Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 28 sie 2017, 07:29 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7422
Lokalizacja: Podlasie
Czym jest „rozeznanie” w Amoris laetitia?
Odpowiada bp Athanasius Schneider




W Amoris laetitia mówi się, że spowiednik powinien zastosować „rozeznanie” w osądzaniu przypadków np. rozwiedzionych i będących w ponownych związkach. Do jakiego stopnia może to rozeznanie się posunąć? Jakie jest dokładne znaczenie albo dokładny zakres tego „rozeznania”?


Treść konferencji :

Wiecie kiedy zaczęło się pierwsze „rozeznanie” ?
To był dialog pomiędzy wężem a Ewą.
Szukanie rozeznania, czy być posłusznym Bogu, czy też nie być Mu posłusznym.
Ewa powiedziała: „Ach, Bóg powiedział nam, by nie jeść tych owoców”.
A wówczas diabeł odparł: „Och, dokonajmy rozeznania:
Czy to prawda, że Bóg to powiedział? A może nie? Co Bóg powiedział?”
A Ewa: „Och, Bóg powiedział, że jeśli je zjemy, pomrzemy”.
„A nie, to nieprawda! - odpowiedział – Dokonajmy rozeznania.
Będziecie wiedzieć, co jest dobre...”
A zatem podjęli proces rozeznania. Pierwszy.
I znamy rezultat tego rozeznania: katastrofa ludzkości.
A więc teraz ponosimy w swoich duszach i ciałach konsekwencje
tego grzechu pierworodnego, tego złego rozeznania.
Tak więc rozeznanie może być tylko na rzecz dobra.
Rozeznanie może być przeprowadzone jedynie po to, aby wypełnić wolę Boga.
Ale kontynuowanie cudzołóstwa w praktyce nie jest wypełnieniem woli Boga.
Jest to obrażanie Boga. A więc jest to antyrozeznanie.
Absurdalne rozeznanie, które utwierdzi duszę w grzechu.
To rozeznanie może nawet doprowadzić do zatracenia duszy na całą wieczność.
Nie wolno nam igrać z naszą wiecznością.
Jak mówi przysłowie: „Nie igraj z ogniem”.
Wyraźnie wolą Boga jest to, że akt seksualny jest dopuszczalny jedynie
(i tak jest wola Boga) w ważnym związku małżeńskim.
Jest to wyraźna wola Boga. Nie ma żadnych innych wyjątków. Nie.
Otóż, skoro nie ma wyjątków, jeśli ktoś woli kłamać, to chce kłamać:
„Dokonajmy rozeznania” - [mówi], aby mógł kontynuować kłamstwo.
Jeśli ktoś lubi kraść, jeśli jest tak egzystencjalnie powiązany z kradzieżą,
wraz z rodziną, może mafioso, to mówi: „Dokonajmy rozeznania”,
aby mógł jeszcze odrobinę kontynuować złodziejski fach.
To to samo: dokonanie rozeznania nawet w konfesjonale,
by pozwolić cudzołożnym kontynuowanie cudzołóstwa.
Jest to sprzeczność i naprawdę poważne niebezpieczeństwo dla duszy
i poważna odpowiedzialność.
Bardziej po stronie księdza, który to dopuszcza.
I bardziej po stronie papieża, który wydaje się to dopuszczać.
Jak powiedziałem: „Który wydaje się” i który nie robi nic, by temu zapobiec.
Wydaje się, że Amoris laetitia zmierza w tym kierunku.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 29 sie 2017, 08:18 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7422
Lokalizacja: Podlasie
Co przyniesie Kościołowi „synod młodych”?

Obrazek

Analiza dokumentu przygotowującego przyszłoroczny synod poraża – zarówno językiem, stawianymi tezami jak i zamierzeniami. Członkowie organizacji Voice of the Family wystosowali dramatyczny list przestrzegający przed możliwymi konsekwencjami zaplanowanego na październik 2018 roku spotkania biskupów.

Większość obiektywnych obserwatorów nie ma już najmniejszych wątpliwości, że dwa „synody o rodzinie”, które odbyły się w 2014 i 2015 roku miały na celu wymuszenie zmian w zakresie katolickiego nauczania o małżeństwie i rodzinie. „Kulminacją tego procesu była Adhortacja Apostolska Amoris Laetitia, ogłoszona przez papieża Franciszka w kwietniu 2016 r., która to zawiera wiele heretyckich propozycji”, możemy przeczytać na stronie Voice of the Family.

Inicjatywa Voice of the Family to ruch katolickiego laikatu wywodzący się z organizacji pro-life oraz grup działających na rzecz rodziny. Członkowie inicjatywy, wspierani przez katolików w wielu krajach, oferowali swoje doświadczenie i wiedzę przed, w trakcie oraz po zakończeniu Synodu o Rodzinie w latach 2014-2015. Bronili rodziny i nierozerwalności małżeństwa – co spodobało się tylko niektórym biskupom…

Na początku bieżącego roku watykański Sekretariat Synodu opublikował dokument przygotowawczy wraz z kwestionariuszem dla biskupów świata – to standardowe działanie poprzedzające Synod, który tym razem odbyć ma się pod hasłem „Młodzież, Wiara i Rozeznanie Powołania”. Spotkanie zaplanowano na październik 2018 r. Warto zaznaczyć, że Sekretariat Synodu prowadzony jest przez te same osoby, które były odpowiedzialne za manipulacje w trakcie Synodów w latach 2014 i 2015 - podkreśla Matthew McCusker w liście wystosowanym w imieniu Voice of The Family. Przewodniczącym Synodu pozostaje oczywiście papież Franciszek, Sekretarzem Generalnym kard. Lorenzo Baldisseri, natomiast Sekretarzem Specjalnym abp. Bruno Forte.

Jak informuje McCusker, członkowie inicjatywy The Voice of Family po zapoznaniu się z dokumentem przygotowawczym Synodu zaplanowanego na 2018 r. są zaniepokojeni planowanymi działaniami. „Z doświadczenia wiemy, że treść dokumentu przygotowawczego synodu oraz odpowiedzi na towarzyszący mu kwestionariusz będą miały znaczący wpły na Instrumentum Laboris, a zatem na kierunek synodalnej debaty. Dlatego właśnie tak istotnym dla katolików pozostaje przygotowanie się do niego już teraz, tak by ograniczyć możliwe szkody wyrządzone przez Sekretariat Synodu próbujący wykorzystać „synod młodych” do przeprowadzenia kolejnego ataku na wiarę katolicką”, ostrzega autor listu.

Powołanie z perspektywy światowej, naturalistycznej

Słowo powołanie jest tradycyjnie wykorzystywane przez Kościół dla określenia wezwania do wykonywania świętych rozkazów lub do przestrzegania ewangelicznych rad w życiu religijnym. Małżeństwo, kiedy zostanie podniesione do nadprzyrodzonego porządku jakim jest sakrament, również może być postrzegane jako rodzaj powołania. Nie ulega jednak wątpliwości, że duchowe i doczesne dobro rodziny jest zależne od tego czy wszystkie te stany życia są zgodne z planem Bożym.

Jako katolicy, pisze McCusker, powinniśmy się czuć zaniepokojeni faktem, że dokument przygotowawczy synodu „Młodzież, Wiara i Rozeznanie Powołania” w sposób bardzo ograniczony wspomina o tych nadprzyrodzonych wezwaniach. W zamian dokument wskazuje, że powołanie jest jedynie rodzajem zwyczajnego wyboru tego, co młoda osoba może robić w życiu. Obok prawdziwych powołań w dokumencie możemy odnaleźć też zdania o „zawodach”, „formach zaangażowania społecznego i obywatelskiego”, „stylu życia”, „zarządzaniu czasem i pieniędzmi”, „wolontariacie”, „służbie potrzebującym lub zaangażowaniu w życie obywatelskie i polityczne”. Jak zauważa McCusker dokument nigdzie nie wprowadza rozróżnienia pomiędzy autentycznymi powołaniami a innymi wyborami życiowymi. Kiedy „małżeństwo, służby wyświęcone i życie konsekrowane” są wymieniane razem we wprowadzeniu jako stany życiowe, dodane zostało także skrót itd. (angielskie etc.) jako sugestia, że lista ta może zostać rozszerzona. Być może również znaczącym jest, że małżeństwo zostało wymienione jako pierwsze, podczas gdy jest to niższy rodzaj powołania niż życie religijne czy też wypełnianie świętych rozkazów – zauważa działacz Voice of The Family.

Kontynuując swoje rozważania McCusker wyjaśnia, że wszystkie autentyczne powołania służą przecież wzbogacaniu chwały Pana Boga oraz zbawieniu dusz. Są ukierunkowane na zjednoczenie z Bogiem w tym życiu i na całą wieczność w błogosławionej wizji Nieba. Niestety dokument przygotowawczy Synodu zaplanowanego nie wspomina o powołaniach w tym znaczeniu, a także praktycznie nie wspomina o sakramentach lub życiu w łasce. Chociaż wielokrotnie nawiązuje do „pełni radości” oraz „pełni życia” nie definiuje tych terminów w odniesieniu do unii z Bogiem i życia wiecznego. Jego lektura sprawia raczej wrażenie, że powinny być one rozumiane w czysto naturalnym wymiarze. W dokumencie przedstawiono „rozeznanie powołania” jako „pytanie w jaki sposób jednostka nie zmarnuje możliwości samorealizacji”. Możemy znaleźć tylko jedno nawiązanie do „życia duchowego w przyszłości” i jest to cytat z żyjącego w V w. syryjskiego biskupa Philoxenus z Mabbug, który odrzucił definicje Rady Chalcedońskiej. Nawet w tym wypadku Sekretariat nie mógł przedstawić wiecznego życia jako celu samego w sobie, ale musiał uczynić je zjadliwym dla nowoczesnych uszu, podkreślając, że chodzi w nim o otwarcie „osoby na pełne korzystanie z wolności” – zauważa McCusker.

W szczególnie niepokojącym fragmencie dokumentu możemy przeczytać: „Kościół nie może, ani nie chce, porzucić ich (młodych ludzi) skazując na izolację i wykluczenie, wobec których wystawia ich świat. Tak by życie młodych ludzi mogło być dobrym doświadczeniem; tak by nie zatracili się w przemocy lub śmierci; i tak by rozczarowanie nie uwięziło i nie wyobcowało ich. To wszystko musi być czynione z wielką troską o tego, który otrzymał życie, został ochrzczony w wierze i zdaje sobie sprawę, że są to wielkie dary”.

Jak zauważa działacz Voice of The Family nacisk położony został tutaj na życie młodych ludzi jako „dobre doświadczenie” i na ich wyzwolenie od współczesnego zła. Nie ma tutaj, ani w żadnej innej części dokumentu, nawiązania do rzeczywistych duchowych zagrożeń lub wiecznego potępienia, a także do głównego zadania Kościoła jakim jest potęgowanie chwały Pana Boga oraz zbawienie dusz. Sekretariat zdaje się ograniczać wszystko do naturalnych celów. „Doświadczenie misyjne” w związku z tym nie jest już szerzeniem Ewangelii, ale „altruistyczną służbą i owocną wymianą” (III.3). Obecność niewierzących nie jest już czynnikiem pobudzającym ewangelizację, ale szansą dla „zwiększenia możliwości owocnego dialogu i wzajemnego wzbogacania się” oraz „doskonalszego słuchania, szacunku i dialogu” (sic!!!).

Sekretariat Synodu zdaje się więc zupełnie nie zważać na rozkaz Chrystusa: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt, 28, 18-20). Jak zauważa McCusker, nie można zrozumieć celu autentycznych powołań bez zrozumienia tego wielkiego polecenia naszego Pana.

Pominięcie ważnych problemów współczesnych młodych

Jak zauważa McCusker wielu młodych ludzi, szczególnie na Zachodzie, już od najmłodszych lat jest wystawionych na działanie kultury indoktrynującej ich w podejściu do seksualności, które pozostaje sprzeczne z prawem naturalnym i prawdami o ludzkiej naturze ujawnionymi przez Pana Boga Kościołowi Katolickiemu. Taka sytuacja stanowi poważne zagrożenie dla fizycznego, psychologicznego, intelektualnego oraz duchowego rozwoju młodych ludzi usilnie zachęcanych do angażowania się w przedmałżeńską aktywność seksualną, korzystania z antykoncepcji, a nawet aborcji, jak również eksperymentowania z niemoralnymi formami aktywności seksualnej, jak na przykład homoseksualność.

Działacze Voice of The Family zwracają uwagę, że młodzi ludzie poprzez różne oddziaływania mediów są nieustannie bombardowani obrazami nasyconymi seksem, pornografią, a także ciągłym dyskredytowaniem autentycznego rozumienia ludzkiej seksualności. Działacze zwracają uwagę że „ideologia gender” jest niezwykle agresywnie narzucana przez rządy oraz potężne grupy lobbystyczne. Wielu młodych ludzi coraz bardziej obawia się czy w przyszłości będzie mogło swobodnie praktykować wiarę katolicką i żyć zgodnie z naturalnym porządkiem. Należy zdecydowanie podkreślić, że wszystkie te przejawy zła stanowią poważne zagrożenie dla wiecznego zbawienia dusz.

Jednakże, jak wskazuje McCusker, Sekretariat Synodu nie wydaje się zainteresowany tymi problemami. W zamian koncentruje się na kwestiach, które są już dostrzegane przez świeckich, jak „bezrobocie”, „zwiększenie elastyczności na rynku pracy”, „ochrona środowiska” i „wyzwanie wielokulturowości”. Zdaniem działaczy Voice of The Family jest to poważne zaniedbanie Sekretariatu Synodu, odpowiedzialnego przecież – jak wszyscy w Kościele – za wieczne dobro dusz. Można nawet odnieść wrażenie, że Sekretariat bardziej zainteresowany jest „zadowoleniem świata” niż rozwiązaniem wielu poważnych problemów, z którymi borykają się współcześni młodzi ludzie.

Pomniejszenie autorytetu Kościoła w zakresie nauczania

Dokument stanowi, że „słuchając młodych ludzi, Kościół ponownie usłyszy głos Pana przemawiającego we współczesnym świecie”.

Zdaniem działaczy Voice of The Family jest to błędne stwierdzenie na kilku poziomach:

- przede wszystkim oznacza, że obecnie Kościół nie słyszy głosu Pana, co stanowi sprzeczność w odniesieniu do obietnicy dokonanej przez Pana Jezusa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt, 28, 20). Kościół nigdy nie zawiedzie w zakresie nauczania prawdziwej wiary, pomimo ludzkich niepowodzeń jego członków. Stwierdzenie zawarte w dokumencie przygotowawczym sugeruje również, że to młodzi ludzie powinni kierować Kościołem. Prawda oczywiście leży na zupełnie innym biegunie – to właśnie młodzi ludzie, podobnie jak wszyscy inni potrzebują nauczania oraz wskazówek Kościoła;

- stwierdzenie to może również sugerować, że nauczanie Kościoła „nie pasuje” do współczesnego świata. Z kolei jak możemy przeczytać w Piśmie Świętym Ewangelia została „raz tylko przekazaną” (Jud, 1, 3) i doskonale pasuje do wszystkich miejsc i czasów, ponieważ jest głosem samego Boga.

Dokument ujawnia podobne naruszenia logiki wiary kiedy stanowi:

„Podobnie jak w czasach Samuela (por. 1Sm 3, 1-21) i Jeremiasza (por. Jr, 1, 4-10), młodzi ludzie wiedzą jak rozpoznać znaki naszych czasów, wskazane przez Ducha. Słuchając ich dążeń Kościół może dostrzec świat, który jawi się w przyszłości i ścieżki, do którymi podążania, Kościół jest wezwany”.

Zdaniem McCusker „to stwierdzenie to absurd”. Młodzi ludzie nie mają szczególnego wglądu „w znaki czasu” lub w „świat, który jawi się w przyszłości” i z całą pewnością nie są najlepiej przygotowani, by dyktować „ścieżki, do którymi podążania, Kościół jest wezwany”. W rzeczywistości Pismo Święte, Tradycja Kościoła i zbiorowa mądrość ludzkości połączona z mądrością dawnych czasów wzywa nas do szacunku dla starszych. Już w Starym Testamencie możemy przeczytać „Przed siwizną wstaniesz, będziesz szanował oblicze starca, w ten sposób okażesz bojaźń Bożą. Ja jestem Pan!” (Kpł, 19, 32). Dodatkowo święty Piotr potwierdza te słowa pisząc: „Tak samo wy, młodzieńcy, bądźcie poddani starszym!”.

Należy uświadomić sobie, że nie istnieje świat „jawiący się w przyszłości”, który fundamentalnie różni się od tego, w którym żyjemy obecnie. Nie ulega wątpliwości, że społeczeństwo się zmienia, ale przed powrotem Pana w Chwale prawo naturalne nie ulegnie przemianie, podobnie jak konstytucja i nauczanie Kościoła Katolickiego. Podejście Sekretariatu Synodu wydaje się przesycone teoriami zakładającymi ewolucję Kościoła i społeczeństwa - wskazuje lider Voice of The Family.

Matthew McCusker zwraca też uwagę, że dokument przygotowawczy prezentuje „młodych ludzi” jako jednorodną grupę osób pomiędzy 16 a 29 rokiem życia. Chociaż kilkukrotnie możemy przeczytać, że charakterystyka „młodych” oparta jest na badaniach, autorzy nie dostarczają jakichkolwiek odniesień dla poparcia swoich twierdzeń. Opis młodych ludzi zawarty w dokumencie wydaje się typowy dla kleryków, którzy mentalnie pozostali w latach 60-tych. Młodzi ludzie w wyobrażeniu Sekretariatu „pragną zmiany w społeczeństwie i Kościele”. Chcą by „Kościół zbliżył się do ludzi i bardziej zważał na kwestie społeczne, ale zdają sobie sprawę, ze nie nastąpi to natychmiast”. Ponadto „chcieliby być aktywną częścią procesu zmian dziejących się współcześnie”. To właśnie ci młodzi ludzie „proponują lub praktykują [sic] alternatywy pokazujące światu i Kościołowi jak mogłoby być”.

W dalszej części dokument podkreśla różnice pomiędzy pokoleniami i wskazuje na niepowtarzalność współczesnej młodzieży: „Dzisiejsze pokolenie młodych ludzi żyje w świecie, który różni się od życia ich rodziców i wychowawców. Zmiany gospodarcze i społeczne wpłynęły na zakres obowiązków i możliwości. Zmieniły się aspiracje młodych ludzi, ich potrzeby, uczucia i sposób nawiązywania kontaktu z innymi”.

Zdaniem McCuskera takie twierdzenia ignorują międzypokoleniową jedność i podobieństwo, które przeważają szczególnie w krajach nie-Zachodnich. Powołując się na doświadczenie Voice of The Family (zgromadzone na pięciu kontynentach) działacz stwierdza, że podstawowe potrzeby i aspiracje młodych ludzi dotyczą kwestii fundamentalnych – podobnie jak ich rodziców i dziadków.

Negatywny obraz tradycji Kościoła

Dokument przygotowawczy nie wydaje się być szczególnie mocno zakorzeniony w tradycji Kościoła, jako że w całym tekście nie ma żadnego odniesienia do ojców, doktorów czy świętych Kościoła. Jest za to dwadzieścia odniesień do dokumentów i innych prac papieża Franciszka. Jest jeden cytat z papieża Benedykta XVI, ale nie ma żadnych nawiązań do jego poprzedników. Są dwa odniesienia do Soboru Watykańskiego II, ale jest to jedyny sobór, o którym się wspomina. Dokument nawiązuje też do wspomnianego wcześniej syryjskiego biskupa żyjącego w piątym wieku, którego ortodoksja budzi jednak wiele wątpliwości.

Zdaniem McCusker autorzy dokumentu dystansują się od przeszłości, stwierdzając, że: „celem każdego poważnego programu duszpasterskiego” są „prawdziwie wolne i odpowiedzialne wybory, całkowicie zwolnione z przeszłych praktyk”. Z kolei w innym fragmencie można znaleźć podobne stwierdzenie: „stare podejście już nie działa i minione doświadczenia poprzednich pokoleń szybko stały się nieaktualne”. Dokument w rzeczywistości wzywa Kościół do abdykowania ze swego nauczycielskiego autorytetu – zauważa McCusker.

Negatywne nastawienie do rodziców i starszych ludzi

Jakby tego było mało, można odnieść wrażenie, że Sekretariat Synodu stara się podważyć prawa rodziców. W sekcji dokumentu przygotowawczego rolę „rodziców oraz dorosłych edukatorów” postrzega się jako kluczową, jednak reszta tej sekcji poświęcona jest krytyce. „Starsze generacje”, jak możemy przeczytać, „często mają tendencję do niedoceniania potencjału młodych ludzi” oraz „podkreślają ich słabości i mają trudności ze zrozumieniem potrzeb tych, którzy są bardzo młodzi”. Rodzice „często… nie mają pomysłu jak pomóc młodym ludziom skoncentrować się na przyszłości”, a także „dwiema najczęstszymi reakcjami, które preferują jest nie mówić nic oraz narzucać własne wybory. Rodzice nieobecni lub nadopiekuńczy sprawiają, że ich dzieci są bardziej nieprzygotowane do życia i maja tendencję do niedoceniania związanych z nim zagrożeń lub mają obsesję lęku przed popełnianiem błędów”. Jak zauważają przedstawiciele Voice of The Family te słowa krytyki mogą być prawdziwe w wielu wypadkach, ale „z uwagi na dotychczasową niechęć Sekretariatu do podtrzymania praw rodzicielskich, swego rodzaju świeżością byłoby usłyszenie czegoś pozytywnego na temat rodziców w czasach, kiedy znajdują się oni pod coraz większą presją”.

McCusker zwraca uwagę, że zdaniem Sekretariatu „jeśli społeczeństwo lub wspólnota chrześcijańska pragnie, by ponownie wydarzyło się coś nowego, muszą pozostawić miejsce do działania nowym ludziom”. Innymi słowy, jak komentuje McCusker starsi ludzie powinni być zachęcani (lub zmuszeni?) do opuszczenia swoich stanowisk, również w Kościele, ponieważ „kiedy wiek tych, którzy zajmują odpowiedzialne stanowiska jest wysoki” to „zostaje spowolnione tempo zmian generacyjnych”. Zdaniem działaczy Voice od The Family istnieje silne powiązanie pomiędzy tą postawą a tym co często kryje się za rosnącym poparciem dla eutanazji lub „wspomaganego samobójstwa” – stanowiskiem, zgodnie z którym starsi lub niepełnosprawni są postrzegani lub sami siebie postrzegają, jako obciążenie dla rodzin oraz nadchodzących pokoleń.

Wnioski

Podsumowując swoją wypowiedź McCusker zaznacza, że oczywiście nie jest to pełna analiza dokumentu przygotowawczego. Jednak lektura przedstawionych powyżej fragmentów wystarcza, aby zauważyć, że „synod młodych” może stanowić podobne zagrożenie dla integralności katolickiej wiary jak „synod o rodzinie”.

Dokument wydaje się stawiać młodych ludzi w roli arbitrów, tego jak Kościół powinien działać i czego nauczać. „Przewidujemy, że Sekretariat Synodu prezentując prośby od młodych ludzi dotyczące zmian w katolickiej doktrynie i praktyce, przedstawi je następnie jako dowód, że Kościół musi zmienić swoje fundamentalne przekonania. Młodzi ludzie oczywiście mogą zostać wyselekcjonowani i zmanipulowani, by służyć ustalonym celom”, przestrzega McCusker.

Zdaniem działacza Voice of The Family „wierzący katolicy powinni przygotować się na tę nieuchronną eskalację nowego ataku na Kościół, w którym niewłaściwie katechizowana i ukształtowana młodzież zostanie wykorzystania przeciwko niemu”. Po czym dodaje: „ci, którzy kontrolują mechanizmy władzy w Watykanie dali wiele dowodów na to, w jakim stopniu są gotowi rozpowszechniać swoją własną zepsutą i zniekształconą Ewangelię w miejsce prawdziwej Ewangelii objawionej raz na zawsze przez naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Co nam pozostaje?

„Wzywajmy nadal wstawiennictwa Matki Bożej o wybawienie Kościoła od toczących się procesów i o nadchodzący triumf Jej Niepokalanego Serca. Najświętsza Panno módl się na nami!”, pisze kończąc swoje rozważania Matthew McCusker.

Opracowanie: malk

https://www.pch24.pl/co-przyniesie-kosc ... 134,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 30 lis 2017, 09:43 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7422
Lokalizacja: Podlasie
Amoris Laetitia – między posłuszeństwem a prawdą

Obrazek

„Amoris Laetitia to owoc kryzysu jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad”, mówi Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Co mogą zrobić polscy katolicy, żeby zamieszanie w kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Rzeczywiście, pytanie jest bardzo trudne. Nigdy wcześniej, sądzę, nie zdarzyło się, żeby oficjalnie promulgowany dokument papieski zawierał tyle niejasności i nie pozwalał się tak łatwo interpretować wbrew całej nauce Tradycji. Zwykli katolicy znajdują się w związku z tym w sytuacji faktycznie dramatycznej.

Z jednej strony, co jest charakterystyczne dla Polski, wychowani zostali w naturalnej niejako ufności wobec wszystkiego, co przychodzi z Rzymu. To jedna z kotwic siły polskiego katolicyzmu: być zawsze po stronie papieża, przeciwstawiać się jego krytykom. Ta postawa została jeszcze umocniona podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Nic zatem dziwnego, że kiedy pojawiają się słowa i gesty, dokumenty i nauki wątpliwe, wewnętrznie sprzeczne albo - jak w przypadku Amoris Laetitia -pozwalające na wnioski sprzeczne z całą dotychczasową doktryną Kościoła, polscy katolicy nie wiedzą, jak się zachować. Czy dać posłuch wrodzonemu przywiązaniu do Rzymu i naturalnej miłości do papieża, czy stawić czoło trudnej prawdzie, która kazałaby papieski dokument zakwestionować i uznać co najmniej za przejaw braku jasności.

Dodatkowo polscy katolicy, inaczej niż w pozostałych państwach Europy, wciąż są grupą znaczącą, a katolicyzm ma duży wpływ na życie społeczne. Z tego punktu widzenia ostra krytyka działań papieża natychmiast może być wykorzystana przez drugą stronę ideologicznego sporu. Liberalne media uwielbiają wręcz przeciwstawiać sobie rzekomo oświeconą religijność obecnego Rzymu i płaską, fanatyczną wręcz religijność Polaków. Ta sytuacja jest coraz bardziej niebezpieczna, bo, czego dowodem jest Amoris Laetitia, coraz trudniej nie dostrzec, że suma różnych papieskich wypowiedzi, czynów, nauk, sądów, dokumentów, gdyby je przyjmować za dobrą monetę, prowadziłaby katolika do zerwania z dziedzictwem wszystkich wcześniejszych pokoleń.

Niektórzy zatem wypierają niewygodne fakty i po prostu milczą. Inni próbują przekonywać, że nie mamy do czynienia z samymi w sobie osobliwymi naukami papieża Franciszka, tylko z ich medialnym nadużyciem. Wreszcie są i tacy, którzy sądzą, że nie ma wyjścia i trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Dobrego wyjścia z sytuacji nie widzę. Źródłem zamieszania nie są polscy katolicy, ale dwuznaczne co najmniej teksty wydane przez papieża Franciszka, dlatego kryzys może być przezwyciężony tylko u źródła. Jedno na pewno polscy katolicy mogą zrobić: modlić się i nie popadać w rozpacz.

A co mogą zrobić polscy biskupi, żeby zamieszanie w Kościele w związku z Amoris Laetitia się zmniejszyło?

Polscy biskupi znajdują się, co w pewien sposób naturalne, w sytuacji jeszcze trudniejszej niż zwykli wierni. Gdyby faktycznie nazwali publicznie błędy i słabości papieskiego dokumentu, mogliby wywołać zgorszenie zwykłych wiernych. Czy biskup może publicznie piętnować błędy Ojca Świętego? I jak wpłynie to na jego własny autorytet wśród wiernych? Nie sądzę, żeby to była właściwa postawa.

Drugie wyjście to zachowywanie się jakby nic się nie stało i interpretowanie nauk Amoris Laetitia w zgodzie z Tradycją. Zaletą takiego stanowiska jest unikanie skandalu, wadą – słabość logiczna. Biskupi muszą udawać, że nie zauważają, iż ich interpretacja jest sprzeczna z tą, jaką dali ich bracia w biskupstwie w Niemczech, Belgii czy Argentynie. Znaczyłoby to, że godzą się z tym, że nauka moralna jest zależna od geografii i sami poniekąd przyznają Polsce status pewnego konserwatywnego rezerwatu.

Wolno im niczego nie zmieniać, co się tyczy moralności, bo mieszkają w tradycyjnym społeczeństwie. W sensie logicznym jednak to postawa nie do utrzymania: to co prawdziwe w Polsce, nie może być nieprawdziwe w Niemczech. Poszczególni biskupi muszą się też liczyć ze sprawowaniem urzędu przez papieża Franciszka. Zbyt wyraźny sprzeciw pociąga za sobą brak szans na karierę, w skrajnym przypadku groźbę degradacji.

Po raz pierwszy żyjemy w czasach, kiedy zasada hierarchiczna, zasada posłuszeństwa ze względu na Chrystusa, jest tak śmiało i zuchwale wykorzystywana przeciw wierności naukom samego Chrystusa. Można sądzić, że biskupi uznali, że najlepszym sposobem na wyjście z obecnej sytuacji zamieszania będzie przeczekanie. Niestety, taka postawa, choć politycznie zrozumiała - byle nie gorszyć wiernych - niesie w sobie ogromne ryzyko. Tam, gdzie nie nazywa się błędów po imieniu, tam pozwala się na ich szerzenie.

Argentyna, Filipiny, Niemcy itd. wydały interpretacje Amoris Laetitia – co z nich wynika, jak bardzo się różnią, która jest „prawdziwa”?

Największym problem Amoris Laetitia, na co wskazało czterech kardynałów w swoich dubiach, jest faktyczne przyzwolenie na głoszenie etyki sytuacyjnej. Być może najtrafniej słabość tego dokumentu pokazali Joseph Seifert, wielki filozof i teolog katolicki, uczeń Dietricha von Hildebranda, moim zdaniem jednego z najważniejszych myślicieli nowożytnego katolicyzmu, w Polsce niestety jest on niemal nieznanego, oraz Robert Spaemann, podobnie wielki współczesny katolicki intelektualista.

Otóż Seifert zauważył, że według Amoris Laetitia katolik może uznawać za nakaz Boży głos swego prywatnego sumienia, mimo że sprzeciwia się to obiektywnym normom etycznym. Jest to niemal dosłowne przeniesienie nauk Lutra i jego koncepcji prywatnego osądu, zgodnie z którą Bóg jest twórcą dobra i zła i może nakazywać działania nawet jeśli kłócą się one z moralnym porządkiem i dekalogiem. Seifert wskazał, że gdyby posłużyć się takim rozumowaniem, obecnym w Amoris Laetitia, to w ogóle znikają wszelkie normy. Jeśli nie ma bezwzględnie złych zachowań, to wszystko staje się dozwolone i każdy akt ludzki może zostać wytłumaczony.

W konsekwencji będzie można bronić eutanazji, bo to rzekomo lepsze niż cierpienie, lub aborcji: skoro i tak się je przeprowadza, to po co jeszcze obciążać sumienia? Takie rozumowanie, które znajduje swoje oparcie w samych słowach dokumentu papieskiego, prowadzi do całkowitego relatywizmu i nihilizmu.

Czy można powstrzymać zamieszanie związane z „interpretacjami” Amoris Laetitia?

Zamieszanie można powstrzymać tylko w jeden sposób: odrzucając niejasne fragmenty i przypominając Tradycję. Jednak kto miałby tego dokonać? Wyraźnie nie chce tego zrobić papież Franciszek, autor całego zamieszania. Jego wybór na Stolicę Piotrową pokazuje zresztą, że zwolennikami nowego podejścia, będącego praktycznie katolicką wersją liberalnego protestantyzmu, musiało być wielu kardynałów.

Papież Franciszek i Amoris Laetitia to owoc kryzysu, jaki pojawił się wskutek Soboru Watykańskiego II. Ten ścisły związek między Soborem a Amoris Laetitia podkreślali sami zwolennicy zmian podczas synodu na temat rodziny sprzed dwóch lat - papieski dokument jest podsumowaniem obrad. Otóż najbardziej radykalni uczestnicy synodu, zwolennicy zmiany stosunku Kościoła do związków homoseksualnych, wskazywali, że uznanie dla takiej formy współżycia wynika z wcześniejszego uznania przez Kościół na Soborze tezy, że w innych religiach są pierwiastki uświęcenia i prawdy. Skoro godzimy się na to - zauważali zwolennicy zmian - powinniśmy też przyjąć, że takie pierwiastki obecne są w innych rodzajach związków seksualnych. I trudno im odmówić logiki.

Rozchwianie nauki moralnej jest pochodną coraz większej niejasności dogmatycznej, uznanie dla ludzkiej godności jako absolutnie bezwzględnej i zamazanie, rozmycie, niekiedy wręcz odrzucenie nauki o grzechu pierworodnym, tak charakterystyczne dla czasów soborowych, z czego dalej wynika docenienie innych religii i innych systemów etycznych, faktycznie musi prowadzić do zakwestionowania tradycji etycznej chrześcijaństwa.

A więc tylko wskazując słabości tekstów soborowych i późniejszych papieży dociera się do istoty kryzysu. To nie tylko kwestia moralna, ale przede wszystkim dogmatyczna. Nie wiem i nie umiem sobie wyobrazić, jak mogłoby to praktycznie wyglądać. W takiej sytuacji katolikowi pozostaje jedynie wiara w Ducha Świętego i w to, że nie opuści On swego Kościoła, Kościoła Chrystusa.

Dziękuję za rozmowę

Tomasz D. Kolanek

AUTOR: PAWEŁ LISICKI DLA PCH24.PL

https://www.pch24.pl/amoris-laetitia--- ... 461,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 08 sty 2018, 14:15 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7422
Lokalizacja: Podlasie
Abp Negri o wsparciu biskupów z Kazachstanu: duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił

Obrazek

„Istnieje zamieszanie. Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć” – uważa abp Luigi Negri, były nuncjusz apostolski w USA, który wsparł oświadczenie kazachskich hierarchów w sprawie „Amoris laetitia”, podtrzymujące „niezmienne prawdy o małżeństwie sakramentalnym”.

Arcybiskup wyjaśnił w wywiadzie udzielonym włoskiej agencji katolickiej „La Nuova Bussola”, dlaczego poparł stanowisko biskupów z Kazachstanu. Stwierdził m.in., że duchowni muszą działać, by „blask Tradycji” powrócił i przyniósł obfite owoce w życiu chrześcijańskim. Jednocześnie skrytykował próby wypierania się tożsamości katolickiej w dialogu z innymi religiami i pozytywny wizerunek heretyka Marcina Lutra, przedstawiany przy okazji obchodów 500. rocznicy reformacji protestanckiej. Taki Marcin Luter „nie istnieje” – przekonywał.

Duchowny zapytany o to, co skłoniło go do sygnowania oświadczenia stwierdził: W obliczu poważnego zamieszania w Kościele, jeśli chodzi o kwestię małżeństwa, uważam, że należy ponownie przedstawić klarowne, tradycyjne stanowisko. Uznałem, że powinienem podpisać dokument, ponieważ jego treść przedstawia to, co ukazywałem rozlegle w ciągu ostatnich lat swojej posługi - nie tylko w ostatnich miesiącach - na każdym etapie starań poświęconych tematowi rodziny, życia, prokreacji i odpowiedzialności za edukację oraz kształcenie młodych ludzi. Są to kwestie absolutnie ważne, których świat katolicki jako całość nie wydaje się być świadomy.

Hierarcha podkreślił, że „zgodnie z doktryną społeczną Kościoła, kwestia tożsamości i rozwoju osoby oraz jej odpowiedzialności w świecie są szczególnym, podstawowym, niezbędnym zadaniem Kościoła”. - Walka toczy się pomiędzy mentalnością świata – jak to papież Franciszek w pierwszych miesiącach pontyfikatu nazwał „dominującą jednostronnością” - i chrześcijańską koncepcją życia oraz egzystencji. Jeśli Kościół nie zaangażuje się w pełni w tę konfrontację, w efekcie doprowadzi to do zredukowania Jego pozycji i znacznej marginalizacji w życiu społecznym – wyjaśniał.

Purpurat zapytany o to, czy słusznie niektórzy sądzą, że nie istnieje żadne zamieszanie w Kościele i że mamy jedynie do czynienia z kwestią oporu wobec drogi ku Jego odnowie, zdecydowanie odrzucił takie stanowisko. Uznał je za „nierozsądne”.

- Jest zamieszanie - mówił. - Istnieje i jest poważne. Żadna rozsądna osoba nie może temu zaprzeczyć. Pamiętam mocne, lecz przerażające słowa kardynała Caffarry wypowiedziane na pewien czas przed śmiercią. Stwierdził: „Kościół, który niewiele uwagi poświęca doktrynie, nie jest bardziej duszpasterskim Kościołem, lecz bardziej ignoranckim”. To niewiedza rodzi zamieszanie. Ponownie zacytuję kardynała Caffarrę, który powiedział, że „tylko ślepiec może zaprzeczyć, że w Kościele panuje wielkie zamieszanie”. Mogę zaświadczyć o tym z tego, co obserwowałem, szczególnie w ostatnich miesiącach mojej posługi w archidiecezji Ferrara-Comacchio. Codziennie rozmawiałem z dobrymi chrześcijanami, których sumienia były pełne wielkiego rozczarowania i którzy bardzo cierpieli. Powiem dobitnie: ich cierpienie było większe niż to, którego doświadcza wielu duchownych i tylu moich braci biskupów. To cierpienie ludzi, którzy nie czują już troski i wsparcia w wypełnianiu podstawowych wymagań prawdy, dobroci, piękna i sprawiedliwości, które konstytuują samo serce człowieka i które tylko tajemnica Chrystusa głęboko objawia i wprowadza w niezwykły sposób.

Hierarcha zastrzegł, że „nie chce z nikim wdawać się w polemikę, ale nie może pominąć stwierdzenia, że ​​musimy pracować, by blask Tradycji powrócił, by był doświadczany przez chrześcijański lud i by stał się ofertą, którą chrześcijanie zaproponują wszystkim ludziom”.

Abp Negri odniósł się także do oskarżeń o błędy doktrynalne Vaticanum II, pontyfikatów poprzedników Franciszka czy obchodów reformacji i samej postaci Marcina Lutra.

O Soborze Watykańskim II powiedział, że „było to niezwykłe i złożone doświadczenie ... z aspektami, które nie zawsze są jasne”. Tłumaczył, że nie można porównywać pontyfikatów św. Jana Pawła II, Benedykta XVI z pontyfikatem Franciszka, ponieważ każdy z papieży ma swoją rolę do spełnienia w dziejach Kościoła. Na przykład Jan Paweł II przypominał, że źródłem zbawienia jest Chrystus, a Kościół katolicki jest miejscem „odnowy” życia duchowego. Magisterium Benedykta XVI wzywało do ciągłości w przejściu od rzeczywistości przedsoborowej do rzeczywistości posoborowej.

- Jan Paweł II i Benedykt XVI wynieśli magisterium katolickie na poziom nadzwyczajny. Absurdem jest naginać interpretację tych wielkich postaci w życiu Kościoła dla własnych interesów. Jednocześnie absurdem jest także porównywanie pontyfikatów Jana Pawła II i Benedykta XVI z magisterium papieża Franciszka. W dziejach Kościoła każdy papież ma swoją rolę. Rola Franciszka z pewnością nie polega na ponownym proponowaniu pełności i rozległości chrześcijańskiego przesłania, lecz na wyciągnięciu pewnych niezbędnych konsekwencji na płaszczyźnie etycznej i społecznej – tłumaczył.

I dalej hierarcha odniósł się do „szokujących” rzeczy w Kościele. - [Obecne] zamieszanie doktrynalne i kulturowe ma pewne aspekty, w które ludziom o zdrowym rozsądku i odpowiedniej kulturze wprost trudno uwierzyć. Ta sprawa dotycząca Lutra jest niesamowita. Luter, o którym tak dużo mówiono, nie istnieje. Ten reformujący Luter, ten ewangelizujący Luter, ten Luter, którego przedstawiano jako postać pozytywną i dobrą dla Kościoła, nie ma historycznych i krytycznych podstaw bytu – dodał.

Dalej hierarcha stwierdził, że współpraca z duchownymi innych religii w obliczu poważnego ataku na tradycję religijną w ogóle na Zachodzie jest konieczna, ale „by współpracować, nie musimy osłabiać naszej własnej tożsamości ani myśleć, że jej istnienie jest przeszkodą w naszych wysiłkach”. - Jest dokładnie odwrotnie: ci, którzy angażują się w dialog religijny, w dialog ekumeniczny, w dialog ze społeczeństwem na temat własnej tożsamości, mają niezwykle ważny wkład. Nie możesz współpracować i rozmawiać, kiedy zaczynasz od zamieszania. Dialog rozpoczynający się od tożsamości i gdy katolicka tożsamość jest w pełni przeżywana, ma niepowtarzalny i niezastąpiony wkład w życie społeczeństwa – zaznaczył.

Źródło: lifesitenews.com

AS

http://www.pch24.pl/abp-negri-o-wsparci ... 358,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Synod biskupów o rodzinie; Adhortacja Amoris laetitia
PostNapisane: 18 sty 2018, 11:35 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7422
Lokalizacja: Podlasie
Akceptacja cudzołóstwa? Jan Chrzciciel umarł na darmo?
Rozmowa z o. Augustynem Pelanowskim

Obrazek

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego – powiedział w rozmowie z PCh24.pl o. Augustyn Pelanowski.

Co Pismo Święte mówi o rozwodach?

Nowy Testament jest bardzo jasny, zdecydowany i bez żadnych możliwości interpretacji, nawet takich, do jakich dochodzi w Amoris Laetitia. W Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi „kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo” (Mt 19,9). Tutaj nie ma już nic do wymanipulowania, z tego sformułowania nie da się już niczego wyciągnąć. Ostatni redaktor świętego Mateusza dodał w glosie jeszcze słowa „chyba w wypadku nierządu”. Ale to oznacza, że jeśli ktoś żyje „na kocią łapę” mówiąc kolokwialnie, czyli bez związku sakramentalnego myśląc w kategoriach Kościoła , to oczywiście, że może się rozejść. Ale jeśli to jest prawnie zawarty związek małżeński, czyli sakrament, to „nie ma przeproś”. Tu nic się z tym nie da zrobić.

I nawet jeśli generał jezuitów, ojciec Arturo Sosa Abascal, będzie mówił, że wtedy nie było dyktafonów, to ośmielam się mu przypomnieć, że w tamtych czasach zapisywanie tego typu tekstów, między innymi tekstu proroctw, było ściśle kontrolowane przez soferów i nie można było niczego dodać czy ująć. Zresztą Apokalipsa mówi nam, że jeśli ktoś dołożyłby słowo do tych proroctw, to Bóg dołoży mu plag (Ap 22, 18-19). Dlatego biorąc pod uwagę bojaźń starożytnych, żeby zmienić coś w tych tekstach, to okazuje się, że jest to sytuacja niemożliwa. Dlatego generał jezuitów jest w ogromnym błędzie. Sam oczywiście może nagrywać dyktafonem swoje wypowiedzi i sprawdzać czy powiedział dobrze czy nie, natomiast w Ewangelii św. Mateusza, w 19 rozdziale, w 9 wierszu jest „kawa na ławę”: drugi związek jest cudzołóstwem, jeśli pierwszy był zawarty prawnie.

A jakie są konsekwencje cudzołóstwa? Często zapomina się o tym, że nie bez powodu to bardzo poważny grzech.

Już dla Żydów konsekwencje cudzołóstwa były katastrofalne, ponieważ cudzołóstwo, morderstwo i bałwochwalstwo było hilul haSzem, czyli zbezczeszczeniem Imienia Bożego. Natomiast od strony psychologicznej jest to bardzo prosta rzecz: mamy depresję pierwszej żony, autoagresję dzieci, obniżenie poczucia własnej wartości – a to są pierwsze z rzędu konsekwencje psychologiczne. Mogą do tego dołączyć inne rzeczy: przez cudzołóstwo człowiek wchodzi w zakres działania złego ducha, ponieważ jest to drwina z Prawa Bożego. Wystarczy sięgnąć do Księgi Rodzaju, gdzie czytamy o ustanowieniu małżeństwa. Człowiek wchodzi na teren działania szatana i siły ciemności oddziałują na porzuconą rodzinę. Oskarżanie, zasmucanie, rozpacz to ich codzienność. Tylko kapłan, który spowiada osoby porzucone widzi jakie to są dramaty.

A cudzołożnik, czyli osoba żyjąca w kolejnym związku rzadko kiedy ma właściwe odniesienie do Pana Boga, ponieważ to jest prawie niemożliwe. On jest człowiekiem opętanym; nie stricte verbis, ale jest to rodzaj zniewolenia demonicznego. Dlatego cudzołóstwo jest strasznym grzechem.

Jak w tym kontekście patrzeć na adhortację Amoris Laetitia? Pojawiają się w niej zapisy otwierające wiele niebezpiecznych furtek.

Niektóre zapisy Amoris Laetitia są bardzo niebezpieczne. Nie ośmielę się jednak mówić o schizmie czy herezji – to nie jest dla mnie właściwa nomenklatura, poza tym nie jestem w tej dziedzinie fachowcem, zostawiam to innym. Jest to natomiast sprzeciw wobec słów Jezusa, który jasno powiedział czym jest cudzołóstwo – rozmawialiśmy o tym wcześniej: nie ma drugich, trzecich czy czwartych związków. A podważenie jednego przykazania, w tym wypadku: „nie cudzołóż”, jest niczym uderzenie w punkt krytyczny kryształu. Sam Jakub mówi w swoim liście, w 2 rozdziale, w wierszu 10 takie słowa: „choćby ktoś przestrzegał całego Prawa, a przestąpiłby jedno tylko przykazanie, ponosi winę za wszystkie. Ten bowiem, który powiedział: Nie cudzołóż!, powiedział także: Nie zabijaj!”. To może doprowadzić do efektu domina: podważenie jednego przykazania sprawia, że wszystko jest możliwe; wtedy wszystko jest do podważenia. Czyli wtedy już nie ma sensu żadna spowiedź, nie ma sensu pojęcie grzechu, ponieważ każdy grzech może być usprawiedliwiony.

Dlatego albo wszystkie grzechy są grzechami, albo żaden z nich nie jest grzechem, jeśli choćby jeden nie jest grzechem. To jest bardzo niebezpieczna sytuacja. Prawda nie jest efektem dyskursu jakby chciał Derrida.

A jakie konsekwencje niesie za sobą przyjmowanie Ciała i Krwi Pańskich mając na sumieniu nie odpuszczony grzech cudzołóstwa?

W 11. rozdziale Listu do Koryntian święty Paweł mówi, że jeśli ktoś przyjmuje świętokradzko Komunię świętą, to niech się nie dziwi swoim chorobom i dodaje: „wielu z was umarło z tego powodu!”. Jeśli ktoś nie zważając na Ciało i Krew Pańską, to mówi święty Paweł, przyjmuje Komunię świętą, to popełnia grzech, który przynosi śmierć! Każdy, kto w grzechu ciężkim przyjmuje świętokradzko Komunię uniemożliwia sobie zbawienie i doprowadza do śmierci. Nikomu śmierci nie życzę, ani chorych klimatów życia, ani chorób tym bardziej, dlatego nie mogę milczeć w sprawie cudzołóstwa. Gdyby można było wchodzić w drugie związki małżeńskie to Jan Chrzciciel umarł na darmo, prawda?

Bóg zapłać za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Ochman

https://www.pch24.pl/akceptacja-cudzolo ... 796,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 50 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /