Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 13 sty 2017, 15:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Msza twarzą do ludu – Michael Davies

„Yn lle allor, trestyl trist,
Yn lle Krist mae bara”


Św. Ryszard Gwyn[1]

W roku 1974 pewien ksiądz z południowo-wschodniego Londynu dołączył do wydawanego przez siebie co tydzień biuletynu parafialnego bardzo przygnębiajacą informację. Jak wyjaśnił, protestancki kamieniarz, który wykonywał drobne prace w kościele, opowiedział mu o smutnym zleceniu, jakie otrzymał zaledwie tydzień wcześniej. Polecono mu mianowicie zburzyć niezwykle piękny kamienny ołtarz w znajdującym się w północnym Londynie klasztorze i zastąpić go czymś, co opisał jako dwie wielkie bryły kamienia. Jako prawdziwy rzemieślnik uznał to zadanie za odrażające, przede wszystkim dlatego, że strata była nieodwracalna, obawiał się bowiem, że w całej Wielkiej Brytanii nie ma obecnie kamieniarza, który byłby w stanie obecnie stworzyć coś równie wspaniałego. Ów poczciwy protestant bez wątpienia czułby się jeszcze bardziej zdezorientowany gdyby wyjaśniono mu, że bierze udział w wielkiej odnowie katolickiego kultu wedle wytycznych II Soboru Watykańskiego. Piszący na łamach „Clegry Review” z sierpnia 1972 r. przełożony londyńskiego Oratorium ks. Napier zauważył, że incydenty takie miały miejsce w niemal każdym katolickim kościele w Wielkiej Brytanii. Celem tych zabiegów było umożliwienie celebracji Mszy versus populum, twarzą do ludu:

„Praktyka, która zaledwie dziesięć lat wcześniej była czymś niezwykle rzadkim, stała się obecnie tak powszechnie akceptowalna, że nie ma chyba w całym kraju kościoła, w którym architektom nie zlecono by przeprojektowanie ołtarza i prezbiterium zgodnie z «wytycznymi Watykanu» .(…) Całe duchowieństwo wydaje się być przekonane, że taka forma celebracji jest kategorycznie niezbędna do sprawowania zreformowanej liturgii”.

W roku 1978 kilka zaledwie londyńskich kościołów wciąż jeszcze opierało się temu trendowi. Godny uwagi wyjątek stanowi właśnie oratorium ks. Napiera.

„The Wanderer” z kwietnia 1974 r. zamieścił na swych łamach list od p. Alana Funka, protestującego przeciwko zapowiedzianemu usunięciu głównego ołtarza z kościoła pw. św. Jana Chrzciciela w Earl Park w stanie Indiana. Autor listu pisał:

„Zbudowany w stylu romańskim na planie bazyliki kościół pw. św. Jana wzniesiony został w roku 1902 i od tego czasu stanowił on punkt orientacyjny dla 500 mieszkańców położonego na pustkowiu miasta Earl Park. Wspaniały ołtarz główny był darem bogatej protestantki, która ufundowała go w geście dobrej woli, kościół bowiem zbudowany został na przełomie wieków, w czasie silnych antagonizmów między katolikami a protestantami. Usunięcie tego ołtarza oznacza nie tylko pozbawienie mieszkańców przedmiotu słusznej dumy i zniszczenie obiektu o znaczeniu historycznym, stanowi również wyraz obecnej tendencji do rezygnacji z piękna i wartości estetycznych na rzecz surowej funkcjonalności”.

Ten sam numer „The Wanderer” zawiera doniesienia o sprzeciwie ze strony mieszkańców, przytaczając słowa pewnego parafianina który twierdził, że 90% wiernych pragnie pozostawienia starego ołtarza. Jednakże proboszcz – ks. Donald Gross – stwierdził, że przepisy Kościoła wymagają jego usunięcia: „Kościół ma zasady, których muszę przestrzegać. A wedle [tych] zasad musimy zmienić ołtarz”.

Twierdzenie, że tradycyjne ołtarze muszą zostać zniszczone i zastąpione przez stoły, by uczynić zadość przepisom prawa kościelnego jest standardową odpowiedzią na protesty ze strony wiernych.

Podobnie odpowiada się wszystkim, którzy krytykują niszczycielski zapał naszych współczesnych duchownych barbarzyńców. Ludzie, którzy protestują w imię tradycji dowiadują się nierzadko, że nie są bynajmniej tradycjonalistami, lecz neo-protestantami, przeciwstawiającymi swój prywatny osąd temu, co Kościół w swej mądrości zadekretował. Zwolennicy tych aktów wandalizmu nie wahają się też informować protestujących, skąd wyszło polecenie niszczenia ołtarzy. Terence Wynne, który przez szereg lat pracował jako redaktor „The Universe” (najczęściej czytany brytyjski tygodnik katolicki) nie wahał się stwierdzić publicznie, dlaczego „ołtarz powinien być podczas Mszy zwrócony w stronę ludzi”. Jak wyjaśnił: „Krótka odpowiedź brzmi: [jest tak dlatego] ponieważ biskupi z całego świata zgromadzeni na II Soborze Watykańskim uznali za konieczne wprowadzenie w liturgii zmian, dzięki którym wierni mogą brać bardziej czynny udział w celebracji”[2].

Wynne wysunął również argument, którego zwolennicy celebracji versus populum używają często jako karty atutowej: „Podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus – którego reprezentuje kapłan – nie siedział zwrócony plecami do Apostołów”.

Wszelkie porównania do reformacji protestanckiej odrzucane są przy użyciu argumentu, że nie jest to bynajmniej powrót do XVI-wiecznego protestantyzmu, ale praktyki starożytnego Kościoła. Ks. Cuthbert Smith przywołuje tradycjonalistów do porządku wyjaśniając, że Msza twarzą do ludu była zawsze celebrowana w takich rzymskich świątyniach jak Bazylika św. Piotra i „wielu starożytnych kościołach w całej Italii i innych częściach starożytnego świata. Na podstawie tych faktów jest więc oczywiste (…), że sprawowanie Mszy twarzą do ludu nie ma nic wspólnego z reformacją protestancką, ale jest starożytnym zwyczajem Kościoła katolickiego”[3].

Prawda jest jednak taka, że koncepcja celebracji celowo zwróconej w kierunku wiernych była wynalazkiem Marcina Lutra. Nie było to nigdy starożytnym zwyczajem Kościoła katolickiego – orientacja ołtarza w bazylice, która wprowadziła w błąd ks. Smitha, stanowi w istocie wyjątek od powszechnej niemal reguły.

Ludzie odpowiedzialni za zastąpienie wspaniałych ołtarzy nędznymi stołami skwapliwie wyliczają korzyści płynące z wprowadzenia tej innowacji, z których główną ma być fakt, że wierni mogą lepiej widzieć i słyszeć co się dzieje podczas Mszy. Stąd Krajowa Komisja Liturgiczna Anglii i Walii stwierdza:

„Sprawowanie liturgii twarzą do ludu pozwala im [wiernym] lepiej widzieć święte czynności, usprawnia ich dialog z celebransem i jasno podkreśla jedność kapłana oraz ludu podczas celebracji”.

Główne argumenty na rzecz Mszy sprawowanej twarzą do ludu są następujące:

Sprawowanie Mszy twarzą do ludu odzwierciadla układ uczestników Ostatniej Wieczerzy
Jest to starożytny zwyczaj Kościoła katolickiego
Wymaga tego prawo Kościoła
Jest to prawo wprowadzone przez II Sobór Watykański
Orientacja ta niesie za sobą liczne korzyści duszpasterskie w kwestii
Widzialności
Słyszalności
Przeanalizujemy szczegółowo każdy z tych argumentów wykazując, że podobnie jak w przypadku całej niemal propagandy na rzecz rewolucji liturgicznej, są to jedynie bezzasadne twierdzenia, nie mające żadnego oparcia w faktach.

Sprawowanie Mszy twarzą do ludu odzwierciadla układ uczestników Ostatniej Wieczerzy
Ulubiony argument na rzecz odprawiania Mszy w językach narodowych głosi, że również podczas Ostatniej Wieczerzy używany był język narodowy. W rzeczywistości większość liturgii paschalnej sprawowana była w języku hebrajskim, który był dla ludności posługującej się na co dzień aramejskim równie obcy, jak obecnie łacina dla ludzi mówiących po francusku. Żydzi na całym świecie wciąż używają hebrajskiego jako języka sakralnego w liturgii. Terence Wynne, podobnie jak inni apologeci rewolucji liturgicznej, był prawdopodobnie przekonany o swej słuszności twierdząc, że Chrystus nie siedział podczas Ostatniej Wieczerzy zwrócony plecami do Apostołów. Jego twierdzenie jest zasadniczo słuszne, niemniej jednak Ostatnia Wieczerza nie może być przywoływana jako argument wspierający celebrację versus populum. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Podczas Ostatniej Wieczerzy Zbawiciel z cała pewnością nie siedział za stołem naprzeciw Apostołów. Ks. Napier wyjaśnia w „The Clergy Review” że:

„Podczas każdej uczty – w tym również Ostatniej Wieczerzy – wszyscy goście usadowieni byli po tej samej stronie stołu, zazwyczaj wygiętego, pozostawiając drugą stronę jako dojście dla służby. Idea zasiadania przy stole naprzeciwko siebie nie mogła zrodzić się w chrześcijańskiej starożytności. Wspólnotowy charakter posiłku akcentowany w sposób dokładnie odwrotny, przez fakt, że wszyscy uczestnicy znajdowali się po tej samej stronie stołu”[4].

Uczestnicy Ostatniej Wieczerzy, czy jakiegokolwiek znacznego święta żydowskiego, nie przywiązywaliby znaczenia do tego, kto siedzi naprzeciwko kogo, troszczyliby się jedynie o to, by wszyscy zwróceni byli w stronę świątyni jerozolimskiej. Taka była wówczas powszechna praktyka orientacji. Prof. Cyrille Vogel zauważa, że:

„Orientacja jest stałym i powszechnie spotykanym zjawiskiem religijnym. Co do precyzyjnych zaleceń, jakich należy w tym względzie przestrzegać, religie podzielić można na dwie grupy:

Pierwsza obejmuje kulty, które przyjmują orientację natury «geograficznej» lub lokalnej, zmienia się w tej sytuacji stosownie do regionów zamieszkałych przez ich wyznawców: stąd islam nakazuje zwracanie się w kierunku Kaaby w Mekce, a judaizm wymaga od swych wyznawców – by jeśli znajdują się poza świątynią – zwracali się w kierunku Jerozolimy.
Drugą grupę stanowią kulty, które praktykują orientację natury astronomicznej (versus solem orientem) lub kosmicznej, obejmuje ona religie najbardziej klasyczne oraz chrześcijaństwo”[5].
Dlatego podczas Ostatniej Wieczerzy Chrystus i Jego Apostołowie byli wszyscy zwróceni w tym samym kierunku, w kierunku o szczególnym znaczeniu sakralnym – podobnie jak to miało miejsce podczas przedsoborowej Mszy (i jak nadal ma miejsce w Kościołach Wschodnich: prawosławnym i unickim). Sprawowanie Mszy twarzą do ludu stanowi więc zerwanie z praktyką Ostatniej Wieczerzy.

Jest to starożytny zwyczaj Kościoła katolickiego
Msgr Klaus Gamber, dyrektor Instytutu Liturgicznego w Ratyzbonie, odpowiada na to twierdzenie w następujący sposób: „Ani we Wschodnim ani w Zachodnim Kościele nie było nigdy celebracji versus populum. Zamiast tego wierni zwracali się ku wschodowi”[6].

Jest to fakt historyczny, odnośnie którego między badaczami istnieje pełna jednomyślność. W swej książce Architecture et Liturgie (Paryż 1967) ks. Louis Bouyer dowodzi niezbicie, że nie ma żadnego pochodzącego ze starożytności dowodu, iż liturgia eucharystyczna była kiedykolwiek sprawowana twarzą do ludu. Innymi ważnymi opracowaniami na ten temat są: artykuł prof. Cyrilla Vogela w „L’Orient Syrien” z roku 1964, godny uwagi ze względu na bogatą dokumentację, oraz książka J. Brauna Der Christlische Altar (Monachium, 1932). Pochodzące z III wieku Konstytucje Apostolskie określają, że kościoły powinny być budowane tak, by ich „głowa” zwrócona była ku wschodowi[7]. Prof. Vogel zauważa, że „Od około roku 200, a prawdopodobnie od początku II wieku, zarówno na wschodzie jak na zachodzie, chrześcijanie modlili się zwróceni w kierunku wschodu słońca”[8]. Wskazuje też, że nie jest rzeczą właściwą mówić, że celebrans zwrócony jest plecami do ludu, powinno się raczej mówić, że jest on „razem z ludem zwrócony ku wschodowi”[9]. Prof. Vogel wyjaśnia, że praktyka ta nie narodziła się jako bezpośrednie „zapożyczenie” (un emprunt direct et voulau) od jakichś kultów pogańskich obejmujących kult Sol invictus (niezwyciężone słońce) czy ze święta Natalis solis invicti (narodziny niezwyciężonego słońca) – przypadającego w zimowe przesilenie, około 25 grudnia. Kierunek wschodni przyjęty został w zgodzie z powszechną tendencją całego środowiska kulturowego, w którym znajdowało się wczesne chrześcijaństwo. Była to również reakcja na żydowską praktykę zwracania się na modlitwie w kierunku Jerozolimy. Wschód symbolizował Niebieskie Jeruzalem – w przeciwieństwie do [ziemskiej] Jerozolimy Żydów[10]. Skoro praktyka ta została przyjęta, szybko wzmocniona została przez wyrazistą i inspirującą symbolikę chrześcijańską, choć przez kilka wieków wydawane były ostrzeżenia przeciwko wszelkim utożsamianiu orientacji kultu chrześcijańskiego i kultów pogańskich. Św. Leon Wielki ostrzegał, że należy wystrzegać się nawet pozorów podobieństwa. Chrześcijanie czcili nie Króla-Słońce, ale Króla słońca, ponieważ samo słońce stworzone było przez Chrystusa (non est Dominus Sol factus, sed per quem Sol factus est).

Starożytne chrześcijaństwo znalazło w orientacji ku wschodowi bogatą i wręcz niewyczerpaną symbolikę. Zbawiciel zwrócony był ku zachodowi dokonując Odkupienia rodzaju ludzkiego na Krzyżu i patrząc na wschód patrzymy w rzeczywistości na Niego, ponieważ podczas Mszy uobecnia się Ofiara Krzyża. Sol invictus pogaństwa stało się symbolem niezwyciężonego Chrystusa, zwycięzcy śmierci i szatana – Księcia tego świata. Chrystus, Sol Salutis (Słońce Zbawienia) był również Sol Justitiae (Słońcem Sprawiedliwości) z Księgi Malachiasza 4,2. Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że kierunek wschodni symbolizuje zarówno utracony raj, jak i raj odzyskany. „Raj usytuowany został na wschodzie wedle wersji Genesis z Septuaginty, wyrażamy więc nasze pragnienie powrotu do raju”[11].

Podczas Mszy kapłan stoi pomiędzy ludem a ołtarzem, jako pośrednik pomiędzy Bogiem a człowiekiem, jako ostateczny reprezentant rodzaju ludzkiego stojący w tym samym punkcie, w którym niebo i ziemia łączą się, gdy ofiara Syna zstępuje na ołtarz. Kapłan jest również podobny do pasterza z krajów wschodu – nie poganiającego stada z tyłu, ale idącego przed nim. Owce znają go, a on zna je. Są one ludem Bożym, pielgrzymującym przez pustynię tego życia ku Ziemi Obiecanej, symbolizowanej przez wschód, kapłan i lud wspólnie starają się odzyskać raj utracony, odzyskany dla nich ponownie przez Chrystusa, Sol Salutis. Istnieje tradycja, wedle której gdy Sol Salutis powróci, jak błyszczące światło na wschodzie, będzie to miało miejsce podczas celebracji Mszy. Z oczyma utkwionymi na wschód, kapłan i lud gotowi są podążać za Nim. Paruzja, Drugie Przyjście Chrystusa, oczekiwane było przed starożytnych chrześcijan z wielką żarliwością. Znali oni proroctwo Izajasza:

„Quis suscitavit ab oriente Justum” – „Kto wzbudził ze Wschodu tego, którego
sprawiedliwość przyzywa na każdym kroku? Kto mu poddaje narody i upokarza królów?
Miecz jego ściera ich na proch, jego łuk roznosi ich jak słomę”. (Iz 41,2).

Również prorok Ezechiel pisał:

„I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały” (Ez 43,2).

Psalm 67 wychwala Boga, który „wznosi się ponad wszystkie niebiosa, ku wschodowi” „super caelum caeli, ad orientem”. Zachariasz prorokował: „Oto mąż, a imię jego Wschód” – „Ecce Vir Oriens nomen ejus” (Zach 6,12). Proroctwo to wypełniło się w Ewangelii św. Łukasza „Nawiedził nas Wschód z wysokości” (Łk 1,78). Narodziny Mesjasza zapowiedziane były przez „stellam ejus in Oriente” – „Ujrzeliśmy bowiem gwiazdę Jego na wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon” (Mt 2,2). Również św. Tomasz z Akwinu pisze, że to ze wschodu powrócić ma Chrystus, nawiązując do słów: „Sicut enim fulgur exit ab oriente et paret usque in occidentem, ita erit et adventus Filii hominis” (Mt 24,27).

Świadectwa archeologiczne
Prof. Vogel udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że od czasu, gdy chrześcijanom pozwolono na budowanie kościołów, wznosili je oni wedle osi wschód-zachód. Dzieli te starożytne kościoły na dwie kategorie – typ A: z wejściem od strony wschodniej i absydą po zachodniej, oraz typ B: z absydą na wschodzie i wejściem na zachodzie[12]. Zwraca też uwagę, że na początku IV wieku większość budowli sakralnych na zachodzie miało absydę po stronie zachodniej i wejście po wschodniej, podczas gdy na wschodzie było odwrotnie[13]. Pod koniec IV wieku niemal wszystkie kościoły na Wschodzie miały absydę po stronie wschodniej, a od początku wieku V stanowiło to już nienaruszalną regułę[14]. Podobny proces, choć w mniej gwałtowny sposób, miał miejsce na również zachodzie – gdzie w II połowie V wieku większość kościołów miała już absydę po stronie wschodniej[15]. Bazyliki rzymskie, takie jak Bazylika św. Piotra, nadal mają absydę po stronie zachodniej, jako pamiątkę po pierwszym stuleciu budownictwa kościelnego, kiedy było to jeszcze powszechną praktyką.

Niedouczeni propagatorzy sprawowania Mszy twarzą do ludu popełniają więc błąd, wyciągając z orientacji ołtarzy w takich bazylikach wniosek, iż w czasach starożytnych Msza sprawowana była versus populum. Koncepcja taka była całkowicie obca starożytnemu Kościołowi. Pierwszym poświadczonym historycznie przypadkiem propagowania celebracji versus populum był casus Marcina Lutra[16]. Prof. Vogel pisze:

„Nigdy nie podnoszono kwestii umieszczania celebranta versus populum w celu czynniejszego uczestnictwa wiernych w celebracji. Idea, że zgromadzenie musi widzieć akcję liturgiczną, aby brać w niej czynniejszy udział, jest koncepcją całkowicie współczesną (wyrażane w średniowieczu pragnienie, by wierni mogli widzieć Hostię, wynikało z całkowicie innych pobudek). W starożytnym Kościele (podobnie jak dziś w Kościołach Wschodnich) uczestnictwo w liturgii oznacza, że każda kategoria osób (kapłani, chór i lud)powinna wypowiadać słowa i wykonywać czynności, które do niej należą, a nie śledzić wzrokiem każdą akcję liturgiczną. Celebrans nie zwraca się ku ludowi, ani nie odwraca się do niego tyłem, ale zwrócony jest ku wschodowi”[17].

Tam, gdzie absyda znajdowała się po stronie zachodniej kościoła, wierni nie stali bezpośrednio naprzeciwko ołtarza, ale w nawach bocznych, mężczyźni po jednej stronie, a kobiety po drugiej. Ołtarz nie musiał znajdować się w absydzie, mógł być umiejscowiony również pomiędzy absydą a nawą główną. Stanowił on punkt centralny półokręgu i podczas Eucharystii celebrans i wierni zwróceni byli wspólnie ku wschodowi, czyli ku wejściu, które pozostawało otwarte. Kiedy celebrans zwracał się do zgromadzenia, np. podczas kazania, wierni zwróceni byli twarzą ku niemu. Wiele starożytnych liturgii zawiera wskazówki, zwykle wygłaszane przez diakona, by zgromadzeni zwracali się ku wschodowi lub, jak to często ujmowano, ku Bogu. Prof. Vogel pisze:

„Wyrażenie Conversi ad Dominum oremus znaleźć można pod koniec 47 autentycznych listów św. Augustyna, biskupa Hippony. Imiesłów conversi oznaczał w języku św. Augustyna «zwróceni ku wschodowi»”[18].

Tam, gdzie absyda znajdowała się po wschodniej stronie kościoła, cała celebracja prowadzona była w kierunku wschodnim – i celebrans obracał się ku ludowi jedynie wówczas, gdy zwracał się do nich bezpośrednio, np. podczas kazania i pozdrowień takich jak Dominus vobiscum. W swej książce Der Christlische Altar (Monachium 1932) niemiecki archeolog J. Braun przytacza będące owocem jego własnych badań dowody, że teoria o mającej rzekomo miejsce co najmniej do średniowiecza celebracji versus populum jest czystą fantazją. Na północ od Alp znajduje się około 150 ołtarzy pochodzących z I tysiąclecia i umiejscowionych nadal w swych pierwotnych miejscach – a nie więcej niż dwa z nich mogłyby być używane do celebracji versus populum. Należy również pamiętać, że Kościoły Wschodnie wprowadziły zwyczaj przesłaniania swych ołtarzy ikonostasem, a Kościoły te cechowała zawsze wierność tradycji. Ks. Joseph Jungman pisze:

„Ryty wschodnie nigdy nie zaaprobowały praktyki celebracji liturgii w taki sposób (versus populum). Jest to godne podkreślenia, ponieważ ryty te zachowały w sposób najwierniejszy pierwotne, tradycyjne praktyki Kościoła, a równocześnie po dziś dzień praktykują one bardzo aktywne i bezpośrednie uczestnictwo wiernych”[19].

Istnienie ikonostasu stanowi wyraz wiary, że zgromadzenie nie tylko nie musi widzieć każdej części akcji liturgicznej, ale że są wręcz pewne części tej akcji, które powinny pozostać zakryte przed oczyma wiernych. Rzadko zwraca się uwagę na fakt, że niemal wszystkie zasady, które według dzisiejszych ekspertów liturgicznych rytu rzymskiego konieczne są dla satysfakcjonującego uczestnictwa w Eucharystii, stanowią bezpośrednie a nawet obraźliwe potępienie praktyki Kościołów Wschodnich. W Kościołach tych żywa jest wciąż mentalność starożytnego Kościoła – celebracja eucharystyczna jest aktem kultu. Upomnienie św. Augustyna conversi ad Dominum jest ponadczasowe. Kapłan i wierni gromadzą się, by wspólnie zwrócić się ku Panu, by złożyć Mu uroczystą Ofiarę, by zapomnieć o rzeczach ziemskich i skupić wzrok na niebiańskim Jeruzalem. Obecnie na zachodzie dąży się do tego, by Msza nawiązywała do codziennego życia. Msza jednak odnosi się nie do codziennego życia, ale do życia wiecznego – i tradycyjna celebracja w kierunku wschodnim dobrze tę prawdę oddaje. Ks. Jungmann tak opisuje praktykę starożytnego Kościoła:

„Teraz kapłan stoi przy ołtarzu, zazwyczaj zbudowanym z kamienia, jako przywódca swego ludu; lud patrzy równocześnie na niego i na ołtarz -i razem z kapłanem zwrócony jest ku wschodowi. Całe zgromadzenie przypomina wielką procesję przewodzoną przez kapłana i poruszającą się na wschód ku słońcu, ku Chrystusowi Panu”[20].

Prawo Kościoła wymaga celebracji Mszy twarzą do ludu.
Nie istnieje żadna zasada, rubryka, zarządzenie ani prawo dotyczące rytu rzymskiego, wedle któryego Msza powinna być sprawowana twarzą do ludu. Same rubryki Novus Ordo Missae zakładają tradycyjną praktykę i pouczają kapłana, by odwracał się w różnych momentach ku wiernym, a następnie zwracał ku ołtarzowi (patrz punkty 107, 115, 116, 122, 198 i 199 Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego, Institutio Generalis).

Pomimo jednak, że nie ma prawa nakazującego, by Msza sprawowana był twarzą do ludu, art. 262 Institutio Generalis może być interpretowany jako upoważnienie do burzenia ołtarzy. Często krytykuje się Kościół przedpoborowy za to, ze był on „legalistyczny”. Z cała pewnością posiadał on prawa i zarządzenia – i wymagał ich powszechnego oraz bezstronnego respektowania. W Kościele posoborowym mamy do czynienia z inną postacią legalizmu. Zasady i rozporządzenia przytaczane są często wówczas, gdy można je wykorzystać do podkopania tradycyjnej wiary, często jednak są one bezkarnie ignorowane przez liberałów. Dlatego też sankcje wyciągano w stosunku do kapłanów odprawiających Mszę Trydencką, nie czyniono tego jednak wobec kapłanów udzielających Komunii na rękę w czasach przed autoryzowaniem tej praktyki przez Watykan. Co do burzenia ołtarzy, legalizm Kościoła soborowego wyglądał w sposób następujący. Jego rzecznicy przyznawali, że nie ma prawa nakazującego odprawiania Mszy twarzą do ludu, stwierdzali jednak, że art. 262 Institutio Generalis wymaga, aby główny ołtarz był wolnostojący, by umożliwić taką celebrację – nawet jeśli nigdy nie byłby wykorzystywany do tego celu. Kulisy powstania art. 262 omówimy w następnym rozdziale niniejszej książki.

Jest to prawo wprowadzone przez II Sobór Watykański
Rozważając związek do między celebracją Mszy twarzą do ludu, a rozporządzeniami II Soboru Watykańskiego, trzeba mieć na uwadze następujące dokumenty:

Soborową Konstytucję o liturgii (Sacrosanctum Concilium) z 4 grudnia 1963 r.
Instrukcję o właściwym wdrażaniu postanowień Konstytucji o liturgii (Inter Oecumenici), promulgowaną przez Kongregację Obrzędów 26 września 1964 r.
Wprowadzenie Ogólne do Mszału Rzymskiego (Institutio Generalis) opublikowane pierwotnie przez Kongregację Obrzędów 6 kwietnia 1969 i dołączone do wydania Mszału Rzymskiego z 26 marca 1970 (wydanie czwarte opublikowane zostało w roku 1975).
W dokumentach Vaticanum II nie znajdujemy najmniejszej nawet wzmianki o sprawowaniu Mszy twarzą do ludu. O możliwości takie wspomina dopiero instrukcja Inter Oecumenici „Korzystniej jest (praestat ut), by ołtarz główny budowany był w taki sposób, by oddzielony był od ściany, aby można było obejść go bez trudności i by mógł (peragi posit) używany być do celebracji twarzą do ludu” (§ 91).

Wzmianka o budowaniu ołtarza podkreślić miała, że artykuł ten stosuje się jedynie do ołtarzy w nowych kościołach. Jednak paragraf poprzedni (§90) odnosi się do „budowania nowych kościołów oraz remontowania i adaptowania już istniejących”. Paragraf ten opiera się na § 124 Konstytucji o liturgii. Ci jednak, którzy zadadzą sobie trud sprawdzenia tekstu Konstytucji odkryją, że ten konkretny paragraf nie odnosi się do „remontowania czy adoptowania” starych kościołów, ale jedynie budowania nowych. Czytając różne dokumenty dotyczące wdrażania postanowień Konstytucji o liturgii zawsze warto jest sprawdzać ustępy, do jakich się one odnoszą i czy rzeczywiście mówią one to, co dokumenty te twierdzą.

Gdy w kwietniu 1969 r. opublikowane zostało Wprowadzenie Ogólne do Mszału Rzymskiego, omawiany przez nas proces wszedł w kolejną fazę. Paragraf 262 Wprowadzenia jest identyczny z § 91 instrukcji Inter Oecumenici – z jednym ważnym wyjątkiem: słowa „praestat ut” (korzystniej jest) zostały usunięte, wskutek czego odnośny tekst ma obecnie brzmienie: „Główny ołtarz powinien zostać zbudowany w taki sposób, by oddzielony był od ściany, by można było obejść go bez trudu oraz by mógł on być używany do celebracji twarzą do ludu”. Następnie znajdujemy tam odsyłacz do instrukcji § 91 instrukcji Inter Oecumenici, który – jak pokazaliśmy – nie mówi wcale, że ołtarz powinien być zbudowany jako oddzielony od ściany, ale że tak jest korzystniej.

Interesujące jest też, że zarówno Inter Oecumenici jak Institutio Generalis stworzone zostały przez Consilium abpa (wówczas księdza) Bugniniego, pomimo że zostały one później zatwierdzone przez papieża i promulgowane przez Kongregację Obrzędów. Sposób, w jaki Cosilium „rozwija” nauczanie soboru o wolno stojącym ołtarzu i sprawowaniu Mszy twarzą do ludu jest znakomitą ilustracją jego metod działania. Proces ten wyglądał następująco:

Vaticanum II nie wspomina o wolnostojącym ołtarzu ani sprawowaniu Mszy twarzą do ludu.
124 Konstytucji o liturgii zawiera zalecenie: „Przy wznoszeniu zaś świątyń należy troskliwie dbać o to, aby ułatwić wykonywanie czynności liturgicznych oraz osiągnięcie czynnego uczestnictwa wiernych”. Nie ma żadnej wzmianki o ołtarzach.
W roku 1964 Consilium rozszerza to zdanie, by obejmowało adaptację istniejących kościołów, wprowadza temat ołtarzy i stwierdza, że „korzystniej jest”, by były one wolnostojące.
W roku 1969 Consilium stwierdza w Institutio Generalis, że ołtarz główny powinien być wolnostojący, powołując się przy tym na swój własny dokument (Inter Oecumenici), który o niczym takim nie mówi.
Odprawianie Mszy twarzą do ludu niesie za sobą ważne korzyści duszpasterskie
Widzialność
Cytowaliśmy już słowa prof. Vogela, że idea, wedle której zgromadzeni wierni muszą wiedzieć wszystko, co dokonuje się podczas liturgii, jest koncepcją całkowicie współczesną. Jest ona obca całemu katolickiemu etosowi liturgicznemu zarówno na wschodzie jak na zachodzie – i nie niesie za sobą żadnych korzyści duszpasterskich, nawet dla dzieci. Jest dokładnie przeciwnie, nie pobudzając wcale uwagi wiernych, w rzeczywistości skutkuje większym jeszcze rozproszeniem ich uwagi. Gdy kapłan zwrócony jest stale twarzą do ludu, wierni nie dostrzegają żadnych istotnych zmian, które mogłyby pobudzać ich uwagę. Widzą go jedynie stojącego i wypowiadającego słowa, trzeba też pamiętać, że w nowej Mszy liczba gestów sakralnych – takich jak przyklęknięcia czy znaki krzyża – została drastycznie ograniczona. Jak zauważył msgr Knox, tradycyjna Msza była rodzajem sakralnego tańca, w którym pojawiały się wciąż nowe, przykuwające uwagę, elementy[21]. Co pewien czas kapłan odwracał się, by pozdrowić wiernych, by ukazać im Hostię podczas Ecce Agnus Dei, podnosił wysoko Hostię i Kielich oraz czynił podwójne przyklęknięcie. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze kontrastem między ciszą Kanonu a dźwiękiem dzwonków. Kościoły Wschodnie wykazują się wielką intuicją duszpasterską ukrywając najświętsze momenty liturgii za ikonostasem. Gdy kapłan pojawia się ponownie, niosąc w rękach Syna Bożego, osiąga sie znaczny efekt dramatyczny. Dodać do tego trzeba oczywiście wymowę stosowanej na wschodzie orientacji – kapłan i lud zwracają ku Niebiańskiemu Jeruzalem, by złożyć świętą ofiarę.

Nic więc dziwnego, że wielu duchownych, zwłaszcza młodszych, uderza niezaprzeczalna nuda i apatia odmalowująca się na twarzach wiernych – starają się więc rozbudzić ich zainteresowanie dostarczając zgromadzonym dramatycznego widowiska. Jeśli się im to udaje, wzrost zainteresowania wywołuje nie sama akcja liturgiczna, ale błazenada celebransa, często najbardziej gorszącej natury. Ponieważ temat ten poruszamy w rozdziale VIII zatytułowanym „Przewodniczący jako aktor”, nie będziemy go w tym miejscu dodatkowo rozwijać.

Słyszalność
Abstrahując od kwestii pomocy elektronicznych oczywistym jest, że kapłan będzie lepiej słyszalny, jeśli zwrócony będzie twarzą do zgromadzonych wiernych. Powstaje więc pytanie: czy wierni muszą słyszeć liturgię mszalną? Trzeba tu poczynić ważne rozróżnienie między tymi jej częściami, które skierowane są do Boga, a tymi, które skierowane są do ludzi. Jest to w istocie jedyne miejsce, w którym można było myśleć o, reformie. Pewne części Mszy mają na celu pouczenie ludu, oczywistymi tego przykładami są Lekcja i Ewangelia. Przed soborem były one czytane przez kapłana po łacinie przy ołtarzu, a następnie w języku narodowym twarzą do ludu. Byłoby rozumnym rozwinięciem reformy podjętej przez Piusa XII, gdyby rubryki zmodyfikowane zostały w taki sposób, by części Mszy mające na celu pouczenie wiernych mogły być czytane im bezpośrednio w języku narodowym. Ludzie sprzeciwiający się takiemu rozwojowi nie są tradycjonalistami lecz immoblistami. Immoblilizm sprzeciwia się wszelkiej zmianie z tego tylko powodu, ze jest ona zmianą. Jest rzeczą zrozumiałą, że wielu tradycjonalistów, słusznie przerażonych zniszczeniem rytu rzymskiego, przyjęło postawę immobilistyczną i sprzeciwia się jakimkolwiek zmianom. Nie czynią wskutek tego rozróżnień między zmianami pociągającymi poważne implikacje doktrynalne, takimi jak zniesienie modlitw Offertorium oraz innymi, które nie mają takiego znaczenia, takimi jak śpiewanie przez lud Pater Noster podczas Missa cantata. Msza dialogowa jest praktyką aprobowaną wśród francuskich tradycjonalistów, podczas gdy niektórzy z angielskich postrzegają ją jako przejaw modernizmu. Kontrowersje takie wykorzystują moderniści, umożliwiają im one bowiem tworzenie karykaturalnego obrazu środowiska tradycjonalistycznego.

Najbardziej rozsądnym i możliwym do przyjęcia stanowiskiem w kwestii słyszalności, którą omawialiśmy w rozdziale XVIII, wydaje się być stanowisko, wedle którego te części Mszy, których intencją jest pouczenie wiernych, powinny być czytane im bezpośrednio w języku narodowym. Części Mszy skierowane do Boga powinny być odmawiane twarzą w kierunku ołtarza i nie muszą być słyszalne ani odmawiane w języku ludu. W tym przypadku należy wprowadzić rozróżnienie między modlitwami takimi jak Gloria, w których wierni mogą uczestniczyć i które mogą być odmawiane na głos, oraz Kanonem, który odmawiany jest przez samego kapłana in persona Christi i który nie musi być słyszalny. Gdyby zasada ta została przyjęta, nie zrodziłby się argument konieczności celebracji versus populum w celu lepszej słyszalności.

Ks. Napier zauważył, że sympatia do Mszy twarzą do ludu, widoczna u takich pionierów Ruchu Liturgicznego jak Dom Lambert Beauduin, wynikała właśnie z pragnienia, by czytania z Pisma kierowane były bezpośrednio do wiernych[22]. Celebracja versus populum była zupełnie kompatybilna z rubrykami Mszału św. Piusa V, które uznawały fakt istnienia ołtarzy takich, jak ołtarz w Bazylice św. Piotra. Skoro zaakceptuje się fakt, że części te mogą być czytane bezpośrednio wiernym, nie będzie żadnego usprawiedliwienia dla dziwacznej i niekatolickiej praktyki sprawowania całej Mszy versus populum.

Trestyl trist

„Tak więc Msza, kapłan i ołtarz zostały zastąpione przez Wieczerzę Pańską, pastora i Święty Stół, a orientacja kapłana ku wschodowi zastąpiona została przez orientację ku zachodowi”[23].

Douglas Harrison, anglikański dziekan z Bristolu

Oprócz kwestii samej orientacji ołtarza, warto jest zastanowić się nad zjawiskiem wprowadzenia ołtarzy o kształcie stołów. Teoretycznie ołtarze takie wykorzystywane być mogły do celebracji, podczas których zarówno kapłan jak i lud zwróceni byli ku wschodowi. W praktyce Msza versus populum i trestyl trist, nędzny stół, są elementami tego samego zjawiska, protestantyzacji katolickiej liturgii. Jest to dokładna kalka tego, co miało miejsce podczas protestanckiej reformacji. W tym miejscu czytelnik powinien zajrzeć do tomu Cranmer’s Godly Order ss. 95-98, gdzie szczegółowo opisałem proces zastępowania ołtarzy stołami, podkreślając przy tym znaczenie, jakie nadawali temu procesowi sami reformatorzy. Najlepiej podsumowuje to wyjaśnienie Ridleya:

„Po pierwsze, postać stołu najlepiej oderwie prostych ludzi od przesądnych idei Mszy papistowskiej i skieruje ich [myśli] ku prawdziwej istocie Wieczerzy Pańskiej. Używanie ołtarza sugeruje składanie na nim ofiary, a posługiwanie się stołem służy temu, by ludzie przy nim jedli”[24].

Słowa te stanowią wyraz przekonania wszystkich reformatorów, nie ulega więc wątpliwości, że odejście od orientacji ku wschodowi i wprowadzenie stołu na miejsce ołtarza oznaczało odrzucenie ofiary, wprowadzone więc zostało w intencji antykatolickiej. Praktyka celebracji Mszy twarzą do ludu propagowana była w Europie przez niektórych członków Ruchu Liturgicznego jeszcze przez II Soborem Watykańskim, chociaż, jak wyjaśniono, nie musiało to wcale być wyrazem protestanckich poglądów, ale jedynie pragnienia, by mające charakter pouczeń częsci czytane były wiernym bezpośrednio w językach narodowych. Niektórzy bardziej wnikliwi anglikanie o katolickich sympatiach wyrażali jednak poważne zastrzeżenia, gdy High Church i anglo-katolickie duchowieństwo zaczęło naśladować tę praktykę [Kościoła posoborowego]. Na przykład anglikański konwertyta z nonkonformizmu Hugh Ross Williamson odrzucał tę praktykę jako niezgodną z wiarą katolicką:

„Od mego dzieciństwa przyzwyczajony byłem do nabożeństwa nonkonformistycznego i patrzyłem na mego ojca siedzącego za Świętym Stołem z diakonami po obu stronach, twarzą do zgromadzonych – i czytającego opis Ostatniej Wieczerzy, zanim chleb i wino rozdawane były wiernym na upamiętnienie tego wydarzenia. W Romsey, w Townbridge i w Hove był to stały, comiesięczny rytuał – i od czasu, gdy zacząłem poważnie się nad tym zastanawiać, wydawało mi się to czymś niewłaściwym. Było to tak, jakby znajdowali się oni na małej scenie, odgrywając przed nami Wieczerzę, a jedną z pobudek dla których zacząłem uczestniczyć we Mszy [anglikańskiej] był fakt, że kapłan znajdował się po tej samej stronie ołtarza co zgromadzenie, [poczucie] że Bóg był naszym wspólnym Panem. Był też pewien aspekt praktyczny: nie musiałem już patrzeć na twarze diakonów i odpychać od siebie natrętną myśl, jak bardzo niepodobni są oni do Apostołów.

Liturgia nonkonformistyczna, posiadająca układ typowo protestancki, miała ponadto wyraźne znaczenie doktrynalne. Był to liturgiczny wyraz wiary, że Komunia św. nie jest niczym innym jak rodzinny posiłek zgromadzonych wokół stołu, a nie tajemniczą ofiarą, w której kapłan, przez cud Przeistoczenia, ofiaruje w imieniu ludu prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa Bogu Ojcu, zanim zacznie rozdzielać «pokarm nieśmiertelności» uczestnikom liturgii.

Tej właśnie kwestii dotyczyła zawzięta XVII-wieczna walka między abpem Laudem a purytanami. To, co jest często przedstawiane jako dążenie Lauda do przywrócenia «godności i obyczajności» liturgii Kościoła[25], polegało w rzeczywistości na usiłowaniu uczynienia «Świętego Stołu» ołtarzem. Chodziło nie o godność, a o doktrynę”[26].

Jak zauważa Ross Williamson, angielo-katolickie duchowieństwo, które chciało usprawiedliwić stanowisko aprobujące celebrację versus populum „starało się dotrzymywać kroku najnowszym osiągnięciom kontynentalnego katolicyzmu i że [również] Kościół katolicki w Anglii w odpowiednim czasie pójdzie prawdopodobnie za naszym przykładem”[27]. Na nieszczęście proroctwo to okazało się być aż za bardzo prawdziwe.

W tym miejscu konieczne jest zwrócenie uwagi na pewne obiekcje, jakie zostaną podniesione przez ludzi pragnących bronić protestantyzacji naszej liturgii. Całkowicie słusznie wskazywali oni, że pierwsi chrześcijanie mówili o „stole Pańskim”. Był to skutek wystrzegania się w pierwszych wiekach używania słowa „ołtarz”, ze względu pogańskie konotacje tego terminu. Już w wieku V w użyciu było jednak zarówno słowo „ołtarz” (altare) jak „stół” (mensa)[28]. Następnie zaczęto posługiwać się wyłącznie terminem „ołtarz” – za wyjątkiem sytuacji, gdy odnoszono się do jego funkcji jako stołu, do którego przychodzili wierni na świętą ucztę (sacrum convivum). Najwłaściwszym określeniem chrześcijańskiego ołtarza byłoby „stół ofiarny”. Podczas żydowskiej Paschy baranki ofiarowywane były na ołtarzu w świątyni, a następnie zabierane do domów wyznawców na ucztę paschalną – ołtarz i stół były rozdzielone. W chrześcijańskiej Passze Ofiara Chrystusa uobecnia się na ołtarzu, który służy następnie jako stół wiernym przystępującym do niego z lękiem i drżeniem, by przyjąć Ciało Chrystusa. Nie ma więc uzasadnienia dla porównywania znaczenia, w jakim chrześcijanie pierwszych wieków używali słowa „stół”, a sensem, w jakim używa go Ridley – by wykazać publicznie, że nie był przeznaczony do składania ofiary. To, co było akceptowalne przed reformacją, po niej akceptowalne już nie jest, ponieważ – jak to wyjaśnił Hugh Ross Williamson – posługiwanie się stołem stało się publicznym, jednoznacznym symbolem tego, co celebrowane było jako protestancka Wieczerza Pańska, a nie jako Najświętsza Ofiara Mszy. Pius XII nauczał kategorycznie, że „Błędem byłoby pragnąć, by ołtarz powrócił do swej starożytnej formy stołu”[29].

Drugi argument, jakim posłużą się liberałowie głosi, że chrześcijanie pierwszych wieków używali do celebracji Eucharystii drewnianego stołu. Nikt tego nie kwestionuje. Należy jednak pamiętać, że zanim pozwolono im na wznoszenie własnych świątyń, chrześcijanie pierwszych wieków sprawowali kult Boży w swych domach (domach-kościołach) lub rzadziej w katakumbach. Przejawem braku realizmu jest branie praktyk z czasów prześladowań za normę w czasach wolności. Trzeba również przypomnieć, że liturgia, podobnie jak dogmaty, nie jest statyczna. Podobnie, jak doktryna o Trójcy Przenajświętszej w miarę upływu wieków rozumiana była i definiowana coraz jaśniej, tak też liturgia coraz jaśniej wyrażała przez swe zewnętrzne formy prawdę, że stanowi ona uroczystą Ofiarą. Kiedy chrześcijanom pozwolono po raz pierwszy na budowę kościołów, wznosili oni swe ołtarze na grobach męczenników. Zwyczaj ten musiał być zaczerpnięty bezpośrednio z czasów sprawowania Mszy na marmurowych płytach przykrywających groby męczenników i wyjaśnia dlaczego, w miarę jak Kościół się rozprzestrzeniał, zrodziła się praktyka umieszczania relikwii dwóch męczenników w kamieniach ołtarzowych. Płyty marmurowe stanowiły część ołtarza już w V wieku, choć jeszcze w wieku VIII w Kościele Zachodnim pozostawały niekiedy w użyciu ołtarze drewniane. Począwszy od wieku IX praktyka stosowania ołtarzy kamiennych stał się na zachodzie powszechna. Cerkiew Prawosławna zezwala na używanie do ich budowy drewna, kamienia lub metalu.

Prawdą jest że podczas gdy wiele, jeśli nie większość katolickich kościołów, posiada obecnie stałe kamienne stoły, choć niektóre nadal używają drewnianych, nie czyni to jednak tej nowinki bardziej akceptowalną. Jak mówił Ridley, stół służy temu, by ludzie przy nim jedli, nie precyzował jednak, że musi to być koniecznie drewniany stół. Również Pius XII nie potępił wprowadzania samych tylko drewnianych stołów – pisał, że błędem byłoby „przywracać ołtarzowi jego starożytną formę stołu”. Stąd nawet stałe kamienne stoły, które obecnie szpecą tak wiele kościołów katolickich, podpadają pod jego potępienie.

Nie sugeruję tu oczywiście, że każdy katolicki kapłan, który zastąpił swój ołtarz stołem, przyjął przez to teologię eucharystyczną Ridleya. Większość z nich uczyniła to prawdopodobnie dlatego, że podobnie postąpili wszyscy ich konfratrzy i wydawało im się, że taka była wola soboru. Inni z kolei otrzymali takie polecenie od swych biskupów. Tak już niestety jest, że przynależność do większości daje nam poczucie bezpieczeństwa – ostatecznie więc kapłani, którzy odmówili zburzenia pięknych ołtarzy, na zbudowanie których zbierali niekiedy osobiście pieniądze od swych ubogich parafian, okazali się być „ekscentrykami” i przeciwnikami „postępu”. Jakiekolwiek byłyby jednak motywy księży, którzy zmienili swe ołtarze na stoły, faktem pozostaje, że przyczynili się oni do kolejnego kroku w procesie protestantyzacji naszej liturgii, do kroku, który przez samych protestantów zostanie z pewnością zinterpretowany w taki właśnie sposób.

[1] Wersy te pochodzą z pieśni walijskiego męczennika, św. Ryszarda Gwyna. W dosłownym tłumaczeniu znaczą one: „W miejscu ołtarza stoi nędzny stół, w miejscu Chrystusa chleb”. Pieśń kończy się słowami:

„O daw gofyn pwy ai kant,
Athro plant o Gymro
Sydd yu kymryt karchar beth
Yn byw mewn gobeth eto”.

„Jeśli spytacie kto śpiewa [tę pieśń]
Jest nim nauczyciel walijskich dzieci,
Który za nic ma uwięzienie
I wciąż żyje nadzieją”.

Jak na ironię, współcześnie Msza o św. Richardzie odprawiana jest obecnie w Walii jest niemal nieodmiennie sprawowana na trestyl trist, nędznym stole.

Michael Davies

tłum. Scriptor


[2] „The Universe”, 26 lutego 1971.

[3] „The Universe”, 5 marca 1971.

[4] „The clergy Review, sierpień 1972, s. 627.

[5] C. Vogel, L’Orient Syrien, t.9 1964, nr 1., ss. 4-5.

[6] „Theology Digest, t.22, r 2, lato 1974, s. 154.

[7] Catholic Encyclopedia, Nowy Jork 1913, t.11,, s. 305.

[8] C. Vogel, L’Orient Syrien, t.9 1964, nr 1., s.3.

[9] C. Vogel, L’Orient Syrien, t.9 1964, nr 1., s.8.

[10] C. Vogel, L’Orient Syrien, t.9 1964, nr 1., ss. 6-7.

[11] Św. Tomasz z Akwinu, Summa theologica. II, II, Q.LXXXIV, odp. 3.

[12] C. Vogel, L’Orient Syrien, t.9 1964, nr 1.,, ss.15-16.

[13] Ibidem, s.16.

[14] Ibidem, s. 23

[15] Ibidem, s. 22.

[16] Ibidem, s. 154. Przypis 5.

[17] Ibidem, ss. 13-14.

[18] Ibidem, ss. 11-12.

[19] J.A.Jungmann, The Early Liturgy, Londyn 1966, s. 138.

[20] Ibidem

[21] Ronald Knox, The Mass In Slow Motion, Londyn 1961, s. 3.

[22] Ibidem, s. 625, przypis 3.

[23] D. Harrison, The First and Second Prayer Books of King Edward VI, Londyn 1968, s. 6.

[24] Patrz Michael Davis, Cranmer’s Godly Order, Devon 1976, s. 97.

[25] Chodzi o ustawienie „Świętego Stołu” w miejscu, w jakim znajdował się przez reformacją ołtarz, czyli przed wschodnią ścianą.

[26] H.R. Williamson, The Walled Garden, Londyn 1956, ss. 164-165.

[27] Ibidem, s. 165.

[28] Katolicki ołtarz powinien być zbudowany z naturalnego kamienia. Obejmuje on płytę górną (mensa), wsporniki (stipites) oraz wydrążenie na relikwie(sepulchrum) w które wkładany jest kamień ołtarzowy zawierający te relikwie.

[29] Pius XII, Mediator Dei, § 66.

http://www.bibula.com/?p=92548

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 26 sty 2017, 10:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Novus Ordo Missae to owoc SVII - owoc dość niefortunny i fatalny w skutkach ...


Krótka analiza krytyczna Novus Ordo Missae

Rzym, 25 września 1969 r.

Ojcze Święty!

Po przeanalizowaniu, we współpracy z innymi teologami, Novus Ordo Missae, który został przygotowany przez ekspertów Komisji ds. Wcielenia Konstytucji o Liturgii, po modlitwie i długim namyśle, czujemy się w obowiązku wobec Boga i Waszej Świątobliwości zakomunikować następujące spostrzeżenia:

Jak dostatecznie udowadnia załączona krótka analiza krytyczna, będąca dziełem grupy doborowych teologów, liturgistów i duszpasterzy, Novus Ordo Missae – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XX sesji Soboru Trydenckiego. Ustalając raz na zawsze kanony rytu, Sobór ten wzniósł zaporę nie do pokonania przeciw wszelkim herezjom atakującym integralność tajemnicy Eucharystii.

Nie wydaje się, by argumenty natury duszpasterskiej, do których odwoływano się dla uzasadnienia tak poważnego zerwania, były dostateczne, nawet jeśli uznać, że wolno je przeciwstawiać argumentom doktrynalnym. W Novus Ordo Missae pojawia się tyle nowości, zaś z drugiej strony, tyle rzeczy odwiecznych zostaje zepchniętych na dalszy plan lub przesuniętych na inne miejsce – jeśli zostało dla nich jeszcze jakieś miejsce – że grozi to, iż pewna wątpliwość, która wkrada się, niestety, do niektórych środowisk, wzmocni się i przerodzi w pewnik. Uważa się bowiem, że prawdy Wiary, wyznawane od zawsze przez wierny lud, można zmieniać lub pomijać milczeniem i nie będzie to zdradą świętego depozytu nauczania Kościoła, z którym wiara katolicka związana jest na zawsze. Ostatnie reformy stanowią wystarczający dowód na to, że nie da się wprowadzić nowych zmian w liturgii, nie powodując kompletnej dezorientacji u wiernych, którzy wyraźnie okazują, że są im one nieznośne i niezaprzeczalnie osłabiają ich wiarę. Przejawem tego wśród najlepszej części duchowieństwa jest dręcząca rozterka sumienia, czego niezliczone świadectwa napływają do nas codziennie.

Jesteśmy pewni, że nasze spostrzeżenia, dla których natchnieniem jest to, co słyszymy z ust pasterzy i wiernych, znajdą odzew w ojcowskim sercu Waszej Świątobliwości, zawsze pełnym głębokiej troski o duchowe potrzeby dzieci Kościoła. Jeśli jakieś prawo okazuje się szkodliwe, to poddani, dla których dobra się je stanowi, mają prawo – a nawet obowiązek – prosić prawodawcę, z synowską ufnością, o jego odwołanie.

Dlatego też błagamy gorąco Waszą Świątobliwość – w chwili, gdy czystość Wiary i jedność Kościoła narażone są przez tak okrutne rozdarcia i rosnące niebezpieczeństwa, które codziennie znajdują odgłos w zasmuconych słowach Ojca nas wszystkich – abyś zechciał nie pozbawiać nas możliwości uciekania się do nieskazitelnego i obfitującego w łaski Mszału św. Piusa V, tak otwarcie sławionego przez Waszą Świątobliwość i tak głęboko ukochanego i otaczanego czcią przez cały świat katolicki.

+ Alfred kardynał Ottaviani

+ Antoni kardynał Bacci



Rozdział I

Zwołany w Rzymie w październiku 1967 roku Synod Biskupi miał wypowiedzieć się na temat eksperymentalnego odprawiania tzw. mszy normatywnej. Owa Msza, opracowana przez Concilium ad exequendam Constitutionem de Sacra Liturgia (Komisję ds. realizacji soborowej Konstytucji o liturgii), wywołała wśród członków Synodu ogromne zakłopotanie. Na ogólną liczę 187 głosujących wielu wyraziło żywy sprzeciw (43 głosujących non placet) oraz liczne i poważne zastrzeżenia (67 głosów iuxta modum), a 4 wstrzymało się od głosu. Światowe agencje informacyjne mówiły o „odrzuceniu” proponowanej Mszy przez Synod, zaś prasa postępowa pominęła to wydarzenie milczeniem. Pewne znane czasopismo, przeznaczone dla biskupów i wyrażające ich nauczanie, streściło nowy ryt tymi słowami: „Pragnie się całkowicie wymazać katolicką teologię Mszy Świętej. Zbliżamy się w głównych zarysach do teologii protestanckiej, która niszczy ideę Mszy jako Ofiary”.
W promulgowanym 3 kwietnia 1969 r. konstytucją apostolską Missale Romanum Novus Ordo Missae, odnajdujemy identyczną w swej istocie „Missa Normativa”. Nie wydaje się, by w międzyczasie konferencje biskupów były oficjalnie konsultowane w tej sprawie.
Konstytucja apostolska Missale Romanum stwierdza, że dawny mszał, promulgowany przez św. Piusa V (bullą Quo primum z 19 lipca 1570 r.), sięgający jednakże w znacznej części do Grzegorza Wielkiego, a nawet jeszcze wcześniej[1], przez cztery stulecia stanowił normę odprawiania Najświętszej Ofiary dla kapłanów obrządku łacińskiego. Konstytucja apostolska Missale Romanum dodaje, iż Mszał ten, powszechnie przyjęty na całym świecie, był źródłem, „w którym wielu świętych znalazło obfitą pożywkę dla swej pobożności”. Tymczasem, wedle tej samej konstytucji, reforma, która chce ów Mszał definitywnie wycofać z użycia, stała się konieczna „jako, że od tego czasu zamiłowanie do kultury liturgicznej zaczęło upowszechniać się i utrwalać wśród ludu Bożego”.
To ostatnie stwierdzenie zawiera w sposób oczywisty poważną dwuznaczność. Jeśli bowiem lud chrześcijański kiedykolwiek wyrażał jakieś pragnienie, to raczej wtedy, gdy (w głównej mierze dzięki zasługom wielkiego św. Piusa X) począł on odkrywać prawdziwe i nieśmiertelne skarby zawarte w liturgii. Lud nigdy nie domagał się zmiany lub okaleczenia liturgii dla lepszego jej zrozumienia. Jedyne czego oczekiwał, to lepszego zrozumienia jednej i niezmiennej liturgii, nie zaś jej reformy.
Mszał św. Piusa V, darzony szacunkiem przez wszystkich katolików, tak księży, jak i świeckich, był zawsze niezmiernie drogi ich sercom. Nie wiadomo w czym używanie tego Mszału z odpowiednimi objaśnieniami mogło stanowić przeszkodę dla pełniejszego uczestnictwa i większego zrozumienia świętej liturgii. Trudno też zrozumieć dlaczego, przy całym uznaniu jego zasług, uznano, że jest on już niezdolny podsycać liturgiczną pobożność chrześcijan.
Biorąc pod uwagę, że odrzucona przez Synod „Missa Normativa”, którą dziś się ponownie narzuca w postaci Novus Ordo Missae nie została poddana pod zbiorowy osąd Konferencji Biskupich, zaś lud chrześcijański (szczególnie w krajach misyjnych) nie życzył sobie jakiejkolwiek reformy Mszy Św., nie widać zatem żadnych powodów dla nowej legislacji, która obaliła niezmienną tradycję sięgającą IV-V wieku, co zresztą przyznaje sama konstytucja. Skoro nie ma żadnych racji mogących usprawiedliwić podobną reformę, jest ona zatem pozbawiona wszelkiej racjonalnej podstawy zdolnej ją uzasadnić i sprawić, że mogłaby zostać przyjęta przez katolików.
Sobór Watykański II wyraził wyraźne pragnienie w 50 konstytucji „Sacrosanctum Concilium”, by porządek Mszy Św. tak przerobić, „aby wyraźniej uwidocznić właściwe znaczenie i wzajemny związek poszczególnych części”. Zobaczymy w jaki sposób Novus Ordo odpowiada na te życzenia, po których nie pozostaje rzec można ani śladu.
Szczegółowa analiza Novus Ordo wykazuje tak poważne zmiany, że pozwalają one przyłożyć doń ten sam osąd, co na temat „Missa Normativa”. Novus Ordo Missae zostało skonstruowane tak, że w wielu punktach może zadowolić najbardziej modernistycznych protestantów.


Rozdział II

Zacznijmy od definicji Mszy świętej. W paragrafie nr 7, który otwiera drugi rozdział Institutio generalis (Ogólnego wprowadzenia do nowego Mszału) zatytułowany De structura Missae, znajdujemy następującą definicję: „Uczta Pańska lub inaczej Msza, to święta synaksa albo zgromadzenie ludu Bożego, który jednoczy się pod przewodnictwem kapłana, by celebrować pamiątkę Pańską[2]. Dlatego też do każdego zgromadzenia lokalnego Kościoła doskonale odnosi się obietnica Chrystusa: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20)”.
Definicja Mszy została zatem sprowadzona do pojęcia „uczty”, które nieustannie przewija się w tekście (IG 8, 48, 55d, 56). Ponadto ową „ucztę” określa się jako zgromadzenie zebrane pod przewodnictwem kapłana, w celu sprawowania pamiątki Pańskiej, wspominając wydarzenia Wielkiego Czwartku. Żaden z tych elementów nie zawiera w sobie dogmatów: rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, rzeczywistości ofiary, sakramentalnego charakteru dokonującego konsekracji kapłana, ani wewnętrznej wartości Ofiary Eucharystycznej, niezależnej od obecności zgromadzenia[3].
Jednym słowem, nowa definicja nie zawiera żadnego z zasadniczych dogmatów dotyczących Mszy Św., które zebrane razem stanowią prawdziwą jej definicję. Celowe ich pominięcie w tym miejscu jest równoznaczne z ich „prześcignięciem” i negacją, przynajmniej w praktyce[4].
W drugiej części tego paragrafu stwierdza się – pogłębiając jeszcze bardziej już i tak głęboką dwuznaczność – że obietnica Chrystusa („Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”), doskonale odnosi się do zgromadzenia, które stanowi Mszę. W ten sposób obietnica, która dotyczy duchowej obecności Chrystusa przez jego łaskę, postawiona została jakościowo na równi – wyjąwszy większe jej natężenie – z substancjalną i fizyczną obecnością w sakramencie Eucharystii.
Następujący bezpośrednio po tym paragraf (nr 8) dzieli Mszę na Liturgię Słowa i Liturgię Eucharystyczną. Towarzyszy temu stwierdzenie, że na Mszy przygotowuje się „stół Słowa Bożego” i „stół Ciała Chrystusa”, tak że wierni „są pouczani i posilani”. To zrównanie dwu części liturgii, zupełnie jakby chodziło o dwa znaki o równej wartości symbolicznej, jest zupełnie nieuzasadnione. Do sprawy tej jeszcze powrócimy.
W „Institutio generalis” znajduje się wiele określeń Mszy: są one do przyjęcia relatywnie, ale kiedy używa się ich w oderwaniu i bezwzględnie, jak to ma miejsce, należy je odrzucić. Oto niektóre z nich:
- akcja Chrystusa i Ludu Bożego,
- uczta Pańska albo Msza,
- uczta Paschalna,
- wspólne uczestnictwo w stole Pana,
- pamiątka Pańska,
- modlitwa eucharystyczna,
- liturgia słowa i liturgia eucharystyczna, itp.

Oczywiste jest, że twórcy Novus Ordo Missae OBSESYJNIE KŁADĄ NACISK NA „wieczerzę” i „pamiątkę”, nie zaś na bezkrwawe odnowienie ofiary Krzyżowej. Nawet formuła „pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pańskiego” jest niewłaściwa, ponieważ Msza jest pamiątką samej Ofiary, w której dokonuje się dzieło Odkupienia, zaś Zmartwychwstanie jest tylko jej owocem[5]. Zobaczymy dalej z jaką spójnością ponawia się i powtarza te same dwuznaczności w samych słowach przeistoczenia, i w ogóle w całym Novus Ordo.

Rozdział III


Przejdźmy teraz do celów Mszy św.

1. Cel ostateczny.
Ostatecznym celem Mszy jest ofiara na chwałę Trójcy Przenajświętszej, stosownie do słów Chrystusa, które tak określają pierwszy cel Wcielenia: „Przeto przychodząc na świat, mówi: Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało” (Hbr 10, 5).
W Novus Ordo cel ten zniknął:
z offertorium, w którym nie ma już modlitwy „Suscipe Sancta Trinitas”;
z zakończenia Mszy, które nie zawiera już modlitwy „Placeat tibi, Sancta Trinitas”;
z Prefacji, ponieważ z cyklu niedzielnego znikła prefacja o Trójcy Św., którą zachowano tylko w uroczystość Trójcy Św., czyli raz w roku.

2.Cel bezpośredni.
Bezpośrednim celem Mszy św. jest ofiara przebłagalna. Także i on jest narażony na szwank, ponieważ zamiast podkreślać odpuszczenie grzechów żywych i umarłych, Novus Ordo kładzie nacisk na posilanie i uświęcanie obecnych (nr 54). To prawda, że Chrystus ustanowił sakrament Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy i złożył Siebie samego na ofiarę, aby nas z Nim jako Ofiarą zjednoczyć. Jednak ofiara ta poprzedza spożycie Najświętszego Sakramentu i ma już przed komunią sakramentalną pełną zbawczą wartość – owoc ofiary krzyżowej. Dowodem na to jest, że można uczestniczyć we Mszy nie przystępując w sposób sakramentalny do komunii[6].

3 Cel immanentny
Immanentny cel Mszy zasadza się na tym, że jest ona przede wszystkim ofiarą.
Istotą każdej ofiary jest to, że musi się podobać Bogu i zostać przezeń przyjęta. W stanie grzechu pierworodnego żadna ofiara nie była odpowiednia, by mogła zostać przyjęta przez Boga, za wyjątkiem ofiary Chrystusa. Novus Ordo wynaturza ofiarowanie (offertorium) czyniąc z niego coś w rodzaju wymiany między człowiekiem a Bogiem: Człowiek przynosi chleb, zaś Bóg przemienia go w „chleb życia”, człowiek przynosi wino, a Bóg przemienia go w „napój duchowy”: „Błogosławiony jesteś Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb (wino), owoc ziemi (winnego krzewu) i pracy rąk ludzkich, który dziś Tobie przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia (napojem duchowym)” [7].
Nie ma potrzeby dodawać, że wyrażenia „chleb życia” i „napój duchowy” są zupełnie nieokreślone, i mogą oznaczać cokolwiek. Odnajdujemy tu tę samą zasadniczą dwuznaczność, co w definicji Mszy: tam jedynie duchowa obecność Chrystusa pośród swoich, tu zaś „duchowa” (a nie substancjalna) przemiana chleba i wina[8].
Podobna gra dwuznaczności została wprowadzona do przygotowania darów, za sprawą zniesienia dwu pięknych modlitw. Pierwsza z nich, „Deus qui humanae substantiae dignitatem mirabiliter condidisti et mirabilius reformasti ...”, przypominała stan pierwotnej niewinności człowieka oraz jego obecną kondycję istoty odkupionej krwią Chrystusa. Stanowiła
ona krótkie i subtelne streszczenie całej ekonomii Ofiary, od Adama do czasów obecnych. Druga, końcowa modlitwa offertorium, towarzysząca przebłagalnemu ofiarowaniu kielicha, wyraża prośbę, aby ofiara wstąpiła „cum odore suavitatis” przed oblicze majestatu Bożego, i wzywa Jego miłosierdzia. Ona także stanowi znakomite streszczenie ekonomii Ofiary.
Zniesienie nieustannego odniesienia do Boga w modlitwie eucharystycznej sprawia, że nie ma żadnej różnicy między ofiarą Boską a ludzką.
Zniszczenie zwornika zmusza do wznoszenia zastępczych rusztowań; zniesienie rzeczywistego celu Mszy, zmusza do tworzenia celów fikcyjnych. Stąd gesty, które mają podkreślać związek między kapłanem a wiernymi, oraz między samymi wiernymi.
Stąd, natychmiast doprowadzony do absurdu, zwyczaj składania w momencie ofiarowania Hostii darów na rzecz ubogich i Kościoła. Szczególny charakter prawdziwej Hostii zostanie zupełnie zatarty, zaś uczestnictwo w bezkrwawej ofierze Chrystusa zamieni się w spotkanie filantropów lub przyjęcie dobroczynne.


Rozdział IV

Przejdźmy do istoty Ofiary.
Tajemnica Krzyża nie jest wyrażona dobitnie, ale w sposób niejasny, ukryty i niedostrzegalny dla ludu[9], z następujących powodów:

1) Definicja „Modlitwy eucharystycznej”
Sens tzw. „Modlitwy eucharystycznej” w Novus Ordo jest następujący: „aby całe zgromadzenie wiernych złączyło się z Chrystusem w wyznawaniu wielkich rzeczy Bożych i w składaniu ofiary” (nr 54).
O jaką ofiarę tu chodzi? Kto ją składa? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Definicja „Modlitwy eucharystycznej” sprowadza się do poniższego: „Teraz rozpoczyna się centrum i szczyt całej celebracji: Modlitwa eucharystyczna, tzn. modlitwa dziękczynienia i uświęcenia” (nr 54). Skutek został zatem postawiony na miejscu przyczyny, o której nie wspomina się nawet słowem. Wyraźną wzmiankę o celu ofiary zawartą w modlitwie „Suscipe” zniesiono i nie zastąpiono niczym. Zmiana sformułowania jest przejawem zmiany doktryny.

2) Zatarcie roli dogmatu rzeczywistej obecności.
Przyczyna nieobecności wyraźnej wzmianki o ofierze, to ni mniej ni więcej, tylko zniesienie centralnej roli rzeczywistej obecności Chrystusa, tak dobrze uwidocznionej w tradycyjnej liturgii eucharystycznej. Rzeczywistą obecność wspomina się tylko w jednym miejscu: w przypisie, który stanowi jedyny cytat z Soboru Trydenckiego. Wzmianka ta odnosi się do
rzeczywistej obecności, jako pokarmu (przyp. 63, nr 241). Nigdzie nie ma najmniejszej wzmianki o rzeczywistej i trwałej obecności Chrystusa z Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem w przeistoczonych postaciach. Samo słowo „przeistoczenie” zostało całkowicie pominięte.
Zniesione zostało wezwanie trzeciej Osoby Trójcy Przenajświętszej – Ducha Św. („Veni Sanctificator”), aby zstąpił na dary ofiarne, by dokonać cudu Boskiej obecności, jak niegdyś zstąpił do łona Dziewicy. Wpisuje się to w system milczących zaprzeczeń i stopniowego pomniejszania rzeczywistej obecności.

Z Novus Ordo wyeliminowane zostały:
przyklęknięcia (pozostały tylko trzy przyklęknięcia kapłana i jedno wiernych – na przeistoczenie, od czego dopuszczane są wyjątki);
puryfikacja palców kapłana nad kielichem;
ochrona przed stykaniem się palców kapłana po konsekracji z rzeczami nieświętymi;
puryfikacja naczyń świętych, która już nie musi być natychmiastowa, ani odbywać się na korporale;
palka chroniąca kielich;
wewnętrzne złocenie naczyń świętych;
konsekracja ołtarza przenośnego (portatylu);
poświęcony kamień i relikwie w ołtarzu przenośnym lub na „stole” w przypadku, kiedy Msza odprawia się poza miejscem świętym (ten ostatni punkt prowadzi wprost do „uczt eucharystycznych” w domach prywatnych);
potrójny obrus na ołtarzu, zredukowany do pojedynczego;
dziękczynienie w pozycji klęczącej (zastąpione groteskową praktyką dziękczynienia kapłana i wiernych na siedząco, co jest logiczną konsekwencją przyjmowania komunii na stojąco);
wszystkie dawne przepisy na wypadek, gdyby konsekrowana Hostia upadła na ziemię, sprowadzone do niemal sarkastycznego „reverenter accipiatur” (nr 239);
Wszystkie te zmiany nie są niczym innym, jak prowokacyjnym podkreśleniem cichego odrzucenia wiary w dogmat rzeczywistej obecności.

3) Rola ołtarza (nr 262).
Ołtarz niemal zawsze nazywany jest „stołem” [10]. „Ołtarz, albo stół Pański, który jest centrum całej liturgii eucharystycznej” (nr 49, por. 262). Uściślone jest, że powinien on być oddzielony od ściany w taki sposób, by dało się go obejść wkoło, i aby można było odprawiać Mszę twarzą do ludu. Podkreśla się również, że ołtarz winien być ośrodkiem zgromadzenia wiernych tak, by ich uwaga automatycznie zwracała się ku niemu. Jednak porównanie punktów nr 262 i 276 wydaje się wyraźnie wykluczać możliwość przechowywania w nim Najświętszego Sakramentu. Będzie to podkreśleniem niepowetowanej dychotomii między obecnością Najwyższego i Wiecznego Kapłana w odprawiającym Mszę kapłanie, oraz pod postaciami sakramentalnymi. Pierwotnie była to jedna i ta sama obecność[11].
Obecnie zaleca się przechowywać Najświętszy Sakrament na uboczu, w miejscu odpowiednim dla pobożności wiernych, jak gdyby chodziło o jakieś relikwie. W ten sposób spojrzenia wchodzących do kościoła będą kierować się w pierwszym rzędzie nie na tabernakulum, ale na próżny i ogołocony stół. Po raz kolejny pobożności prywatnej przeciwstawia się pobożność liturgiczną, wznosi się jeden ołtarz przeciw drugiemu.
Z wielkim naciskiem zaleca się, by hostie rozdawane podczas komunii były konsekrowane na tej samej Mszy. Zaleca się także używanie chleba dużych rozmiarów[12], tak by kapłan mógł rozdzielić jego część wśród wiernych. Jest to przejaw tego samego lekceważenia wobec tabernakulum i wobec wszelkich form pobożności eucharystycznej poza Mszą. Stanowi to kolejny poważny cios dla wiary w to, że rzeczywista obecność Chrystusa trwa tak długo, jak długo trwają konsekrowane postacie[13].

4) Formuły konsekracji.
Dawna formuła konsekracji była ściśle sakramentalna, nie zaś wyłącznie narratywna, na co wskazują trzy zasadnicze punkty:
a) Tekst Pisma Św., który nie został podjęty słowo w słowo. Włączenie pawłowego „mysterium fidei” stanowi natychmiastowe wyznanie wiary kapłana w tajemnicę urzeczywistnianą przez Kościół za pośrednictwem hierarchicznego kapłaństwa.
b) Interpunkcja i druk. W starym Mszale usytuowanie słów konsekracji po kropce i od nowego wiersz oznaczało przejście od trybu narracyjnego do sakramentalnego i twierdzącego. Ponadto słowa konsekracji pisane były większymi literami, pośrodku strony, często w innym kolorze, co wyróżnia je z kontekstu historycznego. Wszystko to nadaje im własne i niezależne znaczenie.
c) Anamneza („Haec quotiescumque feceritis in mei memoriam facietis” – „To, ile razy czynić będziecie, na moją pamiątkę czyńcie”), która po grecku brzmi „eis ten emou anamnesin” („zwróceni ku mej pamiątce”). Odnosi się ona nie tylko do prostej pamiątki osoby Chrystusa, albo Ostatniej Wieczerzy, ale każe pamiętać to, co uczynił (haec... in mei memoriam facietis) i sposób w jaki to uczynił. Odnosi się do działającego Chrystusa, nie zaś do Jego pamiątki czy wydarzenia z przeszłości. Zastąpienie w Novus Ordo dawnej formuły przez pawłową („Hoc facite in meam commemorationem” – „To czyńcie na moją pamiątkę”), która codziennie będzie rozbrzmiewać w językach narodowych, spowoduje niechybnie u słuchających przeniesienie nacisku na pamiątkę Chrystusa jako cel akcji eucharystii, podczas gdy jest ona jej źródłem. Idea pamiątki bądź wspomnienia niezadługo zajmie miejsce pojęcia rzeczywistej akcji sakramentalnej[14].
Tryb narracyjny jest podkreślony przez określenie konsekracji jako „narratio institutionis” (opowiadanie ustanowienia – nr 55d) oraz przez definicję anamnezy, gdzie stwierdza się, że „Kościół sprawuje pamiątkę Chrystusa” (55c).
Jednym słowem, skutkiem teorii zawartej w epiklezie, zniekształcenia słów konsekracji oraz anamnezy jest zmiana modus significandi słów konsekracji. Brzmią one odtąd w ustach kapłana jak gdyby stanowiły tylko historyczną narrację, nie zaś kategoryczne i afirmatywne stwierdzenie wypowiadane przez Tego, w którego osobie kapłan działa: „Hoc est Corpus meum” (a nie: „Hoc est Corpus Christi”)[15].
Aklamacja ludu następująca natychmiast po konsekracji („Mortem tuam annuntiamus ... donec venias” – „Głosimy śmierć Twoją ... oczekując Twego przyjścia”) wprowadza pod płaszczykiem eschatologizmu tę samą dwuznaczność co do rzeczywistej obecności. Natychmiast, bez najmniejszej przerwy, głosi się oczekiwanie na drugie przyjście Chrystusa na końcu czasów, dokładnie w tej samej chwili, w której jest substancjalnie obecny na ołtarzu, zupełnie jak gdyby Jego prawdziwym przyjściem miało być dopiero tamto, nie zaś to we Mszy Św.
Zostało to jeszcze bardziej uwypuklone w drugiej aklamacji do wyboru: „Quotiescumque manducamus panem hunc, et calicem bibimus mortem tuam annuntiamus donec venias” – „Ilekroć spożywamy ten chleb i pijemy z tego kielicha, śmierć Twoją głosimy, Panie Jezu, oczekując Twego przyjścia”. Pomieszanie różnych rzeczywistości: ofiary i spożywania komunii, rzeczywistej obecności i ponownego przyjścia Chrystusa sprawia, że dwuznaczność sięga tu szczytu[16].


Rozdział V

Przejdźmy do spełnienia ofiary.
W Mszy katolickiej dokonuje się to za pośrednictwem czterech elementów. Są to w kolejności: Chrystus, kapłan, Kościół i wierni.

1) Wierni w nowym rycie.
Novus Ordo przypisuje wiernym funkcję autonomiczną, a tym samym całkowicie błędną, począwszy od definicji – „Msza jest to święta synaksa czyli zgromadzenie ludu Bożego”, po końcowe pozdrowienie ludu przez kapłana, wyrażające obecność Pana w zgromadzonej wspólnocie, „w którym to pozdrowieniu oraz odpowiedzi ludu przejawia się tajemnica zgromadzonego Kościoła” (nr 28).
Prawdziwa obecność Chrytusa? Z pewnością, lecz tylko duchowa. Tajemnica Kościoła? Tak, lecz tylko jako zwykłego zgromadzenia, które jej pragnie i jest jej znakiem.
Powraca to nieustanie: w przesadnym podkreślaniu wspólnotowego charakteru Mszy (nr 74-152), w niesłychanym dotychczas rozróżnieniu między Mszą z ludem („cum populo”) i Mszą bez ludu („sine populo”) (nr 203-231), w definicji „modlitwy powszechnej albo modlitwy wiernych” (nr 45), gdzie po raz kolejny podkreśla się „funkcję kapłańską” ludu (populus sui sacerdotii munus exercens), przedstawioną w sposób dwuznaczny z powodu pominięcia wzmianki o podporządkowaniu kapłaństwu hierarchicznemu. To kapłan, poświęcony pośrednik, przedstawia wszelkie intencje wiernych w modlitwach Kanonu rzymskiego – „Te igitur” i „Memento”.
W Modlitwie Eucharystycznej III („Zaprawde święty jesteś Boże”, str. 123) mówi się do Boga wprost: „nie przestawaj gromadzić twego ludu, aby od wschodu do zachodu słońca składał Tobie ofiarę czystą”. To „aby” (ut) każe przypuszczać, że elementem niezbędnym dla odprawiania Mszy jest raczej lud niż kapłan. Zaś ponieważ nawet w tym miejscu nie uściśla się kto składa ofiarę[17], powstaje wrażenie, że lud posiada autonomiczną władzę kapłańską. W tej sytuacji nie należy się dziwić, jeśli niedługo pozwoli się, by lud wygłaszał słowa konsekracji razem z kapłanem (co zresztą tu i ówdzie ma już miejsce).

2)Kapłan w nowym rycie.
Rola kapłana została umniejszona, wykrzywiona i zafałszowana. Po pierwsze, w odniesieniu do ludu jawi się on raczej jako przewodniczący czy brat, niż poświęcony sługa Boży celebrujący w osobie Chrystusa (in persona Christi). W stosunku do Kościoła jest jednym z wielu, „kimś z ludu”. Definicja epiklezy (nr 55c) przypisuje wezwania całemu Kościołowi bezosobowo – rola kapłana znika.
W odmawianym odtąd wspólnie „Confiteor”, kapłan nie pełni już roli sędziego, świadka i orędownika u Boga. Logicznym następstwem jest to, że kapłan nie udziela już rozgrzeszenia, które faktycznie zostało zniesione. Kapłan zostaje włączony pomiędzy „braci”. Nawet ministrant w „Confitor” we Mszy bez ludu zwraca się do niego w ten sposób.
Jeszcze przed ostatnią reformą zniesiono rozróżnienie między komunią wiernych a komunią kapłana, czyli chwilą, gdy Najwyższy i Wieczny kapłan oraz ten, który działa w Jego osobie, łączą się, by tak rzec, w ścisłym związku, co stanowi jednocześnie dopełnienie Ofiary.
Nie wspomina się odtąd ani słowem władzy kapłana jako ofiarnika ani tego, że to przezeń dokonuje się akt konsekracji i urzeczywistnia obecność Chrystusa w Eucharystii. Jawi się on jako niewiele więcej, niż protestancki minister.
Zniesienie lub dowolność w używaniu szat litugicznych (w pewnych wypadkach wystarczy tylko alba i stuła – nr 298) jeszcze bardziej zaciera utożsamienie kapłana z Chrystusem. Kapłan nie jawi się już jako przyobleczony w pełnię Jego władz, lecz jako zwykły „oficer”, którego jeden czy dwa galony ledwie co wyróżniają z tłumu[18]: „nieco bardziej człowiek, niż inni”, by przytoczyć mimowolnie humorystyczny zwrot pewnego współczesnego kaznodziei[19]. Tak jak w wypadku oddzielenia ołtarzy, po raz kolejny rozdziela się to, co Bóg połączył: jedyne Kapłaństwo Słowa Bożego.

3) Kościół i jego odniesienie do Chrystusa w nowym rycie.
W Novus Ordo tylko raz, w przypadku Mszy „sine populo”, przyznaje się, że Msza to „akcja Chrystusa i Kościoła” (nr 4, por. „Presb. Ord.” nr 13). Natomiast w przypadku Mszy „z ludem” uznaje się, że jej celem jest jedynie „sprawowanie pamiątki Chrystusa” i uświęcanie obecnych. Paragraf 60 brzmi: „Odprawiający kapłan łączy ze sobą lud, składając ofiarę
Bogu Ojcu przez Chrystusa w Duchu Świętym”, podczas gdy należało raczej stwierdzić: „łączy lud z Chrystusem, który sam Siebie składa w ofierze Bogu Ojcu w Duchu Świętym”.
W tym samym kontekście należy umieścić:
opuszczenie zwrotu „Przez Chrystusa Pana naszego”, który był dla Kościoła gwarancją, że jego modlitwa zostanie zawsze wysłuchana (J 14, 13-14; 15, 16; 16, 23-24);
przesadny „paschalizm”, czy nacisk położony na Zmartwychwstanie i Wielkanoc, jak gdyby ekonomia łaski nie miała innych, równie ważnych aspektów;
wątpliwy i obsesyjny eschatologizm, którzy sprowadza łaskę, rzeczywistość zarazem teraźniejszą i wieczną, do rzędu czegoś doczesnego. Stąd takie zwroty jak „lud w marszu”, „Kościół pielgrzymujący” – nie zaś wojujący z potęgą ciemności – ku przyszłości, która nie jest już związana z wiecznością (tzn. z wieczną teraźniejszością), ale z prawdziwą przyszłością doczesną.
Jeden, Święty, Katolicki i Apostolski Kościół jako taki został upokorzony za sprawą zwrotu, który w Modlitwie Eucharystycznej IV zastąpił modlitwę „za wszystkich prawowiernych i zachowujących katolicką apostolską wiarę”. Brzmi ona teraz ni mniej ni więcej tylko: „za wszystkich szczerym sercem szukających Ciebie”.
Podobnie memento za zmarłych nie wspomina już tych, którzy odeszli „ze znakiem wiary i śpią snem pokoju”, ale po prostu „zmarłych w pokoju Chrystusa”. Łączy się z nimi rzeszę „wszystkich zmarłych, których wiarę Ty jeden znałeś”, co stanowi kolejny zamach na widzialność i jedność Kościoła.
W żadnej z trzech nowych modlitw eucharystycznych nie ma najmniejszej wzmianki o cierpieniach dusz czyścowych, w żadnej z nich nie ma miejsca na jakieś szczególne wspomnienie, co po raz kolejny osłabia wiarę w przebłagalną i odkupieńczą naturę Najświętszej Ofiary[20].
Wszechobecne przemilczenia rzeczy świętych pomniejszają tajemnicę Kościoła, zwłaszcza w aspekcie świętej hierarchii: w drugiej części nowego, zbiorowego „Confiteor” aniołowie i święci rozpływają się w anonimowości, zaś w pierwszej znikają jako świadkowie i sędziowie w osobie św. Michała Archanioła[21]. Hierarchie anielskie znikają także w sposób bezprecedensowy z nowej prefacji II Modlitwy Eucharystycznej. W „Communicantes” zniesiono wspomnienie świętych papieży i męczenników – fundamentu Kościoła Rzymskiego – którzy bez wątpienia przekazali liturgiczną tradycję apostolską i sprawili, że za św. Grzegorza Wielkiego przybrała ona postać rytu rzymskiego. W „Libera nos” zniesiono wszelkie wzmianki o Najświętszej Maryi Pannie, Apostołach i wszystkich świętych, tak że nie prosi się ich o wstawiennictwo nawet w niebezpieczeństwie.
Idea jedności Kościoła jest zagrożona z jeszcze jednego powodu: z całego Novus Ordo, w tym także z trzech nowych modlitw eucharystycznych (jedyny wyjątek to „Communicantes” w Kanonie Rzymskim), odważono się usunąć imiona świętych Apostołów Piotra i Pawła, założycieli Kościoła Rzymskiego, a także imiona innych Apostołów, którzy stanowią kamień węgielny oraz znak jednego i powszechnego Kościoła.
Wyraźny zamach na dogmat świętych obcowania jest zniesienie wszystkich pozdrowień (np. „Pan z wami”) i końcowego błogosławieństwa we Mszach bez ministranta, oraz „Ite Missa est”[22] we Mszy z samym tylko ministrantem.
Podwójny „Confiteor” unaoczniał, że kapłan – przywdziany w szaty sługi Chrystusowego i w głębokim pokłonie – uznaje się za niegodnego tak wzniosłej misji, niegodnego „tremendum mysterium” czyli straszliwych tajemnic, które ma sprawować, a nawet przystąpienia do Świętego Świętych („Aufer a nobis”). Dlatego w „Oramus te” wzywa wstawiennictwa męczenników, których relikwie znajdują się w ołtarzu. Obie te modlitwy zostały zniesione. Uwagi dotyczące zniesienia podwójnego „Confiteor” i oddzielnej komunii kapłana zachowują i tu swą aktualność.
Sprofanowaniu uległy także przepisy dotyczące odprawiania Ofiary, które wynikają z jej świętego charakteru. Kiedy np. Mszę odprawia się poza budynkiem sakralnym, ołtarz można zastąpić zwykłym stołem bez kamienia ołtarzowego ani relikwi, przykrytym jednym tylko obrusem zamiast trzech (nr 260, 265). Tu także zachowują wagę spostrzeżenia poczynione wyżej na temat rzeczywistej obecności: aspekt „uczty” i Ofiary wieczerzy został oddzielony od rzeczywistej obecności.
Desakralizacja i profanacja sięgają szczytu z powodu nowych, często groteskowych zachowań w momencie ofiarowania, położenia akcentu na zwykły chleb zamiast przaśnego, dopuszczenie ministrantów (a nawet świeckich, podczas komunii pod dwiema postaciami) do dotykania świętych naczyń (nr 244). W kościele powstaje nieprawdopodobna atmosfera: bez ustanku przewija się korowód księży, diakonów, subdiakonów, psalmistów, komentatorów (sam kapłan zamienił się zresztą w komentatora, gdyż bez przerwy zachęca się go, by „objaśniał” to, co się dzieje na ołtarzu), lektorów (mężczyzn i kobiet), ministrantów i świeckich zajmujących się witaniem wiernych przy drzwiach i towarzyszeniem im na miejsca, zbieraniem na tacę, przynoszeniem darów na ofiarowanie. Zaś w epoce szaleństwa „powrotu do Pisma Świętego” pojawia się – całkowicie wbrew Staremu Testamentowi i nauczaniu św. Pawła – „mulier idonea”, którą po raz pierwszy w tradycji Kościoła dopuszcza się do czytań liturgicznych oraz wykonywania „innych posług poza prezbiterium” (nr 70). Do tego dochodzi prawdziwa mania koncelebrowania, której skutkiem będzie zniszczenie pobożności eucharystycznej kapłana, oraz usunięcie w cień i rozmycie w kolektywie koncelebrujących centralnej postaci w liturgii, tzn. Chrystusa – jedynego Kapłana i Ofiary[23].


Rozdział VI

Ograniczyliśmy się tu jedynie do pobieżnej analizy Novus Ordo Missae w miejscach, w których najpoważniej oddala się od teologii katolickiej Mszy św. Nasze spostrzeżenia odnoszą się przede wszystkim do najbardziej typowych błędów. Całkowita ocena niebezpieczeństw, pułapek i innych destrukcyjnych z duchowego i psychologicznego punktu widzenia elementów, zawartych w tak w tekście, jak w rubrykach czy komentarzach nowego rytu, wymaga innej, o wiele szerszej pracy.
Nie zajęliśmy się tu szczegółowo nowymi kanonami, ponieważ ich forma i treść były już wielokrotnie przedmiotem krytyki przez kompetentne autorytety. Zauważmy, że drugiego z nich[24], który już zdążył wywołać wśród wiernych zgorszenie swą zwięzłością, mógłby z czystym sumieniem używać kapłan niewierzący ani w transsubstancjację, ani w ofiarny charakter Mszy św., a zatem nadaje się on znakomicie do celebrowania przez protestanckich ministrów.
Nowy Mszał został przedstawiony w Rzymie jako „bogaty materiał duszpasterski”, „tekst bardziej duszpasterski, niż jurydyczny”, który konferencje biskupów mogą opracowywać, zgodnie z okolicznościami i charakterem poszczególnych narodów. Zresztą zadaniem pierwszej sekcji nowej Kongregacji Kultu Bożego ma być „wydawanie i ciągła rewizja ksiąg liturgicznych”. Ostatni numer oficjalnego biuletynu Instytutów Liturgicznych Niemiec, Szwajcarii i Austrii[25] stwierdza: „teskt łaciński należy przetłumaczyć na języki narodowe, a styl „rzymski” musi zostać dopasowany do indywidualnego charakteru poszczególnych Kościołów lokalnych. To co zostało pomyślane jako ponadczasowe, trzeba będzie dopasować do zmiennego kontekstu konkretnych sytuacji, do nieustannych wahań Kościoła powszechnego i jego niezliczonych zgromadzeń”.
Sama konstytucja apostolska, wbrew wyraźnemu życzeniu Soboru Watykańskiego II, zadaje ostateczny cios językowi powszechnemu, stwierdzając wyraźnie, że „pośród tylu różnych języków, jedna (?) i ta sama modlitwa wszystkich będzie się wznosić, nad wszelkie kadzidło wonniejsza”.
Śmierć łaciny jest zatem przypieczętowana. Logiczną konsekwencją, zwłaszcza wobec możliwości dowolnego wybierania między innymi tekstów introitu i graduału, jest śmierć śpiewu gregoriańskiego, mimo że Sobór uznał go „za własny śpiew liturgii rzymskiej” („Sacros. Conc.” nr 116), nakazując, by „zajmował pierwsze miejsce” (ibid.).
Nowy ryt od początku jawi się jako pluralistyczny i eksperymentalny, zależny od czasu i miejsca. Skoro jedność kultu została definitywnie zerwana, na czym zasadzać się będzie związana z nią jedność wiary, którą wciąż nazywa się czymś istotnym, czego należy bezkompromisowo bronić?
Jest rzeczą oczywistą, że Novus Ordo nie chce już reprezentować wiary Soboru Trydenckiego. Jednak z tą właśnie wiarą katolickie sumienie związane jest na zawsze. Promulgowanie Novus Ordo stawia zatem prawdziwych katolików wobec tragicznej konieczności wyboru.


Rozdział VII

Konstytucja apostolska wspomina wyraźnie o duchowym i doktrynalnym bogactwie, które Novus Ordo zapożyczył ponoć z Kościołów Wschodnich. Wygląda na to, że skutkiem będzie jedynie odepchnięcie zaszokowanych wiernych obrządków wschodnich – tak duch nowego rytu jest od nich odległy, a nawet całkowicie przeciwny. Na czym polegają owe ekumeniczne zapożyczenia? W głównych zarysach: na wielości modlitw eucharystycznych (anafor) (bo przecież nie na ich pięknie, ani bogactwie), na obecności diakona i na komunii pod dwiema postaciami. Z drugiej strony wygląda na to, że chciano rozmyślnie wyeliminować wszystko to, co w liturgii rzymskiej było najbliższe Kościołom wschodnim[26], a jednocześnie – negując odrębny i prastary charakter rzymski – zrezygnować ze wszystkiego, co stanowiło jej własne i najcenniejsze duchowe bogactwo. Zastąpiono je elementami, które ją umniejszają i zbliżają do niektórych rytów protestanckich (i to bynajmniej nie tych najbliższych katolicyzmowi), oddalając w ten sposób od Kościołów wschodnich, czego świadectwem były już ostatnie reformy.
Z drugiej strony nowa liturgia bardzo ucieszy wszystkie grupy stojące na krawędzi apostazji, które pustoszą Kościół, zatruwając jego organizm i atakując jedność doktrynalną, liturgiczną, moralną i dyscyplinarną, pośród duchowego kryzysu bez precedensu w historii.


Rozdział VIII

Św. Pius V dołożył starań (jak przypomina konstytucja apostolska), aby wydanie Mszału Rzymskiego było narzędziem jedności wśród katolików. Zgodnie z zaleceniami Soboru Trydenckiego, miał on zapobiec, aby do liturgii nie zakradły się żadne groźne błędy przeciwko wierze, rozsiewane wówczas przez protestancką Reformację. Motywy, które kierowały św. Piusem V były tak istotne, że święta i niemal prorocza formuła zawarta w bulli promulgującej Mszał Rzymski wydaje się być na miejscu bardziej niż kiedykolwiek: „Jeśli ktokolwiek ośmieliłby się próbować podnieść nań rękę, niech mu będzie wiadomo, że narazi się na gniew Wszechmogącego Boga i świętych Apostołów Piotra i Pawła” („Quo primum”, 13 lipca 1570 r.)[27].
Podczas oficjalnej prezentacji Novus Ordo w watykańskiej sali prasowej miano czelność twierdzić, że racje Soboru Trydenckiego są dziś już nieaktualne. Nie tylko, że nie straciły nic ze swej aktualności, lecz ponadto – nie wahamy się otwarcie powiedzieć – pojawiły się nowe, o wiele poważniejsze. To właśnie, aby stawić czoła niebezpieczeństwom, które z wieku na wiek zagrażają czystości depozytu wiary („depositum custodi, devitans profanas vocum novitatis”, 1 Tim 6, 20), Kościół otoczył go murem obronnym definicji dogmatycznych i orzeczeń doktrynalnych. Te zaś znalazły oddźwięk w liturgii, która stała się krok po kroku pomnikiem integralnej wiary Kościoła. Pragnienie powrotu za wszelką cenę do dawnych form kultu, odtwarzając na zimno, in vitro, to co w pierwszych wiekach rodziło się spontanicznie pod wpływem łaski, oznacza popadnięcie w „niezdrowy archeologizm”, potępiony wyraźnie i w odpowiedniej chwili przez Piusa XII[28]. Równa się to – jak już widzieliśmy – pozbawieniu liturgii całego jej piękna i wszystkich zabezpieczeń teologicznych, nagromadzonych w przeciągu wieków[29], i to w jednej z bardzo krytycznych, być może najbardziej krytycznej ze wszystkich chwil w dziejach Kościoła.
Dziś oficjalnie uznaje się, że podziały i schizmy istnieją już nie tylko na zewnątrz, ale w samym łonie religii katolickiej[30]. Jedność Kościoła jest nie tylko zagrożona, ale znajduje się w bardzo poważnym niebezpieczeństwie[31], zaś błędy przeciwko wierze nie tyle się wkradają, co są narzucane za sprawą liturgicznych nadużyć i aberracji, które również zostały zatwierdzone[32]. Wydaje się, że porzucenie tradycji liturgicznej, która przez cztery stulecia była znakiem i gwarancją jedności kultu, oraz zastąpienie jej inną – zdolną być jedynie znakiem podziału, ponieważ zezwala pośrednio na niezliczone swobody, zaś sama roi się od insynuacji i otwartych błędów przeciw czystości wiary katolickiej – stanowi, mówiąc oględnie, nieobliczalny błąd.

Przypisy

1. Msza jest prawdziwą, widzialną ofiarą, nie zaś zwykłym symbolicznym przedstawieniem: „Pan Nasz Jezus Chrystus... pragnął pozostawić Kościołowi... ofiarę widzialną, ażeby uobecniała krwawą ofiarę mającą się raz dokonać na krzyżu, aż do końca świata była jej trwałą pamiątką i przydzielała nam jej zbawczą moc odpuszczania grzechów codziennie przez nas popełnianych” (DS 1740, BF VII, 319).
2. Pan Nasz Jezus Chrystus „ogłaszając się ustanowionym kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka [Ps 109, 4], ofiarował Bogu Ojcu ciało i krew swoją pod postaciami chleba i wina i pod symbolami tych rzeczy dał je do spożycia Apostołom – których wtedy ustanowił kapłanami Nowego przymierza – oraz im i ich następcom w kapłaństwie polecił składać ofiarę słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę” [Łk 22, 9; 1 Kor 11, 24], jak to Kościół zawsze rozumiał i nauczał” (ibid.). Tym, który odprawia, zanosi dary i składa ofiarę jest wyświęcony kapłan, nie zaś lud Boży czy zgromadzenie: „Jeśli ktoś twierdzi, że tymi słowy: „To czyńcie na moją pamiątkę" [Łk 22, 9; 1 Kor 11, 24] Chrystus nie ustanowił Apostołów kapłanami, albo nie nakazał, by oni i inni kapłani ofiarowali Jego ciało i krew – niech będzie wyklęty” (kan. 2; DS 1752, BF VII, 330).
3. Ofiara Mszy św. jest prawdziwą ofiarą przebłagalną, nie zaś jedynie „prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu”. Jeśli ktoś twierdzi, że ofiara Mszy św. jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną, albo jedynie prostym wspomnieniem ofiary dokonanej na krzyżu, ale nie ofiarą przebłagalną, albo że przynosi korzyść samemu tylko przyjmującemu, i że nie powinna być ofiarowana za żywych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia i inne potrzeby – niech będzie wyklęty" (kan. 3; DS 1754, BF VII, 331).
4. Należy być może przypomnieć, że odrzucenie choćby jednego zdefiniowanego dogmatu sprawia, że tym samym upadną i wszystkie inne, ponieważ burzy to samą zasadę nieomylności najwyższego i uroczystego Magisterium Kościoła, zarówno papieskiego jak i soborowego.
5. Jeśli chodziło o podjęcie „Unde et memores”, jednej z modlitw Kanonu, to trzeba było dodać także Wniebowstąpienie. Lecz „Unde et memores” nie zaciera różnicy między różnorodnymi rzeczywistościami, ale je jasno i finezyjnie rozróżnia: „pamiętni.. tak na błogosławioną Mękę, jak Zmartwychwstanie, lecz i chwalebne Wniebowstąpienie...”.
6. To przesunięcie akcentów przejawia się także w zaskakującym usunięciu z trzech nowych kanonów „Memento”, czyli wspomnienia zmarłych, a także wszelkich wzmianek o cierpieniach dusz czyściowych, w intencji których zanoszona jest ofiara przebłagalna.
7. W encyklice „Mysterium Fidei” Paweł VI potępia zarówno błędy symbolizmu, jak i nowe teorie „transsygnifikacji” i „transfinalizacji”: „nie jest słusznym naleganie na aspekt znaku sakramentalnego, jak gdyby symbolizm, który bezsprzecznie zawiera się w Eucharystii, wyrażał i wyczerpywał całą naturę obecności Chrystusa w tym sakramencie... ani traktowanie o tajemnicy przeistoczenia bez wzmiankowania cudownej przemiany całej substancji chleba w Ciało Chrystusa i całej substancji wina w Krew Chrystusa, o czym mówi Sobór Trydencki, jak gdyby polegała ona, jak to niektórzy twierdzą, na samej tylko „transsygnifikacji” i „transfinalizacji” (A.A.S. LVII, str. 755).
8. Encyklika „Mysterium Fidei” ujawnia i potępia wprowadzanie nowych formuł czy wyrażeń, które wprawdzie znajdują się w pismach Ojców lub magisterium, ale używane są jednoznacznie, w oderwaniu od całości doktryny katolickiej, z którą tworzą nierozerwalną jedność (np. „duchowe pożywienie”, „pokarm duchowy”, „napój duchowy”, etc.). Paweł VI przypomina, że „zachowując integralną wiarę, trzeba także zachować odpowiedni sposób wyrażania się, by wskutek posługiwania się niewyważonym słownictwem nie powstały, broń Boże, błędne opinie co do wiary w te nader wielkie prawdy” (BF VII, 344). Następnie Paweł VI cytuje św. Augustyna: „My zaś musimy mówić stosownie do pewnej zasady, aby ze swobody w słowach nie zrodziła się jakaś bezbożna opinia także co do rzeczy, które oznaczają” („De Civ. Dei”, X, 23). Następnie Papież mówi: „Należy zachowywać sposób wyrażania się, który Kościół – nie bez pomocy Ducha Świętego – wypracował w przeciągu stuleci oraz zatwierdził powagą Soborów, i który niejednokrotnie stał się znakiem i sztandarem prawdziwej wiary. Niech nikt przeto nie waży się go dowolnie zmieniać pod pretekstem nowej nauki. (...) Podobnie jest nie do przyjęcia, aby ktokolwiek zmieniał na własną rękę formuły, w których Sobór Trydencki podał do wierzenia tajemnicę Eucharystii” (A.A.S. LVII, 1965, str. 758).
9. Co stoi w wyraźnej sprzeczności z zaleceniami Vaticanum II („Sacros. Conc.” nr 48).
10. Podstawowa funkcja ołtarza została uznana tylko raz (nr 259): „Ołtarz, na którym pod znakami sakramentalnymi uobecnia się ofiara krzyżowa”. Nie wydaje się, by ta jedna wzmianka wystarczyła, by usunąć wątpliwości wywołane nieustannym używaniem innego określenia.
11. „Oddzielenie tabernakulum od ołtarza, to oddzielenie dwóch rzeczy, które z natury winny postać złączone” (Pius XII, Przemówienie na Międzynarodowym Kongresie Liturgicznym, Asyż � Rzym, 18 - 23 września 1956). Por. też „Mediator Dei”, I, 5.
12. Novus Ordo z rzadka jedynie używa określenia „hostia”. Ten tradycyjny termin ma w księgach liturgicznych dokładne znaczenie tzn. „ofiara”. Jest to kolejnym przejawem uwypuklania jedynie aspektu „uczty” i „pożywienia”.
13. Za sprawą typowego zjawiska, polegającego na zamianie i zastąpieniu jednej rzeczy drugą, rzeczywista obecność została zrównana z obecnością Chrystusa w głoszonym słowie (nr 7 i 54). Jednak ta druga jest zupełnie odmiennej natury, ponieważ trwa tylko in usu, tzn. w momencie, gdy proklamuje się Słowo Boże, podczas gdy obecność w Eucharystii jest stała, obiektywna i niezależna od przyjęcia sakramentu. Typowo protestanckie sformułowanie: „Bóg przemawia do swego ludu... Chrystus jest obecny w swoim słowie pośród swego ludu” (nr 33, por. „Sacros. Conc.” nr 33 i 7) ściśle mówiąc jest bez sensu, ponieważ obecność Boga w Jego słowie nie jest bezpośrednia, lecz zależna od aktu ducha ludzkiego i jego uwarunkowań, oraz ograniczona czasowo. Błąd ten nie pozostaje bez tragicznych konsekwencji: oznacza on stwierdzenie, a raczej podsunięcie myśli, że rzeczywista obecność jest zależna od użytku i znika razem z nim.
14. Według „Institutio generalis” akcja sakramentalna urzeczywistnia się w chwili, gdy Jezus daje Apostołom „do spożycia” swe Ciało i Krew pod postaciami chleba i wina, nie zaś przez fakt konsekracji, i tym samym mistycznego oddzielenia Ciała od Krwi, co stanowi istotę eucharystycznej Ofiary (por. „Mediator Dei”, rozdz. 1, cz. II pt. „Kult eucharystyczny”).
15. Słowa konsekracji, takie jakie widnieją w kontekście Novus Ordo, mogą być ważne na mocy intencji celebransa. Mogą jednak i nie być, ponieważ ich ważność nie wynika z mocy samej formuły sakramentalnej (ex vi verborum), lub ściślej ze znaczenia (modus significandi), jakie miały w dawnym mszale. Czy księża (już w niedalekiej przyszłości) pozbawieni tradycyjnej formacji, którzy zdadzą się na Novus Ordo, aby „czynić to co czyni Kościół”, będą zdolni ważnie konsekrować eucharystię? Można słusznie powątpiewać.
16. Nie należy twierdzić, jak to czyni egzegeza protestancka, że wyrażenia te należą do tego samego kontekstu biblijnego. Kościół zawsze unikał zestawiania razem tych określeń właśnie po to, aby oddalić niebezpieczeństwo pomieszania odrębnych rzeczywistości, które wyrażają.
17. Przeciw luteranom i kalwnistom, którzy twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są kapłanami, a zatem wszyscy mogą celebrować ucztę Pańską, zob. A. Tanquerey „Synopsis theologiae dogmatice” t. III, Desclée 1930: „Wszyscy kapłani i tylko oni są drugorzędnymi szafarzami ofiary Mszy Św. we właściwym tego słowa znaczeniu. Pierwszorzędnym szafarzem jest Chrystus. Wierni zaś składają ofiarę, lecz nie sensu stricto, a jedynie za pośrednictwem kapłanów” (por. Sobór Trydencki, sesja XXII kan. 2).
18. Odnotujmy niewyobrażalną i katastrofalną w skutkach nowość: szaty liturgiczne w Wielki Piątek są koloru czerwonego, a nie czarnego (nr 308b), jak gdyby chodziło o wspomnienie któregoś z męczenników, a nie o znak żałoby całego Kościoła po jego świętym Założycielu.
19. O. Roguet do dominikanek z Betanii w Plesschenet.
20. W niektórych tłumaczeniach Kanonu rzymskiego „locus refrigerii, lucis et pacis” („miejsce ochłody, światłości i pokoju”) zostało oddane po prostu jako „stan” („szczęśliwość, światłość, pokój”). Co powiedzieć na zniknięcie wszelkich wzmianek o Kościele Cierpiącym?
21. Pośród tej prawdziwej gorączki pominięć i zaniedbań tylko jedno ubogacenie: wspomnienie grzechu zaniedbania w Confiteor...
22. O. Lecuyer mówił na konferencji, na której zostało przedstawione Novus Ordo, jak czystej wody racjonalista, o możliwości zamiany w Mszy bez ludu „Dominus vobiscum” i „Orate, fratres” w „Dominus tecum” i „Ora, frater”, „aby (we Mszy) nie pozostało nic, co nie odpowiada prawdzie”.
23. Zauważmy na marginesie, że księżom wolno przyjmować komunię pod dwiema postaciami podczas koncelebry, nawet jeśli odprawiają Mszę przedtem lub potem.
24. Którą przedstawiano jako „kanon Hipolita”, mimo że zachował zeń co najwyżej pewien wydźwięk w słownictwie.
25. „Gottendienst”, nr 9, 14 maj 1969 r.
26. Przychodzą tu na myśl, by wspomnieć tylko liturgię bizantyjską: nieskończenie długie, nalegające, powtarzane wielokrotnie modlitwy pokutne; uroczyste ryty przywdziewania szat liturgicznych przez kapłana i diakona; przygotowanie chleba i wina czyli proscomidia, które samo w sobie stanowi kompletny ryt; nieustanne wezwania w modlitwach, a nawet w offertorium, Najświętszej Maryi Panny, świętych i chórów anielskich, których podczas procesji z Ewangelią kapłan przyzywa jako niewidzialnych współcelebransów, i z którymi utożsamia się w Cherubikonie; ikonostas, który wyraźnie oddziela sanktuarium od świątyni, duchowieństwo od ludu;zakryta przed wzrokiem wiernych konsekracja, oczywisty symbol Niepoznawalnego, do którego odnosi się liturgia; postawa celebransa versus Deum, nigdy versus populum;nieustanne i głębokie oznaki adoracji postaci Eucharystycznych;zasadniczo kontemplacyjna postawa ludu.Ponadto fakt, że liturgia wschodnia nawet w najmniej uroczystej formie trwa ponad godzinę oraz zawiera nieustannie powtarzane określenia w rodzaju: „straszliwa i niewysłowiona liturgia”, „straszliwe, niebiańskie i ożywiające tajemnice” itp., mówi sam za siebie. Zauważmy wreszcie, że w liturgii św. Jana Chryzostoma i św. Bazylego aspekt „uczty” i „wieczerzy” jest wyraźnie podporządkowany aspektowi ofiary, podobnie jak we Mszy Rzymskiej.
27. Podczas XIII sesji, w dekrecie o Eucharystii, Sobór Trydencki wyraził intencję „wyrwania z korzeniami kąkolu bezecnych herezji i schizm, które „nieprzyjazny człowiek” (Mt 13, 25) zasiał w nauce dotyczącej wiary, korzystania i czci Najświętszej Eucharystii, którą zresztą Zbawiciel Nasz pozostawił Kościołowi, jako symbol jego jedności i miłości, pragnąc aby łączyła ona razem i jednoczyła wszystkich chrześcijan” (DS 1635, BF VII, 288).
28. Powracanie duchem i sercem do źródeł świętej liturgii to rzecz mądra i godna pochwały, ponieważ studiowanie tej dyscypliny przez sięganie do jej początków przyczynia się do lepszego zrozumienia świąt oraz znaczenia używanych formuł liturgicznych i świętych ceremonii. Jednak nie jest rzeczą mądrą ni godną pochwały sprowadzenie za wszelką cenę wszystkiego do starożytności. I tak zboczyłby z dobrej drogi ten, kto chciałby na przykład przywrócić ołtarzowi pierwotny kształt stołu, znieść całkowicie kolor czarny szat liturgicznych, usunąć z kościołów obrazy i figury świętych, ukazywać Zbawiciela na Krzyżu w taki sposób, aby ciało nie nosiło śladów okrutnego cierpienia i ukrzyżowania (...). Ten sposób myślenia i działania ożywiłby ów przesadny i niezdrowy pociąg do przeszłości, któremu dał początek nielegalny synod w Pistoi, i odnowiłby liczne błędy znajdujące się u korzeni tego psuedo-synodu, które Kościół, czujny strażnik powierzonego mu przez Boskiego Założyciela „depozytu wiary”, słusznie i prawnie odrzucił („Mediator Dei”, I, 5).
29. Nie dajmy się zwieść twierdzeniu, że budowla Kościoła, która urosła wielka i majestatyczna na chwałę Bożą, jak Jego wspaniała świątynia, musi cofnąć się do swych pierwotnych, małych wymiarów, jak gdyby jedynie one były dobre i prawdziwe (Paweł VI, „Ecclesiam Suam”).
30. Jakiś de facto schizmatycki ferment dzieli, rozszczepia i rozbija Kościół (Paweł VI, Homilia w Wielki Czwartek 1969).
31. Także wśród nas istnieją „schizmy” i „rozdarcia”, na które wskazuje pierwszy list Św. Pawła do Koryntian, w przed chwilą odczytanym fragmencie (Paweł VI, ibid.).
32. Jak wszystkim wiadomo, Soboru Watykańskiego II wyrzekają się dziś nawet ci, którzy niegdyś chwalili się jego ojcostwem. Opuścili oni Sobór zdecydowani „wysadzić w powietrze” jego treść podczas wprowadzania w życie, mimo że Ojciec Święty ogłosił podczas zamknięcia Soboru, że nie wnosi on żadnych nowości. Niestety, Stolica Apostolska z trudnym do wyjaśnienia pośpiechem zezwoliła, a nawet zachęcała, za pośrednictwem Komisji ds. Wcielenia Konstytucji o Liturgii („Consilium”), wciąż rosnącą niewierność wobec dokumentów soborowych. Przejawia się ona, począwszy od spraw na pierwszy rzut oka czysto formalnych (łacina, śpiew gregoriański, zniesienie czcigodnych rytów, etc.), a skończywszy na rzeczach prawdziwie istotnych, których usankcjonowanieniem jest Novus Ordo. Straszliwe konsekwencje, które staraliśmy się ukazać w niniejszym studium, znalazły oddźwięk – co jest o wiele bardziej katastrofalne ze względów psychologicznych – także w dziedzinie dyscypliny i kościelnego magisterium, podcinając szacunek i posłuszeństwo należne Stolicy Apostolskiej.

Kard. Ottaviani, Kard. Bacci

http://swiety.krzyz.org/kak.htm

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 23 lut 2017, 20:50 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Czy posoborowa sekta jest nierządnicą Babilonu przepowiedzianą w Apokalipsie? (Cz.1)

Czy posoborowa sekta jest nierządnicą Babilonu przepowiedzianą w Apokalipsie – część 1

Ap 17:4 – “A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu”.

Obrazek

Nic co przedstawiamy jest nie konieczne do udowodnienia, że posoborowa sekta i jej antypapieże nie są katolikami. Zawarte w tej książce źródła doktrynalne dowodzą tego w szczegółach. Ale wszystko to jest ciekawe i oświecające, gdyż pomaga bardziej wyjaśnić dlaczego jest ten katastrofalny kryzys i co o nim sądzić.

Ap 17:1 – ”Potem przyszedł jeden z siedmiu aniołów, mających siedem czasz, i tak odezwał się do mnie:

“Chodź, ukażę ci wyrok na Wielką Nierządnicę, która siedzi nad wielu wodami. . .”

Rozdziały 17 I 18 Apokalipsy dają uderzające proroctwa o “wielkiej nierządnicy” lub “ladacznicy Babilonu”, która pojawi się w ostatnich dniach w mieście na siedmiu wzgórzach. Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach. To dlatego na przestrzeni historii Rzym utożsamiano z miastem siedmiu wzgórz wspomnianym w Apokalipsie. Przyjmując to za podstawę, protestanci przez wieki oskarżali Kościół Katolicki o to, że jest ladacznicą babilońską. Ale protestanci nie mają racji, bo Kościół Katolicki to niepokalana Ulubienica Chrystusa, jedynego założonego przez Niego Kościoła. Ale opisywaną ladacznicą babilońską jest sfałszowana Ulubienica – Kościół kontra-Katolicki – który pojawia się w ostatnich dniach by oszukać katolików (prawdziwych wiernych), podeptać wiarę i dokonać duchowego nierządu.

1. Nierządnica siedzi nad wielu wodami

Jak już widzieliśmy, wielka ladacznica siedzi nad wielu wodami. Apokalipsa podpowiada co to za wody.

Ap 17:15: – “I rzeczce do mnie: “Wody, które widziałeś, gdzie Nierządnica ma siedzibę, to są ludy i tłumy, narody i języki”.

“Ludy, tłumy, narody i języki” sugerują wpływ globalny, coś co ma wpływ na wszystkie zakątki ziemi. I do głowy natychmiast przychodzi Rzym i Kościół Katolicki. Uniwersalna misja KK obejmuje wiernych ze wszystkich ludów, tłumów, narodów i języków.

Papież Pius XII, Fidei donum (# 46) 21.04.1957: “Teraz nasza święta Matka Kościół jest faktycznie Matką ‘wszystkich ludów, wszystkich narodów, jak również poszczególnych osób…” [1]

A ponieważ Rzym jest siedzibą Kościoła powszechnego, to gdyby Rzym przejął antypapież, który nałoży nową religię, to wtedy mógłby oddziaływać niemal na wszystkie ludy, narody i języki swoją niewiernością duchową. To dlatego nierządnica siedzi na ludach, narodach i językach. Faktycznie Sobór Trydencki nieomylnie z alarmującą dokładnością potwierdza to, że wody nad którymi siedzi nierządnica powiązane są z prawie powszechnym zasięgiem, że w końcowych dniach, będzie sfałszowana Kościół Katolicki, jeśli antypapieżowi lub kompletowi antypapieży uda się przejąć Rzym.

Papież Pius IV, Sobór Trydencki, sesja 22, O Poświęceniu we Mszy: “Święty synod więc napomina księży, że Kościół zaleca, by wymieszaną wodę z winem oferować w kielichu, nie tylko dlatego, że uważa się iż Chrystus Pan tak zrobił, ale także dlatego, że z Jego boku wyszły krew z wodą, bo tą mieszanką przypomina się ten sakrament. I ponieważ w Apokalipsie św. Jana narody nazywane są wodami [Ap 17:1,15], to reprezentuje unię wiernych z Chrystusem, ich głową“. [2]

Zauważmy, że Sobór Trydencki nieomylnie ogłasza, że wody Ap 17:1,15 reprezentują unię wiernych z Chrystusem, innymi słowy, Kościół Katolicki. Wielka nierządnica siedzi na tych wodach! Dlatego wiara katolicka mówi, że wielka nierządnica siedzi na Kościele Katolickim, czyli utrudnia, blokuje, hamuje i próbuje go zastąpić. Jest to doskonały opis fałszywego Kościoła, który powstał z II SW, a który z powodzeniem oszukał większość świata by myślał, że ​​to jest prawdziwy Kościół Katolicki

Rozumiejąc to, że “wody” Apokalipsy reprezentują narody, ludy i języki Kościół Katolicki, to czy to jest kluczem do zrozumienia innych ważnych wersetów w tej księdze. Na przykład Ap 18:17 mówi o tym jak sternicy i żeglarze płakali z powodu zniszczenia wspaniałego miasta:

“Bo w jednej godzinie przepadło tak wielkie bogactwo! A każdy sternik i każdy żeglarz przybrzeżny, i marynarze, i wszyscy, co pracują na morzu, stanęli z daleka i patrząc na dym jej pożaru, tak wołali: “Jakież jest miasto podobne do stolicy?” (Ap 18:17-18)

Sternicy, żeglarze I ci, co pracują na morzu reprezentują tych, którzy pracują z duszami w Kościele Katolickim, czyli księży, osoby konsekrowane itd. Oni płaczą z powodu spustoszenia Rzymu i zastanawiają się jak to się stało w tak krótkim czasie.

2. Nierządnica siedzi na mieście o siedmiu wzgórzach

“Tu trzeba zrozumienia, o mający mądrość! Siedem głów to jest siedem gór tam, gdzie siedzi na nich Niewiasta. I siedmiu jest królów” (Ap 17:9-10)

Jak powiedzieliśmy wcześniej, Rzym zbudowano na siedmiu wzgórzach. Ponieważ wielka nierządnica siedzi na mieście siedmiu wzgórz, to siedzi na samym Rzymie – centrum jedności Kościoła Katolickiego i domu rzymskich papieży.

Papież Benedykt XIV, Apostolica Constitutio (# 4), 26.06.1749:

“. . . Kościół Katolicki jest zaznaczony przez samo miasto Rzym, w którym starannie czczona jest cielesna obecność tego apostoła [Piotra]. . .” [3]

Ciekawe jest to, że Rzym otwiera drogę dla (ustępuje wielkiej nierządnicy) tylko w ostatnich dniach – czyli po rewolucji II SW. To dlatego wspomina o niej Apokalipsa. I to dlatego Pismo św. mówi o “upadku” Babilonu:

“I głosem potężnym tak zawołał: Upadł, upadł Babilon – stolica. I stała się siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt” (Ap 18:2).

Historycznie Babilon uważano za kryptonim Rzymu:

“Pozdrawia was ta, która jest w Babilonie razem z wami wybrana, oraz Marek, mój syn” (1 P 5:13).

Badacze Pisma wiedzą, że św. Piotr pisał list z Rzymu, który nazywa “Babilonem”. A zatem Rzym jest Babilonem i Babilon upadł. Ale jeśli upadł, to kiedyś stał mocny. Czy to nie jest prawdą? Bo przed upadkiem, Rzym (Babilon) był bastionem katolicyzmu I centrum chrześcijańśtwa – wielkim miastem.

“A Niewiasta, którą widziałeś, jest to Wielkie Miasto, mające władzę królewską nad królami ziemi” (Ap 17:18).

Ktoś może zapytać: “Jeśli Rzym jest ‘wielkim miastem’, to dlaczego Ap 11:8 mówi, że wielkie miasto jest miejscem gdzie ukrzyżowano naszego Pana, a którym jest Jerozolima?” Odpowiedź jest taka, że to nie mówi dokładnie że:

“A zwłoki ich [leżeć] będą na placu wielkiego miasta, które duchowo zwie się: Sodoma i Egipt, gdzie także ukrzyżowano ich Pana” [ang: (dwaj świadkowie) będą leżeć. . .]

Zauważmy, że odwrotnie do tego co twierdzili niektórzy, Apokalipsa nie mówi wyraźnie, że dwaj świadkowie (niektórzy uważają, że to odnosi się do Piotra i Pawła) zostają zabici w mieście gdzie ukrzyżowano naszego Pana. Zwróćmy uwagę, że fragment ten może znaczyć także, że wielkie miasto jest zwane Sodomą i Egiptem, nawet gdzie ukrzyżowano ich Pana. Inaczej mówiąc, wielkie miasto, Rzym, to “Sodoma” i “Egipt” tak daleko jak Jerozolima (gdzie ukrzyżowano ich Pana) z powodu ich rozpusty! To robi sens kiedy weźmiemy pod uwage to, że Rzym był znany z korupcji. Dlatego ten fragment nie mówi wyraźnie, jak niektórzy sugerują, że tym wielkim miastem musi być Jerozolima.

Inny pomysł jest taki, że Mistyczne Ciało Chrystusa jest krzyżowane w i z Rzymu obecnie, tak że w tym sensie byłoby właściwe powiedzieć, że Rzym jest miejscem gdzie krzyżuje się naszego Pana w Jego Mistycznym Ciele.

Wielkim miastem jest Rzym. Historycznie żadne inne miasto nie panowało nad królami ziemi tak jak Rzym, który ma duchowy i kościelny prymat, i któremu poddane są wszystkie narody.

Papież Leon XII, Quod Hoc Ineunte (# 6), 24.05.1824:

“Chodźcie więc do tej świętej Jerozolimy, kapłańskiego i królewskiego miasta, które święte miejsce Piotra uczyniło stolicą świata. Naprawdę panuje szerzej przez boską religię niż ziemską dominację“ [4].

I czy królowie ziemi chcą to zaakceptować czy nie, wszystkie istoty ludzkie muszą być podlegać sile duchowej KK, która (kiedy tam jest prawdziwy papież) wychodzi z Rzymu.

Papież Bonifacy VIII, Unam Sanctam, Nov. 18, 1302:

“A zatem oświadczamy, mówimy, postanawiamy i ogłaszamy, że dla każdej istoty ludzkiej dla zbawienia niezbędne jest być poddanym rzymskiemu papieżowi” [5].

Tak więc upadek wielkiego miasta jest upadkiem wiary katolickiej Rzymu. To nie upadek KK, bo ten może istnieć bez Rzymu.Może być zredukowany do resztki, jak przewidział nasz Pan kiedy mówi o końcu świata (Łk 18:8). Natomiast Rzym nie może istnieć bez katolicyzmu. Bez niego stanie się niczym więcej niż “siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt” (Ap 18:2).

Matka Boża z La Salette, 19.09.1846, uznane przez KK objawienie: “Rzym straci wiarę i stanie się siedliskiem antychrysta”.

3. Nierządnicą jest kobieta

“I ujrzałem Niewiastę pijaną krwią świętych i krwią świadków Jezusa, a widząc ją bardzo się zdumiałem.

I rzekł do mnie anioł: “Czemu się zdumiałeś? Ja ci wyjaśnię tajemnicę Niewiasty i Bestii, która ją nosi,

a ma siedem głów i dziesięć rogów” (Ap 17:6-7).

Jeśli prawdą jest, że ladacznicą z Babilonu jest fa łszywy KK, który rozpoczął się rewolucją II SW (co przygnębiająco pokazują dowody w tej książce), to robi sens, że ten apokaliptyczny byt opisany jest jako kobieta, żeby przeciwstawić ją innej kobiecie – jej antytezie – Kościołowi Katolickiemu.

Papież Bonifacy VIII, Unam Sanctam, 18.11.1302: ” Jedna jest gołębica moja, doskonała moja, jedynaczka matki mojej [ang: swojej], wybrana rodzicielki swojej” [Cant. 6:8]; co reprezentuje jedno ciało mistyczne, którego głową jest Chrystus, zaś głową Chrystusa Bóg” [6].

4. Nierządnicą jest matka

“A na jej czole wypisane imię – tajemnica: “Wielki Babilon. Macierz nierządnic i obrzydliwości ziemi” (Ap 17:5).

Katolicy zawsze mówili o Kościele jako ich matce.

Papież Leon XIII, Satis Cognitum (# 16), 29.06.1896:

“Miłujmy Pana naszego Boga; miłujmy Jego Kościół; Pana jako naszego Ojca, Kościół jako naszą Matkę” [7].

Papież Pius XI, Mortalium Animos (# 11), 6.01.1928:

“Bo jeśli, jak ciągle mówią, tęsknią za zjednoczeniem z Nami i naszymi, to dlaczego nie spieszą się by wejść do Kościoła, ‘Matki i ulubienicy wszystkich wiernych Chrystusa’?” [8]

Papież Pius XII, Mystici Corporis Christi (# 55), June 29.06.1943:

“W każdym razie św. Matka nasza jaśnieje wolna od wszelkiej skazy w Sakramentach, którymi rodzi i karmi dzieci swoje, we wierze, którą zawsze nienaruszoną chowa. . .” [9] [http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/encykliki/mystici_corporis_29061943.html]

Istotnie KK specyficznie jest nazywany “matką i ulubienicą” wszystkich kościołów (tzn. wszystkich partykularnych kościołów w jedności z powszechnym KK).

Papież Leon XIII, Exeunte Iam Anno (# 2), 25.12.1888:

“. . . Kościół Rzymski, matka i ulubienica wszystkich Kościołów. . .” [10]

Jest dość oczywiste, że Apokalipsa opisuje nierządnicę babilońską jako “matkę nierządu”, bo antykościół przejmuje Rzym, gdzie normalnie Matką Kościołem kieruje prawdziwy papież. Rzym stał się matką nierządnicą w prawie powszechnym fałszywym KK ostatnich dni. I to widzimy w działaniu: apostazja i nierząd duchowy antyościoła rozpoczyna się od Rzymu, i szerzy się do wszystkich lokalnych kościołów fałszywej sekty. Na przykład indyferentyzm religijny praktykowany w Rzymie szerzy się na resztę fałszywego Kościoła.

A zatem, skoro KK jest naszą ukochaną Matką, to ladacznica jest matką nierządu. A skoro KK jest Matką wszystkich wiernych Chrystusa, to nierządnica jest matką niewiernych Chrystusowi, czyli tych, którzy porzucili Kościół i przyjęli nową posoborową religię.

5. Nierządnica ubrana jest w purpurę i szkarłat

“A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu” (Ap 17:4).

“Biada, biada, wielka stolico, odziana w bisior, purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perłę” (Ap 18:6).

Jest to chyba jeden z najbardziej ujawniających wersetów Apokalipsy. W KK biskupi są ubrani w purpurę i kardynałowie w szkarłat (czerwień)! Zauważmy, że oni ubrani są w te kolory “wokół” (wokół talii).

zdjęcie: W Watykanie kardynałowie (w szkarłacie na górze), biskupi (w purpurze na dole)

Decydując się opisać nierządnicę babilońską jako kobietę “ubraną w bisior, purpurę i szkarłat”, Pan Bóg daje nam wyraźną wskazówkę, że nierządnica ubrana jest w kolory prawdziwego episkopatu i kardynalatu. Bóg daje wyraźną wskazówkę, że nierządnica ubrana jest w te kolory, bo od zewnątrz wydaje się być prawdziwym Kościołem Chrystusa – ma diecezje, hierarchię, posiadłości Kościoła, ornaty, ceremonie, “sakramenty”, “papieża” itd. – ale od wewnątrz jest fałszywką. Jest to idealny opis Kościoła soborowej sekty, antykościoła końca czasów, który ubrany jest w kolory katolicyzmu (i dla większości tak wygląda), wewnątrz jest fałszywą odszczepieńczą religią.

6. W prawej ręce nierządnica ma złoty puchar

“A Niewiasta była odziana w purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perły, miała w swej ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu” (Ap 17:4).

Od księży sprawujących w KK Najświętszą Ofiarę Mszy wymaga się by używali, jeśli możliwe, pucharu ze złota. Nie jest przypadkiem to, że nierządnica ma w ręce złoty puchar. Nierządnica, jak zwykle, naśladuje, postępuje i udaje że jest KK, ale nim nie jest. Ksiądz katolicki ofiaruje złoty puchar pełen Najświętszej Krwi naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Nierządnica ofiaruje puchar (kielich) pełen obrzydliwości i brudów – nieważne wino Nowej Mszy!

W szczególności ten werset odnosi się do Novus Ordo Missae (Nowej Mszy), która nie zawiera Krwi Jezusa Chrystusa, lecz ofiarę która w Jego oczach jest obrzydliwością.

“Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie!” (Ap 18:6).

Wyraz ‘przyrządzać’ oznacza ‘mieszać’ [11]. Podczas katolickej Mszy Kościół miesza w kielichu wodę z winem.

Papież Eugeniusz IV, Sobór Florencki, Sesja 8, 22.11.1439, “Exultate Deo“: “Mówi bowiem błogosławiony Aleksander papież, piąty po św. Piotrze: „W ofiarach sakramentów, które podczas Mszy składane są Panu, należy ofiarować tylko chleb i wino zmieszane z wodą. Nie wolno w kielichu Pańskim ofiarować ani samego wina, ani samej wody, lecz jedno zmieszane z drugim, ponieważ się czyta, że jedno i drugie, to jest krew i woda, wypłynęły z boku Chrystusa”. Ponadto zgadza się to z symbolicznym oznaczeniem skutku tego sakramentu, którym jest zjednoczenie chrześcijańskiego ludu z Chrystusem. Woda bowiem, zgodnie z Apokalipsą, oznacza lud: Wody liczne, ludy liczne [Ap 17:15]. Papież Juliusz, drugi po św. Sylwestrze, mówi: „Kielich Pański, według przepisu kanonów, winien być ofiarowany z winem zmieszanym z wodą, ponieważ przez wodę obrazowo rozumiemy lud, a przez wino krew Chrystusa; gdy więc w kielichu miesza się wino i woda, lud jednoczy się z Chrystusem, i rzesza wiernych łączy się i zespala z Tym, w którego wierzy”. [12] [http://soborowa.strefa.pl/code-19/]

Symbolizm Ap 18:6 – mieszanie w kielichu – nie może być bardziej oczywiste bez ujawnienia tajemnicy tego wersetu. Jest to oczywiste odniesienie do Mszy, która została całkowicie wypaczona przez nierządnicę.Ona nie ma nic do ofiarowania Bogu w kielichu oprócz brudu i obrzydliwości (Ap 17:4). Ponadto ten werset (18:6) wskazuje na specyficzny moment we Mszy, mieszania wina z wodą. Ten ruch mieszania oznacza unię chrześcijan z Chrysusem (KK), jak określił papież Eugeniusz IV na Soborze Florenckim. Jak pokazaliśmy, takie jest dokładne znaczenie, które usunięto z poświęcenia w Nowej Mszy, uznając je za nieważne!

Dlatego w tym samym wersecie Pan Bóg ujawnia, że nierządnica prowadzi ogromne duchowe cudzoóstwo w dziedzinach które Mszę katolicką i KK uważa się za całość. Jest to zaskakujący opis sekty soborowej: antykościoła ostatnich czasów.

cdn

Źródło: portal katolicki (nie mylić z judeochrześcijańską sektą soborową) http://www.mostholyfamilymonastery.com/ ... alypse.php

Data publikacji: 23.03.2013

Tłumaczenie: Ola Gordon

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/czy-p ... -1-2017-02

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 05 cze 2017, 09:32 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Bugnini - architekt NOM (Novus Ordo Missae)


Arcybiskup Bugnini – wielki architekt rewolucji – Michael Davies


„Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”

Dietrich von Hildebrand, The Devastated Vineyard



Abp Bugnini urodził się w Civitella de Lego we Włoszech w roku 1912. W roku 1928 rozpoczął studia teologiczne w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, w którym wyświęcony został na kapłana w roku 1936. Przez dziesięć lat pracował w parafii na przedmieściach Rzymu, a następnie, w latach 1947-1957 zaangażował się w działalność publicystyczną i wydawniczą swego instytutu. W roku 1947 zaczął również angażować się w specjalistyczne studia liturgiczne, gdy rozpoczął trwający 21 lat okres jako dyrektor Ephemerides liturgicae, jednego z najbardziej znanych włoskich publikacji liturgicznych. Wniósł wkład do wielu publikacji naukowych, pisał artykuły na temat liturgii dla wielu encyklopedii i słowników i opublikował wiele książek zarówno naukowych jak i popularnych.

W roku 1948 ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem powołanej przez Piusa XII Komisji ds. Reformy Liturgicznej. W roku 1949 mianowany został wykładowcą liturgiki na uniwersytecie papieskim Propaganda Fide, w 1955 objął takie samo stanowisko w Papieskim Instytucie Muzyki Sakralnej, w 1956 mianowany został doradcą Kongregacji Rytów a w dwa lata później wykładowcą liturgiki na Uniwersytecie Laterańskim.

Następnie, w roku 1960 objął stanowisko, które umożliwiło mu wywarcie ważnego, jeśli nie decydującego wpływu na historię Kościoła, mianowany został Sekretarzem Liturgicznej Komisji Przygotowawczej przed II Soborem Watykańskim[1]. Był on głównym inspiratorem schematu przygotowawczego, dokumentu, który miał zostać przedstawiony do dyskusji ojcom soborowym. Carlo Falconi, były ksiądz, który porzucił Kosciół, pozostaje jednak w bliskim kontakcie ze swymi przyjaciółmi w watykanie, nazywał schemat przygotowawczy „szkicem Bugniniego”[2]. Jest to niezwykle ważne świadectwo w obliczu faktu, ze, jak podkreślano we własnym biuletynie msgr Bugniniego „Notitiae”, Konstytucja o liturgii, którą ojcowie ostatecznie przyjęli, była zasadniczo identyczna ze schematem przygotowawczym, opracowanym przez Komisję Przygotowawczą[3].

Według o. P.M. Gy OP, francuskiego liturgisty, który był konsultantem przedsoborowej Komisji Liturgicznej, ks. Bugnini:

„(…) jako Sekretarz był doskonałym wyborem. Był on sekretarzem komisji ds. reformy powołanej przez Piusa XII. Był utalentowanym organizatorem, obdarzonym otwartym, duszpasterskim duchem. Wielu ludzi zauważyło jak, z kard. Cicognani, był on w stanie nasycać dyskusję wolnością ducha, zalecaną przez Jana XXIII”[4].

Ks. Bugnini napisał długi artykuł opisujący pracę Komisji, opublikowany w L’Osservatore Romano 1 kwietnia 1962 roku.

Schematowi Bugniniego nadany został ostateczny kształt i zaakceptowany on został na sesji plenarnej Liturgicznej Komisji Przygotowawczej w głosowaniu przeprowadzonym 13 stycznia 1962. Jednak już na tym etapie, Przewodniczący Komisji osiemdziesięcioletni kardynał Gaetano Cicognani potrafił przewidzieć niebezpieczeństwa tkwiące w pewnych jego ustępach. O. Gy pisze: „Program reformy był tak rozległy, że Przewodniczący, kard. Gaetano Cicognani, wahał się”[5]. Gdyby kardynał nie został przekonany do podpisania schematu, zostałby on zablokowany. Jego podpis był konieczny, nawet w przypadku aprobaty większości członków Komisji. Ks. Bugnini musiał działać. Uzyskał natychmiast dostęp do Jana XXIII, który zgodził się interweniować. Wezwał kard. Amleto Ciognaniego, swego Sekretarza Stanu i młodszego brata Przewodniczącego Komisji Liturgicznej i polecił mu odwiedzić brata i nie wracać, zanim schemat zostanie podpisany. Kardynał spełnił to polecenie.

„Później peritus Liturgicznej Komisji Przygotowawczej powiedział, że kardynał niemal płakał gdy machał dokumentem w powietrzu i mówił: ‘Chcą, żebym to podpisał, nie wiem jednak, czy ja tego chcę’. Potem położył dokument na biurku, wziął pióro i podpisał go. Cztery dni później zmarł”[6].

Schemat Bugniniego został uratowany – w samą porę. Za zgodą Jana XXIII ks. Bugnini zwolniony został ze swych obowiązków na Uniwersytecie Laterańskim i usunięty ze stanowiska Sekretarza Liturgicznej Komisji Przygotowawczej[7]. Powody, które skłoniły papieża do podjęcia tego kroku nie zostały wyjawione, musiały być jednak najpoważniejszej natury, by skłonić tego tolerancyjnego papieża do działania publicznie w tak drastyczny sposób wobec księdza zajmującego tak wpływowe stanowisko w przygotowaniu Soboru. W książce Pope John and his Council, dzienniku z okresu pierwszych sesji Vaticanum II, Carlo falconi potępia usunięcie ks. Bugniniego jako krok wstecz, dodaje jednak:

„jak by nie było, Bugniniemu udało się przepchnąć swój schemat aż do soboru i ciekawe będzie zobaczyć, czy zostanie on zatwierdzony, a bardziej jeszcze czy schemat wygnanego Sekretarza Komisji Liturgicznej otworzy drogę do sukcesu innym schematom o progresywnym charakterze”[8].

Usunięcie ks. Bugniniego porównać można do zamknięcia drzwi stajni, gdy konie już uciekły. Korzystne byłoby, gdyby ks. Bugnini mianowany został Sekretarzem Komisji Soborowej (stanowisko to przypadło ks. Ferdinandowi Antonelliemu OFM), mógłby wówczas przepchnąć swój schemat na soborze – ale nie to miało zasadnicze znaczenie. Ważny był sam schemat i obawy Falconiego były bezpodstawne. Dla ojców soborowych przygotowane zostały 72 schematy przygotowawcze, owoc najbardziej drobiazgowego i metodycznego przygotowania na sobór w całej historii Kościoła[9]. Jednak schematy te były tak ortodoksyjne, że liberałowie nie mogli ich zaakceptować – nawet jako punktu wyjściowego do dyskusji. Za namową o. Edwarda Schillebeeckxa OP, urodzonego w Belgii wykładowcy dogmatyki na Uniwersytecie Katolickim w Nijmegen, zostały one odrzucone za jednym wyjątkiem, jaki stanowił schemat Bugniniego. Schemat ten Schilleebeckx uznał za „godny podziwu”[10].

„Notitiae” przypomniały o tym z nieskrywaną satysfakcją w roku 1972, podkreślając, że schemat przygotowawczy Bugniniego był jedynym, który został przegłosowany bez wprowadzenia do niego istotnych zmian[11].

Wiltgen komentuje:

„(…) spora liczba biskupów i peristi z krajów reńskich mianowana została przez Jana XXIII do liturgicznej komisji przygotowawczej. W rezultacie udało im się zaszczepić swe idee w schemat i zyskują aprobatę dla tego, co uważali za bardzo pożądany dokument”[12].

Odnośnie do innych schematów, msgr Lefebvre pisze:

„Wiecie co zdarzyło się na soborze. W dwa tygodnie po jego otwarciu nie pozostał ani jeden schemat przygotowawczy, ani jeden! Wszystkie zostały odrzucone i wrzucone do kosza na śmieci. Nie pozostało z nich nic, ani jedno zdanie. Wszystkie zostały wyrzucone”[13].

Konstytucję o liturgii omówiłem szczegółowo w rozdziale XVI mojej książki Pope John’s Council. W niniejszym rozdziale pragnę zwrócić uwagę na liczne bomby zegarowe, dwuznaczne sformułowania, które mogły być później wykorzystane przez liberałów po soborze w sposób, którego nigdy nie przewidzieli ojcowie soborowi, gdy głosowali nad tą konstytucją. Sojusz Reński naciskał na powołanie posoborowych komisji, które posiadałyby władzę interpretowania soboru, gdyż „obawiał się, że postępowe środki przyjęte przez sobór mogłyby zostać zablokowane przez siły konserwatywne otaczające papieża, skoro tylko ojcowie soborowi powrócą do swych domów”[14].

Kard. Heenan przestrzegał przed niebezpieczeństwem udzielenia soborowym periti władzy interpretowania soboru światu. „Niech Bóg broni, by tak się stało”, powiedział ojcom[15]. A jednak tak się właśnie stało. Członkowie tych komisji zostali „wybrani z aprobatą papieża, w większości przypadków, spośród soborowych periti. Zadaniem komisji jest wcielenie w życie dekretów soborowych (…) i, gdy to konieczne, tłumaczenie konstytucji, dekretów i deklaracji soborowych”[16].

5 marca 1964 L’Osservatore Romano zapowiedziało powołanie Komisji ds. Wdrażania Konstytucji o liturgii, która stała się znana pod nazwą Consislium. Początkowo członkami jej byli w przeważającej mierze członkowie Komisji, którzy pracowali nad schematem przygotowawczym. Ks. Bugnini mianowany został jej Sekretarzem 29 lutego 1964 roku.

W teorii, Consilium było organem doradczym i reformy, jakie obmyśliła, miały być wdrażane przez Kongregację Dyscypliny Sakramentów czy Kongregację Rytów. Kongregacje te ustanowione zostały jako część reformy Kurii Rzymskiej przedsięwziętej przez Pawła VI i promulgowanej jego Konstytucją Apostolską Regimini Ecclesiae Universae z 15 sierpnia 1967 roku. Wpływy ks. Bugniniego wzrosły, gdy mianowany został Podsekretarzem Kongregacji Rytów[17]. Jednak Paweł VI promulgował inną jeszcze Konstytucję Apostolską, Sacra Rituum Congregatio ( z 8 maja 1969), która podzieliła Kongregację Rytów na Kongregację Kultu Bożego oraz Kongregację ds. Świętych[18]. Krok ten miał miejsce niemal natychmiast po promulgowaniu Novus Ordo Missae 3 kwietnia 1969 roku Konstytucją Apostolską Missale Romanum. Konstytucja Sacra Rituum Congregatio kładła również kres istnieniu Consilium jako odrębnego ciała. Zostało ono wcielone do Kongregacji Kultu Bożego jako specjalna komisja, która zachowała swych członków i doradców i miała istnieć aż do zakończenia dzieła reformy liturgicznej[19]. „Notitiae”, oficjalny biuletyn Consilium, stał się organem nowej Kongregacji[20]. Ks. Annibale Bugnini mianowany został Sekretarzem nowej Kongregacji i stał się bardziej wpływowy, niż kiedykolwiek. Wcale nie będzie przesadą twierdzenie, że tak naprawdę to Consilium, czyli ks. Bugnini, przejął kontrolę nad Kongregacją Kultu Bożego. „Notitiae” z kwiecień-czerwiec zapowiadały nominację ks. Gugniniego i stwierdzały:

„Ten numer Notitiae pojawia się pod koerownictwem nowej Kongregacji Kultu Bożego. Papież Paweł VI, pod koniec Konsystorza 28 kwietnia, ogłosił i nadał temu oficjalny charakter Konstytucją Apostolską ‘Święta Kongregacja Rytów’ z 8 maja. Nowa Kongregacja będzie kontynuowała, na silniejszym fundamencie prawnym, z większą efektywnością i odnowionym zaangażowaniem, dzieło dokonane przez Consilium podczas ostatnich 5 lat, łącząc się z soborem, jego komisją przygotowawczą i całym ruchem liturgicznym (…) Consilium kontynuuje [swe prace] jako konkretna komisja Kongregacji aż do ukończenia dzieła reformy”.

Ks. Bugnini znajdował się teraz na najbardziej wpływowym stanowisku, umożliwiającym mu skonsolidowanie i rozszerzenie rewolucji, której był inspiratorem i zasadą ciągłości. Nominalni zwierzchnicy komisji, kongregacji i Consilium przychodzili odchodzili – kard. Lercaro, kard. Gut, kard. Tabera, kard. Knox – jednak ks. Bugnini zawsze pozostawał. Jego zasługi nagradzane były poprzez wyniesienie go na stanowisko tytularnego arcybiskupa Diocklentiany, co zostało ogłoszone 7 stycznia 1972. Około roku 1974 był on już w stanie chwalić się, że jego reforma liturgiczna „poważnym zwycięstwem Kościoła katolickiego”[21]. Jak wyjaśnił, reforma ta podzielona była na cztery etapy – po pierwsze, przejście od łaciny do języków narodowych, po drugie, reformę ksiąg liturgicznych, po trzecie, tłumaczenie ksiąg liturgicznych, i po czwarte „adaptacja lub ‘wcielenie’ rzymskiej formy liturgii w zwyczaje czy mentalność każdego indywidualnego Kościoła”[22]. Proces ten (który oznaczałby całkowite wyeliminowanie wszelkich pozostałości po rycie rzymskim) już się rozpoczął, jak stwierdził, i będzie „kontynuowany z rosnącą troską i przygotowaniem”[23].

Następnie, w chwili, gdy jego władza osiągnęła zenit, abp Bugnini został w trybie natychmiastowym zdymisjonowany, ku konsternacji liberalnych katolików na całym świecie, cała jego Kongregacja została rozwiązana i połączona z Kongregacją ds. Sakramentów na mocy Konstytucji Apostolskiej Pawła VI Constans nobis, opublikowanej w L’Osservatore Romano (wersja angielska) 31 lipca 1975. Nowa Kongregacja miała nosić nazwę Kongregacja Sakramentów i Kultu Bożego. Prefektem jest został kard. Knox, msgr Innocenti Sekretarzem, a msgr Mognoni Podsekretarzem sd sakramentów, z kolej msgr Noe Podsekretarzem ds. Kultu Bożego. Nazwisko Bugniniego nie pojawiło się na liście nominacji. Liberałowie na całym świecie byli przerażeni. Angielski „The Tablet” i jego ekstremalnie liberalny amerykański odpowiednik National catholic Register, zamieściły pełen oburzenia artykuł D. O’Grady’ego:

„Abp Bugnini, który jako Sekretarz rozwiązanej Kongregacji Kultu Bożego był kluczową postacią w reformie liturgicznej Kościoła, nie jest członkiem nowej Kongregacji. Podczas planowania jej nie zaciągnięto również jego rady, pomimo jego wieloletniego doświadczenia. Dowiedział się o jej utworzeniu podczas wakacji w Fiuggi (…) Nagły sposób, w jaki zostało to przeprowadzone, nie wróży dobrze linii reprezentowanej przez Bugniniego wsparcia dla reformy we współpracy z lokalnymi hierarchiami. (…) Mgsr Bugnini postrzegał kolejne dziesięć lat reformy jako dotyczące zasadniczo inkorporowaniu lokalnych zwyczajów do liturgii (…) Uosabiał ciągłość posoborowej reformy liturgicznej”[24].

„L’Osservatore Romano” zamieściła następujące ogłoszenie w swej edycji anglojęzycznej z 15 stycznia 1976: „5 stycznia: Ojciec Święty mianował Nuncjuszem Apostolskim w Iranie Jego Ekscelencję Najczcigodniejszego Annibale Bugniniego CM, tytularnego arcybiskupa Dioclentiany”. Było w sposób oczywisty fikcyjne stanowisko, które miało zamaskować fakt, iż Bugnini został wypędzony.

W swej książce The Devastated Vineyard, opublikowanej w roku 1973, Dietrich von Hildebrad słusznie zauważył, że: „Zaprawdę, gdyby któremuś z diabłów książki C.S. Lewisa Listy starego diabła do młodego powierzone zostało zadanie zrujnowania liturgii, nie mógłby zrobić tego lepiej”[25].

Jest to stwierdzenie oparte na obiektywnej ocenie samej reformy. Jest rzeczą bezdyskusyjną, że niezależnie od tego, czy ryt rzymski zniszczony został celowo czy też nie, jego zniszczenie pozostaje faktem. Jeśli rezultat ten jest po prostu wynikiem błędnych decyzji mających dobre intencje ludzi, obiektywny fakt pozostaje nie zmieniony, nie mogły one zniszczyć rytu rzymskiego skuteczniej, gdyby uczynili to rozmyślnie. Jednak gruntowność zniszczenia skłoniła wielu do wątpienia, czy rzeczywiście mógł to być jedynie wynik błędnych decyzji podjętych przez ludzi o dobrych intencjach. Nie było wielką niespodzianką gdy, w kwietniu 1976 roku, Tito Casini, jeden z czołowych włoskich publicystów katolickich, publicznie oskarżył msgr Bugniniego o przynależność do masonerii[26]. 8 października 1976 „Le Figaro” opublikowała raport stwierdzający, iż msgr Bugnini zaprzeczył, by kiedykolwiek miał związki z masonerią.

Przeprowadziłem własne dochodzenie w tej sprawie i mogę ręczyć za autentyczność następujących faktów.

Pewien bardzo szanowany rzymski kapłan wszedł w posiadanie dowodu, który dowodził według niego przynależności msgr Bugniniego do masonerii. Złożył te informacje w ręce Pawła VI wraz z ostrzeżeniem, że jeśli nie zostaną podjęte żadne kroki, będzie się on czuł związany w sumieniu upublicznić całą sprawę. Wkrótce potem msgr Bugnii został zwolniony a cała jego kongregacja rozwiązana. Aby zweryfikować te informacje nawiązałem kontakt z owym księdzem przez naszego wspólnego znajomego, włoskojęzycznego kapłana, który jest uczonym o międzynarodowej renomie. Zapytałem go, czy byłoby możliwe opublikować szczegóły dowodu przesłanego papieżowi – i otrzymałem następującą odpowiedź:

„Żałuję, że nie jestem w stanie spełnić Pana prośby. Tajemnica, która musi otaczać oskarżenie (w konsekwencji którego msgr Bugnini zmuszony został do odejścia) jest ‘ściśle tajna’ i taką musi pozostać. Z wielu powodów. ‘Fakt”, że wspomniany Monsinore został natychmiast usunięty ze swego stanowiska wystarcza. Oznacza to, ze ‘argumenty’ były bardziej niż przekonujące”[27].

Fakty, które zdołałem ustalić, nie stanowią dowodu, że abp Bugnini był masonem. Udało mi ustalić, że dokumentacja dowodząca jego przynależności do masonerii złożona została w ręce Pawła VI, który wkrótce zdymisjonował Arcybiskupa i wygnał go do Iranu. Jest teoretycznie możliwe, że Paweł VI podjął już decyzję o zdymisjonowaniu Arcybiskupa i rozwiązaniu jego kongregacji z jakichś powodów całkowicie nie związanych z dyskutowanym tu dowodem. Jednakże mamy tu do czynienia z nieco zbyt rażącym zbiegiem okoliczności i należy zbadać wszystkie alternatywne wyjaśnienia.

Osobiste zaprzeczenie przez msgr Bugniniego przynależności do masonerii musi być postrzegane w świetle jego zaprzeczenia, że protestanci odegrali jakąkolwiek rolę przy tworzeniu Novus Ordo Missae:

„Jaką rolę w Consilium odgrywali ‘Obserwatorzy’? Nie czynili nic więcej, poza obserwowaniem. Przede wszystkim uczestniczyli oni jedynie w spotkaniach studyjnych. Po drugie, zachowywali się z nieskazitelną dyskrecją. Nigdy nie włączali się do dyskusji i nigdy nie prosili o głos”[28].

Zadałem sobie trud napisania bezpośrednio do jednego z owych obserwatorów, który zapewnił mnie, że odgrywali oni bardzo aktywną rolę podczas spotkań studyjnych, które były całkowicie dla wszystkich i podczas których można było bardzo szczerze wymieniać poglądy. Kompletną dokumentację odnośnie do roli obserwatorów zamieściłem w Dodatku III.

Podobny incydent wydarzył się odnośnie do niesławnego artykułu 7 Wprowadzenia Ogólnego do Mszału Rzymskiego. Następujące świadectwo, przedstawione przez nie żyjącego już kard. Journeta, opublikowane zostało w „La Pensee Catholique”:

„Bugnini zaniósł proponowany tekst Ordo Missae oraz Wprowadzenia Ogólnego Ojcu Świętemu. Papież powiedział, że ograniczy się do zbadania samego tekstu Ordo Missae i polecił Bugniniemu przedłożyć Wprowadzenie Ogólne Kongregacji Nauki Wiary. Jednakże, w akcie bezprecedensowego[29] nieposłuszeństwa, Bugnini wydrukował tekst Wprowadzenia nie przedstawiwszy go Kongregacji.

Gdy papież dowiedział się w tym samym czasie o pierwszych pełnych zgorszenia reakcjach pewnych kardynałów Kurii, płakał nad nim z żalu, wstydu i gniewu. Kardynał widział to na własne oczy. Zdecydował opublikować nową wersję, ale inna została już wydana i trafiła do obiegu. Gdy wyraziłem zdziwienie, że papież nie ogłosił publicznie potępienia (Wprowadzenia Ogólnego), kardynał podniósł jedynie ręce i odpowiedział: ‘Alas!’”[30][31].

Amerykański kapłan, o. Milan Mikulich OFM zaświadcza, że odkrył błąd o poważnych implikacjach doktrynalnych w oficjalnej angielskiej wersji Ordo MIssae i przedłożył go kard. Franjo Seperowi, Prefektowi Kongregacji Nauki Wiary (obaj byli Chorwatami). Kard. Seper zgodził się, że błąd był poważny i że powinien zostać natychmiast poprawiony. O. Mikulich uzyskał osobistą audiencję u abpa Bugniniego, który obiecał, że dokonana zostanie stosowna poprawka. O. Mikulich pisze: „Powstaje więc pytanie: czy rzeczywiście zażądał on wprowadzenia tej poprawki, czy też został zignorowany przez biuro ICEL. Tylko on może udzielić na nie odpowiedzi”[32].

W książce Pope John’s Council zauważyłem, że moje krytyczne stanowisko wobec reformy liturgicznej nie opiera się w żadnej mierze na twierdzeniu, że abp Bugnini był masonem[33]. Stanowisko moje oparte jest wyłącznie na samej reformie oraz skutkach, jakie wywarła ona na życiu Kościoła. Nawet gdyby można było dowieść, że – nie będąc masonem – Arcybiskup jest w istocie jednym z najbardziej szczerych i oddanych katolików w obecnym wieku, moje stanowisko wobec Novus Ordo MIsaae nie zmieniłoby się w niczym. To, że abp Bugnini zniszczył ryt rzymski jest łatwo weryfikowalnym faktem historycznym. Jak zauważył dr von Hildebrand, nawet sam diabeł nie potrafiłby zrobić tego lepiej. To, czy przy tym dziele zniszczenia kierował się dobrymi czy złymi intencjami jest bez wątpienia interesujące, stąd niniejszy rozdział, nie ma jednak wpływu na obiektywny stan rzeczy. Oczywistą analogią jest ofiara wypadku samochodowego. Policja może oskarżyć kierowcę który go zabił o prowadzenie pod wpływem alkoholu. Kierowca może zostać uniewinniony lub uznany za winnego, w żadnym jednak przypadku nie zmieni to faktu, że jego ofiara jest martwa. W tym przypadku, jak zaświadcza ultraliberalny liturgista ks. Gelineau: „Ryt rzymski, taki jaki znaliśmy, już nie istnieje. Został zniszczony”[34].

Kościół soborowy w oczywisty sposób przywiązuje wielkie znaczenie do przekonania ogółu wiernych że w żadnym momencie swej kariery abpa Bugniniego nie podejrzewano w najmniejszym nawet stopniu o nic ani nie padł on ofiarą żadnych sankcji. Jego własny periodyk, „Notitiae”, stwierdził w numerze z lutego 1972, jako wyraz uznania po udzieleniu mu sakry biskupiej, że został on mianowany wykładowcą liturgiki duszpasterskiej Na Uniwersytecie Laterańskim w roku 1957[35]. Jak pokazałem w tym rozdziale, został on zwolniony z tych obowiązków w roku 1962, za zgodą Jana XXIII. Katolicki świecki był w stanie obejść cenzurę narzuconą katolickim mediom oskarżając abpa o powiązania z Masonerią w liście do (londyńskiego) „Daily Telegraph” z 1 grudnia 1975 roku. Następnego dnia pojawiła się odpowiedź z msgr George’a L. Leonarda, głównego oficera informacyjnego katolickiego Biura Informacyjnego. Stwierdzało się w nim, że świecki ów był „zmanipulowany i niedoinformowany”. Uzasadnienie podane przez msgr Leonarda brzmiało jak następuje:

„Papieski Uniwersytet laterański posiada swój własny personel. Abp Bugnini nigdy nie był tam wykładowcą a w konsekwencji nigdy nie został odwołany jak sugeruje wasz korespondent. Jest on traktowany przez wszystkie szanowane władze jako ekspert liturgiczny o najwyższych kwalifikacjach. Pisze on o kulcie Bożym w oficjalnych publikacjach Watykanu”.

Tak więc mówi Kościół soborowy.

Podczas gdy abpa Bugniniego uznać należy za odpowiedzialnego za reformę liturgiczną w tym sensie, że był on niejako jej siłą napędową, nie może to zmienić faktu, że Paweł VI musi przyjąć odpowiedzialność za Novus Ordo Missae. Papież musi zaakceptować to, co nazywa się ‘wyłączną odpowiedzialnością’ za wszystkie oficjalne zmiany. Niezależnie od tego, czy mu się one podobały czy też nie, autoryzował je, i nie potępiał ani odrzucał. Jednak w odniesieniu do jego wyłącznej odpowiedzialności jasne jest, że papież nie tylko zatwierdzał oficjalne zmiany, ale był ich entuzjastą. Wychwalał je, bronił ich i potępiał tradycjonalistów, którzy ich nie przyjmowali. Opatrznościowo, nie posunął się do zaangażowania w pełni swego papieskiego autorytetu by zakazać celebracji Mszy Trydenckiej w sposób, który byłby prawnie (jeśli nie moralnie) wiążący. Stąd błędem byłoby wyciąganie wniosku z tego rozdziału, że Paweł VI zatwierdził nową Mszę raczej ze słabości niż z przekonania. Zostało to potwierdzone przez ks. Gottardo Pasqualetti, który był sekretarzem abpa Bugniniego w latach 1964-1975, był więc w stanie śledzić, krok po kroku, wdrażanie reformy liturgicznej. W wywiadzie opublikowanym 3 kwietnia 1980 roku we włoskim periodyku „Il Settimanale” zadano mu pytanie: „W jakim stopniu Paweł VI uczestniczył w reformie liturgicznej?”. Ks. Pasqualetti odpowiedział:

„Myślę, że ma wątpliwości, ze reforma liturgiczna jest wielkim dziełem Pawła VI. Korzystał on z pracy i opinii kardynałów, biskupów oraz doradców Consilium, które sam powołał dla wdrażania Konstytucji o liturgii. Poza tym konsultował się z biskupami przy okazji Synodu w roku 1967, również w kwestii Liturgii Godzin chciał poznać zdanie każdego biskupa. Tak samo postąpił w przypadku innych ważnych aktów, jak w kwestii wprowadzenia praktyki kładzenia konsekrowanego chleba na dłoni komunikowanego. Podczas tworzenia schematu przygotowawczego jak również w ostatnich etapach pracy, Paweł VI osobiście studiował kwestie i proponował rozwiązania. W archiwach znajdują się niezaprzeczalne dowody jego uwag, obserwacji, uwag pisanych jego własną ręką wyrażających jego wolę lub jego aprobatę. Ponadto śledził on wdrażanie reformy z duszpasterską wrażliwością i zrozumieniem; odprawiał nową liturgię i gdy to było konieczne, interweniował odważnymi i historycznymi decyzjami, jak rozszerzenia zakresu używania języków narodowych na całą liturgię i w zatwierdzeniu nowych Modlitw Eucharystycznych”.

Tak więc, choć słusznie nazwać można abpa Bugniniego Wielkim Architektem Rewolucji Liturgicznej, która zniszczyła ryt rzymski, sprawiedliwość wymaga by odpowiedzialność za tę rewolucję spoczywa bezpośrednio na barkach Pawła VI, co usprawiedliwia i wyjaśnia tytuł niniejszej książki „Nowa Msza Pawła VI”.

Uzupełnienie

Już po złożeniu niniejszego rozdziału w „Homiletic and pastoral Review” z maja 1980 ukazał się ostry atak na moją osobę autorstwa abpa Bugniniego. Stwierdził on, że jestem kłamcą i że mam znajomych, którzy są „zawodowymi kłamcami”. Zaprzeczył, jakoby „w reformie liturgicznej znajdowało się choć jedno zdanie, które podawałoby w wątpliwość wiarę w Eucharystię”. Nigdy nie twierdziłem, że oficjalny łaciński tekst Novus Ordo MIssae zawiera formalną herezję. Twierdzę natomiast, ze wiara w ofiarnych charakter Mszy został poważnie rozmyta poprzez pominięcia i mętną frazeologię, co wyjaśnimy w następnym rozdziale niniejszej książki. Jeśli Wprowadzenie Ogólne postrzegane jest jako część reformy liturgicznej, z pewnością podaje ona w wątpliwość katolickie nauczanie eucharystyczne.

W swym liście abp Bugnini powtórzył swe zaprzeczenie z roku 1976, jakoby kiedykolwiek był członkiem masonerii, zaprzeczenie, na które zwracałem uwagę w tym rozdziale. Chciałbym podkreślić, iż nigdy nie twierdziłem, że potrafię udowodnić przynależność Arcybiskupa do masonerii, a jedynie że został on zwolniony przez Pawła VI, ponieważ papież uważał go za masona. Arcybiskup uznał ten fakt osobiście w swych wydanych pośmiertnie wspomnieniach z reformy liturgicznej, opublikowanych po włosku w roku 1983 a po angielsku w 1990. Na stronie 93 wspomina on o swym liście do „Homiletic” potępiającym mnie jako oszczercę, jednak na stronach 90 i 91 stwierdza dokładnie to samo, o czym ja pisałem. Odnosząc się do swego zwolnienia i rozwiązania Kongregacji Kultu Bożego, napisał:

„Jakie powody popchnęły papieża do tak drastycznej decyzji, której nikt nie oczekiwał i która ma tak poważne konsekwencje dla Kościoła? Napisałem we Wstępie do tej książki, że ja sam nigdy nie poznałem tych powodów z całkowitą pewnością, choć, co zrozumiałe w tej przykrej sytuacji, pukałem do wielu drzwi na wszystkich szczeblach (…) Pod koniec lata kardynał, który zazwyczaj nie był nastawiony entuzjastycznie do reformy liturgicznej powiedział mi o istnieniu ‘dossier’, które miał on widzieć (a może przynieść) na biurku papieża, które dowodziło, że abp Bugnini był masonem”[36].

Michael Davies

tłum. Scriptor

Biografię abpa Bugniniego znaleźć można w nrze 70 „Notitiae” z lutego 1970 roku, ss. 33-34.

http://www.bibula.com/?p=92591

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 05 lip 2017, 08:44 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Sobór Watykański II: Dlaczego Papież Jan XXIII zapłakałby dziś?
Autor: Rzymski Katolik
poniedziałek, 4 listopada 2013


Obrazek

ALICE VON HILDEBRAND urodziła się w Belgii. Studiowała m.in. na Uniwersytecie Fordham w Stanach Zjednoczonych, gdzie w 1946 roku uzyskała doktorat z filozofii. Uczennica, a później żona wybitnego filozofa Dietriecha von Hildebranda, którego papież Pius XII nazwal XX-wiecznym Doktorem Kościoła. Związała się z nowojorskim Hunter College, gdzie przez 37 lat wykładała filozofię. )

George Sim Johnston napisał artykuł na cały czas gorący temat Soboru Watykańskiego II. Minione czterdzieści lat naznaczone było tak wielkim zamieszaniem, że dzisiaj jesteśmy jeszcze chyba zbyt blisko tych wydarzeń, by ocenić je uczciwie i dokładnie. Mimo tego, artykuł Johnstona pt "Otwórzcie okna: Dlaczego Sobór Watykański II był potrzebny?" (magazyn Crisis, marzec 2004)jest zarówno prowokujący, jak i skłaniający do myślenia.

Słusznie krytykuje on "samo-satysfakcjonujący triumfalizm", czasami możliwy do zauważenia w Kościele przedsoborowym, i tych żałośnie samozadowolonych [katolików] żyjących miernym życiem lecz kontentujących się przez samo należenie do Jedynego Prawdziwego Kościoła.

Tak jak Wybrany Lud Starego Testamentu - który zamiast być pokornie wdzięcznym za ten bezgraniczny przywilej wybraństwa (na który nie zasłużył), mógł skłaniać się do spoglądania na innych z góry - tak samo ci przeciętni, mierni katolicy zbyt często zapominali, że dany im dar należenia do Jedynego Prawdziwego Kościoła nie usprawiedliwiał ich uczucia wyższości w stosunku do innych. Niestety, ludzie mają ten szczególny talent przechodzenia od jednej skrajności w drugą. "Triumfalizm" stał się sloganem potępiającym, czego rezultatem są niezliczone dzisiaj rzesze katolików, którzy stracili wizję otrzymanego zaszczytu i uciekają od głoszenia chwały Jedynemu Prawdziwemu Kościołowi. Smutny przykład tego stwierdzenia pochodzi od bliskiej mi osoby - codziennie przystępującej do Komunii św. - która strofowała mnie za to, że wierzę w Kościół Katolicki jako jedyny Kościół założony przez Chrystusa, do którego klucze przekazane zostały Piotrowi przez Zbawiciela. "Żadna religia nie jest prawdziwa" - powiedziała mi ta osoba. "Wszystkie religie poszukują prawdy" - dodała. To, że Chrystus powiedział: "Ja jestem Prawdą" (coś, czego żaden inny przywódca religijny nigdy nie ośmielił się stwierdzić) jest dzisiaj zapomniane. I tak też właśnie międzyreligijne spotkanie w Asyżu w 1986 roku jest interpretowane.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem Johnstona, który przytoczył słowa Martina Bubera, iż sukces nie jest jednym z określeń Boga. Ależ właśnie Chrześcijaństwo jest największym sukcesem w historii ludzkości. Kalwaria, największa niewyobrażalna ludzka porażka, poprzedzała Zmartwychwstanie, bez którego - jak mówi nam św. Paweł - bylibyśmy jedynie najbardziej nędznymi ze wszystkich stworzeń. Budzi zdziwienie, że w swojej odpowiedzi na krytycyzm wobec przytoczenia stwierdzenia Bubera, Johnston mówi, że Kalwaria "była momentem definiującym Chrześcijaństwo". Ale nic nie wspomina on o Zmartwychwstaniu! Patrząc z daleka na historię chrześcijan, widzimy, że jest ona nieustannymi ludzkimi porażkami, które poprzedzają wspaniałe supernaturalne zwycięstwa. Św. Paweł wyraził tę prawdę w swoim Drugim Liście do Koryntian: "znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu [...] obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy." (4:8-9). To jest niewątpliwie sukces, ale sukces ten może wyjaśnić tylko sam Bóg.

Johnston mówi nam, że papież Jan XXIII chciał wyciągnąć Kościół ze swej "Trydenckiej skorupy", aby aktywnie zaangażować się we współczesny świat. Ale to właśnie Sobór Trydencki przyniół największy plon świętych i największy urodzaj zgromadzeń religijnych, utworzonych z intencją, by roznosić światło Ewangelii światu, czy to poprzez kontemplacyjne życie zakonne czy aktywne zaangażowanie. Św. Franciszek Salezy, św. Jeanne Francoise d'Ars, św. Jan Bosco (jeden z największych nauczycieli wszystkich czasów), św. Teresa z Lisieux (apostoł misji) byli właśnie odżywiani tą "skorupą" Soboru Trydenckiego.

Johnston pisze, że celem Soboru Watykańskiego II było otwarcie Kościoła na świat i że dzisiejszy posoborowy Kościół jest już "dla tego świata". Ale samo słowo "świat" jest bardzo dwuznaczne. Kiedy ktoś czyta Ewangelię św. Jana, rozdział 14-16, to uderza go jak często słowo "świat" jest wymieniane. Chrystus mówi nam, że świat nienawidzi Go i że On nie z tego świata pochodzi. Mówi On swoim Apostołom, że tak jak świat nienawidzi Go, tak i ich nienawidzić będzie. Choćby przez to, że właśnie Szatan nazywany jest "księciem tego świata", nie można wymyślić wyraźniejszej przyczyny odrzucenia "tego świata". Ale jest też religijny i metafizyczny dualizm pomiędzy Bogiem a "Księciem tego świata" i ten dualizm będzie trwał aż do końca czasów, kiedy to Wielki Zły będzie pokonany.

Ten, kto kocha Chrystusa, musi nienawidzić świata ze swoją pompą, ponieważ świat jest królestwem szatana. Podczas chrztu zobowiązani jesteśmy do odrzucenia tego świata. Papież Paweł VI lamentował, że "otwarcie [Kościoła po Soborze Watykańskim II] na świat, przyczyniło się do faktycznej inwazji Kościoła przez myślenie pochodzące z tego świata" (23 listopada 1973 roku).

Słowo "świat" ma także i inne znaczenie. Odnosi się do świata, które Bóg stworzył z niczego: widzialny świat, który odzwierciedla piękno Boga, świat zamieszkany przez Jego dzieci, miejsce gdzie albo osiągną one swój cel, albo daną im boską misję zdradzą. To, że Chrześcijan powinien aktywnie zaangażować się w ten świat, wynika z Chrystusowego zawołania: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody." Prawdziwie odnosi się to także do tych, którzy wezwani są do czysto kontemplacyjnego życia - nie uciekającego jednak do zapomnienia o tym świecie - życia modlitwą, ofiarą, pokutą za braci ze świata.

Pełna podziwu praca misyjna dokonywana przez wieki, była właśnie odpowiedzią na wezwanie do ewangelizowania świata. Kiedyś mieliśmy coroczne rekolekcje dawane głównie przez misjonarzy, którzy poruszali nasze serca ku modlitwie i ofierze za ich pracę. Ci misjonarze - tak jak Peres Blancs ["Biali Ojcowie"], którzy wykonywali zachwycającą pracę misyjną w Afryce - właśnie pochodzili z tej "Trydenckiej skorupy". Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami".

Niestety, od czasu Soboru Watykańskiego II, Chrystusowe wezwanie: "Idźcie i nauczajcie wszystkie narody" zostało zastąpione przez "Idźcie i dialogujcie ze wszystkimi narodami"

Papież Jan XXIII miał nadzieję na pogłębienie działalności misyjnej. To, że jego nadzieje spełzły na niczym, świadczą uwagi wypowiedziane w sekrecie do swego bliskiego przyjaciela, kardynała Silvio Oddi, na krótko przed swoją śmiercią. Miałam ten zaszczyt, że odbyłam dwugodzinną rozmowę z kardynałem Oddi w marcu 1985 roku. Jego Eminencja powiedział mi: "Wiedząc, że śmierć już jest blisko, Jan XXIII zawołał mnie i powiedział: 'Silvio, Silvio. Mój pontyfikat był niepowodzeniem. Nic z tego, co chciałem osiągnąć, nie zostało zrobione, a to, czego nie chciałem, aby zaistniało - zrealizowało się."

Jakżeby inaczej zinterpretować te tragiczne słowa, jeśli nie przez przypuszczenie, że Jego Świątobliwość słusznie obawiał się, że jego przekaz będzie zniekształcony i niezrozumiany?

Jako przykład można przytoczyć przypadek pewnej kobiety, wyznawczyni hiduizmu, która - jak zrelacjonował to reporter brytyjskiego pisma Christian Order - udała się do misjonarza informując go o swoim życzeniu wstąpienie do Kościoła. Powiedziano jej wtedy, że nie jest to wcale potrzebne, że powinna ona czynić wszystko, by stać się jeszcze lepszą wyznawczynią hinduizmu.

Działalność misyjna tak bardzo upada, że niektórzy tak zwani "katolicy" interpretują tę świętą posługę jako wyraz aroganckiego i dumnego "triumfalizmu".

Wielu z nas posiada talenty, które jednak wykorzystujemy do czynienia dobrych rzeczy w zły sposób. Nie można zaprzeczyć temu, że niektórzy katolicy, którzy grzmią przeciwko błędom i herezjom, jednocześnie tak słabo ukazują piękno przekazu Zbawiciela, Tego, który jest "cichy i pokornego serca" [Mateusz 11:29]. Prawda jest piękna i powinna być pokazywna tym, którzy karmieni są uprzedzeniami. Z drugiej strony, głoszenie Prawdy nie jest możliwe bez potępienia błędów. Święty Jan tak wspaniale łączy prezentację promieniowania Prawdy z "anathema sit". Ten Apostoł Miłości był przecież także "synem gromów". Bojaźń przed Bogiem jest początkiem mądrości, lecz dzisiaj nie widzimy już ciężkości religijnych, metafizycznych i etycznych błędów. Platon przypomina nam, że im wyższa prawda, tym bardziej powinniśmy się nią interesować, bardziej dokładnie powinniśmy ją poznawać. Nie ma znaczenia, gdy jestem w błędzie co do długości jelita cienkiego świni, ale jeśli jestem w błędzie co do Boga, ma to wielkie znaczenie. Współczesny człowiek nie tylko toleruje aberracje religijne, ale nie odbiera już ich jako trucizna dla ludzkiej duszy.

Dzisiejsze kazania nieustanie powtarzają nam o tym jak Bóg kocha nas - i jest to oczywiście prawda! - ale słowa takie jak: grzech, Diabeł, Piekło są dzisiaj odrzucane. Dwóch księży, których znam zostali mocno skarceni przez swego biskupa za mówienie o wiecznym potępieniu, ponieważ "odpychają parafian od kościoła".

Ilu księży ośmiela się dzisiaj grzmieć przeciwko aborcji, tej odrazie, która musi sprawiać szloch u aniołów? Ilu biskupów oświadcza, że "proaborcyjni" politycy nie mogą otrzymać Komunii świętej? Przywiązanie do życia ziemskiego, materialnego - dzisiejsze hasło polityków - nie jest chrześcijańską cnotą. Jeśli Jan XXIII byłby świadkiem tego wszystkiego, zapewne zapłakałby.

Johnston ma rację lamentując nad faktem, że seminarzyści w przedsoborowym Kościele karmieni byli "skostniałą" wersją nauk św. Tomasza. [...] Gdy tylko "okna zostały otworzone", wielu seminarzystów, nowicjuszy i księży pożerali prace Nietschego, Darwina, Freuda i Sarte'a. Przynajmniej nie były one nudne. Carl Rogers przekonał tysiące z nich, że celem ich życia jest samospełenienie się, a był on tak przekonywujący, że wyzwolił exodus tysięcy księży, zakonnic i nowicjuszy [z Kościoła].

Wielka encyklika papieża Leona XIII Aeterni Patris (1879) ilustruje tę sprawę. Dawała ona tomizmowi swoje dumne miejsce, [wtedy] gdy istniała nagląca potrzeba ostrzeżenia wiernych przeciwko błędom dominującym na polu filozofii. Kant, Hegel, Schopenhauer, Nietzsche, Darwin i Spencer byli intelektualnymi bohaterami tamtych dni. Jego Świątobliwość wiedział, że filozofia (ancilla theologiae) jest najważniejsza w scholastycznej formacji i również wiedział, że znakomicie przejrzyste myśli św. Tomasza czyniły go bardziej przystępnym dla seminarzystów niż św. Augustyn, którego myśl nie była tak systematyczna. [...]

Człowiek posiada niesamowity talent przechodzenia od jednego błędu do drugiego. Przypominam sobie późne lata sześćdziesiąte, kiedy to zakonnica, która poczuła "wyzwalające wpływy" Soboru Watykańskiego II głośno oznajmiała, że "tomizm umarł". Ta droga siostra zakochała się we "współczesnym myśleniu" nie widząc żadnej różnicy pomiędzy pozytywnym wkładem a otwarcie wyznaną aberracją. Poza tym, oznajmienie, że filozofia będąca produktem gigantycznych umysłów i wielkich świętych "umarła", jest co najmniej ryzykowne. Prawda pozostaje prawdą i wszystko co w dziełach św. Tomasza jest prawdziwe, nie może umrzeć. Wyraźnie siostra poszła śladami Zeitgeist, ducha który był tak powszechny towarzyszysząc Soborowi Watykańskiemu II. Wszystko co było nowe, było witane jako "odświeżające". Co prawda, skostniały tomizm - ten niewierny św. Tomaszowi - musiał być odrzucony, ale zrobienie z Sartre'a bohatera jest zapełnie czymś innym.

Johnston narzeka, że przed Soborem Kościół był "jurydyczną maszyną operowaną przez Biskupa Rzymu. Przez wieki, władza kościelna stała się niezwykle ciężka i scentralizowana." Sobór Watykański II chciał skorygować te niedoskonałości - Johnston dodaje - przez podkreślenie "kolegialności". Oczywiście dużo słyszeliśmy o "kolegialności" w czasie tych ostatnich czterdziestu latach. To jest kolejny przypadek, gdzie przeszliśmy z jednej skrajności w drugą. Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. Wielu świeckich ludzi bardzo boleśnie przeżyło odpowiedź amerykańskich biskupów na Ex Corde Ecclesiae. Fakt wielokrotnego ignorowania przez niemieckiego biskupa Karla Lehmana (teraz już kardynała Lehmana) papieskich żądań dotyczących zaprzestania podpisywania dokumentów zezwalających na aborcje, jest również doskonale znany. Dopiero, gdy Piotr użył pełnego swego autorytetu jako "trzymający klucze", kard. Lehmann w końcu odpuścił. Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Dzisiaj, gdy Piotr, który trzyma klucze, mówi jasno, że chce aby pewne rzeczy zostały poprawione, jego żądania są bezceremonialnie ignorowane. [...] Jaki sens ma posiadanie autorytetu władzy, jeśli nie jest ona używana? Takie rzeczy nie zdarzały się w czasie pontyfikatu Piusa XI, który odebrał kardynalskie insygnia, ponieważ kardynał ośmielił się kwestionować decyzję papieską. Pius XI był prawdziwym przywódcą.

Autorytet może być nadużywany, ale kiedy autorytet nie jest już autorytetem, innego rodzaju rak niszczy Kościół. Wszyscy znamy biskupów, którzy z pewnością nie żyją życiem, do jakiego zostali powołani. Rzym ma świadomość tego. Ale ci biskupi wiedzą również, że mogą dalej zaniedbywać powierzoną im odpowiedzialność, ponieważ zdają sobie sprawę, że nie będą zdegradowani.

Innym zagadnieniem poruszonym przez Johnstona jest reforma liturgii. Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. "Szersze użycie" języków narodowych było dozwolone tylko tam, gdzie zachodziła taka potrzeba ku większemu dobru wiernych., ale Sobór orzekł również, że: "użycie języka łacińskiego [...] ma być zachowane". Słowa Soboru są tak jasne, że można się tylko dziwić, jak zostało to radykalnie zreinterpretowane. Język łaciński, właśnie jako język martwy, gwarantuje ortodoksję. Języki narodowe zmieniają się i modlitwa w języku narodowym nie może dać nam tej gwarancji. Słowa zmieniają swoje znaczenie. Na przykład "dyskryminacja", która miała pozytywne znaczenie (jako inteligentna dystynkcja, rozróżnienie), stała się teraz brzydkim słowem. Dlaczego życzenia Soboru zostały tak bardzo zniekształcone? Dlaczego użycie łaciny stało się takim przekleństwem? Dlaczego nieustannie mówi się, że "Sobór Watykański II to i to nakazał", kiedy nie ma w takich stwierdzeniach cienia prawdy? Kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie dokumentów soborowych i wypaczenie ich przesłania? Wierni są upoważnieni do zadawania takich pytań i, prędzej czy później, historia ukaże te odpowiedzi. Nie bądźmy zdziwieni, jeśli pewnego dnia odkryjemy, że Judasz dalej kontynuuje niszczenie Kościoła.

Jednym z przejrzystych celów Soboru była gwarancja, że język łaciński pozostanie językiem liturgicznym Kościoła. [...] Sobór orzekł, że: "użycie języka łacińskiego ma być zachowane".

Dlaczego tak się dzieje, że głębsze uczestnictwo wiernych we Mszy św. jest interpretowane jako nieustanna przeszkoda, podczas gdy znaczyło to tyle, że wierni powinni lepiej zrozumieć znaczenie Ofiary Świętej jako bezkrwawego powtórzenia ofiary na Kalwarii i wstrzymać się z odmawianiem różańca podczas celebracji tego największego misterium. Prawdą jest, że wielu katolików nie było właściwie pouczanych i prawdziwie nie rozumieli cudowności misterium Mszy św. Ale znowu trzeba zapytać: dlaczego musimy przechodzić z jednej skrajności w drugą, poprzez zrobienie ze Mszy jakiegoś środowiskowego spektaklu na kształt protestanckich "nabożenstw"?

Dlaczego tak się stało, że wielkimi nakładami finansowymi zlikwidowano balaski, kiedy Sobór nawet nic nie wspominał o tej najbardziej godnej pożałowania innowacji, nie mówiąc o takim obrazoburczym zwyczaju eliminowania cennych prac artystycznych, malarstwa, rzeźb, które rzekomo "odwracały naszą uwagę". Powinno się poczytać o życiu św. Teresy z Avia, aby zdać sobie sprawę ze znaczenia chrześcijańskiej sztuki na życie religijne. Zarówno muzyka sakralna (zastąpiona dzisiaj przez "dzieła" artystycznego ubóstwa), jak i piękne rzeźby są niezbędne dla autentycznego katolicyzmu, które rozumie podstawową wagę sztuk wizualnych i muzyki w przekazie boskiego posłania.

Inny niezwykle delikatny temat dotyczy zmiany pozycji w stosunku do wolności religijnej, którą Johnston nieugięcie określa jako "radykalne odejście". Kościół jest skłonny współpracować z każdą formą rządów, który respektuje prawo moralne. Nie ulega wątpliwości, że takie "narzucanie prawdy" - jak ujmuje to Johnston - jest nieproduktywne. Z drugiej strony, Chrystus przekazał swym Apostołom misję nauczania wszystkich narodów, co zawiera coś więcej niż zwykła "propozycja" - jak to Johnston mówi nam powołując się na rekomendacje soborowe. Wielu współczesnych myślicieli lamentuje dzisiaj bolejąc nad faktem "rozdzielenia Kościoła i Państwa", które prowadzi do podstępnego ataku na każdą manifestację religii w życiu publicznym. [Wystawianie publiczne] bożonarodzeniowych żłobków przestało być dzisiaj dozwolone [m.in. w USA], modlitwy w publicznych szkołach zostały zniesione, walczy się ze słowami "tak mi dopomóż Bóg" w hołdzie składanym fladze [Pledge of Allegiance], itd. Cieszymy się, gdy demokrację odnosi się do metafizycznej równości wszystkich ludzi, ale gdy znaczy ona, że "wszystkie idee są sobie równe" i że nie ma hierarchii we wszechświecie - wtedy mamy do czynienia z wielkim problemem.

Wszechświat ma strukturę architektoniczną a liberalna demokracja skupia się właśnie coraz bardziej na walce przeciwko tego typu hierarchii. Czy nam się to podoba czy też nie - a biada tym, którym się to nie podoba - Bóg jest Królem wszechświata; każda eliminacja tego Królestwa źle wróży tym, którzy ją wspierają. Monarchia boska jest podstawą, kamieniem węgielnym wszechświata. Johnston mówi jednak: "Sobór wypowiedział się jasno, że nie chce dłużej wyznaniowego państwa zespolonego z monarchią. Nadszedł najwyższy czas, aby pogodzić się z liberalną demokracją." Nie jest moją intencją stwierdzanie, że monarchia jest najlepszą formą rządów, ale w dzisiejszym świecie jest ona tak zajadle atakowana, że pozwolę sobie na uwagę na ten temat.

Podstawowa struktura monarchii jest symboliczna i jedną z rzeczy, którą możemy opłakiwać jest to, że po Soborze Watykańskim II symbole - tak istotne dla życia religijnego - zostały porzucone. Francuscy monarchowie byli namaszczani przez biskupów w Rheims i przypominano im fakt, że ich autorytet pochodzi od Boga i że pewnego dnia będą musieli zdać rachunek przed Nim, przed Królem wszechświata. Byli oni Jego reprezentatami przed ludźmi i powinni być ich "ojcami", czyli zmierzać do służenia im duchowo i fizycznie dla ich dobra. Co prawda niewielu spełniło to szlachetne wezwanie, ale nie zapominajmy, że narody katolickie wydały wielu wielkich świętych - królów i królowe. Drzewo, które wydaje takie owoce nie może być całkowicie złe... Cały czas czekam na moment, gdy liberalna demokracja wyda świętego. Nie mogę przypomnieć sobie ani jednego prezydenta w Stanach Zjednoczonych, który kwalifikowałby się do takiego zaszczytu. Zatem ponownie możemy słusznie kwestionować interpretacje Johnstona czy takie właśnie były intencje Soboru.

Módlmy się gorliwie aby nasi duchowi przywódcy - z pomocą pobożnych i pełnych poświęcenia wiernych - przywrócili Świętą Barkę piotrową z powrotem na właściwą drogę.

Tłumaczenie: Lech Maziakowski

Powyższy tekst ukazał się w piśmie New Oxford Review, lipiec 2004, Volume LXXI, Number 7. Tytuł org.: How did we get off course? The Second Vatican Council: Why Pope John XXIII would weep?

Źródło informacji: BIBULA.com

http://rzymski-katolik.blogspot.com/201 ... z-jan.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 29 sie 2017, 10:58 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Vaticanum Secundum – przemilczana krytyka

Obrazek

Zasada wolności religijnej, rozumiana jako prawo człowieka do wyznawania i propagowania jakiejkolwiek religii, nigdy nie była wspierana przez katolików. Działo się tak nawet w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – okresie prześladowań i represji. Wierzący w Chrystusa domagali się wolności dla wyznawania własnej religii, ale nigdy dla religijnego pluralizmu. Zmianę przyniósł dopiero duszpasterski – niedogmatyczny - Sobór Watykański II.

Deklaracja o wolności religijnej Dignitatis Humanae, była jednym z najbardziej kontrowersyjnych dokumentów wypracowanych przez Sobór Watykański II. Była to prosta deklaracja, która nie aspirowała do posiadania takiej samej rangi i wagi jak inne teksty, gdyż została umieszczona przez ojców soboru jedynie na poziomie duszpasterskim a nie doktrynalnym. Jednak ze względu na tematykę, którą poruszała – relację między Kościołem a państwem oraz między Kościołem a światem współczesnym, nabrała większego rozgłosu i znaczenia niż pozostałe dokumenty. Przedmiotem kontrowersji i sporu wokół Dignitatis Humanae nie jest, jak mogłoby się wydawać, kwestia wolności aktu wiary, gdyż Kościół w całej swojej historii stale głosi ten pogląd. Problemem stał się związek wiary ze społeczeństwem i polityką lub też pytanie o to, jakimi publicznymi i prawnymi przywilejami powinna się cieszyć religia.

50 lat od rewolucji

Debata nad tymi istotnymi zagadnieniami powróciła w pięćdziesięciolecie rozpoczęcia obrad Soboru Watykańskiego II. Inaugurując Rok Wiary papież Benedykt XVI przypomniał, iż w tym szczególnym czasie pożądane jest pogłębianie wiedzy na temat Soboru przez ogół wiernych. Środkiem do tego celu powinny być sympozja, zjazdy i zebrania, służące umocnieniu znajomości treści nauki katolickiej.

Na apel Ojca Świętego odpowiedział m.in. Instytut Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w porozumieniu z Centrum Myśli Jana Pawła II oraz Fundacją Jerzego Turowicza. W połowie listopada zorganizowano na UKSW międzynarodową konferencję naukową pt. Dylematy obecności Kościoła i chrześcijan w świecie – przełom Soboru Watykańskiego II. Jednym z zagranicznych gości był dobrze znany czytelnikom „Polonia Christiana” i PCh24.pl prof. Roberto de Mattei, który wystąpił w panelu dotyczącym „niepolitycznej polityczności” Kościoła. O ile obecność na konferencji znanego na całym świecie włoskiego historyka nie była dla nikogo zaskoczeniem, to treść jego referatu o wolności religijnej zszokowała gości i organizatorów.

Historia magistra vitae

Redaktor naczelny włoskiego pisma „Radici Cristiane” jako historyk nie rościł sobie prawa do udzielania teologicznych interpretacji Dignitatis Humanae. - Nie jest moją rolą dawanie autorytatywnych wyjaśnień znaczenia tego dokumentu. Historyk powinien jednak przypominać ludziom genezę idei wolności religijnej - pojęcia opracowanego pomiędzy XVI a XVIII wiekiem, którego praktyczne zastosowanie rozpoczęło się podczas Rewolucji Francuskiej – mówił de Mattei rozpoczynając swoje rozważania. Zasada wolności religijnej, rozumiana jako prawo człowieka do wyznawania i propagowania jakiejkolwiek religii, nigdy nie była wspierana przez katolików. Działo się tak nawet w pierwszych wiekach chrześcijaństwa – okresie prześladowań i represji. Wierzący w Chrystusa domagali się wolności dla wyznawania własnej religii, ale nigdy dla religijnego pluralizmu. Tej drugiej koncepcji sprzyjali poganie. Jednym z nich był rzymski prefekt Kwintus Aureliusz Symmachus, który podniósł zasadę wolności religijnej w słynnym sporze o Ołtarz Wiktorii, przeznaczony do usunięcia z budynku senatu. Poglądom Symmachusa stanowczo sprzeciwił się arcybiskup Mediolanu święty Ambroży, który potępił religijny relatywizm i zaapelował o publiczne uznanie wyłącznie absolutnej prawdy, którą głosi chrześcijaństwo.

Pierwsze użycie zasady wolności religijnej w czasach nowożytnych występuje w poglądach głoszonych przez radykalne sekty protestanckie, takie jak anabaptyści i unitarianie. Podczas gdy historyczni przywódcy tzw. reformacji, Luter, Zwingli i Kalwin pisali o potrzebie istnienia Corpus christianum podkreślając, że państwo chrześcijańskie jest niezbędne do utrzymania porządku w świecie poddanemu grzechowi, anabaptyści i unitarianie widzieli w „konstantyńskim łańcuchu” świętokradczą unię, która powinna zostać zniszczona. Wolność religijna postulowana przez te sekty ma swoje fundamenty w nowej koncepcji, którą było „doświadczenie religijne”, uwolnione od obiektywnego depozytu wiary. Pogląd ten zastąpił dogmatyczną i obiektywną prawdę subiektywną praktyką moralną, która stała się wyłącznym kryterium usprawiedliwienia.

Za jednego z największych teoretyków wolności religijnej można uznać też heretyka ze Sieny, jednego z twórców unitarianizmu, Fausta Socyna, który w tolerancji widział esencję religijności. Jego idee dotarły z Włoch do Polski (arianie) a następnie do Holandii i Anglii, gdzie ufundowały intelektualne fundamenty pod koncepcję deizmu. Poglądy Socyna stanowiły tło Listu o Tolerancji Johna Locke’a, znalazły również wyraz w powstaniu Wielkiej Loży Londynu w 1717 roku. Dzięki wpływom masonerii idee tolerancji i wolności sumienia wyszły poza krąg filozofów aby dotrzeć do opinii publicznej we Francji i całej Europie. Oświecenie przejęło dziedzictwo masońskiego deizmu, który został szczegółowo omówiony m.in. w pracach Woltera, autora teorii społeczeństwa opartego na zasadzie religijnej „tolerancji”: tolerancji obejmującej wszelkie możliwe sekty a z wyłączeniem katolików, którzy są uważani za zło i powinni zostać wytępieni.

Rewolucja Francuska zerwała tysiącletni sojusz pomiędzy tronem a ołtarzem. Nauczanie papieży od zawsze potępiało rozdzielenie Kościoła od państwa oraz zasadę wolności religijnej, która jest z tym rozdziałem związana. Jednak w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku, wśród progresywistycznych teologów wspierających tzw. nouvelle théologie, powstała nowa koncepcja relacji między państwem a Kościołem. Ta doktryna wywróciła tradycyjne magisterium Kościoła do góry nogami. Proces sekularyzacji współczesnych społeczeństw zaczął być postrzegany jako nieodwracalny i niezbędny dla „oczyszczenia” wiary katolickiej. Został on przedstawiony jako „koniec epoki konstantyńskiej”, która „ciągnęła Kościół ku przepaści”. Podczas Soboru Watykańskiego II tezy te skupiły się w jednym punkcie z poglądami amerykańskiego jezuity Johna Courtneya Murraya, który przyczynił się do ostatecznego zredagowania Dignitatis Humanae.

Pytanie bez odpowiedzi

Roberto de Mattei zakończył swoje wystąpienie otwartym pytaniem do gości i pozostałych paneli stów: czy zasada, według której człowiek posiada prawo do wyznawania i propagowania w sferze publicznej jakiejkolwiek religii, tj. zasada wolności religijnej proklamowana przez anabaptystów i unitarian, przekazana deistom i filozofom oświecenia, podjęta przez dziewiętnastowieczny liberalizm, przefiltrowana przez modernizm i nową teologię po to, aby zaistnieć w dokumencie Dignitatis Humanae, znajduje się nadal w stanie potępienia przez Magisterium Kościoła, tak jak to miało miejsce przez wieki?

Tuż po wystąpieniu profesora de Mattei swój referat pt. Kościół i wspólnota polityczna - refleksje posoborowe, wygłosiła prof. Aniela Dylus z UKSW. - Ciągle trwa spór co do tego, czy jak dalece soborowa nauka w wielu kwestiach, chociażby pojmowania wolności religijnej, była zasadniczym przełomem, czy jedynie kontynuacją głównych wątków kościelnego przepowiadania. Nie ma jednak wątpliwości, że w rozumieniu państwa nastąpiło zerwanie z dotychczasową tradycją – mówiła prof. Dylus. - Deklaracja o wolności religijnej bez zastrzeżeń uznała neutralność religijną nowoczesnego państwa prawa, jak też zasadę rozdziału prawa i moralności oraz państwa i społeczeństwa – dodała. Analiza Kościoła posoborowego przedstawiona przez prof. Dylus była niezmiernie trafna. Problem tkwi jednak w ocenie rewolucji, która dokonała się przed pięćdziesięcioma laty. Uczestnicy konferencji nie zamierzali bowiem odnieść się do pytania i tez przedstawionych przez włoskiego historyka. Dialogu i debaty nie było nawet pomimo prób „rozgrzania” dyskusji przez moderatora Marcina Przeciszewskiego. - Ja mam pytanie od siebie do wszystkich prelegentów bo największe wrażenie na mnie zrobił referat profesora de Mattei. Nigdy w życiu, choć nie jestem człowiekiem młodym, nie słyszałem tylu zastrzeżeń do Dignitatis Humanae. Jak pozostali prelegenci to odebrali? – pytał redaktor KAI. - Ja pozwolę sobie nie odpowiedzieć na to pytanie – stwierdziła prof. Dylus.

Kłopotliwy prelegent, drażliwe kwestie

Roberto de Mattei był podczas konferencji praktycznie całkowicie osamotniony ze swoim sceptycznym podejściem do społecznych i politycznych postanowień Soboru Watykańskiego II. Podczas dwóch dni wystąpień i wykładów mogliśmy usłyszeć m.in. o utracie tożsamości Kościoła z powodu sojuszu tronu i ołtarza, potrzebie zdjęcia „sztywnego gorsetu Trydentu”, „skrajnych i radykalnych” grupach krytykujących Sobór (w domyśle – błędnie go interpretujących), zniesieniu celibatu duchownych w niektórych rejonach świata i zwiększeniu roli kobiet w Kościele. O problemach takich jak potępienie przez tradycyjne Magisterium Kościoła niektórych idei, które pojawiły się na Soborze (jak wolność religijna czy stosunek do innych wyznań) i metod duszpasterskich (np. międzyreligijnych spotkań w Asyżu), nie było mowy.

Zmowa milczenia dotycząca krytycznej recepcji Soboru osiągnęła poziom absurdu na jednym z katolickich portali internetowych, który relacjonował przebieg konferencji. Jeden z osobnych artykułów poświęcono panelowi „niepolityczna polityczność Kościoła”. Tekst ozdobiło zdjęcie prof. de Mattei, a podpis pod nim głosił, iż był on gościem specjalnym z Rzymu. W treści artykułu nie było jednak ani słowa na temat wystąpienia włoskiego historyka. W innej internetowej relacji napisano jedynie, iż de Mattei mówił o rozwoju idei wolności religijnej na przestrzeni wieków. Szczegółów tego „rozwoju” nie przybliżono czytelnikom zaś samemu profesorowi poświęcono zaledwie niewielki fragment tekstu, kilkukrotnie mniejszy niż streszczenia innych wystąpień.

Debata nad relacją pomiędzy Kościołem oraz polityką i społeczeństwem domaga się wstępnego historycznego i teologicznego wyjaśnienia. Niezwykle istotną kwestią jest ustalenie, czy droga w kierunku antropocentryzmu i sekularyzacji społeczeństwa, która została podjęta przez Rewolucję Francuską, a następnie społeczeństwa zachodnie, powinna być definiowana jako pozytywny i nieodwracalny proces, czy też powinna być ona postrzegana jako antychrześcijańska rewolucja, z którą musimy walczyć aby osiągnąć, z Bożą pomocą, ideał społecznego panowania Chrystusa? – pytał Roberto de Mattei. Polski czytelnik musi sobie jednak na to pytanie odpowiedzieć sam lub poszukać wskazówek, gdyż uniwersytecka debata na temat Soboru Watykańskiego II jest w naszym kraju ciągle przykryta zasłoną politycznej poprawności.

Marcin Musiał

http://www.pch24.pl/vaticanum-secundum- ... 083,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 09 lut 2018, 12:27 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7471
Lokalizacja: Podlasie
Komitywa herezji i nieczystości

„O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym” (Ef 5, 3).

W oficjalnej infrastrukturze posoborowej coraz zuchwalej dochodzą do głosu koncesje dla nieczystości. Nie należy ludzi zwodzić, ukazując, że jest to problem niemiecki. Nie tylko!
Konstatacja historyczna. Herezja często (zawsze?) łączy się z niezachowaniem cnoty czystości przez heretyków.

Konstatacja współczesna?

https://sacerdoshyacinthus.com/2018/02/ ... czystosci/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /