Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 18 sty 2017, 13:26 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Biskupi z Kazachstanu w obronie Chrystusowego nauczania

Obrazek

„Czynimy to wezwanie do modlitwy świadomi tego, że zaniechanie tego kroku byłoby poważnym zaniedbaniem. Chrystus, Prawda i Najwyższy Pasterz, osądzi nas, kiedy powtórnie przyjdzie. Prosimy Go z pokorą i ufnością, aby nagrodził wszystkich Pasterzy i wszystkie owce niewiędnącym wieńcem chwały (por. 1 P 5, 4)” – piszą w wezwaniu do modlitwy za Papieża Franciszka i Kościół biskupi z Kazachstanu: abp Tomasz Peta, abp Jan Paweł Lenga, bp Athanasius Schneider.

Wezwanie do modlitwy: Aby Papież Franciszek potwierdził niezmienną praktykę Kościoła względem prawdy o nierozerwalności małżeństwa.

Po ogłoszeniu Adhortacji Apostolskiej Amoris laetitia w niektórych kościołach publikowane były zasady jej praktycznego zastosowania i interpretacje, według których rozwodnicy, którzy wstąpili w cywilny związek z nowym partnerem pomimo węzła sakramentalnego, którym są związani z uprawnionymi małżonkami, są dopuszczani do sakramentów pokuty i Eucharystii, nie wypełniwszy ustanowionej przez Boga powinności zaprzestania pogwałcania węzła ich istniejącego, sakramentalnego małżeństwa.

Pożycie more uxorio z osobą, która nie jest prawowitym małżonkiem, staje się tym samym obrazą Przymierza zbawienia, którego znakiem jest sakramentalne małżeństwo (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, 2384) i stanowi nadto obrazę oblubieńczego charakteru samej tajemnicy eucharystycznej. Papież Benedykt XVI podkreślił tę współzależność następującymi słowy: “Eucharystia wzmacnia w sposób niewyczerpany jedność i nierozerwalną miłość każdego chrześcijańskiego małżeństwa. W nim, na mocy sakramentu, węzeł małżeński jest wewnętrznie powiązany z jednością eucharystyczną Chrystusa-Oblubieńca z Kościołem-Oblubienicą (por. Ef 5, 31-32)” (Adhortacja Apostolska Sacramentum caritatis, 27).

Pasterze Kościoła, którzy - choćby tylko w pojedynczych albo wyjątkowych przypadkach - tolerują czy nawet upoważniają do przyjmowania sakramentu Eucharystii rozwodników, którzy zawarli ponowny „ślub” cywilny i nie są przyobleczeni w „szatę ślubną”, choć sam Bóg w Piśmie Świętym (por. Mt 22, 11 i 1 Kor 11, 28-29) nakazał ją jako konieczny warunek godnego udziału w weselnej wieczerzy eucharystycznej, przyczyniają się w ten sposób do ciągłego pogwałcania sakramentu małżeństwa, oblubieńczej więzi między Chrystusem a Kościołem i oblubieńczej relacji między Chrystusem a duszą, która przyjmuje Jego eucharystyczne Ciało.

Niektóre kościoły partykularne opublikowały lub zaleciły wytyczne duszpasterskie o następującym lub podobnym brzmieniu: „Jeśli następnie ten wybór [życia we wstrzemięźliwości] jest w praktyce trudny dla stabilności pary, Amoris laetitia nie wyklucza możliwości przystąpienia do spowiedzi i Eucharystii. To oznacza pewną otwartość, podobnie jak w przypadku, w którym istnieje pewność moralna, że pierwsze małżeństwo było nieważne, ale brak jest niezbędnych dowodów, by móc to wykazać w procesie sądowym. Zatem nie ma powodu, dla którego spowiednik, w pewnym momencie, w swoim sumieniu, po wielu przemyśleniach i modlitwach, nie miałby przyjąć na siebie odpowiedzialności przed Bogiem i penitentem prosząc, aby sakramenty te były przyjmowane w dyskretny sposób”.

Wspomniane wytyczne duszpasterskie przeczą powszechnej tradycji Kościoła katolickiego, która przez nieprzerwaną posługę Piotrową Papieży zawsze była strzeżona wiernie i bez cienia wątpliwości bądź dwuznaczności, zarówno w nauczaniu, jak i w praktyce względem tego, co dotyczy nierozerwalności małżeństwa.

Wspomniane normy i wytyczne duszpasterskie przeczą ponadto w praktyce następującym prawdom i doktrynom, których - jako pewnych - Kościół katolicki nieprzerwanie nauczał:

- Przestrzeganie Dziesięciu Przykazań Bożych, a w szczególności Szóstego Przykazania, obowiązuje każdą osobę ludzką, bez wyjątku, zawsze i w każdej sytuacji. W tej materii nie można dopuszczać przypadków indywidualnych bądź wyjątkowych, albo mówić o jakimś wyższym ideale. Św. Tomasz z Akwinu mówi: „Przykazania dekalogu zawierają intencje samego ustawodawcy, czyli Boga. Tak więc przykazania dekalogu nie dopuszczają żadnego wyjątku” (Summa theol., 1-2, q. 100, do. 8c).

- Wymagania moralne i praktyczne, wypływające z przestrzegania Dziesięciu Przykazań Bożych a w szczególności z nierozerwalności małżeństwa, nie są zwyczajnymi normami albo prawami pozytywnymi Kościoła, ale wyrazem świętej woli Boga. W tym kontekście nie należy zatem mówić o prymacie osoby nad normą czy prawem, ale raczej o prymacie woli Bożej nad wolą grzesznej osoby ludzkiej, ponieważ w ten sposób dana osoba może zostać zbawiona poprzez wypełnianie Bożej woli, z pomocą Jego łaski.

- Wierzyć w nierozerwalność małżeństwa i przeczyć jej własnymi czynami, uważając się jednocześnie za osobę wręcz wolną od grzechu ciężkiego oraz uspokajając własne sumienie ufnością w Miłosierdzie Boże, jest oszukiwaniem samego siebie, przed czym ostrzegał już Tertulian, świadek wiary i praktyki Kościoła pierwszych wieków: „Niektórzy mówią, że Bogu wystarcza, iż przyjmuje się Jego wolę sercem i duszą, nawet jeżeli uczynki nie odpowiadają jej: tak więc myślą grzeszyć i być w stanie utrzymać nienaruszoną zasadę wiary i bojaźni Bożej: to jest idealnie to sam, jak gdyby ktoś twierdził, że utrzyma zasadę czystości, gorsząc i naruszając świętość i integralność związku małżeńskiego”. (Tertulian, De paenitentia 5, 10).

- Przestrzeganie Przykazań Bożych, a w szczególności nierozerwalności małżeństwa, nie może być przedstawiane jako wyższy przejaw ideału, do którego powinno się dążyć według kryterium dobra możliwego lub osiągalnego. Jest ono obowiązkiem wobec Boga samego, nieodwołalnym nakazem, którego nieprzestrzeganie pociąga według Jego słowa wieczne potępienie. Mówienie wiernym czegoś przeciwnego byłoby tożsame z oszukiwaniem ich lub zachęcaniem ich do nieposłuszeństwa względem woli Bożej, zagrażającego ich wiecznemu zbawieniu.

- Bóg daje każdemu człowiekowi pomoc w przestrzeganiu Przykazań Bożych, jeśli ten prosi Go o to w sposób należyty, jak nieomylnie nauczał Kościół: „Bóg bowiem nie nakazuje tego, co niemożliwe, lecz nakazując przynagla cię, byś czynił wszystko, co możesz, a prosił o to, czego nie możesz, On zaś pomoże ci, byś mógł...” (Sobór Trydencki, ses. 6, cap. 11) i „Jeśli ktoś mówi, że także dla człowieka usprawiedliwionego i żyjącego w łasce przykazania Boże są niemożliwe do przestrzegania: niech będzie przeklęty” (Sobór Trydencki, ses. 6, kan. 18). Kierując się tą nieomylną doktryną, św. Jan Paweł II nauczał: „W określonych sytuacjach przestrzeganie prawa Bożego może być trudne, nawet bardzo trudne, nigdy jednak nie jest niemożliwe. To niezmienne nauczanie Tradycji Kościoła...” (Encyklika Veritatis splendor. 102). „Wszyscy małżonkowie są powołani do świętości w małżeństwie według woli Boga, a to powołanie realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi odpowiedzieć na przykazanie Boże, ożywiona spokojną ufnością w łaskę Bożą i we własną wolę” (Adhortacja Apostolska Familiaris consortio, 34).

- Akt seksualny poza ważnym małżeństwem, a w szczególności cudzołóstwo, jest zawsze grzechem obiektywnie ciężkim i żadna okoliczność, żaden cel nie mogą uczynić go dopuszczalnym lub miłym Bogu. Św. Tomasz z Akwinu mówi, że Szóste Przykazanie obowiązuje także w przypadku, w którym akt cudzołóstwa mógłby uratować kraj od tyranii (De Malo, q. 15, od. 1, do 5). Św. Jan Paweł II nauczał tej odwiecznej prawdy Kościoła: „...przykazania moralne negatywne, to znaczy zakazujące pewnych czynów i zachowań jako z natury złych, nie dopuszczają żadnych uprawnionych wyjątków; nie pozostawiają żadnej możliwości — która byłaby do przyjęcia z moralnego punktu widzenia — dla tworzenia norm z nimi sprzecznych. Gdy w konkretnym wypadku zostanie rozpoznany rodzaj moralny czynu zakazanego przez uniwersalną zasadę, to jedynie aktem moralnie dobrym jest posłuszeństwo prawu moralnemu i powstrzymanie się od tego, czego ono zakazuje” (Encyklika Veritatis splendor, 67).

- Cudzołożny związek osób rozwiedzionych, „utwierdzony” ponownym „ślubem” cywilnym, jak to się obecnie określa i cechujący się tak zwaną „sprawdzoną wiernością” w grzechu cudzołóstwa, nie może zmienić jakości moralnej ich czynu naruszającego sakramentalną więź małżeńską, czyli cudzołóstwa, będącego zawsze czynem wewnętrznie złym. Osoba, która posiada prawdziwą wiarę i synowską bojaźń Bożą nie może mieć „wyrozumiałości” dla czynów wewnętrznie złych, których przykładem jest pożycie seksualne poza ważnym małżeństwem, ponieważ czyny te obrażają Boga.

- Przyjmowanie Komunii Świętej przez rozwodników, którzy zawarli ponowny „ślub” cywilny, stanowi w praktyce domyślne zwolnienie od przestrzegania Szóstego Przykazania. Żadna władza kościelna nie ma prawa do udzielenia takiej domyślnej dyspensy ani w indywidualnym przypadku, ani w szczególnej lub złożonej sytuacji, bądź z myślą o osiągnięciu dobrego celu (np. wychowania wspólnie dzieci urodzonych w cudzołożnym związku), powołując się przy udzielaniu takich dyspens na zasadę miłosierdzia, „via caritatis”, lub na macierzyńską troskę Kościoła lub stwierdzając, że nie chce on narzucać miłosierdziu wielu warunków. Tomasz z Akwinu powiedział: „Dla żadnego użytecznego celu nikt nie może popełniać cudzołóstwa” (pro utilitate nic enim debet aliquis adulterium committere) (De Malo, q 15, od 1 do 5.).

- Norma, która dopuszcza pogwałcenie Szóstego Przykazania Bożego i sakramentalnego węzła małżeńskiego tylko w pojedynczym przypadku lub w wyjątkowych sytuacjach, rzekomo aby uniknąć ogólnej zmiany norm kanonicznych, jest jednak zawsze tożsama ze sprzeciwieniem się prawdzie i woli Boga. Mówienie w tym przypadku o restrykcyjnej normie lub o mniejszym złu w przeciwieństwie do normy podstawowej jest zatem psychologicznie nieadekwatne i teologicznie błędne.

- Ważne małżeństwo osób ochrzczonych jest sakramentem Kościoła i ze swej natury ma charakter publiczny. Subiektywny osąd sumienia o nieważności własnego małżeństwa, w przeciwieństwie do odpowiedniego, ostatecznego wyroku sądu kościelnego, nie może pociągać za sobą skutków wobec sakramentalnej dyscypliny, która zawsze ma charakter publiczny.

- Kościół, a konkretnie szafarz sakramentu pokuty, nie jest uprawniony do oceny stanu sumienia danego wiernego lub do oceny prawości intencji sumienia, ponieważ „Ecclesia de occultis non iudicata” (Sobór Trydencki, Sesja. 24, rozdz. 1). Szafarz sakramentu pokuty nie jest więc zastępcą lub przedstawicielem Ducha Świętego, zdolnym wniknąć z Jego światłem w najgłębszą sferę sumienia, ponieważ Bóg zarezerwował dostęp do sumienia wyłącznie dla siebie samego: „Sacrarium in quo homo Solus est cum Deo” (Sobór Watykański II, Gaudium et spes, 16). Spowiednik nie może przywłaszczać sobie odpowiedzialności przed Bogiem i penitentem lub implicite zwalniać tego ostatniego z przestrzegania Szóstego Przykazania i nierozerwalności węzła małżeńskiego, dopuszczając go do Komunii Świętej. Kościół nie ma władzy wyciągania skutków w zewnętrznej sferze dyscypliny sakramentalnej na podstawie domniemanego przeświadczenia w sumieniu danej osoby o nieważności jej małżeństwa, [wyrażanego] w sferze wewnętrznej.

- Praktyka zezwalająca ludziom rozwiedzionym, tak zwanym „ponownie zaślubionym”, na przystępowanie do sakramentów pokuty i Eucharystii, pomimo ich zamiaru dalszego naruszania Szóstego Przykazania i ich sakramentalnego małżeństwa, byłaby sprzeczna z Bożą prawdą i obca odwiecznemu zmysłowi Kościoła katolickiego oraz sprawdzonej obyczajowości przyjętej i wiernie zachowywanej od czasów Apostołów, a niedawno potwierdzonej w sposób pewny przez Jana Pawła II (por. Adhortacja apostolska Familiaris consortio, 84) i przez papieża Benedykta XVI (por. Adhortacja apostolska Sacramentum caritatis, 29).

- Wspomniana praktyka byłaby dla każdego myślącego człowieka ewidentnym zerwaniem z odwieczną i apostolską praktyką Kościoła, a zatem nie stanowiłaby ona rozwoju w ciągłości. Wobec tak oczywistego faktu argumenty muszą ustąpić: contra factum non valet argumentum. Taka praktyka duszpasterska byłaby antyświadectwem nierozerwalności małżeństwa i rodzajem kolaboracji Kościoła w szerzeniu „plagi rozwodów”, przed którą ostrzegał Sobór Watykański II (por. Gaudium et spes, 47).

- Kościół naucza przez to, co czyni i musi czynić to, czego naucza. O działalności duszpasterskiej w odniesieniu do osób znajdujących się w nieregularnych związkach Jan Paweł II powiedział: „Oddziaływanie duszpasterskie będzie zmierzało do uświadomienia konieczności harmonii pomiędzy życiem a wyznawaną wiarą i uczynienia wszystkiego, co możliwe, ażeby doprowadzić te osoby do uregulowania ich sytuacji wedle zasad chrześcijańskich. Chociaż osoby te trzeba traktować z wielką miłością i zainteresować je życiem wspólnot kościelnych, to jednak, niestety, pasterze Kościoła nie mogą ich dopuścić do sakramentów” (Adhortacja Apostolska Familiaris consortio, 82).

- Autentyczne towarzyszenie osobom, które znajdują się w obiektywnym stanie grzechu ciężkiego i wiążące się z tym dążenie do rozeznania duszpasterskiego nie może uciekać od głoszenia tym ludziom z wszelką miłością pełnej prawdy o Bożej woli, aby z całego serca okazali oni żal za grzeszne akty współżycia more uxorio z osobą, która nie jest ich prawowitym małżonkiem. Jednocześnie autentyczne towarzyszenie i rozeznanie duszpasterskie musi zachęcać ich, by z pomocą Bożej łaski nie popełniali takich czynów w przyszłości. Apostołowie wraz z całym Kościołem na przestrzeni dwóch tysięcy lat zawsze głosili ludzkości pełnię Bożej prawdy o tym, co dotyczy Szóstego Przykazania i nierozerwalności małżeństwa, kierując się napomnieniem świętego Pawła Apostoła: „nie uchylałem się tchórzliwie od głoszenia wam całej woli Bożej” (Dz 20, 27).

- Duszpasterska praktyka Kościoła dotycząca małżeństwa i sakramentu Eucharystii jest tak ważna i ma tak istotne konsekwencje dla wiary i dla życia wiernych, że Kościół, aby pozostać wiernym objawionemu słowu Boga, musi unikać w tej materii jakiegokolwiek cienia wątpliwości lub zamętu. Św. Jan Paweł II ujął tę odwieczną prawdę Kościoła następująco: „Odwołując się do nauczania i prawa Kościoła, pragnę zwrócić szczególną uwagę wszystkich na żywe poczucie odpowiedzialności, które winno nami kierować w sposobie traktowania rzeczy świętych, które, jak Sakramenty, nie są naszą własnością, czy też, jak w przypadku sumień, mają prawo do tego, by nie były zdane na niepewność i zamieszanie. Do rzeczy świętych należą — powtarzam — i jedne, i drugie: Sakramenty i sumienia, z naszej strony wymagają one posługi w prawdzie. Taka też jest racja prawa Kościoła.” (Adhortacja Apostolska Reconciliatio et Paenitentia, 33).

Pomimo wielokrotnych deklaracji o niezmienności nauczania Kościoła na temat rozwodu, niektóre lokalne kościoły wcielają go teraz w swoją praktykę sakramentalną, a zjawisko to rozszerza swój zasięg. Tylko głos Najwyższego Pasterza Kościoła może definitywnie zapobiec temu, że sytuacja Kościoła naszych czasów opisywana będzie w przyszłości następującym wyrażeniem: „Cały świat jęczał i zauważał ze zdziwieniem, że zaakceptowano rozwód w praktyce” (ingemuit totus orbis, et divortium in praxi se accepisse miratus est), przywołując analogiczne słowa, którymi św. Hieronim scharakteryzował kryzys ariański.

Z uwagi na to realne niebezpieczeństwo i szerzącą się plagę rozwodów w życiu Kościoła, która jest implicite legitymizowana poprzez wymienione normy i [przykłady] zastosowania Adhortacji Amoris laetitia, z uwagi na to, że powyższe normy i wytyczne lokalnych kościołów stały się wiedzą publiczną na skutek współczesnej, zglobalizowanej kultury, zważywszy także na nieskuteczność wielu apeli kierowanych do Ojca Świętego prywatnie i w poufny sposób przez wielu wiernych oraz niektórych Pasterzy Kościoła, zmuszeni jesteśmy poczynić to pilne wezwanie do modlitwy. Jako następców Apostołów, przynagla nas również obowiązek zabierania głosu, gdy chodzi o najświętsze sprawy Kościoła oraz o kwestię wiecznego zbawienia dusz.

Niech następujące słowa, którymi Jan Paweł II opisał niesprawiedliwe ataki na wierność wobec Magisterium Kościoła, będą światłem dla wszystkich Pasterzy Kościoła w tych trudnych czasach, zachęcając ich do tego, by działać w coraz bardziej zjednoczony sposób: „Najczęściej oskarża się Magisterium Kościoła o zacofanie, o niezrozumienie ducha czasów nowożytnych i o działanie na szkodę ludzkości, a przy tym — na własną szkodę Kościoła. To ostatnie należy rozumieć w tym znaczeniu, że Kościół, upierając się przy swym stanowisku, traci popularność, a wierni odchodzą od niego” (List do Rodzin, Gratissimam Sane, 12).

Biorąc pod uwagę, że dopuszczenie rozwiedzionych, tak zwanych „poślubionych ponownie” osób do sakramentów pokuty i Eucharystii, nie wymagając od nich życia we wstrzemięźliwości, stanowi zagrożenie dla wiary i zbawienia dusz, a także stanowi obrazę świętej woli Boga, biorąc również pod uwagę, że taka praktyka duszpasterska nigdy nie może być wyrazem miłosierdzia, „via caritatis”, czyli zmysłem macierzyńskim Kościoła wobec grzesznych dusz, z głęboką duszpasterską troską czynimy to pilne wezwanie do modlitwy, aby Papież Franciszek w sposób jednoznaczny odwołał powyższe wytyczne duszpasterskie, które zostały już wprowadzone w niektórych kościołach partykularnych. Takie działanie widzialnej Głowy Kościoła pocieszyłoby Pasterzy i wiernych Kościoła zgodnie z poleceniem, jakie Chrystus, Najwyższy Pasterz dusz, dał Apostołowi Piotrowi, a przez niego wszystkim jego następcom: „Utwierdzaj twoich braci” (Łk 22, 31).

Niech następujące słowa świątobliwego papieża oraz św. Katarzyny ze Sieny, doktora Kościoła, staną się światłem i pocieszeniem dla wszystkich w Kościele naszych czasów:
„Błąd, któremu się nie oprzeć, jest zatwierdzony. Prawda, która nie jest broniona, jest ciemiężona” (Papież św Felix III + 492).”Ojcze Święty, Bóg wybrał cię na filar Kościoła, dzięki czemu jesteście narzędziem do wykorzenienia herezji, zawstydzenia kłamstwa, wydobycia Prawdy, rozproszenia ciemności i objawienia światła” (święta Katarzyna ze Sieny, + 1380).

Gdy papież Honoriusz I (625 - 638) zajął dwuznaczne stanowisko względem szerzącej się nowej herezji monoteletyzmu, św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy, wysłał z Palestyny do Rzymu pewnego biskupa z następującymi słowy: „Idź do Stolicy Apostolskiej, w której znajduje się fundament świętej nauki i nie ustawaj w modlitwie, dopóki Stolica Apostolska nie potępi tej nowej herezji”. Potępienia dokonał w roku 649 święty papież i męczennik Marcin I.

Czynimy to wezwanie do modlitwy świadomi tego, że zaniechanie tego kroku byłoby poważnym zaniedbaniem. Chrystus, Prawda i Najwyższy Pasterz, osądzi nas, kiedy powtórnie przyjdzie. Prosimy Go z pokorą i ufnością, aby nagrodził wszystkich Pasterzy i wszystkie owce niewiędnącym wieńcem chwały (por. 1 P 5, 4).

W duchu wiary oraz z synowską miłością i oddaniem zanosimy naszą modlitwę za Papieża Franciszka:
„Oremus pro Pontifice nostro Francisco: Dominus conservet eum, et vivificet eum, et beatum faciat eum in terra, et non tradat eum in animam inimicorum eius. Tu es Petrus, et super hanc petram aedificabo Ecclesiam Meam, et portae inferi non praevalebunt adversus eam”.

Jako konkretny środek, zalecamy codzienne recytowanie tej starożytnej modlitwy Kościoła albo odmówienie cząstki Różańca Świętego w intencji odwołania przez Papieża Franciszka w sposób jednoznaczny tych wytycznych duszpasterskich, które dopuszczają osoby rozwiedzione, tzw. „ponownie zaślubione” do przyjmowania sakramentów pokuty i Eucharystii, nie wymagając od nich wypełnienia obowiązku życia we wstrzemięźliwości.

18 stycznia 2017 r., starożytne święto Katedry św. Piotra w Rzymie

+ Tomasz Peta, Arcybiskup Metropolita Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie
+ Jan Paweł Lenga, Emerytowany Arcybiskup-Biskup diecezji karagandyjskiej
+ Athanasius Schneider, Biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie

http://www.pch24.pl/biskupi-z-kazachsta ... 812,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 14 lut 2017, 09:54 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Czy żaden niemiecki biskup nie stanie po stronie Magisterium?

Obrazek

Uchodzący za konserwatywnego biskup niemieckiej Passawy Stefan Oster zaakceptował linię niemieckiego episkopatu w sprawie rozwodników. Hierarcha zawiódł nadzieje katolików, którzy oczekiwali od niego głosu sprzeciwu.

Po publikacji dokumentu niemieckiego episkopatu omawiającego Amoris laetitia, w którym dopuszcza się możliwość udzielenia rozwodnikowi w nowym związku Komunii świętej nie wzmiankując w ogóle warunku życia w czystości, część katolików za Odrą miała nadzieję na głos sprzeciwu biskupa Stefana Ostera. Ten passawski hierarcha uchodzi za jednego z nielicznych konserwatystów w episkopacie. Kilka dni temu jednak Oster wydał oświadczenie, w którym popiera linię episkopatu, odwołując się, tak jak całe pismo biskupów, do roli sumienia jednostki.

Bp Oster przekonuje, że przyjmowanie sakramentów przez rozwodników w nowych związkach powinno być wyjątkiem, a nie regułą. Jego zdaniem Ojciec Święty w Amoris laetitia wskazał „wymagającą drogę” kapłanom, kładąc na ich barki zadanie rozróżniania poszczególnych sytuacji rozwodników. Według biskupa to właśnie spowiedź jest odpowiednim miejscem, w którym można rozstrzygnąć kwestię przystępowania do Stołu Pańskiego. Nie ma jednak mowy o żadnym automatyzmie, bo spowiednik, po długim procesie towarzyszenia rozwodnikowi, nadal może dojść do wniosku, że dostęp do sakramentów jest niemożliwy.

Biskup ubolewa zarazem, że nie brakuje dziś rozwodników w nowych związkach, którzy i tak przyjmują Komunię świętą na własną odpowiedzialność. Jak dodaje powołując się na słowa św. Pawła, może to być dla nich szkodliwe, jeżeli nie mają właściwej dyspozycji do otrzymywania sakramentów. Hierarcha zaznacza zarazem, że nie ma mowy o „obowiązujących, ogólnych przepisach dla praktyki duszpasterskiej”, która zastąpiłaby ocenę „poszczególnych przypadków”.

Po publikacji dokumentu niemieckich biskupów nie brakowało głosów konserwatywnych publicystów katolickich, proszących właśnie bp. Ostera o jednoznaczne stanowisko w sprawie Amoris laetitia. Przykładowo na łamach portalu Katholisches.info dr Markus Büning wskazywał jako wzór dokument szwajcarskiego biskupa Vitusa Huondera, który odnosząc się do sprawy rozwodników jasno podkreślił dalsze obowiązywanie obostrzeń Familiaris consortio, nakładających obowiązek życia w ponownym związku w czystości, jeżeli chciałoby się przyjmować Komunię świętą.

Ani w dokumencie episkopatu Niemiec, ani w oświadczeniu bp. Ostera nie ma jednak mowy o nakazie zachowywania wstrzemięźliwości.

Źródła: Katholisch.de, pch24.pl
Pach

http://www.pch24.pl/czy-zaden-niemiecki ... 441,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 15 lut 2017, 09:39 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Kim są współcześni faryzeusze?

Obrazek

Faryzeuszami nie są ci, którzy bronią nierozerwalności małżeństwa. Współcześni faryzeusze to ludzie próbujący dopasować nauczanie Kościoła do ducha czasu – pisze niemiecki teolog i prawnik, dr Markus Büning.

Na łamach portalu Katholisches.info dr Markus Büning, teolog i doktor prawa z Monastyru, krytykuje dokument niemieckich biskupów dotyczący implementacji Amoris laetitia. W piśmie tym hierarchowie nakazują kapłanom akceptowanie decyzji sumienia rozwodników, chcących w „uzasadnionych przypadkach” przystępować do Komunii świętej, nie zważając na nakaz zachowywania czystości z Familiaris consortio. Episkopat podał, że dokument publikuje się „zakładając jedność” (niem. geglaubte Einstimmigkeit) biskupów w tej sprawie.

„Mamy tu czarno na białym: Istnieje przestrzeń dla subiektywnej decyzji w poszczególnych przypadkach. Co ze ścisłym przykazaniem Jezusa Chrystusa o nierozerwalności małżeństwa? Co z Familiaris consortio 84 i wypowiedzianym tam i obowiązującym zaleceniem czystości w przypadku, gdyby tak zwany rozwodnik w nowym związku pragnął dostęp do sakramentów?” – pyta dr Büning.

Autor pisze, że sam mieszka w diecezji Monastyru. Jej obecny biskup jest następcą między innymi św. Ludgera, gorliwego czciciela św. Lamberta, biskupa z Maastricht, który zginął właśnie ze względu na obronę
nierozerwalności małżeństwa. Swojego biskupa, Felixa Genna, Büning pyta: Czy przyjmuje wytyczne niemieckiego episkopatu, opublikowane rzekomo za „jednomyślną zgodą” wszystkich biskupów? Czy na Sądzie Ostatecznym będzie w stanie przed obliczem Pana usprawiedliwić swoje stanowisko?

Prawnik cytuje następnie dla kontrastu zupełnie inny dokument o Amoris laetitia, szwajcarskiego biskupa Vitusa Huondera, który jasno trzyma się Magisterium i podkreśla niezmienność wymagań wobec rozwodników nakładanych przez Familiaris consortio. „To wreszcie prawdziwie katolickie stanowisko wobec kontrowersyjnego pisma nauczycielskiego Amoris laetitia […] Tylko gdy interpretuje się AL. w ten sposób, może dojść do zgodności z dotąd obowiązującym w tej kwestii nauczaniem Kościoła. Nie ma tu miejsca na subiektywną decyzję jednostki. Tak wygląda to w jasnych wytycznych Familiaris consortio 84 św. Jana Pawła II” – pisze Büning.

Prawnik przypomina następnie, że konferencje episkopatów nie mają w istocie żadnej Bożej sankcji. „Historycznie konferencje episkopatów są czysto ludzkim produktem organizacji kościelnej, mającym służyć ujednolicaniu. To jednak nie może odbywać się kosztem prawdy!” – zaznacza.

„Nie może to też prowadzić stale do tego, że dany biskup miejsca nie wypełnia swoich konkretnych zadań duszpasterskich i nauczycielskich względem diecezjan. Każdy diecezjanin ma prawo wiedzieć, co jego biskup myśli o tak ważnych kwestiach wiary i przekazanej przez Kościół nauki” – dodaje, ostrzegając przed niebezpieczeństwem „ukrywania się” poszczególnych biskupów za pismami episkopatu, co miałoby zwalniać ich od odpowiedzialności.

Wreszcie Büning wzywa do jednoznacznej deklaracji tych niemieckich hierarchów, którzy dotąd uchodzili za jasno broniących czystości chrystusowego nauczania. „Jakie jest wasze zdanie? Wielu katolików patrzy w tych dniach w waszą stronę” – pisze.

Nawiązując do tak często używanego dziś oskarżania obrońców Tradycji o „faryzeizm”, autor stwierdza: „To nie ci, którzy bronią przykazania o nierozerwalności małżeństwa są faryzeuszami. Nie, prawdziwymi faryzeuszami naszych czasów są ci, którzy zbyt po ludzku próbują się dopasować do ducha czasów, rozwadniając prawdę. Pewien odważny niemiecki biskup, który pełni swoją wierną i zgodną z Ewangelią posługę w odległym Kazachstanie, wskazywał na to wielokrotnie w dyskusjach o małżeństwie i rodzinie”.

„Szkoda, że biskup ten nie jest członkiem niemieckiego episkopatu. Wówczas nie można byłoby już snuć przypuszczeń o ‘zakładanej jednomyślności’” – kończy Büning.

Źródło: Katholisches.info
Pach

http://www.pch24.pl/kim-sa-wspolczesni- ... 382,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 06 mar 2017, 22:53 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Pomysł z piekła rodem

Sit autem sermo vester: Est, est, Non, non;
quod autem his abundántius est, a Malo est.
„Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.
A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5, 37).


Pomysł, aby ludzi żyjących w grzechu ciężkim – i nie mających zamiaru zrezygnowania z tychże grzechów – dopuścić do Komunii Świętej, jest pomysłem z piekła rodem i do piekła prowadzącym.

Bogu dzięki, że są jeszcze katolicy, którzy mają przynajmniej na tyle wiary, że mając sumienie obciążone grzechami ciężkimi, do Komunii Świętej nie idą. Są uczciwi. Pan Bóg nigdy nie stawia człowieka w sytuacji, w której zmuszony byłby do grzechu. Jeśli się więc nawrócą i podejmą odpowiednie decyzje, i życie uporządkują, będą mieli szeroko otwartą bramę do Komunii Świętej i do Nieba.

https://verbumcatholicum.com/2017/03/06 ... kla-rodem/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 21 mar 2017, 16:59 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Kardynał Kasper i rozwodnicy, czyli triumf z tego świata

Obrazek

24 lata trwały zmagania o dopuszczenie rozwodników do Komunii świętej. W roku 1994 kard. Józef Ratzinger odrzucił propozycję kard. Waltera Kaspera przedstawioną rok wcześniej jako niekatolicką. W roku 2017 za przyzwoleniem Ojca Świętego niemiecki episkopat poszedł „własną drogą” i tę samą propozycję uczynił obowiązującą. Kasper czekał długo, ale w końcu się doczekał.

Adhortacja apostolska Familiaris consortio opublikowana w 1981 roku była poważnym ciosem dla kościelnych progresistów, zwłaszcza w tych krajach, które masowo traciły wiernych wskutek rozchodzenia się nauki moralnej Kościoła z wyobrażeniami społeczeństwa przeżartego liberalną rewolucją seksualną. Ojciec Święty jednoznacznie zakazał przystępowania do Stołu Pańskiego tym rozwodnikom, którzy nie żyliby w ponownym związku w czystości. Silne kontruderzenie modernistów przyszło w roku 1993. Trzech niemieckich biskupów – Walter Kasper, Oskar Saier i Karl Lehmann – przygotowało list postulujący zmianę nauczania kościelnego. Tekst odczytano we wszystkich parafiach w zarządzanych przez nich diecezjach, odpowiednio Rottenburgu-Stuttgarcie, Moguncji i Fryburgu. Propozycja biskupów zakładała w zasadzie to samo, o czym słyszymy dzisiaj. Zasadniczo rozwodnicy w nowych związkach nie żyjący w czystości mieliby być nadal wyłączeni od sakramentów, ale… poza pewnymi wypadkami. Takimi jak niesprawiedliwe porzucenie przez małżonka czy też sytuacja pełnego przekonania o niedającej się wprawdzie udowodnić, ale mimo wszystko subiektywnie zachodzącej nieważności małżeństwa. Długie rozważanie na forum internum, pokuta, wreszcie dojrzała decyzja sumienia miały otwierać w takich przypadkach drzwi do Komunii świętej.

Ratzinger nie pozwala
Odpowiedź Watykanu była szybka i wyraźna. Kongregacja Nauki Wiary kierowana przez kard. Józefa Ratzingera już w rok później wydała specjalny list poświęcony tylko tej kwestii. List sprzeciwił się rozwiązaniu zaproponowanemu przez niemieckich biskupów. Prefekt Kongregacji kard. Józef Ratzinger przypomniał, że choć taka „liberalna” droga była proponowana przez niektórych Ojców Kościoła i niekiedy była praktykowana, to nigdy nie uzyskała powszechnej zgody. Komunii dla rozwodników nie zaaprobowało Magisterium określające w wierności Pismu świętemu i Tradycji prawdziwy depozyt wiary. Ratzinger przypomniał słowa Jana Pawła II z Familiaris consortio: sytuacja rozwodników w nowym związku nie tylko obiektywnie zaprzecza unii Chrystusa i Kościoła. Dopuszczenie ich do Komunii świętej byłoby też wielkim zgorszeniem, siejąc wśród wiernych pomieszanie na temat kościelnej nauki o nierozerwalności małżeństwa.

„Struktura adhortacji [Familiaris consortio – red.] i ton jej słów dają jasno do zrozumienia, że praktyka, która przedstawiona jest jako wiążąca, nie może zostać zmodyfikowana ze względu na różne sytuacje. Wierni żyjący razem niczym mąż i żona z osobami innymi niż ich prawowici małżonkowie nie mogą otrzymywać Komunii świętej. Jeżeli uznaliby [jednak], że jest to możliwe, duszpasterze i spowiednicy, biorąc pod uwagę ciężką materię i dobro duchowe tych osób oraz powszechne dobro Kościoła, mają poważny obowiązek wskazania im, że taka ocena sumienia jawnie przeczy nauczaniu Kościoła” – pisała Kongregacja. Sprawa, wydawałoby się, została raz na zawsze rozstrzygnięta.

Pierwszeństwo Kościoła powszechnego nad Kościołem lokalnym
Propozycja trzech niemieckich biskupów wyrastała w dużej mierze z odmiennego rozumienia Kościoła. W 1992 roku Kongregacja Nauki Wiary w liście Communionis notio pouczyła, że istnieje historyczne i ontologiczne pierwszeństwo Kościoła powszechnego przed Kościołem lokalnym. Z tym Kasper nie chciał się zgodzić, wkrótce po publikacji listu wchodząc w polemikę z Ratzingerem. Odmienne rozumienie Kościoła Kasper przechował do dziś. Według Kaspera istnieje wprawdzie niepodważalne pierwszeństwo powszechnego Kościoła preegzystującego i eschatologicznego, ale już nie pierwszeństwo powszechnego Kościoła empirycznego, czyli ziemskiego. Relacja między powszechnym Kościołem ziemskim a Kościołami lokalnymi jest zdaniem Kaspera inna, niż uczy Kongregacja, polegająca jakoby na swoistej równości, w ujęciu Kaspera, powołującego się na myśl Henriego de Lubaca, jednoczesności występowania. Ta różnica ma daleko idącego konsekwencje. W ujęciu Kaspera to do Kościołów lokalnych należy rozstrzyganie wielu problemów, w których dotychczas wyrokował Rzym. „Jako biskup dużej diecezji obserwowałem, jak rodzi się i stale narasta rozdźwięk między normami ogłaszanymi w Rzymie dla Kościoła powszechnego, a potrzebami i praktykami naszego Kościoła lokalnego” – ubolewał Kasper na łamach jezuickiego magazynu America w 2001 roku. Ogólne reguły zalecane przez Rzym, skarżył się dalej, są niekiedy wprost szkodliwe wobec wysiłków podejmowanych przez biskupów miejsca. Przykładem choćby „kwestie etyczne, dyscyplina sakramentów i praktyka ekumeniczna”. „We wszystkim, co istotne, [Kościół ziemski – red.] musi zabiegać o jedność, dopuszczając jednak we wszystkim innym autonomię i różnorodność” – pisał Kasper po latach w podsumowującej jego rozumienie Kościoła pracy „Kościół katolicki. Istota, rzeczywistość posłannictwo”, w Niemczech wydanej w roku 2011, a w Polsce w 2014.

Papież Franciszek
Koncepcje Kaspera przez całe lata nie miały pożądanej przezeń siły przebicia. Kardynał Józef Ratzinger najpierw jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary, później jako papież Benedykt XVI, był przeszkodą nie do pokonania. Postulatu dopuszczenia rozwodników w nowych związkach do Komunii świętej na gruncie swojego rozumienia Kościoła Kasper jednak nie porzucił. W swojej głośnej książce o miłosierdziu, wydanej w 2012 roku, postawił go ponownie, przeciwstawiając obowiązek miłosierdzia nakładany przez Boga nazbyt surowej jego zdaniem kościelnej dyscyplinie względem rozwodników. Wytrwały kardynał nie ustawał w przygotowywaniu gleby, jakby czekając na zmiany na tronie piotrowym. Doczekał się. Gdy Benedykt XVI ustąpił, a kolejnym papieżem wybrano kardynała Jorge Maria Bergoglio, warunki zdecydowanie się zmieniły.

Błyskawiczna kampania
Teraz wydarzenia następują szybko. Już na styczniowym konsystorzu w roku 2014 papież Franciszek poprosił Kaspera o wygłoszenie przemówienia na temat miłosierdzia, później przez Ojca Świętego, jak sam zapewniał, wnikliwie studiowanego. Mowa została wkrótce wydana drukiem, a jej tezy odegrały ważką rolę na odbywającym się w tym samym jeszcze roku nadzwyczajnym Synodzie Biskupów. Wokół zgromadzenia narastały skandale, frakcja liberalna wydawała się przeć naprzód nawet wbrew woli ojców synodalnych, wykorzystując do tego przewagę w strukturze kierowniczej synodu. W dokumencie podsumowującym obrady, Relatio post disceptationem, zawarto jednak tylko zalecenie „ostrożnego rozróżniania i towarzyszenia pełnego szacunku”.

Prawdziwy przełom nastąpił na kolejnym, zwyczajnym już synodzie w roku 2015. W relacji końcowej w sprawie rozwodników w nowych związkach w zasadzie dosłownie przyjęto propozycję grupy niemieckojęzycznej, która obradowała pod przemożnym wpływem Kaspera. Teoretycznie wszystko było w porządku. W kluczowej sprawie Synod zalecił po prostu: „Proces towarzyszenia i rozeznania kieruje tych wiernych do uświadomienia sobie swojej sytuacji przed Bogiem. Rozmowa z księdzem, na forum wewnętrznym, przyczynia się do tworzenia prawidłowej oceny tego, co utrudnia możliwość pełniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła oraz kroków mogących jemu sprzyjać i je rozwijać”. Problem w tym, że w omawianiu sprawy rozwodników nie zwracano uwagi na nakaz zachowywania czystości podkreślonego przez Jana Pawła II w FC, choć samą adhortację Synod cytował. Ojciec Święty w adhortacji apostolskiej Amoris laetitia poszedł jeszcze krok dalej. Tekst główny adhortacji jest zasadniczo bardzo zbliżony do dokumentu Synodu, ale w jednym z przypisów sugeruje się wprost możliwość dopuszczenia rozwodników do Komunii świętej, znowu pomijając wymóg życia w czystości.

Dokument episkopatu Niemiec
Już w lutym 2015 roku w sposób bez mała radykalny wyciągając konsekwencje z kasperiańskiego rozumienia Kościoła, kardynał Reinhard Marx, przewodniczący episkopatu Niemiec, wypowiedział słynną deklarację: „Nie jesteśmy filią Rzymu”. Idąc tym tropem i budując na gruncie dziwnej furtki umieszczonej w Amoris laetitia 1. lutego 2017 roku episkopat Niemiec dopiął swego, realizując wyrażane od dziesięcioleci marzenie progresistów i samego Kaspera. W dokumencie uchwalonym przy „zakładanej” aprobacie wszystkich biskupów, episkopat pisze wprost, że duszpasterze i spowiednicy muszą akceptować osobistą decyzję sumienia rozwodnika w nowym związku, który chciałby przystępować do Komunii świętej. O wymogu czystości ani słowa. To prawdziwa rewolucja, bo choć już wcześniej w niektórych niemieckich diecezjach praktyka i tak była odmienna od doktryny, teraz wszystko ma dziać się za oficjalną zgodą biskupów powołujących się przy tym całkiem otwarcie na autorytet Ojca Świętego. Żaden niemiecki hierarcha nie zgłosił votum separatum. Zmiana została dokonana.

Protestuje wprawdzie prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Gerhard Müller, w coraz to kolejnych wywiadach wzywając nienazwane konkretnie episkopaty do wierności Magisterium, ale te nie słuchają jego głosu. Papież nie odpowiada na dubia czterech kardynałów, Kongregacja Nauki Wiary nie wydaje żadnego dokumentu. Niemcy głośno rozpowiadają, że zrobili to, czego życzył sobie papież. Inni przejmują ich myślenie. Maltański arcybiskup Charles Scicluna klerykom, którzy mieliby odmienne rozumienie Amoris laetitia od liberalnego, pokazuje drzwi. Triumf Kaspera – ale triumf pozorny.

Znak sprzeciwu
Pozorny, bo nie można odnieść triumfu nad prawdą o małżeństwie, wyrażoną przez samego Jezusa Chrystusa i potwierdzaną w niezmiennym nauczaniu Kościoła katolickiego. Interpretacja Amoris laetitia wyrażona przez niemieckich biskupów na gruncie propozycji Kaspera jest w oczywisty sposób niezgodna z Magisterium. Na problem zakłamania katolickiego nauczania, w Niemczech czy innych krajach, w których biskupi pozwolili się ogarnąć błędnej ideologii kasperiańskiego „miłosierdzia”, zwraca uwagę wielu pasterzy Kościoła. To nie tylko czterech kardynałów – Walter Brandmüller, Raymond Leo Burke, Carlo Caffarra, Joachim Meisner. Ich prośbę do Ojca Świętego o jednoznacznie wyjaśnienie wątpliwych passusów Amoris laetitia poparli przecież liczni hierarchowie, by wymienić tylko kilku: kardynał Paul Cordes z Niemiec, kardynał Joeph Zen z Chin, kardynał George Pell z Australii, biskup Athanasius Schneider i inni biskupi Kazachstanu, biskupi polscy - bp Jan Wątroba i Józef Wróbel… Wiadomo też, że jeszcze przed publikacją papieskiej adhortacji do Ojca Świętego pisało aż 30 kardynałów, zwracając uwagę na zagrożenia związane z jej interpretacją. Wielu biskupów z całego świata, nawet jeśli nie przyłącza się głośno do prośby czterech kardynałów, wydaje dokumenty lub komentuje sprawę sporu wokół Amoris laetitia zdecydowanie podkreślając, że liberalna interpretacja dokumentu jest wykluczona; nazwisk ich wszystkich niepodobna wprost wymienić. To mocny znak sprzeciwu, którego nie da się zagłuszyć; to głos wierny nauczaniu Chrystusa niedający się zakrzyczeć obelgami i zarzutami o faryzeizm. Choć grono adherentów zmian pozostaje duże – część kardynałów i biskupów, nawet jeżeli nie wydaje żadnych wytycznych, otwarcie sprzyja liberalnej interpretacji adhortacji – to zgodnie ze słowami samego Pana nigdy nie zwyciężą naprawdę. Bramy piekielne nie zmogą Kościoła – fałszywa nauka nie może przykryć Ewangelii.

Pełzająca apostazja
Ta wyjątkowo trudna i groźna sytuacja podziału między biskupami może i musi znaleźć jakieś rozwiązanie. Czy czeka nas schizma? Biskup Schneider już w ubiegłym roku ostrzegał, że schizma jest faktem – nie formalna wprawdzie, ale ukryta. Pasterze deklarując jedność z Ojcem Świętym wkraczają tak naprawdę w stan zerwania z Piotrem, porzucając naukę Chrystusa. Musimy modlić się i mieć nadzieję, że papież Franciszek przerwie milczenie i jednoznacznie wyjaśni sprawę rozwodników, zatrzymując falę liberalnych głosów uzurpujących sobie prawo do zmiany nauczania Kościoła, choć w samej Amoris laetitia podkreśla się konieczność jej odczytywania zgodnie z Magisterium. Jeżeli za tego pontyfikatu okazałoby się to niemożliwe, przyjdzie czekać na rozstrzygnięcie kolejnego następcy świętego Piotra.

Co jednak z episkopatami, które wykorzystując niejasność adhortacji uległy pokusie rozmycia wiary i zaczęły głosić błąd jako prawdę? W 1968 roku episkopat Niemiec opublikował głośną deklarację z Königstein, gdzie w ostrożny, ale jednak wystarczająco czytelny sposób sugerowano możliwość stosowania sztucznej antykoncepcji wbrew jednoznacznej nauce Kościoła. Deklaracja nie została nigdy skorygowana, ale spustoszenie, jakie wywołała wśród wiernych, poznajemy po jej owocach. Setki tysięcy katolików odpływa co rok z Kościoła, który przestał głosić nauczanie, na coraz to kolejnych polach poddając się duchowi czasu. To widać gołym okiem: tam, gdzie biskupi fałszują naukę Chrystusa, Kościół zanika. Dopuszczeniem rozwodników do Komunii świętej Niemcy poszli po prostu krok dalej na drodze do milczącej apostazji. Można spodziewać się, że inaczej nie będzie w innych miejscach, gdzie odchodzi się od zdrowej nauki.

Kasper odniósł triumf, ale jest to triumf z tego świata. Kościół Chrystusa, wstrząsany herezjami od samego początku istnienia, musi przetrwać nowy napór modernizmu tak, jak przetrwał wszystkie dotychczasowe kryzysy. O ile w czasach starożytnych czy w okresie reformacji heretycy formalnie dzielili Kościół, tworząc własne struktury niezależne od Piotra, dziś skutki fałszowania nauki będą chyba inne. To po prostu stopniowa utrata wiary, samolikwidacja. Kościół Chrystusa wszakże przetrwa – być może mniej liczny, ale głoszący zdrową naukę w wierności Panu. Naszą rolą pozostaje sprzeciwiać się progresistom bez względu na cenę, modląc się o dar mądrości Ducha świętego dla Piotra i duszpasterzy, z radością głosząc niezakłamaną Ewangelię. Reszta jest w rękach Pana – On zapyta na Sądzie Ostatecznym, kto kłaniał się Bogu, a kto ulegał duchowi czasu. Co odpowiedzą mu ci, którzy rozwadniają prawdę o małżeństwie?

Paweł Chmielewski

http://www.pch24.pl/kardynal-kasper-i-r ... 250,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 03 maja 2017, 11:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Liberalnie czy katolicko – jak KEP wdroży zalecenia z Amoris laetitia? Biskupi mówią wprost

Obrazek

We wtorek na Jasnej Górze odbyły się obrady Rady Stałej Episkopatu Polski. Jednym z tematów był przygotowany dokument dotyczący wcielania w życie zapisów adhortacji Amoris laetitia. Wytyczne będą dotyczyły przygotowania do małżeństwa, duszpasterstwa rodzin oraz tzw. związków niesakramentalnych. W rozmowach z KAI zarówno przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki jak i przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny bp Jan Wątroba ujawnili, jaki charakter będzie mieć vademecum.

Obecnie trwają prace nad ostateczną redakcją dokumentu. Jest on konsultowany w szerszym gronie teologów i moralistów. W połowie maja projekt dokumentu będzie dyskutowany na ogólnopolskim spotkaniu diecezjalnych duszpasterzy rodzin i doradców życia rodzinnego. Następnie zostanie rozesłany biskupom z myślą o dalszej dyskusji na czerwcowym zebraniu plenarnym KEP w Zakopanem.

Podczas wtorkowego spotkania omawiano prace nad stanowiskiem ws. możliwości przystępowania do Komunii Świętej dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Tekst ten przygotowuje zespół pod przewodnictwem abp. Henryka Hosera.

W rozmowie z KAI abp Stanisław Gądecki zapowiedział, że opracowanie przypomina m.in. nauczanie Chrystusa o cudzołóstwie, podtrzymuje tradycyjne stanowisko Kościoła dotyczące dopuszczenia do Komunii Świętej tylko tych, którzy zobowiązują się żyć w „białym” małżeństwie (cywilnym). Uwzględnia też, zgodnie z Amoris laetitia, zmianę nastawienia samych księży i małżeństw niesakramentalnych, które to nastawienia miałoby zmierzać do – w miarę możliwej – ich integracji na różnych polach duszpasterskiego działania Kościoła.

Z kolei bp Jan Wątroba w rozmowie z KAI wskazał, że trzeci rozdział Wytycznych dotyczyć będzie związków określanych jako nieregularne. – Chodzi tu także o osoby porzucone – precyzuje hierarcha ujawniając, że ta właśnie grupa zostanie w dokumencie specjalnie wyróżniona. A chodzi o osoby, które zostały pozostawione przez współmałżonka bez swojej winy.

Bp Watroba przyznał, że niektórzy mogą odnieść wrażenie, że Kościół otacza opieką zranione osoby, choć wchodząc w nowe związki zaciągnęły one jakąś winę, a zapomina o tych, którzy zostali porzuceni, skrzywdzeni i są osamotnieni. Trzeba więc uwzględnić różne sytuacje, gdy chodzi o związki niesakramentalne, także różną odpowiedzialność poszczególnych osób.

Najwięcej miejsca w tym rozdziale poświęcone zostanie działaniu, które Franciszek określa jako „towarzyszenie, rozeznawanie, włączanie”. – Cała praktyka Kościoła musi być w tym punkcie przeorganizowana, aby wobec takich osób objawić miłość i troskę właśnie poprzez towarzyszenie im w trudnych sytuacjach, rozeznawanie swej sytuacji i jej przyczyn oraz wskazywanie dróg wyjścia – tłumaczy bp Wątroba.

Biskup podkreśla, że odnośnie do możliwości przyjmowania Komunii Świętej przez takie osoby, w doktrynie Kościoła nic się nie zmieniło. Przypomina, że warunkiem jest stan łaski uświęcającej. Natomiast owo rozeznawanie pomóc ma między innymi w upewnieniu się czy pierwszy związek sakramentalny był zawarty ważnie czy też w momencie jego zawierania zaistniała poważna przeszkoda, sprawiająca, że od początku tamten pierwszy związek nie zaistniał jako sakrament. – Wskazanie na to jest zadaniem dla duszpasterza, który towarzyszy takiej osobie, ale następnie orzeczenie należy do sądów kościelnych – tłumaczy przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny.

Dokument będzie liczył prawdopodobnie kilkadziesiąt stron, zdecydowanie mniej niż wydane w roku 2003 Dyrektorium Duszpasterstwa Rodzin, które zresztą – zdaniem bp. Wątroby – nie traci nic ze swej aktualności. Wymaga natomiast zaktualizowania w oparciu o adhortację Amoris laetitia, zwłaszcza jeśli chodzi o język i styl.

– Novum, które musi wybrzmieć w Wytycznych dotyczy praktyki, a nie doktryny – puentuje biskup Wątroba.

Rewolucyjne i odstające od nauczania Pana Jezusa „rozwiązania” przyjęły episkopaty w Niemczech i na Malcie.

KAI
MWł

http://www.pch24.pl/liberalnie-czy-kato ... 261,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 22 maja 2017, 09:17 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
I takie oto mamy zgniłe owoce adhortacji Amoris laetitia, którą wcielił w życie Franciszek ...


Spaemann: Erozja katolickiej dyscypliny sakramentalnej w Niemczech

Obrazek

Już nadszedł czas. Niemieccy biskupi podjęli działania w obszarze znajdującym się poza zasięgiem ich uprawnień. Doprowadzili w ten sposób do rozmycia dyscypliny sakramentalnej Kościoła katolickiego.

Zdaniem niemieckich biskupów, katolicy żyjący w nieuporządkowanych związkach, czyli utrzymujący relacje seksualne poza sakramentalnym małżeństwem, powinni mieć możliwość przyjmowania sakramentów. Podejmowane przez tych wiernych „decyzje przystępowania do sakramentów należy (…) uszanować”. Księża postępujący w tym względzie zgodnie z dotychczas uznawaną praktyką skłonni są, według dokumentu biskupów, do ferowania „szybkich wyroków”, jak również do okazywania „rygorystycznej i ekstremalnej postawy”. Biskupi postępują w ten sposób według logiki fałszywie pojmowanego miłosierdzia i tworzą karykaturalny wizerunek tych wiernych, którzy podążają za wewnętrzną mądrością magisterium Kościoła katolickiego. Niemieccy biskupi naruszają w swoim dokumencie jasne normy, które jednoznacznie utwierdzili liczni papieże, w szczególności Jan Paweł II i Katechizm KK w zgodzie z całą doktryną Kościoła. Powoływanie się biskupów na postsynodalną adhortację papieża Franciszka „Amoris laetitia” nie usprawiedliwia ich w żadnej mierze, gdyż musi ona podlegać interpretacji w świetle pełnej tradycji. W przeciwnym wypadku nie należałoby jej wprowadzać w życie, gdyż papież nie może wynosić się ponad tradycję Kościoła.

Istota poruszanego tu problemu dotyczy norm zawartych w nauczaniu Kościoła, od których nie wolno ani tworzyć wyjątków, ani poddawać indywidualnym osądom, co oznacza, iż w poszczególnych przypadkach nie ma możliwości podejmowania rozbieżnych decyzji. Takie podejście wynika z natury człowieka, której przypisana jest godność wyznaczająca określone granice w podejściu do siebie samego i do innych. Dotyczą one ludzkiej seksualności, której nie da się ani zinstrumentalizować, ani praktykować poza określonym kontekstem bez ranienia jej godności i sprowadzania winy, niezależnie od subiektywnej oceny sytuacji, czy osobistego ciężaru winy. Jeśli ktoś na przykład cierpi na zaburzenie neuropsychiatryczne i nie potrafi kontrolować swoich emocji, wskutek czego ciągle na nowo obraża swoją żonę, narusza tym samym czystość swojej z nią relacji, nawet jeśli tego zawsze żałuje, i nawet pomimo tego, że sam nie może nic bądź prawie nic na to poradzić.

Ludzką seksualność można zrozumieć tylko poprzez jej sens. W chrześcijańskim pojmowaniu jest ona wyrazem wspólnoty między mężem i żoną na płaszczyznach biologicznej, cielesnej, duchowej osobowej, jako „realny symbol oddania całej osoby” (Jan Paweł II, postsynodalna adhortacja apostolska „Familiaris Consortio”). Cała osoba obejmuje przeszłość i przyszłość, i dlatego oddanie całej osoby możliwe jest tylko wówczas, gdy włączymy jej przeszłość i przyszłość, co dokonuje się podczas wypowiadania słów przysięgi małżeńskiej.

Z tego powodu Kościół od zawsze wpisuje seksualność człowieka w kontekst małżeństwa, jako jedynego miejsca, w którym może być ona odpowiednio przeżywana w godności danej od Boga. Takie jest przykazanie, a nie ideał, nawet jeśli często się tak mówi. Wszelkie czyny seksualne, sprzeczne z tym przykazaniem, separują człowieka od jego przeznaczenia, czyli stanowią grzech. I nie ma od tego żadnych wyjątków. Dokładnie tak samo antykoncepcja zapobiegająca poczęciu rani godność aktu seksualnego, gdyż partnerzy traktują wówczas siebie jak obiekty użycia, nawet jeśli znajdują się w trudnych warunkach i mają względem siebie dobre zamiary. Język ciała reprezentuje bowiem obiektywną rzeczywistość, której nie można kaleczyć ze względu na subiektywne zapatrywania. Rozchodzi się tutaj o tak zwany actus intrinsice malus, czyli działania i konteksty działań, które w żadnym przypadku nie mogą zostać uznane za dobre. Koncepcja ta wypracowana przez św. Tomasza z Akwinu, potwierdzona została przez Jana Pawła II w jego encyklice „Veritatis Splendor” jako obowiązująca nauka Kościoła.

Jan Paweł II pisze: „Tak więc okoliczności lub intencje nie zdołają nigdy przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na przedmiot w czyn „subiektywnie” godziwy lub taki, którego wybór można usprawiedliwić” (VS 81). Ta zasada odnosi się w sposób szczególny do ludzkiej seksualności.

Obecne rozmywanie nauki Kościoła w tej kwestii, bazuje na najwidoczniej celowo skróconej wypowiedzi Jana Pawła II, z tekstu encykliki „Familiaris consortio” (FC 84). Rozchodzi się o skrót, który znalazł się w relacji niemieckojęzycznej grupy synodalnej z 21 października 2015 roku i następnie wpisany został w dokument końcowy Synodu. Powtarzany był w licznych oświadczeniach biskupów i kardynałów, znalazł swoje odbicie w AL i wybrzmiewa w aktualnym dokumencie niemieckiego episkopatu.

Co się stało? W artykule 84 adhortacji FC, traktującej o rozwiedzionych żyjących w ponownych związkach, czytamy, że „pasterze mają obowiązek właściwego rozeznania sytuacji (…) zachodzi bowiem między nimi różnica”. W tym miejscu przytaczane są powody zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia, dla których małżonkowie po rozstaniu decydują się na wejście w kolejne związki. Ówczesny papież, jak widać, chciał zwrócić uwagę na indywidualne położenie dotkniętych osób i wskazywał w poszczególnych przypadkach na potrzebę różnicowania moralnej oceny, mając na względzie uwrażliwienie duszpasterzy, na stojące przed nimi trudne zadania. I tu dochodzimy do rozstrzygającego fragmentu: Jan Paweł II nie wnioskuje jednak z tego, że w indywidualnych przypadkach złagodzenia lub zawieszenia subiektywnej winy, możliwe staje się dopuszczenie tychże osób do sakramentów.

Wręcz przeciwnie. Kilka linijek dalej papież stawia jasne „Nihilominus….”, wyznaczając jasne granice obiektywnym sytuacjom nieuporządkowania, które odnoszą się do wszystkich wiernych żyjących w takich sytuacjach: „Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński”. Następnie rozstrzygająco uściśla: Rozwiedzieni żyjący w ponownych związkach, mogą zostać dopuszczeni do sakramentów tylko wówczas, gdy „postanowią żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które zastrzeżone są jedynie dla małżonków”.

Mowa ciała, wyrażana w akcie seksualnym, nie może zostać po prostu zbanalizowana okolicznościami łagodzącymi, a obiektywna sytuacja grzechu nie może podlegać aprobacie przez przyjmowanie sakramentów. Podejmowanie indywidualnych decyzji w wyjątkowych przypadkach nie jest możliwe. Taka nauka i wynikająca z niej dyscyplina sakramentalna została kategorycznie potwierdzona w zgodzie z całą doktryną Kościoła w kolejnych dokumentach, m.in. w Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK 1650) i w postsynodalnej adhortacji Benedykta XVI „Sacramentum caritatis”. Przytoczony rozdział z FC, zawierający rozstrzygające sformułowania w tej kwestii, jest w najnowszych dokumentach systematycznie pomijany. Zapewne podjęto nieuczciwą próbę zharmonizowania sprzecznych ze sobą tekstów.

Zamiast określenia stanowiska wobec jasno postawionych granic od Nihilominus…, w stosownych publikacjach rozpatruje się subiektywne perspektywy nieuporządkowanych sytuacji życia. Osobom dotkniętym tym problemem polecany jest szczegółowy rachunek sumienia, podczas którego refleksji poddać należy tzw. forum internum, czyli indywidualny obszar sumienia i rozpatrzenie byłych i obecnego związku (AL 300). W ten sposób wywoływane jest wrażenie, jakoby dla dopuszczenia do sakramentów wystarczające było wyjaśnienie powodów i rozliczenie się z moralnych i psychologicznych skutków rozwodu i tworzenia kolejnych cywilnych związków, jak np. z winy wobec poprzedniego partnera lub z rozdartych relacji z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Zgodnie z nauką Kościoła w takich przypadkach, dopiero wówczas spełnione zostają warunki dopuszczenia do sakramentów, gdy zachowane zostają obiektywne kryteria chrześcijańskiego porządku życia, a mianowicie albo seksualna wstrzemięźliwość, albo uwiarygodniona, także na forum internum, nieważność sakramentalnego małżeństwa. W tym miejscu dotykamy linii demarkacyjnej wytyczonej przez nauczanie Kościoła, która według padających ciągle na nowo twierdzeń, mogłaby zostać przesunięta lub zatarta.

Tkwiąca w takim podejściu duszpasterskiego miłosierdzia logika rozpatrywania subiektywnej sytuacji, prowadzić musi w oczywisty sposób do innych sytuacji leżących daleko poza problemami osób rozwiedzionych, żyjących w ponownych związkach cywilnych. W odpowiednich dokumentach, jak również w omawianym tu oświadczeniu niemieckich biskupów, poruszane są sprawy różnych „nieuporządkowanych sytuacji”. Ci, którzy „nie mogą zdecydować się na małżeństwo” również wymieniani są w takim samym kontekście. Roszczenie społeczności LGBT, która domaga się od Kościoła włączenia również jej w zakres przyjętych zmian, staje się zatem logiczną konsekwencją. (newwaysministryblog.wordpress.com, vgl. hierzu auch)

Dlaczego miałaby pozostać wykluczona? Taki rozwój sytuacji z pewnością nie oszczędzi także encykliki „Humane Vitae” Pawła VI, której jednoznaczność zostanie zakwestionowana. (Instrumentum laboris 2015, Art. 137, vgl. hierzu auch). Konsekwencje wprowadzenia nowej definicji miłosierdzia nie dadzą się zawęzić wyłącznie do obszaru partnerstwa i seksualności. Najlepszym tego przykładem jest postanowienie części kanadyjskich biskupów, którzy powołując się na AL, pragną udzielać sakramentów osobom zdecydowanym na eutanazję lub tzw. śmierć w asyście. (cruxnow.com)

To zaledwie początek tego, czego możemy spodziewać się po wprowadzeniu nowego rozumienia miłosierdzia. Wkraczamy na tzw. równię pochyłą, która daje dość klarowne wyobrażenie, do czego ostatecznie doprowadzi. Należy tylko postępować zgodnie z powyższą logiką. Decyzje podjęte przez niemieckich biskupów niosą zgubne skutki również z tego powodu, iż w odpowiednich dokumentach kościelnych zrezygnowano, jak widać, z wierności tradycji Kościoła. Wewnętrzna spójność wiary i rozsądku została zakwestionowana. Wielu wiernych odnosi wrażenie, że w kwestiach wiary, moralności i duszpasterskiego przekazu możliwe są różnorakie interpretacje. Torowana jest droga dla relatywizmu. Rozpowszechniające się przekonanie, że wiara katolicka może obejść się bez odniesień do prawa naturalnego, antropologii, jak również bez rygoru w utrzymaniu własnej doktryny, obrazuje doskonale krótki tweet włoskiego jezuity Antonio Sparado, członka komitetu redakcyjnego dokumentu końcowego synodu biskupów: „Teologia nie jest matematyką. 2+2 może w teologii równać się 5…” (Epifania 2017).

Pojawia się pytanie, czy księża przekazujący wiernym tradycyjną naukę Kościoła na temat dyscypliny sakramentów mogą być określani jako rygorystyczni ekstremiści nieznający miłosierdzia? Czy taki werdykt zapadłby również nad świętym Janem Pawłem II, a wraz z nim nad wielu innymi księżmi na całym świecie? Oczywiście, że nie. Trzymanie się wyznaczonych granic nie jest samo przez się oderwane od miłosierdzia. Rygorystyczny byłby ksiądz, który powiedziałby do kobiety żyjącej po rozwodzie w kolejnym związku cywilnym z trójką dzieci, bez uwzględnienia kontekstu i skutków swojej wypowiedzi, że powinna natychmiast oddalić się od swojego męża, gdyż w przeciwnym przypadku grozi jej piekło. Rygorystyczny byłby również ksiądz, który zasadniczo odmówiłby duchowego wsparcia osobie zdecydowanej na przyjęcie zastrzyku niosącego śmierć. Niezwykle trudno byłoby odmówić komukolwiek wsparcia, błogosławieństwa i modlitwy. Natomiast wyjaśnienie komuś dlaczego nie może uzyskać rozgrzeszenia po spowiedzi lub przystąpić do Komunii św. nie ma z rygoryzmem nic wspólnego. Znam księży, którzy utrzymują najlepsze kontakty z osobami żyjącymi w nieuporządkowanych związkach, okazują im szacunek i integrują z życiem parafii, nie udzielając jednakże sakramentów. Stosowane często dzisiaj socjologiczne pojęcia i zasady, takie jak „inkluzja” lub „nie wolno nikogo wykluczać”, pociągają za sobą wiele istotnych nieporozumień. Jeśli pacjent poszukuje u mnie pomocy jak u lekarza, najbardziej radykalni przedstawiciele psychiatrii domagaliby się, żebym podał temu pacjentowi dokładnie ten lek, którego on sobie życzy.

Spowiedź powszechna wiernych, poprzedzająca zjednoczenie z Chrystusem w Komunii świętej, znana jest od zamierzchłych czasów w liturgii Wschodu i Zachodu. Odwracamy się od naszych grzechów, zwracamy się ku Chrystusowi i otrzymujemy w Komunii jego przebaczenie. Jest zatem zrozumiałe, że osoby żyjące w obiektywnie nieuporządkowanych relacjach seksualnych, jeśli uznają swój stan za niemożliwy do zmiany z jakichkolwiek powodów, nie przystępują do Komunii świętej.

Nie ulega wątpliwości, że istnieją przeróżne sytuacje życiowe, całkowicie zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia, w których relacje seksualne rozgrywają się poza ważnym małżeństwem. Przy czym rozróżnić należy, czy poprzez eucharystyczną abstynencję zachowany zostaje szacunek wobec Boga i jego przykazań, w nadziei na Jego miłosierdzie, czy raczej w sytuacji sprzecznej z przykazaniami bożymi, uzurpuje się sobie prawo do decydowania, sądząc, iż wyznanie innych grzechów i zjednoczenie z Chrystusem w Komunii da odpuszczenie win. Stwierdzenie „okoliczności łagodzących”, czyli subiektywny osąd sytuacji dokonany przez osobę udzielającą i przyjmującą sakrament, nie może zostać postawiony ponad obiektywnymi faktami. Kościół nie dysponuje w każdym razie taką władzą. Łaska Boża nie jest ograniczana sakramentami, lecz w tych przypadkach sądy należą tylko do Niego; my ich nie znamy. „Twoje słowo jest lampą dla moich stóp”- mówi psalmista (Psalm 119, 105). Szczególnie w przypadkach, w których wydaje się sprzeczne z intuicją osób dotkniętych, sąsiadów i duszpasterza uznanie ich za grzech, należy sobie uświadomić, że nie znamy absolutnej woli Boga i dlatego nie wolno nam wykraczać poza strumień światła, który został nam dany. Należy wobec nich przyjąć postawę pokory, a nie dysponować sakramentami. Nikt nie ma prawa rozporządzać Bożym Miłosierdziem.

Wypowiedzi niemieckich biskupów, orędowników nowego miłosierdzia, o udzielaniu sakramentów osobom żyjącym w nieuporządkowanych związkach z uwzględnieniem „ głosu sumienia wszystkich dotkniętych osób”, jak również mowa o „złożoności sytuacji życiowych” i twierdzenie jakoby nie istniały „łatwe rozwiązania”, wydają się pełnić funkcję zasłony dymnej dla oceny prostych w zasadzie faktów. Czyż trudno jest ocenić osobom zainteresowanym, czy żyją we wstrzemięźliwości czy nie? Tak samo przy udziale doświadczonego kanonisty, bez nadwyrężania sumienia, można wyjaśnić, czy sakramentalne małżeństwo zawarte zostało w sposób ważny czy nie. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów, mądry wiekiem Konrad Adenauer zapytany o jego skłonność do uproszczeń, odpowiedział, że trzeba rzeczy przejrzeć tak głęboko, żeby stały się całkiem proste. Gdy poruszamy się po powierzchni, nie widzimy spraw wystarczająco jasno, dopiero wówczas gdy spojrzymy w głąb, dostrzegamy to, co realne, a to jest zawsze proste.

Ci, którzy zamierzają rozmiękczać katolicką dyscyplinę sakramentalną, nie mogą postrzegać siebie jako wzywających Bożego Miłosierdzia. Nie wyniknie z tego nic dobrego dla osób poszkodowanych. Żenujące jest powoływanie się w tych kwestiach na Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej. Jan Paweł II rozeznał doniosłość przesłania spisanego przez prostą siostrę zakonną i ogłosił ją świętą. Ja sam już przed laty intensywnie przestudiowałem Dzienniczek i nie znajduję w nim cienia zachęty do uzurpowania sobie prawa do przekraczania wyznaczonych granic ze względu na Boże Miłosierdzie. Wręcz przeciwnie, duch i litera tego pisma wskazują zupełnie inny kierunek.

Wszyscy wierni, żyjący w nieuporządkowanych związkach, często zepchnięci na stronę ofiar, zranieni i opuszczeni, może nawet wykorzystani, a starający się niejednokrotnie o życie w czystości, krótko mówiąc wszyscy, którzy zasługują na zrozumienie ze strony Kościoła, są wezwani, aby nie stosować się do nowych możliwości przyjmowania sakramentów. Dochowując eucharystycznej abstynencji, dają świadectwo świętości Boga i Jego przykazań. Trwając w takiej postawie, znajdują się bliżej Boga aniżeli ci, którzy w imieniu fałszywie rozumianego pojęcia miłosierdzia, chcieliby udzielać sakramentów.

Tekst stanowi komentarz do dokumentu niemieckiego episkopatu z 1 lutego 2017 roku.

Dr Christian Spaemann

Tłum. Magdalena Czarnik

Źródło: kath.net

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 22 maja 2017, 09:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30419
Niemcy wiedzą, że siłą narodów, których od wieków nie są w stanie podbić jest wiara katolicka.
Już wielokrotnie próbowali zniszczyć tę wiarę, zniszczyć Kościół Katolicki, po to aby zapanować nad tymi narodami.
Niemcy w swej naturze bardziej są oddani własnym obsesjom podbijania innych narodów, niż szerzeniu chrześcijańskiego ładu moralnego.
Dlatego niemieccy duchowni mogą wywołać kolejną reformację osłabiającą Kościół, a wzmacniającą ich przewagę nad innymi narodami.
Tak działa szatan.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 23 maja 2017, 10:05 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Aerolit napisał(a):
Niemcy wiedzą, że siłą narodów, których od wieków nie są w stanie podbić jest wiara katolicka.
Już wielokrotnie próbowali zniszczyć tę wiarę, zniszczyć Kościół Katolicki, po to aby zapanować nad tymi narodami.
Niemcy w swej naturze bardziej są oddani własnym obsesjom podbijania innych narodów, niż szerzeniu chrześcijańskiego ładu moralnego.
Dlatego niemieccy duchowni mogą wywołać kolejną reformację osłabiającą Kościół, a wzmacniającą ich przewagę nad innymi narodami.
Tak działa szatan.


Niemieccy duchowni (na szczęście nie wszyscy) są jak Krzyżacy. Wiara jest tylko przykrywką dla ich niecnych, szatańskich celów.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 29 maja 2017, 10:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Kard. Muller rozwiewa wątpliwości w sprawie Amoris laetitia. Co na to postępowe episkopaty Zachodu?

Obrazek

Kardynał Gerhard Ludwig Müller rozwiewa wątpliwości dotyczące interpretacji adhortacji Amoris laetitia. Prefekt watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary gościł w amerykańskiej telewizji EWTN. Ustosunkował się między innymi do faktu, że wielu biskupów na świecie w imię tej adhortacji godzi się na dopuszczanie do Komunii osób rozwiedzionych, które żyją w związku niesakramentalnym.

Kard. Müller zaznaczył na wstępie, że papież jako Następca św. Piotra i Namiestnik Chrystusa nie może głosić nauczania, które stoi w jawnej opozycji do słów Pana Jezusa. Papież i magisterium mają jedynie interpretować te słowa, a doktryna o nierozerwalności małżeństwa jest całkiem jasna – podkreślił kard. Müller.

Wyjaśnił on, że Ojciec Święty chce jedynie pomóc ludziom, którzy żyją w zsekularyzowanym świecie i nie rozumieją w pełni, czym jest chrześcijańskie życie. Papież nie chce im mówić: albo przyjmiecie wszystko, albo jesteście wykluczeni. Chce abyśmy wszystkich tych ludzi, którzy nie są związani z Kościołem i mają pewne trudności, my jako dobrzy pasterze doprowadzili do pełnego przyjęcia doktryny chrześcijańskiej.

Szef watykańskiej dykasterii odniósł się również do słynnego przypisu, w którym papież dopuszcza możliwość przystępowania do sakramentów przez osoby żyjące w związkach cudzołożnych. Kard. Müller wyjaśnił, że warunkiem przystąpienia do sakramentu spowiedzi jest nawrócenie i postanowienie poprawy. Oznacza to zatem, że przypis ten dotyczy wyłącznie takich przypadków, gdy penitenci są gotowi żyć jak brat z siostrą – stwierdził niemiecki kardynał.

Zaznaczył on również, że rozdzielanie doktryny i duszpasterstwa czy też omijanie doktryny w celach duszpasterskich nie jest katolickie. Przejawia się w tym herezja chrystologiczna. Chrystus jako Słowo Boże i jako Dobry Pasterz jest bowiem jedną i tą samą osobą. Nie można rozdzielać Jezusa Nauczyciela od Jezusa Dobrego Pasterza.

Kard. Müller został też zapytany o to, co dzieje się dzisiaj z katolickimi biskupami. Episkopaty Niemiec i Malty inaczej niż on interpretują Amoris laetitia i przewidują dopuszczanie do sakramentów bez zmiany grzesznego stylu życia, a biskupi USA i Kanady są w tej sprawie podzieleni.

Hierarcha odpowiedział, że nie jest dobrze, kiedy episkopaty zabierają się do oficjalnej interpretacji papieża. To nie jest katolickie – powiedział prefekt Kongregacji Nauki Wiary. – Mamy dokument papieża, który musi być odczytywany w kontekście całości katolickiej Tradycji. Nie ma dwóch magisteriów: jedno papieża, a drugie biskupów. Jest to błędne rozumowanie, które szkodzi Kościołowi – powiedział kard. Müller.

KAI
MWł

http://www.pch24.pl/kard--muller-rozwie ... 887,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 29 cze 2017, 07:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Wymowne milczenie Franciszka. Zasiać zamęt, wprowadzić chaos i milczeć ...


Chaos i milczenie. Innego końca nie będzie

Obrazek

Wszystko wskazuje na to, że sytuacja wokół kryzysu spowodowanego adhortacją Amoris laetitia ma trwać. Że taki jest po prostu plan. To element strategii decentralizacji, do przeprowadzenia której w sposób jawny i sformalizowany zabrakło jednak odwagi. Stąd gorzkie milczenie w sprawie „dubiów” i coraz wyraźniejsze pielęgnowanie przerażającego chaosu.

Niektórzy spośród obserwatorów do niedawna mieli jeszcze nadzieję, że chaos wywołany radykalnie sprzecznymi interpretacjami adhortacji Amoris laetitia zakończy się samoistnie. Że przeczekamy go, że znajdziemy jakieś rozwiązanie, że ktoś wyjaśni nam, co tak naprawdę wydarzyło się przez ostatni rok w Kościele. Że widząc, jak mocno podzielony jest Kościół, Watykan przetnie falę spekulacji i jakimś formalnym aktem zarządzi: dosyć tej dyskusji, nauka Kościoła się nie zmienia! Nie można żyć w grzechu i przystępować do Komunii Świętej. Koniec tematu!

Dziś nikt nie ma już chyba złudzeń, że takiego formalnego aktu rzeczywiście się doczekamy. Ujawniona przez czterech kardynałów, którzy kilka miesięcy temu odważnie wystąpili w obronie wiary, niewysłuchana prośba o spotkanie z papieżem, przelała czarę goryczy. Franciszek bowiem nie odpowiedział. Najwyraźniej nie życzy sobie spotykać się z duchownymi, którzy podważają zapisy jego dokumentu.

Sam brak spotkania papieża z kardynałami nie byłoby oczywiście jeszcze żadnym powodem do załamywania rąk. Problemem wydaje się jednak milczenie Franciszka w sprawie, którą poruszyli hierarchowie. Przypomnijmy – kilka miesięcy temu kardynałowie Burke, Caffara, Meisner i Brandmueller poprosili Ojca Świętego by doprecyzował zapisy Amoris laetitia, które nazwali „obiektywnie niejasnymi”. Według nich zapisy adhortacji mogą być interpretowane w sprzeczności z nauką Kościoła o małżeństwie – chodzi o możliwość przystępowania do Komunii Świętej rozwodników żyjących w nowych związkach. Kardynałowie nie doczekali się odpowiedzi na swoje wątpliwości, mimo iż prosili o oficjalne zabranie głosu przez papieża lub Kongregację Nauki Wiary, a więc organ właściwy do takich zapytań. Autorzy „dubiów” zapowiedzieli, że jeśli nie otrzymają odpowiedzi, będą zmuszeni dokonać „formalnej korekty” zapisów adhortacji.

Minęło ponad pół roku bezowocnego czekania na odpowiedź. W kwietniu kardynałowie uczynili więc kolejny krok – poprosili papieża o spotkanie. Chcieli prosić o wyjaśnienie „zamieszania i dezorientacji”, niezmiennie podkreślając „absolutne oddanie i bezwarunkową miłość do Stolicy Piotrowej i Jego Świątobliwości, w którym widzą następcę Piotra i Wikariusza Jezusa”. Ale znów nie doczekali się nie tylko zaproszenia, ale nawet jakiejkolwiek odpowiedzi… Postanowili więc całą sprawę upublicznić.

Grzech zniesiony?

Papieskie milczenie tylko potęguje i tak niemałe przecież zamieszanie. Na naszych oczach Kościół rozpada się bowiem na dwie części – na tę, która widzi w Amoris laetitia „nowe tchnienie Ducha Świętego”, aprobuje jej „ożywczą naukę” i zachwyca się „przepięknym językiem” jakim została napisana, oraz na tę, która dostrzega możliwości nadinterpretacji i próbuje tonować nastroje progresistów. Nietrudno zauważyć, że ta pierwsza, „otwarta” część Kościoła wspierana jest przez wielkie media i możnych tego świata, przez co można mieć wrażenie, że jest znacznie silniejsza i liczniejsza.

I rzeczywiście, do tej części Kościoła zaliczyć należy rosnącą liczbę duchownych – po biskupach Niemiec, Argentyny i Malty swoje „interpretacje” dokumentu ogłosili także duchowni z Belgii i Sycylii. Według ich rozumowania, jeśli rozwodnicy żyjący w nowych związkach dostrzegają że są w grzechu i podejmą jakiś rodzaj pokuty, po kilku miesiącach można ich uznać za nieżyjących w grzechu ciężkim, mimo iż niczego nie zmienili w swoim życiu. A to oznacza, że mogą przystępować do Komunii Świętej.

Pogląd ten podziela również wielu prominentnych hierarchów z Watykanu – poczynając od abp Forte z sekretariatu synodów biskupich, przez kardynałów Nicholsa, Schönborna, Napiera, Wuerla, Quevedo, Kaspera, Hummesa i Marxa, aż po prefektów Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia oraz Papieskiej Rady do spraw Tekstów Prawnych, kardynałów Farrella i Coccopalmerio.

Po drugiej stronie jest grupa najodważniejszych kardynałów, autorów „dubiów” i kilkunastu biskupów (w tym czterech Polaków), którzy poparli ich wątpliwości. Do tej grupy zaliczyć trzeba także ordynariuszy z Afryki, (nie trwają tam żadne spekulacje dotyczące nowych interpretacji nauczania Kościoła), a także, co ciekawe, biskupów Kanady, którzy oświadczyli niedawno, że nie zamierzają udzielać Komunii osobom żyjącym w grzechu ciężkim.

Podobnie do postawy Kanadyjczyków interpretowana jest postawa polskiego episkopatu, który, choć wciąż pracuje nad własnymi „wytycznymi” i podkreśla, że zamierza zmienić „postawę duszpasterską” i zacząć „pilnie towarzyszyć rozwodnikom żyjącym w nowych związkach”, to jednak cały czas zaznacza, że tradycyjne nauczanie na temat nierozerwalności małżeństwa, zawarte także w Familiaris Consortio Jana Pawła II, nadal obowiązuje.

Warto też wspomnieć o postawie księży z różnych stron świata, stowarzyszonych w Organizacji Kapłanów Katolickich, którzy w lutym napisali list do papieża z prośbą o „autorytatywną interpretację dokumentu”.

Po stronie przeciwników zmian aktywni w debacie dotyczącej Amoris Laetitia są również świeccy uczeni – między innymi Michael Hesemann, Christian Speaman czy Roberto de Mattei.

Chaos kontrolowany?

Co może oznaczać milczenie papieża w tak ważnej sprawie? Wątpliwe, by stanowiło ono wyłącznie wyraz osobistego urazu do duchownych, sprzeciwiających się jego agendzie. Wydaje się więc, że milczenie jest po prostu celowe. Że papież chce, by każdy interpretował Amoris laetitia po swojemu i by to poszczególni biskupi, a już z pewnością poszczególne episkopaty krajowe, same decydowały, w jaki sposób zastosują nauczanie wynikające z adhortacji wśród podległych sobie wiernych.

Od początku pontyfikatu papieża Franciszka wiele mówi się bowiem o konieczności „decentralizacji” władzy w Kościele. W połowie czerwca debatowała nawet na ten temat „rada kardynałów”, nieformalny organ doradczy powołany przez Ojca Świętego zaraz po wyborze na Stolicę Piotrową. Tak może więc wyglądać aplikowanie idei decentralizacji, a więc oddawanie przez papieża władzy na rzecz lokalnych struktur Kościoła. Cztery lata temu mało komu przychodziło do głowy, że projekt „decentralizacji” może objąć również naukę Kościoła, wygląda jednak na to, że to się na naszych oczach rzeczywiście dzieje.

Ale papież oczywiście ma wśród licznych interpretatorów Amoris laetitia swych faworytów. Z pewnością należą do nich jego rodacy, a więc biskupi Argentyny, którzy dokonali bardzo progresywnej recepcji papieskiego dokumentu. Papież wysłał do nich list, w którym pochwalił ich wytyczne. Nie można więc stwierdzić, że po „decentralizacji” nauczania o nierozerwalności małżeństwa, papież z sympatią patrzy na wszystkie możliwe interpretacje.

Decyzja o cichej decentralizacji musiała zapaść dlatego, że głośnej decentralizacji z jakichś przyczyn jeszcze ogłosić się nie dało. Ale może dlatego, że sprzeciw wobec zgubnych interpretacji Amoris laetitia okazał się tak duży, że szersza decentralizacja mogłaby przynieść efekty niepożądane przez Watykan. Jakiekolwiek motywacje stały za taką polityką, doprowadza ona Kościół na skraj chaosu, który, jak się zdaje, dostrzegł również sam Ojciec Święty. Media „katolików otwartych” z lubością cytowały słowa papieża o osobach, które „ciągle nie potrafią zrozumieć przeniesienia punktu ciężkości z legalizmu na miłosierdzie. Dla nich jest albo białe albo czarne, a przecież tylko przemierzając drogę wspólnie, można dokonać rozeznania”. Papież mówił również, że „można łatwo zobaczyć, że konkretne rygorystyczne postawy rodzą się z jakiegoś braku, z tego, że ktoś chce ukryć własne niezadowolenie za pewnego rodzaju zbroją”. Innym znów razem stwierdził: „Nie możemy być przerażeni, kiedy słyszymy opinie ideologów doktryny. Kościół ma swoje własne Magisterium, Magisterium Papieża, Biskupów, Rad i musimy podążać drogą, która bierze się z nauczania Jezus”. Wszystkie te wypowiedzi interpretowane były jako skierowane przeciwko autorom „dubiów”. Interpretowane – bo papież nigdy nie powiedział kogo ma na myśli i o jakich konkretnych sytuacjach mówi.

Kto następny?

Jakie są pierwsze efekty trwającego już ponad rok zamieszania oraz milczenia oferowanego jako odpowiedź na wątpliwości? Otóż doszło do tego, przed czym przestrzegaliśmy na łamach PCh24 tuż po synodach ds. rodziny – dzisiaj to, co według oficjalnej wykładni jest grzechem ciężkim w Polsce, nie jest nim w Niemczech. Nowy związek osób rozwiedzionych nie jest (w myśl biskupich dokumentów) grzechem także w Belgii, na Sycylii, w Buenos Aires czy na Malcie.

Wiemy też, że biskupi z wielu krajów wciąż zastanawiają się, w jaki sposób zastosować wskazówki zawarte w Amoris laetitia w zgodzie z odwiecznym nauczaniem Kościoła. Plaga rozwodów jest bowiem problemem ogólnoświatowym, dotknęła również i Polskę. Słyszymy więc zapewnienia naszych hierarchów, pragnących przecież pokazać Watykanowi, że pozostają wierni Ojcu Świętemu, o trwających pracach nad nowymi wytycznymi, o konieczności „towarzyszenia”, wzbudzenia „nowej troski duszpasterskiej” i ofercie głębszego niż dotąd „rozeznawania indywidualnych sytuacji”. A przede wszystkim o ochotniejszym włączeniu w codzienne życie Kościoła rozwodników. Polscy biskupi wciąż jednak podkreślają aktualność nauki Jana Pawła II a nad dokumentem o wytycznych duszpasterskich pracuje arcybiskup Hoser, który na synodzie walczył w obronie nauczania Chrystusa. Wiemy też, że biskupi rodem z Polski stanowią w tej sprawie sól w oku progresistów, o czym świadczy chociażby list biskupów z Kazachstanu (podpisany między innymi przez arcybiskupów Jana Pawła Lengę i Tomasza Petę), wypowiedzi arcybiskupa Mokrzyckiego (przewodniczącego Konferencji Episkopatu Ukrainy), czy metropolity krakowskiego arcybiskupa Jędraszewskiego, z których wynika, że polscy duchowni pozostają przeciwnikami zmian.

A warto wiedzieć, że przeciwników zmian nie traktuje się dziś w Kościele w sposób szczególnie miłosierny. Przekonał się o tym kolumbijski kapłan suspendowany na jakiś czas za sprzeciw wobec ordynariusza promującego Komunię dla rozwodników, kapłani z Malty głośno upominani przez tamtejszych biskupów (łącznie z groźbą wyrzucania z seminarium kleryków kwestionujących jasność zapisów adhortacji papieża) czy nawet sam kardynał Raymond Leo Burke. Współautor „dubiów” został niedawno nazwany przez innego kardynała – Oscara Maradiagę z Hondurasu – „biednym, nieszczęśliwym i rozczarowanym człowiekiem pragnącym wielkiej władzy”. To ma – według członka powołanej przez Franciszka Rady Kardynałów – tłumaczyć, dlaczego amerykański kardynał podnosi sprzeciw związany z niedopuszczalnymi interpretacjami Amoris laetitia…

W tym samym czasie w siłę rosną biskupi, którzy chcą jak najszybciej wprowadzać zmiany w „praktyce duszpasterskiej”. Dość powiedzieć że jeden z argentyńskich hierachów kilka tygodni temu zorganizował specjalną Mszę dla rozwodników żyjących w nowych związkach i publicznie udzielał im Komunii Świętej. Ale tacy kapłani jak biskup Ángel José Macín nie borykają się z problemem milczenia papieża. Wręcz przeciwnie – duchowny ów stwierdził, że organizując Mszę kierował się instrukcjami przesłanymi argentyńskim biskupom przez Franciszka, po tym, jak tamtejsi hierarchowie zapytali go, czy dobrze rozumieją zapisy jego adhortacji…

Krystian Kratiuk

https://www.pch24.pl/chaos-i-milczenie- ... 660,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 04 lip 2017, 09:10 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Franciszek wywalił kard. Mullera, bo ten miał odwagę powiedzieć prawdę o adhortacji Amoris laetitia.


Co dalej z Kongregacją Nauki Wiary?

Obrazek

Co mówi nam decyzja papieża o odwołaniu kardynała Gerharda Muellera? O czym świadczą nadzwyczajne okoliczności, w których niemiecki hierarcha pożegnał się z urzędem? I wreszcie - kim jest jego następca, hiszpański jezuita obejmujący właśnie jedno z najważniejszych stanowisk w Kościele?

Stało się. Powtarzane w Watykanie od pół roku plotki okazały się prawdziwe – kardynał Gerhard Ludwik Mueller nie będzie już prefektem Kongregacji Nauki Wiary, dawnego Świętego Oficjum. Współpraca niemieckiego duchownego i papieża od dawna nie wydawała się owocna, kardynał Mueller wielokrotnie występował bowiem w mediach krytykując biskupów, którzy interpretowali adhortację Amoris laetitia w sprzeczności z dotychczasowym nauczaniem Kościoła. Wydaje się jednak, co opisywaliśmy na PCh24.pl, że papież, choć oficjalnie trwa w milczeniu, wspiera właśnie tę krytykowaną przez byłego szefa KNW grupę purpuratów. Stąd pewnie wzięły się plotki, które tym razem okazały się prawdziwe.

Kim był kardynał Mueller?

Zdymisjonowanego kardynała nikt nie określał mianem „pancernego”, jak jednego z jego poprzedników, Josepha Ratzingera. Mimo to uchodził on w mediach za konserwatystę i rzeczywiście wśród duchownych noszących dziś kardynalskie szaty pozostawał jednym z najbardziej powściągliwych w przyklaskiwaniu różnego rodzaju nowinkom. Mówił między innymi, że nie widzi powodu by katolicy „świętowali rocznicę Reformacji”, nazwał „niegodnym” synodalny dokument w którym zaproponowano uznanie „pierwiastków dobra” w związkach homoseksualnych, sprzeciwiał się diakonatowi kobiet, miał świadomość ogromnego kryzysu cywilizacji a także dostrzegał wkradający się do Kościoła relatywizm i przestrzegał przed nim katolików. Rugał też pozostałych niemieckich biskupów - gdy ci orzekli, że jako Kościół lokalny „nie są filią Rzymu”, kardynał przypominał im, że mają pozostać wierni papiestwu.

To wszystko mogło cieszyć konserwatystów. Ale kardynał Mueller jako szef jednej z najważniejszych instytucji w Kościele miał na koncie także wypowiedzi co najmniej niezrozumiałe. Ciepło mówił o teologii wyzwolenia (proponując zaliczenie jej do najważniejszych nurtów dwudziestowiecznej myśli katolickiej), gorąco chwalił soborową reformę liturgii utrzymując, że bez jej przeprowadzenia Zachód dotknęłaby jeszcze gorsza w skutkach laicyzacja, a także sprzeciwiał się nawracaniu na katolicyzm przybywających do Europy uchodźców z krajów islamskich.

Niezwykle intrygująca, bo zupełnie niejednoznaczna, była też postawa niemieckiego kardynała w trakcie dyskusji o Komunii Świętej dla rozwodników żyjących w nowych związkach. Już podczas synodu na temat rodziny wypowiadał się stanowczo za utrzymaniem dotychczasowego nauczania w tej kwestii. Ale gdy podczas drugiej sesji synodu pracował w niemieckojęzycznej podgrupie, nie zgłosił votum separatum do stanowiska opublikowanego przez tak progresywnie nastawionych hierarchów jak kardynał Kasper czy Marx. Dokument tej grupy został więc uznany za stanowisko podżyrowane przez szefa Kongregacji Nauki Wiary!

Kardynał Mueller po synodzie nadal jednak trwał przy sprzeciwie wobec Komunii Świętej dla rozwodników żyjących z nowymi partnerami. Gdy ukazała się Amoris laetitia, hierarcha wielokrotnie podkreślał, że nie widzi w niej nic zrywającego z dotychczasową nauką. Gdy coś takiego w adhortacji dostrzegali inni biskupi, Niemiec zdecydowanie (w miarę upływu czasu w coraz ostrzejszych słowach), zwracał uwagę, że nie może być mowy o różnych interpretacjach papieskiego dokumentu, gdyż Kościół jest jeden i nie zmienia nauki o małżeństwie. Ale chaos się potęgował – efektem tego były sygnowane nazwiskami czterech kardynałów dubia, skierowane zresztą tak do papieża jak i do Kongregacji Nauki Wiary. Wydawać by się mogło, że opublikowanie wątpliwości kardynałów to doskonała okazja, by KNW wydała oficjalny dokument potwierdzający dotychczasowe nauczanie i praktykę Kościoła w sprawie Komunii dla rozwodników żyjących w nowych rodzinach. Nic bardziej mylnego – kardynał Mueller zdecydowanie skrytykował bowiem autorów dubiów, cały czas krytykując jednocześnie tych duchownych, przeciwko działaniom których dubia zostały napisane!

Wydaje się jednak, że otoczenie papieża Franciszka jak i progresywnych interpretatorów jego nauczania bardziej obchodziły te wypowiedzi prefekta KNW, w których upierał się, że o Komunii Świętej dla rozwodników mowy być nie może.

Kim jest nowy prefekt?

Papież zdecydował więc o odwołaniu Muellera, choć formalnie nie tyle zdymisjonował go co raczej nie przedłużył kończącej się 2 lipca tego roku pięcioletniej kadencji. Ale taka decyzja i tak należy do niezwykłych – w Watykanie przyjęło się bowiem dziękować za posługę współpracownikom poprzedniego papieża w niedługim czasie po objęciu Stolicy Piotrowej przez nowego Ojca Świętego, albo przedłużać ich kadencje aż nie osiągną wieku emerytalnego, czyli 75 roku życia. Kardynał Mueller ma 69 lat – jego odejście musiało zatem wzbudzić sensację.

W miejsce Niemca papież zatrudnił dotychczasowego sekretarza Kongregacji Nauki Wiary, pochodzącego z Hiszpanii arcybiskupa Luisa Ladarię Ferrera. O poglądach nowego prefekta nie wiadomo zbyt wiele, nie był on bowiem dotychczas częstym bywalcem mediów. Z pewnością jedną z najważniejszych danych pozwalających wyciągać wnioski co do jego charyzmatu, jest fakt przynależności arcybiskupa do zakonu jezuitów. Przypomnijmy, że jezuitą jest także papież Franciszek, a w dyskusjach o Amoris laetitia miażdżąca większość członków Towarzystwa Jezusowego którzy zabrali w tej sprawie głos wspierała linię Ojca Świętego, często w słowach dalekich od miłosiernych polemizując z tymi, którzy znaleźli w adhortacji powody do wątpliwości.

Wiadomo również, że arcybiskup Ladaria Ferrer został ponad rok temu temu powołany przez papieża na stanowisko szefa komisji badającej ewentualność utworzenia w Kościele posługi diakonis (komisja ma zakończyć pracę za kilka miesięcy), a także, że obejmując dziewięć lat temu funkcję sekretarza KNW udzielił wywiadu, w którym powiedział, że „nie lubi kościelnych ekstremistów”, ani tych ze strony modernistycznej, ani broniących tradycji.

Exodus konserwatystów

Watykaniści zauważają, że decyzją o odsunięciu kardynała Muellera papież Franciszek kończy budowę swojej autorskiej administracji – odwołał już bowiem z ważnych funkcji w Kurii Rzymskiej wielu nominatów Benedykta XVI. Wśród komentatorów panuje powszechna zgoda, że wielu z odwołanych uważano za konserwatystów.

Określenie to przylgnęło między innymi do jednego z pierwszych hierarchów usuniętych przez Franciszka, kardynała Mauro Piacenzy, który w wieku 69 lat został odwołany z funkcji Prefekta Kongregacji ds. Duchowieństwa, by objąć znacznie mniej wpływowy urząd Wielkiego Penitencjariusza. Jeszcze bardziej dosadna degradacja spotkała kardynała Raymonda Burke’a, który po odwołaniu (w wieku 66 lat) z funkcji prefekta Najwyższego Trybunału Sygnatury Apostolskiej został patronem Suwerennego Zakonu Maltańskiego. Podobna droga, według nieoficjalnych informacji, miała stać się udziałem kardynała Muellera, proponowano mu ponoć objęcie funkcji patrona bożogrobców, ale odmówił.

Konserwatystą nazywano też kardynała Antonio Cañizaresa Lloverę, w 2014 roku odwołanego z funkcji prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Jego miejsce zajął jednak inny konserwatysta – kardynał Robert Sarah. To szczególnie ciekawy przypadek – kardynał z Gwinei był bowiem wcześniej przewodniczącym Papieskiej Rady Cor Unum, zajmującej się działalnością charytatywną, która pozostaje jednym z priorytetów Franciszka, i do której zachowawczy Afrykanin zwyczajnie mógł nie pasować. Kardynał Sarah jednak awansował, ale… po dwóch latach papież osobistą decyzją usunął z zarządzanej przez Gwinejczyka Kongregacji Kultu Bożego wszystkich tych duchownych, których w mediach określano mianem zachowawczych. Owszem, Ojciec Święty pozostawił na czele dykasterii kardynała Saraha, lecz otoczył go progresywnie nastawionymi prałatami.

Czy to już wszystko?

Stolicą Apostolską targają w ostatnich tygodniach niebywałe skandale, ochoczo nagłaśniane przez ateistyczne media. Nie sposób nie zauważyć, że materiały przygotowywane przez nieprzychylnych Kościołowi dziennikarzy często sugerują, że winnymi afer są właśnie konserwatyści.

Przykład? Oto cały medialny świat mówił kilka dni temu o postawieniu przez australijską prokuraturę zarzutów kardynałowi Georgowi Pellowi – prefektowi Sekretariatu ds. Gospodarczych Stolicy Apostolskiej. Został wybrany na to stanowisko przez papieża Franciszka, i z racji pełnionej funkcji brał udział w synodzie ds. rodziny. Wówczas okazało się, że to właśnie ten hierarcha najdzielniej stawiał opór modernistom. W kilka miesięcy później, o rzekomych nadużyciach seksualnych kardynała miało przypomnieć sobie nagle troje ludzi. Po upływie… czterdziestu lat!

W dniu odwołania kardynała Muellera znudzony sezonem ogórkowym medialny półświatek z nieskrywaną radością opisał rzekomy narkotyczno-homoseksualny skandal, do którego miało dojść kilka miesięcy temu w budynkach Kongregacji Nauki Wiary.

Zwolennicy spiskowej teorii dziejów mogliby powiedzieć, że komuś bardzo podoba się to, że konserwatyści tracą wpływ na działania Watykanu, i że w odpowiednich momentach znajdują się dziennikarze, którzy akurat wtedy wyciągają na światło dzienne sprawy sprzed kilku miesięcy, czy kilku… dekad. Ktoś jeszcze bardziej podejrzliwy mógłby nawet doszukiwać się takich pomocników wśród doradców papieża, bo wysłanie kardynała Burke’a (wyjątkowo zacnego i pobożnego człowieka, na którego najwidoczniej nie udało się znaleźć żadnych haków) na daleką wyspę Guam, by tam wyjaśniał skandal pedofilski, mogło mieć przecież na celu zestawienie jego nazwiska z „zesłaniem” i „skandalem”. A nagłówki tej treści, jak najbardziej, pojawiały się w świeckich mediach – zastanówmy się, czy ktoś czytał w laickiej prasie doniesienia o innych tego typu wyprawach watykańskich kardynałów? Jakimś trafem pisano właśnie wyłącznie o misji kardynała Burke’a.

Może być też jednak zupełnie inaczej. Może przecież okazać się, że ujawnienie tych skandali akurat gdy były potrzebne progresistom to czysty przypadek. Przecież nieuchodzący za konserwatystę arcybiskup Vicenzo Paglia także stał się w ostatnich tygodniach antybohaterem skandalu, gdy okazało się, że zlecił wykonanie malowidła w katedrze homoseksualiście, który w ramach wdzięczności zamieścił w swym dziele oblicze arcybiskupa w kontekście… homoseksualnym.

Istnieje również trzecia możliwość, według której wszystkie te skandale, albo przynajmniej niektóre z nich, to po prostu prawda, i że zostały ujawnione właśnie teraz, z przyczyn zupełnie innych niż chęć oczernienia mniej lub bardziej konserwatywnych hierarchów. Wiemy przecież, że w Kongregacji Nauki Wiary pracował przez lata Krzysztof Charamsa – najbardziej znany spośród homoseksualistów w sutannie. Wiemy też, że lobby homoseksualne niestety w Kościele istnieje, i że stanowi ogromną siłę. Działa jak złośliwy nowotwór, który zniszczy nas, jeśli w porę go nie wytniemy. To oczywiście temat na osobny tekst, ale wydaje się, że to właśnie homoherezjarchowie stanowią materię, którą należałoby się zająć w pierwszej kolejności, że to powinien być priorytet wszystkich reformatorów posoborowego Kościoła. A tymczasem dziś słyszymy raczej, że „jednym z najpilniejszych naszych zadań ma być towarzyszenie parom niesakramentalnym” w duchu Amoris laetitia.

Co teraz?

Którykolwiek z powyższych scenariuszy okaże się prawdziwy, nie zmieni faktu, że wraz z odwołaniem kardynała Muellera dokonało się dzieło przejęcia wszystkich najważniejszych watykańskich dykasterii przez nominatów Franciszka. Katolicy z uwagą śledzić będą postawę nowego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Do tej pory wierni i duchowni zatrwożeni mnogością interpretacji Amoris laetita pocieszali się powtarzanymi co jakiś czas słowami kardynała Muellera, według którego nie może być mowy o zmianie nauczania na temat nierozerwalności małżeństwa. Ale warto pamiętać, że było to jedynie prywatne nauczanie niemieckiego hierarchy – zarządzana przezeń Kongregacja nigdy nie wydała bowiem w tej sprawie żadnego oficjalnego dokumentu, mimo iż jest do tego predystynowana i mimo iż jej szef był o to proszony.

Co zrobi teraz arcybiskup Luis Ladaria Ferrera? Nie wiadomo. Ale Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach. Kto wie, może zatem doczekamy się zakończenia chaosu przez nowego prefekta Kongregacji Nauki Wiary? A może stanie się coś wręcz przeciwnego? W Kościele Anno Domini 2017 doprawdy nie sposób takich spraw przewidzieć.

Krystian Kratiuk

https://www.pch24.pl/co-dalej-z-kongreg ... 774,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 13 lip 2017, 14:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Zatrutych owoców administracji papieża(?) Franciszka (antypapież?) ciąg dalszy ...
Sodoma i Gomora w Franciszkowym kościele ...
Chyba już nikt nie ma wątpliwości, że dym szatana wtargnął do Kościoła. Franciszek jest tego ewidentnym przykładem.



Kardynał Blase Cupich pisze przedmowę i rekomenduje skandaliczną książkę aprobującą Komunię św. dla cudzołożników

Arcybiskup metropolii chicagoskiej, kardynał Blase Cupich dał się wielokrotnie poznać jako skrajnie lewicowy hierarcha i po raz kolejny wyraził swą awersję do katolickiej nauki Kościoła, tym razem pisząc pochwalną przedmowę do książki aprobującej Komunię św. dla rozwodników.

Mianowany przez Franciszka-Bergoglilo arcybiskupem Chicago, a niedawno włączony przez obecnego Biskupa Rzymu do Kolegium Kardynalskiego, arcybiskup Cupich w przeszłości stawał po stronie ciemności, np. gdy w 2011 roku zabronił kapłanom ze swojej diecezji uczestnictwa w akcji modlitewnego czuwania w obronie życia poczętego – 40 Days for Life. Hierarcha ten apelował także do kapłanów, seminarzystów i obrońców życia, by nie modlili się przed ośrodkami aborcyjnymi Planned Parenthood, gdyż modlitwa w takich miejscach… niepotrzebnie „prowokuje”.

W 2015 roku w wywiadzie dla stacji ABC abp Cupich stwierdził, że tak księża jak i biskupi nie powinni interesować się “sprawami prywatnymi” osób przystępujących do Komunii św., w tym czy żyją w kolejnych niesakramentalnych związkach, czy są homoseksualistami, itp. Cupich wspiera oczywiście wszelkie lewicowe projekty inżynierii społecznej, z chronieniem nielegalnych imigrantów, wspieraniem nielegalnej imigracji do USA, druzgocącym społeczeństwo amerykańskie “planem zdrowotnym Obamy”, czy z “prawami” zboczonych środowisk LGBT. (Cupich nie interweniował i nie zabrał głosu nawet wtedy gdy jeden z biskupów w jego archidiecezji wziął udział i przemawiał podczas sympozjum zorganizowanym przez dysydenckie grupy “katolików” LGBT.)

Jak przystało na posoborowe praktyki, wizja i działanie abp. Cupicha zostały docenione przez obecnego Biskupa Rzymu, który wystosował specjalne zaproszenie na synod ds. rodziny, na którym to plenum Cupich pozostawał stronnikiem frakcji dążącej do zmiany nauczania w sprawie nierozerwalności małżeństwa i dopuszczenia rozwodników do Komunii Świętej.

Tym razem, już jako kardynał, Cupich napisał przedmowę do angielskiego tłumaczenia książki jednego z wyższych watykańskich hierarchów, kard. Francesco Coccopalmerio, pt. A Commentary on Chapter Eight of Amoris Leatitia (“Komentarz do Rozdziału Ósmego Amoric Laetitia”), w której to książce podważane jest tradycyjne nauczanie katolickie.

Zajmujący niezwykle ważny urząd przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Tekstów Prawnych, kardynał Coccopalmerio pisze w swojej książce, że Amoris Laetitia zezwala na swobodne popełnianie grzechu cudzołóstwa przez osoby żyjące w niesakramentalnych związkach jeśli tylko “mają pragnienie przemiany lecz nie mają możliwości jej dokonania”. Kard. Coccopalmerio pisze również, że Amoris Laetitia wskazuje drogę do “umożliwienia dostępu do Sakramentu Eucharystii tym wiernym, którzy żyją w nielegalnych związkach”. Jako prawnik i kanonista wyjaśnia on następnie całkiem trzeźwo, że przez osoby żyjące w “nielegalnych związkach” rozumie się “wszystkich tych, którzy zawarli cywilny związek małżeński lub de facto żyją w [takowych] związkach, lub związani są poprzednimi kanonicznymi związkami”. Już mniej trzeźwo kard. Coccopalmerio przekonuje: “Kiedy wierny żyjący w nieregularnym związku otrzymuje możliwość przystąpienia do stołu Eucharystycznego, oznacza to, że sam wierny, w ocenie Kościoła który zna jego sytuację, przyznaje, że dwa warunki, które zawsze są uważane za niezbędne, zostały spełnione: pragnienie przemiany i niemożliwość dokonania tej przemiany”. Jak pisze kard. Coccopalmerio, takie podejście jest zgodne z “wielką intuicją” Soboru Watykańskiego II do rozpoznawania dobra, które jest już obecne w danej sytuacji, i dalszego budowania na nim.

“Wielka intuicja” Soboru Watykańskiego II do rozpoznawania dobra. Przykład praktyczny.

Na ile wypowiadane słowa zrywające z katolicką nauką wiążą się z osobistymi doświadczeniami, trudno oczywiście wskazać. Warto jednak zaznaczyć, że kilkanaście dni temu miał miejsce znaczący incydent. Pod koniec czerwca br. watykańska policja aresztowała sekretarza kard. Coccopalmerio, 50-letniego ks. Luigi Capozzi podczas homoseksualnych orgii i używania narkotyków. Orgie miały miejsce w apartamencie należącym do Kongregracji Nauki Wiary, który ks. Capozzi zajmował. Przez ostatnie lata ks. Capozzi miał dostęp do apartamentów, w których kiedyś zamieszkiwał kard. Ratzinger podczas sprawowania urzędu Prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Jak stwierdzają źródła prasowe, ks. Capozzi posiadał też służbowy samochód z watykańskimi numerami rejestracyjnymi, którym posługiwał się do przewozu narkotyków. Wcześniej, kard. Coccopalmerio rekomendował swego sekretarza, ks. Capozzi na biskupa.

Po incydencie, ks. Capozzi odmówił rozmowy z mediami, żandarmeria watykańska oświadczyła, że nie może wydać oświadczenia, a rzecznik watykański, Greg Burke odmówił komentarza na ten temat. Niezależnie od tego jednak, kilku reporterów, w tym Edward Pentin z National Catholic Register potwierdziło tę skandaliczną informację, wraz z całą rozciągłością pikantnych szczegółów.

http://www.bibula.com/?p=96680

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 18 lip 2017, 07:54 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
To jest zwykłe mącenie, bo z tego co do tej pory powiedziano na temat przyjmowania Komunii Św. przez rozwodników nic kompletnie nie wynika.
A to co powiedziano różnie można interpretować.



Kardynał Schoenborn: odpowiedź na „dubia” padła już dawno

Obrazek

Według wiedeńskiego kardynała Christopha Schönborna na „dubia” czterech kardynałów odpowiedzi udzielono już dawno. Chodzi o rozróżnianie poszczególnych przypadków rozwodników w nowych związkach.

Wiedeński kardynał Christoph Schönborn przekonuje, że słynne „dubia” czterech kardynałów są bezprzedmiotowe, bo odpowiedzi na pytania, które stawiają, padły już dawno. W rozmowie z brytyjskim czasopismem „The Tablet” purpurat stwierdził, że nauka Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa pozostała niezmienna i papież Franciszek nigdy jej nie podważał, opierając się na fundamencie Biblii, Ewangelii i nauczania Jezusa.

– Ta odpowiedź nie jest jednak odpowiedzią na każdy poszczególny przypadek i sytuację, z którymi musimy codziennie się zmagać – podkreślił Schönborn, dodając, że chodzi o „rozróżnianie”. - Musimy zastosować cnotę roztropności, a to oznacza jasny ogląd rzeczywistości – wskazał purpurat, przypominając o adhortacji apostolskiej Familiaris consortio św. Jana Pawła II, która kładzie na kapłanów obowiązek rozróżniania odmiennych sytuacji, wyraźnie zabraniając przy tym dopuszczania rozwodników do Komunii świętej, jeżeli nie żyliby w nowym związku jak brat z siostrą.

Kardynał Christoph Schönborn należy do bliskich współpracowników papieża Franciszka. W ubiegłym roku to właśnie on prezentował adhortację apostolską Amoris laetitia. Sam Ojciec Święty pytany o kwestię rozwodników w nowych związkach odsyłał później do prezentacji Schönborna, w czasie której kardynał przypomniał między innymi o wyrażonym w Familiaris consortio zakazie dopuszczania do sakramentów niewstrzemięźliwych rozwodników.

Kardynał skrytykował przy tym działania czterech kardynałów, autorów dubiów – Waltera Brandmüllera, Raymonda Burke’a, Carlo Caffarry oraz zmarłego niedawno Joachima Meisnera. Proszenie papieża o pisemną odpowiedź na pytanie było w ocenie Schönborna przejawem „wywierania nacisku” na Ojca Świętego i „zachowaniem absolutnie nie na miejscu”. Purpurat uznał też za niewłaściwe ujawnienie faktu, że kardynałowie daremnie prosili o audiencję u papieża.

Kardynał skrytykował wreszcie byłego już prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kard. Gerharda Ludwiga Müllera. Hierarcha ten stwierdził bowiem niedawno, że interpretacje Amoris laetitia przedstawione przez kardynałów Schönborna oraz Kaspera „są nieprzekonujące”. W rozmowie z „The Tablet” kardynał Schönborn odparł, że to po prostu „jego opinia, a to, czy inni się z nią zgadzają, jest ich problemem”.

Pach

Źródło: kathpress.co.at

https://www.pch24.pl/kardynal-schoenbor ... 142,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 19 lip 2017, 11:00 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7417
Lokalizacja: Podlasie
Obecnie Watykan prowadzi ludzi do piekła.
Należy się trzymać encykliki Piusa XI Casti connubii.
Nauka katolicka!


http://www.nonpossumus.pl/encykliki/Piu ... _connubii/

https://twitter.com/SacHyacinthus/statu ... 7584176129

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /