Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Ku jakiej kulturze zmierzamy?

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 15 lip 2011, 09:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Teatr piórem Temidy

Jak najdalej od polskości

Przecierałam oczy ze zdumienia, kiedy z ust posłanki PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej usłyszałam hymn pochwalny na temat polskiej premiery "Króla Rogera". W osłupienie bowiem wprawiło mnie to, co zobaczyłam na scenie Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, a co miało jakoby reprezentować polską kulturę na inauguracji naszej prezydencji w Unii Europejskiej. Ciekawe, komu przyszedł do głowy ów iście szatański pomysł, by właśnie ten spektakl, całkowicie odległy kulturowo od polskości, awansować na polskiego reprezentanta. Może ktoś zapomniał, że to jest polska prezydencja w UE, a nie europejska prezydencja w Polsce. A może właśnie o to chodziło...

Głównym elementem inscenizacji opery Karola Szymanowskiego jest widowiskowość. Początkowo nawet intrygująca. Angielski reżyser David Pountney zbudował na scenie monumentalne białe schody (jak w starożytnym greckim amfiteatrze) i na nich umieścił akcję opery. Kiedy światło rozjaśnia scenę, widzimy ogromny czarny krzyż ułożony na białych schodach. Po chwili okazuje się, że to przyodziany w czarne kostiumy chór rozmieszczony w kształcie krzyża. Słyszymy modlitewny śpiew "Święty, Święty Pan Bóg Zastępów...". Chór, podobnie jak w antycznej tragedii, symbolizuje tu głos ludu. Ludu wierzącego w Boga. Król Roger, władca Sycylii, gdzie toczy się akcja, jest człowiekiem wierzącym, wyznawcą Chrystusa. W spokojne i uładzone życie tej społeczności nagle wkracza dziwna postać, Pasterz, który oferuje miejscowym nową religię i głosi chwałę swojego boga. Chrześcijańscy wierni początkowo odrzucają to, traktując jako bluźnierstwo, lecz żona króla, Roksana, która jest zafascynowana przybyszem, daje się uwieść jego religii i jemu samemu. Wkrótce okazuje się, że jest to Dionizos. Hedonistyczną postawą i "religią" uwodzi nie tylko Roksanę, lecz także wiernych dotąd chrześcijan. Pociąga za sobą wszystkich. Odchodzą od króla i idą za Pasterzem, który prowadzi ich do zatracenia. Król Roger pozostaje sam, wspina się po schodach, idzie ku wschodzącemu słońcu, sławiąc je niczym Boga. A może samotnie podąża jednak za Dionizosem? Wygrany czy przegrany? Ocalił swą wiarę czy porzucił Chrystusa? Tego na pewno nie wiemy, gdyż spektakl nie udziela na to definitywnej odpowiedzi. Przesłanie opery jest mętne.
Między prologiem a finałem, w tzw. międzyczasie sporo się dzieje, następuje np. orgiastyczny taniec, pojawiają się ludzie ze zwierzęcymi głowami (orszak Dionizosa), upaprani krwią wykonawcy i ich koszmarne okrycia oraz białe schody. Lud wijący się jak węże i robaki niczym w narkotycznym transie, rozmaite pogańskie rytuały, pirotechnika z wybuchem ognia itd., itd. Wszystkie te "atrakcje" nie wyjaśniają widzowi motywacji takich, a nie innych zachowań postaci. Łącznie z bohaterem tytułowym, który chwilami sprawia wrażenie zupełnie zagubionego w tym bieganiu po scenie, jakby kogoś gonił. Szkoda, bo Król Roger Mikołaja Zalasińskiego to wokalnie najlepsza rola.
Soliści i chór podobno śpiewają w języku polskim. Ale poza Mikołajem Zalasińskim w partii Króla Rogera, którego prawie każde słowo wybrzmiewa wyraźnie, sprawiają wrażenie, jakby śpiewali w jakimś obcym języku. Piękny sopran Olgi Pasiecznik porywa samym swoim brzmieniem, ale gdyby jeszcze można było zrozumieć słowa... Może przyczyną jest miejsce, w którym stoi śpiewaczka, czyli częściowo w kulisie, częściowo na proscenium, podpierając się kulą (artystka niedawno złamała nogę, jej rolę na scenie markuje asystentka reżysera). Kluczowa postać w tej operze - Pasterz - jest zupełnie niezrozumiała. Will Hartmann w tej roli zdaje się grać kogoś zupełnie innego. Poza tym brak mu, oprócz przebicia głosowego, niezbędnej w tej właśnie roli ekspresji aktorskiej. Jak mam uwierzyć, że pociągnął za sobą tłumy, kiedy niczym specjalnym się nie wyróżnia - ani silną osobowością, ani głosem, ani jego barwą. Prawdę mówiąc, głosu Pasterza prawie wcale nie słychać, nie przebija się przez orkiestrę dynamicznie wybrzmiewającą pod batutą Jacka Kaspszyka. No i czy ktoś zrozumiał, co śpiewał artysta? Wątpię.
Publiczność siedziała jak na tureckim kazaniu. Tym bardziej że stylistyka spektaklu jest wymieszana. Dość klarowny estetycznie i efektowny wizualnie początek przechodzi - nie wiedzieć czemu - w coś, co przypomina kiczowaty horror bryzgający krwią. W pamięci pozostają białe schody, czarny chór i czerwień. Do tego dochodzi marne, trącące myszką libretto Jarosława Iwaszkiewicza, pisane wespół z Karolem Szymanowskim. Bardzo już dziś anachroniczne. Na plus trzeba policzyć reżyserowi, że nie epatował klimatami homoseksualnymi, co reżyserzy często eksponują w tej operze.
Cóż takiego zadecydowało, że właśnie "Króla Rogera" wybrano na inaugurację? Właściwie poza nazwiskiem kompozytora nic nie mówi on o Polsce, o naszej kulturze, tradycji, o naszej wierze. Wartość muzyki jest tutaj oczywiście niepodważalna, tyle tylko, że nie ma nic wspólnego z polską tradycją, obyczajowością, wiarą itd. W libretcie ani jeden element, wątek, postać czy choćby słowo nie ma jakiegokolwiek związku z polskością. Sposób inscenizacji też nie wnosi choć najmniejszego klimatu z ducha polskiego.
Jeśli już jakaś pozycja z repertuaru Opery Narodowej miała otwierać naszą prezydencję w UE, to nieporównanie bardziej widziałabym tu autorski balet Krzysztofa Pastora "I przejdą deszcze" z przepiękną, głęboką muzyką, której fragmenty mają formę wręcz artystycznej modlitwy. Autor muzyki, najwybitniejszy współczesny polski kompozytor, Mikołaj Górecki zmarł krótko przed premierą. Balet Krzysztofa Pastora poprzez delikatną, poetycką metaforę ukazuje dramatyczne losy Polski walczącej ze zniewoleniem na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Katalog wartości, na których opiera się ten balet, harmonijnie łączy się z muzyką, w której znajdujemy zarówno odniesienia religijne, jak i elementy wywodzące się z polskiej tradycji.
To ważny, znakomity artystycznie, bardzo piękny poetycki spektakl nasycony polskością, z przesłaniem utrzymanym w duchu chrześcijańskim. A więc takim, w którym zakorzenione są kultura i cała cywilizacja europejska. To jest właśnie nasz wspólny fundament, łącznik. Jakże istotne, by dziś o tym przypominać. Dlaczego więc nie wybrano tego spektaklu? Poprawność polityczna?

Temida Stankiewicz-Podhorecka

--------------------------------------------------------------------------------
"Król Roger" - opera Karola Szymanowskiego, libretto Jarosław Iwaszkiewicz i Karol Szymanowski, dyr. Jacek Kaspszyk, reż. David Pountney, scenog. Raimund Bauer, kost. Marie-Jeanne Lecca, Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego - Opery Narodowej.
"I przejdą deszcze" - balet Krzysztofa Pastora, muzyka Henryk Mikołaj Górecki.
Obydwa spektakle są w repertuarze Teatru Wielkiego - Opery Narodowej, Warszawa.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 15 lip 2011, 23:24 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Aerolit napisał(a):
Balet Krzysztofa Pastora poprzez delikatną, poetycką metaforę ukazuje dramatyczne losy Polski walczącej ze zniewoleniem na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Katalog wartości, na których opiera się ten balet, harmonijnie łączy się z muzyką, w której znajdujemy zarówno odniesienia religijne, jak i elementy wywodzące się z polskiej tradycji.
To ważny, znakomity artystycznie, bardzo piękny poetycki spektakl nasycony polskością, z przesłaniem utrzymanym w duchu chrześcijańskim. A więc takim, w którym zakorzenione są kultura i cała cywilizacja europejska. To jest właśnie nasz wspólny fundament, łącznik. Jakże istotne, by dziś o tym przypominać. Dlaczego więc nie wybrano tego spektaklu? Poprawność polityczna?

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Dobrze byłoby przed recenzją zapoznać się z wieloma aspektami przedstawianej sztuki, a nade wszystko intencji i głębi zamysłu twórcy, który wrócił z wielkiego świata do tej biednej zaściankowej Polski i zabłysnął światowym uznaniem talentu na światowej scenie.
Owszem, Polska ze światem równać się nie ma prawa, bo daleko światowi do zrozumienia polskości jak i jej ośmieszanej normalności.

Artykuł Aerolicie przeczytałam, nawet się zainteresowałam na tyle, że poświęciłam i jemu i tak sowicie uznanemu spektaklowi baletowemu sporo swojego bezcennego czasu.

Zastanawiam się tylko, czy z dwojga złego wybrałabym faktycznie Króla Rogera, w którym jak w czeskim filmie nikt nic nie wie, chociaż pływa we krwi,
czy tak wspaniale postrzegany przez twórcę baletu, wspomniany już "I przejdą deszcze"...

zapewne deszcze - kleszcze i Bóg wie co jeszcze 8-) .

Wstawiam poniżej z zaciekawieniem wyszukane fragmenty baletu, okraszone arcyciekawymi odczuciami i przesłaniami jego twórcy, Dyrektora Polskiego Baletu Narodowego - Krzysztofa Pastora
który - opowiada o swojej najnowszej choreografii "I przejdą deszcze..." do muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego.


No i nie mogłam się powstrzymać od komentarza...trochę długiego, ale myślę, ze wyczerpującego i dość mocno motywującego...
Ku jakiej kulturze zmierzamy...

"Jest wiele typowo polskich rzeczy, których się nie zapomina.

Ja jestem Polakiem z krwi i kości i mam to zakorzenione w sobie.

Ale uważam, że nie jest to specjalnie dobre."

Panie Krzysztofie, jeśli przyjmiemy, że świat jest jak łąka pełna różnych roślin, kwiatów, ziół...
jest użyteczna, wielostronnie zadowalająca, lecznicza, odprężająca i PIĘKNA...

każde indywiduum tej łąki stanowi wartość i harmonię...rośliny grupują się utrzymują swoje należne im miejsce.

Tak ukształtowała to natura...

Tak można powiedzieć zarządził Bóg....

I to było dobre...

Jeśli ktoś, jakaś siła, czy inne wpływy będą eliminować tą różnorodność, obcinać korzenie, zagłuszać...to pozostanie jednorodność, która zuboży łąkę w całej rozciągłości.

I taką sytuację mamy w świecie, który tym bardziej w dzisiejszych czasach tak mocno dominuje słabsze i delikatniejsze narody. Powołując się na lepsze zagospodarowanie terenu, osłabia tę strukturę różnorodności i doprowadza do eliminacji nie siłą lecz sposobem.

Wobec tego, Pana refleksja, że do historii powinniśmy mieć jedynie stosunek okolicznościowy, byłaby owszem zasadna, gdyby historia była podsumowana, poukładana i rozliczona, gdyby zło nazwano ZŁEM i wszystko miało by jedynie charakter hołdu. Ale tak nie jest i Pan doskonale o tym wie, że nieoczyszczone rany nadal są zagrożone kolejnymi próbami osłabiania NASZEGO I INNYCH OSŁABIONYCH ciągłymi atakami narodów. Wojna wciąż trwa, ekonomiczna i gospodarcza. Oprawcy kontratakują robiąc z siebie ofiary

Niestety, panie Krzysztofie, o swoje miejsce musimy walczyć, a upadamy z dnia na dzień, a nasi oprawcy znowu rosną w siłę.

Pięknie ukazuje Pan swoim baletem emocje, pięknie je Pan eksponuje ruchem ciała, mimiką twarzy, potęguje muzyką.

I to jest Pana miejsce na ziemi. Pan o nie walczy swoją wizją.

Tylko proszę walczyć od początku do końca. Nie można grać spektaklu od antraktu do końca.

Nie można być wolnym narodem bez możliwości własnej twórczości.

Nie można być Polską bez polskości.

Ponadto, my patrzymy w oczy naszych sąsiadów z naszą odwieczną naiwnością-ufnością. Jednak oni patrzą na nas jedynie z pozycji siły.
Więc to nie my wpychamy się w zaścianek, tylko nie stajemy na wysokości partnerstwa z podniesioną głową.

Prawem natury słabszy i zastraszony zawsze potęguje agresję silniejszego.

Tylko J. Piłsudski rozmawiał z innymi przywódcami odważnie i z podniesionym czołem.

I nie szedł na poniżające układy, lecz szukał współdziałania, które jak w balecie, jest podstawą.


"Momenty wstydliwe jeszcze trwają np. antysemityzm..."
Jak może Pan zarzucać takie tezy narodowi, który jako jedyny w świecie przygarnął, udzielał pomocy, nadstawiał swoje życie w myśl dobroduszności chrześcijańskiej, którą Żydzi wciąż wykorzystują użalając się jedynie nad samym sobą, niwelując cierpienia i eksterminację innych ludzi i narodów.
Ten naród nie waha się kneblować wszystkich ust odnośnie własnych wad i słabości, z perfidią uderzając w tych, którzy z kolei dbają o własną godność.

To nie jest antysemityzm Polaków, tylko perfidia Żydów.
To nie jest antysemityzm Polaków, tylko antypolonizm Żydów.

Daj komuś pomocną rękę, to Cię zeżre, jak jej nie cofniesz.
I proszę mnie nie klasyfikować jako antyktośtam, ponieważ jestem pacyfistyczną osobą o zdrowym postrzeganiu wartości własnej i cudzej.
Nie chcę co Twoje i nie oddam, co moje.
Poza tym ja będąc u siebie mogę udzielić gościnności, ale na czas określony.
A co ponadto żydzi nazywają antysemityzmem. I się nie wstydzą !!

*

Historia naszego ponad tysiącletniego narodu jest jak pień wielkiego dębu na głęboko rozłożonych korzeniach.
Od tych korzeni zależy każdy liść i każdy żołądź każdego następnego roku.

Tak więc
Historia powinna uczyć ostrożności.
Historia powinna uczyć obserwacji świata.
Historia powinna uczyć wyciągać wnioski.
Historia powinna uczyć mądrego doboru partnerów.
Historia powinna uczyć czujności wchodząc w układy.
Historia powinna uczyć ograniczenia raz straconego zaufania.
Historia powinna uczyć obserwacji działania sąsiadów .
Historia powinna uczyć współdziałania, a nie usługiwania.
Historia powinna uczyć przewidywać zagrożenia.
Historia powinna uczyć dbałości o własne interesy.
Historia powinna uczyć doboru najwłaściwszej władzy
Historia powinna uczyć obierać korzystne kierunki polityki, gospodarki i ekonomii.
Historia powinna uczyć zabezpieczania się przed możliwością zdrady i inwazji.
Historia powinna uczyć jak rozpoznawać i eliminować podstępne intrygi.
Historia powinna napawać dumą, a nie kompleksami.

Historia powinna uczyć mądrych decyzji, eliminować niepewne eksperymentowanie.
Historia powinna uczyć eksponować i wykorzystywać swoje walory, nie dopuszczając do ich pomniejszania.
Historia powinna wzmacniać naród i nie pozwalać go ośmieszać
Historia powinna wskazywać słabości ku ich wzmocnieniu.
Historia powinna scalać naród, wg wniosków co go w historii osłabiało.
Historia powinna uczyć jak się dźwigać, a nie rozkładać ręce.
Historia powinna otwierać oczy, a nie usypiać...

Historia powinna uczyć, wskazywać, uświadamiać, radzić, bronić.
Historia powinna uczulać, a nie odczulać

Historia powinna uczyć szacunku do historii, która jest dziedzictwem narodu budującego swoją wyjątkowość, niezależność, niepowtarzalność, niepodległość i przyszłość.

Historia powinna uczyć, że zawsze dostaje się szansę, by udowodnić przerobioną lekcję historii z wyciągniętymi wnioskami.
W przeciwnym razie, historia powraca.

Tylko dobrze rozeznany w historii człowiek może stać się dobrym politykiem dbającym o swój naród i kraj.
Historia powinna uczyć...a nie oduczać

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Proszę mi tylko odpowiedzieć Panie Krzysztofie, gdzież indziej można się tego wszystkiego nauczyć i na jakich bazując teoriach innych niż te, zaciągnięte z kart HISTORII?

Pozdrawiam serdecznie Panie Krzysztofie i gratuluję wspaniałego wkładu w rozwój Polskiego Narodowego Baletu.

Coraz bardziej jestem dumna, że jestem Polką i mieszkam w Polsce,
mogąc pracować na swój rachunek, dzięki tym, którzy kiedyś dla mnie i dla tych, którzy kiedyś po nas…

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 09 gru 2011, 11:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Tradycyjny porządek wartości

To urocze, mądre i dobre artystycznie przedstawienie zawiera rzecz najważniejszą: w sposób wyrazisty rozgranicza dobro od zła, opowiadając się jednoznacznie po stronie dobra. Zarówno w tematyce, jak i w sposobie inscenizacji jest prorodzinne. Spektakl "W pogoni za bajką" znakomicie trafia do wyobraźni dziecięcej i bawi dorosłych.

Rozpoczyna się jak w niegdysiejszych baśniach. Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było królestwo, którym rządził Król Sukcesso Pałer XIV. Dobroduszny, wyrozumiały i cierpliwy władca (wyrazista, charakterystyczna, świetna rola Konrada Marszałka). W sprawowaniu władzy wspierała go troskliwa i piękna małżonka (w tej roli utalentowana wokalnie i tanecznie Brygida Turowska). Ogromną pociechą królewskiej pary była ich córka, księżniczka Rebella (Dorota Osińska). Grzeczna, dobrze wychowana, błyskotliwa dziewczynka. I oto któregoś dnia ta wspaniała idylla została zakłócona. W rodzinie królewskiej zapanował smutek, ponieważ zaginęła Rebella i zniknęło gdzieś berło. A bez berła król nie jest królem, więc nie może rządzić.
Okazuje się, że sprawczynią zamieszania jest księżniczka. Namówiła swego szkolnego kolegę, Wirtuo (Mateusz Cieślak), by na krótko ukradł królowi berło. Bo tylko w ten sposób tata będzie tatą, a nie królem zajętym nieustannie pracą. Intencja księżniczki pragnącej - jak każde dziecko - aby ojciec miał więcej czasu dla niej, jest w pełni zrozumiała. Tyle tylko, że berło przypadkiem wpadło do lochu i trzeba było je stamtąd wydobyć. A kiedy Rebella weszła do podziemi, okazało się, że znajduje się na cmentarzysku zapomnianych bajek. Cmentarzysko, bo dzieci już nie czytają bajek. Także zapracowani rodzice nie mają czasu, by czytać dzieciom bajki, więc wszystkie baśnie spoczywają w wielkich księgach w tymże lochu. A drogą do odzyskania berła i pozbycia się smutku w rodzinie królewskiej są właśnie bajki, które należy ożywić poprzez czytanie. I tu zaczyna się baśniowy świat postaci wychodzących z opowieści francuskiego bajkopisarza Charlesa Perraulta.

Świetnie pomyślana inscenizacja stwarzająca dzieciom na widowni okazję do zgadywania bohaterów znanych bajek okazała się niezwykle trafna. Każda z postaci jest w pełni rozpoznawalna przez dzieci. Toteż wśród małych widzów nastąpiło gwałtowne ożywienie i słychać było zewsząd: Kopciuszek, Czerwony Kapturek, Kot w butach, Sinobrody itd., itd. Relacje między sceną i dziećmi na widowni są bardzo żywe. A finał z jakże sympatyczną piosenką znakomicie wykonaną przez cały zespół "Poczytaj mi mamo" pozostaje w pamięci i jest celną pointą zachęcającą do czytania nie tyko bajek, ale w ogóle książek.

Spektakl ma formę musicalu, jest rozśpiewany, roztańczony i zawiera właściwe bajce przesłanie moralne. Akcja toczy się dynamicznie, ale jest też chwila na wytchnienie i refleksję. To polska bajka napisana współcześnie przez Monikę Muskałę i Janusza Margańskiego z muzyką Piotra Rubika. Rzecz osadzona we współczesności (hulajnoga, internet, komputerowe imiona itd.), choć z pewnymi elementami stylizowanymi nieco na dawne baśnie francuskiego bajkopisarza Charlesa Perraulta, który zresztą jest jednym z głównych bohaterów spektaklu.
Cezary Domagała, reżyser "W pogoni za bajką", specjalizuje się w przedstawieniach dla dzieci i młodzieży. Znakomicie wyczuwa, co może zainteresować młodą widownię i przy pomocy znanych baśni mówi o dzisiejszym świecie, w którym należy pielęgnować podstawowe wartości. Trzeba powiedzieć, że to już rzadkość we współczesnym teatrze. Po tych wszystkich rewolucjach obyczajowych dziś nawet w przedstawieniach kukiełkowych teatrów lalkowych ta najmłodsza widownia nierzadko szpikowana jest tzw. treściami "poprawnościowymi" (edukacją seksualną czy tolerancją wobec homoseksualizmu). Naturalny podział na płeć damską i męską często bywa zakłócony pokazywaniem postaci androgynicznych, w wyglądzie bohaterów bajek nie ma rozróżnienia między kobietą i mężczyzną. A relatywizm moralny, etyczny i w ogóle system wartości nie istnieje jako miara stała, lecz relatywna. To chore zjawisko zakłócające tradycyjny porządek naszej rzeczywistości niebezpiecznie przybiera coraz szerszy zasięg.

Bardzo dobrze, że przedstawienie "W pogoni za bajką" zainaugurowało w ostatnią niedzielę nowy cykl w Teatrze Rampa adresowany do dzieci i całych rodzin. W "Niedziele familijne" spektakle będą prezentowane o godzinie 16.00, a więc o dogodnej dla rodzin porze. Oby ta znakomita inicjatywa Teatru Rampa posłużyła za przykład także innym scenom. Bo obecnie teatry tzw. dorosłe, jeśli już realizują przedstawienia adresowane dla młodej widowni, to grają je zazwyczaj w dni codzienne w godzinach okołopołudniowych, w ramach tzw. poranków. Kto z rodziców może przyjść z dzieckiem o takiej porze? Tylko młodzież szkolna pod opieką nauczycieli. Dobrze, że szkoły są zainteresowane, by uczniowie uczęszczali do teatru, jednak wspólnotowe, rodzinne wyjścia do teatru to już rzecz zupełnie inna. I bardzo potrzebna.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
krytyk teatralny
--------------------------------------------------------------------------------

"W pogoni za bajką", libretto Monika Muskała i Janusz Margański, muz. Piotr Rubik, reż. Cezary Domagała, scenografia Grzegorz Policiński, kostiumy Anna Waś, choreografia Katarzyna Skawińska, Teatr Rampa, Warszawa. W repertuarze od stycznia 2012 roku.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my05.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 11 gru 2011, 12:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
W dziedzinie kultury - anarchia!

Gdy Mickiewicz (świadomie bądź nie) rozpoczynał nowy prąd w kulturze to pisał:

Czucie i wiara silniej do mnie mówi,
Niż mędrca szkiełko i oko
.”

Gdy ogłaszano manifest kulturowy Polski międzywojennej to Lechoń pisał:

A wiosną – niechaj wiosnę, a nie Polskę zobaczę.”

Natomiast gdy nad kulturą pochylają się ludzie z Poznańskiego Kongresu Kultury (PKK) to tworzą taki oto potworek językowy:

„* przygotowanie kompleksowej i długofalowej strategii rozwoju kultury opartej o badania ilościowe i jakościowe, zawierającej innowacyjne rozwiązania w zakresie: wspierania, zarządzania, promocji, finansowania i edukacji kulturalnej;
* uspołecznienie procesów zarządzania kulturą poprzez wdrożenie mechanizmów partycypacyjnych. Wypracowanie rozwiązań wspierających współpracę międzysektorową w sferze kultury;
* opracowanie przejrzystych i efektywnych rozwiązań systemowych dotyczących finansowania i ewaluacji działalności kulturalnej prowadzonej w ramach różnorodnych modeli organizacyjnych;
* opracowanie wieloletniego programu inwestycji w sferze kultury opartego na sporządzonej uprzednio analizie potrzeb
;”

Powtórzyłbym za swoim ulubionym Catem-Mackiewiczem – w dziedzinie kultury – anarchia. Toć przecież za chwilę Poznański Kongres Kultury i ratujący kulturę Sztab antykryzysowy pochyliłby się nade mną jako człowiekiem niekulturalnym! Jaka anarchia!? W kulturze? Tu trzeba kompleksowych i długofalowych strategii. Tu musi być porządek, sztab, w sztabie dowodzący, roznoszących i wykonujących rozkazy. Eksperckich badań. Wdrażania. Rozwiązań systemowych. Analizy potrzeb. Kultura nie jest wolna. Kultura jest rzeczą dokładnie zaplanowaną, przemyślaną, zmechanizowaną, zaprogramowaną, zeksperszczoną….

Kompleksowa strategia. A więc badania. Z których wyjdzie, że statystyczny mieszkaniec Poznania do kina chodzi 3 razy do roku, do teatru 2 razy do roku, raz na pół roku wybiera się na wystawę. Informacja dojdzie do sztabu kryzysowego. Zostanie rozkodowana, przemyślana i w sztabie, jak to w sztabie, zostaną wydane rozkazy kulturalne. W związku z raportami kulturalnymi na ten rok musimy zamówić 24 filmy, 18 przedstawień, 14 wystaw i 3 wernisaże. Rozpiszmy przetarg zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych – wszak pieniądze na kulturę ma zorganizować państwo.. przeprowadzimy przetarg z kulturalną komisją przetargową. Powołamy wyższą komisję przetargową kultury, gdyby ktoś chciał zaskarżyć uczciwość i rzetelność przetargu w I instancji… I jak myślą państwo, czy w ten sposób uratujemy kulturę?

Mnie cały czas zastanawia pewność kulturalnych ludzi, że jak się opracuje dobrą strategię, to ta przyniesie skutek. To znaczy, że jak te zamówione filmy, przedstawienia, wystawy nie będą pozytywnie odebrane przez publiczność, która po prostu nie przyjdzie oglądać męskich genitali przywieszonych do krzyża albo artystę, który jedyne co potrafi powiedzieć to: „ch… z wami”, to znaczy, że wina jest publiczności, bo strategia jest dobra? A więc rzecz jest w strategii, a nie w artystach? Czyli będzie się nas przymuszać do oglądania kultury, która jest zgodna ze strategią, wszak o widzach i publiczności nic się w strategii nie mówi. Publiczność ma być tylko finansującym kulturę, natomiast odbiorcą kultury zostanie dopiero jak dorośnie – to zdaje się być ideałem myślenia Poznańskiego Kongresu Kultury.

Daleko od socrealizmu w kulturze nie uciekliśmy. Nadal mamy grupę, która uważa, że lepiej zna się na sztuce, potrafi ocenić i orzec co jest kulturą, co jest piękne i zgodne z długofalową strategią, a co kulturą już nie jest. Rolą publiczności jest jedynie przekazywanie pieniędzy w formie podatków, które już później będą „uspołecznionymi mechanizmami partycypacyjnymi” rozdysponowywane. Nie jest konieczna aby publiczność do teatrów, do kin, na wystawy chodziła (czy gdzieś jest o tym w ogóle mowa w PKK?). Wszak uspołecznienie, to znów nie uspołecznienie bezpośrednie, poprzez np. wykupywanie biletów na poszczególne imprezy kulturalne przez społeczeństwo, ale pośrednie poprzez powołanie specjalnych komisji przy urzędnikach zajmujących się kulturą (brr.. jak to brzmi urzędnik zajmujący się kulturą, toć to prawie oksymoron). System rzecz jasna nominacyjny, bo przecież powszechnych wyborów (a jedynie te można uznać za demokratyczne) nie będzie się przeprowadzać dla tak błahej sprawy. Dziwny ten wiek XXI, gdzie kultura chce swojej poprawy w sojuszu z urzędnikami, a nie poprzez bezpośrednie odwołanie się do widza.

Jak ja tęsknię teraz do tej przedwojennej Mackiewiczowskiej anarchii w kulturze. Nikt nie organizował kongresów ratowania kultury. Jeno siedzieli artyści i pisali, komponowali, malowali, grali. Publiczność to albo doceniała, albo doceniała z czasem. Artyści albo dorabiali się wielkich pieniędzy, albo biedowali. Albo byli sławni, albo snuli się w mgle niesławy. Ale nikt mimo tego nie wpadał na pomysł aby zorganizować kongres i tam kulturę uspołeczniać, kompleksować, tworzyć wieloletnie programy inwestycyjne, ratować się radami ekspertów. Nic z tych rzeczy. Po prostu pisało się, komponowało, malowało, grało. I doprawdy stokroć lepsza była kultura niż dzisiaj.

Kultura, sztuka nie jest fabryką, w której da się zaprogramować produkcję od A do Z oraz przygotować rynek na odbiór produktu – „nie, nie malarzy nam wystarczy, musi się kolega artysta zająć muzyką, bo tam zgodnie z wieloletnią strategią mamy niedobór. Ależ panowie ja nie umiem komponować, jeno malować… - Przykro nam, mamy już nadmiar malarzy, nabór był w zeszłej fazie, w tej fazie zajmujemy się poprawą losu kompozytorów…” W prawdziwej sztuce jest coś takiego jak natchnienie. Coś nieopisywalne i nieuchwytne, a przede wszystkim dość kapryśne. Jednak to coś sprawia, że sztuka nagle staje się piękna, że człowiek potrafi się przez godziny gapić w jeden obraz, że niezauważalnie ginie cały świat gdy słucha się muzyki, że pojawia się w sercu i na ustach uśmiech albo zaduma podczas czytania. I tego właśnie artystom trzeba, miast kongresów, ekspertów. Natchnienia, które tchnie w ich sztukę życie i piękno i da szansę na sławę albo pieniądze, albo nawet i obie te rzeczy razem. Natchnienia wam trzeba, a nie kongresu.

http://poznanski-kongres-kultury.pl/idea/kim-jestesmy/

http://grudqowy.salon24.pl/371972,w-dzi ... y-anarchia


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 15 gru 2011, 23:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://radtrap.wordpress.com/2011/12/15 ... ko-sztuce/

Rozmyślne niszczenie kultury i sztuki jest przejawem ataku cywilizacji żydowskiej na cywilizację łacińską - atak ten prowadzony jest w pełni świadomie, z premedytacją. Zdają sobie z tego sprawę agresorzy, ale nie atakowani, którzy coraz bardziej głupieją i porzucają swoją cywilizację.

Kopia artykułu:

Spisek przeciwko sztuce

Obrazek

Stop Syjonizmowi, część I & II
http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/20 ... ko-sztuce-–-czesc-i/
http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/20 ... ko-sztuce-–-czesc-2/

Dr Lasha Darkmoon (Occidental Observer) tłumaczenie Ola Gordon

„Nigdy wcześniej tak niewielu mogło zrobić tak wielu wariatów, maniaków czy przestępców „- H G Wells, ‘The Shape of Things to Come’ [Jaka będzie przyszłość]
Rozpocznę od przyznania się do czegoś: jestem niedoszłym artystą. Odkąd pamiętam, chciałam malować. Jedyną rzeczą, która powstrzymała mnie, był brak talentu. Kiedy pierwszy raz zrobiłam autoportret, sprawdzając z lustrem w swoim pokoju, by zobaczyć jak mi idzie, mama położyła kres moim ambicjom artystycznym wołając: „Jaki uroczy mały szympans!”
Było to gwałtowne przebudzenie, jak na 9-letniego artystę.
Około 10 lat później, zaczęłam się zastanawiać o co chodzi w sztuce. Pewnego dnia w biografii Burne-Jonesa znalazłam następujące zdanie, które zapisałam w swoim dzienniczku i myślałam o nim przez dzień lub dwa: „Dla mnie obraz to piękne romantyczne marzenie o czymś, czego nigdy nie było, nigdy nie będzie, w lepszym świetle niż światło, które nigdy nie świeciło, w miejscu którego nie można określić ani pamiętać, tylko pragnienie, z form bosko pięknych”. <http://www.jwwaterhouse.com/view.cfm?recordid=28>

Obrazek
Waterhouse, ‘The Lady of Shalott’, 1888. Sztuka jaką była, kiedy malarze wiedzieli jak malować. Obecnie to nazywałoby się kiczem.


Kiedy przeczytałam to zdanie, prawie zemdlałam. Byłam wrażliwą dziewczynką, omdlewałam przy każdej okazji. To wtedy zrozumiałam, ze nie było różnicy między poezją i obrazem, między obrazem i muzyką. Wszystko, na swój sposób, szukało Boga – choć Boga, który może nie istniał – ale Bóg mimo wszystko. Bóg był pięknem. Bóg był tęsknotą. Bóg był ogniem w róży.
Tak myślałam wtedy. Byłam młoda i głupiutka.
W sztuce, jak dowiedziałam się później, chodzi o pieniądze. Tego nauczyło mnie zorganizowane żydostwo. Handlarz sztuką Paul Rosenberg mówi: „Obraz jest piękny tylko wtedy, kiedy się sprzedaje”. Żydowski szef Marlborough Gallery, Frank Lloyd, potwierdza to: „Jest tylko jedna miara sukcesu galerii: robienie pieniędzy”.
Należy tu postawić pytanie: Kto rządzi rynkiem sztuki i w jaki sposób stał się on cyrkiem dziwactw?
Sztuka powinna zrobić człowieka nieszczęśliwym
Zróbmy sobie małą wycieczkę dookoła świata sztuki w towarzystwie Izraela Szamira. Pan Szamir w końcu jest nie tylko dobrze zorientowany w sztuce, ale także przewodnikiem w Jerozolimie. Zgadza się ze mną w kwestii sakralnego charakteru sztuki. „Nie ma sztuki bez Chrystusa”, mówi. Przez „Chrystusa” ma na myśli coś więcej niż historycznego Jezusa. On myśli tu o Logos, czy Zasadzie Chrystusa, rządów prawa w bosko uporządkowanym wszechświecie.
Od czasów Darwina i Freuda, nastąpiła kompletna „rewaluacja wszystkich wartości”. Wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Ten opłakany stan rzeczy można w większości przypisać machinacjom zorganizowanego żydostwa, w szczególności grupie rewolucyjnych myślicieli znanej jako Szkoła Frankfurcka. (Aby uzyskać szczegółowe wprowadzenie do idei tych neo-marksistów Freuda, z których większość stanowili żydowscy uchodźcy do Ameryki z hitlerowskich Niemiec, patrz rozdział 5 Kevina MacDonalda „The Culture of Critique” [Kultura krytyki]).
Tak jak jeden z tych Frankfurterowców, Theodor Adorno, postanowił zniszczyć zachodnią muzykę, zapewniając świat, że muzyka atonalna jest rzeczą dobrą, ponieważ była fałszywa i brzydka, inni w grupie postanowili zniszczyć sztukę i wepchnąć ją do reductio ad absurdum: światła włączają się i wyłączają w pustym pokoju, rozbabrane łóżk z porozrzucanymi prezerwatywami i zakrwawionymi majtkami, i zamknięte puszki z własnymi ekskrementami artysty.

Obrazek
Przykłady: Tracey Emin’s ‘My Bed’ [moje łóżko]


Obrazek
Piero Manzoni's 'Artist's Shit' [g***o artysty]


Jeden z założycieli Szkoły Frankfurckiej, Georg Lukacs, zapytał retorycznie: „Kto nas uratuje przed zachodnią cywilizacją?”Akcję ratunkową rozpoczął sam, przekonując się, że najlepszym jej sposobem było stworzenie „kultury pesymizmu” i „świata opuszczonego przez Boga”. Fajnie.
Inny z tych gigantów myślowych, Walter Benjamin, twierdził, że celem sztuki było uczynienie ludzi tak nieszczęśliwymi jak możliwe, gdyż pesymizm był niezbędnym wstępem do światowej rewolucji. „Zorganizowanie pesymizmu”, zwrócił uwagę złowieszczo „nie oznacza nic innego, jak wyrzucenie moralnej metafory z polityki”. Benjaminowi udało się doprowadzić do tego, że stał się nieszczęśliwy. Popełnił samobójstwo.
Marksistowski rewolucjonista Willi Münzenberg nie krył swojej życiowej misji. Było nią zniszczenie zachodniej cywilizacji. To nie żart. Aby to osiągnąć, powiedział, Frankfurterowcy musieliby „zorganizować intelektualistów i wykorzystać ich do tego, by narobili smrodu wokół zachodniej cywilizacji. Dopiero wtedy, po zniszczeniu wszystkich jej wartości i uczynieniu życia niemożliwym, można nałożyć dyktaturę proletariatu”.
Podsumujmy: stwórzmy kulturę pesymizmu. Zróbmy smród wokół zachodniej cywilizacji. Stwórzmy bezbożny świat i wpędźmy ludzi w rozpacz. Zniszczmy wartości społeczne i uczyńmy życie niemożliwym. Krótko mówiąc, stwórzmy piekło na ziemi.
Jeśli jesteś początkującym artystą, wkrótce zauważysz, że świat sztuki jest zdominowany przez Żydów, którzy są bardzo chętni do ustanowienia piekła na ziemi. Ich kontrola nad tym co teraz uchodzi za sztukę jest tak krępująca, jak i przerażająca. Sztuka przerodziła się w anty-sztukę. „Dla Żydów”, zauważa Izrael Szamir, „zainteresowanie ich grupy polega na osłabieniu sztuki wizualnej, gdyż nie mogą z nią konkurować. A głębsze zainteresowanie ich grupy to zrujnowanie chrześcijaństwa, ich głównego wroga”.
Osłabić. Zniszczyć. Wywołać konflikt. Doprowadzić do szału. Zepsuć. To czasowniki warte zapamiętania. Rozpocznijmy wycieczkę po świecie sztuki z Izraelem Szamirem jako przewodnikiem, i spróbujmy dowiedzieć się co się dzieje.
Biegi po galeriach z p. Szamirem
Pewnego dnia Szamir jest w stolicy Basków, Bilbao, w Hiszpanii. Przyszedł obejrzeć muzeum sztuki nowoczesnej, zbudowane przez bajecznie bogatą (żydowską) rodzinę Guggenheim. Największy budynek w Hiszpanii, Muzeum Guggenheim, robi na Szamirze ogromne wrażenie, jak coś z filmu science-fiction, ale kiedy wchodzi do muzeum, doznaje bolesnego rozczarowania.
Hej, co to za dziadostwo? Kawałki zardzewiałego żelaza leżą na podłodze jak w punkcie sprzedaży złomu. W jednym rogu zardzewiałe żelazne płyty. Ekrany monitorów idiotycznie migają. Gołe formy geometryczne. I wierzcie lub nie, całe piętro poświęcone kolekcji garniturów Armaniego. Wynoszę się stąd! Szamir mamrocze do siebie, kierując się do wyjścia.
I co teraz robi? Wskakuje do samolotu do Wenecji, teraz widzimy go rozglądającego się po słynnym Biennale Museum, próbującego zrozumieć wystawioną kolekcję rozbitych aut. Wycierając gorączkowo czoło, musi usiąść i pozbierać myśli. Nie, proszę tam nie siadać – te krzesła są cennym dziełem sztuki! Chce pan przeczytać dobrą książkę, p. Szamir, aby nie myśleć o tych wszystkich śmieciach? Nie ma sprawy. Oto regał z książkami. Proszę wybrać. Albo raczej, nie wybierać! Ten regał, zapchany spleśniałymi starymi książkami, jest również wzniosłym dziełem sztuki! Tak, prosto ze wzniosłego, artystycznego Izraela!
Ktoś mógłby pomyśleć, że po przejściu tych wszystkich rozczarowań, p. Szamir spakował się i wrócił do Jaffy, zdecydowany, że nigdy nie postawi stopy w galerii sztuki. Ale nie, jako ofiara losu, nasz przewodnik po sztuce teraz decyduje się odwiedzić muzeum w Amsterdamie, gdzie widzi kolekcję rozkładających się korpusów świń. Ku swojemu zdziwieniu, dowiaduje się, że zwłoki zanurzone w formalinie, na wystawie w tym samym muzeum, zostały zakupione za $50.000 przez bogatego Amerykanina. Wspaniale, kolekcjoner zwłok!
Jego rozczarowanie jest całkowite, kiedy zwiedzając Kopenhagę, wchodzi do kościoła Św. Mikołaja. Jako konwertyta na chrześcijaństwo, może idzie tam się modlić. Jeśli tak, to jest zasmucony, gdyż jego umysł zanieczyszczają zdjęcia na ścianach tego starego kościoła. Jest kolorowe zdjęcie nagiej starej kobiety, zwiędłej i chorej. A tuż obok, w ogromnym powiększeniu zdjęcie żeńskich genitaliów. A co to jest? Och, nie ma czym się martwić! Tylko zdjęcie facetów uprawiających seks oralny. Hej, człowieku, daj spokój! To jest zdrowy i naturalny akt! Gdzie jest lepsze miejsce dla uczczenia radosnej pogańskiej seksualności niż w kościele chrześcijańskim?
„Wszystko co oni uznawali za sztukę, było sztuką”, wnioskuje ze smutkiem Szamir. „Początkowo były prace wątpliwej jakości takie jak ‘obrazy abstrakcyjne’ Jacksona Pollocka. W końcu doszliśmy do zgniłej świni, zardzewiałego żelaza i garniturów Armaniego. Sztuka została zniszczona”.
Powiązania z Żydami
Więc co to ma wspólnego z Żydami? Bardzo dużo. Jeśli chcesz grać w tę fascynującą grę znaną pn. Cherchez le Juif [szukaj Żyda], powróćmy do wycieczki do świata współczesnej sztuki.
Poznasz wielu artystów, sporo z nich giętkich i usłużnych nie-Żydów, którzy są przygotowani do tego, by przeskoczyć przez obręcze ustawione przed nimi przez swoich mistrzów: wszechobecnych Żydów czających się w cieniu. Ludzi, którzy rządzą. Ludzi z pieniędzmi. Ludzi, których artysta musi nauczyć się zadowalać i schlebiać, jeśli chce iść do przodu i stać się sławnym i bogatym.
Ambitny artysta znajdzie się w nieunikniony sposób wciągnięty w żydowski świat. Nauczy się wplatać w rozmowę zwroty w jidysz. Nigdy nie powie słowa krytyki wobec Izraela, bez względu na okrucieństwa jakie ten kraj popełnia. Będzie szydzić z muzułmanów, Koranu i Palestyńczyków. Dowie się, że opłaca się obrażać chrześcijaństwo, religię swoich przodków. Wspomni o holokauście, kiedy tylko możliwe, z wilgotnymi oczami; i będzie malował tak wiele obrazów z Auschwitz, jak tylko możliwe, najlepiej z kominami wyrzucającymi czarny dym.
To wszystko robili artyści Goje. Dowód na to twierdzenie można znaleźć tutaj w tym olbrzymim archiwum informacji o sztuce. Ono dużo mi pomogło.
Nawet wielki Picasso wiedział, że sprawiał przyjemność Żydom, kiedy objął swojego przyjaciela Pierre Daixa i zwierzył się szeptem: „I pomyśleć, że malarze kiedyś uważali, że mogli malować ‘Rzeź niewiniątek!’” Wyraźnie wtórował czy przeczuwał Adorno: „Nie może być poezji po Auschwitz”. Skoro po Auschwitz nie może być poezji, nie może tez być sztuki”. Na pewno nie sztuki chrześcijańskiej.
Andy Warhol wiedział lepiej niż każdy inny jak wkraść się w łaski Żydów. Jego seria z lat 1980 „Dziesięć portretów Żydów XX wieku”, pokazuje kogo Warhol uważał za żydowskich „geniuszy”, jeden z nich to izraelski premier Golda Meir, „geniusz”, która powiedziała, że nie ma żadnych Palestyńczyków, dodając ze słynnym sprytem błyskotliwą frazę: „Jak możemy zwrócić okupowane tereny? Nie ma komu ich zwrócić”. Inny „geniusz” to Zygmunt Freud, którego Kevin Mac Donald nazwał twórcą największego oszustwa naukowego w XX wieku – oszustwa bardzo przydatnego w budowaniu kultury samobójstwa Zachodu. http://www.warholprints.com/cgi-bin/And ... y=Ten.Jews
Warhol wydaje się włożył dużo uroku w pracę z Henry Geldzahlerem, kuratorem Metropolitan Museum of Art – wpływowym Żydem, który był, tak jak Warhol, homoseksualistą. „Mimo, że nigdy nie byli kochankami, związek stał się intymny”, zapewnia nas jeden z biografów Warhola. „Andy każdej nocy rozmawiał z Henrym prze telefon, zanim położył się spać, a rano, jak tylko się obudził. Nie mówię, że Warhol i Geldzahler byli kochankami, choć inni tak mówili. To mnie nie interesuje. Ja sugeruję, że Warhol, znany oportunista, wiedział, że w karierze pomogło mu schlebianie Żydom. Jego urok, jak mówił krytyk filmowy Carrie Rickey, skierowany był na „kręgi synagogi”.

Obrazek
Transwestyta garncarz Grayson Perry – na zdjęciu odbiera Nagrodę Turnera za swoje wazy, wiedział, że jego sukces zależał mniej od talentu niż geniuszu reklamy swojego plutokratycznego patrona – Charlesa Saatchi. Wiedział zresztą, że islamofobia zawsze może przysparza przyjaciół i wpływa na ludzi w judeo-centrycznym świecie sztuki.


„Powodem, dla którego nie poszedłem na całość w ataku na islamizm w mojej sztuce,” zwierza się bez lęku, „jest to, że czuję prawdziwy strach, że ktoś poderżnie mi gardło”. Unikając kontrowersyjnych wypowiedzi politycznych w interesie dyskrecji, Perry postanowił poświęcić swoje życie dla produkcji waz przedstawiających „wyraźne sceny perwersji seksualnej „. Musiała to być trudna decyzja.
Nie-żydowscy artyści tacy jak Anselm Kiefer, Christian Boltanski i Christopher Williams byli tak płodni w produkcji obrazów z holokaustu, jak żydowski malarz R B Kitaj, człowiek, którego obsesję na temat Auschwitz zauważano często. „Komin na obrazie Kitaja”, mówi ekspert sztuki Juliet Steyn, „spełnia rolę aktu oskarżenia chrześcijaństwa”. Tłumaczenie: Po Auschwitz, komu potrzebna Golgota?

Obrazek
Pasja RB Kitaja – Krzyż i komin (1940–45)


Obrazek
Joseph Bau – Wejście przez bramę, wyjście przez komin


Jeśli chodzi o Andresa Serrano i jego Chrystusa w moczu, oraz Chrisa Ofili przystrojona łajnem Dziewica Maryja – Madonna otoczona obrazkami żeńskich genitaliów wyciętych z czasopism porno – obaj ci emocjonalnie niedojrzali artyści mieli świadomość tego, że pogarda dla Chrystusa i Jego Matki często sprawia Żydom przyjemność.

Obrazek
Chris Ofili – Maryja Dziewica, Andres Serrano – Chrystus w moczu (artysty)


Artyści? Ci ludzie są bardziej jak psy cyrkowe, wytresowane do skakania przez obręcze i proszenia swoich panów o kości. Treserami są panowie z forsą, Saatchi i Guggenheimowie.
Nienawidzę kiedy muszę to powiedzieć, ale jeśli podoba ci się sztuka współczesna, to musi być coś radykalnie złego z tobą. Odnoszenie się do niej wrogo jest tak naturalne, jak odraza do kazirodztwa.
Współczesna sztuka jest po to, by cię zdeprawować.

Obrazek

Jeśli tego nie robi, to nie realizuje priorytetowego celu jej elitarnych promotorów. Nie udaje jej się osłabić tradycyjnych wartości. Nie udaje jej się stworzyć „kultury pesymizmu”. Nie udaje jej się zniszczyć świętej istoty życia. Nie udaje jej się zatruć twojego umysłu, wywołać choroby i ostatecznie śmierci. Nie udaje jej się zrobić z ciebie takiego człowieka, jakiego w końcu Big Brother zrobił z Winstona Smitha w „1984″ Orwella: bezmyślnego zombie.

Potężni kombinatorzy
To, że Żydzi dominują w świecie sztuki, tak jak dominują w masmediach i każdej innej wpływowej dziedzinie, to największy sekret XXI wieku. Nikt nie powinien o tym mówić, gdyż jest to antysemityzm.
W 1989 roku ukazał się akademicki tom pt. ‘Sociology of the Arts’ [Socjologia sztuki]. W nim autorzy omawiają, kto jest kim w świecie sztuki. „Czarni, Azjaci i Latynosi stanowią około 7% odbiorców sztuki„, informuje książka. Więc co z pozostałymi 93%?
Do której grupy etnicznej należy większość galerii sztuki? Kim są kuratorzy muzeów? Kim są historycy sztuki? Kim są krytycy sztuki? Kto publikuje czasopisma recenzujące sztukę? Kto określa co stanowi dobrą sztukę, a co tandetę? Kim są handlarze i wielcy kolekcjonerzy? Kto kieruje domami aukcyjnymi? Kto organizuje konkursy sztuki i zbiera fundusze na nagrody? Kto mianuje jurorów? Kim są jurorzy?
O tym ani słowa. Całkowite milczenie. Przerażające, prawda?
Już w roku 1930 francuski autor Pierre Assouline zauważył: „Jak mówi handlarz sztuki Pierre Loeb, czterech na pięciu handlarzy jest Żydami, tak jak czterech na pięciu kolekcjonerów sztuki. Wilhelm Unde dodał do tego krytyków sztuki”. W 1973 roku oszacowano, że 80% głównego „personelu rynku sztuki” – handlarze, kuratorzy, właściciele galerii, kolekcjonerzy, krytycy, konsultanci i mecenasi sztuki – było Żydami. W 1982 roku, Gerald Krefetz (Żyd) ujawnił nawet większy sekret. „Obecnie Żydzi zajmują się każdą fazą świata sztuki”, przyznał. „W niektórych kręgach, o tych ludziach mówi się jako o żydowskiej mafii”.
Żydowski autor Howard Jacobson, opisując doświadczenia z Nowego Jorku, ujawnił, że krytyk sztuki Peter Schjedhal powiedział mu: „Prawie każda odwiedzana przez nas galeria należy do Żyda. Nawet kobiety właścicielki galerii, w których pijemy wino, są Żydówkami”.

http://stopsyjonizmowi.files.wordpress. ... 8/a113.jpg
Riki R. Nelson, Girl in a Box, Girl in Cherry Silk [Dziewczyna w pudełku, dziewczyna w wiśniowym jedwabiu], Saatchi Gallery, Londyn

W 2001 roku, ARTNews opublikował pierwszą dziesiątkę kolekcjonerów sztuki. Ośmiu z nich to Żydzi. Pomyśl o tych oszałamiających danych: osoby stanowiące 0,2% populacji świata to 80% najbogatsi na świecie kolekcjonerzy sztuki. Na każdy tysiąc ludzi na świecie, około dwie osoby to Żydzi. Żeby być dokładnym, jedna na 457 osób to Żyd. Idziesz na konferencję, na której zebrało się 1.000 najbogatszych kolekcjonerów na świecie, i okaże się, ku twojemu zdumieniu, że 800 z nich to Żydzi! Fenomen, prawda?

Obrazek
Urodzonego w Nigerii Chrisa Ofili ‘Maryja Dziewica’ z kolekcji Charlesa Saatchi, wpływowego żydowskiego kolekcjonera sztuki. Obraz opisuje się jako „starannie przedstawioną czarną Madonnę przyozdobioną pokrytą żywicą grudą odchodów słonia. Postać jest również otoczona kolażem małych zdjęć żeńskich genitaliów wyciętych z porno czasopism”. Obraz wywołał publiczne oburzenie i szał medialny, kiedy wystawiono go w Brooklyn Muzeum Sztuki, jako część wystawy kolekcji Saatchi w 1999 roku.


Ta ogromnie oburzająca informacja przydała mi się szczególnie, kiedy badałam żydowski wpływ na nowoczesną sztukę.
Świat sztuki jest tak gęsto zamieszkały przez Żydów, że jednym ze sposobów ucieczki od Gojów, jeśli jesteś Żydem, jest zajęcie się sztuką. W ten sposób, jeśli dopisze ci szczęście, nie wpadniesz na nie-Żyda przez wiele dni! W 1996 roku, żydowski historyk sztuki, Eunice Lipton, zwierzyła się nietaktownie, że jedynym powodem tego, że została historykiem sztuki, było to, że chciała przebywać wyłącznie z Żydami. „Chciałam być tam gdzie byli Żydzi, tzn. chciałam być w profesji, która pozwoli mi uznać moją żydowskość poprzez towarzystwo w którym przebywałam’.
Na pierwszy rzut oka, zauważyła, historia sztuki wydaje się być profesją Gojów, choćby dlatego, że badanie chrześcijańskiej sztuki było przedmiotem jej zainteresowań. A jednak, jak mówi, „dziedzina ta była pełna Żydów. Można nawet powiedzieć, że oni ją ukształtowali”.
Miała niewątpliwie na myśli wielkiego historyka sztuki renesansu, Bernarda Berensona, którego wpływ był znaczący. Berenson raz określił się jako „typowy talmudyczny Żyd”, który pragnął zrzucić „maskę Gojów” – raczej nie, a chciałoby się myśleć, odpowiedni interpretator sztuki chrześcijańskiej dla znienawidzonych Gojów! Mimo, że przeszedł na chrześcijaństwo w ​​1885 roku, tutaj widzimy go, prawie pół wieku później, w 1944 roku, piszącego „List otwarty do Żydów”, w którym ostrzega ich o „zazdrosnych chrześcijanach”, którzy będą ich prześladować, nawet gdybyście byli niewinni jak aniołowie”. Według mnie, to brzmi bardziej talmudycznie niż chrześcijańsko.
Z powstaniem niemieckiego faszyzmu, żydowscy historycy sztuki zaczęli uciekać z Niemiec, razem z marksistowskimi rewolucjonistami, znanymi jako Szkoła Frankfurcka. Większość z tych Żydów wyjechała do Ameryki. Tylko na Uniwersytecie Nowego Jorku, zaczęli wykładać następujący żydowscy historycy sztuki: Richard Ettinghaven, Walter Friedlander, Karl Lehman, Alfred Salmony, Guido Schoenberger i Martin Weinberger.
Historyk sztuki Lipton, prawdopodobnie również ma na myśli, kiedy mówi, że chciała przebywać w przeważająco żydowskiej atmosferze, dwóch najznakomitszych krytyków sztuki XX wieku, Harolda Rosenberga i Clementa Greenberga. Podobnie jak Berenson, Greenberg wydaje się mieć wyraźnie talmudyczny sposób myślenia. Przekonany o wyższości Żydów, kiedyś powiedział: „Europejski Żyd reprezentuje wyższy typ istoty ludzkiej, niż każdy inny typ osiągnięty do chwili obecnej”.
Ci dwaj wpływowi krytycy, Rosenberg i Greenberg, byli członkami Szkoły Frankfurckiej i pomagali przekształcić estetyczne percepcje gojowskich mas.
Naginanie sztuki do żydowskich zdolności
Odtąd cała sztuka miała być „żydowska”. Uwolni się od swoich chrześcijańskich korzeni. W czymkolwiek są dobrzy żydowscy artyści, to stanie się sztuką przyszłości. Jeśli Żydzi byli dobrzy w rysunku, dobry rysunek nie będzie już konieczny. Reprezentacyjnej sztuki nie było, a była abstrakcyjna i koncepcyjna. Prawdziwe niepościelone łóżka, a nie ich obrazy, teraz stały się dziełami sztuki. Słynne pisuary Marcela Duchampa – kupione w sklepie i przetransportowane do galerii sztuki, gdzie magicznie przekształcono je w dzieła sztuki. Puszki wypełnione własnymi ekskrementami artysty. Zdjęcia krzyży wsadzonych w szklanki z własnym moczem artysty.

Obrazek
‘Fontanna’ Marcela Duchampa, sfotografowana w 1917 roku przez Alfreda Steiglitza, żydowskiego fotografa i promotora nowoczesnej sztuki.


„Nie potrzeba dużej wyobraźni”, stwierdza Calvin Tomkins, krytyk sztuki z ‘New Yorker’, „by w pisuarze zobaczyć delikatnie spływające linie zawoalowanej głowy klasycznej renesansowej Madonny, czy Buddy w pozycji siedzącej”. W 2004 roku, ten pisuar został wybrany najbardziej wpływową pracą XX wieku przez 500 „znawców sztuki” – przepraszam, „sik-artystów”.
„Przygotowanie tych rzeczy nie wymaga od artystów żadnych zdolności. Może je wykonać każdy”, zauważa Izrael Szamir, dodając zdecydowanie. „Taka sztuka idealnie mieści się w zakresie żydowskich zdolności”.
By odnieść sukces w tej trudnej profesji, wizualnie wymagający Żydzi „nagięli sztukę tak, by odpowiadała ich zdolnościom”. To tak jakby niezdolni do wspaniałych osiągnięć w biegach Żydzi, musieli jakoś przejąć kontrolę nad Igrzyskami Olimpijskimi i ogłosili, że od tej chwili, biegi i maraton nie będą ważnymi dyscyplinami sportu. Co było ważne to wygrywanie biegów w workach lub w konkurencji plucia – osiągnięcia, być może, w których Żydzi byli szczególnie dobrzy!
„Żydzi byli wyjątkowo pozbawieni warunków by podbić Olimp”, mówi Szamir. „Od wielu pokoleń, Żydzi nigdy nie wchodzili do kościołów i prawie nigdy nie widzieli obrazów. Byli wychowani by odrzucać obraz jako część odrzucenia bożków”. Krótko mówiąc, Żydzi byli upośledzeni wizualnie. Wychowani na dialektyce talmudycznej, byli wspaniali w słowach. Ich werbalne IQ wynosiło 130, a IQ odnośnie wzorów i obrazów, przerażająco niskie – tylko 75.
Oczywiście Żydzi nie chcą się do tego przyznać. Sugestia, że byliby marnymi artystami, to antysemityzm. Skoro Żydzi nie zdobyli rozgłosu jako artyści w przeszłych stuleciach, jak się uważa, to dlatego, że „powstrzymywali” ich chrześcijańscy ciemięzcy. Nieszczęśliwie dla Żydów, wielki Berenson nie zgadzał się z tym argumentem. „Żydzi wykazywali mały talent w dziedzinie wizualnej”, twierdzi, „a prawie żadnego w dziedzinie figur”.
Więc w jaki sposób, chciałoby się zapytać, w dzisiejszych czasach jest tak wielu żydowskich artystów? Czemu można przypisać ten fantastyczny wysyp nagłego żydowskiego geniuszu obrazowego? Mówi się, że odpowiedź leży w żydowskim systemie powiązań i wpychania się. Żydowska przewaga w masmediach, żydowska finansowa dominacja w świecie sztuki, żydowska władza, żydowskie pieniądze”.
Jak każdy może zdobyć sławę
Andy Warhol powiedział kiedyś, że w przyszłości każdy może „zdobyć światową sławę na 15 minut”. Ale nie powiedział, że tu chodzi o prawie każdego, łącznie z wiejskim idiotą, z kogo można zrobić celebrytę przy pomocy PR. Jedyne co potrzebne to stałe bywanie w masmediach. Charles Saatchi, potentat reklamowy i nadzwyczajny kolekcjoner sztuki tak mówi o tym: „Duża szklana gablota nieznanego artysty, z umieszczonym w niej gnijącym łbem krowy, pokrytym robakami i rojem brzęczących much, nie sprzeda się. Chyba że artysta ten stanie się gwiazdą. Wtedy sprzeda wszystko co dotknie”.

Obrazek
Wnętrze ‘Everyone I have ever Slept With 1963-1965′ [Wszyscy z którymi spałam 1963-65], ikonowa praca Tracey Emin, należąca do Charlesa Saatchi, do czasu zniszczenia jej w pożarze.

http://en.wikipedia.org/wiki/Everyone_I ... %80%931995

http://stopsyjonizmowi.files.wordpress. ... /08/c6.jpg[/img]
Damien Hirst, ’A Thousand Years’ [Tysiąc lat] (1990). Richard Lacayo w ’Time Magazine’: “’Tysiąc lat’ to duża szklana gablota, w której prawdziwe larwy zamieniają się w muchy, które wydaja się odżywiać krwią z odciętego krowiego łba”. Charles Saatchi i Hirst mieli symbiotyczne relacje, jako kolekcjoner i artysta, w latach 1992 – 2003.

Jak można zostać gwiazdą? Kto daje cesarzowi nowe ubrania i sugeruje, że jest wyjątkowo dobrze ubrany?
Rozbabrane łóżko przekształca się w wytrawne dzieło sztuki, jeśli zakupi je Charles Saatchi i umieści w prestiżowej galerii sztuki. Artysta nabiera mistyki wykreowanej przy pomocy potęgi sugestii. Musisz być geniuszem, skoro każdy mówi o tobie i twoim rozbabranym łóżku. Sprawę załatwia masowa hipnoza. A reklama i ciągła perswazja sprawiają cuda.
Zadam jedno pytanie: gdyby ktoś próbował sprzedać ci własne ekskrementy za $10, kupiłbyś je? Prawdopodobnie nie. To zastanów się nad tym: 23 maja 2007 roku, puszka z etykietą ‘Artist’s Shit’ [G***o artysty], rzekomo zawierająca ekskrementy artysty Piero Manzoni, została sprzedana w Sothebby’s za €124,000 (US$ 180,000).
Jak to się robi? Czy puszka g***a warta jest jej wagi w złocie? Widocznie tak, skoro ludzie walczą ze sobą by ją kupić.
Ważniejsze pytanie: jeśli możesz wrobić ludzi by kupili g***o, to czy możesz ich również wrobić w złe wojny na Bliskim Wschodzie i masowe samobójstwo kulturowe w ich ojczyźnie? Nie ma nic łatwiejszego. To odbywa się właśnie teraz.
Talent pomaga, ale czy jest istotny?
Będziesz zaskoczony kiedy się dowiesz, że niektórzy żydowscy artyści, pomimo stanowczego zaprzeczania opinii Berensona w kwestii ich zdolności wizualnych, są dosyć dobrymi malarzami. Na przykład Modigliani i Chagall. Część ich kunsztu Szamir przypisuje wpływowi chrześcijaństwa. Ci dwaj żydowscy malarze przeszli na chrześcijaństwo. Szamir uważa, że to pomogło zrobić z nich dobrych malarzy. Przynajmniej mają teraz o czym mówić. Życie nabrało nowego znaczenia. Nie tylko rozdrapywali egzystencjalne rany i marudzili „Nie ma Boga!”
Ale z drugiej strony, byli inni artyści, którzy skryli się mocno w obozie żydowskim i udało im się wyróżnić, a mianowicie Pissarro (impresjonista), Soutine (ekspresjonista), Max Ernst (surrealista) i Tamara de Lempicka (art deco). Żeby odnieść sukces jako artysta w nowym środowisku, pomagało, jeśli byłeś Żydem. Tak więc zarówno Frida Kahlo, jak i Gustav Klimt prawdopodobnie początkowy sukces zawdzięczali temu, że wszyscy myśleli, że byli Żydami. Nie byli, ale jakoś udało im się zrobić takie wrażenie.
Ważne jest by pamiętać, że talent artystyczny stał się, mówiąc prosto, nieważny. Pomagał, ale promocja przez znanego publicystę pomagała bardziej. Artysta musiał być raczej widowiskowcem, niż wytrawnym rzemieślnikiem. Ani Tracey Emin (kołdry z łatek / patchwork), ani Damien Hirst (rekin w formaldehydzie) nie musieli tworzyć własnych dzieł sztuki. Często zatrudniali tanich asystentów do wykonania pracy. Rzeczą istotną w ich sztuce była oryginalna koncepcja. Produkt końcowy nabierał drugorzędnego znaczenia.

Obrazek
‘Tell Me Something Beautiful’ [Powiedz mi coś pięknego] to kołdra uszyta w całości przez 8-latków ze szkoły podstawowej w Ecclesbourne, Londyn, a Emin była w klasie jako doradca. Kiedy szkoła chciała sprzedać kołdrę za £35.000 ($60.000) handlarzowi sztuki, Emin wpadła w szał i zagroziła procesem, żądając by kołdrę natychmiast jej „zwrócono”.


Obrazek
‘The Physical Impossibility of Death in the Mind of Someone Living’ [Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle żyjącego] Damiena Hirsta (1991). Saatchi sprzedał tę pracę kolekcjonerowi Steven Cohen for $12 mln, który z kolei podarował ją Museum of Modern Art.


Współczesny artysta odnoszący sukcesy musi być osobą pozbawioną skrupułów moralnych. Oszust nadużywający zaufanie, kanciarz, prostytutka, alfons, musi mieszać się z odpowiednim tłumem i wiedzieć z kim się zadawać. „Artysta, który ma być znany”, napisał wielki folklorysta Joseph Campbell, „musi chodzić na przyjęcia koktajlowe, żeby wygrywać zamówienia, a ci, którzy je wygrywają, nie spędzają czasu w swoich pracowniach, ale na imprezach, spotykają odpowiednich ludzi i pojawiają się w odpowiednich miejscach. „Campbell został później oskarżony o antysemityzm, ale żydowski artysta Julian Sznabel potwierdza opinię Campbella. „Dużo czasu spędza się na kultywowaniu kontaktów z istotami ze świata sztuki”, zauważa ponuro. „Nie ma czasu na przyjaźń. A później brakuje możliwości”.
Jak naprawdę utalentowany artysta może odnieść sukces w takim wyścigu szczurów?
Malarka Helen Frankenthaler musiała sypiać z krytykiem sztuki Clementem Greenbergiem, ale było warto: Greenberg dawał jej dobre recenzje. Willem de Koonig pozwalał swojej żonie sypiać z krytykiem Haroldem Rosenbergiem, też było warto: Rosenberg dawał Koonigowi dobre recenzje. Jackson Pollock musiał zadowalać nimfomankę Peggy Guggenheim, było warto: jej patronat pomógł Pollockowi dostawać dobre recenzje. W końcu jej tatuś był właścicielem Guggenheim Museum.
Żaden z tych artystów nie sypiał z powodu miłości. Oni robili to dla pieniędzy. Jackson Pollock w znakomity sposób wyraził się o Peggy Guggenheim, swojej plutokratycznej patronce: „Żeby się z nią . . . trzeba było położyć jej na głowie ręcznik. Ale chciała się . . .”
„Kazirodcze konszachty, wzajemne popieranie się, pod stołowe machinacje i umowy, nepotyzm i lojalność wobec kliki to nieodłączne zasady współczesnego świata sztuki, sztuki”, stwierdza ze smutkiem ekspert Sophy Burnham.
Tak to się odbywa. C’est la vie! To takie bolesne, że trzeba się śmiać.
Jeśli chcesz odnieść sukces jako artysta, musisz być gotów na kłamstwa, oszustwa, być pewnym siebie ekshibicjonistą seksualnym, umieć schlebiać żydowskim patronom i masowo tworzyć obrazy z holokaustu, wychwalać Izrael i oczerniać Palestyńczyków, bić w islam i Koran, oraz pokazywać pogardę dla chrześcijaństwa. Jeśli nie jesteś Żydem, musisz wyzbyć się wszelkiej lojalności wobec swojego narodu, religii i tradycyjnej kultury.
Musisz być gotowy do prostytuowania się, jeśli jesteś kobietą, albo stręczyć żonę, jeśli jesteś mężczyzną. Przygotuj się na tworzenie ‘Piss Christ’ [Chrystus w moczu] jak Andres Serrano, albo pornograficznej ‘Dziewicy Maryi’ jak Grayson Perry, ubierać się jak kobieta i tworzyć ‘wypaczone’ wazy. Przygotuj się na wyciąganie papieru toaletowego z pochwy jak Carolee Schneemann. Przygotuj się, jak Vito Acconci, na podniecanie steranej publiczności masturbując się dla niej w prestiżowej galerii sztuki, i nazywanie tego ‘sztuką’.
Leonardo musi się przewracać w grobie.
Oddajmy ostatnie słowo krytykowi sztuki, Clementowi Greenbergowi: „Przekonałem się, że ludzie zajmujący się sztuką często są psychopatami. Można mnie zacytować”. On powinien to wiedzieć.
__
Zdjęcie w nagłówku: Andy Warhol, Campbell’s Soup I, 1968


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 gru 2011, 01:55 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Asindziej napisał(a):
Rozmyślne niszczenie kultury i sztuki jest przejawem ataku cywilizacji żydowskiej na cywilizację łacińską - atak ten prowadzony jest w pełni świadomie, z premedytacją. Zdają sobie z tego sprawę agresorzy, ale nie atakowani, którzy coraz bardziej głupieją i porzucają swoją cywilizację.
Rzuciłam okiem na temat i odpaliłam artykuł dość długi i zręcznie opatrzony obrazkami.
Zaczęłam czytać sądząc, że dowiem się czegoś ciekawego i po jakiejś chwili po prostu ogarnęła mnie złość, że dałam się nabrać na stratę czasu, by wyczytywać o psycholach prezentujących swoje chore i obrzydliwe pomysły w jakoby sztuce.

Jedynie z artykułu wybrałabym zdanie o prawdziwej wizji wyobraźni człowieka poszukującego bożej natury, która sama w sobie jest SZTUKĄ.

Na resztę na prawdę szkoda drogocennego czasu.
Uważam, że lepiej przeznaczyć go na to, co jest niezwykłą sztuką, tym bardziej ukazywaną właśnie jako kulturę, niż tracić go na wstawianie i propagowanie badziewia.
Ta informacja na prawdę nie jest do niczego potrzebna.
To tak samo, jakby wchodzić do kibelka i rozpoznawać smrody wykręcające nos.
Tylko po co?

Propagujmy to, co jest wartościowe.
Mówmy o tym, co chcielibyśmy.
Snujmy w marzeniach pragnienia.
Afirmujmy to co dobre i przydatne.


Reszta to śmieci, których szkoda przeglądać, tym bardziej jeśli znajdziemy tam tylko smutek...

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 gru 2011, 07:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Jacenna napisał(a):
Reszta to śmieci, których szkoda przeglądać, tym bardziej jeśli znajdziemy tam tylko smutek...

Tylko, że współczesnemu ynteygentowy, ktoś musi powiedzieć że nowoczesna tzw. kultura to taki śmietnik, do którego nie tyle artyści, co kanalie i psychopaci dorzucają swoje bezwartościowe wypociny. Oraz że są siły polityczne, które wspierają degradowanie człowieczeństwa wszelkimi środkami i że posługują się również kulturą, aby znieprawiać. Jeżeli na to nie zwrócimy uwagi, to będziemy współwinnymi szerzenia dewiacji kulturowych wśród ludzi mniej zorientowanych.
Tak jak powinno się odkłamywać historię, tak samo powinno się odcedzać sztukę od plew.
Ktoś musi to robić. Samo się nie zrobi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 gru 2011, 20:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Aerolit napisał(a):
Tylko, że współczesnemu ynteygentowy, ktoś musi powiedzieć że nowoczesna tzw. kultura to taki śmietnik, do którego nie tyle artyści, co kanalie i psychopaci dorzucają swoje bezwartościowe wypociny.
Ktoś musi to robić. Samo się nie zrobi.

I na tej właśnie zasadzie cwani yntelyentni psychospecjaliści budują świetnie reklamę i pokazywanie innych kultur i pomysłów na debilo sztukę. Powiedzmy sobie otwarcie, że Pieniądz szuka czegoś nowego, oryginalnego, szokującego...by przyciągnąć właśnie klienta.
Ponieważ skończyły się jak widać normalne i piękne wizje, wykorzystuje się właśnie te, które zaszokują i jednocześnie znajdą nabywców w przeciwnikach użytych tematów.
Ot chociażby genitalia męskie na krzyżu...itd. itp.

Poza tym, poprzez pokazywanie, np. że ta pornografia, która ukazana jest na tym i tym obrazku, widzimy właśnie jaka jest niewłaściwa, brzydka i jak nie należy jej uprawiać...itd. wcale nie osiągamy uczucia odrzucenia pornografii, skoro ma taki popyt. Ba! Okazuje się, że zainteresowanie wzrasta, bo czemu by nie. DO odważnych świat należy.

A jak myślisz, czemu mają służyć lekcje wychowania seksualnego w szkołach?

Czy będą zniechęcać do przedwczesnego współżycia młodych ludzi, czy raczej rozbudzać młody ciekawski umysł, który potem łatwiej będzie nakierować do wykorzystania.
Gdyby było inaczej, zamiast zmuszać dzieci i młodzież do lekcji wychowania seksualnego, raczej starano by się usuwać z kiosków Playboya itp, YouTube porno i wyciągać bardzo ostre konsekwencje z rozpowszechniania śmieci.
Albo...
Pokazuje się filmy, gdzie specjaliści podkładają bomby, które można zbudować w taki a taki to sposób, ale należy pamiętać, że grozi wybuchem i można dostać po oczach... itd.

Przytacza się mnóstwo NIECIEKAWYCH dla normalnego człowieka przykładów,
natomiast odbiorcom, którym łatwo rozbudzić wyobraźnię, ukazuje się właśnie taką pseudo antysztukę i tym samym reklamuje nieciekawe pomysły.
O dziwo jakże łatwo znajduje się wówczas szersze zainteresowanie.

Zasady i wnioski są jedne, wspólne dla takich działań.
Zastanów się Aerolicie do czego prowadzi taka informacja, która absolutnie nie jest do niczego potrzebna, czyli zaśmieca umysł i miejsce na forum.

Czy w ogrodzie zasadzasz chwasty tylko po to, by pokazać jak ktoś przyjdzie, że są one usuwane przez Ciebie, bo są be :?:

Tyle ich reklamują wszędzie, że nie trudno się o nie otrzeć.
Można ukazać tematy, które stanowią aktualny problem i reakcję grup społecznych.

Można ukazywać problemy, które na żywo stanowią przestrogę dla innych jako czyjeś podłe działanie mogące dotykać nas samych.
Ale reklamować pokręconą psychikę pseudo artystów :?:

Inteligentny a raczej wrażliwy i moralnie silny człowiek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to co śmierdzi i do niczego nie służy, należy omijać.
I ja tak właśnie robię.
Jeśli się zorientuję, nie tracę na to czasu. a już nie widzę sensu zgłębiania tematu, ani ukazywania go innym.

Stwierdziłam to na własnym przykładzie, jako dojrzała kobieta z dozą obserwacji wielu zachowań i całkowicie jestem przeciwna ukazywaniu właśnie takich śmieci, ich proklamowaniu, szczególnie na naszym forum.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 gru 2011, 21:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Jacenna napisał(a):
Zastanów się Aerolicie do czego prowadzi taka informacja, która absolutnie nie jest do niczego potrzebna, czyli zaśmieca umysł i miejsce na forum.

Przecież nikt z nas nie pisze o tym z zachwytu nad tą tzw. "sztuką". Poprostu ukazujemy jej prawdziwą wartość i tyle.
Jacenna napisał(a):
Czy w ogrodzie zasadzasz chwasty tylko po to, by pokazać jak ktoś przyjdzie, że są one usuwane przez Ciebie, bo są be

Nie ja te chwasty zasadziłem i nie w moim ogrodzie one rosną. Ja tylko mówię, że to są chwasty.
Jacenna napisał(a):
Inteligentny a raczej wrażliwy i moralnie silny człowiek doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że to co śmierdzi i do niczego nie służy, należy omijać.

A co z tymi jeszcze nie na tyle inteligentnymi, wrażliwymi i moralnie silnymi?
Ktoś im musi wskazać, że są wyprowadzani na manowce. Jak to zrobić nie mówiąc o tym, przemilczając to?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 gru 2011, 23:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Baba swoje, a Dziad swoje,... :lol:

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 21 gru 2011, 09:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Tradycyjnie i pięknie

Gdy światło powoli rozjaśnia scenę, jawi się obrazek niczym z dziewiętnastowiecznego malarstwa: śnieżna zima, ślizgawka, a na niej dzieci wraz z dorosłymi. Ta zamarznięta ślizgawka to Wisła, a stojące nieopodal domy to warszawska Starówka. Właśnie w jednym z nich, tym najbliższym, ma się odbyć wieczorem przyjęcie u państwa Hitzigów. Służąca myje i przygotowuje dzieci, bo przyjęcie wydawane jest z okazji dnia św. Mikołaja, więc będą prezenty, zabawy, różności. Dzieci są podekscytowane. Wśród podarków znajdzie się tytułowy Dziadek do orzechów i odtąd już będzie wyłącznie baśniowo.
Tak rozpoczyna się najnowsza inscenizacja baletu Piotra Czajkowskiego w Operze Narodowej, bez którego trudno już sobie wyobrazić repertuar teatralny w okresie świątecznym. Klimat spektaklu budowany jest już od pierwszej sceny i utrzymywany przez całe przedstawienie, stosownie do rozwoju akcji, którą autorzy tej inscenizacji - Toer van Schayk i Wayne Eagling, umieścili w Warszawie. Wcześniej podobną inscenizację zrealizowali w Amsterdamie i tam właśnie umieścili akcję. Jak powiedzieli podczas konferencji prasowej, akcję baletu przenoszą do każdego miasta, w którym go realizują. W Warszawie dochodzi jeszcze dodatkowy element, albowiem autor bajki, od którego się historia "Dziadka do orzechów" rozpoczęła w 1816 roku, Ernst Theodor Amadeus Hoffman, mieszkał przez jakiś czas w Warszawie jako pruski urzędnik.
To świetne przedstawienie na pewno pozostanie w pamięci dzieci, nie jest bowiem udziwnione tzw. eksperymentalnymi pomysłami twórców spektaklu. Przeciwnie, inscenizacja zbudowana została na fundamencie klasyki baletowej. Dzięki temu piękno tańca klasycznego i czytelność baletu dla młodych widzów nie nastręczają trudności. Ponadto przepiękna muzyka Piotra Czajkowskiego, oprawa plastyczna spektaklu, sceny dramatyczne, m.in. walki żołnierzyka z królem myszy i całym jego zastępem, oraz świetne wykonanie zarówno głównych partii, Klary (Aleksandra Liaszenko), Księcia (Maksym Wojtiul), Dziadka (Vladimir Yaroshenko), jak i całego zespołu - wszystko to składa się na spektakl, który chciałoby się oglądać po raz wtóry i wtóry.
Gry komputerowe i elektroniczne filmiki dla dzieci, których fabuła często aż kipi od agresji, przemocy i horroru, zajęły dziś miejsce tradycyjnych bajek. Wydawałoby się, że przez ten wirtualny świat niełatwo dziś przebić się do wyobraźni dziecięcej spektaklem tzw. normalnym, czyli takim, którego inscenizacja utrzymana jest w konwencji tradycyjnej. Okazuje się, że dzieci znakomicie odbierają właśnie tę tradycyjną konwencję, w jakiej twórcy umieścili świat baśni oraz cudowną muzykę Piotra Czajkowskiego i - co bardzo ważne - odczytują z ruchu artystów treść baletu.
Przy wszystkich zaletach spektaklu mam tylko jedną uwagę tyczącą zmiany czasu akcji. W warszawskim przedstawieniu jest inaczej aniżeli w oryginale, gdzie akcja dzieje się w wigilię Bożego Narodzenia i jedna z pierwszych scen baletu pokazuje ubieranie choinki. Wśród wielu inscenizacji "Dziadka do orzechów", jakie dotąd oglądałam, obok tradycyjnych bywały też tzw. odświeżające, czyli "nowoczesne", gdzie realizatorzy wprowadzali na scenę najróżniejsze pomysły. Czasem zupełnie nieczytelne dla dzieci. Jednak w żadnej z tych inscenizacji, które widziałam, nie zmieniano czasu akcji, zawsze to była wigilia i zawsze na scenie znajdowała się choinka. Zachowanie wierności wobec litery oryginału ma w tym wypadku niebagatelne znaczenie. Jest to przecież czas jednego z dwóch najważniejszych w roku świąt. Wigilia Bożego Narodzenia obchodzona jest bowiem nie tylko przez wiernych katolików, ale także przez niewierzących jako tradycja wpisana w kulturę, a nawet szerzej, w cywilizację łacińską. Ponadto choinka działa na wyobraźnię dziecięcą, pobudza marzenia, symbolizuje wspólnotę przeżywania tego okresu i skłania młodą widownię do identyfikowania tego, co na scenie, z tym, co widzi w domu.
Dlaczego tym razem dokonano zmiany? Realizatorzy spektaklu: Toer van Schayk, holenderski choreograf i scenograf, oraz Wayne Eagling, kanadyjski choreograf, przenieśli czas przedstawienia na Mikołajki, by - jak twierdzą - nie ustawiać na scenie choinki, którą w dalszych scenach trzeba by usunąć. Czyżby to była aż taka komplikacja dla scenografa? A może wigilia Bożego Narodzenia z całą przynależną jej symboliką już nie mieści się w ideologii poprawności politycznej i skoro czeka nas nowy, sztuczny twór pod tytułem "federacyjna Europa", teatry wykazują nadgorliwość? Chciałabym, aby to był tylko żart.
Jednak mimo tych uwag warto obejrzeć balet Czajkowskiego. Dzieci przeniesie w świat baśni, dorosłym przypomni dzieciństwo, a wszystkich zachwyci wraz z niezapomnianym, bardzo pięknie zatańczonym "Walcem kwiatów".

Temida Stankiewicz-Podhorecka krytyk teatralny
--------------------------------------------------------------------------------

"Dziadek do orzechów i król myszy" Piotra Czajkowskiego, libretto Marius Petipa/ Toer van Schayk i Wayne Eagling, chor. Toer van Schayk i Wayne Eagling, dyr. Evgeny Volynsky, scenog. i kost. Toer van Schayk, Polski Balet Narodowy i Orkiestra Opery Narodowej, Teatr Wielki - Opera Narodowa, Warszawa.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 30 gru 2011, 20:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Dlaczego nie bawią nas dowcipy o Smoleńsku?

W ostatkowy, niedzielny wieczór przebywałem wśród bliskich znajomych. Towarzystwo było podzielone na dwie grupy. Ta młodsza część oglądała „Kabaretowy wieczór dwójki”, starsza dyskutowała o różnych rzeczach. W pewnym momencie na ekranie telewizora pojawił się prezydialny stół i wiszący nad nim orzeł. „Będzie posiedzenie rządu ” - zawołało do nas któreś ze starszych dzieci. Ponieważ Górski jest to jedyny kabareciarz, którego toleruję, poszedłem bom był ciekaw, czy dalej te posiedzenia rządu są tak śmieszne jak w poprzedniej kadencji, czy może Górski stonował. Nie spodziewałem się, że to moje oglądanie wywoła dyplomatyczny konflikt i ciężki podział w rodzinie. Jeszcze zanim pojawia się Górski pomiędzy członkami kabaretowego rządu trwa dyskusja, mało śmieszna bo zupełnie nieprzygotowana. W pewnym momencie Wójcik, z dawnego „Ani Mru Mru”, strzela dowcipem, który brzmi brzmi mniej więcej tak: „A czy wiecie, że jak Wrona awaryjnie lądował na Okęciu, to Macierewicz nakręcił z tego film?". Tak? - tworzą klimat do puenty pozostali członkowie śmiesznego rządu. I w 21 sekundzie - mówi z przejęciem Wójcik, zawieszając głos - słychać strzały. Sala wybucha śmiechem, śmieje się także część mojego towarzystwa. Widocznie na mojej twarzy maluje się coś dziwnego, bo milkną szybciej niż publiczność w TV. - O co chodzi? – pytają mnie. – Przecież to nie jest śmieszne – odpowiadam. – Dawniej nie byłeś tak selektywny – mówią. Bawiły cię nawet dowcipy o religii. Zrobiłeś się stary i zrzędliwy. Jak się chcesz samobiczować, to rób to, ale daj żyć innym. Nie zabieraj nam resztek radości z życia. Chcesz żebyśmy wszyscy popełnili zbiorowe harakiri? – Ja powiedziałem tylko, że mnie, akurat mnie to nie śmieszy. Wy się śmiejcie . – I co, może mamy mieć teraz poczucie winy, że się śmialiśmy? Dlaczego to akurat miałoby nie być śmieszne? – Przede wszystkim dlatego, że jeśli ten film ze Smoleńska, nakręcony telefonem jest prawdziwy, a nikt temu nie zaprzecza, to te strzały wcale nie są czymś śmiesznym. No i jeszcze jedno. To jest kpina z komisji Macierewicza. – No i co z tego, że Macierewicza? – Ja wiem, że się można śmiać ze wszystkiego. Nawet z pogrzebu własnej matki... – Sam się śmiałeś z dowcipów o pogrzebach. – Tak i dalej mnie śmieszą dobre dowcipy o pogrzebach , ale... – Ale?.. – Nie wiem. Ten temat mnie nie śmieszy. Przeżyłem to wydarzenie jak śmierć moich najbliższych i nie będę się z tego śmiał. Wybaczcie - to mówiąc zgarnąłem moją rodzinę i wyszedłem. Było w tej naszej rozmowie za dużo emocji i żałuję, że potoczyła się ona w tym kierunku. W końcu gościłem u ludzi, którzy tak samo jak ja głosowali na PiS i którzy tak jak ja byli zaangażowani w sprawę Smoleńska. W domu żona powiedziała mi w formie wymówki – ile można żyć w klimacie strachu, zagrożenia, lęku? Ja nie chcę tak żyć. Ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa. Wałkowanie Smoleńska mi tego nie daje. - Dobrze - odpowiedziałem. Więc co? Od dzisiaj się bawimy?

http://dobre-nowiny.pl/111101/111122.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 04 sty 2012, 14:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://www.piotrskarga.pl/ps,8907,2,0,1 ... macje.html

Muzeum Narodowe w Krakowie ujawniło, że jest żydomasońskim centrum do spraw niszczenia polskiej i światowej kultury. Inaczej mówiąc - Muzeum Narodowe w Krakowie informuje nas czynem, że jest jednym z centrów światowego zdziczenia i degeneracji.

Kopia artykułu:

”Nie” dla kulturowego wandalizmu - pikieta Krucjaty Młodych

Przed Muzeum Narodowym w Krakowie odbyła się pikieta przeciwko skandalizującej wystawie Katarzyny Kozyry. Dyrekcja Muzeum uznała, że „artystka” zasłużyła sobie na prestiżową lokalizację dla swych "dzieł", wśród których są m.in.: filmy z udziałem pederastów, sprofanowany krzyż czy instalacje ukazujące dewiacje seksualne i nagość ciał starych ludzi.

W środowe przedpołudnie grupa młodych katolików z Krucjaty Młodych zaprezentowała przed gmachem Muzeum szereg transparentów, wyrażających oburzenie pseudo-sztuką autorstwa Katarzyny Kozyry. Oprócz transparentów, protestujący przynieśli ze sobą także części toalety, opisując je jako propozycje nowych eksponatów dla "nowoczesnej" kolekcji, wystawianej w Krakowie. Przedmioty te zostały przekazane władzom Muzeum Narodowego w Krakowie.

Już wkrótce zaprezentujemy galerię zdjęć oraz relację wideo z tego wydarzenia.

PiotrSkarga.pl


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 16 sty 2012, 10:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Zamiast o Katyniu

W tym tygodniu przeczytałem artykuł księdza Bartnika w „Naszym Dzienniku” w którym sytuację w Polsce przyrównuje do sytuacji w Izraelu z okresu „Królów” Judy, którzy tworzyli wspólną Unię z Egiptem (odpowiednik Unii Europejskiej). Wyklina w nim polskich polityków, głupie społeczeństwo (które głosowało za wstąpieniem do UE) i część hierarchii, za ślepotę i za to że uwierzyła w zapewnienia, że polski kler będzie (się szarogęsił jak w Polsce) mógł rozwijać chrystianizację laickiej Europy, a Polska nie utraci suwerenności. Bartnik nawet usprawiedliwia idiotyzm Jana Pawła II, który namawiał polskie głupie owieczki do wstąpienia d unijnej stajni, że ponoć był tak naiwny, że „nie wiedział”, bo mu doradcy nie powiedzieli. (No, tu ten naczelny klecha, nie był mądrzejszy od naszego wąsatego kretyna z Gdańska z Madonną w klapie). A teraz ksiądz Bartnik pomstuje i straszy cytatami z proroka Jeremiasza. Jeremiasz straszył swoich Izraelitów, że gdy się będą się zadawać z Egipcjanami, to ich wytraci. Nie Egipcjan wytraci, tylko Żydów, zaś Egipcjanie mogą dalej uprawić sodomię (dup…czyc się) z oślicami, z osłami, z kotami itp. Oto zdrowa logika!

Słowa Jeremiasza nie były skierowane do prostaków ze wsi i żydowskich biedaków ale do warstwy oświeconej, kupieckiej, właścicieli ziemskich, urzędniczej itd. Na losie biedaków i prostaków Jeremiaszowi zależało tyle co psu na piątej nodze (chociaż brał ich w obronę przed władzą i lichwą). Ale w sumie niewiele mu zależało na biedaku, tak samo jak dzisiaj hierarchii kościelnej, naszych katabasów, którzy zabiegają o względy tzw. klasy średniej, natomiast los biedaków im wisi. Do Unii Europejskiej jeżdżą ci co mają pieniądze, z Unią się kochają, bawią i kopulują ludzie majętni o dużym społecznym potencjale. I kościół nie chce tracić na nich wpływu (i ich pieniędzy).

Ksiądz Bartnik nie przypadkowo przypomina przestrogi miotane przez Jeremiasza, bowiem cóż się działo w Egipcie w tym czasie? Ulubioną rozrywką Egipcjan były wieczorno-nocne spotkania, na których kobiety i mężczyźni nosili na głowach (ogolonych) „toczki” uformowane z tłustych wonności, które rozpuszczając się od ciepłej skóry rozlewały się po całym ciele, namaszczając plecy, piersi, brzuchy, uda wonnym balsamem. Pito mocne alkohole, oddawano część światom podziemnym (bo Egipcjanie nie uznawali w religi prywatnej boga słońca i światła) i kopulowano się w półmroku, każda z każdym. Akurat tak samo jak dzisiaj w Unii Europejskiej. Gdy jeden młody pederasta, lekarz, wyjechał do pracy i na osiedlenie się do Anglii, to mi powiedział: „Teraz jestem w raju”. Miał na myśli wykwintny pederastyczny burdel.

„Młody” Kościół traci w Polsce młodych ludzi, którzy nie chcą śpiewać pod księże dyktando „Barki” i słuchać o świętym papieżu. To nie te czasy, zgrzebnego komunizmu, gdy dominikanie zwabiali pod Beczkę krakowskich studentów, obiecując im, że gdy wywrócą komunę do góry nogami, to Kościół przywrócony do władzy, zrobi ich dygnitarzami i senatorami; co się spełniło ( ale nie dla wszystkich), bo stanowiska zostały już dawno rozdane i rozprzedane, a tymczasem urodziły się nowe pokolenia gołych (w sensie bez majątku) gołodupców, mających tylko dwie ręce do pracy i nie chcących słuchać, że nagroda za ich nędzę i stracone nadzieje, czeka na nich w niebie. Więc wyjeżdżają do Niemiec, Włoch, Hiszpanii... W Polsce nie ma kto dawać kasy na tacę, a tymczasem, nasze kobiety na zachodzie poznają 77 rodzajów występnej miłości.

Nie każdy wie, że panującą powszechnie modą miłości, wśród kopulujących się par w Ameryce i w UE jest stosunek doodbytniczy. Cosik chłopu nie da włożyć (Bóg ojciec starego Testamentu, nie da włożyć) członka do waginy, po bożemu, tylko w du..pę.

Teologia Starego Testamentu jest pod tym względem manichejska i dwuznaczna – jakby napisana talmudycznym, zielonym językiem. Bo jakże to można twierdzić, że staremu Jahwe zależy na tym, żeby mężczyzna się nie zachowywał jak heteryk, ale jak pederasta. Niestety, pewności nie ma, że Jahwe nie jest pederastą (pomimo zapisu 309 kanonu w Katechizmie Rzymskim, że Bóg jest osobą bezpłciową). Bóg stworzył (przy stwarzaniu było Ich kilku) wszakże Adama na podobieństwo swoje i bardzo pragnął z nim obcować, tylko duma nie pozwalała go zabrać sobie jako osobistego kochanka do nieba. Potem stworzył Ewę, która popsuła mu szyki. Stwarzał ją bardzo prosto: ulepił z adamowego żebra podobną do niego kukłę ale bez członka. Adamowi tymczasem członek stał jak tyka i kiedy Bóg przyłożył Ewę do Adama, żeby ich ze sobą poznać, żeby dokonać gatunkowego utożsamiania i duchowej jedności, kiedy przyłożył ich przodami do siebie, stojący (jak tyka) członek Adama wszedł w krocze Ewy i wyrobił w nim analogon, dziurę odpowiadającą odwrotnym kształtom męskiego prącia.

Dlatego Adam, mężczyzna jest również stworzycielem kobiecości kobiety. Co zaś do jego wrodzonej pederastii, która go spowinowaca ze Starym Szatanem (słowo Szatan, oznacza Pan), Jahwe, tonie należy się dziwić męskim inklinacjom wkładania członka do męskiego odbytu (jako rzeczy naturalnej zakodowanej przez Jahwe), ale należy się dziwić tej inklinacji w stosunku do odbytu w pośladkach kobiecych. To już jest zboczenie! Zboczenie nad którym boleje sam Diabeł, Młodszy Szatan, syn Starego Jahwe.

To Lucyfer-Jutrzenka zapoznał seksualnie Adama z Ewą, uświadamiając im duchową jedność umysłów, ciał i narządów płciowych. Uświadomił im, że sami mogą być bogami. Ale do tego jest potrzeby członek i wagina i to jest niebo. Natomiast odbyt, to jest piekło. Stad mężczyźni szukając powinowactwa z diabłem, są najlepszymi kochankami kobiet, wkładającymi tylko do waginy, bo światem analnym, odbytem jako wejściem do podziemi się brzydzą. To kapłani wymyślili poniżają kobiety wymówkę, że przez macicę z piekła i do piekła dostaje się Diabeł. W teologii wagina służy tylko do tego, żeby mężczyzna włożył członka, bez prawa odczuwania przyjemności, złożył nasienie i uciekał od niej jak od rzeczy nieczystej. Natomiast dla Diabolosa, jest to zabaweczka, która służy mężczyźnie ku pocieszeniu. To nic, że nie jest bezpieczna i może by dla niego pułapką, kajdanami i ciężarem (szczególnie gdy chłop sobie napłodzi dzieci!), ale trudno, mało jest rzeczy bezpiecznych na świecie! Życie fiołków i konwalii zaczyna się pięknym rozkwitem a kończy uwiądem i śmiercią, ale przecież ludzka psychika jest wiecznie pulsującym źródłem wody żywej i płomykiem, który nigdy nie gaśnie. Śmierć nie przerywa mojego życia psychicznego, mojej wściekłości na zgniłe zasady istnienia świata. Mój protest i pretensje nie giną poza grobem i są wiecznie żywe. Moje obrzydzenie do tego świata jest wiecznie żywe! I tu człowiek ma coś wspólnego z Młodszym Diabłem. Tak, że pod tym względem również Chrystusa można nazwać bratem Człowieka i Młodszym Diabłem. Można powiedzieć, że Jeshua będąc człowiekiem wybił się na Młodszego Diabła..

Natomiast mężczyźni szukający powinowactwa z Bogiem (filozofowie, kapłani, poeci itp.) mają skłonności do sokrastejsko-platońskiej pederastii, jak nasi księża. Dlatego Bóg, czyli Satry Szatan, odbiera część w kościołach, w cerkwiach, Zborach itp. Watykanach , natomiast jego Syn, Szatan, Diabolos, odbiera cześć od romantycznych kochanków gdzieś nad stawem, w szuwarach, na uroczysku, w dąbrowie... Miłość w szuwarach jest szczera i romantyczna, natomiast pobłogosławiona w katedrze przez biskupa, dokonująca się interesownie i nieszczerze w mieszczańskim salonie, ma cechy prostytucji małżeńskiej.
Są ślady w Starym Testamencie pederastii Jahwe w postaci historii o Abramie, Sarze i ich synu Izaaku, oraz o nałożnicy Hagar i jej synu Onanie, wygnanym przez zazdrosną Sarę. Otóż pederastyczny Onan w tej historii jest pod opieką samego (naczelnego pederasty) Jahwe, Natomiast na heteroseksualnego Izaaka (ciepłe kluchy) Jahwe jest tak wściekły, ze każde go Abramowi zarznąć jak barana i spalić w ofierze. To, że się w końcu mityguje, nie świadczy o tym, że nie jest pederastą. Każe sobie stawiać kamienne wielkie słupy-członki wycelowane w niebo!
Tam gdzie ludzkość wyznawała matriarchalny kult Wielkiej Matki, tam lano w ofierze mleko na okrągły kamień (odpowiednik waginy).

Dlaczego Jahwe zrezygnował z ofiary z Izaaka? Bo wybrał uległość i posłuszeństwo zamiast dumnego i wojowniczego homoseksualizmu. Bowiem zdał sobie sprawę, że człowiek heteroseksualny obdarzony rodziną, nie stworzy terrorystycznych organizacji zagrażających władzy i niebu. Dla każdej władzy heterykami jest łatwiej kierować, niż bandą kłótliwych ciot, wojowniczych lesbijek i zazdrośników pederastów.
A dlaczego Jahwe kazał się Abramowi obrzezać? Bo chciał być jeszcze bliżej jego żołędzia, bez napletka. Wiele razy (zapewne) upominał swego ziemskiego przyjaciela: Abramku nie zakrywaj żołędzi napletkiem! A gdy to nie pomagało, kazał mu uciąć napletek: To ty mnie tak kochasz, że nie chcesz się pozbyć głupiego napletka? Albo ja, albo nie będzie deszczu, albo jeszcze gorzej, sprowadzę na ciebie Amalekitów! Abram zrozumiał, że o kawałek skórki nie ma się co wadzić. I w trzecim dniu po obrzezaniu, Jahwe przyszedł do domu Abrahama, żeby sprawdzić, jak cierpi, ale na widok jego cierpienia nie wszedł do namiotu przyjaciela. I kto powie, że nie jest to pedalska (i seksualna!), miłosna historia? I kto powie, że diabeł nie jest pół-kobietą? Diabolos znaczy podwójny i wmyślając się w dwoistość natury dobra-zła dochodzę do wniosku (jak i inni przede mną), że jest on zarówno mężczyzną jak i kobietą. Jak mityczny Androgynos, z religijnych pism mistyczno-miłosnych Platona. Człowiek doskonały!

Ja rozumiem, że skrobanki są drogie, że pastylki antykoncepcyjne są drogie, a przez gumkę partnerzy nie odczuwają siebie jak powinni i nie mają przyjemności… ale żeby mogąc się kochać po bożemu, wybierać seks analny jako lepszy i przyjemniejszy, to nie rozumiem tego zboczenia.
I o to też Bartnikowi chodzi. Nie wiem tylko, czy czcigodny autor zdaje sobie sprawę, że ten kij ma dwa końce. Że powrót zepsutych na zachodzie mężczyzn i kobiet na łono naszej ojczyzny, wcale nie musi oznaczać powrotu ma łono Kościoła, gdzie się czci Starego Szatana, Boga Ojca ze ST (Jahwe), który utrzymuje swym kapłańskim autorytetem ten piekielny sens (etos) tego świata; gdzie panuje Barack Obama, naczelnik amerykańskich rzezimieszków w zielonych bertach, nasi polscy oprawcy rezydujący w Warszawie, nasi bankierzy i kamienicznicy, z łaski których mamy nędzną pracę, lichy opał i drogie mieszkanie. Oni wszyscy panują, jak twierdzi św. Paweł z poręki Starego Szatana, Boga Ojca, naczelnika wszystkich naczelników i satrapy wszystkich satrapów świata (i kosmosu). Jest to on, Szatan (Sultan, Szejtan, Pan) jest przeciwny szczerej prawdziwej miłości, bo ona przeszkadza w bankierskich i gospodarczych interesach tego świata. Bowiem interesem tego świata i jego sprężyną jest prostytucja, lichwa, kłamstwo (przyrzekane przy ślubnie przed ołtarzem) i prostytucja małżeńska. Tak, że jedynym sakramentem coś wartym między kochającymi się ludźmi, to sakrament brany u polnego Boruty nad stawem w szuwarach. Dlatego Kościół Łagiewnicki (w czym się zgadzam z Bartnikiem) jest taki niebezpieczny dla moralności Polaków.

http://zelkan.salon24.pl/381593,zamiast-o-katyniu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Ku jakiej kulturze zmierzamy?
PostNapisane: 27 sty 2012, 08:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30845
Cenzura w kulturze

Z dr Moniką Herrero, dziekanem wydziału dziennikarskiego Uniwersytetu Nawaryjskiego w Pampelunie, rozmawia Agnieszka Żurek

"Żyjemy w społeczeństwie informacyjnym" - to zdanie wyrecytuje każdy licealista. Nie bardzo chyba jednak wiemy, co to właściwie znaczy.
- Dzisiaj możemy otrzymać za darmo informację na każdy temat. Jaką tylko chcemy. Są to jednak na ogół wiadomości na poziomie bardzo ogólnym. Ludzie, zwłaszcza młodzi, rzadko kiedy mają zwyczaj ich pogłębiania - tym bardziej jeśli trzeba za to zapłacić, choćby kupując gazetę. Myślę, że w sposobie pozyskiwania dostępu do informacji przeszliśmy prawdziwą rewolucję. Stało się to dzięki internetowi, który zapewnia dostęp do darmowych wiadomości. Powszechny dostęp do internetu sprawił, że odzwyczailiśmy się od płacenia za informacje.

Stracił na tym prestiż zawodu dziennikarza?
- Zawód dziennikarza jest często niedoceniany, a dziennikarze bywają oskarżani o całe zło tego świata. Tymczasem wciąż nie brakuje młodych ludzi, którzy wybierają tę pracę. W Hiszpanii mamy ponad 50 szkół komunikacji medialnej. Co roku opuszcza je 20000 absolwentów dziennikarstwa, public relations i reklamy.

Znajdują zatrudnienie w swoim zawodzie?
- Praca dziennikarza nie jest dobrze opłacana, stypendia naukowe nie są wysokie - wynoszą około 500 euro miesięcznie. Nie jest to kwota, za którą można normalnie funkcjonować w Hiszpanii. Tak nie powinno być, ale żeby temu zaradzić, trzeba by było zmienić kulturę odbiorców przyzwyczajonych do tego, że informacje otrzymują za darmo.

Z jednej strony za darmo, z drugiej informacja bywa traktowana jak towar. Wiele mediów pozostaje w rękach prywatnych właścicieli, którzy od zatrudnionych dziennikarzy oczekują prezentowania określonej wizji rzeczywistości.
- W świecie mediów istnieje coś, co możemy nazwać "identyfikacją z określoną marką". Jeżeli dziennikarz wybiera pracę w określonym medium, na ogół wie, czego się spodziewać, jaki system wartości wyznawany jest w danym środowisku. Media mogą być rozmaite, to normalne - istnieje przecież pluralizm. Tę samą sprawę można opisywać z różnych punktów widzenia. Ważna jest uczciwość. Istotne jest także to, żeby identyfikacja z marką była przejrzysta. Dziennikarz powinien mieć możliwość podjęcia pracy, w której jego przekonania są przynajmniej szanowane.

Dziennikarze bywają ograniczani presją reklamodawców?
- Ta presja może być zarówno negatywna, jak i pozytywna. W Hiszpanii byliśmy ostatnio świadkami takiej właśnie pozytywnej presji ze strony reklamodawców. Pewien program rozrywkowy - reality show "La Noria", zaprezentował wywiad z matką mordercy młodej kobiety, która na wizji broniła swojego syna. Reklamodawcy, którzy wcześniej wspierali ten program, zdecydowali się wycofać swój sponsoring. Mimo że był on nadawany w najlepszym czasie antenowym, reklamodawcy odmówili wspierania go ze względu na prezentowane w nim treści. Program zniknął na pewien czas z anteny. Wrócił, kiedy jego wydawca przeprosił publiczność.

Reklamodawcy zareagowali sami z siebie czy pod naciskiem opinii publicznej?
- Wielką rolę odegrały tu portale społecznościowe, takie jak Twitter i Facebook.

Można pokusić się o twierdzenie, że ludzie są już zmęczeni przemocą promowaną w mediach?
- Tak. Dzięki portalom społecznościowym odbiorcy mają także więcej możliwości organizowania się niż kiedyś. Zwiększyła się zatem siła ich oddziaływania. Portale społecznościowe mogą być także dobrym źródłem pozyskiwania talentów dziennikarskich. Bywa, że popularni blogerzy stają się z czasem znanymi dziennikarzami. Zdarza się nawet, że seriale zamieszczane z początku jedynie w internecie, z czasem trafiły na ekrany telewizyjne. Odbiorcy środków komunikacji mają większy niż kiedyś wpływ na ich treść i mogą wpływać także na ich jakość. Kiedyś nie było to możliwe. Można było oczywiście działać w stowarzyszeniach zrzeszających widzów i w ich imieniu zabierać głos, był on jednak na ogół słabo słyszalny. Teraz dzięki portalom społecznościowym można szybko zwołać na przykład bojkot konsumencki, który będzie w stanie "zdjąć program z anteny". To bardzo dobre zjawisko.

Dziennikarze pracujący w głównych mediach na ogół wiedzą, jaka jest obowiązująca linia władzy i wyczuwają, o czym można pisać bezpiecznie, a jakiego tematu lepiej nie dotykać.
- Tak, cenzura wewnętrzna istnieje także w hiszpańskich mediach. Myślę zresztą, że tak jest w całej Europie. Wynika to zapewne z ogromnej siły, jaką mają koncerny medialne. Dziennikarstwo nie jest łatwym zawodem. Na blogu oczywiście możesz napisać, co chcesz, ale tym, na co zwraca uwagę opinia publiczna, nie jest twój blog, ale to, co napiszą główne gazety. Co ciekawe, liczba czytelników papierowych wydań gazet się zmniejszyła, ale liczba osób identyfikujących się z danym tytułem pozostaje taka sama.

Czy rząd hiszpański zapowiada jakieś ograniczenia w dostępie do informacji w internecie? Nasz premier tego nie wyklucza.
- Czy on jest komunistą?

Mówi, że nie.
- Cenzura internetu istnieje w Chinach. Kiedy odwiedziłam Chiny, byłam tym przerażona. Mimo że przyjechaliśmy tam jako zagraniczna delegacja i mimo że mieszkaliśmy w "prozachodnim" hotelu, kiedy chcieliśmy skorzystać z internetu, nie mogliśmy po prostu włączyć komputera i uruchomić przeglądarki. Korzystaliśmy z niego pod kontrolą. Możemy wiele mówić na temat ekonomicznego rozwoju Chin, na temat perspektyw handlu z tym krajem, ale dopóki ceną za to jest wolność, jest to nie do zaakceptowania. Jestem bardzo zaniepokojona sytuacją w Chinach. Pamiętam, kiedy po wizycie w tym kraju chcieliśmy wysłać poznanej katoliczce - kierowcy taksówki z Pekinu - kilka książek z dziedziny duchowości. Wysłaliśmy e-mail na adres ambasady z pytaniem, czy nie narazimy w ten sposób tej kobiety na przykrości. Dostaliśmy odpowiedź z innego adresu e-mailowego niż ten, pod który pisaliśmy. Poproszono nas, żebyśmy na przyszłość nie zadawali tego rodzaju pytań e-mailem i żebyśmy absolutnie nie wysyłali do Chin lektur na tematy duchowe, bo ich adresat będzie miał z tego powodu poważne problemy. Żyjemy z XXI wieku, a wciąż istnieje cenzura i brak wolności wyznania.

Europy też to dotyczy?
- Tak, ale moim zdaniem nie tyle w sferze informacji, ile w sferze rozrywki i kultury. W Hiszpanii istnieje wiele tytułów gazet i mimo że te reprezentujące światopogląd katolicki - takie jak "ABC" czy "El Razon" - nie są może tymi najlepiej się sprzedającymi, to jednak można tu mówić o pluralizmie. Inaczej jest natomiast w rozrywce. Tutaj obowiązuje monopol światopoglądu rodem z amerykańskich seriali, takich jak "Przyjaciele". Wczoraj byłam w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, spotkałam się z młodymi ludźmi i zapytałam ich, ilu z nich oglądało bądź ogląda ten serial. Zdecydowana większość odpowiedziała twierdząco. Większość młodych chciałaby wręcz żyć tak, jak bohaterowie tego serialu. To jest prawdziwy problem. Można sobie nie zdawać z tego sprawy, ale to, co oglądamy, ma na nas ogromny wpływ. Czasami naśladujemy pewne modele na poziomie podświadomym. Kultura, w jakiej żyjemy, wywiera wpływ na nasze wybory, na kształtowanie się naszego systemu wartości, na nasz styl życia. Przekaz audiowizualny ma wielką siłę. Nie stoję na stanowisku, że kultura popularna ma prezentować wyłącznie żywoty świętych, ale uważam, że powinna dobro pokazywać jako dobro, a zło jako zło. Jest to wielkim zadaniem dla scenarzystów i reżyserów. Na moim uniwersytecie w Nawarze mamy studia magisterskie w dziedzinie pisania scenariuszy. Stanowi to pewną odpowiedź na potrzeby naszych czasów.

Uważa Pani zatem, że większym problemem niż brak dostępu do informacji jest określony profil współczesnej kultury, pod wpływem którego informacje tracą na wartości?
- Tak. Dostęp do informacji mamy właściwie nieograniczony, ale filtrujemy je - nawet podświadomie - przez klisze, które wdrukowała nam popkultura. Podam przykład: w chwili przegłosowania w Hiszpanii prawa do zawierania układów homoseksualnych na wzór małżeństw w serialach "rodzinnych" geje i lesbijki pojawili się jako pozytywni bohaterowie. Oczywiście, homoseksualiści są dziećmi Bożymi i należy im się szacunek, ale nie oznacza to, że należy ich pokazywać w serialach dla młodzieży jako modele godne naśladowania, jako ludzi lepiej niż inni ukształtowanych i pełniej przeżywających swoją egzystencję.

W kulturze nie istnieje zatem pluralizm medialny?
- Nie, w godzinach najwyższej oglądalności w telewizji zupełnie nie ma pluralizmu kulturowego. Nie jest to tylko wina promowania określonego światopoglądu, ale także tego, że media katolickie zaniedbują często ofertę rozrywkową, przez co nie stanowią konkurencji dla mediów laickich. Oferta rozrywkowa jest w katolickich mediach często pomijana bądź prezentowana na dość niskim poziomie. Z tego powodu nie przyciąga widzów. To samo dotyczy internetu. Strony katolickie często kładąc nacisk na zawartość merytoryczną, uważają, że ona sama się obroni i że niepotrzebna jest jej atrakcyjna oprawa graficzna. Media katolickie bywają niedoceniane, miewają niską oglądalność, ponieważ bywają po prostu nieatrakcyjne. Trzeba dbać zarówno o zawartość merytoryczną, jak i o wysoki poziom jej prezentacji.

Może Pani podać jakiś pozytywny przykład w tej dziedzinie?
- Opiszę to na przykładzie naszej uczelni. Uniwersytet w Nawarze należy do Opus Dei, jest prywatną uczelnią katolicką. Studiują tutaj jednak nie tylko katolicy, ale także wielu niewierzących. Wybierają naukę właśnie w tym miejscu ze względu na wysoki poziom kształcenia i dobrą reputację, jaką cieszy się uniwersytet. Moi studenci pracują w różnych miejscach. Nie chodzi o to, żeby stworzyć wąską grupę katolików przebywających razem. Dużo bardziej katolickie jest szukanie kontaktu z innymi ludźmi.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my07.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 73 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /