Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 26 sty 2015, 11:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
O wieczności

Obrazek

Myśl o wieczności pod pewnym względem słusznie przeraża ludzi, bo jest ona w najwyższym stopniu przerażająca. Ale gdyby umieli oni z tej bojaźni korzystać, gdyby wyciągali z tego prawdziwe wnioski i wedle nich urządzali swoje życie, oswoiliby się wkrótce z myślą o wieczności, mieliby w niej upodobanie i pociechę. Bo jeżeli ta myśl jest z jednej strony przerażająca, to z drugiej strony jest też niezmiernie pocieszająca. […]

Myśl o wieczności przeraża i powinna przerażać tych, którzy oddani swoim namiętnościom, postanowili dogadzać sobie we wszystkim. A skoro ta natrętna myśl zaprawia ich uciechy goryczą, powinni oni – zamiast, jak to zwykle czynią, odrzucać ją od siebie i starannie usuwać wszystko, co mogłoby im ją przypomnieć – poważnie zastanowić się nad tym, jak dalece jest ona ugruntowana i jak bardzo się zgadza z rozumem i z Objawieniem.

Gdyby się o tym przekonali, łatwo byłoby im wyciągnąć stąd wniosek, że ponieważ stworzeni są po to, by nie tylko żyli w czasie, ale i w wieczności, musieliby być obłąkani, gdyby dla rzeczy doczesnych poświęcili swój los wieczny. Od tego zaś wniosku do nawrócenia już tylko jeden krok.

Bo jeżeli rzeczywiście istnieje wieczność, to na cóż się przyda odsuwać lub odrzucać myśl o niej? Czyż prawda, o której nie myślimy albo myśleć nie chcemy, przestaje z tego powodu być prawdą? A jeżeli ma ona mieć dla nas następstwa, to czy je odwrócimy przez to, że z uporem nie będziemy chcieli nad nimi się zastanowić?

Myśl o wieczności przeraża i przerażać powinna tych, którzy nie oddając się wprawdzie namiętnościom, są jednak przywiązani do życia i do rzeczy doczesnych. Ale i tacy powinni się zastanowić, że jeżeli mają używać szczęścia w wieczności, do niego właśnie powinni zwracać się sercem; że wszelkie nadmierne przywiązanie do rzeczy ziemskich sprzeciwia się porządkowi ustanowionemu przez Boga.

Powinni pomyśleć, jak nierozumną jest rzeczą namiętnie przywiązywać się do tego, czego w zupełności posiąść nie mogą, i co będą musieli bezpowrotnie utracić, a jednocześnie być obojętnym na to, co ma trwać wiecznie i stanowić ich szczęście albo nieszczęście.

Wieczność, rozważana w ten sposób, nie będzie już dla nich przedmiotem zatrważającym; będą bowiem mówić sobie: „Nie jestem stworzony dla ziemi; po co mam się nią tak zajmować? Po obecnym życiu nastąpi inne, które się nigdy nie skończy; dlaczegóż nie miałbym robić wszystkiego, co w mojej mocy, ażeby sobie zapewnić posiadanie dóbr, które religia obiecuje mi w życiu przyszłym?" Przy takiej postawie nie będzie zbędnego ubiegania się o zdobycie dóbr znikomych: będziemy używali dóbr tego świata według woli Bożej, nie przywiązując się do nich; wszystkie poruszenia naszego umysłu i serca, wszystkie uczucia odnosić się będą do wieczności.

Myśl o wieczności jest też przestrogą dla chrześcijańskich dusz bojaźliwych, które służą Bogu dla własnej korzyści, które bardziej się Go boją, niż Go kochają, które zawsze troszczą się o swoje zbawienie i chciałyby mieć co do niego pewność, czego nigdy jednak osiągnąć nie mogą.

„Mogę być potępiony – mówią – mogę być wiecznie nieszczęśliwy; nie wiem, czy jestem w stanie łaski, czy nie umrę w grzechu śmiertelnym." Takie myśli napełniają te dusze trwogą i przerażeniem, doprowadzają je do zniechęcenia i rozpaczy. Ale Bóg nie chce, żeby się tak niepokoiły; myśl o wieczności nie powinna sprawiać takiego wrażenia. Niech takie dusze będą pewne, że Bóg je kocha bardziej, niż one kochają siebie; że ich zbawienia On pragnie bardziej niż one same; że od nich zależy, by sobie to zbawienie zapewniły i że powinny w tym celu używać środków, jakie im podaje religia, potem zaś zdać na Boga wszelkie o to zbawienie staranie. Te dusze nie widzą, że ich zbyteczna trwoga pochodzi z miłości własnej; z tego, że Boga odnoszą one do siebie, zamiast siebie odnosić do Boga. Pragną zbawienia dla swojej własnej korzyści: ich celem ostatecznym nie jest miłość Boga, Jego chwała i wola, ale ich własna szczęśliwość. Niech się starają w tym poprawić; niech wzniosą się ponad swój własny interes; niech nie zaniedbując go, mają na celu przede wszystkim chwałę Bożą. Wtedy miejsce bojaźni zajmie w nich miłość: całą swoją ufność położą one w Bogu; będą się spodziewały zbawienia nie z tytułu własnych zasług, ale dlatego, że Bóg jest dobry i miłosierny; będą Mu służyły ze spokojem, a myśl o wieczności nie będzie ich przerażała.

O. Nicolas Grou, Przewodnik, życia duchowego, Wydawnictwo AA, s. 208 - 211.

http://www.pch24.pl/o-wiecznosci,33476,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 04 kwi 2015, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Akt zgonu czy metryka zmartwychwstania

Ks. Ireneusz Skubiś, Honorowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”

Obrazek
Fot. Ks. Jerzy Babiak


Opinia publiczna została niedawno poruszona faktem, że lekarz wypisał akt zgonu, a okazało się, że człowiek żyje.

Patrzymy dziś na Chrystusa Zmartwychwstałego, który skonał na krzyżu naprawdę, a jednak żyje – choć wielu chciałoby zapewne zakończyć sprawę Jezusa na akcie Jego zgonu. Ale zmartwychwstał, jak mówi Pismo Święte, i przez wiele dni ukazywał się różnym ludziom. Były wśród nich znajome niewiasty, Apostołowie, osoby, które gdy spotykały Jezusa, doznawały olśnienia, jak św. Paweł, któremu Pan Zmartwychwstały ukazał się pod Damaszkiem i zapytał: „Dlaczego Mnie prześladujesz?” (por. Dz 22, 7). Pamiętamy też niewiernego Tomasza, któremu Jezus polecił włożyć palce w miejsce Jego ran – na dowód, że żyje – i przypomniał, by nie był niedowiarkiem, lecz wierzącym (por. J 20, 27).

Zmartwychwstanie Chrystusa jest kluczowym wydarzeniem dla naszej wiary. Tak jak śmierć Jezusa była prawdziwa, tak prawdziwe było potem Jego zmartwychwstanie. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli” – mówi Pismo Święte (1 Kor 15, 20). Pozwala nam to mieć nadzieję, że i my, jeśli jesteśmy z Nim złączeni, kiedyś zmartwychwstaniemy. To jest nowa rzeczywistość dyktowana nam przesłankami wiary. Zmartwychwstanie nadaje bowiem nowy sens krzyżowi, wlewa w serca nadzieję, dodaje sił do czynienia dobra, powstawania z grzechu.

Musimy głęboko przejąć się tajemnicą Zmartwychwstania. Święta Wielkanocne to nie tylko okazja do uroczystej procesji podczas Mszy św. rezurekcyjnej, do spotkań rodzinnych, ale też powód do zamyślenia nad ludzkim życiem, które jest stworzone do wieczności. To otwarcie się na tajemnicę Boga w Trójcy Świętej Jedynego, której człowiek swoim rozumem do końca pojąć nie potrafi, a wiara każe pochylić się przed wielkością Boga. Trzeba też być niezmiernie wdzięcznym Bogu za Jego obecność, ożywioną przez zmartwychwstanie Syna Bożego.

W okresie świąt Wielkiej Nocy winniśmy także bardziej pochylić się nad wypowiadanym przez nas Wyznaniem wiary, zwłaszcza nad słowami: „Wierzę w żywot wieczny”. Człowiek wierzący ma głęboką świadomość, że żyjący Bóg daje mu szansę życia wiecznego.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest największym przybliżeniem nas do tajemnicy życia wiecznego, którego jesteśmy tak ciekawi. Przylgnijmy do Jezusa z całego serca. Niech będzie dla nas najlepszym przykładem i wzorem, bo jak sam powiedział, On jest drogą, prawdą i – życiem (por. J 14, 6).

http://www.niedziela.pl/artykul/117660/ ... ychwstania


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 19 maja 2015, 06:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Potrzeba logiki niebiańskiej

To, co ludzkie, musimy ukrzyżować, bo nasz rozum i całe nasze jestestwo chce prawdy boskiej – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas konferencji dla prezbiterów.

8 kwietnia 2015 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym na Bielanach w Warszawie ks. prof. Tadeusz Guz wygłosił konferencję dla księży, w której skupił się na poszukiwaniu prawd bożych w życiu chrześcijanina.

„Jak praca nad naszym duchem jest naszą drogą krzyżową, tak praca nad doskonaleniem naszej cielesności jest naszym krzyżem. Warto wziąć krzyż swój, żeby spotkać Pana, być z Nim w przyjaźni”.

Całą konferencję możesz zobaczyć TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=5ZOSywE ... e=youtu.be

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... skiej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 04 cze 2015, 18:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zagrody nasze widzieć przychodzi…

Obrazek
Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik


Kardynał Joseph Ratzinger wskazywał na słowa Chrystusa i Jego śmierć jako elementy konstruktywne Eucharystii. Wskazał też na Zmartwychwstanie, w którym Bóg ową śmierć przyjmuje i czyni ją drzwiami nowego życia. Eucharystia - jak uczy ten wielki teolog naszych czasów i Papież - jest czymś dalece większym niż tylko wieczerzą. Ona kosztowała Kogoś śmierć i uobecnia się w niej Jego majestat.

W wydarzeniu na górze Moria to Bóg obdarowuje Abrahama barankiem, którego nasz Ojciec w wierze będzie mógł złożyć jako ofiarę. Również dzisiaj Bóg obdarza nas swymi darami, abyśmy i my mogli dawać to, co Kanon Rzymski wyraża w słowach „składamy Twojemu Najwyższemu Majestatowi z otrzymanych od Ciebie darów Ofiarę czystą, świętą i doskonałą”.

W drodze, ale nie sami...

Najgłębszym sensem Eucharystii jest to, że przyjmując jeden Chleb, stajemy się jednym Ciałem Pana. W uroczystość Bożego Ciała stajemy obok siebie ponad granicami partii, stanów, narodowości, obrządków, rządzący i rządzeni, ludzie pracy fizycznej i umysłowej, ludzie różnych zapatrywań i opinii - wszyscy stajemy obok siebie ze względu na Pana, bo to On nas gromadzi i ze sobą łączy. Stajemy obok siebie w wędrówce do Pana – w procesji. Nie idziemy jednak sami, bo jak kiedyś do wędrowców uczniów Chrystusa zmierzających do Emaus dołącza do nas sam Pan, który „zagrody nasze widzieć przychodzi”. I co widzi? Dzisiaj w tym świątecznym dniu widzi tłumne i barwne procesje eucharystyczne, w których odbiera chwałę, cześć i uwielbienie. Na co dzień dostrzega liczące wiele tysięcy pochody, począwszy od stolicy po małe mieściny, organizowane, aby domagać się dostępu do mediów, które są niezależne, które są katolickie, które są polskie. I widzi, że decydenci tych tłumów nie dostrzegają, bo są dotknięci wybiórczą ślepotą, bo widzą inne, niszowe pochody, pochody krzykliwe i nagłaśniane, uznawane za poprawne politycznie. Widzi, jak władza w imię wypaczonego pojęcia tolerancji dekretuje, że mamy wszyscy zaakceptować styl i to, co wbrew naturze i przeciwne Bożemu przykazaniu, uznać za normę, za normalność. Widzi nowy rozdział w księdze pielgrzymstwa polskiego, jak tłumy młodych, wykształconych, niczym w czarnej procesji ciągną na Zachód za chlebem, za pracą. Widzi na co dzień licznie protestujących ludzi pracy, ciężkiej pracy różnych zawodów i profesji.

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I co widzi? Dzisiaj widzi otaczające Go dzieci, dziewczynki i chłopców. Na co dzień zaś widzi toczącą się wojnę o dusze, serca i sumienia tych dzieci, które pozbawia się solidnych warunków zdobywania rzetelnej, opartej na prawdzie, a nie na ideologii, wiedzy. Widzi, jak dzieci pozbawia się możliwości poznania wielkich arcydzieł zawierających wartości naszej narodowej i europejskiej kultury, na której zbudowano i Polskę, i Europę, kultury sięgającej tradycji greckiej i rzymskiej, a spojonych spoiwem Ewangelii, za to karmi się je szmirą, tandetą, bylejakością. Widzi dzieci, którym zabiera się dzieciństwo, by w zideologizowanym przedszkolu czy szkole poddawać je różnym genderyzmom i programom edukacyjnym, które mogą wymyślić nie prawdziwi pedagodzy, czyli przewodnicy dzieci zatroskani o ich dobro i przyszłość kraju, ale raczej fałszywi pedagodzy, tacy, którzy zatracili swój rozsądek (Dn 13,9)!

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I co widzi? Widzi dzisiaj tłumy padające na kolana, tłumy ludzi czcią przejętych. A na co dzień widzi ludzi kreujących się na autorytety moralne, kulturalne, naukowe i religijne, okrzykniętych wszechwiedzącymi przez samych siebie i sobie podobnych świętokradców, którzy znieważają to wszystko, co święte, co przenajświętsze. Widzi, jak wyszydzają wiarę, nazywając ją zabobonem, drwią z ludzi wierzących, spychając ich do najniższej kasty, do grupy ludzi drugiej kategorii zwanej pogardliwie moherami, matołkami i bydłem! Widzi, jak usuwany jest Krzyż z miejsc publicznych i procesyjnie ewakuowany do kruchty kościelnej, jak niegdyś „za tamtych czasów” obraz Jego Matki uprowadzony ze szlaku pielgrzymowania i zamknięty w jasnogórskiej kruchcie. Widzi, jak bluźniercy znieważają krzyż, wieszają na nim pluszowe misie, drą karty Pisma Świętego, tapetują łajnem wizerunek Maryi. Widzi, jak flagę narodową, która po świętościach religijnych jest symbolem najwyższych wartości, wkładają w ekskrementy. Widzi i nie grzmi?! Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić! (Ga 6,7-8) i mówi Do Mnie [należy] pomsta i Ja wymierzę zapłatę (Rz 12,19).

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I co widzi? Widzi dzisiaj szczerze oddany mu lud prawowierny. Ale widzi też fałszywie zatroskanych o los Kościoła, obłudnych ekspertów, którzy najlepiej wiedzą, co Kościołowi służy, a co jest dla niego złe. Widzi tych, którzy z fałszywą troską ubolewają, że na skutek swego konserwatyzmu – jak nazywają wierność przykazaniom i nauce Apostołów – odstrasza ludzi młodych, postępowych, tych wykształconych z wielkich miast, i zalecają opacznie pojmowaną otwartość i tolerancję. Widzi tych, którzy rzekomo zatroskani o jedność Kościoła, dzielą go na łagiewnicki i toruński. A przecież podobnie o Kościół byli kiedyś zatroskani komuniści. Oni też wołali o Kościół postępowy, który zaakceptuje ich bezbożną ideologię. Widzi, jak telewizyjni teologowie preparują nauczanie Papieża Franciszka, tak jak niegdyś preparowano nauczanie Soboru Watykańskiego II i Papieża Jana XXIII, by tylko zdeprecjonować Kościół w Polsce jako nienadążający za nauczaniem papieskim. Wciąż dobrze pamiętamy tę „troskę” bezbożników z czasów komuny o Kościół i dlatego dzisiaj nie damy się nabrać na tę samą sztuczkę.

Zagrody nasze widzieć przychodzi

I co widzi? Widzi uroczyście dzisiaj przybranych kapłanów. Ale widzi też kapłanów odzieranych u nas z czci i godności, poniewieranych, oskarżanych, wyśmiewanych, opluwanych, jak On niegdyś sam. Widzi kapłanów i biskupów, którym in genere przypisuje się wszelkie łajdactwa, krzywdy, zdrady polityczne i nieprawości. Werdykty ad hoc wydawane przez powołane komisje do złudzenia przypominają wyrok sprzed 2000 lat. Nagłaśnia się często niedowiedzione sprawy rzeczywistych lub fałszywych nadużyć księży, a milczy się o jawnych nadużyciach w tej materii innych grup czy jednostek. Usprawiedliwia się celebrytę, bo jest sławny, bo miał chwilę załamania, za to kamienuje się medialnie kapłana, zanim udowodni się mu winę, a jeśli okaże się niewinny, drobnym druczkiem na ostatniej stronie przemyca się sprostowanie. W mediach, w kabaretach, na łamach prasy czy w internecie można bezkarnie wyśmiewać się z księży, zarzucać im wszelką niegodziwość i sprawstwo wszelkiego zła, wolno Kościół nazywać instytucją przestępczą, obwiniać za brak szkół, szpitali, przedszkoli, żłobków, oskarżać o grabież i zachłanność, kiedy domaga się zwrotu swojej własności itd. Takie przyzwolenie z nienawiści na obarczanie winą za wszelkie zło i niepowodzenia w III Rzeszy doprowadziło do straszliwej tragedii. W niektórych środowiskach widać przyzwolenie na to, aby powtórzyła się w naszym kraju historia z okresu starożytnego Rzymu w odniesieniu do wyznawców Chrystusa: Jeśli Tyber zaleje mury miejskie, jeśli Nil nie wyleje na pola, jeśli niebo staje i nie daje deszczu, jeśli ziemia się trzęsie, jeśli głód, jeśli zaraza, zaraz słychać krzyki: „chrześcijan lwu” (Tertulian).

Wobec takich postaw, zachowań i działań musi być opór społeczny, ale musi być też gorąca modlitwa. Zatem przed tak wielkim Sakramentem upadajmy wszyscy wraz (Tantum ergo) i wołajmy z głębi naszych serc, naszych dusz i naszych umysłów: Słuchaj, Jezu, jak Cię błaga lud! Słuchaj, słuchaj, uczyń z nami cud!

Ks. prof. dr hab. Stanisław Nabywaniec

Autor jest kierownikiem Zakładu Historii Nowożytnej na Uniwersytecie Rzeszowskim.

http://www.naszdziennik.pl/mysl/138181, ... hodzi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 21 cze 2015, 09:58 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Ewangelia

Niedziela, 21 czerwca 2015
Mk 4,35-41

Gdy zapadł wieczór owego dnia, Jezus rzekł do swoich uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.

Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.

Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?”. Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”.




Czemu bojaźliwi jesteście?

Czytając opis przeprawy Jezusa z uczniami przez jezioro, trudno nie zauważyć szczególnego napięcia: nawałnica, bijące o łódź fale, gwałtowny wiatr z jednej strony, z drugiej – wewnętrzna burza, jaka rozpętuje się w nich, powodowana lękiem…

Burz nie brakuje i dzisiaj. Wiele z nich powodowanych jest egzystencjalnym lękiem, wyrastającym z duchowej pustki, poczucia osamotnienia i braku wiary, że jest Ktoś, kto może te nawałnice uciszyć.

Ów strach jest skwapliwie maskowany, zakrywany tysięcznymi zapewnieniami, iż to nieprawda, że pustka tak boli, że trzeba nowych błyskotek, idei, kolejnych dekonstrukcji ładu moralnego i społecznego, aby boleć przestała. Na nic się to zda. Dlatego tyle cierpienia, destrukcyjnego w swojej istocie lęku o siebie – nie znikają one nawet wtedy, gdy dookoła jest względna cisza, komfort i bogactwo dają złudzenie bezpieczeństwa. Gdy brakuje Pana Boga, człowiek nigdy nie osiągnie wewnętrznego pokoju. I bywa, że dopiero szczery, dramatyczny – choć w końcowym efekcie błogosławiony – krzyk: „Panie, ratuj! Ginę!”, jest w stanie odmienić życie.

Ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... gelia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 18 lip 2015, 14:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Miłość zwycięża lęk

Obrazek
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Każdy z nas dzisiaj doświadcza lęku. Dlatego chcemy zapytać samych siebie, dlaczego jest w nas lęk? A odpowiedź jest prosta – utraciliśmy naszą jedność z Bogiem – powiedział o. John Bashobora. Rozpoczęły się drugie ogólnopolskie rekolekcje „Jezus na Stadionie”.

Ponad 40 tys. osób i 500 księży bierze udział w spotkaniu modlitewnym na Stadionie Narodowym w Warszawie. Rekolekcje prowadzi o. John Bashobora z Ugandy.

W swojej pierwszej konferencji rekolekcjonista podjął temat życia człowieka i wielkiego pragnienia Boga, aby życie każdego jego dziecka było obfite.

Mimo tego, że Bóg chce zmieniać życie każdego człowieka, ludzkość żyje w strachu. Jak zauważa rekolekcjonista jednym z powodów tego stanu rzeczy jest egoizm.

– Tylko relacja z Bogiem może nas uwolnić od lęku ponieważ relacja z Bogiem daje nam miłość, która wymaga byśmy również z innymi ludźmi żyli w miłości. Dlaczego się boimy? Ponieważ przyjmujemy postawę, że sami sobie możemy wybaczyć grzech i chcę żyć takim życiem, że liczę się tylko ja. Właśnie to zrobił wąż. On wprowadził zamieszanie w ludzkość – mówił o. John Bashobora.

Człowiek jest w stanie wyzbyć się lęku, jednak jak zauważa o. John Bashobora, konieczne jest nawrócenie, oraz chęć zrobienia dodatkowego kroku na przód.

– Przemiana to nie znaczy tylko wyjście z grzechu, ale wyjście z tego miejsca w którym jesteś i pójście wyżej. Pan mówi: Pójdziesz wyżej! Nie możesz być zadowolony z tego miejsca w którym jesteś, bo Bóg chce dać Ci więcej – podkreśla rekolekcjonista.

Człowiek nie powinien obawiać się decyzji o zmianie życia, gdyż Bóg obiecuje, że decyzji o nawróceniu będzie towarzyszyła jego miłość.

– Kiedy się nawracamy to jesteśmy napełniani bożą miłością. A Bóg mówi, że ta miłość nie jest tylko dla Ciebie. Jest dla twojej rodziny i dla tych, których napotkasz i dla tych którzy są daleko. A więc Bóg chce odbudować rodzinę ludzką i napełnić nas obfitością wszelkiego życia – stwierdza o. John Bashobora.

Centralnym punktem rekolekcji będzie Msza św., która rozpocznie się o godz. 17.00, a przewodniczyć jej będzie ks. abp Henryk Hoser. Spotkanie w całości transmituje Radio Warszawa.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... a-lek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 22 paź 2016, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Papieskie Bractwo

Z o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Sławomir Jagodziński

W dniu wspomnienia liturgicznego Papieża Polaka przy sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II rozpocznie działalność Bractwo św. Jana Pawła II. To bardzo konkretny program formacyjny dla katolika i Polaka.
– Tak. Formacja katolika i Polaka. Sama odznaka Bractwa mówi już dużo o istocie tej inicjatywy: to jest biało-czerwona Polska, a na białym tle napis, niemal faksymile: „Jan Paweł II”. Chodzi o to, aby to całe dziedzictwo Polski, z którego wyrósł Jan Paweł II, razem ze świętym Papieżem przyjąć, poznać i przekazać dalej. To jest skarb, który Bractwo ma odkrywać dla siebie i innych.

Szerzenie nauczania św. Jana Pawła II będzie jednym z głównych zadań członków Bractwa?
– Poznawanie, szerzenie i wprowadzanie w życie osobiste, rodzinne i społeczne nauczania św. Jana Pawła II to cały czas ważne zadanie szczególnie dla nas, Polaków, Jego rodaków. Mamy też poznawać Ojca Świętego, Jego życie, osobowość i posługę, aby dostrzec, jak kształtowała się Jego świętość, i aby dawać świadectwo o niej wśród innych. Zaangażowanie w działalność Bractwa ma w tym pomagać.

Wraz z upływem lat krzewienie dziedzictwa św. Jana Pawła II staje się chyba coraz bardziej pilne?
– Jana Pawła II my jeszcze pamiętamy, ale młodzież już słabiej, a najmłodsi w ogóle Go nie widzieli za życia. Od odejścia Papieża Polaka do Domu Ojca minęło już ponad 11 lat. Niektórzy byli wówczas jeszcze dziećmi, innych wcale nie było… Gdy rozmawiam z młodymi ludźmi, to mówią, że już nie widzieli Jana Pawła II. Bardzo ważne jest, aby poznali Jego wielkość, że był to ktoś niezwykły w znaczeniu osobowości, duchowości, intelektu, charakteru i przede wszystkim świętości.

Chodzi o to, abyśmy Go poznawali i wiedzę o nim szerzyli dalej. A w ten sposób niesiemy i szerzymy całe to dziedzictwo, któremu na imię Polska.

To zadanie nie tylko dla młodych. Pokolenie, do którego przemawiał Jan Paweł II, też nie we wszystkim zdało egzamin z realizacji Jego nauczania.
– Starsze pokolenie też ma dużo do zrobienia. Święty Jan Paweł II kiedyś, w czasie jednego ze spotkań, gdy ktoś powiedział: „Ojciec Święty napisał następną encyklikę”, odpowiedział „Ja piszę, tylko czy wy czytacie?”. Tak samo jak przyjeżdżał do Polski. Wszyscy bardzo się cieszyliśmy, oklaskiwaliśmy… Te wizyty były bardzo emocjonalnie przeżywane przez miliony, miliony Polaków, ale papieskie nauczanie, które do nas kierował, mogło być lepiej przyjęte i lepiej wprowadzone w życie. Widzimy, że niejednokrotnie nie było przyjęte przez część społeczeństwa. A przecież to, co nam przynosił w swoich przemówieniach i homiliach, było najważniejsze. I o to chodzi, żeby to teraz na nowo odkryć i przyjąć nauczanie, i świadczyć.

Tę misję poznawania i krzewienia nauczania papieskiego podejmuje teraz Bractwo Jana Pawła II, czyniąc z tego ważną część swojej działalności. A ona nie ogranicza się do Torunia?
– Konsekracja świątyni – wotum wdzięczności za Osobę i pontyfikat Jana Pawła II w maju br. była takim przypieczętowaniem idei powstania Bractwa. Jego centrum jest przy sanktuarium w Toruniu, ale członkiem Bractwa można być w całym świecie. Gdziekolwiek się będzie, można się zapisać. Łączy nas ta sama idea. Oczywiście, będą spotkania, zapoznawanie się z nauczaniem św. Jana Pawła II i formacja duchowa przy sanktuarium. Ale Bractwo to nie tylko Toruń. Dlatego wykorzystujemy internet. Jest osobny dział na portalu Radia Maryja dotyczący Bractwa Jana Pawła II (www.radiomaryja.pl/sanktuarium/bractwo-sw-jana-pawla-ii). Tam są materiały do pobrania. Trzeba samemu się z nimi zapoznać i szerzyć dalej.

Pierwsza grupa osób zostanie właśnie włączona do Bractwa, ale ono jest cały czas otwarte na innych. Na kogo?
– Na wszystkich, którzy są wierzący, którzy będą mieli referencje od duszpasterza, których poleci ich proboszcz.

Zależy nam jednocześnie na młodzieży. Tę grupę Bractwa nazywamy NOWE POKOLENIE JANA PAWŁA II. Jest już Pokolenie JPII, a tu byłoby Nowe Pokolenie JPII, dla podkreślenia ciągłości. Wszystko odnośnie do Bractwa jest na portalu Radia Maryja.

Bractwo powstaje i zaczyna funkcjonować w Roku Miłosierdzia. To też pewien znak?
– To bardzo wymowne, bo Jan Paweł II to Papież Miłosierdzia. Przecież najwięksi Apostołowie Miłosierdzia to właśnie św. Jan Paweł II i św. Siostra Faustyna Kowalska.

A jak Ojciec ocenia dotychczasowe zainteresowanie Bractwem?
– Cały czas są zapisy. Można kontaktować się w tej sprawie pod nr. tel. 693 168 247.

Spotykaliśmy się w Toruniu, przygotowywaliśmy się do uroczystości 22 października. To dzień oficjalnego rozpoczęcia życia Bractwa. I to szczególny dzień – wspomnienie liturgiczne św. Jana Pawła II i rocznica inauguracji Jego pontyfikatu. To wtedy padły te ważne słowa Ojca Świętego: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!”. Te słowa stały się ważne dla milionów ludzi na całym świecie. Ojciec Święty powtarzał je potem przez lata swojego długiego pontyfikatu wielokrotnie. I dziś je przypominamy, zapraszając do Bractwa.

Dziękuję za rozmowę.
Informacje o Bractwie św. Jana Pawła II można uzyskać poprzez stronę internetową www.radiomaryja.pl/sanktuarium/bractwo-sw-jana-pawla-ii oraz pod numerem telefonu 693 168 247 – sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II.

Zaprzysiężenie nowych członków Bractwa św. Jana Pawła II podczas dzisiejszej Mszy św. o godz. 12.00. Transmisja w Radiu Maryja i Telewizji Trwam.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... actwo.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 02 lis 2016, 09:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Znaki z czyśćca

Muzeum Dusz Czyśćcowych w Rzymie

Obrazek
Wypalony ślad lewej dłoni i krzyż na biurku matki Izabeli Fornari pozostawiony przez opata Panzziniego z Mantui w klasztorze Sióstr Klarysek Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Pielgrzymom nawiedzającym Rzym na ogół nie starcza już czasu, by zajrzeć do niezwykłego i wyjątkowego miejsca, jakim jest niewielkie muzeum poświęcone duszom czyśćcowym (Piccolo Museo del Purgatorio). A znajduje się przecież w centrum Wiecznego Miasta. Wystarczy minąć Zamek św. Anioła, potem iść paręset metrów brzegiem Tybru, minąć Palazzo di Giustizia i przy Lungotevere Prati 12 odnajdujemy właściwy adres.

Stajemy przed niewielkim neogotyckim kościołem – jedynym takim w Rzymie – na którego frontonie widnieje płaskorzeźba przedstawiająca dusze cierpiące w czyśćcu. Nad nią łaciński tekst. Od góry po lewej: „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie”. A po prawej: „A światłość wiekuista niechaj im świeci”. Tekst pod płaskorzeźbą przypomina dedykację świątyni: „Najświętszemu Sercu Jezusowemu – za dusze, które muszą odpokutować w ogniu czyśćcowym”.

Kościół, który dziś oglądamy, to już druga świątynia wzniesiona na tym miejscu i nosząca ten sam tytuł, co poprzednia: Sacro Cuore del Suffragio – Wstawiennictwu Świętego Serca. Odbudowywano ją po pożarze w 1897 r. przez prawie 20 lat i na nowo poświęcono w 1917 r.

Twórca
Pomysłodawcą, założycielem i fundatorem centrum modlitw i ofiar za dusze czyśćcowe był o. Victor Jouët, francuski zakonnik ze Zgromadzenia Misjonarzy Najświętszego Serca Jezusa. Za zgodą przełożonych przybył do Wiecznego Miasta i w roku 1894 nabył domek na niewielkiej działce przy samym brzegu Tybru. Dzięki wsparciu bogatych rodziców – kupców z Marsylii – domek przerobił na kaplicę z jasno określonymi zamiarami wybudowania w tej atrakcyjnej, szybko rozwijającej się nowej dzielnicy Prato ośrodka poświęconego Najświętszemu Sercu, gdzie trwałaby wieczna modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące. Zakochany w gotyku Francuz nie mógł wybudować świątyni w innym niż neogotycki stylu. Ksiądz Jouët, gorliwy czciciel Najświętszego Serca Pana Jezusa, sam miał także szczególny charyzmat pomagania duszom czyśćcowym. W trosce o nie założył też zaraz w Rzymie Arcybractwo Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, skupiające ludzi, którzy modlili się, podejmowali wyrzeczenia i umartwienia w intencji osób, które odeszły z tego świata.

Nabożeństwa za dusze w czyśćcu cierpiące – za sprawą ojca Jouëta – bardzo szybko odnowiły się w Rzymie, który miał ongiś starą tradycję tej modlitwy, o czym świadczy do dziś kilka starodawnych rzymskich obrazów Madonny Wspomożycielki dusz czyśćcowych.

Pożar
Podczas jednego z takich nabożeństw ekspiacyjnych, 15 listopada 1897 r., w kościele wybuchł pożar. W ogniu, który trawił kaplicę, o. Victor i ci, którzy ratowali palący się ołtarz, z przerażeniem patrzyli na widoczną dla wszystkich postać człowieka w płomieniach. Od razu nabrali przekonania, że to jakaś tajemnicza dusza czyśćcowa domaga się w ten sposób modlitwy w swojej intencji. Zdumiewający jednak był fakt, że po ugaszeniu pożaru w miejscu ukazania się postaci na ścianie powstał smolisty ślad, w którym do dziś dostrzec można wykrzywioną z bólu smutną twarz. Ściana starego kościoła została zachowana i obecnie jest ukryta za tryptykiem Matki Bożej z aniołami.

Zdarzenie spowodowało ogromny rozgłos i napływ do tego miejsca zarówno rzesz wierzących, jak i ciekawskich. To było dla o. Victora przekonujące potwierdzenie sensu dzieła, które w tym miejscu rozpoczął, zwłaszcza że znak z czyśćca zrobił wielkie wrażenie na rzymianach, nie wyłączając Papieży: św. Piusa X i Benedykta XV, którzy błogosławili działalność apostolską o. Victora.

Odbudowa i zbieranie świadectw
Po nieszczęśliwym pożarze o. Victor jeździł po całej Europie, kwestując na odbudowę spalonej świątyni. Jednocześnie wpadł na pomysł, by zbierać też po świecie materialne świadectwa dotyczące czyśćca. I tak zgromadził pokaźną kolekcję różnych przedmiotów z niezwykłymi znakami „odwiedzin z czyśćca”. Wiele z nich zostało przezeń skrupulatnie udokumentowanych. Inne czekały na bardziej dokładną inwentaryzację, ale przy pilnowaniu odbudowy kościoła i prowadzeniu ożywionego duszpasterstwa nie starczało o. Victorowi już sił i czasu na dochodzenie szczegółów związanych ze zgromadzonymi eksponatami. Poza tym był to czas zachłystywania się okultyzmem, stąd nie brakło i w samym Kościele podejrzeń, że o. Victor chce być „na fali” i dołączyć – jakbyśmy to dziś powiedzieli – do celebrytów. Wyhamowywano też, dyskretnie, acz skutecznie, dynamicznie rozwijające się wielkie dzieło o. Victora.

Na nieszczęście o. Jouët ciężko zachorował i zmarł przedwcześnie w 1912 r. Jego następcy nie przykładali aż tak wielkiej wagi do zgromadzonych eksponatów i nie wykazali zainteresowania pozyskiwaniem nowych świadectw czy też kompletowaniem i uzupełnianiem dokumentacji. Co więcej, następcy o. Jouëta pochopnie usunęli z bogatego zbioru dużą część eksponatów, których prawdziwość nie wydawała się im pewna. Ocalały tylko eksponaty z metrykami – dokładnie opisane i skatalogowane – i ponad wszelką wątpliwość udowodnione, które dotrwały do dziś. Zgromadzone są obecnie w sali na zapleczu kościoła. A z roku na rok zwiększa się ich liczba. Niestety, nie znalazł się po o. Victorze nikt, kto tak jak on podjąłby tę szlachetną i apostolską pasję poszukiwania podobnych eksponatów. Wiemy przecież, że na przykład na Jasnej Górze też znajduje się korporał, na którym widzimy odciśniętą aż dziewięciokrotnie rękę ojca paulina, bo na tyle warstw była złożona tkanina.

Wśród świadectw zgromadzonych w rzymskiej gablocie można zobaczyć głównie odciski palców i dłoni wypalone na książkach, stole i fragmentach tkanin. Przedmioty te zostały sprowadzone przez o. Victora z Niemiec, Belgii, Francji, Austrii i Włoch. Najstarszy z nich pochodzi z 1696 r., zaś najmłodszy z 1919 r. Z każdym z tych przedmiotów wiążą się niezwykłe historie ukazywania się żyjącym dusz w czyśćcu cierpiących.

Klasyfikacja eksponatów
Przyjrzyjmy się bliżej zgromadzonym w muzeum dokumentom. W pięciu przypadkach dusze z czyśćca zwracają się do osób żyjących i sobie znanych z prośbą o pomoc w upaleniu czyśćcowym poprzez ofiarę Mszy św. Przy czym dusze proszą zaledwie o jedną Mszę św., zaś kolejna wyraźnie o dwie, i to we wskazanym sanktuarium Matki Bożej z Marientahl w północnej Alzacji.

Z kolei w dwóch przypadkach dusze proszą ogólnie o pomoc i modlitwę. Jedna dusza np. nie przychodzi prosić o nic dla siebie, ale aby przestrzec żyjącego w rozwiązłości syna. W pięciu przypadkach eksponaty związane są z osobami świeckimi, ale aż w siedmiu z duchownymi. W czterech przypadkach prośba dusz skierowana jest do bliskich z rodziny, w jednym zaś do przyjaciółki. Z podziękowaniem za pomoc wracają zaledwie dwie dusze.

Prośby dusz o Mszę Świętą
Przyjaciółka prosi o pomoc przyjaciółkę: modlitewnik

Na jego kartach widzimy odciski trzech rozżarzonych palców. Ślad na modlitewniku Marii Zaganti pozostawiła jej przyjaciółka przybyła z czyśćca, Palmira Rastelli. Było to w Poggio Berni k. Rimini 5 marca 1871 r. Zmarła otrzymała wielką łaskę, gdyż już po 68 dniach od śmierci opuściła czyściec i przez swoją przyjaciółkę prosiła o Mszę św. Odprawił ją natychmiast brat zmarłej ks. Sante Rastelli.

Żona prosi o pomoc męża i córkę: szlafmyca Ludwika Senechala

Na nocnym czepcu męża widzimy wypalone przez jego zmarłą żonę Luizę ślady pięciu palców. Przybyła z czyśćca dwa lata po swojej śmierci, by prosić o Mszę św. Zdarzenie miało miejsce w Ducey (departament Manche, we Francji) w 1875 r. Zmarła powiedziała mężowi, że znak z czyśćca zostawia dla swej córki, również Luizy, aby przekonać ją, by uwierzyła w cierpienia czyśćcowe matki.

Teściowa błaga o pomoc synową: ślad ręki na książce

Widnieje on na egzemplarzu słynnej i bardzo popularnej książki Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”, należącej do Małgorzaty Demmerlé. Znak czyśćca swej synowej zostawiła teściowa w 1815 r. Przy pierwszym zjawieniu matka męża patrzyła na Małgorzatę smutno, bez słowa, ciężko przy tym wzdychając. Małgorzata zwierzyła się z widzenia swemu spowiednikowi. Ten poradził, że gdy zdarzy się to po raz drugi, ma wyraźnie zapytać duszę, kim jest i po co przychodzi. Przy drugim zjawieniu Małgorzata usłyszała odpowiedź: „Jestem twoją teściową, która trzydzieści lat temu umarła przy porodzie. Udaj się z pielgrzymką do sanktuarium Matki Boskiej w Marienthal i zamów dla mnie dwie Msze św.”. Po powrocie Małgorzaty z pielgrzymki teściowa pojawiła się jeszcze raz, podziękowała i zostawiła wspomniany ślad na książce.

Na marginesie warto dodać, że w Marienthal (Górna Alzacja) jest jedyna na świecie cudowna figura Piety, w której Maryja nie jest boleściwa, ale się uśmiecha. Figura cieszyła się szczególną adoracją naszego króla Stanisława Leszczyńskiego i jego córki Marii, od 1725 r. królowej Francji. Może warto przy okazji polecić to miejsce naszym europarlamentarzystom?

Wypalona dłoń na rękawie koszuli
Niektóre dusze czyśćcowe z Miłosierdzia Bożego przychodzą, by błagać o pomoc dla siebie, by czyściec był im skrócony. Niesamowitym świadectwem jest w muzeum znak, który zostawiła matka, by ratować pogrążonego w złu syna. Warto przypomnieć, że wielu świętych, np. św. Brygida, mówi o tym, że dusze w czyśćcu cierpiące zatroskane są o los swych bliskich pozostałych na ziemi, modlą się, a nawet – w skrajnych sytuacjach – interweniują w trosce o ich zbawienie.

Wydarzyło się to w Wodecq (prowincja Hainaut, Belgia) 21 czerwca 1789 r. Według zeznań Józefa Leleux, dwadzieścia siedem lat po śmierci przyszła do niego matka, która robiła mu wyrzuty z powodu jego rozwiązłego trybu życia i błagała, by zmienił postępowanie. Przypomniała mu też, że w testamencie ojca był zapis, iż warunkiem korzystania z odziedziczonego majątku jest jego godne i prawe życie oraz wierność Bogu i zasadom postępowania wpojonym przez rodziców. Na znak realności spotkania matka pozostawiła na rękawie nocnej koszuli syna wypalony ślad swojej matczynej dłoni.

Po tym wstrząsającym spotkaniu ze zmarłą matką Józef Leleux przeżył głębokie nawrócenie, wrócił do praktyk religijnych, stał się gorliwym apostołem zaangażowanym w misję Kościoła. Zmarł w opinii świętości 19 kwietnia 1825 r.

Znaki pozostawione przez osoby duchowne
Odcisk dłoni na drzwiach bieliźniarki

Wśród widzialnych znaków z czyśćca wyróżnia się dominująca ich część zostawiona przez osoby duchowne. Mamy więc pozostawiony odcisk dłoni siostry franciszkanki Teresy Małgorzaty Gesta – jak go określono – „lepszy i o wiele wyraźniejszy od odcisku rozżarzonej żelaznej dłoni” (4 listopada 1859 r., klasztor św. Anny w Foligno, Umbria, Włochy). Widnieje on na drzwiach bieliźniarki. Do dziś siostry – gdy nie ma sjesty – chętnie wpuszczają w to miejsce wiernych przybywających z pobożności.

Ślad kciuka na mszale

Pozostawił go ksiądz wikary Krzysztof Wallbach (Hall, w Tyrolu, Austria), który po 65 latach przebywania w czyśćcu dostał łaskę proszenia o pomoc. Przyszedł po nią 5 maja 1605 r. Na dowód swojej obecności dotknął kciukiem mszału i przepalił okładkę z drzewa i świńskiej skóry oraz kartki do czterdziestej strony, a na kolejnych, aż do siedemdziesiątej, widać jeszcze ślady. Warto dodać, że miejscowy – sceptycznie patrzący na znak – kowal postanowił udowodnić, że jest to fałszerstwo. Sporządził w tym celu podobnie oprawioną księgę i próbował wycisnąć znak rozpalonym narzędziem, lecz księga w całości spłonęła.

Również wśród rzymskich eksponatów aż sześć związanych jest z osobami duchownymi.

Krzyż i dłoń wypalone na blacie biurka

Zdarzenie miało miejsce 1 listopada 1731 r. (w Todi, w prowincji Umbria, Włochy). Po pomoc do świątobliwej przeoryszy klarysek Izabeli Fornari przyszedł zmarły opat klasztoru w Mantui don Pazzini. Pozostawił aż pięć znaków swej obecności. Oprócz wspomnianych wyżej na blacie biurka nadto jeszcze ten sam odcisk dłoni został na kartce papieru oraz na rękawie habitu (przepalony) i bluzki (tylko ślad) przeoryszy.

Spowiednik matki Izabeli don Isidor Gazalla zaświadczał, że w powszechnej opinii otoczenia była ona uważana za osobę niezwykłą, „świętą już za życia”. Stąd pomoc takiej uduchowionej zakonnicy – możemy przypuszczać – była dla znękanej duszy opata wyjątkowo skuteczna.

W różnych miejscach i z różnych czasów znajdujemy wiele innych dowodów odwiedzin dusz czyśćcowych i prośby o pomoc w skróceniu męki. Na przykład w Bratysławie mamy pięć wypalonych śladów ręki zostawionych przez Johanna Klementza (co stwierdza w protokole miejscowy biskup i 32 świadków). Z kolei w klasztorze augustianów w Euchsmühl (Palatynat, Niemcy) wypalony ślad ręki oglądamy na kawałku płótna. 4 kwietnia 1736 r. teściowa – po 34 latach od śmierci – przyszła prosić synową o Msze św. Ślad pozostawiła w obecności syna i dwóch innych mężczyzn.

Wszystkie owe znaki z czyśćca są wielką łaską Boga. Umacniają bowiem wiarę nas, wierzących, i przynaglają, by spieszyć z pomocą duszom w czyśćcu cierpiącym. Niestety, wielu łatwo udaje się zwieść. Ufają bardziej amuletom albo różnym chiromantom, telewizyjnym wróżom, okultystycznym zatruwaczom ducha czy samozwańczym egzorcystom. Szukają pomocy u różnych manipulatorów psychiką, będących w mocy Złego, a nie u Chrystusa, który sprawia cud do każdej beatyfikacji i kanonizacji, który daje nam znak swojej obecności w hostiach w Sokółce czy Legnicy. Dotykamy tu jakiejś wielkiej tajemnicy otwarcia bądź zamknięcia serca człowieczego na to, co od Boga i co od Złego.

Jest też wielką łaską Bożej Mądrości, że możemy ze skuteczną pomocą do czyśćca podążać, a po śmierci takiej samej doznawać i oczekiwać. Ofiarujmy ochotnie duszom czyśćcowym Msze św., posty, modlitwy, Różaniec, psalmy, jałmużny, odpusty, umartwienia, powstrzymanie się od zakupu pożądanej rzeczy, ofiarujmy choroby, krzywdy, zniewagi, przykrości na intencję dusz czyśćcowych. I czyńmy to nie tylko w miesiącu pamięci o nich, ale już zawsze, przez całe życie. Bądźmy gorliwymi wspomożycielami dusz czyśćcowych.

A na koniec warto przytoczyć fragment jednego z listów wielkiego misjonarza św. Franciszka Ksawerego (1506-1552): „Pamiętajcie o swoich braciach, którzy cierpią na tamtym świecie. Święty zapał niech was ożywia, ażeby im dopomagać, ale myślcie najpierw o sobie. Zanim pomyśli się o tym, aby ratować dusze z czyśćca, powinno się pamiętać, aby własną duszę od piekła wybawić”.

Ks. Jerzy Banak

http://www.naszdziennik.pl/mysl/169427, ... yscca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 07 lis 2016, 23:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Zmagania o świętość

Żeby wejść na drogę ducha, potrzebna jest odrobina wysiłku – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz.

Od 21 do 23 października 2016 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym św. Franciszka Ksawerego w Ożarowie Mazowieckim odbyły się Ogólnopolskie Jesienne Rekolekcje Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR. Poprowadził je ks. prof. Tadeusz Guz. Temat rekolekcji to „Małżeństwo jako wspólnota ducha”.

W swojej czwartej i zarazem ostatniej konferencji ks. prof. Guz skupił się na zmaganiach chrześcijanina w drodze do świętości.

– Czy my, jako dzieci Boga, możemy mieć siłę do tego, żeby w każdym miejscu i czasie wyznać bez skrótów i manipulacji wiarę, czyli prawdę o Bogu, człowieku, aniołach i świecie? Czy mamy do tego moc? W łasce wiary udzielana jest rozumowi ludzkiemu wszechmoc do: poznania prawdy, głoszenia prawdy i do obrony prawdy. Poznałem kilka kontynentów i nie znam miejsca, w którym by nie można było wypowiedzieć prawdy. Nie znam okoliczności, wobec których nie można by w sposób godny wypowiedzieć prawdy. Nawet w takich sytuacjach, gdzie wszystko się ryzykuje, Pan Bóg daje siłę do tego, żeby z miłością i całą stanowczością pytać o prawdę, głosić prawdę i jeżeli jest taka konieczność – bronić prawdy – akcentował rekolekcjonista.

Całą, czwartą konferencję znajdziesz TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=xsO18F1bR4c

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... etosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 08 lis 2016, 01:07 
Offline
Czołowy Publicysta

Dołączył(a): 14 lip 2009, 13:38
Posty: 2570
@Aerolit
w piękny sposób przybliża nam prawdy i rozmyślania o Duszach Czyściowych,szczególnie ważny to temat w czasach ogólnego zamieszania,czarnych marszy i kompletnego odlotu ludzi ,którzy kompletnie" odlecieli" w pogoni za sławą i utrzymaniem "tego co było"
laicyzacja, bunt przeciwko życiu duchowemu i pogarda dla Wierzących,to logo dzisiejszych czasów
i dlatego tak cenne są rozważania o życiu ,po życiu

"żeby wejść na drogę ducha, potrzebna jest odrobina wysiłku – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz."
nocne pozdrowienia :)


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 25 gru 2016, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Światło w ciemnościach świata

Obrazek
Natività, Giotto [Public domain], via Wikimedia Commons


Wraz z Bożym Narodzeniem ciemność, w której zanurzony jest świat, zostaje rozproszona, a wrogowie Boga drżą ze strachu, bo wiedzą, że godzina ich porażki jest już blisko. Dlatego nienawidzą Bożego Narodzenia i dlatego my, ze spojrzeniem pełnym ufności, kontemplujemy Dzieciątko i prosimy Je, by oświeciło nasze umysły, by ogrzało nasze serca i wzmocniło sumienia zagubione w nocy naszych czasów.

Boże Narodzenie nie jest jedynie zachodnią tradycją kulturową albo zwykłym upamiętnieniem drogiego chrześcijanom historycznego faktu, który miał miejsce w Palestynie 2015 lat temu. Boże Narodzenie to chwila, w której Odkupiciel ludzkości zaprezentował się nam w kołysce, prosząc, by Go adorować jako Króla i Pana wszechświata. Pod tym względem Boże Narodzenie jest jedną z centralnych tajemnic naszej wiary, bramą prowadzącą do wszystkich tajemnic Chrystusowych. Papież Leon Wielki (440-461) pisał: W swej naturze był niewidzialny, w naszej uczynił się widzialnym. Niezrozumiały chciał być rozumiany, On, który był przed czasem, zaczął być w czasie; Pan Wszechświata przesłaniając swój majestat przybrał postać sługi (Sermo in Nativitate Domini, II, § 2).

Objawienie Wcielonego Słowa w historii było godziną największej radości aniołów. Od chwili ich stworzenia na początku wszechświata aniołowie wiedzieli, że Bóg stanie się człowiekiem i tego Boga jaśniejącego w Trójcy Przenajświętszej czciły. To Objawienie natychmiast oddzieliło wiernych aniołów od aniołów zbuntowanych, niebo od ziemi, dzieci światłości od dzieci ciemności. W końcu w Betlejem przyszedł dla aniołów moment, by mogły oddać pokłon Bożemu Dzieciątku, jak pisze o. Faber: przyczynie ich wytrwałości. Harmonia „Gloria in excelsis” zalewającej niebo i ziemię słyszana była tej nocy jedynie przez dusze żyjące w oderwaniu od świata, przez dusze żyjące w Bożej miłości. W tym gronie byli pasterze z Betlejem. Nie należeli oni do świata ludzi bogatych i wpływowych, samotnie czuwając w nocy nad swoimi stadami zachowywali wiarę Izraela. Byli prostymi ludźmi, otwartymi na to, co nadprzyrodzone. Nie zadziwiło ich objawienie Anioła, który – promieniując niebiańskim światłem – powiedział im: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2,10-12).

Pasterze posłusznie postąpili zgodnie ze wskazaniem Anioła i zostali poprowadzeni do jaskini, w której odnaleźli Dzieciątko w żłobie, Maryję i Józefa: „Invenerunt Mariam, et Joseph et Infantem positum in Praesepio” (Łk 2, 16). Mieli tę łaskę, że byli pierwszymi po Józefie i Maryi ludźmi, którzy złożyli na ziemi zewnętrzny akt uwielbienia Dzieciątku z Betlejem. Adorując Go zrozumieli, że w Jego widocznej delikatności był On obiecanym Mesjaszem, Królem Wszechświata. Boże Narodzenie jest pierwszym potwierdzeniem królewskości Chrystusa, Jego tronem był żłobek, będący także skarbcem chrześcijańskiej cywilizacji – jej pierwszymi prorokami byli pasterze. Jej program koncentrował się w słowach mnóstwa aniołów: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2,14).

Pasterze z ogromną radością poszli w świat, w góry i w doliny, głosząc dobrą nowinę. „Omnes qui audierunt mirati sunt” (Łk 2,18); wszyscy się dziwili słysząc tę nowinę, ale nie każdy wyruszył w drogę do groty w Betlejem. Wielu zajęło się własnymi sprawami i wyrzekło się wysiłku, który zmieniłby ich życie – wówczas, jak i na całą wieczność. Wielu mijało grotę być może zaglądając do niej z ciekawości, ale nie rozumiało – bądź nie chciało zrozumieć – cudowności tego wydarzenia.

Nie mniej, królewskość Dzieciątka Jezus uznali niektórzy spośród najmądrzejszych ludzi tamtych czasów. Magowie, Królowie Wschodu, byli ludźmi obserwującymi sfery niebieskie, których wzrok przykuła gwiazda. Była ona dla magów tym, czym Anioł dla pasterzy, głosem Boga mówiącym: Ego sum stella splendida et matutina (Ap 22,16). Magowie, tak jak i pasterze, doskonale odpowiedzieli Bożemu wezwaniu. Nie byli jedynymi, którzy widzieli tę gwiazdę i rozumieli jej znaczenie, ale tylko oni wyruszyli na Zachód. Inni być może rozumieli, ale nie chcieli upuszczać swojej ojczyzny, domów i własnych spraw.

Pasterze znajdowali się niedaleko Betlejem, Magowie daleko – ale wobec obydwu stosuje się jedna zasada: ci, którzy Boga szukają z czystym sercem, nie są opuszczeni. Pasterze i magowie przynieśli dary różnej wartości, podarowali jednak to, co mieli najcenniejsze. Podarowali Bożemu Dzieciątku swoje oczy, uszy, usta, serca; całe ich życie. Poświęcili swoje ciała i dusze Wcielonej Mądrości, a dokonali tego przez ręce Maryi i Józefa w obecności całego dworu niebieskiego. W ten sposób naśladowali doskonałe posłuszeństwo Dzieciątka Jezus wobec woli Bożej, które jako Bóg-Słowo wyniszczył się przyjmując postać sługi Bożej woli (…).

Poddanie się Bożej Opatrzności

Nabożeństwo do Dzieciątka Jezus jest tym, w którym doświadczyć można radykalnego poddania się Bożej Opatrzności. Dzieciątkiem owiniętym w pieluszki jest Bóg-człowiek, który zniszczył własna wolę po to, by pełnić wolę Ojca, który jest w Niebie. A dokonał tego poddając się dwóm wysublimowanym stworzeniom poddanym Bogu: Błogosławionej Maryi Dziewicy i świętemu Józefowi.

Boże Narodzenie jest dniem niezwykłego poddania się Bożej Opatrzności, ale i ogromnego zaufania wobec tajemniczego planu Boga. W tym dniu, jak pisał Leon Wielki, „Syn Boży przybył, by zniweczyć dzieło diabła (1 J 3,8) jednocząc się z nami i jednocząc nas z Sobą, aż po obniżenie się Boga w stronę ludzkości i wzniesienie ludzkości do Boga (In Sermo in Nativitate Domini, VII, § 2). W tym samym kazaniu święty Leon potępia zgorszenie powodowane przez tych, którzy idąc po schodach Bazyliki św. Piotra mieszali modlitwy Kościoła z wezwaniami skierowanymi do gwiazd i do natury. „Oby wierni – pisze on – porzucili ten naganny i przewrotny zwyczaj, by cześć należna samemu Bogu nie była mieszana z rytami tych, którzy czczą stworzenia. Pismo Święte mówi: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”.

Oby katolicy zbliżając się do żłóbka mieli w tej mrocznej godzinie to samo zaufanie, co pasterze i magowie kontemplujący Jezusa. Z nadchodzącym Bożym Narodzeniem ciemność, w której zanurzony jest świat, zostanie rozproszona, a wrogowie Boga drżą ze strachu, bo wiedzą, że godzina ich porażki jest już blisko. Dlatego też nienawidzą Bożego Narodzenia i dlatego my, ze spojrzeniem pełnym ufności, kontemplujemy Dzieciątko i prosimy Je, by oświeciło nasze umysły, by ogrzało nasze serca i wzmocniło nasze sumienia, zagubione w nocy naszych czasów.

Roberto de Mattei

http://www.pch24.pl/swiatlo-w-ciemnosci ... 281,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 25 kwi 2017, 13:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Cud życia Bożego

W prawie życia Bożego wyraża się Jego doskonały rozum i mądrość Boska – podkreśla ks. prof. Tadeusz Guz.

W środę, 22 marca 2017 r., ks. prof. Tadeusz Guz gościł w domu zakonnym Sióstr Loretanek w Rembertowie, gdzie sprawował Eucharystię i wygłosił homilię. W niej pochylił się nad doskonałością prawa Bożego.

– Pan Bóg, choć w swej naturze jest jeden, istnieje wiecznie w trzech osobach. Jeżeli mówimy o wiecznym prawie Boga, to na tym samym oddechu wyrażamy cud ładu życia Bożego. Cud wiekuistych i pełnych doskonałości odniesień pomiędzy osobami Boskimi. To cud życia Bożego – powiedział kapłan.

Całą homilię znajdziesz TUTAJ: https://www.youtube.com/watch?v=qPELjGLRxy8

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... ozego.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 24 lip 2017, 07:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Walczmy o ciszę

W Krakowie odbyła się promocja najnowszej książki ks. kard. Roberta Saraha „Moc milczenia. Przeciw dyktaturze hałasu”. Została ona wydana po polsku nakładem Wydawnictwa Sióstr Loretanek.

Obrazek

Spotkanie z prefektem watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów odbyło się w Auli bł. Jakuba Strzemię w krakowskim klasztorze franciszkanów konwentualnych, w sąsiedztwie okna papieskiego przy Franciszkańskiej.

Ojciec Jan Szewek OFM Conv, rzecznik krakowskiej prowincji franciszkanów, wydarzenie to określił jako największe z dotychczasowych, które odbyło się w tej auli. – Jeszcze takiej promocji nie było, aby przyszło tak wiele osób – zaznaczył o. Szewek. Stwierdził, że liczna obecność świadczy o tym, jak ważne jest to, co do nas mówi, o czym pisze, to jak żyje ks. kard. Robert Sarah.

Papież senior Benedykt XVI, który napisał przedmowę do publikacji, nazwał księdza kardynała nauczycielem milczenia i modlitwy wewnętrznej.

– Kiedy byłem w seminarium, już wtedy uczyłem się tej ciszy, trwania przed Bogiem. Co dwa miesiące praktykuję czas ciszy i postu. Przez trzy dni nic nie jem, nic nie piję, w tym czasie pozostawiam się prowadzeniu przez Słowo Boże i Eucharystię. W tym spotkaniu z Bogiem nauczyłem się ciszy – tłumaczył ks. kard. Sarah.

Eminencja, dzieląc się własnym doświadczeniem, wskazał, że ciszy możemy uczyć się też przy osobach cierpiących.

– Nauczyłem się ciszy w szczególny sposób od mojego znajomego zakonnika, który był chory i którego odwiedzałem. Jego choroba, paraliż nie pozwoliły, aby mógł się wypowiadać. Komunikowałem się z nim poprzez gesty, wzrok. Ciszy uczymy się w pokoju, gdzie możemy odwiedzać chorą osobę, która nie może mówić – zaznaczył ks. kard. Sarah.

Kardynał uczył się ciszy również spędzając kilka dni za klauzurą u trapistów.

Podkreślił, że zajmując się Liturgią w Kościele, trzeba absolutnie nauczyć się ciszy, nie można być twarzą w twarz przed Bogiem w hałasie. Zwrócił uwagę, że jako prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zabiega o tę ciszę, proponując ją wszystkim członkom Kościoła.

Cisza w Liturgii

Ksiądz kardynał Robert Sarah tłumaczył, że cisza powinna wypływać z naszego serca.

– Wszystko zależy od nas. Bóg jest zawsze w ciszy. Gdy celebrujemy Liturgię, mamy dwa cele. Pierwszy to wychwalanie Pana Boga – nie możemy wychwalać Pana Boga poprzez hałas. Drugi to uświęcenie człowieka. Bóg proponuje nam ciszę jako moment spotkania z Nim. W tym momencie ciszy przybliżamy się do Pana Boga, oddajemy Mu chwałę – tłumaczył ksiądz kardynał.

Całość spotkania prowadził o. Jan Szewek. Jedno z jego pytań na kanwie najnowszej książki dotyczyło tego, na czym polega moc ciszy.

Doświadczyć Boga

– Cisza jest doświadczeniem Boga. Śmiem powiedzieć, że największy hałas, który nas niszczy, jest w nas. Dlatego chciejmy ciągle walczyć przeciwko wszelkim hałasom, sytuacjom, które nas niszczą, oddalają od Pana Boga. Cisza pozwala nam wejść w najgłębszą sferę naszej egzystencji, pozwala nam zobaczyć, kim jesteśmy tak naprawdę. Cisza jest konieczna, by być prawdziwie człowiekiem – podkreślił ks. kard. Robert Sarah.

Tłumaczył również, że żyjemy w świecie, w kulturze hałasu.

– Często sami doświadczacie, że jesteście niewolnikami tego hałasu. Cisza pozwala odkrywać naszą pełną wartość, doświadczyć w pełni Boga w nas, aby jeszcze bardziej być z Nim w komunii. Dlatego podkreślam, że trzeba zabiegać o tę ciszę wewnętrzną, o doświadczenie Boga w nas – mówił.

Książka jest zapisem rozmowy, jaką z ks. kard. Sarahem przeprowadził Nicolas Diat, francuski pisarz i dziennikarz. Na końcu pojawia się trójgłos, do rozmowy bowiem włącza się generał zakonu kartuzów Dysmas de Lassus. Autorem wstępu do wydania polskiego jest ks. abp Henryk Hoser SAC, ordynariusz warszawsko-praski.

Każdego dnia

Wypowiedzi w książce są podzielone na akapity – jest ich 365. – Proponuję wam jedną myśl, jeden akapit, by medytować każdego dnia, by ten tekst stał się częścią waszego życia – tłumaczył ks. kard. Robert Sarah, zaznaczając, że przy powstaniu publikacji towarzyszyły mu myśli Ojców Pustyni.

Książka „Moc milczenia” to podpowiedź, jak budować relację z Panem Bogiem w naszej codziennej drodze życia, w której musi być obecny Bóg.

Przed spotkaniem można było nabyć książki ks. kard. Roberta Saraha w ustawionym przed klasztorem namiocie Wydawnictwa Sióstr Loretanek. Oczywiście tę najnowszą, ale także wcześniejsze „Bóg albo nic”, „W drodze do Niniwy”. Wszystkie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Bardzo wiele osób od razu zaczęło czytać nabyte publikacje, by choć fragment, zwłaszcza nowości wydawniczej, poznać jeszcze przed rozpoczęciem spotkania z eminencją.

Podejmując refleksję

– W imieniu Wydawnictwa Sióstr Loretanek pragnę serdecznie podziękować księdzu kardynałowi za zaufanie dla naszego wydawnictwa – podkreśliła s. Maria Miannik CSL. – Te trzy książki razem tworzą swoistą trylogię, która może wprowadzać czytelnika na drogę wiary. To niesamowita wędrówka duchowa, pomagająca rozwinąć się i wypłynąć na głębię – mówiła siostra loretanka.

Jak podkreśliła, te wspaniałe książki trzeba po prostu przeczytać, zatrzymać się, podjąć refleksję.

– Niech ta duchowa wędrówka, która zawiera się w tych publikacjach, przyniesie jak najwięcej owoców. My jako Siostry Loretanki mamy nadzieję, że w jakiś sposób włączymy się w to Boże dzieło. Oplatamy wszystkich czytelników naszą modlitwą – zaznaczyła s. Maria Miannik. – To dla nas ogromny zaszczyt, że możemy takie wartościowe książki przekazać dla was, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony – dodała.

Drogowskazy wiary

Sam ksiądz kardynał zaznaczył, że pisząc te książki, chciał aby każdy odnalazł Boga w sobie, by Bóg był w centrum życia. – W tych trzech książkach proponuję wam trzy drogi: krzyż, Eucharystię i Maryję. To trzy drogi, by odnaleźć Boga w życiu, by wzrastać w relacji z Nim – podkreślił gość z Watykanu.

Na spotkaniu można było zdobyć też autograf eminencji.

– Bardzo interesuje mnie postać księdza kardynała, jego zabieganie o ciszę, aby usłyszeć głos Boga. Do mnie to bardzo mocno przemawia. Myślę, że osoby, które szukają Boga, powinny sięgnąć po tę lekturę – powiedział Przemysław, student z Warszawy, który przybył na spotkanie przy okazji będąc w Krakowie.

Z kolei kilka innych osób z Maltańskiej Służby Medycznej z Warszawy specjalnie przyjechało na to spotkanie. Wśród nich była Anna. – Aby spotkać Boga, trzeba wyjść na pustynię i być w ciszy – dzieliła się refleksją.

Judyta przyjechała z Bolesławca do koleżanki Kasi do Krakowa. I to właśnie Judyta zachęciła przyjaciółkę do pójścia na spotkanie z księdzem kardynałem.

– Kwestie ciszy, zbliżenia do Boga, kontemplacji, rozwoju duchowego to są bardzo ważne sprawy i powinniśmy je zgłębiać – mówiła Judyta. Z kolei Katarzynę szczególnie dotknęły słowa księdza kardynała o tym, że w cierpieniu jest cisza. Obydwie też zapamiętają trzy drogi zbliżające do Pana Boga: Krzyż, Eucharystia, Maryja.

Małgorzata Bochenek

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... cisze.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 14 sie 2017, 08:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Jeżeli lgniemy do środowisk, które manifestują się niskimi wibracjami, czyli chaosem, albo inaczej hałasem, to dajemy się wciągnąć w "magię" czegoś co nam się wydaje, że jest na czasie, że jest "trendy".
Tak pożerają nas lewackie demony zła, które po kawałku odrywają nas od tego co prawdziwe, czyli od tego co powinniśmy w swoich życiach znaleźć, zanim opuścimy ten świat.
Tam gdzie głośno, tam nie ma nic oprócz hałasu.
Tam gdzie o Bogu jest głośno, tam nie ma Go wcale.
Kiedy uciszymy nasz rozdygotany byt człowieczy, Duch Boży sam się nam objawi.
Tam gdzie jest hałas tam jest siła.
Tam gdzie jest cisza, tam jest moc.
Siła to przemoc. Ma naturę fizyczną, nawet jeśli pochodzi z umysłu.
Moc to duch, to potęga niezmierzonego, to godność i pokora.


Duchowość, która przemawia przez milczenie

Obrazek

Wśród wielu odmian dyktatur zmierzających do zawładnięcia człowiekiem, podporządkowania go sobie i zawłaszczenia jedno z pierwszych miejsc zajmuje dyktatura hałasu. Przejawiają się w niej silne naciski rozmaitych ideologii i politycznej poprawności, skutkując coraz mniejszą odpornością wielu osób na zło, które przychodzi z zewnątrz i wszystkimi szczelinami wciska się do ich wnętrza. Hałas i rozedrganie, jakie z niego wynikają, powiększają rozmiary zamieszania i pustki, prowadząc do nihilizmu i relatywizmu. Miejsce wiary religijnej zajmują wtedy przesądy i zabobony, które mają tę nową oprawę, że są rozpowszechniane za pomocą współczesnych technik komunikowania się, ostatnio – coraz częściej – internetu. Paradoks, z jakim mamy do czynienia, potwierdza odwieczną prawdę: kto nie wierzy w Boga, uwierzy we wszystko. Gdy tak się dzieje, wszechobecny hałas i wrzawa zagłuszają zdrowy rozsądek i burzą wewnętrzny spokój, wydając człowieka na pastwę „żywiołów tego świata”.

W „Przedmowie” do najnowszej, już trzeciej wydanej w Polsce książki kardynała Roberta Saraha, prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, Papież emeryt Benedykt XVI wskazuje na bliską analogię, jaka zachodzi między czytaniem i komentowaniem Pisma Świętego a celebrowaniem liturgii. W jednym i drugim przypadku pojawia się niebezpieczeństwo, „że w nadmiarze słów zabrakło tego, co najbardziej istotne: wejścia w milczenie Jezusa, z którego rodzą się Jego słowa. Jeśli nie zdołamy wejść w Jego milczenie, to słów też będziemy słuchać tylko powierzchownie i nie zrozumiemy ich naprawdę” (s. 10).

Wartość milczenia, do jakiego jest powołany chrześcijanin, nie pochodzi więc z pobudek psychologicznych czy socjologicznych, lecz z woli naśladowania Jezusa Chrystusa. Ewangelie opowiadają nie tylko o Jego słowach i czynach, lecz również o budującej mocy ciszy, której On szukał, i milczenia, którego potrzebował. Świadczą dobitnie, że siostrami ciszy i milczenia są skupienie i modlitwa. Benedykt XVI nadmienił, a nie może być większej pochwały ani zachęty do sięgnięcia po tę książkę, że „Kardynał Sarah jest nauczycielem duchowości, który przemawia najpierw poprzez milczenie z Panem, poprzez głębokie zjednoczenie z Nim; dzięki temu naprawdę ma coś do powiedzenia każdemu z nas” (s. 11).

Dar spotkania
„Przedmowę do wydania polskiego” napisał ks. abp Henryk Hoser SAC. Po niej następuje „Wprowadzenie”, którego autorem jest Nicolas Diat, rozmówca kardynała i współautor jego poprzedniej książki „Bóg albo nic”. Nawiązując do dwóch ważnych miejsc, a mianowicie opactwa Lagrasse, położonego między Carcasonne i Narbonne, oraz Wielkiej Kartuzji, położonej niedaleko Grenoble, wzruszająco odtwarza genezę i duchowy klimat rozmowy, której zapis znajdujemy w tej książce.

Bardzo poruszające jest świadectwo o niezwykłej przyjaźni kardynała z umierającym bratem Vincentem oraz bliskości, dzięki której wzajemnie siebie potrzebowali i nawzajem się obdarowywali. Czytamy: „Kanonicy, którzy nieustannie opiekowali się bratem, mają pewność, że pozostał przy życiu o dodatkowych kilka miesięcy dłużej, żeby lepiej chronić Roberta Saraha. Brat Vincent wiedział, że wilki czyhają, że przyjaciel go potrzebuje, że na niego liczy” (s. 19). Rozpoznajemy tutaj echa dramatycznych słów Benedykta XVI, który obficie doświadczył ich prawdziwości i skutków. Można zasadnie powiedzieć, że rozmowa zapisana w książce stała się możliwa dzięki owej niezwykłej przyjaźni pokornego watykańskiego dostojnika pochodzącego z gwinejskiej wioski i prostego zakonnika, którego ciało było udręczone przez cierpienie, ale duch pozostał silny mocą pochodzącą od Boga i zatroskaną o Kościół.

Zaproszenie do kontemplacji
Zapis rozmowy Diata z ks. kard. Sarahem został podzielony na cztery rozdziały zatytułowane: „Milczenie wbrew hałasowi świata”, „Bóg nie mówi, ale Jego głos wyraźnie słychać”, „Milczenie, tajemnica i sacrum” oraz „Milczenie Boga wobec rozszalałego zła”. Te tytuły dowodzą, że najważniejszym drogowskazem w rozwijaniu myśli jest stopniowe zbliżanie się do tajemnicy Boga, który objawił siebie w Jezusie Chrystusie. A skoro w Jezusie zbliżył się Bóg tak bardzo do człowieka, iż sam stał się jednym z nas, wskutek czego dzieło zbawienia przerosło nawet dzieło stworzenia, zatem nasuwa się odwieczne pytanie o pochodzenie i naturę zła, które szalejąc, wdziera się w świat. Łączą się z tym pytania o sens cierpienia i śmierci, które rodzą krzyk kierowany ku Bogu.

Ostatni, piąty, rozdział, opatrzony tytułem „Jak wołanie na pustyni”, stanowi zapis rozmowy, do której podczas spotkania w Wielkiej Kartuzji włączył się dom Dysmas de Lassus, przeor tegoż klasztoru i generał Zakonu Kartuzów. Wypowiedzi trzech rozmówców dociekających zbawiennej mocy milczenia otwiera zdanie z orędzia Jana Pawła II z okazji 900. rocznicy śmierci św. Brunona: „W odosobnieniu klasztorów i w samotności cel, cierpliwie i cicho, Kartuzi tkają weselną szatę Kościoła”.

W zapisie rozmowy zamieszczonej w czterech pierwszych rozdziałach książki uderza jeszcze jeden istotny szczegół. Została podzielona na 365 jednostek, dłuższych i krótszych. To oznacza, że rozmówcy sugerują nie tyle zwyczajne czytanie tego, o czym rozmawiają, lecz spokojną medytację, a nawet kontemplację rozpisaną na poszczególne dni roku. To, co rodziło się w ciszy i skupieniu, nie może być w pełni przyjęte inaczej, jak tylko w tym samym duchowym klimacie. Przywykliśmy do lektury książek, które nas interesują, natomiast ta książka wymaga od nas większego wysiłku. Diat zadaje pytania, kardynał Sarah na nie cierpliwie odpowiada, ale owocna recepcja kolejnych wątków ich refleksji potrzebuje ciszy, zatrzymania się i namysłu, a także akceptacji. Co więcej, powinna przeobrazić się w modlitwę uwielbienia Boga oraz podziwu dla milczącej – i dlatego tak bardzo wymownej – Jego obecności w świecie.

Całoroczna medytacja, do jakiej zaprasza i którą umożliwia ta książka, przypomina, że skoro pierwszą mową Boga jest milczenie, zatem na antypodach właściwej postawy człowieka sytuuje się nieumiarkowane gadulstwo. To niebezpieczeństwo, podkreśla ks. kard. Sarah, grozi w Kościele każdemu – od papieży po zwyczajnych wiernych. „Trudno znaleźć – czytamy w Posłowiu – osobę, która jest pobożna, a jednocześnie dużo mówi. Przeciwnie, ci, którzy mają ducha modlitwy, kochają ciszę. Od niepamiętnych czasów milczenie jest uważane za szaniec niewinności, tarczę przeciw pokusom i płodne źródło skupienia. Milczenie sprzyja modlitwie, gdyż budzi w naszym sercu dobre myśli” (s. 332).

Wzgląd na duchowe dobra, które stają się udziałem każdego, kto ceni ciszę, skupienie i modlitwę, to wystarczająca zachęta do sięgnięcia po tę książkę przez tych, którzy już doświadczyli błogosławionej mocy milczenia, oraz innych, którzy potrzebują i szukają znaków obecności i milczącej mowy Boga.

Kardynał Robert Sarah, Nicolas Diat, Moc milczenia. Przeciw dyktaturze hałasu, przeł. Agnieszka Kuryś, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2017, s. 349.



Książkę „MOC MILCZENIA” można nabyć w:

Wydawnictwie Sióstr Loretanek:
ul. Żeligowskiego 16/20,
04-476 Warszawa,
tel. 22 673 46 94;
fax 22 612 93 62;
e-mail: wsl@loretanki.pl

Księgarniach Naszego Dziennika:

Warszawa, ul. Solidarności 83/89,
pn.-pt. w godz. 10.00-18.00,
w soboty w godz. 10.00-15.00

Kraków, ul. Starowiślna 49
pn.-pt. w godz. 10.00-18.00


Książkę można zamawiać:
e-mail: zamowienia@naszdziennik.pl
tel. (22) 850 60 20, (22) 850 60 00

Ks. prof. Waldemar Chrostowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/187485, ... zenie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 21 paź 2017, 09:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Pamiętaj, abyś dzień święty święcił...

Obrazek

Aktualna dyskusja nad niedzielą wolną od handlu w Rzeczypospolitej Polskiej z jednej strony rodzi nadzieję, ponieważ Związek Zawodowy NSZZ „Solidarność” proponuje Państwu Polskiemu każdą niedzielą jako wolną od handlu i koniecznej pracy, a z drugiej strony ogromnie niepokoi, że niektórzy Polacy, a pośród nich niektórzy są praktykującymi katolikami, przedkładają racje czysto ekonomiczno-finansowe, które przed laty przedłożył ludzkości Karol Marks i Fryderyk Engels, kładąc podwaliny pod rozprzestrzenianie się ich materialistycznej ideologii z takimi „królestwami” jako „produkcja i konsumpcja” czy „handel”, których celem było m.in. zdetronizować i pogardzić bez reszty Bogiem Objawionym w Jezusie Chrystusie i Boskim Prawem, np. w kwestii konieczności świętowania Dnia Pańskiego, zarezerwowanego przez samego Boga Stwórcę tylko dla NIEGO, co słusznie niepokoi każdego prawego człowieka w Polsce – nie tylko wierzących Polaków-katolików i jest niestety bardzo złym świadectwem o naszym „polskim katolicyzmie” choćby względem zachodnich i jakże dalece zsekularyzowanych religijnie państw Europy. Dlaczego?

Otóż Słowo Boga, które każdy rozumny człowiek poznaje w świetle swojego naturalnego rozumu: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, jest jednocześnie trzecim przykazaniem Dekalogu i w nim właśnie dotykamy jednej za najwspanialszych tajemnic wiecznie Świętego Boga, wspaniałych tajemnic naszego życia i naszej wiary oraz odczuwamy sercem wymiar zadań na drodze uświęcenia dnia świętego i całej naszej bytowości osobowej i każdej, którą tworzymy wysiłkiem umysłów i gorliwych serc. Dlaczego zatem mamy uświęcić i dzień święty, czyli Boga, i wszystko, kim jesteśmy, co działamy i co posiadamy? Świętowanie dnia świętego – niedzieli lub innych uroczystości roku kościelnego – jest napotkaniem wiecznie świętego Rozumu Boskiego, będącego Prawdą odwieczną, Prawdą bez początku i bez końca, Prawdą wszystkich prawd, Prawdą, w której po raz pierwszy pojawiło się nasze imię oraz imię każdej bytowości przepięknego daru stworzenia Pana życia. Jakże nie wyjść nam, ludziom, naszemu rozumowi, naprzeciw takiemu Rozumowi całkowicie świętemu i całkowicie otwartemu na nas, jeżeli chcemy postąpić dalej na naszej drodze myślenia, na naszej drodze poszukiwania i zgłębiania prawdy. Rozum światły w każdej epoce dziejów troszczył się o to i dbał przede wszystkim o odnalezienie swojego Stwórcy Boga i o uświęcenie siebie światłem i mocą Prawdy świętej. Czyż nie warto nam dzisiaj wybrać się w każdym dniu świętym, więcej, każdego dnia w pielgrzymkę ku bezkresnej głębi świętości Prawdy Boga? Tylko w tej Prawdzie wszystkich prawd nasz rozumny duch potrafi odnaleźć najbardziej niezwykłe światła poznania i tylko przy tej jedynej Prawdzie, bez cienia nieprawdy, a tym bardziej bez żadnej skazy fałszu i kłamstwa nasz rozum potrafi sobie także najgłębiej odpocząć. Niedziela jest więc niezwykłą przygodą intelektualną, prześcigającą swoją treścią wszelkie spotkania w prawdzie na uniwersytecie, w firmie gospodarczej, w polityce czy w prawdzie sztuki, będące przecież namiastkami prawdy i drogowskazami wskazującymi na ich odwieczne Źródło. Wyzwanie obecnego czasu w tym względzie dotyczy niekiedy zasadniczej, a czasami częściowej relatywizacji prawdy. Takie systemy filozoficzne jak: idealizm absolutny Hegla; materializm Marksa, Engelsa, Lenina; pozytywizm Comte’a i neopozytywizm Kelsena; egzystencjalizm Heideggera i Sartre’a; neomarksizm Horkheimera i Adorno, hermeneutyka Gadamera; postmodernizm – to tylko niektóre przykłady takiej relatywizacji jednej z najcenniejszych wartości, którą jest Prawda wieczna i prawda o człowieku i o świecie. Świętowanie dnia świętego – niedzieli to spotkanie naszej miłości z Miłością wszystkich miłości, z Miłością miłującą nas nie przelotnie i z cieniem niedoskonałości egoistycznej, lecz z Miłością świętą. Czyjeż ludzkie serce, które ma zdrowe poczucie wolności i zdrowe, uporządkowane pragnienie bycia darem dla drugich, nie chciałoby kiedyś namacalnie napotkać takiej jedynie wiecznej i jedynie świętej Miłości Pana niebiańskiego? Tak, takiego spotkania możemy doświadczyć realnie w dniu świętym i kontemplując ją jako wolne istoty, uczyć się miłować prawdziwie, tzn. świadomie postawić na miłość, całą pełnią naszej wolności, by nic w niej nie pozostawało ugorem egoizmu, lecz wprost przeciwnie, by stawało się w pełni ogrodem Miłości nieśmiertelnej, pełnej poświęcenia – aż do śmierci, oraz by nasza wolność nigdy nie zboczyła z kierunku wyznaczonego przez wiecznie wolną Miłość – z kierunku Dobra wiecznego, które w dniu świętym zauważamy w każdym dobrym bycie tego stworzenia. Wszystko bowiem, co stworzyła ta Miłość, jest według Księgi Rodzaju „bardzo dobre”. Bez przeżycia głębi niedzieli spłycieje nasza ludzka miłość i przeobrazi się w egoistyczny wyzysk, w grę, z istoty swej zmienną, przemijalną, nudną poza chwilowym przeżyciem radości-złudzenia. Uczta niedzielnej Miłości Bożej uczy nas, że Boska Miłość nie jest przypadkiem, lecz wiecznie istnieje oraz że nasze zaistnienie nie jest przypadkiem, lecz Jej wolnym i świętym darem, który stale na nowo uczymy się przyjmować i chyba jesteśmy ciągle w drodze godnego przyjmowania tegoż daru, ponieważ Ona, czyli Boska Miłość, nas stale wyprzedza w darowaniu siebie – Ona jest zawsze pierwszą. To jest wielkość wiecznej Miłości – stale wyprzedzającej miłość człowieka rodzącą się w czasie, stąd też, jeśli chcemy naszą wolność wyprzedzić dobrem miłości, potrzebujemy wiecznego tlenu Miłości i Dobroci Boga Stwórcy i zarazem Miłości Boga Zbawcy.

Postmodernizm nie zna miłości
W nowożytności po ogłoszeniu prawdy jako względnej w gruncie rzeczy uniemożliwiono rozwój prawdziwej miłości, która bez Prawdy nie może przecież istnieć. Tutaj na czoło wysuwa się teoria ewolucji Karola Darwina z prawem selekcji, czyli koniecznej śmierci człowieka, oraz psychoanaliza Zygmunta Freuda ukazująca człowieka nie jako istotę wolną i zdolną do miłości, lecz jako człowieka kierującego się wyłącznie „popędem seksualnym” i „popędem śmierci”, czyli rodzącego się, by wyzyskiwać drugiego, czyniąc go rzeczą do używania oraz rodzącego się po to, by bez śladu przemijać. Socjalizm, nazizm, nowa lewica i cały postmodernizm nie znają miłości. Dlatego tyle tragedii przeżyła ludzkość w wieku XX, dlatego czas dwóch wojen światowych przypada na ten okres w historii dziejów człowieka na ziemi.

ktualna dyskusja nad niedzielą wolną od handlu w Rzeczypospolitej Polskiej z jednej strony rodzi nadzieję, ponieważ Związek Zawodowy NSZZ „Solidarność” proponuje Państwu Polskiemu każdą niedzielą jako wolną od handlu i koniecznej pracy, a z drugiej strony ogromnie niepokoi, że niektórzy Polacy, a pośród nich niektórzy są praktykującymi katolikami, przedkładają racje czysto ekonomiczno-finansowe, które przed laty przedłożył ludzkości Karol Marks i Fryderyk Engels, kładąc podwaliny pod rozprzestrzenianie się ich materialistycznej ideologii z takimi „królestwami” jako „produkcja i konsumpcja” czy „handel”, których celem było m.in. zdetronizować i pogardzić bez reszty Bogiem Objawionym w Jezusie Chrystusie i Boskim Prawem, np. w kwestii konieczności świętowania Dnia Pańskiego, zarezerwowanego przez samego Boga Stwórcę tylko dla NIEGO, co słusznie niepokoi każdego prawego człowieka w Polsce – nie tylko wierzących Polaków-katolików i jest niestety bardzo złym świadectwem o naszym „polskim katolicyzmie” choćby względem zachodnich i jakże dalece zsekularyzowanych religijnie państw Europy. Dlaczego?

Otóż Słowo Boga, które każdy rozumny człowiek poznaje w świetle swojego naturalnego rozumu: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”, jest jednocześnie trzecim przykazaniem Dekalogu i w nim właśnie dotykamy jednej za najwspanialszych tajemnic wiecznie Świętego Boga, wspaniałych tajemnic naszego życia i naszej wiary oraz odczuwamy sercem wymiar zadań na drodze uświęcenia dnia świętego i całej naszej bytowości osobowej i każdej, którą tworzymy wysiłkiem umysłów i gorliwych serc. Dlaczego zatem mamy uświęcić i dzień święty, czyli Boga, i wszystko, kim jesteśmy, co działamy i co posiadamy? Świętowanie dnia świętego – niedzieli lub innych uroczystości roku kościelnego – jest napotkaniem wiecznie świętego Rozumu Boskiego, będącego Prawdą odwieczną, Prawdą bez początku i bez końca, Prawdą wszystkich prawd, Prawdą, w której po raz pierwszy pojawiło się nasze imię oraz imię każdej bytowości przepięknego daru stworzenia Pana życia. Jakże nie wyjść nam, ludziom, naszemu rozumowi, naprzeciw takiemu Rozumowi całkowicie świętemu i całkowicie otwartemu na nas, jeżeli chcemy postąpić dalej na naszej drodze myślenia, na naszej drodze poszukiwania i zgłębiania prawdy. Rozum światły w każdej epoce dziejów troszczył się o to i dbał przede wszystkim o odnalezienie swojego Stwórcy Boga i o uświęcenie siebie światłem i mocą Prawdy świętej. Czyż nie warto nam dzisiaj wybrać się w każdym dniu świętym, więcej, każdego dnia w pielgrzymkę ku bezkresnej głębi świętości Prawdy Boga? Tylko w tej Prawdzie wszystkich prawd nasz rozumny duch potrafi odnaleźć najbardziej niezwykłe światła poznania i tylko przy tej jedynej Prawdzie, bez cienia nieprawdy, a tym bardziej bez żadnej skazy fałszu i kłamstwa nasz rozum potrafi sobie także najgłębiej odpocząć. Niedziela jest więc niezwykłą przygodą intelektualną, prześcigającą swoją treścią wszelkie spotkania w prawdzie na uniwersytecie, w firmie gospodarczej, w polityce czy w prawdzie sztuki, będące przecież namiastkami prawdy i drogowskazami wskazującymi na ich odwieczne Źródło. Wyzwanie obecnego czasu w tym względzie dotyczy niekiedy zasadniczej, a czasami częściowej relatywizacji prawdy. Takie systemy filozoficzne jak: idealizm absolutny Hegla; materializm Marksa, Engelsa, Lenina; pozytywizm Comte’a i neopozytywizm Kelsena; egzystencjalizm Heideggera i Sartre’a; neomarksizm Horkheimera i Adorno, hermeneutyka Gadamera; postmodernizm – to tylko niektóre przykłady takiej relatywizacji jednej z najcenniejszych wartości, którą jest Prawda wieczna i prawda o człowieku i o świecie. Świętowanie dnia świętego – niedzieli to spotkanie naszej miłości z Miłością wszystkich miłości, z Miłością miłującą nas nie przelotnie i z cieniem niedoskonałości egoistycznej, lecz z Miłością świętą. Czyjeż ludzkie serce, które ma zdrowe poczucie wolności i zdrowe, uporządkowane pragnienie bycia darem dla drugich, nie chciałoby kiedyś namacalnie napotkać takiej jedynie wiecznej i jedynie świętej Miłości Pana niebiańskiego? Tak, takiego spotkania możemy doświadczyć realnie w dniu świętym i kontemplując ją jako wolne istoty, uczyć się miłować prawdziwie, tzn. świadomie postawić na miłość, całą pełnią naszej wolności, by nic w niej nie pozostawało ugorem egoizmu, lecz wprost przeciwnie, by stawało się w pełni ogrodem Miłości nieśmiertelnej, pełnej poświęcenia – aż do śmierci, oraz by nasza wolność nigdy nie zboczyła z kierunku wyznaczonego przez wiecznie wolną Miłość – z kierunku Dobra wiecznego, które w dniu świętym zauważamy w każdym dobrym bycie tego stworzenia. Wszystko bowiem, co stworzyła ta Miłość, jest według Księgi Rodzaju „bardzo dobre”. Bez przeżycia głębi niedzieli spłycieje nasza ludzka miłość i przeobrazi się w egoistyczny wyzysk, w grę, z istoty swej zmienną, przemijalną, nudną poza chwilowym przeżyciem radości-złudzenia. Uczta niedzielnej Miłości Bożej uczy nas, że Boska Miłość nie jest przypadkiem, lecz wiecznie istnieje oraz że nasze zaistnienie nie jest przypadkiem, lecz Jej wolnym i świętym darem, który stale na nowo uczymy się przyjmować i chyba jesteśmy ciągle w drodze godnego przyjmowania tegoż daru, ponieważ Ona, czyli Boska Miłość, nas stale wyprzedza w darowaniu siebie – Ona jest zawsze pierwszą. To jest wielkość wiecznej Miłości – stale wyprzedzającej miłość człowieka rodzącą się w czasie, stąd też, jeśli chcemy naszą wolność wyprzedzić dobrem miłości, potrzebujemy wiecznego tlenu Miłości i Dobroci Boga Stwórcy i zarazem Miłości Boga Zbawcy.

Postmodernizm nie zna miłości
W nowożytności po ogłoszeniu prawdy jako względnej w gruncie rzeczy uniemożliwiono rozwój prawdziwej miłości, która bez Prawdy nie może przecież istnieć. Tutaj na czoło wysuwa się teoria ewolucji Karola Darwina z prawem selekcji, czyli koniecznej śmierci człowieka, oraz psychoanaliza Zygmunta Freuda ukazująca człowieka nie jako istotę wolną i zdolną do miłości, lecz jako człowieka kierującego się wyłącznie „popędem seksualnym” i „popędem śmierci”, czyli rodzącego się, by wyzyskiwać drugiego, czyniąc go rzeczą do używania oraz rodzącego się po to, by bez śladu przemijać. Socjalizm, nazizm, nowa lewica i cały postmodernizm nie znają miłości. Dlatego tyle tragedii przeżyła ludzkość w wieku XX, dlatego czas dwóch wojen światowych przypada na ten okres w historii dziejów człowieka na ziemi.

Ks. prof.Tadeusz Guz

http://www.naszdziennik.pl/mysl/190541, ... iecil.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /