Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 28 sie 2012, 06:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Ludzkość w swoim rozwoju, prowadzona przez światłe umysły osiągnęła jakiś poziom etyczny, który nie pozwalał jej bezkarnie szydzić z ludzkiego cierpienia, czy też podpierać się tym cierpieniem dla osiągnięcia zysku. Tak powstawała cywilizacja. Ale to swoje, jakże małe jeszcze apogeum już osiągnięte, obecnie, pod wodzą lewackich przywódców i spod ciemnej gwiazdy autorytetów, ludzkość opuszcza i ześlizguje się po krzywej Gaussa w kierunku pierwotnych najprymitywniejszych instynktów. Trwa obecnie bardzo ważny dla ludzkości, dla jej przetrwania etap. W swojej masie ludzkość zaczyna wtórnie dziczeć. Jednostki, czy grupy społeczne, świadome tego zjawiska nie są w stanie go powstrzymać. Działa tu olbrzymia machina medialno - prawna, która odwraca kierunek rozwoju. Czy ktoś chce, czy nie chce w to uwierzyć, fakty przemawiają za tym, że proces uwsteczniania przyspiesza i staje się trudny, bądź nawet nie możliwy do opanowania.
Wraca barbarzyństwo. Na domiar złego to wtórne barbarzyństwo ma do dyspozycji nieznaną dotąd technikę, naukę, technologię.
Bogami wtórnego barbarzyństwa są pieniądz, władza i żądze.


Auschwitz w reklamie firmy gazowej

"Ogrzewanie gazowe - uniwersalne, wygodne i efektywne" - takim hasłem reklamowała się estońska firma gazowa GasTerm. Hasło to widniało pod zdjęciem głównej bramy niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Zdjęcie przedstawiające bramę wjazdową do obozu koncentracyjnego z napisem "Arbeit macht frei" funkcjonowało jako internetowa wizytówka firmy GasTerm, wyświetlając się na przemian ze zdjęciem palnika kuchenki gazowej.

Estończycy sami, bez pomocy polskiego MSZ, skutecznie zareagowali. Jak informują media, olbrzymia fala protestów sprawiła, że skandaliczna reklama została zmieniona (pozostawiono jedynie zdjęcie zwykłego palnika gazowego).

Nie wiadomo jednak, jak długo analogia do niemieckiego śmierci "zachęcała" do zakupu systemów ogrzewania gazowego.

Portal Lenta.ru relacjonuje jedynie, że sprawa wyszła na jaw 23 sierpnia, czyli w dniu, w którym w Europie obchodzony jest Dzień Pamięci Ofiar Nazizmu i Stalinizmu, ustanowiony przez Parlament Europejski w 2009 r., czyli w 70. rocznicę podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.

Prezes GasTermu Sven Linros przeprosił za ten - jak to nazwał - incydent. Podkreślił, że była to jedynie "niewielka prowokacja", a spółka nie miała złych intencji.

W jednym z wywiadów powiedział, że firma zdecydowała się na wykorzystanie wizerunku Auschwitz do reklamy po tym, jak zwiedził obóz. Linros miał się wtedy dowiedzieć, że stosowano w nim ogrzewanie gazowe.

"Reklama była skierowana do wąskiej grupy ludzi. Chcieliśmy wyjaśnić, że gaz CH4 jest nietoksyczny i może być używany do ogrzewania budynków, nawet tych, które mają smutną historię" - zaznaczył.

Przyznał jednak, że pomysł ten nie okazał się strzałem w dziesiątkę.

Przy okazji - jak zauważa portal Lenta.ru - niezrażony niczym Estończyk opowiedział dziennikarzom anegdotę o Adolfie Hitlerze, który "popełnił samobójstwo po otrzymaniu rachunku za gaz".

Marta Ziarnik

http://www.naszdziennik.pl/swiat/8383,a ... zowej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 11 paź 2012, 11:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Upadnij na kolana

Wanda Półtawska

Tekst na podstawie książki Tadeusza Kundy "Spór o Imię Boże".

Mała byłam, jeszcze nie chodziłam do szkoły, gdy zachorował nasz dozorca, stary pan Michał. Groźny był, wielki, z dużymi rudymi wąsami, Dzieci z przedszkola bały się go - ja nie. Michał był moim przyjacielem i strasznie mi się podobało jak żelaznym drągiem wybijał lód z rynsztoka. Lód pryskał na wszystkie strony. Raz chciałam, żeby mi pozwolił też tak robić; roześmiał się, podał ten drąg, którego w ogóle nie mogłam ruszyć. Był taki mocny zawsze, wydawał mi się uosobieniem mocy, a teraz leżał w łóżku i nie mógł wstać. Zima to była czy może przedwiośnie, bo śnieg leżał pomieszany z błotem, taka mazia.

Dzieci z podwórka wiedziały, że stary Michał umiera i dlatego przyjdzie do niego Pan Jezus. Trochę się dziwiłam, dlaczego dopiero teraz, jak już nie może wstać, a nie wcześniej. Ale wszystkie czekałyśmy przy furtce od ulicy. Zza rogu, a właściwie zza zakrętu, odezwał się dzwonek; chłopiec, taki niewiele większy ode mnie, w białej komeżce dzwonił dzwonkiem, a wszyscy od razu się obejrzeli - za nim szedł ksiądz. Zbyszek, duży chłopak z podwórka, powiedział: "Niesie Pana Jezusa" - nie było widać gdzie niesie, ale wszyscy od razu uklękli.

Jakiś pan w szubie, jakaś pani w futerku i pan w czerwonej czapeczce, co przynosił listy do mojej starszej siostry. I chłop zlazł z wozu, zatrzymał konie i ukląkł. Wszyscy bez namysłu w błoto i roztapiający się śnieg. Ja - też, wszystkie dzieci z podwórka - też. Przez moment błysnęła mi myśl: "mam białe getry, co na to powie mama!?" Ale mama właśnie wyszła na próg i też uklękła.

Ksiądz poprzedzony chłopczykiem wszedł z sieni na prawo, do izdebki, gdzie mieszkał stary Michał.

A potem jeszcze pamiętam samą trumnę. Wnosili ją bokiem, bo nie chciał się zmieścić, na cmentarz mnie nie wzięli.

Tyle lat temu, a ja co dzień wspominam tę scenę. Ludzi klęczących, bo przechodzi Pan Jezus. Wspominam to podczas każdej Mszy św., gdy widzę, jak ministranci rozparci siedzą na ławkach, koło ołtarza, a ksiądz koło nich rozdaje Komunię św. Widzę to, gdy na Mszy św., podczas podniesienia ludzie stoją - klęczy parę starych kobiet. I widzę to w kaplicy papieskiej, gdy wszyscy siedzą, a klęczy jeden człowiek w białej sutannie i z białymi włosami, Jan Paweł II. Gdy go w Krakowie nie można było znaleźć w kurii, wystarczyło pójść parę ulic dalej, gdzie siostry mają wieczną adorację. Klęczał tam godzinami.

Dla Boga - jeśli się choć trochę pojmuje kim On jest - człowiek od wieków szukał sposobu wyrażenia czci, tego umor Dei, jaki stworzenie winno okazać Stwórcy; starał się znaleźć gest szczególny, specjalny, jedynie dla Boga przeznaczony; ludzie klękali, wznosili ręce do nieba. Gest ten nie jest ofiarowywany nikomu z ludzi. Owszem, jeszcze Jego zastępcy - przed Piotrem na Stolicy Apostolskiej klękali ludzie. Kiedyś - dziś nawet tam nie.

Dlaczego? Zmalał Bóg w ludzkich oczach, sprowadzony do naszego nędznego wymiaru - pojęcie sacrum (tego, co święte) zanika.

Jest, jest paru szaleńców Bożych, chodzących po tym świecie XX wieku, usiłujących zaszczepić na nowo kult dla Białego Krążka w złocistej monstrancji. Chodzą od parafii do parafii i namawiają na wieczystą adorację. I mówią rzeczy graniczące z cudem, że od czasu, jak w tej parafii całą dobę adoruje się Przenajświętszy Sakrament, jak ludzie kolejno klęczą przed Sanctissimum, to maleje ilość przestępstw, to zmienia się klimat w parafii.

A inni? Niektórzy wzruszają ramionami: ach, to tylko symbol; inni oglądają się dookoła; wszyscy stoją, jakże się tu wychylać, sam jeden?

Pierwszy raz widziałam człowieka stojącego podczas podniesienia w kościele w Lublinie na samym początku okupacji: SS-man w mundurze (a jakże katolik - na pasie miał wybite przecież Gott mit uns). Stał sztywno na rozkraczonych nogach, a cały kościół klęczał. Potem, po wojnie umarł nasz kolega - przez wszystkich ceniony; na pogrzebowej Mszy św. koledzy po fachu, panowie doktorzy partyjni stali sztywno. Lojalnie przyszli na Mszę św., ale nie mogli się narazić klękaniem. I było to jak znak - wierzący wiedzą, co się dzieje, padają na kolana. Niewierzący grzecznie stoją, jak na uroczystości ludzkiej, nie rozumiejąc nic więcej.

A teraz? W kaplicy u sióstr podczas Mszy św. wszystkie stoją, nie, nie wszystkie: dwie staruszki klęczą i ja - pytam przełożoną, co to jest, czy one nie rozumieją? Czy wszystkie są chore? Przełożona trochę speszona mówi: "z Zachodu przyszło, kapituła przegłosowała zmiany stroju i zamiany obyczaju".

Magiczne słowa, jak zaklęcie: "z Zachodu". Zalewa nas fala brudnej wody z Zachodu, przywożą do nas śmiecie, a w Polsce wszystko się bierze, bo... bo po prostu jest snobizm.

Młodzi, zdrowi - dlaczego nie klękną? Bo niemodne? Nie, to by nie wystarczyło, to jest głębszy znak - "upadnij na kolana ludu, czcią przejęty". No właśnie, trzeba być czcią przejętym, żeby paść na kolana. Trzeba wiedzieć przed Kim i dlaczego.

Wstać można na znak szacunku. Wstają studenci, gdy wchodzi profesor, stoją ludzie na baczność, gdy grają hymn państwowy. Ale jest to, zwłaszcza dziś, gest wieloznaczny. Stoi się, stało się godzinami w kolejce pod sklepem (niekiedy pod sklepem monopolowym kolejka była dłuższa niż za chlebem), stoi się w przepełnionym tramwaju, stoi się na przystanku. Już samo wstanie nie jest jednoznaczne i jest to gest na użytek ludzi.

Snobizm na Zachód - na "nowoczesność"!

"Wszystko jedno, jak się modlę" - ktoś mi powiedział; może, ale jak dzieciom odróżnić wagę tego, co dzieje się podczas Mszy św.? Dawniej na Ewangelię wierni stali ze skupieniem, słuchając słów natchnionych, ale gdy Bóg sam schodził na ziemię - padali na kolana; dziecko widziało: jest Bóg - tu i teraz - hic et nunc!

Tak jak my, dzieci z podwórka wiedziałyśmy na pewno, że przychodzi Ktoś najważniejszy - sam Pan Jezus, bo wszyscy dorośli padli na kolana.

Co wiedzą dziś dzieci? Czego się uczą, patrząc na dorosłych? Nawet tych niby wierzących, nawet w kościele - w którym dziś niekiedy nie można odnaleźć tabernakulum wyrzuconego z głównego ołtarza gdzieś do kąta. Gdzie Bóg sam, z niepojętą cierpliwością czeka na człowieka...

http://www.traditia.fora.pl/katechizm-n ... a,482.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 13 paź 2012, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Walka o dusze dzieci

ks. Zbigniew Sobolewski

W chwili objawień Łucja de Jesus, Franciszek i Hiacynta Marto mieli po dziesięć, dziewięć i siedem lat. Zdumiewa, że tak poważne orędzie Maryja przekazała za pośrednictwem trojga dzieci. Dlaczego nie objawiła się dorosłym, którym może łatwiej byłoby przekonywać do przyjęcia słów Matki Bożej? Dlaczego ukazała się dzieciom bez wykształcenia, wpływów i znajomości?

Niektórzy zwracają uwagę na to, że Maryja często objawiała się dzieciom. Ich niewinność, dziecięca silna wiara, gotowość przyjęcia orędzia oraz miłość, szczerość i posłuszeństwo czyniły je wiarygodnymi świadkami niezwykłych wydarzeń. Można jednak spróbować inaczej zinterpretować to, że Maryja objawiła się dzieciom. Do tego upoważnia nas treść objawień oraz sytuacja współczesnego świata.

Sytuacja Kościoła w Portugalii w czasie objawień była trudna. Ten ubogi i zacofany kraj zalewała fala bezbożnictwa. Ateistyczni agitatorzy, zrzeszeni w partiach politycznych i tajnych związkach, obnosili się z antyklerykalizmem i nienawiścią do wiary. Ubóstwo, analfabetyzm oraz obojętność religijna sprzyjały zanikowi wiary i obyczajów chrześcijańskich. Władze państwowe wspierały działania antykościelne.

Myślę, że Matka Boża ukazując się Łucji, Franciszkowi i Hiacyncie, chciała zwrócić uwagę na sytuację dzieci. Wrogowie wiary dobrze wiedzieli, że by skutecznie walczyć z chrześcijaństwem, trzeba walczyć na wielu frontach. Nie wystarczy pozyskać dla bezbożnych idei jednego pokolenia. Trzeba zdobyć dusze dzieci i ukształtować ich sumienia. To znamienne, że wszystkie systemy totalitarne bardzo poważnie traktowały sprawę wychowania. Zarówno faszyści, jak również komuniści robili wszystko, by oderwać dzieci od rodziców i kształtować ich sumienia w swoich szkołach. Wiedzieli, że kto ma w ręku wychowanie – kształtuje przyszłość nie na miesiące czy lata, ale na dekady.



Sytuacja dzieci dzisiaj
Wydawać by się mogło, że dzieci żyjące współcześnie otrzymują należną im troskę i wychowanie. Niektórzy uważają, że żyjemy w epoce pajdokracji: dużo mówi się o prawach dziecka, dba o dostęp do oświaty, rozrywkę i wygody. Rzeczywiście, warunki materialne, zwłaszcza w krajach europejskich, uległy znacznemu polepszeniu. Niemniej jednak daleko do ideału. Takie zjawiska jak głód i niedożywienie dzieci stanowią codzienność nie tylko w Azji czy Afryce, ale także w wielu krajach Unii Europejskiej. W Polsce 26 proc. dzieci żyje w biedzie i nie ma właściwych warunków do rozwoju intelektualnego oraz fizycznego. Władze państwowe wstydliwie ukrywają fakt, że wiele dzieci w Polsce z powodu ubóstwa kończy swą edukację na szkole podstawowej, zaś 30 proc. znajduje się w domach dziecka z powodu biedy w rodzinie. To nie jedyne zagrożenia, które stoją przed światem najmłodszych.

Jesteśmy świadkami szerzenia się wrogości wobec dzieci. Daje o sobie znać nienawiść wobec nich. Wiele razy słyszeliśmy o ofiarach okrutnej przemocy ze strony dorosłych. Coraz częściej dowiadujemy się o mordowaniu noworodków, katowaniu kilkuletnich dzieci, znęcaniu się fizycznym i psychicznym nad maluchami.

Zwolennicy aborcji wykorzystują dramat niechcianych i niekochanych dzieci, wzywając do postawy, ich zdaniem, bardziej humanitarnej – zabijania ich w łonie matki. Jedno i drugie – aborcja i zabijanie małych dzieci – jest owocem strachu przed dziećmi, postrzegania ich jako zagrożenia dla wolności, jak również szczęścia rodziców.

Walczyć o dusze
Jednocześnie trwa bezpardonowa walka o dusze dzieci i młodzieży. Trzeba być naprawdę naiwnym, by nie widzieć, jak wielu środowiskom zależy na zniszczeniu wiary w duszach najmłodszych. Jednym z takich działań jest próba podważenia sensowności wczesnej Komunii Świętej. Święty Pius X pozwolił na nią, widząc ogrom dobra, jakie daje dzieciom ta łaska. Obecnie próbuje się podważyć zarówno możliwość spowiedzi świętej, jak też Komunii Świętej w pierwszych latach szkoły podstawowej. Przygotowywane zmiany w programach szkolnych z pewnością staną się pretekstem dla niektórych „przyjaciół” Boga i dzieci, by wymusić przesunięcie w czasie Pierwszej Komunii oraz spowiedzi świętej. To strach przed działaniem Bożej łaski, zamach na duszę dzieci i działanie szkodliwe dla ich dojrzewania w wierze.

Widzimy też, że w imię poprawności politycznej wtłacza się w umysły dzieci i młodzieży idee, skądinąd piękne i słuszne, ale zniekształcone i zideologizowane. Niepokoją niektóre podręczniki szkolne, które deformują obraz rodziny i relacji z innymi. Uczy się tolerancji, podkreśla wolność, prawo do szczęścia oraz samorealizacji, prawo do osobistych wyborów moralnych, „bycia sobą”. Jednak bardzo często za tymi pojęciami można znaleźć treść całkowicie wynaturzającą ich sens.

Musimy widzieć te zagrożenia i przeciwdziałać im w naszych rodzinach. Degradacja moralna młodych pokoleń oznacza coś więcej aniżeli zniszczenia materialne. Zepsute sumienia niełatwo naprawić.

http://www.naszdziennik.pl/wp/12276,wal ... zieci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 27 paź 2012, 15:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Niegodziwość i kłamstwo w centrum III RP. „To pozwala politykom i urzędnikom żyć w permanentnym kłamstwie”

Od lat w Polsce obserwujemy obniżanie się standardów debaty publicznej. Wielu komentatorów wskazuje, szczególnie w ostatnich latach, że poziom publicznego dyskursu sięgnął już dna. Jałowość większości przekazów mediów głównego nurtu oraz polityków z dominujących środowisk jest ogromna. Coraz częściej wśród ich wypowiedzi i narracji pojawia się kłamstwo i niegodziwość. Powszechność tego zjawiska budzi niepokój i każe domniemywać, że są one elementem systemowych wbudowanym na stałe w rzeczywistość współczesnej Polski.
Polskie życie polityczne przeżarte jest do cna tymi kłamstwem i niegodziwością. Najczęstszą emanacją tej ostatniej są manipulacje i celowe przemilczanie niewygodnych faktów. W ten sposób publicznego dyskursu włączają się najważniejsi politycy w kraju, w tym Prezydent Bronisław Komorowski. W jednym z wywiadów stwierdził, że w Polsce należy uważać z grami komputerowymi i serwisami satyrycznymi, które zachęcają do "strzelania" do prezydenta. Swoją obawę Komorowski motywował tym, że w Polsce zabito Gabriela Narutowicza. I w słowach prezydenta nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to z jego ust padły znacznie groźniejsze niż gry stwierdzenia, gdy w 2008 roku Rosjanie ostrzelali w Gruzji kolumnę śp. Lecha Kaczyńskiego. Wtedy Komorowski mówił o tym, że snajper musiał być ślepy, ponieważ nie trafił z 30 metrów. Czy wtedy historia Narutowicza nie miała znaczenia? Wydaje się, że nie, ponieważ całe otoczenie polityczne Bronisława Komorowskiego i jego partii politycznej kontynuowało kampanię, opartą na podobnych stwierdzeniach. "Strzelanie do Kaczek", ich "patroszenie", czy życzenie śmierci Jarosławowi Kaczyńskiemu to jednak zdaje się co innego niż gry w internecie, wymierzone w Komorowskiego. Gry, co warto zaznaczyć, polegające na „strzelaniu” w postać prezydenta Komorowskiego kaloszem.

Obecny Prezydent niestety często sięga do manipulacji, nie tylko bieżącą polityką. Świadczą o tym jego wypowiedzi dotyczące rocznic historycznych. Przykładem tego niedawna uroczystość związana z Sierpniem 80. W czasie wręczania odznaczeń podziemnym wydawcom Komorowski przyznał, że najchętniej odznaczyłby Donalda Tuska. Za co? Nie wiadomo, ponieważ jego dokonań z czasów stoczniowego strajku z 1980 roku nikt nie zna. Nie przeszkodziło to jednak promować obecnego premiera na lidera sierpniowej walki o wolną Polskę. Prezydent swoją wypowiedzią wpisał się w ten sam nurt działań, jaki miał wynieść do rangi bohaterki narodowej Henrykę Krzywonos. Kampania promowania jej jako legendy zaczęła się od słynnej i szokującej wypowiedzi, w której zarzuciła Jarosławowi Kaczyńskiemu niszczenie godności jego niedawno zmarłego brata. Te słowa stały się początkiem medialnej kariery Krzywonos. Zaczęto ją lansować na nową legendę „Solidarności”. Cel był jasny, podobnie jak słów Komorowskiego o sierpniowych zasługach Tuska. Media i politycy PO chcieli zafałszować historię i wylansować nowych bohaterów. Krzywonos miała "zastąpić" tragicznie zmarłą śp. Annę Walentynowicz, nielubianą na salonach. Historycy szybko naświetlili fałsz tej próby. Niestety, jak widać po słowach z ostatnich sierpniowych uroczystości, kłamstwo historyczne nadal jest sprzedawane Polakom.
Trudno się jednak dziwić. Obecna władza często dopuszcza się kłamstw i nie jest z tego rozliczana. Kłamstwom Donalda Tuska poświęcono wiele artykułów. Mijanie się z prawdą premiera ws. obietnic wyborczych, w ostatniej aferze Amber Gold czy w wypowiedziach na temat katastrofy smoleńskiej opisywane było wiele razy. Jednak w świetle ostatnich doniesień i pomyleniu ciała śp. Anny Walentynowicz czy Ryszarda Kaczorowskiego, warto smoleńskie kłamstwa przypomnieć. Najważniejsi polscy urzędnicy, z Donaldem Tuskiem i obecną marszałek Ewą Kopacz na czele, wielokrotnie kłamali, zapewniając Polaków, że identyfikacje zwłok i sekcje są przeprowadzane z udziałem polskich ekspertów, a każda rodzina może mieć pewność kogo pochowała. Dziś wiadomo, ile te zapewnienia były warte. Niestety coraz więcej rodzin mówi twardo o masowych fałszerstwach strony rosyjskiej, do których dopuściły polskie władze. Choć dziś widać, ile warte były słowa Kopacz i Tuska, jak dalece okłamali Polaków, nikt nie pociągnął ich do odpowiedzialności. Nie widać, by opinia publiczna była skłonna i chętna, by na nich to wymusić.

Wątpliwe również, by sprawa kłamstwa, które uderza w podstawowe bezpieczeństwo Polski miała jakiekolwiek skutki. Obecnie okazuje się, że forsowana przez miesiące kampania zapewniania Polaków, że Gazociąg Północny nie jest dla polskich interesów groźny również była cynicznym oszustwem. Minister Radosław Sikorski jeszcze w marcu 2010 roku mówił, że „Polska nie jest entuzjastą tego projektu, ale strona niemiecka uwzględniła polskie postulaty dotyczące tego, aby rurociąg nie zagrażał ani teraz, ani w przyszłości dostępowi do portu w Świnoujściu”. Dziś z kolei okazuje się, że właśnie Nord Stream blokuje polski port i nie pozwala na jego rozwój. Nawet prorządowa „Gazeta Wyborcza” wskazuje, że rosyjsko-niemiecka rura szkodzi Polsce.

Port w Świnoujściu mógłby zostać wielkim węzłem transportu na Bałtyku. Ale to plany pisane palcem po wodzie, bo gazociąg Nord Stream z Rosji do Niemiec zablokuje rejsy do Świnoujścia statkom o dużym zanurzeniu
- czytamy w „GW”. I tak oto kolejne zapewnienia okazują się być bezczelnym kłamstwem. Kłamstwem, jakich wiele już obecnej ekipie udowodniono.
Polacy zdają się jednak nie przejmować kłamstwem w życiu publicznym. Być może jest to skutek wszechobecności oszustwa. Nie dotyczy to jedynie życia politycznego. Do cynicznego i celowego kłamstwa doszło również w apolitycznej historii kapitana Tadeusza Wrony, który lądował awaryjnie na Okęciu. Kapitan Wrona stał się bohaterem mediów, lansowanym przez tygodnie na wzór. Maszyna musiała lądować na brzuchu, ponieważ nie wysunęło się jej podwozie. Wrona uznany został za cudotwórcę. Jednak szybko okazało się, że naprawdę to on mógł być winny całego zamieszania. Jak pisał tygodnik "Wprost", komisja badania wypadków lotniczych wykryła, że samolot, który lądował na brzuchu, był sprawny, a załoga nie włączyła bezpiecznika odpowiedzialnego za awaryjny system hydrauliczny. Te doniesienia idą w parze z wcześniejszymi, wstępnymi ustaleniami ekspertów. Choć były one znane, nie przeszkadzało to mediom i politykom promować kłamliwych tez o wielkich zasługach kapitana Wrony. Otrzymał on nawet order od Prezydenta RP. Okazało się, że de facto to Wrona naraził życie wielu osób oraz – co mniej istotne – spowodował ogromne straty narodowego przewoźnika.

Ludzie i instytucje lansujące fałszywy obraz kapitana Wrony mieli świadomość tego, co robią. Jednak podjęli kłamliwą akcję chwalenia kapitana Wrony. Podobny mechanizm widać było, gdy rozpętano burzę wokół gimnazjum salezjańskiego w Lubinie. Media ujawniły zdjęcia z "kocenia" pierwszoklasistów. Pisano o zlizywaniu bitej śmietany z kolan księdza dyrektora, tworzono atmosferę niemal pedofilskiego wykorzystywania dzieci. Jeden z dziennikarzy "Gazety Wyborczej" porównywał zdjęcia do filmów pornograficznych! Rozpętano absurdalną i jak się wydaje kłamliwą kampanię wokół szkolnej zabawy. Same dzieci, biorące udział w tej zabawie, oraz ich rodzice, a także nauczyciele szkoły tłumaczyli, że w scenie ujawnionej przez media nie było niczego oburzającego. Uczniowie musieli dotknąć nosem pianki do golenia, która znajdowała się na kolanie księdza dyrektora. Nie miejsce tu na ocenę tej zabawy. Trzeba bowiem przede wszystkim zaznaczyć, jak wielkiego oszustwa dokonano w tej sprawie. Media, mając świadomość kłamstwa, pastwiły się nad szkołą oraz jej dyrektorem. Dokonano manipulacji, pokazano zdjęcia, tak, by móc je od razu zakłamać i wmówiono opinii publicznej, co ma na nich widzieć. Zachowanie mediów, które rozpoczęły i podsycały atmosferę wokół gimnazjum, zasługuje na szczególnie mocne napiętnowanie.

Kłamstwo medialne jest popularne w wielu krajach świata. Ratunkiem dla ludzi dotkniętych medialnym kłamstwem mają być sądy. Jednak w Polsce zdarza się nawet, że to sądy sankcjonują kłamstwo. Wystarczy przypomnieć historię agenturalnej przeszłości Lecha Wałęsy oraz procesów, jakie wytacza osobom mówiącym o TW Bolku. Krzysztof Wyszkowski po dziś dzień zmaga się ze skutkami sankcjonowania przez sądy i instytucje państwowe kłamstwa na temat Wałęsy. Choć Piotr Gontarczyk i Sławomir Cenckiewicz wykazali i zgromadzili nowe dowody na to, że TW Bolek to Wałęsa, choć dokumenty na ten temat i nowi świadkowie pojawiają się ostatnio coraz częściej, sądy wciąż skazują m.in. Wyszkowskiego za mówienie, że Lech Wałęsa był agentem SB. Nakazują mu nawet przepraszanie go za powiedzenie prawdy! Przez niezgodną z prawem decyzję Leona Kieresa, który jako prezes IPN nadał Wałęsie status osoby pokrzywdzonej przez SB, choć nie miał do tego prawa (istniały bowiem podejrzenia o współpracy Wałęsy z SB, co wykluczało nadanie tego statusu), Wałęsa przez lata ciągał po sądach tych, którzy o jego związkach z aparatem represji PRL mieli odwagę mówić. A sądy zamiast zająć się rzetelne sprawą, z racji uwikłania w aparat represji PRL czy z racji politycznej poprawności, uznawały, że IPN miał rację i skazywały tych, których do sądu ciągał Wałęsa. Historia przeszłości Wałęsy została zakłamana w majestacie prawa i na sali sądowej.

Lista kłamstw w polskiej debacie publicznej, jedynie z ostatniego miesiąca, zajęłaby wiele stron. Kłamstwo i nieprawość jest zdaje się wpisana na stałe w rzeczywistość III RP. Skoro występuje na tak różnych płaszczyznach życia publicznego oraz społecznego można uznać, że jest elementem współkształtującym polską rzeczywistość. Winę za taki stan rzeczy ponoszą środowiska, które nadają kształt debacie publicznej. To głównie media liberalno-lewicowe oraz środowiska postkomunistyczne. Dziś emanacją polityczną jednych i drugich jest Platforma Obywatelska. Wygląda na to, że PO i jej zaplecze potrzebuje kłamstwa i manipulacji do swoich celów. Dzięki temu udaje się krępować debatę publiczną i zwiększać jej jałowość. W Polsce coraz częściej spór ideowy czy spór o interpretacje faktów zastępowany jest sporem o uznanie prawdy za prawdę a kłamstwa za kłamstwo. Potencjał ludzki w Polsce jest marnowany na prostowanie manipulacji, szerzonych przez dominujące środowiska. Na spory poważniejsze często brakuje czasu i możliwości. Media i politycy skutecznie wiążą Polaków swoimi kłamstwami. Dla nich ma się liczyć ciekawa opowieść, medialny show, budzący emocje, czasem złość, czasem euforię. To, czy jest on zgody z prawdą, nie ma znaczenia. Promowanie oszustwa ma również inny cel, polityczny. Pozwala politykom i urzędnikom żyć w permanentnym kłamstwie. Skoro opinia publiczna niemal co dzień epatowana jest nieprawdą, Polacy stają się coraz mniej wyczuleni na fałsz. Dzięki temu politycy mogą kłamać, a gdy ich ktoś przyłapie nie muszą już nawet się wypierać. To, że oszukali, przestaje kogokolwiek obchodzić.

http://wpolityce.pl/dzienniki/blog-stan ... -klamstwie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 02 lis 2012, 20:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Szczyt obłudy

Ewa Polak-Pałkiewicz

Specjalnością współczesnej polityki jest zacieranie kryteriów, zaciemnianie pojęć. Aplauz i oburzenie zarezerwowane są w niej dla rzeczy małych. Naprawdę wielka odwaga i wielka zbrodnia budzą w polityce reakcje umiarkowane lub zgoła ich brak.

Prawidłowość tę potwierdza sekwencja ostatnich wydarzeń w naszej części kontynentu: rocznica „zwycięstwa nad faszyzmem” w Moskwie, podczas której upokorzono Polskę, nagradzając zarazem ostatniego przedstawiciela sowieckiej władzy w Polsce, następnie szczyt Rady Europy w Warszawie, podczas którego nadzwyczaj „politycznie” wyślizgano się z oceny moralnej działań Rosji wobec Czeczenii. A równocześnie śliskie tłumaczenia głowy naszego państwa, że możemy cieszyć się, kiedy wszyscy naokoło udają, że nie było sowieckiej okupacji Polski. Partyjni koledzy pana prezydenta dopowiedzieli jeszcze, że człowiek, który dotychczas nie odpowiedział przed narodem za zniszczenie „Solidarności”, za przymusową emigrację miliona Polaków, za zbrodnię strzelania do bezbronnych, jest „polskim patriotą”. Powszechne w gremiach lewicy potępienie postulatu Jarosława Kaczyńskiego, który domaga się symbolicznego ukarania Wojciecha Jaruzelskiego przez cofnięcie mu przywilejów prezydenckich i tytułu polskiego generała – oraz dystans do tej propozycji w partiach bliższych prawicy – pokazują, że polityka, którą uprawiają te środowiska, czuje się zwolniona od stosowania kryteriów moralnych.

Argument, że twórca stanu wojennego nie może być „karany za poglądy”, jest kuriozalnym przyznaniem się do tego, iż hołduje się etyce pomieszanych pojęć. Nikt z dzisiejszych obrońców faworyta prezydenta Putina nie protestował, gdy aresztowano i potępiano zgodnym międzynarodowym chórem „za poglądy” prezydenta Augusta Pinocheta. Nikomu z dzisiejszych obrońców patriotyzmu Jaruzelskiego nie przeszło przez usta, że chilijski generał bronił swój naród przed zbrodniczym ustrojem, który w podstępny sposób, usiłowano narzucić jego ojczyźnie.
Powszechnie opluwano go i skazywano na moralną śmierć, zapominając, że jego przeciwnicy nie byli niewinnymi barankami, a cele, jakie sobie stawiali, stanowiły zagrożenie dla chilijskich rodzin, dla wolności każdego człowieka, dla bezpieczeństwa państwa. Natomiast inny dyktator – dyktator stanu wojennego – strzelał do ludzi absolutnie niewinnych, do ludzi, którzy chcieli jedynie zrzucić jarzmo kłamstwa i nędzy. Można, oczywiście, porównywać zakres jednej i drugiej krwawej rozprawy – w Polsce z antykomunistami, w Chile z komunistami – i mówić o różnicach, ale takie porównanie nie będzie miało sensu, jeżeli zapomni się, jaki program mieli polscy obrońcy „Solidarności”, a jaki chilijscy komuniści. Istotne jest międzynarodowe zakłamanie polityków i mediów, które zostały pozbawione języka pojęć, w których mogłyby odnieść się w sposób racjonalny do problemu zbrodni komunistycznych i – z drugiej strony – do koniecznej obrony przed nimi, jaka miała miejsce w Chile. Dlatego właśnie – de facto – wszystkie międzynarodowe trybunały zajmują się osądzaniem tych, którzy występowali przeciw różnym wcieleniom komunizmu lub przeciw nowej, lewicowej ideologii poprawności politycznej, nigdy natomiast nie zdecydowały się osądzić komunizmu i jego funkcjonariuszy.

Sytuacja Polski – w której szuka się winnych w zakonach i w podrzędnych instytucjach, podczas gdy główni stratedzy i wykonawcy zła, ludzie, którzy wprawiali w ruch całą machinę terroru i kłamstwa, są wciąż pod specjalną ochroną, mogą do woli w mediach przedstawiać swoją „filozofię” i pokrętnie się usprawiedliwiać, a w Moskwie nagradza się ich wśród wielkiej gali orderami – jest szczególnym przykładem tej choroby moralnej wielkiej części Europy i świata. Naturalnie, zawsze trzeba ostrzegać przed donosicielami, trzeba bronić państwo przed ich możliwym wykorzystaniem, ale zaburzenie proporcji w piętnowaniu win będzie w rezultacie wywoływać nieufność do jakichkolwiek rozliczeń. I owocować piramidą kłamstwa, w której zakłamywane będą całe rozdziały z historii.

Swoiste cofnięcie się w intelektualnym rozumieniu historii i współczesności, niezdolność do rozróżniania kategorii moralnych to, zdaniem włoskiego filozofa – prof. Cacciariego, przejaw jednej z klęsk dotykających Zachód, jaką jest „absolutny analfabetyzm religijny”. Brak minimalnej wiedzy religijnej blokuje możliwość rozumienia przeszłości, ale również teraźniejszości. „A jeśli się nic nie rozumie, to jak można nauczać czy rządzić?” – pyta Cacciari (cytowany przez Vittorio Messoriego).

Dla dzisiejszych polityków Wschodu i Zachodu problemem jest historia Polski, także ta najnowsza. Kłamstwa, półprawdy i przemilczenia z nią związane, demagogia oficjalnych podsumowań, niechęć do uznania zbrodni za zbrodnie, bohaterstwa za bohaterstwo ujawniają, że polityczny świat europejski ma wielką trudność ze swoim chrześcijaństwem. Chciałby je pominąć, wyeliminować i wciąż owocuje to kompromitującą, niemożliwą do ukrycia w towarzystwie, czkawką.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0522&nr=21


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 07 lis 2012, 12:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Zdziczenie, czy to według Marksa, czy według innego utopisty zawsze jest krokiem wstecz.
Pytajmy więc, zastanawiajmy się; kto i dlaczego co jakiś czas próbuje cofnąć ludzkość (człowieka) w rozwoju?
Komu to służy, kto na tym zyskuje?
Kto na tym traci i co traci?


Co zrobili z jedzeniem?

Ewa Polak-Pałkiewicz

W Niemczech zapowiada się powrót komunistów. Analitycy robią bardzo zdziwione miny i udają zaskoczenie: jakim cudem nowa partia (pod nazwą Lewica), którą utworzyli postkomuniści z byłej NRD i krytycy reform socjaldemokratów, staje się trzecią siłą polityczną? Tymczasem, patrząc na sukces filmu Hansa Weingartnera Edukatorzy (uznanego w 2004 r. za najlepszy film niemiecki, nominowanego do Złotej Palmy Cannes w 2004 r., uhonorowanego główną nagrodą przez Niemiecką Krytykę Filmową), doprawdy trudno się dziwić triumfalnemu pochodowi starych idei. O czym opowiada film? O kolejnym, najmłodszym pokoleniu lewicowych prowokatorów, którzy uważają, że pchną ludzkość na nowe tory, jeżeli np. włamią się do zamożnego domu, poprzestawiają tam meble i zostawią karteczkę: „Dni twojego bogactwa [ohydny kapitalisto – E. P.-P.] są policzone”. To jeden z przykładów akcji „małego terroryzmu” – znanych jeszcze z XIX-wiecznej Rosji, opisywanych w Biesach przez Dostojewskiego – jakie przy aplauzie widowni, krytyków i mediów dokonywane są przez trójkę młodych ludzi. Wzorców osobowych dostarczają im hippisi z pokolenia rodziców.

Sam reżyser, który udzielił wywiadu Dużemu Formatowi (11 lipca 2005 r.), przyznaje się, iż jest dziecięciem roku 1968, którego najlepsze idee przetrwały próbę czasu i dziś trzeba podążać za nimi. Jedyną wadą hippisów było, jego zdaniem, nadużywanie narkotyków. Raj na ziemi jest jak najbardziej do osiągnięcia, jeżeli zbuduje się system ekonomiczny, jaki wymyślił Marks (komunizm, zdaniem H. Weingartnera, zdradził Marksa). 35-letni reżyser czuje brzemię odpowiedzialności za budowę raju na ziemi, dlatego chce inspirować, a nawet „edukować na swój sposób” widzów. Czy sam uczestniczył w podobnych jak jego bohaterowie akcjach „edukacyjnych”? „Brałem udział w akcjach przeciwko wykorzystywaniu ludzi – mówi skromnie. – Nie były siłowe. Rzucaliśmy «bombami» z farbą w domy majętnych ludzi, właścicieli rezydencji i agencji nieruchomości. Raz wykopaliśmy dziurę na prywatnej ścieżce motorowej pewnego bogacza i posadziliśmy tam drzewo. Wszystko, co robiliśmy, miało informować, że system nie ma racji, że powinien być zmieniony”. Tak jak rewolucjoniści sprzed stu i stu pięćdziesięciu lat, Weingartner uważa swoje działania za szlachetną obronę człowieka, którego można – gdy już się go edukuje – prawdziwie uszczęśliwić. (Te zwierzenia młodego filmowca wyjątkowo dobrze współgrają z tendencjami we współczesnej szkole polskiej, gdzie królują, zamiast normalnych przedmiotów, „ścieżki edukacyjne” i różne „edukacje” do ról współczesnych, a nawet rodzinnych, a w ogóle „społeczeństwo” jest podstawowym punktem odniesienia niemal całej „edukacji”).

Sam Weingartner ma tylko jedno przykre wspomnienie. To czas spędzony z ojcem, matką – katolikami z austriackiej prowincji. To była „ciemna strona” jego życia. Za swoją prawdziwą rodzinę uważa komunę młodzieżową, w której żył jako student w Berlinie. Dziś jest człowiekiem szczęśliwym. Co go uszczęśliwia? Naśladowanie akcji bohaterów jego filmu. Zaczyna być to w Niemczech modne. „Trzeba się buntować. Musimy wierzyć, że się uda” – entuzjazmuje się

Weingartner i opowiada historię jak ze swojego filmu, tyle że autentyczną: „Grupa 25 ludzi wtargnęła do najdroższej restauracji w Hamburgu. Byli zamaskowani, na T-shirtach mieli właśnie zdanie: «Dni twojego bogactwa są policzone» i inne hasła z filmu. Sterroryzowali obsługę i zabrali najdroższe żarcie: kawior i kraby”.
Pamiętajmy: to nie zabawa, to nie chuligańskie wybryki, to „edukacja”. Reżyser na wieść o tym zdarzeniu wpadł w ekstazę. „Krzyczałem (...). Biegałem dookoła pokoju. Myślę, że to super. Zrozumieli film, są prawdziwymi edukatorami”.
W wypowiedzi brak wykrzykników. Wszystko to przecież dobrze znamy. Moskwa i Petersburg 1917, Paryż 1968 i wiele innych miast Zachodu bezsilnych wobec „rewolty młodych”, których „zbrzydził system”. Ten film jest bardzo stary. Oglądaliśmy go setki razy. A jednak w Niemczech, gdzie dogorywają niemieckie rodziny, gdzie katolicy przemykają się pod ścianami, jego wielki sukces przeszedł najśmielsze oczekiwania i zbiegł się z narodzinami nowej partii sięgającej do sprawdzonych wzorów Ericha Honeckera i innnych towarzyszy.
Dziennikarz prowadzący wywiad niczemu się nie dziwi. Wydaje się tą opowieścią trochę znużony. Ciekawi go naprawdę, co młodzi z Hamburga zrobili z tym jedzeniem, które sprzątnęli z talerzy „bogaczy”.

http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedz ... 0534&nr=24


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 18 gru 2012, 18:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Nowy Jork: Kolejna antychrześcijańska prowokacja

Obrazek

Bilbord z napisem “Keep The Merry! Dump the Myth!” pokazuje wizerunek rozweselonego Mikołaja nad fotografią Krucyfiksu. Jest strategicznie umieszczony na popularnym placu „Times”, który zawsze skupia uwagę turystów, powierzchnia reklamowa w tym miejscu należy do najdroższych na świecie.

Tak AmerykańscyAteiści/American Atheists – wiodąca organizacja ateistów w USA, rozpoczęła swoją świąteczną kampanię na billboardach w centrum Nowego Jorku, wzywając ludzi do rezygnacji z „mitu” Jezusa Chrystusa.
“Wiemy, że wielu “chrześcijan” jest w rzeczywistości ateistami, którzy czują się uwięzieni w religii ich rodzin. Jeśli już wiesz, że Bóg jest mitem, nie musisz kłamać i nazywać siebie” chrześcijaninem “, aby uczestniczyć w świątecznym sezonie wakacyjnym. Możesz się radować bez mitu, i jest oczywiste, że ci się to należy”, powiedział David Silverman, przewodniczący „Amerykańskiego Ateistów”. Następnie kontynuował: “Zachęcamy ludzi, aby byli uczciwymi wobec siebie i swoich rodzin, chociaż w tym roku. Jeśli nie wierzysz w Boga, opowiedz o tym swojej rodzinie. Uczciwość jest największym darem, a oni na to zasługują” MacBain, dawny pastor metodystyczny, który służył jako kaznodzieja 20 lat, zanim został ateistą, powiedział, że Boże Narodzenie może być w rzeczywistości przyjemniejsze bez religijnych konotacji z nim związanych. “Prawdziwe piękno tego okresu – rodzina, przyjaciele i miłość. – Nie mają nic wspólnego z bogami z przeszłości”
Amerykańscy Ateiści organizują szereg kampanii billboardowych każdego roku, starając się nieść przesłanie, że ludzie nie potrzebują religii. Deklarują, że legalnie wykupili miejsce na reklamę i że ich billboard pozostanie na Times Square do 10 stycznia 2013.
Oczywiście, w związku z tym, zwłaszcza w Ameryce słyszy się wiele głosów oburzenia. Strona internetowa christculturenews.com cytuje głosy samych ateistów, którzy uważają, że bezczelność bilbordu umieszczonego na placu, na którym organizowane są główne amerykańskie obchody świąt, stawia ich w złym świetle, wygląda jakoby ateiści byli środowiskiem precyzyjnie rażącym w czyjeś uczucia religijne. Lecz czy naprawdę tak z nimi nie jest ?

MP/global.christianpost.com

KOMENTARZ BIBUŁY: Przewodniczącym organizacji American Atheists – założonej przez amerykańską komunistkę – jest David Silverman, urodzony w Ameryce Żyd, ergo mamy do czynienia z przykładem amerykańskiej wersji żydokomuny, która na niemal każdym poziomie, przede wszystkim polityczym, medialnym, finansowym, gospodarczym, ogarnęła tę piękną niegdyś krainę, niczym śmiercionośna ośmiornica.
Za: Fronda.pl (12.12.2012) (" Amerykańscy chrześcijanie dostają silne ciosy
")



http://www.bibula.com/?p=65031

A u nas w Polsce wtórni barbarzyńcy wzajemnie się pocieszają, że jest ich więcej niż jeden, głosząc swoje credo w którym odżegnują się od człowieczeństwa:

Nie wierzysz w Boga. Nie jesteś sam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 09 lut 2013, 18:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Krzysztof Nagrodzki -W poszukiwaniu sensu

20 października A.D. 2012 w Łodzi spotkali się ludzie mediów ( w końcu wszyscy nimi - czynnie bądź biernie - jesteśmy) na kolejnej – szóstej już – ogólnopolskiej konferencji z cyklu: „Dziennikarz - między prawdą a kłamstwem” organizowanej przez Oddział Łódzki Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Tegoroczna sesja miała przynieść odpowiedź na pytanie (a przynajmniej przybliżyć do niej): „Ku czemu zmierza globalizacja?”

Ponieważ w tym roku wydarzenie zainteresowało Przegląd Katolicki (dziękujemy!), który dołączył do naszych patronów medialnych, wydaje się potrzebne chociażby krótkie wprowadzenie Czytelników do genezy spotkań.
Otóż podczas jednego z cyklicznych zebrań członków OŁ KSD, obecny na nim sufragan łódzki (mamy taką pasterską bliskość!) ksiądz biskup Adam Lepa, wybitny znawca problematyki medialnej, przewodniczący a następnie członek Komisji (obecnie Rady) Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu, poddał myśl o zorganizowaniu konferencji dotyczącej środków masowego oddziaływania. A organizatorzy napisali w materiałach informacyjnych, iż jest to pierwsze spotkanie… Skoro pierwsze -zauważył Ksiądz Biskup - to… I „musieliśmy” organizować kolejne. Pro publico bono.

***
W świecie gwałtownie przyśpieszających przedefiniowywań klasycznych, fundamentalnych pojęć, pozwalających ludziom na możliwie sprawną komunikację przy budowie relacji społecznych, konieczne stało się zwrócenie uwagi na ten dewastatorski trend. Swoisty w istocie prymitywizm niszczący cywilizację, kulturę, narody, społeczeństwa, rodziny, ludzi.
Oczywiste było, iż należało rozpocząć od przypomnienia czym jest mądrość – czyli umiejętność odkrywania prawdy i czymże prawda – czyli zgodność rozumienia rzeczywistości z nią samą. Oraz Prawdy w rozumieniu: Bóg - Stwórca całej rzeczywistości.
Idąc tym szlakiem, w następnym - 2008 roku mówiliśmy o obronie godności. Godności jako podstawowej prerogatywie człowieczeństwa. Godności przynależnej każdemu z samej racji istnienia. Godności poddawanej rozlicznym zranieniom, zbrukaniu przez fałszywe ideologie, zwodzenia, nieprawości czynione również pod płaszczykiem prawa stanowionego a odrywanego od fundamentów prawości w tak niszczącym procesie, iż w pewnym momencie człowiek staje się autodestruktorem. I jeszcze jest z tego dumny. Przynajmniej do odczuwalnych objawów rozkładu. A – bywa – i mimo tego...
W 2009 roku zastanawialiśmy się nad granicami kompromisu; gdzie są rubieże, które w obronie prawdy, wiary, w obronie godności, w obronie społeczeństwa, w obronie cywilizacji, w obronie człowieczeństwa, przekraczać nie można. Gdzie są granice, których we własnym, rzec można, interesie przekraczać nie wolno - aby zyskując nieco, teraz, nie stracić wszystkiego, później.

„Manipulacja- kłamstwo zorganizowane” to motyw 2010 roku. Manipulacja, pranie umysłów, zastępowanie trudu pracy intelektu prostymi emocjonalnymi hasełkami, wtłaczanie przekonanie, iż każdy może tworzyć dowolnie „swoje prawdy”, będące w istocie jedynie jej subiektywnymi wyobrażeniami, – to „postępowe” a la Gramsci metody współczesnych totalitaryzmów - wciąż tego samego - materialistycznego, antyteistycznego – spisku przeciw człowiekowi, spisku przeciw jego wolności w pozyskiwaniu informacji o faktach i swobodnego dzieleniu się tą informacją, spisku przeciw umiejętności samodzielnego, logicznego wiązania skutków z przyczynami, spisku przeciw hartowaniu woli w ścieraniu się z naturalnymi przeszkodami na trudnych szlakach codzienności, spisku wycierania z pamięci istoty naszego istnienia tu i teraz, celu ludzkiej wędrówki i ostatecznego rozliczenia za nasze czyny. Spisku dlatego skutecznego, iż ludzie – niezależnie od szczebla społecznej drabiny - uzależniając się od spreparowanych informacji, zaczynają się z nimi utożsamiać.

W ubiegłym - 2011 roku próbowaliśmy poddać analizie destrukcję tożsamości – końcowy, straszliwy efektu dewastacji fundamentów mądrego człowieczeństwa, mądrego społeczeństwa, mądrego narodu. Pytaliśmy: Czy destrukcję tożsamości można porównywać z amnezją? Z patologicznym, krańcowym stanem utraty kontaktu z rzeczywistością bądź jej częścią? Z możliwością „programowania” nowej osobowości?... Projektowania społeczeństw?... Cywilizacji?...Krok po kroku, przez lata, dziesięciolecia?...
Wszak wszystko zaczyna się od pytania: „Kim jestem?”, aby dojść do podstawowego: „Kim jest człowiek”? I dokąd zmierza? – Stąd do wieczności?... – Czy stąd do nicości?…

Czy dlatego, aby te pytania prowadzące do – rzec można – „strategicznych” decyzji, wyborów życiowych, nie zostały postawione, w naszą coraz bardziej galopującą codzienność wchodzi swoiste zagłuszanie ( jak ongiś radia „Wolna Europa”)? Zagłuszanie ze swoimi ekstremami: Od konieczności rozpaczliwiej nieraz walki o byt materialny, o przetrwanie, po potworniejące rozpasanie i znieczulenie sytych…

To przygotowanie doprowadziło nas w 2012 r. roku do analizy globalizacji. Ku czemu zmierza ów zamiar budowania powszechnej szczęśliwości – śpiesznie, bywa okrutnie, egocentrycznie, z uświadamianym bądź nie lękiem o „tu i teraz”?
Film „Eugenika” pana Grzegorza Brauna, który wyświetliliśmy w ramach dysputy (obok dramatycznego świadectwa pięknej kobiety Gianny Jessen: „Przeżyłam aborcję” ) jest drastycznym obrazem niektórych zamierzeń i metod, którymi – wszak nie od dzisiaj - próbuje się wdrażać wizję kształtowania człowieka pod pewien szablon użyteczności. Ta wizja, ta chęć, miała i ma ukształtować „nowe” społeczeństwo, które zresztą wcale nie jest takie nowe. Opisywał je już Platon w czwartym wieku przed Chrystusem w idealizowanym dziele „Państwo”. I ten zamysł – podziału na władającą elitę, „roboli” i wojsko utrzymujące porządek i dyscyplinę wśród mas w skali stosownej do czasów i możliwości - ów ponadczasowy globalizm - jest stałym zamierzeniem homo sapiens; czy może non multum sapiens… Od dostępnej nam wiedzy o starożytności, przez różne ludobójcze przyspieszenia – owe „ludowe” rewolucje, nazizmy, komunizmy, po dzisiejsze mutacje totalitaryzmów przybierających różne nazwy i barwy kamuflażu. Kamuflażu koniecznego na danym etapie odkorowywania, lemingowania, zniewalania mas określanych jako „Zasoby ludzkie”.

Według Hansa Petera Martina autora książki „Pułapka Globalizmu” wystarczy 20 procent ludzi w wieku produkcyjnym dla utrzymania gospodarki światowej. Pozostałe 80 procent to bezrobotni, wegetujący z zasiłków. Zbędni. Nieestyczni. Obciążający kasę i…sumienia…
20 i 80 procent „zasobów ludzkich”… „Zasobów” przyzwyczajanych ( a i zmuszanych) kulturowo, ekonomicznie, prawnie, fizycznie, do miarkowania „reprodukcji” poprzez zabijania poczętych dzieci; oswajanych z koniecznością eutanazji - swoistego złomowania jednostek po wyczerpaniu ich użyteczności robota; utrzymywanych w ilości niezbędnej do obsługi elity i dbałości o urodę „matki Ziemi” – miejsca nieustającej radości sytych. - Rzec można: nabrzmiałych tą sytością. „Zasobów” odcinanych od historii, od własnego życiorysu, od pamięci, od prawdy, gorzej! - od umiejętności jej poszukiwania, od rozumienia konstrukcji własnego domu. Ba! Przystosowywanych do jego destrukcji w szalonym pomyśle projektantów Nowego Wieku. Szalonych, kim by nie byli. Guru „postępu”

„Problem z ludźmi postępowymi jest taki, że gdy ich postępowość dociera do światopoglądowej granicy, zapiera się w miejscu, nie chcąc postąpić ani krok dalej” (K.G. Chesterton – O grzechu pierworodnym)

Chrześcijaństwo nie zgadza się – z szacunku do człowieka i bogactwa różnorodności - na stapianie jej w jakąś sztuczną postępową „zglobalizowaną jedność”, która w coraz wyraźniejszym antyteistycznym zapale chce nas umundurować i zagonić w służbę doczesności, mamiąc współczesnymi kolorowymi paciorkami i perkalikami. Globalizacja, swoista siostrzyca marksizmu, to mglisty unifikacyjny upiór. Stara mrzonka po liftingach. A przecież nasz świat, to świat podziałów – prawda - tych niszczących jak bratobójstwo Kaina, ale i bywa - wcale nie tak rzadko - pięknych, ubogacających.
Chrześcijaństwo nie oszukuje. ( Mówię o prawdziwym chrześcijaństwie a nie o jego pozorach.) Tyle, że każe pamiętać, a jeśli potrzeba reanimuje pamięć, o perspektywie drogi. Chrześcijaństwo wskazuje na codzienny trud, na zasadzki Zła w drodze do Domu Ojca. Do Wieczności. Ale i na piękno tej drogi, tego trudu i tej perspektywy.

(Zapis spotkań można znaleźć na naszym portalu: www.katolickie.media.pl/Ogólnopolskie konferencje KSD, oraz w wydawanych po każdej z nich książkach. )

Publikacja: Przewodnik Katolicki nr 46 z 2012r.

http://www.katolickie.media.pl/ogolnopo ... rencja-ksd


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 07 kwi 2013, 10:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://marucha.wordpress.com/2013/04/06 ... niesienia/

Hilaire Belloc przewidział panowanie nowej dziczy na Ziemi - dziczy, która już za jego życia zaczęła się tworzyć, a dziś panuje nad światem.

Kopia artykułu:

Doktorku nie do zniesienia…
Posted by Marucha w dniu 2013-04-06 (sobota)

Kardynał Giacomo Biffi, emerytowany arcybiskup Bolonii zwykł powtarzać, że czymś gorszym od utraty wiary jest dla człowieka utrata rozumu. To pozornie paradoksalne stwierdzenie można znakomicie uzasadnić na przykładzie jednej z najbarwniejszych i najbardziej wyrazistych postaci kultury angielskiej.

„Panowie, jestem katolikiem”, oświadczył angielski pisarz, Hilaire Belloc, w czasie swego pierwszego publicznego wystąpienia w 1906 roku – kandydował w wyborach do Izby Gmin – „Jeśli to możliwe, codziennie uczestniczę w Mszy świętej. To [wyjął z kieszeni różaniec] jest różaniec. Jeśli to możliwe, codziennie klękam i odmawiam te paciorki. Jeżeli odrzucicie mnie ze względu na moją religię, będę dziękował Bogu, że oszczędził mi poniżenia bycia waszym reprezentantem”.

Mimo zjadliwej kampanii przeciwników, którzy wznosili hasła: „Nie głosuj na Francuza [Belloc był z pochodzenia Francuzem] i katolika!”, pisarz został wybrany. W działalności politycznej równie ostry jak w swym pisarstwie, cięty język łączył z żywym poczuciem humoru. Polemiki były jego namiętnością. „W demokracji mamy prawo odpowiadać na pytania, lecz nie mamy prawa stawiać pytań”, pisał sarkastycznie w „Daily News”, „od stawiania pytań nadal jest polityczna arystokracja”.

http://ewapolak-palkiewicz.pl/wp-conten ... w_alei.jpg
Aleksander Gierymski – Człowiek w alei

Oto jak bronił swojego przyjaciela, G. K. Chestertona w jednym z wierszy z cyklu „Wierszy do wykładowcy”, lubianego szczególnie przez studentów:

Doktorku cytowany na własną zgubę,
Akademiku nieznany, rozumie kaleki,
Bądź hańbą mego wiersza okryty na wieki.
Nieprzyjemny Doktorku o sercu z kamienia,
Doktorku mały, Doktorku nie do zniesienia,
Chłodny Doktorku o kwaśnym oddechu,
Doktorku wzgardzony, Doktorku pełen grzechów (…)
Powoli ustaję, lecz zaczekaj do wtorku,
Mój gniew jeszcze nie wygasł, nikczemny Doktorku!
Znów napiszę o tobie, zmoro utrapiona,
Coś ważył się znieważyć mego Chestertona!…


G.K. Chesterton, dziś cieszący się o wiele większą sławą niż niesłusznie zapomniany Belloc, był nie tylko przyjacielem, ale i uczniem pisarza. Swoje nawrócenie w dużej mierze zawdzięczał właśnie jemu.

Dwa dni po oficjalnym przejściu autora „Kuli i krzyża” do Kościoła katolickiego (było to w lipcu 1922 roku), H. Belloc napisał w liście do Chestertona: „Muszę teraz coś powiedzieć (nie mogłem powiedzieć tego wcześniej, zanim uczyniłeś ten krok …Przedtem brzmiałoby to jak wymyślona namowa). Kościół katolicki jest eksponentem Rzeczywistości. Jest prawdziwy. Jego nauczanie w sprawach dużych i małych jest opisem tego, co jest. To właśnie akceptuje podstawowy akt rozumu. To właśnie potwierdza świadomie wola…”

Hilaire Belloc był gorącym obrońcą Kościoła wojującego – w obronie jedynej Prawdy. Stopniowo stawał się też coraz bardziej wojowniczy w sprawach politycznych, jak podkreśla jego biograf, Joseph Pearce (pochodzący z rodziny o nastawieniu antychrześcijańskim).

Obrazek
Hilaire Belloc (1870 – 1953)



Złudzenia demokracji

Belloca irytowała pozorowana demokracja, fasadowy parlamentaryzm. Niepokoił go także gotujący się do skoku socjalizm, co było tak widoczne w pierwszym ćwierćwieczu XX wieku w społeczeństwie angielskim, w teatralnych i zwodniczych dysputach toczących się na łamach prasy i w parlamencie. Belloc widział jak dalece współczesne mu społeczeństwo przemysłowe uwięzione jest w ślepej uliczce. Oceniał z przenikliwą jasnością, że kolejne, które przyjdzie po nim, będzie w jeszcze gorszej sytuacji – będzie par excellence społeczeństwem niewolników (pisał o tym w książce „The Servile State”).

Alternatywę widział w społeczeństwie zbudowanym na prawie własności do prywatnych dóbr materialnych poddanych szerokiej dystrybucji (o tym jak aktualna jest ta propozycja można się przekonać choćby czytając społeczne rozdziały encyklik Benedykta XVI). Razem z grupką przyjaciół Belloc – publicysta i polityk domagał się systemu podatkowego – i innych bodźców – sprzyjających drobnym przedsiębiorstwom, a nie rekinom biznesu. Był entuzjastą społeczeństwa agrarnego i powrotu do prostszego i bardziej naturalnego stylu życia. Nie był jednak wyznawcą żadnej z modnych dziś „ekologicznych” utopii.

„Cywilizacja przemysłowa”, prorokował w 1928 roku, „która dzięki Bogu uciska tylko tę małą część świata, z którą jesteśmy nierozerwalnie związani, rozsypie się, kładąc tym samym kres swej nieprawdopodobnej nikczemności…Albo rozsypie się, pozostawiając po sobie pustynię, albo uczyni z ludzkich mas zastępy zadowolonych niewolników, zarządzanych przez garstkę bogatych. Wybór należy do was.” W jednym ze swoich wierszyków szydził z infantylnych nadziei na techniczno – przemysłowy raj:

Za kilka niedługich lat
Ropy nadejdzie czas.
Niech cieszy się cały świat,
Obetrze łzy każdy chwat.
Praca nie zmęczy już was…


Biograf pisarza podkreśla, że religia i polityka były dla Belloca nierozerwalnie ze sobą połączone. Był przeświadczony, że współczesny kapitalizm przemysłowy mógł zaistnieć i rozwinąć się tylko dlatego, że dokonano bezwzględnej i barbarzyńskiej grabieży cywilizacji katolickiej, która zaczęła się powoli rozpadać w okresie reformacji.
Dzisiejsza konwersja na katolicyzm tak znaczącej części anglikanów potwierdza słuszność diagnozy Belloca.

Postawa jaką zajmował ten angielski arystokrata ducha była kwintesencją antyekumenizmu. (Jeśli ekumenizmem nazwiemy dzisiejsze próby godzenia wszystkiego ze wszystkim w dziedzinie religijnej). Twierdził niezmiennie, że prawdziwe porozumienie między ludźmi – narodami, rasami i klasami – możliwe jest tylko w oparciu o ortodoksyjny katolicyzm. Wszystko to, co odchodzi od płaszczyzny, jaką wyznacza niezmienne nauczanie rzymskiego Kościoła, jest jego zdaniem polityczną grą, mistyfikacją i maskaradą.

Głosił, że Kościół katolicki jest jedyną siłą twórczą Europy. W pismach Belloca czytelnicy odkrywali „sens europejskiej jedności, jaki stworzyła wiara, a zniszczyła schizma”, jak pisał inny gorący umysł, nawrócony za sprawą twórczości Belloca, Hugh Lunn – podróżnik, alpinista i prozaik. Wielu czytelników tego ostatniego twórcy odkrywało w nim – po jego nawróceniu – najbardziej niezmordowanego apologetę katolickiego w całym pokoleniu. Belloc cenił w apologetyce Lunna walor rycerskości. Obu pisarzy połączyło przyjęcie wiary zakorzenionej w rozumie i czysta w formie, promienna i pełna nadziei, unikająca sentymentalizmu i czułostkowości twórczość, trafiająca bez przeszkód do tych, którzy szukali dla wiary argumentów rozumowych.

Obrazek
Aleksander Gierymski – Aniol Pański


”Belloc wyrażał coś, co również i ja czułem”, wspominał po latach H. Lunn swoje dojmujące i tajemnicze przeczucie późniejszego nawrócenia. „W katolickich dolinach alpejskich czułem się jak u siebie w domu. Dzwon na Anioł Pański, niewielkie górskie kapliczki, nie ociosana figurka jakiegoś miejscowego świętego w górskim kościółku, przemawiały do mnie językiem, który – jak w jakiś niejasny sposób odczuwałem – był kiedyś moim…”


Przestroga przed barbarzyńcą

W ostatnim rozdziale książki, która miała być przestrogą przed plagą edukacji seksualnej, Hilaire Belloca wspomina amerykańska autorka Randy Angel:
„Ten wielki brytyjski eseista, w niezapomniany sposób opisał Nowego Barbarzyńcę: »Siedzimy i obserwujemy barbarzyńcę, tolerujemy go. W długich okresach pokoju zupełnie się go nie boimy. Bawi nas jego brak szacunku, jego komiczne odwrócenie naszych starych tradycji. Nasze stałe zasady pokrzepiają nas, więc się śmiejemy. Ale kiedy tak się śmiejemy, obserwują nas wielkie i straszne twarze. Są tuż za naszymi plecami i nie ma na nich cienia uśmiechu«.”
„…Trudno sobie wyobrazić świat sprzed 2000 lat, zanim przyszedł Chrystus”, dodaje Randy Angel. „Jak to jest, żyć w pogańskim świecie, rządzonym przez strach i przesądy, w świecie bez sumienia i bez litości. W świecie, gdzie barbarzyńca czekał u bram, by gwałcić, rabować i deptać ślady cywilizacji”.
R. Angel jest pewna, że dziś Nowy Barbarzyńca już nie czeka u bram, żyje wśród nas.

„Przehandlował opaskę biodrową na białą marynarkę lub cały elegancki garnitur, swoją włócznię zamienił na stopień naukowy. Może nawet postarał się o uśmiech na twarzy – lub maskę uśmiechu. Mówi nam wszystko o sobie i co zamierza zrobić. A my – tolerujemy go. Zapraszamy go nawet w publiczne miejsca, do szkół, a także do naszych domów. Nie boimy się go! Mówi, że przyszedł po nasze dzieci, a my mu je oddajemy. (…) Uspokajamy nasze sumienia i śmiejemy się. Nie czujemy strachu. (…) W Sapientiae Christianae, papież Leon XIII upomniał wiernych: Cofać się przed nieprzyjacielem lub milczeć, gdy wokół wznosi się zgiełk przeciwko prawdzie, oznacza – być człowiekiem bez charakteru lub mieć wątpliwości, co do prawd, w które przyrzekało się wierzyć. W obu przypadkach zachowanie takie obraża Boga i jest nie do pogodzenia z celami zbawienia rodzaju ludzkiego. Ten sposób zachowania przynosi korzyści tylko wrogom wiary. Ponieważ nic tak nie ośmiela nikczemników, jak brak odwagi ze strony ludzi dobrych” .
Hilaire Belloc był jednym z tych pisarzy i ludzi czynu, którzy widząc z całą przenikliwością i jasnością zagrożenie, nie przestraszyli się i nie cofnęli. Sprawca nawrócenia przynajmniej kilku wybitnych ludzi pióra w Anglii przełomu XX i XIX wieku, nie szukał argumentów dla swoich zwątpień, które nawiedzały go – jak każdego człowieka – lecz mężnie trwał w Prawdzie, której służył i którą zgłębiał rozumem.
”Moją decyzją jest wiara. Zbiorowa, zorganizowana. Osobowość, nauczanie. Rzecz, a nie teoria”, pisał w liście do Chestertona.

Dobrze, że dziś, za pięć dwunasta – gdy tak wielu ludzi na własną prośbę rezygnuje z używania rozumu i zadowala się karykaturalnym obrazem rzeczywistości przekazywanym przez media – biograf Belloca przypomina tego katolika z krwi kości, szermierza i szydercę (gdy trzeba było), a na co dzień człowieka pogodnego i tryskającego humorem. On sam stał się zresztą „połowem” tego wesołka i miłośnika angielskiej wsi. Pochodzący z rodziny o antykatolickich tradycjach, w młodości neofaszysta i rasista, J. Pearce przyjął katolicyzm i jako naukowiec zajął się analizą inspiracji katolickich w twórczości największych mistrzów języka angielskiego. I dziś przekazuje nam barwny i wyrazisty obraz zapomnianego myśliciela.

——————-

Źródła cytatów:
Joseph Pearce: „Pisarze nawróceni. Inspiracje duchowe w epoce niewiary”, Fronda;
Randy Angel: „Edukacja seksualna – plaga ostateczna”, Antyk – Marcin Dybowski, przełożyła Aleksandra Słowik

http://ewapolak-palkiewicz.pl/doktorku- ... niesienia/




Marta15 powiedział/a
2013-04-06 (sobota) @ 18:09:30

jeszcze raz przytocze fragment ze znanego esseju H Belloc.

“NOWE pogaństwo jest już wlasnym , niezaleznym swiatem. . Jest juz duze ,i z pewnością będziesie dalej rozprzestrzeniać zajmowac coraz więcej nowoczesnego życia. Jest to niezwykle ważne, że należy sądzić słusznie i we właściwym czasie, jakie jego skutki są do pewnego stopnia, a nasze dzieci będą bardzo mocno pod jego wpływem. Jego efektami ( nowego poganstwa) juz sie zachwyca głęboko prasa, prywatne rozmowy, prawo, budownictwo, i intymne nawyki naszego czasu. . . .
“Nowe Pogaństwo, gdyby udało się mu byc uniwersalne, lub pokryć wszelkie dzielnice lub towarzystwa może stać się globalne , nigdy nie będzie tym , co Stare Pogaństwo było. Bedzie inne, bo to będzie korupcja. . . .
“Stare Pogaństwo czcilo ludzkie rzeczy, ale najszlachetniejsze ludzkie rzeczy, w szczególności rozum i poczucie piękna.
W tych wzrosło do wysokości powyżej zostały już osiągnięte, a może i na pewno się na wyżyny, tak wielkie , jak kiedykolwiek osiągnięte przez uzywanie rozumu lub zwykłej produkcji piękna w ciągu stuleci chrześcijaństwa.
“Ale Nowe Pogaństwo gardzi rozumem, i szczyci się tym , że atakuje piękno.
Prezentuje muzykę pychy, która jest nieskoordynowana, budynek , który jest odstraszający, zdjęcia, które są jedynie chaosem, i wyśmiewa logiczny proces. . . .
“Stare Pogaństwo było w swym rodzaje otwarte, kiedy przyszedł czas, na autorytet Kościoła katolickiego. Miało uszy,ktorymi moglo przynajmnej slyszec. . . .
“Stare Pogaństwo miało silne poczucie nadprzyrodzoności. Często zwracalo się do niewłaściwych przedmiotów ale zawsze do wystarczających (odpowiednich) przedmiotow, ale bylo tez pelne energi, niezawodne; cala poezja Starego Pogaństwa, nawet jeżeli rozpacza, ma jakis sens. . . .
Nowe Pogaństwo zachwyca sie powierzchownościa i mysli , jak pozbyć się zła, jak również dobra w tym, co uważa za przesądy i iluzje.
To jest bledem. . . .
Ludzie nie żyją długo bez bogów, ale gdy bogowie Nowego Pogaństwa przyjda, nie będą oni zaledwie niewystarczający,
tak jak byli nimi bogowie Grecji, ani jedynie falszywi; Oni będą ZLI ( demoniczni/evil). Oni beda ZLEM.
Można umieścić to w jednym zdaniu i powiedzieć, że NOWE POGANSTWO , głupio oczekując satysfakcji/spelnienia ,
wpadnie, zanim jeszcze wie gdzie jest, W SATANIZM…


http://catholicism.org/belloc-new-paganism.html



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 25 maja 2013, 06:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Kościół na celowniku

Dnia 3 kwietnia br., czyli zaraz po tegorocznej Wielkanocy, Katolicka Agencja Informacyjna rozpowszechniła treść obszernego artykułu „Polski początek Franciszka” zamieszczonego w „Rzeczpospolitej”.

Tomasz Krzyżak napisał, że Papież Franciszek podjął kilka bardzo ważnych decyzji personalnych dotyczących obsady stolic biskupich w Polsce. Podał też konkretne nazwiska i opatrzył je swoimi komentarzami. Minęło półtora miesiąca i wiemy, że były to informacje wyssane z palca.

Plotki i insynuacje

Przypomnijmy, co napisał red. Krzyżak. Metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki został nowym metropolitą wrocławskim, który zastąpił na tym stanowisku abp. Mariana Gołębiewskiego. Odpadli więc „potencjalni kandydaci”, wśród których wymieniano abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolitę gdańskiego, i bp. Andrzeja Dziubę, ordynariusza łowickiego. Po wypadku bp. Piotra Jareckiego i chorobie bp. Mariana Dusia kard. Kazimierz Nycz „ze wszystkimi uroczystościami musi poradzić sobie tylko z jednym biskupem pomocniczym Tadeuszem Pikusem”.

Dlatego Ojciec Święty nominował w Warszawie dwóch biskupów pomocniczych, a mianowicie ks. Wojciecha Bartkowicza, rektora Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego, oraz ks. Janusza Bodzonia, kanclerza Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Biskup Piotr Jarecki ma zamieszkać w jednym z żeńskich klasztorów na południu Polski. Do tego dochodzi „spora zmiana pokoleniowa”, bo „na emeryturę odchodzą biskupi, którzy przez lata byli twarzami polskiego Kościoła”.

Ponadto – jak czytamy – abp Mokrzycki jest skonfliktowany z władzami ukraińskimi, od których próbuje odzyskać katolickie kościoły, „a także z Polonią, ponieważ wprowadził we lwowskiej katedrze mszę św. również po ukraińsku”. Co więcej, jest skonfliktowany również z kard. Stanisławem Dziwiszem.

Biskup Dziuba „podobno dusi się w ciasnym Łowiczu”, a abp Głódź stracił wszelkie szanse na nominację do Wrocławia po publikacjach we „Wprost”, gdzie, nawiasem mówiąc, red. Krzyżak niegdyś pracował. Tego dnia na warszawskich Bielanach prowadziłem rekolekcje kapłanów archidiecezji warszawskiej.

Od rana docierały do nas sensacyjne wiadomości. Dwie osoby świeckie i jedna z sióstr zakonnych przysłały SMS z zapewnieniami o modlitwie za nowych biskupów. Ton tekstu „Rzeczpospolitej” i doniesień KAI wydawał się tak stanowczy i pewny, że czekaliśmy na potwierdzenie tych wieści przez nuncjaturę. Ale potwierdzenia nie było i nie będzie. Wiemy, że funkcję metropolity wrocławskiego otrzymał bp Józef Kupny. Pozostałe wieści to, modne od pewnego czasu, „fakty medialne”, czyli zwyczajne zmyślenia i plotki oraz wielce szkodliwe insynuacje.

Wykopywanie przepaści

Jesienią 2012 r., w kontekście tzw. afery trotylowej, Grzegorz Hajdarowicz, właściciel „Rzeczpospolitej”, zwolnił w trybie natychmiastowym redaktora naczelnego, a także red. Cezarego Gmyza, autora doniesień o obecności trotylu na wraku smoleńskiego tupolewa. Odeszło też kilku innych dziennikarzy. Wszystko w imię „rzetelności dziennikarskiej”, przedstawianej jako wartość, za którą trzeba zapłacić każdą cenę. Natomiast po kłamliwym i fatalnym w skutkach dla Kościoła tekście red. Krzyżaka nie było żadnych reakcji.

Rzetelność przestała być ważna. Co więcej, powoli zajmuje on fotel Ewy K. Czaczkowskiej jako wiodący specjalista „Rzeczpospolitej” w zakresie spraw religijnych i kościelnych.

„Sensacje” red. Krzyżaka są niezwykle niebezpieczne. Oprócz wprowadzania w błąd opinii publicznej powodują zamęt i wykopują przepaść w Kościele.

Arcybiskup Mokrzycki mocno zareagował na próbę skłócenia go z wiernymi i władzami Lwowa. Notabene lwowscy Polacy to nie jest Polonia! Nie oni wyjechali z Polski, lecz Polska „wyjechała” od nich.

Po kwietniowym tekście pozostał jednak, na pewno w potocznych skojarzeniach, niesmak oraz podkopano zaufanie na linii metropolita lwowski – metropolita krakowski. Biskup Jarecki, który we właściwy sposób i publicznie odniósł się do swego czynu (gdyby inni, którzy przeżyli podobne incydenty, umieli się na to zdobyć!), nie przeniósł się do żeńskiego klasztoru.

Wierni i kapłani Łowicza, przedstawionego jako „ciasny”, a także całej diecezji łowickiej, mogli poczuć obcość wobec własnego biskupa, który – jak ogłosił red. Krzyżak – chciałby się stamtąd wynieść. Widać też wyraźnie niechęć wobec abp. Głódzia, na którego pod koniec Wielkiego Postu zorganizowano duże polowanie ze starannie wyselekcjonowaną nagonką. Tekst zamieszczony w „Rzeczpospolitej” się w nią wpisuje.

Nagromadzenie i brak potwierdzenia fałszywych doniesień wcale red. Krzyżaka nie speszył, przeciwnie, jakby dodał mu rezonu i odwagi.

Na łamach przeżywającego dotkliwy kryzys „Uważam Rze” napisał ostatnio o Papieżu Benedykcie XVI, iż „to on wprowadził z powrotem do Watykanu bogate stroje, sam wybierał sobie ozdobne szaty liturgiczne, pektorały”.

„W Watykanie – nadmienia red. Krzyżak – rządzą kardynałowie. Na każdym kroku spiski, walka o władzę”. Benedykt XVI, powszechnie szanowany Papież, wielki autorytet duchowy i teologiczny, został tutaj karykaturalnie przedstawiony jako ktoś małostkowy i próżny, rozmiłowany w wystawności i strojach.

Do niedawna wydawało się, że nikt nie zdoła prześcignąć red. Katarzyny Wiśniewskiej z „Gazety Wyborczej” w posiewie antykościelnego cynizmu, ironii, kpin i domysłów. Tymczasem wyrasta jej groźny konkurent, też mający koneksje z kilkoma duchownymi, którzy zapładniają jego wyobraźnię plotkarskimi nowinkami. Na skutek tego gęstnieje ponury wizerunek Kościoła katolickiego i jego duchowego centrum jako instytucji, gdzie dominuje przebiegłość, chytrość, intrygi oraz chorobliwe ambicje i żądza kariery.

Coraz więcej adresatów i odbiorców tej produkcji zadaje sobie pytanie, czy warto utożsamiać się z tak przedstawianym Kościołem. Nie brakuje osób, które nie wytrzymują tej presji, a odcinając się od Kościoła, powielają jego mroczny obraz.

Kilka uwag na marginesie antykościelnej nagonki

Po pierwsze, najwyższy czas, aby się poważnie zastanowić, czy naprawdę ma sens sporządzanie streszczeń rozmaitych zmyśleń, kłamstw i oszczerstw na temat Kościoła i duchownych, zamieszczanych w „Gazecie Wyborczej”, „Wprost”, „Polityce” i innych tytułach prasowych, ostatnio również w „Rzeczpospolitej”, oraz ich rozpowszechnianie przez Katolicką Agencję Informacyjną.

Trzeba nadmienić, że owe streszczenia są codziennie przygotowywane przez Biuro Prasowe Episkopatu Polski! W nagłówku pojawia się informacja, że nie odzwierciedlają poglądów KAI, ale jest faktem, że właśnie tą drogą trafiają do środowisk i osób, które nie czytają „Rzeczpospolitej” i szerokim łukiem omijają „Gazetę Wyborczą” oraz jej medialnych satelitów.

Skutki plotek i oszczerstw mają bardzo dużo ze skutków pornografii: psują wyobraźnię wszystkich, również tych, którzy uznają siebie za najbardziej odpornych. Nie jest tajemnicą, że w wypowiedziach części duchownych i świeckich Kościół jest przedstawiany językiem świata, a nie świat językiem Kościoła.

Po drugie, jakiś czas temu wiele nominacji biskupich było ogłaszanych najpierw w „Gazecie Wyborczej” lub w „Rzeczpospolitej”, a dopiero później przez nuncjaturę. Gdy na łamach „Naszego Dziennika” napiętnowałem tę praktykę, red. Wiśniewska ogłosiła w „Wyborczej”, że szukam szpiega w nuncjaturze. Coś jednak było na rzeczy, niekoniecznie w nuncjaturze, skoro o ostatnich nominacjach nie dowiadujemy się już z gazet.

Dziennikarka „Wyborczej” i jej pracodawcy stracili cennego (cennych?) informatora, a może przeszli oni w stan uśpienia? Redaktor Krzyżak próbuje reaktywować tamte metody, dając do zrozumienia, że „wie więcej”, a zatem porusza się w kręgach kościelnych, które „mogą więcej”. Atmosfera zamętu i giełda nazwisk upokarzają tych, dla których Kościół jest domem, sugerują bowiem, że jest to dom spróchniały i wystawiony na licytację przez grupę „trzymającą władzę”, która ma w nim najwięcej do powiedzenia.

Po trzecie, nie może ani nie powinno być tak, że duchowni i wierni o nominacjach biskupich dowiadują się z gazet i mediów. Tego rodzaju próby muszą być natychmiast napiętnowane, zaś ich autorzy odsunięci od wszelkich bliskich kontaktów z instytucjami kościelnymi oraz osobami zajmującymi odpowiedzialne i wpływowe stanowiska i funkcje.

Kilka skandalicznych i zakrojonych na szeroką skalę akcji podjętych przeciw Kościołowi w Polsce po śmierci Jana Pawła II powinno być wystarczającą lekcją, by nie dopuścić do kolejnych prób szkodzenia mu i psucia jego wizerunku. Dobrze widać, że Kościół nie ma wokół siebie wyłącznie przyjaciół, zaś do Chrystusowej owczarni zakradają się także ci, którzy kierując się różnymi pobudkami, nie chcą owiec integrować i strzec, lecz je konfliktować i strzyc.

Po czwarte, coraz mocniej nasuwa się pytanie, jakie motywy kierują, wprawdzie nielicznymi, ale nagłaśnianymi przez media duchownymi, którzy uwiarygodniają antykościelną produkcję wystąpieniami we wrogich Kościołowi katolickiemu środkach masowego przekazu.

Kilku zakonników i kapłanów, których red. Adam Michnik obdarzył mianem „wybitnych”, porzuciło stan duchowny, a nawet opuściło Kościół, mnożąc przeciw niemu ciężkie zarzuty i oskarżenia. W klimacie szczucia na duchowieństwo odbywają się próby wprowadzania i piętrzenia groźnych podziałów, powodujących osłabienie autorytetu księży i utratę zaufania wobec nich ze strony wiernych. Przykro to powiedzieć, ale prawda jest taka, iż to, co się w tej dziedzinie obecnie w Polsce dzieje, pod wieloma względami przerasta nagonki na Kościół i duchowieństwo w czasach PRL.

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/33755,k ... wniku.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 29 cze 2013, 06:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Niedzielna praca nie popłaca

Mariusz Majewski

W niektórych dyskusjach, chociażby na temat związków partnerskich, zwolennicy liberalizmu powołują się na inne europejskie państwa, stawiając je jako wzór. Takich porównań brakuje w sporze o niedzielny handel. Pewnie dlatego, że jest to niewygodne, bo zakaz handlu w niedzielę lub mocne jego ograniczenia obowiązują m.in. w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Holandii czy Austrii.

„Szkodliwość dla gospodarki” to chyba najpopularniejszy zarzut wobec zakazu handlu w niedzielę. Jak to jest naprawdę z tą rzekomą szkodliwością, skoro oprócz wymienionych krajów podobne ograniczenia występują jeszcze np. w Grecji, Belgii, Luksemburgu, na Cyprze, Malcie oraz w Słowenii? Różnią się w tej sprawie sami handlowcy. Polska Izba Handlu popiera pomysł ograniczenia handlu w niedzielę, wskazując chociażby na to, że nie jest on opłacalny dla małych i średnich sklepów. Z kolei zdaniem Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, zakaz handlu w niedzielę spowoduje spadek obrotów handlowych i redukcję zatrudnienia. Czy obawy o podłożu ekonomicznym są w tym przypadku uzasadnione?

Chronić pracowników

„Ilość środków dostępnych w budżetach domowych nie zmieni się. To, czego nie kupimy w niedzielę, kupimy innego dnia tygodnia. Jeśli nie kupimy dokładnie tej rzeczy, wydamy pieniądze na coś innego. Ponieważ zakaz handlu nie jest zakazem produkcji ani świadczenia usług, nie ucierpią możliwości podażowe gospodarki. Nie spadnie też popyt, zmieni się jedynie jego rozłożenie sezonowe” – czytamy w uzasadnieniu projektu, który niedawno trafił do Sejmu.

Biorąc pod uwagę gospodarczy wymiar handlu w niedzielę, trzeba na ten problem spojrzeć również z perspektywy pracownika. Szef Sekretariatu Krajowego Banków, Handlu i Ubezpieczeń „Solidarności” Alfred Bujara podkreśla, że od czasu wejścia na polski rynek wielkopowierzchniowych sieci handlowych liczba ich pracowników spadła kilkakrotnie, nie zmniejszyły się natomiast obowiązki. – To powoduje większą niż kiedyś eksploatację zatrudnionych. W wielu hipermarketach pracownicy mają tylko jedną w miesiącu wolną niedzielę – wyjaśnia. I dodaje: – Problemem staje się to, czy będzie można spędzić niedzielę z rodziną, ale także np. to, komu powierzyć opiekę nad dziećmi pod nieobecność pracującego w niedzielę rodzica.

Ostrzejszy w ocenie tezy, że zakaz handlu w niedzielę szkodzi gospodarce, jest przewodniczący KK NSZZ „Solidarność” Piotr Duda. – Straszenie sformułowaniami o gospodarczym samobójstwie, ignorancji czy wręcz zapowiedź upadłości i zwolnień kilkudziesięciu tysięcy pracowników nie ma żadnego uzasadnienia w faktach. Takie stawianie sprawy nosi znamiona szantażu – ucina.

Duda podkreśla jeszcze, że zmniejszone obroty z powodu wolnej niedzieli zrekompensują zwiększone obroty w piątek i sobotę. – Być może na początku będziemy musieli zmienić nieco swoje przyzwyczajenia, ale ostatecznie taka zmiana będzie dla branży neutralna – ocenia. Poza tym ludzie i tak nie zrezygnują całkiem z wydawania pieniędzy. Jeśli nie zrobią tego w zamkniętych hipermarketach, to mogą się zdecydować na pójście do kawiarni, restauracji, kina, teatru czy filharmonii.

Niemiecki i austriacki przykład

Często podawanym przykładem, jeśli chodzi o obowiązujący zakaz, są Niemcy. W ich konstytucji wolna od pracy niedziela jest pod szczególną ochroną. Od czasu reformy federalnej w 2006 r. kompetencje prawne dotyczące ustalania czasu otwarcia sklepów zostały przekazane poszczególnym krajom związkowym, czyli tzw. landom. Gdy decyzją parlamentu pozwolono na otwarcie sklepów w ciągu dziesięciu niedziel, w tym w cztery niedziele Adwentu między godziną 13.00 a 20.00, stołeczny samorząd został skarcony przez Trybunał Konstytucyjny. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił, że niedziele i dni świąteczne są nie tylko „dniami wolnymi od pracy” ze względów religijnych, ale również czasem osobistego wypoczynku pracowników i chronią także ich prawo do uczestnictwa w życiu społecznym.

Takie regulacje nie przeszkadzają Niemcom mieć opinii najprężniejszej gospodarki Europy i szczycić się niskim bezrobociem. Podobnie jest również w Austrii. – Chociaż w niedzielę sklepy są zamknięte, to jednak jesteśmy krajem gospodarczego sukcesu, a bezrobocie wśród młodzieży jest bardzo niskie – tłumaczył Franc Brantner, przedstawiciel austriackich związków zawodowych na sympozjum „Niedziela wspólnym dobrem” zorganizowanym przez Sekcję Teologii Pastoralnej UKSW. Zakaz ten nie dotyczy dworców kolejowych i lotniczych, stacji paliwowych oraz kawiarnii, barów i restauracji.

Brantner stwierdził też, że w jego kraju od kilkunastu lat daje się odczuć bardzo silny nacisk na możliwość handlu w niedzielę ze strony „niektórych środowisk liberalnych oraz międzynarodowych sieci supermarketów”. Napotykają jednak na silny opór ze strony samorządów. – Samorządowcy intensywnie bronią niedzieli, bo tylko wolna niedziela daje możliwość integracji lokalnych społeczności oraz rozwoju działalności kulturalnej w przestrzeni małych miasteczek czy wsi. Wolną od handlu niedzielę udaje się obronić, gdyż opowiada się za nią większość społeczeństwa – podkreśla przedstawiciel austriackich związków zawodowych.

Jak handluje Europa

W Holandii handel jest wprawdzie dozwolony, ale tylko w miejscach turystycznych, z kolei np. w Grecji jest znacznie ograniczony. Hiszpania i Włochy pozwoliły natomiast na wprowadzenie godzin handlowych tylko kilka dni w roku. W tym pierwszym kraju sklepy mogą być otwarte w 12 niedziel w roku, m.in. w okresie przed Bożym Narodzeniem. We Włoszech czas pracy sklepów określają władze 20 regionów.

Zamachu na ograniczenie pracy w niedzielę w całej francuskiej gospodarce próbował dokonać poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy. Sztab prezydencki wymyślił do tego hasło „Więcej pracować, żeby więcej zarobić”. Ostatecznie reforma objęła godziny otwarcia sklepów w wybranych regionach, takich jak: Paryż, Marsylia czy Lille oraz w regionach turystycznych. Przede wszystkim jednak pracowników nie można nakłaniać do pracowania w niedziele. Gdy natomiast będą wówczas pracować, powinni otrzymać wolne godziny i odpowiednie premie.

W Belgii niedzielny handel jest zakazany poza pięcioma niedzielami w roku, sklepami zatrudniającymi do pięciu osób, sklepami specjalistycznymi oraz znajdującymi się w regionach turystycznych. Podobnie w Szwajcarii, gdzie od końca 2007 r. władze kantonalne mogą zezwolić na handel w najwyżej cztery niedziele w roku. Niedzielny handel może odbywać się na większych dworcach, lotniskach i stacjach benzynowych.

Z ograniczeniami w niedzielnym handlu mają też do czynienia Norwegowie. W niedziele i święta mogą być otwarte tylko małe sklepy sprzedające przedmioty codziennego użytku. Nie podlegają tym zakazom sklepy na stacjach benzynowych i w centrach turystycznych. W trzy ostatnie niedziele przed Bożym Narodzeniem wszystkie sklepy mogą pracować w godzinach popołudniowych.

Zupełnie inaczej przedstawia się to w takich krajach jak Portugalia, Irlandia, Dania, Słowacja, Czechy, Węgry, Finlandia czy Szwecja. Tam albo można dowolnie handlować w niedzielę, albo są w tym względzie drobne ograniczenia. Jedno jest pewne, niezależnie od polskiego finału dyskusji o ograniczeniach w handlu – europejskie gospodarki wcale nie popadają w ruinę, zakazując lub wprowadzając ograniczenia niedzielnego handlu. Mają się dobrze i przyciągają obywateli innych krajów. W tym dużą liczbę Polaków.

http://www.naszdziennik.pl/wp/42286,nie ... placa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 17 lip 2013, 19:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Hartman – „nosiciel postępu”

Spotkanie o. Johna Bashobory na Stadionie Narodowym, na które przybyło 60 tysięcy wiernych doprowadziło lewaków do białej gorączki.

Członek-założyciel żydowskiej loży B’nai B’rith Polska, Jan Hartman nazwał je z miejsca „Cudownym zidioceniem” pisząc:

„Co to znaczy, że ludzie, którzy mają ukończone studia mówią sobie tak po prostu o cudach, egzorcyzmach i temu podobne brednie? Jakieś Nowe Średniowiecze? A może Nowe Zidiocenie?"

Wiemy, jakie są cele organizacji, której Hartman wiernie służy i należałoby przejść nad tym do porządku dziennego machając ręką i myśląc sobie, cóż, chłop jest w robocie i musi rąbać to katolickie drzewo.

Widać jednak w słowach Hartmana jakieś totalitarne atawizmy i ciągotki, aby zakazać mówienia o cudach i egzorcyzmach, na początek wszystkim tym, którzy ukończyli studia.

Hartman reaguję histerycznie i impulsywnie, jeśli chodzi o wskrzeszania, ale kiedy jest mowa o eutanazji, czyli uśmiercaniu zaczynają dziwnie błyszczeć mu oczka.

Kiedy w 2009 roku na oczach całego świata wstrzymano sztuczne odżywianie włoszki Eluany Englaro, która po wypadku samochodowym była w stanie śpiączki, profesor Hartman mówił:

„Lepiej chodzić na groby bliskich niż opiekować się żywym grobem” albo „Podtrzymywanie funkcji życiowych ciał, które już dawno umarły nie ma sensu”. Przy wsparciu Kazimiery Szczuki próbował Hartman zagłodzenie na śmierć Eluany przedstawić jak śmierć zadaną z wyższych ludzkich pobudek.

Warto zawczasu przestrzegać.

III Rzesza zanim rozpoczęła akcję masowej eutanazji ludzi chorych lub będących w takim stanie jak zagłodzona na śmierć w majestacie prawa Włoszka, przeprowadziła wielką akcję propagandową pod hasłem „Śmierć z litości” oraz nakręcono film zatytułowany „Istnienie bez życia”.

Osobisty lekarz Hitlera, Karl Brandt uznał za najważniejsze wymyślenie takiego sposobu perswazji skierowanej do rodzin i rodziców uśmiercanych oraz lekarzy, personelu medycznego i obywateli, aby ewentualne poczucie winy za śmierć zamienić w uczucie satysfakcji ze spełnienia dobrego uczynku powodowanego uczuciami wyższymi.

Wszystkim tym powalonym profesorskim tytułem Hartmana i mianem etyka oraz tropicielom faszyzmu warto coś przypomnieć.

W dniach od 9 grudnia 1946r. do 20 sierpnia 1947r. odbywał się Norymberski Proces Lekarzy. Na ławie oskarżonych zasiadły 23 „autorytety” z naukowymi tytułami, z których 7 skazano na karę śmierci.

Oni broniąc się też twierdzili, że można zabić człowieka i traktować to, jako dobry uczynek.

Pamiętajmy też, że historia lubi się powtarzać, a „naukowcy” i „autorytety moralne” do wynajęcia potrafią umotywować każdą podłość, a nawet przedstawić ją jako "dobro”.

http://wyborcza.pl/1,75248,14244029,Har ... z2YcoiE8xh

http://kokos.salon24.pl/521413,hartman-nosiciel-postepu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 10 paź 2013, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Przeciwstawienie się narzucanemu nam nihilistycznemu barbarzyństwu to nasz obowiązek. Nie ma dla nas Polaków innej drogi.
W narzucanej nam barbarzyńskiej kulturze idiotów, nie ma nic z tego co polskie, a bez tego co polskie przestaniemy być Polakami.


Więcej klasyki

„Lektury bez cenzury” – pod takim hasłem 14 października rusza akcja promująca klasyczne dzieła polskiej literatury. Z inicjatywą wystąpiła Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.

Akcja „Lektury bez cenzury” ma promować klasykę polskiej literatury, jak „Pan Tadeusz” i „Konrad Wallenrod” Adama Mickiewicza czy „Trylogia” Henryka Sienkiewicza, bezceremonialnie rugowaną z kanonu lektur szkolnych.

Oficjalne ogłoszenie przedsię- wzięcia nastąpi 14 października br., czyli w Dniu Edukacji Narodowej, w Lublinie. W południe na placu Łokietka dzieci mają wspólnie recytować „Katechizm polskiego dziecka” Władysława Bełzy, zostaną też odczytane fragmenty „Pana Tadeusza”.

Związkowcy deklarują, że organizują akcję w poczuciu odpowiedzialności za szkołę i dobro uczniów. Jest skierowana do wszystkich – bez względu na wiek, wykształcenie i wykonywaną pracę – „którzy są świadomi nieodwracalnych i niezwykle szkodliwych działań dla kształcenia i wychowania młodzieży realizowanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej poprzez zmianę podstawy programowej kształcenia ogólnego”.

– Jesteśmy zaniepokojeni zniknięciem z listy lektur dzieł autorów kojarzących się z postawami patriotycznymi i współtworzących kulturowy rdzeń polskiej wspólnoty narodowej – tłumaczy w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Wojciech Jaranowski, rzecznik prasowy oświatowej „Solidarności”.

„Solidarność” w najbliższym czasie ogłosi też konkurs. Będzie on polegał na odpowiedzi na pytanie: „Jakie słowa zaszkodziły klasyce literatury polskiej: utworom Adama Mickiewicza „Pan Tadeusz”, „Konrad Wallenrod” oraz „Trylogii” Henryka Sienkiewicza, że minister edukacji narodowej ruguje je z kanonu lektur szkolnych?”. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na początku przyszłego roku. – Laureaci zostaną nazwani obrońcami literatury polskiej – mówi rzecznik Wojciech Jaranowski.

Z apelem do minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas o rewizję programów nauczania języka polskiego w gimnazjach i liceach wystąpiła z kolei Krajowa Sekcja Nauki NSZZ „Solidarność”. „Zadaniem polskiej szkoły jest wykształcenie obywateli związanych poczuciem wspólnoty narodowej, świadomych polskiej tradycji i polskiej kultury. Tymczasem pojawiły się lektury, które przynależą do tego, co dawniej określano mianem literatury pensjonarskiej. Z drugiej strony w programie liceum pojawiają się autorzy hermetyczni, trudni do zrozumienia bez znajomości kontekstu społecznego i kulturowego przedwojnia” – pisze Rada Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” w liście do minister Szumilas, wymieniając Brunona Schulza i Witolda Gombrowicza.

– Nie odbieram wielkości Gombrowiczowi, ale moim zdaniem „Ferdydurke” nie będzie zrozumiała dla uczniów, którzy nie znają dzieł wielkich poprzedników autora „Dzienników”. Nie da się zrozumieć Gombrowicza bez Sienkiewicza – argumentuje prof. Edward Malec, przewodniczący KSN NSZZ „Solidarność”. – Lektura dzieł polskich wieszczów jest istotna dla rozumienia polskiej tożsamości narodowej. Dlatego wzywamy minister edukacji narodowej Krystynę Szumilas do takiej rewizji programów nauczania języka polskiego w gimnazjach i liceach, która spełni te oczekiwania – kwituje prof. Malec. List do minister edukacji został wysłany pod koniec września. Do dziś związek nie doczekał się odpowiedzi.

Zmiany na liście lektur szkolnych zaczęto wprowadzać w 2009 r., jeszcze za czasów minister edukacji Katarzyny Hall, gdy ruszyła reforma systemu oświatowego. Wówczas też w szkołach zaczęła obowiązywać nowa podstawa programowa ustalająca także listę dzieł literackich, z którymi muszą zapoznać się uczniowie. I kosztem klasyki polskiej literatury wpisano na nią m.in. kryminały oraz powieści z gatunku fantasy.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... asyki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 19 mar 2014, 09:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Zagony pogaństwa

Ks. kard. August Hlond

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Barbarzyństwo, spustoszywszy Europę potopem gwałtów, krzywd i krwi, chce się utrwalić na całe tysiąclecie. (…) Jak to jest możliwe po dziewiętnastu wiekach chrześcijaństwa? Rzecz jest jasna. Kataklizm jest następstwem dechrystianizacji życia, jest wynikiem apostazji od Chrystusa i Jego prawa, jest rezultatem przywrócenia pogaństwa. Apostazję tę przygotowywano i szerzono od dłuższego czasu w literaturze, w kulturze, szkole, rodzinie, ruchach społecznych i politycznych, a najzawzięciej w życiu państwowym. Zewsząd wypierano myśl chrześcijańską. Laicyzowano sumienie. Ostentacyjnie deptano prawo Boże. Tak odebrano wielkim połaciom Europy zmysł chrześcijański i stworzono w duszach moralną pustkę, której żadne sztuczne normy etyczne wypełnić nie zdołały. Tak wydrążono i zdegradowano człowieka pod pretekstem obrony jego praw i postępu. Tak wydano współczesność na łup neopogaństwa, które wyparłszy się formalnie chrześcijaństwa i wyzwoliwszy się z wszelkich przepisów prawa Bożego, mogło już swobodnie hulać w Europie. Tak doszło ostatecznie do dywinacji [ubóstwienia] krwi plemiennej, do apoteozy najazdu i perwersyjnego okrucieństwa, do gloryfikacji kłamstwa, do przywrócenia niewolnictwa, do bezprzykładnego poniżenia człowieka. Jedyną skuteczną radą na to jest rechrystianizacja Europy. Orężne rozbicie stalowych zagonów pogaństwa położy kres niewoli, ale nie wyzwoli ludów z wewnętrznej niemocy. Najlepsze polityczne i socjalistyczne reformy pozostaną ramą, w którą należy wstawić zdrowe życie ducha odrodzonego. A ducha tego już tylko z Ewangelii zaczerpnąć można.

Lourdes, grudzień 1942

--------------------------------------------------------------------------------

Dlaczego Europa bez chrześcijaństwa to Europa barbarzyńska, pogańska, okrutna? Przecież wiara nie może być z przymusu, więc nie można zmuszać Europy do tego, by wierzyła. Dlaczego nie zostawić Europie wolności niewiary? Co innego wolność niewiary, a co innego zaplanowana walka przeciwko chrześcijaństwu. Od ponad 200 lat walka ta toczy się w sposób zorganizowany i zaplanowany, na wschodzie i na zachodzie. Chrześcijaństwo jako cywilizacja zbyt mocno weszło w duszę narodów europejskich i w ich kulturę, by dechrystianizacja przebiegała bezboleśnie: tracąc chrześcijaństwo, narody te tracą wszystko – nie tylko to, co boskie, ale i to, co ludzkie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/71762,zag ... nstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wtórne barbarzyństwo
PostNapisane: 28 kwi 2014, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31115
Dzicz barbarzyńska też zabrała swój głos w sprawie kanonizacji Jana Pawła II. GW. np. zauważyła w tak uroczystym dniu i w tak istotnym dla Polski i świata wydarzeniu ... podział w Watykanie. A przedstawiciele szatana na ziemi przystąpili do profanacji rzeczy świętych. Zapewne po takich doznaniach przystąpią ze wzmożonym wysiłkiem do odbudowy dewianckiej tęczy.
Ich świat jest naprawdę mały, ciasny i mętny i trywialny. Taki sobie kołtuniasty ciemnogród, pełen agresji i nienawiści.


Próba profanacji obrazu Jezusa Miłosiernego

Obrazek

W Święto Miłosierdzia Bożego, gdy w krakowskich Łagiewnikach dziesiątki tysięcy pielgrzymów dziękowały za kanonizację Papieży Jana XXIII i Jana Pawła II doszło do próby profanacji słynącego łaskami obrazu Jezusa Miłosiernego.

„27 kwietnia br. o godzinie 16.40 w kaplicy klasztornej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach doszło do przykrego zdarzenia: łaskami słynący obraz Jezusa Miłosiernego i grób św. Siostry Faustyny został oblany cieczą z brokatem. Sam obraz nie uległ uszkodzeniu, ponieważ znajduje się w specjalnym kasetonie. Uszkodzona została natomiast rama obrazu, pozłacane elementy ołtarza oraz marmurowa trumienka św. Siostry Faustyny. Osoba, która dokonała tego czynu została zatrzymana przez służby porządkowe i przekazana policji. Siostry i pielgrzymi licznie obecni w Sanktuarium spontanicznie podjęli modlitwę wynagradzając” – czytamy oświadczaniu s. M. Elżbiety Siepak, rzecznik prasowej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia.

Jak informuje Katarzyna Cisło z małopolskiej policji, próby profanacji dokonała 37-letnia kobieta, której motywy działania nie są w tej chwili znane.

Do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, przybyło wczoraj ponad sto tysięcy pielgrzymów, by wziąć udział w obchodach Święta Miłosierdzia i dziękować za kanonizację Papieży Jana XXIII i Jana Pawła II. Wśród wiernych byli przedstawiciele z ponad 30 krajów z wszystkich kontynentów.

MM

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rnego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /