Polskie-Forum.pl | Polskie Forum Dyskusyjne | Niezależne Forum Dyskusyjne | Niezależne opionie polityczne | aktywność obywatelska | wolna dyskusja | wybory prezydenckie • Zobacz wątek - Wędrówka przez życie

Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 08 lut 2014, 09:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Wędrówka, inaczej pielgrzymka od doczesności do wieczności, czyli droga życiowa każdego z nas jest najistotniejszym problemem człowieka. Nie urodziliśmy się tylko po to aby się najeść, napić, nawąchać, naużywać, nagromadzić, nazaspokajać, napanoszyć, ale wyposażeni w odróżnieniu od zwierząt w intelekt, w moralność, w sumienie, w dociekliwość, w rycerskość, jesteśmy skazani na rozwój na wszystkich płaszczyznach człowieczeństwa.

Taka wędrówka (rozwój) wymaga wsparcia pomocy, zachęty. Stąd mądrość jednych przelewana jest w procesie wychowawczo – edukacyjnym na innych i pozwala im łatwiej odnaleźć własną drogę życiową.
Lewactwo, zawsze służące tylko szatanowi, postanowiło to zmienić i powymyślało własne drogowskazy, zachęcające do wędrówki życiowej prowadzącej prostymi drogami ku zapaści kulturowej człowieka, czyli na manowce.
Jednak skutek tych wskazań okazał się mierny w stosunku do poniesionych kosztów i lewackich oczekiwań. Ludzie wciąż wędrują drogą wskazaną przez Kościół, przez twórców kultury, przez filozofów, przez światłych ludzi, przez mądrych nauczycieli, rodziców, dziadków.
Lewacki szatan postanowił więc, że nie będzie już dłużej konkurować z Kościołem, z kulturą, z tradycją, z tożsamością, z edukacją, z prawdą…. Lewacki szatan postanowił zniszczyć Kościół, rodzinę, kulturę, naukę, oświatę i pozostać samemu na drogach życiowych ludzkości i człowieka każdego z osobna.


Chrześcijaństwo a doczesność

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

Do oficjalnej myśli chrześcijańskiej, także katolickiej, zakrada się w ostatnich czasach fundamentalny błąd, a mianowicie, że chrześcijaństwo, nawet jego nauka, nie ma nic do świata doczesnego, do rzeczywistości ziemskich, odnosi się ono tylko do świata nadprzyrodzonego, niebiańskiego i eschatologicznego, jak Sąd Ostateczny, a mieści się jedynie w głębi duszy ludzkiej, czego wszakże nie wolno w żaden sposób realizować na zewnątrz i materializować w świecie doczesnym, materialnym.

Sedno problemu

Trzeba najpierw ukazać sedno problemu, które jest zwykle słabo dostrzegane lub w ogóle niedostrzegane. Otóż współczesne kierunki liberalistyczne, agnostyczne i ateizujące, a niekiedy też płytko myślący chrześcijanie dążą do całkowitej nieobecności chrześcijaństwa i jego myśli na całym obszarze świata doczesnego. Według nich chrześcijaństwo i doczesność, np. Kościół i państwo, nie tylko mają być rozdzielone, ale też nie mają żadnych punktów stycznych ze sobą, zarówno na płaszczyźnie życia, jak i samej myśli naukowej. Toteż chrześcijaństwo, a zwłaszcza Kościół, nie może być ostatecznie tolerowane, lecz winno zostać w końcu wyeliminowane z całości życia doczesnego. U nas w ślad za tym ma zostać wyeliminowana świadomość polskości.

Zasadniczy błąd polega na odrzuceniu jakiejkolwiek realności i wartości świata religijnego. Wskazuje się na absolutne rzekomo różnice przedmiotowe: chrześcijaństwo zajmuje się niebem, a państwo zajmuje się ziemią. Trzeba odpowiedzieć, że istotnie chrześcijaństwo jest związaniem wierzącego z Bogiem, jego treścią jest zbawienie i osiągnięcie życia wiecznego. Państwo natomiast organizuje bezpośrednio (directe) społeczne życie ziemskie, egzystencję doczesną w kierunku dobra wspólnego, dobrobytu, bezpieczeństwa i harmonijnego współżycia obywateli. Jednak ponieważ człowiek w Kościele jest istotą duchowo-cielesną, żyjącą w świecie doczesnym, musi cały świat doczesny widzieć i interpretować pośrednio wtórnie (in obliquo) w świetle Boga i zbawienia. Zresztą zbawienie zależy od jakości życia doczesnego. Najwyższe akty religijne nie są wykonywane w niebie, lecz na ziemi, w ciele, w materii. Z kolei obywatel państwa jest też istotą cielesno-duchową i dlatego wtórnie odnosi się do świata duchowego, religijnego i musi tworzyć odpowiednie warunki dla realizacji i rozwoju życia duchowego. Bez tego odniesienia państwo nie jest integralne, jest karykaturalne, jak obecnie w Polsce i w UE, puste, tragiczne, a nawet gangsterskie.

Obrazowo biorąc, można świat wyższy i doczesny, a konkretnie Kościół i państwo, przedstawić w formie specjalnej diady, jakby elipsy, w której są dwie ogniskowe, dwa centra: autonomiczne, oddzielne, niezmieszane ze sobą, ale jednak wiążą się wtórnie ze sobą, wpływają na siebie wzajemnie, warunkują się w swej sprawności i doskonałości i oddają człowieka integralnego z duszą i ciałem. Dziś faktycznie taką diadę się rozrywa i wyrzuca się ogniskową wyższą, duchową, ale czynią to ludzie z reguły nierozumni lub o postawie niszczenia prawdy i dobra.

Chrześcijaństwo bez „prawa do doczesności”

Ludzie jednopłaszczyznowi odmawiają chrześcijanom jako takim prawa tworzenia pojęć, poglądów, teorii i nauk o doczesności. Konkretnie: katolik nie może ze swojej pozycji określać, co to jest człowiek, społeczność, państwo, gospodarka, nauka, kultura, sztuka, prawo, historia, wartości i w ogóle rzeczywistość ziemska. Nie może tego czynić nie tylko teologia, nawiązująca do objawienia, ale nawet i filozofia chrześcijańska, oparta na samym rozumie. Tłumaczenie czegokolwiek w świetle idei Boga to ma być czysta mitologia i fantastyka.

W konsekwencji ci sami ludzie, którzy poddali swoją naukowość ideologii liberalno--ateistycznej, pomawiają katolickich uczonych o nieodróżnianie nauki i ideologii propagandowej, głównie w takich dziedzinach, jak: filozofia, socjologia, politologia, historia, kulturologia i pedagogika. Sytuacja dla nas stała się o wiele gorsza niż za późnego marksizmu w Polsce. Wezmę choćby jedno własne doświadczenie. Oto liczni profesorowie marksistowscy, choć nie przyjmowali treści teologii i filozofii chrześcijańskiej, to jednak nie odmawiali im prawa istnienia w państwie, nie uważali nas za idiotów, co robią obecni ateiści, dyskutowali i wybierali do różnych Komitetów Naukowych PAN czy nawet do samego PAN. Ja ponadto jako filozof i teolog byłem zapraszany wielokrotnie z wykładami nauki katolickiej na seminaria naukowe lub sympozja, a także do pisania recenzji naukowych marksistów na poziomie doktoratów, habilitacji i profesur. Przy tym również niektórzy marksiści pisali, jak np. Leszek Kołakowski, naukowe recenzje dyplomowe dla kulowców. A dziś po uzyskaniu suwerenności pewien „tolerancyjny” liberał z katolewicy mocno mnie zganił za to, że napisałem pozytywną recenzję profesorską marksiście, choć dorobek nie dotyczył marksizmu. Albo też gdy chciałem wydać filozoficzną pracę „Personalizm”, to nawet po dwu pozytywnych recenzjach zażądano ode mnie, żebym wyrzucił wzmianki o Osobie Bożej, bo tak to nie jest naukowa. Z kolei niedawno z pewnego ministerstwa przyszła na KUL decyzja, że wydawane tu czasopismo nie może być obiektywne, bo jest katolickie.

Tak i dziś, gdy piszę coś z dziedziny świeckiej, to jestem ignorantem naukowym, a gdybym atakował Kościół jako odstępca, byłbym w kołach oficjalnych uznany za geniusza naukowego, a wreszcie gdybym wydał coś z paplaniny gender, to niechybnie otrzymałbym wielką nagrodę naukową i sławę międzynarodową. Oto, co robi nienawiść do samej idei Boga. W takiej atmosferze to i niektórzy uczeni katoliccy, podatni na ideologię i propagandę, uznali, że nie istnieje „katolicka nauka społeczna”, bo katolik nie może tworzyć nic naukowego o rzeczywistości doczesnej, tak jak i chrześcijaństwo nie ma nic do świata doczesnego.

Katolickie idee społeczne

Chrześcijaństwo wniosło bardzo wiele w idee i koncepcje społeczne, które stopniowo korzystały z niego, choć wszelkie procesy ogólnospołeczne są bardzo powolne i trudne do odwrócenia i raz po raz pojawiają się nowe patologie, jak dyktatury, totalitaryzm, kolektywizm, anarchizm i inne skrajności. Niemniej doktryna katolicka wiele wniosła i wnosi w koncepcje człowieka jako osoby, indywidualnej i społecznej, godność pracownika i pracy, własności prywatnej, wolności każdego człowieka, równości wobec Boga, służenia własnością i bogactwem innym, pojmowania władzy jako służby, doskonalenia człowieka, odbudowy rodziny, idei pokoju, jedności rodzaju ludzkiego, miłości społecznej, miłości ojczyzny, wiązania władzy społecznej i całego państwa z moralnością, co dziś już niestety się rozpadło, i inne.

A od XVI w. katolicy tworzą całe systemy społeczne, poczynając od fantazji utopijnych, jak Tomasza Morusa (1478-1535) i Tomasza Campanelli (1568-1639). Od XVIII wieku zaczęły się pojawiać całe kierunki dążące do rozwiązywania kwestii społecznej, jak liberalizm katolicki (społeczny i duchowy), szkoła pokoju społecznego, patronat katolicki (przewodnictwo pracodawcy), solidaryzm chrześcijański, etycyzm społeczny, socjalizm chrześcijański, korporacjonizm chrześcijański, a ostatnio: teologia rzeczywistości ziemskich, teologia wyzwolenia, teologia społeczna, teologia polityczna, teologia rozwoju i postępu, a wreszcie początkujący personalizm, łączący personalizację życia z socjalizacją. Niestety, Kościół po reformacji zaczął tracić siły społeczne i ekonomiczne, a także wpływy państwowe, i dlatego jego najpiękniejsze idee mogły być wprowadzane do systemów laickich tylko jako pewne korekty wobec elementów nieludzkich i dzikich (Cz. Strzeszewski). Ale dziś już nie może wnosić w Europie żadnych korektur, pozostaje mu jedynie walka z różnymi bandyckimi formami niszczącymi życie człowieka. U nas „Solidarność” próbowała podjąć „katolicką naukę społeczną”, jednak została ona zdławiona przez siły ateizujące i antypolskie.

Katolicka etyka społeczna

Wobec rosnących ataków na katolicką naukę o świecie gospodarczym, społecznym, politycznym i kulturalnym wielu uczonych katolickich za Papieża Pawła VI wycofało się z „katolickiej doktryny społecznej”, poprzestając tylko na „katolickiej etyce społecznej”. Znaczyło to, że Kościół może rozwijać jedynie etykę społeczną i zabierać głos, gdy jakieś bandy uchwalają, forsują i opłacają wielkie przestępstwa w społeczeństwie. Kościół zatem przekazuje normy etyczne ogólnoludzkie, wsparte Dekalogiem oraz Ewangelią. Katolicy wtedy powiadają: nie naszą rzeczą jest uczyć, co to jest społeczeństwo, jaki winien być ustrój, jak powinny działać partie polityczne itd., ale naszą rzeczą jest uczyć i nawoływać do przestrzegania podstawowych norm moralnych, nawet przez głowy państw uważające się często, z głupoty, za bogów, których moralność już rzekomo nie obowiązuje. W ten sposób św. Ambroży z Mediolanu wezwał w roku 390 do surowej pokuty cesarza Teodozjusza Wielkiego za niesprawiedliwą rzeź mieszkańców Tessalonik, u nas św. Stanisław, biskup krakowski, zażądał zmiany złego postępowania od króla Bolesława Śmiałego; podobnie biskup krakowski chciał powstrzymać od rozwiązłości króla Kazimierza Wielkiego, tylko że ten król chrześcijański posłańców biskupich topił w Wiśle (np. ks. Marcina Baryczkę). Dziś u nas należałoby karcić władze, polityków i odrzucające moralność w polityce partie w wielkiej liczbie spraw, bo uważają się oni często za bogów.

Ale dzisiaj świat laicki odmawia Kościołowi jakiegokolwiek prawa rozwijania etyki społecznej, nauczania jej i postulowania jej zachowywania nie tylko ze strony całego społeczeństwa, ale nawet samych katolików na forum publicznym, choćby to miała być etyka ogólnoludzka. Po prostu nie ma etyki społecznej, jest tylko porządek społeczny normowany prawem państwowym, które zastąpiło dawne prawa moralne. I tak wielkie i silne państwa ustanawiają własne kodeksy etyczne, religia i Kościół nie mogą się w to wtrącać. Co gorsza, zgadza się z tym coraz więcej osłabionych intelektualnie katolików, którzy uważają, że Kościół powinien w życiu publicznym, świeckim przyjąć etykę świecką jako swoją. Istotnie, cóż to byłby za wrzask, gdyby np. jakiś proboszcz nie udzielił Komunii Świętej jakiemuś prezydentowi katolickiemu, który w życiu publicznym popiera aborcję, eutanazję, in vitro, związki homoseksualne i masakruje młodego człowieka w wychowaniu na sposób gender, pod oszukańczym szyldem, że chodzi tu tylko o kulturalnie równą płeć. Zresztą często się nie zauważa, że i konsekwentni liberałowie nie chcą takiego schizofrenika, co to prywatnie katolik, a publicznie ateista, po prostu chcą, żeby zawsze i wszędzie był ateistą.

Przede wszystkim najnowsze kierunki odrzucają naukę o grzechu pierworodnym, który notabene przyjmowali także niektórzy dawni Egipcjanie i Babilończycy. Według tej nauki każdy człowiek ma nie tylko skłonności ku dobru, lecz również do złego. Dzisiejsze kierunki ateistyczne głoszą, że człowiek jest tylko dobry, nie ma pociągu do zła moralnego, a raczej nie ma w ogóle kategorii zła moralnego, następuje jedynie zgodność lub niezgodność z zewnętrznym prawem społecznym, głównie państwowym lub międzynarodowym. Stąd zrodziła się silna tendencja, żeby i człowieka nie karać, tylko co najwyżej pouczać i wychowywać, nawet po dokonaniu przez niego czynów fizycznie jak najgorszych. A jeśli już karać – bo tradycyjne społeczeństwo tego się domaga – to jak najłagodniej. Dlatego też została zniesiona kara śmierci. Co więcej, teoretycy prawa liberalnego, np. w Ameryce, uczą, że kara, każda kara, tylko psuje winnego. Tak też, według nich, i w rodzinie klapsy dawane dzieciom niesfornym i przekornym owocują tym, że dzieci te tracą dobrą osobowość, a gdy dorosną, to będą też stosowały przemoc w swojej rodzinie, a nawet mogą mordować innych ludzi. I normalni obywatele rozumni, a nawet prawnicy irytują się na władze za tę właściwie bezkarność niemal za wszystkie wielkie przestępstwa, zwłaszcza materialne, żądają zaostrzenia kar, a nie wiedzą, że i władze nie mogą tego zrobić, co najwyżej mogą udawać, jak premier Donald Tusk, bo u samych podstaw leży dogmat liberalizmu, że człowiek jest tylko dobry, co najwyżej czasem mniej dobry, ale nie ma duchowej grzeszności, bo ta jest „wymysłem” religii. Jeszcze raz zatem: musi być odrzucony cały system liberalno-ateistyczny, nie tylko jeden czy drugi drobny, zewnętrzny element. System ten jest jeszcze trochę przesiąknięty starą, mądrą i wzniosłą tradycją chrześcijańską, ale co będzie, gdy już ta tradycja wygaśnie.

Chrześcijaństwo jako dar dla doczesności

Religia może być istotnym darem dla świata, oczywiście, nie każda, bo są, niestety, i złe religie. Religia katolicka należy do największych łask Bożych. Syn Boży przyszedł na świat, żeby go zbawić (J 12, 47), tzn. żeby świat stworzony, doczesny udoskonalić, a nie ukazywać jego bezużyteczność dla świata wyższego, duchowego.

I tak idea Boga i Jego Rzeczywistość nadają najwyższy sens światu stworzonemu, życie, byt, ocieplają ten świat i nie dopuszczają do tego, byśmy uczynili go antyświatem, jak chcą to zrobić ateiści.

Chrystus, jako uczłowieczony Syn Boży, jest najwyższym archetypem człowieka, jego wielkości, godności, przeznaczenia, losu i życia. Streszcza On w sobie całą rzeczywistość prawdy, dobra, miłości, piękna egzystencji, wolności i świętości. Chrystus jest żywą normą moralną dla jednostki i społeczności, i duchowym Królem ludzkości. Pius XI encykliką „Quas primas” z 11 grudnia 1925 r. wprowadził do liturgii święto Chrystusa Króla, żeby wykazać, że nie tylko osoby prywatne, ale także władcy, rządcy i całe społeczności mają obowiązek czcić publicznie Chrystusa, słuchać Go i kształtować życie publiczne według Niego (Elżbieta Kasjaniuk) jako „Króla królów” (Ap 19, 16). Chodziło o formowanie życia publicznego na wzór Chrystusa jako Króla służącego człowiekowi. Ale pod naporem liberalnych chrystofobów dziś sformułowano w liturgii święto Chrystusa jako Króla Wszechświata, a więc Króla galaktyk, gwiazd, planet, pyłu międzygwiezdnego, byle nie Króla konkretnych społeczności, państw czy narodów, bo wtedy byłby „partyjny i polityczny”. I tak Królestwo Chrystusa zostało błędnie przesunięte tylko na koniec świata i wyparte z doczesności.

Matka Boża przynosi ciepło matczyne na cały świat, nie tylko Kościołowi, ale też wszystkim ludziom, toruje drogę do Chrystusa, daje ewangeliczną poezję życia i kształtuje ikonę kobiety.

Kościół tworzy Chrystusową wspólnotę ludzi, idei, celów, wzorów społecznych. Daje żywe i realne moce sakramentalne, wychowuje, uczy mądrości życia, wpływa duchowo na wszystkie dziedziny życia, rozwija harmonię między osobą indywidualną a społecznością i wreszcie uzdrawia chorujące państwa. W trudnych czasach dla Polski Prymas Stefan Wyszyński przemawiał, że Kościół jest dla cierpiącej Polski jak ów pies liżący rany i wrzody Łazarza z przypowieści Chrystusowej (Łk 16, 21). Ataki na Kościół oprócz inspiracji diabelskiej są często po to, żeby złość obywateli na winy państwa przesunąć jeśli nie na Żydów, to na Kościół.

W ujęciu chrześcijańskim człowiek otrzymuje niewyrażalną godność, osobowość, nienaruszalność, integralność. Promienieje jako najdoskonalsza istota stworzona, cud istnienia i sens całego świata materialnego. Toteż nie rządy, lecz przede wszystkim ostatni Papieże: bł. Jan XXIII, Paweł VI, a głównie bł. Jan Paweł II, walczyli po całym świecie o prawa człowieka, rodziny i narodów. Kościół nie daje konkretnych programów społecznych, ekonomicznych, kulturalnych i politycznych, proponuje raczej pluralizm rozwiązań w zależności od sytuacji i rozpościera przed oczyma wizje uniwersalistyczne, wobec których socjalizmy, komunizmy i liberalizmy ateistyczne okazują się ciasnymi sektami. Ukazuje godność pracownika i pracy, personalizuje każdego robotnika, rolnika i wykonawcę każdej funkcji, uczy pracowitości i obowiązku pracy, zaprawia do odpowiedzialności i dyscypliny oraz dostrzega w dobrej pracy wielki temat życia człowieka (C.S. Bartnik, Teologia pracy ludzkiej, Warszawa 1977).

Katolicyzm rozwija pełną prawdę o małżeństwie i rodzinie, ukazuje podstawową wartość rodziny, zarówno doczesną, jak i duchową, widzi w niej podstawową wspólnotę ludzką, środowisko życia, szczęścia i miłości oraz zdrowego rozwoju somatycznego i duchowego. Jan Paweł II ogłosił Kartę Praw Rodziny – Familiaris Consortio (1981). Wobec katolickiej nauki o małżeństwie i rodzinie poglądy współczesnych i liberałów, i skrajnych feministek okazują się nierozumnymi bredniami.

Rzeczywistość katolicka humanizuje państwo, doskonali jego wartości, przyczynia się do personalizacji życia w państwie, do poszanowania człowieka jako obywatela, do miłości społecznej, do sprawiedliwości, pokoju, wolności, równości społecznej, bezpieczeństwa, moralności, prawdy, służenia innym i roztoczenia opieki nad ubogimi, chorymi, nieszczęśliwymi i wykluczonymi. Niektóre bowiem państwa na świecie jeszcze takich funkcji same nie stosują, a i kościelne często blokują. W ogóle współczesne życie społeczne i publiczne bywa bardzo ciężkie, okrutne i dzikie, co zresztą zagraża już też pyszniącej się Unii Europejskiej.

Jeżeli chodzi o naród, to chrześcijaństwo budzi miłość do swego narodu na zasadzie miłości do rodziców i rodu, czyli osadza człowieka w środowisku innych bliskich ludzi, nie wykorzenia go, ale naród rozumie bardziej personalistycznie, tj. jako związek osobowy, a nie czysto cielesny. Jednak chrześcijaństwo przestrzega zdecydowanie przed nacjonalizmem, przed ubóstwianiem narodu i przed egoizmem narodowym, co np. często praktykują i dziś w UE. Ale nam nie grozi kult narodu, raczej zamiłowanie do kłótni narodowych, a także kult pieniądza i techniki. Ponadto niezadługo po in vitro nie będzie już żadnego narodu, tylko będą stada jednostek o nieznanych ojcach, a nawet matkach, będą to „produkty człowiekowate”.

I wreszcie chrześcijaństwo czyni świat doczesny bardziej ludzkim, podległym człowiekowi, bardziej doskonalonym przez kulturę materialną i duchową. Świat nie jest już ubóstwiany, jak w pogaństwie i w ateizmie, ale jest traktowany jako dar Boży, który należy pielęgnować, rozwijać i spirytualizować. Trzeba tu nadmienić, że franciszkanie już pod koniec XIII wieku uprawiali ekologię i formułowali ją w swoich modlitwach i regułach.

Ateizm państwowy

Trzeba powiedzieć wprost: u podstaw współczesnego liberalizmu, skrajnego feminizmu, postmarksizmu, postmodernizmu, neolewicy, neopogaństwa – leży ateizm, choć wielu ludzi nierefleksyjnych jeszcze go nie dostrzega. Ateizm ten wspierają władze państwowe, nie zawsze tylko wiadomo, czy czynią to świadomie, czy nieświadomie lub może są terroryzowane przez zorganizowane siły. W każdym razie wszyscy oni ostatecznie chcą wyrzucić chrześcijaństwo ze świata doczesnego lub całkowicie go zniszczyć i w duszach. Wprawdzie Papież Paweł VI w encyklice „Populorum progressio” pozwala katolikom władze niemoralne i opresyjne po nieskutecznym dialogu usunąć siłą (nr 30, 31), ale katolicy są cierpliwi i wolą czekać na Opatrzność. Niemniej jeśli owi szaleni misjonarze wojującego ateizmu będą tak postępowali dalej, to na obszarze Polski, UE, a może i Ameryki mogą oni sprowokować krwawą wojnę, do której to dno moralne prowadzi. Jeśli tak, to katolicy – paradoksalnie – będą walczyli już nie o Boga, lecz o człowieka, który został zakwestionowany. To może być już tylko kwestia czasu, ale wojujący ateiści, a także wyznawcy złych religii lub pseudoreligii są bardzo brutalni i bezwzględni. Dość przypomnieć, że w roku 2013 zamordowali na świecie 105 tysięcy chrześcijan. Popęd zbrodniczy ludzi w historii nie został bynajmniej zahamowany, a w państwach ateistycznych nawet się wzmaga, choć niekiedy stosuje nieco inne akcesoria teatralne.

http://www.naszdziennik.pl/wp/67645,chr ... snosc.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 11 lut 2014, 10:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Komfort życiowy, czy cierpienie? Większość wybiera komfort, są jednak i tacy którzy wybierają cierpienie. A gdy cierpienie jest nam dane, zadane bez naszego wyboru? Jaką drogą przez życie prowadzi nas komfort, a jaką cierpienie? Jakimi siłami stymulującymi rozwój są komfort i cierpienie? Czy cierpienie jest potrzebne, konieczne, niezbędne do rozwoju? Czy w komforcie też można rozwijać człowieczeństwo?
Co jest wartościowsze dla człowieka, doczesny komfort i zaniechanie rozwoju, czy doczesne cierpienie i rozwój. A może ograniczony komfort i łagodne problemy są bardziej optymalną stymulacją dla rozwoju, niż drogi ekstremalne?
Bardzo trudne mimo że proste, są drogi do wieczności. Pozostałe drogi są o wiele łatwiejsze, lecz bardziej zawiłe i prowadzą do nikąd. Najgorsze są te z dróg które prowadzą na manowce, do upadku człowieczeństwa, do jego zezwierzęcenia, zdemonizowania.
Od ludzi wędrujących po nich przychodzi na świat zło. W ich głowach roją się opętańcze idee i to oni stają się hamulcowymi rozwoju ludzkości. Wszelkie ruchy lewicowe pochodzą od zła i tworzą zło.


Cierpienie jest darem

Z Magdaleną Buczek, założycielką Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci, rozmawia Beata Falkowska

Od urodzenia choruje Pani na wrodzoną łamliwość kości. Ile było tych złamań w Pani życiu?

– Ponad 30 poważnych złamań, nie licząc drobnych pęknięć kości. Złamania zaczęły się już od pierwszego miesiąca życia.

Zastanawiała się Pani kiedykolwiek: dlaczego ja?
– Nie, nigdy nie miałam takiego momentu, w którym zadawałabym Panu Bogu pytanie „dlaczego?”, ani też nie buntowałam się przeciwko tej sytuacji, w której się znalazłam. Wiem, że jest to szczególna łaska, którą otrzymałam od Boga, i za to Mu dziękuję. Od samego początku potrafiłam przyjąć każdy ból, złamanie i ofiarować to cierpienie w różnych intencjach – za Ojca Świętego, za Kościół, za Ojczyznę, za Radio Maryja, o nawrócenie grzeszników.

A po ludzku, co pomagało w przyjmowaniu tego wszystkiego?
– Podstawą było na pewno przyjęcie przez Rodziców tej sytuacji. Codzienna Eucharystia, wspólna modlitwa różańcowa były i są dla nas do dzisiaj wielkim umocnieniem we wspólnym przeżywaniu tego cierpienia. Uświadomiłam to sobie, kiedy w 1996 roku byłam w szpitalu (miałam wtedy 8 lat) i spotkałam dzieci, które zupełnie nie akceptowały swojego położenia. Były bardzo zbuntowane, nienawidziły swojej choroby i swoich rodziców. Myślę, że główny problem polegał na tym, że sami rodzice nie potrafili przyjąć tej choroby i to przenosiło się na dzieci. Dla nich życie praktycznie nie miało sensu.

„Cierpię, ale czy cierpię dobrze?” – pytała św. Tereska. Jak „dobrze cierpieć”?
– Cierpienie nie jest karą, jest łaską. Darem danym od Pana Boga w jakimś konkretnym celu. Może właśnie po to, abyśmy bardziej poznali Boga, zbliżyli się do Niego. Często jednoczy ono całą rodzinę i przybliża ją do Pana Boga. Wiadomo, że kiedy człowiek cierpi, łączy się z cierpieniami Jezusa. To cierpienie ma sens. Jeśli zostanie ofiarowane, to z pewnością nie będzie zmarnowane, ale przyniesie owoce dla świata, nawrócenia grzeszników. Może nie będziemy widzieli tego za życia, ale kiedyś o tym się przekonamy. Tylko Pan Bóg daje takie spojrzenie na człowieka jako istotę, której życie ma wartość niezależnie od tego, czy człowiek jest chory, czy zdrowy. A może nawet jeszcze większą w przypadku ludzi chorych, bo to cierpienie jest wielkim darem. Znam rodziców, którzy mają niepełnosprawne dzieci i zgodnie twierdzą, że są one wielkim błogosławieństwem dla rodziny – otwierają na jeszcze większe doświadczenie Bożej miłości i uczą dzielenia się tą miłością z najbliższymi i każdym napotkanym człowiekiem.

Jak to jest, że czuje Pani na co dzień, że Bóg Panią do szaleństwa kocha, że pragnie Pani szczęścia?
– Jestem szczęśliwa. Wiem, że to wszystko ma sens, że taka jest wola Pana Boga, i najważniejsze jest dla mnie to, by tę Jego wolę wypełnić. Mam świadomość, że każdy dzień i każda chwila mojego życia jest łaską i Jego darem. Pięć lat temu trafiłam na oddział intensywnej terapii, byłam nieprzytomna, wprowadzono mnie w stan śpiączki farmakologicznej. Spędziłam tam 41 dni. Lekarze w ogóle nie dawali mi szans na przeżycie. Praktycznie była to sytuacja bez wyjścia, Mamie mówiono, że umieram. Pan Bóg pozwolił mi zostać jeszcze tu, na ziemi, zapewne w jakimś konkretnym celu, dał mi nowe życie. Było to także wielkie świadectwo dla lekarzy, że Pan Bóg działa, że moc modlitwy jest wielka. Modliło się za mnie mnóstwo ludzi, m.in. na antenie Radia Maryja, wiele Mszy św. było ofiarowanych w mojej intencji. Uświadomiłam sobie wtedy jeszcze bardziej, jak wielkim darem jest życie, że ono jest łaską, że każda chwila jest nam dana z Bożej woli.

Nie pójdziemy ani kroku naprzód, gdy nie zrozumiemy, że nasze życie nie należy do nas?
– Wtedy w szpitalu byłam na drugim roku studiów i stanęłam przed perspektywą, że być może nie będę mogła dalej studiować, prowadzić Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci, wyjeżdżać na spotkania, a to było całym moim życiem. Przyszedł taki moment, że musiałam zaakceptować to, że być może na zawsze pozostanę w domu podłączona do respiratora i koncentratora tlenu. Ale wola Pana Boga była inna i mimo że jestem podłączona do respiratora w nocy, mogę normalnie funkcjonować w ciągu dnia. Skończyłam studia, prowadzę Podwórkowe Koła Różańcowe Dzieci, jeżdżę na spotkania. To jest dla mnie niesamowity dar. Ale wiem, że wtedy Pan Bóg potrzebował tej postawy przyjęcia takiej trudnej sytuacji i dał łaskę. Chyba w życiu każdego z nas wiara jest poddawana próbie, na ile jesteśmy w stanie ofiarować Panu Bogu całe nasze życie i przyjąć wszystko bezwarunkowo z Jego woli. Takie zaufanie naprawdę przynosi wielkie owoce i sami czasem jesteśmy zdumieni, jak bardzo Pan Bóg wówczas działa, prowadzi i jest obecny w naszym życiu.

Doświadczenie choroby może w cudowny sposób wyzwalać dobro. Wspomniała Pani o świadectwie dla lekarzy. Były takie momenty, że widziała Pani, jak to Pani kruche życie komuś pomaga?
– Podczas pobytów w szpitalu zawsze z Mamą modlimy się, odmawiamy Różaniec, słuchamy Radia Maryja. Nie ukrywamy swojej wiary. To skłania lekarzy, pielęgniarki do refleksji, ludzie otwierają się, mówią o swojej wierze, doświadczeniu Pana Boga. To są piękne chwile. Gdy byłam na oddziale intensywnej terapii, w pewnym momencie lekarze nie wchodzili już do pokoju w czasie modlitwy, ale mówili: „przyjdziemy później”. Właśnie wówczas, gdy 5 lat temu przyjmowano mnie na oddział intensywnej terapii, rozmowa mojej Mamy z dyżurującym lekarzem okazała się bardzo trudnym doświadczeniem. Lekarz nie chciał przyjąć mnie na oddział ze względu na bardzo zły stan. Nie dawał mi szans. Mówił, że nie przeżyję intubacji, a jak przeżyję, to i tak zabiją mnie wirusy i bakterie na tym oddziale. Gdy potem byłam powoli wybudzana ze śpiączki, gdy on widział, jak mój stan się poprawia, a był to akurat okres Wielkiego Tygodnia, powiedział, że były to dla niego największe rekolekcje. Może dla tej jednej osoby to wszystko było potrzebne.

W Pani chorobie w szczególny sposób uczestniczy najbliższa rodzina, a zwłaszcza Pani Mama.
– Wiem, że to też jest łaska. Czasem jest trudno, bo teraz Mamusia ma ogromny problem z ręką, nie może mnie podnosić. Obciążenie ręki, kręgosłupa związane z podnoszeniem mnie zrobiło swoje, ale doświadczamy bardzo, że Pan Bóg nas prowadzi. Są lekarze, rehabilitanci, którzy bardzo starają się, by Mamusia wróciła do sprawności. Wierzę, że te wszystkie cierpienia, trudy Pan Bóg wynagrodzi, bo gdyby to nie było Jego wolą, to by tego wszystkiego nie było. Teraz staramy się po prostu odkryć, po co Pan Bóg daje takie doświadczenie.

Cierpienie uczy cieszyć się z drobnych rzeczy?
– Gdy ma się niewiele, łatwiej się z tego cieszyć. Nawet gdy jest w tym życiu doświadczenie cierpienia. Dziś świat wokół stara się eliminować wszelkie problemy – choroby, starość, jakiekolwiek ograniczenia, które sprzeciwiają się wizerunkowi lansowanemu w mediach, że człowiek musi być wysportowany, młody, silny, mieć świetną sylwetkę. Wielu ludzi nieustannie za czymś goni, biega, ciągle mają mało. Tylko czy to daje szczęście?

Gdy w chorobie nie możemy gonić do przodu, mamy szansę wejść w głąb, skupić się na tym, co tu i teraz, wokół nas i w nas?
– Usiłuje się dziś wmawiać człowiekowi, że tylko on sam jest najważniejszy. Ty musisz mieć. Ty musisz dbać o siebie. Ty musisz zdobywać kolejne etapy kariery, sukcesu. Gdy człowiek skupia się wyłącznie na sobie, nie znajdzie sensu. Liczy się tylko życie, które jest poświęcone innym, jest otwarciem na drugiego człowieka. U mnie choroba trwa od urodzenia, ale znam wiele osób, które pod wpływem nagłej choroby nawróciły się, a zatem może to uchroniło przed jakimś złem, w którym mogłyby się pogrążyć. Można też tak na to spojrzeć, że cierpienie chroni nas przed śmiercią duchową, przed utratą zbawienia.

Cierpienie przeżywane z Panem Bogiem nadaje sens, przynosi radość, a także jednoczy nas z innymi ludźmi, pozwala tworzyć wspólnotę. Gdy inni widzą rodzinę, w której niepełnosprawne dziecko jest źródłem radości, a nie utrapienia, to także zmieniają swoje myślenie i nastawienie do życia. Gdy każdy z nas zacznie od siebie, spojrzy na swoje życie i na innych ludzi z Bożej perspektywy, to zobaczy, jak dobro zacznie się rozszerzać. Kiedy na co dzień będziemy dzielić się z innymi swoim doświadczeniem Pana Boga i Jego miłością, to nasze otoczenie, a nawet świat, zmieni się na lepsze.

Jak ta sieć dobra rosła wokół Pani? Rodzice mieli od początku wsparcie otoczenia?
– Zawsze była pomoc rodziny, przyjaciół, znajomych. Muszę tu wspomnieć o pani pediatrze, która od początku aż do pełnoletności opiekowała się mną i była dostępna dla nas o każdej porze dnia. Tato zmarł prawie 13 lat temu, ale Pan Bóg nie zostawił nas samych. Jest moja starsza siostra, są także osoby, które w razie potrzeby przychodzą i pomagają. Od pewnego czasu jesteśmy związane ze wspólnotą ewangelizacyjną, gdzie poznałyśmy wiele wspaniałych osób i zawsze możemy liczyć na ich modlitwę. Lekarze i pielęgniarki z wentylacji domowej, którą jestem objęta, to niesamowici ludzie. Całe serce wkładają w to, by nie tylko mnie, ale wszystkim wentylowanym pacjentom umożliwić jak najlepsze funkcjonowanie. Naprawdę walczą o każdego człowieka, aby bezduszne przepisy, które liczą tylko pieniądze i wydatki na te osoby, nie odbierały chorym szansy i nadziei na większą samodzielność w codziennym życiu. Nie mogę też nie wspomnieć o wielu moich przyjaciołach mieszkających w różnych częściach Polski, także o tych, których poznałam na studiach. Jestem z wieloma w stałym kontakcie. Bardzo cenię to, że ktoś na drugim końcu Polski, a nawet za granicą, pamięta, modli się za nas i często zwraca się z dobrym słowem.

Często pod pozorami niewchodzenia z butami w cudze życie przechodzimy obojętnie obok rodzin opiekujących się chorymi oraz samych chorych. Jak to wygląda z punktu widzenia chorych, czekacie na te gesty?
– Ludzie często boją się podejść, zacząć rozmowę, zapytać, choć przecież coraz więcej osób niepełnosprawnych bierze udział w życiu całego społeczeństwa. Nie trzeba mieć oporów, blokad w nawiązywaniu takich relacji. Z drugiej strony rodziny chorych i sami chorzy nie powinni się zamykać. Moi rodzice od początku założyli sobie, że nie będą się izolować. Na Mszę św. chodzili razem ze mną od samego początku. Choć miałam indywidualny tok nauczania, zawsze miałam kontakt z rówieśnikami ze szkoły, a na godzinę wychowawczą przychodziła nieraz do mnie do domu cała klasa. Rodzice nigdy mnie także nie wyręczali, byłam samodzielna na tyle, na ile było to możliwe. To uczyło mnie systematyczności i odpowiedzialnego wykonywania swoich obowiązków. Muszę przyznać, że w ten sposób zostałam przygotowana do dalszego życia, do radzenia sobie z różnymi trudnościami. Teraz bardzo mi to pomaga.

Pomaga skakać na głęboką wodę, tak jak ze studiowaniem w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu? Jak rodzina zareagowała na ten pomysł?
– Najpierw wydawało się to niemożliwe. Odległość od mojego domu do Torunia to ponad 400 kilometrów. Jak to wszystko pogodzić? Ale Pan Bóg dał siły i Mamusi, i Cioci na ten czas, żebyśmy razem mogły przez te 5 lat jeździć do Torunia na sesje, zajęcia. Dzięki nim dałam radę, mimo chorób i trudności, które pojawiły się w tym czasie. Myślę, że to moje doświadczenie może pomóc też innym osobom chorym, dawać nadzieję i siły do realizowania swoich pragnień. Warto mieć konkretne zajęcie, nie zamykać się w domu, nie izolować, ale angażować na tyle, na ile człowiek może i potrafi. To daje wiele samemu człowiekowi, ale i innym, także zdrowym, dodaje motywacji do działania. Jeśli ktoś jest w takim stanie i potrafi, to o ile więcej mogę ja, jeśli mam zdrowe ręce, zdrowe nogi. Tylko po prostu wystarczy chcieć. Nigdy nie można się poddawać. Z Bogiem możemy wszystko. On daje siły także do realizowania zwykłych marzeń, pragnień, które człowiek nosi w sercu.

O czym Pani marzy?
– Ukończenie studiów było zakończeniem pewnego etapu w moim życiu i realizacją jednego z marzeń. Teraz czas płynie już spokojniej. Zastanawiałam się, co będę robić po studiach, ale Pan Bóg to wszystko poukładał. Pracuję jako dziennikarz. Piszę artykuły w domu i wysyłam przez internet do redakcji. Niesamowitym doświadczeniem są dla mnie spotkania i wywiady z ludźmi.

Mam czas na pracę, na prowadzenie PKRD, na wyjazdy, prowadzenie audycji w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Nie nudzę się i nie narzekam na brak zajęć. To jest dla mnie wielka radość. Nie tylko sama rozwijam się w swoim zawodzie i zdobywam doświadczenie, ale myślę, że ta moja praca jest w pewnym sensie potrzebna po to, by świadczyć o Bogu i Jego miłości oraz obudzić w sercach ludzi nadzieję. Ufam, że przyczynia się ona do rozszerzania dobra przez przekazywanie prawdy i poruszanie istotnych tematów. To, co robię, sprawia mi radość i dziękuję za to Panu Bogu. Moim pragnieniem jest to, by PKRD rozwijały się, tak jak tego pragnie Matka Najświętsza. Oby spełniły się słowa o. Pio, który powiedział, że gdyby 5 mln dzieci na całym świecie odmawiało Różaniec, to świat byłby zbawiony. To moje największe marzenie.

Dziękuję za rozmowę.
Beata Falkowska

http://www.naszdziennik.pl/mysl/67871,c ... darem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 17 lut 2014, 08:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Ład serca

Jadwiga Zamojska

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Nic bardziej i skuteczniej nie przyczynia się do postępu w pracy duchowej, jak roztropnie zrobiony rozkład czasu i zajęć i wierne przestrzeganie go. Rozkład taki obmyślany z przezornością na podstawie doświadczenia powinien stanowić istotną regułę życia, opartą na ogólnych zasadach katechizmowych, a zastosowana do okoliczności i osobistych obowiązków stanu – nie należy lekceważyć jej sobie za byle jaką nieprzewidzianą przeszkodą. Kto się raz wprawi do przestrzegania roztropnie ułożonego porządku życia, ten i w chorobie, i w podróży, można by prawie powiedzieć, że wśród pożaru i powodzi, pewien ład zbawienny utrzymać potrafi, ład, który zapewnia spokój, przyzwoitość, panowanie nad sobą, przytomność umysłu i zaradność, a zarazem stanowi oszczędność czasu, grosza i sił fizycznych.

Fragment pochodzi z „O pracy”, Lublin 2001

--------------------------------------------------------------------------------

Umiejętność panowania nad czasem nie jest cechą każdej cywilizacji. Bywają ludy, dla których „dziś” ma takie samo znaczenie jak „jutro” albo „za tydzień”, albo w ogóle. Przy takiej postawie trudno mówić o planowaniu na przyszłość, co jest szczególnie istotne przy przedsięwzięciach podejmowanych na wielką skalę. Ale i dla osobistej higieny psychicznej terminowość jest cechą jak najbardziej pożądaną, ponieważ pomaga człowiekowi w panowaniu nad samym sobą. A to także jest rzecz wielka.

http://www.naszdziennik.pl/wp/68450,lad-serca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 22 lut 2014, 07:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boga, ale ile Boga jest w człowieku zależy już od niego samego.
Często boimy się oddać Bogu, gdyż mniemamy, że coś ciekawego, istotnego może nam z życia uciec, że czegoś sobie w ten sposób odmówimy.


Czy zwykły Kowalski może być święty?

Każdy powinien dążyć do świętości, ponieważ każdy człowiek jest do świętości powołany. Świętość nie jest czymś zastrzeżonym dla zakonnic i zakonników. Świętość jest dla wszystkich, dla dzieci, dla dorosłych i posuniętych w latach. W każdym okresie życia człowieka, w każdym zawodzie, w każdym stanie, zawsze i wszędzie.

Dlaczego zwykły Kowalski mało interesuje się, jeśli w ogóle, świętością? Dlaczego świętość uważa za coś obcego dla siebie? Coś, w czym nie czułby się dobrze?

Wiele jest tego przyczyn. Najczęściej w ludziach pokutuje stare przekonanie, że świętość dotyczy wyłącznie osób duchownych, natomiast ludziom świeckim w świętości nie jest do twarzy. Główna jednak przyczyna braku szerszego zainteresowania świętością tkwi chyba w stosunku ludzi do Boga. Świętość to bowiem bliskość i zażyłość z Bogiem. Intymne z Nim przestawanie na modlitwie. Tymczasem wielu ludzi lęka się Boga, widzi w Nim jedynie surowego Sędziego, który znając człowieka od początku do końca, będzie go sądził z każdej myśli, z każdego słowa, z każdego czynu. Mając świadomość swoich upadków i grzechów, ludzie wolą stać daleko od Boga i lepiej o Nim nie myśleć. Jest to postawa błędna, wypacza obraz Boga.

To prawda, że Bóg jest Sędzią Sprawiedliwym, ale dopiero nakońcu naszego życia. Dopóki żyjemy, do ostatniej chwili, Bóg jest dla nas Miłością Miłosierną, kocha nas wszystkich, zwłaszcza grzeszników. Jak bowiem mówi przez swego Syna Jezusa Chrystusa – nie zdrowi potrzebują lekarza, ale źle się mający. Jest niezwykle radosne, że w naszych czasach Bóg sam jakby zaangażował się, aby naprawić to fałszywe o Nim przekonanie. Wzbudza i posyła wybranych ludzi, by oni z mocą mówili o Jego Miłosierdziu, nawoływali do zawierzenia Jego miłości, którą tak dobitnie ukazał w męce i śmierci swojego Syna. Wśród wysłańców Nieba głoszących Boże Miłosierdzie wymienię choćby św. Siostrę Faustynę, św. Ojca Pio, bł. Matkę Teresę z Kalkuty i przede wszystkim Jana Pawła II – Papieża, który cały świat zawierzył Bożemu Miłosierdziu. Był głęboko przekonany, że tylko w miłosierdziu Boga świat znajdzie ratunek.

Wyłania się pytanie – czy możliwa jest świętość bez Boga? Trudne pytanie. Bóg po trzykroć święty jest źródłem wszelkiej świętości, On wszystko uświęca, czyli czyni świętym. Słusznie mawiał jeden z polskich biskupów, że „świętych robi Bóg”. Z tego by wynikało, że bez Boga nie ma świętości.

Wyczuwamy jednak, że takie stwierdzenie wykluczające możliwość świętości poza Bogiem nie odpowiada w pełni prawdzie.

Jeżeli bowiem wszyscy są powołani do świętości, to wszyscy powinni mieć możliwość osiągnięcia jej przez Tego, który do świętości ich powołał, a przynajmniej dążenia do niej. Z takim przekonaniem zdaje się korespondować nauka Soboru Watykańskiego II o powszechnym powołaniu do zbawienia. Chociaż wielu ludzi z różnych powodów nie należy do Kościoła ka- -tolickiego, który jest jedynym znakiem i narzędziem zbawienia, to ludzie ci mogą się zbawić, o ile żyją i postępują zgodnie ze swoim sumieniem, są ludźmi dobrej woli, otwartymi na prawdę i szczerze jej poszukującymi.

Można przyjąć, że wymieniona droga zbawienia dla tych, którzy żyją poza Kościołem, może poza Bogiem, jest też drogą wiodącą ich ostatecznie ku Bogu i ku pewnemu rodzajowi świętości, którą trzeba nazwać życiem zgodnie z człowieczeństwem i naturalnym prawem moralnym. W zasadzie jednak świętości nie można oddzielić od Boga. Świętość wyrasta ze zjednoczenia z Bogiem. Człowiek, chrześcijanin uświęca się o tyle, o ile jednoczy się z Bogiem. Dzieje się to przez wiarę, nadzieję i miłość oraz przez kształtowanie życia według nauki Ewangelii i budowanie relacji międzyludzkich w duchu przykazania miłości bliźniego.

Chociaż świętość w istocie swej jest jedna, to jednak różne są stopnie świętości odpowiednie do osiągniętego przez kogoś zjednoczenia z Bogiem i uczestniczenia w Jego świętości, czyli w Jego życiu. W innym stopniu uczestniczy w życiu Boga Maryja, w innym stopniu święty Józef, w innym poszczególni święci. W tym sensie mówimy o świętych zwyczajnych, o świętych wielkich, o największych świętych. Różne są drogi prowadzące do świętości. Wiele jest też form, w których świętość się wyraża. Inaczej zmierzają do świętości osoby duchowne, inaczej świeccy. Inny kształt przybiera świętość lekarza, nauczyciela, polityka, żołnierza, przedsiębiorcy itd. Pod tym względem świętość przedstawia niezwykłe bogactwo różnorodnej wielości.

Wszystkich Kowalskich, którzy z powodu swoich grzechów i upadków lękają się Boga, a tym samym lękają się świętości, niech podniosą na duchu słowa świętej Teresy od Dzieciątka Jezus: „Mam wielką ufność w dobrym Bogu, nie dlatego, że nie zgrzeszyłam. Chociażbym miała na sumieniu wszystkie grzechy i zbrodnie, które mogą być popełnione, pobiegłabym z sercem skruszonym żalem rzucić się w ramiona Jezusa, gdyż wiem, że kocha On marnotrawne dziecko, które do Niego powraca. Czułabym, że to mnóstwo grzechów byłoby jak kropla wody wrzucona do płonącego ognia”.

Święci wyciskają piętno na dziejach świata. Dla mnie jest to czytelne, gdy odmawiam Litanię do Wszystkich Świętych. Tam święci są zestawieni w kolejności chronologicznej, każdy wymieniony przenosi nas w inną epokę, która w jakiejś mierze została ukształtowana przez jego działalność.

W dziejach naszej Ojczyzny, które tak często przybliżał Jan Paweł II, każdy z nich wywarł wpływ na czas, w jakim żył. Tu wspomnieć należy choćby św. Maksymiliana Kolbego. On uratował ludzkość przed utraceniem godności. Każdy święty, nawet święty – jak to mówią – jednej doby wywiera wpływ na swoje otoczenie.

Ks. bp Stanisław Napierała

http://www.naszdziennik.pl/mysl/69038,c ... wiety.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 08 mar 2014, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Życie jest Mszą, a dusza Hostią

Dr Aldona Ciborowska

W zlaicyzowanej Francji – z jej instytucjami, prawem, edukacją, historią i kulturą pisaną przez rewolucję 14 lipca 1789 r., niszczącą opactwa, kościoły, przemieniającą w krwawiącą ranę ziemię samych Francuzów w Wandei, w Lyonie, w Paryżu… – w 1902 roku w wiosce Châteauneuf-de-Galaure urodziła się Marta Robin. W wieku 23 lat ofiarowała swoje życie miłości i woli Boga, siedem lat później otrzymała pierwsze stygmaty. Była franciszkańską tercjarką, założycielką wspólnot świeckich Ogniska Miłości, uważana jest za matkę chrzestną wspólnot powstających we Francji w XX wieku.

Co piątek przez 50 lat przeżywała Mękę Pańską, potem wchodziła w ekstazę, która według ojca Augustyna Poulain, jezuity, pozwalała osiągnąć wiedzę syntetyczną i powodowała urzeczywistnienie wielkich przedsięwzięć rozumnych i doskonale zorganizowanych. Podczas ekstaz Marta otrzymywała wskazówki – bardzo konkretne, zawierające detale, wyjaśniał ojciec Georges Finet, jej opiekun duchowy i rekolekcjonista Ognisk. Jemu 10 lutego 1936 roku obwieściła, że „komunizm, laicyzm i masoneria upadną, ale tylko po interwencji z niebios Najświętszej Maryi Panny”. Kościół przeżyje swoją zimę, po której nastąpi wiosna.

Obrazek
Marta Robin (1902-1981)


Życie znaczy więcej niż pokarm
Marta Robin połączyła swoje życie z Ofiarą Chrystusa Ukrzyżowanego i z życiem Maryi Dziewicy, chciała: „żeby każdy z (…) dni był krokiem w stronę Światła”. Pragnieniem jej życia było pełnić wolę Boga, to samo pragnienie w tym samym czasie podzielał o. Maksymilian Maria Kolbe, starszy od Marty o osiem lat, który wybrał dwie korony: dziewictwa i męczeństwa. Podczas II wojny światowej świadectwo jego czynu było „światłem”, które – jak pisze o. Leon Dyczewski – „zalało Oświęcim” – Maksymilian kierowany ewangeliczną Miłością oddał życie za współwięźnia.

W tamtym czasie Europejczycy i Amerykanie tańczą fokstrota – „płyną z prądem”.

Na paryskim Montmartrze spotykają się ze sobą talenty hedonistycznego Picassa i Toulouse-Lautreca. Artyści negują klasyczne zasady w sztuce, deformują piękno, ideolodzy piszą manifesty sprzeczne z duchem Dekalogu, kankan i kawiarnie Paryża przyciągają młodych ludzi, by przeciągnąć ich na stronę życia w kolorach Moulin Rouge.

W Nowym Jorku w 1894 roku – roku urodzenia o. Maksymiliana Kolbego – zostaje zaprezentowany kinetoskop Edisona, a w roku urodzenia Marty pierwszy film z efektami specjalnymi „Podróż na księżyc” wprowadza ludzkość w erę mediów, czwartej władzy, której moc – jak zauważa postmodernista Umberto Eco – jest większa od siły czołgów: „Dziś kraj należy do tego, kto kontroluje środki przekazu”.

Tymczasem w drugiej dekadzie XX wieku dwoje młodych ludzi – Marta Robin i ojciec Maksymilian Maria Kolbe, jako drogę życia wybiera męczeństwo i dziewictwo. Ich życie pokazuje, że najlepszym „środkiem przekazu” jest osobiste świadectwo – obraz Boga, którego widać w osobach świętych, którzy niczego nie zatrzymują dla siebie ani na sobie. Oboje zjednoczeni z Maryją Dziewicą i z Chrystusem – „którego pokarmem było wypełniać wolę Tego, który Go posłał” – zaświadczyli, że „tylko Bóg zna tajemnicę życia” (ks. prof. Tadeusz Guz), że samo życie oraz wszystko, co w nim piękne, dobre i prawdziwe, pochodzi od Niego.

Marta, sparaliżowana, bez odruchu przełykania – przez 52 lata żyła wyłącznie Eucharystią, która w Nią wnikała – była żywym tabernakulum. Przez jej pokój w Châteauneuf-de-Galaure przeszło sto tysięcy osób, umacniając się jej wiarą. Byli wśród nich również ateiści, którzy odzyskiwali wiarę, politycy, kapłani, którzy przychodzili po radę. Marta wiedziała o faktach, które dopiero miały się wydarzyć…

Ojciec Maksymilian Kolbe przeżył 14 dni bez jedzenia i picia w bunkrze głodowym, trwał na modlitwie do czasu, aż Niemcy w obozie KL Auschwitz zdecydowali o zabiciu go śmiercionośnym zastrzykiem fenolu. Czyżby niemieccy oprawcy obawiali się, że polski kapłan będzie żył wbrew ich woli, że – cudem – będzie żył, jak żyła Marta Robin, jak Teresa Neumann? Niemcy przecież wiedzieli o żyjących ówcześnie – wyłącznie Eucharystią – Francuzce oraz Niemce. Obie były zjednoczone z Chrystusem – przeżywały Mękę Pańską. Może obawiali się, że gdyby katolicki kapłan żył pomimo fizycznego głodu i pragnienia jeszcze dłużej, to groza Auschwitz zostałaby pokonana cudem wiary w żywego Boga Miłość – w niekończącym się życiu Maksymiliana pełniącego Jego wolę?

Marta mówi: „Nie zapominajmy, że uczyniono nas chrześcijanami, żebyśmy zostali świętymi: z tego powodu powinniśmy pracować bez wytchnienia, bez odpoczynku, w doskonaleniu naszej służby i miłości Boga”.

Radykalna jest ta myśl, zwłaszcza że od początku XX wieku ludzkość doświadcza przemocy rewolucji i światowych wojen – utopie i ideologie zagospodarowują pojęcie „wolność” i odrywają ją od prawdy i dobra, zdobywają swoich ludzi na uniwersytetach i w polityce – aktywnych, zdecydowanych, inteligentnych, których jedynym celem jest walka z Bogiem – Tym, Który Jest.

Ukryta w Bogu
Jako dziecko Marta żyła rytmem dnia wyznaczonym przez gospodarskie i szkolne obowiązki, zabawę. Dźwięk dzwonów bijących trzykroć w ciągu dnia na „Anioł Pański” docierał do jej domu z odległych o kilka kilometrów kościołów. Żyła w bliskości figurki Matki Bożej, której wspólnie z innymi dziećmi przynosiła polne kwiaty.

Tuż po zakończeniu I wojny światowej Marta zapada na tajemniczą chorobę, mówią o niej „śpiączka mistyczna”, z której podnosi się wiosną 1921 roku – już „nie jest ta sama”. 25 marca (we współczesnym kalendarzu liturgicznym uroczystość Zwiastowania Pańskiego) Marta w pięknym świetle widzi Matkę Bożą. Stopniowo rodzi się w niej pragnienie wstąpienia do Karmelu. Jednak wkrótce napotyka na słowa, które odczytuje jako skierowane do niej zaproszenie do przyjęcia cierpienia. Mówi Bogu: Tak!

W dniu 15 października 1925 roku pisze akt zawierzenia Bogu – „dla nawrócenia grzeszników i uświęcenia dusz”. (Kilka miesięcy wcześniej, 1 sierpnia, Faustyna Kowalska rozpoczyna spisywanie swojego „Dzienniczka” – o Miłosierdziu Bożym). Sparaliżowana, potem również niewidoma, spędza w maleńkim łóżku całe swoje dorosłe życie – świadomie ofiarowane Bogu – przez Maryję, kontynuując duchowość św. Ludwika Grignion de Montfort – Totus Tuus. „Zrozumiała, że wydać się Chrystusowi, to znaczy połączyć się z każdym stworzeniem w Jego bólu, stanowić z Nim jedno ciało, aby zbawić cały świat pogrążony w grzechu. Jej miejsce będzie odtąd: ukryć się w Bogu, stać przy drzwiach do piekła, żeby tam nie weszli grzesznicy”. „W oczach świata jest to całkowita porażka, wręcz bezowocność. W gruncie rzeczy, wybierając ostatnie miejsce, przyzwalając na całkowity dar z samej siebie, w cierpieniu i maleńkości, Marta oczekuje w czystej nadziei, aby Bóg stał się jedynym źródłem jej istnienia i aby sam dokonał przez nią tego, co jest dobre dla Jego Kościoła” – pisze jeden z jej biografów Reymond Peyret.

W październiku 1930 r. Marta przyjmuje w swym ciele znaki Męki Pańskiej. W jej życiu codziennością stają się adoracja, uwielbienie, wstawiennictwo, przyjmowanie gości i misja.

Działanie i kontemplację odnajdziemy również w życiu założonych przez nią Ognisk Miłości dla dusz dobrej woli, zalęknionych, zniechęconych i zatwardziałych grzeszników. (W Polsce istnieją dwa Ogniska).

Marta otwiera także szkołę chrześcijańską, gdzie dzieci mają poznać miłość Boga i zdobyć wykształcenie, która – zgodnie z obietnicą Chrystusa – kiedyś ma stać się jedną z gałęzi dzieła o wielkim oddziaływaniu.

Dziennik Marty
W 1985 roku – cztery lata po śmierci Marty – z okazji uroczystości Najświętszego Serca Jezusa ojciec Jacques Ravanel przekazał członkom Ognisk pierwszą część dzieła nazywanego „Dziennikiem intymnym” Marty Robin z lat 1929-1932. Następnie, w kwietniu 2012 roku, z inicjatywy władz KUL w Lublinie zorganizowano dzień dotyczący Marty Robin, pod przewodnictwem ks. abp. Henryka Hosera. Publikacja we Francji „Dziennika” Marty Robin jest owocem tego polskiego wydarzenia. Ojciec Bernard Michon pisze we wstępie, że zostało ono odczytane jako wezwanie do rozpoczęcia nowego etapu w przybliżaniu postaci Marty Robin.

Podobnie jak słynny „Dzienniczek” św. Siostry Faustyny jest to „dokument mistyki katolickiej o wyjątkowej wartości (…) także dla Kościoła powszechnego”, zapis życia duszy, mistycznych doświadczeń i rozmów. „Dziennik” nosi podtytuł: „Aby każdy z moich dni był krokiem w stronę Światła” i został wydany w 2012 r. w wydawnictwie założonego przez Martę Ogniska Miłości w Châtteauneuf-de-Galaure; będzie opublikowany również w Polsce.

13 marca minie 112. rocznica urodzin Marty Robin – warto ją poznać, ponieważ jej niezwykłe życie odcisnęło swój ślad na życiu tysięcy osób, tych, które ją znały osobiście, tych, które o niej czytały, które wstąpiły do Ognisk Miłości założonych przez Martę. Owoce jej ofiary już przyszły, kolejne będą następować – w świecie coraz bardziej pogrążającym się w rozpaczy Ogniska będą przywracały nadzieję, otwierały na działanie Ducha Świętego, uczyły mówić Panu Bogu: Tak!

http://www.naszdziennik.pl/wp/70538,zyc ... ostia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 30 kwi 2014, 07:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Życiowa wędrówka jest wspaniałą przygodą dla każdego człowieka, o ile żyje świadomie.
Dobrze jest wędrując korzystać z przewodnika po życiowych ścieżkach. Wspaniale jest gdy taki przewodnik pochodzi z najwyższej półki kultury ludzkiej.


Ręka Boga

Wybór lektury duchowej zapewne wskazuje na kondycję własnego ducha, na jego potrzeby, na jego pojemność. Ten wybór nie jest prosty. Wokół nas tyle dzieł dawnych, które dziś zyskują swoją aktualność, wręcz zdumiewającą.

Spośród dzieł dawnych i nowych chciałbym podzielić się moim ponownym odkrywaniem książki Jana Pawła II „Pamięć i tożsamość”. To jedna z tych publikacji, która powstała jako zapis rozmowy prowadzonej z Papieżem. Rozmowy niezwykłej, przeprowadzonej w Castel Gandolfo, w miejscu niejako naznaczonym dialogiem wiary i rozumu.

Wielka tajemnica
Pamiętam, jak rozpoczynałem lekturę „Daru i Tajemnicy”, autobiograficznej książki o misterium kapłaństwa Jana Pawła II. Przeczytałem pierwsze zdanie: „Historia mojego powołania kapłańskiego? Historia ta znana jest przede wszystkim Bogu samemu”, i zatrzymałem się na dłuższy czas. Ileż razy, my, kapłani, jesteśmy pytani o nasze powołanie – i odpowiadamy ochoczo, opisując zdarzenia, ludzi, scenografię naszych spotkań z Bogiem. To papieskie zdanie uświadomiło mi, że tak naprawdę nie my, nie ja jestem autorem tej historii, że to, co znam, jest wyłącznie zapisem pewnych ram płótna, na którym namalowana została przez Boga niepojęta historia.

Kilka stron dalej przeczytałem inne zdanie autobiograficzne: „Moje kapłaństwo właśnie na tym pierwszym etapie wpisywało się w jakąś olbrzymią ofiarę ludzi mojego pokolenia, mężczyzn i kobiet”. Niezwykłe są refleksje Jana Pawła II na temat wojny. Najpierw zadziwia to, że kiedy Jego pokolenie chwytało za broń, On zajmował się słowem i językiem, jakby wiedząc, że trwałą niepodległość można i trzeba zdobywać także przez suwerenność kultury. Jeszcze bardziej zdumiewa to, że świadek tamtych koszmarnych lat, świadek zbrodni nazistowskich, świadek prześladowań i represji Niemców na Narodzie Polskim, właśnie w tym czasie „śmierci Boga” odkrywa Jego miłującą obecność. I pozwala Bogu pisać w sobie historię powołania. Jest sprawą fascynującą wydobywanie z mroków zła świateł dobra – przyjaźni, wielkich postaci. Zdumiewająca jest świadomość, że to kapłaństwo zostało wpisane, włączone w ofiarę życia tak wielu ludzi.

Przywołuję te fragmenty „Daru i Tajemnicy”, by wskazać na bogactwo wielu papieskich tekstów, nie tylko doktrynalnych. On każde słowo, każde zdanie, każdą narrację znaczył wiarą w Boga, który był i pozostawał dla Niego fundamentem rzeczywistości. Tak naprawdę nie ma jakiegoś skoku stylistycznego, jakiejś różnicy „gatunku literackiego” między Jego wspomnieniami, modlitwami a testamentem.

Przywołuję te fragmenty także z tego względu, że owo dramatyczne i fundamentalnie ważne pytanie o obecność zła w naszym świecie, w naszym życiu stanowi jakby punkt wyjścia „Pamięci i tożsamości”.

Miara zła
Trudno uwolnić się od tego pytania, od tych refleksji i wspomnień, gdy bohaterem rozmowy i odsłaniania pamięci jest człowiek – świadek totalitaryzmów XX wieku. Jan Paweł II odsłania zatem najpierw genezę zła. Upatruje jej – podobnie jak to czynił na pytanie Vittorio Messoriego w książce-wywiadzie „Przekroczyć próg nadziei”, „dlaczego historia zbawienia jest tak bardzo skomplikowana”, dlaczego krzyż, dlaczego cierpienie – w długotrwałym procesie wyrzucania Boga ze świata ludzkich spraw i czynienia Go Kimś pozaświatowym.

Człowiek w takim świecie podejmuje życie tak, jakby Bóg nie istniał. To jest zjawisko czytelne w skali całego świata, w jego nowożytnych, a zwłaszcza współczesnych dziejach, ale to jest zjawisko bardzo ważne dla zrozumienia niejednego dramatu życia osobistego czy rodzinnego. Papieskie refleksje są bardzo głęboko intelektualne, wymagają zastanowienia, może przemyślenia, a nawet poszerzenia swojej wiedzy, ale Jan Paweł II prowadzi nas w głąb współczesnych dramatów. Nie zatrzymuje się na powierzchni, ale każe iść w głąb, do fundamentów. To ważne, dlatego że tylko na podstawie dogłębnej diagnozy można zastosować właściwą terapię.

Dla Jana Pawła II sprawą charakterystyczną jest to właśnie, że im bardziej sięga On realności zła, im bardziej poddaje je anatomii, odsłaniając jego grozę i siłę destrukcji, tym bardziej przekonuje nas, że nie jest ono absolutne, że nie jest wieczne. Zło jest ograniczone miarą, a tą miarą zła jest odkupienie i miłosierdzie.

Nie sposób tego zdania skomentować jednym czy drugim dopiskiem. Trzeba wczytać się z uwagą w słowa Papieża. To mogą być słowa zaskakujące, jakby przeczące naszym podstawowym doświadczeniom, a może przede wszystkim naszym emocjom. Ale warto, ogromnie warto, skupić się na poszczególnych zdaniach. Jak choćby na tych: „Każde ludzkie cierpienie, każdy ból, każda słabość kryje w sobie obietnicę wyzwolenia, obietnicę radości: ’teraz raduję się w cierpieniach za was’ – pisze św. Paweł (Kol 1, 24). Odnosi się to do każdego cierpienia wywołanego przez zło. Odnosi się także do ogromnego zła społecznego i politycznego, jakie wstrząsa współczesnym światem i rozdziera go: zła wojen, zniewolenia jednostek i narodów, zła niesprawiedliwości społecznej, deptania godności ludzkiej, dyskryminacji rasowej i religijnej, zła przemocy, terroryzmu, tortur i zbrojeń – całe to cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość, ów hojny i bezinteresowny dar z własnego ’ja’ na rzecz tych, których dotyka cierpienie. W miłości, która ma swoje źródło w Sercu Chrystusa, jest nadzieja na przyszłość świata. Chrystus jest Odkupicielem świata: ’a w jego ranach jest nasze uzdrowienie’ (Iz 53, 5)”.

Zauważmy: „Całe to cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość”. Dlaczego to jest ważne, dlaczego i jak to jest możliwe? Jan Paweł II wciąga nas do dalszej zadumy – nad wolnością, nad miłością, która jest właściwym horyzontem wolności.

W tym wszystkim ujawnia się ogromna miłość Papieża do Boga, ogromna Jego fascynacja człowiekiem, poczucie dumy z przynależności do Narodu Polskiego, wielkie dowartościowanie autentycznego dziedzictwa europejskiego, o które tak zabiegał i walczył, a które jest tak poniewierane w pseudo-Europie biurokratów.

Ta książka jest swoistym testamentem duchowym, rozliczeniem z historią i współczesnością, jest zapisem dziejów sumienia w tych czasach marnych.

Jeżeli nie czujemy się przekonani słowami Jana Pawła II, to na zakończenie tej książki pojawia się zdanie, wobec którego nie można pozostać obojętnym: „Nie ma zła, z którego Bóg nie mógłby wyprowadzić większego dobra. Nie ma cierpienia, z którego nie mógłby uczynić drogi prowadzącej do Niego”. Tak komentuje rzeczywistość świata człowiek, który osobiście doświadczył zamachu na własne życie. Tak komentuje rzeczywistość ktoś, kto dotknął śmierci, ale wyprowadziła Go z jej mroków ręka Boga.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

http://www.naszdziennik.pl/mysl/75998,reka-boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 30 maja 2014, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Możemy wędrować po omacku, bez Bożego Światła. Możemy.
Wielu z nas dobrze się czuje w zaułkach ciemności. Stwarzamy sobie chwilowe migotliwe pobłyskiwania i mamy namiastkę życia, zamiast życia.
Gdy pobłyskiwania w końcu pogasną, robi się wokół nas ciemno, ponuro i pusto. Wówczas albo zaczynamy rozumieć swoje błądzenie, albo znajdujemy sobie inne migotliwości i w nich staramy się zasiedlić.


Krzyż i szabla

Zygmunt Krasiński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Szlachetność jest perłą, której nie można rzucić ni w puchar miłości, jak Kleopatra, ni w czarę zemsty, ale można milczeć i czekać, można przybrać postać głupca lub rozpustnika, uczonego lub gospodarza i czekać. A kiedy godzina zabije, pójdzie się na śmierć. Myśleć o śmierci za Polskę jest ostatnią moją pociechą i rozkoszą; wszystkie inne odpadły ode mnie gdyby zwiędłe liście, ale drzewo, choć obnażone, jeszcze potrafi wyzywać do boju wichry i nie ugiąć karku przed burzą. (…) Nie daj się uwieść nową literaturą tych przeklętych Francuzów, którzy o kochankach piszą, a nigdy nie kochali, którzy świat malować chcą, a w Boga nie wierzą i świata nie znają. Prawda jest najwyższą poezją, szumność jest pianą, z której kilka farb się dobywa, ale za pierwszym powiewem nikną i po nich na wieki. Religia jest skrzydłem, którego cień na poezje wiecznie zlewać się winien. Patrz, od religii, od krzyża Chrystusowego odstępuje ziemia, ale powiedzcie mi wszyscy, kędyż nowy ołtarz się zjawił? Kędyż klęknąć mam przed nowym bóstwem? Teraz nam, Polakom, trzymać się krzyża przystoi, bo tyran wygania katolicyzm z kraju naszego. Krzyż i szabla – pod tymi znamiony wybawimy Polskę lub zginiemy. Jeśli ziemia nam nie dopisze, mamy wieczność przed sobą!

Fragment listu do Konstantego Gaszyńskiego, 27.03.1832 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Walka z religią wymaga nie lada pomysłowości i może posługiwać się różnymi metodami. Do walki tej skierować można literaturę, media, politykę, prawo, naukę, edukację, nawet wojsko, osiągając wiele „sukcesów”, nagradzając hojnie zwycięzców. I co dalej? Dalej nic. Zamiera kultura, zamiera poezja, zamiera prawda. Świat bez religii staje się pusty. Polska już wtedy o tym wiedziała, gdy nie było jej na mapie. Jeżeli wróciła, to dlatego, by świat nie był bez krzyża.

http://www.naszdziennik.pl/wp/78761,krzyz-i-szabla.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 01 lip 2014, 08:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Rozwój, wzrastanie, dojrzałość, cóż znaczą te słowa dla nas dzisiaj.
Czy są w stanie otworzyć przed nami ciekawszy, pełniejszy i większy świat niż takie słowa jak przyjemność, doznania, konsumpcja, kariera, sukces.
Czy potrafimy rozwijać się równomiernie, wzrastać nie uszczuplając sobie przyjemności, rozwijać się nie pomijając doznań, osiągać sukces, realizować karierę, nie odbierając sobie szansy na dojrzewanie.
Jakie jest nasze człowieczeństwo? Kto je kształtuje?
Czy wyrastamy z tradycji pokoleń, czy formujemy się pod wpływem chwilowych i modnych trendów?
Kto nas formuje, kultura, czy aktualnie panujący medialny i polityczny trend?
Kto oczekuje naszej dojrzałości, a kto naszej naiwności?
Czego oczekujemy my sami od siebie?


Własny świat

Jadwiga Zamoyska

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Własny świat

Człowiek nie może i nie powinien mieć myśli nieustannie napiętych ku rzeczom potrzebującym natężenia umysłowego. Umysł niezbędnie czasami potrzebuje wypoczynku; przepracowanie, znużenie, smutki, kłopoty, choroby stają się do tego powodem. Człowiek ma jednak tę nieocenioną wyższość nad zwierzętami, że jeżeli koń i wół, spracowawszy się, muszą odpoczywać, nic zupełnie nie robiąc, to człowiek z wyjątkiem chwil na sen przeznaczonych odpoczywa nie za pomocą próżniactwa, ale przez zmianę zajęcia. Uzdolniony do pracy ręcznej, umysłowej i duchowej, znajduje wypoczynek nie tylko w przechodzeniu od jednego rodzaju do drugiego, ale każdy z tych rodzajów pracy tak urozmaicić zdoła, że sama ta rozmaitość stanowi doskonałe i najmilsze wytchnienie.


Fragment pochodzi z „O pracy”.

--------------------------------------------------------------------------------

Rozwój techniki przyniósł szereg dobroczynnych owoców, tak że trudno sobie nam wyobrazić, jak można żyć bez lodówki, telefonu i komputera. Ale równocześnie przyniósł też nowe zagrożenia. Do tych zagrożeń należy zmiana stylu życia: współczesny człowiek jest coraz bardziej bierny, coraz mniej potrafi sam sobie organizować twórczo wolny czas, zdaje się na to, co już jest gotowe, wyprodukowane przez anonimowe maszyny, w skali masowej i tanio. Nie rozwija w sobie pasji czy zainteresowań, które by ukazały jego własną indywidualność, jego talenty, jego kulturę, jego własny, niepowtarzalny świat. A przecież to właśnie taki świat jest najpiękniejszy i najcenniejszy, najbardziej przyciąga i promieniuje ciepłem. Warto się wysilić, by nie idąc na masową łatwiznę, taki właśnie świat od nowa tworzyć w sobie i wokół siebie, nie przeciwko technice, ale tam, gdzie możemy się bez niej spokojnie obyć.

http://www.naszdziennik.pl/wp/83710,wlasny-swiat.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 12 lip 2014, 08:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Życie ma sens, o ile jest dla nas wyzwaniem. Musimy się w nim odnaleźć i spożytkować darowany nam czas jego trwania, na rozwój naszego człowieczeństwa.
Uciekanie od życia w uciechy, w sukcesy, w kariery, w posiadanie, w pozycję, jest jego marnotrawieniem.
Żyjąc w świecie i nie uciekając od niego, musimy odkryć w nim własną drogę po której będziemy mogli udać się w kierunku wzrastania, rozwoju.
Musimy mieć odwagę żyć. Musimy mieć odwagę żyć godnie, na poziomie adekwatnym do tego, w co nas wyposażył Stwórca.


Nie ma zwycięstw bez walki

Małgorzata Pabis

Jeżeli chcemy wygrać batalię o życie, batalię o dobro wspólne, batalię o Ojczyznę, to musimy o Bogu przypominać sobie częściej, niż oddychamy, wzywał ks. dr Robert Skrzypczak. Jak co miesiąc w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie 10 lipca wieczorem modlono się w intencji poległych w katastrofie smoleńskiej.

We Mszy św. wzięli udział bliscy tragicznie zmarłych oraz liczna rzesza warszawiaków. W homilii ks. dr Robert Skrzypczak nawiązał do ataku na sumienie lekarzy i pozbawienia stanowiska dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny prof. Bogdana Chazana. – Jak mam sobie wytłumaczyć, że jeden praktykujący katolik pozbawia pracy innego praktykującego katolika, cieszącego się uznaniem za jakość pracy wykonywanej na rzecz innych, tylko dlatego, że tamten stanął w obronie życia nienarodzonego i podpisał Deklarację Wiary? Czym jest płynna kategoria, na którą się dziś wielu powołuje: „w zgodności z prawem”, o którą można rozbić ludzką uczciwość i wierność Ewangelii życia? – pytał kaznodzieja. Przypomniał słowa Ojca Świętego Franciszka, który w kwietniu tego roku nazwał aborcję „zbrodnią pełną obrzydzenia”, której każdy chrześcijanin powinien się zdecydowanie przeciwstawić. Zacytował też papieskie słowa, w których Ojciec Święty odniósł się do zaangażowania ludzi wierzących w politykę: „Dobry katolik winien mieszać się do polityki, dając z siebie to, co najlepsze”. Ksiądz dr Skrzypczak mówił też, na czym polega sekret chrześcijańskiej polityki. – Na sile świadectwa, które przemienia świat bez uciekania się do środków przymusu i masowego ogłupiania. Siła ta bierze się z wiary w ukrzyżowanego Króla Wszechświata – podkreślał.

Jednocześnie kaznodzieja ubolewał, że nie jesteśmy już pokoleniem, które nauczono umiejętności walki duchowej. – Stąd pomysły Polaków po sięganie po rozwiązania życiowe jak najbardziej pogańskie, a czasami nawet ateistyczne. Dziś potrzeba podjąć walkę z powracającym pogaństwem na poziomie własnej osoby – wskazywał i dodawał, że walka duchowa to nieustanne wezwanie do wolności, do wierności, by każdego dnia ruszać w kierunku ziemi obietnic, ku królestwu niebieskiemu. Podkreślał, że nie ma zwycięstw bez walki. – Tej walki chce od nas sam Bóg. Jest o wiele pożyteczniejsza dla człowieka niż płytki i podstępny święty spokój. Zignorowanie chrześcijańskiego wezwania do duchowych zmagań łączy się ze zlekceważeniem dewastującego skutku tej tchórzliwej kapitulacji i pozwoleniem, aby społeczeństwo powróciło do chaosu, dehumanizującej, społecznej ideologii – ostrzegał.

http://www.naszdziennik.pl/wp/85014,nie ... walki.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 16 sie 2014, 08:54 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Iść, dojść, spotkać

Małgorzata Pabis

Iść, dojść, spotkać Jezusa i dzielić się Jego zbawieniem – to jest sens naszego pielgrzymowania – mówił wczoraj na Jasnej Górze ks. abp Celestino Migliore. Nuncjusz apostolski w Polsce przewodniczył uroczystej Sumie pontyfikalnej odprawianej na szczycie. Na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny do naszego narodowego sanktuarium przybyło ok. 100 tys. pielgrzymów.

– Umiłowani pielgrzymi, choć niekiedy mroczne chmury gromadzą się na horyzoncie, a pewne wydarzenia w życiu ludzkim wydają się niezrozumiałe, nie traćmy nigdy ufności i pokoju – mówił, witając pątników, o. Arnold Chrapkowski, generał zakonu paulinów. Zwracał uwagę, że uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest zachętą, abyśmy zawierzyli Maryi, która z Jasnej Góry niczym jaśniejąca gwiazda prowadzi nas po codziennych drogach ziemskiej egzystencji. Zwracał uwagę, że dziś, jak przed laty, zagraża nam wiele niebezpieczeństw. – Dlatego trwamy tu, na Jasnej Górze, na nieustannej modlitwie przede wszystkim o cud przemiany naszych serc! Wielu naszych braci i sióstr zagubiło się na drogach życia bez wiary, „życia jakby Boga nie było”. Brak zgody i pokoju na świecie, brak poszanowania Bożego prawa. To nasze bolączki, które w ostatnich dniach nieśli do Ciebie, Maryjo Wniebowzięta, jasnogórscy piel- grzymi. A dziś składają je w Twoje matczyne dłonie i proszą, byś zaniosła je przed Boże oblicze – mówił ojciec generał.

W homilii ks. abp Celestino Migliore zwracał uwagę na trudną sytuację współczesnego świata. – Wojny domowe, nieludzkie prześladowania z powodów etnicznych czy religijnych, zamachy i akty terroru zmuszają całe populacje do opuszczania swoich domów, porzucania pracy i do życia w niepewności. Spekulacje finansowe i korupcja podsycają kryzys ekonomiczny, ciążący zresztą głównie na rodzinach i pracownikach. Klimat społeczny wokół nas pogarsza się, społeczeństwa polaryzują się przez wrogość, wzajemne oskarżenia, brak troski o dobro wspólne, drwiny z podstawowych wartości. To wszystko niezmiernie ciąży nam w życiu i nas przygnębia – podkreślał. Jednocześnie nuncjusz apostolski w Polsce wskazywał, że przybywając do sanktuarium Królowej Polski, wystawieni jesteśmy na pokusę, aby potraktować je jako supermarket pocieszenia, w którym nasz koszyk, wózek sklepowy napełniamy modlitwami, prośbami o łaski, przyrzeczeniami poprawy w zamian za coś, czego sami potrzebujemy. – Maryja, matka Jezusa, nie lekceważy ani nie odrzuca takiej wiary osobistej, nawet jeśli jest powierzchowna. Ale zaprasza nas do czegoś więcej. Zaprasza nas tu, dzisiaj, abyśmy zobaczyli, że dokonuje się zbawienie. Osobiście względem każdego z nas, ale też względem naszych rodzin, środowisk pracy, nauki, wobec naszych przyjaciół, wspólnot parafialnych; w stosunku do całego społeczeństwa i wspólnoty międzynarodowej. Iść, dojść, spotkać Jezusa i dzielić się Jego zbawieniem – to jest sens naszego pielgrzymowania – wyjaśnił kaznodzieja.

W uroczystościach wzięli udział: metropolita częstochowski ks. abp Wacław Depo; ks. bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski; ks. bp Dominik Schwaderlapp, biskup pomocniczy z Kolonii; ks. bp Stanisław Dziuba, paulin, ordynariusz diecezji Umzimkulu w RPA; ks. bp Columba Macbeth-Green, paulin, ordynariusz diecezji Wilcannia-Forbes w Australii; oraz o. Marian Waligóra, jasnogórski przeor. Był też obecny ks. bp nominat Łukasz Buzun, paulin, który dziś na Jasnej Górze zostanie wyświęcony na biskupa pomocniczego diecezji kaliskiej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91611,isc ... otkac.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 27 sie 2014, 07:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Nie możemy brnąć w życie po omacku, albo rwać się do przodu ponaglani zachętą do konformizmu, przyjemności i sukcesu.
Musimy patrzeć na drogowskazy prowadzące nas do rozwoju i chroniące przed zdziczeniem, albo jeszcze czymś gorszym.
Takimi drogowskazami są nauka i wiara, moralność, kultura, prawda, dobro i piękno.


Apel o wierność sumieniu

Małgorzata Bochenek

O poszanowanie ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, godne warunki dla życia i rozwoju człowieka w jego wymiarach osobistych, rodzinnych, społecznych oraz o szacunek dla ludzkiego sumienia apelował wczoraj z narodowego sanktuarium Prymas Polski ks. abp Wojciech Polak.

Pomimo deszczowej pogody w odpustowych uroczystościach ku czci Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej uczestniczyło wczoraj ok. 70 tysięcy pielgrzymów. Sumie koncelebrowanej przez księży arcybiskupów i biskupów oraz licznych kapłanów przewodniczył metropolita gnieźnieński ks. abp Wojciech Polak, Prymas Polski. W homilii przypomniał, że Maryja była obecna w historii naszego Narodu, ale także przenika naszą teraźniejszość. – Warto wciąż pamiętać słowa, które jako swój duchowy testament pozostawił nam na polskiej ziemi św. Jan Paweł II, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa – mówił Prymas Polski. Zwracał też uwagę, że nikt nie może zaprzeczyć, iż tym, co ukształtowało naszą kulturę, położyło najgłębszy fundament, jest chrześcijaństwo ze swoim rozumieniem człowieka, ze swoim wkładem w rozwój naszego Narodu. – Wobec prób zdezawuowania tej prawdy musimy przez świadectwo naszego życia przypominać o uzdrawiającej mocy Chrystusa i Jego Ewangelii – apelował ks. abp Wojciech Polak. Wezwał też do szacunku dla ludzkiego życia, dla godności człowieka. – Wołamy z jasnogórskiego wzgórza o szacunek dla każdego i całego człowieka, wołamy o poszanowanie ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci, o godne warunki dla życia i rozwoju człowieka w jego wymiarach osobistych, rodzinnych, społecznych, o szacunek dla ludzkiego sumienia, dla tego wnętrza człowieka, o którym Sobór mówi, że jest sanktuarium, miejscem świętym, gdzie jest on sam na sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa – mówił Prymas Polski. Podkreślał, że to właśnie „wierność sumieniu, a nie niewierność” łączy chrześcijan z innymi ludźmi w celu poszukiwania prawdy i rozwiązywania w prawdzie tak wielu problemów moralnych, które powstają zarówno w życiu jednostek, jak i społeczeństw.

Wczoraj w całej Polsce obchodzony był Dzień Modlitw za Prześladowany Kościół na Bliskim Wschodzie. Na Jasnej Górze obecny był ks. abp Jean Sleiman, metropolita łaciński Bagdadu, który mówił o cierpieniu prześladowanych w Iraku wyznawców Chrystusa. – Ponad sto tysięcy chrześcijan zostało wypędzonych ze swoich domów, wyszli z tym, co mieli na sobie, dzisiaj szukają schronienia. My jako Kościół w Iraku, jako przedstawiciele Episkopatu w Iraku staramy się czynić dzięki pomocy innych Kościołów to, co możemy, aby ulżyć losowi tych ludzi. To jest katastrofa – mówił do rzeszy pielgrzymów zgromadzonych przed jasnogórskim szczytem. – To nie jest tylko problem humanitarny. Dzisiaj stoimy przed niebezpieczeństwem, że przestanie istnieć chrześcijaństwo na tych ziemiach – alarmował ks. abp Sleiman.

Do dramatycznej sytuacji chrześcijan i konfliktów zbrojnych w świecie odniósł się także o. Arnold Chrapkowski, generał Zakonu Paulinów, który witał pielgrzymów przybyłych na uroczystości odpustowe. Prosił Maryję, aby wyprosiła łaskę pokoju. – W tym trudnym czasie konfliktów, wojen i bratobójczych walk oraz prześladowań naszych braci w wierze przynosimy prośbę o pokój. Przynosimy wołanie ponad miliona naszych braci, wygnanych, umęczonych, pozbawionych domów i ojczyzny, którzy proszą: nie zostawiajcie nas samych. Wołamy o pokój na Bliskim Wschodzie, w Iraku, Syrii, Palestynie, wołamy o pokój na Ukrainie – podkreślał o. Chrapkowski.

U tronu Królowej Polski zgromadzili się pielgrzymi z różnych stron naszej Ojczyzny i świata. Na wczorajszą uroczystość dotarło 35 tys. pieszych pątników. Najliczniejszą grupą, która w ostatnich dniach doszła na jasnogórski szczyt, była 32. Pielgrzymka Tarnowska licząca blisko 9 tys. osób. Od maja, a zatem od początku sezonu pieszego pielgrzymowania na Jasną Górę, w 255 pieszych pielgrzymkach do narodowego sanktuarium przybyło 126 tys. osób.

Bezpośrednie przygotowania do uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej trwały w narodowym sanktuarium od 17 sierpnia. Przez dziewięć kolejnych dni odprawiane były Msze Święte. Homilie nowennowe „O macierzyńskiej więzi Maryi z Chrystusem i Narodem Polskim” głosił dominikanin o. Stanisław Przepierski. Wczoraj transmisję z Jasnej Góry przeprowadziły Radio Maryja i Telewizja Trwam.

http://www.naszdziennik.pl/wp/93727,ape ... ieniu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 06 wrz 2014, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Życie najpiękniejszym darem Boga

Homilia ks. abp. Sławoja Leszka Głódzia, metropolity gdańskiego, wygłoszona podczas IX Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja do sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

Kto wstąpi na górę Pana,
Kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
Który nie skłonił swej duszy ku marnościom.
On otrzyma błogosławieństwo od Pana
I zapłatę od Boga, swego Zbawcy.
Ps 24 (23)

Ekscelencjo Księże Biskupie, Pasterzu Kościoła Kaliskiego!

Wielebny Księże Prałacie, Kustoszu tego sławnego w ojczyźnie naszej sanktuarium, w którym oddaje się cześć św. Józefowi, Opiekunowi Świętej Rodziny!

Wspólnoto Redemptorystów, która w swój charyzmat posługi Odkupicielowi, którym jest Redemptor Hominis, włączyłaś tak wielką troskę o katolickie media w służbie Prawdy, Chrystusa, Kościoła i wartości ojczystych!

Drodzy Pielgrzymi, uczestnicy IX Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja w intencji polskich rodzin i obrony życia poczętego!

Drodzy Uczestnicy naszego spotkania z Chrystusem Eucharystycznym za pośrednictwem Telewizji Trwam i Radia Maryja!

Raduję się, że mogłem dołączyć do grona mych braci w biskupstwie, którzy tu z miesiąca na miesiąc przybywają, aby oddać cześć św. Józefowi, patronowi tego sanktuarium, modlić się razem z wami, Bracia i Siostry, w intencji życia i polskich rodzin.

Kaliskie sanktuarium św. Józefa. Szczególne miejsce Ojczyzny. Bywa, że mówi się o nim: polski Nazaret. Ten dom modlitwy przenosi nasze myśli i religijną wrażliwość do domu Jezusa, Maryi i Józefa. Miejsca wzrastania odwiecznego Syna Bożego, który „dla nas ludzi i dla naszego zbawienia przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Jego wdrażania się w porządek rodzinnego życia, w wymiar codziennych spraw. To z tamtego domu Jezus, który „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi” (Flp 2,7), szedł wraz ze św. Józefem, swym przybranym ojcem, wraz z Maryją, Matką swoją, do świątyni na modlitwę kierowaną do swego Przedwiecznego Ojca.

Od wieków pokolenia chrześcijan patrzą na dom Świętej Rodziny jako na wzór człowieczego rodzinnego domu – miłości, życzliwości, wspólnoty serc, modlitwy, dobra, pracy, która zapewnia środki do życia, codzienności, w której także wyraża się piękno ludzkiego trwania.

I. Życie najpiękniejszym darem Boga
Bądź pochwalone, Kaliskie Sanktuarium, wrośnięte swymi fundamentami w grunt prastarej wielkopolskiej ziemi, gdzie trwa wiara i Polska.

Do sanktuarium św. Józefa peregrynuje dziś wasza pielgrzymka, w imię życia i w imię rodziny. Polskiego życia, polskiej rodziny. Bo św. Józefa upatrują sobie za Patrona ci wszyscy, co stają murem przy polskim życiu. Są świadomi jego wartości. Wiedzą, że trzeba je chronić, otaczać opieką, stwarzać właściwe warunki jego rozwoju, czuwać nad jego drogą, która wiedzie od poczęcia do naturalnej śmierci. Do tej znamiennej chwili, kiedy otwierają się wrota wieczności, „gdy na spotkanie w progach Ojca domu po Ciebie wyjdzie litościwa Matka”.

„Józef z Nazaretu, który uchronił Jezusa od okrucieństwa Heroda – mówił w tym sanktuarium 4 czerwca 1997 roku św. Jan Paweł II – staje w tej chwili przed nami jako wielki rzecznik sprawy obrony życia ludzkiego od pierwszych chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci”.

Drodzy Uczestnicy IX Ogólnopolskiej Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja! Przybyliście tu dziś wielką kawalkadą autokarów z Polski całej. Aby w tym sanktuarium, za pośrednictwem św. Józefa, przedłożyć Chrystusowi i Jego Matce swoje intencje, modlitwy, aby po waszej podróży, czasem z daleka, nasycić się Chlebem Życia – Eucharystią. Przywozicie ze sobą plon krucjaty modlitewnej Radia Maryja i Telewizji Trwam. Swym zaangażowaniem w wielkie dzieło obrony i ochrony polskiego życia dajecie przekonujące świadectwo katolickiej postawy, obywatelstwa w cywilizacji życia i miłości. Cywilizacji, której aksjomatem jest świadomość, że życie jest najpiękniejszym darem Boga.

W szczególny sposób doświadczyli tego ci, których życie było zagrożone, sponiewierane, dotknięte cierpieniem i wzgardą. Na początku mego słowa przywołuję tych, którzy przez lata tu przybywali, aby Bogu dziękować za ocalenie życia, za możliwość dawania świadectwa o jego wartości. To kapłani, byli więźniowie niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau. Więźniowie dla Imienia Chrystusa i więźniowie dla imienia Polski. Ofiary misterium nieprawości, które objawiło swą szatańską moc na polskiej ziemi w czasach II wojny światowej, także później, w okresie komunistycznej dominacji. Dziś są już w niebieskiej ojczyźnie.

W swych rzymskich latach miałem możność spotkać jednego z nich, śp. ks. Edmunda Winklera. To on odkrywał przede mną obrazy obozowego inferna. Przywiozłem pamiątkę po tym kapłanie, doświadczonym misterium nieprawości. Niech znajdzie miejsce pośród innych pamiątek po kapłanach, więźniach Dachau.

II. To w rodzinie Polska trwa
Umiłowani!
Dziś w kalendarzu Kościoła wspomnienie bł. Marii Stelli od Najświętszego Sakramentu i jej dziesięciu towarzyszek, nazaretanek z konwentu w Nowogródku, mieście chrztu Adama Mickiewicza. Pracowały tam wśród młodzieży. Z wyroku niemieckiego okupanta 1 sierpnia 1943 roku poniosły męczeńską śmierć w ofierze za aresztowanych członków polskich rodzin i za kapłana. Szły na spotkanie śmierci z modlitwą, pogodą ducha, z pewnością wiary, że za bramą śmierci spotkają Bożą Miłość. To do ich ostatniej godziny można odnieść przesłanie wyrażone w pierwszym czytaniu, które można streścić słowami: „Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa”. Kościół wydobył ze skarbca swego serca męczeństwo tych jedenastu zakonnic. Ukazał je światu. Żyją w chwale błogosławionych.

Wspomnienie Sióstr Nazaretanek z Nowogródka wpisuje się w refleksje ostatnich dni. 75 rocznica wybuchu II wojny światowej. Jak co roku o świcie modliliśmy się na Westerplatte, tam gdzie padły pierwsze strzały, które rozpoczęły kampanię wrześniową. Dramat przegranej wojny i równie bolesny dramat osamotnienia. Zawiedli alianci, nie dotrzymali traktatowych gwarancji przyjścia z pomocą. W chwili próby zwyciężył egoizm. Rzeczpospolita, która znalazła się w potrzasku, zaatakowana ze wschodu i zachodu, przegrała, ale nie uległa. Polacy nieśli dalej sztandar wolności na tylu frontach II wojny. Nieśli go także po 1945 roku, kiedy Polska znalazła się w narzuconym jej sowieckim systemie. Zwyciężeni – niepokonani.

Umiłowani!
Niedawno też wspominaliśmy setną rocznicę Wielkiej Wojny 1914-1918, która przyniosła Ojczyźnie niepodległość. Prowadziły ku niej różne drogi: ufnej modlitwy i zawierzenia Opatrzności, zbrojnego czynu. Pracy, która cywilizacyjnie dźwigała Naród. Kultury, co umacniała ducha, wzywała do czynu. Ale prowadziła ku niej jeszcze jedna droga – rodzina.

To w niej Polska trwała, kiedy jej nie było na mapie świata, także wtedy, kiedy znowu próbowano ją z tej mapy zetrzeć. To ona otwiera drogę pokoleń ku Chrystusowi, Kościołowi, wartościom polskim. Stanowiła pierwszy uniwersytet wiary, hierarchii wartości, norm moralnych, etyki, obyczaju, tradycji. W rodzinie młody Polak i Polka uczyli się znaku krzyża, słów pacierza, także, bywało, tego polskiego wyznania wiary: „Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak Twój? Orzeł biały”. Rodzina przechowywała pamięć o przodkach, ważnych zdarzeniach. Bywała szkołą życia, wzorem, oparciem, czasem wyspą ocalenia przed zagrożeniami.

Najstarsza generacja, która pamięta czas II Rzeczypospolitej, wspomina jej wielki walor: tożsamość przekazu płynącego od rodziny, szkoły, Kościoła, wojska. Było nim wychowanie ku Polsce, wartościom patriotycznym. Jednoczenie myśli, serc, sumień wokół takich wartości, jak wolność, niepodległość, szacunek dla historii, tradycji. Szkoła nie prowadziła walki z wartościami, jakie uczeń przynosił z domu. Nie wnosiła zamieszania w świat jego pojęć. Nie podważała i negowała obecności lekcji religii w programie szkolnym.

Pewnie inny byłby bieg polskiej historii, gdyby nie było tamtego pokolenia, ukształtowanego w duchu szacunku do państwa, Narodu, dziedzictwa historii, wiernego Bogu i Ojczyźnie. Inny byłby obraz Września ’39, wojennych lat, woli oporu, odporności na różnego rodzaju pokuszenia, które niósł tamten czas. I inna byłaby powojenna droga, gdyby zabrakło tych ludzi ukształtowanych w duchu Polski Niepodległej, impregnowanych na komunistyczną ideologię, prostujących nieraz ścieżki życia młodych generacji.

Kardynał Stefan Wyszyński, wielki przewodnik Kościoła i Narodu, drogę Kościoła przez trudne powojenne lata osadzał na wspólnocie rodzin: mocnych duchem, Bogiem silnych. Teologii rodziny poświęcał szczególną uwagę. Upominał się o jej prawa, o odpowiadającą na jej potrzeby politykę rodzinną. Ukazywał polskim rodzinom Matkę Jezusową, źródło miłości, czułego serca, współczucia, dobrej rady. Zda się, Polskę całą okrywał Jej matczynym, macierzyńskim płaszczem. Pokojowa rewolta „Solidarności” już na samym początku swej historycznej drogi upomniała się o polską rodzinę. Znalazło to miejsce w tekście Porozumień Sierpniowych. Była tam m.in. mowa o skracaniu czasu oczekiwania na mieszkanie, o wprowadzeniu płatnych trzyletnich urlopów macierzyńskich, o zapewnieniu odpowiedniej ilości miejsc w żłobkach i przedszkolach.

Ku rodzinie płynęły myśli i słowa Jana Pawła II. W tylu miejscach i przy tylu okazjach ukazywał jej znaczenie dla drogi Narodu, dla jego dziś, dla polskiej przyszłości, dla wychowywania polskich pokoleń w prawdzie, w przyjaźni z Chrystusem. Bolał, jak wtedy w Kielcach, przemawiając wśród gromów i burzy, kiedy polskie rodziny zapominały o nakazach Boga, kiedy aborcja znajdowała przystęp do niektórych polskich serc.

W latach stanu wojennego o prawo Narodu do Boga, do miłości, do wolności sumień, do kultury i dziedzictwa rodzinnego upominał się bł. ks. Jerzy Popiełuszko, syn białostockiej wsi, do której wracał do swych pracowitych rodziców, trzymających z Bogiem. To tam, w szkolnych latach, w środowisku wiejskiej ciężkiej pracy, usłyszał w swym sercu – jak usłyszał nad jeziorem Genezaret św. Piotr Apostoł – Jezusowe słowa: „Chodź za mną, odtąd ludzi łowić będziesz”. Złowił Ksiądz Jerzy, męczennik za wiarę, wiele ludzkich serc…

Ojciec Święty Franciszek ustanowił go patronem „Solidarności”, tej wspólnoty polskiej pracy, która „dlatego tak szybko zadziwiła świat, że nie walczyła przemocą, ale na kolanach, z różańcem w ręku. Przy polowych ołtarzach upominała się godność ludzkiej pracy i szacunek dla człowieka. O te wartości wołała bardziej niż o chleb powszedni”. Woła o nie dalej. Także o lepszy los polskich rodzin, o bezrobotnych, wykluczonych, zepchniętych na margines życia.

W niedzielę, 31 sierpnia, w bazylice św. Brygidy w Gdańsku, w 34. rocznicę podpisania Porozumień Gdańskich, ten akt ustanowienia bł. ks. Jerzego patronem „Solidarności” został odczytany i wręczony przewodniczącemu Związku panu Piotrowi Dudzie. Ksiądz Jerzy wrócił do swoich, oręduje za nami w Niebie.

Umiłowani!
Przyszliście tu w imię rodziny i dla rodziny. Szukać Bożego wsparcia i wspomożenia dla jej spraw, dla jej drogi. Przyszedł dla niej w Ojczyźnie niedobry czas. Dla Ojczyzny przyszedł też niedobry czas. Mówiło się niegdyś o Rzeczypospolitej w czasach upadku, w XVIII wieku, że stała się papugą narodów. Odrzuciła to, co było jej siłą – własną indywidualność, wierność swojej drodze. Otworzyła się dla rozmaitego śmiecia zatruwającego umysły, wywracającego trwałe pojęcia. Dziś to się nazywa rewolucją kulturową, zasadami społeczeństwa otwartego. Otwartego ku czemu? Ku neopogaństwu? Ku recydywie neomarksizmu w przebraniu ideologii gender? Ku degradacji moralnej? Ku bezkarnym szyderstwom z katolickiej wspólnoty, z zasad wiary, z Kościoła? Ku niszczeniu pozytywnych wzorów życia rodzinnego, a zamiast tego stawianiu na piedestale tzw. związków partnerskich, które są kpiną i szyderstwem z rodziny? Ku promocji edukacji seksualnej bez kontekstu małżeństwa i rodziny?

Nie można budować ładu społecznego, nie można tworzyć trwałych więzów międzyludzkich bez poszanowania uniwersalnych, tradycyjnych wartości, bez wiary i bez Chrystusa. Historia XX wieku jest tego bolesnym dowodem. Święty Piotr pokazuje nam to w Ewangelii, mówiąc: „Całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili”. Tylko z Bożym błogosławieństwem, tylko w posłuszeństwie Jezusowi i Jego przykazaniom może człowiek osiągnąć trwałe szczęście. Na Twoje słowo – mówi św. Piotr – zarzucę sieci. A gdy to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać.

Drodzy Siostry i Bracia!
W tych trudnych czasach musimy wszyscy podjąć trud obrony wartości, którymi nasz Naród był silny od pokoleń. Musimy walczyć, choćby trzeba się nam było zmierzyć z całą mądrością tego świata, pamiętając słowa św. Pawła, który dziś nam mówi, że owa „mądrość […] jest głupstwem u Boga” (1 Kor 3,19).

Mówimy nasze „nie” temu wszystkiemu, co polską rodzinę deprecjonuje, obraża, poniża. Mówimy to stąd, z sanktuarium św. Józefa, z miejsca troski, miłości, wierności polskiej rodzinie, jej drodze, jej duchowej sile. To z niej rodzi się Naród – wielka rodzina rodzin. Zbyt wiele ten Naród doświadczył, aby teraz na jego tkance przeprowadzać obyczajowe eksperymenty. Polska rodzina takich eksperymentów nie chce. Nie chce zalewu antywartości, śmiecia, wszelkiego rodzaju odpadów, które zatruwają polską atmosferę. Ma prawo do godnego pełnienia swej misji wychowawczej, formacyjnej, także religijnej. Dziś i jutro.

Z bólem patrzymy, że do działań wymierzonych w rodzinę wciągane są instytucje państwa. Jeden przykład: rozpoczęcie legislacyjnej drogi ku ratyfikacji Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jeśli się dobrze przyjrzeć temu dokumentowi, widać, że kwestionuje on znaczenie małżeństwa, rodziny, tradycji, czyniąc je odpowiedzialnymi za przemoc i dyskryminację.

Polsce niepotrzebne są eksperymenty na tkance Narodu. Potrzebne jest podjęcie wyzwań z zakresu polityki społecznej. Tych o skali makro. Tych, które są problemami istotnymi, ciążącymi na polskim życiu. Exodus młodych Polaków z Ojczyzny, w której zabrakło dla nich pracy. Olbrzymia liczba. Dwa miliony. To przecież straszny ból, krzywda. Regres demograficzny. Polska się starzeje, wymiera.

Wspólnoto wiary, szukaj wciąż nowych form swej społecznej aktywności. Domagaj się należnych praw. Egzekwuj je. Przypominaj o swoim istnieniu. Organizuj się.

Polityce polskiej, samorządom polskim, instytucjom życia Narodu potrzebni są ludzie sumienia. Wołał o nich w 1995 roku w Skoczowie św. Jan Paweł II, wzywając do budowania wolnej Polski, opartej na ładzie moralnym. To wołanie nie ustaje. Taka Polska jest wciąż zadaniem – do podjęcia, do wypełnienia.

Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa!

Pamiętajcie o tym, Bracia i Siostry!

Ludzie sumienia, otwarci, odważni, niekłaniający się okolicznościom. Jeden z nich, prof. Bogdan Chazan, lekarz sumienia. W czasie debaty o aborcji na początku lat 90. zdecydowanie opowiedział się za jej zakazem. Byliśmy niedawno świadkami, jak za wierność swoim przekonaniom, przysiędze Hipokratesa, nakazowi Dekalogu, Chrystusowi został ukarany. Dał świadectwo wierności Prawdzie. Towarzyszy Panu Profesorowi nasze uznanie, wdzięczność. Dziękujemy, że jest z nami. Przed Mszą św. wysłuchaliście jego słów. Jesteśmy Panu Profesorowi za nie wdzięczni.

Umiłowani!
Dziecko jest najpiękniejszym darem dla rodziny, dla Narodu. Nigdy nie odmawiajmy tego daru – to słowa św. Jana Pawła II. Wypowiedział je tu, w Kaliszu. Dziękował wtedy także tym wszystkim, którzy włączyli się w dzieło budowania „kultury życia”. Wielu z was to czyni. Bóg wam zapłać.

W pierwszy czwartek miesiąca szczególną modlitewną troską pragniemy otoczyć wielkie i ważne dzieło powołań. Prośmy o wierność i wytrwałość w posługiwaniu dla wszystkich, których Bóg powołał do swojej winnicy, by byli odważnymi świadkami prawdy, by w duchu Ewangelii bronili rodziny i jej praw. W tym miejscu prośmy też o świętość naszych rodzin, bo one są pierwszym seminarium, naturalnym środowiskiem, w którym człowiek uczy się rozmawiać z Bogiem i rozpoznawać Jego wolę.

Dwa dni temu tysiące przedstawicieli młodego polskiego życia rozpoczęło nowy rok szkolny. Niech będzie wzrastaniem ku dobru, wiedzy, także ku wartościom duchowym, ku formacji religijnej.

I jeszcze jedno życzenie. Ku Ukrainie. Trwa tam niewypowiedziana wojna. Niesie śmierć, zniszczenie. To, co tam się dzieje, budzi uzasadniony niepokój. Także o przyszłość naszej Ojczyzny, regionu, Europy. Módlmy się do Chrystusa, Księcia Pokoju. Niech ten Boży pokój zaniesie na Ukrainę. Wyciszy niepokój ludzkich serc. Wleje w nie światło swej miłości.

Kto wstąpi na górę Pana,
Kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca,
Który nie skłonił swej duszy ku marnościom.
On otrzyma błogosławieństwo od Pana
I zapłatę od Boga, swego Zbawcy.

http://www.naszdziennik.pl/wp/95747,zyc ... -boga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 06 paź 2014, 19:59 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Adamek: siła bierze się nie z jedzenia, ale z Boga

„Spowiedź i modlitwa doprowadzą do szczęścia. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy”.

Tomasz Adamek, znany polski bokser, angażuje się w katechezę. Utytułowany pięściarz spotkał się z wychowankami ośrodka resocjalizacji i wychowania młodzieży. „Spowiedź i modlitwa doprowadzą was do szczęścia. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy” - mówił Adamek.

Sportowiec w ramach świętowania Tygodnia z Ewangelią odwiedził podopiecznych Ośrodka Wychowania i Resocjalizacji Młodzieży „Nadzieja” w Bielsku-Białej. Bokser odpowiadał na pytania chłopców i dziewcząt oraz ich wychowawców. Co zrozumiałe większość pytań dotyczyła kariera sportowa pochodzącego z Gilowic na Żywiecczyźnie mistrza.

Jednak najciekawsze były pytania i odpowiedzi dotyczące uzależnień i drogi wyjścia z nich. „Życzę wam, młodzi, byście wytrwali, byście nie upadali. Bo życie jest jedno i nie warto go marnować” − mówił Adamek.

„Tym, którzy was częstują, mówcie tak: "Adamek powiedział, że są księża egzorcyści, którzy mogą się nad wami pomodlić i gonić tego diabła". Bo każde zniewolenie - alkohol, marihuana, narkotyki czy cokolwiek złego − to jest wybór, który kusi. Żeby wytrwać w dobrym, trzeba się modlić. Nie ma innej recepty. Spowiedź i modlitwa doprowadzą was do szczęścia. Nie ma innej drogi. Ja taką drogą idę i jestem szczęśliwy” − dodał mistrz.

Adamek nie ukrywał nigdy, że jest katolikiem, a jego wiara umacnia go w jego sportowej drodze. Bokser słynie z dawania żywego świadectwa. wiary. Otwarcie przyznaje, że nie potrzebuje psychologa, bo ma Boga, bez którego byłby niczym. Nawet podczas spotkania z wychowankami ośrodka "Nadzieja” wielokrotnie przypominał, że siła bierze się nie z jedzenia, ale z Boga i przekonywał o ogromnych owocach ducha, jakie daje udział we Mszy Świętej.

ez,Gosc.pl

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z3FOPnRqJ1

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1868524710


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 09 paź 2014, 10:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Każdy człowiek, każdy naród ma prawo wędrować w swoim rozwoju po takich ścieżkach kultury jakie są mu najbliższe.
Poza dyskusją międzyludzką na temat życia, rozwoju, wiary, kultury, moralności, nauki, nie powinno być żadnych nacisków narzucających jeden punkt widzenia. Rozmowy na argumenty, wzajemny szacunek, to są cywilizowane formy wzrostu kulturowego.
Prawne tworzenie systemów narzucających, czy preferujących określony światopogląd, określoną religię, ateizm (religia dla wierzących w nieistnienie Boga), zawężających rozumienie świata, człowieka i rzeczywistości, jest zbrodnią przeciw człowiekowi, i zbrodnią przeciw ludzkości.
Ta lekceważona często przez nas i niedoceniana poprawność polityczna, w której ukryte są i przemycane do świadomości ludzkiej zamiary wobec człowieka, społeczeństw i narodów, jest w gruncie rzeczy pełzającą formą ujarzmienia nas jako ludzi i nas jako narody.
Ujarzmiani jesteśmy nie po to abyśmy mogli żyć jako wolni i szanowani ludzie, obywatele, czy narody, ale po to aby nam zgiąć karki i zmusić do niewolniczego służenia tym, którzy kryją się za poprawnością polityczną, za ideologią, za grupami interesu, za prawnym naciskiem, za medialną i polityczną przemocą.


Polska droga

Ks. kard. Stefan Wyszyński

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Czego jeszcze oczekuje Kościół i naród od państwa? – Aby państwo nie narzucało obywatelom jakiejś ideologii „państwowej”. Nie chodzi tylko o monizm filozoficzny, ale i o materializm dialektyczny. Chodzi o to, aby nie odżyło skompromitowane już w okresie pseudoreformacji powiedzenie: cuius regio eius religio – kto ma władzę, ten dyktuje religię. W naszej kulturze narodowej jest to już przekreślone od czasów bitwy pod Grunwaldem, gdy chrześcijański król spotkał się z zakonem, który mieczem chciał nawracać pogan. Po zwycięskiej bitwie wysłano na Sobór Konstancjeński wybitnych przedstawicieli polskich na czele z Pawłem Włodkowicem. Przekonywali oni ówczesnych ojców soborowych, że siłą i mieczem nie nawraca się ani do Boga, ani do Kościoła, ani na rzecz państwa. Można jedynie przekonywać, perswadować – i to wszystko. Przez kogo państwo miałoby wykonywać apostolstwo ideologii, powiedzmy monizmu filozoficznego? – Chyba przez urzędników. A jakże często ten urzędnik jest właśnie chrześcijaninem, katolikiem! Ile się stąd rodzi konfliktów i niepokojów w sumieniach obywateli. Oczekujemy więc, aby państwo nie ateizowało obywateli przez system walki politycznej z religią, z Kościołem, z wyznaniami i obrządkami, jakie istnieją na terenie naszej ojczyzny. Zdaje się, że dotychczasowe doświadczenia, zanotowane w kronikach naszego okresu, są już wystarczające, by zniechęciły do podejmowania tych prób.

Fragment pochodzi z kazania świętokrzyskiego, 25.01.1976

--------------------------------------------------------------------------------

Właśnie sprzeciw wobec narzucania wiary siłą i wbrew sumieniu stał się niejako specjalnością polską, polskiego katolicyzmu, tak różnego od praktyk krzyżackich i protestanckich. Dziś jest to również sprzeciw wobec narzucania ateizmu siłą, czy to w ramach ideologii komunistycznej, czy też liberalnej. Dla nas, Polaków, jest to oczywiste i normalne, że wierzyć nikt nie musi, ale też nikt nie może zmuszać do niewiary. Widocznie ci, którzy w Polsce próbują nas oderwać od Boga i od Kościoła, nie znają historii, nie wyciągnęli wniosków z tych przykładów, jakimi błyszczy dzielny Naród Polski.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102301,polska-droga.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Wędrówka przez życie
PostNapisane: 10 sty 2015, 07:17 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30849
Droga prowadząca nas przez codzienność naszych dni w naszej dożywotniej wędrówce nie może omijać tych kart przeszłości, które są poprzez kulturę, tradycję, wiarę, wychowanie, samym sednem naszego człowieczeństwa. Zmagając się z codziennością nie traćmy kontaktu z wiekami przeszłymi, z dziejami naszych Przodków, z potęgą ich duchowego dorobku. Organizujmy sobie częste wycieczki w obszary historii, w obszary wiary, w minione obszary wciąż rozwijającej kultury. Szukajmy tam nie tylko przygody poznania i fundamentu wiedzy, ale szukajmy tam również naszej tożsamości.
Jesteśmy dziedzicami rzeczy wielkich, a nie omamów które nam dewianci i psychopaci lewaccy wtłaczają do głowy. Jako dzieci naturalnego świata należymy do rzeczywistości, jesteśmy częścią natury, a nie obłąkaną wizją ideologiczną w której zmusza się nas terrorem prawnym do bycia nazistami, bolszewikami, feministami, genderowcami, czy jeszcze jakimiś innymi atrapami człowieka. Nasz świat wyrasta z wieków historii i prowadzi nas prostymi drogami naszej Ojczyzny do Boga, drogami oznaczonymi drogowskazami honoru.


Wracajmy do historii

Kiedy do kształcenia i wychowania podchodzi się z troską, aby z młodzieży wyrosło pokolenie rozumne i mężne, a nie - jak pisał Zygmunt Krasiński w liście do A. Sołtana z 12-20 maja 1844 r. - „smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat...", wówczas wielką wagę przywiązuje się do nauki historii.

Pamięta się bowiem o znanych maksymach takich jak historia est magistra vitae („historia jest nauczycielką życia") czy „historia lubi się powtarzać". W szanujących się społeczeństwach szczególną rolę odgrywała zawsze nauka historii starożytnej, historia Grecji i Rzymu, nie tylko dlatego, że tam znajdują się początki naszej cywilizacji, ale również dlatego, że tam pojawili się wielcy historycy. Dziełami takich mistrzów jak Herodot, Tukidydes czy Tacyt karmiły się przez ponad dwa tysiące lat pokolenia wielu narodów. Również polska młodzież, i to jeszcze przed wojną, w gimnazjach klasycznych poznawała oryginały bezcennego dziedzictwa naszej kultury.

Na czym polegała wielkość starożytnych historyków i edukacyjno-wychowawczy walor ich dzieł? Na tym, że byli nie tylko racjonalnie dociekliwi, ale i bezstronni. Obowiązywała maksyma, by pisać - jak mówił Tacyt - sine ira et studio, a więc bez gniewu i bez osobistych predylekcji. Zresztą, już sam początek Dziejów Herodota, uznanego powszechnie za ojca historii, po dziś dzień zachwyca: „Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swych badań, żeby ani dzieje ludzkie z biegiem czasu nie zatarły się w pamięci, ani wielkie i podziwu godne dzieła, jakich bądź hellenowie, bądź barbarzyńcy dokonali, nie przebrzmiały bez echa, między innymi szczególnie wyjaśniając, dlaczego oni nawzajem ze sobą wojowali". Wyrazem bezstronności jest pamięć na rzeczy wielkie dokonane nie tylko przez swoich, czyli hellenów, ale również przez barbarzyńców; natomiast wyrazem racjonalnej dociekliwości jest próba szukania odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś się działo, a nie tylko, jak i kiedy.

Po utracie suwerenności przez Polskę z końcem drugiej wojny światowej w nauczaniu historii nastąpił powrót do metod z okresu zaborów. Chodziło o to, aby ograniczyć, zniekształcić i zohydzić pamięć o przeszłości narodu, który przez kilka wieków przodował w kulturze i którego państwo było wielkie i sprawiedliwe. Znów aktualne stały się słowa Zygmunta Krasińskiego pisane w liście do A. Sołtana w 1844 roku: „Młodzież w najopłakańszym położeniu. Uczą jej kłamstw i bluźnierstw historycznych..." Powojenne podręczniki zaroiły się nie tylko od zwykłych kłamstw, ale również od historycznych bluźnierstw. Kłamstwo to świadome podanie nieprawdy np. co do przyczyn pewnych wydarzeń, bluźnierstwo historyczne zaś to celowe pomniejszanie zasług i osiągnięć Polski, a wywyższanie dokonań zaborcy. Przykład: najpierw mnóstwo było zachwytów nad Rosją, potem nad Związkiem Radzieckim, teraz nad Unią Europejską, a Polski - nie ma. Dziesiątki milionów Polaków niczym wielki bór oczyszczane są ze ściółki, czyli nagromadzonego dorobku pokoleń. Las pozbawiony ściółki schnie. Czyż nie to samo dzieje się z narodem?

Nic więc dziwnego, że „wzrasta [...] pokolenie smętne a bezbożne, z pogmatwanymi wyobrażeniami, skwaśniałe i zgorzkniałe w kwiecie lat, ale przy tym pełne nienawiści i hartu, nie owego jednak dawnego naszego, które nigdy rachuby nie znało i czystym poświęceniem było. Ich hart to niewolników energia... Takie systematyczne moralne zabijanie młodzieży - pisał we wspomnianym l i ście Zygmunt Krasiński - jest potężnym środkiem na zobojętnienie naszych sił. Piekielny to wymysł na zgubę nie tylko obecności, ale i w przyszłość wymierzony! Zamordować dziecko w łonie matki jeszcze, oto cel!" Widzimy po stu pięćdziesięciu latach, jak nasz wieszcz narodowy proroczo odczytał cel przyświecający wrogom Polski: zdemoralizować młodzież i zamordować dziecko w łonie matki. Dlatego wzorem starożytnych wracajmy do prawdziwej historii, mniej będzie wówczas zdziwienia, a więcej rozumu.

Piotr Jaroszyński
"Patrzmy na rzeczywistość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... o-historii


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 24 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /