Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 05 wrz 2014, 07:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Ubóstwo naszego codziennego życia to nie tylko bieda ekonomiczna która zaczyna już nas nie tylko doganiać, ale i prześcigać.
Ubóstwem nie jest też tylko nasza skromność, nasza bezradność, nasz słabo uformowany intelekt, nasze zagubione w codziennościach serce, ale jest nim głownie brak światła duchowego.
Po to światło, aby nam rozjaśniało życie, rozjaśniało nasze rozumienie, uszlachetniało nasze czyny, niestety trzeba się wybrać w duchową podróż w głąb własnego wnętrza, ale i w szeroką i rozległą przestrzeń naszej religii, naszej wiary, naszej tradycji i kultury.
"Komu w drogę, temu czas".


Serce Jezusa – źródło odnowy społecznej

Odnowić pamięć o Bożej miłości (14)

Rewolucja francuska, o której wspomnieliśmy w ostatnim naszym rozważaniu, była zjawiskiem dewastującym życie społeczne i kościelne we Francji, a jego efekty wciąż są żywe nie tylko we Francji. Mimo to wydarzenia rewolucyjne, zwłaszcza postawa katolików z Wandei, wiążących swój opór z kultem Serca Jezusa, zwróciły uwagę na znaczenie tego kultu w życiu katolików. Z czasem stał się on jednym z kluczowych elementów odnowy życia kościelnego i społecznego we Francji, a jego inspirujące elementy przeszły potem na cały Kościół.

Odnowa społeczna
W epoce restauracji, jak nazywa się okres porewolucyjny we Francji, w paryskim kościele Saint-Geramin-l’Auxerrois umieszczono symboliczny obraz. Przedstawiał on kobietę, w której można było rozpoznać Francję, wypraszającą u Najświętszego Serca Jezusa przebłaganie za profanacje z okresu rewolucji na najświętszych tajemnicach wiary, które na obrazie przedstawione zostały jako rozrzucone na podłodze Hostie. Wprawdzie w kościołach było już wiele obrazów przedstawiających Najświętsze Serca, ten jednak był czymś nowym. Wskazywał na społeczne i polityczne znaczenie czci Najświętszego Serca. Chciano zwrócić uwagę, że przez pokutę i wynagrodzenie Francja może przezwyciężyć przeszłość rewolucyjną, która charakteryzowała się dążeniem do zlikwidowania Kościoła. Na obrazie została więc wyrażona antyteza między Sercem Jezusa i rewolucją, która powstała w okresie rewolucyjnym.

Propozycja przełamania tej antytezy nie była łatwa, nie od razu też spotkała się z entuzjazmem. Przedstawiciele oświecenia ciągle zwalczali kult Serca Jezusa, widząc w nim zagrożenie także dla władców katolickich. W 1790 r. Diessbach skierował do cesarza Leopolda II memoriał, w którym uzasadniał takie stanowisko. Nie przypadkiem więc zlikwidowanie święta Najświętszego Serca Jezusa było jednym z posunięć władców austriackich na terenach zagarniętych po rozbiorze Polski w nurcie tak zwanego józefinizmu. Potem zresztą na terenach zaboru austriackiego ciągle przeszkadzano w rozwoju kultu Serca Jezusa.

Francuscy promotorzy kultu
Mimo rozmaitych przeszkód kult Serca Jezusa zaczął być coraz intensywniej wprowadzany w życie kościelne i społeczne, przy czym zaczęto mocno zwracać uwagę na jego siłę odnawiającą to życie. Zaczęły powstawać nowe stowarzyszenia i formy życia, które inspirowały się kultem Serca Jezusa w swoich pracach apostolskich i działalności społecznej. Jedną z ważnych postaci w tym względzie jest o. Marie-Joseph Coudrin (1768-1837), który działał w ukryciu w Poitiers, posiłkując się w działalności duszpasterskiej Stowarzyszeniem Najświętszego Serca, z którego potem wyrosło Zgromadzenie Najświętszych Serc Jezusa i Maryi, mające wielkie zasługi w propagowaniu kultu Serca Jezusa i Maryi i działające do dzisiaj. W ramach swojej koncepcji o. Coudrin widzi w cierpieniu – zarówno fizycznym, jak i duchowym – centrum życia chrześcijańskiego, a w uczestniczeniu w cierpieniu Chrystusa drogę zbawienia wiernych. Uważał, że poprzez przyjęcie i akceptację cierpienia, które są zadawane wierzącym, może dokonać się odnowa katolicyzmu we Francji. Widać w tej propozycji wyraźne odwołanie się do teologii wynagrodzenia w wymiarze społecznym, aby mogła dokonać się odnowa społeczeństwa w oparciu o zasady chrześcijańskie.

Działalność apostolską i społeczną inspirującą się kultem Serca Jezusa prowadził we Francji były jezuita Pierre-Joseph de Clorivière (1735-1820). Podkreślał on za św. Małgorzatą Marią Alacoque, że Serce Jezusa jest dane ludziom, aby przeciwstawić się złu świata, a tym samym przyczyniać się do odnowy życia chrześcijańskiego, zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym. Podkreślał również, że kult Serca Jezusa jest szczególnym antidotum na szerzący się ateizm. Zajął się formacją grupy ludzi dążących do świętości, która łagodząc gniew Boży, stałaby się zaporą dla szerzącej się bezbożności oraz przyczyniała się do odbudowania społeczeństwa chrześcijańskiego. Niewątpliwą nowością w propozycji sformułowanej przez Clorivière’a był aspekt formacyjny kultu Serca Jezusa.

Przywołani czciciele Najświętszego Serca nie są oczywiście wyjątkiem. Ich inicjatywy miały oparcie w działalności duszpasterzy, kaznodziei i działaczy katolickich w całej Europie. Najważniejszego wsparcia udzielał Papież Pius VI, który swoimi wypowiedziami i wskazaniami uprawomocniał odwołanie się do kultu Serca Jezusa w działalności kościelnej i społecznej. Na przykład w czerw- cu 1796 r., w obliczu zagrożenia Tyrolczyków okupacją francuską, do zgromadzenia ich przedstawicieli w Bressanone skierował przesłanie, w którym zachęcał do złożenia uroczystego ślubu, że na swoim terytorium będą corocznie obchodzić święto Najświętszego Serca jako święto nakazane, w celu przeciwstawienia się niebezpieczeństwu okupacji. Biskupi tyrolscy jednogłośnie przyjęli tę inicjatywę. W ten sposób Papież ukazywał Serce Jezusa jako obronę chrześcijańskiej ojczyzny przeciw rewolucji antyreligijnej.

W 1797 r., gdy także Królestwo Sardynii było zagrożone inwazją republikańską, Papież poparł prośbę króla sabaudzkiego, aby w jego państwach ustanowić święto Serca Jezusa jako święto nakazane.

Wśród wybitnych i wpływowych czcicieli Najświętszego Serca w ukazanej tutaj perspektywie należy wymienić także Francuzkę Marie-Madeleine Sophie Barat (1779-1865). Już w okresie napoleońskim założyła ona jedno z najbardziej znaczących bractw kobiecych poświęconych Sercu Jezusa, a mianowicie Dames du Sacré-Coeur. Była ona dogłębnie przekonana i propagowała to, że cześć Serca Jezusa jest nie tylko elementem wynagrodzenia za grzechy popełniane przez członkinie bractwa, ale także stanowi remedium na różne formy zła publicznego, które zagrażają religii. Barat oparła się w swojej działalności na ideach wyrosłych już w epoce rewolucyjnej. Z jednej strony widziała obraz Serca Jezusa jako osobistą i społeczną obronę przeciw wydarzeniom wywołanym przez rewolucję, a z drugiej była głęboko przekonana, że kult Serca Jezusa jest darem Opatrzności Bożej danym ludziom na „czasy ostateczne” charakteryzujące się dechrystianizacją rozbijającą Kościół. Założone przez nią Zgromadzenie Najświętszego Serca Jezusa oparte na tych założeniach podjęło czynną działalność, wyrażającą się w nauczaniu i formacji młodzieży, aby mogła ona dokonać odbudowania społeczeństwa chrześcijańskiego. Inspiracją w tej działalności było Serce Jezusa oraz Jego przymioty, przekładane na cnoty indywidualne i społeczne. Była to znacząca próba ukazania, że kult Najświętszego Serca Jezusa ma szerokie odniesienie społeczne, formacyjne, a nawet polityczne.

Marie-Madeleine Sophie Barat została ogłoszona w 1908 r. błogosławioną przez Papieża Piusa X, a kanonizowana w 1925 r. przez Papieża Piusa XI.

Kult społeczny
Warto zwrócić tutaj uwagę, że wyraźne uwarunkowania kulturowe i polityczne miały wpływ na kształt kultu Serca Jezusa. Owszem, już św. Małgorzata Maria Alacoque zwracała uwagę na jego znaczenie kościelne, społeczne, a także polityczne, ale dopiero wydarzenia rewolucji francuskiej, odczytane jako znak czasu, przyczyniły się do wydobycia tych jego wymiarów. Przekraczając ograniczenia lokalne, zostały one szeroko przyjęte w kulcie Serca Jezusa najpierw w Europie, a potem w świecie, stanowiąc o jego wartości do dzisiaj. Wprawdzie w tragicznych okolicznościach rewolucji francuskiej, ale została w kulcie Serca Jezusa otwarta perspektywa, która broni jego wartości, a znajdzie ona swój pełny rozwój w propozycjach Papieży Pawła VI i Jana Pawła II, mówiących o tym kulcie jako konstytucji „cywilizacji miłości i prawdy”, której budowanie jest zadaniem wszystkich wierzących.

ks. Janusz Królikowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl/95559,s ... cznej.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 08 wrz 2014, 19:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Humanizm bez Boga niszczy człowieka!

Z JE. ks. kard. Gerhardem L. Müllerem, prefektem watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, rozmawia o. Zdzisław Klafka CSsR z Radia Maryja

Jesteśmy Eminencji bardzo wdzięczni, że przy okazji kolejnego pobytu w Polsce znalazł czas dla widzów Telewizji Trwam i słuchaczy Radia Maryja. W kontekście bliskiego już Zgromadzenia Nadzwyczajnego Synodu Biskupów pragnę zapytać: na czym polega różnica między synodem zwyczajnym a nadzwyczajnym? Jakiej szczególnej łaski spodziewa się Ksiądz Kardynał od Kościoła po odbyciu dwóch synodów poświęconych rodzinie?
- Do udziału w Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Synodu Biskupów zaproszeni są głównie przewodniczący Konferencji Episkopatów poszczególnych krajów, natomiast na Zwyczajne Zgromadzenie Synodu Biskupów zaproszone są delegacje z tych Konferencji. Myślę, że jest czymś bardzo ważnym, by ta dyskusja była również duchowo wspierana przez cały Kościół.

Małżeństwo i rodzina są podstawą dla społeczeństwa, a także dla rozwoju poszczególnego człowieka. Rodzina i małżeństwo są fundamentem, natomiast Kościół jest domem. Główny problem, jaki dziś istnieje pośród wielu problemów, to pytanie o właściwą wizję małżeństwa. Czy małżeństwo jest tylko czysto świeckim zjawiskiem? Czy jest to coś, co kształtuje człowiek w dowolny sposób, według własnego uznania i panujących ideologii? Albo czy małżeństwo jest czymś świętym, ustanowionym przez Boga już od czasu stworzenia świata, a w dziele Odkupienia podniesionym przez Chrystusa do rangi sakramentu? Dzięki tej łasce poszczególni ludzie: mąż, żona oraz ich dzieci, zbliżają się do Chrystusa i tą drogą zmierzają do życia wiecznego. Jest to pytanie podstawowe, dlatego oba synody chcą właśnie omówić kryzysową sytuację małżeństwa i całego społeczeństwa. Chcą podkreślić, że dom wspólnoty ludzkiej musi być odbudowany na nowo, poczynając od fundamentu, ponieważ podstawą szczęścia w małżeństwie jest pomoc łaski Bożej. Dzięki niej ludzie stają się świętymi i zdążają do Boga.

Dla nas to wielki zaszczyt, że możemy rozmawiać z Prefektem Kongregacji Nauki Wiary, który u boku Ojca Świętego czuwa nad czystością doktryny katolickiej. Czy mógłby Ksiądz Kardynał, w kontekście nasilającej się laicyzacji, powiedzieć nam, jakie są wzajemne relacje między wiarą, religią i doktryną?
– Podczas ostatnich dwóch, trzech wieków Europa znalazła się na złej drodze. Rozpoczął się proces dechrystianizacji i sekularyzacji, a prawdziwa religia została zastąpiona ludzkimi ideologiami, według których to człowiek powinien sam siebie zbawić. I tak powstał homo sovieticus czy też nowy człowiek według wizji rasizmu lub społeczeństwa bezklasowego. Chrześcijaństwo i etyka chrześcijańska natomiast bazują na Słowie Bożym, przez które zostaliśmy stworzeni i które daje nam wolność. Bóg daje nam rozum i jest gwarantem naszej wolności, szczęścia i możliwości rozwoju wszystkich charyzmatów, darów, które Bóg podarował każdemu człowiekowi, ludzkim wspólnotom, rodzinom, narodom całego świata. Ważne jest więc, aby przeciwstawić się tej ideologii, która dziś panuje i według której człowiek żyje bez Boga; jest to bowiem humanizm bez Boga, który niszczy człowieka. W tej ideologii widzimy destruktywny wpływ życia człowieka bez Boga. My natomiast podkreślamy, że człowiek pochodzi od Boga i z Bogiem będzie prawdziwie wolny. Możemy iść za Chrystusem, gdyż On nie wprowadzi nas w błąd jak wielcy demagodzy XX i XXI wieku.

Polski parlament zamierza ratyfikować europejską Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, która tak naprawdę promuje ideologię gender. A polskie Ministerstwo Zdrowia chce wprowadzić tzw. ustawę o leczeniu niepłodności, która tak naprawdę ogranicza się tylko do regulacji zasad stosowania technologii in vitro, i to w sposób skrajnie liberalny. Czy w tym kontekście, Eminencjo, możemy zapytać, czy istnieją jakieś alternatywne antropologie?
– Parlamenty, demokracje nie mogą proponować zastąpienia religii, lecz powinny szanować i bronić podstaw demokracji. Podstawowe prawa człowieka nie zostały stworzone przez człowieka, ale opierają się na prawie naturalnym. Prawo naturalne pochodzi od Boga, nie pochodzi ono tylko od człowieka. Wszyscy jesteśmy przeciw przemocy, lecz ten dobry cel nie może być płaszczem, przykrywką do wprowadzenia fałszywych ideologii, które okazują się ostatecznie destruktywne. Ideologia gender, w swej ekstremalnej formie, odbiera podstawowe prawo człowieka do bycia tym, kim on jest, biologicznie, kulturowo, w swoim osobistym postępowaniu, a mianowicie, że każdy człowiek ma prawo być mężczyzną lub kobietą. Nie ma jakiegoś abstrakcyjnego człowieka, który potem poprzez przypisanie z zewnątrz lub własną decyzję wybiera taki rodzaj płci, który sam sobie przyznaje. Dlatego jest czymś bardzo słusznym, że podejmuje się konkretne działania, by nie kierować się ideologiami, lecz opierać się na prawach człowieka.

Prawa człowieka w XX wieku były też bardzo często naruszane. Trzeba powiedzieć, że prawa te muszą bazować na społeczeństwie pokojowym. Nikt nie może zostać zmuszony do robienia czegoś, co jest przeciw jego sumieniu, co jest niesprawiedliwością przeciw życiu, przeciw ciału, przeciw cielesnej nienaruszalności, przeciw wolności człowieka. Właściciele niewolników ze Stanów Zjednoczonych podzielali opinię, że czynienie innych niewolnikami jest czymś właściwym i oskarżanie tych, którzy przywracali niewolnikom wolność, było – ich zdaniem – uzasadnione.

Do nowoczesnego państwa prawa i prawdziwie wolnej demokracji należy także akceptacja faktu, że obywatel słucha swojego sumienia, którego podstawą jest prawo naturalne. Prawdziwe państwo prawa można odróżnić od państwa, u którego podstaw leży ideologia, poprzez to, że człowiek ponosi konsekwencje w życiu zawodowym za to, że kieruje się własnym sumieniem.

Założyciel redemptorystów św. Alfons de Liguori swoje dzieło „Theologia Moralis” rozpoczął od tematu sumienia, w którym człowiek może odczytać głos Boga. A Benedykt XVI powiedział, że przed etyką, filozofią jest najpierw spotkanie z Bogiem. W Polsce dyrektor szpitala, który działał zgodnie z klauzulą sumienia, został zwolniony z pracy. Stąd moje pytanie: jak dzisiaj możemy ocalić sumienie – sanktuarium Boga w człowieku – które jest zagrożone?
– Sumienie nie oznacza, że każdy może robić to, co chce, co akurat mu się podoba lub co jest dla niego korzystne, lecz wskazuje, że trzeba postępować według obiektywnych kryteriów, a mianowicie czynić dobro i unikać zła. Człowiek wyróżnia się spośród wszystkich stworzeń na świecie właśnie tym, że potrafi on odróżniać prawdę od fałszu i dobro od zła. Istnieją jasne, obiektywne kryteria, które już wymieniłem, szacunek do życia, wolność i nietykalność cielesna człowieka, prawo do samostanowienia. To właśnie musi być zachowane. Jak już powiedziałem, jest wielką niesprawiedliwością, kiedy ktoś zostanie postawiony pod przymusem i musi z tego powodu ponosić konsekwencje zawodowe. Nie jest to dobry sygnał dla nowoczesnego państwa prawa, które bazuje na prawie podstawowym. U podstaw takiej demokracji leży fałszywa wizja, zgodnie z którą demokracja oznacza, iż większość decyduje, co jest słuszne, a co niewłaściwe; co jest dobre, a co złe. Większość może decydować o praktycznych uregulowaniach, lecz ani większość, ani mniejszość, żaden człowiek – czy jest on w mniejszości, czy w większości – nie może zmusić ani kwestionować sumienia danego człowieka, które jest skierowane bezpośrednio do Boga, i z tego powodu grozić mu konsekwencjami. To, co się tutaj dzieje, jest niesprawiedliwością.

Wyczuwa się, że Papieżowi Franciszkowi bardzo leży na sercu temat nawrócenia w Kościele. Jakie główne kierunki nawrócenia we współczesnym Kościele uwypukliłby Ksiądz Kardynał?
– W Kościele musimy się strzec przed ideologiami i skrajnymi wyobrażeniami tradycjonalizmu czy modernizmu. Prowadzą one bowiem do ideologizacji wiary, a wiara przecież nie jest ideologią, lecz wolną odpowiedzią człowieka na Słowo Boże daną Jezusowi Chrystusowi, który nas prowadzi. My możemy iść za Nim, to On czyni nas wolnymi.

Chodzi też o odnowienie Kościoła, w którym musimy także rozwiązywać konflikty wewnątrzkościelne i kierować się ku Chrystusowi. W ten sposób stajemy się też Kościołem jako znak i narzędzie dla najgłębszego zjednoczenia z Bogiem, a także dla jedności ludzi, narodów, rodzin. Nie ma innego odnowienia Kościoła – podkreśla Sobór – jak tylko w Jezusie Chrystusie i poprzez pójście za Nim.

Jak Eminencja widzi rozwiązanie sytuacji chrześcijan w obliczu radykalnych ugrupowań muzułmańskich? Jak ratować chrześcijan przed współczesnymi prześladowaniami? Czy możliwe jest uzyskanie pomocy politycznej, a nawet militarnej szczególnie ze strony państw zachodnich?
– Uważam, że nikt nie może się powoływać na religię i równocześnie mordować innych ludzi w imię Boga. Cóż to jest za Bóg, w którego imię ludzie są terroryzowani, ścina się im głowy, gwałci się kobiety i pali dzieci. Tutaj nie działa Bóg, lecz szatan, który od początku jest mordercą, ojcem kłamstwa, jak jest napisane w Ewangelii. Jest to legion (o którym mówi Chrystus) rozumiany historycznie jako mądry i konkretny (realny). Religia może oznaczać tylko to, co służy Bogu, i związana jest z miłością człowieka, z szacunkiem. Przede wszystkim to, co ostatecznie decyduje, to myślenie o Bogu, który jest ponad nami. A my nie powinniśmy udawać sędziów i decydować o prawie innych do życia. Prawo do życia przyszło od Boga i dlatego istnieją nie tylko militarne możliwości, aby atakować inne kraje, poszerzać teren panowania lub zmuszać inne narody czy grupy ludności do przyjęcia własnej woli politycznej. Dlatego w naszym nowoczesnym rozumieniu państwa prawa i demokracji jest możliwość samopomocy i samoobrony, a także obrony ludzi, którzy zostali bezprawnie zaatakowani. Stąd wspólnota narodów jest też w pełni uprawniona albo nawet zobowiązana, jak mówi Ojciec Święty, do szukania środków, aby zatrzymać tę straszną przemoc i bezpodstawne naruszanie praw ludzkich. To jest moralnie nie tylko uprawnione, ale też wymagane i konieczne.

Ksiądz Kardynał ma wielką sympatię do Polaków. W kontekście naszej dotychczasowej obecności w strukturach Unii Europejskiej jakie cnoty jako Polacy szczególnie powinniśmy pielęgnować? Jako katolicy w czym szczególnie powinniśmy dawać świadectwo?
– Polska ma oczywiście swoją długą historię, dlatego też rozwija się historyczna tożsamość Narodu. Lecz Polska ma pewną cechę szczególną w swojej nowszej historii; jest nią właśnie doświadczenie związane z gwałtownym atakiem ze strony trzech sił, które podzieliły Polskę, i to aż trzy lub cztery razy, aż do paktu między Stalinem a Hitlerem. W Polakach istniało zawsze pragnienie wolności, wola prezentowania się jako naród i pozostawania razem (bo w sensie nacjonalistycznym jesteśmy lepsi niż inni), wola zachowania prawa naturalnego, własnego języka, kultury, wola wspólnego życia ze swoimi ludźmi, którzy należą do kręgu tego samego języka. Myślę, że Polska powinna także to wnieść do Europy. Polska uchwaliła pierwszą demokratyczną konstytucję w 1791 r. i sprzeciwiła się też niedemokratycznym krajom i monarchiom, jakimi były ówczesne Prusy i Rosja. Teraz Polacy powinni zastanowić się nad własną historią, a nie tylko po prostu myśleć, że trzeba naśladować jakieś ideologie, dlatego że są one w jakiś sposób związane z Unią Europejską i jej niektórymi instytucjami lub że są one traktowane jako nowoczesne. To może prowadzić do zguby, droga do dobra zaś jest zawsze oparta na fundamentach prawa i wzajemnego szacunku. Europa może się rozwinąć jako rodzina narodów, jeżeli tylko nie zostanie odcięta od swoich chrześcijańskich korzeni. Z pozytywnego obrazu człowieka, z chrześcijaństwa lub z prawa naturalnego wyrasta to wszystko, co ludzi łączy. Jeżeli tego nie zniszczymy, lecz po prostu pozytywnie dodamy to, co możemy powiedzieć w takim podstawowym spojrzeniu: że życie jest sensowe, że możemy je ulepszać, i to dzięki pomocy Bożej łaski, możemy osiągnąć wiele dobrego. Mamy naukę społeczną, mamy naszą podstawową wizję wspólnego życia narodów we wzajemnym poszanowaniu. Myślę, że wobec tego nie ma alternatywy. Nie możemy powracać do wizji imperialistycznych lub do starego jakobinizmu czy do totalitarnego sytemu władzy. Nie ma właściwie niczego, co moralność i etyka mogłyby zburzyć. Mówi się, że większość lub ten, kto ma władzę, decyduje o tym, co jest dobre, a co złe. Lecz większość musi się kierować tym, co dobre, a unikać tego, co jest złe i niszczące.

Bardzo dziękujemy Eminencji za poświęcony nam czas i za to umiłowanie Narodu św. Jana Pawła II. Obiecujemy oczywiście naszą modlitwę w intencji posługi, jaką Ksiądz Kardynał pełni w Kościele.
Źródło: Radio Maryja

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 21 wrz 2014, 09:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
EWANGELIA

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: ’Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam’. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: ’Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?’ Odpowiedzieli mu: ’Bo nas nikt nie najął’. Rzekł im: ’Idźcie i wy do winnicy!’.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: ’Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!’. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: ’Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty’. Na to odrzekł jednemu z nich: ’Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?’. Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Mt 20,1-16a



Robotnicy ostatniej godziny

Pytanie Jezusa: „Dlaczego stoicie cały dzień bezczynnie?” jest nie tylko wyrazem troski o ludzki byt (skoro nie macie pracy, nie zarobicie na chleb). Jest czymś więcej: dotknięciem bardzo delikatnej struny w życiu człowieka – w wymiarze symbolicznym słowa mogą oznaczać jeszcze coś innego: „Dlaczego wasze życie nie ma sensu? Dlaczego marnujecie dany wam czas?”.

Odpowiedź jest prosta, ale jakże bolesna: „Bo nas nikt nie najął”. Nikt nie pomógł nam odnaleźć sensu życia, nie pokazał nam, jak je dobrze przeżyć! Stąd bezczynność. Naszkicowany w Ewangelii obraz można interpretować przez pryzmat podstawowego zadania Kościoła, jakim jest jego misyjność. Nie tyle chodzi tu o fizyczną obecność w społeczeństwie, w warstwie jego kultury i tradycji – raczej o sposób, w jaki głosi Ewangelię. Jeśli zabraknie świadectwa, umocowania we wspólnocie, pozostaną tylko struktura i doktryna.

One z kolei, pozbawione egzystencjalnego doświadczenia obecności żywego i prawdziwego Boga, stają się – w subiektywnym odczuciu wielu – jarzmem, które przy pierwszej lepszej okazji zrzuca się z siebie. Tak rodzą się „wierzący niepraktykujący”. To jest też problem, z jakim zmaga się dziś Kościół w Polsce: mamy dużo dzieci i młodzieży na katechezie, ludzi dorosłych akceptujących tradycję Kościoła, dysponujących jakąś wiedzą o Bogu, dogmatach, ale nie przekłada się to na postawę życiową. Panuje ogromny deficyt sensu! Ludzie nie widzą go we wchodzeniu w bliską relację z Jezusem Chrystusem, ponieważ nie doświadczyli Jego miłości. Nie poczuli się zaproszeni! Często cierpią z tego powodu, narażając się na głębokie zranienia, w miejscu Boga stawiając to wszystko, co jeszcze bardziej wyprowadza ich na bezdroża, pogłębiając poczucie pustki i osamotnienia…

ks. Paweł Siedlanowski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... gelia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 04 paź 2014, 06:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Klucz do pokoju

„Dajcie mi milion rodzin odmawiających Różaniec, a świat będzie uratowany” – powiedział św. Pius X.

Z różańcem nie rozstawała się matka bł. ks. Jerzego Popiełuszki, która – jak sama mówiła – jego tajemnicami mierzyła czas i odległości. W jednym z wywiadów matka ks. Jerzego powiedziała: „Co widział w domu, to sam robił. Jakie ziarno zasiejesz, takie plony zbierasz”.

Do wspólnej modlitwy, szczególnie tej na różańcu, zachęcał nas wielokrotnie św. Jan Paweł II. Przypominając, że dawniej zwyczaj codziennego odmawiania Różańca w rodzinie był powszechny. Mówił do nas: „Jak dobroczynne owoce przyniosłaby ta praktyka także dzisiaj! Maryjny Różaniec oddala niebezpieczeństwa rozpadu rodziny, jest niezawodną więzią jedności i pokoju”.

Wiedzą o tym ci, którzy tę modlitwę praktykują. – Dla nas jako małżonków wspólna modlitwa jest jakimś sposobem na życie. Rozważania kolejnych tajemnic z życia Pana Jezusa i Maryi dają nam odpowiedź na wiele problemów naszego życia. Klękanie do wspólnej modlitwy bardzo łączy i jednoczy całą naszą rodzinę – mówi Małgosia Półtorak.

Siedemnastoletni syn Małgosi i Tomka – Filip ujmuje mnie nie tylko swoim serdecznym i szczerym uśmiechem, ale też tym, że kiedy rodzice każą mu coś zrobić, robi to natychmiast, bez narzekania, a co więcej, rodzice nie muszą mu przypominać o jego domowych obowiązkach – on sam o nich pamięta (czego byłam wielokrotnie świadkiem).

Starszy syn – Kacper, który od kilku już lat mieszka poza domem rodzinnym, nigdy nie zapomina o niedzielnej Mszy św. i nie zaniedbuje pacierza. Bywało też czasami i tak, że gdy przyjeżdżaliśmy do naszych przyjaciół w odwiedziny, to klękaliśmy do Różańca razem. – Najważniejsze jest to, że udało się naszym dzieciom zaszczepić wiarę. Wspólna modlitwa różańcowa to wielka pomoc w wychowaniu dzieci. Jest ona dla nas tarczą ochronną przy wszystkich błędach wychowawczych, które popełniamy, a jednocześnie przy błędach, które popełniają nasze dzieci – wyjaśnia Małgosia.

Zjednoczeni Różańcem
Przed laty, gdy zmarł ojciec naszej koleżanki z sąsiedztwa, odmawialiśmy w domu zmarłego Różaniec Święty za jego duszę. W rodzinie Bożeny Redkiewicz wspólna modlitwa jest czymś naturalnym. Nasz dorastający syn, patrząc na modlące się w skupieniu siostrzenice koleżanki, zażartował, że szkoda ich do zakonu – takie ładne. Do zakonu nie poszły. Założyły szczęśliwe, kochające się rodziny, w których także praktykowana jest wspólna modlitwa.

W tej rodzinie, gdzie jest dużo dzieci, które dopiero co weszły w dorosłość albo właśnie w nią wchodzą, nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby żyć w związku niesakramentalnym – ale też praktyka codziennej modlitwy różańcowej rodziców w intencji dzieci towarzyszy im od wielu lat.

– Mama wychowywała nas, modląc się na różańcu i powierzając nas Maryi – wspomina Bożena. – Babcia mieszkała z nami i też się modliła na różańcu, u nas modlitwa ta przechodzi z pokolenia na pokolenie – dodaje.

– Modlitwa różańcowa jest egzorcyzmem – mówi Mirka, kuzynka Bożeny. – Tam, gdzie w naszej rodzinie rodzice modlą się za dzieci, tam widzę nie tylko opiekę, np. w chorobie i codziennym życiu, ale też nie ma problemu z przekazywaniem wiary dzieciom przez rodziców. Dzieci nie buntują się przeciwko uczestniczeniu we Mszy św. czy klękaniu rano i wieczorem do pacierza. Dzięki modlitwie w rodzinie i otoczeniu nią naszych dzieci zawsze znajdziemy z nimi wspólny język – zauważa.

Nie ominęły tej rodziny najróżniejsze nieszczęścia i choroby, ale jak mówi jedna z sióstr Bożenki – Bernatka, łatwiej przez nie przejść.

– Modlitwę różańcową lubiłam od dziecka i ta modlitwa zawsze mi pomagała. Może nie zawsze byłam wysłuchana tak, jak się spodziewałam, ale mam przekonanie, że sprawy, które zawierzałam, zawsze szły ku dobremu. Mam też takie poczucie, że dzięki modlitwie wstawienniczej za dzieci mogę być o nie spokojniejsza, bo Matka Boża je uchroni, nawet jeśli popełnią jakieś błędy. Jeśli kiedyś zbłądzą, to Matka Boża na pewno ich nie zostawi. Pamiętam, jak mama modliła się za swoją chrześniaczkę, z którą w pewnym momencie były bardzo duże problemy, a dziś jest już zupełnie innym człowiekiem. Nawróciła się, ugruntowała w sobie wiarę i jest w świeckim zgromadzeniu zakonnym – opowiada Bernatka.

Dzieci Bernatki, ale też pozostałego jej rodzeństwa, z pewnością odbiegają od stereotypu zbuntowanych, często rozwydrzonych, nieposłusznych nastolatków – ale co widziały w rodzinie połączonej paciorkami różańca, to same robią.



Róża za dzieci
Małgosia i Tomek Ossowscy mają sześcioro dzieci. Kiedy przed kilkunastu laty po raz pierwszy złożyliśmy im wizytę, najstarsza córka miała nie więcej niż czternaście lat, ale wszystkie dzieci tak się krzątały, że w mig był nakryty stół. Miło było patrzeć na tę gromadkę zawsze grzeczną, uprzejmą wobec innych i siebie nawzajem. – Moja mama zawsze modliła się za nas na różańcu i ja, biorąc z niej przykład, robię to samo. Widzę, jak bardzo wspólna modlitwa scala naszą rodzinę, ale też jak wiele łask z niej płynie. Należę do róży różańcowej rodziców za dzieci i uważam, że modlitwa za dzieci jest najlepszą pomocą pedagogiczną w ich wychowaniu.

Do róży różańcowej rodziców za dzieci należy także inny mój znajomy – Paweł Wąsowicz. Gdy jego koledzy narzekają na swoje pociechy i pytają Pawła, dlaczego jego dzieci są takie grzeczne, dobrze ułożone, mądre, on odpowiada: „Bo ja się za nie modlę”.

Paweł jest przekonany, że właściwe wychowanie dzieci zawdzięcza modlitwie różańcowej i zawierzeniu ich poprzez tę modlitwę opiece Matki Przenajświętszej.

– Widać, że otrzymują błogosławieństwo Matki Bożej na co dzień – podkreśla. – Nie musimy dzieci zmuszać do modlitwy czy uczestniczenia w Eucharystii. Ale tak też było u mnie w domu i do tej pory często modlimy się z moją mamą i dorosłymi braćmi – uzupełnia.

Do róży różańcowej rodziców za dzieci można się zapisać nie tylko w swojej parafii, ale też przez internet. Obecnie istnieje w Polsce 600 róż, w których za swoje dzieci modli się ponad 12 tys. rodziców.

Modlitwa różańcowa ma szczególną rolę w uświęcaniu rodzin. W 1942 r. amerykański duchowny, ojciec Peyton, wobec ogromu nieszczęść i spustoszenia moralnego wywołanego II wojną światową, utworzył Krucjatę Różańca Rodzinnego. Do modlitwy na różańcu szczególnie zachęcał rodziny żołnierzy i ich samych. Wojna się skończyła, ale potrzeba modlitwy w rodzinach i za rodziny jest nieustająca, dlatego ojciec Peyton mówił: „Wspólny Różaniec daje mężowi i żonie kilka chwil na odcięcie się od świata i przebywanie sam na sam z Bogiem oraz na zdanie sobie sprawy, czego Niebo oczekuje od nich jako męża i żony, ojca i matki. Daje im czas na ożywienie szacunku do siebie oraz świadomość swojej godności. Daje także ciszę potrzebną, aby zapomnieć zdenerwowania i przebaczyć urazy, które powstały w ciągu dnia… Jeśli mąż i żona wezmą do ręki różaniec i codziennie wraz z dziećmi uklękną i podniosą wzrok do Boga, prosząc o błogosławieństwo, to wtedy umocni się jedność rodziny. Powiększy się zrozumienie, cierpliwość, zespolenie. To utrzyma w rodzinie wzajemną miłość. Te dobrodziejstwa sięgną daleko poza granice domu. Gdy bowiem pokój zapanuje w rodzinie, to zapanuje też na całym świecie”.

W Polsce Krucjata Różańca Rodzinnego rozwija się od 1961 roku. Był to czas, kiedy komuniści rozpoczęli drugą ofensywę przeciwko Kościołowi. W tej walce włożyli ogromny wysiłek w oderwanie od Kościoła młodzieży i ateizację Polski. Wówczas to na zakopiańskich Krzeptówkach w kaplicy Księży Pallotynów została poświęcona przez ks. bp. Karola Wojtyłę figura Matki Bożej Fatimskiej, która stamtąd wyruszyła na peregrynację po Polsce. Tej peregrynacji towarzyszyły rekolekcje, a w ich program księża pallotyni wpisali rozszerzanie Krucjaty Różańca Rodzinnego. W tamtych czasach była to jeszcze krucjata tajna, ukryta przed władzami, ale w jej szeregi wstępowało bardzo wiele polskich rodzin. Również dziś pod sztandar Krucjaty Różańca Rodzinnego, poświęcony przez Ojca Świętego, zgłaszają się rodziny z całej Polski. Koordynatorem Krucjaty jest Sekretariat Fatimski przy sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach.

Zwycięstwo przez Maryję
Kardynał August Hlond zapisał w swoich notatkach prorocze słowa: „Różaniec jest jedyną bronią, której Polska używając odniesie zwycięstwo […], on uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swoją niewierność względem Boga. Maryja obroni świat od zagłady zupełnej. Całym sercem wszyscy niech zwracają się z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem”.

Historia dostarcza wielu przykładów niezwykłej siły i skuteczności modlitwy różańcowej i różańcowych zwycięstw, jak choćby zwycięstwo Ligi Świętej nad Turkami w bitwie morskiej pod Lepanto w 1571 r. czy różańcowe zwycięstwo nad reżimem wojskowym na Filipinach odniesione w 2005 r., gdzie na wezwanie ks. kard. Jaima Sina w alei Objawienia w Manili modliło się z różańcem w ręku dwa miliony Filipińczyków. Krwawy reżim Markosa upadł w ciągu kilku godzin! W Polsce, w której modlitwa różańcowa była zawsze gorliwie praktykowana, szczególnie w czasach trudnych dla naszego Narodu, przed kilku laty została utworzona Krucjata Różańcowa za Ojczyznę. Wystarczy zmówić jedną dziesiątkę Różańca w intencji „Polski wiernej Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Ślubów Jasnogórskich Narodu”.

O tę wierność prosił nas wielokrotnie Prymas Tysiąclecia Stefan kardynał Wyszyński, ale przede wszystkim wzywał pomocy Matki Przenajświętszej, a wraz z nim prosił o to cały Naród, składający Śluby Jasnogórskie.

Czy możemy być głusi na to wezwanie? Jeśli sami nie damy rady odmienić na lepsze Polski, weźmy chociaż do ręki różaniec i pomódlmy się o „Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Ślubów Jasnogórskich Narodu”.

Anna Kołakowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/101427, ... okoju.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 31 paź 2014, 07:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Dusze czyśćcowe wołają o pomoc

Za niebem tyle tu mi lat żyć trzeba,
Ile tam w życiu przeżyłem bez nieba.
Bo odłożyłem, lenistwem zatruty,
Na kres ostatni żal mojej pokuty.
Chyba, że serce tam w łasce żyjące,
Przyśle tu za mną modlitwy gorące.

Takie oto słowa włożył w usta duszy czyśćcowej wielki poeta i tercjarz franciszkański Dante Alighieri. Wyrażają one prawdę o potrzebie modlitwy za zmarłych, którzy nie mogą już nic uczynić dla siebie i oczekują pomocy od żywych.

Naukę o czyśćcu wyraża kanon 1031 i 1032 Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba”.

O możliwości odpuszczenia grzechów poza granicami ziemskiego życia poucza sam Chrystus, kiedy ostrzega przed bluźnierstwem przeciwko Duchowi Świętemu: „Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym (Mt 12,31-32).

Miejsce napełnione ogniem
Wielu świętych i błogosławionych pozostawiło świadectwa i zapiski dotyczące dusz czyśćcowych. Łaskę oglądania czyśćca i obcowania z duszami czyśćcowymi otrzymała św. Katarzyna z Genui, św. Maria Magdalena de Pazzi, św. Franciszka Rzymianka, bł. Anna Katarzyna Emmerich, św. Faustyna Kowalska, św. Mikołaj z Tolentino, uważany za patrona dusz czyśćcowych. Zdarza się, że Bóg pozwala duszom czyśćcowym przychodzić do osób, którym udziela darów mistycznych, odsłaniając przed nimi tajemnice życia wiecznego. W czasach nam współczesnych wizji czyśćca doznał św. Ojciec Pio, nawrócona z ateizmu Stefania Fulla Horak (zm. 1993), czy zmarła przed dziesięcioma laty Maria Simma, która gorliwie modliła się za dusze czyśćcowe, a także przyjmowała za nie cierpienia, aby mogły szybciej zostać uwolnione z czyśćca.

Ojciec Pio, dzięki darom, które posiadał, wiedział, jak wygląda czyściec, w jaki sposób cierpią dusze poddane oczyszczeniu, zanim będą mogły przekroczyć progi raju. Wiedział również dokładnie, jaki rodzaj cierpienia przechodzi dana dusza czyśćcowa oraz jak długo ma ono trwać. Znając głębię cierpienia dusz czyśćcowych oraz wartość modlitwy wstawienniczej, polecał swoim duchowym dzieciom: ”Módlcie się, módlcie się, módlcie się. Musimy opróżnić czyściec. Wszystkie dusze muszą być uwolnione„.

Święta Faustyna Kowalska zapisała w swoim ”Dzienniczku„: ”Ujrzałam Anioła Stróża, który kazał mi pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy przyjść im z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały mnie„.

Od tej chwili Siostra Faustyna gorliwie modliła się z dusze czyśćcowe, niekiedy przychodziły one do niej, prosząc o pomoc, a po jej otrzymaniu informowały Faustynę, że ich cierpienie dobiegło kresu i dostąpiły zbawienia.

W ósmym dniu Nowenny do Miłosierdzia Bożego modlimy się za dusze czyśćcowe słowami podyktowanymi św. Faustynie przez samego Pana Jezusa: ”Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie… O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości„.

Cierpienia za dusze
Należy pamiętać, że jeśli Bóg poprzez wybrane osoby odsłania tajemnice życia wiecznego, nie czyni tego ze względu na zaspokojenie ludzkiej ciekawości, i że wiara zabrania praktyk mających na celu nawiązywanie kontaktu ze zmarłymi, takich jak wywoływanie duchów.

Jedną z takich wybranych osób była Maria Simma. Austriacka mistyczka z alpejskiej wioski Sonntag miała od 1940 roku widzenia dusz czyśćcowych. Widzeniom tym towarzyszyły dotkliwe cierpienia, które ofiarowywała jako ekspiację w ich intencji. Część tych przeżyć opisała w książce ”Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi„.

Maria Simma opowiada, że w 1940 roku, gdy miała 25 lat, około czwartej nad ranem przebudziły ją czyjeś kroki. Zapytała, kto wszedł, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Wstała z łóżka, ale gdy próbowała złapać tę osobę, chwyciła tylko powietrze. Widziała postać człowieka, jednak nie mogła go dotknąć. Spowiednik poradził jej, aby zapytała, jeśli się to powtórzy, po co ta osoba przyszła i czego oczekuje. Następnej nocy ponownie pojawił się ten sam człowiek. Na pytanie, po co przychodzi, odpowiedział, że prosi, aby odprawiono za niego trzy Msze Święte. Od tamtej pory dusze czyśćcowe zaczęły odwiedzać Marię, prosząc o modlitwę, a także przekazując prośby do żyjących krewnych o naprawienie krzywd, zwrot nieuczciwie zdobytego mienia, zakończenie kłótni i przebaczenie. Maria Simma powiedziała: ”Czyściec jest w wielu miejscach„. ”Dusze nie przychodzą z czyśćca, lecz z czyśćcem„. Widziała, że czyściec dla każdego wygląda inaczej.

”Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi„ to ciekawa lektura, która wyjaśnia wiele spraw dotyczących czyśćca i cierpień dusz czyśćcowych. Dowiadujemy się z tej książki, że sprawy niezałatwione za życia ”ciągną się„ za duszami po śmierci i są przyczyną dodatkowego cierpienia, szczególnie gdy dusza czyśćcowa widzi skutki swego grzechu w życiu drogich jej osób.

W uroczystość Wszystkich Świętych 1953 roku Maria Simma zaczęła pomagać duszom czyśćcowym, przyjmując na siebie zastępcze cierpienia pokutne. Od roku 1954 dusze czyśćcowe zaczęły przekazywać różne prośby skierowane do bliskich. Przychodziły, mówiąc, kim są, jak się nazywają, kiedy i gdzie zmarły.

Dusze czyśćcowe prosiły ją bardzo często o zamówienie Mszy św. w ich intencji. Jednak, jak pisała w swojej książce, Msza św. pomaga duszom pokutującym tylko w tym stopniu, w jakim dana osoba ceniła ją za życia. W innym miejscu pisała o potrzebie przebaczenia osobie zmarłej doznanych krzywd. Podała przykład pewnego wieśniaka, który nie mógł dokończyć budowy stajni z powodu ściany, która wielokrotnie się zawalała. Maria Simma zapytała go, czy nie miał zatargu z jakąś osobą, która zmarła. Okazało się, że był ktoś taki. Właściciel stajni oburzył się i zaprotestował: ”Co, mam mu przebaczyć tyle ciężkich krzywd, które mi wyrządził? Nie, o nie, niech pokutuje za swoje grzechy„. Na to Maria wyjaśniła mu, co znaczą słowa modlitwy ”Ojcze nasz„: ”i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom„. Wówczas mężczyzna powiedział: ”No dobrze, w Imię Boże przebaczam mu, aby i mnie Pan Bóg darował grzechy„. Od tego czasu mur już się nie zawalał.

Relacjonując inne wydarzenie: zejście straszliwej lawiny, w wyniku której nikt nie ucierpiał, Maria Simma napisała, że dowiedziała się od innych dusz czyśćcowych, że wioska została uratowana dzięki cierpieniom i modlitwom ofiarowanym przez pewną kobietę, która niebawem po katastrofie umarła. Simma pisała: ”Gdyby była zdrowa, nie mogłaby tego zrobić. Przez cierpliwe znoszenie cierpień można więcej dusz uratować niż przez samą modlitwę. Nie zawsze dopatrujmy się w cierpieniu kary, bo może być ona pokutą i to nie tylko za siebie, ale przede wszystkim za innych. Pan Jezus był najniewinniejszy, a przecież cierpiał bardzo, przyjąwszy to dobrowolnie jako pokutę za nasze grzechy. Powinniśmy także i my ofiarować nasze cierpienia dla ratowania grzeszników„.

Warto wiedzieć, że w Sonntag wybudowano kaplicę w miejscu wskazanym przez duszę czyśćcową. Kiedy kaplica była gotowa, Matka Boża przez duszę czyśćcową wyraziła życzenie, żeby umieszczono w niej obraz przedstawiający ją jako Matkę Miłosierdzia Dusz Czyśćcowych. Obraz ten, znajdujący się tam od roku 1959, został namalowany przez Adolfa Hyłę po wizycie u Marii Simmy polskiego jezuity, o. Stanisława Skudrzyka. Kaplica ta stała się celem pielgrzymek i szczególnym miejscem modlitwy za dusze czyśćcowe.

Znaki nadziei
Działanie dusz czyśćcowych w naszym życiu potwierdzają pewne znaki, nie zawsze przez nas dostrzegane i rozpoznawane. Są to sytuacje, zwykle nazywane ”zbiegiem okoliczności„, ponieważ występuje w nich jakiś szczególny związek pomiędzy zmarłym a konkretnym wydarzeniem.

Pewna kobieta, zamawiając Msze św. wieczyste u Ojców Werbistów, przypomniała sobie, że jeszcze nigdy nie zamawiała Mszy za swojego brata, który zginął w wypadku motocyklowym. Potem uświadomiła sobie, że było to dokładnie w dniu 50. rocznicy jego śmierci.

Do Marii Simmy można było kierować listy, pytając o dusze zmarłych krewnych. Należało napisać imię i nazwisko zmarłego, rok urodzenia oraz rok i miejsce zgonu, załączając zaadresowaną kopertę ze znaczkiem. Pewna osoba wysłała taki list, pytając o swoich dziadków i zmarłego męża. Wkrótce otrzymała odpowiedź. Przy imionach dziadków widniało: ”Ist erlöst„ (jest odkupiony). Przy nazwisku męża, który pojednał się z Bogiem tuż przed śmiercią, było napisane: ”5hl Messen lesen„ (odprawić 5 Mszy św.). Postanowiła natychmiast zamówić Msze Święte w swojej parafii. Był to szczególny czas. Nawet ksiądz przyjmujący ofiarę na Mszę św. głośno wyraził zdziwienie: ”Jak to się pięknie składa! Akurat będzie w parafii nawiedzenie krzyża papieskiego. Ostatnia Msza przypadnie o północy, będzie specjalna Pasterka„. (Było to w październiku roku 1999, w ramach przygotowań do jubileuszu roku 2000).

Osoba ta zastanawiała się, dlaczego Mszy św. miało być akurat pięć. Podczas następnej spowiedzi, w dniu, w którym odprawiona została pierwsza Eucharystia, spowiednik polecił jej zmówić modlitwę do Pięciu Ran Pana Jezusa. Odczytała to jako odpowiedź na swoje pytanie. Ponadto po kilku dniach okazało się, że w dniu ostatniej Mszy św., w Godzinie Miłosierdzia, po bardzo długim oczekiwaniu do banku wpłynęły pieniądze należne z tytułu renty po zmarłym. Kobieta pozostawała do tej pory bez środków do życia z dwojgiem małych dzieci – a formalności przeciągały się miesiącami. Może to ”zbieg okoliczności„ – jednak w świetle wiary był to czytelny znak od duszy zmarłego męża, który został uwolniony z czyśćca.

Bywa jednak, że nie przemawiają do nas tego rodzaju znaki. Jesteśmy skłonni uznać je za dzieło przypadku. Bywają osoby, do których nie przemawia nauka Kościoła potwierdzająca istnienie czyśćca, ani relacje pozostawione świętym i błogosławionym. Może przemówiłby do nich pewien rzymski kościół, w którym każdy element wystroju, każdy obraz, rzeźba czy witraż – wszystko nawiązuje do niewidzialnej dla nas rzeczywistości czyśćca.

Wyjątkowe muzeum
Jest w Wiecznym Mieście, nieopodal Watykanu i Zamku Anioła, niewielki kościół pod wezwaniem Wstawiennictwa Najświętszego Serca Jezusa (Sacro Cuore del Suffraggio), jakby wciśnięty pomiędzy kamienice – niemalże niewidoczny. Nad wejściem do kościoła umieszczono płaskorzeźbę przedstawiającą dusze czyśćcowe. Poniżej widnieje napis: ”Cordi Jesu SS pro animabus igne purgatorio expiandis„ (Najświętszemu Sercu Jezusowemu za dusze, które muszą pokutować w ogniu czyśćcowym).

W zakrystii znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych, w którym przechowywane są niezwykłe eksponaty. Są to przedmioty codziennego użytku, na których zachowane są widoczne ślady pozostawione przez dusze cierpiące w czyśćcu.

Historia tego miejsca sięga XIX wieku. Przybył wówczas do Rzymu francuski zakonnik o. Victor Jouet. Będąc gorącym orędownikiem nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa i modlitwy w intencji zmarłych, postanowił wybudować świątynię. W 1893 roku w miejscu dzisiejszego kościoła wzniesiono kaplicę Arcybractwa Serca Jezusowego dla Pomocy Duszom Czyśćcowym, którego o. Victor był założycielem. W 1897 roku w kaplicy wybuchł pożar. W płomieniach, po lewej stronie ołtarza, wyraźnie widoczna była twarz cierpiącej osoby. Ojciec Jouet postanowił zachować tę ścianę wraz ze znajdującym się na niej wizerunkiem, a w miejscu spalonej kaplicy wybudować nowy kościół. Ślady twarzy widoczne na ścianie są obecnie ukryte za tryptykiem Matki Bożej z aniołami. Nad głównym ołtarzem umieszczono obraz przedstawiający Najświętsze Serce Jezusowe, Najświętszą Maryję Pannę, św. Józefa, świętych i aniołów. Jeden z nich towarzyszy kapłanowi odprawiającemu Mszę Świętą. Na samym dole widać pokutujące w czyśćcu dusze. Benedykt XV, widząc obraz, miał powiedzieć o nim, że jest to ”wizualne kompendium katolickiej doktryny czyśćca„.

Ojciec Jouet zbierał świadectwa, dokumenty i przedmioty, które miały przekonać wiernych do podjęcia modlitwy i wyrzeczeń w intencji cierpiących dusz. Należy podkreślić, że nie robił tego z ciekawości ani dla sensacji. Chciał zwrócić uwagę na potrzebę modlitwy za zmarłych, przekonywał o istnieniu czyśćca i nawoływał do nawrócenia.

W gablocie Muzeum Dusz Czyśćcowych nie ma wielu eksponatów: zaledwie dziesięć. Przedmioty te pochodzą z Austrii, Włoch, Belgii, Francji i Niemiec. Najstarszy datowany jest na 1696 rok, a najmłodszy na 1919 rok. Są to odciski dłoni i palców wypalone w książkach i na fragmentach tkanin pozostawione przez dusze, które prosiły o modlitwę. Każdy z tych przedmiotów jest udokumentowany historią ukazania się duszy czyśćcowej osobie żyjącej. Jednym z eksponatów jest koszula Józefa Leleux. On sam w takich oto słowach opowiada swoją historię: ”Był rok 1789. Usłyszałam wielki hałas i przestraszyłem się. Powtarzało się to przez jedenaście nocy. Nie mogłem jeść ani pić, podupadłem na zdrowiu. Czułem, że rozstaję się z tym światem. W końcu, nocą 21 czerwca, ukazała mi się kobieta, cała w płomieniach. Powiedziała mi: ’Synu, rzuć te kabarety i tańce, inaczej nigdy nie wejdziesz do królestwa niebieskiego. Twój ojciec winien złożyć Najwyższemu cztery ofiary’. Odrzekłem: ’Wybacz, mamo’. A ona powiedziała: ’To Boga powinieneś przeprosić. Zmień swoje życie i módl się wiele za Kościół’. Potem dodała: ’Podaj mi rękę’. A potem przyłożyła mi rękę do ramienia, a tkanina przypaliła się, zachowując odcisk kobiecej ręki„.

Pod wpływem tego wydarzenia Józef już następnego dnia przystąpił do spowiedzi. Dusza matki, która zmarła, gdy Józef był pięcioletnim dzieckiem, sprawiła, że nie tylko porzucił niegodziwe rozrywki i szczerze się nawrócił, lecz także założył stowarzyszenie katolickie dla świeckich.

Zbliża się uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Zaczyna się listopad – miesiąc szczególnie poświęcony modlitwie za zmarłych. Także i dziś dusze czyśćcowe potrzebują naszej modlitwy. Nic się pod tym względem nie zmieniło!

Wanda Kapica

http://www.naszdziennik.pl/mysl/106239, ... pomoc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 03 lis 2014, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Postanowiłam pójść w Jego ślady

Wanda Kapica

Łaski, które otrzymujemy, nie muszą być tak spektakularne, jak cuda kanonizacyjne, o których słyszymy, gdy Kościół wynosi do chwały ołtarzy jakiegoś świętego.

Niektóre z nich można byłoby uznać za zwykły zbieg okoliczności – gdyby nie wiara, która pozwala nam dostrzec związek wydarzeń z naszego życia z nauczaniem świętych Kościoła.

Święty Jan Paweł II udzielił mi takiej łaski – wskazując niepozorną książeczkę innego świętego, który był Mu bardzo bliski: św. Ludwika Marii Grignion de Montforta.

Zawsze byłam osobą wierzącą, ale do pewnego momentu nie miało to wielkiego wpływu na moje codzienne sprawy. Wraz ze śmiercią mojego męża, w roku 1997, zamknął się ważny rozdział mojego życia i nastąpiła radykalna zmiana w podejściu do spraw wiary.

W lutym 1998 roku podczas audiencji środowej na placu Świętego Piotra stałam tuż przy barierce, gdy papamobile zatrzymał się właśnie w tym miejscu. Ktoś rzucił kwiaty na maskę pojazdu, ktoś inny zawołał „Niech żyje Papież”. Po audiencji kupiłam w księgarni małą książeczkę. „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grignion de Montforta. Zaintrygowała mnie informacja na okładce książki, że św. Jan Paweł II, kiedy pracował jako robotnik w fabryce sody Solvay w Krakowie, zawsze nosił tę książkę przy sobie. Postanowiłam sprawdzić, co takiego w niej jest, że czytał ją codziennie, tak często, że rogi kartek były zupełnie zniszczone z powodu żrących właściwości sody. Co sprawiło, że wybrał słowa „Totus Tuus”, zaczerpnięte właśnie z tej książki, jako zawołanie swojego pontyfikatu.

Przeczytałam. Przyjęłam do wiadomości i postanowiłam wprowadzić w życie wszystko, o czym pisał Montfort. Skoro uczynił tak Jan PawełII – postanowiłam pójść w Jego ślady. Przygotowywałam się przez kilka tygodni przez post i modlitwę różańcową. Wybrałam dzień 13 maja 1998 r., jako rocznicę zamachu na Jana Pawła II, a także dlatego, że przez kilka lat mieszkałam w parafii Matki Bożej Fatimskiej. Tego dnia umówiłam się z księdzem proboszczem na spowiedź z całego życia, poszłam na Mszę Świętą i napisałam własnoręcznie akt poświęcenia się Jezusowi przez Maryję.

I od razu zaczęłam wątpić i zastanawiać się, czy to w ogóle jest poważne, żeby spisywać tego rodzaju „kontrakty” z Matką Bożą…

Minął miesiąc. 13 czerwca 1998r., zupełnie nieoczekiwanie, znalazłam się przed Całunem Turyńskim. W ostatniej chwili zwolniło się miejsce w autokarze pielgrzymkowym jadącym do Włoch. Tak oto Matka Boża pokazała w sposób namacalny, że każdego z nas prowadzi do Jezusa. Byłam bez grosza przy duszy, bez porządnych butów – ale za to z wielkim pragnieniem służenia Bogu moim życiem i talentami, którymi mnie obdarzył.

Od tamtej pory często dzieje się coś, co można uznać za zwykły zbieg okoliczności – ale w świetle wiary odczytuję to jako wyraźny znak głoszonej przez Kościół prawdy o świętych obcowaniu.

Ostatnim takim wydarzeniem była podróż na Ukrainę, w marcu tego roku. Biskupi ukraińscy spotkali się na Konferencji Episkopatu. 20 marca w Charkowie poświęcili Ukrainę, Rosję i cały świat Niepokalanemu Sercu Maryi. 23 marca, w niedzielę, akt ten został uroczyście złożony we wszystkich parafiach całej Ukrainy.

W Zaporożu, gdzie dane mi było uczestniczyć w tej uroczystości, aktu poświęcenia dokonał ks. abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, wieloletni sekretarz Papieża Jana Pawła II. Otrzymałam wówczas z jego rąk obrazek z relikwią – fragmentem sutanny św. Jana Pawła II i napisem „Totus Tuus”. Przypomniała mi się wtedy, z fotograficzną dokładnością, pamiętna chwila sprzed lat, kiedy na placu Świętego Piotra Papież popatrzył mi prosto w oczy.

Z perspektywy 17 lat, które minęły od tamtego momentu, mogę powiedzieć z całą pewnością, że akt poświęcenia się Bogu przez Maryję, do którego zainspirował mnie św. Jan Paweł II, jest niezwykłą łaską nieustannie przynoszącą nowe owoce.

http://www.naszdziennik.pl/wp/106649,po ... slady.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 13 lis 2014, 08:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Otwórzmy się na łaskę

Karolina Goździewska

Z ks. Zbigniewem Samociakiem, proboszczem parafii św. Jadwigi Śląskiej w Krośnie Odrzańskim, rozmawia Karolina Goździewska

Uczestniczył Ksiądz w rekolekcjach z o. Jamesem Manjackalem, które zakończyły się w tym tygodniu w Warszawie. Jakie owoce można już dostrzec?
– Jestem pod wrażeniem tych rekolekcji. Szczególnie spowiedzi. Ludzie czekali do konfesjonału po dwie i pół godziny przy 40 spowiadających kapłanach. To były wielokrotnie spowiedzi z całego życia, z grzechów, które popełniane były w młodości. Któregoś razu, kiedy wychodziliśmy do Mszy św., o. James powiedział piękne słowa, dziękując za kapłanów, którzy tak wiele spowiadają: „Słuchajcie, ja mieszam w wodzie, a wy łowicie ryby, i napędzam wam te ryby, więc łówcie jak najwięcej”.

Dla mnie osobiście, jako dla kapłana, to było wielkie przeżycie. Takie piękne spowiedzi i nawrócenia. Byłem zdziwiony, że ludzie już pierwszego dnia się spowiadają, a później jeszcze raz, po kilku dniach, na zakończenie rekolekcji. Okazało się, że o. James dotknął gdzieś pewnych sfer i uznali, że powinni przystąpić do tego sakramentu ponownie. Jestem też pod wrażeniem tak wielu również młodych ludzi, którzy przyszli i otwierali swoje serca. Myślę, że to piękny, wspaniały czas dla Warszawy i dla Polski.

Co zdecydowało, że Ksiądz tu przyjechał?
– Boży przypadek. Kilka osób prosiło, bym z nimi pojechał, i zorganizowaliśmy 9-osobowego busa. Dosłownie po 2 tygodniach te osoby przynoszą mi listę 40 osób. Wobec tego już wtedy nie było wyjścia, załatwiliśmy autokar, noclegi. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i zadowoleni z tego wyjazdu.

Czy wcześniej spotkał Ksiądz już o. Jamesa?
– Gdy byłem proboszczem w Gorzowie, takie rekolekcje odbywały się w 2008 roku. Nie uczestniczyłem w nich, ale spotkałem się z o. Jamesem. Tego dnia po południu udawał się prywatnie do kilku osób ciężko chorych na raka. W ostatniej chwili poprosiłem, by odwiedził mamę kościelnego – staruszkę, która nie rozstawała się ze świątynią, a wówczas ciężko zachorowała. Stwierdzono u niej raka, wszyscy wkoło czekali, kiedy umrze. Ojciec James wraz z wikarym pomodlili się nad chorą. Następnego dnia rano patrzę, a ona jest w pierwszej ławce w kościele. Przyszła na Mszę św. na godzinę siódmą. Kiedy później z nią rozmawiałem, stwierdziła, że dobrze się już czuje. To był dla mnie piękny, wspaniały znak uzdrowienia mocnego. Ta pani żyła jeszcze 3 lata. Dla niej to był też niesamowity znak Bożego działania.

Ojciec James często podkreśla, że umiłował Polskę.
– Kiedyś brat Roger mówił o tym, że wiosna idzie z Polski, ale okazuje się, że wiosna Kościoła idzie raczej z Ameryki Południowej. Ojciec James pięknie mówił o Polakach, o nawróceniu Polaków, o roli Polski w ewangelizacji Kościoła w Europie. Miałem jednak wątpliwości, czy jesteśmy aż tak mocni, by zewangelizować Europę…

Ksiądz coś zmieni po tych rekolekcjach w swojej pracy duszpasterskiej?
– Na pewno. Grupa, z którą przyjechałem, już mówi, że koniecznie musimy utworzyć w parafii grupę modlitewną, której nie mamy. To też jest piękny owoc. O to prosił szczególnie o. James, byśmy modlili się w grupach modlitewnych.

Dla mnie osobiście i myślę, że dla wielu kapłanów, budujące były świadectwa składane po Mszy Świętej, kiedy ludzie mówili o swoich uzdrowieniach, m.in. z różnego rodzaju lęków, ale też chorób fizycznych. Dla każdego kapłana to jest utwierdzające i wzmacniające, że Pan Bóg jest Bogiem żywym działającym dziś. To zresztą o. James co rusz podkreślał. Boża łaska rozlewa się, powinniśmy się tyko na nią otworzyć.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/112769,ot ... laske.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 20 lis 2014, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Przemienić swoje życie

Piotr Czartoryski-Sziler

Wiele nawróceń oraz duchowych i fizycznych uzdrowień – to owoce listopadowych rekolekcji z o. Jamsem Manjackalem MSFS, w których wzięło udział ponad 7500 osób z Polski i z zagranicy, w tym bardzo dużo rodzin z małymi dziećmi.

Wielka hala Centrum Targowo-Kongresowego w Warszawie wypełniona po brzegi. Widać osoby w każdym wieku, zarówno starsze, w średnim wieku, jak i młodzież, są wielodzietne rodziny i chorzy na wózkach inwalidzkich. Wszyscy w skupieniu, śpiewając pieśni uwielbienia, czekają na o. Jamesa Manjackala. Uwagę zwracają małe dzieci, które siedzą na kocach i śpiworach. Mają ze sobą zabawki i jedzenie, widać ich rodzice chcą, by także i one doświadczyły mocy modlitwy, którą tutaj wyraźnie można odczuć. Atmosferę wielkiego rozmodlenia przerywa nagle okrzyk radości. Za ołtarzem pojawia się bowiem hinduski charyzmatyk. Wjeżdża na wózku inwalidzkim, pchany przez dr. Ricardo Febresa Landauro, swego zaufanego współpracownika. Gdy o. James wstaje na chwilę, witając uczestników rekolekcji, zrywa się burza oklasków, które długo nie milkną. Słychać śpiew „Dzięki, Jezu”. Tak zaczyna się pierwszy dzień listopadowych rekolekcji z o. Jamesem Manjackalem w Warszawie, już drugich tu w tym roku. – Byłem tutaj w maju, ale wówczas nie mogłem wstać z wózka inwalidzkiego, a dziś jestem w stanie wstać i chodzić przy balkoniku. Wiem, że wszyscy modliliście się o moje zdrowie – mówi charyzmatyk.

Otwarci na Boga

Trudno w kilku słowach streścić wszystkie nauki, jakie od 8 do 11 listopada głosił w Warszawie o. James Manjackal. Ciężko także oddać w pełni klimat tamtych dni. Można jednak stwierdzić, że dla osób biorących udział w rekolekcjach te cztery dni były w tym momencie najważniejszymi w ich życiu. Widać to było po ich rozpromienionych twarzach, długich kolejkach do spowiedzi i godzinach spędzonych na modlitwie. Mimo że każdego dnia rekolekcje trwały od rana do wieczora, ludzie ociągali się z opuszczeniem hali Centrum Targowo-Kongresowego. Ze śpiewem na ustach i uniesionymi w górę rękoma nieustannie chwalili Pana Boga i dziękowali Mu za wszystko, co czyni w ich życiu. – Żyjesz, Chryste, we mnie, więc nie ma we mnie miejsca na smutek, na żal. Jest we mnie dziękczynienie i uwielbienie – powtarzali za o. Jamesem. – Pragniemy więcej Twej mocy, więcej Twej łaski, Panie Boże, będziemy Cię chwalić do końca – rozchodziło się po hali głośne wołanie.

Hasłem przewodnim rekolekcji były słowa zaczerpnięte z Ewangelii według św. Łukasza: „Wypłyń na głębię”. Pomagać w zrozumieniu prawd wiary mieli święci i błogosławieni, których relikwie znajdowały się na ołtarzu, m.in. św. Siostry Faustyny czy bł. Bronisława Markiewicza.

– Jedną z konsekwencji grzechu jest choroba. Kiedy grzeszymy, tkwimy w potępieniu, jesteśmy oddaleni od Boga, należymy do szatana, a nasza dusza umiera. Wtedy tylko, kiedy nasze serce jest święte, Jezus może nas uzdrowić – podkreślał o. Manjackal. Dodawał, że Bóg ma wszystkie błogosławieństwa, jakich potrzebujemy, by zmienić starego człowieka, który jest w nas, w człowieka odnowionego powiewem Ducha Świętego. – Jezus przyniósł na ten świat błogosławieństwo uwolnienia, złamania przekleństw – podkreślał. W czasie rekolekcji przed wystawionym Najświętszym Sakramentem duchowny modlił się o uzdrowienie wewnętrzne zebranych ludzi, prosząc Boga o uleczenie wszystkich ich zranień i negatywnych przeżyć od czasu poczęcia w łonie matki do chwili obecnej. Na twarzach wielu osób pojawiały się wtedy łzy.

– Tylko Jezus może przejść przez całą przeszłość życia człowieka, przynosząc mu uzdrowienie i nowe życie. Krew Jezusa obmywa i oczyszcza naszą podświadomość i każdy, kto wierzy w Najświętszą Eucharystię, może tego doświadczyć – nauczał charyzmatyk.

Potrzeba wewnętrznego uzdrowienia

Doktor Ricardo Febres Landauro pochodzący z Peru, który kilkanaście lat temu nawrócił się na rekolekcjach o. Manjackala po cudownym uzdrowieniu ze stwardnienia rozsianego jego matki, podkreślał, że obecnie przyczyną odsuwania się wielu ludzi od Boga jest oziębłość ich serc.

– 30 proc. populacji Europy cierpi dziś na depresję, 15 proc. z powodów różnych fobii i lęków, a 75 proc. małżeństw obecnie kończy się rozwodem – stwierdził lekarz. Sam jest psychiatrą. Prowadzi klinikę w Salzburgu w Austrii. Co roku zgłasza się do niego ogromna ilość ludzi cierpiących z powodu rozmaitych dolegliwości. Ich leczenie zaczyna od modlitwy.

– Wielu z nich wybucha płaczem, inni trzęsą się ze strachu lub paniki. Na początku daję im krzyż i proszę, by wyobrazili sobie ukrzyżowanego Pana i ofiarowali Mu wszystkie swoje problemy. Mówię im: Krew Chrystusa spływa teraz na ciebie i twe problemy. I co się dzieje? Ludzie, którzy przed chwilą płakali z rozpaczy, teraz płaczą z radości. Razem modlimy się do Jezusa – mówił dr Richi.

Współpracownik o. Jamesa dodał, że zmianę na lepsze odczujemy w swoim życiu dopiero wtedy, kiedy zaczniemy się modlić, bo wówczas dośwadczymy miłości Chrystusa. Stwierdził, że od świętych różni nas to, że oni otwierali swoje serca na działanie Bożej miłości, modląc się codziennie około trzech godzin. My tego czasu dla Boga mamy niestety bardzo mało.

– Bycie kochanym przez Boga przez godzinę dziennie przez 365 dni w roku naprawdę zmieni to, kim jesteś. Picie alkoholu przez godzinę przez 365 dni w roku też zmienia to, kim jesteś. Zatruwanie się pornografią godzinę dziennie przez 365 dni w roku rzeczywiście też cię zmieni. Krytykowanie żony czy męża przez godzinę dziennie przez 365 dni w roku zmieni nie tylko ciebie, ale to, kim jest twoja żona czy mąż. A więc przyzwyczajenia zmieniają nas – skwitował lekarz.

Doktor Richi stwierdził również, że współcześnie wielu ludzi traktuje zazdrość i zawiść wobec tego, co inni posiadają, jako rekompensatę za ich poczucie niższości. Obżarstwo staje się dla nich często jedyną formą pocieszenia czy ukojenia, zaś chciwość i chęć posiadania coraz większej ilości dóbr bazuje na głębokim lęku przed ubóstwem. W podobny sposób pycha staje się rekompensatą za to, że byliśmy czasem w życiu upokarzani, a lenistwo rekompensatą depresji.

– Im bardziej jesteśmy wystawieni na te grzechy, tym głębsze i bardziej poważne będą rany zadane przez te grzechy w waszym życiu – ostrzegał lekarz. Stąd centralnym punktem rekolekcji były modlitwy o uzdrowienie oraz wylanie Ducha Świętego. W czasie ich trwania o. James Manjackal wypędzał złe duchy, mocą modlitwy zrywał więzy rozmaitych zniewoleń i przekleństw. Słychać było wówczas nienaturalne krzyki i śmiech, a wielu poddanych działaniu szatana było wynoszonych przez kilka osób. Choć widok szarpiącej się i krzyczącej, często drobnej fizycznie osoby, z którą czterech silnych mężczyzn nie mogło sobie poradzić, mroził krew w żyłach, to jednak o. James prosił, by nie skupiać na nich uwagi, tylko w modlitwie otworzyć serca na działanie Ducha Świętego. – Gdy Jezus Chrystus, jedyny Syn Boga, przywracał ślepym wzrok, głuchym słuch, a umarłym życie, wszystko to czynił przez Ducha Świętego. Duch Święty kierował każdym krokiem Jezusa, a także prowadzi każdego naśladowcę Chrystusa – mówił charyzmatyk.

W czasie wylania Ducha Świętego wiele z osób doświadczyło zaśnięcia w Duchu Świętym. Ojciec Manjackal osobiście modlił się też nad dziećmi, kładąc każdemu ręce na głowę.

– Nigdy nie zapomnę tej atmosfery i poczucia jedności, która panowała tutaj między ludźmi. Długo wahałem się, czy wziąć udział w tych rekolekcjach. Cieszę się, że tu jednak przyszedłem, bo wyczuwało się tutaj wyraźnie Bożą obecność. Po wylaniu Ducha Świętego czuję się tak lekko, czuję także potrzebę częstej modlitwy – powiedział „Naszemu Dziennikowi” pan Andrzej, który na rekolekcje przyjechał z Otwocka.

– Jestem tutaj po raz drugi, pierwszy raz wzięłam udział w rekolekcjach w maju. Ojciec James Manjackal jest wspaniałym kapłanem, żaden inny jak dotychczas nie potrafił tak szeroko otworzyć mojego serca na Boga. Jestem mu za to bardzo wdzięczna. Te rekolekcje zmieniły moje życie, czuję, że zostałam uleczona z wielu zranień, mam także w sobie głęboką potrzebę dążenia do świętości – dodała pani Anna z Warszawy.

Słuchając tych świadectw, trudno się dziwić, że sam o. Manjackal tak bardzo lubi wracać do Polski. Sam twierdzi, że w Polsce dokonuje się więcej nawróceń i uzdrowień niż w innych krajach.

– Wy, Polacy, otwieracie swoje serca na Słowo Boga. I naprawdę głęboko się spowiadacie, a potem podejmujecie mocną decyzję na życie w świętości. Dlatego Pan Bóg wylewa na was tyle błogosławieństw, uzdrowień i uwolnień. I dlatego tak bardzo lubię przyjeżdżać tutaj, do Polski. W innych krajach, gdzie głoszę rekolekcje, ludzie mają serca zamknięte na Boga. A kiedy serce jest zamknięte, Pan wejść nie może – stwierdził charyzmatyk.

Organizacji rekolekcji podjęła się parafia Matki Bożej Dobrej Rady w Miedzeszynie, a ich muzyczną oprawę przygotowała schola z parafii Ojców Pallotynów z Otwocka. Codzienną Mszę św. z o. Jamesem sprawowało blisko 50 kapłanów, którzy posługiwali także w sakramencie pokuty.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114099,pr ... zycie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 22 lis 2014, 11:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Stawać się obrazem Boga

Piotr Czartoryski-Sziler

Patrzył szeroko. W wychowanie małego dziecka wpisał potrzebę ochrony naszej tożsamości narodowej i odrodzenia religijno-moralnego. Przypomniano o tym w czasie warszawskiego sympozjum naukowego wieńczącego Rok bł. Edmunda Bojanowskiego.

Spotkanie „Duchowość – wychowanie – wieś w myśli i praktyce bł. Edmunda Bojanowskiego” było kolejną szansą, aby lepiej poznać dzieło tego niezwykłego człowieka. Fundamentem jego działalności było odniesienie do Boga. Jak zwrócił uwagę ks. Adam Zelga, proboszcz parafii bł. Edmunda Bojanowskiego w Warszawie, przyszły błogosławiony uczył się dystansu do siebie przez widzenie spraw z perspektywy Bożej i uznanie, że wszystko w życiu jest łaską. Drugim źródłem jego religijności była świadomość narodowa. Katolicyzm łączył się w nim ściśle z tożsamością polską. Ksiądz Zelga podkreślił, że centralnym punktem dnia dla błogosławionego była Eucharystia. – Oto drogowskaz Bojanowskiego – codzienna Msza św., która dla niego jest pierwszym akordem rozpoczynającego się dnia – wskazał ks. proboszcz.

Bardzo ważne i aktualne do dziś jest przesłanie bł. Edmunda Bojanowskiego dotyczące problemów edukacji i wychowania. Służebniczka dębicka s. Maria Loyola Opiela zauważyła, że najważniejszym celem wychowania według tego błogosławionego jest to, by człowiek stał się obrazem Boga na ziemi. Ujmując wychowanie człowieka całościowo, dążył do rozumienia jego istoty z teologicznego, filozoficznego i społeczno-kulturowego punktu widzenia. – Wychowanie polega nie tylko na kierowaniu rozwojem dziecka i pobudzaniu tego procesu, ale także wymaga działań opiekuńczych, pracy wyrównawczej, usuwania lub łagodzenia różnych zaburzeń. Pojęcia edukacji nie możemy sprowadzić tylko do pojęcia kształcenia czy oświaty – zwróciła uwagę s. Opiela. Przypomniała, że ochronki dla dzieci, które tworzył Edmund Bojanowski, zamieniały się w wiejskie centra kultury. – Niszczony był wówczas język polski i wszelkie przejawy naszej narodowości. Bojanowskiemu chodziło o ochronę naszej tożsamości narodowej, o odrodzenie religijno-moralne i narodowe, czyli doprowadzenie do niepodległości – wskazywała.

W trakcie sympozjum odprawiona została uroczysta Msza św., której przewodniczył ks. kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Rok bł. Edmunda Bojanowskiego rozpoczął się 24 listopada 2013 r. z okazji przypadającej w 2014 r. 200. rocznicy urodzin błogosławionego.

http://www.naszdziennik.pl/wp/114545,st ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 27 lis 2014, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Modlitwa – najpotężniejszy akt człowieka

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

Pan Bóg poprzez modlitwę może dokonywać w naszym życiu wielkich rzeczy – przekonywał ks. Feliks Folejewski SAC, przywołując przykład życia sługi Maryi – Anatola Kaszczuka.

W czwartym dniu siedmiodniowego Jerycha Różańcowego, wieńczącego rok tej inicjatywy modlitewnej w diecezji warszawsko-praskiej, ks. Folejewski wygłosił prelekcję „Apostolstwo Maryjne na przykładzie życia i działalności Anatola Kaszczuka”. Zwrócił uwagę na znaczenie modlitwy sercem. – Wpatrując się w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, wypowiadając słowa modlitwy różańcowej, uczymy się, aby nasze pacierze nie były czczeniem Boga jedynie wargami, lecz aby modliło się całe nasze serce – mówił. Kapłan przypomniał jedno z widzeń św. Jana Bosko dotyczące modlitwy. Wizja przedstawiała kulę ziemską jako jedną, wielką, ciemną plamę, tylko w niektórych miejscach było widoczne światło wznoszące się ku niebu. Właśnie w tych miejscach, skąd ono wychodziło, klęczeli modlący się ludzie.

Zwrócił uwagę na przykład, jaki pozostawił nam św. Jan Paweł II. – Był wielki swoją modlitwą. To on powiedział: „Różaniec jest moją ulubioną modlitwą” – mówił ks. Folejewski.

Dlatego, jak podkreśli kapłan, Różaniec jest darem nadprzyrodzonej umiejętności modlitwy. – Po czym można poznać, że ktoś się modli? Bo zmienia się jego życie na cierpliwsze, łaskawsze, sprawiedliwsze, kochające. Przyjmując Boga w nasze życie, chodzimy w obecności Boga. Modlitwa to chodzenie w obecności żywego Boga – wyliczał ks. Folejewski.

Wskazał na przykład śp. Anatola Kaszczuka, sługi Maryi, człowieka głębokiej modlitwy i zawierzenia Maryi. Anatol Kaszczuk, jako oficer więziony w obozie w Kozielsku, został cudownie uratowany. Powierzył swoje życie Matce Bożej. Zaczął propagować informacje o orędziu fatimskim, rozdawał Cudowne Medaliki, zaszczepił w Polsce Legion Maryi.

Ksiądz Folejewski wspominał o spotkaniach z Anatolem Kaszczukiem, który przekazywał mu orędzie fatimskie. – Przypatrując się jego życiu, myślę, czego może dokonać Bóg w człowieku, jeżeli człowiek podda się działaniu Boga – wspominał ks. Folejewski. Jak zaznaczył prelegent, Anatol Kaszczuk był apostołem Różańca świętego. Na pytanie, dlaczego należy odmawiać Różaniec, odpowiadał: „Bo o to prosi Królowa, a z Królową się nie dyskutuje”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/115423,mo ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 29 lis 2014, 07:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Moje przemyślenia

Cierpię z powodu czasów, w których obecnie przyszło mi żyć. Obserwuję dziwne zachowania tych, którzy chcą poprawiać prawa ustanowione przez Pana Boga również w dziele stworzenia. Chcą ustanowić prawa dla siebie, by było im lepiej i weselej żyć. Zadaję sobie pytanie: czy po to jesteśmy na tej ziemi, by używać życia, pławić się w rozpuście, dewiacjach? Moim zdaniem, jesteśmy tutaj bardzo krótko i powinniśmy żyć najlepiej, jak potrafimy, aby po śmierci znaleźć się w Niebie. Gdy słucham mediów, zastanawiam się, skąd płynie ich wiedza i „mądrość”. Obawiam się, że nie ma to nic wspólnego z Panem Bogiem. […]

Urodziłam się i wychowałam w rodzinie głęboko wierzącej, która pozwoliła mi przeżyć najtrudniejsze czasy. Była mama, tata i pięcioro rodzeństwa. Tata tłumaczył nam: idąc przez życie, pamiętajcie, że Bóg, Honor i Ojczyzna mają stanowić dla was najwyższe wartości. Wtedy małżeństwa były trwałe, nikt nie słyszał o rozwodach, choć życie było bardzo trudne. Wzajemna, prawdziwa miłość umacniała rodziny. Każdy wiedział, co jest dobre, a co złe i grzeszne. Przyjmował prawa Boże i zachowywał przykazania kościelne. Konfesjonały były zawsze oblężone. Tam człowiek uzdrawiał swoje sumienie.

Kiedy wspominam minione lata, niechętnie wracam do teraźniejszości. Chce mi się krzyczeć: człowieku, opamiętaj się. Możesz walczyć o poprawę warunków życia, o chleb, pracę, opiekę lekarską. Nie wolno ci jednak zmieniać praw ustanowionych przez Boga w Trójcy Jedynego. Życie według nich daje przepustkę do Nieba, które naprawdę istnieje. Pamiętaj, że kiedyś umrzesz!

Józefa Kusz,
Krasnobród

http://www.naszdziennik.pl/wp/115793,listy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 01 gru 2014, 09:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Modlitwa przywraca tęsknotę za Bogiem

Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz

Jerycho Różańcowe wzbudziło w nas tęsknotę za Bogiem – podkreślił ks. abp Henryk Hoser, podsumowując roczną modlitwę, która trwała dzień i noc w diecezji warszawsko-praskiej. Kapłani, zakonnicy, wierni tej diecezji w sobotni wieczór w konkatedrze Matki Bożej Zwycięskiej w Warszawie dziękowali za ten szczególny czas łaski, jakim było Diecezjalne Jerycho Różańcowe.

– Kończymy Jerycho Różańcowe, a więc modlitwę, która trwała 12 miesięcy przez wszystkie tygodnie, przez wszystkie dni, przez wszystkie noce, przez wszystkie godziny – mówił ks. abp Henryk Hoser. – Przywołujemy takie momenty, gdzie ta modlitwa dokonywała cudów. Spoglądamy w przyszłość, zdajemy sprawę z naszego włodarstwa, co zrobiliśmy z naszym życiem, co zrobiliśmy z największym darem, dlatego zwracamy się dzisiaj do Niego nie tylko jako do sprawiedliwego Sędziego, ale jako do Ojca Miłosiernego – dodał ordynariusz warszawsko-praski.

Modlitwie eucharystycznej towarzyszyły relikwie wielu świętych, za ich wstawiennictwem modlili się pielgrzymi, którzy przybyli z kościołów diecezji. Ksiądz arcybiskup Hoser przypomniał okoliczności zdobycia murów Jerycha. Zwrócił uwagę, że dzięki wytrwałej modlitwie padły mury tego miasta symbolizujące „mury oddzielające człowieka od Boga, mury separacji, nienawiści, konfliktu, które stają w poprzek wobec tworzenia wspólnoty Dzieci Bożych”. W tym kontekście podkreślił, że modlitwa różańcowa jest dopuszczeniem człowieka do najgłębszych tajemnic Bożych i jednocześnie jest ona „wielkim wyznaniem wiary”. – Ci, którzy odmawiają Różaniec, idąc przez stacje poszczególnych tajemnic, widzą, że te tajemnice odzwierciedlają tajemnice naszego życia. Któż takich tajemnic radosnych, bolesnych, chwalebnych i światła nie przeżywał – dodał ksiądz arcybiskup. Zwrócił uwagę, że Jerycho Różańcowe udowodniło, że modlitwa jest walką, która zakłada wysiłek, by być dyspozycyjnym dla człowieka i otwartym na Boga. Jerycho to także modlitwa walki przeciwko nam samym, bo sami stanowimy często przeszkodę dla modlitwy, łatwo się nią zniechęcamy, nie mamy na nią czasu. – Modlitwa jest walką o samego siebie, o tych, co są nam drodzy, o nasz kraj. Modlitwa przywraca nam pamięć o najważniejszych sprawach, o których żeśmy zapomnieli i przez to nasze życie staje się miałkie i rozbite. Ta pamięć jest nam potrzebna, by wokół widzieć nie tylko zakusy zła, ale też dobro, za które często nie umiemy dziękować – powiedział ks. abp Hoser.

Wskazał, że wytrwała i wierna modlitwa przywraca tęsknotę za Bogiem, „otwiera oczy, pozwala dostrzec Boga w historii, również w naszej osobistej historii”, otwiera oczy na drugiego człowieka, gdyż patrząc przez pryzmat modlitwy, nie oceniamy człowieka po pozorach, ale przez świadomość jego szans i porażek, klęsk i zwycięstw, ograniczeń, uwarunkowań, biedy. Ksiądz arcybiskup podkreślił, że „modlitwa jest szkołą czujności”, jest najlepszym przygotowaniem także do śmierci. – Wsłuchując się w bicie Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, zwracajmy się do Pana Boga z całkowitą ufnością. Pan Bóg lepiej wie, czego nam potrzeba, co nam dać, by nasze życie było zgodne z Jego Boskim życiem – podkreślił ordynariusz warszawsko-praski.

Zwrócił uwagę na rozpoczynający się nowy rok w Kościele powszechnym i lokalnym, „rok wyjątkowy, rok rodziny”, oraz na wydarzenia, które się z nim wiążą, jak synod poświęcony rodzinie. – Nie ma alternatywy dla rodziny. Bóg stworzył nas w rodzinie i relacjach z drugim człowiekiem. Jest powiedziane: „mnóżcie się i napełniajcie ziemię”. Dlatego nie powinno być miejsca dla nieprzyjaznych rodzinie projektów – podkreślił ks. abp Hoser. Przypomniał również o „programie chrzcielnym” realizowanym w Kościele w Polsce w czterech etapach, który „ma dokonać głębokiej orki naszych serc”, przygotowując nas do 1050. rocznicy chrztu Polski. – Abyśmy się nie stali przypadkowym anonimowym społeczeństwem, musimy celebrować pamięć o chrzcie Polski – podkreślił. Pierwszy etap tego programu zrealizowaliśmy w 2014 roku pod hasłem „Wierzę w Syna Bożego”. Drugi etap przypadający na 2015 rok to hasło „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, zaś rok 2016 to dwa wielkie wydarzenia: rocznica chrztu i Światowe Dni Młodzieży z przyjazdem Ojca Świętego do Polski. Rok 2017 – rok stulecia objawień fatimskich to hasło „Idźcie i głoście”.

http://www.naszdziennik.pl/wp/116139,mo ... ogiem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 16 gru 2014, 09:02 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Laicyzacja nas, zamykanie nas w doczesności, to są podstawowe cele psychopatów rządzących światem. A jeżeli już coś religijnego nam pozostawiono, to tak to wykoślawiono, że efekt tej religijności jest antyreligijny.

Schodzenie na ziemię

Marek Czachorowski

Już grają i śpiewają nam pod oknami kolędy. To pozorowanie świętowania przez Europejczyków, którzy nie wiedzą, co to jest Boże Narodzenie. Przecież rządzący UE obwieścili, że to nie chrześcijaństwo jest naszym dziedzictwem, ale jakaś „tradycja religijna”. Niekiedy jednak sami chrześcijanie winni są tego umysłowego zamętu. W epoce renesansu np. ustawili mozaikę przedstawiającą Hermesa Trismegistosa w samym środku katedry w Sienie, bo jakoby magia gwarantuje osiągnięcie chrześcijańskiej mądrości. W naszych czasach mamy także katolików głosujących za aborcją, zapraszających do Kościoła sodomitów, a zwłaszcza pokaźne grono pięknie uśmiechniętych, ale niepięknie milczących w obliczu siania umysłowego zamieszania. Nawet ponure cuda nad urną wyborczą nie wzbudziły narodowego rachunku sumienia, chociaż skrzywdzono Ojczyznę. Czy zatem prostą drogą idziemy do Betlejem?

To umieszczanie chrześcijaństwa w obłokach emocjonalnych reakcji prowadzi do tego, że chyba mało uwagi poświęcamy kontekstowi historycznemu i intelektualnemu, w którym zjawił się Jezus Chrystus. Owszem, pielęgnujemy pamięć o ówczesnej sytuacji narodu wybranego, pasterzach i królu Herodzie, ale w tym religijnym rozważaniu zazwyczaj pomijamy fakt, że były to czasy panowania cezara Augusta nad prawie całym ówczesnym światem. Czy Bóg tego kontekstu nie uwzględnił w swoich planach zejścia na ziemię? Prostując nasze drogi do Betlejem, trzeba je napełnić realną treścią historyczną, bo inaczej skończymy tak jak budowniczowie dzisiejszej UE, utrzymujący, że tylko przyśniło się Europie, że była chrześcijańska.

Pamiętać wpierw należy, że narodziny Jezusa poprzedzone zostały gwałtownym poruszeniem religijnym w Rzymie po zakończeniu straszliwej wojny domowej i objęciu władzy przez Oktawiana Augusta. Pod wpływem przepowiedni Sybilli spodziewano się zakończenia „epoki żelaza” i powrotu „złotej”. Te ówczesne oczekiwania i emocje wyraził Wergiliusz, największy rzymski poeta tworzący pod patronatem samego Augusta, w słynnych słowach z „Bukolik”: „Oto i nowe stworzenie z wyżyny niebieskiej zstępuje. Dziecię się rodzi – i kres pokolenie otrzyma żelaza”. Na tych mesjańskich nastrojach budował swoją władzę August, pierwszy rzymski cesarz pragnący utrzymać wrażenie, że to on jest owym oczekiwanym „dziecięciem”. Z upodobaniem używał nadanego mu określenia „boży syn” („divi filius”). Wzbraniał się jednak przed oddawaniem mu w Rzymie czci boskiej, ale zezwalał na to na Wschodzie, mniemając, że to przysłuży się umocnieniu jego władzy. Oto też klucz do panowania tego fałszywego mesjasza! Zdaniem prof. Stanisława Łosia, wybitnego polskiego historyka, „Opoką, na której cesarz oparł swój ustrój, była fikcja – może złudzenie, może kłamstwo”.

August pielęgnował użyteczne fikcje także w sposobie organizacji rzymskiego państwa. Zakuł je w kajdany sztabu swoich urzędników, pełniących funkcje przez pięćdziesiąt sześć lat, a składających się z jego wyzwoleńców. Nazwał to prof. Łoś „orientalizacją Rzymu”, czyli wprzęgnięciem go w ramy innej cywilizacji niż grecko-rzymska. Ten sztab był ośrodkiem, „z którego na cały świat promieniowała myśl orientalna, przystrojona w togę, spowita w majestat cesarza”. August doprowadził także do „orientalizacji rzymskiego prawa” (S. Łoś), czyli wyparcia z niego zasady porządku rozumu. Zauważył to nasz przenikliwy Norwid w „Promethidionie”: „O! Rzymie – ciebie […] W kodeksie jeszcze widzę barbarzyńskim […] W pofałszowanych Cezarach”. Cały ten pielęgnowany pozór zaciążył na późniejszych dziejach Rzymu i za cztery stulecia padnie on nie pod ciosem barbarzyńców, ale wpierw pod ciężarem własnego pozoru.

To królestwo pozoru było zatem radykalnym odejściem od odkrytej przez Greków prawdy o człowieku jako istocie rozumnej, zdolnej do kontaktowania się z rzeczywistością, a zatem zobowiązanej do zrywania z pozorami. Nadeszła więc pora na przyjście w Betlejem prawdziwego Mesjasza, który nazwał samego siebie królem przychodzącym na świat, aby „dać świadectwo prawdzie”. Nie czas zatem na kolędowanie w Adwencie, bo to sprzyjająca pora naszego schodzenia na ziemię, z obłoków emocji i złudzeń.

http://www.naszdziennik.pl/wp/118793,sc ... iemie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 13 sty 2015, 08:32 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Metafizyka o życiu i śmierci

- rozmowa z ks. prof. dr. hab. Andrzejem Maryniarczykiem, kierownikiem Katedry Metafizyki KUL

Tematem tegorocznego Międzynarodowego Sympozjum Metafizycznego jest „Spór o początek i koniec życia ludzkiego”. Trudno nie skojarzyć tej problematyki z masowym zabijaniem dzieci poczętych, rozwojem technik zapłodnienia in vitro czy z legalizacją eutanazji. Co takiego dzieje się we współczesnej kulturze, że staje się zdiagnozowaną przez św. Jana Pawła II cywilizacją śmierci?

– Jako jedną z przyczyn należałoby wymienić traktowanie życia jako pewnego produktu technicznego. Tak jak produkujemy samochody, wytwarzamy jakieś rzeczy, tak też zaczynamy patrzeć na życie. Biotechnologia czy inżynieria genetyczna to nowe słowa, które weszły do powszechnego użycia, kształtując nasze myślenie. Wydaje nam się, że możemy już produkować rośliny i zwierzęta i w ten sposób zaczynamy patrzeć na życie jako takie. Stąd tylko krok do stechnicyzowania początków ludzkiego życia przez wprowadzenie techniki in vitro czy aborcji i analogicznie – końca życia, śmierci w wyniku eutanazji. Ta mentalność, która się dziś upowszechnia, sprawia, że zamiast pielęgnować, kultywować i rozwijać kulturę życia, zaczynamy brnąć w kulturę śmierci.

Jakie są „zadania współczesnej metafizyki”, bo tak brzmi nazwa całego cyklu odbywających się już od 17 lat konferencji, wobec tak niepokojących tendencji?–

Spotykając się w dzisiejszej kulturze z materialistycznym i naturalistycznym widzeniem życia, chcemy pokazać drogę powrotu do pewnych kulturowych korzeni, zastanowić się, czy rzeczywiście życie w ogóle, a życie człowieka w szczególności, stanowi tylko jakiś „wybryk” rozwoju materii, czy jednak za tym życiem nie stoi Ktoś. Tak jak odkrywamy, że świat jest przygodny, niekonieczny, a w związku z tym jego racją jest właśnie Stwórca, tak samo możemy wykazać, że ostatecznym źródłem życia, które jest też przygodne, bo jest utracalne, jest Creator.

W tej całej bioróżnorodności życie ludzkie jest czymś wyjątkowym…

– W przypadku życia człowieka spotykamy się z czymś specyficznym, odróżniającym i stawiającym je na wyższym poziomie niż życie zwierząt. W ich przypadku życie jest przedłużane i zachowywane przez proces rodzenia. W przypadku życia ludzkiego rodzice są jakby powoływani do współstwarzania życia, dzięki czemu życie ludzkie nabiera niesamowitego znaczenia. Jest niespotykaną wartością, dlatego że jest – można powiedzieć – cudem stworzenia. Bo tym, który daje początek każdemu ludzkiemu życiu, jest właśnie Bóg poprzez stworzenie duszy.

Jak metafizyka, która jest dyscypliną racjonalną, dochodzi do przyjęcia istnienia Boga?

– Dociekania metafizyczne charakteryzują się tym, że dla badanych faktów poszukuje się ostatecznych przyczyn. W historii pierwszym wielkim prekursorem tego rodzaju metody był grecki myśliciel Arystoteles. Nie był człowiekiem wierzącym w naszym pojęciu. Nie mógł być chrześcijaninem, gdyż żył w IV wieku przed narodzeniem Chrystusa. On pierwszy pokazał, że jeśli chcemy wyjaśnić istnienie świata, musimy odnieść się do tzw. pierwszego motoru, Pierwszego Poruszyciela, a więc w sposób konieczny odwołać się do istnienia Boga. W przeciwnym razie nie wyjaśnimy, dlaczego świat istnieje i dlaczego zachodzą w nim obserwowalne przez wszystkich zmiany, takie jak np. ruch. Czyli rozpoczynając od poznawania rzeczy, a w przypadku problematyki naszej konferencji – życia biologicznego, sensytywnego, a w szczególności ludzkiego – poszukując jego przyczyn, wyjaśnienia „skąd i dlaczego?”, z konieczności musimy wyjść poza ten świat. Na drodze tych analiz dochodzi się do wniosku, że ostatecznym źródłem i jedynym wyjaśnieniem życia jest Istota, która daje istnienie światu i życie poszczególnym bytom. Jest nią Bóg.

Dlaczego tak trudno jest dzisiejszej kulturze przyjąć tę prawdę?

– Ponieważ dzisiaj tkwimy w swoistym dyktacie nauk przyrodniczych. To one narzucają paradygmat ewolucyjnego wyjaśniania życia. Sprowadza się on do tezy, że życie jest skutkiem naturalnego rozwoju materii. Nie ma żadnej tajemnicy życia, gdyż jest ono tylko i wyłącznie przeformułowywaniem się materii w różne układy. Mamy więc tu próbę ukazania świata jako ateistycznego w tym sensie, że nie potrzebuje do swojego wyjaśniania Boga, albowiem sam się wyjaśnia. Rozumując w ten sposób, przyjmuje się, że tak samo życie wyjaśnia się samo.

Ale przy analizie metafizycznej okazuje się, że rozumowanie to jest wewnętrznie sprzeczne…

Zawiera paradoksy, gdyż stara się wyjaśniać coś doskonalszego przez niedoskonałe, coś, co jest niematerialne, przez coś materialnego. Takich absurdów jest tam bardzo wiele. Świat, dajmy na to kultury, jest światem humanistycznym, niezrozumiałym bez odwołania się do człowieka. Gdy analizujemy jakieś przedmioty, to widzimy, że to, co jest wytwarzane, jest niezrozumiałe bez przywołania człowieka. Analogicznie gdy patrzymy na świat przyrody, który bez wątpienia nie jest dziełem człowieka, okazuje się, że jest on teistyczny, bo czytamy wszędzie ślady Stwórcy. Tak jak na krzesłach, domach, samochodach czytamy ślady ich twórcy w postaci człowieka, tak w świecie przyrody widzimy i odczytujemy ślady Tego, od którego pochodzi, a więc jej Stwórcy.

Dzisiaj ścierają się w kulturze te dwa wyjaśniania widzenia świata. Albo będziemy postrzegać świat jako ateistyczny, bez Boga, a więc niepotrzebujący wyjaśnienia Boga, albo odkrywamy go jako świat teistyczny, który jest dziełem stworzenia i w związku z tym jest pewnym darem ofiarowanym człowiekowi. Wtedy życie w tym świecie, tak jak istnienie każdej rzeczy, jest cudem, jest darem, wielkim dobrodziejstwem, które winniśmy cenić, chronić i umieć z niego racjonalnie korzystać.

Jak w obliczu konfrontacji z naporem myślenia ateistycznego widzi Ksiądz Profesor przyszłość filozofii i metafizyki?

– Tylu już myślicieli, jak np. Kant, Schopenhauer czy Nietzsche, ogłaszało bezskutecznie definitywną śmierć metafizyki, że jestem o jej przyszłość dziwnie spokojny, choć przydałby się większy wpływ tego myślenia na naszą dzisiejszą kulturę. Stąd zresztą zrodziła się przed 17 laty inicjatywa tych sympozjów. Dziś chciałbym tą drogą skierować moją prośbę o jak najliczniejszy w nim udział. A debatować będą 11 grudnia br. oprócz filozofów z KUL również goście z różnych ośrodków filozoficznych z Polski i zagranicy. Rozważane będą również bardziej szczegółowe problemy, te dyskutowane właśnie dzisiaj, jak np. problematyka życia w perspektywie biotechnologicznej, kwestia, czy modyfikacje genetyczne można uznać za nowe stworzenie. Chcemy też pochylić się nad szczegółowymi problemami z dziedziny teologii i filozofii, takimi jak np. problem zmartwychwstania ciała, jak rozumieć życie po śmierci, na czym by ono polegało, czy też problem nieba i piekła jako stanów ludzkiego życia. Będziemy też rozpatrywać kwestie in vitro, eutanazji, samobójstwa i zabójstwa w perspektywie etycznej, a także zastanawiać się nad statusem lekarza w kontekście troski o kulturę życia – czy współczesny lekarz pozostaje w służbie kultury życia czy kultury śmierci. Przykład profesora Bogdana Chazana dowodzi, że jest to dziś priorytetowy problem deontologii lekarskiej.

Z ks. prof. Andrzejem Maryniarczykiem rozmawiał Adam Kruczek
cyt. za www.naszdziennik.pl

http://ien.pl/index.php/archives/2194


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Otwórzmy swoje wewnętrzne okna na świat ponadmaterialny
PostNapisane: 23 sty 2015, 07:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Serce świata

Obrazek

Święty Jan Paweł II uzasadniał, że Serce Jezusa jest epitafią zbawczej miłości Ojca.

Odmawiając Litanię do Najświętszego Serca Jezusa, już intuicyjnie odkrywamy, że to Serce zajmuje centralne miejsce w Bożym planie zbawienia. W niniejszym artykule zwrócimy uwagę na niektóre wezwania z litanii, które ukazują tę zasadniczą prawdę dotyczącą Serca Jezusa, a tym samym wyznaczają główną perspektywę życia chrześcijańskiego. Trzeba więc ciągle mieć przed oczami te przymioty Serca Jezusa, które przypominają nam, że jest ono celem świata i wypełnieniem wszystkiego.

Pełnia życia

W niedzielę 27 sierpnia 1989 r. św. Jan Paweł II tak wyjaśniał wezwanie „Serce Jezusa, życie i zmartwychwstanie nasze”: „To wezwanie Litanii do Najświętszego Serca, mocne i pełne przekonania jak wyznanie wiary, zamyka w lapidarnym zdaniu całą tajemnicę Chrystusa Zbawiciela. […] Jezus jest życiem, które odwiecznie wypływa z boskiego źródła Ojca. […] Jest sam w sobie życiem. […] Jezus jest także życiem dla nas. […] Jezus jest również zmartwychwstaniem. Ze świętością Chrystusa, który jest Świętym Bożym, nic nie stoi w takiej sprzeczności jak grzech; nic nie jest tak sprzeczne z Nim, źródłem życia, jak śmierć”. W następną niedzielę, 3 września, Papież Jan Paweł II komentował wezwanie „Serce Jezusa, pokoju i pojednanie nasze”. Mówił wówczas: „Tak, Jezus jest pokojem, jest naszym pojednaniem. Jezus jest naszym pokojem. Wiemy, co w języku biblijnym oznacza słowo »pokój«. Mówiąc najogólniej, jest sumą dóbr, które Jezus-Mesjasz przyniósł ludziom. Dlatego dar pokoju oznacza początek Jego misji na ziemi, jest w niej przez cały czas obecny i stanowi jej ukoronowanie. […] Jezus jest także naszym pojednaniem. W następstwie grzechu powstał głęboki i tajemniczy podział między Bogiem Stwórcą i człowiekiem, Jego stworzeniem. Cała historia zbawienia jest właściwie opowieścią o przedziwnych interwencjach Boga na rzecz człowieka, aby człowiek w sposób wolny i z miłością powrócił do Niego, aby po czasie izolacji nastał czas pojednania i przyjaźni, komunii i pokoju”.

Źródło życia

W rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”, w niedzielę 17 sierpnia 1986 r., św. Jan Paweł II mówił przenikliwie na temat Serca Jezusa jako źródła życia: „Serce Jezusa jest źródłem życia, gdyż przez nie dokonuje się zwycięstwo nad śmiercią. Jest źródłem świętości, gdyż w nim zostaje przezwyciężony grzech, który jest przeciwnikiem świętości w sercu człowieka”. Papież tak uzasadnia te stwierdzenia: „Moc odpuszczania grzechów, moc zwycięstwa nad złem w sercu ludzkim zawiera się w Męce i śmierci Chrystusa Odkupiciela. Szczególnym znakiem tej odkupieńczej mocy jest właśnie Serce. Męka Chrystusa i śmierć wypełniały się w całym Jego Ciele. Dokonywały się poprzez wszystkie rany, jakie odniósł w czasie Męki. Serce bowiem konało poprzez obumieranie całego ciała. Serce wyniszczało się w rytmie cierpienia wszystkich ran. W tym wyniszczeniu Serce płonęło miłością. Żywy płomień miłości strawił Serce Jezusa na krzyżu. Ta miłość była mocą przebłagania za grzechy. Przewyższyła ona – i na zawsze przewyższa – całe zło w nich zawarte, całe odejście od Boga, cały bunt wolnej ludzkiej woli, każde złe użycie stworzonej wolności, które sprzeciwia się Bogu i Jego świętości. Miłość, która strawiła Serce Jezusa – miłość, która zadała śmierć Jego Sercu – była i jest potęgą niezwyciężoną. Przez miłość Boskiego Serca śmierć przyniosła zwycięstwo nad grzechem, stała się źródłem życia i świętości”. Serce Jezusa jako źródło życia nie jest zamknięte w sobie, ale staje się dostępne dla wszystkich, którzy chcą z niego czerpać. W niedzielę 10 sierpnia 1986 r. św. Jan Paweł II wyrażał więc w imieniu Kościoła takie pragnienie: „Wszyscy pragniemy przybliżyć się do tego źródła wody żywej. Wszyscy pragniemy pić z Boskiego Serca, które jest źródłem życia i świętości. W Nim został nam dany Duch Święty i stale jest dawany wszystkim, którzy z czcią i miłością przybliżą się do Chrystusa, do Jego Serca. Przybliżyć się do źródła to znaczy: sięgnąć do początku. Nie ma innego miejsca w stworzonym wszechświecie, z którego bierze początek świętość w życiu człowieka poza tym Sercem, które tak bardzo umiłowało”. Serce Jezusa staje się dla chrześcijanina szczególną siłą w chwili śmierci, pozwalając mu także ten ostatni i decydujący moment przeżyć w sposób święty. Święty Jan Paweł II tak wyjaśniał tajemnicę śmierci w perspektywie Serca Jezusa: „Śmierć należy do ludzkiej kondycji, jest momentem kończącym doczesną fazę życia. W rozumieniu chrześcijańskim śmierć oznacza przejście od światłości stworzonej do niestworzonej, od życia doczesnego do życia wiecznego. […] Skoro chrześcijanin czerpie z Serca Chrystusa światło i siłę do tego, by żyć jako dziecko Boże, to czyż mógłby z innego źródła czerpać siłę, by umrzeć w sposób godny swej wiary? »Żyjąc w Chrystusie«, musi »umrzeć w Chrystusie«. Słowa litanii wyrażają doświadczenie chrześcijanina w obliczu śmierci: oto Serce Chrystusa, Jego miłość i miłosierdzie są nadzieją i pewnością dla tego, kto w Nim umiera”.

Radość zbawionych

W rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”, 12 listopada 1989 r., kończąc cykl refleksji dotyczących Litanii do Najświętszego Serca Jezusa, św. Jan Paweł II nauczał: „W niebie spełniają się wszystkie oczekiwania: uczeń wchodzi do radości swojego Pana, kontempluje oblicze Mistrza, które jaśnieje blaskiem odwiecznego Światła, już nie tylko przez krótką chwilę przemienienia, żyje z Jezusem życiem Jezusa. Życie w Niebie jest doskonałym, nieprzemijającym, intensywnym udziałem w miłości Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego; jest pełnym objawieniem wewnętrznej istoty Chrystusa oraz przejściem do owej pełni życia i miłości, która wypływa z Jego Serca. W Niebie błogosławieni oglądają ziszczenie wszystkich swoich pragnień, spełnienie wszystkich proroctw, zaspokojenie tęsknoty za szczęściem i realizację wszystkich swoich dążeń. Dlatego Serce Chrystusa jest źródłem życia i miłości świętych: w Chrystusie i przez Chrystusa błogosławieni w Niebie otrzymują dar miłości Ojca, który łączy ich ze sobą węzłem Ducha Świętego, Bożej Miłości; w Chrystusie i przez Chrystusa miłują Ojca i ludzi – swych braci miłością Ducha Świętego”. Serce Jezusa jest epifanią zbawczej miłości Ojca. W nim możemy złożyć naszą nadzieję. On ofiaruje nam słowo, które nie przemija, miłość, która ciągle się potwierdza, przyjaźń, która się nie wycofuje, obecność, która nie znika. Serce Jezusa będzie w końcu radością i ostatecznym spoczynkiem wszystkich zbawionych.

Ks. prof. Janusz Królikowski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wiata.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 38 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /