Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 13 kwi 2016, 23:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Roberto De Mattei o adhortacji papieża Franciszka

Obrazek

W posynodalnej adhortacji Amoris Laetitia papież Franciszek oficjalnie podsumował trwającą przez dwa lata synodalną dyskusję dotyczącą małżeństwa i rodziny. Doszło do tego w dwa lata po konsystorzu, na którym kardynał Kasper wykonał powierzone mu zadanie i wprowadził do kościelnej debaty temat rozwodników żyjących w nowych związkach. To jego wezwanie do zmiany podejścia Kościoła do osób żyjących w grzechu ciężkim stało się podstawą papieskiej adhortacji.

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat wybitni kardynałowie, biskupi, teologowie i filozofowie interweniowali, by wykazać, że między nauką i praktyką Kościoła musi istnieć spójność. Praktyka duszpasterska opiera się bowiem na nauce moralnej wynikającej z doktryny. „Nie będzie prawdziwą posługa Kościoła sprzeczna z Jego prawem, niemająca na celu osiągnięcia ideału chrześcijańskiego życia” – zauważał kardynał Velasio de Paolis. Kardynał Sarah podkreślał zaś, że „pomysł, by umieszczać nauczanie Magisterium w ładnym pudełku, oddzielając je od praktyki duszpasterskiej - która może ewoluować w zależności od okoliczności, mód i namiętności - jest formą herezji, niebezpieczną schizofreniczną patologią”.

W tygodniach poprzedzających publikację adhortacji interwencje kardynałów przybrały na częstotliwości. Liczni biskupi pragnęli przekonać papieża, że nie może opublikować dokumentu pełnego błędów, wymagającego licznych poprawek, których Kongregacja Nauki Wiary pospiesznie dokonywała w projekcie. Franciszek jednak nie cofnął się, ale – jak się wydaje – powierzył prace nad adhortacją, a przynajmniej nad niektórymi jej fragmentami, zaufanym teologom, którzy próbowali reinterpretować świętego Tomasza w świetle heglowskiej dialektyki. W rezultacie powstał tekst, który jest dwuznaczny i wyraźnie niedookreślony. Dlatego czytamy w nim na przykład, że „nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków”. Jeśli jesteś bowiem przekonany, że chrześcijanie w ich zachowaniu nie muszą dostosowywać się do bezwzględnych zasad, ale mogą czerpać „ze znaków czasu”, byłoby sprzecznością formułować jakiekolwiek zasady ogólne.

Oczekując na adhortację wszyscy stawiali pytanie – czy do sakramentu Eucharystii mogą przystąpić rozwodnicy żyjący w nowych związkach. Kościół zawsze był w tej sprawie kategoryczny, odpowiadając stanowczo – nie. Osoby takie nie mogą otrzymać Komunii, gdyż warunki ich życia obiektywnie zaprzeczają naturalnej i chrześcijańskiej prawdzie o małżeństwie wyrażonej i urzeczywistnianej w Eucharystii (jak czytamy w Familiaris consortio Jana Pawła II).

A jak odpowiedź na to pytanie brzmi u Franciszka? Otóż wydaje się, że następująco: „ogólnie nie”, ale „w niektórych przypadkach” tak
(§305, przypis 351). Rozwodnicy żyjący w nowych związkach powinni się czuć „bardziej zintegrowani” a „mniej wykluczeni” (§ 299). Ich integracja „może wyrażać się w różnych posługach kościelnych: trzeba zatem rozeznać, które z różnych form wykluczenia obecnie praktykowanych w dziedzinie liturgicznej, duszpasterskiej, edukacyjnej oraz instytucjonalnej można przezwyciężyć” (§ 299), nie wyłączając dyscypliny sakramentalnej (przypis 336).

Jasno wynika z tego jedno: zakaz przystępowania do Komunii Świętej dla rozwodników żyjących w nowych związkach nie jest absolutny. Kardynał Caffara przeciwko takiej tezie kard. Kaspera mówił: „to uderzy w doktrynę, nieuchronnie. Takie rozwiązanie stwarza wrażenie wśród chrześcijan, że absolutnie nierozerwalne małżeństwo nie istnieje. To z pewnością jest wbrew woli Pana. Nie mam co do tego wątpliwości” – to słowa z marca 2014.

Ponadto wyjątek ma stać się regułą, ponieważ kryterium dostępu do Komunii świętej pozostaje w Amoris Laetitia , w gestii „osobistego rozeznania” jednostki. Rozeznania poprzez rozmowę z księdzem, na forum wewnętrznym, przypadek po przypadku. Ale czy znajdą się duszpasterze, którzy odważą się odmówić dostępu do Eucharystii jeśli – pisze papież – „sama Ewangelia wzywa nas by nie osądzać i nie potępiać”(§308), a jeśli to konieczne, „aby zintegrować wszystkich”(§297)? W dodatku gdy Kościół „docenia konstruktywne elementy w sytuacjach, które nie są jeszcze lub już nie odpowiadają Jego nauczaniu o małżeństwie”? Pasterzom, którzy chcieliby przypominać przykazania Kościoła groziłoby, zgodnie z semantyką adhortacji, bycie „kontrolerami łask a nie tymi, którzy je przekazują” (§310). A dodatkowo, czytamy, „duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach nieregularnych, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby zasiąść na katedrze Mojżesza i sądzić, czasami z poczuciem wyższości i powierzchownie, trudne przypadki i zranione rodziny” (§305).

To właśnie ten język, mocniej krytykujący „kontrolerów łask” niż „zatwardziałość serc” jest znakiem rozpoznawczym Amoris Laetitia, nic więc dziwnego, że przedstawiając dokument kardynał Schoenbern nazwał go „wydarzeniem językowym”. Według arcybiskupa Wiednia adhortacja „konsekwentnie przekracza sztuczne, zewnętrzne podziały na między tym co regularne a nieregularne”. Przypomnijmy, że gdy mowa o sytuacjach nieregularnych, mamy na myśli cudzołóstwo i wszelkie formy współżycia pozamałżeńskiego. W Amoris Laetitia papież przypomina, czym jest prawdziwe, chrześcijańskie małżeństwo, ale zauważa też, że choć „inne formy związków są radykalnie sprzeczne z tym ideałem”, niektóre z nich realizują go „przynajmniej częściowo i analogicznie” (§292). Czytamy więc dalej: „Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła” (§305), w niektórych wypadkach również pomoc w postaci sakramentów (przypis 351).

Według katolickiej moralności, okoliczności tworzące kontekst nie zmieniają moralnej oceny czynów, czy coś jest dobre czy złe. Ale doktryna ta (świadcząca, że czyn ludzki jako „intrinsece malum” – wewnętrznie sprzeczny z ostatecznym celem osoby – zawsze jest zły) wydaje się być w papieskiej adhortacji udaremniona, mimo iż tego typu „nową moralność” potępiał wielokrotnie Pius XII i Jan Paweł II. Wynika bowiem z tego, że o tym, czy coś jest dobre czy złe, decyduje prywatna opinia człowieka. Seks pozamałżeński nie jest już więc uważany za zły z samego faktu zaistnienia, ale – jako akt miłości – oceniany ma być w zależności od okoliczności. To zrównanie osób pozostających w stanie łaski z osobami żyjącymi w sytuacji permanentnego grzechu ciężkiego. A to wydaje się uleganiem teorii człowieka wymyślonej przez Marcina Lutra - simul iustus, potępionej przez Sobór Trydencki.
Posynodalna adhortacja Amoris Laetitia jest więc znacznie gorsza niż tezy kardynała Kaspera, przeciwko którym przez ostatnie miesiące kierowano słuszną krytykę. Kardynał Kasper oprócz tez zadawał bowiem również i pytania, a adhortacja daje odpowiedź wprost: otwarcie drzwi dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, uświęcenie efektów tej sytuacji i rozpoczęcie procesu normalizacji wszystkich form współżycia jak mąż i żona.
Biorąc pod uwagę, że ten papieski dokument należy do zwyczajnego Magisterium i nie wlicza się do elementów nauczania nieomylnego istnieje nadzieja, że stanie się przedmiotem pogłębionej krytycznej analizy ze strony teologów i pasterzy Kościoła, bez złudzenia możliwości zastosowania do niego „hermeneutyki ciągłości”.

Jeśli jednak tekst jest katastrofalny, jeszcze większą katastrofę stanowi fakt, że podpisał go Wikariusz Chrystusa. Dla tych, którzy kochają Chrystusa i Jego Kościół, to dobra okazja, by zabrać głos. Tak, jak odważny biskup Athanasius Schneider mówiący: “Non possumus!” Nie zaakceptuję niejasnej mowy ani umiejętnie zamaskowanych furtek prowadzących do profanacji sakramentów małżeństwa i Eucharystii. Nie przyjmę również kpiny z Szóstego Przykazania. Wolę być ośmieszany i prześladowany niż akceptować dwuznaczny tekst i nieszczere metody. Wolę krystaliczny obraz „Chrystusa – Prawdy, niż wizerunek lisa zdobionego perłami” (za św. Ireneuszem), „bo wiem, komu uwierzyłem” (2 Tm 1,12).

Roberto de Mattei
Corrispondenza Romana

http://www.pch24.pl/roberto-de-mattei-o ... 538,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 14 kwi 2016, 14:08 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Jak powstała Amoris Laetitia?

Obrazek

Dawno już nie czekano z taką niecierpliwością na żaden watykański dokument. Pojawienie się posynodalnej adhortacji natychmiast wywołało falę komentarzy. Analitycy jednak zbyt często zapominali, że jest ona efektem wielomiesięcznych bojów, w trakcie których zarysowały się dwa główne stronnictwa. Podczas synodu dochodziło do sytuacji dalece odmiennych od wyobrażeń o dyskusjach biskupów i kardynałów. Wszystko to opisuje w książce „Synod papieża Franciszka” Krystian Kratiuk.

Osią, wokół której koncentruje się książka autorstwa Krystiana Kratiuka jest ścieranie się podczas synodalnych obrad dwóch wizji Kościoła. „Wielkim nieobecnym” tego zderzenia był bez wątpienia papież Franciszek, który zgodnie ze swoją zapowiedzią pozwolił się obu stronom „wygadać”. Kratiuk opisuje zupełnie niezrozumiałe milczenie Ojca Świętego, który wielokrotnie przecież wypowiadał się dla mediów na najróżniejsze tematy, ale w sprawie nierozerwalności małżeństwa wypowiedzieć się nie zdecydował.

Autor „Synodu papieża Franciszka” precyzyjnie opisał proces, w którym doszło do powstania dokumentu, który – jak się dziś okazuje – stanowił podstawę większości zapisów nowej adhortacji. Książka ukazała się kilka dni przed publikacją Amoris Laetitia. Zaraz po publikacji jej lektura mogła wywołać u czytelnika zatrwożenie i zawroty głowy. Jednak czytając tę książkę już po publikacji adhortacji papieża Franciszka, czytelnik odczuje znacznie potężniejsze zaniepokojenie.

Kratiuk prześledził też drogę, jaką przebył w ostatnich dziesięcioleciach w Kościele kardynał Walter Kasper – sprawca całego zamieszania i główny postulator udzielania Komunii Świętej rozwodnikom żyjącym w nowych związkach. Autor przypomniał bowiem spór tego niemieckiego hierarchy z Janem Pawłem II, ostre polemiki z Benedyktem XVI i nagły awans podczas aktualnego pontyfikatu. Już sam ten rozdział „Synodu papieża Franciszka” pozwala nam lepiej zrozumieć kryzys, jakiego na naszych oczach doświadcza Kościół.

Kardynał Kasper – utrzymując, że poznał adhortację przed jej oficjalną publikacją – święcił triumfy, sugerując, że „wyszło na jego”. Lektura książki Kratiuka pozwala więc lepiej zrozumieć, dlaczego adhortacja papieża Franciszka wygląda tak, a nie inaczej. Rewolucyjny szturm na szańce moralnej nauki Kościoła został przez niego opisany bardzo drobiazgowo. Przytaczane przez autora wypowiedzi przedstawicieli strony „reformatorów” porażają skrywaną za parawanem „miłosierdzia” pychą. Gdzie bowiem, jak nie tam, szukać praprzyczyny ujawnienia się głosów, w których pobrzmiewają słynne już słowa kard. Marxa „Nie jesteśmy filą Rzymu”? Dlatego ta właśnie bolesna i szokująca miejscami wiwisekcja obu części synodu o rodzinie stanowi o niepodważalnej wartości publikacji wydanej przez „Prohibitę”.

Dla uważnego czytelnika „Synodu papieża Franciszka” brzmienie adhortacji nie jest jak już było powiedziane żadnym zaskoczeniem. I to chyba stanowi najlepszą recenzję książki Krystiana Kratiuka.

Łukasz Karpiel

Krystian Kratiuk: Synod papieża Franciszka; wyd. 1. s. 180. Warszawa: PROHIBITA 2016

http://www.pch24.pl/jak-powstala-amoris ... 551,i.html

Obrazek

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 21 kwi 2016, 15:17 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Najpierw był Marcin Luter, potem Sobór Watykański II, a teraz mamy Franciszka i jego Synody i Adhortacje.


Kardynał Burke: Amoris Laetitia i niezmienne nauczanie oraz praktyka Kościoła

Obrazek

Media świeckie, a nawet niektóre z mediów katolickich opisują wydaną niedawno posynodalną adhortację apostolską Amoris Laetitia „O Miłości w Rodzinie” jako rewolucję w Kościele, jako radykalne odejście od dotychczasowego nauczania i praktyki Kościoła w sferze małżeństwa i rodziny. Takie postrzeganie tego dokumentu jest źródłem zdumienia oraz konfuzji wiernych i może wywołać zgorszenie nie tylko wśród wiernych, lecz również wśród innych ludzi dobrej woli, którzy od Chrystusa i Jego Kościoła oczekują nauki i praktycznej refleksji o prawdzie dotyczącej małżeństwa i jego owocu, życia rodzinnego – podstawowej komórki życia Kościoła i każdego społeczeństwa. Rewolucyjny sposób interpretowania dokumentu nie służy ponadto istocie dokumentu będącego owocem Synodu Biskupów, zgromadzenia biskupów reprezentujących Kościół powszechny, aby swoją radą świadczyć pomoc Biskupowi Rzymskiemu „w celu zachowania i wzrostu wiary oraz obyczajów, a także zachowania i umocnienia dyscypliny kościelnej, i rozważenia problemów związanych z działalnością̨ Kościoła w świecie” (kan. 342). Innymi słowy, wywoływanie zamieszania w kwestii tego, czego Kościół naucza, chroni oraz promuje poprzez swoją dyscyplinę, byłoby zaprzeczeniem dzieła Synodu Biskupów.

Jedynym kluczem do właściwej interpretacji Amoris Laetitia jest niezmienne nauczanie Kościoła oraz jego dyscyplina, która broni tego nauczania i je promuje. Papież Franciszek od początku zaznacza, że posynodalna adhortacja apostolska nie jest aktem Magisterium (por. nr 3). Potwierdza to również sama forma dokumentu. Został on napisany w formie refleksji Ojca Świętego na temat prac ostatnich dwóch sesji Synodu Biskupów. Na przykład w rozdziale 8, który niektórzy pragną interpretować jako propozycję nowej dyscypliny niosącą oczywiste implikacje dla doktryny Kościoła, papież Franciszek, cytując swoją posynodalną adhortację apostolską Evangelii Gaudium, stwierdza:

„Rozumiem tych, którzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościoła zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości: Matki, która wyrażając jednocześnie jasno obiektywną naukę nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem” (nr 308).

Innymi słowy, propozycja Ojca Świętego odzwierciedla to, co w jego osobistym przekonaniu jest wolą Chrystusa dla Jego Kościoła, lecz nie zamierza on narzucać swojego punktu widzenia ani nie potępiać tych, którzy wolą, jak się wyraził papież, „bardziej rygorystyczne duszpasterstwo”. Osobista, to znaczy niemagisterialna natura tego dokumentu widoczna jest również w tym, że w tekście cytowane są głównie Raport Końcowy sesji Synodu Biskupów z 2015 r. oraz mowy oraz kazania samego papieża Franciszka. Autor nie podjął spójnych wysiłków zmierzających do odniesienia swojego tekstu ani w ogóle, ani w owych cytatach do Magisterium, do nauczania Ojców Kościoła, ani do innych uznanych autorów.

Ponadto, jak wspomniano powyżej, dokument będący owocem Synodu Biskupów musi być zawsze odczytywany w świetle celu przyświecającego samemu Synodowi, to znaczy obrony i promocji tego, czego zawsze nauczał i co zawsze praktykował Kościół w zgodzie ze swoim nauczaniem. Innymi słowy, posynodalna adhortacja apostolska z samej swojej istoty nie proponuje nowej doktryny ani dyscypliny, ale przykłada odwieczną doktrynę i dyscyplinę do sytuacji na świecie w danym czasie.

Jak zatem należy przyjąć ten dokument? Przede wszystkim musi być on przyjęty z głębokim szacunkiem należnym Biskupowi Rzymu jako Wikariuszowi Chrystusa, będącemu według słów Drugiego Ekumenicznego Soboru Watykańskiego „trwałym i widzialnym źródłem i fundamentem jedności zarówno biskupów, jak rzeszy wiernych” (Lumen Gentium, nr 23). Niektórzy z komentatorów mylą taki szacunek z rzekomym obowiązkiem wzywającym do „wierzenia wiarą boską i katolicką” (por. kan. 750, § 1) we wszystko, co zawarte jest w tym dokumencie. Lecz Kościół katolicki, nalegając na szacunek należny Urzędowi Piotrowemu ustanowionemu przez samego Chrystusa, nigdy nie utrzymywał, że każda wypowiedź Następcy Świętego Piotra powinna być przyjmowana jako część jego nieomylnego Magisterium.

Kościół w swojej historii zawsze był przeczulony na punkcie błędnej tendencji do interpretowania każdego słowa papieża jako wiążącego w sumieniu, co oczywiście jest absurdem. Zgodnie z tradycyjnym pojmowaniem, papież ma dwa ciała, jedno, które posiada jako pojedynczy wierny, podlegające śmiertelności, oraz ciało, które posiada jako Wikariusz Chrystusowy na ziemi, które, zgodnie z obietnicą naszego Pana, zachowa do Jego powrotu w chwale. Pierwsze ciało jest jego śmiertelnym ciałem, drugie jest Boską instytucją urzędu św. Piotra i jego następców. Papieskie ryty liturgiczne oraz szaty podkreślają to rozróżnienie, aby osobiste refleksje papieża, przyjmowane z szacunkiem wobec jego osoby, nie były mylone z nauczaniem zobowiązującym do wiary. W wykonywaniu władzy nauczania Biskup Rzymu, jako Wikariusz Chrystusowy, działa w nieprzerwanej komunii ze swoimi poprzednikami, począwszy od świętego Piotra.

Pamiętam dyskusje, które towarzyszyły opublikowaniu rozmów między bł. Pawłem VI a Jeanem Guittonem w 1967 r. Przedmiotem troski było niebezpieczeństwo pomylenia przez wiernych osobistych uwag papieża z oficjalnym nauczaniem Kościoła. Podczas gdy Biskup Rzymu wyraża osobiste refleksje, które są ciekawe i mogą stać się źródłem inspiracji, Kościół musi uważnie wskazywać, że opublikowanie tych rozmów jest aktem indywidualnym, a nie aktem władzy nauczania. W przeciwnym razie ci, którzy nie rozumieją tej różnicy lub też nie chcą jej rozumieć, będą prezentować takie refleksje, a nawet anegdotyczne uwagi papieża jako deklaracje zmiany w nauczaniu Kościoła, ku wielkiemu zamętowi rodzącemu się wśród wiernych. Taki zamęt wyrządza wiernym krzywdę i osłabia świadectwo Kościoła jako Ciała Chrystusa w świecie.

Wobec opublikowania Amoris Laetitia zadaniem kapłanów i innych nauczycieli wiary jest przedstawienie tej adhortacji w kontekście dotychczasowego nauczania i dyscypliny Kościoła, aby służyła ona budowaniu Ciała Chrystusa w podstawowej komórce życia, którą jest małżeństwo i rodzina. Innymi słowy, posynodalna adhortacja apostolska może być prawidłowo interpretowana jedynie jako niemagisterialny dokument, przy użyciu Magisterium jako klucza, jak to zostało opisane w Katechizmie Kościoła Katolickiego (nr 85-87). W istocie oficjalna doktryna Kościoła dostarcza niezbędnego klucza interpretacyjnego do posynodalnej adhortacji apostolskiej, aby mogła ona służyć dobru wszystkich wiernych, jednocząc ich coraz ściślej z Chrystusem, który jako jedyny jest naszym zbawieniem. Nie może być mowy o opozycji lub sprzeczności między doktryną Kościoła a jej praktyką duszpasterską, ponieważ, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, doktryna jest z natury duszpasterska:

„Misja Urzędu Nauczycielskiego jest związana z ostatecznym charakterem przymierza zawartego przez Boga w Chrystusie z Jego Ludem; Urząd Nauczycielski musi chronić go przed wypaczeniami i słabościami oraz zapewnić mu obiektywną możliwość wyznawania bez błędu autentycznej wiary. Misja pasterska Urzędu Nauczycielskiego jest ukierunkowana na czuwanie, by Lud Boży trwał w prawdzie, która wyzwala” (KKK nr 890).

Duszpasterska natura doktryny widoczna jest w sugestywny sposób w nauczaniu Kościoła o małżeństwie i rodzinie. Sam Chrystus ukazuje głęboko duszpasterski charakter prawdy wiary, którą głosił w Ewangelii (por. Mt 19, 3-12) o świętym związku małżeńskim, przez co na nowo wypowiedział prawdę istniejącą „od początku” o Bożym zamyśle dla małżeństwa.

W ostatnich dwóch latach, w których Kościół intensywnie angażował się w dyskusję na temat małżeństwa i rodziny, często przytaczałem doświadczenie z mojego własnego dzieciństwa. Wychowałem się na rodzinnej farmie mlecznej na wsi w stanie Wisconsin, jako najmłodsze z sześciorga dzieci dobrych katolickich rodziców. Sercem naszego życia w wierze była bez wątpienia niedzielna Msza Święta sprawowana o godzinie dziesiątej w naszym kościele parafialnym położonym w pobliskim miasteczku. W pewnym momencie odkryłem, że pewne małżeństwo, przyjaciele moich rodziców z farmy nieopodal, zawsze uczestniczyło we Mszy Świętej, lecz nigdy nie przyjmowało Komunii Świętej. Gdy spytałem o to mojego ojca, wyjaśnił mi, że ów mężczyzna był mężem innej kobiety i dlatego nie może przyjmować sakramentów. Pamiętam jasno, że mój ojciec w spokojny sposób wyjaśnił mi praktykę Kościoła wierną jego nauczaniu. Ta dyscyplina oczywiście miała dla niego sens i miała sens również dla mnie. W istocie wyjaśnienia mojego ojca były dla mnie pierwszą okazją do snucia rozważań na temat istoty małżeństwa jako nierozerwalnego węzła między mężem a żoną. Jednocześnie muszę powiedzieć, że proboszcz traktował tę parę z największym szacunkiem, chociaż brali udział w życiu parafialnym w sposób właściwy dla nieuregulowanego charakteru ich związku. Ze swojej strony zawsze miałem wrażenie, że niemożność przyjmowania sakramentów była dla nich czymś bardzo trudnym, a mimo tego byli oni przepełnieni pokojem w ich życiu przeżywanym zgodnie z prawdą o ich stanie małżeńskim.

Przez ponad czterdzieści lat mojego życia i posługi kapłańskiej, z których dwadzieścia jeden lat służę jako biskup, znałem wiele innych par pozostających w nieuregulowanych związkach, nad którymi ja sam lub moi współbracia w kapłaństwie sprawowaliśmy opiekę duszpasterską. Mimo iż cierpienie tych par było jasne dla każdej współczującej duszy, przez te lata coraz lepiej rozumiałem, że pierwszym znakiem szacunku i miłości dla nich jest głoszenie im prawdy z miłością. W ten sposób nauczanie Kościoła nie jest czymś, co dodatkowo ich rani, ale czymś, co w prawdzie wyzwala ich do miłości Boga i bliźniego.

Pomocne może być zilustrowanie jednego przykładu potrzeby interpretacji tekstu Amoris Laetitia przy pomocy klucza Magisterium. W dokumencie często mowa jest o „ideale” małżeństwa. Taki opis małżeństwa może wprowadzać w błąd. Może on skłaniać czytelnika do myślenia o małżeństwie jako o odwiecznej idei, do której mężczyźni i kobiety dostosowują się bardziej lub mniej, zależnie od zmieniających się okoliczności historycznych. Lecz małżeństwo chrześcijańskie nie jest ideą; jest sakramentem, który udziela mężczyźnie i kobiecie łaski do życia w wiernej, trwałej i prokreacyjnej miłości do siebie nawzajem. Każda chrześcijańska para, która zawiera ważne małżeństwo, otrzymuje od momentu wyrażenia zgody łaskę życia w miłości, którą przyrzekają sobie nawzajem. Ponieważ cierpimy skutki grzechu pierworodnego i ponieważ świat, w jakim żyjemy, promuje całkowicie odmienne rozumienie małżeństwa, małżonkowie cierpią z powodu pokusy zdradzenia obiektywnej rzeczywistości ich miłości. Lecz Chrystus zawsze daje im łaskę, aby pozostali wierni tej miłości aż do śmierci. Jedyną rzeczą, jaka może ograniczyć ich w wiernym odpowiadaniu jest zamykanie się na łaskę daną im w świętym sakramencie małżeństwa. Innymi słowy, ich zmagania nie dotyczą jakiejś idei narzuconej im przez Kościół. Ich zmagania dotyczą sił, które zwodzą ich ku zdradzie rzeczywistości życia Chrystusa w nich samych.

Przez lata, a w szczególności w ostatnich dwóch latach, spotkałem wielu mężczyzn i wiele kobiet, którzy z różnych powodów żyją w separacji lub są rozwiedzeni, lecz żyją w wierności wobec prawdy o swoim małżeństwie i codziennie modlą się za wieczne zbawienie swojej żony lub męża, nawet jeśli zostali przez nich opuszczeni. W naszych rozmowach przyznawali, że wiąże się to z cierpieniem, lecz podkreślali przede wszystkim głęboki pokój, jakiego doznają trwając w wierności wobec swojego małżeństwa.

Niektórzy twierdzą, że taka odpowiedź na separację lub rozwód jest aktem heroizmu, którego nie można wymagać od przeciętnego wiernego, lecz tak naprawdę wszyscy, niezależnie od naszego stanu, jesteśmy powołani do heroicznego życia. Św. Jan Paweł II na zakończenie Wielkiego Jubileuszu 2000 r., odnosząc się do słów naszego Pana wypowiedzianych pod koniec Kazania na Górze – „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48) – poucza nas o heroicznej naturze naszego codziennego życia w Chrystusie w następujących słowach:

Sobór Watykański II wyjaśnił, że nie należy mylnie pojmować tego ideału doskonałości jako swego rodzaju wizji życia nadzwyczajnego, dostępnego jedynie wybranym „geniuszom” świętości. Drogi świętości są wielorakie i dostosowane do każdego powołania (…) Dzisiaj trzeba na nowo z przekonaniem zalecać wszystkim dążenie do tej „wysokiej miary” zwyczajnego życia chrześcijańskiego. Całe życie kościelnej wspólny i chrześcijańskich rodzin winno zmierzać w tym kierunku (Novo Millenio Ineunte, nr 31).
Spotykając mężczyzn i kobiety, którzy mimo kryzysu w życiu małżeńskim pozostają wierni łasce Sakramentu Małżeństwa, doświadczałem heroizmu, który dzięki łasce jest dla nas możliwy każdego dnia.

Św. Augustyn z Hippony, w swoim kazaniu wygłoszonym w 417 r. w święto św. Wawrzyńca, diakona i męczennika, posłużył się pięknym obrazem w celu zachęcenia nas do współpracy z Bożą Łaską, którą Chrystus wysłużył dla nas poprzez swą mękę i śmierć. Augustyn zapewnia nas, że w ogrodzie Pana rosną nie tylko róże męczenników, lecz także lilie dziewic, bluszcze małżonków oraz fiołki wdów. Stwierdza, że nikt nie powinien popadać w rozpacz z powodu swego powołania, ponieważ „Chrystus umarł za wszystkich” (kazanie 304). Niech przyjęcie adhortacji Amoris Laetitia w wierności wobec Magisterium utwierdza małżonków w łasce Sakramentu Małżeństwa, aby mogli stać się sakramentem wiernej i wytrwałej miłości Boga do nas „od początku”, miłości, która osiągnęła swój najpełniejszy przejaw w Odkupieńczym Wcieleniu Syna Bożego. Niech Magisterium, będące kluczem do zrozumienia adhortacji, pilnuje, aby „Lud Boży trwał w prawdzie, która wyzwala” (KKK, nr 890).

Raymond Leo Kardynał Burke
10 April 2016

Tłum. Izabella Parowicz

http://www.pch24.pl/kardynal-burke--amo ... 742,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 11 maja 2016, 23:07 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Niemieccy kardynałowie nie odpuszczają. Zaplanowali wspólnie z Franciszkiem zrobić przewrót w Kościele, i zamierzają ten przewrót doprowadzić do końca. Synod był tylko zaczątkiem tego przewrotu, i uczynił ku temu pierwszy krok.


Niemieccy kardynałowie: to nie koniec, to dopiero początek

Obrazek

Niemcy przewodzą. Najsilniejszym obecnie państwem Unii Europejskiej są Niemcy. Największe wpływy w Kościele katolickim mają kardynałowie niemieccy (Kasper, Marx), czego dowodem jest zwycięskie – z punktu widzenia prezentowanej przez nich troski duszpasterskiej, ale katastrofalne dla Kościoła powszechnego – przeforsowanie przez nich swojego stanowiska o konieczności zrewidowania nie tyle nauki Kościoła, co raczej słów Chrystusa zapisanych w Ewangelii o nierozerwalności sakramentu małżeństwa.

Historia uczy, że każdorazowe próby sięgnięcia przez Niemcy po prym w Europie, a zatem i w świecie kończyły się dla Europy i świata katastrofalnie. Dominacja Niemiec na planie politycznym skutkuje najpierw fatalną polityką „otwartych drzwi” pod adresem inwazji setek tysięcy młodych muzułmanów na Europę, a teraz próbą egzekwowania od państw członkowskich UE tzw. polityki solidarności wobec przyjmowania kolejnych kwot imigrantów; polityki, którą można streścić w rozkazie (stare tradycje szybko nie wymierają): Bądźcie solidarni, bo jak nie – to płacicie ćwierć miliona od osoby. To się nazywa nowy sens solidarności: wymuszanej pod groźbą finansowych sankcji.

Gdy chodzi o katastrofalne skutki wpływów niemieckich w Kościele powszechnym, co znalazło ostatnio swój wyraz w tekście adhortacji „Amoris laetitia”, powiedziano już o tym wiele (por. na przykład przytoczony na tych łamach głos prof. Roberto De Mattei). Co więcej, ostatnie wypowiedzi wpływowych podczas obecnego pontyfikatu niemieckich purpuratów zdają się świadczyć, że to dopiero początek.

Warto w tym kontekście zapoznać się z wypowiedziami kardynała Waltera Kaspera dla gazety „Aachener Zeitung” z 26 kwietnia br. Kardynał zauważa w nim, że „wielu ludzi, nawet będących daleko od Kościoła jest zachwyconych tym papieżem [Francfiszkiem]. W Kurii [rzymskiej] jest zaś opór”. Na pytanie gazety, czy papież Franciszek „chce wszystko w Kurii wywrócić do góry nogami”, niemiecki kardynał odpowiedział: „Już teraz dużo wywrócił on do góry nogami, ale nie tylko strukturalnie. Jemu chodzi przede wszystkim o mentalność. Tylko, gdy ona się zmieni, reformy strukturalne coś przyniosą. To wymaga czasu. Franciszek pracuje nad tym”.

Poetyka całego wywiadu jest utrzymana w dobrze znanym stylu kardynała Kaspera opartym na kontrastowaniu „dobrego papieża Franciszka” i „złych, twardogłowych konserwatystów”. Mówi więc kardynał Kasper na łamach „Aachener Zeitung”, że papież Franciszek „chce zmienić oblicze, a nie istotę Kościoła. Chce on ludzkiego, miłosiernego oblicza tego Kościoła. Chce on Kościoła nie z podniesionym palcem, ale z wyciągniętą ręka”. No, ale są i tacy, którzy „hamują” ten kierunek obecnego pontyfikatu. Na pytanie gazety kto dokładnie jest za to odpowiedzialny, niemiecki purpurat wskazał na „konserwatywnie nastawionych ludzi, którzy bardzo myślą o zasadach, które chcą chronić. Tracą oni w ten sposób kontakt z ziemią. Obawiają się oni również zbyt wielu zmian. Kuria jest starą instytucją, w której pielęgnuje się kariery i nawyki”.

Wymowna jest również odpowiedź kardynała Kaspera na pytanie nawiązujące do jego opinii sprzed opublikowania „Amoris laetitia”, w której stwierdzał, że dokument „otworzy drzwi do dopuszczania w poszczególnych przypadkach osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach do sakramentów”. Na pytanie „Aachener Zeitung”, czy podtrzymuje swoją opinię po ukazaniu się adhortacji, kardynał Kasper podtrzymał swoje wcześniejsze zdanie, że „drzwi są otwarte, choć Franciszek nie wskazuje, jak należy przez nie przejść. Nie powtarza on wcześniejszych, raczej negatywnych wypowiedzi poprzednich papieży w tej sprawie – co nie jest możliwe i co nie jest dozwolone. Jest tutaj pole dla poszczególnych biskupów i konferencji episkopatów. Synod o rodzinie pokazał przecież, że nie tylko są postępowcy i konserwatyści, ale są również różnorodne kultury w jednym Kościele. Samodzielność kultur przejawia się obecnie bardzo wyraźnie. To papież musi brać pod uwagę. Nie wszyscy katolicy myślą tak, jak my Niemcy”.

Wszystko więc jest jasne. Nie chodzi o wierność Bożym przykazaniom, ale raczej o uzewnętrznianie własnej wrażliwości kulturowej. A wrażliwości są różne. Niektóre są mniej zaawansowane (np. afrykańska czy polska), a niektóre (np. niemiecka) bardziej „miłosierne”, idące naprzeciw współczesnego człowieka z wyciągniętą ręką, a nie z podniesionym w geście pouczania palcem. To także znany motyw w wypowiedziach kardynała Kaspera, który stosował podobny chwyt erystyczny przed drugą sesją synodu, gdy w ten sposób chciał zdezawuować jednoznaczne stanowisko kardynałów afrykańskich stojących na gruncie tradycyjnego nauczania Kościoła w sprawie dopuszczania do Komunii osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. No cóż, w Afryce taką mają kulturę.

Zauważmy również, że w cytowanej wypowiedzi kardynała Kaspera powrócił kolejny raz stosowany przez niego często zabieg językowy, polegający na sytuowaniu swojego, w rzeczywistości ultramodernistycznego stanowiska, jako będącego niejako ponad kłócącymi się o swoje doktryny „postępowcami” i „konserwatystami”.

Warto również zapoznać się z dwoma wywiadami odchodzącego na emeryturę arcybiskupa Moguncji, kardynała Karla Lehmanna (w latach 1987 – 2008 przewodniczącego konferencji episkopatu Niemiec), które w dniach 4 – 5 maja br. ukazały się w agencji „dpa” oraz na łamach „Wiesbadener Kurier”. W prasowym wywiadzie, dobiegający do osiemdziesiątki (16 maja) kardynał zapytany o perspektywę zniesienie celibatu księży, stwierdził, że „nie jest to takie proste i jest to bardzo wrażliwy temat”. Zaraz jednak padło kluczowe słowo „ale”, tak często stosowane przez wszystkich saperów podkładających bomby z opóźnionym zapłonem pod doktrynę i dyscyplinę Kościoła: „Ale mogą w tej sprawie stawiać pytania. Synody mogą się tym dokładniej zająć. Przy tym papieżu można to sobie wyobrazić. […] Najnowsze pismo papieża o małżeństwie i rodzinie pokazuje, że dla przeprowadzenia porządnych reform dotykających elementarnych kwestii życiowych potrzebny jest dłuższy oddech. Śpiesz się powoli, ale ze świętą niecierpliwością, która nie wyklucza upartej cierpliwości. Bez tej podwójnej szpicy nie będzie w Kościele katolickim żadnych prawdziwych reform, które są rzeczywistą odnową”.

W wywiadzie dla agencji „dpa” kardynał Lehmann wykluczył możliwość wyświęcania kobiet na księży w Kościele katolickim, opowiedział się jednak za wprowadzeniem „stałego diakonatu” dla kobiet, na wzór męskiego „stałego diakonatu”, który od lat obowiązuje w Kościele niemieckim. „Nie jest bowiem rozwiązaniem problemu [braku kapłanów w Niemczech] sprowadzanie tylu księży z Polski, Indii oraz innych krajów”. Rozwiązaniem według kardynała Lehmanna oprócz „stałego diakonatu” dla kobiet, powinno być dopuszczenie do święceń żonatych mężczyzn, którzy już są „stałymi diakonami” (viri probati). No, ale znowu pojawia się widmo bliżej nieokreślonych sił, które „hamują”. „Tak szybko nie idzie z reformami” – skarży się kardynał, albowiem „uparciuchy [Starrköpfe] usadowieni są na różnych miejscach”. Wiadomo – Kuria rzymska.

Czytając ostatnie wypowiedzi kardynała Lehmanna można odnieść wrażenie, że obawy przed przybyciem do Niemiec polskich księży są w jego przypadku ugruntowane w pewnej, by użyć tu poetyki kardynała Kaspera, określonej wrażliwości kulturowej. Każe ona odchodzącemu metropolicie mogunckiemu interpretować obecny kryzys imigracyjny zupełnie comme il faut. Przy czym standardy, co wypada myśleć i mówić w tej sprawie wyznaczają media głównego nurtu i Urząd Kanclerski.

Słyszymy więc z ust kardynała Lehmanna w wywiadzie udzielonym „Wiesbadener Kurier”, że „solidarność i wolność są europejskimi ideami, którymi było zafascynowane moje pokolenie po wojnie. Dlatego też wysoce rozczarowujący jest zakres niezrozumienia, a nawet nietolerancji, przede wszystkim na wschodzie Unii Europejskiej w odniesieniu do tematu uchodźców. Można w ten sposób zobaczyć, że przyjęcie [do UE] niektórych państw nastąpiło zbyt szybko”.

Co tam państwa! Wydaje się, że według kardynała Lehmanna niektóre Kościoły ze wschodnich krajów UE nie dorosły do „europejskiej solidarności i wolności”: „Boli mnie bardzo, że część Kościołów we wschodniej Europie równie nacjonalistycznie myślą, jak miejscowi politycy. Na przykład to, co widzę w Kościele katolickim w Polsce, jest całkowicie smutnym rozdziałem. W oczywisty sposób trudno przyswoić sobie prawdziwą demokrację, nawet, gdy w pojedynczych sprawach często osiągało się coś wzorcowego” – mówi.

Kardynał Lehmann takimi wypowiedziami sytuuje się w roli kościelnego odpowiednika Martina Schulza, który „europejską solidarność” chce bezwzględnie narzucać wszystkim „opornym” krajom z Europy Środkowej. Dzisiaj wiemy, że taka solidarność kosztuje ok. ćwierć miliona euro.

Do dobrego tonu wyznaczonemu przez „wiodące” media i „wiodących” (tj. rozumiejących prawdziwą wartość i cenę „europejskiej solidarności”) należy również potępianie antyimigranckiej „Alternative für Deutschland”, która z miesiąca na miesiąc cieszy się coraz większym poparciem niemieckich wyborców (pokazały do niedawne wybory do parlamentów krajowych). Dla kardynała Lehmanna jednak „czymś fatalnym, a nawet nieznośnym” jest podkreślanie przez AfD, że islam jest nie do pogodzenia z niemieckim porządkiem konstytucyjnym.

Podobną wypowiedź metropolity kolońskiego, kardynała Rainera Marii Woelkiego pod koniec kwietnia br. przytoczyła „Katholische Nachrichtenagentur” (KNA). „Kto obraża muzułmanów, jak czyni to przywództwo AfD, ten powinien mieć świadomość, że domy modlitwy i meczety na równi są chronione przez konstytucję, jak nasze kościoły i kaplice”. Esencję swojej myśli kardynał Woelki ujął w jednym zdaniu: „Kto mówi „tak” wieżom kościelnym, ten musi również powiedzieć „tak” minaretom”.

Jedno zdanie, które doskonale opisuje „wrażliwość kulturową”, w jaką popadli pasterze Kościoła w Niemczech. Kościoła, który stoi w obliczu erozji wiary w swoim kraju (słowa papieża Franciszka wypowiedziane do niemieckich biskupów jesienią 2015 podczas wizyty ad limina), a mimo to największym zmartwieniem dla jego biskupów jest promowanie „europejskiej solidarności”, otwieranie drzwi Kościoła dla łamania przykazań i świętokradczych komunii, otwieranie drzwi Europy przed kolejnymi falami muzułmańskiej migracji i strzeżenie Niemiec przed napływem księży z „nacjonalistycznego” polskiego Kościoła. Podobnie jak bezlitośnie Martin Schulz chce wprowadzać „europejską solidarność”, w równie marszowym tempie „porządne reformy” chcą zaprowadzić w Kościele kardynałowie Kasper i Lehmann. Furor Teutonicus redivivus.

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/niemieccy-kardynalo ... 127,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 14 maja 2016, 14:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Niemiecki watykanista: po Amoris laetitia módlmy się i czytajmy bp. Schneidera

Obrazek

Mathias von Gersdorff podjął próbę systematyzacji reakcji na Amoris laetitia. Swoistym kompasem, którym wszyscy wierni powinni się kierować, jest jego zdaniem artykuł bp. Athanasiusa Schneidera. Potrzeba nam przy tym ogromnej cierpliwości, pokory i wiary w to, że Kościół wyjdzie z tego kryzysu silniejszy.

W artykule, który Mathias von Gersdorff opublikował na swoim blogu, wyróżnia on trzy „wspólnoty interpretacyjne” papieskiej adhortacji:

1. Siły progresywne, które od dawna życzą sobie poluzowania moralności seksualnej
(tak, jakby jej zmiana leżała w gestii Kościoła), chwalą dokument, ponieważ rzekomo liberalizuje on etykę seksualną. Ważne jest by zauważyć, że grupy te widzą w Amoris laetitia początek pewnego procesu. Środowisko to sądzi, że język oraz traktowanie kwestii moralnych będzie się teraz mogło całkowicie zmienić. Amoris laetitia jest więc pewnym początkiem nieskończonego procesu dialogu nad istotnymi tematami moralnymi.

2. Jest wielu konserwatywnych kleryków, którzy uważają, że Amoris laetitia nie zmieniła niczego w nauczaniu.
Dokument miałby być w pełnej zgodzie z Tradycją Kościoła, a zwłaszcza z adhortacją apostolską Familiaris Consortio papieża Jana Pawła II z 1981 roku. To w niej potwierdzono naukę Kościoła katolickiego o małżeństwie i rodzinie. Podkreślono tam także po raz kolejny niedopuszczanie rozwodników w nowych związkach do komunii (FC 84). Dla tej grupy Amoris laetitia jest zwykłym dokumentem papieskim. Zwłaszcza ze strony publicystów w stanie świeckim pojawiło się wiele głosów przeciwko takiemu odczytaniu dokumentu. Zarzuca się autorom, że nie chcą dostrzec błędów w dokumencie, podług zasady: Nie może być tego, czego być nie powinno.

W ten sposób ukształtowała się trzecia grupa komentatorów:

3. Niektórzy teologowie, a także świeccy, uważają, że Amoris laetitia zawiera błędy. Amoris laetitia miałaby reprezentować etykę sytuacyjną [okoliczności życiowe są decydujące przy ocenianiu uchybień moralnych], która aprobuje między innymi gradualizm [także niemałżeńskie związki zawierają dobro i są swego rodzaju drogą ku małżeństwu sakramentalnemu]”.

Von Gersdorff wskazuje, że stanowiska zwłaszcza grupy 1. oraz 3. stwarzają wrażenie, że każdy może interpretować Amoris laetitia tak, jak chce. Wobec tego publicysta poleca wszystkim wiernym lekturę artykułu bp. Athanasiusa Schneidera. Bp Schneider, jak referuje von Gersdorff, przyznaje, iż Amoris laetitia jest dokumentem mylącym, wobec czego należy oczekiwać na wyjaśnienie papieża lub Kongregacji Nauki Wiary.

W kontekście artykułu bp. Schneidera Mathias von Gersdorff apeluje o wielką pokorę i cierpliwość, które nie mogą jednak przysłonić obowiązku dawania odporu wszystkim chcącym zafałszować katolickie nauczanie. Publicysta poleca skierowanie modlitw do Najświętszej Maryi Panny, wzoru cierpliwej pokory.

„Pomimo wszelkiego pomieszania możemy mieć silną nadzieję: Bóg nie dopuszcza niczego, co ostatecznie nie miałoby służyć większej chwale Jego Syna: Także z tego kryzysu Kościół wyjdzie w nowym blasku i w nowej świetności. W to musimy wierzyć z całą mocą” – pisze von Gersdorff.

Pach
Źródło: mathias-von-gersdorff.blogspot.de

http://www.pch24.pl/niemiecki-watykanis ... 212,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 27 cze 2016, 10:58 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
No i mamy pierwsze zgniłe owoce Synodu : specjalne błogosławieństwo dla par niesakramentalnych podczas Mszy Świętej... :roll:


Spec-błogosławieństwo „niesakramentalnych”

Obrazek

Powstaje specjalny podręcznik dla kapłanów zajmujących się duszpasterstwem „par niesakramentalnych”. Pojawiło się już nawet kilka pomysłów mających stanowić reakcję polskiego Kościoła na papieską adhortację „Amoris laetitia”. Jednego z tych pomysłów nie sposób nie skomentować, jest bowiem wyjątkowo absurdalny - chodzi o specjalne błogosławieństwo dla takich par podczas Mszy Świętej.

O konieczności powstania swoistego vademecum dla duszpasterzy par niesakramentalnych poinformowano podczas ostatniego zebrania Episkopatu. Dokument ma „pomóc diecezjalnym duszpasterzom rodzin, doradcom życia rodzinnego i duszpasterzom związków niesakramentalnych” w traktowaniu osób żyjących ze sobą bez zawarcia sakramentu małżeństwa. Zgodnie z watykańskimi wytycznymi pary takie powinny „przestać czuć się ekskomunikowane”, należy zacząć „intensywniej im towarzyszyć” i traktować je z „większą czułością”. To właśnie w tym pomóc ma opracowywana instrukcja.

Kilka pomysłów na adaptację w Polsce wezwań z „Amoris laetitia” już ujawniono. Oto w każdej diecezji powinien działać przynajmniej jeden a najlepiej kilku duszpasterzy związków niesakramentalnych, biskupi zamierzają także „usunąć bariery, które do tej pory blokowały osobom żyjącym w takich związkach aktywny udział w życiu liturgicznym czy parafialnym”. Nasi hierarchowie na szczęście posługują się językiem mniej enigmatycznym niż papież Franciszek, i precyzują, że udział w życiu liturgicznym nie oznacza przystępowania do Komunii Świętej, a jedynie na przykład „angażowanie takich osób w edukację dzieci, pod warunkiem unikania zgorszenia”.

Pojawił się jednak także pomysł by takie osoby mogły podczas udzielania Komunii Świętej „podejść do celebransa by otrzymać specjalne błogosławieństwo”. Miałoby to wymagać „przygotowania wspólnoty parafialnej, by nikt nie dziwił się, że takie osoby podchodzą do ołtarza w procesji komunijnej, ale nie po to, by przyjąć sakrament ale by poprosić o błogosławieństwo, którego kapłan na pewno udzieli”.

Choć propozycja ta brzmi jak żart, żartem wcale nie jest – w Kościele naprawdę rozważa się wprowadzenie takiego novum. Zastanówmy się więc, do czego by ono doprowadziło w praktyce:

Oto przede wszystkim należałoby poinformować całą wspólnotę, że Kowalski mieszka z Kowalską, ale nie są małżeństwem – nie wiadomo tylko, czy informującym o stanie rzeczy miałby być proboszcz, czy sami zainteresowani. O ile w niewielkiej wsi wszyscy wiedzą bowiem, kto jest po ślubie a kto nie, o tyle w osiedlowej parafii w mieście nie musi to wcale być tak oczywiste. Teraz być powinno?

Po drugie, w procesji do Komunii Świętej ustawiałyby się osoby niebędące w stanie łaski uświęcającej, które jakimś specjalnym gestem sygnalizowałyby kapłanowi, że proszą o błogosławieństwo dla „niesakramentalnych”. Czyż – posługując się językiem największych entuzjastów „Amoris laetitia” – nie byłoby to dalszym stygmatyzowaniem tych osób? Czy naprawdę znajdzie się wiele par, które zechcą brać udział w takim spektaklu?

Po trzecie – czy owo specjalne błogosławieństwo sprawiałoby, że osoby które miałyby je otrzymać, mogą już nie czekać na błogosławieństwo ogólne kończące Msze Świętą? Czy to miałaby być jakaś inna forma błogosławieństwa kapłana podczas tej samej przecież Mszy?

Po czwarte wreszcie, propozycja wydaje się wyjątkowo kuriozalna ze względu na pozostałe osoby nieprzystępujące do Komunii Świętej. Dlaczego bowiem to właśnie rozwodnicy żyjący w nowych związkach mieliby otrzymać dodatkowy przywilej, a wszystkie inne osoby trwające w stanie grzechu ciężkiego nie mogą na to liczyć? A może to tylko pierwszy krok do zmiany kształtu liturgii? Na razie możemy się tylko nad tym zastanawiać, bowiem nikt nas jeszcze nie poinformował, czy po kolejnych zmianach w Kościele procesja do Komunii Świętej będzie wyglądać na przykład tak: kto do Komunii ten idzie środkiem Kościoła, kto grzeszy przeciw szóstemu przykazaniu ustawia się po błogosławieństwo na lewo, kto grzeszy przeciw piątemu przykazaniu staje na prawo i tak dalej.

Pomysły takie jak omawiany muszą dziwić tym bardziej, że polscy biskupi podczas watykańskiego synodu stanowili swoistą awangardę konserwatyzmu. Teraz, ku zdumieniu wielu obserwatorów, w przeddzień wizyty papieża Franciszka rozważają propozycje dość odległe od rozsądku – zupełnie jakby chcieli udowodnić, że mimo iż w ubiegłym roku sprzeciwiali się postulatom wewnątrzkościelnych rewolucjonistów, dziś wychodzą naprzeciw (przyznajmy - nieco delikatniejszemu) oczekiwaniu wprowadzania nowinek.

Biskup Wątroba, podsumowujący dotychczasowy stan pochylania się z troską nad zapisami „Amoris laetitia”, podkreślał, że propozycja specjalnych błogosławieństw dla rozwodników żyjących w nowych związkach jest na razie „tylko pomysłem”. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie, i módlmy się by polscy biskupi zdecydowali, by obowiązkiem „duszpasterzy związków niesakramentalnych” (których wkrótce mają powoływać), było w pierwszej kolejności zachęcanie osób żyjących w nowych związkach do powrotu do małżonka, osób żyjących w konkubinatach do przekształcenia związku w sakrament małżeństwa, a wszystkich w ogólności do wiary w Jezusa Chrystusa i jego przykazania. Do tej pory zapowiedziano jednak tylko jeden obowiązek nowych duszpasterzy – „pokazywanie jak w związkach niesakramentalnych można wzrastać w miłości”. Czy wszyscy będą pamiętać, że to Bóg jest miłością? A tego co On złączył, człowiek ma nie rozdzielać?

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/spec-blogoslawienst ... 189,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 08 lip 2016, 16:42 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Gdzie są dziennikarze Chrystusa?

Obrazek

Prasa katolicka to zupełnie specyficzna gałąź współczesnego rynku medialnego. Redaktorzy katolickich tygodników, w większości wydawanych przez ordynariuszy, wyróżniają się sposobem widzenia świata – w przeciwieństwie do pozostałych żurnalistów wierzą, że Bóg istnieje; pamiętają, że Polska jest krajem katolickim; rozumieją też, że pewnych rzeczy po prostu nie wypada pisać. Wydaje się jednak, że po publikacji adhortacji Amoris laetitia publicyści owi gremialnie zrozumieli jedno – solidarność korporacyjna ważniejsza jest od gorzkiej prawdy.

Gdy na początku kwietnia opublikowano adhortację papieża Franciszka o rodzinie, największe umysły katolickiego świata z trwogą komentowały niektóre jej zapisy. Dokument powstawał wszak w atmosferze skandalu – katolicy na całym świecie nie wiedzieli bowiem, czy Ojciec Święty zamierza przychylić się do nowatorskich tez kardynała Kaspera, otwarcie przez innych kardynałów nazywanych heretyckimi. Dziś wiemy już, co zdecydował papież – czy jednak wiedzą to także czytelnicy mediów katolickich wydawanych w Polsce?


Gość księdza redaktora

Komórka księdza redaktora dzwoni już po raz trzeci w ciągu ostatniego kwadransa. Trudno nie odebrać, telefonuje wszak sam redaktor naczelny. Ksiądz odbiera z westchnieniem. Umawiają się na spotkanie za pięć minut w gabinecie szefa. Ksiądz redaktor tuż po otwarciu drzwi odczytuje z twarzy przełożonego, że rozmowa będzie jeszcze trudniejsza niż się spodziewał. Po chwilowej wymianie uprzejmości naczelny mówi wprost:

– Trzeba to jakoś ubrać w słowa.

– Ale jak? – pyta ksiądz.

– Takiego dokumentu jeszcze nie czytałem. Przecież to, co tam napisano o sakramentach dla rozwodników, można najłagodniej nazwać „niejasnościami”.

– Wiem, ale przecież nie możemy przemilczeć tej adhortacji!

– To co mam zrobić? Czytam ją po raz drugi i nadal wychodzi mi, że Ojciec Święty w przypisie dopuszcza osoby żyjące w stanie grzechu ciężkiego do Komunii Świętej.

– Ale tylko w pewnych przypadkach! – odpowiada naczelny.

– Ale czy znasz te „niektóre przypadki”? Czy jest gdzieś wykładnia? Niemcy już mówią, że na podstawie zapisów adhortacji będą dopuszczać do Komunii Świętej rozwodników żyjących w nowych związkach, bez nawrócenia. Przecież to świętokradztwo!

– No to co robimy?

– Jesteśmy głosem nie tylko polskiego Kościoła, ale i powszechnego, wierni papieżowi… – naczelny zawahał się, po czym uderzając w zdecydowanie bardziej formalny ton, ogłosił decyzję:

– Oto jak rozumiem tę wierność: proszę przygotować artykuł o bardzo fajnej adhortacji, czułej i pięknie traktującej o miłości, oryginalnym i niezwykle wrażliwym językiem. Proszę podkreślić, że nic się nie zmienia, że Franciszek wielokrotnie cytuje Jana Pawła II, że małżeństwo i rodzina wciąż stanowią podstawę Kościoła! Nie za długo, bo mógłbyś ulec pokusie wchodzenia w jakieś niepotrzebne szczegóły...

Powyższy tekst jest tylko FRAGMENTEM artykułu opublikowanego w magazynie "Polonia Christiana".

http://www.pch24.pl/gdzie-sa-dziennikar ... 9,pch.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 12 sie 2016, 10:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
„Nie możemy przyjąć twierdzeń, dyscypliny sakramentalnej i propozycji duszpasterskich Amoris laetitia”

Obrazek

Nie milkną echa po publikacji papieskiej adhortacji Amoris Laetitia. Brazylijski Instytutu Plinia Corrêi de Oliveiry apeluje „do milczących biskupów, kapłanów i organizacji świeckich” o „publiczne wyrażenie poważnych zastrzeżeń, jakie wzbudza ten dokument”.

Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry (IPCO) to brazylijska organizacja skupiająca świeckich katolików. Stanowi część sieci stowarzyszeń założonych przez brazylijskiego pisarza i działacza katolickiego Plinia Correa de Oliveirę – TFP (Tradycja, Rodzina, Własność). Od samych początków swego istnienia Instytut angażuje się w obronę instytucji rodziny, stanowiącej główny cel rewolucyjnej ofensywy XXI wieku. Instytut zabrał głos na temat adhortacji Amoris Laetitia „wobec poważnych zastrzeżeń i zarzutów, jakie osobowości kościelne i świeccy katolicy kierują pod adresem tego dokumentu”.

Instytut przypomina o prawie dziewięciuset tysiącach katolików z całego świata, w tym kardynałów, arcybiskupów i biskupów, którzy jeszcze przed drugą sesją synodu ds. rodziny skierowali do papieża Franciszka „Synowską prośbę”, prosząc go z należnym szacunkiem, aby nie pozwolił na „relatywizację nauki Jezusa Chrystusa” odnoszącej się do małżeństwa. Papież na tą prośbę nigdy nie odpowiedział.

Według autorów oświadczenia, papieska adhortacja „w jawny sposób zawiera fundamentalną zmianę w praktyce duszpasterskiej dotyczącą nieuregulowanych związków, a w szczególności rozwodników, którzy ponownie wstąpili w związek małżeński, pozwalając na to, aby mogli oni zyskać rozgrzeszenie w sakramencie spowiedzi oraz przyjmować Komunię Świętą, z tym tylko zastrzeżeniem, iż powinno to być rozstrzygane indywidualnie i zgodnie z rozpoznaniem kapłana. Autorytety kościelne i świeckie wskazują, iż zmiana ta nie dotyczy jedynie dyscypliny, lecz pociąga za sobą także poważne zerwanie z tradycyjną nauką Kościoła. Proszą z tego względu o odwołanie Amoris laetitia, z którą to prośbą IPCO zasadniczo się solidaryzuje”.

Warto przypomnieć, że kardynał Cristoph Schönborn, dokonując oficjalnej prezentacji tekstu, dał wyraz swej radości, iż dokument „znosi” podział — uważany przezeń za „sztuczny”— między związkami uregulowanymi i nieuregulowanymi, to znaczy, legalnymi i grzesznymi. IPCO zwraca więc uwagę, że wobec tego „konkubinat i cudzołóstwo mogłyby wręcz stanowić (w ujęciu adhortacji) dar dla Boga!; łącznie z tym, iż w tychże grzesznych sytuacjach upatrywać by można znaków miłości, które „odzwierciedlają w pewien sposób Boże umiłowanie”. Co za tym idzie, „w imię subiektywnej oceny sytuacji zostaje zrelatywizowany cały naturalny i Boski porządek ujęty w Dekalogu”.

Instytut zwraca też uwagę na „poważnie wątpliwy” proponowany przez AL „wspólnotowy” model rodziny, „pełen negatywistycznych i deprecjonujących aluzji odnośnie tradycyjnej rodziny opartej na ojcowskim autorytecie. W jej miejsce przedstawia AL idyllę egalitarystycznego modelu rodziny, w którym mąż pozbawiony zostaje roli jej głowy, autorytet zaś ulega osłabieniu”. W oświadczeniu czytamy wręcz o antyhierarchicznym modelu rodziny i dewaluacji słów świętego Pawła, który zalecał: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu” (Ef. 5, 22).

Według Instytutu „odchodząc od tradycyjnego i instytucjonalnego modelu małżeństwa, a zbliżając się do współczesnego modelu indywidualistycznego, w którym więź małżeńska zostaje zredukowana do zwykłego społecznego i prawnego uznania wzajemnego uczucia, jakim darzy się para, AL uświęca radykalne odwrócenie hierarchii celów małżeństwa, utrzymując jakoby „w pierwszej kolejności” miało być ono wspólnotą życia i miłości małżeńskiej. Stwierdzenie to otwarcie zaprzecza jasnej nauce Kościoła, której mistrzowskiego podsumowania dokonał Pius XII w swej słynnej przemowie z 29 października 1951 roku o Apostolstwie Położnych, i w której małżeństwo ma jako cel pierwszorzędny i istotny nie doskonalenie osobiste małżonków, ale rodzenie i wychowywanie nowego życia. Inne cele, chociaż także zamierzone przez naturę, … są mu istotnie podporządkowane”. Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry zauważa w tym kontekście, iż jeśli prokreacyjny cel małżeństwa oddalony zostanie na drugie miejsce, pierwszeństwo zaś odda się „publicznemu zobowiązaniu miłości”, wtedy nawet przedstawiciele LGBT będą mogli twierdzić, iż się „kochają” i domagać małżeńskiego statusu!

„Z obowiązku sumienia i z pełnym szacunkiem należnym godności i osobie Papieża, zmuszeni jesteśmy publicznie dać wyraz poważnym zastrzeżeniom, jakie wzbudza w nas ten dokument”, i „lojalnie powiedzieć papieżowi Franciszkowi, iż nie możemy w naszych sumieniach przyjąć twierdzeń, dyscypliny sakramentalnej i propozycji duszpasterskich Amoris laetitia, jakie tu zakwestionowaliśmy” – czytamy.

Zabierając głos w sprawie papieskiej adhortacji Instytut powołuje się na Prawo Kanoniczne, które w kanonie 212 § 3 „uświęca prawo, a niekiedy wręcz obowiązek, godnego wyrażania niezgody wobec władzy kościelnej”. Punkt ten brzmi dokładnie tak: „Stosownie do posiadanej wiedzy, kompetencji i zdolności, jakie posiadają, przysługuje im [wszystkim wiernym] prawo, a niekiedy nawet obowiązek wyjawiania swojego zdania świętym pasterzom w sprawach dotyczących dobra Kościoła, oraz - zachowując nienaruszalność wiary i obyczajów, szacunek wobec pasterzy, biorąc pod uwagę wspólny pożytek i godność osoby - podawania go do wiadomości innym wiernym”.

„Wśród katolików, zwłaszcza tych oddanych obronie życia i rodziny, faktycznie rośnie niezadowolenie wywołane kontrowersyjnymi inicjatywami i pismami papieża Franciszka w ogóle, AL zaś w szczególności. W szeregach biskupów, duchowieństwa, zakonów i instytucji religijnych na świecie obserwuje się jednak wymowne milczenie, które nie jest jedynie odstąpieniem od walki, lecz może także oznaczać spokojne sumienie tych, którzy gorliwie unikają czynnej współpracy ze złem”, poświęcając nawet ewentualne korzyści” – zauważa IPCO.

Instytut Plinia Corrêi de Oliveiry wzywa jednocześnie „milczących dotychczas prałatów i organizacje, aby rozwiali panujące wątpliwości doktrynalne, oraz publicznie i wszystkimi dostępnymi w swym zasięgu środkami umacniali nauki Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Kościoła Świętego o Boskiej i niezmiennej naturze małżeństwa, jego nierozwiązywalnym charakterze, pierwszeństwie prokreacji nad pozostałymi celami małżeństwa, hierarchicznej strukturze rodziny oraz niemożliwości udzielenia sakramentalnego rozgrzeszenia i Komunii Świętej tym, którzy upierają się, by publicznie wieść życie w obiektywnej sytuacji grzechu”.

Źródło: ipco.org.br

http://www.pch24.pl/nie-mozemy-przyjac- ... w.facebook

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 26 sie 2016, 06:48 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
"Owocem" niedawnego Synodu biskupów o rodzinie jest m.i. adhortacja apostolska Franciszka "Amoris Laetitia".
Nie da się ukryć, że ta adhortacja spowodowała ogromny chaos i zamęt w Kościele.
To świadczy tylko o tym, że adhortacja nie pochodzi od Bożego Ducha ...



L’Osservatore Romano: niekiedy rozwodnicy w nowych związkach mogą przyjmować Komunię

Obrazek

Temat adhortacji apostolskiej papieża Franciszka "Amoris Laetitia" wciąż potęguje chaos w Kościele. Tym razem na jej temat wypowiedział się półoficjalny dziennik watykański L’Osservatore Romano. Publikujący w nim profesor eklezjologii o. Salvador Pie-Ninot stwierdził, że dokument ten jest przejawem Magisterium zwyczajnego i należy mu się posłuszeństwo. Dotyczy to jego zdaniem także fragmentów zdających się dopuszczać Komunię dla rozwodników w ponownych związkach.

Jak stwierdził ojciec Salvador Pie-Ninot katolicy są zobowiązani do „religijnego posłuszeństwa woli i intelektu” względem tego dokumentu. Wymaga on od katolików „(…) szczerej i praktycznej realizacji”.

Artykuł eklezjologa to swego rodzaju odpowiedź na pytania dotyczące wagi adhortacji Amoris Laetitia. Konserwatywni krytycy dokumentu poddawali w wątpliwość jej przynależność do Magisterium. Zdaniem kardynała Raymond’a L. Burke'a papież wyraża w dokumencie nie tylko doktrynę, lecz także swoje opinie.

Przekonanie to amerykański prałat wyraził między innymi w opublikowanym w ostatnich dniach wywiadzie dla portalu Religion News Service. Stwierdził w nim, że Franciszek w odmienny od poprzedników sposób rozumie posługę piotrową. W efekcie w swoich dokumentach łączy naukę Kościoła i własne poglądy. Przeciwko dopuszczaniu rozwiedzionych w ponownych związkach do Komunii świętej wypowiadał się także biskup pomocniczy Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w kazachskim Astanie Athanasius Schneider.

Jednak zdaniem Pie-Ninota, katolik nie powinien krytykować omawianej adhortacji, pisze omawiająca jego tekst Cindy Wooden z portalu Crux Now. Teolog odwołał się do ogłoszonej w 1990 r. przez Kongregację Nauki Wiary "Instrukcji o powołaniu teologa w Kościele". Jej autorzy przypominają różne poziomy nauczania Kościoła. Najważniejsze jest nauczanie nieomylne, ogłaszające prawdy za część Objawienia. Następnie znajduje się Magisterium definitywne, blisko powiązane z Objawieniem i wymagające "zdecydowanego" przyjęcia. Na niższym poziomie umieszczono nauczanie zwyczajne - niemające charakteru definitywnego.

To ostatnie dotyczy przypadków, gdy „(…) Urząd Nauczycielski podaje pewną naukę w celu głębszego zrozumienia Objawienia i tego wszystkiego, co wyjaśnia jego treść, lub też po to, by zwrócić uwagę na związek tej nauki z prawdami wiary, lub w końcu, by zapobiec koncepcjom niezgodnym z tymi prawdami. Nauczanie takie wymaga od katolików posłuszeństwa wiary i rozumu. "Nie może być ono jedynie zewnętrzne i dyscyplinarne, lecz powinno zawierać się w logice posłuszeństwa wiary i pod jej wpływem", uczy Kongregacja Nauki Wiary.

Zdaniem o. Pie-Nicota adhortacja "Amoris Laetitia" to przykład nauczania zwyczajnego. Oznacza to, że mimo, że nie istnieje Boska gwarancja nieomylności, to katolik powinien okazywać treści dokumentu posłuszeństwo – także z motywów religijnych. Dotyczy to także „najistotniejszej” części dokumentu, dotyczącej możliwości przyjmowania w pewnych przypadkach Komunii św. przez rozwiedzionych w ponownych związkach.

Kontrowersyjna teza została wyrażona w 305 paragrafie adhortacji. Papież napisał w nim, że „(…) duszpasterz nie może czuć się zadowolony, stosując jedynie prawa moralne wobec osób żyjących w sytuacjach „nieregularnych”, jakby były kamieniami, które rzuca się w życie osób. Tak jest w przypadku zamkniętych serc, które często chowają się nawet za nauczaniem Kościoła, aby ”. Jak pisał papież, pewne uwarunkowania oraz czynniki łagodzące sprawiają, że „możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła”. W przypisie papież doprecyzował, że chodzi tu także o pomoc sakramentalną w pewnych sytuacjach.

Jednak zdaniem prefekta Kongregacji Nauki Wiary słów tych nie należy rozumieć w ten sposób. Na początku maja 2016 r. w Madrycie prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Gerhard Müller stwierdził, że słów Franciszka nie należy rozumieć, jako otwierających drzwi do Komunii dla rozwiedzionych w ponownych związkach. Podkreślił, że obowiązuje wykluczające taką ewentualność nauczanie św. Jana Pawła II z "Familiaris Consortio" oraz Benedykta XVI z "Sacramentum caritatis". W tym drugim dokumencie Benedykt XVI stwierdził, że sytuacja takich osób obiektywnie zaprzecza miłosnemu zjednoczeniu Chrystusa i Kościoła. Wezwał do otaczania ich innego typu duszpasterską troską.

Nie milkną również protesty grup wiernych, skrajnie zaniepokojonych zamieszaniem, jakie wprowadzają niektóre zapisy ostatniej adhortacji papieża. Brazylijski Instytutu Plinia Corrêi de Oliveiry apeluje „do milczących biskupów, kapłanów i organizacji świeckich” o „publiczne wyrażenie poważnych zastrzeżeń, jakie wzbudza ten dokument”. Więcej na ten temat czytaj tutaj.

Źródła: cruxnow.com / gosc.pl / religionnews.com / w2.vatican.va

Mjend

http://www.pch24.pl/losservatore-romano ... 505,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 08 paź 2016, 12:32 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Czy Franciszek wie co podpisuje ? Czy zdaje sobie sprawę, że dopuszcza do świętokradzkiego przyjmowania Komunii Świętej ? Czy zdaje sobie sprawę, że bierze na siebie wielką odpowiedzialność za tych, ktorzy świętokradzko przyjmują Komunię Świętą ? Czy zdaje sobie sprawę, że adhortacją "Amoris laetitia" zasiał wielki zamęt w Kościele ?


Skandaliczne wytyczne diecezji rzymskiej w sprawie „Amoris laetitia”

Obrazek

Nowe wytyczne dotyczące interpretacji „Amoris laetitia” wydane przez diecezję rzymską – podległą bezpośrednio Papieżowi - sugerują, że osoby trwające obiektywnie w stanie grzechu ciężkiego w pewnych szczególnych okolicznościach mogą przyjmować Komunię Świętą w „dyskretny sposób”.

Wikariusz generalny Rzymu kardynał Agostino Vallini przedstawił wytyczne dotyczące realizacji „Amoris Laetitia” w diecezji papieskiej. „To jest nie do pomyślenia, by wikariusz wydał niniejsze wytyczne bez uprzedniego ich przeczytania i zatwierdzenia właściciela diecezji” – komentował niecodzienną sytuację watykanista Sandro Magister.

Przewodnik dla kapłanów sugeruje, że niezamężne pary mieszkające razem i angażujące się w stosunki seksualne mogą przyjmować sakramenty po odpowiednim rozeznaniu ich sytuacji ze spowiednikiem.

Również przewiduje on dopuszczenie do Komunii Świętej rozwodników, żyjących w kolejnych związkach, jeśli „istnieje pewność moralna, że pierwsze małżeństwo [jednej ze stron] było nieważne, ale nie istnieją dowody, aby wykazać to w postępowaniu sądowym.” Zaznaczono jednak, że osoby takie nie będą mogły otrzymać Komunii Świętej, jeśli ich obiektywnie grzeszna sytuacja będzie przedstawiana jako „część chrześcijańskiego ideału”.

Wytyczne wskazują, że rozwodnicy żyjący w kolejnych związkach powinni zachować wstrzemięźliwość seksualną, ale „gdy jest ona trudna do praktykowania w celu utrzymania stabilności pary Amoris Laetitia nie wyklucza możliwości dostępu do pokuty i Eucharystii” – czytamy w wytycznych. I dalej: „Oznacza to pewną otwartość - jak w przypadku, w którym istnieje pewność moralna, że pierwsze małżeństwo było nieważne, ale nie istnieją dowody, aby wykazać to w trakcie postępowania sądowego – jednak nie odnosi się to do sytuacji, w której na przykład ich stan będzie przedstawiany jakoby był częścią chrześcijańskiego ideału, etc.”

Przewodnik dla duchownych przewiduje również, że decyzja, aby umożliwić parze, trwającej obiektywnie w stanie grzechu ciężkiego przystępowanie do sakramentów, powinna zostać podjęta przez spowiednika w wyniku „wewnętrznego rozeznania.”

To na kapłanie będzie ciążyć odpowiedzialność przed Bogiem za umożliwienie rozwodnikom przystępowanie do Sakramentów. „Nie może to być nikt inny jak spowiednik, który w pewnym momencie w swoim sumieniu, po wielu refleksjach i modlitwach musi przyjąć odpowiedzialność przed Bogiem i penitentem (za dopuszczenie go do sakramentów), jednocześnie prosząc, by odbywało się to w dyskretny sposób” – czytamy.

Można tak zinterpretować „Amoris Laetitia” - wyjaśnił dr Josef Seifert, austriacki filozof katolicki, członek Papieskiej Akademii Życia oraz bliski przyjaciel zmarłego papieża Jana Pawła II. Jednak zauważył, że taka interpretacja jest sprzeczna z postanowieniami Soboru Trydenckiego, gdzie Kościół autorytatywnie nauczał, że ludzie nie mogą sami decydować o tym, czy ich małżeństwo jest nieważne.

- Nie można pozostawić do osądu sumienia jednostki, aby ocenić, czy jej/jego małżeństwo jest ważne ani ograniczyć do wyroku jednego kapłana, ponieważ stwierdzenie nieważności sakramentu wymaga starannego dochodzenia i to jest [dokładnie ] zadanie sądów kościelnych. Dlatego po prostu nie można w sumieniu powiedzieć sobie, że nigdy nie było się żonatym i znowu się ożenić – podkreślił uczony.

Ks. John Zuhlsdorf, który prowadzi popularny blog katolicki, zareagował na wytyczne diecezji rzymskiej pisząc, że dopóki niezamężna, aktywna seksualnie para nie będzie żyła jak brat i siostra, dopóty przyjmowanie przez nią Komunii Świętej będzie grzechem śmiertelnym i świętokradztwem.

Oburzyło go także stwierdzenie, że dopuszcza się „dla utrzymania stabilności pary” możliwość udzielania im Komunii Świętej, jeśli „decyzja o zachowaniu wstrzemięźliwości będzie trudna do praktykowania”. „Czy to oznacza – pytał – że para, która nie jest małżeństwem i wciąż utrzymuje cudzołożne stosunki seksualne jest parą, tylko dlatego, że ma ze sobą relacje seksualne?” „Nie” – odpowiadał, sugerując, że wytyczne diecezji rzymskiej są niedopuszczalne.

Podkreślił, że osoby takie po rozeznaniu ze spowiednikiem powinny być świadome, że to co robią jest złe i zgodnie z nauczaniem Chrystusa oraz Jego Kościoła popełniają grzech śmiertelny, w związku z tym są nie przygotowane do przyjęcia Komunii Świętej.

Profesor Robert Spaemann, niemiecki filozof i bliski przyjaciel papieża emerytowanego Benedykta XVI, twierdzi, że adhortacja papieska „Amoris laetitia” wyraźnie „narusza” Tradycję katolicką.

Czterdziestu pięciu uczonych wysłało do każdego członka Kolegium Kardynalskiego list z prośbą, by wezwali Franciszka do potępienia heretyckiej interpretacji adhortacji.

Kardynał Carlo Caffarra, emerytowany arcybiskup Bolonii i były członek Papieskiej Rady do Spraw Rodziny stwierdził krótko, że „biskupi różnie interpretują Amoris laetitia, lecz „katolicy zawsze muszą przestrzegać tego, co Katechizm mówi o małżeństwie, że jest ono nierozerwalne, nawet jeśli kardynał mówi im inaczej”.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/skandaliczne-wytycz ... 481,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 15 lis 2016, 17:17 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Franciszek olał list zatroskanych kardynałów. To ma być pasterz Kościoła Katolickiego ?
To raczej ktoś, kto rozsiewa kąkole na roli ...



Kardynałowie upublicznili swój list do papieża. Prosili o wyjaśnienie wątpliwości, nie dostali odpowiedzi

Obrazek

19 września czterech kardynałów: Walter Brandmüller, Raymond Burke, Carlo Caffarra i Joachim Meisner zwróciło się do papieża z prośbą o wyjaśnienie sformułowań zawartych w adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”, a budzących poważne zaniepokojenie i wprowadzających zamieszanie zarówno wśród duchownych, jak i samych wiernych. Ponieważ hierarchowie nie otrzymali odpowiedzi do dzisiaj, zdecydowali się upublicznić treść swojego listu wiernym.

Duchowni prosili o odpowiedź „tak” lub „nie” na pięć pytań, by raz na zawsze położyć kres sprzecznym interpretacjom dokumentu papieskiego powstałego po Synodzie o Rodzinie.

Pierwsze pytanie dotyczyło kwestii dopuszczenia do Komunii Świętej rozwodników żyjących w związkach niesakramentalnych. Konkretnie chodziło o punkty od 300 do 305 adhortacji odnoszące się do tzw. rozeznania i okoliczności łagodzących udzielenia rozgrzeszenia rozwodnikom. Kardynałowie pytali, czy możliwe jest udzielenie rozgrzeszenia w sakramencie pokuty, a zatem dopuszczenie do Komunii świętej osoby, która będąc związana ważną więzią małżeńską, mieszka razem z inną osobą i żyje „jak mąż z żoną’? Duchowni dopytywali się, czy wyrażenie „w pewnych przypadkach” znajdujące się w przypisie 351 (dot. pkt 305) z adhortacji „Amoris Laetitia” odnosi się do osób rozwiedzionych, które są w nowym związku i żyją „jak mąż z żoną”?

Kolejne zagadnienie dotyczyło pkt. 304 i encykliki „Veritatis Splendor” św. Jana Pawła II. Duchowni pytali, czy nauczanie zawarte w tej encyklice, oparte na Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła, a mówiące o istnieniu bezwzględnych norm moralnych, które zakazują czynów wewnętrznie złych i są wiążące bez wyjątku, wciąż jest aktualne?

Trzecie pytanie dotyczyło pkt. 301. Kardynałowie chcieli się dowiedzieć, czy nadal można twierdzić, że osoba, która żyje w kolejnym związku cywilnym dopuszczając się cudzołóstwa - a więc sprzeniewierzając się Przykazaniom Bożym - znajduje się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego nawykowego?

Następne pytanie dotyczyło punktu 302 („okoliczności łagodzących moralną odpowiedzialność”) cudzołożnika. Duchowni zapytali, czy wciąż aktualne jest nauczanie encykliki „Veritatis Splendor”, zgodnie z którym „okoliczności lub intencje nie mogą przekształcić czynu ze swej istoty niegodziwego ze względu na swój przedmiot w czyn „subiektywnie” dobry lub taki, który można by było bronić ze względu na wybór?

Ostatnia wątpliwość dotyczyła pkt. 303. I znowu padło pytanie, czy ważne jest nauczanie zawarte w encyklice Jana Pawła II „Veritatis Splendor,” która wyklucza twórczą interpretację roli sumienia i podkreśla, że sumienie nie może być uprawnione do uzasadniania wyjątków od bezwzględnych norm moralnych, które zakazują czynów wewnętrznie złych ze względu na ich przedmiot?

Kardynałowie kierując zapytania do Papieża w sprawie wyjaśnienia „wątpliwości” skorzystali z procedury zadawania formalnych pytań Papieżowi lub Kongregacji Nauki Wiary z prośbą o wyjaśnienie konkretnych kwestii dotyczących doktryny lub praktyki duszpasterskiej. To stara tradycja. Pytania są sformułowane w sposób, który wymaga odpowiedzi” „tak” lub „nie” bez konieczności podawania argumentacji teologicznej.

Po opublikowaniu posynodalnej adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia” (O miłości w rodzinie) rozgorzała pośród teologów dyskusja zwłaszcza wokół VIII rozdziału i punktów od 300 do 305, które interpretowano w różny sposób.

Dla wielu - biskupów, kapłanów, wiernych – punkty te zmieniają nauczanie Kościoła w odniesieniu do rozwiedzionych, którzy żyją w nowych związkach. Inni uznają, że zawierają one pewne niejasności, ale że mogą „być odczytywane w ciągłości z poprzednim Magisterium i nie zawierają modyfikacji praktyki oraz nauczania Kościoła.”

Motywowani duszpasterską troską o wiernych czterech kardynałów wysłało list do Ojca Świętego prosząc o ustosunkowanie się do tych „wątpliwości,” zważywszy, że „zamieszanie” powstałe wokół nich są bardzo szkodliwe dla Kościoła i praktyki duszpasterskiej.

Wielu kapłanów zinterpretowało adhortację w sposób, który rażąco narusza tradycyjne nauczanie Kościoła w sprawach etyki małżeńskiej i życia moralnego w ogóle. Kardynałowie podkreślili, że wyjaśnienia są niezbędne, aby zapobiec dalszym nieporozumieniom oraz podziałowi wśród wiernych i duchownych.

Źródło: lifesitenews.com., AS.

http://www.pch24.pl/kardynalowie-upubli ... 377,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 21 lis 2016, 08:23 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Czy papież może zmieniać nauczanie Kościoła? O kontrowersjach wokół „Amoris laetitia”

Obrazek

Ksiądz Mark Drew na łamach „Catholic Herald” pisze o kontrowersjach wywołanych przez „Amoris laetitia” co do zakresu zmian, jakie papież może wnieść w nauczanie Kościoła o osobach w ponownych związkach małżeńskich. Zadaje pytanie, czy papież ma w ogóle taką władzę.

Autor pisze o „ożywionej, a czasami zajadłej” dyskusji wokół tego dokumentu i przypomina, dlaczego „Amoris laetitia” wzbudza tyle kontrowersji. Wspominając dwa synody biskupów poświęcone miejscu rodziny we współczesnym świecie, zauważa, że adhortacja posynodalna, „Amoris laetitia”, to „najdłuższy dokument papieski w historii, odzwierciedlający złożoność podejmowanych tematów oraz pragnie Kościoła, by rzucić światło na kryzys, wobec którego stoi współczesna rodzina”.

Większość uwagi jednak skupiła się na „możliwości, że papież Franciszek może zmienić dyscyplinę w sprawie Komunii św. dla rozwiedzionych i będących w ponownych związkach małżeńskich”. Od początku swojego pontyfikatu Ojciec Święty zdawał się sugerować poluzowanie tradycyjnej dyscypliny Kościoła w tej kwestii, co wywołało „ostry sprzeciw wielu biskupów” i ostatecznie znaleziono „formułę kompromisową” mówiącą „o reintegracji tych katolików do pełni życia w Kościele pod kierownictwem duchowieństwa, jednak nie określono, czy obejmuje to Komunię Świętą. Wszystkie oczy skupiły się na Franciszku” w oczekiwaniu na klarowne wyjaśnienie kwestii, „która teraz przyćmiła szersze zagadnienia podejmowane tak obszernie w Amoris laetitia”.

W szczególności dwie uwagi w rozdziale VIII zdawały się „puszczeniem oka” chcącym „obalić tradycyjną doktrynę w imię duszpasterskiej otwartości”, gdyż podkreślają one, „że subiektywne czynniki mogą pomniejszyć winę obiektywnie grzesznych sytuacji”, a tym samym w „niektórych przypadkach Kościół mógłby ofiarować im (...) pomoc sakramentalną”. Celowość takiej niejednoznaczności zdaje się potwierdzać opinia papieża, że nie należy oczekiwać od Magisterium Kościoła rozstrzygnięcia „każdej kontrowersyjnej kwestii”.

Oczywiście wywołało to spór pomiędzy konserwatystami a liberałami. Nowy zwrot nastąpił wraz z przeciekiem „teoretycznie prywatnej korespondencji” papieża i argentyńskich biskupów, która wydawała się potwierdzać oczekiwania sądzących, „że Amoris laetitia liberalizuje praktykę, jeśli nie doktrynę”. W projekcie swojego dokumentu argentyńscy biskupi piszą, iż Amoris laetitia otwiera możliwość dostępu do sakramentów pojednania i Eucharystii” osobom rozwiedzionym i ponownie zawierającym związek małżeński. Na co papież odparł: „Dokument (...) całkowicie wyjaśnia sens rozdziału VIII Amoris laetitia. Nie ma innej interpretacji”.

Watykan potwierdził autentyczność tych wypowiedzi, co wydaje się świadczyć o zamiarze liberalizacji praktyki, którą np. wykluczył kanonizowany przez Franciszka św. Jan Paweł II, jednoznacznie uzależniający przecież przystępowanie do Eucharystii od zachowania czystości osób w ponownych związkach po rozwodzie.

Papieska reakcja „dla katolików poważnie traktujących autorytet nauczycielski Kościoła i papieża jako głównego depozytariusza tego autorytetu” stwarza dwie trudności: 1) trudność, „by nie widzieć sprzeczności pomiędzy poglądem Franciszka, a wcześniejszym nauczaniem nie tylko jednego papieża, ale wszystkich jego poprzedników”. 2) trudność dotyczącą „natury i zakresu samego autorytetu papieskiego”.

Choć papież nie zamierza podważać nierozerwalności małżeństwa, to rodzi się pytanie, czy poluzowanie dyscypliny w kwestii Eucharystii do tego nie prowadzi? Skłoniło to teologów katolickich i niektórych duszpasterzy do napisania do kolegium kardynalskiego listu, który również „wyciekł”. Autorzy musieli się zastrzec, że nie „nie mówią, iż papież Franciszek jest heretykiem, ale proszą o oficjalne wyjaśnienie i sprostowanie błędów”.

Wygląda na to, że „pobożne” oburzenie większości katolików na myśl, że „papież mógłby być podejrzewany o nauczanie błędu”, ułatwia „dyskretne próby” uciszenia krytyków, choć sam Franciszek zachęcał do otwartej dyskusji.

Znajomość historii i doktryny umożliwia spokojną ocenę sytuacji, gdyż – stwierdza ks. Drew – „katolicy wierzą, że papież (...) jest nieomylny (...) tylko w bardzo konkretnych okolicznościach. Musi on – czy to przewodnicząc soborowi powszechnemu, czy działając z własnej inicjatywy – wyraźnie dać do zrozumienia, że zamierza przedstawić nauczanie, które wiąże sumienie wiernych i jest nieodwołalne”. Przykładem z XIX i XX w. jest dogmat o Niepokalanym Poczęciu oraz Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny.

Poza tym przypadkiem mamy do czynienia z magisterium zwyczajnym, kiedy papież głosi naukę w jedności z biskupami i jest ona „przez Boga zachowana od błędu jedynie wtedy, gdy pozostaje stała i jednomyślna” (np. orzeczenie przez Jana Pawła II niemożności wyświęcania kobiet).

„Czasami nauczanie nie wywodzi się z jednomyślnej tradycji, ale powstaje jako odpowiedź na przypadkowe sytuacje. Sobór Watykański II mówi, że musimy przyznać magisterium zwyczajnemu religijną aprobatę umysłu i woli. To nie jest to samo, co aprobata wiary, ale zasadniczo oznacza lojalne posłuszeństwo wobec autorytetu Kościoła”.

W przypadku sprzeczności w nauczaniu magisterium zwyczajnego istnieją trzy możliwości: 1) że rację ma papież Franciszek, a mylą się jego poprzednicy (jednak nauczanie częstsze i większości papieży ma większy autorytet niż tylko jednego papieża w mniej uroczystej postaci), 2) że to papież Franciszek się myli (możliwy błąd w nauczaniu „nie-nieomylnym”, który potem poprawia ten sam papież lub jego następca) oraz 3) że „sprzeczność jest tylko pozorna i że nastąpił rozwój w doktrynie, która otwiera nowe możliwości bez odrzucania tego, czego nauczano poprzednio”.

Trzeci przypadek jest „faworyzowany przez kard. Christopha Schönborna”. Jednak, jak stwierdza bł. John Henry Newman, „rozwój jest tylko wówczas autentyczny, jeśli zachowuje to, co było przedtem i mu nie przeczy”. Zdaniem autora kard. Schönborn myli się twierdząc, że tak jest w przypadku „Amoris laetitia”. Przywołując słowa Soboru Watykańskiego I, ks. Drew zauważa, że Duch Św. został obiecany następcy św. Piotra nie po to, by głosił jakąś nową doktrynę, ale „strzegł i wiernie objaśniał (...) depozyt wiary przekazany przez apostołów”.

Kontrowersje wokół Amoris laetitia pokazują trudność w pogodzeniu tego nauczania z poprzednimi papieżami oraz wykazania związku doktryny i dyscypliny wokół małżeństwa z depozytem wiary. Mimo braku cierpliwości papieża Franciszka dla sporu teologicznego oraz spójnego wytłumaczenia ortodoksji „Kościół jako całość (...) nie może się dłużej obejść bez takiego wyjaśnienia, jeśli jego roszczenia do autorytatywnego nauczania mają posiadać jakąkolwiek rzeczywistą wiarygodność”. Stąd konieczne jest „uczciwe uznanie trudności w wykonywaniu magisterium papieskiego i bezstronne uznanie prawa do pytań i debaty”.

Jan J. Franczak

http://www.pch24.pl/czy-papiez-moze-zmi ... 405,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 23 lis 2016, 12:02 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
List kardynałów do papieża zirytował bliskich współpracowników Franciszka

Obrazek

List czterech kardynałów, którzy zwrócili się do papieża o udzielenie krótkich odpowiedzi „tak” lub „nie” odnośnie wątpliwości w związku z interpretacją adhortacji „Amoris laetitia”, jest szeroko dyskutowany wśród najwyższych hierarchów w Kościele. Nie wszystkim przypadł do gustu.

Kardynał Kevin Farrell – jeden z najaktywniejszych amerykańskich duchownych, popierający wszelkie działania Franciszka zganił arcybiskupa Filadelfii ks. Charlesa Chaputa, który wydał przewodnik dla diecezji sprzeczny z przewodnikiem argentyńskich hierarchów. Dlaczego? Abp Chaput w dokumencie wydanym w lipcu jednoznacznie stwierdził, że rozwiedzeni katolicy żyjący w kolejnych związkach nie mogą przyjmować Komunii świętej, chyba że „powstrzymają się od intymności seksualnej”.

Chaput, który obecnie kieruje komisją episkopatu ds. wdrażania adhortacji apostolskiej Franciszka, stwierdził, że dokument należy interpretować „w tradycji nauczania i życia Kościoła”.

Jednak kardynał Farrell, który niedawno został mianowany przez papieża na szefa nowej dykasterii watykańskiej ds. świeckich, rodziny i życia, powiedział, że nie zgadza się ze stanowiskiem arcybiskupa Filadelfii. - Nie podzielam poglądu abp. Chaputa, absolutnie go nie podzielam – tłumaczył w rozmowie z dziennikarzem Catholic News Service. Dodał, że w „Amoris laetitia” „są wszystkie rodzaje różnych okoliczności i sytuacji, które należy widzieć przy rozpatrywaniu każdego przypadku z osobna.”

Duchowny wyraził wątpliwość w istnienie uniwersalnego prawa naturalnego i powiedział: - O ile istnieje obiektywne prawo moralne, nigdy nie znajdziemy dwóch par - osób żyjących w nowych związkach - które rozwiodłyby się z tej samej przyczyny.

Duchowny zasugerował też, że wdrażanie „zachęt papieża” zawartych w adhortacji winno odbywać się „w komunii” z wszystkimi biskupami z USA, a nie zgodnie z wytycznymi poszczególnych biskupów dla swoich diecezji. - Myślę, że byłoby mądrzej poczekać na zebranie Konferencji Episkopatu, gdzie wszyscy biskupi Stanów Zjednoczonych lub wszyscy biskupi danego kraju usiądą i omówią te rzeczy - powiedział. Dodał, że szeroka dyskusja na konferencji zapewniłaby „podejście, które nie przyniosłoby tylu podziałów i nieprozumień wśród biskupów i diecezji.”

Adhortacja apostolska „Amoris laetitia”, która powstała w kwietniu po Synodzie o Rodzinie jest przedmiotem licznych kontrowersji. Krytykuje się ją za dwuznaczność w kwestiach nierozerwalności małżeńskiej i warunków przystępowania rozwodników do Komunii świętej.

We wrześniu papież napisał do biskupów Argentyny, że ich interpretacja adhortacji jest właściwa. Argentyńscy hierarchowie zezwalają na udzielanie Komunii rozwodnikom, żyjącym w nowych związkach. List papieża wywołał ogromne poruszenie. W odpowiedzi czterech kardynałów skierowało prośbę do Franciszka, domagając się wyjaśnień dotyczących pewnych sformułowań zawartych w „Amoris laetitia”, by położyć kres „niepewności, zamieszaniu i dezorientacji wielu wiernych”.

Kard. Raymond Burke oświadczył w zeszłym tygodniu, że jeśli papież nie odpowie na list, kardynałowie wprowadzą „formalną korektę,” nauczania papieża. To zjawisko niezwykle rzadkie w Kościele.

Kard. Farrell ostatnio stwierdził, że pomimo istnienia wielu „trudności”, które otaczają rozwiedzionych katolików, żyjących w nowych związkach, „musimy starać się znaleźć sposoby, aby dostosować ich do pełnej komunii”.

Kardynał Joseph Tobin określił list kardynałów mianem „kłopotliwego”. - Ojciec Święty podsumowuje prace dwóch synodów, więc jeżeli czterech kardynałów stwierdziło, że dwa synody myliły się i że w jakiś sposób Ojciec Święty nie odzwierciedla tego, co zostało tam powiedziane, myślę, że powinno to być zakwestionowane. Tłumaczył, że kwestie poruszone w „Amoris laetitia” były złożone i, że „naiwnością” jest sprowadzanie ich do „wątpliwości”.

Kardynał Cupich z kolei w rozmowie z Edwardem Pentinem z „National Catholic Register” przekonywał, że nie można kwestionować tego, co zostało przegłosowane podczas synodów przez dwie trzecie obecnych tam biskupów. – Uważam, że jeśli kwestionuje się zasadność lub to, co zostało powiedziane w takim dokumencie, stawia się pod znakiem zapytania wszystkie inne dokumenty, które zostały wydane wcześniej przez innych papieży. Zatem według mnie papież nie musi odpowiadać na wątpliwości. Raczej ci, którzy je mają, powinni zadać sobie pytanie, dlaczego wątpią, ponieważ to jest dokument Magisterium Kościoła katolickiego – przekonywał hierarcha.

Kardynał Cupich dodał, że czterech kardynałów musi się „nawrócić”. - Ojciec Święty nie musi bronić dokumentu nauczania Kościoła - powiedział. – Sprawa ta dotyczy tych, którzy mają wątpliwości lub pytania. Powinni oni sobie odpowiedzieć, czy chcą się nawrócić – tłumaczył.

Źródło: lifesitenews.com., AS.

http://www.pch24.pl/list-kardynalow-do- ... 558,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 29 lis 2016, 17:46 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Niemiecki profesor teologii dogmatycznej: Amoris laetitia zrywa z nauczaniem Kościoła

Obrazek

Helmut Hoping, profesor teologii dogmatycznej z Fryburga Bryzgowijskiego uważa, że papieska adhortacja posynodalna Amoris laetitia oddala się od tradycji katolickiego nauczania. Zaproponowanych przez nią rozwiązań nie sposób wytłumaczyć powołując się na autorytet świętego Tomasza.

„Czy rozwodnicy w nowych związkach mogą być poślubieni równocześnie w dwóch ważnych małżeństwach?” – pyta prowokacyjnie w artykule na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” prof. Hoping. Jak wskazuje dogmatyk, jeżeli posynodalne pismo „nie chce podważać nierozerwalności małżeństwa”, to w sposób konieczny trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak należy rozumieć powtórny związek rozwodnika w nowym związku. Hoping pisze, że niektórzy biskupi i teologowie proponują uznać je za rodzaj „małżeństwa naturalnego”, a zatem związku niesakramentalnego, ale mającego jednak pozostawać ważnym małżeństwem. To wszystko próbuje się wyjaśniać nauczaniem św. Tomasza z Akwinu, podawanym tu jako autorytet. „To droga donikąd” – uważa Hoping.

Jak tłumaczy, całkowicie nieracjonalne jest tu stanowisko progresistów. Uczony podaje przykład kardynała Waltera Kaspera. Hierarcha ten stwierdził, że Amoris laetitia to „zmiana paradygmatu”, uznając jednocześnie, że… nie zmienia ona „nauczania Kościoła ani na jotę”. „Choć nic się nie zmienia, zmienia się wszystko” – pisze Hoping. W ten sposób próbuje się jedynie uniknąć powstania wrażenia zerwania z Tradycją Kościoła katolickiego. Tymczasem w praktyce Amoris laetitia dokonuje „nie tylko nowej oceny duszpasterstwa”, ale także nie postrzega już „związku seksualnego poza małżeństwem jako w każdym przypadku sprzecznego z przykazaniami”. To, czy w danym przypadku dochodzi do cudzołóstwa, czy nie, ma zależeć w dużej mierze od okoliczności.

W ten sposób – stwierdza prof. Hoping – Amoris laetitia oddala się od „centralnego punktu moralności małżeńskiej i seksualnej Jana Pawła II, który w tym wypadku razem z Tomaszem trzyma się wiernie miarodajnej tradycji nauczania”.

Źródło: kath.net

Pach

http://www.pch24.pl/niemiecki-profesor- ... 582,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie
PostNapisane: 05 gru 2016, 12:44 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7481
Lokalizacja: Podlasie
Takiego zamętu jaki spowodowała adhortacja Franciszka "Amoris Laetitia" chyba jeszcze w historii Kościoła Katolickiego nie było ...


Wątpliwości się mnożą

Obrazek

Niesamowite – w Niemczech są wierzący teologowie i to pracujący na uniwersyteckich wydziałach teologii katolickiej. Ostatni przykład tego ginącego gatunku to profesor Helmut Hoping, wykładowca dogmatyki na uniwersytecie w bryzgowijskim Freiburgu.

Paręnaście dni temu w tekście opublikowanym na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” profesor poddał krytyce adhortację papieża Franciszka „Amoris laetitia” (dalej: AL), wchodząc jednocześnie w polemikę z jej „ghostwriterem”, czyli kardynałem Walterem Kasperem. Już krótko po ukazaniu się wspomnianego dokumentu wyraził swoje wątpliwości, co do jego treści w wywiadzie udzielonym 13 kwietnia dla nadającej z Kolonii katolickiej rozgłośni „Domradio”.

Chodziło oczywiście o fragment, a właściwie przypis otwierający możliwość „w wyjątkowych przypadkach” udzielania Komunii świętej rozwodnikom żyjącym w ponownych, cywilnych związkach. Hoping określił wówczas „wywody papieża” jako „bardzo ambiwalentne”. Wyrażał nawet przypuszczenie, że jest to celowy zabieg, „swego rodzaju jezuicka dialektyka”, chociaż traktował to „jako niezbyt poważne postępowanie”. Zawarte w AL. oddanie rozstrzygnięć w „konkretnych sprawach” (udzielać, czy nie udzielać Komunii) w gestię lokalnych duszpasterzy, przy jednoczesnym braku jasności w AL co do dalszego obowiązywania tradycyjnego nauczania Kościoła w tej mierze (ostatnio powtórzonego w „Familiaris consortio” Jana Pawła II), nazwał wtedy niemiecki uczony zagrożeniem dla podstaw Urzędu Nauczycielskiego Kościoła: „Kiedyś papieski Urząd Nauczycielski, Franciszek lub jego następca, będzie musiał podjąć ostateczną decyzję. Nie można tego obejść. (…) Nie można wirulentnych zagadnień nauczania Kościoła pozostawiać po prostu w zawieszeniu. Na dłuższą metę zostanie w ten sposób radykalnie osłabiony autorytet nauczycielski papieża”.

Tamtą krytykę z kwietnia prof. Hoping powtórzył i wzmocnił w artykule, który niedawno ukazał się na łamach „FAZ”. Skoro – jak wywodzi uczony – adhortacja Franciszka „nie zamierza kwestionować nierozerwalności małżeństwa”, należy odpowiedzieć na pytanie, „jak wobec tego wygląda sprawa związków zawartych przez osoby rozwiedzione. Niektórzy biskupi i teologowie zaproponowali, by traktować je jako małżeństwo naturalne [Naturehe]”. Hoping wskazuje w tym kontekście, że nawet takie „naturalne”, niesakramentalne „małżeństwo” jest traktowane przez Kościół jako nierozerwalny związek. Niemiecki teolog powołuje się przy tej okazji na małżeństwa mieszane pod względem wyznaniowym. Powstaje w związku z tym pytanie: „Czy osoby rozwiedzione, które zawarły ponowny związek, mogą żyć jednocześnie w dwóch ważnie zawartych małżeństwach? Adhortacja „Amoris laetitia” pozostawia to, sprowokowane przez samą siebie pytanie bez odpowiedzi”.

Prof. Hoping odniósł się również do opublikowanego niedawno na łamach jezuickiego czasopisma „Stimme der Zeit” artykułu kardynała Kaspera, w którym niemiecki purpurat jasno stwierdza, że AL jest zasadniczym krokiem w kierunku postulowanej przezeń – szczególnie głośno od 2013 roku – „zmiany paradygmatu Kościoła”.

Kluczowy fragment artykułu kardynała brzmi: „Można zrozumieć AL tylko wtedy, gdy ujmie się zmianę paradygmatu, którą podejmuje ta adhortacja. Zmiana paradygmatu nie zmienia dotychczasowego nauczania, popycha je jednak w kierunku szerszego związku. Tak więc AL nie zmienia ani joty w nauczaniu Kościoła, ale jednak zmienia wszystko. Zmiana paradygmatu polega na tym, że AL robi krok w kierunku moralności opartej na unormowaniach [Gesetzmoral] w kierunku moralności opartej na cnocie [Tugendmoral] Tomasza z Akwinu. W ten sposób dokument pozostaje w obrębie najlepszej tradycji. Nowe jest w rzeczywistości wypróbowanym Starym”.

W ten sposób kardynał Kasper nieledwie uczynił z Doktora Anielskiego prekursora wywrócenia katolickiego nauczania o sakramencie małżeństwa i sakramencie Ołtarza. Z tym uroszczeniem polemizuje na łamach „FAZ” freiburski wykładowca dogmatyki, podkreślając, że cytaty z Tomasza, którymi posługiwał się dla podparcia swojej tezy kard. Kasper, zostały wyrwane z kontekstu. Doktor Anielski, podkreśla prof. Hoping, nie mógł być zwolennikiem etyki opartej na cnotach, ponieważ umieszczał on cnoty w obrębie etyki normatywnej. Akwinata – jak przypomina dalej niemiecki teolog – rozróżniał między czynnościami, które są złe same w sobie i czynnościami, które są ogólnie zakazane, ale w pewnych okolicznościach są dopuszczalne. Jako przykład wskazywał tutaj Doktor Kościoła zabójstwo człowieka w samoobronie. Tymczasem – pisze prof. Hoping – cudzołóstwo ujmował autor „Summy teologicznej” jako czyn należący do tej pierwszej kategorii (rzeczy złych samych w sobie), podczas gdy kard. Kasper w sposób zupełnie nieuprawniony „przesuwa” ten grzech do tej drugiej kategorii, powołując się przy tym na autorytet Doktora Anielskiego!

Podobny zabieg dostrzega Hoping w ósmym rozdziale AL i pisze: „Rzuca się w oczy, że żaden z przytaczanych tutaj cytatów z Tomasza nie odnosi się do małżeństwa i przyjmowania sakramentów. W przypadku pierwszego chodzi o przypadek, gdy ktoś ma najwyższą cnotę miłości i jest bez grzechu ciężkiego, jednak w obliczu przeciwności może mieć trudność, by postępować w zgodzie z poszczególnymi cnotami moralnymi, ponieważ nie są one wystarczająco u niego ugruntowane, co jest możliwe nawet w przypadku niektórych świętych. Stąd AL wywodzi łagodzące okoliczności dla osób żyjących w nieregularnych sytuacjach”.

Mnożą się więc wątpliwości (dubia), co do feralnej adhortacji. No, ale mają je „konserwatywni rygoryści” bez serca. Co innego niemieccy kardynałowie, którzy nie mają żadnych wątpliwości i z radosnym, „ukierunkowanym na potrzeby duszpasterskie współczesnego człowieka” sercem kontynuują demontaż Kościoła. Na razie w Niemczech, ale ambicje mają przecież o wiele większe.

Klasyczny przykład – kardynał Karl Lehmann. Ten długoletni przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec i arcybiskup Moguncji przeszedł na emeryturę w maju tego roku. Od ponad dwudziestu lat jest w awangardzie popychania niemieckiego Kościoła – w stałej walce z „rzymskim centralizmem” – w kierunku tego, co papież Franciszek nazwał rok temu „erozją wiary w Niemczech” (przemówienie do biskupów niemieckich przybyłych z wizytą ad limina). W 1993 roku należał do sygnatariuszy listu trzech niemieckich biskupów (był wśród nich ówczesny ordynariusz Stuttgartu, Walter Kasper), którzy faktycznie wypowiadając posłuszeństwo Stolicy Apostolskiej i tradycyjnemu nauczaniu Kościoła, zadeklarowali, że w swoich diecezjach będą – rzecz jasna „w wyjątkowych wypadkach” i „po wnikliwym zbadaniu” – udzielać Komunii świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych, cywilnych związkach.

Niedawno, na początku listopada kardynał Lehmann jako pierwszy katolik w historii otrzymał od władz ewangelickiego Kościoła w Niemczech (EKD) Medal Marcina Lutra za „zasługi na rzecz ekumenizmu”. Wręczając to wyróżnienie 4 listopada w Berlinie Henrich Bedford-Strohm, przewodniczący Rady EKD (ten sam, który wraz z kardynałem Marxem ekumenicznie zdejmował krzyż podczas październikowej pielgrzymki do Jerozolimy) powiedział do wyróżnionego purpurata: „Bardzo szybko ubiegał się Pan o wykorzystanie jubileuszu reformacji jako ekumenicznej szansy, w czasie, gdy w Pana Kościele panowały jeszcze wobec tego sceptycyzm i rezerwa”.

W czasach, gdy papież zestawia komunistów z chrześcijanami (por. ostatni wywiad Franciszka dla dziennika „La Repubblica”), nic już specjalnie nie dziwi. Nawet to, że kardynał świętego Kościoła rzymskiego przyjmuje medal ku czci człowieka, który był sprawcą straszliwego rozłamu w Kościele. Teraz kardynał Lehmann nie cierpi już na antyrzymski syndrom, skoro główni protagoniści „zmiany paradygmatu Kościoła” są już wysoko, najwyżej jak można w Watykanie. Należy więc iść za ciosem. W końcu medal (taki medal!) zobowiązuje.

Kilkanaście dni po odznaczeniu kardynał Lehmann w wywiadzie dla telewizji ZDF retorycznie zapytał: „Cóż właściwie stoi na przeszkodzie, by wyświęcać na kapłanów stałych, ożenionych diakonów, którzy wspaniale służą Kościołowi?”. Powoływał się przy tym na „ większą swobodę decyzji”, którą biskupom „pozostawił papież Franciszek”. Sprawa jest tym bardziej pilna, że – jak podkreślał w wywiadzie kard. Lehmann – wszystkim wyznaniom chrześcijańskim w Niemczech „woda podchodzi do gardła”, trzeba więc coś robić. Rada kardynała: jeszcze więcej głębokich wykopów pod fundamenty Kościoła.

Komentator niemieckiego portalu kath.net, Peter Winnemöller przytomnie zauważył, że sam kardynał Lehmann podczas swojego długoletniego urzędowania nie zdecydował się na taki krok, do którego teraz namawia swoich braci w biskupstwie. Nieco brawurowo dziennikarz zapewnia, że „także w czasie pontyfikatu papieża Franciszka biskup, który by dokonał niedozwolonych święceń, byłby z miejsca suspendowany”.

Można natomiast zgodzić się, że Kościół, który posłuchałby rad kard. Lehmanna „znalazłby się na równi pochyłej”: „diecezje, które by tak postępowały, od razu miałyby dużą ilość księży w podeszłym wieku. Tak zdobyty narybek w krótkim czasie poszedłby na emeryturę. Zapłonąłby kościelny słomiany ogień, który przyniósłby wiele dymu, ale mało duchowego ciepła. Poza tym wszystkie wspólnoty protestanckie ordynują osoby żonate, jednak brak pastorów w EKD jest jeszcze bardziej dramatyczny niż księży w Kościele”. Laureat Medalu Marcina Lutra „wrzucił więc do wstrząsanego kryzysem środowiska kościelnego populistyczną bombę zapachową”, konkluduje Winnemöller.

Pisałem już na tych łamach o różnych odcieniach ekumenizmu. Chyba wszystkie sprowadzają się do jednego – do wspólnego protestancko-katolickiego (w sensie Kościoła hierarchicznego) opróżniania kościołów z wiernych. Tym, co tkwią w wodzie po samo gardło, należy dolać trochę wiader „ekumenicznego ubogacenia się”. A propos. Kto wtedy będzie płacił podatek kościelny?

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/watpliwosci-sie-mnoza,47811,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 55 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /