Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 27 kwi 2016, 21:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Półanalfabetyzm

W całym świecie zachodnim dzieci objęte są obowiązkowym kształceniem, czyli muszą chodzić przynajmniej do szkoły podstawowej, a najczęściej również do średniej. Kończąc takie szkoły absolwenci powinni, na zdrowy rozum, zdobyć dwie podstawowe umiejętności: umiejętność czytania i umiejętność pisania.

Słowo «analfabetyzm» zbudowane jest w oparciu o dwie pierwsze litery alfabetu greckiego, właśnie: alfa i beta, gdy przedrostek «an» oznacza negację. Analfabeta to ktoś, kto nie zna alfabetu, już nie greckiego, ale rodzimego języka. Jeśli dzieci chodzą do szkoły, to z pewnością muszą poznać alfabet. Dzięki temu już nie są analfabetami. Jednak znajomość alfabetu, to nie jest wystarczający powód do dumy. Trzeba jeszcze umieć łączyć litery w wyrazy, a wyrazy we frazy. Co więcej, trzeba wiedzieć, gdzie ma pojawić się pauza i jaką intonacją ma zakończyć się każda fraza. I tu okazuje się, że edukacja współczesna kończy się na poziomie czytania wyrazów. Uczniowie nie potrafią płynnie przejść do fraz, nie znają intonacji, nie potrafią poprawnie akcentować. Edukacja jest prawdziwie elementarna, są elementy, ale nie ma budowli, nie ma w pełni rozwiniętego języka Modrzejewskiej, Sienkiewicza, Jana Pawła II.

Ciekaw jestem, jak wiele osób zauważyło, że nasz Papież przemawiał stosując klasyczne zasady, jakimi posługiwali się najwięksi mistrzowie sceny polskiej. Nigdy się nie spieszył, robił pauzy, celnie operował intonacją, mówił frazami. To jest tak oczywiste i tak naturalne dla naszego języka, że chłonęliśmy Jego słowa nie tylko z uwagi na treści w nich zawarte, ale również z uwagi na sposób mówienia. Ale też Karol Wojtyła przeszedł dobrą szkołę, gdy pasjonował się teatrem.

Dziś, gdy zapytamy setkę studentów, czy ktoś w domu, gdy byli mali, zwracał im uwagę na to, jak mówią, podniesie się najwyżej jedna lub dwie ręce do góry. A w szkole? I tu efekt jest zdumiewający: to samo, co w domu. Jedna, dwie osoby miały to szczęście, że ktoś nad nimi pracował. A reszta? Nauczyła się alfabetu, poprawnie składa wyrazy (i to też nie wszystkie), i na tym koniec. W ten sposób wyrastają pokolenia tzw. funkcjonalnych analfabetów, czyli ludzi, którzy nie opanowali do końca ojczystego języka, aby się nim swobodnie posługiwać.
Niewiele jest dziś domów, w których rodzice czytają dzieciom na głos, dając w ten sposób możliwość nie tylko poznania perełek naszej literatury, ale również wzór, jak należy czytać. Niewiele jest domów, w których zwraca się uwagę na błędy wymowy, na wyraźność, na akcenty. Dzieci mówią, jak chcą, jedno lepiej, drugie gorzej. I to wszystko.

A szkoła? Szkoła jest przepełniona. Gdy w jednej klasie jest ok. 30 dzieci (a bywa że i więcej), gdy języka polskiego jest zaledwie kilka godzin w tygodniu (i to też nie języka polskiego, tylko kulturoznawstwa), to nie ma fizycznie szans na to, aby każde dziecko nauczyć dobrze czytać. A każde dziecko pod tym szczególnie względem jest oryginalne, ma najczęściej swoje oryginalne wady wymowy lub przynajmniej niedociągnięcia, które trzeba wolno i systematycznie skorygować. W większości szkół nic takiego się nie dzieje. Nauczyciel, aby sobie ułatwić, dobiera jednego lub dwóch uczniów, którzy najlepiej czytają i w ten sposób ma problem z głowy. Zaś w razie jakiejś kontroli po prostu wywołuje pewniaków, którzy wystąpią przed urzędnikiem w imieniu całej klasy robiąc dobre wrażenie. A im wyższa klasa, tym bardziej oczywiste, że przecież uczeń tak podstawową umiejętność, jak czytanie, musiał zdobyć już wcześniej. I koło się zamyka. Abiturient trafia na studia i... nie umie czytać.
Choć to przykre, a może i wstydliwe, ale pewien przegląd sytuacji mamy w kościele, zwłaszcza podczas niedzielnej Mszy św. Przed Ewangelią są tzw. czytania, fragment ze Starego Testamentu i fragment z Nowego. Czytań podejmuje się najczęściej młodzież, choć zdarza się, że i osoby starsze. Podstawowy problem w przypadku Starego Testamentu, to obecność wielu trudnych do wymówienia imion lub nazw miejscowości. Zdarza się, że lektor potyka się i nie potrafi poprawnie ich przeczytać. W przypadku Nowego Testamentu w czytaniach najczęściej pojawiają się urywki z listów św. Pawła.

Tutaj występuje inny problem, a jako słuchacze przekonujemy się, gdy rozumiemy słowa, a nie rozumiemy sensu całości. Wcale nie musi tu chodzić o jakiś głęboko ukryty wymiar teologiczny. Chodzi o to, że św. Paweł był mistrzem słowa (św. Augustyn określał Go mianem «Socjusza mądrości» i «księcia elokwencji»), a jego sformułowania przybierają postać tzw. okresu, nierzadko dość skomplikowanej konstrukcji retorycznej. Aby ją poprawnie przeczytać, trzeba nietyle iść wyraz po wyrazie, ale ogarnąć całość, tę całość pojąć, bo dopiero w świetle całości poszczególne wyrazy mają sens. Należy więc najpierw taki fragment zanalizować i zrozumieć, a dopiero potem czytać. I właśnie lektor, nierzadko ufny w swe siły, nie zastanowi się nad tekstem (bo wszystko musi być szybko, bo nie ma czasu, bo dowiaduje się na minutę przed Mszą, co będzie czytał). Więc czyta, sam nie rozumiejąc, o co chodzi, a tym bardziej nie rozumieją tego biorący udział w nabożeństwie. Ale jest to u nas temat, który jakoś skrzętnie się pomija.

A pomyśleć, że z końcem wieku XIX, gdy Polska była pod zaborami, Helena Modrzejewska podbiła świat nie tylko rolami w obcych językach, ale również słowem polskim. Okazuje się bowiem, że nierzadko w kluczowym momencie sztuki przechodziła nagle z angielskiego na polski. A proszona na przyjęciach czy spotkaniach w domach prywatnych o zadeklamowanie jakiegoś fragmentu, podobno, deklamowała tylko po polsku. Jakiż to musiał być piękny język. Czy jeszcze kiedyś takim będzie?

Piotr Jaroszyński
Magazyn Polski, nr 12 (108), Grudzień 2014

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... alfabetyzm


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 30 kwi 2016, 06:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Unijna komisarz propaguje postulaty LGBTI

Środowisko LGBTI znalazło sojusznika w osobie Věry Jourovej, unijnej komisarz ds. sprawiedliwości, spraw konsumenckich i równości płci, która jednoznacznie ujawniła swoje poglądy w październiku 2015 r. na dorocznej konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia Lesbijek i Gejów (ILGA). Wygłosiła wówczas oświadczenie, w którym przekonywała, że to zasady wynikające z przekonań religijnych decydują o „homofobicznym” stanowisku niektórych europejskich liderów politycznych kwestionujących wyodrębnianie „praw osób LGBTI”.

Czeska członek Komisji Europejskiej uznała tę sytuację za „nie do zaakceptowania” i zapowiedziała podjęcie radykalnych kroków mających na celu „zwalczanie mowy nienawiści”. Jedną z propozycji jest zwiększenie współpracy z dostawcami usług internetowych tak, aby „mowa nienawiści” mogła być szybko wykrywana i usuwana z internetu (np. z Facebooka) bezpośrednio po zgłoszeniu takiego przypadku. Jourová zadeklarowała, że w najbliższych latach podejmie działania w celu zabezpieczenia praw osób LGBTI, aby „ich akceptacja była egzekwowana”.

Jak informowaliśmy, już miesiąc później przy współudziale Jourovej podjęta została lista działań na rzecz LGBTI. Zawiera ona szereg propozycji, które mogą doprowadzić do ograniczenia wolności słowa, wolności sumienia i wolności gospodarczej. Jednocześnie pozostają one w sprzeczności z polskimi rozwiązaniami rangi konstytucyjnej. Przedmiotowa lista działań stała się następnie przedmiotem obrad Rady UE, która przedstawiła projekt dokumentu z zaleceniami dla państw członkowskich w zakresie przeciwdziałania dyskryminacji i dążenia do równouprawnienia osób LGBTI. Ostatecznie 7 marca br. Rada ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów, ze względu na weto Węgier, odrzuciła zaproponowane stanowisko.

Coraz częściej państwa członkowskie doświadczają presji mającej na celu przeformułowanie definicji „członków rodziny”. W kontekście nacisków lobby LGBTI wyraźnie widać potrzebę podkreślenia na poziomie unijnym naturalnej tożsamości małżeństwa i rodziny. Taki cel ma Europejska Inicjatywa Ustawodawcza „Mama, Tata i Dzieci”, która, odwołując się do zasady subsydiarności, jest obywatelską odpowiedzią na zwiększającą się swobodę organów UE w kształtowaniu pojęć małżeństwa i rodziny we wspólnotowych aktach prawnych. Podpisy pod inicjatywą można składać w formie elektronicznej na stronie internetowej mamatataidzieci.pl.

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/swiat/156881 ... lgbti.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 16 cze 2016, 11:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Jednostronny raport Rady Europy

Zaprezentowany został Raport Okresowy Komisarza Praw Człowieka Rady Europy z wizyty w Polsce 9-12 lutego[1]. Chociaż Instytut Ordo Iuris w lutym br. brał udział w konsultacjach z przedstawicielami organizacji pozarządowych z Komisarzem Nilsem Muižnieksem, próżno szukać we wskazanym dokumencie stanowiska Instytutu. Raport Okresowy wydaje się dalece jednostronnym opracowaniem, w którym w wielu miejscach dokonano nieuprawnionej pod względem prawnym wykładni przepisów traktatowych i budzącej szereg wątpliwości oceny stanu faktycznego.

Raport Okresowy Komisarza Praw Człowieka RE dotyczy stanu ochrony praw człowieka w Polsce po powołaniu rządu w 2015 r. Już sama cezura czasowa przyjęta przez Komisarza budzi istotne wątpliwości co do jego bezstronności politycznej – pomija on bowiem istotne problemy dotyczące realizacji praw człowieka w Polsce za poprzedniej kadencji rządu i, co za tym idzie, nie opisuje pozytywnych zmian w tym zakresie, jakie zaszły na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Omawiany dokument podzielony jest na 4 części. Pierwsza z nich dotyczy zagadnień instytucjonalnych związanych z ochroną praw człowieka w Polsce; druga funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości; trzecia wolności mediów. Czwarta część, stanowiąca jednocześnie 1/3 Raportu, dotyczy zagadnienia dyskryminacji kobiet w Polsce i to właśnie ona budzi szczególne wątpliwości – zarówno z punktu widzenia faktów dotyczących sytuacji kobiet w Polsce, jak i mandatu przysługującego Komisarzowi.

Komisarz w Raporcie wiele miejsca poświęca zagadnieniu przemocy wobec kobiet, wskazując bez odwołania do jakichkolwiek danych statystycznych, że problem ten jest w Polsce szeroko rozpowszechniony. Jednocześnie, całkowicie lekceważy on fakt, że to właśnie w Polsce, która przez długi czas opierała się lewicowym eksperymentom, odsetek kobiet doświadczających przemocy jest najniższy w całej Europie. W ten sposób podważa on metodologię badań przeprowadzonych przez Agencję Praw Podstawowych UE[2].

Szczególne zaniepokojenie Komisarza wzbudził fakt, że istnieją w Polsce środowiska (także naukowe), które podważają zasadność genderowego podejścia do kwestii dyskryminacji kobiet i wskazują na jego ideologiczny charakter. Zdaniem Komisarza, takie dyskusje nie powinny mieć w Polsce miejsca i w związku z tym – oczywiście w imię wolności słowa i praw człowieka – apeluje on do polskiego rządu o podjęcie stosownych działań mających na celu „dekonstrukcję ataków na pojęcie gender equality”. Jednocześnie, Komisarz nie dostrzega, że w państwach, w których politykę antydyskryminacyjną oparto na perspektywie genderowej. takich jak kraje skandynawskie, odsetek kobiet doświadczających przemocy jest bardzo wysoki[3].

Kwestie przemocy wobec kobiet i nieomylności teorii gender nie są jedynymi zagadnieniami, którym uwagę poświęca Komisarz. Przykładowo, wskazuje on, że ze względu na utrwalone w polskiej mentalności stereotypy kobiety w naszym kraju mają liczne problemy z rozwojem kariery zawodowej. Po raz kolejny Komisarz nie podaje żadnych danych mających poprzeć jego tezę i ignoruje najnowsze badania przeprowadzone przez organizacje takie jak OECD, UN i UE jednoznacznie wskazujące, że w zakresie możliwości rozwoju zawodowego, płac i awansu Polska jest w ścisłej czołówce państw na świecie (podsumowanie tych badań można znaleźć TUTAJ).

Zarazem Komisarz w ogóle nie odnosi się do sygnalizowanego przez liczne organizacje realnego problemu dyskryminacji kobiet decydujących się na nieodpłatną pracę domową, a także barier uniemożliwiających im realizowanie aspiracji związanych z macierzyństwem.

Istotna część wydanego przez Komisarza dokumentu dotyczy upowszechniania tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych, oznaczających de facto promocję aborcji i obowiązkowej edukacji seksualnej. Należy przy tym podkreślić, że w prawie międzynarodowym nie istnieje coś takiego jak pojęcie „praw reprodukcyjnych i seksualnych” (dalej: SRHR), ponieważ – jak dotąd – państwa nie wyraziły zgody na stosowanie tej kontrowersyjnej konstrukcji. Tym samym już samo posługiwanie się terminem SRHR stanowi nieuprawnione wykroczenie przez Komisarza poza kompetencje wynikające z postanowień prawa traktatowego. Termin SRHR używany jest zwykle w kontekście upowszechniania aborcji, antykoncepcji i obowiązkowej edukacji seksualnej. Tak jest również w przypadku wydanego przez Komisarza Raportu – nawołuje on polski rząd do zmniejszania prawnej ochrony ludzkiego życia od momentu poczęcia i całkowitej dekryminalizacji aborcji (także w stosunku do lekarzy, którzy ją nielegalnie wykonują), zlikwidowania barier w dostępie do aborcji (w tym restrykcyjnej interpretacji przepisów aborcyjnych oraz stosowania klauzuli sumienia), umożliwienia stosowania antykoncepcji osobom niepełnoletnim bez zgody rodziców czy wprowadzenia do polskich szkół obowiązkowej edukacji seksualnej. Prawa rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem gwarantowane przez Polską Konstytucję zostały przez Komisarza całkowicie zignorowane. Milczeniem Komisarz zbył również wielokrotnie sygnalizowany przez organizacje pozarządowe (w tym Ordo Iuris) proceder uśmiercania żywo urodzonych dzieci wskutek aborcji[4].

Wydany przez Komisarza Raport budzi wiele kontrowersji – nie opiera się on bowiem na faktach, lecz na wybiórczo dobranych opiniach politycznie zaangażowanych środowisk, dla których rzeczywistość ma często znaczenie drugorzędne wobec promowanych przez nie ideologii.


[1] http://www.coe.int/en/web/commissioner/ ... -in-poland

[2] Jako podstawę swoich rozważań wskazuje on opinie feministycznych organizacji w Polsce, które pomimo faktu, że nie przeprowadziły w tym zakresie żadnych badań i nie dysponują żadnymi reprezentatywnymi danymi, wskazują, że dobre wyniki Polski na tle Europy mają swoje źródło w niskiej świadomości Polek, co do tego, czym jest przemoc. Powyższe stwierdzenie jest oczywistą manipulacją – przeprowadzone przez FRA badania oparte były bowiem na metodologii minimalizującej ryzyko wystąpienia niewspółmiernych do skali zjawiska wyników poprzez odpowiednią formułę pytań i przeszkolenie ankieterów. Więcej na ten temat: http://www.ordoiuris.pl/analiza-projekt ... rawna.html.

[3] http://www.ordoiuris.pl/glowne-tezy-rap ... 449,c.html

[4] http://www.ordoiuris.pl/po-interwencji- ... 715,i.html

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/swiat/160117 ... uropy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 30 lip 2016, 13:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Obóz koncentracyjny chwilowo nieczynny?

Felieton • dwumiesięcznik „Polonia Christiana” • 28 lipca 2016

Jeszcze jako uczeń średniej szkoły zetknąłem się z teorią konwergencji, głoszoną już w latach 60-tych przez prof. Zbigniewa Brzezińskiego. Oczywiście zetknąłem się z nią pośrednio, to znaczy – za pośrednictwem „Trybuny Ludu”, która strasznie prof. Brzezińskiego za tę teorię krytykowała, dowodząc, że jest ona jeszcze jednym przykładem schyłkowej degeneracji imperializmu – i tak dalej. Ale nawet z tej pryncypialnej krytyki można było się zorientować o co w tej teorii chodzi. A chodziło o to, że obydwa antagonistyczne mocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki – chociaż tkwią w śmiertelnym zwarciu zimnej wojny, to jednak, tkwiąc w tym zwarciu, coraz bardziej się do siebie upodabniają. Z punktu widzenia marksistowskich mełamedów było to oczywiście horrendum; gdzieżby znowu Związek Sowiecki, który był przecież zatwierdzony na awangardę całej postępowej ludzkości, miałby się upodabniać do USA - faszystowskiego legowiska gnijącego kapitalizmu! Taka myśl żadnemu dialektycznemu materialiście nie przyszłaby do głowy nawet w gorączce. Nie muszę dodawać, ze tak krytyka ze strony „Trybuny Ludu” tylko zachęciła mnie do tej teorii – bo już wtedy kierowałem się zasadą, którą kieruje się i dzisiaj – tylko zmieniają się tytuły gazet. Jeśli nie miałem w jakiejś sprawie wyrobionego poglądu, to sięgałem po „Trybunę Ludu” i jeśli ona coś pryncypialnie potępiała, to odbierałem to jako nieomylny znak, że to coś dobrego i godnego życzliwego zainteresowania. Podobnie i dzisiaj, z tą tylko różnicą, że zamiast po „Trybunę Ludu”, której już nie ma, sięgam po „Gazetę Wyborczą”, w której, mówiąc nawiasem, ścisłe kierownictwo w drugim pokoleniu stanowi kontynuację redakcyjnego Judenratu „Trybuny Ludu”.

Wróćmy jednak to teorii konwergencji. Jeśli prof. Brzeziński miał rację, to znaczy, ze Stany Zjednoczone stopniowo powinny upodabniać się do Związku Sowieckiego. Na pierwszy rzut oka wydaje się to niepodobieństwem, ale kiedy różne sprawy zaczniemy sobie rozbierać z uwagą, to wszystko zaczyna wyglądać nieco inaczej. Jak pamiętamy, w latach 60-tych i 70-tych, Związek Sowiecki postawił na „ wyzwalanie” ludów kolonialnych, to znaczy – na inicjowanie w koloniach zbrojnych ruchawek przeciwko metropoliom, a następnie – na instalowanie tam komunistycznych, a przynajmniej – autorytarnych reżymów, które poddawały tubylcze narody jeszcze okrutniejszej tyranii. Bardzo wymownym tego przykładem był sąsiadujący z Republiką Południowej Afryki portugalski Mozambik. Dzięki sowieckiemu wsparciu władzę w tym kraju przejął komunistyczny ruch FRELIMO, podczas gdy w sąsiedniej Republice Południowej Afryki panował apartheid, w ramach którego biała mniejszość straszliwie uciskała czarną większość. Kłopot polegał na tym, że Murzyni masowo uciekali z Mozambiku do RPA, ku konsternacji rozmaitych humanistów na Zachodzie, którzy ani w ząb nie potrafili zrozumieć, dlaczego Murzyni nogami głosują za apartheidem, uciekając z cudnego raju. Warto bowiem pamiętać, że w latach 70-tych amerykańskie i europejskie uczelnie zostały w znacznym stopniu opanowane przez marksistów, którzy nie tylko narzucili marksistowski punkt widzenia, ale i ukształtowali w tym duchu całe pokolenia studentów. Marksistowska metoda, jak wiadomo, polega na duraczeniu, w następstwie którego oduraczona jednostka traci kontakt z rzeczywistością i zaczyna żyć w rzeczywistości podstawionej. A – jak zauważa poeta - „kto w szpony dostał się hipostaz, rzeczywistości już nie sprosta”, toteż nic dziwnego, że zachodni intelektualiści ani w ząb nie potrafili pojąć, co się z tymi Murzynami w Mozambiku dzieje.

Ten eksport komunizmu w skali światowej, nawiasem mówiąc, możliwy dzięki finansowej pomocy Zachodu, głównie USA dla Związku Sowieckiego, doprowadził Sowiety do tzw. rozdęcia imperialnego i gospodarczego załamania. W rezultacie nastąpiła ewakuacja Związku Sowieckiego nie tylko z odległych rejonów świata, ale nawet ze Środkowej Europy. Okazało się jednak, że natura nie znosi próżni i próżnie polityczne, powstałe wskutek ewakuacji Sowietów, zaczęły wypełniać Stany Zjednoczone z ta różnicą, ze nie eksportowały komunizmu, tylko demokrację. Jednak eksport demokracji do krajów w których nie było żadnej sprzyjającej demokracji, czy choćby w ogóle umożliwiającej demokrację infrastruktury w postaci własności prywatnej i wynikającej z niej autonomii jednostki wobec państwa sprawił, że kraje dostały się w szpony równie bezwzględnych tyranów, przeciwko którym nieustanie podnosiły się bunty, co w rezultacie pogrążyło ogromne obszary świata w krwawym chaosie. Różnica polega na tym, że owi tyrani uważani są przez Waszyngton za „naszych sukinsynów”, których Ameryka popiera, w odróżnieniu od sukinsynów jakichś takich nie naszych, których zwalcza. Ale – powiedzmy sobie szczerze – nie ma tu wielkiej różnicy między popieraniem przez Związek Sowiecki w Afganistanie takiego Babraka Karmala, a popieraniem przez USA w Afganistanie takich Hamida Karzaja. Tak więc przynajmniej w tej dziedzinie teoria konwergencji sprawdziła się w stu procentach.

Ale okazało się, że nie tylko w tej dziedzinie. Oto 71- letni profesor prawa na Uniwersytecie Harwarda, Mark Victor Tushnet, pochodzenia żydowskiego, który skończył tę uczelnię w roku 1967, a więc w okresie ugruntowywania marksistowskich wpływów na amerykańskich uniwersytetach, właśnie ogłosił, że „chrześcijanie i konserwatyści” przegrali wojnę kulturową, wobec czego trzeba potraktować ich również „surowo” jak „nazistów” w Niemczech i militarystów w Japonii po 1945 roku. Warto przypomnieć, co oznacza ta „wojna kulturowa”, którą w ocenie prof. Tusheta „chrześcijanie i konserwatyści” przegrali. To nic innego, jak komunistyczna rewolucja, prowadzona według strategii zalecanej przez Antoniego Gramsciego. Zgodnie z jego zaleceniami głównym polem rewolucyjnej bitwy powinna być sfera kultury, więc na plan pierwszy wysuwa się masowe duraczenie. W strategii bolszewickiej było inaczej; na plan pierwszy wysuwała się gwałtowna zmiana stosunków własnościowych, masowy terror , a masowe duraczenie jako czynnik wspomagający. Teraz jest odwrotnie; masowe duraczenie na planie pierwszym, z lekka tylko wspierane stworzonymi na wszelki wypadek narzędziami terroru, a stosunki własnościowe same się ukształtują w pożądany sposób właśnie w następstwie duraczenia. Strategia rewolucyjna się zmieniła, ale cel się nie zmienił; celem tym, jak i przy poprzedniej, bolszewickiej strategii, jest wyhodowanie człowieka sowieckiego. Różni się od normalnego człowieka tym, ze wyrzekł się wolnej woli. W związku z tym człowiek sowiecki nie może żyć w normalnym świecie, gdzie trzeba codziennie dokonywać samodzielnych wyborów. Zatem drugim celem rewolucji komunistycznej jest stworzenie człowiekom sowieckim sztucznego środowiska w którym mogliby oni żyć. Tym środowiskiem jest państwo totalitarne, które tym się między innymi charakteryzuje, ze nie toleruje zadnej władzy poza własną, a więc, władzy rodzicielskiej, władzy religijnej, a także władzy właściciela nad rzeczą – przedmiotem własności. Pan prof. Tushet twierdzi, że „chrześcijanie i konserwatyści” tę „wojnę kulturową” już przegrali, co by wskazywało, iż obydwa cele komunistycznej rewolucji, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych, zostały osiągnięte. Ciekawe, że podobnie mówił nam w 1990 roku prof. Milton Friedman, jak to jeszcze w latach 80-tych w Bibliotece Kongresu przeczytał program Komunistycznej Partii USA z lat 20-tych i z przerażeniem stwierdził, że we wszystkich punktach został on zrealizowany! Jeśli zatem prof. Tushet ma rację, to by znaczyło, że Stany Zjednoczone na naszych oczach przekształcają się w państwo totalitarne, w którym organy władzy publicznej w coraz większym stopniu uzależniają od siebie obywateli i za nich decydują. Byłoby to potwierdzenie teorii konwergencji w całej rozciągłości, co oczywiście skłaniałoby też do refleksji nad kierunkiem ewolucji w Rosji – bo przecież i tam musiały zachodzić zmiany, tyle, że chyba w kierunku odwrotnym od zmian zachodzących w Ameryce. Ciekawe, co na ten tema sądzi dzisiaj pan prof. Zbigniew Brzeziński, bo chociaż z jednej strony takie spektakularne potwierdzenie jego teorii musi dostarczać mu niemało satysfakcji, to z drugiej strony przekształcanie Stanów Zjednoczonych w państwo totalitarne chyba go nie cieszy.

I kolejna sprawa. Skoro „wojnę kulturową”, o której prof. Tushet powiada, że „chrześcijanie i konserwatyści” przegrali, to kto ją w takim razie wygrał? Najwyraźniej musieli wygrać ją marksiści, również pokroju prof. Tusheta, który nie tylko jest marksistą, ale i Żydem, zatem jest typowym przykładem formacji zwanej żydokomuną. Pan prof. Paweł Śpiewak napisał całą książkę, w której usiłuje wmówić nam, że żydokomuny „nie ma” - ale jakże „nie ma”, kiedy przecież jest i to w tak reprezentatywnych osobach, jak prof. Mark Victor Tushet, profesor prawa na Uniwersytecie Harwarda?

Na koniec warto wreszcie uświadomić sobie, co konkretnie oznacza wskazówka potraktowania przegranych, a więc „chrześcijan i konserwatystów” tak samo, jak „nazistów” po 1945 roku. Nie ma chyba innej rady, jak umieścić ich w obozach koncentracyjnych, które – jak się okazuje – były tylko chwilowo nieczynne! I pomyśleć, że za to spostrzeżenie, tak mnie potępił red. Tomasz Terlikowski, że aż pobiegł się wyspowiadać do „Gazety Wyborczej”! Ponieważ red. Terlikowski wprawdzie lansuje tak zwane „judeochrześcijaństwo”, będące rodzajem żydowskiej dywersji w Kościele katolickim, ale w powszechnym mniemaniu uchodzi za „chrześcijanina”, więc trudno powiedzieć, czy kiedy już przyjdzie co do czego, zostanie oszczędzony, czy też spotkamy się w ponownie uruchomionym obozie, może nawet w tej samej partii przeznaczonej do gazu?

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3706


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 10 paź 2016, 10:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Trwa sprzeciw przeciwko Bogu, Kościołowi i prawdzie

Alumni i wykładowcy Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Świdnickiej zainaugurowali w minioną sobotę kolejny rok akademicki.

Mszy św. sprawowanej w katedrze świdnickiej przewodniczył biskup senior diecezji zielonogórsko-gorzowskiej ks. bp Stefan Regmunt, który później w seminaryjnej auli wygłosił wykład poświęcony kapłańskiej i biskupiej posłudze swojego poprzednika bp. Wilhema Pluty. Na pierwszy rok studiów przyjęto siedmiu alumnów.

Zabierając głos na zakończenie uroczystości, pasterz Kościoła świdnickiego ks. bp Ignacy Dec oparł swoje wystąpienie na tryptyku: widzieć, osądzać, działać. Jego zdaniem, to pierwsze oznacza stawianie właściwej, poprawnej diagnozy, czyli stwierdzanie, jak jest naprawdę. W przypadku osądzania chodzi o zasady, które pochodzą głównie od Pana Boga, a w działaniu o wytyczenie planu, jak to, co jest, zmieniać na to, co być powinno.

Ordynariusz świdnicki wskazał w tym kontekście, że dzisiaj mimo oznak dobra, powiewów Ducha Świętego, które są wyraźnie widoczne, w skali globalnej, światowej, zwłaszcza europejskiej trwa sprzeciw wobec Boga, Kościoła i prawdy. Jego zdaniem, spełniają się zatem słowa starego Symeona, które wyraził w czasie ofiarowania Pana Jezusa, wskazujące, że Chrystus stanie się znakiem sprzeciwu. Był on zawsze, a szczególnie nasilił się w czasach nowożytnych. Zaczęło się to w XVIII wieku, od czasów francuskiego oświecenia, później XIX wiek był bardzo wrogi dla Kościoła (pozytywizm, marksizm, empiryzm). Obecnie mamy postmodernizm, liberalizm, nihilizm, relatywizm. Czyli to, o czym dzisiaj właśnie mówią prorocy naszego czasu: Jan Paweł II, Benedykt XVI i Ojciec Święty Franciszek.

– Chyba nas wszystkich przeraziły ostatnie „czarne marsze” w obronie prawa do aborcji. Nie spodziewaliśmy się takiego sprzeciwu na ulicach. Niektóre niesione napisy, hasła były wprost przerażające, niegodne rozumnego człowieka. A więc, krótko mówiąc, mamy do czynienia ze sprzeciwem przeciwko Bogu, Kościołowi i prawdzie w Europie, a także w naszej katolickiej Polsce. Trzeba to widzieć – podkreślił ks. bp Dec.

Nawiązując do hasła zbliżającego się nowego roku duszpasterskiego „Idźcie i głoście”, ksiądz biskup apelował do przyszłych kapłanów o to, by byli przygotowani, zapaleni do tego, co mają mówić, czynić. – Studia teologiczne, praktyki duszpasterskie, nabywanie takiej – jakbym powiedział – sprawności sztuki. Bo duszpasterstwo jest sztuką! – akcentował, kończąc swoje wystąpienie, ks. bp Ignacy Dec.

Marek Zygmunt

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 04 lis 2016, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
W sidłach genderyzmu

Z Andreą Williams, brytyjskim prawnikiem, dyrektorem wykonawczą Chrześcijańskiego Centrum Prawnego, rozmawia Piotr Falkowski

Obrazek

Kolejne zmiany prawa w Wielkiej Brytanii pokazują, że sytuacja w kwestii obrony tradycyjnych wartości raczej się pogarsza. Zalegalizowano związki homoseksualne, młodzież jest poddawana bardzo silnej indoktrynacji w szkołach, prowadzone są eksperymenty genetyczne na ludzkich embrionach.
– Tak. I wprowadzono kary dla tych, którym się to nie podoba. Nie chodzi tylko o tzw. prawa homoseksualistów, ale masowe niszczenie rodziny. Prawo promuje nowy kształt międzyludzkich relacji, przy którym społeczeństwo jest skazane na upadek. Państwo, żeby zmusić do nowego sposobu myślenia i bycia, karze tych, którzy wierzą w prawdziwą rodzinę, w której jest mąż i żona, ojciec i matka. Jeśli ktoś nie myśli tak, jak chce państwo, musi być w pewien sposób wyeliminowany. Na przykład nauczyciel, który nie zamierza stać po stronie nowej państwowej ortodoksji, musi stracić swoją pracę.

Czy to dotyczy też bardzo licznej w Zjednoczonym Królestwie społeczności muzułmańskiej?
– Nie. Może to dziwne, ale prawdziwe. Muzułmanie są lobby, którego się boją tak jak homoseksualistów. Jedni i drudzy budzą strach i dlatego są uprzywilejowani. A naród, zwykli ludzie są cicho, spuszczają głowy, są zastraszeni. W naszych szkołach dzieci są od małego nauczane, że to jest normalne. Od początku wmawia się im, że płeć jest płynna, miłość jest płynna, można mieć „rodzinę” na wiele sposobów, a układ między mężczyzną i kobietą jest tylko jednym z wielu możliwych.

Technologia podmiany mitochondriom komórki jajowej spowodowała, że możliwe jest poczęcie dziecka mającego troje genetycznych rodziców. Właśnie Wielka Brytania jako pierwsza do-puściła taką procedurę.
– Gdy małżeństwo i rodzina nie są rozumiane, nie ma znaczenia normatywnego prawda, że związek płciowy mężczyzny i kobiety istnieje przede wszystkim dla ich dzieci, nagle wszystko staje się kwestią indywidualnych praw. Także posiadanie dziecka staje się indywidualnym prawem człowieka, a technologie reprodukcyjne na to pozwalają.

Jak to wszystko się mogło stać w dość tradycyjnym społeczeństwie brytyjskim?
– Myślę, że jest to ostrzeżenie dla każdego innego kraju, by nie iść tą drogą. To kompletny prawny, społeczny i kulturowy chaos. Nasze społeczeństwo nie jest szczęśliwe. Jemu ten program narzucono, ludzi zmuszono do dostosowania się i wprowadzono kary dla nieposłusznych. Ale nie jesteśmy zadowoleni z tej rewolucji.

Jeśli jednak Brytyjczycy na to pozwolili, ich tożsamość musiała być słaba.
– Została osłabiona odrzuceniem wartości. Bardzo ważną rzeczą jest to, że naród wybiera, w co wierzy. Nasza tradycja prawna jest tradycyjnie zakorzeniona w wartościach chrześcijańskich, począwszy od Magna Charta, i jasno wskazuje na godność człowieka stworzonego na obraz Boga. To odnosi się też do małżeństwa, w którym obowiązują szacunek i uznanie wolności drugiej strony. Ale Wielka Brytania odrzuciła chrześcijaństwo, przyjmując radykalnie świecką koncepcję praw człowieka, która prowadzi nas do chaosu i zagubienia. Teraz trudno stwierdzić, co należy robić, jest wiele różnych praw, a każdy ma inny pomysł na społeczeństwo. Te pomysły konkurują w przestrzeni publicznej, co jest źródłem wielkiego zamieszania i braku efektywności sfery publicznej.

Zatem uważa Pani, że nie da się obronić naturalnej rodziny i tradycyjnych wartości bez kryterium nadprzyrodzonego?
– Właśnie. Myślę, że historia dowodzi, iż społeczeństwa, które rozkwitają, to te, które wierzą w wartości chrześcijańskie i przykazania. Wzrastają społeczeństwa wolne. Popatrzmy na kraje islamskie – one nie są ani wolne, ani się nie rozwijają, chociaż są religijne. Także państwa świeckie, czego przykładem był komunizm, nie mogą się rozwijać. Chrześcijaństwo prowadzi do wolności i do wzrostu we wszystkich dziedzinach. My, jeśli nie nastąpi radykalna zmiana, niedługo będziemy biednym, podzielonym narodem. Myślę, że politycy i prawodawcy muszą stawić opór rewolucji seksualnej.

Jak można pomóc ludziom represjonowanym, na przykład właścicielom hoteli, których ukarano za odmowę wynajęcia sali na gejowskie „wesele”?
– Przede wszystkim musicie się upewnić, że coś takiego nie może się wydarzyć w waszych krajach. Oczywiście konieczny jest nacisk na brytyjski rząd na forum międzynarodowym. Brytyjczycy muszą zobaczyć, że są kraje, które nie wpadły w sidła programu gender, że to, co się dzieje, nie jest wcale postępowe, ale wstecznicze i formuje państwo przymusu. Polacy po doświadczeniu komunizmu wiedzą, co znaczą represje, brak wolności słowa. Wy jesteście wrażliwi na przejawy ograniczania waszych praw i wolności i potraficie odróżnić prawdziwe prawa człowieka od ideologii. W Wielkiej Brytanii nie dorastaliśmy w takim systemie, więc nie zdajemy sobie sprawy, co się dzieje, aż nagle jest za późno.

Jaki wpływ na sytuację w tym względzie będzie miało wyjście z Unii Europejskiej?
– Myślę, że to nie jest jeszcze całkowicie rozstrzygnięte. Jednak Brexit wydaje mi się szansą. Bo rząd został zmuszony, by bardziej słuchać społeczeństwa. I w pewnych sporach to może być dobre. Dotąd wiele zmian było wprowadzanych w ten sposób, że rząd powoływał się na Europę. Zwykle mówiono, że „musimy, bo Bruksela tak każe”. Teraz nie będą mogli. Z drugiej strony poza UE nie będzie szansy odwołać się do zasad europejskich w innych kwestiach, na przykład wolności religijnej. Do tego potrzeba odważnych liderów, wielkich polityków, a także przywódców religijnych. U nas Kościół Anglii po prostu się poddał i to stało się nie z powodu wiernych, ale słabości kierownictwa. Kościół w Polsce musi być mocny wiarą w biblijną prawdę o małżeństwie i rodzinie.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

http://www.naszdziennik.pl/swiat/169559 ... ryzmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 10 gru 2016, 12:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Zmienicie świat

Homilia ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłoszona 31 października 2016 roku w Vézelay (Francja) podczas Mszy Świętej dla wędrowników – Skautów Europy.

Pozwólcie, że na początku zwrócę się z szacunkiem i wdzięcznością do waszego biskupa, Jego Ekscelencji Hervé Giraud, który ku mojej radości bierze udział w tej wielkiej pielgrzymce i pozwolił mi przewodniczyć tej Eucharystii. Jemu i jego duchowieństwu chciałbym serdecznie podziękować za ten akt jedności. Sprawując tę Eucharystię w intencjach wędrowników – Skautów Europy i ich rodzin, jednocześnie ją sprawuję za księdza biskupa Hervé Giraud, jego duchowieństwo i diecezję.

„Harcerz, który nie dał wszystkiego, nie dał nic.

Harcerz, który nie umarł dla siebie, by się narodzić dla innych, nic nie zdziała.

Ale pamiętaj, że nic, co dobre, nie przyjdzie ci w życiu łatwo. A teraz, bracie, idź z Bogiem…”.

Drodzy przyjaciele z kręgu szefów i kręgu wędrowników – Skauci Europy!

W tych wspaniałych, a zarazem wymagających słowach – wspaniałych, ponieważ wymagających – rozpoznaliście fragment ceremoniału Wymarszu Wędrownika. Po ich wysłuchaniu nowy wędrownik klęka przed księdzem, by przyjąć Boże błogosławieństwo, po czym samotnie odchodzi w noc, „towarzyszą mu zastępy świętych”, a jego bracia skauci rozstępują się w świetle pochodni, robiąc mu przejście, i śpiewają „Apel drogi”…

Chrześcijańscy wojownicy
Zadajmy sobie pytanie: czy ten nowy wędrownik, który wchodzi w leśną gęstwinę, zdaje się na przypadek, idzie w nieznane? Odpowiedź brzmi: nie, i tę odpowiedź, drodzy przyjaciele skauci, znajdziecie wpisaną zarówno w kamienie tej bazyliki, jak w wasze teksty założycielskie, teksty katolickiego skautingu, które spisał ojciec jezuita Jacques Sevin, wpatrując się w Krzyż Jezusa Chrystusa, nazywanego przezeń „najwyższym Szefem w pełnym tego słowa znaczeniu”. Te słowa waszego ceremoniału rozbrzmiewają bowiem dzisiejszego poranka w tym wspaniałym Domu Bożym, szlachetnym klejnocie średniowiecznego świata chrześcijańskiego: właśnie tutaj, w Vézelay, w dniu Wielkiej Nocy 1146 roku, święty Bernard mówił o sprofanowanej Edessie i o zagrożonym Grobie Świętym w Jerozolimie, nakłaniając rycerzy, którzy chcieli przyoblec się w Krzyż Chrystusa, do pokory, do posłuszeństwa i do ofiary. A dla was, Skauci Europy, chrześcijaństwo nie jest częścią minionej przeszłości; trzecia zasada Waszego ruchu głosi bowiem: „Harcerz – Syn Chrześcijaństwa – jest dumny ze swej wiary: pracuje sumiennie, aby ustanowić Królestwo Chrystusa w całym swoim życiu i świecie, który go otacza”.

Drodzy przyjaciele skauci, te słowa Waszego ceremoniału są echem innych słów, które dawno temu wypowiedział sam król Ludwik Święty w młodości – słowa jego rycerskiej przysięgi. Było to w połowie listopada 1226 roku w Soissons, na drodze do Reims, gdzie jechał, by przyjąć sakrę królewską jako król Francji. Ludwik Święty tak jak wy chętnie przyjeżdżał z pielgrzymką do Vézelay; po raz ostatni było to w roku jego śmierci, w roku 1270. Na początku ceremonii pasowania na rycerza Ludwik Święty usłyszał słowa wypowiedziane przez biskupa: „Jeśli szukasz bogactwa czy zaszczytów, nie jesteś godzien pasowania na rycerza”.

Skłoniwszy się przed sztandarem „baussant”, czyli „pięknym znakiem”, który wciąż jest waszym sztandarem, z krzyżem o ośmiu ramionach oznaczających osiem błogosławieństw, Ludwik IX przyrzekł stać w obronie Kościoła świętego i wierzyć w całe jego nauczanie, bronić słabych, a zwłaszcza wdowy i sieroty, oraz uprzejmie i z szacunkiem odnosić się do kobiet (w związku z tym przypomnę wam artykuł 5 prawa harcerskiego: „Harcerz jest uprzejmy i rycerski”); obiecał również, że będzie szczery oraz będzie zwalczać zło i niesprawiedliwość.

A zatem zawsze trwajcie w prawdzie, bądźcie odważni i pełni poświęcenia dla waszej ojczyzny i dla Kościoła, aż po całkowity dar ze swojego życia. Bądźcie szczęśliwi i dumni z czystości i dziewiczości swojego serca i swojego ciała, pośród społeczeństwa egoistycznego i opętanego seksem.

Żywe kamienie Kościoła
Tak, drodzy przyjaciele wędrownicy, musicie mieć świadomość spuścizny, przekazanej wam przez waszych dowódców, gdyż życie skauta – wasze życie – jest utkane z tych odniesień, z tych cnót użyźniających wasze dusze ludzi ochrzczonych, i jeśli tego poranka łatwiej niż zwykle jest wam się modlić w tej wspaniałej, kamiennej nawie, to także dlatego, że takie cnoty jak odwaga, lojalność, wierność, dar z siebie aż po męczeństwo, odzwierciedlają się w kamieniach tej bazyliki, a szczególnie w rzeźbie Chrystusa w majestacie, którą możecie podziwiać w tympanonie narteksu.

Jak stwierdza święty Piotr Apostoł, dzisiejszego poranka, w tej bazylice, której kamienie są niejako wiekowymi świadkami tych wszystkich, którzy przed wami dawali świadectwo swojej wiary, wy, wędrownicy – Skauci Europy, jesteście „niby żywe kamienie”, obecne w konstrukcji duchowej budowli, której na imię „Kościół” (por. 1 P 2,5). Tak, gdyby kamienie tej budowli umiały mówić, niewątpliwie wyśpiewywałyby Bożą chwałę i chwałę Godów Baranka, obecnych już na tym świecie w naszej liturgii, w liturgii Kościoła, wraz ze śpiewem gregoriańskim będącym jej najpiękniejszym kwiatem. Czyż sam Chrystus nie powiedział niedowiarkom i bojaźliwym ludziom swoich czasów, którzy chcieli zmusić do milczenia nazbyt porywczych ich zdaniem apostołów: „Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą” (Łk 19,40)?

Wszystkim wiadomo, że od chwili powstania Federacji Skautingu Europejskiego w 1956 roku – dokładnie sześćdziesiąt lat temu – i jeszcze całkiem niedawno, usiłowano zmusić do milczenia Skautów Europy na różne mniej lub bardziej podstępne sposoby, domagając się od nich zwłaszcza złagodzenia niektórych określeń z ich tekstów założycielskich, uznanych za niepasujące do tzw. współczesnego świata. Tymczasem w okresie największego nasilenia zawieruchy, w czasach, gdy liczne wspólnoty parafialne i zakonne ogarnął wielki niepokój, wasi poprzednicy, prawdziwe „żywe kamienie” Kościoła świętego – namiestnicy krajowi, prowincjalni i okręgowi, szefowie i szefowe, kierownicy duchowi, z których wielu już powróciło do Domu Ojca – wasi poprzednicy wytrwali w ciężkiej próbie, pokornie i na modlitwie, tak jak kamienie tej bazyliki świętej Marii Magdaleny, która wciąż rzuca wyzwanie wiekom, dając milczące świadectwo o chrześcijaństwie z dala od naszego niespokojnego świata, na „wiecznym wzgórzu” Vézelay.

Przywróćcie wielkość Europie
Drodzy wędrownicy – Skauci Europy, jesteście spadkobiercami pokornej i niezłomnej wierności waszych poprzedników. Nie dajcie się pociągnąć przez Europę upojoną swoimi rozlicznymi ideologiami, które całej ludzkości wyrządziły wiele zła. Pomyślcie o marksizmie i jego gułagach, o nazizmie i jego okropnościach, a dzisiaj o teorii gender, która otwarcie porywa się na prawa Boga i natury, rujnuje małżeństwo, rodzinę i nasze społeczeństwa i niszczy nasze dzieci już w wieku szkolnym. Powtarzam: ideologia gender, demokratyczne swobody pozbawione jakichkolwiek granic i ISIS mają to samo szatańskie źródło.

Wy, wędrownicy – Skauci Europy, jeśli stawicie opór tej Europie bez Boga, dominującej z wielką pychą nad ubogimi i słabymi oraz negującej swoje chrześcijańskie korzenie, nie pozwolicie jej na to, by popełniła samobójstwo i znikła, wyeliminowana przez ludy bardziej męskie, bardziej wierzące i bardziej dumne ze swojej tożsamości i ze swojego odniesienia do Boga. Jesteście teraźniejszością i przyszłością Europy i Kościoła. Macie energię i wiarę, a wasze przywiązanie do Jezusa Chrystusa pozwoli wam odbudować chrześcijańską spuściznę i europejskie społeczeństwo.

W pierwszym czytaniu dzisiejszej Mszy Świętej święty Paweł Apostoł ujawnia wam sekret radości, jaka winna ożywiać wasze kręgi szefów i kręgi wędrowników: zachęca was, byście pokrzepiali się wzajemnie w ciężkich próbach, dążyli do jedności, a nade wszystko praktykowali pokorę, którą Apostoł Narodów tak oto opisuje: „Niczego nie pragnijcie dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie”. Czyż nie to właśnie czytamy również w obrzędzie Wymarszu Wędrownika: harcerz „chce z pokorą we wszystkim szukać prawdy i dobrowolnie jej służyć, nie przytłaczając innych wagą swoich odkryć”? Tak, właśnie przed chwilą śpiewaliśmy te słowa w dzisiejszym Psalmie: serce wędrownika „się nie pyszni i nie patrzą wyniośle [jego] oczy. Nie [dba] o rzeczy wielkie ani o to, co przerasta [jego] siły”. To właśnie jest pokora Guy de Larigaudie, którego nazywacie „legendarnym wędrownikiem”, poległego za Francję 11 maja 1940 roku, który mówił: „Z miłości do dobrego Boga równie pięknie jest obierać ziemniaki jak budować katedry”.

Wędrówka pod górę
Pokora jest jednak owocem duchowej walki, której nie możecie prowadzić w pojedynkę. Dlatego pedagogia Drogi oddaje wam do dyspozycji dwa sposoby, dzięki którym możecie osiągnąć jedność życia, a więc wzrastać w świętości: świadków w osobie opiekuna drogi i kierownika duchowego oraz Godzinę Drogi.

Po pierwsze, u twego boku stoi twój opiekun drogi i twój kierownik duchowy. Wasze życie jest podobne do góry, na którą musicie wejść. „Prowadzącym” w tej wspinaczce jest opiekun drogi, który siłą rzeczy jest skautem wędrownikiem. Tak bowiem, jak powinien czynić każdy szef, idzie on przed tobą i wyrąbuje stopnie w lodowatym zboczu twojego życia, precyzyjnymi uderzeniami czekanem, które wyznaczają drogę wiodącą cię do jedności życia tu, na ziemi, dla wielkiego odejścia do Nieba. Tak, zgódź się na to, że szef, który cię poprzedza na drodze życia, sięga wzrokiem dalej niż ty.

Ponadto jest też przy tobie kierownik duchowy, czyli kapłan, który przekazuje ci słowo Jezusa: „Wystarczy ci mojej łaski”, żebyś uniknął wpadnięcia w pułapkę woluntaryzmu. W swojej codziennej modlitwie ojciec Sevin widział, jak na ramieniu skauta spoczywa ręka, jak mawiał, „mocna i konkretna ręka”, „niezawodna ręka Tego, który sam powiedział: ’Ja jestem Drogą’, naszego Pana Jezusa Chrystusa”.

Jesteś wezwany do odkrywania tej obecności Jezusa w sercu Godziny Drogi, którą masz praktykować każdego dnia na wzór mnichów benedyktyńskich, którzy przerywają swoją ciężką pracę (labora) tylko po to, by zanurzyć się w modlitwie uwielbienia i adoracji (ora). Czyż święty Benedykt, patron chrześcijańskiej Europy, nie jest także twoim świętym patronem? Godzina Drogi jest skupieniem w odosobnieniu, w codziennym milczeniu, poszukiwaniem obecnego w tobie, żywego Boga. Jeśli wytrwale praktykujesz Godzinę Drogi, wtedy usłyszysz w swoim sercu te słowa, które rozbrzmiewały w duszy ojca Sevin: Jezus, „najwyższy Szef”, powie ci: „Podnieś oczy, synu, zaczekaj chwilę… Wyciągnij rękę, synu, żebyś poznał swoją drogę; Panem Skautem jestem Ja. Cokolwiek się zdarzy, moja Boska Obecność zawsze jest przy tobie” (por. Le scoutisme, 1930).

Powołanie do służby
Dzisiejsza Ewangelia wzywa do całkowitego i bezzwrotnego daru z siebie, którego dźwignią jest codzienny dobry uczynek. Zapraszać ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych i im usługiwać, znaczy – jak mówi artykuł 4 prawa harcerskiego – „być przyjacielem wszystkich” czy też, jak stwierdza ze swej strony obrzęd Wymarszu Wędrownika, znaczy „z góry zgodzić się być darem dla każdego spotkanego człowieka, wiedząc, że wędrownik już nie należy do siebie, lecz do innych”.

Ojciec jezuita Paul Doncoeur, uznawany za drugiego założyciela Drogi po ojcu Sevin, tak o tym mówił: „Kiedy zdejmiemy mundur, musi pozostać pewien styl, pewien sposób życia, ubogi, prosty i uśmiechnięty, zamiłowanie do przestworzy, do wysiłku, uprzejmość, a nade wszystko zmysł służby”… co prowadzi aż do całkowitego daru, gdyż artykuł 3 waszego prawa stwierdza, że „harcerz jest powołany do służby bliźniemu i jego zbawieniu”.

Tak, w dzisiejszej Ewangelii Jezus was prosi, byście zaprosili do stołu swojego życia tych wszystkich, których spotykacie, a nie tylko swoich przyjaciół czy „zamożnych sąsiadów”. Czyż nie to samo mówił wam Papież Franciszek ostatniego lata w Krakowie, podczas czuwania na Światowych Dniach Młodzieży? Mówił: młody człowieku, „zejdź z kanapy, gwarantującej ci godziny spokoju, które spędzasz w świecie gier wideo i przed komputerem… Nie zdając sobie z tego sprawy, usypiasz, podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o twojej przyszłości… W dzisiejszych czasach nie potrzeba młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach dobrze dopasowanych… Nie przyszliśmy na świat po to, żeby wegetować, ale żeby pozostawić ślad”.

Drodzy przyjaciele wędrownicy, te sportowe buty to te same buty, które nosicie każdego lata na Drodze Świętego Jakuba… Na Drodze uczycie się otwartości serca, którą symbolizuje rozwidlona laska, wręczana nowemu wędrownikowi skautowi z tymi oto pięknymi słowami: „Weź tę rozwidloną laskę, obraz wierności wobec ziemi przodków i otwartości serca, które są cechami wędrownika, skauta Europy”. A nieco dalej szef dodaje: „Czy pomyślałeś o tym, że droga nie zatrzymuje się na granicy? Czy czujesz się gotów przebyć odległość, jaką trzeba pokonać, żeby spotkać innych?”.

Czyny zgodne ze słowami
Celem Drogi jest urzeczywistnienie tego, co nazywacie swoją „jednością życia”: zharmonizowanie swoich głębokich i godziwych pragnień z wolą Boga względem waszego życia. Pomówmy o spójności; podam przykład: jestem skautem Europy i złożyłem obietnicę: jeśli balowałem od soboty wieczór do niedzieli rano i opuściłem niedzielną Mszę, mogę powiedzieć, że wyrzuciłem Chrystusa za drzwi mojego życia.

Tak, czy moje czyny są spójne z prawem skautowskim? To duchowe odczytanie możesz przeprowadzić ze swoim opiekunem drogi i z kierownikiem duchowym, i wiesz, że istnieje sakrament, dzięki któremu możesz pojednać się z Bogiem i ze swymi braćmi; ten sakrament sprawowaliśmy wczorajszego wieczoru – sakrament pokuty, czyli spowiedź. Na temat Mszy, a więc Komunii Eucharystycznej, obyś mógł powiedzieć za Guy de Larigauderie: „Na Drodze mojego życia codzienna Komunia była dla mnie każdego ranka kąpielą wody żywej, która umacnia i rozluźnia wszystkie mięśnie, pożywnym posiłkiem przed dalszym marszem, czułym spojrzeniem, które daje śmiałość i ufność”.

Świadectwo męża i ojca
To ludzkie i duchowe dojrzewanie stopniowo was prowadzi do rozeznania swojego powołania, jakiekolwiek by ono było. Istnieje powołanie do chrześcijańskiego małżeństwa: czy jesteście gotowi wyruszyć w piękną przygodę sakramentu małżeństwa w społeczeństwie – w społeczeństwie państw zachodnich – które wydaje prawa mające na celu wynaturzenie rodziny, aż po zabicie embriona, który, o czym nieustannie trzeba przypominać, od chwili poczęcia jest istotą ludzką, a co za tym idzie – ma niezbywalne prawo do życia?

Chciałbym przypomnieć, co na ten temat mówił Papież, święty Jan Paweł II, do komunistycznych władz swojego kraju podczas pierwszej podróży apostolskiej do Polski w 1979 roku: „Wykluczenie Chrystusa z historii człowieka to czyn wymierzony przeciwko człowiekowi”. Było to w Warszawie, a trzy dni później dodał w Częstochowie: „Narody muszą budować się na prawie Bożym, inaczej zginą!”.

Zachodowi grozi niechybna śmierć, jeśli poprzez ideologię gender będzie kontynuował diabelski program destrukturyzacji i dekonstrukcji małżeństwa i rodziny, takich, jakie są chciane przez Boga. Małżeństwo i rodzinę stanowi tylko i wyłącznie związek jednego mężczyzny z jedną kobietą. Każdy inny rodzaj związku to maskarada, która upokarza nasze człowieczeństwo i odbiera mu godność, człowieczeństwo, które zostało uszlachetnione i przeznaczone do przebóstwienia przez Wcielenie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. Jak bowiem powiedział święty Ireneusz z Lyonu, „Bóg stał się człowiekiem, żeby człowiek stał się Bogiem”. Tak, zrujnowanie małżeństwa i rodziny jest zbrodnią przeciwko ludzkości i znieważeniem Boga!

A zatem, wędrowniku skaucie, czy jesteś gotów swoim świadectwem przyszłego chrześcijańskiego męża i chrześcijańskiego ojca rodziny brać udział w obronie i w krzewieniu rodziny i życia? Nigdy jednak nie zapominaj o tym, że aby tak było, nie możesz – o czym mówi obrzęd Wymarszu Wędrownika – być niewolnikiem „ani swoich kaprysów, ani mód, ani aktualnych błędów” i masz „patrzeć na życie nie jako na okazję do przyjemności, lecz jako na misję, od której nic nie może cię odwieść”!

Chrystus w centrum życia
Wędrownik skaut może też zostać powołany przez Boga do „najszczytniejszej służby” w kapłaństwie lub w życiu zakonnym. Wiem, że wasz ruch dał Kościołowi wielu księży diecezjalnych, misjonarzy, zakonników należących do różnych zgromadzeń, a także mnichów. Iluż kleryków i księży może zaświadczyć, że ich powołanie dojrzewało w tej pięknej szkole skautingu, która odwodzi od egoizmu i od lenistwa! Kiedy druh składa swoje przyrzeczenie, kiedy podejmuje Wymarsz Wędrownika, to potwierdza, że stawia Chrystusa w centrum swojego życia, zaś obóz czy Droga jest swego rodzaju „rekolekcjami pod gołym niebem”, gdzie można usłyszeć wezwanie do poświęcenia się Panu. Rozwijajcie zatem w sobie modlitwę, czyli medytację i adorację, gdyż, jak napisałem w książce „Bóg albo nic”: „Uważam, że ludzie, tak jak drzewa, potrzebują korzeni, które czerpią pokarm z najlepszej ziemi, jaką jest po prostu spuścizna i pradawna tradycja chrześcijaństwa. Różnorodność poglądów w społeczeństwie zalewanym informacjami nie może kazać zapomnieć o wielowiekowej tradycji Kościoła. Najlepszym sposobem rozumienia i przekazywania jest życie wewnętrzne w Bogu!”1.

Wyrusz w drogę ku niebu
Kończąc tę homilię, zostawię wam proste słowo, które możecie zapamiętać: chodzi o kolor czerwony. Jesteście w „czerwonej gałęzi” skautingu, a ja jestem niejako w „czerwonej gałęzi” Kościoła, wy jako wędrownicy, a ja jako kardynał świętego Kościoła rzymskiego! Jak wiecie, kolor czerwony to Krew Chrystusa i męczenników, o której obrzęd Wymarszu Wędrownika mówi tymi słowami: „Przyjmij kolor czerwony, kolor Drogi, symbol miłości i krwi, byś w swoim życiu nie szczędził ani jednego, ani drugiego”. W dniu, w którym Ojciec Święty Benedykt XVI w 2010 roku wręczył mi biret kardynalski, powiedział w homilii: „Ta posługa jest trudna, ponieważ nie jest zgodna z ludzkim sposobem myślenia […]. Kolor waszej szaty nawiązuje do krwi będącej symbolem życia i miłości. Krwi Chrystusa, którą – jak przedstawia starożytna ikonografia – Maryja zbiera z przebitego boku Syna, który umarł na krzyżu”2. Dlatego podczas gdy przedtem nazywałem was „przyjaciółmi skautami”, teraz pozwolę sobie powiedzieć do was: „bracia skauci”.

Powierzam was Matce Bożej Wędrownej; święty Bernard nazywa Maryję Gwiazdą, która „błyszczy na niebie, jaśnieje w piekle, oświeca świat, ogrzewa dusze, spala występki i rozpłomienia cnoty”. To Ona prowadzi was do Słońca Sprawiedliwości, Chrystusa Pana. Obyście pod wieczór swojego życia mogli powtórzyć słowa Guy de Larigaudie, który napisał do swojej siostry dzień przedtem, nim poległ na polu chwały: „Zawsze nosiłem w głębi siebie tęsknotę za niebem, teraz jeszcze bardziej, gdy lepiej znam piękno świata. Niebo będzie pełnym rozkwitem tego piękna, życie prowadzi nas do nieba drogą, której długość nie jest nam znana, czemu jednak mam smucić się tym, że idę tą drogą coraz dalej, skoro na jej końcu jest Światłość?”.

Niech Bóg wam błogosławi i dalej towarzyszy na pięknej drodze wędrowników – Skautów Europy.

Amen.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

tłum. Agnieszka Kuryś

http://www.naszdziennik.pl/mysl/172095, ... swiat.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 03 mar 2017, 09:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Aż w głowie się nie mieści, że ktoś (a tym kimś jest cała lewacka banda sprawująca wszędzie niemal władzę i dręcząca ludzi poprzez politykę, prawo, ekonomię, media, edukację, żywność, medycynę,...) może uważać inaczej. Niby czym jest nienarodzony człowiek? Drzewem, kamieniem, zwierzęciem, patogenem, toksyną, a może potworem przepoczwarzającym się w człowieka po narodzeniu, ...? Tylko lewacka banda kretynów ma z tym problem. Normalni ludzie nawet się nie zastanawiają nad tym czy to jest, czy nie jest człowiek.

Nienarodzony jest człowiekiem

Sąd Najwyższy wydał precedensowe rozstrzygnięcie w sprawie funkcjonariusza Służby Więziennej, któremu odmówiono przyznania pomocy finansowej na zakup lokalu mieszkalnego, argumentując, że jego nienarodzony syn nie zalicza się do jego rodziny. Wyrok potwierdza podmiotowość prawną dziecka poczętego w polskim systemie prawnym.

Strażnik więzienny wystąpił o lokal mieszkalny, który przysługuje mu na mocy art. 170 ust. 1 ustawy o Służbie Więziennej. Prawo to może zostać zrealizowane przez przydział odpowiedniego lokalu albo przyznanie pomocy finansowej na uzyskanie takiego lokalu, co następuje na podstawie decyzji zakładu karnego, w którym funkcjonariusz odbywa służbę. W świetle powyższej ustawy strażnikowi więziennemu przysługuje pomoc finansowa, jeśli w miejscu służby nie dysponuje już lokalem o powierzchni wynoszącej przynajmniej 7 m2 na każdego członka jego rodziny. Tak więc w przypadku dwuosobowej rodziny oznacza to minimum na poziomie 14 m2, trzyosobowej – 21 m2, a czteroosobowej – 28 m2. Wspomnianemu funkcjonariuszowi odmówiono pomocy finansowej, mimo że wraz z żoną, córką i nienarodzonym synem mieszkał w lokalu o powierzchni 25,3 m2, a więc mniejszym niż minimalne 28 m2. Strażnik pozwał więc zatrudniający go zakład karny do sądu, żądając zapłaty należnego świadczenia.

Kluczowe dla rozstrzygnięcia było dokonanie wykładni pojęcia „dzieci wspólnie zamieszkujących z funkcjonariuszem i pozostających na jego wyłącznym utrzymaniu”. Występujący w tej sprawie zakład karny uznał, że nienarodzony syn strażnika więziennego nie zalicza się do jego rodziny. To stanowisko podzieliły sądy I oraz II instancji. Dopiero skarga kasacyjna funkcjonariusza przyniosła korzystne rozstrzygnięcie.

Sąd Najwyższy przypomniał, że w polskim systemie normatywnym, niezależnie od dokonywanych zmian w obowiązujących przepisach, traktowanie dziecka nienarodzonego jako pełnoprawnego podmiotu stanowi utrwaloną zasadę prawną: „Jeszcze na tle przepisów Kodeksu zobowiązań podkreślano, że prawidłowa wykładnia prawa, zgodna z duchem humanizmu, nakazuje przyjąć, że dziecko poczęte, jeżeli urodzi się żywe, musi być traktowane z punktu widzenia prawa na równi z dzieckiem już urodzonym, jeżeli sfery ich uprawnień są zbieżne ze sobą. Wykładnia, która zmierzałaby do pozbawienia tego dziecka roszczeń, jakie przysługują jego rodzeństwu, tylko dlatego, że w momencie zdarzenia, które uzasadnia roszczenie, wprawdzie było już poczęte, ale jeszcze nie urodzone – nie mogłaby być uznana za trafną”.

Sąd Najwyższy wskazał, że życie ludzkie w fazie prenatalnej podlega ochronie konstytucyjnej. Co więcej, podkreślił również, że ta ochrona rozciąga się również na inne niż życie prawa dziecka nienarodzonego, pod warunkiem, że urodzi się żywe. Nie ma bowiem racjonalnych podstaw do odmowy uznania dziecka nienarodzonego za członka rodziny funkcjonariusza. „Jego sytuacja faktyczna po urodzeniu jest bowiem co do zasady taka sama, jak sytuacja dzieci urodzonych wcześniej, zamieszkujących z funkcjonariuszem i pozostających na jego utrzymaniu. Nie ma żadnych argumentów, które uzasadniałyby różnicowanie sytuacji tego dziecka w stosunku do sytuacji dzieci urodzonych wcześniej i kwestionowanie jego prawa do zamieszkiwania po urodzeniu w przydzielonym funkcjonariuszowi lokalu mieszkalnym, a w konsekwencji do nieuwzględniania tego dziecka przy ustalaniu przysługującej funkcjonariuszowi powierzchni mieszkalnej” – stwierdził SN.

Tymoteusz Zych, członek Zarządu Instytutu Ordo Iuris, zwraca uwagę, że wyrok Sądu Najwyższego wpisuje się w linię orzeczniczą potwierdzającą podmiotowość prawną dziecka poczętego w polskim systemie prawnym. Jego wydanie, co prawda, nie przekłada się bezpośrednio na zakres prawnokarnej ochrony dziecka poczętego, stanowi jednak kolejne potwierdzenie, że obowiązujące obecnie w prawie karnym wyjątki od zasady ochrony życia dziecka stanowią wyłom w konstytucyjnym systemie ochrony praw i wolności człowieka, a nie jego integralny element.

Wyrok stanowi jednocześnie pierwsze orzeczenie, które potwierdza prawa dziecka poczętego na gruncie ustawy o Służbie Więziennej. W dotychczasowym orzecznictwie do praw przysługujących na równi dzieciom nienarodzonym i narodzonym zaliczono m.in. roszczenie o rentę i jednorazowe odszkodowanie w stosunku do osób, które ponoszą odpowiedzialność za śmierć ojca oraz uprawnienia kombatanckie w sytuacji, gdy dziecko, które samo nie było osadzone w obozie hitlerowskim, ale osadzona była w nim jego ciężarna matka, podlegało represjom.

Źródło: strona internetowa Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ekiem.html

Co innego, gdyby kobieta rodziła żabę, a po pocałunku matki, żaba przemieniłaby się w śliczne dzieciątko.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 15 mar 2017, 00:01 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7385
Lokalizacja: Podlasie
Komu potrzebny byłby „lewicowy Kościół”?

Obrazek

Objąć władzę nad Kościołem – to prastare marzenie twórców antychrześcijańskiej rewolucji. Przy okazji niedawnych wyborów w USA wielu z nas po raz pierwszy dowiedziało się, że siły te aktywnie działają na rzecz przeobrażenia Kościoła katolickiego w „Kościół lewicowy”. A zmiany, jakie miałyby dokonywać się w tej świętej instytucji, ordynowane są z samej góry lewicowej wierchuszki.

Kościół od wieków narażony jest na działanie starających się go zniszczyć mrocznych sił. Nienawiść do Chrystusowej Owczarni objawiała się w różnych epokach różnymi formami – zabijaniem katolików, dręczeniem kapłanów, więzieniem papieży, oczernianiem wielkich ludzi Kościoła. W XXI wieku rewolucja weszła na inny etap – bo przecież gdyby, dajmy na to, Barack Obama kazał strzelać do kapłanów, to w oczach dzisiejszej publiczności wyglądałoby to jednak mało estetycznie. Dlatego zaczęto rozsadzać Kościół nie od zewnątrz, ale od środka.

Metoda nie jest całkiem nowa – włoscy masoni już w roku 1820 pisali o „zakrojonym na sto lat” planie, według którego „należy otoczenie papieża naszpikować masonami”, tak, by podsuwali mu masońskie, a więc antychrześcijańskie rozwiązania. Od tego czasu minęło już niemal dwieście lat – sposoby działania odrobinę się zmieniły, choć nadal zmierzają w tym samym kierunku. Dziś jednak wrogowie Kościoła, próbujący zniszczyć go od wewnątrz, działają nie tylko w lożach, ale i partiach politycznych. Najlepszym tego przykładem są amerykańscy Demokraci – wielcy przegrani ostatniej batalii wyborczej w Stanach Zjednoczonych.

Przypomnijmy: za sprawą głośnego wycieku majli współpracowników Hillary Clinton dowiedzieliśmy się, że szef jej kampanii wyborczej (a więc jeden z najważniejszych aktywistów światowej lewicy) John Podesta, przyznał, iż organizował „oddolne grupy katolików, mające działać na rzecz zmiany konserwatywnego nauczania Kościoła”. Grupy te (w majlach padła m.in. nazwa organizacji Catholics in Alliance for the Common Good - Sojusz Katolików na rzecz Dobra Wspólnego) miały w myśl lidera Demokratów zainicjować „katolicką wiosnę” – a więc ruch inspirowany „arabską wiosną”, projektem obalania władz niekoniecznie przyjaznych ówczesnej administracji rządzącej USA.

Na czym miała polegać rola oddolnych katolickich ruchów? To proste – na zniszczeniu Kościoła. Na rozmiękczeniu nauki katolickiej i na rozwodnieniu świętych Bożych Praw. Wszystko po to, by Kościół przestał wreszcie stanowić tamę dla pomysłów rewolucjonistów.

Biorąc pod uwagę te informacje, oraz podane przez Edwarda Snowdena rewelacje o podsłuchiwaniu przez Amerykanów papieża Benedykta XVI, pojawiały się spekulacje, że zmusić Ojca Świętego do rezygnacji z urzędu miały właśnie służby Stanów Zjednoczonych. Wszystko po to, by na Tronie Piotrowym zastąpił go „bardziej lewicowy” papież. W dniu inauguracji prezydentury Donalda Trumpa, grupa amerykańskich katolików napisała do nowego prezydenta list otwarty z prośbą, by zbadał tę sprawę.

Wszystko to brzmi jak niezdrowa teoria spiskowa, jej pojawienie się w przestrzeni publicznej ma jednak wiele dobrych stron. Najważniejszą z nich jest zaistnienie w głowach wielu tropiących spiski przedstawicieli „prawicy laickiej” świadomości, że to Kościół katolicki jest najważniejszą instytucją tego świata i że to on najdłużej opierał się terrorowi politycznej poprawności – wielokrotnie płacąc za to olbrzymią (myśląc po ludzku) cenę.

Po co to wszystko?
Lewica chce lewicowego Kościoła – to oczywiste. Wie, że nie zniszczy samej instytucji, więc pogodziła się z koniecznością zmienienia jej od środka. Kościół blokuje bowiem wszystkie główne plany światowej rewolucji. O ile łatwiej byłoby lewakom, gdyby Kościół zaakceptował homoseksualizm! Nie sprzeciwiał się zabijaniu nienarodzonych dzieci! Nie potępiał ideologii gender! Chwalił komunizm! Popierał rozbijanie rodzin! O ile wreszcie łatwiej byłoby zaprowadzić na ziemi porządki z piekła rodem, gdyby ludzie przestali wierzyć w Boga i w związku z tym przestali się modlić!

A jednak plan, w który włączyli się amerykańscy Demokraci (wcale nie jest pewne, że uczynili to dopiero w ostatnich latach) na naszych oczach powoli się ziszcza. Modernistyczne grupy katolików w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat urosły w siłę tak znacząco, że wydają się dziś wewnątrzkościelnym mainstreamem. Nie wiemy jeszcze, jak bardzo pomogły im w tym fundusze, zaplecze i know how pozyskane od Demokratów (lub innych przedstawicielstw antykatolickiej rewolucji), ale jedno możemy stwierdzić z pewnością – tzw. „katolicy otwarci” podążają ręka w rękę z lewakami. Skutki dokonywanego przez nich od kilkudziesięciu lat przewrotu mogą lada dzień okazać się spełnieniem marzeń nienawidzących Kościoła i Bożych Praw komunistów naszych czasów.

W dzisiejszym Kościele istnieją przecież liczne i bardzo wpływowe organizacje, zmierzające do takiego otwarcia się na świat, po którym Kościół w ogóle nie będzie się różnił od innych instytucji. Ten duch najnowocześniej rozumianego aggiornamento nawiedził również bardzo wielu biskupów. W roku 2017 coraz mniejsze zdziwienie wzbudzają już bowiem hierarchowie zachęcający do błogosławieństwa związków tej samej płci, przystępowania rozwodników żyjących w nowych związkach do Komunii Świętej, akceptujący ideologię gender, uważający, że bluźnierstwa są wyrazem „dopuszczalnej artystycznej ekspresji”, zalecający antykoncepcję, niepotępiający aborcji, uważający agendę „zrównoważonego rozwoju” za pozytywną rewolucję, czy głoszący, że wszystkie religie, z ateizmem włącznie, są równe. Takiego właśnie Kościoła chcą dziś liczni biskupi, ważne organizacje katolików, oraz światowa lewica z amerykańskimi Demokratami na czele.

Grzech założycielski?
Współpraca ważnych hierarchów w tworzeniu „lewicowego Kościoła” nie jest wymysłem XXI wieku. Dzisiejsi katolicy są przecież dziećmi poprzednich dziesięcioleci. Choć początków realizacji tego antykatolickiego zamierzenia można doszukiwać się jeszcze przed Soborem Watykańskim II, to pełna ofensywa ruszyła wraz z otwarciem jego obrad.

Wielkie ateistyczne media zawsze pragnęły mieć „swojego” papieża. Z żadnego spośród papieży Piusów nie dało się uczynić takiej medialnej figury – byli to bowiem niestrudzeni Namiestnicy Chrystusa, niepróbujący odcinać się od idei Kościoła wojującego. Poza tym, na początku XX wieku media nie były jeszcze tak wszechpotężne jak w drugiej połowie poprzedniego stulecia. A wraz z nagłym wzrostem swego znaczenia natychmiast próbowały stworzyć „lewicowego papieża”.

Jan XXIII został więc okrzyknięty przez zachodnie media „papieżem uśmiechu” – tak, jakby jego poprzednicy nigdy się nie uśmiechali. Czy uzyskał ten tytuł bez powodu? Nie. Papież ten po prostu zdecydował się nie potępiać komunizmu. Media ze wschodu Europy pisały więc o papieżu „najdzielniej walczącym o pokój” – tak, jakby jego poprzednicy każdego dnia śnili o rozpętaniu wojny światowej. Jeszcze cieplej media pisały o Pawle VI, gdy papież otworzył się na dialog z komunizmem. Ale gdy potępiał antykoncepcję – na łamach prasy spadały na niego lewicowe ciosy. Wśród przedstawicieli światowej lewicy z nadzieją przyjmowano także wiele gestów Jana Pawła II, próbując i z niego uczynić „swojego” papieża. Ale jego prorodzinne i antyaborcyjne krucjaty sprawiły, że i ten plan się nie udał. Pontyfikat Benedykta XVI od początku był oceniany przez lewaków negatywnie, szczególnie po słynnym wykładzie w Ratyzbonie, ale i Josepha Ratzingera na chwilę próbowano wciągnąć w załgany świat lewicy – po nieprecyzyjnej wypowiedzi na temat antykoncepcji wśród chorych na choroby zakaźne. Mimo licznych prób dezinformowania wiernych zmanipulowanymi cytatami z kolejnych papieży, lewicy długo nie udawało się stworzyć wymarzonego medialnego bytu – „lewicowego papieża”.

Lewacy szybciej zrealizowali jednak – odrobinę tylko mniej istotny plan – stworzenia licznych organizacji katolickich, z których wyszli biskupi niepragnący być solą tego świata. Jak wielki wpływ na to miały wyłącznie działania pogubionych aktywistów katolickich oraz hierarchów, nierzadko dobrotliwych, ale ulegających fatalnym zauroczeniom współczesnością, a jaki udział w tym odstępstwie od wiary miała inspiracja działających z premedytacją antychrześcijańskich rewolucjonistów?

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/komu-potrzebny-bylb ... 127,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 15 maja 2017, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
XXI wiek – czasem męczenników

„Błogosławieni męczennicy z Peru: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek – patronami w obronie przed terroryzmem” to tytuł sesji naukowej, jaka odbyła się w sobotę w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach. W czasie spotkania zostało przedstawionych kilka bardzo ważnych referatów, a także wyświetlono dwa filmy „Życia nie można zmarnować” oraz „Teraz i w godzinę śmierci”.

Ojciec Zbigniew Strzałkowski oraz ojciec Michał Tomaszek, franciszkanie, zginęli z rąk terrorystów z ugrupowania „Świetlisty Szlak” 9 sierpnia 1991 roku.

Ks. prof. Waldemar Cisło podkreśla, że zamordowani zakonnicy do końca pozostali wierni Chrystusowi.

– Tych dwóch Polaków, którzy do końca pozostali wierni Chrystusowi, którzy są męczennikami za wiarę, przypomina nam o tym, jak wiele naszych sióstr i braci dzisiaj jest sprawdzanych, pytanych o krzyż aż do końca. Przypomnijmy sobie Syrię, gdzie […] mamy trzech porwanych arcybiskupów i nie wiemy, co z nimi jest. Do tej pory najprawdopodobniej nie żyją. Pamiętamy jezuitę zaszlachtowanego na podwórzu swojego kościoła, który kilkadziesiąt lat pracował z muzułmanami i z chrześcijanami w Homs. Często w Europie mamy zbyt dobrze, bo – dzięki Bogu – 70 lat Europa jest chroniona przed konfliktem. Natomiast pamiętajmy o tym, że w wielu miejscach na świecie nasze siostry i bracia cierpią i to jest też dobry motyw, żeby przypomnieć sobie dzisiaj i mówić w ich imieniu – mówił ks. prof. Waldemar Cisło.

Z kolei eurodeputowany prof. Ryszard Legutko mówił, że dziś, w XXI wieku, chrześcijanie są bardzo prześladowani, ale ta walka z chrześcijaństwem trwa od wieków.

– Doprowadziło to do coraz mocniejszej dyskryminacji chrześcijan i do ataków na nich, a tworzone prawo coraz częściej uderzało i nadal uderza w chrześcijaństwo. Próbuje się też likwidować klauzulę sumienia, a dotyczy to nawet kapłanów, którym – w imię obowiązującego prawa – nakazuje się udzielać ślubu parom homoseksualnym. Z kolei ośrodki adopcyjne nie mogą odmawiać takim parom adopcji dziecka – stwierdził prof. Legutko, dodając, że choć w Parlamencie Europejskim są politycy zaangażowani w obronę praw chrześcijan, to prawicowe partie w znaczeniu ogólnym nie łączą sił i walkę odpuściły.

Prof. Legutko zaznaczył, że w Polsce wciąż jeszcze sytuacja nie jest zła, ale musimy chronić to, co mamy, i bronić ważnych dla nas wartości. I nie chodzi o pójście na kompromis, bo tym, którzy stoją po przeciwnej stronie, chodzi o wyeliminowanie chrześcijaństwa z życia społecznego.

– Dlatego właśnie nie wolno nam zmiękczać zasad wiary, bo wtedy przegramy, a o prześladowaniach trzeba głośno mówić – przekonywał prof. Legutko.

Podczas konferencji franciszkanie – organizatorzy spotkania – przybliżyli zebranym pracę misyjną zakonników w Peru w kontekście zagrożenia terroryzmem. Niezwykłe świadectwo obcowania ze świętymi dał promotor kultu męczenników: br. Jan Hruszowiec. O. prof. Zdzisław Gogola przypomniał zaś, że przed wiekami bycie franciszkaninem było niemal równoznaczne z byciem męczennikiem. Poddał pod namysł to, jak daleko zakon odszedł od pierwotnych założeń i ideałów.

Ostatnim punktem programu był przedpremierowy pokaz filmu „Teraz i w godzinę śmierci” w reż. Mariusza Pilisa i Dariusza Walusiaka, opowiadający o sile modlitwy różańcowej, splecionych z nią losach świata i pojedynczych ludzi.

Zebrani w auli św. Jana Pawła II po jego zobaczeniu podziękowali twórcom owacją na stojąco.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... nikow.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 13 cze 2017, 07:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Półgłówki lewackie nie mogą znieść sytuacji, że są ludzie którymi nie da się manipulować i jeszcze do tego mają oni odwagę publicznie mówić o
pokrętności i nieludzkim wymiarze lewackiego ideologicznego bełkotu.


Bronimy wolności nauki

Obrazek

Naukowcy, parlamentarzyści i działacze społeczni stanęli w obronie ks. prof. Tadeusza Guza, który stał się celem nienawistnego ataku ze strony aktywistów ekologicznych.

Sygnatariusze listu zareagowali na niesprawiedliwą krytykę, jaka spotkała ks. prof. Tadeusza Guza, wykładowcę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, po prelekcji, którą wygłosił 13 maja w Toruniu. Podczas konferencji zorganizowanej przez Ministerstwo Środowiska i Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu ksiądz profesor mówił o tym, że skrajnie lewicowe prądy filozoficzne dały podstawę do zbudowania pseudoekologicznej ideologii, której dwubiegunowym celem jest animalizacja człowieka oraz humanizacja zwierząt i drzew.

Uzasadnienie wywołało wręcz furię ekologicznych aktywistów. Ubodło ich zwłaszcza to, że ks. prof. Guz udowodnił, iż skrajny ekologizm to ateistyczny i nihilistyczny nurt, który wywodzi się z neokomunizmu. I że ta ideologia odrzuca Boga jako Stworzyciela świata i człowieka.

W sukurs tej grupie przyszła „Gazeta Wyborcza”, która rozpętała medialny atak przeciwko ks. prof. Tadeuszowi Guzowi. Efektem oszczerczej kampanii było i to, że wypowiedzi księdza profesora zostały krytycznie ocenione w oświadczeniu rzecznika prasowego KUL.

W tej sytuacji w obronie ks. prof. Tadeusza Guza stanęli naukowcy z różnych ośrodków akademickich, parlamentarzyści, przedstawiciele patriotycznych organizacji społecznych, których poruszył brutalny atak na wybitnego filozofa za głoszenie prawdy. „Odpowiedzią na prawdę, jeśli jest niewygodna – jest atak. Tak się dzieje w przypadku Księdza Profesora Tadeusza Guza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Spotykają go ataki za głoszenie Prawdy, którą głosi, a głosi w sposób zdecydowany, odważny, bezkompromisowy” – czytamy w liście. Jego autorzy zwracają też uwagę na udział „Gazety Wyborczej” w atakach na ks. prof. Guza.

Doktor Bogusław Kuźniar, historyk z Przemyśla, podkreśla, że wszystkich poruszyła niesprawiedliwość, jaka spotkała ks. prof. Tadeusza Guza. – Mamy do czynienia ze stosowaniem podwójnych standardów – mówi.

Krzysztof Losz

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... nauki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 29 cze 2017, 20:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Półgłówki lewackie nie mogą znieść sytuacji, że są ludzie którymi nie da się manipulować i jeszcze do tego mają oni odwagę publicznie mówić o
pokrętności i nieludzkim wymiarze lewackiego ideologicznego bełkotu.



Działają z żelazną konsekwencją, a mają już doświadczenie, bo skutecznie zdegenerowali Zachód. Najważniejsze dla nich teraz, by procent ludzi zdegenerowanych rósł, a normalnych malał. Dlatego stale będziemy zalewani potopami absurdów.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 11 sie 2017, 20:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Nie mogę tego pojąć, że w Polsce, na katolickiej uczelni usuwa się znaki rozpoznawcze tej szkoły.
Jaki lucyfer za tym stoi?
Bolszewicki nie dał rady.
Libertyński jak dotąd też nie dał rady.
A jaki diabeł, jak bestia antyludzka nakazuje wymazać uczelni swoją tożsamość?


Nowe nie zawsze znaczy lepsze

Z prof. Mirosławem Piotrowskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Obrazek

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II usuwa ze swoich stron internetowych krzyż oraz tradycyjne zawołanie „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie), a także orła w koronie. Jak odbiera Pan tę wiadomość?
– Tę informację przyjąłem z niedowierzaniem i ze smutkiem. Co jakiś czas zaglądałem na stronę internetową KUL Jana Pawła II – mojej uczelni, gdzie od dziesięcioleci widniało godło traktowane jako logo, które jako student, a potem wykładowca sam przypinałem do swetra. Nagle zauważyłem, że ten znak rozpoznawczy zniknął ze strony internetowej KUL. W jego miejsce powstał znak graficzny, składający się z liter „KUL”. Co ciekawe, ostatnio powstało nowe logo KUL, jak napisano „Logo 100-lecia”. Dla mnie jest to sytuacja smutna, przykra. Jednocześnie zostałem poinformowany, że już wcześniej wielu duchownych, a także świeccy pracownicy KUL domagali się od władz uczelni wyjaśnień w tej sprawie, a mianowicie: – dlaczego ze strony znika znak rozpoznawczy uczelni i czy pojawiające się nowe logo ma zastąpić to historyczne.

Co może stać u podstaw takiego działania?
– Warto zwrócić uwagę na pewien mechanizm, mianowicie trudno jest instytucjom czy też urzędom od razu wymazać symbolikę – w tym wypadku uczelni, która liczy sobie niemal sto lat – i usunąć znane logo oraz zastąpić je nowym. Dlatego podejmuje się działania stopniowo, tzn. najpierw usuwa się godło-logo ze stałych elementów – takich jak strony internetowe – przenosi się je do zakładki, a po roku czy dwóch, kiedy sprawa ucichnie, usuwa się je również z zakładki, ewentualnie pozostawia się jako znak historyczny schowany gdzieś głęboko w „szufladzie”. Dlatego jako wieloletni pracownik uczelni poczułem się nieswojo i stąd ta moja refleksja. Ponadto osoby zajmujące się sprawami wizerunku firm, instytucji mówiły mi, że wprowadzanie kilku znaków symbolizujących uniwersytet jest z punktu widzenia marketingowego błędem. Stwarza to bowiem niepotrzebny wizerunkowy chaos, a także, co w przypadku KUL jest szczególnie ważne, może oznaczać odejście od tradycyjnych wartości uczelni.

Próbował Pan zapytać władze uczelni o przyczyny takich kroków?
– Nie miałem możliwości rozmawiać z władzami KUL, bo od lat – ze względu na sprawowany mandat posła do Parlamentu Europejskiego – jestem na bezpłatnym urlopie, ale wiele osób informowało mnie o tym i kiedy sprawdziłem, że to historyczne logo zniknęło, a w jego miejsce pojawiło się nowe, postanowiłem zabrać głos w tej sprawie. Oczywiście wiem, że władze uczelni w swojej retoryce będą próbowały rozdzielać godło od loga i pokazywać, że to, co wszyscy widzieli, nie ma nic wspólnego z faktami, ale prawda jest jedna, mianowicie ze stałej strony startowej KUL zniknął krzyż, zniknęła dewiza „Bogu i Ojczyźnie” zniknął też orzeł w koronie. Owszem, godło-logo okresowo pojawia się w formie szybko przesuwających się obrazków, ale jako stały element zniknęło z oficjalnej strony KUL.

Panie Profesorze, jak to jest, że z jednej strony krytykujemy elity Unii Europejskiej za zeświecczenie i odchodzenie od wartości chrześcijańskich, a z drugiej sami – jak się okazuje – nie jesteśmy wolni od liberalizmu, i to w najmniej spodziewanych obszarach?
– Jako wykładowcy tej uczelni jest mi bardzo niezręcznie komentować zaistniałą sytuację. KUL przez wiele lat był i wciąż pozostaje dla mnie czymś więcej niż tylko zakładem pracy, to zawsze była rodzina, w której dobrze się funkcjonowało. Dlatego z tym większą przykrością odnotowuję fakt zmiany tradycyjnej symboliki uczelni. Uważam, że niewłaściwe jest podążanie drogą laicyzacji czy zeświecczenia, którą obrały zwłaszcza kraje zachodniej Europy. Przykładem jest tutaj Bruksela, gdzie pracuję, niedaleko jest Katolicki Uniwersytet w Leuven – jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów w Belgii założony w XV wieku, gdzie – jak czytam w prasie – bez konsultacji z gronem uczonych usuwane jest z nazwy słowo katolicki. To niestety jest przejawem zeświecczenia, ale moim zdaniem jest to również fałszowanie historii i tradycji – zarówno uniwersytetu belgijskiego, ale jak się okazuje, również KUL w Lublinie.

Oczywiście można z szacunkiem odnosić się do innych kultur, szanując ich przekonania, ale powstaje pytanie: czy w tej poprawności politycznej nie idziemy za daleko?
– Uważam, że jest to poważny błąd. Na takie traktowanie nie powinni się godzić Chrześcijanie, katolicy, ale – jak sądzę – również osoby niewierzące, które z szacunkiem podchodzą do tradycji i religii, uznając, że jest to „kod genetyczny” nas, Polaków i w ogóle Europejczyków. Tym bardziej należy go chronić i strzec przed tymi, którzy chcą go zniszczyć.

Wygląda na to, że to, co się nie udało zniszczyć komunistom, którzy walczyli z KUL-em, dziś dzieje się w wolnej Polsce…
– Proszę wybaczyć, ale z racji tego, że jestem pracownikiem KUL – wprawdzie na urlopie, powstrzymam się od szerszego komentarza.

Swoją książkę, która niedawno się ukazała, zatytułował Pan „Europo, co dalej?”. Można zapytać KUL-u, co dalej…?
– Klucze do odpowiedzi na to pytanie są w rękach zarówno Jego Magnificencji Rektora KUL, jak i Wielkiego Kanclerza KUL, ale również Konferencji Episkopatu Polski, która od wielu lat sprawuje nadzór nad tą uczelnią. Pytanie brzmi: co w zaistniałej sytuacji można z tym problemem zrobić?

A jak Pan uważa?
– Droga oświadczeń, którą obierają niektórzy, oddzielając godło od loga i usiłując całą tę sprawę tłumaczyć w sposób – moim zdaniem – mętny, jest drogą donikąd. Należy zadać proste pytanie: – czy ten znak, o którym mówimy, a więc krzyż oraz tradycyjne zawołanie „Deo et Patriae”, a także polski orzeł w koronie zostały trwale usunięte ze strony czy nie? Jeśli zostały trwale usunięte, to dlaczego? I dlaczego w to miejsce lansuje się nowe logo, chowając czy ukrywając historyczne, z którym KUL kojarzy się wszystkim nie tylko w Polsce, ale również w katolickim świecie? Te kwestie powinny się stać tematem debaty. Jeśli jest to – dajmy na to – jakaś pomyłka czy przeoczenie, to wówczas możemy rozmawiać inaczej. Póki co trudno zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować fakty, z którymi mamy do czynienia.

W tej sprawie wydał Pan oświadczenie z pytaniami. Do kogo są one skierowane?
– Zanim odpowiem, może przytoczę treść tego mojego oświadczenia. W związku z pojawiającymi się oświadczeniami i komentarzami dotyczącymi mojego felietonu pt. „Nie wszystko na sprzedaż”, który ukazał się w Tygodniku Katolickim „Niedziela”, pragnę zapytać przekręcających moje słowa, po pierwsze: – czy trwały znak rozpoznawczy KUL, od dziesięcioleci traktowany jako logo tej uczelni, zawierający znak krzyża, wizerunek orła białego z koroną na głowie i dewizę „Deo et Patriae” (Bogu i Ojczyźnie), został usunięty ze strony startowej KUL jako jej element trwały? I po drugie – czy prawdą jest, że już wcześniej duchowni i świeccy pracownicy KUL domagali się wyjaśnień w tej sprawie? Jest to odpowiedź na oświadczenie, które po moim felietonie do Tygodnika „Niedziela” przesłał rzecznik prasowy KUL. Jest w nim mowa, że znak krzyża, dewiza „Deo et Patriae” oraz orzeł w koronie to jest godło, które wcale nie zniknęło, ale jest to godło traktowane przy okazji uroczystości, natomiast logo KUL nie ma z tym nic wspólnego. Czytając oświadczenie rzecznika KUL, dostrzegam brak jasnego komunikatu i stąd moje pytania. Od tego należy zacząć dyskusję. Chodzi o jasne, rzeczowe wyjaśnienie sprawy w świetle faktów, o pełną prawdę, a nie próby manipulowania faktami.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... epsze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 11 sie 2017, 20:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Nie mogę tego pojąć, że w Polsce, na katolickiej uczelni usuwa się znaki rozpoznawcze tej szkoły.
Jaki lucyfer za tym stoi?
Bolszewicki nie dał rady.
Libertyński jak dotąd też nie dał rady.
A jaki diabeł, jak bestia antyludzka nakazuje wymazać uczelni swoją tożsamość?



Jeśli do tej zmiany dojdzie, to będzie znaczyć, że KUL nie jest już ani katolicki, ani polski.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wojna patologii lewackiej z kulturą i z ludzkością
PostNapisane: 25 wrz 2017, 07:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30314
Luksemburg wyrzucił religię ze szkół

Obrazek

Władze Luksemburga zlikwidowały nauczanie religii w szkole i zastąpiły je „wychowaniem do wartości zgodnego współistnienia”.

Jak zauważa Patric de Rond, odpowiedzialny za katechizację w archidiecezji luksemburskiej, kraj ten posiadał długą i dobrze funkcjonującą tradycję nauczania religii w szkołach. Obok tego organizowano też przy kościołach katechezy przygotowujące do Pierwszej Komunii św. i bierzmowania. Teraz wszystkim muszą zająć się parafie. Będzie to o tyle trudne, że ich liczba została ostatnio radykalnie zmniejszona z 280 do zaledwie 33.

Dodatkowy ciężar spadnie też na rodziców, którzy nie mogąc już liczyć na pomoc szkoły, będą musieli dowozić dzieci po lekcjach do ośrodków parafialnych.

Do tej pory Luksemburg posiadał ponad 200 nauczycieli religii. Teraz państwo zgodziło się dalej opłacać jedynie 40 z nich, i to tylko do emerytury.

- Dla Kościoła oznacza to, że za kilkanaście lat katechezę w całości będzie trzeba oprzeć na wolontariacie – stwierdził Patric de Rond.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... szkol.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 33 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /