Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 01 lis 2018, 20:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Kult młodości – czy to katolickie?

Młodości! Ty nad poziomy wylatuj – pisał Adam Mickiewicz. I chyba wszyscy wzięli sobie to zawołanie do serca. Od gwiazd rocka przez polityków aż po Kościół młodość otaczana jest swego rodzaju kultem.

Kult ten to zatruty owoc romantyzmu i rewolucji kulturowej lat 60. Wówczas to bowiem wraz z hasłami „zabrania się zabraniać”, świat ujrzał również slogan „nie ufaj nikomu po 30-tce”. Jak przekonywali buntownicy, ludzie starzy głoszą przestarzałe poglądy, nie rozumieją młodych i są po prostu nudni. Stanowią relikt dawnego, burżuazyjnego porządku. To dinozaury, które nie wiadomo czemu nie wyginęły.

Cóż takiego wspaniałego jest w młodości? Czym wyróżnia się człowiek młody od starego. Przede wszystkim tym (ex definitione!), że przebywa na świecie krócej. Skoro tak, to jest życiowo mniej doświadczony. To również wynika z definicji. Jeśli więc doświadczenie jest czymś pozytywnym, to przecież młodzi powinni uczyć się życia od starszych, a nie na odwrót.

Pod pewnym względem jednak młodzi niewątpliwie górują nad starszymi. Chodzi tu o zdrowie. Starość kojarzy się bowiem z chorobami, niedołężnością, gorszym samopoczuciem i widmem śmierci. Przyznajmy, skojarzenie to nie jest fałszywe. Dlatego też w świecie ogarniętym kultem ciała, starca trzeba schować w przytułku żeby nie przeszkadzał, a może i uśmiercić.

Wprawdzie młodzi górują także w innych kwestiach, takich jak znajomość nowych technologii. Socjologowie mówią mądrze (jak to socjologowie) o przejściu od kultury postfiguratywnej do prefiguratywnej. W jej ramach to młodzi przekazują wiedzę starym. Czyż bowiem to nie wnuczek uczy dziadka obsługi komputera lub smartfonu? O ile w ogóle dziadek chce się uczyć.

Młodość u klasyków i w Biblii
Sęk w tym, że zdrowe ciało czy obsługa komputera nie są najważniejsze. Naprawdę! Liczy się także tradycja, dziedzictwo, ciągłość kultury. Do ich przekazania niezbędne jest właśnie doświadczenie przeszłych pokoleń. Zdawali sobie z tego sprawę starożytni. Dlatego też na przykład Arystoteles podkreślał, że polityką można zajmować się dopiero po ukończeniu pewnego, słusznego wieku. Cyceron zaś zwracał uwagę na cechującą młodych zuchwałość. Horacy podkreślał natomiast, że młodzi ludzie to osoby słabo przewidujące przyszłość.

W Biblii zaś to szacunek dla starszych stanowił swego rodzaju przedłużenie IV Przykazania. Rodzicom należał się bez względu na ich niedomagania. Mądrość Syracha wzywa wszak: „synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie” (Syr 3, 12-14).

Starość jednak zawsze utożsamiano z mądrością. „Jak sąd przystoi siwym włosom, tak starszym umieć doradzać” – czytamy w Księdze Syracha [Syr 25, 4]. Ponadto, jak zauważa ksiądz Jacek Molka [„Niedziela” 47/2012] uznawano ją także za nagrodę za dobre życie „siwy włos ozdobną koroną: na drodze prawości się znajdzie” [Prz 16, 31].

Biblia opisuje trudy związane ze starością. Jednocześnie jednak „Nowy Leksykon Biblijny” zauważa, że w Piśmie Świętym „podeszły wiek jest znakiem łaski Bożej i jednocześnie rodzajem Bożego wyroku na korzyść pobożnych: od starca, właśnie dlatego, że wiele przeżył i ma bogate życiowe doświadczenie, należy oczekiwać życia w bojaźni Bożej”.

Jak zauważa Romano Amerio w „Iota Unum” realistyczne podejście do młodości, przyświecało też katolickiej pedagogice – począwszy od Benedykta z Nursji, przez Ignacego z Loyoli po Jana Bosco.

Następnie jednak sytuacja uległa zmianie. W społeczeństwie politycy pozują na młodych i mówią ich językiem. To samo – czynią duchowni, biskupi, często już leciwi hierarchowie. Wszystko po to, by przypodobać się młodzieży. Co jednak – zapytajmy – z szacunkiem dla starszych? A przecież większość dzisiejszych młodych kiedyś nimi zostanie.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/kult-mlodosci---cz ... 633,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 23 gru 2018, 15:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Jednoznaczność

Jadąc pociągiem, czytam teksty dotyczące krytycznego stanu jednego z polskich ginekologów. Stan profesora jest bardzo poważny, tak dalece, że wszechwiedząca gazeta podała już przedwcześnie informację o jego śmierci. W każdym razie, gdy piszę te słowa, dramatyczny bohater całego zajścia żyje. Jest jednak w stanie krytycznym.

Portal, który poświęca profesorowi wiele uwagi, nie zalicza się w moim przekonaniu do szczególnie religijnych. Słowo „szczególnie” dodaję przez grzeczność. Tym bardziej zdumiewa mnie w tym portalu przywoływanie takich słów i sformułowań, jak „pacjentki modlą się o cud”. Jeszcze bardziej zdumiewa mnie w tekście artykułu taki oto fragment: „Narodziny dziecka to cud. Wielki dar od Boga. I to właśnie profesor D. jest moim Bogiem. Każdego dnia, gdy modlę się i dziękuję za dzieci, proszę Boga też o zdrowie dla niego”.

Oczywiście, jestem jak najbardziej za tym, by prosić Boga w każdej sytuacji o cud. Dla każdego człowieka. To wymóg przyzwoitości każdego katolika. Z satysfakcją przyłączę się do tej modlitwy. Także całkowicie zgadzam się z tym, by uznać dziecko za dar od Boga. Każde dziecko. Powtarzam to wielokrotnie. Z całą powagą. A ta powaga i dosłowność wskazują, że skoro jest to dar, to człowiek nie jest dawcą życia. Nie jest też jego dysponentem, nie jest panem życia. Życie jest darem. A dar ma w sobie to, że jest wolny, darmowy, bezinteresowny i nieodwołalny. Skoro Bóg daje życie i jest ono darem, to znaczy, że nie godzi się, nie wolno tego daru odwoływać, odmawiać, odrzucać. Nie godzi się takiego daru niszczyć.

I w tym miejscu moje zadziwienie rośnie, bo… Bo profesor dość dowolnie obchodził się z darem życia. W całym artykule nie pada ani słowo o odniesieniu profesora do pamiętnych poczynań prof. Bogdana Chazana niegodzącego się na aborcję dziecka głęboko upośledzonego. To bodaj umierający profesor szydził z tej dramatycznej historii, okazując zdjęcia głęboko zdefektowanego noworodka jako „sukces profesora Chazana”. To także ten sam profesor kierował kliniką, w której – wedle informacji medialnych – dokonywano rocznie około 100 aborcji.

Bardzo wyraźnie chcę zaznaczyć – nie zamierzam analizować postawy ani osądzać profesora D. Modlę się za niego i wiem, że zarówno on, jak i profesor Chazan i ja zostaniemy kiedyś osądzeni w sposób najbardziej kompetentny.

Jeśli przywołuję całą tę historię, to po to, by zauważyć ogrom niekonsekwencji w naszym myśleniu i działaniu. Portret człowieka, który jest kreślony przy pomocy słów o narodzinach dziecka jako cudzie i darze od Boga, to zarazem portret człowieka, który bywał zwolennikiem i sprawcą aborcji. A w sprawach życia nie można być za, a nawet przeciw.

Bóg i tylko Bóg jest Panem i Dawcą życia. A człowiek nie powinien zabawiać się w Boga, ani rodzic, ani lekarz. Warto tę prawdę przywołać w obecnym kontekście. Nie tylko ze względu na historię życia profesora. Także, a może zwłaszcza ze względu na tlący się spór o wartość życia poczętego. Nie godzi się bawić w Boga ani rodzicowi, ani lekarzowi, ani politykowi.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/204 ... znosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat widziany oczyma zdrowego rozsądku
PostNapisane: 12 sty 2019, 12:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31183
Zawsze trzymajmy się zdrowego rozsądku, miejmy oczy i uszy otwarte, a lewacki manipulator nie dotrze do naszego umysłu ze swoimi pierdołami ideologicznymi.

Polska polityka i nauka a prawda

Z ks. prof. Tadeuszem Guzem z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Beata Falkowska

W ostatnim czasie raz po raz słyszymy, że polscy politycy są inspirowani do studiowania pism Maksa Webera oraz do akceptacji jego poglądów w ich politycznych decyzjach. Księże Profesorze, czy są one do zaakceptowania?
– Odpowiedź nasunie się Pani Redaktor i wszystkim Czytelnikom „Naszego Dziennika” sama, jeśli nadmienię merytoryczne i religijne pochodzenie tego autora, a mianowicie Weber jest kontynuatorem idealizmu subiektywistycznego Immanuela Kanta, nieco tylko zmodyfikowanego przez neokantystów, jak np. Heinricha Rickerta, oraz wyrasta z tradycji niemiecko-francuskiego protestantyzmu w sensie religijnym, co patrząc z pozycji realizmu poznawczego, czyli przyjęcia rzeczywistości otaczającej nas jako w istocie swojej realnie istniejącej, prawdziwej, dobrej, pięknej itd., i w świetle naszej katolickiej wiary, katolickiego rozumienia rzeczywistości wraz z katolickim światopoglądem, nie może być uznane przez polskiego polityka i polskich uczonych za fundamentalnie przydatne dla Polaków i Polski w jakimkolwiek pokoleniu.

Dlaczego czymś priorytetowo ważnym dla nauki i polityki w Polsce jest bazowanie na realnym poznaniu Polski, a nie na próbie jej konstruowania, z czym chyba miałby znaczny problem Max Weber?
– Weber, pozostając dalece wierny idealizmowi Kanta i Rickerta, nakłada pewną siatkę poznawczą na rzeczywistość, co sam nazywa „konstrukcją” swojej własnej podmiotowości, a nie obiektywnym poznaniem prawdy, co jest główną charakterystyką np. Lubelskiej Szkoły Filozoficznej, założonej m.in. przez o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca OP na KUL, która okazała się dziełem opatrznościowym dla wielu Polaków w okresie panowania subiektywistycznej ideologii marksizmu-leninizmu, której celem było zniewolenie umysłów Polaków poprzez potężną dozę fałszu i kłamstwa. Najpierw należy prawdę np. o Polsce poznać, co jest dla każdego też realnie możliwe, ponieważ rozum ludzki potrafi tego dokonać, aby móc następnie realnie dopomóc Polakom w sensie naukowym czy politycznym. Weber zaprzecza natomiast, że nauka jest „drogą do prawdziwego bytu”, „prawdziwego Boga” i „prawdziwego szczęścia” oraz przyznaje rację Tołstojowi, który swego czasu twierdził, iż nauka „jest bezsensowna, ponieważ nie daje nam odpowiedzi na dla nas jedynie ważne pytania: Co powinniśmy czynić? Jak powinniśmy żyć?”. Jeżeli Weber z Tołstojem mieliby rację, to nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy ludźmi; że my, Polacy, stanowimy Naród; mamy własną Ojczyznę i dalece suwerenne Państwo, a politycy polscy nie wiedzieliby również, że są politykami polskimi i że ich misją jest służyć obiektywnemu dobru wspólnemu wszystkich Polaków jako obywateli naszego Państwa. Ocieramy się zatem o granicę absurdu i niedorzeczności intelektualnej, czego z pewnością myślący na gruncie prawdy polscy politycy i uczeni pragną ze wszech miar uniknąć.

Jeżeli Max Weber ma takie problemy z poznaniem prawdy, to czemu powinna służyć edukacja akademicka?
– Skoro uczelnia nie osiąga poznania prawdy o Bogu, człowieku i świecie, to powinna ona nauczyć młodego człowieka jedynie „zawodu”, stąd teza Webera o „nauce jako zawodzie” i uczelni jako „Fachschule”, czyli „szkole dyscypliny”, tzn. fachu-zawodu, który uczeń będzie w swoim dorosłym życiu wykonywał. Skoro klasyczny etos prawdy i tym samym etos edukacji ducha ludzkiego załamuje się w subiektywistycznej koncepcji edukacji Webera, to nie pozostaje nic innego, jak kształcić ludzi praktycznie, tzn. przysposabiać ich do wykonywania zawodu. Miejsce „kształcenia duchowego” i całej osoby ludzkiej zajmuje „kształcenie zawodowe” i przygotowywanie do wykonywania konkretnego „fachu”. Nauczyciel akademicki staje się wtedy również „zawodem”, a nie powołaniem i misją – najważniejszym człowiekiem, po rodzicach, w porządku natury.

Czy ten problem uzawodowienia nie jest właściwie samym rdzeniem „procesu bolońskiego” w ramach reformy szkolnictwa w Unii Europejskiej?
– Niestety, ale obawiam się, że Pani Redaktor ma rację. Myślę, że jestem wyrazicielem wielu środowisk uniwersyteckich, które również twierdzą, że de facto „proces boloński” zakończył istnienie uniwersytetu w sensie klasycznym jako napierw „wspólnoty nauczających i nauczanych”, ponieważ Max Weber sądzi, iż uczelnia jest miejscem „bezgranicznego poświęcenia się dla ’rzeczy’”, a nie dla „osobowości” czy „osobistych spraw”. On używa przy tym dość mocnego wyrażenia i zwraca się przeciwko „modnemu kultowi osobowości na tronie”, co „szkodzi wszędzie rzeczy”, jak pisze. Co więcej, „jedyną specyficzną cnotą”, którą poleca on profesorom i studentom, jest „intelektualna rzetelność”, czyli wyłączne zainteresowanie badaną czy wykładaną rzeczą w sensie fachu. Ta, owszem, jest także ważna, ale drugorzędnie. W innym miejscu Weber pisze, aby nauczyciel akademicki „jego własną osobę ukrył za rzeczą”, co jest ewidentnym przejawem depersonalizacji uczelni, co jest być może dzisiaj problemem numer dwa zaraz po problematyce numer jeden, czyli wykluczaniem Boga z uniwersyteckiej przestrzeni, o czym sarkastycznie pisze Weber, że przy akceptacji Boga „szkoła zawodowa” stałaby się „seminarium duchownym” – „tylko bez możliwości nadania jej tej godności religijnej”.

Jakie jest więc miejsce moralności i etyki według Webera w życiu naukowym czy politycznym?
– W świetle jego subiektywizmu i relatywizmu neoidealistycznego należy wszelkie pytania i problemy moralno-etyczne „całkowicie wykluczyć” nie tylko z przestrzeni uczelni i w ogóle szkoły, lecz także z polityki. Moralność w sensie danego od objawionego Boga chrześcijańskiego prawa naturalnego jako obiektywnego, uniwersalnego i powszechnego nie istnieje w świetle jego rozumienia nauki i prawa. A zatem etyka jako etyka, w tym także chrześcijańska, nie jest kompatybilna z „naukowością” w sensie Webera. Krótko mówiąc, co „Bóg albo diabeł” podpowiada „profesorowi”, to może on opowiadać wszędzie, tylko „nie w sali wykładowej”, ponieważ ona służy wyłącznie przygotowaniu zawodowemu, a nie formacji moralnej nauczających i nauczanych.

W polityce jest podobnie, „pełna sukcesu polityka” – według Maksa Webera – jest realnie możliwa tylko i wyłącznie przez „wykorzenienie wszystkich praktycznych wartościowań”, czyli obiektywnych norm i sądów moralnych, np. w postaci Dekalogu, który jest wpisany w każdy ludzki rozum przez Boga Kreatora w momencie poczęcia się człowieka w łonie matki. Co więcej, Weber zapewnia zwolenników jego relatywistycznej teorii, iż przez wykluczenie moralności z praktyki politycznego działania „osiągalna jest właśnie przez ten środek lepsza jakość parlamentarnej i wyborczej elokwencji”. W tym sensie taka amoralna czy antymoralna polityka jest według niego też „prawą”, tzn. z prawnego i moralnego punktu widzenia, ale naturalnie w Weberowskiej interpretacji, „słuszną”.

W kim lub w czym upatruje więc Weber przyczyn zasad czy norm moralności?
– „Konwencja”, czyli „umowa” międzyludzka w sensie wielopokoleniowym, odpowiada Max Weber, tworzy zwyczaje postępowania, a z nich ludzie wyprowadzają sobie jakieś normy moralne, których on nie kwestionuje zasadniczo i co więcej, dostrzega nawet ich przydatność w kontekście pewnych napięć społecznych. Są jednak przykłady samorefleksji Webera, czy aby taka postawa relatywizmu moralnego jest wystarczająca, jak np. w przypadku wzajemnego pożądania mężczyzny i kobiety. Słusznie zauważa, że w pożądaniu obydwoje redukują siebie do „środków”, a przecież jego mistrz Immanuel Kant powiedział słusznie, iż tylko człowiek jest „celem samym w sobie” i „nigdy nie może być środkiem do celu”. Jego wniosek jest prosty: musi istnieć coś „immanentnego” w „godności” człowieka, że on tak jasno klasyfikuje pożądanie erotyczne jako etycznie złe. Z pozycji nauki w sensie Webera nie można jednak tego „udowodnić” ani temu „zaprzeczyć”, bo normy moralne czy oparte na nich sądy etyczne są z gruntu subiektywistyczne i jako takie nie mogą być przedmiotem nauki. W podobnym sensie Weber mówi o polityce i jej tylko subiektywistycznym związku z moralnością, przy czym ta ostatnia w żadnym przypadku nie może być wyznacznikiem dla wszelkich decyzji politycznych w państwie.

Dlaczego?
– Z jednej naczelnej racji, a mianowicie, nauka może według Webera wskazać politykom jedynie na „nieuniknione środki”, „skutki uboczne” ich przyjęcia oraz na „konkurencję różnych możliwych wartości” moralnych pomiędzy sobą. Ale nauka „nie ma żadnego (racjonalnego i empirycznego) postępowania”, które mogłoby to rozstrzygnąć, ponieważ etyka nie jest nauką z uwagi również na fakt, iż samo „serce” moralności, „sollen”, tzn. „powinność”, a w następstwie cała moralność, przynależą do sfery uczucia, względnie „wyznania” i „światopoglądu”, a nie rozumu. Skoro moralność to zmienna sfera, niczym ludzkie uczucia, to dla polityka jest ona zupełnie dowolna, czy będzie się nią w jego „zawodzie” polityka kierować czy nie. Z całą pewnością nie jest ona czymś wiążącym go moralnie w jakimkolwiek działaniu politycznym.

Brzmi to ostatecznie jak kapitulacja rozumu Maksa Webera, nie tylko w aspekcie etycznym.
– Ktoś z profesorów prawa za czasów Webera chciał wyłączyć socjalistów z prowadzenia katedry prawa na uniwersytecie z racji na ich „anarchizm”. On zaś stwierdził, że „anarchista może być z pewnością dobrym znawcą prawa”, ponieważ „najradykalniejsze zwątpienie jest ojcem poznania”. To mówi samo za siebie. A wiemy doskonale, że etyka chrześcijańska (katolicka) jasno definiuje „zwątpienie” jako jeden z grzechów głównych, poprzez który jego sprawca zasadniczo rozmija się z prawdą teoretyczną i praktyczną, czyli z poznaniem i moralnością. A skoro tak, to czy polityk polski, i to nie tylko jako katolik, lecz jako istota rozumna, może opowiedzieć się za poglądami kogoś, kto promuje grzech centralnie niszczący racjonalność i moralność naturalną i chrześcijańską jako same fundamenty naszej bytowości osobowej w czasie, w którym przygotowujemy się na wieczne istnienie w Domu Bożym?

Prawdziwa nauka i prawdziwa polityka są w naturze swojej realnie możliwe dla wszystkich Polaków i wszystkich ludzi na świecie i jako takie są prawdziwymi drogami do drugiego człowieka jako bliźniego, do Boga i do prawdziwego szczęścia, a wsparte łaskami Bożymi, rozdawanymi hojnie przez Ducha Świętego, o czym naucza nas opatrznościowo Episkopat Polski również w tym Roku Pańskim 2019, prowadzą nas godnie i pewnie z ziemskiego królestwa naszej Ojczyzny do niebiańskiego Królestwa Boga. Wieczne zwycięstwo prawdy jest faktycznie ostatnim Słowem Pana Wszechrzeczy i Ono powinno być wszystkim dla polskiej nauki i polskiej polityki.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

https://naszdziennik.pl/mysl/204855,pol ... rawda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 48 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /