Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 30 sty 2015, 10:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nauka jest częścią kultury. Obok moralności i prawa, obok sztuki i obok religii i wiary, poznanie czyli fundamenty nauki, jak i cały gmach nauki są składnikami wielkiej przestrzeni w której żyje człowiek. Tą przestrzenią jest nasza kultura. Kultura wzorowana na prawach natury. Człowiekowi w sposób naturalny potrzebne jest światło nauki. Nauki która jest realizacją odwiecznej tęsknoty poznawczej człowieka i jego zdroworozsądkowej oceny faktów.
Dzisiejsza nauka coraz częściej i z coraz większym tupetem, błądzi, bredzi, manipuluje, bo przestaje służyć człowiekowi jako narzędzie do zrozumienia świata, a zaczyna służyć różnym grupom nacisku, dla uzasadniania ich zmanipulowanych, dezinformacyjnych, bądź schizofrenicznych i psychopatycznych wizji świata. Wizji, których celem jest nie tyle człowiek, co dominacja nad człowiekiem. Coraz więcej tego ideologicznego badziewia jest zagnieżdżonego w tzw. nauce.


Nauka w kulturze chrześcijańskiej

Zastanawiając się nad rolą nauki w kulturze chrześcijańskiej musimy najpierw wziąć pod uwagę samego człowieka. Jeśli bowiem nauka jest dziełem człowieka, to rodzi się pytanie: czy i jakiej nauki potrzebuje człowiek?

Chrześcijańska koncepcja człowieka ma swój wymiar teologiczny i filozoficzny. Z punktu widzenia teologicznego człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Słowo „obraz" nosi po grecku miano PROSOPON, a po łacinie - PERSONA. Człowiek nie jest ani zwierzęciem, ani maszyną, ale personą, człowiek jest OSOBĄ. Posiadamy wprawdzie ciało — a szereg funkcji, jakie spełniamy, to funkcje, które znajdujemy w świecie przyrody, zwłaszcza na poziomie fizjologicznym i zmysłowym: człowiek oddycha i pies oddycha, człowiek patrzy i pies patrzy - ale człowiek oddycha i patrzy jak człowiek, a nie jak pies.

Jest coś, co sprawia, że człowiek nawet w niższych czynnościach wyrasta ponad świat przyrody. A są przecież czynności wyższe, w ogóle nie spotykane w świecie zwierzęcym. Powstaje wobec tego pytanie: co jest takiego w człowieku, że mówimy nie tylko o jego podobieństwie do Boga, ale również o tym, że jest on stworzony „na obraz Boga" (ad imaginem Dei)?

Św. Tomasz z Akwinu precyzyjnie odpowiada: — „... człowiek został stworzony na obraz Boga nie wedle ciała, lecz wedle tego, dzięki czemu góruje nad zwierzętami. Dlatego w Księdze Rodzaju napisane jest: Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze; a niech panuje nad rybami morskimi, etc. Góruje zaś człowiek nad wszystkimi zwierzętami ze względu na rozum i intelekt; dlatego właśnie: ze względu na intelekt i rozum, które są niematerialne, człowiek został stworzony na obraz Boga"1.

Jeżeli więc mówimy o wyjątkowej pozycji człowieka wśród stworzeń, jeśli mówimy, że jest osobą, to nie ze względu na ciało i zmysły, ale z uwagi na umysł. To jest ten szczególny atrybut człowieka-osoby. Powstaje jednak wątpliwość: w jakim stanie jest nasz umysł? Czy przychodząc na świat wszystko wiemy i rozumiemy, bo posiadamy wiedzę wrodzoną, czy też droga do rozumienia jest długa i żmudna?

Św. Tomasz wyjaśnia: „... primus homo sic institutus est a Deo, ut haberet omnium scientiam, in ąuibus homo natus est instrui -... pierwszy człowiek, przed grzechem pierworodnym tak został ustanowiony przez Boga, że posiadał wszelką wiedzę, jakąż natury może posiąść. Ale wskutek grzechu pierworodnego człowiek tę wiedzę stracił"2.

Nie oznacza to, że człowiek utracił człowieczeństwo. Nie, nadal jesteśmy ludźmi-osobami. Ale w naszym poznaniu powstały szkody spowodowane przez grzech pierworodny, przychodzimy na świat i nic nie rozumiemy. Te szkody trzeba naprawić. I to jest właśnie zadanie kultury, której jedną z podstawowych dziedzin jest nauka. Zadaniem nauki jest „naprawa" i uformowanie intelektu w taki sposób, aby był sprawnym narzędziem poznania i rozumienia. Przedsięwzięcie to ma wymiar ludzki, bo rozumiejąc, stajemy się coraz bardziej ludźmi i coraz bardziej jesteśmy „na obraz Boży". Bycie na obraz Boży to zadanie człowieka w wymiarze ludzkim i nadprzyrodzonym.

Chrześcijański obraz człowieka to obraz człowieka rozumnego, zdolnego do odczytywania rzeczywistości. Tu powstaje kolejne pytanie: jaką drogą podążać ma ludzki rozum, żeby poznawać i rozumieć?

Chrześcijaństwo pojawiło się w kręgu wysoko rozwiniętej kultury grecko-rzymskiej. Było to zastane dziedzictwo, w którego ramach od kilku już wieków uprawiano naukę. Celem nauki było poznanie prawdy dla samej prawdy. Taki ideał przyświecał zwłaszcza Grekom i dlatego mieli w tej materii wielkie osiągnięcia. Są twórcami wielu nauk, jak filozofia, fizyka, biologia czy matematyka. Czy ten dorobek chrześcijanin powinien zlekceważyć i odrzucić? Były takie zakusy. Niektórzy, jak Tacjan czy Tertulian, mówili: po co nam wiedza Greków i pogan, skoro mamy Pismo św.?

Po co mamy szukać prawdy, skoro Najwyższa Prawda, sam Bóg, nam się objawił? Po co nam rozum, skoro mamy wiarę? Sytuacja była dramatyczna, ale dziedzictwo Greków nie zostało odrzucone. Ci natomiast, którzy zachęcali do potępienia rozumu i nauki, zmarli poza Kościołem.

Na czym polega problem? Nauka, której zadaniem jest odkrywanie prawdy, jest dziełem ludzkiego rozumu. Ale sam rozum nie jest dziełem człowieka. Rozum ludzki pochodzi od Boga; został stworzony przez Boga, i to niezależnie od tego, czy jest to rozum człowieka wierzącego, poganina czy ateisty. Potępiając rozum potępilibyśmy dzieło Boże. Potępilibyśmy to, co najbardziej jest w człowieku „na obraz Boży". Rozumu jako takiego nie wolno potępiać, bo to równałoby się z potępieniem naszego człowieczeństwa. Zwraca na to uwagę św. Augustyn: „Niech daleką będzie od nas myśl, że Bóg gani w nas to, dzięki czemu uczynił nas wyższymi od innych stworzeń. Niech dalekie będzie od nas przypuszczenie, że musimy wierzyć w ten sposób, aby wykluczyć konieczność uznania czy potrzeby rozumu; nie moglibyśmy przecież nawet wierzyć, gdybyśmy nie posiadali rozumnych dusz"3. Poprzez rozum Bóg nas wywyższył, wiara spełnia się za pomocą rozumu, bez rozumu nie będzie wiary. Nie można wierzyć, nie mając rozumu. Kto potępia rozum, ten odrzuca wiarę. Kult wiary za cenę bezrozumności jest nieporozumieniem.

Stając wobec faktu Objawienia można jednak zapytać, czy potrzebna jest nauka, czy człowiekowi nie wystarczy samo Objawienie? Zwróćmy uwagę na te dwa problemy. Objawienie obejmuje przede wszystkim sprawy dotyczące religii i moralności w wymiarze nad-przyrodzonym. Jest szereg dziedzin nie objętych Objawieniem, w których sam ludzki rozum wystarczy, aby wyrobić sobie właściwy sąd. Nie potrzebujemy Objawienia, aby uznać prawdę zdania: 2+3=5. Nie potrzebujemy Objawienia, aby zobaczyć słońce, księżyc i drzewa.

Potrzebujemy oczu i rozumu, które pochodzą od Boga. I właśnie nauka jest usprawnieniem, wychowaniem, uszlachetnieniem rozumu, aby umiał poznawać prawdę tam, gdzie może ją poznać. Nauka jest kulturą, czyli uprawą rozumu (słowo „kultura" pochodzi od łac. colo, colere - uprawiam), przysposobieniem go do poznawania prawdy. Dlatego człowiek potrzebuje nauki, aby prawidłowo rozwinąć w sobie dar rozumu.

Rozumu potrzebujemy nie tylko dla poznania świata, ale również dla poznania samego Objawienia. Treści wiary trzeba rozpoznać i prawidłowo zrozumieć. Bóg przemawia do człowieka za pomocą proroków, którzy posługują się językiem ludzkim.

Treść tego języka dotyczy spraw Bożych, ale przez odniesienie do spraw ludzkich, zawartych w ludzkim świecie. Jak w nauce mylne poznanie prowadzi do błędu, tak mylne odczytanie treści Objawienia prowadzi do herezji. Uszlachetnione poznanie, którego celem jest prawidłowe odczytanie treści wiary ma charakter naukowy i nosi miano teologii. Tym różni się teologia od mitologii, że w odczytanie treści nadprzyrodzonych zaangażowany jest wykształcony przez naukę rozum.

A zatem potrzebujemy nauki po to, aby poznać prawdę o świecie, jak i po to, by poznać przekazaną nam w sposób nadprzyrodzony prawdę o Bogu.

Nauka jest poznaniem racjonalnym, metodycznym, uzasadnionym i intersubiektywnie komunikowalnym. Chodzi o to, aby w poznaniu było jak najmniej pomyłek i błędów. Przyczynia się do tego dobrze wyselekcjonowany aspekt, opracowana metoda i wspólny wysiłek społeczny. Nauka jest bowiem efektem pracy osobistej, ale w porozumieniu i kontakcie z ludźmi.

Właśnie ta współpraca pozwala odkrywać prawdę, jak i rozpoznawać błędy.

Rozpoznanie roli nauki w kulturze, już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, pozwoliło na to, aby chrześcijanie weszli w krąg kultury zachodniej, czerpiąc z jej dziedzictwa. Z kolei samo chrześcijaństwo wobec upadku świata grecko-rzymskiego mogło wkrótce stać się spadkobiercą tej wielkiej kultury. U jej fundamentów leżało poszanowanie nauki, do której droga biegnie od najmłodszych lat poprzez szkołę. Obok nauki edukacja zajęła w chrześcijaństwie poczesne miejsce.

Najpierw klasztory, potem szkoły przyparafialne, a następnie szkoły katedralne otworzyły drogę do coraz szerszego przekazywania i pielęgnowania różnych nauk. Jest przykładem jakże perfidnej propagandy, która do dziś pleśnieje w umysłach wielu ludzi, obwinianie chrześcijaństwa za to, że średniowiecze było ciemne. Było „ciemne" w pewnych okresach4 i w pewnych miejscach, tam, gdzie nie dotarło jeszcze światło chrześcijaństwa, gdzie panowało jeszcze pogaństwo nie objęte ani wcześniejszym wpływem Rzymu, ani wiary Chrystusowej. Gdzie zaś pojawił się klasztor albo kościół, tam powstawała szkoła, aby oświecać umysły ludów nie znających szkoły, tam przepisywano starożytne księgi, aby przekazać je potomności. Aż wreszcie w XI wieku powstają pierwsze uniwersytety.

To w wiekach średnich, za sprawą chrześcijaństwa, powstaje taka instytucjonalna forma kształcenia i prowadzenia badań, bez której trudno sobie wyobrazić dzisiejszy, nie tylko zachodni, ale cały świat. Uniwersytety to wiekopomne cywilizacyjne dzieło chrześcijaństwa.

Chrześcijaństwo skupiło w sobie model kształcenia zapoczątkowany przez grecką Akademię i Lykeion, przez Islam i Bizancjum, ale dla Europy i później dla świata szkołą wyższą z należnym jej miejscem w społeczeństwie stał się średniowieczny uniwersytet. To była najbardziej znacząca odpowiedź chrześcijaństwa na pytanie o miejsce nauki w samym chrześcijaństwie i w całej kulturze.

12 maja roku 1364 Kazimierz Wielki - za zgodą papieża Urbana V — wystawia dyplom założenia Uniwersytetu w Krakowie. 26 lipca 1400 roku król Władysław Jagiełło wydaje dokument dotyczący zreformowanego Uniwersytetu, w którym król powtarza za swoim poprzednikiem, Kazimierzem Wielkim: „Niech więc tam będzie nauk przemożnych perła, aby wydawała męże dojrzałością rady znakomite, ozdobą cnót świetne i w różnych umiejętnościach biegłe. Niechaj otworzy się orzeźwiające źródło nauk, z którego pełności niech czerpią wszyscy, naukami napoić się pragnący". Tekst ten to jest znak kultury, chrześcijańskiej i zarazem polskiej. Kult nieuctwa nie należy zatem do naszej tradycji. Skąd zatem mimo wszystko bierze się nieufność do rozumu i do nauki? Powodów jest wiele: rozum może przecież pobłądzić, może wbić się w pychę, może także wystąpić przeciwko samemu sobie, a nawet przeciwko Bogu.

Obserwując dzieje nauki na przestrzeni ostatnich wieków widzimy, jak nauka stawała się, zwłaszcza od czasów reformacji, narzędziem najpierw walki religijnej, a później walki przeciwko religii. Po raz pierwszy użyto nauki przeciwko religii w okresie oświecenia.

Przejściowo była to walka ideologiczna, ale wkrótce przerodziła się w krwawy czyn za sprawą rewolucji francuskiej, której głównym celem było zniszczenie chrześcijaństwa. Posypały się głowy ścinane przy pomocy naukowo skonstruowanej gilotyny.

Jakże trafnie pisze o użyciu nauki przeciwko Bogu nasz wieszcz, Adam Mickiewicz: „Kiedy nad naukami bezbożnik pracuje, Strzeż się go: jest to zbójca, który broń kupuje". (Nauka bezbożnych)

W XX wieku, w świecie opanowanym przez komunizm rozpoczęła się walka z religią na wszystkich frontach. Lew Trocki, i dziś jeden z idoli socjalistycznej pseudointeligencji w Polsce, wyznawał z całą szczerością: „Nienawidzę Boga". W tej walce z Bogiem wielką rolę odgrywała nauka. W uchwale KC KPZR z roku 1923 sformułowano tezy dotyczące antyreligijnej propagandy. Miała być prowadzona w imię światopoglądu naukowego. Rozpowszechnianie osiągnięć naukowo-przyrodniczych w szkołach, klubach i bibliotekach miało cele nie poznawcze, ale antyreligijne. Angażowano do niej najlepszych partyjnych i komsomolskich propagandystów, inteligencję i uczonych. Trwało to przez dziesięciolecia. Nawet po śmierci Stalina do naukowego wsparcia ateizmu angażowano wszystkie wyższe uczelnie, a kurs ateizmu musiała obowiązkowo przechodzić młodzież szkół średnich.

Tzw. dowody naukowe miały obalić wiarę i zamienić całe społeczeństwo w gorliwych ateistów. Nic więc dziwnego, że dziś wfele terenów po byłym Związku Sowieckim to nie tylko zrujnowane świątynie, ale nade wszystko wypalona z wiary ziemia, ateizm gorszy od pogaństwa. Zastanówmy się zatem: czy rzeczywiście nauka obala wiarę? Co robić, żeby wiarę przywrócić? Czy należy od nauki się odciąć? Aby na te pytania odpowiedzieć, nie można być nieukiem, trzeba rozumieć, co to jest nauka. I już dla chrześcijanina wyłania się zasadniczy obowiązek, aby nie uciekać od nauki, lecz przeciwnie — poznawać ją i wykorzystywać w celu szerzenia prawdy, dobra i piękna, a także (jeżeli zajdzie taka potrzeba) obrony własnej wiary.

Okazuje się, że tzw. naukowy światopogląd to było intelektualne fałszerstwo, a nauka do której się odwoływano, to nie była nauka, lecz ideologia, która posługiwała się fragmentami nauki nie dla prawdy, lecz dla propagandy. Tzw. nauka komunistyczna była zwykłą blagą, przy pomocy której tumaniono miliony ludzi. Znaleźli się nawet „profesorowie", którzy ją propagowali. A jak czują się dziś? Jak patrzą na swoje dzieła, podpisane ich imieniem? W jaki sposób naprawią intelektualne krzywdy wyrządzone bezbronnej młodzieży? Chodzi o profesorów nie tylko w Związku Sowieckim, również o tych w naszym kraju. Odeszli od oficjalnego komunizmu, ale czy zaprzestali posługiwania się nauką dla bezbożnych celów?

Te pytania, to nie są pytania retoryczne, to są pytania wręcz dramatyczne, gdy ateistycznych profesorów przyjmują dziś z wszelkimi honorami i splendorami uczelnie katolickie.

Nie każdy człowiek i nie każdy chrześcijanin musi być naukowcem, ale jest ludzkim naturalnym pragnieniem znać prawdę. Drogę do poznania toruje nauka, jeśli jej celem jest autentycznie prawda. Na tej drodze pojawią się pomyłki, ale wierność prawdzie i wspólny wysiłek pozwalają na dostrzeżenie i poprawienie błędu. To ten sam rozum, który rozumie świat, zaczyna rozumieć, że są tajemnice wiary, których sam przy pomocy własnych sił nie jest w stanie zrozumieć. Rozum w sposób naturalny i racjonalny pragnie prawdziwej wiary, która przybliży go do ostatecznej i pełnej Prawdy.

W encyklice Fides et ratio Jan Paweł II pisze: „... Tomasz z Akwinu uznaje, że natura - właściwy przedmiot badań filozofii - może przyczynić się do zrozumienia Bożego Objawienia. Wiara zatem nie lęka się rozumu, ale szuka jego pomocy i pokłada w nim ufność. Jak łaska opiera się na naturze i pozwala jej osiągnąć pełnię, tak wiara opiera się na rozumie i go doskonali. Rozum oświecony przez wiarę zostaje uwolniony od ułomności i ograniczeń, których źródłem jest nieposłuszeństwo grzechu, i zyskuje potrzebną moc, by wznieść się ku poznaniu tajemnicy Boga w Trójcy Jedynego" (43).

Potrzebujemy wykształconego przez naukę rozumu, aby być bardziej ludźmi, aby poznając prawdę, odróżniać ją od fałszu i od pseudo-nauki. Potrzebujemy wiary, która udoskonalając rozum, pozwala nam zbliżać się do tajemnicy Boga. Rozum i wiara dopełniają się, zaś nauka, która szuka prawdy, nie może być zagrożeniem dla wiary. Natomiast wiara bez rozumu traci ludzkie oblicze.

Dlatego będąc ludźmi wiary, nie bójmy się być ludźmi rozumnymi, by poznać prawdę i by jej bronić.

Piotr Jaroszyński
"Ocalić polskość"

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... ecijaskiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 29 mar 2015, 18:53 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Naturalna droga wprowadzająca człowieka w świat kultury zaczyna się od wychowania i od edukacji.
Jeżeli chcemy ukształtować człowieka to musimy wpoić w niego zasady funkcjonowania społeczności w której przyszło mu żyć.
Jeżeli chcemy z dziecka zrobić dewianta, idiotę, lub co jest istotne i obecnie jest na czasie, bezmyślnego poddanego, czyli niewolnika, to musimy go "wyzwolić" od zasad panujących w społeczności w której żyje i zaprogramować w jego umyśle patologiczne nawyki jak np. masturbacja, czy odczucie zwierzęcej rui w stosunku do kogokolwiek, niechęć do wiedzy, do prawdy, do wiary i do Kościoła, niechęć do historii i do własnej Ojczyzny, nieufność do rodziców, do rodziny, zamiłowanie do prymitywizmu we wszystkich obszarach życia.
Okrajanie programu nauczania stopniowo przybliża nas do lewackiego ideału destrukcji człowieczeństwa na masową skalę.


Gimnazjum i liceum klasyczne we współczesnej edukacji

Janusz Nowacki

W nawiązaniu do informacji Ewy Lorenz „Szkoła charakteru i myślenia”, zawartej na łamach „Niedzieli Zamojsko-Lubaczowskiej” 14 grudnia 2003 r., chciałbym wziąć udział w dyskusji na temat kształtu nowo powstających szkół: katolickiego gimnazjum i liceum o klasycznym profilu wychowania.

Obecnie żyjemy w wolnym kraju, wolnej ojczyźnie, ale ludzie nie potrafią właściwie odczytać daru wolności. Wydaje im się, że w tej wolności wszystko można pokazać i powiedzieć, pomijając sprawdzone i usankcjonowane autorytety. Martwię się, kiedy system polskiej edukacji ulega wpływom organizacji międzynarodowych. To, co powiem, płynie z największych pokładów mego serca i umysłu. Fides et ratio - towarzyszą mi wiara i rozum. Bóg tak pokierował moim życiem, że sporo mogłem doświadczyć, pełniąc funkcję dyrektora szkoły w latach 1990 - 2002. Doświadczyłem reformy Edukacji Narodowej, nabierając do niej dystansu. Sposób, w jaki MEN (obecnie MeiS) zajmuje się edukacją polską, stwarza realne zagrożenie dla polskiej tożsamości narodowej. Warunki i okoliczności nie są sprzyjające, gdyż podważa się tradycyjne wzorce, kulturę i ośmiesza sprawdzone autorytety.

Trzeba jednak podjąć się pracy nad leczeniem myślenia u współczesnego człowieka, gdyż od sposobu myślenia zależy sposób postępowania. Głównym zadaniem wychowawczym jest pomaganie dzieciom i młodzieży w odzyskaniu tych pragnień i aspiracji, które są cenne i potrzebne, a które w nich obumierają i zanikają. Dlatego powstanie katolickiego gimnazjum i liceum o klasycznym profilu wychowania jest rzeczą o podstawowym znaczeniu.
W nurcie edukacji klasycznej, która przetrwała w modelu polskich przedwojennych gimnazjów pierwszymi statutowymi zadaniami szkoły było wychowanie człowieka dzielnego - dzielność tę zdobywa się poprzez nabywanie usprawnień zwanych cnotami oraz rozumnego - rozumność tę nabywa się przez uprawianie nauk. Wydaje się, że tak maksymalistyczny ideał wypracowany przez kulturę grecką i cywilizację łacińską, w którym edukacja zmierza ku rozumiejącemu odczytaniu świata, ku ujęciu go w świetle prawdy, ma w sobie wystarczającą ilość siły i żywotności, by obronić się przed współczesnymi zagrożeniami.

Zatem powrót do korzeni, do założeń edukacji klasycznej może wspomóc rozpoznanie, analizę i ocenę współczesnych groźnych nurtów uwidaczniających się w oświacie. Taki powrót zarysowuje też zasady dla praktycznej realizacji ideałów edukacji klasycznej poprzez utworzenie gimnazjum i liceum. Nasza europejska cywilizacja łacińska powstała w obszarze kultury klasycznej - greckiej i rzymskiej oraz chrześcijańskiej - co ze szczególną siłą podkreślił wielki duch kultury średniowiecza. I wszystkie dziedziny kultury (wiedza, moralność, sztuka i religia) poprzez wieki kształtowały się w odniesieniu do tych źródeł. Nauka religii w szkole, oparcie życia duchowego o wiarę katolicką daje uczniowi kościec moralny na całe życie i zakorzenia w ideale „christianitas”.

W szkołach klasycznych, jak praktyka dydaktyczna wskazuje, o wiele łatwiej uczyć się np. gramatyki jęz. francuskiego, posiadając choćby elementarną znajomość łaciny. Nie bez znaczenia jest też funkcja łaciny i greki jako znakomitego ćwiczenia pamięci, poszerzania sprawności intelektu ucznia oraz uczenia go zdyscyplinowanej pracy i poprawności myślenia. Znajomość języka otwiera wreszcie możliwość znajomości całej kultury, a poprzez to ubogacenia własnej osoby i jej pełniejszego rozwoju.
Katolickie gimnazjum powinno uposażyć ucznia w umiejętność posługiwania się dwoma językami nowożytnymi (angielski + francuski, niemiecki, włoski lub hiszpański). Umożliwia to późniejsze normalne studia, tzn. swobodę w wyborze lektur nieograniczoną nieznajomością języka. W programie gimnazjum nie może też zabraknąć kultury żywego słowa - sztuki retoryki, czyli umiejętności poprawnego mówienia (artykulacja), wyławiania sensu w tekście pisanym i czytanym na głos (fraza), uczenia poprawności rozumowań poprzez wskazanie na ich typowe błędy, uczenia dyskusji, poznawania analizy gramatycznej tekstu, naukę jego interpretacji, pisania według zasad kompozycji. Chodzi o posługiwanie się językiem jako sprawnym narzędziem służącym do odczytania świata i jego nazwania.

Program musi zawierać też dzieje ojczyste, lekturę i gramatykę jęz. polskiego. Nauka historii nie może być pojęta jako zasób informacji około historycznych. Trzeba wskazywać na przyczyny dziejów, na ich węzłowe punkty, a także uczyć młodzież kochać dzieje i literaturę, tak, by mogła ją przeżywać jako własny, osobisty skarb. Nauka dziejów i literatury, to przecież także szkoła patriotyzmu i roztropnej obrony własnych narodowych tradycji.
Z kolei nauka biologii, geografii, fizyki i astronomii nie może być redukowana jedynie do aspektów ilościowych czy, co gorsza, nauczania pod kątem ekonomicznych potrzeb i strategii światowego rynku. Trzeba umieć pokazać uczniowi bogactwo świata przyrody i nieba.
Trzeba też wspomnieć o nauce informatyki. Biegła znajomość podstawowych programów komputerowych jest dziś koniecznością. I szkoła musi z tymi zagadnieniami ucznia zapoznać. Choć komputer jest jedynie narzędziem, a nie celem w nauczaniu i w tej perspektywie powinna być ustawiana nauka posługiwania się komputerem, to trzeba, by szkoła miała dostęp do narzędzi jak najnowocześniejszych.
Program gimnazjum powinien być rozłożony na cztery lata, w liceum zaś na dwa lata. Takie szkoły gwarantują nie dublowanie treści w kształceniu w odniesieniu do innych szkół, co oszczędza czas, przy czym możliwość odpowiedniego rozłożenia treści programowych poszczególnych przedmiotów na cztery lata pozwala na uniknięcie przeładowania. Taka szkoła może uczyć wszystkich przewidzianych programowo przedmiotów dla średnich szkól humanistycznych, jednocześnie nie zapominając o nauce dobrych obyczajów, o śpiewie polskich pieśni i nauce tańca.

Kształcenie klasyczne będzie mocną alternatywą wobec reform edukacyjnych, które jakoś nie liczą się z człowiekiem, z jego naturą, nie akceptują praw Bożych, nie pogłębiają harmonii w świecie, lecz ją rozbijają, uważając, że światem i ludźmi można kierować ku swym celom, niezgodnym z zasadami wiary katolickiej.

http://www.niedziela.pl/artykul/24177/n ... asyczne-we


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 18 kwi 2015, 08:10 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Kompas w człowieku

Tomasz Jaklewicz

My, katolicy, wyrażamy przekonanie, że świat zbudowany na respektowaniu prawa naturalnego jest najbardziej ludzkim światem. To proponujemy i prosimy, aby nasz głos był respektowany – mówi ks. Marian Machinek.

Obrazek
KS. TOMASZ JAKLEWICZ
Ks. Marian Machinek (lat 50) – profesor Wydziału Teologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, specjalizuje się w teologii moralnej


Tomasz Jaklewicz: Benedykt XVI w Bundestagu mówił o konieczności powrotu do pojęcia prawa naturalnego. Spróbujmy wyjaśnić, co to właściwie jest. Prawo kojarzy się nam z jakimś zbiorem przepisów, z kodeksem cywilnym czy karnym.
Ks. Marian Machinek: – Język łaciński rozróżnia dwa pojęcia prawa: ius i lex. Ius to pewien porządek rzeczywistości poprzedzający lex, czyli ustawę uchwaloną przez prawodawcę.
Język polski nie zna tego rozróżnienia, więc słowo „prawo” jest w tym kontekście nieco mylące.
– Tak, pojęcie ius naturale w swoim podstawowym znaczeniu nie oznacza gotowego zestawu norm, ale wskazuje na istnienie pewnego porządku ludzkiej egzystencji, drogowskazu pozwalającego rozróżnić dobro i zło.
Gdzie znajduje się ten drogowskaz?
– Punktem odniesienia jest osoba ludzka. Słowo „naturalne” odnosi się właśnie do natury ludzkiej. Przy czym natura to coś więcej niż wymiar biologiczny, kluczową rolę odgrywa tu ludzki rozum. Pojęcie prawa naturalnego zawiera w sobie przekonanie, że człowiek w swojej cielesno-duchowej naturze jest zdolny do odczytania i sformułowania zasad moralnego postępowania. Te zasady w głównych zarysach są wspólne dla wszystkich ludzi. Można powiedzieć, że to taki wewnętrzny kompas. Ale każdy kompas ma sens, jeśli istnieje biegun magnetyczny. Ostatecznie jest nim Bóg.

Słowo „naturalne” może też być mylące, bo ktoś może pomyśleć, że chodzi o naturę rozumianą jako przyrodę.
– I wtedy mówi się o „prawie natury”, rozumiejąc to w ten sposób, że jak wszystkie zwierzęta podlegają prawom biologii, tak też człowiek musi dostosować moralność do biologicznych prawideł. Stąd hasło tzw. powrotu do natury. W takim znaczeniu moralnym ideałem byłby powrót do jaskiń i na drzewa. Nie o to chodzi. Prawo naturalne zawiera w sobie ideę, że ludzka natura może być punktem odniesienia dla moralności. Właśnie ze względu na zbyt szybkie skojarzenia z biologią niektórzy proponują zastąpić określenie „prawo naturalne” terminem „prawo osobowe”.
Idea prawa naturalnego jest obecna w chrześcijaństwie, ale – jak podkreślił papież w Berlinie – jest to idea, która ma starsze korzenie.
– Ta idea pochodzi z tradycji filozoficznej grecko-rzymskiej. Starożytni mawiali: Secundum naturam vivere (żyć według natury). Rzymianie wiedzieli, że prawo pozytywne, czyli konkretne ustawy stanowione przez senat czy inne władze, czerpie moc zobowiązującą nie tyle z autorytetu prawodawcy, co z bardziej pierwotnego ładu, który jest w samym człowieku. Chrześcijaństwo dopowiedziało, że Bóg jest najwyższym prawodawcą i ostatecznie od Niego pochodzi to prawo wpisane w ludzką naturę, która w swoich głównych zarysach pozostaje niezmienna. Zwróćmy uwagę na to, jak dobrze, mimo upływu czasu, rozumiemy dylematy moralne Antygony z dramatu Sofoklesa. Potrafimy ocenić, że postawa Antygony jest bohaterska, Kreon jest despotycznym władcą, a postawa Ismeny to koniunkturalizm, poprawność polityczna. Widzimy więc, że fundamentalne problemy moralne wtedy były takie same, jak są i dzisiaj.
Czy Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, ogłoszona przez ONZ w 1948 roku, była potwierdzeniem tej intuicji prawa naturalnego?
– Taki był przynajmniej zamiar sygnatariuszy tego dokumentu. Zwróćmy uwagę na słowo „deklaracja”. Ono wskazuje, że podstawowe prawa człowieka przysługują mu z natury, a więc po prostu dlatego, że jest człowiekiem. Człowiek nie zawdzięcza swoich praw jakiejś ławie rządzących, tej czy innej konwencji, ale przysługują mu one z samego faktu bycia człowiekiem i nikt nie może mu ich odebrać.

Ale w tym dokumencie było też wskazanie na pewną moc obowiązującą. Sygnatariusze zgodzili się, że tam, gdzie te prawa nie są respektowane, powinniśmy domagać się zmiany sytuacji.
– Opierając się na tym zapisie, protestujemy np. przeciwko nieludzkiemu traktowaniu jeńców, demonstrantów lub naruszaniu wolności słowa, nawet jeżeli dzieje się to na antypodach.
Powszechna deklaracja pojawiła się też jako efekt doświadczeń dwóch wojen światowych i totalitaryzmów.
– W Preambule do deklaracji czytamy, że wyrosła ona z szoku związanego z wojną. Jaki mechanizm doprowadził do bestialstwa
II wojny światowej? Było nim m.in. przekonanie, że ustawy mogą być tworzone bez odniesienia do jakiegoś stałego punktu i że przywódca lub partia może zastąpić sumienie. Jeśli prawo pozytywne jest stanowione tylko ze względu na interes narodu, większość w parlamencie lub wolę przywódcy, to kończy się to zazwyczaj tragicznie. Jak powiedział papież w Bundestagu, państwo przekształca się wtedy w zgraję bandytów, którzy są w stanie nie tylko swój kraj, ale całą ludzkość popchnąć na krawędź przepaści. Przy stanowieniu prawa musi istnieć płaszczyzna odniesienia, która wykracza poza aktualną zgodę czy wolę polityczną władców lub
partii.

To brzmi przekonująco, a jednak pojęcie prawa naturalnego zostało w ciągu ostatnich lat totalnie zakwestionowane. Jak się wyraził Benedykt XVI: „wstyd jest wymieniać nawet tę nazwę”. Dlaczego tak się stało?
– Jedną z przyczyn jest pewna niefrasobliwość, z jaką w przeszłości, również w teologii, posługiwano się figurą prawa naturalnego. Zbyt szybkie i nieuzasadnione dekretowanie, że jakieś ludzkie działanie jest „przeciwne naturze”, a inne z nią zgodne, sprawiło, że ostatecznie wylano dziecko z kąpielą. Ale są też przyczyny głębsze. Z jednej strony nastąpiło mocne przechylenie refleksji etycznej w stronę rozumu, a co za tym idzie autonomii człowieka. Współczesna filozofia nie chce już zadawać pytań o naturę rzeczy (a więc także o naturę ludzką), a zatem rezygnuje z perspektywy metafizycznej. Z drugiej strony obserwujemy dominację spojrzenia właściwego dla nauk przyrodniczych. Zajmują one miejsce filozofii, roszcząc sobie prawo do ostatecznych wyjaśnień. Pod „szkiełkiem i okiem” natura ludzka jako duchowo-cielesna jedność się rozpada. Pozostaje całkowicie niezależny umysł, a obok niego biologiczny materiał. Ludzkie ciało jest dla umysłu jedynie pewnym rodzajem plasteliny, dającej się dowolnie modyfikować. Jakże się tu odwoływać do tak pokawałkowanej ludzkiej natury? Między innymi stąd wzięło się na przykład określanie ludzi nieodwracalnie nieprzytomnych mianem „roślinek”, którego osobiście bardzo nie lubię.

Dochodzimy do kwestii najbardziej zasadniczej – do pytania o rozumienie człowieka.
– Od odpowiedzi na to pytanie zależy los naszej cywilizacji. Odpowiedź na każde niemalże pytanie etyczne zależy od tego, jak rozumiemy człowieka.
Na Zachodzie promuje się koncepcję, że człowiek jest tylko przypadkowym produktem ewolucji. Wtedy rozmowa o moralności nie ma sensu.
– Teoria ewolucji dobrze wyjaśnia procesy rozwoju życia na ziemi. Problem w tym, że została ona postawiona w miejsce filozofii, stała się podstawą dla tez antropologicznych, co w efekcie doprowadziło do stwierdzenia, że człowiek jest jedynie efektem przypadku. Wtedy, mówią niektórzy, ludzkość może wziąć ewolucję w swoje ręce i dążyć do zmiany natury ludzkiej. Przy takim założeniu natura ludzka nie może być źródłem dla żadnych moralnych norm. Dobro pojmuje się jako zgodność z ogólnie przyjętymi normami, czyli tym, co dziś większość uważa za dobro i zło. Ale jutro inna większość może to zmienić.

To jest groźne dla samej demokracji. Jan Paweł II pisał, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm.
– Jak bardzo destruktywna jest taka płynna koncepcja człowieka, widać w odniesieniu do ludzi najsłabszych, znajdujących się na początku lub u kresu swego życia. Oni są zawsze pierwszymi ofiarami. Określa się ich albo jako „jeszcze nie ludzie”, albo „już nie ludzie” – w ten sposób ulegają przemocy silnych.

Problemem jest przejście od ogólnego przekonania o istnieniu prawa naturalnego do szczegółowych norm. Kto ma odczytywać te normy?
– Prawo naturalne nie miałoby sensu, gdyby nie mogło być ukonkretnione. Nie dzieje się to jednak bez trudności. Im bardziej wchodzimy w konkret, tym większa jest możliwość pomyłki. Dla katolików pomocą jest Urząd Nauczycielski Kościoła, który zajmuje się także konkretyzacją prawa naturalnego. Człowiek niewierzący potraktuje to jednak jako orzeczenie autorytetu i odrzuci. Więc nie ma innej drogi jak szczera rozmowa o tym, kim jest człowiek i jakie są wymogi jego prawdziwego rozwoju. Pomyślmy np. o kwestii aborcji. Właśnie spojrzenie na ludzką naturę powie nam, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia. Wiemy, że to życie jest wyjątkowe, nie będzie już takiego drugiego człowieka. Wniosek nasuwa się sam: również temu człowiekowi trzeba dać szansę rozwoju. Ufamy, że do takiego wniosku dojdzie każdy nieuprzedzony
umysł.

Wielu mówi tak: jeśli uważasz, że aborcja jest zła, to nikt ci tego nie każe robić, ale pozwól innym decydować.
– Ale te same osoby nie przyjmą już takiej argumentacji np. w odniesieniu do fok czy wielorybów. W ich obronie gotowi są iść na barykady, choć nikt im nie każe ich zabijać. Jeżeli od katolików wymaga się, by uzasadniali swoje etyczne stanowisko, to niech ktoś, kto uważa, że płód nie jest człowiekiem, także to spójnie uzasadni. Dlaczego jedynie my mielibyśmy mieć taki obowiązek, a nasi adwersarze niekoniecznie?
Sugeruje Ksiądz, że jest jakaś dysproporcja w publicznym dyskursie?
– Przestrzeń publicznego dyskursu nie jest dzisiaj wolna. Są różne głosy na areopagu i tak być powinno. Ale jest też wiele podskórnych, ukrytych nacisków polityki, mediów, organizacji lobbujących. Jest selekcja informacji, stronnicze dobieranie partnerów dyskusji. Jeżeli nawet przyjąć twierdzenie, że normy moralne wyłaniają się w publicznym dyskursie wolnym od nacisków, to trzeba krytycznie zapytać: gdzie jest dzisiaj taki dyskurs?!

W dyskusjach o etyce strona ateistyczna czy agnostyczna głośno krzyczy, że przestrzeń publiczna (a więc i prawo) musi być wolna od wpływów religii.
– My, chrześcijanie, musimy odzyskać zdrowe poczucie wartości. Upraszczając, można stwierdzić, że logiczne prawdopodobieństwo istnienia Boga to pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Nie ma jednoznacznych dowodów empirycznych na Jego istnienie i nie ma dowodów przeciwnych. Wobec tego, dlaczego przestrzeń publiczna miałaby być ateistyczna i wolna od wpływów religii? Jaka jest racja, że te drugie pięćdziesiąt procent jest ważniejsze? Społeczeństwo zbudowane na takim założeniu będzie uderzało w prawa ludzi wierzących. W przestrzeni publicznej wszystkie głosy szanujące człowieka muszą być poważnie traktowane, również głos chrześcijan. I dlatego nie wolno wykluczać z dyskursu przekonań moralnych tylko dlatego, że odwołują się do Boga.
W dyskusjach na konkretne tematy, np. bioetyczne, katolicy nie powinni jednak argumentować, że Bóg tak chce.
– Trzeba uczciwie przyznać, że koncepcja prawa naturalnego ostatecznie zakłada istnienie Boga. Hans Urs von Balthasar mawiał, że humanizm bez Boga jest jak cięty kwiat: nie wiadomo, jak długo wytrzyma. W dyskusjach na forum publicznym powinniśmy jednak przede wszystkim pytać: jakie zasady rzeczywiście służą człowiekowi? My, katolicy, wyrażamy przekonanie, że świat zbudowany na respektowaniu prawa naturalnego jest najbardziej ludzkim ze światów. Jest światem dla wszystkich i ma przyszłość. I odwrotnie, sądzimy, że humanizm bez respektowania prawa naturalnego obróci się przeciwko człowiekowi. Z tym przekonaniem idziemy do świata, proponujemy je, ale też oczekujemy, że nasz głos będzie respektowany. Tylko tyle…

http://gosc.pl/doc/977620.Kompas-w-czlowieku


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 27 kwi 2015, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Piękno pochodzi od Boga i do Niego prowadzi

Piękno pochodzi od Boga i do Niego prowadzi - przypomniał prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Antonio Cañizares Llover.

Przestrzeń sakralna jest stworzona również dla człowieka i jego wolności, by mógł on tam spotkać Boga dzięki spotkaniu z pierwotnym pięknem.
Wygłosił on przemówienie do profesorów i studentów architektury, sztuki sakralnej i liturgii Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie. Uczestniczą oni w forum, które pod patronatem tej dykasterii rozpoczyna po raz szósty cykl zajęć akademickich o zadaniach architektów i artystów w kontekście przestrzeni sakralnej i jej funkcji w Kościele.

Hiszpański purpurat kurialny przypomniał, że owa przestrzeń powinna gościć trzy wielkie tajemnice chrześcijaństwa: Wcielenie, Krzyż i Eucharystię. Stąd kościół, rozumiany jako miejsce kultu, nie może być ahistoryczną czy bezkształtną bryłą. Jednocześnie budynek taki powinien znajdować swoje estetyczne dopełnienie we wspólnocie, która sprawuje w jego wnętrzu liturgię. Nie do pomyślenia jest kościół, nawet piękny w swej formie, jednak „niemy” na skutek braku celebracji.

Architektoniczne formy i elementy wystroju wraz z muzyką i gestami mają razem żyć i promieniować liturgią – stwierdził kard. Cañizares. Dodał, że przestrzeń sakralna jest stworzona również dla człowieka i jego wolności, by mógł on tam spotkać Boga dzięki spotkaniu z pierwotnym pięknem. Z kolei sprawowanie tam sakramentów w atmosferze piękna stanowi antidotum na współczesne zagubienie, samotność i brak poczucia sensu.

http://gosc.pl/doc/1443365.Piekno-pocho ... o-prowadzi


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 13 maja 2015, 06:44 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Bóg i człowiek

Żeby poznać w Jezusie z Nazaretu prawdziwego Boga i zarazem prawdziwego człowieka, trzeba mieć uświęconą cielesność – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas homilii dla księży.

7 kwietnia 2015 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym na Bielanach w Warszawie ks. prof. Tadeusz Guz sprawował Eucharystię oraz wygłosił homilię dla księży, w której skupił się na współpracy pracy duchowej i cielesnej w kształtowaniu człowieka.

„Człowiek czuje się szczęśliwy, zadowolony i jakoś spełniony wtedy, kiedy nie natrafia na przeszkody. Każda przeszkoda dla naszego naturalnego bytowania jest nie na miejscu. Dlatego jej naturą jest być przeszkodą. Z wychowania wiemy, że niewłaściwa formacja sfery dążeniowej prowadzi do zatrucia naszej natury, aż do śmierci”.

Całą homilię możesz zobaczyć TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1368 ... -cz-2.html

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... owiek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 15 maja 2015, 05:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Do Boga przez rozum

Noc Ducha jest to bardzo wąska droga, która prowadzi nas w sferze duszy do Boga – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas konferencji dla prezbiterów.

8 kwietnia 2015 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym na Bielanach w Warszawie ks. prof. Tadeusz Guz wygłosił konferencję dla księży, w której skupił się na znaczeniu rozwoju rozumu człowieka w pogłębianiu wiary.

„Na początku człowiek przeżywa w swoim rozumie noc wiary jako drogę zjednoczenia z Bogiem w wierze. Dlaczego więc praca rozumu jest ważna? Dary Boga są bardzo konkretnie zapodmiotowywane w nas. I tak, wiara święta ma w swoją ojczyznę w naszej bytowości w rozumie…”

Całą konferencję możesz zobaczyć TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1369 ... -cz-4.html

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rozum.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 16 maja 2015, 07:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Odnowienie cielesności

Uczniowie szli z Jezusem. On był przy nich cały, ze swoim bóstwem i człowieczeństwem, i Go nie widzieli. Bo mieli starą zmysłowość i cielesność – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas homilii dla prezbiterów.

8 kwietnia 2015 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym na Bielanach w Warszawie ks. prof. Tadeusz Guz sprawował Eucharystię oraz wygłosił homilię dla księży, w której kontynuował temat pracy człowieka nad uświęcaniem własnego ciała.

„Na dworze arcykapłana Kajfasza św. Piotr obawiał się służebnicy. Był zalękniony. Dlaczego? Bo lęk jest znakiem, że człowiek jest jeszcze zmysłowy, że myśli cieleśnie, że jego duch nie jest wolny. Później ten sam Piotr przeniknięty Bogiem mówi do chorego człowieka w imię Chrystusa, który jest we mnie: wstawaj! Jaką potęgą jest wiara!”.

Całej homilii możesz wysłuchać TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1370 ... -cz-5.html

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 18 maja 2015, 05:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Poznanie wynika z łaski

To istnienie nasze z Bogiem ono właśnie inspiruje nas do tego, żeby na płaszczyźnie ducha uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby naszą duszę przygotować dla Boga – powiedział ks. prof. Tadeusz Guz podczas konferencji dla prezbiterów.

8 kwietnia 2015 r. w Domu Rekolekcyjno-Formacyjnym na Bielanach w Warszawie ks. prof. Tadeusz Guz wygłosił konferencję dla księży, w której skupił się na współpracy rozumu z łaską w poznaniu Boga.

„W spotkaniu rozumu z wiarą, czyli naturalnego źródła poznania prawdy z nadprzyrodzonym źródłem, czyli z prawdą Boską, dochodzi do tego, że rozum jest niepewny i jest wprowadzany w ciemność mistyczną. Poznanie Boga przekracza jego możliwości i stąd ta niepewność. Ale wiara uwrażliwia naszą racjonalność i pokazuje nam, że sami z siebie nie osiągamy takiego poznania prawdy o Bogu, do jakiego jesteśmy powołani”.

Całą konferencję możesz zobaczyć TUTAJ: http://www.naszdziennik.pl/galeria/1371 ... -cz-6.html

RS

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... laski.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 02 cze 2015, 11:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nadzieja rodziny dla Kościoła, nadzieja Kościoła dla rodziny

Wykład ks. kard. Gerharda Ludwiga Müllera, prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, wygłoszony na Międzynarodowym Kongresie „Ewangelia Małżeństwa i Rodziny” odbywającym się w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, 30 maja 2015 r.

Rodzina i Kościół istnieją wzajemnie dla siebie. Najdobitniej streszcza to określenie „Ecclesia domestica” – Kościół domowy (zob. LG 11, AA 11, FC 49). Najstarszy spośród zachowanych Sakramentarz z Werony opisuje, że ludzkość rodzi się i rozwija w rodzinie1. Natomiast w datowanym na siódmy wiek Sakramentarzu Gelazjańskim2 znajdujemy już sformułowanie, które po dziś dzień powtarzamy w Pierwszej Prefacji na Mszę za nowożeńców, iż „czysta płodność świętych małżeństw [służy] pomnażaniu przybranych dzieci [Boga], które […] powiększają Kościół”3. Zatem dla dobra rodziny i Kościoła trzeba zachować i pogłębiać odwieczne przymierze między rodziną a Kościołem: Rodzina z Kościoła i dla Kościoła; Kościół z rodziny i dla rodziny.

I RODZINA NADZIEJĄ KOŚCIOŁA

1.Tożsamość formalna

Aby rodzina spełniała nadzieje pokładane w niej przez Kościół i cały świat (Rz 8,19-25), musi najpierw zachować swoją tożsamość. Stolica Apostolska od dawna jednoznacznie przeciwstawia się próbom manipulowania definicją rodziny. W tym kontekście należy przypomnieć „List Jana Pawła II do Głów Państw na Międzynarodową Konferencję na temat zaludnienia i rozwoju w Kairze” z 19 marca 1994 roku4 oraz „List Jana Pawła II do Sekretarza Generalnego IV Światowej Konferencji ONZ Poświęconej Kobiecie” z 26 maja 1995 roku5. Uczciwość intelektualna wobec definicji rodziny jest zawsze elementarnym wymogiem przy rozeznawaniu i podejmowaniu decyzji. Również w kontekście tego synodu definicja rodziny – jako głęboko zakorzeniona w Objawieniu – musi pozostać nietykalna. Nikt nie ma prawa zlekceważyć Słowa Bożego, które jednoznacznie i ze szczególną mocą ukazuje zmianę tej definicji jako obrazę Boską. Idee mają konsekwencje. Nie ma sensu wnosić pod obrady synodu, którego temat brzmi: „Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym”, zagadnienia związków jednopłciowych. Nie pozwalają na to względy formalne, gdyż rodzina to związek mężczyzny i kobiety – wyłączny i nierozerwalny. Nade wszystko jednak nie pozwala na to bojaźń Boża i szacunek dla Prawdy objawionej oraz dla rodziny, która na tej Prawdzie buduje swoje życie. Jak powiedziałem w mojej książce „Nadzieja rodziny”: „Małżeństwa nie można sprowadzić do przebywania z drugą osobą: jest ono definitywną decyzją wpisaną w relację Chrystusa Oblubieńca z Kościołem oblubienicą. Na pierwszym miejscu jest Chrystus. Jak to wyraził papież Franciszek w adhortacji apostolskiej »Evangelii gaudium«, używając swoistego neologizmu, Chrystus nas poprzedza (ci primeggia). Od stworzenia świata Bóg w Chrystusie pragnął, aby Jego decyzja w stosunku do nas była definitywna i radykalna. Dlatego Bóg chce, aby małżeństwo było głęboką i wyjątkową jednością jednego mężczyzny z jedną kobietą. Ta jedność jest źródłem, z którego powstaje rodzina, oraz kryterium jej oceny”6.

2. Tożsamość duchowa

Rodzina katolicka to wiele więcej niż „dobra, porządna rodzina”. Rodzina, u której fundamentu leży sakramentalny związek małżeński, ma swoją tożsamość duchową. Celem sakramentu małżeństwa jest właśnie wszczepiać cielesną, codzienną rzeczywistość małżeństwa i rodziny w rzeczywistość duchową. Hermeneutyka ciągłości i rozwoju przypomniana przez Papieża Benedykta XVI jako droga dla posługi teologów w Kościele jest wciąż aktualna. Nikt z nas nie ma prawa zerwać z niezmiennym nauczaniem sięgającym samych początków Kościoła, które zostało przypomniane przez pierwszy w historii Kościoła synod o rodzinie z 1980 roku i przedstawione przez św. Jana Pawła II w adhortacji posynodalnej „Familiaris consortio”. Małżonkowie, aby być rodziną, która wyrasta z Kościoła i żyje dla Kościoła, muszą żyć jak ci, którzy dobrowolnie przyjęli powołanie do pójścia za Chrystusem i służenia Królestwu Bożemu w stanie małżeńskim (FC 51). Muszą doświadczać, że ich codzienność małżeńska to tajemnicze i rzeczywiste uczestnictwo w miłości samego Boga (FC 51). Muszą tak układać swoje życie, aby dla nich i dla ich otoczenia było oczywiste, że rodzina katolicka to „Kościół w miniaturze” (FC 49). Muszą zabiegać o to, aby być naprawdę swego rodzaju żywym obrazem misterium Kościoła, żyć jego dynamiką (FC 49). Małżeństwo, w jakim Kościół pokłada nadzieję, to wspólnota wierząca i ewangelizująca, wspólnota w dialogu z Bogiem, wspólnota w służbie człowiekowi (FC 50nn), otwarta na wartości transcendentne (FC 53). Troska o tożsamość duchową małżeństwa stawia wymagania naszej posłudze duszpasterskiej. Przyzwyczailiśmy się spoglądać na małżeństwo przede wszystkim przez pryzmat prawa kanonicznego. To jest tak dalece zakorzenione w naszej mentalności, że nawet ci, którzy przy okazji obecnego synodu o rodzinie usiłują np. zmienić zasady przystępowania do Komunii Świętej, poszukują argumentów prawnych. Tymczasem prawo kanoniczne jest ważne i potrzebne, ale sprowadzi się je do czystego formalizmu, pozbawi głębi, jeżeli nie spojrzy się na małżeństwo przez pryzmat teologii duchowości. Ona odpowiada na istotne pytanie: „dlaczego” takie jest prawo. Trzeba zatem położyć większy nacisk na duchowość małżeństwa i rodziny, zarówno w formacji duszpasterzy7, jak młodzieży, narzeczonych i małżonków8.

3. Posługa ewangelizacji

Nadzieją Kościoła jest rodzina ewangelizująca samą siebie, własne otoczenie i całe społeczeństwo. Przyszłość ewangelizacji zależy wręcz w dużej mierze od rodziny9. Jest to prawdziwe do tego stopnia, iż można powiedzieć, że dzisiaj w dziele ewangelizacji nastał wyjątkowy czas rodziny. Na przestrzeni wieków różne stany świadczyły o prawdzie Ewangelii i swoim radykalizmem przemieniały i zdobywały świat dla Chrystusa. Męczennicy, ojcowie pustyni, zakonnicy, misjonarze. Dzisiaj świat potrzebuje małżeństw i rodzin, które wierzą w swoje powołanie, żyją nim i są z tego powodu szczęśliwe. Przekazywanie wiary rozpoczyna się w domu rodzinnym. Chodzi zarówno o słowa, jak i o przykład życia. Jest ono niczym niezastąpione i wyjątkowo owocne (CT 68). Należy przy tym pamiętać, że rodzina jest wspólnotą wzajemnej ewangelizacji (FC 52). Wszyscy w niej ewangelizują i wszyscy mają szansę być ewangelizowani. Następnie rodzina dojrzała w wierze staje się głosicielką Ewangelii dla rodzin ze swego otoczenia (EN 71), uświęcając i przemieniając w ten sposób społeczeństwo wedle zamysłu Bożego (FC 52). To rodzina najłatwiej dociera do ludzi stojących „daleko” od Kościoła instytucjonalnego. To rodzina może być znakiem i wyzwaniem dla innych rodzin, które jeszcze nie wierzą albo które już zatraciły wiarę (FC 54, LG 35, AA 11). W tym miejscy należy podkreślić, że rodzina jest powołana ofiarować Kościołowi szczególne, jej właściwe sposoby i formy ewangelizacji10. Kościół ma nadzieję, że rodzina będzie wspierała dzieło ewangelizacji przede wszystkim przez to, „czym jest i co czyni, jako głęboka wspólnota życia i miłości” (FC 50). Być małżeństwem i rodziną, żyć jak małżeństwo i rodzina – oto podstawowa, niczym niezastąpiona, a ogromnie konieczna służba Kościołowi i społeczeństwu. Rodzina winna także dzielić się wspaniałomyślnie swym bogactwem duchowym z innymi rodzinami. Ponieważ powstaje z małżeństwa, będącego obrazem i uczestnictwem w miłosnym przymierzu Chrystusa i Kościoła, przez miłość małżonków, ofiarną płodność, jedność i wierność, jak i przez miłosną współpracę wszystkich członków powinna ukazywać wszystkim żywą obecność Zbawiciela w świecie oraz prawdziwą naturę Kościoła (GS 48).

II KOŚCIÓŁ NADZIEJĄ RODZINY

Kościół nieraz podkreślał świadomość spoczywającego na nim – jako na wspólnocie, która ma „ogromne doświadczenie w sprawach ludzkich”11 – obowiązku „badania znaków czasu i wyjaśniania ich w świetle Ewangelii” (PP 13). Rodziny katolickie mają nadzieję, że takim właśnie okaże się również podczas tego synodu. Z jednej strony Kościół zawsze się umacniał i rozwijał, gdy nie szedł na kompromis z duchem tego świata (zob. J 15,19n). Z drugiej strony, jak podkreśliłem w rozmowie z dziennikarzem „Famille Chrétienne”12, pasterze Kościoła muszą być świadkami poprzez słowo i życie. Muszą wyznawać wiarę, bo nie wszyscy pojmują sens Krzyża Chrystusowego. Nadzieja, jaką Kościół winien jest rodzinie, nie jest więc tanim słowem pociechy czy gestem współczucia. Fałszywe współczucie, oderwane od obiektywnej prawdy, okazuje się rozwiązaniem krótkowzrocznym i wprowadza tylko zamęt13.

1. Zrozumienie i wsparcie

Kościół ma być świadkiem całej prawdy – również tej niepopularnej. Ewangelizacja nie polega na rozmywaniu prawdy objawionej, aby znaleźć „najmniejszy wspólny mianownik”, możliwy do przyjęcia dla zlaicyzowanego świata. Ewangelizować to przepajać Ewangelią wszystkie dziedziny życia osobistego, małżeńskiego i rodzinnego, społecznego, kulturalnego, gospodarczego i w końcu politycznego. Rodzina, która stara się żyć zgodnie z wolą Bożą, słyszy podczas Eucharystii prośbę, aby wierzący żyli „bezpieczni od wszelkiego zamętu”. Z nadzieją spogląda zatem na Kościół, spodziewając się, że instytucje Kościoła nie będą wprowadzały zamętu, kwestionując życie zgodne z tym, czego Kościół instytucjonalny naucza. Rodzina, która doświadcza niezrozumienia w zlaicyzowanym świecie, ma też nadzieję, że Kościół będzie mówił językiem wiary, rozumiał i wspierał jej powołanie. To stawia instytucji Kościoła konkretne wymagania.

2. Metodologia

Kto chce uszanować tożsamość jakiejkolwiek rzeczywistości, musi wybrać adekwatną do niej metodę badawczą. To obowiązuje również w odniesieniu do teologii małżeństwa i rodziny. W Niemczech o. Bernard Häring CSsR oparł ją wyjątkowo mocno na socjologii14. We Francji Sługa Boży ks. Henri Caffarel15, założyciel potężnego ruchu duchowości małżeńskiej Equipes Notre-Dame16, skoncentrował swoje nauczanie i publikacje wokół Misterium Miłości objawionego w Piśmie Świętym. W tym czasie ks. Karol Wojtyła opublikował „Miłość i odpowiedzialność” – pionierskie dzieło z filozofii i etyki małżeństwa. W Polsce arcybiskup Kazimierz Majdański, kreśląc profil badawczy pierwszego w świecie Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Łomiankach, postawił na badania interdyscyplinarne. Święty Jan Paweł II, zakładając Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Rzymie, poszedł drogą tych właśnie wieloaspektowych poszukiwań. Dla niego punktem wyjścia nie jest socjologia, ale „consilium Dei de matrimonio et familia”. W katechezach środowych dał przykład takiej właśnie teologii, ofiarując Kościołowi i światu teologię ciała i miłości małżeńskiej. Rozeznając – zgodnie z tematem synodu – powołanie i misję rodziny w Kościele i świecie współczesnym, powinniśmy zachowywać zasadę ciągłości teologii. Adhortacja apostolska „Familiaris consortio” oraz wyjątkowo obszerne magisterium w tym względzie św. Jana Pawła II jest wciąż aktualne. Środowiska żyjące bardziej świadomie duchowością małżeńską są wdzięczne bł. Pawłowi VI za encyklikę „Humanae vitae”. Cenne są intuicyjne wypowiedzi Papieża Benedykta XVI17, poczynając od jego encykliki „Deus caritas est”, poprzez „Przemówienia do Roty Rzymskiej” zrodzone z troski o zachowanie świętości sakramentu małżeństwa.

3. W imieniu Boga

„Matka-Kościół rodzi, wychowuje, buduje rodzinę chrześcijańską, wypełniając wobec niej zbawczą misję otrzymaną od Pana” (FC 49). Kościół nie jest zatem właścicielem, ale szafarzem wobec rodziny. Pasterze Kościoła nie mają prawa samowolnie decydować o istocie powołania małżeńskiego ani o stylu życia małżeństwa i rodziny. Obowiązkiem pasterzy Kościoła jest ze czcią słuchać Słowa Bożego i głosić je z ufnością (DV 1, FC 51), wiernie służąc realizacji „zamysłu Bożego wobec małżeństwa i rodziny” (FC 3. 11. 19. 31. 34. 51. 68. 86). Tak rozeznał pierwszy w historii Kościoła synod biskupów o małżeństwie i rodzinie w 1980, którego temat brzmiał: „Zadania rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym”18. Synod Biskupów w 2015 roku podejmie temat niemal identyczny: „Powołanie i misja rodziny w Kościele i świecie współczesnym”19. Jak widać, formułując temat obecnego synodu, posłużono się terminologią nawet jeszcze bardziej teologiczną. (W 1980 mówiono o „zadaniach”; w 2015 mówi się o „powołaniu i misji”. W 2015 akcentuje się rys eklezjalny powołania i misji rodziny). Pasterze Kościoła muszą zatem odnawiać w sobie świadomość zapisaną w „Familiaris consortio”: „W obecnym momencie historycznym, gdy rodzina jest przedmiotem ataków ze strony licznych sił, które chciałyby ją zniszczyć lub przynajmniej zniekształcić, Kościół jest świadom tego, że dobro społeczeństwa, i jego własne, związane jest z dobrem rodziny (GS 47), czuje silniej i w sposób bardziej wiążący swoje posłannictwo głoszenia wszystkim zamysłu Bożego dotyczącego małżeństwa i rodziny, zapewniając im pełną żywotność, rozwój ludzki i chrześcijański oraz przyczyniając się w ten sposób do odnowy społeczeństwa i Ludu Bożego” (FC 3).

4. Służyć Prawdzie

Wbrew współczesnym trendom jesteśmy przekonani, że istnieje obiektywna prawda20. Wobec tego doktryna nie stanowi ograniczenia, ale pomaga wejść na ścieżkę prawdy i życia. Nie chodzi zatem o to, aby być wolnym „od” – trzeba stawać się wolnym „do”. Rodzina ma prawo żywić nadzieję, że Kościół pomoże jej chodzić ścieżkami prawdy. Tej służby ze strony Kościoła potrzebują nie tylko rodziny katolickie. Dokument Papieskiej Rady ds. Rodziny pt. „Rodzina a ludzka prokreacja” zauważa, że zamysł Boży o małżeństwie i rodzinie – jako wartość uniwersalna – jest darem Boga również dla niewierzących. Ukazuje bowiem prawdziwą drogę do szczęścia w małżeństwie21. W tym miejscu trzeba podkreślić, że zupełnie obcy – nie tylko praktyce Kościoła, ale elementarnym zasadom epistemologii – jest postulat oddzielania życia od doktryny. Jest to najzwyczajniej próba intelektualnej manipulacji, niegodna teologa. Oczywiste, że etos małżeństwa wypływa z prawdy ontycznej o nim. Ten etos istnieje zaś nie sam dla siebie, w platońskim świecie idei, ale właśnie dla praxis. Jedną z najbardziej elementarnych trosk duszpasterskich Kościoła jest i pozostanie zachowanie żywotnej jedności między doktryną a życiem wiary. Świadkiem tego jest chociażby starożytna zasada: lex orandi – lex credendi. Kościół, który dostosowywałby nauczanie do oczekiwań społeczeństwa, stałby się po prostu jak sól zwietrzała (zob. Mt 5,13). Służyć w miłości i prawdzie człowiekowi to budzić sumienia – być światłem dla wszystkich, którzy są w domu (zob. Mt 5,15).

5. Małżeństwo jest sakramentem

Niekwestionowanym fundamentem rodziny pozostaje małżeństwo, które z kolei wyrasta na „tajemnicy wielkiej”, opisywanej i wyznawanej przez Kościół jako sakrament. Istotą tego sakramentu jest miłość ogarniająca całego człowieka, integralność osoby ludzkiej, a zatem jego wymiar duchowy, emocjonalny, wolitywny, ale także – w nie mniejszym stopniu – wymiar cielesny. Ta miłość, która jest nierozerwalnie związana z erosem, jest w nie mniejszym stopniu zakorzeniona genetycznie w miłości wewnątrz samego Boga, jak to genialnie ukazał Papież Benedykt XVI w „Deus caritas est”: „eros jest niejako zakorzeniony w naturze człowieka; Adam poszukuje i »opuszcza ojca swego i matkę swoją«, by odnaleźć niewiastę; jedynie razem przedstawiają oni całokształt człowieczeństwa, stając się »jednym ciałem«. Nie mniej ważny jest drugi aspekt: ze względu na ukierunkowanie zawarte w akcie stwórczym, eros kieruje człowieka ku małżeństwu, związkowi charakteryzującemu się wyłącznością i definitywnością; tak i tylko tak urzeczywistnia się jego głębokie przeznaczenie. Obrazowi Boga monoteistycznego odpowiada małżeństwo monogamiczne. Małżeństwo oparte na miłości wyłącznej i definitywnej staje się obrazem relacji Boga z jego ludem, i odwrotnie: sposób, w jaki miłuje Bóg, staje się miarą ludzkiej miłości” (DCE 11). Uznanie tej miłości, w kształcie, jaki proponuje sakrament, a zatem miłości odwzorowanej na Bogu, bądź jej odrzucenie i zredukowanie do wymiaru wyłącznie przyjemnościowego wyznacza bardzo poważną linię demarkacyjną we współczesnym rozumieniu małżeństwa, a w konsekwencji także rodziny. Przestrogą przed pomniejszaniem bądź zamazywaniem prawdy o sakramentalności małżeństwa niech będzie fakt, że rewolucja francuska, a po niej wszystkie systemy totalitarne usiłowały zniszczyć i wykorzenić z ludzkiej świadomości wymiar sakralny małżeństwa, akcentując, że jest to wyłącznie „związek cywilny”. W trosce o dobro małżonków i rodziny Kościół musi strzec związku małżeństwa z Bogiem. Kardynał Joseph Ratzinger w magistralnym wykładzie podczas uroczystości nadania mu doktoratu honoris causa na KUL ukazał z przejmującą jasnością niszczące konsekwencje zbuntowania się stworzenia przeciwko Stwórcy22.

6. Ewangelia rodziny

W myśleniu o małżeństwie należy unikać dyktatu wolności indywidualnego sumienia. Po pierwsze, nie wystarcza, iż sumienie jest pewne. Ono musi być najpierw dobrze ukształtowane, zgodnie z nauką i Tradycją Kościoła. Po wtóre, nie zwiastuje „Dobrej Nowiny o rodzinie” ten, kto poszukuje argumentów, aby uznać za dopuszczalne to, co Słowo Boże uznaje za ciężki grzech. Ewangelia małżeństwa i rodziny jest o wiele głębsza. Jak przypomina Sobór Watykański II, Jezus Chrystus pozostaje z małżonkami przez całe ich życie. Uzdalnia ich mocą sakramentu, aby tak miłowali i tak wydawali się za siebie wzajemnie, jak Chrystus umiłował wspólnotę Kościoła i wydał za nią samego siebie. Sakrament małżeństwa „umacnia” ich do tego i „jakby konsekruje”. Duch Chrystusa przenika ich i nadaje całemu ich życiu małżeńskiemu oblicze oblubieńczej miłości Chrystusa (GS 48). Małżonkowie „w swym życiu małżeńskim i rodzinnym mogą przeżywać miłość samego Boga do ludzi i miłość Pana Jezusa do Kościoła – Jego oblubienicy” (FC 56).

7. Nawrócenie

Aby dać szansę małżeństwu i rodzinie spełniać pokładane w nim nadzieje i aby nieść nadzieję małżeństwu i rodzinie, Kościół ma obowiązek głosić nawrócenie. Szanując prawdę ontyczną o małżeństwie, musi odważnie podkreślać, że małżeństwo – zgodnie ze swoją naturą – może osiągnąć pełnię jedynie w Chrystusie (FC 3), żyjąc logiką tej miłości, którą Chrystus umiłował wspólnotę Kościoła. Trzeba też realistycznie wskazywać na konieczność uzdrowienia wizji i praktyki życia małżeńskiego z „ran grzechu” (FC 3). Często bowiem dopiero szczere nawrócenie pozwala rodzinie zrozumieć „jej prawdziwą tożsamość, to, czym ona jest i czym powinna być wedle zamysłu Pana” (FC 49). Sami pasterze oraz pracownicy pastoralni muszą odzyskać głębokie przekonanie, że „jedynie przyjęcie Ewangelii pozwala na spełnienie wszystkich nadziei, które człowiek słusznie pokłada w małżeństwie i rodzinie” (FC 3).

III „LOCUS THEOLOGICUS” NADZIEI

Zarówno rodzina, jak i Kościół szukają nadziei i spełniają pokładane w sobie wzajemnie nadzieje w rzeczywistości tego świata. Będzie zatem pożyteczne uświadomić sobie przynajmniej niektóre aspekty tego „locus theologicus” nadziei.

1. Duch „tego świata”

Pierwszym elementem „locus theologicus” jest realistyczne stwierdzenie soborowej konstytucji „Gaudium et spes”: „ciężka walka przeciw mocom ciemności […] trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, by trwać w dobrym i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie” (GS 37). Zrozumiałe zatem, jak podkreśla św. Jan Paweł II w rozmowie z Vittorio Messorim, że „Kościół wciąż na nowo podejmuje zmaganie z duchem tego świata, co nie jest niczym innym jak zmaganiem się o duszę tego świata. Jeśli bowiem z jednej strony jest w nim obecna Ewangelia i ewangelizacja, to z drugiej strony jest w nim także obecna potężna anty-ewangelizacja, która ma też swoje środki i swoje programy i z całą determinacją przeciwstawia się Ewangelii i ewangelizacji. Zmaganie się o duszę świata współczesnego jest największe tam, gdzie duch tego świata zdaje się być najmocniejszy. W tym sensie encyklika »Redemptoris missio« mówi o nowożytnych areopagach. Areopagi te to świat nauki, kultury, środków przekazu; są to środowiska elit intelektualnych, środowiska pisarzy i artystów”23. Do tego problemu nawiązał też Ojciec Święty 5 marca 1992 r. w przemówieniu na zakończenie wielkopostnego spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej, wzywając, aby rodzinie osaczanej przez siły antyewangelizacyjne pomagać odkrywać jej wzniosłe powołanie24.

2. „Zaćmienie” Boga

W takim kontekście jawi się niezastąpione miejsce duchowości małżeńskiej, w której ascetyka istnieje dla mistyki. To prawda, że człowiek, którego świat wartości zbudowany jest na pożądaniu ciała, pożądaniu oczu i pysze tego życia (zob. 1 J 2,16), „nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha, głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać” (1 Kor 2,14). Aby poszukiwania szczęścia rodzinnego miały sens i prowadziły do celu, trzeba więc robić wszystko, co możliwe, aby przywrócić w tymże życiu małżeńskim i rodzinnym bezwzględny prymat Boga. W dokumencie Papieskiej Rady ds. Rodziny pt. „Rodzina a ludzka prokreacja” czytamy: „Nigdy w historii prokreacja ludzka, a równocześnie rodzina, która jest jej naturalnym miejscem, nie były tak zagrożone, jak w dzisiejszej kulturze. Różne są tego przyczyny, jednak »zaćmienie« Boga25, stworzyciela człowieka, stoi u podstaw obecnego głębokiego kryzysu pełnej prawdy o człowieku, o prokreacji ludzkiej i o rodzinie”26. Wobec tego zarówno rodzina katolicka, jak i Kościół – mając świadomość, w jakich okolicznościach trzeba dzisiaj dawać oraz spełniać nadzieję – nie może ulegać duchowi tego świata i nie może dopuścić do „zaćmienia” Boga ani w sumieniu człowieka, ani w Kościele, ani w świecie.

3. Perspektywa daru

Nauka wielkich ostatnich Papieży – Jana Pawła II, Benedykta XVI, a także Papieża Franciszka, wyrastająca z ewangelicznego rdzenia orędzia chrześcijańskiego, wskazuje na to, że wolność zabezpiecza siebie samą, gdy jest wyznaczona perspektywą daru. Kategoria daru sprawia, że miłość chrześcijańska nie jest zwykłym antyegoizmem; jest wyrazem „zaakceptowania definicji człowieka jako osoby, która »urzeczywistnia się« przez bezinteresowny dar dla drugiego, »dla innych«; jest to najważniejszy wymiar cywilizacji miłości” (LdR 14). Kategoria daru pozwala zatem tak realizować wolność, by ona odpowiadała prawdzie o człowieku, by była na miarę pełnego człowieczeństwa. To właśnie tutaj odsłania się czytelnie różnica między indywidualizmem a personalizmem: indywidualizm – takie użycie wolności, w którym podmiot czyni to, co sam chce; „ustanawia prawdę” tego, co sam chce, nie przyjmuje obiektywnej prawdy od drugiego, nie chce drugiemu się dawać, być bezinteresownym darem w prawdzie. Święty Jan Paweł II, mówiąc o niemożności zrozumienia człowieka bez Chrystusa, wskazywał w sposób pozytywny na konieczność spojrzenia na człowieka przez pryzmat Boga. To bowiem to, kim jest Bóg, pozwala zrozumieć, kim jest człowiek. Kreatywność Boga, życie Boga dokonują się w rytmie „otrzymywania samego siebie przez pośrednictwo drugiego, istnienie z czystego daru, posłuszeństwo prawdzie, którą jest obecność drugiego”27. Perspektywa trynitarna i chrystocentryczna wskazują, że „Bóg chrześcijan nie jest absolutną i arbitralną wolnością. Bóg chrześcijan jest miłością, a zanim staje się nią w stosunku do człowieka, jest nią już w sobie samym, w relacji osób Boskiej Trójcy”28. Prawo istnienia osobowego, które bywa utożsamiane z prawem wolności, oznacza naprawdę budowanie samoświadomości w oparciu o afirmację daru drugiego. Ten dar drugiego oznacza nie tyle subiektywność jako ograniczenie, co otwarcie subiektywności na rzeczywistość zewnętrzną, wyzwolenie jej kreatywności: „człowiek jest twórczy, o ile obejmuje troską drugiego człowieka, byt w ogóle, a także siebie samego. Objąć troską, oznacza wyjść poza to, co faktyczne, jednocześnie przyjmując i respektując rzeczywistość”29. Dopełnieniem tych słów jest piękna wypowiedź Papieża Benedykta XVI: „Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem, spotkanie, które stało się zjednoczeniem woli, a które pobudza także uczucia. Właśnie wtedy uczę się patrzeć na inną osobę nie tylko jedynie moimi oczyma i poprzez moje uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa. Jego przyjaciel jest moim przyjacielem. Przenikając to, co zewnętrzne w drugim człowieku, dostrzegam jego głębokie wewnętrzne oczekiwanie na gest miłości, na poświęcenie uwagi, czego nie mogę mu dać jedynie za pośrednictwem przeznaczonych do tego organizacji, akceptując to, być może, jedynie jako konieczność polityczną. Patrzę oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje” (DCE 18).

Przypisy

1 Zob. Sakramentarz z Werony 1110, w: K. LUBOWICKI OMI, Elementy duchowości w liturgicznych obrzędach sakramentu małżeństwa w Kościele Zachodnim, PWT Wrocław 2012, s. 212.
2 Zob. Sakramentarz Gelazjański 1446, tamże, s. 216.
3 Mszał Rzymski dla Diecezji Polskich, s. 96*.
4 Zob. JAN PAWEŁ II, The commonwealth of nations, w: K. LUBOWICKI OMI (red.), Posoborowe dokumenty Kościoła Katolickiego o małżeństwie i rodzinie, t. II, Kraków 1999, s. 106-107.
5 Zob. JAN PAWEŁ II, It is with genuine pleasure, Tamże, s. 280-281.
6 G.L. MÜLLER, Nadzieja rodziny, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2014, s. 34.
7 Zob. KONGREGACJA DS. WYCHOWANIA KATOLICKIEGO, Wskazania na temat formacji seminarzystów odnośnie do problemów związanych z małżeństwem i rodziną, w: Posoborowe dokumenty..., t. II, s. 127-149.
8 Zob. PAPIESKA RADA DS. RODZINY, Przygotowanie do sakramentu małżeństwa, w: Posoborowe dokumenty..., t. II, s. 389-424.
9 JAN PAWEŁ II, Przemówienie na III Konferencji Ogólnej Episkopatów Ameryki Łacińskiej, IVa, 28 I 1979, AAS 71 (1979), s. 204.
10 Bardzo trafnie przedstawia to dokument KONFERENCJI EPISKOPATU POLSKI, Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie, 126: „»Rodzina, jak Kościół, musi być miejscem, w którym Ewangelia jest przekazywana i z którego Ewangelia promieniuje« (EN 71). Trzeba jednak rozumieć i pamiętać – zarówno w przepowiadaniu, jak przy organizacji życia duszpasterskiego – że »rodzina jest powołana, by prowadzić dzieło ewangelizacyjne w jej właściwy i oryginalny sposób, inaczej, niż ma to czynić pojedynczy wierny na mocy swego chrztu«. Ponieważ sakrament małżeństwa »nadaje specyficzny wymiar powołaniu chrzcielnemu […], dlatego rodzina jest powołana, by ewangelizować poprzez samo swoje istnienie. Samo sedno jej zbawczej misji w świecie określają dwie fundamentalne wartości: miłość i życie«. »Rodzina chrześcijańska jest zatem strukturą ewangelizującą in acto«. »Sposoby ewangelizowania właściwe rodzinie oraz podstawowe treści« ukazuje Familiaris consortio”. 11 Zob. PAWEŁ VI, Discours á l’Organisation des Nations Unies á l’occasion du 20éme anniversaire de l’organisation, 4 X 1965; TENŻE, Populorum progressio, 13; JAN PAWEŁ II Sollicitudo rei socialis, 7 i 41; TENŻE, Veritatis splendor, 3; KONGREGACJA NAUKI WIARY, List o współdziałaniu mężczyzny i kobiety w Kościele i świecie, 1; PAPIESKA RADA DS. RODZINY, Rodzina a ludzka prokreacja, 6.
12 G.L. MÜLLER, L’évéque doit étre un martyr par la parole, Famille Chrétienne no1941, 28 III – 30 IV 2015, s. 30.
13 Zob. M. SCHOOYANS, Sur l’affaire de Recife et quelques autres… Fausse compassion et vraie désinformation, Editeur François-Xavier de Guibert, Paris 2010.
14 Zob. Die Ehe in dieser Zeit, Salzburg 1960; Nauka Chrystusa. Teologia moralna, t. V: Małżeństwo w dobie obecnej, tłum. i oprac. KS. JAROSLAW KLENOWSKI, Pallottinum, Poznań 1966.
15 Zob. J. ALLEMAND, Henri Caffarel. Un homme saisi par Dieu, Issoudun 1997 ; Le Mystére de l’Amour. Numéro spécial de l’Anneau d’Or 1945.
16 W 2013 roku 60 310 małżeństw, którym towarzyszy 8 003 kapłanów w 76 krajach, http://www.equipes-notre-dame.fr/articl ... 2%80%99hui.
17 Zob. PONTIFICIO CONSIGLIO PER LA FAMIGLIA, Il Vangelo della Famiglia e della vita. Interventi del Santo Padre Benedetto XVI nei primi due anni del Suo Pontificato, LEV 2007; BENEDYKT XVI – JOSEPH RATZINGER, Miłości można się nauczyć. Małżeństwo i rodzina na drodze życia, IW Pax, Warszawa 2013.
18 I compiti della famiglia cristiana nel mondo contemporaneo; De muneribus familiae christianae in mundo hodierno. Zatwierdziło ten temat – rzecz trudna do osiągnięcia w historii Kościoła – trzech papieży (19 V 1978 – Paweł VI, 11 IX 1978 – Jan Paweł I, 16 XI 1978 – Jan Paweł II. Zob. Giovanni Caprile, Il Sinodo dei vescovi 1980, Edizioni „La Civiltà Cattolica”, Roma 1982, s. 7-9.
19 La vocazione e la missione della famiglia nella Chiesa e nel mondo contemporaneo.
20 Zob. KONFERENCJA EPISKOPATU POLSKI, Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie, 30.
21 PAPIESKA RADA DS. RODZINY, Rodzina a ludzka prokreacja, 6; KONFERENCJA EPISKOPATU POLSKI, Służyć prawdzie o małżeństwie i rodzinie, 2.
22 J. RATZINGER, Człowiek – reprodukcja czy stworzenie?, tłum. Ks. Tadeusz Styczeń SDS, w: J. RATZINGER, Dwa ważne wykłady, Wyd. Alleluja, Kraków 2005.
23 JAN PAWEŁ II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s. 96. Po wtóre – gdy mamy świadomość, z jaką precyzją i z jaką odpowiedzialnością za słowo formułowane są publiczne wypowiedzi papieży – musi zastanowić, że Jan Paweł II aż trzy razy mówił publicznie o spisku przeciw życiu ludzkiemu i o walce o nie z mocami ciemności. W encyklice Evangelium vitae ubolewa, że „można mówić w pewnym sensie o wojnie silnych przeciw bezsilnym”, o swoistym spisku bardziej uprzywilejowanych przeciw życiu (EV 12) oraz o „zorganizowanym sprzysiężeniu” ogarniającym także „instytucje międzynarodowe, fundacje i stowarzyszenia, które prowadzą programową walkę o legalizację i rozpowszechnienie aborcji na świecie” (EV 59). Aborcja to oczywiście tylko jeden z aspektów tej mentalności.
24 TENŻE, Insidiata dalle forze dell’anti-evangelizzazione la famiglia va aiutata a riscoprire la propria vocazione. Przemówienie na zakończenie wielkopostnego spotkania z kapłanami diecezji rzymskiej, 5 III 1992, w: Insegnamenti di Giovanni Paolo II, Libreria Editrice Vaticana 1992, t. XV,1, s. 552n.
25 Zob. M. BUBER, Zaćmienie Boga, tłum. P. LISICKI, Warszawa 1994.
26 PAPIESKA RADA DS. RODZINY, Rodzina a ludzka prokreacja, Warszawa 2008, 2.
27 R. BUTTIGLIONE, Ku antropologii adekwatnej, w: Rocco Buttiglione, Doktorat honoris causa KUL 18 maja 1994, red. J. Merecki, Lublin 1994, s. 37.
28 Tamże.
29 Tamże.

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... dziny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 02 mar 2016, 10:00 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Jednym z fundamentów cywilizacji łacińskiej, naszej cywilizacji, jest prawda.
Bez prawdy nie ma normalnych ludzkich stosunków społecznych, nie ma dobra międzyludzkiego i nie ma piękna w międzyludzkich relacjach.
PRL i III RP, te karykaturalne twory pseudo państwowe, też starały się funkcjonować na prawdzie, tylko, że prawda ta była nie realna, wymyślona, nie odpowiadała faktom i była zaprzeczeniem prawdy realnej wynikającej z wydarzeń, z intencji z faktów, z wiedzy, z kultury, z tradycji.....
Dlatego musimy zasypać wszystkie jamy kłamstw, fałszu, obłudy, manipulacji, dezinformacji wygrzebane przez systemy PRL-u i III RP i kroczyć po równej drodze prawdy.
Musimy nie tylko dotknąć prawdy ale musimy się jej uchwycić i dzierżyć niczym najdroższy nasz skarb, bo bez niej jesteśmy skazani na unicestwienie przez naszych wrogów, a z nią stajemy się dla nich niedostępni.
Prawda jest mocą i duszą cywilizacji w której żyjemy od wieków, cywilizacji łacińskiej, cywilizacji naszych ojców i naszych ..... wnuków.


Nasz moralny obowiązek

Dojście do prawdy o obławie augustowskiej i odnalezienie grobów ofiar jest „naszym moralnym obowiązkiem” – mówiła premier Beata Szydło w Augustowie (Podlaskie). Szefowa rządu wzięła tam udział w obchodach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.

Obrazek

W czasie uroczystości przy pomniku Żołnierzy Polski Podziemnej Poległych na Kresach II RP w latach 1944-1954 Beata Szydło podkreśliła, że wspominając Żołnierzy Wyklętych w Augustowie, trzeba też powiedzieć o ofiarach obławy augustowskiej, czyli sowieckiej operacji z lipca 1945 roku skierowanej przeciwko niepodległościowemu podziemiu.

– Trzeba też powiedzieć o tych, którzy byli w czasie obławy augustowskiej bestialsko torturowani, przesłuchiwani, kilka tysięcy osób, a ponad pół tysiąca z nich nigdy nie wróciło do domu i wciąż szukamy ich grobów – mówiła szefowa rządu.

– I prawda o obławie augustowskiej jest naszym moralnym obowiązkiem. Abyśmy jej doszli, tej prawdy, abyśmy odnaleźli te groby i by można było na nich zaświecić znicze. To jest nasz moralny obowiązek, tak jak naszym moralnym obowiązkiem jest dbanie o pamięć tych, którzy walczyli do końca – podkreśliła Beata Szydło.

Dodała, że „historia oddaje cześć tym, którzy polegli, broniąc tego, co najwartościowsze: Ojczyzny, swojej rodziny, swojego domu”. Mówiła, że współcześnie Polska też potrzebuje „takich niezłomnych, którzy będą zawsze stawali w jej obronie”.

Obławę augustowską przywoływała w swoim wystąpieniu również Anna Maria Anders, przewodnicząca Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Nigdy o tych poległych żołnierzach Polski walczącej nie zapomnimy. Nigdy nie będzie przedawnienia dla tego ludobójstwa dokonanego na Narodzie Polskim – mówiła.

Anders powiedziała też w Augustowie, że dla niej los Żołnierzy Wyklętych jest „szczególnie ważny”, gdyż wielu z nich służyło razem z jej ojcem gen. Władysławem Andersem.

Uroczystość przy pomniku poprzedziło nabożeństwo w augustowskiej bazylice, odprawione w intencji Żołnierzy Wyklętych i osób, które udzielały im wsparcia.

Przed nabożeństwem wieńce – ku upamiętnieniu ofiar represji – złożono także pod tzw. Domem Turka, który w przeszłości był siedzibą NKWD i Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Augustowie. W piwnicach był areszt dla ok. 30 więźniów.

Obława augustowska to największa niewyjaśniona zbrodnia popełniona na Polakach po II wojnie światowej. W odkrytych niedawno przez historyków IPN dokumentach sowieckich, które pokazują przebieg i skalę akcji, nazywana jest „operacją przeczesywania lasów”, skierowaną przeciwko Armii Krajowej, a także podziemiu litewskiemu.

Objęła teren o powierzchni blisko 3,5 tys. km2, a w działaniach sowieckich wzięło udział ok. 40 tys. żołnierzy.

Trwa śledztwo IPN, którego głównym celem jest ustalenie liczby ofiar i miejsca lub miejsc ich pochówku. W śledztwie jest mowa o 592 ofiarach, ale odkryte dokumenty wskazują, że zamordowanych może być więcej.

RS, PAP

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... iazek.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 30 mar 2016, 06:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Nie to co modne, ale to co prawdziwe

Z Martą Strugałą, studentką trzeciego roku dziennikarstwa w WSKSiM, kierownikiem produkcji filmu pt. „Zerwany Kłos”, rozmawia Joanna Wudyka.

Od jak dawna studenci WSKSiM pracują nad filmem ?
– Sam pomysł na film pojawił się w połowie stycznia 2015 roku, ale prace nad nim zaczęły się w czerwcu. Wtedy to odbyły się pierwsze zdjęcia, później z powodu wakacji oraz wyjazdów studentów i aktorów zaangażowanych w produkcję mieliśmy przerwę i do współpracy powróciliśmy w październiku. Nie trwało to jednak długo, bo warunki pogodowe w zimie uniemożliwiały nam pracę (większość scen jest w plenerze). Dużo jeszcze przed nami.

Kto jest zaangażowany w produkcję filmu? Z kim udało Wam się nawiązać współpracę?
– Reżyserem i scenarzystą jest Witold Ludwig, student Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest on również głównym pomysłodawcą filmu, aczkolwiek zrobił to na prośbę o. dr. Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja, którego pragnieniem było to, abyśmy (studenci WSKSiM) kręcili filmy o świętych. W filmie biorą udział również inni studenci WSKSiM, głównie są oni zaangażowani w produkcję. Producentem filmu jest Fundacja LUX Veritatis. Współpracujemy ze znanymi aktorami, tj. Dariuszem Kowalskim, Pawłem Tchórzelskim, ale wśród nas nie brakuje także debiutantów w dziedzinie filmowej (Aleksandra Hejda, odtwórczyni postaci Karoliny Kózkówny), mając już doświadczenie na deskach teatru. Oprócz aktorów, na planie pojawiają się również kaskaderzy grupy East Rider Jakub i Hubert Kostrzewa, zawodowi tancerze i pirotechnicy. Praca na planie to jest non stop ktoś nowy.

Dziś młodzi ludzie dążą do tzw. bycia na fali. Skąd u Was, młodych ludzi, pomysł, aby zaangażować się w tę produkcję?


– Przeciwstawiamy się temu, co jest dzisiaj, kapitalizmowi, hedonizmowi dzisiejszego świata i chcemy przekazywać te wartości, które są pozytywne. Film jest dziękczynieniem za ŚDM. Jest to wotum wdzięczności. W ten sposób chcemy pokazać, że w ciekawy sposób można przedstawić żywoty świętych i że to naprawdę ma bardzo dużo wspólnego z dzisiejszym światem, pewne problemy natury egzystencjalnej są nieprzemijające. W tym celu wprowadzony został wątek Teresy, która została pohańbiona i myślała nad usunięciem dziecka, jednak tego nie zrobiła. W tej decyzji pomogła jej błogosławiona Karolina. Ona nie tylko zginęła w obronie swojego dziewictwa, czystości, ale uratowała też drugie życie. Myślę, że ochrona życia nienarodzonego to bardzo aktualny temat. To jest właśnie naszym głównym przesłaniem. Nie to, co jest modne, tylko to, co jest dobre i prawdziwe.

Skąd Pani zaangażowanie w film? Skąd zainteresowanie sztuką filmową?

– Ja i Karol Niechciał jesteśmy tzw. kierownikami produkcji. Razem zaczęliśmy współpracować przy poprzednim spektaklu teatralno-filmowym pt. Brat naszego Boga o błogosławionym Bracie Albercie i właśnie wtedy zrodziło się zamiłowanie do filmu. Potem pojechałam na trzy miesiące do Pragi, gdzie odbyłam praktyki w wytwórni filmowej. Tam to się pogłębiło. Nam pomogło też to, że razem z Karolem i Witkiem przyjaźnimy się i mamy wspólne zainteresowania, że chcemy działać, chcemy pokazywać, chcemy robić coś więcej i tak właśnie znalazłam się w tym filmie. Moja praca polega na tym, żeby wszystko zawsze było na swoim miejscu, żeby byli charakteryzatorzy, aktorzy, aby był zrobiony harmonogram itp. To jest bardzo żmudna praca, ale niezwykle potrzebna. Jako że dzielę to z Karolem, że nie jestem sama w tym, jest mi łatwiej przygotowywać każdy plan i nigdy byśmy sobie nie poradzili bez studentów z naszej uczelni, bo na każdy plan jest mnóstwo chętnych, ku naszemu zdziwieniu, bo plan zaczyna się 3 dni wcześniej, kończy 3 dni później. Zdjęcia zaczynają się o 5.00 i trwają do 23.00. Wszyscy są zmęczeni, a na drugi dzień znów trzeba wstać o 5.00, także się dziwimy, że jest takie zaangażowanie. Są ludzie, których pomoc jest nie do opisania. Oni są, przyjeżdżają, pomagają. Przygotowanie jednego planu trwa około tygodnia i jest to 20 s filmu. Musimy się przenieść z powrotem do poprzedniej epoki. Ktoś musi iść do piekarni, musi zamówić chleb, odebrać go, odpowiednio go ułożyć. To jest cały proces. To jest takie trudne i czasami są chwile zwątpienia, ale to ma jakiś sens, my to widzimy i tak działamy dalej.

Gdzie nagrywacie sceny? Tylko w Toruniu?
– Na razie zdjęcia były nagrywane w okolicach Toruniu, w lesie obok lotniska, potem wyjechaliśmy 30 km za Toruń, na wieś. Tam były odpowiednie pola. Byliśmy również w kościele św. Jakuba na Starówce, w skansenie etnograficznym. To właśnie głównie są nasze dotychczasowe plany. Ale planujemy również wyjazd do Krakowa, żeby nagrać błogosławioną Karolinę. Kilka osób również pojedzie do Rzymu. Tam też będą niektóre ujęcia. Bardzo chcielibyśmy, żeby w Zabawie, gdzie jest sanktuarium bł. Karoliny, nagrać kilka scen. Mamy plany. Zobaczymy, na ile pozwoli nam czas.

Dziękuję za rozmowę.


Premiera dramatu zaplanowana jest na lato 2016. Produkcja odbywa się we współpracy z Fundacją Lux Veritatis, Telewizją Trwam, WSKSiM, Radiem Maryja, Fundacją Nasza Przyszłość. Dla osób chcących wesprzeć finansowo dzieło istnieje możliwość przekazania 1% podatku na Fundację Nasza Przyszłość.

JW

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... dziwe.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 22 wrz 2018, 20:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31125
Ani pęd do mamony, ani odwrót od wysokiej kultury, będącej dorobkiem wszystkich pokoleń, ani ideologiczne banialuki, ani sterowanie ludzkim zdrowiem i życiem z tylnego korporacyjnego fotela nic dobrego nie wnoszą dla ludzkości i dla świata.
Szkodzą i niszczą.
Jak długo jeszcze pozwolimy się niszczyć globalistycznym wariatom?


Nie wyrywajmy człowieka z natury!

Coraz częściej nie rozumiem ludzkich poglądów i postaw w odniesieniu do spraw szacunku dla środowiska. Nigdy nie zrozumiem zawziętości w niszczeniu środowiska.

Za każdym razem, gdy jeżdżę po Polsce zachwycam się pięknem polskiej przyrody, pięknem polskiego krajobrazu kulturowego. I jestem dumny z tego, jak piękne jest to nasze dziedzictwo przyrodnicze. I za każdym razem nie rozumiem powodów, dla których Polacy to bogactwo niszczą.

Polska jest na tyle dużym krajem, że zmieszczą się u nas lasy gospodarcze i objęte ochroną; że będzie miejsce na jeziora zabudowane ośrodkami wczasowymi i takie, które będą tonęły w ciszy…

Kilka miesięcy temu, gdy w Polsce wdrażano prawo po umowną nazwą LexSzyszko, Polacy rzucili się do cięcia drzew na swoich posesjach, „bo można”. Jeden z prawicowych aktywistów powiedział mi wprost: „wyciąłem, bo mogłem, choć pierwotnie nie miałem takiego zamiaru”.

Nie rozumiem tej bezmyślności, która pcha ludzi do zatruwania rzek, jezior i powietrza. Nie rozumiem masowych wycinek drzew w miastach, zabudowywania każdej wolnej od urbanizacji przestrzeni. Przecież każdy taki gest jest aktem wrogim wobec ludzkości. Nikt nie chce oddychać skażonym powietrzem, a jednocześnie nie reaguje, gdy widzi sąsiada palącego odpady emitujące szkodliwe związki chemiczne. Nikt nie wyobraża sobie pić skażonej wody, a nie przejmuje się bezkarnością przemysłu odprowadzającego ścieki do rzek, z których finalnie pobierana jest woda do picia.

Nawet bezmyślna urbanizacja powoduje – lub potęguje – wielkie powodzie, wielkie susze, które także szkodą człowiekowi. To człowiek w bardzo dużym stopniu odpowiada za zniszczenie swojego otoczenia.

Myślę, że po części to efekt rozpaczliwego odwracania się od środowiska i lekceważenia jego spraw. To efekt niezrozumienia wzajemnych zależności w świecie przyrody i miejsca człowieka jako jednego z elementów natury.

Całkiem niedawno usłyszałem na jednej z dużych konferencji gospodarczych, od człowieka o znaczącym dorobku naukowym, że środowiskiem naturalnym człowieka nie są miejsca, w których „przebywają żabki, ptaki i gdzie szumią jodły”, a środowisko informatyczne i miasta.

Taki – całkowicie nieprawdziwy – pogląd „wyrywa” człowieka z jego naturalnego środowiska i próbuje pokazać, że człowiek zależy na dobrą sprawę tylko od tego, co sam sobie stworzył. Prawda jest jednak taka, że bez względu na to, jak bardzo, jako ludzie, jesteśmy miejscy i jak bardzo osadzeni w środowisku informatycznym, bez czystej wody, czystego powietrza i słońca nie przeżyjemy.

„Wyrywanie” człowieka ze środowiska nie tylko jest niezrozumiałe, ale także niebezpieczne. Bez względu na to, czy robią to ideolodzy, czy uznani naukowcy.

Nie wyrywajmy człowieka od natury!

https://www.salon24.pl/u/kmaczkowski/89 ... a-z-natury


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 6 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /