Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 19 lis 2013, 20:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kultura to obszar tworzony przez człowieka dla człowieka. Obszar w którym odbywa się rozwój i dojrzewanie świadomości zarówno ludzkiej jak i społecznej.
Rozwój kultury następuje zawsze w zgodzie z rozumieniem natury. Natura jest wzorcem dla kultury. Kiedy kultura nie czerpie z bogactw natury, z jej praw, z jej ładu, z jej piękna, a tworzona jest w wyniku przemyśleń ludzkich, czyli rodzi się z umysłu, to wówczas staje się zagrożeniem dla człowieka, dla społeczeństw, dla narodów. Jest kształtowana przez antropocentryczną wizję rzeczywistości, umysłu fragmentarycznie pojmującego realizm świata i realizm bytów. Mówiąc po naszemu taka kultura kształtowana jest przez ideologie, a doświadczenia ostatnich wieków wiele nam mówią o takich enklawach kulturowych, o tragedii jednych, a komforcie bytowania drugich.
Rewolucja francuska, sowiecka, faszyzm, nazizm, liberalizm, zboczenizm czyli genderyzm, to właśnie takie twory – potwory, wyhodowane w schizofrenicznych głowach, a wprowadzone w życie psychopatycznym przymusem. To nie kultura, to antykultura, to patologia, zaprzeczenie duchowemu wymiarowi ludzkiego życia. To sprowadzenie człowieka do aktualnie obowiązującego pod rygorem przymusu „tu i teraz” i zamknięcie mu drogi do godnego życia.


Albert - wielki święty średniowiecza

Doktryna św. Alberta Wielkiego, nawiązująca w swoich najgłębszych wymiarach do spuścizny nauki greckiej, zakorzeniona jednocześnie głęboko w Piśmie Świętym i mądrości Ojców Kościoła, wytyczyła całkowicie nowe i nie tylko filozoficzne kierunki myśli europejskiej. Święty Albert - uniwersalny umysł, wybitny uczony, pomocny i dobry człowiek - nie bez powodu został nazwany Wielkim.

Święty Albert należał do jednostek obdarzonych niesłychanym intelektem. Nikt inny a właśnie on jako pierwszy oddzielił poszukiwanie prawd objawionych, dotyczących religii, od prawd dostępnych dla rozumu. Filozof, teolog, przyrodnik, doktor Kościoła noszący jeszcze za życia przydomki doctor universalis oraz doctor expertus, odcisnął ślad na myśli całej Europy. Był jednym z najbardziej wpływowych filozofów XIII wieku, a widocznym w swoim nauczaniu neoplatonizmem zapoczątkował nurt zwany albertynizmem. Nauczyciel wybitnych jednostek m.in. św. Tomasza, Hugo Ripelina, Ulricha ze Strasburga, Dietricha z Freibergu.

Scholastyk, nauczyciel św. Tomasz z Akwinu
Albert Wielki jako pierwszy z filozofów wykazał inny charakter prawd wiary i prawd naukowych, głosił odrębność metody teologii od metody nauk przyrodniczych oraz, co najważniejsze, dostrzegł możliwość pogodzenia wiedzy przyrodniczej i wiary w nauce Arystotelesa, tym samym udowadniając możliwość połączenia nauki Arystotelesa z wiarą katolicką. To jego śladami, śladami jego nauczania, poszedł najwybitniejszy filozof średniowiecza – św. Tomasz z Akwinu.

Albert Wielki, podobnie jak Awicenna, pojmował Boga, jako przyczynę sprawczą początkującą całą hierarchię bytów i wykładał nieco zbliżoną do emanacyjnej koncepcję samego stwarzania. Był, obok Awicenny, jednym z najważniejszych komentatorów Arystotelesa. To właśnie jemu filozofia oraz teologia zawdzięczają wykład zasad wiary chrześcijańskiej dokonany według zasad rozumu. Innymi słowy, gdyby nie Albert Wielki oraz jego wybitny uczeń Tomasz, średniowieczna nauka nie rozkwitłaby w tak złożony sposób – używając rozumu opartego na prawdach wiary - w układzie, w którym nic się nie wyklucza a wzajemnie uzupełnia.

Albert bowiem wykazywał, że nauka Arystotelesa, uznana poprzednio jako niezgodna z nauczaniem Kościoła, tak naprawdę zupełnie nie wyklucza prawd wiary, prawd objawionych, a została spaczona przez jego późniejszych komentatorów, w tym przez Awerroesa, Abelarda i Amalryka. Oczyścił tym samym naukę Arystotelesa z błędów, jakie wprowadził do niej awweroizm (nauczając m.in. że indywidualna dusza nie jest nieśmiertelna ponieważ istnieje wyłącznie jedna dusza rozumna wspólna wszystkim), panteizm czy skrajnie pojęty racjonalizm. Ten ostatni zakładał możliwość rozumowego wytłumaczenia i pojęcia prawd wiary, odrzucając zarazem istnienie prawd objawionych. Ze skrajnymi racjonalistami Albert walczył podkreślając różnice pomiędzy prawdami naturalnymi – mogącymi być poznanymi za pomocą rozumu naturalnego oraz tajemnicami, chociażby Trójcy Świętej, czy wcielenia, których nie można pojąć bez pomocy objawienia.

Dzięki Albertowi Wielkiemu możliwe stało się zatem wykorzystanie filozofii pogańskiej w służbie prawdzie objawionej. Albert bowiem, podobnie jak później św. Tomasz a wcześniej św. Augustyn, uważał że w dziełach pogańskich filozofów zawarte są prawdy, które można pogodzić z chrześcijaństwem, zaś wszelkie zawarte w nich fałsze, obalić lub właściwie zinterpretować, przez co zarówno nauka w postaci filozofii, jak i wiara w postaci teologii zyskają głębszy wymiar. I podobnie jak św. Augustyn uważał, że wszystkie nauki naturalne są służebnicami wyższej i panującej im teologii.

Jeśli zaś chodzi o wiedzę o sprawach bożych, wiara - wykazywał Albert - poprzedza rozumienie prawdy, a autorytet rozum, zaś z wiedzą o świecie przyrodzonym jest zupełnie inaczej. Filozof nie może żywić przekonań, do których nie jest w stanie dojść za pomocą rozumu. Dla filozofii najważniejsza jest bowiem logika. Podzielił również filozofię na praktyczną-moralną (która obejmuje sprawy jednostki, rodziny, państwa, społeczeństwa) i teoretyczną (zajmującą się fizyką, matematyką, metafizyką).

Wszechstronny przyrodnik
Święty Albert był również wybitnym badaczem przyrody. Zajmował się w swoich pracach zarówno anatomią, fizjologią, medycyną, botaniką, zoologią, embriologią, jak również przyrodoznawstwem stosowanym, agronomią, uprawą ogrodów. Jak czytamy na stronie internetowej Polskiego Towarzystwa Tomasza z Akwinu, Albert „naukę o przyrodzie ożywionej rozumie jako dział filozofii przyrody i dlatego sięga do filozoficznej aparatury pojęciowej, łącznie z pojęciem duszy, ale w szerokim zakresie odwołuje się do badań empirycznych i posługuje się metodą opisową”.

Do najciekawszych dzieł Alberta-przyrodnika należą próby systematyzacji świata zwierząt i roślin. Albert przykładowo włączał człowieka pod względem cielesnym w świat zwierząt, jako najdoskonalsze z nich. I tak „swój wykład dotyczący kształtowania się płodu łączył z koncepcją ludzkiej duszy, która jest stwarzana przez pierwszą przyczynę, a nie wyprowadzana z materii przez splot czynników działających w przyrodzie, jak dusza wegetatywna czy zmysłowa”.

Jednak, choć człowiek nie dorównuje pod względem doskonałości zmysłów zwierzętom, podstawę jego bytowej doskonałości stanowi dusza – dzięki niej wznosi się ponad świat materialny i nie musi korzystać ze zmysłów w takim stopniu jak zwierzęta.

„Na uwagę zasługuje wiedza Alberta na temat ciała ludzkiego, jego budowy i funkcji, np. wiedza o mózgu ludzkim i jego związku z życiem psychicznym (lokalizacja zmysłów wewnętrznych). Interesował się związkiem cech fizycznych ze zdolnościami oraz skłonnościami człowieka, nie ulegając przy tym determinizmowi”.
Albert Wielki uważał, że przyroda warta jest poznawania i badania sama w sobie. Prace przyrodnicze tego świętego stanowią ważny etap na drodze rozwoju wiedzy przyrodniczej. On sam zaś jest uważany za najwybitniejszego badacza przyrody począwszy od Arystotelesa po czasy nowożytne.

***

Albert Wielki urodził się w Lauingen w Szwabii ok. 1193 roku. Pochodził z rycerskiego rodu, studiował w Padwie i Bolonii. Wstąpił do zakonu dominikanów, został wysłany do Kolonii. Tam ukończył studia, odbył nowicjat, ukończył studia teologiczne. Uczył w Hilesheim, Fryburgu, Ratyzbonie, Strasburgu. W 1245 roku objął katedrę teologii na uniwersytecie praskim, gdzie nauką o Arystotelesie wywołał falę protestów. Przeniósł się do studium generalnego zakonu dominikanów w Kolonii. Przez lata pełnił funkcję prowincjonała niemieckojęzycznych dominikanów. W 1260 roku został biskupem pogrążonej w kryzysie Ratyzbony. Dwa lata później -nadwornym teologiem papieskim. Wziął udział w soborze powszechnym w Lyonie w 1274 roku.
Próbował stworzyć syntezę wszystkich nauk. Jego prace zawierają się w czterdziestu tomach. Wpływ nauki Alberta Wielkiego dotarł nawet do Akademii Krakowskiej.

Zmarł w Kolonii 15 listopada 1280 roku. Został beatyfikowany w 1622 roku przez papieża Grzegorza XV, kanonizowany zaś przez Piusa XI w roku 1931. Otrzymał tytuł doktora uniwersalnego. Święty Albert jest patronem studiujących nauki przyrodnicze, górników, w ikonografii przedstawiany najczęściej w habicie zakonu dominikanów, nieraz w mitrze, jako profesor. Atrybutami Alberta są: księga, krzyż, lilia (symbol wiernej duszy), ptasie pióro. Kościół katolicki wspomina go 15 listopada.

Magdalena Żuraw

http://www.pch24.pl/albert---wielki-swi ... 189,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 05 gru 2013, 16:33 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Wróćmy do dobra, prawdy i piękna!

Wydaje się, że teatr stał się kanałem, często ściekiem, propagandy chwilowych mód intelektualnych i zachowań obyczajowych wąskich mniejszości. Teatr jest manipulowany, niszczony, wyprowadzany poza granice zła i dobra - mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. Kazimierz Braun, reżyser, pisarz, wykładowca sztuki teatru.

Jak ocenia Pan kondycję teatru w III RP?

- Zanim odpowiem na to i inne Pana pytania, muszę sam siebie zapytać, czy mogę się w ogóle wypowiadać na temat polskiego teatru? Odpowiedzi udziela Cyprian Norwid, mój ulubiony autor, w liście do Władysława Bentkowskiego z 1863 r. Pisze Norwid: „Nasłuchałem się przez lat kilkanaście mniemania jakoby długo od kraju oddaleni nie mieli możności uprzytomnienia sobie potrzeb miejscowych - chciej z łaski swojej w zamian przyjąć uwagę, że większa część potęgi postępowej z tego się właśnie czerpie iż, skoro szczegóły i detale miejscowe tracimy z oczu, pozostają przede wszystkim ogólne zarysy dobra, prawdy lub piękna”. Co do „ogólnych zarysów”, to istotnie oddalenie pozwala je widzieć wyraźniej. Co zaś do „szczegółów i detali miejscowych” to dziś, w epoce internetu, a także innych środków komunikacji kulturowej i cywilizacyjnej, i te z daleka widać bardzo wyraźnie. Można bowiem na przykład codziennie czytać w Ameryce codzienne polskie gazety. Można oglądać polskie przedstawienia - na żywo w kraju, w komputerze u siebie w domu.

A więc mówmy o teatrze III Rzeczypospolitej, zastrzegając się, oczywiście, że każdej generalizacji grozi uproszczenie i pominięcie wielu istotnych „szczegółów i detali”. Otóż obawiam się, że teatr polski ostatniego, już prawie, ćwierćwiecza, nie zdał egzaminu. I to z trzech podstawowych przedmiotów: polskości, nowoczesności i duchowości. Co do polskości, to teatr polski najwyraźniej zatracił swe poczucie tożsamości, jako - właśnie - teatr polski. Przestał sobie dawać radę z narodową klasyką. Zresztą, prawie-że stracił ją z pola widzenia. Nie wyhodował nowych dramatopisarzy, którzy mogliby się mierzyć ze swymi poprzednikami. Co do nowoczesności, to wbrew powierzchownym pozorom, cofnął się niejako w rozwoju w stosunku do swych dzieł wypracowanych w niedawnej przeszłości i pozostał też w tyle za rozwojem teatru w wielu krajach Zachodu. Co do duchowości, to wydaje się, że traci ją, stawiając na biologię i materię. Odcina się od swym sakralnych korzeni. Staje się jednowymiarowy.

Proszę rozwinąć tę myśl.

- Można to zrobić przez porównanie, wiele porównań. Posłużę się tylko hasłami, ale każde z nich prowadzi na ogromne obszary sztuki teatru. W XX wieku przedstawienia budowali w Polsce wielcy wizjonerzy: Wyspiański, Andrzej Pronaszko, Schiller, potem Kantor, Szajna, Mądzik, Grzegorzewski. Polska uznawana była za „królestwo scenografii”. Aktorstwa uczyli, w szkołach i studiach teatralnych, oraz prowadząc próby, Wysocka, Osterwa, Gallowie, Byrscy, Łomnicki, Jarocki, a reżyserii Schiller, Wierciński, Korzeniewski, Axer. Dziady w inscenizacji Schillera i Pronaszki były zarówno aż do bólu polskie, jak i aż do oszołomnienia mistyczne, a przy tym uniwersalne. To widowisko, zrealizowane po kolei w Wilnie, Lwowie i Warszawie, miało jakiś kosmiczny diapazon.

W porównaniu tamtym polskim teatrem, a także w porównaniu z wybitnymi przedstawieniami realizowanymi dziś w kulturze Zachodu, w Polsce można obserwować przecinanie pępowiny łączącej teatr z wielką literaturą, często z literarturą w ogóle, bo nie są nią ani „adaptacje” dzieł już istniejących, ani utwory fastrygowane na ich kanwie. Na Zachodzie nie brak nowych, eksperymentalnych, dramatów, ale zarazem, we wszystkich językach szanuje się narodową klasykę dawną i nowszą. Widoczne jest też u nas przesycanie widowisk nowinkarską technologią, na niekorzyść żywej obecności działającego i myślącego człowieka. Można również obserwować lekceważenie rzemiosła, w tym sztuki słowa.

Czy notoryczne uciekanie się reżyserów przekraczających granice dobrego smaku, do prowokacji i bluźnierstwa to tylko rozpaczliwe próby przyciągnięcia widzów, czy może coś więcej?

- Tego typu działania, czy chwyty, zdają się dowodzić pustki intelektualnej i płycizny wyobraźni, a zwłaszcza braku poczucia odpowiedzialności ─ odpowiedzialności artystycznej, moralnej, społecznej, politycznej, odpowiedzialności za słowo i spełniane publicznie uczynki, za narodową kulturę. Ale jest i to „coś więcej”, o co Pan pyta. Jest to, jak przypuszczam, poniżenie teatru, zdegradowanie go do roli propagandzisty, do funkcji przekaziciela treści i programów poza-artystycznych. Pamiętam czas, kiedy polskiemu teatrowi narzucano na siłę funkcje propagandowe ─ miał „utrwalać Polskę Ludową”, wspierać „przewodnią rolę partii”, „umacniać przyjaźń polsko-radziecką”, wykuwać „nowego człowieka”, zaszczepiać komunizm. Dla ogromnej więszkości ludzi polskiego teatru były to funkcje i zadania obce. Jeśli je podejmowali, to pod przymusem. Zarazem bronili teatru przed propagandą. Bronili godności teatru i swojej, godności i tożsamości narodu. Nie dawniej niż w czasach stanu wojennego lat 80. teatr podjął w ogóle bojkot reżimu poprzez bojkot oficjalnych mediów. Ludzie teatru zdobyli się przy tym na stworzenie gęstej sieci działań podziemnych, analogicznych do podziemnego i emigracyjnego teatru czasu II wojny światowej. Dziś wydaje się, że teatr stał się kanałem (często ściekiem) propagandy chwilowych mód intelektualnych i zachowań obyczajowych wąskich mniejszości. Teatr jest manipulowany, niszczony, wyprowadzany poza granice zła i dobra.

Co sądzi Pan o niedawnym przypadku zerwania spektaklu Narodowego Starego Teatru przez publiczność?

- Widzowie upomnieli się nie tylko o swoje prawa, ale wystąpili też w obronie samej istoty sztuki teatru, jaką jest wymiana wartości i dóbr duchowych, interakcja, powoływanie wspólnoty. Nie pozostali bierni, gdy zostali zaatakowani w swych przekonaniach, ideałach, gdy po prostu poczuli się obrażani. Aktywność przysługuje w teatrze zarówno aktorom jak widzom. We wszystkich najlepszych okresach historii teatru, we wszystkich wielkich i ważnych wydarzeniach teatralnych, widzowie byli aktywni. Na różne sposoby - od współprzeżywania do współdziałania z aktorami - albo i przeciw aktorom. Gdy, prowadzeni przez Arystofanesa, widzowie wyśmiewali Kleona w Atenach; gdy podejmowali chórem „piosneczkę” Bardosa, którą na prędce improwizował Bogusławski: „Polak nie sługa, nie zna co to pany” - a zatwierdzony przez rosyjską cenzurę tekst brzmiał „Serce nie sługa...”; gdy sekundowali brawami Mickiewiczowi w Dziadach w Teatrze Narodowym w Warszawie w 1968 r.; gdy skandowali na widowniach „Soli-dar-ność” w czasie „tygodnia solidarności z aktorami” w 1982 r.

Ponieważ te znamienne wydarzenia, o których mówimy - przerwanie spektaklu oraz zatrzymanie prób innego - zdarzyły się w Teatrze Narodowym w Krakowie, nie można także nie badać i nie interpretować ich w kontekście ogólnego problemu Teatru Narodowego w Polsce. Trzeba na nowo zapytać jakie są funkcje, zadania, cele i obowiązki Teatru Narodowego. Trzeba zapytać co o tych wydarzeniach powiedzieliby Bogusławski, Kudlicz, Rapacki, Chęciński, Osterwa, Horzyca i tylu innych wielkich artystów, którzy świadomie wpisywali się w etos Teatru Narodowego, tworzyli go, umacniali, dbali o ciągłość jego tradycji. A ponieważ owe wydarzenia miały miejsce w Krakowie, trzeba przywołać również Koźmiana, Pawlikowskiego, Trzcińskiego, Frycza. A ponieważ zdarzyło się to w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej, trzeba też wrócić do twórczości i artystycznego testamentu tej wielkiej polskiej artystyki, do pojmowania przez nią zadań polskiego teatru, gdy grała w kraju, do głoszenia przez nią cudzoziemcom - w latach niewoli i zaborów - że Polska jest i żyje, że polski teatr wciąż uczestniczy w pracy nad „wybiciem się Polski na niepodległość”.

Żywy i dobry teatr to był zawsze teatr zachwycający estetycznie, dający do myślenia, ale i wzbudzający emocje. Od ciszy i łez, poprzez śmiech, poprzez oklaski, aż do gwizdów, okrzyków. Ubolewam, że aktorzy zostali w Krakowie w jakiś sposób upokorzeni i poniżeni. Ale przecież widzowie nie wystąpili przeciwko nim, a w każdym razie nie przeciwko całemu zespołowi, ale przeciwko tym, którzy ten zespół postawili w takiej sytuacji. Za dobrze znam mechanizmy rządzące teatrem, aby nie wiedzieć, że na pewno wielu ludzi znalazło się w obsadach omawianych tu przedstawień nie ze swego wyboru. Dobrego imienia Narodowego Teatru w Krakowie bronią mądre i surowe słowa Elżbiety Morawiec, kiedyś kierownika literackiego tej sceny. Broni go odmowa grupy aktorów brania udziału w innym przedstawieniu. Ze szczególnym wzruszeniem zobaczyłem wśród nich Jacka Romanowskiego, a ze szczególnym smutkiem ale i z najwyższym szacunkiem, dowiedziałem się o wycofaniu się w ogóle z pracy tegoż teatru Anny Polony; oboje wystąpili kiedyś w tekście mego autorstwa. Zespół Teatru Narodowego w Krakowie ma wielu znakomitych i ceniących swą godność artystów. Oni przechowają „święty ogień”. Wiem, że nie tylko w Krakowie trwają „długie, nocne rodaków rozmowy” na temat uzdrowienia sytuacji w polskim teatrze.

W czym upatrywać możemy szansy na odzyskanie głównego nurtu sfery kultury przez twórców, którym bliska jest polskość i katolicyzm?

- To za mało powiedziane: „bliska” - trzeba pytać o twórców, dla których polskość i katolicyzm są nie tylko bliskie, ale są ich żywiołami, punktami odniesienia, najcenniejszymi wartościami. Są tacy dramatopisarze, reżyserzy, aktorzy. Na początku naszej rozmowy przywołałem Norwida - on był takim twórcą. Wróćmy do jego poszukiwania dobra, prawdy i piękna. Są to wartości, które w najczystszy sposób współbrzmią właśnie z polskością i katolicyzmem. Te wartości tworzą nierozerwalny krąg: dobro, prawda, piękno, polskość, katolicyzm. Wiem, że jest w Polsce wielu twórców, którzy dążą do tych wszystkich wartości, tworzą je, umacniają, starają się je komunikować. Ale są oni albo odosobnieni, albo działają w niewielkich niszach, a przez „oficjalne” media i „salony” nie są uznawani, więcej, są często atakowani i zwalczani, gdy tylko nadarzy się okazja lub pretekst.

Szansą dla polskiej kultury byłoby pozwolić im „na głos coś powiedzieć” (to też cytat z Norwida), udostępnić im media, umożliwić pracę w newralgicznych instytucjach kultury.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Roman Motoła

http://www.pch24.pl/wrocmy-do-dobra--pr ... 568,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 09 gru 2013, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Budujmy na prawdzie

Pod patronatem „Naszego Dziennika”

Apel o podjęcie modlitewnej krucjaty za Polskę popłynął z sanktuarium Matki Bożej na warszawskich Siekierkach.

– Przygotowanie Polski do kanonizacji Jana Pawła II powinno być łączeniem środowisk, którym zależy na tym, żeby budować polską państwowość na prawdzie i trwałych wartościach – mówili w homilii w czasie pierwszopiątkowego czuwania za Ojczyznę na warszawskich Siekierkach ks. Mariusz Bernyś i ks. Michał Dłutowski.

Hasłem przewodnim grudniowego spotkania były słowa: „Wołaj wiernych na modlitwę”. W homilii kapłani nawiązali do katastrofy smoleńskiej i podkreślili, że powinniśmy tę tragedię narodową odczytywać jako szansę podejmowania wysiłków w celu wyjaśniania prawdy i budowania Polski, jaką zadał nam bł. Jan Paweł II.

– Jeżeli teraz się nie przebudzimy, nie usuniemy zła w naszych sercach, naszych domach, naszych rodzinach, nie będzie przebudzenia. Ponieważ człowiek, który żyje w grzechu, w kłamstwie, nie przyjdzie do światła – mówili.

Kapłani ostrzegali, że jeżeli nie zareagujemy teraz, przy okazji tego wielkiego wydarzenia, jakim jest kanonizacja bł. Jana Pawła II, to potem może być już za późno.

– Przez współczesne organizacje państwowe zostaną nam narzucone normy patologicznych postaw. Polska przyjęła już promocję programów nauczania z zakresu ideologii gender na wszystkich poziomach edukacji. Jest to nowa rewolucja prowadząca do walki klas. Tym razem walki nie tylko przeciwko Bogu i człowiekowi, ale i prawu naturalnemu – ostrzegali.

Z sanktuarium na warszawskich Siekierkach popłynęło wezwanie o podjęcie krucjaty modlitewnej za Ojczyznę, aby uśpieni grzechem Polacy się przebudzili. – Módlmy się w rodzinach w tej intencji w każdą niedzielę Koronką do Bożego Miłosierdzia, by dobrze się przygotować do kanonizacji w Święto Bożego Miłosierdzia – mówił ks. Bernyś, zachęcając też do zamawiania Mszy Świętych.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wdzie.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 25 cze 2014, 06:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ład serca

Jadwiga Zamoyska

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Potrzebę piękna, objawiającą się w dziecięciu, kiedy szuka światła, i w owym dzikim człowieku, kiedy pożąda świecideł, można rozwinąć, doprowadzić do pełnego rozwoju i tak nią pokierować, ażeby się dźwignią w życiu stała. Takie jest posłannictwo literatury i sztuk pięknych. Im one wyżej stoją, tym wyżej się podnosi poziom narodu, wśród którego powstały; one swym rozwojem zdradzają rozwój społeczeństw, a schyłkiem swoim zwiastują bliski ich upadek. Pojęcie o pięknie i zamiłowanie piękna mają dla każdego odrębnie wziętego człowieka, tak jak i dla społeczeństwa w ogóle pierwszorzędne znaczenie. O ile ludzie mają poczucie i żądzę piękna, o ile rozumieją, że ono polega na odwiecznej prawdzie, na odwiecznych zasadach, które znać i szanować należy, o tyle w ich dziełach, a i w życiu, napotyka się to prawdziwe piękno, oparte na równowadze, harmonii, celowości i ładzie.

Fragment pochodzi z: „O pracy”

--------------------------------------------------------------------------------

Piękno jest jedną z tych podstawowych wartości, które od wieków kształtowały kulturę zachodnią. Obejmowało nie tylko sztukę, bo ogarniało świat, przyrodę, ludzkie postępowanie, styl życia i wiarę. Dlatego właśnie odgrywało tak ważną rolę w wychowaniu, i to od najmłodszych lat. Szczególne znaczenie miało wyrobienie poczucia porządku, czystości i hierarchii, bo tak rozumiane piękno rzutowało na całość życia. Dziś zalewa nas brzydota, hałas, harmider, chaos. Godzimy się na to, jakbyśmy nie wiedzieli, że piękno leży tak blisko. Wystarczy najpierw odrobina ładu, a potem nieco więcej, i jeszcze więcej, aż wszystko znajdzie się na swoim miejscu, nie tylko obraz na ścianie, ale też prawda w duszy i miłość w sercu.

http://www.naszdziennik.pl/wp/83118,lad-serca.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 28 cze 2014, 17:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Jeżeli jakiś artysta, czy jakiś system próbuje wyprowadzić ludzkość na manowce kultury, poza jej obszar, to musi to być odczytane jako zagrożenie dla świadomości, dla tożsamości, dla naturalnych, ustalonych przez kulturę, przez tradycje i przez prawo stosunków społecznych.
W takim przypadku potrzebna jest korekta zachowania tego artysty, czy tego systemu.
Nie można pozwolić na to aby każdy nawiedzony lewacki idiota nazywany artystą realizował swoje paranoje i przenosił je do życia społecznego. To osłabia wewnętrzne więzi, to służy innym niż społeczne, czy narodowe interesy.
Kultura jest tylko i wyłącznie dorobkiem wszystkich pokoleń. Chwilowe rojenia, pod wpływem jakiś patologii ideologicznych nie są kulturą. Są antykulturą.



„Nie jest tak, że artysta może zrobić wszystko, a my mamy siedzieć cicho”

„Nie jest tak, że artysta może zrobić wszystko, a my mamy siedzieć cicho” Bartosz Kownacki o protestach ws. „Golgota picnic”.

Stefczyk.info: Jak pan ocenia to, że w proteście przeciwko wystawieniu spektaklu „Golgota Picnic” na ulice polskich miast wyszły i zaprotestowały tysiące Polaków?

Bartosz Kownacki: Oceniam to zdecydowanie pozytywnie. To dobitne pokazanie, że Polacy się na coś takiego nie godzą i nie wstydzą się tego okazywać, mimo, że nawet są określani mianem przestępców. Przecież takie słowa padały z ust dziennikarzy, jeden z nich stwierdził nawet, że jest w stanie premierowi wybaczyć aferę taśmową, ale tego, że nie reaguje w stosunku do tych „przestępców”, którzy protestują nie jest mu w stanie wybaczyć. To z jednej strony pokazuje jakie mamy standardy, ale z drugiej strony pokazuje też to, że ludzie się nie wstydzą i mają świadomość, że muszą reagować. Wiedzą, że jeżeli nie zareagują zwykli ludzie, to do tego rodzaju zachowań będzie dochodziło częściej.

Widział pan jak przebiegały te protesty?

Tak, widziałem to w Bydgoszczy. Budujące jest to, że wśród tych protestujących było dużo ludzi młodych. Do tej pory próbowano ukuć takie przekonanie, że takie stanowisko zajmują tylko „moherowe berety”, starsi ludzie, ludzie już w ogóle straceni. Że kwestie wiary, zasad i moralności nie interesują pozostałej części społeczeństwa. Okazało się, że jest zupełnie inaczej. Tutaj w Bydgoszczy ponad połowa protestujących to byli ludzie poniżej 40 roku życia.

A jak pan się odniesie do argumentów, że te protesty godziły w wolność słowa i przede wszystkim w wolność artystycznej wypowiedzi?

Już na drugim roku studiów na prawie konstytucyjnym uczy się o wolnościach obywatelskich. Oczywiście wolność jest tą nadrzędna wartością, ale każda wolność ma swoje granice. I granicą tej wolności jest sfera wolności drugiego człowieka, w którą nie można ingerować, a tym bardziej w jego godność. A sfera wiary w Boga i religii to jest immanentna część człowieka, jego konstrukcji i uderzanie w to w tak ordynarny sposób jest uderzaniem w godność człowieka. I jeżeli granica wolności jest tak przesunięta, to ten argument nie znajduje obrony. Jesteśmy wolni i możemy robić co chcemy, ale tak samo, jak nie możemy nikogo zabić, to tak samo nie możemy poniżać jego godności. Tego argumentu nie powinno się w tym momencie używać. A to, o czym mówię ma swoje oparcie w przepisach prawa. Jest kwestia obrażania uczuć religijnych i nie jest tak, że artyście wolno wszystko. Nie jest tak, że artysta może zrobić wszystko, a my mamy siedzieć cicho.

To gdzie jest granica artystycznej wolności?

Mam proste pytanie do tych, którzy podnoszą tutaj argument wolności słowa i wolności wyrazu artystycznego. Co by zrobili, gdyby zrobiono sztukę pornograficzna z udziałem ich ojca i matki? Albo sztukę pornograficzną o prezydencie Rzeczpospolitej? Czy wtedy mówili by, że to wolność słowa, czy raczej znieważenie ich bliskich, albo głowy państwa. Oczywiście też by to krytykowali i mówili, że tego robić nie można. I słusznie.

Dlaczego katolicy spotykają się z takimi problemami, a nikomu nie przychodzi do głowy, aby w ten sposób testować cierpliwość Żydów czy muzułmanów?

To pokazuje, że religia katolicka jest religią najbardziej skierowaną ku człowiekowi. Jest religią, która nawet w swojej obronie nigdy nie występuje tak agresywnie, jak inne religie. Tu jest dużo więcej miłości do drugiej osoby, dużo więcej zrozumienia do drugiej osoby i dużo więcej pokory. Ci, którzy wystawiają takie sztuki, jak „Golgota picnic” uznają to za przejaw słabości. Bo gdybyśmy wystawili taką sztukę o religii judaistycznej czy muzułmańskiej to też mielibyśmy protesty, ale nie tego rodzaju, co te teraz w polskich miastach. Być może dochodziłoby nawet do zamieszek, albo do rozlewu krwi. Gdyby to godziło w środowiska żydowskie to byłby ogromny rwetes w prasie światowej.

Czy w tych atakach na chrześcijan jest jakiś większy cel, poza samą zadymą i tania reklama?

Chrześcijaństwo to pewien system wartości, pewnym źródłem wartości. Ci, którzy takie sztuki wystawiają chcą to źródło wykorzenić. Zależy im na europie pozbawionej wartości, jakichkolwiek. Chcą wprowadzić taki system nieodnoszący się do religii i prawa naturalnego.

Rozmawiał Marcin Wikło

Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... z35wwHo3fa

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 1012904855


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 17 lip 2014, 05:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Pierwsze było sumienie, pierwszą była moralność, a prawo pojawiło się dopiero po nich.
Moralność bez prawa wystarczy ludziom do utrzymania ładu w społeczeństwie. Prawo bez etyki, bez sumienia, bez moralności, to za mało aby w świecie człowieka zapanował ład. Uczmy się kultury od naszych Ojców, a nie od dzisiejszych prawodawców i głosicieli nowomowy.


Sumienie przed prawem

W żadnej dziedzinie życia prawo cywilne nie może zastąpić sumienia ani narzucać norm, które przekraczają jego kompetencje. Broniąc prof. Bogdana Chazana, Episkopat Polski przypomina nauczanie św. Jana Pawła II i wzywa do poszanowania prawa lekarzy do sprzeciwu sumienia.

Nagonka na lekarza, który odmówił dokonania aborcji na chorym dziecku oraz współdziałania w zabójstwie poprzez wskazanie innego szpitala, przeradza się w polowanie na katolickich pracowników służby zdrowia. Zapowiedź usunięcia ze stanowiska dyrektora Szpitala im. Świętej Rodziny prof. Bogdana Chazana jest tego potwierdzeniem. Tym bardziej ważne są głosy wsparcia dla profesora i lekarzy, którzy podpisali Deklarację Wiary. Wczoraj taki głos poparcia otrzymali od Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Księża biskupi w specjalnym oświadczeniu, odwołując się do dokumentów św. Jana Pawła II, przypomnieli podstawowe zasady, którymi kieruje się Kościół w swoim nauczaniu: absolutne zło aborcji, powinność sprzeciwu sumienia wobec niegodziwego prawa cywilnego, zakaz dyskryminacji ze względu na sprzeciw sumienia, jak również odmowa współdziałania w złu. – To bezcenny głos Kościoła, przypomnienie zasad podstawowych i niezmiennych, a przy tym absolutnie powszechnych. Jest to zarazem głos, który stanowi wsparcie etosu lekarzy wiernych powołaniu – wskazuje ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr, etyk.

Niestety, jak zauważa Prezydium KEP, niektóre środowiska polityczne i medialne zupełnie ignorują katolickie zasady. W debacie często pojawiają się głosy, które domagają się bezwzględnego respektowania niemoralnych praw. – Tak zwana sprawa profesora Chazana odsłania agresję niektórych środowisk politycznych i mediów. Ignorują one elementarne prawdy, jak na przykład pochodzenie dziecka z in vitro (co wskazuje logicznie na źródło dramatu), podstawowe zasady etyki lekarskiej (primum non nocere), fundamentalne zasady prawa naturalnego (nie zabijaj). Kwestionowane jest sumienie podporządkowane prawdzie i prawu – zwraca uwagę ks. prof. Bortkiewicz. – Do tego dochodzą głosy „elit intelektualnych”, które na przykład stwierdzają z powagą, że „płód nie był człowiekiem”, bo nie miał połowy mózgu, a jednocześnie podkreślają, jak mocno cierpiał ludzkim cierpieniem po porodzie… To jest ponury zapis jakiejś „Księgi głupoty roku 2014” – dodaje etyk.

Prezydium Episkopatu w oświadczeniu przypomina o szczególnym zobowiązaniu Polaków do przestrzegania dziedzictwa św. Jana Pawła II, który potępiał ustawy dopuszczające w jakichkolwiek okolicznościach odbieranie życia nienarodzonym. W kontekście sankcji dyscyplinarnych, jakie zostały nałożone na prof. Chazana, biskupi przypominają za Ojcem Świętym, że „kto powołuje się na sprzeciw sumienia, nie może być narażony nie tylko na sankcje karne, ale także na żadne inne ujemne konsekwencje prawne, dyscyplinarne, materialne czy zawodowe”.

– Kończąc akademię medyczną, składaliśmy przysięgę Hipokratesa, w której opowiadaliśmy się po stronie życia. Ślubowaliśmy, że nie podamy pacjentowi trucizny, nawet na jego żądanie, a kobiecie brzemiennej środka poronnego. Już wtedy dla każdego lekarza uczciwe myślenie staje się odczytywaniem roli lekarza jako strażnika życia i zdrowia – zwraca uwagę lekarz Janusz Chudyba, jeden z sygnatariuszy Deklaracji Wiary. Podkreśla znaczenie jasnej postawy prof. Chazana, z którym trzeba być dziś solidarnym.

Prezydium KEP wyraziło też poparcie dla zlikwidowania niespójności przepisów, które z jednej strony dają możliwość lekarzom korzystania z klauzuli sumienia i odmowy dokonania aborcji, a z drugiej zobowiązują do wskazania szpitala, gdzie jest ona dokonywana.

Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... rawem.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 29 lip 2014, 06:38 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Fundamenty naszej kultury tworzyli Grecy.
Dzisiaj całą naszą kulturę, łącznie z jej fundamentami (korzeniami) niszczy dzicz lewacka.
Zrelatywizowana ciemna masa lewacka stara się zawrócić ludzkość z drogi rozwoju i zepchnąć w otchłań niebytu.


Słabość Heraklesa

Marek Czachorowski

Zaszkodziła Europie wielokrotnie mitologia grecka, chociaż to skarb ludzkości. Wzięli go dzisiaj w swoje ręce usypiacze umysłów z Hollywood, co zapowiada kolejne szkody, bo ze skarbem trzeba się odpowiednio obchodzić. Milionom na całym świecie dano do oglądania film o postaci mitycznego Heraklesa, zwanego przez Rzymian Herkulesem. Jakie szkody z tego wynikną?

Najpierw zaszkodziła mitologia grecka starożytnym Rzymianom, pierwszym uczniom Greków. Dość przypomnieć frywolne przykrajanie tych mitów przez Owidiusza, za co skazano poetę na surową karę dożywotniego wygnania z Rzymu. Ale już za dwa stulecia widzimy samego cesarza Kommodusa, który odgrywał Rzymianom krwawą komedię, ze swoją główną rolą jako Herkulesa. A i sam św. Augustyn skarżył się, że zaszkodziły jego młodości frywolne opowieści Owidiusza. Nawet w średniowieczu wypaczyły one roztropność Heloizy, czemu daje ona wyraz w swoich szokujących listach do Abelarda.

Jakże się to jednak stało, że mityczne opowieści nie zaszkodziły samym Grekom i zdążyli przekazać ludzkości odkryte przez siebie możliwości ludzkiego rozumu? Starali się oni właśnie napełnić rozumem te mityczne opowieści, aby nie stały się moralną trucizną, tylko intelektualnym pouczeniem.

Tak właśnie postąpił Sofokles w „Trachintkach” ze splątanym z trzech różnych tradycji mitem o Heraklesie. Wakacyjna lektura nieśmiertelnego dzieła Sofoklesa może być intelektualną odtrutką na hollywoodzkie pokazy rozbijania ludzkich głów, erotyki kanibali, ale także paraliżowania umysłów. Polacy mają nie tylko cywilizacyjny, ale także narodowy obowiązek bronić moralnego pouczenia zawartego w micie o Heraklesie, bo nasz Norwid uważał siebie za jego spadkobiercę. Skarżącego się jednak, że „publiczności polskiej” pragnie się nieraz kwadratury koła, bo połączenia m.in. Solona i Heraklesa „z baronem Jamesem Rothschildem i spółką”.

Tragedia Sofoklesa do dzisiaj sprawia wiele kłopotów czytelnikom i interpretatorom, stąd też jeden z najwybitniejszych światowych hellenistów zaproponował swoim uczonym kolegom po prostu przeczytać uważnie tragedię, a nie fantazjować na jej temat.

Mamy zatem w „Trachintkach” obraz Heraklesa, nieustraszonego przez całe życie, pełnego poświęceń, pokonanego jednak pod koniec czasu próby przez jakieś siły, a nawet w rozpaczy odbierającego sobie życie i próbującego wciągnąć w to swojego syna. Nieprzypadkowo zatem Homer przedstawił Heraklesa uwięzionego w Hadesie, co w zakłopotaniu starał się wyjaśnić bilokacją bohatera, mającego przebywać także na Olimpie.

Załamuje się on nie tyle pod wpływem straszliwego cierpienia, ile przekonania, że zdradziła go żona (Dejanira), wystawiając go na śmierć. Łamie go zatem najpierw podejrzliwość, bo Dejanira została zwiedziona, nie orientując się, że wysyła mężowi truciznę. Łamie go jednak przede wszystkim brak przewidywania przyszłości, bo przecież wysłał do swojego domu brankę, o której można było mniemać, że ma zająć miejsce jego żony. Tak przynajmniej opowiadają Dejanirze posłańcy, ale sam Herakles nigdzie nie potwierdza tych opowieści. Może są prawdziwe, a może i nie. Uruchamiają jednak falę nieszczęścia i zbrodni, bo oboje małżonkowie popełniają samobójstwo.

Czyżby splot nie-po-rozumień? Rozumować należy dopiero po ustaleniu faktów. Zamiast tego mamy domysły i rojenia posłańców, przybywających do Dejaniry, ale niemających żadnych możliwości i upoważnień do interpretacji faktów. Zaroiło się w głowach także Heraklesa i Dejaniry. Faktem jest tylko przybycie branki wojennej, a nadinterpretacją tego faktu było przypuszczenie o zamiarze porzucenie Dejaniry czy zamiarze posiadania dwóch żon. Było to wykluczone w klasycznych Atenach, z monogamią jako cywilizacyjnym fundamentem.

Czy zatem starzejący się Herakles, u kresu swojego bohaterskiego życia, niczym król Salomon mógł utracić swoją mądrość i zafundował swojej rodzinie życie razem ze swoją kochanką? Czy też kluczem do tragedii jest brak rozsądku Heraklesa i Dejaniry, a zwłaszcza dwaj oszczercy, całkiem „szczerze”, „z własnym sumieniem” przypisujący herosowi cudzołóstwo?

Nie pokonały Heraklesa zatem wszelakie potwory, z którymi musiał walczyć w ramach swoich wielkich i małych dzieł, ale powaliła go skaza moralnego charakteru na spółkę z oszczercami, obmówcami i plotkarzami, nieuprawnionymi strażnikami cudzego życia. Pewnie dałoby się nakręcić aktualny film na ten temat, z Heraklesem w roli głównej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/88223,sla ... klesa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 05 sie 2014, 10:21 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Smak kultury

Jan Lechoń

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Komizm i bezczelność wywodzenia różnych trzeciorzędnych czy choćby drugorzędnych rymarzy, różnych miłoszów od Norwida. Norwid – to było dziesięć wieków polskości i dziewiętnaście wieków chrześcijaństwa. Odbite w psychice niepowtarzalnej, zarazem proroczej i schyłkowej, apostolskiej i wielkopańskiej. Było to zdarzenie – jedno na paręset lat, kwiat, którego kolor, woń i kształt uwarunkowane były wszystkimi tajemnicami, całą alchemią gleby polskiej kultury. Co z tym mają wspólnego nędzni naśladowcy, prawie parodyści jego formy, którzy imitują jego słownik, na gwałt zaciemniają, nie jak on, głęboką treść, ale głęboką pustkę swych wierszy?

Fragment pochodzi z „Dziennika”, t. 2, 27.02.1952 r.

--------------------------------------------------------------------------------

W kulturze nie ma drogi na skróty. Prawdziwa kultura wzrasta organicznie, pokolenie za pokoleniem, wiek po wieku, a nawet tysiąclecie po tysiącleciu. Wtedy dopiero smakować można wartość dzieła, które się nie nuży. Nie nuży się ani Homer, ani Szekspir, ani Norwid, bo ich twórczość wyrastała na glebie potężnego dziedzictwa. Dziś liczy się tylko szybki sukces. Ale liczy się tylko dziś.

http://www.naszdziennik.pl/wp/89559,smak-kultury.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 14 sie 2014, 07:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Ziemia a kultura

Stanisław Łoś

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Stosunek chłopa i stosunek inteligenckiego proletariatu do większej własności są tylko pozornie podobne. Inteligent bowiem pragnie przede wszystkim zniszczyć pewną formę własności, pewne źródło bogactwa, pewną warstwę społeczną i pewną formę kultury rażącą jego zmysł egalitarystyczny i jego pęd do standaryzacji. Chłop większej własności bynajmniej niszczyć nie pragnie, pragnie tylko z jej gruntów uzupełnić swą własną drobnorolność. To jest całkiem co innego.

Chłop do bardzo niedawna wierzył szczerze, że ziemie większej własności to zapas nie do wyczerpania, że starczy ich po wieczne czasy do wykrawania nadziałów w dowolnej ilości, i dopiero przed paru laty, przekonawszy się, że zapas jest już na wyczerpaniu, zafrasował się szczerze. Zafrasuje się niebawem jeszcze bardziej, gdy zorientuje się, że jego stosunek pańszczyźniany do nowej warstwy rządzącej składa się z samych obowiązków bez żadnych w zamian przywilejów. Przyszłość Europy Środkowowschodniej zależeć będzie w dużej mierze od wyniku walki między warstwą chłopską a inteligenckim proletariatem miast.

W starożytnej Grecji zwyciężył proletariat miast i skończyły się dzieje Hellady. Nie skończyły się dzieje narodu jedynie dlatego, że podboje Aleksandra Wielkiego stworzyły nieograniczone możliwości dla jednostek twórczych poza granicami Grecji. Naród helleński rozwijał się na emigracji jeszcze przez dwa wieki blisko, podczas gdy Hellada konała. Coś bardzo podobnego może się powtórzyć z ludami współczesnej cywilizacji europejskiej.


Fragment pochodzi z: „Hellady na przełomie”

--------------------------------------------------------------------------------

Posiadanie ziemi zarówno na większą, jak i na mniejszą skalę przez wieki pozwalało na krystalizowanie się pewnej warstwy społecznej tworzącej specyficzną dla siebie kulturę, która składała się na całość określaną mianem kultury narodowej. Była kultura arystokratyczna, szlachecka, mieszczańska i chłopska, różne, a przecież polskie. Dziś rolnik jest tylko producentem, wielohektarowy potentat widzi tylko zysk, a mieszczuch marzy tylko o działce. Kultury nie tworzą już żadnej, ani własnej, ani narodowej.

http://www.naszdziennik.pl/wp/91319,zie ... ltura.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 04 wrz 2014, 09:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Naturalna droga rozwoju kultury, realizowana od starożytności, poprzez Grecję, Rzym i chrześcijaństwo została zminimalizowana i wypchnięta na boczny tor życia społecznego. Do dzisiaj funkcjonuje jako niszowa w katolickich enklawach, które wciąż jeszcze opierają się systemowemu obniżaniu godności człowieka, ateizacji, degeneracji i barbaryzacji życia ludzkiego.
Kultura wyższa zastępowana jest kulturą masową, czy wręcz czymś co można by nazwać antykulturą. Człowiek w tej lewackiej kulturze nie jest już istotą najwyższą, wypełnioną honorem, żyjącą życiem wspólnoty i zapatrzoną w swój rozwój i w swoje pielgrzymowanie przez życie, aż do wieczności, ale staje się wykreowanym idiotą szukającym namiętnie kasiory, przyjemności, sukcesu, władzy i uwielbienia.
Kultura niewyobrażalnie się spłyciła, niemal wyschła. Została ona sprowadzona do kiczowatej rozrywki, bluźnierczej sztuki i imprez sportowych.
Dzisiejsza kultura nie dba o człowieka, nie troszczy się o jego wychowanie, edukację, rozwój. Dzisiejsza kultura ogłupia i wyciska mamonę ze snobistycznych i egoistycznych mas ludzkich. Ludzkość w tej kulturze nie jest już społeczeństwem, narodem, ale bezładną ciemną masą ludzką żyjącą nie tyle we świadomej swego istnienia wspólnocie, co w dzikim wystraszonym stadzie.


Blask średniowiecza

Gilbert Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Myślę, że w wiekach średnich, kiedy Kościół chrześcijański miał najwięcej politycznej i praktycznej władzy, świat zmierzał ku dużo lepszym rozwiązaniom politycznym i ekonomicznym niż te, które dziś nam się oferuje. Wszystko dopiero się wtedy formowało. Borykając się ze złem zakorzenionym w ludzkiej naturze, i wynikającymi stąd trudnościami, średniowiecze usiłowało zaprowadzić system, który, moim zdaniem, zawierał więcej wolności, równości i braterstwa niż dowolny inny system wymyślony przez ludzi. Miał więcej wolności niż socjalizm, więcej równości niż kapitalizm i więcej braterstwa niż oba razem wzięte. Ten wielki, powolny rozwój został przerwany wskutek wydarzeń, będących nadal przedmiotem historycznych i teologicznych sporów. Trudno je tutaj opisywać; ale, ogólnie biorąc, można powiedzieć, że świat nowoczesny zaczął się w punkcie, gdy załamało się średniowiecze, i że od czasu upadku średniowiecza pewien duch antychrześcijański i niechrześcijański odgrywa coraz większą rolę jako siła sprawcza i twórcza we wszystkich naszych społecznych instytucjach. Innymi słowy, sceptycyzm, racjonalizm, doczesność czy jak by tego nie zwać, robią, co chcą, kształtując świat wedle swego gustu w coraz większym stopniu i od coraz dłuższego czasu. I wychodzi z tego potworny mętlik.

Fragment pochodzi z „Obrony człowieka”.

--------------------------------------------------------------------------------

Dopiero w XV w. cała Europa została schrystianizowana, ale jest to również wiek, w którym rozpoczyna się proces dechrystianizacji Europy. Przyczyn dechrystianizacji jest wiele, szczególną rolę odgrywa filozoficzny woluntaryzm i nominalizm, które utorowały drogę reformacji. Ale poza tym sam renesans wyrasta z zauroczenia religiami i kulturami pogańskimi, na czele z grecko-egipskim hermetyzmem, nie tylko dalekimi, ale wrogimi chrześcijaństwu. Tam też znajduje się geneza masonerii.

http://www.naszdziennik.pl/wp/95311,bla ... iecza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 06 paź 2014, 07:39 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
W rodzinie rodzi się nie tylko człowiek, ale rodzi się również człowieczeństwo.
Dlatego rodzina jest tak ważna dla społeczeństw, dla narodów.
Patologiczne rodziny degenerują społeczeństwa.
Patologie ideologiczne, jak choćby genderyzm degenerują rodziny.
Rodziny oparte na ładzie kulturowym, są opoką na której nabudowuje się ład społeczny.
Naród jest silny silną i zdrową rodziną.


Czas duchowego rozeznania

Pan prosi nas, byśmy zatroszczyli się o rodzinę, która od samych początków jest integralną częścią Jego planu miłości do rodzaju ludzkiego – mówił wczoraj Ojciec Święty podczas Mszy św. inaugurującej obrady synodu.

Nawiązując do „obrazu Winnicy Pańskiej”, Franciszek wskazał, że odzwierciedla on „marzenie” Boga wobec swego ludu. Podkreślił, iż „On ją zasadził i uprawia z miłością cierpliwą i wierną, aby stał się ludem świętym, ludem przynoszącym wiele dobrych owoców sprawiedliwości”. Zwrócił też uwagę, jak często „marzenie” to ulega zniweczeniu za sprawą samych jej gospodarzy, którzy – kierowani pychą i chciwością – usiłują realizować je według własnych planów, nie licząc się z zamysłem Boga. Papież podkreślił, że opiekę nad swoim „marzeniem” Pan Bóg powierzył w pierwszym rzędzie pasterzom, których zadaniem jest troska o nie, doskonalenie go i „strzeżenie przed dzikimi zwierzętami”. – Marzenie Boga zawsze ściera się z hipokryzją niektórych Jego sług. Możemy zniweczyć marzenie Boga, jeśli nie pozwalamy się prowadzić Duchowi Świętemu. Duch daje nam mądrość, która wykracza poza naukę, abyśmy wielkodusznie pracowali z prawdziwą wolnością i pokorną kreatywnością – podkreślił Biskup Rzymu.

Wsłuchać się, by głosić
– By odkryć to, o co Pan prosi dziś swój Kościół, musimy nastawić ucha na puls naszych czasów i poczuć „zapach” współczesnego człowieka, aż sami przesiąkniemy jego radościami i nadziejami, jego smutkami i niepokojami. Tylko wówczas będziemy mogli wiarygodnie głosić dobrą nowinę o rodzinie – mówił Ojciec Święty w sobotni wieczór na placu św. Piotra podczas czuwania modlitewnego poprzedzającego rozpoczęcie synodu biskupów o rodzinie. Zorganizowane przez Konferencję Episkopatu Włoch spotkanie było odpowiedzią na apel Franciszka, by wierni na całym świecie towarzyszyli temu wydarzeniu swoją codzienną modlitwą. Obok ojców synodalnych, audytorów i ekspertów uczestniczyło w nim ok. 50 tys. wiernych.

Przemawiając do uczestników modlitewnego czuwania, Ojciec Święty zauważył, że odbywało się ono w godzinie, gdy zwyczajowo rodziny zasiadają do wspólnego stołu, radując się wzajemną bliskością. W tym kontekście zwrócił uwagę na „ludzi, którzy w tym czasie doświadczają samotności i zgorzknienia z powodu rozbitych planów i marzeń”. Papież przypomniał, że nawet w kulturze indywidualizmu, która wynaturza relacje międzyludzkie i czyni je coraz bardziej ulotnymi, każdy człowiek pragnie prawdziwych stabilnych więzi i rodziny. – Im korzenie rodziny są głębsze, tym bardziej jesteśmy w stanie daleko dojść, nie gubiąc się i nie czując obcymi na żadnej ziemi – podkreślił Następca św. Piotra. Wskazując na znaczenie rozpoczynającego się synodu jako czasu wspólnego duchowego i duszpasterskiego rozeznania, Franciszek poprosił wiernych o modlitwę w jego intencji.

Warto w tym miejscu dodać, że instytucja synodu biskupów ustanowiona została przez Papieża Pawła VI (1963-1978) na mocy listu motu proprio „Apostolica sollicitudo” z 15 września 1965 roku jako instytucja doradcza Następcy św. Piotra. Pierwszym sekretarzem generalnym synodu biskupów był Polak – ks. bp Władysław Rubin, wyniesiony do godności kardynalskiej przez Jana Pawła II na konsystorzu 30 kwietnia 1979 roku.

Synod biskupów obraduje w ramach sesji zwyczajnych, nadzwyczajnych i specjalnych. Pierwsze poświęcone są sprawom ogólnym Kościoła katolickiego, drugie naglącym sprawom teraźniejszym, natomiast trzecie poświęcone są poszczególnym częściom Kościoła. I Zwyczajne Zgromadzenie Ogólne odbyło się w dniach od 29 września do 29 października 1967 roku. Dotychczas odbyło się 13 zwyczajnych zgromadzeń ogólnych i 9 specjalnych zgromadzeń. Rozpoczęta wczoraj sesja jest III Nadzwyczajnym Zgromadzeniem Synodu Biskupów. Pierwsze zwołane zostało przez Pawła VI w 1969 roku, a drugie przez Jana Pawła II w 1985 roku.

Sebastian Karczewski

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... nania.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 13 paź 2014, 09:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Jeżeli rozumienie świata, rozumienie człowieka, filozofia, a nawet kultura ma się rodzić od nowa w coraz to liczniejszych głowach ludzi oderwanych od normalności, to świat zapełni się zanieczyszczeniami ideologicznymi, gdyż każda nowa doktryna ma tylko ograniczone podstawy w całokształcie dorobku duchowego ludzkości. Ludzkość prowadzona przez doktrynerów utopistów, podążająca za ich majakami, jest narażona na oderwanie się od swoich korzeni, od natury i od kultury. A tam, gdzie nie ma ładu wypracowanego mądrością pokoleń, pojawiają się nieład, dewiacje, kołtuństwo, kłamstwo, grabież, bezprawie i niepojęte zbrodnie w imię utopijnych halucynacji ideologicznych.

Nie jesteśmy przypadkowi

G.K. Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Wolnomyślność może oddziałuje pobudzająco i ożywczo, może ma rozmaite [...] zalety, płynące z żywotności i różnorodności. Jest wszakże pewna rzecz, której wolnomyślicielstwo nigdy w żaden sposób osiągnąć nie może: nie osiągnie postępu. Nie może być postępu, skoro wolnomyśliciele nie przyjmują nic z dorobku przeszłości. Każdy zaczyna wszystko od początku, każdy idzie w innym kierunku. Racjonaliści kroczyli zawsze w filozofii różnymi drogami, toteż nie sposób osądzić, który doszedł dalej. Nie można przecież dyskutować, czy Emerson był większym optymistą niż Schopenhauer pesymistą, podobnie jak nikt nie pyta, czy ta pszenica jest bardziej żółta niż pagórek stromy. Nie! Dwie tylko instytucje czynią naprawdę postępy, obie bowiem uznają dorobek poprzedników; mogą posuwać się w górę lub w dół, mogą stawać się coraz lepsze lub coraz gorsze, lecz wytrwale gromadzą pewne określone materiały, stale postępują w jednym określonym kierunku. Dwie są tylko instytucje zdolne do postępu: pierwsza to nauki ścisłe. Druga – Kościół katolicki.

Fragment pochodzi z: „Interludium” w: „Kula i krzyż”, s. 94-95

--------------------------------------------------------------------------------

Ludzka pamięć może sięgać nie tylko tam, gdzie sięga osobiste doświadczenie i wiedza każdego z nas. Może też wzbogacać się o pamięć innych, zarówno tych, którzy żyją teraz, jak i niezliczonych pokoleń, które odeszły, ale pozostawiły po sobie znaki dla nas, dla naszej pamięci. Utrzymuje się w ten sposób żywa ciągłość, łańcuch ludzkich istnień, które jeszcze mocniej nam uświadamiają, że nie pojawiliśmy się przypadkowo, lecz jesteśmy owocem boskiego daru.

http://www.naszdziennik.pl/wp/102941,ni ... dkowi.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 14 lis 2014, 13:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kręgosłupem kultury jest klasyczna (realistyczna) filozofia, a sercem (duszą) filozofii jest metafizyka. To metafizyka pozwala nam odnaleźć swoje miejsce zarówno w świecie fizycznym, naturalnym, jak i w świecie duchowym, który jest w sposób nierozerwalny związany ze światem naturalnym, a przez to prowadzi ludzi w cywilizacji łacińskiej naturalną drogą, drogą kultury zbudowanej na prawach natury, a nie na wymysłach chorych głów.

O metafizyce słów kilka

Prof. dr hab. Artur Andrzejuk po raz kolejny będzie gościł w siedzibie Fundacji Dobrej Edukacji Maximilianum. W poniedziałek, 17 listopada br., odbędzie się jego drugi wykład o metafizyce klasycznej.

Pierwsze spotkanie z profesorem Andrzejukiem okazało się sukcesem. Świadczy o tym ogromna frekwencja. Obecni na wykładzie słuchacze, korzystając z okazji, zadawali filozofowi nurtujące ich pytania.

Druga część bezpłatnego wykładu zaplanowana została na 17 listopada br. Fundacja Dobrej Edukacji Maximilianum zaprasza do swojej siedziby, mieszczącej się przy ul. Wilczej 9 w Warszawie, nie tylko rodziców kształcących swoje dzieci w domu. Do wysłuchania wykładu zaproszony jest każdy, kto chciałby poznać kluczowe zagadnienia z metafizyki klasycznej.

W rozmowie z NaszymDziennikiem.pl prof. Andrzejuk zwrócił uwagę, że „często spotykane dziś zachęcanie do samego tylko myślenia jest drogą w ślepy zaułek”.

– Żeby bowiem myśleć, trzeba mieć „czym” myśleć. Lepiej myśleć o realnej rzeczywistości niż o samych myślach, bo tylko rzeczywistość jest w stanie skorygować myślenie. Konfrontowanie myślenia z innym myśleniem nie doprowadzi do prawdy o rzeczach – wyjaśnił nasz rozmówca. – Dlatego metafizyka klasyczna zaleca najpierw poznawanie rzeczy, a myślenie o nich nazywa kontemplacją, która jest swoistym zatrzymaniem się na rzeczach, ich głębszym zrozumieniem – dodał.

– Wydaje się, że kontakt z rzeczywistością, zdrowy rozsądek i kontemplacja to są trzy rzeczy bardzo współczesnemu człowiekowi potrzebne, gdyż alternatywą może być absurd postmodernizmu, ze swoją „płynną nowoczesnością”, płynną prawdą, płynną uczciwością, płynną wolnością, płynnym dobrobytem i płynnym pokojem – zauważył prof. dr hab. Artur Andrzejuk.

Osoby zainteresowane udziałem w spotkaniu proszone są o wcześniejsze zgłoszenie się. Można to uczynić, wysyłając e-maila na adres: info@fundacjamaximilianum.pl. Termin nadsyłania zgłoszeń mija 15 listopada br. (sobota).

Izabela Kozłowska

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... kilka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 11 gru 2014, 08:34 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Otaczający nas świat w jakiś sposób odbija się w nas, w naszym umyśle, w naszym sercu, w całej naszej świadomości. Istotą świadomości ludzkiej jest naturalne jej dążenie do uporządkowania własnej wizji otaczającej nas rzeczywistości. Ta potrzeba to przyrodzona człowiekowi dociekliwość. To dociekliwość jest jednym z czynników, a może najważniejszym czynnikiem wzrostu duchowego człowieka, wyrażającym się w tworzeniu kultury. Człowiek próbując zdefiniować siebie w kontekście otaczającego go świata (wszechświata) tworzył mity kosmogoniczne, teogoniczne, antropogeniczne. Wraz z rozwojem świadomości człowieka pojawiła się w końcu filozofia, a w kilka wieków po jej powstaniu, pojawiła się religia objawiona, która w sposób naturalny uporządkowała ludzką kulturę i stworzyła cywilizację łacińską, czyli szczytowe osiągnięcie ludzkiej kultury.
Rozumienie rzeczywistości zwane kulturą osiągnęło już tak wysoki poziom, że musiało być przekazywane drogą wychowania i edukacji, aby każde kolejne pokolenie nie musiało zaczynać od początku procesów poznawczych. I tak zrodziła się nauka. Nauka, córka religii.


Człowiek i dogmaty

Gilbert Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Kiedy słyszymy, że ktoś jest za mądry, by uwierzyć w Boga, słyszymy wypowiedź wewnętrznie sprzeczną. Zupełnie jakby chodziło o gwóźdź, który jest za dobry, by utrzymać kilim, albo zasuwę, która jest za mocna, by utrzymać drzwi zamknięte. Wbrew tezom Carlyle’a, człowiek nie może zostać zdefiniowany jako zwierzę, które tworzy narzędzia. Mrówki, bobry i inne zwierzęta też tworzą narzędzia, w tym sensie, że się nimi posługują. Człowiek powinien zostać zdefiniowany jako zwierzę, które tworzy dogmaty. Piętrząc doktrynę na doktrynie, wniosek na wniosku, w dziele wznoszenia jakiejś niezwykłej konstrukcji filozoficznej czy religijnej człowiek staje się coraz bardziej człowiekiem. Lecz kiedy odrzuca jedną doktrynę za drugą w akcie wyszukanego sceptycyzmu, kiedy oświadcza, że nie pozwoli się uwiązać do jednego tylko systemu filozoficznego, kiedy twierdzi, że wyrósł z definicji, kiedy mówi, że nie wierzy w ostateczny cel, kiedy, w swojej wyobraźni, zasiada niczym Pan Bóg we własnej osobie, nie wyznając żadnej religii, lecz spoglądając na wszystkie z góry, wówczas, w miarę jak ów proces się posuwa, człowiek powoli roztapia się na powrót w nieokreśloności wędrownych zwierząt i nieświadomości trawy. Drzewa nie posiadają dogmatów. Warzywa są wybitnie tolerancyjne. Skoro zatem, powtarzam, ma istnieć postęp umysłowy, musi to być postęp w konstruowaniu konkretnego życiowego światopoglądu. Ten światopogląd musi być słuszny, a wszystkie inne błędne.

Fragment pochodzi z „Heretyków”

Religia poprzedziła naukę nie dlatego, że religia była czymś przeciwnym rozumowi, lecz że była właśnie wyrazem najgłębszego pragnienia rozumu, jakim jest pytanie o początek i kres, o sens i bezsens ludzkiego życia. Gdyby nie religia, nie powstałaby nauka. Kto więc chce zwalczać religię w imię nauki, nie zwalczy religii, ale na pewno zwalczy naukę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/118027,cz ... gmaty.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Naturalna droga rozwoju kultury
PostNapisane: 08 sty 2015, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 30982
Kultura w sposób naturalny rozwinęła się tylko w Europie. Ale czy Europa jest nadal bastionem kultury?
Również w Europie, a ostatnio i w Ameryce rozwinęło się najwięcej przeróżnych patologii kulturowych, dewiacji moralnych, mówiąc prościej Europa została przysypana stosami śmiecia ideologicznego, spod którego coraz trudniej jest jej się wygrzebać, a schizofrenicy i psychopaci lewaccy wciąż tego śmiecia dosypują.
Czy to jest już koniec Europy?
Zależy to od nas ludzi. Lewactwo, które władczo dominuje dziś w Europie z utęsknieniem czeka na tę chwilę. Im potrzebny jest jedynie materiał ludzki, jak mówią czynnik ludzki, do niewolniczej pracy dla nich. Ich kulturą jest dominacja, władza, mamona, zwyrodnienia, terroryzm, a nam pozostawiają przestrzeń w której możemy się realizować poprzez pracę, poprzez popędy i poprzez wiarę … w ich medialne brednie.


Co to jest Europa?

Pytanie: co to jest? jest pierwszym pytaniem dziecięcym i równocześnie jest jednym z najtrudniejszych pytań filozoficznych. Łatwo odpowiedzieć: co to jest kwadrat? ale: co to jest Europa? Odpowiedź na to pytanie jest uwikłana w kontekst sporów ideowych, a nawet ideologicznych. Za odpowiedzią na pytanie: co to jest Europa? idą zaraz pytania: czyja jest Europa? czyja była? i czyja będzie?

Było to dawno temu, jeszcze przed Mojżeszem, gdy najpiękniejsza córka Agenora, króla fenickiego, i Telefassy pląsała ze swymi siostrami na brzegu morza w pobliżu Tyru. Zeus, najważniejszy bóg Greków, ujrzał dziewczynę i zakochał się w niej. Lecz by ją porwać, musiał uciec się do fortelu, przybrał postać byka; dziewczyna zaciekawiona doń podeszła, potem nań wsiadła, aby przejechać się po plaży, ale wówczas byk-Zeus, mimo przeraźliwych krzyków dziewczyny, wskoczył do wody i morzem dotarł do Krety. Bracia swej siostry nie odnaleźli, a ojciec nie odzyskał. Tą porwaną przez Zeusa dziewczyną była Europa. 1

W języku fenickim słowo „Europa" łączono z „wieczornym lądem", w języku greckim z „ciemno wyglądającym", w asyryjskim ereb lub irib z zachodem. Europa została na samym początku uwiedziona, równocześnie mitologiczne i etymologiczne początki Europy nie są w Europie, lecz na wybrzeżu azjatyckim.

W starożytnym obrazie świata występowały trzy kontynenty: Europa, Azja i Afryka. Od północy Europę od Afryki oddzielało Morze Śródziemne, na wschodzie Europę od Azji oddzielała rzeka Don, Morze Azowskie i Morze Czarne, natomiast na Zachodzie Europę od Afryki oddzielały tzw. Słupy Herkulesa (przylądek Calpe - Gibraltar, i przylądek Abila - Ceuta). Azja zajmowała połowę świata, natomiast Afryka i Europa po jednej czwartej.

Dziś kontynentalna Europa przeciągnięta jest na wschód aż po góry Ural i Kaukaz, czyli posiada podwójną wielkość w stosunku do dawnych wyobrażeń. Równocześnie jednak zarysowują się tendencje, aby Europę kontynentalnie zdetronizować, nie tylko dlatego że w porównaniu z innymi kontynentami jest bardzo mała, ale Europa jawi się jako półwysep lub subkontynent kontynentu azjatyckiego (podobnie jak Indie).2 Tożsamość kontynentalna Europy jest podważona, a wielkość wcale nie imponująca (ok. 7% powierzchni wszystkich lądów świata).

Pojęcie kultury europejskiej jako europejskiej jest pochodzenia późnego. Raczej retrospektywnie szuka się nici charakteryzującej tzw. kulturę zachodnią, którą zbiorczo nazywa się kulturą europejską lub zachodnią. Problem polega na rym, że pojęcie tzw. kultury europejskiej nie pokrywa się z podziałem geograficznym. Kultura europejska ani nie powstała w Europie, ani nie była ograniczona do Europy, a nawet w pewnym sensie proces europeizacji Europy geograficznej z jednej strony trwał do końca średniowiecza, z drugiej strony duże połacie Europy zeuropeizowanej w międzyczasie przestawały być kulturowo europejskie. Jednym słowem, Europa kontynentalna a zasięg kultury europejskiej to nie to samo. Ta rozbieżność między geografią a kulturą sprawia, że pojęcie Europy jest tak trudno uchwytne, że mieni się różnymi odcieniami, że wymaga subtelności w podejściu, że, owszem, można wziąć Europę na rogi, ale wówczas Europa traci swoją duszę, staje się Azją, Afrykę, czy Ameryką.

Jeśli przyjąć, że wyraźne początki kultury europejskiej sięgają Homera, który żył na przełomie IX i VIII wieku przed Chr., to geograficznie kultura ta rodzi się nie na kontynencie europejskim, ale na wybrzeżach Azji Mniejszej. Wszelako rodzi się wśród Greków pochodzących z Europy, którzy na wybrzeżach Azji Mniejszej posiadali swoje kolonie. Tzw. kultura grecka powstała w kręgu kultury jońskiej na wybrzeżach Azji Mniejszej, tam też pojawili się na przełomie VII i VI w. przed Chr. pierwsi filozofowie. W drugiej połowie VI w. jońskie ośrodki kultury greckiej zostały zniszczone przez Persów, wskutek czego przeniesiono się do Wielkiej Grecji, czyli kolonii greckich południowej Italii i Sycylii. Dopiero w połowie V w. przed Chr. centrum kulturalnym kultury zachodniej stają się Ateny. Od VIII do końca IV w. przed Chr. kultura europejska (kultura zachodnia) to sfera wpływów
kultury greckiej, ale o bardzo małym geograficznie zakresie.

Wraz z podbojami Aleksandra Wielkiego zasięg oddziaływania kultury greckiej niepomiernie się powiększa. Obejmuje obszar Azji aż za rzekę Indus, a w Afryce - Egipt, przy czym centrum kulturalnym staje się założona przez Aleksandra w Egipcie - Aleksandria (331 przed Chr.), a w Azji -Baktria. Równocześnie kultura grecka ulegając wpływom wschodnim zaczyna się orientalizować, przestaje być helleńska, a staje się hellenistyczna.

Kolejna faza to rozwój imperium rzymskiego, które przejmuje dziedzictwo greckie, zaś obszar wpływów rzymskich obejmuje cały basen Morza Śródziemnego, czyli Europę południowo-zachodnią, wybrzeża Azji i pn. Afryki. W Europie kontynentalnej granicami imperium na północy są rzeki: Ren i Dunaj.

Wraz z nastaniem i rozszerzaniem się chrześcijaństwa, a powolnym upadkiem zachodniej części imperium Rzymskiego krąg kultury rzymsko-chrześcijańskiej obejmuje Basen Morza Śródziemnego, zwanego również Mare Nostrum (Orozjusz). Wielu wybitnych chrześcijan nie pochodziło z Europy, jak choćby św. Augustyn (Tunis).

W VII w. następuje koniec Mare Nostrum, bo Arabowie w krótkim czasie zdobywają Syrię, Palestynę i Persję, a następnie Egipt i północne wybrzeże Afryki, a w 711 roku podbita zostaje Hiszpania. Straty więc są niebagatelne. Ale też wówczas zaczyna się krystalizować geograficzno-kulturalna pozycja Europy. W 732 Maurowie przechodzą Pireneje, aby dalej podbijać Europę, ale pod Poitiers zostają pokonani przez Karola Młota. I wówczas jeden z kronikarzy pochodzący z Kordoby określa armię koalicyjną dowodzoną przez zwycięskiego wodza mianem EUROPEENSES. Następnie Karol Wielki ukoronowany na cesarza w roku 800, jako następca cesarzy rzymskich, zdobywa przydomek rex-pater Europae (król-ojciec Europy). Gdy Otton Wielki pokonał w X wieku Madziarów uzyskał tytuł „wyzwoliciela Europy".

Wszelako biorąc pod uwagę zakres wpływów chrześcijaństwa na Europę, to jeszcze pod koniec XI wieku papież Urban II pisał, że chrześcijaństwo zakwitło w Azji, Afryka broniła chrześcijaństwa, a tak mało jest Europy chrześcijańskiej (!). Niemniej ważne było, że ten sam papież uważał, że to co łączy chrześcijaństwo wschodnie z zachodnim znajduje się w Europie. W kolejnych wiekach postępuje chrystianizacja Europy, aż w XV w. pojawia się pojęcie Europy jako RESPUBLICA CHRISTIANA. Związane to jest nie tylko z poszerzeniem wpływów chrześcijaństwa, ale również z tym, że w 1453 upadł Konstantynopol i cesarstwo bizantyjskie, więc Rzym stał się jedyną stolicą chrześcijaństwa. Papież Pius II używa przymiotnika europeus, natomiast tym, co konsoliduje Europejczyków jest obrona przed naporem tureckim. W każdym razie dopiero w XV wieku Europa geograficzna pokrywa się z kulturą europejską.

Jednak już w wieku następnym zaburzenia Reformacji przyczyniaj ą się do rozbicia jedności kultury europejskiej, a równocześnie z punktu widzenia geograficznego zakres oddziaływania Europy ulega powiększeniu ze względu na odkrycia geograficzne. Ten okres ekspansji trwa po dziś dzień. Stąd też zamiast słowa „Europa" używa się słowa „Zachód" mając na myśli obszar oddziaływania kultury europejskiej na inne kontynenty. 3

Jeśli obszar „Europy" pod względem kulturalnym zmieniał się, jeśli przez długie wieki nie obejmował całej Europy kontynentalnej, ale za to promieniował na inne kontynenty - to powstaje pytanie, czy pojęcie Europy nie jest bardziej stabilne i łatwiejsze do uchwycenia właśnie nie w sensie geograficznym, ale w sensie kulturalnym? Czy „Europa" to nie jest przede wszystkim „kultura europejska"? A jeśli tak, to co stanowi o tożsamości europejskiej? Na to kluczowe pytanie nie jest, oczywiście, łatwo odpowiedzieć. Spróbujmy jednak dokonać pewnej syntezy.

W kulturze greckiej pojawiły się pewne elementy charakterystyczne dla kultury zachodniej, a nieobecne w innych kulturach. Elementy te można będzie wydobyć zwracając uwagę na cztery główne dziedziny kultury, z których trzy wyeksponowane były przez samych Greków. Do dziedzin tych należą: THEORIA (nauka), PRAXIS (moralność), POIESIS (wytwórczość), RELIGIO (religia).

THEORIA i PRAWDA

Choć cywilizacja Egiptu i Babilonu jest starsza od greckiej, to jednak Grecy wnoszą do kultury istotnie nowe rzeczy. Pierwszą z nich jest THEORIA. Dopiero Grecy odkrywają miłość do poznania jako poznania, a co więcej umieszczają poznanie na szczycie kultury. Co innego poznawać, aby rządzić, czy poznawać, aby ściągać podatki, a co innego poznawać, aby poznać prawdę dla niej samej, by z miłością, rozumiejące patrzeć na rzeczywistość. I właśnie gdy mówimy o cywilizacji babilońskiej, to tam oglądano gwiazdy, aby przewidywać przyszłość na ziemi, stąd nie było astronomii, ale była tylko astrologia; gdy mówimy o cywilizacji egipskiej, to tam mierzono działki po wylewach Nilu, aby ściągnąć odpowiedni podatek, stąd nie było geometrii, ale było tylko miernictwo, itd. Dopiero w Grecji pojawiły się w sensie ścisłym nauki, a więc takie dziedziny poznania, w których celem jest prawda zdobyta w sposób metodyczny i uzasadniony. I dopiero od tego momentu można mówić o wręcz błyskawicznym rozwoju i to wyraźnie zróżnicowanych nauk: filozoficznych, przyrodniczych, matematycznych oraz nauk pomocniczych jak logika czy metodologia. Gdzie docierała kultura grecka, tam zaraz rozkwitały różne nauki. Nauka nie była umiejętnością praktyczną, ani tajemną inicjacją, lecz otwartym i racjonalnym szukaniem prawdy. I to jest pierwszy istotny rys tzw. kultury europejskiej.

PRAXIS i DOBRO

Praxis obejmowało sferę ludzkiego postępowania, które ma na względzie dobro człowieka, rodziny, państwa. Stąd w ramach PRAKIS wymieniano etykę, ekonomikę i politykę. Charakterystycznym dla Greków było to, że już od Homera związali ludzkie postępowanie z wychowaniem, które pozwala na pojawienie się w człowieku CNÓT, usprawniających do właściwego postępowania. KALOKAGATHIA - to był człowiek pięknie wyglądający i dobrze postępujący. Jak etyka była związana z dobrem poszczególnych ludzi, tak ekonomia - była związana z dobrem rodziny, zaś polityka z dobrem społeczności zorganizowanej w państwo. Na tym tle można było łatwo dostrzec wszystkie wynaturzenia czy to w etyce (tzw. wady), czy w ekonomii, czy w polityce (ustroje zwyrodniałe: tyrania, oligarchia, demokracja).

POIESIS i PIĘKNO

Sfera wytwarzania obejmowała to, co dziś nazywamy sztukami i rzemiosłem. Dla Greków charakterystyczne było wyeksponowanie rozumu jako kierującego wytwarzaniem, harmonii jako porządkującej wytwór, oraz figury jako wyrażającej racjonalnie zharmonizowane piękno. Piękno wytworów w sposób analogiczny dotyczyło różnych wytworów, nie tylko tych, które w XVIII wieku nazwano sztukami pięknymi. Szczególnie zaś blisko wiązano piękno kosmosu (ład) z pięknem postępowania i z pięknem wytworów. W kulturze greckiej pojawił bardzo mocno wyeksponowany element ładu, który miał przenikać różne dziedziny kultury.

RELIGIO

Grecy nie posiadali jakiejś jednej religii o wyraźnie określonych dogmatach, które byłyby pielęgnowane przez jakąś wyodrębnioną kastę kapłańską. Bardziej uniwersalna była mitologia o charakterze estetyczno-moralizatorskim, dość plastyczna, otwarta na lokalne kulty. Stąd religia ta łatwo ulegała wpływom innych religii w zależności od tego, gdzie powstawały kolonie greckie lub kto na Greków napadł (Zeus-Ozyrys, Zeus-Jowisz). Religia grecka nie miała jako religia charakteru uniwersalnego.

Ta krótka i uproszczona charakterystyka kultury greckiej jest potrzebna dla uświadomienia sobie, w jakiej mierze dalsze losy kultury europejskiej były ciągłością i rozwojem, czy też zerwaniem, degeneracją lub upadkiem.

Rzymianie nie uważali swego imperium za Europę, ani za rozwój europejskości. Ale ich wkład do kultury Europy związany jest przede wszystkim z teorią PRAWA. Wyraźnie odróżnili prawo naturalne, które wynika z samej natury rzeczy, od różnych praw zwyczajowych czy ustanawianych przez człowieka. Te prawa ludzkie, aby były sprawiedliwe, nie mogą być niezgodne z prawem naturalnym. Jeśli zaś jakieś prawo stanowione uderza w prawo naturalne, to jest pseudo-prawem.

Chrześcijaństwo pojawia się w okresie pełnego rozkwitu rzymskiej cywilizacji. Początkowo jest traktowane jako jedna z sekt żydowskich, ma charakter lokalny i związane jest przede wszystkim li tylko z religią. Ale podział imperium na wschodnie i zachodnie, a później upadek Rzymu sprawiają, że chrześcijaństwo jest już nie tylko religią, ale staje się dziedzicem i kontynuatorem wielkiej kultury klasycznej, a więc kultury grecko-rzymskiej. Jako religia wnosi do kultury klasycznej nową, objawioną i uniwersalną religię, której ani Grecy, ani Rzymianie nie posiadali. Natomiast pozostałe dziedziny zostają odpowiednio uzupełnione. W dziedzinie THEORIA pojawia się miejsce na naukową teologię, w dziedzinie PRAXIS - znajduje się miejsce dla łaski i cnót nadprzyrodzonych, natomiast w dziedzinie POIESIS - zachowane zostaje miejsce dla sztuki figuratywnej bez groźby popadnięcia w idolatrię. Chrześcijaństwo dziedzicząc kulturę klasyczną dopełnia ją w sposób nadprzyrodzony.

I dopiero teraz Bóg jawi się nie tylko jako Absolut, ale jest pojęty osobowo, jest też całkowicie transcendentny wobec świata, a także jest Stwórcą wszelkiego bytu. Równocześnie otwiera się pole dla pełnego rozumienia człowieka. Człowiek to nie tylko bogacz lub wolnourodzony, nie tylko animal rationale, ale nade wszystko OSOBA, czyli byt stworzony na obraz (prosopon-persona) i podobieństwo Boga. Chrześcijańskie rozumienie Boga, stworzenia i człowieka ma charakter uniwersalny, dopełnia kulturę klasyczną, ale równocześnie w sposób niepomierny ją przekracza.

Istotne pęknięcia w ciągłości kultury zachodniej pojawiają się w okresie Renesansu i Reformacji. Wychwalany pod niebiosa renesans jest początkiem końca kultury zachodniej, ponieważ zaszczepia do Europy nie tyle kulturę grecką, co jej hellenistyczną wersję orientalną, głównie zaś zaczerpniętą z Egiptu. Chodzi tu o tzw. hermetyzm, stanowiący egipską mieszankę elementów platońskich, stoickich, judaistycznych i perskich, pochodzący faktycznie z III w. po Chr. a uznany przez luminarzy Renesansu (Marsilio Ficino, Giordano Bruno) za pradawną mądrość, znacznie cenniejszą niż samo chrześcijaństwo. Równocześnie Reformacja odcina chrześcijaństwo od ożywczych soków kultury klasycznej (grecko- rzymskiej) na rzecz Starego Testamentu. W efekcie kultura zachodnia zaczyna ulegać coraz większemu przeobrażeniu.

I tak w dziedzinie THEORIA prawda ustępuje miejsca skuteczności, a nauka - technologii i umiejętnościom praktycznym. W dziedzinie PRAXIS zbawienie odrywane jest od moralności, a moralność od cnót i dobra człowieka. W dziedzinie POIESIS na plan pierwszy wysuwa się technika, natomiast figuratywne sztuki piękne czekają na swój koniec ze względów doktrynalnych (zakaz przedstawiania w Starym Testamencie). W dziedzinie RELIGII następuje proces coraz większej subiektywizacji religii, aż do jej wyeliminowania. Miejsce Boga zajmują konstrukty filozoficzne lub wewnętrzne przeżycia, zanika pojęcie stworzenia, a człowiek nie jest pojmowany jako osoba ludzka, ale jako maszyna, zwierzę, anioł lub bóg.

Okres Rewolucji Francuskiej jest wyzwaniem rzuconym chrześcijaństwu, zarówno jako religii, jak i jako cywilizacji. Rewolucja Francuska otwiera w Europie drogę do cywilizacji całkowicie zsekularyzowanej. W tej cywilizacji miejsce filozofii zajmuje ideologia, w konsekwencji prawda nie jest odczytaniem stanu rzeczy, lecz projekcją władzy, a zamiast nauczania jest indoktrynacja; miejsce prawa opartego na sprawiedliwości zajmuje dyktat władzy, w efekcie prawo staje się zalegalizowaną przemocą; miejsce sztuki wyrażającej racjonalnie zharmonizowane piękno zajmuje apoteoza irracjonalności, a później niefiguratywności ze względu na możliwości pyschomanipulacji; religia zostaje całkowicie przekreślona, miejsce kapłana zajmuje polityk (później dołączy dziennikarz), kościołem staje się parlament, a Mszą św. głosowania. W Europie postrewolucyjnej nie ma już oficjalnego miejsca dla Prawdy, dla Dobra, dla Piękna i dla Świętości. Jest miejsce dla kłamstwa, dla permisywizmu, dla brzydoty i dla satanizmu.

W ten sposób w wymiarze publicznym ciągłość kultury zachodniej zostaje przerwana, jej dalszy obieg dokonuje się tylko lokalnie. Proces dechrystianizacji Europy trwa od ponad 200 lat, a ponieważ chrystianizm jest nie tylko religią, ale również dziedzicem kultury antycznej, w ramach której urodziła się Europa, to można powiedzieć, że proces dechrystianizacji Europy jest równocześnie procesem deeuropeizacji Europy. Ta Europą jaka na naszych oczach powstaje to nie jest rodzinna Europa, to jakiś chory nowotwór, wymysł chorych umysłów ideologów i doktrynerów, którym zafascynowali się niedouczeni politycy, a na którym dobre interesy robią spryciarze. Ta nowa Europa oderwana od swych korzeni antycznych i chrześcijańskich, to nie jest nasz dom. Jeżeli nie ma miejsca dla Prawdy, dla Dobra, dla Piękna, dla Świętości, jeżeli człowiek nie jest pojęty jako osoba, a tylko jako obywatel (czyli własność państwa), jeżeli Bóg nie jest osobowym i transcendentnym Stworzycielem świata i celem życia człowieka, a tylko treścią prywatnych ludzkich przekonań; jeśli nie ma miejsca dla suwerennych narodów i dla niepodległego państwa, to taka Europa nie jest domem. To jest obecnie największe zagrożenie dla chrześcijaństwa, ale i dla człowieka, który traktowany jak maszyna albo zwierzę, promowane w swych dewiacjach, zaniknie nie tylko jako Europejczyk, ale jako gatunek.

Nic dziwnego więc, że gdy przeglądamy różne wypowiedzi Ojca ś w. na temat Europy, to aż do bólu słyszymy to wołanie: co robisz, Europo? Wracaj do korzeni! „Europa - powie Ojciec św. w „Orędziu do uczestników europejskiego forum laikatu" w roku 1980 — tak ściśle związana z wiarą i kulturą chrześcijańską, stała się także kolebką ateizmu i nie jest obecnie w stanie odnaleźć swej duchowej tożsamości." A w roku 1991 do uczestników sympozjum przedsynodalnego stwierdzi: „Kultura Europy jest zrozumiała przez jej odniesienie do chrześcijaństwa, z którego bierze moc do rozwoju i odradzania się po okresach kryzysu. Obecnie najwięcej uwagi poświęca się Europie polityki i ekonomii, ale wcześniejsza od nich jest Europa kultury, z charakterystycznym dla chrześcijaństwa poczuciem transcendencji osoby ludzkiej. Głównym problemem obecnego wieku, często odrywającego rozwój nauki i techniki od podłoża etycznego i ostatecznego przeznaczenia człowieka, jest problem sensu."

Dostrzeżenie transcendencji osoby ludzkiej jest szczytowym osiągnięciem kultury europejskiej: człowiek jako osoba nie redukuje się tylko do przemiany materii, człowiek jako osoba musi odczytać sens życia wyrastający ponad środki do życia, człowiek jako osoba musi widzieć hierarchię i cel. Kiedy czytamy te różne dokumenty europejskie, w tym słynny, a rzadko komu znany w Polsce Traktat z Maastricht, to aż dech zapiera, gdy nie ma słowa o wspólnym dziedzictwie, o Grecji, o Rzymie, o chrześcijaństwie. Tak postępują tylko ignoranci, którzy nie wiedzą, co to jest Europa i jakie narody na nią pracowały, albo po prostu złodzieje, którzy chcą ukraść Europę, z jej czcią dla Prawdy, Dobra, Piękna i Świętości. A może jedno i drugie.

Ekonomia i polityka są tylko środkiem, a nie celem życia człowieka i narodów, zaś odwrócenie środków i celów, wcześniej czy później doprowadzi do takiej lub innej formy totalitaryzmu. A co czytamy w Traktacie z Maastricht na temat celu Unii Europejskiej? „Zadaniem Wspólnoty jest, poprzez utworzenie wspólnego rynku i unii gospodarczo-walutowej oraz realizację wspólnej polityki lub działań określonych w artykułach 3 i 3a, wspieranie w całej Wspólnocie harmonijnego, zrównoważonego rozwoju działań gospodarczych, trwałego i nieinflacyjnego wzrostu z poszanowaniem środowiska naturalnego, wysokiego stopnia zbieżności działań gospodarczych, wysokiego poziomu zatrudnienia i opieki społecznej, podnoszenia stopy życiowej i jakości życia, ekonomicznej i społecznej spójności oraz solidarności pomiędzy państwami członkowskimi" (Art. 2). Takie są cele Unii Europejskiej. Każdy kto umie czytać i rozumie, co czyta, od razu zobaczy, że podstawowy błąd polega na potraktowaniu środków jako celów: ekonomia i polityka, to jest środek, a nie cel. Gdy jednak stają się one celem (ekonomia i polityka), to biada człowiekowi i biada narodom. Wcześniej czy później będziemy świadkami odrodzenia się potężnego totalitaryzmu.

Pamiętajmy, początek jest największą częścią całości i że mały błąd na początku wielkim jest na końcu (Arystoteles). Tylko że na końcu już jest nie do naprawienia. Zadaniem tzw. intelektualistów jest umiejętność dostrzeżenia zła właśnie na początku, gdy jest ono niepozorne ł miłe. Dlatego największym błędem Unii Europejskiej jest umieszczenie polityki i ekonomii jako celu; ten błąd drogą będzie kosztował Europę.

Europa nie jest własnością ani obecnego pokolenia żyjącego w Europie, ani nie jest własnością Wspólnoty Europejskiej. Europa jest dziedzictwem prawie 3-tysiącletniej tradycji, ludów i narodów, które żyjąc w Basenie Morza Śródziemnego na przecięciu trzech kontynentów żmudnie przecierały drogę do Prawdy, Dobra, Piękna i Świętości. Ten wysiłek zaowocował otwarciem miejsca dla Osobowego Boga Wszechmogącego i dla człowieka jako osoby, bytu stworzonego na obraz i podobieństwo samego Boga - to był wkład chrześcijaństwa, które będąc spadkobiercą kultury antycznej, stało się również darem dla innych ludów, żyjących na innych kontynentach. Odchodzenie Europy i Zachodu od chrześcijaństwa jest aktem samobójczym, a kult ekonomii i polityki nie jest postępem, lecz cywilizacyjnym zwyrodnieniem.

Europa potrzebuje powtórnej ewangelizacji nie tylko dla pogłębienia wiary, ale po to aby była sobą, aby była rzeczywiście Europą. My zaś, jako Polacy i chrześcijanie, musimy uważać na tego nowego Zeusa-Byka Unii Europejskiej, który chce nas uwieść, ale nie po to, by zabrać nas na „wyspy szczęśliwe", co raczej by zabrać nam naszą Ojczyznę, bo chce nas rozpruć rogiem ekonomii i rogiem polityki. A przecież dla nas tą prawdziwą wyspą szczęśliwą była i musi być Polska.

Piotr Jaroszyński
"Polska i Europa"

Przypisy:

1. R.Graves, Mity starożytnej Grecji, Warszawa 1972, s.58n; P. Grimal, Słownik mitologii greckiej i rzymskiej,
Wrocław 1987, s. 93.
2. Rocco Buttiglione, Europa jako pojadę filozoficzne, tłum. J. Merecki, Lublin 1966, s.31. 10
3. The History of the Idea of Europę, ed. K. Wilson, J. Van der Dussen, European Association of Distance
Teaching Universities, 1995, s.ISn

http://www.piotrjaroszynski.pl/felieton ... est-europa


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 27 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /