Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Sobór Watykański II
PostNapisane: 16 maja 2015, 18:34 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Ojciec Pio wobec rewolucji soborowej

Dużo napisano o Ojcu Pio - zdaje się ponad 600 prac - a autorzy zawsze podkreślają nadzwyczajną stronę jego życia, nie tylko szczególne charyzmaty (odczytywanie dusz, uzdrawianie, wskrzeszanie, bilokację, ekstazy, unoszącą się woń, przepowiadanie itp.), ale także straszne cierpienia, których doznawał od wczesnego dzieciństwa, prześladowania ze strony ludzi Kościoła i współbraci, oraz jego dwa wielkie dzieła: otworzenie Domu Cierpienia i założenie grup modlitewnych.

Ojca Pio bardziej przedstawia się jako "świętego" raczej do podziwiania, niż do naśladowania, przez co tracimy z naszych oczu najważniejsze lekcje, które winniśmy wynieść z jego życia, i praktyczne konsekwencje, które moglibyśmy zastosować do nas samych. Możemy więc spróbować, choć niedoskonale, przypomnieć kilka z tych lekcji, mając nadzieję, iż będziemy w stanie z nich skorzystać, i że Ojciec Pio z wysokiego nieba sam nam dopomoże, tak jak to obiecał wszystkim tym, którzy chcieliby stać się jego "dziećmi duchowymi".

U zarania swego życia całkowicie poświęconego Bogu i duszom, znajdujemy pobożną, biedną i liczną rodzinę, w której osobiste wyrzeczenia jej członków łagodzą trudy codziennego życia. Tu też znajdują potwierdzenie słów msgr. de Segur, który powiedział, że w rodzinach, gdzie brakuje ducha poświęcenia, powołania są najbardziej ryzykowne. Ochrzczonemu dzień po urodzeniu - co było łaską, za którą będzie dziękował przez całe swoje życie - Ojcu Pio nadano imię Francesco (Franciszek), co było zapowiedzią jego franciszkańskiego powołania, które odkrył przy okazji wizyty mnicha kapucyńskiego żebrzącego o jedzenie dla klasztoru. Nawet wówczas jednak decyzja o wyborze powołania nie przyszła bez problemów: "Poczułem w sobie dwie przeciwstawne siły rozdzierające moje serce: świat pragnął mnie dla siebie, a Bóg powoływał mnie do nowego życia. Nie sposób opisać tego męczeństwa. Nawet samo wspomnienie walki, która się wówczas rozegrała, mrozi krew w moich żyłach...".

Nie miał jeszcze 16 lat, gdy wstąpił do nowicjatu. Nad drzwiami klasztoru, jako powitanie, przeczytał napis: "Czyń pokutę lub giń". Codzienna reguła życia zawierała wiele modlitwy, dość pracy i niewiele czytania, ograniczonego tylko do studiowania Reguły i Konstytucji zakonnych.

Brat Pio dał się poznać przez obfitość łez, które ronił każdego ranka podczas cichej modlitwy, która w domach kapucyńskich jest poświęcona rozważaniu Męki Pańskiej - łez tak obfitych, że koniecznym stało się rozkładanie ręcznika przed nim na podłodze. Podobnie jak w przypadku św. Franciszka, to właśnie wskutek pełnego miłości i współczującego rozważania Jezusa ukrzyżowanego otrzymał później łaskę doświadczenia bolesnych stygmatów na swoim ciele. Mimo to, jak wyznał swemu kierownikowi duchownemu, ojcu Agostino: "W porównaniu z tym, co cierpię na ciele, walki duchowe, które staczam, są dużo gorsze".

Pokutowanie dla grzeszników: próby wewnętrzne

Wydaje się, iż Bóg pragnie, aby sprawiedliwi pokutowali w sposób szczególny za grzechy im współczesnych, czyli przez pokusy. W czasach, gdy psychoanaliza, w sprytny sposób znajdująca wytłumaczenie dla winy i grzechu, święciła sukcesy, Ojciec Pio - podobnie jak mała Teresa - miał przejść kryzys zwątpienia prawie nie do zniesienia, który dręczył go przez trzy długie lata. Po tej burzy przyszła noc, noc dla duszy, która trwała przez dziesięciolecia, którą tylko z rzadka rozświetlały błyski światła: "Żyję w nieustającej nocy... Każda rzecz stanowi mi przeszkodę i nie wiem, czy czynię dobrze, czy źle. Widzę, że nie jest to zniechęcenie, ale rujnują mnie wątpliwości czy to, co czynię, zadowala Boga, czy nie. Trwoga ta dopada mnie wszędzie: przy ołtarzu, w konfesjonale, dosłownie wszędzie!".

Zamysłem jego mistycznych doświadczeń było, aby jego maksymy były później rozważane: "Miłość jest piękniejsza, gdy towarzyszy jej niepokój, gdyż dzięki temu staje się silniejsza", albo: "Im bardziej ktoś kocha Boga, tym mniej to odczuwa!".

Święta Teresa od Dziesiątka Jezus przeciwstawiła dumnemu racjonalizmowi jej doby skromną ścieżkę swego życia duchowego, ale też odpokutowała to strasznymi pokusami przeciwko wierze. Jej okrzyk "Będę wierzyć!" jest dobrze znany. Ojciec Pio także doświadczał gwałtownych i długotrwałych pokus przeciwko wierze, jak zaświadczają o tym jego listy do ojca Agostino: "Bluźnierstwa nieustająco przeszywają mój umysł, a nawet bardziej jeszcze fałszywe koncepcje, idee niedowierzania i niewiary. Czuję, że moja dusza jest przebita w każdym aspekcie mego życia - to mnie zabija... Moją wiarę podtrzymuje tylko ciągły wysiłek woli przeciwny każdemu rodzajowi ludzkiej perswazji. Moja wiara jest tylko owocem ciągłych wysiłków, których od siebie wymagam. A wszystko to, Ojcze, nie zdarza się parę razy na dzień, lecz trwa cały czas... Ojcze, jakże trudno jest wierzyć!".

Jaka stąd lekcja dla nas? To, że na przykład nie powinniśmy być zaskoczeni, gdy sami do świadczymy podobnego rodzaju pokus.

Kierownik duchowy

Ojciec Pio przeszedł te straszne próby postępując zgodnie z tym, czego nauczył się w nowicjacie: wytrwałość w modlitwie, umartwienie zmysłów, niezachwiana wierność obowiązkom stanu oraz, wreszcie, doskonałe posłuszeństwo swojemu kierownikowi duchowemu. Jego boleśnie przyjęte doświadczenie pozwoliło mu pociągnąć za sobą dusze poszukujące doskonałości i pozwoliło mu być wymagającym.

Duszom, którymi kierował, dał pięć zasad: cotygodniowa spowiedź, codzienna Komunia św. i czytania duchowne, rachunek sumienia każdego wieczora oraz cicha modlitwa dwa razy dziennie. Co się zaś tyczy odmawiania różańca, jest to tak oczywiste, że nawet o tym nie wspominamy... "Spowiedź to kąpiel dla duszy. Trzeba ją odbyć przynajmniej raz na tydzień. Nie chcę, aby dusze pozostawały bez spowiedzi więcej niż tydzień. Nawet czysty i niewykorzystywany pokój gromadzi kurz i gdy się wejdzie do niego po tygodniu to widać, że trzeba go znowu odkurzyć!".

Tym, którzy określają siebie niegodnymi przyjęcia Komunii św., odpowiada: "Prawdą jest, że nie jesteśmy godni przyjęcia takiego daru. Jednakże przyjęcie Najświętszego Sakramentu w stanie grzechu śmiertelnego to jedno, a brak godności, to co innego. Wszyscy jesteśmy niegodni, ale to On nas zaprasza. To jest Jego pragnienie. Uniżmy się więc i przyjmijmy Go z sercem skruszonym i pełnym miłości".

Innemu człowiekowi, który stwierdził, że codzienny rachunek sumienia jest rzeczą zbędną, gdyż jego sumienie zawsze wyraźnie mu ukazuje, czy dany postępek jest dobry, czy zły, odpowiedział: "To prawda. Ale każdy doświadczony kupiec nie ogranicza się tylko do śledzenia w ciągu dnia, czy na danej transakcji stracił, czy zarobił. Wieczorem podsumowuje swoje księgi, aby wiedzieć, co ma czynić dnia następnego. Wynika stąd, że rygorystyczny rachunek sumienia jest wręcz niezbędny: zwięzły ale jasny, każdego wieczora. Szkoda, którą przynosi duszy unikanie czytania świętych ksiąg, przyprawia mnie o dreszcze... Jakąż moc duchową mają te księgi, by doprowadzić do zmiany postępowania, i aby sprowadzić każdego miłośnika tego świata na drogę poszukiwania doskonałości".

Gdy Ojcu Pio wprowadzono zakazy, nie spędzał wolnego czasu na czytaniu gazet - "ewangelii diabła" - ale na czytaniu książek nt. doktryny, historii i duchowości. Pomimo tego zwykł mawiać: "Szukają Boga w książkach, ale znajdują Go w modlitwie".

Jego zalecenie cichej modlitwy było proste: "Jeśli nie możesz medytować, nie zaniedbuj swoich obowiązków. Jeżeli zaniedbania są liczne, nie trać odwagi; ćwicz się w cierpliwo ści, a jeszcze zyskasz. Określ z góry długość swojej medytacji, a nie opuszczaj swego miejsca przed końcem, nawet gdybyś miał być ukrzyżowany... Czemu się tak obawiasz, że nie możesz medytować tak, jak byś tego pragnął? Medytacja jest sposobem wznoszenia się do Boga, ale nie jest celem samym w sobie. Celem medytacji jest miłość Boga i bliźniego. Miłuj Boga z całej swojej duszy bez ograniczeń, a bliźniego swego jak siebie samego, a to już stanowi połowę twojej medytacji".

To samo tyczy się uczestnictwa w świętej Ofierze Mszy, które bardziej polega na czynieniu aktów (skruchy, wiary, miłości...), niż na intelektualnych refleksjach i rozważaniach. Człowiekowi, który spytał, czy koniecznym jest podążanie za Mszą wg mszału, Ojciec Pio odpowiedział, że tylko kapłanowi potrzebny jest mszał. Według niego, najlepszym sposobem uczestnictwa w świętej Ofierze jest zjednoczenie się z Bolesną Matką u stóp Krzyża, we współczuciu i miłości. Dopiero w raju, jak zapewnia swojego rozmówcę, dowiemy się o wszystkich pożytkach, które otrzymaliśmy w wyniku uczestnictwa we Mszy św.

Ojciec Pio, który był tak uprzejmy i przyjemny w kontaktach z ludźmi, mógł stać się surowy i nieugięty, gdy chwała Boża była zagrożona, szczególnie wewnątrz kościoła. "Rozgardiasz wśród wiernych mógł być natychmiast ukrócony przez Ojca, który w tym celu otwarcie rzucał spojrzenie na tego, kto nie zachowywał właściwej postawy modlitwy... Jeżeli ktoś stał, nawet z uwagi na brak miejsca w ławkach, Ojciec stanowczo nakazywał mu uklęknięcie, aby godnie uczestniczył w świętej Ofierze Mszy".

Nawet rozkojarzony chłopiec na chórze mógł usłyszeć: "Drogie dziecko. Jeżeli chcesz iść do piekła, mój podpis ci niepotrzebny". Powojenna moda spotkała się z tego samego rodzaju cenzurą: "Ojciec Pio, siedząc w otwartym konfesjonale, przez okrągły rok dbał o to, aby kobiety i dziewczęta, które się u niego spowiadały, nie przystępowały do spowiedzi w zbyt krótkich spódnicach. Czasem nawet przyprawiał o łzy taką, która po paru godzinach oczekiwania w kolejce została odesłana z powodu nieprzyzwoitego ubioru... Zdarzało się, że inni starali się pomóc. Gdzieś w rogu próbowali naprędce wydłużyć spódnicę albo pożyczyć swój płaszcz. Ostatecznie, czasami, Ojciec pozwalał upokorzonemu penitentowi przystąpić do spowiedzi".

Pewnego dnia jego kierownik duchowy wyrzucał mu jego ostry sposób bycia. Odpowiedział: "Mogę cię posłuchać, ale wiedz, że to sam Jezus za każdym razem mówi mi, jak mam postępować z ludźmi". Tak więc jego surowość była inspirowana z góry, dla chwały Boga i zbawienia dusz. "Kobiety, których ubiór cechuje próżność, nigdy nie przyobleką życia Jezusa Chrystusa. Co więcej, tracą one piękno swej duszy, gdy to bożyszcze wkroczy do ich serca".

I niech nikt nie oskarża go o brak miłosierdzia: "Błagam was, abyście mnie nie krytykowali odwołując się do miłosierdzia, gdyż największym miłosierdziem jest ratowanie dusz znajdujących się w szponach szatana, aby wygrać je dla Chrystusa".

Ojciec Pio a Novus Ordo Missae

Ojciec Pio był wzorem czci i poddania się swych duchownym i kościelnym przełożonym, szczególnie w okresie jego prześladowania. Mimo to nie mógł milczeć wobec wypaczeń zgubnych dla Kościoła. Jeszcze przed zakończeniem Soboru Watykańskiego II, w lutym 1965 r., pewien człowiek poinformował go, że wkrótce Ojciec Pio będzie miał odprawiać Mszę św. zgodnie z nowym rytem, ad experimentum, w języku narodowym, zgodnie z wytycznymi soborowej komisji liturgicznej mającymi na celu odpowiedzenie na potrzeby współczesnego człowieka. Natychmiast, zanim jeszcze ujrzał tekst nowego rytu Mszy, napisał do Pawła VI prośbę o dyspensę od tego liturgicznego eksperymentu oraz o umożliwienie mu kontynuowania odprawiania Mszy św. Piusa V. Gdy kardynał Bacci odwiedził go przywożąc odpowiednią zgodę, Ojciec Pio pozwolił sobie na wyrażenie skargi w obecności wysłannika papieskiego: "Na miłość Boską, szybko zakończcie ten Sobór!".

W tym samym roku, podczas soborowej euforii zapowiadającej nową wiosnę Kościoła, zwierzył się jednemu ze swych synów duchownych: "W tych czasach ciemności, módlmy się. Czyńmy pokutę za naszego elekta". Właśnie szczególnie za tego, który miał być pasterzem na tym padole, całe swoje życie złożył w ofierze za panującego papieża, którego fotografia znajdowała się wśród zaledwie kilku obrazków dekorujących jego celę.

Odnowa życia religijnego?

Wiele scen z jego życia jest bardzo znaczących, jak na przykład jego reakcja na aggiornamento zgromadzeń zakonnych przygotowane w następstwie Soboru Watykańskiego II.

W roku 1966 Ojciec Generał [Franciszkanów] przybył do Rzymu jeszcze przed specjalną Kapitułą na temat Konstytucji, prosząc Ojca Pio o modlitwę i błogosławieństwo. Spotkał się on z Ojcem Pio w klasztorze: "Ojcze, przybyłem polecić twoim modlitwom specjalną Kapitułę na temat nowych Konstytucji..." Ledwie usłyszał te słowa "specjalna Kapituła" i "nowe Konstytucje" z jego ust, Ojciec Pio uczynił gwałtowny gest i wykrzyknął "to nic innego jak destrukcyjny nonsens". "Ależ Ojcze, mimo wszystko, trzeba wziąć pod uwagę młodsze pokolenie... młodzi ewoluują wraz z nowym stylem życia... są nowe potrzeby...". "Jedyne rzeczy, których brakuje, to rozum i serce, to wszystko, zrozumienie i miłość". Wówczas podszedł do swojej celi, obrócił się i wskazując palcem powiedział: "Nie wolno nam się wynaturzyć, nie wolno nam się wynaturzyć! Na Sądzie Bożym św. Franciszek nie pozna swoich synów!".

Rok później to samo się powtórzyło w kwestii aggiornamento dla kapucynów:

Pewnego dnia, niektórzy (doradcy generała lub prowincjała zgromadzenia religijnego) dyskutowali z Ojcem Generałem nad problemami Zgromadzenia, gdy Ojciec Pio, w szokujący sposób, wykrzyknął, rzucając odległe spojrzenie: "Po coście przybyli do Rzymu? Co knujecie? Czyż chcecie zmienić nawet Regułę św. Franciszka?". Generał odpowiedział: "Ojcze, proponujemy zmiany, ponieważ młodzi nie chcą słyszeć o tonsurze, habicie i bosych stopach...". "Wygnajcie ich! Wygnajcie ich! Cóż można o nich powiedzieć? Czy są to ci, którzy biorą za wzór św. Franciszka, przywdziewając habit i naśladując jego drogę życia, czy też to nie św. Franciszek daje im ten wielki dar?".

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Ojciec Pio był prawdziwym alter Christus, że jego osoba, ciało i dusza były doskonale upodobnione, jak to tylko możliwe, do Jezusa Chrystusa, jego zdecydowana odmowa wobec Novus Ordo i aggiornamento winna być dla nas dobrą lekcją. Warto też wspomnieć, że dobry Pan zapragnął wezwać Swego wiernego sługę krótko przed tym, jak zmiany zostały nieubłaganie narzucone Kościołowi i Zakonowi Kapucyńskiemu. Warto też dodać, że Katharina Tangari, jedna z najbardziej uprzywilejowanych córek duchowych Ojca Pio, tak wspaniale wspierała księży Bractwa św. Piusa X z Ecône aż do swej śmierci, która nastąpiła rok po konsekracjach biskupich w 1988 r.

Ostatnia lekcja: Fatima

Ojciec Pio w jeszcze mniejszym stopniu poddawał się rozpowszechniającemu się społecznemu i politycznemu porządkowi, czy raczej nieporządkowi, nazywając go (w 1966 r.): "pomieszaniem idei i panowaniem łotrów". Przepowiedział, że komunizm zapanuje "ku zaskoczeniu, bez jednego wystrzału... Stanie się to jednej nocy".

To nie powinno nas dziwić, gdyż żądanie Matki Bożej Fatimskiej nie zostało wysłuchane. Ojciec Pio powiedział nawet msgr. Piccinelli, że czerwona flaga będzie przelatywać nad Watykanem, "ale to przeminie". I tu ponownie jego konkluzja pasuje do słów Królowej Proroków: "Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje". Znamy środki, za pomocą których Jej przepowiednia się spełni - dzięki mocy Bożej. Ale trzeba ją skłonić za pomocą dwóch wielkich narzędzi znajdujących się w rękach ludzi: modlitwy i pokuty. To jest właśnie lekcja, którą Matka Boża chciała nam przypomnieć na początku wieku: Bóg pragnie uratować świat poprzez nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi i nie istnieje problem materialny lub duchowy, narodowy lub międzynarodowy, którego nie można by rozwiązać za pomocą Różańca św. i naszego poświęcenia.

To także jest lekcja, którą chciał nam pozostawić Ojciec Pio dzięki swemu przykładowi, a szczególnie poprzez "grupy modlitewne", które założył na całym świecie. "Nigdy nie rozstawał się ze swym różańcem, jeden miał nawet pod poduszką. Podczas dnia odmawiał wiele dziesiątek różańca". Na kilka godzin przed śmiercią, gdy zgromadzeni wokół niego pragnęli jeszcze usłyszeć parę słów, wszystko, co zdołał wypowiedzieć, brzmiało: "Miłujcie Błogosławioną Dziewicę i okażcie Jej swoją miłość. Zawsze odmawiajcie różaniec!".(...)

Tłumaczenie na podstawie artykułu opublikowanego w "Listach do Przyjaciół św. Franciszka" wydawnictwa klasztoru Ojców Kapucynów św. Franciszka w Morgon (Francja), tradycyjnego zgromadzenia wspierającego dzieło arcybiskupa Marcela Lefebvre. "Angelus", maj 1999. o.Jan OFMCap

źródło : http://www.omp.lublin.pl/lektury.php?autor=49&artykul=0

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=145

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 19 paź 2015, 20:57 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie


Film ukazuje zmiany jakie powstaly po Soborze Watykańskim II, na którym wprowadzono wiele zmian w Kościele katolickim.

Doprowadzilo do do wielu heretyckich wręcz praktyk dziejących się na calym świecie wśród przedstawicieli tej religii.

Do zmian tych doprowadzili masońscy uczestnicy Soboru, ukryci wśród Ojców Soborowych.

Zmiana stosunku do komunizmu po Soborze byla także spowodowana uczestnictwem w tym wydarzeniu kaplanów - agentów ruchu komunistycznego w jego obradach.


Muzyka
„Kyrie VIII Mode V”, wykonawca: Choeur des moines bénédictins de Santo Domingo de Silos

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 10 lut 2016, 18:37 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
SWII był oszustwem. Otworzył na oścież drzwi dla demona i wprowadził modernizm do Kościoła.


Novuskardynał Walter Kasper, uznaje, że tradycyjni katolicy cały czas mieli rację

Newcardinal Admits that Vatican II Lied: Acknowledges that Traditional Catholics Were Right All Along. Novuskardynał przyznaje: II SW kłamał – Uznaje, że tradycyjni katolicy cały czas mieli rację.

The TRADITIO Fathers – 24.04.2013
http://www.traditio.com/comment/com1304.htm

Novuskardynał Walter Kasper, biskup na II SW (1962-65) teraz przyznaje, że tradycyjni katolicy cały czas mieli rację. Liderzy modernistycznego soboru oszukali Kościół ukrywając heretyckie “bomby zegarowe” w dokumentach soborowych, pozwalając na heretyckie interpretacje po przejęciu procesu wdrażania przez modernistów takich, jak główny architekt “nowej liturgii” Hannibal Bugnini.

Były przewodniczący papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan potwierdził prawdę o tym, co tradycyjni katolicy mówili cały czas, że liderzy modernistycznego II SW oszukali Kościół ,ukrywając heretyckie “bomby zegarowe” w dokumentach soborowych.

Te bomby zegarowe ukrywano pod dwuznacznym językiem, brzmiącym tradycyjnie, żeby zdobyć głosy konserwatywnych biskupów, ale pozwalając na jego heretycką interpretację po przejęciu procesu wdrażania dekretów soboru przez modernistów, takich jak architekta “nowej liturgii”, Hannibala Bugni niego.

Novuskardynał Walter Kasper, który był soborowym biskupem, dokonał tego wyznania 12.04.2013 w L’Osservatore Romano, dzienniku novuspapieża. Napisał:

“W wielu miejscach ojcowie soboru musieli znaleźć kompromisową formułę, w której często stanowiska konserwatywnej większości zamieszczone są tuż obok tych z postępowej mniejszości, opracowanej w celu ograniczenia ich. Dlatego teksty soborowe mają ogromny konfliktowy potencjał, otwarte drzwi na selektywne ich przyjęcie w każdym kierunku”.

W ten sposób Kasper potwierdził to co Michael Davies i inni tradycyjni historycy pisali od roku 1963. [Pisał o tym również w tamtych czasach polski pisarz, Józef Mackiewicz, którego książki są wciąż trudno dostępne w Polsce dzięki rodzinie Szechterów – admin]. Faktycznie taka była teza książki Daviesa z 2003 roku:

“Liturgiczne bomby zegarowe II SW: zniszczenie wiary katolickiej poprzez zmiany w katolickiej religii” [Liturgical Time Bombs in Vatican II: The Destruction of the Catholic Faith through Changes in Catholic Worship]

Kasper mówi, że dokumenty soborowe były celowo sporządzone tak by pozwolić na modernistyczne interpretacje, kiedy po soborze dostały się w ręce radykalnych postępowych teologów i biskupów. Kasper przyznaje, że same teksty soborowe są konfliktowe, nie z uwagi na jakieś późniejsze złe ich interpretacje, jak próbował twierdzić Benedykt XVI w swojej teorii o ”hermeneutyce ciągłości”.

Modernistyczna mniejszość na II SW potajemnie podważyła dogmaty prawdy nauczane przez tradycyjne magisterium Kościoła przez 2.000 lat w takich kwestiach, jak:

* dwa źródła Objawienia Publicznego: Pismo Święte i Święta Tradycja
* inspiracja Pisma Świętego
* konieczność łaski dla zbawienia
* konieczność Chrztu
* koniec małżeństwa
* cztery ostatnie rzeczy: śmierć, sąd, niebo i piekło.


Tłumaczenie Ola Gordon
http://gazetawarszawska.com

https://marucha.wordpress.com/2014/05/2 ... eli-racje/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 22 lut 2016, 17:42 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
BP DONALD J. SANBORN: W OBRONIE AUTORYTETU KOŚCIOŁA

BP DONALD J. SANBORN

SEDEWAKANTYZM:

W OBRONIE AUTORYTETU

KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

I PAPIESTWA



KRAKÓW 2015

http://www.ultramontes.pl

Sedewakantyzm: w obronie autorytetu

Kościoła katolickiego i papiestwa (a)

BP DONALD J. SANBORN


Drodzy katolicy,

Ostatnio ktoś mnie skrytykował za to, że zbyt wiele rozpisuję się na temat sedewakantyzmu. To prawda, że jest to temat często przeze mnie poruszany. Czynię tak dlatego, że wierni zdają się zapominać o jego doniosłości.

Wypowiedzenie wojny

Zwołaniu Vaticanum II w 1962 roku towarzyszyły wszelkie pozory prawdziwej władzy i świetności soboru powszechnego Kościoła katolickiego. Niezaprzeczalnie, było to jedno z najbardziej uroczystych z gromadzeń, jakie miały miejsce od początku istnienia Kościoła.

Mając wówczas zaledwie dwanaście lat, entuzjazmowałem się tym wydarzeniem, uważając je za ważne i dziejowe spotkanie i oczekiwałem co ogłosi i uczyni.

Pamiętam jak w 1963 roku, na lekcje religii w szkole średniej musiałem wyszukiwać i wycinać artykuły o ekumenizmie, przeważnie z The Tablet - diecezjalnej gazety wydawanej na Brooklynie. Nawet wówczas, myślałem o ekumenizmie jak o jakimś nowym wysiłku Kościoła mającym przyciągnąć protestantów z powrotem do jednego prawdziwego Kościoła, którym jest oczywiście - Kościół rzymskokatolicki.

Jednakże, w pierwszą niedzielę Adwentu roku 1964 bańka optymizmu i entuzjazmu pękła mi prosto w twarz. To była pierwsza niedziela, na której wprowadzono nakazane przez Pawła VI początkowe zmiany Vaticanum II. Jak na dzisiejsze normy zmiany te były dość łagodne, ale dostrzegłem dążenie do demontażu świętej liturgii, jak również wprowadzenia języka narodowego, Mszy dialogowej i innych protestanckich naleciałości, co sprawiło że poczułem się bardzo zaniepokojony. Pamiętam, jak wracając ze Mszy myślałem sobie: "w tej Mszy jest coś protestanckiego". Te słowa miały okazać się moim wypowiedzeniem wojny Vaticanum II i jego późniejszym zmianom. Jest to wojna, którą toczę już prawie pięćdziesiąt lat. Spędziłem na niej całe moje życie i zapowiada się, że nie ustanie przez wszystkie lata, jakimi jeszcze Bóg mnie obdarzy. Wątpię, abym doczekał rezultatu tego boju.

Główne zagadnienie wprowadzające zamęt

Każdy łatwo dostrzeże, że z powyższego opisu wynika natychmiastowe pojawienie się bardzo poważnego problemu. Jak można wydać wojnę nieomylnemu i niezniszczalnemu (wolnemu od błędów) Kościołowi?

Rozwiązanie tej kwestii spowodowało ogromne zamieszanie i podział w szeregach tradycjonalistów. Wszyscy tradycjonaliści uważają, że Vaticanum II i jego zmiany są w taki czy inny sposób złe. Pytania o to, na czym polega ich zło i jak coś złego mogło przyjść do nas ze strony nieomylnego i wolnego od błędu Kościoła stanowią temat niemal wszystkich dyskusji toczonych wśród tradycjonalistów, które czasami stają się bardzo gwałtowne.

Jak wszystkim wiadomo, istnieją trzy podstawowe "obozy"

tradycjonalistów: 1) konserwatyści Novus Ordo; 2) grupy "uznawać i sprzeciwiać się", głównie Bractwo Św. Piusa X; 3) sedewakantyści.

Konserwatyści Novus Ordo

Grupa ta uważa, że Vaticanum II nie zawiera żadnych istotnych błędów, ale że został źle zinterpretowany. Uważają te niepoprawne interpretacje za zasadniczo błędne, a może nawet heretyckie. Podają taką wykładnię Vaticanum II, która jest - ich zdaniem - zgodna z tradycją Kościoła. Znana jest ona jako "uznanie Soboru w świetle tradycji". Są to słowa Jana Pawła II skierowane do arcybiskupa Lefebvre mające stanowić podstawę dla ewentualnego pojednania. Tę postawę nazywają też "hermeneutyką ciągłości". Przedstawicielami postawy konserwatystów Novus Ordo jest Bractwo Św. Piotra i tym podobne instytuty, jak również wielu kapłanów Novus Ordo funkcjonujących w ramach modernistycznej religii. W podobny sposób twierdzą oni, że liturgiczne i dyscyplinarne zmiany - choć niefortunne - nie są sprzeczne z wiarą ani w jakikolwiek sposób grzeszne. Są jedynie nie tak dobre jak liturgia i dyscyplina sprzed Vaticanum II.

Krytyczna ocena.

Stanowisko to jest nie do przyjęcia. Oznacza bowiem, że Kościół rzymskokatolicki przez pięćdziesiąt lat rozpowszechniał fałszywą interpretację soboru powszechnego. Dogmatyczne odstępstwa, dyscyplinarne aberracje i liturgiczne obrzydliwości, przed którymi wzdrygają się wszyscy tradycjonaliści przyszły do nas od władzy Kościoła - jeśli przyjmiemy system konserwatystów Novus Ordo. Jedyny sposób w jaki ten system mógłby zostać obroniony od zanegowania niezawodności Kościoła polegałby na udowodnieniu, że 1) Vaticanum II faktycznie nie zawiera żadnego błędu; 2) katolicka hierarchia nie ogłosiła niczego innego jak tylko katolicki dogmat i katolicką naukę moralną, wyłącznie święte reguły karności oraz wyłącznie święte i katolickie liturgiczne praktyki; 3) a przyczyną obecnego chaosu jest to, że inni jakimś sposobem nałożyli hierarchii kaganiec i rozpowszechniają całkowicie fałszywą interpretację Vaticanum II oraz zainicjowali wszystkie złe reformy i nieprawowierne nauki, których codziennie doświadczamy.

Wyobrażanie sobie, że to wszystko jest prawdą to nic innego jak życie w świecie fantazji. Rzeczywistość przedstawia zupełnie co innego. Oczywistym jest, że Vaticanum II został zinterpretowany przez nauczycielskie magisterium Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Wyobraźmy sobie, że heretyckie bluźnierstwa Franciszka "nie ma katolickiego Boga" i "Bóg nie istnieje" należą teraz do autentycznego magisterium Kościoła katolickiego - jeśli ten system ma być prawidłowy - i mają swe miejsce obok czcigodnych tomów nauczania świętego Piusa X oraz całego Bullarium Romanum (1).

A ponadto, gdzie znajduje się ta prawdziwa interpretacja Vaticanum II, która uspokoi wszystkie umysły? Wszyscy o tym mówią, ale nikt nie może znaleźć. To niczym jednorożec w lesie. I to po pięćdziesięciu latach? Nie jest też po katolicku interpretować sobór w sposób sprzeczny z oficjalną nauczycielską interpretacją magisterium. Ta wykładnia została dokonana przez hierarchię Novus Ordo nie tylko w wielu posoborowych dokumentach, lecz również poprzez wiele oficjalnych aktów - na przykład obrzydliwości przeciw Pierwszemu Przykazaniu w Asyżu.

To janseniści mówili, że "akceptujemy papieskie dokumenty, ale interpretujemy je po swojemu".

Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 roku zawiera fałszywe nauczanie i złe praktyki Vaticanum II, takie jak nowa eklezjologia i świętokradztwo udzielania Komunii Świętej niekatolikom. Czy możemy odrzucić ten dokument jako "złą interpretację"?

To, że kilku konserwatystów wymyśliło sobie "prawdziwą interpretację" Vaticanum II nie powoduje ciągłości katolickiego nauczania. Prawdziwa interpretacja jakiegokolwiek soboru nie jest domeną osób prywatnych, lecz hierarchii Kościoła katolickiego. Jedyną ścisłą interpretacją Vaticanum II jest to, co miał na myśli Paweł VI, gdy promulgował dokumenty Vaticanum II i to, co autorzy późniejszych, posoborowych, nauczycielskich dokumentów i aktów mieli na myśli. Autentycznej wykładni Vaticanum II musimy szukać w przemowach i dokumentach Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Nie możemy jej znaleźć w "ujęciu", jakie mu nadają niektórzy konserwatywni pisarze.

W świecie wyobraźni konserwatystów Novus Ordo, katolicka hierarchia powinna pewnego dnia odrzucić fałszywą interpretację nadaną Vaticanum II przez hierarchię w minionych pięćdziesięciu latach i ogłosić zupełnie nową interpretację. Jak w ogóle możemy - w takim przypadku - wytłumaczyć protestantowi, że Kościół jest nieomylny i niezawodny, skoro przez pięćdziesiąt lat rozpowszechnia fałszywą naukę?

I wreszcie, absolutną niemożliwością jest nadanie Vaticanum II i jego zmianom interpretacji, która byłaby zgodna z katolicką doktryną. Oświetlenie Vaticanum II światłem tradycji to oświetlenie światłem potężnej lampy błyskowej ciemnego zaułka pełnego cuchnących pojemników na śmieci i szczurów.

Stanowisko Recognize and Resist [R & R] (uznawać i sprzeciwiać się)

Ludzie reprezentujący tę postawę (R & R) uważają, że powinniśmy uznawać hierarchię Vaticanum II za prawdziwą katolicką hierarchię i jednocześnie odrzucać błędy Vaticanum II oraz późniejsze reformy liturgiczne i dyscyplinarne.

W tej grupie występują najróżniejsze odcienie oporu. Niektórzy są bardzo zdecydowanymi przeciwnikami Vaticanum II (na przykład: Tradition in Action, the Saint Marcel Initiative [bp. Williamson]), podczas gdy inni mają dużo łagodniejsze podejście (na przykład: Bractwo Św. Piusa X). Niektórzy akceptują święcenia i konsekracje Novus Ordo, a niektórzy nie. To samo dotyczy kwestii unieważnień małżeństw.

Te rozbieżności wynikają z samej natury ich systemu, ponieważ twierdzą, że reformy Vaticanum II rzeczywiście pochodzą od władzy Chrystusowej ulokowanej w hierarchii Novus Ordo, jednak nauczanie, liturgia i reguły dyscypliny tej władzy muszą być przesiane w celu określenia, co jest, a co nie jest zgodne z tradycją.

Nie trzeba dodawać, że każda grupa ma swe własne sito. Niektóre sita mają drobniejsze "oczka" od innych. Z tego powodu wśród zwolenników postawy "R & R" panuje obecnie zamieszanie, ponieważ grupa główna stopniowo dryfuje w kierunku pojednania z modernistami, które to porozumienie jest w pełni zgodne z tą postawą. Jeśli moderniści zaakceptują ich sito, wtedy wszystkie przeszkody zostaną usunięte. Mogą jednak wymagać, aby gęstość ich sita została dopasowana, tzn., tak aby miało większe "oczka".

Ocena krytyczna.

System "R & R" nie rozwiązuje palącego problemu autorytetu władzy, ponieważ przypisuje katolickiej hierarchii odejście od prawdziwej wiary, prawdziwego kultu i prawdziwej dyscypliny. Samą swą inicjatywą założenia równoległego apostolatu wbrew miejscowemu biskupowi Novus Ordo i papieżowi Novus Ordo, zwolennicy "R & R" domyślnie oświadczają, że Vaticanum II, Msza Novus Ordo i kolejne reformy są fałszywe, złe i grzeszne. Ponieważ pochodzi to wszystko od (ich zdaniem) rzymskokatolickiej hierarchii, to trzeba wyciągnąć logiczny wniosek, że ta sama hierarchia narzuciła całemu Kościołowi fałszywą religię, którą należy odrzucić i przeciwstawiać się jej.

Ponownie stawiam pytanie: W jaki sposób moglibyśmy w ogóle - w takim razie - wytłumaczyć protestantowi, że Kościół jest nieomylny i wolny od błędu?

Sedewakantyzm

Sedewakantyści rozumieją 1) że na mocy prawa Bożego oraz samej natury Kościoła, publiczne odstępstwo od wiary powoduje oddzielenie się od Kościoła katolickiego, i to przed wydaniem jakiejkolwiek prawnej deklaracji; 2) że jest niemożliwe, na mocy gwarancji niezawodności (indefectibilitas) i nieomylności (infallibilitas), aby katolicka hierarchia głosiła całemu Kościołowi fałszywą naukę, fałszywe praktyki liturgiczne i błędne reguły dyscypliny.

Są to katolickie zasady uznawane przez wszystkich. Nikt nie może ich zanegować bez zanegowania również katolickiej Wiary.

Opierając się na tych zasadach, sedewakantysta wyciąga następujący wniosek: już sama intencja głoszenia Kościołowi fałszywych nauk, fałszywych liturgicznych praktyk i złych reguł dyscypliny stanowi istotną przeszkodę w otrzymaniu władzy Chrystusowej do nauczania, rządzenia i uświęcania Kościoła.

Rozumie on też zasadę - uznawaną przez wszystkich teologów i różnych papieży - że nie sposób, aby ten, kto popada w publiczną herezję mógł kierować Kościołem.

Zasady te stosuje on do zmian Yaticanum II. Jako że są one w oczywisty sposób sprzeczne z katolicką doktryną, katolicką praktyką liturgiczną i regułami katolickiej dyscypliny, to wyciąga konieczny i nieuchronny wniosek, że jest niemożliwe, aby ci, którzy promulgowali Yaticanum II byli prawdziwą hierarchią Kościoła katolickiego.

Ocena krytyczna.

Stanowisko sedewakantystyczne jest solidnie oparte na zasadach, które wynikają z samej natury katolickiego Kościoła, papiestwa i samego pojęcia autorytetu władzy. Są to zasady bezsporne.

Wynikającą z tej postawy ocenę, że zmiany Yaticanum II są niekatolickie łatwo udowodnić. Fakt ten staje się coraz bardziej ewidentny wraz z tym jak z dnia na dzień Bergoglio coraz bardziej zuchwale i skandalicznie oddala się od katolickiej prawdy i praktyki. Z tego powodu, nawet niektórzy duchowni Novus Ordo podnieśli ostatnio możliwość sedewakantyzmu.

Ponadto, sedewakantyzm unika problemów nieodłącznie związanych z dwoma pierwszymi systemami. Problem systemu konserwatystów Novus Ordo polega na tym, że jego zwolennik musi prowadzić życie nieustannego zaprzeczania, negowania rzeczywistości, z którą codziennie, co chwilę się styka twarzą w twarz oraz zaprzeczania, że jego odraza wobec Novus Ordo wywodzi się z samej awersji wiary katolickiej do tego, co heretyckie i obce. Zamiast tego buduje sobie domek z kart teologicznej fantazji, że Yaticanum II nie zmienił niczego istotnego w katolickim Kościele, domek z kart bliski rozsypania w miarę jak Bergoglio zawzięcie realizuje swe modernistyczne cele.

Zupełnym absurdem i szaleństwem jest wiara, że aktualne spustoszenie Kościoła we wszystkich jego aspektach, prawdziwa Hiroszima, jest skutkiem jedynie przypadkowych i nieistotnych zmian katolickiej religii dokonanych przez Vaticanum II. Przeczy zdrowemu rozsądkowi utrzymywanie, że istnieje jakaś "hermeneutyka ciągłości", tzn., jakaś katolicka interpretacja Vaticanum II unosząca się gdzieś w powietrzu, której nikt nie słyszał ani nie widział przez pięćdziesiąt lat! A jednak konserwatysta Novus Ordo uporczywie trzyma się tych pojęć, ponieważ są one jego jedyną deską ratunku by "nadać sens" rażącej sprzeczności między religiami sprzed i po Vaticanum II.

Poza tym, sedewakantyzm unika beznadziejnego systemu "R & R". Z jednej strony, "R & R" odrzuca jako niekatolicką całą nową religię Vaticanum II, ale z drugiej strony utrzymuje, że została ogłoszona przez autorytet władzy Chrystusowej umiejscowiony w katolickiej hierarchii. Taka postawa oznacza, że katolicki Kościół odpadł od wiary, co jest sprzeczne z wiarą.

Podsumowanie

Z tych właśnie powodów stale powracam do kwestii sedewakantyzmu i una cum. Ludzie świeccy a nawet wielu duchownych mają bowiem tendencję do zwykłej "odruchowej reakcji" na zmiany Vaticanum II. Stwierdzają, że ich nie lubią i poszukują sakramentów u tradycjonalistycznych kapłanów każdego rodzaju albo jeśli sami są duchownymi, to mogą nawet odprawiać tradycyjną Mszę. Nie zastanawiają się nad problemem autorytetu władzy w Kościele oraz nad tym, w jaki sposób w obecnym czasie opierania się modernizmowi należy chronić zarówno nieomylność (infallibilitas) jak i niezawodność (wolność od błędu - indefectibilitas) Kościoła.

W dobie modernistycznego kryzysu nie można mówić o katolickiej postawie, jeżeli się nie ma katolickiego stanowiska wobec rzymskiego Papieża. Papież Pius IX powiedział, "nie wolno oddzielać Papieża od Kościoła". Katolicy, którzy pozostają obojętni wobec problemu papiestwa modernistycznych "papieży" sami postępują jak moderniści. Modernista bowiem nie dba o władzę, tylko wywodzi swą religię z własnych wewnętrznych odczuć. Wielu tradycjonalistów przystępuje do tradycji z modernistycznych powodów, tzn., oni przylegają do niej nie ze względu na autorytet władzy Kościoła nauczającego, lecz dlatego, że tradycja bardziej odpowiada ich osobistym uczuciom religijnym.

A zatem, właśnie z tego powodu, tak roztrząsam temat sedewakantyzmu: aby wpoić wiernym konieczność katolickiej postawy wobec autorytetu władzy.

Szczerze oddany w Chrystusie,

Bp Donald J. Sanborn Rektor

"Most Holy Trinity Seminary Newsletter", December 2014. (b)

Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa

Przypisy:

(1) Bullarium Romanum to zbiór wszystkich oficjalnych papieskich nauk i środków dyscyplinarnych.

(a) Tytuł artykułu od red. Ultra montes.

(b) Por. 1) Bp Donald J. Sanborn, a) Amoralny synod modernistycznych biskupów (2014) - produkt doktrynalnego liberalizmu Vaticanum II. b) Bergoglio o (nie)istnieniu Boga. c) Nasz katolicki apostolat, Dziesięć rad Bergoglio i "Requiem" dla protestanckiego heretyka. d) Cnoty nadprzyrodzone. Kazanie wygłoszone 31. 08. 2014 r. w Krakowie. e) Katolickie seminarium duchowne, FSSPX i "kanonizacje" pseudopapieży. f) Dlaczego należy przekonywać zwolenników FSSPX do stanowiska sedewakantystycznego. g) Wzniosłość świętej Wiary katolickiej a obskurantyzm współczesnego świata. h) Tragikomedia Novus Ordo: Bergoglio z nosem klauna i herezja "kardynała" Rodrigueza. i) Bergoglio o Żydach i ateistach. Modernistyczny relatywizm prawdy dogmatycznej. j) Od modernizmu do apostazji. Bergoglio nie wierzy w katolickiego Boga. j) "Kanonizacje" Jana XXIII i Jana Pawła II. k) Sprzeciw wobec zmian soborowych a niezniszczalność Kościoła. l) "Sobór Watykański II" - największa katastrofa w historii świata. n) Góry Gelboe. Jeden z pierwszych seminarzystów abp. Lefebvre'a opłakuje upadek jego Bractwa. o) Vaticanum II, papież i FSSPX.

2) Ks. Anthony Cekada, Tradycjonaliści, nieomylność i papież.
3) Ks. Noël Barbara, Papieska nieomylność a dzisiejszy kryzys w Kościele.
4) Św. Pius X, Papież, a) Encyklika Pascendi dominici gregis o zasadach modernistów. b) Przysięga antymodernistyczna.
5) Papież Pius XI, Encyklika "Mortalium animos". O popieraniu prawdziwej jedności religii.
6) Piotr kardynał Gasparri, Katechizm katolicki (Catechismus catholicus).
7) Akta i dekrety świętego powszechnego Soboru Watykańskiego (1870), Pierwszy projekt Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony Ojcom do rozpatrzenia (Primum Schema Constitutionis dogmaticae de Ecclesia Christi Patrum examini _propositum).
8) Ks. Maciej Sieniatycki, Apologetyka czyli dogmatyka fundamentalna. a) Kościół katolicki jest niezmienny. b) Prawdziwa religia może być tylko jedna.
9) Dr. Franciscus Egger, Episcopus Brixinensis et Princeps, a) De indefectibilitate Ecclesiae. b) De necessitate Ecclesiae. c) De_proprietatibus religionis.
10) Ks. Jacek Tylka SI, Dogmatyka katolicka. a) Traktat o Kościele Chrystusowym. b) O obojętności, czyli indyferentyzmie w rzeczach religii. c) O własnościach religii.
11) Ks. Ignacy Grabowski, Kościół a herezja.
12) Sac. F. H. Reinerding, Theologiae fundamentalis tractatus duo. Tractatus prior. Demonstratio christiano-catholica contra adversarios generatim omnes. De iis, qui auctoritati Ecclesiae obluctantur.
13) Kwintus Septymiusz Florens Tertulian, Preskrypcja przeciw heretykom (Liber de praescriptionibus adversus haereticos).
14) O. Jan Jakub Scheffmacher SI, Katechizm polemiczny czyli Wykład nauk wiary chrześcijańskiej przez zwolenników Lutra, Kalwina i innych z nimi spokrewnionych, zaprzeczanych lub przekształcanych.

(Ultra montes).

http://gazetawarszawska.com/kosciol-swi ... u-kosciola

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 22 lut 2016, 20:54 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
"Sobór Watykański II" – największa katastrofa w historii świata (*)

(Artykuł z października 2012)


BP DONALD J. SANBORN

Vaticanum II to najbardziej tragiczne wydarzenie dwudziestego wieku, a właściwie w całej historii świata, gdyż stał się przyczyną powszechnego odstępstwa od wiary przepowiedzianego przez świętego Pawła w Drugim Liście do Tesaloniczan. "Sobór Watykański II" zupełnie zniszczył cnotę wiary u niezliczonych milionów dusz, niwecząc tym samym wszelką nadzieję zbawienia dla tych ogromnych rzesz ludzi.

Przez nadprzyrodzoną cnotę wiary, wlaną przez Boga przy chrzcie świętym (lub u osób dorosłych w wielu przypadkach jeszcze przed chrztem) wierzymy we wszystko, co Bóg objawił i co podaje Kościół katolicki jako od Boga objawione. Tym, co skłania nas byśmy uwierzyli jest autorytet Boga objawiającego oraz autorytet Kościoła przekazującego prawdy wiary. Kościół otrzymuje władzę do przekazywania Boskich prawd od Samego Boga i dlatego też jest nieomylny, gdy podaje doktrynę w sposób powszechny i definitywny. Przez cnotę wiary spełniamy akt przyjęcia tych prawd, przyzwolenia, które jest tak niezachwiane i tak absolutne, że musimy raczej przyjąć śmierć niż zezwolić na zmianę najmniejszej joty choćby jednego dogmatu. Chwałą męczenników jest ich gotowość, by raczej umrzeć niż zaprzeć się wiary.

A zatem przedmiotem wiary jest depozyt świętych dogmatów i świętych nauk moralnych, które Kościół katolicki do wierzenia podaje. Ponieważ doktryny te pochodzą od Samego Boga, są one absolutnie niezmienne, to jest, niepodlegające żadnym zmianom, nawet przez władzę samego Kościoła. Tym samym Kościół katolicki opiera się na niezachwianych fundamentach niezmiennej prawdy. Wszystkie jego zasady dyscypliny, pobożności, liturgiczne praktyki, postawy, filozofia, kultura a nawet sztuki piękne pochodzą z tego źródła niezmiennej prawdy, powszechnie znanej jako depozyt wiary. Skutkiem tego wszystkie wyżej wymienione elementy Kościoła, choć utworzone przez człowieka, mają w samej swej istocie udział w owej niezmienności. Znaczy to, że wszystkie z tych rzeczy muszą pozostać w istocie swej takie same na przestrzeni całej historii Kościoła, wbrew przygodnym zmianom zależnym od czasu, okoliczności czy regionalnych kultur.

Nadprzyrodzonym pięknem Kościoła katolickiego sprzed Vaticanum II jest to, że ta zasadnicza jedność istniała wszędzie i w każdym czasie jego historii: jedność wiary, jedność dyscypliny, jedność liturgicznego kultu. Tę absolutną jedność wiary można bowiem dostrzec wszędzie i w każdym czasie we wszystkich katolickich kościołach, wraz z właściwą jej zasadniczą jednością wszystkich elementów wytworzonych przez człowieka, które wypływają bezpośrednio z nadprzyrodzonego depozytu wiary Kościoła.

Podobnie jak sama starożytna Jerozolima, słynna z tego, iż można ją było oglądać w słonecznym świetle poranka z Góry Oliwnej, położoną na szczycie wzgórza otoczoną potężnymi i lśniącymi w słońcu murami, tak i Kościół katolicki jest drogocennym klejnotem umieszczonym na powierzchni ziemi przez Samego Boga, zawierającym w sobie skrzący się ogień odbijający Boskie Światło. Jako przedłużenie tajemnicy Wcielenia, Kościół można nazywać, przez analogię do Samego Chrystusa, lumen de lumine, to jest światłem ze światłości.

Ta jedność i stałość prawdy, liturgii i dyscypliny udzieliła Kościołowi blasku i krystalicznej wartości, które przyciągają do Niego wszystkich ludzi.

Wszystko to zostało zmiecione przez Vaticanum II. Zastąpił wiarę katolicką – absolutną z samej swej natury – relatywizmem prawdy. Dokonał tego głównie przez ekumenizm, który był zasadniczym celem "soboru". Chciał dołączyć do wielowiekowego protestanckiego ruchu w tworzeniu tego co heretycy zwali Unam Sanctam, to jest, Jeden Święty, ich termin na określenie bezdogmatycznego, humanitarnego, jednego światowego chrześcijańskiego Kościoła obejmującego wszystkie wyznania. Vaticanum II zastąpił prawdziwą wiarę pluralizmem, który uznaje za prawdziwe te wyznania i religie, które zaprzeczają katolicyzmowi. Dogmat w takim przypadku staje się nie prawdziwym opisem natury Boga, lecz jedynie wyrazem wewnętrznego odczuwania Boga, które może się różnić w zależności od osoby, ludzi, kultur.

Przez tę radykalną zmianę dotyczącą dogmatu i wiary, otrzymaliśmy od "soboru" 1) Dekret o ekumenizmie, zawierający herezję nazywającą religie niekatolickie środkami zbawienia; 2) Dekret o wolności religijnej, który zawiera moralną herezję, że każdy ma prawo wyznawać taką religię, jaka mu się spodoba; 3) Konstytucję dogmatyczną o Kościele (Lumen gentium), która zawiera herezję, że Kościół Chrystusowy jest czymś większym i obszerniejszym niż Kościół katolicki i że kolegium biskupów jest podmiotem (posiadaczem) najwyższej władzy Kościoła katolickiego; 4) Dekret o Świętej Liturgii, który, punkt po punkcie, zniszczył tradycyjną łacińską Mszę, najcenniejszy owoc wieków i dał podwaliny pod brzydkość znaną pod nazwą Nowa Msza.

Wstrzyknięcie tych i wielu innych trucizn w struktury katolickie zrujnowało nam Kościół. Po tym półwieczu horroru, który znosimy nie mając na widoku żadnej nadziei na poprawę sytuacji, pozostały jedynie porozrzucane po świecie grupki, które obiektywnie mogą być utożsamiane z wiarą katolicką sprzed "soboru".

Tragiczne wydarzenie Vaticanum II wywarło głęboki wpływ na życie niemal każdego, kto czyta ten artykuł. Dotknęło, w większości przypadków, całego ich życia. Świadomi najważniejszego miejsca, jakie wiara zajmuje w naszym życiu, musimy wszyscy, w większym lub mniejszym zakresie, dokonywać ważkich decyzji by zachować wiarę wieków.

Tradycjonalistyczny ruch jest często krytykowany za brak kierownictwa i za podziały. Oskarżenie jest zasadne co do kierownictwa, ponieważ brakuje prawdziwego papieża, który by nami kierował. Chaos to naturalny skutek braku zwierzchnika. Jednakże ten to właśnie nieład jest cechą katolicyzmu tych, którzy odrzucają Vaticanum II, na dowód, że, jako katolicy, nie dajemy posłuchu żadnej władzy prócz tej, która pochodzi od rzymskiego Papieża.

Niemniej jednak tradycjonalistyczny ruch posiada wszystkie cechy rzymskiego katolicyzmu: jego jedność wiary, dyscypliny, pobożności, świętej liturgii, świętej teologii, scholastycznej filozofii, katolickiej kultury i sztuki. Rzymski katolicyzm, innymi słowy, jest u nas żywy i ma się dobrze i nawet człowiek daleki od wiary powiedziałby, że możemy być utożsamiani z wielowiekowym katolicyzmem sprzed Vaticanum II.

Cóż znajdujemy w naszych katolickich kościołach czy innych instytucjach? Grupę ludzi, którzy utracili wiarę i zastąpili ją pluralistyczną, naturalistyczną, modernistyczną i bezdogmatyczną namiastką "katolicyzmu" bez żadnej jedności wiary i bez żadnej identyczności z Kościołem katolickim sprzed Vaticanum II. Próbują wykorzystać katolicką strukturę jako wehikuł dla ich nowej religii, lecz ten wehikuł nie pojedzie. Katolicki Kościół ustanowiony przez Chrystusa, wierna Jego oblubienica, nie pozwoli sobie by ją używano jako narzędzie błędu. Skutki? Dezintegracja, rozkład, zniszczenie życia religijnego, zamykanie parafii, szkół, nowicjatów i seminariów, powszechne panowanie herezji, ogólna utrata wiary i pobożności, bluźniercze i świętokradzkie liturgie, brak moralności wśród kleru.

Czy istnieje dość słów, które by mogły opisać zakres i intensywność duchowego spustoszenia oraz cierpień będących skutkiem pięćdziesięciu lat tego "soboru"?

Cóż proponuje "Benedykt XVI" jako remedium na wszystkie te upodlenia i profanacje? Wznieść toast za pięćdziesiąt lat Vaticanum II i wypić kolejny łyk.

Bp Donald J. Sanborn


Fragment artykułu z: "Most Holy Trinity Seminary Newsletter", October 2012, ss. 2-4. (1)

Tłumaczyła z języka angielskiego Iwona Olszewska

–––––––––––––––

Przypisy:

(*) Tytuł artykułu od red. Ultra montes.

(1) Por. 1) Bp Donald J. Sanborn, a) Rozkład religii Novus Ordo. b) Sprzeczność Vaticanum II z nauczaniem Kościoła katolickiego. c) Sprzeciw wobec zmian soborowych a niezniszczalność Kościoła. d) Asyż III – obrzydliwość spustoszenia w miejscu świętym. e) Góry Gelboe. Jeden z pierwszych seminarzystów abp. Lefebvre'a opłakuje upadek jego Bractwa. f) Rozmowy doktrynalne Bractwa Św. Piusa X z modernistami i "beatyfikacja" Jana Pawła II. g) Zgubne skutki kompromisów z prekursorami Antychrysta. h) Pozbądźcie się złudnych nadziei co do Ratzingera. Pytania i odpowiedzi. i) Vaticanum II, papież i FSSPX.
2) Św. Pius X, Papież, a) Encyklika "Pascendi dominici gregis", o zasadach modernistów. b) Przysięga antymodernistyczna.
3) Ks. Andrzej Dobroniewski, Modernizm i moderniści.
4) Ks. Stanisław Miłkowski, O modernizmie.
5) Kongregacja Św. Inkwizycji, Wyznanie Wiary dla heretyków przechodzących na łono Kościoła katolickiego.
6) Ks. Władysław Lohn SI, Chrystus nauczający. Ustanowienie i skład Urzędu Nauczycielskiego.
7) Ks. Maciej Sieniatycki, a) Apologetyka czyli dogmatyka fundamentalna. b) Zarys dogmatyki katolickiej. c) Modernistyczny Neokościół.
8) Akta i dekrety świętego powszechnego Soboru Watykańskiego (1870), Pierwszy projekt Konstytucji dogmatycznej o Kościele Chrystusowym przedłożony Ojcom do rozpatrzenia.
9) Bp Władysław Krynicki, Sobór Watykański.
10) Ks. Marian Morawski SI, Biskupi wobec Soboru i Papieża.

(Przyp. red. Ultra montes).


© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXII, Kraków 2012

http://www.ultramontes.pl/sanborn_katastrofa_v2.htm

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 11 cze 2016, 09:56 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Mechanizmy groteskowe

Filioli, nemo vos seducat.
„Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu” (1 J 3, 7).

Deformatorzy katolickiej wiary i katolickiego kultu narobili w Kościele bałaganu i chcą wpędzić w poczucie winy tych, którzy bronią integralności katolickiego depozytu wiary i ładu katolickiego kultu. Przyznają Państwo, że sprawa zalatuje groteską?
My tymczasem spokojnie żyjmy pełnią wiary katolickiej, czerpanej z czystych źródeł Objawienia Bożego, zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji.


https://sacerdoshyacinthus.com/

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 24 cze 2016, 09:30 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
A oto i zatrute owoce Soboru Watykańskiego II ! Tragedia !!!


Stop Western Mass 2011

https://www.gloria.tv/video/YkL6e9RZNiq41odgTbKtkHKe6

Podczas święta na Wyspie Dunajskiej 26. czerwca, ks. Anton Faber Proboszcz Katedry wiedeńskiej odprawi po raz czwarty tak zwaną mszę westernowską. Przez ostatnie trzy lata Gloria.TV nagrywała to widowisko i publikowała na ten temat krótkie reportaże. Podczas mszy ludzie palą, piją i jedzą. Uczestnicy idą do komunii bespośrednio od popielniczki i stolika z piwem.

W tym roku Gloria.TV wystąpiła do arcybiskupa wiedeńskiego Kardynała Christofa Schonborna z prośbą: zamiast mszy świętej celebrować liturgię słowa.

Podpisujący tą petycję zachęcą Kardynała Schonborna do wypełnienia swojej posługi pasterskiej, do odwołania zaplanowanego nadużycia mszy świętej i do odprawiania zamiast tego liturgii słowa.

Niech Państwo również poproszą Kardynała o interwencję używając następującego adresu mailowego: ebs@edw.or.at 

http://rzymskikatolik.blox.pl/html/1310 ... tml?134790

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 29 cze 2016, 23:06 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Wpływy masonerii. Posoborowa Msza

Mimo doniesień prasowych Benedykt XVI nie „uwolnił” Mszy trydenckiej („przedsoborowej”) w Wielki Czwartek. Jednak coś jest na rzeczy i być może do takiego wydarzenia niedługo dojdzie, a kryzys, który rozpoczął się na dobre wraz z Soborem Watykańskim Drugim, przynajmniej częściowo wyhamuje. O. Yves Congar, jeden z ojców soboru, przyrównał to wydarzenie do rewolucji październikowej w Kościele. Tak zwany „duch soboru” objawił się w postaci nowego rytu Mszy świętej. 12 grudnia 2006 roku kard. Jorge Medina Estevez powiedział, że Ojciec Święty ogłosi niedługo dokument zezwalający na swobodne odprawianie Mszy świętej w rycie trydenckim. Jeśli do tego dojdzie, wydarzenie to można będzie z powodzeniem nazwać kontrrewolucją w Kościele.

„Natomiast nie jest rzeczą ani mądrą, ani godną pochwały wracać we wszystkim i za wszelka cenę do starożytności. I tak, by użyć przykładu, błądzą ci, którzy chcą ołtarzom przywrócić pierwotny kształt stołu”(Pius XII, Encyklika „Mediator Dei” z 1947 roku.)

„Reforma liturgiczna jest głównym zwycięstwem Kościoła katolickiego, posiadając swój wymiar ekumeniczny, gdyż różne Kościoły i wyznania chrześcijańskie postrzegają ją nie tylko coś wartego podziwu, lecz również jako znak dalszego postępu.” (Abp Annibale Bugnini, główny autor Novus Ordo Missae

"Rezultatem reformy liturgicznej jest nie odnowa, ale dewastacja” – napisał sam Josef kard. Ratzinger. Za to Antoni kard. Bacci wraz z Alfredem kard. Ottavianim, ówczesnym przewodniczącym Kongregacji Doktryny Wiary, napisali: "Novus Ordo Missae, tak w swym całokształcie, jak i w szczegółach, oddala się zadziwiająco od katolickiej teologii Mszy Świętej, wyrażonej na XXII Sesji Soboru Trydenckiego."

Benedykt XVI widzi problem

„Jestem przekonany, że kryzys w Kościele, którego jesteśmy świadkami, wynika w wielkiej mierze z dezintegracji liturgii” – napisał Joseph kard. Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI. Stwierdził on też, że ukierunkowanie kapłana w stronę wiernych było błędem. Osobiście napisał wstęp do książki Klausa Gambera „Zwróćmy się ku Panu!”. Ten wybitny liturgista udowodnił, że odwrócenie celebranta w stronę ludu nie ma nic wspólnego ze zwyczajami pierwszych chrześcijan. Potwierdza to tylko tezę o sprotestantyzowaniu obecnej liturgii Mszy świętej.

Nowa Msza nie jest soborowa

Sobór Watykański Drugi budził i budzi wiele kontrowersji. Jego przeciwnicy nie zostawiają na nim suchej nitki zarzucając mu w każdym miejscu skrajny modernizm. Otóż mimo oczywistych nowinek, Sobór przemawia niejednokrotnie językiem iście tradycyjnym. Przykładem jest właśnie konstytucja o liturgii „Sacrosanctum Konsylium”. Zwolennicy Vaticanum Secundum często uznają za sukces zamianę łaciny na języki ojczyste, nazywane w liturgice językami wulgarnymi. Jednak Sobór nigdy nie wskazywał na wyeliminowanie łaciny. Przeciwnie, konstytucja o liturgii wyraźnie mówi, że „można pozwolić we Mszach odprawianych z udziałem wiernych na stosowanie języka ojczystego w odpowiednim zakresie, zwłaszcza w czytaniach i "modlitwie powszechnej", oraz jeżeli warunki miejscowe tego wymagają, w tych także częściach, które należą do wiernych. Należy jednak dbać o to, aby wierni umieli wspólnie odmawiać lub śpiewać stałe teksty mszalne, dla nich przeznaczone, także w języku łacińskim.” Podobna sytuacja dotyczy śpiewu. Najczęściej wykonywane utwory mszalne (nierzadko będące prostymi piosenkami wykonywanymi przy akompaniamencie gitar) nie mają nic wspólnego ze wskazaniami konstytucji. Z dokumentu niezadowolone byłyby również „katolickie” feministki, ponieważ Sobór Watykański Drugi mówi: „Muzycy zaś i śpiewacy, a zwłaszcza chłopcy, powinni także otrzymać rzetelne wykształcenie liturgiczne.” Mało tego, konstytucja o liturgii bardzo wyraźnie zaleca tradycyjny śpiew kościelny: „Śpiew gregoriański Kościół uznaje za własny śpiew liturgii rzymskiej. Dlatego w czynnościach liturgicznych powinien on zajmować pierwsze miejsce wśród innych równorzędnych rodzajów śpiewu.” Również instrumentarium współczesnych liturgistów (gitary, grzechotki, perkusja, klaskanie) nie ma źródła w dokumencie Soboru: „W Kościele łacińskim należy mieć w wielkim poszanowaniu organy piszczałkowe jako tradycyjny instrument muzyczny, którego brzmienie ceremoniom kościelnym dodaje majestatu, a umysły wiernych podnosi do Boga i spraw niebieskich. Inne natomiast instrumenty można dopuścić do kultu Bożego według uznania i za zgodą kompetentnej władzy terytorialnej (…)”. Otóż owo często pojawiające się w konstytucji „można dopuścić” stało się pretekstem do zmian liturgicznych we wszystkich jej sferach.


Przykład "posoborowej" Mszy świętej.

Jak doszło do fabrykacji Najświętszej Ofiary?

Obrazek

Msza święta Pawła VI nazywana również Mszą posoborową lub Nową Mszą Świętą (Novus Ordo Missae) powstała w sposób, który nigdy dotąd nie miał miejsca w Kościele. Pius XII w swojej encyklice „Mediator Dei” wykładał, że Msza ewoluuje w naturalny sposób wraz z czasem. Jak róża, która z pączka staje się kwiatem. Tymczasem Msza posoborowa powstała przy biurku. Teoretycznie za Nową Mszę Świętą odpowiedzialny był papież Paweł VI, ale w rzeczywistości ryt opracowała specjalna komisja zwana Konsylium, która składała się z około 200 osób. Liderem tego gremium został abp Annibale Bagnini, który później został oskarżony o członkostwo w loży masońskiej. Konsylium składało się głównie z soborowych ekspertów, których w pracy nad reformą liturgii wspierało sześciu protestanckich „obserwatorów”. Można zadać sobie pytanie, w czym mogą doradzać heretycy przy opracowywaniu przez katolików nowego rytu Najświętszej Ofiary? Odpowiedź leży w zrozumieniu idei ekumenizmu, ale to inna, równie ciekawa historia. Napomnę, że Paweł VI podziękował protestantom za ich wkład w tworzenie nowej Mszy. Jaki był efekt tej współpracy? Profesor teologii protestanckiej na uniwersytecie w Strasburgu, pastor Gerard Siegwalt pisał do pewnego katolickiego biskupa twierdząc, że "w odnowionej Mszy nie ma nic, co mogłoby krępować ewangelika". Również oficjele kościołów reformowanych przyznają, że obecnie protestanci mogą brać udział w eucharystii w kościołach katolickich, "jeżeli używana jest druga modlitwa eucharystyczna”.


Kolejny przykład "posoborowej" Mszy świętej.

Ciężko uwierzyć, że twórcą Novum Ordo Missae był abp Annibale Bugnini. Wszak nawet dość liberalny papież Jan XXIII wyrzucił go z papieskiego Uniwersytetu Luterańskiego. Powodem ekspulsji ówczesnego wykładowcy liturgii były poglądy, których nie sposób było pogodzić z wiarą katolicką. Niestety, z następnym pontyfikatem arcybiskup winduje do stanowiska sekretarza Świętej Kongregacji Kultu Bożego. Następnie, jak już napisałem, zostaje przewodniczącym Konsylium zajmującego się przygotowywaniem nowej Mszy. Jako powód reformy przywołano trzy argumenty: aggiornamento (dostosowanie się do ducha czasów współczesnych), powrót do źródeł oraz oczywiście ekumenizm. Aggiornamento w praktyce oznaczało wyeliminowanie elementów sacrum i uczynienie z Mszy czegoś na kształt spotkania wiernych. Powrót do źródeł jest bałamutnym sloganem oznaczającym, że organicznie powstająca liturgia, której formę ustalił św. Grzegorz Wielki, a ostatecznie skodyfikował św. Pius V, była błędna czy niedoskonała. Zastawiając się tym argumentem odwrócono kapłana w stronę ludu. Jednak jak udowodnił znany liturgista ks. Klaus Gamber, od samego początku Chrześcijaństwa Ofiarę Mszy Świętej odprawiano tyłem do ludu, na ołtarzu zwróconym na wschód. Tak więc Msze zawsze miały charakter ofiary, a nie uczty tak podkreślanej przez nowy ryt. Warto nadmienić, że do książki Gamblera na temat kierunku celebracji przedmowę napisał nie kto inny, jak sam kard. Ratzinger. Trzeci argument za reformą, ekumenizm, przybrał realną formę w zniesieniu stricte katolickich elementów Mszy. Obecny rytuał przypomina bardzo Msze protestanckie, zresztą temu mieli służyć wspomniani niekatolicy pomagający w pracy Konsylium. Trudno to sobie wyobrazić, ale dla przykładu znany protestant, Max Thurian z Taize, ułożył niektóre modlitwy do oficjum na święto Przemienienia Pańskiego.

Masoneria autorem Mszy świętej?

Powyższa teza wygląda na skandalizującą prowokację, jednak non argumentum contra fatum. Nie należy oczywiście przerysowywać roli wolnomularstwa, ale rozważyć fakty. Otóż wszystko wskazuje na to, że główny twórca nowej Mszy, abp Bugnini przynależał do masonerii. Na jaw wyszły nawet listy arcybiskupa do swojej loży, w których obwieszcza, że udało mu się zniszczyć katolicką liturgię. W języku polskim treść listów opublikował sam ks. prof. Michał Poradowski, współpracownik tak wybitnych postaci jak Roman Dmowski, Stefan kard. Wyszyński czy zmarły niedawno i nieodżałowany Augusto Pinochet. Szczegóły sprawy opisał wybitny katolicki pisarz i publicysta, Michel Davis. Z jego śledztwa wynika jedno: nie można w stu procentach udowodnić przynależności Bugniniego do wolnomularstwa, ale ponad wszelką wątpliwość można powiedzieć, że o takiej przynależności był przekonany Paweł VI. Po ujawnieniu sensacyjnej wiadomości, papież usunął Bugniniego ze stanowiska sekretarza Kongregacji Kultu Bożego. Mało tego. Papież rozwiązał cała kongregację, a kłopotliwego arcybiskupa wysłał na placówkę do Iranu. Dla watykanistów była to ewidentna zsyłka. Pozbyto się biskupa wolnomularza, ale nie pozbyto się Mszy, którą on właśnie skonstruował. W istocie Msze odprawiane w naszych rodzimych parafiach to najprawdopodobniej efekt prac masona, a na pewno modernisty. Trudno to sobie wyobrazić, ale nie sposób widzieć sprawę inaczej. Stąd jeszcze bardziej cieszą zapowiedzi przywrócenia przez Benedykta XVI Mszy świętej w rycie trydenckim (Msza święta Piusa V). Dodam za ks. prof. Poradowskim, że wolnomularze mieli w Watykanie wielu swoich „braci”. Jednym z nich był kardynał Lienart, który wspólnie z kardynałami Fringsem, Alfrinkiem, Döpfnerem i Suenensem był głównym motorem zmian dokonanych na Drugim Soborze Watykańskim.

Większośc biskupów mówi „nie”

Kardynał Josepha Suenens, prymas Belgii i osobisty przyjaciel Pawła VI, napisał szokujące w swej szczerości słowa: „Można by sporządzić imponującą listę twierdzeń uważanych przez Rzym w przeszłości, a nawet całkiem niedawno za jedynie prawdziwe, które zostały usunięte przez ojców Soboru Watykańskiego II". Podobnie rzecz ma się z Mszą świętą. Wydaje się, że cała teologia odnosząca się do Mszy została zamieniona; że pomysły ongiś potępione uzyskały azyl w posoborowej liturgii. Jednak przeprowadzenie rewolucji mszalnej nie nastąpiło bez oporu. 24 października 1967 roku w kaplicy Sykstyńskiej, podczas Synodu Rzymskiego, abp Bugnini zaprezentował zreformowany przez siebie ryt Mszy nazwanej wówczas Missa normativa (Msza normatywna). Wynalazek arcybiskupa zdegustował większość biskupów, którzy nie chcieli się zgodzić na sprotestantyzowanie i wypaczenie Najświętszej Ofiary. Większość z nich głosowało przeciwko temu projektowi. Niestety pomimo krytycznego głosu hierarchów Mszę normatywną z detalicznymi poprawkami promulgował papież Paweł VI jako Novus Ordo Missae. Nie jest tajemnicą, że Bugnini miał duży wpływ na Ojca Świętego. Msza święta, serce katolicyzmu, została zatwierdzona bez akceptacji Kongregacji Doktryny Wiary oraz bez wysłuchania krytyki, która poczynili biskupi na Synodzie Rzymskim.

Czy Benedykt XVI uwolni Msze trydencką?

Obrazek

Prasa, zwłaszcza włoska, regularnie donosi, że niedługo nastąpi przywrócenie do łask Mszy łacińskiej przedsoborowej. Padały nawet daty, oczywiście nieprawdziwe, jednak wszystko wskazuje na to, że coś jest na rzeczy. Z dobrze poinformowanego źródła w Rzymie dowiedziałem się, że faktycznie papież nosi się z zamiarem pozwolenia kapłanom na całym świecie na odprawianie Mszy trydenckiej. Pewne ruchy można było już zaobserwować. Ojciec Święty pozwolił części byłym kapłanom z Bractwa Św. Piusa X na utworzenie Instytutu Dobrego Pasterza. Księżom z Instytutu zagwarantowano możliwość sprawowania Mszy łacińskiej oraz pozwolono na „konstruktywna krytykę Soboru Watykańskiego Drugiego”. Ojciec Święty podjął dialog ze wspomnianym Bractwem założonym przez tradycjonalistę abpa Marcela Lefebvre’a. Być może ta konfraternia również ureguluje niedługo swój formalny statut w Kościele katolickim. Jednym z postulatów Lefebvre’a było właśnie uwolnienie Mszy świętej w tradycyjnym rycie. Wiadomo jednak, że ruch ten spotka oponentów wśród hierarchii kościelnej. Wiadomo, że bardzo chłodno przyjmą to biskupi francuscy, którzy wielokrotnie krytycznie wypowiadali się na temat Mszy łacińskiej. Kilka dni temu wbrew niezadowolonym modernistą w Watykanie zebrała się specjalna komisja przygotowująca dokument mówiący o uwolnieniu Mszy trydenckiej. Gotowy dokument przedłoży papieżowi przewodniczący komisji, kard. Darío Castrillón Hoyos, emerytowany prefekt Kongregacji Duchowieństwa.

W tygodniku „Wprost” można było przeczytać artykuł pióra ks. Kazimierza Sowy. Przypomnijmy, że ks. Sowa jest dyrektorem Katolickiego Radia Plus oraz dyrektorem tworzącego się kanału religijnego Grupy ITI. Mówiąc wprost „robi” dla liberalnej frakcji w polskim kościele mającej między innymi za cel zwalczanie Radia Maryja, nie mówiąc już o tradycjonalistach katolickich. Ks. Sowa znany jest z częstych ataków na wspomniane środowiska, za to wychwala pod niebiosa dyżurne autorytety, czyli przykładowo abpa Józefa Życimskiego i ks. Adama Bonieckiego. Z artykułu z „Wprost” dowiadujemy się o stanowisku znanych hierarchów kościoła niemieckiego i francuskiego, którzy torpedują pomysł uwolnienia Mszy trydenckiej, zanim jeszcze Benedykt XVI podjął taką decyzję. Ale nie tylko progresiści z najbardziej zgniłych moralnie krajów europejskich walczą z tradycyjną liturgią, broniąc jednocześnie swego rodzimego nowinkarstwa. W Polsce również mamy dwa Kościoły skrótowo określane jako kościół krakowski i toruński. Nie muszę pisać, któremu nie będzie na rękę powrót do starych, czcigodnych i nieskalanych modernistyczną rewoltą rytów i obyczajów. A diabeł boi się Mszy, która wychowała setki błogosławionych i świętych. Ks. Sowa tytułuje swój artykuł: „Schizma trydencka. Zrównanie mszy trydenckiej z posoborową może doprowadzić do rozłamu w Kościele”. Mądremu dość po … tytule, żeby zrozumieć czego boi się ksiądz dyrektor z ITI.

***

Msza jest źródłem łaski i siły niezbędnej do chrześcijańskiego życia. Należy liczyć na mądra decyzję Benedykta XVI. Jednak kryzys w Kościele nie zasadza się tylko na upadku liturgii. Jest dużo głębszy. Modernizm potępiony przez św. Piusa X przeniknął do seminariów, na ambony, do książek. Ekumenizm, kolegializm, nowa eklezjologia, wolność religijna, oto trucizna, która toczy Kościół. Ciężko mi wyobrazić sobie Mszę trydencką odprawianą na ekumenicznym spotkaniu. Ta Msza po prostu nie dialoguje, Ona nawraca. Liczę na decyzje Ojca Świętego, ale pozostaję realistą, wiem dokąd zaszliśmy, jednak wierzę, że „że Niepokalana jest potężniejsza i Ona zetrze głowę węża piekielnego". (św. Maksymilian Maria Kolbe)

Robert Wit Wyrostkiewicz

Za: prawy.pl

http://www.bibula.com/?p=976

http://www.miserere.pl/node/120

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 05 lip 2016, 08:28 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Oto zgniłe owoce Soboru Watykańskiego II. Zwłaszcza kościół w Niemczech zszedł na psy.


Homoseksualne zgorszenie w dwóch niemieckich kościołach. „Tęczowi chrześcijanie” organizują ekumeniczne nabożeństwo

Obrazek

W niemieckiej diecezji Limburg dojdzie już wkrótce do homoseksualnego zgorszenia. Z okazji dorocznego „święta” społeczności LGBT w dwóch katolickich kościołach odbędą się homo-nabożeństwa.

Podczas gdy w wielu krajach zachodniego świata doroczne homoseksualne parady i towarzyszące im wydarzenia określa się mianem Gay Pride, w Niemczech i Szwajcarii analogiczna impreza nazywa się Dnia Ulicy Krzysztofa – Christopher Street Day, w skrócie CSD. CSD upamiętnia antyhomoseksualne zamieszki, które wybuchły w 1969 roku w Nowym Jorku.

Parady organizowane w Niemczech w ramach CSD są zwykle ostentacyjne wulgarne, a ich przesłanie jest skrajnie niekatolickie. Pomimo tego w tym roku w sianiu homoseksualnego zgorszenia partycypuje także niemiecki Kościół.

Jak poinformował na swoim blogu Mathias von Gersdorff, niemiecki katolicki działacz i publicysta, we Frankfurcie nad Menem na terenie diecezji Limburg odprawione zostaną dwa „ekumeniczne nabożeństwa CSD”. Pierwsze z nich odprawione zostanie 15. lipca w jednym z najpopularniejszych kościołów miasta, zbudowanym w 1321 roku, znanym jako Liebfrauenkirche. Drugie – tym razem dodatkowo w intencji osób zmarłych na AIDS – odbędzie się następnego dnia w słynnej katedrze cesarskiej św. Bartłomieja.

Oba nabożeństwa odprawione zostaną głównie z inicjatywy homoseksualnej „chrześcijańskiej” organizacji schwul und katholisch (pol. gej i katolik), jakkolwiek zaprasza się na nie także kilka innych marginalnych „chrześcijańskich” grupek LGBT.

„Fakt, że takie pseudo-CSD-nabożeństwo może odbyć się w Liebfrauenkirche, jest skandalem i afrontem wobec wiernych. To kolejny przykład na dekadencję Kościoła katolickiego w Niemczech” – komentuje na swoim blogu Mathias von Gersdorff.

Diecezja limburska od kilku lat zmaga się z dużymi wewnętrznymi problemami. W 2007 roku jej ordynariuszem został dotychczasowy biskup pomocniczy Monastyru, Franz-Peter Tebartz-van Elst. W marcu 2014 roku jego rezygnację motywowaną stawianymi mu zarzutami sprzeniewierzenia kościelnych pieniędzy przyjął papież Franciszek. Kierownictwo w diecezji objął wówczas administrator apostolski Manfred Grothe, emerytowany biskup pomocniczy archidiecezji Paderborn. 1. lipca tego roku nowym biskupem Limburga mianowany został dotychczasowy wikariusz generalny diecezji, Georg Bätzing.

Obrazek

http://www.pch24.pl/homoseksualne-zgors ... 386,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 17 lip 2016, 22:10 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Polecam książkę "Liturgiczne bomby zegarowe Vaticanum II - Zniszczenie katolickiej wiary przez zmiany w katolickim kulcie"
Michaela Daviesa.
Wydawnictwo: Te Deum Sp. z o. o.

Obrazek

Michael Davies, niedawno zmarły wybitny katolicki pisarz i publicysta, w niniejszej pracy dokumentuje, jak abp Annibale Bugini- zanim został usunięty ze stanowiska przez papieża Pawła VI, jako podejrzany o członkostwo w masonerii- zdołał "zreformować" katolicką Mszę świętą, czyniąc z niej nieustannie ewoluujący obrzęd, który katolicy muszą znosić od 1969r. Cytując kardynałów i biskupów, a także liberalnych "ekspertów" i protestanckich obserwatorów podczas II Soboru Watykańskiego, autor analizuje dwuznaczności wbudowane przez rewolucjonistów w dokumenty soborowe, które stały się prawdziwymi bombami z opóźnionym zapłonem. Na końcu pracy Michael Davies przytacza smutne statystyki , ukazujące, że reforma liturgiczna wydała gorzkie owoce w postaci masowej utraty wiary i porzucenia praktyk religijnych w krajach Zachodu. Autor apeluje o powrót tradycyjnej Mszy łacińskiej, która zawsze przynosiła owoc licznych powołań kapłańskich, zdrowych katolickich rodzin i autentycznej świętości.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 09 sie 2016, 22:10 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Porażające są owoce SVII


Przerażający niekatolicki proceder

„O Ojcze święty, ile profanacji, ile świętokradztw musi znosić Twoje łaskawe serce! Któż więc, Boże, stanie w obronie tego łagodnego Baranka, który nigdy nie otworzył ust swoich w swojej sprawie, lecz zawsze tylko w naszej?” (tak modlił się o. Pio).

Ujawnia się przerażająca prawda, że kobiety – w tym zakonnice – rozdają w Polsce Komunię Świętą.
Naprawdę, czas wielki, aby modlić się o powrót katolickiej wiary i wynagradzać Panu Jezusowi za wszystkie profanacje i uzurpacje, jakie mają miejsce na polskiej ziemi.

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 20 sie 2016, 08:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
O prawdziwą realizację postanowień „sacrosanctum concilium” 2

Obrazek

Przemówienie ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas konferencji „Sacra Liturgia 2016”, Londyn, 5 lipca 2016 r.

Jaki był zamysł ojców Soboru Watykańskiego?
Musimy szczegółowo prześledzić zamysły ojców Soboru, zwłaszcza jeśli dzisiaj mamy wolę dochowania im większej wierności. Co chcieli oni wnieść poprzez konstytucję o Liturgii świętej?

Zacznijmy od pierwszego artykułu „Sacrosanctum concilium”:

„Święty Sobór stawia sobie za cel nieustanne pogłębianie chrześcijańskiego życia wiernych; lepsze dostosowanie do potrzeb naszych czasów tych instytucji, które są skłonne poddawać się zmianom; popieranie tego wszystkiego, co może przyczynić się do zjednoczenia wszystkich wierzących w Chrystusa; umacnianie tego, co prowadzi do wezwania wszystkich ludzi na łono Kościoła” (nr 1).

Pamiętajmy, że kiedy otwarto Sobór, reforma Liturgii przepoiła refleksję poprzedzających ją dziesięciu lat, a ojcowie byli z tą refleksją bardzo zżyci. Nie patrzyli na to czysto teoretycznie, w sposób oderwany od jakiegokolwiek kontekstu. Mieli nadzieję, że będą kontynuować już podjętą pracę i badać „altiora principia”, podstawowe, najważniejsze zasady reformy Liturgii, które wymienił św. Jan XXIII w motu proprio „Rubricarum instructum” z 25 lipca 1960 roku.

Pierwszy artykuł Konstytucji podaje więc cztery powody, dla których należy podjąć reformę Liturgii. Pierwszy: „nieustanne pogłębianie chrześcijańskiego życia wiernych”. Jest to stała troska pasterzy Kościoła w każdej epoce.

Drugi powód, „lepsze dostosowanie do potrzeb naszych czasów tych instytucji, które są skłonne poddawać się zmianom”, skłania nas do chwili refleksji, z uwzględnieniem zwłaszcza ducha czasu lat 60. XX wieku. Ale po prawdzie, jeśli odczytujemy to w duchu hermeneutyki ciągłości, który z pewnością jest zgodny z zamysłami ojców Soboru, to znaczy, że Sobór chciał rozwoju Liturgii tam, gdzie było to możliwe, by ułatwić stale rosnącą żywotność życia chrześcijańskiego. Ojcowie Soboru nie chcieli wprowadzać zmian wyłącznie dla samych zmian!

Podobnie trzeci powód – „popieranie tego wszystkiego, co może przyczynić się do zjednoczenia wszystkich wierzących w Chrystusa” – skłania nas do zatrzymania się na chwilę refleksji, byśmy nie myśleli, że ojcowie chcieli potraktować Liturgię instrumentalnie i uczynić z niej narzędzie krzewienia ekumenizmu, jednym słowem – środek służący do osiągnięcia pewnego celu. Czy w tym przypadku może tak być? Oczywiście, po Soborze niektórzy tego próbowali. Sami ojcowie wiedzieli jednak, że to niemożliwe. Jedność w kulcie i przed ołtarzem ofiarnym jest upragnionym „celem” wysiłków ekumenicznych. Liturgia nie jest sposobem pobudzania dobrej woli czy ułatwiania współpracy w dziele apostolskim. Tutaj ojcowie Soboru stwierdzają, że reforma Liturgii może być częścią zrywu pomagającego ludziom urzeczywistnić jedność w Kościele katolickim, bez której pełna jedność wokół ołtarza nie jest możliwa.

Tę samą motywację odczytujemy w czwartym argumencie przemawiającym za reformą Liturgii: „umacnianie tego, co prowadzi do wezwania wszystkich ludzi na łono Kościoła”. Tutaj wychodzimy już jednak poza naszych odłączonych braci w Chrystusie i patrzymy na całą ludzkość. Misja Kościoła zwraca się do każdego człowieka! Ojcowie Soboru wierzyli w to i mieli nadzieję, że bardziej owocny udział w Liturgii ułatwi odnowę misyjnej działalności Kościoła.

Pozwólcie, że podam przykład. Przez wiele lat przed Soborem zarówno w krajach misyjnych, jak i w krajach bardziej rozwiniętych wiele dyskutowano nad stosownością szerszego zastosowania języków narodowych w Liturgii, przede wszystkim do czytań biblijnych, a także do innych elementów pierwszej części Mszy Świętej (zwanej teraz „liturgią słowa”) oraz do śpiewu liturgicznego. Już wcześniej Stolica Apostolska w szerokim zakresie dopuszczała używanie języka narodowego przy szafowaniu sakramentów. To w tym kontekście ojcowie Soboru mówili o możliwych pozytywnych skutkach reformy Liturgii dla ekumenizmu i misji. Prawdą jest, że język narodowy ma pozytywny wpływ w Liturgii. O to właśnie ubiegali się ojcowie, a nie o protestantyzację Liturgii świętej czy o poddawanie jej niewłaściwej inkulturacji.

Wiara i kultura
Jestem Afrykaninem. Pozwólcie, że powiem jasno: Liturgia nie jest miejscem służącym propagowaniu mojej kultury. Jest raczej miejscem, gdzie moja kultura dostępuje chrztu, gdzie moja kultura wznosi się na wyżyny tego, co Boże. Poprzez Liturgię Kościoła, którą misjonarze zanieśli na cały świat, mówi do nas Bóg, przemienia nas i daje nam udział w swoim Boskim życiu. Kiedy ktoś zostaje chrześcijaninem, kiedy ktoś powraca do pełnej jedności z Kościołem katolickim, otrzymuje coś więcej, coś, co go przemienia. Oczywiście, różne kultury i nowi chrześcijanie wnoszą bogactwo do Kościoła: pięknym tego przykładem jest Liturgia ordynariatów dla byłych anglikanów, będących już w pełnej jedności z Kościołem katolickim. Wnoszą oni jednak te bogactwa z pokorą, a Kościół w swej matczynej mądrości je wykorzystuje, jeśli uzna to za właściwe.

Myślę jednak, że warto wyraźnie doprecyzować, co rozumiemy przez inkulturację. Jeśli naprawdę rozumiemy pojęcie „poznanie” jako wniknięcie w Misterium Jezusa Chrystusa, posiadamy wówczas klucz do inkulturacji, której nie należy przedstawiać jako dążenia czy roszczenia do zasadności afrykanizacji, latynoamerykanizacji czy azjatyzacji w miejsce okcydentalizacji chrześcijaństwa. Inkulturacja nie jest kanonizacją jakiejś kultury lokalnej ani utwierdzeniem się w tej kulturze, co grozi jej absolutyzacją. Inkulturacja jest wtargnięciem i epifanią Pana w głębię naszego jestestwa. A wtargnięcie Pana w czyjeś życie powoduje w człowieku rozchwianie, oderwanie, na rzecz drogi wytyczonej przez nowe odniesienia tworzące nową kulturę, która niesie człowiekowi Dobrą Nowinę i godność dziecka Bożego. Kiedy Ewangelia wchodzi w czyjeś życie, to je destabilizuje, przemienia. Nadaje mu nowy kierunek, nowe odniesienia moralne i etyczne. Zwraca serce człowieka ku Bogu i ku bliźniemu, aby ich kochał i służył im bezgranicznie i bez kalkulacji. Kiedy Jezus wchodzi w czyjeś życie, to je przemienia, przebóstwia olśniewającą Światłością swojego Oblicza, tak jak świętego Pawła na drodze do Damaszku (por. Dz 9,3-6).

Tak jak Słowo Boże przez Wcielenie upodobniło się do ludzi we wszystkim z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15), tak Ewangelia podejmuje wszystkie wartości ludzkie i kulturowe, ale odmawia urzeczywistnienia się w strukturach grzechu. Innymi słowy, im obficiej we wspólnocie ludzkiej czy kościelnej występuje grzech indywidualny i zbiorowy, tym mniej jest w niej miejsca na inkulturację. I przeciwnie, im silniej wspólnota chrześcijańska jaśnieje świętością i promienieje wartościami ewangelicznymi, tym więcej ma szans na udaną inkulturację chrześcijańskiego orędzia. Inkulturacja wiary jest zatem wyzwaniem świętości. Pozwala zweryfikować stopień świętości i poziom przepojenia Ewangelią i wiarą w Jezusa w danej wspólnocie chrześcijańskiej. Inkulturacja nie jest zatem jakimś religijnym folklorem. Jej istota nie urzeczywistnia się w używaniu miejscowych języków, instrumentów i muzyki latynoamerykańskiej, tańców afrykańskich czy obrzędów i symboli afrykańskich lub azjatyckich w Liturgii i w szafowaniu sakramentów. Inkulturacja to Bóg, który zstępuje i wchodzi w życie, w zachowania moralne, w kultury i obyczaje ludzi, aby ich uwolnić od grzechu i wprowadzić w życie Trójcy. Wiara niewątpliwie potrzebuje kultury, by być przekazywana. Właśnie dlatego święty Jan Paweł II stwierdził, że wiara, która nie staje się kulturą, jest wiarą, która obumiera. „Właściwy proces inkulturacji winien kierować się podwójną zasadą: ’zgodności z Ewangelią’ i ’jedności Kościoła powszechnego’” (encyklika „Redemptoris missio”, 7 grudnia 1990, nr 54).

Ważny cel – formacja kapłanów
Długo analizowałem pierwszy artykuł konstytucji o Liturgii świętej, gdyż bardzo ważne jest, byśmy czytali konstytucję „Sacrosanctum concilium” naprawdę w jej kontekście, jako dokument, który miał wspierać uzasadniony rozwój (taki jak szersze użycie języków narodowych) w ciągłości natury, nauczania i misji Kościoła we współczesnym świecie. Nie możemy odczytywać w niej rzeczy, których tam nie ma. Ojcowie nie chcieli robić rewolucji, lecz zamierzali przeprowadzić ewolucję, umiarkowaną reformę.

Zamysły ojców Soboru zostały jasno wyrażone w innych kluczowych fragmentach. Jednym z najważniejszych w całej Konstytucji jest artykuł 14:

„Matka Kościół bardzo pragnie, aby wszyscy wierni byli wdrażani do pełnego, świadomego i czynnego udziału w obrzędach liturgicznych, jakiego domaga się sama natura Liturgii. Na mocy chrztu lud chrześcijański, będąc ’wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym’ (1 P 2,9; por. 2,4n.), jest uprawniony i zobowiązany do takiego udziału.

To pełne i czynne uczestnictwo całego ludu trzeba mieć bardzo na uwadze przy odnowieniu i pielęgnowaniu świętej Liturgii. Liturgia jest bowiem pierwszym i niezastąpionym źródłem, z którego wierni czerpią prawdziwie chrześcijańskiego ducha. Dlatego duszpasterze w całej swej pastoralnej działalności powinni gorliwie dążyć do zapewnienia takiego udziału przez należyte wychowanie wiernych.

Osiągnięcia tych rezultatów nie można się jednak spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą Liturgii i nie staną się jej nauczycielami. Koniecznie więc należy zapewnić duchowieństwu odpowiednią formację liturgiczną”.

W tym fragmencie słyszymy wyrażany przed Soborem głos Papieży dążących do rzeczywistego i owocnego udziału w Liturgii. Aby jednak osiągnąć ten cel, konieczne i pilne okazało się podkreślenie wagi pogłębionego nauczania i pogłębionej formacji liturgicznej. Ojcowie dali tu dowód realizmu, który później być może został zagubiony. Posłuchajmy jeszcze raz słów Soboru i oceńmy ich znaczenie: „Osiągnięcia tych rezultatów [czynnego uczestnictwa] nie można się jednak spodziewać, jeżeli najpierw sami duszpasterze nie będą przeniknięci duchem i mocą Liturgii i nie staną się jej nauczycielami”.

Na początku artykułu 21 zamysł ojców Soboru widać bardzo jasno: „Święta Matka Kościół pragnie z wielkim staraniem dokonać ogólnego odnowienia Liturgii, aby lud chrześcijański z większą pewnością dochodził w świętej Liturgii do obfitego udziału w łaskach”. „Ut populus christianus in sacra Liturgia abundantiam gratiarum securius assequatur…”. Ci, którzy znają łacinę, wiedzą, że słowo „ut” oznacza jasny cel, widoczny niemal natychmiast. Jaki był zamysł ojców Soboru? Aby lud chrześcijański „z większą pewnością” korzystał z obfitych łask na Liturgii. Jak zamierzają to osiągnąć? Podejmując zasadniczą pracę nad powszechną odnową samej Liturgii („ipsius Liturgiae generalem instaurationem sedulo curare cupit”), zwróćcie uwagę, że ojcowie mówią o „odnowie”, a nie o „rewolucji”!

Jedno z najbardziej klarownych i najpiękniejszych sformułowań wyrażających zamysły ojców Soboru znajduje się na początku drugiego rozdziału konstytucji, omawiającego tajemnicę Przenajświętszej Eucharystii. W artykule 48 czytamy:

„Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie w tym misterium wiary nie uczestniczyli jak obcy lub milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy misterium to dobrze rozumieli, w świętej czynności brali udział świadomie, pobożnie i czynnie, byli kształtowani przez Słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dziękczynienie; aby ofiarując niepokalaną Hostię nie tylko przez ręce kapłana, lecz także razem z nim, uczyli się ofiarowywać samych siebie i za pośrednictwem Chrystusa z każdym dniem doskonalili się w zjednoczeniu z Bogiem i wzajemnie ze sobą, aby ostatecznie Bóg był wszystkim we wszystkich”.

Bracia i Siostry, taki właśnie był zamysł ojców Soboru. Oczywiście, dyskutowali oni i głosowali nad określonymi sposobami realizacji tych celów. Ale postawmy sprawę jasno: wszystkie reformy rytów zaproponowane w konstytucji, takie jak przywrócenie „modlitwy wiernych” na Mszy Świętej (nr 53), rozszerzenie prawa koncelebrowania (nr 57), uproszczenie obrzędów (postulowane w nr. 34 i 50), są podporządkowane zasadniczym zamysłom ojców Soboru, które właśnie objaśniłem. Są środkami ukierunkowanymi na cel, a ważne jest to, by ten cel osiągnąć.

Jeśli chcemy postępować w autentycznym wprowadzeniu „Sacrosanctum concilium”, po pierwsze i nade wszystko pamiętajmy o celach. Jeśli je prześledzimy nowym spojrzeniem i korzystając z doświadczenia ostatnich pięćdziesięciu lat, może się okazać, że niektóre reformy obrzędów i niektóre zasady liturgiczne zobaczymy w innym świetle. Jeśli dzisiaj, aby „nieustanie pogłębiać chrześcijańskie życie wiernych” i „wezwać wszystkich ludzi na łono Kościoła”, niektóre reformy trzeba rozważyć na nowo, prośmy Pana, by dał nam do tego miłość, pokorę i mądrość.

tłum. Agnieszka Kuryś

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/164721, ... ium-2.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 22 wrz 2016, 22:38 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Novus Ordo Missae

Nowy porządek mszy został promulgowany w 1969 roku przez antypapieża Pawła VI.

Obrazek
Antypapież Paweł VI z napierśnikiem żydowskiego arcykapłana.
Pawła VI często widziano w napierśniku (efodzie) żydowskiego arcykapłana.

W nowym mszale «Offertorium» nie funkcjonuje już jako Ofiarowanie lecz jako „przygotowanie darów”. Modlitwy „przygotowania darów” oparto na modlitwach żydowskich błogosławieństw berakoth wziętych z Talmudu. Nowe modlitwy są ozdwierciedleniem talmudycznych modlitw błogosławieństwa odmawianych przez żydów na początku uroczystych posiłków, które miały wymiar religijny. Nowe modlitwy „przygotowania darów” są odmawiane przez kapłana niesłyszalnie, tak że większość „Ludu Bożego” nie ma świadomości w jakiej liturgii bierze udział. W ten sposób z Offeratorium usunięto modlitwy przebłagalne oraz zniesiono Ofiarniczy charakter Mszy św.

Masza Katolicka (1570), Offeratorium, Ofiarowanie Chleba

Przyjmij, Ojcze święty, wszechmocny, wiekuisty Boże, tę hostię niepokalaną, którą ja niegodny sługa Twój, ofiarowuje Tobie, Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu, za niezliczone grzechy, zniewagi i niedbalstwa moje, za wszystkich tu obecnych, a także za wszystkich wiernych Chrześcijan, żywych i umarłych, aby mnie i im posłużyła do zbawienia w życiu wiekuistym. Amen.

Novus Ordo Missae (1969), przygotowanie darów (chleba)

Błogosławiony jesteś, Panie Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy chleb, który jest owocem ziemi i pracy rąk ludzkich; Tobie go przynosimy, aby stał się dla nas chlebem życia. (Błogosławiony jesteś, Boże, teraz i na wieki.)

Ofiara Mszy w soborowej sekcie została zniesiona a w jej miejscu ustanowiono żydowską ucztę – ohydę spustoszenia.


Proroctwa Marie-Julie Jahenny o zniesieniu Mszy św.

Marie-Julie była świadkiem objawień Matki Bożej i Jezusa, którzy przekazali jej informacje na temat końca świata, kar za grzechy ludzi oraz nadejścia antychrysta. Od dwudziestego trzeciego roku życia, aż do śmierci nosiła stygmaty.

Marie-Julie zobaczyła, że ​​”nie pozostanie wszelki ślad Najświętszej Ofiary, ani śladu wiary. Dezorientacja będzie wszędzie …”.

Marie-Julie powiedziała również, że nastąpi wybuch Czerwonej Rewolucji. Mówi o “strasznej religii”, która ma zastąpić wiarę katolicką, i widzi “wielu, wielu biskupów” przystępujących do tej “świętokradczej, niesławnej religii”.

Następnie przytoczone są proroctwa Marie-Julie dotyczące nowej liturgii.

W dniu 27 listopada 1902 r. oraz w dniu 10 maja 1904 roku, Nasz Pan ostrzegał o nowej liturgii, która pewnego dnia zostanie zainstalowana:

“Ja daję wam ostrzeżenie. Uczniowie, którzy nie są od Mojej Ewangelii ciężko teraz pracują, aby przepracować według swoich pomysłów i pod wpływem wroga dusz, Mszę św., zawierającą słowa, które są wstrętne w Moich oczach. ”

„Gdy ta fatalna godzina nadejdzie, gdy wiara Moich kapłanów zostanie wystawiona na próbę, to będą te teksty, które będą stosowane w tym drugim okresie. ”

Pierwszy okres jest tym jedynym Mojego Kapłaństwa istniejącego od Moich czasów. Drugi jest tym prześladowań, gdy przeciwnicy Wiary i Świętej Religii wymuszą swoje formuły w księdze drugiego celebrowania. Te niesławne duchy to są ci, którzy Mnie ukrzyżowali i oczekują królestwa nowego mesjasza.”

Wielu moich świętych księży odmówi [stosowania] tej księgi, zapieczętowanej słowami otchłani. Niestety, pośród nich będą i ci, którzy ją zaakceptują. ”


W dniu 10 maja 1904 r., Matka Boża opisuje nowe duchowieństwa i jego liturgię:

“Nie zatrzymają się oni na tej drodze nienawiści i świętokradztwa. Pójdą dalej aż do kompromisu ze wszystkim na raz, za jednym uderzeniem: Kościoła Świętego, duchowieństwa, i Wiary Moich dzieci.”

Matka Boża zapowiada “rozpędzenie duszpasterzy przez sam Kościół, duszpasterzy prawdziwych, którzy zostaną zastąpieni przez innych, uformowanych przez piekło. Nowych głosicieli nowych sakramentów, nowych kościołów, nowych chrztów, nowych stowarzyszeń.”

Anna Katarzyna Emmerich o „nowym kościele”

Anna Katarzyna Emmerich (1774-1824), świętobliwa niemiecka mistyczka, miała wizje i mistyczne doznania, w których widziała narodziny tego co nazywa „mrocznym kościołem” oraz „czarnym, fałszerskim kościołem”.

„Kiedy mam widzenie Kościoła jako całości, zawsze widzę od północno-zachodniej strony głęboką, czarną otchłań, do której nie dociera żaden promień światła i czuję, że jest to piekło. (…) Oni nie są w prawowicie założonym, żywym Kościele, stanowiącym jedność z Kościołem Walczącym, Cierpiącym i Triumfującym, ani też nie przyjmują Ciała Pana Boga naszego, lecz tylko chleb. Ci, którzy pozostają w błędzie przez nich niezawinionym i którzy pobożnie i gorąco pragną Ciała Jezusa Chrystusa, otrzymują duchową pociechę, jednakże nie przez komunię świętą. Ci którzy z przyzwyczajenia przyjmują komunię świętą, bez tej płomiennej miłości nic nie zyskują; tylko dziecko Kościoła otrzymuje ogromny wzrost siły”.

Opracował Szymon Klucznik

https://katolikintegralny.wordpress.com ... #more-1259

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 12 paź 2016, 22:50 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Masoneria i komunizm: „Zwyciężyliśmy na II Soborze Watykańskim”

„Za 100 lat… biskupi i księża będą uważać, że maszerują za sztandarem kluczy Piotrowych, kiedy faktycznie będą szli za naszym sztandarem… Reformy dokonają się w imię posłuszeństwa”. (Alta Vendita / dokument masoński)



Razem z modernistami, masoni i komuniści cieszyli się z rezultatów soboru. Tak jak oczekiwali autorzy Stałej instrukcji Alta Vendita, tak jak oczekiwali komunistyczni infiltratorzy o których mówiła Bella Dodd, pojęcia o liberalnej kulturze w końcu zdobyło zwolenników wśród głównych graczy w katolickiej hierarchii. Masoni i komuniści świętowali dokonany przez sobór zdumiewający zwrot wydarzeń. Cieszą się, że katolicy wreszcie „zobaczyli światło„, i że Kościół sankcjonował wiele z ich masońskich zasad.

Na przykład Yves Marsaudon ze szkockiego rytu, w książce Ekumenizm oczami tradycyjnego masona [Ecumenism Viewed by a Traditional Freemason] chwalił przyjęty przez II SW ekumenizm. Powiedział: „Katolikom… nie wolno zapominać, że wszystkie drogi prowadzą do Boga. I oni będą musieli zaakceptować to, że ten odważny pomysł wolnomyślicielstwa, który możemy naprawdę nazwać rewolucją, wylewający się z naszych masońskich lóż, wspaniale poszerzył się nad kopułą św. Piotra”.

Obrazek
Yves Marsaudon

Yves Marsaudon z zachwytem dodał: „Można powiedzieć, że ekumenizm jest prawowitym synem masonerii”.

Posoborowy duch zwątpienia i rewolucji oczywiście rozgrzał serce francuskiego masona Jacquesa Mitteranda, który z uznaniem napisał:

Coś się zmieniło w Kościele, i dawane przez papieża odpowiedzi na najpilniejsze pytania takie jak celibat księży i kontrola urodzeń, gorąco debatuje się w samym Kościele, słowo suwerennego papieża kwestionują biskupi, księża, wierni. Dla masona, człowiek który kwestionuje dogmaty już jest masonem bez fartuszka.

Marcel Prelot, senator regionu Doubs we Francji, prawdopodobnie najbardziej precyzyjnie opisuje to co już miało miejsce. Napisał:

Od półtora wieku walczyliśmy o przewagę w Kościele wprowadzonych przez nas opinii i to nam się nie udało. W końcu nadszedł II SW i odnieśliśmy zwycięstwo. Odtąd propozycje i zasady liberalnego katolicyzmu zostały zdecydowanie i oficjalnie przyjęte przez Kościół.

L’Unita, oficjalny dziennik Włoskiej Partii Komunistycznej, bezczelnie poradził papieżowi Pawłowi VI w kwestii abpa Marcela Lefebvre, który prowadził tradycjonalistyczną opozycję wobec soborowych liberałów i walczył o soborowe potępienie komunizmu: „Miej świadomość niebezpieczeństwa reprezentowanego przez Lefebvre. I kontynuuj wspaniały ruch podejścia rozpoczętego ekumenizmem na II SW„.

Domagając się równiejszego podziału bogactwa świata, komunista korzysta z obecnego kryzysu ekonomicznego na świecie, żeby przyciągnąć do sfery swoich wpływów nawet te sektory społeczeństwa, które z zasady odrzucają wszelkie formy materializmu i terroryzmu.
– Papież Pius XI, Divini Redemptoris

Obrazek
Franciszek i „ukryta ręka”

Franciszek: „Korzeniem wszelkiego społecznego zła jest brak równości. Świat musi dzielić się bogactwem”

Tak samo radośni z rezultatów soboru byli komuniści. Jak zadeklarowała Włoska Partia Komunistyczna na 11 Kongresie Partii w 1964: „Nadzwyczajne ‚przebudzenie’ soboru, które słusznie porównuje się ze Stanami Generalnymi z 1789, pokazało całemu światu, że stara polityczno-religijna Bastylia jest wstrząśnięta do fundamentów”.

Ostatecznym celem diabolicznego II SW będzie formalne zjednoczenie ludzkości, wszystkich religii, i czy może ktoś wątpić w to widząc ostatnie wychodzące z Rzymu działania? Tak, ten plan realizowano od dawna, a teraz jest tylko kwestią czasu. Katolicy muszą dalej wzajemnie się edukować w tej walce z nową religią i tym szalonym marzeniem o „absolutnej równości”. Mamy Matkę Bożą, Różaniec, Szkaplerz, mamy Sakramenty i Najświętsze Serce Chrystusa, a zatem, WOJNA trwa!

Film – Ks. Hewko: Lider masonów: „Zwyciężyliśmy na II SW” (3 części)





Źródło: http://tradcatknight.blogspot.com/2014/ ... ed-at.html

Tłum. Ola Gordon

http://wolna-polska.pl/wiadomosci/mason ... im-2016-10

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Sobór Watykański II
PostNapisane: 03 lis 2016, 14:41 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7532
Lokalizacja: Podlasie
Reforma, która zawiodła sobór

Obrazek

Jeśli weźmie się pod uwagę powody, dla których święty Jan XXIII zwołał sobór (pogodzenie z Kościołem wszystkich jego zabłąkanych synów i córek oraz dotarcie do świata współczesnego, o którym mówiono, że jest spragniony sensu, głodny prawdy, gotowy paść z wrażenia przed chrześcijańskim świadectwem autentycznej godności ludzkiej), trzeba przyznać, że niewiele można było zrobić gorszych rzeczy niż reforma liturgii przeprowadzona w sposób, jaki znamy.

Poważni młodzi ludzie, których spotkałem, spragnieni są tego, co mistyczne, co tajemnicze, co „inne”, w skrócie: tego, co święte, w jakimkolwiek przebraniu się na to natkną; są spragnieni pełnego symboli rytuału. Przez ostatnie czterdzieści lat, aż do niedawna, wszystkie te rzeczy w Kościele katolickim były zakazane. Jak wiele razy widziałem zdziwienie i podziw, z którym ludzie mojego pokolenia albo młodsi (to jest urodzeni po 1970 r.) reagowali, będąc po raz pierwszy na Mszy uroczystej w starym rycie! Starożytna rzymska liturgia jest potężną odpowiedzią na ich najgłębsze duchowe pragnienia, tak samo jak była nią przez wieki, nawet w „naukowym” wieku XIX i w na początku wieku XX, gdy tak wielu konwertytów przyszło do Kościoła dzięki liturgii.


Josef Pieper, komentując Platońską relację z Fajdrosa o Tamuzie, mitycznym wynalazcy alfabetu, pisał:

Ta historia […] pokazuje rzecz pasującą do każdej epoki, że mianowicie postęp technologiczny, który wedle wszelkich pozorów ułatwia człowiekowi uczestnictwo w rzeczywistości i w prawdzie, faktycznie dokonuje czegoś przeciwnego: hamuje, a nawet niszczy to uczestnictwo. Ułatwienie komunikacji usuwa rzeczywistą komunikację.

W Sacrosanctum concilium postulowano jasny i prosty ryt, który nie wymagałby wielu objaśnień. Nawet w świetle tego wątpliwego kryterium klasyczny ryt rzymski katechizuje skuteczniej niż jego następca, nie potrzebując napomnień, instrukcji czy wyjaśnień poza samą homilią. Sam duch, modlitwy, rytuały, majestat, cisza i ogólnie całość elementów Mszy trydenckiej stanowi mistagogiczną katechezę – potomka szczęśliwego małżeństwa między subtelną teologią Ojców Kościoła a intensywną pobożnością monastyczną i ludową wczesnych wieków. Naucza poprzez przykład, przez znak i symbol; naucza też przez słowo, modlitwami i czytaniami, które są bogate i niezgłębione, lecz nigdy nadmiernie długie. Przychodząc na starą Mszę rok za rokiem zawsze można wynieść nowe owoce z bujnego ogrodu Kościoła.

Reformatorzy religijni twierdzili, że ich jedyną intencją było danie ludziom solidnego pokarmu duchowego – jakbyśmy nie mieli go już w obfitości. Tymczasem dali nam mało wartościowe nowożytne jedzenie, które nie podtrzymuje życia. Katolicy, których nie zadowala przygotowany przez Concilium preparat, świętują na uczcie Tradycji. Odzyskanie tradycyjnych zachodnich liturgii jest więc warunkiem samego przetrwania katolicyzmu. Ośmielony przez prawodawstwo i przykład Benedykta XVI a cieszący się szybkim przyrostem uczestników ruch tradycyjny zaczyna zajmować właściwe miejsce w awangardzie prawdziwej reformy i odnowy, które polegają przede wszystkim na zazdrosnej miłości domu Pańskiego, w którym mieszka chwała (zob. Ps 69,10; J 2,17; Ps 26,8), oraz wierności chwalebnemu dziedzictwu, które otrzymaliśmy w Jezusie Chrystusie.

Peter Kwasniewski

„Kryzys i odrodzenie. Tradycyjna liturgia łacińska a odnowa Kościoła”

Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

http://www.pch24.pl/reforma--ktora-zawi ... 765,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /