Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 08 sty 2015, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Cezary Rozwadowski – SMUTNA ZABAWA W KLOCKI HISTORYCZNE

Wszystkie nieszczęścia Polaków ostatnich lat, wynikają z kalekich zasad ustroju państwa autorstwa Michnika, Kuronia, Geremka, Mazowieckiego i „ich” wspólników. To oni zaplanowali taki ustrój, w którym my Polacy, nie mamy nic do powiedzenia i nazwali go przewrotnie demokracją.

Oczywiście należałoby zacząć od „wyprostowania” naszej najnowszej historii, lecz w obecnych warunkach jest to raczej niemożliwe, o czym przekonał się pan dr Cenckiewicz dokładając rękę do wyjaśnienia „ciemnych danych” o Wałęsie. Bez tego można oczywiście budować przyszłość, ale nie będzie ona umocowana w przeszłości, będzie epizodem, który nie ma początku. I ten początek będzie zawsze kością niezgody i zaczynem fermentu.

Dziś po blisko 30 latach sprawa źródeł stanu wojennego, przemilczanych i maskowanych nadal dzieli Polaków. Z jednej strony fakty wskazujące na to że stan wojenny był samodzielną decyzją gen Jaruzelskiego w służbie Moskwy a z drugiej opinie Jana Pawła II, uważającego Jaruzelskiego za patriotę, Michnika „odpieprzcie się od generała” i wreszcie argument: „gdyby nie Jaruzelski, nie byłoby okrągłego stołu”.

Myślę, że argument przypisujący Jaruzelskiemu współojcostwo okrągłego stołu, nie jest bezpodstawny. Tak, to prawda, gen Jaruzelski jest ojcem okrągłego stołu w takim kształcie, w jakim go odprawiono. Okrągły stół powinien odbyć się w 1981 roku zamiast stanu wojennego. Ale dlaczego nie odbył się wówczas, kiedy za plecami paktujących ze strony tzw. społecznej z niecierpliwością z nogi na nogę przestępowało 10 milionów członków Wielkiej Solidarności. Już sama obecność tych mas członkowskich w obawie przed ich pomrukiem, odbierałaby paktującym ochotę do szachrajstw, jakie mieli w planach.

Zupełnie inna sytuacja była w 1989 roku, kiedy za plecami paktujących w imieniu narodu polskiego stała atrapa Solidarności, cień dawnej Wielkiej Solidarności, kierowany przez agenturę SB. I w tym najgorszym znaczeniu gen Jaruzelski jest ojcem akcji „okrągły stół” zrealizowanej w 1989 roku.
Pytanie zasadnicze, zatem brzmi nie „dlaczego Jaruzelski wprowadził stan wojenny” lecz „w jakim celu i kto tak naprawdę namówił go do tego?” oraz „dlaczego zaakceptował pomysł okrągłego stołu nie w 1981 a 1989 roku?”
Materiałów dowodowych wprawdzie nadal brak, jednak elementy układanki pasują do siebie „jak ulał”.

Klocek pierwszy – POGŁĘBIAJĄCA SIĘ NIEWYDOLNOŚĆ SYSTEMU PRL.

Klocek drugi – POWSTANIE WIELKIEJ SOLIDARNOŚCI. No i jak? Te dwa klocki pasują do siebie?

Klocek trzeci – STRACH PRZED PRZEJĘCIEM WŁADZY W POLSCE PRZEZ POLAKÓW W LICZBIE 10 MILIONÓW. Klocek pasuje?

Klocek czwarty – WIELKA ZMOWA „JARUZELCZYKÓW Z DORADCAMI SOLIDARNOŚCI” W CELU WYRWANIA ZĘBÓW ZRYWOWI NIEPODLEGŁOŚCIOWEMU POLAKÓW. Ten klocek wyjaśnia wszystko, strach obu kontrahentów przed Polakami rodzi stan wojenny.

Klocek piąty – STAN WOJENNY ZA APROBATĄ ZSRR, USA (Kukliński zameldował o tym planie miesiąc wcześniej), I ROZBICIE STRUKTUR WIELKIEJ SOLIDARNOŚCI. Klocek pasuje czy nie pasuje do koncepcji przekazania władzy jednych żydowskich desantów w Polsce – drugiemu rzutowi?

Klocek szósty – POZORNE ODRODZENIE SOLIDARNOŚCI, ALE JUŻ KIEROWANEJ PRZEZ EKIPĘ ŻYDÓW AMERYKAŃSKICH.

Klocek siódmy – JARUZELSKI ZARZĄDZA OBRADY OKRĄGŁEGO STOŁU, przy którym stronę społeczną (Polaków) reprezentują Żydzi (ok. 90% „negocjatorów”).

Klocek ósmy – OBYDWIE STRONY ZBIERAJĄ OWOCE STANU WOJENNEGO („strona społeczna” nie obawia się już zniszczonej Wielkiej Solidarności, strona „jaruzelska” otrzymuje gwarancje bezpieczeństwa). Czy ten klocek też nie pasuje do wyników „obrad” okrągłego stołu?

Klocek dziewiąty – III RZECZPOSPOLITA („GRUBA KRESKA”, „ODPIEPRZCIE SIĘ OD GENERAŁA”, GRABIEŻ MAJĄTKU NARODOWEGO itd.).

Jako klocek dziesiąty zakwalifikowałbym zainfekowanie systemu ustrojowego larwami destrukcji. To tak, jak giez bydlęcy nakłuwa skórę np. krowy i składa tam jajo. Z jaja wylęga się larwa żywiąc się gotowym kotletem tatarskim, larwa rośnie i przegryza cystę, jaką w samoobronie otoczył ją organizm zwierzęcia i wydostaje się na zewnątrz (np. do USA). Tak żydowski desant sprawujący niepodzielną władzę po 1989 r., złożył jaja w zdrowym ciele narodu polskiego. Ojcowie III Rzeczypospolitej niepolskiego pochodzenia stworzyli patologiczne w zamiarze struktury państwa, przestępcze zasady funkcjonowania państwa i wadliwe prawo a wylęgłe z jaj tych larwy, żywią się ciałem Polski, naigrawając się z nas mamrocząc coś o demokracji i sprawiedliwości, dla pozoru prowadząc ze sobą „zaciekłą” wojnę medialną.

Całkiem nieciekawa układanka, i w moim przekonaniu bliska prawdy, ale dzisiaj prawda to coś innego niż prawda prawdziwa. Dzisiaj prawdę piszą nadal ci, którzy w naszym imieniu przy okrągłym stole załatwiali swoje partykularne interesy żydowskiej diaspory.

Przecież tym wszystkim nie zarządzał przypadek, czyli chaos, wszystko to, co się zdarzyło miało swoją przyczynę i praprzyczynę, celowość tego ciągu zdarzeń jest porażająca, tylko ślepcy nie potrafią tego zobaczyć a ludzie małego ducha zobaczyć tej porażającej prawdy nie chcą. Jestem przekonany, że kiedyś, kiedy odzyskamy prawdziwą suwerenność – zagadka stanu wojennego, oraz zmowa Jaruzelskiego, Michnika i Geremka zostaną ujawnione.

Cezary Rozwadowski
Patriotyczny Ruch Polski

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/ ... storyczne/

Mam uwagę do autora, gdyż nie sądzę, aby Jan Paweł II mógł być aż tak naiwny, aby uważać bestię za patriotę. Myślę, że raczej starał się bestię okiełznać przypisując jej cechy ludzkie i polskie. Niestety bezskutecznie.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 06 mar 2015, 07:40 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Możecie być dumni

ks. Adalbert Denaux, profesor teologii Uniwersytetuw Louvain (Belgia)

Jan Paweł II rządził Kościołem katolickim przez 26 lat z odwagą, siłą, wytrwałością i głęboką wiarą w Pana. Wyrażam moją wielką wdzięczność za to, że w Nim wasz kraj podarował Kościołowi najlepsze, co miał. On wydaje mi się uosobieniem duszy Polski.

Życzę Wam, abyście mieli w pamięci pierwsze jego słowa jako papieża: Nie lękajcie się. Myślę, że dopiero po upływie jakiegoś czasu dotrze do nas, jak bogatą był osobowością: poeta, dramaturg, aktor, kaznodzieja, filozof, teolog, człowiek mediów, człowiek dialogu z innymi Kościołami, z żydami i innymi religiami, bojownik przeciwko komunistycznej dyktaturze i drapieżnemu kapitalizmowi, miłośnik narciarstwa i Tatr, atleta Boga na początku i cierpiący sługa na końcu, pielgrzym, który objechał dokoła cały świat, przyjaciel młodzieży, obrońca praw człowieka, człowiek pełen wiary i głębokiej czci dla Maryi, matki Boga, człowiek modlitwy, mistyk. W tym wyliczeniu nie objąłem wszystkiego. Możecie być dumni, że daliście Kościołowi takiego giganta wiary. Z miłością Chrystusa

http://gosc.pl/doc/794675.Mozecie-byc-dumni


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 11 mar 2015, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Lewacki potwór dominujący finansowo, medialnie, militarnie, prawnie i formalnie nad światem stara się zatopić nas ludzi w bagnie swoich patologii.
Każdą swoją kolejną patologię ubiera w ciepłe słówka, "rozsądne argumenty", w opinię "autorytetów moralnych", i bez przerwy wciska nam medialnie do naszych głów, aby ją tam zagnieździć, czyli nas zmanipulować.
Ludzie są różni, są też i tacy, których pasożyt lewacki jest w stanie przekonać. Podzielony świat jest wówczas bezsilny wobec lewackiego terroryzmu ideologicznego i powoli stacza się w otchłań lewackiego bagna.


Inwestować trzeba w politykę prorodzinną, a nie in vitro

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk

Rząd zajmuje się projektem dotyczącym procedury in vitro, natomiast nie podejmuje się kwestii opracowania rządowego programu leczenia niepłodności. In vitro jest więc drogą na skróty?

Tempo prac nad tym projektem podkreśla, że rządowi zależy na coraz wyraźniejszej ideologizacji życia politycznego i społecznego. Mamy już za sobą teoretyczną ratyfikację tzw. konwencji przemocowej, która jest konwencją przemocy wobec małżeństwa. W tej chwili mamy projekt ustawy, który nie wpływa na leczenie niepłodności, tylko dotyczy reprodukcji człowieka i promowania interesów przemysłu in vitro. Trzeba to bardzo mocno powiedzieć, że ta ustawa wnoszona w bardzo szybkim tempie przez rząd Ewy Kopacz jest ustawą, która nie podejmuje zagadnienia leczenia niepłodności, tylko podejmuje promocje reprodukcji in vitro. Wbrew nasilającym się sygnałom negatywnych skutków tej procedury. Rząd ignoruje sygnały związane z błędami lekarskimi w Szczecinie i Policach, o których donoszą media. Rząd ignoruje przestrogi samych lekarzy, ignoruje sedno sprawy prof. Bogdana Chazana, jakim była kwestia konsekwencji medycznych dziecka zreprodukowanego in vitro, które zostało poczęte w sposób głęboko defektujący życie i cielesność dziecka. To wszystko zostało wymazane z przestrzeni racjonalnej dyskusji. Natomiast forsuje się projekt ustawy, która w sposób totalny ignoruje wartość ludzkiego życia, czyniąc je przedmiotem przemysłowych działań, poddanym instrumentalizacji. Nie wspomnę, że w tej sprawie ignorowany jest głos Kościoła, ale w przypadku takich osób jak Ewa Kopacz i jej ekipa trudno mówić, że choć w najmniejszym stopniu są one wrażliwe na głos Kościoła.

Według projektu metoda in vitro ma być dopuszczona do zastosowania po wyczerpaniu innych metod leczenia, prowadzonych przez co najmniej 12 miesięcy. Rozwiązanie to nazywa się kompromisem...

Oczywiście tu nie ma mowy o kompromisie. Podkreślę, że w projekcie tej ustawy nie widzę realnych alternatyw leczenia niepłodności. Przeglądając 60 stron projektu ustawy, nie znajduję słów o intensyfikacji badań nad naprotechnologią. Nie widzę odniesienia się do związku między stopniem dzietności dzieci a polityką prorodzinną. Jest rzeczą ciekawą, że polskie małżeństwa, które podobno są dotknięte radykalną niepłodnością, w momencie w którym wyjeżdżają na Wyspy Brytyjskie, cieszą się potomstwem. To powinno dać rządowi do myślenia, że zamiast inwestowania w in vitro, czas zacząć inwestowanie w politykę prorodzinną. Nie widzę realnych działań rządu do pokonania kryzysu demograficznego, w tym także niepłodności. Natomiast gdy została odrzucona realna strona walki z niepłodnością, a zostaje podjęta reprodukcja in vitro, to trudno mówić tutaj o kompromisie. Albo jestem za życiem, albo jestem przeciw życiu. Nie ma rozwiązania pośredniego. In vitro jest niszczeniem ludzkiego życia, i to musimy nieustannie podkreślać. Niezależnie od cierpienia wielu małżeństw dotkniętych realną niepłodnością.

Jak Ksiądz Profesor odbiera słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, który twierdzi, że „metoda in vitro jest opowiedzeniem się za życiem”?

Nie wiem, czy prezydent po raz kolejny wypowiedział te słowa w „bulu i nadzieji”. Natomiast w sposób charakterystyczny łamią one reguły logiki i myślenia. Trudno jest interpretować słowa prezydenta, ponieważ one wymykają się wszelkim racjonalnym regułom interpretacyjnym. Jeżeli przyjmiemy je jako wyraz dialektyki myślenia „jestem za, a nawet przeciw”, no to to jest podkreślenie schizofrenii tożsamości katolickiej. Warto w tym momencie wrócić do listu ks. abp. Deca, który bardzo wyraźnie zaapelował w sprawie konwencji do prezydenta, aby pamiętał, że przynależność do pewnej partii i związanych z tym decyzji jest tymczasowa. Natomiast przynależność do Kościoła na mocy chrztu określa w sposób jednoznaczny tożsamość człowieka. Mówiąc wprost, prezydent Komorowski po raz kolejny potwierdza, że jest katolikiem inaczej.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... vitro.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 16 kwi 2015, 07:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Prawdziwy mężczyzna – gatunek na wymarciu

Mężczyzna prawy, odważny, męski, zaradny życiowo, regularnie korzystający z sakramentów, głowa rodziny, uczciwy, sprawiedliwy, a jednocześnie dbający o siebie, szarmancki, potrafiący okazać czułość, troskę i miłość wobec bliskich – brzmi to trochę jak opis księcia z bajki. A jednak tacy mężczyźni istnieją, choć mam wrażenie, że wyszłam za mąż za ostatniego z nich. Dlaczego mamy obecnie kryzys męskości tak wielki, że to, co kiedyś było normą, dziś staje się marzeniem?

Zacznijmy od sprawy oczywistej. W wielu rodzinach brakuje dobrych wzorców, jak być mężczyzną. Gdy ojciec porzuca matkę i dzieci dla nowego związku lub ucieka w pracoholizm, alkoholizm, seksoholizm bądź inne uzależnienia (co często łączy się z zaistnieniem przemocy), staje się fatalnym modelem męskości dla synów. Syn może się buntować, postanawiać być inny niż ojciec, jednak nie mając pozytywnego wzorca, często po prostu odrzuca to, co mu się z męskością kojarzy. W rezultacie mamy miłych, empatycznych, lecz pozbawionych inicjatywy i zdolności podejmowania decyzji dużych chłopców.

Drugą częstą opcją radzenia sobie z toksyczną sytuacją rodzinną jest utożsamienie się z agresorem. Chłopiec sam zaczyna powielać patologiczne zachowania ojca, wchodząc w fałszywą „macho‑męskość”, dla której kobieta może być ewentualnie przedmiotem służącym zaspokojeniu potrzeb, jednak nie godną szacunku osobą. Obecnie zaś, gdy w rodzinie brakuje pozytywnego wzorca męskości, trudno go znaleźć poza rodziną. Czasem w harcerstwie, skautingu, czasem w grupie ministranckiej, jednak tych pozytywnych wzorców jest coraz mniej.

Wieczni nastolatkowie

Jednym z niedocenianych czynników są zmiany kulturowe. Punkt zakończenia okresu dojrzewania wciąż niezauważalnie się przesuwa, na przykład, opóźnia się moment zakończenia nauki. Jeszcze dwadzieścia lat temu wielu ludzi kończyło naukę na etapie szkoły średniej, w tej chwili zaś studia wyższe, a nawet podyplomowe, są zjawiskiem powszechnym. Oznacza to istotne odłożenie w czasie konieczności samodzielnego utrzymywania się. Pracujący, utrzymujący się ze swej pracy nastolatek? Osobiście nie znam nikogo takiego.

Niedawno przeprowadzone badania amerykańskie pokazują, że prawie połowa Amerykanów między osiemnastym a dwudziestym piątym rokiem życia mieszka z rodzicami, a ponad 60 procent rodzice wspierają finansowo. Nazwano to wręcz zjawiskiem bumerangowej młodzieży, która po kilku latach imprezowania (czasem też nauki) w akademikach wraca na garnuszek mamusi.

Potęga inicjacji

Niezwykle potężnym narzędziem, które kiedyś wspomagało przejście w dorosłość, były tradycyjne ceremonie inicjacyjne. W kulturach opisywanych jako „prymitywne” następuje kilka etapów stawania się mężczyzną. Proces ten obejmuje, na przykład, oficjalne odebranie chłopca spod opieki matki, przez co nabywa on prawa do przebywania w męskim towarzystwie. Podpatrując, na czym polegają męskie zajęcia, uczy się ich. Sprzyja to ogromnie nabyciu poczucia tożsamości – co znaczy „być prawdziwym mężczyzną”.

Porównajmy to z sytuacją odbierania dzieciom resztek pozostałych w kulturze wskazówek dotyczących różnic płciowych (jak, na przykład, zmuszanie małych chłopców w przedszkolu do malowania paznokci i przebierania się w sukienki), a bez trudu wyobrazimy sobie, co czeka kolejne pokolenia.

Kultury, w których istnieją ceremonie inicjacyjne, na pierwszy rzut oka zachowują ten cenny moment inicjacji w świat męski czy przejścia w dorosłość. Jednak w wielu przypadkach to tylko sentymentalna a pozbawiona pierwotnego znaczenia tradycja. Przytoczę wspomnienie znajomego, który uczestniczył w bar micwie syna przyjaciół. Ojciec trzynastoletniego chłopca rozpoczął świętowanie od tradycyjnych słów: Dziś stałeś się dorosły…, po czym, najwyraźniej uznając to za pozbawiony treści, pompatyczny formalizm dodał: Tak, akurat!, wzbudzając fale śmiechu zgromadzonych.

W przeszłości ceremonia ta oznaczała autentyczne przejście do świata dorosłych mężczyzn. W świecie współczesnym została zredukowana do sympatycznej tradycji o odcieniu religijnym.

Harlekinofeminizm

Kolejny czynnik to sfeminizowanie procesu wychowawczego. Nawet we wspaniałych domach ojciec jest obecnie odsunięty na drugi plan w wychowaniu dzieci. Dziecko przechodzi spod opieki mamy pod opiekę pań wychowawczyń w przedszkolu, a potem nauczycielek w szkole. Pół biedy, gdy są to kobiety mądre. Niestety, najnowsze programy studiów pedagogicznych nafaszerowane są ideami feminizmu utożsamiającego męskość z przemocą, z których płynie podstawowy przekaz: Jedyny akceptowalny mężczyzna to mężczyzna pozbawiony męskości.

Proszę zauważyć jak bardzo eliminuje się obecnie z programów nauczania elementy rywalizacji (brak ocen w klasach początkowych), wprowadzając za to przymus kooperacji – wiele zadań to projekty grupowe, gdzie nie docenia się indywidualnego wkładu, lecz pracę zespołu. Chłopiec nie ma rywalizować czy walczyć – ma być empatycznym członkiem zespołu.

Warto też zwrócić uwagę, jak wygląda lansowany w mediach adresowanych do kobiet obraz „idealnego mężczyzny”. Jest to miły chłopiec, ubrany w modne ciuchy typu unisex, korzystający z manicure, potrafiący słuchać, zawsze gotów pójść ze swą lubą na zakupy, ba, nawet potrafiący doradzić dobór dodatków czy kosmetyków – jednym słowem: idealna przyjaciółka. Dlatego nazywam to harlekinofeminizmem, bo pokazuje ideał mężczyzny rodem z najniższej klasy romansów.

„Róbta co chceta” jako nowa norma etyczna

Jeszcze inną cechą aktualnych programów wychowawczych jest postawienie na pierwszym miejscu zasad tolerancji i otwartości na różnorodność. Zajęcia promujące „tolerancję” uczą, że chłopiec nie ma prawa mieć własnego zdania na żaden temat. Ma być „otwarty na różnorodność”. Za tę cenę dostaje jednak coś innego, bardzo atrakcyjnego. Na zajęciach seksedukacyjnych chłopcy uczą się, że seks (solo czy z udziałem innych ludzi) to taka sama rozrywka jak, na przykład, obejrzenie filmu czy zjedzenie ciastka, i dowiadują się, jak uprawiać seks, by nie mieć dzieci i nie złapać choroby wenerycznej. A ponieważ dziewczęta otrzymują ten sam przekaz, zanika praktycznie ostatni obszar, w którym normalnie mężczyzna musi wykazać się cnotami, wytrwałością, zdolnością do samopoświęceń – obszar zalotów. Już nie musi zdobywać swej wybranki, imponować jej, by przekonać, że będzie dobrym partnerem w życiu. Nie musi prowadzić zalotów, oświadczać się, przysięgać jej dozgonnej miłości przez ołtarzem. Na trzeciej randce dostaje seks bez zobowiązań, który być może przerodzi się w konkubinat bez zobowiązań, a po paru latach być może w małżeństwo. Z tym małżeństwem też bez przesady. Dowiedziałam się niedawno, że niektórzy panowie specjalnie upijają się w noc przedślubną i dają zamknąć na izbie wytrzeźwień, by w razie potrzeby mieć zaświadczenie, że w momencie składania przysięgi małżeńskiej byli nietrzeźwi.

Wolność od norm i ról płciowych, życie z jednej imprezy studenckiej na drugą, brak konieczności starania się o damskie względy produkuje dorosłych, dobrze wykształconych absolwentów, którzy nie wiedzą nawet, w jakiej branży chcą pracować. Owszem, pokończyli rożne renomowane kierunki, lecz praca ich męczy, frustruje ich konieczność punktualności, rozliczania z wyników, niemożność ściągnięcia dobrego rozwiązania od innych.
Całkowita „wolność od”, która u wielu osób spowodowała promiskuityzm seksualny i problemy z nawiązywaniem znaczących relacji z innymi ludźmi, powoduje, że brak im nawet motywacji do podejmowania pracy z poczucia odpowiedzialności za innych. W ich życiu bowiem nie ma miejsca dla innych ludzi. Nawet jeśli pojawi się żona, konkubina czy dziecko, są one traktowane w kategoriach czegoś, czego można się w razie problemów pozbyć. Rodzice z kolei postrzegani są jako źródło wsparcia finansowego, dlatego utrzymuje się z nimi kontakt, jak długo są użyteczni. Nie, nie przesadzam. Rozmawiałam z wieloma ludźmi, którzy naprawdę tak myślą.

Odwieczny impuls

Przekonujący obraz prawdziwej męskości odnajdujemy w nauczaniu świętego Jana Pawła II. Odsyła on do biblijnego opisu stworzenia człowieka, który ukazuje męskość i kobiecość od samego początku wdrukowane w naturę. W oparciu o Pismo Święte można odtworzyć obraz człowieka zgodny z pierwotnym zamysłem Boga i Jego planem wobec stworzenia.

Bóg powiedział na początku: Rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1, 28). Warto zwrócić uwagę, że zadanie to, choć adresowane do obojga pierwszych rodziców, jest jednak delikatnie ukierunkowane. Główną rolę w wypełnianiu polecenia rozmnażajcie się odgrywa wszak kobieta, jako ta, która nosi dziecko pod sercem i jest jego pierwszą opiekunką. Mężczyzna z kolei, jako wyposażony w większą siłę, przeznaczony jest do czynienia sobie ziemi poddaną. Dobrze przeprowadzone badania z zakresu nauk społecznych potwierdzają to. Kobiety najlepiej spełniają się w relacjach, a więc w tym, co zostało wbudowane w ich naturę. Mężczyźni z kolei największą pełnię odnajdują w panowaniu nad obszarem materialnym, światem przedmiotów i narzędzi. To nie konkurencja, lecz komplementarność. Mężczyzna to obrońca i przewodnik, źródło autorytetu i szlachetności; kobieta to opiekunka budująca więzi, źródło dobroci.

James Stetson, autor książki Father, the Family Protector opowiada następującą historię. Przechadzając się po parku pewnego niedzielnego popołudnia, zauważył niewidomą staruszkę z laską i psem przewodnikiem, której towarzyszyły dwie roześmiane dziewczynki w wieku 6–7 lat, najwyraźniej wnuczki. Nagle z zaułka wypadł ogromny dziki kundel i zaatakował psa staruszki. Ten zaczął się bronić, ujadając wniebogłosy i gryząc. Staruszka potęgowała jeszcze chaos, próbując odgonić kundla laską, jednak głównie trafiała nią we własnego psa. Przerażone dziewczynki krzyczały i szlochały, wmurowane w ziemię. Stetson wraz z kolegą natychmiast rzucili się na pomoc. To samo jednocześnie uczynili praktycznie wszyscy mężczyźni znajdujący się w okolicy. Odgonili psa i zapewnili staruszkę, że już wszystko w porządku. W tym momencie pojawiła się żona jednego z mężczyzn i zaproponowała niewidomej kobiecie i dziewczynkom, by ochłonęły w pobliskiej kawiarni. Stetson tak oto podsumowuje owo zdarzenie: Gdy rzuciliśmy się na ratunek, zadziałał potężny, prymitywny impuls funkcjonujący od tysięcy lat. Każdy dorosły mężczyzna w zasięgu słuchu usłyszał dźwięk, który poruszył jego najgłębsze męskie instynkty i popchnął do akcji: „Dzieci zaatakowane przez bestię! Ocal dzieci! Odeprzyj bestię!” Mężczyźni porzucili swe zajęcia i niebaczni własnego bezpieczeństwa pobiegli bronić dzieci.

Mężczyźni różnią się psychicznie i fizycznie od kobiet. Inaczej myślą, reagują na odmienne bodźce. Działają w nich instynkty, postawy, siły fizyczne umożliwiające twardą, pełną poświęcenia służbę ludziom, którzy najwięcej znaczą w ich życiu, poczynając od najbliższej rodziny.

Wszystkie specyficzne cechy dorosłego mężczyzny – muskulatura, siła woli, wytrzymałość, tendencja do koncentrowania się na rozwiązaniach, a nie uczuciach, popęd do współzawodnictwa, agresywność, asertywność, skłonność do planowania strategicznego, przyjemność płynąca z pracy fizycznej czy konstrukcyjnej, silne poczucie hierarchiczności a także sprawiedliwości – wszystko to razem złożone służy podstawowemu celowi ich życia, jakim jest ochrona i opieka.

Remedium?

Zjawisko ogólnej niedojrzałości współczesnych mężczyzn opisuje szczegółowo Dan Kiley w książce Syndrom Piotrusia Pana, jednak nie dociera do istoty problemu. Bo w gruncie rzeczy pierwotnym źródłem kryzysu męskości jest odrzucenie Boga i praw przez Niego ustalonych jako podstawowego punktu odniesienia. Wystarczyłby powrót do nauczania Kościoła na temat roli, zadań, obowiązków i przywilejów mężczyzny oraz kobiety, wystarczyłby powrót do nauki moralnej Kościoła, powrót do Pisma Świętego, żeby zobaczyć doskonałe wzorce męskości i gotowe przepisy, jak męskość realizować w życiu. Można, oczywiście, wysnuwać wiele teorii psychologicznych i socjologicznych dotyczących czynników niszczących męskość, ale szczerze mówiąc – gdy eliminujemy z życia Boga jako wzorzec ojcostwa, Chrystusa jako wzór męskości, a Boże przykazania jako fundament decyzji moralnych – nie mamy prawa się dziwić, że wszystko wywraca się do góry nogami. Jak to przełożyć na praktykę, to temat na osobny artykuł, a nawet książkę. Jednak nie musimy kombinować, jak w naszych czasach przywrócić prawdziwą męskość – receptę mamy, natura ludzka jest niezmienna, wystarczy sięgnąć do źródeł.


Bogna Białecka – psycholog, publicystka, stały współpracownik „Przewodnika Katolickiego”.



Wewnątrz komunii‑wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej mężczyzna jest powołany, aby żył w świadomości swego daru oraz roli męża i ojca.

W małżonce widzi mężczyzna wypełnienie się zamysłu Bożego: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”, i swoim czyni okrzyk Adama, pierwszego oblubieńca: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!”.

Prawdziwa miłość małżeńska zakłada i wymaga, aby mężczyzna żywił głęboki szacunek dla równej godności kobiety: „Nie jesteś jej panem – pisze św. Ambroży – lecz mężem, nie służącą otrzymałeś, ale żonę… Odpłać życzliwością za życzliwość, miłość wynagrodź miłością”. Mężczyzna winien żyć ze swą żoną „w szczególnej formie przyjaźni osób”. A chrześcijanin jest powołany do rozwijania nowej postawy miłości, okazując w ten sposób swej własnej oblubienicy miłość subtelną i mocną zarazem, jaką Chrystus żywi do Kościoła.

Miłość do małżonki, która została matką, i miłość do dzieci są dla mężczyzny naturalną drogą do zrozumienia i urzeczywistnienia swego ojcostwa. Nade wszystko tam, gdzie warunki społeczne i kulturalne łatwo skłaniają ojca do pewnego uwolnienia się od zobowiązań wobec rodziny i do mniejszego udziału w wychowaniu dzieci, konieczne jest odzyskanie społecznego przekonania, że miejsce i zadanie ojca w rodzinie i dla rodziny mają wagę jedyną i niezastąpioną. Jak uczy doświadczenie, nieobecność ojca powoduje zachwianie równowagi psychicznej i moralnej oraz znaczne trudności w stosunkach rodzinnych, podobnie jak, w okolicznościach przeciwnych, przytłaczająca obecność ojca, zwłaszcza tam, gdzie występuje już zjawisko tzw. „machizmu”, czyli nadużywanie przewagi uprawnień męskich, które upokarzają kobietę i nie pozwalają na rozwój zdrowych stosunków rodzinnych.

Mężczyzna, ukazując i przeżywając na ziemi ojcostwo samego Boga, powołany jest do zabezpieczenia równego rozwoju wszystkim członkom rodziny. Spełni to zadanie przez wielkoduszną odpowiedzialność za życie poczęte pod sercem matki, przez troskliwe pełnienie obowiązku wychowania, dzielonego ze współmałżonką, przez pracę, która nigdy nie rozbija rodziny, ale utwierdza ją w spójni i stałości, przez dawanie świadectwa dojrzałego życia chrześcijańskiego, które skutecznie wprowadza dzieci w żywe doświadczenie Chrystusa i Kościoła.

Święty Jan Paweł II, Familiaris consortio, 25


http://www.pch24.pl/prawdziwy-mezczyzna ... 7,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 23 kwi 2015, 06:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Lewactwo wciąż i intensywnie rozwija technologie mordowania ludzi, poprzez różne fabryki śmierci (aborcja, in vitro), poprzez korporacje farmakologiczne, poprzez pozorowane leczenie w szpitalach, poprzez szczepionki, poprzez generowanie epidemii, poprzez ucisk ekonomiczny, poprzez zatrutą żywność korporacyjną, poprzez eutanazję i eugenikę.
Dawniej lewactwo mordowało ludzi w obozach zagłady, teraz jest inaczej, lewactwo założyło sobie białe rękawiczki.


Milczenie jak wyrzut

Czy modlitwa za dzieci nienarodzone może być niezgodna z prawem? Okazuje się, że współczesne „normy” prawne nie mieszczą w sobie akceptacji na duchową obronę życia najbardziej bezbronnych istot. Sprawa Mary Wagner, skromnej i odważnej kobiety, która zdecydowała się dać świadectwo i bronić każdego życia, a zwłaszcza tego najmniejszego, jest wymownym znakiem, jak daleko zabrnęła cywilizacja śmierci. Bezduszne prawo w jej ojczyźnie skazuje dzieci poczęte na śmierć poprzez legalizację aborcji na każdym etapie życia prenatalnego. Za co kanadyjski sąd skazuje Mary Wagner? Za modlitwę, białe róże wręczane kobietom, które wchodzą do centrów aborcyjnych.

To ma stanowić „zakłócanie ich działalności gospodarczej”.

Przede wszystkim Mary Wagner jest skazana za to, że jej niezłomna postawa stanowi wyrzut sumienia dla bezdusznych urzędników i polityków, dla których „działalność gospodarcza” ośrodków jest ważniejsza niż życie tysięcy istnień ludzkich.

Cicha modlitwa i symboliczne milczenie Wagner, solidaryzującej się w ten sposób z nienarodzonymi, jest tak naprawdę krzykiem w imię prawa do życia dla każdego. Wyrazy wsparcia płynące nawet z tak odległych krajów jak Polska pokazują jednocześnie, że obrona dzieci poczętych to kluczowa sprawa dla wielu ludzi na całym świecie. Nie poddają się, modlą się, podejmują duchową adopcję, krucjatę, post, zrzeszają się, wychodzą z inicjatywami ustawodawczymi, zbierają podpisy, organizują marsze.

Oni wiedzą, że bez usankcjonowania w prawie całkowitej obrony życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci naszą cywilizację czeka moralna i duchowa zapaść, a realnie – po prostu zagłada. W imię prawa do absolutnej wolności odbierane są fundamentalne prawa tym, którzy jeszcze o nich nie potrafią głośno powiedzieć. Pod płaszczykiem tolerancji i praw kobiet funduje się okrutny los milionom dzieci.

Nie są karani aborterzy ani osoby namawiające do zabijania poczętych. Oni mogą liczyć na sowite wsparcie – zarówno prawne, jak i finansowe – co być może zagłusza ich sumienie. Jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, jak dalece niesprawiedliwy, opresyjny i dyskryminujący jest system oparty na założeniach skrajnej lewicy, niech popatrzy na to, kogo uważa za swojego wroga.

Paulina Gajkowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... yrzut.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 25 kwi 2015, 06:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
W czym sierp i młot są lepsze od symbolu SS?

Kilka dni temu łódzka prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające wobec pisarza Michała Witkowskiego, który wystąpił na pokazie mody w różowym kapeluszu z symbolem niemieckiej zbrodniczej organizacji SS.

Niemal w tym samym czasie do Polski wjechał rosyjski rajd samochodowy „Drogi Chwały”. Na karoseriach pojazdów widnieją symbole komunistycznej ideologii: sierpy i młoty oraz czerwone gwiazdy.

Zdaniem polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, samo posiadanie symboli totalitarnych nie stanowi przestępstwa, a przejazd publicznymi drogami przez Polskę uczestników tego rajdu (za parę dni pojawią się z pewnością podobnie wyposażeni motocykliści z nacjonalistycznego, proputinowskiego klubu „Nocne Wilki”) nie jest według jego urzędników propagowaniem zbrodniczego ustroju.

To bardzo ciekawa interpretacja tych samych zjawisk: występujący w miejscu gromadzącym niezbyt liczne osoby Witkowski stanie – i słusznie – przed prokuratorem za jedną czapkę z runami SS, a spore kawalkady samochodów z wymalowanymi symbolami komunizmu nie będą ścigane z mocy prawa.

Ciekawe, czy gdyby przez nasz kraj przejeżdżały niemieckie samochody ze swastykami, to ich kierowcy zostaliby potraktowani z taką samą pobłażliwością jak Rosjanie?

Urzędnikom z MSW, funkcjonariuszom policji i prokuratorom warto chyba przypomnieć artykuł 256 kodeksu karnego:

§1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w §1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

§3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w §2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.

§4. W razie skazania za przestępstwo określone w §2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w §2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.

Nie sądzę, aby w przypadku rajdu „Drogi Chwały” można było zastosować trzeci paragraf przytoczonego wyżej artykułu kk.

Wpis dostępny na blogAID
Dr Jerzy Bukowski

Rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... lu-ss.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 10 maja 2015, 06:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Kościół jest częścią świata

Obrazek
Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik


Benedykt XVI zachęcił Kościół, by przemawiał do całej ludzkości i nie ograniczał przekazu do wierzących. Papież senior napisał wstęp do książki ks. kard. Tarcisio Bertonego.

We wprowadzeniu do tomu „Wiara i dobro wspólne” byłego watykańskiego sekretarza stanu Benedykt XVI napisał: „Urząd duszpasterski nie oznacza tylko tego, że my w Kościele pełnimy wobec wiernych posługę udzielania sakramentów i głoszenia Słowa Bożego”.

Taki urząd ma także wymiar intelektualny – dodał Papież senior mieszkający w Watykanie. Następnie położył nacisk na potrzebę rozszerzenia posługi duszpasterskiej, pisząc: „Choć w pierwszym rzędzie powierzona nam jest opieka nad wiernymi i tymi, którzy bezpośrednio poszukują wiary, posługa duszpasterza nie może ograniczać się do samego Kościoła”.

„Kościół jest częścią świata i dlatego może we właściwy sposób pełnić swą posługę tylko wtedy, gdy otaczać będzie opieką cały świat” – zauważył Benedykt XVI. Wyraził przekonanie, że Kościół powinien odnosić się do całej ludzkości i umieć znaleźć sposób zwracania się również do niewierzących.

„Tylko wtedy, gdy Kościół wykroczy poza samego siebie i weźmie na siebie odpowiedzialność za całą ludzkość”, sam pozostanie taki, jaki powinien być – podkreślił Papież.

RP, PAP

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... wiata.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 07 cze 2015, 20:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Histerycy i historycy czyli krążenie elit

Izabela Brodacka

Po procesie wygranym przez Grzegorza Brauna z „ Gazetą Wyborczą”, do ataku ruszyli dyżurni histerycy. Profesor Włodzimierz Borodziej oraz dr Piotr Osęka stwierdzili, że poglądy Brauna wyczerpują znamiona faszyzmu, bowiem to właśnie faszyści mówili o spiskach, zdradzie elit, byli anty-demokratami oraz antysemitami. Na podobnie zasadzie moja mieszkająca w Czechach znajoma została rozpoznana jako faszystka, a nawet nazwana przez krewką sąsiadkę hitlerówką. Sąsiadce nie podoba się owczarek niemiecki, którego nabyła znajoma.
Słowo „histerycy” wbrew pozorom nie zawiera literówki. Tak się u nas w domu żartobliwie nazywa historyczne autorytety. Bywają również histerycy sztuczni. Jak się łatwo domyślić ten termin zarezerwowany jest dla osób parających się sztuką. To wszystko dla odróżnienia od zwykłego historyka, czyli absolwenta wydziału historii, który to wydział nie wiedzieć czemu stał się ostatnio kolebką elit władzy. Historykami są zarówno Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Antoni Macierewicz i wiele innych prominentnych person. Ciekawe czego właściwie uczą na tej historii?

Przy okazji sprawy Brauna zabłysnął też histeryk idei profesor Marcin Król, twierdząc, że przeciwnicy ustroju demokratycznego powinni mieć zakaz startowania w demokratycznych wyborach. To nie jest pierwszy tego typu jego wybryk. Kiedyś pan profesor publicznie wezwał do rozprawy z pisowską opozycją „nawet jeżeli nie będzie ona ( ta rozprawa - I.B. ) zgodna z prawem”. W kwestii niezgodnych z prawem rozpraw z opozycją profesor Król ma godnych poprzedników. Jak pamiętamy 29 czerwca 1956 roku, w czasie wydarzeń poznańskich, premier Józef Cyrankiewicz powiedział:

„Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie, w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji, w interesie walki o podwyższenie stopy życiowej ludności, w interesie dalszej demokratyzacji naszego życia, w interesie naszej Ojczyzny”.

Odrąbywanie rąk w imię demokracji. To jest właśnie to co się marzy naszym demokratom.

Ostatnio Marcin Król jakby trochę dojrzał. Powiada się, że jabłko spada wtedy gdy dojrzeje natomiast polityk, w przeciwieństwie do jabłka, dojrzewa gdy spadnie. Jak widać dotyczy to również histeryków idei. Otóż Marcin Król zwątpił w ekspertów . Co więcej - łaskawie przyznał mądrość i naturalne demokratyczne skłonności społeczeństwu. Cytuję:

„Nie miałbym nawet tak wiele przeciwko absolutyzmowi oświeconemu, gdyby był to ustrój, który nie wymyka się spod kontroli. Wymyka się jednak nieuchronnie. Odpowiedzialność za stopniowe zdewastowanie naturalnych skłonności demokratycznych spada na rządzących we współczesnych demokracjach. Sami doprowadzili nas do skraju przepaści i teraz sami liczą na to, że dzięki ekspertom i ludziom kompetentnym nas uratują. To są jednak bardzo niebezpieczne złudzenia, gdyż społeczeństwo zawsze jest mądrzejsze od władzy, a nie na odwrót.”

Królowi, jak zakochanej panience, która przy każdej okazji powtarza mimo woli imię ukochanego, wymyka się w pierwszym zdaniu tęsknota za absolutyzmem oświeconym. Bo absolutyzm oświecony był zawsze ideałem tej formacji, która pomimo wycierania sobie ust odmienianym przez wszystkie przypadki słowem „demokracja” panicznie się tej demokracji boi . Podobnie jak profesor Jan Hartman panicznie boi się „polskiego chama”, którego nietrafnie sytuuje w okolicach kruchty. Cytuję:

„Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest „prawdziwą” i „wierną” jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego.”

Demokraci doby współczesnej, a szczególnie różnej maści konserwatywni liberałowie boją się swego społeczeństwa, które jest przecież pomiotem demokracji. Podobnie jak teoretycy i praktycy demokracji socjalistycznej, którzy pogardzali sztandarowym ludem pracującym miast i wsi i choć sami pochodzili najczęściej z awansu społecznego, celebrując swoje komunistyczne dostojeństwo separowali się od tego ludu. Chcieli nie tylko dożywotniej lecz dziedzicznej władzy i przywilejów. Dokładnie tak samo jak samozwańcze elity III RP. Dzięki kontraktowi kanciastego stołu (niesłusznie zwanego okrągłym) jedni i drudzy dogadali się przeciwko obywatelom. W ich mniemaniu -przeciwko polskim chamom.

„Polski cham” dla elit, które reprezentują nasi profesorowie to po prostu ten, kto nie ma dostępu do przywilejów władzy i nie należy do klakierów władzy zwanych artystami. Na przykład ja.

Dziedziczna sukcesja władzy i przywilejów stała się w III RP faktem. Socjalistyczni demokraci czyli pospolite komuchy gładko przepoczwarzyli się w liberałów, nowoczesnych demokratów a nawet liberalnych konserwatystów. Bardziej wyrazistych przeciwników komunistycznego systemu na swe salony wpuściła opozycja kontraktowa, czyli stalinowska grupa interesu traktująca udział w opozycji jako mądrość etapu. Wielu z opozycjonistów zawierało poza tym związki małżeńskie z potomkami twardej ubecji tworząc w ten sposób dynastię podwójnie zabezpieczonych i uprzywilejowanych resortowych dzieci i wnuków.

Dla usprawiedliwienia tych dość egzotycznych jak na opozycję paranteli i sojuszy usłużni intelektualiści posługiwali się koncepcją Vilfredo Pareto, zgodnie z którą nieustanne krążenie i przenikanie elit pozwala wyłonić ekipę ludzi najlepiej nadających się do sterowania tępym, niezdolnym do decydowania o swym losie społeczeństwem.

Poziom intelektualny i moralny uformowanej na modłę Pareto naszej elity władzy najlepiej ilustrują rozmowy przy ośmiorniczkach.
A profesor Król? Jak twierdzi Wildstein, profesor Król nadal dobrze się zapowiada.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 01 lip 2015, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Ameryka na równi pochyłej

Obrazek
fot.REUTERS/Stringer/FORUM


Laicyzacja nie musiała się dokonać w nieubłagany sposób. Nie jest to anonimowy proces, tylko dzieło konkretnych rządów i konkretnych większości parlamentarnych, konkretnych ludzi dokonujących zasadniczych wyborów. Podobnie rzecz wygląda w przypadku obecnej, krytycznej chyba, fazy rewolucjonizowania Ameryki.

Błyskawica, która uderzyła w kopułę bazyliki świętego Piotra tuż po obwieszczeniu przez Benedykta XVI woli opuszczenia Tronu Piotrowego, okazała się potężnym znakiem. Bo też symbolem naszej, chrześcijańskiej cywilizacji jest właśnie ta Bazylika, a nie na przykład budynki WTC w Nowym Jorku. Jak wieść o abdykacji Ojca Świętego spadła niczym grom z jasnego nieba, tak i ten piorun uderzający w kopułę nad Konfesją świętego Piotra podkreślał wagę (moim zdaniem rewolucyjną) papieskiej decyzji. Dzisiaj, po dwóch latach od tego wydarzenia możemy powiedzieć, że była to również zapowiedź kolejnych uderzeń w podstawy chrześcijańskiej cywilizacji.

Sąd Najwyższy – wehikuł rewolucji

Historia ostatnich miesięcy, a nawet tygodni, to zapis tych klęsk: wynik referendum w Irlandii na temat homoseksualnych pseudomałżeństw, ustawa o in vitro w Polsce, wreszcie ogłoszona 26 czerwca, podjęta większością jednego głosu decyzja Sądu Najwyższego USA zrównującego w sensie świeckiego prawa związki jednopłciowe z małżeństwami. Trudno nie zgodzić się z komentatorami, którzy przypisują temu ostatniemu wydarzeniu „kosmiczne znaczenie”.

Bo tak w istocie jest. Po 26 czerwca nic już nie będzie takie samo. Werdykt wydany przez amerykański Sąd Najwyższy wyznacza kolejny etap w rewolucyjnej działalności tego gremium. W „największej demokracji świata” to nie rzesze wyborców ostatecznie decydują o obliczu kulturowym – czyli najważniejszym – swojego kraju, ale pięć osób. Bo taką zwykłą większością (5:4) w minionych dziesięcioleciach ten sam sąd rewolucjonizował Amerykę – czy to w przypadku zgody na legalizację zabijania nienarodzonych czy odmawiając prawa do modlitwy (nawet w ciszy) na terenie szkół.

Patrick Buchanan, komentując na swoim blogu decyzję pięciu amerykańskich sędziów ws. legalizacji homoseksualnych nibymałżeństw, napisał: Mówi się nam, że Ameryka zmieniła się w takich sprawach jak aborcja i homoseksualizm. Ale chociaż myślenie może podlegać zmianie, prawa mogą się zmieniać i wyniki wyborów z pewnością zmieniły się, czy jednak prawda moralna zmienia się? Czyż Dziesięć Przykazań, chrześcijańska tradycja i Prawo Naturalne zdefiniowane przez Akwinatę były tylko dobre dla swoich czasów, ale nie dla naszych?

Nadchodzi ucisk

Dla nas – czytelników i autorów piszących na tym portalu – są to pytania retoryczne. Choć nie miejmy złudzeń, decyzja z 26 czerwca przyspieszy proces, który już trwa – dopisywanie do podstaw naszej upadającej chrześcijańskiej cywilizacji jeszcze jednego dogmatu, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny i kobiety. W tych dniach bowiem widzimy, jak trafnie Gilbert K. Chesterton zdefiniował dogmat jako „prawdę oczywistą, która została zakwestionowana”.

Za głoszenie tego dogmatu wierzący chrześcijanie (katolicy, protestanci) już płacą. Przypominanie bowiem tej, zakwestionowanej teraz przez pięciu amerykańskich sędziów oczywistości już dzisiaj jest w wielu europejskich krajach określane jako „mowa nienawiści” i w związku z tym penalizowane. Podobnie jak na przykład sprzeciw katolickich agencji adopcyjnych wobec oddawania dzieci do adopcji parom homoseksualnym. Ogłoszona w imię „wolności i godności” decyzja większości sędziów Sądu Najwyższego USA zwiastuje nadejście kolejnej fali despotyzmu i pogardy.

Sędzia Samuel Alito, autor jednego z czterech głosów mniejszości do fatalnego orzeczenia, przewiduje taki właśnie przebieg wydarzeń, pisząc w swoim votum separatum: Dzisiejsza decyzja jest uzurpowaniem sobie konstytucyjnego prawa należnego obywatelom - czy utrzymać, czy zmienić tradycyjne pojmowanie małżeństwa. […] Będzie ona służyć do oczerniania Amerykanów, którzy nie chcą przystać do nowej ortodoksji. […] Jeśli zwykła większość sędziów może wymyślić nowe prawo, a następnie narzucić je reszcie kraju, jedynym realnym ograniczeniem stojącym na drodze przyszłym większościom [sędziowskim] w robieniu tego, co im się podoba, będzie ich własne poczucie tego, co ci, którzy mają polityczną władzę i wywierają kulturowy wpływ, zechcą tolerować.

Jeszcze lapidarniej określił to kolejny autor głosu mniejszości w składzie Sądu Najwyższego, Chief Justice (odpowiednik naszego Prezesa Sądu Najwyższego) John Roberts, który w swoim votum separatum podkreślił, że „zamknięcie debaty zmierza do zamknięcia umysłów”. Ten sam sędzia słusznie zauważył, że uderzającą rzeczą jest to, jak dużo w sposobie rozumowania większości orzekającej w równym stopniu można zastosować do podstawowego prawa do zawierania małżeństwa przez więcej niż dwie osoby. Jeśli ‘bowiem istnieje godność w związku między dwoma mężczyznami lub dwiema kobietami, którzy (które) chcą się pobrać i należy to do ich autonomii, by dokonać takiego wyboru’, dlaczegóż miałoby być mniej godności w związku trzech ludzi, którzy wykonując swoją autonomię, dokonują zasadniczego wyboru zawarcia związku małżeńskiego?.

Na co stać „pragmatyczną” prawicę?

Od lat zajmując się problemami laicyzacji w Europie (dziewiętnastowieczne Kulturkampfy), podkreślam, że laicyzacja nie musiała się dokonać w nieubłagany sposób, nie jest to anonimowy proces, tylko dzieło konkretnych rządów i konkretnych większości parlamentarnych, konkretnych ludzi dokonujących zasadniczych wyborów. Podobnie rzecz wygląda w przypadku obecnej, krytycznej chyba, fazy rewolucjonizowania Ameryki.

Pięciu sędziów - rewolucjonistów znamy z nazwiska: Ruth Bader Ginsburg, Stephen Breyer, Sonia Sotomayor, Elena Kagan oraz Anthony Kennedy. Czterech pierwszych mianowali lewicowi prezydenci, Bill Clinton i Barack Obama. Jednak głos decydujący oddał mianowany przez Ronalda Reagana ostatni z wymienionych sędziów.

Od czasu obalenia w 2013 roku przez Sąd Najwyższy tzw. Prawa o Obronie Małżeństwa (Demence of Marriage Act), Anthony Kennedy był wskazywany jako tzw. głos wahający się (swaying vote), który może przeważyć szalę w amerykańskim Sądzie Najwyższym nominalnie zdominowanym przez sędziów pochodzących z nominacji republikańskich prezydentów (takich jest w obecnym składzie Supreme Court pięciu) na korzyść radykalnej, rewolucyjnej w istocie rzeczy lewicy.

Cytowany wcześniej Patrick Buchanan czterdzieści lat temu opublikował książkę pod znamiennym tytułem Konserwatywne głosy, liberalne zwycięstwa, opisującą mechanizm rozchodzenia się w USA dwóch rzeczywistości: tradycyjnych (czyli normalnych) przekonań większości obywateli oraz ciągłego, udanego forsowania liberalnej agendy kulturowej czyli agendy najważniejszej. Wskazywał przy tym na fenomen kolejnych większości w składzie Sądu Najwyższego, odpowiedzialnych za rewolucjonizowanie Ameryki; większości tworzonych przez nominatów demokratycznych prezydentów, do których zazwyczaj dochodził przedstawiciel prawicy „umiarkowanej”, „pragmatycznej”, w Polsce powiedzieć by można „wzorowanej na najlepszych standardach zachodnioeuropejskiej chadecji”.

Kimś takim jest właśnie sędzia Anthony Kennedy, nominowany przez Reagana w 1987 roku, po tym jak opanowany przez demokratów Senat nie zgodził się na wysuniętego wcześniej przez prezydenta jako kandydat do Sądu Najwyższego Roberta Borka. Dla senackiej większości był on zbyt „konserwatywny”. Kennedy był „konserwatywny w wystarczający sposób”. Teraz wiemy dlaczego.

Katolicyzm bezobjawowy w akcji

Sędzia Anthony Kennedy był również autorem pisemnego uzasadnienia orzeczenia z dnia 26 czerwca. Ten sam sędzia Kennedy jest nominalnym katolikiem, podobnie jak katoliczką jest sędzina Sonia Sotomayor (z nominacji Obamy) również glosująca za legalizacją homoseksualnych pseudomałżeństw. Podobnie jak katolikami są w Polsce odchodzący prezydent, premier i znakomita większość parlamentarzystów głosujących niedawno za ustawą o tzw. leczeniu niepłodności, jak katoliczką jest dawna minister zdrowia (dziś premier), która organizowała zabójstwo dziecka nastoletniej „Agaty”, jak katoliczką jest prezydent Warszawy wyrzucając z pracy lekarza, bo kierując się sumieniem nie chciał zabić nienarodzonego dziecka… To ten sam katolicyzm bezobjawowy, który „nie narzuca nikomu swojego światopoglądu”, „zostawia swoje przekonania w szatni”, czytaj: sól pozbawiona smaku.

Cechą wspólną wszystkich odmian bezobjawowego katolicyzmu jest oderwanie się od filozoficznych podstaw (w znaczeniu filozofii bytu) i bazowanie tylko na emocjach i mglistych odczuciach. A przecież jak uczy św. Jan Paweł II (encyklika „Fides et Ratio”), nie ma nauczania wiary bez zdrowej teologii, a zdrowej teologii nie ma bez fundamentów teologicznych zdrowej filozofii, czyli filozofii bytu, tak jak określił ją św. Tomasz z Akwinu.

W napisanym przez sędziego Kennedy’ego uzasadnieniu do orzeczenia większości w kwestii tzw. małżeństw homoseksualnych czytamy, że „ich [homoseksualnych par] nadzieja nie może być skazana na życie w samotności, nie może być wyłączona z najstarszej instytucji naszej cywilizacji. Proszą oni o równą godność w oczach prawa. Konstytucja przyznaje im to prawo”. Klasyczny przykład takiego właśnie oderwania się od podstaw filozoficznych w znaczeniu braku odniesienia się do definicji bytu, jakim jest małżeństwo, a tylko odnoszenia się do mglistych odczuć („poczucie godności” etc.).

Co powie Papież?

Zmarły parę lat temu amerykański myśliciel konserwatywny Thomas Molnar napisał, że „nasza cywilizacja bez wątpienia zakończy się, gdy Kościół katolicki oraz Stany Zjednoczone przystąpią do rewolucji”. 26 czerwca 2015 roku pięciu amerykańskich obywateli zadecydowało, że w przypadku USA akces ten stał się faktem. Obserwując rok temu obrady rzymskiego synodu biskupów, czytając opublikowany niedawno dokument roboczy („Instrumentum laboris”) mający być podstawą prac II sesji synodu w październiku 2015 roku, patrząc na aktywność niemieckich hierarchów zamierzających „skorygować” szóste przykazanie Dekalogu oraz słysząc znaczące milczenie papieża Franciszka w tej sprawie, powraca myśl o gromie spadającym na Bazylikę.

Ojciec Święty we wrześniu ma przybyć z wizytą do Stanów Zjednoczonych. Do kraju, w którym zaszła rewolucyjna zmiana, a o której – póki co – Rzym milczy, zajmując się pilniejszymi kwestiami w rodzaju zmian klimatycznych. Czy Amerykanie, ale i cały Kościół, usłyszą wtedy słowa umocnienia w wierze?

Grzegorz Kucharczyk

http://www.pch24.pl/ameryka-na-rowni-po ... 680,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 04 lip 2015, 09:11 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Zmiana ubarwienia

Małgorzata Todd

Szanowni Państwo!

Kiedyś Holender marzył, żeby jego syn ożenił się z Holenderką. Później marzył już, żeby jego syn ożenił się z białą kobietą. Teraz marzy, by jego syn ożenił się z kobietą.

Oto na czym polega „idea postępu”.

Warto więc może zadać pytanie co rządzi światem: pieniądz czy ideologia? A może obydwa te czynniki, to tylko oręż w walce o dominację? Przyjmując takie założenie, jasno widać kto wygrywa, a kto przegrywa kolejne rundy. Po napaści Putina na Ukrainę Obama zastosował broń w postaci finansowego nacisku. Nałożenie sankcji ekonomicznych na Rosję, a zwłaszcza obniżenie ceny ropy było wygraną Obamy, co widać gołym okiem.

Rewanżu natomiast gołym okiem stwierdzić się nie da, bo przyszedł wcale nie z zewnątrz, a zadziałała piąta kolumna wewnątrz Stanów. Zmuszenie Amerykanów do uznania dewiacji seksualnych za normę jest wielkim zwycięstwem Putina, tym większym że nawet sam wróg nie uświadamia sobie własnej porażki.

Wmawianie ludziom, że wszyscy są równi, ale proletariat równiejszy zostało wystarczająco skompromitowane i wydawało się, że nie ma powrotu do tak skonstruowanej ideologii.

A tu masz! Okazuje się, że co prawda wszyscy mamy takie same prawa, ale zboczeńcy są grupą uprzywilejowaną.

Czerwonego sztandaru nie udało się powiesić na Białym Domu, wystarczyło go jednak podkolorować wszystkimi barwami tęczy i efekt osiągnięty.

Małgorzata Todd

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119

Cytuj:
Kiedyś Holender marzył, żeby jego syn ożenił się z Holenderką. Później marzył już, żeby jego syn ożenił się z białą kobietą. Teraz marzy, by jego syn ożenił się z kobietą.

Oto na czym polega „idea postępu”.

Dopisał bym jeszcze marzenia Holendra w przyszłości, żeby jego syn ożenił się z człowiekiem.
Jak postęp to postemp, trzeba płynąć z prądem w tym strumieniu ideologicznych wypocin.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 05 sie 2015, 06:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Multikulti

Małgorzata Todd

Pewien serbski muzułmanin zadźgał nożem polską żonę, bo była mu nieposłuszna. Teraz grozi mu długoletnie więzienie, a może nawet dożywocie na koszt polskiego podatnika. A przecież zrobił tylko to, co wyznawca Allacha zrobić musiał, broniąc honoru prawdziwego muzułmanina. Powinniśmy mu okazać wyrozumiałość i wdzięczność, że nie wysadził w powietrze całej kamienicy. Zabicie tylu niewiernych byłoby mu przecież wynagrodzone w niebiosach. Znając nasz wymiar sprawiedliwości, weźmie on zapewne pod uwagę tę powściągliwość jako okoliczność łagodzącą.

Z całą natomiast surowością ukaże zapewne kobietę, która ośmieliła się podrzucić świńskie łby do warszawskiego meczetu. Zawiedziona miłość może być okolicznością łagodzącą, ale wyłącznie w odniesieniu do posłanki PO przystającej na korupcję, natomiast każda przeciętna Polka powinna afronty ze strony muzułmanów przyjmować ze zrozumieniem. Jeśli Arab zapewnia o swojej dozgonnej miłości, to ma zapewne na myśli zgon obiektu pożądania. Znowu i tym razem zawiedziona w uczuciach kobieta powinna okazać nie tylko zrozumienie, ale i wdzięczność. Arabski rozwód polega na tym, że mąż oświadcza, że już żony nie chce i wypędza ją z domu tak jak stoi.

My Polacy, stosunkowo niedawno przerabialiśmy wciskanie nam nowej obyczajowości. W 1945 r. Armia Czerwona niosła nam „nową kulturę”. Zawszeni sowieccy żołdacy z ironią przyjmowali cywilizację zachodnią. – Wot, kultura – mawiali – przecież oni nawet odwszalni nie znają!

Małgorzata Todd

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 11 sie 2015, 06:36 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Jest to stan równania ludzi, społeczeństw w dół.
Równania do poziomu chorób psychicznych, zwyrodnień, patologii.
Takie rzeczy nie dzieją się tak ot sobie, bo skoro degeneracja ludzi jest faktem i stara się objąć cały świat to musi komuś służyć i coś nienormalnego za tym się kryje.


Prawo wyznacza normy dla wszystkich

– Nie możemy być obojętni wobec uchwalanego prawa, ponieważ wyznacza ono normy dla całego społeczeństwa – powiedział ks. abp Henryk Hoser w sanktuarium Świętej Rodziny w Studziannie.

Zgodnie z tradycją w święto patronki Europy św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein) biskup diecezji warszawsko-praskiej spotkał się z uczestnikami Pieszej Praskiej Pielgrzymki Rodzin Totus Tuus i odprawił dla jej uczestników Mszę Świętą. W homilii przypomniał o godności ludzkieJ osoby i wartości ludzkiego życia.

– Idziemy na Jasną Górę, żeby odnowić w sobie Słowa Życia, żeby ukazać, kim jest człowiek, jaką ma wartość oraz z jakim szacunkiem należy odnosić się do ludzi – zwłaszcza tych najmniejszych i najsłabszych, którzy nie mogą sami się bronić, którzy są zupełnie zależni od innych. Nie chodzi tu tylko o niepełnosprawnych, ale także o tych, którzy jeszcze się nie narodzili, bo ludzie nie dają im się narodzić, bo zabraniają im poznać Boga w życiu ziemskim, bo pozbawiają ich zasług własnego dążenia do Nieba – powiedział ks. abp Hoser.

Przestrzegł on przed deprecjonowaniem osób i ściąganiem ich w dół w kierunku tego, co jest złe.

Nie możemy być obojętni wobec tego, co się uchwala jako prawo, bo prawo jest normatywne, czyli wyznacza normy dla całego społeczeństwa. Winno zatem opierać się na odczytywaniu tego, kim jest człowiek. Tymczasem, jak stwierdził ks. abp Hoser – mamy dziś do czynienia z sytuacją, w której dochodzi od uchwalania prawa przeciwnego ludzkiej naturze, która – jak przypomniał – nie jest tylko naturą katolicką, ale powszechną, czyli taką, która łączy wszystkie osoby.

– Jeżeli zignorujemy to, jeżeli sprowadzimy człowieka tylko do materiału biologicznego, to dobrych czasów sobie nie szykujemy – ostrzegł biskup warszawsko-praski.

Stwierdził, że podobnie jak dwa tysiące lat temu potraktowano Jezusa Chrystus, tak dziś współczesny świat traktuje Kościół, lekceważąc, a niekiedy nawet kpiąc sobie z tego, co głosi. Jak wielu nazywa go dziś zawalidrogą czy źródłem zła. – To nieustanne deprecjonowanie wartości i znaczenia obecności Bożej w naszym społeczeństwie jest naszym największym błędem. Jest to również źródłem niepokoju wszystkich wierzących. Stąd, idąc na Jasną Górę, prośmy Boga o odnowienie dla naszego Narodu – zaapelował ks. abp Hoser.

32. Piesza Praska Pielgrzymka Rodzin Totus Tuus wyszła z sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej w Warszawie 5 sierpnia. Na Jasną Górę pątnicy dotrą 14 sierpnia. Mimo upałów z dnia na dzień pielgrzymów przybywa. Obok młodzieży i osób starszych idzie także spora liczba małżeństw z małymi dziećmi. Najmłodsi przemierzają pielgrzymi szlak w wózkach lub na ramionach rodziców. Natomiast dzieci w wieku od 6 do 12 lat idą w grupie białej, którą opiekuje się kleryk Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... tkich.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 07 wrz 2015, 08:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
In vitro NIE jak holokaust

Komunikat Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski do redakcji portalu www.newsweek.pl

Szanowni Państwo, na Państwa portalu www.newsweek.pl został umieszczony tytuł „Abp Gądecki: In vitro jak Holocaust”. Choć Państwo dają w tekście fragment wywiadu, to powyższy tytuł przeczy treści tegoż wywiadu, gdzie zostało jednoznacznie i wyraźnie powiedziane: „W kwestii in vitro nie ma mowy o podobnym rozmiarze przestępstwa”.

Kontekst wypowiedzi jest następujący: „Wszystkie dziedziny życia ludzkiego są albo moralne, albo niemoralne. Nie ma czegoś takiego jak polityka, która abstrahuje od moralności. Kiedy Hitler podejmował decyzję o eksterminacji Żydów, to była to decyzja polityczna a zarazem moralna. Zaciągnął moralną winę. W kwestii in vitro nie ma mowy o podobnym rozmiarze przestępstwa, ale istnieje podobnie moralny aspekt tej sprawy; ochrona poczętego życia ludzkiego. Złe prawo kształtuje złe obyczaje. Przyzwalać na złe prawo, oznacza, zgadzać się na zło; na złe obyczaje” (Gość Niedzielny, 06.09.2015, s. 22).

Warto przy tej okazji przypomnieć, iż ks. abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, od lat jest zaangażowany w dialog z Judaizmem. To właśnie ks. abp Gądecki jest inicjatorem Dnia Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce, był wieloletnim konsultorem Papieskiej Komisji ds. Religijnych Relacji z Żydami, był też wieloletnim przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem i dobrze rozumie różnicę między Holokaustem, a innymi przestępstwami przeciwko życiu ludzkiemu.

ks. dr Paweł Rytel-Andrianik
Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

Kopia: Anna Azari, Ambasador Izraela w Polsce oraz Rabin Michael Schudrich, Naczelny Rabin Polski

Do: Redakcja portalu www.newsweek.pl

Warszawa, dn. 4 września 2015 r.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... kaust.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 07 lis 2015, 08:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Bez osądzenia, bez przebaczenia

Obrazek
Zdjęcie: Andrzej Kulesza/ Nasz Dziennik


Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem, wykładowcą na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Rafał Stefaniuk.

Zmarł Czesław Kiszczak. Powraca więc pytanie, czy 26 lat po transformacji należy przyśpieszyć proces rozliczania ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie PRL?
– Na pewno są jeszcze zbrodnie do osądzenia, sprawy do zbadania. Szansa na to, że ci ludzie zostaną osądzeni i trafią do więzienia, jest żadna. Po tylu latach są w takim wieku, że sprawiedliwość ich już pewnie nie dosięgnie. Ale będzie to miało pewien wymiar moralny. Śledztwa prokuratorskie realizowane przez IPN w odniesieniu do zbrodni komunistycznych mają jeszcze ten walor, że dostarczają źródeł historycznych. Prokuratorzy przesłuchują, badają sprawę, wytwarzają akta. Czasami nie da się z tego zrobić procesu po latach, bo np. większość sprawców nie żyje, ale powstaje materiał archiwalny, który będzie służył historykom. To ratuje pewien fragment rzeczywistości, który pewnie byłby nie do odtworzenia, bo pamiętamy, ile źródeł komuniści zdążyli spalić na przełomie lat 80. i 90. Śledztwa trzeba nadal prowadzić, trzeba je intensyfikować, a ich efekty będą miały wymiar moralny, a praktyczny odnosi się do stworzenia cennego materiału archiwalnego.

Jednak w debacie publicznej padają stwierdzenia, że nie ma sensu wracać do czasów PRL, bo te czasy już dawno minęły, a decydenci tamtego okresu są starzy i niedołężni. Często słychać odwołania do chrześcijańskiego miłosierdzia. Panu te argumenty są obce?
– To, co robimy od 1989 r., to jest właśnie źle rozumiane chrześcijańskie miłosierdzie. W wyniku wytaczanych procesów mało kto trafił do więzienia. W większości były to wyroki w zawieszeniu. Z drugiej strony stwierdzenia, że „nie ma co do tego wracać, bo to przebrzmiałe, dawne historie”, to przejaw ogólnej choroby odcinania się od przeszłości, tak jakby dzisiejsza niepodległa Polska spadła z księżyca. Tymczasem za nami stoi historia oporu społecznego oraz tych zbrodniarzy. Więc tymi sprawami jesteśmy zobowiązani się zajmować i musimy przynajmniej próbować doprowadzić zbrodnie do rozliczenia. Odcinanie się od przeszłości jest postawą bardzo niezdrową. Przecież historia ma wpływ na to, co dzieje się dzisiaj. A ponadto historia to jest sprawa wielka, to podstawa wychowania i wyrabiania podstaw odpowiedzialności za Ojczyznę.

III RP jest kontynuatorką PRL. Kiszczak miał tytuł generała, a nie zostanie pochowany na Powązkach i nie będzie mu towarzyszyć asysta wojskowa. Jak Pan ocenia decyzję ministra obrony Tomasza Siemoniaka?
– W sensie prawnym III RP jest kontynuatorką PRL, ale róbmy wszystko, aby w aspekcie moralnym tak nie było. Mam nadzieję, że jest dużo ludzi w Polsce, którzy robią wszystko, aby tej moralnej kontynuacji nie było. A co do pogrzebu na Powązkach, to w ostatnich latach mieliśmy wiele sytuacji skandalicznych, gdy różni komunistyczni wojskowi z Jaruzelskim na czele byli chowani z wielką pompą z udziałem władz państwowych czy samorządowych. Także funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, odpowiedzialni za różne wydarzenia z okresu stanu wojennego, byli chowani w ten sposób. Decyzja ministra Siemoniaka jest z pewnością dobrym ruchem. Widać, że protesty społeczne z lat ubiegłych doprowadziły do tego, że o pochówku Kiszczaka na Powązkach w asyście kompanii honorowej nie ma już mowy. Należy wyrazić satysfakcję, że nikomu takie rzeczy nie przychodzą już do głowy.

Bez wątpienia Kiszczak miał ogromną wiedzę co do istotnych spraw dla Polaków, jak chociażby szczegóły zabójstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Ujawnienie tych faktów, bez względu na skazanie przez sąd, byłoby formą odkupienia win?
– W jakimś stopniu tak. Twierdzę, że jeżeli ktoś nawołuje do pojednania ludzi dawnego aparatu, to postawmy im warunki pojednania. Podstawą jest wyrażenie przez nich skruchy i przeprosiny. Z kolei przejawem czynnego żalu powinno być ujawnienie wszystkich okoliczności ich zbrodni, przestępstw i działalności w formacjach siłowych PRL. Wtedy można by mówić, że powstała płaszczyzna do pojednania. Natomiast to nie nastąpiło. Kolejni funkcjonariusze komunistyczni wysokiej rangi umierają, zabierając ze sobą do grobu swoją wiedzę. Przez ostatnie 25 lat milczeli jak zaklęci, chociaż mogli tę prawdę w wielu aspektach przybliżyć. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że śmierć Kiszczaka będzie utrudniała ustalenie prawdy chociażby w sprawie okoliczności męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Kiszczak jednak tego nie zrobił, jego dawni towarzysze również. Wiara w sens rewolucji światowej i komunizm była silniejsza?
– Pytanie, które pan zadał, jest bardzo trudne. Oni pewnie już nie wierzą w rewolucję światową. Nie wydaje mi się, żeby byli na tyle naiwni. Bardziej prawdopodobne jest to, że chronią swoich nielicznych kolegów czy podwładnych, którzy jeszcze żyją. Z drugiej strony pewnie postępują tak ze złości wobec nowego porządku ustrojowego i ludzi, którzy są u steru władzy. Możliwe też, że mają wpojone, że jest to tajemnica i ujawnić tego nie można. Poruszył pan ciekawe zagadnienie, dlaczego milczą, bo faktem jest to, że wielu ludzi ciągle to robi.

Dziękuję za rozmowę.
Rafał Stefaniuk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... zenia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 01 gru 2015, 22:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31043
Prawo, polityka, dobro narodu

Marszałek Senior Kornel Morawiecki swoją wypowiedzią o Dobru Narodu i jego nadrzędnej roli wobec prawa wzbudził niemały popłoch wśród zwolenników naszego obecnego regimu – demokratycznego Państwa prawnego. Wczoraj swoje oburzenie w Lisowym programie wyrażał senator Pociej. Jest zatem stosunkowo dobry moment, przy ciągle trwającym kryzysie konstytucyjnym, nad refleksją względem trzech pojęć: polityki, prawa i dobra narodu, ich podrzędności/ nadrzędności oraz relacji między nimi.

Wśród wielu sentencji jakie możemy znaleźć na warszawskim Pałacu Sprawiedliwości – siedzibie Sądu Najwyższego, wyczytać możemy spiżowe łacińskie „Omne ius hominum causa constitutum est” – każde prawo stanowi się z myślą o człowieku. To upewnia mnie w słuszności stanowiska, iż prawo jest tylko narzędziem polityki. Samo prawo nie jest celem samym w sobie. Wszak nie dążymy do stanowienia prawa, ale stanowimy prawo aby rozwiązać jakiś istniejący na skutek życia codziennego problem. Polityka zaś to ogół relacji w jakie wchodzimy ze sobą żyjąc w społeczeństwie, w jego póki co najdoskonalszej formie jaką jest Państwo.

Oczywiście sentencja jest tylko sentencją i jak wiele poważnych spraw i poważnych pojęć III Rzeczypospolita zostało sprowadzone do roli frazesu, który ot tak można sobie powtarzać. Prawo stanowi się w Polsce nie dla obywateli, nie dla ludzi, ale dla jakiś, często bliżej nieokreślonych, interesów. Przy czym nie jest prawo w Polsce stabilną i potężną skała, ale ma charakter mocno obrotowy.

Charakter obrotowy naszego prawa możemy udowodnić na przykładzie dwóch pięknych pojęć prawa rzymskiego: Pacta sunt servanda – umów należy dotrzymywać; Rebus sic stantibus – zasadnicza zmiana okoliczności, pozwalająca na uwolnienie się od wcześniejszej umowy. Oba te pojęcia są dla prawa konieczne dając – pierwsze – stabilność oraz pozwalające – drugiej - na zwolnienie się z zobowiązania, kiedy nie sposób go wykonać lub nie ma to najmniejszego sensu. Przekładając to na sytuację z dnia codziennego, klauzula rebus sic stantibus pozwala nam na ucieczkę od zobowiązania, gdy druga strona wrzeszczy „pacta sunt servanda” i sama nie wykonuje własnych zobowiązań. Kwestia zawsze jest w tym jak te pojęcia są i kiedy stosowane. W przełomie roku 1989 to pojęcia stosowano tak. W kwestiach politycznych podstawową zasadą było Pacta sunt servanda i to na podstawie tej zasady nie można było nic zrobić byłym komunistycznym działaczom. Natomiast w kwestiach cywilnych, dotyczących życia obywateli naczelną zasadą było „rebus sic stantibus” i zgodnie z tą zasadą, obywatele nie mogli niczego już domagać się od Państwa czy od swoich kontrahentów, albowiem z uwagi na zmianę ustroju, zobowiązania mogły ulec odpowiedniej zmianie.

W takiej sytuacji zawsze mnie dziwi, jak Prawo próbuje udowodnić swoją doskonałość i sprawiedliwość i udowadnia to przez porównanie z polityką. No właśnie – polityka. Piękna sztuka polityki została w III Rzeczypospolitej sprowadzona do umiejętności zgrabnego sformułowania jakiegoś programiku wyborczego na ulotkę oraz odpowiedniego doboru koszuli i krawatu na występ w telewizji. Sejm, zamiast stać się miejscem stanowienia prawa, gdzie ludzie z różnych sfer życia społecznego Państwa przynoszą swoje doświadczenia i w toku swobodnej wymiany myśli i poglądów tworzą ludzkie i logiczne przepisy, stał się nasz Sejm miejscem przerzucania się hasełkami i bon motami.

Sejmowi (polityce) w tym sporze z Prawem (Sądami) jedna rzecz, jedno pojęcie mocno przeszkadza: pojęcie racjonalnego ustawodawcy. Jest to pewne domniemanie, że każda ustawa która wychodzi z Parlamentu jest na swój sposób doskonała i jest wprowadzana w celu zrealizowania słusznego interesu obywateli. Te domniemanie dość często upada już w momencie kiedy tworzy się uzasadnienie ustawy i w uzasadnieniu tym umieszcza się myśli w stylu: „dostrzega się możliwość różnych wykładni i interpretacji przepisu, lecz doktryna i orzecznictwo z pewnością wypracuje odpowiednie rozwiązanie”. Oznacza to, że Sędziowie dostają dość trudną łamigłówkę, która powinna być rozwiązana na poziomie parlamentu, i miast w czasie procesu skupić się na ustaleniu faktów i do ustalonych faktów zastosować odpowiednie prawo, muszą także bawić się w wykładnię przepisów. To zaś kończy się często tym, że w sprawie A Sąd orzeka X, natomiast w takiej samej sprawie inny Sąd może orzec B i uzasadnić to tym, że nie podziela linii orzeczniczej poprzedniego Sądu. Efekt dla obywatela zaś jest taki, że ma prawo zwątpić czy aby na pewno wszystkich obowiązuje to samo prawo.

Gdy zaś mówimy o obywatelu. Otóż obywatel w relacji z politykiem (polityką) jest przede wszystkim wyborcą. Gdybyśmy wyobrazili sobie zatem obywatela Kowalskiego mającego spór z obywatelem Nowakiem. Spór o miedzę, o zapłatę, o niewłaściwie wykonaną pracę, o cokolwiek. I wyobrazili sobie, że oto na 16:30 do Posła (polityka) przychodzi z tą sprawą Kowalski, a o 17 przychodzi oddzielnie Nowak, to polityk przyzna obu rację. Kowalskiemu polityk powie, że on ma absolutną rację i prawo jest za nim, a wszystko to wina Nowaka i głupiego Sądu, w którym przecież wiemy kto siedzi. Spotkanie takie zakończy się oczywiście zachętą do oddania głosu na polityka w wyborach i tak zachęcony wyborca, pewnych przyznanych racji, głos ten odda. Gdy zaś półgodziny później przyjdzie Nowak to usłyszy prawie to samo, to znaczy polityk powie że to Nowak ma absolutną rację i prawo na pewno jest zanim, a wszystko to wina Kowalskiego i głupiego Sądu, nie znającego prawa, ale przecież wiemy kto tam w sądach siedzi. Jeżeli czegoś w tych rozmowach polityk – wyborca nie ma, to merytorycznego rozpoznania sporu. Ale przecież to domena Sądu (prawa) właśnie.

Do Sądu Kowalski i Nowak nie przyjdą jako wyborcy, ale jako strony postępowania i Sąd musi jakiś istniejący pomiędzy nimi spór rozstrzygnąć. To nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza gdy mamy przepisy dające się wykładać na wiele sposobów. Często wyrok jaki Sąd wyda, będzie w opinii i Nowaka i Kowalskiego niesprawiedliwy. A niesprawiedliwość tego wyroku nie zostanie przypisana jakiejś autorefleksji, że oto samemu można było coś w sobie poprawić, lepiej zabezpieczyć własny interes… do tego wyborca, który wcześniej usłyszy od polityka zapewnienie o własnej racji nie jest zdolny. Skończy się zatem na tym, że oberwie się Sądowi. I w ten sposób pomiędzy Polityką a Prawem jest w Polsce Pat.

Pat, którego żadna ze stron nie chce przezwyciężyć. Politycy wolą bawić się w telewizji niż mieć chwilę refleksji nad swoim zadaniem i rolą. Prawnicy zaś wolą uchodzić za mędrców narodu, jednakże nie chcąc brać żadnej odpowiedzialności za los Państwa.

Taką odpowiedzialność za los Państwa prawnicy musieliby powziąć, gdyby w nasze Prawo została wpisana, i to wpisana na poważnie, definicja Dobra Narodu. Tak żeby prawo nie było konstrukcją samą dla siebie, ale tą konstrukcją regulującą nasze życie codzienne, stosowanie do naszego charakteru, potrzeb i stawianych celów. To dla prawników będzie o tyle ciężkie, że w tym momencie musieliby się stać politykami, zdolnymi do umiejętności zdefiniowania celów życia człowieka i społeczeństwa. Wydaje się proste? To jaki mamy Cel? Po co żyjemy? Po co to nasze całe życie jako człowieka? Po co to wszystko? Przecież, i to będzie pointa użyczona od Makbeta dla tego niedokończonego dziś tekstu…. „Życie jest przechodnim cieniem Nędznym aktorem który wygrawszy swą rolę przez parę chwil na scenie w nicość przepada Powieścią idioty. Głośną, wrzaskliwą a nic nie znaczącą."

http://grudqowy.salon24.pl/683324,prawo ... bro-narodu


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 46 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /