Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 16 lip 2012, 16:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Bric-a-brac czyli kultura szabru

Jak Starowieyski i Strumiłło uważam, że człowiek jest tylko etapem w życiu przedmiotów i należy im się od człowieka troskliwa opieka.
„Człowiek jest tylko etapem w życiu przedmiotów” - powiedział Franciszek Starowieyski herbu Biberstein. Nie lubiłam autora tych słów przede wszystkim dlatego, że wbrew deklarowanemu pochodzeniu odnosił się z wyjątkową wrogością do swojej klasy społecznej i to nie tylko w czasach gdy potępianie pamieszczikow było ceną kariery ( Starowieyski kończył studia w 52 roku) lecz dużo później, gdy w sferach politycznych i artystycznych zapanowała moda na doszukiwanie się ziemiańskich czy wręcz arystokratycznych korzeni.

Kilka lat temu ( 2007) Starowieyski skomentował aferę dotyczącą bicia pensjonariuszy prywatnego domu opieki w Radości pod Warszawą w tak kuriozalny sposób, że nie wierzyłam własnym oczom gdy to przeczytałam. Napisał mianowicie, że to ziemianie kresowi przywieźli do Polski swoje dzikie i chamskie obyczaje, których emanacją jest stosunek do starców. Zaczęłam się wtedy zastanawiać czy Starowieyski zwariował, czy jest po prostu matrioszką. Każdy kto znał stosunki w rodzinach ziemiańskich dobrze wiedział, że prawie w każdym dworze byli liczni rezydenci- często z dalszej rodziny, ludzie starzy, którzy z różnych przyczyn nie radzili sobie w życiu. Rodziny ziemiańskie nie znały presji ekonomicznej, która często zmuszała rodziny chłopskie do dość bezwzględnego traktowania dziadków i rodziców. ( zjawisko „wycugu”). Przypisywanie ziemianom takich obyczajów mogło być przejawem starczego skretynienia lub ewidentnej złej woli. Ludzie, którzy znali Starowieyskiego zapewniali mnie, że była to zła wola. Jaka siła mogła zmusić tego człowieka nie tylko do zdrady własnych korzeni lecz do kompromitującego mijania się z prawdą?

Doszłam do wniosku, że była to siła resentymentu.

Podobny resentyment można odnaleźć w postawie Izabelli Cywińskiej herbu Puchała spokrewnionej rzekomo z wielkimi rodami. Opis obyczajów ziemiaństwa kresowego zawarty w jej serialu „Boża Podszewka” był tak absurdalny, że trudno uwierzyć, że sztukę reżyserowała osoba mająca jakiekolwiek ziemiańskie koneksje. Można powiedzieć, że Cywińska przeniosła do polskiego dworu znane jej zapewne z autopsji obyczaje rozpasanych elit z pogranicza artystowskiej bohemy i komunistycznego establishmentu. Jeżeli odrzucić hipotezy, że Cywińska jest matrioszką, albo cierpi na starcze zidiocenie, pozostaje resentyment. Tak silny, że prowokuje do pisania kompromitujących bzdur. Tak silny jak może być tylko nienawiść zdradzającego do zdradzonych.

Chyba, że przyjąć, że ekonomiczna smycz na której jest uwiązana Cywińska i był uwiązany Starowieyski jest bardzo krótka.

Andrzej Strumiłło choć nie epatuje herbami ma z poprzednikami trochę wspólnego. Pochodzi z Wileńszczyzny, kończył Akademię Sztuk Pięknych w 1950 roku i też zrobił wielką karierę.

Odwiedziłyśmy go z koleżanką Joanną Waliszewską i fotografem Maciejem Musiałem w Maćkowej Rudzie nad Czarną Hańczą, żeby dla pisma "Ładny Dom" zrobić reportaż o jego dworze, wspaniałej hodowli arabów i działalności artystycznej.

Podczas zwiedzania krytego łupkiem dworu doznałam szoku. Wnętrza przypominały jako żywo warszawskie pracownie znanych mi plastyków. Bric- a brac, pchli targ czyli mydło i powidło. Na przykład na pięknym pasie słuckim menora czyli siedmioramienny żydowski świecznik.

Przy obiedzie dałam wyraz swemu zdumieniu i wdaliśmy się w długą dyskusję. Strumiłło oświadczył, że kupował te ewidentnie zrabowane prawowitym właścicielom przedmioty w okolicy, ratując w ten sposób tym przedmiotom życie. Zgodził się ze mną, że osiągnęliśmy specyficzny etap kultury materialnej , którą można nazwać kulturą szabru.

Przypomniałam wtedy zebranym trafne sformułowanie Starowieyskiego, łączącego w przedziwny sposób nienawiść do swej klasy społecznej z miłością do przedmiotów będących tej klasy wytworem.

Stoi u mnie w domu mlecznik w kropki z napisem BUNZLAU. Podobne, współcześnie produkowane naczynia z napisem Bolesławiec można nabyć w sklepach gospodarstwa domowego. Mój mlecznik był zapewne kupiony po wojnie w OUL (dla niewtajemniczonych- urząd likwidacyjny), albo na jakimś bazarze. Patrząc na ten mlecznik zastanawiam się zawsze , czy niemiecka rodzin podająca w nim mleko na stół wiedział o Oświęcimiu i Sobiborze?. A może była to rodzina jakiegoś esesmana lub kapo obozowego? Ale przecież mlecznika nie obejmuje zbiorowa odpowiedzialność.

Na pierwszy rzut oka można rozpoznać liczne w Polsce poniemieckie meble. Jeżeli są to pojedyncze sztuki - znaczy, że zostały kupione za grosze w jakimś meblowym komisie. Powojenna inteligencja w swoich ciasnych mieszkaniach preferowała Ład i Cepelię, słomkę nad łóżkiem i Słoneczniki Van Gogha na ścianie.

Jeżeli meble są w komplecie - jasne jest, że ich obecni właściciele mieszkali na ziemiach zachodnich, w Trójmieście lub na Śląsku. Zabawne jest, że czasem tajemniczym szeptem informują, że są to meble rodowe. W ten sposób ciężkie mieszczańskie, poniemieckie meble uzyskują w legendzie status mebli dworskich. Dowodzi to tylko straszliwych zniszczeń naszej kultury materialnej i stanu świadomości. Meble nic nie zawiniły, spatynowały się i na pewno już zasługują na miano staroci. Być może kiedyś dosłużą się rangi antyków.

Moja koleżanka pracowała w Niemczech jako opiekunka starszych osób. Ostatnim jej klientem był były esesman. Traktowała go po chrześcijańsku. Po śmierci esesmana rodzina przeznaczyła jego willę do zburzenia . Nie była też zainteresowana jej wyposażeniem. Wszystko poszło na śmietnik. Koleżanka przywiozła mi w prezencie dwa mosiężne kinkiety. Pomimo protestów domowników powiesiłam je na ścianie. To typowe świeczniki drobnomieszczańskiej rodziny. Tylko zupełny profan mógłby przypuścić, że pochodzą z kresowego dworu na Polesiu. A jednak bywam o to pytana. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że odziedziczyłam je po esesmanie. Piorunujący efekt murowany.

Uważam, że świeczniki nic nie zawiniły. Esesman też zresztą podobno żałował tego co popełnił.

Jak Starowieyski i jak Strumiłło uważam, że człowiek jest tylko etapem w życiu przedmiotów i należy się im od człowieka troskliwa opieka.

Iza Brodacka

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 28 lip 2012, 06:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Język znaków i symboli

Mieszkania i miejsca naszej pracy dekorujemy zwykle bliskimi nam obrazami, pamiątkami z wyjazdów rodzinnych czy przedmiotami, które trafiają do naszych domów jako przypomnienie egzotycznych wypraw czy wycieczek. Stają się dekoracją ścian, niekiedy z dumą pokazywaną gościom i odwiedzającym nasz dom. Czasem nawet nie potrafimy wyjaśnić, co oznaczają dziwne, nieznane nam i tajemnicze znaki i symbole, które widnieją na nich. Czy ich znaczenie jest tylko estetyczne, dekoracyjne i wspomnieniowe? A może niosą one ze sobą coś więcej?

Symbolizm istnieje od czasu, gdy człowiek wynalazł sposób na przekazywanie innym swych myśli i uczuć. Ponieważ uczuciowość jest bardziej pierwotną funkcją psychiki, mającą swe korzenie w sferach nierozświetlonych przez świadomość, symbole najczęściej wyrażały ludzkie emocje.

W historii rozwoju symboliki wyróżnia się symbole prymitywne, dosłowne, prelogiczne - wywodzące się z podświadomości, które służyły ludziom pierwotnym do przekazywania za pomocą zachowań (początkowo odruchowych) ich stanów psychicznych: zaniepokojenia, triumfu, głodu, sytości, gniewu itp. Na późniejszym etapie rozwoju pojawiły się symbole abstrakcyjne, służące logice, pozwalające posługiwać się pojęciami, których inaczej umysł nie byłby w stanie ogarnąć, np. w algebrze.

Potrzeba przetworzenia stanów uczuciowych na konkretne przedstawienia tłumaczy stosowanie symboli np. w języku. O popularności symbolu decydowała, i nadal decyduje, głównie jego komunikatywność. Łatwo jest go zapamiętać i powiązać z konkretną ideą. Jest przekonujący, gdyż oddziałuje na trzy podstawowe sfery psychiki: poznawczą, emocjonalną i motywacyjną.

Język znaków

Symbole mogą przyjmować bardzo różną formę: przedmiotu (sztandar), znaku graficznego (krzyż), gestu (palce w kształcie litery V), elementów stroju (sutanna), rodzaju fryzury (tonsura), plakietki ("opornik" w stanie wojennym w Polsce), medalu itp. Charakter symbolu posiadają również pieśni i hymny (hymn narodowy) oraz słowa, hasła, slogany itp.

Szczególnego znaczenia nabierają symbole w sferze życia religijnego. Są wówczas manifestacjami świętości, czyniącymi świat podatnym na doświadczenie transcendencji. Powstają przez "spotkanie" (gr. symballein) zjawiska świeckiego ze sferą sakralną, przy czym dochodzi wówczas do niedającej się ująć rozumowo istotowej wspólnoty na podstawie "mistycznego uczestnictwa".

Symbole objawiają sakralną strukturę świata, zamykającą się przed poznaniem rozumowym, lecz otwierającą swą właściwą istotę przed człowiekiem religijnym.

Objawienie biblijne niekiedy używa także języka symboli. Izrael bowiem, podobnie jak inne ludy starożytnego Wschodu, nie posiadał precyzyjnych terminów, aby wyrazić swoje myśli. Użył więc obrazowego, symbolicznego języka, by wyrazić swoją "filozofię życiową", a niekiedy, aby wyrazić największy swój skarb - objawienie Boże. Historia dostarcza licznych przykładów na częste i skuteczne używanie symboli. Świadczyć o tym może np. recepcja symbolu chrześcijaństwa - krzyża, czy też symbolu islamu - półksiężyca. Niektórzy Żydzi poszukiwali sił nadprzyrodzonych, rozmyślając nad szyfrem kabały.

Niekiedy symbole spotykały się ze zdecydowaną wrogością. Pojawiały się grupy religijne, najczęściej sekciarskie, które odrzucały znaczną część tradycyjnej symboliki. Bruzjanie, sekta założona w XII wieku przez Piotra Bruisa, występowali przeciw wszelkim nabożeństwom, obrzędom i czci krzyża. Niezmiernie gwałtownie wyrażali swój sprzeciw, niszcząc ołtarze i kościoły. Przeszli do historii jako sekta anarchistyczna. Zdecydowaną deklarację negacji szeregu symboli, zwłaszcza związanych z kultem, złożyli Badacze Pisma Świętego. Jedna z zasad ich wiary brzmi: "Zrzeszenie nie uznaje kultu świętych, relikwii i wizerunków, gdyż jest to sprzeczne z nauką Pisma Świętego. Dla naśladowców Pańskich zbędne są wszelkie oprawy kultowe wyraźnie zakazane w Piśmie Świętym".

Podobną krytykę symboli chrześcijaństwa, kształtując jednocześnie alternatywną symbolikę, prowadzą Świadkowie Jehowy. Znamienne dla ich religijności jest odrzucenie symbolu krzyża.

W czasach prezydentury Charlesa T. Russella krzyż był powszechnie uznawany nie tylko za narzędzie męki Pańskiej, lecz także za symbol zbawienia. Krzyż i korona ("korona żywota", Ap 2, 10) stanowiły znak rozpoznawczy ruchu Badaczy Pisma Świętego. Pojawiał się on na winiecie każdego numeru "Strażnicy Syjonu", co najmniej do 1931 roku. Jeszcze książka J.F. Rutheforda pt. "Stworzenie" (wydanie polskie z 1928 r.) zawiera wśród kolorowych ilustracji obraz ukrzyżowanego Chrystusa. Prawdopodobnie zastąpienie krzyża "palem męki" nastąpiło po drugiej wojnie światowej, w latach czterdziestych lub pięćdziesiątych.

Nowym symbolem uznawanym za symbol uniwersalnych wartości religijnych stała się krew. Według Świadków Jehowy, była ona święta "od zawsze". Dlatego odkupienie mogło się dokonać tylko przez przelanie krwi. Jedyną przelaną krwią mogącą uratować życie jest krew Chrystusa. Wykorzystywanie każdej innej dla podtrzymania życia, czy to w formie pokarmu, czy też lekarstwa, jest uznawane za przestępstwo przeciwko prawu Bożemu i brak zaufania wobec planów Stwórcy.

Amulety i talizmany

Zdecydowana większość grup religijnych wykorzystuje jednak możliwości drzemiące w symbolach. Z pewnością należą do nich liczne sekty i nowe ruchy religijne. Potrafią one dowartościować rolę udziału ciała, sugestywnych obrazów, gestów i innych materialnych aspektów obrzędowości oraz najprostszych form pobożności występujących w religijności ludowej.

Dotyczy to zwłaszcza symboli językowych, przedmiotów oraz znaków przynależności do grupy religijnej. Symboliczne przedmioty to zarówno maski, obrazy, sztandary, budowle, jak i przedmioty drobniejsze, np. medale, medaliony, wisiorki, bransolety, pierścienie, kolczyki itp. Do symboli o dużym znaczeniu ideowym, a także niosących ogromny ładunek emocjonalny, należą amulety i talizmany. Amulety są przedmiotami magicznymi, wiele z nich przygotowuje się według zasady: "złe odstraszać złem". Dlatego elementami amuletów są często rogi, zęby, kolce. Przed urokiem rzucanym przez "złe oko" ma chronić oko. Dlatego też często w amuletach można spotkać symbol oka lub agat (zwany "kamieniem ocznym").

Amulet nie jest wykonany przez człowieka, ale wywodzi się z natury. Bardzo powszechny jest niedźwiedzi pazur lub stopa zająca. Gdyby na amulety naniesiono jakieś napisy i gdyby zostały konsekrowane, przemieniłyby się w talizmany.

Talizmany są przedmiotami zrobionymi przez człowieka, którym przypisuje się magiczną moc przynoszenia dobra lub zła. Mogą być wykonane z dowolnego materiału, chociaż niektóre uważa się za lepsze od innych. Na przykład talizman miłości, aby przyniósł możliwie największy efekt, powinien być wykonany z miedzi. Talizman zwykle posiada inskrypcje - słowa lub wzór.

Szczególnie bogata w talizmany jest kultura Wschodu, stąd też sekty wywodzące się stamtąd obfitują w tego typu przedmioty symboliczne. Jednym z takich talizmanów jest starożytny chiński kwadrat magiczny Ho Tu, wywodzący się z taoizmu i konfucjonizmu. Znaczenie Ho Tu wiąże się z koncepcją pięciu żywiołów tworzących wszystko, co istnieje. Kropki białe oznaczają siłę yang, czarne zaś siłę yin. Środkowy pięcioelementowy znak symbolizuje Ziemię i zarazem centrum wszystkiego. Siedmio- i dwukropkowa góra to symbol Ognia, kierunku południowego oraz lata. Jedno- i sześciokropkowy dół symbolizuje Wodę, kierunek północny oraz zimę. Ośmio- i trzykropkowa prawa strona to Drzewo, kierunek wschodni oraz wiosna. Dziewięcio- i czterokropkowa prawa strona symbolizuje Metal, kierunek zachodni oraz jesień. Chińczycy wierzą, że znak ten w pełni oddaje charakter całego Wszechświata, a co za tym idzie - emituje pozytywne wibracje wprowadzające pożądaną równowagę tak wewnątrz człowieka, jak i w jego otoczeniu.

W kręgu satanizmu

Symbole przynależności do grupy religijnej mogą przyjmować postać: odpowiedniego stroju, przedmiotu, znaku graficznego, gestu powitania czy też tatuażu. I tak np. do zewnętrznych symboli satanistów należą: odwrócony krzyż - noszony w formie medalionu lub wyszyty na kurtce; wizerunki diabła lub kozła wymalowane na plecach czarnych lub granatowych kurtek; napisy o treści: "Ave Saraye", "Salve Imperator Hades", "Ave Satanos" lub nazwy zespołów muzycznych - satanistycznych, rękawiczki z obciętymi palcami.

Znakami przynależności i stopnia wtajemniczenia są np. trzy odwrócone dziewiątki - symbol dziecka Szatana (Bestii), pentagram lub heksagram, trzy litery "F" (szósta litera w alfabecie), trzy koła połączone ze sobą, swastyka, trójkąt itp. Te znaki graficzne mają swoje znaczenie, znane przede wszystkim członkom sekt i grup religijnych. Pentagram - gwiazda pięcioramienna (często wpisana w koło), przedstawia głowę kozła. Każde z ramion wyobraża inny element wszechświata. Gwiazda symbolizuje ludzkość. Punktem szczytowym jest ludzkość sięgająca nieba, a punkty na dole to ludzkość stojąca okrakiem nad światem przyrody. Głowa kozła symbolizuje rogatą kozę Mendesa z mitologii starogermańskiej; kozła Baphometa, któremu rzekomo oddawali cześć templariusze; jeden ze sposobów wyśmiania ofiary Chrystusa - Baranka. Niekiedy ten znak przybiera postać gestu - złożenia dłoni na kształt rogów. Odwrócony krzyż zwany krzyżem południowym - wyśmiewa i odrzuca krzyż Chrystusa, niekiedy tłumaczony jest jako "cień krzyża na Golgocie".

Złamany krzyż zwany "pacyfką" - był znakiem pokoju, a w grupach okultystycznych wyobraża pokonanie chrześcijaństwa - złamanie ramion krzyża.

Złamane "S" - noszone przez członków nazistowskich oddziałów śmierci, w grupach satanistycznych przedstawia błyskawicę i oznacza "niszczyciela". Udjat albo wszystkowidzące oko - odnosi się do Lucyfera, króla piekła. Oko jest na wpół zamknięte i oznacza, że choć może się wydawać, że szatan nie obserwuje człowieka, on to jednak czyni. Poniżej oka jest łza, gdyż szatan "płacze" nad tymi, którzy są poza jego wpływem.

Żuk skarabeusz - żuk gnojak w starożytnym Egipcie był symbolem reinkarnacji; jest to również symbol Belzebuba (szatana) - "władcy much". Swastyka - symbol mający starożytne pochodzenie, pierwotnie przedstawiał cztery pory roku, cztery wiatry i cztery kierunki świata. Obecnie ramiona tego "złamanego krzyża" zostały przesunięte w przeciwnym kierunku, by przedstawić elementy lub siły zwracające się przeciwko naturze i harmonii. Symbol ten jest używany przez grupy neonazistowskie i okultystyczne.

Uwaga na kontekst

Przy interpretacji znaków i symboli należy bardzo uważać na pewną pułapkę, która się może z nimi wiązać. Dotyczy to zwłaszcza symboli, które są wieloznaczne. Bo np. tęcza jest zarówno symbolem ruchu gejowskiego, New Age, jak i znakiem przymierza z Bogiem. Sama obecność tego znaku niewiele więc mówi, gdy nie zwróci się uwagi na kontekst, w jakim występuje. Podczas jednej z pielgrzymek Jana Pawła II do Polski przygotowano dla Papieża tron, na którym wycięty był odwrócony krzyż. Z oburzeniem interpretowanie tego krzyża jako znaku szatana było zwykłym nadużyciem: odwrócony krzyż to - w kontekście osoby Papieża - przede wszystkim atrybut św. Piotra, który został ukrzyżowany na własną prośbę na odwróconym krzyżu, "głową w dół", gdyż "niegodny się czuł umierać jak jego Mistrz, Jezus Chrystus".

Na jednej z dróg krzyżowych rzeźbiarz umieścił obok postaci dźwigającego krzyż Jezusa wizerunek sowy. Jest to m.in. symbol masonerii, ale też mądrości ludzkiej (obecny w wielu bajkach dla dzieci). Czyż w kontekście drogi krzyżowej najbardziej właściwa interpretacja nie dotyczy mądrości ludzkiej, zadziwionej Męką i Miłością Zbawiciela?

Język symboli stwarza aurę tajemniczości i wiąże grupę religijną. Jest także najkrótszym komunikatem, znakiem rozpoznawczym, a także elementem agitacji, gdyż może wzbudzać zaciekawienie i rodzić pierwsze ważne pytania. Niekiedy wybór symbolu poprzedza wybór doktryny i rozpoczyna proces odejścia od własnych przekonań.

Z pewnością wybór znaków i symboli, które nas otaczają, ma swe ważne znaczenie apostolskie: unaocznia wszystkim, komu naprawdę wierzymy i co dla nas jest istotne i ważne. W tym kontekście przesłonięcie obrazów religijnych i symboli, które są dla nas autentyczne, dekoracją z innych religii czy nawet nieznanych kultur ma jakiś sens? A może być zgorszeniem - propagowaniem błędnych, a nawet wrogich treści. Dlatego od wieków Kościół przypominał o "ascezie obrazów", właściwym ich doborze. Zwłaszcza że bardzo łatwo jest poddać się "modzie", wpływom i sugestiom związanym z nieznanymi sobie siłami i "ofertami".

Magia zakłada wiarę w niewidzialną rzeczywistość, której człowiek poddaje swoją osobę i swoje losy. Według Pisma Świętego, tą rzeczywistością nie jest Bóg, ale jakaś zła istota (por. Pwt 18, 12). Dlatego też w Starym Testamencie wielokrotnie spotkać można ostrzeżenia przed magią. Tak rozumiano m.in. pierwsze przykazanie: "Ja jestem Jahwe, twój Bóg... Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Wj 20, 2-3). W magii bowiem dana osoba szuka pomocy u sił i mocy innych niż Bóg. Przeciw magii występowali prorocy, m.in. Ezechiel, Micheasz i Jeremiasz (Ez 13, 18-19; Mi 5, 9-13; Jr 27, 9; por. Wj 22, 17; Ml 3, 5; 2 Krn 33, 6). Również Nowy Testament zakazuje magii. Praktykujący magię są w niebezpieczeństwie utraty królestwa Bożego, chyba że odwrócą się od swego grzechu (Ga 5, 19-21; Ap 18, 23; 22, 15).

Święty Paweł nazwał Elimasa, maga, synem diabła, pełnym przewrotności i zdrady, gdyż Elimas powstrzymywał szerzenie się Ewangelii i praktykował magię (Dz 13, 9). W Dziejach Apostolskich Szymon Mag praktykował magię, lecz pozazdrościł Apostołom, gdy zobaczył, że przez włożenie ich rąk ludzie otrzymują Ducha Świętego. Zaoferował im pieniądze w zamian za nauczenie go tej umiejętności. Święty Piotr odpowiedział na tę propozycję słowami: "Serce twoje nie jest prawe wobec Boga. Odwróć się więc od swego grzechu..." (Dz 8, 9-22). Praktykowanie magii i pójście za prawem Boga są nie do pogodzenia. Nie wszystko można kupić. Nie wszystko też co "ładne" i "dekoracyjne" służy dobru naszego domu.

Ks. prof. Andrzej Zwoliński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/5616,je ... mboli.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 21 sie 2014, 11:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Człowiek żyjący realnie, wiarą i nauką po równo się wspierając na swej drodze do ostatecznego celu, nie musi się otaczać gadżetami zapewniającymi mu tajemne wsparcie. Amulety to czasy pogańskie i ... czasy obecne, gdy naukowe przegrzanie umysłu odbiera człowiekowi wiarę w to, czego i tak nigdy do końca nie pojmie.

Rozum i wiara

Gilbert Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Rozum i wiara

Przesądy pojawiają się we wszystkich epokach, zwłaszcza w epokach racjonalistycznych. Pamiętam, jak kiedyś musiałem bronić tradycji religijnej przed zebranym przy stole gronem wybitnych agnostyków, i zanim nasza rozmowa dobiegła końca, każdy z nich wyciągnął z kieszeni albo pokazał zawieszony na łańcuszku od zegarka jakiś amulet lub talizman, z którym, jak wyznał, nigdy się nie rozstawał. Byłem jedyną osobą w tym towarzystwie, która zaniedbała sprawę zapewnienia sobie fetysza.

Przesądy pojawiają się w epoce racjonalizmu, ponieważ opierają się one na czymś, co może nie jest identyczne z racjonalizmem, ale ma wiele wspólnego ze sceptycyzmem, a w każdym z nich jest bliskie agnostycyzmu. Przesądy opierają się bowiem na czymś, co w rzeczywistości jest bardzo ludzkim i zrozumiałym uczuciem, jak to, z którym w pogaństwie powszechnie wzywano lokalne „numena” [nadprzyrodzone siły]. Jest to jednak uczucie agnostyczne, gdyż opiera się na dwóch intuicjach: po pierwsze, że tak naprawdę nie znamy praw rządzących wszechświatem, i po drugie, że prawa te mogą być bardzo odległe od tego, co nazywamy rozumem.

Przesądni ludzie zdają sobie sprawę z tego, że rzeczy wielkie często zależą od bardzo małych. Kiedy z głębi tradycji czy czegoś podobnego dobiega ich szept, że taka czy inna drobna rzecz jest kluczem i wskazówką, coś głębokiego i nie do końca bezmyślnego w naturze ludzkiej podpowiada im, że jest to całkiem możliwe. Uczucie to występuje w obu rozważanych przez nas odmianach pogaństwa, jednak w owej drugiej odmianie znajdujemy je w innej formie i napełnione nowym, bardziej przerażającym duchem
.

Fragment pochodzi z „Wiekuistego człowieka”.

--------------------------------------------------------------------------------

Racjonalizm przyniósł wiele pożytku dzięki rozwojowi techniki, która jest dziełem rozumu. Kiedy jednak racjonalizm stał się ideologią, ostrze rozumu skierowane zostało przeciwko religii, zwłaszcza tej, która zabiega o połączenie rozumu z wiarą. Ale wtedy, o dziwo, prawdziwą wiarę zastąpił zabobon, i to wyznawany przez najbardziej oświeconych naukowców.

http://www.naszdziennik.pl/wp/92567,rozum-i-wiara.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 01 paź 2014, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Mniej niż zero

Gilbert Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Można kochać monety – lecz dzisiejszy milioner nie kocha monet. Czasem lubi martwy szelest banknotów, ale zazwyczaj woli samo powtarzanie zer w księgowych zestawieniach, a wszystkie zera są do siebie podobne jak dwie krople wody. Jeśli chodzi o komfort, dawny skąpiec mógł żyć całkiem wygodnie, jak żyje wielu włóczęgów i prymitywów, kiedy już przywykną do brudu. Człowiek może znaleźć pewien spokój ducha na zakurzonym strychu lub w dawno niepranej koszuli. Za to jankeski milioner nie znajduje spokoju, mając pięć telefonów na nocnej szafce i dziesięć minut na lunch. Okrągłe monety w skarpecie dawnego chciwca były, w pewnym sensie, bezpieczne. Okrągłe zera na milionerskich rachunkach nie są bezpieczne nigdy; ta sama fluktuacja na giełdzie, która raduje serce milionera, gdy liczba zer rośnie, wpędza go w depresję, gdy liczba zer maleje. Dawny skąpiec przynajmniej kolekcjonował monety; jego pasją była numizmatyka. Człowiek, który gromadzi zera, gromadzi nicość.

Fragment pochodzi z „Obrony człowieka”.

--------------------------------------------------------------------------------

Mit milionera, a nawet miliardera, posiada też swą ciemną stronę. Bo to nieprawda, że dzięki wielkiej fortunie jest się szczęśliwym, a za pieniądze można kupić wszystko. Nie można kupić przyjaciół ani miłości rodzinnej, nie można kupić wiary ani kultury, ani choćby dobrego smaku. A przecież to dopiero te wartości stanowią o ludzkim szczęściu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/100741,mn ... -zero.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 19 sty 2015, 08:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
Czym różni się dobry byt od dobrobytu?

O pieniądzach z doktorem filozofii Stanisławem Krajskim rozmawia Jan Ośko

JAN OŚKO: - Obecnie pieniądze traktowane są niczym dobra wróżka, która ma spełniać wszystkie potrzeby życiowe. Jak Pan sądzi, dlaczego w taki sposób ludzie traktują pieniądze?

DR STANISŁAW KRAJSKI: - Taka jest cywilizacja, która dzisiaj dominuje, i takie jej wartości. Zagubiono gdzieś wraz z odrzuceniem chrześcijaństwa wszystko to, co mądre, sensowne i tak naprawdę dobre dla człowieka.
- Jednak pieniądze to dowód dla wielu osób, że odnieśli życiowy sukces...
- Świadczy o tym, że sami nie wiedzą, co dla nich powinno być najważniejsze. Pieniądze są tylko jednym z wielu narzędzi, które człowiek może wykorzystać, realizując swoje podstawowe cele. Normalni ludzie - kierujący się już nie tyle nawet mądrością, co choćby tylko zdrowym rozsądkiem - wiedzą, że najważniejsze dla człowieka są szczęście, miłość, rodzina. Z tego wynikałoby, że ludzie dziś nie są normalni, a - może precyzyjniej - są po prostu totalnie zagubieni.
- Czy to oznacza, że mężczyzna, który za pomocą pieniędzy pokazuje swoją siłę, lub kobieta, która udaje się na zakupy, aby poprawić sobie humor, są zagubieni?
- Wszystko ma swoją cenę. Ludzie jakby o tym nie pamiętają. Podstawowe dziś pytanie brzmi: Jaką cenę płacimy za zdobycie pieniędzy? Czy nie jest to za wysoka cena? Czy nie jest tak, że płacimy za to już nie tylko zdrowiem, straconym czasem, ale również dobrem i szczęściem nie tylko nas samych, ale i najbliższych? Mężczyzna zarabia pieniądze i nie widzi nawet swojej rodziny. Jego małżeństwo już faktycznie nie istnieje. Małżeństwo bowiem istnieje, gdy małżonkowie są razem i wzrastają we wzajemnej, wymagającej przecież czasu służbie. Mężczyzna zarabia pieniądze i nie widzi swoich dzieci, które wzrastają bez niego jak półsieroty, bez wychowania, które zastępuje im antywychowanie środków masowego przekazu.
Kobieta udaje się na zakupy, aby poprawić sobie humor, i wydaje pieniądze, co powoduje, że znowu trzeba je zarobić, a więc znowu mąż albo i ona sama będą musieli godzinami pracować, aby je uzyskać. Jasne, że pieniądze są nam potrzebne dla zaspokojenia naszych podstawowych materialnych potrzeb. Jednak gdy te potrzeby są już zaspokojone, pojawia się cały wachlarz podstawowych niematerialnych ludzkich potrzeb, które w pierwszym rzędzie powinny być zaspokojone. Ludzie są dziś zagubieni, bo zakres tych podstawowych materialnych potrzeb tak poszerzają, że nie ma on praktycznie końca. Wróćmy do tej pani, która chce poprawić sobie humor przez zakupy. Jeżeli jej stan psychiczny zależy tylko od czynników materialnych, to można by z takiego faktu wyciągnąć dwa wnioski: albo jest nieszczęśliwa i tego stanu nie potrafi zmienić - i dlatego próbuje zastosować tego rodzaju środki zastępcze, albo też nastąpiło takie jej duchowe skarłowacenie, że poziom czysto materialny jest jedynym poziomem, na którym może osiągnąć satysfakcję.
Nie chciałbym być zrozumiany w ten sposób, że odrzucam w ogóle wartość tego, co można uzyskać za pieniądze. Jeżeli jesteśmy w stanie zdobyć większe pieniądze w taki sposób, że nie będzie to kosztem naszego człowieczeństwa, naszej wolności, naszego szczęścia, to bardzo dobrze. Należy się z tego cieszyć. Wtedy będziemy mieli tylko problem, jak je mądrze wydać.

- Kiedy człowiek przekracza granicę i rzuca się na pieniądze, zatracając swoje człowieczeństwo?

- Żeby człowiek zachowywał swoje człowieczeństwo, musi większość swojej siły poświęcać temu, co można nazwać porządkiem moralnym, a więc działać w perspektywie dobra, swojego dobra i swoich najbliższych. Jednym z porządków tego dobra jest dobrobyt. Pamiętajmy o tym, co to słowo faktycznie znaczy. Chodzi tu przecież o DOBRY BYT człowieka. Ten dobry byt ma, oczywiście, i to jakoś u podstawy, wymiar materialny - dobrobyt materialny. Pamiętajmy również o tym, jeżeli nie przede wszystkim, że trzeba szanować wolny czas, zdrowie, a nie poddawać się harówce, kosztem zdrowia, od świtu do nocy, aż po totalne zmęczenie. Dobrobyt ma przecież również i musi mieć wymiar moralny, intelektualny, kulturowy. Dobry byt moralny to szczęście, radość, miłość i wszystko to, co się z nimi wiąże.
Dobry byt intelektualny - to obecność prawdy w naszym życiu. To posiadanie niezbędnej wiedzy, rozumienie siebie i otaczającego nas świata. Inaczej pozostaje nam zagubienie, ignorancja i wprost głupota. Dobrobyt intelektualny to również dostęp do dorobku intelektualnego ludzkości. Dobry byt kulturowy - to dostęp do kultury, możliwość i umiejętność korzystania z niej. Gdy tego nie ma w ludzkim życiu, jesteśmy jak jaskiniowcy, tak samo barbarzyńscy, prymitywni i zagubieni. Dobrobyt kulturowy - to oparty na doświadczeniu przeszłych pokoleń, wzbogacony o owoce tego doświadczenia dobry ludzki byt.

- Czy naprawdę uważa Pan, że szczęście możliwe jest bez sporej sumy pieniędzy?

- Bardzo ładnie rozwiązuje ten problem Feliks Koneczny. Pokazuje on w swoich dziełach, że dzięki temu, iż cywilizacja chrześcijańska uznawała dobrobyt materialny za istotną pozytywną wartość, mogła wydać tak wiele dobrych owoców. A możliwe to było dlatego, że dobrobyt taki był dla niej wartością podporządkowaną innym wartościom, a mianowicie prawdzie, dobru, pięknu, zdrowiu. Formuła jest tutaj prosta - na tyle pieniędzy, na tyle dobrobytu materialnego, na ile nie koliduje to z pozostałymi wartościami.

- W takim razie - w jakiej cywilizacji żyjemy? Nie jest to przecież cywilizacja łacińska, o jakiej pisał Koneczny.

- Trzeba spojrzeć na jej wartości i eschatologię. Cywilizacja, w której żyjemy, głosi dwie podstawowe wartości: wolność i dobrobyt. Jeżeli się tak dobrze zastanowić, to w istocie podstawową w niej wartością jest dobrobyt ujmowany w jego podstawowym, wąsko rozumianym materialnym wymiarze. Wszystko jest tej wartości podporządkowane. Wolność rozumie się tu w sposób wyraźnie absurdalny, jako zjawisko, do osiągnięcia którego jedyną drogą jest dobrobyt. Nie widzi się zupełnie tego, że dobrobyt może być czynnikiem ograniczającym wolność. Ludzie w różny sposób rozumieli i rozumieją wolność. Najbliższa prawdzie formuła brzmi: Wolny jest ten, kto działa zgodnie z własnym interesem - a więc zmierza ku dobru. Według tej formuły, człowiek, który działa na własną szkodę, powoduje swoje skarłowacenie, jakoś siebie niszczy, nie może być wolny. Ta formuła nie jest dzisiaj w zasadzie znana. Dziś wolność rozumie się według formuły, jaką wymyślił szatan: Bądźcie jako bogowie. Prymitywna wersja tej formuły brzmi: Róbta, co chceta. Nie zauważa się, że realizowanie tej formuły zmierza do najbardziej drastycznych form ograniczenia wolności. W ten bowiem sposób człowiek staje się niewolnikiem swojego ciała, mamony lub innych czynników.
Pozostałe wartości dzisiejszej cywilizacji, takie jak: demokracja, która oderwana jest od prawdy i dobra, prawa człowieka rozumiane w taki sposób, jakby człowiek był absolutem, tolerancja ujmowana jako zgoda na dosłownie wszystko, każdą bzdurę, głupotę lub zło - są tylko pewnymi uszczegółowieniami tak rozumianej wolności.
Jaka jest dzisiejsza eschatologia? Eschatologia to przecież ujęcie ostatecznego celu człowieka, formuła szczęścia i raju. Jaka dziś religia czy teologia dominuje? Powiedzmy wprost: pogaństwo. Tym bałwanem, którego czci dzisiejszy człowiek, jest on sam. Jest to najbardziej absurdalna i kłamliwa doktryna spośród tych, które pojawiły się w ludzkich dziejach.

- Na szczęście, nie dotyczy to wszystkich. Znaczna część ludzi uważa , że dobry byt jest możliwy bez rozpasanej konsumpcji.

- Nie chodzi tutaj o konsumpcję. Najgorsze jest to, że ludzie pogubili się w sferze duchowej, zastępując chrześcijaństwo tym, co jest jego zdecydowanym zaprzeczeniem. Ludzkość jest chora. Ta choroba dotyka prawie wszystkich, różny jest tylko jej stopień i przebieg. Wielu chrześcijan również jest chorych, choć w ich wypadku choroba ta ma łagodniejszy przebieg i nie dotyka ich we wszystkich sferach. Chrześcijanie dzisiejsi przypominają bardzo chrześcijan z przełomu IV i V wieku, kiedy to zauroczenie przez pogański świat, w którym chrześcijanie żyli, było znaczne. Tak wtedy, jak i dziś wielu chrześcijan żyje jak poganie, w znacznej mierze myśli jak poganie i w teorii, i w praktyce akceptuje przynajmniej niektóre wartości i "dogmaty" pogańskie.

- Ale przecież jedno z przykazań na Górze zaleca przede wszystkim ubóstwo w duchu. Kościół uczy, że o świat materialny trzeba się troszczyć.

- Na temat tej troski o świat materialny czy pozytywnej roli dobrobytu w ludzkim życiu już mówiliśmy. A co to znaczy być ubogim w duchu? Jeżeli byśmy to ujęli literalnie, to dzisiejszy człowiek jest bardzo ubogi w duchu, bo jest w tej sferze pusty. Być ubogim w duchu, to być pozbawionym pychy, to nie mieć tego, co swoje, a mieć to, co prawdziwe i dobre, to, co jest od Boga. Chrześcijaństwo prowadzi nas do miłości. Jest to miłość do Boga, do drugiego człowieka, do siebie, również do świata. Być chrześcijaninem - to znaczy również kochać życie. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla żadnej z tych miłości. Zastępuje je miłość własna, która tak naprawdę nie ma nic wspólnego z miłością. To tylko ubóstwienie, które jest tym samym, co odczuwa dziki w buszu w stosunku do swojego drewnianego bałwana, będącego przedmiotem jego kultu.

- Nie zgodziłbym się z tak radykalnym postawieniem sprawy. Jest przecież bardzo wielu ludzi, którzy obecnie poświęcają swoje życie dla innych. Niech przykładem będzie tutaj chociażby Papież. Nawet w świecie określanym jako pogański są inicjatywy godne uwagi - jak chociażby "Lekarze bez Granic".

- Przecież nie mówiłem o wszystkich. Mówiłem o tych, dla których ta dzisiejsza cywilizacja jest drogą i receptą. Ojciec Święty reprezentuje chrześcijaństwo, a nie ten świat. Każdy z nas na tyle, na ile reprezentuje chrześcijaństwo, jest obcy dla tego świata. Zauważmy, że to, co mówi Pismo Święte, iż nie jesteśmy z tego świata, jest dziś w szczególny sposób trafne. Co do tego, iż w pogaństwie też są dobre inicjatywy, trzeba bardzo uważać. Pamiętajmy o tym, co przypomniał Papież Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor: " Tylko jeden Bóg jest dobry". Papież w związku z tym mówi, że tylko te działania ludzkie, których ostatecznym adresatem jest Bóg, są dobre. Coraz mniej ludzi to dzisiaj rozumie. Stąd np. wszystkie te nieporozumienia związane z działalnością Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która działając w perspektywie dobra materialnego, neguje wprost jego podstawowy moralny wymiar. W porządku fizycznym pomaga jednym ludziom, by innym szkodzić w bardziej przecież istotnym porządku moralnym.
Nie jestem radykalny. To, co mówię, to proste wyciąganie wniosków i nazywanie rzeczy po imieniu. Jeżeli odniesiemy choćby tylko mądrość filozofii klasycznej, nie mówiąc już o podstawowych prawdach naszej wiary, do realiów i wartości dzisiejszego świata, skutek musi być jeden: Współczesna cywilizacja to jakiś ślepy zaułek ludzkości.

- Nie oznacza to przecież , że nie powinniśmy być hojni i dzielić się obok miłości także dobrami materialnymi. Zawsze mamy coś, co możemy ofiarować, i jest ktoś, kto ma mniej od nas.

- To oczywiste. Musimy tylko pamiętać o tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, i jaki jest ten otaczający nas świat, i kim są ludzie, którzy go budują. Poganie są jak dzieci, niedojrzałe, głupiutkie i nieporadne. Trzeba kochać dzieci. Trzeba o nie dbać i pomagać im wzrastać w ich człowieczeństwie. To jednak my uczymy dzieci, a nie one uczą nas, to my dajemy im mądrość i wartości, a nie my przyjmujemy to od nich. Niekiedy myślę, że wielu chrześcijan jakby zapomniało o tym, że to oni są solą tej ziemi i to oni mają nawracać i uczyć prawdy i dobra oraz kształtować ten świat - budować Królestwo Chrystusowe na ziemi. Sądzę, że szczególnie dziś powinniśmy pamiętać o tym, że "mądrość tego świata jest głupstwem u Boga", i że warto dziś wciąż przypominać sobie tę wypowiedź papieża Piusa IX: " W naszych czasach, bardziej niż kiedykolwiek dotychczas, największą siłą czyniących zło jest tchórzostwo i słabość ludzi dobrych, a cały wigor rządów szatana wynika ze słabości katolików".

- Dziękuję za rozmowę.

http://www.niedziela.pl/artykul/68163/n ... -dobrobytu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 20 sie 2018, 14:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31058
A jeżeli człowiek otacza się egoizmem, samorealizacją, samowystarczalnością, to co będzie gdy możliwości się wyczerpią, a życie pozostanie?
Czy zatęskni za więzami międzyludzkimi?
Ale z kim wtedy nawiązać szczere, autentyczne więzi?
Przecież nie z psychologiem, przecież nie z lekarzem, przecież nie pracownikiem socjalnym, bo oni tylko pracują na tym obszarze ludzkich zgubień.
Pozostaje tylko sfera ducha, albo samotność.
A przecież nawet marksizm "nauczał", ... że człowiek jest ... istotą ... społeczną ... ?


Skąd tylu „samotnych”? To już prawdziwa epidemia!

Obrazek

Mój przyjaciel pracuje w klinice zdrowotnej w średniej wielkości mieście na Środkowym Zachodzie. Opowiedział mi o specyficznych pacjentach przychodzących na leczenie. Są wśród nich starzy i młodzi, bogaci i biedni. Znajdują się wśród nich zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Można śmiało powiedzieć, że reprezentują oni przekrój Ameryki.

Co ciekawe, owi pacjenci nie są chorzy – lecz samotni. Inni lekarze uprzedzili go, że coraz więcej pacjentów przychodzi bez żadnej choroby. Choć kryją się z tym, to pragną po prostu z kimś porozmawiać. Potrzebują uwagi kogoś dbającego o nich. Tymczasem lekarze często dostrzegają, że najlepsze lekarstwo to po prostu dobra konwersacja. Po sesji wychodzą zadowoleni z otrzymania jakiejś ogólnej porady i czekają aż do następnego spotkania.

To samotny i przygnębiający świat. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że ta historia wskazuje na coś głębszego, co dzieje się w Ameryce. Praktykowanie cnoty i relacje społeczne zostały zerwane i coraz trudniej je naprawić.

Samotność – ukryta epidemia

Samotność to wyjątkowo realny problem. Nazywa się ją mianem ukrytej epidemii, zagrażającej rozległym grupom amerykańskiego społeczeństwa. Tymczasem znacznie powyżej 40 procent dorosłych Amerykanów czuje się samotnie. Choć technologia umożliwia nam najlepszą komunikację w historii, to wskaźnik samotności podwoił się od lat 80.

Samotność wpływa na zdrowie fizyczne i psychiczne, długowieczność oraz poziom stresu. Prowadzi także do szukania ucieczek w narkotykach, lekach przeciwbólowych, nadmiernym jedzeniu, piciu i rozmowie. Samotność ma wiele przyczyn. Jedną z nich jest samotne zamieszkiwanie coraz większej liczby ludzi. Według danych amerykańskiego urzędu statystycznego (US Census Bureau) co trzeci Amerykanin powyżej 65 lat i połowa tych powyżej 85 roku życia mieszka samemu. Problem pogłębia również spadający odsetek małżeństw i płodności. Co więcej, bardziej mobilny styl życia sprzyja większemu niż w poprzednich pokoleniach oddaleniu od rodziny i przyjaciół.

Życie w odosobnieniu to niejedyna, a może nawet nie najważniejsza przyczyna samotności. Ta może bowiem również doskwierać, gdy jest się otoczonym przez ludzi. W tym przypadku problemem nie jest brak relacji, lecz pozbawienie ich głębi i znaczenia. Socjologowie, tacy jak Sherry Turkle użyli do opisania tej nowej samotności zapadających w pamięć terminów, takich jak „wspólna samotność”.

Socjolog ta zauważyła, że coraz więcej osób może żyć obok siebie, jednak odbierać rzeczywistość za pomocą urządzeń elektronicznych. Zamiast wspomagać łączność, owe sprzęty tworzą dystans między ludźmi za sprawą swej szybkości, zwięzłości i odległości. Korzystając z wirtualnej łączności, można łatwo ukryć się przed innymi. Nie jest to możliwe przy kontakcie twarzą w twarz.

Jak zauważył Robert Putnam w swej przełomowej książce „Grając samemu w kręgle” („Bowling alone”) ów brak zaangażowania obywatelskiego niszczy wspólnoty nawet, gdy żyjemy w ich wnętrzu. Postępujące od lat 60. dobrowolne wycofywanie się ze wspólnot pozostawia ludzi zdezorientowanymi i samotnymi.

Co więcej, miejsca gdzie gromadzą się dziś ludzie, są sterylne i nieprzyjazne. Centra handlowe, sklepy, lotniska stały się zwykłymi przestrzeniami zbierania się członków społeczeństwa. Ludzie przebywają tam razem, jednak nie rozmawiają ze sobą. Często zaś korzystają z urządzeń mobilnych i pozostają samotni.

Zerwanie praw wspólnotowych

Istnieje też trzeci, najbardziej powszechny i głęboki rodzaj samotności. Powoduje go złamanie starych więzi wspólnotowych. Owa izolacja zawsze stanowiła problem nowoczesnego świata. Obecnie zaś przybiera bardziej radykalne formy. Intensywne moralne więzi rodzinne, zawodowe, wspólnotowe i kościelne łączą osobę z tożsamością jasno zakorzenioną w rzeczywistości życia codziennego. Zakorzeniają one osobę we wspólnym cnotliwym życiu. Stanowią najlepsze remedia na samotność.

Nowoczesność skupia się na jednostkach konstruujących tożsamość na podstawie swojego otoczenia. Ludzie troszczą się tylko o siebie. Zachęca ich to do angażowania się w coś, co Thomas Hobbes określił mianem wojny wszystkich ze wszystkimi. Ludzie postrzegają wszystkich innych jako konkurentów. To zaś wzmaga napięcia.

Wraz z zanikiem więzi wspólnotowych nowoczesne jednostki zbudowały jakąś tożsamość na podstawie próżnego członkostwa w abstrakcyjnych i bezosobowych grupach: partiach politycznych, zespołach sportowych, organizacjach biznesowych czy ruchach społecznych. Jednak te płytkie więzi nie mogą zaspokoić naszej gorliwej potrzeby wspólnoty. Zamiast tego zachęcają one do indywidualizmu i pozostawiają ludzi samotnymi.

Tworząc tożsamość

Opisana sytuacja pomaga wyjaśnić obecną samotność. Tymczasem teraz nawet owe płytkie struktury społeczne społeczeństwa liberalnego są niszczone i łamane. Naszym problemem, zarówno na lewicy i prawicy jest niezdolność do znalezienia tożsamości poza wspólnotą i cnotą. Jeśli nie możemy znaleźć tożsamości, to ją tworzymy.

W ten sposób rozpad wszelkiego typu wspólnoty doprowadził do powstania polityki tożsamościowej. Ludzie identyfikują się tu ze światem, jaki ich zdaniem powinien istnieć. Gorączkowa nietolerancja panująca w naszych czasach doprowadziła do wywrócenia do góry nogami wszystkich moralnych ograniczeń. To zaś pozwoliło ludziom na utożsamianie się z czymkolwiek chcą. Idee i system ideologiczne można łatwo wypaczyć w celu dostosowania do wyobrażonej rzeczywistości, gdzie nie istnieją żadne społeczne kotwice. W efekcie ludzie nie wiedzą, kim są. Są złamani i samotni.

Walka o wspólnotę wciąż trwa

Jakie jest rozwiązanie przerażającej samotności prześladującej nasze upadłe społeczeństwo? Większość ekspertów liczy na rząd. Zatrudniliby pracowników społecznych, aby odwiedzali lub dzwonili do samotnych ludzi. Stworzyliby sieć organizacji wolontariuszy, by samotni ludzie mieli się czym zająć.

Przeprowadzono już mnóstwo studiów nad samotnością. W Wielkiej Brytanii utworzono nawet urząd ministra do spraw samotności. Jednak te rozwiązania dotyczą tylko objawów, a nie przyczyn. Podobnie jak pacjenci udający się do lekarza mimo braku choroby, tak i samotni ludzie nie szukają tylko byle jakiej łączności. Potrzebna im głębokich relacji wyrażających prawdziwą troskę i nadających tożsamość. Szukają wspólnoty.

„Poszukiwanie wspólnoty nie zaniknie” – napisał socjolog Robert Nisbet – „wywodzi się bowiem z potężnej potrzeby ludzkiej natury – potrzeby jasnego poczucia celu kulturowego członkostwa, statusu i ciągłości”. W wysiłkach na rzecz przezwyciężenia epidemii samotności brakuje tego gorliwego poszukiwania prawdziwej wspólnoty. Obecne zaś wysiłki nie zmierzają w ogóle do podważania hedonistycznej i indywidualistycznej kultury masowo produkującej samotnych ludzi.

John Horvat II

Źródło: tfp.org

tłum. mjend

https://www.pch24.pl/skad-tylu-samotnyc ... 200,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Człowiek i to, czym on się otacza
PostNapisane: 23 sie 2018, 20:30 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3231
http://www.tm.net.pl/index.php/wiecej-o ... harishiego

Najbliższe kursy

Efekt Maharishiego
latajacy joginiJeżeli 1% ludności gminy, miasta lub kraju stosuje technikę Transcendentalnej Medytacji lub grupa osób w liczbie odpowiadającej co najmniej pierwiastkowi kwadratowemu z 1% ludności danego rejonu wspólnie stosuje program TM-Sidhi, w społeczeństwie automatycznie zmniejszają się negatywne tendencje, a wzrastają pozytywne.

Spadają: przestępczość, konflikty zbrojne, liczba wypadków drogowych, liczba przyjęć do szpitali, bezrobocie

Wzrasta: rozwój gospodarczy, dochód na jednego mieszkańca, liczba zgłoszeń patentowych, indeksy giełdowe.

Efekt ten został potwierdzony na poziomie miasta, kraju i całego świata.
Istnieją trzy rodzaje Efektu Maharishiego:

1. Efekt Maharishiego – Poprawa jakości życia w społeczności, w której 1% populacji stosuje technikę Transcendentalnej Medytacji. (Dla Polski jest to grupa około 400 tys. osób)

2. Rozszerzony Efekt Maharishiego – Poprawa jakości życia w społeczności, w której grupa stanowiąca pierwiastek kwadratowy z 1% populacji stosuje wspólnie technikę Transcendentalnej Medytacji i Program TM-Sidhi. (Dla Polski jest to grupa około 1000 osób)

3. Globalny Efekt Maharishiego – Zmniejszenie konfliktów i poprawa jakości życia dla całego świata, jeśli grupa stanowiąca pierwiastek kwadratowy z 1% populacji całego świata (około 8000 osób) stosuje wspólnie technikę Transcendentalnej Medytacji i Program TM-Sidhi.

Badania naukowe

W ciągu ostatnich 25 lat wykonano ponad 50 badań naukowych potwierdzających występowanie wszystkich rodzajów Efektu Maharishiego. Badania te zostały opublikowane w prestiżowych pismach naukowych (między innymi Journal of Conflict Resolution, The Journal of Mind and Behaviour, Journal of Crime and Justice, Social Indicators Research).

Przykłady zastosowania Efektu Maharishiego

Spadek przestępczości w Waszyngtonie

W 1993 roku przeprowadzono w Waszyngtonie jeden z największych i najkosztowniejszych eksperymentów socjologicznych w historii, wzięło w nim udział ponad 4000 osób z 81 krajów, przeszkolonych w technice Transcendentalnej Medytacji i Programie TM-Sidhi, eksperyment kosztował ponad 6 milionów dolarów. Doświadczenie to było bardzo ściśle nadzorowane przez 27-osobowy zespół składający się z niezależnych naukowców, członków władz lokalnych i Departamentu Policji z District of Columbia Metropolitan. Zespół zatwierdził protokół badawczy i monitorował przebieg całego eksperymentu. Przewidywane rezultaty eksperymentu zostały ogłoszone przed jego rozpoczęciem.

Przewidywano między innymi, że w ciągu 8 tygodni trwania eksperymentu, przestępczość w Waszyngtonie spadnie o 20%. W czasie trwania eksperymentu (od 7 czerwca do 30 lipca 1993) przestępczość była niższa niż wynikało to z oficjalnych prognoz, a w ostatnim tygodniu, gdy grupa uczestnicząca w eksperymencie była najliczniejsza, spadek ten wyniósł ponad 23%. Prawdopodobieństwo, że rezultat ten jest przypadkowy jest mniejsze niż 0.000 000 002. Ścisła analiza statystyczna wyeliminowała długą listę innych możliwych wyjaśnień.
(Social Indicators Research, lipiec 1999).

Stała grupa w Skelmersdale

W marcu 1988 roku w Wielkiej Brytanii, w Skelmersdale, w pobliżu Merseyside powstała grupa osób stosujących Transcendentalną Medytację i program TM-Sidhi. Rezultatem był natychmiastowy spadek przestępczości w Merseyside o 13.4%. Do 1992 roku poziom przestępczości utrzymywał się na tym samym poziomie, podczas gdy przestępczość w kraju wzrosła o 50%. W 1987 roku, przed ustanowieniem grupy, Merseyside było wśród jedenastu dużych obszarów miejskich w Anglii i Walii trzecim z kolei obszarem z najwyższym współczynnikiem przestępczości, w 1992 roku poziom przestępczości w Merseyside był najniższy.
(Psychology, Crime and Law (1996), tom 2:3, strony 165-174).

Zmniejszenie poziomu konfliktu na Bliskim Wschodzie

Jeden z eksperymentów nad wpływem grupy stosującej technikę TM i TM-Sidhi na konflikty zbrojne został przeprowadzony w sierpniu i wrześniu 1983 roku
( Journal of Conflict Resolution 32 (4) (1988), 776-812).
Teza badawcza i metodologia zostały ogłoszone przed rozpoczęciem eksperymentu. Przewidywano, że grupowe stosowanie programu TM-Sidhi w Jerozolimie spowoduje zmniejszenie stresu i przemocy w Izraelu oraz sąsiednim Libanie. Badanie wykazało uderzającą korelację między liczebnością grupy stosującej TM-Sidhi i wojną w Libanie. W okresach, gdy grupa medytujących była wystarczająco liczna, aby wpłynąć na konflikt, nastąpiło zmniejszenie intensywności działań wojennych o 34% oraz zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych o 76%. Analiza szeregów czasowych wykazała, że efekt ten nie może zostać przypisany zmianom temperatury ani zmianom sezonowym (takim jak weekendy czy święta).
Badanie następnie zostało rozszerzone o analizę szeregów czasowych dla 27 miesięcy, podczas których na całym świecie odbyło się siedem zgromadzeń osób stosujących TM-Sidhi, wystarczająco licznych, aby wpłynąć na konflikt w Libanie.
Analiza danych wykazała, że w przeciągu 93 dni, kiedy istniały grupy wytwarzające koherencję, w porównaniu do pozostałych dni, kiedy eksperyment nie miał miejsca, wystąpiły następujące zmiany (w nawiasach podane jest prawdopodobieństwo wystąpienia takiego efektu bez interwencji grupy):

- zwiększenie o 66% poziomu kooperacji między walczącymi stronami (p < 10-6);

- zmniejszenie o 48% poziomu konfliktu (p < 10-8);

- zmniejszenie o 71% liczby ofiar wojennych (p < 10-10);

- zmniejszenie o 68% liczby rannych (p < 10-6).

Złożony indeks War/Peace łączący te zmienne wykazał, że każde z siedmiu zgromadzeń miało znaczący wpływ na wojnę w Libanie (p < 10-19).

Kto medytuje Fundacja Davida Lyncha Międzynarodowy blog Polityka prywatności
Technika Transcendentalnej Medytacji uczona jest w Polsce przez wykwalifikowanych nauczycieli, którzy reprezentowani są przez Transcendentalna Medytacja Polska
Technika Transcendentalnej Medytacji jest znakiem zastrzeżonym.

© Transcendentalna Medytacja Polska


Zapisy na kurs
Zapisy na kurs - termin dowolny
Kontakt
Kim jesteśmy
Zapraszamy na kurs techniki TM
23 sierpnia godz.11.00, godz.18.00
25 sierpnia godz.11.00
Wykład Wstępny i Wprowadzający
Zobacz strukturę kursu, opłaty i zapisz się na kurs >>>

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /