy zabijać w niedalekiej przyszłości?
Co będzie z tymi, którzy nie będą chcieli być homoseksualistami, ateistami, pedofilami, zoofilami, feministami i feministkami, genderowatymi?
A co będzie z tymi, którzy nadal będą chcieli wyznawać naukę Chrystusa, z tymi co będą chcieli mieć normalne rodziny i żyć w zgodzie z tradycją?
Będziemy też ich zabijać?


Test dla Polski

ŁS

Obrońcy życia z całego świata solidaryzują się z prof. Bogdanem Chazanem.

„Najnowsza bitwa w polskiej walce z aborcją jest sprawą, która przetestuje sumienie całego narodu” – opisuje nagonkę na ginekologa z Warszawy amerykański portal ruchu pro-life. „Chazan znalazł się pod obstrzałem po tym, jak w zeszłym miesiącu odmówił przeprowadzenia aborcji chorego dziecka poczętego metodą in vitro. Zamiast tego zaoferował matce poradę medyczną, opiekę szpitalną w czasie ciąży oraz opiekę hospicyjną dla dziecka” – przypomina tło sprawy portal. Autor artykułu zwraca uwagę na bałamutną retorykę rządzących, którzy twierdzą, że profesor „użył klauzuli sumienia w sposób nieprawidłowy”.

Wyrazy poparcia dla polskiego lekarza płyną ze środowisk medycznych z całego świata. „MaterCare International (MCI) popiera zdecydowanie profesora Bogdana Chazana, któremu premier Polski nakazał przedłożyć prawo krajowe nad jego katolicką wiarę” – głosi oświadczenie międzynarodowej organizacji zrzeszającej katolickich ginekologów i położników. MCI przypomina zasługi profesora Chazana na rzecz setek warszawskich rodzin, a tym samym dla stolicy Polski. „Większość ludzi postrzega aborcję jako odebranie dziecku życia. Zmuszanie swoich obywateli do tego, aby porzucali swoje podstawy moralne i uczestniczyli w egzekucjach niewinnych istot, charakteryzuje tylko państwa totalitarne i jest przypomnieniem najczarniejszych kart z historii” – pisze dyrektor MCI dr Robert Walley.

Na fakt przymuszania lekarza przez władze do uczestnictwa w zabójstwie dziecka poczętego zwraca uwagę portal Christian Post. „Bez względu na to, co mówi mu jego sumienie, musi on przestrzegać prawa” – przytacza „bezwzględne” słowa Donalda Tuska portal. Christian Post zwraca uwagę, że dla polskiego premiera aborcja nie jest morderstwem, ale „procedurą i prawem, które lekarz musi wykonać zgodnie ze swoimi obowiązkami”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/84637,tes ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 07 sie 2014, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Wesele bez alkoholu – złoty środek

Z ks. prałatem Władysławem Zązelem, duszpasterzem trzeźwości diecezji bielsko-żywieckiej, rozmawia Małgorzata Pabis
Małgorzata Pabis

Stowarzyszenie „Wesele wesel” obchodzi w tym roku jubileusz 20-lecia powstania. Po tylu latach można mówić o owocach wesela bez alkoholu…
– Muszę powiedzieć, że ludzie, którzy mieli wesele bez alkoholu z własnej, nieprzymuszonej woli, to wspaniali ludzie. Wielu z nich to dziś promotorzy trzeźwości. Podam tu przykład państwa Gacków, którzy trzydzieści trzy lata temu mieli swoje wesele bez alkoholu i obecnie już trojgu dzieciom wyprawili takie przyjęcia.

Już w latach 50. minionego wieku Episkopat Polski zalecał wiernym celebrować wesela bez alkoholu. Dziś wiemy, że małżeństwa pobożne, codziennie wspólnie odmawiające pacierz i co niedzielę chodzące razem do kościoła są dziesięć tysięcy razy trwalsze niż związki na kocią łapę.

Co więcej, dziś już mogę powiedzieć, że małżonkowie, którzy na progu wspólnego życia podjęli tak ważną decyzję, są otwarci na życie. Wiele z tych rodzin to rodziny wielodzietne, emanujące radością życia.

Myśli Ksiądz, że alkohol w tym przeszkadza?
– Człowiek w życiu powinien myśleć i kochać, a alkohol odbiera jedno i drugie. Także na weselach. A to przecież powinno być głównie przeżycie religijne. Tymczasem wśród wielu Polaków panuje przekonanie, że wydarzenie to powinno być mocno zakrapiane alkoholem.

Nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II, zwracając się w 1995 r. do małżeństw, które miały wesela bezalkoholowe, wyraził życzenie, „aby ich przykład znalazł wielu naśladowców, przyczyniając się do wychowania społeczeństwa polskiego w duchu trzeźwości”. Papież mówił, że nie można wyśmiewać tej inicjatywy, umniejszać jej, a wręcz przeciwnie, należy iść pod prąd panującej modzie.

Zobaczmy, na olimpiadzie dyskwalifikuje się zawodników, którzy są pod wpływem dopingu. Kierowcom pod wpływem alkoholu zabiera się prawo jazdy. Także do pracy nie wolno przyjść pijanym. Nigdzie nie aprobuje się pijanych ludzi. Dlaczego więc w czasie przyjęć weselnych stawia się alkohol na stół? Z doświadczenia wiem, że wielu ludzi właśnie podczas przyjęć weselnych po raz pierwszy sięga po alkohol. Zobaczmy, że alkohol nie jest środkiem spożywczym. Nie musi więc znajdować się na stole, by wesele było udane.

Trzeba nam unikać alkoholu, który zniszczył, odebrał życie wielu ludziom. A im większe jest zagrożenie, tym więcej sił trzeba angażować. Wielu dziś mówi, że wesele bez alkoholu to złoty środek.

Jak wiele małżeństw w Polsce zdecydowało się już na taki krok?
– Niestety, nie mamy dokładnych danych. Z tego jednak, co wiemy, to od pierwszej pielgrzymki św. Jana Pawła II do Nowego Targu jest ich już ponad trzydzieści tysięcy, i ta liczba wciąż rośnie. Warto powiedzieć, że jeśli jakaś para zdecyduje się na wesele bez alkoholu, to powiadomiony o tym ksiądz proboszcz może prosić miejscowego biskupa o specjalne błogosławieństwo dla niej.

Jak ludzie reagują, gdy dowiadują się, że idą na wesele bez alkoholu?
– Wielu małżonków opowiada, że weselnicy za każdym razem zastanawiają się, skąd taka decyzja. Potem dziwią się, że bez alkoholu można się tak świetnie bawić. To daje dużo do myślenia. Błogosławiony Bronisław Markiewicz mówił, że „Polska albo będzie trzeźwa, albo jej wcale nie będzie”, a ja mówię, że rodzina jest prawdziwą rodziną, gdy jest trzeźwa. Gdy jest w niej alkohol, to każdy płacze w swoim kącie, dzieci czują się opuszczone.

W jaki sposób zachęciłby Ksiądz młodych, by decydowali się na wesele bez alkoholu?
– Trzeba dziś pokazywać młodym dobrodziejstwo życia w trzeźwości. Pokazywać, że tylko na trzeźwo naprawdę można spotkać się z drugim człowiekiem. Mówić, że warto iść pod prąd, przeciwstawiać się panującym złym modom i zwyczajom. Podkreślać, że nawet kiedy jest dobrze, może być przecież zawsze jeszcze lepiej.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/89931,wes ... rodek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 14 lis 2014, 20:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Wysoka kultura jest w odwrocie i niemal znika. W jej miejscu rozwija się kultura masowa, najniższych lotów i to ona dziś formuje kolejne pokolenia. Człowieczeństwo, humanizm, moralność powoli ale systematycznie schodzą ze sceny naszych żyć, a w ich miejscu pojawiają się rozrywka, używki, sport i kabaret.
Dekadencja wyszła z za marginesu, a kultura weszła na jej miejsce. Dzicz zamieniła się miejscami z twórcami, z artystami, z naukowcami, z publicystami.


Kino - zombie zastąpiły kosmitów

Obrazek

Inwazje kosmitów, walka dobra ze złem rozgrywana w odległych częściach wszechświata – te tematy przez dekady dominowały w popkulturze. Wszechobecne motywy inwazji z kosmosu z lat 50. odzwierciedlały zagrożenie atakiem Sowietów. Późniejsze Gwiezdne Wojny i Obcy - Ósmy Pasażer Nostromo ukazywały bezpardonową walkę dobra ze złem. Współcześnie ta tematyka nie jest wprawdzie martwa, jednak rzadziej mamy do czynienia z tymi motywami w kinie, rzadko też czytamy newsy o kręgach w zbożu, niezidentyfikowanych obiektach latających, etc. Wydaje się, że popkultura przeżuwa już inne tematy, te które lepiej odzwierciedlają współczesną dekadencję. Doskonałym przykładem jest tu motyw zombie.

Jak pisał Paul Harris na łamach theguardian.com, obsesja na punkcie UFO była mieszanką zimnowojennej histerii i prymitywnej technologii. Obawa przed rychłą wojną atomową prowadziła do wiary w „coś na niebie, co przyjdzie i nas uratuje”. Jednak trop może prowadzić także zupełnie gdzie indziej. Początki zimnej wojny, obawa przed Sowietami podsycana polityką maccartyzmu, sprzyjały atmosferze lęku. Realne zagrożenie sowieckie ludzie przenosili w sferę wyobraźni, w lęk przed inwazją z kosmosu.

W kosmitów wierzyli zwykli ludzie, przedstawiciele służb specjalnych i politycy. Na początku lat 50. CIA wysłała nawet delegację do Wielkiej Brytanii, aby uzgodnić szczegóły postępowania w razie pojawienia się UFO. Z kolei Winston Churchill zarządził nawet śledztwo w tej sprawie. Sytuację pogarszały prymitywne systemy radarowe. Gdy tylko ich jakość została udoskonalona, liczba obserwowanych dziwnych przypadków nagle spadła.

Wiara, że kosmici istnieją w rzeczywistości przyczyniła się też do popularności dzieł z motywem obcych. One także nawiązywały do zimnej wojny. Sztandarowym przykładem jest tu książka „Liberation of Earth” Williama Tenn'a, napisana w dobie wojny koreańskiej (1953 r.). Autor przedstawia w niej Ziemię jako arenę wyniszczającej walki dwóch ras. Lata 50. minionego stulecia były okresem wyjątkowo częstego przedstawiania motywu inwazji kosmitów. W późniejszych dekadach cały czas byli oni "na fali", chociaż wątki ich inwazji pojawiały się już rzadziej. Chętnie przedstawiano natomiast prowadzoną w kosmosie walkę dobra ze złem.

Jednym z najsłynniejszych filmów science fiction wszechczasów są Gwiezdne Wojny, których pierwszy epizod „Nowa Nadzieja” wszedł na ekrany w 1977 r. Trylogia, której kolejne odcinki debiutowały w 1980 i 1983 r., zyskała sobie liczne grono oddanych fanów. Wokół Gwiezdnych Wojen wytworzyła się cała kultura: książki, komiksy, zabawki, a w późniejszym czasie także gry. Co ciekawe, choć tytuł filmu mógł być atrakcyjny głównie dla pryszczatych nastolatków, dzieło Lucasa znalazło grono wielbicieli także wśród innych grup wiekowych, w tym kobiet. Stało się tak za sprawą poruszania przez autora uniwersalnych ludzkich problemów, często o charakterze etycznym. Gwiezdne Wojny każdy interpretował na swój sposób. Według sondażu z 1986 r., o którym pisze Peter Kramer na historytoday.com, co czwarty respondent uznał Imperium za symbol prawicowych dyktatur, podczas gdy jedynie 12 procent badanych za symbol komunizmu. Choć te proporcje mogą niepokoić, to granice były jasno wytyczone. Każdy wiedział, że Imperium jest złe, a więc, że zło istnieje i należy z nim walczyć.

Nie dziwi zatem fakt wykorzystania filmu przez Ronalda Reagana, prezydenta, który podobnie jak Rebelianci z Gwiezdnych Wojen miał jasną wizję dobra i zła. Do filmu nawiązywało zarówno określenie programu rakietowego mianem „gwiezdnych wojen" jak i szereg odniesień w przemówieniu z 1981 r. wygłoszonym przez Reagana po zaprzysiężeniu – zauważa Kramer. Prezydent mówił wówczas o "nowej nadziei" na spokojne życie dla "dzieci XXI wieku". Chociaż sam Lucas sprzeciwiał się upolitycznianiu określenia „gwiezdne wojny”, a nawet dążył do prawnego zakazu jego stosowania to, chcąc nie chcąc, przyczynił się do propagandowego sukcesu reaganowskiego projektu walki z sowieckim imperium zła.

Innym filmem pokazującym walkę ze złem i wykorzystującym motyw kosmitów, a wyprodukowanym już w późnym okresie zimnej wojny był Obcy-ósmy pasażer Nostromo z 1979 r. Film Ridleya Scotta przedstawia zmagania ludzi z tajemniczym "obcym". Film nie stara się zagłaskiwać zła, relatywizować, wskazywać na jego dobre strony. Zło ma tu charakter absolutny, podobnie jak Imperium u Lucasa czy atakujący kosmici z lat 50.

Współczesny świat, podobnie jak świat dobry zimnej wojny, ma swoje lęki. Jednak zło absolutne w postaci kosmitów coraz rzadziej dokonuje inwazji na Ziemię, brakuje też wielkich walk w kosmosie między dobrem a złem – tego współczesnego odpowiednika eposów rycerskich. Coraz rzadziej też oglądamy filmy pokazujące bohaterską walkę ludzi z przedstawicielami obcych planet. Jeśli nawet do kin trafiają produkcje z fabularnym udziałem kosmitów, to często role są odwrócone a przesłanie politycznie poprawne do bólu. Tak było w superprodukcji sprzed kilku laty – Avatar. To ludzie wystąpili tam w roli złych kolonizatorów atakujących w imię bogactwa pokojową, kolektywistyczną, pogańską i prymitywną społeczność Na’Vi. Nie oznacza to, że kosmiczne tematy są już całkowicie passe. Przykładem jest chociażby ogłoszony niedawno blockbuster pt. Strażnicy galaktyki. Generalnie jednak popkultura penetruje obecnie inne tematy, które lepiej odzwierciedlają współczesne obawy.

Jak stwierdził na łamach bbc.com Nicholas Barber, 2013 można wręcz określić jako rok zombie. Początków tej fascynacji należy szukać w 2002 r. gdy ukazał się filmowy szlagier Danny'ego Boyle'a 28 Dni Później. Dwa lata później powstał remake kinowej klasyki Świt Żywych Trupów. Kolejnymi zombie-hitami były: 28 Tygodni Później z 2007 r. i Cockneys vs Zombie z 2012 r. W ubiegłym roku jednym z największych hitów okazała się World War Z – opowieść o pladze zombie.

Z kolei zdaniem Jakuba Popieleckiego, recenzenta filmweb.pl, nieumarli to symbol kryzysu społecznego. W przeciwieństwie do klasycznych filmów o obcych, zombie są nie tylko przerażający, ale też obrzydliwi i śmieszni. A zamiast dzielnych Amerykanów broniących cywilizacji człowieka, otrzymaliśmy wizję supermocarstwa, które przed wrogiem pada całkiem szybko. Wydaje się więc, że na miejsce jasno zakreślonych granic etycznych i bohaterskiej walki w obronie wartości z potężnym wrogiem mamy dziś wrogów raczej obrzydliwych niż przerażających, a bohaterów nie ma w ogóle. Cóż – jakie czasy takie filmy.

Marcin Jendrzejczak

http://www.pch24.pl/kino---zombie-zasta ... 621,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 12 gru 2014, 07:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Co daje Ci szczęście?

Jest to sztuka, w której dokonuje się wyboru. Co jest ważniejsze: biznes i pieniądze czy człowiek i rodzina? Już w najbliższy piątek, 12 grudnia, w Teatrze na Woli odbędzie się premiera sztuki Arthura Millera „Wszyscy moi synowie” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego.

Z powodu wadliwych części do samolotów wyprodukowanych w fabryce Joe Kellera podczas wojny ginie kilkudziesięciu pilotów. Jego syn próbuje znaleźć odpowiedź, czy ojciec, dorabiając się majątku, świadomie posłał na śmierć amerykańskich żołnierzy.

Sztuka, którą podjął się wyreżyserować Wawrzyniec Kostrzewski, została nagrodzona prestiżową nagrodą Tony Award. Jej autor Arthur Miller był jednym z najwybitniejszych amerykańskich dramaturgów. W sztuce z 1947 r. „Wszyscy moi synowie”, w której nawiązuje do doświadczeń z II wojny światowej, stawia pytania o granice ludzkiej uczciwości i cenę materialnego sukcesu.

– W tej sztuce ciągle toczy się walka i przez to spektakl jest interesujący i niezwykle aktualny. Sztuka ta została napisana tuż po wojnie, w 1947 r., a jednak jest adekwatna do aktualnej sytuacji w Polsce i Europie, gdzie zapomina się o podstawowych wartościach – mówi w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Halina Łabonarska.

Jak dodaje Halina Łabonarska, odtwórczyni roli Kate Keller, współtworzenie spektaklu jest dla niej szczególnie ważne ze względu na scenę, na której wystawiany będzie spektakl.

– Bardzo się cieszę, że będę brała udział w tej sztuce. Jest to sztuka bardzo mało znana w Polsce, a jednocześnie porusza bardzo aktualne problemy, które dotykają wielu. Moja postać jest bardzo interesująca. Gram matkę, która czeka na powrót syna i wokół losów jej rodziny toczy się cały dramat – mówi Łabonarska. Dodaje, że bardzo się cieszy, że może wrócić na scenę Teatru na Woli, gdyż zaczynała tam warszawski etap swojej kariery w czasie dyrekcji Tadeusza Łomnickiego.

W ocenie aktorki, spektakl skierowany jest do wszystkich, lecz najwięcej mogą zyskać na jego obejrzeniu ludzie młodzi.

– Spektakl ten skierowany jest do wszystkich, szczególnie ludzi młodych, którzy muszą dokonywać decydujących wyborów w swoim życiu. Co jest ważniejsze? Czy biznes, pieniądze, zysk i to, co powoduje, że życie staje się łatwe i kolorowe, czy głębsza sprawa, która narzuca rygor w życiu i zmusza do wysiłku, który powoduje, że człowiek pogłębia siebie samego? – stwierdza aktorka.

Premiera sztuki odbędzie się 12 grudnia na Scenie na Woli im. T. Łomnickiego. W obsadzie zobaczymy: Adama Ferencego, Halinę Łabonarską, Mateusza Webera, Martynę Kowalik, Piotra Bulcewicza i Krzysztofa Szczepaniaka. Scenografię i kostiumy przygotowała Aneta Suskiewicz. Muzykę skomponował Piotr Łabonarski.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... escie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 03 cze 2015, 06:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Kultura ma człowieka wznosić w jego rozwoju. A czym jest to, co człowieka zatrzymuje w rozwoju, albo nawet go cofa, uwstecznia, barbaryzuje?
Dziczenie, to chyba jedno z właściwych określeń, inne to degeneracja, jeszcze inne to patologizacja.
Ale tak naprawdę to jest to proces wymazywania (resetowania) ludzkiej duszy, pozbawiania człowieka jego człowieczeństwa.
Komuś na tym zależy, aby tak było, skoro to się dzieje.
Koniecznością każdego normalnego, przy zdrowych zmysłach człowieka, jest znalezienie odpowiedzi na dwa pytania:
1. Komu zależy?
2. Dlaczego komuś zależy abyśmy idiocieli, zamiast się duchowo ubogacać?

I jeszcze jedno dodatkowe pytanie:
Czemu olbrzymie sumy pieniędzy nie są wydawane dla dobra ogółu, dla ludzi, ale są wydawane na ich degenerowanie?


Sztuka na służbie ideologii. Weź udział w proteście przeciwko profanacji!

Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie w trakcie wystawy „Gender w sztuce” prezentuje… bluźnierstwa i profanacje o charakterze pornograficznym. Jak zawsze, za pieniądze podatnika. Weź udział w proteście.

„Dążymy do tego, aby płeć przestała być produktem ideologicznym, a stała się indywidualną decyzją człowieka, najbliższą jego poczuciu identyfikacji” – w ten sposób organizatorzy przedstawiają skandalizującą wystawę, nad którą patronat sprawuje pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, minister Małgorzata Fuszara. Widz natrafia na obrazy półnagiego mężczyzny przystawiającego niemowlę w pozycji parodiującej karmienie, sekwencje zdjęć ukazujących nagich mężczyzn – w różnych konfiguracjach rasowych i przestrzennych - „cieszących się” swoją bliskością; filmy przedstawiające mężczyzn przebranych w damską bieliznę itd. Nie zabrakło także antyreligijnych nawiązań.

Wystawie – nie będzie to zaskoczeniem – patronuje „Gazeta Wyborcza”, „Krytyka Polityczna”, „Feminoteka”, „Codziennik Feministyczny” oraz „Pismo Feministyczne Zadra”. Sztuka ideologicznie zaangażowana prezentowana jest instytucję kultury finansowaną z budżetu miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego. Budowa siedziby muzeum, zakończona pięć lat temu, pochłonęła ok. 70 milionów złotych. Obecnie publiczne środki służą m.in. promocji Doroty Nieznaleskiej, autorki skandalicznej „Pasji”. Wystawę tłumnie odwiedza młodzież.

„Na takie projekty nie powinno być miejsca w publicznym muzeum – a więc takim, które jest finansowane z pieniędzy podatników. Oficjalny opis wystawy wprost informuje, że jej celem nie jest promocja sztuki, a walka z tradycyjnymi wartościami w myśl panoszącej się ideologii gender. Wrogiem uczyniono oczywiście Kościół katolicki, a orężem walki z nim – liczne bluźnierstwa i profanacje, którym towarzyszą materiały o jednoznacznie pornograficznym charakterze” – piszą autorzy protestu w tej sprawie.

„Nie zgadzam się na promocję groźnej ideologii gender za pieniądze z moich podatków. Nie zgadzam się również na lansowanie antyreligijnego kiczu! Wystawa Gender w sztuce operuje bowiem banałami i tanią prowokacją – tylko w imię ataku na wartości” – czytamy.

Protest podpisać można korzystając ze strony protestuj.pl
mat

http://www.pch24.pl/sztuka-na-sluzbie-i ... 131,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 17 cze 2015, 23:22 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Natalia Niemen ostro o festiwalu w Opolu: "To jest jakiś upadek kultury kompletny. Jarmark i żenada"



Oglądam Opole i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. To jest jakiś upadek kultury kompletny. Jarmark i żenada

— komentuje Natalia Niemen na swoim profilu na Facebooku.

Piosenkarka odniosła się w ten sposób do sobotniego koncertu na 52. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu.

Dlaczego telewizja ma publikę z durniów? Jeśli to jest obraz polskiej piosenki, to ja dziękuję za taką piosenkę.Epigoństwo, perwersja, niedbalstwo wykonania, kompozycje liche jak skalp seniora, braki emisyjne….gdzie te czasy, kiedy liczyło się piękno, poezja, charakter, prostota? „Ale to już było i nie wróci więcej”……hm…

— pisze córka Czesława Niemena (pisownia oryginalna).

Uwagę zwracali jedynie: Natalia Kukulska - klasa, doświadczenie, bezpretensjonalność, najmniej pasująca do Opola artystka, co rzecz jasna jest komplementem. Potem Michał Szpak, który jest posiadaczem rzadko spotykanego, gigantycznego talentu wokalnego, urocza i bardzo muzykalna Kasia Popowska, prześliczna Maja Hyży, która jest zbyt zdolna, by śpiewać tak mdłe i skandalicznie brzydkie kompozycje. W premierach, jak i gdziekolwiek indziej chętnie zobaczyłabym Kaśkę Moś, która z wraz zespołem The Chance stanowiła z SuperJedynkach jedynie przerywnik ( za to jaki! ) Ta dziołcha ma moc! Złośliwi wywęszą jakąś zazdrość, lecz pomylą się setnie. Z ulgą oddycham, iż kolejny rok nie muszę być w Opolu. A ściślej na festiwalu

— wyjaśnia wokalistka, dodając, że w „pięknym mieście” bywa często.

Np. 1 maja na deskach tegoż samego, festiwalowego amfiteatru zagraliśmy z zespołem kilka utworów. Udostępniam zatem po opolsku „Począwszy od Kaina”. Boże! Co za wolność!

— podsumowuje Natalia Niemen.

bzm

Poniżej utwór „Począwszy od Kaina” w wykonaniu Natalii Niemen w programie „Jaka to melodia” w TVP1.



autor: wSumie.pl

http://wpolityce.pl/gwiazdy/255996-nata ... k-i-zenada

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 20 mar 2017, 09:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://fronda.pl/a/sasin-zaklocenie-odw ... 89520.html

Moim zdaniem Kaczyński jest pozorem, a rzeczywistym celem jest degenerowanie ludzkich dusz w Polsce. Zły przykład, jawna pogarda dla zwyczaju odwiedzania grobów bliskich, ma deprawować Polaków. Żydomasoneria ma nadzieję, że Polacy, widząc takie zachowanie ludzi traktowanych w massmediach jako elity, sami zaczną gardzić zwyczajem szacunku dla grobów swoich przodków. Chodzi o to, by jak najwięcej dusz w Polsce uformować Nowotworowo, po KODowemu.

Kopia artykułu:

Sasin: Zakłócenie odwiedzin J. Kaczyńskiemu przy grobie bliskich to zupełne zdziczenie!
19.03.2017, 18:28

Poseł PiS Jacek Sasin powiedział, że jego zdaniem zakłócanie odwiedzin Jarosława Kaczyńskiego na grobie brata i bratowej to "zupełne zdziczenie".

Protestujących na Wawelu z transparentami o treści "Będziesz siedział!" bronił w programie Ireneusz Raś z PO. Według posła Platformy "olbrzymią odpowiedzialność" za same protesty ponosi Jarosław Kaczyński, który "zachowuje się prowokacyjnie".

Poseł PiS Jacek Sasin powiedział wyraźnie, że dziwi się, iż można bronić ludzi, którzy próbują uniemożliwić Jarosławowi Kaczyńskiemu odwiedzanie grobu brata i bratowej. Sasin podkreślił, że to coś co "w polskiej tradycji jest uświęcone". Dodał też, że nie wyobraża sobie, by wobec kogokolwiek takie zachowanie mogło być wytłumaczone.

Jak wyjaśniał Sasin, do pewnego momentu nikomu przyjazdy prezesa PiS na Wawel nie przeszkadzały, póki nie doszło do zaostrzenia działań opozycji przeciw rządowi. Jak podsumowywał Jacek Sasin, "dla niektórych nie ma nic świętego".
reklama

Raś bronił się, sugerując, że wobec Bronisława Komorowskiego również dochodziło do "zdziczałych zachowań". Jak jednak ripostował Sasin, są to rzeczy nieporównywalne i czym innym jest kampania wyborcza, a czym innym prywatne wizyty na grobie najbliższych. "Ci, którzy tam przychodzą, to zwolennicy totalnej opozycji, wasi zwolennicy".

krp/TVP Info, Fronda.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 28 maja 2018, 13:12 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Z aborcyjnego marszu na festiwalową scenę. Opole pod czarną parasolką

Obrazek

Wulgarna antyklerykalno-aborcyjna mieszanka z satanistycznym podtekstem. Tak najkrócej można opisać to, co dzieje się w teledysku do piosenki „Siła kobiet” zespołu Girls on Fire. Ten nienawistny pseudoartystyczny wykwit został zakwalifikowany do koncertu „Debiuty” 55. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki (KFPP) w Opolu. Kierowana przez Jacka Kurskiego TVP, niczym „bohaterki” feministycznego wideoklipu, pokazała polskim katolikom ordynarny gest pogardy, w którym główną rolę odgrywa środkowy palec.

Pamiętają Państwo ubiegłoroczne zamieszanie wokół opolskiego festiwalu? W tym roku może nie być już tak groteskowo. Zapowiada się raczej upiorny seans nienawiści.

I tak się buduje pluralizm!
Rok temu burza wokół konkursu piosenki w Opolu zaczęła się od wykluczenia z konkursu premier jawnie antyklerykalnej piosenki zespołu Dr Misio. Decyzja ta wywołała w środowisku artystycznym wielkie poruszenie. Wkrótce popłynęła stamtąd fala nadętego hamletyzowania, która przerodziła się w bojkot festiwalu. Ostatecznie impreza odbyła się w późniejszym terminie, ale napięcie na linii festiwal-światek artystyczny pozostał.

Czy w tym roku TVP postanowiła załagodzić ten spór kwalifikując do opolskich „Debiutów” hymn „czarnych marszy” – a więc utwór „Siła kobiet”? Bez wątpienia decyzja ta może stanowić milowy krok w realizacji postulatu budowy „pluralizmu” w TVP. Po tym, jak na opolskiej scenie dojdzie do czarnomarszowej hucpy, wówczas bezproblemowo tworzenie upragnionej przez wielu „różnorodności” będzie można oprzeć na popularnej zasadzie: dla każdego coś miłego… Rano Msza Święta, potem rozmowa na tematy religijne, a wieczorem kącik aborcjonisty połączony z pokazem udającego kino artystyczne ordynarnego pornola.

O to chodzi Panie Prezesie Kurski?

Kto jest temu winien?
Warto, aby osoby odpowiedzialne za obecność na opolskich debiutach hymnu aborcyjnych fanatyków nie pozostawały anonimowe.

W Radzie Artystycznej 55. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki OPOLE 2018 (decydującej w tej sprawie) znaleźli się: Jarosław Wasik (Dyrektor Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu), Magdalena Matyjaszek (Naczelnik Wydziału Kultury, Turystyki i Współpracy Zagranicznej Miasta Opole), natomiast ze strony Telewizji Polskiej: Piotr Pałka (Kierownik Redakcji Rozrywki w Biurze Programowym TVP) oraz Konrad Smuga (Reżyser).

Jak czytamy na stronie internetowej festiwalu „Uczestnicy pierwszego spotkania Rady na podstawie podpisanego porozumienia między Telewizją Polską, a Miastem Opole w sprawie organizacji 55. KFPP OPOLE 2018 postanowili powołać do Rady Artystycznej dwie kolejne osoby: Artura Orzecha (Dziennikarz muzyczny), Jana Borysewicza (Muzyk)”.

Cisza! Kto się odezwie ten z ruski agent z PO!
Do festiwalu pozostało niespełna dwa tygodnie, a wokół tej skandalicznej sprawy wciąż zalega cisza. Na kilka słów krytyki pozwoliły sobie niektóre media katolickie i chwała im za to. Jakże jednak wymownie milczą o tym media sympatyzujące z „dobrą zmianą”!

Taki status quo można wyjaśnić na co najmniej dwu płaszczyznach. Mowa po pierwsze o sferze towarzyskiej - wygrana PiS okazała się bowiem doskonałą trampoliną do wskoczenia na telewizyjne salony dla wielu „niepokornych”, a wiadomo że nie kąsa się karmiącej ręki. Nie zapominajmy też o płaszczyźnie politycznej - nie od dziś przecież sprawa ochrony życia stanowi dla obozu dobrej zmiany nie lada kłopot. Oczywiście inaczej sytuacja wyglądała, kiedy u steru stała PO, wtedy to wielu z pisowskich polityków pozowało na tych, co to bronią życia przez 24 h na dobę…

Dlatego może tak niewielu „prawicowców” zdecydowało się wsypać nieco piasku w doskonale naoliwioną dobrozmianową maszynę i zająć stanowisko w tej sprawie – z łatką przynależności do V kolumny ruskiej agentury, czy POlszewika, nie żyje się bowiem zbyt lekko.

Satanizm, aborcja i środkowy palec
Podobno każdy ma w życiu swoje 5 minut. Na mocy decyzji festiwalowych bonzów szanse na ich wykorzystanie dostały wokalistki z Girls on Fire. Trudno przypuszczać, że nie zechcą wycisnąć tej okazji aż do ostatniej kropli. Ich przekaz trafi przecież do liczonej w miliony widowni zgromadzonej w opolskim amfiteatrze, ale nade wszystko przed telewizorami, laptopami czy smartfonami.

Przerażające jest to, że piosenkarki wcale nie muszą się starać i wpadać na nowe pomysły, aby stało się głośno o ich występie. Wystarczy „jedynie”, aby odegrały scenki z teledysku do piosenki „Siła kobiet”. Wówczas 55. KFPP w Opolu przejdzie do historii jako ten, podczas trwania którego na scenie pojawiły się m. in. stylizowana na rajską Ewę półnaga kobieta z wytatuowanym wężem wokół szyi oraz gryząca metalowy wieszak „biskupka”.

Strach pomyśleć, co będzie jeśli lubujące się w pokazywaniu środkowego palca „płonące dziewczyny” postanowią jednak dać widzom coś więcej niż „tylko” obrazki znane z wideoklipu. TVP zapewnia, że tym razem żadnej cenzury nie będzie – a to brzmi już niczym wypowiedziana wprost zachęta do „pójścia na całość”.

Nie jest jednak za późno!
Katolicy, ludzie dobrej woli oraz dobrego smaku wciąż jednak mogą podjąć walkę, aby w opłacanej z ich pieniędzy medium nie było miejsca dla obrażających ich wiarę i promujących aborcję zespołów. Działanie takie musi być stanowcze, gdyż nie jest to pierwsza taka wpadka publicznego nadawcy. O bluźnierstwach i scenach rodem z filmów pornograficznych pojawiających się na antenie m. in. TVP Kultura – zarządzanej już przez nominatów „dobrej zmiany” – wielokrotnie pisaliśmy na PCh24.pl.
Czas oczekiwania, aby na Woronicza nadeszła prawdziwa „dobra zmiana”, dobiegł końca.

Czarnomarszowy hymn na opolskim festiwalu przelał czarę goryczy. Jeśli piosenka nie zostanie usunięta z programu koncertu, oznaczać będzie to, iż TVP zdecydowała się wypowiedzieć polskim katolikom wojnę.

Nie pozostawiajmy zatem tej rękawicy niepodniesionej…

Łukasz Karpiel

http://www.pch24.pl/z-aborcyjnego-marsz ... 562,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /