Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 26 wrz 2009, 15:44 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 wrz 2009, 07:30
Posty: 1217
Lokalizacja: Polska
Mówimy przecież o polskiej inteligencji, co nas obchodzi jakaś profesorska michnikowszczyzna i zaplecze intelektualne sowietów jakie tworzono po 1945, a nawet wcześniej z komunizujących Polaków jak Broniewski choćby?

Niczego nie zawężam, np dr hab Romuald Szeremietiew mimo że syn Rosjanina, to bez wątpienia jest 100% polską inteligencją NAJWYŻSZEGO, górnego formatu.

Można być też inteligentem bez wykształcenia drogą samouka, oczytania, praktyki przez dekady. Tacy ludzie nieraz bez mgr, a nawet matury mają bardzo dużą wiedzę i dobrze służą Polsce. Szokuje mnie iż tak wielu wykształconych ludzi jest TW, to smutne jak łatwo złamać Polaków. Nie takie było pokolenie 1920, 1939-45. Donoszenie Niemcom to była rzadkość, w czym lepsi byli Rosjanie i żydzi administrujący PRL? Im zaszczytnie było donosić? A może należało odmówić, powiesić się, wyjechać z kraju, ogłosić publicznie fakt zwerbowania żeby się spalić jako agent, zrobić cokolwiek z HONOREM?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 26 wrz 2009, 19:32 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 16 lip 2009, 18:26
Posty: 1342
Zgoda, przy dodaniu przymiotnika polska, Pana wpis jest poprawny. Oczywiście, również wyraziłem moje zdanie, co i Pan popiera, , nie "papierek" robi z człowieka inteligenta. Co do zasług Szermietiewa, nie będę się wypowiadał, gdyż nie są mi jego dokonania bliżej znane. Ale ja mam mieszane uczucia, jak czytam wysokie stopnie naukowe, przy działaczach społecznych! Otarłem się trochę o takie towarzystwo, większych cwaniaków i karierowiczów trudno spotkać. A pracusie z nich, że ho, ho. Wystarczy popatrzeć na parlament, wszak to ta grupa tam przewodzi i pokazuje, jak traktują przyjęte, na siebie, obowiązki.

_________________
Uśmiech i życzliwość łagodzi obyczaje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 26 wrz 2009, 20:51 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 06 wrz 2009, 07:30
Posty: 1217
Lokalizacja: Polska
Ludzie są jacy są, to co możemy zrobić, to wyłowić takich którzy choć trochę unoszą się ponad poziom ogólnego szamba i mniej cuchną. Cóż zatem robimy? Próbujemy ograniczyć zło, wybór mniejszego zła bywa konieczny nie mogąc wybrać dobra z braku wyboru - wyborem jest brak dokonywania wyboru-to przecież zła całkiem opcja. Zanim będziemy potrafili wygrywać dobrem, trzeba się unurzać w gnoju PRL, III RP.

Mamy takie elity jakie mamy, z jednej strony Szeremietiew, Moczulski, z drugiej Kaczyński, Olszewski, z trzeciej cała mafia III RP. Kogo wybieramy? Otóż wybieramy niezależne myślenie WŁASNE! I próbujemy tak ułożyć scenę żeby wydobyć trochę dobra z tych być może zbrukanych, pilnować tych którym może za bardzo ufamy (PiS-Kaczyński) i nie dopuszczać swołoczy różowej, farbowanej do władzy, do kreowania rzeczywistością, ale też historią, gdzie ludobójstwo nazywa się zbrodnią "o znamionach ludobójstwa" z odwiecznego strachu przed Sybirem.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 18 gru 2009, 19:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
A jaki dziś mamy ....elity? Cytacik z forum Fronda:

Unicorn »
16.12.2009 21:32
Korzenie "polskich elit"

"Polskie elity" są tworem specyficznym. Działają w myśl zasady odwróconej logiki- im gorzej (dla nas, Polski, kogokolwiek oprócz ich samych), tym lepiej dla...partii (dla nich, najlepszego sojusznika itd.) Sojusznicy się zmieniają a autorytety pompowane są nadal. Kto lepiej nadaje się na nowego alianta niż dawny kapuś? Nie jest to bynajmniej nowość. Pompowanie elit w cudzysłowiu odbywało się zwykle na wielu poziomach, niekoniecznie siłowych. Pierwszym etapem była zmiana nazwisk, ostatecznym- eliminacja wrogów ludu...Oto jak dawny uczestnik ruchu komunistycznego opisuje korzenie "polskich elit':

"(...)komuniści (poza Zagłębiem Dąbrowskim) żerowali zawsze raczej na wielkomiejskim motłochu, lumpenproletariacie, różnych niedoukach z żydowskich drobnomieszczańskich rodzin (dziś główne filary KPP) itp. żywiołach, nie mających pojęcia o pracy fizycznej polskiego robotnika i traktujący właściwy proletariat wręcz wrogo."

Za: J.A.Reguła, Historia Komunistycznej Partii Polski w świetle faktów i dokumentów, Toruń 1994 (reprint z 1934), s. 76.

Darmozjady, zdrajcy, "zawodowi" rewolucjoniści...Oto korzenie "polskich elit":

"Leon Toeplitz w maju 1922 r. został uwięziony za agitację komunistyczną w wojsku i skazany na 6 lat więzienia- odsiadując karę, wyprosił sobie płaczliwym listem amnestię u Prezydenta Wojciechowskiego, wyrzekając się komunizmu." Ibidem, s. 43.

Znana jest "miłość" KPP do Niemiec, znany "stosunek" do sowieckiego mutanta. Jakie jeszcze są "zasługi" ludzi uznających samych siebie za elity?

"Tę niechęć do władz państwowych, z przykrością przyznać trzeba, wszczepić zdołali komuniści znacznemu odłamowi polskiego proletariatu i ciekawe, że "przejaw świadomości klasowej" w postaci nienawiści do administracji występuje silniej tam, gdzie oświata stoi niżej." Ibidem, s. 44.

Dobry i zły policjant:

"Wyrazem tego (tzw. polskiego komunizmu- Unicorn) może być nawet mowa b. posła Sylwestra Wojewódzkiego znana tylko aktywnym działaczom partii, wypowiedziana w kwietniu 1925 roku na jednym z komunistycznych przyjęć towarzyskich, która brzmiała: "Wy jesteście komunistami międzynarodowymi, my- polskimi, jesteśmy sprzymierzeńcami i braćmi, ale idee nasze nie pokrywają się zupełnie. " Ibidem, s. 147.

http://forum.fronda.pl/?akcja=pokaz&id=3082948


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 03 mar 2010, 14:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Czasem chciałbym być [...]

Czasem chciałbym być głupi. Jak większość, martwić się tylko o to, czy mój portfel nie jest pusty. Czasem myślę, że o wiele łatwiej byłoby, gdybym nie siedział do późna w nocy, roztrząsając zawiłości świata. Ile bym dał, aby moim największym dylematem w dniu było, z którymi znajomymi się spotkać.

Ale gdy o tym wszystkim myślę, dostaję od mojego umysłu mentalnego kopniaka w eteryczny tyłek moralności, który przypomina mi, że dostałem od losu wielki dar w postaci inteligencji. Posiadam te brzemię i powinienem być dumny, że myślę w świecie, gdzie ta czynność zanika. Nie mam zamiaru go zmarnować.

Także i Wy o tym pamiętajcie. Jesteśmy w pewien sposób wybrańcami, więc myślmy, do cholery, nawet jeśli czasem jest to trudne niczym samo życie.

http://www.cytaty.info/mysl/czasemchcialbymbycglupi/1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 04 mar 2010, 12:03 
Offline
Czytelnik

Dołączył(a): 18 sie 2009, 15:26
Posty: 83
one mają bardzo małą inteligencję
czasami tylko z ręki jedzą

Obrazek
hand feeding a lemon shark




ale jak sobie za to w życiu radzą...!


Obrazek
scene from Air Jaws: a 15 foot+ great white devours a giant chunk of whale blubber. the smell was hideous


zdjęcia z albumu producenta, filmowca, podrożnika Jeffa Kurr


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 04 mar 2010, 13:48 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 13 lip 2009, 16:38
Posty: 1932
Myślałem,że to Rubik. :lol:

_________________
"Ponieważ żyli prawem wilka,historia o nich głucho milczy..."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 30 sty 2012, 20:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Polska inteligencja jest największym zagrożeniem dla obcych państw zainteresowanych podbojem i zniewoleniem Polski.

UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI Z OKUPACJĄ W TLE

Gdy obce siły chcą ujarzmić naród, to rozpoczynają od niszczenia mózgów, czyli jego mocy intelektualnej. Uniwersytet Jagielloński, najstarsza polska uczelnia została założona przez króla Kazimierza Wielkiego 12 maja 1364 roku. Okupanci hitlerowscy i bolszewiccy chcieli tę uczelnię zniszczyć przez podporządkowanie jej swoim celom wrogim narodowi polskiemu. Zamach na autonomię tej uczelni odnotowujemy również po 1989 roku.
Niemiecką akcję pacyfikacyjną skierowaną przeciwko środowisku polskich uczonych przeprowadzono 6 listopada 1939 roku w Krakowie. Została ona nazwana „Sonderaktion Krakau.” Kryptonim taki nie występuje w jakimkolwiek oficjalnym dokumencie nazistowskim, a podawanym w kartach uwięzienia profesorów „akcja przeciwko profesorom uniwersyteckim”. Łącznie w ramach akcji uwięziono 183 osoby, w tym z Uniwersytetu Jagiellońskiego 142 wykładowców i 3 studentów. / Wikipedia /. Profesorowie zostali wywiezieni do niemieckich nazistowskich obozów zagłady.
Profesorów deportowano do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen pod Berlinem. Katastrofalne warunki obozowe, nader skąpe wyżywienie, brak ciepłej odzieży, a także takie formy znęcania się, jak wielogodzinne apele na stojąco przy temperaturze dochodzącej w styczniu 1940 roku do – 25 stopni C w krótkim czasie doprowadziły do wycieńczenia będących często w podeszłym wieku i nienajlepszym stanie zdrowia więźniów. 13 spośród nich – w tym tacy uczeni, jak Stanisław Estreicher, Ignacy Chrzanowski, Leon Sternbach i Michał Siedlecki – do lutego 1940 roku zmarło.
W obozie koncentracyjnym Sachsenhausen profesorów „powitał” komendant tego obozu Rudolf Hoess: „wszyscy jesteście gównem Pangermańskiej Rzeszy. Obóz dla internowanych jest jedną kupą gówna, gdzie wszyscy macie zdechnąć. Jedyną drogą ku wolności jest dla was komin krematorium”.
W czasie okupacji sowieckiej, czyli PRL, Uniwersytet Jagielloński usiłowano zamienić w instytut propagandowy polskich komunistów / „W dziejach Uniwersytetu Jagiellońskiego” – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec /. Czytamy m.in. iż ”rektor Mieczysław Karaś / 1975 – 77 /pragnął zrealizować swoja wizję socjalistycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego”. Pytanie dla studentów historii UJ: „czym się różniła wizja rektora Mieczysława Karasia od wizji Kazimierza Wielkiego”? Odpowiedź Karola Estreichera: „Kazimierz Wielki fundował uniwersytet murowany, ja zostawię …czerwony ze wstydu”. / „Dziennik wypadków” – Karola Estreichera T.V. ( 1973 – 1977 ) str. 489 – 90.
Wydaje się, iż dzisiejsza opiniotwórczość katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego mająca niebagatelny wpływ na stosowanie prawa w Polsce i kształtowanie opinii publicznej, korporacyjność urzędującej palestry, wyrokowanie niepodległych sądów i Trybunału Konstytucyjnego, niekiedy budzące sprzeciw społeczny, ma swoje korzenie w zhańbieniu i zbezczeszczeniu Wydziału Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego w okresie PRL-u.
Działali tam w tym okresie, Marek Waldenberg, kierujący katedrą Podstaw Marksizmu-Leninizmu, sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR, piszący prace naukowe o wielkości jakiegoś Karla Kautskiego marksistowskiego sekciarza. Do pocztu bezprawników tego okresu dołączył prof. Julian Polan- Harashin b. prokurator w Lublinie, ścigający tam żołnierzy AK i NSZ, skąd musiał uciekać, bo podziemie wydało na niego wyrok śmierci.
Prof. Julian-Polan Harashin, szwagier kardynała Franciszka Macharskiego, jako wiceszef Sądu Wojskowego wydał kilkadziesiąt wyroków śmierci na żołnierzy AK i NSZ. Był najkrwawszym sędzią PRL-u i skorumpowanym łapówkarzem. Jako dziekan studium zaocznego Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego wydał kilkaset „łapówkarskich” dyplomów magistrów praw. Gdy jeden z dyplomowanych partyjnych i ubeckich „magistrów” skompromitował się swoją „prawniczą wiedzą” i sprawa nabrała rozgłosu prof. Julian Polan- Harashin podpalił dokumenty w dziekanacie, otrzymał wyrok, lecz szybko został uwolniony i skrupulatnie donosił nadal, jako agent SB, o wszystkim co usłyszał o krakowskim Kościele od żony i szwagra / kard. Franciszka Macharskiego / przy rodzinnym stole.
Wydział Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego z czasów PRL-u ma swoją niechlubną tradycję. Po wielkim luminarzu nauk prawniczych prof. Władysławie Wolterze kierownictwo katedry objął Kazimierz Buchała wysoko oceniany w archiwach Służby Bezpieczeństwa – Tajny Współpracownik / TW / o pseudonimie „Magister”.
Katedra Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ znajdowała się pod szczególną „opieką” rządzącej PZPR.
Kazimierz Buchała, polski prawnik, pracownik naukowy Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesor nauk prawnych specjalizujący się w prawie karnym materialnym, to sędzia, adwokat, sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Kierownik Katedry Prawa Karnego Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego od 1967 roku, dziekan Wydziału Prawa UJ w latach 1968 – 1972. Od 1970 do 1982 dyrektor Instytutu Prawa Karnego, członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim z ramienia PZPR / Wikipedia /.
Dr Filip Musiał w publikacji „Zaufani towarzysze” podaje istotne szczegóły dotyczące Kazimierza Buchały, a tym samym funkcjonowania w tym czasie Katedry Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ. Filip Musiał ur. 1976, dr, politolog, historyk, pracuje w Instytucie Pamięci Narodowej Oddział w Krakowie, sekretarz redakcji “Zeszytów Historycznych WiN-u”, członek Ośrodka Myśli Politycznej. Autor książek: Skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie 1946-1955; Polityka czy sprawiedliwość? Wojskowy Sąd Rejonowy w Krakowie (1946-1955). Współautor książek: Kościół zraniony. Sprawa księdza Lelity i proces kurii krakowskiej; Komunizm w Polsce; Twarze krakowskiej bezpieki. Obsada stanowisk kierowniczych Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Krakowie. Informator personalny.
„Zaufani towarzysze” / Filip Musiał 19 czerwca 2006 /:
„Od 1943 r., gdy powstawały komórki aparatu bezpieczeństwa przy Gwardii Ludowej, a następnie Wydział Informacji przy wojsku Berlinga, gdy podejmowano decyzję, że trzonem przyszłej bezpieki będą funkcjonariusze wykształceni w szkole NKWD w Kujbyszewie, nie było wątpliwości co do zadań, jakie stoją przed tą formacją. Aparat bezpieczeństwa miał być “zbrojnym ramieniem partii”, “mieczem rewolucji” – zdyscyplinowanym narzędziem służącym najpierw zdobyciu, a następnie utrzymaniu władzy przez komunistyczną mniejszość.
Urząd, a po 1956 roku Służba Bezpieczeństwa pełniły funkcje usługowe względem Polskiej Partii Robotniczej, a później Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). W chwilach politycznych przełomów, gdy społeczeństwo otwarcie buntowało się przeciwko wszechobecnemu terrorowi, reprezentowanemu przez funkcjonariuszy UB- SB, członkowie władz PZPR celowo dystansowali się od serwilistycznego względem siebie aparatu. Po raz pierwszy manewr ten zastosowano w czasie “odwilży” 1956 roku. To wówczas nagłośniono tezę o “wyrośnięciu” aparatu bezpieczeństwa ponad aparat partyjny.
To kłamliwe twierdzenie miało zdjąć z komunistów ciężar odpowiedzialności za represjonowanie społeczeństwa. Jako rzekomy dowód na jego prawdziwość ukazywano efekty wewnątrzpartyjnej czystki, której ofiarą padł między innymi Władysław Gomułka. W oficjalnych komunikatach pomijano fakt, że również w tym przypadku bezpieka ściśle wykonywała zalecenia partyjnej wierchuszki. Również i dziś teza ta jest powtarzana – aby uchronić od odpowiedzialności za komunistyczne zbrodnie osoby kierujące partią w schyłkowym okresie PRL.
Wojciech Jaruzelski – I sekretarz KC PZPR czy Mieczysław Rakowski – premier rządu w końcu lat 80., udając zdumienie faktem, że bezpieka np. inwigilowała Kościół – powtarzają jedynie mechanizm stosowany już wcześniej, np. przez Edwarda Ochaba. Tymczasem to partyjni przywódcy wyznaczali cele działania SB i to oni ponoszą odpowiedzialność za ich kierunek. Na ich biurka spływały raporty i informacje syntetycznie przedstawiające efekty działań wykonywanych przez SB na wyraźne zlecenie politycznego kierownictwa.
Oczywiście kolejni szefowie bezpieki wskazywali I sekretarzom obszary, które ich zdaniem stanowiły największe zagrożenie dla sprawujących władzę w Polsce Ludowej, ale to nie do nich należały ostateczne decyzje. Hierarchiczność państwa totalitarnego sprawiała, że to partia była na szczycie piramidy władzy.
Informacja ponad wszystko
Komunizm trwał dzięki ludziom partii. Zastanawiając się nad zagadnieniem agentury, czyli szpicli ukrytych wśród opozycjonistów, nie dostrzegamy, że PRL tworzyli jawnie działający zdrajcy polskiej sprawy. Werbowania członków PZPR na tajnych współpracowników SB zabraniały przepisy, ale to nie oznacza, że nie byli oni użyteczni dla aparatu represji. Zakładano bowiem, że obowiązkiem każdego członka PZPR jest udzielanie pomocy organom “bezpieczeństwa”.
Nie było zatem potrzeby pozyskiwania kogoś, kto i tak, zapytany, udzielał informacji. Z perspektywy SB formalny charakter współpracy był kwestią wtórną – podstawową sprawą było to, aby materiały niezbędne do pracy operacyjnej znalazły się na biurku prowadzącego rozpracowanie funkcjonariusza.
Obowiązujące przepisy łamano wprost – werbując członków PZPR – lub też je obchodzono, uzyskując od partyjnych donosy, jednak nie werbując ich jako tajnych współpracowników, a utrzymując mniej sformalizowany kontakt operacyjny. Warto raz jeszcze podkreślić, że uzyskanie informacji było ważniejsze od przestrzegania formalnych wymogów. Dlatego np. werbowani nie zawsze pisali zobowiązanie współpracy. Od tego wymogu odstępowano wówczas, gdy sądzono, że może to odstraszyć werbowanego lub zniechęcić go do resortu.
Pokój wynajmę…
Specyficznym rodzajem tajnego współpracownika był właściciel lokalu kontaktowego (LK). Służba Bezpieczeństwa potrzebowała zakonspirowanych pomieszczeń po to, aby organizować w nich spotkania, które z różnych względów nie mogły się odbywać w budynkach resortu lub w miejscach publicznych. Najczęściej w lokalach kontaktowych spotykano się z agenturą. Pomieszczenie takie musiało sprzyjać konspiracji – obecność pojawiających się tam osób nie mogła wzbudzać podejrzeń, np. sąsiadów. Werbunek właściciela LK podlegał tym samym rygorom, jak w przypadku każdego innego tajnego współpracownika – winien być zatem celowy (a więc dokonywany dla osiągnięcia konkretnej korzyści operacyjnej), a osoba werbowana musiała świadomie zgodzić się na współpracę.
Przykładem procedury werbunkowej mogą być działania starszego referenta Sekcji 2 Wydziału II Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie ppor. Jerzego Wołkowicza. W styczniu 1952 roku w raporcie o zatwierdzenie kandydata na werbunek pisał: Kandydat zostanie zawerbowany na podstawie uczuć patriotycznych, gdyż jest aktywnym członkiem PZPR, piastuje funkcję II-go Sekretarza POP przy Izbie Adwokackiej, [jest osobą] o wysokim poziomie politycznym. Warunki materialne kandydata są bardzo dobre, i tym samym w/w odmówiłby przyjęcia jakiegokolwiek wynagrodzenia i czułby się obrażony.
Kilka dni później Wołkowicz meldował: W czasie werbunku kandydat zachowywał się spokojnie, wykazując pełne zrozumienie i przywiązanie polityczne do obecnej rzeczywistości, oświadczając że jest człowiekiem, któremu jest droga linia Partii, która prowadzi masy pracujące do Socjalizmu oraz precyzował: werbunek przebiegał od godz. 11.30 do godz. 12.40.
…obowiązek obywatelski…
Zwerbowanym był krakowski adwokat Maurycy Wiener, członek PPR, a później PZPR. Werbunek przeprowadzono “na uczuciach patriotycznych”, czyli Wiener dobrowolnie zgodził się na współpracę z UB. Lokalowi nadano kryptonim “Janina”. W późniejszych latach został on przejęty przez Wydział IV. Jak uzasadniał w sierpniu 1955 roku funkcjonariusz tego wydziału chor. Kazimierz Prasil, lokal o ile chodzi o względy konspiracyjne to odpowiada takowym, właściciel lokalu chętnie wypożycza go dla celów operacyjnych […] w lokalu tym można odbywać spotkania z większą ilością agentury bez obawy dekonspiracji, gdyż właściciel jest adwokatem i posiada cały szereg klientów.
Rok później precyzowano: spotkania w tym lokalu odbywano ze siecią wywodzącą się ze środowiska inteligencji, gdyż został do tego celu zawerbowany. Zaznaczono zarazem, że właściciel lokalu jest pozytywnie ustosunkowany do organów B[ezpie-czeństwa] P[ublicznego] i swoją współpracę traktuje jako obowiązek obywatelski.
Choć we własnoręcznie spisanym zobowiązaniu do współpracy Wiener stwierdził: Współpraca moja z organami BP będzie polegać na wypożyczaniu mieszkania – nie ograniczyła się ona do użyczania kancelarii. Wiener pod ps. “Janina” (przejętym od kryptonimu, jaki nadano lokalowi) udzielał funkcjonariuszowi SB Janowi Knapczykowi informacji o środowisku adwokackim, Towarzystwie Żydów w Krakowie (w którego władzach zasiadał) oraz charakteryzował znane sobie osoby. Sporządzał także notatki i opracowania dotyczące krakowskiej adwokatury. Ze swoim oficerem prowadzącym spotykał się w krakowskich kawiarniach i restauracjach: “Europejska”, “Fatima”, “Florianka”, “Literacka”, “Kopciuszek”, “Noworolski”, “Sportowa”, “Wierzynek”, “Zamkowa”.
…gotów wykonać każde zadanie…
W listopadzie 1960 roku Knapczyk raportował, że Wiener dla nas jest gotów wykonać każde zadanie czy inne świadczenia. Dodawał przy tym, że dotychczas wynagradzano właściciela upominkami co pewien okres czasu, natomiast gospodyni płacono w zależności od częstości spotkań od 200 do 300 zł miesięcznie za sprzątanie i mycie naczyń po kawie.

W 1966 roku w związku z sytuacją rodzinną, komplikującą wykorzystanie LK i grożącą dekonspiracją, funkcjonariusze SB zdecydowali zakończyć trwającą 15 lat współpracę, ale jednocześnie Knapczyk zaznaczył: Z właścicielem podtrzymać kontakt służbowy – gdyż ma ciekawe kontakty w środowisku prawniczym. W obowiązującej wówczas instrukcji o pracy operacyjnej zaznaczono, że zadania służby bezpieczeństwa na pewnych odcinkach dyktują konieczność utrzymywania kontaktów z tymi, którzy z racji zajmowanego stanowiska zawodowego posiadają w zasadzie obowiązek meldowania o przejawach działalności przestępczej, jakie zdarzyłyby się na odcinku ich pracy.
Dopiero wydarzenia 1968 roku sprawiły, że Wiener przestał być wykorzystywany operacyjnie, a zaczęto zbierać na niego materiały. Jeszcze w październiku 1970 r. starszy inspektor Wydziału III kpt. Ludwik Kurach pisał: Zajmuje postawę proizraelską, reprezentuje dwulojalność. Zmiana priorytetów w polityce międzynarodowej prowadzonej przez ZSRR wpłynęła na zmianę polityki wewnętrznej w PRL, a efektem tego była inwigilacja członka PZPR dotychczas uznawanego za lojalnego wobec systemu i zapewniającego wartościowe donosy.
LK “Magister”
Również inny znany krakowski adwokat i członek PZPR został zwerbowany w charakterze właściciela lokalu kontaktowego.
W 1958 roku funkcjonariusze Inspektoratu Departamentu I SB w Krakowie pozyskali w charakterze “punktu adresowego” Kazimierza Buchałę. Na jego adres przychodziła konspiracyjna korespondencja wywiadu SB. Jak podkreślał w sierpniu 1961 roku starszy oficer operacyjny Wydziału III kpt. Faltus, w 1959 r. zrezygnowano z wymienionego ze względów nieodpowiadających w dalszym ciągu Departamentowi I MSW.
Faltus pragnął jednak nawiązać kontakt z Buchałą – wówczas asystentem na Wydziale Prawa UJ, aby go wykorzystać do rozpracowania prof. Adama Vetulaniego – w tym czasie kierownika Katedry Historii Państwa i Prawa Polskiego na tym samym wydziale. Działania funkcjonariusza SB były zgodne z obowiązującą od lipca 1960 r. “Instrukcją o podstawowych środkach i formach pracy operacyjnej SB”. Zapisano w niej, że w pewnych wypadkach natrafimy na ludzi, którzy dawniej związani byli ściślejszą współpracą ze Służbą Bezpieczeństwa. O ile mamy o nich dobrą opinię, należy wykorzystać ich możliwości.
Faltus spotkał się z Buchałą po raz pierwszy 31 sierpnia 1961 roku. Już wówczas przyszły dziekan Wydziału Prawa scharakteryzował swych kolegów, dzieląc pracowników wydziału na “grupę katolicką” oraz “grupę materialistów”. Faltus po spotkaniu zanotował:Ponieważ w rozmowie wykazał się chętny do przekazywania wiadomych mu okoliczności zaproponowałem mu czy mógłby nam udzielić pomocy w rozeznaniu tego środowiska, w którym przebywa, a widzi, że osoby te postępują niewłaściwie. Wyraził swe chęci i w większym stopniu jak do tej pory zwróci na nie uwagę. Uzgodniono, że po jakimś czasie przedzwonimy do niego i umówi się kolejne spotkanie, na co wyraził zgodę.
Bliski przyjaciel
W lutym 1962 roku Buchałę przejął od Faltusa kpt. Józef Mielecki. Klasyfikowany w dokumentacji operacyjnej jako b. t.w. (były tajny współpracownik) Buchała udzielał informacji na temat “grupy katolików” z Wydziału Prawa UJ. Wykorzystywano je w prowadzonej od 1959 roku sprawie krypt. “Wenecja” – wymierzonej przeciwko krakowskim uczonym, których SB podejrzewała o kontakty z emigracyjnym Polskim Stronnictwem Ludowym i prof. Stanisławem Kotem.
Od maja 1962 r. “Magister” przekazywał również Mieleckiemu informacje o środowisku adwokackim. Mielecki podkreślał lojalność donosiciela wobec SB pisząc, że pytany o jednego z aplikantów źródło “Magister” oświadczył, że ob. Dyka Zbigniew to jego bliski przyjaciel i może go dokładnie scharakteryzować.
W przypadku Buchały formalizacja współpracy nie była potrzebna – Mielecki i bez tego uzyskiwał od niego niezbędne do działań operacyjnych informacje.
Łączność “Magistra” z Mieleckim z różnym natężeniem spotkań utrzymywała się z pewnością do marca 1971 roku. W związku ze zmianami w języku operacyjnym SB od 1967 roku w dokumentach operacyjnych klasyfikowano go jako pomoc obywatelską (po), od 1969 r. jako kontakt poufny (k.p.), a od 1970 roku jako kontakt operacyjny (k.o.). Pisano już zatem o spotkaniach nie z b. t.w. “Magister”, ale z po, k.p., a później k.o. “KB”.
Od końca lat 60. ówczesny dziekan Rady Adwokackiej w Krakowie przekazywał informacje dotyczące głównie krakowskich adwokatów. Według notatki służbowej z października 1968 roku na przedstawionej mu liście literą “Ż” oznaczał adwokatów pochodzenia żydowskiego. Z końcem 1969 roku udzielał SB pomocy w dostaniu się do pomieszczeń Zespołu Adwokackiego nr 4 – co wiązało się z prowadzoną inwigilacją adwokata Kazimierza Ostrowskiego.
Jest oczywistością, że nazwiska tajnych współpracowników, którzy dotąd uchodzili za działaczy opozycji, wzbudzają medialne zainteresowanie. Jednocześnie jednak nie można zapominać, że to działacze partyjni tworzyli komunistyczną dyktaturę i w rozmaity sposób byli wykorzystywani dla wzmocnienia systemu – także w roli jawnych lub tajnych konfidentów.
Tekst ukazał się w książce Polska konfidencka (Kraków 2006) w serii Instytutu Pamięci Narodowej i Ośrodka Myśli Politycznej „Z archiwów bezpieki – nieznane karty PRL”.
Pierwodruk: F. Musiał, Zaufani towarzysze, “Dziennik Polski”, 29 VII 2005.
Pierwszą w historii kontrolę w trybie nadzwyczajnym na Uniwersytecie Jagiellońskim Wydział Historii usiłowało przeprowadzić Ministerstwo Nauki w kwietniu 2009 roku. Minister Barbara Kudrycka wystosowała prośbę do Państwowej Komisji Akredytacyjnej o przeprowadzenie kontroli uczelni w trybie nadzwyczajnym „w związku z nieprawidłowościami metodologicznymi w procedurze przygotowania, zrecenzowania i obrony pracy magisterskiej pana Pawła Zyzaka na Wydziale Historii UJ /„Lech Wałęsa – idea i historia” /, ujawnionymi w artykułach prasowych i szerokiej debacie publicznej”.

Uniwersytet Jagielloński po raz kolejny usiłowano zniszczyć poprzez uchylenie obronionej już pracy magisterskiej na Wydziale Historii.
.
Aleksander SzumańskI

http://aleszum.salon24.pl/385927,uniwer ... acja-w-tle


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 20 paź 2012, 15:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Rok z gazetą

Ewa Polak-Pałkiewicz

„Zapewne czytujecie (tak po swojemu), istotnie trudno oczom wierzyć, a zwłaszcza nam starym, żeby to, co gazety piszą, było prawdą” – pisał Paweł Sapieha w 1932 r. w liście do swojej córki Marii – siostry Assumpty z klasztoru Niepokalanek w Jazłowcu. I dalej: „Wszystkie gazety są szmatami...”. Paweł Sapieha nie był prowincjuszem ani dziwakiem, który ma wszystko za złe. Co więcej, ten rodzony brat ks. Adama Sapiehy, kardynała metropolity krakowskiego, pisząc te słowa, nie był wcale stary, miał 62 lata, mieszkał w miejscowości tak małej, że wręcz nie całkiem ściśle było nazywać ją wioską. Była czymś w rodzaju siedliska kilkudziesięciu rodzin i nosiła nazwę Siedliska. Wśród wspaniałego lasu, na polanie porośniętej kobiercem aksamitnej trawy stał dom, który nazywany był przez miejscowych pałacem, a był dawnym budynkiem browaru, potem koszar austriackiej kawalerii, stopniowo piękniejącym pod rękami nowych jego mieszkańców – rodziny Sapiehów.
O życiu tej rodziny, Pawła wraz z żoną Matyldą z Windisch-Graetzów i ich czworga dzieci, można dowiedzieć się z wydanej właśnie przez Wydawnictwo Literackie kroniki życia pióra Matyldy Sapieżyny pt. My i nasze Siedliska. Po tej lekturze stanie się jasne, że zdanie na temat gazet, które może wydawać się nonszalanckie, wypowiedział człowiek, który jak mało kto w dzisiejszej Polsce żył intensywnym życiem umysłowym i duchowym. I nie było to zagłębianie się w sprawy zaprzeszłe, ale niezwykle bogaty kontakt – także przez osobiste przyjaźnie, rozległe stosunki rodzinne, podróże – z najważniejszymi zjawiskami i wydarzeniami Europy początku XX wieku. Paweł Sapieha był czynnie działającym katolikiem, współorganizatorem Kongresów Eucharystycznych, które odbywały się w największych stolicach kontynentu. Pracował na wysokich stanowiskach, w galicyjskiej administracji we Lwowie, był posłem do parlamentu austriackiego. Lata I wojny spędził jako pierwszy prezes PCK, jeżdżąc wszędzie tam, gdzie ktoś był zagrożony, gdzie cierpieli żołnierze, gdzie był głód i zimno.

Ten wielki czciciel Eucharystii – godzina jego śmierci zbiegła się z wyjściem procesji w Boże Ciało z kościoła w Siedliskach, którego był fundatorem – zarządzający we wzorowy sposób dużym majątkiem ziemskim, był jednocześnie człowiekiem, który z największym skupieniem śledził wszystko, co działo się w polityce. Przez rodzinę żony powiązany ze środowiskiem bliskim cesarzowi Austro-Węgier, miał okazję obserwować z bliska schyłek tej monarchii i ostatniego władcę – Karola I, dzisiejszego błogosławionego, spotykał się z papieżami – Leonem XIII, Piusem IX, Piusem X i Piusem XI, z kardynałami, wybitnymi teologami i filozofami.

Poglądy na świat, na historię i politykę ludzi o takich horyzontach, poglądy kształtowane w sposób całkowicie wolny, nie musiały być nieustannie konfrontowane z zawartością codziennej prasy. Sarkazm Pawła Sapiehy wobec banalnych kłamstw gazet ma swoje uzasadnienie.
Jakże inna jest sytuacja człowieka, który nie musi zdobywać swojej wiedzy o świecie od tych, którzy za pieniądze i dla pieniędzy tworzą panoramę wydarzeń. Ludzie naprawdę światli wiedzieli zawsze, że media masowe – gazety są tu tylko pewnym symbolem – są niezwykle skutecznym narzędziem oddziaływania politycznego. Tak jak niegdyś obrazki w fotoplastikonie, okazywane ludziom, którzy nigdy nie opuścili własnej dzielnicy lub wioski. Obrazki, które mają za zadanie zagospodarować ludzkie myśli, uczucia i wyobraźnię, nadać im kierunek i pożądany kształt. Bez wiedzy osobistej, zdobytej dzięki lekturom książek, znajomości ludzi – na nic nie przydadzą się gazety. One są tylko erzacem, jak mawiają Niemcy, czymś o podobnych cechach, co zastępuje właściwą rzecz, ale nią nie jest. Zbyt wielka jest pokusa, by sterować reakcjami ludzi, opłacając tylko piszących, drukarnię i tych, którzy dostarczają codziennie tę strawę na nasz stół.
Nie brakuje wokół nas ludzi naiwnych, wychowanych na mediach, którzy zwracają się dziś znów ku dziennikarzom – z radia, prasy i tv – licząc, że od nich dowiedzą się „prawdy”. Bo oni ze stronniczych staną się wreszcie bezstronni, z zależnych – wolni. I z czystej miłości ku nam powiedzą, jak to jest. Tak naprawdę nie brakuje nam informacji z mediów. Brakuje nam głębszej formacji myślowej, głębokiej kultury, której nie zdobywa się z codziennych informacji i komentarzy.

Wiedzieli to dobrze ludzie mieszkający niegdyś w miejscowościach najbardziej odciętych od świata, jak choćby Siedliska pod Rawą Ruską, między Lwowem a Jarosławiem. Dlatego podróżowali, dyskutowali, czytali książki i pisali listy. A przede wszystkim nie bali się brać osobistego udziału w wydarzeniach, gdy czuli się do tego dobrze przygotowani, a nawet powołani, na co składała się i wieloletnia tradycja rodzinna, i staranne studia, znajomość języków obcych i osobiste kontakty.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0501&nr=26


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 28 sty 2015, 10:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Rola inteligencji polskiej w obronie tożsamości narodu

Po wszystkich przejściach ostatnich 50 lat związanych z utratą realnej niepodległości i dominacją antypolskiej ideologii mamy wobec inteligencji polskiej wielkie oczekiwania: wobec profesorów, nauczycieli, historyków, polonistów, psychologów, socjologów, aktorów, reżyserów, prawników, filozofów, dziennikarzy. Równocześnie z przerażeniem widzimy, że odzew z ich strony jest bardzo słaby, jak gdyby stan ducha naszego narodu był im zupełnie obojętny, a niepodległość państwa znaczyła tyle co nic. A nawet więcej, odnieść można wrażenie, że poważna część tzw. inteligencji z pogardą odnosi się do narodu, a niepodległości chciałaby się czym prędzej pozbyć. Co się dzieje? Co się stało z inteligencją, z polską inteligencją? Dlaczego oderwali się od narodu? Dlaczego nie cenią niepodległości? Odpowiedź na to pytanie jest dość złożona.

Wiemy, że losy dawnej polskiej inteligencji były tragiczne, że odgórnie zarówno okupant sowiecki jak i niemiecki uderzył przede wszystkim w inteligencję, a tych, którym udało się przetrwać skazywano na banicję lub wykańczano na miejscu w tzw. PRL-u. W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której powstawała nowa „inteligencja", albo wykorzeniona z polskości, albo wręcz Polsce programowo wroga. Po takiej inteligencji zbyt wiele dobrego dla Polski i Polaków oczekiwać nie możemy.

Ale jest jeszcze drugi wymiar problemu związany z rozumieniem tego, czym w ogóle jest tzw. „inteligencja" i czy ona w ogóle - jako inteligencja - będzie miała w przyszłości cokolwiek z narodem wspólnego? Choć wielu osobom pytanie to może wydać się dziwne, to jednak, jak zobaczymy, wcale nie jest ono pozbawione podstaw.

Gdy dziś mówimy „inteligencja", to albo mamy na myśli stopień czyjejś pojętności, albo tzw. wykształconą warstwę społeczeństwa. Mówimy więc, że Jan Kowalski ma wysoki stopień inteligencji, a jego sąsiad - niski, pierwszy bowiem szybko rozwiązuje rebusy, a drugiemu idzie to wolniej.

Mówimy też, że jest za mało inteligencji w Polsce, a Polska pod tym względem zajmuje przedostatnie miejsce w Europie. W tym drugim wypadku chodzi o warstwę ludzi wykształconych, a za takich uchodzą ci, którzy skończyli studia.

Kiedy pytamy o rolę inteligencji w obronie tożsamości narodu, to mamy na myśli właśnie tę wykształconą warstwę społeczną. I wydaje się nam całkiem naturalne, że inteligencja danego społeczeństwa jest właśnie po to, żeby taką tożsamość narodową pogłębiać i jej bronić. Niestety, nasze oczekiwania są złudne. Inteligencja nie obroni polskiej tożsamości, i to nie tylko dlatego, że jest w dużej mierze uwikłana w komunistyczną indoktrynację, ale dlatego że w ogóle jest inteligencją. Dla wielu osób diagnoza taka może być pewnym zaskoczeniem, a nawet brzmieć może dość przewrotnie. A jednak tak jest: inteligencja nie obroni naszej tożsamości narodowo-religijnej jak długo będzie inteligencją. Dlaczego?

Otóż, stare łacińskie słowo - „intelligentia" - nabrało nowego znaczenia jako tzw. wykształconej warstwy społecznej dopiero w... XIX wieku. Wcześniej słowo to miało inne znaczenie. W jednym z tekstów autora średniowiecznego możemy przeczytać: „intelligentia proprie significat actum intellectus, et aliquando significat substantias separatas, scilicet angelos"] A więc: „słowo „intelligentia" oznacza w sensie właściwym akt poznania intelektualnego, ale czasem odnosi się do substancji oddzielonych, czyli aniołów".

Widać stąd jasno, że dzisiejsze rozumienie słowa „inteligencja" nie pokrywa się z rozumieniem dawnym. Skąd wzięło się w takim razie to nowe znaczenie? Czy dawniej nie było warstwy wykształconej? Dotykamy tu problemu kluczowego dla rozumienia obecnej sytuacji nie tylko w Polsce, ale również na tzw. Zachodzie.

Od inteligencji oczekujemy przede wszystkim związku z narodem: jego kulturą, jego wiarą, jego ziemią, jego dorobkiem. Niedoczekanie nasze... Jako Polacy poddani byliśmy podwójnemu zniewoleniu. Pierwsze było zniewoleniem związanym z naszym historycznym doświadczeniem zaboru rosyjskiego; w tym kontekście okres po II Wojnie Światowej, to w jakiejś mierze kontynuacja zaboru rosyjskiego, stąd też mowa była o IV rozbiorze Polski. Ale było też drugie zniewolenie, ideologiczne, o charakterze międzynarodowym, którego geneza nie jest rosyjska. Chodzi o tzw. komunizm.

Otóż, warto przypomnieć, że „Dekalog komunizmu", czyli Manifest komunistyczny, został napisany nie przez Rosjanina, ale przez Karola Marksa, i nie w Moskwie, ale, nomen omen, w... Brukseli. Ideologia komunistyczna była jedną z ideologii, które niczym głowy hydry rodziły się na tzw. Zachodzie. I właśnie gdy mówimy o zniewoleniu Polski w tym drugim sensie, to chodzi o zniewolenie ideologiczne w wymiarze europejskim, a nie rosyjskim. I to zniewolenie ideologiczne, choć nie dosłownie jako komunizm, ale jako socjalizm - dalej istnieje, a nawet się pogłębia. Pytając o inteligencję w Polsce, musimy zapytać o rolę inteligencji w socjalistycznych ideologiach XIX wiecznych, w których właśnie pojawiło się słowo „inteligencja" na oznaczenie warstwy społecznej.

I tu zauważamy rzecz niezwykle ciekawą. Otóż, XIX-wieczna „inteligencja", to kolejne wcielenie tzw. filozofów, ale nie tych filozofów, którzy idąc za tradycją klasyczną starają się najgłębiej poznać prawdę dla niej samej, lecz chodzi tu o sztuczną warstwę społeczną, której zadaniem jest rządzenie państwem. Jest to warstwa „oświeconych", ale oświeconych nie prawdą, lecz ideologią, a więc de facto indoktrynerów (illuminati). Naprzeciwko nich stoi ciemny, niewykształcony proletariat, doskonały materiał do obróbki. Z tego materiału część pozostanie proletariatem, a część wzbogaci warstwę oświeconych, warstwę inteligencji. Czy to jest schemat wzięty od Marksa? W tym wypadku nie. Jest to teoria głoszona wcześniej przez Augusta Comte'a, twórcę słynnego pozytywizmu. W Rozprawie o duchu filozofii pozytywnej Comte pisał: „...jeśli w ogóle gdziekolwiek i kiedykolwiek realizuje się w pełni słynna tabula rasa Bacona i Kartezjusza, to właśnie wśród współczesnych proletariuszy; zwłaszcza we Francji są oni bardziej, niż jakakolwiek inna klasa, zbliżeni do idealnego typu, przystosowanego do przyjadą racjonalnej pozytywności. "2 A więc warstwa oświeconych filozofów-ideologów, tych, których Comte nazywa również „inteligencją" ma za zadanie wpłynąć na umysły pozbawionego wykształcenia proletariatu 3. Ale o jaką filozofię pozytywną chodzi? O tę która wyzbyła się wpływów fazy teologicznej i fazy metafizycznej; w języku zdroworozsądkowym oznacza to typ wiedzy, w którym nie ma miejsca ani dla Boga ani dla chrześcijaństwa, ani dla kultury klasycznej, ani też dla realistycznego wyjaśniania świata i człowieka. W ten sposób kształtujące się z początkiem XIX wieku pojęcie „inteligencji" jako tej warstwy wykształconej, która zajmie naczelne miejsce w państwie, czy to na uczelniach, czy w szkołach, czy w rządzie, czy w środkach przekazu, wcale nie oznacza ludzi zakorzenionych we własnym narodzie, w jego ziemi, przyrodzie, dziejach, kulturze, religii, ale sztuczną warstwę całkowicie wykorzenioną z narodu i z wiary. Jest to warstwa sztucznej inteligencji, która dzięki opanowaniu głównych struktur państwowych urabia nieuświadomione masy, czyli przeprowadza zakrojoną na szeroką skalę indoktrynację. Taka jest geneza pojęcia „inteligencji" jako warstwy społecznej. I takie pojęcie „inteligencji" panuje dziś wszechwładnie w Europie i na tzw. Zachodzie: inteligent ma być społecznie oderwany od wiary i od narodu. Tylko taki inteligent może robić społeczną karierę, a wszelkie jego słabości „narodowo-religijne" mają być wyłącznie jego sprawą prywatną. To jest ów Europejczyk-socjalista, światowiec-socjalista, jednym słowem - inteligent.

Jeśli więc rozważamy rolę inteligencji w obronie tożsamości naszego narodu, na którą składa się wiara i kultura, to możemy być pewni, że inteligent jako inteligent raczej będzie tę świadomość burzył niż jej bronił. I dlatego właśnie tak słabo w obronie Polski stają wychowani na inteligentów: profesorowie, nauczyciele, historycy, poloniści, psychologowie, socjologowie, aktorzy, reżyserzy, prawnicy, filozofowie czy dziennikarze. Nie wszyscy, ale niestety, z bólem musimy to wyznać, bardzo liczni. Nie bronią polskiego języka, polskich dziejów, polskich ideałów, polskiej ziemi... tego wszystkiego, co stanowi o tożsamości naszego narodu. Niestety, panujący w Polsce sowiecki komunizm był de facto formowany przez inteligentów mieszkających w Polsce. W ostatnich latach, wobec bezbronności narodu na którym zastosowano techniki metanoidalne, łatwo im było przestawić się na siostrzany eurosocjalizm kultywowany przez bratnich inteligentów z Zachodu. Cel zachodnich inteligentów jest taki sam jak inteligentów ze Wschodu: wykorzenić społeczeństwa z ich narodowości i z ich wiary, tyle że stosowano inne środki: na Wschodzie siła fizyczna i tępa propaganda, na Zachodzie demokracja i wyrafinowana socjotechnika. Tak pojęta inteligencja tożsamości narodu polskiego nie obroni, przeciwnie będzie burzyć wszystko to, dzięki czemu naszą tożsamość jeszcze zachowujemy.

Jakże przenikliwie wiele z tych spraw dostrzegał nasz Prymas Tysiąclecia. Tuż przed śmiercią na odsłonięciu tablicy upamiętniającej Stefana Starzyńskiego (1.03.1981) Prymas zauważał z bólem: „Dziś wiemy, że dokonano straszliwej wiwisekcji i alienacji narodowej i historycznej młodego pokolenia, pozbawiając je wiedzy historycznej o Narodzie i o polskiej twórczości literackiej, a przez to -pozbawiając kultury narodowej."4 To słowo „wiwisekcja" znaczy coś więcej niż tylko brak dostępu do informacji, to uśmiercanie żywej duszy narodu. Ono oznacza uśmiercanie metodyczne i planowe, uśmiercanie naukowe, zajmowali się nim inteligenci w rządzie, w partii, w szkołach, w mediach i w cenzurze. Prymas dalej zwracał uwagę: ,Naród nie jest na dziś, ani też na jutro. Naród jest, aby był! (...) Polska nie pożywi się ani alienacją narodową, ani odejściem od kultury historycznej, twórczej, literackiej. Polska nie pożywi się ani „Argumentami", ani groteskową laicyzacją, ani uwstecznioną ateizacją. Polska nie pożywi się odzieraniem dusz młodzieży z kultury narodowej, z własnych dziejów. Pamiętajmy: Polskę sprzedano raz - nie w Warszawie, ale na Sejmie Grodzieńskim, przed dwoma wiekami. My nie chcemy więcej handlu Polską!" Chciałoby się i dziś powtórzyć za ks. Prymasem, tym razem do Pań i Panów w Warszawie: my nie chcemy więcej handlu Polską!

W roku 1961 w Warce Prymas mówił: „Wrogowie wiedzą co Narodowi służy, a co mu szkodzi. I jeśli chcą mu szkodzić, niszczą to, co mu pomaga. Dlatego też najeźdźcy zawsze niszczyli Kościół i chcieli zatrzeć ślady moralności chrześcijańskiej w życiu Narodu. Dlatego starali się Naród upodlić i rozpić. Są to lekcje z niedawnej przeszłości. Obyśmy ich szybko nie zapomnieli, mogą się nam bowiem przydać."5 I chyba już się przydają, jak widzimy, gdy inteligencja w Polsce zaprzedaje się tylu milionom brukowców spadających na nasz kraj, i bierze udział w filmach, programach, przedstawieniach, których celem jest upodlenie młodego pokolenia, i gdy zamiast wyboru książek odkłamujących polskie dzieje i polską kulturę, mamy coraz większy wybór, tyle że gatunków piwa.

W Komentarzu do Jasnogórskich Ślubów Narodu Prymas pisał: „Polska wysoka obyczajowość, kultura, oświata i sztuka promieniowały wokół i zdobywały sobie szacunek i naśladowców, bez potrzeby sięgania po miecz. Polska zwyciężała swoją duchowością, którą wzięła z Ewangelii Chrystusowej, której słowo padło w nas jak ziarno na glebę wyborną". 6 Który z narodów słowiańskich posiada tak bogatą literaturę, tak bogatą obyczajowość i tak rozwinięty język jak właśnie Polacy? Cóż to za światło narodu, owi inteligenci, którzy nie znając i nie rozumiejąc naszej kultury wmawiają nam różne bezeceństwa? A gleba naszego narodu była i jest wyborna. Żaden z sąsiednich narodów słowiańskich nie dorównuje nam w dziedzictwie kultury, niektóre ledwo co mówią, inne ledwo co piszą, a my mamy i literaturę własną, i przetłumaczone najważniejsze dzieła obejmujące okres 3 tysiącletniej kultury zachodniej.

Prymas upominał Polaków: „Musimy mieć ambicję, bo nie jesteśmy narodem śmieci. Jeden z wybitnych twórców polskiej kultury - wspominał Prymas na „III Tygodniu kultury chrześcijańskiej" (30.04.1977) - gdy znalazł się w więzieniu za protest przeciwko określaniu naszego Narodu jako „ narodu śmieci", napisał na ścianie: „ Śmiecie mówić, że my śmiecie? - My nie śmiemy, a wy - śmiecie".7

Śmiejmy mówić kim jesteśmy, śmiejmy protestować, gdy narodowi naszemu odmawia się godności. Niestety... Ciągle aktualne są słowa Prymasa skierowane do inteligencji katolickiej (9.09.1974): ,Bo wielkim nieszczęściem naszej współczesności jest to, że wśród ludzi bardzo wymownych, wielu jest niemych, którzy boją się powiedzieć prawdą, boją się ujawnić co myślą. Są oni wszędzie, nie wyłączając katedr uniwersyteckich i różnych kongresów naukowych - na które ostatnio jest urodzaj w naszej Ojczyźnie. Jest to największe nieszczęście dla naszego narodu i państwa! Dla Narodu - bo tworzy się warstwa ludzi tchórzliwych, którzy pospolite tchórzostwo, zamykające im usta przed wyznaniem prawdy, nazywają roztropnością. Jest to szkodliwe i dla państwa, bo właściwie nie wie ono, jaki jest obywatel i co myśli. [...] Nie ma większego nieszczęścia dla narodu, jak społeczeństwo zastraszone, milczące, niezdolne do wyznania prawdy!" Prymas kontynuował: „Odwagi! Zacznijcie odważnie myśleć, chcieć i miłować. Zacznijcie odważnie wierzyć w Boga, Ojca wszystkich Polaków! Zacznijcie mężnie wyznawać Jezusa Chrystusa, Brata wszystkich Polaków. Zacznijcie odważnie przyznawać się do Kościoła Powszechnego, który jest matką a nie macochą wszystkich Polaków!"8

I dziś po tylu latach, gdy widzimy jak tzw. inteligencja ciągle odwraca się od Kościoła i odwraca od Polski, chciałoby się powiedzieć: profesorowie, nauczyciele, historycy, poloniści, psychologowie, socjologowie, aktorzy, reżyserzy, prawnicy, filozofowie, dziennikarze, kapłani - nie bądźcie eurointeligentami, bądźcie Polakami, stąd zaczerpnięcie i mądrości, i miłości. Naród czeka!

Piotr Jaroszyński
"Polska i Europa"

Przypisy:

1. S. Thomae Aąuinatis, Summa Theologica, Romae, I, 79, a. 10. 48
2. A. Comte, Rozprawa o duchu filozofii pozytywnej, tłum. B. Skarga, Warszawa 1973, s.94.
3. „... nowa szkoła filozoficzna, nie wyłączając żadnej klasy społeczeństwa, winna nade wszystko wejść w kontakt duchowy z proletariatem", ibidem, s.91. S. Wyszyński, Jedna jest Polska, Warszawa 1989, s. 19.
5. Ibidem, s.22.
6. Ibidem, s.25.
7. Ibidem, s.46.
8. Ibidem, s.50.

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... oci-narodu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Co kryje w sobie pojęcie "inteligencja"?
PostNapisane: 15 mar 2019, 20:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31303
Katolik – byt rozumny - można porozmawiać

Religia jest jednym z elementów kultury w społeczeństwach na całej naszej planecie. Dla wyznawców jest ona centrum życia. Relacja z bytem nadprzyrodzonym jest dla wyznających religię najważniejsza i ma wpływ fundamentalny na wszystkie wybory życiowe osoby wierzącej. Dla katolika jest to relacja z Bogiem w Trójcy Świętej.

Jak bywają postrzegani katolicy w społecznościach tzw. świata kultury europejskiej we współczesności? Niestety bardzo często jako osoby, których światopogląd nie ma być brany poważnie pod uwagę. Ale dlaczego?


Powodów jest całe mnóstwo i przykładów też. Ile chociażby osób walczących chociażby o prawa do zabijania nienarodzonych dzieci sięga do encyklik odnoszących się do tego tematu? Tak chociaż z czystej ciekawości, aby dowiedzieć się o co chodzi tym wszystkim katolikom?

Człowiek jest bytem rozumnym. Ale daje się mimo to wmanewrować w stereotypy. Kuriozalne jest to, że najintensywniej to widać u osób, które twierdzą, że walczą ze… stereotypami. (sic!)


Stereotyp wpojony w umysły wielu jest na przykład taki, że katolik ma poglądy, które wypływają z zaślepienia wiarą więc i tak nie ma co ich brać pod uwagę.


Tylko, że wiara i ślepota stoją wobec siebie w czystej sprzeczności. To rozum i wiara dopełniają się, a wielu jest takich pośród katolików, którzy doszli do pragnienia życia w relacji z Bogiem dzięki rozumowi właśnie!


Dialog niewierzącego z wierzącym bywa piękny i dobry, ale tylko wtedy jeśli jest prawdziwy. Temat dialogu może być każdy i może być prowadzony na poziomie rozumu. Jednak doprowadzanie siebie wzajemne do zgody na tezy w dialogu nie może stać się celem nadrzędnym dialogu.


Dialog nie jest przekonywaniem siebie, ale wspólnym szukaniem prawdy. W imię zgody na jakąś tezę nie można zrezygnować z prawdy. W imię zgody na jakąś tezę nie można też zrezygnować z szacunku i miłości braterskiej wobec osoby, z którą rozmawiamy. Co to znaczy?


Na przykład, jeśli rozmawia się z osobą, która uznaje że homoseksualizm jest dobrem dla człowieka, a druga osoba uważa że nie, to byłoby brakiem miłości braterskiej zataić to w dialogu i zaakceptować. Byłoby to brakiem troski o drugą osobę, obłudą i nieszczerością.


W tym momencie mówimy o samym dialogu, nie rozważamy natury aktu homoseksualnego.


Katolik ma rozum, w rozmowie z osobą niewierzącą nie trzeba rozmawiać z pozycji wiary lecz rozumu. Oczywiście uczciwością jest pokazać, jak rozum dopełniony jest wiarą i przez wiarę ‘przekracza siebie’. [Fides et Ratio]. Czy niewierzący rozmówca się tym zachwyci i zapragnie poznawać wiarę, to jest już jego wybór.


Stereotyp, w którym chce się pokazywać niekiedy z katolików osoby nierozumne bierze się z pomylenia rzeczywistości. Człowiek wybiera pośród trzech aspektów życia rozumnego w sobie samym: racjonalny, irracjonalny i nadracjonalny.


Racjonalny i nadracjonalny są harmonią. Stereotyp działający niekiedy wręcz szyderczo wobec osób wierzących miewa często swoje źródło w nieprawdziwej wizji osoby wierzącej, której przypisuje się zamiast myślenia nadracjonalnego, myślenie irracjonalne. A irracjonalność jest tak naprawdę rezygnacją z używania rozumu. Mówiąc wprost – jest głupotą. Wiara człowieka nie zwalnia z rozumności, ale jest dokładnie odwrotnie. Mobilizuje rozum do myślenia realnego, to znaczy przyczynowo – skutkowego. Nieideologicznego.


Jeśli osoba niewierząca to szanuje, dialog nie tylko jest możliwy, cenny i piękny, ale dla duszy jest prawdziwą radością. Bo jest prawdziwy i prowadzony z troską braterską.


Katarzyna Chrzan – filozof klasyczny

ŹRÓDŁO: katolicka.bydgoszcz.pl

https://prawy.pl/101347-katolik-byt-roz ... rozmawiac/


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 26 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /