Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 17 wrz 2018, 20:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Bies antykatolicyzmu

Obrazek
Źródło: Wikimedia Commons


Chociaż w dziejach Rosji nie brakuje konwertytów na katolicyzm, nienawiść w stosunku do „łacinników” i „romanizmu” stała się kamieniem węgielnym zarówno ideologii państwowej, jak i myśli twórców tej miary co Fiodor Dostojewski.

Turcy oblegają Konstantynopol: ostatnia noc przed atakiem, który ma się odbyć o świcie; ostatni imperator chodzi po pałacu, pragnie modlić się przed obrazem Matki Bożej; modlitwa, atak, walka; sułtan z okrwawioną szablą w ręku wjeżdża do Konstantynopola… Katedra Świętej Zofii, drżący patriarcha, ostatnia msza. Sułtan wjeżdża na koniu, po schodach, do wnętrza świątyni, zatrzymuje się wzburzony, rozgląda się wokoło i wypowiada słowa: „Oto dom modlitwy dla Allaha!”… A w dalekim cesarstwie rosyjskim pojawia się ostatnia przedstawicielka rodu Paleologów z dwugłowym orłem zamiast posagu. Rosyjski ślub z księciem Iwanem III w drewnianej izbie zamiast pałacu. W izbie tej rodzi się idea wszechprawosławnego znaczenia Rosji, położony zostaje kamień węgielny przyszłego władztwa na Wschodzie, rozszerza się krąg przyszłości Rosji, nie tylko jako wielkiego mocarstwa, ale jako całego nowego świata mającego misję odnowy chrześcijaństwa przez ideę prawosławną… Misja ta spełniona zostanie wtedy, gdy zgnije Zachód, a zgnije on wtedy, gdy papież całkowicie wypaczy [naukę] Chrystusa, torując w ten sposób drogę ateizmowi wśród spoganionej zachodniej części ludzkości.

Tymi słowami Fiodor Dostojewski opisywał koncepcję Trzeciego Rzymu, która wraz z ideą „zbierania ziem ruskich”, tworzyła mit założycielski imperialnego posłannictwa księstwa moskiewskiego, a potem Rosji. I jak widać z zacytowanego fragmentu tkwił za tym wyraźnie artykułowany antykatolicyzm. Wraz z translatio Imperii dokonało się bowiem translatio fidei, tzn. Moskwa (Trzeci Rzym) przejęła od Konstantynopola nie tylko misję imperialną, ale również depozyt prawdziwej wiary, którą już dawno Rzym Pierwszy utracił na rzecz Rzymu Drugiego. Dodajmy, że również koncepcja „zbierania ziem ruskich” oznaczała „wyzwalanie” przez prawowiernego cara ziem ruskich, które dostały się pod panowanie „łacinników” (tj. Litwy, a potem całej Rzeczypospolitej Obojga Narodów).

Mit Trzeciego Rzymu
Dostojewski, co jasne, tych koncepcji nie wymyślił. Powtarzał jedynie mity powstałe na dworze moskiewskim pod koniec XV wieku. Jak to jednak z mitami bywa, ich związek z rzeczywistością historyczną był dość luźny. Jeśli bowiem przyjąć oficjalną (w carskiej Rosji, po 1917 roku również) wykładnię historii, która dostrzegała iunctim między Rusią Kijowską a Wielkim Księstwem Moskiewskim, a potem Rosją, to początki państwa rosyjskiego były jak najbardziej katolickie (w znaczeniu zachowania łączności z Rzymem). W 988 roku książę kijowski Włodzimierz przyjął chrzest z katolickiego przecież Konstantynopola. Do tzw. Wielkiej Schizmy doszło bowiem w 1054 roku, a i po tym smutnym wydarzeniu władcy Rusi Kijowskiej nie separowali się od łacińskiego Zachodu. W 1075 roku kijowski książę Izasław oddał się pod opiekę papieża, św. Grzegorza VII, a inni władcy Rusi Kijowskiej (przed nim i po nim) wielokrotnie wchodzili w związki dynastyczne z władcami łacińskiego Zachodu (z dworami w Polsce, na Węgrzech, a nawet w kapetyńskiej Francji).

Nawet przywoływany przez Dostojewskiego ślub siostrzenicy ostatniego cesarza Bizancjum z Iwanem III był w dużej mierze wynikiem dyplomatycznych starań papiestwa. Zoe Paleolog znalazła bowiem schronienie nad Tybrem, gdzie została wychowana przez kardynała Bessariona (również pochodzącego znad Bosforu, wielkiego orędownika unii florenckiej z 1439 roku) na ukochaną córkę Kościoła rzymskiego. Ślub Zoe z Iwanem III odbył się per procura w Rzymie 1 czerwca 1472 roku. Papież Sykstus IV dał wiarę informacjom dochodzącym z Moskwy o gotowości konwersji na katolicyzm władcy Moskwy i jego gotowości do udziału w antytureckiej krucjacie organizowanej pod egidą papieża. Jak wiadomo, nadzieje te okazały się płonne, ale – jak widać – w narodzinach koncepcji Trzeciego Rzymu niemały udział miał również Pierwszy Rzym.

Brutalne prześladowania
Problem katolicki w Rosji powstał w momencie ukończenia przez Moskwę „zbierania ziem ruskich”, czyli z chwilą III rozbioru Polski. Do epoki rozbiorowej w Rosji żyło ok. 10 tysięcy katolików. Po aneksji ziem polskich ich liczba sięgnęła ok. 5 milionów, po 1815 roku (gdy Rosja przejęła również centralną Polskę – Królestwo Polskie) liczba ta powiększyła się o kolejnych parę milionów. Należy przy tym pamiętać, że katolicy na ziemiach przyłączonych do Rosji w wyniku zaborów to nie tylko „łacinnicy”, ale również unici (wierni unii brzeskiej z 1596 roku), czyli grekokatolicy.

Polityka prawosławnego cesarstwa rosyjskiego wobec katolickich poddanych była nacechowana wrogością przerywaną krótkimi okresami tolerancji (jak na przykład przy okazji zawarcia w 1847 roku konkordatu między carem Mikołajem I a Piusem IX). Przedmiotem szczególnie nasilonych represji był Kościół unicki od zawsze postrzegany przez Moskwę (carat i Cerkiew) jako „zdrajca prawosławia”. Antyunicką politykę zapoczątkowała już Katarzyna II. Krótko po kolejnych rozbiorach Polski przystąpiła do systematycznej likwidacji Unii na ziemiach litewsko-ruskich. Do końca swojego panowania zlikwidowała ona na tych obszarach niemal 4 500 unickich parafii i ponad 140 klasztorów bazyliańskich (bazylianie – unicki zakon, niezwykle zasłużony zwłaszcza na polu edukacji).

W 1839 roku kolejny cios Unii wymierzył Mikołaj I, likwidując wszystkie diecezje unickie (z wyjątkiem podlaskiej) położone na tzw. ziemiach zabranych (ziemie zaanektowane przez Rosję w latach 1772-1795). Gorliwego wykonawcę tej polityki znalazł w osobie unickiego biskupa‑apostaty, Józefa Siemaszki z Wilna. Kolejny rozdział w męczeńskiej historii Kościoła unickiego w carskiej Rosji został dopisany w 1874 roku, gdy władze carskie przystąpiły do likwidacji ostatniej, podlaskiej diecezji unickiej. Na prawosławie nawracano przy pomocy knuta i kozackich nahajek (dosłownie). Podlaskich unitów zmuszano do udziału w prawosławnych nabożeństwach i siłą przejmowano unickie świątynie. Opór łamano bezwzględnie. Najbardziej dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Pratulinie, gdzie rosyjskie wojsko wymordowało unitów broniących swojego kościoła. Pratulińscy męczennicy zostali beatyfikowani w 1996 roku przez Jana Pawła II.

Represje mimo konkordatu
Sytuacja rzymskich katolików w carskiej Rosji nie była aż tak ciężka jak unitów. W 1847 roku zawarto wspomniany wcześniej konkordat. Nie oznaczało to jednak braku represji. Na przykład w latach 30. i 40. XIX wieku władze carskie z 325 katolickich domów zakonnych istniejących na ziemiach polskich skasowały ponad 200. Po 1864 roku nastąpiła kolejna fala likwidacji klasztorów. Władze rosyjskie wprowadziły zasadę, że maksymalna liczba zakonników (zakonnic) w klasztorze nie może przekroczyć 14 osób. Jedyny wyjątek poczyniono dla klasztoru jasnogórskiego.

Po upadku powstania styczniowego większość katolickich biskupów została usunięta przez carat ze swoich diecezji. Taki los był udziałem bł. Zygmunta Felińskiego – metropolity warszawskiego, biskupa sejneńskiego Konstantego Łubieńskiego, biskupa płockiego Wincentego Popiela, biskupa wileńskiego Stefana Zwierowicza oraz metropolity mohylewskiego Wincentego Kluczyńskiego. Gdy w 1882 roku carat ponownie zawierał konkordat z Watykanem (zerwany przez wspomniane represje na początku lat 60. XIX wieku), w całym zaborze rosyjskim tylko jeden katolicki biskup rezydował w swojej diecezji. Dodajmy jeszcze, że w 1867 roku władze rosyjskie zamknęły Warszawską Rzymsko-Katolicką Akademię Duchowną. Do 1917 roku jedyną instytucją kształcącą księży katolickich i tolerowaną przez władze carskie była istniejąca od 1841 roku w Petersburgu (po przeniesieniu z Wilna) katolicka Akademia Du­chowna.

Wojna dwóch światów
Nieprzypadkowo kolejne fale antykatolickich represji zbiegały się ze wzmożeniem polityki antypolskiej po kolejnych nieudanych zrywach powstańczych. „Polonizm” i „latynizm” – to dwa oblicza tego samego wroga. W styczniu 1848 roku Zygmunt Krasiński w memoriale do Piusa IX pisał, że prawosławny carat jest wrogiem nieprzejednanym wszelkiej duchowej niepodległości. Dlatego walczy on ze wszystkich sił swoich z katolicyzmem; a że nie może go zabić jednym zamachem, więc otacza go zasadzkami i chce w krajach poddanych jego piekielnej działalności doprowadzić go do śmierci przez ubytek sił. Dla niego pozbyć się katolicyzmu, to znaczy pozbyć się Polski, a pozbyć się Polski, to pozbyć się katolicyzmu, czyli zgładzić raz na zawsze pierwiastek i zasadę wolności. Ten pierwiastek, ta zasada przeszkadza mu stanąć na czele wszystkich Słowian, stanąć na ich czele, żeby ich rzucić na Kościół i na świat.

Spór polsko-rosyjski był więc w zasadzie sporem cywilizacyjnym. Tej diagnozie naszego wieszcza przyznawał rację Dostojewski, gdy w 1863 roku, komentując toczące się właśnie powstanie styczniowe, pisał: Co to jest prawdziwa wojna? Wojna polska to wojna dwóch światów chrześcijańskich, to początek przyszłej wojny prawosławia z katolicyzmem, innymi słowy – wojny geniuszu rosyjskiego z cywilizacją europejską.

Autor Zbrodni i kary pozostawał pod dużym wpływem ideologii słowianofilskiej, która w epoce Mikołajewskiej (1825-1855), wysuwając triadę: prawosławie, samodzierżawie, rodzimość, urosła niemal do rangi oficjalnej ideologii państwowej. Jej główni twórcy – Iwan Kirejewski (1806-1856) czy Aleksy Chomiakow (1804-1860) – nie kryli zresztą, że głębokim fundamentem ich „carosławnych” koncepcji jest antykatolicyzm. Podkreślali więc, że Kościół rzymski uległ pokusie racjonalizmu (przejętego wraz z dziedzictwem prawa rzymskiego), który kazał „łacinnikom” dowolnie manipulować dziedzictwem żywej Tradycji Kościoła w nienaruszonym stanie trwającej na Wschodzie, w Kościele prawosławnym. W ten sposób rzymski katolicyzm dokonał „moralnego bratobójstwa” względem wschodnich katolików, a koronnym na to dowodem było przyjęcie przez Zachód dogmatycznego orzeczenia o pochodzeniu Ducha Świętego od Ojca i Syna (dogmat filioque). Jak pisał Chomiakow, romanizm stał się pierwszą herezją przeciw dogmatowi natury Kościoła i samej jego wiary.

Antykatolickie oblicze słowianofilstwa
Dla Chomiakowa, Kirejewskiego oraz ich uczniów jedynym Kościołem katolickim jest Kościół prawosławny. Rzym uległ racjonalizmowi (co sprawia, zdaniem słowianofili, że nie ma zasadniczych sprzeczności między „romanizmem” a protestantyzmem, skoro wyrastają one z tego samego błędu – ubóstwienia rozumu) i pysze – czego owocem były ambicje papiestwa nie tylko do rządów nad całym światem, ale i do wpływania na politykę. Zachodni katolicyzm to „jedność bez wolności”, protestantyzm to „wolność bez jedności”. Jedynie na Wschodzie doszło do harmonijnego połączenia wolności i jedności w tzw. sobornosti (pojęcie szczególnie akcentowane przez Chomiakowa, oznaczające eklezjologiczną wizję „katolicyzmu we wspólnocie organicznej”, czyli znoszącej podział między Kościołem nauczającym a Kościołem nauczanym).

Tak pojmowana eklezjologia wykluczała zdaniem twórców słowianofilskiej ideologii możliwość zwycięstwa „romanizmu” na Wschodzie. Jak pisał Aleksy Chomiakow: Nawet jeśli suweren rosyjski da się uwieść, jeśli kler zdradzi, to miliony dusz pozostaną niezachwiane w prawdzie: miliony ramion podniosą niezwyciężony sztandar Kościoła i stworzą zakon świecki; niech to będą w ogromie świata wschodniego choćby dwaj albo trzej biskupi, którzy pozostaną wierni Bogu i sami stworzą episkopat; a Kościół nic nie utraci ze swojej siły, ze swojej jedności i pozostanie Kościołem katolickim jak za czasów apostolskich.
Sympatyzujący ze słowianofilami Dostojewski dołożył jeszcze jeden zarzut. O ile bowiem, jak mówił bohater jednej z jego powieści, ateizm wprost neguje Boga, to rzymski katolicyzm jest o wiele gorszy, bowiem przekazuje całkiem zafałszowany obraz Jezusa Chrystusa. Takie same poglądy prezentował Dostojewski w prywatnej korespondencji. W 1870 roku pisał, że całe nieszczęście Europy, wszystko bez wyjątku, wynika stąd, że wraz z Kościołem rzymskim utraciła ona Chrystusa, a potem doszła do wniosku, że może obejść się bez Niego.

Na Zachodzie z winy katolicyzmu utracono Chrystusa, i z tego powodu Zachód upada, wyłącznie dlatego – pisał w innym swoim liście.

W powieści Idiota Dostojewski wkłada w usta jednego z bohaterów i takie słowa: Przecież i socjalizm wywodzi się z katolicyzmu!… On także, podobnie jak jego brat ateizm, wyszedł z rozpaczy, aby zastąpić utraconą moralną władzę religii, aby zaspokoić ludzkość także nie przez Chrystusa, ale przez przemoc! To także wolność poprzez przemoc! To także zjednoczenie przez miecz i krew!

Pochwała Kulturkampfu
Po upadku Państwa Kościelnego (1870) Dostojewski wielokrotnie dawał wyraz swojemu przekonaniu, że katolicyzm rzuci się w objęcia demokracji, w objęcia ludu, porzucając monarchów ziemskich za to, że oni go porzucili. Dlatego autor Biesów bardzo wysoko oceniał bismarckowski Kulturkampf: Bardzo możliwe, że książę Bismarck patrzy głębiej i widzi tę sprawę tak oto: socjalizm jest przyszłością całej zachodniej Europy i jeśli papiestwo zostanie porzucone i odrzucone przez władców ziemskiego świata, to prawdopodobne jest, że rzuci się w objęcia socjalizmu i złączy się z nim w jedno… Rzymskiemu katolicyzmowi (to przecież zupełnie jasne) potrzebny jest nie Chrystus, ale panowanie nad światem … Książę Bismarck ma zapewne przed oczami taki właśnie obraz … książę Bismarck to główny wróg papiestwa i rzymskiej idei. Niemiecki polityk jest genialny – podkreślał Dostojewski – bo jednocześnie toczy walkę przeciw trzem głównym wrogom cywilizacji: katolicyzmowi, socjaldemokratom i Polakom.

W okresie powstania styczniowego ten melanż antykatolicyzmu i antypolonizmu w słowianofilskiej myśli wyraźnie wyszedł na światło dzienne. Polska zainfekowana destrukcyjnymi wpływami „latynizmu” stała się „Judaszem Słowiańszczyzny”. Jak pisał Iwan Aksakow, wielki uczeń Chomiakowa, w Polsce nie ma elementu szkodliwszego dla rosyjskiego rządu (i dla samej Polski) niż łaciństwo. Gdyby Polska nie była katolicką, nie byłoby zapewne kwestii polskiej. Walka z polskimi powstańcami w 1863 roku była – jak przekonywał Aksakow – kolejnym rozdziałem walki przeciw przeklętej, heretyckiej wierze łacińskiej. Stłumienie powstania jest konieczne, bowiem od tego zależy czy morze łacińsko-germańskie zatopi świat prawosławno-słowiański, czy też Rosji sądzone jest stać się Araratem Słowiańszczyzny i ocalić ją przed potopem?

Z kolei Michaił Katkow, którego trudno określić mianem słowianofila, ale z pewnością zaprzysięgłego wroga polskości, radził, by władze rosyjskie po stłumieniu powstania prowadziły politykę zmierzającą do rozdziału polskości od katolicyzmu (np. poprzez wprowadzanie języka rosyjskiego do katolickich nabożeństw lub kierowania na ziemie polskie księży katolickich nie-Polaków, Chorwatów lub Czechów). Nieprzypadkowo widomym znakiem zwycięstwa prawosławnej Rosji nad „latynizmem” w Kraju Przywiślańskim była wybudowana pod koniec XIX wieku wielka cerkiew Aleksandra Newskiego na Placu Saskim w Warszawie (zburzona po 1918 roku w czasach niepodległej Rzeczypospolitej).

Czy Rosja będzie katolicka?
Broszurę pod tym tytułem opublikował w 1856 roku w Paryżu książę Iwan Gagarin (1814-1882), jezuita – jeden z szeregu rosyjskich prominentnych konwertytów na katolicyzm z I połowy XIX wieku (tutaj wymienić trzeba także księcia Piotra Kozłowskiego, Włodzimierza Pieczerina – redemptorystę, czy też Sofię Swieczinę, nazywaną we Francji najwybitniejszą Rosjanką swoich czasów). Książę Gagarin nawiązywał do katolickiej przeszłości Rusi Kijowskiej i przypominał, że Cerkiew musi tylko uznać prymat papieża, bo w zakresie dogmatyki czy liturgii nie ma poważniejszych przeszkód do unii między Wschodem i Zachodem. Uznanie zwierzchności biskupa Rzymu uwolni Cerkiew od upokarzającej dominacji państwa nad nią. Był jeszcze jeden walor uznania przez Rosję zwierzchności Rzymu: Wielkie dzieło pojednania rosyjskiego Kościoła ze Stolicą Apostolską nie zaszkodzi rosyjskiej potędze imperialnej… Kościół rosyjski, bez poniesienia jakichkolwiek strat, znajdzie w tym gwarancję własnej niezależności i godności.

Do myśli księcia Iwana Gagarina nawiązał kilkadziesiąt lat później wielki rosyjski myśliciel, Włodzimierz Sołowiow (1853-1900). Autor Opowieści o Antychryście w 1896 roku złożył trydenckie wyznanie wiary i uznał prymat i nieomylność papieża w kwestiach wiary i moralności. Nie traktował tego jednak jak zerwania z prawosławiem. Pisał: Należę do prawdziwego Kościoła prawosławnego; do Kościoła, który jest wierny Tradycji prawosławnej w całej jej pełni i żywotności, a która – bez potrzeby bycia łacinnikiem – zawsze uznawała Rzym jako centrum Kościoła chrześcijańskiego. Ja także, jako prawosławny, widzę i uznaję w Rzymie pierwszeństwo wśród Kościołów.

Księcia Iwana Gagarina nazywano „Don Kichotem rosyjskiego katolicyzmu”, natomiast o poglądach W. Sołowiowa papież Leon XIII mówił: Wspaniała idea, lecz niemożliwa do realizacji bez cudu. Ale cuda przecież się zdarzają. Niczym innym było bowiem pojawienie się Matki Bożej w Fatimie, która przecież obiecała nawrócenie Rosji przez poświęcenie jej Niepokalanemu Sercu Maryi. Tylko Matka może najlepiej pojednać.

Grzegorz Kucharczyk

Tekst ukazał się w numerze 7 dwumiesięcznika "Polonia Christiana"

https://www.pch24.pl/bies-antykatolicyz ... 9,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 27 paź 2018, 11:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Nauczanie moralne na synodzie? Zaskakująca reakcja duchownych

Atmosfera nader światowa. Nastrój niezwykle radosny i optymistyczny. Rozmawia się o różnorodności, otwartości na innych, o kwestii uczenia się Kościoła od kobiet, o marszu nienawiści, czy też przeciwko nienawiści wobec imigrantów – mówi w videorelacji PCh24 z Watykanu redaktor Jerzy Wolak. A co z kwestią katolickiego nauczania moralnego i walki młodych o życie wieczne? Te tematy są dla obradujących… problematyczne.

https://www.youtube.com/watch?time_cont ... TStphXnmsA

https://www.pch24.pl/nauczanie-moralne- ... 74,tv.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 19 gru 2018, 10:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Patologia wkradła się również do Kościoła i niestety ale się w nim zagnieździła.
A Duch Boży?
Jest nadal, ale już nie wszędzie tam, gdzie powinno się wypełniać Nim każde poczynanie, każde słowo, każdy ruch.
Lewactwo i ich brudne plany przeniknęło hierarchię kościelną i przystępuje do niszczenia Kościoła od środka.
Czy przetrwamy? Czy nie damy się ponieść bystremu prądowi potoku wylewanej gnojówy na to co w naszym życiu najcenniejsze, najświętsze?
Atraktor Ducha Świętego wciąż jest, wciąż jest i wypełnia naszą przestrzeń, ale czy my szukamy z Nim jedności?
Jesteśmy obrazem i podobieństwem Boga, ale żyjemy coraz dalej od Niego.
Pocieszające jest to, że nie wszyscy idą za wykolejeńcami, że wciąż trwają przy Prawdzie, Dobru i Pięknie.


Niemcy: biskupi chcą błogosławić homo związki. Plan jest gotowy

Obrazek

Niemiecki Episkopat planuje dokonanie kolejnych wielkich zmian. Tym razem na celowniku znalazła się sprawa celibatu oraz moralność seksualna, przede wszystkim tycząca się homoseksualizmu. Nad opracowaniem rewolucyjnych rozwiązań ma czuwać bp Stephan Ackermann, zwolennik radykalnego przewartościowania w katolickiej nauce.

Zagubiony biskup Ackermann
Kilka tygodni temu Konferencja Episkopatu Niemiec poinformowała, że ruszyły już prace nakierowane na dokonanie kolejnego „przełomu” w duszpasterstwie. Czołową rolę w ich prowadzeniu odgrywa postać wprost straszna – biskup Trewiru, Stephan Ackermann. To hierarcha marzący o niekłamanej rewolucji moralnej, za czym opowiada się publicznie od lat. Konsekwencji wobec niego nie wyciągnięto nigdy. Nawet wówczas, gdy w jednym z prasowych wywiadów postawił katolicką naukę moralną do góry nogami. W 2014 roku Ackermann powiedział bowiem, że nie każdy seks przedmałżeński musi być grzechem ciężkim, a homoseksualizmu nie można nazywać sprzecznym z naturą; stwierdził też, że rozróżnienie na naturalne i sztuczne planowanie rodziny „samo w sobie jest po prostu sztuczne”. Homoseksualną rewolucję Ackermann i stojący za nim hierarchowie – w tym szef episkopatu kard. Reinhard Marx – zamierzają przeprowadzić w imię walki z nadużyciami seksualnymi w Kościele. Niejako przy okazji zamierzają też zlikwidować celibat.

Porzucić „starą” moralność
We wrześniu tego roku Konferencja Episkopatu Niemiec zaprezentowała obszerne badanie dotyczące nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych na dzieciach i młodzieży. Zebrane dane wskazywały, że większości czynów niemoralnych i przestępczych dopuszczano się na chłopcach bądź młodych mężczyznach. Świeccy autorzy badania – a za nimi niemiecka hierarchia, z kard. Reinhardem Marxem na czele – uznali, że nie oznacza to bynajmniej, by jakąkolwiek winę za skalę problemu ponosili duchowni homoseksualni. Ich zdaniem problemem jest raczej celibat oraz nieprzychylny wobec gejów i lesbijek klimat w Kościele katolickim. Po ogłoszeniu raportu wraz z zawartymi w nim wnioskami kardynał Marx zapowiedział, że biskupi podejmą prace w newralgicznych obszarach, zastanawiając się zarówno nad obligatoryjną bezżennością księży jak i nad moralnością seksualną.

Teraz ogłoszono, że prace już trwają. Wszelkie złudzenia co do kierunku zmian rozwiał niedawno biskup Essen, Franz-Josef Overbeck. W wypowiedzi, którą zacytował półoficjalny portal episkopatu Niemiec Katholisch.de, wezwał do porzucenia „przestarzałej” moralności. Program, jaki przedstawił Overbeck, to po prostu otwarcie Kościoła katolickiego na rewolucję seksualną 1968 roku – i to całkiem dosłownie. Biskup zapowiedział mianowicie, że trzeba odważnie wskazać, „co z moralności seksualnej już nie obowiązuje”, a katolicka teologia musi „rozwinąć się”, biorąc pod uwagę „ustalenia” nauki na temat homoseksualizmu, tożsamości płciowej oraz ról mężczyzny i kobiety.

Logiczna konsekwencja
To, co dzieje się dziś w Niemczech, jest logiczną i ponurą konsekwencją decyzji podjętych 50 lat temu. W 1968 roku Niemcy odrzucili encyklikę Pawła VI Humane vitae. Uznali, że stosunek seksualny nie zawsze musi być otwarty na życie i stąd stosowanie antykoncepcji może być uprawnione. Stolica Apostolska, mimo podejmowanych prób, nigdy nie zdołała skłonić Episkopatu RFN do odwołania tamtego buntu. Rozdzielenie aktu miłosnego od jego funkcji prokreacyjnych musiało przynieść bardzo poważne konsekwencje.

I przyniosło. Niemiecka teologia bardzo szybko zaczęła postulować nową ocenę aktów homoseksualnych, powołując się na wyniki badań naukowych dowodzących rzekomo, że skłonności od osób tej samej są często nieuleczalne, a geje i lesbijki mogą odczuwać do siebie miłość i tworzyć trwałe, stabilne związki. Praktyczną konsekwencją takiej nowej oceny ma być daleko posunięte włączenie homoseksualistów w życie Kościoła. Podstawą jest tu niejako akceptowanie gejów w szeregach kapłańskich. Choć wszystkie diecezje Kościoła katolickiego na całym świecie obowiązują przepisy zabraniające przyjmowania homoseksualistów do seminariów, w Niemczech nikt nic sobie z tego nie robi. Wikariusz generalny archidiecezji Monachium i Fryzyngi, którą kieruje sam kard. Marx, mówił w jednym z tegorocznym wywiadów, że „homoseksualiści są w samym wnętrzu Kościoła”, także jako duchowni – i wykonują dobrą pracę, a jakiekolwiek łączenie ich skłonności z plagą nadużyć jest zwykłą dyskryminacją. Z kolei biskup Würzburga Franz Jung pozwolił sobie ostatnio na stwierdzenie, że homoseksualizm… nie jest żadną przeszkodą w przyjęciu święceń kapłańskich. O tym wszystkim głośno mówi się teraz, ale w praktyce realizuje się od dawna.

Skalę przeżarcia niemieckiej hierarchii katolickiej homoseksualną herezją pokazuje jak na dłoni sprawa jezuickiego profesora teologii ks. Ansgara Wucherpfenniga. To kolejny duchowny, który nie kryje się z herezją. Publicznie głosi, jakoby akty homoseksualne nie były potępiane przez Biblię; przyznaje też, że błogosławi związki gejowskie. Konsekwencji wobec niego nie tylko nie wyciąga odpowiedzialny za niego biskup, Georg Bätzing z Limburga; gdy Watykan próbował zablokować jego szkodliwą działalność i nie udzielił mu „nihil obstat” koniecznego do dalszej piastowania funkcji rektora wyższej katolickiej uczelni we Frankfurcie, Niemcy rozpętali prawdziwą burzę. Tak silną, że Watykan zmienił zdanie – i jawny heretyk, teraz niemal w glorii chwały, dalej kieruje szkołą, zapowiadając, że nie ustanie w swoich badaniach na rzecz zmiany nauczania Kościoła odnośnie homoseksualizmu.

Wucherpfennig otrzymał w Niemczech wielkie wsparcie, gdyż kierownictwo Kościoła myśli po prostu tak samo, jak on. Zimą tego roku wiceprzewodniczący Episkopatu bp Franz-Josef Bode z Osnabrück zaproponował wprowadzenie formalnych błogosławieństwa par jednopłciowych, co wkrótce w nieco zawoalowany sposób poparł kardynał Marx. I nie ma żadnych wątpliwości, że to zostanie przeprowadzone. Metoda jest już wypróbowana.

Modus operandi. Zadekretowana „oddolna” rewolucja
Nie ma najmniejszej wątpliwości, że plan niemieckich biskupów nie mógłby zostać zrealizowany, gdyby miano o nim decydować na szczeblu ogólnokościelnym; zbyt duży jest tu opór środowisk konserwatywnych, które w tym wypadku będzie może lepiej nazwać środowiskami po prostu autentycznie wierzącymi. Stąd zostanie przyjęta zupełnie inna metoda. Można się spodziewać, że powtórzony zostanie scenariusz znany już ze sprawy dopuszczenia do Komunii świętej protestantów. W tym wypadku niemiecki episkopat opracował dokument, który opierając się na kryteriach odczytywania sumienia według Amoris laetitia (niezgodnych, nota bene, z tymi, które w encyklice Veritatis splendor przedstawił św. Jan Paweł II w oparciu o Tradycję) opisał szeroko teoretyczną możliwość dopuszczania zwolenników Marcina Lutra do katolickiej Eucharystii na szczeblu diecezjalnym. Poszczególni biskupi mieli sami zdecydować, czy chcą z tych wytycznych skorzystać, czy też nie. Inne rozwiązanie nie było możliwe, bo kilku biskupów w RFN było tym pomysłom przeciwnych; sprawa ma poza tym charakter ogólnokościelny i jako taka według samego Ojca Świętego nie mogła być oficjalnie procedowana. W efekcie w niemieckich diecezjach zapanowała dość duża różnorodność; w większości protestanci mogą przyjmować Komunię „w niektórych przypadkach”, w innych niemal nigdy, w jeszcze innych – praktycznie zawsze.

Mówiąc kilka miesięcy temu o wprowadzeniu błogosławieństw związków gejowskich w Niemczech kard. Marx wskazywał na dokładnie tę samą koncepcję: rozwiązań na poziomie lokalnym, przekazywania sprawy do rozważenia poszczególnym księżom, którzy, zaopatrzeni w pewne ogólne instrukcje i zasadnicze pozwolenie, będą mieli wespół z zainteresowanymi dokonywać duszpasterskiego rozróżnienia i w niektórych przypadkach podejmować „pozytywną” decyzję, to jest – w tym wypadku – błogosławić zboczony związek homoseksualny. Czy Watykan zaprotestuje? Można w to zasadnie wątpić. Skoro dopuszczono już Komunię świętą dla rozwodników i dla heretyków, to wydaje się więcej niż pewne, że także w przypadku homoseksualistów wszystko zostanie zaakceptowane, o ile tylko rzecz pozostanie na poziomie lokalnym.

Viri probati
Oprócz fundamentalnej zmiany oceny homoseksualizmu przy okazji walki z nadużyciami seksualnymi niemiecka hierarcha zamierza też znieść celibat, a przynajmniej (w pierwszym roku) - poważnie go poluzować. Lista niemieckich biskupów, którzy opowiedzieli się już publicznie za zmianami w omawianym zakresie, jest już długa, a teraz Konferencja Episkopatu potwierdziła już oficjalnie, że zgodnie z wytycznymi raportu o nadużyciach seksualnych prowadzi prace nad zmianą celibatu. Drogą do tego jest oczywiście koncepcja viri probati, żonatych mężczyzn, którzy mieliby otrzymywać święcenia kapłańskie, o ile tylko cieszą się dobrą opinią. Niemcy poczekają być może do Synodu Amazońskiego zaplanowanego na jesień 2019 roku; Synod ten przygotowują między innymi kard. Claudio Hummes oraz bp Erwin Kräutler, obaj gorący zwolennicy zmian w celibacie. Niemcy są przekonani, że viri probati pozwoliliby rozwiązać im kryzys powołań. Ten jest zresztą za Odrą naprawdę duży. Według wyliczeń przedstawionych niedawno przez Centralny Komitet Niemieckich Katolików, w roku 2030 będzie brakować w niemieckim Kościele katolickim 7000 kapłanów. Rocznie w Niemczech wyświęca się zaledwie kilkudziesięciu prezbiterów, zwykle około 70.

Cel: księża-geje żyjący otwarcie z partnerami?
Jak skończy się to szaleństwo? Wydaje się – jakkolwiek przerażająca jest ta wizja – że kolejnym krokiem może być zaakceptowanie homoseksualnych księży żyjących w związkach partnerskich czy pseudo-małżeńskich z mężczyznami. Jeżeli „miłość” gejowska zostaje uznana za normalną, stosunek płciowy nie musi być płodny, a celibat nie obowiązuje – to zaakceptowanie posługi czynnych seksualnie kapłanów-gejów wydaje się tylko kwestią czasu. Oczywiście, w Niemczech Kościół nie akceptuje jeszcze homoseksualnych małżeństw. Jednak wprowadzenie błogosławieństw dla takich par może być pierwszym krokiem do zmiany tego stanu rzeczy. Kilka lat temu kard. Marx w oficjalnych wystąpieniach deklarował, że jest zdecydowanie przeciwny błogosławieniu związków jednopłciowych i publicznie gromił Centralny Komitet Niemieckich Katolików za takie propozycje; dziś jego stanowisko jest całkowicie odwrotne. Nie można więc mieć żadnej nadziei na to, że deklarowane obecnie przywiązanie do heteroseksualnego małżeństwa jako jedynego możliwego nie ulegnie wkrótce zmianie. Celem rewolucji seksualnej jest destrukcja naturalnego, chrześcijańskiego obrazu człowieka. A skoro tak, to nie można zatrzymać się w pół drogi.

Śmiertelna choroba wirusowa. Boże, nie daj się nam zarazić
Kościół w Niemczech jest śmiertelnie chory. Akceptuje antykoncepcje, Komunię dla rozwodników, Komunię dla protestantów; marzy o zniesieniu celibatu i pełnej akceptacji zboczeń homoseksualnych. Moralność de facto przestaje istnieć. Wszystko staje się przedmiotem oceny sumienia jednostki – sumienia poddanego wpływom nie zbawczej nauki Chrystusa, ale diabelskiej trucizny ducha czasu, nacechowanego rewolucyjną myślą neomarksistowską. W dobie decentralizacji Kościoła, gdy nie można mieć już nadziei na wypalenie przez Stolicę Piotrową największych nawet patologii gorącym żelazem, musimy się sami bronić przed infekcją. Potrzeba modlitwy i budzenia świadomości.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/niemcy--biskupi-ch ... 898,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 01 lut 2019, 15:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Kapłan ma żyć w schizofrenii moralnej i samemu błądząc ma prowadzić innych do Boga?

Bunt niemieckich diecezji. Chcą wyświęcać homoseksualistów

Przedstawiciele dwóch niemieckich diecezji ogłosili, że nie słuchają i nie będą słuchać Watykanu w sprawie wyświęcania homoseksualistów na księży. Progresywni biskupi argumentują, że takie wykluczanie byłoby niedopuszczalną dyskryminacją.

W niemieckim Kościele katolickim coraz wyraźniejszych konturów nabiera kwestia nowej oceny homoseksualizmu. Choć Stolica Apostolska jednoznacznie wyklucza udzielania święceń kapłańskich mężczyznom o skłonnościach jednopłciowych, to dwie niemieckie diecezje poinformowały, że nie zamierzają tych zasad przestrzegać. Wygląda to na skoordynowaną akcję, która wkrótce rozwinie się w prawdziwą rewolucję.

Jesienią 2018 roku Konferencja Episkopatu Niemiec przedstawiła dane na temat skali molestowania seksualnego ze strony duchownych w minionym półwieczu. Okazało się, że większość ofiar była płci męskiej. W efekcie kierownictwo Episkopatu ogłosiło, że konieczna będzie zmiana moralności seksualnej, zwłaszcza w odniesieniu do homoseksualizmu, oraz poluzowanie celibatu. Od słów niemieccy biskupi przeszli szybko do czynów.

28 stycznia opłacany przez Episkopat portal Katholisch.de nagłośnił artykuł bp. Franza-Josefa Overbecka z Essen, który ukazał się na łamach prestiżowego miesięcznika „Herder Korrespondenz”. Hierarcha napisał, że nie można wykluczać osób homoseksualnych od kapłaństwa, ponieważ nie istnieje żaden związek między skłonnościami jednopłciowymi a pedofilią i molestowaniem w ogóle. Jego zdaniem utrzymywanie takich obostrzeń jest przejawem hołdowania przesądom i prowadzi do dyskryminacji oraz „kryminalizacji” homoseksualistów. Biskup już wcześniej prezentował wielokrotnie takie stanowisko, ale głos w „Herder Korrespondenz” z racji znaczenia pisma ma dalece większą wagę niż wcześniejsze jego medialne wypowiedzi.

Następnego dnia prawdziwie przełomową deklarację złożył przedstawiciel archidiecezji Paderborn. Kierownik tamtejszego seminarium duchownego, Michael Menke-Peitzmeyer, zapowiedział nieposłuszeństwo wobec Watykanu. Jak stwierdził, homoseksualizm kandydatów nie będzie wkrótce kryterium wykluczającym od kapłaństwa. - Jeżeli będą zachowywać celibat, to także homoseksualni kandydaci do kapłaństwa będą akceptowani - stwierdził. - Musimy rozróżniać między orientacją homoseksualną człowieka a homoseksualną praktyką - dodał. Stąd jedynym kryterium ma być przestrzeganie celibatu. - Jeżeli praktyka homoseksualna jest dla jakiejś osoby czymś zwykłym, to uważam, jest to kryterium wykluczające odnośnie posługi kapłańskiej - stwierdził. Warto zwrócić uwagę na słowo „zwykła” (niem. üblich). Może to sugerować, że rzadkie ekscesy homoseksualne problemem już nie będą.

30 stycznia o homoseksualnych kapłanach mówił ks. Peter Niehues, wiceprzewodniczący Niemieckiej Konferencji Regentów, która zrzesza kierowników seminariów duchownych z całego kraju. Jak stwierdził w rozmowie z portalem archidiecezji kolońskiej Domradio.de, niemieckie seminaria „zasadniczo” przyjmują również homoseksualistów i jedynym kryterium jest tu zachowywanie celibatu. Nie ma tu żadnych różnic między homo- a heteroseksualistami, powiedział ks. Niehues, który osobiście kieruje seminarium kapłańskim diecezji Münster. Biskupem jest tam Felix Genn.

Tego samego dnia obradowała Rada Stała Konferencji Episkopatu Niemiec. Posiedzenie dotyczyło między innymi zmian w moralności seksualnej. Opracowanie tego tematu powierzono trzem biskupom, w tym bp. Franzowi-Josefowi Overbeckowi oraz bp. Felixowi Gennowi, co wydaje się dobrze odzwierciedlać intencje kierownictwa Episkopatu. Jego przewodniczący kard. Reinhard Marx oraz wiceprzewodniczący bp Franz-Josef Bode wypowiadali się zresztą publicznie za zmianą podejścia do homoseksualizmu, co miałoby skutkować między innymi udzielaniem parom gejowskim i lesbijskim kościelnego błogosławieństwa.

Homoseksualizm kapłanów był przez Kościół katolicki piętnowany od wieków. W ostatnich latach, w roku 2005 papież Benedykt XVI postawił sprawę na ostrzu noża, zlecając Kongregacji ds. Duchowieństwa pod przewodnictwem kard. Zenona Grocholewskiego wydanie dokumentu, który jednoznacznie wykluczył osoby o „trwałych skłonnościach homoseksualnych” z kapłaństwa. Powtórzono to w dokumencie wydanym przez ten sam urząd w roku 2016 za pontyfikatu Franciszka. Obecny papież mówił ponadto o tym zakazie jeszcze w wywiadzie opublikowanym pod koniec 2018 roku, ku konsternacji środowisk progresywnych spodziewających się z jego strony czegoś zgoła przeciwnego.

Wdaje się, że jesteśmy świadkami kolejnej namacalnej manifestacji głębokiego kryzysu w Kościele. Niemieccy biskupi w przypadku homoseksualizmu zamierzają stworzyć politykę faktów dokonanych i otwarcie wkraczają na zupełnie samodzielną, heretycką drogę.

Gdy idzie o problem udzielania święceń kapłańskich żonatym mężczyznom, tu będzie się prawdopodobnie czekać na efekty tak zwanego Synodu Amazońskiego. Kilku niemieckich hierarchów zapowiedziało już, że jeżeli żonaci księża zostaną dopuszczeni w Ameryce Łacińskiej, to zamierzają prosić papieża o to samo dla ich diecezji.

Jeżeli to się uda pozostanie tylko czekać na próbę wprowadzenia księży, którzy żyją w legalnych związkach „małżeńskich” z mężczyzną.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/bunt-niemieckich-d ... 860,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 25 kwi 2019, 11:27 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Jeżeli pozwolimy hydrze lewackiej opanować świat, to już nic normalnego w nim nie pozostanie. Jedynie co bardziej dojrzali z nas będą resztki normalności ukrywać na dnie swoich serc i swoich umysłów w obawie (o swoje bezpieczeństwo), aby nie zostały dostrzeżone przez władających światem lewackich terrorystów.

Decentralizacja Kościoła. Szokujące plany Niemców

Kościół katolicki w Niemczech ogłosił wejście w kolejną rewolucyjną fazę. Zapowiedziano głębokie zmiany na trzech polach. Po pierwsze, odrzucona zostanie katolicka moralność seksualna. Po drugie, zniesiony zostanie obowiązkowy celibat. Po trzecie, ograniczona będzie władza biskupów. Kardynał Reinhard Marx oznajmił, że Niemcy nie będą czekać na Rzym. Pójdą sami – własną „drogą synodalną”.

Odpowiedź na skandal nadużyć
We wrześniu minionego roku na zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Niemiec biskupi zaprezentowali obszerny raport o nadużyciach seksualnych. Przygotował go zespół niezależnych ekspertów; opisano w nim skalę problemu pedofilii i efebofilii na przestrzeni ostatnich ponad 50 lat.

Autorzy raportu zalecili hierarchom przeprowadzenie kilku bardzo głębokich zmian, które miałyby jakoby pomóc we właściwym przepracowaniu kryzysu. Zaproponowano między innymi zniesienie obowiązku bezżenności kapłanów; całkowitą zmianę oceny homoseksualizmu, tak, by księża o skłonnościach jednopłciowych czuli się w Kościele mile widziani; wreszcie także reformę podziału władzy zasadzającą się na oddaniu przez biskupów niektórych zadań i kompetencji w ręce świeckich. Episkopat ogłosił, że weźmie to wszystko pod uwagę i zalecenia zostaną zrealizowane. Wszystko szło zresztą po myśli wielu progresywnych hierarchów, od wielu lat żywiących pragnienie dokonania „kroku naprzód” zwłaszcza w kwestii homoseksualizmu. Przy okazji zapowiedzieli też, że „rewizji” poddana zostanie obowiązująca moralność seksualna. Krytycy kierunku przyjętego przez Episkopat mówili o „nadużywaniu nadużyć”, to znaczy wykorzystywaniu dramatu ofiar pedo- i efebofilii do forsowania budowy jakiegoś nowego, liberalnego Kościoła, wyzutego z tego wszystkiego, co progresywizm postrzega jako anachroniczne.

„Nie musimy teraz czekać na Rzym”
Było zatem jasne, że pierwsze zebranie plenarne Episkopatu Niemiec w 2019 roku może przynieść naprawdę poważne decyzje. Tak też się stało – obawy okazały się być w pełni uzasadnione. Niemieccy biskupi obradowali w dniach 11-14 marca w Lingen w Dolnej Saksonii. Zgromadzeni ustalili, że zgodnie z wytycznymi autorów raportu o nadużyciach w Niemczech przeprowadzone zostaną reformy w obszarze moralności seksualnej, celibatu i władzy w Kościele. Co więcej, Niemcy zadeklarowali, że chcą zrobić to zupełnie sami, nie troszcząc się o jedność katolicyzmu. Jak podkreślił przewodniczący Konferencji Episkopatu kard. Reinhard Marx, Kościół w jego kraju wkroczy na „drogę synodalną” i samodzielnie dbając o „rozwój nauczania”. Hierarcha tłumaczył, że w Kościele powszechnym wielu biskupów „nie chce iść naprzód” (sic), zatem Niemcy po prostu… nie mają wyjścia.

Kto spodziewałby się rychłej reakcji Watykanu prawdopodobnie srodze się zawiedzie. Marx, zasiadający w Radzie Kardynałów doradzającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej, wie doskonale, na co Niemcy mogą sobie pozwolić. Dał temu zresztą wymowny wyraz. Stwierdził bowiem dosłownie co następuje: „Nie musimy teraz czekać na Rzym”.

Bardzo istotne jest tu słówko „teraz”. Wiąże się to z de facto zrealizowanym już do końca - choć jeszcze nieogłoszonym – planem decentralizacji Kościoła katolickiego. W opublikowanym niedawno na łamach pch24.pl tekście opisywałem szczegółowo ten problem. Zainteresowanych odsyłam do tamtego tekstu, a tu podsumuję rzecz w kilku słowach. W lutym kard. Rodriguez Maradiaga, Koordynator Rady Kardynałów, powiedział w wywiadzie dla hiszpańskiego magazynu „El Mensaje”, że reforma Kurii Rzymskiej została już opracowana. Jak ujawnił, za kilka miesięcy papież ogłosi konstytucję apostolską, która zastąpi konstytucję Pastor bonus z 1988 roku św. Jana Pawła II. Dokument ten na nowo zdefiniuje relacje między Kurią Rzymską i Watykanem a Kościołami lokalnymi. Papież nie będzie już stał na straży całej katolickiej doktryny; ta będzie do pewnego stopnia definiowana przez same episkopaty. Do lamusa odejdzie „piramidalna struktura Kościoła z papieżem na wierzchołku”, mówił Maradiaga; jak dodawał, Episkopaty zyskają kompetencje także w sprawach doktrynalnych. Niemcy postanowili wykorzystać ten stan rzeczy jak najszybciej na trzech wspomnianych wcześniej polach.

Likwidacja moralności seksualnej
Kluczowym punktem obecnego etapu rewolucji w Niemczech jest kwestia moralności seksualnej. Biskupi zgromadzeni w Lingen zdecydowali, że pracami nad „reformą” w tej materii kierować będzie wiceprzewodniczący Episkopatu, bp Franz-Josef Bode z Osnabrück, zagorzały progresista, który nie kryje swojego podziwu dla skrajnie liberalnych teologów. O szczegółach zmian powiedział w Lingen profesor teologii moralnej z Fryburga, Eberhard Schockenhoff. Uczony wygłosił programowy wykład, w którym zapowiedział całkowite odejście od dotychczasowej moralności i etyki.

I tak Schockenhoff uważa, że w Kościele katolickim panuje skrajnie pesymistyczne i błędne podejście do seksualności, naznaczone zanadto przez anachroniczną myśl św. Augustyna. Stąd zadaniem teologów i biskupów jest dzisiaj tę myśl przezwyciężyć i wypracować zupełnie nową, wolną od tych „obciążeń” moralność seksualną. By to uczynić, należy na nowo spojrzeć na charakter samego stosunku seksualnego. Wielką pomocą, uważa Schockenhoff, jest tu adhortacja apostolska Amoris laeitita papieża Franciszka, w której doceniony zostaje erotyczny wymiar miłości. Według teologa to jednak dopiero początek; by dojść do celu, trzeba wziąć pod uwagę osiągnięcia współczesnych nauk humanistycznych – psychologii, socjologii i antropologii. Schockenhoff uważa, że nie da się już dziś obronić twierdzenia, iż każdy akt seksualny musi być otwarty na prokreację.

Teolog wyróżnia cztery podstawowe funkcje seksualności. Są to: funkcja pożądania, funkcja relacji, funkcja tożsamości i funkcja płodzenia (w tej właśnie kolejności). Według tego badacza należy przyjąć, że akt seksualny, by uznać go za moralny, winien spełniać jedynie niektóre z tych funkcji. I tak Schockenhoff dochodzi do przekonania, że w Kościele katolickim powinny być akceptowane następujące rodzaje aktywności seksualnej:

- seks homoseksualny;
- seks przedmałżeński;
- seks pozamałżeński (dotyczy osób „niezdolnych” do zawarcia małżeństwa, na przykład rozwodników);
- onanizm (self sex, jak pisze Schockenhoff).

Autor czyni pewne zastrzeżenia; i tak na przykład seks homoseksualny jest jego zdaniem dobry, o ile tylko partnerzy są w stałym związku i są sobie oddani; seks pozamałżeński można zaakceptować, gdy partnerzy nie mogą zawrzeć małżeństwa; onanizm jest moralny, jeżeli uprawiająca go osoba żyje samotnie lub jej partner jest czasowo niezdolny do seksu. Dla Schockenhoffa jest istotne, by każdy człowiek miał prawo i możliwość „pełnego pożądania przeżywania seksualności” i „wypełniania własnych pragnień seksualnych”. Jest dla niego normalną rzeczą, że w akcie seksualnym jednostka skupia się na swoim własnym pożądaniu; to, jak twierdzi, moralne, o ile w kolejnym akcie ta sama jednostka zajmie się już raczej przyjemnością partnera, a nie swoją. Schockenhoff dowodzi, że stanowi to realizację zasady miłości bliźniego.

Rzeczą oczywistą jest tu stosowanie antykoncepcji; dla profesora z Fryburga nie ulega wątpliwości, że w związku heteroseksualnym liczy się raczej „ogólna” otwartość na życie. Istotna jest dla niego troska o „dobrobyt” ewentualnych dzieci, stąd stosowanie sztucznych środków antykoncepcyjnych nazywa rzeczą „nie wrogą życiu, ale będącą na jego służbie”.

Profesor w swoim wykładzie postulował też przyjęcie w Kościele katolickim podstawowego założenia ideologii gender. Twierdzi mianowicie, że choć ludzkość dzieli się zasadniczo na dwie płcie, to nie u każdej osoby jest to rzecz w pełni wykształcona, stąd należy respektować tych, którzy nie czują się ani kobietą, ani mężczyzną.

By nie było żadnych wątpliwości: wszystko to jest nie tylko myślą samego Schockenhoffa, ale i programem niemieckich biskupów. Koordynujący reformę biskup Franz-Josef Bode w 2018 roku wyrażał publicznie swój najwyższy podziw dla fryburskiego teologa. Z kolei kard. Reinhard Marx podsumowując zebranie w Lingen stwierdził, że Schockenhoff wykazał „anachronizmy, sprzeczności i elementy wrogie życiu” w katolickiej moralności seksualnej.

Powtarzam: to nie są żadne szalone idee, to program działania!

Viri probati
Ale przecież na tym nie koniec zapowiadanych zmian. „Droga synodalna” ma obejmować także kwestię celibatu. Jeszcze do niedawna byłem przekonany, że Niemcy będą czekać na wyniki Synodu Amazońskiego. Jak wiadomo, papież Franciszek dopuszcza ewentualność wprowadzenia w Kościele katolickim żonatych kapłanów, przynajmniej w tych regionach, w których panuje najgłębszy kryzys powołań; to choćby sama Amazonia czy wyspy na Pacyfiku. W kontekście cytowanych słów Marxa o „braku konieczności” czekania na Rzym jest jednak możliwe, że Niemcy zrobią swoje tak czy inaczej, niezależnie od jesiennego zgromadzenia.

Co dokładnie chcą zrobić? To właśnie wprowadzenie viri probati, czyli wyświęcanie na kapłanów żonatych mężczyzn o „sprawdzonej opinii”. Sprawa jest bardzo złożona, bo nie cała Konferencja Episkopatu Niemiec jest do tego pomysłu nastawiona pozytywnie; kierownictwo wydaje się być jednak zdeterminowane. Zgodnie z zalecaniami raportu o nadużyciach celibat jest przecież jedną z przyczyn popełniania nadużyć. Kapłani mieliby cierpieć z jednej strony z powodu samotności, z drugiej – ze względu na tłumienie własnej seksualności; w ten sposób stawaliby się przestępcami. Co więcej także w Niemczech panuje bardzo poważny niedobór księży; rocznie wyświęca się tam zaledwie około 70 prezbiterów – na ponad 20 milionów katolików w całym kraju. To zdecydowanie zbyt mało, stąd koncepcja przyciągnięcia większej liczby kandydatów właśnie poprzez wprowadzenie opcjonalności celibatu.

O szczegółach możliwych zmian mówił w Lingen profesor teologii pastoralnej z Moguncji, Philipp Müller. Przywołał w swoim wykładzie propozycję, jaką dwa lata temu przedłożył wespół z profesorem dogmatyki i liturgistą z Fryburga, Helmutem Hopingiem. W ich koncepcji wyświęcać w Niemczech można byłoby mężczyzn, którzy ukończyli 50. rok życia; miałyby to być osoby z grona mężczyzn zaangażowanych w ten czy inny sposób w Kościele, na przykład spośród diakonów stałych. Müller odwołał się też do słów samego Franciszka, który podczas niedawnej konferencji prasowej na pokładzie samolotu mówił w kontekście viri probati o pomyśle niemieckiego biskupa Fritza Lobingera. Według Lobingera viri probati byliby czymś pomiędzy diakonem a normalnym prezbiterem. Mogliby przewodniczyć Eucharystii i udzielać sakramentu namaszczenia chorych, ale nie mieliby już prawa spowiadać czy kierować parafią. Co ciekawe, a o czym nie wspomniał papież, Lobinger przewiduje też kapłaństwo kobiet...

Według Müllera zaproponowane rozwiązanie ma wiele zalet. Mężczyźni po 50. roku życia zazwyczaj mają już dzieci dość duże, stąd nie byłoby w ich życiu tak dużego rozdźwięku między posługą na rzecz wiernych a pracą dla rodziny; ich małżeństwa trwają już też zwykle wiele lat, więc zminimalizowane zostałoby zjawisko rozwodów.

Podział władzy
Müller w swoim wystąpieniu wskazał, że jego koncepcja viri probati ma jedną podstawową wadę – nie rozwiązuje kwestii dopuszczenia kobiet do święceń. Wprawdzie św. Jan Paweł II „raz i na zawsze” rozstrzygnął ten temat, o czym Stolica Apostolska przypomniała jeszcze w 2018 roku, ale Niemcy nie chcą się z tym pogodzić. Podsumowując obrady w Lingen kard. Marx stwierdził wprost, że Kościół katolicki „nie uniknie” debaty o kapłaństwie kobiet; kilka dni później dokładnie to samo zapowiedział biskup Würzburga, Franz Jung.

Bo kwestia kobiet dotyka nie tylko problemu „równouprawnienia” w Kościele katolickim, ale także przełamywania jego „klerykalnej” struktury. To trzeci punkt planu reform opracowanych przez Konferencję Episkopatu Niemiec. Nie ma tu jeszcze żadnych gotowych rozwiązań; wiadomo tylko, że świeccy – także kobiety – mają otrzymać zdecydowanie większy wpływ na duszpasterstwo i kierowanie kościelnymi instytucjami niż dotychczas, także na szczeblu diecezjalnym. Programowy wykład wygłosił w Lingen na ten temat profesor teologii fundamentalnej z austriackiego Salzburga, Gregor Maria Hoff. Centralną tezą jego wystąpienia było wezwanie do odejścia od nazbyt „sakralnego” spojrzenia na kapłanów, które utrudnia wiernym nawiązywanie z nimi właściwej relacji; według Hoffa – co potwierdził Marx w swoim podsumowaniu zebrania – władza w Kościele katolickim w Niemczech musi zostać „podzielona” i poddana wielowymiarowej kontroli. Kapłan ma stać się osobą bliższą świeckim, a może po prostu – bardziej zeświecczoną?

Czy to będzie jeszcze nasza religia?
W 2017 roku oficjalnie zaczęto w Niemczech wcielać w życie zasadę „Komunia dla każdego”. Najpierw dopuszczono do Eucharystii rozwodników w nowych związkach; w ubiegłym roku – także niektórych protestantów. Teraz bez grzechu żyć mają także ci, którzy dopuszczają się rozmaitych rodzajów rozpusty. W dalszej kolejności mogą pojawić się w Niemczech żonaci kapłani; a może nie tylko żonaci, bo logiczną konsekwencją zniesienia celibatu przy jednoczesnej akceptacji homoseksualizmu i związków jednopłciowych jest pojawienie się księży, którzy żyją jawnie z mężczyznami. To bardzo realna wizja, która funkcjonuje już w niektórych niemieckich wspólnotach protestanckich. Do nich to właśnie coraz silniej upodabnia się Kościół katolicki. Różnice z roku na rok stają się coraz mniejsze. To oczywiście celowe, bo niemieccy progresywiści chcieliby jak najrychlejszego zniesienia konfesyjności chrześcijaństwa; ich marzeniem jest doprowadzenie do pełnego pojednania z heretykami, oczywiście nie poprzez nawrócenie błądzących, ale wyprzedanie własnych praw wiary. Sam kardynał Marx mówił w przededniu 500-lecia reformacji, że skoro podział Kościoła zaczął się w Niemczech, to tam musi zostać zakończony. Ten proces jest właśnie realizowany.

Bolesne i szokujące jest przy tym to, że Stolica Apostolska nie stawia temu żadnej tamy. Za Odrą obowiązuje już bowiem zupełnie inna wersja katolicyzmu, niż w Polsce; ten rozdźwięk będzie się już tylko pogłębiać. Takie są właśnie konsekwencje zadekretowanej przez Ojca Świętego decentralizacji – mającej także doktrynalny charakter.

Paweł Chmielewski

https://www.pch24.pl/decentralizacja-ko ... 271,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 04 wrz 2019, 20:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Czy papież Franciszek ukarał właśnie abpa Jędraszewskiego?

© prawy.pl

Na 5 października jest planowany konsystorz, na którym papież Franciszek mianuje 13 nowych kardynałów. Wśród nich nie ma żadnego Polaka. Niektórzy widzą w tym karę dla abpa Marka Jędraszewskiego z Krakowa. Dlaczego i słusznie zastanawiamy się w tym tekście.

Papież jest wolny, jeśli chodzi o wybór i mianowanie kardynałów. Do tej pory jednak, to znaczy, aż do Benedykta XVI, kardynałowie byli wybierani z pewnego klucza ukształtowanego przez tradycję. Jednym z jego elementów było mianowanie kardynałów spośród biskupów, którzy zajęli biskupstwa zwyczajowo będące także siedzibą kardynałów.

Do takich biskupstw należy Kraków. W XX w. wszyscy biskupi Krakowa zostawali kardynałami od Jana Puzyny, przez Adama Sapiehę po Stanisława Dziwisza. To zaś już kolejny konsystorz, który nie wynosi abpa Marka Jędraszewskiego do godności kardynalskiej.

Co więcej, Kraków nabrał szczególnego znaczenia wraz z momentem, kiedy to kardynał krakowski Karol Wojtyła został papieżem. Mianowanie biskupa Krakowa kardynałem byłoby podkreśleniem tego szczególnego znaczenia.

Tym, co może przemawiać za tym, że Franciszek postąpił w sposób świadomy, tzn. nie chciał mianować abpa Jędraszewskiego kardynałem, może być fakt, że komentatorzy zwracają uwagę, że wśród nominatów przeważają liberałowie. Tymczasem abp Jędraszewski jest uznawany za konserwatystę, przynajmniej w sprawach moralnych.

Autor: Michał Krajski

https://prawy.pl/103846-czy-papiez-fran ... zewskiego/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Chrześcijaństwo na rozstajnych drogach
PostNapisane: 05 wrz 2019, 19:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31579
Patologie ideologiczne są i były zawsze. Ta strona życia nie wnosi nic dla świata i nic dla ludzkości poza destrukcją i zacofaniem.
Prawda, Dobro i Piękno są wciąż w Duchu Świętym i od Niego czerpmy moc, światło i natchnienie.
Kościół to nasza Matka. Jeżeli w Kościele zabraknie kapłanów to pamiętajmy że są ich niezliczone rzesze w całej historii Kościoła i od nich czerpmy duchowy pokarm.
Jest jeszcze Ewangelia.... w której sam Chrystus do nas przemawia.


Kryzys kapłaństwa i rozumu

Duchowa, moralna i intelektualna kondycja stanu kapłańskiego warunkowała kondycję kluczowych sfer naszej cywilizacji. Nie mogło być inaczej, skoro wyrosła ona jako produkt uboczny ewangelizacyjnego dzieła Kościoła (Frederick Wilhelmsen). Dzieło to zaś jest niemożliwe do wykonania bez kapłanów. Bez nich nie jest możliwe sprawowanie Eucharystii – źródła i szczytu życia chrześcijańskiego, bez którego nie jesteśmy w stanie zaradzić naszej nędzy (Ecclesia de Eucharistia, 60).

Wielcy papieże – świadkowie wiary w epoce Rewolucji – w nauczaniu swoim wskazywali na konieczność zapewnienia właściwej formacji duchowej, moralnej i intelektualnej księży jako najpewniejszego antidotum na ataki przepoczwarzającej się Rewolucji. Pisali o tym: błogosławiony Pius IX, Leon XIII, święty Pius X oraz Pius XI. Do tego nauczania nawiązywał święty Jan Paweł II, gdy w opublikowanej w roku 1992 adhortacji Pastores dabo vobis stwierdził, że Kościół uważa formację przyszłych kapłanów – zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych – i ich ustawiczną troskę, przez całe życie, o osobiste uświęcenie w posłudze, a także troskę o ciągłą odnowę duszpasterskiego zaangażowania za jedno z najdelikatniejszych i najważniejszych zadań, od których zależy przyszłość ewangelizacji ludzkości (PDV, 2).

Historia Kościoła oraz powstałej dzięki niemu cywilizacji poucza również o innej prawidłowości: kryzys Kościoła był i jest zawsze kryzysem kapłaństwa. Nie tylko w tym sensie, że w kolejnych wiekach różnych faz ataku Rewolucji na Christianitas pierwszym i zasadniczym celem ofensywy był stan kapłański. Na początku protestanckiej reformacji został zakwestionowany jego sakramentalny charakter. Na początku rewolucji francuskiej rewolucyjne państwo podjęło próbę całkowitego podporządkowania sobie katolickiego duchowieństwa za pomocą uchwalonej w roku 1790 Konstytucji cywilnej kleru. Pierwszą ofiarą bolszewickiego czerwonego terroru padło duchowieństwo Cerkwi, która zachowała sakramentalny charakter kapłaństwa i apostolską sukcesję. Z kolei niemieccy narodowi socjaliści na początku swoich rządów podjęli politykę zniesławiania całego stanu kapłańskiego, wytaczając jeszcze przed rokiem 1939 całą serię sfingowanych procesów „o obrazę obyczajności” (homoseksualizm, pedofilia, nielegalny handel dewizami).

Jest jeszcze inny sens prawidłowości, o której mowa. Największe duchowe kryzysy w dziejach Kościoła zawsze były dziełem kapłanów, którzy na jakimś etapie swojej biografii przegrali walkę duchową. Tak było z Ariuszem, Marcinem Lutrem i twórcami herezji modernistycznej w XIX i XX wieku – od Loisy’ego do Rahnera. Tak jest i w naszych czasach. Zasada corruptio optimi pessima jest ciągle aktualna.

Fatalna „odnowa soborowa”
W 1974 roku Sługa Boży arcybiskup Fulton J. Sheen podczas rekolekcji głoszonych dla kapłanów zauważył, że wielka walka, jaką Kościół musi dzisiaj prowadzić, zwłaszcza z nami – kapłanami i siostrami zakonnymi, spowodowana jest zbytnią afirmacją siebie. Świątobliwy hierarcha wypowiedział te słowa niemal dziesięć lat po zakończeniu Vaticanum II, gdy w zachodnich Kościołach swoje apogeum zyskiwała tak zwana odnowa posoborowa. Pamiętając o tym kontekście, należy czytać słowa arcybiskupa Sheena, który podczas tych samych rekolekcji stwierdził, że przez ostatnie dziesięć lat kapłani, siostry, a nawet świeccy przeszli spod sztandarów Chrystusa pod sztandary świata. Nie pytamy już, co jest miłe Bogu, Jezusowi, tylko – co jest dobre dla świata. Będziemy więc działać tak, jak chce świat, chcemy żyć dla świata. Ulegamy pędowi czasu, „zaślubiamy” czasy. Chcąc być nowocześni, stajemy się wdowcami.

Można powiedzieć, że tę refleksję amerykańskiego Sługi Bożego podjął święty Jan Paweł II, gdy w 1990 roku na zakończenie obrad synodu biskupów poświęconego znalezieniu remedium na trapiący Kościół kryzys kapłaństwa, stwierdził, że kryzys ten zrodził się bezpośrednio po Soborze. Jego źródłem było błędne, niekiedy świadomie tendencyjne interpretowanie nauki Magisterium soborowego. Tu niewątpliwie należy szukać przyczyny wielkich strat poniesionych wówczas przez Kościół, szczególnie dotkliwych w dziedzinie posługi pasterskiej i powołań kapłańskich, zwłaszcza misyjnych.

Zwróćmy uwagę, że w podobny sposób przyczyny współczesnego kryzysu kapłaństwa ujął Benedykt XVI w swoim liście do katolików irlandzkich z 2010 roku. Wskazywał w nim, że duchowa, moralna oraz intelektualna degrengolada części irlandzkich kapłanów zaczęła się podczas straszliwych dekad „posoborowej odnowy” (w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku).

Środki ratunkowe
Opublikowana ponad ćwierć wieku temu adhortacja świętego Jana Pawła II Pastores dabo vobis zawiera opis środków zaradczych, nieodzownych dla przezwyciężenia kryzysu kapłaństwa. Jak zauważa Ojciec Święty, nie wynikał on z braku powołań. Ten deficyt był (i pozostaje) raczej rezultatem jeszcze głębszego kryzysu polegającego na zaniku właściwego rozumienia tożsamości kapłańskiej.

Prezbiter odnajduje pełną prawdę o swojej tożsamości w tym, że jego kapłaństwo pochodzi od Chrystusa, Najwyższego i jedynego Kapłana Nowego i Wiecznego Przymierza. Kapłan jest żywym i przejrzystym obrazem Chrystusa Kapłana. (…) Dla życia duchowego, które rozwija się przez wykonywanie posługi, jest sprawą podstawową, aby prezbiter nieustannie odnawiał i coraz bardziej pogłębiał świadomość, że jest kapłanem Jezusa Chrystusa na mocy konsekracji sakramentalnej i upodobnienia do Niego, Głowy i Pasterza Kościoła (PDV, 12, 25).

A więc najważniejsza jest wiara; wiara na serio, która pozwala trwać przy sztandarze Chrystusa, a nie tego świata. Jako niezbędny element formacji duchowej przyszłych kapłanów święty Jan Paweł II wskazywał również wychowanie liturgiczne, które ma wieść do odnowy świadomości, że kapłani, jako szafarze rzeczy świętych, są przede wszystkim sługami ofiary Mszy Świętej (PDV, 48).

Zdrowa filozofia i zdrowa teologia
W opublikowanej w roku 1998 encyklice Fides et ratio Ojciec Święty ostrzegał, iż złudnym jest mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu mitu lub przesądu (FR, 48). Sześć lat wcześniej uczulał cały Kościół, że czynnikiem komplementarnym wobec formacji duchowej przyszłych kapłanów musi być ich bardzo głęboka formacja intelektualna (PDV, 51). Tutaj zaś najważniejsza jest zdrowa filozofia, która jako jedyna może pomóc kandydatom do kapłaństwa w ukształtowaniu świadomości, która odzwierciedla konstytutywną więź pomiędzy duchem ludzkim i prawdą – tą prawdą, która objawia się nam w pełni w Jezusie Chrystusie (PDV, 51).

Tylko w ten sposób kandydat do kapłaństwa będzie w stanie przeciwstawić się powszechnemu dziś klimatowi kulturowemu, w którym subiektywizm wyniesiony został do rangi kryterium i miary prawdy. Intelektualna formacja kapłanów musi nauczyć ich uwielbienia i miłości prawdy, do przyswojenia sobie, że to nie człowiek stwarza i wyznacza miarę prawdy, lecz że zostaje ona przekazana człowiekowi w darze przez najwyższą Prawdę, przez Boga. Uleganie klimatowi relatywizmu zabija w zarodku powołanie. Jeśli się nie jest pewnym prawdy, jak można położyć na szali całe swoje życie i znaleźć siłę, by stawiać poważne pytania dotyczące życia innych ludzi? – dramatycznie pyta w swojej adhortacji święty Jan Paweł II (PDV, 51).

Na tak pojętej zdrowej filozofii należy budować studium teologii, która powinna być nauczana w seminariach: teologii, której istotą ma być przylgnięcie do Jezusa Chrystusa (PDV, 53). Trwanie przy Jego sztandarze oznacza jednocześnie odrzucenie poglądów będących wynikiem nieporozumień i zamieszania oraz staranne odróżnienie powszechnej nauki Kościoła od opinii teologów i przejściowych tendencji (tak zwanych modnych teorii), bo – jak przypomina święty Jan Paweł II – nie istnieje magisterium „paralelne”, lecz jedynie Magisterium Piotra i Apostołów, papieża i biskupów (PDV, 55).

Zdrada i pianie koguta
W momencie, gdy papież pisał te słowa, modne teorie czyniły spustoszenia w licznych seminariach duchownych po obu stronach Atlantyku. Do tego doszły kliki homoseksualne (Benedykt XVI) tłumiące w zarodku właściwą formację duchową, moralną i intelektualną seminarzystów. To dlatego w wielu seminariach metafizyka i tomizm były i są całkowicie pomijane, a jeśli się o nich wspomina to tylko po to, aby wyśmiać. Szerzy się klimat relatywizmu moralnego i religijnego. Przytoczone niedawno przez Grzegorza Górnego świadectwo młodego włoskiego kapłana opisującego swoją heroiczną walkę, by nie stracić wiary w seminarium, jest wstrząsającym dowodem na to, że od roku 1992 kryzys tożsamości i formacji kapłańskiej tylko się pogłębił. Papieskie zalecenia nie tylko trafiły do kosza, ale wręcz w wielu seminariach to, przed czym przestrzegał Jan Paweł II, stało się normą.

Jak jednak przypomniał arcybiskup Fulton J. Sheen w czasie kapłańskich rekolekcji, podobnie jak zdrada Piotra miała swoje etapy, tak i jego nawrócenie nie stało się od razu. Najpierw zapiał kogut. Powrót Piotra nastąpił dzięki resztkom naturalnego porządku, według którego powinien działać i który powinien kierować jego zachowaniem. (…) Tak samo jest z kapłanami. Może zaczynamy dostrzegać to dzięki znalezieniu brewiarza, którego nie odmawialiśmy od jakiegoś czasu? Może znaleźliśmy nasz obrazek prymicyjny? (…) To wszystko jest pianiem koguta – to Pan przyciąga nas z powrotem do siebie.

Grzegorz Kucharczyk

https://www.pch24.pl/kryzys-kaplanstwa- ... 2,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 22 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /