Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 20 gru 2011, 13:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Antologia poezji katyńskiej

Pomysł tej antologii chodził za mną od dawna, ale wciąż coś go spychało na dalszy plan. Wreszcie pan Andrzej Piekarski, wnuk generała Wacława Piekarskiego, przysłał mi wiersz Hemara „Katyń” i uznałem, że dość tego zwlekania. Początkowo chciałem wprowadzić jakiś układ w antologii, ale zrezygnowałem. Wiersze prezentuję w tej kolejności, w jakiej je znajdowałem w googlu.


Marian Hemar

Katyń

Tej nocy zgładzono Wolność
W katyńskim lesie…
Zdradzieckim strzałem w czaszkę
Pokwitowano Wrzesień.

Związano do tyłu ręce,
By w obecności kata
Nie mogła ich wznieść błagalnie
Do Boga i do świata.

Zakneblowano usta,
By w tej katyńskiej nocy
Nie mogła błagać o litość,
Ni wezwać znikąd pomocy.

W podartym jenieckim płaszczu
Martwą do rowu zepchnięto
I zasypano ziemią
Krwią na wskroś przesiąkniętą.

By zmartwychwstać nie mogła,
Ni dać znaku o sobie
I na zawsze została
W leśnym katyńskim grobie.

Pod śmiertelnym całunem
Zwiędłych katyńskich liści,
By nikt się nie doszukał,
By nikt się nie domyślił

Tej samotnej mogiły,
Tych prochów i tych kości –
Świadectwa największej hańby
I największej podłości.

*

Tej nocy zgładzono Prawdę
W katyńskim lesie,
Bo nawet wiatr, choć był świadkiem,
Po świecie jej nie rozniesie…

Bo tylko księżyc niemowa,
Płynąc nad smutną mogiłą,
Mógłby zaświadczyć poświatą
Jak to naprawdę było…

Bo tylko świt, który wstawał
Na kształt różowej pochodni
Mógłby wyjawić światu
Sekret ponurej zbrodni…

Bo tylko drzewa nad grobem
Stojące niby gromnice
Mogłyby liści szelestem
Wyszumieć tę tajemnicę…

Bo tylko ziemia milcząca,
Kryjąca jenieckie ciała,
Wyznać okrutną prawdę
Mogłaby – gdyby umiała.

*

Tej nocy sprawiedliwość
Zgładzono w katyńskim lesie…
Bo która to już wiosna?
Która zima i jesień

Minęły od tego czasu,
Od owych chwil straszliwych?
A sprawiedliwość milczy,
Nie ma jej widać wśród żywych.

Widać we wspólnym grobie
Legła przeszyta kulami –
Jak inni – z kneblem na ustach,
Z zawiązanymi oczami.

Bo jeśli jej nie zabrała,
Nie skryła katyńska gleba,
Gdy żywa – czemu nie woła,
Nie krzyczy o pomstę do nieba?

Czemu – jeśli istnieje –
Nie wstrząśnie sumieniem świata?
Czemu nie tropi, nie ściga,
Nie sądzi , nie karze kata?

*

Zgładzono sprawiedliwość,
Prawdę i wolność zgładzono
Zdradziecko w smoleńskim lesie
Pod obcej nocy osłoną…

Dziś jeno ptaki smutku
W lesie zawodzą żałośnie,
Jak gdyby pamiętały
O tej katyńskiej wiośnie.

Jakby wypatrywały
Wśród leśnego poszycia
Śladów jenieckiej śmierci,
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.

I tylko p a m i ę ć została
Po tej katyńskiej nocy…
Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy

I woła o s p r a w i e d l i w o ś ć
I p r a w d ę po świecie niesie –
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.

23 kwietnia 1965




Wacław Kruk

***

Modlę się Panie za kraj, który w męce
I krwi serdecznej pławi się zalewie
Modlę się za naród co żyje w udręce
Za niegasnące otuchy zarzewie
W piersiach co wierzą w Ojczyzny powstanie
Modlę się Panie.

Modlę się Panie, a modli się ze mną
Woń pobojowisk i młodej krwi strugi
Modli się mogił i krzyży rząd długi
I konających jęki co w noc ciemną
Ku Tobie wznoszą o wolność błaganie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie stratowane zboża
Modlą bombami zaorane pola
Modli samotna opuszczona rola
I kraj ten cały od morza do morza.
W którym rąk wkrótce do pracy nie stanie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie gruzy miast i zgliszcza.
Wsi popalonych sterczące kominy
Szczątki kościołów, samotne ruiny.
Świadkowie strasznych scen smutne dworzyszcza
O łaskę Twoją i zamiłowanie
Modlę się Panie.

Modli się Panie polska ziemia wszystka
Jej wszystkie dawne i nowe kurhany
I całe morze łez i krwi przelanej
Lasy i pola i łąki i rżyska
O wyzwolenie i zmartwychwstanie
Modlę się Panie.

Modlą się Panie a ja razem z nimi
U stóp Twoich kajam się w prochu i pyle
Byś skrócić zechciał wyczekiwań chwile
I by nie były modły daremnymi
O łaskę Twoją i próśb wysłuchanie
Modlę się Panie.

Wacław Kruk został zamordowany w Katyniu. Wiersz- modlitwę odnaleziono podczas ekshumacji ciała w 1943 roku.



Lech Piwowar

Żołnierz, który klęczy

Gwiazdy, gwiazdy – wzgarda i łaska!
Oto jest niebo, sina koszula żołnierzy,
obce sercu, wrogie głowie, dalekie ciału,
rozdarte w bombowych blaskach -
widziałem, jak okrywał się nim, nie okryty chwałą,
żołnierz, który nie wierzył.
Szrapnele w lasach rozdzierają w strzępy jesień,
w polu tropi zające samolot myśliwski.
Jest to pejzaż pogardy dla człowieka, więc nie ma tu ludzi,
ja jestem tylko drzewem w nocnym lesie
i rozsypuję suche złoto liści
na kompanie, co śpi – aby Bóg jej nie budził.
Lecz świt wszystkie objawia drogi -
i tym, którzy we śnie drżą w objęciach żon,
i tym, co pamiętają sakralne gesty papieża,
i tym, co jadą na okrętach zalanych mgłą -
wszystkim we śnie wszystko było na ścieżaj.
I samolot w te sny wbił swój warkot!
Kto widział zabite miasta, tego zabity sen nie trwoży,
lecz kompania, wybita z cienia, mrugała oczyma jak ślepe dziecko.
Powinienem to na zawsze zostawić pod powieką martwą,
Zakryć milczącym i zabójczym nożem -
Wszyscyśmy wtedy ujrzeli strach uderzający zdradziecko!
Oficer jak Mojżesz prowadzi w morze ognia,
tak głębokie, jak wysoko do nieba,
tak szerokie, jak horyzont, który kompanie okrąża,
Boże łagodny! Boże mleka i chleba!
Oto litania, której nikt pomyśleć nie zdążył.
A w środku tego morza szara muszla bólu,
wśród kompanii, która przyrastała do zielonych bruzd,
jeśli żołnierz, co klęczy i wyciąga ręce.
Krzyczy jego ciało, on najżarliwiej do ziemi się tuli,
Nie wiem, jakie słowo wyjąć mu z czarnych ust?
Ja jestem drzewo i zamilkam w męcie.

Wiersz powstał w obozie jenieckim w Starobielsku. Autor został zamordowany w Charkowie w 1940 roku.



Kazimiera Iłłakowiczówna

O Boże!

O Boże!…
Najpierw jechali długo,
wieziono ich wiosenną szarugą.
Ilu ich było? Dwa? Pięć? Osiem? Dwanaście tysięcy?…
Pamiętamy ich zbrojnych i hojnych,
pamiętamy młodziutki przed wojną.
O Boże!

Nie myśleć więcej.
Każdy dzień ma swoją pracę.
a tamto – nie wraca.
A jednak.
O czym myślał, zanim umierał
za szeregiem walący się szereg?
Będziemy kiedyś wiedzieli,
skoro już wyszli spod ziemi.
Ktoś ocalony cudem,
ktoś schowany przypadkiem w rowie
straszliwą opowieść opowie:
czy szarpały ich ręce brudne?
czy poszli na rzeź bez oporu?
czy konali wiosennym wieczorem?
czy zabito ich w mroźne rano?
O Boże!

Czy im
się pożegnać dano?
Czy do końca, aż kat wystrzelił,
o niczym nie wiedzieli?
Jeden był jedynak u matki.
a drugi u ojca ostatni;
a trzeci popełnił zbrodnię
i jeszcze jej nie zamodlił.
U czwartego synek i żona,
piątemu wielkość sądzona.
Jak to być może?!
a katów przecie także Pan Bóg stworzył.

O Boże,
który w jaskółce mieszkasz, co obłoki mija,
i w jastrzębiu, co w locie jaskółkę zabija,
i w kwiatuszku – wypieszczonym w cieniu leśnych malin,
i w tych, co i maliny, i kwiat podeptali.
Który zlatujesz ogniem w pędzącym pocisku
i w mózgu świecisz, co od ciosu się rozpryska.
Który jesteś – i to mię zdumiewa najwięcej -
Jednocześnie w Polaku, Moskalu i Niemcu.

O Boże,
z tej wichury, co pali pół świata,
zstąp i zamieszkaj, błagam Ciebie,
nie w dzieciach, nie w kwiatach,
nie w czystych duszach, ani w jasnych wodach,
ale w sercach katów!

1943



Jerzy Zagórski

Ballada o Koziej Górze

Sosnowy las, piaskowe wzgórze,
Dniepr wąski tu, a chmury nisko.
Znasz wydmy te nad rzek łożyskiem
Gdzie lasów takich szemrze dużo.

Czterysta lat egzulów ziemio
Na powrót wojsk oczekiwałaś.
Łupieżcy moc i własna małość
Coraz się dłuższym kładły cieniem.

I przyszło wojsko. Wiesz jak przyszło.
Wróciło bój ostatni wygrać.
Co drugi ma rycerski ryngraf
I leżą na pobojowisku.

Bo gdzie Rosjanin stopę oparł,
Tam kość pod każdej ziemi bryłą;
Tchórzliwy kat uderza z tyłu,
Gnijącej krwi nocami opar.

Szukała matka syna zwłoków
W każdym wrześniowym mężnych rowie.
Pewnie, że w szarży padł się dowie
Z szablą na czołgi w grzmiącym skoku?

A było tak: na ustach kneble,
Na głowie worek miast wawrzynu,
Po plecach bagnet nieraz spłynął.
Dziś leżą warstw zlepionych szczeble.

Tu braknie łez. A do krwi ręka
Nieuzbrojoną pięść zaciska
W bezsilnej hańbie cmentarzyska
Nad którym serce z bólu pęka.

O matko! Mężnie przyjm męczeństwo!
Czy znasz wyroki Świata Władcy?
Pół roku syn po wąskiej kładce
Szedł ku największym dni tych wieńcom.

Przesłanie: Jest Bóg. W pamięci Jego krążą
Wszystkie zgłębione ludzkie sceny.
Wymiary spaja sieć oceny
I myśl a słowo z czynem wiążę.

1943



Kazimierz Wierzyński

Nekrolog
(fragment)

Dla tych, którzy musieli kopać własny grób,
Którym ręce wiązano z tyłu i kazano klękać przed jamą,
Których wieźli barkami i zatapiali na środku Morza Białego,
Po których nic nie zostało,
Nawet nazwisko,
Żadna wieść -
Dla nich nie pisze się nekrologów,
Dla nich jest tylko pamięć wdów
Albo żebracze modlitwy matek
Albo zdziwione spojrzenia dzieci
I z dnia na dzień rosnąca powoli błona
Nie dość śmiertelnej rany.
Z nocy na noc rosnąca powoli cisza
Przedawnionego nieszczęścia,
Która zagłusza krzyk i wołania
niepocieszonych,
Nawet jęk.
Zbrodnio niezmierna,
Ziemio wierna;
Wieczne odpoczywania,
Requiem aeterna.

1954




Zbigniew Herbert

Guziki

Pamięci kapitana Edwarda Herberta

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
Z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie

są aby świadczyć Bóg policzy
i ulituje się nad nimi
lecz jak zmartwychwstać mają ciałem
kiedy są lepką cząstką ziemi

przeleciał ptak przepływa obłok
upada liść kiełkuje ślaz
i cisza jest na wysokościach
i dymi mgłą smoleński las

tylko guziki nieugięte
potężny głos zamilkłych chórów
tylko guziki nieugięte
guziki z płaszczy i mundurów



Ronald Śliwiński

Katyń

Gdy musieliśmy ulec nawale,
Niemieckiej siły, bo nas zepchnięto,
Gdy walczyliśmy we krwi i w chwale,
Znienacka bagnet nam w tył wepchnięto.

Rany, bolesne tym bardziej były,
Że je słowiańskie ręce zadały,
Że znowu w hańbie i łzach brodziły,
Darły bestialsko, wściekle szarpały.

Mało im było nas sponiewierać,
Bólem porażki, nędzą cierpienia.
Tysiące wzięli aby rozstrzelać,
W przypływie szału zezwierzęcenia.

Gdy mnie żywego do grobu kładli,
Ze związanymi z tyłu rękoma,
Rzuciłem klątwę: „By trupem padli”,
Za taką masę, która tu kona.

Niektórych oddech szybki słyszałem -
Gdy mi do głowy broń przyłożyli -
Spiąłem się mocno, na ciele drżałem.
Tamci zamilkli, bo już nie żyli.

Później, gwałtownie ciemność nastała,
A po niej jasność wielkiej światłości,
To brać anielska w Niebie witała,
Nas, oficerów ofiar podłości.

Spisku i zemsty armii sowieckiej,
Która z Hitlerem pakt ułożyła,
O akcji skrytej, wojnie zdradzieckiej,
Później zdradzonej sama krwawiła.

My, martwi chcemy by pamięć żyła,
Wraz z ziemią, naszą krwią obryzganą,
Aby w umysłach na zawsze była:
Zbrodnia Katyńska – nie zapomnianą.


Barbara Gruszka-Zych
cykl w lesie katyńskim

ta polska trawa na rosyjskiej ziemi
rozstrzelany nauczyciel geografii
przestał powtarzać uczniom o granicach

* * *

prawnicy geodeci lekarze
bardzo dużo nauczycieli mówi Błażej
który jeszcze się uczy
tu w Katyniu chodząc po lesie

* * *
nocą ciemność jak ziemia
na ich
i naszych oczach

* * *
językiem śniegu nie ognia
mówi zapałka
nad zniczem w katyńskim lesie

* * *
nie podpalimy zniczami lasu katyńskiego
tyle tu drzew
przeszło sześćdziesiąt lat rosło z jedną myślą

* * *
tysiące płomyków trawy
nad tysiącami rozstrzelanych
zgasi je zima

* * *
poranne mgły
nad dołami śmierci
jak oddech zbudzonych

* * *
tysiące imion i nazwisk
już na zawsze za morzem
tysięcy kilometrów



ppor. Andrzej Riegier
jeniec Katynia
***

Odszedłem tak jak sen
I znikłem niby cień
A ty z uśmiechem swym
Zostałaś w domku tym.

Gdzie śmiał się cudny świat
Z przeszłości pięknych dni
Śpiewałaś pięśń o której
Ktoś z daleka śnił.

Czy wrócą chwile te
Gdy pieśni śpiewał wiatr
a słońce patrząc się
Kroczyło grzbietem Tatr.

Dzielą nas setki mil
Czy wrócę prędko tam
Gdzie śpiewasz pieśń
Tam w domku tym
Pieśń, którą znam.

Zostałaś tam w tym domku bielutkim jak śnieg
W tym domku, do którego ów ktoś zawsze biegł
Zostałaś, czy myślisz jak dawniej znów
Czy myślisz tak Zosieńko mów.


Bolesław Redzisz
jeniec Kozielska

Msza święta

W Kozielsku mrocznym lochu, gdzie wilgoć ze ściany
Jak łzy męczeńskie płynie, w rozpaczy oparach
Poczęła się odwieczna i święta ofiara,
I broczą krwią niewoli Chrystusowe rany.

Płomienie serc miast świecy palą się w ołtarzu,
Kadzidła modlitewne ścielą się pod stopy,
Jak wyrzut „Twoja wola Panie” bije pod stropy,
I mrok się gęsty sączy przez ościenne witraże.

Na ziemi, gdzie wyrosła kraina Nerona,
Miast dzwonów biją w niebo wartownika kroki.
Przez drut kolczasty Chrystus schodzi w piwnic mroki
Tam gdzie wolność zabito, by za wolność konać.



ks. Jerzy Czarnota

Lista strat

Katyń Kozielsk Ostaszków Starobielsk
wiele rodzin do dziś nie może zrozumieć w tej rozpaczy
potwierdzonej londyńską listą
są przy nich resztki świadectw
medalik fotografia papierośnica
z kulą w głowie
świadczą przeciw kłamliwym wyrokom
po drugiej stronie ciszy



Witold Dąbrowski

***

Leżą, strzelani w ciemię
w tych swoich grobach płytkich, siwieją z przerażenia.
Z wolna wzrastają w ziemię
żył czarnych chwytne nitki
wojsko się zakorzenia
W żadnym z okopów tylu
nie zaznali takiego
z piaskami spokrewnienia.
Daj mi prawo azylu,
ziemio kraju obcego
i siwiej z przerażenia.
Nad ich grobem ogromnym
niedoekshumowanym
ptaki krzyczą o świcie.
O czym one tak krzyczą,
że z niczym się nie liczą?
Czemu ich nie słyszycie?
I niech to nas pouczy,
że dym Troi się włóczy
przez setne pokolenia
W tej ptasiej asyście
Olszyn wiosenne liście
siwieją z przerażenia.
O ptaki obcej ziemi
krzyczcie,
bo myśmy niemi
i siwi z przerażenia
jak olchowe białe
spodem liście omszałe,
które są pełne płomienia.




Halina Młynarczyk

***

Przyszliśmy do Was tu,
Złożyć u Waszych stóp
Rozkwitłe pąki.
Wasza żołnierska cześć
I Wasza męka!
W katyńskim lesie
Wschodzą Wam zorze
Wieczny spoczynek
Daj dobry Boże!

Pragnieniem naszym
Oddać Wam chwałę
Ugiąć kolana
W tym miejscu krwawym
W katyńskim lesie
Szumią Wam Brzozy
I odpoczynek
Daj wieczny Boże!

1989



Stefan Gołębiewski

***

Pod niebem ciężkim jak ołów
Salwy mgłę leśną rozdarły
Stosy ciał strącone do dołów
Z na pół żywymi zmarli

Nikt straconych nie uczcił
Tylko do katyńskich dołów
Deszcz z płaczem się rzucił
Pod niebem ciężkim jak ołów


Jan Twardowski

Bez kaplicy

jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozostać nie umie
przeszła przed Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka niewierzących
nie płacze
rozumie



Alicja Pomian – Pożerska

Upiór

Jestem czerwiem przemletym kształtem
wszystkich ciał skazańców
Złożonych na dole wspólnych dołów śmierci;

A w mych oczach noszę grozę wszystkich mąk konania,
A w ustach skowyt tortur.
Jestem na wskroś przerosły korzeniami lasu,
Który dźwigam na bokach na wieczność skazany;

Jestem przekleństwem epoki,
O pomstę wołaniem;

Jestem na wyrok sprawiedliwości cierpliwym czekaniem…
Przeklętym, z wnętrza ziemi wyrzuconym płodem;

Jestem zbrodnią.
Pamięci, której sam pomnikiem staję.

Niech się nie ważą szukać mojego ciała
Ci, którzy widoku upiorów się boją.


Jan Górec – Rosiński

Katyń

W czyje sumienie
Wpisano te groby
Czyje usta
Zakneblowano milczeniem
Czyją pamięć
Zalano wapnem

mordercy w słońcu
niewinni

nam zostało
tylko epitafium



Kazimierz Józef Węgrzyn

Katyń
(Refren i muzyka Bogusław Cebulski)

Lata przemijają, historia się toczy
Morderca bezczelnie spogląda nam w oczy!
Na skraju pogardy, gdzie umarło słowo,
Leżą Nasi Bracia z przestrzeloną głową!

Ref. Siostry,Bracia – Polacy
Wiersz o Katyniu śpiewamy!
Siostry, Bracia – Rodacy,
My,My- Pamiętamy!

Z raną po bagnecie i sznurem na rękach,
Naszego narodu, Golgota i męka!
Zapisana pamięć, ołowianą łzą,
I skowyt dwóch bestii, zachłyśniętych krwią!

W zbiorowej mogile, pod kłamstwem tyrana,
Naszego Narodu,nie zgojona rana.
W krzyżach i pamięci,grobowe milczenie,
Co woła do świata o ludzkie sumienie!



Maciej Krzysztof Dąbrowski

Katyń

Miejsce, nad którym stoję
- wielkim kawałkiem mnie…

choć niby tchnie spokojem
sprawia, że cały drżę
wsłuchany w lasu ciszę,
jak w ojca głos…

Mały smyk – słucham …

to mówi Ziemia …
Ten głos narasta w krzyk,
a pamięć w dal unosi
szczenięcych moich lat,
kiedy zbyt mały, słaby -
wyruszyć dałem w świat…

O Ojcu, co zdradzieckim
w tył głowy strzałem padł,
sen – wrył się w serce dziecka
obrazem krwawym…

Kat…

W Katyniu go zgładzono -
tak zdecydował “brat”.
Tam – Ojca mi zdradzono…
Tam obraz krwawy.

Kat… Kazano kochać kata… !

Okrutnych tyle lat
bezkarnie mógł pomiatać
historią „Wielki Brat”
nasz “Wielki Dobroczyńca”,
„Obrońca”,
„Słońce”,
„Wódz”…

Do dziś !
… bo dziś mam siłę, by mu wybaczyć móc!

… bo dziś wybaczyć mogę
wam – piewcy tamtych dni -
zbrodnie i kłamstwo wasze…

… gdy prawdę dacie mi!




Jacek Kaczmarski

Katyń

Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej – do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte – krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów – robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi -
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.

Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży -
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi – więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać – trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.

Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia – bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje – wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty – dla orła sokoła…

„O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci…”

29.8.1985



Jan Olechowski

Rejestr Katynia

Pamięci Olgierda Szpakowskiego (zginął w Starobielsku)

Przeczytaj rejestr katyński
Imiona… martwe wyrazy
I zmów litanię za wszystkich
Bez ust, bez oczu, bez twarzy

Cyfra kamieniem milczenia.
Śmierć przywaliła okrutną.
O usta, których już nie ma
Jakże wam krzykiem wybuchnąć!…

Oczy wyżarte cierpieniem
W noc pogrążone, nieme,
Jakimże strasznym spojrzeniem
Przyszło wam żegnać tę ziemię

W dni nasze kruche i drżące
Niech wspólny los nasz uniesie
Ostatni gest konających
Zdradzonych w Katyńskim Lesie

Wiatr groby rozdarte liże
Ślad zasypuje morderców…
Módlmy się, smutni, pod krzyżem
O prawo do własnej śmierci.



Marian Jonkajtys

Modlitwa do Matki Boskiej Katyńskiej

Zbawienie Wieczne – racz wyjednać Pani
Tym, którym śmierć ponieść przyszło
W Katyńskim Lesie strzałem w tył głowy
W odwecie za „Cud nad Wisłą”!

Matko Święta!
Gdy Syn Twój
Za nas skonał w męce,
Ty ciało Boga-Syna
Wzięłaś w Swoje ręce,
Ciało Boga-Człowieka
Wzięłaś w ręce obie –
Zdjęłaś z Krzyża
I tuląc ułożyłaś w grobie…

Matko Boża!
W Katyniu
Znalazłaś dość siły,
By spod nieludzkiej ziemi
Zbiorowej mogiły
Szczątki naszych najbliższych
Ująć w Swoje dłonie
I przestrzeloną czaszkę
Przytulić do skroni,
Odwiecznym gestem matki…
I dać ukojenie
Tym, którym obca przemoc
Ostatnie westchnienie
Wydarła z piersi… kulą
Przeszywając myśli…

Weź w dłonie nasze serca…
Oducz nienawiści…
Oducz chęci odwetu,
Zemsty zajadłości…
Daj dłońmi znak na zgodę,
Na triumf miłości!…

Daj nam moc
Matczynego Twych Dłoni oręża
I daj nadzieję światu:
Zło – Dobrem zwyciężaj!




Waldemar Kania

Mord

W lesie
świadkami były drzewa
okaleczone
innych świadków ścięto
katem był człowiek
zatruty przez czas
który w kwietniowy dzień
o piątej nad ranem
zrodził potwory
i bestie
ptaki śpiewały requiem
a ziemia drżała
na zbiorowych mogiłach
dziś drzewa milczą
a ludzie krzyczą
przebici gwoździami pamięci


http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=33063


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 29 gru 2011, 01:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Służalcy i unia

Unia Brukselska.
Śmiercionośna.
Wielka
Nierządnica europejska.
Niby sfora wilków. Szczeka.
Wyszczerzając kły.
Omamiając błyskotkami.
Złotym cielcem.
Monetami.
Nie ujawni planów ciemnych.
Jak zabije Polskę – ludzi biednych.
Oszukując.
Zagrabiając.
Niszcząc dobre obyczaje.
Zdegraduje cały naród.
I położy ciężką łapę.
W samym sercu Europy.
Unia Polskę rada zgnieść.
By zaśpiewać znaną pieśń.
Nur fur Deutsch! Nur fur Gelt!
Nur fur Mason! Boga wróg!
Zniszczyć chce Maryjny lud.
Tak by Polska nie istniała.
By się sama zatracała.
Z mapy świata wymazała.
Otwórz Polsko oczy! Dziś!
Na szatański Unii zmysł!

to z Radia Maryja, z rozmów niedokończonych. utwór osoby z południa. Więcej o autorce nie wiadomo.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 29 gru 2011, 01:59 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Do Antologii Katyńskiej znalazłam jeszcze kilka wierszy

Malwina Zofia Schwieters

MATKOM OFIAR KOZIELSKA,
STAROBIELSKA, OSTASZKOWA.


Przemów do mnie Chryste,
Wszak matka Twa Święta
Niepokalanego Poczęcia była,
A skąd u mnie grzesznej ma znaleźć się siła
Na ten bezmiar boleści.
Jam też syna miała.
Na chwałę Twoją jamże go chowała
A on dziś w grobie nieznaczonym leży.

Przemów do mnie Chryste,
Bo mózg nie pojmuje,
Dlaczego kwiat walorów
W swym pięknym rozkwicie
Tam, w lesie katyńskim
Przypłacił je życiem.
W czym była ich wina?
Wszak sam wróg ich przyzna,
Że hasłem ich wszystkich był -
-Bóg i Ojczyzna.-

Przemów do mnie Chryste,
Lub niech tu się skończy
ta pielgrzymka moja,
Bo usta nie wyszepcą 'Bądź wola Twoja'
Taka mnie boleść przejmuje straszliwa.
Czy mało jest ofiar od wieków zarania?

***

A wtedy drgnęła Głowa Boleściwa.

***

Bądź pomna, bez śmierci nie ma
Zmartwychwstania.
Oni już z kurzu waśń ziemskich obmyci
Przed Ojca mego majestatem stają
A tobie, jak matce mej własnej pod Krzyżem
Na znak mojej łaski Jana Pawła daję.
Niech on ci będzie Synem i ostoją
A jemu rzeknę — Synu, oto Matka Twoja. --

* Wiersz napisany na obchód 40-tej rocznicy Zbrodni katyńskiej.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

WIDMO KATYNIA.

Cieńmy bór -
Nogi grzęzną w topniejącym śniegu,
I słońce wyzute z wiosennych promieni;
Polskich mundurów przesuwa się sznur.
Już i Łaska Boża nie przenika cieni.

Myśli skazanych znasz tylko Ty, Panie,
A chwila jest krótsza niż modły w Ogrójcu.
O Jezus, Maria! Krzyk grozy zdławiony
I strzał po strzale pod czaszką stłumiony,
I twarze skrzepłe sowieckich zabójców.
Krew sączy się w mundur
Krew ciepła, wciąż ciepła.

***

Aniele Stróżu, wywiedź mnie z piekła!

***

Echo strzałów w Katyniu grzmotami wciąż bije.
I krew na mundurach jak stygmat jest świeża.
Gdzie groby nieznane Polskiego Żołnierza
I każdy stracony - a przecież wciąż żyje.

***

Boże, przez mękę, mękę konania
Daj ich Ojczyźnie Brzask Zmartwychwstania,
Wesprzyj w słabnących wolę dotrwania,
A im daj w raju odpoczywanie,
Niech Twej Miłości zadość się stanie.

Amen

KATYŃSKI LAS

Księdzu Prałatowi Zdzisławowi Peszkowskiemu.


Las, gdzie Matka Boska płacze
A droga tam wiedzie z daleka
Od kontynentów przez morza,
Przez różne podgwiezdne szlaki
I mgły łez - jak wędrowne ptaki
I perełki modlitw tułacze.
Tam stanąłeś.

I kapłańską pełniąc ofiarę
Na tej ziemi Golgotą bolącej,
Kiełkującej Polski odrodzeniem,
Rzekłeś Boże słowa przebaczenia -
- Tak i nasze odpuść przewinienia -
Wszak wypiliśmy Ogrójca czarę.
I tam trwasz.

***

Otrzyj łzy Patronko Żołnierzy,
Rozświeć las takim blaskiem łask
Iżby łuną rozbłysły po świecie!
Zatwardziałe rozegrzały serca
Wiodąc je do leśnego kobierca -
Do prochów Polskich Rycerzy
Wieczną pełniących Ci straż.

WESTCHNIENIE I BÓL

Przez pół wieku nie było pomnika
Była miłość i pamięć i żal -
Przez pół wieku nie było prawdy
Była wiara i bezkresna dal....
I wspomnienia........ .
Bezgraniczny serca ból.

Dziś jest ziemi męczeńskiej garsteczka
Jak w zaczynie życiodajna sól.

+ + +

Malwina Z. Schwieters. Auckland, Nowa Zelandia

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Oznak byłego życia.

Czy spod dębowych liści
Albo sosnowych igiełek
Nie błyśnie szlif oficerski
Lub zardzewiały orzełek,

Strzęp zielonego munduru,
Kartka z notesu wydarta
Albo baretka spłowiała,
Pleśnią katyńską przeżarta.



I tylko p a m i ę ć została
Po tej katyńskiej nocy...
Pamięć n i e d a ł a się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy

I woła o s p r a w i e d l i w o ś ć
I p r a w d ę po świecie niesie –
Prawdę o jeńców tysiącach
Zgładzonych w katyńskim lesie.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Po strzale w tył głowy, pchnięci w dół kolanem,

Z workami na głowach, związani sznurami,

Las katyński do dziś dźwięczy ich wezwaniem:

"Matko! Polsko Święta nie giń razem z nami".

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

"Łapka Niedźwiadka"
Pamięci nieznanego żołnierza z Katynia /1943/

Była tak ważna może nawet święta,
Żeś ją zachował sobie do ostatka,
Że się jedynym stała dokumentem,
Kosmata łapka burego niedźwiadka,

Wierzyłeś w triumf, w swój los bohatera,
Warszawę w kwiatach, paradę w orderach,
Więc jakie czary skrywał jej amulet -
Powrót? Jej uśmiech? Dziecka pocałunek?

Może gdy krew się zmieniła w tesknotę,
Pod cudzym niebem szumiacym wichurą,
Ty ją ściskałeś dziecinną maskotkę,
Łapkę niedźwiadka w kieszeni munduru...,

Spełniła swoje łapka z ciemnej sierści,
Grudka ojczyzny, talizman, unikat,
Zostałeś wolny nawet w chwili śmierci,
Pędzącej kulą z ręki niewolnika.

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 29 gru 2011, 02:30 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Kazimiera Iłłakowiczówna

* * *
Matka Boska Katyńska

Nad Katyńskim lasem miesiąc,
nad Katyńskim piaskiem szelest,
zeszła tam Pani Niebios, ściele
się ku niej ziele,
piołuny gną liście srebrne całe,
żeby po nich stąpała.
Przystanęła cała w świetle,
rozpostarła płaszcza połę,
nabiera do niej piasku
z Katyńskiego krwawego dołu,
nabiera go płynnego jak srebro,
żeby go zabrać do Nieba.
Pyta się Jej księżyc biały, na co Jej
ten piasek krwawy?
Mówi mu Pani Niebios:
Uleczę nim świat cały
Miłość poległa w bitwach:
Potrzebna wielka Relikwia.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Wiersz ten został wydrukowany w ,,Naszej świetlicy. Materiały Obozowe",
R. 2, z. XLIII, z 1 listopada 1941 r.,

* * *
Kazimiera Iłłakowiczówna

Katyński piasek


Kiedyś może wielki muzyk wstanie,
nieme rzędy weźmie na klawisze,
wielki pieśniarz polski krwią i łzami
balladę straszliwą napisze.
Kiedyś piasek ten pod sosenkami
przyjdą ludzie, Bożą, wolną ciszą
wziąć na chusty. . . Dzieci dzwoneczkami,
światłem, kwieciem, srebrem zakołyszą.
Procesjami piasek będą nieśli
do Pekinu, Moskwy i Madrytu.
I powstaną nowe całkiem pieśni,
całe w oczach i skrzydłach u szczytu.
I powstaną niesłyszane wieści,
dziwne serca, ciała pełne blasku. . .
I Prawdę znowu ucieleśni
Duch
Żywem Słowem z Katyńskiego piasku.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Wiersz Pani Wandy Jarosławskiej, córki straconego w Katyniu pułkownika Leona Jarosławskiego.

* * *

Dzisiaj noc gwiaździsta,
Jasno księżyc świeci,
A my śpimy w domu:
Przyszłość Polskich dzieci.
Ale tam na froncie
Krew się tak przelewa,
Jasno księżyc świeci,
Strasznie szumią drzewa.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
A przez nasze okno jasny księżyc świeci,
A my śnimy sobie przyszłość Polskich dzieci...

napisany 10 września 1939 r.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

jeszcze jeden wiersz Pani Wandy Jarosławskiej, córki straconego w Katyniu pułkownika Leona Jarosławskiego.

* * *

Pamięci Ojca mego, pułkownika Leona Jarosławskiego, legionisty z Pierwszej Kadrowej,
oficera Dwójki, więźnia Kozielska




...Krzyż z gałęzi katyńskiej
...I drzeweczko katyńskie świerczyk malusieńki
Posadzony za mogiłką Zosi.
Tyle mam skarbów przywiezionych
Stamtąd...
Jakbyś Ożył.
Jakbyś Żył.
A to tylko Twa Dusza,
Z łaski Bożej,
Mocarnej o wspomnienie prosi...
A las, wielki był, Las...
I tak niewiele nas
Z pociągu spóźnionego.
Łzy,
Msza Święta...
Hymn Dywizji Katyńskiej,
Modlitwa
Do Matki Boskiej Katyńskiej,
Pod Krzyżem...
A żal coraz wyżej i wyżej...
I z Polski kwiaty...
I Pomordowanych Apel...
A żal coraz wyżej i wyżej!...
Ponad świat,
Ponad Ziemię,
Ponad mocarny,
Cmentarny,
Dziki Las...
Aż w Zaświaty...
Ponad jesienny, zwiędły,
Pagórkowaty,
Dziki, Katyński Las...
W Zaświaty!...
...I łzy, i łzy,
Łzy, jak deszcze...
...I jeszcze
Ta rampa w Gniezdowie,
Gdzie wysiadali ostatni raz...
...I stempel na stacji...
Tylko tyle mam,
Tylko tyle
Z Ojca ukochanego...
O, jakże dużo mam,
O, jak wiele,
Z Najdroższego!...
Zamilknij serce. Nie krzycz.
Resztę Historia powie.
...Przed Krzyżem,
Gdzie z Polski kwiaty,
Żal ciągle, coraz wyżej, i wyżej...
Aż w Zaświaty!...

Napisane w Bydgoszczy,
27 listopada 1990 roku
Wanda Jarosławska, 2005 r.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Krzyż

Baczyński Krzysztof Kamil



Za tych - co batem ścięte liście,

za tych - co ptaki z wosku lane,

tych - co im krew znużeniem tryśnie,

i tych - co wbici cieniem w ścianę -

i za zwierzęta konające,

którym powoli oczy bledną -

- chciałbyś odrzucić Bogu - życie,

umrzeć raz drugi jak Zbawiciel;

ale zawarty tobie upływ

krwi; i związane ręce w supły,

bo ty nie twórczym niepokojem,

a tylko - że się patrzeć boisz.

25. XI. 41 r.

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Pokolenie

Baczyński Krzysztof Kamil



Do palców przymarzły struny

z cienkiego krzyku roślin.

Tak się dorasta do trumny,

jakeśmy w czasie dorośli.

Stanęły rzeki ognia

ścięte krą purpurową;

po nocach sen jak pochodnia

straszy obciętą głową.

Czegoż ty jeszcze? W mrozie

świat jest jak z trocin sypki.

Oczu stężały orzech.

To śnieg, to nie serce tak skrzypi.

Każdy - kolumną jesteś,

na grobie pieśni własnych

zamarzły. Czegoż ty jeszcze?

To śmierć - to nie włosy blasku.

To soli kulki z nieba?

Czy łzy w krzemień twarzy tak wrosły?

Czy ziemia tak bólem dojrzewa,

jakeśmy w czasie dorośli?

listopad 41 r.



znalezione na
http://www.tvn24.pl/29,251,8,42658562,1 ... forum.html

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 29 gru 2011, 02:41 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
I do kompletu...

List z Katynia

Nie płacz Kochanie...
czemu Ty...?
przecież ja wrócę...
otrzyj łzy...
Tu sroga zima...
a za obrazem...
Najświętszej Matki,
jest 20 złotych...
Niech Kaziu kupi węgla...
gdyby mi...
zeszło tu dłużej...

Wielu już wyjechało...
z dwudziestu tysięcy...
trzy...
pamiętam ich uśmiech na twarzy...
a na naszych... łzy...
Ja też odprowadzałem ich
do samej bramy...

Pewnie już są...
wśród swoich...
teraz my czekamy...

Przecież nie mają
przeciwko nam nic...

Zrywali z szyi łańcuszki...
Mi ten od Ciebie...zabrali...
lecz wiara...
w sercu tkwi...
i tego nam nie wydrą...!


Kiedy przyjadę...
jeszcze ładniejszy ...
podarujesz mi...


27X-16XI 2008r.





Katyńskie lasy

W Katyńskich lasach
zaniemówiły brzozy,
znieruchomiały liście
mimo, że wiatr...

Odsłaniają ciosy...
zabandażowane pnie,
stoją na baczność
od czterdziestego...

Czule tuli mgła,
opuchnięte korzenie,
nadzieją tkany wątek...
rozpaczą... osnowa...

Kołyszą wspomnienia
złamane gałęzie
Zamiast ptakiem śpiewać ...
nasłuchuje las.

Czy to dusza rzęzi...
czy cień niewinności łka...
po Twą...od czterdziestego...
wyciąga ramiona.

Na Katyńskie groby,
stawić do apelu,
czasem tylko wpada
rozszalały wiatr...

roztrząsa odwieczne zdumienie
Jak ludzie trwonią życia czas...
rozbija gniewne myśli
o milczący głaz...

\***/

Gdy ginie ktoś bliski
to Twoja rozpacz

Gdy ginie naród
znika państwo...

Gdy ginie czujność...
przenika WRÓG

A Ty wciąż nie wierzysz...

Mądry człowiek WOLNY KRAJ

Szczęśliwy człowiek PIĘKNY KRAJ

KRAJ...
to próg Twojego domu.

Niezależność
klucz do Twoich drzwi.

WYBACZAJMY

PAMIĘTAJMY

KATYŃ
Charków Miednoje Kozielsk
Ostaszków Starobielsk
22 tys. razy słychać było strzał
22 tys. razy słychać było krzyk
22 tys. polskich serc przestało bić
22 tys. sekund...
Przez 15 dni
upadał
non stop
brat, ojciec, dziadek, narzeczony, mąż.

To 44 tys. zapłakanych oczu
setki...tysiące...

musisz być czujny

by Twój WNUCZEK...SYN...
nie zaznał tego...co my

14-17 lutego 2009r. Jacenna




______________________________________________________________________________

„Katyńska śmierć”


Emocje targają ciałem
Wciąż to samo pytanie
Życie czy śmierć?
Całe życie ma przed oczami
Smutek, strach, lęk
Oraz... Radość
Rodzina przy stole
Wspólne święta, dzieci
Ojciec ich zostawia, opuszcza
Wyjeżdża i już nie wróci
Czy zasłużył na śmierć?
Co on takiego uczynił?
Życie jakiego doświadczył
Parę ulotnych wspomnień
Walczył za ojczyznę
Jego motto „honor i ojczyzna”
Musi polec bez walki
Ale i z honorem
„Niech żyje Polska!” krzyknie
Ostatni dźwięk
Strzał, krew
Ciało jest w niewoli
Dusza staje się wolna...


"Kula w tył głowy i bezimienna mogiła w brzozowym lasku. Czaszki z przestrzeloną potylicą, chciwe ręce przeszukujące kieszenie płaszczy i
mundurów. Mordercy jedzący w stołówce NKWD łyżkami wódkę z talerza zamiast zupy."

Znalezione w artykule Gimnazjum Myślenickim

http://yeslogo.pl/katyn/uploads/file/Katyn_1940.pdf

***


Marian Hemar

"Racja stanu"

Kiedy w Katyniu ziemia na światło wydała
mierzwę trupów - pobite, porzucone ciała...
Jak skwapliwie pyskali nasi politycy,
Realni demokraci, trzeźwi anglofile,
Żeby nie mówić o byle mogile...
Żeby nie psuć humoru angielskiej ulicy...
Żeby nie robić gwałtu z jednego Katynia...
Bo pan Goebbels o Katyń Sowiety obwinia -
Więc jak nam demokratom, popierać Goebbelsa?
Jak - za Goebbelsem - Rosję oskarżać przed światem?
Jak nam Anglię przed takim stawiać dylematem?
Szyki psuć Churchillowi? Drażnić pana Wellsa?
A jeszcze kto napisze: "Polacy faszyści!
Basują Goebbelsowi z wspólnej nienawiści
Do sowieckiego raju... ręka rękę myje"...
Jak polski demokrata ten zarzut przeżyje?
Więc trzeźwi, polityczni, realni i mili
Zrobili tak, że właśnie - wiemy jak zrobili.

Dr Piotr Łysakowski (IPN Centrala)


***


Pamięci pomordowanych w Katyniu


Zakwitała białym kwiatem dzika róża
na podwórzu tuż przy murze kolegiaty
łagodniejsza niż w opisie Linneusza
oswajana pastoralnym krajobrazem

zamiast piąć się jak winorośl aż do okien
i plądrować co nie było jej pisane
powściągała młode pędy jak wierzchowce
wierna ziemi gdzie kanonik ją posadził

miała urok cichych stepów i kurhanów
a jej zapach był tak mocny i niezwykły
że przyciągał wszystkie panny na wydaniu
jednocześnie drażniąc inne obce zmysły

o północy kiedy usnął ksiądz nad psalmem
przyszli zimni ogrodnicy na podwórze
by wywabić woń wierności raz na zawsze
kradnąc różę z jej ojczyzny światłolubnej

przeszczepili krzew rękami czerwonymi
do krainy wiecznych śniegów leśnych trolli
klęli przy tym niczym szewcy i szydzili:
krnąbrne zielsko powiedz kto cię stąd wyzwoli

lecz nie dała się ujarzmić dzika róża
krewkie palce starły się od ostrych kolców
bardziej harda niż w opisie Linneusza
rosła sezon nie wydając im owocu

oszaleli ogrodnicy z bezsilności
wyrywali krzew gwałtownie pęd po pędzie
zakopali go bez świadków w czarnym borze
pewni że już nie obrodzi i nie wzejdzie

lecz gdy pękła leśna grobla po roztopach
świat zobaczył to co było mu pisane:
żywa skórka obrastała dół jak błona
wewnątrz pestki podobne do czaszek


(wiersz z tomu "De profundis")
Autor: Wojciech Wencel

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Ostatnio edytowano 02 lut 2012, 02:46 przez Jacenna, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 01 sty 2012, 21:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
ORDYNACKA, ulica jakich wiele ...
Grzebiąc w archiwum moich zbiorów, doszukałem się autorskiej poezji, nieżyjącego już kuzyna, inżyniera zamieszkałego przez wiele lat w Białymstoku. Ocenę tego utworu pozostawiam blogerom, których ta poezja zainteresuje. Jednocześnie ten wiersz polityczny edytuje ku pamięci jego autora, patrioty i porządnego Polaka, który był zawsze wierny słowom hasła "Bóg Honor i Ojczyzna".

Ordynacka ulica jakich jest wiele w stolicy

To nie taka jakaś nazwa co się w historii liczy,

To nie Marszałkowska, Aleje czy Plac Konstytucji,

Przez które przetaczały się echa różnych rewolucji.

To nie Plac Zamkowy z katedrą Świętego Jana obok

To nie Starówka z Barbakanem zbudowana w czworobok

To nie Nowy Świat, Plac Trzech Krzyży i Trakt Królewski,

Przez który do Wilanowa jeździł Jan Trzeci Sobieski.

A jednak Ordynacka w burzliwej warszawskiej historii

Miała (i do dzisiaj ma) chwile swojej glorii.

Tam przecież u braci Staniewskich był kiedyś cyrk

Śpiewał o nim Stempowski - mistrz folkloru, warszawski fircyk.

W tym cyrku przeróżne rzeczy się działy,

W klatkach małpy śmiesznie ogonami majtały,

Garkowienko, Czarna Maska i innych cyrkowców stawka cała ,

Swoimi produkcjami warszawską publikę epatowała.

A potem w czasie socjalistycznej ery prania mózgów ludzkich

Bananowa młodzież pobierała tutaj marksistowskie nauki .

Kwiatkowski, Kalisz, Czarzasty i inne bufony

Jak kiedyś u Staniewskich zwijały ogony.

Po wielkim narodowym zrywie wybuchł w kraju kapitalizm,

Nowe czasy nastały, złożono w lamusie marksizm,

Kameleony z Ordynackiej tak jak jakaś ośmiornica

Salto mortale zrobiły, ustawiły się do nowego koryta.

Dopiero Rywin przywołał za sprawą Michnika

Chłopaków z Ordynackiej, znowu do świecznika,

Aby stanęli przed sejmową komisją Nałęcza,

I zdali sprawę ze snucia intryg, pokrętną nicią pajęczą.

Hej ta Ordynacka zdawałoby się ulica jakich wiele w Stolicy,

Ma znowu niezwykłą historię, słwną w całej polskiej okolicy,

Renata Begier, gniewna Anita, Lewandowski, Kopczyński, Rokita,

Ziobro i jeszcze kilku - cała sejmowa świta.

Może rozplączą Rywina gordyjski węzeł ośmiornicy,

Takie jest społeczne oczekiwanie - Naród tego życzy,

A może chłopaki z Ordynackiej będą znowu górą,

Afera pozostanie, jak kiedyś bywało, jedną wielką bzdurą.

Na Ordynackiej u Staniewskich w cyrku kiedyś małpy fikały,

Potem w kuźni kadr Trzeciej Rzeczypospolitej, chłopcy nauki pobierały ,

Wreszcie Ordynacka dała zręby organizacji ,

Która w naszych mediach wprowadziła zasady "ordynackiej demokracji".

Tak patrząc na to wszystko z emeryckiego dystansu,

Można skonstatować wcale nie bez sensu:

Co to mnie to wszystko obchodzi, to wcale nie żarty,

Ani przecież to nie mój cyrk, ani nie moje małpy !

Ale przecież tak nie można ! Chłopie, Polaku stary !

Trzeba bardzo poważnie traktować nasze polskie sprawy !

Duch tych spod Grunwaldu, Katynia, Monte Cassino,

Zobowiązują nas do reakcji natychmiast, na żywo !

Niby nie moje małpy i nie mój cyrk,

Ale jakoś hatko mi i wstyd.....


Tadeusz Poziemski

Białystok, kwiecień 2003 rok

http://sophia.salon24.pl/376975,ordynac ... kich-wiele


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 02 sty 2012, 18:55 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Aerolit napisał(a):
ORDYNACKA, ulica jakich wiele ... Ocenę tego utworu pozostawiam blogerom, których ta poezja zainteresuje. Jednocześnie ten wiersz polityczny edytuje ku pamięci jego autora, patrioty i porządnego Polaka, który był zawsze wierny słowom hasła "Bóg Honor i Ojczyzna".

Tadeusz Poziemski
Białystok, kwiecień 2003 rok
Pikne, bo prawdziwe :)

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 02 sty 2012, 18:59 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
ŚMIERĆ, CO TRZYNAŚCIE LAT STAŁA KOŁO MNIE...


Śmierć, co trzynaście lat stała koło mnie,
Poszła i wbiegła do carskiej komnaty,
Car ją jak wariat przyjął - nieprzytomnie -
I oddał ducha przy strzale harmaty,

Który gromowi bożemu podobny,
Poszedł na Moskwę jako dzwon żałobny.


Moskwa w powietrze blade zasłuchana,
W czepcach złocistych jak matuszka stara,
Słysząc to rzekła: "Albo śmiech szatana,
Albo też pękło czarne serce cara".

I cała wyszła na zielone błonia
Czekać na jeźdźca pierwszego i konia.

Pierwszy koń leciał, a był jako smoła,
I cały czarny jeździec na nim siedział,
Przez lud przeleciał i wpadł do kościoła,
Przez lud przeleciał - słowa nie powiedział;

A kiedy kościół odemknięto z trwogą,
W tej ciemnej Ławrze nie było nikogo.

Drugi przeleciał - lecz resztkami włosa
I chustą krwawą się krył przed narodem,
Jak człowiek, który nie ma ust i nosa
I twarz ma całą zgniłą jednym wrzodem.

Ten, jako zwykle car czynić przywyknął,
Wbiegł w zamek - usiadł na tronie i zniknął.


Trzeci przeleciał - ale był z daleka
Widny ludowi... że był jak ruina,
Która ma okna tam, gdzie u człowieka
Serce się mieści i szyja się wcina...

Ten nie doleciał, bo nań wpadły kruki
I rozerwały przed ludem na sztuki.

Wtenczas lud krzyknął: "To nasze trzy cary,
Które w człowieku teraz jednym były;
Najpierwszy: to duch i proch, i car wiary,
A drugi to proch i duch, i car siły;

A trzeci - od tych rozerwany ptaków,
To car-kat... który był królem Polaków".

Juliusz Słowacki 1848r.


http://literat.ug.edu.pl/jswiersz/index.htm

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 02 lut 2012, 03:14 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3227
Moja ojczyzna



Kiedy znęcają się nad Jej ciałem
Tak, że od zmysłów odchodzą zmysły
I bezowocnym stają się miałem
Zmielone życia pomysły…

Płoną pochodnie palące skronie
a beznadzieja przetapia siły,
Jednym wkładając co wpadnie w dłonie,
Innym ducha z mogiły.

Kiedy znęcają się nad Jej duszą
Depcząc Jej święte do życia prawo,
Mężni wydobyć miecz z pochwy muszą,
Śmiali zaostrzą słowo.

Matka, ojczyzna, ziemia i żona
Zrosła korzeniem, krwią, pępowiną,
Jak pieśń od dzwonu echem niesiona,
Świętą Bożą Rodziną.




2 lutego 2012r. Jacenna


_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 02 lut 2012, 21:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wojciech Wencel

Zbigniew Herbert o dzisiejszej Polsce

Konserwatywnym "realistom" do sztambucha


PAN COGITO O POSTAWIE WYPROSTOWANEJ

(FRAGMENT)

W Utyce
obywatele
nie chcą się bronić

w mieście wybuchła epidemia
instynktu samozachowawczego

świątynię wolności
zamieniono na pchli targ

senat obraduje nad tym
jak nie być senatem

obywatele
nie chcą się bronić
uczęszczają na przyspieszone kursy
padania na kolana

biernie czekają na wroga
piszą wiernopoddańcze mowy
zakopują złoto

szyją nowe sztandary
niewinnie białe
uczą dzieci kłamać

otworzyli bramy
przez które wchodzi teraz
kolumna piasku

poza tym jak zwykle
handel i kopulacja


POTWÓR PANA COGITO

(FRAGMENT)

rozsądni mówią
że można współżyć
z potworem

należy tylko unikać
gwałtownych ruchów
gwałtownej mowy

w przypadku zagrożenia
przyjąć formę
kamienia albo liścia

słuchać mądrej Natury
która zaleca mimetyzm

oddychać płytko
udawać że nas nie ma

Pan Cogito jednak
nie lubi życia na niby

chciałby walczyć
z potworem
na ubitej ziemi

wychodzi tedy o świcie
na senne przedmieście
przezornie zaopatrzony
w długi ostry przedmiot

nawołuje potwora
po pustych ulicach

obraża potwora
prowokuje potwora

jak zuchwały harcownik
armii której nie ma

woła -
wyjdź podły tchórzu

przez mgłę
widać tylko
ogromny pysk nicości

Pan Cogito chce stanąć
do nierównej walki

powinno to nastąpić
możliwie szybko

zanim nadejdzie
powalenie bezwładem
zwyczajna śmierć bez glorii
uduszenie bezkształtem


http://wojciechwencel.blogspot.com/2012 ... olsce.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 04 mar 2012, 22:15 
Offline
Stażysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 20 wrz 2010, 22:07
Posty: 131
Maria Konopnicka


OJCZYZNA

Ojczyzna moja - to ta ziemia droga,
Gdziem ujrzał słońce i gdziem poznał Boga,
Gdzie ojciec, bracia i gdzie matka miła
W polskiej mnie mowie pacierza uczyła.

Ojczyzna moja - to wioski i miasta,
Wśród pól lechickich sadzone od Piasta,
To rzeki, lasy, kwietne niwy, łąki,
Gdzie pieśń nadziei śpiewają skowronki.

Ojczyzna moja - to praojców sława,
Szczerbiec Chrobrego, cecorska buława,
To duch rycerski, szlachetny a męski,
To nasze wielkie zwycięstwa i klęski.

Ojczyzna moja - to te ciche pola,
Które od wieków zdeptała niewola,
To te kurhany, te smętne mogiły -
Co jej swobody obrońców przykryły.

Ojczyzna moja - to ten duch narodu,
Co żyje cudem wśród głodu i chłodu,
To ta nadzieja, co się w sercach kwieci,
Pracą u ojców, a piosnką u dzieci!

_________________
"Taniec, to nie układ figur,
żeby go zatańczyć, trzeba zrozumieć ile
każda chwila jest warta."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 07 maja 2012, 14:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
ANTYROTA


RZUCAMY ZIEMIĘ SKĄD NASZ RÓD...

W BEŁKOCIE OBCEJ MOWY...

JAKIŻ MY NARÓD ...? JAKI LUD...?

JAKI Z NAS SZCZEP PIASTOWY..?

I CHOĆ NAM INNY PLUJE W TWARZ

I KARKI NAM PRZYGINA

MY ZAPATRZENI W CUDZY BLASK

WOLIMY ZAPOMINAĆ...

ŻE OJCÓW NASZYCH

W CIERNIOWYCH KORONACH

WIEŹLI DO NIEBA

W BYDLĘCYCH WAGONACH

RZUCAMY ZIEMIĘ SKĄD NASZ RÓD

NIKT Z CHROBRYCH JUŻ NIE ŻYJE

A JAŚKA ZŁOTY RÓG JAK PIES

PRZED PUSTYM DOMEM WYJE!



Kazimierz Józef Węgrzyn



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 28 sie 2012, 19:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Trochę Polski łaskawie poproszę...

Trochę Polski łaskawie poproszę,
bom jej głodny, a tego nie znoszę.
Głodnym bieli, a także czerwieni,
co dziś tęczą dość często się mieni.

Głodnym wersu brzmiącego Norwidem,
gdy dzisiejszą poezję ze wstydem
czytam, rozum katorgom poddając,
a i trzewia nierzadko - rzygając.

Głodnym też ja akordu Szopena,
co zwykł ciszę w Elizjum zamieniać.
O!!! Jedną arię z Halki poproszę.
Że co? Że dzisiaj nie śmierdzę groszem?

Prawdę prawisz kramarzu przemiły,
lecz miej litość i przywróć mi siły,
dając mi Polski choć odrobinę,
choć dwa deko, no i jeszcze…krztynę.

Nie okazał kramarz swej łaski.
Nie napełnił żebraczej on miski.
Lecz nie troska, a radość niemała
na kloszarda twarzy jaśniała.

Ze spiżarni wyciągnął on nutę
i jął nucić z wyraźnym zachwytem:

“Prawda? Już mnie nie porzucisz!
Wrócisz w nasze góry, wrócisz,
Sokole mój!
Nad rzeczułką ja usiędę
I tak tęskno czekać będę
Aż przylecisz wraz.
Wtedy będziem zawsze społem,
Zawsze z tobą, z mym sokołem,
Chyba śmierć rozłączy nas!” *

Ktoś znalazł nad ranem jego ciało.
W kronice codziennej zawidniało:
Umarł kloszard przy miejskiej fontannie.
Umarł z głodu - wieść niesie fanfarnie.

Odszedł on dokądś z aniołów armią,
gdyż serce zbyt małą jest spiżarnią.



Moherowy

* - Fragment libretto z opery “Halka” Stanisława Moniuszki.

http://moherowyparadygmat.salon24.pl/44 ... e-poprosze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 13 lis 2012, 18:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Lechoń o 11 Listopada i o Piłsudskim

Dwa najpiękniejsze wiersze Jana Lechonia o dzisiejszym Święcie Niepodległości. Pierwszy napisał na 10-lecie odzyskania wolności przez naszą Ojczyznę, drugi dotyczy wprawdzie przyjazdu Komendanta do Warszawy w 1916 roku, ale także pasuje na dzisiaj.
Miłej, pełnej wzruszeń lektury życzę.

11 Listopada

Kiedy nocą śpi scena, śnią maszyny huczne
I umilkły pioruny, burze, deszcze sztuczne,
Kiedy teatr bez widzów, jak kościół bez wiernych,
Jest tylko świętym domem tajemnic niezmiernych
Ci, co słońcem zrobili blask ramp migotliwy
I świat stworzyli bardziej niż życie prawdziwy,
Których wiecznie trwać będą miłość i cierpienie,
Schodzą się jako duchy i stają na scenie.
Was wzywam! Nasze bowiem słowa są ułomne
I nie dosyć są wielkie, i za mało skromne,
Nie dość żeśmy cierpieli, za mało walczyli,
Byśmy mogli cośkolwiek powiedzieć w tej chwili.
Ale ty, któryś poszedł za granicę świata
Wezwać pomsty na przemoc, co naród przygniata,
I słowa znalazł takie, żeś temi samemi
Od nas mówił do nieba, od nieba do ziemi,
I ty coś nie znał ziemskich pożądań marności,
Tylko cuda początku i słońce przyszłości,
Coś nad w grobie leżącą stał jak anioł złoty
I krew i łzy jej wszystkie przemieniał w klejnoty -
Wy mówcie! Ty, o którym nie wierzymy sami,
Jak to? On żył naprawdę i był między nami,
Ty, który w czas bez wiary i na wszystko głuchy
Przyszedłeś dać świadectwo, że są jeszcze duchy,
Patrz! Mroki się rozpierzchły i w otchłani giną,
Jakaś ręka spuszczoną targnęła kurtyną,
Konrada jakaś postać prowadzi bezgłosa.
Kto to? Może robotnik albo dziewka bosa.
We wszystkich domach światła rozbłysły wśród nocy.
Uradujcie się w grobach, wolności prorocy!
Gdzie kat zaciskał stryczek wkoło dumnej głowy,
gdzie stała szubienica, jest krzyż Chrystusowy!
Płyniesz teraz przeszłości niewstrzymana falo!
Oto się nad Krakowem złote blaski palą,
Król Zygmunt milcząc patrzy, jak Wisła się wije,
I wtedy dzwon uderzył! Ten sam, co dziś bije!
Bij! I porwij nas w swoje chyboty ogromne,
Wołaj: „Bądźcie jak tamci, to was nie zapomnę,
A. wtedy ci, co przyjdą, gdy się wiek wasz prześni,
O was także pomyślą, słuchając mej pieśni,
A Ty, który jedyny możesz stać w tym dźwięku
I w Tobie jednym serce nie zadrży od lęku,
Bo kiedyś Ty go słuchał - to nienadaremno
I sam jeden powstałeś w niewoli noc ciemną,
Budź ospałych: niech głosem Twoim mówi cały
Tysiąc lat krwi i potu, i tej ziemi chwały,
I marzenia poetów, mogiły żołnierzy!”.
Niech więc głowę pochyli, kto w cuda nie wierzy,
Ten, który umiał cierpieć, a radość go trwoży,
Kto nie stargał na szyi niewoli obroży,
I kto chce przyszłość wstrzymać, i kto przeszłość plami,
Niechaj wyjdą tą nocą. Bo dziś pod gwiazdami
Jakieś cienie po polach, po mieście się snują
I wśród płaczu padają. I ziemię całują.


Piłsudski

Czarna Rachel w czerwonym idzie szalu drżąca
I gałęzie choiny potrąca idąca -
Nikogo nie chce budzić swej sukni szelestem,
I idzie w przód jak senna, z rąk tragicznym gestem,
I wzrokiem, błędnym wzrokiem gasi mgieł welony,
I świt się robi naraz. I staje zlękniony.
Pobladłe Robespierry, cisi, smutni, czarni,
Wychodząc, z hukiem drzwiami trzasnęli kawiarni.
Na rogach ulic piszą straszną ręką krwawą,
Uśmiechają się dziwnie i giną na prawo.
Tylko słychać nóg tupot na ulicy pustej
I szept cichy. Trup jakiś z zbielałymi usty -

I gdzieś kończy muzyka jakiś bal spóźniony.
Pod lila abażurem mrugają lampiony.
Białych sukni w nieładzie senność, ciepło, zmiętość
I piersi, krągłych piersi obnażona świętość,
I mazur, biały mazur w ogłupiałej sali:
Dziś! dziś! dziś! Wieś zaciszna i sznury korali.
Roztańczyła się sala tęgim nóg tupotem.
Hołubce o podłogę walą, biją grzmotem,
Białe panny i panny niebieskie, różowe,
Przelotnie a zalotnie przechylają głowę
I mówią czarnym frakom: "Przyjdźcie do nas jutro"
I podają im usta za podane futro.

A kiedy świt różowy przez żaluzje wnika,
Dla siebie, nie dla gości, gra jeszcze muzyka.
Menuetem się cichym wiolonczela żali,
I białe margrabiny przychodzą z oddali.
Na liliowych oparach spływają bez słowa,
I panier rozłożyła markiza liliowa,
Kawaler podszedł blady. Pani tańczyć każe!
I tańczą hafty, sprzączki, koronki, pliumaże.
A w klarnet, flet i skrzypce, w ukłony margrabin
Czerwoną, rozwichrzoną wpada nutą Skriabin.
Drze ciszę dysonansem, wali w okiennice,
Muzykę wyprowadza przed dom, na ulice,
Na place, rozkrzyczane w potępieńcze ryki,
I rzuca w twarz akordom zgłodniałe okrzyki,
Na ziemię je obalił i kopie z rozpaczą:
Otworzyć wszystkie okna! Niech ludzie zobaczą!!

Wielkimi ulicami morze głów urasta
I czujesz, że rozpękną ulice się miasta,
że Bogu się jak groźba położą pod tronem
I krzykną wielką ciszą... lub głosów milionem.
A teraz tylko czasem kobieta zapłacze -
Aż nagle na katedrze zagrali trębacze!!
Mariackim zrazu cicho śpiewają kurantem,
A później, później bielą, później amarantem,
Później dzielą się bielą i krwią, i szaleństwem,
Wyrzucają z trąb radość i miłość z przekleństwem,
I dławią się wzruszeniem, i płakać nie mogą,
I nie chrypią, lecz sypią w tłum radosną trwogą
A ranek, mroźny ranek sypie w oczy świtem.
A konie? Konie walą o ziemię kopytem
Konnica ma rabaty pełne galanterii
„Lansjery-bohatery! Czołem kawalerii!”
Hej, kwiaty na armaty! Żołnierzom do dłoni!
Katedra oszalała! Ze wszystkich sił dzwoni.
Księża idą z katedry w czerwieni i zlocie.
Białe kwiaty padają pod stopy piechocie.
Szeregi za szeregiem. „Sztandary! Sztandary!”

A On mówić nie może. Mundur na nim szary.

http://bukojer.salon24.pl/462859,lechon ... pilsudskim


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Poezja patriotyczna
PostNapisane: 14 maja 2013, 05:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
ODA DO MŁODYCH PATRIOTÓW

Lech Makowiecki, pieśniarz poeta

Chylę przed Wami czoła,

Młodzi Patrioci,

Wszak zdryfować mogliście,

Jak lemingów krocie…

Zapomnieć o przeszłości.

O swej polskiej duszy.

Zresetować uczucia.

Niczym się nie wzruszać.

Zaprzedać przekonania.

Wykorzenić wiarę.

Odrzucić precz sumienie…

Wyśmiać pieśni stare.

Stanąć w chórze klakierów.

Wyłączyć myślenie.

Żyć chwilą – „tu i teraz”.

Niczego nie zmieniać.

Myśleć tylko o sobie.

Uciech świata zaznać.

Życie garściami czerpać.

Przyszłość – unieważniać…

Lecz wyście – złu na przekór –

Wybrali inaczej,

Współczucie macie dla tych,

Co po zmarłych płaczą…

Choć „Smoleńskiem rzygają”

Kreatury podłe,

Waszą tarczą jest Rozum,

Nadzieja i Godność… Szukacie zapomnianych

Dawno drogowskazów,

Pod prąd ściekom mainstreamu

Bronicie swych marzeń…

Nawet przeciw rodzicom!

(Jeśli pobłądzili)…

I szyderstwu przyjaciół,

Którzy się skundlili… Znaleźliście sens Prawdy

I naszego Trwania

Wbrew wszystkiemu i wszystkim –

Od Polski zarania.

Dumni ze swej Historii…

(Nie masz takiej w świecie!);

Szczęśliwi – lepszych wzorców

Nigdzie nie znajdziecie! Spadkobiercy pogromców

Mongołów, Krzyżaków,

Szwedów i Bolszewików,

Turków i Prusaków –

Tęsknicie za Wolnością…

I Wolność się stanie!

Wszak w każdym polskim sercu

Kryje się powstaniec… Dziś możecie swym przodkom

Z dumą spojrzeć w oczy…

Ciemność Was nie pokona!

Ona Was zjednoczy…

http://www.naszdziennik.pl/wp/32492,oda ... iotow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /