Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 01 wrz 2018, 20:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Najwyższe zasady państwa i prawa, cz. 4

Trzy cnoty kardynalne: mądrość, umiarkowanie i męstwo dotyczą relacji każdego człowieka względem siebie samego, natomiast sprawiedliwość jest jedyną z cnót kardynalnych, która reguluje, jak nauczał Cyceron, „życie społeczne”, tj. „relacje” względem wszystkich „drugich osób”: Boskich, anielskich i ludzkich.

Czym jest zatem sprawiedliwość w swojej naturze? Jakie są rodzaje sprawiedliwości? Jaki jest cel sprawiedliwości? Czy człowiek może być własną mocą ludzką sprawiedliwy względem Najwyższego Boga? Skąd ostatecznie pochodzi sprawiedliwość? Czy państwo i prawo są z istoty swojej bytowości powołane do sprawiedliwości? Jakie reformy powinna w świetle obiektywnej, czyli prawnonaturalnej zasady sprawiedliwości podjąć Rzeczpospolita Polska, aby zasłużyć na bycie państwem sprawiedliwym? Odpowiedzi na te pytania poświęcone są poniższe refleksje.

Jaka jest natura sprawiedliwości?
Św. Tomasz z Akwinu definiuje sprawiedliwość jako „sprawność, dzięki której ktoś stałą i permanentną wolą oddaje każdemu to, co się jemu należy”

Każdy człowiek jako istota rozumna i wolna wraz z instytucją jego państwa oraz prawa, które tworzy, są powołane przez Boga Stwórcę do zachowania sprawiedliwości: „Oddaj Bogu to, co należy do Boga, a Cezarowi to, co należy do Cezara”, naucza Jezus jako Bóg-Człowiek. Konieczna zatem najpierw do określenia postępowania ludzkiego jako sprawiedliwego jest jego rozumność, czyli „świadomość” oparta na prawdzie, bo każdy człowiek posiada rozum i wolną wolą, o ile jest właściwie uformowana, chce prawdy, którą poznaje nasz rozum. Następnie chodzi o „wolę”, aby w akcie sprawiedliwości była „dobrowolna”, czyli aby człowiek sprawiedliwy nie był niczym i przez nikogo przymuszony. Zaś określenia „stałości i permanentności” oznaczają „niewzruszoność jej czynności”, tzn. „by człowiek miał wolę zawsze i we wszystkim zachować sprawiedliwość”.

Warto podkreślić, że już Arystoteles w starożytnej Grecji zupełnie podobnie zdefiniował sprawiedliwość, chociaż nie znał jeszcze wolnej woli człowieka jako władzy nieśmiertelnego ducha ludzkiego, co w swojej nauce przyniosło ludzkości dopiero chrześcijaństwo katolickie wraz z dogmatem o wolnej woli każdej osoby ludzkiej przed Bogiem i drugim człowiekiem.

Uprzedmiotowienie człowieka i zredukowanie go do istoty li tylko zmysłowej, czyli cielesnej, uniemożliwia praktykowanie sprawiedliwości, ponieważ Doctor angelicus naucza, iż „oddawanie każdemu tego, co mu się należy, nie może pochodzić od zmysłowości, ponieważ spostrzeżenie zmysłowe nie sięga tak daleko, by mogło uchwycić współmierność jednego jestestwa do drugiego, bo to jest właściwością rozumu” i duchowej „woli”, a nie cielesności i jej zmysłowości – z natury niezdolne do poznania i realizowania sprawiedliwości. Stąd św. Jan Paweł II ma rację, gdy stwierdza, że „kapitalizm i liberalizm”, marksizm-leninizm jako również „materializm” oraz wszelkie ideologie „kolektywizmu”, jak np. dzisiaj neomarksizm globalny (genderyzm i ekologizm/ekoterroryzm), są „błędami” godzącymi w sprawiedliwość nie tylko w sensie gospodarczym, lecz także generalnie.

Te ideologie jako trendy czy „ustroje” społeczne są sprzeczne ze sprawiedliwością względem człowieka jako osobowego „podmiotu”, bo „człowiek sam jeden jest osobą” i dlatego wszelkie materializmy kapitalistyczno-liberalistyczno-socjalistyczne są niesłuszne i niegodne człowieka, tzn. – parafrazując słowa nauki Papieża Polaka – wewnętrznie nieprawdziwe i zarazem moralnie niegodziwe.

Jakie są rodzaje sprawiedliwości?
Skoro sprawiedliwość stanowi prawą miarę naszych relacji międzyludzkich, to dzieli się ona na kategorie w zależności od rozumienia pojęcia „drudzy”.

1. Iustitia generalis/legalis: sprawiedliwość ogólna/prawna: człowiek jako jednostka ma zobowiązania względem „drugich w ogólności”. W tej sprawiedliwości, nazwanej przez Papieża Piusa XI jako „społecznej” chodzi o uregulowanie postawy osoby ludzkiej względem jej ogólnej społeczności, czyli jej państwa i dobra wspólnego, co określa prawo stanowione tegoż państwa. Prawo zaś państwa powinno chronić obywateli przed nadużyciami np. silniejszych względem słabszych oraz zadbać przy ochronie indywidualnego prawa własności o ogólny dostęp ludzi do dóbr ziemi.

2. Iustitia particularis: sprawiedliwość szczególna jako dystrybucyjna (i. distributiva) i windykacyjna (i. vindicativa) człowieka jako jednostki względem drugiego jako również jednostki. Kierujący państwami powinni zadbać o taki podział uprawnień i zobowiązań, aby odpowiadał on godności i zdolnościom jednostek w państwie. Analogicznie jest z kwestią zasług, zarobków i kar. Jan Paweł II naucza, iż „sprawiedliwość... rozsądza pomiędzy ludźmi, rozdzielając wśród nich przedmiotowe dobra słuszną miarą”. W dalszym ciągu nie tylko w Polsce, lecz prawie na całym globie „problemem kluczowym etyki społecznej jest… sprawa sprawiedliwej zapłaty za wykonywaną pracę” jako „płaca rodzinna”.
3. Iustitia commutativa: sprawiedliwość wyrównująca troszczy się o równą miarę dla żądań i usług w poszczególnych relacjach pomiędzy pojedynczymi osobami ludzkimi. W tym sensie np. „ubogi” w świetle „pełnej sprawiedliwości” nie jest „kłopotliwym natrętem czy jako ciężarem”, ale „sposobnością do czynienia dobra dla samego dobra, możliwością osiągnięcia bogactwa większego”. W samym „sercu” sprawiedliwości tkwi troska o człowieka i jego dobro ze względu na niego samego.

Jaki jest cel sprawiedliwości?
Według św. Tomasza z Akwinu, „sprawiedliwość nadaje prawość ludzkim czynnościom” i „sprawia, że postępowanie ludzkie staje się dobre”. Również Cyceron był przekonany, że właśnie „zasadniczo ze względu na sprawiedliwość nazywamy ludzi dobrymi”. A zatem „podstawowym sprawdzianem” „sprawiedliwości społecznej… w życiu organizmów politycznych” jest „poszanowanie” „obiektywnych i nienaruszalnych praw człowieka” i to skutkuje „pokojem” jako „dziełem sprawiedliwości”. Podobnie naucza Katechizm Kościoła Katolickiego, iż „cnota sprawiedliwości” istnieje po to, „aby respektować prawa bliźniego i oddać mu to, co się mu należy”, bo wtedy człowiek może żyć i działać w duchu sprawiedliwości, a ta z kolei prowadzi go prostą drogą do bliźniego, Boga i ostatecznie do wiecznego Nieba jako najwyższego celu bycia sprawiedliwym. To zaś wiąże się z kwestią genezy sprawiedliwości Boskiej.

Skąd ostatecznie pochodzi sprawiedliwość?
„Sprawiedliwość jest prawdziwą cnotą u człowieka, u Boga zaś oznacza transcendentną Jego doskonałość”, która nie ma początku ani też i kresu istnienia, ponieważ „sprawiedliwośc Boża jest wieczna ze względu na to, że Jego wola i Jego postanowienia są wieczne”. „Niszczy się” sprawiedliwość społeczną według Papieża Polaka, gdy „niszczy się drugich, zabija, pozbawia wolności, wyzuwa z elementarnych praw”, urzeczawia się go.

Dokonuje się tego poprzez „desakralizację”, czyli odrzucenie Boga jako ostateczną Rację sprawiedliwości, które prowadzi według Jana Pawła II do „dehumanizacji”, czyli redukcji człowieka do zwierzęcia, a nawet, czego radykalnym przykładem jest współcześnie ideologia ekoterroryzmu globalnego, sytuowania człowieka w jego obiektywnie nietykalnej godności i bezcennej wartości poniżej ograniczonej wartości świata fauny i flory. Czy zatem jest realnie możliwe osiągnięcie sprawiedliwości, jeżeli człowiek świadomie i z własnej wolności zapomni albo nawet odrzuci Boga objawionego?
Czy człowiek może być własną mocą ludzką sprawiedliwy względem Najwyższego Boga?

Wprawdzie powstaje w człowieku „pragnienie życia pod każdym względem sprawiedliwego”, ale Papież z Polski nie ma wątpliwości, iż „aby nastała sprawiedliwość… konieczny jest dar łaski ofiarowanej przez Boga”, którą „kapitalizm”, „liberalizm i marksizm” „odrzucają”. Wprost przeciwnie, „im bardziej jest on (człowiek) posłuszny – z pomocą łaski – nowemu prawu Ducha Świętego, tym bardziej wzrasta w… sprawiedliwości”, bo przecież „bycie sprawiedliwym” w nauce katolickiego chrześcijaństwa oznacza „postępowanie stosowne do Woli Boga, naszego Prawodawcy i Sędziego”. Wcześniej prorok Izajasz nauczał, że w królestwie mesjańskim „sprawiedliwość” człowieka będzie podarunkiem Boga, który uzdolni człowieka do doskonałego wypełnienia Prawa Najwyższego jako warunku wstąpienia do Nieba.

Według Nowego Testamentu „stan sprawiedliwości” jest „stanem łaski” i tylko człowiek obdarzony łaską uświęcającą zdolny jest do wypełnienia prawa Chrystusowego, czyli prawa „miłości Boga i miłości bliźniego”, bowiem „sprawiedliwość ostatecznie służy miłości”. Dopiero przecież „sprawiedliwość Boża objawiona na krzyżu Chrystusa jest , że rodzi się z miłości i w miłości dopełnia się, rodząc owoce zbawienia”. Naturalne predyspozycje do miłości nie wystarczają, aby osiągnąć ogląd Boskiego Oblicza w Niebie. Konieczną jest każdemu człowiekowi sprawiedliwemu na miarę „Chrystusa jako Celu prawa” „sprawiedliwość Ewangelii i Odkupienia, sprawiedliwość Kazania na Górze i Krzyża”, bez których człowiek nie pokona jego największych nieprzyjaciół: grzechu i śmierci, czyli wiecznej rozłąki z Bogiem. Wyłącznie w Jezusie z Nazaretu jako najdoskonalszym Zbawicielu z winy wiecznej i Odkupicielu z kary wiecznej, na które zasłużył Adam i jego dziedzictwo, czyli każdy z nas z wyjątkiem Niepokalanej Matki Najświętszej Maryi, tj. „w Chrystusie… zostaje wymierzona sprawiedliwość grzechowi” i „śmierci” za „cenę śmierci Tego, który był bez grzechu”. Powstaje pytanie: jaka jest właściwa relacja pomiędzy sprawiedliwością i miłosierdziem?

Czyżby Miłosierdzie Chrystusa Pana sprzeciwiało się sprawiedliwości?
Nierzadko – także w środowiskach katolickich – pojawia się postulat o opozycji sprawiedliwości i miłosierdzia, co zagraża stabilności naszej wiary katolickiej i dalszym rozłamom ideowym w łonie chrześcijaństwa, jeżeli ustawi się to zagadnienie w gruncie alternatywy rozłącznej: albo sprawiedliwość, albo miłosierdzie. Jan Paweł II głosi zdrową naukę o odpowiedniości pomiędzy nimi: „Miłosierdzie różni się od sprawiedliwości, a jednak jej się nie sprzeciwia”.

Co więcej, Papież konkluduje, iż „autentyczne miłosierdzie jest jakby głębszym źródłem sprawiedliwości”. Co to bliżej oznacza? Otóż, jak twierdzi dalej Papież Polak, „szczodrze wymagane przebaczenie nie niweczy obiektywnych wymagań sprawiedliwości. Właściwie rozumiana sprawiedliwość stanowi poniekąd cel przebaczenia.

W żadnym miejscu orędzia ewangelicznego ani przebaczenie, ani też miłosierdzie jako jego źródło nie oznacza pobłażliwości wobec zła, wobec zgorszenia, wobec krzywdy czy zniewagi wyrządzonej. W każdym wypadku naprawienie tego zła, naprawienie zgorszenia, wyrównanie krzywdy, zadośćuczynienie za zniewagę jest warunkiem przebaczenia”, czyli doświadczenia miłości miłosiernej od Boga jako Miłości wiecznej oraz od drugiego człowieka jako miłującego miłosiernie.

Prawo jako prawo powinno być w państwie przyczyną sprawiedliwości. Stąd tak zasadnicza troska sprawiedliwego lub prawego prawodawcy państwowego o prawo sluszne czy prawe, bo każde stanowienie bezprawia zagraża obywatelom i uniemożliwia im stanie się sprawiedliwymi oraz uniemożliwa im realizację dobra wspólnego jako najwyższego celu państwa i prawa. To zaś skutkuje destrukcją państwa i prawa aż do niebezpieczeństwa rozpadu i jednego, i drugiego.
Pytanie zatem o sprawiedliwość jest w najwyższym stopniu pytaniem o trwanie i rozwój, względnie o kryzys i rozpad państwa i prawa. Dotyczy to również w całej rozciągłości naszej Rzeczypospolitej Polskiej, która trwa i rozwija się tylko i wyłącznie w oparciu o prawo słuszne, natomiast w jej najżywotniejszym interesie bycia lub niebycia jest dbanie o wyeliminowanie wszelkiego prawa nieprawego i niesprawiedliwego jak przede wszystkim wyeliminowanie każdego przypadku ustawowo dopuszczalnej aborcji czy eutanazji.

Państwo polskie nie spodziewa się w tym względzie, z której strony może dopaść nas śmiertelny cios, jeżeli Rzeczpospolita zadaje go tysiącom polskich obywateli w łonach matek czy na łożu sędziwości wielu najstarszych pokoleń Polek i Polaków. Jakie reformy powinna w świetle obiektywnej, czyli prawnonaturalnej zasady sprawiedliwości podjąć Rzeczpospolita Polska, aby zasłużyć na bycie państwem sprawiedliwym?

Należy w pierwszym rzędzie zadbać o zaproponowane przez ks. infułata dr. Ireneusza Skubisia, Honorowego Redaktora Naczelnego katolickiego tygodnika „Niedziela”, „Ministerstwo życia” w Polsce, aby być pośród katolików na świecie i w naszej Ojczyźnie wiarygodnym podmiotem państwowym w świetle podstawowych wymogów sprawiedliwości społecznej. Wszystkie nawet najlepsze reformy RP w obecnej kadencji rządzących Polską, które mądrzy i sprawiedliwi Polacy stosownie cenią, rzucają na siebie poważny cień krzyża brutalnej śmierci niewinnych dzieci w majestacie polskiego prawa… A te idą już w pierwszych momentach istnienia przed Oblicze Boga jako Najwyższego Prawodawcy i co powiedzą odwiecznemu Panu i Stwórcy wszelkiego życia i Polski o naszej sprawiedliwości w społeczności ponad 95 proc. ochrzczonych Obywateli?

ks. prof. Tadeusz Guz

https://naszdziennik.pl/mysl/200763,naj ... -cz-4.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 01 gru 2018, 19:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
To jest dobry i bardzo ważny krok, abyśmy jako naród, jako Polacy wrócili na drogę naturalnego rozwoju duchowego, a nie jak obecnie błądzili po ścieżkach wymyślonych w chorych umysłach ideologów.
Świat nie mieści się w przestrzeni zawartej między marksistowskim materializmem i ateizmem, a spirytyzmem i ezoteryką.
Świat i życie to nie tylko moda, zysk, seks, żarcie, mamona, sukces, powodzenie, pozory i oszustwa.
Świat i życie są daleko bogatsze, a mimo wszystko prostsze, ... że aż prostolinijne.
To co naturalne tworzyło prawdziwą dojrzałą i wielką kulturę.
To co urojone, to co wydumane, to w oderwanych od natury i od kultury umysłach tworzy prymitywną, masową i plugawą kulturę.
Musimy to widzieć i musimy się do tego odnieść, jeżeli chcemy pozostać ludźmi, a nie tylko być zaprogramowanymi na niedojrzałość robotami.
Czas najwyższy na wychowywanie naszych dzieci w duchu dojrzałej kultury, aby umiały dojrzeć i przejrzeć na wylot sezonową i koniunkturalną kulturę, i ją samodzielnie zignorować.


Aby młodzież była przy Panu Bogu

– Musimy postarać się, aby młodzież była przy Panu Bogu. To jest zadanie dla Rodziny Radia Maryja po 27 latach istnienia – powiedział podczas uroczystości z okazji rocznicy powstania Radia Maryja o. dr Tadeusz Rydzyk CSsR.

Dyrektor i założyciel Radia Maryja wskazał również cele, na które przekazywane są pieniądze z 1% przeznaczanego na Fundację Lux Veritatis. – Dzięki temu, że powstało Radio Maryja, jest wiele dobra w Polsce – zauważył redemptorysta. Podziękował też Rodzinie Radia Maryja za rozumienie potrzeb i płynące wsparcie.

– Wszyscy jesteśmy jedną wielką polską rodziną. Po Panu Bogu wszyscy kochamy Polskę – katolicką Polskę – dodał dyrektor rozgłośni.

– Musimy postarać się, aby młodzież była przy Panu Bogu. To jest zadanie dla Rodziny Radia Maryja po 27 latach istnienia. Zaczynamy od apostolstwa przez książkę, którą chcemy rozsyłać do wszystkich chętnych. Kształcenie charakteru, kształcenie cnót, roztropność, spolegliwość, umiarkowanie, męstwo – na tych cnotach reszta jest zawieszona – podkreślił o. dr Tadeusz Rydzyk.

https://naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w ... -bogu.html

spolegliwość - powinno być sprawiedliwość


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 15 sty 2019, 14:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Prawdziwe Wieki Światła – czyli co nauka zawdzięcza średniowieczu

Obrazek
Wykład uniwersytecki (ilustracja z połowy XIV w.) Wikimedia Commons


Gwałtowne przyspieszenie rozwoju nauki w XVII wieku nie nastąpiłoby, gdyby nie średniowiecze. Wówczas bowiem rozwinięto uzasadniające ją poglądy o racjonalności wszechświata, możliwości jego badania, a także stworzono metodę eksperymentalną. Kwitły również uniwersytety. W latach 1200-1600, a może i nieco wcześniej Europa wyzwoliła się od naukowej zapaści powstałej po upadku cesarstwa rzymskiego.

„Były niegdyś czasy” – pisze Leon XIII w encyklice Immortale Dei – „kiedy filozofia Ewangelii sterowała państwami, kiedy boża moc chrześcijańskiej mądrości przenikała ustrój prawa, instytucje, obyczaje ludów, wszystkie warstwy i sprawy państwa; […]. W takim stanie rzeczy świecka społeczność błogie nadspodziewanie rodziła plony, których pamięć żyje i żyć będzie, tak licznymi dziejów stwierdzona pomnikami, że ich żadne wymysły przeciwników nie zniszczą, ani przygłuszą”.

Jednym z owych błogich owoców, jakie wydała z siebie średniowieczna Europa, okazał się właśnie rozwój nauki. Chrześcijaństwo, odwrotnie niż islam, długo czekało na uzyskanie dominującej pozycji w świecie. Cesarstwo Rzymskie przyjęło bowiem chrystianizm dopiero w IV wieku. W efekcie wyznawcy Chrystusa musieli stopniowo dostosowywać się do świeckiej kultury i nauki.

W tej postawie poszanowania porządku świeckiego pomocne okazały się też słowa Chrystusa „Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie”. Nic podobnego nie istniało w islamie. Już w II wieku Klemens Aleksandryjski i Orygenes rozpoczęli asymilację greckiej spuścizny. W wiekach po upadku Rzymu zakonnicy zachowali spuściznę antyczną. Jednak korzystny z punktu widzenia rozwoju nauki wpływ średniowiecza nie ograniczył się do zachowania dziedzictwa starożytnego. Objął bowiem również wypracowanie własnych koncepcji.

Nowe pojęcia, nowe horyzonty
Jedna z istotnych zasług średniowiecza polegała na stworzeniu pojęcia bezwładności – właściwości ciał materialnych jako dążących do spoczynku. Jak zauważa Thomas Woods w książce „Jak Kościół zbudował cywilizację zachodnią” wprowadzenie tej zasady to zasługa Jana Buridana. Ów XIV-wieczny profesor Sorbony odrzucił arystotelesowskie przekonanie o wieczności świata. Podkreślał, że to Bóg stworzył cały kosmos – ex nihilo. Podkreślał, że ruch także nie był wieczny – podobnie jak i wszechświat.

Jak zauważa Thomas Woods „komentarze Buridana, będące bezpośrednim wynikiem jego katolickiej wiary, miały ogromny wpływ na kształtowanie się zachodniej nauki. Pierwsze prawo Newtona stanowi kulminację tego toku rozumowania”.

Szkoła w Chartres
Istotna dla rozwoju myśli zachodniej okazała się działalność szkoły w Chartres. Istniejącą od VI wieku instytucję udoskonalił biskup Fulbert około 1020 roku. Uczony ten orientował się w dziedzinach logiki, astronomii czy matematyki. Parał się fizyką, a zarazem komponował hymny.

Szkoła prężnie rozwijała się także w kolejnym stuleciu. Jak podkreśla Thomas Woods „jedną z charakterystycznych cech dwunastowiecznej filozofii przyrody było głębokie przekonanie, że przyroda jest autonomiczna i działa według ustalonych praw dostrzegalnych za pomocą rozumu – i to właśnie na tym polu szkołą w Chartres poszczycić się może największymi osiągnięciami”.

Średniowieczni uczeni z Chartes badali więc świat rozumowo i nie uważali, jakoby uwłaszczali w ten sposób jego Stwórcy. Przeciwnie! Na przykład Adelard z Bath (1080-1142) twierdził, że „to właśnie rozum czyni nas ludźmi. Gdybyśmy odwrócili się od wspaniałego, racjonalnego piękna wszechświata, wówczas zasłużylibyśmy na wygnanie, podobnie jak gość niechętny gospodarzom domu, przez których został przyjęty”.

Z podobnych założeń wychodził William z Conches (1090-1155). Negował on twierdzenia osób niechętnych racjonalnemu poznawaniu przyrody. Z kolei Teodoryk z Chartres (1085-1155) odrzucał boskość ciał niebieskich, a także pogląd, jakoby ich zachowanie kłóciło się z prawami obowiązującymi na świecie. Negował także przekonanie o wszechświecie jako żywym organizmie – zauważa Thomas Woods.

Rozprawienie się z tymi głęboko zakorzenionymi od starożytności poglądami okazało się niezbędne do uznania badań naukowych za uzasadnione. W XI i XII wieku przedstawiciele szkoły z Chartres stworzyli więc filozoficzne podstawy niezbędne do pojawienia się zachodniej nauki.

Metoda eksperymentalna
Nieco później, w XIII stuleciu do rozwoju nauki przyczynił franciszkanin, zamieszkały w Oksfordzie, Roger Bacon. Zasłynął on z osiągnięć w dziedzinie optyki i matematyki. Zwracał także uwagę na znaczenie metody eksperymentalnej. Podkreślał również, że do zdobycia wiedzy potrzebne jest zastosowanie metody prób i błędów. Pierwszy zapis wykorzystania metody eksperymentalnej zawdzięczamy zaś Robertowi Grosseteste (1175-1253), rektorowi Oxfordu i biskupowi Lincoln. Oto kolejny dowód na korzystny wpływ ludzi średniowiecza na rozwój ludzkiej wiedzy.

Błogosławiony zakaz
Paradoksalnie do rozkwitu nauki w średniowieczu przyczynił się nawet dokument potępiający tezy arystotelesowskie – tak zwane „Collectio errorum in Anglia et Parisius condemnatorum” z 1277 roku. Wydany przez paryskiego biskupa Stefana Tempier stanowił ukłon w stronę paryskich teologów. Rywalizowali oni z filozofami uznającymi niemal bezkrytycznie spuściznę Arystotelesa. Choć potępienie było nieprzychylne dla świeckich filozofów, to na dłuższą metę przyczyniło się do rozwoju nauki. Pozwoliło bowiem na uwolnienie świeckiej myśli od kurczowego trzymania się nieuzasadnionych arystotelesowskich sądów.

Na przykład – jak zauważa Thomas Woods – „Arystoteles odrzucił możliwość istnienia próżni, w czym z reguły wtórowali mu myśliciele z późnego okresu średniowiecza. Jednak po wydaniu Collectio errorum uczeni skłonni byli twierdzić, że wszechmogący Bóg mógł przecież stworzyć również próżnię. Odkryło to drogę do nowych, fascynujących możliwości w dziedzinie nauki”.

Wśród tez potępionych przez biskupa Tempiera znalazło się także między innymi przekonanie o wieczności świata i czasu. Głoszona przez Arystotelesa teza kłóciła się bowiem z chrześcijańską wiarą w stworzenie świata ex nihilo (z niczego). Co ciekawe dominujący w dzisiejszej fizyce model zakłada, że wszechświat i czas powstał wraz z Wielkim Wybuchem. Bliżej mu zatem do paryskich teologów niż filozofów.

Ponadto na cenzurowanym wskutek paryskiego potępienia znalazła się również teza, jakoby ciała niebieskie posiadały dusze. Pogląd ten, choć wówczas uznawany za zgodny ze świecką filozofią uniemożliwiał rozwój nauk. Przekonanie jakoby gwiazdy były żywe czy quasi-boskie sprawiało, że ich racjonalne badanie wydawało się bezsensowne.

Filozofowie przyrody i zarazem teologowie
O ile korzyści dla nauki odniesione dzięki potępieniu paryskiemu były cokolwiek przypadkowe, o tyle warto pamiętać, że w średniowieczu istniała grupa osób będących zarazem teologami i filozofami przyrody. Przyczyniali się oni do łagodzenia sporów między teologami i filozofami (naukowcami). To w znacznej mierze dzięki nim możliwe stało się pokojowe współistnienie obydwu grup na chrześcijańskim zachodzie. Chociaż bowiem rywalizacja przynosiła niekiedy dobre skutki uboczne (jak przy potępieniu paryskim), to nadmierna wrogość teologów mogła zdusić naukę jako taką (patrz–islam).

Rolę grupy teologów wykształconych jednocześnie w naukach świeckich i ceniących je najlepiej zrozumieć porównując sytuację cywilizacji zachodniochrześcijańskiej z tą dominującą w świecie muzułmańskim. W tej drugiej bowiem „[…] grecką filozofię przyrody zazwyczaj traktowano podejrzliwie i dlatego rzadko tylko wykładano ją publicznie. Filozofia i przyroda były często przedmiotami usuwanymi poza nawias myśli muzułmańskiej” – zauważa Edward Grant w książce „Średniowieczne podstawy nauki nowożytnej”.

Bizancjum z kolei odegrało nieocenioną rolę przy przechowaniu starożytnego dorobku. Jednak nie istniała tam – odwrotnie niż na zachodzie – klasa teologów-filozofów przyrody. „Brak wnikliwości i nowatorstwa w nauce przypisywać należy także i temu, że ani Kościół, ani państwo – a często stanowiły one jedność – nigdy nie zinstytucjonalizowały studiów w dziedzinie filozofii przyrody i nauk ścisłych. Pod tym względem Bizancjum niewiele różniło się od islamu. W obu tych cywilizacjach teologowie byli albo wrogo, albo obojętnie nastawieni do tych nauk” – zauważa Edward Grant.

Uniwersytety
Wspomniana grupa teologów-filozofów przyrody działała głównie na uniwersytetach. Instytucje te stanowią właśnie dzieło średniowiecza. Składały się one z korporacji (fakultetów) wykładowców i studentów. Do głównych fakultetów należały wydziały sztuk wyzwolonych, prawa, medycyny i teologii. Zrzeszenie korporacji nazywano studium generale, a pod koniec średniowiecza uniwersytetem. Studentom i wykładowcom, także tym świeckim, nadawano status kleryka i związane z nim przywileje.

Do najstarszych uniwersytetów zaliczano te w Paryżu, Bolonii i Oksfordzie. Do 1500 roku postało jeszcze około 70 kolejnych. Jak zauważa Edward Grant „w latach 1200-1500 uniwersytet – dzięki rozwojowi intelektualnemu i kulturalnemu – uzyskał taki kształt, jaki zachował do dziś”. To kolejny wkład średniowiecza w rozwój nauki i związany z nim wspaniały rozkwit zachodniej cywilizacji.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/prawdziwe-wieki-sw ... 798,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Odbudujmy naszą cywilizację, cywilizację łacińską.
PostNapisane: 04 lut 2019, 13:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31256
Zakony uratowały cywilizację łacińską przed germańskim zdziczeniem!

Obrazek
Zatwierdzenie reguły, Giotto di Bondone/ Wikimedia Commons


Czarne legendy mówiące, że to z powodu Kościoła średniowieczna Europa doświadczyła zapaści cywilizacyjnej, opowiadać mogą tylko ci, których ignorancja dorównuje ideologicznym uprzedzeniom. A poza tym kłamstwa zawsze lepiej się sprzedają niż prawda. Dochodzenie do prawdy wymaga pracy, kłamstwo zaś i fałsz można bez trudu wyssać nawet z brudnego palucha – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Tomasz Panfil, KUL, IPN Lublin.

Najstarszym zakonem świata założonym w roku 529 są benedyktyni. Czy oznacza to, że wcześniej nie mieliśmy do czynienia z katolickimi mnichami?

Rok 529 to po prostu data przełomowa dla Kościoła Katolickiego. Dzięki działaniom św. Benedykta z Nursji udało się stworzyć katolickie wspólnoty, do których ciągnęli ludzie chcący kontemplować Chrystusa i zastanawiać się nad tajemnicą Jego śmierci i zmartwychwstania. Nie jest tak, że wcześniej takowych nie było. Oczywiście, że byli, tyle że wiedli życie raczej jako pustelnicy uciekając od pokus cywilizacji, jak chociażby św. Antoni Wielki, zwany Pustelnikiem czy św. Hieronim.

Święty Hieronim jest tutaj bardzo dobrym przykładem, ponieważ w jego legendzie czytamy, że ukazał mu się Chrystus Ukrzyżowany, który polecił mu, aby porzucił pustkowia i samotność i wrócił do wspólnoty monastycznej i podjął się trudnego dzieła tłumaczenia Biblii z greki na łacinę.

Jest to niezwykle pouczająca legenda, ukazuje bowiem różnice w podejściu do świata, religii i wiary. Eskapiści – jak początkowo św. Hieronim – uciekając od pokus świata, zubażają go, bowiem zabierają światu siebie i swoje talenty. Św. Benedykt z Nursji doskonale to rozumiał i dlatego zakładając zakon, napisał regułę nakładającą na wstępujących do niego mnichów pewne obowiązki. Najprościej rzecz ujmując reguła ta mówiła wprost: nie wystarczy, że schowasz przed światem w jaskini, w pustelni, na pustkowiu i tam będziesz się modlił i kontemplował Chrystusa! Nie! Masz modlić się i pracować, masz tworzyć, masz przepisywać księgi, dawać przykład pobożności i krzewić wiarę wśród ludu poprzez upowszechnianie prawdy. Ora et labora – Módl się i pracuj.

Czy właśnie poprzez pracę benedyktyni mieli zbliżać się do Boga i bliźnich?

Poprzez pracę mieli przybliżać Chrystusa maluczkim. Zakonnikami zostawali przede wszystkim ludzie wykształceni, którzy potrafili czytać, pisać i znali więcej niż jeden język. Ich talenty nie mogły być marnowane poprzez zamykanie się w celach czy życie na pustkowiu. W klasztornych skryptoriach mnisi trudzili się przepisując w licznych kopiach dzieła teologiczne, zdobiąc je iluminacjami. Mieli też obowiązek upowszechniać Dobrą Nowinę.

Reguła Ora et labora zmuszała ich do pracy. Nie do pustej, samotnej kontemplacji, tylko do pracy na rzecz całej społeczności chrześcijańskiej.

Kim byli mnisi iroszkoccy?

Po upadku Rzymu, cały kontynent znalazł się w rękach germańskich barbarzyńców - nastały tzw. wieki ciemne, a cywilizacja rzymska (łacińska) odchodziła w niepamięć. Ludzie zapomnieli jak się czyta, jak się pisze, czym jest prawo stanowione, w zapomnienie popadły sztuki i umiejętności. Pod rządami Germanów niemal cała Europa cofnęła się w rozwoju.

Na szczęście dorobek cywilizacji łacińskiej przetrwał na Wyspach Brytyjskich, a konkretnie w Irlandii i Szkocji. Południowa Anglia została wprawdzie zajęta przez barbarzyńców germańskich, czyli Danów, Sasów etc., ale nie dotarli oni ani do Szkocji, ani do Irlandii.

Mogły więc tam spokojnie trwać w spokojnej izolacji wczesne wspólnoty monastyczne, czyli właśnie mnisi iroszkoccy – mieszkający w klasztorach zakładanych jeszcze m.in. przez św. Patryka.

W końcu VIII wieku mnisi iroszkoccy zaczęli przybywać na kontynent europejski. To fenomen – Irlandczycy i Szkoci cywilizowali Europę, na nowo ją chrystianizowali i na nowo upowszechniali w niej cywilizację łacińską. To właśnie przybycie do Europy Iroszkotów zapoczątkowało coś, co w historii naszego kontynentu nazywano renesansem karolińskim.

Co w związku z tym mnisi iroszkoccy „dali” Europejczykom?

Przede wszystkim, to właśnie oni przywieźli z powrotem na kontynent europejski sztukę pisania i czytania. To oni uruchomili na dworze Karola Wielkiego kancelarię. To oni upowszechnili w miejscu tzw. pism szczepowych, czyli niemal zupełnie nieczytelnych, bazgrołów, „normalne” pismo, czyli rzymską minuskułę i uncjałę.

Co zabawne: zadufani w sobie humaniści z XV-XVI wieku chcący nawiązywać bezpośrednio do czasu starożytnego Rzymu odkryli dokumenty… z czasów karolińskich i z dumą oznajmili, że teraz będzie się pisać tak ładnie jak pisano w czasach rzymskich: z głęboką pogardą wyrażając się o średniowieczu nie wiedzieli nawet, że wzorują się na dokumentach karolińskich i że patrzą na piękną i staranną minuskułę karolińską.

Czy właśnie w związku z powszechnym wówczas brakiem wśród ludzi, w tym również elit, umiejętności czytania i pisania mówimy, że były to „wieki ciemne”?

Tak i moim zdaniem takie określenie jest uzasadnione tylko i wyłącznie dla tego okresu średniowiecza. Proszę sobie wyobrazić: najpotężniejsza wówczas dynastia, czyli rządzący królestwem Frankonii Merowingowie nie potrafi ani czytać, ani pisać.

W czasach Rzymu obywatele imperium to „ludzie pisma”, prawo, polityka, gospodarka opierają się na piśmie. Razem z upadkiem Rzymu to wszystko zanikło i nawet późniejsi władcy Europy nie posiadali tych podstawowych, jak mogłoby się nam dzisiaj wydawać, umiejętności. Karol Wielki też nie umiał pisać. Potrafił jedynie podpisywać na dokumentach, ponieważ sobie to wyćwiczył.

Na szczęście na dworze Karola pojawili się Iroszkoci, którzy przywieźli ze sobą teksty ze starożytnego Rzymu, kodeksy rzymskich praw oraz wielkie dzieła literackie i to zarówno kościelne jak i świeckie, antyczne. W Europie kontynentalnej znajomość tych tekstów zanikła. Istniały one wprawdzie, ale zapomniane albo schowane gdzieś w ciemnych klasztornych bibliotekach.

To jednak nie wszystko. Pierwszą szkołę pałacową na dworze Karola Wielkiego założył właśnie iroszkocki mnich – błogosławiony Alkuin. Był to de facto powrót szkół na kontynent europejski. Mało tego: to on jako jeden z pierwszych dał sygnał, że można i należy uczyć nie tylko czytać i pisać, ale także podstaw prawa czy medycyny.

Czy to właśnie mnisi iroszkoccy zapoczątkowali renesans karoliński?

Nie tylko oni! Historia pokazuje jednoznacznie, że za każdym razem renesans był efektem pracy i starań ludzi Kościoła Katolickiego! Przecież nawet Marcin Luter był na początku człowiekiem Kościoła. To Kościół go wychował i uformował, to katolicyzm dał mu wykształcenie i możliwość studiowania starożytnych pism, praw i teologii.

Nota bene: nie jest tak, jak wmawiają światu poprawne i antykościelne systemy edukacji, że w historii świata był tylko jeden renesans – ten z wieków XV i XVI, który „rozkwitł” dzięki protestantyzmowi i był reakcją na katolicką ciemnotę średniowiecza!

Po renesansie karolińskim nastąpił bowiem renesans XII wieku, który znów zapoczątkowali ludzie Kościoła, tym razem zakon cystersów. Chodzi o tzw. reformę Cluny. To tam zapoczątkowano gotyk!

Gotyk to architektura, to matematyka, nie tylko teologia! To nauki stosowane, wszak to Cystersi wymyślają nowy sposób uprawy ziemi, czyli tzw. trójpolówkę. Dzięki niej nie trzeba było się co kilka lat przenosić na nowe ziemie i karczować kolejne obszarów lasu. Naukowe podejście do uprawy ziemi to odkrycie, że wystarczy poczekać dwa lata i ziemia odzyska swoją moc rodzenia zboża. To cystersi wymyślili genialną, najpiękniejszą na świecie, fantastyczną, zapierającą dech w piersiach architekturę, której owocami były przewspaniałe katedry, w których umieszczano cudowne gotyckie obrazy.

Renesans XII wieku, to również, a może przede wszystkim, renesans Kościoła i powrót do ewangelizacji, jaką prowadzili uczniowie Pana Jezusa.

Co ma Pan na myśli?

Zakon benedyktynów był zakonem kontemplacyjnym, czyli jakby schowanym, zamkniętym. Benedyktyni wprawdzie przepisywali teksty, uczyli się, kształcili pracowników dla świeckiej administracji, ale na pierwszym miejscu zawsze jednak była dla nich modlitwa w klasztornym odosobnieniu.

Renesans wieku XII przyniósł natomiast swoiste odwrócenie. I nie chodzi tutaj jedynie o reformę Cluny, nie tylko o renesans zapoczątkowany przez cystersów. Chodzi przede wszystkim o powstanie dwóch zakonów nowego typu, skierowanych do pracy na zewnątrz.

Chodzi o franciszkanów i dominikanów?

Tak. Św. Franciszek i św. Dominik doszli do wniosku, że najwyższy czas wyjść do ludzi, powrócić do misji apostolskiej. Stworzyli oni nowe reguły zakonne – ich istotą była misja wzywania do pokuty i do nawrócenia.

Święty Franciszek głosił, że jego zakon musi być blisko ludzi, w rozwijających się gwałtownie miastach, nie zaś gdzieś na odludziu, w odosobnieniu. Uważał też, że zakonnicy muszą odrzucić pokusy posiadania rozmaitych dóbr, co pozwoli uchronić się przed pułapką w jaką w pewnym momencie wpadli mnisi zakonów kontemplacyjnych, pewnego rodzaju konsumpcjonizmem.

Konsumpcjonizmem?

Niestety tak. Mnisi zakonów kontemplacyjnych żyli z pracy chłopów pracujących w dobrach, którymi uposażony był klasztor. Mnisi obrastali więc w sadełko, mimo że modlili się sześć razy dziennie, pisali i przepisywali księgi.

Franciszek natomiast odrzucił koncepcję obdarowywania zakonów dobrami. Chciał, żeby siedziby jego nowego bractwa znajdowały się w miastach, a nie z dala od nich, wedle starej zasady „bliżej przyrody, bliżej Boga”. Nie! Franciszek chciał być wśród ludzi i nie chciał, żeby oni pracowali na braci zakonnych, ale żeby zakonnicy byli wynagradzani za pracę, za posługę.

To samo tyczy się dominikanów. Czy wie Pan co oznacza skrót OFP?

Ordo Fratrum Praedicatorum, czyli zakon braci kaznodziejów...

No właśnie! Misją dominikanów było i jest kaznodziejstwo, czyli wychodzenie do ludu i głoszenie mu Słowa Bożego, nie poprzez uczone księgi, nie poprzez traktaty teologiczne, tylko poprzez porywające kazania, przez przemawiające do maluczkich piękne obrazy – malarstwo nazywano wówczas „Biblia pauperum”.

Na tym również polegał renesans Kościoła w XII i XIII wieku – na zmianie, czy może raczej odnowie funkcjonowania zakonów.

Zakony typu benedyktyńskiego są de facto odsunięte od świata. Mnisi żyją we wspólnocie, ale jednak są na uboczu - coś z siebie dają światu, ale jednak skupiają się na sobie i na tworzeniu dorobku zakonu.

Cystersi propagują z kolei rozmaite nauki nie tylko kontemplacyjne, o czym wcześniej wspominałem. Architektura, rolnictwo, technologia.

Z kolei franciszkanie i dominikanie upowszechniają nowy model kontaktów z wiernymi – są blisko ludzi. Co prawda nie mogą budować swoich kościołów w obrębie miast, dlatego stawiają je tuż przy miejskich murach. Tam, gdzie stoją klasztory dominikanów i franciszkanów, tam się kończyło kiedyś miasto, co bardzo dobrze widać np. w Krakowie.

To Franciszkanie i Dominikanie dali ludziom nowy model Kościoła. Nie odsuniętych od ludzi bogatych, żyjących trochę w próżny sposób dostojników kościelnych, tylko wychodzących do nich współbraci w wierze dających żywy przykład wiary, pokory, ubóstwa.

Zakon benedyktynów uratował resztki kultury i cywilizacji łacińskiej – to jego chwała! Dokonano tego, ponieważ zakonnicy nie skupiali się na pracy fizycznej i codziennymi obowiązkami, ponieważ ich misją było ratowanie i chronienie kultury przed brutalnym i barbarzyńskim światem zewnętrznym rządzonym przez Germanów, którzy to przyczynili się do wprowadzenia do ludzkich umysłów pojęcia, z którym Kościół walczył przez setki lat – pojęcia „świętej wojny”. Dla Germanów wojna była święta i mieli oni mnóstwo usprawiedliwień do tego, żeby walczyć i zabijać.

Czy „święta wojna”, to „wojna sprawiedliwa”?

Nie i nie można mylić tych pojęć.

Nad pojęciem „wojny sprawiedliwej” bardzo długo zastanawiał się święty Augustyn już w czasach imperium rzymskiego, kiedy to wielu rzymskich legionistów, którzy przechodzili na chrześcijaństwo zostawało męczennikami, ponieważ odmawiało walki. Wspomnę tylko piękną legendę o św. Maurycym i legionie tebańskim. Żołnierze tej jednostki nawrócili się i odmówili walki, a co za tym idzie łamania V przykazania i przykazania Chrystusa o konieczności miłowania bliźnich. Zostali za to ukarani – święty Maurycy i co dziesiąty żołnierz tego legionu zostali skazani na śmierć.

Był to dramatyczny dylemat – czy chrześcijanin może kogoś zabić, czy obrona domu, rodziny wspólnoty, Kościoła, może oznaczać zadanie śmierci. Św. Augustyn odpowiedział, że tak, ale tylko w „wojnie sprawiedliwej”. Nawet on jednak nie twierdził, że wszyscy, którzy walczą w „wojnie sprawiedliwej” są zwolnieni z pokuty. Zabójstwo pozostało grzechem i żołnierz walczący w „wojnie sprawiedliwej” musiał odprawiać surową pokutę.

Germańskie zwyczaje były zaś zupełnie inne: każdy może walczyć z każdym bez żadnego usprawiedliwienia. Nieważne czy walka jest sprawiedliwa czy nie. Ba! Uważano, że jeśli uda się kogoś napaść zdradziecko to tym lepiej, ponieważ są wówczas większe szanse na zwycięstwo.

I znowu tutaj pojawia się Kościoła broniący ładu i pokoju przed wojenną furią, a cywilizacji przed chaosem. Chodzi o koncepcję Pax etc Treuga Dei, czyli Pokój i Rozejm Boży. Kościół zdołał przekonać barbarzyńskich zabijaków, żeby przynajmniej w piątek i w niedzielę nie prowadzili wojen, żeby przynajmniej te dwa dni – dzień śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa były wolne od zabijania i walki.

Czy to właśnie pojęcie „wojny sprawiedliwej” przyczyniło się do powstania zakonów rycerskich?

W pewnym sensie tak – odzyskanie Ziemi Świętej z rąk muzułmanów było zdecydowanie wojną sprawiedliwą. Najpotężniejszym zakonem rycerskim byli Templariusze, którzy swoją nazwę wzięli od słowa Templum, czyli świątynia. Wówczas liczyła się tylko jedna świątynia – świątynia w Jerozolimie.

Czy zakony rycerskie funkcjonowały tak jak zakony kontemplacyjne bądź zakony żebracze?

Nie. Zakony rycerskie różnią się tym od wszystkich innych, że składają dodatkowy czwarty ślub. Wszyscy zakonnicy ślubują czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Natomiast zakony rycerskie ślubują jeszcze walkę za wiarę.

Pozostali zakonnicy nie mogli walczyć?

Początkowo walczyć mogli kapłani diecezjalni, ale nie wolno im było przelewać krwi, dlatego walczyli maczugami, a nie mieczami. W pieśni o Rolandzie pojawia się fragment o biskupie, który walczy z Saracenami właśnie maczugą – ta nie rozcina ciała.

Wraz z upływem lat nakaz dla ludzi Kościoła, aby powstrzymali się od walki i przelewu krwi był coraz mocniej respektowany, a kapłani byli srogo karani za używanie przemocy w jakiejkolwiek postaci. W czasie krucjat Kościół jednak odkrył, że potrzebuje własnych wojsk – tak powstały zakony rycerskie, w których służba wojskowa została de facto uznana za rozwinięcie reguły cysterskiej: była specyficzną pracą w służbie Kościołowi.

Czy templariusze i inne zakony rycerskie wyznaczali jakieś nowe trendy w sztuce wojennej?

Tak. Templariusze i inne tego typu zakony tworzyli bardziej wojsko niż rycerstwo. Aby to zrozumieć trzeba uzmysłowić sobie jak w tamtym czasie wyglądała armia: suweren rozsyłał wici i zwoływał swoich lenników. Oni przyjeżdżali z pocztami by służyć zwierzchnikowi mieczem. Była to armia, ale złożona z indywidualności.

Z kolei zakony rycerskie wprowadzają musztrę i walkę w zwartym szyku. Zakonnik nie był indywidualistą, tylko fragmentem większej całości. Nie był on szermierzem, który wybiega przed szereg, by zdobyć większą chwałę lub łup. Mnisi-rycerze walczą w szyku w sposób zdyscyplinowany, wykonują przyjęte wcześniej założenia taktyczne. Są po prostu nowoczesną armią – jednolicie dowodzoną, jednolicie kierowaną.

Czy można więc powiedzieć, że mamy w tym wypadku do czynienia z kolejnym powrotem do czasów rzymskich, z kolejnym renesansem?

W pewien sposób tak. Mamy walkę w szyku w wykonaniu zawodowych żołnierzy, tak jak w rzymskich legionach. Armie średniowieczne przed powstaniem zakonów rycerskich były armiami składającymi się z szlachetnie urodzonych, których powinnością wobec suwerena jest służyć mu własnym mieczem. To indywidualiści nie przywykli do posłuchu, a często mający interesy rozbieżne z interesami suwerena.

Dlaczego templariusze są dzisiaj owiani czarną legendą?

To wszystko za sprawą króla Francji i Nawarry - Filipa Pięknego, który po prostu chciał ich okraść ich z pieniędzy. Pieniędzy zarobionych dzięki bankowości - templariusze wymyślili bowiem genialny system bankowy.

Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: kupiec chce zakupić towar, czyli musi wziąć ze sobą skrzynię ze złotem i ruszyć w niebezpieczną podróż. Zatrudnia ludzi, mających bronić go przed wszystkimi zbójami czyhającymi na takie okazje. Templariusze zaś zaproponowali: nie musicie wozić swoich pieniędzy ze sobą, wpłacajcie je u nas i podróżujcie z naszymi wekslami. Kupiec mógł pójść do najbliższej placówki templariuszy i złożyć tam np. 100 dukatów. Dostawał weksel, z którym mógł jechać w podróż, znaleźć na miejscu faktorię templariuszy i wypłacić swoje pieniądze. To było coś wówczas niezwykle nowoczesnego.

Templariusze stworzyli ogromną sieć tego typu placówek zarówno w Europie jak i w Ziemi Świętej. Mnóstwo ludzi korzystało z ich usług, dzięki czemu templariusze zarabiali. Zarabiali też na pożyczkach.

Tak to templariusze stali się niezwykle bogatym zakonem i w pewnym momencie, mówiąc brutalnie, Filip Piękny postanowił zrobić skok na ich kasę oskarżając ich o kult szatana, Bafometa. Ponieważ wówczas trwała tzw. niewola awiniońska papiestwa i zależni od królów Francji papieże byli im posłuszni. Tak więc papież Klemens V rozwiązał zakon i obłożył go interdyktem. Filip Piękny zaś spalił na stosie Jakuba de Molay i jego kilkudziesięciu współpracowników i położył łapę na bogactwach zakonu. Wielu templariuszy na wieść o tym, co się stało we Francji uciekło, ukryło pieniądze i kosztowności: stąd dzisiejsze filmy o tajnych stowarzyszeniach Templariuszy – bogatych i przechowujących wiedzę tajemną.

Czy istniały zakony inkwizytorskie?

Takie zakony nie istniały, aczkolwiek funkcje inkwizytorów najchętniej powierzano przygotowanym i wykształconym w mowie i prawie dominikanom.

Dzisiaj tak modne jest potępianie inkwizycji - ale trzeba powiedzieć, że to właśnie święta inkwizycja wprowadziła do procesu sądowego instytucję przesłuchania i instytucję świadków obrony i oskarżenia tworząc bardziej sprawiedliwy system sądowniczy, dający większe szanse oskarżonemu na uniewinnienie. Nie musiał on od tej pory być sam na sam z oskarżycielem, zależnym od nieskrępowanej woli sędziego - mógł powoływać świadków, wygłaszać mowy, przedstawiać dowody etc. Po prostu toczył się proces, a nie rzucano oskarżenie i wykonywano wyrok.

Czy zakonnicy brali udział w tworzeniu pierwszych uniwersytetów?

Ale oczywiście! Powiem więcej – nie tylko brali udział, ale jest to ich dzieło: rozkwit szkolnictwa wyższego!

Najsłynniejszy po dzień dzisiejszy naukowiec średniowiecza to święty Tomasz z Akwinu z zakonu dominikanów. Inny słynny naukowiec średniowiecza, czyli Ockham - twórca stosowanej do dzisiaj przez wszystkich (może z wyjątkiem polityków), „brzytwy Ockhama” to również zakonnik - franciszkanin. Bacon - franciszkanin. Nie czas i miejsce, aby wszystkich wymienić.

Jak tworzono pierwsze uniwersytety?

Najlepsze szkoły – z reguły te przy katedrach, bogatych biskupstwach – w pewnym momencie stawały się czymś więcej niż szkołami przekazującymi umiejętności. Zaczęto w nich poszukiwać wiedzy! Na takiej zasadzie powstały uniwersytety w Bolonii i w Paryżu - wyewoluowały z najlepszych szkół katedralnych.

Widać niestety na polu szkolnictwa wyższego nasze polskie zapóźnienie - pierwsza polska uczelnia wyższa, czyli Uniwersytet Krakowski powstała w roku 1364 – ponad 200 lat po powstaniu pierwszych uczelni na świecie. Zgodnie z ówczesnymi zasadami licencji na nauczanie udzielał papież – i taką zgodę musiał uzyskać Kazimierz Wielki. Taką samą zgodę na odnowienie uniwersytetu musieli później otrzymać święta Jadwiga i Władysław Jagiełło.

Co ciekawe – zgoda papieża nie była jakąś tam czczą formalnością. Ojciec Święty mógł bardzo głęboko ingerować w organizację uczelni, np. w roku 1400 papież skorygował pierwotną organizację króla Kazimierza, w której nie było wydziału teologicznego, ponieważ polski król potrzebował urzędników państwowych. Ojciec święty uznał jednak, że po unii z Litwą muszą dominować katedry teologiczne, ponieważ przed Polską ogromna misja chrystianizacyjna do wykonania.

Tak więc uniwersytety w średniowieczu nawet jeśli służyły państwu były instytucjami kościelnymi.

Kogo kształciły średniowieczne uniwersytety?

Księży, prawników, lekarzy i nauczycieli. Co ciekawe wszystkie te cztery grupy zawodowe nosiły czarne stroje. Księża noszą czarne sutanny, doktorzy i profesorowie uczelni wyższych również noszą czarne togi, prawnicy także. Proszę pamiętać, że to czerń jest kolorem mądrości i oznacza absolwenta uniwersytetu. Sutanna, prawnicza toga, toga naukowca to jest jedno i to samo - symbol absolwenta uniwersytetu, symbol człowieka uczonego.

Skoro zakony dały ludziom i światu tyle dobra, to skąd te czarne legendy, że to przez Kościół w średniowieczu Europa doświadczyła zapaści cywilizacyjnej?

Takie rzeczy, opowiadać mogą tylko ci, których ignorancja dorównuje ideologicznym uprzedzeniom. A poza tym kłamstwa zawsze lepiej się sprzedają niż prawda. Dochodzenie do prawdy wymaga pracy, kłamstwo zaś i fałsz można bez trudu wyssać nawet z brudnego palucha.

Czarna legenda zakonów to przede wszystkim wytwór oświecenia, które chciało przeciwstawić swoje osiągnięcia tym z przeszłości. A poza tym wówczas rzeczywiście zakony podupadły w sensie duchowym, moralnym i materialnym.

Czy jest coś, co jednak zasługiwałoby na krytykę?

Niestety tak. Złą opinię miało szkolnictwo z okresu późnego średniowiecza, czyli scholastyka, nauczanie skostniałe.

Pod koniec średniowiecza ludziom Kościoła nie chciało się robić czegoś nowego. Powtarzano w kółko to samo, chociaż świat się zmieniał. Spójrzmy na wielu dzisiejszych posiadaczy dyplomów: wielu sądzi, że jak skończy jakąkolwiek szkołę wyższą i dostanie „papier”, to już nie musi aktualizować swojej wiedzy.

Tak to działa i dlatego Kościół co jakiś czas doprowadzał do nowego renesansa. Potrzebny był bodziec, który dałby zmianę i udoskonalił niewydolny system. Przecież świat się zmienia, ludzi wpadają na nowe pomysły i odkrywają nowe rzeczy. Wiedzę trzeba aktualizować. Ale pamiętajmy, bo to niezwykle ważne: Kościół nie jest po to, żeby nadążać za światem, tylko po to, żeby wyznaczać światu kierunki i drogi. Mogą – a nawet powinny – być nowe i odkrywcze. I prowadzić do Boga. Kiedy zaś nauka katolicka zaczyna podążać za doczesnymi modami – czyli zjawiskami szybko przemijającymi - to jest to dla niej początek równi pochyłej.

Dziękuję za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek
DATA: 2019-02-02 11:25
AUTOR: ROZMOWA Z PROF. TOMASZEM PANFILEM

https://www.pch24.pl/zakony-uratowaly-c ... 840,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /