Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 74 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 05 sie 2010, 16:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Jan Paweł II o Krzyżu

Ave Crux

Tak, Krzyż jest wpisany w życie człowieka. Kto próbuje usunąć go ze swojego życia, nie zna prawdy ludzkiej kondycji. Tak jest! Jesteśmy stworzeni do życia, ale nie możemy usunąć z naszej indywidualnej historii cierpienia i trudnych doświadczeń. (...) Rozpowszechniona dziś powierzchowna kultura, która przypisuje wartość tylko temu, co ma pozór piękna i co sprawia przyjemność, chciałaby wam wmówić, że trzeba odrzucić Krzyż. Ta moda kulturowa obiecuje sukces i szybką karierę, nakłaniając do realizacji własnych dążeń za wszelką cenę; zachęca do nieodpowiedzialnego przeżywania płciowości i do życia pozbawionego celu, wyzbytego szacunku dla innych. Otwórzcie oczy, młodzi przyjaciele: to nie jest droga prowadząca do radości i do życia, ale ścieżka wiodąca w przepaść grzechu i śmierci. Jezus mówi: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16, 24-25). (...) Jeżeli Krzyż zostaje przyjęty, przynosi zbawienie i pokój (...) Bez Boga Krzyż nas przygniata; z Bogiem daje nam odkupienie i zbawienie. (...) Weź Krzyż!, przyjmij go, nie pozwól, aby przygniotły cię wydarzenia, ale z Chrystusem zwyciężaj zło i śmierć! Jeżeli z Ewangelii Krzyża uczynisz program swojego życia, jeżeli pójdziesz za Chrystusem aż na Krzyż, w pełni odnajdziesz samego siebie!

Podczas spotkania
z młodzieżą na placu św. Jana
na Lateranie, 02.04.1998


(...) Ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w [stronę] Zakopanego i Krakowa, i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk. (...) nie wstydźcie się tego krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym. Dziękujmy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych i szpitali. Niech on tam pozostanie! Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz.

Zakopane, Wielka Krokiew, 06.06.1997

Krzyż to znaczy: oddać swe życie za brata, aby wraz z jego życiem ocalić własne. Krzyż znaczy: miłość silniejsza jest od nienawiści i od zemsty, lepiej jest dawać, aniżeli brać, angażowanie się jest skuteczniejsze od czczego stawiania żądań. (...) Krzyż znaczy: miłość nie zna granic – rozpocznij od tych, którzy są najbliżej ciebie, i nie zapominaj o tych, którzy są najdalej.

Wiedeń, 1983 r.

Walka z chorobą jest słuszna, ponieważ zdrowie jest darem Bożym. Lecz zarazem ważne jest, by umieć odczytać plan Boga, kiedy cierpienie puka do drzwi naszego życia. Dla nas wierzących kluczem do odczytania tej tajemnicy jest krzyż Chrystusa. Słowo Wcielone nie odgrodziło się od naszych ludzkich ograniczeń, przyjęło je całkowicie na siebie na Golgocie. Odtąd cierpienie nabrało sensu, który czyni je szczególnie cennym. Od tego momentu cierpienie, każdy jego przejaw, nabiera nowego i specyficznego znaczenia, gdyż staje się uczestnictwem w zbawczym dziele Odkupiciela (...). Nasze cierpienia nabierają wartości i pełnego znaczenia jedynie wtedy, gdy są włączone w Jego mękę. Przeżywane w świetle wiary, stają się źródłem nadziei i zbawienia.

Spotkanie z chorymi, 11.02.2002

I my znajdujemy się dziś w samym centrum dramatycznej walki między „kulturą śmierci“ i „kulturą życia“. Ale blask Krzyża nie zostaje przesłonięty przez ten mrok – przeciwnie, na jego tle Krzyż jaśnieje jeszcze mocniej i wyraźniej, jawi się jako centrum, sens i cel całej historii każdego ludzkiego życia.

Evangelium vitae, 50

Nieść Krzyż za Jezusem oznacza być gotowym do wszelkiej ofiary z miłości do Niego oraz nie stawiać nikogo i niczego przed Niego, nawet najdroższych osób, nawet własnego życia. Wiecie, że przylgnięcie do Chrystusa jest wymagającym wyborem. Jednak to nie sami niesiemy krzyż. Przed nami idzie On...

Loreto, 05.09.2004

Nie dziwcie się (...) jeśli na waszej drodze spotkacie Krzyż. Czyż Jezus nie powiedział do swoich uczniów, że ziarno pszenicy musi wpaść w ziemię i obumrzeć, aby wydać owoc? (por. J 12, 23-26) Wskazał w ten sposób, że Jego życie ofiarowane aż do śmierci stanie się urodzajne. Wiecie to: po zmartwychwstaniu Chrystusa nigdy więcej śmierć nie będzie ostatnim słowem. Miłość jest silniejsza od śmierci.

Watykan, 22.02. 2004

Niech nie zostanie udaremniony Krzyż Chrystusa, bo jeśli udaremnia się Krzyż Chrystusa, człowiek zostaje pozbawiony korzeni i nie ma już przyszłości; jest zniszczony! To jest nasze wołanie u kresu XX wieku. Jest to wołanie Rzymu, wołanie Konstantynopola, wołanie Moskwy. I wołanie całego chrześcijaństwa: obu Ameryk, Afryki, Azji, wszystkich. Jest to wołanie nowej ewangelizacji

List Apostolski Orientale Lumen

Krzyż (...) „stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem [...]. Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka“ (Dives in misericordia, 8)

Homilia podczas konsekracji
Sanktuarium Bożego Miłosierdzia
w Krakowie-Łagiewnikach, 17.08.2002


http://www.zrodlo.krakow.pl/Archiwum/20 ... /14_2.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 06 sie 2010, 05:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Ludzie pod krzyżem

Zgrzebny krzyż przed pałacem prezydenta i ci ludzie zmęczeni, poranieni, wyszydzeni, często nie potrafiący zapanować nad nerwami... – chyba ostatni znak, jaki nam został po Smoleńsku. My już wróciliśmy do domów. Nie jesteśmy przecież awanturnikami, cenimy porządek na ulicach i mamy poczucie dobrego smaku. Oni tam zostali. Grupa wyrzutków wołających o pamięć, prawdę, wolność i uszanowanie ludzkiej godności. Nie godzących się z tezą, że nic się nie stało. Przekonanych, że ofiara dla ojczyzny zasługuje na cześć, a podłość powinna być nazwana po imieniu. Sterczą pod zbitym z belek krzyżem, na którym nie ma nikogo. Gdzie się podział Ukrzyżowany? A jeśli przechodzi pośród nich, bliźniaczo do nich podobny, niezidentyfikowany przez media? Ten, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.

AUTOR: WENCEL

http://wojciechwencel.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 10 sie 2010, 15:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Nie-Boska Komedia na Krakowskim Przedmieściu

Zdarzenia Sierpnia 2010 mają w sobie niepokojąco wiele wspólnego z marcem roku 68. Tam chciano podzielić Polaków na Syjonistów i Nazistów. A tu chce się nas podzielić na starych Solidaruchów spod Krzyża i na młodych Europejczyków spod baru.

Nie-Boska Komedia na Krakowskim Przedmieściu
Właściwie nigdy nie rozumiałem tej sztuki. Czytałem ze dwa razy. Zapamiętałem zdania. „przez Ciebie płynie strumień piękności, ale Ty nie jesteś pięknością”. Arcydzieła Krasińskiego nie da się zrozumieć. Można odczuwać w tym specyficznym zawieszeniu napięcia między bogatą arystokracją, abstrakcyjnym Bogiem, duchem poezji, rodzącym się w XIX wieku pojęciem Narodu. No i Ojczyzny choć to dobre pytanie – jaką są granice wspólnoty.
Somnambuliczna wizja Krasińskiego zapadła mi w pamięć w inscenizacji Hanuszkiewicza. To on po marcu 68 roku, po wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu, po napuszczeniu na siebie robotników i studentów przez władzę, która chciała rządzić przy pomocy dewizy Dziel i rządź (łac. Divide et impera) Przetłumaczył Krasińskiego na dźwięki i obrazy.
Nigdy nie zapomnę Ewy Pokas rozpiętej toplez na krzyżu, obrazu orgii, roztańczonych sług szatana.

NIE-Boska Komedia AD. 1969 - reż. Adam Hanuszkiewicz
PRZECHRZTA
Cieszmy się, bracia moi. – Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą
krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. – Dotąd pany go bronią.
CHÓR
Dopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. – Śmierć panom -
po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im!
PRZECHRZTA
Na wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie
osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dółtrupy
ich przysypać rozwalinami Krzyża. -
CHÓR
Krzyż znamię święte nasze – woda chrztu połączyła nas z ludźmi – uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych. -


Wolność ludzi prawo nasze – dobro ludu cel nasz – uwierzyli synowie chrześcijan w synów

Kaifasza . – Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi – my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej.


Na latarniach - świetlistych jak ... krzyże
Trudno było nie wspomnieć tych wydarzeń wczoraj na Krakowskim. Znalazłem się w tłumie podzielonym, w tłumie szczutym na siebie przez ludzi, którym się marzy że w medialnej awanturze Polacy nie zauważą biedy, oszustwa, podatków, nieudolności, izolacji – coraz wyraźniejszej izolacji Pałaców władzy. Zrobiło mi się wręcz przez moment Komorowskiego prawie żal. Gdy kogoś Pan Bóg chce pokarać rozum mu odbiera. Po co mu była ta idiotyczna rozmowa z Kusicielem z Wyborczej. Po co teraz te zasieki !?
Przecież My – jako Naród jesteśmy zgodni. Przeszło 70 procent Polaków uważa, że docelowo Plac między Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Kultury nie jest miejscem dla przydrożnego Krzyża. I jeszcze więcej nas uważa – jak pokazują nawet ankiety TVN-u, że u stóp pomnika Księcia Poniatowskiego musi stanąć jakaś tablica, zapewne ozdobiona krzyżem oficerskim, znak upamiętniający to co się tam w Tygodniu Żałoby Narodowej działo.
To „oczywista – oczywistość”, że sparafrazuję Komorowskieg o, który tą tautologią namiętnie posługiwał się wyraźnie chcąc komuś dokuczyć w debatach z Kaczyńskim. Problem w tym, że takie zabiegi socjotechniczne obracają się przeciw sobie.
Zdarzenia Sierpnia 2010 mają w sobie niepokojąco wiele wspólnego z marcem roku 68. Tam chciano podzielić Polaków na Syjonistów i Nazistów. A konflikt ten wpisywał się w naturalny konflikt pokoleniowy. Zawsze dzieci czy wnuki chcą zagrać na nosie starym prykom.
Tak na nosie starym grała młodzież w 68 roku i w Paryżu i w Pradze i w Warszawie. Rózne były wcielenia tego buntu ale to stary jak świat konflikt pokoleń.
Tu chce się nas podzielić na starych Solidaruchów spod Krzyża i na młodych Europejczyków spod piwnego kontuaru.

Patrzyłem na pokolenie moich dzieci na upartego – nawet potencjalnych wnuków z rozrzewnieniem. Nie – to nie są słudzy szatana, choć szatan ich kusi. Przypiąłem wśród nich na Ossolińskich przyzwoity rower z osprzętem. Nikt niczego nie ruszył. My śpiewaliśmy godzinki – jak to Polacy dość nieporadnie. Oni byli czasem chamscy, czasem wulgarni – chwilami nawet zabawni.

To była zwyczajna awantura domowa. Ale niech ci, którym bliżej do Szkopów czy Ruskich pamiętają, że gdy rozum śpi budzą się upiory. Że pod tym krzyżem, który nie jest wcale znakiem katolicyzmu – lecz domaganiem się prawdy i pamięci zebrało się wczoraj kilkanaście tysięcy osób, które w znakomitej większości są Polakami. Byli także ludzie, którzy na stale żyją za granicę. Ludzie o jasnych europejskich twarzach stanęli murem wokół moherów z kirem na narodowych sztandarach.

Prowokatorów też sporo – po obydwu stronach. Ale my instynktownie wiemy jak walczyć z prowokatorami. W Marcu 68 było tak. Studenci po pierwsze zaczęli nosić białe Uniwersyteckie czapki, po drugie zaś w trakcie demonstracji na umówiony znak – kucali – by wyłapać zdezorientowanych prowokatorów. Tych ORMO-wców czyli kupionych za pieniądze czy zaszczyty członków Ochotniczej Rezerwy Młodzieży Obywatelskiej.
Ale większość z nas to była jedna choć prowokowana Polska rodzina. Jak tylko głód zajrzy w oczy, skończy się tanie piwo w beczkach pani Gessler, a wróg przyjdzie „podpalić dom” staniemy z pewnością ramię w ramię.
A komuś przyjdzie zawołać : „ Galilae vicisti !”.

http://kijowski.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 13 sie 2010, 06:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Aleksander Ścios

NIE BĘDZIE BARDZEJ BOLAŁO.

Historia prześladowań kapłanów, historia mordów dokonywanych przez esbeckich oprawców, jest zawsze historią krzyża.
Takim, Kapłanom Niezłomnym poświęcona była konferencja zorganizowana w Belwederze 9 grudnia 2009 r. przez Kancelarię Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Instytut Pamięci Narodowej. Prowadzący konferencję prof. Jan Żaryn, podkreślił wówczas, że odbyła się ona z inspiracji Anny Walentynowicz: - „To z głowy i serca Pani Anny, wyszła ta inicjatywa. Spotykamy się tu, by przywrócić naszej wspólnej pamięci niezłomnych ludzi Kościoła, których jest tak wielu. Winniśmy im z perspektywy państwa oddać cześć i szacunek, bo zawdzięczamy im niepodległość”.

Pamiętamy, że Prezydent Kaczyński uhonorował wielu Kapłanów najwyższymi odznaczeniami, m.in.: księdza Jerzego Popiełuszkę – Orderem Orła Białego, księży Kazimierza Jancarza, Romana Kotlarza, Stefana Niedzielaka, Stefana Miecznikowskiego – Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, księży Władysława Gurgacza, Stanisława Suchowolca, Sylwestra Zycha – Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, księdza Józefa Wójcika - Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.
Elżbieta Szmigielska-Jezierska, w relacji z konferencji, zatytułowanej „W cieniu i blasku krzyża” przypomniała m.in., że ksiądz Sylwester Zych trafił na listę SB już w latach 70, z adnotacją „wikary Zych jest niebezpiecznym zwolennikiem przywrócenia krzyży w szkołach".
Podobnie, esbecja zaczęła szczególnie prześladować księdza Stefana Niedzielaka, gdy w roku 1977 rozpoczął razem z Wojciechem Ziembińskim budowę Sanktuarium Poległych na Wschodzie. Dzięki niemu wmurowano w ścianę świątyni pomnik-krzyż i blisko 1000 tabliczek ku czci ofiar zbrodni katyńskiej, pamiątkowe tablice poświęcone dowódcom Armii Krajowej na Kresach Wschodnich, a w głównym ołtarzu kościoła umieszczono replikę obrazu Matki Bożej Kozielskiej. Za tę, nieustraszoną działalność ksiądz został zamordowany w styczniu 1989 roku i uznany za „ostatnią ofiarę Katynia”.

Spośród wielu przykładów heroicznych postaw obrońców krzyża, warto przypomnieć księdza Józefa Wójcika, który w roku 1958, już w trzy miesiące po święceniach kapłańskich znalazł się w więzieniu. Był wówczas wikariuszem parafii Ożarów koło Ostrowca Świętokrzyskiego. W reakcji na rozporządzenie ministra oświaty o przestrzeganiu świeckości szkoły, za którym poszło zdejmowanie krzyży, młody wikary Wójcik powiedział w niedzielnym kazaniu:
„ Dzieci, Polska to nie Rosja… Jeżeli tam dzieci uczą się bez krzyży, to nie znaczy, że i wy macie uczyć się bez krzyży w klasach. Konstytucja PRL gwarantuje nam wszystkim prawo do wolności sumienia i wyznania. Jeżeli te prawa zostały pogwałcone, to moim obowiązkiem jest domagać się sprawiedliwości, domagać się tego, aby wasze uczucia religijne zostały uszanowane”.
Następnego dnia dzieci nie chciały wejść do klas. Stały wszystkie na podwórku szkolnym. Gdy kierownik szkoły zapytał: - Dlaczego nie wchodzicie? - Otrzymał odpowiedź: - My w chlewie nie chcemy się uczyć.
Z pomocą dzieciom przyszły matki. Przyniosły młotek i gwoździe. Wszystkie krzyże, pozdejmowane wcześniej przez nauczycieli wróciły na swoje miejsca. Kierownik szkoły zawiadomił milicję. Ksiądz Józef Wójcik został oskarżony o „nawoływanie do rewolucji” i wezwany do wojewódzkiej prokuratury w Kielcach. Oskarżono go o publiczne nawoływania z ambony do przeciwstawienia się zarządzeniom ministra oświaty o przestrzeganiu świeckości szkoły. Prokurator odczytał mu zeznania świadków. Jedna z nauczycielek zeznała: - „Ksiądz powiedział: - Dzieci, wy powinniście być rewolucjonistami Bożej sprawy”. Ksiądz Wójcik został aresztowany. Przesłuchujący go ubek skomentował całą sytuację: - Potrzebne to było księdzu? My krzyże zdejmujemy i będziemy zdejmować i ani ręka nam nie uschła, ani noga nam nie uschła”.

Ksiądz Józef Wójcik podczas uroczystości pogrzebowych śp. Przemysława Gosiewskiego przypomniał słowa Jana Pawła II , wypowiedziane w Kielcach 3 czerwca 1991 podczas homilii w czasie Mszy św. na lotnisku w Masłowie, gdy Papież wzywał do zrobienia rachunku sumienia u progu III Rzeczypospolitej. Mocne, najmocniejsze słowa, jakie usłyszeliśmy z ust polskiego Papieża:
„Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie podchodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć! Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!”
Po przypomnieniu słów Papieża, ksiądz Wójcik powiedział:
„Te słowa musiały tu paść, bo niestety nie przejęliśmy się wtedy tymi słowami Ojca Świętego, nie bolało nas to, że niektóre rzeczy w Polsce, że Polska idzie w złym kierunku. Nie bolało nas to, że pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej, pana profesora Lecha Kaczyńskiego tak znieważano i obrażano, tak ukrywano tę prawdę o jego wielkości, jego wartości, jak ukrywano prawdę o Katyniu. [...] Nie bolało nas to, że Polsce podcina się korzenie tożsamości, nie bolało nas to, że podcina się Polsce korzenie na których stała od tysiąca lat. Wierna krzyżowi.
I widocznie słabe były te słowa naszego ukochanego Ojca Świętego. Trzeba było jeszcze mocniejszych słów. I one przyszły. One przyszły spod Smoleńska, kiedy naród zawołał „O Boże, co się stało”. A stało się i wtedy żeśmy zaboleli, wtedy ból doszedł aż do kości szpiku i zrozumieliśmy, że te ofiary przemawiają, te ofiary potrząsają nasze sumienia, te ofiary pokazują nam prawdę o nas, prawdę o Polsce!”

Nie wiem, jak zakończy się sprawa krzyża smoleńskiego. Dzisiejszy apel Episkopatu o przeniesienie krzyża „po decyzji władz o uczczeniu katastrofy smoleńskiej” świadczy, że tę władzę i tych hierarchów nic „nie zabolało”. I nic już nie zaboli, aż do godziny śmierci.
Nie będzie już mocniejszych słów, poza tymi, które padły.
I nie będzie bardziej bolało.

http://www.prezydent.pl/aktualnosci/ord ... ciola.html
http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/ksieza_niezlomni/
http://echo.siedlce.net/index.php?arch_iid=2090&p=21
http://mateusz.pl/jp99/pp/1991/pp19910603d.htm
https://docs.google.com/leaf?id=0B-gWm3 ... ODIw&hl=en

http://bezdekretu.blogspot.com/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 13 sie 2010, 06:22 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Panie Aerolicie, po co przypisuje Pan /zamieszczając w/w wpis/ że Episkopat nawołuje do przeniesienia krzyża? Proszę zapoznać się z oświadczeniem Episkopatu lub artykułem w dzisiejszym ND, na ten temat. Kolejny raz łże media posługują się półprawdami by osiągnąć zamierzony efekt socjotechniczny, mający na celu poróżnienie katolików w Polsce!

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 13 sie 2010, 18:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
"kto sieje wiatr, ten zbiera burzę"

Mądrość stara jak świat , a spisana już w księgach Starego Testamentu:
Bo iż wiatr siali, wicher też żąć będą, a żadnego źdźbła mieć nie będą; urodzaj nie wyda mąki, a choćby wydał, cudzoziemcy to zjedzą.
źródło: "Biblia Gdańska" - Księga Ozeasza 8,7

Czy rząd z premierem Donaldem Tuskiem "sieje wiatr" ?

Wydarzenia wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu, których jesteśmy świadkami skłaniać mogą do takiej właśnie refleksji. Gdyż doprawdy trudno nazwać tę decyzję, pierwszą decyzję świeżo wybranego Prezydenta RP o "usunięciu" krzyża mianem "nieprzemyślanej" czy "pochopnej".
Jak już pisałem w licznych komentarzach zaiste trzeba być skończonym idiotą żeby podjąć decyzję o "usunięciu" krzyża. Zwłaszcza w Polsce, i zwłaszcza tego krzyża, upamiętniającego ofiary tragedii smoleńskiej. Taką decyzję podjął nie kto inny, a nowo wybrany prezydent RP Bronisław Komorowski. Decyzję symboliczną i brzemienną w skutki, tak jakby była ona najważniejsza i nie cierpiąca zwłoki. Tak jakby nie mógł sobie ten krzyż tam stać jeszcze rok, czy nawet dwa, aż w naturalny sposób trafiłby w jakieś wybrane i nie budzące kontrowersji miejsce.

Miejsca przed pałacem nie brakuje. Gdyby temat zniknął z mediów, stopniowo coraz mniej ludzi by tam przychodziło, a jeszcze mniej czuwało w napięciu i niepokoju. I komu tak naprawdę mogłoby to przeszkadzać?
Tak, trzeba być skończonym idiotą, żeby tego nie rozumieć. Albo wielkim cynikiem traktującym naród jak kupę śmieci.

No właśnie - gdyby media odpuściły. Wszak można się zastanawiać czy wiodącą rolę w tej całej "awanturze" nie odgrywają właśnie media i dziennikarze, którzy "stawiają pod ścianą" polityków. Czyli - kto kształtuje taką a nie inną bieżącą politykę w naszym kraju? Media czy rząd? Co jest skutkiem, a co przyczyną?

Już wielu komentatorów naszego życia publicznego przyznaje, że w interesie rządu leży zajmowanie uwagi społeczeństwa tematem krzyża przed Pałacem Namiestnikowskim, co przychodzi rządzącym bez trudu z racji niezwykłej drażliwości tego tematu. Również reakcja opozycji, choć w jakimś stopniu zrozumiała, wpisuje się w ten "rządowy" scenariusz i budzić może krytykę oraz zniecierpliwienie.
Jak chyba wszystkim wiadomo, premier Donald Tusk i cały jego rząd znajdują się w sytuacji niezwykle trudnej i robią co mogą, aby temu zaradzić, nie tracąc przy tym społecznego zaufania jakim nadal się cieszą. Ponieważ za wiele nie mogą - jaki koń jest, każdy widzi - chętnie sięgają po różne sposoby manipulacji nastrojami społecznymi, w czym mogą liczyć na zrozumienie "zaprzyjaźnionych" mediów i dziennikarzy, którzy nierzadko z dziką rozkoszą podbijają bębenek emocji prowadząc do dalszej eskalacji konfliktu, tak jakby wręcz chcieli doprowadzić do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa, a być może nawet do przelewu krwi. W ten szaleńczy scenariusz włączyły się ochoczo dotąd zmarginalizowane środowiska skrajnie antykościelne o najgorszych tradycjach, sięgających najmroczniejszych czasów PRLu.
Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Jeśli uszkodzenie krzyża na Westerplatte można jeszcze przypisać "amatorom" metali kolorowych, to podpalenie Krzyża Papieskiego pod Bydgoszczą trudno już nazwać zwykłym, mało istotnym wybrykiem chuligańskim. Tym bardziej, że w popularnej prasie pojawiają się nawoływania kierowane do Donalda Tuska, aby w końcu zrobił porządek z polskim Kościołem Katolickim. Przykładem niech będzie artykuł z Dziennika Bałtyckiego: "Panie Donku, pan się nie boi", którego autor odwołuje się do dawnych radykalnych wobec kościoła postaw członków założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego, o czym może również zaświadczyć nader oszczędny w słowach bloger roko (przy okazji serdecznie pozdrawiam ;-)

Quo vadis Polsko ? - dokąd zmierzasz Donaldzie nie bacząc na słowa Starego Testamentu:
Bo iż wiatr siali, wicher też żąć będą, a żadnego źdźbła mieć nie będą; urodzaj nie wyda mąki, a choćby wydał, cudzoziemcy to zjedzą.

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... iera-burze


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 13 sie 2010, 19:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
O Polsce ukrzyżowanej
Jak niektórzy wiedzą, mieszkam w Katowicach. Katowice – bez dzielnic, które lubią się czuć jako osobne jednostki – wbrew pozorom, nie są bardzo dużym miastem, więc właściwie, żeby przejść z jednego końca na drugi, wystarczy wykonać dłuższy spacer… i już. Sam mieszkam w samym środku, więc mam wszędzie równie daleko, czy równie blisko. Żeby dojść do krzyża przy Kopalni Wujek, wystarczy może dwadzieścia minut. Zachodzę tam czasami. Po co? Po nic. Tam nic nie ma. Zwykła kopalnia, zwykły śląski krajobraz i nawet ten krzyż, który tam stoi, nie jest jakoś szczególnie interesujący. Można się przyzwyczaić.

Myślę, że lepiej lub gorzej wszyscy mniej więcej wiedzą, jak wygląda krzyż na Wujku. Pokazywano go tyle razy w telewizji, że każdy jakoś tam sobie potrafi wyrobić opinię na ten temat. Mam natomiast przekonanie, że większość z tych osób nie wie, że w architekturę tego głównego krzyża wkomponowany jest – na samej górze – z dołu ledwo widoczny, oryginalny, drewniany krzyż, który tam stał kiedyś, jeszcze za PRL-u. Nie będę tu opisywał całej tej historii. Jak ktoś będzie chciał, to sobie znajdzie, a poza tym historia tu akurat nie ma znaczenia. To co się liczy to fakt, że tam są dwa krzyże – jeden duży, główny, i drugi mniejszy, drewniany, pamiątkowy – i że one sobie tam stoją wystarczająco długo, żeby się wtopić w krajobraz Katowic i żeby tak naprawdę pies z kulawą nogą się nimi nie zajmował. Przykro to mówić, ale to jest fakt. Ten krzyż obok Kopalni Wujek jest równie fascynujący dla większości mieszkańców Katowic, jak Katedra, czy Wieża Spadochronowa. To jest w tej chwili już tylko pejzaż.

Czy to możliwe, że ktoś nie wie, o czym ja mówię? Chyba nie, ale na wszelki wypadek przypomnę. Ten krzyż tam stoi dla upamiętnienia pewnego wydarzenia z roku 1981, kiedy to państwowe oddziały milicji, na rozkaz odpowiednich urzędników, rozstrzelały kilku górników. Myślę, że jest to równie dobre miejsce, jak każde inne, żeby wspomnieć, że ci którzy strzelali i ci, którzy strzelać kazali, wciąż żyją wśród nas i maja się całkiem nieźle. A nawet jeśli przyjąć, że coś im tam dolega, to z całą pewnością nie jest to sumienie. Stoi więc sobie tam ten krzyż – a ściślej dwa krzyże – i próbują wykrzyczeć pamięć o tamtych górnikach. Na ogół bezskutecznie. Jak już mówiłem – można się przyzwyczaić.

O ile sobie przypominam, jedyny okres, kiedy ów krajobraz budził jakiekolwiek obiekcje, to był okres PRL-u. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek od roku 1990 ktokolwiek miał jakieś wątpliwości co do prawomocności istnienia tego krzyża. Powiem więcej, o ile mnie pamięć nie myli, poza bardzo wczesnym przypadkiem zbezczeszczenia krzyża przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, ten mały, drewniany krzyż stał tam sobie względnie bezpiecznie przez całą końcówkę PRL-u, i nikomu nawet do głowy nie przyszło, żeby go stamtąd zabierać, lub go niszczyć, a co dopiero wyjaśniać jego prawomocność od strony teologicznej. Nawet później, przez całe lata 90-te, kiedy drewniany krzyż stał się już częścią całej, nowej struktury, nie słyszałem jednej opinii, czy to ze strony polskiej tak zwanej lewicy, czy ze strony Kościoła, że tu jest coś nie tak.

Polska to kraj krzyży. Jest to fakt tak oczywisty, że każdy kto chce go kwestionować musi zostać uznany za idiotę lub prowokatora. I nie chodzi mi tylko ów ludowy aspekt tego kultu, który polega na tym, że ludzie stawiają krzyże przy drogach, na polach i w swoich ogrodach. Prawdą jest, że krzyże powstają wszędzie, gdzie pojawia się potrzeba upamiętnienia jakiegokolwiek zdarzenia z punktu widzenia narodowej świadomości ważnego. Niektórym może się to wydać niemądre i dziwne, ale tak to już jest, że nasza wyobraźnia w pewnych sytuacjach nie jest w stanie sięgnąć dalej, niż poza ten krzyż. A zatem one stoją wszędzie. Taka jest Polska. Bociany, krzyże, wierzby, kościoły, a nawet owi pijani ‘ziutkowie’ pod kościołami.

I oto przyszedł moment, kiedy jeden element z tego wszystkiego został publicznie zakwestionowany – krzyż. Został on odrzucony nie przez radykalną lewicę, czy przez jakieś grupy wolnomyślicieli, ani nawet przez zwykłych wariatów. Krzyż został zaatakowany przez najbardziej oficjalną władzę państwową, przez jak najbardziej publiczne media i przez bardzo znaczną część opinii publicznej. Dlaczego? Z jednego prostego powodu. Ów krzyż stał się, całkowicie nie ze swojej winy, ani tym bardziej z winy jego obrońców, elementem doraźnej polityki. Polityki bezwzględnej, bezlitosnej, można powiedzieć polityki nowego typu, gdzie nie ma znaczenia już nic. Zero. Nic. A mówię tu o polityce znacznie bardziej szczególnej niż wszystko, z czym mieliśmy do czynienia choćby przez całe lata owego, wciąż jeszcze dość jasno wspominanego, PRL-u. Bo nawet wtedy nikomu nie przyszło do głowy, żeby dyskutować ten polski kult krzyża na poziomie teologicznym, ale również społecznym. Jedyne ekscesy, z jakimi mieliśmy do czynienia, to dziwne wybryki dziwnych, nadgorliwych pułkowników SB.
Dziś oglądam telewizję, a w niej jakiegoś młodego komunistę Galbę, czy Gołbę, dziennikarza Szostkiewicza – tego samego co swego czasu cieszył się publicznie, że Benedykt XVI jest stary i niedługo umrze, a dziś już został wyparty z branży przez niejakiego Hołownię – i pewnego znanego już powszechnie Dominikanina, którzy wszyscy, zgodnie jak jeden mąż, informują, że krzyż smoleński na Krakowskim Przedmieściu powinien zostać usunięty i to usunięty jak najszybciej. A ja jestem bardzo ciekawy, cóż to się stało, że oni tak się zjednoczyli. Dlaczego oni poczuli się tak szczególnie? Otóż wiem, co mówią oni sami. Że dla nich podstawową troską jest albo to, by Krzyż nie był wykorzystywany politycznie, albo to, by nie był orężem w wojnie jaką Kościół toczy przeciwko niewierzącym, lub wreszcie, żeby nie był bezczeszczony wbrew dobrym uczuciom ludzi nowocześnie pobożnych.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że zarówno krzyż przy Kopalni Wujek, jak i ten w Poznaniu, jak i tamten w Gdańsku, jak i cała seria najprzeróżniejszych krzyży, w tym ten dzisiejszy krzyż na Krakowskim Przedmieściu, nie były stawiane, ani też nie były później wielbione przez ludzi pobożnych ze względów politycznych, czy jakichkolwiek innych, poza czysto-religijnymi. One nigdy, ani przez ułamek chwili, nie były wykorzystywane w celach innych jak tylko religijnych. One były tam stawiane, a później stały tam jako znak zawierzenia i znak pamięci, wyłącznie dlatego, że nasz naród nigdy nie znał innych sposobów wyrażenia owego zawierzenia i owej pamięci, jak poprzez krzyż. I ten fakt był przez całe dekady akceptowany jako coś jak najbardziej oczywistego. A jeśli dziś jest traktowany w sposób tak brutalny, przy tak straszliwej agresji kłamstwa i nienawiści, to właśnie dlatego, że System uznał, że można by go wykorzystać właśnie dla polityki. A więc to nie dzisiejsi obrońcy krzyża – ani ci którzy go tam stawiali, ani ci co go teraz nie pozwalają zabrać – profanują ten krzyż dla polityki, ale ci wszyscy, którzy najpierw sprawili, ze ten krzyż się stał problem, a dziś krzyczą coś albo na temat Konstytucji, albo na temat grzechu. To nie ci, którzy klęczą przed tym krzyżem i modlą się o to by Dobry Bóg zechciał spojrzeć na Swój lud, chcą polityki, ale ci wszyscy, którzy uznali, ze ten krzyż stanowi zagrożenie dla władzy, którą oni tak pokochali i która zapewnia im codzienne bezpieczeństwo. To wreszcie nie ci rozmodleni ludzie pod krzyżem zostali uwiedzeni przez politykę, ale ci księża, którzy zgodzili się swój Kościół zlicytować na rzecz bieżących interesów i doraźnego strachu.

Ktoś mnie zapyta o ludzi przychodzących pod ten krzyż każdej nocy, a nad ranem wracających do swoich domów. O tych wszystkich ludzi, którzy przychodzą tam gdy zapada zmrok, śpiewają szydercze piosenki i wykonują niewybredne gesty. Kim są oni? Czy oni może też stanowią część Systemu? Czy może oni za te nieprzespane noce dostają pieniądze? Niekoniecznie. Kiedyś tak by może było. Dziś, w świecie wolnej myśli i bezkarnej ekspresji poglądów, stary leninowski plan wykorzystania „pożytecznych idiotów” może być wcielany w życie na wszystkich poziomach. Oglądałem niedawno w Internecie wykład jakiegoś ruskiego specjalisty z KGB od społecznej manipulacji. Powiedział on, że dziś, jak idzie o podsłuchy i mordercze szpilki, te wszystkie grepsy a la Bond, to zaledwie 15 procent całej działalności agentury KGB. 85 procent to działania czysto propagandowe, nastawione na zmienianie świadomości i zachowań społeczeństw. Przerażający jest ten wykład. Nie dam Wam linka, bo jesteśmy w nastroju modlitewnym i nie ma tu miejsca na straszenie. Ale tak to właśnie jest. Oni są już po tamtej stronie. Działają na gwizdek. Nawet nie szczególnie głośny. Może być nawet zwykły syk.

http://toyah1.blogspot.com/2010/08/o-po ... wanej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 23 sie 2010, 12:13 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 26 sie 2010, 17:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Homilia abp Leszka Sławoja Głódzia (2010-08-26)

W Ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo!
(z pieśni 'Z dawna Polski tyś Królową')

Eminencjo Księże Kardynale!
Księże Prymasie!
Księże Arcybiskupie-Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski!
Bracia w Biskupstwie!
Ojcowie Paulini wraz z o. Generałem !
Bracia Kapłani!
Bracia i Siostry, czciciele Matki Bożej Częstochowskiej!
Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!


W Ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo

Wierni Ojców wierze przyszliśmy na Jasną Górę. Przed oblicze Jasnogórskiej Pani. Do tego sławnego Sanktuarium, gdzie bije serce Narodu w Sercu Matki. Dziś uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Wspominamy błogosławionego ojca Honorata Koźmińskiego, czciciela Maryi .To on wraz z ojcem Euzebiuszem Rejmanem, jasnogórskim przeorem, na początku ubiegłego wieku, w epoce niewoli narodowej, zabiegał w Stolicy Apostolskiej o ustanowienie tego święta. Uczynił to w 1904 roku święty papież Pius X. A kiedy Polska powstała by żyć, wolna i niepodległa, Ojciec Święty Pius XI, w 1931 roku postanowił, aby uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej była obchodzona w całej naszej ojczyźnie. W przyszłym roku będziemy obchodzić osiemdziesiąta rocznicę tego znamiennego aktu, który zwieńczył wielowiekowy kult Wizerunku Czarnej Madonny.
Jasna Góra. Tu doznaje czci ta, "której obraz widać w każdej chacie / I w kościele i w sklepiku, i w pysznej komnacie (...)W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy" - pisał przed laty Jan Lechoń, w wierszu Matka Boska Częstochowska).
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy!


I. "Wielka człowieczeństwa Boskiego Matko i Panno"


Bracia i siostry! Umiłowani w Panu!

Ileż pokoleń szło ku tym klasztornym murom, ku kaplicy Cudownego Obrazu od której bije blask Tej, która światu przyniosła zbawienie: "światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela" (Łk 2,29-32). "Zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo'' - przypomniał w drugim czytaniu święty Paweł Apostoł.
Jasna Góra. Najsławniejsze z polskich sanktuariów maryjnych. Tak wiele ich na polskiej ziemi! Niczym paciorki różańca obejmują jej przestrzeń uświęconą modlitwą, życiem i pracą pokoleń. Tak wiele ich w różnych miejscach Europy, Ameryki Południowej i Północnej, w najdalszych zakątkach świata - wszędzie tam, gdzie żyje Kościół, który głosi chwałę Matki wierzących, światła naszej nadziei w drodze ku Niebu.
"Któż bowiem niż Maryja - to słowa Ojca świętego Benedykta XVI (z encykliki Spes Salvi )- mógłby być gwiazdą nadziei dla nas - Ona, która przez swoje "tak" otwarła Bogu samemu drzwi naszego świata stała się umiłowanym dzieckiem Boga.
Przez łaskę, jaką obdarzył Bóg Maryję, przez tajemnicę Jej Niepokalanego Poczęcia, przez to, że przyjęła dar - Bożego Syna, przez swoją postawą wiary, przez godzinę krzyża, kiedy miecz boleści przeniknął Jej serce, przez uczestnictwo w narodzinach Kościoła.
Niedawno obchodziliśmy święto Matki Bożej Wniebowziętej. Wniebowzięta Matka Chrystusa, wskazuje, że przez ziemię idziemy ku niebu, ku "zmartwychwstaniu życia" (J 5,29). To w "Maryi Wniebowziętej Kościół już osiąga doskonałość, dzięki której istnieje święty i nieskalany (por Ef 5, 27; Lumen Gentium 65).
"Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha..." (Prz 8, 21) - Mszy świętej dzisiejszego dnia towarzyszą słowa Księgi Przysłów, które liturgia odnosi do Bogurodzicy - Stolicy Mądrości.
Tyle krajów i narodów obrało Ją za swoją królową. Także naród polski. Pamiętne śluby króla Jana Kazimierza w Katedrze Lwowskiej: "Dziś dzieci naszego narodu dziękują za Jej obecność. Wraz z Nią jest obecny Jej Syn - Jezus Chrystus.
Ewangelia dzisiejszego dnia przywołuje pierwszy znak mocy Jej Syna. Uczta weselna w Kanie Galilejskiej. Cud przemiany wody w wino. To stamtąd biegną słowa Maryi, jakże często powtarzane: "Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie" (J 2,5). Tak mówiła do sług uczty weselnej. Tak mówi do pokoleń chrześcijan: Zaufajcie Jezusowi, otwórzcie swoje serca na Jego słowa. Niech On stanie się dla was Drogą i Prawdą, i Życiem" (J 14,6).
Bądźcie pozdrowieni uczestnicy dzisiejszej liturgii. Wy wszyscy spod znaku Polski pielgrzymującej. Utrudzeni pielgrzymi, młodzi i obarczeni starszym wiekiem.Kapłani i alumni! Siostry zakonne! Śpiewaliście na pielgrzymkowym szlaku; "Ciebie, Matko, miłujemy / Od Bałtyku, aż do Tatr /.Twą nadzieją dziś żyjemy / W złej godzinie obroń nas /
To pielgrzymowanie ku Matce to wasze credo,wasza wiara. Bracia i Siostry, rozłożone na etapy marszu. Wypowiadane wobec własnego serca, sumienia, współpielgrzymów, spotykanych w drodze rodaków, wobec ojczyzny. Takie credo wypowiadacie również wy wszyscy, coście tu przybyli - z różnych stron ojczyzny - na święto naszej Matki. Także telewidzowie i radiosłuchacze uczestniczący duchowo w naszym eucharystycznym modlitewnym zgromadzeniu. Z dala od Ojczyzny. W Irlandii, Angli, w Skandynawii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych. nawet pod kołem podbiegunowym. Wyznaje swoje credo Polska pielgrzymująca.
Są tacy, którzy chcieliby o niej zapomnieć, nie zauważyć jej, przemilczeć.
Ale są przecież i tacy, dla których spotkanie wędrujących drogami ojczyzny pątników staje się duchowym przeżyciem, znakiem wspólnoty, refleksji, może dotyczącej tego najważniejszego pytania: o sens naszego wędrowanie - przez życie, o sens naszej drogi życiowej...
To wasze dążenie ku Matce wpisuje się w drogę wielu pokoleń, które tu szły, w najtrudniejszym czasie. Wspomnę sierpień 1944, Powstanie Warszawskie. Nawet wtedy, oczywiście w sposób ograniczony, wyruszyła ze Stolicy pielgrzymka na Jasną Górę. Wczoraj przyszła pielgrzymka z Sieradza. 400 lat pielgrzymuje Sieradz. Cztery wieki!
Tu zawsze byliśmy wolni. Przed oblicze Czarnej Madonny, przynosiliśmy nasze sprawy: te w wymiarze Kościoła, Państwa, Narodu. To stąd rozlegał się głos Pasterzy Kościoła w Polsce. Także w godzinie zagrożeń dla Narodu, jego wolności i chrześcijańskiej tożsamości.




II. "Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności ...."
Niedawno obchodziliśmy 90 rocznicę Bitwy Warszawskiej - Cudu nad Wisłą, dziejowego wydarzenia, w którym - patrząc na nie oczyma wiary - dostrzec można wstawienniczą obecność Maryi.
Od Jasnej Góry rozległ się wtedy przejmujący głos Biskupów polskich. Prośba o "broń pokoju, jakim jest modlitwa(...)o szturm modłów do Boga za Polskę" Biskupi pisali do obywateli ojczyzny: "Poświęcajcie dla niej wszystkie partyjne zawiści, wszelką żądzę panowania jedni nad drugimi, wszelkie jątrzenia i wszelkie jadowite kwasy, wżerające się w jej duszę i w jej organizm. We wspólnej jej miłości i we wspólnej jej potrzebie jednoczcie się"
"Godnymi się stańcie najdroższego daru wolności...." czy to przesłanie dawno pomarłych Pasterzy Kościoła Polskiego nie jest wciąż aktualne? Przesłanie kardynałów: Edmunda Dalbora, Aleksandra Kakowskiego, świętego arcybiskupa lwowskiego Józefa Bilczewskiego, księcia biskupa krakowskiego Adama Stefana Sapiehy, arcybiskupa lwowskiego obrządku ormiańskiego Józefa Teodorowicza, biskupów Mariana Fulmana i Henryka Przeździeckiego. Czy nie brzmi w nim ten sam ton niepokoju nad zapaścią polskiego ducha, nad nędzą jałowych sporów i partyjnych zawiści, który słyszycie dziś z ust prawych ludzi, ludzi sumienia. Czy nie brzmi w nich również ten sam ton nadziei i wiary, że można to wszystko odrzucić, że ład serca i troska o sprawy ojczyzny może stać się dominantą życia polskiej wspólnoty?
Sierpień 1920 roku. Wróg, który "łączy okrucieństwo i żądzę niszczenia z nienawiścią wszelakiej kultury, szczególniej zaś chrześcijaństwa i Kościoła" (z listu biskupów polskich)

Bracia i siostry! Drodzy Telewidzowie i Radiosłuchacze!

Jeszcze jeden motyw. Jasna Góra w latach komunistycznego zniewolenia. Kiedy odebrano nam wolność, próbowano nam odebrać dusze, zmienić wektory polskiego myślenia.
Rozmaitymi sposobami, zwykle podłymi i przebiegłymi, próbowano rozbić jedność Kościoła, uderzyć w pasterzy, rozproszyć poddane ich pieczy stado, wydać je na pastwę wilkom.
Dzielono więc Episkopat na gołębie i jastrzębie. Tak jak dziś dzieli się na liberałów i tradycjonalistów.
Szukał Kościół w Polsce wspomożenia u Matki, która nas zna. Wspomożycielki Wiernych. Pocieszycielki strapionych. "Zwycięstwo jeśli przyjdzie - przyjdzie przez Maryję" - zapowiadał Prymas August Hlond. Podtrzymywał to przekonanie Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński. Prymas Zawierzenia i Maryjnych dróg, które przeorały Polskę na milenijnym szlaku. Trwa i promieniuje wielkie dziedzictwo tego Sługi Bożego, i w Kościele, i w Narodzie po dziś, czciciela Maryi, interrexa, nieustraszonego obrońcę praw Boga i Narodu.
Szedł drogami Maryi Kardynał Karol Wojtyła. Mówił już jako papież "Czuwam - to znaczy czuję się odpowiedzialny za to wielkie wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska.
Ta odpowiedzialność dalej trwa, dalej obowiązuje. Także tych rodaków, szczególnie młodych, co tak masowo z ojczyzny wyjeżdżają, Sentencja rzymska brzmi: Ubi bene, ibi patrie - gdzie mi się dobrze powodzi, tam jest moja ojczyzna. Przekreśla ta sentencja wartość ojczyzny. Ojczyzny, która tworzą ziemia i groby, pamięć i miłość, znaki tożsamości i wspólnoty. Wiedzą o tym dobrze emigranci z dawnych lat, zesłańcy i wygnańcy.



III. "Nie trzeba kłaniać się okolicznościom"
Umiłowani!
Coraz więcej historycznych źródeł rozświetla drogę Kościoła w latach minionych, których byliśmy świadkami, w latach PRL-u. I w tych ostatnich dwudziestu lat przemian ustrojowych. Kościół jak Chrystusowa łódź, jest miotany burzami wciąż stają przed nim nowe zadania i wyzwania.
"Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a Prawdom kazać, by stały za drzwiami" - przypominał niegdyś Cyprian Kamil Norwid.
Nie kłaniał się Kościół polski okolicznościom, nie uprawiał strategii przetrwania za wszelka cenę. Kiedy cezar na ołtarzu Pańskim próbował usiąść, rozległo się zdecydowane: non possumus Prymasa Tysiąclecia. Był świadom słów Zbawiciela: "Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować" (J 15, 20).
Gdy przed 20 laty podejmowałem posługę Biskupa Polowego w Wojsku Polskim oswajałem się ze strachem i obawami, że Polsce grozi fundamentalizm religijny, ksenofobia, nacjonalizm, trwanie w historycznej euforii i papieskich pielgrzymkach. Okoliczności czasu sprawiły, że kościół w Polsce oprócz swych zbawczych zadań musiał podjąć nowa rolę depozytariusza i obrońcy praw narodu. Mówił za tych którym głos odebrano albo ich głos był programowo lekceważony.
W ostatnich latach wiele medialnej uwagi poświęca się temu, co było marginesem w skali całego polskiego Kościoła - uwikłaniu w relacje z komunistycznymi strukturami przemocy części duchownych. A przecież Kościół, jako jedyna wspólnota, dokonał lustracji. Lustracji duchownych. O tym się już zapomniało lub nie chce się pamiętać.
Opiszcie więc - ludzie pióra i kamery zarejestrujcie- współczesnym generacjom fenomen budowy kościołów w PRL-u, często bez pozwolenia. Diecezja przemyska, której przewodził wtedy ks. bp Ignacy Tokarczuk, jest tego niezwykłym przykładem. Przedstawcie fenomen dni kultury chrześcijańskiej. Stały się odpowiedzią na brak wolności mediów, na nieobecność w nich utworów niosących religijne przesłanie. Pokażcie jak funkcjonował Kościół katakumbowy w Ludowym Wojsku Polskim, z którego przestrzeni usunięto Chrystusa. Pokarzcie jak były zamknięte bramy koszar, bramy więzień a nawet drzwi szpitali przed kapłanami przed ich posługą, przed Chrystusem. Kiedy religie i krzyże usunięto ze szkół.
Sporządźcie statystykę grzywien, kolegiów, wymierzanych kapłanom, finansowych domiarów, odmów na różnorodne przedłożenia kierowane do władz. Na przykład W Sandomierskim jest Suchedniów i tam jest ks. infuat prałat Wójcik. Dziewięc razy więziony i 17 razy sądzony.

Szedł Kościół w Polsce trudnymi drogami tamtych czasów, wspierając się na mocy Bożej (1 Kor 1, 18), na przesłaniu nadziei, którym emanowało to miejsce, w którym tak mocno odczuwa się obecność Matki Pana, skąd nauczali wybitni Pasterze.
Pozwólcie, Bracia i Siostry, że podzielę się z wami dziś odległym wspomnieniem - sprzed prawie 43 lat. Dzień 20 października 1967 roku. Sala Rycerska w klasztorze jasnogórskim wypełniona grupą około 200 kleryków. Jeszcze kilka dni temu byliśmy żołnierzami Ludowego Wojska Polskiego, w batalionach kleryckich w Bartoszycach w Brzegu nad Odrą w pod Jukach koło Szczecina. Przechodziliśmy swoisty kurs antyewangelii w wydaniu oficerów politycznych, który miał nas odciągnąć od Boga, zgasić nasze powołanie. Kiedy klerycka służba wojskowa dobiegła końca, przybyliśmy tu, do Domu Matki. Wszedł do Sali Rycerskiej kardynał Wyszyński z ks. prałatem Padaczem. Jeden z nas meldował o zakończonej służbie: "Melduje Eminencjo o zakończonej służbie i powrocie do seminariów. Ks. Prymas nawiązał do sceny przebicia boku Chrystusa włócznią żołnierzy. Włócznia żołnierza otworzyła bok Bożego Miłosierdzia. Miles Christi. "Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa" (2 Tm 2,3).
Ponad 3 tys. alumnów - żołnierzy powołano do zasadniczej służby w wojsku w latach 60-tych i 70-tych.Szliśmy pod przewodem- Kardynała Wyszyńskiego jako młodzi alumni i młodzi księża. My pasterze, Biskupi Diecezjalni nie przychodzimy znikąd. Przychodzimy z konkretnych rodzin, w większości z wiejskich, rolniczych rodzin. Taka była rzeczywistość lat 50-tych,60-tych,70-tych.Z rodzin ciężkiej pracy i modlitwy. Gdy nasi rodacy wybrali drogi prostsze, a niektórzy tzw. "awangardę narodu" - partię, my szliśmy do seminarium. A w Seminarium, w trakcie studiów - do wojska, jakby. Wśród Biskupów - tutaj na szczycie, wokół ołtarza - są byli żołnierze - alumni. Wymienię niektórych z nich: Arcybiskup Wojciech Zięba - Metropolita Warmiński. Biskup Piotr Libera - Biskup Płocki. Biskup Stefan Regmunt - Biskup Zielonogórsko-Gorzowski. Biskup Kazimierz Ryczan - Biskup Kielecki. Biskup Krzysztof Nitkiewicz - Biskup Sandomierski. Biskup Henryk Tomasik - Biskup Radomski. Biskup Jan Tyrawa-Biskup Bydgoski i mówiący te słowa - Metropolita Gdański i Jego Biskup pomocniczy Ryszard Kasyna ale nie sposób wszystkich wymienić.
Można powiedzieć po latach: błogosławiona wina tamtego systemu, która nas utwierdziła w wyborze kapłańskiej drogi, także przydała się tym, którzy po latach, kiedy otworzyły się przed Chrystusem drzwi koszar, zaciągnęli się na kapelańską służbę.
Jednym z takich kleryków-żołnierzy był nowy polski błogosławiony, ks. Jerzy Popiełuszko. Męczennik za wiarę. Ofiara bestialskiej zbrodni. Drugi obok błogosławionego księdza Władysława Findysza, polski kapłan - męczennik komunizmu, wyniesiony na ołtarze.
Męczennik lat 60-tych,skatowany w więzieniu w Rzeszowie. Należeli do tego kapłańskiego pokolenia, którego osobowość kształtowało nauczanie i postawa Prymasa Tysiąclecia. Poniósł do tronu Króla Wieków, do tronu Maryi, ofiarę życia wielu swych współbraci-kapłanów. Aż po tych ostatnich, skrytobójczo zamordowanych przez wciąż nieznanych sprawców, nie w czasach Nerona, w 1989 roku - w roku okrągłego stołu, zamordowanych księży Suchowolca, Niedzielaka, Zycha. Kiedy wydawało się, że kończy się czas, gdy traktowano nas jak swoiste katolickie getto - pozbawiane należnych praw, spychane na margines, inwigilowanych. Byliśmy trzecią może nawet czwartą kategorią, ale zawsze była też pierwsza kategoria obywateli "awangardy narodu", "nieomylnej", szermująca hasłami tolerancji, neutralności światopoglądowej, standardów europejskich.
Po raz pierwszy tu, przed obliczem Matki Bożej Częstochowskiej, wznosimy naszą wstawienniczą modlitwę do tego nowego Błogosławionego ks. Jerzego. Niech oręduje za nami w niebieskiej ojczyźnie, niech wspomaga ludzi Solidarności, z którymi tak bardzo był związany. Który jest ich duchowym patronem.

IV. Wielka lekcja Krzyża
Umiłowani!
Już ponad dwadzieścia lat Kościół polski towarzyszy Narodowi żyjącemu w politycznej wolności. Nie musi już podejmować wielu dawnych zadań. Są ku temu osobne instytucje, osobne struktury - elementy nawy państwowej, demokratycznej. Są też struktury państwa: Prezydent, Sejm, Senat, Trybunały, Rzecznik Praw Obywatelskich, Praw Dziecka, Praw konsumenckich i tylu innych.
Jest Konstytucja gwarantująca Kościołowi należne prawa, jest konkordat ze Stolicą Apostolska, religia wróciła do szkół - w początkach sierpnia minęła 20 rocznica - kapelani do szpitali i domów opieki, przywrócono Ordynariat Polowy WP. To tylko niektóre elementy "normalności". Niektóre - Ksiądz Prymas wie o tym najlepiej - osiągnięte zostały z wielkim trudem, po przebyciu długiej drogi.
Kościół, "filar i podpora prawdy" (1 Tm 3,15), wypełnia swoje powołanie, przekazuje wiernym Prawo Boże jako drogę ich życia, karmi Słowem i Eucharystią, prowadzi drogami zbawienia ...
Taką drogą idzie Kościół, niosąc w nasze czasy - naznaczone znamieniem praktycznego zeświedczenia swoistą redukcją swoistą redukcją potrzeb natury duchowej - swoje swoje zbawcze przesłanie. Niesie je drogami świata, który uświęca, przemienia, reaguje na jego potrzeby, także ocenia - miarą sumienia, duchowego rozeznania, moralnych zasad.
"Bądźmy świadkami Miłości". Takim hasłem zamykamy pięcioletni cykl pastoralnej aktywności skoncentrowany na myśli przewodniej: "Kościół niosący Ewangelię nadziei". Pragniemy w naszych wspólnotach inicjować i dynamizować życie Ewangelią, odczytywać skarbnicę naszej wiary, budować więzy ludzkiej wspólnoty i solidarności, korzystać jak najobficiej z Eucharystii, która jest doskonałą szkołą "Bożej miłości", uczyć się dawania świadectwa o Chrystusie.".
Uzewnętrzniła się miłość chrześcijańska w tym roku w czasie powodzi, huraganów, kataklizmów i nieszczęść. Przynosimy dzis do Pani Jasnogórskiej wolontariuszy, pracowników struktur Caritas, wielkiej rzeszy ludzi dobrej woli i ofiarnych serc, strażaków i żołnierzy.
Znakiem tej modlitewnej solidarności stało się to doświadczenie, jakiego nie przeżyliśmy dotąd jako naród - tragedia smoleńska.
Bracia i siostry!
Ileż polskich serc jest wciąż nią poruszonych! Ileż wciąż ta tragedia niesie pytań, wątpliwości - znacie je dobrze. Wielu z was było uczestnikami tamtych dni bólu i żałoby. Stało pośród olbrzymiej rzeszy Polaków, aby oddać ostatni Lechowi Kaczyńskiemu, Prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i Jego żonie, Marii. Odprowadzało na drogę wieczności tych, co zginęli w narodowej pielgrzymce do Katynia, wyrosłej z obowiązku pamięci o ofiarach Kainowej zbrodni. Objawiła się wtedy, w dniach żałoby, wielka godność i jedność. W wielu sercach obudziło się przekonanie, że ta tragedia stanie się swoistym dzwonem na trwogę. Wiele odmieni w polskim życiu publicznym, usunie z niego język agresji, potwarzy, kalumnii... Do dziś nie padło słowo przepraszam wobec tragicznie zmarłego Prezydenta z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano. Czy dlatego, że kochał Polskę, chciał, aby zajęła miejsce godne wśród narodów Europy, pozostała wierna swojej chrześcijańskiej tożsamości?
Ale może jeszcze nie wszystko stracone? Prośmy Maryję, przewodniczkę ludzkich dróg, niech skruszy chłód wielu serc, wciąż nieprzyjaznych, niechętnych, wciąż w swoisty sposób zazdrosnych o ludzką pamięć i szacunek wyrażany osobie tragicznie zmarłego Prezydenta. Rada Biskupów Diecezjalnych wczoraj opublikowała komunikat który ojciec przed rozpoczęciem mszy św. przeczytał, ale nawiąże jeszcze skrótowo do tego komunikatu.
"W dniach żałoby przed Pałacem Prezydenckim harcerze postawili drewniany krzyż.. Znak pamięci, wyraz pragnienia, że smoleńska tragedia i jej ofiary zostaną upamiętnione.
I to tam, w Warszawie, mieście, które w dniach Powstania przeszło wielką lekcje krzyża. I to tam, na Krakowskim Przedmieściu, ulicy krzyży. Dźwiga swój krzyż Chrystus sprzed Bazyliki Świętego Krzyża. Wspiera się o Chrystusowy krzyż król Zygmunt III Waza z kolumny na placu Zamkowym. Doznały te krzyże upokorzenia w dniach wojny, zrzucone przez najeźdźcę na bruk. Zostały podniesione i wywyższone przez Naród, miłujący swojego Zbawiciela. Głoszą dalej pokoleniom warszawian, tam, na Trakcie Królewskim, lekcje krzyża - znaku największej miłości, która nikogo nie wyklucza, nikogo nie stawia poza nawias. Dlatego w wystosowanym komunikacie szukaliśmy wyjścia z tej sytuacji, w trosce o cześć Krzyża, jego godność, jego świętość zagrożoną ze strony tzw. obrońców tolerancji. Jest w tym apelu mowa o potrzebie wzniesienia pomnika ofiar smoleńskiej tragedii, godnego ich ofiary, ich służby dla Polski.
Nie należy przecież Pasterzy Kościoła czynić odpowiedzialnymi za wyjście z tej sytuacji. Nie należy biskupów brać za parawan a krzyża za zakładnika. Trzeba posłuchać głosu Narodu, serca Narodu, i sumienia Narodu. Słowa te adresowane są do konkretnych ludzi i ugrupowań politycznych" Bo w ich rękach leży klucz do właściwego rozwiązania, do podjęcia decyzji, na którą czekają obywatele Ojczyzny. Decyzji, której źródłem winien być obowiązek pamięci o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Decyzji, której źródłem winna być Polska jutra. Niech wie, niech pamięta, jakich Synów i Córki miała, jaką tragedię Polska przeżyła wiosną 2010 roku i jaką przeżywa po dziś dzień.
Bracia i siostry!
Z niepokojem patrzymy na sytuację duchową Polski. Na brak porozumienia, na powrót wraca dawny język politycznego dyskursu. W życiu politycznym dochodzi do głosu arogancja jednostronność pewność siebie. Wiele mediów straciło obiektywizm, poszło na służbę manipulacji, jednostronnej propagandy. Na kanwie żądań, aby krzyż spod Pałacu Prezydenckiego zniknął definitywnie z tzw. przestrzeni publicznej, pojawiały się, artykułowane przez lewicę, postulaty, aby zmienić relacje między państwem a Kościołem. Postulują rozwiązania, któreśmy już niegdyś przerabiali. Powrót do relacji Kościół - państwo, jaka obowiązywała w epoce stalinizmu i świetlanych lat PRL-u.
Nie warto polskiej atmosfery zatruwać na nowo językiem walki klas. Z kim?Nasze pokolenie zna już ten język.
Trzeba nam nowego języka: wiarygodności, spójności miedzy obietnicami a praktyką życia. Skuteczności służby dla ojczyzny nie zmierzy się słupkami sondaży opinii publicznej. Odkładaniem obietnic. Projektami ustaw, których wprowadzenie naruszy ład sumień, zaneguje nauczanie Kościoła. In vitro nie jest palącym zagadnieniem dnia. Warszawa, miasto w którego bruki wsiąkło 200tysięcy powstańczej, przelanej dla świętej sprawy wolności, nie powinno być widownią wrzaskliwych parad promujących moralny indyferentyzm.
Palącym problemem dnia jest troska o rodzinę. Walka z patologią społeczną, dewastacją sumień, swoistym kłanianiem się okolicznościom - w różnych wymiarach naszego życia. Oficjalne dane statystyczne mówią , że w roku 2050 będzie nas o 6 milionów mniej. Czyli będziemy społeczeństwem emerytów.
Umiłowani w Panu!
Idzie nowych ludzi plemię jakich dotąd nie widziano. Kardynał Stefan Wyszyński często powtarzał tę frazę autorstwa Eugeniusza Małaczewskiego.
Niech przychodzą, niech zajmują miejsce w strukturach życia narodu, w środowisku polskiej pracy... Ci, którzy nie kłaniają się okolicznościom, nie zostawiają prawd za drzwiami.
Ludzie ugruntowanych zasad. Ludzie, co nie wyznają przykazań parzystych, a nieparzyste odsuwają na bok. Wciąż ich za mało w polskim życiu, gospodarce, mediach, biznesie, szkolnictwie.
Polecamy ich Tobie, Matko!
Bądźmy świadkami miłości. Tej największej, której źródłem jest Bóg, która płynie z ramion krzyża rozpiętego nad Polską od Giewontu, po krzyże, trzy krzyże co stanęły w pobliżu Stoczni Gdańskiej.
"Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku nim ziemia powstała" (Prz, 8, 22)
Matko Boża z Wieczernika.
W Duchu świętym rozmodlona,
Spraw, niech w Polsce zło zanika
I przemiana się dokona.
Niech przemiana się dokona!
Amen.

http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=107006


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 27 sie 2010, 11:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
ks.Stefan Ceberek- Jeruzalem Moje



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 27 sie 2010, 18:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
KRZYŻ – SYMBOL RELIGIJNY CZY NARODOWY

Walka obrońców Krzyża Smoleńskiego jest postrzegana i przedstawiana odmiennie przez poszczególne grupy interesu i orientacje polityczne. Zastanówmy się więc, co kieruje różnymi środowiskami zarówno po stronie obrońców, jak też przeciwników Krzyża Pamięci, w tym napastników, gdyż wbrew obrazowi pokazywanemu nam przez policję medialną, nie są one jednorodne. Jaka treść kryje się za pozornie wyłącznie religijnym charakterem konfliktu?
Gdy w czerwcu 1860 r. rozpoczęły się manifestacje patriotyczne, które doprowadziły do wybuchu powstania 22 stycznia 1863 r., ich uczestnicy zbierali się w kościołach, a następnie pod znakiem krzyża demonstrowali na ulicach. 27 lutego 1861 r. w manifestacji wzięli udział Żydzi, a na początku marca biskupi i rabini. Jakby dziś powiedział TVN czy Żakowski „fanatycy i zjednoczony ciemnogród zamiast siedzieć po kościołach i synagogach wypełzł z kanałów na ulicę zakłócać spokój europejskiej młodzieży od Gesslera”. Kiedy 8 kwietnia na placu Zamkowym w Warszawie, wojsko rosyjskie strzelało do patriotów manifestujących pod znakiem krzyża, żydowski uczeń gimnazjum Michał Landy chwycił krzyż z rąk umierającego księdza i sam postrzelony zmarł następnego dnia.
Czy żydowski gimnazjalista Landy podniósł krzyż ze względów religijnych? Oczywiście nie. Kierował nim patriotyzm, dążenie do uzyskania niepodległości Polski i praw obywatelskich dla wszystkich bez względu na wyznanie. Gdy 200 warszawiaków padało od kul rosyjskich, krzyż dla wszystkich był symbolem tych dążeń.
„Wybiórcza” napisałaby wówczas zapewne, że „był to rzadki przykład fanatyzmu religijnego i talib Landy w pełni zasłużył na swój los, gdyż miejsce krzyża jest w kościele, a nie na manifestacji, które powinny odbywać się w obronie pederastów i lesbijek”.

Krzyż wielokrotnie stawał się symbolem dążeń narodowych i walki ze złem spadającym na Polskę, jednocześnie dla większości zachowując swój charakter religijny. I tak jest tym razem.
Przyjrzyjmy się najpierw obozowi napastników. Pomijam oczywiście różnego typu maniaków i osoby niezrównoważone, które zawsze w momentach tego typu konfliktów przeżywają okres wzmożonej aktywności, niemającej nic wspólnego z poglądami politycznymi i dlatego zdarzają się po każdej stronie.
Napastnicy
Wbrew pozorom są grupą niejednorodną. Rdzeń stanowią reprezentanci posiadającej władzę bezpieczniacko-agenturalnej oligarchii i służące im media. Oni doskonale rozumieją znaczenie polityczne i narodowe krzyża, dlatego to nie religia, ale właśnie te aspekty powodują ich największą zajadłość, gdyż ruch obrony, jeśli przerodziłby się w otwarcie polityczny i narodowy i tak stałby się postrzegany, uderzałby w najżywotniejsze interesy tego środowiska i jego bazy społecznej.
Oni doskonale wiedzą, że walka toczy się o prawdę, czyli ukazanie kłamstwa smoleńskiego stanowiącego podstawę ich pozycji politycznej (tzw. odnowienie zbrodni założycielskiej z okresu wódek z Kiszczakiem i odwiedzin Michnika w Moskwie). Wzmocnienie wspólnoty narodowej i przywrócenie godności narodowej, a nawet tworzenie nowych spajających mitów i symboliki, bez czego żaden naród nie jest zdolny ani do walki o niepodległość, ani do wymiany narzuconej elity na własną, stanowi dla nich największe zagrożenie. Każda konsolidacja narodu jest dla establishmentu niebezpieczna, gdyż utrudnia manipulację.
Jedynym wyjściem dla tej grupy jest ukrycie aspektów politycznych i narodowych konfliktu i przedstawianie go wyłącznie jako religijnego i to walki o „europejskość” z grupką fanatyków, emerytów i analfabetów. Nadawanie wyłącznie religijnej treści konfliktowi pomaga zamaskować istotę konfliktu, zyskać sprzymierzeńców, zepchnąć i zmarginalizować Obrońców oraz zastraszyć Centrystów i wszystkim pogrozić ośmieszeniem. Przy okazji dawni ludzie Departamentu IV znów stali się potrzebni i razem z agenturą przeżywają swój renesans. Są przecież tak potrzebni pod krzyżem.
Antyklerykałowie, którzy niekoniecznie muszą pokrywać się z poprzednią grupą, choć są adresatem propagandy i kandydatem na głównego sojusznika. By ich pozyskać, należy przestraszyć wizjami fanatyków, państwa wyznaniowego, terroru kościelnego i szalejącym ciemnogrodem, który nakaże codzienne publiczne modły. Pomostem między obu grupami jest środowisko SLD.
Dla antyklerykałów konflikt ten daje doskonałą okazję do ataku na Kościół, uzyskania poparcia dla walki z religią i rozszerzenia własnej bazy o „młodzież od Gesslera”.
Nie wszyscy antyklerykałowie mają jednak wspólne interesy z establishmentem oligarchii i mocarstwami gwarantującymi jej władzę w Polsce. Nie wszyscy z definicji są antynarodowi lub popierają wasalizację Polski i system ubeckiej oligarchii. Po prostu dla pokonania głównego wroga – Kościoła zrobią wszystko.
Najszersza jednak grupa to „aspirujący Europejczycy”, którzy chcą otrzymać legitymację „nowego Europejczyka”, wstydzą się Polski i polskości, z którą utożsamiają krzyż, tradycje i aspiracje narodowe. Walka z krzyżem ma ich „nobilitować” na „nowoczesnych” i „Europejczyków”.
Choć o kulturze europejskiej, podobnie jak polskiej, nie mają zielonego pojęcia z powodu braku wiedzy humanistycznej, przyjęli, że „prawdziwymi Europejczykami” staną się, gdy taką legitymację otrzymają na Czerskiej. Są oni ofiarami policji medialnej, której ulegli z powodu przyspieszonego awansu społecznego niepopartego awansem kulturowym.
Pomijam tu zdemoralizowaną młodzież i margines społeczny, gdyż są tyko narzędziami w rękach policji medialnej staro-nowej bezpieki. Dla tych ludzi to świetny ubaw, bo wolno bezkarnie opluwać i lżyć słabszych, drwić z religii i to za aprobatą „IPN-owskich” biskupów, a przy okazji TVN pokaże, może wypromuje i będzie kasiorka. Żyć nie umierać. To jest bezpośredni sukces 20-letnich niszczycieli systemu edukacji w Polsce.
Obrońcy…
…Krzyża Smoleńskiego z grubsza składają się z trzech grup.
Najmniejsza, ale za to najbardziej zdeterminowana i wytrwała, łączy ludzi, dla których krzyż jest przede wszystkim przeżyciem religijnym. Jego znaczenia narodowego i politycznego nie uświadamiają sobie, ale intuicyjnie wyczuwają, iż w walce chodzi o Polskę, o zmianę systemu, choć oczywiście nie formułują tego w tak precyzyjnych kategoriach. Zapewne zapytani odpowiedzieliby, że dążą do pokonania zła, które się w Polsce dzieje, i krzyż jest ich symbolem. To ci są najbardziej wyszydzani przez policję medialną. To wobec nich odbywają się Orwellowskie „Minuty nienawiści” (o wiele więcej niż dwie przeciwko Goldsteinowi). To ich antynarodowy trzon Napastników przedstawia jako talibów i zacofańców, strasząc zarówno inne grupy Obrońców, jak i Centrystów oraz umacniając własny obóz.
Najliczniejsi przeżywają w takim samym stopniu element religijny i narodowy obrony krzyża. Dla nich dwie sprawy łączą się nierozerwalnie, choć nie wszyscy potrafią to dokładnie wyjaśnić. Krzyż ma pokonać bezpieczniacko-agenturalny establishment, przywrócić godność narodowi, także w stosunkach z Rosją.
Dla trzeciej grupy obrona krzyża stanowi symbol buntu przeciwko wasalizacji Polski, systemowi oparciem na kłamstwie smoleńskim i niszczeniu wspólnoty narodowej, jej tradycji i tożsamości, by nie mogła zagrozić oligarchii. Dla nich element religijny jest w różnym stopniu formą walki. Dla tej grupy jest to Krzyż Pamięci, pamięci o zbrodni, prawdziwym obliczu ubecko-agenturalnego systemu i sprowadzeniu w interesie rządzących Polski do roli bantustanu. Ma pomóc odzyskać godności własną i narodową. Są w tej grupie także niewierzący, którzy bronią krzyża jako symbolu prawdy – walki o Ojczyznę.
Centryści
Czyli zwolennicy jak najszybszego zakończenia konfliktu na warunkach przeciwnika, dzielą się na samozniewolonych i pragmatyków.
Pierwsi to osoby, które przyjęły język przeciwnika, oraz ludzie, którzy wolą poddaństwo i zgodę na kłamstwo ze strachu przed konsekwencjami prawdy. Dobrym przykładem pierwszej postawy jest komentarz jednego z czytelników: „Zabierzmy ten krzyż, niech już przestaną nas opluwać i nazywać talibami”. Jest to przykład złamanej psychiki i charakteru, co doprowadziło do przyjęcia argumentacji przeciwnika. Konsekwencją może być tylko stałe wycofywanie się, przepraszanie za istnienie i starania, by otrzymać wreszcie legitymację „Europejczyka”, co i tak nigdy nie nastąpi, bo po co?
Niewątpliwie gdybyśmy popełnili zbiorowe samobójstwo, to może zostalibyśmy nawet kanonizowani przez Czerską, ale na pewno po samolikwidacji na wszelki wypadek do trzeciego pokolenia.
Należy głębiej zastanowić się nad pewnym aspektem postawy: „Prawda jest niebezpieczna, więc uznajmy kłamstwo, weźmy krzyż i zapomnijmy jak najszybciej, bo życia 96 Polakom i tak nie przywrócimy, a sobie i Polsce narobimy jeszcze większej biedy, jeśli wyjdzie, że winna zamachu jest Rosja”. Fakt bowiem, przecież wojny nie wypowiemy. Jeśli nie zaczniemy kłamać, czyli upadlać się publicznie, państwa zachodnie dążące do porozumienia z Rosją lub rusofilskie będą nas izolowały i marginalizowały jako stojących na przeszkodzie ich polityki. Przypomnijmy, że Katynia nie uznawano oficjalnie jako zbrodni sowieckiej do pieriestrojki. Kłamiąc i udając, że to nie zamach rosyjski, o ile wykryjemy, iż taki był istotnie, staniemy się rosyjską marionetką. Prawdą jest, że nikt nie opracował, jaką strategię powinna przyjąć polityka polska w takim wypadku i to bez jakiegokolwiek poparcia z zewnątrz.
Wyobraźmy sobie, że Sikorski w 1943 r. oświadczyłby, że potępia Niemcy za zbrodnię katyńską, ale na szczęście współpraca ze Stalinem pozwoli na nasze wyzwolenie. Z pewnością zasłużyłby na poklepywania aliantów, ale zostałby zlinczowany przez Polaków. Tylko, że tacy Polacy są obecnie już w mniejszości. Zabił ich nie tylko PRL, ale w większym stopniu „Polska Kiszczaka i Michnika”.
Pragmatycy słusznie obawiają się, że polityka obozu antynarodowego zakończy się sukcesem w społeczeństwie zdenacjonalizowanym, moralnie zdeprawowanym, szybko laicyzującym się i obojętnym wobec kwestii bezpieczeństwa narodowego i niepodległości, a więc forma religijna skaże ruch na kompletną marginalizację i medialne utożsamienie z religijnym fanatyzmem. Pragmatycy boją się, że ta etykietka zostanie rozciągnięta na nich samych i zamknie im drogę do jakiejkolwiek partycypacji w życiu publicznym. Dlatego chcieliby jak najszybszego zakończenia konfliktu, nawet za cenę kapitulacji.
Ich zdaniem, szerokie poparcie społeczne może zdobyć ruch, który zamiast form religijnych przybierze konkretną postać żądań reform gospodarczych. Niestety, to nie czasy komuny, kiedy walka przeciwko podwyżkom i pracodawcy uderzała w tego samego przeciwnika. Dziś rząd może podnosić podatki dowolnie, a strajki o podwyżki płac, co najwyżej będą pogarszały sytuację przedsiębiorstw. W demonstracji Ruchu Obrońców Podatków wzięło udział aż siedem osób. Ludzi w skali masowej mobilizują nie analizy i racjonalne rozważania, lecz uczucia i symbole. Przykładowe podwyżki podatków mogą stworzyć atmosferę, ale nie spowodują ruchu sprzeciwu przeciwko nowemu w formie totalizmowi budowanemu przez posiadające władzę esbecko-agenturalne elity i wynajmowane przez nich partie do zapewniania sobie bezpieczeństwa, czyli rządzenia, oraz policje medialne do kontrolowania opinii publicznej.
Niewykluczone, że część pragmatyków chciałaby po prostu uczynić z PiS alternatywne PO możliwą do przyjęcia przez establishment, gdy pierwowzór się zużyje. Może rozumują tak: mieliśmy z Kaczyńskim zwyciężyć, wreszcie partycypować, a tu przegramy, a jakbyśmy zostali tacy sami jak dotychczasowi przeciwnicy, to wreszcie by nas uznano i wzięlibyśmy udział w systemie zamiast być marginalizowani i opluwani jako wieczna opozycja. Pragmatycy wiedzą, że przeciwnik jest silniejszy i pogodzili się z tym. Chcą już tylko partycypować. A nie tracić redakcje, katedry, dyrektorskie stołki, zaznajamiać się bliżej z rozgrzanymi prokuratorami i sędziami.
Rozprawa merytoryczna z przeciwnikiem wygląda, jak wspaniałe narzędzie walki z perspektywy gabinetu i katedry.
Czy może powtórzyć się rok 1861? Otóż nie, ponieważ laicyzacja stale postępuje, stworzono modę na wyśmiewanie się z religii i ludzi wierzących, ale także obiektem ataku medialnego jest wspólnota narodowa, jej tradycje, mity spajające i symbole jako przeszkody na drodze do Europy i nowoczesności, czyli awansu społecznego i kulturowego. Wspólnotę narodową ma zastąpić zdenacjonalizowana hołota podatna na wszelką manipulację. Taka „młodzież od Gesslera” (a propos: pozdrowienia z IPN). Szacunek dla innych narodów i ich kultur wynika z szacunku dla własnego narodu i dumy z przynależności do niego, mimo że zachowanie większości w pewnych okresach może napawać pogardą. Człowiek pozbawiony tożsamości nie tylko będzie gardził innymi, ale także sobą i szukał dowartościowania, którego formy będą mu podsuwali manipulatorzy.
Ruch w obronie krzyża o charakterze wyłącznie religijnym temu procesowi w obecnej sytuacji nie jest w stanie skutecznie się przeciwstawić, gdyż jego adresatem w obecnym społeczeństwie będzie mniejszość. Dlatego, nie rezygnując z krzyża, nie chowając go w podziemiach, należy nadać ruchowi bardziej narodowy i polityczny charakter. Właśnie jako Krzyżowi Pamięci, prawdy o Smoleńsku, która winnym nie pozwoli spać spokojnie.
Józef Darski

http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/ ... y-narodowy


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 28 sie 2010, 16:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Ks. bp. Ignacy Dec

Katecheza: "Nie zdejmę krzyża" - dlaczego Kościół broni symboli religijnych?

Wstęp

Zwykle tak bywa, że na początku pisanego artykułu czy też wygłaszanego wykładu, autor-prelegent stara się ukazać doniosłość i aktualność przedkładanego przez siebie zagadnienia. Myślę, że w przypadku niniejszego przedłożenia dotyczącego krzyża i symboli religijnych jesteśmy zwolnieni z uzasadnienia aktualności tego tematu w obliczu wydarzeń, które w ostatnich latach, miesiącach i tygodniach mają miejsce w Europie i w Polsce.

Chrześcijaństwo od samego początku było związane z krzyżem. Niosło narodom świata prawdę, że Chrystus przez śmierć na krzyżu dokonał zbawienia człowieka i świata. Stąd też od zarania chrześcijaństwa krzyż stał się znakiem świętym i jakby wizytówką Kościoła. Stał się przedmiotem czci i kultu i był brany w obronę przed wrogami, którzy chcąc niszczyć chrześcijaństwo uderzali zawsze w krzyż, podejmowali walkę z krzyżem. Walka z krzyżem i o krzyż ma swoją długą i dramatyczną historię. Dramatycznie wyglądają także jej ostatnie stronice zapisane wydarzeniami po drugiej wojnie światowej, w Polsce, Europie i świecie. Starsze pokolenie Polaków pamięta z autopsji tę walkę poczynając od usuwania krzyży ze szpitali, szkół i innych budynków użyteczności publicznych - w okresie stalinowskim, poprzez walkę o krzyż na Żwirowisku w Oświęcimiu aż do ostatniego sporu o krzyż w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu na Placu przed Pałacem Prezydenckim.

Problematykę krzyża i innych symboli religijnych, ich znaczenia i obrony, przedłożymy w czterech częściach. W pierwszej przypomnimy czym jest krzyż jako znak, czym są inne znaki symbole religijne w naszej kulturze. W drugiej - zarysujemy historię krzyża w czasach pogańskich, w religiach i kulturach niechrześcijańskich oraz ukażemy w zarysie chrześcijańską teologię krzyża i historię jego kultu. W trzeciej - przypomnimy historię walki z krzyżem i o krzyż w latach powojennych w naszym kraju, zaś - w czwartej - spróbujemy podać racje, dla których winniśmy bronić krzyża i innych symboli religijnych w przestrzeni życia publicznego.

1.Z ogólnej teorii znaków i symboli

Gdy mowa o krzyżu, słyszymy najczęściej powiedzenie, że krzyż jest najważniejszym, najświętszym znakiem religijnym w chrześcijaństwie. Stąd też w refleksji nad krzyżem należy najpierw zastanowić się czym jest w ogóle znak i jaką pełni rolę w życiu i w kulturze.

Św. Tomasz z Akwinu definiuje znak następująco: "Signum est per quo aliquis devenit in cognitionem alterius", czyli: "Znak jest tym, dzięki czemu dochodzi się do poznania czegoś innego"[1]. W nowszych podręcznikach wprowadzających w arkana filozofii i logiki, np. u prof. Antoniego Stępnia, z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, znajdujemy dwie zbliżone do siebie definicje znaku. Pierwsza brzmi: "Słowo <znak> oznacza wszelki przedmiot, który w jakikolwiek sposób odnosi świadomość jego użytkownika - a więc tego, który traktuje ów przedmiot jako znak właśnie - do czegoś zewnętrznego względem tego przedmiotu"[2]; oraz druga definicja o brzmieniu: "Znak to twór dwuwarstwowy (dwustronny), złożony z nosiciela znaczenia i znaczenia"[3]. Przytoczone definicje uświadamiają nam, że znak jest zawsze czymś co odnosi nas do czegoś innego, drugiego, czego właśnie jest znakiem. Jest więc środkiem - "medium" w docieraniu, udostępnianiu, przywoływaniu czegoś drugiego. W strukturze znaku występują dwa elementy: jakiś przedmiot materialny, dostrzegalny dla zmysłów - nosiciel znaczenia (sensu) oraz przedmiot inny, oznaczony przez ten zmysłowy znak. Do tego dochodzi jeszcze człowiek, który posługuje się tym znakiem, poznając za jego pośrednictwem coś drugiego. Np. płacz człowieka jest czymś materialnym zmysłowo dostrzegalnym, wskazującym nam na coś drugiego - na jakieś cierpienie lub radość kogoś, kto płacze. Wiemy dobrze, że każdy sakrament jest znakiem. Gdy chrzcimy dziecko, widzimy kapłana polewającego główkę dziecka wodą, słyszymy słowa, które towarzyszą temu polewaniu. Jest to więc czynność widzialna i słyszalna, podczas której działa ktoś inny, działa niewidzialny Bóg, który w sposób niewidzialny obmywa człowieka chrzczonego z grzechu pierworodnego, czyni go dzieckiem Bożym i członkiem Kościoła. Znak zwiastuje nam coś innego, drugiego, często coś ważniejszego.

Za scholastykami znaki dzielimy na instrumentalne (signum quod) i formalne (signum quo). Znaki instrumentalne, przedmiotowe to te, które prowadzą nas do poznania przedmiotu oznaczonego, czyli czegoś drugiego, zaś znaki formalne, to znaki językowe, przez które od razu poznajemy znaczone desygnaty. Pierwsze są nieprzeźroczyste, gdyż najpierw poznajemy sam znak, a następnie poprzez niego coś drugiego. Drugie - formalne są przeźroczyste, gdzie nie zatrzymujemy się na samym znaku ale od razu w nim, czy lepiej powiedzieć, poprzez niego, poznajemy rzecz oznaczoną. Znaki formalne to przede wszystkim znaki językowe, pojęcia. Mogą być one akustyczne (mówione) albo graficzne (pisane).

Znaki przedmiotowe, instrumentalne mogą być naturalne i umowne. Znaki naturalne bywają często częścią tego zjawiska, na które wskazują, np. dym jako znak ognia czy też uśmiech jako znak radości, płacz jako znak smutku itd. W odróżnieniu od znaków naturalnych, znaki umowne nie łączą się z naturą desygnatu, na który wskazują, ale są wynikiem jakiejś umowy, konwencji, np. sygnały kolejowe, kolor czarny jako znak żałoby, barwy sztandaru jako znak jakiegoś państwa. Znaki umowne bywają czasem nazywane symbolami.

Wymieńmy jeszcze główne funkcje znaków. Wymienia się ich cztery: funkcja przedstawiania, komunikowania, wyrażania (ekspresyjna) i oddziaływania (impresywna). Każdy znak - jak już powiedzieliśmy - przedstawia nam, wskazuje nam na coś drugiego. Każdy znak przekazuje nam jakąś informację, informację od nadawcy dla odbiorcy. Poprzez znak nadawca nie tylko przekazuje informację ale wyraża także swój stan, swoje stany uczuciowe. I wreszcie poprzez znak nadawca zmierza do wywołania u odbiorcy określonego skutku[4].

Po tym przypomnieniu, postawmy pytanie, jakim znakiem jest krzyż, jakimi znakami są inne symbole religijne, takie jak np. medaliki, obrazy, figurki świętych, rzeźby, chorągwie kościelne, pomniki itd. Krzyż jest znakiem przedmiotowym, materialnym, jest czymś, co nas najpierw zatrzymuje na sobie samym (poznajemy go z czego jest wykonany, jaki ma rozmiar), ale równocześnie każdy krzyż jako znak wskazuje na coś, co jest poza nim. Każdy krzyż odsyła nas do tego Krzyża, na którym Jezus Chrystus oddał życie za ludzi. Jest znakiem tamtego Krzyża. Krzyży na świecie jest ogromna, wprost nieprzeliczalna ilość. Krzyż na którym umarł Jezus jest tylko jeden, ale każdy krzyż jako znak tamtego jedynego Krzyża, odsyła nas właśnie do tamtego jedynego Krzyża z Kalwarii. Każdy krzyż jest przedmiotem materialnym, wykonanym z jakiegoś rodzaju materii: papieru, drzewa, kamienia, metalu (żelaza, brązu, srebra, złota), tworzywa sztucznego, czy jeszcze z jakiegoś innego materiału. I każdy ma odniesienie do tego jednego krzyża z Kalwarii, na którym umarł Jezus Chrystus. Można powiedzieć, że każdy krzyż w jakiś sposób przypomina i duchowo uobecnia Krzyż, na którym umarł Chrystus. "Dla katolika - pisze ks. prof. Czesław Bartnik - krzyż nie jest tylko jakimś przedmiotem sakralnym czy znakiem graficznym, lecz jest rodzajem misteryjnego uobecnienia Krzyża Jezusa Chrystusa, na którym dokonało się odkupienie i zbawienie ludzkości" [5] .

Podobnie ma się rzecz z innymi symbolami religijnymi. Różnego rodzaju medaliki, obrazy, figury, rzeźby, bywają wykonane z różnego rodzaju materii i odsyłają nas do tych postaci i do tych zdarzeń, które przedstawiają, których są znakami. Z tego też tytułu zachowują szczególną wartość i cieszą się religijnym szacunkiem, są otaczane czcią. Stąd w naszej religii czcimy nie tylko krzyż, ale także inne znaki i symbole religijne, czcimy np. obrazy i figurki Matki Bożej i innych świętych. Nasza cześć, którą oddajemy krzyżowi lub też innym przedmiotom - symbolom religijnym nie odnosi się w pierwszym rzędzie do tej oto materii, z którego jest wykonany ten znak sakralny, ale odnosi się w pierwszej mierze do osoby lub rzeczywistości, którą ten znak przedstawia, której jest znakiem.

Po tym przypomnieniu, możemy przejść do bardziej szczegółowej refleksji nad historycznym i teologicznym wymiarem i znaczeniem krzyża.

2. Krzyż - zarys jego historii, teologii i kultu

W niniejszej części spojrzymy na krzyż w czasach pogańskich i w religiach niechrześcijańskich, ukażemy jego pozycję w chrześcijaństwie i naszkicujemy historię jego kultu.
a) Krzyż w czasach pogańskich i w religiach niechrześcijańskich
W czasach przedchrześcijańskich krzyż był narzędziem służącym do wykonywania kary śmierci w formie uznawanej przez prawo rzymskie za najcięższą, a przez Pismo św. za najbardziej hańbiącą[6]. Na szubienicy krzyża wykonywano wyroki śmierci na przestępcach i zbrodniarzach. Stąd też krzyż, jako narzędzie śmierci był narzędziem hańby i przedmiotem pogardy. Krzyżową karę śmierci stosowali i wykonywali Persowie, Egipcjanie, Fenicjanie. W wyniku wypraw wojennych Aleksandra Wielkiego stosowanie krzyża jako narzędzia kary upowszechniło się w kręgu kultury greckiej. Po zdobyciu Jerozolimy przez Rzymian w 63 roku przed Chrystusem karę krzyża stosowano dość często na terenie całej Palestyny. Karano nią za najgorsze przestępstwa, do których oprócz pospolitych zbrodni zaliczano także działalność skierowaną przeciwko imperium[7].
Krzyż - narzędzie śmierci, znak hańby i wzgardy zmienił dla wielu swoje znaczenie z chwilą, gdy zawisł na nim Jezus z Nazaretu, wcielony Syn Boży. Jezus przyjął wyrok śmierci krzyżowej dobrowolnie. Umarł na krzyżu nie za swoje winy, gdyż takich nie posiadał. Oddał życie za ludzi, przyjął karę śmierci za nas. Przelał krew na odpuszczenie grzechów wszystkich ludzi. Stąd też krzyż z narzędzia zbrodni - dla wierzących w Chrystusa - stał się ołtarzem zbawczego cierpienia, ołtarzem złożenia Bogu przebłagalnej ofiary za grzechy ludzi. Stał się znakiem największej miłości Boga do ludzi, znakiem zbawienia, tronem królewskim Zbawiciela, godłem chrześcijańskim, symbolem cierpienia i wewnętrznego oddania się Bogu, przedmiotem miłości, czci i uwielbienia.
Nieco inne znaczenie miał krzyż w religiach niechrześcijańskich, starożytnych i nowszych. W starożytnym Egipcie krzyż hieroglificzny z uchwytem uważano za symbol życia. Na starożytnym Bliskim Wschodzie krzyż symbolizował centrum świata oraz panującą nad nim siłę słońca. Np. w Asyrii stanowił symbol słońca oraz życia i był noszony przez władców. W grecko rzymskiej kulturze krzyż był symbolem wszechświata, a według Platona stanowił jego podstawę. W Indiach był symbolem szczęścia, dobrobytu, płodności, opieki i długiego życia. W Chinach był także znakiem dobrobytu, pomyślności, szczęścia i długowieczności. W Japonii symbolizował wyobrażał tarczę słoneczną a w Babilonii i Mezopotamii symbolizował słońce.
W Ameryce prekolumbijskiej krzyż był symbolem deszczu. U Germanów zaś czteroramienny krzyż wpisany w koło wskazywał na słońce i światło, był symbolem cyklu rocznego w przyrodzie.
Krzyż został odrzucony w Judaizmie. Wyznawcy tej religii uważali, że przekonanie o Bogu ukrzyżowanym podważa wiarę w transcendentnego i wszechmogącego Boga Jahwe. Stąd też dla Żydów krzyż jest symbolem antysemityzmu i antyjudaizmu. Trzeba to odważnie powiedzieć, że tam gdzie Żydzi mają wpływ na życie publiczne, tam ma miejsce walka z krzyżem. Wielu z nich uważa nas za antysemitów, chociaż my się nimi nie czujemy i gdy nas o to oskarżają, czujemy się skrzywdzeni.
Także Islam zaprzecza historycznej śmierci krzyżowej Chrystusa, a niektóre jego odłamy przyjmują na siebie misję łamania krzyży. Dzisiejszy ruch New Age neguje sens i odkupieńcze znaczenie krzyża, uznając, że Jezus Chrystus nie jest Bogiem, a jedynie wybranym przez Boga człowiekiem z pozornym ciałem niepodlegającym cierpieniu. Świadkowie Jehowy twierdzą, że Jezus umarł na palu męki, a nie na krzyżu, stąd kult krzyża uważają za bałwochwalstwo niezgodne z wolą Jehowy i z Biblią [8].
b) Krzyż w chrześcijaństwie

Jak już nadmieniono, osobliwe znaczenie krzyża przyjęło chrześcijaństwo. Uczniowie Chrystusa przyjęli, że przez śmierć krzyżową Chrystus pojednał ludzi z Bogiem i między sobą. Dzieło zbawcze krzyża jednoczy ludzi z Bogiem i między sobą. Wyrażają to wizualnie pionowa i pozioma belka krzyża. Dzięki krzyżowi grzeszni ludzie uzyskali prawo do bycia z Bogiem w wieczności. Dzięki zbawczej śmierci na krzyżu zostały uchylone wyroki, jakie ludzie wydali na siebie przez swoje grzechy. Z tego powodu krzyż Chrystusa stał się świętym znakiem w chrześcijaństwie, przedmiotem szczególnej czci i uwielbienia. Krzyż Chrystusa powędrował z pierwszymi uczniami Chrystusa w świat. Ponieśli go uczniowie wraz z prawdą Ewangelii, jako istotny element prawdy o zbawieniu świata.
Pierwszą teologię krzyża sformułował św. Paweł Apostoł, wielki konwertyta, który z żarliwego judaizmu przeszedł na jeszcze bardziej żarliwe chrześcijaństwo. Przypomnijmy niektóre Pawłowe teksty o krzyżu: "Razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża" (Ga 2,19); "Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa" (Ga 6,14); "Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Boża zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia(...) My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani tak spośród Żydów i jak i spośród Greków (jest) Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą" (1v Kor 1.17-18.23-24).
Krzyż jest naszą chwałą, jest mową Boga do człowieka o miłości nieskończonej. Jezus sam powiedział: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).
Zbawczy krzyż Chrystusa i prawda o nim rozeszła się ze wzgórza Golgoty. Dotarła przed tysiącem lat i do naszej Ojczyzny. Lud Polski związał swoje dzieje z krzyżem. Oddawał cześć krzyżowi nie tylko w świątyniach, nie tylko w domach prywatnych, w rodzinach, ale także w miejscach publicznych.
c) Z historii kultu krzyża

Krzyż stał się przedmiotem szczególnej czci w liturgii Kościoła. Był zawsze umieszczany w miejscu, gdzie sprawowana była Eucharystia. W czasie uroczystej celebry, połączonej z okadzaniem ołtarza, celebrans zatrzymuje się przed krzyżem i składa mu hołd przez okadzanie. Szczególny hołd krzyżowi składa Kościół w Wielki Piątek, podczas liturgii męki i śmierci Jezusa Chrystusa. Istotną częścią tej liturgii jest adoracja krzyża. Kapłan odsłaniając krzyż trzykrotnie śpiewa przed ludem słowa: "Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata". Lud odpowiada: "Pójdźmy z pokłonem". Adorujemy wtedy krzyż w milczeniu, na kolanach. Podchodzimy także, by go ze czcią ucałować. Podczas adoracji krzyża śpiewamy pieśni: "Krzyżu święty nade wszystko, drzewo przenajszlachetniejsze"; "Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony, na wieczne czasy bądźże pozdrowiony"; "W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie, w krzyżu miłości otucha"; "Zbawienie przyszło przez krzyż, ogromna to tajemnica"., "Zwyciężymy Chryste przez twój krzyż".
Jak już zostało wspomniane, krzyż w chrześcijaństwie szybko wykroczył poza świątynie. Powędrował w przestrzeń różnych sektorów życia publicznego. Był umieszczany na wieżach kościołów, stawiano go na grobach w okresie pokoju i wojny, stawiano przy drogach, wieszano na ścianach mieszkań i sal, pomieszczeń użyteczności publicznej: w salach szkolnych, szpitalnych, w sądowych, w pomieszczeniach biurowych, w halach fabrycznych, zawieszano na szyi, jednym słowem - umieszczano go w niemalże wszystkich sektorach życia prywatnego i publicznego, wszędzie tam, gdzie przebywał człowiek, przyznający się do Chrystusa.
Krzyż Chrystusa znalazł szczególną cześć w naszym Narodzie. Szybko się znalazł w pałacach królewskich, w domach rycerskich, dworach szlacheckich i chatach wieśniaczych. Krzyż znalazł szczególne miejsce w teologii, kulcie i duchowości chrześcijańskiej. W ciągu wieków powstało wiele bractw, stowarzyszeń i instytutów życia konsekrowanego pod wezwaniem Krzyża Chrystusa. Krzyż znalazł także poczesne miejsce w ikonografii i w literaturze[9].
Krzyż towarzyszył naszym bohaterom narodowym, żołnierzowi polskiemu w walce o wolność waszą i naszą. Gdy niedawno minęła 90 rocznica Bitwy Warszawskiej, nie sposób nie wspomnieć jej bohatera ks. Ignacego Skorupkę. Kiedy bolszewicy stanęli u wrót stolicy, ks. Ignacy poprosił ówczesnego metropolitę warszawskiego ks. kard. Aleksandra Kakowskiego o zgodę na wstąpienie do wojska. Kardynał zapisał w swoich pamiętnikach: "Zgadzam się, rzekłem (do Skorupki), ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie, w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie". Za zgodą biskupa polowego WP - ks. Stanisława Galla, ks. Skorupka jako kapelan trafił do 236. Ochotniczego Pułku Piechoty, gdzie służył w 2. Batalionie Legii Akademickiej, którą tworzyli studenci i uczniowie stolicy. Wraz z nimi wyruszył 13 sierpnia 1920 roku na front po odbytej poprzedniego wieczoru spowiedzi w kościele Ojców Kapucynów. W mglisty poranek 14 sierpnia ks. Ignacy zebrał grupę chłopców i poprowadził ich przeciw bolszewikom. Szedł na czele grupy ze stułą na szyi i z krzyżem w ręku. Żołnierze porwani przykładem kapelana przestali się cofać i uderzyli na wroga. Kontrnatarcie zakończyło się sukcesem. I kiedy z krzyżem w ręku i pieśnią "Serdeczna Matko" na ustach prowadził w bój młodzież szkolną, padł rażony w głowę barbarzyńskim pociskiem. Stało się to pod Ossowem w okolicach Radzymina o świcie 14 sierpnia 1920 roku[10]. Pozostał w naszej pamięci jako kapłan - bohater z krzyżem w ręku.

Można powiedzieć, że przez całe wieki krzyż Chrystusa był mocą dla Jego uczniów i doznawał od nich ogromnej czci, a był zwalczany: wykopywany i ściągany tylko przez wrogów Chrystusa i Kościoła. W Polsce ściągali krzyże zaborcy, ściągano je w czasach stalinowskich, ściągano je wiele razy w powojennej historii, ściągano je zazwyczaj rękami wyrobników, tchórzów, karierowiczów. Przypomnijmy parę epizodów z owej, powojennej batalii o krzyże.

3. Z powojennej walki z krzyżem i o krzyże w Polsce
"Ideologia antykrzyżowa - pisał ostatnio ks. prof. Czesław Bartnik - jest jednym z głównych nurtów ideologii liberalnej. Jeszcze w drugiej połowie w. XX zaczęło się masowe usuwanie krzyży, nawet z wież kościelnych, we Francji - oczywiście w imię świeckości państwa, czyli ateistycznego jego charakteru"[11].

W Polsce komuniści już pod koniec lat czterdziestych zaczęli usuwać krzyże z przestrzeni publicznej[12]. Krzyże powróciły do niektórych budynków użyteczności publicznej po "odwilży" - w 1957 roku, gdy Władysław Gomułka, chcąc zyskać społeczne poparcie, udawał, że nie będzie prowadził walki z Kościołem. Jednak już rok później podjęto akcję antykrzyżową. Spośród wielu operacji usuwania krzyży i ich obrony w okresie powojennym wspomnijmy trzy najważniejsze: Nową Hutę, Włoszczową i Oświęcim.

- Najgłośniejsza w PRL była walka o krzyż w Nowej Hucie. Po usilnych staraniach, w wyniku chwilowej odwilży, w listopadzie 1956 roku uzyskano pozwolenie na budowę kościoła dla osiemdziesięciotysięcznego miasta Nowa Huta. Uroczyste poświęcenie krzyża na placu, gdzie miał stanąć kościół, miało miejsce 17 marca 1957 r. Jednakże wkrótce cofnięto poprzednią decyzję i zażądano usunięcia krzyża. Finał batalii o krzyż z udziałem Milicji Obywatelskiej rozegrał się w końcowych dniach kwietnia 1960 roku. Ostatecznie na tym miejscu, gdzie stał krzyż, wybudowano szkołę, ale w innym miejscu, za usilnym staraniem kard. Karola Wojtyły, wzniesiono kościół - Arkę Pana. W listopadzie 2007 roku odsłonięto pomnik Krzyża Nowohuckiego.

- Druga, bardzo głośna, walka o krzyże w powojennej Polsce miała miejsce w Zespole Szkół Zawodowych we Włoszczowej. Kiedy latem 1984 roku krzyże zostały usunięte ze szkoły, z początkiem roku szkolnego uczniowie upomnieli się o nie. W przeprowadzonym referendum 95 % uczniów opowiedziało się za przywróceniem krzyży. 30 listopada miało miejsce uroczyste poświęcenie krzyży, Nazajutrz, przy zdecydowanym sprzeciwie dyrektora, krzyże powieszono w salach szkolnych. Wkrótce je jednak zdjęto. Nastąpiła fala protestów. Uczniowie koczowali w szkole. Kapłani odprawiali im Msze św. Po tygodniowym proteście, gdy dyrektor zaostrzył rygory, 16 grudnia bp Mieczysław Jaworski i ks. Kazimierz Biernacki uroczyście, przy biciu dzwonów, przeprowadzili protestujących uczniów ze szkoły do pobliskiego kościoła. W ten sposób strajk się zakończył. Z dokumentów rządowych wynika, ze młodzież pozostawiła w szkole 20 krzyży, które zdjęto ze ścian 19 grudnia.

- Trzecia, poważna akcja antykrzyżowa miała miejsce pod koniec maja 1999 roku w Oświęcimiu. Po zaaresztowaniu Kazimierza Świtonia, z nocy z 27 na 28 maja na Żwirowisko oświęcimskie przyjechało dwustu żołnierzy z Dadwiślańskich Jednostek. Pod osłoną nocy usunięto ze Żwirowiska krzyże i przywieziono je do klasztoru OO Franciszkanów w niedalekiej wsi Harmęże. Zaraz po akcji wojska, Światowy Kongres Żydów wyraził uznanie władzom polskim za usunięcie krzyży z oświęcimskiego Żwirowiska i oświadczył, że wznawia z polskim rządem dialog na temat spornych problemów polsko-żydowskich. Wielu Polaków było oburzonych, gdyż wiedzieli, że w Oświęcimiu ginęli nie tylko Żydzi, ale także Polacy i inni chrześcijanie.

Te wszystkie zajścia z krzyżem przeżywał mocno wraz narodem i Kościołem kard. Karol Wojtyła, a potem Jan Paweł II. Nie mógł pominąć tego tematu w czasie swoich pielgrzymek do Ojczyzny. Podjął go najwyraźniej w homilii 6 czerwca w Zakopanem, w czasie szóstej pielgrzymi do Ojczyny w 1997 roku. Powiedział wtedy takie słowa: "<Będą patrzeć na Tego, którego przebili> (por. J 19,37) - te słowa kierują nasz wzrok ku Krzyżowi świętemu, ku drzewu krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata. <Nauka bowiem krzyża - jak pisze św. Paweł - która jest głupstwem dla świata, dla nas jest mocą Bożą> (por. 1 Kor 1,18). Rozumieli to dobrze mieszkańcy Podhala. I kiedy kończył się wiek XIX, a rozpoczynał współczesny, ojcowie wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzecz można, iż ten jubileuszowy krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa, i dalej: w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk. Chcieli wasi ojcowie, aby Chrystusowy krzyż królował w sposób szczególny na Giewoncie I tak się też stało. Wasze miasto rozłożyło się u stóp krzyża, żyje i rozwija w jego zasięgu. I Zakopane, i Podhale. Mówią o tym również przydrożne kapliczki pięknie rzeźbione, z troską pielęgnowane. Chrystus towarzyszy wam w codziennej pracy i na szlakach górskich wędrówek. Mówią o tym kościoły waszego miasta, te stare, zabytkowe, kryjące w sobie całą tajemnicę ludzkiej wiary i pobożność, a także te nowe, niedawno powstałe dzięki waszej ofiarności, jak chociażby parafialny kościół Świętego Krzyża.

Umiłowani bracia i siostry, nie wstydźcie się krzyża. Starajcie się na co dzień podejmować krzyż i odpowiadać na miłość Chrystusa. Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym czy rodzinnym. Dziękujemy Bożej Opatrzności za to, że krzyż powrócił do szkół, urzędów publicznych, szpitali. Niech on tam pozostanie!. Niech przypomina o naszej chrześcijańskiej godności i narodowej tożsamości, o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i gdzie są nasze korzenie. Niech przypomina nam o miłości Boga do człowieka, która w krzyżu znalazła swój najgłębszy wyraz" [13]. Słowa te dla tak wielu rodaków stały się otuchą i wezwaniem do obrony krzyża i szerzenia jego kultu.

W końcowej części naszego przedłożenia wskażmy dlaczego Kościół broni obecności krzyża i innych symboli religijnych w przestrzeni publicznej.
4. Motywy obrony krzyża i innych symboli religijnych w przestrzeni publicznej

Najpierw chciejmy zauważyć, że posiadamy w Polsce prawne, konstytucyjne zabezpieczenie obecności krzyża i innych znaków i symboli religijnych w życiu publicznym. Najmocniejsze zabezpieczenie obecności tych symboli i znaków zawarte jest w Konstytucji RP z roku 1997 w artykułach 25 i 53, gdzie jest mowa o sprawach wyznaniowych.

Do art. 25 zostały wpisane gwarancje wolności religijnej w wymiarze instytucjonalnym w formie podstawowych zasad między państwem a Kościołem jako dwiema instytucjami odmiennego typu, które rozwijają swoją działalność na tym samym terytorium i w tym samym społeczeństwie, a których członkami są ci sami ludzie jako obywatele i jako wierni danego Kościoła. Ustęp 2. tego artykułu brzmi: "Władze publiczne w Rzeczpospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, gwarantują swobodę ich wyrażania w życiu publicznym". W oparciu o ten tekst wybitny polski prawnik, kanonista, ks. prof. Józef Krukowski napisał 13 sierpnia br. w "Naszym Dzienniku", że Krzyż przed Pałacem Prezydenta jest zgodny z Konstytucją[14].

Artykuł nr 53 - jak zauważa tenże kanonista - określa gwarancje wolności sumienia i religii w wymiarze indywidualnym, w życiu prywatnym i publicznym. Gwarancje ochrony wolności religijnej w wymiarze indywidualnym mającej źródło w należnej każdemu człowiekowi przyrodzonej godności osoby ludzkiej (art. 30 Konstytucji), stanowią podstawę ochrony wolności religijnej w wymiarze instytucjonalnym, którego podmiotami są Kościoły i inne związki wyznaniowe[15].

Po tym przypomnieniu zabezpieczeń prawnych, podajmy motywy obrony krzyża i innych symboli religijnych w przestrzeni życia publicznego. Sprowadźmy je do trzech następujących: motywy humanistyczne, ogólnoludzkie;; religijne, teologiczne oraz narodowo-patriotyczne.

a) Motywy humanistyczne, ogólnoludzkie

Krzyż ma fundamentalne znaczenie humanistyczne dla wszystkich ludzi: wierzących i niewierzących, chrześcijan i niechrześcijan. Mówi bowiem o niewinnym, pokornym cierpieniu, o oddaniu życia za innych. Swoją śmiercią krzyżową Chrystus potwierdził wagę i wartość słów o oddaniu życia za przyjaciół, jako znaku największej miłości: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13). Jest to stwierdzenie ważne dla wszystkich ludzi. Krzyż, jako znak, który wyraża tę prawdę, jest ogólnoludzkim wezwaniem do pokonywania nienawiści przez miłość ofiarną. W tym znaczeniu i w tym wymiarze wyraża treści ogólnoludzkie. Stąd też winien być czczony, a przynajmniej honorowany przez wszystkich ludzi, niezależnie od religii i przekonań światopoglądowych.


b) Motywy religijno - teologiczne
Krzyż jest symbolem chrześcijaństwa i każdego chrześcijanina. Wierzący w Chrystusa, uznający Chrystusa za Boga i człowieka nie może być nieporuszony wieścią, że Jezus umarł za niego, że dobrowolnie przyjął karę śmierci za tych, których umiłował aż do końca. Krzyż i wyznanie wiary nigdy nie było, nie jest i nie będzie sprawą prywatną. Człowiek nie jest samotną wyspą. Żyje wśród innych i z drugimi. Ma prawo ujawniać publicznie, wobec drugich swoje przekonania, poglądy, hierarchię wartości, oceny, w tym także swoje przekonania religijne. Nikt mu w tym nie powinien przeszkadzać. To jest jedno z jego podstawowych praw jako suwerennej osoby.

Z chwilą, kiedy dokonałem wyboru Chrystusa, wyboru Boga, mam obowiązek wiernego o Nim świadczenia. Przecież Jezus wyraźnie wezwał wszystkich swoich uczniów do składania świadectwa o Nim przed ludźmi: "Wy jesteście świadkami tego" (Łk 24,48); Przypomnijmy sobie w jakim stylu świadczyli o Chrystusie pierwsi jego uczniowie, Apostołowie. W czasie przesłuchania przed Sanhedrynem z ust Apostołów padły jasne słowa: "Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardzie słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli" (Dz 4,19-20), A innym razem było podobnie: "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.- odpowiedział Piotr, a także Apostołowie. Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego wy straciliście, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wywyższył Go po prawicy swojej jako Władcę i Zbawiciela, aby zapewnić Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów. Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty, którego Bóg udzielił tym, którzy Mu są posłuszni" (Dz 5,29-32).

Przypomnijmy też słowa samego Chrystusa: "Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10,32-33).

Słowa te uzasadniają bardzo klarownie potrzebę wyznawania wiary w sposób publiczny. Jednym z form wyznawania tej wiary jest troska o obecność krzyża i innych znaków religijnych w przestrzeni życia publicznego.

c) Motywy narodowo-patriotyczne

Krzyż jest integralnym, niezbywalnym elementem kultury polskiej. W czasie spotkań religijnych, pielgrzymek dzieci, młodzież i dorośli powtarzają słowa poety: "Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem". Krzyże wrosły w pejzaż polskiej ziemi, w nasz narodowy krajobraz., także te ostatnie: na Giewoncie, na Placu Piłsudskiego w Warszawie, krzyże w Gdańsku, w Poznaniu, na Chełmcu nad Wałbrzychem i inne. Krzyż jest wpisany w naszą narodową historię i kulturę. Krzyże w dalszym ciągu chcemy widzieć w przestrzeni publicznej na polskiej ziemi. Nie podzielamy argumentacji niektórych polityków z PO i SLD, opowiadających się za ateizmem politycznym i państwowym, w myśl którego religia, krzyż i inne symbole religijne, mogą istnieć tylko na forum prywatnym, publicznie zaś musi panować ateizm. Taka teza nam nie przystoi, nie powinna pojawiać się więcej w ustach prawdziwych Polaków.

Oczywiście krzyżem nie można ani szafować, ani krzyża używać przeciwko komukolwiek, gdyż to uwłaczałoby jego godności, ale z drugiej strony nie można powiedzieć, że krzyż jest tylko sprawą zakrystii, kościołów, kapliczek, zepchniętych gdzieś poza nawias społecznej świadomości. Tego zrobić nie wolno - jak pisze ks. prof. Waldemar Chrostowski - bo nie byłoby do tej pory Polski innej niż Polska chrześcijańska[16].

Zakończenie

W ramach zakończenia przytoczmy słowa Ojca św. Benedykta XVI wypowiedziane 5 czerwca br. w Nikozji, w czasie jego pielgrzymki apostolskiej na Cypr: "Wielu ludzi mogłoby zapytać, dlaczego chrześcijanie czczą narzędzie tortury, znak cierpienia, porażki i upadku. To prawda, że krzyż wyraża wszystkie te rzeczy. Jednakże ze względu na Tego, który został wywyższony na krzyżu dla naszego zbawienia, krzyż ukazuje także ostateczny tryumf Bożej miłości nad całym złem świata (...) Przemawia on do wszystkich, którzy cierpią: prześladowanych, chorych, ubogich, zepchniętych na margines społeczny, ofiar przemocy, i daje im nadzieję, że Bóg może ich cierpienie przemienić w radość, osamotnienie - w poczucie duchowej bliskości, a śmierć - w życie. Krzyż daje upadłemu światu nieskończoną nadzieję"[17].



--------------------------------------------------------------------------------

[1] Por. ks. M. Kowalewski, Logika, Poznań 1959, s. 47.

[2] Por. A. B. Stępień, Elementy filozofii, lublin 1980, s. 35.

[3] Tenże, Wstęp do filozofii, Lublin 1995, s. 161.

[4] Por. A.B. Stępień, Elementy... dz. cyt., s. 36-37 oraz tenże, Wstęp... dz. cyt. s. 162-163.

[5] Ks. Cz. Bartnik, Antykrzyżowcy, "Nasz Dziennik" nr 177(3803) z dnia 31 lipca i 1 sierpnia 2010 r., s. 12.

[6] Por. E. Gigilewicz, Krzyż. Archeologia prawna, w: Encyklopedia Katolicka, t. 10, Lublin 2004, s. 11.

[7] Por. Tamże, s. 12.

[8] Por. E. Sakowicz, Krzyż w religiach niechrześcijańskich, w: Encyklopedia Katolicka, t. 10, Lublin 2004, s. 13-14.

[9] Zob. szerzej na ten temat: Encyklopedia Katolicka, t. 10, Lublin 2004, s. 22-55.

[10] Por. S Frątczak, Ksiądz, :któremu nie śniło się nawet o podobnym zaszczycie...", "Nasz Dziennik" nr 195(3821), z dnia 21-22 sierpnia 2010 r., s. 25

[11] Ks. Cz. Bartnik, Antykrzyżowcy... art. cyt., s. 13.

[12] Por. F. Musiał, Dekrucyfikacja w PRL, "Nasz Dziennik" nr 192(3818), z dnia 18 sierpnia 2010 r., s. 13.

[13] Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej matki Bernardyny Marii Jabłońskiej i matki Marii Karłowskiej. Zakopane, 6 czerwca 1997 r. w: Jana Paweł II, Pielgrzymki do Ojczyzny, Kraków 2005, s. 945-950.

[14] Por. ks. J. Krukowski, Krzyż przed Pałacem Prezydenckim jest zgodny z Konstytucją, "Nasz Dziennik" nr188(3814) z dnia 13 sierpnia 2010 r., s. 12.

[15] Por. Tamże.

[16] Por. ks. W. Chrostowski, Prezydent spłaca polityczny dług, "Nasz Dziennik" nr 181(3807), z dnia 5 sierpnia 2010 r.,, s. 13.

[17] Benedykt XVI, Krzyż daje światu nieskończoną nadzieję, "L'Osservatore Romano" XXXI(2010), nr 8-9(325), s. 14-15.

http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=22712


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 02 wrz 2010, 10:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Ks. dr hab. Aleksander Posacki SJ

Misterium Krzyża w Smoleńsku

Krzyż jest archetypowy i wieczny, usytuowany ponad ludzkim rozumem i emocjami. To nie jest archaiczny lęk przed tabu, jak interpretowali to powierzchownie religioznawcy. To sprawa wyboru serca i ostatecznego losu ludzkiej egzystencji.

Pasterze Kościoła z racji swojego powołania stoją na straży właściwej wykładni teologii krzyża. Mają prawo, a nawet obowiązek podejmować w tej sprawie decyzje, nawet polityczne, aby strzec duchowego ładu w społeczeństwie. Ale Kościół to nie tylko księża i biskupi. Wszyscy ochrzczeni - jako Mistyczne Ciało Chrystusa - mogą posiadać w tym obszarze pochodzące od Boga dary, doświadczenia, intuicje, a nawet duchowe wizje, które należy szanować. Świadczy o tym choćby historia tzw. objawień prywatnych, których doświadczają najczęściej osoby świeckie, w tym zwykle dzieci i osoby niewykształcone (ks. René Laurentin). A więc: "Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie! Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!" (1 Tes 5, 19-21). Nie należy lekceważyć ducha Narodu, nie należy nazywać go przedwcześnie "psychologią tłumu".
Mówiono, że w tym aktualnym sporze na Krakowskim Przedmieściu - zagłuszanym i pomniejszanym intelektualnie przez medialny hałas manipulacji - nie chodzi o krzyż, co jednak nie jest prawdą. Nie chodzi tylko o obronę miejsca krzyża w przestrzeni publicznej, o czym pisał przekonująco ks. prof. Czesław Bartnik. Pomijam tu spór o tzw. neutralność światopoglądową, która przecież nie istnieje, czy filozoficzne dylematy problematycznego zjawiska "demokracji", które przekonująco demaskuje prof. Jacek Bartyzel. Pomijam fakt, że teologia może nawiązywać do polityki w tym sensie, że ukazuje sprawy polityczne w perspektywie spraw ostatecznych; bada relacje między religią a polityką oraz między Kościołem a państwem. Pisał o tym już św. Augustyn, domagając się przesycenia państwa ziemskiego państwem Bożym (civitas terrena spiritualisata).
Tymczasem chodzi o coś jeszcze bardziej ważnego, a nawet fundamentalnego. Krzyż ma stanąć na nowo i coraz głębiej w sercu - czyli w głębi duchowego wymiaru - jednostki-osoby i całego Narodu, pojętego jako zespół jednostek-osób. "Krzyż wbity na Golgocie tego nie wybawi, kto w sercu swoim krzyża nie wystawi" (Adam Mickiewicz). Za tym sporem o krzyż kryje się wołanie: "wróć do krzyża, narodzie", podejmowane wcześniej przez naszych wieszczów i narodowych proroków.

Krzyż zawsze znakiem sprzeciwu
Profaniczne hasła: "Precz z krzyżem", które widzieliśmy na transparentach przed Pałacem Prezydenckim, to nie tylko ucieczka od krzyża i przed krzyżem. Może to też być wyraz narastającego wśród polskiej młodzieży - wychowanej na czarach Joanne K. Rowling i wampirach Stephenie Meyer, bluźnierstwach kultury "rockowej", eksperymentach alkoholowych i psychodelicznych (niszczących korę mózgową) czy coraz silniej ekspansywnym i eksponowanym panseksualizmie (niszczącym duchowość) - "buntu metafizycznego" (Albert Camus), czyli odrzucenia zbawienia w Chrystusie przez krzyż. To właśnie "odrzucenie zbawienia" Jan Paweł II interpretował jako grzech przeciwko Duchowi Świętemu, który nie będzie odpuszczony ani w tym życiu, ani w przyszłym (Jan Paweł II, "Dominum et vivificantem", 46). Jest to więc walka duchowa na śmierć i życie - w dosłownym znaczeniu tego słowa - i nikt nie ma prawa tego faktu pomniejszać czy lekceważyć, banalizować czy wyśmiewać.
W tym świetle krzyż zawsze będzie znakiem sprzeciwu i choć nie powinien dzielić, będzie jakby z konieczności dokonywać pewnej selekcji i zmuszać do egzystencjalnego wyboru (Claude Tresmontant). Egzystencjalnego wyboru i jego "ontogenetycznych konsekwencji" - wedle określenia wybitnego teologa francuskiego - nauczał sam Jezus (chodzi tu o "ontogenetyczny" - czyli rodzący szczęśliwe życie wieczne tak lub nie - charakter wyboru). "Pouczanie - jak to robił Jezus - o niebezpieczeństwie zatraty związanym nieodłącznie z naszą sytuacją stworzenia, które nie zostało dokończone i musi współpracować z dziełem tworzenia samego siebie, nie jest złośliwością. Przeciwnie, jest to akt miłości. Ukrywanie groźnych wymagań i ontologicznych warunków rodzenia się istoty mogącej być przebóstwioną byłoby właśnie wyrazem braku miłości do tej istoty i oddaniem jej najgorszej przysługi. Byłoby szkodzeniem jej w najwyższym stopniu. Możliwość zatracenia jest nierozłącznie związana z wielkością ofiarowanego daru i ambicją Stwórcy w stosunku do stworzonego przez siebie człowieka. Jest ona po prostu odwrotnością tego przeznaczenia, które Bóg proponuje człowiekowi, a które może być realizowane jedynie przy czynnej zgodzie ze strony istoty stworzonej, ponieważ żadna istota nie może być przebóstwiona wbrew sobie: to nie miałoby żadnego sensu" (C. Tresmontant, "Jezus naucza", Warszawa 1973, s. 181-182).

Ujawnić duchową polaryzację
Selekcja, podział i różnica wynika jakby z natury ludzkiej wolności. To z kolei w sposób nieunikniony dzieli społeczność ludzką na tych, którzy wybierają zbawienie przez Krzyż, i na tych, którzy go odrzucają. Nie głośmy więc naiwnych i utopijnych haseł, że krzyż będzie zawsze łączył ludzi, co nie jest zgodne z ewangelicznym orędziem i biblijnym proroctwem. Czasem lepiej i uczciwiej jest odsłonić dramat tego duchowego napięcia i konfliktu. Jest bardziej prawdziwe i pożyteczne poznawczo ujawnić duchową polaryzację, która i tak istnieje i być może będzie narastać, jak pisał o tym proroczo wybitny filozof chrześcijański Mikołaj Bierdiajew w swoim "Nowym Średniowieczu", które przyniosło mu światową sławę. Już na początku XX wieku pisał on, że "kryzys kultury właśnie na tym polega, że nie może ona pozostawać religijnie neutralna i humanistyczna, że musi w nieunikniony sposób stać się albo bezbożną i antychrześcijańską cywilizacją, albo świętą kulturą kościelną, chrześcijańskim przemienieniem świata" (M. Bierdiajew, "Nowe Średniowiecze. Los człowieka we współczesnym świecie", Warszawa 2003, s. 82).
Nieszczęśni profani - niech im Bóg przebaczy - uczynili z krzyża "znak rozbawienia", depcząc go jako "znak zbawienia". Czy są oni dziećmi nowej epoki "bezbożnej cywilizacji" - ukrywającej się za prawem do demokracji i laicyzacji, a w istocie dziećmi kultury "czarowników" i "wampirów", apostatów zbuntowanych przeciwko Bogu? Czy jest to dowód na klęskę naszej pedagogiki i katechezy? A może na brak "nowej ewangelizacji" (Jan Paweł II)? Dotykali oni przecież beztrosko i bezmyślnie tego, co sataniści i niektórzy wolnomularze czynią na poważnie: świadomie profanują krzyż, zaś ludzie opętani wyrażają z całą powagą demoniczną "awersję wobec sacrum", odrzucając głównie krzyż jako symbol, a nawet jako zwykły przedmiot. Tymczasem krzyż to jedyna droga zbawienia, którego nie dadzą im płytkie obietnice mnożących się jak grzyby po deszczu banków i supermarketów. To wąska droga, która prowadzi do zbawienia, przeciwko szerokiej i wygodnej - będącej imitacją szczęścia - wiodącej do zatracenia (Mt 7, 13-14). To orędzie "nadziei", ale i możliwości "odrzucenia" (ks. kard. Leo Scheffczyk, na temat orędzia Fatimy, przypominającego zasady Ewangelii). To sprawa życia i śmierci, które są w rękach Boga (Rz 13, 14). Ma to bezpośredni - intuicyjny, duchowy, a nie tylko emocjonalny - związek z tragedią smoleńską.

Smoleńsk - reaktywacja Misterium Krzyża?
Smoleńsk to pełnowartościowa mistyczna reaktywacja Misterium Krzyża, a nie tylko grzechy, błędy czy zaniedbania ludzkie. Polskie czy rosyjskie. To jest niepojęte i niewysłowione Misterium Ofiary, któremu należy się bezgraniczny szacunek, w akompaniamencie wewnętrznego milczenia. Tak wielka tragedia - największa w pewnym sensie w skali światowej - nie może nie mieć bezpośredniego i radykalnego odniesienia do Ofiary Chrystusa. Więcej, może posiadać ukryty sens i bezgranicznie głębokie znaczenie jedynie w tym świetle. Ten sens dotyczy jednostek, narodu, ale może mieć też znaczenie międzynarodowe czy ponadnarodowe. Żadne inne argumenty rekonstrukcji jej "sensu" - pragmatyczne czy polityczne, psychologiczne czy pedagogiczne - nie przywrócą tu poczucia sprawiedliwości czy moralnej równowagi. Nie należy więc naturalizować tej tragedii, myśleć zbyt po ludzku. Można i trzeba prześwietlić tajemnicę smoleńskiego wypadku, ale nie smoleńską Tajemnicę Krzyża. Tej ostatniej nie można wyjaśnić, ale tylko rozjaśnić. W czystym sercu - rozświetlonym przez modlitwę.
Nie można więc myśleć powierzchownie ani zapomnieć. W tym kontekście walka o "pamięć ofiar" czy też to, co nazwano "obroną krzyża", to intuicyjna - i nie zawsze świadoma - ochrona smoleńskiego Misterium Ofiary i tajemnicy ekspiacji, dotyczącej naszego Narodu, która za tym stoi. Być może zlekceważyliśmy nasze religijne wybranie (w tym "łaskę" Papieża Polaka, Jego nauczanie!), tolerując wiele strasznych grzechów (np. kompromisy w sferze aborcji i in vitro, lekceważenie słabych, starych i chorych, rujnujący duchowo prymitywny i powszechny kult sukcesu i bogactwa, ekspansja i instytucjonalizacja niebezpiecznego duchowo panseksualizmu, ekspansja bałwochwalczego okultyzmu? Być może zaczęliśmy odczuwać przyjemność tam, gdzie powinniśmy odczuwać mdłości? Staliśmy się bezduszni i pyszni, rozwiąźli i powierzchowni. Jeżeli więc Bóg dopuścił tę straszliwą reaktywację Misterium Krzyża w Smoleńsku, to może dlatego, że o nim w Narodzie Polskim zapomniano? Szczególnie zaś zapomnieli o nim decydenci i politycy? A może także intelektualiści czy nawet ludzie Kościoła? Ten "mechanizm zapominania" zdaje się, że trwa nadal, podtrzymywany i utrwalany poprzez polityczno-medialną manipulację.
Tragedia smoleńska to nie tylko nieszczęśliwy wypadek-przypadek, któremu przyglądał się bezradny czy obojętny Władca Dziejów. Bóg i tak miał wszystko pod kontrolą, tak samo jak na Golgocie, gdzie dopuścił - godzina po godzinie - każdy rodzaj cierpienia w doświadczeniu swego Syna Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela świata (Louis Bouyer), i jakby wykorzystał nawet zdradę Judasza. Mógł cudownie uratować wszystkich w Smoleńsku wbrew niesamowitej kumulacji niesprzyjających okoliczności. Nie można zapominać czy wypierać - naturalnie czy sztucznie - tego Misterium, ale je odczytywać, kontemplować. Nie można tracić z oczu głębi i całości. Wobec krzyża wszyscy jesteśmy winni i... solidarni.

Autor jest doktorem habilitowanym teologii, doktorem filozofii, znawcą problematyki zagrożeń duchowych (ezoteryzm, okultyzm, sekty), publicystą i duszpasterzem. Wykłada w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II.

http://www.naszdziennik.pl/index.php?da ... d=my11.txt


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 14 wrz 2010, 17:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30806
Krzyż w tradycji powojennej

Wszyscy wiemy; w latach zaborów silny Kościół, jego struktury i katolicyzm stanowiły gwarancję utrzymania polskości, a nawet rozszerzania się polskiej kultury na teren rodzin protestanckich, czy żydowskich. Z kolei w czasie II wojny światowej straty osobowe Kościoła katolickiego na polskich ziemiach (ponad 20% duchowieństwa) świadczyły po raz kolejny, jak dobrze nasi okupanci wskazywali źródło polskiej siły, tożsamości, a jednocześnie źródło oporu. Nawet dziś, po wielu latach niszczeń polskiej kultury, w tym zabytków architektury sakralnej, to właśnie kościelne krzyże na Kresach wyznaczają granice naszych niegdysiejszych wpływów. Gdy tylko komuniści – jak im się zdawało – uporali się po sfałszowanych wyborach ze stycznia 1947 r. z opozycją PSL-owską oraz podziemiem niepodległościowym, swoje „armaty” przesunęli na „odcinek walki klerem”. Praktycznie od jesieni 1947 r. do końca istnienia PRL jedną z płaszczyzn tej walki była próba wyeliminowania z przestrzeni publicznej znaku krzyża. „Armaty” te zaś, to przede wszystkim nachalna a czasem bardziej finezyjna propaganda państwowa, posługująca się – na prawach wyłączności – językiem marksistowskiego oceniania kategorii postępu i zacofania. Państwo i jego narzędzia (od prawa po pałkarzy z SB) miały prowadzić – dosłownie i w przenośni – po trupach do osiągnięcia na ziemi celów wyznaczonych przez ateistyczną ideologię. Komuniści, którzy zawłaszczyli to państwo przyspieszali jedynie – jak wierzyli – zdeterminowaną naukowym opisem swych wieszczów przyszłość – bez Boga. Krzyże zatem, a także ich nosicieli – kapłanów - zaczęto wyprowadzać ze szkół, szpitali, więzień (oprócz rzecz jasna kapłanów – więźniów, których w sumie przeszło przez areszty stalinowskie ok. 1000). Wszelki opór czy wręcz nieśmiałą krytykę totalitarnych rządów uznawano za przejaw braku tolerancji i obrazę praw „bezwyznaniowców” – jak wówczas mawiano. Po 1956 r., i chwilowej odwilży, komuniści wrócili do podobnej retoryki w propagandzie, wzbogacając nieco sowieckie dziedzictwo, którego początkiem stał się słynny dekret o religii z 1918 r., tradycją francuskiego reżymu, który wprowadził w początkach XX wieku masoński dekret o rozdziale państwa od Kościoła. Propaganda gomułkowska od końca lat 50-tych wspierała zatem te same czynności władz, podejmowane już raz w latach stalinowskich: „dekrucyfikację” sal szkolnych i szpitalnych, wyrzucanie ustawą z 1961 r. religii ze szkół, w końcu odmowy administracyjne na budowanie nowych świątyń, a nawet kaplic, czy przejmowanie domów katolickich na ziemiach zachodnich. Pojawiające się w przestrzeni krzyże mające symbolizować naturalne prawo Polaków do modlenia się w świątyni były brutalnie wyrywane przez oddziały milicji, a wszelki opór (w Krakowie, Brzegu, w Zielonej Górze, itd.) łamany był przez siłę milicji i działania operacyjne (dezintegrujące) SB. Jednocześnie propaganda tamtych czasów podkreślała, rzecz jasna, że państwo jest tolerancyjne, a nosicielami niezgody są „warchoły” i „chuligani”, którzy zostali podjudzeni do działań pozaprawnych przez rozpolitykowany kler. Krzyż miał być używany do cofania kraju z jedynie słusznej ścieżki rozwoju. Jak wiadomo, rozwój ten prowadził do katastrofy. Chciała ją zatrzymać „Solidarność” w 1980 r. Ten ruch społeczny organizował się w zakładach pracy już podczas strajku, podczas których kapłani wprowadzali Pana Jezusa i krzyż. Promieniowaniu „Solidarności” gdańskiej w latach 1980 – 1981 po całym kraju towarzyszyły masowe akcji wieszania krzyża w zakładach pracy, szkołach, czy szpitalach, lokalach demokratycznie (po raz pierwszy) wybieranych władz stowarzyszeń (m.in. twórczych). Krzyż stał się symbolem chrześcijaństwa jako nosiciela prawdziwej wolności człowieka i jego prawa do życia w przestrzeni publicznej nie skażonej „jedynie słuszną linią partii” – jak by nie brzmiało jej imię.

Krzyż – co najmniej od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski w 1979 r. zaczął także łączyć polską wspólnotę, atomizowaną przez komunistów i dezintegrowaną. W latach 80-tych, ekipa gen. Jaruzelskiego właśnie dlatego podjęła próbę walki z krzyżem po wyjeździe papieża z Polski w 1983 r. Zdaniem ówczesnych propagandzistów i analityków II pielgrzymka Ojca św. do Ojczyzny wzmocniła bowiem Kościół, a ruch „Solidarności’ skrył się w jego świątyniach. Człowiek żyjący w Polsce stał się wolny wewnętrznie, a zatem i suwerenny. Należało zatem znów powalczyć o przestrzeń publiczną, czego przejawem stały się wydarzenia w Miętnem i we Włoszczowej, mające skundlić polską młodzież, ich nauczycieli i kapłanów. Na szczęście tak się nie stało. Wszystkie te fakty, wydarzenia i w pamięci utrwalone skojarzenia z krzyżem – znakiem Chrystusa, stały się już na wieki elementem naszej tożsamości i miłości Ojczyzny. Nic przeto dziwnego, że niemal natychmiast po tragedii smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r., harcerze – wspaniali młodzi Polacy czujący swą polskość i z niej czerpiący siłę do działania - wznieśli krzyż. Zaprosili Polaków do wspólnego wyrażania swej łączności z ofiarami katastrofy, by w tym cierpieniu i wydarzeniu zarazem, odnaleźć sens. Znów staliśmy się Polakami i patriotami zarazem, lepszymi ludźmi.

Pan prezydent elekt Bronisław Komorowski, z własnej decyzji czy sprowokowany przez „Gazetę Wyborczą” (tego nie wiem) mówiąc o planie przeniesienia krzyża, bez określenia warunków pod którymi może się to dokonać, niestety postawił wszystkie instytucje państwa demokratycznego - bo jest jego najwyższym zwierzchnikiem – w niezręcznej sytuacji. Nie zdając sobie z tego zapewne sprawy, boć przecież nie zamierzał wpisywać się w antypolskie instytucje z i państwa okupacyjne, czy komunistyczne z przeszłości, naruszył bardzo ważną więź nas łączącą. Mam nadzieję, że łączącą tak elektorat Jarosława Kaczyńskiego, jak i Bronisława Komorowskiego. Mam nadzieję także, że zarówno Platforma Obywatelska jak i Prawo i Sprawiedliwość nie będą nigdy – dla racji ideologicznych - dążyć do zniszczenia w nas odruchów suwerenności i polskości zarazem. Jeśli się mylę, to przykre, że PO nie potrafi stanąć w prawdzie – jak SLD – stwierdzając, że rozpoczyna bój o zmianę mentalności Polaka. (Na elektorat SLD oraz na tę partię niestety nie liczę; pokolenie komunistów nie zamierza bowiem zrewidować swych poglądów na temat roli PZPR w dławieniu Polaków, młodzi miłośnicy Grzegorza Napieralskiego zdają się z kolei wpisywać w model francuski relacji państwo – Kościół i dziś wykorzystują spór o krzyż w celach ideologicznych, odległych od wyobrażeń współczesnych Polaków o człowieku, stworzonym na obraz i podobieństwo Boga). Jeśli jednak PO chciałaby łączyć a nie dzielić, to zachęcam Bronisława Komorowskiego do szybkiej reakcji. Tylko on może przerwać stan lęku, w który nas wprowadził. Żyjemy przecież w swoim, a nie obcym państwie. Do dzieła! Jeszcze dziś. Należy ogłosić, że ten krzyż zostanie przed Pałacem Namiestnikowskim do czasu wystawienia specjalnej tablicy/pomnika upamiętniającego ofiary smoleńskiej tragedii, a przede wszystkim Prezydenta RP, kustosza pamięci o dawnej i bliskiej nam historii. Wtedy dopiero odzyskamy spokój – poczucie bezpieczeństwa.

http://jan.zaryn.salon24.pl/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Krzyż - symbol naszej wiary i naszej kultury.
PostNapisane: 26 wrz 2010, 00:29 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3200
Pewnie znana jest głośna sprawa usunięcia przydrożnych krzyży, małych drobnych pamiątek w miejscach tragicznych wypadków i śmierci najbliższych. Pierwszy głośny proceder był w grudniu 2009r. w Warszawie. Ale pewnie to był pierwszy odważny krok, a mówią, że do odważnych świat należy. Owszem, tylko jaki świat?
Te przydrożne krzyże, krzyżyki, symbole pamięci a także ostrzeżenia dla przejeżdżających kierowców,
którzy niejednokrotnie sami wypowiadali się na temat, jak reagują na widok stojącego na poboczu krzyża.
Reakcja zdaje się być odruchowa, że ktoś w tym miejscu trafił na sytuację, która wybiła go z życia,
która spowodowała być może cierpienie bliskich osób, kalectwo i śmierć tego, który tu pozostawił
znak krzyża ręką pamięci najbliższych. Tak było i jest w całej Polsce. Ale czy tak będzie, skoro w naszej stolicy pod osłoną nocy pozamiatano przydrożne pobocza i wszystkie pamiątki wywieziono najpierw w nieznane nikomu miejsca, a potem łaskawie udostępnione poszukującym.
Tak było rok temu....

Parę dni temu byłam w Niemczech w przygranicznym miasteczku i oczom nie dowierzając, wróciłam, by zrobić fotki. Tam przy dużym skrzyżowaniu dwoje ludzi ubranych jak widać jeszcze w żałobną czerń, kręciło się wokół nie tak znowu małego miejsca wyłożonego wieloma kwiatami, płonącymi zniczami a pośrodku stał mały drewniany krzyż. Zrobiłam 3 fotki na dowód


Obrazek
Obrazek
Obrazek

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 74 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 10 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /