Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 152 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 12 lis 2013, 09:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Naturalny rozwój człowieka, jego zdolności poznawczych, jego zdolności twórczych jego moralności, wciąż jest zakłócany paranoicznymi wyobrażeniami rzeczywistości i życia człowieka w tej rzeczywistości. Te patologie wciąż są przymusem narzucane ludzkości i wciąż upokarzają wielu, a służą nielicznym. Wciąż nieliczni sięgają po władzę nad wieloma i wciąż posługują się patologią dla jej uzyskania i utrwalenia. Zmieniają się tylko ideologie i sposoby ich wprowadzania, ale mechanizm upodlania jednych przez drugich jest wciąż ten sam i wciąż służy temu samemu celowi.
Kiedy wreszcie my ludzie staniemy się ludźmi, a nie ideologicznie wytresowanymi ludzkimi atrapami?


Pedofobia?

Marek Czachorowski

Wszystkie ideologie ukrywają swoje złowieszcze oblicze za zasłoną jakiegoś niewątpliwego dobra. Ideologia marksistowska usypiała szlachetniejsze serca humanistycznymi obietnicami epoki, w której nikt nie będzie zżerany chciwością. Zniknąć miała nawet prostytucja, bo wszystko będzie za darmo. Zawistne serca sycono zaś obietnicą obcinania rąk grabieżcom wspólnej własności. Kij i marchewkę mają w zanadrzu także ideolodzy gender.

„Homofobów” i innych przeciwników „równości” człowieka wobec człowieka już ścigają odpowiednie urzędy, a dla „pokornych cieląt” ma się wiele atrakcji, a najpierw brak dodatkowych życiowych kłopotów. W demontowaniu heteroświata za pomocą mechanizmu nagród i kar korzysta się ze wsparcia – w tym także milczenia – części środowisk naukowych. Przykładem może być głośna ekspozycja w Centrum Nauki Kopernik, w poprzednim tygodniu zamknięta w wyniku protestów polityków i tabloidów. Za naciśnięciem guziczka sączył się w uszy przybywających z całego kraju dzieci, młodzieży i nauczycieli pedofilski głosik zachęcający do praktykowania zabawy seksualnej. Zdziwili się naukowcy-organizatorzy, że ten pomysł wielu się nie spodobał. Ale w interwencji zapomniano jeszcze o innym dziele owych naukowców: czerwonym VW, czekającym z tylnym siedzeniem na chłopców i dziewczęta. Organizatorzy twierdzą, że w ponad trzech tysiącach ankiet wypełnionych przez zwiedzających (chyba dorosłych?) nie było ani jednej krytycznej uwagi dotyczącej pedofilskiej prezentacji. Trzy tysiące pedofilów? Czy może trzy tysiące gapowiczów? A może raczej trzy tysiące tchórzów?

Dorośli zatem nie tak bardzo troszczą się o ochronę dzieci przed pedofilami, zwłaszcza wtedy, kiedy można się narazić, w tym także wpływowym ludziom nauki. W obronę głośnego psychologa Andrzeja S., oskarżonego o pedofilię, zaangażowali się jego utytułowani koledzy, także profesorowie uniwersyteccy z dziedziny psychologii. Cały kontekst tej sprawy przedstawiła niedawno Maja Narbutt, w poznawczo wzbogacającym tekście „Terapeuta po ciemnej stronie mocy”.

Innym przykładem społecznej niewrażliwości na pedofilię jest ostatnio przypomniana w mediach głośna sprawa znanego w świecie dyrygenta chóru chłopięcego, homoseksualisty gwałcącego przez 40lat nieletnich śpiewaków. Wszyscy w Poznaniu (włącznie z radą miasta) o tym wiedzieli, ale czerpanie z tego procederu własnych finansowych i towarzyskich korzyści rodziło milczenie, a niekiedy nawet podkładanie pederaście synów. Kiedy wreszcie trafił on w ręce sprawiedliwości, to nie pozwolono mu skorzystać w pełni z wychowawczej kary więzienia (zresztą bardzo symbolicznej), ale wysłano do domu na leczenie (podobnie jak wspomnianego psychologa-pedofila) na AIDS. Widzimy zatem płynne przejście pomiędzy światem łapanych przez policję pedofilów a jakoby towarzyską śmietanką, w garniturach i białych koszulach, wcale jednak nieprzejmującą się gwałceniem chłopców.

Międzypokoleniową „erotykę” postulował sławiony zarówno przez marksistów, jak i liberałów (J.S. Mill) Karol Fourier, zwany socjalistą utopijnym. Utopijnym, bo kto wierzył w XIX wieku w możliwość realizacji jego postulatów tworzenia Ministerstwa Miłości czy młodzieżowego wolontariatu, świadczącego – z umiłowania równości – usługi seksualne emerytom i rencistom? Dzisiaj już mamy takie – także w Polsce – ministerstwa, debatujące o „Standardach edukacji seksualnej w Europie” dla czterolatków. Umiłowawszy w żłobkach i przedszkolach seksualną „równość” pomiędzy ludźmi, następne pokolenie nie będzie już się skarżyć na pedofilów. Naukowcy zaś zadbają o ministerialne nagrody dla prac magisterskich, doktorskich i habilitacyjnych dowodzących ubogacania ludzkości przez takie kontakty. Psychoterapii i zamkniętemu leczeniu psychiatrycznemu podda się natomiast pedofobów.

http://www.naszdziennik.pl/wp/59281,pedofobia.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 22 lis 2013, 16:25 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Homorewizjonizm historyczny

Atak Elżbiety Janickiej na żołnierzy Szarych Szeregów nie jest ani pierwszym, ani ostatnim zamachem na to, co piękne w polskiej historii i kulturze. Bajdurzenia o „Rudym” i „Zośce” to efekt zaczadzenia umysłów coraz szerszego grona naukowców genderyzmem, czyli wizją świata, w którym wszystko musi mieć kontekst seksualny. Najlepiej homoseksualny.

Czasy świetności marksizmu minęły wiele lat temu. Co prawda, na zachodnich uczelniach funkcjonują jeszcze jakieś komusze niedobitki, ale co bystrzejsi wyznawcy teorii walki klas już dawno zrozumieli, że cała gadanina o socjalizmie nie ma sensu. A dlatego nie ma sensu, że już nie może im dziś przynieść takich korzyści (stypendia, granty, awanse) jak niegdyś. Wyznawcy teorii brodatego „mędrca” z Trewiru nie zarzucili jednak poszukiwania wśród nurtów nauki takiej teorii, która pozwoli im zostać gwiazdami na skalę Europy. I znaleźli sobie nowy marksizm.

Nowym marksizmem jest, oczywiście, witana z otwartymi ramionami przez coraz to liczniejszych rektorów wyższych uczelni – „nauka” genderyzmu. Według swych apologetów wyjaśnia ona świat z perspektywy społeczno kulturowej tożsamości płciowej. Genderyzm jest zatem zwyczajną kserokopią marksizmu, przerobioną nieco korektorem. Teorię społeczeństwa klasowego zastąpiono teorią społeczeństwa patriarchalnego, reszta zaś wygląda tak samo jak dawniej, z jedną wszakże różnicą, iż ciemiężoną u Marksa klasę robotniczą zastąpiły kobiety oraz osoby nieheteronormatywne – ofiary instytucjonalnie utrwalonej męskiej dominacji w społeczeństwie i kulturze. Odpowiednikiem krwiożerczych marksowskich kapitalistów zostali więc heteroseksualni mężczyźni.

Podobnie jak marksizm oddziaływał na wiele kategorii nauki, genderyzm chce oddziaływać na wszystko, czym tylko zajmują się humaniści. Podstawową jednakowoż dziedziną jego zainteresowania jest historia. Jak marksiści potrafili całą historię ludzkości wyjaśnić za pomocą teorii walki klas, tak ich dzisiejsi genderowi następcy patrzą na świat (również ten przeszły) przez pryzmat… rozporka. I rozporkiem właśnie tłumaczą, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Podobnie jak w czasach najsilniejszej ofensywy marksizmu, nowa teoria doskonale współgra z kulturą masową – niegdyś w telewizjach widzieliśmy dzielnych, niewykształconych, ale szczerze walczących o sprawiedliwość społeczną z kapitalistami, dziś oglądamy rozpasanych seksualnie sybarytów i wszelkiej maści dewiantów.

Aby zaś efekt rażenia nowej oświeconej teorii był zauważony, ofiarami promotorów genderyzmu muszą padać tradycyjni bohaterowie. Po to, by rzecz szybko podchwyciły media. To dlatego zawrzała medialna debata o rzekomym romansie bohaterów Kamieni na szaniec. Ich przyjaźń, honor, przywiązanie do siebie i do wolności, do Polski dla współczesnego człowieka nie są i nie mogą być zrozumiałe. Współczesny człowiek w sposób oczywisty – a naukowcy pokroju Elżbiety Janickiej dostarczają tu znakomitego przykładu – zwyczajnie musi patrzeć na przyjaźń jak na coś nienaturalnego, bo niezwiązanego z seksem.

Teoretycy genderyzmu już wkrótce sprawią, że w państwowych szkołach dzieci będą uczyć się o kolejnych rzekomych homoparach: Zagłobie i Wołodyjowskim, Wokulskim i Rzeckim, Gerwazym i Protazym, Maćku i Zbyszku z Bogdańca czy Bolku i Lolku. Gdy Holandia lub inne postępowe państwo wyśle odpowiedni sygnał, że „już można”, pojawią się szersze reinterpretacje. Kiedy homoseksualizm i transseksualizm będą już społeczno kulturową normą, przyjdzie czas na „analizę” pedofilskiego związku czternastoletniego Stasia i ośmioletniej Nel, później zaś „zreinterpretujemy” miłość Kochanowskiego do Urszulki, a skończy się na związku górnika Kuboka i Łyska z pokładu Idy. Zakład?

Niejednemu z nas może się wydawać, że tak działa tylko garstka nawiedzonych naukowców. Nic bardziej mylnego! Warto sobie uświadomić, że gender studies istnieją już na wszystkich najważniejszych uniwersytetach w Polsce. Niejeden też będzie się pocieszał myślą, iż dopóki genderyści nie zdobędą takiej władzy, jak niegdyś uczniowie Marksa (a więc dopóki nie będą jeździć czołgami), możemy czuć się w miarę bezpiecznie. To także błąd! W kontekście inklinacji ideowych środowisk rządzących większością państw Europy zadziałać może bardzo prosty, znany od lat mechanizm. Za kilka lat jeden mądrala z drugim urzędniczyną zasiądą do tworzenia listy lektur szkolnych. Weryfikując tytuły, natrafią na Kamienie na szaniec. Stwierdzą wówczas, że co prawda książka jest dobra, ale kontrowersyjna, bo ktoś kiedyś coś napisał o „Rudym” i „Zośce”. I tak dla dobra ogółu oraz dla świętego spokoju pozycja zniknie ze spisu lektur. Znamy ten mechanizm nie od dziś – do tej pory jednak działał on w odniesieniu do ludzi (o tym kiedyś coś mówili, jemu nie ufajmy), a nie do dzieł kultury.

Nie trzeba jednak wybiegać z obawami w przyszłość. Komisja weryfikująca tytuły już działa, na razie nie w ministerstwie, ale w dużo ważniejszej instytucji – w „Gazecie Wyborczej”. Pisarz Krzysztof Varga pisząc na jej łamach o Kamieniach na szaniec, pyta: Czy ta książka (…) nie powinna być już może tylko lekturą dla harcerzy, a nie dla wszystkich uczniów? Czy mistyczna wizja patriotyzmu, gdzie rozkoszą jest umieranie i radością cierpienie, przystaje nam do czasów dzisiejszych? Tak oto rozpoczyna się nowa dyskusja nad kanonem lektur.

Tezy Elżbiety Janickiej, twierdzącej że patriarchat i heteronormatywność w dalszym ciągu dewastują ludzi i relacje między nimi, to bynajmniej nie żaden wyskok przypadkowej wariatki. Wszelkie internetowe komentarze urągające inteligencji pracownicy naukowej PAN są mylne. Genderyści to bowiem osoby bardzo bystre, doskonale wiedzące, gdzie leżą konfitury. Bezbłędnie wyczuwające co należy powiedzieć, by stać się pupilem postępowych mediów, by trafić do radia, telewizji śniadaniowej i na czołówki gazet. By otrzymać dofinansowanie z ministerstwa i z Unii Europejskiej na swe arcyważne badania. Ale przede wszystkim, genderyści wiedzą doskonale, co robić, by za parę lat nikt już nie pamiętał, że można było patrzeć na świat z perspektywy innej niż krocze.

http://www.pch24.pl/homorewizjonizm-his ... 744,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 24 lis 2013, 14:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Aby pozostać ludźmi, istotami pełnymi godności, egzystującymi w zdrowej moralnie przestrzeni życiowej musimy szanować przekaz duchowy naszych poprzedników, naszych dziadów i pradziadów, i uważnie obserwować czym aktualnie próbuje nas "uraczyć" psychopatyczne, ziejące nienawiścią do ludzi lewactwo.

Naturalnymi środowiskami życia dla człowieka są przyroda, czyli świat i kultura.
Przyroda, lub inaczej natura jest podstawowym, pierwotnym obszarem w którym egzystuje wszystko co żyje w tym również i człowiek, a kultura jest obszarem dodanym przez człowieka i dla człowieka. Natura jest wobec wszystkiego pierwotna, w niej istnieją warunki dla egzystencji na poziomie fizycznym, cielesnym, wegetatywnym.
Kultura stanowi przestrzeń stworzoną przez człowieka, przez ludzkość, przez cały ciąg zdarzeń twórczych, przez dorobek całych pokoleń. Składa się na nią wiedza, ład moralny i zdolności twórcze człowieka, oraz wiara.

Tymczasem od kilku wieków pojawił się w życiu człowieka, społeczeństw, narodów jeszcze jeden obszar tworzący przestrzeń dla życia. Jest nim ideologia. Jest to przestrzeń abstrakcyjnych, wydumanych idei, według których zarówno świat, jak i człowiek powinien, a wręcz musi, funkcjonować. Ideologia jaką by ona nie była stara się usilnie wyprzeć z życia człowieka, z życia społeczeństw, czy narodów, kulturę i zająć jej miejsce. Oczywiście przestrzeń życiowa zakreślona wyobraźnią jej twórcy, czy twórców, jest jedynym możliwym dla życia pozostałych ludzi obszarem bytowania. Ideologia nie dopuszcza innych możliwości dla życia ludzkiego, społecznego, czy narodowego. Inne rozumienie człowieka, życia, bytowania ludzkich populacji, jest dla niej samej zagrożeniem, więc ideologia gdy osiągnie dostateczną liczebność, zorganizowanie, i poczuje się wystarczająco silną zaczyna stopniowo, bądź natychmiastowo przeobrażać się w dyktaturę, w totalitarny terror. Wtedy nawet ci, którym dotąd była ona obojętną, zaczynają odczuwać strach i przerażenie. Tak już przecież było. Włoski faszyzm, czy sowiecki bolszewizm są doskonałymi ilustracjami możliwości destrukcyjnych ideologii. Niemiecki nazizm pokazał światu, do czego zdolni są „nadludzie” wiodącej rasy.
Był najbardziej spektakularną, dziejącą się na oczach całego świata, realizowaną ambicją narodu niemieckiego, obłąkanego jedynie słuszną ideologią, która zawsze w germańskiej historii dominowała, choć nie jako ideologia, ale pokrewna jej herezja (np. herezja pruska którą opisał Paweł Włodkowic). Nazistowska rewolucja socjalistyczna działa się na oczach całego świata, dotyczyła niemal całego świata i była II wojną światową.
Gdyby w czyichś głowach nie zrodził się wcześniej ten ideologiczny obłęd, być może nie było by tej ponurej, niewyobrażalnie wielkiej zbrodni. Nie natura, nie kultura, a chora wyobraźnia u ludzi wymagających psychiatrycznego leczenia, stworzyła zbrodniczy system mordujący dziesiątki milionów ludzi na potrzeby określonej grupy istot uważających, że mają jedynie słuszną rację. Każda ideologia tworzona jest przez istoty z uszkodzonym mózgiem i realizowana jest przez podobnie chorych osobników. Podsumowując śmiało można powiedzieć, że najwięcej psychopatycznych świrów jest wśród polityków i ich medialnych popleczników. To musi przerażać, gdy się to widzi, gdyż dziś politycy wspólnie z medialnymi klakierami wypierają z naszego życia kulturę i zastępują ją ideologią. Konstruują wokół nas nową urojoną utopię, która w niedalekiej przyszłości ma nas przeobrazić w istoty zdziczałe seksualnie. Istoty żyjące seksem i dla … seksu.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 24 lis 2013, 15:03 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Aerolit napisał(a):
Podsumowując śmiało można powiedzieć, że najwięcej psychopatycznych świrów jest wśród polityków i ich medialnych popleczników. To musi przerażać, gdy się to widzi, gdyż dziś politycy wspólnie z medialnymi klakierami wypierają z naszego życia kulturę i zastępują ją ideologią. Konstruują wokół nas nową urojoną utopię, która w niedalekiej przyszłości ma nas przeobrazić w istoty zdziczałe seksualnie. Istoty żyjące seksem i dla … seksu.


Polityk to człowiek dążący do zdobycia władzy dla dobra wspólnego. Ale dziś to słowo zostało przekłamane i określa się nim każdego, który dostał się do kręgów władzy. A że pewne siły za pomocą nieograniczonych środków materialnych, jakimi dysponują, wyciągają do władzy najbardziej zbrodnicze natury, te psychopatyczne natury z pomocą szczujni dziennikarskich urządzają ludzkości piekło na Ziemi.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 25 lis 2013, 09:26 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Asindziej napisał(a):
Polityk to człowiek dążący do zdobycia władzy dla dobra wspólnego. Ale dziś to słowo zostało przekłamane i określa się nim każdego, który dostał się do kręgów władzy. A że pewne siły za pomocą nieograniczonych środków materialnych, jakimi dysponują, wyciągają do władzy najbardziej zbrodnicze natury, te psychopatyczne natury z pomocą szczujni dziennikarskich urządzają ludzkości piekło na Ziemi.

Te nieograniczone środki materialne łożone na rozwój i wprowadzanie w życie kolejnych wynaturzeń ideologicznych, świadczą jednoznacznie, że za podstawianiem w miejsce kultury, kolejnych ideologii i wmawianie ludziom, że to kultura, i że odtąd ma ona być właśnie taka, czyli postępowa, nowoczesna, światła, itp. kryje się jakieś wielkie lobby wspierające destrukcje człowieka i ludzkości.
Ideologia to nic innego jak tylko kultura idiotów dla idiotów. Fałszywa przestrzeń dla egzystowania w niej ludzi, społeczeństw i narodów.
Prawdziwa kultura powstaje w wyniku rozwoju człowieka w kolejnych pokoleniach i jest trwałym i stabilnym obszarem dla egzystowania w nim ludzi. Prawdziwa kultura rozwija się ewolucyjnie. Fałszywa kultura jest najpierw szczegółowo opracowywana teoretycznie a potem konsekwentnie, przemocą narzucana ludziom.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 25 lis 2013, 11:01 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Ruch ku zdziczeniu nie jest naturalny, lecz wymuszony przez potężną siłę materialną. Jak nazwiemy tych, co stoją za tą siłą materialną, nie ma znaczenia - określamy ich na ogół jako żydomasonerię, bolszewię itp. Nazywamy ich i ich popleczników czerwoną hołotą, bo Polsce najbardziej dali i dają do wiwatu jako komuniści (teraz zwący siebie liberałami). Wiemy o ich istnieniu, z grubsza znamy organizację i sposób działania. Często mówi się o wolnomularzach, że zaczęli oficjalnie działać w 1717 roku - ale wtedy raczej oficjalnie się ujawnili, czując się już dostatecznie silnymi. A ślady ich działań widać i wcześniej.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 26 lis 2013, 10:37 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Spójrzmy na ideologiczne rozwydrzenie jakie ogarnęło Niemcy w latach trzydziestych XX w. Niemcy jako naród wyjątkowo agresywny, zawsze byli gotowi mordować sąsiednie narody i zawsze starali się czynić swoją zbrodniczą ohydę, pod jakimś logicznym pretekstem, skupiającym ich wszystkich wokół wspólnej i „słusznej” sprawy. W Średniowieczu „roznosiły” po Europie chrześcijaństwo, w kilka wieków później prowadziły wojny religijne, aż tu w XX wieku, krystalizujący się w Europie socjalizm natchnął „myślicieli” niemieckich i stworzyli oni ideowe podstawy dla ekspansji na wszystkie strony świata, z głównym kierunkiem na wschód.

Powszechnie panuje przekonanie że Niemcy we wrześniu 1939 roku wywołały II wojnę światową. Jednak nie jest to zupełnie prawdziwe, jest to raczej powszechna opinia, ale czy jest to niepodważalny, jednoznaczny fakt? Nie zaprzeczymy, że była to wojna, ale mamy poważne argumenty, aby uważać ją za wprowadzanie ludziom, Europie, światu nowych hierarchii, nowych porządków, czyli za rewolucję.
Tymczasem dla nas Polaków naprawdę zaczęła się wówczas straszna wojna o … przetrwanie. Niedługo potem wojna dopadła Francję, Anglię, Skandynawię, Sowiety. Dla tych państw to co działo się było wojną i tylko wojną. Wojną z Niemcami. Ale z niemieckiego punktu widzenia jest jednak inaczej. Wojna zawsze musi mieć jakiś powód, jakąś przyczynę. Bez przyczyn nie ma wojen. Bez przyczyn, a raczej z powodu urojonej przyczyny, wybuchają jedynie rewolucje. Rewolucja sama sobie wynajduje przyczynę, powód swojego zaistnienia i jest niejako sama z siebie, samoistnie inspirowana do stosowania przemocy wobec zdefiniowanych przez siebie i po swojemu, przeciwników. Rewolucja to takie samo nakręcające się perpetuum mobile do mordowania, zastraszania, poniżania innych. Rewolucja francuska walczyła z arystokracją i z Kościołem o jakieś tam domniemane, bliżej nie sprecyzowane dobro, jakąś wolność, jakąś równość i jakieś braterstwo. Czysta werbalna fikcja. Rewolucja bolszewicka walczyła z wrogimi klasami społecznymi i z Kościołem również, gdyż wszystkie ideologie jako dzieła szatana, zawsze walczyły i zawsze walczyć będą z Kościołem Katolickim. Sowiecką rewolucję bolszewicką przygotowała i wywołała ideologia, która została wydumana w schizofrenicznych głowach Engelsa, Marksa, Lenina i innych pomniejszych utopistów. Ta ideologia zakładała walkę klasową o, nomen omen, równość społeczną. Niemcy hitlerowskie w latach trzydziestych XX w. były w amoku opętania ideologią socjalizmu narodowego, głoszonego przez ich wodza Adolfa. Doktryna ta przyjmowała za fakt (trudno to pojąć, ale dla nich nie było to ich mniemanie o sobie, ale fakt), że są nadludźmi i z tego tytułu inne narody muszą koniecznie, poprzez siłę sobie podporządkować, gdyż składają się one (te narody) z podludzi. Niemcom potrzebna była „przestrzeń życiowa” (jak zwykle od dwu tysięcy lat) i możliwość wcielenia swoich urojeń w życie. Postanowili więc urządzić Europę dla siebie i po swojemu, tak jak aktualnie, w tej oto chwili, pojmowali stosunki międzyludzkie, społeczne, międzynarodowe. We wrześniu 1939r. ich ideologiczna ruja osiągnęła swój szowinistyczny zenit i wyszli, niczym plugastwo, poza swoje granice, by zmaterializować ideologiczne rojenia i osiągnąć założony cel. Wywołali wielką socjalistyczną rewolucję nazistowską, która miała im przynieść panowanie nad znacznymi obszarami Eurazji i nad wieloma narodami. Niektóre narody jako mniej przydatne przeznaczyli do kasacji, np. Polaków, Cyganów, czy Żydów. Początek swojej rewolucji dla zdezorientowania opinii światowej nazwali wojną, gdyż jak podali do publicznej wiadomości musieli się bronić przed nacierającymi na nich Polakami.

Gdyby ich rewolucja się powiodła, to nas Polaków, Polski i wielu innych narodów mogłoby już nie być, a sporą część Europy, a może i nawet całą Europę zamieszkiwali by nadludzie, naród najwyższej w ich mniemaniu rasy, a podludzie, czyli cała reszta miała by wątpliwy zaszczyt im usługiwać. Taką oto chorą germańsko – socjalistyczną wizję próbowano światu narzucić w pierwszej połowie XX wieku. Była to rewolucja nazistowska narodu niemieckiego. Idee zmaterializowały się w nazistowskiej rewolucji i stały się przyczyną II wojny światowej.

Od Wschodu światem próbowała zawładnąć patologia bolszewicka. Działo się to mniej więcej w tym samym czasie, więc musiało dojść do konfrontacji dwu ideologii. Świat może mieć tylko jednego pana, więc ktoś musiał w tej rywalizacji psychopatów o prym, ponieść porażkę. Pozostały świat tzw. aliancki uznał, że rewolucja nazistowska daje korzyści tylko Niemcom, więc nie będzie z tego geszeftu dla wybranych i poparł mniej wyrazistą rewolucję bolszewicką, gdyż ta tworzyła mniej przejrzyste struktury społeczne, a przez to większe możliwości na „kręcenie lodów”.

Takie spojrzenie na bieg dziejów, na faktyczną genezę wielu światowych tragedii, pozwala nam łatwiej dostrzec skradanie się do władzy nad całym już światem kolejnych patologii, jak choćby ideologii gender, mającej na celu takie zdegenerowanie ludzkich istot, do tego stopnia, aby samoczynnie stoczyły się w czeluść kulturowego wyuzdania i tam pozostały aż do swojej eutanazji, czyli do czasu kiedy wypaleni seksualnie przestali by być atrakcyjni dla młodszych dewiantów, i dla panujących nad całością tego procesu sterników z Wielkiej Loży Ponadgenderskiej.
Lewactwo nazywa to wszystko postępem. A my mówimy, że jest to postemp. Ale tak naprawdę cała narracja gender jest podstępem komisarzy lubieżności, którzy jak zawsze na początku ubierają swoje wszeteczeństwo w łagodne, miłe, ciepłe słówka. Lewactwo zawsze wszelkie swoje wymysły nazywa postępem, a normalnym ludziom wmawia że są zacofańcami. Lata doświadczeń pozwoliły nam już ten ich postęp dobrze poznać. Możemy wyliczyć trochę tego postępu; zabijanie nie narodzonych, eugenika, eutanazja, masturbacja, pedofilia, homoseksualizm, piece krematoryjne, lasy Katynia, Piaśnicy itd. to wszystko jest postępem, w odróżnieniu od tradycyjnego moralnego życia, które jest według nich ciemnogrodem, a obecnie nawet faszyzmem i antysemityzmem też, a może nawet nade wszystko antysemityzmem. Kto tu wariat?

Lewactwo zawsze stwarza tzw. nowomowę, czyli przepoczwarza tradycyjne znaczenie wyrazów i nadaje im swój patologiczny sens. Ładnie ujął to Janusz Szpotański:
„Wot Gitler, kakoj to durak! On się przechwalał zbrodnią swoją. A mudriec, to by sdiełał tak: nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto, że dymią krematoria? Toż w nich przetapia się historia! Niewoli topią się okowy! Powstaje sprawiedliwszy świat! Rodzi się typ człowieka nowy!”


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 30 lis 2013, 15:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Bp. Wiesław Mering: GENDER – nowe oblicze walki z BOGIEM

“Człowiek staje się wytworem swoich zmysłowych namiętności; nie jest już „mężczyzną i kobietą”, lecz sprawia wrażenie czegoś niedokończonego, niezrealizowanego, a o swojej naturze decyduje sam. Gender zatem unicestwia Boga, człowieka, jego naturę, rodzinę, małżeństwo! Zresztą uderzenie w Boga – zawsze jest również ciosem w człowieka!”
O programowej walce ateistów z Kościołem, o KUL i wykładach z gender na lubelskim uniwersytecie, oraz o postępującej laicyzacji na katolickich uczelniach mówi w rozmowie z PCh24.pl J.E. ks. bp Wiesław Mering, ordynariusz diecezji włocławskiej.

Ekscelencjo, w niedawnym swoim wystąpieniu zwrócił Ksiądz Biskup uwagę opinii publicznej na temat ideologii gender. Czy chrześcijanie powinni postrzegać tę ideologię jako zagrożenie? Jeśli tak, to dlaczego?

- Bardzo cieszę się ze stosowania takiego nazewnictwa. Gender bowiem nie uważam za filozofię, tylko za ideologię. Podstawową różnicę widzę w tym, że filozofia z natury szuka prawdy, a ideologia jest przekonana, że już ją znalazła i teraz próbuje wszelkimi sposobami narzucić ją ludziom. Tak więc należy mówić o ideologii gender niezależnie od tego, że bazuje ona na niektórych myślach, prądach i kierunkach filozoficznych, o których jeszcze powiem.

Gedner jest śmiertelnie poważną próbą walki z chrześcijaństwem. Do tej pory najstarszą formą antychrześcijaństwa był ateizm, twierdzący, że nie ma Boga. Gender natomiast nie tylko przyjmuje ateizm, lecz również kwestionuje samą koncepcję człowieka, który staje się czymś trudno uchwytnym, „niedokończonym”, jakimś rodzajem meduzy, przybierającej naturę i właściwości odmienne w różnych sytuacjach kulturowych. Człowiek staje się wytworem swoich zmysłowych namiętności; nie jest już „mężczyzną i kobietą”, lecz sprawia wrażenie czegoś niedokończonego, niezrealizowanego, a o swojej naturze decyduje sam. Gender zatem unicestwia Boga, człowieka, jego naturę, rodzinę, małżeństwo! Zresztą uderzenie w Boga – zawsze jest również ciosem w człowieka!

Nic dziwnego, że takie poglądy muszą budzić najgłębszy niepokój chrześcijan, znajdujących w Biblii, tradycji i nauce społecznej Kościoła wskazówki, pozwalające uchwycić istotę człowieka, jego powołanie, Boży plan względem ludzi – rodzinę dla Syna Bożego wybrał sam Bóg! – czy wreszcie przypomnienie, iż człowiek nie ma hołdować instynktom, lecz kierować nimi, panować nad nimi w oparciu o pomoc Bożą.

Czy dostrzega Ksiądz Biskup jakieś podobieństwa między gender a innymi lewicowymi ideologiami, które w II połowie XX wieku opanowały uniwersytety zachodniego świata?

- Walka z Bogiem zaczęła się wcześniej niż w XX wieku. Największe „zasługi” przynosi bez wątpienia filozofia oświecenia. Voltaire pragnął pozbawienia papieża władzy doczesnej, a na uczelniach chciał wprowadzić nauczanie świeckie i heretyckie; duchowieństwo powinno zostać zniszczone, a terror powinien ogarnąć ziemię i trwać na niej tak długo, dopóki choć jeden chrześcijanin trwać będzie przy swojej wierze. To prawdziwe poglądy filozofa – wzoru tolerancji; jeżeli jeszcze dodać do tego silne akcenty antysemickie, to „światłość” Voltaire’a jaśnieje o wiele słabiej!

Podobnie słynny encyklopedysta Denis Diderot, który wprawdzie niczego oryginalnego w filozofii nie stworzył, ale stał się symbolem oświeceniowej myśli poprzez głoszony deizm, antropocentryzm i krytykę religii. Wskazał tym samym prostą drogę do sekularyzacji europejskiej kultury.

Najbardziej zajadłym przeciwnikiem religii był jednak Ludwig Feuerbach, który w miejsce teologii chciał wprowadzić antropologię, czyli na miejsce Boga postawić człowieka. Boga uważał za wytwór ludzkiego intelektu, twierdząc, że to ludzkie pragnienia, dążenie do szczęścia, przybiera Jego postać. Trudno tu omawiać szczegółowiej poglądy Feuerbacha, ale zostały one przejęte przez lewicę heglowską i rozpropagowane przez marksizm, który dobrze znamy. Owocem z kolei indoktrynacji marksistowskiej stał się scjentyzm, a także rewolta 1968 roku w świecie zachodnim. Wskutek negacji tradycji, kultury zachodniego świata, oczywiście religii, autorytetów, itp., zrodziła się, po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach, właśnie ideologia gender.

(…)

/ od red. – polecamy całość: pch24.pl /

Jak można przeciwdziałać laicyzacji katolickich uczelni?

- Przeciwdziałanie laicyzacji katolickich uczelni to przede wszystkim kwestia właściwego doboru kadr, ludzi, którzy nie tyle zajęci będą osiągnięciem kolejnych stopni naukowych, ile trwaniem i propagowaniem prawdy o Ewangelii. Nie wdając się w żadne szczegóły, wydaje mi się, że jest to kluczowe dla zrozumienia błędnej decyzji o wprowadzeniu modnej dziś ideologii w problematykę studiów, na dodatek w oparciu o niewłaściwe środowisko.

Rozmawiali: Piotr Doerre, Krzysztof Gędłek

http://ewastankiewicz.wordpress.com/201 ... more-17020

Cytuj:
Gender bowiem nie uważam za filozofię, tylko za ideologię. Podstawową różnicę widzę w tym, że filozofia z natury szuka prawdy, a ideologia jest przekonana, że już ją znalazła i teraz próbuje wszelkimi sposobami narzucić ją ludziom.


Lekko bym zmienił jedno zdanie, aby bardziej uwypuklić czym jest ideologia. Jest to ekspresja ludzkiego umysłu oderwanego od rzeczywistości, zamkniętego w "pudle" głowy i stamtąd opisującego własne schizofreniczne wizje jako rzeczywistość:

... filozofia z natury szuka prawdy, a ideologia sama ją sobie wymyśla i teraz próbuje wszelkimi sposobami narzucić ją ludziom.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 03 gru 2013, 09:14 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Walka o kobietę

Marek Czachorowski

Nauczyciel współczesnych polityków – Machiavelli – radził nie walczyć z kobietami, bo wróży to klęskę. Kongres Kobiet ostatnio ruszył na wojnę z „niektórymi hierarchami” polskiego Kościoła, pisząc „list do Papieża” – z wołaniem o pomoc. Zapewnia się, że sam Jezus Chrystus jest po stronie kobiet, a zatem i Kongresu, chociaż autorkom listu przydałaby się jednak porządna szkolna katecheza (zaniedbana w PRL), aby nie mieszać słów Chrystusa ze słowami św. Pawła, które też trzeba czytać, używając głowy, i to we właściwy sposób. Ale także bł. Jan PawełII jakoby jest po ich stronie, a niewątpliwie przyłączy się do tej walki o słuszną sprawę także Papież Franciszek, kiedy tylko dowie się o „rozpętanym szaleństwie nienawiści” w polskim Kościele, całe szczęście, że tylko przez „niektórych hierarchów”.

Jakże zwyciężyć z taką armią? Nic tylko oddać miecz, przyznać się do winy i głośno wołać o przebaczenie. Już kajają się chrześcijanki i chrześcijanie w „Tygodniku Powszechnym” za zniewagę Gender Nowiny przez braci i siostry, a dla skruszonych ma się wiele nagród. Wiedzą wiele na ten temat nasze genderystki podkarmione przez lata pieniędzmi Fundacji Batorego, Międzynarodowej Federacji Planowanego Rodzicielstwa (IPPF) i wielu innych „sponsorów”. Wiele o tych funduszach wiedzą również rozdzielający te krwawe srebrniki, idące przecież na promocję aborcji…

Według Fryderyka Nietzschego, określającego siebie mianem antychrysta – niezwykle poważanego dzisiaj w genderowej humanistyce – już w XIX wieku ludzkość była ujarzmiona przez kobiety, które posłużyły się jakoby właściwą swojej naturze bronią, czyli sprytem, a zatem także udają, że są „dyskryminowane”. Trudno tej wady sprytu odmówić sygnatariuszkom omawianego listu. Jego adresatem przecież nie jest tak naprawdę Papież Franciszek, a celem wcale nie jest przekonanie go. Człowiek roztropny, podkreślał Sokrates, radzi się przecież tylko „najmądrzejszych i najprzyzwoitszych”, a nie aborcjonistów, sodomitów i deprawatorów nieletnich. Ukrytym celem tego listu może być tylko próba rozmontowania społecznego protestu wobec wcielanej u nas w życie ideologii gender. Ogromne nagłośnienie w mediach jęku pod niebiosa „zbulwersowanych i bezradnych” kobiet z pewnością dotarło pod strzechy skąpane od rana do wieczora niebieską poświatą telewizorów. Już zatem lud wie, co to jest gender, i przed sklepem wyjaśnią to ręcznie proboszczowi, a po szkolnej wywiadówce – katechecie.

List Kongresu Kobiet niewątpliwie zawiera jedną prawdziwą i arcyważną informację, której nie należy przeoczyć. Odnotowana tu została i uznana za niebezpieczną zdrowa reakcja Polaków na odsłonięte fakty deprawacji dzieci – następnego pokolenia – przez instytucje edukacyjno-pedagogiczne. Wzbudziło to czujność i wzburzenie rodziców, wzmocnione apelem biskupów na rozpoczęcie tego roku szkolnego. Należy zatem mieć nadzieję, że powszechnie odpowiemy na „list do Papieża” i nawet drzemiący telewidzowie usłyszą, że ideologia gender to nie łzawa bajka o walce z „nierównością kobiet”, opowiedziana w liście, ale wręcz horror zamachu na godność człowieka będącego albo człowiekiem kobietą, albo człowiekiem mężczyzną.

Z kobietami walczą zatem ideolodzy gender, a nie „niektórzy hierarchowie” i wszyscy inni, którzy chcą bronić różnego i komplementarnego człowieczeństwa kobiet i mężczyzn.

http://www.naszdziennik.pl/wp/61339,wal ... biete.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 07 gru 2013, 09:22 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Katastroficzne skutki nosorożcowej ideologii

Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny

Napisany ponad pół wieku temu „Nosorożec” jest wciąż interesującym materiałem dla reżysera. Rumuńsko-francuski autor Eugène Ionesco, jeden z twórców teatru absurdu, w tym dramacie wyraźnie przekracza ścisłe ramy tego nurtu, zarówno treściowo, przesłaniowo, jak i formalnie. Dzięki temu „Nosorożec” ma cechy uniwersalności i po latach wybrzmiewa nadzwyczaj aktualnie. Zresztą aktualny może być w każdej epoce, bo w każdym czasie mamy do czynienia z dobrem i złem, z ludźmi broniącymi swojego systemu wartości i z konformistami, którzy bez trudu, dla doraźnych korzyści zmieniają swoją tożsamość. Warszawska inscenizacja „Nosorożca” w Teatrze Dramatycznym konkretyzuje czas akcji na dzisiaj.

Scena absurdu
W warstwie fabularnej sztuka Ionesco opowiada o dziwnym, wręcz absurdalnym, wydarzeniu. Oto w jakimś małym francuskim miasteczku nagle ulicą przebiega nosorożec. Początkowo mieszkańcy przejawiają tylko zdumienie, wkrótce, gdy nosorożców przybywa, miasteczko pogrąża się w strachu. A kiedy okazuje się, że to ludzie zamieniają się w nosorożce, sytuacja staje się dramatyczna. Tym bardziej że mają do wyboru: albo zostać człowiekiem, walczyć z nosorożcami i żyć w niepewności, albo zająć postawę konformistyczną i przejść na stronę nosorożców, czyli wyrzec się siebie, swego systemu wartości, zasad etycznych, moralnych itp.

Owa zamiana ludzi w nosorożców to bardzo pojemna metafora. Ionesco napisał tę sztukę w 1959 roku, a więc czternaście lat po zakończeniu wojny. Cel wydaje się jasny: ostrzeżenie przed totalitaryzmem. Wszelkim. A więc powinno to dotyczyć także totalitaryzmu komunistycznego. A tu, o dziwo, w PRL dramat nie był zakazany, teatry wystawiały „Nosorożca”, no może nie tak często jak inne sztuki Ionesco, na przykład „Lekcję”, „Łysą śpiewaczkę” czy „Krzesła”. Ale zakazu nie było. Na przykład w 1960 roku Zygmunt Hübner wyreżyserował „Nosorożca” w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Ówcześni decydenci od kultury i polityki (jedno z drugim było przecież ściśle związane, zresztą tak jak i dziś, choć w nieco innej formie) nie sprzeciwiali się realizowaniu w Polsce teatru absurdu, ponieważ w niczym nie zagrażał ustrojowi państwa, nie wpływał na mentalność Polaków, a przede wszystkim nie uderzał we władze PRL. Nie zagrażał ideologicznie, wszak marksizm – jak wiadomo – to ideologia stricte materialistyczna, negująca istnienie Boga. A teatr absurdu funkcjonuje nie tylko jako pojęcie ściśle estetyczne. W sferze tzw. filozoficznego postrzegania świata i człowieka nurt ten negował metafizyczny porządek rzeczy i uznawał przypadkowość istnienia człowieka w świecie. Stąd tak często w twórczości absurdystów pojawiał się temat przejmującej samotności człowieka w świecie (na przykład u Becketta).

Ludzie i zwierzęta
Oczywiście, każda epoka, każdy czas niesie własne konteksty, w które wpisuje się dramat Ionesco. Dzisiejsze konteksty napełniają ów dramat dodatkową treścią. Zależy tylko, jak na ów dramat spojrzy reżyser, czy wpisze go w jakąś konkretną sytuację, czy też ujmie go szerzej.

Artur Tyszkiewicz umieścił akcję sztuki we współczesnym biurowcu. Pomieszczenie wypełnione jest biurkami, komputerami, postaci dramatu to pracownicy jakiejś wielkiej korporacji. Widzimy ich podczas pracy. Ubrani w stylu „biurowym”, są w nieustannym ruchu, jeżdżą na fotelach na kółkach, wzajemnie przekazują sobie potrzebne informacje, sprawdzają dane w komputerach, przechodzą z miejsca na miejsce. Powtarzalność tych samych gestów, słów, zachowań aż do znudzenia. Reżyser pragnie pokazać, że życie toczy się tu bez niespodzianek, dzień pracy upływa w takim samym trybie jak zawsze. Ci ludzie zachowują się niczym automaty, jak nakręcone ludziki powtarzające wciąż te same czynności, łącznie z szefem, który nimi dowodzi (w tej roli Andrzej Blumenfeld). Tylko za każdym razem w szybszym tempie. Przypomina to chwilami pantomimę. A raczej uprzedmiotowione istoty, które – odpowiednio zaprogramowane – wykonują polecenia bez żadnej własnej inwencji. Tego wymaga od nich korporacja.

I nagle wszystko się zmienia, ktoś oznajmia, że w mieście pojawiły się nosorożce, których z dnia na dzień jest coraz więcej i które zawłaszczają coraz to większe przestrzenie życia należące do ludzi. Nie da się z nimi pertraktować, są groźne. Chyba że człowiek przejdzie na ich stronę. Ale wtedy automatycznie staje się nosorożcem. Odtąd obserwujemy, jak kolejni bohaterowie tej opowieści najpierw ze strachu, a potem już koniunkturalnie, „bo trzeba iść z duchem czasu” (dziś powiedzielibyśmy: „z duchem poprawności politycznej”), zmieniają swoje poglądy na temat zwierząt i dołączają do nich, zatracając tym samym człowieczeństwo. Wokół słychać ryk nosorożców, na ulicach nie widać już ludzi. Istna epidemia nosorożycy, która okazuje się chorobą zaraźliwą i szybko się rozprzestrzeniającą. Jak każda ideologia totalitarna narzucająca swój dyktat. Ostaje się tylko Berenger (Paweł Domagała) i jego narzeczona Daisy (Anna Szymańczyk). Na pytanie zrozpaczonego Berengera, jak uratować świat, obronić człowieczeństwo, Daisy odpowiada: „A po co go ratować?”. Na to Berenger: „Chodzi o przywrócenie ludzkości”. Ale Daisy to już nie interesuje, ona wybiera status nosorożca, bo tak wygodniej, nie musi się narażać, walczyć, wystarczy, że się podporządkuje nosorożcowej ideologii. Berenger zostaje sam. Jego ostatni monolog brzmi przejmująco: „Jestem jedynym człowiekiem na ziemi…”.

Krzyż zwycięża
Spektakl Artura Tyszkiewicza jest metaforą obrazującą, jak wielkie niebezpieczeństwo zagubienia własnej tożsamości niosą wielkie korporacje niewidzące w pracownikach człowieka, lecz przedmiot, instrument do pracy. Niezdrowa konkurencyjność, odhumanizowane relacje międzyludzkie, prześciganie się firm w zdobywaniu rynku, krótko mówiąc: „wyścig szczurów”, który stał się nową ideologią. W spektaklu jest scena, gdy nagle wskutek wtargnięcia do budynku nosorożców zawala się biuro. Można by to odczytać jako metaforę braku stabilności, oparcia się na czymś stałym, na czymś, co stanowi trwały fundament. Lecz ze spektaklu to jasno nie wynika, szkoda, bo materiał po temu odpowiedni.

A takim fundamentem są podstawowe wartości zapisane w Dekalogu. Jednak dzisiaj przez świat przetacza się antychrześcijańska rewolucja przejawiająca się m.in. w groźnych dla człowieka ideologiach, jak choćby ideologia gender. Nie wiem, czy Ionesco wiedział o gender, zmarł w 1994 roku. Ale wiedział, jakie niebezpieczeństwo niesie ze sobą ideologia zabijająca w człowieku jego najczulszą tkankę, istotę człowieczeństwa – duchowość. Tym bardziej że pod koniec swego życia Ionesco nawrócił się. Miał pogrzeb chrześcijański, w obrządku prawosławnym. Na jego grobowcu na paryskim cmentarzu Montparnasse widnieje krzyż Chrystusowy.

„Nosorożec” Eugène Ionesco, reż. Artur Tyszkiewicz, scenog. i kost. Justyna Elminowska, Teatr Dramatyczny, Warszawa.

posting.php?mode=reply&f=9&t=3643


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 09 gru 2013, 08:23 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Kultura na poziomie szympansów w składzie porcelany. Jaka to kultura? Ano gender. Ta rozwydrzona dzicz usiłuje nas zmusić do przyjęcia ich standardów, a odrzucenia wypracowanych przez wieki wartości. Jakie więc mają te standardy? Wystarczy obejrzeć ich na tych paradach, zobaczyć na sali wykładowej, gdy omawiane są ich formy ideologicznego zdziczenia w kontekście patologii społecznej. Wystarczy posłuchać co oni mają do powiedzenia. Czym więc mają oni wypełniony swój świat? Ich świat wypełniony jest dyrdymałami o czerpaniu przyjemności z seksu, używek, zabijaniu niepotrzebnych im nienarodzonych dzieci, zwanym aborcją i zabijaniu osób kalekich i starszych zwanym eutanazją.
A cały ich wysiłek umysłowy koncentruje się na poszukiwaniu coraz większych doznań i wrażeń seksualnych i dawno przekroczył granicę zboczenia i ... przekracza obecnie granicę zagrożenia dla bezpiecznego i godnego życia ludzi normalnych.
A kto jest przywódcą tego zjawiska?
Prawdziwe przywództwo jest raczej nie znane, ale oficjalnymi przywódcami są ... politycy.
Wspierają ich dziennikarze, celebryty i "autorytety (m)oralne".


Furia zwolenników gender

Z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem TChr, etykiem rozmawia Marta Milczarska

Wczorajszy wykład Księdza Profesora pt. „Gender – dewastacja człowieka i rodziny” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu został zakłócony...

– Na początku muszę wyjaśnić, że o wykład na ten temat zostałem poproszony przez Korporację Akademicką „Lechia”, zaś władze uniwersytetu udostępniły salę wykładową. Wkrótce po zapowiedzi, że taki wykład, o tej tematyce się odbędzie, odezwały się głosy protestu ze strony osób związanych z „gender studies” i wydziału nauk społecznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Zarzuty te dotyczyły głównie tematu prelekcji „Gender – dewastacja człowieka i rodziny”, który według tych środowisk budzi nienawiść. Muszę się odnieść do tych zarzutów, bo przecież – jak twierdzą sami genderyści – „gender” jest słowem neutralnym znaczeniowo, pierwotnie oznaczało ono rodzaj gramatyczny, słowo „dewastacja” oznacza celowe lub nieświadome zniszczenie czegoś, zaś „człowiek” i „rodzina” są słowami pisanymi językiem miłości. Zatem jedynym elementem budzącym nienawiść może być spójnik „i”. Widać tym samy absurdalność tych tez.

Wykład ten został także nagłośniony odpowiednio przez „Gazetę Wyborczą”, która wykazała się charakterystyczną dla siebie ignorancją i infantylizmem przekazu informacji lub po prostu kolejnym przykładem manipulacji informacji.

Wydaje się zatem, że te dwa czynniki, czyli protest środowiska genderowego oraz informacje medialne, sprawiły, iż na wykładzie pojawiła się grupa, której nie można nazwać inaczej jak „gender bandy” albo „gender hołota”. Ci młodzi ludzie, najprawdopodobniej z akcji przeciw homofobii, wcześniej swoją agresywną postawę wykazali w stosunku do części profesorów UAM, zrzeszonych w Akademickim Klubie Obywatelskim. Profesorowie ci spotkali się m.in. z pogróżkami, po tym jak wyrazili swoją solidarność z prof. Krystyną Pawłowicz w jej zmaganiach z genderlobby i homoterroryzmem w Polsce.

Co zatem wydarzyło się podczas wykładu?

– Już zanim wykład się rozpoczął, rozległy się okrzyki: „Co to jest lewactwo?”, „Precz dyktaturze!” itd. Kiedy natomiast rozpocząłem prelekcję, z pierwszego rzędu zerwał się młody człowiek, transwestyta, najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków, który w kobiecym stroju wtargnął na katedrę. Niestety mimo interwencji ochrony, człowiek ten w dalszym ciągu zakłócał wykład, biegając wśród zgromadzonych uczestników prelekcji.

W tym zamieszaniu ponownie rozległy się okrzyki innych uczestników tego „zdziczałego happeningu”. Ta niespełna 20-osobowa grupa nie reagowała na prośby organizatorów i ochrony o zachowanie spokoju. W wyniku tej sytuacji doszło do pobicia jednego z ochroniarzy i w tym momencie nastąpiła interwencja policji, która dokonała zatrzymania osób zakłócających porządek.

Tym samym po przejściu do większej sali Uniwersytetu Ekonomicznego mogłem kontynuować wykład. Wśród osób, które słuchały do końca, byli także zwolennicy ideologii gender. Wyrażali swoje poglądy w trakcie dyskusji, która odbyła się po zakończeniu wykładu. Wymienialiśmy między sobą argumenty. Jednak już do końca spotkanie przebiegało bez zakłóceń. W trakcie dyskusji udało się wywołać wiele bardzo ciekawych głosów krytyków ideologii gender z dziedziny biologicznej i wychowawczo-rodzicielskiej.

Wyrażam ogromny szacunek dla organizatorów tego spotkania. Wdzięczny jestem władzom Uniwersytetu Ekonomicznego, które mimo presji mediów udostępniły salę i zadbały o bezpieczeństwo.

Wczorajsze spotkanie przekonuje, że ze środowiskiem gender można rozmawiać tylko i wyłącznie wówczas, gdy „genderbanda” siedzi w klatkach, a reszta uczestników dyskursu pod ochroną policji może prowadzić dialog w tej przestrzeni publicznej, którą ta „genderbanda” wytwarza.

Skąd ta niebywała agresja w obronie genderowych tez?

– Nie jestem w stanie wyjaśnić, skąd bierze się agresja w obrońcach genderowskich tez. Kilka dni temu nad tym pytaniem zastanawialiśmy się z Gabriele Kuby – niemiecką socjolog, podczas sesji naukowej „Gender – nadzieja czy spustoszenie?” w Warszawie.

W rozmowie z panią Gabriele Kuby wielokrotnie padało pytanie „dlaczego?”. Pani Kuby pytała także, dlaczego ideologia gender jest tak silnie wspierana przez Baracka Obamę, wcześniej przez Billa Clintona czy potentata finansowego Billa Gatesa. Jest to pytanie otwarte, na które trudno znaleźć odpowiedź. Kolejne pytanie, na które trudno dać odpowiedź, brzmi: dlaczego w realiach, w których żyjemy, pojawia się taka promocja tej ideologii i związana z nią agresja?

Wszystko, co obserwujemy, wyraźnie wskazuje, iż spór o gender nie jest sporem marginalnym. Wręcz przeciwnie, przebiega on przez sam środek naszej cywilizacji. Nikt nie spiera się i nikt nie promuje w sposób tak zaciekły czegoś, co nie byłoby dla niego wartością marginalną.

Jaką dewastację wyrządza życiu człowieka i rodziny ideologia gender?

– W trakcie mojego wykładu ukazałem archetypiczny przykład, paradygmat rewolucji gender. Jest nim eksperyment Johna Moneya na braciach bliźniakach – Brusie i Brianie Reimerach. Jeden z nich został „przekształcony” w dziewczynkę poprzez system edukacji, wychowania, przystosowania do nowych ról i kultury. Ta niewinna z pozoru przebieranka i edukacja seksualna w konsekwencji doprowadziła do samobójstwa obu braci.

Na tym tle koniecznie należy dostrzec wszystko to, co dzieje się w obecnej sytuacji. Mówię tu o przedszkolach gender czy o standardzie edukacji seksualnej forsowanym przez WHO. Wszystko to stanowiło introdukcje do mojego wykładu. Następnie starałem się ukazać kontekst kulturowy, który osadzony w charakterystycznej, płynnej ponowoczesności – mówiąc językiem Zygmunta Baumana – rozbija całkowicie tożsamość. Na czym polega dewastacja gender? Polega ona na dewastacji tożsamości. Rodzina oparta na małżeństwie monogamicznym, heteroseksualnym zostaje pozbawiona swojego fundamentu. W perspektywie gender każdy związek o bardzo płynnej tożsamości może być uznany za małżeństwo. Widzimy to w strukturach prawnych, widzimy próbę implementacji tego w porządku politycznym. Dewastacja gender ma na celu także rozbicie tożsamości człowieka. Pozbawienie fundamentu płciowego staje się pozbawieniem fundamentu tożsamości osoby ludzkiej. Jest to abberacja antropologiczna na poziomie elementarnym. Te działania destrukcyjne w stosunku do tożsamości są o tyle niebezpieczne, że przenikają w strukturę edukacji, prawa i polityki. Dlatego też tworzą zjawisko bardzo groźne.

Dziękuję za rozmowę.

not. MM, IK

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... ender.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 14 gru 2013, 00:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
„Gender”- nowa, niebezpieczna ideologia

Z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od ideologii „gender” - rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Ostatnie stulecie było okresem słusznej walki kobiet z nadużyciami, niesprawiedliwym traktowaniem i upokarzającymi je stereotypami. Rezultatem tej walki były prawa, które gwarantowały kobietom równy status. Niestety, w latach 70. XX wieku na ruch feministyczny zaczęły wywierać wielki wpływ radykalne ideologie propagujące nową - rewolucyjną wizję człowieka. To one spowodowały, że walka o równe prawa kobiet często stawała się jedynie pretekstem, by zwalczać tzw. tradycyjną rodzinę i macierzyństwo oraz popierać rozwiązłość seksualną. Dlatego zdarza się, że powoływane przez rządy państw różnorodne urzędy, mające zapewnić równy status kobiet i mężczyzn, służą bardziej propagowaniu radykalnych idei feministycznych niż ochronie prawdziwych interesów kobiet i społeczeństwa. Jedną z tych niebezpiecznych ideologii jest szeroko dziś lansowana ideologia „gender”. Na jej temat przeprowadziłem rozmowę z Dale O’Leary - amerykańską specjalistką od „gender”.

Dale O’Leary - Amerykanka z Rhode Island, autorka książki The Gender Agenda: Redefining Equality (Program gender - nowa definicja równości); jest matką czworga dzieci i babcią dwunastu wnuków, obecnie redaguje wydawane w Waszyngtonie czasopismo internetowe TheFactIs.org (www.thefactis.org), które zajmuje się problemami polityki społecznej zarówno w USA, jak i na świecie. Czasopismo ukazuje się dzięki staraniom Fundacji Kultury Życia (Culture of Life Foundation) oraz Instytutu Katolickiej Rodziny i Praw Człowieka (Catholic Family & Human Rights Institute).

Włodzimierz Rędzioch: - Jakie były na początku cele ruchów feministycznych na Zachodzie?

Dale O’Leary: - Najogólniej mówiąc, można stwierdzić, że w drugiej połowie XX wieku społeczeństwa zachodnie walczyły, by pogodzić równość między kobietą i mężczyzną z ich oczywistymi różnicami biologicznymi. W latach 60. kobiety protestowały przeciwko prawom i zwyczajom, które sprawiały, że były one traktowane inaczej niż mężczyźni. W odpowiedzi na te protesty rządy państw wprowadziły prawa, które gwarantowały kobietom równouprawnienie. Kobiety bardzo szybko potrafiły je wykorzystać - zwiększyła się liczba kobiet studiujących na wyższych uczelniach, pracujących zawodowo i zajmujących wysokie stanowiska rządowe.

- Dlaczego w pewnym momencie walka o równe prawa kobiet przekształciła się w walkę kobiet przeciwko mężczyznom i rodzinie?

- W latach 70. do ruchu feministycznego przyłączyli się radykałowie, którzy uważali kobiety za prototyp „klasy uciskanej”, a małżeństwo i „obowiązkowy heteroseksualizm” - za narzędzia ucisku. Ten ruch filozoficzny wywodzi się od Fryderyka Engelsa i jego analizy powstania rodziny. W 1884 r. Engels pisał: „W historii za pierwszorzędny antagonizm należy uznać antagonizm między mężczyzną i kobietą w monogamicznym małżeństwie, a za pierwszorzędny ucisk - ucisk kobiety przez mężczyznę”. Shulamith Firestone w swej książce The Dialectic of Sex (Dialektyka płci), opublikowanej w 1970 r., modyfikując ideę walki klas, wzywa do „rewolucji klas płciowych” (sex-class revolution): „Aby wyeliminować klasy płciowe, klasa podrzędna (kobiety) musi się zbuntować i przejąć kontrolę nad reprodukcją... To oznacza, że celem rewolucji feministycznej jest nie tylko usunięcie przywilejów mężczyzn, co było celem ruchu feministycznego, lecz wyeliminowanie różnicy między płciami; różnice płciowe nie będą już więcej miały żadnego znaczenia”.

- To tłumaczy, dlaczego ten nowy feminizm występował nie tylko przeciwko mężczyznom, ale także przeciwko macierzyństwu…

- Według Firestone, istotą ucisku kobiet jest macierzyństwo i wychowywanie dzieci. Ci, którzy popierają to stanowisko, uważają, że aborcja na żądanie, antykoncepcja, całkowita wolność seksualna, zatrudnienie kobiet i przetrzymywanie dzieci we wspomaganych przez państwo żłobkach są warunkami koniecznymi do wyzwolenia kobiet. Nancy Chodorow w książce The Reproduction of Mothering twierdzi, że dopóki kobiety będą pełnić funkcje wychowawczo-opiekuńcze, dzieci będą rosnąć, postrzegając ludzkość podzieloną na dwie różne i - według niej - nierówne klasy. Jest to przyczyną tolerowania ucisku „klasowego”.

- Czy to znaczy, że radykalne feministki chcą, aby dzieci żyły bez rodziny?

- Tak. Nowy feminizm chce znieść rodzinę biologiczną. Alison Jagger w książce używanej na kursach dla kobiet ukazuje, jaki powinien być pożądany rezultat rewolucji klas płciowych: „Zniesienie rodziny biologicznej wyeliminuje także potrzebę opresji seksualnej. Męski i żeński homoseksualizm oraz pozamałżeńskie stosunki płciowe nie będą już postrzegane w optyce liberalnej jako opcje alternatywne... Sama „instytucja” współżycia płciowego, gdzie kobieta i mężczyzna odgrywają określone role, zniknie. Ludzkość będzie mogła wreszcie powrócić do swej naturalnej, wielopostaciowej i perwersyjnej seksualności”.

- Jak powstało pojęcie „gender”?

- Problem, przed jakim stanęli ludzie promujący rewolucję przeciwko rodzinie, polegał na tym, jak wyeliminować „klasy płciowe” (sex classes), które uwarunkowane są biologicznymi różnicami między kobietą i mężczyzną. Rozwiązaniem tego dylematu stały się tezy dr. Johna Moneya z Hopkins University w Baltimore (USA). Do lat 50. słowo „gender” było terminem gramatycznym i wskazywało, czy wyraz jest rodzaju męskiego, żeńskiego, czy nijakiego. Dr Money zaczął go używać w nowym kontekście, wprowadzając termin gender identity, by określić, czy dana osoba czuje się mężczyzną, czy kobietą. Money uważał, że tożsamość płciowa gender identity zależy od tego, jak dziecko było wychowywane, i czasami różni się od płci biologicznej.

- W jaki sposób feministki wykorzystały teorie dr. Moneya?

- Kate Millet w swej książce z 1969 r. pt. Sexual Politics (Polityka seksualna) pisała: „... nie ma różnicy między płciami w chwili urodzin. Osobowość psychoseksualna jest więc czymś wyuczonym po narodzeniu”. W ten sposób idea płci (gender) jako wytwór społeczny weszła do teorii feministycznych. Ideologia gender sprawiła, że priorytetem ruchu feministycznego przestała być walka z polityką, która dyskryminowała kobiety, a stało się zwalczanie idei, które ukazywały różnice między kobietą i mężczyzną oraz kładły nacisk na zasadniczą rolę kobiety w sferze wychowawczo-opiekuńczej.

- Feministki bardzo często używały forum Narodów Zjednoczonych, by narzucać światu swe radykalne idee. Czy tak też było w przypadku ideologii „gender”?

- Do 1990 r. w dokumentach ONZ-etu kładziono nacisk na wyeliminowanie wszelkich form dyskryminacji kobiet, lecz w latach 90. problem gender zajął główne miejsce. W broszurze ONZ-owskiej agencji INSTRAW, zatytułowanej Gender Concepts, pojęcie gender definiowane jest jako „system ról i stosunków między kobietą i mężczyzną, który nie jest zdeterminowany biologicznie, lecz zależy od kontekstu społecznego, politycznego i gospodarczego. Tak jak płeć biologiczna jest dana, tak gender jest wytworem”.
Wielkim problemem jest to, że czasami ludzie, którzy używają terminu „gender”, nie zdają sobie sprawy z jego ideologicznych korzeni.

- Najlepiej chyba było to widać w czasie niektórych światowych konferencji ONZ-etu, gdy delegaci wielu państw podpisywali dokumenty, w których występował termin „gender”, nie wiedząc, co on dokładnie oznacza i czym różni się od wyrażenia „płeć”.

- To prawda. Warto przypomnieć choćby Światową Konferencję ONZ-etu poświęconą kobiecie, która odbyła się w Pekinie w 1995 r. W końcowym tekście Konferencji, pt. Platforma Działania (Platform for Action), czytamy: „W wielu państwach różnice między osiągnięciami i zajęciami mężczyzn oraz kobiet nadal jeszcze nie są uznawane jako konsekwencje społecznie stworzonych ról gender, lecz niezmiennych różnic biologicznych”.

- To oczywiste, że różnica ról mężczyzn i kobiet jest konsekwencją naturalnych różnic biologicznych! Mężczyzna nie może zajść w ciążę, nie może karmić dziecka piersią...

- To oczywiste, lecz z perspektywy ideologii gender jest rzeczą nie do przyjęcia, że kobieta może wybrać macierzyństwo jako pierwszorzędne powołanie. Najlepiej świadczą o tym słowa Simone de Beauvoir. Gdy Betty Friedan spytała ją, czy kobiety powinny mieć prawo wyboru pozostania w domu i wychowywania dzieci, pisarka odpowiedziała: „Kobiety nie powinny mieć takiej możliwości wyboru, ponieważ gdyby taka możliwość naprawdę istniała, zbyt wiele kobiet skorzystałoby z niej”.

- To bardzo znaczące słowa. Wróćmy jednak jeszcze do teorii dr. Moneya. Czy została ona potwierdzona naukowo?

- Podczas gdy ideologia gender stawała się coraz bardziej popularna, jej teoretyczne motywacje rozpadały się. Teorie dr. Moneya zostały zdyskredytowane przez badania naukowe dotyczące rozwoju mózgu. Badania prenatalne wykazały, że już przed urodzeniem mózgi chłopca i dziewczynki znacznie się różnią, co ma wpływ m.in. na różne postrzeganie ruchów, kolorów i kształtów. Sprawia to np., że u chłopca istnieje „biologiczne przygotowanie” do używania męskich zabawek, a u dziewczynki - kobiecych. Kobiety, począwszy od łona matki, są wyposażane w szczególną wrażliwość na innych ludzi, która potrzebna jest w pełnieniu roli matki.

- Cóż z tego, skoro niektóre feministki nie chcą uznać wyjątkowej roli kobiety w społeczeństwie i ignorują badania, które to potwierdzają!

- To wielki problem. Naukowcy, którzy badają najwcześniejsze etapy rozwoju dziecka oraz rozwój ludzkiego mózgu, są zaniepokojeni, że odkrycia dotyczące znaczenia więzi między matką a dzieckiem są ignorowane przez tych, którzy chcieliby widzieć kobietę jedynie jako siłę roboczą, a dzieci w przedszkolu.

- Ideologia „gender” opowiada się za nową definicją małżeństwa, która obejmowałaby również pary tej samej płci. W ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele publikacji, w których sugeruje się, że nie istnieje żadna istotna różnica między dziećmi wychowywanymi przez pary tej samej płci czy przez rodziców naturalnych. Czy tezy tego typu są wiarygodne?

- Ci, którzy analizowali tego typu badania, uznali je za nieważne. Według prof. Lynna Wardle’a: „Większość badań dotyczących rodzicielstwa homoseksualistów opiera się na dokumentacji niedostatecznej z punktu widzenia ilościowego, wadliwej metodologicznie i analitycznie (some of little more than anecdotal quality), a co za tym idzie, stanowi bardzo słabą bazę empiryczną, aby decydować o polityce społecznej”. Natomiast wiele badań potwierdza, że obecność ojca i matki zwiększa dobre samopoczucie dziecka.
Patrick Fagan z Heritage Foundation zebrał wielką liczbę dowodów na to, jak wielkie znaczenie ma dla dzieci posiadanie matki i ojca, którzy żyją razem. Natomiast „dzieci wychowywane przez samotną kobietę lub których rodzice się rozeszli, są wystawione na większe ryzyko doświadczenia ubóstwa, nadużyć, problemów wychowawczych i uczuciowych”.
Przyszłość społeczeństwa zależy od dzieci, dlatego stawianie dobra dzieci ponad wszystko jest naszym obowiązkiem.

- Jaki jest stosunek Kościoła katolickiego do ideologii „gender”?

- Kościół katolicki nie może być neutralny, gdy dla „dobra” kobiet atakuje się rodzinę, małżeństwo, macierzyństwo, ojcostwo, moralność w pożyciu płciowym i nienarodzone życie. Kościół zdecydowanie potępia niewłaściwe traktowanie kobiet w rodzinie, ale odpowiedzią na to nie może być zwalczanie rodziny jako takiej!
Gdy społeczeństwo zachęca do współżycia płciowego poza małżeństwem, do aborcji, rozwodów i proponuje mentalność antykoncepcyjną, to pierwszymi ofiarami tych poczynań są kobiety. Niekończąca się walka „klas płciowych” (sex-class struggle) nie doprowadzi do autentycznego wyzwolenia kobiety. Błędna antropologia, która neguje różnice między płciami, pozostawia kobiety w sytuacji nie do pozazdroszczenia: albo próbują one naśladować zachowanie mężczyzn, albo tracą energię, by uczynić z mężczyzn „pseudokobiety”. Trwonione są wielkie zasoby finansowe, aby zwalczać naturalne pragnienie kobiety bycia matką. Jest oczywiste, że ideologia gender prowadzi w ślepy zaułek.
Solidarność między mężem a żoną w rodzinie, między kobietą a mężczyzną w społeczeństwie jest konieczna, by owocnie działać dla dobra wszystkich. Kobieta, która jest świadoma różnic między płciami, jest wolna i może współpracować z mężczyznami bez ryzyka utraty swej osobistej tożsamości. Popieranie małżeństwa i rodziny, ojcostwa i macierzyństwa w żaden sposób nie zagraża prawom, godności i zasadniczej równości kobiet. Chociaż jest ciągle rzeczą konieczną ochrona kobiet przed nadużyciami i niesprawiedliwością, rozróżnianie między płciami a poniżającymi kobiety stereotypami oraz zapewnianie prawa kobietom i mężczyznom do wyboru nietypowych zajęć.

- Co Kościół ma do powiedzenie w tej ważnej dyskusji?

- Jan Paweł II powtarzał wielokrotnie, że solidarność stanowi alternatywę walki klas. Ktoś, kto jest zainteresowany stworzeniem naprawdę prokobiecego społeczeństwa, znajdzie linię działania w książce kard. Karola Wojtyły Miłość i odpowiedzialność. Potępienie przez Jana Pawła II zachowań, w których traktuje się osobę jako przedmiot, na pewno odpowiada kobietom, które są pierwszymi ofiarami seksualnego i ekonomicznego utylitaryzmu.
Owocna współpraca kobiet i mężczyzn musi się opierać na prawdzie o osobie ludzkiej. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę, dwie płci, różne lecz równe, ustanowił małżeństwo i rodzinę oraz prawa rządzące moralnością, a Bóg nie może być niesprawiedliwy. Dlatego kobiety nie powinny obawiać się kultury, która podkreśla i szanuje różnice między kobietami i mężczyznami.

- Dziękuję za rozmowę.

http://www.niedziela.pl/artykul/78160/nd/


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 17 gru 2013, 08:48 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Kultura rodem z chlewa ... lewackiego.

Niszczenie rodziny

Debaty organizowane za pieniądze podatników przez Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, zapraszanie na nie satanistów i agresywne feministki, wtargnięcie umalowanego mężczyzny w sukience na wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza to kolejne przykłady, w jaki sposób radykałowie reprezentujący mniejszości seksualne chcą prowadzić dyskurs. Chuligani czy też terroryści dziś „tylko” wrzeszczą, ale jutro otworzą lub podłożą ogień.

W Argentynie półnagie lesbijki zaatakowały młodych katolików przed katedrą pw. św. Jana Chrzciciela w San Juan de Cuyo. Uprawiały homoseksualne orgie i na koniec spaliły kukłę przedstawiającą Ojca Świętego Franciszka.

Marsz homoterrorystów musi zostać zatrzymany. Mogą i powinni go powstrzymać normalni mężczyźni i normalne kobiety. Nie można przecież ciągle przyzwalać na heterofobiczne ekscesy. Nie musimy oglądać wyuzdanych wybryków, nie możemy dać naszym dzieciom oglądać dewiantów. Jeżeli ktoś się łudzi, że z przedstawicielami LGBTQ można prowadzić dialog, jest w wielkim błędzie.

Bezkarność chorych z nienawiści osobników, którzy demolują kościoły, profanują święte miejsca, promują anormalne zachowania, dławią wolność i swobodę wypowiedzi, atakują ideologią gender niewinność i moralność dzieci, reżyserują rozpad rodziny, promują zagładę nienarodzonych dzieci, zagarniają coraz więcej praw dla legitymizacji swoich praktyk, muszą wreszcie wytworzyć obywatelski ruch oporu w Polsce. Jawny. Odważny.

Wyjść z narożnika
Nie można dłużej tolerować promocji homoseksualizmu za pieniądze podatników. Jesteśmy atakowani wedle promowanych procedur, a większość bez szemrania ma się poddać dyktatowi mniejszości.

Episkopat Słowacji wydał wspaniały list o zagrożeniu rodziny i narodu przez fałszywą ideologię gender. Pierwszy krok został uczyniony.

Każdy polityk, każdy urzędnik państwowy, który mieni się katolikiem, a który w ramach promocji ideologii gender, jak minister Bogdan Zdrojewski promuje antychrześcijańskie akcje pełne bluźnierstw albo jak parlamentarzyści PO czy PSL, głosuje za antykatolickimi ustawami, powinien zostać ukarany ekskomuniką.

Niech tłuszcza wrzeszczy, niech wyje do księżyca, niech pluje jadem i toczy pianę z ust, katolik w polityce zobowiązany jest do określonych zasad. Należy nazwać rzeczy po imieniu. Na Platformę Obywatelską katolik głosować nie może. Jej program jest dla Kościoła i życia społecznego degenerujący i destrukcyjny.

Najwyższe instancje w Kościele powinny jednoznacznie zareagować. Ogłosić, które zachowania centrolewicowego rządu PO – PSL są zgubne, antychrześcijańskie i dewastują prawo naturalne. A jest z czego wybierać! Świeccy katolicy na to czekają.

Kościół, czyli MY, ma prawo wtrącać się do spraw publicznych, do spraw bieżącej polityki, dla dobra wspólnego, dla ochrony wartości, na których dzięki Kościołowi zbudowaliśmy cywilizację życia.

Agresywny ostrzał
Na rząd oportunistów, bezradnych wobec dyktatu Brukseli, Berlina i Moskwy (przy okazji twórców formacji Palikota oraz silnego umocnienia postkomunistów z SLD) nie można liczyć. Centrolewicowy rząd Donalda Tuska stworzył takie osobniki jak Anna Grodzka, Biedroń i S-ka, dopuścił do głosu ekstremę produkującą projekty ustaw, nad którymi za nasze pieniądze pochylają się teraz w komisjach posłowie.

Senat przegłosował nowelizację ustawy o cudzoziemcach dostosowującą polskie prawo do dyrektyw Unii Europejskiej, co otwiera furtkę fali homoukładów. W Sejmie rozgrywa się sprawa tzw. ustawy Anny Grodzkiej dotyczącej możliwości zmiany płci. Zamiast wylądować w śmieciach, gdzie jej miejsce, została po głosowaniu skierowana do prac w komisjach. Sprawa związków partnerskich, które mają być zrównane z małżeństwami, finansowanie metody in vitro, plan wprowadzenia edukacji seksualnej to nie jedyne wytyczne rządu, który „księżom się kłaniać nie będzie”. Był już jeden taki, co to się rzekomo kulom nie kłaniał.

Na pseudokonserwatywnego prezydenta również nie możemy liczyć. Spędza czas na dożynkach i uśmiecha się jowialnie na gali „Faktu”, przytupując nóżką przy dźwiękach zespołu Weekend „Ona tańczy dla mnie”.

Na media głównego nurtu nie możemy liczyć. One gnębią wolność słowa, prawa obywatelskie, szargają dobre imię dziennikarstwa, które w swoim ideale ma zapisane dążenie do Prawdy, zachowanie obiektywizmu, bronienie podstawowych wolności, wstawianie się za ubogimi, za bezbronnymi.

Opozycja jest dobijana, ośmieszana, zohydzana. Przemysł pogardy działa w najlepsze.

Linia propagandowa oraz ideologiczna infrastruktura rozbudowywana w Unii Europejskiej nam nie pomogą. Przeciwnie, Bestia czeka, aż rozwój wypadków pozwoli przemienić niepostrzeżenie ten sztuczny twór w instytucję zarządzaną totalnie, której na przeszkodzie stoi jeszcze tylko Kościół rzymskokatolicki z jego obroną wartości i walką w obronie człowieka jako takiego. Dziś Kościół katolicki to jedyna przestrzeń wolności. Stąd ten agresywny ostrzał.

Jako wierzący bierzemy udział w wojnie cywilizacyjnej. Czy tego chcemy czy nie, okazując wierność naszym wartościom, stajemy się wrogami barbarzyńców i ich antykultury śmierci, oddając zaś pole temu wrogowi, naszym konformistycznym milczeniem, obojętnym wzruszeniem ramion, zabijamy przyszłość naszych dzieci. Ich zdrowie, ich wolność, ich moralność.

W tym szczególnym momencie dla Świętego Kościoła uczyńmy wszystko, aby uratować cywilizację chrześcijańską w Polsce. Modlitwą, postem i wspólnymi akcjami obywatelskimi, które dadzą odpór złemu.

Dziś trzeba być stanowczym, bo połączone siły zła zmasowały swój atak na chrześcijaństwo. Demony ciemności chcą zamienić Polskę w Hiszpanię Zapatero czy Francję Hollande’a.

Spójrzmy w oczy naszym dzieciom. Czy za kilkanaście lat, znów spoglądając im w oczy, nie będziemy się wstydzić, kiedy zapytają: A Ty? Czy Ty brałeś/brałaś udział w obronie mojej godności, wolności, niewinności?

Tomasz M. Korczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl/62683,n ... dziny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 28 gru 2013, 09:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Trzeba zatrzymać genderowy szantaż

Z JE ks. bp. Janem Wątrobą, ordynariuszem rzeszowskim, przewodniczącym Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Sławomir Jagodziński

Episkopat Polski ostrzega przed niebezpieczeństwem ideologii gender. Jednocześnie w wielu mediach ukazywana jest ona jako coś pozytywnego: dążenie do równouprawnienia, przeciwdziałanie przemocy… Czy po raz kolejny próbuje się nam „sprzedać” zło w opakowaniu jakiegoś dobra?
– Mam podobne wrażenie. To wyraźna próba zmanipulowania istoty problemu. Najbardziej groźna w ideologii gender jest przecież ta negacja znaczenia płci biologicznej i determinacji płciowej dla człowieka. Niepewność co do tożsamości płciowej ma dalekosiężne skutki: ani kobieta, ani mężczyzna nie są w stanie w takiej sytuacji odkryć i wypełnić zadań stojących przed nimi, tak w życiu małżeńskim, rodzinnym, jak i społecznym, a nawet zawodowym. Konsekwencje moralne wychowywania dzieci i młodzieży w duchu gender są tragiczne, bo seksualizują dzieci i młodzież, relatywizują wartość rodziny, małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Ale tego genderyści nie mają na sztandarach. Nagłaśniane jest to, co jest powszechnie akceptowane: wolność, równość, walka z przemocą w rodzinie czy wobec kobiet. Jednocześnie wszystkich, którzy krytykują gender, okrzykują wrogami tych wartości. A to jest przecież ogromna manipulacja i kłamstwo. Kościół od zawsze broni godności każdego człowieka, i to od poczęcia do naturalnej śmierci; każdego, a więc i kobiety, i mężczyzny. Uczy też o ich równości w powołaniu, w miłości, osobowej godności, oczywiście przy zachowaniu wszystkich różnic biologicznych wynikających z natury. I nie przestanie tego głosić. Niepokoi natomiast niemal powszechne ukrywanie pewnych elementów genderowskiego programu. Wszystko, co np. w edukacji dzieci wynika z gender, przebieranie chłopców za dziewczynki, a dziewczynek za chłopców, wymuszanie akceptacji dla jednopłciowych związków, nie jest tak nagłaśniane. Wymieszanie wielu spraw ze sobą jest manipulacją i dziś widzimy, że służy jedynie propagandzie antykościelnej.

Niektórzy odmawiają Kościołowi prawa krytykowania gender, ośmieszają księży i biskupów. Czy to nie jest próba zaklejania ust?
– Ośmieszanie, deprecjonowanie, oskarżanie o ignorancję to na pewno próba jakiegoś zastraszenia Kościoła katolickiego, który obecnie jako jedyny odważnie mówi prawdę o gender. Ale próba kneblowania ust kapłanom, biskupom, aby nie zabierali głosu w tej materii, która dotyczy przecież podstawowej sprawy: zdrowej antropologii, to zamach na istotę nauczycielskiej misji Kościoła. Gdyby Kościół przestał głosić objawioną naukę, sprzeniewierzyłby się samemu sobie. Kościół ma prawo mówić o rodzinie, uczyć o godności, prawach i obowiązkach, jakie stoją przed katolicką rodziną. Ma objawiać światu odwieczny zamysł Boga. A ten zamysł jest znany: Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę i powołał do istnienia – jak zwykliśmy mówić – najbardziej podstawową komórkę, rodzinę zbudowaną na związku mężczyzny i kobiety. W Kościele ten związek dodatkowo usankcjonowany jest sakramentem małżeństwa.

Czy taka agresja ze strony propagatorów gender nie świadczy o tym, że obnażone zostało samo sedno ideologii, która jest wymierzona w chrześcijańską wizję człowieka i świata?
– Rzeczywiście, Kościół konsekwentnie demaskuje sedno ideologii, która bez wiedzy i akceptacji Polaków zaczęła przenikać do edukacji, służby zdrowia, szeroko rozumianej kultury, różnych organizacji. A chodzi o poważny błąd antropologiczny, herezję antropologiczną. Plany genderystów są demaskowane i to może nie podobać się wielu. Stąd ta agresja. Ale Kościół, głosząc prawdę i cierpiąc za prawdę, podziela los Chrystusa, który przyszedł na świat jako znak, któremu sprzeciwiać się będą. I dokąd określone środowiska wrogie Bogu, chrześcijaństwu sprzeciwiają się Kościołowi, dotąd oznaczać to będzie, że jest on sobą. Nie pierwszy raz Kościół jest poddawany takim naciskom, wyśmiewany. Ale powtarzam, to jest także znak, że jest wierny Chrystusowi i Jego nauce. I na nic się tu zda pisanie skargi do Ojca Świętego na polskich biskupów czy wytaczanie procesów, jak np. po kazaniu ks. abp. Michalika we Wrocławiu. Kościół nie przestanie głosić prawdy. Ksiądz arcybiskup Michalik w niedawnym wywiadzie powiedział, że chętnie pójdzie do więzienia za obronę prawdy Chrystusowej, za obronę życia ludzkiego. Zastraszanie ludzi Kościoła w Polsce się nie uda.

Jaka jest odpowiedzialność moralna rektorów uczelni, dyrektorów szkół, nauczycieli, którzy wpuszczają do placówek edukacyjnych programy przesycone ideologią gender?
– Każdy człowiek ma obowiązek kierowania się głosem sumienia, uformowanym według kryteriów obiektywnych, nie subiektywnych. Jeśli taka osoba jest katolikiem, to jego sumienie jest kształtowane przez Prawo Boże mające swe potwierdzenie w prawie naturalnym, przez Ewangelię, nauczanie Kościoła. Nie można być katolikiem tylko z nazwy albo tylko prywatnie, a w miejscu pracy czy pełniąc publiczną funkcję, odłożyć na bok wiarę i moralność. To jest zresztą zasada, która dotyczy nie tylko katolickich rektorów, dyrektorów, nauczycieli, wychowawców, katechetów, ale nas wszystkich. Jako katolik jestem zobowiązany do posłuszeństwa wiary wobec Kościoła. Przyzwalanie na wejście na uczelnie, do szkół czy przedszkoli programów genderowych to otwieranie drzwi złu i to jest moralnie naganne. Najistotniejsze elementy tej ideologii są sprzeczne z prawem Bożym i naturalnym.

A jak można ocenić sytuację, w której od przyjęcia tzw. programu równościowego, jak to nazywają genderyści, uzależniane jest udzielenie funduszy szkole czy jakiejś placówce?
– To szantaż, który uważam za działanie wysoce nieetyczne. Znamy to już dobrze także w skali międzynarodowej, gdy międzynarodowe organizacje uzależniają pomoc określonym krajom od przyjęcia przez nich programów antyludnościowych, tzw. zdrowia reprodukcyjnego, czyli promujących antykoncepcję, aborcję, sterylizację, legalizowanie jednopłciowych związków. „Jeśli spełnicie te warunki, otrzymacie pieniądze”. I wiele państw idzie na to. Taka metoda jest stosowana też w stosunku do różnych placówek edukacyjnych, oświatowych, organizacji. Tą drogą programy genderowe niejako tylnymi drzwiami pojawiają się np. w szkołach.

A jeżeli takiemu szantażowi ulegnie placówka kościelna, czym to grozi?
– Są takie przypadki w Niemczech, Stanach Zjednoczonych. Kardynał Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego, przypomniał niedawno, że w katolickich szkołach nie ma miejsca na gender. Jeśli ulegną tej ideologii, tracą swą misję. Do pasterzy Kościoła należy podjęcie decyzji, czy takiej instytucji, organizacji, uczelni czy szkole przysługuje jeszcze tytuł katolicki. Bo on zakłada, że całe działanie tej instytucji jest zgodne z nauką Kościoła. Wzięcie pieniędzy przez katolicką instytucję w zamian za rezygnację z jakiegoś elementu depozytu wiary jest naganne. Kompromisy w życiu są czasem potrzebne i dobre, ale nie można nigdy zgodzić się na kompromis ze złem. I wcale nie musi być tak, że politycy czy osoby decydujące o kształcie edukacji muszą na takie kompromisy koniecznie iść.

Katoliccy nauczyciele, dyrektorzy szkół nie powinni chyba w tej walce zostawać sami…
– Być może czasem mają za małe wsparcie np. ze strony katolickich rodziców. Rodzice naprawdę mają coraz więcej do powiedzenia w szkole. Oni muszą w pierwszym rzędzie czuwać nad kształtem edukacji swoich dzieci. Rodzice mają dziś prawo domagać się wychowywania dzieci zgodnie z ich poglądami religijnymi. A jeśli coś ich niepokoi, to zdecydowanie interweniować. To pomoże też czasem i nauczycielowi, i dyrektorowi, aby pozostał człowiekiem czystego sumienia i nie wpuszczał gender do szkół. Dlatego ważne są też prężnie działające stowarzyszenia, ruchy, wspólnoty, także te, które bronią rodziny, bronią życia. Nauczyciele, a zwłaszcza dyrektorzy, powinni czuć wyraźne ich wsparcie.

Jak Ksiądz Biskup ocenia politykę państwa w odniesieniu do rodzin. Kończy się podobno Rok Rodziny…
– Utożsamiam się z tym, co do premiera napisało Forum Kobiet Polskich: „To nie był rok poświęcony rodzinie”. I to jest odpowiedź na pana pytanie. Bo ogłaszanie Roku Rodziny, a realizowanie polityki prorodzinnej w tym wypadku okazało się zupełnie różną kwestią. Nie doczekaliśmy się spodziewanych zmian. Obserwując sytuację rodziny, widzimy, że nie doczekała się ona jednolitego całościowego programu prorodzinnego w naszym kraju. Są jakieś jego pojedyncze elementy, jak np. wydłużenie urlopów macierzyńskich. Ale rodzina nadal czeka na cały kompleks działań. Tu nie chodzi o podniesienie zapomogi, jakąś ulgę, becikowe czy coś tam jeszcze. Chodzi o stworzenie odpowiedniej atmosfery, poczucia bezpieczeństwa socjalnego dla rodzin, aby one przede wszystkim mogły mieć dzieci. Aby młodzi ludzie mogli uwierzyć w bezpieczną przyszłość i decydować się na małżeństwo. Aby macierzyństwo i ojcostwo było pod szczególną troską państwa. Dziś samo macierzyństwo jest ośmieszane, tak jak typowa rola kobiety, która wychowuje dzieci.

Nie służy rodzinie też kultura, która np. z niewierności czyni cnotę…
– Dziś ukazuje się jako atrakcyjną każdą postać grzechu. To jest ciekawe, że w przeszłości ludzie grzeszyli, i to pewnie wcale nie mniej niż dzisiaj, ale się tego wstydzili. Nie afiszowali się z tym, nie promowali zła i nie narzucali go innym. Dzisiaj wszelkie formy kultury masowej, można by je długo wymieniać, lansują tego typu styl: stawianie na piedestale zła, dewiacji i ogłaszanie, że to coś atrakcyjnego. Promocja tego typu zachowań rzeczywiście osłabia i dezorientuje wielu ludzi. Przez ukazywanie tej swojej „atrakcyjnej” strony zło działa. Szybko jednak okazuje się zgubnym kłamstwem, które prowadzi do nieszczęścia i krzywdy wielu małżeństw i rodzin.

Ciekawe jest to, że polskie młode rodziny żyjące na emigracji mają więcej dzieci niż ich rówieśnicy w Polsce…
– To pokazuje zupełne fiasko polityki prorodzinnej polskich władz. Tak duża młoda emigracja to jest dramat. To jest taki ogromny drenaż talentów, ludzi z energią, z pasją, aktywnych. Dobrze, że nie wszyscy wyjechali, ale te ponad dwa miliony w skali kraju musi przerażać. Niektórzy niechętnie myślą o powrocie, znajdując poza Polską bardziej sprzyjające warunki, także w dziedzinie dzietności. Świadczy to o tym, że w innych krajach znaleźli oni bezpieczeństwo, zaufanie co do swojej przyszłości, większe niż w swojej Ojczyźnie. Tam decydują się na więcej dzieci, a w Polsce nie. To dowód klęski polityki prorodzinnej w naszym państwie. Czas się przebudzić, nim naprawdę będzie za późno.

Niedziela Świętej Rodziny to święto katolickich małżeństw i rodzin. Jako przewodniczący Rady ds. Rodziny KEP czego życzyłby Ekscelencja polskim rodzinom?
– W obliczu tych wszystkich okoliczności niesprzyjających rodzinie przede wszystkim życzę, aby pamiętali, że sam Bóg chciał instytucji rodziny. Rodzina narodziła się w sercu Boga. Nie grupa ludzi to wymyśliła, to nie Kościół stworzył naukę o rodzinie, to jest zamysł Boży. Broniąc jej, troszcząc się o nią, rozpoznajemy wolę Bożą. Sam Syn Boży chciał przez rodzinę przyjść na świat. Może miał miliony innych sposobów, aby nas zbawić, ale wybrał ubogą rodzinę i w niej pojawił się jako człowiek. Potrzebował rodziny, żeby móc dokonać dzieła odkupienia. Świadomość, że to jest droga Boga do nas, jest bardzo ważna. Bóg idzie do nas przez rodzinę. Niech to będzie źródłem takiej nadziei i siły, mimo różnych zakusów, mimo osłabiania roli rodziny. Niech wszyscy będą pewni, że nawet w trudnościach Jezus, Maryja i Józef opiekują się nimi.

Dziękuję za rozmowę.
Sławomir Jagodziński

http://www.naszdziennik.pl/wiara-koscio ... antaz.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Świat (życie) w kleszczach ideologii
PostNapisane: 02 sty 2014, 08:30 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Nowa Lewica - panaseksualizm

Prof. Piotr Jaroszyński

Lewica, zachowując strategiczne cele, takie jak zniszczenie normalnej rodziny, destrukcja historycznych narodów, powszechna ateizacja i sekularyzacja, odwołuje się do różnych metod.

W przypadku pierwszej lewicy, zwanej lewicą wulgarną, sowiecką, bolszewicką, takim strategicznym punktem było odebranie własności prywatnej, co nazywano dla niepoznaki nacjonalizacją. W rzeczywistości chodziło o kradzież za zasłoną państwa. Ale czy tylko? Nie tylko, bo przede wszystkim chodziło o to, żeby zrealizować wspomniane cele strategiczne: otóż odebranie własności rodzinie pozbawia ją środków koniecznych do przetrwania i rozwoju, czyni ją w całości zależną od państwa. Dlatego w normalnych warunkach polityka prorodzinna polega nie na tym, że państwo coś daje, ale na tym, że państwo chroni prywatną własność rodzinną. Taka własność jest siłą rodziny. Gdy takiego zabezpieczenia brak, rodzina albo nie powstanie, albo szybko się rozpadnie.

W przypadku Nowej Lewicy, której liderzy bardzo sobie cenią własny majątek, łącznie z lewicującymi bankierami, atak na własność prywatną byłby posunięciem podejrzanym i mało skutecznym. Starano się więc znaleźć jakiś inny punkt zaczepienia, który miałby moc rozkładową w skali globalnej. Punkt, który rozłożyłby za jednym zamachem rodzinę, naród i Kościół.

I znaleziono. Był nim seks. Zaatakowano więc ludzką płciowość, sferę tak intymną, a zarazem dosłownie życiodajną, która pozwala przekazywać życie z pokolenia na pokolenie w poczuciu odpowiedzialności (rodzina), solidarności (naród) i wdzięczności (religia). Właśnie tę sferę postanowiono całkowicie rozregulować, oderwać od jej celu w relacjach interpersonalnych, od przykazań, które do nas kieruje Bóg. Postanowiono ludzką płciowość „uwolnić”, pozbawić jakichkolwiek hamulców moralnych, kulturowych, religijnych – najzwyczajniej rzucić ją na pastwę niczym nieskrępowanych popędów, które pozbawione kontroli rozumu, wiary i sumienia mogły z całym powodzeniem prowadzić swe destrukcyjne dzieło.

Jeżeli rok 1968 do tej pory czczony jest przez Nową Lewicę jako rok najważniejszej rewolucji, to dlatego, że była to rewolucja seksualna. Rewolucja ta zalęgła się w środowiskach akademickich, a więc objęła przede wszystkim młodzież, która z uwagi na swój wiek jest najłatwiejszym materiałem dla manipulacji o podłożu seksualnym. Rewolucja ta była zorganizowana w skali międzykontynentalnej, ponieważ bardzo szybko objęła szereg uniwersytetów w różnych krajach i na różnych kontynentach. Jej głównym hasłem była „wolna miłość”, a ponieważ na przeszkodzie do „wolnej miłości” stoi „stary świat”, czyli świat reprezentowany przez rodzinę, tradycję i religię, więc świat ten należało zniszczyć. Dlatego właśnie w parze z hasłem miłości szło hasło zniszczenia, szła antykultura.

W ten sposób kultura zachodnia stała się antykulturą, a jej głównym orężem był i jest panseksualizm propagowany w żłobkach, przedszkolach, szkołach, uczelniach, w teatrach, w kinie, w mediach, w polityce – wszędzie tam, gdzie docierają agenci Nowej Lewicy, wybrani lub mianowani, ale zawsze zjednoczeni nienawiścią do każdej wartości lub zasady, jaka stoi na straży godności rodziny, narodu i Kościoła.

http://www.naszdziennik.pl/wp/64054,now ... alizm.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 152 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 11  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /