Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 28 sie 2017, 07:29 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Czym jest „rozeznanie” w Amoris laetitia?
Odpowiada bp Athanasius Schneider




W Amoris laetitia mówi się, że spowiednik powinien zastosować „rozeznanie” w osądzaniu przypadków np. rozwiedzionych i będących w ponownych związkach. Do jakiego stopnia może to rozeznanie się posunąć? Jakie jest dokładne znaczenie albo dokładny zakres tego „rozeznania”?


Treść konferencji :

Wiecie kiedy zaczęło się pierwsze „rozeznanie” ?
To był dialog pomiędzy wężem a Ewą.
Szukanie rozeznania, czy być posłusznym Bogu, czy też nie być Mu posłusznym.
Ewa powiedziała: „Ach, Bóg powiedział nam, by nie jeść tych owoców”.
A wówczas diabeł odparł: „Och, dokonajmy rozeznania:
Czy to prawda, że Bóg to powiedział? A może nie? Co Bóg powiedział?”
A Ewa: „Och, Bóg powiedział, że jeśli je zjemy, pomrzemy”.
„A nie, to nieprawda! - odpowiedział – Dokonajmy rozeznania.
Będziecie wiedzieć, co jest dobre...”
A zatem podjęli proces rozeznania. Pierwszy.
I znamy rezultat tego rozeznania: katastrofa ludzkości.
A więc teraz ponosimy w swoich duszach i ciałach konsekwencje
tego grzechu pierworodnego, tego złego rozeznania.
Tak więc rozeznanie może być tylko na rzecz dobra.
Rozeznanie może być przeprowadzone jedynie po to, aby wypełnić wolę Boga.
Ale kontynuowanie cudzołóstwa w praktyce nie jest wypełnieniem woli Boga.
Jest to obrażanie Boga. A więc jest to antyrozeznanie.
Absurdalne rozeznanie, które utwierdzi duszę w grzechu.
To rozeznanie może nawet doprowadzić do zatracenia duszy na całą wieczność.
Nie wolno nam igrać z naszą wiecznością.
Jak mówi przysłowie: „Nie igraj z ogniem”.
Wyraźnie wolą Boga jest to, że akt seksualny jest dopuszczalny jedynie
(i tak jest wola Boga) w ważnym związku małżeńskim.
Jest to wyraźna wola Boga. Nie ma żadnych innych wyjątków. Nie.
Otóż, skoro nie ma wyjątków, jeśli ktoś woli kłamać, to chce kłamać:
„Dokonajmy rozeznania” - [mówi], aby mógł kontynuować kłamstwo.
Jeśli ktoś lubi kraść, jeśli jest tak egzystencjalnie powiązany z kradzieżą,
wraz z rodziną, może mafioso, to mówi: „Dokonajmy rozeznania”,
aby mógł jeszcze odrobinę kontynuować złodziejski fach.
To to samo: dokonanie rozeznania nawet w konfesjonale,
by pozwolić cudzołożnym kontynuowanie cudzołóstwa.
Jest to sprzeczność i naprawdę poważne niebezpieczeństwo dla duszy
i poważna odpowiedzialność.
Bardziej po stronie księdza, który to dopuszcza.
I bardziej po stronie papieża, który wydaje się to dopuszczać.
Jak powiedziałem: „Który wydaje się” i który nie robi nic, by temu zapobiec.
Wydaje się, że Amoris laetitia zmierza w tym kierunku.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 29 sie 2017, 08:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Co przyniesie Kościołowi „synod młodych”?

Obrazek

Analiza dokumentu przygotowującego przyszłoroczny synod poraża – zarówno językiem, stawianymi tezami jak i zamierzeniami. Członkowie organizacji Voice of the Family wystosowali dramatyczny list przestrzegający przed możliwymi konsekwencjami zaplanowanego na październik 2018 roku spotkania biskupów.

Większość obiektywnych obserwatorów nie ma już najmniejszych wątpliwości, że dwa „synody o rodzinie”, które odbyły się w 2014 i 2015 roku miały na celu wymuszenie zmian w zakresie katolickiego nauczania o małżeństwie i rodzinie. „Kulminacją tego procesu była Adhortacja Apostolska Amoris Laetitia, ogłoszona przez papieża Franciszka w kwietniu 2016 r., która to zawiera wiele heretyckich propozycji”, możemy przeczytać na stronie Voice of the Family.

Inicjatywa Voice of the Family to ruch katolickiego laikatu wywodzący się z organizacji pro-life oraz grup działających na rzecz rodziny. Członkowie inicjatywy, wspierani przez katolików w wielu krajach, oferowali swoje doświadczenie i wiedzę przed, w trakcie oraz po zakończeniu Synodu o Rodzinie w latach 2014-2015. Bronili rodziny i nierozerwalności małżeństwa – co spodobało się tylko niektórym biskupom…

Na początku bieżącego roku watykański Sekretariat Synodu opublikował dokument przygotowawczy wraz z kwestionariuszem dla biskupów świata – to standardowe działanie poprzedzające Synod, który tym razem odbyć ma się pod hasłem „Młodzież, Wiara i Rozeznanie Powołania”. Spotkanie zaplanowano na październik 2018 r. Warto zaznaczyć, że Sekretariat Synodu prowadzony jest przez te same osoby, które były odpowiedzialne za manipulacje w trakcie Synodów w latach 2014 i 2015 - podkreśla Matthew McCusker w liście wystosowanym w imieniu Voice of The Family. Przewodniczącym Synodu pozostaje oczywiście papież Franciszek, Sekretarzem Generalnym kard. Lorenzo Baldisseri, natomiast Sekretarzem Specjalnym abp. Bruno Forte.

Jak informuje McCusker, członkowie inicjatywy The Voice of Family po zapoznaniu się z dokumentem przygotowawczym Synodu zaplanowanego na 2018 r. są zaniepokojeni planowanymi działaniami. „Z doświadczenia wiemy, że treść dokumentu przygotowawczego synodu oraz odpowiedzi na towarzyszący mu kwestionariusz będą miały znaczący wpły na Instrumentum Laboris, a zatem na kierunek synodalnej debaty. Dlatego właśnie tak istotnym dla katolików pozostaje przygotowanie się do niego już teraz, tak by ograniczyć możliwe szkody wyrządzone przez Sekretariat Synodu próbujący wykorzystać „synod młodych” do przeprowadzenia kolejnego ataku na wiarę katolicką”, ostrzega autor listu.

Powołanie z perspektywy światowej, naturalistycznej

Słowo powołanie jest tradycyjnie wykorzystywane przez Kościół dla określenia wezwania do wykonywania świętych rozkazów lub do przestrzegania ewangelicznych rad w życiu religijnym. Małżeństwo, kiedy zostanie podniesione do nadprzyrodzonego porządku jakim jest sakrament, również może być postrzegane jako rodzaj powołania. Nie ulega jednak wątpliwości, że duchowe i doczesne dobro rodziny jest zależne od tego czy wszystkie te stany życia są zgodne z planem Bożym.

Jako katolicy, pisze McCusker, powinniśmy się czuć zaniepokojeni faktem, że dokument przygotowawczy synodu „Młodzież, Wiara i Rozeznanie Powołania” w sposób bardzo ograniczony wspomina o tych nadprzyrodzonych wezwaniach. W zamian dokument wskazuje, że powołanie jest jedynie rodzajem zwyczajnego wyboru tego, co młoda osoba może robić w życiu. Obok prawdziwych powołań w dokumencie możemy odnaleźć też zdania o „zawodach”, „formach zaangażowania społecznego i obywatelskiego”, „stylu życia”, „zarządzaniu czasem i pieniędzmi”, „wolontariacie”, „służbie potrzebującym lub zaangażowaniu w życie obywatelskie i polityczne”. Jak zauważa McCusker dokument nigdzie nie wprowadza rozróżnienia pomiędzy autentycznymi powołaniami a innymi wyborami życiowymi. Kiedy „małżeństwo, służby wyświęcone i życie konsekrowane” są wymieniane razem we wprowadzeniu jako stany życiowe, dodane zostało także skrót itd. (angielskie etc.) jako sugestia, że lista ta może zostać rozszerzona. Być może również znaczącym jest, że małżeństwo zostało wymienione jako pierwsze, podczas gdy jest to niższy rodzaj powołania niż życie religijne czy też wypełnianie świętych rozkazów – zauważa działacz Voice of The Family.

Kontynuując swoje rozważania McCusker wyjaśnia, że wszystkie autentyczne powołania służą przecież wzbogacaniu chwały Pana Boga oraz zbawieniu dusz. Są ukierunkowane na zjednoczenie z Bogiem w tym życiu i na całą wieczność w błogosławionej wizji Nieba. Niestety dokument przygotowawczy Synodu zaplanowanego nie wspomina o powołaniach w tym znaczeniu, a także praktycznie nie wspomina o sakramentach lub życiu w łasce. Chociaż wielokrotnie nawiązuje do „pełni radości” oraz „pełni życia” nie definiuje tych terminów w odniesieniu do unii z Bogiem i życia wiecznego. Jego lektura sprawia raczej wrażenie, że powinny być one rozumiane w czysto naturalnym wymiarze. W dokumencie przedstawiono „rozeznanie powołania” jako „pytanie w jaki sposób jednostka nie zmarnuje możliwości samorealizacji”. Możemy znaleźć tylko jedno nawiązanie do „życia duchowego w przyszłości” i jest to cytat z żyjącego w V w. syryjskiego biskupa Philoxenus z Mabbug, który odrzucił definicje Rady Chalcedońskiej. Nawet w tym wypadku Sekretariat nie mógł przedstawić wiecznego życia jako celu samego w sobie, ale musiał uczynić je zjadliwym dla nowoczesnych uszu, podkreślając, że chodzi w nim o otwarcie „osoby na pełne korzystanie z wolności” – zauważa McCusker.

W szczególnie niepokojącym fragmencie dokumentu możemy przeczytać: „Kościół nie może, ani nie chce, porzucić ich (młodych ludzi) skazując na izolację i wykluczenie, wobec których wystawia ich świat. Tak by życie młodych ludzi mogło być dobrym doświadczeniem; tak by nie zatracili się w przemocy lub śmierci; i tak by rozczarowanie nie uwięziło i nie wyobcowało ich. To wszystko musi być czynione z wielką troską o tego, który otrzymał życie, został ochrzczony w wierze i zdaje sobie sprawę, że są to wielkie dary”.

Jak zauważa działacz Voice of The Family nacisk położony został tutaj na życie młodych ludzi jako „dobre doświadczenie” i na ich wyzwolenie od współczesnego zła. Nie ma tutaj, ani w żadnej innej części dokumentu, nawiązania do rzeczywistych duchowych zagrożeń lub wiecznego potępienia, a także do głównego zadania Kościoła jakim jest potęgowanie chwały Pana Boga oraz zbawienie dusz. Sekretariat zdaje się ograniczać wszystko do naturalnych celów. „Doświadczenie misyjne” w związku z tym nie jest już szerzeniem Ewangelii, ale „altruistyczną służbą i owocną wymianą” (III.3). Obecność niewierzących nie jest już czynnikiem pobudzającym ewangelizację, ale szansą dla „zwiększenia możliwości owocnego dialogu i wzajemnego wzbogacania się” oraz „doskonalszego słuchania, szacunku i dialogu” (sic!!!).

Sekretariat Synodu zdaje się więc zupełnie nie zważać na rozkaz Chrystusa: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt, 28, 18-20). Jak zauważa McCusker, nie można zrozumieć celu autentycznych powołań bez zrozumienia tego wielkiego polecenia naszego Pana.

Pominięcie ważnych problemów współczesnych młodych

Jak zauważa McCusker wielu młodych ludzi, szczególnie na Zachodzie, już od najmłodszych lat jest wystawionych na działanie kultury indoktrynującej ich w podejściu do seksualności, które pozostaje sprzeczne z prawem naturalnym i prawdami o ludzkiej naturze ujawnionymi przez Pana Boga Kościołowi Katolickiemu. Taka sytuacja stanowi poważne zagrożenie dla fizycznego, psychologicznego, intelektualnego oraz duchowego rozwoju młodych ludzi usilnie zachęcanych do angażowania się w przedmałżeńską aktywność seksualną, korzystania z antykoncepcji, a nawet aborcji, jak również eksperymentowania z niemoralnymi formami aktywności seksualnej, jak na przykład homoseksualność.

Działacze Voice of The Family zwracają uwagę, że młodzi ludzie poprzez różne oddziaływania mediów są nieustannie bombardowani obrazami nasyconymi seksem, pornografią, a także ciągłym dyskredytowaniem autentycznego rozumienia ludzkiej seksualności. Działacze zwracają uwagę że „ideologia gender” jest niezwykle agresywnie narzucana przez rządy oraz potężne grupy lobbystyczne. Wielu młodych ludzi coraz bardziej obawia się czy w przyszłości będzie mogło swobodnie praktykować wiarę katolicką i żyć zgodnie z naturalnym porządkiem. Należy zdecydowanie podkreślić, że wszystkie te przejawy zła stanowią poważne zagrożenie dla wiecznego zbawienia dusz.

Jednakże, jak wskazuje McCusker, Sekretariat Synodu nie wydaje się zainteresowany tymi problemami. W zamian koncentruje się na kwestiach, które są już dostrzegane przez świeckich, jak „bezrobocie”, „zwiększenie elastyczności na rynku pracy”, „ochrona środowiska” i „wyzwanie wielokulturowości”. Zdaniem działaczy Voice of The Family jest to poważne zaniedbanie Sekretariatu Synodu, odpowiedzialnego przecież – jak wszyscy w Kościele – za wieczne dobro dusz. Można nawet odnieść wrażenie, że Sekretariat bardziej zainteresowany jest „zadowoleniem świata” niż rozwiązaniem wielu poważnych problemów, z którymi borykają się współcześni młodzi ludzie.

Pomniejszenie autorytetu Kościoła w zakresie nauczania

Dokument stanowi, że „słuchając młodych ludzi, Kościół ponownie usłyszy głos Pana przemawiającego we współczesnym świecie”.

Zdaniem działaczy Voice of The Family jest to błędne stwierdzenie na kilku poziomach:

- przede wszystkim oznacza, że obecnie Kościół nie słyszy głosu Pana, co stanowi sprzeczność w odniesieniu do obietnicy dokonanej przez Pana Jezusa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt, 28, 20). Kościół nigdy nie zawiedzie w zakresie nauczania prawdziwej wiary, pomimo ludzkich niepowodzeń jego członków. Stwierdzenie zawarte w dokumencie przygotowawczym sugeruje również, że to młodzi ludzie powinni kierować Kościołem. Prawda oczywiście leży na zupełnie innym biegunie – to właśnie młodzi ludzie, podobnie jak wszyscy inni potrzebują nauczania oraz wskazówek Kościoła;

- stwierdzenie to może również sugerować, że nauczanie Kościoła „nie pasuje” do współczesnego świata. Z kolei jak możemy przeczytać w Piśmie Świętym Ewangelia została „raz tylko przekazaną” (Jud, 1, 3) i doskonale pasuje do wszystkich miejsc i czasów, ponieważ jest głosem samego Boga.

Dokument ujawnia podobne naruszenia logiki wiary kiedy stanowi:

„Podobnie jak w czasach Samuela (por. 1Sm 3, 1-21) i Jeremiasza (por. Jr, 1, 4-10), młodzi ludzie wiedzą jak rozpoznać znaki naszych czasów, wskazane przez Ducha. Słuchając ich dążeń Kościół może dostrzec świat, który jawi się w przyszłości i ścieżki, do którymi podążania, Kościół jest wezwany”.

Zdaniem McCusker „to stwierdzenie to absurd”. Młodzi ludzie nie mają szczególnego wglądu „w znaki czasu” lub w „świat, który jawi się w przyszłości” i z całą pewnością nie są najlepiej przygotowani, by dyktować „ścieżki, do którymi podążania, Kościół jest wezwany”. W rzeczywistości Pismo Święte, Tradycja Kościoła i zbiorowa mądrość ludzkości połączona z mądrością dawnych czasów wzywa nas do szacunku dla starszych. Już w Starym Testamencie możemy przeczytać „Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca, w ten sposób okażesz bojaźń Bożą. Ja jestem Pan!” (Kpł, 19, 32). Dodatkowo święty Piotr potwierdza te słowa pisząc: „Tak samo wy, młodzieńcy, bądźcie poddani starszym!”.

Należy uświadomić sobie, że nie istnieje świat „jawiący się w przyszłości”, który fundamentalnie różni się od tego, w którym żyjemy obecnie. Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo się zmienia, ale przed powrotem Pana w Chwale prawo naturalne nie ulegnie przemianie, podobnie jak konstytucja i nauczanie Kościoła Katolickiego. Podejście Sekretariatu Synodu wydaje się przesycone teoriami zakładającymi ewolucję Kościoła i społeczeństwa - wskazuje lider Voice of The Family.

Matthew McCusker zwraca też uwagę, że dokument przygotowawczy prezentuje „młodych ludzi” jako jednorodną grupę osób pomiędzy 16 a 29 rokiem życia. Chociaż kilkukrotnie możemy przeczytać, że charakterystyka „młodych” oparta jest na badaniach, autorzy nie dostarczają jakichkolwiek odniesień dla poparcia swoich twierdzeń. Opis młodych ludzi zawarty w dokumencie wydaje się typowy dla kleryków, którzy mentalnie pozostali w latach 60-tych. Młodzi ludzie w wyobrażeniu Sekretariatu „pragną zmiany w społeczeństwie i Kościele”. Chcą by „Kościół zbliżył się do ludzi i bardziej zważał na kwestie społeczne, ale zdają sobie sprawę, ze nie nastąpi to natychmiast”. Ponadto „chcieliby być aktywną częścią procesu zmian dziejących się współcześnie”. To właśnie ci młodzi ludzie „proponują lub praktykują [sic] alternatywy pokazujące światu i Kościołowi jak mogłoby być”.

W dalszej części dokument podkreśla różnice pomiędzy pokoleniami i wskazuje na niepowtarzalność współczesnej młodzieży: „Dzisiejsze pokolenie młodych ludzi żyje w świecie, który różni się od życia ich rodziców i wychowawców. Zmiany gospodarcze i społeczne wpłynęły na zakres obowiązków i możliwości. Zmieniły się aspiracje młodych ludzi, ich potrzeby, uczucia i sposób nawiązywania kontaktu z innymi”.

Zdaniem McCuskera takie twierdzenia ignorują międzypokoleniową jedność i podobieństwo, które przeważają szczególnie w krajach nie-Zachodnich. Powołując się na doświadczenie Voice of The Family (zgromadzone na pięciu kontynentach) działacz stwierdza, że podstawowe potrzeby i aspiracje młodych ludzi dotyczą kwestii fundamentalnych – podobnie jak ich rodziców i dziadków.

Negatywny obraz tradycji Kościoła

Dokument przygotowawczy nie wydaje się być szczególnie mocno zakorzeniony w tradycji Kościoła, jako że w całym tekście nie ma żadnego odniesienia do ojców, doktorów czy świętych Kościoła. Jest za to dwadzieścia odniesień do dokumentów i innych prac papieża Franciszka. Jest jeden cytat z papieża Benedykta XVI, ale nie ma żadnych nawiązań do jego poprzedników. Są dwa odniesienia do Soboru Watykańskiego II, ale jest to jedyny sobór, o którym się wspomina. Dokument nawiązuje też do wspomnianego wcześniej syryjskiego biskupa żyjącego w piątym wieku, którego ortodoksja budzi jednak wiele wątpliwości.

Zdaniem McCusker autorzy dokumentu dystansują się od przeszłości, stwierdzając, że: „celem każdego poważnego programu duszpasterskiego” są „prawdziwie wolne i odpowiedzialne wybory, całkowicie zwolnione z przeszłych praktyk”. Z kolei w innym fragmencie można znaleźć podobne stwierdzenie: „stare podejście już nie działa i minione doświadczenia poprzednich pokoleń szybko stały się nieaktualne”. Dokument w rzeczywistości wzywa Kościół do abdykowania ze swego nauczycielskiego autorytetu – zauważa McCusker.

Negatywne nastawienie do rodziców i starszych ludzi

Jakby tego było mało, można odnieść wrażenie, że Sekretariat Synodu stara się podważyć prawa rodziców. W sekcji dokumentu przygotowawczego rolę „rodziców oraz dorosłych edukatorów” postrzega się jako kluczową, jednak reszta tej sekcji poświęcona jest krytyce. „Starsze generacje”, jak możemy przeczytać, „często mają tendencję do niedoceniania potencjału młodych ludzi” oraz „podkreślają ich słabości i mają trudności ze zrozumieniem potrzeb tych, którzy są bardzo młodzi”. Rodzice „często… nie mają pomysłu jak pomóc młodym ludziom skoncentrować się na przyszłości”, a także „dwiema najczęstszymi reakcjami, które preferują jest nie mówić nic oraz narzucać własne wybory. Rodzice nieobecni lub nadopiekuńczy sprawiają, że ich dzieci są bardziej nieprzygotowane do życia i maja tendencję do niedoceniania związanych z nim zagrożeń lub mają obsesję lęku przed popełnianiem błędów”. Jak zauważają przedstawiciele Voice of The Family te słowa krytyki mogą być prawdziwe w wielu wypadkach, ale „z uwagi na dotychczasową niechęć Sekretariatu do podtrzymania praw rodzicielskich, swego rodzaju świeżością byłoby usłyszenie czegoś pozytywnego na temat rodziców w czasach, kiedy znajdują się oni pod coraz większą presją”.

McCusker zwraca uwagę, że zdaniem Sekretariatu „jeśli społeczeństwo lub wspólnota chrześcijańska pragnie, by ponownie wydarzyło się coś nowego, muszą pozostawić miejsce do działania nowym ludziom”. Innymi słowy, jak komentuje McCusker starsi ludzie powinni być zachęcani (lub zmuszeni?) do opuszczenia swoich stanowisk, również w Kościele, ponieważ „kiedy wiek tych, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska jest wysoki” to „zostaje spowolnione tempo zmian generacyjnych”. Zdaniem działaczy Voice od The Family istnieje silne powiązanie pomiędzy tą postawą a tym co często kryje się za rosnącym poparciem dla eutanazji lub „wspomaganego samobójstwa” – stanowiskiem, zgodnie z którym starsi lub niepełnosprawni są postrzegani lub sami siebie postrzegają, jako obciążenie dla rodzin oraz nadchodzących pokoleń.

Wnioski

Podsumowując swoją wypowiedź McCusker zaznacza, że oczywiście nie jest to pełna analiza dokumentu przygotowawczego. Jednak lektura przedstawionych powyżej fragmentów wystarcza, aby zauważyć, że „synod młodych” może stanowić podobne zagrożenie dla integralności katolickiej wiary jak „synod o rodzinie”.

Dokument wydaje się stawiać młodych ludzi w roli arbitrów, tego jak Kościół powinien działać i czego nauczać. „Przewidujemy, że Sekretariat Synodu prezentując prośby od młodych ludzi dotyczące zmian w katolickiej doktrynie i praktyce, przedstawi je następnie jako dowód, że Kościół musi zmienić swoje fundamentalne przekonania. Młodzi ludzie oczywiście mogą zostać wyselekcjonowani i zmanipulowani, by służyć ustalonym celom”, przestrzega McCusker.

Zdaniem działacza Voice of The Family „wierzący katolicy powinni przygotować się na tę nieuchronną eskalację nowego ataku na Kościół, w którym niewłaściwie katechizowana i ukształtowana młodzież zostanie wykorzystania przeciwko niemu”. Po czym dodaje: „ci, którzy kontrolują mechanizmy władzy w Watykanie dali wiele dowodów na to, w jakim stopniu są gotowi rozpowszechniać swoją własną zepsutą i zniekształconą Ewangelię w miejsce prawdziwej Ewangelii objawionej raz na zawsze przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Co nam pozostaje?

„Wzywajmy nadal wstawiennictwa Matki Bożej o wybawienie Kościoła od toczących się procesów i o nadchodzący triumf Jej Niepokalanego Serca. Najświętsza Panno módl się na nami!”, pisze kończąc swoje rozważania Matthew McCusker.

Opracowanie: malk

https://www.pch24.pl/co-przyniesie-kosc ... 134,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 30 lis 2017, 09:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Amoris Laetitia – między posłuszeństwem a prawdą

Obrazek

„Amoris Laetitia to owoc kryzysu jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad”, mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Co mogą zrobić polscy katolicy, żeby zamieszanie w kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Rzeczywiście, pytanie jest bardzo trudne. Nigdy wcześniej, sądzę, nie zdarzyło się, żeby oficjalnie promulgowany dokument papieski zawierał tyle niejasności i nie pozwalał się tak łatwo interpretować wbrew całej nauce Tradycji. Zwykli katolicy znajdują się w związku z tym w sytuacji faktycznie dramatycznej.

Z jednej strony, co jest charakterystyczne dla Polski, wychowani zostali w naturalnej niejako ufności wobec wszystkiego, co przychodzi z Rzymu. To jedna z kotwic siły polskiego katolicyzmu: być zawsze po stronie papieża, przeciwstawiać się jego krytykom. Ta postawa została jeszcze umocniona podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Nic zatem dziwnego, że kiedy pojawiają się słowa i gesty, dokumenty i nauki wątpliwe, wewnętrznie sprzeczne albo - jak w przypadku Amoris Laetitia -pozwalające na wnioski sprzeczne z całą dotychczasową doktryną Kościoła, polscy katolicy nie wiedzą, jak się zachować. Czy dać posłuch wrodzonemu przywiązaniu do Rzymu i naturalnej miłości do papieża, czy stawić czoło trudnej prawdzie, która kazałaby papieski dokument zakwestionować i uznać co najmniej za przejaw braku jasności.

Dodatkowo polscy katolicy, inaczej niż w pozostałych państwach Europy, wciąż są grupą znaczącą, a katolicyzm ma duży wpływ na życie społeczne. Z tego punktu widzenia ostra krytyka działań papieża natychmiast może być wykorzystana przez drugą stronę ideologicznego sporu. Liberalne media uwielbiają wręcz przeciwstawiać sobie rzekomo oświeconą religijność obecnego Rzymu i płaską, fanatyczną wręcz religijność Polaków. Ta sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, bo, czego dowodem jest Amoris Laetitia, coraz trudniej nie dostrzec, że suma różnych papieskich wypowiedzi, czynów, nauk, sądów, dokumentów, gdyby je przyjmować za dobrą monetę, prowadziłaby katolika do zerwania z dziedzictwem wszystkich wcześniejszych pokoleń.

Niektórzy zatem wypierają niewygodne fakty i po prostu milczą. Inni próbują przekonywać, że nie mamy do czynienia z samymi w sobie osobliwymi naukami papieża Franciszka, tylko z ich medialnym nadużyciem. Wreszcie są i tacy, którzy sądzą, że nie ma wyjścia i trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Dobrego wyjścia z sytuacji nie widzę. Źródłem zamieszania nie są polscy katolicy, ale dwuznaczne co najmniej teksty wydane przez papieża Franciszka, dlatego kryzys może być przezwyciężony tylko u źródła. Jedno na pewno polscy katolicy mogą zrobić: modlić się i nie popadać w rozpacz.

A co mogą zrobić polscy biskupi, żeby zamieszanie w Kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Polscy biskupi znajdują się, co w pewien sposób naturalne, w sytuacji jeszcze trudniejszej niż zwykli wierni. Gdyby faktycznie nazwali publicznie błędy i słabości papieskiego dokumentu, mogliby wywołać zgorszenie zwykłych wiernych. Czy biskup może publicznie piętnować błędy Ojca Świętego? I jak wpłynie to na jego własny autorytet wśród wiernych? Nie sądzę, żeby to była właściwa postawa.

Drugie wyjście to zachowywanie się jakby nic się nie stało i interpretowanie nauk Amoris Laetitia w zgodzie z Tradycją. Zaletą takiego stanowiska jest unikanie skandalu, wadą – słabość logiczna. Biskupi muszą udawać, że nie zauważają, iż ich interpretacja jest sprzeczna z tą, jaką dali ich bracia w biskupstwie w Niemczech, Belgii czy Argentynie. Znaczyłoby to, że godzą się z tym, że nauka moralna jest zależna od geografii i sami poniekąd przyznają Polsce status pewnego konserwatywnego rezerwatu.

Wolno im niczego nie zmieniać, co się tyczy moralności, bo mieszkają w tradycyjnym społeczeństwie. W sensie logicznym jednak to postawa nie do utrzymania: to co prawdziwe w Polsce, nie może być nieprawdziwe w Niemczech. Poszczególni biskupi muszą się też liczyć ze sprawowaniem urzędu przez papieża Franciszka. Zbyt wyraźny sprzeciw pociąga za sobą brak szans na karierę, w skrajnym przypadku groźbę degradacji.

Po raz pierwszy żyjemy w czasach, kiedy zasada hierarchiczna, zasada posłuszeństwa ze względu na Chrystusa, jest tak śmiało i zuchwale wykorzystywana przeciw wierności naukom samego Chrystusa. Można sądzić, że biskupi uznali, że najlepszym sposobem na wyjście z obecnej sytuacji zamieszania będzie przeczekanie. Niestety, taka postawa, choć politycznie zrozumiała - byle nie gorszyć wiernych - niesie w sobie ogromne ryzyko. Tam, gdzie nie nazywa się błędów po imieniu, tam pozwala się na ich szerzenie.

Argentyna, Filipiny, Niemcy itd. wydały interpretacje Amoris Laetitia – co z nich wynika, jak bardzo się różnią, która jest „prawdziwa”?

Największym problem Amoris Laetitia, na co wskazało czterech kardynałów w swoich dubiach, jest faktyczne przyzwolenie na głoszenie etyki sytuacyjnej. Być może najtrafniej słabość tego dokumentu pokazali Joseph Seifert, wielki filozof i teolog katolicki, uczeń Dietricha von Hildebranda, moim zdaniem jednego z najważniejszych myślicieli nowożytnego katolicyzmu, w Polsce niestety jest on niemal nieznanego, oraz Robert Spaemann, podobnie wielki współczesny katolicki intelektualista.

Otóż Seifert zauważył, że według Amoris Laetitia katolik może uznawać za nakaz Boży głos swego prywatnego sumienia, mimo że sprzeciwia się to obiektywnym normom etycznym. Jest to niemal dosłowne przeniesienie nauk Lutra i jego koncepcji prywatnego osądu, zgodnie z którą Bóg jest twórcą dobra i zła i może nakazywać działania nawet jeśli kłócą się one z moralnym porządkiem i dekalogiem. Seifert wskazał, że gdyby posłużyć się takim rozumowaniem, obecnym w Amoris Laetitia, to w ogóle znikają wszelkie normy. Jeśli nie ma bezwzględnie złych zachowań, to wszystko staje się dozwolone i każdy akt ludzki może zostać wytłumaczony.

W konsekwencji będzie można bronić eutanazji, bo to rzekomo lepsze niż cierpienie, lub aborcji: skoro i tak się je przeprowadza, to po co jeszcze obciążać sumienia? Takie rozumowanie, które znajduje swoje oparcie w samych słowach dokumentu papieskiego, prowadzi do całkowitego relatywizmu i nihilizmu.

Czy można powstrzymać zamieszanie związane z „interpretacjami” Amoris Laetitia?

Zamieszanie można powstrzymać tylko w jeden sposób: odrzucając niejasne fragmenty i przypominając Tradycję. Jednak kto miałby tego dokonać? Wyraźnie nie chce tego zrobić papież Franciszek, autor całego zamieszania. Jego wybór na Stolicę Piotrową pokazuje zresztą, że zwolennikami nowego podejścia, będącego praktycznie katolicką wersją liberalnego protestantyzmu, musiało być wielu kardynałów.

Papież Franciszek i Amoris Laetitia to owoc kryzysu, jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad. Otóż najbardziej radykalni uczestnicy synodu, zwolennicy zmiany stosunku Kościoła do związków homoseksualnych, wskazywali, że uznanie dla takiej formy współżycia wynika z wcześniejszego uznania przez Kościół na Soborze tezy, że w innych religiach są pierwiastki uświęcenia i prawdy. Skoro godzimy się na to - zauważali zwolennicy zmian - powinniśmy też przyjąć, że takie pierwiastki obecne są w innych rodzajach związków seksualnych. I trudno im odmówić logiki.

Rozchwianie nauki moralnej jest pochodną coraz większej niejasności dogmatycznej, uznanie dla ludzkiej godności jako absolutnie bezwzględnej i zamazanie, rozmycie, niekiedy wręcz odrzucenie nauki o grzechu pierworodnym, tak charakterystyczne dla czasów soborowych, z czego dalej wynika docenienie innych religii i innych systemów etycznych, faktycznie musi prowadzić do zakwestionowania tradycji etycznej chrześcijaństwa.

A więc tylko wskazując słabości tekstów soborowych i późniejszych papieży dociera się do istoty kryzysu. To nie tylko kwestia moralna, ale przede wszystkim dogmatyczna. Nie wiem i nie umiem sobie wyobrazić, jak mogłoby to praktycznie wyglądać. W takiej sytuacji katolikowi pozostaje jedynie wiara w Ducha Świętego i w to, że nie opuści On swego Kościoła, Kościoła Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

AUTOR: PAWEŁ LISICKI DLA PCH24.PL

https://www.pch24.pl/amoris-laetitia--- ... 461,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 08 sty 2018, 14:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Abp Negri o wsparciu biskupów z Kazachstanu: duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił

Obrazek

„Istnieje zamieszanie. Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć” – uważa abp Luigi Negri, były nuncjusz apostolski w USA, który wsparł oświadczenie kazachskich hierarchów w sprawie „Amoris laetitia”, podtrzymujące „niezmienne prawdy o małżeństwie sakramentalnym”.

Arcybiskup wyjaśnił w wywiadzie udzielonym włoskiej agencji katolickiej „La Nuova Bussola”, dlaczego poparł stanowisko biskupów z Kazachstanu. Stwierdził m.in., że duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił i przyniósł obfite owoce w życiu chrześcijańskim. Jednocześnie skrytykował próby wypierania się tożsamości katolickiej w dialogu z innymi religiami i pozytywny wizerunek heretyka Marcina Lutra, przedstawiany przy okazji obchodów 500. rocznicy reformacji protestanckiej. Taki Marcin Luter „nie istnieje” – przekonywał.

Duchowny zapytany o to, co skłoniło go do sygnowania oświadczenia stwierdził: W obliczu poważnego zamieszania w Kościele, jeśli chodzi o kwestię małżeństwa, uważam, że należy ponownie przedstawić klarowne, tradycyjne stanowisko. Uznałem, że powinienem podpisać dokument, ponieważ jego treść przedstawia to, co ukazywałem rozlegle w ciągu ostatnich lat swojej posługi - nie tylko w ostatnich miesiącach - na każdym etapie starań poświęconych tematowi rodziny, życia, prokreacji i odpowiedzialności za edukację oraz kształcenie młodych ludzi. Są to kwestie absolutnie ważne, których świat katolicki jako całość nie wydaje się być świadomy.

Hierarcha podkreślił, że „zgodnie z doktryną społeczną Kościoła, kwestia tożsamości i rozwoju osoby oraz jej odpowiedzialności w świecie są szczególnym, podstawowym, niezbędnym zadaniem Kościoła”. - Walka toczy się pomiędzy mentalnością świata – jak to papież Franciszek w pierwszych miesiącach pontyfikatu nazwał „dominującą jednostronnością” - i chrześcijańską koncepcją życia oraz egzystencji. Jeśli Kościół nie zaangażuje się w pełni w tę konfrontację, w efekcie doprowadzi to do zredukowania Jego pozycji i znacznej marginalizacji w życiu społecznym – wyjaśniał.

Purpurat zapytany o to, czy słusznie niektórzy sądzą, że nie istnieje żadne zamieszanie w Kościele i że mamy jedynie do czynienia z kwestią oporu wobec drogi ku Jego odnowie, zdecydowanie odrzucił takie stanowisko. Uznał je za „nierozsądne”.

- Jest zamieszanie - mówił. - Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć. Pamiętam mocne, lecz przerażające słowa kardynała Caffarry wypowiedziane na pewien czas przed śmiercią. Stwierdził: „Kościół, który niewiele uwagi poświęca doktrynie, nie jest bardziej duszpasterskim Kościołem, lecz bardziej ignoranckim”. To niewiedza rodzi zamieszanie. Ponownie zacytuję kardynała Caffarrę, który powiedział, że „tylko ślepiec może zaprzeczyć, że w Kościele panuje wielkie zamieszanie”. Mogę zaświadczyć o tym z tego, co obserwowałem, szczególnie w ostatnich miesiącach mojej posługi w archidiecezji Ferrara-Comacchio. Codziennie rozmawiałem z dobrymi chrześcijanami, których sumienia były pełne wielkiego rozczarowania i którzy bardzo cierpieli. Powiem dobitnie: ich cierpienie było większe niż to, którego doświadcza wielu duchownych i tylu moich braci biskupów. To cierpienie ludzi, którzy nie czują już troski i wsparcia w wypełnianiu podstawowych wymagań prawdy, dobroci, piękna i sprawiedliwości, które konstytuują samo serce człowieka i które tylko tajemnica Chrystusa głęboko objawia i wprowadza w niezwykły sposób.

Hierarcha zastrzegł, że „nie chce z nikim wdawać się w polemikę, ale nie może pominąć stwierdzenia, że ​​musimy pracować, by blask Tradycji powrócił, by był doświadczany przez chrześcijański lud i by stał się ofertą, którą chrześcijanie zaproponują wszystkim ludziom”.

Abp Negri odniósł się także do oskarżeń o błędy doktrynalne Vaticanum II, pontyfikatów poprzedników Franciszka czy obchodów reformacji i samej postaci Marcina Lutra.

O Soborze Watykańskim II powiedział, że „było to niezwykłe i złożone doświadczenie ... z aspektami, które nie zawsze są jasne”. Tłumaczył, że nie można porównywać pontyfikatów św. Jana Pawła II, Benedykta XVI z pontyfikatem Franciszka, ponieważ każdy z papieży ma swoją rolę do spełnienia w dziejach Kościoła. Na przykład Jan Paweł II przypominał, że źródłem zbawienia jest Chrystus, a Kościół katolicki jest miejscem „odnowy” życia duchowego. Magisterium Benedykta XVI wzywało do ciągłości w przejściu od rzeczywistości przedsoborowej do rzeczywistości posoborowej.

- Jan Paweł II i Benedykt XVI wynieśli magisterium katolickie na poziom nadzwyczajny. Absurdem jest naginać interpretację tych wielkich postaci w życiu Kościoła dla własnych interesów. Jednocześnie absurdem jest także porównywanie pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI z magisterium papieża Franciszka. W dziejach Kościoła każdy papież ma swoją rolę. Rola Franciszka z pewnością nie polega na ponownym proponowaniu pełności i rozległości chrześcijańskiego przesłania, lecz na wyciągnięciu pewnych niezbędnych konsekwencji na płaszczyźnie etycznej i społecznej – tłumaczył.

I dalej hierarcha odniósł się do „szokujących” rzeczy w Kościele. - [Obecne] zamieszanie doktrynalne i kulturowe ma pewne aspekty, w które ludziom o zdrowym rozsądku i odpowiedniej kulturze wprost trudno uwierzyć. Ta sprawa dotycząca Lutra jest niesamowita. Luter, o którym tak dużo mówiono, nie istnieje. Ten reformujący Luter, ten ewangelizujący Luter, ten Luter, którego przedstawiano jako postać pozytywną i dobrą dla Kościoła, nie ma historycznych i krytycznych podstaw bytu – dodał.

Dalej hierarcha stwierdził, że współpraca z duchownymi innych religii w obliczu poważnego ataku na tradycję religijną w ogóle na Zachodzie jest konieczna, ale „by współpracować, nie musimy osłabiać naszej własnej tożsamości ani myśleć, że jej istnienie jest przeszkodą w naszych wysiłkach”. - Jest dokładnie odwrotnie: ci, którzy angażują się w dialog religijny, w dialog ekumeniczny, w dialog ze społeczeństwem na temat własnej tożsamości, mają niezwykle ważny wkład. Nie możesz współpracować i rozmawiać, kiedy zaczynasz od zamieszania. Dialog rozpoczynający się od tożsamości i gdy katolicka tożsamość jest w pełni przeżywana, ma niepowtarzalny i niezastąpiony wkład w życie społeczeństwa – zaznaczył.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/abp-negri-o-wsparci ... 358,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 18 sty 2018, 11:35 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Akceptacja cudzołóstwa? Jan Chrzciciel umarł na darmo?
Rozmowa z o. Augustynem Pelanowskim

Obrazek

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego – powiedział w rozmowie z PCh24.pl o. Augustyn Pelanowski.

Co Pismo Święte mówi o rozwodach?

Nowy Testament jest bardzo jasny, zdecydowany i bez żadnych możliwości interpretacji, nawet takich, do jakich dochodzi w Amoris Laetitia. W Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi „kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9). Tutaj nie ma już nic do wymanipulowania, z tego sformułowania nie da się już niczego wyciągnąć. Ostatni redaktor świętego Mateusza dodał w glosie jeszcze słowa „chyba w wypadku nierządu”. Ale to oznacza, że jeśli ktoś żyje „na kocią łapę” mówiąc kolokwialnie, czyli bez związku sakramentalnego myśląc w kategoriach Kościoła , to oczywiście, że może się rozejść. Ale jeśli to jest prawnie zawarty związek małżeński, czyli sakrament, to „nie ma przeproś”. Tu nic się z tym nie da zrobić.

I nawet jeśli generał jezuitów, ojciec Arturo Sosa Abascal, będzie mówił, że wtedy nie było dyktafonów, to ośmielam się mu przypomnieć, że w tamtych czasach zapisywanie tego typu tekstów, między innymi tekstu proroctw, było ściśle kontrolowane przez soferów i nie można było niczego dodać czy ująć. Zresztą Apokalipsa mówi nam, że jeśli ktoś dołożyłby słowo do tych proroctw, to Bóg dołoży mu plag (Ap 22, 18-19). Dlatego biorąc pod uwagę bojaźń starożytnych, żeby zmienić coś w tych tekstach, to okazuje się, że jest to sytuacja niemożliwa. Dlatego generał jezuitów jest w ogromnym błędzie. Sam oczywiście może nagrywać dyktafonem swoje wypowiedzi i sprawdzać czy powiedział dobrze czy nie, natomiast w Ewangelii św. Mateusza, w 19 rozdziale, w 9 wierszu jest „kawa na ławę”: drugi związek jest cudzołóstwem, jeśli pierwszy był zawarty prawnie.

A jakie są konsekwencje cudzołóstwa? Często zapomina się o tym, że nie bez powodu to bardzo poważny grzech.

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Natomiast od strony psychologicznej jest to bardzo prosta rzecz: mamy depresję pierwszej żony, autoagresję dzieci, obniżenie poczucia własnej wartości – a to są pierwsze z rzędu konsekwencje psychologiczne. Mogą do tego dołączyć inne rzeczy: przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego. Wystarczy sięgnąć do Księgi Rodzaju, gdzie czytamy o ustanowieniu małżeństwa. Człowiek wchodzi na teren działania szatana i siły ciemności oddziałują na porzuconą rodzinę. Oskarżanie, zasmucanie, rozpacz to ich codzienność. Tylko kapłan, który spowiada osoby porzucone widzi jakie to są dramaty.

A cudzołożnik, czyli osoba żyjąca w kolejnym związku rzadko kiedy ma właściwe odniesienie do Pana Boga, ponieważ to jest prawie niemożliwe. On jest człowiekiem opętanym; nie stricte verbis, ale jest to rodzaj zniewolenia demonicznego. Dlatego cudzołóstwo jest strasznym grzechem.

Jak w tym kontekście patrzeć na adhortację Amoris Laetitia? Pojawiają się w niej zapisy otwierające wiele niebezpiecznych furtek.

Niektóre zapisy Amoris Laetitia są bardzo niebezpieczne. Nie ośmielę się jednak mówić o schizmie czy herezji – to nie jest dla mnie właściwa nomenklatura, poza tym nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, zostawiam to innym. Jest to natomiast sprzeciw wobec słów Jezusa, który jasno powiedział czym jest cudzołóstwo – rozmawialiśmy o tym wcześniej: nie ma drugich, trzecich czy czwartych związków. A podważenie jednego przykazania, w tym wypadku: „nie cudzołóż”, jest niczym uderzenie w punkt krytyczny kryształu. Sam Jakub mówi w swoim liście, w 2 rozdziale, w wierszu 10 takie słowa: „choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż!, powiedział także: Nie zabijaj!”. To może doprowadzić do efektu domina: podważenie jednego przykazania sprawia, że wszystko jest możliwe; wtedy wszystko jest do podważenia. Czyli wtedy już nie ma sensu żadna spowiedź, nie ma sensu pojęcie grzechu, ponieważ każdy grzech może być usprawiedliwiony.

Dlatego albo wszystkie grzechy są grzechami, albo żaden z nich nie jest grzechem, jeśli choćby jeden nie jest grzechem. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Prawda nie jest efektem dyskursu jakby chciał Derrida.

A jakie konsekwencje niesie za sobą przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskich mając na sumieniu nie odpuszczony grzech cudzołóstwa?

W 11. rozdziale Listu do Koryntian święty Paweł mówi, że jeśli ktoś przyjmuje świętokradzko Komunię świętą, to niech się nie dziwi swoim chorobom i dodaje: „wielu z was umarło z tego powodu!”. Jeśli ktoś nie zważając na Ciało i Krew Pańską, to mówi święty Paweł, przyjmuje Komunię świętą, to popełnia grzech, który przynosi śmierć! Każdy, kto w grzechu ciężkim przyjmuje świętokradzko Komunię uniemożliwia sobie zbawienie i doprowadza do śmierci. Nikomu śmierci nie życzę, ani chorych klimatów życia, ani chorób tym bardziej, dlatego nie mogę milczeć w sprawie cudzołóstwa. Gdyby można było wchodzić w drugie związki małżeńskie to Jan Chrzciciel umarł na darmo, prawda?

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ochman

https://www.pch24.pl/akceptacja-cudzolo ... 796,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 23 lut 2018, 12:41 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Franciszek poprzez Amoris laetitia otworzył furtkę heretykom ...


Niemiecka rewolucja duszpasterska. Ciąg dalszy: „interkomunia”

Obrazek

Niemcy biskupi kolejny raz odcinają się do dotychczasowego nauczania Kościoła. Powołując się na Amoris laetitia dopuszczono protestantów do Komunii Świętej. Od dawna taki krok zapowiadał kardynał Kasper. Niemcom chodzi jednak nie tylko o Kościół w ich kraju, ale o rewolucję w Kościele powszechnym.

Niemożliwe stało się możliwym

Gdy w roku 2015 pytano prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, kardynała Roberta Sarah, czy udzieliłby Komunii Świętej mieszanemu katolicko-protestanckiemu małżeństwu, odparł jednoznacznie: nie, to niemożliwe, byłaby to profanacja. Kardynał powołał się na przepisy prawa kanonicznego stawiające tę sprawę zupełnie jasno. Trzy lata później okazuje się, że to, co było dotąd niemożliwe, staje się nagle zupełnie realne. Episkopat Niemiec na tegorocznym zebraniu plenarnym w Ingolstadt uznał, że „w niektórych przypadkach” małżeństwa mieszane mogą wspólnie przystępować do Stołu Pańskiego.

To rewolucja, która nie przyszła nagle. Od dawna zapowiadało ją wiele znaków.

Różnice teologiczne bez znaczenia

Jeszcze jesienią ubiegłego roku mogło się wydawać, że temat interkomunii pozostanie tym, czym był dotąd: gorąco dyskutowanym, ale jednak niemożliwym do spełnienia marzeniem progresistów spod sztandaru kardynała Waltera Kaspera. W niemieckim episkopacie, który przewodzi w ostatnich latach rewolucji w Kościele powszechnym, istnieli wprawdzie gorący orędownicy dopuszczenia heretyków do Stołu Pańskiego z arcybiskupem Monachium i doradcą papieża kard. Reinhardem Marxem na czele, jednak nie brakowało też hierarchów nie tylko bardzo wpływowych, ale i kojarzonych właśnie ze skrzydłem progresywnym, którzy takiemu rozwiązaniu się sprzeciwiali. W sierpniu „nie” dla interkomunii wypowiedział arcybiskup Berlina Heiner Koch, hierarcha, który wraz z Marxem oraz bp. Franzem-Josefem Bode na Synodzie Biskupów zabiegał o dopuszczenie do Komunii świętej rozwodników. Koch podnosił problem nieprzekraczalnych dzisiaj różnic teologicznych między katolikami a protestantami oraz przestrzegał przed wkraczaniem przez Niemców na drogę, którą nie idzie Kościół powszechny. Niespełna miesiąc później podobny głos usłyszeliśmy od kard. Rainera Maria Woelkiego, najzagorzalszego zwolennika przyjmowania niczym nieograniczonych islamskich mas uchodźców. Woelki na łamach katolickiej prasy stwierdził jednoznacznie, że interkomunia jest najzwyczajniej w świecie „niemożliwa” - i to nie tylko ze względu na różne rozumienie Eucharystii przez protestantów, ale także w związku z odmienną w Kościele i wspólnotach ewangelickich eklezjologię i chrystologię.

Od „duchowego dręczenia” po „zagrożenie wiary”

Dziś okazuje się, że oba te głosy były głosem mniejszości. Decyzja biskupów w gruncie rzeczy nie może zaskakiwać. Na łamach portalu PCh24.pl opisywaliśmy bardzo poważną zapowiedź właśnie takiego rozwoju wypadków. W marcu ubiegłego roku arcybiskup Bambergu Ludwig Schick po zebraniu plenarnym episkopatu powiedział mediom, że temat interkomunii był „żywo dyskutowany” i biskupi „przygotowują dokument, który będzie wiążący”. Schick mówił wprost, że katolicy i protestanci „chcą wspólnoty Eucharystii”, w ten sposób dając wyraźny sygnał, że dokument będzie przełomem. Występował razem z protestancką „duchowną”, której wizji przyszłej interkomunii w ogóle nie prostował.

Taką interpretację stanu problemu potwierdził też portal niemieckiego episkopatu Katholisch.de, publikujący wiosną minionego roku obszerny wywiad z progresywnym teologiem, profesorem Thomasem Schüllerem z Monastyru. Wywiad ten zasługuje dziś na szczególną uwagę i przypomnienie. Schüller argumentował mianowicie, że katolicko-protestanckie małżeństwa odczuwają niemożność wspólnego przystępowania do Komunii Świętej jako fakt „duchowo dręczący”. A zatem ludzki smutek miał usankcjonować profanowanie przez heretyków Eucharystii. Niemiecki episkopat przyjął dokładnie ten punkt widzenia, jaki zaprezentował Schüller. W komunikacie po tegorocznych obradach uzasadniano decyzję o „otwarciu” Komunii „palącym głodem małżonków”, którego niezaspokojenie mogłoby „stanowić niebezpieczeństwo dla małżeństwa i wiary”.

Stanowisko Watykanu

Wydaje się przy tym, że Niemcy nie odważyliby się na tę zmianę, gdyby nie postawa Ojca Świętego. Media chrześcijańskie na całym świecie szeroko opisywały wizytę papieża w luterańskim zborze Christuskirche w Rzymie w listopadzie 2015 roku. Franciszek pytany tam przez protestantkę o możliwość przyjmowania Komunii świętej wraz z jej katolickim mężem uniknął jednoznacznej odpowiedzi, ale zasugerował konieczność rozważania w sumieniu i „pójścia do przodu”. W rok później, przy okazji 499. rocznicy rozerwania Kościoła przez Marcina Lutra, Franciszek podpisał w Lund z przewodniczącym Światowej Federacji Luterańskiej „biskupem” Munibem Younanem deklarację na rzecz intensyfikacji wysiłków ekumenicznych, także w obszarze Eucharystii. Co miało to oznaczać, wyjaśnił wkrótce przewodniczący Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, szwajcarski kardynał Kurt Koch. W listopadzie 2016 roku jako „kolejne zadanie” ekumenizmu wskazał wypracowanie z luteranami wspólnego oświadczenia o Kościele, Urzędzie Nauczycielskim i Eucharystii właśnie; oświadczenie to miałoby mieć wagę podobną do wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu z 1999 roku.

Kasper i „elastyczne prawo”

Te watykańskie plany odważnie odczytał kardynał Walter Kasper. W styczniu 2017 roku w przemówieniu wygłoszonym w niemieckim Coburgu zapowiadał rychłe pojednanie z protestantami. Kwestia Komunii Świętej nie powinna być tu żadnym problemem, bo – twierdził Kasper – przepisy są elastyczne, a choć zasadniczo zabraniają dopuszczania niekatolików do Komunii, to „zaleca się wyrozumiałość”. Kościół przyszłości porównał wówczas kardynał do „cudownie mieniącego się w świetle wielościanu”. Wcześniej, w grudniu roku 2016, Kasper w rozmowie z włoskim „Avvenire” zapowiedział bez cienia wątpliwości, że „w pewnych przypadkach” katolicy i protestanci będą wspólnie przyjmować Komunię Świętą. Jak dziś widać, był doskonale poinformowany. Warto jednak chwilę zastanowić się nad rzekomą elastycznością przepisów.

Kodeks Prawa Kanonicznego stawia tę sprawę bardzo jasno. Przytoczmy tutaj odpowiednie paragrafy in extenso:

Kan. 844 - § 1. Katoliccy szafarze udzielają godziwie sakramentów tylko wiernym katolikom, którzy też godziwie przyjmują je tylko od katolickich szafarzy, z zachowaniem przepisów §§ 2, 3 i 4 niniejszego kanonu, jak również kan. 861, §2.

§4. Jeśli istnieje niebezpieczeństwo śmierci albo przynagla inna poważna konieczność, uznana przez biskupa diecezjalnego lub Konferencję Episkopatu, szafarze katoliccy mogą godziwie udzielać wymienionych sakramentów także pozostałym chrześcijanom, nie mającym pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim, którzy nie mogą się udać do szafarza swojej wspólnoty i sami o nie proszą, jeśli odnośnie do tych sakramentów wyrażają wiarę katolicką i do ich przyjęcia są odpowiednia przygotowani.

Wynika stąd jasno, że prawo kanoniczne rzeczywiście dopuszcza udzielanie Komunii Świętej protestantom wówczas, gdy „istnieje niebezpieczeństwo śmierci” lub zachodzi „inna poważna konieczność”, ale pod pewnymi warunkami. To po pierwsze, niemożność przyjęcia Komunii w swojej wspólnocie, po drugie, prośba ze strony niekatolika, po trzecie, podzielanie wiary katolickiej odnośnie sakramentu i gotowość do jego przyjęcia. Kardynał Kasper mówił o „elastyczności” przepisów, ale w tym wypadku mamy do czynienia po prostu z ich pomijaniem, bo niemieccy biskupi całkowicie zignorowali warunek pierwszy, a zatem niemożność przyjęcia sakramentu w swojej wspólnocie. Jak wiadomo, w sytuacji Niemiec nigdy to nie zachodzi. Wszystko sprowadzono do kwestii interpretacji sformułowania „inna poważna konieczność”. Jak wytłumaczył Episkopat, podobnie jak cytowany wcześniej prof. Schüller, sama „chęć” mieszanego małżeństwa, tak wielka, że grożąca aż rzekomo utratą wiary, została uznana za taką „konieczność”. Z pomocą przychodzi tu naturalnie adhortacja apostolska Amoris laetitia i „zmiana paradygmatu” w podejściu do Magisterium, o której mówił niedawno watykański sekretarz stanu kardynał Pietro Parolin. Tak samo jak w przypadku rozwodników w nowych związkach, tak i w kwestii protestantów „miłosierdzie” - a raczej to, co chce za nie uchodzić - triumfuje nad prawem i Urzędem Nauczycielskim. Nieprzypadkowo niemieccy biskupi w swoim oświadczeniu o rewolucji interkomunii wymieniają spośród wszystkich dokumentów Kościoła tylko Amoris laetitia.

Niemcy tylko torują drogę?

Decyzja niemieckiego episkopatu część progresistów może rozczarować, bo dotyczy tylko szczególnych przypadków i wyłącznie małżeństw. Cytowany tu już portal Katholisch.de nie ukrywa, że nadzieje wielu środowisk były większe. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że bynajmniej nie jest to ostatni przystanek pociągu reformy. To raczej tworzenie praktycznych podstaw i stopniowa reinterpretacja nauczania Kościoła, służąca przygotowywanemu przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan wspólnego z heretykami oświadczeniu o Eucharystii.

Niemiecki episkopat nie tyle idzie własną drogą, przed czym przestrzegał abp Heiner Koch; on raczej chce torować drogę Kościołowi powszechnemu. Kardynał Marx krótko przed 500. rocznicą reformacji deklarował, że skoro to w Niemczech rozpoczął się podział Kościoła, to właśnie z Niemiec musi wyjść inicjatywa jego przezwyciężenia. Wszystko wskazuje na to, że z tym właśnie mamy dzisiaj do czynienia.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/niemiecka-rewolucj ... 478,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 28 lut 2018, 07:11 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Czy Kościół ma błogosławić bigamię?

Obrazek

Temat dopuszczania do Komunii Świętej rozwiedzionych osób w ponownych związkach nie został dobrze przedyskutowany wewnątrz Kościoła, a pospieszne wdrażanie w życie tych reguł jest bardzo groźne. Pytań jest więcej niż odpowiedzi. Reforma grozi dramatycznymi skutkami dla świeckich, ale także wiąże się z niepokojami moralnymi księży i biskupów – przestrzega Natalia Zimniewicz, współautorka Listu Wątpliwości Rodzin, adresowanego do hierarchów Kościoła.

W Liście Wątpliwości Rodzin wskazują Państwo na szereg praktycznych niebezpieczeństw związanych z wprowadzeniem w życie założeń adhortacji Amoris laetitia. Są wśród nich: rozgrzeszanie bez postanowienia poprawy oraz swego rodzaju utwierdzanie w niewierności małżonków, którzy zerwawszy swoje, zawarte przed Bogiem przymierze, związali się z innymi osobami. Krytykom tych rozwiązań zarzuca się brak miłosierdzia. Czy ta ocena na pewno jest słuszna?

List biskupów argentyńskich interpretuje adhortację apostolską Amoris laetitia w sposób odmienny od nauczania wszystkich świętych Kościoła. Dopuszcza mianowicie rozgrzeszenie i udzielanie Komunii Świętej parom po rozwodzie bez postanowienia życia w czystości.

Przekaz lewicowy na temat przyjmowania Komunii Świętej przez osoby po rozwodzie według interpretacji argentyńskiej nakazuje okazywanie współczucia wobec tych osób i zawiera oskarżenia o brak miłosierdzia, formułowane wobec tych, którzy krytykują to rozwiązanie. Stojący na straży tradycyjnej nauki Kościoła są tu prezentowani jak przysłowiowe psy ogrodnika, których temat w ogóle nie dotyczy, ale zabraniają udzielania czegoś dobrego (w tym przypadku Komunii Świętej) drugiemu człowiekowi.

Retoryka ta jest jednak wybiórcza i nieuczciwa. Wprowadza w błąd, gdyż nie tłumaczy do końca, na czym te reguły mają polegać w praktyce. Ludzie nie są informowani, że mogą boleśnie zapłacić za dramatyczne konsekwencje tych rozwiązań.

W teorii gier istnieje pojęcie gry o sumie zero, w której zysk jednego gracza jest jednocześnie stratą drugiego. W rozgrzeszaniu osób po rozwodzie mamy do czynienia z jakąś korzyścią osób po rozwodzie żyjących w nowych związkach, ale zawsze kosztem innych ludzi, w tym opuszczonego małżonka, innych rodzin i księży. Suma jest zdecydowanie poniżej zera, gdyż koszty społeczne przewyższają osiągnięte korzyści.

Pomiędzy związkami po rozwodzie a małżeństwami sakramentalnymi istnieje naturalny antagonizm. Osoby żyjące z kimś po rozpadzie prawowitego związku często utrudniają jego kontakty z sakramentalnym małżonkiem, nierzadko mają skłonność do złej mowy na jego temat. Trudno stworzyć reguły satysfakcjonujące wszystkich. Dokonanie wyboru jest nieuniknione, do czego potrzebne są dary roztropności, mądrości rozsądzania sporów i tworzenia mądrego prawa.

Skutki społeczne prawa działają według prostej reguły. Jeśli zachodzenie jakiegoś zjawiska jest ułatwiane, to z biegiem czasu jego nasilenie wzrasta. I na odwrót: utrudnia się różne praktyki po to, aby było ich mniej. Do tej pory w całej swojej historii Kościół motywował świeckich do budowania związków sakramentalnych. To między innymi dlatego osobom w związkach po rozwodzie odmawiano udzielania Komunii Świętej aby ich zmotywować do uporządkowania tej sytuacji i poszukiwania trwałej relacji z dożywotnim zobowiązaniem wierności. Omawiane zmiany dopuszczające osoby po rozwodzie żyjące w nowych związkach do Komunii Świętej ciągną wszystkich do realiów związków porozwodowych. To sakramentalni małżonkowie są pozbawiani praw po to, aby w pewien sposób nobilitować związki po rozwodzie.

Odmowa udzielania Komunii Świętej czy nakaz życia w czystości po rozwodzie mają również funkcję odstraszającą. W momencie kryzysu w małżeństwie ludzie wiedzą, że opuszczenie rodziny nie pomoże, tylko pogorszy sytuację. Daje to motywację do pokonania trudności. W ten sposób Kościół uratował miliony rodzin przed rozpadem. List biskupów argentyńskich likwiduje tę ochronną moc doktryny Kościoła. Miłosierdzia jest aż nadto dla osób po rozwodzie, ale brakuje go dla innych, którzy nie chcą być porzuceni i zdradzeni. Wszyscy, którzy wprowadzają w życie lub forsują takie rozwiązania, biorą na siebie duchową odpowiedzialność za dramaty rozpadu wielu rodzin.

U ludzi promujących Komunię po rozwodzie według reguł argentyńskich można zaobserwować syndrom tak silnego zapatrzenia w rozwody, że stracili oni z oczu innych, którzy również zostali objęci nowymi regulacjami i którzy poniosą ciężar przemilczanych skutków ubocznych tych rozwiązań. List Wątpliwości Rodzin pokazuje te właśnie przeoczone konsekwencje dla innych ludzi.

Czyżby Kościół zdawał się mówić młodym ludziom: „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela, chyba że po odpowiednim duszpasterskim towarzyszeniu i rozeznaniu”? Jakie może rodzić to skutki w życiu katolików, rodzin dotkniętych rozpadem?

Usprawiedliwienie i utwierdzenie w niewierności uzyskuje jeden z małżonków, drugi jest nadal związany przysięgą małżeńską. Sytuacja drugiego małżonka robi się dramatyczna, gdyż Kościół właśnie pogrzebał ostatnie nadzieje na naprawę małżeństwa i taka osoba jest dożywotnio związana przysięgą wierności wobec kogoś, kto od Kościoła usłyszał, że nie musi być mu wiernym i może go „legalnie” zdradzać oraz że rzekomo Pan Bóg tak chce. Taki Bóg jest nie do obronienia w ludzkim sercu i musi być odrzucony. Taki obraz Boga jest dla zdradzanej osoby ciężarem nie do uniesienia. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że ta osoba też powinna starać się o analogiczne rozgrzeszenie. To jednak nie jest takie proste, gdyż kryteria rozgrzeszania są wiedzą tajemną. Świeccy nie są w stanie przewidzieć konsekwencji swoich decyzji. Nie ma kryteriów udzielania rozgrzeszeń poza niejasnym sformułowaniem dotyczącym dzieci. Statystycznie zatem kobiety będą miały więcej problemów z rozgrzeszeniem w nowych związkach, gdyż mogą być matkami krócej niż mężczyźni ojcami. Jeśli rozwiedzie się para po czterdziestce, mężczyzna po związaniu się z młodszą kobietą może mieć swoje dzieci, u kobiety nie jest to już takie proste.

Formuła ta zresztą nagradza ludzi po rozwodzie tym bardziej, im mocniejsze jest pognębienie sakramentalnego małżonka. Uzyskanie rozgrzeszenia jest bowiem tym bardziej prawdopodobne, im dłużej trwa kolejny związek i im więcej urodziło się w nim dzieci, czyli im bardziej dosadna jest zdrada.

Utwierdzenie w niewierności jest udzielane w tajemnicy spowiedzi. Osoba porzucona nie ma żadnej możliwości obrony, apelacji, a biskupi nie mają nad tym procesem żadnej kontroli. Z uwagi na tajemnicę spowiedzi nikt, nawet papież, nie ma możliwości weryfikacji i ograniczania nadużyć oraz ochrony zdradzanych małżonków. Biskupi nie mają wielu możliwości ograniczania skali procederu, jeśli okaże się w praktyce, że udzielanie rozgrzeszenia parom po rozwodzie jest powszechne.

Rozgrzeszona strona uzyskuje zwolnienie ze zobowiązań wierności i nieopuszczenia małżonka podjętych w sakramencie małżeństwa, ale jednocześnie nie uzyskuje prawa do kolejnego ślubu kościelnego z uwagi na to, że sakrament małżeństwa jednak obowiązuje. Sakramentalne zobowiązanie jest zatem ważne, utrzymane w mocy, ale nie trzeba go przestrzegać. Przysięga małżeńska obowiązuje i nie obowiązuje jednocześnie.

Chyba każdy uczciwy człowiek prędzej czy później uzna, że całe to rozgrzeszanie jest zakłamane. Brak reguł udzielania tych rozgrzeszeń sprawia, że wszystko jest kwestią znalezienia odpowiedniego spowiednika. Szybko może się okazać, że nie ma takiej zdrady, której się nie da teologicznie uzasadnić. Osoby po rozwodzie otrzymują poprawę nastroju, ale są demotywowane do pracy nad sobą w wielu obszarach życia. Poza tym otrzymują protezę małżeństwa i same mogą być łatwo porzucone. Żyją w związku, w którym druga osoba do niczego się nie zobowiązuje.

Inni małżonkowie uzyskują ułatwienie porzucenia rodziny. W obliczu małżeńskich trudności nie ma już takiej motywacji do ich pokonywania. Już dziś są sygnały o porzucaniu swoich małżonków i dzieci przy powoływaniu się na miłosierdzie papieża Franciszka.

Opisy takich historii można nam przysyłać na adres kontakt@familiesdoubts.com. Jeśli takie znamy, nie milczmy.

Czy Amoris laetitia przynosi nam „katolicką bigamię”?

Sama ta adhortacja tego nie przynosi, gdyż nie zawiera dosłownych zmian w nauce Kościoła katolickiego w sprawie małżeństwa i rodziny. To, co wprowadzają interpretacje liberalne, jest już jak najbardziej tworzeniem związków bigamicznych i to, niestety przez sam Kościół. Innymi słowy, to Kościół błogosławi związki danego człowieka z dwiema różnymi osobami i tak naprawdę obie są w tym poszkodowane.

Wcześniej o bigamii po rozwodzie mówiono w takim rozumieniu, że z opuszczonym małżonkiem istniała więź sakramentalna, która nie wygasła mimo rozwodu, w nowym związku istnieje na przykład więź wynikająca ze ślubu cywilnego. Jedna osoba jest związana z dwiema różnymi osobami, ale więzami tworzonymi przez odrębne instytucje. Do tej pory Kościół to krytykował. W liberalnej interpretacji adhortacji Amoris laetitia następuje związanie jednego człowieka więzami moralnymi z dwiema osobami, przez tę samą instytucję Kościoła. Zanim Kościół udzieli zgody na przystępowanie do Komunii świętej osobie rozwiedzionej w nowym związku, musi wcześniej nastąpić etap rozgrzeszenia z grzechu niewierności. W tym przypadku jest ono sugestią, że w sytuacji danego związku niesakramentalnego rzekomo nie ma zła ani krzywdy wobec opuszczonego małżonka, można, a wręcz zaleca się ją kontynuować, nie trzeba lub wręcz nie powinno się wracać do sakramentalnego małżonka.

Formuła rozgrzeszenia zawiera słowa: „(…) przez posługę Kościoła”. Związek niesakramentalny zyskuje moralną ochronę, błogosławieństwo Kościoła katolickiego w całym jego autorytecie. Kościół staje między małżonkami i potwierdza moralnie rozerwanie węzła małżeńskiego.

Usprawiedliwienie i utwierdzenie w niewierności uzyskuje jeden z małżonków, drugi jest nadal związany przysięgą małżeńską i najlepiej, żeby żył w samotności.

Podsumowując, jeśli ktoś po rozwodzie dostaje rozgrzeszenie ze związku z inną osobą, to uzyskuje moralne błogosławieństwo Kościoła do pożycia na zasadach małżeńskich, ale utrzymuje również w zobowiązaniu opuszczoną osobę. Taki człowiek jest zatem związany więzami Kościoła z dwiema osobami jednocześnie, co tworzy rodzaj katolickiej bigamii.

Jak zrodziła się Państwa inicjatywa? Kto ją tworzy?

W tworzeniu inicjatywy pomagali małżonkowie z kilkunastu rodzin. W pewnym sensie wszyscy sygnatariusze stają się współtwórcami tej inicjatywy. List podpisany przez 50 osób i list podpisany przez 1 000 osób to dwie różne inicjatywy. Od liczby podpisów zależy, czy ta petycja w ogóle będzie przeczytana. Dlatego każdy podpis jest bardzo ważny.

Inicjatywa kiełkowała długo. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie konieczna i że zamęt zostanie oddalony przez osoby stojące na czele Kościoła. Tak się jednak nie stało. Równocześnie w wielu miejscach zaczęło się pojawiać wezwanie do świeckich, aby nie milczeli i angażowali się w temat.

Zdajemy sobie sprawę, że ciężar skutków ubocznych tego eksperymentu poniosą małżonkowie. Oni zapłacą cenę w postaci opuszczenia i rozwodu. Dlatego małżeństwa przeżywają ten temat często mocniej niż wielu księży czy biskupów. Spotykamy się poza tym ze zjawiskiem niedoinformowania zarówno wśród świeckich, jak i księży. Temat nie został dobrze przedyskutowany wewnątrz Kościoła i pospieszne wdrażanie w życie tych reguł jest bardzo groźne.

Reforma grozi dramatycznymi skutkami dla świeckich, ale także wiąże się z niepokojami moralnymi księży i biskupów. Przecież do tej pory udzielenie takiego rozgrzeszenia związków po rozwodzie było grzechem ciężkim księdza, obciążonym karą wiecznego potępienia. Księży też uczono, że posłuszeństwem nie można zasłaniać swojego grzechu. Teraz nagle w pewnych krajach różni teologowie ogłaszają w mediach, że oto rzekomo Pan Bóg powiedział im coś zupełnie odwrotnego. Jak księża i biskupi mają znaleźć pokój serca i pewność, że na pewno jest to głos Boga? Być może właśnie ten powszechny niepokój jest działaniem Boga, który ich przestrzega przed tym pomysłem ? Pytań jest więcej niż odpowiedzi.

Poza tym reguły argentyńskie są nieobojętne prawnie nie tylko w wymiarze kościelnym. Mogą one bowiem stanowić naruszenie konkordatów zawartych z szeregiem państw, w tym z Polską, w których Kościół jednostronnie zobowiązał się do zachowania nierozerwalności małżeństwa. W wielu konkordatach, choć akurat nie w polskim, władze kościelne zobowiązały się także do powiadamiania instytucji państwowych o wszelkich orzeczeniach w sprawach małżeńskich przewidzianych w prawie kanonicznym – co w oczywisty sposób nie będzie mogło nastąpić, jeżeli zwolnienie z obowiązków małżeńskich nastąpi w ramach tajemnicy spowiedzi. W konsekwencji rozwiązania argentyńskie dają nawet możliwość wypowiedzenia konkordatu przez któryś z kolejnych rządów. Kościół stworzyłby łatwe argumenty ku temu, gdyż sam nie przestrzegałby konkordatu w rażący sposób.

Nie można wykluczyć tego, że diecezje, które wprowadzą reguły argentyńskie, będą musiały liczyć się w przyszłości z pozwami o odszkodowanie z powodu naruszenia dóbr osobistych kierowanymi wobec nich przez porzuconych małżonków. Skoro bowiem Kościół nie tylko we własnym nauczaniu, ale też w akcie prawa powszechnie obowiązującego, gwarantował nierozerwalność małżeństwa, a następnie zwolnił jednego z małżonków z obowiązków wynikających z przysięgi małżeńskiej, można sobie wyobrazić, że niejedna taka osoba nie tylko będzie miała poczucie, że została wprowadzona w błąd, ale też, że rozwinie argumentację dowodzącą, że ta dziwna niekonsekwencja stanowi po prostu niedozwoloną manipulację oraz naruszenie jej praw podmiotowych ugruntowanych w umowie międzynarodowej.

W mojej ocenie intencje tworzenia reguł argentyńskich były dobre, ale przekucie ich na praktyczne realia okazało się niełatwe. Pomimo szczerych chęci nie da się utwierdzać w niewierności ludzi po rozwodzie, aby jednocześnie nie naruszyć zasady nierozerwalności małżeństwa i nie uruchomić w ludziach decyzji o kolejnych rozwodach.

Dziękuję za rozmowę.

Roman Motoła


List rodzin można poprzeć na stronie www.familiesdoubts.com

https://www.pch24.pl/czy-kosciol-ma-blo ... 565,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 02 mar 2018, 08:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Diabeł z niemiecka ubrany?

Jeżeli przez dobór materiałów medialnych, odbiorca może urobić sobie opinię, że problem deformacji katolickiego depozytu wiary to głównie problem niemiecki, to – najdelikatniej rzecz ujmując – mamy do czynienia z rozminięciem się z prawdą.
Las płonie.


https://sacerdoshyacinthus.com/2018/03/ ... ka-ubrany/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 18 kwi 2018, 09:40 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Czy polscy biskupi odniosą się do Amoris Laetitia?

Obrazek

Już jesienią zeszłego roku miał ujrzeć światło dzienne dokument Konferencji Episkopatu Polski, porządkujący temat duszpasterstwa rodzin, w tym dyscypliny sakramentalnej dotyczącej m.in. praktyki udzielania Komunii świętej rozwodnikom żyjącym w ponownych związkach. Jednak księża biskupi nie określają daty ukazania się nowej instrukcji, i w żaden oficjalny sposób nie odnoszą się do inicjatyw świeckich wiernych, zaniepokojonych chaosem i nadużyciami w interpretacji nauczania Kościoła.

Nad wytycznymi dotyczącymi duszpasterstwa małżeństw i rodzin polski Episkopat pracował m.in. podczas ubiegłorocznego, dwudniowego posiedzenia w Zakopanem, na początku czerwca. Przedstawiciele KEP zapowiadali wówczas, że dokumentu w ostatecznym kształcie można spodziewać się jesienią 2017.

Mowa była o instrukcji omawiającej tematy: przygotowania do małżeństwa, duszpasterstwa rodzin oraz związków niesakramentalnych. Stojący na czele zespołu opracowującego dokument biskup Jan Wątroba zapowiadał, że materiał liczyć będzie kilkadziesiąt stron a wydane w 2003 roku Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin nie utraci swej aktualności. Zezwala ono na przyjmowanie Komunii świętej osobom żyjącym w związkach niesakramentalnych pod jednoznacznie sformułowanymi warunkami: niemożności rozejścia się, np. z powodu wychowania dzieci bądź potrzeby pomocy w chorobie i w podeszłym wieku; zdecydowanej, potwierdzonej przysięgą złożoną wobec kapłana woli powstrzymania się od współżycia; uregulowania ewentualnych krzywd i niesprawiedliwości, popełnionych w poprzednich związkach; uniknięcia zgorszenia. Dyrektorium zalecało przyjmowanie Najświętszego Sakramentu poza środowiskiem własnej parafii.

Przy okazji czerwcowego spotkania KEP biskup Wątroba podkreślił, że w kwestii możliwości przystępowania do Komunii świętej przez osoby pozostające w związkach niesakramentalnych nie nastąpiła żadna zmiana w doktrynie Kościoła. Warunkiem przystąpienia do Stołu Pańskiego pozostaje stan łaski uświęcającej. Robiące w ostatnim czasie olbrzymią karierę „rozeznawanie” polegać ma natomiast na upewnieniu się czy poprzedni związek sakramentalny został zawarty w sposób ważny. Nie było jednak mowy o tym, że spowiedź jednej ze stron mogłaby zwolnić ją z wierności wobec sakramentalnego małżonka. Hierarcha zaznaczył, że rozmowy z kapłanem mogły prowadzić wyłącznie do skierowania sprawy w ręce sądu kościelnego, do którego należy dopiero wiążące orzeczenie o tym, czy małżeństwo w ogóle doszło do skutku w momencie jego formalnego zawarcia.

Także arcybiskup Henryk Hoser wskazywał, że nie następuje żadna modyfikacja dyscypliny sakramentalnej, a jedynie „podejście duszpasterskie wobec osób, które często tęskną do pełnej komunii z Kościołem ale nie zawsze mogą ją zrealizować”.

Ad calendas graecas…
W połowie października polski Episkopat spotkał się ponownie. Nie nastąpiło wówczas zapowiadane ogłoszenie nowych wytycznych dotyczących m.in. praktyki duszpasterskiej i sakramentalnej. Zwyczajowy komunikat z posiedzenia KEP zawierał zaledwie krótką wzmiankę na ten temat: „Biskupi kontynuowali prace nad dokumentami dotyczącymi duszpasterstwa małżeństw i rodzin. Podkreślili konieczność towarzyszenia małżeństwom i rodzinom na wszystkich etapach ich życia. Dziękują jednocześnie kapłanom, osobom życia konsekrowanego i wiernym świeckim, którzy służą na co dzień pomocą w realizacji zadań i celów rodziny”.

W połowie stycznia 2018 roku Instytut Księdza Skargi zainaugurował internetową odsłonę akcji „Polonia Semper Fidelis”, czyli inicjatywy wspierającej polskich biskupów oraz zachęcającej ich do potwierdzenia trwania Kościoła w naszym kraju w wierności nauce Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa. Wcześniej korespondenci instytutu mogli składać swe podpisy pod tym wezwaniem za pośrednictwem poczty tradycyjnej. Pośród sygnatariuszy znalazło się wiele znanych postaci życia publicznego, w tym naukowców, artystów i dziennikarzy.

5 marca, w siedzibie Konferencji Episkopatu Polski na ręce księdza Przemysława Drąga, Krajowego Duszpasterza Rodzin, trafiły listy z podpisami ponad 145 tysięcy osób popierających inicjatywę Polonia Semper Fidelis. Data nie była przypadkowa. Kilka dni później zaplanowane było kolejne, 378. Zebranie Plenarne KEP. W jego podsumowaniu znalazło się kilka zdań poświęconych rodzinie i adhortacji AL. Hierarchowie nie odnieśli się jednak w żaden sposób – nawet pomimo pytań zadanych na konferencji prasowej – ani do akcji świeckich wiernych, ani też nie określili przybliżonej chociażby daty opublikowania wyczekiwanej instrukcji.

Już w kwietniu spytaliśmy zatem ponownie, tym razem Rzecznika Episkopatu: „W związku z ogromnym zainteresowaniem pośród wiernych inicjatywą Polonia Semper Fidelis, a także podjętą niedawno akcją List „Wątpliwości Rodzin”, uprzejmie proszę o odpowiedź, czy księża biskupi zechcą się odnieść do wyrażonych w nich bardzo poważnych problemów dotyczących udzielania sakramentów świętych. Czy znana jest już perspektywa czasowa opublikowania szykowanego od wielu miesięcy dokumentu KEP odnośnie adhortacji Amoris laetitia?”.

Odpowiedź uzyskana przez portal PCh24.pl z biura prasowego Episkopatu brzmiała: „(…) nie jest znana perspektywa czasowa co do dokumentu KEP. Jeśli będą jakiekolwiek informacje w tej sprawie, zostaną one opublikowane na stronie www.episkopat.pl”.

Nie znamy zatem chociażby przybliżonej daty ogłoszenia stanowiska, na które oczekuje tak wielu wiernych, zarówno w Polsce, jak i poza granicami. Hierarchowie znad Wisły stanęli bowiem w obronie tradycyjnej nauki Kościoła o małżeństwie podczas dwóch pamiętnych synodów o rodzinie. Potwierdzenie tego stanowiska, zwłaszcza w obliczu presji wywieranej na Episkopat spoza Polski, dałoby katolikom nadzieję na zażegnanie ogromnego chaosu wywołanego dopuszczaniem przez niektóre diecezje (np. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i na Malcie) do Komunii świętej cudzołożników – osób, które żyją na sposób małżeński z nowymi partnerami, mimo zawartego wcześniej ślubu kościelnego.

„Małżeństwo jest nierozerwalne, ale…”?
Milczenie polskich biskupów wpisuje się w pewien szerszy kontekst. Otóż na kilkanaście dni przed wspomnianym powyżej, październikowym posiedzeniem Konferencji Episkopatu Polski, na łamach portalu National Catholic Register ukazał się wywiad ze zdymisjonowanym przez Franciszka byłym prefektem Kongregacji Nauki Wiary, Gerhardem Muellerem. Hierarcha nie zaprzeczył sformułowanej w rozmowie sugestii, że papież w kwestii powstającej adhortacji Amoris laetitia chętniej radził się takich osobistości jak arcybiskup Victor Manuel Fernández, rektor Papieskiego Katolickiego Uniwersytetu Argentyny (uważany za faktycznego autora AL) niż samej Kongregacji. Przyznał natomiast wprost, że część poprawek do dokumentu proponowanych przez KNW została przez Franciszka zignorowana.

To jednak nie wszystko. Niedawny prefekt powiedział ni mniej, ni więcej, tylko, że podobnie jak ma to miejsce w Kurii Rzymskiej, tak samo na wydziałach teologicznych, krytyczne uwagi czy wątpliwości wobec papieskiej adhortacji karane są wyrzucaniem „niedowiarka” z uczelni.

Na początku 2018 roku wybuchła prawdziwa doktrynalna „bomba”. Katolickie portale ujawniły, że Franciszek nadał status oficjalnego Magisterium Kościoła listowi z 5 września 2016 r. do biskupa Sergio Alfredo Fenoya, delegata regionu Buenos Aires Konferencji Episkopatu Argentyny, a także sformułowanym przez biskupów z tego samego regionu (również sygnowanych datą 5 września 2016 r.) kryteriom stosowania słynnego rozdziału VIII Amoris laetitia.

Dyrektywy biskupów z Buenos Aires interpretowały wspomniany fragment papieskiej adhortacji apostolskiej jako otwarcie możliwości przyjmowania Komunii Świętej „w niektórych przypadkach” przez osoby pozostające w powtórnych związkach, bez zobowiązania ich do życia w czystości.
„Dokument jest bardzo dobry i całkowicie wyjaśnia znaczenie rozdziału VIII Amoris laetitia” – pisał papież. „Nie ma innych interpretacji” – dodał.

Jak wiemy, dokumenty Kościoła aby zyskać rangę Magisterium, muszą pozostawać w zgodności z dotychczasowym nauczaniem Stolicy Apostolskiej. „Argentyńska” interpretacja tego warunku nie spełnia. Ponieważ w obronie – faktycznej, a nie tylko deklaratywnej – nierozerwalności małżeństwa stanęli zaledwie pojedynczy hierarchowie, pozostaje katolikom już tylko oczekiwać formalnej korekty błędów zawartych w liberalnej wykładni Amoris laetitia.

Roman Motoła

www.pch24.pl/czy-polscy-biskupi-odniosa ... 662,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /