Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 07 wrz 2015, 07:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Nie zasłaniajmy się poprawnością polityczną

76. rocznicę wybuchu II wojny światowej obchodzono dzisiaj uroczyście na terenie obozu koncentracyjnego Gross-Rosen w Rogoźnicy koło Strzegomia.

Centralnym punktem obchodów była Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem ordynariusza diecezji świdnickiej ks. bp. Ignacego Deca.

W homilii ksiądz biskup podkreślił m.in., że historia świata i ludzkości, w tym w szczególności II wojna światowa ukazała nam taką prawidłowość, że ludzie, którzy głuchną na głos Pana Boga, którzy zamykają się na Jego Prawdę i Miłość, przestają z Nim rozmawiać, do Niego modlić się, głuchną także na słowo i na los drugiego człowieka, co więcej, tego człowieka nie wahają się niszczyć w imię fałszywej, diabelskiej ideologii.

– Tak doszło do tworzenia obozów koncentracyjnych, w takim klimacie głuchoty na Pana Boga i na człowieka, pojawił się Katyń, Kołyma, Smoleńsk, cała Golgota Wschodu. A więc pogarda, zamknięcie się wobec Boga, przenosi się na człowieka. Przywódcy, którzy wywołali II wojnę światową i zaczęli masowo zabijać ludzi, wcześniej zerwali więź z Panem Bogiem, zamknęli się na Jego Słowo i na Jego przykazania – podkreślał ks. bp Dec.

– Jakie są wnioski na dziś z tragedii II wojny światowej dla naszego życia osobistego, rodzinnego i narodowego – pytał kaznodzieja. – Nie rozgrzeszajmy się i nie usprawiedliwiajmy się głosem fałszywych proroków naszego czasu, którzy są ubrani w szaty rzekomej prawdy i nowoczesności i wzywają nas często w sposób zakamuflowany do odstąpienia od porządku ustanowionego przez Boga. Chcą nas ogłuszyć na głos Pana Boga i głos Kościoła. Nie zasłaniajmy się poprawnością polityczną, przyzwoleniem mediów. Pytajmy, co na to Pan Bóg? Nie bądźmy głusi na głos prawdziwych proroków naszego czasu, chociażby ostatnich Następców św. Piotra – dodał.

Pasterz Kościoła świdnickiego postulował również, byśmy byli otwarci na drugiego człowieka. Jest tu potrzebne życzliwe słuchanie tego, co inni mówią i także nasze życzliwe mówienie do drugich.

– Rozmawiajmy serdecznie w naszych rodzinach, z członkami naszej najbliższej rodziny. Przemawiajmy językiem prawdy i miłości. Nie bierzmy przykładu z tego, co widzimy, słyszymy i czytamy w mediach. Przypomnijmy, że jednym z 21 postulatów sierpniowej „Solidarności” z roku 1980 było otrzymanie wolności słowa. Wolność taką odzyskaliśmy, ale jest pytanie, jak z niej dzisiaj korzystamy. Wolność słowa nie może oznaczać obrzucania drugich błotem, siania nienawiści, poniżania i obrażania przeciwników ideowych. To jest właśnie błędny sposób korzystania z daru wolności – podkreślił ks. bp Dec.

Ksiądz biskup nawoływał także, byśmy kontrolowali zatem nasze życie przed Bogiem. Wskazywał, by w naszej codzienności powracało nam przed świadomość pytanie: jak korzystamy z daru słuchania i z daru mówienia, czy dla szerzenia prawdy, dobra i piękna , czy – nie daj Boże – do zakłamywania rzeczywistości, do poniżania drugich i propagowanie kłamstwa, które udaje prawdę.

– Dziękujmy Panu Bogu za dar wiary, za dar naszego otwarcia się na Jego słowo i Na Jego Miłość. Dziękujmy za pokój, którym się cieszymy, i w duchu solidarności prośmy o pokój dla narodów, które go nie mają. Wypraszajmy dla ofiar tragedii II wojny światowej wiecznego pokoju i módlmy się, abyśmy my sami i nasi bliźni, także nasi bracia i siostry piastujący dzisiaj w naszym państwie urzędy publiczne, abyśmy wszyscy we właściwy, ewangeliczny sposób korzystali z daru słuchania i mówienia – zakończył homilię ks. bp Ignacy Dec.

Po Mszy św. przed pomnikiem-mauzoleum odbył się Apel Pamięci, poświęcono także tablicę upamiętniającą więźniów zamordowanych w KL Gross-Rosen ufundowaną przez społeczeństwo ziemi strzegomskiej.

Obóz koncentracyjny Gross-Rosen w Rogoźnicy powstał w sierpniu 1940 roku jako filia KL Sachsenhausen, której więźniowie byli przeznaczeni do pracy w miejscowym kamieniołomie granitu. Przez obóz główny i jego ok. 100 filii zlokalizowanych na terenie Dolnego Śląska, ziemi lubuskiej przeszło ok. 125 tys. więźniów. Szacuje się, że poniosło w nich tragiczną śmierć ok. 40 tys. osób.

Marek Zygmunt

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... yczna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 14 wrz 2015, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Akademia Smorgońska

Izabela BRODACKA

Akademię Smorgońską założył w swoim majątku Karol Radziwiłł. Uczono tam niedźwiedzie tańczyć w takt muzyki. Umieszczano misia na rozgrzanej blasze. Odruchowo stawał na dwóch łapach, a potem przestępował z nogi na nogę. Wytresowane w Akademii niedźwiedzie sprzedawano na dwory. Niedźwiednicy prowadzali je również po jarmarkach. Akademię Smorgońską ostatecznie zamknięto w latach 1830-31.

Ta metafora przyszła mi do głowy gdy zastanawiałam się nad przyczynami powszechnego zniewolenia intelektualistów, które nie skończyło się w chwili upadku reżimu komunistycznego lecz przejawia się do dziś dnia wiernopoddańczym popieraniem wszelkich inicjatyw postkomunistycznego salonu, a właściwie stalinowskiej grupy interesu.

Jedną z prób ukazania metod zniewalania społeczeństwa polskiego jest „Hańba domowa” Jacka Trznadla. Trznadel w rozmowach z kolegami po piórze próbuje ustalić co skłoniło ich do popierania komunistycznego reżimu. Bo przecież popierali go nie tylko „ pryszczaci”, których usprawiedliwia się zwykle ich młodzieńczą głupotą, ale w zasadzie wszyscy: Boy Żeleński, Iwaszkiewicz, Słonimski, Miłosz, Putrament, Andrzejewski, Rudnicki, Hertz, Kott, Matuszewski, Żółkiewski, Wyka.

Choć każdy przypadek należy traktować indywidualnie, Trznadel wyłania pewne cechy wspólne tej powszechnej zdrady klerków. Przede wszystkim mit nowego świata i postępu dominujący w przedwojennych lewicujących środowiskach intelektualnych. Trudno uwierzyć, że ktokolwiek mógł sowiecki terror traktować jako realizację nowego wspaniałego świata, ale w sukurs przychodziło przeświadczenie o nieuchronności przemian. W stalinowskim systemie można było brać udział czyli być podmiotem przemian albo ich przedmiotem. Mówiąc wprost – trzeba się było jakoś urządzić. Ceną tego „urządzenia”, tych mieszkań w prominenckich dzielnicach (dodajmy mieszkań ukradzionych prawowitym właścicielom) i wczasów w cudzych pałacach było podporządkowanie się przyniesionemu na sowieckich tankach reżimowi.

Przejawem tego były nie tylko obrzydliwe donosy na Miłosza sporządzone przez Słonimskiego i Kotta, lecz był również obłąkany atak Kotta na Conrada. Teza Kotta była następująca: Conrada czytała młodzież akowska, młodzież akowska była faszyzująca, ergo Conrad był prefaszystowski. Kott tłumaczył potem, że pisał te głupstwa bo się bał. Dąbrowska napisała na zamówienie „ Na wsi wesele”, Iwaszkiewicz- „ Ucieczkę Felka Okonia”. To mniej obrzydliwe niż donos Kotta ale znamienne.

Dojrzali pisarze nie mogli tłumaczyć swych wyborów nieświadomością zła które niósł komunizm. To był akt poddaństwa, przypominający wystawianie tyłka przez pawiana, które jest sygnałem podporządkowania. Nawet apostazje polityczne twórców, niesłusznie przedstawiane obecnie jako ich sprzeciw wobec systemu były najczęściej tylko „mądrością etapu”. Jak twierdziła Flora Bieńkowska słynny „ Poemat dla dorosłych” też powstał na zamówienie resortu. Woroszylski za cenę darmowego pobytu w Nieborowie miał imitować „odwilż” w polskiej literaturze. Ci którzy instalowali sowieckie wojska w Polsce, oczekiwali, że społeczeństwo będzie fascynowało się kolejnymi stadiami ich brzydkiej choroby. „ Ci , którzy pisali te brutalne, głupie i haniebne szmiry żądają żebym podchodził do nich z delikatnością Prousta, lub żebym wczuwał się w tajnię ich duszy jak Dostojewski”- powiedział Herbert.

Brzydka choroba nie uległa wyleczeniu po całkowitej zmianie systemu. Bo ta brzydka choroba to zdrada a nie lewicowość, którą usiłuje się teraz przedstawiać jako dziecięca infekcję albo rezultat pokąsania przez niejakiego Hegla. Nieszczęsny Hegel, na co mu przyszło?. Czy naprawdę zasłużył na to, żeby sobie nim wycierali gębę trzeciorzędni literaci używani jako narzędzie zniewalania narodu. Bo jak powiedział Herbert nie trzeba kupować całego narodu, wystarczy mieć w rękach inżynierów dusz. A właśnie od nich, od twórców i naukowców sowiecka władza dostała legitymację.

„Postawa partyjna była jak szczyt góry gdzie jest miejsce tylko na dwie stopy, każde odchylenie prowadzi w przepaść” – powiedział jeden z rozmówców Trznadla. Takie zniewolenie, że człowiek nie wyobraża sobie możliwości zrobienia kroku w bok i wyrwania się z zaklętego kręgu kłamstwa i poniżenia, można uzyskać tylko metodami tresury przypominającymi Akademię Smorgońską. Niedźwiedź nie widział innego sposobu ucieczki przed bólem, a raczej wspomnieniem bólu wywołanym przez melodię niż przestępowanie z nogi na nogę w ogłupiającym tańcu. Nie przychodziło mu do głowy rzucić się na tresera lub choćby uciec z jarmarku na którym był prezentowany gawiedzi. Podobnie reagowali twórcy.

Wat, który był korektorem, obsesyjnie bał się, że w cenzurowanym tekście przepuści omyłkowo napisane Sralin zamiast Stalin. Latami śniło mu się to po nocach. Nie przyszło mu jednak do głowy żeby zająć się czymś pożytecznym- sprzedawaniem pietruszki, zamiataniem ulic. Nie potrafił rozstać się z ówczesnym- pożal się boże -życiem literackim, z wydawaniem wierszy kolegów (a może czasem kolegów), z apanażami i przywilejami stalinowskich inżynierów dusz, z tym co uważał za odpowiedni dla siebie poziom życia.

A przecież większość przedwojennej inteligencji i ziemiaństwa pracowała i żyła po wojnie poniżej poziomu do którego przywykła. Byli nauczycielami, urzędnikami, wyrzuceni ze swych mieszkań i dworów cierpieli często nędzę. Nie przychodziło im jednak do głowy zaprzedać się w służbę reżimowi. ( Zdarzali się oczywiście i wśród nich zdrajcy, którzy byli w komunistycznym establishmencie mile widziani. Choćby Putrament).

Nie wierzyli komunie również sztandarowi robotnicy i chłopi. Powiem więcej – gdyby nie zwykli ludzie, których komuna nie umiała kupić prośbą ani groźbą, gdyby nie my wszyscy, którzy godnie znosiliśmy sponiewieranie przez ten system, dawno bylibyśmy szesnastą republiką związku sowieckiego, co postulowali wychowani w Smorgońskiej Akademii literaci i intelektualiści. Do tej pory zresztą tak zwani twórcy tańczą tak jak im zagra ich prowadzący. Nie zapomnieli rozgrzanej blachy.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 07 paź 2015, 10:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Oczyśćmy przede wszystkim Kościół Chrystusowy z patologii, a następnie oczyśćmy świat z aroganckiego zła sodomistycznego zwanego genderyzmem, czy feminizmem, homoseksualizmem, czy po ludzku pederastwem, a także pedofilią, zoofilią i nekrofilią itp.
Bóg nie stworzył świata, po to aby w nim można było się jedynie nurzać w dewiacjach, ale aby móc w nim wzrastać, realizować swoje człowieczeństwo, dojrzewać, zbliżać się do samego Stwórcy.


Program sodomickiego lobby ogłoszony

Komentarz • serwis „Prawy.pl” (prawy.pl) • 6 października 2015

W koszmarnej powieści żydowskiego pisarza Edwarda Kazakiewicza „Wiosna nad Odrą” - powieść jest koszmarna, jakby ją pisał sam pan red. Adam Michnik; schematyczna aż do obrzydzenia i ociekająca fałszywym patosem. Na przykład oficer kierujący ogniem artylerii, wykrzykuje komendy: „w legowisko faszystowskie – ognia!”, a z kolei spiżowy generał Sizokryłow, członek Rady Wojennej, wyruszywszy na przechadzkę, wysłuchuje monologu zacukanego rudowąsego żołnierza, który kończy swój wywód westchnieniem: „Stalinowi dzięki!” - więc w tej koszmarnej powieści jest scena, jak to Adolf Hitler, próbuje podtrzymać złudzenie dowodzenia rozpadającą się armią, a w wolnych od tych napadów aktywizmu chwilach projektuje ordery, jakie będzie rozdawał po ostatecznym zwycięstwie i zastanawia się, jaką ulicę w Berlinie nazwać imieniem generała Wencka, z którym związał nadzieję na przełom. W ubiegłym roku porównywanie tej sceny z rozpoczynającym się Synodem poświęconym rodzinie byłoby jeszcze nieuprawnione, ale teraz, gdy granice Europy trzeszczą i pękają pod naporem dziesiątek tysięcy młodych muzułmanów, a na głównego obrońcę przed Kalifatem z powodzeniem kreuje się zimny rosyjski czekista Putin – już wygląda na bardziej uzasadnione. O tej rozpaczliwej dekadencji świadczą „kontrowersyjne problemy”, jakimi ma zająć się Synod: rola sodomitów w Kościele i dopuszczenie do Komunii św. osób rozwiedzionych, które żyją w ponownych związkach.

Tuż przed Synodem przewielebny ksiądz Charamsa z watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary (któż go tam wsadził, któż go przedtem tak efektownie prowadził po szczeblach duchownej kariery?) przedstawił 10-punktowe ultimatum dla Kościoła, dając do zrozumienia, że nie jest w swoich żądaniach osamotniony – i ja mu wierzę, bo zarówno w jego karierze, tupecie z jakim wystąpił, no i momencie, w którym uznał za stosowne się ujawnić, nie ma przypadków, są tylko znaki. Konkretnie jeden znak – że mianowicie przewielebny ksiądz Charamsa jest wierzchołkiem góry lodowej, a jego ultimatum – programem sodomickiego lobby, które, dotychczas tolerowane w stanie duchownym, przeniknęło do gremiów decyzyjnych i próbuje cały Kościół przekształcić na swój obraz i podobieństwo. Sodomitom najwyraźniej już nie wystarcza dotychczasowa tolerancja – teraz przechodzą do ofensywy, niczym współobywatele Lota z Sodomy.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, toteż lektura ultimatum przedstawionego przez przewielebnego księdza Charamsę pokazuje ponad wszelką wątpliwość, że zarówno on sam, jak i wszyscy podzielający jego poglądy i pragnienia, nie wierzą już w żadnego Boga. W ultimatum bowiem nie ma nawet cienia refleksji, co na temat sodomii i gomorii sądzi Pan Jezus – a przecież znalezienie w Ewangelii odpowiednich deklaracji Syna Bożego nie przekracza możliwości umysłu ludzkiego – zwłaszcza możliwości umysłu teologa wprowadzonego do darkroomu pod nazwą Kongregacji Nauki Wiary. Przeciwnie – jest tam punkt z żądaniem zmiany Katechizmu Kościoła tak, aby sodomici poczuli się wreszcie udelektowani. Skoro tak, to tylko patrzeć, jak zażądają odwołania Pana Boga – bo kto to widział, żeby Pan Bóg ośmielił się sprzeciwiać sodomitom? Nie ma już zatem powodu, by dopiero „obawiać się” rozłamu w Kościele. On dokonał się już dawno i kto wie, czy to nie smród rozkładu nim spowodowany skłonił papieża Pawła VI do spostrzeżenia, iż „swąd szatana przez jakąś szczelinę przeniknął do Świątyni Pańskiej”. Myślę, że dzisiaj tę „szczelinę” możemy już zlokalizować. To szczelina między pośladkami sodomitów, którzy bezpośrednio po zrobieniu laski swoim partnerom albo ustawieniu się w „pozycji służebnej”, przystępują do ołtarza Chrystusowego, by celebrować misterium Ciała i Krwi Pańskiej. Tu nie pora na żadną kunktatorską taktykę. Najwyższy czas by ten, który przyjął na siebie ten obowiązek, przypomniał i sobie i innym wskazówkę Pana Naszego Jezusa Chrystusa o obcięciu ręki, nogi, czy wyłupieniu oka – i żelazną miotłą usunął ze stanu duchownego sodomitów podobnie, jak Pan Jezus batogiem przepędził ze świątyni przekupniów.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3480


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 05 lis 2015, 21:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Kto się boi prawdy?

Obrazek

Trudno powiedzieć, czy twórcy chaosu zaistniałego w XVIII czy XX wieku wyobrażali sobie, jak będzie wyglądała rewolucja francuska, bolszewicka bądź też hitlerowski nazizm. Podobnie nie wiemy, czy współcześni postmoderniści zdają sobie sprawę z konsekwencji świata, który próbują zbudować - mówi Barbara Stanisławczyk, pisarka, publicystka, wykładowca akademicki, autorka książki, pt. "Kto się boi prawdy? Walka z cywilizacją chrześcijańską w Polsce".


Tytuł najnowszej Pani książki sugeruje, że traktuje ona o walce, którą wrogowie Kościoła toczą przeciwko chrześcijańskiemu dziedzictwu w naszym kraju. Faktycznie jednak otrzymaliśmy do rąk drobiazgową monografię kolejnych etapów rewolucji prowadzonej w skali uniwersalnej. Jakie były etapy, kolejne milowe kroki na drodze tej wielowiekowej destrukcji?
Pierwszym jej podstawowym krokiem było rozbicie chrześcijaństwa w trakcie reformacji i zmiana koncepcji świata. Nowożytność zakwestionowała wówczas istnienie obiektywnej prawdy, w której posiadaniu jest Stwórca, a zarazem podważyła jednoznaczność dobra i zła. W centrum postawiono człowieka, któremu oddano władzę decydowania w sprawach Boga, porządku świata i ładu moralnego. Była to pierwsza próba zmodyfikowania chrześcijaństwa, przede wszystkim zniszczenia papiestwa.

Od tamtego właśnie momentu rozpoczął się proces destrukcji, w różnych okresach przybierającej rozmaite formy. Zaczęły powstawać kolejne utopijne ustroje: w XVIII wieku nastąpiła rewolucja francuska, po latach przyszedł czas rewolucji październikowej i komunizmu, jeszcze później neomarksiści wszczęli rewolucję kulturową, do której hasło rzucił Antonio Gramsci. Stało się to, gdy lewica doszła do wniosku, że siłowa forma przewrotu bolszewickiego nie przyniosła oczekiwanego efektu, należy zatem użyć innych sposobów by zmienić cały chrześcijański system etyczno-moralny oraz zaprojektować i wprowadzić w życie koncepcję „nowego człowieka”.

Od tamtego czasu trwająca ciągle rewolucja kulturowa przyjmuje rozmaite postaci. W XX wieku szkoła frankfurcka opracowała i wprowadziła całą teorię krytyki kultury. Mieliśmy do czynienia z kontrkulturą lat 60.. Obecnie liberalna lewica na różnych frontach próbuje destabilizować cywilizację chrześcijańską, czy też – według terminologii Feliksa Konecznego – łacińską.

Na jakich płaszczyznach dokonuje się ów przewrót?
Na bardzo wielu, ostatnio chociażby na polu semantycznym, poprzez przedefiniowywanie pojęć takich jak naród, wolność, rodzina, Bóg. Za tym idą próby zmiany rzeczywistości, którą owe pojęcia określają; demontowanie wspólnot, w szczególności narodowych, dekonstrukcja rodziny. Dokonuje się też zmian w sferze wiary i religii. Mam na myśli próbę postępującej wciąż destabilizacji. Polega ona w pierwszym etapie na tzw. otwarciu Kościoła, czyli dokonującej się jego liberalizacji, inicjowanej także od wewnątrz.

Z kolei na polu porządku moralno-prawnego, od dłuższego już czasu zaobserwować można, iż to nie moralność jest podstawą prawa, lecz prawo traktuje się jako źródło moralności. Zarówno podczas II wojny światowej, jak i w okresie komunizmu kończyło się to tragicznie, ludzie mordowani byli w majestacie prawa. Jeśliby w chwili rozliczeń niemieckiego nazizmu postępować konsekwentnie i przyłożyć do popełnianych wówczas zbrodni taką właśnie miarę, należałoby uniewinnić zbrodniarzy, na przykład dokonujących Holokaustu, ponieważ postępowali oni zgodnie z ustawami obowiązującymi w III Rzeszy. Takie właśnie są pułapki marksistowskich i neomarksistowskich, lewicowych teorii, często niespójnych i groźnych.

Takie pojęcia jak reformacja, oświecenie, rewolucja francuska, czy też postaci typu Woltera, Robespierre’a, Lutra, Freuda trudno nazwać pozytywnymi „bohaterami” Pani książki. Człowiek, którego wiedza ograniczona jest do wykładu serwowanego przez państwową szkołę może odnieść wrażenie, że czyta historię à rebours, bo z oficjalnej edukacji wyniósł w odniesieniu do wspomnianych osób czy prądów wyłącznie pozytywne skojarzenia.
Owszem, występują one w podręcznikach jako przejawy, wręcz symbole postępu, tolerancji, nowoczesności, przeciwstawianych katolickiej ciemnocie, zabobonowi, wstecznictwu. Ów podział na „nowoczesność” i „staroświeckość” czy „zacofanie” jest po prostu polityczną metodą, tak starą jak stare są próby podziału i zdemontowania świata chrześcijańskiego. To również metoda bardzo skuteczna, gdyż oddziałuje na odbiorców mocno i sugestywnie. Sami postmoderniści, chociażby Zygmunt Bauman, przyznają, że wprowadzenie do dyskusji podziału na to, co nowoczesne – pozytywne oraz to, co stare – godne zapomnienia, a nawet potępienia, służy umotywowaniu pewnych projektów politycznych. Sposób ten bazuje na naturalnym, ludzkim pragnieniu podążania z duchem czasu; kierowania się ku rozwojowi, nie zaś cofania się. Tak było w czasie reformacji i renesansu, tak było w oświeceniu, kiedy ukuty został stygmatyzujący termin „ciemnogród”. Tak jest również teraz, nic się w tej materii przez wieki nie zmieniło. Trzeba mieć tego świadomość i… robić swoje.
Z tego priorytetu „robienia swojego” zrodził się pomysł mojej książki. Nie zamierzałam pisać à rebours, żeby się komuś przeciwstawić czy żeby coś udowodnić. Zamysł mojej książki polegał na dokonaniu analizy współczesnych zjawisk społeczno-politycznych, ponieważ w prowadzonym dotychczas dyskursie owe zjawiska nie zostały dostatecznie opisane i wyjaśnione. Dokonywane próby opisu były fragmentaryczne, a często niespójne, i w efekcie, w kontekście całości niezrozumiałe. Nierzadko, sformułowane na sposób „nowoczesny”, czyli zgodny właśnie z nurtem obowiązującej ideologii. Słowem - są dalekie od prawdy.

W związku z tym postanowiłam dokonać własnej analizy nie kierując się żadną ideologią, lecz tym, co stanowi istotę poszukiwania - docieranie do prawdy. Okazało się w trakcie moich badań, że trzeba sięgnąć daleko w głąb czasu, gdzie tkwią źródła i przyczyny obecnego stanu naszej cywilizacji. Poszłam tym tropem. Zadaniem, jakie sobie postawiłam było zrozumienie istoty dokonujących się procesów i zjawisk. Dokonałam ich syntezy.

Obficie cytując głosicieli destrukcyjnych prądów i ukazując ich postaci z nieznanej ogółowi strony wytrąca Pani oręż potencjalnym oskarżycielom mogącym zarzucić książce głoszenie spiskowych teorii.
Nauka dawno obaliła, na przykład, odkrycia i tezy Freuda, Kinsey’a czy reprezentantów szkoły frankfurckiej, ale w dalszym ciągu nie mówi się o tym głośno. Natomiast wywody postmodernistów są autodemaskacją w czystej postaci. Gdy zaś chodzi o spiskową teorię dziejów, odwołam się do Gustava le Bona, który powiedział, że kilka haseł wbitych do głowy za młodu wystarczy, by na całe życie oduczyć myślenia. Określenie „spiskowa teoria dziejów”, tak samo jak polityczna poprawność, jak wypaczone pojęcie „tolerancji” używane w charakterze metody politycznej, to hasła i metody, które mają oduczyć myślenia i zamknąć umysły. Mają zamknąć oczy, zatkać uszy, uczynić człowieka ślepym i głuchym. Ktoś, kto poświęca czas na badanie zjawisk społeczno-politycznych, kulturowych, czy też historii, musi odrzucić te wszystkie fałszywe slogany, w przeciwnym bowiem razie straci tylko czas. To już pożyteczniejszym byłoby, gdyby zajął się sadzeniem kwiatów albo zamiataniem ulicy.

Jaki ostateczny cel przyświeca siłom dążącym do zdemontowania cywilizacji chrześcijańskiej?
Nowożytna nauka mówi o człowieku jako o „czystej tablicy”, którą można zapisać, zaprogramować. Człowiek ma stać się produktem kulturowym. Genderyzm głosi nawet, że również płeć jest determinowana kulturowo, nie zaś biologicznie. Takie nauki jak behawioryzm mówią o tym, iż człowiek działa na zasadzie bodziec-reakcja, czyli można wykształcić w nim pożądane odruchy. To się w dużym stopniu udaje, ale jest skuteczne tylko do pewnego momentu. O ile bowiem tzw. postępowa nauka zakwestionowała istnienie natury człowieka, to przecież ta de facto istnieje i broni się przed usiłowaniami stworzenia go niejako na nowo.

Zmiany, o których mówimy, mają w swoim założeniu doprowadzić do wytworzenia tak zwanego globalnego „rojowiska”, zamieszkałego przez ludzi o płynnej tożsamości, oderwanych od wspólnoty, od rodziny, od moralności, od cywilizacji, w których się urodzili. Chodzi o stworzenie cywilizacji nowej, dotąd nieokreślonej, nienazwanej, niespójnej, bo sama ideologia liberalno-lewicowa jest chaotyczna i niejednorodna. Kwestionuje istnienie obiektywnej prawdy, a przecież stwierdzenie, że prawda nie istnieje, ma charakter absolutny. Niespójność jest jednak jednym z założeń postmodernizmu, pytanie tylko, do czego taki chaos ma doprowadzić. Czy sami konstruktorzy tej ideologii odpowiedzieli sobie na pytanie o jej ostateczny cel? Trudno powiedzieć, czy twórcy chaosu, jaki zaistniał w XVIII czy XX wieku wyobrażali sobie, jak będzie wyglądała rewolucja francuska, bolszewicka czy hitlerowski nazizm. Podobnie nie wiemy, czy współcześni postmoderniści zdają sobie sprawę z konsekwencji świata, który próbują zbudować. Dążą jednak do fragmentacji rzeczywistości, fragmentacji nauki, wykreowania człowieka z płynną tożsamością. Wszyscy mają czuć się „równi” i „wolni”, ale to tylko teoria, bo wolność zdefiniowana na sposób liberalny, wolność „od”, rozumiana jako obalanie kolejnych ograniczeń, zobowiązań, barier prowadzi do sytuacji, w której państwo pełni rolę policjanta. Państwo liberalne zmierza w kierunku „miękkiego totalitaryzmu”, czy też totalitaryzmu w „białych rękawiczkach”. Tylko takie może dać sobie radę z nadmiarem wolności podarowanej człowiekowi i przeprowadzić zamierzony ideologiczny cel.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Roman Motoła

http://www.pch24.pl/kto-sie-boi-prawdy--,39161,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 22 lut 2016, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Coraz bliżej dekomunizacji przestrzeni publicznej

Senat RP zdecydował o przekazaniu do prac legislacyjnych w Sejmie przygotowanego jeszcze w poprzedniej kadencji projektu ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej.

Ponieważ pisałem o tej sprawie wielokrotnie, krótko tylko przypomnę, że projekt dotyczy zmiany patronów dróg, ulic, mostów, placów i innych instytucji państwowych oraz samorządowych, którzy symbolizują represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy komunistycznej w Polsce w latach 1944-1989.

Ten obowiązek spadnie na gminy, które będą miały dwa lata na wykonanie ustawy przy merytorycznej pomocy Instytutu Pamięci Narodowej. Jeżeli po tym okresie pozostanie jeszcze jakiś relikt z epoki sowieckiego zniewolenia Polski to właśnie IPN wystąpi do wojewody, który - w trybie nadzoru administracyjnego - zwróci się do danego samorządu o wykonanie ustawy.

Według historyków Instytutu w całej Polsce zostało jeszcze do zdekomunizowania 1300-1500 nazw, najwięcej w zachodniej części kraju. Dokładny spis ma być gotowy w ciągu miesiąca.

Problem z nazewnictwem gloryfikującym systemy totalitarne występuje głównie w zachodniej części kraju, na pozostałym obszarze pojawia się rzadziej. Według IPN w całej Polsce zostało jeszcze do zdekomunizowania 1300-1500 nazw. Dokładny spis ma być gotowy w ciągu miesiąca.

Zmiana patronów nie wpłynie na ważność dokumentów zawierających dotychczasową nazwę, czego najbardziej obawiają się mieszkańcy, aczkolwiek wielu radnych, wójtów, burmistrzów, a nawet prezydentów miast też stawia niezrozumiały opór w tej materii. Czyżby nie rozumieli, że żyją w niepodległej Polsce, a ich postępowanie pozostaje w jawnej sprzeczności z Konstytucją RP oraz z kodeksem karnym, które jednoznacznie zakazują propagowania symboli nazizmu i komunizmu (grozi za to kara pozbawienia wolności)?

Podobny projekt złożył dwa lata temu w Sejmie klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości, ale utknął on - podobnie jak senacki - w lasce marszałkowskiej, czy raczej w słynnej zamrażarce. Mam nadzieję, że w tej kadencji parlamentowi uda się przyjąć tę ważną ustawę sprawnie i szybko, ponieważ ma ona poparcie wszystkich obecnych w nim ugrupować, co dobitnie pokazało niemal jednogłośne przyjęcie projektu przez Senat: tylko 4 głosy wstrzymujące się, żadnego przeciw.

Wpis dostępny na blogAID

Dr Jerzy Bukowski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... cznej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 12 mar 2016, 08:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Wierność Bogu i trwanie w Prawdzie wymagało ofiar

Z dr. Mariuszem Krzysztofińskim, historykiem, kierownikiem Referatu Badań Naukowych w rzeszowskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj we Lwowie odbędzie się prezentacja pierwszego tomu książki „Kościół katolicki w Europie Środkowo-Wschodniej w obliczu dwóch totalitaryzmów (1917-1990)” . Czym jest to wydawnictwo?
– Książka pt. „Kościół katolicki w Europie Środkowo-Wschodniej w obliczu dwóch totalitaryzmów (1917-1990)” wydana przez IPN Oddział w Rzeszowie, Fundację Uniwersytecką w Stalowej Woli oraz Wydawnictwo bł. Jakuba Strzemię Archidiecezji Lwowskiej Obrządku Łacińskiego jest efektem konferencji, jakie od kilku lat są organizowane we Lwowie pod tym samym tytułem. Pierwsza z nich odbyła się w 2012 r., a druga dwa lata później. Konferencje patronatem objął metropolita lwowski obrządku łacińskiego ks. abp Mieczysław Mokrzycki. W pierwszym tomie tego wydawnictwa zamieszczono 16 artykułów. Wśród autorów są m.in. pracownicy i doktoranci Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie.

Czego dotyczą artykuły zamieszczone w pierwszym tomie?
– Publikacja zawiera m.in. artykuły omawiające kanonizacje i beatyfikacje osób związanych z Europą Środkową i Wschodnią dokonane przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Porusza tematy dotyczące ewakuacji klasztorów lwowskich w 1945 r., prezentuje też losy zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej pod okupacją sowiecką i niemiecką, a także przedstawia realia pracy sióstr ze Zgromadzenia Córek Maryi Niepokalanej na Nowogródczyźnie i Wileńszczyźnie po roku 1939. Ukazuje też skalę represji wobec ks. ppłk. Zygmunta Truszkowskiego, kapłana, który po zakończeniu II wojny światowej pozostał we Lwowie. W książce zawarto także cykl tekstów ukazujących postawę i działalność poszczególnych biskupów i kapłanów w krajach dotkniętych wspomnianymi totalitaryzmami, m.in. Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, ks. bp. Rafała Kiernickiego, ks. Henryka Mosinga, ks. bp. Tadeusza Błaszkiewicza czy ks. bp. Adolfa Szelążka. Kilka kolejnych artykułów dotyczy różnych aspektów funkcjonowania Kościoła greckokatolickiego w realiach komunizmu, w tym również hierarchii Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie sowieckiej.

Na miejsce konferencji nieprzypadkowo wybrano Lwów... Jaką rolę odgrywało to miasto na kościelnej, przedwojennej mapie Europy?
– To prawda, że wybór Lwowa nie jest przypadkowy, bowiem to w tym właśnie mieście przed wojną funkcjonował Kościół katolicki w trzech obrządkach: rzymskokatolickim, greckokatolickim oraz ormiańskokatolickim. Należy też przypomnieć, że metropolici lwowscy obrządku łacińskiego pełnili bardzo ważną rolę w Episkopacie Polski. Wielkim patriotą był też metropolita lwowski obrządku ormiańskiego ks. abp Józef Teodorowicz. I to wielkie dziedzictwo Kościoła „lwowskiego” trzeba zachować dla potomnych. Pionierem działań i badań podjętych właśnie z tą myślą jest jeden z redaktorów pierwszego tomu książki „Kościół katolicki w Europie Środkowo-Wschodniej w obliczu dwóch totalitaryzmów (1917-1990)” i organizator wspomnianego cyklu konferencji ks. prof. Józef Wołczański z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który swoją pasją zaraża kolejne pokolenia historyków. Bez wątpienia na decyzję o wyborze miejsca i tematyki konferencji wpływ miały także postaci ludzi niezwykłych, mianowicie śp. ks. abp. Ignacego Tokarczuka, który niejednokrotnie powtarzał, „aby nie zapominać o Lwowie”, oraz śp. prof. Janusza Kurtyki, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

Proszę powiedzieć, jaki był wpływ nazizmu i komunizmu na dzieje Kościoła właśnie w Europie Środkowo-Wschodniej?
– Historię XX wieku zdominowały dwa totalitarne systemy – niemiecki nazizm oraz wywodzący się z Rosji komunizm. Oba inspirowane antyhumanitarnymi ideologiami, łamiąc naturalne prawa człowieka, wystąpiły także przeciw Kościołowi katolickiemu, w którym upatrywały zagrożenie dla realizacji swoich zbrodniczych celów. Dlatego XX stulecie było okresem niezwykle trudnym w dziejach Kościoła powszechnego, w szczególności zaś w historii poszczególnych Kościołów partykularnych, poddanych represjom przez długie dziesięciolecia. Przykładem takich zmagań o ocalenie wiary – szczególnie widocznym i odczuwalnym we Lwowie – są dzieje Kościoła katolickiego na terenach należących do imperium sowieckiego w czasach ZSRS. Stąd też kilka instytucji w ramach wspólnego projektu postanowiło połączyć siły w celu zintensyfikowania badań nad dziejami Kościoła katolickiego w tych trudnych czasach i ich popularyzowania. Tym bardziej że na naszych oczach odchodzą świadkowie i uczestnicy zmagań Kościoła z totalitarną władzą. Ostatnio, 30 grudnia 2015 r., we Lwowie zmarła Janina Zamojska, w czasie wojny żołnierz NOW i AK, która po 1945 r. pozostała we Lwowie, wspierając późniejszego proboszcza katedry lwowskiej o. Rafała Kiernickiego, organizując katechizację polskich dzieci.

Jaka była cena za wierność Ewangelii?
– Za wierność Ewangelii trzeba było zapłacić wysoką cenę. Oczywiście inna była sytuacja Kościoła na terenie Polski, a inna na terenach włączonych czy należących już przed wybuchem II wojny światowej do ZSRS. Jak napisał w przedmowie do książki ks. abp Mieczysław Mokrzycki: „wiek XX był stuleciem męczenników”, w tym również duchownych. Kontynuując swoją wypowiedź, hierarcha dodał: „Właściwie każdy z krajów Europy Środkowo-Wschodniej może poszczycić się duchownymi, którzy byli dla miejscowych społeczności katolickich »mężami opatrznościowymi«, przeprowadzającymi ich przez lata wojującego nazizmu lub komunizmu”. To najlepiej pokazuje, jaka była rola duchownych wobec terroru tych totalitaryzmów i jaką cenę wielu z nich musiało zapłacić za wierność Bogu i prawdzie.

W jakich krajach prześladowania były największe oraz czy i jak wpływało to na religijność wiernych?
– Niewątpliwie najtrudniejsza sytuacja Kościoła miała miejsce na terenach wchodzących w skład ZSRS. Przy czym należy tu też dokonać pewnego rozróżnienia. Najdłużej i najbardziej skuteczna była polityka eliminowania Kościoła na terenach, które weszły w skład Rosji bolszewickiej (potem ZSRS) po zakończeniu 1917 r. W wielu miejscach parafie i kościoły katolickie przetrwały wyłącznie dzięki nieustępliwości wiernych.

Co nowego do wiedzy o sytuacji Kościoła w tamtym czasie wnosi ta książka?
– Niewątpliwie publikacja ta porządkuje obecny stan wiedzy. W swoich artykułach poszczególni autorzy, wykorzystując archiwalia przywiezione po 1945 r. do Polski czy pozostające do niedawna w gestii sowieckich organów bezpieczeństwa lub władz wyznaniowych, prezentują nowe ustalenia dotyczące realiów funkcjonowania Kościoła katolickiego w okresie komunizmu. Podjęta tematyka umożliwia kontynuowanie w oparciu o nieznane dotychczas źródła badań nad postawą hierarchii, duchownych i wiernych Kościoła katolickiego w Europie Środkowo-Wschodniej wobec nazizmu i komunizmu.

Do kogo jest adresowane to wydawnictwo i kto powinien po nie sięgnąć?
– Mam nadzieję, że publikacja ta trafi do jak najszerszego grona odbiorców, naukowców, jak również wszystkich osób zainteresowanych historią Kościoła katolickiego, dziejami Lwowa, biografistyką, a także do pasjonatów historii.

W maju planowana jest kolejna – trzecia już – konferencja we Lwowie. Jaki zakres będzie obejmować tym razem?
– Będzie to kontynuacja dotychczasowej tematyki. Już podczas pierwszej konferencji zorganizowanej w 2012 r. zarówno organizatorzy, jak i uczestnicy opowiedzieli się za nadaniem temu przedsięwzięciu charakteru cyklicznego. Niestety w okresie komunizmu, przed 1989 r., badania nad dziejami Kościoła katolickiego na terenach zajętych przez ZSRS były z przyczyn ideologicznych niemożliwe. Powstałe wówczas zaległości okazują się trudne do nadrobienia, ale rolą historyków jest docieranie do faktów i dociekanie prawdy. I to będziemy robić.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ofiar.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 11 cze 2016, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Społeczeństwo, podobnie jak jednostka ludzka, atakowane jest przez różne patogeny chorobotwórcze.
Ideologie są najgorszymi z chorób społecznych, roznoszonymi przez obłąkanych swoimi urojeniami, chorych umysłowo, psychicznie i duchowo ludzi i przez zakonspirowane grupy społeczne.
Ideologie szerzą w zdrowej tkance ludzkiej, społecznej, czy narodowej, nowotworowe zmiany drastycznie zagrażające przetrwaniu w dobrej kondycji psycho-fizycznej i duchowej ludziom, społecznościom i narodom.
Patologia gender jest jedną z odmian nowotworu zabijającą niczym wirus ebola człowieczeństwo w człowieku i cały dorobek kulturowy ludzkości.
Naszym obowiązkiem jest uczynić wszystko co możemy, co potrafimy, aby ochronić ludzi i ludzkość przed wyniszczającą śmiertelną epidemią gender szerzoną przez lewackich zbrodniarzy, pomyleńców i pożytecznych idiotów.


Szkoły bez gender

Obrazek

Pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania wycofuje patronat nad publikacjami, które stygmatyzują katolików.

Rząd mówi dość zawłaszczaniu zasady równego traktowania przez entuzjastów nowej fali rewolucji seksualnej i wojujących ateistów.

Wojciech Kaczmarczyk, powołany przed pięcioma miesią- cami pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania, w odróżnieniu od swoich poprzedniczek nie rekomenduje już korzystania z podręcznika antydyskryminacyjnego autorstwa Kampanii Przeciw Homofobii, ponieważ dokładnie go przeczytał.

Proponowany w nim scenariusz lekcji równościowej, której celem ma być zwalczanie nietolerancji religijnej, jest, łagodnie mówiąc, nieobiektywny. Zaczyna się od scenki, gdy do szkoły przychodzą przedstawiciele róż- nych wyznań, żeby porozmawiać o tym, co ich łączy i dzieli. Na wstępie ksiądz katolicki oburzonym tonem oświadcza, że nie został uprzedzony o takim przebiegu spotkania. Po czym wychodzi. Więcej już w tym podręczniku żaden ksiądz się nie pojawia. W ten sposób zamiast przesłania o wzajemnym szacunku płynie do uczniów negatywny przekaz na temat Ko- ścioła. Tendencyjność publikacji ujawnia się też np. w uznaniu za przejaw dyskryminacji organizowania szkolnych spotkań opłatkowych. Minister Kaczmarczyk nie ma wątpliwości, że walka z zakorzenionymi w naszej kulturze zwyczajami nie ma nic wspólnego z obszarem równego traktowania.

Jolanta Tomczak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ender.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 14 cze 2016, 17:14 
Offline
Czołowy Publicysta
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 09 wrz 2010, 16:02
Posty: 3210
Prokurator zainteresował się kardynałem ostrzegającym przed homoseksualistami i gender. Stanie przed sądem?
Data publikacji: 2016-06-13

Obrazek

Po tym, jak kardynał Walencji ks. Antonio Cañizares stwierdził, że „gender” to „najbardziej podstępna ideologia w historii ludzkości” i ostrzegł przed zakusami „imperium gejowskiego,” prokuratura wszczęła śledztwo z powodu szerzenia „mowy nienawiści.” To reakcja na skargę Hiszpańskiej Sieci Pomocy dla Uchodźców.

- Rodzina jest dzisiaj nękana wieloma poważnymi zagrożeniami (..) Mamy ustawodawstwo uderzające w rodzinę i działania podejmowane przez siły polityczne oraz społeczne z udziałem ruchów imperium gejowskiego. Szerzą się koncepcje radykalnego feminizmu i najbardziej podstępna ze wszystkich teoria gender – mówił były prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów podczas homilii wygłoszonej w rocznicę objawień fatimskich 13 maja br.

Teoria gender głosi, że płeć biologiczna nie musi być zgodna z tzw. płcią kulturową. Innymi słowy, mężczyzna jeśli „czuje się” kobietą, zgodnie z ideologią gender powinien być uważany za kobietę.

Wkrótce po wygłoszeniu kazania koalicja 55 organizacji pro-homoseksualnych, w tym grupa pomagająca uchodźcom (sic!), oskarżyła hierarchę o „homofobię”. Słowa duchownego według nich „wykraczają poza wolność wypowiedzi i mogą być uznane za mowę nienawiści”.

Czołową rolę w sformułowaniu oskarżenia – które zgodnie z hiszpańskim prawem musi być rozpatrzone przez prokuraturę – odegrała organizacja Lambda, jednocząca sodomitów w Walencji. Koordynatorka organizacji, Fani Boronat oczekuje, że kardynał wygłosi kazanie, w którym "silnie" wesprze społeczność LGBT, wspierając „różnorodność, równość i feminizm.”

W poniedziałek, sieć udzielająca pomocy imigrantom pozwała duchownego do sądu za słowa przeciwko teorii gender, które – zdaniem organizacji - stanowią „zbrodnię z nienawiści,” podobnie jak inne wypowiedzi kardynała przeciwko polityce imigracyjnej z października ubiegłego roku. Hierarcha pytał wówczas, czy wszyscy imigranci przybywający do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki są „czyści jak mąka,” sugerując, że niektórzy przybysze w rzeczywistości mogą okazać się "końmi trojańskimi.”

Lewacy zarzucają duchownemu, że „poprzez ultra-konserwatywne działania, usiłuje obalić porządek konstytucyjny” w Hiszpanii.(sic!) i, że tęskni za „czasami, kiedy imigranci, geje, lesbijki, biseksualiści, transseksualiści i kobiety były poddane dyktatowi w społeczeństwie rządzonym przez władze Kościoła katolickiego”.

Hiszpańska Sieć na rzecz Pomocy Imigrantom uważa ponadto, że sprzeciw kardynała wobec otwarcia granic „stawia go w jednym rzędzie z organizacjami neofaszystowskimi”, które postrzegają osoby innych narodowości i przekonań religijnych jako potencjalnie niebezpiecznych przestępców.

Diecezja kardynała Cañizaresa pomogła około 40 tys. imigrantów w 2015 roku. Walencja jest autonomiczną wspólnotą i obecnie jedynym regionem hiszpańskim rządzonym prze lewicową partię Podemos, która zawarła sojusz z komunistami.

W ubiegłym tygodniu władze Walencji zabroniły studentom, otrzymującym stypendium ze środków publicznych, przeznaczać je na studia na prywatnej uczelni, podkreślając, że większość ośrodków naukowych należy do katolików. Studenci medycyny, którzy kształcą się w prywatnych akademiach, nie mogą też odbywać staży w szpitalach publicznych.

Niektórzy prawnicy uważają, że obie decyzje naruszają konkordat między Hiszpanią a Watykanem, stanowiący, że studenci instytucji katolickich powinni być traktowani tak samo jak alumni innych uniwersytetów.
Uwagi kardynała potępił gubernator Walencji Ximo Puig, oskarżając go o „podżeganie do nienawiści” i twierdząc, że „cały świat rozumie, iż każdy człowiek może kochać kogo chce”. Duchownemu zarzuca się też tradycyjnie, że jest „wrogiem kobiet”.

Kardynał nie wycofał się ze swoich słów. Zaapelował do "obiektywnych" prawników, by zapoznali się z jego homilią i wskazali te fragmenty, w których rzekomo złamał prawo. Hierarcha wezwał również chrześcijan z Walencji, by zdecydowanie przeciwstawili się projektowi ustawy, która pozwoliłby nieletnim przejść finansowaną ze środków publicznych „operacje zmiany płci”, bez zgody rodziców. Zgoda taka jest wymagana w sytuacji, gdy nieletni chce się wytatuować.

Źródło: cruxnow.com., AS.

Read more: http://www.pch24.pl/prokurator-zaintere ... z4BZS3vHDd

_________________

Jaka nauka historii, taka lekcja przyszłości.

Jestem z tymi, którzy żeby lśnić, nie ubierają się w błyskotki kłamstwa. ;)




Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 15 cze 2016, 15:19 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Jacenna napisał(a):
Prokurator zainteresował się kardynałem ostrzegającym przed homoseksualistami i gender. Stanie przed sądem?


No to ładnie czyszczą od patologii... Tutaj raczej na odwrót...
Pilnują, aby patologie jak najbardziej się rozprzestrzeniały po świecie.
A na wszystkich tych, którzy mają czelność walczyć z patologiami, nakładają kary...

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 18 cze 2016, 07:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Nie ulegajmy relatywizmowi

Homilia ks. kard. Roberta Saraha, prefekta Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, wygłoszona w bazylice w Argenteuil (Francja) na zakończenie wystawienia Świętej Tuniki Chrystusa, 10 kwietnia 2016 roku

Obrazek

Drodzy Bracia i Siostry!

Wasz pasterz, ksiądz biskup Stanislas Lalanne pragnął, by Święta Tunika Chrystusa została wystawiona z okazji ogłoszonego przez Ojca Świętego Franciszka Roku Jubileuszowego Miłosierdzia, a także z okazji 50-lecia waszej diecezji (diecezji Pontoise) i 150. rocznicy powstania tej bazyliki. Jak wiecie, w opisie Męki Pańskiej święty Jan kieruje naszą uwagę na Tunikę Jezusa (J 19,23-24). Potwierdza, że słowa Pisma Świętego, czyli Psalmu 22 [Ps 22(21),19], które cytuje sam święty Jan – „moje szaty dzielą między siebie i losy rzucają o moją suknię” – wypełniły się w Wielki Piątek na Golgocie. Rzymscy żołnierze wzięli szaty Jezusa i podzielili je na cztery części, po jednej dla każdego. Wzięli też tunikę. Nie była ona szyta, lecz utkana w całości od góry do dołu. Powiedzieli wtedy: „Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć”.

Jedność Kościoła
Ojcowie Kościoła, a zwłaszcza święty Augustyn i święty Jan Chryzostom, uważali epizod podziału szat i tuniki przez rzymskich żołnierzy za wyraz jedności Kościoła. Dla świętego Augustyna szaty, podzielone przez żołnierzy na cztery części, symbolizują powszechność Kościoła, który rozciąga się na cztery strony świata i jest jednakowo obecny w każdej ze swoich części. Toteż, jak mówi soborowa Konstytucja dogmatyczna o Kościele „Lumen gentium”, Kościoły partykularne – a diecezja Pontoise jest jednym z tych Kościołów – są „uformowan[e] na wzór Kościoła powszechnego, w którym istnieje i z których się składa jeden i jedyny Kościół katolicki” (nr 23). Kościół jest jednak powszechny od chwili swojego zaistnienia: obejmuje wszystkie języki. Jak widać, Kościół powszechny poprzedza Kościoły partykularne; jedność istnieje najpierw, a poszczególne części potem. Kościół powszechny nie jest wtórnym połączeniem Kościołów lokalnych. Kościół powszechny, katolicki, rodzi Kościoły partykularne, one zaś mogą pozostawać Kościołami, tylko gdy zachowują jedność z powszechnością. Powszechność skądinąd wymaga wielości języków, by zaprowadzić jedność i harmonię ludzkich bogactw w miłości Ukrzyżowanego. Powszechność nie jest więc tylko czymś zewnętrznym, ale musi stać się cechą osobistej wiary: mamy wierzyć wraz z Kościołem wszystkich epok, wszystkich kontynentów, wszystkich kultur, wszystkich języków. Dlatego, dodaje święty Augustyn, w całości utkana tunika, o którą rzucono losy, obrazuje jedność wszystkich części Kościoła, czyli Kościołów partykularnych, zjednoczonych ze sobą więzią miłości.

Imię powszechności
Ukazując zbieżność dwóch wydarzeń w Waszym Kościele partykularnym – 50-lecia Waszej diecezji i 150-lecia tej bazyliki – z Rokiem Jubileuszowym obchodzonym w całym Kościele, pragniecie potwierdzić swoją jedność z Kościołem Rzymskim, który według słów świętego Ignacego Antiocheńskiego przewodzi w miłości. Chodzi konkretnie o Waszą jedność z Ojcem Świętym Franciszkiem, Następcą św. Piotra. Można zatem powiedzieć, że konkretnym imieniem powszechności jest Rzym.

Tunika w całości utkana, której oddajemy cześć w tej bazylice, jest wezwaniem do tego, by nie rozbijać jedności Kościoła, ale przeciwnie, pamiętać o tym, że „jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4,5-6).

Otóż stwierdzamy, że Mistyczne Ciało Chrystusa, Jego Przenajświętsza Oblubienica, jest poraniona egoizmem i słabościami swoich członków, pasterzy i wiernych. Jakże nie pomyśleć o nurtach głoszących nieposłuszeństwo, a także o licznych skandalach w życiu Kościoła? Święta Tunika, niepodzielona, jest ostrzeżeniem skierowanym do naszego Kościoła katolickiego, czyli powszechnego, a więc także do Waszego Kościoła partykularnego, do Waszej diecezji, by zyskała świadomość swojej jedności wokół swojego biskupa, który sam trwa w jedności „cum et sub Petro”, czyli z i pod Piotrem, Papieżem.

Co więcej, jedności Kościoła, czyli jego godności, nie można wydawać na pastwę powierzchownego osądu opinii publicznej, zastępowanej przez wiele środków przekazu. W dzisiejszym pierwszym czytaniu mszalnym usłyszeliśmy, jak Apostołowie głoszą to, co nosi miano „kerygmatu” naszej wiary, odpowiednik „Credo”, czyli wyznania wiary katolickiej, które za chwilę także i my wypowiemy głośno i całym sercem. Apostołowie stają przed najwyższą instancją religijną, Wysoką Radą i arcykapłanem Kajfaszem, przed tymi samymi ważnymi osobistościami, które skazały na śmierć Jezusa z Nazaretu. Zamiast zamilknąć lub osłabić przesłanie Ewangelii Życia i Zbawienia, wybierają męczeństwo, czyli świadectwo, które zaraz podpiszą własną krwią – zostaną ubiczowani tak jak Jezus podczas Męki, a później tak jak On oddadzą życie na czterech krańcach świata – oświadczając, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Innymi słowy, by sięgnąć do tytułu mojej książki, wywiadu rzeki: wobec Wielkiej Rady, a potem na czterech krańcach znanego wówczas świata, głoszą usque ad effusionem sanguinis (aż do przelania krwi): „Bóg albo nic”!

Nie ulec dyktaturze
Tak, Bracia i Siostry, nie ulegajmy wpływowi niektórych duchownych, którzy dla względów duszpasterskich zamierzają zmienić nauczanie Jezusa i wielowiekową naukę o sakramentach Kościoła; nie ulegajmy wpływowi wszechobecnego relatywizmu, który – jak stwierdził Ojciec Święty Benedykt XVI – jest prawdziwą dyktaturą, dyktaturą konktrkultury panującej w krajach Europy Zachodniej, i nie chowajmy światła naszej wiary pod korcem. Ponieważ zaś na mocy chrztu przyoblekliśmy się w Chrystusa jak w utkaną szatę, niech nasza wiara jaśnieje w naszych rodzinach i parafiach, nad naszymi miejscami pracy i na uniwersytetach, w naszych szkołach i w miejscach odpoczynku i kultury (w teatrach i salach koncertowych, na stadionach i w ośrodkach sportowych…), aby ludzi nam współczesnych, poszukujących racji życia i nadziei, przyciągnął Ten, który przyszedł wyzwolić człowieka z grzechu i „rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11,52), Ten, którego „Bóg wywyższył […] po prawicy swojej jako Władcę i Zbawiciela” (Dz 5,31). Jak słyszeliśmy w drugim czytaniu, właśnie Jemu, Barankowi złożonemu w ofierze za nasze grzechy, naprawdę są poddane wszystkie stworzenia na niebie i na ziemi… Tak, Jemu samemu błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc!

Jakże to kontrastuje z samowystarczalnością i pychą współczesnego człowieka, który chce rozsiąść się na tronie Boga, wydając na pośmiewisko czy wręcz pod pręgierz opinii publicznej chrześcijan, którzy bronią życia od poczęcia do naturalnej śmierci, odrzucają prometejski koszmar manipulacji ludzkim genomem, stają w obronie ubogiego człowieka i bezbronnego uchodźcy, głoszą chrześcijańskie korzenie Francji i Europy… A co znaczy „iść za Chrystusem”, jeśli nie „naśladować Chrystusa”, który mówi do nas tak jak do świętego Piotra: „Pójdź za Mną”, wcześniej zapytawszy trzykrotnie: „Czy miłujesz Mnie?”.

Tak, „czy miłujesz Mnie”… bardziej niż swoją wygodę? Czy miłujesz Mnie bardziej niż swoje dobra materialne, karierę, gry, telewizję, komputer i internet oraz przyjemności świata? Innymi słowy, czy moim życiem kieruje Boża Miłość? Czy Bóg jest w centrum naszych rodzin? Czy w każdym pokoju znajduje się krzyż, figurka Matki Bożej? Czy modlimy się w rodzinie, rodzice razem z dziećmi, w „kąciku modlitewnym” albo w rodzinnym oratorium, które jest miejscem ciszy i skupienia? Zwracam się do Was, obecni tu młodzi: czy naprawdę wsłuchuję się w Chrystusa, który do mnie przemawia w moim sercu, kiedy się modlę? Co mi przeszkadza odpowiedzieć Mu: „tak”, jeśli mnie wezwie, bym poszedł za Nim drogą najwyższej służby, drogą kapłaństwa lub życia konsekrowanego? Czy boję się trudności?

Nazbyt często nasze życie jest przeciążone tym, co drugorzędne; ilustrowane czasopisma, które kupujemy, bałwochwalczo wielbią ulotne sukcesy, a telewizyjne informacje sugestywnie pokazują to, co już jutro popadnie w zapomnienie… Przed tą kulturą tymczasowości wznosi się nasza wiara w Tego, do którego należy chwała i moc. Pokładamy pewność w Krzyżu Chrystusa Zbawiciela! Nasza pewność zawiera się całkowicie w okrzyku świętego Jana z dzisiejszej Ewangelii: „To jest Pan!”. A wtedy… Piotr rzucił się do wody… Tak jak on, jesteśmy wezwani, by rzucić się w Serce Jezusa, by żyć tylko Nim, tylko dla Niego… tak jak Maryja, Jego Matka i nasza Matka.

Nasza Matka
Według starożytnej tradycji Matka Najświętsza sama utkała Świętą Tunikę Pana. W tamtych czasach w Palestynie to kobiety sporządzały ubrania dla członków swoich rodzin. Właśnie dlatego tu, w Argenteuil, miejscowa tradycja zawsze uważała szatę noszoną przez Jezusa aż po Krzyż nie tylko za relikwię Męki, ale także za relikwię maryjną. A na fasadzie Waszej bazyliki znajduje się figura Matki Bożej zajętej szyciem…

Maryja, Matka Jezusa, jest też Matką Mistycznego Ciała Chrystusa, czyli Kościoła. Właśnie jako Matka Kościoła jest również Matką każdego z nas – członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Z Krzyża Jezus powierzył Matkę każdemu z uczniów, a jednocześnie każdego z uczniów powierzył miłości swojej Matki. Jan Ewangelista zamyka swój opis Męki następującymi słowami: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27). W szczytowym momencie wypełnienia mesjańskiej misji Jezus pozostawia więc każdemu z uczniów własną Matkę, Dziewicę Maryję, jako drogocenne dziedzictwo.

Drodzy Bracia i Siostry, jesteśmy zaproszeni do tego, by z uwagą rozważać znaczenie obecności Maryi w życiu Kościoła i w naszym życiu osobistym. Codziennie, w rodzinach lub indywidualnie, odmawiajmy Różaniec, modlitwę „Anioł Pański”… Powierzajmy Maryi siebie, poświęćmy się Jej Niepokalanemu Sercu i poświęćmy Mu nasze rodziny, a zwłaszcza wszystkich młodych przygotowujących się do małżeństwa: jesteśmy Jej umiłowanymi dziećmi! Niech Maryja pomaga nam być odważnymi świadkami Jej Syna, nieulękłymi misjonarzami Nowej Ewangelizacji, aby Chrystusowa, tkana Tunika przyoblekła każdego człowieka spragnionego prawdy. Amen.

Przełożyła Agnieszka Kuryś. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... zmowi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 29 cze 2016, 22:45 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7507
Lokalizacja: Podlasie
Profesor Bartyzel odpowiada Radzie Nauki: tolerancja to fałszywy bożek

Obrazek

W swojej pracy akademickiej, tak badawczej, jak dydaktycznej, nie zamierzam otaczać „troską” – nie tylko „szczególną”, lecz w ogóle żadną – „zasad tolerancji”, tego fałszywego bożka naszych czasów, lecz przeciwnie: będę, tak jak dotąd to czyniłem, wskazywał jego asubstancjalność i miałkość – deklaruje prof. Jacek Bartyzel odnosząc się do apelu Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego uznała za stosowne skierować w dniu 13 czerwca b.r. „Apel… do społeczności akademickiej o szczególną troskę i działania w obronie praw obywatelskich i przestrzeganie zasad tolerancji”.

W Apelu tym czytamy, iż RG „deklaruje swoje przywiązanie do wartości społeczeństwa obywatelskiego oraz wartości akademickich ukształtowanych w wielowiekowej tradycji”, do katalogu których zalicza „m.in. poszanowanie praw i wolności demokratycznych oraz zasad zakazujących dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, region lub kraj pochodzenia, światopogląd, wyznawaną religię, preferencje w sprawach publicznych a także innych gwarantowanych praw i wolności”. Wyraża także przekonanie, iż „środowisko akademickie i naukowe musi [podkr. – JB] pozostawać wzorem respektowania i propagowania tych wartości”, a nawet „potępia przypadki naruszania tych zasad”.

Jako że jestem członkiem społeczności akademickiej, tym samym zaś jednym z adresatów rzeczonego Apelu, czuję się poniekąd zobligowany do wyrażenia swojego względem niego stanowiska. Oświadczam zatem, że jestem zbulwersowany jego treścią, zwłaszcza z powodu usytuowania przytoczonej enumeracji „katalogu wartości” w polu „wielowiekowej tradycji” akademickiej. Nie chciałbym posądzać moich Czcigodnych Kolegów Profesorów o ignorancję co do tradycji uniwersyteckiej, toteż muszę uznać, że świadomie, a dla sobie tylko znanych celów, ją zignorowali, przemilczając to, co w niej rdzenne i fundamentalne, a niepasujące do zaprezentowanej w Apelu wizji „wartości akademickich”. Muszę więc przypomnieć, że universitas to dzieło – jedno z najdonioślejszych – średniowiecznej Res Publica Christiana, którego powołaniem było, jest i być powinno poszukiwanie oraz zgłębianie prawdy w obszarze filozofii, teologii oraz wszelkich nauk szczegółowych; krótko mówiąc – prawdy o Bogu, świecie i człowieku. Jak podkreślał już w bliższych nam czasach bł. Jan Henryk Newman, zdobywana na uniwersytecie wiedza jest „bezużyteczna”, to znaczy, że jest ona celem samym w sobie, wynikającym z pragnienia poznania prawdy, natomiast złączenie funkcji badawczej z pedagogiczną ma na celu kształtowanie umysłów poprzez wyrobienie umiejętności logicznego i filozoficznego myślenia, właściwego osądu spraw i ludzi, rozumnego postępowania, sztuki wysławiania się, panowania nad sobą – ostatecznie wychowanie studentów na mądrych i prawych ludzi. Tak ukierunkowane dociekania uczonych pracujących na uniwersytetach europejskich od Bolonii i Padwy po Oksford i Cambridge, od Coimbry i Salamanki po Pragę i Kraków, a później także zakładanych w Nowym Świecie przez misjonarzy niosących jego ludom światło wiary i nauki, zyskały tej instytucji tak wielki autorytet, że trudno nie przychylić się do opinii wielkiego myśliciela hiszpańskiego Juana Vazqueza de Melli, iż w Christianitas uniwersytet dzierżył czwarty po suwerenności politycznej Korony, suwerenności społecznej korporacyjnego społeczeństwa oraz suwerenności duchowej Kościoła rodzaj suwerenności – intelektualnej.

A contrario, „katalog wartości” jakoby akademickich, zaprezentowany w Apelu RG, stanowi zbiór niekrytycznych mniemań, jaskrawo wręcz indyferentnych wobec obowiązku poszukiwania aletheia/veritas, ufundowanych natomiast na największym wrogu nauki, czyli na ideologii – w tym wypadku ideologii demokratyczno-liberalnej. To, że ideologia ta ma obecnie status „ortodoksji publicznej” w wytworzonym przez nią systemie demokracji liberalnej, winno skłaniać reprezentantów Akademii raczej do szczególnej czujności w obronie uniwersyteckiej wolności od wszelkiej paranaukowej gnozy (wciskającej się dziś na uczelnie coraz bezczelniej, zwłaszcza pod postacią tzw. gender studies), aniżeli do konformistycznego poddawania się temu naciskowi. Jeżeli weźmiemy jeszcze pod uwagę kategoryczność sformułowań Apelu, podług którego środowisko akademickie „musi pozostawać wzorem respektowania i propagowania tych wartości”, to można się obawiać, iż uniwersytety zaczną przekształcać się w swego rodzaju „Wieczorowe Kursy Demoliberalizmu”, a pracownicy nauki staną się zwykłymi propagandystami. Konsekwencją zaś tego może być też usuwanie z uczelni niedemokratycznej „reakcyjnej profesury” – przypadek znany nie tylko z historii reżimów komunistycznych.

Wobec powyższego, z całą stanowczością oświadczam, iż w swojej pracy akademickiej, tak badawczej, jak dydaktycznej, nie zamierzam otaczać „troską” – nie tylko „szczególną”, lecz w ogóle żadną – „zasad tolerancji”, tego fałszywego bożka naszych czasów, lecz przeciwnie: będę, tak jak dotąd to czyniłem, wskazywał jego asubstancjalność i miałkość.

Prof. dr hab. n. społecznych Jacek Bartyzel
Kierownik Katedry Hermeneutyki Polityki
Wydział Politologii i Studiów Międzynarodowych
Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

http://www.pch24.pl/profesor-bartyzel-o ... 246,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 21 wrz 2016, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia

Obrazek

Opinia w sprawie projektu ustawy o „Prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie” komitetu „Ratujmy kobiety”.

16.09.2016 r.

Koło Lekarzy Katolików
przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie
Warszawa, ul. Puławska 18


Sz.P. Marek Kuchciński
Marszałek Sejmu RP
ul. Wiejska 4/6/8, 00-902 Warszawa
e-mail: listy@sejm.gov.pl, Marek.Kuchcinski@sejm.pl

Szanowny Panie Marszałku,

Przekazany środowisku lekarskiemu projekt ustawy o „prawach kobiet i świadomym rodzicielstwie” komitetu „Ratujmy Kobiety” Barbary Nowackiej naszym zdaniem nosi znamiona prowokacji. Prowokacja ta ma na celu legalizację praktycznie nieograniczonego zabijania dzieci poczętych, także w ramach eugeniki, którą pod pretekstem badań prenatalnych projekt promuje, antykoncepcji i edukacji seksualnej. Złożenie projektu służyć ma w szczególności przesunięciu na lewo argumentów w dyskusji nad projektem obywatelskim „Stop aborcji” chroniącym życie od momentu poczęcia, stworzeniu zamieszania i jego neutralizacji. Wedle naszej wiedzy oba projekty mają być czytane w tym samym dniu w Sejmie.

Jako lekarze stwierdzamy, że propozycja komitetu „Ratuj Kobiety” oparta jest na poziomie wiedzy sprzed epoki współczesnej genetyki, a także ultrasonografii. Obecnie nie da się ukryć, że człowiek jest człowiekiem od momentu poczęcia. Proponowane w projekcie poprawki wprost zastępują pojęcie „dziecka poczętego” „płodem” lub „zapłodnioną komórką jajową”. Wobec faktu, że organizm ludzki posiada swój niepowtarzalny materiał genetyczny inny niż materiał rodziców od chwili samego zapłodnienia, terminologia proponowana przez projekt komitetu „Ratujmy Kobiety” stanowi więc próbę UWSTECZNIENIA wiedzy medycznej.

Groteską jest również obsesyjne unikanie określenia „matka i dziecko”, które projekt w ramach poprawek ma zastąpić w innych ustawach terminem „kobieta ciężarna i płód”. Chyba każda kobieta wolałaby być określana matką, a nie „ciężarną”. Analizę przyczyn lęków przedstawicieli komitetu „Ratujmy Kobiety” przed słowem matka lub dziecko, poza przywiązaniem do terminologii z czasów komunistycznych, pozostawiamy jednak psychologom.

Projekt komitetu „Ratujmy Kobiety” przesiąknięty jest myśleniem z epoki stalinowskiej. Z drugiej strony traktuje Polskę jako kraj neokolonialny, w którym o dzietności kobiet decydować mają nie rodzice, ale w istocie kampanie socjologiczne narzucane przez antynatalistyczne organizacje międzynarodowe oraz koncerny produkujące środki antykoncepcyjne, w myśl „praw reprodukcyjnych” kryjących tzw. aborcję, działania niszczące płodność i deprawację dzieci i młodzieży. Przypominamy, że prawem kobiety, o które projekt niby ma się dopominać, jest prawo do wychowania dziecka, a nie zapewnianie możliwości fizycznego, psychicznego i duchowego okaleczania tzw. aborcją.

Autorzy prowokacyjnego tekstu proponują przymusową edukację seksualną od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Ma ona rzekomo zapobiegać przemocy seksualnej. Tymczasem pozbawione wymiaru moralnego „edukowanie” przyczynia się do rozbudzania tej sfery, z tragicznymi konsekwencjami, czego dowody płyną np. z Wielkiej Brytanii, Niemiec. Wszystko w interesie organizacji aborcyjnych.

Zupełnym absurdem należy określić zawartą w uzasadnieniu projektu tezę, że dostęp do środków antykoncepcyjnych przyczyni się do poprawy wskaźników demograficznych (SIC!). Dalsze komentowanie tak irracjonalnych, jak również szyderczych tez wydaje się zbędne.

Propozycje zawarte w tekście mają odebrać prawo rodziców do kontroli odnośnie do tego, kto edukuje dziecko w zakresie związanym z płciowością. Tekst postuluje, aby porady w ww. zakresie mogły być udzielane bez zgody opiekuna prawnego.

Zupełnie niedopuszczalna jest próba ingerencji w ustawę o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Lekarz miałby obowiązek udzielania „świadczeń z zakresu zapobiegania ciąży”. Propozycje, aby stygmatyzować lekarzy, którzy skorzystają z przysługującej im klauzuli sumienia i odmówią takich „świadczeń”, uważamy za skandaliczne, także w świetle ostatniego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego potwierdzającego prawo do klauzuli sumienia. Tymczasem prowokacja komitetu „Ratujmy Kobiety” chciałaby przymusić Narodowy Fundusz Zdrowia oraz świadczeniodawców do publikowania list lekarzy, którzy skorzystają z klauzuli sumienia.

Propozycję, aby państwo finansowało środki antykoncepcyjne sumą 250-500 mln złotych (!) rocznie, należy uznać za niedorzeczną. Z punktu widzenia medycznego są to postulaty społecznie szkodliwe. Widzimy, że wiedza osób reprezentujących komitet „Ratujmy Kobiety” na temat powikłań stosowania hormonalnych środków antykoncepcyjnych, jak nowotwory, powikłania zakrzepowo-zatorowe czy nawet otępienia, jest nikła albo z przyczyn ideologicznych nieprzyjmowana do wiadomości. W każdym razie postulowane propozycje nie mają nic wspólnego z ratowaniem kobiet. Groteską jest również propozycja, aby „jednostki samorządu terytorialnego” ponosiły „koszty zasiłków celowych na zakup środków zapobiegania ciąży”. Reprezentanci komitetu „Ratujmy Kobiety” nie zdają sobie chyba sprawy z tego, czemu państwo powinno służyć.

W szczególności propozycje, aby państwo polskie w majestacie prawa dofinansowywało zabijanie dzieci poczętych, są propozycjami niegodnymi rozpatrywania w parlamencie. To przecież propozycje finansowania działalności zbrodniczej.

Biorąc pod uwagę, że projekt komitetu „Ratujmy Kobiety” postuluje legalizację działań jawnie wymierzonych w życie i zdrowie, uderza ponadto w środowisko lekarskie, wnosimy o odrzucenie go bez dalszego rozpatrywania. Podważa on bowiem powagę Sejmu.

Z poważaniem,

Koło Lekarzy Katolików
przy Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie
Przewodnicząca
Aleksandra Dziarczykowska-Kopeć
Wiceprzewodniczący
Andrzej Lewandowicz
Do wiadomości: prasa, media

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zecia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 26 gru 2016, 16:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Konieczność „duchowego przejęcia władzy”

Obrazek
fot. sxc.hu


Gdzie szukać obecnie kontrrewolucjonistów, skoro rewolucja weszła na etap deptania podstawowych zasad prawa naturalnego i gdy na równi z wiarą atakowany jest rozum? Gdy politycy nie określają siebie mianem kontrrewolucjonistów, bo nikt z nich nie chce tak naprawdę podejmować konkretnych działań na rzecz zmiany dominującego obecnie paradygmatu kulturowego, którą święty Jan Paweł II określał mianem „cywilizacji śmierci”?

Amerykański myśliciel konserwatywny Thomas Molnar u progu rewolucji pokolenia ‘68 roku napisał, że „prawdziwa kontrrewolucja nie polega na zwykłym przejęciu politycznej władzy. Zbyt często bowiem okazywało się to tylko sytuacją tymczasową, albo gorzej: zwykłą zmianą pozycji. Decydujące byłoby raczej nadanie nowego kształtu kulturze, duchowe przejęcie władzy i jego uspokajający wpływ. Nowy Malaparte musiałby nauczyć kontrrewolucjonistów czegoś lepszego niż tylko techniki – słowa ducha i słowa prawdy, raz jeszcze przyniesionego po to, by przeważyć w instytucjach [politycznych] świata zachodniego”.

W tym sensie najwybitniejszymi i najskuteczniejszymi kontrrewolucjonistami byli święci Pańscy, którzy odwołując się i głosząc Słowo Ducha i Prawdy walczyli z kolejnymi emanacjami rewolucji u jej podstaw. Tak jak św. Ignacy Loyola, św. Jan Sarkander, czy Sługa Boży ks. Piotr Skarga w przypadku rewolucji protestanckiej, św. Jan Maria Vianney w przypadku walki ze straszliwymi konsekwencjami rewolucji francuskiej, czy tylu świętych i błogosławionych (w większości nieznanych z imienia), którzy swoją świętością zwalczali bezbożność komunizmu.

Gdzie szukać obecnie kontrrewolucjonistów w wyżej podanym znaczeniu, gdy rewolucja weszła na etap deptania podstawowych zasad prawa naturalnego, gdy na równi z wiarą atakowany jest rozum (exemplum: genderyzm)? Zostawmy na razie na boku nadzieję na to, że Opatrzność wzbudzi także w naszych czasach nowych, wielkich świętych, którzy przygotują grunt pod „duchowe przejęcie władzy”. Jest ona wielką pociechą, jednak nie zwalnia to z obowiązku przyjrzenia się temu, co w naszych czasach nazywa się „prawicą”, „centroprawicą” lub „ugrupowaniami konserwatywnymi” sprawującymi władzę.

Oczywiście żadna ze wspomnianych sił politycznych nie określi siebie jako kontrrewolucjonistów, bo nikt z nich nie chce tak naprawdę podejmować konkretnych, nie deklaratywnych działań na rzecz zmiany dominującego obecnie paradygmatu kulturowego, którą święty Jan Paweł II określał mianem „cywilizacji śmierci” – śmierci duchowej i śmierci fizycznej. Zamiast tego słyszymy popiskiwanie w rodzaju zachęcania przez kanclerz Angelę Merkel członków CDU, by nie wstydzili się śpiewać kolęd lub odważny konserwatywny manifest w postaci niedawnej deklaracji prezydenta – elekta Donalda Trumpa, który zapowiedział, że swoim rodakom składać będzie życzenia w postaci tradycyjnego „Merry Christmas”.

Tego typu deklaracje są, rzecz jasna, tyleż deklaracją minimalizmu rzeczonych polityków, co także (a może: jeszcze bardziej) świadectwem czasów, w których żyjemy. Jesteśmy wezwani do bycia nie tylko dogmatykami małżeństwa (jako związku między kobietą a mężczyzną), ale również dogmatykami szopki bożonarodzeniowej z Dzieciątkiem, w chestertonowskim znaczeniu dogmatu jako oczywistej prawdy, która zakwestionowana domaga się opisania. Generalnie jednak tzw. nowoczesna, zachodnia prawica (do której aspiruje również nasz rodzimy, pozostający u władzy od 2015 roku „Obóz Zjednoczonej Prawicy”) podtrzymuje cykl wyznaczany naprzemiennym występowaniem postępu i zatrzymywania dekadencji. Nigdy jednak nie odwrotu, bez żadnych planów „duchowego przejęcia władzy”.

Dość popatrzeć na to, co działo się w Wielkiej Brytanii pod rządami „konserwatywnego” premiera Davida Camerona, który w niczym nie odróżniał się pod względem dalszego popychania Zjednoczonego Królestwa w dekadencję od swoich laburzystowskich poprzedników (Tonyego Blaire’a i Gordona Browna), a nawet „twórczo” je kontynuował doprowadzając do legalizacji tzw. małżeństw homoseksualnych. Podtrzymywanie tego trendu zapowiada również obecna, „brexitowa” premier Theresa May. O „zasługach” CDU na rzecz podtrzymywania kulturowej tożsamości Niemiec – szkoda mówić. Wystarczy przypomnieć deklarację kanclerz A. Merkel, że „islam należy do Niemiec”.

Co pokaże nowa, republikańska administracja w Stanach Zjednoczonych, to dopiero przed nami. Warto jednak przypomnieć, że w obu największych partiach amerykańskich nie brakuje CINO’s (katolików tylko z nazwy), którzy swój katolicyzm, czy generalnie chrześcijaństwo głęboko chowają na portierniach swoich urzędów. Inna sprawa, że żyjemy w czasach, gdy wśród samych kardynałów nie ma jasności, co do obowiązywania poszczególnych przykazań Dekalogów.

Ostatni przykład to republikański gubernator stanu Ohio John Kasich, który w grudniu tego roku zawetował ustawę zakazującą mordowania dzieci w łonach matek w sytuacji, gdy zostało stwierdzone bicie serca malucha. Oczywiście sam jest, jak deklaruje, za ograniczeniem „prawa do aborcji”. No, ale nie w tym przypadku, bowiem wejście w życie nowego prawa „przyniosłoby skutek odwrotny od oczekiwanego” (pozwy sądowe, etc.). Skąd my to znamy?

Pat Buchanan opublikował niemal czterdzieści lat temu książkę pod znamiennym tytułem „Konserwatywne glosy, liberalne zwycięstwa”. Zastanawiał się, jak to się dzieje, że mimo zwycięstw prawicy (tutaj: republikanów) dryf ku kulturowej rewolucji nie tylko nie został zatrzymany, ale nawet przyspiesza. Wyjaśniał, że nie chodzi tutaj o jakieś „obiektywne procesy dziejowe”, ale o konkretne decyzje konkretnych osób. Na przykład prezydenckich nominacji do Sądu Najwyższego, który od lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku jest głównym narzędziem w ręku amerykańskich rewolucjonistów zaprowadzających nową religię „laickiego państwa”, w którym „prawo do aborcji” jest uważane za jedno z podstawowych „praw człowieka” (por. przełomowe orzeczenie Sądu Najwyższego z 1973 roku). Prawdziwym problemem nie są „swing states” (tzw. wahające się stany, głosujące raz na republikanów, raz na demokratów), ale „swing judges” – sędziowie nominowani przez republikańskich prezydentów, ale w Sądzie Najwyższym zachowujący się jak przystało na zwolenników obozu zjednoczonej dekadencji. Kolejne potwierdzenie słuszności diagnozy P. Buchanana widzieliśmy w czerwcu 2015, gdy większość 5 : 4 zapewniającą legalizację przez Sąd „małżeństw” jednopłciowych zapewnił głos sędziego Kennedyego, nominata Ronalda Reagana i bezobjawowego katolika.

Ostatnia rejterada Prawa i Sprawiedliwości przed czarnymi marszami króla Heroda i kolejne zapewnienia przedstawicieli tej partii, że „nie będzie naruszenia kompromisu aborcyjnego”, pokazuje, że także u nas grono „wahających się” polityków jest całkiem spore. Poparcie dla ustawodawstwa broniącego życie było ograniczone w czasie, tylko do momentu pozostawania w opozycji. Potem w imię „odpowiedzialności za stabilność państwa”, trzeba było myśleć po nowemu. Paradygmat cywilizacji śmierci pozostaje w mocy.

No, dobrze, ale czy tylko pozostaje narzekanie i piętnowanie zgniłych kompromisów? To byłaby zwykła łatwizna. Odwołajmy się więc na koniec raz jeszcze do Thomasa Molnara, który pisał: „Zadanie kontrrewolucjonistów polega po prostu na obronie społeczeństwa i zasad uporządkowanej wspólnoty. Nie jest to spektakularne zadanie, bez ostatecznego zwycięstwa, a jego powodzenie dokonuje się raczej w umysłach i duszach, a nie publicznym forum. To nigdy niekończące się zadanie, codzienny ciężar. Tak też ma być wykonywane, każdego dnia”. Amen.

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/koniecznosc-duchowe ... 222,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 03 kwi 2017, 08:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Apolloniści i bachanci

Obrazek

Przez dzieje ludzkości przewija się tragiczne prawo dzielenia się większych społeczeństw na dwa przeciwstawne obozy ideowe. Przy czym im wyższy był poziom społeczny, kulturowy i duchowy, tym ów podział był ostrzejszy. Wystąpiło to bardzo wyraziście w społecznościach starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie już od VI w. p.n.Chr. jednej społeczności, zawsze najliczniejszej, przewodziła idea boga Apolla, a drugiej, znacznie mniej licznej, ale za to bardzo destruktywnej, przewodziła idea boga Bachusa (Dionizosa).

Trzeba zatem poczynić pewną refleksję historiozoficzną. Otóż potocznie sądzi się, że rozwój cywilizacyjny i duchowy zarazem biegną do przodu i do góry po linii prostej, tymczasem historia powszechna pokazuje, że choć rozwój techniczny idzie raczej po linii prostej wzwyż, to rozwój duchowy, jeśli w ogóle nie pozostaje na tym samym poziomie, to biegnie raczej po sinusoidzie, raz wyżej, raz niżej. A dziś wydaje się, że linia ta ma swoje „siodło” w całym świecie, a szczególnie w UE i ostatnio także w Polsce, co się staje bardzo smutne i aż haniebne.

Ludzie typu apollińskiego
Typ apolliński uosabiał w Grecji ok. VI w. p.n.Chr. Orfeusz, z czasem już z całą swoją szkołą i naśladowcami. Mityczny Orfeusz to syn Apollona, boga słońca, wiosny, kultury i wszystkich muz. A zatem przez całe wieki czciciele Apollona to mieli być ludzie duchowi, mający w sobie pierwiastek boski, ludzie dobra, światła, prawdy, kultury, prawości, poezji, muzyki poruszającej bogów, przyrodę i skały, jak miał to czynić Orfeusz. Ludzie wierzący w najwyższe wartości, w prawdę, duchową miłość, szlachetność, nieśmiertelność duszy, mający poczucie jedności ludzkiej, konieczności służenia społeczności, państwu i Bogu, żyjący w czystości i sprawiedliwości, pokoju i odpowiedzialności. Życie orfickie to doskonalenie się w cnotach, oczyszczanie z grzechów i budowanie świata piękna, polegającego na światłości, harmonii, proporcji i uwznioślaniu duszy.

Sam Orfeusz miał być śpiewakiem, lirnikiem, poetą, prorokiem, propagatorem czystości życia i autorem religijności zespalającej z bóstwem. Miał zostać rozszarpany przez feministki, bachantki z Tracji za to, że potępiał ich orgie i kult ciała.

Świat bachański
W totalnej opozycji do apollonistów pozostawali bachanci, czciciele boga Bachusa. Bachus był bogiem wina, żywej przyrody, zabaw, uczt i hulaszczego życia. Jego kult przyszedł do Grecji z Tracji w VI w. p.n.Ch. i w początkach napotykał duże opory ze strony apollonistów, ale z czasem się przyjął, zwłaszcza w postaci tzw. bachanaliów, które były misteriami ku czci boga Bachusa. Do Wielkiej Grecji wprowadził je kapłan grecki, a do Rzymu, najbardziej rozwinięte, kapłanka Pocula Aninia. Największe bachanalia odbywały się w południowej Italii, na Awentynie i w Ostii. Na początku urządzały je same kobiety, po kilku latach już z mężczyznami, kilka razy w roku. Uzyskiwały coraz większy wpływ na życie rzymskie.

Bachanalia to świat absolutnie antyapolliński: kult orgiastyczny, tańce w przebraniu, w przeświecających sukniach, z rogami na głowie, kręcenie się w koło, latanie z pochodniami, szał, konwulsje, wrzaski, piski, wycia, kult szału, twarze jak w transie pseudomistycznym, dzikie, żądne plugastwa, ekstaza swobody. Poszły za tym: rozpusta, także pederastia, pijaństwo, wielkie kłamstwa, grabieże, korupcja, bluźnierstwa, morderstwa, otrucia, spiski polityczne, ataki na władze, odrzucanie prawa i etyki, prześladowania, nieraz krwawe, inaczej myślących, rzekome objawienia, drwienie z bogów apollińskich. Motorem wszystkiego było wyzwolenie, uwolnienie od nakazów, zakazów, tradycji, porządku społecznego i inicjacja nowego życia, nowego świata, zwłaszcza przez swobodne zaspokajanie wszystkich popędów i namiętności.

W Rzymie republikańskim doszło do tego, że zainterweniował senat z wojskiem w roku 186 p.n.Chr. i wytoczono wielki proces przeciwko 7 tysiącom bachantów. W samym Rzymie aresztowano 3 tysiące osób. Wiele skazano na karę śmierci. Rzymianie mieli poczucie ładu i prawa. Jeszcze raz powtarzam: zainterweniował senat Republiki Rzymskiej. Jednakże bachanaliów całkowicie wygasić się nie udało środkami administracyjnymi. Zrobiło to dopiero po kilku wiekach chrześcijaństwo.

Świat bachański dziś
Oto świat dzisiejszy jest zalewany przez bachalizm, i to już nie nocą i z ukrycia, ale w biały dzień i z oficjalnym atakiem na cały porządek apolliński. Nie sposób powiedzieć tu wszystko. Wspomnijmy pokrótce o kilku zasadniczych syndromach.

1. Wolność ku zniewoleniu. Niewątpliwie bachalizm płynie głównie z prądem dążenia do totalnej „wolności”. Tyle że jest to wolność oszukana, sromotna niewola ubrana w szaty i hasła wolności. Ma to być wolność od Boga, religii, etyki, prawa, prawdy absolutnej, od dobra, piękna, rozumu, mądrości, tradycji, miłości szlachetnej i od sensu. Totalna tendencja do wolności jest pokusą wieczną, kusi nią jednak sam diabeł aniołów, ludzi i świat. Owszem, wolność jest konieczną strukturą osoby, bez niej nie bylibyśmy ludźmi. Ale ta „wolność dla jednostki od wszystkiego” jest diabelską podróbką. Zwróćmy uwagę choćby tylko na niektóre zjawiska potoczne! Oto zakłamani politycy zazwyczaj „ofiarowują” wolność innym, ale tylko po to, by mogli ich sobie pozyskać i zniewolić. I tak młodzieży głosi się wolność od etyki seksualnej, nierobom wolność od cięższej pracy, kombinatorom wolność od kontroli, korupcjonistom – sądy przedawniające, zdrajcom ojczyzny tłumaczą „naukowo”, że dziś już ojczyzn nie ma, aborcjonistom tłumaczą „postępowo”, że zabita istota nie była człowiekiem, oszustów pocieszają, że dziś już prawdy nie ma, a przeżywającym wielkie grzechy wyjaśniają, że grzech to wymysł księży. Dlaczego tak wielu ludzi niby mądrych i wykształconych nie może zrozumieć, że nie ma wolności bez prawa, bez prawdy, bez miłości, bez sprawiedliwości, bez ciężkiej pracy i że potworny egoizm nie jest żadną wolnością, lecz najcięższą niewolą w szponach zła?

2. Totalna opozycja. Również typowo bachiczna jest postawa totalnej opozycji, która przeciwstawia się bardzo ostro postawie apollińskiej. Opiera się ona na obłędnych założeniach: że władza wybrana przez większość wyborców jest nielegalna, że wyborcy w swych wyborach popełnili wielki błąd lub nawet przestępstwo, że władza należy się tylko niewybranym, że tylko opozycja jest we wszystkim kompetentna, posiada pełną prawdę i jest w pełni etyczna itd. Że nawet uchwały i ustawy ratujące życie muszą być odrzucane.

A przy tym wszystkim jest zasadnicza sprzeczność, którą mało kto zauważa. Oto nowa władza jest nielegalna, bo jest za takimi wartościami, jak: naród, państwo, ojczyzna, rodzina, Kościół, suwerenność, tradycja itd., a opozycja, gdyby była wybrana, to byłaby za odsunięciem tych wartości na dalszy plan, a pierwsze miejsce zajęłyby właściwie ateizm, niesuwerenność i beznarodowość, bezojczyźnianość, czysty materializm. Niektórzy, co bardziej roztropni, powiadają, że będą popierać dobre decyzje władzy. Ale kto będzie oceniał, czy są to decyzje dobre? Racji trzeba dowieść. Przy złej woli każde zachowanie przeciwnika może być uznane za złe. Jest bowiem prawie powszechny taki idiotyzm, że nasz przełożony nie chce dialogu, że jest niedemokratyczny. Dlaczego? Bo nie przyjmuje mojego zdania w całości. Przecież w obszarze państwowym takie zdania nie mogą funkcjonować. 3. Totalne zakłamanie. Do wielkiej polityki nie powinni iść ludzie niemądrzy, głęboko niemoralni, egoiści, chciwi, a przede wszystkim fałszywi i zakłamani; nie powinni dostawać się, przynajmniej na wyższe stanowiska, czy to świeckie, czy to kościelne. Dziś widzimy, że tacy nie powinni być także dziennikarzami, artystami i twórcami kultury. Już po wielekroć człowiek woli kogoś nieprzyjaznego, ale szczerego, jak pewnego prezydenta, który mówi do nas, Polaków: „wy macie zasady, a my mamy fundusze”.

Dlaczego tak wielu ludzi spośród inteligencji nie chce prawdy, światła, pokoju, rzetelności, życzliwości, tworzenia dobra, naturalności, tylko wszystko jakoś zakłamują: i Polskę, i swoją wspólnotę, i kulturę, i samych siebie? Co tak niektórych wabi do świata kłamstwa? Nieraz to robią w jakimś szale, bezwzględnie i jakby mieli posłannictwo oszukiwania, jak w przypadku głosicieli niemoralnych i przestępczych ideologii. Jakże trudno jest słuchać takich ludzi w rozmowach zwykłych i w dyskusjach publicznych, kiedy niemal każde zdanie jest zakłamane, kiedy kłamliwość jest wprost wymalowana na ich twarzach. W ogóle zresztą coś się stało współczesnym ludziom „publicznym”, że kłamanie jest główną strukturą ich mówienia, działania i życia.

Takie zafałszowanie człowieczeństwa i piękna jest także w dziedzinie dzisiejszej twórczości artystycznej w stylu bluźnierczym i morderczym duchowo, jak ostatnio w walce z krzyżem posmoleńskim i teraz z wystawianiem „Klątwy”. Tylu jest w Warszawie bachantów i tyle bachantek, którym, nawet podobno i katolickim, nie sposób wytłumaczyć, że akt bluźnierstwa i przestępstwa nie jest ani sztuką, ani pięknem. Przez to sama stolica Polski jest fałszowana. Ale pycha i złość wielu ludzi nie ma bojaźni Bożej. Sługa Boży Prymas August Hlond mówił przed wojną, żeby Warszawa bała się kary Bożej. Odpowiadano mu, że to głupota dewocji, bo Bóg jest miłosierny i jest „z nimi”. Dziś tak samo mówią bachanci. A jeśli Prymas Hlond miał ducha proroczego? To, co się stało z Warszawą, nie było błogosławieństwem Pana historii, choć narodziło się tak wielu świętych męczenników. Czy miłosierny Jezus nie powiedział do pewnej stolicy: „Bo przyjdą na ciebie dni…” (Łk 19,43). Zwyrodnienie sztuki i kultury zawsze zwiastuje jakiś kres. 4. Totalna nienawiść. Trudno wytłumaczyć, dlaczego dzisiejsi bachanci mają taką totalną nienawiść do ludzi typu apollińskiego i – co jeszcze bardziej dziwne – wiedząc, że dla chrześcijanina nienawiść jest największym grzechem, oskarżają o totalną nienawiść właśnie ludzi, którzy nie mają nienawiści do nich. Jest to chyba dalszy ciąg demonicznego zakłamania. Może przez swą totalną nienawiść do partii zwycięskich, do braci Kaczyńskich i do Polaków typu apollińskiego chcą rzeczywiście sprowokować jakąś spektakularną akcję ze strony nienawidzonych, żeby oszukać całą scenę katolicką w Polsce i w Europie? Ale raczej trzeba się obawiać, że ideologia bachańska opanowała ich już tak dalece, że po prostu robią to wszystko z nienawiści do prawdy, dobra i piękna w klasycznej postaci, do klasycznej Polski i do Kościoła Chrystusowego, a także z wściekłości – niektórych ośrodków naszych i zagranicznych zaborczych, że Orzeł Biały wyrwał się już im z rąk myśliwskich. Jakże inaczej tłumaczyć te ataki na krzyż po Smoleńsku, brutalne ataki na ludzi modlących się na grobach swoich zmarłych albo też na wiarę i czystość dzieci i młodzieży.

Varia
Jest jeszcze tak dużo cierpień, które nam zadają ideologiczni niszczyciele, obcy i nasi.

Nie można ciągle zrozumieć żądań feministek, żeby prawo pozwalało im decydować dowolnie o życiu ich dziecka, żeby w szkołach była przedstawiana pseudonauka o gender, żeby wolno było sugerować dzieciom i młodzieży samogwałty, żeby dziewczęta mogły kupować poronną pigułkę ellaOne bez recepty, żeby państwo finansowało in vitro, żeby uznać za małżeńskie związki homoseksualne, żeby znieść „500+”, poczynając od drugiego dziecka, żeby uznać religię i Kościół za omylne w nauce o małżeństwie i rodzinie, żeby oficjalnie uważać kobiety za zdolniejsze, lepsze i uczciwsze pracownice niż mężczyźni itp. Bardzo smutny był jeden transparent z hasłem: „Dość wyzysku reprodukcyjnego” – czyżby od teraz mieli rodzić w sobie mężczyźni albo tylko jakieś inkubatory techniczne, od zapłodnienia do końca? Czyżby mężczyzna i kobieta mieli być tylko swoimi wrogami? To wszystko jest chore, jak mówią normalni ludzie.

Albo niektórzy nowocześni bachiści polscy cieszą się z tragedii smoleńskiej, a także radują się bardzo, gdy nowej władzy coś się nie udaje, i wolno pewnym osobom wołać, żeby zabić Jarosława Kaczyńskiego – bo może Polskę usamodzielnić i uratować przed rozgrabieniem.

Wmawiają, że korupcjoniści z kręgu dawnej władzy są niewinni, a są oskarżani tylko z motywów politycznych i ewentualni sędziowie okazaliby się w służbie politycznej.

Są ciągle szkalowani zarówno Żołnierze Wyklęci, jak i dawni nasi bohaterowie oraz wybitne jednostki, żeby nie rozbudzać patriotyzmu. Z tego ma wychodzić, że wszyscy nasi wielcy byli łajdakami, a jeśli rzeczywiście był ktoś wielki, to tylko nie etniczny Polak.

Atakowany jest bezzasadnie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego rząd, żeby nie doszło do głębszych więzi między Polską a Ameryką, zwłaszcza w przywracaniu klasycznych wartości w życiu publicznym.

Woła się ciągle, byśmy wstąpili do strefy euro, bo wtedy osłabimy naszą swobodę i państwo.

Nasi bachanci chcą utrzymać naszą wielką zależność od obcych koncernów medialnych (co najmniej w trzech czwartych), jak np. koncern niemiecko-szwajcarski Ringier Axel Springer, żebyśmy trwali jako poddani ideologii zachodniej i posiadali pewnego rodzaju świadomość zależności kolonialnej. W tym też celu media zachodnie i światowe bardzo nas oczerniają.

Gwałtownie jest popierana idea przyjmowania do nas mas, może nawet wielomilionowych, imigrantów, przeważnie muzułmańskich, bo inżynierowie duchowi współczesnej UE chcą stworzyć „nowego człowieka”, „nowe państwo” i multi-kulti, głównie żeby zniszczyć naszą kulturę i Kościół, które dla tych strategów stanowią wielką przeszkodę w ich planach. Dołącza się do tego obawa, że nasza postawa religijna może „zarazić” mdlejące Kościoły zachodnie.

Nasi bachanci próbują ustawić samorządy przeciwko władzy państwowej, inspirują demonstracje specjalnych najemników przeciwko Polsce. W rezultacie chcą społeczeństwo rozbić, zmęczyć, sparaliżować rząd i dostać w swe ręce Polskę, nawet choćby konającą. Takiej haniebnej perfidii jeszcze w Polsce nie było, wiek XVIII, wiek zaborów, to był Wersal w porównaniu ze współczesnymi próbami zniszczenia Rzeczypospolitej.

W całości niszczy się zmysł etyczny i moralny, bo on stanowi potężny hamulec w lepieniu nowego człowieka i społeczeństwa, czysto materialistycznego, pozbawionego dążenia do wyższych wartości, a zwłaszcza religijnego, głównie katolickiego. Słabsze wyznania i religie podburza się przeciwko Kościołowi. Na przykład w Kodeksie Handlowym nie ma już ani śladu dawnej części etyki handlowej (Piotr Ł.J. Andrzejewski). Zresztą etykę wyrzuca się ze wszystkich dziedzin życia publicznego, a wykłady etyki niereligijnej pokazują, że takowa nie istnieje, poza strzępami tradycji religijnej. Największą słabością ideologii UE jest brak etyki we właściwym znaczeniu tego słowa, a etyka chrześcijańska jest wyrzucona.

Hańbą okryły i siebie, i Polskę uniwersytety: Jagielloński, Warszawski, Wrocławski i Mikołaja Kopernika w Toruniu, ponieważ nie zgodziły się na prelekcję Żydówki amerykańskiej Rebeki Kiessling, która została poczęta z gwałtu i miała być zabita, ale uratował ją zakaz aborcji. Jeździ teraz po świecie z odczytami w obronie życia nienarodzonych i mówi, że pierwszy raz zdarzyło się właśnie w Polsce, że jej nie wpuścili na uniwersytet z odczytem, jakoby nienaukowym. To coś tragicznego, że uczeni polscy upadli tak nisko moralnie i kulturowo. Dobrze, że zostali pouczeni przez wicepremiera Jarosława Gowina. Może tamci rektorzy bali się bojówek bachińskich? Dobrze, ale kto wychował te bojówki albo kto nimi teraz dowodzi? Kiessling została przyjęta tylko przez uniwersytety katolickie. Zapewne będą z tego powodu jeszcze bardziej krytykowane.

Potrzeba doktryny
Utrwalił się dziś ogólnie pogląd, że postępowanie człowieka dobre albo złe jest zależne raczej tylko od przypadkowej sytuacji, a więc gdy się chce tworzyć dobro, to wystarczy tylko odpowiednie oddziaływanie praktyczne na sytuację, na dany przypadek.

Albo: dwoje ludzi dyskutuje, czy aborcja jest grzechem czy czymś dobrym, i dostaje białej gorączki. Nie uświadamiają sobie, że zakładają przeciwstawne systemy i kodeksy etyczne, np. któraś strona może przyjmować materializm, dla którego grzech nie istnieje.

W ogóle dla mądrego człowieka poglądy nie są rozsypane jak mak, każde ziarnko sobie, ale żeby były logiczne, muszą tworzyć organiczną całość. Kiedyś prof. Roman Ingarden miał publiczny odczyt na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i mówił o sądzie egzystencjalnym, czy coś istnieje, czy nie istnieje. Po wykładzie w dyskusji pewien student filozofii zaatakował go gwałtownie, że osłabia poznanie zmysłowe na rzecz umysłowego. W odpowiedzi profesor zapytał: „Jaki pan wyznaje system?”. Student odpowiedział: „Żaden”. „To wypowiedź pana nie ma sensu i nie zasługuje na odpowiedź”. Albo: do niczego nie prowadzi dyskusja z prawnikiem liberalnym, jak długa ma być kara więzienia za jakieś przestępstwo, gdyż jako liberał uważa on, że kara nie naprawia człowieka, lecz w ogóle czyni karanego jeszcze gorszym.

Tak to cała potworność ludobójstw, bolszewizmu, hitleryzmu, polpotyzmu, maoizmu, terroryzmu rodzi się przede wszystkim z potwornej ideologii, której zwykli realizatorzy mogą nawet sobie nie uświadamiać konkretnie. Wszystkie wielkie działania społeczne – pomijając choroby psychiczne – wypływają najpierw z rozumu, z poglądów, z doktryny, ze światopoglądu. Dlatego u nas nie można mówić o jakimś głębszym zjednoczeniu Zjednoczonej Prawicy z opozycją, bo opozycja jest opanowana przez złą ideologię: przez skrajny i nieetyczny liberalizm, lewactwo, ateizm społeczno-polityczny i postmodernizm nihilistyczny.

Niektórzy mówią, że można się pogodzić w wielu dziedzinach na płaszczyźnie praktycznej. Ale jest to co najmniej krótkotrwałe, jeśli w ogóle możliwe, bo cała opozycja musiałaby zrezygnować ze swoich złych dogmatów, które niszczą z natury rzeczy całe życie społeczno-polityczne i duchowe społeczeństw. Toteż z naszej strony trzeba przede wszystkim wypracować mocną ideologię prawdy i dobra, oczyszczoną z dziedzictwa marksizmu, liberalizmu i nihilizmu. Ze złymi, nieraz potwornymi, ideologiami trzeba walczyć nie tylko praktycznie, ale jednocześnie przede wszystkim naukowo, teoretycznie, systemowo.

rzez dzieje ludzkości przewija się tragiczne prawo dzielenia się większych społeczeństw na dwa przeciwstawne obozy ideowe. Przy czym im wyższy był poziom społeczny, kulturowy i duchowy, tym ów podział był ostrzejszy. Wystąpiło to bardzo wyraziście w społecznościach starożytnej Grecji i Rzymu, gdzie już od VI w. p.n.Chr. jednej społeczności, zawsze najliczniejszej, przewodziła idea boga Apolla, a drugiej, znacznie mniej licznej, ale za to bardzo destruktywnej, przewodziła idea boga Bachusa (Dionizosa).

Trzeba zatem poczynić pewną refleksję historiozoficzną. Otóż potocznie sądzi się, że rozwój cywilizacyjny i duchowy zarazem biegną do przodu i do góry po linii prostej, tymczasem historia powszechna pokazuje, że choć rozwój techniczny idzie raczej po linii prostej wzwyż, to rozwój duchowy, jeśli w ogóle nie pozostaje na tym samym poziomie, to biegnie raczej po sinusoidzie, raz wyżej, raz niżej. A dziś wydaje się, że linia ta ma swoje „siodło” w całym świecie, a szczególnie w UE i ostatnio także w Polsce, co się staje bardzo smutne i aż haniebne.

Ludzie typu apollińskiego
Typ apolliński uosabiał w Grecji ok. VI w. p.n.Chr. Orfeusz, z czasem już z całą swoją szkołą i naśladowcami. Mityczny Orfeusz to syn Apollona, boga słońca, wiosny, kultury i wszystkich muz. A zatem przez całe wieki czciciele Apollona to mieli być ludzie duchowi, mający w sobie pierwiastek boski, ludzie dobra, światła, prawdy, kultury, prawości, poezji, muzyki poruszającej bogów, przyrodę i skały, jak miał to czynić Orfeusz. Ludzie wierzący w najwyższe wartości, w prawdę, duchową miłość, szlachetność, nieśmiertelność duszy, mający poczucie jedności ludzkiej, konieczności służenia społeczności, państwu i Bogu, żyjący w czystości i sprawiedliwości, pokoju i odpowiedzialności. Życie orfickie to doskonalenie się w cnotach, oczyszczanie z grzechów i budowanie świata piękna, polegającego na światłości, harmonii, proporcji i uwznioślaniu duszy.

Sam Orfeusz miał być śpiewakiem, lirnikiem, poetą, prorokiem, propagatorem czystości życia i autorem religijności zespalającej z bóstwem. Miał zostać rozszarpany przez feministki, bachantki z Tracji za to, że potępiał ich orgie i kult ciała.

Świat bachański
W totalnej opozycji do apollonistów pozostawali bachanci, czciciele boga Bachusa. Bachus był bogiem wina, żywej przyrody, zabaw, uczt i hulaszczego życia. Jego kult przyszedł do Grecji z Tracji w VI w. p.n.Ch. i w początkach napotykał duże opory ze strony apollonistów, ale z czasem się przyjął, zwłaszcza w postaci tzw. bachanaliów, które były misteriami ku czci boga Bachusa. Do Wielkiej Grecji wprowadził je kapłan grecki, a do Rzymu, najbardziej rozwinięte, kapłanka Pocula Aninia. Największe bachanalia odbywały się w południowej Italii, na Awentynie i w Ostii. Na początku urządzały je same kobiety, po kilku latach już z mężczyznami, kilka razy w roku. Uzyskiwały coraz większy wpływ na życie rzymskie.

Bachanalia to świat absolutnie antyapolliński: kult orgiastyczny, tańce w przebraniu, w przeświecających sukniach, z rogami na głowie, kręcenie się w koło, latanie z pochodniami, szał, konwulsje, wrzaski, piski, wycia, kult szału, twarze jak w transie pseudomistycznym, dzikie, żądne plugastwa, ekstaza swobody. Poszły za tym: rozpusta, także pederastia, pijaństwo, wielkie kłamstwa, grabieże, korupcja, bluźnierstwa, morderstwa, otrucia, spiski polityczne, ataki na władze, odrzucanie prawa i etyki, prześladowania, nieraz krwawe, inaczej myślących, rzekome objawienia, drwienie z bogów apollińskich. Motorem wszystkiego było wyzwolenie, uwolnienie od nakazów, zakazów, tradycji, porządku społecznego i inicjacja nowego życia, nowego świata, zwłaszcza przez swobodne zaspokajanie wszystkich popędów i namiętności.

W Rzymie republikańskim doszło do tego, że zainterweniował senat z wojskiem w roku 186 p.n.Chr. i wytoczono wielki proces przeciwko 7 tysiącom bachantów. W samym Rzymie aresztowano 3 tysiące osób. Wiele skazano na karę śmierci. Rzymianie mieli poczucie ładu i prawa. Jeszcze raz powtarzam: zainterweniował senat Republiki Rzymskiej. Jednakże bachanaliów całkowicie wygasić się nie udało środkami administracyjnymi. Zrobiło to dopiero po kilku wiekach chrześcijaństwo.

Świat bachański dziś
Oto świat dzisiejszy jest zalewany przez bachalizm, i to już nie nocą i z ukrycia, ale w biały dzień i z oficjalnym atakiem na cały porządek apolliński. Nie sposób powiedzieć tu wszystko. Wspomnijmy pokrótce o kilku zasadniczych syndromach.

1. Wolność ku zniewoleniu. Niewątpliwie bachalizm płynie głównie z prądem dążenia do totalnej „wolności”. Tyle że jest to wolność oszukana, sromotna niewola ubrana w szaty i hasła wolności. Ma to być wolność od Boga, religii, etyki, prawa, prawdy absolutnej, od dobra, piękna, rozumu, mądrości, tradycji, miłości szlachetnej i od sensu. Totalna tendencja do wolności jest pokusą wieczną, kusi nią jednak sam diabeł aniołów, ludzi i świat. Owszem, wolność jest konieczną strukturą osoby, bez niej nie bylibyśmy ludźmi. Ale ta „wolność dla jednostki od wszystkiego” jest diabelską podróbką. Zwróćmy uwagę choćby tylko na niektóre zjawiska potoczne! Oto zakłamani politycy zazwyczaj „ofiarowują” wolność innym, ale tylko po to, by mogli ich sobie pozyskać i zniewolić. I tak młodzieży głosi się wolność od etyki seksualnej, nierobom wolność od cięższej pracy, kombinatorom wolność od kontroli, korupcjonistom – sądy przedawniające, zdrajcom ojczyzny tłumaczą „naukowo”, że dziś już ojczyzn nie ma, aborcjonistom tłumaczą „postępowo”, że zabita istota nie była człowiekiem, oszustów pocieszają, że dziś już prawdy nie ma, a przeżywającym wielkie grzechy wyjaśniają, że grzech to wymysł księży. Dlaczego tak wielu ludzi niby mądrych i wykształconych nie może zrozumieć, że nie ma wolności bez prawa, bez prawdy, bez miłości, bez sprawiedliwości, bez ciężkiej pracy i że potworny egoizm nie jest żadną wolnością, lecz najcięższą niewolą w szponach zła?

2. Totalna opozycja. Również typowo bachiczna jest postawa totalnej opozycji, która przeciwstawia się bardzo ostro postawie apollińskiej. Opiera się ona na obłędnych założeniach: że władza wybrana przez większość wyborców jest nielegalna, że wyborcy w swych wyborach popełnili wielki błąd lub nawet przestępstwo, że władza należy się tylko niewybranym, że tylko opozycja jest we wszystkim kompetentna, posiada pełną prawdę i jest w pełni etyczna itd. Że nawet uchwały i ustawy ratujące życie muszą być odrzucane.

A przy tym wszystkim jest zasadnicza sprzeczność, którą mało kto zauważa. Oto nowa władza jest nielegalna, bo jest za takimi wartościami, jak: naród, państwo, ojczyzna, rodzina, Kościół, suwerenność, tradycja itd., a opozycja, gdyby była wybrana, to byłaby za odsunięciem tych wartości na dalszy plan, a pierwsze miejsce zajęłyby właściwie ateizm, niesuwerenność i beznarodowość, bezojczyźnianość, czysty materializm. Niektórzy, co bardziej roztropni, powiadają, że będą popierać dobre decyzje władzy. Ale kto będzie oceniał, czy są to decyzje dobre? Racji trzeba dowieść. Przy złej woli każde zachowanie przeciwnika może być uznane za złe. Jest bowiem prawie powszechny taki idiotyzm, że nasz przełożony nie chce dialogu, że jest niedemokratyczny. Dlaczego? Bo nie przyjmuje mojego zdania w całości. Przecież w obszarze państwowym takie zdania nie mogą funkcjonować. 3. Totalne zakłamanie. Do wielkiej polityki nie powinni iść ludzie niemądrzy, głęboko niemoralni, egoiści, chciwi, a przede wszystkim fałszywi i zakłamani; nie powinni dostawać się, przynajmniej na wyższe stanowiska, czy to świeckie, czy to kościelne. Dziś widzimy, że tacy nie powinni być także dziennikarzami, artystami i twórcami kultury. Już po wielekroć człowiek woli kogoś nieprzyjaznego, ale szczerego, jak pewnego prezydenta, który mówi do nas, Polaków: „wy macie zasady, a my mamy fundusze”.

Dlaczego tak wielu ludzi spośród inteligencji nie chce prawdy, światła, pokoju, rzetelności, życzliwości, tworzenia dobra, naturalności, tylko wszystko jakoś zakłamują: i Polskę, i swoją wspólnotę, i kulturę, i samych siebie? Co tak niektórych wabi do świata kłamstwa? Nieraz to robią w jakimś szale, bezwzględnie i jakby mieli posłannictwo oszukiwania, jak w przypadku głosicieli niemoralnych i przestępczych ideologii. Jakże trudno jest słuchać takich ludzi w rozmowach zwykłych i w dyskusjach publicznych, kiedy niemal każde zdanie jest zakłamane, kiedy kłamliwość jest wprost wymalowana na ich twarzach. W ogóle zresztą coś się stało współczesnym ludziom „publicznym”, że kłamanie jest główną strukturą ich mówienia, działania i życia.

Takie zafałszowanie człowieczeństwa i piękna jest także w dziedzinie dzisiejszej twórczości artystycznej w stylu bluźnierczym i morderczym duchowo, jak ostatnio w walce z krzyżem posmoleńskim i teraz z wystawianiem „Klątwy”. Tylu jest w Warszawie bachantów i tyle bachantek, którym, nawet podobno i katolickim, nie sposób wytłumaczyć, że akt bluźnierstwa i przestępstwa nie jest ani sztuką, ani pięknem. Przez to sama stolica Polski jest fałszowana. Ale pycha i złość wielu ludzi nie ma bojaźni Bożej. Sługa Boży Prymas August Hlond mówił przed wojną, żeby Warszawa bała się kary Bożej. Odpowiadano mu, że to głupota dewocji, bo Bóg jest miłosierny i jest „z nimi”. Dziś tak samo mówią bachanci. A jeśli Prymas Hlond miał ducha proroczego? To, co się stało z Warszawą, nie było błogosławieństwem Pana historii, choć narodziło się tak wielu świętych męczenników. Czy miłosierny Jezus nie powiedział do pewnej stolicy: „Bo przyjdą na ciebie dni…” (Łk 19,43). Zwyrodnienie sztuki i kultury zawsze zwiastuje jakiś kres. 4. Totalna nienawiść. Trudno wytłumaczyć, dlaczego dzisiejsi bachanci mają taką totalną nienawiść do ludzi typu apollińskiego i – co jeszcze bardziej dziwne – wiedząc, że dla chrześcijanina nienawiść jest największym grzechem, oskarżają o totalną nienawiść właśnie ludzi, którzy nie mają nienawiści do nich. Jest to chyba dalszy ciąg demonicznego zakłamania. Może przez swą totalną nienawiść do partii zwycięskich, do braci Kaczyńskich i do Polaków typu apollińskiego chcą rzeczywiście sprowokować jakąś spektakularną akcję ze strony nienawidzonych, żeby oszukać całą scenę katolicką w Polsce i w Europie? Ale raczej trzeba się obawiać, że ideologia bachańska opanowała ich już tak dalece, że po prostu robią to wszystko z nienawiści do prawdy, dobra i piękna w klasycznej postaci, do klasycznej Polski i do Kościoła Chrystusowego, a także z wściekłości – niektórych ośrodków naszych i zagranicznych zaborczych, że Orzeł Biały wyrwał się już im z rąk myśliwskich. Jakże inaczej tłumaczyć te ataki na krzyż po Smoleńsku, brutalne ataki na ludzi modlących się na grobach swoich zmarłych albo też na wiarę i czystość dzieci i młodzieży.

Varia
Jest jeszcze tak dużo cierpień, które nam zadają ideologiczni niszczyciele, obcy i nasi.

Nie można ciągle zrozumieć żądań feministek, żeby prawo pozwalało im decydować dowolnie o życiu ich dziecka, żeby w szkołach była przedstawiana pseudonauka o gender, żeby wolno było sugerować dzieciom i młodzieży samogwałty, żeby dziewczęta mogły kupować poronną pigułkę ellaOne bez recepty, żeby państwo finansowało in vitro, żeby uznać za małżeńskie związki homoseksualne, żeby znieść „500+”, poczynając od drugiego dziecka, żeby uznać religię i Kościół za omylne w nauce o małżeństwie i rodzinie, żeby oficjalnie uważać kobiety za zdolniejsze, lepsze i uczciwsze pracownice niż mężczyźni itp. Bardzo smutny był jeden transparent z hasłem: „Dość wyzysku reprodukcyjnego” – czyżby od teraz mieli rodzić w sobie mężczyźni albo tylko jakieś inkubatory techniczne, od zapłodnienia do końca? Czyżby mężczyzna i kobieta mieli być tylko swoimi wrogami? To wszystko jest chore, jak mówią normalni ludzie.

Albo niektórzy nowocześni bachiści polscy cieszą się z tragedii smoleńskiej, a także radują się bardzo, gdy nowej władzy coś się nie udaje, i wolno pewnym osobom wołać, żeby zabić Jarosława Kaczyńskiego – bo może Polskę usamodzielnić i uratować przed rozgrabieniem.

Wmawiają, że korupcjoniści z kręgu dawnej władzy są niewinni, a są oskarżani tylko z motywów politycznych i ewentualni sędziowie okazaliby się w służbie politycznej.

Są ciągle szkalowani zarówno Żołnierze Wyklęci, jak i dawni nasi bohaterowie oraz wybitne jednostki, żeby nie rozbudzać patriotyzmu. Z tego ma wychodzić, że wszyscy nasi wielcy byli łajdakami, a jeśli rzeczywiście był ktoś wielki, to tylko nie etniczny Polak.

Atakowany jest bezzasadnie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump i jego rząd, żeby nie doszło do głębszych więzi między Polską a Ameryką, zwłaszcza w przywracaniu klasycznych wartości w życiu publicznym.

Woła się ciągle, byśmy wstąpili do strefy euro, bo wtedy osłabimy naszą swobodę i państwo.

Nasi bachanci chcą utrzymać naszą wielką zależność od obcych koncernów medialnych (co najmniej w trzech czwartych), jak np. koncern niemiecko-szwajcarski Ringier Axel Springer, żebyśmy trwali jako poddani ideologii zachodniej i posiadali pewnego rodzaju świadomość zależności kolonialnej. W tym też celu media zachodnie i światowe bardzo nas oczerniają.

Gwałtownie jest popierana idea przyjmowania do nas mas, może nawet wielomilionowych, imigrantów, przeważnie muzułmańskich, bo inżynierowie duchowi współczesnej UE chcą stworzyć „nowego człowieka”, „nowe państwo” i multi-kulti, głównie żeby zniszczyć naszą kulturę i Kościół, które dla tych strategów stanowią wielką przeszkodę w ich planach. Dołącza się do tego obawa, że nasza postawa religijna może „zarazić” mdlejące Kościoły zachodnie.

Nasi bachanci próbują ustawić samorządy przeciwko władzy państwowej, inspirują demonstracje specjalnych najemników przeciwko Polsce. W rezultacie chcą społeczeństwo rozbić, zmęczyć, sparaliżować rząd i dostać w swe ręce Polskę, nawet choćby konającą. Takiej haniebnej perfidii jeszcze w Polsce nie było, wiek XVIII, wiek zaborów, to był Wersal w porównaniu ze współczesnymi próbami zniszczenia Rzeczypospolitej.

W całości niszczy się zmysł etyczny i moralny, bo on stanowi potężny hamulec w lepieniu nowego człowieka i społeczeństwa, czysto materialistycznego, pozbawionego dążenia do wyższych wartości, a zwłaszcza religijnego, głównie katolickiego. Słabsze wyznania i religie podburza się przeciwko Kościołowi. Na przykład w Kodeksie Handlowym nie ma już ani śladu dawnej części etyki handlowej (Piotr Ł.J. Andrzejewski). Zresztą etykę wyrzuca się ze wszystkich dziedzin życia publicznego, a wykłady etyki niereligijnej pokazują, że takowa nie istnieje, poza strzępami tradycji religijnej. Największą słabością ideologii UE jest brak etyki we właściwym znaczeniu tego słowa, a etyka chrześcijańska jest wyrzucona.

Hańbą okryły i siebie, i Polskę uniwersytety: Jagielloński, Warszawski, Wrocławski i Mikołaja Kopernika w Toruniu, ponieważ nie zgodziły się na prelekcję Żydówki amerykańskiej Rebeki Kiessling, która została poczęta z gwałtu i miała być zabita, ale uratował ją zakaz aborcji. Jeździ teraz po świecie z odczytami w obronie życia nienarodzonych i mówi, że pierwszy raz zdarzyło się właśnie w Polsce, że jej nie wpuścili na uniwersytet z odczytem, jakoby nienaukowym. To coś tragicznego, że uczeni polscy upadli tak nisko moralnie i kulturowo. Dobrze, że zostali pouczeni przez wicepremiera Jarosława Gowina. Może tamci rektorzy bali się bojówek bachińskich? Dobrze, ale kto wychował te bojówki albo kto nimi teraz dowodzi? Kiessling została przyjęta tylko przez uniwersytety katolickie. Zapewne będą z tego powodu jeszcze bardziej krytykowane.

Potrzeba doktryny
Utrwalił się dziś ogólnie pogląd, że postępowanie człowieka dobre albo złe jest zależne raczej tylko od przypadkowej sytuacji, a więc gdy się chce tworzyć dobro, to wystarczy tylko odpowiednie oddziaływanie praktyczne na sytuację, na dany przypadek.

Albo: dwoje ludzi dyskutuje, czy aborcja jest grzechem czy czymś dobrym, i dostaje białej gorączki. Nie uświadamiają sobie, że zakładają przeciwstawne systemy i kodeksy etyczne, np. któraś strona może przyjmować materializm, dla którego grzech nie istnieje.

W ogóle dla mądrego człowieka poglądy nie są rozsypane jak mak, każde ziarnko sobie, ale żeby były logiczne, muszą tworzyć organiczną całość. Kiedyś prof. Roman Ingarden miał publiczny odczyt na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i mówił o sądzie egzystencjalnym, czy coś istnieje, czy nie istnieje. Po wykładzie w dyskusji pewien student filozofii zaatakował go gwałtownie, że osłabia poznanie zmysłowe na rzecz umysłowego. W odpowiedzi profesor zapytał: „Jaki pan wyznaje system?”. Student odpowiedział: „Żaden”. „To wypowiedź pana nie ma sensu i nie zasługuje na odpowiedź”. Albo: do niczego nie prowadzi dyskusja z prawnikiem liberalnym, jak długa ma być kara więzienia za jakieś przestępstwo, gdyż jako liberał uważa on, że kara nie naprawia człowieka, lecz w ogóle czyni karanego jeszcze gorszym.

Tak to cała potworność ludobójstw, bolszewizmu, hitleryzmu, polpotyzmu, maoizmu, terroryzmu rodzi się przede wszystkim z potwornej ideologii, której zwykli realizatorzy mogą nawet sobie nie uświadamiać konkretnie. Wszystkie wielkie działania społeczne – pomijając choroby psychiczne – wypływają najpierw z rozumu, z poglądów, z doktryny, ze światopoglądu. Dlatego u nas nie można mówić o jakimś głębszym zjednoczeniu Zjednoczonej Prawicy z opozycją, bo opozycja jest opanowana przez złą ideologię: przez skrajny i nieetyczny liberalizm, lewactwo, ateizm społeczno-polityczny i postmodernizm nihilistyczny.

Niektórzy mówią, że można się pogodzić w wielu dziedzinach na płaszczyźnie praktycznej. Ale jest to co najmniej krótkotrwałe, jeśli w ogóle możliwe, bo cała opozycja musiałaby zrezygnować ze swoich złych dogmatów, które niszczą z natury rzeczy całe życie społeczno-polityczne i duchowe społeczeństw. Toteż z naszej strony trzeba przede wszystkim wypracować mocną ideologię prawdy i dobra, oczyszczoną z dziedzictwa marksizmu, liberalizmu i nihilizmu. Ze złymi, nieraz potwornymi, ideologiami trzeba walczyć nie tylko praktycznie, ale jednocześnie przede wszystkim naukowo, teoretycznie, systemowo.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/179333, ... hanci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Oczyśćmy nasz świat od patologii ideologicznych
PostNapisane: 04 maja 2017, 07:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Konieczne jest przycinanie gałęzi zła

Mszą św. koncelebrowaną w katedrze pw. św. Jana Chrzciciela pod przewodnictwem metropolity wrocławskiego ks. abp. Józefa Kupnego uczczono święto Królowej Polski oraz 226. rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 maja

W homilii ks. abp Józef Kupny podkreślił, że Naród Polski wybrał sobie Maryję za Królową. A przełomowe znaczenie dla utrwalenia się kultu maryjnego na ziemiach polskich miały śluby Jana Kazimierza złożone 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej. Wskazał dalej, że po odzyskaniu w roku 1920 niepodległości Episkopat Polski ponownie wybrał Maryję na Królową Polski. Od 1923 r. uroczystość ta obchodzona jest właśnie 3 maja.

Kaznodzieja stwierdził, że jednym z najważniejszych wydarzeń XX wieku był Milenijny Akt Oddania Polski dokonany 3 maja 1966 roku. Te akty oddania były często powtarzane na Jasnej Górze, w naszych świątyniach, w katedrach.

– I kiedy dzisiaj w katedrze wrocławskiej oddajemy cześć Matce Boga Królowej Polski, to wchodzimy w całe to dziedzictwo, które przed tysiącem lat Apostołowie Dobrej Nowiny zapoczątkowali, stawiając na naszej ziemi Krzyż, znak Zbawienia i nadziei. Wchodzimy w dziedzictwo ukształtowane obecnością Matki Chrystusowej w naszej Ojczyźnie. Ona zawsze trwała pod Krzyżem naszego Narodu, zawsze nam towarzyszyła, w Niej czciliśmy Królową o Matczynym sercu – zauważył ks. abp Józef Kupny. Dodał, że dzisiaj, tak jak nasi przodkowie pragniemy oddać Jej całkowicie naszą umiłowana Ojczyznę na kolejne tysiąclecia. Dlatego tak jak w Akcie Milenijnym prośmy „Czyń z nami, co chcesz”. Pragniemy wykonać wszystko, czego zażądasz, byleby tylko Polska po wszystkie wieki zachowała nieskażony skarb wiary świętej.

Nawiązując w dalszej części homilii do 226. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja, metropolita wrocławski zauważył, że jej twórcom wcale nie było łatwo, bo uchwalenie tej Konstytucji zakładało rezygnację ze stanowczego egoizmu.

– Tak jak w naszym życiu indywidualnym, duchowym, tak i w życiu społecznym konieczne jest przycinanie gałęzi zła. One zagłuszają dobro, nie pozwalają się mu swobodnie rozwijać, zniekształcają obraz nas samych, obraz dzisiejszej Rzeczypospolitej Polskiej. I dlatego nie bójmy się, nawet jeśli to boli, wymaga wyrzeczeń, zaangażować się w budowanie dobra wspólnego naszej Ojczyzny, na miarę naszych oczekiwań, aspiracji. Niech wysiłek naszych przodków, uwieńczony uchwaleniem Konstytucji 3 maja będzie dla nas zachętą i przykładem, także w pokonywaniu trudności. I niech w tym trudzie towarzyszy nam wstawiennictwo i opieka Naszej Matki, Królowej Polski – apelował, kończąc homilię, ks. abp Józef Kupny.

Eucharystię poprzedził Apel Pamięci i złożenie kwiatów przy Pomniku Konstytucji 3 maja. Przemawiając w czasie tej uroczystości, wojewoda dolnośląski Paweł Hreniak podkreślił, że ten dokument spowodował nowego ducha wolności w polskim Narodzie. Ale niestety nasza odwaga, chęć bycia gospodarzem we własnej Ojczyźnie i wybicia się na podmiotowość spowodowała reakcję naszych sąsiadów; na 123 lata Polska została wymazana z map świata.

– I z każdej historii, również z tej z końca XVIII wieku powinniśmy wyciągać wnioski. A one wydają się oczywiste. Nie każdy, kto deklaruje, że jest przyjacielem, jest nim w rzeczywistości. Nie wszyscy, którzy twierdzą, że przedkładają dobro Rzeczypospolitej nad własne, mówią prawdę. Tego uczy historia zaborców, historia targowiczan – podkreślił wojewoda dolnośląski.

Dlatego zdaniem wojewody Hreniaka, niezwykle istotne jest to, żeby polski Naród polityczny miał świadomość swoich praw i obowiązków wobec własnej Ojczyzny. Naród powinien kierować się myślą dobra wspólnego, czuć się współgospodarzem własnej Ojczyzny.

– Tylko na takim fundamencie zbudujemy przyszłość naszego kraju. I tego dziś powinniśmy sobie życzyć – akcentował wojewoda Paweł Hreniak.

Marek Zygmunt

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... i-zla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 49 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /