Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 152 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 06 paź 2015, 19:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Arcybiskup Gądecki: ideologia gender jest groźniejsza od komunizmu

Ideologia gender jest bardziej niebezpieczna, niż komunizm – mówi przewodniczący polskiego episkopatu, abp Stanisław Gądecki w wywiadzie udzielonym niemieckiej telewizji EWTN. Według hierarchy Kościół jest powołany, by przeciwdziałać rozpadaniu się społeczeństwa w wyniku wpływów tej niebezpiecznej ideologii.

Abp Stanisław Gądecki w rozmowie z EWTN obok sprzeciwu wobec ideologii gender zwrócił też uwagę na właściwe rozumienie pojęcia miłosierdzia w kontekście rodzin chrześcijańskich i synodu. Metropolita poznański zaznaczył, że nie wolno redukować teologii do socjologii i domaga się poświęcenia większej uwagi dzieciom, które cierpią z powodu rozwodów lub innych podobnych sytuacji rodzinnych.

Gdy idzie o ideologię gender, to według abp. Gądeckiego jest ona o wiele bardziej subtelna niż komunizm, a przez to także bardziej niebezpieczna. Przewodniczący KEP nie ma wątpliwości: Genderyzm „to czysta ideologia, która właściwie próbuje zniszczyć związki małżeńskie i rodzinne”.

Według polskiego hierarchy Kościół jest powołany, by przeciwdziałać rozpadaniu się społeczeństwa w wyniku wpływów tej niebezpiecznej ideologii. Jednym ze środków powinno być jasne głoszenie katolickiego rozumienia tego, czym są mężczyzna, kobieta i małżeństwo. Bardzo ważne jest tu też dobre przygotowanie narzeczonych do zawarcia sakramentu małżeństwa. Kościół musi zarazem cały czas pamiętać o zniekształceniach, jakie wprowadzają media. - Obraz małżeństwa i rodziny w mediach to tragedia. To, co bardzo często przedstawia się w mediach jako małżeństwo, nie ma niczego wspólnego z chrześcijaństwem – mówi arcybiskup.

Abp Gądecki stwierdza też, że nie można mówić o miłosierdziu bez prawdy i sprawiedliwości. - To ogromny błąd hermeneutyczny. Właściwie „sprawiedliwość” i „miłosierdzie” są ze sobą nierozdzielnie połączone, bo są, by tak rzec, dwoma obliczami jednej sytuacji. Sprawiedliwość oznacza danie drugiemu człowiekowi tego, co mu się słusznie należy. Miłosierdzie oznacza z kolei danie drugiemu człowiekowi tego, co mu się słusznie i zasadnie nie należy – powiedział.

Jak podkreślił przewodniczący KEP, Kościół nie może naśladować świata, ale ma świat prowadzić i wyznaczać mu drogę. - Kościół ma w pewien sposób pełnić rolę nawigacji GPS dla ludzkości. To znaczy, że zawsze tam, gdzie znajduje się człowiek i gdzie się gubi, wystarczy, by przyłączył się do Kościoła, a Kościół wskaże mu drogę do celu, niezależnie od miejsca w świecie czy sytuacji duchowej, w której ten człowiek się znajduje – powiedział metropolita poznański.

Źródło: Catholic News Agency Deutschland
Pach

http://www.pch24.pl/arcybiskup-gadecki- ... 585,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 12 paź 2015, 06:47 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Gender – najbardziej niebezpieczna ideologia

Aktualne zgromadzenie synodalne wyjątkowo dużo miejsca poświęca ideologii geneder. Zwraca na to uwagę ks. kard. Óscar Rodríguez Maradiaga z Hondurasu.

Jego zdaniem, ojcowie synodalni, w przeciwieństwie do wielu społeczeństw, zdają już sobie sprawę, jak wielkie spustoszenie może spowodować ta ideologia.

– Ta ideologia nie jest nowa – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. kard. Maradiaga. – Już w XIX w., kiedy Marks występował przeciwko środkom produkcji, Engels walczył z rodziną. Potem był Freud, który chciał wyeliminować ojca. Na początku XX w. pojawiły się ponadto radykalne ruchy feministyczne, które walczyły z macierzyństwem. Pojmowano je jako brzemię, od którego kobiety muszą się wyzwolić. Teraz teoria gender usiłuje wyeliminować z życia rodzinę – akcentuje ks. kard. Óscar Rodríguez Maradiaga.

Dodaje także, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia.

– Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego zagrożenia, bo nawet nie wiedzą, czym jest ideologia. Są na przykład przekonani, że ideologią jest chrześcijaństwo. A tak nie jest, bo ideologia to stronniczy, fragmentaryczny obraz rzeczywistości. Gender jest ideologią najbardziej niebezpieczną. Dążąc do rozkładu rodziny, rozbija całe społeczeństwo. I prowadzi do tak radykalnego indywidualizmu, że wspólne życie nie będzie już możliwe – przestrzega ks. kard. Óscar Rodríguez Maradiaga.

RS, Radio Watykańskie

http://www.naszdziennik.pl/wiara-stolic ... logia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 09 kwi 2016, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Jakimś siłom wciąż ukrywającym się za plecami władającego lewactwa, ta ideologia zbrodni aborcyjnej jest do czegoś potrzebna.
Tylko nasz zdrowy moralnie stosunek do faktu zgody na zabijanie bezbronnych, może zatrzymać trend stopniowego dziczenia ludzkości realizowanej w ramach "europejskich wartości", "praw człowieka", czy też innych eufemistycznych sloganów, jak ksenofobia, nacjonalizm, zacofanie, antysemityzm, zaścianek, ..... z którymi trzeba walczyć....
Innymi słowy patologia wdrapuje się na miejsce, które dotąd zajmowała normalność i spycha ją z tego miejsca w czeluść niebytu.
Ale nie z nami takie numery hołoto lewacko - liberalna, nie z nami ... Polakami.


Głośne ryczenie lewicy

Politycy Platformy Obywatelskiej zainteresowali się Komitetem Inicjatywy Obywatelskiej „Stop aborcji” i projektem w pełni chroniącym życie człowieka w Polsce. Oskarża się nas o działalność polityczną i dzielenie społeczeństwa. No cóż, Konstytucja gwarantuje wolność słowa każdemu…

Jeśli polityka jest rozumiana jako roztropna troska o dobro wspólne, to tak, nasze działanie jest polityczne. Naszym celem jest walka o dobro nienarodzonych. Czekamy od pół roku, aż rząd zrobi coś, aby ratować każdego obywatela naszego kraju, a szczególnie najsłabszych.

Niestety, nikt się nie kwapi, bo mówią, że to nie jest jeszcze czas. A kiedy ten czas przyjdzie? Za rok? Za dwa? Wtedy jak spadną słupki poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości? O nie! Nie chcą działać, to my ich zmusimy oddolną inicjatywą. Przed wyborami mówili o obronie życia i Kościele, a teraz ucichło?

Dla niektórych wszystko, co się robi, jest polityką. Obrona życia jest jak najbardziej naturalnym działaniem, wpisanym w prawo naturalne. Jeżeli ktoś stosuje zagrania polityczne, to tylko feministki i Platforma. Robią to po to, aby zdobyć centrowy niezdecydowany elektorat. Nie mają pomysłów na gospodarkę, nie udaje się pogrążyć naszego kraju w sprawach międzynarodowych, to biorą się za wartości. Śmiem twierdzić, że efekt będzie ten sam – kompromitacja antypolskiej polityki.

Szczególnie brutalny atak na nasz projekt przypuściła lewica, Platforma i „Gazeta Wyborcza”. Oszukuje się społeczeństwo, że to prześladowanie kobiet, które zmuszone do nielegalnych aborcji, będą umierać na fotelach ginekologicznych.

I proszę nie wierzmy w to, że zwiększenie ochrony życia doprowadzi do renesansu podziemia aborcyjnego. Gazety i komentatorzy tłoczą nam do głów, że kilkaset tysięcy kobiet będzie przerywać ciąże w tragicznych warunkach. W roku 1997 przez 10 miesięcy aborcja była całkowicie dozwolona w Polsce i w tym czasie zamordowano 370 dzieci. A teraz mówią o dziesiątkach tysięcy…

To nie jest nic innego jak histeria. Prezydent i większość parlamentarna deklaruje poparcie dla ochrony życia, więc mamy szczególny czas, kiedy to prawo może wreszcie stać po stronie życia.

A skąd to ryczenie? A bo z jednej strony boli ich, że się ich odrywa od koryta, a z drugiej strach, że lewackie ideały wtłaczane do głów przez wiele lat mogą się nie zrealizować. Tym bardziej że murem za nienarodzonymi stoi młodzież. Młodzi obywatele nie chcą żyć w kraju, w którym można zabijać najsłabszych w majestacie prawa.

W Polsce wykonuje się niewiele aborcji, bo nasze społeczeństwo ceni sobie wartości. Ale nawet gdyby dotyczyło to tylko jednego przypadku w skali roku, to i tak trzeba podjąć walkę o życie. Bo tego wymaga od nas historia i wartości, o które walczyli nasi przodkowie na wszystkich frontach świata.

Jacek Kotula

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ewicy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 14 maja 2016, 10:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Kultura oparta na prawie naturalnym wnosi ład i porządek w życie człowieka, społeczności, społeczeństw, narodów, ludzkości.
Kultura oparta na ideologicznych urojeniach wnosi chaos, zbrodnię i nędzę w obszary życia ludzkiego.


Eutanazja przeciwko naturze człowieka

Eutanazja stała się dziś elementem kultury, która nie respektuje ludzkiej natury – stwierdził ks. abp Henryk Hoser. Biskup warszawsko-praski był 12 maja gościem forum dyskusyjnego „Wątpię – Szukam – Odnajduję", które od października organizowane jest w stołecznej parafii NMP Matki Pięknej Miłości. W ramach spotkań rozmawiano o miejscu kultury i religii w przestrzeni życia publicznego.

W wystąpieniu „Radość życia a współczesne spory bioetyczne” ks. abp Hoser zwrócił uwagę, że współczesna cywilizacja nie szanuje życia jako takiego.

– W społeczeństwie zmaterializowanym, w którym dąży się jedynie do przyjemności i które gloryfikuje zdrowie oraz urodę, nie ma już miejsca na cierpienie. W związku z tym próbuje się rozwiązać problemy życiowe poprzez ich eliminację, stąd tak popularna jest dziś aborcja i eutanazja. Jednym słowem, procesy letalne są dziś na porządku dziennym, bo medycyna już nie tylko chroni ludzkiego życie pod każdą postacią do końca, ale również powoduje śmierć – stwierdził ks. abp Hoser.

Najbardziej wrażliwymi okresami istnienia człowieka jest początek jego życia oraz schyłek, czyli tzw. okres terminalny, kiedy jest on najbardziej zależny od innych – zaznaczył prelegent. Dlatego po tym, jak człowiek traktowany jest w tych fazach życia, można poznać, jaka antropologia kryje się za daną etyką.

Mówiąc o aborcji, ks. abp Hoser wspomniał o kwestii płynnego przesuwania granic ludzkiego człowieczeństwa. Wówczas stosowane są dowolnie kryteria. Tymczasem zupełnie zapomina się, że od tego podstawowego prawa, jakim jest prawo do życia, zależą wszystkie inne normy.

– W sytuacji choroby terminalnej niezwykle ważna jest diagnostyka, by nie tylko nie skracać na siłę ludzkiego życia w imię ulżenia w cierpieniu, ale także nie stosować tego, co nazywamy uporczywą terapią – powiedział prelegent.

W ubiegłych miesiącach podczas forum dyskusyjnego „Wątpię – Szukam – Odnajduję” dyskutowano m.in. na temat współczesnych autorytetów i miejsca celebrytów w przestrzeni sakralnej i świeckiej. Mówiono o parafii jako wspólnocie ewangelizacyjnej oraz kulturze jako szansie na dialog ze światem. Podjęto również zagadnienie cierpienia, choroby i śmierci. Wśród zaproszonych gości zaleźli się ks. dr Zenon Hanas SAC, ks. prof. Witold Kawecki CSsR, o. dr Wojciech Kluj czy dr Grzegorz Łęcicki.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 12 cze 2016, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
http://niezlomni.com/czym-polega-wolnosc-wedlug-lewicy/



Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 27 cze 2016, 06:28 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Kiedy się spojrzy na śmietnik, a jeszcze lepiej na wysypisko śmieci, to nie można odmówić temu miejscu, że też posiada swój krajobraz.
Jeżeli ktoś wyrósł w tle tego krajobrazu i nie zna innych miejsc, to może być nawet zauroczony "pięknem" swojego śmietnikowego otoczenia.
Ideologowie już dawno to wiedzieli i dlatego starali się wszystkich izolować od innych widoków, a w szczególności najmłodsze pokolenia.
Powstawały "żelazne kurtyny" jak w bolszewiźmie, medialne propagandowe zachwalanie, wypaczona edukacja i wreszcie terror, który poskramiał najbliższych rzeczywistości członków śmietnkowej społeczności.
Dlatego wszelkie ideologie boją się prawdy, realizmu, moralności, wiedzy, edukacji i wszystkiego co jest w stanie ten ich gówniany świat zmontowany ludziom dla zysku i władzy, ukazać we właściwym świetle.


Autoportrety polskich liberałów dziś

Na początek muszę ostrzec, że pojęcie liberała i liberalizmu dzisiejszego nie jest ostre ani nawet jednolite. Słusznie pisze prof. Jacek Bartyzel, że należałoby mówić raczej o liberalizmach w liczbie mnogiej, dochodząc intuicyjnie do pewnego wspólnego „minimum liberalnego” („W gąszczu liberalizmów”, Lublin 2004). Toteż łatwo o nieporozumienie, o czym się mówi. Ja sam przykro doświadczyłem tego problemu. Oto długo zgadzaliśmy się z wybitnym profesorem w Warszawie i Lublinie, śp. Stefanem Kurowskim, co do aktualnych problemów polskich ostatniej doby. Ale kiedy napisałem zdecydowanie krytycznie o liberalizmie w ogóle, to mi odpisał z wyrzutem: „Co ksiądz pisze, przecież ja jestem liberałem!”. Oto okazało się, że on liberalizm wiązał z naukami ekonomicznymi, społecznymi, politycznymi i kulturowymi, a ja w artykule krytycznym miałem na myśli raczej ogólny liberalizm intelektualistyczny, filozoficzny, moralny i religijny. Taki liberalizm zajął dziś miejsce marksizmu w prądach umysłowych świata zachodniego. Toteż tym razem próbuję dać pewien szkic raczej praktyczny, typowy, oparty mniej czy więcej na wynurzeniach osobistych niektórych liberałów polskich w ujęciu raczej ideologicznym.

Z autoportretu liberała ateisty
1. Typowy liberał polski w zakresie ideowym od razu różni się od zwykłego Polaka, wyrosłego na ponadtysiącletniej tradycji polskiej, tym że nie znosi lub nie lubi tematów tradycyjnych, klasycznych, poważnych, o Narodzie, o Ojczyźnie, o historii polskiej, o kulturze tradycyjnej, tym samym nie lubi powagi, patosu, emfazy, a zajmuje się najchętniej problematyką bieżącą, zjawiskami, sytuacjami życiowymi, karierą, krytyką historii i tradycji, zapowiadaniem nowego świata, do którego on ma wiele wnieść swojego.

2. Jest raczej indywidualistą. Lubi samotność, prace i zajęcia indywidualne, lubuje się sobą, kocha swoją ekscentryczność, rozwija kontakt z przyrodą raczej niż z ludami, z ludźmi to raczej dla popisu, chce imponować oryginalnością i burzeniem przeszłości. Bardzo kieruje się nastrojami, łatwo się zraża do ludzi i do wszystkiego. Raczej nie lubi rzeczy znormalizowanych, prawideł, reguł, zwyczajności. Lubi rozmaitość, chaos, szum, niepoddawanie się zwyczajom i utartym ścieżkom życia. Czesław Miłosz np. złościł się bardzo, gdy go literacko klasyfikowano, zaliczano do jakichś kierunków, stylów, kochał się w nieokreśloności, niezwykłości i w krytykowaniu wszystkiego, co przeszłe.

3. Polski liberał, jak zresztą i zgodny z nim polski lewicowiec, wyrasta najczęściej z tradycji religijnej, głównie katolickiej: uczył się katechizmu, był u Pierwszej Komunii, wychowany przez gorliwą matkę, za co ją ceni, choć raczej jako serdeczną przeszłość, chodził na lekcje religii, wierzył, modlił się, niekiedy nawet bywał ministrantem… Ale w okresie dojrzewania porzucił wiarę. Bóg i jego świat stawał mu się obcy, „staroświecki”, nieprzydatny, niewprowadzający go w jego „nowy” świat. Tym samym stracił dla niego wartość Kościół, zwłaszcza jako instytucja. Zrodziła się surowa krytyka duchownych jako ludzi „wczorajszych”, bezproblemowych, nieinteligentnych, bezkrytycznych fideistów, a wreszcie jako hipokrytów, którzy rzekomo nie wierzą w to, co głoszą i nie postępują według Ewangelii. Liberałowie i lewacy najbardziej irytują się, gdy duchowni stawiają jakieś żądania w imię Boga, nakazy i zakazy, postulaty życiowe i duchowe, które liberałowie traktują jako bezpodstawne uzurpacje, a przede wszystkim jako godzące w ich wolność, swobodę, niezależność, godność, oryginalność i nowoczesność.

Niektórzy liberałowie dopuszczają religię tylko jako czysto osobiste i własne dociekanie sensu życia, jako rodzaj eksperymentu wiary w Boga czy też rodzaj zjawiska kulturowego. Ale normalnie liberała odrzuca dziś najbardziej obecność Kościoła w życiu publicznym, posiadanie wymiaru społecznego, państwowego, życiowego. Jeśli już dopuszcza religię, to bez żadnej instytucji i bez tez i prawd kategorycznych. Odrażają go prawdy absolutne, normy etyczne grożące sankcjami. Wspólnota religijna jako jednorodna merytorycznie i ściśle ukształtowana jest uważana za przymus, zniewolenie, determinizm. Liberał realizuje się jako zupełnie sam, wolny, niczym niezwiązany. Uważa, że nawet sama idea Boga zniewala, a cóż dopiero autorytatywny Kościół, uważający, że ma nieomylne prawdy i zasady i że może je innym podawać, a nawet narzucać. Katolicyzm postępowy, kulturalny, światły to stowarzyszenie czy spotkanie inteligentnych przyjaciół, którzy zamiast autorytatywnej wiary i teologii dzielą się swymi poglądami, dyskutują i dochodzą najwyżej do swoich ustaleń. Stąd np. nastolatki mają prawo ustalać sobie normy moralne w dziedzinie miłości i życia intymnego, a dorośli, poważni i uczeni, mają prawo stanowić główne prawdy i normy postępowania. Na przykład pewne grupy anglikańskie „doszły do przekonania w wierze”, że nauka o potępieniu to taka sobie stara forma straszenia pedagogicznego.

4. Dlatego liberał, podobnie jak lewicowiec, uważa, że jeżeli człowiek, np. katolik, jest przekonany absolutnie, że Bóg istnieje, to jest człowiekiem przestarzałym, mało inteligentnym i nie ma zmysłu wolności osobistej, przede wszystkim nie rozumie, że wiara w Boga i niewiara są całkowicie względne. Co więcej, nie chodzi tu tylko o trudne prawdy religijne. Zwolennicy czystego liberalizmu nieraz uważają, że nawet prawda i obiektywne dobro mogą się stać przymusem, ograniczającym pełną wolność człowieka. Prawda, dobro i piękno to są rzeczy względne i subiektywne. Liberałowie przyjęli od socjalistów tezę, że i państwo jest jednym wielkim przymusem i gwałtem. Dlatego u nas na początku cała grupa Donalda Tuska głosiła, że „państwa musi być coraz mniej”, a także rząd powinien coraz mniej rządzić, bo się narazi społeczeństwu liberalnemu. Była to stara socjalistyczna utopia. Dopiero po latach liberałowie nasi zmienili zdanie, choć było już za późno, gdyż społeczeństwo stawało się coraz szerzej zbiorowiskiem szabrowników państwa i prowadziło to coraz bardziej do zaniku moralnego zmysłu społecznego. Dlatego ludzie zdeprawowani przez ateistyczny marksizm i przez ateistyczny liberalizm coraz bardziej popierali społeczne i polityczne życie pozbawione rygorystycznej moralności społecznej i politycznej. Partie niezobligowane ścisłą etyką społeczną łudzą pełną swobodą nie tylko społeczną, ale i moralną, obyczajową, ekonomiczną, duchową. „Tablice Mojżeszowe” składa się do muzeum historycznego, a na ich miejsce głosi się zupełnie zamazane nowe „prawa europejskie”, których nikt nie może sformułować jasno i wymagająco lub nawet są tylko recepturą burzenia wszelkiego porządku i ładu duchowo-religijnego, przede wszystkim katolickiego.

5. Nurty liberalny, socjalistyczny, a także mniej sprecyzowany żydowski są szczególnie negatywnie nastawione do patriotyzmu polskiego: Polska, Naród Polski, Polak, katolik, polskość, Ojczyzna to – według nowych ideologii – mity, przede wszystkim ograniczają umysły i serca oraz twórczość ludzką. Dzisiejszy człowiek postępu ma być uniwersalistyczny i globalistyczny. I w tym duchu chyba większość z nich ustawicznie atakuje wszystko, co polskie i katolickie, sieje niepokój, zamieszanie i dezorientację. O co im ostatecznie chodzi? My też chcemy być wolni i kształtować się według naszych najlepszych wzorów i idei. I dajemy pełną wolność innym. Dlaczego oni nas ciągle lżą i biją? Przecież przez to kompromitują samych siebie i niszczą przyjazne i braterskie współżycie w jednym wspólnym domu polskim. Czy to jest moralne? Są nawet profesorowie, którzy wywodzą, że nie jesteśmy Polakami, bo przed tysiącem czy paroma tysiącami lat żyli na tych terenach rozmaici „inni” ludzie. Chcą przez to wykazać fikcję narodu, no i naszą „głupotę”. Przecież naród to nie jest jakaś zbiorowość biologiczna i ponadhistoryczna, stworzona w jednym momencie w całości. Jest to pewna gałąź antropogenetyczna kształtująca się z rodzin, rodów, plemion we wspólnym czasie, miejscu, historii, losie, języku i kulturze, do której wchodzą także osoby niezwiązane somatycznie, a tylko duchowo i zależnościowo, życiowo. Ale w antropologii społecznej naród jest najwyższą i najdoskonalszą formą bytu ludzkiego. Wystarczy zwrócić uwagę, jak społeczności tylko jeszcze na poziomie plemion wyrzynają się wzajemnie i nie tworzą wyższej kultury.

Zachodzi podejrzenie, że człowiek zwalczający ogólnie narodowość albo jest niezadowolony ze swojej narodowości, albo tylko swoją wynosi pod niebiosa, albo jest wielkim pyszałkiem, uważającym, że on sam siebie stworzył, ukształtował i niezwykle wysoko udoskonalił, nie potrzebując niczyjej pomocy. Czy nie jest to jakiś nowy rodzaj targowicy, polegający na wzywaniu nauki (pseudonauki) o pomoc, by pomogła takiemu wyrodnemu człowiekowi usprawiedliwić jego nienawiść do otoczenia i uzasadnić jego ogromną pychę wyniosłości ponad wszystkich, ponad „pospólstwo”? Przy tym wszystkim posługuje się po mistrzowsku bronią podstępu i kłamstwa, czego zresztą nie uważa za zło, lecz udoskonalenie techniki życia w „nowym wieku”.

Z autoportretu liberała katolika
Profil duchowy liberała katolika jest bardzo zbliżony do profilu ateisty, choć często jest mniej radykalny w dziedzinie spraw świeckich, a bardziej radykalny w ataku na katolicyzm klasyczny, jak to jest zazwyczaj w sektach.

1. Ten niezwykły radykalizm emocjonalny dotyczy najpierw roli sumienia kobiety co do aborcji. Kobiety z katolewicy uważają często, że „nie zabijaj” w tym przypadku nie jest sprawą Kościoła, lecz tylko osobistego sumienia. Przykazanie „nie zabijaj” uważa się głównie za kościelne i nie może ono obligować w życiu państwowym. Tutaj najwyższą i jedyną normą moralną jest sumienie: osobiste, własne, ponadkościelne i w ogóle niezależne. Toteż jeśli kobieta uzna, że mające się urodzić dziecko „bardzo jej przeszkadza”, to może je „usunąć” jak przeszkodę z drogi. Jeśli sumienie własne jej zezwala, to jest bez winy i wobec rodziny, i wobec państwa, i wobec Boga. Kryje się za tym w ogóle mylne założenie, że moralność jest sprawą czysto osobistą i subiektywną. Liberałowie nie rozumieją, że sumienie jest najbliższą normą moralną także obiektywną, jednak musi być prawidłowo ukształtowane, bo może być niekiedy całkowicie znieprawione lub mylnie ukształtowane przez dane środowisko, jak to się często zdarza u przywódców politycznych, u ludobójców czy pospolitych morderców. Człowiek musi mieć też pewną wiedzę etyczną. Dlatego każdemu człowiekowi jego otoczenie musi dać odpowiednią wiedzę etyczną, która sumienie umacnia.

2. U liberałów, którzy – jak uważają – wychodzą ze „stęchłej” atmosfery katolickiej dawności, występuje często uraz krytyczny w stosunku do przeszłości. Taki katolik chłonie bezkrytycznie nową atmosferę liberalną, nową mentalność, nowe horyzonty. I tak powstały dwa zwalczające się światy wartości. My zarzucamy im antypolskość, zatracanie tożsamości polskiej, poczucie niższości wobec świata nadchodzącego z Zachodu, demoralizację, kapitulację światopoglądową, zdradę, masochizm narodowy, sekciarstwo polskie liberalne, kapitulanctwo duchowe, degradację narodową i inne, a oni uważają, że Polacy klasyczni są już wsteczni, „przedawnieni”, antyinteligenccy, nierozumiejący ducha czasu, nacjonaliści, ksenofobowie, zaściankowi, hamujący wszelki postęp i zaprowadzający znowu we wszystkim Kościół średniowieczny. I tak powstała walka między tymi dwoma światami wartości, której – według liberałów nawet religijnych – nie może rozwiązać tradycyjny Kościół, a jedynie liberalizm, bo jeśli Kościół się niezliberalizuje, to zginie. Podobnie będzie – mówią – z państwem polskim: jeśli nie stanie się ono liberalistyczne jak na Zachodzie, to pójdzie w ruinę całkowitą. I tu liberałowie, nawet wierzący, przyjmują jak najbardziej szaloną i straceńczą tezę depresyjną, a mianowicie: jeśli Kościół polski ma przetrwać i żyć dalej w Polsce, to musi się wycofać całkowicie z życia publicznego: socjalnego, politycznego, kulturowego, państwowego i naukowego.

3. Tymczasem – zdaniem liberałów polskich dziś – klasyczna Polska nie chce odnowy w duchu liberalizmu, tylko tęskni za pewnym determinizmem. Po roku 1989 inteligencja polska chciała odrzucić zamordystyczny komunizm, Radiokomitet, cenzurę, prześladowanie, chciała być wolna od nakazów i zakazów i wolna od wszelkiej inwigilacji. A tu nagle w miejsce dawnych „porządków komunistycznych” wprowadza się w Polsce „nowe porządki” zniewalające. Od razu Marek Jurek jako poseł nie zadowolił się przywróceniem orłu korony, na co przystali i liberałowie, lecz zażądał ponadto jeszcze krzyża na koronie po starej myśli: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Dokładnie oznaczało to – zdaniem liberałów katolickich – powrót Polski bogoojczyźnianej, zaściankowej, nietolerancyjnej, wykluczającej z państwa inne wyznania i inne religie, głównie Żydów i muzułmanów. Notabene dodawanie muzułmanów do Żydów stało się – jak widzimy – chwytem propagandowym, że niby Żydzi sami są wzorem tolerancji, upominając się stale nie tylko o prawa dla siebie, ale i dla muzułmanów, swoich zaciekłych wrogów. Coś podobnego stosuje także Hollywood w swoich filmach: żeby uniknąć oskarżenia o dyskryminację Murzynów, to prawie w każdym filmie dają jakąś rolę i Murzynowi, tyle że z reguły na doczepkę bez znaczenia. W każdym razie według naszych liberałów Polska nowa ma być nie tylko multi-kulti, ale i wielowyznaniowa. Tymczasem Polacy po roku 1989 śmieli żądać, żeby nawet telewizja szczególnie szanowała wartości chrześcijańskie, co przecież „było wywołaniem wojny ideologicznej”. Tymczasem wartości chrześcijańskie należało prywatnie szanować, ale nie czynić tego w życiu publicznym, państwowym, bo to narusza wolność innych.

4. Zdaniem liberałów, zwłaszcza z lobby żydowskiego, „Solidarność”, oddana z czasem w ręce tradycyjnych Polaków, zdegenerowała się. Zaczęła w III RP bronić tylko swoich interesów i przywilejów z pominięciem innych grup społecznych. Do dziś najbardziej bolesne jest, że Kościół polski nie broni i nie wspiera PO, KOD i Nowoczesnej, które są za demokracją. Tego Jan Paweł II by nie robił, bo pod koniec swego pontyfikatu coraz więcej cenił wolność. Liberałowie podtrzymują, że teraz Kościół polski uważa, że nienawiść jest tylko po stronie opozycji, a nie ma po stronie PiS, które chciałoby zaprowadzić swój porządek w państwie.

Kiedyś wprowadzenie „religii” do szkół (w szkole chodzi o „naukę religii", a nie o „religię” – uwaga moja) stało się za szybko, bez krytycznej dyskusji sejmowej, która by zapewne nie pozwoliła na inwazję Kościoła na szkoły. Religia bowiem jest sprawą prywatną. Również zaskakujące było podpisanie konkordatu bez pogłębiającej dyskusji w Sejmie, co sprzyjało dawnym poglądom. Przyjęto także, że za lekcje religii płaci państwo, tzn. wszyscy, a przecież są i niewierzący, koszty powinni ponosić tylko wierzący. Wtrącę tu, że na budżet, czyli także na niewierzących, składają się wszyscy wierzący, czyli z budżetu wierzących nie powinni korzystać – według tej nieludzkiej i idiotycznej zasady – wszyscy niewierzący lub wierzący nie po katolicku. I liberał brnie dalej w kierunku sekciarskim, a mianowicie lekcje w szkole powinny być nauką o religiach świata w ogóle, żeby nie wtłaczać młodzieży i w instytucjach państwowych przestarzałego katolicyzmu w formie katechizacji. Katechizacja powinna się odbywać tylko w niepaństwowych budynkach. Przy czym nawet i tutaj powinni uczyć przede wszystkim świeccy, bo księża nie dają żadnej wiedzy. Zakłada to pogląd, że księża jako tacy są ciemni i nie pojmują już nowego świata.

5. Liberał wskazuje, że Kościół polski zapomina, że dziś, w czasach demokracji nie ma szerszej władzy nad inteligencją, ludami wysoko wykształconymi, światłymi, które mają istotną rolę w Kościele demokracji. Kościół, jeśli ma jeszcze trochę tradycyjnej władzy, to tylko nad Kościołem tradycyjnym, ludowym i masowym. Arystokracja zaś ma prawo udziału w układaniu wspólnego z hierarchią credo katolickiego. Żaden duchowny, nawet najwyższy, nie ma monopolu na prawdę i na prawo kościelne. Toteż wielkim błędem, według liberałów, było „wprowadzanie sacrum do życia społecznego i państwowego”. Bo dobro, nawet moralne, czynione na rozkaz władzy, nie będzie dobrem. Ekonomii prawdy i dobra nie realizuje już Kościół hierarchiczny i instytucjonalny, lecz sami indywidualni wybitni katolicy. Jan Paweł II okazał się zbyt konserwatywny, kiedy w Skoczowie w roku 1995 wypowiedział się, że „katolicy w Polsce są dyskryminowani”. Nic takiego nie było, tylko katolicy tracą władzę polityczną, której mieć nie powinni. Podobnie Jan Paweł II niesłusznie bronił prawicy i konserwatystów katolickich, krytykowanych przez „Tygodnik Powszechny”, zarzucając temu tygodnikowi, że „Kościół nie czuje się dość miłowany przez tenże „Tygodnik Powszechny”. Papież nie rozumiał jeszcze nowego Kościoła i jego roli dziś. Bał się nadal komunizmu i nie rozumiał liberalizmu. Zbyt bronił przez cały czas duchownych w różnych ich niemoralnościach, a także nie ufał nowej teologii wyzwolenia. Jerzy Turowicz zrobił błąd, że ten list Papieża do „Tygodnika Powszechnego” w ogóle pokornie ogłosił. Powinien był pojechać do Watykanu i wytłumaczyć Ojcu Świętemu, jaka jest sytuacja Kościoła w Polsce, i powiedzieć, że napisał on ten list jak poeta, a nie jak Pasterz całego Kościoła. Przede wszystkim zapomniał, że zespół „TP” jest Kościołem. W ogóle lepiej byłoby modlić się do Karola Wojtyły osobiście niż do Papieża kanonizowanego formalistycznie przez instytucję.

6. I wreszcie nowy liberał polski uważa, że można rezygnować z patriotyzmu w klasycznym znaczeniu, z suwerenności państwa i z tradycji duchowej dla „postępu” i wielkiej korzyści społeczno-politycznej. Wystarczy patriotyzm i częściowa zależność od innych wtedy, kiedy obywatel Polski będzie dobrze pracował i rozwijał różne dobra dla siebie i dla swojej mniejszej wspólnoty, co się przełoży samoczynnie na dobro całego społeczeństwa. Członek UE nie może stawiać na pierwszym miejscu Polski i „Polska nie może już być niezależna od władz Unii”. Stąd „prawdziwy” liberał polski wścieka się, kiedy jest za to krytykowany. Sam bowiem uważa, że odkrył nową ojczyznę, nową moralność i nowy świat. Religia nie ma prawa rościć sobie pretensji do wpływu na to nowe życie publiczne. A jeśli to czyni, to miesza się do polityki nowoczesnej. Jedynie jako instytucja czy wspólnota duchowa winna otworzyć się na oścież na wszystkich ludzi, żeby mogli podyskutować o Chrystusie, określić sami swoją w niej rolę, przyjąć albo odrzucić jej prawdy i reguły, odrzucić autorytaryzm dogmatyczny, wybrać sobie dowolny styl i kodeks zachowań, odrzucić władzę hierarchii i swobodnie sobie wchodzić do tej wspólnoty albo wychodzić z niej. Słowem, religia Chrystusowa ma być poszukująca, dialogująca i otwarta na prawdy współczesne. Zdaniem liberałów, szczególnie zwolennicy Radia Maryja chcą cofnąć Kościół i Polskę do czasów średniowiecznych, co oznacza zgubę. Cała nadzieja w Papieżu Franciszku.

***
Nie jest człowiek w stanie w artykule napisać wszystko o radykalnym relatywistycznym liberalizmie, pędzącym jak duchowe tsunami i rozbijającym po drodze cały uporządkowany i sensowny świat dotychczasowy. Nas w Polsce dodatkowo boli, że liczne jednostki i wspólnoty włączają się w to uderzenie przeciwko Kościołowi i Polsce. Przypominają oni swoim zachowaniem przewrotne plemię starosemickich Edomitów, potomków Ezawa, którzy żyjąc częściowo w Królestwie Judzkim w roku 586 przed Chrystusem dołączyli ochoczo do potwornych wojsk babilońskich i króla Nabuchodonozora w zdobywaniu i niszczeniu świętej Jerozolimy i wykazali się szczególnym okrucieństwem wobec swoich pobratymców i wielką żądzą rządzenia całym krajem bezprawnie. Trzeba pamiętać o proroctwie Abdiasza do Edomitów: „Z powodu przemocy wobec brata twego, Jakuba, okryjesz się hańbą i przepadniesz na wieki. Bo uczestniczyłeś w tym, kiedy wrogowie kradli jego bogactwa, a cudzoziemcy wkraczali w jego bramy i o Jerozolimę (o Polskę!) rzucali losy. Nie wyciągaj rąk po jego bogactwa. Nie stawaj na skrzyżowaniu jego dziejowych dróg, aby zabijać jego uchodźców, ani nie handluj ocalałymi z (bezbożnej) niedoli” (Ab w. 10-14). My nie jesteśmy jednak pesymistami, wiemy, że „nasze zwycięstwo przyjdzie od Maryi” (kard. August Hlond). Bowiem to Ona zrodziła Zwycięzcę wielkiej herezji antropologicznej (haeresis anthropologica), uczącej dziś, jakoby człowiek był pełnym człowiekiem dopiero wtedy, gdy zaneguje lub wyrzuci ze swego życia Boga.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

http://www.naszdziennik.pl/mysl/160821, ... -dzis.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 15 lip 2016, 07:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Patologia ma to do siebie, że jak zaraza, jak choroba stara się zaatakować wszystkie żywe organizmy i je zniszczyć, aby w konsekwencji doprowadzić również do zniszczenia samej siebie, gdy już nie będzie na kim żerować.

Bruksela wymusza gender

Rada Unii Europejskiej usiłuje wymusić na Polsce zobowiązanie do zmiany definicji małżeństwa

Ostatnią taką próbę rządowi Beaty Szydło udało się wprawdzie odeprzeć, ale pewne jest, że będą kolejne.

Podnosząc argument, że prawo rodzinne leży w wyłącznej kompetencji praw członkowskich Unii Europejskiej, Polska oświadczyła, że „żadne działania Unii nie mogą prowadzić do narzucenia państwom członkowskim obowiązku rozszerzenia przepisów odnoszących się do małżeństw na związki jednopłciowe, także w przypadkach, gdy zarejestrowane są one w innych państwach członkowskich UE”.

To sedno obszernej polskiej deklaracji zgłoszonej do Konkluzji Rady Unii Europejskiej ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów, do której dotarł „Nasz Dziennik”. Negocjacje treści tych zapisów były długie. Jeszcze na początku roku prawnicy z Instytutu Ordo Iuris ostrzegali, że dokument przewiduje rozwiązania uderzające w nasz porządek konstytucyjny.

Konkluzje, które zostały ostatecznie przyjęte przez państwa członkowskie 16 czerwca br., odnoszą się do „Listy działań Komisji Europejskiej na rzecz poprawy równego traktowania osób LGBTI”. W teorii chodzi o przeciwdziałanie dyskryminacji, w praktyce – o wdrażanie ideologii gender, włącznie z przewrotem w definicji małżeństwa i rodziny.

Anna Ambroziak

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ender.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 12 wrz 2016, 07:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Kto podnosi rękę na Boga, z czasem podnosi ją na człowieka

– W miesiącu wrześniu żywo powracają smutne wspomnienia z wydarzeń historycznych naszego Narodu. Nie możemy o nich zapomnieć! Wszystkie te ideologie, które podnosiły rękę na Boga, z biegiem czasu podnosiły ją również na człowieka – podkreślał w homilii bp Ignacy Dec. Biskup świdnicki dzisiaj w kościele pw. Wniebowzięcia NMP w Bielawie przewodniczył Mszy św. na rozpoczęcie 27. Polsko-Czeskich Dni Kultury Chrześcijańskiej.

W homilii ks. bp Dec, nawiązując do odczytanego fragmentu Ewangelii, rozważał, jakie miejsce zajmuje w historii i życiu ludzkim pojednanie na kanwie 1050. rocznicy Chrztu Polski, mówiąc przy tym, o ważnej roli św. Wojciecha, którą odegrał przy budowaniu tożsamości i niepodległości ówczesnego Księstwa Polan. Wskazywał również na odwagę, jaka ma towarzyszyć w dzisiejszej Polsce i Europie każdemu w przyznawaniu się do Chrystusa i w wyznawaniu wiary.

– Święty Wojciech jest tym, który łączy kilka narodów. Jest patronem Polski, mamy jego relikwie, ale pochodzi z Czech, więc czczą go także Czesi i Słowacy, a również Węgrzy, Niemcy i Litwini, bo zginął w pobliżu granic z Litwą. Jest więc świętym, który łączy i wskazuje na wartość, jaka płynie z pojednania – zauważył ks. bp Dec.

Dodał, przywołując słowa św. Jana Pawła II, że św. Wojciech łączy narody na bazie Ewangelii, gdyż jest patronem zjednoczonej Europy.

– Jeśli Unia Europejska ma przetrwać, to powinna być oparta na wartościach ewangelicznych. Jeżeli tego nie zrozumie i nie oprze się na zdrowym fundamencie Ewangelii, to rozpadnie się jak domek z kart – mówił biskup świdnicki.

Kaznodzieja zwrócił uwagę, że historia jest nauczycielką życia, dlatego należy budować osobisty dom życiowy, rodzinny, narodowy i europejski na trwały fundamencie, którym jest Jezus Chrystus.

– Jesteśmy pełni niepokoju, że w obecnym czasie uaktywnili się bardzo nierozsądni, nierozumni ludzie, którzy gardzą chrześcijaństwem. Obarczają je różnymi zarzutami, zupełnie niesłusznymi. Przez to tworzą się nowe utopie, ideologie, a każda utopia i ideologia jest bardzo niebezpieczna, bo nie zawiera prawdy, lecz nasycona jest kłamstwem. Przez to próbuje się wprowadzić w błąd kolejne pokolenie ludzkości. To wszystko prowadzi do nicości. Nie prowadzi do Boga. Musimy się opamiętać – podkreślał ks. bp Dec.

Na zakończenie kapłan, przywołując bitwę pod Wiedniem i Jana III Sobieskiego, wskazał, że to wydarzenie ochroniło Europę przed islamem. Pytał również, czy dzisiejsza Europa będzie w stanie przywrócić ducha chrześcijańskiego, by mogła przetrwać i być wspólnym domem z wartościami duchowymi: religijnymi i moralnymi.

Po Mszy św. na placu kard. Stefana Wyszyńskiego, przy pomniku św. Jana Pawła II w Bielawie odsłonięto pamiątkową tablicę ku czci św. Wojciecha oraz szlaku, który przemierzył, chrystianizując Naród Polski.

DM

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... wieka.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 05 lis 2016, 18:19 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Relatywizacja życia prowadzi do ludobójstwa

Obrazek

Relatywizacja ludzkiego życia prowadzi do tragedii ludobójstwa – ostrzegł abp Henryk Hoser. W katedrze św. Michała Archanioła i św. Floriana odbyły się uroczystości upamiętniające 222. rocznicę Rzezi Pragi, w czasie której wojska rosyjskie pod dowództwem Aleksandra Suworowa. dokonały masakry ludności cywilnej na prawym brzegu Wisły. W ciągu kilku godzi zginęło wówczas 20 tys. osób, w tym również kobiety i dzieci.

W homilii ks. abp Hoser zaapelował o wyciągnięcie wniosków z historii i zrobienie sobie rachunku sumienia z powinności wobec Ojczyzny.

– Niech ci, którzy zginęli 4 listopada 1794 roku, będą naszymi nauczycielami mądrości, odpowiedzialności i dobrze pojętej wolności naszego życia osobistego rodzinnego i społecznego – zaapelował biskup warszawsko-praski.

Ostrzegł, że tym, co zgubiło Pierwszą Rzeczpospolitą, prowadząc do rozbiorów i 123 lat niewoli, była zdrada, prywata i brak jedności.

– Kraj podminowany był frakcyjnymi walkami, a wielu zaślepionych było chciwością, stąd koniunkturalizm, który nieuchronnie prowadził do katastrofy. Procesy ingerencji obcych mocarstw tak daleko zaszły, że nie pomogły nawet reformy Sejmu Czteroletniego i Konstytucja 3 maja – zauważył ks. abp Hoser.

Ostrzegł, że brak szacunku dla ludzkiego życia może prowadzić do ludobójstwa.

– Zadajmy zatem sobie pytanie: jaka jest wartość człowieka? Jaka jest wartość ludzkiego życia, kiedy ją relatywizujemy? – pytał abp Hoser.

Na zakończenie zaapelował o modlitwę w intencji tych, którzy 222 lat temu zostali zamordowani, by znaleźli pocieszenie w Królestwie Jezusa Chrystusa.

– Tylko Bóg może wynagrodzić człowiekowi wszystkie straty, które poniósł na ziemi, ponieważ On sam jest najwyższym dobrem – powiedział duchowny.

Po Mszy św. w katedrze odbył się koncert patriotyczny. Następnie przemaszerowano pod cerkiew Św. Marii Magdaleny, gdzie stoi krzyż upamiętniający ofiary Rzezi Pragi. Zapalono tam znicze i złożono wiązanki kwiatów.
Rzeź Pragi doprowadziła do zajęcia stolicy i upadku Insurekcji Kościuszkowskiej. W konsekwencji doszło do trzeciego rozbioru Polski i 123 lat niewoli.

RS, KAI

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... jstwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 20 mar 2017, 17:55 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Patologia lewacka zwąca siebie samą "nauką", jest już raczej przeżytkiem, zabobonem, czy też świecką religią, ale wciąż jeszcze decyduje o tym co komu wolno, a czego poprawność polityczna, (kolejny zabobon lewacki w randze dogmatu) zabrania. My, przynajmniej my, musimy się spod tego bzdurnego dyktatu wyzwolić, by móc żyć, najzwyczajniej w świecie żyć, żyć pełnią życia.

Komuna nie upadła, ale ewoluowała

Dorastałem i studiowałem w czasach, kiedy „materializm naukowy” obowiązywał na wszystkich uniwersytetach w Polsce. Skutki tego dla uniwersytetów były opłakane, choć matematyka, którą studiowałem, była odporna na próby materializacji.

Manewr związany z przekazaniem władzy „swoim opozycjonistom”, zastosowany w Magdalence, dotyczył również mediów i uniwersytetów. Najbardziej gorliwi towarzysze zostali wycofani z pierwszej linii, a na ich miejsce skierowano nowych.

Marksizm-leninizm został zastąpiony przez „gender studies”, a postulat władzy ludu został zastąpiony prawem matki do zabijania dzieci przed narodzeniem. Aparat medialno-propagandowy musiał się napracować, ale operacja zakończyła się sukcesem: doktryną panującą dziś na polskich uniwersytetach jest „feminizm naukowy”.

W ramach doktryny rektorzy udzielają wszelkich zachęt do uczestnictwa w imprezach aborcyjnych, organizują „gender studies”, zapraszają weteranki ruchu aborcyjnego do wykładów, a przede wszystkim chronią studentów przed jakimkolwiek kontaktem z osobami, które mogłyby naruszyć przekonanie, że możliwość zabicia swojego dziecka jest głównym prawem kobiety. W Gdańsku 8 marca, na znajdującym się na terenie Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii UG i GUMed telebimie wyświetlone zostało hasło: „#8 marca POPIERAMY”.

Rektorzy Uniwersytetów Warszawskiego, Jagiellońskiego i Wrocławskiego nie mogli dopuścić do wystąpienia w ich murach Rebeki Kiessling, ponieważ głupota i kłamstwa ich pupilek od genderu mogłyby zostać zdemaskowane. Wprawdzie dzięki internetowi i rozgłosowi związanemu z zakazem znacznie więcej osób obejrzało wystąpienia pani Kiessling, ale feminizm naukowy pokazał, kto rządzi na polskich uniwersytetach i co trzeba mówić, aby zrobić karierę.

Wielu ludzi może sobie jednak zadać istotne pytanie: po co nam uniwersytety, które nie szukają prawdy, tylko hodują idiotyczne ideologie?

Mariusz Dzierżawski

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... owala.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 25 mar 2017, 19:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Dziś ta nauka, na którą powoływano się w przeszłości i którą głównie steruje lewactwo, osiadła na mieliźnie i sama z dnia na dzień coraz bardziej staje się zabobonem.
A nauka, ta prawdziwa?
Nauka, podobnie jak kultura zeszła do podziemia i tam próbuje poza terrorem poprawności politycznej rozwijać się, mimo zakazów, lewackiego prawa i lewackich sankcji.
A to co lewactwo nadal próbuje uznawać za naukę i wmawiać nam te brednie, staje się coraz wyraźniej ideologią, a nawet lewacką religią, w którą obowiązkowo powinniśmy wierzyć.
Lewacka nauka próbowała podważyć religię, obalić wiarę, a tymczasem sama stała się wiarą.


W historii wrogowie wiary i Kościoła powoływali się na rozum i naukę. Dzisiaj walczą jednocześnie z rozumem, nauką i wiarą.

Widzieć sercem to myśleć i wierzyć

Ks. Stanisław Małkowski

Warszawska Gazeta 24 – 30 marca 2017 r. KOMENTARZ TYGODNIA

Bóg widzi wszystko i wszystkich. Niewidzialny ludzkim wzrokiem Bóg objawia się ludziom poprzez znaki i dary. To objawienie może być zrozumiane i odniesione do Boga w świetle wiary, bo bez niej największe znaki i cuda są odrzucane lub przypisywane złym mocom. Potrzebne są dla pokonania duchowej ślepoty światłe oczy serca.

Ewangelia czwartej niedzieli Wielkiego Postu zw. Laetare – Wesel się Jerozolimo, raduj się, Kościele w roku A ukazuje uzdrowienie ślepego od urodzenia (J 9,1-41). Uczniowie Jezusa widzą w ślepocie karę za grzechy, natomiast Jezus prowadzi uczniów i świadków ku objawieniu się spraw Bożych: na oczy ślepego nakłada błoto ze śliny i wzywa go, aby obmył się w sadzawce Siloe. Gdy ślepy posłusznie to czyni, wraca widząc. Zdumieni świadkowie, którzy przedtem widywali uzdrowionego jako żebraka, prowadzą go do faryzeuszów, a ci mówią o Jezusie: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu, uznają więc cud jako działanie niedozwolone, czyli hańbiące Jezusa niewiernego faryzejskim przepisom. Skutkiem następującego przesłuchania i dochodzenia jest potępienie zarówno Jezusa, jak i uzdrowionego żebraka. Cały urodziłeś się w grzechach i śmiesz nas pouczać – powiedzieli mu i „wyrzucili go precz”. Zaś Jezus uzdrowionego przyjął i doprowadził do wiary, czyli otworzył mu nie tylko oczy ciała, ale i oczy duszy.
Są tacy „widzący”, którzy trwają w grzechu zaślepienia, oraz tacy niewidzący, którzy chcą widzieć i dzięki Jezusowi widzą nie tylko świat w prawdzie, ale samego Jezusa Chrystusa, który świat stworzył i zbawia tych, którzy chcą być zbawieni zarówno przez wiarę, jak i rozum. Faryzejska postawa jest odrzuceniem Jezusa razem z uzdrowionym żebrakiem, jest wynikiem braku wiary i rozumu. Żadne fakty nie są w stanie tych ludzi przekonać. Gdy Jezus wskrzesił Łazarza, postanowili obu zabić – Łazarza i Jezusa. Gdy Chrystus zmartwychwstał, przekupili żołnierzy pilnujących grobu, aby ci publicznie kłamali, oskarżając zresztą samych siebie, rozpowiadając, że zasnęli na służbie i jako śpiący świadkowie nie mogli przecież słyszeć ani widzieć otworzenia grobu i wykradzenia ciała Jezusa.
Kiedyś w historii wrogowie wiary i Kościoła powoływali się na rozum i naukę. Dzisiaj walczą jednocześnie z rozumem, nauką i wiarą, czego przykładem jest przymusowe szerzenie irracjonalnych i niemoralnych ideologii w rodzaju „gender” oraz propagowanie różnych form ludobójstwa przy założeniu uznaniowości człowieczeństwa, które jako cecha może być „prawnie” uznane albo odebrane.

Obecne władze Unii Europejskiej tkwią w oparach absurdu, narzucając komu mogą swoje bezsensowne pomysły na życie i umieranie, tworząc różne trujące „mikstury”, przyznając sobie w głupocie i pysze władzę boską, sięgając jak niegdyś po smakowity owoc decydowania o tym, co dobra, a co złe.
Im bardziej państwowe władze (niestety jeszcze np. w Polsce) ulegają tym diabelskim pomysłom i wpływom, tym bardziej i chętniej podążają drogą do nikąd razem ze swoimi poddanymi, podobnymi do owiec prowadzonych na rzeź.

24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Życia. Trwająca w Polsce (i w prawie wszystkich krajach na świecie) państwowa zgoda, chociaż u nas ograniczona, na selektywne ludobójstwo w wielu postaciach, jest hańbą XX i XXI w., jest zaprzeczeniem człowieczeństwa i chrześcijaństwa, gdy ani rozum, ani wiara się nie liczą, o jedynie ważny jest interes w znaczeniu władzy, posiadania, wpływów i korzyści. Faryzejską korzyścią było zachowanie elitarnej wyższości wraz z przywilejami. Ci zaślepieni ludzie, wsparci autorytetem uczonych w piśmie i arcykapłanów, potraktowali Jezusa jako zagrażającą im konkurencję, stosującą niedozwolony społeczny doping w postaci cudu dla pozyskania tłumu, czyli „przeklętego motłochu”, który zakonu nie zna, cały jest w grzechach i jeszcze śmie pouczać „wiedzących i widzących”.
Wiernym, odważnym i mężnym opiekunem i obrońcą życia – najpierw Dzieciątka Jezus i Maryi, a następnie Kościoła i narodów, powierzających się Jemu, jest św. Józef, który do nas mówi z nieba:
Pokój wam! Niech będzie uwielbiony Syn Boży Jezus Chrystus – Pan i Król! Czas postu to czas siania dobra, ofiary i modlitwy, ziarna Bożego, które wyda plon w swoim czasie. Siejcie: módlcie się, wypełniajcie obowiązki stanu, dawajcie jałmużnę ciała, czyli post i jałmużnę ducha, czyli modlitwę w obfitości. Jestem z wami i modlę się z wami – święty Józef Oblubieniec Maryi i Opiekun Kościoła Świętego. Amen.

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 11 stycznia 1976 r.: Wszelkie działanie przeciwko rozpoczętemu życiu jest zwykłą zbrodnią przeciwko prawom natury! Powstające pod sercem matki nowe życie nie należy do niej. Jest ono własnością nowego człowieka! Nikt nie może bezkarnie pozbawić życia kształtującej się dopiero istoty ludzkiej, zwłaszcza że jest ona bezbronna. Musi więc mieć swoich obrońców. Obrońcą jest sam Bóg, który upomni się o to życie, gdy przed Nim staną ci, którymi posłużył się, aby je przekazać.

Niewidzialny Bóg stał się widzialny w Jezusie Chrystusie. Gdy Chrystus, wstępując do nieba swoją władzę i obecność w miejscu i czasie powierzył Kościołowi – jednemu, świętemu, katolickiemu i apostolskiemu – wspólnocie swoich wiernych uczniów i naśladowców, wiemy, gdzie Chrystusa w Jego słowach i sakramentalnej postaci szukać i odnaleźć.

http://dakowski.pl/index.php?option=com ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 09 sie 2017, 12:12 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Jadwiga Magnuszewska

odrzucona prawda

widzę świat
w krzywym zwierciadle
swoich pojęć

nie taki jaki jest
tylko taki jaki pasuje
do posiadanej wiedzy

widzę to co znam
reszta mi umyka
narzucam temu co spotykam
własną interpretację
zgodną z przekonaniami

odrzucam prawdę
gdy nie pasuje do mojego
obrazu świata


Opublikowano: 09.08.2017 10:56.

https://www.salon24.pl/u/ppoezja/800512 ... ona-prawda


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 15 lis 2017, 12:00 
Offline
Moderator
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 21 lip 2009, 10:40
Posty: 7559
Lokalizacja: Podlasie
Pogrobowcy oświecenia dostrzegają swą porażkę

Obrazek

Pogrobowcy oświecenia ubolewają nad odchodzeniem od jego jedynie słusznych idei. Nawet szacowna „Polityka” dostrzegła już, że żaden koniec historii nie nastąpił. Toczy się ona dalej i to niekoniecznie po myśli racjonalistów, liberałów czy scjentystów.

Joanna Podgórska na łamach „Polityki” (8-14.11 2017) opisuje proces „Ociemnienia”, czyli odchodzenia od idei oświeceniowych. Przykładów świadczących o tym procesie podaje bez liku. Od twierdzeń przeczących teorii ewolucji, przez ruch anty-szczepionkowy, sukcesy „populistów” w polityce, na popularności fake-newsów kończąc.

Autorka nie może też przeboleć ostrych słów krytyki, wypowiedzianych przez małopolską kurator oświaty, w związku ze zorganizowaniem na terenie Uniwersytetu Jagiellońskiego spotkania z propagatorem ateizmu Danielem Dennetem. Nie potrafi także znieść „kwestionowania autorytetu naukowców”, choćby w kontekście teorii o globalnym ociepleniu. Albo wątpliwości odnośnie tego, jaki jest najlepszy ustrój. Wszak jeszcze niedawno były one nie do pomyślenia!

„Trudno sobie także wyobrazić, by któryś z poważnych hierarchów Kościoła negował zasady liberalnej demokracji czy ideę rozdziału Kościołów od państwa. Wydawało się, że – przynajmniej na tym froncie – oświecenie zwyciężyło. Francis Fukuyama ogłosił nawet koniec historii, uznając, że ludzkość osiągnęła punkt końcowy ideologicznej ewolucji, a zachodnia demokracja liberalna jest ostateczną formą ustrojową” – pisze publicystka „Polityki”. Tymczasem okazało się, że wizja „końca historii” runęła jak domek z kart, konflikty światopoglądowe nie ustały i – horribile dictu – religia nie cofnęła się zupełnie do kruchty.

Tak, chciałoby się zawołać, Pani Redaktor ma rację! Czas panowania Waszego kultu oświecenia dobiega końca! Dlaczego piszemy o „kulcie”. Otóż oświecenie, szczególnie to francuskie, nie jest – jak próbuje nam się wmówić – po prostu rozwojem nauki. To ideologia! Oświecenie, podobnie jak marksizm (określany „światopoglądem naukowym”) żeruje na sukcesach nauki i stara się wykorzystać jej autorytet do własnych celów.

Ubóstwo scjentyzmu

Jednak scjentyzm to nie nauka, lecz filozofia, a raczej ideologia. Wszak medycyna może skutecznie odkryć przyczyny chorób i sposoby ich leczenia, a astronomia odkryć tajemnice ruchu gwiazd. Jednak ani jedna, ani druga nie pomoże raczej w napisaniu „Makbeta” czy skomponowaniu IX Symfonii. Żadna nauka przyrodnicza czy ścisła nie odpowie też na pytanie na to czym jest dobro i zło. Albo czy Bóg istnieje. To już bowiem domena filozofii.

Co więcej, wobec pewnych pytań rozum ludzki pozostaje zwyczajnie bezradny. Zbyt wysokie progi. Może albo pogrążyć się w prowadzącym do rozpaczy sceptycyzmie, albo uznać potrzebę Objawienia.

Filozofia przekracza więc i dopełnia naukę, a religia przekracza i jedną i drugą. Wiara zaś zapewnia dobra niemożliwe do uzyskania w inny sposób – bezinteresowna miłość Matki Teresy prowadząca do wyniszczenia się w służbie nieznajomym byłaby trudna lub niemożliwa do osiągnięcia bez niej. Podobnie absolutna czystość czy heroizm ludzi pożeranych przez lwy i błogosławiących swym prześladowcom.

Scjentyzm zaś odziera życie ludzkie z dóbr innych niż nauka, a w każdym razie ogranicza ich rolę. Owa ciasnota horyzontów prowadzi w najlepszym razie „tylko” do zubożenia ludzkiego życia, a w najgorszym do totalitaryzmu. To pogląd charakterystyczny nie tylko dla konserwatystów – wszak wyrażał go choćby Isaiah Berlin. Ów liberalny myśliciel twierdził, że oświeceniowe dziedzictwo prowadziło do monizmu (uznaniu istnienia jedynie jednego dobra) i totalitaryzmu. Związki między oświeceniem a totalitaryzmem dostrzegali zresztą nawet myśliciele marksistowscy, tacy jak Max Horkheimer i Theodor Adorno!

„Oświecona” barbaria

Stworzenie abstrakcyjnej, jedynie słusznej koncepcji „Rozumu” (czczonej podczas rewolucji francuskiej jako bogini) prowadziło do prześladowania ludzi i dóbr kultury niewpisujących się w jej sztywne ramy. Oświecony rozum nie tolerował odmieńców: chorych psychicznie, niepełnosprawnych, et cetera. Walkę z nimi określił mianem eugeniki. Ta w „oświeconej” Szwecji trwała jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej, a dziś powraca tylnymi drzwiami.

Oświecenie zadekretowało zatem czym jest „rozum” i zabsolutyzowało to pojęcie w swoim rozumieniu. Co zaś z nie-rozumem i jego reprezentantami? Tych, zdaniem wyznawców radykalnego nurtu oświecenia, należało wytępić. Kto zaliczał się w ich poczet? Niewątpliwie przede wszystkim wyznawcy „zabobonu”.

Wspomnijmy choćby o rewolucji francuskiej. „Niszczyć hańbę” – mówił o Kościele katolickim Wolter. Liczba jej ofiar (Wielki Terror, rzeź Wandei et cetera) przewyższa liczbę ofiar znienawidzonej przez piewców oświecenia Inkwizycji. Oto realizacja hasła „Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć” wpisanego na rewolucyjne sztandary. Jego ostatni człon wymazano z większości historycznych podręczników. Jak to zafałszowanie faktów ma się do naukowości (w tym przypadku do nauki historii)?

Francuscy rewolucjoniści odpowiadają także za niszczenie dziedzictwa kulturalnego ludzkości. Jak zauważył Francois Souchal w „Wandalizmie Rewolucji”, zniszczyli oni między innymi trzy czwarte kościołów w Paryżu, katedry w Cambrai i Arras oraz opactwa w Citeaux i Clairevaux. Niewiele brakowało też, a udałoby się im dokonać destrukcji katedry w Chartes. „Gdy wiara śpi upiory budzą się” – chciałoby się powiedzieć komentując barbarzyństwo zwolenników rewolucji.

Te i inne zbrodnie wynikłe z ideologii oświecenia trafiają do publicznej świadomości między innymi za sprawą „nowych technologii komunikacji”, nad których niewłaściwym wykorzystaniem ubolewa Joanna Podgórska. Dzięki nim zideologizowana kasta lewicowo nastawionych „intelektualistów” nie sprawuje już monopolu nad sercami i umysłami.

Joanna Podgórska w swoim tekście krytycznie wypowiada się o dawnym Kościele. Ze słabo skrywanym dyzgustem pisze o dokumentach Grzegorza XVI czy Leona XIII potępiających absolutyzację nieograniczonej wolności słowa, druku czy religii. Nad ograniczeniami wolności Kościoła (choćby szkół katolickich w XIX wiecznej Francji) czynionymi w imię liberalizmu, dziwnym trafem zapomina.

Autorka próbuje też odgrzewać mocno już nieświeży kotlet, w postaci twierdzeń o wrogości Kościoła wobec nauki. Świadczy o tym jakoby niechęć wobec szczepień (pomimo ich dopuszczenia) oraz krytyka Leona XIII pod adresem stawiania na rzymskim Campo di Fiori pomników heretykowi Giordanowi Bruno.

Oświecenie jako wypaczenie chrześcijaństwa

A przecież oświecenie, nieprzypadkowo zrodzone w świecie chrześcijańskim, posiada ogromny dług wdzięczności wobec chrystianizmu. To właśnie z tego dziedzictwa czerpie, na nim pasożytuje, wypaczając jego piękne koncepcje.

Przecież głoszony przez oświecenie szacunek dla rozumu i nauki to koncepcja chrześcijańska. Wszak „na początku było Słowo a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo” (1J 1). Słowo, a więc Logos to także rozum. Zatem racjonalność znajduje się u podstaw chrześcijaństwa. „To rozum czyni nas ludźmi” twierdził w „ciemnym” XII wieku angielski mnich Adelard z Bath.

Do lamusa odchodzi przekonanie o chrześcijaństwie, a zwłaszcza Kościele katolickim, jako wrogu ludzkiego rozumu. Do powszechnej świadomości przebija się natomiast prawda o kościelnych inspiracjach i opiece nad nauką. To prawda, że absolutyzacja rozumu i odrzucanie religii kłócą się z duchem katolickim, jednak nic nie jest bardziej odległe od chrześcijańskiej ortodoksji niż właśnie odrzucanie racjonalności.

Wszak, jak zauważył Thomas Woods w „Jak Kościół zbudował cywilizację zachodnią”, powstanie (apoteozowanej przez piewców oświecenia) nauki stanowi dzieło Kościoła. Ten głosząc koncepcję świata jako posiadającego stałe prawa tworu racjonalnego Stwórcy, motywował do odkrywania i wykorzystywania tychże praw. A więc do działalności badawczej!

Nieprzypadkowo więc nauka na taką skalę nie narodziła się i nie utrwaliła na przykład w świecie islamu. Tam bowiem uznawano, że „prawa natury” to de facto zwyczaje Allaha, mogące w każdej chwili ulec zmianie. Ponadto chrześcijańska wiara w Chrystusa jako Jednorodzonego Syna stanowiła antidotum na panteizm, na uznawanie wszechświata za bóstwo (którego nie można wszak badać szkiełkiem i okiem).

Zresztą wielu naukowców na przestrzeni dziejów nie tylko wyznawało katolicyzm, ale i należało do duchowieństwa. Wspomnijmy tu choćby o uznawanym za autora nowoczesnej metodologii naukowej franciszkaninie Rogerze Baconie (1214-1292), (współ)założycielu egiptologii ojcu Atanazjuszu Kirchnerze (1602-1680), twórcy geologii Nicolasie Steno (1638-1686) czy uznawanym za jednego z najwybitniejszych intelektualistów wszechczasów jezuicie Rudjerze Josipie Boškoviću.

Co więcej to Kościołowi cywilizacja zachodnia zawdzięcza powstanie uniwersytetu w obecnym kształcie. „Uniwersytet był zupełnie nowym zjawiskiem w historii Europy” – zauważa Thomas Woods w „Jak Kościół zbudował cywilizację zachodnią”. „Nic podobnego nie istniało ani w starożytnej Grecji, ani w starożytnym Rzymie. Instytucja, którą dziś znamy z jej wydziałami, kursami akademickimi, stopniami naukowymi, a także rozróżnieniem na studia licencjackie i magisterskie, wywodzi się ze średniowiecza” – dodaje.

Z kolei oświeceniowy humanizm przywodzi na myśl koncepcje biblijne. To nie „erze rozumu” zawdzięczamy przekonanie o człowieku jako imago Dei: Bożym obrazie i podobieństwie. Twórcy „ery rozumu” odcięli tę ideę od swoich religijnych korzeni i – przynajmniej w swym francuskim wydaniu – „zapomniało” o grzechu pierworodnym. Z tragicznymi konsekwencjami. Sztandarowym przykładem jest tu myśl oświeceniowego enfant terrible Jeana Jacquesa Rousseau. Uznając on człowieka za dobrego, a instytucje za złe otworzył drogę do rewolucyjnego niszczenia tych drugich.

Podobnie oświeceniowy uniwersalizm wywodzi się z zasad chrześcijańskich. Jak pisał święty Paweł do Galatów „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Objawienie ogłosiło równość pod względem powołania do życia wiecznego. Kościół umiał jednak tę fundamentalną równość pogodzić z akceptacją nierówności pod względem przypadłości: talentów, zamożności czy pozycji społecznej. Tej subtelności brakowało koryfeuszom francuskiego oświecenia i ich pojętnym uczniom. Niczym mityczny Prokrust dążyli oni do zlikwidowania wszelkich nierówności poprzez siłę. Narzędziem ich okazała się gilotyna, a u ich ideowych prawnuków – łagier.

Pogrobowcy oświecenia powinni zatem przyznać się z jednej strony do swojego długu wobec rzekomo ciemnego chrześcijaństwa, a z drugiej przeprosić za tragiczne nieraz w skutkach wypaczanie chrześcijańskich nauk. Wymagałoby to jednak po uczciwości intelektualnej i zerwania z antyreligijnymi uprzedzeniami. Wówczas dopiero mogliby skutecznie sprzeciwić się fali irracjonalizmu (neopogaństwo, okultyzm, zabobony, szowinizm, populizm, et cetera) zalewającej współczesny Zachód. Czy jednak po tym procesie nadal nazywaliby się adeptami oświecenia?

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/pogrobowcy-oswiece ... 152,i.html

_________________
"W ciągu całego naszego życia widziałem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i antypolską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych którzy pragnęli Ojczyzny wolnej i niepodległej, i tych, którzy woleli upadlające obce panowanie."


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 18 kwi 2018, 18:29 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
W ideologiach "każdy sobie baje to co mu się zdaje". Rewolucje realizujące ideologiczne bajanie wybierają jakieś formy urojeń i na ich bazie budują swój system przemocy zwany dla zmyłki najróżniej i najgórnolotniej.
Ideologie nie uznają natury i jej praw, a bazują jedynie na urojeniach.
Jeżeli jakiemuś ważnemu idiocie uroi się konieczność walki z wróblami, to wszyscy muszą tę walkę podjąć.
Taki już jest ten świat odrzeczywistniany przez ludzi obłąkanych.


Jak przyroda zemściła się na Chinach za wróble

W odległym 1958 roku chiński przywódca Mao Zedong podpisał historyczny dekret o unicestwieniu wszystkich szczurów, much, komarów i wróbli.

Inicjatorem uruchomienia kampanii na wielką skalę był o dziwo biolog Zhou Jian, ówczesny wiceminister oświaty. Był przekonany, że masowa eksterminacja wróbli i szczurów doprowadzi do bezprecedensowego rozkwitu rolnictwa. Ponoć Chińczycy w żaden sposób nie mogli pokonać głodu, ponieważ „objadały ich na polach żarłoczne wróble”. Zhou Jian przekonał członków partii twierdząc, że Fryderyk Wielki kiedyś rzekomo przeprowadził taką kampanię, i wyniki jej były bardzo zachęcające. Mao Zedonga nie trzeba było szczególnie do tego przekonywać. Swoje dzieciństwo spędził na wsi i wiedział z pierwszej ręki o odwiecznej konfrontacji chłopów ze szkodnikami. Dekret został przez niego radośnie podpisany, i wkrótce w całym kraju Chińczycy z hasłem „Niech żyje wielki Mao” rzucili się do zabijania małych przedstawicieli fauny wyznaczonych w dekrecie przez ich przywódcę.

Z muchami, komarami i szczurami jakoś nie bardzo szło. Szczury, przystosowane do przetrwania w każdych warunkach włącznie z zimą nuklearną, nie chciały być całkowicie wytępione. Muchy i komary zdawały się nie zauważać wojny, którą im wydano. Więc „kozłami ofiarnymi” zostały wróble.

Z początku próbowano ptaki truć i odławiać sidłami. Ale takie metody okazały się mało efektywne. Wtedy postanowiono wróble wziąć sposobem. Widząc ptaki, każdy Chińczyk próbował je przestraszyć, zmuszając do pozostania jak najdłużej w powietrzu. Starcy, uczniowie, dzieci, mężczyźni, kobiety machali szmatami od rana do wieczora, walili w garnki, krzyczeli, gwizdali, zmuszając ptaki do przemieszczania się od jednego chińczyka do drugiego.

Metoda okazała się skuteczna. Wróble po prostu nie mogły pozostawać w powietrzu dłużej niż 15 minut. Wycieńczone spadały na ziemię, po czym dobijano je i zbierano w wielkie stosy. Oczywiste jest, że trafiały się nie tylko wróble, ale również wszystkie inne małe ptaki. Aby zmotywować i tak już pełnych entuzjazmu Chińczyków, prasa regularnie publikowała zdjęcia gór zabitych ptaków. Normalną praktyką było zwolnienia uczniów z lekcji, wydawanie im proc i wysyłanie do strzelania do ptaków, niszczenie gniazd. Szczególnie wyróżniający się uczniowie otrzymywali gramoty.

Tylko w ciągu pierwszych trzech dni kampanii w Pekinie i Szanghaju zabito prawie milion ptaków. A w ciągu niemal roku takiej aktywności zginęło dwa miliardy wróbli i innych małych ptaków. Chińczycy cieszyli się, świętowali zwycięstwo. O szczurach, muchach i komarach nikt już nie wspominał. Machnięto na nie ręką, ponieważ bardzo trudno jest z nim walczyć. Zabijanie wróbli okazało się o wiele przyjemniejsze. Nie było przeciwników tej kampanii wśród naukowców lub ekologów. Jest to zrozumiałe: protest i sprzeciw, nawet najbardziej nieśmiały, byłyby postrzegany jako antypartyjny.

Pod koniec 1958 roku w Chinach praktycznie nie było już ptaków. Spikerzy telewizyjni mówili o tym jako o niesamowitym osiągnięciu kraju. Chińczycy chełpili się zwycięstwem. Nikt nie wątpił w prawidłowość swoich działań i partii.

Życie i śmierć bez wróbli

W 1959 roku „bezskrzydłe” Chiny miały nadzwyczajny urodzaj. Nawet sceptycy, jeżeli takowi się znaleźli, zmuszani byli przyznać, że środki zapobiegawcze przyniosły pozytywne rezultaty. Oczywiście wszyscy zauważyli, że populacja wszelkiego rodzaju gąsienic, szarańczy, mszyc i innych szkodników znacznie się zwiększyła, ale biorąc pod uwagę wielkość zbiorów, wszystko to wydawało się nieistotne. Aby w pełni oszacować koszty Chińczycy musieli poczekać jeszcze jeden rok.

W 1960 r. Szkodniki rolnicze rozmnożyły się do tego stopnia, że trudno było dostrzec i zrozumieć, jakie gatunki roślin pożerały one w danym momencie. Chińczycy się pogubili. Całe szkoły i produkcja znów ruszyły z odsieczą aby zbierać gąsienice. Ale wszystkie te środki były absolutnie bezużyteczne. Nie regulowane w sposób naturalny (czym akurat wcześniej zajmowały się drobne ptaki) owady mnożyły się w przerażającymi tempie. Szybko pochłonęły wszystkie rośliny i zaczęły niszczyć lasy. Szarańcza i gąsienice ucztowały, a w kraju zaczął panować głód. Z ekranów telewizyjnych próbowano Chińczyków „karmić historiami”, że wszystkie te problemy są przejściowe i wkrótce wszystko będzie dobrze. Ale obietnice się nie spełniały. Głód był poważny – ludzie masowo umierali. Jedzono skórzane rzeczy, tę samą szarańczę, a niektórzy karmili się nawet swoimi współobywatelami. W kraju powstała panika.

Wpadli również w panikę członkowie partii. Według najbardziej skromnych szacunków około 30 milionów ludzi zmarło z powodu głodu w Chinach. Następnie przywódcy przypomnieli sobie, że wszystkie kłopoty zaczęły się od eksterminacji wróbli. Aby uzyskać pomoc, Chiny zaapelowały do Związku Radzieckiego i Kanady о natychmiastowe wysłanie im ptaków. Przywódcy sowieccy i kanadyjscy oczywiście byli zaskoczeni, ale odpowiedzieli na wezwanie. Do Chiny dostarczano całe wagony wróbli. Teraz zaczęły ucztować ptaki – nigdzie na świecie nie było takiej bazy paszowej, nieprawdopodobnych populacji owadów, które dosłownie pokryły Chiny. Od tego czasu Chiny szczególnie dobrze odnoszą się do swoich wróbli.

Można wyśmiewać Chińczyków, ale teraz cały świat robi to samo. Tylko w tym wypadku chodzi o pszczoły. Nikt ich nie chce zabijać. Ale umierają na całej planecie: Pszczoły nadal masowo giną na całym świecie z powodu chemii.

Źródło: treborok

http://alexjones.pl/aj/aj-ekologia-i-sr ... -za-wroble

Cytuj:
Można wyśmiewać Chińczyków, ale teraz cały świat robi to samo. Tylko w tym wypadku chodzi o pszczoły. Nikt ich nie chce zabijać. Ale umierają na całej planecie: Pszczoły nadal masowo giną na całym świecie z powodu chemii.


Pszczoły nie giną z powodu chemii, ale z powodu beztroski i głupoty, tych co najlepiej wiedzą co nam potrzeba, no i z powodu ich nieokiełznanej pazerności.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 06 wrz 2018, 21:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31293
Dechrystianizacja pieniądzem. Tak tracimy z oczu wieczność

Stosowany współcześnie pieniądz kredytowy sprawia, że nasza perspektywa zawęża się do tego, co tu i teraz. Zmuszeni do nieustannego wydawania pieniędzy, tracimy z oczu wieczność – naszą najważniejszą inwestycję.

Żyjemy w czasach, w których władze oraz instytucje finansowe coraz silniej naciskają na eliminację gotówki. Zachęcani do korzystania z elektronicznych płatności najczęściej zapominamy, że jeszcze stosunkowo niedawno powszechną nieufność budziły papierowe banknoty. Przez wieki rolę pieniądza pełniło srebro lub złoto, których wielką zaletą było to, że dawały każdemu właścicielowi wykonanych z nich monet możliwość oceny ich wartości. Tej możliwości nie mamy niestety współcześnie, gdy pieniądz staje się coraz bardziej wirtualny, a o jego wartości decydują skomplikowane procesy finansowe.

Instytucją, która w największym stopniu przyczyniła się do zmiany charakteru pieniądza, był Bank Anglii. Założony w roku 1694 w Londynie stał się najważniejszym na świecie bankiem publicznym, nazwanym później bluźnierczo przez lewicowego ekonomistę Johna Kennetha Galbraitha świętym Pawłem wszystkich banków. Za sprawą Banku Anglii pieniądz stracił na dobre swój pierwotny, kruszcowy charakter, a jego kreacją zajęły się banki.

Wielka zmiana dokonana w Anglii u progu XVIII wieku polegała przede wszystkim na wejściu świata w epokę cykli koniunkturalnych. Bank Anglii dzięki gospodarczej i politycznej potędze Imperium Brytyjskiego uzyskał przywilej tworzenia pieniądza ex nihilo. Władze banku mogły dowolnie zwiększać ilość papierowych pieniędzy znajdujących się w obiegu przy pomocy udzielanych kredytów, gdyż nie były w żaden sposób zobowiązane do wymiany banknotów na cenny kruszec. Sztucznie zwiększona ilość pieniądza w obiegu doprowadziła tym samym do niespotykanego dotąd ożywienia w gospodarce. Dzięki temu Anglia i Szkocja stały się kolebką rewolucji przemysłowej oraz liderem technologicznego postępu całego świata.

Pusty pieniądz – puste życie
Budowanie dobrobytu w oparciu o sztuczki finansowe, a nie uczciwą pracę, rodzi jednak określone konsekwencje. W przypadku pieniądza kredytowego ogromnym kosztem jego stosowania jest nieustanny spadek siły nabywczej: im więcej banknotów w obiegu, tym mniejsza ich wartość. Fakt ten wywiera kolosalny wpływ na całe społeczeństwo, które korzystając z pieniądza − którego cały czas przybywa i który cały czas traci na wartości − zmuszone jest jak najszybciej go wydawać. Oszczędzanie traci sens, gdyż o wiele większe korzyści przynosi zaciąganie kredytów. Ten, kto próbuje powstrzymywać konsumpcję i odkładać środki na przyszłość, traci względem tych, którzy decydują się na życie zorientowane na nieustanne wydawanie pieniędzy.

To nie przypadek, że lewicowy liberalizm, czyli ideologia decydująca o obliczu współczesnego świata, zrodziła się właśnie na Wyspach Brytyjskich, gdzie po raz pierwszy upowszechnił się pieniądz kredytowy. Zasadniczą cechą wyrosłego na gruncie „oświecenia” liberalizmu od początku było zawężenie perspektywy ludzkiego życia wyłącznie do sfery doczesnej. Zdaniem profesora Jacka Bartyzela – istotą liberalizmu jest właśnie absolutny immanentyzm zakładający samowystarczalność jednostki. Na poziomie życia gospodarczego liberalny immanentyzm przejawia się właśnie tym, że charakter pieniądza wymusza na nas przyjmowanie postaw skupiających większą część naszej uwagi na bardzo bliskiej perspektywie czasowej. Korzystając z pieniądza tracącego nieustannie na wartości, stajemy się odporni na to, co przekracza nasze tu i teraz.

O zagrożeniach ze strony liberalizmu mówi się dziś wiele, lecz bardzo często zapomina się o jednym z jego najważniejszych elementów składowych, czyli właśnie pieniądzu kredytowym. Tymczasem bez masowej produkcji banknotów bez pokrycia, realizowany obecnie wielki projekt cywilizacyjny, stojący w opozycji do chrześcijaństwa, nigdy by się nie udał. Społeczeństwo Zachodu, które odeszło od Boga i zbudowało swoją tożsamość w oparciu o filozofię „oświecenia” i zbrodnicze rewolucje, trzyma się wciąż przy życiu przede wszystkim dlatego, że dzięki kreacji pustego pieniądza zgromadziło ogromne bogactwo.

Naukowcy i publicyści od wielu lat starają się zrozumieć przyczyny, dla których to właśnie Europa przoduje w dziedzinie laicyzacji. Jedną z oczywistych przyczyn jest komunizm, lecz ten dotknął przede wszystkim kraje leżące na wschodzie kontynentu. Wydaje się, że odpowiedzi na to pytanie powinniśmy szukać między innymi właśnie w tym, że Europa Zachodnia została poddana jak dotąd najdłuższemu działaniu pieniądza kredytowego. Tworzony ex nihilo środek płatniczy zapewnił ogromny postęp technologiczny i materialny, lecz jednocześnie wyniszczył duszę człowieka Zachodu.

Wieczność – najlepsza inwestycja
Choć dla wielu osób stosowanie terminologii typowo ekonomicznej do spraw wiary może się wydawać nieco naciągane, tak naprawdę nawet w Piśmie Świętym możemy znaleźć liczne odwołania do dziedziny finansowej. Najlepszym tego przykładem jest przypowieść o talentach, która ukazuje ludzi jako swego rodzaju „inwestorów” zachęcanych do wybiegania w przyszłość. W życiu każdego katolika podstawową „inwestycją” jest życie wieczne, którego osiągnięcie bardzo często wymaga poświęcenia doraźnych korzyści i wygód.

Wielka zmiana kulturowa, jaką przyniosło ze sobą chrześcijaństwo, polegała między innymi na znaczącym wydłużeniu perspektywy czasowej ludzkości, dzięki obietnicy życia wiecznego. Ochrzczony człowiek przestaje żyć dla tego, co tu i teraz, a jego myśli zwracają się ku temu, co czeka go w odległej perspektywie czasowej. Dzięki temu udało się ograniczyć hedonizm typowy dla kultur przedchrześcijańskich, co umożliwiło zbudowanie cywilizacji łacińskiej z najwyższej jakości kulturą umysłową, instytucjami oraz życiem duchowym.

Tę misterną konstrukcję od ponad trzystu lat niszczy jednak nieustannie pieniądz kredytowy, który zmienia całe społeczeństwa w armię konsumpcjonistów. Nauczeni, że oszczędzanie nie jest cnotą oraz że dzięki oferowanym na każdym kroku kredytom wszystko jest dostępne na wyciągnięcie ręki, siłą rzeczy ulegamy wygodnictwu i poszukiwaniu przyjemności. Kreowany przez banki pieniądz nie promuje umiarkowania i ograniczania konsumpcji w imię przyszłych korzyści, lecz najbardziej sprzyja tym, którzy żyją tak, jakby jutro miał się skończyć świat.

Fakt, iż Polska zachowuje wciąż relatywnie silną wiarę na tle całego kontynentu można tłumaczyć częściowo także w ten sposób, że paradoksalnie komunizm ocalił nas od dechrystianizacyjnych procesów dokonujących się po wojnie na Zachodzie za sprawą pieniądza kredytowego. Szczęśliwie udało się nam uniknąć losu innych krajów bloku sowieckiego, w których antykościelna kampania przybierała o wiele bardziej brutalny charakter, dzięki czemu ocaliliśmy ducha. W tym samym czasie we Francji, Niemczech czy też Belgii wiara niemal całkowicie zgasła, gdyż tamtejsze społeczeństwa zbudowały swój dobrobyt kosztem zupełnego duchowego wyjałowienia. Zdechrystianizował je pieniądz, który oduczył spoglądania z nadzieją ku przyszłości.

Jakub Wozinski – publicysta, autor książek, tłumacz.

TEKST ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY W 64. NUMERZE
MAGAZYNU „POLONIA CHRISTIANA” (WRZESIEŃ/PAŹDZIERNIK 2018)

https://www.pch24.pl/dechrystianizacja- ... 0,pch.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 152 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /