Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 01 wrz 2018, 20:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Najwyższe zasady państwa i prawa, cz. 4

Trzy cnoty kardynalne: mądrość, umiarkowanie i męstwo dotyczą relacji każdego człowieka względem siebie samego, natomiast sprawiedliwość jest jedyną z cnót kardynalnych, która reguluje, jak nauczał Cyceron, „życie społeczne”, tj. „relacje” względem wszystkich „drugich osób”: Boskich, anielskich i ludzkich.

Czym jest zatem sprawiedliwość w swojej naturze? Jakie są rodzaje sprawiedliwości? Jaki jest cel sprawiedliwości? Czy człowiek może być własną mocą ludzką sprawiedliwy względem Najwyższego Boga? Skąd ostatecznie pochodzi sprawiedliwość? Czy państwo i prawo są z istoty swojej bytowości powołane do sprawiedliwości? Jakie reformy powinna w świetle obiektywnej, czyli prawnonaturalnej zasady sprawiedliwości podjąć Rzeczpospolita Polska, aby zasłużyć na bycie państwem sprawiedliwym? Odpowiedzi na te pytania poświęcone są poniższe refleksje.

Jaka jest natura sprawiedliwości?
Św. Tomasz z Akwinu definiuje sprawiedliwość jako „sprawność, dzięki której ktoś stałą i permanentną wolą oddaje każdemu to, co się jemu należy”

Każdy człowiek jako istota rozumna i wolna wraz z instytucją jego państwa oraz prawa, które tworzy, są powołane przez Boga Stwórcę do zachowania sprawiedliwości: „Oddaj Bogu to, co należy do Boga, a Cezarowi to, co należy do Cezara”, naucza Jezus jako Bóg-Człowiek. Konieczna zatem najpierw do określenia postępowania ludzkiego jako sprawiedliwego jest jego rozumność, czyli „świadomość” oparta na prawdzie, bo każdy człowiek posiada rozum i wolną wolą, o ile jest właściwie uformowana, chce prawdy, którą poznaje nasz rozum. Następnie chodzi o „wolę”, aby w akcie sprawiedliwości była „dobrowolna”, czyli aby człowiek sprawiedliwy nie był niczym i przez nikogo przymuszony. Zaś określenia „stałości i permanentności” oznaczają „niewzruszoność jej czynności”, tzn. „by człowiek miał wolę zawsze i we wszystkim zachować sprawiedliwość”.

Warto podkreślić, że już Arystoteles w starożytnej Grecji zupełnie podobnie zdefiniował sprawiedliwość, chociaż nie znał jeszcze wolnej woli człowieka jako władzy nieśmiertelnego ducha ludzkiego, co w swojej nauce przyniosło ludzkości dopiero chrześcijaństwo katolickie wraz z dogmatem o wolnej woli każdej osoby ludzkiej przed Bogiem i drugim człowiekiem.

Uprzedmiotowienie człowieka i zredukowanie go do istoty li tylko zmysłowej, czyli cielesnej, uniemożliwia praktykowanie sprawiedliwości, ponieważ Doctor angelicus naucza, iż „oddawanie każdemu tego, co mu się należy, nie może pochodzić od zmysłowości, ponieważ spostrzeżenie zmysłowe nie sięga tak daleko, by mogło uchwycić współmierność jednego jestestwa do drugiego, bo to jest właściwością rozumu” i duchowej „woli”, a nie cielesności i jej zmysłowości – z natury niezdolne do poznania i realizowania sprawiedliwości. Stąd św. Jan Paweł II ma rację, gdy stwierdza, że „kapitalizm i liberalizm”, marksizm-leninizm jako również „materializm” oraz wszelkie ideologie „kolektywizmu”, jak np. dzisiaj neomarksizm globalny (genderyzm i ekologizm/ekoterroryzm), są „błędami” godzącymi w sprawiedliwość nie tylko w sensie gospodarczym, lecz także generalnie.

Te ideologie jako trendy czy „ustroje” społeczne są sprzeczne ze sprawiedliwością względem człowieka jako osobowego „podmiotu”, bo „człowiek sam jeden jest osobą” i dlatego wszelkie materializmy kapitalistyczno-liberalistyczno-socjalistyczne są niesłuszne i niegodne człowieka, tzn. – parafrazując słowa nauki Papieża Polaka – wewnętrznie nieprawdziwe i zarazem moralnie niegodziwe.

Jakie są rodzaje sprawiedliwości?
Skoro sprawiedliwość stanowi prawą miarę naszych relacji międzyludzkich, to dzieli się ona na kategorie w zależności od rozumienia pojęcia „drudzy”.

1. Iustitia generalis/legalis: sprawiedliwość ogólna/prawna: człowiek jako jednostka ma zobowiązania względem „drugich w ogólności”. W tej sprawiedliwości, nazwanej przez Papieża Piusa XI jako „społecznej” chodzi o uregulowanie postawy osoby ludzkiej względem jej ogólnej społeczności, czyli jej państwa i dobra wspólnego, co określa prawo stanowione tegoż państwa. Prawo zaś państwa powinno chronić obywateli przed nadużyciami np. silniejszych względem słabszych oraz zadbać przy ochronie indywidualnego prawa własności o ogólny dostęp ludzi do dóbr ziemi.

2. Iustitia particularis: sprawiedliwość szczególna jako dystrybucyjna (i. distributiva) i windykacyjna (i. vindicativa) człowieka jako jednostki względem drugiego jako również jednostki. Kierujący państwami powinni zadbać o taki podział uprawnień i zobowiązań, aby odpowiadał on godności i zdolnościom jednostek w państwie. Analogicznie jest z kwestią zasług, zarobków i kar. Jan Paweł II naucza, iż „sprawiedliwość... rozsądza pomiędzy ludźmi, rozdzielając wśród nich przedmiotowe dobra słuszną miarą”. W dalszym ciągu nie tylko w Polsce, lecz prawie na całym globie „problemem kluczowym etyki społecznej jest… sprawa sprawiedliwej zapłaty za wykonywaną pracę” jako „płaca rodzinna”.
3. Iustitia commutativa: sprawiedliwość wyrównująca troszczy się o równą miarę dla żądań i usług w poszczególnych relacjach pomiędzy pojedynczymi osobami ludzkimi. W tym sensie np. „ubogi” w świetle „pełnej sprawiedliwości” nie jest „kłopotliwym natrętem czy jako ciężarem”, ale „sposobnością do czynienia dobra dla samego dobra, możliwością osiągnięcia bogactwa większego”. W samym „sercu” sprawiedliwości tkwi troska o człowieka i jego dobro ze względu na niego samego.

Jaki jest cel sprawiedliwości?
Według św. Tomasza z Akwinu, „sprawiedliwość nadaje prawość ludzkim czynnościom” i „sprawia, że postępowanie ludzkie staje się dobre”. Również Cyceron był przekonany, że właśnie „zasadniczo ze względu na sprawiedliwość nazywamy ludzi dobrymi”. A zatem „podstawowym sprawdzianem” „sprawiedliwości społecznej… w życiu organizmów politycznych” jest „poszanowanie” „obiektywnych i nienaruszalnych praw człowieka” i to skutkuje „pokojem” jako „dziełem sprawiedliwości”. Podobnie naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, iż „cnota sprawiedliwości” istnieje po to, „aby respektować prawa bliźniego i oddać mu to, co się mu należy”, bo wtedy człowiek może żyć i działać w duchu sprawiedliwości, a ta z kolei prowadzi go prostą drogą do bliźniego, Boga i ostatecznie do wiecznego Nieba jako najwyższego celu bycia sprawiedliwym. To zaś wiąże się z kwestią genezy sprawiedliwości Boskiej.

Skąd ostatecznie pochodzi sprawiedliwość?
„Sprawiedliwość jest prawdziwą cnotą u człowieka, u Boga zaś oznacza transcendentną Jego doskonałość”, która nie ma początku ani też i kresu istnienia, ponieważ „sprawiedliwośc Boża jest wieczna ze względu na to, że Jego wola i Jego postanowienia są wieczne”. „Niszczy się” sprawiedliwość społeczną według Papieża Polaka, gdy „niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności, wyzuwa z elementarnych praw”, urzeczawia się go.

Dokonuje się tego poprzez „desakralizację”, czyli odrzucenie Boga jako ostateczną Rację sprawiedliwości, które prowadzi według Jana Pawła II do „dehumanizacji”, czyli redukcji człowieka do zwierzęcia, a nawet, czego radykalnym przykładem jest współcześnie ideologia ekoterroryzmu globalnego, sytuowania człowieka w jego obiektywnie nietykalnej godności i bezcennej wartości poniżej ograniczonej wartości świata fauny i flory. Czy zatem jest realnie możliwe osiągnięcie sprawiedliwości, jeżeli człowiek świadomie i z własnej wolności zapomni albo nawet odrzuci Boga objawionego?
Czy człowiek może być własną mocą ludzką sprawiedliwy względem Najwyższego Boga?

Wprawdzie powstaje w człowieku „pragnienie życia pod każdym względem sprawiedliwego”, ale Papież z Polski nie ma wątpliwości, iż „aby nastała sprawiedliwość… konieczny jest dar łaski ofiarowanej przez Boga”, którą „kapitalizm”, „liberalizm i marksizm” „odrzucają”. Wprost przeciwnie, „im bardziej jest on (człowiek) posłuszny – z pomocą łaski – nowemu prawu Ducha Świętego, tym bardziej wzrasta w… sprawiedliwości”, bo przecież „bycie sprawiedliwym” w nauce katolickiego chrześcijaństwa oznacza „postępowanie stosowne do Woli Boga, naszego Prawodawcy i Sędziego”. Wcześniej prorok Izajasz nauczał, że w królestwie mesjańskim „sprawiedliwość” człowieka będzie podarunkiem Boga, który uzdolni człowieka do doskonałego wypełnienia Prawa Najwyższego jako warunku wstąpienia do Nieba.

Według Nowego Testamentu „stan sprawiedliwości” jest „stanem łaski” i tylko człowiek obdarzony łaską uświęcającą zdolny jest do wypełnienia prawa Chrystusowego, czyli prawa „miłości Boga i miłości bliźniego”, bowiem „sprawiedliwość ostatecznie służy miłości”. Dopiero przecież „sprawiedliwość Boża objawiona na krzyżu Chrystusa jest , że rodzi się z miłości i w miłości dopełnia się, rodząc owoce zbawienia”. Naturalne predyspozycje do miłości nie wystarczają, aby osiągnąć ogląd Boskiego Oblicza w Niebie. Konieczną jest każdemu człowiekowi sprawiedliwemu na miarę „Chrystusa jako Celu prawa” „sprawiedliwość Ewangelii i Odkupienia, sprawiedliwość Kazania na Górze i Krzyża”, bez których człowiek nie pokona jego największych nieprzyjaciół: grzechu i śmierci, czyli wiecznej rozłąki z Bogiem. Wyłącznie w Jezusie z Nazaretu jako najdoskonalszym Zbawicielu z winy wiecznej i Odkupicielu z kary wiecznej, na które zasłużył Adam i jego dziedzictwo, czyli każdy z nas z wyjątkiem Niepokalanej Matki Najświętszej Maryi, tj. „w Chrystusie… zostaje wymierzona sprawiedliwość grzechowi” i „śmierci” za „cenę śmierci Tego, który był bez grzechu”. Powstaje pytanie: jaka jest właściwa relacja pomiędzy sprawiedliwością i miłosierdziem?

Czyżby Miłosierdzie Chrystusa Pana sprzeciwiało się sprawiedliwości?
Nierzadko – także w środowiskach katolickich – pojawia się postulat o opozycji sprawiedliwości i miłosierdzia, co zagraża stabilności naszej wiary katolickiej i dalszym rozłamom ideowym w łonie chrześcijaństwa, jeżeli ustawi się to zagadnienie w gruncie alternatywy rozłącznej: albo sprawiedliwość, albo miłosierdzie. Jan Paweł II głosi zdrową naukę o odpowiedniości pomiędzy nimi: „Miłosierdzie różni się od sprawiedliwości, a jednak jej się nie sprzeciwia”.

Co więcej, Papież konkluduje, iż „autentyczne miłosierdzie jest jakby głębszym źródłem sprawiedliwości”. Co to bliżej oznacza? Otóż, jak twierdzi dalej Papież Polak, „szczodrze wymagane przebaczenie nie niweczy obiektywnych wymagań sprawiedliwości. Właściwie rozumiana sprawiedliwość stanowi poniekąd cel przebaczenia.

W żadnym miejscu orędzia ewangelicznego ani przebaczenie, ani też miłosierdzie jako jego źródło nie oznacza pobłażliwości wobec zła, wobec zgorszenia, wobec krzywdy czy zniewagi wyrządzonej. W każdym wypadku naprawienie tego zła, naprawienie zgorszenia, wyrównanie krzywdy, zadośćuczynienie za zniewagę jest warunkiem przebaczenia”, czyli doświadczenia miłości miłosiernej od Boga jako Miłości wiecznej oraz od drugiego człowieka jako miłującego miłosiernie.

Prawo jako prawo powinno być w państwie przyczyną sprawiedliwości. Stąd tak zasadnicza troska sprawiedliwego lub prawego prawodawcy państwowego o prawo sluszne czy prawe, bo każde stanowienie bezprawia zagraża obywatelom i uniemożliwia im stanie się sprawiedliwymi oraz uniemożliwa im realizację dobra wspólnego jako najwyższego celu państwa i prawa. To zaś skutkuje destrukcją państwa i prawa aż do niebezpieczeństwa rozpadu i jednego, i drugiego.
Pytanie zatem o sprawiedliwość jest w najwyższym stopniu pytaniem o trwanie i rozwój, względnie o kryzys i rozpad państwa i prawa. Dotyczy to również w całej rozciągłości naszej Rzeczypospolitej Polskiej, która trwa i rozwija się tylko i wyłącznie w oparciu o prawo słuszne, natomiast w jej najżywotniejszym interesie bycia lub niebycia jest dbanie o wyeliminowanie wszelkiego prawa nieprawego i niesprawiedliwego jak przede wszystkim wyeliminowanie każdego przypadku ustawowo dopuszczalnej aborcji czy eutanazji.

Państwo polskie nie spodziewa się w tym względzie, z której strony może dopaść nas śmiertelny cios, jeżeli Rzeczpospolita zadaje go tysiącom polskich obywateli w łonach matek czy na łożu sędziwości wielu najstarszych pokoleń Polek i Polaków. Jakie reformy powinna w świetle obiektywnej, czyli prawnonaturalnej zasady sprawiedliwości podjąć Rzeczpospolita Polska, aby zasłużyć na bycie państwem sprawiedliwym?

Należy w pierwszym rzędzie zadbać o zaproponowane przez ks. infułata dr. Ireneusza Skubisia, Honorowego Redaktora Naczelnego katolickiego tygodnika „Niedziela”, „Ministerstwo życia” w Polsce, aby być pośród katolików na świecie i w naszej Ojczyźnie wiarygodnym podmiotem państwowym w świetle podstawowych wymogów sprawiedliwości społecznej. Wszystkie nawet najlepsze reformy RP w obecnej kadencji rządzących Polską, które mądrzy i sprawiedliwi Polacy stosownie cenią, rzucają na siebie poważny cień krzyża brutalnej śmierci niewinnych dzieci w majestacie polskiego prawa… A te idą już w pierwszych momentach istnienia przed Oblicze Boga jako Najwyższego Prawodawcy i co powiedzą odwiecznemu Panu i Stwórcy wszelkiego życia i Polski o naszej sprawiedliwości w społeczności ponad 95 proc. ochrzczonych Obywateli?

ks. prof. Tadeusz Guz

https://naszdziennik.pl/mysl/200763,naj ... -cz-4.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 01 gru 2018, 19:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
To jest dobry i bardzo ważny krok, abyśmy jako naród, jako Polacy wrócili na drogę naturalnego rozwoju duchowego, a nie jak obecnie błądzili po ścieżkach wymyślonych w chorych umysłach ideologów.
Świat nie mieści się w przestrzeni zawartej między marksistowskim materializmem i ateizmem, a spirytyzmem i ezoteryką.
Świat i życie to nie tylko moda, zysk, seks, żarcie, mamona, sukces, powodzenie, pozory i oszustwa.
Świat i życie są daleko bogatsze, a mimo wszystko prostsze, ... że aż prostolinijne.
To co naturalne tworzyło prawdziwą dojrzałą i wielką kulturę.
To co urojone, to co wydumane, to w oderwanych od natury i od kultury umysłach tworzy prymitywną, masową i plugawą kulturę.
Musimy to widzieć i musimy się do tego odnieść, jeżeli chcemy pozostać ludźmi, a nie tylko być zaprogramowanymi na niedojrzałość robotami.
Czas najwyższy na wychowywanie naszych dzieci w duchu dojrzałej kultury, aby umiały dojrzeć i przejrzeć na wylot sezonową i koniunkturalną kulturę, i ją samodzielnie zignorować.


Aby młodzież była przy Panu Bogu

– Musimy postarać się, aby młodzież była przy Panu Bogu. To jest zadanie dla Rodziny Radia Maryja po 27 latach istnienia – powiedział podczas uroczystości z okazji rocznicy powstania Radia Maryja o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR.

Dyrektor i założyciel Radia Maryja wskazał również cele, na które przekazywane są pieniądze z 1% przeznaczanego na Fundację Lux Veritatis. – Dzięki temu, że powstało Radio Maryja, jest wiele dobra w Polsce – zauważył redemptorysta. Podziękował też Rodzinie Radia Maryja za rozumienie potrzeb i płynące wsparcie.

– Wszyscy jesteśmy jedną wielką polską rodziną. Po Panu Bogu wszyscy kochamy Polskę – katolicką Polskę – dodał dyrektor rozgłośni.

– Musimy postarać się, aby młodzież była przy Panu Bogu. To jest zadanie dla Rodziny Radia Maryja po 27 latach istnienia. Zaczynamy od apostolstwa przez książkę, którą chcemy rozsyłać do wszystkich chętnych. Kształcenie charakteru, kształcenie cnót, roztropność, spolegliwość, umiarkowanie, męstwo – na tych cnotach reszta jest zawieszona – podkreślił o. dr Tadeusz Rydzyk.

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... -bogu.html

spolegliwość - powinno być sprawiedliwość


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 15 sty 2019, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Prawdziwe Wieki Światła – czyli co nauka zawdzięcza średniowieczu

Obrazek
Wykład uniwersytecki (ilustracja z połowy XIV w.) Wikimedia Commons


Gwałtowne przyspieszenie rozwoju nauki w XVII wieku nie nastąpiłoby, gdyby nie średniowiecze. Wówczas bowiem rozwinięto uzasadniające ją poglądy o racjonalności wszechświata, możliwości jego badania, a także stworzono metodę eksperymentalną. Kwitły również uniwersytety. W latach 1200-1600, a może i nieco wcześniej Europa wyzwoliła się od naukowej zapaści powstałej po upadku cesarstwa rzymskiego.

„Były niegdyś czasy” – pisze Leon XIII w encyklice Immortale Dei – „kiedy filozofia Ewangelii sterowała państwami, kiedy boża moc chrześcijańskiej mądrości przenikała ustrój prawa, instytucje, obyczaje ludów, wszystkie warstwy i sprawy państwa; […]. W takim stanie rzeczy świecka społeczność błogie nadspodziewanie rodziła plony, których pamięć żyje i żyć będzie, tak licznymi dziejów stwierdzona pomnikami, że ich żadne wymysły przeciwników nie zniszczą, ani przygłuszą”.

Jednym z owych błogich owoców, jakie wydała z siebie średniowieczna Europa, okazał się właśnie rozwój nauki. Chrześcijaństwo, odwrotnie niż islam, długo czekało na uzyskanie dominującej pozycji w świecie. Cesarstwo Rzymskie przyjęło bowiem chrystianizm dopiero w IV wieku. W efekcie wyznawcy Chrystusa musieli stopniowo dostosowywać się do świeckiej kultury i nauki.

W tej postawie poszanowania porządku świeckiego pomocne okazały się też słowa Chrystusa „Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie”. Nic podobnego nie istniało w islamie. Już w II wieku Klemens Aleksandryjski i Orygenes rozpoczęli asymilację greckiej spuścizny. W wiekach po upadku Rzymu zakonnicy zachowali spuściznę antyczną. Jednak korzystny z punktu widzenia rozwoju nauki wpływ średniowiecza nie ograniczył się do zachowania dziedzictwa starożytnego. Objął bowiem również wypracowanie własnych koncepcji.

Nowe pojęcia, nowe horyzonty
Jedna z istotnych zasług średniowiecza polegała na stworzeniu pojęcia bezwładności – właściwości ciał materialnych jako dążących do spoczynku. Jak zauważa Thomas Woods w książce „Jak Kościół zbudował cywilizację zachodnią” wprowadzenie tej zasady to zasługa Jana Buridana. Ów XIV-wieczny profesor Sorbony odrzucił arystotelesowskie przekonanie o wieczności świata. Podkreślał, że to Bóg stworzył cały kosmos – ex nihilo. Podkreślał, że ruch także nie był wieczny – podobnie jak i wszechświat.

Jak zauważa Thomas Woods „komentarze Buridana, będące bezpośrednim wynikiem jego katolickiej wiary, miały ogromny wpływ na kształtowanie się zachodniej nauki. Pierwsze prawo Newtona stanowi kulminację tego toku rozumowania”.

Szkoła w Chartres
Istotna dla rozwoju myśli zachodniej okazała się działalność szkoły w Chartres. Istniejącą od VI wieku instytucję udoskonalił biskup Fulbert około 1020 roku. Uczony ten orientował się w dziedzinach logiki, astronomii czy matematyki. Parał się fizyką, a zarazem komponował hymny.

Szkoła prężnie rozwijała się także w kolejnym stuleciu. Jak podkreśla Thomas Woods „jedną z charakterystycznych cech dwunastowiecznej filozofii przyrody było głębokie przekonanie, że przyroda jest autonomiczna i działa według ustalonych praw dostrzegalnych za pomocą rozumu – i to właśnie na tym polu szkołą w Chartres poszczycić się może największymi osiągnięciami”.

Średniowieczni uczeni z Chartes badali więc świat rozumowo i nie uważali, jakoby uwłaszczali w ten sposób jego Stwórcy. Przeciwnie! Na przykład Adelard z Bath (1080-1142) twierdził, że „to właśnie rozum czyni nas ludźmi. Gdybyśmy odwrócili się od wspaniałego, racjonalnego piękna wszechświata, wówczas zasłużylibyśmy na wygnanie, podobnie jak gość niechętny gospodarzom domu, przez których został przyjęty”.

Z podobnych założeń wychodził William z Conches (1090-1155). Negował on twierdzenia osób niechętnych racjonalnemu poznawaniu przyrody. Z kolei Teodoryk z Chartres (1085-1155) odrzucał boskość ciał niebieskich, a także pogląd, jakoby ich zachowanie kłóciło się z prawami obowiązującymi na świecie. Negował także przekonanie o wszechświecie jako żywym organizmie – zauważa Thomas Woods.

Rozprawienie się z tymi głęboko zakorzenionymi od starożytności poglądami okazało się niezbędne do uznania badań naukowych za uzasadnione. W XI i XII wieku przedstawiciele szkoły z Chartres stworzyli więc filozoficzne podstawy niezbędne do pojawienia się zachodniej nauki.

Metoda eksperymentalna
Nieco później, w XIII stuleciu do rozwoju nauki przyczynił franciszkanin, zamieszkały w Oksfordzie, Roger Bacon. Zasłynął on z osiągnięć w dziedzinie optyki i matematyki. Zwracał także uwagę na znaczenie metody eksperymentalnej. Podkreślał również, że do zdobycia wiedzy potrzebne jest zastosowanie metody prób i błędów. Pierwszy zapis wykorzystania metody eksperymentalnej zawdzięczamy zaś Robertowi Grosseteste (1175-1253), rektorowi Oxfordu i biskupowi Lincoln. Oto kolejny dowód na korzystny wpływ ludzi średniowiecza na rozwój ludzkiej wiedzy.

Błogosławiony zakaz
Paradoksalnie do rozkwitu nauki w średniowieczu przyczynił się nawet dokument potępiający tezy arystotelesowskie – tak zwane „Collectio errorum in Anglia et Parisius condemnatorum” z 1277 roku. Wydany przez paryskiego biskupa Stefana Tempier stanowił ukłon w stronę paryskich teologów. Rywalizowali oni z filozofami uznającymi niemal bezkrytycznie spuściznę Arystotelesa. Choć potępienie było nieprzychylne dla świeckich filozofów, to na dłuższą metę przyczyniło się do rozwoju nauki. Pozwoliło bowiem na uwolnienie świeckiej myśli od kurczowego trzymania się nieuzasadnionych arystotelesowskich sądów.

Na przykład – jak zauważa Thomas Woods – „Arystoteles odrzucił możliwość istnienia próżni, w czym z reguły wtórowali mu myśliciele z późnego okresu średniowiecza. Jednak po wydaniu Collectio errorum uczeni skłonni byli twierdzić, że wszechmogący Bóg mógł przecież stworzyć również próżnię. Odkryło to drogę do nowych, fascynujących możliwości w dziedzinie nauki”.

Wśród tez potępionych przez biskupa Tempiera znalazło się także między innymi przekonanie o wieczności świata i czasu. Głoszona przez Arystotelesa teza kłóciła się bowiem z chrześcijańską wiarą w stworzenie świata ex nihilo (z niczego). Co ciekawe dominujący w dzisiejszej fizyce model zakłada, że wszechświat i czas powstał wraz z Wielkim Wybuchem. Bliżej mu zatem do paryskich teologów niż filozofów.

Ponadto na cenzurowanym wskutek paryskiego potępienia znalazła się również teza, jakoby ciała niebieskie posiadały dusze. Pogląd ten, choć wówczas uznawany za zgodny ze świecką filozofią uniemożliwiał rozwój nauk. Przekonanie jakoby gwiazdy były żywe czy quasi-boskie sprawiało, że ich racjonalne badanie wydawało się bezsensowne.

Filozofowie przyrody i zarazem teologowie
O ile korzyści dla nauki odniesione dzięki potępieniu paryskiemu były cokolwiek przypadkowe, o tyle warto pamiętać, że w średniowieczu istniała grupa osób będących zarazem teologami i filozofami przyrody. Przyczyniali się oni do łagodzenia sporów między teologami i filozofami (naukowcami). To w znacznej mierze dzięki nim możliwe stało się pokojowe współistnienie obydwu grup na chrześcijańskim zachodzie. Chociaż bowiem rywalizacja przynosiła niekiedy dobre skutki uboczne (jak przy potępieniu paryskim), to nadmierna wrogość teologów mogła zdusić naukę jako taką (patrz–islam).

Rolę grupy teologów wykształconych jednocześnie w naukach świeckich i ceniących je najlepiej zrozumieć porównując sytuację cywilizacji zachodniochrześcijańskiej z tą dominującą w świecie muzułmańskim. W tej drugiej bowiem „[…] grecką filozofię przyrody zazwyczaj traktowano podejrzliwie i dlatego rzadko tylko wykładano ją publicznie. Filozofia i przyroda były często przedmiotami usuwanymi poza nawias myśli muzułmańskiej” – zauważa Edward Grant w książce „Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej”.

Bizancjum z kolei odegrało nieocenioną rolę przy przechowaniu starożytnego dorobku. Jednak nie istniała tam – odwrotnie niż na zachodzie – klasa teologów-filozofów przyrody. „Brak wnikliwości i nowatorstwa w nauce przypisywać należy także i temu, że ani Kościół, ani państwo – a często stanowiły one jedność – nigdy nie zinstytucjonalizowały studiów w dziedzinie filozofii przyrody i nauk ścisłych. Pod tym względem Bizancjum niewiele różniło się od islamu. W obu tych cywilizacjach teologowie byli albo wrogo, albo obojętnie nastawieni do tych nauk” – zauważa Edward Grant.

Uniwersytety
Wspomniana grupa teologów-filozofów przyrody działała głównie na uniwersytetach. Instytucje te stanowią właśnie dzieło średniowiecza. Składały się one z korporacji (fakultetów) wykładowców i studentów. Do głównych fakultetów należały wydziały sztuk wyzwolonych, prawa, medycyny i teologii. Zrzeszenie korporacji nazywano studium generale, a pod koniec średniowiecza uniwersytetem. Studentom i wykładowcom, także tym świeckim, nadawano status kleryka i związane z nim przywileje.

Do najstarszych uniwersytetów zaliczano te w Paryżu, Bolonii i Oksfordzie. Do 1500 roku postało jeszcze około 70 kolejnych. Jak zauważa Edward Grant „w latach 1200-1500 uniwersytet – dzięki rozwojowi intelektualnemu i kulturalnemu – uzyskał taki kształt, jaki zachował do dziś”. To kolejny wkład średniowiecza w rozwój nauki i związany z nim wspaniały rozkwit zachodniej cywilizacji.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/prawdziwe-wieki-sw ... 798,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 04 lut 2019, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Zakony uratowały cywilizację łacińską przed germańskim zdziczeniem!

Obrazek
Zatwierdzenie reguły, Giotto di Bondone/ Wikimedia Commons


Czarne legendy mówiące, że to z powodu Kościoła średniowieczna Europa doświadczyła zapaści cywilizacyjnej, opowiadać mogą tylko ci, których ignorancja dorównuje ideologicznym uprzedzeniom. A poza tym kłamstwa zawsze lepiej się sprzedają niż prawda. Dochodzenie do prawdy wymaga pracy, kłamstwo zaś i fałsz można bez trudu wyssać nawet z brudnego palucha – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Tomasz Panfil, KUL, IPN Lublin.

Najstarszym zakonem świata założonym w roku 529 są benedyktyni. Czy oznacza to, że wcześniej nie mieliśmy do czynienia z katolickimi mnichami?

Rok 529 to po prostu data przełomowa dla Kościoła Katolickiego. Dzięki działaniom św. Benedykta z Nursji udało się stworzyć katolickie wspólnoty, do których ciągnęli ludzie chcący kontemplować Chrystusa i zastanawiać się nad tajemnicą Jego śmierci i zmartwychwstania. Nie jest tak, że wcześniej takowych nie było. Oczywiście, że byli, tyle że wiedli życie raczej jako pustelnicy uciekając od pokus cywilizacji, jak chociażby św. Antoni Wielki, zwany Pustelnikiem czy św. Hieronim.

Święty Hieronim jest tutaj bardzo dobrym przykładem, ponieważ w jego legendzie czytamy, że ukazał mu się Chrystus Ukrzyżowany, który polecił mu, aby porzucił pustkowia i samotność i wrócił do wspólnoty monastycznej i podjął się trudnego dzieła tłumaczenia Biblii z greki na łacinę.

Jest to niezwykle pouczająca legenda, ukazuje bowiem różnice w podejściu do świata, religii i wiary. Eskapiści – jak początkowo św. Hieronim – uciekając od pokus świata, zubażają go, bowiem zabierają światu siebie i swoje talenty. Św. Benedykt z Nursji doskonale to rozumiał i dlatego zakładając zakon, napisał regułę nakładającą na wstępujących do niego mnichów pewne obowiązki. Najprościej rzecz ujmując reguła ta mówiła wprost: nie wystarczy, że schowasz przed światem w jaskini, w pustelni, na pustkowiu i tam będziesz się modlił i kontemplował Chrystusa! Nie! Masz modlić się i pracować, masz tworzyć, masz przepisywać księgi, dawać przykład pobożności i krzewić wiarę wśród ludu poprzez upowszechnianie prawdy. Ora et labora – Módl się i pracuj.

Czy właśnie poprzez pracę benedyktyni mieli zbliżać się do Boga i bliźnich?

Poprzez pracę mieli przybliżać Chrystusa maluczkim. Zakonnikami zostawali przede wszystkim ludzie wykształceni, którzy potrafili czytać, pisać i znali więcej niż jeden język. Ich talenty nie mogły być marnowane poprzez zamykanie się w celach czy życie na pustkowiu. W klasztornych skryptoriach mnisi trudzili się przepisując w licznych kopiach dzieła teologiczne, zdobiąc je iluminacjami. Mieli też obowiązek upowszechniać Dobrą Nowinę.

Reguła Ora et labora zmuszała ich do pracy. Nie do pustej, samotnej kontemplacji, tylko do pracy na rzecz całej społeczności chrześcijańskiej.

Kim byli mnisi iroszkoccy?

Po upadku Rzymu, cały kontynent znalazł się w rękach germańskich barbarzyńców - nastały tzw. wieki ciemne, a cywilizacja rzymska (łacińska) odchodziła w niepamięć. Ludzie zapomnieli jak się czyta, jak się pisze, czym jest prawo stanowione, w zapomnienie popadły sztuki i umiejętności. Pod rządami Germanów niemal cała Europa cofnęła się w rozwoju.

Na szczęście dorobek cywilizacji łacińskiej przetrwał na Wyspach Brytyjskich, a konkretnie w Irlandii i Szkocji. Południowa Anglia została wprawdzie zajęta przez barbarzyńców germańskich, czyli Danów, Sasów etc., ale nie dotarli oni ani do Szkocji, ani do Irlandii.

Mogły więc tam spokojnie trwać w spokojnej izolacji wczesne wspólnoty monastyczne, czyli właśnie mnisi iroszkoccy – mieszkający w klasztorach zakładanych jeszcze m.in. przez św. Patryka.

W końcu VIII wieku mnisi iroszkoccy zaczęli przybywać na kontynent europejski. To fenomen – Irlandczycy i Szkoci cywilizowali Europę, na nowo ją chrystianizowali i na nowo upowszechniali w niej cywilizację łacińską. To właśnie przybycie do Europy Iroszkotów zapoczątkowało coś, co w historii naszego kontynentu nazywano renesansem karolińskim.

Co w związku z tym mnisi iroszkoccy „dali” Europejczykom?

Przede wszystkim, to właśnie oni przywieźli z powrotem na kontynent europejski sztukę pisania i czytania. To oni uruchomili na dworze Karola Wielkiego kancelarię. To oni upowszechnili w miejscu tzw. pism szczepowych, czyli niemal zupełnie nieczytelnych, bazgrołów, „normalne” pismo, czyli rzymską minuskułę i uncjałę.

Co zabawne: zadufani w sobie humaniści z XV-XVI wieku chcący nawiązywać bezpośrednio do czasu starożytnego Rzymu odkryli dokumenty… z czasów karolińskich i z dumą oznajmili, że teraz będzie się pisać tak ładnie jak pisano w czasach rzymskich: z głęboką pogardą wyrażając się o średniowieczu nie wiedzieli nawet, że wzorują się na dokumentach karolińskich i że patrzą na piękną i staranną minuskułę karolińską.

Czy właśnie w związku z powszechnym wówczas brakiem wśród ludzi, w tym również elit, umiejętności czytania i pisania mówimy, że były to „wieki ciemne”?

Tak i moim zdaniem takie określenie jest uzasadnione tylko i wyłącznie dla tego okresu średniowiecza. Proszę sobie wyobrazić: najpotężniejsza wówczas dynastia, czyli rządzący królestwem Frankonii Merowingowie nie potrafi ani czytać, ani pisać.

W czasach Rzymu obywatele imperium to „ludzie pisma”, prawo, polityka, gospodarka opierają się na piśmie. Razem z upadkiem Rzymu to wszystko zanikło i nawet późniejsi władcy Europy nie posiadali tych podstawowych, jak mogłoby się nam dzisiaj wydawać, umiejętności. Karol Wielki też nie umiał pisać. Potrafił jedynie podpisywać na dokumentach, ponieważ sobie to wyćwiczył.

Na szczęście na dworze Karola pojawili się Iroszkoci, którzy przywieźli ze sobą teksty ze starożytnego Rzymu, kodeksy rzymskich praw oraz wielkie dzieła literackie i to zarówno kościelne jak i świeckie, antyczne. W Europie kontynentalnej znajomość tych tekstów zanikła. Istniały one wprawdzie, ale zapomniane albo schowane gdzieś w ciemnych klasztornych bibliotekach.

To jednak nie wszystko. Pierwszą szkołę pałacową na dworze Karola Wielkiego założył właśnie iroszkocki mnich – błogosławiony Alkuin. Był to de facto powrót szkół na kontynent europejski. Mało tego: to on jako jeden z pierwszych dał sygnał, że można i należy uczyć nie tylko czytać i pisać, ale także podstaw prawa czy medycyny.

Czy to właśnie mnisi iroszkoccy zapoczątkowali renesans karoliński?

Nie tylko oni! Historia pokazuje jednoznacznie, że za każdym razem renesans był efektem pracy i starań ludzi Kościoła Katolickiego! Przecież nawet Marcin Luter był na początku człowiekiem Kościoła. To Kościół go wychował i uformował, to katolicyzm dał mu wykształcenie i możliwość studiowania starożytnych pism, praw i teologii.

Nota bene: nie jest tak, jak wmawiają światu poprawne i antykościelne systemy edukacji, że w historii świata był tylko jeden renesans – ten z wieków XV i XVI, który „rozkwitł” dzięki protestantyzmowi i był reakcją na katolicką ciemnotę średniowiecza!

Po renesansie karolińskim nastąpił bowiem renesans XII wieku, który znów zapoczątkowali ludzie Kościoła, tym razem zakon cystersów. Chodzi o tzw. reformę Cluny. To tam zapoczątkowano gotyk!

Gotyk to architektura, to matematyka, nie tylko teologia! To nauki stosowane, wszak to Cystersi wymyślają nowy sposób uprawy ziemi, czyli tzw. trójpolówkę. Dzięki niej nie trzeba było się co kilka lat przenosić na nowe ziemie i karczować kolejne obszarów lasu. Naukowe podejście do uprawy ziemi to odkrycie, że wystarczy poczekać dwa lata i ziemia odzyska swoją moc rodzenia zboża. To cystersi wymyślili genialną, najpiękniejszą na świecie, fantastyczną, zapierającą dech w piersiach architekturę, której owocami były przewspaniałe katedry, w których umieszczano cudowne gotyckie obrazy.

Renesans XII wieku, to również, a może przede wszystkim, renesans Kościoła i powrót do ewangelizacji, jaką prowadzili uczniowie Pana Jezusa.

Co ma Pan na myśli?

Zakon benedyktynów był zakonem kontemplacyjnym, czyli jakby schowanym, zamkniętym. Benedyktyni wprawdzie przepisywali teksty, uczyli się, kształcili pracowników dla świeckiej administracji, ale na pierwszym miejscu zawsze jednak była dla nich modlitwa w klasztornym odosobnieniu.

Renesans wieku XII przyniósł natomiast swoiste odwrócenie. I nie chodzi tutaj jedynie o reformę Cluny, nie tylko o renesans zapoczątkowany przez cystersów. Chodzi przede wszystkim o powstanie dwóch zakonów nowego typu, skierowanych do pracy na zewnątrz.

Chodzi o franciszkanów i dominikanów?

Tak. Św. Franciszek i św. Dominik doszli do wniosku, że najwyższy czas wyjść do ludzi, powrócić do misji apostolskiej. Stworzyli oni nowe reguły zakonne – ich istotą była misja wzywania do pokuty i do nawrócenia.

Święty Franciszek głosił, że jego zakon musi być blisko ludzi, w rozwijających się gwałtownie miastach, nie zaś gdzieś na odludziu, w odosobnieniu. Uważał też, że zakonnicy muszą odrzucić pokusy posiadania rozmaitych dóbr, co pozwoli uchronić się przed pułapką w jaką w pewnym momencie wpadli mnisi zakonów kontemplacyjnych, pewnego rodzaju konsumpcjonizmem.

Konsumpcjonizmem?

Niestety tak. Mnisi zakonów kontemplacyjnych żyli z pracy chłopów pracujących w dobrach, którymi uposażony był klasztor. Mnisi obrastali więc w sadełko, mimo że modlili się sześć razy dziennie, pisali i przepisywali księgi.

Franciszek natomiast odrzucił koncepcję obdarowywania zakonów dobrami. Chciał, żeby siedziby jego nowego bractwa znajdowały się w miastach, a nie z dala od nich, wedle starej zasady „bliżej przyrody, bliżej Boga”. Nie! Franciszek chciał być wśród ludzi i nie chciał, żeby oni pracowali na braci zakonnych, ale żeby zakonnicy byli wynagradzani za pracę, za posługę.

To samo tyczy się dominikanów. Czy wie Pan co oznacza skrót OFP?

Ordo Fratrum Praedicatorum, czyli zakon braci kaznodziejów...

No właśnie! Misją dominikanów było i jest kaznodziejstwo, czyli wychodzenie do ludu i głoszenie mu Słowa Bożego, nie poprzez uczone księgi, nie poprzez traktaty teologiczne, tylko poprzez porywające kazania, przez przemawiające do maluczkich piękne obrazy – malarstwo nazywano wówczas „Biblia pauperum”.

Na tym również polegał renesans Kościoła w XII i XIII wieku – na zmianie, czy może raczej odnowie funkcjonowania zakonów.

Zakony typu benedyktyńskiego są de facto odsunięte od świata. Mnisi żyją we wspólnocie, ale jednak są na uboczu - coś z siebie dają światu, ale jednak skupiają się na sobie i na tworzeniu dorobku zakonu.

Cystersi propagują z kolei rozmaite nauki nie tylko kontemplacyjne, o czym wcześniej wspominałem. Architektura, rolnictwo, technologia.

Z kolei franciszkanie i dominikanie upowszechniają nowy model kontaktów z wiernymi – są blisko ludzi. Co prawda nie mogą budować swoich kościołów w obrębie miast, dlatego stawiają je tuż przy miejskich murach. Tam, gdzie stoją klasztory dominikanów i franciszkanów, tam się kończyło kiedyś miasto, co bardzo dobrze widać np. w Krakowie.

To Franciszkanie i Dominikanie dali ludziom nowy model Kościoła. Nie odsuniętych od ludzi bogatych, żyjących trochę w próżny sposób dostojników kościelnych, tylko wychodzących do nich współbraci w wierze dających żywy przykład wiary, pokory, ubóstwa.

Zakon benedyktynów uratował resztki kultury i cywilizacji łacińskiej – to jego chwała! Dokonano tego, ponieważ zakonnicy nie skupiali się na pracy fizycznej i codziennymi obowiązkami, ponieważ ich misją było ratowanie i chronienie kultury przed brutalnym i barbarzyńskim światem zewnętrznym rządzonym przez Germanów, którzy to przyczynili się do wprowadzenia do ludzkich umysłów pojęcia, z którym Kościół walczył przez setki lat – pojęcia „świętej wojny”. Dla Germanów wojna była święta i mieli oni mnóstwo usprawiedliwień do tego, żeby walczyć i zabijać.

Czy „święta wojna”, to „wojna sprawiedliwa”?

Nie i nie można mylić tych pojęć.

Nad pojęciem „wojny sprawiedliwej” bardzo długo zastanawiał się święty Augustyn już w czasach imperium rzymskiego, kiedy to wielu rzymskich legionistów, którzy przechodzili na chrześcijaństwo zostawało męczennikami, ponieważ odmawiało walki. Wspomnę tylko piękną legendę o św. Maurycym i legionie tebańskim. Żołnierze tej jednostki nawrócili się i odmówili walki, a co za tym idzie łamania V przykazania i przykazania Chrystusa o konieczności miłowania bliźnich. Zostali za to ukarani – święty Maurycy i co dziesiąty żołnierz tego legionu zostali skazani na śmierć.

Był to dramatyczny dylemat – czy chrześcijanin może kogoś zabić, czy obrona domu, rodziny wspólnoty, Kościoła, może oznaczać zadanie śmierci. Św. Augustyn odpowiedział, że tak, ale tylko w „wojnie sprawiedliwej”. Nawet on jednak nie twierdził, że wszyscy, którzy walczą w „wojnie sprawiedliwej” są zwolnieni z pokuty. Zabójstwo pozostało grzechem i żołnierz walczący w „wojnie sprawiedliwej” musiał odprawiać surową pokutę.

Germańskie zwyczaje były zaś zupełnie inne: każdy może walczyć z każdym bez żadnego usprawiedliwienia. Nieważne czy walka jest sprawiedliwa czy nie. Ba! Uważano, że jeśli uda się kogoś napaść zdradziecko to tym lepiej, ponieważ są wówczas większe szanse na zwycięstwo.

I znowu tutaj pojawia się Kościoła broniący ładu i pokoju przed wojenną furią, a cywilizacji przed chaosem. Chodzi o koncepcję Pax etc Treuga Dei, czyli Pokój i Rozejm Boży. Kościół zdołał przekonać barbarzyńskich zabijaków, żeby przynajmniej w piątek i w niedzielę nie prowadzili wojen, żeby przynajmniej te dwa dni – dzień śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa były wolne od zabijania i walki.

Czy to właśnie pojęcie „wojny sprawiedliwej” przyczyniło się do powstania zakonów rycerskich?

W pewnym sensie tak – odzyskanie Ziemi Świętej z rąk muzułmanów było zdecydowanie wojną sprawiedliwą. Najpotężniejszym zakonem rycerskim byli Templariusze, którzy swoją nazwę wzięli od słowa Templum, czyli świątynia. Wówczas liczyła się tylko jedna świątynia – świątynia w Jerozolimie.

Czy zakony rycerskie funkcjonowały tak jak zakony kontemplacyjne bądź zakony żebracze?

Nie. Zakony rycerskie różnią się tym od wszystkich innych, że składają dodatkowy czwarty ślub. Wszyscy zakonnicy ślubują czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Natomiast zakony rycerskie ślubują jeszcze walkę za wiarę.

Pozostali zakonnicy nie mogli walczyć?

Początkowo walczyć mogli kapłani diecezjalni, ale nie wolno im było przelewać krwi, dlatego walczyli maczugami, a nie mieczami. W pieśni o Rolandzie pojawia się fragment o biskupie, który walczy z Saracenami właśnie maczugą – ta nie rozcina ciała.

Wraz z upływem lat nakaz dla ludzi Kościoła, aby powstrzymali się od walki i przelewu krwi był coraz mocniej respektowany, a kapłani byli srogo karani za używanie przemocy w jakiejkolwiek postaci. W czasie krucjat Kościół jednak odkrył, że potrzebuje własnych wojsk – tak powstały zakony rycerskie, w których służba wojskowa została de facto uznana za rozwinięcie reguły cysterskiej: była specyficzną pracą w służbie Kościołowi.

Czy templariusze i inne zakony rycerskie wyznaczali jakieś nowe trendy w sztuce wojennej?

Tak. Templariusze i inne tego typu zakony tworzyli bardziej wojsko niż rycerstwo. Aby to zrozumieć trzeba uzmysłowić sobie jak w tamtym czasie wyglądała armia: suweren rozsyłał wici i zwoływał swoich lenników. Oni przyjeżdżali z pocztami by służyć zwierzchnikowi mieczem. Była to armia, ale złożona z indywidualności.

Z kolei zakony rycerskie wprowadzają musztrę i walkę w zwartym szyku. Zakonnik nie był indywidualistą, tylko fragmentem większej całości. Nie był on szermierzem, który wybiega przed szereg, by zdobyć większą chwałę lub łup. Mnisi-rycerze walczą w szyku w sposób zdyscyplinowany, wykonują przyjęte wcześniej założenia taktyczne. Są po prostu nowoczesną armią – jednolicie dowodzoną, jednolicie kierowaną.

Czy można więc powiedzieć, że mamy w tym wypadku do czynienia z kolejnym powrotem do czasów rzymskich, z kolejnym renesansem?

W pewien sposób tak. Mamy walkę w szyku w wykonaniu zawodowych żołnierzy, tak jak w rzymskich legionach. Armie średniowieczne przed powstaniem zakonów rycerskich były armiami składającymi się z szlachetnie urodzonych, których powinnością wobec suwerena jest służyć mu własnym mieczem. To indywidualiści nie przywykli do posłuchu, a często mający interesy rozbieżne z interesami suwerena.

Dlaczego templariusze są dzisiaj owiani czarną legendą?

To wszystko za sprawą króla Francji i Nawarry - Filipa Pięknego, który po prostu chciał ich okraść ich z pieniędzy. Pieniędzy zarobionych dzięki bankowości - templariusze wymyślili bowiem genialny system bankowy.

Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: kupiec chce zakupić towar, czyli musi wziąć ze sobą skrzynię ze złotem i ruszyć w niebezpieczną podróż. Zatrudnia ludzi, mających bronić go przed wszystkimi zbójami czyhającymi na takie okazje. Templariusze zaś zaproponowali: nie musicie wozić swoich pieniędzy ze sobą, wpłacajcie je u nas i podróżujcie z naszymi wekslami. Kupiec mógł pójść do najbliższej placówki templariuszy i złożyć tam np. 100 dukatów. Dostawał weksel, z którym mógł jechać w podróż, znaleźć na miejscu faktorię templariuszy i wypłacić swoje pieniądze. To było coś wówczas niezwykle nowoczesnego.

Templariusze stworzyli ogromną sieć tego typu placówek zarówno w Europie jak i w Ziemi Świętej. Mnóstwo ludzi korzystało z ich usług, dzięki czemu templariusze zarabiali. Zarabiali też na pożyczkach.

Tak to templariusze stali się niezwykle bogatym zakonem i w pewnym momencie, mówiąc brutalnie, Filip Piękny postanowił zrobić skok na ich kasę oskarżając ich o kult szatana, Bafometa. Ponieważ wówczas trwała tzw. niewola awiniońska papiestwa i zależni od królów Francji papieże byli im posłuszni. Tak więc papież Klemens V rozwiązał zakon i obłożył go interdyktem. Filip Piękny zaś spalił na stosie Jakuba de Molay i jego kilkudziesięciu współpracowników i położył łapę na bogactwach zakonu. Wielu templariuszy na wieść o tym, co się stało we Francji uciekło, ukryło pieniądze i kosztowności: stąd dzisiejsze filmy o tajnych stowarzyszeniach Templariuszy – bogatych i przechowujących wiedzę tajemną.

Czy istniały zakony inkwizytorskie?

Takie zakony nie istniały, aczkolwiek funkcje inkwizytorów najchętniej powierzano przygotowanym i wykształconym w mowie i prawie dominikanom.

Dzisiaj tak modne jest potępianie inkwizycji - ale trzeba powiedzieć, że to właśnie święta inkwizycja wprowadziła do procesu sądowego instytucję przesłuchania i instytucję świadków obrony i oskarżenia tworząc bardziej sprawiedliwy system sądowniczy, dający większe szanse oskarżonemu na uniewinnienie. Nie musiał on od tej pory być sam na sam z oskarżycielem, zależnym od nieskrępowanej woli sędziego - mógł powoływać świadków, wygłaszać mowy, przedstawiać dowody etc. Po prostu toczył się proces, a nie rzucano oskarżenie i wykonywano wyrok.

Czy zakonnicy brali udział w tworzeniu pierwszych uniwersytetów?

Ale oczywiście! Powiem więcej – nie tylko brali udział, ale jest to ich dzieło: rozkwit szkolnictwa wyższego!

Najsłynniejszy po dzień dzisiejszy naukowiec średniowiecza to święty Tomasz z Akwinu z zakonu dominikanów. Inny słynny naukowiec średniowiecza, czyli Ockham - twórca stosowanej do dzisiaj przez wszystkich (może z wyjątkiem polityków), „brzytwy Ockhama” to również zakonnik - franciszkanin. Bacon - franciszkanin. Nie czas i miejsce, aby wszystkich wymienić.

Jak tworzono pierwsze uniwersytety?

Najlepsze szkoły – z reguły te przy katedrach, bogatych biskupstwach – w pewnym momencie stawały się czymś więcej niż szkołami przekazującymi umiejętności. Zaczęto w nich poszukiwać wiedzy! Na takiej zasadzie powstały uniwersytety w Bolonii i w Paryżu - wyewoluowały z najlepszych szkół katedralnych.

Widać niestety na polu szkolnictwa wyższego nasze polskie zapóźnienie - pierwsza polska uczelnia wyższa, czyli Uniwersytet Krakowski powstała w roku 1364 – ponad 200 lat po powstaniu pierwszych uczelni na świecie. Zgodnie z ówczesnymi zasadami licencji na nauczanie udzielał papież – i taką zgodę musiał uzyskać Kazimierz Wielki. Taką samą zgodę na odnowienie uniwersytetu musieli później otrzymać święta Jadwiga i Władysław Jagiełło.

Co ciekawe – zgoda papieża nie była jakąś tam czczą formalnością. Ojciec Święty mógł bardzo głęboko ingerować w organizację uczelni, np. w roku 1400 papież skorygował pierwotną organizację króla Kazimierza, w której nie było wydziału teologicznego, ponieważ polski król potrzebował urzędników państwowych. Ojciec święty uznał jednak, że po unii z Litwą muszą dominować katedry teologiczne, ponieważ przed Polską ogromna misja chrystianizacyjna do wykonania.

Tak więc uniwersytety w średniowieczu nawet jeśli służyły państwu były instytucjami kościelnymi.

Kogo kształciły średniowieczne uniwersytety?

Księży, prawników, lekarzy i nauczycieli. Co ciekawe wszystkie te cztery grupy zawodowe nosiły czarne stroje. Księża noszą czarne sutanny, doktorzy i profesorowie uczelni wyższych również noszą czarne togi, prawnicy także. Proszę pamiętać, że to czerń jest kolorem mądrości i oznacza absolwenta uniwersytetu. Sutanna, prawnicza toga, toga naukowca to jest jedno i to samo - symbol absolwenta uniwersytetu, symbol człowieka uczonego.

Skoro zakony dały ludziom i światu tyle dobra, to skąd te czarne legendy, że to przez Kościół w średniowieczu Europa doświadczyła zapaści cywilizacyjnej?

Takie rzeczy, opowiadać mogą tylko ci, których ignorancja dorównuje ideologicznym uprzedzeniom. A poza tym kłamstwa zawsze lepiej się sprzedają niż prawda. Dochodzenie do prawdy wymaga pracy, kłamstwo zaś i fałsz można bez trudu wyssać nawet z brudnego palucha.

Czarna legenda zakonów to przede wszystkim wytwór oświecenia, które chciało przeciwstawić swoje osiągnięcia tym z przeszłości. A poza tym wówczas rzeczywiście zakony podupadły w sensie duchowym, moralnym i materialnym.

Czy jest coś, co jednak zasługiwałoby na krytykę?

Niestety tak. Złą opinię miało szkolnictwo z okresu późnego średniowiecza, czyli scholastyka, nauczanie skostniałe.

Pod koniec średniowiecza ludziom Kościoła nie chciało się robić czegoś nowego. Powtarzano w kółko to samo, chociaż świat się zmieniał. Spójrzmy na wielu dzisiejszych posiadaczy dyplomów: wielu sądzi, że jak skończy jakąkolwiek szkołę wyższą i dostanie „papier”, to już nie musi aktualizować swojej wiedzy.

Tak to działa i dlatego Kościół co jakiś czas doprowadzał do nowego renesansa. Potrzebny był bodziec, który dałby zmianę i udoskonalił niewydolny system. Przecież świat się zmienia, ludzi wpadają na nowe pomysły i odkrywają nowe rzeczy. Wiedzę trzeba aktualizować. Ale pamiętajmy, bo to niezwykle ważne: Kościół nie jest po to, żeby nadążać za światem, tylko po to, żeby wyznaczać światu kierunki i drogi. Mogą – a nawet powinny – być nowe i odkrywcze. I prowadzić do Boga. Kiedy zaś nauka katolicka zaczyna podążać za doczesnymi modami – czyli zjawiskami szybko przemijającymi - to jest to dla niej początek równi pochyłej.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek
DATA: 2019-02-02 11:25
AUTOR: ROZMOWA Z PROF. TOMASZEM PANFILEM

https://www.pch24.pl/zakony-uratowaly-c ... 840,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 18 mar 2019, 10:16 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Wokół cywilizacji

10 lutego minęła 70. rocznica śmierci wybitnego historiozofa prof. Feliksa Konecznego

Obrazek
Feliks Koneczny z wnukiem Zdjęcie: Arch. Rodziny Konecznych w Sanoku/ -


Profesor Feliks Koneczny urodził się w 1862 r. w Krakowie, tu odebrał wykształcenie, ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i z tym miastem był związany przez większość życia (w latach 1919-1929 wykładał historię na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie). Był nie tylko wybitnym badaczem filozofii dziejów, ale również znakomitym historykiem. Pierwsze dzieła Konecznego traktują o historii Polski. Należą do nich m.in.: „Dzieje Śląska” (1897), „Dzieje Polski” (1902), „Dzieje Polski za Piastów” i „Dzieje Polski za Jagiellonów” (1903). W 1922 roku ukazało się dwutomowe opracowanie Konecznego „Polskie Logos a Ethos”, które zapoczątkowało zainteresowanie profesora kwestiami cywilizacyjnymi.

W 1929 r. Feliks Koneczny został odsunięty od pracy naukowo-dydaktycznej na Uniwersytecie Wileńskim. Zdecydowały o tym nie tylko względy formalne (osiągnięcie wieku emerytalnego), ale i polityczne, wynikające z niechęci władz sanacyjnych do prezentowanych przez niego koncepcji. W latach 30. powstały największe dzieła Konecznego: „O wielości cywilizacji” (1935), „Święci w dziejach narodu polskiego” (1937), „Rozwój moralności” (1938), „Kościół jako wychowawca narodów” (1938). W latach okupacji niemieckiej Koneczny kontynuował swoje prace naukowe mimo niedogodności (zajęcie prawie całego domu przez administrację niemiecką) i osobistą tragedię. Podczas Powstania Warszawskiego, w sierpniu 1944 r. zamordowany został przez Niemców jego starszy syn Czesław wraz z żoną Marią, a kilka miesięcy później w niemieckim więzieniu za działalność konspiracyjną został ścięty jego drugi syn Stanisław.

Przez wiele lat dorobek naukowy Feliksa Konecznego pozostawał zapomniany. Jego opracowania pozostawały w rękopisie. Dopiero dzięki działaczom narodowym na emigracji w 1962 r. ukazała się w Londynie w przekładzie angielskim książka „O wielości cywilizacji”. Wydane zostały również pozostające dotychczas w rękopisach prace: „Cywilizacja bizantyńska” (1973), „Cywilizacja żydowska” (1974), „O ład w historii” (1977) – ostatnia praca Konecznego będąca podsumowaniem rozważań cywilizacyjnych. W 1982 r. wydane zostały „Prawa dziejowe”.

Lata 90. to początek renesansu myśli Feliksa Konecznego w kraju. Niewielkie wydawnictwa i środowiska katolicko-narodowe przypominały dorobek wielkiego uczonego. Dzisiaj dysponujemy już znaczącymi opracowaniami naukowymi i popularnymi poświęconymi dorobkowi wybitnego historiozofa.

W ujęciu Konecznego cywilizacja to „metoda ustroju życia zbiorowego”, która określa, w jaki sposób dane społeczności odnoszą się do pięciu kategorii bytu: dobra (moralności), prawdy (przyrodzonej i nadprzyrodzonej), zdrowia, dobrobytu oraz piękna. Pierwsza i najważniejsza zasada prawa dziejowego mówi: „nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby”. Pomiędzy cywilizacjami nie może być syntez, a próby ich wprowadzenia kończą się zdominowaniem jednej cywilizacji przez drugą (najczęściej przez tę, która nakłada mniejsze obowiązki moralne) bądź też powstaniem acywilizacyjnej mieszanki niezdolnej do rozwoju. Dzieje powszechne – pisał prof. Koneczny – to relacje między cywilizacjami. W procesie dziejów wyodrębnił 22 cywilizacje historyczne, z których do naszych czasów przetrwało siedem. Są to cywilizacje: arabska, bizantyńska, bramińska, chińska, łacińska, turańska i żydowska.

Dziedzictwo wciąż aktualne
Zdaniem prof. Konecznego, naród jest wyrazem określonej cywilizacji, w przypadku krajów europejskich – łacińskiej. Nie ma narodu o dwóch lub więcej cywilizacjach. Potwierdza to upadek synkretycznych imperiów Aleksandra Macedońskiego, mongolskiego, rzymskiego, a w czasach najnowszych nieudane próby stworzenia sztucznych narodów: „jugosłowiańskiego”, „czechosłowackiego” czy „radzieckiego”.

Koneczny rozróżniał pojęcie cywilizacji i kultury. W cywilizacji łacińskiej występują różne kultury, np. polska, francuska, włoska, hiszpańska, chorwacka. O ile syntezy nie są możliwe między cywilizacjami, o tyle mogą występować między poszczególnymi kulturami.

Europa jest dziełem cywilizacji łacińskiej (chrześcijańskiej). W wiekach średnich oznaczała Christianitas – rodzinę narodów chrześcijańskich. Pojęcie Europy ograniczało się do Zachodu, ze świadomym wyłączeniem Bizancjum. Cywilizacja łacińska oznacza jedność praw moralnych i etyki, tak w życiu publicznym, jak i prywatnym. Państwo w cywilizacji łacińskiej to państwo obywatelskie, a nie biurokratyczne. Zasadniczą cechą cywilizacji łacińskiej jest personalizm i nadrzędność wartości duchowych. To z personalizmu wyrasta poczucie godności osobistej, odpowiedzialność, jedność praw i obowiązków, prymat etyki nad prawem, dążenie do prawdy. Personalizm (który nie jest indywidualizmem) ukształtował na przestrzeni dziejów poczucie świadomości narodowej. Inaczej jest w cywilizacjach gromadnościowych, takich jak turańska, arabska czy bramińska, które – w przeciwieństwie do cywilizacji łacińskiej – przyjmują kult państwa.

W pracy „Rozwój moralności” Koneczny wskazuje, że każda cywilizacja ma swoją etykę. W cywilizacji łacińskiej obowiązuje etyka katolicka, ponieważ cywilizacja ta jest dziełem Kościoła rzymskokatolickiego. Etyka katolicka obejmuje wszystkie dziedziny życia człowieka: społeczne, rodzinne, państwowe, narodowe. Państwo w cywilizacji łacińskiej musi wynikać z etyki i pełnić wobec niej rolę służebną. Istota etyki katolickiej w odniesieniu do życia społecznego sprowadza się do czterech „ważnych i niezmiennych zasad”: małżeństwa monogamicznego i dożywotniego, zniesienia niewolnictwa, zniesienia zemsty (występującej np. w cywilizacji arabskiej) i przekazania jej sądownictwu publicznemu oraz niezawisłości Kościoła od władzy państwowej.

Sens dziejów
Feliks Koneczny wskazywał, że najważniejszymi elementami kształtującymi naród są język, ojczyzna i tradycja. W tym rozumieniu naród to wspólnota losów, zrzeszenie cywilizacyjne, kategoria etyczna, a nie prawna.

W swojej twórczości Feliks Koneczny wiele uwagi poświęcał historii Polski. Wskazywał, że Polska do pierwszych lat XVII wieku była państwem cywilizacji łacińskiej, które szerzyło cywilizację zachodnią ku Wschodowi. W książce „Polskie Logos a Ethos” pisał: „Jedyny sposób na ekspansję polskości: starać się o to, by polskość była mocną wśród Polaków. Im silniejszą, głębszą i wszechstronniejszą będzie kultura pośród Kujaw, na Mazowszu czy Śląsku, w Krakowskiem czy w Wileńszczyźnie (która jest ziemią etnograficznie polską), tym silniej będzie się udzielała poza Kresy […]”.

Podkreślał zobowiązania polityki polskiej wobec cywilizacji łacińskiej. Uznawał, że sensem dziejów Polski powinno być dążenie, aby w Europie Środkowej zapanowała wyłącznie cywilizacja łacińska.

Feliks Koneczny zmarł 10 lutego 1949 r. w Krakowie, został pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Salwatorskim.

Dr Krzysztof Kawęcki

https://naszdziennik.pl/mysl/206137,wok ... zacji.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 07 lip 2019, 20:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Ateny – macierz cywilizacji

Obrazek
Akropol w Atenach (fot. Mateusz Fabiszak Magazyn Polski)


Formowanie własnej tożsamości stanowiącej odpowiedź na pytanie: kim jestem? – to proces, który trwa lata całe, a kto wie, czy nie całe życie. W procesie tym trzeba uwzględnić kilka punktów odniesienia o znaczeniu podstawowym i coś, czego osobiście trzeba doświadczyć. Doświadczyć – zobaczyć na własne oczy, usłyszeć na własne uszy, pojąć własnym umysłem. Wówczas bowiem nie tylko poszerza się nasza wiedza, ale również wiedza ta zmienia nas, czyli formuje od wewnątrz. A o to właśnie chodzi w procesie kształtowania swojej tożsamości.
Formacja taka zachodzi zarówno na poziomie kultury, jak i cywilizacji. W przypadku kultury chodzi o kulturę narodową. Polak musi usłyszeć na żywo polonezy Chopina, zobaczyć krainy geograficzne, które składają się bądź składały na Rzeczpospolitą, przejść się ulicami starych miast, jak Lwów czy Wilno, napawać oczy oryginalnym malarstwem największych naszych mistrzów, czuć rytm poezji i prozy Kochanowskiego, Mickiewicza, Sienkiewicza, Wyspiańskiego i dziesiątki, jeśli nie setki geniuszy – wchłaniać sukcesywnie to, co składa się na potężną i przebogatą kulturę ojczystą.

Z drugiej strony kształtowanie własnej tożsamości sięgać musi również do cywilizacji lub kultur starszych niż kultura polska, a stanowiących źródło dla wielu różnych kultur ze sobą spokrewnionych. W ramach kultur europejskich takim wspólnym źródłem są najpierw Ateny, potem Rzym, czyli kultura antyczna basenu Morza Śródziemnego. Tam właśnie od wieków kierowały się drogi Polaków, którzy spragnieni byli wiedzy o własnych początkach. Zacznijmy od Aten.
Niech naszym przewodnikiem będzie nie kto inny tylko sam Henryk Sienkiewicz, który 12 listopada 1886 r. dotarł statkiem do Pireusu. Zostawił za sobą potężny Konstantynopol i przepełnioną cieśninę Bosfor. Czekał całą noc w pełnym napięciu, by wreszcie obudziła go «jutrzenka różanopalca» (wyrażenie Homera), by ujrzał błysk odwiecznych ruin Akropolu. I stało się, poznał po nierównomiernym ruchu śruby okrętowej, że statek już nie płynie, bo już osiągnął swój cel. Pozostało tylko wykrzyknąć: «Attyka! Pireus!».

W liście pisanym do Jadwigi Janczewskiej pierwszego dnia po przybyciu, wieczorem, pojawia się garść refleksji: «Niech co chce, będzie, człowiek z pewnym wzruszeniem staje na tej ziemi, w obliczu Aten. Jak Innocenty VIII powiedział o Polsce, że w niej każda piędź ziemi krwią męczeńską przesiąknięta, tak można by powiedzieć, że tu każda przesiąknięta myślą grecką, sztuką grecką». Zadziwia to porównanie, a jednak taką świadomość miał Polak wtedy, gdy jego ojczyzna była pod zaborami, gdy od wieków przychodziło ścierać się z hordami, watahami, armiami w obronie nie tylko Polski, ale i Kościoła, użyźniając własną krwią tę cudną polską ziemię. A teraz przed oczami wędrowca rozpostarła się inna ziemia, ziemia grecka, ziemia przeniknięta początkami wielkiej myśli, która sięgała kosmosu i Boga, by inspirować po dziś dzień; ziemia wielkiej sztuki, której piękno zachwyca od wieków. Wprawdzie zostały tylko ruiny, ale ich moc nadal działa, przemienia oczy, uszy i duszę całą.

Obrazek
Henryk Sienkiewicz na fotografii Stanisława Bizańskiego. Lata 80. XIX w. (Fot. Magazyn Polski)


Sienkiewicz kontynuował: «Pamiętasz w drugiej części Fausta «Macierze», owe pierwokształty i pierwowzory wszystkiego, istniejące gdzieś za światami, poza czasem i przestrzenią, tak uroczyste w swych nieokreślonych samotniach, że aż straszne. Attyka, nie będąc nieokreśloną ani straszną, jest przecie podobną intelektualną macierzą całej cywilizacji. Bez niej nie wiadomo, gdziebyśmy byli i czym byśmy byli. Wszystkie inne cywilizacje gubiły się w fantasmagoriach i potwornościach, ona jedna przyjęła za podstawę wiedzy i sztuki świat realny, a jednocześnie umiała z tych pierwiastków wytworzyć najwyższy ład, prawdziwie boską harmonię. Jednym słowem: umiała być boską, nie przestając być ludzką, i to objaśnia całe jej znaczenie».
Trudno o bardziej trafne i dogłębne oddanie fenomenu kultury greckiej, w jej uniwersalnym dla całego Zachodu znaczeniu. Bez tej kultury Zachód nie byłby Zachodem. Nigdzie bowiem w żadnej z cywilizacji nie udało się zachować realizmu, harmonii i piękna w taki sposób, byśmy z jednej strony nie zostali przytłoczeni ogromem graniczącym z potwornością, a z drugiej irracjonalizmem graniczącym z chaosem, gdzie w obu wypadkach człowiek nie jest w stanie odkryć należnego sobie miejsca w kosmosie i w boskich planach. A choć Grecja nie powiedziała ostatniego słowa o człowieku i o Bogu, to przecież właśnie tu zaczęła się droga człowieka, który sam podjął próbę racjonalnego myślenia o rzeczywistości, który zaczął budować świat, by dało się go pokochać, właśnie z uwagi nie tylko na harmonię, ale również tę ludzką korektę, której słuchać musiały i potężne kolumny, i spoczywające na nich silne architrawy.
Każdy z nas, nie tylko jako Polak, ale jako Europejczyk, musi odkrywać Grecję ciągle na nowo, bo ta macierz jest ciągle żywa, ciągle odświeża i inspiruje.
Podróż do ojczyzny Homera

Pani Karolina Lanckorońska to postać piękna i szlachetna. Zapisała się w dziejach naszej ojczyzny swoją nieugiętą postawą i wielką troską o zachowanie dziedzictwa kulturowego Polski. W czasie wojny działała w AK, więziona była w obozie w Ravensbriick, otrzymała nawet wyrok śmierci. Po wojnie pozostała na emigracji w Rzymie, by nadał służyć Polsce i Polakom. To właśnie z jej inicjatywy bezcenne zbiory należące do rodziny Lanckorońskich zostały przekazane do Polski, głównie do Warszawy i Krakowa. Wśród znakomitych dzieł sztuki na plan pierwszy wysuwają się dwa obrazy Rembrandta, które podziwiać można na Zamku Królewskim w Warszawie.
Dla Pani Karoliny kultura europejska była chlebem powszednim, Mateusz FABISZAK ponieważ wyrosła w takim domu, w którym do dzieł sztuki podchodzono z pełnym znawstwem i smakiem. Wiedza ta została uzupełniona studiami z zakresu historii sztuki. A studiowała na Uniwersytecie Wiedeńskim i na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie uzyskała stopień docenta. W przypadku takich osób, na takim poziomie, warto jest poznać opinię w sprawach istotnych właśnie dla kultury, wychowania, edukacji.
Tym razem zapytajmy, co Pani Karolina Lanckorońska sądziła na temat znajomości starożytnej greki. Jesienią roku 1964 wybrała się w krótką podróż do ojczyzny Homera.

Obrazek
Itaka (Fot. Magazyn Polski)


Tam właśnie zauroczona miejscami, których nazwy przypominały o wielkich postaciach, wydarzeniach, dziejach, uświadomiła sobie, że wchłanianie kultury greckiej musi być oparte na znajomości języka greckiego. W innym bowiem przypadku ten cudowny świat ukazujący źródła naszej kultury, widzimy jak przez szybę, nie do końca realnie, a przecież to właśnie realny kontakt najbardziej człowieka ubogaca. Pani Karolina notowała: «... raz jeszcze odczułam, jak biedne jest pokolenie, które na Grecję może tylko patrzeć przez szybę, nie znając języka! Jak niezmiernie uprzywilejowani jesteśmy my, dla których Iliada była największym przeżyciem poetyckim młodości, a trochę później obcowaliśmy z Edypem czy z Antygoną nie mniej bezpośrednio niż dziś z bohaterami Shakespeare’a». Pełny kontakt z bogactwem zawartym w dziełach Homera jest niemożliwy bez znajomości tego języka, w którym zostały napisane, a nawet skomponowane, jeśli weźmiemy pod uwagę rytm języka greckiego i jego melodię. Każde tłumaczenie na inny język idzie mniej lub bardziej własnym torem, nie jest w stanie oddać dokładnie i w całości tego, co zawiera tekst oryginalny. Ba! Zrozumie to dopiero ten, kto już poznał nieco greki, kto zaczął mierzyć się z tłumaczeniami, kogo olśniło znaczenie słów polskich, które gdzieś daleko pochodzą z greki. A tymczasem to właśnie język oryginału usuwa tę szybę, która nie pozwala nam ani dotknąć, ani przeżywać smaku tego świata, jaki ukazuje język grecki.
Pani Karolina kontynuowała: «Jasne, że nie cała młodzież tak reagowała, ale dostępne było to szczęście dla wszystkich, a dziś ten język i te przeżycia stały się egzotycznym nieomal rezerwatem, prawie jak sanskryt lub język hebrajski ». Stała się rzecz straszna: podstawowy język leżący u źródeł naszej kultury zachodniej, język, w którym wypowiadali się geniusze poezji, literatury, nauki i filozofii, stał się dla Europejczyków językiem «egzotycznym». A nie chodzi tu o to, by oceniać i szacować inne języki, który lepszy, lecz chodzi o to, który z języków leży u naszych źródeł, naszej kultury. A jest to właśnie greka, a nie hebrajski czy sanskryt. Tymczasem ta cudowna greka straciła należne sobie miejsce w kulturze i edukacji, stała się językiem egzotycznym, lokalnym, znanym tylko garstce specjalistów. I to jest właśnie tragiczne z punktu widzenia perspektyw zachowania ciągłości naszej kultury. Bo w efekcie kolejne pokolenia nie wiedzą, kim są, a także zacieśniają pole samoświadomości, które potrzebuje odpowiedniego pola widzenia. Tak właśnie podsumowywała swoje myśli Pani Karolina: «To oderwanie młodych od korzeni naszej kultury straszliwie zacieśnia ich widnokrąg i czyni płytkim ich wykształcenie». I dodawała: «Wspomnienie bowiem przeżyć, które ta lektura dała, pozostaną na zawsze w pamięci i w duszy, jeśli sam język w dużej mierze w późniejszym życiu idzie w zapomnienie » (Notatki z podróży do Grecji, Warszawa 2004, s. 53n.).
Wartości, jakie zawiera kultura grecka są absolutnie niezbędne w rozwoju duchowym każdego Europejczyka. Ale aby z tych wartości czerpać, trzeba choć przez pewien czas obcować z językiem greckim, który jest kluczem otwierającym wrota do tych cudownych komnat Homera, Pindara, Safony, Platona, Arystotelesa. Oby więc greka wróciła do szkół, choć na chwilę…
Piotr Jaroszyński

Magazyn Polski, nr 6, czerwiec 2019

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... ywilizacji


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 14 wrz 2019, 17:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31576
Znak wierności

Z ks. bp. Wiesławem Meringiem, ordynariuszem włocławskim, rozmawia Sławomir Jagodziński

Dlaczego my, Polacy, musimy dziś jako Naród stanąć i spojrzeć na krzyż?
– To jest samo sedno problemu i jednocześnie wyzwanie dla naszego Narodu: Polska musi stanąć pod krzyżem, jeśli chce przetrwać. Odchodzenie od wiary, od zasad życia moralnego, które wyznaczają Ewangelia i Dekalog, przynosi takie samo zagrożenie jak u zarania naszej państwowości, gdy przyjmowaliśmy chrzest. Nowe pogaństwo to zagrożenie dla fundamentów naszego życia narodowego, religijnego, a także państwowego. Jeśli zabraknie zasad i wartości chrześcijańskich, a przede wszystkim żywej wiary ludzi, przyszłość Polski będzie zagrożona. Dlatego wołamy: Polsko, stań pod krzyżem Chrystusa!

W święto Podwyższenia Krzyża Świętego chcemy stanąć pod tym znakiem jako wspólnota Narodu. Trzeba podkreślić ten wymiar, bo natura człowieka jest taka, że on rodzi się, żyje, rozwija się i dojrzewa we wspólnocie. Wspólnota uczy nas patrzeć i reagować na świat, ona kształtuje nasz światopogląd i – co bardzo ważne – wspólnota to jest też właściwy teren wzrostu naszej wiary.

Oczywiście tą pierwszą, podstawową wspólnotą jest rodzina. To właśnie poprzez małżeństwa i rodziny buduje się i rozwija naród. Obecny świat to teraz ostro kwestionuje, ale św. Jan Paweł II zawsze podkreślał, że zdrowa rodzina to zdrowe społeczeństwo, „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”. Parafrazując te słowa Papieża Polaka, możemy powiedzieć, że także przyszłość religii, chrześcijaństwa, katolicyzmu zależy od rodziny. Przeciwnicy Chrystusa zdają sobie z tego doskonale sprawę, stąd ten tak silny atak na rodzinę i moralność katolicką w dziedzinie przekazywania życia.

To właśnie we Włocławku św. Jan Paweł II mówił, że nie ma miłości większej niż ta, która na końcu objawia się w Sercu przebitym włócznią setnika na Golgocie.
– Krzyż to szczyt miłości i tej miłości nauka. Otóż my, stając we wspólnocie Narodu pod krzyżem, najpierw wyznajemy, że jesteśmy rodziną Jezusa, że się do Niego przyznajemy i że jest dla nas najważniejszy. Następnie uświadamiamy sobie, że przez naszą wspólną obecność i modlitwę wracamy jakby do początku naszej wiary, czyli właśnie pod krzyż, gdzie dokonało się nasze odkupienie. Chcemy sobie uświadomić, że innej, lepszej, doskonalszej drogi, która może nas zaprowadzić w stronę zjednoczenia i z Bogiem, i z ludźmi, nie ma.

Pan Jezus powiedział, że nie ma innego przykazania większego od tych: miłości Pana Boga i miłości bliźniego. Zawsze te dwa elementy muszą iść razem. Ci, którzy chcieliby ograniczyć te przykazania, rozdzielić je, wybrać tylko jedno, to występują przeciw drugiemu. Historia pokazuje dziesiątki przykładów, że każde wystąpienie przeciw Bogu kończyło się wystąpieniem przeciw człowiekowi. Dlatego celem tej inicjatywy ewangelizacyjnej jest ostatecznie stałe i wierne krzyżowi działanie na co dzień. Nie chodzi jedynie o to, aby „akcja się udała”. Ta modlitwa i oddanie się Chrystusowi ma nam wszystkim dać siły do wierności Bogu w ciągu całego naszego życia, w miejscach, gdzie żyjemy, gdzie pracujemy, w naszych rodzinach. Czyli na całe nasze chrześcijańskie, katolickie bycie w świecie.

Zatem słowem, które staje się kluczem do zrozumienia sensu tego wydarzenia, jest „wierność”?
– „Wierność” to słowo, którego dzisiaj, niestety, prawie nigdzie już nie usłyszymy, oczywiście poza katolickimi środkami przekazu. Apoteoza wierności nie interesuje dziś twórców filmów, pisarzy, szeroko rozumianej kultury. Wręcz przeciwnie, postnowoczesność przekonuje nas zwodniczo: „nie ma niczego trwałego”, „nie ma niczego godnego wierności”, „liczy się tylko kaprys człowieka i jego zadowolenie w danym momencie”.

My idziemy bardzo świadomie pod prąd tym tendencjom. Jako chrześcijanie stajemy pod krzyżem po to, aby tam uczyć się tej wierności, która powinna charakteryzować każdego ucznia Chrystusa. Owszem, jesteśmy obarczeni grzechami i słabościami, ale równocześnie z całą mocą przyznajemy się do Jezusa i błagamy o Jego miłosierdzie dla nas i wszystkich innych grzeszników.

Mówimy o wierności, a gdzie dziś w Polsce tej wierności krzyżowi trzeba szczególnie pilnować?
– Zawsze wyznacznikiem dla rachunku sumienia z wierności są wspomniane dwa przykazania miłości Boga i bliźniego oraz Dekalog.

Nie ulega jednak wątpliwości, że największym zagrożeniem jest dzisiaj kwestia złej antropologii, tego, co Papież Jan Paweł II nazywał błędem antropologicznym. Atakuje nas dzisiaj ta cała chora ideologia gender i LGBT. Dlaczego mówię, że to jest chore? Dlatego, że występuje przeciw naturze. Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę i takiemu właśnie ich związkowi błogosławił. Natomiast kiedy się usiłuje zacierać różnice między jednym a drugim, występuje się przeciw naturze człowieka i przeciw dziełu stworzenia.

Dlatego dziś ta wierność domaga się naszego stanowczego, jasnego i równocześnie spokojnego odrzucenia wszystkich tych złych podpowiedzi, jakie płyną ze strony propagatorów gender i LGBT. Przecież to jest niemożliwe, żeby chrześcijanin miał tutaj jakiekolwiek wątpliwości. Zawsze grzech i zło trzeba nazywać po imieniu. Jeżeli Kościół będzie stawał się „światowym”, albo – jak to nam czasami fałszywie mówią – rzekomo „bardziej ludzkim”, to przestanie mieć rację swego istnienia. On ma być zawsze Chrystusowy i stać pod krzyżem. My nie musimy „uśmiechać się” do świata, pochlebiać światu, ulegając różnym modom, opiniom czy ideologiom. Mamy właśnie w tym świecie zmagać się z różnymi złymi i głupimi tendencjami i przez to być jak tlen, jak źródło światła dla ludzkości.

Jeżeli my sami będziemy ciemnością, to czym będziemy się różnili od świata? Wierność polega na odwadze głoszenia niesfałszowanej nauki Jezusa Chrystusa!

W 1991 r. we Włocławku św. Jan Paweł II przestrzegał nas, Polaków, aby nie dać się uwikłać całej tej „cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie nazwę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia”. To nadal są bardzo aktualne słowa.
– Ojciec Święty przestrzegał wówczas przed tym, co nazwał wprost antykulturą i antycywilizacją.

Przypominał, że prawdziwą kulturą jest to, dzięki czemu człowiek staje się bardziej człowiekiem, a nie to, co tylko „zużywa” jego człowieczeństwo. Hedonizm, materializm i próba odarcia szczególnie młodego pokolenia z życia duchowego i religijnego nie jest przywracaniem wartości człowiekowi. Nie jest tym też tym spychanie go tylko w to, co zmysłowe, czy zarażanie go zgubnymi ideologiami. To zamach na człowieka, o którego wielkiej wartości świadczy tajemnica odkupienia, tajemnica krzyża, a nie kaprys jakichś dyktatur czy głośna propaganda ateistycznych aktywistów.

Czytelnymi świadkami prawdziwej wiary i prawdziwego człowieczeństwa są święci. Dlatego w czasie inicjatywy Polska pod Krzyżem bardzo silnie będzie zaakcentowana ich rola i ich obecność w naszym Narodzie. Przypominamy ich sobie, bo to są właśnie ludzie, którzy byli wierni nauce Chrystusa. Ojciec Święty Benedykt XVI mówił, że święci i sztuka to najwięksi apologeci naszej wiary. Święci są apologetami wiary, oni są tymi, którzy bronią wiary swoim życiem. Nie tylko swoimi poglądami, ale swoim życiem, gotowością do przyjęcia cierpienia, do przyjęcia śmierci. Tak, śmierci, bo wierność domaga się od człowieka gotowości do rezygnacji nawet z własnego życia.

W tym sensie ci święci to są te prawdziwe pochodnie, które płoną, wskazując drogę w tej ciemności antykultury i antycywilizacji, które także dzisiaj otaczają człowieka i próbują go zdominować, zwieść.

Takim światłem był na pewno męczennik za prawdę bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który będzie szczególnym patronem spotkania pod Włocławkiem.
– Przecież ks. Jerzy Popiełuszko przyszedł na świat jakby w blasku krzyża świętego. 14 września – święto Podwyższenia Krzyża Świętego – to przecież jego urodziny. Jego relikwie są obecne w sanktuarium we Włocławku, niedaleko miejsca jego śmierci. Sądzę, że bardzo wielu pielgrzymów będzie chciało również tam się zatrzymać, pomodlić.

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko to jest znakomity wzorzec tego, jak należy traktować swoją wiarę, jak należy być w niej konsekwentnym, jak trzeba być jej wiernym, jak trzeba mieć odwagę mówić o niej. Prawda była dla niego najważniejsza. Wszelka tchórzliwość wiary, jakieś jej wykoślawianie, co nam podpowiada złudne przekonanie, że jak nie będziemy konsekwentni w tej wierze, to będziemy mieli mniej ataków na siebie albo zyskamy więcej zwolenników, to zwykłe złudzenia. Ksiądz Jerzy doskonale to wiedział. Uczył dobrem reagować na zło. Warto cały czas wracać do jego nauczania. Niejednokrotnie mówił o gotowości do tego, żeby nie ulegać fałszywym kompromisom, żeby bronić wiary w Jezusa i godności człowieka. I po to spotykamy się pod krzyżem – żeby przypomnieć sobie, że Jezus Chrystus zawsze będzie znakiem sprzeciwu. My jednak nie potrzebujemy niczego, co nie jest autentycznym Jego głosem. Po to stajemy pod krzyżem Jezusa, żeby go wnieść potem w życie.

Wymownym znakiem tego będą trzymane w rękach przez uczestników spotkania krzyże, tak jak to było na Mszach za Ojczyznę odprawianych przez ks. Jerzego.
– Krzyż trzeba mieć w sercu, ale też nosić na piersi, wieszać na ścianie, a czasem też chwycić w rękę i wysoko podnieść jako wyraz wierności Bogu. Niestety, coraz częściej ten znak jest np. usuwany ze ścian. Doświadczam czasem takich bolesnych chwil, gdy rodzice z płaczem i wstydem wyznają, że ich dorosłe dzieci wyrzucają ze swych mieszkań i domów święte obrazy i krzyże. To znak, że już stracili albo są na drodze do utraty skarbu wiary. Polska pod Krzyżem to również przypomnienie, że człowiek potrzebuje znaku, który wyraża jego najgłębszą tożsamość i wyznawaną wiarę. Dla nas, chrześcijan, jest to przede wszystkim właśnie krzyż. Dlatego ten krzyż powinien wisieć w centrum naszych mieszkań, w urzędzie i szkole. Nie dajmy sobie go odebrać ani z życia osobistego, ani z życia publicznego, bo krzyż to nauka miłości, ofiary, poświęcenia, wspaniałomyślności i siła w cierpieniu.

Nieprzypadkowo na tym spotkaniu będzie obecna replika krzyża z Giewontu w kontekście słów Jana Pawła II z Zakopanego: Brońcie krzyża!
– Krzyż jest znakiem sprzeciwu i takim będzie. Mamy w Polsce środowiska, które tylko czekają i nie przepuszczą żadnej okazji, aby uderzyć w Kościół, zniszczyć jego autorytet, autorytet kapłanów. Przeszkadza im obecność symboli religijnych w przestrzeni publicznej, walczą z lekcjami religii w szkole. Dlatego wezwanie św. Jana Pawła II z Zakopanego to jedno z najbardziej proroczych wezwań Ojca Świętego: „Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu społecznym, rodzinnym”. Ciągle najrozmaitszymi atakami próbują nas dzisiaj przestraszyć, próbują zamknąć nam usta. Potrzeba nam siły Ducha Świętego, aby mieć odwagę wobec tych, co każą nam milczeć czy wręcz czyhają na nasze życie. Przecież mieliśmy już fizyczne ataki na kapłanów, których trudno nie łączyć z rozpętaną antyklerykalną nagonką.

Jesteśmy bezwzględnie i z wielką zajadłością atakowani. Nigdy święte znaki chrześcijaństwa nie były tak profanowane w naszej Ojczyźnie, ale nie wolno nam się poddać takiemu terrorowi. Ksiądz kard. Robert Sarah z Watykanu, za którego wspaniałe przemówienia dziękuję „Naszemu Dziennikowi”, stwierdził, że miejsce księdza jest na krzyżu. Ja bym to jeszcze poszerzył: miejsce księdza i każdego chrześcijanina jest na krzyżu. Bo krzyż wpisuje się w istotę kapłaństwa i w istotę chrześcijaństwa.

Jak patrzę na profanowany znak krzyża na piersiach niektórych muzyków, aktorów itd., to myślę sobie: Boże, jak Ty musisz być potężny, skoro taka wielka moc nienawiści kumuluje się przeciw Tobie i próbuje usunąć Cię z naszego życia. Nie wolno nam lękać się nienawiści świata. Zawsze Chrystus był znakiem sprzeciwu, od pierwszych chwil po narodzeniu, i tak będzie do końca naszych dni.

Co uczestnicy tego spotkania powinni dalej ponieść w swoje życie?
– Chciałbym, aby ono zaowocowało szacunkiem i autentycznym kultem krzyża z naszym życiu. Oby też zaowocowało nabraniem odwagi! Pamiętajmy, że krzyż zwyciężył świat. „Stat crux dum volvitur orbis” – „krzyż stoi, choć świat się zmienia”. Kto przylgnie do krzyża, kto się go uchwyci z nadzieją, to nawet jeśli jest dotknięty największą słabością i największym grzechem, może mieć nadzieję na Boże Miłosierdzie, na Bożą obecność w jego życiu i na przyjaźń z Panem Bogiem. Co można osiągnąć większego na ziemi? My, patrząc na całą tę olbrzymią grupę ludzi stojących pod znakiem krzyża, mamy szansę nabrać męstwa, aby wzajemnie się wspierać i umacniać, tworząc prawdziwą wspólnotę tych, którzy idą za Jezusem ukrzyżowanym, sami próbując dźwigać krzyż.

Dziękuję za rozmowę.

Sławomir Jagodziński

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 52 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /