Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 10 wrz 2017, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Rzeczywistość jest jaka jest. Świat nie pojawił się dopiero dzisiaj, istnieje już na tyle długo, że dorobił się swojej kultury, której gdy pojawił się na nim człowiek, jeszcze nie było.
Lewackie ćwierćmóżdżki próbują tak nachalnie, że aż odrażająco zacierać (kasować) te fragmenty naszej kultury, które mówią nam, że człowiek nie jest taki, jak lewactwo próbuje mu wmówić.
Jest to jeden z lewackich obłędów, którymi pragną nas obdzielić i naciskiem zmusić do ich wyznawania.


Znak krzyża niewygodny na produktach? Europa chętnie się go pozbywa

Obrazek

Na opakowaniu produktu Lidla pojawił się grecki klasztor w Santorini, jednak zniknął z niego.. krzyż. - To retuszuje rzeczywistość – komentują internauci.
Krzyże usunięto z opakowań produktów, które pojawiły się w sieci dyskontów z okazji tygodnia greckiego. Błyskawicznie zareagowali na to internauci i to nie tylko w Polsce, ale też m.in. w Austrii i Słowenii. - Szanowałem tą sieć ale będę wszystkim odradzać zakupy w sklepie, który retuszuje rzeczywistość. - pisze jeden z nich. - Etykiety asortymentu Eridanous ulegały licznym zmianom w przeciągu ostatnich lat. - odpowiedziała sieć dodając, że opinie te zostaną wzięte pod uwagę podczas kolejnych projektów. Swoje oświadczenie przedstawił również austriacki Lidl. „Popełniliśmy błąd” - napisała sieć na swoim facebookowym profilu, przepraszając przy tym urażonych klientów.

Obrazek

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1084865325


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 16 wrz 2017, 05:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Małżeństwo to małżeństwo. Reszta to układy towarzyskie. Świat jest jaki jest, a nie taki jak sobie lewaccy idioci wymyślili.

Małżeństwo zdefiniowane w Konstytucji

Obrazek

Sąd Apelacyjny w Katowicach oddalił zażalenie na postanowienie Sądu Okręgowego w Gliwicach, który odmówił uznania orzeczenia niemieckiego sądu o „zmianie przynależności płciowej” z męskiej na żeńską. W ocenie sądu, uznanie tego orzeczenia byłoby sprzeczne z podstawową zasadą polskiego porządku prawnego, jaką jest ochrona małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Sprawa dotyczyła mężczyzny, który w 2014 roku wystąpił do niemieckiego sądu o „zmianę przynależności płciowej” z męskiej na żeńską. Sąd Rejonowy w Kolonii pozytywnie rozpatrzył wniosek. Następnie mężczyzna zwrócił się do polskiego sądu o uznanie go za kobietę również na gruncie polskiego porządku prawnego, występując z wnioskiem o uznanie orzeczenia niemieckiego sądu na podstawie art. 1145 kodeksu postępowania cywilnego.

Sąd Okręgowy w Gliwicach odmówił uznania postanowienia niemieckiego sądu. Mężczyzna odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Katowicach, który utrzymał w mocy postanowienie sądu I instancji. Sąd powołał się na art. 1146 § 1 pkt 7 kpc, zgodnie z którym orzeczenie państwa obcego nie podlega uznaniu, gdy uznanie byłoby sprzeczne z podstawowymi zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej.

W ocenie katowickiego sądu, uznanie „zmiany płci” skarżącego godziłoby w konstytucyjną zasadę ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny oraz naczelną zasadę prawa rodzinnego, wedle której związek małżeński mogą zawrzeć wyłącznie osoby odmiennej płci. Skarżący znajdował się bowiem w związku małżeńskim z kobietą. Gdyby ów mężczyzna został uznany formalnie za kobietę, to przestałby być mężem, a stałby się „żoną”. Tym samym doszłoby do jednorazowej legalizacji „małżeństwa” jednopłciowego w Polsce.

Sąd Apelacyjny w Katowicach przypomniał, że pojęcie małżeństwa zostało zdefiniowane na poziomie konstytucyjnym – zgodnie z art. 18 Konstytucji RP małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Nie ulega więc wątpliwości, że polskie prawo określa konstytutywną cechę małżeństwa, jaką jest odmienność płci osób zawierających tego rodzaju związek. Sąd powołał się przy tym do przebiegu prac Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, z którego jednoznacznie wynika, że autorom Konstytucji zależało na wykluczeniu możliwości wprowadzenia w Polsce „małżeństw” jednopłciowych. Pierwotna wersja tego przepisu nie precyzowała, czym jest małżeństwo – ostatecznie zdecydowano się na wprowadzenie definicji tego pojęcia w celu zabezpieczenia polskiego porządku prawnego przed dowolnymi interpretacjami, a zwłaszcza próbami instytucjonalizacji związków homoseksualnych.

W tym kontekście sąd uznał za bezpodstawny pogląd, wedle którego art. 18 Konstytucji nie wyklucza istnienia innych modeli małżeństw aniżeli heteroseksualne, a jedynie małżeństwu kobiety i mężczyzny przyznaje preferencyjną opiekę i ochronę: „Konstatacja ta jest błędna, uwzględniając cel, jaki przyświecał ustrojodawcy, który kształtował treść art. 18 Konstytucji, jakim było wykluczenie w prawie polskim możliwości konstruowania przez ustawodawcę zwykłego małżeństwa osób tej samej płci”.

Katowicki sąd zwrócił również uwagę, że konstytucyjne rozumienie instytucji małżeństwa znajduje też potwierdzenie w przepisach prawa rodzinnego. Art. 1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego jednoznacznie wskazuje, że małżeństwo mogą zawrzeć jedynie kobieta i mężczyzna.

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach wpisuje się w utrwaloną linię orzeczniczą polskich sądów, zgodnie z którą małżeństwo jest związkiem osób różnych płci (zob. np. wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 25 października 2016 r., II GSK 866/15, postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 lipca 2004 r. II KK 176/04).

Oprac. na podstawie postanowienia Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 13 czerwca 2017 r., V ACz 495/17

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... tucji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 25 wrz 2017, 18:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Najpierw lewackie łby kotłują w dziecięcych mózgach, wtłaczając im do głów swoją "kulturową" breję, a w przypadkach kończących się tragicznie obwiniają normalność, naturalność, czy tradycję i konserwatyzm za wyniki ich deprawacyjnej działalności.
Prof. Pawłowicz moim zdaniem napisała nie tylko prawdę, ale zrobiła to aż nadto delikatnie, bo o takich zbrodniczych deformacjach ludzkich istot, nie można mówić językiem poprawności politycznej.
Trzeba mówić tak mocno i tak dobitnie, aby rozwścieczone lewactwo nie było w stanie tego zakrzyczeć.
Tylko mocny i twardy głos może przebić się do świadomości tych, którym lewactwo najwięcej szkodzi i do świadomości tych, którzy jeszcze nie dostrzegają zagrożeń dla ludzkiego bytu tych najnowszych idiotyzmów made in lewactwo.
A tym, którzy napadli na Panią Pawłowicz, za jej prawdziwe słowa radzę zajrzeć prawdzie w oczy. Śmiało spojrzeć i dostrzec prawdę, czyli drugie dno lewackiej paplaniny o płciach.


Co napisała profesor Krystyna Pawłowicz, kiedy wszyscy jej nie zrozumieliście?

Porównania do SS, wezwania do odebrania polskiego obywatelstwa i kategoryczne żądania medialnego bojkotu. To tylko niektóre z pomysłów, które pojawiły się w przestrzeni medialnej po ostatnim wpisie na Facebooku profesor Krystyny Pawłowicz.

Oburzeni byli prawie wszyscy, od lewej do prawej strony. Głos zabrało większość wybitnych intelektualistów i elit III i IV RP: począwszy od blogerki Kataryny, poprzez redaktora Witolda Jurasza, aż po Szczepana Twardocha, najpiękniejszego z polskich pisarzy. Zaprotestowali również dziennikarze Wyborczej i Wirtualnej Polski. Nawet rozsądny na co dzień Rafał Ziemkiewicz nie wykorzystał okazji, żeby pomilczeć i nazwał wpis Pawłowicz „głupim i bezdusznym”. Co takiego napisała profesor, że aż tak wszystkich rozsierdziła?
Zacytujmy:

Liberalno-lewackie środowiska najpierw propagują wśród dzieci i młodzieży podatnych na różne niestandardowe zachowania – nienaturalne postawy i relacje, a potem, gdy te zaburzone zachowania są przez rówieśników brutalnie wytykane i w skrajnych sytuacjach kończą się tragicznie, to lewaccy ideolodzy patologii obyczajowych odwracają kota ogonem i fałszywie, bezczelnie lamentują nad „morderczą nietolerancją” rówieśników. Nie siejecie patologii, nie będzie jej śmiertelnego żniwa. Nie demoralizujcie dzieci i młodzieży, dajcie im w spokoju, zgodnie z naturą przeżyć ich dzieciństwo i młodość — tyle.

To język ostry. I prosty. Biorąc pod uwagę kontekst wypowiadanych tu słów trzeba napisać wprost. Zbyt ostry i zbyt prosty. Przecież w tle jest śmierć młodego człowieka. W naszej kulturze staramy się w takich sytuacjach pamiętać o bliskich zachowując umiar. Zwłaszcza ci z nas, którzy pielęgnują wartości chrześcijańskie. Często lepsza jest cisza i modlitwa za duszę tego młodego człowieka.
Warto jednak pamiętać o kilku rzeczach.

Przede wszystkim, to nie profesor Pawłowicz rozpoczęła ten chocholi taniec. Zaczęło się od posłów Nowoczesnej, później były absurdalne wypowiedzi Roberta Biedronia i jezuity Grzegorza Kramera, a skończyło się na nie mających zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością fantasmagoriach poety Jacka Dehnela. Choć nie, z pewnością się jeszcze nie skończyło, bo przecież LGBT potrzebuje ofiary. Marksizm kulturowy, jak każda religia, potrzebuje swojego sacrum. Tym razem jest to 14-letni młody chłopiec, o którego powodach śmierci niewiele wiadomo. Ale to nikomu nie przeszkadza, liczy się potrzeba chwili i możliwość pisania o „ofierze prześladowań gejów w Polsce”.

Profesor Pawłowicz przyzwyczaiła swoich czytelników do tego, że nie przebiera w środkach i używa mocnych środków „wyrazu”. Nie usprawiedliwiam, po prostu piszę jak jest. To nie jest dzielący włos na czworo redaktor Piotr Zaremba, to nie jest wiecznie poszukający drugiego dna Grzegorz Sroczyński, to nie jest nawet wspomniany wcześniej RAZ, który też lubi czasami „przysolić”. Pisarstwo profesor Pawłowicz jest zdecydowanie bardziej męskie. Ona filozofuje młotem. I ma przy tym więcej ikry, więcej zdecydowania i znacznie więcej charakteru niż większość polskich publicystów. Zdecydowana większość z nich jest na tyle nudna, że już przed czytaniem wiemy, o czym będą pisać. Pawłowicz nudna nie jest. Jednym się to podoba, innym oczywiście mniej.
Spróbujmy wydobyć istotę z tego, co napisała.

1. „Liberalno-lewackie środowiska najpierw propagują wśród dzieci i młodzieży podatnych na różne niestandardowe zachowania – nienaturalne postawy i relacje”.
To przecież fakt, nie ma tu – zdaje się – niczego kontrowersyjnego. Wszyscy przecież wiemy, że liberalna lewica próbuje kształtować postawy wśród młodzieży według swoich wyobrażeń o rzeczywistości. To starcie konserwatyzmu z lewicą odbywa się na styku moralności, religii, służby zdrowia i całej sfery kultury. Propagowanie lewicowej wizji świata w mediach, literaturze i filmie jest faktem. Niemal cała popkultura jest dzieckiem marksizmu kulturowego. Celem tej narracji jest oczywiście „nowy wspaniały świat”, a wraz z nim mamy ekspansję tego, z czym na sztandarach idzie do swojej walki współczesna lewica.
Badania są tu dość jednoznaczne i wskazują, że millenalsi (czyli osoby w wieku 18-34 lat) są znacznie bardziej skłonni do identyfikowania się jako LGBTQ w przeciwieństwie do poprzednich pokoleń (p. GLAAD, „Przyspieszenie akceptacji”). Tego typu wnioski wynikają z badań przygotowywanych przez organizacje wspierające środowiska LGBT. Ta „rewolucja tożsamości płciowej” skutkuje oczywiście erozją, także kulturową, tradycyjnie pojmowanych wartości. Upowszechnianie tego typu wartości sprawia, że znaczna liczba młodych osób, w tym także i dzieci, rozpoczyna kwestionować własną tożsamość seksualną i płeć biologiczną. Dla konserwatysty to zawsze będzie „nienaturalna postawa i relacja”. Nie ma tym fragmencie niczego nieprawdziwego i szokującego.
Idźmy więc dalej.

2. „(…) a potem, gdy te zaburzone zachowania są przez rówieśników brutalnie wytykane i w skrajnych sytuacjach kończą się tragicznie”
Kolejny fakt, dzieci bywają okrutne. Zdarza się, iż śmieją się i wytykają palcami tych, których uznają za „innych”. Grubych, chudych, niewidomych, wysokich, niskich, bogatych, biednych. Wyróżnik inności jest bez znaczenia. Należy z tym oczywiście walczyć, co do tego nie ma sporu. Ale też nikt z tym nie polemizuje i nikt nie nazywa prześladowanych winnymi.

Dalej.
3 „(…) to lewaccy ideolodzy patologii obyczajowych odwracają kota ogonem i fałszywie, bezczelnie lamentują nad „morderczą nietolerancją” rówieśników”
Tu zapiekło niektórych najmocniej. Ale to znów jest przecież fakt. Najgłośniej po śmierci młodego chłopca zaczęli krzyczeć ci, którzy są znani m. in. z powodu swojej orientacji seksualnej (Biedroń, Dehnel) lub z walki o wartości ważne dla liberalnej lewicy (Lubnauer, Kramer). To te osoby uznały – bez żadnych konkretnych dowodów – że śmierć młodego człowieka jest wynikiem prześladowań homoseksualistów w Polsce. Winna miała być „nietolerancja” i koniec. Czy w istocie tak było, tego oczywiście nie wie na tym etapie nikt.

I kolejny, ostatni fragment.
4. „(…) Nie siejecie patologii, nie będzie jej śmiertelnego żniwa. Nie demoralizujcie dzieci i młodzieży, dajcie im w spokoju, zgodnie z naturą przeżyć ich dzieciństwo i młodość”.
Konserwatystka pisze szokującą rzecz – nie deprawujcie młodzieży lewicowym stylem życia (patrz p. 1). Nie demoralizujcie dzieci, pozwólcie im funkcjonować bez ideologii gender, bez konieczności deklarowania się po jednej czy drugiej stronie w wojnie kulturowej. Zostawcie ich rozwój rodzinie i szkole. Nie wrzucajcie ich – przedwcześnie – w świat, w którym niektóre problemy mogą być dla nich zbyt trudne. Nie niszczcie ich psychiki nadmierną seksualizacją. Nie deprawujcie ich umysłów wzorcami, które mogą przerastać ich zdolności pojmowania świata.
Przecież „Marsze Szmat” czy opowieści o usuwaniu dzieci z powodu zbyt małego mieszkania nie są wymysłem chrześcijańskiej propagandy, która chce za pomocą hiperboli pokazać odrealnienie środowisk lewicowo liberalnych. To wszystko fakty. Tak samo jak i te wszystkie modne banialuki o nieograniczonej tolerancji, bezpiecznym seksie, wolnych związkach, nieograniczonej różnorodności czy konieczności edukacji seksualnej najmłodszych. To na tym tle profesor Pawłowicz stawia tezę: Dzieci mogą sobie z tym wszystkim nie poradzić. Jeśli będą nadwrażliwe, lub jeśli w odpowiednim momencie nikt z dorosłych nie zareaguje i nie będzie w stanie im pomóc, to ta ekspansja lewicowej propagandy może skończyć się tragicznie.

Artur Ceyrowski

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1243856348


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 26 wrz 2017, 08:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Profesor Pawłowicz trafiła w dziesiątkę i wywołała wściekły jazgot satanistów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 26 wrz 2017, 09:16 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Małżeństwo to małżeństwo. Reszta to układy towarzyskie.


Dokładnie ;)

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 06 paź 2017, 13:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Dobrze, że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać hipokryzje, obłudę i psychopatyczną schizofrenię całej światowej lewicy.
Dobrze, że ludzie o tym piszą, że pobudzają biernych obserwatorów narzucanej nam rzeczywistości do myślenia, do dostrzegania fałszu postempowego półświatka lewackiego. Postęp i nowoczesność wyrastają w sposób naturalny z przeszłości, czyli z kultury, z tradycji, a nie wyradzają się ni stąd, ni zowąd z lewackich urojeń.
Z lewackich urojeń może wyrosnąć co najwyżej kłopot, problem, terror, poprawność polityczna, zbrodnia, postemp, a człowiek zamiast dorastać do poziomu przekazanej nam przez pokolenia kultury, zostaje "przeteleportowany" do świata fikcji i umieszczony między nieokreśloną liczbą płci, pośród najprzeróżniejszych narządów nie tyle rodnych, co płciowych, z nakazem interesowania się tym bałaganem aksjologicznym już od najmłodszych lat, niemal zaraz po urodzeniu. A jeżeli jest u zdrowych duchowo i umysłowo ludzi inaczej, to w ruch idzie lewacka maszyneria napiętnowania, kanonada ostrzału ksenofobią, rasizmem, nacjonalizmem, antysemityzmem, bo już broń wcześniejszej ery typu oszołom, ciemnogród, nawiedzony nie jest wystarczająco skuteczna.
Komu ma być dobrze w tym lewackim świecie (czyt. piekle) oprócz samych lewaków?


Rasistowski artykuł w Gazecie Wyborczej. Potępiono, że nagrody Nobla dostała "gromadka starszych białych mężczyzn"

Obrazek

Rasizm względem białych jest obecnie znakiem rozpoznawczym lewicy. Ludzie, którzy uważają się za empatycznych i postępowych, wybaczają wszystko, nawet przestępstwa, o ile popełnia je ktoś o innym niż biały kolorze skóry. Wydaje im się, że dzięki temu bohatersko zwalczają rasizm i ksenofobię. Sami są jednak rasistami tylko ich nienawiść skierowana jest w stronę białej rasy. Popis takiego myślenia dał właśnie jeden z dziennikarzy Gazety Wyborczej.

Artykułowi zatytułowanemu "Nagrody Nobla dostała gromadka starszych białych mężczyzn" i napisanemu przez Piotra Cieślińskiego z Gazety Wyborczej, można zarzucić nie tylko rasizm względem białych, ale też seksizm i ageizm, czyli dyskryminacja z powodu wieku. Autor oburza się, że komitet noblowski wręczył nagrody z medycyny, fizyki i chemii dziewięciorgu białym mężczyznom, z których najmłodszy miał 68 lat a najstarszy 85.

Z tej opinii wynika, że lewica oczekuje jakiegoś parytetu rasowego, który stałby ponad kryterium osiagniecia naukowego, ale jednocześnie wiekowego, aby nagrodę Nobla mogli dostawać młodsi. Trudno o lepszy dowód na to, że ci, którzy tak gorliwie zwalczają rzekomy rasizm na prawicy, sami są rasistami. Na dodatek proponują dyskryminację ludzi nie tylko z powodu koloru ich skóry jak i z powodu wieku.

Co z tym zrobią finansowani przez żydowskiego spekulanta George'a Sorosa, aktywiści lewicowi z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych? Jeśli chcą być poważni w tym co robią, zawiadomienie do prokuratury już powinno być przygotowane, aby napiętnować rasizm względem białych. Zapewne jednak pan Piotrowi Cieślińskiemu włos z głowy nie spadnie, bo przecież Gazeta Wyborcza należy w części do tego samego George'a Sorosa, nie będą więc chyba robić sobie kłopotów w ramach właściwie jednej korporacji.

Tropiciele rasizmu od pana Rafała G. mają teraz szansę udowodnić, że nie są obłudnikami i rasizm względem białych zaprezentowany w obrzydliwym artykule GW, wymierzonym w białych naukowców, boli ich tak samo jak jakakolwiek krytyka ludzi ze względu na kolor ich skóry. Rozgrzani do czerwoności tropiciele rasizmu skupiający się jednak wyłącznie na prawicy mają teraz okazję wykazać, że chodzi im rzeczywiście o walkę z rasizmem, a nie z ludźmi o niewłaściwych według nich poglądach.

Źródło: http://wyborcza.pl/7,75400,22469325,wsz ... czyzn.html

http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/rasis ... a-gromadka


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 16 paź 2017, 11:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Tego chcą lewacy: upolitycznić wszystko, podzielić wszystkich!

Obrazek

Czy legalizacja mordowania nienarodzonych i narzucenie homo-małżeństw to dla lewaków zbyt mało? Wiele wskazuje, że tak. Rewolucjonistom obyczajowym nie wystarczy bowiem ograniczenie się do tych kwestii. Ich program obejmuje wszystkie sfery funkcjonowania człowieka. Żadna sfera nie może pozostać wolna od ich aktywności. W efekcie w żadnej nie pozostaje już miejsce na jedność społeczną.

Jak zauważa John Horvat II, Ameryka wkroczyła w drugą fazę wojny kulturowej. W jej poprzednim etapie batalia toczyła się o kwestię aborcji czy związków homoseksualnych. Lewica niszczyła zatem fundamenty ładu naturalnego, jednak batalia toczyła się przede wszystkim na sądowych wokandach czy na scenie politycznej. Dzięki temu wiele sfer życia pozostawało nienaruszonych.

Te czasy dobiegły jednak końca – zauważa publicysta. Obecna, anarchistyczna faza rewolucji kulturowej w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się podczas zajść w Ferguson (2014 rok), Baltimore (2015 rok) Dallas (2016 rok). Jednak do prawdziwego apogeum doszło w sierpniu 2017 roku w Charlotesville. Erupcja przemocy, chaos i pogarda dla porządku publicznego przyczyniły się do anarchizacji życia.

To wszystko stanowi dla lewicy doskonały pretekst do rozszerzenia swojej agendy. Wszak w czasach pierwszej fazy rewolucji istniało jeszcze miejsce dla chrześcijańskiej tradycji. Została wprawdzie zepchnięta do sfery prywatnej, ta jednak pozostawała nienaruszona. Tymczasem obecna rewolucja kulturowa nie może zdzierżyć istnienia tradycyjnej cywilizacji nawet w sferze prywatnej.

„W tym kontekście wszystko, co zachowuje ślady chrześcijańskiego porządku podlega polityzacji i polaryzacji. Chodzi tu zarówno o symbole, sport, ciastka ślubne, jak i restauracje. Co więcej, nowa liberalna ofensywa stara się przypisać chrześcijańskiemu ładowi wszelkie zło z odległej przeszłości, jako środek eliminacji pamięci o prawie moralnym” – zauważa John Horvat II.

Wszystko jest polityczne

Jak twierdzi publicysta, współcześnie każda kulturowa kwestia może stać się „platformą rewolucji”. Zostaje ona oderwana od swojego rzeczywistego kontekstu i upolityczniona. W efekcie fakty przestają się liczyć, a dominuje ideologiczna batalia. W sporze o pomniki z Charletosville nie chodzi o same monumenty. W sporze o zmiany klimatu nie chodzi o fakty dotyczące ocieplenia. W amerykańskich aferach o toalety transgenderowe nie chodzi o same toalety. To wszystko jedynie preteksty – trampoliny wykorzystywane do niszczenia wiary i cywilizacji.

Dobitnego przykładu wciągnięcia każdej sfery życia w konflikt polityczny dostarcza futbol amerykański. Podczas poprzedzającego rozpoczęcie sezonu 2016 roku meczu znany amerykański futbolista Colin Kaepernick usiadł w trakcie odgrywania hymnu narodowego. Jak twierdził, uczynił to na znak protestu przeciwko przemocy wobec czarnych. Ten gest wywołał burze w apolitycznym, ale patriotycznym środowisku amerykańskich futbolistów. Choć prowokator spotkał się z negatywną reakcją (wielu innych sportowców zaczęło klękać na dźwięk „Star-Spangled Banner”), to sam jego akt świadczy o rozpoczęciu swego rodzaju nowej epoki. „Przez pokolenia" – zauważa John Horvat II – „futbol był najbardziej apolitycznym i nieideologicznym sposobem spędzania wolnego czasu w Ameryce. Istotnie, stanowił punkt jedności, przezwyciężający polityczne różnice i sprzyjający zdrowej lokalnej walce. Niechęć do futbolu uważano wręcz za antyamerykańskie". Te czasy się jednak skończyły. „Nic nie może zostać niedotknięte przez liberalnych strażników naszej kultury. Nawet futbol zostaje upolityczniony i znajduje na pierwszych liniach Amerykańskiej Wojny Kulturowej".

Nie istnieje zatem sfera wolna od upolitycznienia i od aktywności kulturowych rewolucjonistów. To zagrożenie nie tylko dla chrześcijaństwa, lecz również dla jedności narodowej. Skłóceni przy okazji wyborów czy spraw w Sądzie Najwyższym obywatele jednoczyli się przy okazji wydarzeń sportowych czy rodzinnych. Obecnie i te sfery stały się miejscem podziałów. Ostre spory wchodzą do rodzin. Przypadki zrywania relacji, odcinania dziadków od kontaktów z wnukami czy odmowy wspólnego świętowania zdarzają się coraz częściej.

Działać, nie uciekać !

Cóż zatem powinni uczynić w tej sytuacji amerykańscy konserwatyści? Część z nich odpowiada, że wojna kulturowa została już przegrana. Propagatorzy tak zwanej opcji benedyktyńskiej twierdzą wszak, że momentem przełomowym okazała się decyzja Sądu Najwyższego o legalizacji homo-małżeństw z 2015 roku. Od tej pory tradycyjni chrześcijanie powinni zatem wycofać się z przestrzeni publicznej w zacisze własnych rodzin czy mniejszych wspólnot. Tam też winni zająć się pielęgnowaniem tradycji i kultury w oczekiwaniu na lepsze czasy.

Zdaniem Johna Horvata II tego rodzaju eskapizm to jednak błędna droga. Oznaczałby bowiem zgodę na marginalizację. Tymczasem chrześcijaństwo jeszcze nie zginęło. Przeciwnie, lewacka furia, bezwzględny zapał niszczenia pozostałości dawnego porządku wskazuje na coś odwrotnego. Świadczy bowiem o tym, że rewolucja wciąż boi się wiernych Chrystusowi.

Odpowiedź na rewolucję jest jego zdaniem jedna: „zasady chrześcijańskiego ładu muszą zostać w pełni przyjęte w ich potężnej integralności. Rzeczywiście, teraz jest czas, by pokojowo proklamować wiarę w jej pełni w sferze publicznej".

Wojna polsko-polska

Amerykańskie upolitycznienie każdej sfery życia i spiętrzenie podziałów społecznych nasuwają na myśl sytuację w Polsce. Wszak nasze społeczeństwo także pozostaje mocno podzielone. Główna oś sporu przebiega tu pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami aktualnie rządzącej partii. Polskie podziały, w przeciwieństwie do amerykańskich w mniejszym stopniu wynikają jednak z różnic w sprawach fundamentalnych. Nie chodzi w nich o wojnę kulturową, o kwestie obrony życia poczętego, obecność chrześcijaństwa w sferze publicznej et cetera. Wprawdzie sprawy te budzą silne emocje, ale nie one najbardziej rozpalają atmosferę.

Kość niezgody leży gdzie indziej: ustrój sądowniczy, polityka społeczna i zagraniczna et cetera. Sprawy te powinno się jednak rozstrzygać podczas racjonalnego namysłu i spokojnej debaty. Niekiedy wymagają one wszak eksperckiej wiedzy, a „jedynie słuszne” rozwiązania niekoniecznie w nich istnieją.

Tymczasem u nas sprowadza się je do walki „swojego” z „wrogiem”. Ten pierwszy oczywiście zawsze i w każdym aspekcie ma rację. Czy zwolennik Jarosława Kaczyńskiego dopuści przekonanie, że zdarza się, że argumenty przeciwnika politycznego są rozsądne? Czy w ogóle raczy je wziąć pod uwagę? Czy przedstawiciel opozycji totalnej przyzna rację znienawidzonemu prezesowi PiS, w jakiejkolwiek, najdrobniejszej choćby kwestii?

W gruncie rzeczy w wojnie polsko-polskiej nie chodzi o sprawy merytoryczne. Tak naprawdę rzecz sprowadza się do tego czy u koryta są nasi czy nie. Czy rządzi znienawidzony (lub uwielbiany) Jarosław Kaczyński czy też znienawidzony (lub uwielbiany) polityk PO.

Zamiast namysłem kierujemy się więc sympatiami partyjnymi (plemiennymi), a także czynnikami emocjonalnymi. W manichejskiej walce Dobra ze Złem wróg jest nie tylko zły, ale i głupi, niski, brzydki, szalony et cetera. Można go obrażać do woli, gdyż w gruncie rzeczy nie przyznajemy mu cech ludzkich. Przeciwnik partyjny to potwór, a zmiażdżenie go stanowi dobry uczynek. Zwykła rywalizacja polityczna, konflikt interesów postrzegane są zatem jako pole zmagań Dobra ze Złem.

Na tych partyjno-personalnych bataliach zużywa się lwia część energii Polaków. Tymczasem energii tej brakuje, gdy „na wokandę” wchodzą kwestie światopoglądowe, wymagające jasnego opowiedzenia się po stronie moralnych absolutów. Niestety, dotyczy to szczególnie wielu środowisk uznających się za prawicowe. Bezkompromisowi wojownicy o reformę sądownictwa okazywali się opiewającymi kompromis kunktatorami w sprawie obrony życia poczętego.

Tymczasem cel polityki nie polega na pognębieniu przeciwnika, zdobyciu i utrzymaniu władzy, lecz na realizacji dobra wspólnego, w tym tego moralnego. Bo, parafrazując Jana Pawła II, władza bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/tego-chca-lewacy-- ... 394,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 24 paź 2017, 07:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Smutne to i nie możliwe do zaakceptowania, że zubożony o wymiar duchowy i o wymiar moralny świat lewackich wtórnych barbarzyńców, narzuca medialną i prawną, a nawet fizyczną przemocą, swoją ograniczoną wizję świata.

Ateistyczna rebelia

Rodzina jest dzisiaj pod destrukcyjnymi formami nacisku. Bogate kraje Zachodu narzucają innym ideologię gender. Przed tym współczesnym kolonializmem przestrzegał wczoraj w Senacie RP ks. kard. Robert Sarah, prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Obrazek

Sesja w Senacie RP pt. „Polonia antemurale christianitatis” (Polska przedmurzem chrześcijaństwa) odbyła się w ramach Międzynarodowego Kongresu Ruchu „Europa Christi”, który od czwartku trwał w kilku miastach Polski. Gościem ostatnich dwóch dni w Warszawie był ks. kard. Robert Sarah z Watykanu, który wczoraj mówił o współczesnych formach kolonializmu. Największą ofiarą tego działania Zachodu w Afryce staje się rodzina.

Ksiądz kardynał podkreślił centralną rolę małżeństwa i rodziny w kulturze ludów Afryki, której nie przekreśla fakt, że w ciągu swojej historii kultura ta podlegała różnorakim wypaczeniom, takim jak choćby poligamia, którą uznał za instytucję społecznie szkodliwą. Zwrócił uwagę, że w Afryce małżeństwo jest ośrodkiem życia społecznego. Jest ono nierozerwalnym związkiem wyłącznie mężczyzny i kobiety, a rozwodu nie uznają nawet poganie. – Rodzina buduje struktury społeczne, długotrwałe i stabilne jak związek małżeński – akcentował ksiądz kardynał. Zaznaczył jednocześnie, że tylko w Chrystusie wszystkie narody i wszyscy ludzie, również małżonkowie, odnajdują swoją właściwą, niezbywalną godność i swoją komplementarność, i to ku Niemu powinni się zwracać.

Niestety, obecnie rodzina w Afryce znalazła się pod różnymi formami nacisku. Przez Zachód narzucana jest ideologa gender. – Jest to forma współczesnego kolonializmu – alarmował ks. kard. Sarah. Próbuje się w Afryce budować świat oparty jedynie na konsumpcji. – Niemal wszystkie afrykańskie rządy zostały zmuszone do powołania ministerstw ds. równości płci, wprowadzających ideologię gender. Starają się narzucać innym kulturom swoje podejście, w tym również uznanie małżeństw homoseksualnych, które z perspektywy afrykańskiej są aberracją życia społecznego i rodzinnego – wskazywał prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Nazwał czymś niedopuszczalnym i antydemokratycznym wykorzystywanie przez państwa Zachodu argumentów finansowych, aby zmusić ubogą Afrykę do legislacyjnych działań związanych z ideologią gender czy uznawaniem układów homoseksualnych za małżeństwa. Ksiądz kardynał nazwał homoseksualizm destrukcyjną siłą, a uznanie układów homoseksualnych za rodzinę „ciosem w tradycyjne pojęcie rodziny, która opiera się na związku kobiety i mężczyzny”.

– W Europie też pod tym względem nie jest dobrze. Polska także doświadcza presji, aby wdrażać dziwne rzeczy do swojego prawa. Musimy się temu przeciwstawiać – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Arkadiusz Stelmaszak z tygodnika „Niedziela”. – Chodzi o to, żeby wartości chrześcijańskie przebijały się w mainstreamie europejskim, żeby Europa powróciła do swoich korzeni. Tymczasem te wartości, o których tutaj mówimy, wciąż są na cenzurowanym, wciąż walka z nimi trwa – dodaje.

Ksiądz kardynał Sarah zwrócił wczoraj uwagę, że Zachód osiągnął postęp technologiczny i rozprzestrzenia swoją kulturę. Jednak obecnie przechodzi ogromny kryzys i organizuje „rebelię przeciwko Bogu”. Promuje przyzwolenie na zabijanie niepełnosprawnych, starszych i chorych. Uchwalane są prawa pozwalające na aborcję i eutanazję. Jak podkreślił ksiądz kardynał, zarówno władze państwowe, jak i księża biskupi muszą energicznie przeciwdziałać tej nowej kolonizacji ideologicznej.

– Dzisiejsze ruchy lewicowe wypierają chrześcijaństwo, sprowadzając je wręcz do katakumb. Czy uda się przełamać ich dominację w polityce, w kulturze? – pyta mec. Ireneusz Wilk, uczestnik kongresu. I wskazuje: Potrzebne jest cierpliwe poruszanie sumień. – Odradzanie świadomości doprowadzi w końcu do przebudzenia Europy, ale budować trzeba na zdrowych fundamentach: na Bogu, na prawie naturalnym, na poczuciu przynależności narodowej – podkreśla.

Ewa M. Małecka

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... belia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 30 paź 2017, 12:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7564
Lokalizacja: Podlasie
Pomiędzy lewicą, a lewactwem. Czym jest „lewactwo” i jak interpretować to zjawisko?

Obrazek

Lewacy atakują, lewacka zaraza, lewactwo niszczy Europę – często słyszymy taką frazę, sam używam jej w publicystyce. Od dawna obiecywałem sobie jednak, że napiszę kilka słów na temat: kim są lewacy, jak rozumieć to wyrażenie.

Według Słownika Języka Polskiego lewactwo to „skrajnie lewicowe poglądy polityczne”. Oczywiście możemy poprzestać na tej definicji. Ale możemy również pobawić się w niuansowanie – bo przecież w Polsce istnieją, działają tak naprawdę trzy lewice. Ta pierwsza wnosi sporo wartości pozytywnych, dwie kolejne – zresztą przenikające się – są toksyczne i groźne.


Bo przecież rozróżniamy „dobre” bakterie, stanowiące dobroczynną mikroflorę organizmu oraz bakterie chorobotwórcze, powodujące gangrenę. Podobnie rzecz ma się z lewicą z lewicą – pierwszą z nich jest bowiem lewica patriotyczna i antykomunistyczna, reprezentowana przez... Prawo i Sprawiedliwość. Tak, tak, właśnie! W Polsce podział na „prawicę” (PiS, Ruch Narodowy) oraz „lewicę” (SLD) ma charakter historyczny i jest tak naprawdę podziałem na antykomunistów i postkomunistów, na ludzi którzy walczyli o wolność ojczyzny i tych, którzy utrwalali zniewolenie ojczyzny. Podział ten nie odnosi się jednak do tego, co w rozróżnieniu takim powinno być fundamentem, czyli kwestii gospodarczych. Prawo i Sprawiedliwość sytuuje się pod tym względem raczej lekko na lewo od centrum – zarówno w sferze przekazu społecznego (hasła „solidarnej Polski”, solidaryzmu społecznego), jak praktyki (realizacja programów typu Rodzina 500 plus, plan renacjonalizacji banków, zasada, że bogatsi powinni płacić podatki według wyższych stawek i posiadać mniej ulg). Na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha opublikował w grudniu tekst zatytułowany „Prawo i Socjalizm”, w których wyliczał wszystkie lewicowe elementy roku rządów „dobrej zmiany”.

Pamiętajmy jednak, że partia Jarosława Kaczyńskiego odwołuje się do tradycji piłsudczykowskiej, czyli Polskiej Partii Socjalistycznej - co prawda piłsudczykowskiej Frakcji Rewolucyjnej, ale zawsze to PPS... Znane jest przypisywane Marszałkowi powiedzenie „Z tramwaju socjalizm wysiadłem na przystanku niepodległość”. Pozostaje mieć nadzieję, że dzisiejsze PiS w tramwaju socjalizm będzie stopniowo przekładało wajchę, aby skręcać w kierunku liberalizmu gospodarczego. Tylko niestety – po tym co wyprawiał Balcerowicz z Lewandowskim (tym od przekształceń własnościowych) słowo liberalizm gospodarczy ma w Polsce fatalne konotacje.

Dla porządku odnotujmy, że Ruch Narodowy pod względem programu gospodarczo-ekonomicznego ma także lewicowy odcień. Prawica, gospodarczy liberalizm reprezentują w Polsce przede wszystkim „sieroty po Korwinie”, czyli Unia Polityki Realnej, Kongres Nowej Prawicy, partia KORWiN (o ile nie zmieniła nazwy). Tyle, że to polityczny plankton. O Platformie Obywatelskiej nie wspominam, bo to partia władzy, dla której gospodarka pozostawała tylko narzędziem „grabienia pod siebie”.

Toksyczne lewice mamy we współczesnej Polsce dwie. Po pierwsze postkomunistyczna lewica – dawni kolaboranci z PZPR, czyli płatni zdrajcy pachołkowie Rosji – jak z sejmowej trybuny rozszyfrował ten skrót Leszek Moczulski. Po drugie tzw. nowa lewica – o tej za chwilę, bo to ona obecnie jest największym zagrożeniem. Lewica postkomunistyczna wymiera. A i pomimo całego obciążenia historycznego – klasyczny towarzysz postkomunista wykazuje kilka zdrowych odruchów. W odróżnieniu od „nowej lewicy” homoseksualista to dla niego obrzydliwy pedał, a nie kochający inaczej gej. Nawet jeśli postkomunista starej daty wspiera LGBT i inne sztandarowe hasła nowej lewicy – nie czyni tego z wewnętrznym przekonaniem. Zresztą dawny „beton” z PZPR-owskim rodowodem poszedł trzema drogami. Jedni – jak Leszek Miller nadal twardo broniąc PRL-u (czyli de facto własnych życiorysów i łajdackich wyborów), równocześnie w kwestii na przykład imigrantów, czy stosunków polsko-ukraińskich wypowiadają się w sposób nadzwyczaj „prawicowy”. Wręcz należałoby sobie, życzyć, żeby wszyscy politycy PiS-u byli w tych kwestiach tak wyraziści jak Miller.

Inni postkomuniści raczej korzystają z życia (a raczej z możliwości, jakie zdobyli „uczestnicząc” w polityce), stając się tzw. kawiorową lewicą. Ryszard Kalisz najlepszym tego przykładem. Inni postkomuniści – casus Joanny Senyszyn – wtopili się w „nową lewicę”.

Bo dzisiaj największym zagrożeniem jest tzw. nowa lewica, czyli właśnie lewacy. Nazwiskami-symbolami w Polsce pozostają tutaj Sławomir Sierakowski (Krytyka Polityczna) i Adrian Zandberg (Partia Razem). Przedstawiciele nowej lewicy najczęściej nie mają komunistycznego garba – czyli trochę jednak, tak jakby byli nosicielami nie dżumy, a syfilisu. Lewacy z nowej lewicy są wychowankami lewaków z pokolenia tzw. marca 68, które obecnie rządzi Unią Europejską, pchając tym samym nasz kontynent ku katastrofie. Niedawno na czołówce „Warszawskiej Gazety” ukazał się tytuł „Lewacki faszyzm na ulicach”. To nie od rzeczy porównanie, wszak Stefan Sękowski omawiając książkę „Unser Kampf '68. Gniewne spojrzenie w przeszłość” napisał: - „Sześćdziesięcioósmacy” byli bowiem wierną kopią studentów, którzy masowo popierali przed 1933 rokiem NSDAP. Podobnie jak oni, śpiewali „niszczcie wszystko, co was niszczy” i atakowali mieszczucha, który nie był zainteresowany rewolucją. To wypisz, wymaluj – także obraz współczesnych lewaków. Chcą zniszczyć wszystko, co im przeszkadza: wartości narodowe i tradycyjne, rodzinę jako związek kobiety i mężczyzny, normy moralne na czele z tą najważniejszą, czyli przykazaniem „Nie zabijaj” (dzieci nienarodzonych). Atakują więc Kościół i tych, którzy nie są zainteresowani ich rewolucją – nie uważają homoseksualizmu za normę, nie chcą się zgodzi na ideologie LGBT czy gender, na prawną dopuszczalność.

Współcześni lewacy mają taki sam program jak rewolucje: francuska, bolszewicka (zwana październikową), wreszcie rewolta marca 1968. Chcą zniszczyć stary świat, tradycyjne wartości i normy. Dlaczego? Dla budowania nowoczesnej utopii, w imię bożka postępu, a tak gdzie mamy do czynienia z bożkiem – pojawia się pogaństwo, to zaś często owocuje barbarzyństwem. Lewacy dzisiaj atakują patriotyzm, Kościół, religię, patriotyzm, tradycyjne wartości. Walka z postkomunistami, ustawa deubekizacyjna, lustracja – to sprawy bardzo ważne, ale dotyczą tylko wyrównania rachunków z przeszłości. Walka z lewactwem – współczesną nową lewicą to walka o przyszłość, walka o przetrwanie i coś więcej niż przetrwanie: o ocalenie wartości. Dlatego to rzecz najważniejsza.

https://polskaniepodlegla.pl/opinie/ite ... o-zjawisko

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 30 paź 2017, 13:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Powiem krótko: lewactwo to obsesja, to odlot w utopię, daleko od rzeczywistości, ale to również sprytny wybieg, omijający dotychczasowy dorobek duchowy wszystkich pokoleń i wyprowadzający masy ludzkie na manowce urojeń o lepszym świecie.
Lepszy świat już był, a to co wymyślają lewacy, stacza nas w otchłań wtórnego barbarzyństwa.
Nie można w jednym pokoleniu zanegować całego kulturowego dorobku ludzkości, bo to jest podejrzane.
Podejrzane, że ktoś, jakieś zorganizowane grupy, chcą nas ludzi przechytrzyć, odrzeć z godności, z moralności, z wiedzy, z majątku, z kultury i wykorzystać jako bezwolnych niewolników i na dodatek zrobić z nas ludzi, jedną wielką prostytutkę, gotową na migdolenie się z każdym lewackim zboczeńcem na wszystkie możliwe i nie możliwe sposoby.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 25 lis 2017, 21:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Post-prawda wg teoretyków

Polityka post-prawdy zwana także polityką post-faktograficzną i polityką post-reality jest kulturą polityczną, w której debatę kształtują głównie apele o emocje odłączone od szczegółów polityki. Chociaż została opisana jako współczesny problem, istnieje możliwość, że od dawna był ona częścią życia politycznego, ale była mniej zauważalna przed pojawieniem się Internetu i powiązanych z nim zmian społecznych.

"Post-prawda" znalazła się w słowniku oksfordzkiem ze względu na jej rozpowszechnienie w kontekście referendum w sprawie Brexitu i relacji mediów z wyborów prezydenckich w USA.


Według Oxford Dictionaries, termin post-truth został po raz pierwszy użyty w eseju z 1992 roku przez nieżyjącego serbsko-amerykańskiego dramaturga Steve'a Tesicha. Colin Crouch użył zwrotu "post-demokracja", aby określić model polityki, w którym "istnieją wybory, które mogą zmieniać rządy", ale "publiczna debata wyborcza jest ściśle kontrolowanym spektaklem, zarządzanym przez rywalizujące ze sobą zespoły specjalistów w zakresie technik perswazji, a także biorą pod uwagę niewielki zakres zagadnień wybranych przez te zespoły. "


HL Jayne profesor na Uniwersytecie Harvarda, opisała wzrost post-prawdy jako powrót do praktyk politycznych i medialnych w Stanach Zjednoczonych z okresu XVIII i XIX wieku. Broszury, które powstawały wtedy wraz z rozwojem druku i piśmiennictwa, począwszy od 1600 roku, opisuje jako wczesną formę polityki post-prawdy. Oszukańcze i poszukujące sensacji broszury były tanio drukowane i szeroko rozpowszechnione, a emocje, jakie wywołuwały doprowadziły do wojen i rewolucji, takich jak angielska wojna domowa i amerykańska wojna o niepodległość. Podobne działania stosował Luter.


Cechą polityki post-prawdy jest to, że uczestnicy debaty wciąż powtarzają zmyślone historie, nawet jeśli uznają je za nieprawdziwe media lub niezależni eksperci.

W skrajnym trybie polityka post-prawdy może wykorzystywać, fałszywe plotki i stają się one głównymi tematami wiadomości.

W przeciwieństwie do zwykłej nieprawdy, pisarze tacy jak Jack Holmes opisują proces jako coś nowego, mówiąc: "Jeśli więc nie wiesz, co jest prawdą, możesz powiedzieć, co chcesz, a to nie będzie kłamstwem".

Jayson Harsin w 2015 roku ukuł termin "reżim post-prawdy", który obejmuje wiele aspektów polityki post-prawdy. Twierdzi on, że zbieżny zestaw wydarzeń stworzył warunki społeczeństwa post-prawdy: rozwój profesjonalnej komunikacji politycznej opartej na wiedzy kognitywnej, która ma na celu zarządzanie percepcją i przekonaniami społeczeństwa za pomocą takich technik, jak mikroukłady (w tym strategiczne wykorzystanie plotki i fałszerstwa); tabloidyzacja i infotainment.

Niektóre media oskarżane są o wpływ na wzrost polityki post-prawdy, forma prezentacji i osobowość dziennikarzy mogą mieć większy wpływ na odbiorców niż fakty.

Jednym z czynników przyczyniających się do rozprzestrzeniania się post-prawdy są agencje informacyjne, których zamiarem jest polityczne wpływanie na odbiorców. Według Petera Pomerantseva, brytyjsko-rosyjskiego dziennikarza, który pracował dla TNT w Moskwie, jednym z jego głównych zadań było podważanie wiarygodności instytucji zachodnich, w tym struktur rządowych. Powtarzanie fałszywych informacji przez media tłumaczy się koniecznością przyciągnięcia uwagi szerszej publiczności lub wolnością słowa.

"Kłamstwa raz wyszeptane do wybranych uszu są teraz podsłuchiwane przez wszystkich"

Media społecznościowe dodają dodatkowy wymiar post-prawdzie, ponieważ sieci tworzone przez użytkowników mogą stać się rezonatorem politycznego punktu widzenia, gdzie nie dopuszcza się do analizy twierdzeń, ignoruje sprawdzanie faktów lub odrzuca sprawdzanie jako motywowane uprzedzeniami.

Nowa kultura cyfrowa pozwala również każdemu z komputerem i dostępem do Internetu publikować swoje opinie w Internecie i oznaczać je jako fakt. Taki głos jest legitymizowany jako fakt przez echo-komory i innych użytkowników walidujących się nawzajem. Zawartość jest często oceniana na podstawie liczby wyświetleń.

Wzrost polityki post-prawdy zbiega się ze spolaryzowanymi przekonaniami politycznymi ci, którzy mają najbardziej spójne poglądy ideologiczne po lewej i prawej stronie, otrzymują strumienie informacji, które różnią się od siebie.

Obsesja na punkcie danych i statystyk również przenika na scenę polityczną, a debaty i przemówienia polityczne są wypełnione fragmentami informacji, które mogą być błędnie zinterpretowane, fałszywe lub nie zawierać całego obrazu..

Opublikowano: 25.11.2017 20:26.

https://www.salon24.pl/u/zawodaktor/825 ... teoretykow


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 04 lut 2018, 15:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Białe niekoniecznie musi być białe, a czarne niekoniecznie musi być czarne. Głupota niekoniecznie jest głupia, a mądrość niekoniecznie jest mądra. W świecie lewackich psychopatów nie ma odniesień, nie ma jasności, nie ma ani naturalnej, ani kulturowej, poukładanej rzeczywistości. Jest tylko chaos, bałagan, śmietnik i wielosłowie.
W świecie ludzi normalnych i moralnych białe jest zawsze i bezwzględnie białe, a czarne, czarne. Mądrość jest mądra, a głupota, głupia.


Hybrydy dyplomatyczno-polityczne

Hybryda to jakiś stwór złożony z elementów kłócących się między sobą i w rezultacie niejednoznaczny. Ostatnio pojawiły się, a raczej rozwinęły trzy takie zawiłe hybrydy. Ale po kolei.

„Przeciw, a nawet za aborcją”
Normalnie ludzie poczynają się i rodzą z miłości stwórczej i w miłości społecznej. Ale w dzisiejszej cywilizacji coraz częściej poczęte dziecko staje się problemem dla matki, a także dla ojca i najbliższej wspólnoty. Główny zabójca coraz częściej potrafi omotać umysły i serca ludzi słabych osobowościowo, nieufających Bogu, a zwłaszcza ateistów społecznych, że zabić poczęte dziecko to jakby tylko usunąć niepożądaną narośl czy guz. Usprawiedliwia się, często pseudonauką, że to przecież tylko nieuformowany jeszcze zespół komórek, który przeradza się w „płód ludzki” na dobre dopiero tuż przed samym narodzeniem, tak jakby sam czas rodził człowieka. Niektórzy, nie mniej przewrotni, tłumaczą sobie, że zabicie to tylko pomoc w naturalnym poronieniu. Jeszcze inni, głównie ateiści, głoszą, że to tylko sprawa światopoglądowa, wymyślona przez kler katolicki dla zdobycia władzy nad człowiekiem już od jego poczęcia i wywyższających płód jako już człowieka, jako osobę, jako dziecko Boże i jako największe misterium. A faktycznie ma to być zwyczajne poczęcie jak u zwierząt. I rzeczywiście, w ateizującej się cywilizacji płód rzadkich gatunków zwierząt traktuje się bez porównania lepiej niż embrion człowieka.

Niestety, niekiedy nawet i wierzący katolicy – w obronie swoich słabości – popełniają świętokradztwo względem Miłosierdzia Bożego, uważając, że z góry zwalnia ono każdego człowieka od konieczności nawrócenia, bez odmiany złego życia. Mówią sobie: „Boże, przecież miłosierdzie jest Twoim najwyższym przymiotem, nie będziesz dla mnie okrutny, żeby rodzić z takimi trudnościami i przeszkodami, i nie odbierzesz mi prawa do wolności”. I tak zabijają swoje dzieci setkami na świecie, tysiącami, milionami i miliardami. Jak to wytłumaczyć? Może to już jesień ludzkości?

W państwach ateistycznych i ściśle laickich doszło do stanowienia prawa aborcyjnego niemal bez żadnych ograniczeń. Toteż Polska po roku 1989 niemal cała katolicka chciała się tej klęski pozbyć. Ale okazało się, że jest to bardzo trudne. Wprawdzie w Konstytucji z roku 1997 wywalczyliśmy sobie sformułowanie, że „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia” (art. 38), ale ustawowo dopuszczono trzy przypadki legalnej aborcji. W zażartych dyskusjach nawet sztandarowi katolicy uważali, że legalizacja oznacza tylko niekaralność i nie stanowi przeszkody co do niestosowania aborcji, gdy komuś nie pozwala na to jego sumienie. Ale ludzie ci nie rozumieli świadomości społecznej potocznej, według której legalizacja społeczna oznacza jednocześnie czyn dobry i etyczny.

Toteż kiedy w latach 2005-2007 władzę zdobyły partie z ducha katolickie, dzielni obrońcy życia wnieśli projekt dopełniający art. 38 Konstytucji o brzmieniu: (ochronę) „od poczęcia do naturalnej śmierci”. I w ostatecznym głosowaniu ustawa o ochronie życia w całości byłaby przeszła, gdyby nie niespodziewane i zapewne sugerowane wstrzymanie się od głosu ponad 60 członków partii wiodącej (a zabrakło tylko ok. 30 głosów). To była jakaś hybryda: albo z powodu zaćmienia katolickich sumień, albo z jakichś pomysłów politycznych, albo wreszcie z lęku przed zwolennikami aborcji jeszcze szerszej. Nastąpiła ogólna dezorientacja: co się dzieje. I niektórzy zaczęli mówić, że nastąpi jakaś kara Boża. Inni wyśmiewali to: kara Boska to średniowiecze i głupota. A jednak nie przyszło błogosławieństwo. Przyszło natomiast jakieś straszne wydarzenie.

Jeszcze nie podnieśliśmy się całkiem z tragedii, a znów zanosi się na coś podobnego. Oto ludzie kierujący się sumieniem zgłosili do Sejmu projekt „Zatrzymaj aborcję” w zakresie dzieci podejrzanych o choroby genetyczne, zwłaszcza że dziś dokonuje się niemal 90 proc. aborcji eugenicznych z tytułu podejrzenia o chorobę, a często faktycznie zabija się dzieci zdrowe. Projekt ten długo był przetrzymywany z nieznanych powodów.

W międzyczasie wyszło oświadczenie ze strony rządzących, że to cierpienia zwierząt futerkowych „są jednymi z najgorszych cierpień, jakie w ogóle mają miejsce”. Domyślnie: dzieci zabijane z powodu zespołu Downa mniej cierpią lub w ogóle nie cierpią. Ale projekt „Zatrzymaj aborcję” przesłano do drugiego czytania. Natomiast nie przeszedł do drugiego czytania lewacki projekt obywatelski: „Ratujmy kobiety 2017” z żądaniem znacznego poszerzenia aborcji. Co zaskakujące, cały ścisły trzon koalicji, niewątpliwie znów z czyjejś sugestii, głosował za przyjęciem tego projektu do dyskusji. Tu znowu jakaś hybryda. Czy wolno popierać człowiekowi sumienia projekt zabijania dzieci, choćby tylko poddawać go pod dyskusję? Jakaś gra kartami politycznymi o śmierć? Co gorsza, niektórzy ludzie z koalicji zaczęli sobie podrwiwać z tych szlachetnych posłów z dwu partii opozycyjnych, którzy albo głosowali przeciwko swemu projektowi, albo wstrzymali się od głosu, albo wreszcie w ogóle nie głosowali. Czy wolno kpić sobie z takiej niesubordynacji partyjnej, która opowiada się za życiem? Oczywiście, projekt „Ratujmy kobiety” nie przeszedł do drugiego czytania mimo dużego poparcia ze strony koalicji.

Czyżby u obrońców życia panował lęk przed zwolennikami zabijania? Nie wierzą w pomoc Boga? Niech pamiętają o proroctwie Bożym do króla judzkiego Achaza (736-721 przed n.Chr.), który mocno się przestraszył dwu zagrażających mu społeczności: „Pan powiedział do Izajasza: Idź i powiesz Achazowi: ’Nie trwóż się! Niech się nie lęka twoje serce z powodu tych dwóch niedopałków dymiących głowni, z powodu płomienia ich gniewu’” (Iz 7,4). I proroctwo dodaje: „Jeśli nie będziecie wierzyli, nie zdołacie się ostać” (Iz 7,9). Zasadnicza moralność polityczna jest zawsze silnym gwarantem wielkiej przyszłości.

Źródła faszyzmu według niektórych liberałów
W dzisiejszych ideologiach polityczno-społecznych ożywają mocne ataki na faszyzm czy na różnego rodzaju faszyzmy. Ale zachodzi hybrydowe zjawisko w tym, że na czoło wysuwa się właściwie tylko jedno przeciwstawienie, mianowicie: liberalizm – faszyzm, choć faszyzm jest ujmowany dosyć różnorako i szeroko: faszyzmem jest więc nie tylko to, co jest przeciwne liberalizmowi, ale także i to, co jest przeciwne marksizmowi współczesnemu, ruchom lewackim, demokracji, a nawet i ateizmowi. W rezultacie faszyzm w każdej postaci ma być największym dziś złem polityczno-społecznym. I hybrydowo wielu teoretyków niespodziewanie wiąże to „zło” z religią, głównie z katolicyzmem. Widać to doskonale na podstawie podawanych coraz częściej „źródeł” faszyzmów.

Bardzo wielu obłędnych teoretyków uważa, że samym zaczynem idei i życia faszystowskiego jest instytucja małżeństwa dwupłciowego, religijnego, sakramentalnego, błogosławionego przez Kościół, nierozerwalnego. Takie małżeństwo ma odbierać wolność obydwu stronom.

Następnym i silniejszym źródłem faszyzmu ma być rodzina: religijna, autorytarna, patriarchalna, wielopokoleniowa, bez in vitro, zdyscyplinowana, hierarchiczna, jako instytucja prawna, związana Dekalogiem, gdzie żona „musi” rodzić, bez swobody zabijania poczętych, gdzie są narzucane role i obowiązki, autorytety i władze, jeden światopogląd i jedno wyznanie, patriotyzm, gdzie jest karanie dzieci i w ogóle „przemoc”.

Faszyzm przejawia się dalej w odrzucaniu rozwodów, tzw. wolnej miłości, cudzołóstwa, homoseksualizmu, wyboru płci, legalnej aborcji, stosowania in vitro z doborem cech, surogatki dla rodzenia dzieci, transwestycji płciowej, handlu dziećmi.

Faszyzm wzmaga się szczególnie w rozwijaniu patriotyzmu, a więc w wynoszeniu swoich ojczyzn, w celebrowaniu swoich tradycji, w przywiązaniu do swojej historii, bohaterów, własnego języka, w gloryfikacji swojej kultury, swoich obyczajów, w zwalczaniu kosmopolityzmu, europeizmu.

Wielkim źródłem faszyzmu jest zadurzenie się we własnym narodzie. Naród uważa się za wytwór ciała i krwi, patriarchatu, plemienności, rasizmu, zbiorowego egoizmu. Bliźnim w pełnym znaczeniu jest wtedy tylko współczłonek tego samego narodu, a nie każdy człowiek. Wszelkie złe przymioty i winy narodu uważa się za słuszne i wartościowe. Tymczasem należy odrzucić dawne tradycje narodowe, kulturę duchową, religię, obyczaje. Powinno się oddać do muzeum sztandary narodowe, godła, hymny, pieśni, stroje. Naród winien być poddawany nieustannej krytyce, żeby nie tworzyć nacjonalizmu, pychy narodowej i tworu zniewalającego jednostkę do głębi.

Największym dziś źródłem faszyzmu europejskiego – mówią liberałowie – jest państwo o profilu średniowiecznym, a więc przyjmujące Dekalog, dobre prawa, silną władzę, kultywujące swoich historycznych bohaterów, panujących, wodzów, twórców kultury.

Co więcej, wmawia się, że faszyzm bazuje na przyjmowaniu prawdy wiecznej, absolutnej, bezwzględnego dobra, dogmatów, Opatrzności Bożej nad światem i historią, sprawiedliwości historycznej. Tymczasem istnieje wiele prawd, wszystkie prawdy są względne, zależne od założeń, od punktu widzenia i od czasu czy sposobu ich stosowania. Nic bowiem tak nie zniewala człowieka jak prawda absolutna, wieczna, niezmienna, pełna. Podobnie nie ma i absolutnego dobra, wartości.

A zatem do określonego faszyzmu w Polsce przyczynia się Kościół katolicki, który przyjmuje, że tylko on jest prawdziwy, że istnieje tylko jeden Bóg, jedna prawda najwyższa Boska, jeden świat, jedno życie, jeden Dekalog, jedno nierozerwalne małżeństwo, jedna Polska, jedna Ojczyzna, jeden system wartości.

Tak to właśnie zwalczanie katolicyzmu i Kościoła katolickiego, ostatnio zwłaszcza polskiego, osiąga apogeum i dosięga już niemal każdej wyższej myśli Kościoła i każdego odcinka jego życia. To, że Kościół katolicki w Polsce nie został zepchnięty ze sceny publicznej, a wręcz ożywia się i promieniuje na inne państwa UE, doprowadza wielu ideologów Unii do wściekłości. Liczą, że po śmierci św. Jana Pawła II łatwiej będzie ten Kościół opluć i uciszyć, choćby i przez brednie umysłowe.

Zhańbić Polskę oskarżeniem o holokaust
Sejm polski nowelizacją ustawy o IPN postanowił 26 stycznia 2018 r. zakończyć wreszcie powtarzające się od lat i po całym niemal świecie szkalowanie Narodu Polskiego sformułowaniami: „polskie obozy śmierci” czy „polskie obozy zagłady”, co imputuje myśl, że to Polacy i polski Naród, nie Niemcy, dokonali holokaustu na Żydach w czasie wojny. A my przez długie lata myśleliśmy, że to tylko brak wiedzy czy zwroty geograficzne w mediach czy wystąpieniach przeróżnych ludzi. Ale z czasem rząd patriotyczny zaczął się niepokoić, że pod tym zwrotem kryje się coś więcej. I zaczął protestować. Ale skutki były słabe. Nawet niektórzy Polacy pochodzenia żydowskiego popełniali nadal takie rzekome lapsusy. Ale faktycznie było to umyślne.

Mimo to długo myśleliśmy, że może chodzi o zwykłe „zmiękczenie naszych kół rządowych”, by wreszcie spełnił żądania – z naszej strony niesłuszne – żebyśmy spłacili mienie pożydowskie w Polsce, utracone w kraju po roku 1939. Według różnych wyliczeń, miałoby to wynosić ok. 65 miliardów dolarów, przy czym niektórzy żądali jeszcze odsetek od roku 1939 i to z obszarów kraju na wschodzie sprzed wojny. Ponadto niekiedy odzywały się żądania, by Polacy zapłacili organizacjom żydowskim w USA i za mienie zniszczone oraz zagrabione przez Niemców i przez Sowietów. Tak to się toczyło. Tylko pojawiały się od czasu do czasu opracowania rzekomo naukowe, że kiedy się jakaś wieś w czasie wojny broniła przed NKWD, to była oskarżana o mordowanie Żydów.

Poza tym w ostatnich czasach niemal każdy kandydat na prezydenta w USA obiecywał, że zniesie wizy dla Polaków, ale dziwnie milkł, gdy zgłaszał taki wniosek do Kongresu. Dziwnym trafem Kongres zwykle podejmował uchwałę, żeby Polska wprzód wypłaciła owe dolary instytucjom żydowskim.

I w roku ubiegłym Senat USA przyjął ustawę 447. W tym czasie Polska związała się mocno z USA, a krytycy Polski w dużej części zmienili swoje zdanie i zaczęli wynosić gospodarkę polską pod niebiosa. Wiadomo, o co chodzi. Ale prawnicy zwrócili uwagę, że Żydzi, którzy utracili swoje mienie w Polsce, byli obywatelami polskimi, nie amerykańskimi, że z ich rodzin prawie już nikt nie żyje, a instytucje nie mają prawa dziedziczenia własności prywatnych. A więc powstał popłoch, że wszystko się posypie. Co zatem? Przy nadarzającej się okazji trzeba uderzyć, że Naród Polski, mimo że pod okupacją, jakoby współpracował z Niemcami w obozach śmierci. A jeśli holokaust, to nie ma już żadnych przedawnień, usprawiedliwień, uników. Ale gdy mimo wszystko teza o pełnym udziale Narodu Polskiego w mordowaniu narodu żydowskiego może się jeszcze nie wszystkim wydać prawdziwa, trzeba jeszcze trochę popracować. Działania te po nowelizacji ustawy o IPN mogą się okazać bezsensowne. Trzeba zatem rząd polski przestraszyć, także przy pomocy Niemców, którym się Polska wyrywa z rąk, i przynajmniej ową nowelizację przynajmniej o kilka lat opóźnić albo i zmienić rząd.

Mimo różnych obaw i przeczuć, a także aluzji, takiego ciosu Polska się nie spodziewała, sama mordowana przez tych samych wrogów. Czyżby to jeszcze jedno doświadczenie krzyżowe Polski za to, że jest chrześcijańska? Czynniki izraelskie, które kładą miecz duchowy między nami a nimi, muszą się okazać ludźmi. Inaczej nie da się żyć.

Ks. prof.Czesław S.Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/194143, ... yczne.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 29 mar 2019, 21:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Homoseksualizm w świetle Pisma Świętego

Podczas gdy coraz silniejsze naciski lobby homoseksualnego nie omijają części ludzi Kościoła, siejąc zamieszanie i zamęt wśród wiernych, pilny staje się rzetelny powrót do orędzia Pisma Świętego. W jego świetle, a nie przez pryzmat środków masowego przekazu, chrześcijanin powinien kształtować własny pogląd na zjawisko określane jako sodomia. Mieszkańcy biblijnej Sodomy i Gomory, o których czytamy w Księdze Rodzaju (19,1-29), zostali surowo ukarani za zboczenia, których się bezwstydnie dopuszczali.

Godność ludzkiej cielesności i płciowości
Podstawę dla każdej refleksji na ten temat stanowi biblijna narracja o stworzeniu świata i człowieka, którą kończą słowa: „Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży stworzył go – mężczyzną i kobietą stworzył ich” (Rdz 1,27). Hebrajskie słowo „sēlēm”, przełożone jako „obraz”, znaczy dosłownie „posąg”, „figurka”, „wizerunek”, „podobizna” i nasuwa wyraźne skojarzenia z fizycznością. Bóg jest Duchem, niewidzialnym i pozbawionym wszelkiej cielesności. Dla odmiany człowiek jest zarówno istotą duchową, jak i cielesną, a więc także ludzka cielesność, a nie tylko sfera duchowa, odwzorowuje coś z Boga. Co więcej, jej godność jest tak wielka, że Bóg w Jezusie stał się człowiekiem. Tajemnica stworzenia zapowiada więc tajemnicę Wcielenia i już w samych początkach ludzkości pojawia się intuicja Zwiastowania.

Zróżnicowanie płci wynika ze stwórczego zamysłu Boga. Człowiek istnieje jako mężczyzna i jako kobieta. Jednak w ostatnim członie tekstu hebrajskiego nie ma rzeczownika „iš“, czyli ”mężczyzna„, ani ”išša„, czyli ”kobieta„. Są natomiast rzeczowniki ”zākār„ i ”neqēvā„, które dobitnie uwypuklają fizyczność i płciowość, bo oznaczają to, co specyficznie męskie, i to, co specyficznie żeńskie. Mężczyznę i kobietę łączy miłość, która wyraża się w sferze ducha i ciała, odzwierciedlając coś z Boga, który jest Miłością, oraz bogactwa Jego wewnętrznego życia jako Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

Biblijną narrację o stworzeniu zamyka pochwała małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety: ”Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem„ (Rdz 2,24). Cielesność i płciowość stanowią spoiwo związku mężczyzny i kobiety, umożliwiając współuczestnictwo w darze płodności i przekazywania życia. Są wpisane w porządek natury, z czego wniosek, że homoseksualizm stanowi wynaturzenie i uderza w porządek zamierzony i ustanowiony przez Boga.

W świetle Starego Testamentu
Wzgląd na to, że homoseksualizm burzy porządek stworzenia, sprawił, iż występki w tej dziedzinie są w Starym Testamencie potępiane bardzo surowo. W prawodawstwie zawartym w Księdze Kapłańskiej, które chroni rodzinę i małżeństwo, czytamy dwukrotnie: ”Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!„ (Kpł 18,22). I nieco dalej: ”Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew [spadnie] na nich„ (Kpł 20,13). Pierwszy zakaz pojawia się w kontekście dwóch innych: zakazu składania ofiar z dzieci dla pogańskiego Molocha oraz współżycia płciowego ze zwierzętami. Takie usytuowanie uwypukla ciężar tych występków i zaciąganej wskutek nich winy. Ostatnie słowa drugiego zakazu świadczą, że ci, którzy dopuszczają się czynów homoseksualnych, ponoszą za nie pełną odpowiedzialność.

Współżycie homoseksualne zostało określone jako ”tōēvā„, czyli ”obrzydliwość„, ”ohyda„, a więc coś, co jako perwersja wzbudza odrazę i jest gorszące. Tak samo określano ohydne zwyczaje Kananejczyków, które u Izraelitów budziły wstręt. Perwersyjne zachowanie, gdy wyjdzie na jaw, jest zagrożone karą śmierci. Nie wiemy, czy w każdym przypadku była rzeczywiście wykonywana, ale nie ulega wątpliwości, iż tak surowa sankcja ostrzega przed popełnianiem zła, które powinno być całkowicie wyplenione ze wspólnoty wyznawców Boga. Na tym tle trzeba też umiejscowić zakaz, który miał zapobiegać nadużyciom, wyznaczając linię separacji płci: ”Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety, gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana, Boga swego„ (Pwt 22,5). Rozmaite ”parady równości„ ilustrują, jak wygląda i do czego prowadzi zamazywanie różnic w ubiorze między mężczyznami i kobietami oraz przekraczanie linii, która odróżnia obie płci w sposobie ubierania się i bycia.

We współczesnych próbach usprawiedliwiania homoseksualizmu pojawiają się głosy, że surowe podejście, z jakim mamy do czynienia w Starym Testamencie, należy rozpatrywać w kontekście starożytnej obyczajowości i prawodawstwa. Ale ten argument jest całkowicie chybiony, bo aczkolwiek jest prawdą, że wiele starotestamentowych rozporządzeń i przepisów ma paralele w kulturach i prawodawstwie starożytnego Bliskiego Wschodu, jednak w ogóle nie dotyczy to homoseksualizmu. W sąsiednich kulturach biblijnego Izraela był mniej czy bardziej otwarcie aprobowany i w pogańskich kodeksach prawnych nie znajdujemy jego potępienia. Prawodawstwo biblijne jest pod tym względem absolutnym wyjątkiem i nie podziela spojrzenia właściwego poganom, ponieważ jest zakorzenione w wierze w Boga oraz wyznaniu wiary, iż Stwórca świata i człowieka ustanowił porządek, który należy uznać i uszanować. Rażące nadużycia, a takimi są związki homoseksualne, burząc ów porządek, wprowadzają niszczycielski chaos.

W świetle Nowego Testamentu
Nie inaczej sprawę sodomii i związanych z nią wynaturzeń postrzega Nowy Testament. Apostoł Paweł traktuje ją jako godne potępienia postępowanie pogan, którzy nie znają Boga ani godności człowieka jako Jego obrazu. Mocne i wyraźne świadectwo tego nauczania znajdujemy w Liście do Rzymian, gdzie jest mowa o skutkach moralnego zepsucia pogan: ”Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwego poznania Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi„ (Rz 1,26-28). Propagowanie zachowań homoseksualnych w obrębie chrześcijańskiej wiary i moralności grozi zainfekowaniem Kościoła wynaturzeniami pogańskimi.

W Pierwszym Liście do Koryntian św. Paweł ukazuje sankcje za naganne życie w nowej perspektywie. Nie poprzestaje, jak czynił to Stary Testament, na płaszczyźnie doczesnej, lecz – na gruncie wiary w zmartwychwstanie Jezusa i nasze – uwypukla motywację eschatologiczną: ”Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego„ (1 Kor 6,9-10). Czyny homoseksualne zostały wyliczone razem z innymi poważnymi występkami, które uderzają w życie i zdrowie moralne wspólnoty. Pierwszy List do Tymoteusza postrzega rolę starotestamentowego Prawa jako ostrzeżenia przed tym, co złe, a wyliczając rozmaite ciężkie występki, zalicza do nich ”mężczyzn współżyjących ze sobą„ (1 Tym 1,10).

Katechizm Kościoła Katolickiego, idąc po linii nauczania zawartego w Nowym Testamencie, zobowiązuje do szacunku, współczucia i delikatności wobec osób, które przejawiają ”sprze-czne z prawem naturalnym„ i ”głęboko osadzone skłonności homoseksualne„. Następnie dodaje: ”Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swojej kondycji„ (nr 2358). Nie będąc wykluczone ze wspólnoty chrześcijańskiej, mają określone zobowiązania: ”Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej„ (nr 2359).

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

https://naszdziennik.pl/mysl/207199,hom ... etego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 10 maja 2019, 14:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Gówno zawsze będzie gównem i nie można go traktować jak jedzenie.
A jeżeli ktoś to próbuje robić, to trzeba zapytać o jego zdrowie psychiczno - umysłowe.


Tęczowe manipulacje

Po bardzo bolesnej dla osób wierzących profanacji wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej środowiska lewicujące, część mediów i polityków przystąpiła do próby relatywizowania tego, co się stało. Powtarzane są słowa: „tęcza nie obraża”. Przywołuje się biblijny znak tęczy, a także – jak to uczynił np. w Poznaniu Donald Tusk w czasie swego kolejnego w ostatnim czasie wykładu – obrazy religijne, na których umieszczona jest tęcza. Przewrotność tego typu zabiegów jest oburzająca i pokazuje jednocześnie, jakim przebiegłym działaniem lobby homoseksualnego w świecie było przejęcie znaku tęczy dla swej propagandy.

Sytuacja, w którą niechlubnie włączają się także osoby określające się jako katolicy, wymaga kilku uwag.

Po pierwsze, już samo odwoływanie się środowisk wspierających ruch lesbijek, gejów, biseksualistów i transseksualistów (LGBT) do Biblii w kontekście tęczy jest jakimś ponurym żartem. Bo to przecież właśnie w Starym Testamencie występki homoseksualne są bardzo surowo potępiane, jako te, które burzą porządek Bożego stworzenia. W Księdze Kapłańskiej czytamy: „Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!” (Kpł 18,22). Mieszkańcy biblijnej Sodomy i Gomory zostali surowo ukarani za zboczenia, których się bezwstydnie dopuszczali.

Dlatego tęcza, którą posługują się propagandziści LGBT, nie ma nic wspólnego z Biblią. Co ważne, nie jest to zdanie tylko katolików. Wczoraj na Twitterze napisało o tym też Forum Żydów Polskich: „Argument, że sześciokolorowa tęcza symbolizująca ruch LGBT jest w jakiś sposób zgodna z symbolem biblijnego Przymierza (siedmiokolorową tęczą), jest kłamliwy lub – co najmniej – błędny. Te dwie tęcze, te dwa symbole pozostają w kulturowym konflikcie”.

Po drugie, zamiana aureoli Matki Bożej Jasnogórskiej ze złotej na tęczową jest wielką profanacją. Ci, którzy wykrzykują, że „tęcza nie obraża”, nie chcą pamiętać, dlaczego ona się znalazła na przerobionym obrazie Królowej Polski. Był to protest przeciwko jednoznacznemu wystrojowi Grobu Pańskiego w jednym z kościołów w Płocku. Zostały tam ustawione pudła z napisami symbolizującymi ludzkie grzechy, a wśród nich grzechy LGBT, gender i homozboczenia. Tutaj jest właśnie istota obecnego sporu: akty homoseksualne są grzeszne, a określonym środowiskom zależy, aby Kościół przestał o tym przypominać. Nie ma wątpliwości, że wpisanie poprzez symbol tęczy zachowań grzesznych, które Pismo św. potępia i nazywa obrzydliwością, w oznaczającą świętość aureolę Maryi i Jej Syna jest zbezczeszczeniem tego wizerunku.

Po trzecie, przymierze Boga z ludźmi, którego znakiem jest biblijna tęcza, to konkret. Bóg zobowiązuje się otaczać opieką swój lud, a w odpowiedzi oczekuje posłuszeństwa ze strony ludzi. Ktoś, kto dziś przywołuje biblijny symbol tęczy w kontekście ruchu LGBT, dokonuje kolejnej profanacji. Bo promowanie postaw homoseksualnych i ideologii gender jest uderzeniem w porządek natury zamierzony i ustanowiony przez Boga oraz wypowiedzeniem posłuszeństwa Jego prawu.

Sławomir Jagodziński

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... lacje.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Lewackie przeinaczanie rzeczywistości.
PostNapisane: 19 maja 2019, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Anatomia manipulacji

Ostatnie miesiące, tygodnie i wręcz dni przynoszą eskalację wydarzeń, które – choć zróżnicowane – wpisują się w jeden kierunek programowy – podważanie autorytetu Kościoła katolickiego w Polsce. By zrozumieć istotę tego procesu, trzeba sięgnąć do tak zwanej rewolucji kulturowej z roku 1968. W Polsce z racji wydarzeń o charakterze ściśle politycznym pozostała ona zjawiskiem wówczas zewnętrznym w stosunku do rozgrywanych wydarzeń, jednak procesy wówczas realizowane w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych miały istotny wpływ na kształt cywilizacji zachodniej, której Polska była i jest uczestnikiem. Wydarzenia roku 1968 można syntetycznie ująć przez pryzmat dwóch integralnie ze sobą powiązanych haseł: „Zabrania się zabraniać” oraz „Nie ma nauczyciela ani boga, ty sam jesteś bogiem”.

Pierwsze z tych haseł odrzucało de facto zbudowany na fundamencie Dekalogu ład moralny świata zachodniego. Postulat drugiego hasła dotyczył dewastacji autorytetów – zwłaszcza Boga objawionego w Panu Jezusie i rodziny, Kościoła i państwa. Obydwa hasła stanowiły popularny i populistyczny zarazem przekład założeń i działań znanej Szkoły Frankfurckiej, która podjęła się dzieła rewolucyjnego wprowadzenia norm lewicowych w życie cywilizacji Zachodu. Wszystko w imię tego, co tak trafnie skomentował Willy Münzenberg: „Uczynimy Zachód tak zepsutym, że aż będzie śmierdział”. Elementem tych procesów, określanych mianem „marszu przez instytucje”, stała się wspomniana walka z autorytetami, w tym z autorytetem Kościoła. Presja neolewicy, wraz z symptomami kryzysu, który objawił się wraz z nieautoryzowaną recepcją założeń i wskazań Soboru Watykańskiego II w wielu wspólnotach Kościołów lokalnych, zaważyła na kryzysie wspólnot katolickich na Zachodzie.

Polska w tym czasie zmagała się z o wiele bardziej prymitywną, choć o wiele bardziej agresywną formą indoktrynacji i ideologizacji komunistycznej. Dzięki ludziom Kościoła, na czele z Prymasem ks. kard. Stefanem Wyszyńskim i ówczesnym kardynałem Karolem Wojtyłą, naród polski potrafił skutecznie stawić opór ideologizacji i ocalić tym samym swoją tożsamość – kulturowe i religijne DNA. W tym kontekście warto przywołać słowa, które wypowiedziane zostały przez św. Jana Pawła II w czasie jego pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, 40 lat temu, w czerwcu 1979 r. Papież, kończąc pielgrzymkę, która rozpoczęła przemiany w Polsce, nie tylko dzięki papieskim słowom, ale także dzięki zawiązaniu organizacji kościelnych i społecznych, które zabezpieczając papieskie pielgrzymowanie, stały się zaczątkiem społeczeństwa obywatelskiego, powiedział wówczas w Krakowie: „Człowiek bowiem jest istotą rozumną i wolną, jest świadomym i odpowiedzialnym podmiotem. Może i powinien osobistym wysiłkiem myśli docierać do prawdy. Może i powinien wybierać i rozstrzygać. Chrzest przyjęty na początku dziejów Polski jeszcze bardziej uświadomił nam tę właściwą wielkość człowieka: ’Zanurzenie w wodzie’, które jest znakiem wezwania do uczestnictwa w życiu Trójcy Przenajświętszej […] Równocześnie cały ten historyczny proces świadomości i wyborów człowieka – jakże bardzo związany jest z żywą tradycją jego własnego narodu, w której poprzez całe pokolenia odzywają się żywym echem słowa Chrystusa, świadectwo Ewangelii, kultura chrześcijańska, obyczaj zrodzony z wiary, nadziei i miłości. Człowiek wybiera świadomie, z wewnętrzną wolnością – tu tradycja nie stanowi ograniczenia: jest skarbcem, jest duchowym zasobem, jest wielkim wspólnym dobrem, które potwierdza się każdym wyborem, każdym szlachetnym czynem, każdym autentycznie po chrześcijańsku przeżytym życiem. Czy można odepchnąć to wszystko? Czy można powiedzieć ’nie’? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka? Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego ’wolno’? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć ’nie’ temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło”. Papieskie wołanie, które miało w odbiorze Narodu charakter pytania retorycznego, straciło dzisiaj swoją oczywistość. Jest to skutkiem procesów podważania autorytetu Kościoła katolickiego, jego związków z narodem i prób nowej ideologizacji. Przykłady tego procesu można znaleźć w dosłownie aktualnej rzeczywistości wydarzeń publicznych, politycznych i kulturowych w Polsce.

Zamach na tożsamość
3 maja na wiecu politycznym z udziałem Przewodniczącego Rady Europejskiej padły słowa, które usiłowały zdyskredytować Kościół, odbierając mu autorytet, w szczególności kwestionując mandat w zakresie spraw moralnych. Autor wystąpienia stwierdził m.in., że „ten, kto szuka moralności w Kościele, nie znajdzie jej”, ponieważ „polski Kościół zaparł się Chrystusa”. W takich słowach pojawia się brak elementarnego rozróżnienia między istnieniem moralności, która jest zbiorem obyczajów człowieka i grupy ludzi, a która w związku z tym występuje w postaci tzw. etosu w każdej grupie społecznej, a istnieniem etyki, która jest normatywną nauką o moralności i jako taka występuje w sposób najbardziej, modelowo wręcz, określony w Kościele katolickim. O jakości intelektualnej tej wypowiedzi świadczyć może autorski komentarz do tych słów, w których ich autor zaproponował zmianę etyki katolickiej (więc jednak istniejącej!) etyką na przykład egzystencjalistyczną, nie precyzując wszakże, czy chodzi mu o egzystencjalizm chrześcijański Marcela, czy ten w wydaniu Heideggera kolaborującego z Niemcami nazistowskimi, czy ten w wydaniu Sartre’a, będącego żarliwym sympatykiem Rosji sowieckiej. Problemem o wiele bardziej istotnym jest fakt, że takie słowa, które dodatkowo obrażały w sposób jednoznaczny katolików jako grupę ludzi (porównując ich do świń toczących zapasy w błocie), padły w przestrzeni Uniwersytetu i w konwencji wiecu politycznego, bezpodstawnie nazywanego „wykładem”. Reakcja władz Uniwersytetu Warszawskiego poprzez lapidarne oświadczenie Rzecznika UW („Przedstawiciel Liberté formą swojego wystąpienia nadużył zaufania Uniwersytetu jako gospodarza”) wskazały na instytucje władz uniwersyteckich jako jedynych pokrzywdzonych, ignorując zupełnie realnie zniesławionych katolików oraz instytucję Kościoła katolickiego w Polsce.

Kilka dni później na uroczystościach 100-lecia Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu goszczący tam Przewodniczący Rady Europejskiej swoim wystąpieniem autoryzował zasadność wypowiedzi Przedstawiciela Liberté, szkalującej Kościół katolicki w Polsce i katolików, przenosząc ciężar refleksji z tych zniesławień na priorytetową wartość wolności samej wypowiedzi. Stwierdził, że istotą problemu jest pytanie: „Ile wolności jest na polskich uczelniach? Po co nam uniwersytety?”. Można i należy przyjąć w świetle tych słów, że miarą uniwersyteckości, a w konsekwencji europejskości jest dokonywane w imię wolności obrażanie wartości, uczuć religijnych i wreszcie tożsamości ludzi wierzących. O ile pojęcie „obrażania uczuć religijnych” można uznać za naznaczone subiektywizmem, to trudno nie uznać obrażania, dekompozycji, zmiany semantycznej i aksjologicznej uznanej symboliki za sferę nieobiektywną. A taką właśnie zmianę zastosowano w sposób cyniczny w stosunku do wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski. Warto i trzeba podkreślić, że obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z punktu widzenia artystycznego jest ikoną. Pisanie ikon jest konstytutywnie związane z określonym kodem symbolicznym. Jego naruszenie nie podlega dowolności artystycznej. Zmiana semantyczna ma w tym wypadku bezwzględnie charakter zmiany wartości. Umieszczenie w miejscu aureoli otoczki złożonej z barw tęczy ruchu LGBT można porównać do umieszczenia swastyki na banderze cywilnej lub wojennej RP w miejsce orła. Jest to akt bezwzględnie naruszający wymowę i znaczenie symbolu oraz jego kod wartości. Przypominając, że chodzi w tym wypadku o obraz – ikonę Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski, trzeba podkreślić, że w dobie braku bytu państwowego w dobie zaborów, w dobie braku własnego polskiego rządu, wojska, instytucji – jednym z konstytutywnych elementów trwania tożsamości narodu było istnienie Królowej Polski w Jej jasnogórskim wizerunku. Dlatego też dewastacja wizerunku jasnogórskiego jest w sensie ścisłym i bezwarunkowym czynem wymierzonym najpierw w świętość samej Osoby Matki Bożej, a następnie w naszą katolicką tożsamość narodową, która w Niepokalanej Dziewicy Maryi jako Królowej Polski ma swój, obok Boskiego, najważniejszy fundament. Tym większy niepokój rodzi wypowiedź Przewodniczącego Rady Europejskiej, który zbanalizował to wydarzenie, wykazując przy tym cyniczną ignorancję, zrównującą symbole chrześcijańskie z symbolami antychrześcijańskimi. Można to przemówienie potraktować jako usprawiedliwienie agresji dokonującej dewastacji znaków religii katolickiej, a jednocześnie jako promocję wartości antykatolickich w przestrzeni publicznej. Zrównanie znaku tęczy przymierza z Bogiem ze znakiem tęczy zrywającej to przymierze wskazuje przy okazji na jeszcze jeden aspekt. Jest nim proces zawłaszczania pojęć i symboli chrześcijańskich przez środowiska antychrześcijańskie i zakłamania ich treści. Sprawia to, że takie znaki jak tęcza czy pojęcia takie jak prawa człowieka zyskują swoje radykalnie odmienne w stosunku do pierwotnych i antychrześcijańskie oraz antyludzkie znaczenie.

Pułapka kolektywnej winy
11 maja br. został wyemitowany film poświęcony problemowi tzw. pedofilii w Kościele. Autorzy rzekomego dokumentu (nagrania są częściowo wynikiem przestępstwa oraz nie ukazują niektórych kapłanów – sprawców czynów pedofilskich jako agentów socrealistycznego PRL-u, co zasadniczo kwestionuje nie tylko wiarygodność tychże kapłanów, lecz również autorów tego filmu-manipulacji) odsłaniają w nim kilka przypadków skandalicznych i budzących grozę czynów pedofilskich ze strony duchownych, wskazując, że są one ilustracją o wiele szerszego zjawiska w Kościele katolickim. Nie podejmując w tym miejscu realnej oceny skali zjawiska, należy bezwarunkowo uznać krzywdę i ból osób realnie pokrzywdzonych. Towarzyszyć temu musi świadomość sprawiedliwej rekompensaty doznanych krzywd, ale wyłącznie przez te osoby, które nadużyły ich nietykalnej godności. Ani Pan Jezus w Jego Ewangelii św., ani Kościół rzymskokatolicki nigdy nie głosił czynu kolektywistycznego i tym samym etyki kolektywistycznej.

Czyn jest zawsze czynem konkretnej osoby i jeśli jest moralnie złym, to jego konkretny sprawca jest prawnie i moralnie zobowiązany do sprawiedliwego zadośćuczynienia wyrządzonego drugiemu zła, a nie cały Kościół, jak chytrze insynuują sami autorzy tego filmu-instrumentu do walki z Bogiem chrześcijańskim i Jego Kościołem. W filmie pojawia się w końcówce pierwszej sekwencji wymowna scena dialogu między ofiarą a sprawcą zła. Ofiara stwierdza, że nie oczekuje niczego innego, jak tylko tego, by sprawca pamiętał o zniszczeniu jej życia, a sprawca przyznaje, że pamięta przed Bogiem o swoich czynach i pamięta też o sądzie Bożym, którego zasadnie może się lękać. Niewątpliwie odsłonięte w filmie zjawiska wymagają poważnej refleksji i podjęcia działań zmierzających do konsekwentnego i bezwarunkowego realizowania norm zarówno prawno-cywilnych, jak i prawno-kościelnych obowiązujących w tym zakresie. Nie podważając w niczym podstawowego poczucia solidarności z ofiarami hańbiących czynów, należy jednak postawić pytanie o cel tej produkcji. Czy jest nim walka z pedofilią (w ogóle)? Czy jest nim walka z pedofilią w Kościele (a jeśli tak, to czy z pedofilią tylko w Kościele)? Czy jest nim walka z samym Kościołem? Pytania nie są bezpodstawne. W chwili obecnej jedynie Kościół katolicki w swoim nauczaniu jednoznacznie i bezwarunkowo sprzeciwia się pedofilii jako przykładowi instrumentalizacji dziecka dla zaspokojenia popędu seksualnego osoby dokonującej aktu pedofilskiego. Kościół katolicki z tej właśnie racji sprzeciwia się radykalnie i bezwarunkowo ideologii gender, której integralnym składnikiem jest tzw. wychowanie seksualne, dopuszczające permanentne działania pedofilskie seksedukatorów w stosunku do dzieci. Jeśli czyny pedofilskie dokonywane przez niektórych katolików, a zwłaszcza osoby duchowne, są traktowane jako odrażające, to właśnie dlatego, że w sposób perwersyjny sprzeciwiają się normom stawianym właśnie przez Kościół katolicki, a nie lansowanym na przykład przez Światową Organizację Zdrowia.

Autorzy filmu, cytując wypowiedzi ofiar pedofilów, umieszczają te wyznania na tle symboliki par excellence sakralnej – na tle ołtarza, krucyfiksu, przedmiotów do sprawowania Eucharystii, na tle muzyki chorału gregoriańskiego. W ten sposób mogą wywołać wrażenie, że jednym z elementów życia Kościoła, obok jego liturgii i szafarstwa sakramentów, są działania patologiczne i perwersyjne. Charakterystyczny dla współczesnego świata zanik między tym, co jest normą, a co patologią, staje się w tym wypadku narzędziem walki z Kościołem. Film w ten sposób traci walor obiektywizmu. Zostaje to podkreślone dodatkowo przez insynuowanie św. Janowi Pawłowi II zaniechań, a wręcz tuszowań działań pedofilskich w Kościele doby Jego pontyfikatu. Niesmak może też budzić emisja filmu w przeddzień niedzieli Dobrego Pasterza, która jest w Kościele katolickim dniem modlitw o powołania kapłańskie i zakonne. W warstwie rzekomo dokumentacyjnej autorzy filmu dokonują przemilczeń związanych na przykład z faktem rejestracji sprawców czynów pedofilskich na listach Urzędu Bezpieczeństwa, co wiązało się lub mogło wiązać z warstwą szantażu, manipulacji. Obok udokumentowanych przykładów podane są także i takie, które nie zostały zweryfikowane/sfalsyfikowane lub prawdopodobnie nie będą. Wskazane skrótowo problemy odsłaniają zagadnienie problematycznego obiektywizmu zarówno diagnozy, jak i analizy i wreszcie prognozy omawianej patologii. Brak obiektywizmu staje się w tym przypadku wyrazem manipulacji wpisującej się w ciąg wydarzeń, które można bez wątpienia określić jako walkę z Panem Bogiem i Kościołem, wykorzystując „garść” osobistych grzechów niektórych duchownych katolickich.

Na usługach kłamstwa
W świetle powyższych zdarzeń, fragmentarycznych i zarazem odnoszących się do dosłownie ostatnich dwóch tygodni, można zauważyć rosnącą eskalację ataków na Kościół z wykorzystaniem przestrzeni akademickiej, politycznej i medialnej. Ta potrójna przestrzeń wymaga zauważenia. Rolą i misją uniwersytetów – jak przypominał św. Jan Paweł II – winna być służba prawdzie, a nie wolność ewokacji ideologicznych tez, godzących w dobre imię ludzi – obywateli tej samej wspólnoty narodowej. Rolą i misją uniwersytetów powinna być służba społeczeństwu i dobru narodu, a nie upolityczniona służalczość wobec konkretnego polityka i jego poglądów, tym bardziej że wedle nieodwołanej przez niego opinii wyrażonej przed laty „polskość to nienormalność”. Rolą i misją polityki jest służba dobru wspólnemu, a nie bezpardonowa walka o władzę, z wykorzystaniem środków manipulacyjnych. Rolą i misją polityki jest zapewnienie w państwie równych praw osobom wierzącym obok niewierzących, co zakłada niezbywalny szacunek dla ich wartości. Rolą i misją mediów jest rzetelność w przekazywaniu informacji, podporządkowana dobru wspólnemu. Należy zauważyć, zgodnie z tym, co formułował w 1991 r. św. Jan Paweł II w Polsce, w czasie swojej pielgrzymki, że prawda może stać się narzędziem manipulacji. „Może się zdarzyć, że człowiek mówi jakąś prawdę po to, żeby uzasadnić swoje kłamstwo. Wielki zamęt wprowadza człowiek w nasz ludzki świat, jeśli prawdę próbuje oddać na służbę kłamstwa. Wielu ludziom trudniej wtedy rozpoznać, że ten świat jest Boży. Prawda zostaje poniżona także wówczas, gdy nie ma w niej miłości do niej samej i do człowieka”. Upominając się o dobre imię Kościoła, nie stawiamy roszczeń ani nie odżegnujemy się od krytycznego spojrzenia na wady i grzechy niektórych jego ludzkich członków. Pomimo tego prawda o Kościele katolickim jest taka, iż jest on jako „Ciało Mistyczne Chrystusa” absolutnie świętym, chociaż niektórzy ludzie Kościoła poprzez grzech oddalają się od niego. Kościół każdego dnia czyta Ewangelię i w jej świetle dokonuje samooceny i nawrócenia. Korzysta też z pomocy ludzi głoszących prawdę w miłości. Natomiast nie godzi się na formy nacisku, manipulacji i dyskryminacji w stosunku do swoich członków. Wobec aktualnych przejawów ideologicznej walki z Bogiem i Kościołem wypowiadamy stanowcze słowo sprzeciwu i wzywamy do natychmiastowego zaprzestania tych antyboskich, antykościelnych i antypolskich działań, które są haniebne w swojej naturze. Pamiętając o tym, że Chrystus żyje w swoim Kościele jako Święty w swoich Naturach: Boskiej i Człowieczej, raz jeszcze ponawiamy papieskie słowa z 1979 r.: „Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego ’wolno’?”.

Członkowie Instytutu:
Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz
(teologia moralna)
Ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz
(filozofia)
Prof. dr hab. Jan Szyszko
(ekologia)
Warszawa, 15 maja 2019 r.

Tytuł i śródtytuły pochodza od redakcji.

Ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, Ks. prof. dr hab. Tadeusz Guz, Prof. dr hab. Jan Szyszko

https://naszdziennik.pl/mysl/208807,ana ... lacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 15 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /