Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 10 lut 2015, 07:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Kimże jest człowiek? (Ale z myślą o rodzinie)

Bp Antoni P. Dydycz, Biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej

Wyjątkowo na czasie jest tego rodzaju pytanie. Coraz bardziej staje się natarczywe. Coraz więcej porusza nasz umysł. Coraz boleśniej okazuje się bezradne. I to w naszej rzeczywistości, czyli w przestrzeni cywilizacji europejskiej, łącznie z amerykańskimi, północnej zwłaszcza, ale i południowej przynajmniej w części.

Pytanie o człowieka! Już przed laty dało o sobie znać w kinematografii, stając się wyzwaniem dla jednego czy drugiego reżysera. To samo można i trzeba powiedzieć o literaturze. Czyżby nastąpił jakiś przesyt? Dał się odczuć wyjąt­kowy wzrost ambicji, a nawet pychy, oczywiście ludzkiej? Rzecz jasna, że chodzi o człowieka. Dumnego z technicznych osiągnięć! Czymże one w rzeczywistości są? Pomocą. Lecz także zagrożeniem! Mówią nam o tym wojny. To wskutek technicznego rozwoju, dotychczasowy termin odnoszący się do zbrojnych potyczek zaczyna tracić sens. Pojawia się nowy. A wyraża się on w słowie - ludobójstwo.

To ludobójstwo potrafi ukrywać się w terminach brzmiących dość łagodnie. Tłumaczy się ono tym, że chodzi o wolność kobiet, ich szczęście. Ale przecież różne rodzaje aborcji uderzają w człowieka, zabijają ludzi. I tak możemy prześledzić, poczynając od poczęcia, jak na różnych etapach ludzkiego życia to ludobójstwo już jest obecne, lub usiłuje wedrzeć się do wnętrza, aby zneutralizować nawet głos sumienia.

Tymczasem my zapominać nie możemy. Naszą pamięć musimy umacniać przez częs­te powracanie do początków. Oto co czytamy w Księdze Rodzaju: „A wreszcie rzekł Bóg: «Uczyńmy człowieka na obraz, podobnego Nam [...]». Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»” (Rdz 1, 26). Warto i trzeba powracać do powyższych słów. One są bowiem podstawową Kartą Praw każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, dziecka oraz dziewcząt i chłopców, dorosłych, a także osób wiekowych; nienarodzonych i narodzonych, chorych i zdrowych. Ta Boża Karta Praw Człowieka od wieków stoi na straży życia, każdego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

On mówi o małżeństwie, o jego istocie i celu. Ten cel i swoją misję człowiek wypełnia poprzez rodzinę. Nie ma innego organizmu. Pan Bóg wyraźnie określa powołanie mężczyzny i kobiety, kiedy występują w życiu razem... Mają przecież uczestniczyć w kontynuacji procesu stwórczego samego Pana Boga.

Oczywiście, człowiek został stworzony na obraz Boży i podobieństwo. A więc mowa jest wyraźna o obrazie i podobieństwie. Pan Bóg pozostaje nadal jedynym dawcą życia, jego gwarantem i oparciem. Z tego też względu to człowiek musi pamiętać o Bożej obecności, o naturze Karty Praw Człowieka, a więc także o przykazaniach. One okazują się całkiem niezbędne, gdyż bez nich człowiek nie zdał swego życiowego egzaminu. Poddał się pokusie. Ukazał swoją słabość oraz niedojrzałość. I nadal ta jego słabość daje o sobie znać. Na szczęście, otrzymaliśmy jakby specjalny aneks do Karty Praw Człowieka, ogłoszonej u początków czasu ludz­kiego. Otrzymaliśmy specjalną nowelizację dzięki przyjściu na świat Syna Boże­go. Chrystus Pan swoją ofiarą, poświęceniem ukazał nam wielkość miłości. To dzię­ki niej mamy Kościół, który z woli Syna Bożego stał się rozdawcą Jego darów, które są dostępne dla ludzi i w ten sposób mają nam poma­gać w sumiennym urzeczywistnianiu Karty Praw Człowieka, ogłoszonej przez Boga u początków.

To jednak nie zwalnia nas od uwagi na obecność węża. Tego z raju. Czyż to nie jego intrygi zmierzają do rozbicia małżeństwa, jedynej ludzkiej instytucji, która pochodzi wprost od Stwórcy? Czyż to nie on robi wszystko, aby poróżnić żonę z mężem i na odwrót? Czyż te przesłanki, którymi się tłumaczą rozwodzący się nie mają swego źródła w logice pierwszego znanego kusiciela?

Czyż to nie on znajduje się u podstaw zachowań sprzecznych z Kartą Praw Człowieka, znaną nam dobrze z Pisma Świętego? Czyż to nie jego krętactwa zmierzają ku temu, aby dopasowywać normy moralności do ludzkich kaprysów, barwnie ukazując świat hedonistycznych doznań, ośmieszających i pomniejszających człowieka?

A przy tym wszystkim potrafi on zawierać liczne alianse. Obiecuje bowiem solidne wynagrodzenia. Nie lęka się wskazywać na stanowiska i wszelkie awanse. I robi wrażenie, że tak niewiele wymaga. Doskonale widzimy jego działalność za pośrednictwem mediów, na szczęście nie wszystkich. Może nawet ubywa mu współpracowników, ale i chętnych do współdziałania nie brakuje. A z dotarciem do ludzi nie zawsze jest łatwo, zwłaszcza prawdzie, dobru czy sprawiedliwości. To zrozumiałe, gdyż w promowaniu powyższych wartości nie może być obecne kłam­stwo, przekupstwo, pochlebstwo.

Niemniej jednak poddawać się nie można. Miejmy odwagę iść za Tym, który wyraźnie zapowiedział i słowa dotrzymuje, że zło nie zwycięży w ostatecznym rachunku. Miejmy więc oczy otwarte i dobrą pamięć. Iluż to głosicieli zła odeszło z tego świata na naszych niemalże oczach? Czyż te fakty nie powinny być dla nas źródłem wierności Karcie Praw Człowieka, ogłoszonej przez Stwórcę.

One też niech będą dla nas zachętą, abyśmy jak najchętniej przyswajali sobie zasady moralności. Dzięki nim człowiek wnosi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, bliskości oraz szczerości w zamiarach, a także w czynach.

Dlatego winniśmy stać na straży moralności. Nie może w nas zabraknąć miłoś­ci do tych naszych sióstr i braci, którzy poddają się pokusom węża. Musimy pamiętać o nich w naszych modlitwach. Gdyż taka postawa wypływa ze świadectwa krzyża. Ale to nie znaczy, że mamy godzić się na niszczenie rodziny, na sztucz­ne ograniczanie poczęcia i narodzin, na ingerowanie w dar życia, który zawsze i we wszystkich okolicznościach zawdzięczamy Stwórcy.

Nie zapominajmy więc o potrzebie moralności. Moralność bowiem spełnia w życiu codziennym taką rolę, a więc w życiu każdej i każdego z nas, w życiu każdej ro­dziny; jaką pełni światło dla poruszających się po ziemi. Moralność to światło, dzięki któ­remu łatwiej poznajemy nasze powołanie, naszą naturę, sens naszego życia. Wy­raźniej i szybciej dostrzegamy również każde zagrożenie ze strony różnych teo­rii, pokus i wszelkiego rodzaju niekiedy oszałamiających naszą wyobraźnie pro­pozycji, zawsze jednak mających w sobie zarodek zdrady Wielkiej Karty Praw Człowieka, czyli naszych uprawnień i obowiązków.

Moralność to niesłychanie ważne światło dla naszych wyborów i ocen.

Współpracuje z naszym sumieniem i naszą wolą. To ona chroni nas przed zboczeniami z prostej drogi i pomaga omijać każde zagrożenie.
Wtedy też będziemy rozwijać się, rozmnażać, a także udoskonalać wciąż to, czemu początek dał Stwórcza. To dzięki temu nasza twórcza działalność znajduje zawsze ożywcze soki ze stwórczej Woli, Mądrości i Miłości.

http://www.niedziela.pl/artykul/13940/K ... -z-mysla-o


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 11 lut 2015, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Abp Głódź: powróćmy do wartości, które jednoczą naród

Obrazek
Fot. Bożena Sztajner


Wiatr wolności, który jest specyfiką regionu gdańskiego nie zgasł - zapewnił abp Sławoj Leszek Głódź w trzecią niedzielę Adwentu. Metropolita gdański odprawił dziś Mszę św. w pojezuickim kościele pw. św. Ignacego Loyoli na Starych Szkotach w Gdańsku. Zaapelował do rodaków, aby powrócili do wartości, które jednoczą naród, podjęli trud przemiany ku dobru i prawdzie - wartości, w których Polska trwa - chrześcijańska, wierna Chrystusowi. Abp Głódź, który odprawił publicznie Mszę św. po długiej przerwie spowodowanej ciężką chorobą, dziękował wszystkim, którzy wspierali go modlitwą i okazywali życzliwość.

Publikujemy treść homilii abp. Sławoja Leszka Głódzia:

Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła (1 Tes 5, 22)

Na adwentowych drogach Kościół przypomina o dwóch rytmach chrześcijańskiego życia. Pierwszy z nich, to prawda wiary, że czas Kościoła jest czasem ostatecznym. Jest on rozpięty między tym co już nastąpiło – Wniebowstąpieniem Chrystusa, a tym, co nastąpi na końcu czasów. Chrystus powtórnie przyjdzie w chwale, aby sądzić żywych i umarłych, ujawnić tajemnice ludzkich serc (por. Mt 25, 40), pozostać już na zawsze ze wspólnotą odkupionych.

Termin tej godziny powtórnego przyjścia Chrystusa zna tylko Ojciec. Tylko On zdecyduje o Jej nadejściu. Przez Jezusa Chrystusa wypowie wówczas swoje ostateczne słowo o całej historii świata i człowieka. W dniach Adwentu wybiegamy naszymi myślami ponad horyzont doczesności. Maranatha – Przyjdź nasz Panie! Powtarzamy to wezwanie, które wyraża oczekiwanie pokoleń na ostateczne spotkanie z Chrystusem.

1.Bóg do nas przychodzi

I drugi motyw Adwentu. Oczekiwanie na Misterium Narodzenia Pańskiego. Przygotowania do przeżycia tej jedynej w dziejach historii chwili, kiedy „Zesłał Bóg Syna swego” (Ga 4,4). Uobecni nam tę chwilę liturgia Uroczystości Narodzenia Pańskiego. Wpatrzeni w blask bijący od Betlejem, „od ubogiej, cichej stajenki lichej”, stańmy się głosicielami wielkiej radości. Przedwieczne „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Bóg do nas przychodzi! Czyni to po to, aby nas zbawić. Ciebie, mnie, każdego z nas, świat cały!

Radością zbliżającego się dnia Narodzenia Pańskiego rozbrzmiewa w szczególny sposób trzecia niedziela Adwentu. Niedziela Gaudete. Łacińskie słowo „gaudete” oznacza radość.

Symbolem radości dzisiejszego dnia jest różowy kolor szat liturgicznych. Budzi skojarzenie z widokiem nieba o świcie. Symbolizuje blask Jezusa Chrystusa, który jest Światłem dla świata, Słońcem wschodzącym z wysoka, aby zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkaj (por. Łk 1, 78–79).

Naszą drogę ku Misterium Bożego Narodzenia rozświetla roratnia świeca. Symbol Najświętszej Maryi Panny. To Maryja, niczym Gwiazda Zaranna, która świeci jeszcze u kresu nocy, kiedy inne gwiazdy bledną, poprzedza przyjście na świat Chrystusa – Słońca sprawiedliwości. To Ona, pokorna służebnica Pańska, powierniczka Bożej tajemnicy, przekazanej w dniu Zwiastowania, w doskonały sposób wyraża istotę i ducha Adwentu – czasu zawierzenia, wsłuchiwania się w głos Boga, akceptacji Jego woli i rozrządzeń. Usłyszeliśmy na początku Mszy św., ujęte w psalm responsoryjny, słowa Magnificat, dziękczynnej pieśni wyśpiewanej przez Maryję na Bożą chwałę.

Na drogach Adwentu towarzyszy nam postać proroka Izajasza, niezrównanego wyraziciela tęsknoty ludu Starego Testamentu za Mesjaszem. Mówi o tym pierwsze czytanie Mszy św. Prorok Izajasz zapowiada nadejście Mesjasza, który przemieni ludzki los, „rozpleni sprawiedliwość”, opatrzy rany serc złamanych, ofiaruje wolność tym, którzy cierpią ucisk i niedolę, otworzy wrota narodów na chwałę Boga, przyniesie ludziom zbawienie.

W Noc Narodzenia Pańskiego spełni się mesjańskie Izajaszowe proroctwo: „Ogromnie się weselę w Panu/dusza moja raduje się w Bogu moim/ bo mnie przyodział w szaty zbawienia” (Iz 61, 2a).

II. Wierny jest Ten, który was wzywa Radość proroka Izajasza, jego wdzięczność za zbliżający się ku ludzkości dar zbawienia, potwierdza i umacnia w drugim czytaniu św. Paweł Apostoł. Niczym słowa pobudki, niczym zwięzłe żołnierskie komendy, które należy bezdyskusyjnie wykonać, brzmią jego słowa z Pierwszego Listu do Tesaloniczan: Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie. Bądźcie gotowi na przyjście naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Bowiem „Wierny jest Ten, który was wzywa” ( Iz 61, 1). Jezus Chrystus. Nasz Pan. Źródło sprawiedliwości, prawdy, miłości. „Tobie Boże zaufałem, nie zawstydzę się na wieki” – powtarzają pokolenia. Z czytaniami dzisiejszego dnia, z naszą adwentowa drogą refleksji, rekolekcji, porządkowania sumień, współbrzmią Jezusowe słowa wypowiedziane na początku Jego wędrówki po Galilei: „Nawracajcie się i wierzcie Ewangelii” (Mk 1,15).

Jest to hasło tegorocznego programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce rozpoczętego wraz z Adwentem. To drugi etap czteroletniego cyklu duszpasterskiego zatytułowanego: „Przez Chrystusa z Chrystusem i w Chrystusie, przez wiarę i chrzest do świadectwa”. Będzie towarzyszył drodze Kościoła w Polsce po rok 2016 – czas znamiennego jubileuszu 1050 rocznicy Chrztu Polski. Było to zbawcze wydarzenia, które praojców naszych uczynniło dziećmi Kościoła Powszechnego. Naszemu narodowi otworzyło drzwi prowadzące do wieczernika dziejów, ku wspólnocie ludów zgromadzonych wokół Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Ten duszpasterski program splata się ze ścieżkami Adwentu. Bowiem jego motywem przewodnim jest ukształtowanie w wiernych postawy nawrócenia, zakorzenionej w łasce chrztu świętego.

A co jest istotnym motywem nawrócenia, tego swoistego gruntownego remontu własnej postawy?

To dojrzała relacja z Bogiem. Dojrzałe chrześcijaństwo. Świadome należnego mu miejsca, znaczenia, praw i powinności, nie tylko w Kościele, także we wspólnocie narodu, w tkance państwa.

O potrzebie ciągłego naszego nawracania się. O konieczności dostrzegania i uznawania własnych win, co jest podstawowym warunkiem przemiany duchowej zwanej metanoją, także o skuteczności sakramentu pokuty i pojednania przypomina często Ojciec Święty Franciszek. W swej adhortacji apostolskiej Ewangelii gaudium wręcz wzywa cały Kościół powszechny do duszpasterskiego nawrócenia, do przeniknięcia jego posługi duchem misyjnym i ewangelizacyjnym.

To wezwania Ojca Świętego stanowi rzucenie rękawicy tendencjom współczesnego świata, różnego rodzaju relatywizmom, moralnym destrukcjom, ranom zadawanym człowiekowi przez ideologie, programy, projekty, które starają się odłączyć go od Chrystusa, wyzwolić od poczucia grzechu, winy, a co za tym idzie – od osobistej odpowiedzialności.

Umiłowani! Droga nawrócenia wiedzie przez ludzkie serce. To w nim może osadzić się na trwałe Chrystusowe żądanie: „Nawracajcie się i wierzcie Ewangelii”. Bowiem serce, metaforycznie ujmując, stanowi szlachetną szkatułę , w której złożone są etyczne, moralne i religijne wartości. To one tworzą pełnię i wartość człowieczego życia.

Ale gdzie je przechować jeśli w szkatule człowieczego serca nie ma na nie miejsca?

Co zrobić jeśli taka sytuacja istnieje w wielu sercach? Jeśli w sercu narodu brakuje miejsca na przechowywani tych wielkich ludzkich i Bożych wartości? Warto w adwentowych dniach spojrzeć serce ojczyzny. Zapytać dlaczego w nim tyle niepokoju. Chrystus wskazuje drogę naprawy, także w szerokim, wspólnotowym wymiarze. To droga oczyszczenie swego serca, doskonalenie jego wnętrza, otwarcie się na Bożą łaskę – źródło wartości moralnych, które porządkują ludzkie życie.

W adwentowy czas rozpocznijmy pracę nad przemianą, nad oczyszczeniem swoich serc. Módlmy się także o to, aby ten trud podjęli inni. W tym można upatrywać nadzieję na lepszy czas ojczyzny. Powrót na pierwszą linie wspólnotowego życia wartości, które jednoczyły naród. Podejmijmy ten trud przemiany ku dobru, prawdzie, wartościom w których Polska trwa: chrześcijańska, wierna Chrystusowe.

Ewangelia dzisiejszego dnia mówi o św. Janie Chrzcicielu, człowieku posłanym przez Boga. Przybyli do niego nad Jordan żydowscy kapłani i lewici. Pytali kto ty jesteś?

To nie była zdawkowa ciekawość. To była wyrachowana misja. Mogła Dla Jana mogła skończyć się oskarżeniem, skazaniem. Prorok znad Jordanu udzielił przybyszom jednoznacznej odpowiedzi: „Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u jego sandałów” (J 1, 26-27).

To było świadectwo prawdy i pokory. Odsunął siebie na dalszy plan. Wskazał na Jezusa. Pana ludzkich dróg. Ku Niemu, Jezusowi Chrystusowi, kierujemy spojrzenie na drogach Adwentu 2014 roku. Idźmy za Nim z ufnością i miłością.

IV. Wiatr, który nie zgasł

Umiłowani Dzielę się adwentową radością i nadzieją z gdańskie bazyliki pw. Św. Ignacego Loyoli na Starych Szkotach .Jest to piękna, barokowa świątynia, wzniesiona ongiś przez Towarzystwo Jezusowe, które w epoce potrydenckiej z ofiarnością służyło wspólnocie katolickiej Gdańska i Pomorza poddawanej w tamtym czasie różnym próbom.

Czyniło to poprzez gorliwą służbę Bożą, także siew wiary, wiedzy, formacji katolickiej w słynnych szkołach jezuickich. Współczesna parafia św. Ignacego, której od lat duchowym przewodnikiem jest ks. Henryk Kilaczyński, proboszcz parafii i prepozyt kolegiackiej Kapituły Staroszkockiej, szczyci się tym, że wśród wychowanków dawnych szkół jezuickich, którzy w murach tej świątyni spotykali Chrystusa Eucharystycznego, był Józef Wybicki, twórca naszego hymnu narodowego, tej najsławniejszej pieśni ojczystej. Od przeszło dwóch stuleci pieśń ta towarzyszy polskim pokoleniom. Towarzyszy ludziom, którzy swym prawym życiem, także w służbie polskiej wolności, dają świadectwo właśnie, że „Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”.

W adwentowych dniach te słowa narodowego hymnu budzą na Ziemi Gdańskiej wspomnienie szczególnych wydarzeń, które tworzą historyczną tożsamość naszego regionu.

Pierwsze z nich to grudniowa zbrodnia 1970 roku, która tak mocno odcisnęła się w wielu sercach mieszkańców Pomorza Gdańskiego. Wciąż boli, wywołuje pytania o pełne odsłonięcie jej korzeni, o sprawiedliwość, o zadośćuczynienie.

Sierpień 1981 r. Czas, kiedy stąd, z Wybrzeża, powiał na Polskę wiatr Solidarności. Niósł pragnienie wolności, przemiany serc, uzdrowienia polskiej pracy, powrotu do źródeł narodowej tożsamości. Nie zgasł, nie ucichł, choć wielu by tego chciało. Wciąż jego powiew jest potrzebny w sytuacji konfliktów, napięć, jakie nurtują środowisko polskiej pracy. Patronuje tej drodze bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który 31 sierpnia, w kościele św. Brygidy, świątyni gdzie od lat trwa modlitwa za Ojczyznę i za polską pracę, został z woli i postanowienia Stolicy Apostolskiej ustanowiony patronem NSZZ Solidarności. Patronem na jej nowy czas, na jej służbę polskiej pracy i wartościom ojczystym.

Grudniowa noc stanu wojennego w 1981 r. Wydarzenie, które boleśnie dotknęło wspólnotę całej ojczyzny, także pomorski region. Dziś w Gdańsku, także w innych miejscach Polski, pamiętamy w naszej modlitwie o ofiarach stanu wojennego.

Modlimy się także za tych, co zła i represji się nie ulękli. Pozostali wierni rozpoczętej w sierpniu 1981 roku drodze. Nie odwrócili się od niej, nie porzucili, nie relatywizują tamtych doświadczeń, nie odmawiają innym prawa do tamtego dziedzictwa.

Umiłowani! Zasiądziemy niebawem do wigilijnego stołu, aby dzielić się opłatkiem, otwierać ku bliskim nasze serca.

Otwórzmy je też ku bezdomnym, opuszczonym, wydziedziczonym, wyrzuconym na margines życia. Wciąż ich odnajdujemy, mimo ofiarnej pracy diecezjalnego Caritas, mimo wysiłków innych wspólnot. Potrzebują naszej pomocy obywatele nękanej wojenną agresją Ukrainy, wśród nich są także nasi rodacy, potomkowie obywateli I Rzeczypospolitej. Czekają na gest naszego braterstwa, na ciepło naszych serc.

Czekają na to także chorzy. To do nich kieruję szczególne, braterskie słowa umocnienia i wspólnoty. Sam bowiem doświadczyłem cierpienia, choroby, ciężkiej operacji. Przyszło to nagle, niespodziewanie, po ludzku mówiąc – zaskakująco. Przyjąłem to jako wolę Boża.

Dziś po raz pierwszy od czasu mej choroby odprawiam Msze św. wobec tak dużego gremium. Stąd moje wzruszenie. Także radość, że mogę dziś być z wami, celebrować Najświętszą Ofiarę, nieść wam Chrystusa Eucharystycznego.

W czasie choroby nie byłem sam. Doświadczyłem profesjonalnej opieki lekarzy CSK MSW w Warszawie, pracowników służby zdrowia, wielu gestów wspólnoty i empatii, przyjaźni, skierowanych ku mnie życzliwych serc. I tego wielkiego daru modlitwy ofiarowanej w mej intencji, za który szczególnie dziękuję, której kojącą siłę odczuwałem.

Bóg wam zapłać. Proszę, módlcie się dalej za swego biskupa, módlcie się za chorych, za samotnych, za wszystkich, którzy łaski szczerej modlitwy potrzebują.

Pozdrawiam całą wspólnotę naszej gdańskiej archidiecezji, Kapłanów, Siostry Zakonne, Alumnów, Wiernych, wspólnotę wiary i nadziei parafii św. Ignacego Loyoli. Dzięki telewizyjnej transmisji idźmy z ufnością drogami Adwentu na spotkanie Pana. Unikajmy wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Ducha nie gaśmy. (Por. 1 Tes 5,19. 22). Maranatha – Przyjdź nasz Panie. Amen.

http://www.niedziela.pl/artykul/13036/A ... osci-ktore


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 25 lut 2015, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Na naszą polską kulturę, na naszą cywilizację, światowe siły zła wydały już dawno swój wyrok: "uśmiercić".
Takiego uśmiercenia miano dokonać między innymi w 1920r. Potężna mechaniczna machina wojskowa zwana u nas armią bolszewicką, albo czerwoną zarazą, miała przejść przez nasz kraj, zająć go, a następnie w ramach możliwości logistycznych wyjałowić go z najszlachetniejszego składnika narodowego czyli inteligencji. Resztę ludności planowano przeformować na zdziczałe, wyjałowione z tego co wartościowe bolszewickie hordy.
Tej potężnej mechanicznej machinie wojskowej przeciwstawiła się zdecydowanie słabsza militarnie, ale za to potężna duchowo machina cywilizacji, którą planowano zamordować.
W starciu turańszczyzny z łacinnikami wygrali ci, którzy bronili swojej godności, ładu moralnego, wiary, całego duchowego dorobku wspaniałych pokoleń naszych przodków, oraz siebie samych.

Dziś ta wojna przeniosła się do wszystkich sfer naszego życia i trwa nadal. Światowy bolszewizm, znów próbuje nas zmiażdżyć, wydziedziczyć i rozpędzić po świecie.
Wciąż podejmowane są próby zainfekowania nas Polaków nihilizmem, sodomizmem, relatywizmem. Wciąż musimy się bronić, wciąż musimy się odbudowywać, wciąż musimy się regenerować, odtwarzać.
Tylko duch naszej łacińskiej kultury jest tak silny że potrafi znieść tę wojnę, dać nam siłę i pozwolić nam znów stanąć na nogi i żyć swoim życiem, a nie narzucaną nam patologiczną jego formą.


Profesjonalizm, odwaga i… cud

Dorota Niedźwiecka

Fizyczna eksterminacja szlachty i bogatego mieszczaństwa oraz kolektywizacja gospodarki, a w perspektywie trzech do czterech pokoleń - pełna sowietyzacja. Taki los - według planów Trockiego - czekałby Polskę, gdyby nasi przodkowie nie podjęli ryzykownego planu Bitwy Warszawskiej

To był prawdziwy cud. Na poziomie materialnym: jako zwycięstwo wbrew racjonalnym rachubom sił oraz na poziomie duchowym: gdyż ówczesne społeczeństwo wybrało obronę tradycyjnych wartości, zamiast bolszewickiego „raju na ziemi” - mówi Piotr Galik, niezależny historyk, współpracujący z Radiem Rodzina i Stowarzyszeniem „Pro Cultura
Catholica”. - To także, jak można dowiedzieć się z opracowania ks. Józefa Marii Bartnika, jezuity - owoc nadprzyrodzonej ingerencji Matki Bożej, która według świadectw miała objawić się na polach Radzymina i Ossowa, wywołując panikę wśród bolszewików.
Jakie znaczenie ma on dla nas dziś?

Przed bitwą

Zanim doszło do Bitwy Warszawskiej (w sierpniu 1920 r.), uznanej przez historyków za 18. najważniejszą bitwę w dziejach świata, Polska zdecydowanie przegrywała wojnę. Sowieci byli pewni, że uda im się rozbić polskie wojska w rejonie Warszawy, bez trudności zająć stolicę i poprowadzić zwycięski marsz na zrewoltowane Niemcy.
- W wielu krajach zachodnich panował w tym czasie bardzo żywy antypolski, a raczej probolszewicki nastrój - podkreśla Piotr Galik. - W Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i Czechosłowacji komuniści i socjaliści zgodnie wołali „ręce precz od Rosji!”. Brytyjskie związki zawodowe zagroziły strajkiem generalnym, jeśli Polska otrzyma pomoc wojskową od Londynu. Republikańskie rządy Niemiec i Czechosłowacji nie udzieliły zgody na tranzyt sprzętu wojskowego z Francji do Polski. W Gdańsku niemieccy dokerzy odmówili rozładunku statków, wiozących broń i amunicję dla Polaków.

Zdecydowani na zwycięstwo

Niesprzyjająca sytuacja polityczna na Zachodzie i załamanie na froncie. W takich warunkach Józef Piłsudski zatwierdził plan Bitwy Warszawskiej, oceniany przez przebywającą wówczas w Warszawie misję aliantów i współczesnych historyków jako bardzo ryzykownyą. Gdyby choć jeden z jego elementów zawiódł, wojska polskie poniosłyby ostateczną klęskę.
- Nie mogli z tej walki zrezygnować - podkreśla Piotr Galik. - Zbyt wiele wysiłku i krwi kosztowała ich niepodległość kraju, zdobyta po 123. latach niewoli - zaledwie półtora roku wcześniej. Zbyt cenna była dla nich wiara, by nie bronić jej przed tymi, którzy w swej nienawiści do chrześcijaństwa dali się poznać jako szturmowe oddziały Lucyfera. Ducha walki naszych żołnierzy podsycała także świadomość tego, jak okrutnie bolszewicy traktowali jeńców. - konkluduje pan Piotr.

Wyrównanie szans

Kluczową rolę w trwającej od 12 do 25 sierpnia 1920 r. Bitwie Warszawskiej odegrał manewr Wojska Polskiego oskrzydlający Armię Czerwoną, wyprowadzony znad Wieprza 16 sierpnia, przy jednoczesnym związaniu głównych sił bolszewickich na przedpolach Warszawy.
- Ta bitwa „wyprowadziła sytuację na remis”- wyjaśnia Galik. - Zyskaliśmy szanse na zwycięstwo, które podczas dalszych działań wojennych mogliśmy wykorzystać lub zmarnować. O pomyślnym zakończeniu wojny zadecydowała wielka Bitwa Niemeńska, stoczona we wrześniu 1920 r. Cudem nad Wisłą był nie tylko sukces militarny, polegający na tym, że pięć najlepszych dywizji polskich przerwało front sowiecki i wystraszyło Tuchaczewskiego. Nie tylko to, że zatrzymaliśmy ateistyczną nawałnicę, pełniąc ponownie rolę przedmurza chrześcijaństwa. Cudem nad Wisłą było zachowanie przez państwo polskie niepodległości - wbrew interesom bez mała wszystkich naszych sąsiadów.

Czerwony sztandar przyszłości

Gdybyśmy przegrali walkę latem 1920 r., w Polsce wcielono by w życie plan, którzy bolszewicy starannie przygotowali. W Wyszkowie czekał już komitet rewolucyjny, z Julianem Marchlewskim i Feliksem Dzierżyńskim na czele, by - po zajęciu miasta - triumfalnie wkroczyć do Warszawy. Zaprowadzono by takie porządki, jak Rosji: fizyczną eksterminację szlachty i bogatego mieszczaństwa oraz kolektywizację gospodarki. To oznaczałoby pełną sowietyzację w perspektywie trzech do czterech pokoleń.
- Jeśli chodzi o przyszłość Europy, możemy wybierać między dwoma ekstremami: wariantem optymistycznym i pesymistycznym - podkreśla pan Galik. - Wariant optymistyczny zakłada, że pod wpływem cywilizacji zachodniej komunizm staje się łagodniejszy. Życie w Europie wygląda tak, jak w PRL-u: wieczny niedostatek (do którego przecież można się przyzwyczaić), umiarkowane represje (czasem „przez przypadek” jakiś student albo ksiądz ginie w nieznanych okolicznościach), bez masowego ludobójstwa. „Normalny”, realny socjalizm. Wariant pesymistyczny, to pełna realizacja programu Trockiego: wykorzenienie starej cywilizacji po trupach jej obrońców i budowa „nowego wspaniałego” świata. Dziesiątki, może setki milionów ofiar czystek społecznych, kulturowych, etnicznych, i na zawsze wykorzeniona w Europie cywilizacja łacińska. Trudno sobie ten świat wyobrazić, ale myślę, że codzienne życie przypominałoby to, co opisywał Sołżenicyn w swoich łagierniczych utworach.

Wojna trwa

A jakie znaczenie ma Bitwa Warszawska dla nas?
- Dzięki odwadze naszych przodków, którzy pokonali Armię Bolszewicką w 1920 r., mamy dziedzictwo narodowe, które możemy trwonić - podsumowuje Piotr Galik. - którego wartość od 20 lat jest systematycznie pomniejszana w szkolnictwie i wpływowych mediach w ramach walki z „demonem patriotyzmu”… Pytanie tylko: na jak długo tego dziedzictwa nam wystarczy? To zależy od nas. Od tego, czy będziemy się czuli spadkobiercami i kontynuatorami tamtej walki na innej płaszczyźnie. Front znad Wieprza, Wisły i Wkry, z Warszawy, Lwowa i Wilna, przeniósł się do naszych rodzinnych domów. I tu potrzebny jest kolejny cud nad Wisłą i Odrą - cud uratowania nowych pokoleń dla polskości.
- Zależy on od tego, czy przeciętnemu młodemu Polakowi bliższa będzie perspektywa wyrzeczeń, także materialnych w imię spraw wyższych, takich jak: wiara, patriotyzm, poczucie przynależności cywilizacyjnej, obowiązki względem społeczeństwa, czy też wybierze zysk, przyjemność, zabawę, „spełnianie się”, „samorealizację” kosztem wszelkich wartości?
- Zawsze można sobie zadać gorzkie pytanie: gdybyśmy dziś stanęli wobec takiego zagrożenia jak w 1920 r., ilu byłoby obrońców, a ilu przeszłoby na stronę przeciwnika? - kontynuuje historyk. - Do nowego wcielenia Armii Czerwonej, która współcześnie miałaby na tęczowych sztandarach hasła walki z klerem, swobody obyczajowej, prawa do aborcji i narkotyków - dla wielu podobnie atrakcyjne dziś, jak w 1920 hasła bolszewickie o „dyktaturze proletariatu”.
- Ta wojna trwa. Odwieczna wojna, którą rozpoczął pewien archanioł buntowniczym hasłem „Nie będę służył!”. Czasem przybiera formy militarne jak wtedy w 1920 roku, a czasem tak jak teraz - przechodzi w sferę pojęć, tożsamości i świadomości. Ostatecznie zawsze okazuje się być wojną o duszę każdego z nas.

Piotr Galik - historyk, interesuje się szczególnie dziejami wojen. Współpracuje z Radiem Rodzina i miesięcznikiem „Odkrywca”. Autor wielu artykułów i kilku książek o tematyce historycznej i kolekcjonerskiej

DLACZEGO CUD?

Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej było poprzedzone żarliwą modlitwą narodową. Episkopat Polski, zebrany na Jasnej Górze, dokonał aktu poświęcenia narodu Najświętszemu Sercu Jezusa i oddał go pod opiekę Maryi Królowej Polski. W Warszawie w kościołach i na ulicach modlono się do Matki Bożej Łaskawej, patronki Stolicy.
Ks. dr Józef Maria Bartnik, jezuita, autor książki na temat objawień Matki Bożej podczas Bitwy Warszawskiej w 1920 r. pisze o setkach bolszewików, którzy podczas bitwy pod Ossowem, 14 sierpnia, widzieli Matkę Bożą w szerokim płaszczu i z tarczami, w otoczeniu husarii ochraniającą stolicę: „Naoczni świadkowie wydarzenia, zahartowani w boju, niebojący sie ani Boga, ani ludzi, programowi ateiści, na widok postaci Maryi (…) rzucali broń (…), aby salwować sie ucieczką. Nie myśleli nawet o tym, że karą dla dezerterów jest śmierć - pisze ks. Bartnik.
- Szczegóły śmierci ks. Skorupki opowiadali mi młodzi żołnierze, których odwiedziłem w szpitalu, jako rannych - wspominał kard. Aleksander Kakowski, metropolita warszawski, który był wraz z żołnierzami na pierwszej linii w okopach obronnych wokół Radzymina. - W bitwie pod Ossowem młodociany żołnierz nie wytrzymał ataku i zaczął się cofać (…) wtedy ks. Skorupka zebrał koło siebie kilkunastu chłopców i z nimi poszedł naprzód. Widząc cofającego się dowódcę pułku, krzyknął do niego: ‚Panie pułkowniku, naprzód’ (..) „Chłopcy za mną!”. Poszli naprzód. Wielu poległo; padł rażony granatem i ks. Skorupka (…). Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny 1920 r. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.
- Fakt cudownej interwencji (…) Matki Niebieskiej, fakt oczywisty, znany i przyjmowany przez ludzi, a relacjonowany przez dorosłych, żołnierzy, konsekwentnie przemilczano zarówno w przedwojennej Polsce, jak i później, w czasach rządów komunistycznych (…) - podsumowuje ks. dr Bartnik. - W sanacyjnej Polsce oficjalnie podawana przyczyna Cudu nad Wisłą, czyli nagłego odwrotu zwycięskiej (do tej pory) Armii Czerwonej spod bram Warszawy, był tylko geniusz Marszałka Piłsudskiego. Za rządów ateistycznych w komunistycznej Polsce (…) ukazanie sie Matki Bożej widziane i relacjonowane przez naocznych świadków, sowieckich żołnierzy, było przez historyków reżimu zaszufladkowane jako przypadkowa gra świateł na niebie, pobożna maryjna legenda, wymysł grupki pobożnych niewiast.

http://www.niedziela.pl/artykul/57088/n ... hellip-cud


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 26 lut 2015, 10:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Przyjrzyjmy się naszej cywilizacji łacińskiej szerzej, w kontekście europejskim.

Unia Europejska czy Unia Bizantyjska?

Pojęcie cywilizacji bizantyńskiej zostało wypracowane przez jednego z najwybitniejszych, choć ciągle mało znanego polskiego myśliciela Feliksa Konecznego. On to zwrócił uwagę, że w dziejach ludzkości można wyróżnić 18 wielkich cywilizacji. 15 pojawiło się w czasach antycznych, natomiast pozostałe 3 w średniowieczu. Do antycznych należą: chińska, egipska, bramińska, żydowska, irańska, babilońska, syryjska, tybetańska, turańska, fenicka (punicka), numidyjska, spartańska, attycka, hellenistyczna, rzymska. W średniowieczu powstały cywilizacje: bizantyńska, łacińska, arabska. Choć Konecznemu udało się zanalizować cywilizację bizantyjską i żydowską, to na łacińską zabrakło mu już czasu.1

W poglądach Konecznego warto zwrócić uwagę na fakt, że wśród różnych typów cywilizacji nie wymienia się cywilizacji zachodniej czy europejskiej. Bierze się to stąd, że na terenie Europy nie było jednej cywilizacji. W starożytności pojawiła się cywilizacja spartańska, attycka, hellenistyczna i rzymska, w czasach nowożytnych i współczesnych natomiast obok cywilizacji łacińskiej występowała cywilizacja bizantyńska, żydowska, turańska i arabska. Do cywilizacji zachodniej lub europejskiej w największym stopniu pasowałyby cywilizacja attycka, rzymska i łacińska, ale one z kolei nie były geograficznie związane tylko z Europą.

Powyższe rozróżnienia ukazują, jak skomplikowana jest sprawa określenia czegoś mianem europejski — nieeuropejski. Albowiem sens geograficzny nie przekłada się jednoznacznie na sens cywilizacyjny, ponieważ w Europie pojawiło się wiele różnych cywilizacji. Za fasadą europejskości kryć się może cywilizacja, która stanowi zaprzeczenie cywilizacji attyckiej, rzymskiej czy łacińskiej.

Jaki typ cywilizacji reprezentuje Unia Europejska? Czy Unia Europejska zorganizowana jest w oparciu o zasady cywilizacji łacińskiej? A jeśli nie, to jaka cywilizacja jest w niej dominująca? Aby na te pytania odpowiedzieć należy najpierw porównać cechy cywilizacji łacińskiej z tymi, jakie właściwe są dla Unii Europejskiej.

Koneczny definiuje cywilizację mając na względzie ów kontekst społeczny. Cywilizacja jest to „metoda ustroju życia zbiorowego".

A na czym metoda ta się opiera? Na „układzie pięciu punktów", zwanych quincunxem. „Wszystko, cokolwiek jest ludzkiego i co z człowiekiem pozostaje w jakimkolwiek związku, wszystko posiada stronę zewnętrzną i wewnętrzną (formę i treść). Na stronę wewnętrzną, duchową, składają się pojęcia dobra (moralności) i prawdy (przyrodzonej i nadprzyrodzonej); na stronę zaś cielesną, zewnętrzną, przypadną sprawy zdrowia i dobrobytu; nadto istnieje pojęcie piękna, wspólne ciału i duszy, stanowiące wspaniały pomost od zewnątrz na wewnątrz. Istnieje tedy pięć kategoryj bytu ludzkiego. Jest to quincunx człowieczy, obejmujący wszelkie przejawy życia, wszelkie jego możliwości. Nie ma takiego faktu, ni myśli takiej, które by nie pozostawały w jakimś stosunku do którejś z tych pięciu kategoryj, często równocześnie do dwóch nawet więcej; należy tu każdy fakt i każdy pogląd."2 Obok quincunxa istotne dla cywilizacji jest uwzględnienie tzw. trój prawa (prawo familijne, majątkowe, spadkowe), stosunku do czasu, relacji między prawem publicznym i prywatnym, moralność a prawo i tzw. poczucia narodowego.

Choć Koneczny nie opracował odrębnej monografii na temat cywilizacji łacińskiej, tak jak uczynił to w odniesieniu do cywilizacji bizantyńskiej i żydowskiej, to jednak w oparciu o różne dzieła można podać charakterystyczne cechy cywilizacji łacińskiej. Niektóre z nich pozwalają lepiej zobaczyć, że Unia Europejska nie jest budowana na zasadach cywilizacji łacińskiej, a więc tej cywilizacji, która najbardziej związana była z Europą.

1. Historyzm. W cywilizacji łacińskiej społeczeństwo z całą pieczołowitością odnosi się do swojej przeszłości, nie tylko rodzinnej czy rodowej, ale nade wszystko narodowej. Odwołanie się do przeszłości nie jest jej rozpamiętywaniem czy tylko wspominaniem (antykwarstwo), ale czerpaniem soków ożywczych dla lepszego życia dziś ku przyszłości. W cywilizacji łacińskiej, która zawiera elementy cywilizacji attyckiej, silne jest przekonanie wyrażone jeszcze przez Arystotelesa: wracamy do przeszłości, aby skorzystać z osiągnięć i nie powtarzać tych samych błędów.

Tymczasem Unia Europejska odcina się od historii. Wskazuje na to wiele oznak. Jedną z najbardziej czytelnych jest początek dokumentu podpisanego przez Polskę w styczniu 1997 r.: „Od ponad tysiąca lat Polska należy do Europy w sensie geopolitycznym, kulturalnym i gospodarczym oraz dzieli z nią podstawowe wartości, które współtworzyła, i których broniła. NSI [Narodowa Strategia Integracji] nie jest wiec strategia powrotu do Europy (podkr. P.J.), ale strategią integracji ze strukturami europejskimi, w których budowaniu po 1945 roku nasz kraj nie mógł brać udziału, wbrew jego interesom i opinii społeczeństwa" (I, 1.1.). Widać jasno, że nie ma powrotu do Europy, tej, którą Polska współtworzyła i której broniła. Europa odcina się od własnych korzeni. Ma powstać zupełnie nowy twór polityczny, a tym samym i cywilizacyjny. Dlatego właśnie nie mówi się o dziedzictwie greckim, rzymskim i chrześcijańskim, które tworzyły Europę. Przeszłość dla Unii Europejską jest swoistą białą plamą.

2. Narodowość. Ideolodzy Unii upatrują główne źródło konfliktów w Europie w ekspansji i podbojach prowadzonych przez państwa narodowe. „Wszystkie dotychczasowe próby jednoczenia Europy dokonywane były na drodze zawładnięć, podbojów i ambicji, które w sferze kulturowej zmierzały do impozycji wartości. Najbardziej brzemienne dla Europy skutki tych zawładnięć miały miejsce w epoce państw narodowych"3. Z tego też tytułu, aby osłabić a następnie unicestwić poczucie świadomości narodowej w wielu krajach zachodnich, stopniowo obniżany jest poziom kształcenia, zwłaszcza w szkole podstawowej i średniej; przecinany jest również kontakt ze sztuką, która rozwija i ugruntowuje taką świadomość. Natomiast media konsekwentnie śledzą i piętnują wszystko, co poprzez odniesienie do narodowości mogłoby być zakwalifikowane jako nacjonalizm bądź fundamentalizm. Ukształtowane w kulturach należących do cywilizacji łacińskiej poczucie narodowości — zawierające w sobie bogactwo duchowych osiągnięć danego społeczeństwa — jest deformowane (jako pycha narodowa, nacjonalizm), albo po prostu pomijane. W państwach Unii wyrastają nowe pokolenia, które nie mają szansy na asymilację rodzimej kultury, poza kulturą masową.

3. Kultura europejska. Jean Monet, jeden z głównych twórców Unii Europejskiej, wyznał pod koniec życia, że gdyby jeszcze raz przystępował do dzieła powołania Unii, zacząłby od kultury.4 To szczere wyznanie oznacza, że popełniono na samym początku jakiś fatalny błąd. Jeśli bowiem życie człowieka i społeczeństw tym przede wszystkim różni się od życia innych istot ożywionych, że my żyjemy poprzez kulturę, i że właśnie europejskość charakteryzuje się przecie wszystkim swoistością kultury a nie geografii — to zbagatelizowanie miejsca kultury w nowym tworze politycznym jest więcej niż poważnym błędem. Z kolei proponowane w dokumentach europejskich definicje kultury brzmią dość kuriozalnie.

Wystarczy tu zacytować definicję europejskiej tożsamości kulturowej, jaka obowiązuje na terenie Unii, a która została przedłożona w jednym z raportów już po podpisaniu Traktatu z Maastricht, w którym, nota bene, na początku w ogóle nie mówiono o kulturze, zaś art. 128 dopisano w kilka lat później. Europejska tożsamość kulturowa to „produkt interakcji cywilizacji oraz pluralizmu kultur narodowych, regionalnych i lokalnych". A w deklaracji Parlamentu Europejskiego z roku 1993 możemy przeczytać, że „przez kulturę europejską należy rozumieć złożony kompleks kulturowy odznaczający się wielką różnorodnością charakterystyk i tożsamości".5 Każdy przyzna, że definicje te dalekie są nie tylko od prawdy, ale również od komunikatywności, są na tyle mętne i pozbawione treści, że można je odnieść do różnych kontynentów i do różnych cywilizacji.

4. Prymat sił duchowych czy fizycznych? Od strony duchowej jedność europejska jest oparta na bardzo słabych podstawach. Źródło jedności duchowej tkwi bowiem w kulturze, jeśli zaś ten aspekt został zbagatelizowany, to wszelkie deklaracje na temat jedności europejskiej jako europejskiej nie mają ideowego pokrycia. Na plan pierwszy wysuwa się ekonomia i polityka. Są to potężne siły fizyczno-administracyjne, którym podporządkowywane zostaną siły duchowe. Nastąpi przewartościowanie celów i środków. Kultura bowiem, a nie ekonomia czy polityka, jest prawdziwym celem; w jej ramach kształtuje się prawidłowa hierarchia wartości. Tymczasem w egzekwowaniu swych żądań Unia Europejska i różne międzynarodowe koła z niązwiązane jest bezwzględna; metodami administracyjnymi, prawnymi i finansowymi podporządkowuje sobie opornych. Na racje moralne i duchowe nie ma w Unii miejsca, obowiązuje prawo silniejszego.

5. Religia i moralność. W przemówieniu, wygłoszonym w Berlinie 28 listopada 2000 r. kard. Joseph Ratzinger zwrócił uwagę, że „... jedność europejska dokonała się prawie wyłącznie w aspekcie ekonomicznym, w znacznym stopniu omijając kwestię religijnych postaw takiej społeczności."6 To pomijanie religii polega z jednej strony na braku jakichkolwiek odniesień do Boga w dokumentach europejskich, a z drugiej takie formułowanie podstawowych praw obywatelskich, aby nie gwarantowały w dostatecznym stopniu podstawowych praw religijnych. Kardynał zauważa, że wprawdzie art. 10 (Karty podstawowych praw obywatelskich) gwarantuje wolność sumienia, poglądów i religii, a państwa są w stosunku do religii neutralne, niemniej jednak brak jest sformułowań, które rozstrzygnęłyby szereg poważnych wątpliwości. Trudno zagwarantować czas wolny dla świąt w różnych religiach, bo nie wypadają w te same dni tygodnia; nie mówiąc już o Niedzieli, która coraz częściej przestaje być dniem wolnym od pracy. Jak tolerować religię, która uznaje przemoc lub neguje wolność; jak tolerować szkodliwą magię? A wreszcie najbardziej drażliwą sprawą jest jawna dyskryminacja chrześcijaństwa; karane jest wyśmiewanie się z religii żydowskiej, karane jest poniżanie islamu, ale nie chrześcijaństwa. W tym ostatnim wypadku „Zachód charakteryzuje się dziwną i niemal patologiczną nienawiścią do samego siebie."7

Kard. Ratzinger zwraca uwagę, że w prawodawstwie Unii Europejskiej dominuje tzw. pozytywizm prawny. Podstawową moc posiadają akty prawne wydane przez odpowiednie organy, niezależnie od tego czy są one moralnie słuszne czy nie (legalizm). Nie ma więc odniesienia ani do moralności ani do prawa moralnego, ani do Boga, przed którym człowiek odpowiadałby za swoje czyny. Mówi się o godności ludzkiej, ale jakże niewiele to znaczy wobec procesów powolnego niszczenia tej godności, jak choćby aborcję i eutanazję, poprzez manipulację genetyczną, klonowanie, handel ludzkimi organami. Upada również właściwy status małżeństwa monogamicznego, tak charakterystyczny dla dziedzictwa europejskiego; małżeństwo to nie posiada już ochrony prawnej i moralnej. Osłabieniu ulega też normalna rodzina, a równouprawnienie uzyskują tzw. wspólnoty homoseksualne. Wszystko to — ostrzega kardynał — prowadzi do groźby „zniszczenia człowieczeństwa"!8 Trudno o bardziej wymowną diagnozę.

Jeżeli w dokumentach europejskich brak jest odniesienia do Boga, to nie można mówić o personalistycznej wizji człowieka. Pojęcie osoby kształtuje się bowiem pod wpływem religii chrześcijańskiej ze względu na relację człowieka do Boga. Człowiek jako stworzony nie tylko na podobieństwo, ale przede wszystkim na obraz Boga, jest dzieckiem Bożym, którego życie jest drogą ku Transcendencji.9 Bez Boga nie ma mowy o człowieku jako osobie. Człowiek staje się tylko obywatelem, całkowicie zależnym w swych prawach od państwa.10

6. Mechanicyzm przeciwko organizmowi. Konsekwencją „upaństwowienia" człowieka jest urządzanie życia społecznego na wzór mechanizmu. Polega on nie na naturalnym i swobodnym odnalezieniu przez człowieka jego miejsca w społeczeństwie i komplementarnej współpracy dla dobra wspólnego, ale na życiu wedle odgórnych dyrektyw opartych na wcześniej opracowanym projekcie władz. Pole wolności społecznej niepomiernie się kurczy wobec nadmiaru szczegółowych przepisów, które generują postawy społecznie zniewolone.

Wolność pozostaje ideologicznym hasłem, gdyż życie krępowane jest setkami tysięcy przepisów. O ile w cywilizacji łacińskiej życie społeczne kształtuje się oddolnie i oparte jest na autonomii, na samorządach prowincji i stanów, na samorządach terytorialnych i zawodowych, gdzie występuje jedność w rozmaitości, która daje możliwość pojawienia się różnorodnych form samo-rządzenia się społeczności różnych i na różnym poziomie, o tyle w wypadku Unii mamy do czynienia z pozornym otwarciem na samorządy. Są one tak mocno skrępowane przepisami, poczynając od samorządów terytorialnych a kończąc na parlamencie ogólnopaństwowym, że znajdując się w obrębie Unii tracą niemal zupełnie samodzielność. Samorządność w Unii Europejskiej jest pozorna.

Mając na względzie niektóre tylko cechy charakteryzujące cywilizację, wedle której organizowana jest Unia Europejska, można od razu zauważyć, że nie są to cechy cywilizacji łacińskiej. Jest to natomiast nękający Europę już od wieków „kwas bizantynizmu", który najpierw zaraził Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego (za Ottona I), następnie, zwłaszcza niemiecki, protestantyzm, a później oświecenie; wzorcową zaś realizacją bizantynizmu były Prusy.11

Współczesny bizantynizm opiera się na wszechpotężnej biurokracji, legalizmie, etatyzmie, mechanizmie, których skuteczność zwielokrotniona została poprzez bezprecedensowe zastosowanie komputerów. Struktury polityczne stoją ponad moralnością i ponad religią, miejsce społeczności złożonej z osób (których szczytowym wykwitem są narody) zajmuje gromada-masa, zwana zasobami ludzkimi. Jednak w odróżnieniu od bizantynizmu, cezaropapizm unijny dąży najpierw do dechrystianizacji, a następnie do ateizacji społeczeństwa europejskiego. Pod tym względem Unia Europejska stanowi dziedzictwo antyklerykalnego oświecenia i „bezbożnego komunizmu". W dalszej perspektywie prowadzić może nawet do totalitaryzmu.12

Wbrew hałasom, naciskom i propagandzie, na problem integracji europejskiej patrzeć należy nie tylko przez pryzmat polityczny czy gospodarczy, ale nade wszystko cywilizacyjny. Jako Polacy tworzymy naród o swoistej polskiej kulturze, która powstała i rozwijała się w ramach cywilizacji łacińskiej. Unia Europejska jest cywilizacyjnie nam obca i dlatego wobec procesu integracji musimy zachować jak najdalej idącą ostrożność.

Piotr Jaroszyński
"Europa bez ojczyzn?"

1 Badania te zaowocowały dwutomową Cywilizacją żydowską (Londyn 1974) i trzytomową Cywilizacją bizantyńską (Londyn 1973). Charakterystykę cywilizacji łacińskiej można zrekonstruować na podstawie takich dzieł jak Prawa dziejowe (Londyn 1982) czy Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej. Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, Londyn 1981, O ład w historii, warszawa 1999, O wielości cywilizacji, Kraków 1996.
2 F. Koneczny, Różne typy cywilizacji, [w:] tegoż, Kultura i cywilizacja, Lublin 1937, s. 122-123. "
3 System funkcjonowania kultury w Polsce a strategie rozwoju kultury w Unii Europejskiej, [w:] „Kultura polska 1989-1997", raport pod red. Teresy Kostyrko, warszawa 1997, s. 428.
4 J. Ibańez-Martin, O europejskiej świadomości kulturowej: warunek człowieczeństwa i boskość osoby, [w:] „Wolność we współczesnej kulturze", Lublin 1997, t. l,s. 271.
5 K. Krzysztofek, System funkcjonowania kultury..., [w:] „Kultura polska...", dz. cyt. s. 419-434.
6 J. Ratzinger, Europa - jej duchowe podstawy wczoraj, dzjś i jutro, „Niedziela", dodatek akademicki, seria T, Nr 14,14. X. 2001, s. IV.
7 ibid.
8 ibid.
9 Należy przypomnieć, że słowo greckie (PROSOPON) i łacińskie (PERSONA) oznaczają w pierwszym rzędzie OBRAZ. Człowiek jest osobą, bo jest OBRAZEM Boga. Natomiast natura poniżej człowieka została stworzona tylko na podobieństwo Boga.
10 Podobne zastrzeżenia wobec zasad tworzenia Unii Europejskiej zgłosił abp Kolonii, kard. Joachim Meisner. Z okazji uroczystości Trzech Króli 2002 mówił m.in.: „Nasze europejskie społeczeństwo rozpada się. W rzeczywiście ważnych kwestiach etycznych i ludzkich obywatele z europejskich krajów chcą wszystko sprowadzić do jak najmniejszego wspólnego mianownika. Jeśli tak się stanie, to niech Bóg ma nas w swojej opiece". „Nasz Dziennik", 12-13 stycznia 2002, s. 11.
11 F. Koneczny, Cywilizacja bizantyńska, Londyn 1973, t. 1-2.
12 Na nowe formy totalitaryzmu zwracał niejednokrotnie uwagę Ojciec św. W encyklice Centesimus annus pisze: „Tak więc nowoczesny totalitaryzm wyrasta z negacji transcendentnej godności osoby ludzkiej, będącej widzialnym obrazem Boga niewidzialnego i właśnie dlatego z samej swej natury podmiotem praw, których nikt nie może naruszać: ani jednostka czy grupa, ani też klasa, Naród lub Państwo. Nie może tego czynić nawet większość danego społeczeństwa, zwracając się przeciwko mniejszości, spychając ja na margines, uciskając, wyzyskując czy usiłując ją unicestwić (44)." „Państwo totalitarne dąży również do wchłonięcia Narodu, społeczeństwa, rodziny, wspólnot religijnych i poszczególnych osób (45)."

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... izantyjska


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 02 mar 2015, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
W naszej kulturze, kulturze łacińskiej, ludzie od dziecka byli wychowywani dla Prawdy, dla Dobra i dla Piękna.
Na pierwszym miejscu zawsze był Bóg. Reszta sama się wówczas porządkowała.
Kształtowano ich godność zwaną Honorem.
Uczono ich, że Ojczyzna jest ich Domem i ich Rodziną.
Bóg Honor Ojczyzna.

A dziś my Polacy pozwalamy to wszystko szargać, a dzieci nasze uczyć … masturbacji przez lewackich dewiantów od niemal urodzenia.


Zachowajmy się, jak trzeba

Po wielu miesiącach poszukiwań Instytut Pamięci Narodowej poinformował o odnalezieniu i identyfikacji szczątek Danuty Siedzikówny „Inki”! Jest to wielki sukces! Zawdzięczamy go wielu zdeterminowanym osobom z IPN, które zdecydowały się na poszukiwania i prowadzenie prac nad historią Żołnierzy Niezłomnych. Mimo wielu przeszkód nie poddawali się i dzięki temu odnaleziono bohaterkę i jej 4 towarzyszy z podziemia antykomunistycznego: Mariana Kaczmarka, Józefa Kozłowskiego, Stanisław Utryka i Edwarda Pytkę.

„Inka” jest symbolem, któremu należna jest cześć. Jej postawa jest drogowskazem dla następnych pokoleń. Wszak jest to przykład nastolatki, którą cechowała wyjątkowa dojrzałość. Dla niej hasło „Służba Bogu i Polsce” było czymś oczywistym. Dowodem tego jest zapłacenie najwyższej ceny.

Każdy naród jest wspólnotą, którą łączy wiele czynników. Są to m.in. historia, tradycja czy język. Bardzo często wiara. Naród powinien kultywować historię. Naród powinien być wdzięcznym tym, dzięki którym istnieje. Takimi osobami jest pokolenie Żołnierzy Niezłomnych. Taką osobą jest „Inka”.

Sprawiedliwością dziejową jest odnalezienie grobów tych, którzy ginęli za Polskę. A ginęli tylko dlatego, że wierzyli, że Polska może być wolna. Zadaniem nas wszystkich jest przekazanie historii tych ludzi. Musimy wskazać te osoby jako przykład dla młodych ludzi, dla przyszłych pokoleń.

Najsłynniejszymi słowami wypowiedzianymi przez „Inkę” są: „Powiedz babci, że zachowałam się, jak trzeba”! Tak dojrzałe słowa w ustach tak młodej osoby są zadaniem dla każdego z nas. Szczególnie dla rodziców i dziadków, bo oni muszą sobie zadać pytanie, jak swoje dzieci i wnuki wychować, ażeby oni zawsze podążali za przykładem „Inki”.

Jest to także zadanie dla państwa. Państwo musi wychowywać w duchu patriotycznym i w duchu postawy służby wartościom. Z tym w ostatnich latach nie jest dobrze. Ogranicza się lekcje historii czy usuwa się patriotyczne lektury, które kształtowały młodych ludzi także w okresie międzywojennym. To właśnie na nich wyrosło pokolenie Żołnierzy Niezłomnych, a w śród nich „Inka”…

Mimo wszelkich prób wymazania Żołnierzy Niezłomnych z pamięci społeczeństwa przez propagandę komunistyczną cel ten nie został osiągnięty. Zdecydowała o tym niezwykła determinacja osób walczących z reżimem stalinowskim w Polsce. Żołnierze Niezłomni byli prawdziwymi bojownikami o wolność Ojczyzny. Komuniści byli wtedy okupantem. Naród nie zapomina takich rzeczy. Historia domaga się ich pamięci. Ich krew krzyczy spod ziemi i domaga się pamięci…

Jan Dziedziczak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... rzeba.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 14 mar 2015, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Piotr Jaroszyński

"Polityka w cywilizacji łacińskiej"

Obrazek

Żyjąc w ciągłym zagrożeniu, którego przejawem jest nie tylko coraz gorsza sytuacja wielu rodzin, ale również coraz częstsze napięcia polityczne, specjalizujemy się w nazywaniu zła po imieniu, natomiast gubimy z pola widzenia dobro. Jesteśmy w nieustannej defensywie. A przecież tradycja, do jakiej należymy, a jest nią tradycja klasyczna, wyrastała przede wszystkim z miłości do Dobra, Prawdy i Piękna. Znajdowały one swoje uszczegółowienie w sposobie organizowania życia osobistego, rodzinnego i społecznego. Było to jednak możliwe tylko wówczas, gdy mogliśmy autentycznie decydować o sobie. Czy tak jest dzisiaj? Wiele wskazuje na to, że życie nasze organizowane jest na obcą modłę. We własnym kraju czujemy się nieswojo. A jak powinno być?

Książka dr. Pawła Skrzydlewskiego, adiunkta przy Katedrze Metafizyki Wydziału Filozofii KUL, jest próbą ukazania sensu polityki uprawianej w ramach cywilizacji nam najbliższej, którą tworzył Kościół katolicki i w której wyrastała Polska. Polityka w cywilizacji łacińskiej (wyd. Fundacja Rozwoju Kultury Polskiej, Lublin 2002, ss. 164), której recenzję wydawniczą napisał sam o. prof. Mieczysław A. Krąpiec, dotyka aktualnych problemów, które rozumiemy intuicyjnie, ale które aż proszą się o pogłębioną analizę historyczno-filozoficzną. Są to m.in. takie zagadnienia jak: czym jest cywilizacja łacińska; co składa się na państwo w cywilizacji łacińskiej; kim jest człowiek i czym jest naród; na czym polega ich prawdziwa wolność; jakie jest miejsce własnej ziemi w życiu człowieka i narodu.

Autor w swoich rozważaniach nawiązuje przede wszystkim do myśli Feliksa Konecznego i M. A. Krąpca, dzięki czemu wpisuje się w pewien ciąg pięknej tradycji polskich intelektualistów, którzy w dziejach naszego narodu dostrzegali niezwykły fenomen łacińskości, tak różny od bizantynizmu Niemiec i turańskości Rosji. Ukazując wielką wartość patriotyzmu, autor przestrzega zarówno przed bezdusznym kos-mopolityzmem i globalizmem, jak również przed zaślepionym szowinizmem. Polityka w cywilizacji łacińskiej musi opierać się na patriotyzmie, jeśli ma być ludzka. A droga do patriotyzmu "prowadzi przez poznanie kultury rodzimej, przez ukazanie jej niepowtarzalnego piękna, przez ciągłe odnajdywanie w niej prawdy, dobra, a także i świętości - bo przecież w naszej kulturze narodowej ciągle wiodą prym Ci, którzy złączyli miłość Pana Boga z miłością najbliższych, stąd mamy tak wielu świętych w dziejach Narodu Polskiego" (s. 149).
Polityka w cywilizacji łacińskiej to książka, która pomoże lepiej zrozumieć i docenić wielkość cywilizacji łacińskiej i piękno polskiej kultury, z którymi liczyć się musi prawdziwa polityka.

Książkę można zamawiać pod adresem: Fundacja Rozwoju Kultury Polskiej, ul. F. Araszkiewicza 16, 20-834 Lublin, tel./fax (0-81) 740-46-33, e-mail: hieronim@post.pl

http://www.niedziela.pl/artykul/70539/n ... lacinskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 24 mar 2015, 07:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Pamięć częścią duszy

Obrazek

Utrata pamięci dezorientuje nas i całe nasze życie zarówno w sensie materialnym, jak i duchowym. To sprawia, że osoba gubi się całkowicie – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz.

W dniach 8-12 marca 2015 r. ks. prof. Tadeusz Guz wygłosił rekolekcje dla środowisk inteligenckich i twórczych oraz wiernych z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy. Podczas drugiego dnia rekolekcji w homilii ksiądz profesor skupił się na znaczeniu pamięci w życiu człowieka.

„Przechadzając się po sferze naszego ducha, natrafiamy na następną władzę duchową istniejącą w każdym człowieku i ta władza nazywa się pamięcią. Jest to ważne ogniwo w duchowości człowieka. Karol Wojtyła nie przypadkowo w swoich rozprawach filozoficznych skupił się także na pamięci. Nadmienia, że pamięć odgrywa fundamentalną rolę w życiu człowieka”.

„Pan Bóg się nie myli. Pan Bóg stwarza dla każdego człowieka doskonałą pamięć. Ponieważ Pan Bóg jest osobistym stwórcą każdej duszy, to w momencie poczęcia się człowieka w sercu matki i ojca ten człowiek otrzymuje doskonałą duszę i doskonałego ducha, a w duchu tę przepiękną władzę w postaci pamięci”.

Homilię z pierwszego dnia rekolekcji można zobaczyć TUTAJ.

http://www.naszdziennik.pl/galeria/1337 ... duszy.html

oraz tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=k4GJdpRRNUA&t=49

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... duszy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 29 mar 2015, 13:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Jako Polacy żyjemy obecnie w obcej nam i wyraźnie wrogiej wobec nas strukturze wielopaństwowej, funkcjonującej pod dyktando degeneratów, szalbierzy, oszustów, złodziei, barbarzyńców, wymóżdżeńców, itp....
Nie zwalnia to nas od obowiązku rozwoju naszej świadomości, od wzbogacania tożsamości i od współtworzenia polskich elit narodowych, zdolnych do przejęcia sterów ojczyźnianych w chwili gdy, jako naród dorośniemy do tego. Odrodzimy się, musimy jednak tego całymi nami chcieć.


Ktokolwiek wie, niechaj się odezwie

Krzysztof Nagrodzki

Czas dopingujących okrzyków i haseł o "Unii bez tajemnic" kończy się. Dalsze operowanie sloganami i konkluzjami rodzi potężniejącą obawę przed oszustwem. Tysiąclecia.
Wszak pamiętamy - dawał temu świadectwo również nasz Kościół - że:
- Ojczyzna - Polska jest matką i jej winniśmy miłość.
- Dziedzictwo duchowe narodu i suwerenność państwa, które stanowią obywatele dla realizacji dobra wspólnego, nie są na sprzedaż. Okupione zostały trudem, cierpieniami i życiem pokoleń naszych przodków.
Pamiętamy, że cywilizacja, w której przyszło nam - jak i wielu innym krajom Europy - funkcjonować od wieków, mimo różnych nawałnic i prób rozsadzenia; łacińska cywilizacja personalistyczna, próbująca harmonijnie łączyć sprawy ducha i materii, nie może zdrowo funkcjonować w symbiozie z innymi, np. o dominacji gromadnościowej czy sakralnej. Przy całym szacunku dla jej reprezentantów - braci w człowieczeństwie.
Nie jest również już tajemnicą, iż:
- Organizacja, zwana Unią Europejską, wyraźnie i coraz szybciej ewoluuje w kierunku centralistycznego zarządzania i narzucania standardów gospodarczych, prawnych i moralnych członkom zbiorowości.
- Żadne jednostronne, choćby najsłuszniejsze i najszumniejsze, deklaracje poszczególnych krajów nie wstrzymują zastosowania nadrzędnego prawa wspólnotowego. Egzekwowanego - w razie potrzeby - przed Trybunałem i organami wykonawczymi Unii.
- Obecny układ sił w Brukseli czy Strasburgu nie daje szans na powrót do nowoczesnej Europy, opartej na pamięci piękna i uniwersalizmu starych chrześcijańskich wartości, na których, z mozołem, nie bez dramatów, była budowana nasza cywilizacja. Lekceważony w tej podstawowej sprawie jest nawet głos Papieża i Watykanu - ostoi pamięci historii i pryncypiów.
- Coraz bardziej świadomy tych zagrożeń jest Kościół, który głosem również Konferencji Episkopatu Polski, Rady Stałej i wielu hierarchów wyraża rozczarowanie oraz niepokój z powodu złowieszczych trendów unijnych w obszarze wiary, obyczajowości i sumienia.
Doświadczamy, że nasza gospodarka, otwarta umową przedakcesyjną, wyniszczana "niewidzialną-widzialną ręką rynku", staje się coraz bardziej obca, nieprzyjazna własnym obywatelom, swojemu narodowi. Niewiarygodne zaś jest dalsze łudzenie poprawą po tzw. wejściu, ponieważ:
- Gospodarka unijna słabnie, a bezrobocie rośnie.
- To mizerny i dziurawy budżet Polski ma finansować skarbiec unijny; z nadzieją, że uda się odzyskać - być może - więcej, niźli pierwej się wpłaciło.
- Polski rolnik jest bez szans na zdrową konkurencję i przeżycie, przy nierównym ustawieniu dotacji budżetowych w krajach Unii i w Polsce.
I na koniec:
- UE nie jest unią celną, zatem handel międzynarodowy może odbywać się normalnie, na zasadzie dwustronnych korzyści. Tak samo jak ruch turystyczny.
- Prawdziwe siły szybkiego i skutecznego reagowania obronnego ma NATO (którego jesteśmy członkiem); a przede wszystkim Stany Zjednoczone.
W liście pasterskim na Wielki Post abp Józef Michalik napisał: "... boję się jedności sztucznej, pozornej, budowanej na woli silniejszego, bogatszego czy sprytniejszego. Jeśli w nowych strukturach nie będzie miejsca dla Boga i Jego przykazań, jeśli nowa Europa nie chce zagwarantować prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci albo prawa do obecności wiary, religii i Kościoła w życiu publicznym - to boję się takiej Europy i widzę, że tam nie ma miejsca i dla mnie. Ludzie takiej Europy, która nie chce zadeklarować szacunku wobec Boga i Jego praw, dają dowód pychy i niebezpiecznej zarozumiałości, burząc granice nieprzekraczalne, które wyznaczył nam, ludziom, Bóg".
Zatem, kto uświadomi naród, na czym polega owa "historyczna szansa", dla której "nie ma alternatywy"? Czas nagli. Wybory tuż-tuż! Przeto ktokolwiek wie, niechaj się odezwie i jasno wyłuszczy. Argumentami intelektu, a nie kombinacją ironii, indoktrynacji i... "cudem" przy urnie.

http://www.niedziela.pl/artykul/71011/n ... ie-odezwie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 03 kwi 2015, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Mamy obowiązek zgłębiać nauczanie św. Jana Pawła II

Z prof. dr. hab. Piotrem Jaroszyńskim, kierownikiem Katedry Filozofii Kultury Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, etykiem, kulturoznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ważną częścią pontyfikatu św. Jana Pawła II był dialog. Co dzisiaj, po 10 latach od śmierci Papieża, zostało z tego dialogu, zwłaszcza w sferze publicznej?

– Świety Jan Paweł II był otwarty i doskonale przygotowany do dialogu z różnymi środowiskami. Posiadał ku temu odpowiednie kwalifikacje, był przecież człowiekiem wykształconym w różnych dziedzinach, a do tego doświadczonym. Kiedy sprawował posługę Piotrową, a czasy to w końcu nie aż tak odległe, otwartość na to, co miał nam do powiedzenia, była większa niż dzisiaj. Obecnie problemy z dialogiem polegają na tym, że z jednej strony ludzie nie są otwarci na dialog, a z drugiej nie są do tego dialogu przygotowani. W związku z tym łatwiej o napięcia czy nawet konflikty. Żeby dialog był owocny i w ogóle możliwy, muszą być osoby chętne do podjęcia go, muszą być także zachowane pewne proporcje. Niestety dzisiaj ludzie, im bardziej są ograniczeni, zarówno gdy chodzi o wykształcenie, mentalność czy moralność, tym bardziej są konfliktowi. W tym znaczeniu można mówić o dialogu jako pewnej kategorii kulturowej, która była żywa i obecna w pokoleniach, które wzrastały i dojrzewały za pontyfikatu Jana Pawła II, natomiast dzisiaj niestety widoczny jest brak szacunku, kompetencji i dobrej woli. Dlatego zamiast dialogu mamy konflikty albo dialog pozorowany, kiedy nie ma otwarcia na różnorodność opinii środowisk. Mamy za to próby narzucania poglądów, szczególnie jeśli chodzi o religię, światopogląd czy ideologie. Nie ma tu jednak mowy o dialogu, o którym można powiedzieć, że się skończył.

Dlaczego tak trudno nam ze sobą rozmawiać, co przeszkadza nam w tym dialogu, którego jasnym znakiem i przykładem był św. Jan Paweł II?

– Tym, co leży u podstaw dialogu, jest szacunek dla prawdy. Tymczasem obecnie jesteśmy ofiarami przypływającego z Zachodu trendu kulturowego, który opiera się wyłącznie na relatywizmie i subiektywizmie, które z założenia odrzucają kategorie prawdy. W tej sytuacji dialog jest albo pozorowany, albo przybiera formę pewnej terapii, gdzie każdy może powiedzieć, co myśli, wyrzucić z siebie to, co mu dolega, czy co go trapi. Być może taka terapia przynosi ulgę, ale na pewno nie zbliża nas do pełniejszego zrozumienia prawdy.

Jan Paweł II był człowiekiem, który łączył nas, Polaków. Wystarczyło 10 lat od Jego odejścia, aby Polska i Polacy podzielili się chyba jak nigdy wcześniej…

– Problem jest bardziej złożony. Po pierwsze, nie wszyscy musieli okazywać na zewnątrz swoje prawdziwe uczucia czy nastawienie. Po drugie, mamy do czynienia z wymianą pokoleń i dla ludzi, którzy mają dzisiaj 20 czy 30 lat, Jan Paweł II jest już postacią historyczną. Natomiast wielu tych, którzy autentycznie brali do siebie Jego nauczanie, już niestety odeszło. Również uogólnianie, że Papież łączył wszystkich Polaków, jest pewną iluzją. W Polsce obok rdzennych Polaków żyją potomkowie różnych narodowości, przedstawiciele różnych religii czy wyznań i nawet jeśli nie deklarują tego otwarcie, to jednak w sprawach istotnych dla przyszłości Polski czy naszego Narodu jakoś łatwiej jest im się dzielić niż łączyć. Coraz bardziej odczuwamy też skutki upadku kultury i niskiego poziomu edukacji po 1989 r., które już w tej chwili przynoszą swoje zatrute owoce. Nie ma co ukrywać, że obecna edukacja dąży do wyjałowienia nas, Polaków, z kultury ojczystej, co przejawia się m.in. w tym, że w zasadzie nie bardzo wiemy, na czym polega nasza polskość. To zaś może powodować, że część ludzi zacznie szukać swojej tożsamości w innych, obcych nam kręgach kulturowych.

Wspomniał Pan Profesor o tym, że dla młodszego pokolenia Jan Paweł II jest już postacią historyczną. Czy jednak również dla tych młodych ludzi Papież Polak może być przewodnikiem, takim jakim był dla nas?

– Nie tylko może, ale powinien być przewodnikiem, zwłaszcza że posiada status świętego, a to oznacza, że jest wzorem na wszystkie czasy. Problem tkwi jednak w tym, jak to młode pokolenie może dotrzeć do tej wielkiej skarbnicy nauczania, jaką pozostawił po sobie Jan Paweł II. Nie jest to kwestia indywidualnych wysiłków ze strony młodych ludzi, ale problem jest w tym, czy starsze pokolenia mogą i czy potrafią w atrakcyjny sposób wciągnąć młodzież w tę atmosferę i idee, jakimi dzielił się z nami św. Jan Paweł II. Pytanie, czy to starsze pokolenie, które uczestniczyło w odnowie Kościoła i w wielkiej pracy, jaką podjął Ojciec Święty nad świadomością Narodu, rozumie, że znajomość i przeżywanie wielkiego dziedzictwa nie jest czymś, co przychodzi samorzutnie, ale wymaga wielkiej pracy kulturowej. Tylko taki wysiłek może spowodować, że również młodzi ludzie będą mogli przesiąknąć ideami, jakie chciał zaszczepić w swoim Narodzie św. Jan Paweł II. Obawiam się, że starsze pokolenie, zarówno gdy chodzi o rodziny, szkoły, a nawet księży, dość rzadko odwołuje się do nauczania św. Jana Pawła II.

Z czego to wynika?

– Warto pamiętać, że są to ludzie, dzieci tej ziemi, tego systemu, którzy dorastają w takiej, a nie innej rzeczywistości i chcąc nie chcąc, przesiąkają tym, co serwuje im większość stacji telewizyjnych czy mediów. W Polsce, która jest Ojczyzną św. Jana Pawła, na żadnej uczelni nie istnieje kierunek, który zgłębiałby treść nauczania największego z rodu Polaków, podczas gdy w Europie Zachodniej, a także w Azji, Australii, w Ameryce Północnej czy chociażby Ameryce Łacińskiej zainteresowanie myślą Papieża jest dużo większe. Tymczasem to w Polsce powinno być centrum badań nad myślą Jana Pawła II. Tak czy inaczej fakt, że dziedzictwo Papieża nie jest w Polsce na miarę Jego zasług i nie trafia do młodego pokolenia, jest naszą wspólną odpowiedzialnością.

Jakie są nasze zobowiązania wobec św. Jana Pawła II?

– Jest ich wiele. Papież przy każdej okazji podkreślał, że jest Polakiem. Przypominał nam o patriotyzmie jako elemencie IV przykazania Dekalogu. Wskazywał, że miłość do Ojczyzny jest naszym obowiązkiem moralno-religijnym, o czym nie wolno zapominać. Ojciec Święty przypominał nam również o naszych korzeniach, z których wyrastamy, o kulturze, dzięki której zachowaliśmy niepodległość i narodową tożsamość. Jednocześnie rodzi się pytanie, czy tą kulturą polską pisaną przez duże „K” rzeczywiście żyjemy, czy ją pielęgnujemy, czy jest ona obecna w mediach, w szkole, w teatrze. Odpowiedź jest niestety przecząca. Jest jeszcze jeden wymiar, najważniejszy, którego jednak nie można odrywać od poprzednich, a mianowicie wymiar religijny. Stanowi on odpowiedź na pytanie o sens życia człowieka, przy założeniu, że w sposób wolny podejmie on decyzję o wyborze takiej, a nie innej drogi. W przypadku Polski Kościół katolicki jest tak mocno wpisany w nasze dzieje i w naszą przyszłość, że zwłaszcza teraz, w obliczu ataków, jakie mają miejsce, musimy sobie uświadomić, że jeśli nie obronimy Kościoła, to stracimy własną tożsamość. Bez Kościoła nie będzie Polski i Polaków. Te idee przyniósł ze sobą św. Jan Paweł II jeszcze w czasach komunizmu, co wywołało ogromny wstrząs, który przyczynił się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Jednak, jak wyraźnie podkreślał Ojciec Święty, niepodległość nie jest dana raz na zawsze, ale o wolność trzeba ciągle zabiegać, a jak zajdzie potrzeba, także o nią walczyć. Sytuacja jest poważna i warto sobie uświadomić, że bez podjęcia walki możemy tę wolność utracić. Dlatego ważne jest wejście w pewną dynamikę dziejów naszego Narodu, żeby pamiętać o niepodległości jako fundamencie, w oparciu o który możemy zachować naszą tożsamość narodową i naszą wiarę.

Święty Jan Paweł II w szczególny sposób przestrzegał nas przed liberalizmem…

– Część przesłania Jana Pawła II dotyczyła czasów komunistycznych, w miejsce których pojawiło się zagrożenie liberalizmem. Ojciec Święty użył nawet określenia „zagrożenie ideologią liberalizmu”. Słowo „ideologia” oznacza system totalitarny, w którym nie ma miejsca na godność człowieka i jego prawa naturalne. Należałoby zatem wydobyć z nauczania papieskiego to wszystko, co nasz wielki Rodak miał nam do powiedzenia wobec zagrożeń, które płyną ze strony ideologii liberalnej, zagrożeń, które są wciąż aktualne, a nawet uległy pogłębieniu. Sięgając do potężnego dziedzictwa myśli św. Jana Pawła, warto zwrócić uwagę na te zagrożenia i podjąć trud odnowy Narodu, do której tak usilnie nas zachęcał. To jest niełatwe zadanie, które wymaga kompetencji i podjęcia pracy także w wymiarze naukowym w ramach uczelni katolickich, gdzie w sposób metodyczny, odpowiedzialny, powinny być prowadzone badania w tym zakresie. Jest to wielka praca myśli, którą trzeba wykonać. Placówkami, które jako pierwsze powinny się podjąć tego zadania, są kościelne instytucje naukowe i edukacyjne. Natomiast efekty tych badań powinny być upowszechniane w szkołach określanych mianem katolickich, wydawnictwach oraz w katolickich mediach.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... la-ii.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 03 kwi 2015, 18:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Cywilizacja łacińska skazana została na wyniszczenie, a ludzie ją przenoszący z pokolenia na pokolenie wszędzie gdzie tylko się dało, zostali bestialsko wymordowani. Takim miejscem mordu były Piaśnica, Katyń, Sybir i niezliczona ilość innych miejsc. Nasze elity intelgenckie zostały zdziesiątkowane, a masy narodowe na nowo kształtowano już w innym, nie polskim duchu.
Można powiedzieć, że mordercy cywilizacji łacińskiej odnieśli duży sukces.
Można też dostrzec inną prawidłowość, że ludzie sami szukają tego co im w procesie edukacyjnym odebrano, że coraz więcej ludzi wraca do ducha który był z nami ponad tysiąc lat.
Wracamy do Ciebie Ojczyzno i wracamy do Twojej Wielkiej Kultury, która wykarmiała kolejne pokolenia oddanych Polsce patriotów.
Bóg Honor Ojczyzna.


Czarny dzień w historii Polski

Dziś wspominamy jedno z najstraszniejszych wydarzeń w historii naszego Narodu. W dniu 3 kwietnia 1940 r. rozpoczęły się masowe egzekucje polskich jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku. Był to początek zbrodni katyńskiej.

Wymordowanie polskich oficerów w Katyniu było celowym działaniem zmierzającym do osłabienia Narodu Polskiego militarnie, ale przede wszystkim intelektualnie. Musimy pamiętać o tym, że ludzie, którzy zostali wymordowani w Katyniu i innych miejscach na Wschodzie, stanowili polską elitę. Byli wykształceni, byli specjalistami w swoich dziedzinach. W Polsce oficerami, także rezerwy, zostawali wówczas tylko ludzie wybrani, najlepiej wykształceni.

Poprzez likwidację naszych elit chciano doprowadzić do sytuacji, w której intelektualne osłabienie Polski uniemożliwi stawianie oporu władzy Moskwy. Miało to także znacznie przyspieszyć wprowadzanie w Polsce komunizmu. Na szczęście te rachuby nie wypełniły się do końca.

Zbrodnia katyńska wpisuje się w ciąg działań wymierzonych przeciwko Narodowi Polskiemu. Nasza droga krzyżowa nie zaczęła się od Katynia. Zaczęła się dużo wcześniej – od okupacji Kresów w 1939 r. Potem była eksterminacja Polaków na Kresach, następnie wywózki w głąb ZSRS, które nastąpiły niemal od razu po wkroczeniu Armii Czerwonej. Dotknęła nas także eksterminacja Armii Krajowej i innych ugrupowań już po ponownym wkroczeniu Sowietów. A potem zainstalowano polityczną agenturę w postaci PKWN, rozpoczęła się okupacja państwa przez Armię Czerwoną i NKWD. Podporządkowany Moskwie komunistyczny aparat bezpieczeństwa PRL siał terror, łącznie z zatrzymaniami, egzekucjami i torturami. Zbrodnia katyńska jest więc zaplanowanym etapem w działaniach podporządkowania Polski wpływom komunistycznym.

Choć od zbrodni katyńskiej minęło 75 lat, Rosja dalej prowadzi swoją kłamliwą politykę historyczną i fałszuje tę kwestię. Moskwa lansuje nieskazitelny obraz działań ZSRS podczas II wojny światowej. I to zarówno Armii Czerwonej, jak i kierownictwa państwa w osobie Józefa Stalina i jego partyjnych pomagierów. Obraz ludobójstwa jest elementem, który nie pasuje do mozolnie tworzonej nacjonalistycznej fałszywej propagandy.

Wielu z nas jeszcze pamięta okres PRL, kiedy to lansowano obraz ZSRS jako kraju miłującego pokój. Wiele lat temu można było spotkać na świecie pożytecznych idiotów, którzy w to wierzyli, a pech chce, że można ich spotkać do dzisiaj…

Prof. dr hab. Wojciech Polak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... olski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 09 kwi 2015, 07:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Cywilizacja łacińska, jako jedyna cywilizacja z ludzkim obliczem jest bezwzględnie tępiona przez inne agresywne i terrorystyczne, antyludzkie cywilizacje, których mamy po sąsiedzku aż nadto. Ciężko będzie nam ją w tych warunkach odbudować i rozwinąć, ale nie mamy innej możliwości aby móc po swojemu, a nie po narzuconemu żyć.
Prawda musi sama się obronić. Stańmy się wszyscy uczciwi i mądrzy Polacy ... Prawdą, Dobrem i Pięknem.
Żyjmy jak ludzie, a nie jak ścigające się szczury, czy zdeprawowane genderyzmem świnie.


O cywilizacjach

Twórcą oryginalnej koncepcji historiozoficznej wedle której bieg dziejów determinowany jest przez ścieranie się (walkę) 4 podstawowych cywilizacji był Polak- profesor Feliks Koneczny. Koneczny urodził się w Krakowie w roku 1862.Podobnie jak u wielu wybitnych Galicjan płynęła w jego żyłach również krew czeska (dokładnie morawska).Przez dlugie lata związany był z Uniwersytetem Jagielońskim ,ostatecznie jednak objął samodzielną katedrę na uniwersytecie w Wilnie i to dopiero w roku 1920.Z przekonań był narodowcem,w żadnym razie więc do "pieszczochów" reżimu sanacyjnego nie nalezał.Warto również zaznaczyć,że jego spuścizna naukowa została w znacznej mierze uratowana dla potomności dzięki wielkiemu (z wielu względów) Jędrzejowi Giertychowi,który podczas nielegalnego pobytu w Polsce w roku 1945 spotkal się z sędziwym profesorem w Krakowie,otrzymał od niego cenne maszynopisy,a następnie powrócił do Anglii i wkrótce zajął się wydaniem dzieł wielkiego,ale niemal zupełnie zapomnianego uczonego.
window.google_render_ad();

Koneczny jest gorącym zwolennikiem cywilizacji zachodniej albo łacińskiej,gdyż jej wspólnym narzędziem przez wieki był język łaciński.Przy okazji niejako uważa,że w najczystszej postaci cywilizacja ta rozwinęła się w Polsce- może dlatego,iż przez wieki nasz kraj był obronnym przedmurzem zachodniego świata chrześcijańskiego. Według profesora cywilizacja to swego rodzaju styl życia,system organizujący życie zbiorowe oraz przede wszystkim zagadnienie moralne; mierzyć ją trzeba etyką.Jej najznakomitszą,niemal idealną formą okazała się cywilizacja łacińska ,to znaczy cywilizacja wytworzona w świecie zachodniego chrześcijaństwa ,mająca naturalnie oparcie w dorobku cywilizacyjnym,moralnym i prawnym starożytnego Rzymu. Ale- i to jest dla naszych rozważań ważne-cywilizacja ta jest niszczona i dezorganizowana przez wpływ trzech innych cywilizacji,które zdobyły sobie poprzez wieki dostęp do swiata zachodniego i które przenikają w ten swiat ,a sciślej niszczą go swoimi pojęciami.

Tak było w przeszłości,tak jest i obecnie.Owi trzej agresorzy atakujący zachód to cywilizacje :turańska,bizantyjska i żydowska. Cywilizacja turańska,ukształtowana w Centralnej Azji wywarła decydujący wplyw na Rosję poprzez wieki rządów mongolskich,ukształtowała Turcję i nadal wywiera niejaki wpływ na Europę. Jej zasadą jest,że władca znajduje się ponad prawem i etyką i że życiem zbiorowym rządzi samowola państwa,a społeczeństwo właściwie nie istnieje.Z tego punktu widzenia dzieje Rosji-carskiej i bolszewickiej-to stałe oddziaływanie na ten kraj cywilizacji turańskiej.To samo spostrzeżenie można współcześnie odnieść do niektórych państw totalitarnych,a wcześniej do komunistów rządzących wschodnią częścią Europy.Oczywiście dzisiejsza Rosja-formalnie państwo demokratyczne-zachowała spore obszary tej cywilizacji. Cywilizację turańską charakteryzuje swoisty prymitywizm i azjatyckie okrucieństwo.Dlatego też stanowi ona względnie małe niebezpieczeństwo dla cywilizacji łaciń- skiej.Jest od niej po prostu diametralnie różna i nie ma jej nic do "zaoferowania".Dla wyrafinowanego świata zachodniego nie jest pod żadnym względem atrakcyjna.

O wiele grozniejsza, gdyż zdobywająca przyczółki i to bardzo spore w świecie łacińskim,jest cywilizacja bizantyjska.Pierwotnie była to cywilizacja antycznego Wschodu,a więc tych wszystkich Babilonii,Persji,Egiptów,które podbił Aleksander Macedoński i które-zaprawione wpływami helleńskimi- stały się pózniej cesarstwem wschodnio-rzymskim,a następnie zamieniły się w Bizancjum i przekształciły pod wpływem chrześcijastwa. Cywilizację bizantyjską łączy ze światem zachodnim podstawowa wspólność wiary,ale jej podkład cywilizacyjny przedchrześcijański jest bardzo odmienny od rzymskiego.Jest to podkład nie helleński a orientalny. Rysem znamiennym cywilizacji bizantyjskiej-i to czyni ją dosyć atrakcyjną,bo "łatwą w odbiorze"-jest rozbrat w dziedzinie moralnej między życiem prywatnym a publicznym.

Cywilizacja ta nakazuje postępować w życiu prywatnym wedle zasad moralności chrześcijańskiej,ale w obliczu spraw państwowych i w ogóle w życiu publicznym (w biurze,szkole,redakcji,polityce,na uniwersytecie itd.) demonstruje swą bezsiłę.Wedle niej nie ma moralności w polityce i w działalności państwa .Tu leży zasadnicza róznica między "bizantyjczykami i łacinnikami",gdyż według świata zachodniego również polityka,państwo,władca,mąż stanu,czy chociażby skromny urzędnik podlegają obowiązkom i ograniczeniom nakładanym przez etykę.Nie muszę dodawać,że na tym właśnie polu cywilizacja łacińska musi się bezustannie bronić-z róznym skutkiem-przed szkodliwym i niszczycielskim wpływem Bizancjum. Dla niejednego z czytelników dzieł Konecznego,które po latach absencji znowu pojawiły się na półkach co odważniejszych księgarni,niespodzianką może być jego pogląd,że głównym bastionem cywilizacji bizantyjskiej w Europie są Niemcy.Profesor uważa,że średniowieczne Cesarstwo wzorowało się na Bizancjum i chętniej ze wschodu niż z Rzymu,z którym było w bezustannym niemal konflikcie,czerpało swe wzory cywilizacyjne,moralne i prawne. W jeszcze większym stopniu wpływy bizantyjskie oddziaływały na Zakon Krzyżacki,który przeniesiony został nad Bałtyk z Ziemi Świętej i który miał bardzo wiele cech orientalnych.,także tych ocierających się o modne wsród rycerzy-zakonników idee antychrześcijańskie,wręcz satanistyczne.

A dalszym ciągiem Państwa Krzyżackiego były Prusy-czynnik wywierający decydujący wpływ na nowoczesne Niemcy. Niemcy są od wieków terenem bezustannej walki między pojęciami łacińskimi a bizantyjskimi.A ponieważ w świecie zachodnim odgrywają jedną z kluczowych ról,przeto pierwiastkami bizantyjskimi zarażają także i inne kraje z naszego obszaru cywilizacyjnego.Niemcy zatem- z pominięciem krain południowych i częściowo zachodnich,choć nawet to jest dyskusyjne-są prawdziwym koniem trojańskim obcych wpływów cywilizacyjnych w Europie.Nie oznacza to oczywiście ,że nie istnieli i nie istnieją wybitni Niemcy,którzy są zagorzałymi obrońcami cywilizacji łacińskiej.Jest ich nawet całkiem sporo.Nie oni jednak "tworzą rząd"- są w mniejszościowej opozycji. Myślę,że dobrą ilustracją tego czym są bizantyjskie pojęcia moralne i prawne w rozumie- niu Konecznego jest typ przeciętnego sługi państwa,który w ogrodzie pielęgnuje kwiatki,rozkoszuje się muzyką poważną,pieści dzieci i kocha żonę,a na rozkaz "z góry" zdolny jest wykonać najgorsze draństwo.

Trzecią niszczącą świat Zachodu cywilizacją jest cywilizacja żydowską,której pojęcia w ostatnich kilku stuleciach wywierają olbrzymi wpływ na sposób myślenia Europy nie tylko w jej protestanckiej,ale i katolickiej połowie.O wspólczesnej Ameryce Północnej nie wspominając (i znowu jak w przypadku Niemców :istnieje wcale nie tak mało Żydów-obrońców cywilizacji łacińskiej) Rysem szczególnym tej cywilizacji jest jej "aprioryczność",a więc skłonność do naginania życia do teorii "powziętych z góry" i często najzupełniej utopijnych ,nie mających związku z realnym życiem.Niewątpliwie więc np.komunizm jest teoretycznym wytworem cywilizacji żydowskiej,a w ogóle wszelkie totalitaryzmy to efekt piorunującej mieszanki turańsko-bizantyjsko-żydowskiej.Również hitleryzm,mimo swej antyżydowskości,jest owocem wpływów pojęć cywilizacji żydowskiej na postawę środowiska europejskiego zbuntowanego przeciwko chrześcijaństwu i cywilizacji łacińskiej .W końcu do elementów światopoglądu hitlerowskiego należy pojęcie narodu wybranego wzięte od Żydów . Po drugie,rysem tej cywilizacji jest jej sakralność,a więc "sztywne skostnienie" życia religijnego i sprowadzenie go do bezdusznego formalizmu,z którego treść duchowa dawno już uleciała (jeżeli kiedykolwiek istniała). Po trzecie, etyka żydowska wyrażnie różni się od łacińskiej ; jest to etyka podwójna,inna dla swoich-inna dla obcych (gojów). Po czwarte,cechą cywilizacji żydowskiej jest jej sucha i formalistyczna prawniczość,to znaczy życie staje się mniej ważne od litery prawa ; co najwyżej literę tą można naginać sztuczną i obłudną interpretacją.

Cywilizacja łacińska niszczona jest przez łączny wplyw pojęć pochodzenia turańskiego,bizantyjskiego i żydowskiego przede wszystkim w dziedzinie etyki i prawa.Wedle pojęć łacińskich prawo wywodzi się z etyki i ma za zadanie wcielać zasady etyki w życie.W cywilizacji żydowskiej i turanskiej oraz bizantyjskiej prawo jest ponad etyką.Zależy ono od "widzimisię" władzy,państwa,biurokracji. To,co napisałem przy okazji bardzo przystępnego referowania poglądów Konecznego na temat cywilizacji może być dla młodych Czytelników o tyle pożyteczne ,że umożliwi im zastanowienie się nad sobą ,nad własną przynależnością do określonej formacji cywilizacyjnej. Nie jest to trudne.Jeżeli na przykład ktoś dopuszcza aborcję ze względów "społecznych",a ze wstrętem myśli o mordercach taksówkarzy,zdunów i babć klozetowych- stosuje podwójną moralność i na pewno nie przynależy do cywilizacji łacińskiej.Podobnie jak ten,który godzi się na zabijanie taksówkarzy,natomiast wszelkie inne mordy traktuje ze wstrętem.

Dariusz Ratajczak

http://dariuszratajczak.blogspot.com/20 ... cjach.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 21 maja 2015, 07:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Stajemy przed szansą uczynienia istotnego kroku w kierunku powrotu do źródeł, powrotu do naszej kultury, powrotu do cywilizacji łacińskiej.
Przed nami długa i uciążliwa droga, ale trzeba się ruszyć, trzeba zacząć. Odrzućmy w najbliższych wyborach dzicz turańską panoszącą się nad naszą Ojczyzną i zacznijmy jak Polacy myśleć po polsku, a nie po lewacku.


„Dobra zmiana” Dudy

Chcę odtworzyć wspólnotę w naszym państwie, odrzucić podziały, podziękować tym, którzy dalej chcą dzielić – powiedział Andrzej Duda podczas konwencji w Warszawie.

Finałowa konwencja wyborcza Andrzeja Dudy odbywała się pod hasłem „Dobra zmiana” i miała na celu podsumowanie kończącej się kampanii.

Jako jedna z pierwszych głos zabrała Beata Szydło, szefowa sztabu Andrzeja Dudy. W jej ocenie, kandydat Prawa i Sprawiedliwości niesie ludziom nadzieję, której teraz tak bardzo potrzebują.

− Polacy dzisiaj potrzebują nadziei. Tę nadzieję dał wszystkim Andrzej Duda i tę nadzieję chcemy nieść i budować przez kolejne lata - mówiła Beata Szydło.

Jak zauważyła, działaniom Andrzeja Dudy towarzyszy wizja naprawy kraju.

− Dzisiaj Polacy chcą usłyszeć, co można zrobić, żeby była w Polsce dobra zmiana, i o tym mówi Andrzej Duda. Wszyscy musimy pokazać, że kochamy Polskę. Przed nami jeszcze są trzy dni kampanii, które zdecydują, czy zwycięży Polska – stwierdziła Beata Szydło.

Następnie głos zabrali m.in. europoseł Janusz Wojciechowski czy chirurg prof. Krzysztof Bielecki.

Przy gorących brawach na scenie pojawił się Andrzej Duda. Kandydat na prezydenta stwierdził, że Polacy powinni „podziękować” już Bronisławowi Komorowskiemu.

- Ta prezydentura była niejednokrotnie kompromitującą nas na arenie międzynarodowej i nic nierobiącą w sprawach społecznych. To prezydentura, która nie może być kontynuowana – podkreślił Andrzej Duda.

Kandydat PiS odniósł się także do obecnej sytuacji gospodarczej kraju.

− Gdzie ta nowoczesność obiecywana przez 8 lat? Wystarczy już tych obietnic i niszczenia ludzi! – przekonywał Duda.

Już w niedzielę 24 maja Polacy wybiorą prezydenta. W wyścigu o najwyższy urząd w państwie pozostali kandydat Prawa i Sprawiedliwości – Andrzej Duda i obecnie urzędujący prezydent Bronisław Komorowski - kandydat PO.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... -dudy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 02 cze 2015, 10:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Pierwszym kroczkiem do odbudowy naszej ponad 1000 letniej kultury, były wzrastanie świadomości społecznej i narodowej, wzrost tożsamości i istotny zaczyn w odbudowie elit. Najwięcej na tym polu zrobiły media O. Rydzyka.
Teraz wykonaliśmy jak naród, jako Polacy kolejny krok i wybraliśmy na prezydenta człowieka z kręgu naszej kultury. To wielki krok, lecz jeszcze nie decydujący. Wszystko jeszcze przed nami, a praca z konieczności musi być rozłożona na kilka pokoleń.
Walczmy o naszą Polskę, walczmy o nasz Rodzinny Kraj o naszą Matkę Ojczyznę, nie dajmy się z Niej wyprzeć, hordom zdziczałego i zwyrodniałego lewactwa, których bożkami są seks, władza i mamona, a treściami kłamstwa, oszczerstwa, nienawiść i pogarda.
Idźmy w kierunku Dobra, Piękna, i Prawdy a nie chodźmy lewackimi drogami obłędu, paranoi i prymitywizmu.


Witajcie w dobrych, ciężkich czasach!

Posted on 28.05.2015 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Porządkowanie pojęć

Z diabłem się nie dyskutuje, tylko mu się sprzeciwia. Natomiast jest możliwy dialog jako wywiedziona z miłości próba dotarcia do umysłów i serc uwiedzionych przez bezbożne ideologie. (ks. Jerzy Szymik)

Czy oni znali te daty? Wiedzieli, kiedy przypada Zesłanie Ducha Świętego?

Że oba miesiące wyborów, maj i październik są miesiącami Maryi?

Musieli zapomnieć. Ten, kto podpowiada, uznał, że nie ma to znaczenia.

Bo nic nie ma znaczenia.

[img]http://i1.wp.com/ewapolak-palkiewicz.pl/wp-content/uploads/2015/05/0000000-sztućce.jpg?resize=275%2C340[/img]
0000000 sztućce


Znaczenie ma tylko forsa. Jest jeden jedyny pan. Wymagający, bezwzględny, zimny. Ten zawsze rzuci na kolana.

A skoro zapomnieli, zostało im przypomniane.

Przypomniał tłum Polaków – przed kościołami, na ulicach, w tramwajach, autobusach, sklepach, kawiarniach. Ludzie świętujący zwycięstwo. Święto. Wreszcie polskie święto. W Maryjnym maju.

Podstawowa lekcja Benedykta XVI – pisze o teologii poprzedniego papieża ks. Jerzy Szymik – jest taka, że istnieje najgłębszy z możliwych związek Boga, jego obecności bądź nieobecności ze wszystkimi sprawami naszego życia.

Jarosław Kaczyński, któremu Andrzej Duda zawdzięcza swój polityczny sukces, nie zapomniał. W sztabie PiS trwała euforia zwycięstwa, on był na Jasnej Górze. Na Jasną Górę przyjechał Andrzej Duda krótko po ogłoszeniu wyników II tury. Stamtąd przybył do katedry wawelskiej. To były wizyty prywatne. Wokół nich nie było głośno.

Jeśli nam się wydaje, że sprawę możemy odłożyć i przenieść na dalszy plan, a teraz mamy do zrobienia rzeczy ważniejsze niż Bóg – głęboko się mylimy i niszczymy właśnie to, co uznaliśmy za mniejsze od Boga. (…) To Jego obecność bądź nieobecność jest absolutnie decydująca dla wszystkiego w życiu (ks. J. Szymik).

Można mieć pewność, że doczekaliśmy się w Polsce grupy polityków, którzy to rozumieją.

Nie żyją i działają „tak, jakby Bóg nie istniał”. Nie usprawiedliwiają podłości i kłamstwa popełnianych w imię polityki „tak jakby tam nikogo nie było”. Przeciwnie.

Upominając się o godność obywateli państwa polskiego i o miejsce Polski na mapie Europy i świata, zgodne z jej wielowiekową tradycją i kulturą, robią tylko to, co do nich należy.

Ludzie pokroju Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudy, Antoniego Macierewicza prezentują po prostu w polityce postawę rzymskich katolików. Zapomnianą w Europie. W Europie towarzyszy jej uniesienie brwi i niedowierzanie.

Obrazek
000000000depositphotos00000_11864900-Door-lattice-France-18th-century


Śmiertelny jak laicyzacja i sekularyzm

Rzymskość to wiedza i odpowiedzialność. Istnienie przez coś więcej niż samych siebie. Rozwijanie tego, co pozwala nam żyć. Bóg chce, żebyśmy żyli. W sensie biologicznym, ale także kulturowym – mówi Rémi Brague, francuski filozof i pisarz, który w ostatnich tygodniach odwiedził Polskę.

Raz jeszcze Polakom przyszli w sukurs Francuzi. (Jest jakaś tajemnica we wzajemnym duchowym dopełnianiu się dwóch narodów). Rémi Brague to laureat Nagrody Ratzingera (2012), autor książki „Prawo Boga. Filozoficzna historia przymierza”, jaka ukazała się właśnie w Polsce. Pisarz odpowiada sceptykom i małodusznym, którzy chcieliby w tym wszystkim co przeżywaliśmy ostatnio widzieć jedynie efekt zręczności politycznej ludzi PiS i morderczej pracy prezydenta-elekta oraz jego sztabu. Akurat w czasie wizyty w Polsce, która miała miejsce w gorących dniach kampanii wyborczej mówi coś, co może być podsumowaniem wypadków politycznych: Rzymskość to także świadomość, że jesteśmy tylko nawróconymi barbarzyńcami. Takimi nie do końca domytymi, którzy potrzebują ciągle mydła. Barbarzyńcami, którzy się sami nie stworzyli, ale zostali stworzeni i kontynuują marsz ku wyznaczonej im drodze.

Nastroje triumfalistyczne są całkowicie obce „nawróconym barbarzyńcom”. Po zwycięstwie Andrzeja Dudy wezwania do kolejnego etapu modlitwy i ciężkiej pracy są jak najbardziej na miejscu.

Dla przeciwnego obozu politycznego największą zagadką jest to, skąd oponenci brali siły – po 2010 roku i uruchomieniu całego przemysłu pogardy wobec Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższego otoczenia – do stoczenia zwycięskiej batalii. Próbowali rozpropagować obraz „ludzi PiS” jako bezwzględnych karierowiczów politycznych i odwetowców, którzy po nocach śnią o zemście.

[img]http://i0.wp.com/ewapolak-palkiewicz.pl/wp-content/uploads/2015/05/00000000Berdyczów_brama_triumfalna_Gloger_t.1_s_211.jpg?resize=300%2C353[/img]
Berdyczów. Brama triumfalna. Encyklopedia staropolska


Nie byli w stanie dociec, dlaczego każdego dnia coraz większa liczba ludzi – w tym tak znacząca liczba młodych Polaków – z coraz większą uwagą przysłuchiwała się temu, co mówi Andrzej Duda i znajdowała głębsze motywacje do włączenia się w jego walkę o prezydenturę. Poczuła, że ta walka jest ich walką (stąd m.in. tak wielka liczba ludzi w Ruchu Kontroli Wyborów), a jego zwycięstwo ich zwycięstwem. Wszystkie nici prowadzą do kłębka: do samego aktu rozumowania, nie do afektu. Co jest szczególnie trudne do pojęcia dla ludzi, którym dystynkcję w rozumowaniu zastąpiły czysto naturalistyczne reakcje: prymitywne stadne odruchy i instynkty (w tym instynkt walki przy użyciu wszystkich środków, także tych określanych w europejskiej tradycji jako brudne: kłamstwo, potwarz, obmowa, agresja, zdrada).

Tymczasem, to nie zadecydowały umiejętnie budowane emocje – oczko w głowie wszystkich szefów kampanii wyborczych, które są niczym innym jak popisem sprawności w dziedzinie marketingu politycznego – nie żarty i grepsy, choćby najwyższej próby, ale akt rozumu. Nie frustracja, jak ogłosił niedawno Piotr Semka, wywołana gwałtownym odkryciem, że żyjemy „w kraju pozorów i masek, kraju spod podpalonej rosyjskiej budki”. Zadecydowała wyraźna świadomość, że – jak mówi Rémi Brague – nie jest zasadniczym celem naszej walki zabawa w pokonywanie przeciwników ani przyjemne przeżycia towarzyszące wygranej. Aktowi rozumu, który przywraca człowiekowi świadomość, kim jest towarzyszy zawsze pokora i ufność, że nic co dzieje się w naszych życiu nie może się stać bez woli Stwórcy. Stąd płynie także nadzieja, że warto – właśnie wtedy, gdy wszystkie potęgi świata odmawiają poparcia, demonstrują wrogość. Gdy srożą się i łączą w zwarte koalicje, by zadać cios.

To nie jest jakiś dziwaczny przypadek, że Andrzeja Dudę poparła w wyborach polska wieś. Rolnicy są ludźmi realistycznie myślącymi. Całkowicie odpornymi na retorykę, która nie potrafi posługiwać się kategoriami tomistycznymi. Dlatego są równie dalecy od ulegania sentymentalizmowi, rzewnemu patriotyzmowi na sprzedaż, jak i od nabierania się na liberalną propagandę bogacenia się wszelkimi środkami – w imię bogacenia się – w wydaniu PO, PSL i SLD, dla której najlepsze motto wymyślił niezawodny Janusz Korwin – Mikke: „Pierwszy milion trzeba ukraść”.

Obrazek
00000071088_gas_metal_lg


Tak można myśleć, gdy ponad horyzontem ziemi dostrzegamy jedynie zimną czeluść. Gdy tkanka myśli jest na tyle wątła, że łatwo jest upchać w niej prymitywne przekonanie, że moralność to naiwność, że laicyzacja i sekularyzm są szczytowym osiągnięciem cywilizacyjno – ustrojowym, nie zaś godną ubolewania pomyłką, żałosnym wyjątkiem w dziejach, który musi upaść pod ciosami samego prawa naturalnego.

Polacy okazali się żywi

Istotą modlitwy jest taki oto ruch serca: tak, Ojcze, Ty masz rację, Twoja wola niech się stanie. Niech się dzieje z moim życiem to, co Ty chcesz, mówi ksiądz Jerzy Szymik. Tylko wtedy, gdy przyjmie się, że to nie my decydujemy, można mieć nadzieję. Inaczej wszystko jest tylko bezładną szarpaniną. Walka polityczna przypomina wtedy boks, albo uciążliwą wędrówkę w góry, ze świadomością, że tam, gdzie zmierzamy znajdziemy jedynie ciemność i pustkę. Gdzie spotkać można najprędzej samotną śmierć.

Andrzej Duda, który w czasie kampanii wyborczej znajduje czas, by odbyć pielgrzymkę do miejsca urodzin św. Andrzeja Boboli, który zaraz po wysiłku wyczerpującej kampanii i po ogłoszeniu wygranej, kieruje swoje kroki ku Jasnej Górze, jest w oczach swoich katolickich wyborców człowiekiem, który wie, że by móc uzasadnić kontynuację ludzkiej przygody, potrzeba zewnętrznego punktu odniesienia, punktu podparcia Archimedesa. Inaczej się nie da. (Rémi Brague).

Pisarz, jakby bezwiednie puentując to, co wydarzyło się w Polsce w ostatnich gorących miesiącach walki wyborczej podkreśla, że ów punkt podparcia nie będzie mógł być znaleziony poza Bogiem. W charakterystyczny dla siebie sposób, posługując się metodą analizy tomistycznej, stwierdza, że jeśli społeczeństwo Europy potrzebuje rzeczywistości transcendentnej, która chce naszego dobra, to nie znajdzie niczego innego poza Bogiem. Każda inna forma transcendencji wydaje się wobec Boga radosną drwiną.

Dlatego tak dziwi upór, z jakim niektórzy prawicowi publicyści przypisują zwycięstwo Andrzeja Dudy „zmianie pokoleniowej”, która zarysowała się w PiS i są w stanie jednym tchem wyliczyć wszystkie jego największe atuty: własny styl, opanowanie, grzeczność, takt i umiar. Te wszystke zalety nie są błahe, ale one są jedynie odblaskiem tego, co tkwi wewnątrz. Są zewnętrznym znakiem jakości duchowej kultury. I właśnie to, co tkwi wewnątrz: rozum, wola i charakter, wiara i nadzieja rzymskiego katolika jest budulcem, jakim posługuje się Ten, który poprzez człowieka realizuje swój odwieczny plan. My jesteśmy jedynie narzędziami. Lub kto woli: nieociosanymi kamieniami tej budowli.

Obrazek
Tołoczki Wielkie. Zruinowany dwór. Fot. Piotr Mastalerz


Powody, by trwać

Radosna drwina – tak można określić nawoływania tych wszystkich, którzy uważają, że Polska może cokolwiek osiągnąć stawiając się poza całą naszą tradycją i duchową kulturą. Że może wspiąć się na wyżyny nowoczesności, postępu, dobrobytu, sprawiedliwości społecznej, podążać ku odegraniu jakiejś roli politycznej w świecie, odcinając się od własnej przeszłości i duchowej tradycji – co tak modelowo przedstawia w swej praktyce partia, której reprezentantem jest ustępujący w niesławie prezydent i skompromitowana szefowa rządu.

Rémi Brague idzie o krok dalej i przestrzega przed utopijnym i naiwnym pokładaniem nadziei w pozytywnej zmianie, którą przynieść mogą nadchodzące pokolenia (wiara „w przyszłość” to zaklęcie, które uczyniło największe spustoszenie w umysłach ludzi ery nowożytnej i zarazem przyczyniło się do największych zbrodni, a zagnieździło się także niestety w posoborowej retoryce wielu ludzi Kościoła): Gdy mówimy o transcendencji horyzontalnej, czyli przyszłych generacjach, to jest to szczególnie zabawne, ponieważ one zależą od nas, a nie my od nich. (…) Społeczeństwa, które stracą kontakt z transcendentnością, znikną, bo nie będą miały powodów, by trwać.

Francuzi mieli zawsze nosa, by odkrywać, że Polacy ze swoją upartą walką o zachowanie praw Bożych w polityce, a wręcz uczynienia w niej szczególnie szerokiego pola dla ich stosowania – co było powodem takiego zgorszenia już na salonach politycznych XIX – wiecznej Europy – wnoszą w dzisiejszą rzeczywistość kontynentu powiew świeżości. Wnoszą nadzieję, że Europa się nie zestarzeje na smutno i gorzko i nie zemrze zapomniana przez wszystkich. Zapowiedział to z właściwą sobie fantazją i dozą całkowitej pewności największy zawadiaka intelektualny swojego czasu, Adam Mickiewicz, podczas prelekcjach paryskich w latach 40. tamtego stulecia.

Obrazek
Józef Mehoffer – Majowe słońce


Krocząc szlakiem myśli Mickiewicza – bardzo popularnego we Francji także jako pisarz polityczny – Rémi Brague przestrzega: Uwaga, nie jesteśmy bynajmniej niezależni. W całym tego słowa znaczeniu zależymy od Tego, kto nas stworzył. Jeśli będziemy tę prawdę ignorować, zginiemy. Nie tylko nie znajdziemy żadnego realnego oparcia dla naszych ambicji, ale pozbędziemy się wszelkich motywacji, by nadal żyć.

Dla Polaków święte są te same rzeczy co przed tysiącem lat, gdy przyjmowaliśmy chrzest. W tym sensie komentatorzy prasy niemieckiej uparcie nazywający Andrzeja Dudę przedstawicielem „konserwatystów” nie są w błędzie. Tak jest, macie panowie nowocześni, postępowi i liberalni, sto procent racji.

„Bóg chce żebyśmy żyli”

W Polsce nikt nie wpadłby na pomysł, by solidaryzować się ze szmatą J. Urbana, w imię „wolności słowa”, tak jak uczyniono we Francji i innych krajach Zachodu wobec „Charlie Hebdo” po zamachu islamistów. W Polsce dowcipy z tego rodzaju kanałów nikogo nie śmieszą. …są rzeczy, które sakralizujemy, przestrzega Brague, desakralizując jednocześnie inne. Mamy więc raczej do czynienia z przeniesieniem sacrum. Dziś mamy religię egalitaryzmu, religię praw pozytywnych. Te nowe świętości posiadają zresztą te same właściwości, jakie posiadają te dawne, choćby zakaz śmieszności. (…) Redaktorzy „Charlie Hebdo” śmiali się ze wszystkiego – oprócz nowych bogów.

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich 2015 w Polsce to jeden z ważnych etapów strącania z piedestałów fałszywych bożków. Bożków, których posągi – odrażające niczym pokraczne krasnale pod muchomorami z olbrzymimi czerwonymi nosami – ustawiły gęsto, jeden obok drugiego, bogate i pyszne społeczeństwa, przekonane, że panowanie ich arbitralnych praw, wyprowadzonych z „filozofii” godzących w rozum, będzie wieczne. Społeczeństwa te przypominają wielkie purchawki, na zewnątrz okrągłe, gładkie i lśniące, w środku czarne, puste i smrodliwe.

Jak powtarza stary francuski profesor, którego przyjazd do Polski zbiegł się niemal ze zwycięstwem Andrzeja Dudy – pogląd, że religia i polityka są sobie przeciwstawne jest mitem. Kościół i państwo rozwijały się przez wieki historii równolegle, współdziałając ze sobą. Nie zaprzeczając sobie. Czysto świeckie społeczeństwo jest produktem nienaturalnym, ekstraktem ideologicznego fałszu, czymś na kształt preparatu chemicznego, i nie ma szans przetrwania. Jak zgrabnie ujął to jeden z recenzentów książki R. Brague „Prawo Boga. Filozoficzna historia Przymierza”: ….laickość i sekularyzm to historyczny wybryk, za który Europie przyjdzie słono zapłacić, jeśli nie zdecyduje się ona zawrócić z drogi od świętości przez świeckość do śmierci.

Potężne zwycięstwo, jakie odniósł Andrzej Duda w tych wyborach oznacza, że odwrót już się zaczął. Wszystkie drogi znów wiodą do Rzymu.

http://tv.niedziela.pl/film/1210/Prezyd ... snej-Gorze

*) Rémi Brague, „Prawo Boga. Filozoficzna historia przymierza”, wyd. Teologia Polityczna, Warszawa 2015

Wypowiedzi prof. Rémi Brague za: Fronda, czerwiec/2015; ks. Jerzego Szymika za: Gość Niedzielny (24 maja 2015)

http://ewapolak-palkiewicz.pl/witajcie- ... h-czasach/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 04 cze 2015, 17:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Bóg jest źródłem prawdy

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik


Wprowadzenie państwa świeckiego nie oznacza neutralności państwa w stosunku do różnych religii, ale państwo ateistyczne - podkreślił ks. abp Henryk Hoser na zakończenie procesji Bożego Ciała, która przeszła ulicami warszawskiej Pragi. Przypomniał, że Konstytucja RP gwarantuje prawo odwoływania się do Boga, który jest źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna.

Po uroczystej Mszy św. w katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika procesja z Najświętszym Sakramentem przeszła do czterech ołtarzy. Przy ostatnim ustawionym przed frontonem świątyni ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej wygłosił kazanie. Ks. abp Hoser przestrzegł w nim przed budowaniem społeczeństwa bez odniesienia do Boga, ponieważ grozi to destrukcją całego państwa.

– Proponowana dziś droga wykreślenia Boga z przestrzeni życia publicznego oraz symboli, które Go przypominają, i wprowadzenia państwa świeckiego nie oznacza neutralności państwa w stosunku do różnych religii i wolności religijnej, ale oznacza państwo ateistyczne – podkreślił.

Zwrócił uwagę na coraz mocniejsze próby eliminowania chrześcijan i Kościoła z przestrzeni publicznej.

- Mamy dziś do czynienia ze spychaniem Kościoła do kruchty i do zakrystii, a nawet zagłuszaniem jego głosu, ponieważ jest on niepoprawny politycznie, czyli nie idziemy z prądem totalitarnego dryfu liberalizmu, który jest coraz bardziej widoczny i bardziej dokuczliwy – stwierdził ks. abp Hoser.

Podkreślił, że głos Kościoła katolickiego nie zmieni się, jeśli chodzi o sytuacje, w których zagraża coś człowiekowi, poniża go czy umniejsza jego godność. Dodał, że Kościół katolicki stoi na straży wartości uniwersalnych, ponieważ są one etosem chrześcijaństwa.

– Te wartości nie są koniunkturalne. Nie zmieniają się jak chorągiewki na wietrze z dojściem do władzy tej czy innej partii. Ponadto bez nich nie mamy ani busoli, ani steru w naszym życiu społecznym. Tymczasem dyktatura mniejszości ideologicznej prowadzi do odejścia od uniwersalnych wartości, bez których żadne społeczeństwo, żadne państwo i żaden naród nie przetrwał. Owocem tego są mnożące się bratobójcze wojny, nowe zbrodnie przeciwko ludzkości i nowe formy ludobójstwa – stwierdził ks. abp Hoser.

Zauważył, że Polska żyła zawsze wartościami uniwersalnymi, które nie są negocjowalne, i żadne badania opinii publicznej czy referenda nie są w stanie zmienić czy unieważnić tych wartości, dóbr i wskazań, które są potrzebne człowiekowi, tak jak jest nam potrzebna Eucharystia, która jest naszym pokarmem i napojem, źródłem życia. Ona nas prowadzi do Królestwa Niebieskiego.

Przypomniał, że uchwalona w roku 1948 przez ONZ Powszechna Deklaracja Praw Człowieka oparta została na prawie naturalnym i gwarantuje wolność myśli, sumienia i wyznania.

– Obejmuje to swobodę wyznania lub wiary oraz swobodę głoszenia swojego wyznania bądź indywidualnie, bądź wespół z innymi ludźmi publicznie i prywatnie poprzez nauczanie, praktykowanie, uprawianie kultu i przestrzeganie obyczajów. Tymczasem o tym się dziś zapomina, a nawet mamy do czynienia z próbami nowego sformułowania praw człowieka, z których te zapisy mają zniknąć – ostrzegł kaznodzieja.

Podkreślił, że w Polsce na straży wolności sumienia i wyznania stoi Konstytucja RP, która jest najwyższym prawem cywilnym w naszym kraju. – W swojej preambule odnosi się ona do wierzących w Boga, będącego - jak jest napisane – „źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna”. – O tym nie wolno nam zapomnieć. Mamy więc prawo odwoływać się do Boga. To jest nasze konstytucyjne prawo – podkreślił ordynariusz warszawsko-praski.

- Naród, który się wypiera swojego pochodzenia, swoich korzeni, nie będzie narodem trwałym – warto o tym przypomnieć w roku poprzedzającym 1050. rocznicę chrztu Polski. Bez chrześcijaństwa nie byłoby polskiej państwowości i tej państwowości nie uratujemy bez chrześcijaństwa – zaznaczył ks. abp Hoser.

Przywołał art. 25 Konstytucji mówiący o obowiązku zachowania przez władze państwowe bezstronności w sprawach przekonań religijnych. Nie mogą być one walcem ideologicznym, który zmusza ludzi do tego, co chce czy sobie wyobraża grupa trzymająca władzę – zaznaczył.

Podkreślił, że obowiązkiem władzy jest działanie dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Najpierw jednak - jak zauważył – potrzeba umieć je zdefiniować i określić. Tymczasem dziś już nikt nie jest nawet w stanie odpowiedzieć na pytanie, kim jest człowiek, ponieważ dla każdego ta definicja jest różna, co przypomina obraz wieży Babel – ubolewał kaznodzieja.

Na zakończenie ks. abp Hoser zaapelował, aby kończący się Rok Jana Pawła II nie był tylko okazją do stawiania kolejnych jego pomników, ale czasem sięgnięcia po jego nauczanie. Rządzącym wskazał papieskie przemówienia wygłoszone do ONZ w Nowym Jorku oraz w UNESCO do ludzi reprezentujących świat kultury. Warto także sięgnąć po przemówienia Ojca Świętego Benedykta XVI, które wygłosił w Paryżu do ludzi nauki.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rawdy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 16 cze 2015, 10:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30984
Od chana do chama

Dla wielu z nas atmosfera życia publicznego w Polsce jest trudna, a właściwie niemożliwa do zniesienia i do zaakceptowania. W PRL-u również były kłamstwa i manipulacje, ale czasem próbowano tworzyć pozory. Mogły to być pozory uczciwości i odpowiedzialności, pozory patriotyzmu i niepodległości, pozory sukcesów i osiągnięć. Tworzono pozory, żeby się uwiarygodnić, czyli zmieścić w standardach kultury polskiej. Natomiast obecnie o takie pozory władza już nie dba, ani pierwsza władza, ani druga, ani trzecia, ani czwarta, ani żadna. Dlaczego? Chyba dla-tego, że polskie standardy już zanikły, a przynajmniej zostały ich tak niewiele, że nie ma co się nimi przejmować. Zostało niewiele z prostej przyczyny, pokolenia urodzone w okresie międzywojennym, wychowane w polskich domach i szkołach, w których przestrzegano tych zasad, dzielono wspólne wartości, dążono do pewnych ideałów – te pokolenia kurczą się i nie mają już zbytniego wpływu na nasze życie i kulturę. Ich miejsce zajął teraz nowy człowiek.

Tak, dopiero teraz komunizm przynosi swoje zatrute owoce, tę skażoną ideologią mentalność, na którą cierpliwie i długofalowo pracowały byle jaka szkoła, bezwartościowe filmy, bezmyślna rozrywka, fatalna architektura, podli agenci, sprzedajni dziennikarze, a także zideologizowani nauczyciele, łączenie z profesorami, uwikłanymi w system totalitarny. Teraz daje o sobie znać ten przymus pracy, gdy matka nie mogła wychowywać własnych dzieci, tracąc na nie wpływ, by w następnych pokoleniach słabł coraz bardziej instynkt macierzyński. Powyrastali ludzie bez zasad, bez wartości, bez ideałów. Liczy się tylko... A zresztą, po co to mówić. Bo jeśli tylko to się liczy, to nic się nie liczy, nawet ten, który ma kasę, w każdej chwili może stać się nikim. Nie ma nic bardziej ulotnego niż fortuna. I bardziej nudnego niż słuchanie, jak ludzie rozmawiają o pieniądzach i interesach.

Oczywiście, trzeba być realistą, pieniądze są potrzebne, a na niektóre przedsięwzięcia całkiem pokaźne sumy, jak choćby na zakup domu. Do problemu tego można jednak podchodzić w sposób szlachetny. W tradycji arystokratycznej kierowano się zasadą oddzielania pieniędzy od gniazda, czyli interesów od życia rodzinnego (E. Sapieha, Tak było, 1999, s. 46). W domu tematu pieniędzy nie poruszano, a już absolutnie nie rozmawiano na ten temat przy dzieciach. Świat dziecka musiał być światem, w którym liczy się zdobywanie wiedzy, wyrabianie różnych sprawności, praca nad charakterem i budowanie właściwych relacji z innymi ludźmi, w rodzinie i poza nią. Dom musiał być oazą, i w powodzeniu, i w trudnościach, ale oazą, która właśnie pozwala kształtować i przechować najcenniejsze zasady ludzkiego postępowania, które zawierają w sobie takt i jakże miłą delikatność.

Dziś poruszamy się wśród brutali. Jeśli tylko otrzymają trochę władzy i pieniędzy, to buta ich rośnie w postępie geometrycznym. Zawłaszczają co się da, roztrącają łokciami kogo się da. Brutal to mało powiedziane. To są istni Turańcy. Wkraczają w życie publiczne, by ogłosić swoją wolę: ma być tak i tak, ten zostaje, tamten ma zniknąć. - Dlaczego? - ktoś nieśmiało zapyta. - Bo ja tak chcę - pada odpowiedź. Ten nowy człowiek, to tak naprawdę stary człowiek, to Turaniec. Każdy, kto czytał dzieła Feliksa Konecznego, wie, że Turaniec to przedstawiciel średniowiecznej cywilizacji mongolskiej, która kierowała się jedną zasadą, była to zasada władzy nad wszystkim i nad wszystkimi: chan nie musiał tłumaczyć się przed poddanymi ze swoich rozkazów, miało być to, co chciał. Dziś miejsce chana zajął cham, ale jako nowy człowiek, czyli człowiek władzy, który tam, gdzie sięga jego władza, nie musi z nikim się liczyć. Ten nowoczesny chan nie jeździ już na koniu, lecz porusza się limuzyną, nie nosi kołczana ze strzałami, lecz trafia do celu za pomocą GPS-a i komórki, a choć różni się zewnętrznie, to jednak mentalność pozostała taka sama jak przed wiekami. I nie ma znaczenia, w jakiej sferze rozciąga się jego władza, czy to jest polityka, biznes czy prawo. Nawet w kręgach źródłowo wyrastających z cywilizacji łacińskiej szerzy się turańszczyzna.

Nowy człowiek to stary człowiek, tyle że we współczesnym przebraniu. Polska wyrasta z cywilizacji łacińskiej, ale jest szarpana od wieków przez inne cywilizacje. Dziś do głosu doszedł Turaniec. Turaniec jest groźny, bo zostawia za sobą spaloną ziemię. Turańca trzeba się więc bać. Ale Turańcowi nie można się poddać, bo i nas przerobi na swoje kopyto. Nie można mu ufać, bo kłamie. Turańca trzeba odgonić od naszych siół i zagród, od naszych domów. Z Turańcem się nie wygra jego metodą, bo to jest metoda namnożenia nowych Turańców. Wygrać można tylko w jeden sposób: żądać moralności od wszystkich i wszędzie. Tego Turaniec się najbardziej boi i od tego ucieka. A my nie ustępujmy: wszyscy i wszędzie.

Piotr Jaroszyński
Z książki Odzyskać Polskę! Warszawa 2012

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... a-do-chama


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /