Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 06:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Chciałoby się powiedzieć, że Kościół ma samych przyjaciół na lewicy w dzisiejszych czasach. Wszyscy oni martwią się słabością Kościoła i cieszą Jego mocą. Są bardziej troskliwi od samego papieża.

Jan Hartman

Niech Żydzi zawładną Kościołem!

Kościół swoje poglądy nazywa skromnie „nauczaniem”. Wypowiada się głosem powolnym, z lekka modulowanym. Wysuwa żądania, ale nie dopuszcza żadnych kompromisów – po wyroku w sprawie Alicji Tysiąc vs „Gość Niedzielny” pisze filozof

Niedawno w jednym z telewizyjnych programów publicystycznych powiedziałem, że zwrot „cywilizacja śmierci” jest chamski. Moja wypowiedź wywołała liczne reakcje, gdyż osobą, która pierwsza posłużyła się tym terminem, był Jan Paweł II.

Wprawdzie nie myślałem akurat o papieżu, lecz o księżach, którzy nagminnie posługują się wyrażeniem „cywilizacja śmierci” w celu przyrównania (jeśli nie zrównania) osób domagających się liberalizacji prawa aborcyjnego albo liberalnej ustawy o in vitro z nazistami (co chamstwem jest niezaprzeczalnie), ale samo skojarzenie z osobą papieża sprawiło, że moja wypowiedź stała się przedmiotem komentarzy. Oprócz tych medialnych miałem też sporo odzewów prywatnych – od gratulacji do potępień. Ledwie włączyłem telefon po nagraniu, a już zadzwonił znajomy ksiądz, aby mi... podziękować.


Poglądy okryte sutanną

No właśnie, polski Kościół ma wiele twarzy, a pomimo oficjalnej jednomyślności księża miewają poglądy bardzo różne. Wiem to od czasu studiów na KUL, a dorosłe życie dostarcza mi wciąż nowych na to dowodów. W prywatnych rozmowach niejeden ksiądz jest tolerancyjny i liberalny, otwarty na świat, a często też krytyczny wobec Kościoła. Z publicznymi wypowiedziami jest już gorzej. Wszak księży obowiązuje posłuszeństwo biskupom i doktrynie. Ta ostatnia zaś powstaje w Watykanie. Stanowi to o specyfice religii katolickiej: jest ona zinstytucjonalizowana nie tylko jako Kościół, lecz również jako państwo, a państwo to ma swoją doktrynę prawno-religijną, której posłusznymi orędownikami muszą być duchowni katoliccy na całym świecie.

Doktryna dotyczy, oprócz spraw religijnych, życia rodzinnego i seksualnego, którego akurat księża nie prowadzą, demokracji, której u siebie nie praktykują, a nawet gospodarki, i to nie tylko gospodarowania dziesięciną. Co więcej, wolą Kościoła jest wywieranie wpływu na prawodawstwo krajów, gdzie katolicy są większością, tak aby było ono w największym możliwym stopniu zgodne z doktryną kościelną, także w dziedzinach mających z kultem mało wspólnego.

Wprawdzie Kościół ma swoje prawodawstwo (prawo kanoniczne), a także autorytet wśród wiernych, lecz najwyraźniej jakoś to nie wystarcza – swoje przekonania metafizyczne i religijne Kościoły w biedniejszych krajach katolickich starają się narzucić wierzącym i niewierzącym środkami prawa. Ciekawe, że jakoś rząd polski, reprezentujący w końcu społeczeństwo katolickie, nie ubiega się o żadne zapisy w prawie kanonicznym. A może powinien?

Wśród owych przekonań, którymi stara się nas zaciekawić Kościół, są twierdzenia, że człowiek jest osobą (przy szczególnym sposobie rozumienia tego słowa), że posiada godność (znów, w szczególny sposób rozumianą), że istnieje jakieś „prawo naturalne” (które to właśnie Kościół umie odczytywać, bo chyba Thomas Hobbes już nie) i parę innych, znanych ze scholastyki bądź wymyślonych niedawno. Jest rzeczą ciekawą, że wśród filozofów, etyków i teologów te akurat poglądy spotyka się wprawdzie często, ale praktycznie wyłącznie okryte sutanną lub umocnione inną zależnością osobistą ich głosiciela od instytucji Kościoła katolickiego.


Zwycięstwa tylko doraźne

W niektórych państwach, w tym w Polsce, daje się prawodawczym żądaniom Kościoła posłuch nieporównanie większy niż jakiejkolwiek innej sile społecznej, która głosi, iż wie, co jest dobre, i że należy proponowane przez nią oczywiste i absolutne prawdy czym prędzej wcielać w życie. Dzieje się tak na pewno nie dlatego, że większość Polaków tak właśnie sobie życzy, bo jest katolikami.

Gdyby bycie katolikiem oznaczało, że zna się i uznaje katolickie doktryny i że daje się Kościołowi prawo do przemawiania we własnym imieniu, to Kościół nie musiałby się kłopotać o przepisy polskiego prawa medycznego i innego. Ludzie słuchaliby i bez tego. Rzecz właśnie w tym, że nie słuchają. Ci zaś, którzy katolikami nie są, dodają jeszcze od siebie: dlaczego Kościół katolicki ma nam dyktować, jakie mamy prowadzić życie i w jakie dni mamy chodzić do sklepu? Przecież prawa szanujące wolność jednostki i pozostawiające indywidualnym wyborom kwestie sumienia, w których zgody powszechnej nie ma, nie przeszkadzają katolikom żyć po katolicku! Niechaj więc żyją i dają żyć innym!

Wszystko to prawda, ale życiem publicznym rządzą zasady polityki, a nie imperatyw wolności ani świadomość, że budujemy wolny kraj, w którym rząd do minimum stara się ograniczyć ingerencje w wybory obywateli. Do zasad tych należy zaś strach. Politycy i media boją się, że ograniczając wpływy i przywileje Kościoła, a także oddając mu proporcjonalne miejsce w debatach publicznych, ściągną na siebie jeśli nie gniew Boży, to przynajmniej gniew biskupi lub prałacki. To zaś rzekomo mogłoby się źle skończyć.

Właśnie dlatego w wielu kwestiach debaty publiczne, a nawet procesy legislacyjne toczą się nie w trybie dyskusji społecznej, w której jest wiele stanowisk, a w tym stanowisko katolickie, lecz w trybie negocjacji dwustronnych: Kościół i reszta świata. W konfrontacji tej Kościół ma zawsze co najmniej połowę czasu i miejsca, a w dodatku darzony jest szczególną rewerencją.

Sam swoje poglądy nazywa skromnie „nauczaniem”, a inni płochliwie temu przytakują. Wypowiada się zazwyczaj głosem powolnym, z lekka modulowanym, tonem pełnym troski i ojcowskiej przygany. Orzeka, kto jest „cywilizacją śmierci” (feministki walczące o prawo do aborcji, liberałowie i inni), a kto „cywilizacją miłości” (katolicy), kto żyje „w prawdzie” (heteroseksualiści i osoby powstrzymujące się od seksu), a kto w „nieładzie” (geje i lesbijki).

Wysuwa żądania, ale nie dopuszcza żadnych kompromisów, wszelką zaś krytykę lub opór nazywa „zamachem na wolność religijną” lub „walczącym ateizmem”. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że taki ton i taki kształt obecności Kościoła w życiu publicznym może przynieść doraźne zwycięstwa legislacyjne, lecz w dłuższej perspektywie zniechęca społeczeństwo do Kościoła i sprowadza na niego klęskę.

Mimo że taki właśnie obraz Kościoła najbardziej rzuca się w oczy, polski Kościół, jako się rzekło, ma więcej twarzy. To oblicze, na którym maluje się smutek, duma, wzgarda dla obcych i niezachwiane poczucie wyższości, to niecała prawda o Kościele w Polsce. Gdyby Kościół był taki i tylko taki, skazany byłby na wymarcie. Społeczne poparcie dla niego wygasłoby wraz z wysychaniem jezior biedy i zacofania w naszym kraju. Ludzie choćby trochę wykształceni i choćby trochę znający świat reagują przecież złością lub śmiechem na teatralne pretensje i przebrania, pyszałkowaty ton, a zwłaszcza nieustanne pouczanie ich w sprawach, na których pouczający znają się jak najmniej.


Polska będzie normalna

Na szczęście jest też Kościół inny, umiejący odnaleźć się w nowoczesnym i wolnym świecie, wolny od pychy, od uprzedzeń w stosunku do genetyki, demokracji, innowierców czy homoseksualistów, od języka pomówień oraz prymitywnej, pełnej jadu i obłudy retoryki. To Kościół śp. ks. Józefa Tischnera, ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Bronka, ale także biskupów, jak abp Tadeusz Gocłowski, abp Henryk Muszyński, a zwłaszcza śp. kard. Henryk Gulbinowicz, który wyciągnął kiedyś mojego ojca z „internatu”.

Dla wrogów Kościoła i katolicyzmu tak naprawdę to właśnie oni są najgroźniejsi, bo to oni zapewnią Kościołowi przyszłość w nowoczesnej Polsce, gdzie pretensje do stanowienia prawa pod dyktando wyznania będzie tak samo śmieszne jak fantazja, iżby w szkole państwowej ktoś miał uczyć dzieci, że homoseksualizm jest nie w porządku.

Taka Polska, normalna, podobna do Niemiec czy Anglii, czeka nas za kilkanaście lat. Jeśli w tej nowej Polsce Kościół będzie silny i szanowany, to właśnie dzięki tym światłym i odważnym księżom, którzy pomimo ciasnego gorsetu doktryny i rzymskich instrukcji, jakoś obsesyjnie krążących wokół seksu, mają odwagę i umieją rozmawiać życzliwie i mądrze, bez wywyższania się i z szacunkiem dla niekatolickiego rozmówcy, a za to z jakąś dozą krytycyzmu w stosunku do Kościoła polskiego oraz do samego Watykanu.

Znajdziecie nazwiska tych księży napiętnowane w podziemnych pisemkach i na stronach internetowych integrystów i fanatyków. Znajdziecie ich jako „Żydów” bądź takich, co się Żydom sprzedali. Tu i ówdzie zauważycie wśród nich imię Jana Pawła II. Czytam czasem te rzeczy, aby uleczyć się z antyislamskich uprzedzeń (wszak nasi fundamentaliści wcale nie lepsi!), a przede wszystkim, aby dowiedzieć się, kto jest w Kościele mądry i godny szacunku.

Kościół „Żydów” zwycięży – wierzę w to głęboko. Nie tylko u nas, ale wszędzie na świecie, nawet w samym Watykanie. Bo tak to już jest, że ludzie mądrzy, wykształceni i odważni, choć jest ich może niezbyt wielu, to zawsze prędzej czy później wygrywają z prostakami, nienawistnikami i tchórzami. Z mądrym, skromnym i życzliwym światu Kościołem będzie każdemu po drodze. Nawet takiemu zatwardziałemu agnostykowi i liberałowi jak ja. Księżom (tym, co wiedzą) kłaniam się pięknie.

Jan Hartman jest profesorem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Tytuł pochodzi od autora

Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/370609_Niech_Z ... lem__.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 07:20 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
No i znów chwalba "postępowego kleru" /Gocłowski i spółka/! Ciekawym, dlaczego Pan Areolit, zamieścił ten wpis? Pan również uważa, że Gocłowski i spółka, to "zdrowy nurt" KK w Polsce?

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 07:52 
Offline
Dziennikarz

Dołączył(a): 09 sie 2009, 08:19
Posty: 327
Komentarz FYMa
http://blogmedia24.pl/node/19377

Pozdrawiam.

_________________
.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
adsenior napisał(a):
Ciekawym, dlaczego Pan Areolit, zamieścił ten wpis? Pan również uważa, że Gocłowski i spółka, to "zdrowy nurt" KK w Polsce?


Uważam inaczej, ale wpis zamieściłem, abyśmy nie tracili z oczu tego co inni uważają za tak bardzo istotne, iż trudzą się i pisują, podczas gdy o Sojczyńskim, o Pileckim, o Dekutowskim i o milionach istotnych problemów nadal cicho i nikt nie chwyta za pióro, aby coś pisać.

A o Gocłowskim to wolę już nic nie pisać, bo może mnie fala emocji ponieść zbyt daleko.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 08:06 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Aerolit napisał(a):
adsenior napisał(a):
Ciekawym, dlaczego Pan Areolit, zamieścił ten wpis? Pan również uważa, że Gocłowski i spółka, to "zdrowy nurt" KK w Polsce?


Uważam inaczej, ale wpis zamieściłem, abyśmy nie tracili z oczu tego co inni uważają za tak bardzo istotne, iż trudzą się i pisują, podczas gdy o Sojczyńskim, o Pileckim, o Dekutowskim i o milionach istotnych problemów nadal cicho i nikt nie chwyta za pióro, aby coś pisać.

A o Gocłowskim to wolę już nic nie pisać, bo może mnie fala emocji ponieść zbyt daleko.


UFF, odetchnąłem, gdyż myślałem, ze popiera Pan, Gocłowskiego i spółkę. Na co również ma Pan niezbywalne prawo. Co do Rotmistrza Pileckiego, w mediach był wybuch triumfalizmu, gdy (Ło) Buzka ustanowiono na pół kadencji szefem PE, pomijając milczeniem , iż to "polak", który nie dopuścił, by PE, uchwalił honory, dla NASZEGO BOHATERA. Ale tak już jest, że media opanowane przez żydo-kapitał, wydają współbrzmiące akordy, z antynarodowym nierządem cudotwórcy!

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 30 wrz 2009, 10:09 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 wrz 2009, 07:30
Posty: 1217
Lokalizacja: Polska
Cytuj:
Niech Żydzi zawładną Kościołem!

Na szczęście jest też Kościół inny, umiejący odnaleźć się w nowoczesnym i wolnym świecie, wolny od pychy, od uprzedzeń w stosunku do genetyki, demokracji, innowierców czy homoseksualistów, od języka pomówień oraz prymitywnej, pełnej jadu i obłudy retoryki.

To Kościół śp. ks. Józefa Tischnera, ks. Adama Bonieckiego i ks. Andrzeja Bronka, ale także biskupów, jak abp Tadeusz Gocłowski, abp Henryk Muszyński, a zwłaszcza śp. kard. Henryk Gulbinowicz, który wyciągnął kiedyś mojego ojca z „internatu”.

Jan Hartman jest profesorem filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Tytuł pochodzi od autora
Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/artykul/370609_Niech_Z ... lem__.html



Kim on jest?

Cytuj:
Jest członkiem-założycielem B'nai B'rith Polska, reaktywowanego w 2007 roku.

Syn Stanisława Hartmana i praprawnuk rabina Izaaka Kramsztyka.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Hartman

Tato
Cytuj:
W roku 1968 odmówił wyjazdu "w jedną stronę".

http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Hartman

Dało się? Ciekawe.
Pradziadek chyba zainspirował autora artykuły do tego jak powinien wyglądać Kościół Rzymskokatolicki w Polsce - zgaduję talmudyzm i kapłani jako rabini?

Cytuj:
Izaak Kramsztyk urodził się w Warszawie. Był absolwentem warszawskiej Szkoły Rabinów, której w późniejszym okresie był wykładowcą. Jako pierwszy nauczał tam Talmudu w języku polskim.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Izaak_Kramsztyk

Nie będę kupował Rzepy skoro takie artykuły nadal drukują, cholerna żydowska gazeta nr 2!!! To nie jest Polska, naprawdę po 1945 jest już Judeopolonia, POLIN. Rok 1989 wiele zmienił... na gorsze!!! Po takim tekście w wysokonakładowej prasie PRL doszłoby do antyżydowskich rozruchów i tym razem autentycznych wypędzeń żydów, nawet gdyby ich komuna broniła czołgami! Te "wypędzenia" z 1968 były rozkazami z Moskwy oczywiście i grą frakcji w PZPR, służbach, wojsku. To kompletnie nie jest sprawa narodu polskiego, ale teraz MOŻE BYĆ jeżeli żydzi będą niszczyć nasz Kościół Rzymskokatolicki swoją agenturą.

Należy episkopat i podejrzanych księży sprawdzić po prostu wykrywaczami kłamstw do czego należą, do czego nie należą i sprawa będzie w oczach wiernych jasna.

Cytuj:
B'nai B'rith (Polska)


Żydowski Związek Stowarzyszeń Humanitarnych B’nei B’rith Polska (B'nai B'rith – Loża Polin) - międzynarodowa organizacja założona w Polsce 22-23 października 1922 w Krakowie jako XII okręg polski, będąca filią międzynarodowych stowarzyszeń B'nai B'rith.

Stowarzyszenie powstało na bazie wcześniejszych organizacji działających w Galicji. Pierwszym prezydentem sekcji polskiej został dr Adolf Ader z Krakowa, natomiast wiceprezydentem urodzony w Przemyślu Moses Schorr, wcześniej pełniący funkcję prezydenta XII okręgu Leopolis. Do chwili rozwiązania organizacji w roku 1938 przez władze polskie, skupiała kilkuset członków będących elitą intelektualną ówczesnej Polski.

B'nei Brith została restaurowana ponownie w Polsce 9 września 2007[1]. Obecnie nosi nazwę B’nai B’rith – Loża Polin. Głównymi ojcami odrodzenia tej organizacji w Polsce są Michel Zaki z Antibes oraz Witold Zyss z Paryża

Siedziba stowarzyszenia znajduje się w Warszawie, w budynku Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, przy ulicy Twardej 6. B’nei B’rith jest współorganizatorem Marszu Żywych.

Mimo neutralności politycznej, organizacja popierała program Organizacji Syjonistycznej w Polsce oraz obóz sanacyjny.


http://pl.wikipedia.org/wiki/B%27nai_B% ... 8Polska%29


Masoni żydowscy popierają władzę z przyczyn taktycznych jak za II RP - mieli osłonę sanacji Piłsudskiego, ale w 1938 dostali łupnia-zostali rozwiązani, dlatego też w III RP przytulili się do PO-PIS, SLD, dlatego uzyskali (niesłychany błąd Kaczyńskiego!) wsparcie Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego poprzez m.in Ziomecką, która zdaje się jest tej loży także, albo bardzo im sprzyja, co na jedno wychodzi. Mamy kolejną organizację syjonistów, masonów w Polsce. A co im przeciwstawimy? Blogi, nasze polskie forum?

Musimy się ludzie zorganizować, porwać innych, są szyldy które jednoczą. Walka z UE, TL, ale też z NWO, masonami. Nie musimy zwalczać tej żydowskiej loży jako żydów, ale jako masonów, sekciarzy, syjonistów, szkodników sprawy polskiej i katolickiej.

Ewa Junczyk-Ziomecka - List Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z okazji restauracji B'nai B'rith w Polsce


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 17 sie 2010, 10:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pod prąd - ks. Stanisław Małkowski, część 1/4



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 19 wrz 2011, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Terlikowski: Przebudzenie Episkopatu

To już nie jest pojedyncze kazanie. Mamy do czynienia z nowym trendem. Kościół hierarchiczny w Polsce, po długiej drzemce zaczął się budzić do walki. O wiarę, kulturę i Ojczyznę.

Jeszcze kilka lat temu, ba nawet kilkanaście miesięcy temu taki ciąg kazań byłby nie do pomyślenia. Zaczęło się od mocnego, teologicznego, ale i patriotycznego kazania arcybiskupa Dzięgi na Jasnej Górze, potem jasne wskazania dla polityków-katolików sformułowane przez biskupa Deca, który jasno przypomniał, że jak nie chcą oni walczyć o życie, to niech nie kandydują. Nie można pominąć także apelu biskupa Meringa, by zacząć bojkotować TVP i abonament, i mocnego wsparcia jakiego udzielił mu arcybiskup Głódź. I wreszcie dzisiejsze kazanie arcybiskupa Józefa Michalika, który jasno pokazał, że obecnie toczy się walka o to, by zepchnąć katolików do getta, i przypomniał, że mamy z tym walczyć. I jeszcze jasne wskazówki Konferencji Episkopatu, który pokazał, czym kierować powinien się katolik w wyborach.

Wszystko to razem jasno pokazuje, że czas wycofania się skończył, że polscy biskupi dostrzegli, że trzeba twardo i jednoznacznie bronić wiary, moralności i kultury. I nie ma co ukrywać, że pomogli im w tym liczni intelektualiści i politycy, którzy od jakiegoś czasu prowadzą ostrą antykatolicką i antychrześcijańską kampanię (by wymienić tylko Janusza Palikota, ale także sympatyzujące z nim media), a także (jak Juliusz Braun) wspierają obecność satanistów w TVP. Wygląda też na to, że hierarchowie dostrzegli, iż spór o obecność krzyża, o miejsce Kościoła w Polsce, o to, czy polityk ma kłaniać się Bogu czy tylko sondażom, nie jest tylko sporem między partiami (choć oczywiście jest także nim), ale, że to kwestia o wiele głębsza, dzieląca dwie kultury... I nie chodzi wcale o stwierdzenie, że wszyscy w PO są źli, a wszyscy w PiS dobrzy, ale o to, że za pewnymi działaniami stoją pewne ontyczne założenia. I to one są różne.

Teraz trzeba tylko mocno wspierać polski Episkopat, a szczególnie tych biskupów, którzy mają odwagę przypominać, że to nie Kościół odrzucił PO, ale PO odrzuciła nauczanie Kościoła zmuszając posłów do głosowania za zabijaniem niepełnosprawnych. Nie Kościół odmawia wsparcia kandydatom PO czy SLD, ale to przedstawiciele tych partii zapowiadają, że w kolejnych głosowaniach będą niszczyć rodzinę. W takiej sytuacji milczenie byłoby zwyczajną zdradą Ewangelii, własnego powołania jako pasterzy. Dlatego dobrze, że słyszymy takie słowa. Dziękujmy za nie, ale i módlmy się o wytrwałość i siłę dla naszych pasterzy.

Tomasz P. Terlikowski

http://fronda.pl/news/czytaj/tytul/terl ... patu_15368


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 12 maja 2012, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Kapłani, zachowajcie pamięć i tożsamość

Z JE ks. bp. Józefem Zawitkowskim, łowickim biskupem pomocniczym, rozmawia Sławomir Jagodziński

Obchodzi Ksiądz Biskup jubileusz 50 lat kapłaństwa. Takie rocznice skłaniają do refleksji. Czym w perspektywie tej długoletniej posługi jest dla Ekscelencji dar sakramentu kapłaństwa?
- To bardzo trudne pytanie. Za ks. Twardowskim powiem: "Własnego kapłaństwa się boję, własnego kapłaństwa się lękam, przed kapłaństwem w proch padam, przed kapłaństwem klękam". Kapłaństwo to powołanie, o którym trudno mi mówić. Od pierwszego roku po święceniach dziewczyny pytały: "Dlaczego ksiądz został księdzem?". Wtedy pobożnie odpowiadałem, że to Pan Bóg powołuje człowieka, a człowiek bez dyskusji ma za Nim iść. Dzisiaj odpowiedziałbym każdemu prościej: nie wiem. Pan Bóg tak prowadzi, tak reżyseruje życie człowieka, tak pokazuje drogi, że choć czasem wierzgam przeciw ościeniowi, to nie mogę inaczej. Bo gdybym poprawił to, co jest drogą Boga, to zrobiłbym głupstwo. A to czasem może być trudne do naprawienia albo już niemożliwe. Wiem, że być kapłanem to znaczy być podobnym do Pana Jezusa. Jak to zrobić? Całe życie się staram, 50 lat minęło i mam poczucie, że tak mało zrobiłem...

A kto miał największy wpływ na powołanie Księdza Biskupa?
- Gdy dzisiaj z perspektywy 50 lat patrzę i próbuję analizować, jak to wszystko przebiegało, to przekonuję się, że po prostu Pan Bóg tak chciał. Przede wszystkim miałem cudownych rodziców, choć mamę miałem krótko, bo tylko do 6 klasy. Po jej śmierci zostało nas pięcioro. Przy Pierwszej Komunii Świętej ksiądz zapytał mamę: "Czy byś chciała, aby on został księdzem?". Mama się rozpłakała, a mnie jakby w dziedzictwie zostało to, żem taki miękki, i tak często ją naśladuję. Potem była normalna szkoła, potem szkoła średnia, trochę "nienormalna", dlatego że ojciec był "kułakiem", tzn. miał za dużo ziemi i był wrogiem klasowym. Dlatego bardzo trudno było mi się dostać do szkoły państwowej. Ale były wtedy takie prywatne gimnazja jak u Księży Filipinów w Gostyniu i tam się można było schronić. 8 i 9 klasę kończyłem w Gostyniu, a potem na Kawęczyńskiej w Warszawie. Kto najbardziej na mnie wpłynął... Miałem np. taką nauczycielkę nazaretankę, cudowna siostra, taka wileńska. Ona mówiła do mnie: "Józek, ty bądź grzeczny, bo ty musisz być księdzem". Wtedy przyjmowałem to jako pobożne życzenie siostry. Miałem chęć iść na polonistykę, jeszcze bardziej chciałem iść do wojska. Jedno i drugie mnie minęło. Trafiłem do warszawskiego seminarium. Ale po drugim roku przyszedł kryzys, czy ja mam zostać, czy odejść. I wtedy kilku znakomitych profesorów zaważyło na mojej decyzji. Gdy mówiłem: "Ja myślałem, że mi tu dacie jakieś dowody na istnienie Boga, że więcej będę wiedział", ks. Kitliński odpowiadał: "Chłopie, jak chcesz dowodów, to na politechnikę, a tutaj trzeba wierzyć". I z tą wiarą nie mogłem sobie poradzić. Wykłady z apologetyki otwierały mi głowę, a Stary Testament stał się moim umiłowaniem. Po Tomaszach, Augustynach, wszystkich mądrościach teologicznych przyszedł czas modlitwy, modlitwy psalmami. To dało pewność wiary. I kiedy Prymas Tysiąclecia zapytał przed święceniami: "Czy chcesz?", odpowiedziałem: "Tak". Coś się wtedy skończyło, ale też wszystko się zaczęło...

Z perspektywy 50-letniej posługi jaką najważniejszą radę dałby Ksiądz Biskup młodemu kapłanowi, który stoi na progu realizacji swego powołania?
- Patrzę na życie seminarzystów, słucham ich rozmów i spostrzegam, że to jest już zupełnie inny świat, to są zupełnie inne pytania, zupełnie inni ludzie. Nam się tak bardzo spieszyło do duszpasterstwa. Żyliśmy z takim nastawieniem, że jak będziemy wyświęceni, to tyle dzieci na nas czeka, bo nie ma komu uczyć religii... Dlatego dzisiaj nie mogę zrozumieć chłopca, który mówi: "Może ja poczekam jeszcze rok, może się zastanowię", jakby chciał z Panem Bogiem trochę popertraktować. Nie mają chęci uczyć religii w szkole.
Jak ja widzę młodych kapłanów? Ich życie będzie inne. Oni będą mieli czas uporządkowany godzinami: mam dyżur, spełniłem swoje, posługę swoją odbyłem, jestem wolny. Jest mi potrzebny samochód, wczasy, dni wolne i wszystko inne. Ja tak tego nie widziałem w tych pierwszych latach kapłaństwa. Jeśli dziś powiedziałbym któremuś z nich, że ja miałem 42 godziny katechizacji w tygodniu, to stwierdziliby: "Ale ksiądz ma fantazję". A tak było. I dziś bez tej gorliwości daleko się nie zajdzie.

Jaka zatem przyszłość czeka księży?
- Nie ma wyjścia: albo będą męczennikami, albo popłyną z prądem. Ale to już będą martwe ryby. Pan Bóg dał nam takich wielkich ludzi: Prymas Wyszyński, Ojciec Święty Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko... Kapłani, zachowajcie pamięć i tożsamość. Papież chciał, aby była Europa, i to jedna Europa, ale aby oddychała dwoma płucami i żeby miała jednego ducha. Patrz, i to wszystko diabli wzięli i fałszywi prorocy to rozdrapali. Dzisiejsi ludzie pokłócą się o jedno, o pieniądze. Bo pieniądz stał się bogiem. O niego walczyć będą wszyscy jak o największą świętość. Jest co robić - nowa ewangelizacja. Moje pokolenie kapłańskie miało jeden komfort. Choć przed nami stał potwór, którym był bezbożny komunizm, zorganizowana potęga zła, to na czele naszego oporu był wielki Prymas Tysiąclecia. On stał na szańcu, a myśmy wychylali zza niego głowy, jakbyśmy mieli chęć być tak silni jak on. Potem przeżyliśmy tragedię, zabrakło tego Prymasa. Zostaliśmy sami. Nie mogliśmy sobie poradzić. Nieszczęściem było to, że zapomnieliśmy, czego Prymas tak bardzo od nas wymagał, abyśmy byli samodzielni. Dlaczego np. tak bronił księży przed pensją państwową: "Bo będziecie musieli mówić to, co oni chcą". A ksiądz ma zawsze głosić Ewangelię, prawdę...

Czasy komunizmu minęły, a po latach w Polsce ponownie odradza się antyklerykalizm, atakowany jest Kościół i chrześcijańskie wartości...
- Najpierw to jest mi przykro dlatego, że wielu z tych współczesnych tzw. jaśnie oświeconych krzykaczy przez lata tuliło się do Kościoła, chcieli, aby Kościół ich bronił. Potem poszli swoją drogą, inną drogą. I dzisiaj są jak te wilczury, które kiedyś uleczyłem z ran, które wpuściłem do domu, którym dawałem jeść z tego, co sam jadłem, a one teraz gryzą i szczekają. Tego nie mogę zrozumieć. Co ci się stało, człowieku! Powiedziałbym tak jak św. Paweł: "O wy głupi Galaci". Co was tak urzekło? Przecież zaczynaliście od Ducha Świętego na placu Zwycięstwa, a teraz skończyliście na uczynkach ciała. Ksiądz arcybiskup Michalik ma rację, oceniając ten czas. Ktoś jest tam za kurtyną, ktoś rozpisał role w tym ataku na Kościół i jego autorytet: to musi robić ten, to musi robić tamten, to ma mówić ta rozgłośnia, a tamto pokazywać ta telewizja. A ten, co walczy o wolność religijną, o prawa człowieka, musi zamknąć gębę: milcz, bo mówisz inaczej. Ten świat jest okropny. Myślę, że już wkrótce nie będziemy wołać o tolerancję w Chinach czy gdzieś na Ukrainie, ale w Warszawie. Kiedyś w stolicy ktoś stanie i powie: "Dosyć manipulacji - tak nie wolno". I obudzi się Naród, i obudzą się młodzi ludzie, bo oni już tego zakłamania znieść nie mogą.

Czy nie jest dobrym znakiem tego przebudzenia Narodu szeroki ruch poparcia dla Telewizji Trwam i obrona wolnych mediów i wartości chrześcijańskich poprzez protesty i marsze?
- To jest wielki znak na przyszłość i ogromny znak dojrzałości chrześcijan. Raz z racji takiej wielkiej liczby uczestników, drugi raz sposobu bycia. I jestem spokojny o to, że kiedyś przyjdzie taki czas odrodzenia. Bo rządy przeminą, partie przeminą, a prawda się obroni. Ludzie szukać będą nie tylko np. tego, co Ojciec Święty powiedział, ale też tego wszystkiego, co mówili ludzie, którzy byli wierni prawdzie. Będą nawet czczeni ci, którzy w takich trudnych czasach potrafili być prawdziwi. Bo stała się straszna rzecz dla nas, współczesnych - ukradziono nam niektóre słowa i niektóre pojęcia. Jacyś pomalowani ludzie w Warszawie wychodzą w paradzie tolerancji i wolności... Dzieciaki kochane, wolność krzyżami się mierzy! Wyście nie byli w Palmirach, nie byli na Powązkach? Patrz, oni tego nie wiedzą. A tolerancja to nie jest głaskanie po głowie, to jest przeżycie nawrócenia z Marią Magdaleną: Ja ciebie, dziecko, nie potępiam, ale ty idź do domu i więcej nie grzesz. Taką kulturę tolerancji ma Pan Bóg, a oni się wygłupiają. Wyeliminowali nie tylko słowa, ale nawet znaki, które są chrześcijańskie lub mają korzenie chrześcijańskie. Już nie zobaczysz na karetce pogotowia czerwonego krzyża, procesje są raczej wstydliwe, powiedzieć słowo "Bóg", gdziekolwiek, to jest tak bardzo ciężko, nawet w pobożnej szkole. Owszem "najwyższe wartości", "ideały", jakieś takie zastępcze słowa, a "Pan Bóg" przez usta ludziom nie przechodzi. Zgubiłeś medalik, zgubiłeś książeczkę, nie modlisz się na różańcu, więc właściwie co ci zostało. Czasem jeszcze niektórym przejdzie przez gardło, że jestem wierzący, ale niepraktykujący. Aleś cwaniak! I wymyśliłeś sobie taką ideologię: jest Pan Bóg, ale nie będę przed Nim klękał, no i przed księdzem nie będę klękał. Bardzo cwane. Marsze w obronie wolnych mediów i katolickich wartości mówią temu "nie". Bo wyznawać wiarę, także przez bardzo proste znaki zewnętrzne, mamy prawo.

To bardzo tragiczne, że dziś w wolnej już Polsce znów trzeba bronić krzyża, obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej, katolickich mediów.
- Mam wielkie obawy z tym związane. Walka z krzyżem to wywołane i zaplanowane działanie, w określonym antychrześcijańskim celu. Niepokojem jest to, że tam, gdzie zaczyna się walka z krzyżem, to jest już początek końca. Boję się tego, co będzie potem, po zwalczonym krzyżu na polskiej ziemi. Ale Prymas Tysiąclecia mówił: To nie krzyż się chwieje, to świat się chwieje. Krzyż będzie stał i z wyżyn Watykanu będzie panował "urbi et orbi". Nie mam wątpliwości, że świat ten ostatecznie będzie Chrystusowy, a On z krzyża pociągnie wszystkich ku sobie. Kiedy i jak to się stanie i co będzie z Polską? Nie wiem.
Przychodzą czasy Szawła. Czasem myślę sobie, że ci, którzy walczą z Bogiem, to się nawrócą tak jak ziejący nienawiścią do chrześcijan Szaweł. Najbardziej boję się tych, którym wszystko jedno, boję się tych letnich. Mówią: zobaczymy, kto mocniejszy, to na tę stronę przejdziemy. Boję się też tego, co jest metodą diabła, mianowicie ośmieszyć to, co szlachetne. Mamy i takie partie, i takie instytucje, i takie media, które ośmieszają to, co jest święte, co jest dobre. To czyni bardzo wielkie spustoszenie w sumieniu i myśleniu ludzi słabych. Tych się boję, bo kiedyś będą potrzebne nam wielkie misje, wielkie spowiedzi i nawrócenia, żeby to wszystko się odmieniło ku dobremu. My pobożnie wyznajemy wiarę w Boga Ojca Wszechmogącego, a wychodzimy z kościoła i idziemy głosować jak poganie. Wiara to nie jest mówienie. To jest najpierw myślenie, potem moje decyzje, potem moje serce. Nie można być letnim. Bo jak rozwikłać ten problem, że w katolickim Narodzie wybierani są posłowie, którzy nie są w stanie uchwalić dobrych ustaw związanych choćby z in vitro, obroną życia i rodziny. Okazuje się, że większość z tych katolickich posłów to ci, co mówią chrześcijaństwu "nie". Skąd to się bierze? Sprawa złożona, ale na pewno to źle uformowane sumienie. W nowej ewangelizacji jakichś cudów nie trzeba, trzeba tylko nowej gorliwości tych, co ją głoszą. A jeśli nawet gębę nam zamkną, to jestem spokojny. Mam być świadkiem, a jeśli chcecie, to poćwiartujcie mnie na kawałki jak biskupa Stanisława, patrona ładu społecznego w Ojczyźnie.

A może za mało u nas wychowania do życia społecznego?
- Tak. Jesteśmy egoistami. Może trzeba ludzi wychowywać do tego, aby myśleli i działali społecznie. Nie umiemy się zorganizować, a nawet jeśli już zwyciężymy razem, to wracamy do domu i chcemy mieć święty spokój. Przez to nie potrafimy do końca zwyciężać. "Abyście byli jedno i jedno mieli serce". Trzeba do tego Naród wychowywać.

Wiąże się z tym dobre kaznodziejstwo. Ksiądz Biskup od 1980 r. wygłosił ok. 140 kazań radiowych w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie. Jakie słowa wypowiedział Prymas Tysiąclecia, prosząc o tę posługę?
- Prymas wybrał wówczas kilku księży odpowiedzialnych za tę radiową Liturgię. To, że w tym gronie i ja się znalazłem, poczytuję sobie za wielką łaskę. Pamiętam doskonale, co nam powiedział: Bądźcie odpowiedzialni za słowo, dlatego że przez jedno słowo można wygrać lub przegrać wielką sprawę.

W czasach komunizmu było trudno głosić kazania, ale czy w wolnej Polsce jest łatwo?
- Za czasów komunizmu trzeba było nauczyć się jednego, czytać cenzurę. Na przykład nie można było powiedzieć: "Harcerz poszedł do kościoła". Słowo "harcerz" cenzor skreślał i trzeba było dać inną propozycję. Może "chłopiec"? "Tak może być". Inne zdanie: "Nauczycielka poprowadziła dzieci do kościoła". Nie można "nauczycielka", ale kto, może "pani" - "a to proszę bardzo". I tak trzeba było nauczyć się tego szyfru. Cenzura stawiała wymagania głoszącym. Trzeba było bardzo pilnować i treści, i czasu. Przychodził cenzor i mówił: tak można, a tak nie wolno. I trzeba było to samo powiedzieć, ale inaczej. A potem, po 1989 r., gdy można było już wszystko mówić, trzeba było z kolei się pilnować, aby nie spłycać przekazu ewangelicznego. To też wielkie zagrożenie. Dziś, gdy ludzie już tak nie słuchają Mszy radiowej, mniej też chodzą na Msze św., głoszenie kazań też stawia wymagania. Trzeba przede wszystkim mówić o rzeczach bardzo prostych. W tym odczuciu religijnym zostało nam jeszcze trochę znaków, np. przyklękamy, ale nie wiemy dlaczego, żegnamy się, ale też nie wiemy dlaczego. Trzeba tłumaczyć: bądźcie mądrzy, najpierw rozum, a potem jest treść prawdy, w którą wierzysz. Tak wiele trzeba ludziom w głowach i sercach poprostować, aby stali się mocni i odważni w swej wierze. Najważniejsze to nauczyć ich przeżywać Eucharystię. To jest czytelny znak, to jest chleb. Bez Komunii św. staniesz się dzikim człowiekiem, który nie będzie potrafił się modlić i ustanie w drodze.

Niektórzy uważają, że na ambonie nie powinno się mówić np. o patriotyzmie...
- Największą krzywdę, jaką nam zrobili, to wmówienie, że patriotyzm to rzecz śmieszna. Inni tłumaczą, że patriota to ten, co się dobrze uczy, co dobrze pracuje, ten, co pojedzie, zarobi i przywiezie tutaj. To nie tak. Patriotyzm to miłość ojczyzny. A co jest moją ojczyzną? To jest ten kawał ziemi. Tylko dziś już nie ma chłopów, którzy całują ziemię. Patriotyzm to jest obrona ojczyzny i tych wartości, które ją stanowią. A pierwszą wartością, która jednoczy nas wszystkich i czyni dziećmi jednej matki, jest wiara. A jeśli ty, człowieku, zgubiłeś wiarę, to co my będziemy mówić o patriotyzmie. Jak teraz uporządkować te rzeczy? Wiem, gdybym był nauczycielem religii czy jakiegokolwiek innego przedmiotu: polskiego, historii, geografii, mówiłbym zawsze o Polsce - to jest moja Ojczyzna, "a to Polska właśnie". Czy takich będziemy mieć nauczycieli, takich rodziców i takich księży i kaznodziejów? Oby.

Teraz trend jest odwrotny, rząd zmniejsza liczbę godzin historii w szkole...
- Tak. To jest metoda. Wyrzucić historię ze szkoły, po co ludzie mają wiedzieć, jakie są ich korzenie, co było dla naszych ojców największą wartością i przesłaniem, co było największą świętością, prawdą. Jak to się odetnie, to ludzie będą łatwi. Wmówią ci, że gdziekolwiek będziesz, tam będzie twoja ojczyzna. Tylko że już nie będziesz tęsknił za polskim pachnącym chlebem i kupisz sobie bagietkę...

Czy Ksiądz Biskup ma jakiś sekret, jak przygotować dobrą homilię?
- Nie mam chyba jakiejś wyjątkowej recepty. Jeśli wiem, jaki będę miał temat, to nawet miesiąc z tym chodzę, jak kura z jajkiem. To nie daje spać, nie daje jeść. Bo przychodzi niespodziewanie do głowy jakieś zdanie, myśl, którą koniecznie trzeba zapisać. Potem to wszystko sobie porządkuję. Jedno wiem, że jeśli ksiądz nie ma medytacji, jeśli ksiądz nie ma swoich zamyśleń, to wkrótce stanie się pusty jak dzwon, będzie mówił bardzo ładnie, gładko i o niczym.

W swych kazaniach Ksiądz Biskup bogato korzysta z historii, dorobku naszych poetów, pisarzy...
- Ja byłem uczniem księdza Twardowskiego. On zaraził mnie tą poezją. A dlaczego mi to tak potrzebne? Mówią mi uczeni: "A ksiądz to wierszykami mówi, to tak łatwo". A ja im mówię: ty prowadzisz wykłady i nikt cię nie rozumie. Wiem, że poeci są tymi, którzy potrafili niektóre myśli wyrazić w sposób piękny. Szukam czasem jakiegoś potwierdzenia swojej myśli i poeta mi np. mówi: "za każdym krokiem w tajniki stworzenia, coraz się ludzka dusza rozprzestrzenia. Ta jedna licha drzewina, nie trzeba dębów tysięcy, z szeptem się ku mnie nagina. Jest Bóg i czegóż ci więcej". To są te moje słabości poetyckie, które wykorzystuję.

Jest Ksiądz Biskup autorem bardzo licznych pieśni religijnych. Tą chyba najbardziej znaną jest "Panie, dobry jak chleb". A którą ze swych pieśni Ksiądz Biskup lubi najbardziej?
- Najbardziej lubię "Bądź pozdrowiona, Bogurodzico, Prymasów Matko, Księżno Łowicka". Bo to jest śpiewane tu, u mojej Matki Boskiej w Łowiczu. Ale z tymi pieśniami i muzyką to też dziwna rzecz. Skończyłem muzykologię, więc znam się trochę na kompozycji, znam zasady wersyfikacji. Moim duchem opiekuńczym był i jest ks. Wiesław Kądziela. On zaproponował napisanie pieśni na Kongres Eucharystyczny. Tak powstało "Panie, dobry jak chleb". Było wiadomo, że Kongres miał być w Warszawie, i trzeba było, aby Warszawa, a potem Polska zaśpiewała o tym. To było trudne. Ale miałem takie wielkie przeżycie, gdy na placu Defilad przed Pałacem Kultury popłynęło w świat "Panie, dobry jak chleb", a ks. Starowieyski powiedział: "Józek, nigdy byś nie napisał tego, gdybyś nie był ze wsi". No bo mnie tam jeszcze pachnie świeżym chlebem.

A co Księdza Biskupa najbardziej cieszy i razi we współczesnych trendach muzyki religijnej, oprawie Mszy św.?
- Cieszy mnie to, że są nowe formy muzyczne. A najbardziej cieszy mnie to, że wiele z tych nowych pieśni opartych jest na tekstach biblijnych. Natomiast smuci mnie to, że czasem są banalne melodie, to nie przystoi. A co więcej, jeśli to ma być śpiew dla ludzi, to ma być taki, aby ludzie tym tekstem się modlili. Bo jeszcze trochę i obawiam się, że nie będzie miał kto śpiewać za procesją Bożego Ciała "Bądźże pozdrowiona, Hostio żywa". Boję się, że silne trendy muzyki rockowej, rytmów niezdrowych, będą wciskać się do kościoła. A to już nie jest modlitwa, to już jest tylko coś, co może bawić. Księża też mają takie pokusy, żeby sięgać po muzykę nową, to wtedy przyjdą młodzi do kościoła. Nie. Oni mają lepsze koncerty na estradzie i oni tam pójdą posłuchać i się bawić. A w kościele chcą się modlić.

Dziękuję za rozmowę. Z okazji 50. rocznicy święceń kapłańskich jubileuszową Mszę św. dziękczynną JE Ksiądz Biskup Józef Zawitkowski będzie sprawował w niedzielę, 20 maja 2012 r., o godz. 18.00 w katedrze łowickiej.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=wi11.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 20 sie 2012, 17:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
O atrakcyjności prawosławia dla Biskupów katolickich

Dokument podpisany przez obu biskupów, po przeczytaniu uważnym ma oczywiście te mankamenty, o których pisano już na S24 I gdzie indziej i właściwie nie ma sensu dłużej tego dokumentu roztrząsać. Jest to dokument przedstawiany jako przełom w dialogu ekumenicznym między prawosławiem a katolicyzmem. Maiłby ten dokument znaczenie przełomowe, gdyby zamiast wspomnienia o modlitwie była rzeczywista modlitwa, wspólna I to nie w katedrze prawosławnej, gdzie posłusznie polscy biskupi powędrowali, tylko modlitwa z udziałem wiernych i członków obu Episkopatów, nabożeństwo ekspiacyjne za grzechy narodów podczas rządów diabelskiego komunizmu. O ile wiernym wiadomo, w obu Kościołach czegoś takiego nie uczyniono. Nie było momentu generalnej refleksji i próby przebłagania Boga za odstępstwo od wiary i zaparcie się Go wielkich grup ludzi. Bo czym innym jak nie odstępstwem i zaparciem się, czyli grzechem przeciwko Duchowi Świętemu była przynależność do partii komunistycznej? Albo bycie tajnym współpracownikiem bezpieki, których w samej Polsce było w latach osiemdziesiątych ponad 100 tysięcy? W Kościele polskim oprócz rozmaitego rodzaju działań reaktywnych nie było generalnej refleksji duszpasterskiej i teologicznej na temat okresu komunizmu, a teraz przychodzi ten dokument podpisany wspólnie z przedstawicielem Cerkwi Rosyjskiej, Cerkwi, która od czasu Piotra I, z krótką, kilkumiesięczną przerwą w roku 1917, jest bezustannie poddana naciskowi władz państwowych (a niektórzy mówią, że i sukcesja apostolska w niej jest wątpliwa - co nie będzie przedmiotem tych rozważań, ale trzeba wspomnieć o tym, ponieważ jest to ważki element myślenia na temat tego z kim się rozmawia i na jaki temat). Piotr I przeprowadził reformę religijną, krwawymi represjami poddając Cerkiew kontroli Oberprokuratora Synodu Świętego, bezpośredniego przedstawiciela cara, któremu podlegał patriarcha i biskupi. Urząd oberprokuratora utrzymał się do rewolucji lutowej 1917 roku. Wtedy zwołano synod, który przywrócił niezależność Cerkwi, lecz szatański atak komunizmu zniweczył w zarodku odradzającą się niezależność. Potem było już tylko “ratowanie substancji”: coraz większe ustępstwa prawomocnych biskupów, którzy obawiali się Żywej Cerkwi, organizacji stworzonej przez komunistów do rozbicia jedności kościoła. Ustępstwa szły tak daleko, że właściwie zatraciła się granica między tym co było Cerkwią prawdziwą, a co atrapą komunistyczną (te doświadczenia w Polsce przekładano na ruch “księży patriotów”). I trzeba wiedzieć, że represje przeciwko chrześcijanom w ZSRS były wprost niewyobrażalne, to co przeszliśmy w Polsce to zupełnie nic. To były prawdziwe prześladowania, w stylu rzymskim. A oficjalnym symbolem komunizmu jest pięcioramienna gwiazda – pentagram - dla uściślenia uwagi, jakby kto nie wiedział.


I na tym tle trzeba widzieć zapisy dokumentu podpisanego przez Abp. Michalika: uzgadniano dokument wspólny, między kościołami, z których oba były poddane brutalnym represjom, tylko, że ten polski Kościół ma świadomość własnego zwycięstwa nad zbrodniczą ideologią, a ten rosyjski – że historia może w każdej chwili zatoczyć koło - wszelkie próby zmiany, odnowy Cerkwi rosyjskiej zostały zabite, i to dosłownie – Ojciec Mień zginął zabity siekierą w 1991 roku, były zabójstwa świeckich zaangażowanych w podziemną Cerkiew jeszcze za czasów komunizmu, przy próbach wyjścia na powierzchnię po 1991 roku. Więc to nie jest tak, że mamy do czynienia z zupełną równowagą – dwaj hierarchowie przeciwstawiają się cywilizacji śmierci w odważnym dokumencie.
Sądzę, że Abp. Michalik i jego doradcy bez wątpienia znają te uwarunkowania, o których napisałem wyżej. I nie myślę, żeby kierowała Biskupem Kościoła Świętego naiwność, lub chęć dokonania jakiegoś spektakularnego czynu.
Tu działania są przemyślane od początku do końca, tym bardziej, że polem ekumenizmu z prawosławiem jest zainteresowany Ojciec Święty i jak pisali już komentatorzy, ten dokument może być znaczącym elementem polityki wschodniej Watykanu.

W Kościołach Wschodnich, w tym w Cerkwi Rosyjskiej nie było „Soboru Watykańskiego”, czyli takiego wydarzenia które zmodernizowało liturgię i wprowadziło wprost rewolucję doktrynalną. Jest tam kanon, niezmienny od tysiąca lat. Nie ma tam „duszpasterstwa gitarowego” i tego co w Kościele Katolickim rozprzestrzeniło się wraz z wejściem nowego pokolenia księży, którzy wychowali się już na nowym mszale, nowej liturgii, którzy często już nie znają łaciny – rozprzestrzeniła się „klerykalna laicyzacja” – jak mogę to nazwać. W wielu miejscach solenność liturgii została zastąpiona występami nawiedzonych świeckich, zawodzeniem przy gitarze, święte obrzędy sprowadzane do teatrum, a przeżycie religijne do emocji, które często zastępują to co człowiek dostał od Stwórcy – rozum.
W prawosławiu jest kanon, który dyscyplinuje zarówno duchownych jak i świeckich w oddawaniu czci Bogu. To kanon spowodował, że mimo wszystko Cerkiew w Rosji przetrwała. Kanon daje rozeznanie jak powinna być sprawowana liturgia, i jak w Kościele oddawać cześć Bogu poprzez dzieła sztuki. To właśnie w kościołach wschodnich (i także w Kościele grekokatolickim) istnieje malarstwo sakralne – ikony. W kościele zachodnim malarstwa sakralnego od czasów „klęski renesansu” nie ma. Jest tylko malarstwo, które przetwarza motywy religijne. Zauważmy, że większość obrazów, którym katolicy (przynajmniej w Polsce) oddają cześć są ikonami – zarówno obraz Jasnogórski (czyli Hodegetria) jak i MB Nieustającej Pomocy (czyli Eleusa), obecne we wszystkich polskich świątyniach katolickich. No i jest obraz Jezu Ufam Tobie, choć myślę, że gdyby Św. Faustyna i Bł. Ks. Sopoćko znali w Wilnie malarza ikon, to ten obraz miałby jeszcze większą siłę.
Ikona jest oknem do nadprzyrodzoności i dlatego cała wściekłość komunizmu obróciła się przeciw ikonom.
To co jest dyscyplinującego w kanonie - dzisiejszy świat odrzuca – dyscyplina liturgii, która jest obecna w kościołach wschodnich jest nienawistna dzisiejszemu światu, ponieważ nie ma nic wspólnego z egoistycznym indywidualizmem, który Zachód przyjął jako swój styl i który uważany jest za „znak czasów”, za osiągnięcie i zdobycz – o czym mówił i pisał wiele razy Bł. Jan Paweł II.
A więc to co jest obecne w prawosławiu, a co uratowało wiarę w czasach bezbożnego komunizmu – kanon i dyscyplina liturgiczna, a co jest w odwrocie w Kościele zachodnim spotyka się tu w Warszawie w tym dokumencie, w którym jest mowa o przeciwstawieniu się cywilizacji śmierci.

I tu dostrzegam przesłanki, które powodowały Abp. Michalikiem i polskim Episkopatem, aby w ogóle przystąpić do redakcji tego dokumentu, żeby wejść w taki dialog z prawosławiem. Trzeba pamiętać przy tym o dążeniu Ojca Św. Benedykta XVI do odnowy liturgicznej w Kościele Rzymskim, dyscyplinujące zabiegi w stosunku do nowinkarzy, nakaz prawidłowego odczytania Soboru Watykańskiego II itd. I trzeba pamiętać o tym, kto był największym orędownikiem „zmian soborowych” w Polsce i komu ten „ktoś” składał raporty – Ks. Czajkowski, i jakie środowisko przeprowadzało dywersję przeciwko Prymasowi Wyszyńskiemu podczas obrad Vaticanum II. W tym kontekście należy też odczytać ten dokument, który ma bieżącą wymowę polityczną, lecz ja odczytuję go tez jako dążenie do zaczerpnięcia z tradycji prawosławnej tego co czerpać warto – czyli do wspólnego pnia tego sprzed schizmy, gdy była ta sama liturgia i wyznanie wiary.
Kościoły Zachodu są puste. Kościoły polskie zaczynają się wyludniać. Nie pomogło duszpasterstwo gitarowe, nie pomogła zreformowana liturgia, nie pomaga chęć „unowocześnienia”. Dzieje się tak dlatego, że ludzie pragną niezmienności i absolutu, a nie zmiennych mód eklezjalnych z paper mache rezonujących na mody światowe. I to być może wyczuł Episkopat – przywrócenie porządku w kwestiach podstawowych da w końcu porządek w sferach przemijalnych, jakimi są polityka, pojednanie i tym podobne sprawy. Czym to jest w świetle życia wiecznego?

http://szczurbiurowy.salon24.pl/441845, ... atolickich


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 05 gru 2012, 07:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Jesteście potrzebni Kościołowi

Z JE ks. abp. Józefem Michalikiem, metropolitą przemyskim, przewodniczącym KEP, rozmawia o. dr Zdzisław Klafka CSsR

Ojciec Święty Benedykt XVI powiedział kiedyś, że główne zagrożenie wiary płynie nie tyle z zewnątrz, ile raczej z wewnątrz Kościoła. Ekscelencjo, jak należy rozumieć te słowa i jakie to są zagrożenia?
- Myślę, że jedno z tych zagrożeń ujawnił Pan Jezus w czasie modlitwy na Ostatniej Wieczerzy, kiedy modlił się o jedność. Jedność w głoszeniu Ewangelii, w spojrzeniu na zadania, a także na rozeznane zagrożenia. Jedność w stawianiu wymagań sobie i innym. Nie, że ja chcę być lepszy, mądrzejszy, bardziej wyrozumiały, ale że razem, w jedności realizujemy nasze zadania. Był taki moment w relacji Pana Jezusa do Apostołów, gdy oni powiedzieli, że Jego wymagania są tak trudne, iż wszyscy odchodzą. Jezus spytał: Czy i wy chcecie odejść? Pamiętajcie jednak, że co niemożliwe u ludzi, możliwe jest u Boga. Czyli że człowiek, który spotkał Chrystusa, chrześcijanin, w niemożliwości ma szansę pomocy, przetrwania i zachowania się tak, jak mówił Pan Jezus. W tej rozmowie chodziło o jedność i o zdradę małżeńską, o słabość człowieka w tej dziedzinie. Pan Jezus nie zwolnił nas z obowiązku dążenia do doskonałości w żadnej dziedzinie, ale wziął nasze grzechy na siebie. Przebaczy i uczy powstawać. Uczy iść naprzód. I wreszcie dojdziemy. Zaprawimy się i dotrzemy na szczyt góry, na który się wspinamy, niekiedy z poślizgiem i po upadkach.

Niepokoje Papieża i Kościoła są przedłużeniem niepokojów Apostołów z pierwszych czasów. Czy dzisiaj są jeszcze jakieś inne? Na pewno są. Na przykład, myślę, że niekiedy cały styl naszego duszpasterstwa, do którego się przyzwyczailiśmy, może być utrudnieniem, a nawet przeszkodą w przyjęciu wiary. Robimy wszystko, jesteśmy do dyspozycji w kościele, ofiarujemy posługę w sakramentach i ofiarę Mszy Świętej, i prowadzimy charytatywne akcje, a ludzie się oddalają. Trzeba sobie postawić pytanie, czy może coś się w ludziach i w świecie zmieniło i czy ten nasz styl nie jest za bardzo pasywny. Owszem, ludzie mają odpowiedzieć na nasze zaproszenie, ale także trzeba ich szukać. Trzeba nabrać odwagi, iść do ludzi, pukać do ich umysłów i serc, pozyskiwać ich dla Chrystusa i Kościoła.

Bałbym się mówić zbyt ostro i nie chciałbym tego nazywać herezją, ale była taka trochę niedopracowana tendencja po Soborze, którą wyprano z pierwotnego smaku oryginalności. Mianowicie promowano tzw. anonimowe chrześcijaństwo. Takie anonimowe chrześcijaństwo jest dobre, jeśli świadectwo życia łączy się z przepowiadaniem wiary. Nie obnoszę się jak faryzeusz ze swoją dobrocią, z wiarą, tylko czynię to, co wskazywał Chrystus, daję świadectwo wiary. Ale nie można ograniczyć ewangelizacji do anonimowego chrześcijaństwa, bo to za mało. Trzeba i głosić, i dawać świadectwo. Być obecnym na zewnątrz. Ludzie muszą wiedzieć, że jestem chrześcijaninem, że właśnie tak żyję, ponieważ jestem chrześcijaninem. Chrześcijanin powinien budzić większą ufność. Zaufanie w dzisiejszym świecie, kiedy jest tyle nieprawdy, tyle powierzchowności i fałszu, interesowności, egoizmu, jest bardzo potrzebne. Myślę, że to jest też jedna z wielkich przeszkód w ewangelizacji, tkwiąca w samym Kościele.

Ekscelencjo, czy dzisiaj nie jest tak, że społeczeństwo pozwala Kościołowi spełniać czyny charytatywne, ale jeżeli Kościół wypowiada się jednoznacznie w sprawach chociażby moralności, zaraz słyszymy medialną krytykę. Pokazuje to przykład z ostatnich dni, kiedy ks. abp Andrzej Dzięga napisał, że ten, kto popiera in vitro, wyklucza się ze wspólnoty kościelnej. Skomentowano tę wypowiedź, że hierarcha pozwolił sobie na zbyt dużo.
- Kościół i biskup nie mogą nie mówić, nie mogą grzechu nazywać cnotą. Jeżeli chodzi o in vitro, po pierwsze, trzeba zacząć od tego, że niewiastą i mężczyzną stworzył nas Bóg. Poczęcie nowego życia jest i powinno być wyrazem miłości, więzi, odnalezienia siebie w dziecku. To jest wypełnienie odwiecznego powołania wszczepionego w człowieka i powinno się dokonywać pomiędzy dwojgiem ludzi, mężczyzną i kobietą. To jest pierwszy element, który przekreśla in vitro, bo jest nie do pogodzenia z Bożym prawem. Trzeba też pamiętać, że w procedurze in vitro dokonuje się kilka poczęć. I nie jest ważne, czy ten człowiek ma jeden dzień, czy jedną godzinę życia, czy ma parę dni, czy 25 lat. To jest to samo życie człowieka. Dopuszczanie poczęcia jednego życia przy eliminacji, czyli przy zabójstwie dwóch, trzech, dziesięciu innych, jest niemoralne i wiąże się z poważnym przekroczeniem prawa Bożego. Trzeba wyrabiać sumienia ludzi, mówiąc o tym. Jakiż to zafałszowany skrót myślowy: "Ja jestem za życiem i dlatego jestem za in vitro". Dziecko nie jest zabawką i satysfakcją posiadania, bo "ja potrafię wszystko, nawet będę miała dziecko". Miłość drugiego człowieka, a nie siebie, jest ponad wszystkim. Jeśli masz prawdziwą miłość do dziecka, to przenieś ją na dziecko, któremu umarli rodzice, czy może na dziecko niepełnosprawne. Wracamy do barbarzyńskich czasów, jeśli w życiu przestajemy kierować się moralnością, i nie możemy milczeć na ten temat. Wmawiamy ludziom, że jesteśmy Narodem postępowym, ponieważ zalecamy: trzeba robić barierki dojazdowe do szkół i kościołów, żeby inwalidzi i niepełnosprawni mogli łatwiej tam wjechać, a niepełnosprawne dziecko poczęte pozwalamy zabić i takie uchwalamy prawo. Prawa stanowione mają też aspekt wychowawczy, uczą dobrych lub złych zachowań i mimo że chrześcijaninowi nie wolno iść za niemoralnym prawem, to jednak dokonało się zgorszenie publiczne i publicznie trzeba je napiętnować. Niech się wreszcie obudzą sumienia tych ludzi, którzy popełnili naprawdę zło. Nie ma za to zło strzałów w pierś, ale strzał w sumienie się dokonał. Nie można tego przemilczeć. Chore jest społeczeństwo, które ma takich posłów, i dlatego nie wolno milczeć w tej sytuacji. Trzeba o tym mówić i dobrze, że są biskupi, którzy to mówią.

W ostatnich miesiącach Polacy wychodzą na ulice, aby bronić wolności słowa, wolności w mediach. Upominają się, by Telewizja Trwam miała możliwość nadawania, jak inne telewizje, na platformie cyfrowej. Często ta obrona wolności jest także obroną godności człowieka. Episkopat Polski wielokrotnie wypowiadał się w sprawie dyskryminacji Telewizji Trwam. A jak Ksiądz Arcybiskup postrzega działanie osób odpowiedzialnych za ład rządzenia wobec katolickiej telewizji?
- Myślę, że jest to kolejny przykład na to, jak słaba jest dziś demokracja. Bo jeśli dowiadujemy się, że aby wygrać wybory w Ameryce, trzeba mieć ileś tam milionów dolarów, to wiadomo, że coś nie jest w porządku z tym obiektywizmem i wolnością wyborów. Żeby utworzyć partię np. w Polsce, we Francji czy w Niemczech, trzeba mieć pewien zasób pieniędzy. I tu pojawia się rola środków przekazu. Dlaczego? Dlatego że można wmówić ludziom, że to jest ta jedyna, najlepsza partia, która rozwiąże twoje problemy. Rada Stała i cała Konferencja Episkopatu Polski jednoznacznie oceniły odmowę przyznania miejsca na nowym multipleksie Telewizji Trwam. Dlaczego nie dano zgody? W przekonaniu Rady Stałej i całej Konferencji Episkopatu, naruszono deklarowane prawo pluralizmu w mediach, dlatego że nie znalazła się tam telewizja, która ma nieco inny, niezależny, chrześcijański profil, do czego katolicy mają prawo. Jeśli dwa i pół miliona ludzi dzisiaj wyraża dezaprobatę wobec decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i domaga się tej Telewizji, a tych ludzi jest znacznie więcej, czemu nie dać tego prawa do obecności na pierwszym multipleksie, gdzie znalazło się tyle miejsc dla jednej orientacji, a dla tej właśnie się nie znalazło? Następne kroki też pokazują, że to nie była decyzja pluralistyczna, tylko polityczna albo ideologiczna. Cały ten niepokój wobec sprawy jest bardzo niebezpieczny społecznie, ale myślę, że może przynieść pewne owoce, bo bezwzględnie nastąpiło poruszenie w Narodzie. Trzeba unikać podziałów, ale tu nie ma podziału na katolików otwartych i katolików zamkniętych, do którego próbuje się sprowadzić ten kazus, i dlatego obserwujemy kolejne próby wciągnięcia Kościoła w odpowiedzialność za słabość demokracji. Tu chodzi o demokrację, o pluralizm w mediach i trzeba pytać, czy uszanowano tę zasadę, czy nie. To nie ma nic wspólnego z Kościołem otwartym czy Kościołem zamkniętym, co próbuje się nam teraz aplikować i znaleźć znów kozła ofiarnego, którym są oczywiście ci źli biskupi, którzy niewłaściwie rozumieją polską rzeczywistość. Jest prawdą, że Naród dojrzewa, budzi się społeczna świadomość, poczucie odpowiedzialności. To, co się dokonało wobec Telewizji Trwam, słusznie jest odbierane jako niesprawiedliwość. W tej sytuacji trzeba jednej decyzji, która uzdrowi i uspokoi Naród, uspokoi społeczeństwo.

Na początku Roku Wiary Rodzina Radia Maryja pod przewodnictwem księży biskupów udała się z pielgrzymką do Rzymu do grobów Apostołów, aby z Ojcem Świętym Benedyktem XVI wypowiedzieć swoje credo. Jak Ksiądz Arcybiskup ocenia ten radosny dla nas fakt?
- Bardzo dobrze, że pojechaliście do Ojca Świętego. Każde spotkanie z grobami Apostołów, z miejscem, gdzie usługiwał błogosławiony nasz Papież, gdzie obecnie Następca św. Piotra, Benedykt XVI, spełnia tę ważną posługę wobec Kościoła, jest umocnieniem wiary. Rok Wiary koncentruje się między innymi na tym, żeby wszyscy przypomnieli sobie, że wyznajemy jedną wiarę wspólnie z Papieżem i biskupami. Dlatego bardzo dobrze, że odbyło się to spotkanie. Było obecnych kilkunastu polskich biskupów i tysiące ludzi, a obecność Polaków na placu św. Piotra, modlitwa w Bazylice św. Piotra to przecież świadectwo naszej wiary. Nie trzeba się tego wstydzić.

Dzięki Bogu, że jesteście, że staracie się modlić i pogłębiać wiarę. Jesteście potrzebni Kościołowi polskiemu. Powinniście znaleźć też uznanie za dobro, które czynicie. Oczywiście starajcie się też odczytywać znaki czasu, żeby nie angażować się w takie sytuacje, które byłyby zbyt jednostronnym politycznie zaangażowaniem się, bez zbadania do końca, w co angażujecie siły, bo jesteście wielką potęgą i nawet wasz szerszy uśmiech do jednego, a węższy do drugiego może powodować od razu larum, że ta inna strona czuje się niekochana. Dawajcie dowody, że jesteście otwarci także na tych, którzy są daleko od was, i również chcielibyście ich pozyskać dla dobrej sprawy, Bożej sprawy. Może oni też otworzą się i znajdziecie uznanie także z tamtej strony. Nie tylko nauka wiary czy modlitwa są zasługą Telewizji Trwam i Radia Maryja, choć to jest niezaprzeczalne. Ważną rzeczą jest inny, poszerzający punkt widzenia, zwrócenie uwagi na zauważone braki czy niedoskonałości. Przecież jeśli Polacy zwracają uwagę Polakom i dają dowód, że widzą troszkę dalej, to powinienem być wdzięczny, że ktoś to czyni i uprzedza o dziurach, o których wie, że grożą niebezpieczeństwem na naszej drodze. A jest wiele takich dziur wykopanych i przed rządzącymi, i przed Narodem. I dlatego docenili was Ojciec Święty i sekretarz stanu, obiektywnie patrzący z daleka na polską rzeczywistość, i dobrze, że mieli odwagę zauważyć was na arenie międzynarodowej i powiedzieć to, co powiedzieli.

Dziękuję za rozmowę.
--------------------------------------------------------------------------------

Fragment wywiadu udzielonego Telewizji Trwam.

o. dr Zdzisław Klafka CSsR

http://www.naszdziennik.pl/mysl/17068,j ... olowi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 10 gru 2012, 08:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Cisza przywodzi do Boga

Anna Bałaban

Boże obietnice się wypełniają. Trzeba tylko - jak Maryja - wsłuchać się w ciszę. Tylko wtedy będziemy w stanie usłyszeć głos Boga. Przypomniał o tym Benedykt XVI w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

- W Maryi Słowo Boże odnalazło Tę, która się w Nie wsłuchała, przyjęła Je i na Nie odpowiedziała, odnalazło owo "tak", które pozwoliło Mu przybrać ciało, by przyjść i zamieszkać wśród nas. W Maryi ludzkość i historia otwierają się rzeczywiście na Boga, przyjmują Jego łaskę, są gotowe pełnić Jego wolę - mówił w rozważaniu poprzedzającym sobotnią modlitwę "Anioł Pański" Ojciec Święty. Benedykt XVI z racji przypadającej w tym dniu uroczystości Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny dwukrotnie spotkał się z pielgrzymami. Pierwszy raz w Godzinie Łaski, w samo południe - wtedy też odmówił z wiernymi modlitwę "Anioł Pański", a drugi raz już tradycyjnie o godz. 15.45, by złożyć kwiaty u stóp figury Matki Bożej stojącej na placu Hiszpańskim w Rzymie. W obu przemówieniach skierowanych do wiernych skupił się na tajemnicy Niepokalanej, na znaczeniu Maryi w planie zbawienia.

Ojciec Święty podkreślił, że fundamentalne znaczenie w dziejach ludzkości miała i nadal ma cisza. To w całkowitej ciszy Bóg stał się człowiekiem. - To, co jest prawdziwie wielkie, przechodzi często niezauważone, a niezmącona cisza okazuje się owocniejsza od szaleńczego zgiełku charakteryzującego nasze miasta - zaznaczył Benedykt XVI. Wyjaśniał, że aby usłyszeć głos Boga i rozpoznać Jego plan względem każdego z nas, konieczne są cisza i pokój. A do tego zaprasza nas Maryja, Ta, która uczy, że "zbawienie świata nie jest dziełem człowieka - nauki, techniki, ideologii - ale pochodzi od Łaski", czyli najczystszej postaci Miłości, jaką jest sam Bóg. - Potęga Bożej Miłości jest silniejsza od zła, może wypełnić pustki, jakie egoizm powoduje w życiu poszczególnych osób, rodzin, narodów i świata - przypomniał.

W niedzielnym rozważaniu przed modlitwą "Anioł Pański", nawiązując do postaci św. Jana Chrzciciela, Ojciec Święty zauważył, że w społeczeństwie konsumpcyjnym doświadczamy pokusy szukania radości w rzeczach. Jednak Jan Chrzciciel uczy nas żyć tak, abyśmy przeżyli Boże Narodzenie nie tylko jako świętowanie zewnętrzne, ale jako święto Syna Bożego, który przyszedł przynieść ludziom pokój, prawdziwe życie i prawdziwą radość. W pozdrowieniu skierowanym do Polaków Benedykt XVI zachęcił, byśmy podobnie jak św. Jan nieśli ludziom ewangeliczne przesłanie, byśmy byli wiernymi świadkami Chrystusa.

http://www.naszdziennik.pl/wp/17568,cis ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 14 mar 2013, 07:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Ty jesteś Piotr

Sławomir Jagodziński

Nie da się opisać uczucia, jakie towarzyszy momentowi ogłoszenia światu, że mamy Papieża – „Habemus Papam”. Radość, wzruszenie, ale przede wszystkim ewangeliczna miłość i nadzieja. W takich momentach doświadcza się tej mocy, jaką daje przynależność do Kościoła, bycie katolikiem. Najpierw biały dym, potem bicie dzwonów, ogłoszenie wyboru i wreszcie na centralnym balkonie bazyliki watykańskiej widok nowego Papieża – Franciszka. Przenieśliśmy się niejako po raz kolejny do tego momentu, gdy św. Piotr usłyszał od Pana Jezusa słowa: „Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.

Dziś już śmieszy ta cała nietrafiona giełda nazwisk, w których wymienianiu prześcigały się media. Nowy Papież ks. kard. Jorge Mario Bergoglio z Argentyny, „z końca świata” – jak sam powiedział – wybierając imię Franciszek, wprowadza Kościół na szczególną ścieżkę. Nie ma chyba bardziej rozpoznawalnego w świecie świętego jak św. Franciszek z Asyżu, który dostał od Jezusa proste zadanie: „Odbuduj mój Kościół”. Święty Franciszek Salezy to patron dziennikarzy, a postać bł. Franciszka Marto wskazuje na orędzie fatimskie. Radykalizm ewangeliczny, ewangelizacja przez media i maryjna droga fatimskiego ocalenia świata. To pierwsze myśli, jakie rodzą się wraz z pontyfikatem nowego Papieża i dokonanym przez niego wyborem imienia.

Dla każdego z nas, katolików, Papież to Ojciec Święty. Karmi nas Słowem Bożym i wychowuje, uczy odróżniać dobro od zła, budzi nadzieję i umacnia wiarę, a także z otwartymi rękami wita powracającego marnotrawnego syna. Jest ojcem nas wszystkich. – Kto podejmuje się posługi Piotrowej, nigdy nie będzie miał prywatności. Należy zawsze i całkowicie do wszystkich, do całego Kościoła – mówił Benedykt XVI w czasie swojego ostatniego spotkania z wiernymi na audiencji ogólnej. „Mamy Papieża” oznacza zatem, że każdy z nas ma od wczoraj szczególnego ojca – Franciszka.

Bardzo znaczące jest, że kardynał z Argentyny obejmuje Stolicę Piotrową w Roku Wiary, który został zapoczątkowany synodem biskupów z całego świata na temat nowej ewangelizacji. To wymowne. Słuchając w ostatnich dniach w liberalnych mediach rozmaitych „autorytetów” i „ekspertów” od spraw Kościoła, można było odnieść wrażenie, że dla nich nowa ewangelizacja powinna być głoszeniem jakiejś innej ewangelii, jakiejś nowej moralności, nowej wiary, innej niż katolicka. Taki sam „koncert życzeń” formułowali w stosunku do nowego Papieża. W tym całym medialnym spektaklu spekulacji prowokacyjnie pytali o to, co zawsze: co z antykoncepcją, co z aborcją, celibatem, święceniami kapłańskimi kobiet… Zawiodą się. Bo „nowość” nowej ewangelizacji nie polega na zmianie nauczania Kościoła, ale na nowych formach głoszenia tej samej Ewangelii, którą znamy od 2 tysięcy lat. Rolą Papieża jest właśnie być stróżem i apostołem tej Dobrej Nowiny o zbawieniu. Już po pierwszym spotkaniu z Ojcem Świętym Franciszkiem widzimy, że jest to człowiek modlitwy. Nowy Papież będzie słuchać głosu Ducha Świętego, a nie podszeptów świata, dla którego im Kościół byłby słabszy, tym lepszy.

Celem posługi Piotrowej z samego ustanowienia jej przez Chrystusa jest bycie trwałym fundamentem jedności wiary i wspólnoty Kościoła. I po to wybierany jest Papież. Nie po to, aby Kościół był bardziej „lubiany” w świecie, ale po to, aby głosić tego, który jest Prawdą, Drogą i Życiem. Stając się jednocześnie znakiem sprzeciwu wobec tego wszystkiego, co niszczy człowieka, ideologii, które próbują urządzać świat wbrew prawu Bożemu i prawu naturalnemu.

Kościół żyje. Niesie nadzieję światu. To widać było wczoraj na placu św. Piotra, gdy rzesze wiernych z całego świata witały Papieża. Było wśród nich wielu młodych ludzi. To z nimi spotka się w lipcu br. Papież Franciszek w czasie swej zapewne pierwszej pielgrzymki zagranicznej na Światowe Dni Młodzieży do Rio de Janeiro w Brazylii. Hasłem tego spotkania będą słowa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”. Nie ma lepszej recepty na życie od tej, jaką oferuje Chrystus przez swój Kościół. Żyć mądrze i uczciwie, chronić ludzkie życie, dbać o małżeństwo, o rodzinę, dobrze wychować dzieci i oddać się w modlitwie opiece Bożej. Wszystko to chcemy czynić pod pieczą nowego Papieża. Witamy Cię, kochany Ojcze Święty Franciszku. Prowadź nas.

http://www.naszdziennik.pl/wp/26789,ty- ... piotr.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 15 mar 2013, 14:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Franciszek - prosty człowiek w służbie Boga i ludzkości.

Notkę zacznę tak jak zaczął swój pontyfikat Papież FRANCISZEK, od modlitwy:

Proszę Cię Boże natchnij mnie darem mówienia o sprawach Ducha Świętego i posługi papieskiej na Ziemi z godnością i zrozumieniem dla wszystkich, którzy zechcą wysłuchać mnie prostego człowieka. Amen.

Długo zastanawiałem się nad potrzebą napisania takiej notki, przecież wszystko już napisano i powiedziano...Ten wysyp komentarzy i notek świadczy, że każdy z publicystów, tych małych i tych wielkich chce wyrazić swoją opinię o wyborze nowego Papieża. I chwała Wam za to, tylko czy to czasem nie przesada ... ? Przecież wielu z Was powtarza zaledwie informacje, które napisali Ci pierwsi. Na fb wielu z Was wkleja kilkakrotnie zdjęcia Papieża, tak jak byście chcieli przez to uzyskać większe uznanie u Boga i wyróżnić się wśród internautów ? Niestety to tylko egocentryzm i przejaw pychy...

Duch Święty obdarzył nas na stanowisku Papieża prostym człowiekiem , który symbolicznie przybrał imie FRANCISZEK. Prymas argentyńskich katolików, arcybiskup Jorge Bergoglio przybierając imie Franciszek, pokazał swoją skromność i na pierwszym spotkaniu z wiernymi, przed błogosławieństwem poprosił o modlitwę za siebie...Tym modlitewnym gestem wskazał jak ważną, w życiu katolików, jest modlitwa do Boga. Przybierając to imie nawiązał do pierwowzoru, Św. Franciszka z Asyżu. Ten święty, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Giovanni Bernardone (ok.1181-1226) urodził się w rodzinie bogatego kupca i kiedy zaczął rozdawać majątek ojca, ten go wydziedziczył. Swoją samarytańską posługę rozpoczął wśród trędowatych i biednych nawołując do surowego ubóstwa i miłości bliźniego. Zmarł w 1226 roku.

Po tym krótkim rysie z życia św. Franciszka, wiemy czego możemy spodziewać się po nowoobranym Papieżu. W swojej ojczyźnie Argentynie, na przestrzeni 77 lat, jakie przezył, dał poznać się jako człowiek prosty, który na codzień kontaktował się z ludem... Często można go było zobaczyć na ulicy i w autobusie...rozmawiał z napotkanymi ludźmi i miał wśród nich przyjaciół.

Krótką modlitwą zaczałem tą notkę i krótką kończę: Boże skoro powołałeś tego uduchowionego człowieka do pełnienia roli swego namiestnika na stolicy Piotrowej, miej go w swojej opiece, oby swoim pontyfikatem mógł przysłużyć się umocnieniu roli kościoła jak i chwale Boga na Ziemi.

http://sophia.salon24.pl/493625,francis ... -ludzkosci


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Nowa rola dla Kościoła Katolickiego
PostNapisane: 18 mar 2013, 08:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Troszczmy się o prawdę, dobro, piękno

Spotkanie Ojca Świętego Franciszka z pracownikami środków społecznego przekazu w Auli Pawła VI, 16 marca 2013 r.

Drodzy Przyjaciele,

Cieszę się, że na początku mojej posługi na Stolicy św. Piotra mogę się spotkać z Wami, którzy pracowaliście tu, w Rzymie, w gorącym okresie, jaki rozpoczął się wraz z zaskakującym oświadczeniem mojego czcigodnego poprzednika Benedykta XVI z 11 lutego. Pozdrawiam serdecznie każdego z was. W ostatnich czasach wciąż rośnie rola środków społecznego przekazu, do tego stopnia, że stały się niezbędne do opowiedzenia światu o wydarzeniach współczesnej historii. Kieruję zatem do was szczególne podziękowanie za waszą wysoce profesjonalną posługę w tych dniach (oj, napracowaliście się bardzo!), w których oczy świata katolickiego, i nie tylko, skierowane były na Wieczne Miasto, a zwłaszcza ku temu terytorium, którego „środkiem ciężkości” jest grób św. Piotra. W minionych tygodniach mieliście sposobność mówić o Stolicy Świętej, o Kościele, o jego rytach i tradycjach, jego wierze, a w szczególności o roli Papieża i jego posługi.

Pamiętajcie, że Kościół jest rzeczywistością duchową

Gorące podziękowanie kieruję zwłaszcza do tych, którzy potrafili dostrzec i ukazać te wydarzenia historii Kościoła, mając na uwadze najbardziej właściwą perspektywę, w jakiej powinny być odczytywane, to znaczy perspektywę wiary. Historyczne wydarzenia domagają się prawie zawsze niełatwej interpretacji, która niekiedy może zawierać wymiar wiary. Wydarzenia kościelne oczywiście nie są bardziej skomplikowane niż polityczne czy ekonomiczne. W istocie jednak posiadają pewną fundamentalną charakterystykę: odpowiadają logice, która zasadniczo nie jest właściwa dla kategorii – żeby tak powiedzieć – świeckich i właśnie dlatego nie jest łatwo je interpretować i zakomunikować szerokiej i zróżnicowanej publiczności. Kościół bowiem, będąc oczywiście również instytucją ludzką, historyczną, ze wszystkim, co to oznacza, nie ma natury politycznej, ale w swej istocie jest natury duchowej; jest Ludem Bożym, Świętym Ludem Bożym, który zmierza ku spotkaniu z Jezusem Chrystusem. Jedynie w tej perspektywie można zdać sobie sprawę z tego, w jaki sposób funkcjonuje Kościół katolicki.

Chrystus jest Pasterzem Kościoła, ale Jego obecność w historii realizuje się poprzez wolność ludzi: spośród nich jeden zostaje wybierany, aby służył jako Wikariusz, Następca Apostoła Piotra, ale Chrystus jest centrum, nie Następca Piotra: Chrystus! Chrystus stanowi centrum. Chrystus jest podstawowym punktem odniesienia, sercem Kościoła. Bez Niego Piotr i Kościół nie istnieliby i nie mieliby racji bytu. Jak wielokrotnie powtarzał Benedykt XVI, Chrystus jest obecny i przewodzi Kościołowi. We wszystkim, co się wydarzyło, ostatecznie głównym sprawcą jest Duch Święty. To On zainspirował decyzję Benedykta XVI dla dobra Kościoła; On kierował kardynałami w modlitwie i w wyborze. To ważne, Drodzy Przyjaciele, aby mieć na uwadze tę perspektywę interpretacji, aby uwydatnić samo serce wydarzeń tych dni. Stąd przede wszystkim rodzi się moje ponowne i szczere podziękowanie za trud tych dni szczególnie wyczerpujących i także zaproszenie do głębszego poznania prawdziwej natury Kościoła i jego wędrówki w świecie, tak z jego cnotami, jak i grzechami; do poznania jego duchowych motywacji, które nim kierują i które są najbardziej prawdziwe, aby móc go zrozumieć. Bądźcie pewni, że Kościół ze swej strony przykłada wielką wagę do waszego cennego dzieła; wy jesteście zdolni zebrać i wyrazić oczekiwania i wymagania naszego czasu, zaproponować niezbędne narzędzia do zrozumienia rzeczywistości. Wasza praca wymaga studium, wrażliwości, doświadczenia, jak w wielu innych profesjach, ale domaga się szczególnej troski w odniesieniu do prawdy, dobra i piękna. I to nas szczególnie zbliża, ponieważ Kościół istnieje po to, aby to właśnie zakomunikować „osobową” Prawdę, Dobro i Piękno. I to nas szczególnie zbliża, gdyż Kościół istnieje, aby przekazywać „osobową” Prawdę. Powinno być jasno widoczne, że wszyscy jesteśmy powołani, aby ukazywać nie siebie samych, ale tę egzystencjalną triadę, którą tworzą: prawda, dobro i piękno.

Chciałbym Kościoła ubogiego i dla ubogich

Niektórzy nie wiedzieli, dlaczego Biskup Rzymu zechciał przyjąć imię Franciszek. Niektórzy myśleli o Franciszku Ksawerym, Franciszku Salezym, a także o Franciszku z Asyżu. Opowiem wam tę historię. Podczas wyborów siedział obok mnie emerytowany arcybiskup Sao Paulo, a także emerytowany prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, kardynał Claudio Hummes – wielki przyjaciel, wielki przyjaciel! Kiedy stało się trochę „niebezpiecznie”, pocieszał mnie. A gdy głosy wyniosły dwie trzecie, zabrzmiały jest zwykle oklaski, bo został wybrany Papież, on objął mnie, pocałował i powiedział: „Nie zapominaj o ubogich”. I to słowo brzmiało: ubodzy, ubodzy. Potem natychmiast w powiązaniu z ubogimi pomyślałem o Franciszku z Asyżu. Wtedy pomyślałem o wojnach, a liczenie głosów trwało, aż policzono wszystkie głosy. Franciszek jest człowiekiem pokoju. I tak pojawiło się to imię w moim sercu: Franciszek z Asyżu. Jest dla mnie człowiekiem ubóstwa, człowiekiem pokoju, człowiekiem, który kocha i troszczy się o naturę, w tym czasie mamy niezbyt dobre relacje z naturą, prawda? Jest to człowiek, który daje nam ducha pokoju, człowiek ubogi… Och, jak chciałbym, aby Kościół był ubogi i dla ubogich! Potem niektórzy żartowali: „Powinieneś nazywać się Adrian, ponieważ Adrian VI był reformatorem, trzeba reformować”… Jeszcze ktoś inny powiedział: „Nie, nie, powinieneś nazywać się Klemens”. „Ale dlaczego?”. „Klemens XV – w ten sposób zemścisz się na Klemensie XIV za to, że zniósł Towarzystwo Jezusowe”. Takie żarty… Bardzo was kocham, dziękuję za wszystko, co zrobiliście. Myślę o waszej pracy. Życzę, abyście pracowali ze spokojem i owocnie, abyście znali coraz lepiej Ewangelię Jezusa Chrystusa i rzeczywistość Kościoła. Zawierzam was wstawiennictwu Najświętszej Maryi Panny, Gwiazdy Ewangelizacji, i waszych świętych Patronów, aby wspierali wasze kroki i pomogli wam być autentycznymi twórcami „dzieła komunikacji i informacji” i z serca błogosławię wam wszystkim i waszym rodzinom.

Po hiszpańsku: Powiedziałem, że chciałbym wam z serca udzielić błogosławieństwa. Z racji, że nie wszyscy przynależą do Kościoła katolickiego, inni są niewierzący, błogosławię każdemu z was z całego serca w milczeniu, respektując sumienie każdego, ale ze świadomością, ze każdy z was jest dzieckiem Bożym. Niech Bóg was błogosławi.

Tłumaczenie Radio Watykańskie/Radio Maryja
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/wp/27124,tro ... iekno.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /