Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 30 lip 2014, 05:41 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Tzw. tolerancja lewactwa to już jest wyraźny zaczątek tyranii. Ma tak być jak lewacki idiota postanowi, a reszta społeczeństwa niezależnie od świadomości, wiedzy, głębi ducha, światopoglądu, kultury osobistej, musi się podporządkować.

Neutralna, czyli ateistyczna

Szkoła powinna być neutralna światopoglądowo. Nauczyciel, który nie zachowuje neutralności, łamie prawo – grozi minister Joanna Kluzik-Rostkowska. Minister narusza spokój społeczny i wywołuje lęk u nauczycieli.

W obawie, że do lekarzy, którzy podpisali Deklarację Wiary, dołączą nauczyciele, minister Kluzik-Rostkowska wyznała: – Mam nadzieję, że Deklaracja Wiary dla nauczycieli pozostanie wyłącznie w sferze projektu.

Jak ostrzegła Joanna Kluzik-Rostkowska, jeżeli nauczyciel podpisze taką deklarację i będzie się stosował do przepisów w niej zawartych, powinien się liczyć z reakcją dyrektora szkoły, organu prowadzącego i wojewody. Szefowa MEN stwierdziła, że „podpisanie takiego dokumentu przez nauczycieli rozpętałoby wojnę religijną w polskiej szkole”.

Zapewniła więc, że zrobi wszystko, by „neutralność światopoglądowa polskiej szkoły została zachowana”. Stwierdziła zarazem, że nauczyciel, który podpisałby Deklarację Wiary, łamałby Konstytucję, która mówi, że wszyscy obywatele mają takie same prawa i obowiązki bez względu na wyznanie i światopogląd, oraz przepisy Karty Nauczyciela. Przywołała przy tym artykuł 6 Karty Nauczyciela, w którym zapisano, że „nauczyciel obowiązany jest […] kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny, w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, w atmosferze wolności sumienia i szacunku dla każdego człowieka oraz dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów”.

Minister ostrzegła, że jeżeli nauczyciel złamałby to prawo, to każdy rodzic, który poczuje się zaniepokojony sytuacją, może interweniować u wojewody, natomiast wojewoda powinien uruchomić wówczas postępowanie dyscyplinarne wobec takiego nauczyciela. Poinformowała też, że wkrótce uczuli kuratorów szkolnych na to, by strzegli neutralności światopoglądowej szkoły.

Dlaczego minister Kluzik-Rostkowska tak strzeże owej „neutralności światopoglądowej”? Jak podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Marek Dobrowolski, adiunkt w Katedrze Prawa Konstytucyjnego KUL, w Konstytucji RP nie istnieje sformułowanie „neutralność światopoglądowa”. Zauważa natomiast, że zawiera ona sformułowanie o bezstronności religijnej i światopoglądowej władzy publicznej i państwowej (Konstytucja RP, art. 25 ust. 2). W myśl tego przepisu organy administracji państwowej mają być bezstronne wobec światopoglądu nauczycieli, rodziców i dzieci, a więc nie mogą narzucać im swojego światopoglądu. – Każde stanowisko wynika z jakiegoś światopoglądu i ma konsekwencje w sferze światopoglądowej – zauważa dr Dobrowolski.

Ksiądz biskup Marek Mendyk, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, odnosząc się do zapowiedzi minister edukacji, podkreśla, że wpisują się one w tworzenie klimatu nagonki na ludzi wierzących. – Prawo do wyznawania wiary, dzielenia się nią gwarantuje mu Konstytucja RP – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”. Broniąc prawa rodziców do wychowania swoich dzieci, zauważa z kolei, że szkoły w Polsce są w większości publiczne i to w dużej mierze od rodziców, a nie od urzędników powinno zależeć, jak będą one wyglądać. – Wobec tego, co próbuje się zrobić z polską szkołą, jakie treści próbuje się do niej przemycać, potrzeba, by rodzice wzięli sprawy w swoje ręce, by sprzeciwiali się wszystkiemu, co zagraża ich dzieciom – podkreśla.

Kanonista ks. prof. Wojciech Góralski z UKSW dodaje, że nauczyciel ma również prawo do podpisania się pod Deklaracją Wiary. Gwarantuje to Konstytucja RP, a przywoływany przez minister Kluzik-Rostkowską artykuł z Karty Nauczyciela w żaden sposób tego nie przekreśla. – Pani minister narusza w ten sposób spokój społeczny i wywołuje lęk u nauczycieli. Odmawia im prawa do postępowania w zgodzie z własnym sumieniem, a przecież każdy człowiek, a tym samym każdy nauczyciel ma prawo do wolności sumienia i nie może wykładać treści, z którymi się nie zgadza – zaznacza. – Przerażające jest to, że urzędnik państwowy, nie znając jeszcze treści dokumentu, chce zastraszyć nauczycieli i grozić im szykanami, a nawet zwolnieniem z pracy – mówi ks. prof. Góralski.

Małgorzata Pabis

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... yczna.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 30 lip 2014, 10:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 12:02
Posty: 37605
Jeśli neutralność światopoglądową należałoby brać poważnie, to mogłaby ona polegać tylko na jednej zasadzie - że nikt nie wnika, czy nauczyciel kieruje się wartościami katolickimi, ateistycznymi, czy innymi. A jeżeli jakaś opinia o danym nauczycielu byłaby tu ważna, to nie opinia ministra, ale rodziców. W tym przypadku to minister Joanna Kluzik-Rostkowska naruszyła neutralność światopoglądową, bo stanęła przeciwko jednemu światopoglądowi, faworyzując tym samym inne światopoglądy.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 09 sie 2014, 08:05 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Dyktatura relatywizmu

Wypowiedź minister edukacji narodowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej na temat „neutralności światopoglądowej” polskich szkół wpisuje się w kontekst intensywnej wojny ideologicznej toczonej we współczesnej Polsce.

Środowiska nowej lewicy za wszelką cenę chcą opanować rząd dusz w naszej Ojczyźnie, wywołując raz za razem nowe konflikty ideologiczne. Najbardziej łakomym kąskiem jest dla nich młodzież. Stąd np. obecność na Przystanku Woodstock księdza Lemańskiego, który zamiast głosić Ewangelię wśród zbuntowanej młodzieży, zajął się atakowaniem biskupów, pokazując zagubionym młodym ludziom wizję buntu wobec hierarchii kościelnej. Na tym choćby przykładzie doskonale widać, jaką rolę w kształtowaniu charakterów młodych osób odgrywa Jerzy Owsiak. Niektórzy twierdzą, że chodzi mu tylko o pomaganie dzieciom. Tymczasem zasadnicza część „formacyjna” jego akcji odbywa się właśnie na Przystanku Woodstock. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, jaki sens miało zaproszenie księdza Lemańskiego na to „formacyjne” spotkanie? Odpowiedź może być tylko jedna: Owsiak jest świetnym narzędziem do ideologizacji młodego pokolenia, posługując się doskonałym „zmiękczaczem” w postaci działalności charytatywnej.

Zatem kręgi nowej lewicy, widząc jednoznaczną postawę Episkopatu w sprawie gender, tzw. klauzuli sumienia, miejsca religii w polskim systemie edukacyjnym, nie przebierają w środkach, pragnąc tylko rozpętać, gdzie się da, nowe ogniska wojny ideologicznej. Im dalej od śmierci Jana Pawła II, z tym większą śmiałością środowiska postmodernistyczne zmierzają do ateizacji życia społecznego. „Neutralność światopoglądowa”, o której mówi minister edukacji, to wszak nic innego, jak dyktatura relatywizmu. Kto bowiem powiedział, że owa neutralność (często wyrażająca się pewną formą ateizmu) ma być obowiązująca? Taka postawa od strony intelektualnej jest sprzeczna wewnętrznie – wszak narzucanie w sferze publicznej relatywizmu jest pewnym, bardzo specyficznym poglądem na świat, który uważa się za wszechobowiązujący. Zatem ten, który narzuca „neutralność światopoglądową”, wyraża pewien pogląd na świat i „neutralny” nie jest. Oczywiście owo narzucanie postmodernistycznej ideologii dzieje się w kontekście bardzo specyficznej interpretacji polskiego prawa, dodajmy, interpretacji daleko wybiegającej poza istotną treść funkcjonującego ustawodawstwa.

Można sobie zadać pytanie, na czym niby miałaby polegać owa światopoglądowa neutralność w szkole, w której grubo ponad dziewięćdziesiąt procent uczniów uczęszcza na lekcje religii. W większości szkół rok szkolny zaczyna się i kończy Mszą Świętą, w której uczestniczą tak uczniowie, jak i dyrekcja, i nauczyciele. Nie inaczej jest w czasie rekolekcji parafialnych. Widzimy zatem, że szkoła nie jest światopoglądowo neutralna, ale adekwatna do tego, jaki światopogląd i jaką religię wyznają dzieci i rodzice polscy. Czym zatem miałaby być ta nowa szkoła? Najprawdopodobniej instytucją wyzutą z wszelkich treści, o których pisałem powyżej. Bo przecież nie chodzi o respektowanie wolności wyznania czy poglądów politycznych – wszak wszystko to gwarantowane jest na poziomie Konstytucji.

Oczywiście wychowania nie sposób oddzielić od kwestii religijnych. Wszak religia stanowi ostateczny zwornik kulturowy, daje pełne uzasadnienie dla ludzkiej moralności (ludzkiego życia). Jeśli zatem szkoła ma wychowywać, jeśli ma być organicznie związana z rodzinami, to musi również respektować kwestie religijne.

Wydaje się być zatem poza dyskusją fakt, że czeka nas w niedługim czasie nowa wojna ideologiczna, wojna o szkołę. Lewicowa metoda wyszukiwania kontrowersji i budowania ofensywy propagandowej na bazie różnych wyrwanych z kontekstu przykładów jest stara i sprawdzona. To na gruncie takich akcji medialno-propagandowych wprowadzono w wielu krajach zachodnich aborcję, a dzisiaj narzuca się ideologię gender. Jeśli również szkoła polska jest przygotowywana do eksperymentu pt. „gender”, należy najpierw spacyfikować te środowiska, które z powodów religijnych będą się tej ideologii sprzeciwiać. Do takiego grona z pewnością należą katecheci i nauczyciele silnie przywiązani do wiary katolickiej. Dzisiaj zatem Joanna Kluzik-Rostkowska swoimi deklaracjami czyni pierwsze kroki, by oswajać polską opinię publiczną z dyktaturą relatywizmu (neutralności światopoglądowej) w polskiej oświacie.

Nie ulega wątpliwości, że takich potyczek i bitew przyjdzie nam stoczyć wiele. Rządząca Platforma Obywatelska słabnie coraz bardziej w sondażach i coraz częściej i mocniej starać się będzie o wsparcie lewicowych mediów i lewicowego elektoratu. A za tym muszą iść rozwiązania charakterystyczne dla zachodniej Europy. Na Zachodzie zaś tzw. aborcja na życzenie w publicznych szpitalach, genderowe wychowanie seksualne w publicznej oświacie to norma.

Mimo tych wielkich zagrożeń widać coraz większe światło nadziei. Kurczy się bowiem przestrzeń niejasności ideowej w polskiej przestrzeni publicznej. Nasi duszpasterze już nie tak łatwo dadzą się nabrać na proste pułapki w stylu akcji charytatywnej i wychowawczej Owsiaka czy promowania rzekomej pobożności prezydent Warszawy, która wyrzuciła z pracy profesora Bogdana Chazana. Jednoznaczne zaś stanowisko Kościoła w kwestii najważniejszych konfliktów ideologicznych daje możliwość zwarcia szeregów wśród katolików w celu jasnego opowiedzenia się za prawdą.

prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/mysl/90333,d ... wizmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 05 wrz 2014, 09:18 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Widmo despotyzmu

Józef Konrad Korzeniowski

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Od chwili upiornego poczęcia się jako państwo Rosja zmuszona była oddychać atmosferą despotyzmu; cały jej ustrój od początku do końca opierał się na samowoli mrocznych tyranów. Stąd się bierze nieprzenikalność Rosji na wszystko, co prawdziwe w myśli zachodniej. Z chwilą przekroczenia granicy rosyjskiej myśl zachodnia pada ofiarą samej siebie. Stąd biorą się sprzeczności i zagadki w życiu narodowym Rosji, wywołujące tak wielkie zainteresowanie u reszty świata. […] Rząd Świętej Rosji, na kształt dopustu Bożego przywłaszczając sobie najwyższą władzę dręczenia i wyrzynania swoich poddanych, największe okrucieństwo okazał wobec tych, którym zezwolił żyć w cieniu swoich łask. Najcięższym przestępstwem przeciwko ludzkości tego ustroju, który czai się teraz poza zwałami okaleczonych trupów, jest bezwzględność, z jaką zniszczył niezliczone umysły. Największa groza świata – obłęd – postępuje wiernie jego śladem. Wiele najwybitniejszych umysłów Rosji, po bezowocnej walce ze złym urokiem, padało na kolana przed beznadziejnym despotyzmem, jak człowiek pod wpływem zawrotu głowy skacze w przepaść. Uważne przyjrzenie się literaturze rosyjskiej, Kościołowi, systemowi administracyjnemu oraz prądom umysłowym musi doprowadzić do wniosku, że dzisiejsza Rosja nie ma prawa zabierać głosu w żadnej absolutnie sprawie dotyczącej przyszłości ludzkości, ponieważ od początku całe jej istnienie opierało się z konieczności na brutalnym niszczeniu w naturze ludzkiej godności, prawdy, uczciwości i wszystkiego, co szlachetne.

Fragment pochodzi z: „Autokracja i wojna” (1905)

--------------------------------------------------------------------------------

Istota despotyzmu (totalitaryzmu) nie polega na tym, że społeczeństwo trzymane jest ciągle na krótkiej smyczy, że jest biedne, ciemne i bezwolne. Przeciwnie, może się zdarzyć, że napawać się będzie wolnością i dostatkiem. Ale do czasu. Bo przychodzi moment, w którym despota pokazuje, do kogo należy realna władza i że posłuszeństwo musi być całkowite, bez względu na tytuły, stanowiska, bogactwo, godność i prawdę. Biedny i bogaty, oświecony i ciemny jednako muszą przed władzą się płaszczyć.

http://www.naszdziennik.pl/wp/95543,wid ... tyzmu.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 19 wrz 2014, 08:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Po owocach poznajemy


Szanowna Pani

Prezydent m.st. Warszawy

Hanna Gronkiewicz-Waltz Ostatnie wydarzenia w Polsce przybrały agresywną formę. Do tego postkomunistyczne i skrajnie feministyczne lobby swą brutalną formą działania sprawiły, że coraz częściej władze nie liczą się z opinią czy protestem ze strony ludzi wierzących, kochających Polskę, rodzinę.

Wyrok, jaki wydała ostatnio Pani Prezydent na prof. Bogdana Chazana, nijak się ma do polskiej tolerancji i wolności sumienia czy przekonań. Media mętnego nurtu stoją murem za Pani błędnymi decyzjami. Egzekucja na Profesorze nie była pierwszą. Mają Polacy w żywej pamięci buńczuczne deptanie zniczy na Krakowskim Przedmieściu, usunięcie stamtąd krzyża, a wcześniej przyzwolenie na jego profanację przez pijanych zadymiarzy i szumowiny w dniach żałoby narodowej po smoleńskiej gehennie. […]

Atak feministycznych i genderowych środowisk na fundamentalne wartości cywilizacji życia wzmaga się poprzez kłamstwo i manipulację słowem, a temu wiernie i skrupulatnie Pani sekunduje.

Po raz czwarty spalono instalację tęczy na warszawskim placu Zbawiciela. Pani ochoczo zdecydowała i wydała kolejne pozwolenia na odbudowę tej bluźnierczej ohydy, przy wielu protestach części radnych i mieszkańców Warszawy. Takie działanie ma na celu przypodobanie się społeczeństwu, gdyż wybory samorządowe coraz bliżej. Stała się Pani niewolnicą swojego elektoratu.

Przed laty tak chętnie Pani obnosiła się z tym, że należy do Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, wielokroć potwierdzając, że uczestniczy w rekolekcjach i spotkaniach formacyjnych. Ksiądz biskup Bronisław Dembowski, krajowy duszpasterz Ruchu Odnowy w Duchu Świętym, był wtedy z postawy Pani bardzo dumny, z tak nietuzinkowego i zaangażowanego rodzynka. Co się stało, że po latach gorliwości zmieniła Pani kolor namaszczenia? Żadna dwulicowość ludzka nie przyćmi prawdy mającej swe źródło w Chrystusie. Czy to była nowa forma ewangelizacji dystrybuująca nowinki z kuglarskiej zaraźliwej ideologii współczesnych przebierańców w szaty genderowców oraz deptania sumienia i wolności religijnej?

Z powagą chwili i sytuacji

ks. Janusz Kozłowski, Świdnik

http://www.naszdziennik.pl/wp/98431,po- ... ajemy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 17 paź 2014, 09:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Cywilizacja która odrzuca dobro wciąż musi deptać, gwałcić, zadawać cierpienie i mordować, aby móc istnieć. Zło nie potrafi żyć bez swoich atrybutów, którymi są patologie, terror, mordy, fałsz i grabież. Świat współczesny ma wielkie zdolności w produkowaniu i powielaniu zła. Jest niemal fabryką wszelkiej ohydy.
Czerpie z przeszłości i dorzuca coraz to nowsze metody zniewalania i niszczenia człowieka.
Można zadać pytania: Po co to robi? Komu jest to potrzebne? Czy tak być musi?


Proces nad Chrystusem trwa

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Dlaczego zbawienie ludzkości musiało dokonać się na tak okrutnym narzędziu, jakim był krzyż w starożytności?

Śmierć krzyżową wymyślili Fenicjanie dla ludzi najbardziej pogardzanych, dla ludzi nie mających żadnych praw, dla niewolników. Może gdyby Chrystus umarł od kamieni, umarłby tylko jako jeden z Żydów. Gdyby położył głowę pod miecz, umarłby jako Rzymianin. Ale umierając jako niewolnik, na krzyżu, stał się bratem całej ludzkości, bo śmierć niewolników była śmiercią ludzi różnych narodowości. Niewolnik mógł być Żydem, Grekiem czy Germaninem. Niewolnik mógł być analfabetą, lecz czasem też i człowiekiem wykształconym.

[…] Nasze cierpienia, nasze krzyże możemy ciągle łączyć z Chrystusem, bo proces nad Chrystusem trwa. Trwa proces nad Chrystusem w Jego braciach. Bo aktorzy dramatu i procesu Chrystusa żyją nadal. Zmieniły się tylko ich nazwiska i twarze, zmieniły się daty i miejsca ich urodzin. Zmieniają się metody, ale sam proces nad Chrystusem trwa. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy zadają ból i cierpienie braciom swoim, ci, którzy walczą z tym, za co Chrystus umierał na krzyżu. Uczestniczą w nim ci wszyscy, którzy usiłują budować na kłamstwie, fałszu i półprawdach, którzy poniżają godność ludzką, godność dziecka Bożego, którzy zabierają współrodakom wartość tak bardzo szanowaną przez samego Boga, zabierają i ograniczają wolność
.

Fragment pochodzi z kazania z 26 września 1982 r.

--------------------------------------------------------------------------------

Uniwersalny wymiar chrześcijaństwa nie płynie ani z potęgi władzy, ani z bezmiaru bogactw, lecz paradoksalnie z tego, co brać można za wyraz największej słabości. Jest to cierpienie. Może być fizyczne lub psychiczne, ale także duchowe cierpienie, wobec którego człowiek czuje się bezsilny. Ale tam właśnie pojawia się Chrystus, okazując i ofiarowując nam swą nadprzyrodzoną moc.

http://www.naszdziennik.pl/wp/103747,pr ... -trwa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 17 gru 2014, 15:04 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Kaczyńska: Następuje wymazywanie świąt Bożego Narodzenia

„Zostały one przykryte uniwersalnymi dekoracjami, teraz zaczyna zanikać ich nazwa”.
Marta Kaczyńska swój ostatni felieton w tygodniku „wSieci” poświęciła Świętom Bożego Narodzenia. Autorka wskazuje, że od lat widać próby ateizacji tych katolickich świąt.
„Od wielu lat, na zachodnią modłę, na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem, a niekiedy nawet przed rozpoczęciem adwentu, witryny sklepów wyznaczają termin rozpoczęcia przedświątecznych zakupów. W centrach handlowych zaczynają królować barwnie udekorowane choinki, zewsząd wyglądają zastępy przebranych w czerwone stroje, rubasznych mikołajów. Jest miło i wesoło, a wśród świątecznych kartek coraz trudniej odnaleźć te przedstawiające szopkę lub wizerunek Nowo narodzonego Dziecięcia” - wskazuje publicystka.
Dodaje, że ostatnią „nowością, idącą jeszcze o krok dalej, są widoczne w wielu witrynach, pisane także w języku angielskim, życzenia 'Wesołych wakacji zimowych'”.
„Nie sposób nie zauważyć, że tym samym sieci handlowe po trosze wymazują ze świadomości społecznej Boże Narodzenie, zastępując je… wakacjami, feriami? Nie bardzo wiadomo czym. Być może w ramach ateizacji narzucanej chrześcijańskiej Europie z przestrzeni publicznej usuwa się już nie tylko „kontrowersyjne” krzyże, lecz nawet ugruntowane w popkulturze hasła o stricte chrześcijańskich korzeniach” - tłumaczy.
Kaczyńska dodaje, że „dokonuje się stopniowe wymazywanie świąt Bożego Narodzenia jako takich”. „Początkowo zostały one przykryte uniwersalnymi dekoracjami, teraz zaczyna zanikać także ich nazwa” - tłumaczy.
Cały tekst w tygodniku „wSieci”.

http://www.stefczyk.info/publicystyka/o ... 2490880096


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 27 gru 2014, 10:50 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Razi ich światłość bijąca od żłóbka, odstręcza dźwięk kolędy

Okres adwentu, poprzedzający Boże Narodzenie, dla jednych jest czasem skupienia, duchowych rozmyślań, wyrzeczeń i przygotowań do przyjęcia obecności Bożej Dzieciny w sercu i w rodzinie. Nie każdy jednak podziela, nie każdy nawet toleruje ten piękny, pełen wiary, nadziei i miłości, nastrój. Nieprzyjaciel ludzkiego zbawienia – diabeł, który po narodzinach Pana Jezusa tchnął paniczny lęk w okrutne serce Heroda – do dziś napełnia serca i umysły nieprzyjaciół Chrystusa nienawiścią.

W ramach „adwentowej” kampanii cenzurowania, obrażania i zniesławiania wszystkiego, co wywołuje najcieplejsze skojarzenia w sercach milionów chrześcijan na całym świecie, bezbożność i cynizm tego świata sięgają po różne dostępne środki, które łączy jeden cel – oderwanie świąt Bożego Narodzenia od ich istotnego znaczenia, od celebracji kluczowego momentu w dziejach ludzkości, kiedy to sam Bóg wcielił się w postać człowieka, by otworzyć bramy Niebios dla wszystkich przyjmujących Jego Słowo w Kościele.

Jedni zatrudniają postaci spod ciemnej gwiazdy do świątecznej kampanii reklamowej, inni drukują wulgarne prowokacje na świątecznej kolekcji ubrań, jeszcze inni – jak Wielki Mistrz Wielkiego Wschodu francuskiej masonerii – kierują publiczne apele do władz państwowych, aby strzegli owej „perły drogocennej”, jaką jest dla liberalnego świata laickość życia publicznego.

Rybka Darwina zamiast opłatka

Różne są oblicza i różne odsłony niechęci wobec świąt Bożego Narodzenia. Niektórzy je zwalczają, inni po prostu bojkotują, jeszcze inni bezmyślnie godzą się na oderwanie ich od pierwotnego religijnego kontekstu. Ciekawą grupą są ci drudzy – ateiści bojkotujący święta. Powstają różne środowiska i nurty takich bojkotów. Ot, przykład znaleziony w sieci: grupka ateistów z Grudziądza będzie świętować 24 grudnia święto zimowego przesilenia, a opłatki zastąpią pierniczki w kształcie… rybek Darwina.

Jakkolwiek absurdalne wydaje nam się łamanie rybką Darwina, trzeba przyznać, że ateiści z Grudziądza są przynajmniej uczciwi i konsekwentni, dając jasno do zrozumienia, jaka jest ich postawa. Nie relatywizują jej, jak letni katolicy i ateiści zawoalowani, którzy biorą udział w katolickich zwyczajach – a nawet sakramentach! – tylko po to, by przypodobać się bliskim.

Obok „rybek Darwina”, warto zwrócić uwagę na wzmaganie się represji wymierzonych przeciwko obecności Pana Boga w przestrzeni publicznej. Tym razem orężem stały się wszelkie uprawnione w systemach demokratycznych środki, a jednym z owych słów-kluczy, które w różnych momentach historii usprawiedliwiały prześladowanie chrześcijaństwa, stała się kultywowana w świecie Zachodu i swoiście pojmowana „tolerancja”.

Betlejemski żłóbek niepoprawny politycznie

W imię tolerancji usuwa się krzyże z miejsc publicznych. W imię tolerancji działają polit-poprawne media szkalujące symbole chrześcijańskie. Od jakiegoś czasu – w imię tak samo pojmowanej tolerancji – trwa także kampania nienawiści przeciwko samym narodzinom Zbawiciela. Bożek tolerancji w USA nakazuje usunięcie podpisu „Merry Christmas” z kartek świątecznych, bo przecież obraziłoby to obchodzących Paschę, czy Ramadan. We Francji zakazuje się wystawiania szopek betlejemskich, a w innych krajach, takich jak Belgia, czy Kanada, bezbożni chuligani po prostu je demolują – ogniem i pałką. Z kolei na Florydzie doszło w tym roku do bezprecedensowego absurdu ze strony władz lokalnych, które zezwoliły na wystawienie w Kapitolu przez satanistyczną sektę „kontr-szopki” przedstawiającej postaci upadłych aniołów.

Walka ta przybiera różne oblicza, czasem wprost kuriozalne – jak w przypadku tegorocznej przedświątecznej walki z tradycją Czarnego Piotrusia w Holandii. Bojownicy postępu dokonują reinterpretacji rzeczywistości, czyli oficjalnej dekonstrukcji tradycyjnych wyobrażeń przy użyciu ideologicznych narzędzi preparowanych przez Unię Europejską i inne międzynarodowe organizacje. Tylko z taką aparaturą można wykreować obraz rzeczywistości, w którym pomalowany na czarno holenderski pomocnik św. Mikołaja, kochany przez miliony dzieci, staje się ponurym widmem wielowiekowego kolonializmu, niewolnictwa i rasistowskich przesądów.

Rewolucyjnej dekonstrukcji podlegają przede wszystkim te elementy chrześcijańsko-klasycznej cywilizacji, odnoszące się do dwóch podstawowych wartości – religii i porządku naturalnego. Gdyby nie głęboko antyreligijna i antyludzka ideologia, to komu – na miłość Boską – przeszkadzałyby obrazki, czy figurki przedstawiające szczęśliwą i kochającą się rodzinę? Kogo obrażałyby wyobrażenia ciepła domowego ogniska, obrazy Matki tulącej Dziecię do piersi, ojca pilnującego rodziny? Czyje uszy drażniłby dźwięk kolędy tętniących radością pastuszków, lub czyim oczom wadził był blask betlejemskiej gwiazdy...?

Prezenty pod choinką na wieży Babel

Jeśli mówić o walce z Bożym Narodzeniem, to nie sposób pominąć prowadzoną na polskim rynku kampanię przedświąteczną sieci sklepów Empik. O ile rzeczą oczywistą jest moralna (i logiczna!) nieadekwatność angażowania satanisty i aborcjonistki do promowania świątecznych zakupów, o tyle mniej mówi się o innym aspekcie całej sprawy. W swoich pokrętnych tłumaczeniach przedstawiciele Empiku wyrażają cyniczne zdziwienie: że jak to? Przecież my nie chcieliśmy obrażać niczyich uczuć religijnych, tylko podkreślić aspekt świątecznego rozdawania prezentów...

Sprowadzanie tego typu usprawiedliwień do zwyczajowego wymieniania się podarunkami, wpisuje się we właściwe dla dzisiejszych czasów zjawisko zawłaszczania chrześcijańskich tradycji przez zlaicyzowany świat. Przecież gdybyśmy od wieków nie wierzyli, że dwa tysiące lat temu narodził się Syn Boży, aby zbawić ludzki ród i gdyby nie obdarowali Go trzej mędrcy przybywający ze Wschodu, to nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, by w dniu 24 grudnia obdarowywać się prezentami. Jednak nawet ludzie świadomie obojętni wobec religijnego znaczenia Świąt tak bardzo przyzwyczaili się do niektórych zwyczajów, mieszczących się w ich laickim światopoglądzie, że czuliby się obrażeni, gdyby ktoś zasugerował im, że jest to zawłaszczanie czy nadużywanie katolickiej tradycji.

Rzecznicy postępu – i wrogowie świąt – są w rzeczywistości budowniczymi nowej wieży Babel, sprawiającej, że człowiek nie może porozumieć się z człowiekiem. Współcześnie, pojęcia pierwotnie wspólne oderwano od jednoznacznych punktów odniesienia w rzeczywistości, dostarczywszy im złudnych definicji. Dobrze znana inżynierii społecznej wszystkich wieków zasada divide et impera sprawdza się również w tym wypadku. Ludziom skołowanym od pomieszania pojęć, złamanym przez dyktaturę relatywizmu, łatwiej narzucić jedynie słuszną rację ideologiczną, a karać pod pozorem „nietolerancji”, czy „mowy nienawiści” – za aprobatą poprawnej politycznie opinii publicznej – tych, którzy wyłamują się i zachowują własny rozum.

Od światłości do mroku...

Cywilizacja krocząca na przekór wartościom stojącym u jej fundamentów, jest przegrana. „Oświecona” część Europy i świata, która próbuje wszelkimi sposobami zaćmić światłość rozchodzącą się od miejsca narodzin Syna Bożego – prawdziwą światłość oświecającą umysły do pełniejszego poznania i serca do piękniejszego kochania – pogrąża się w czeluściach „zimnej bezchrystusowej nocy” (jak pisał znany przedwojenny kaznodzieja ks. prał. Mäder w antyliberalnym dziele o Chrystusie Królu).

Każdy pretekst – rasowy, egalitarystyczny, genderowy i Bóg wie, jaki jeszcze – jest dobry, aby wystąpić przeciwko znienawidzonej religii, zobowiązującej do życia w ramach prawa Bożego i porządku naturalnego oraz definiującej wolność w kontekście dobra moralnego, z wykluczeniem nieograniczonej swobody czynienia zła. Ta religia, wraz ze wszystkimi jej symbolami wzbogacającymi do dziś kody kulturowe społeczeństw, nie ma prawa bytu w zliberalizowanej rzeczywistości, wymarzonej w sekciarskich mrokach wolnomyślicielskich umysłów. Razi je bowiem ciepłe światło Chrystusowego żłóbka, a kojący głos Niepokalanej Matki Bożej, nucącej Dziecinie do snu, jest pobudką do wzniesienia zaciekłego wojennego okrzyku, po którym zostają pustka i niepokój.

Filip Obara

http://www.pch24.pl/razi-ich-swiatlosc- ... 879,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 16 sty 2015, 21:08 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Tolerancyjncjonizm, a nie tolerancja.

Tolerancja to słowo ma swoje utrwalone w tradycji człowieka i jego kultury miejsce. Ma też swoje właściwe znaczenie.
Kołtun lewacki usilnie stara się nadać temu słowu wygodne dla lansowanej przez siebie destrukcji człowieka zupełnie inne znaczenie. Według kołtuna słowo tolerancja ma zastąpić nam słowo akceptacja. Tymczasem słowo akceptacja już od wieków jest i funkcjonuje. Kołtun jednak podstępem pragnie nas przyzwyczaić i przystosować do własnej sodomistycznej wizji świata. Kołtun wie, że akceptacji dla zwyrodnień nie przeforsuje, więc forsuje tolerancję, nadając jej nowe, inne od właściwego znaczenie, czyniąc ją akceptacją.
Trzeba więc cały ten zabieg nazwać po imieniu. Po prostu kołtun forsuje ideologię tolerancjonizmu.


Tolerancja czy pobłażanie? – prof. Henryk Kiereś

Tolerancja (łac. tolero, -are – cierpliwie znosić, wytrzymywać) dotyczy relacji międzyludzkich, jest cnotą, czyli dzielnością moralną i niejako ukoronowaniem cnót społecznych kardynalnych: roztropności, męstwa, sprawiedliwości i umiarkowania, a polega na wyrozumiałości (wielkoduszności) wobec błędu. Dlaczego wobec błędu? Błąd się zdarza, pojawia się on w naszym poznaniu, czynności trudnej i wielorako uwarunkowanej, i jest nieświadomym wzięciem fałszu za prawdę. Tolerancja-wyrozumiałość odnosi się do błędu (nikt nie chce błądzić!), ale nie dotyczy fałszu i jego nieuniknionej konsekwencji, jaką jest zło! Nie ma tolerancji dla fałszu i zła. Tolerancja jest koniecznym składnikiem życia wspólnotowego, ale jej stosowanie nie jest łatwe. Jak każda z cnót również tolerancja może uchybić zasadzie “złotego środka” i popaść bądź w niedomiar, czyli surowość, bądź w nadmiar, czyli w pobłażliwość. Jej stosowanie wymaga mądrości, na którą składają się wiedza o istocie życia społecznego oraz doświadczenie, które rozporządza bogatym wachlarzem przykładów jej dobrego i złego użycia.

W mechanice tolerancję określa się jako tzw. dopuszczalny błąd, dzięki któremu poszczególne części mechanizmu współpracują ze sobą. Ten “błąd” nie może być ani za duży, ani za mały. Analogicznie jest w życiu społecznym, z tą wszakże różnicą, że życie to ma charakter organiczny, dzięki czemu posiada ono zdolność samonaprawy, czyli eliminacji błędu poznawczego i jego konsekwencji. W indywidualnym przypadku tolerancji towarzyszy napomnienie, dzięki któremu sprawca zła powinien zrozumieć swój błąd, ocenić swoje postępowanie jako moralnie niegodziwe, a także zadośćuczynić osobom pokrzywdzonym. Czy jego czyn podlega penalizacji – to zależy od skali wyrządzonego zła. Przedstawione wyjaśnienie problemu tolerancji stanowi dorobek poznawczy tradycji realizmu filozoficznego, leży u podstaw etycznych cywilizacji łacińskiej (personalistycznej) i kultury klasycznej. Jednakże kultura Europy – bo o nią tu chodzi – jest poważnie zainfekowana idealizmem, czego dzisiejszym wyrazem jest agresywne – jak to trafnie określono – nietolerancyjne wołanie o tolerancję. Wybrzmiewa ono dosadnie w plebejskich hasłach: “Zabrania się zabraniać!” i “Róbta, co chceta”, za którymi kryje się zwyczajny relatywizm prawdy i dobra, czyli pogląd o ich względności czy też o równosilności wszelkich poglądów na prawdę i dobro. Odnotujmy, że z tego założenia wynika, iż istotą tolerancji jest bezkrytyczna akceptacja wszelkiego poglądu, nawet jeśli jest głupi, moralnie nikczemny czy – jak w przypadku relatywizmu – absurdalny (wewnętrznie sprzeczny). O takiej tolerancji paplają nie tylko trybuni ludowi czy płynące “z duchem czasów” media, ale także nauczyciele, również z cenzusem uniwersyteckim. Do zmiany znaczenia słowa “tolerancja” z pozytywnego (wyrozumiałość wobec błędu) na negatywne (konieczność akceptacji relatywizmu) doszło za sprawą wspomnianego idealizmu. Jego dziełem jest tzw. modernizm (łac. modernus), zapoczątkowana u progu czasów nowożytnych ideologia samozbawienia się człowieka, której dewizą jest jakobińskie hasło “Wolność, równość, braterstwo albo śmierć!” (Liberté, égalité, fraternité ou la mort!). Konsekwencją tej ideologii jest “cywilizacja śmierci” realizowana przez komunizm, faszyzm, nazizm, które zatruły kulturę ateizmem oraz biologicznym i kulturowym rasizmem, dlatego jej admiratorzy proklamują dziś tzw. postmodernizm i modyfikują jakobińskie hasło na “Wolność, pluralizm, tolerancja!”. Pomijają co prawda złowrogo brzmiącą część starego hasła, są bowiem liberałami, ale z pasją walczą o tolerancję, a śmierć towarzyszy ich poczynaniom politycznym (eugenika, aborcja, eutanazja). Podobnie jak moderniści stawiają na wolność, ale pojmują ją negatywnie: jako brak jakichkolwiek zewnętrznych przeszkód w działaniu. Na straży procesu “wyzwalania wolności” ma stać tolerancja, czyli programowa i systemowa pobłażliwość wobec ataku na rodzinę, małżeństwo, religię, edukację, czyli na to wszystko, co w ich mniemaniu zagraża wolności. Odnotujmy na koniec, że nie tylko człowiek myślący dorzecznie i racjonalnie respektuje realistyczny sens tolerancji. Czyni to także “politycznie poprawny” liberał, który “oficjalnie” głosi relatywizm, ale na co dzień i “prywatnie” odróżnia prawdę od fałszu oraz dobro od zła. Mieszka w nim dwóch ludzi, a taki stan określa się w medycynie mianem schizofrenii.

Prof. Henryk Kiereś

Kierownik Katedry Filozofii Kultury KUL profesor WSKSiM

http://www.bibula.com/?p=59424


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 07 cze 2015, 20:49 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Kiedy cywilizacja (kultura) przestaje się opierać na prawdzie i odrzuca dobro i piękno, a wzrasta (wyradza się ) na zakłamaniu, służy złu i narzuca szpetotę, to jest to niechybny znak, że człowieczeństwo budujących ją ludzi jest w zaniku i dalsze życie człowieka (ludzi) tu na Ziemi traci sens.
Tworzenie zastępowane jest destrukcją, wychowanie zastępowane jest gorszeniem, miłość zastępowana jest nienawiścią, albo sprowadzana do fizycznej cielesności, rodzinę wypierają patologiczne związki zboczeńców, nad wszystkim czuwa nacisk i przemoc, a człowiek sprowadzany jest do roli usłużnego zwierzęcia. W codziennym bytowaniu, w strukturach społecznych nie ma już wtedy miejsca na godność osoby ludzkiej nadanej człowiekowi przez Boga. Dalsze istnienie naszego świata traci wówczas swój sens, a jego koniec staje się coraz bliższy, coraz bardziej konieczny dla zatrzymania procesu odczłowieczania się ludzkości. Skoro człowieczeństwo straciło swój nadany przez Boga sens, to i ten świat, jego dalsze istnienie też już nie ma sensu. Zwyciężył szatan. Tak, tylko że zwyciężył człowieka, ludzkość, zwyciężył naszą rzeczywistość. Jako ludzie sami siebie pogrzebaliśmy.
Dlatego nie dajmy się lewactwu wciągnąć w ich patologię i walczmy o piękno życia na Ziemi.


Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy.

Michael D. O'Brien, Wyd. M.

[w allegro cena 24 zł]

Wstęp do wydania polskiego

Z wielką radością przyjąłem wiadomość, że Ojciec Eliasz ukazuje się w Polsce. Powieść tę napisałem w 1994 roku i po raz pierwszy została ona wydana w roku 1996. Do chwili obecnej przetłumaczono ją na wiele języków, między innymi na czeski, chorwacki, niemiecki, francuski, szwedzki, włoski i hiszpański.

Od czasu, gdy pisałem Ojca Eliasza, wiele wydarzeń będących w mojej książce fikcją, stało się rzeczywistością.

Najbardziej bolesne jest postępujące odchodzenie od ortodoksji katolickiej w Kościele, szczególnie w zamożnych państwach. Często ta cicha apostazja pozostaje niezauważana przez media, oczywiście poza informa­cjami mogącymi podważyć autorytet Kościoła. Jesteśmy świadkami publicznej krytyki papieża przez biskupów; teologów, a nawet kon­ferencje episkopatów. Prawdopodobnie dla wiernych w Polsce jest czymś nie do pomyślenia, że jakikolwiek katolik mógłby odrzucić czy zignorować autorytet Kościoła prowadzonego przez papieża, ale - niestety - tak się dzieje w wielu regionach świata.

Odkąd Polacy znaleźli się w Unii Europejskiej, nie są im obce idee i problemy związane z rodzącym się "nowym porządkiem świata". Przekształcenie w kontynentalne super-państwo już stało się rzeczywistością, po części przez zmianę moralno-etycznych postaw poszczególnych krajów członkowskich. Potwierdza to prawdzi­wość ostrzeżeń Kościoła, który u początku powstania Unii mówiło zgubnych skutkach ignorowania lub odrzucania zalet prawdziwej różnorodności.

Właśnie ta różnorodność w wolności jest gwarancją zachowania pełnego spektrum ludzkich zasobów i spełnia funkcję dzwonka alarmowego przed totalitaryzmem. Oczywiście totalitaryzm może powstać w każdym pojedynczym państwie, ale gdziekolwiek to się stanie, obok są kraje, które mogą się mu przeciwstawić.
Traktowanie "nowego porządku świata" jako sposobu na roz­wiązanie globalnych konfliktów stwarza cały wachlarz niebezpie­czeństw. Dla przykładu - jeśli najgorsze aspekty ultra-nacjonalizmu czy międzynarodowej zaborczości zostaną przeniesione na skalę światową, spowoduje to przekazanie totalnej władzy w ręce wąskiej grupy ludzi, mogącej zapewnić sobie kontrolę nad całym rodzajem ludzkim.
Przeciwstawia się temu Kościół rzymskokatolicki, głoszący prawdę o zagrożeniach i odsłaniający kłamstwa, a także ułudę tych, którzy dążą do przejęcia globalnej władzy i ustanowienia "nowego porządku świata", oraz państwa trzymające się fundamentalnych podstaw moralnych.
Wśród tych krajów zdecydowanie wyróżnia się Polska. Przez wieki naród polski pokazał, że jest zdolny do walki z każdą siłą (polityczną, społeczną, duchową czy kulturową), która chciałaby zniszczyć jego tożsamość. Wielokrotnie atakowany w przeszłości przez wrogów utrzymał wiarę ojców: wiarę katolicką. Wasza wier­ność jest światłem narodów.

Daliście światu syna waszego narodu - Jana Pawła II, który jest naszym ojcem. Rzeczywiście traktuję go jak mojego duchowego ojca, podobnie jak i Benedykta XVI. Obaj papieże przestrzegali przed wschodzącym "nowym porządkiem świata". Obaj przewi­dywali, że to może być wstępem do ostatecznej Paschy, w której Kościół zostanie ukrzyżowany i podąży za swoim Panem w Jego śmierci i Jego zmartwychwstaniu.

Nowy zsekularyzowany mesjanizm, chcący przekształcić ludz­kość w istotę kolektywną, odseparowaną od swojego Stworzyciela, może niezauważalnie przynieść eksterminację większości populacji. Ci, którzy stoją za "nowym porządkiem świata" i zsekularyzowanym mesjanizmem, chcąc osiągnąć swój cel, przyczynią się do niespoty­kanego dotąd horroru, głodu oraz wojen i ostatecznie ściągną na siebie Boską Sprawiedliwość.

Na początku wprowadzą przymus redukcji populacji poprzez ogólnoświatową rewolucję społeczną. Jeśli to się nie powiedzie, użyją siły, również przeciwko bastionowi tradycyjnej moralności, który stoi na ich drodze.

Zapominają jednak bądź odrzucają lekcje historii: prawdziwy i zdrowy porządek we wspólnocie ludzkiej może powstać tylko z wolnego wyboru, z wewnętrznej odbudowy autentycznego moral­nego porządku. Stworzona przez człowieka i stawiająca go w cen­trum "moralność" nie może być narzucona przez prawo bez spo­wodowania większego zła. Stary i Nowy Testament prorokują, że nadejdzie czas w historii ludzkości, kiedy "wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu".

Oznacza to wyeliminowanie Boskiego autorytetu i zastąpienie go ludzkim, zrzucenie Boga z Jego tronu i sianie śmierci na całym świecie. Ostatecznie domniemana toleran­cja socjo-rewolucyjnego liberalizmu osiągnie pewien stan, ukazując swoje prawdziwe oblicze. Będą nazywać zło dobrem, a dobro złem. Nie będą już dłużej pozwalali na - jak to określają - "nietolerancję" ucieleśnioną w prawdziwej moralności. Wypełnią przez to odwiecz­ne proroctwa i wydadzą wojnę chrześcijaństwu.

Czy ten czas jest bliski? Czy może to już się zaczęło? Sądzę, że rozpoczęło się dawno temu, prawdopodobnie przed rewolucją francuską. Wierzę, że obecnie żyjemy "dopiero u początku boleści" i "wydanie na udrękę" nadchodzi. Wydarzenia wkrótce nabiorą większego rozpędu. Nie możemy znać dokładnej daty i godziny ani szczegółów każdego z etapów apokalipsy. Ta wizja została dana jako proroctwo w formie symboli, jako wezwanie dla tych, którzy idą za Chrystusem, aby podążali drogą wiary, a nie drogą gnostyckiego zachowania siebie. Chrystus wzywa nas w każdym pokoleniu do trzeźwości myślenia i czuwania.

Ciało Chrystusa w świecie cierpi z powodu ataków z zewnątrz i wewnątrz. Kościół jest zdradzany, tak jak i wcześniej się to działo. Ale ta zdrada jest obecnie tak powszechna, a jej charakter tak nie­powtarzalny, że niemal czuje się nadchodzącą apokalipsę. Dlatego wierzę, że problemy przedstawione w mojej powieści mają odnie­sienie do aktualnej sytuacji bardziej niż kiedykolwiek.

Podkreślam jednak, że moim celem nie było przepowiadanie przyszłości. Chciałem jedynie zadać zasadnicze pytania, przed którymi staje każde pokolenie: "Czy żyjemy w rozstrzygającym momencie historii, o którym mówił Jezus i prorocy? Czy żyjemy w pesymistycznym strachu, powierzchownym optymizmie, czy też rzeczywistym chrześcijaństwie opartym na pewności o ostatecznym zwycięstwie Chrystusa?".

Właściwym kontekstem dla tej powieści jest polecenie Pana Jezusa: "Czuwajcie więc [. . .] i bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie".



Michael D. Q'Brien

Combermere, Kanada, 19 marca 2009 roku, uroczystość świętego Józefa

====================
Wprowadzenie

Apokalipsa jest dziełem literackim poświęconym końcowi ludz­kiej historii. Przez milenia różnego rodzaju apokalipsy poja­wiały się w wielu kulturach i religiach na całym świecie. Powstawały i powstają dzięki filozoficznym spekulacjom, wizjom przyszłości, niewypowiedzianym pragnieniom i przeczuciom, a nierzadko dzię­ki stałej ludzkiej pasji dla tego, co J.R.R. Tolkien nazywa "wtór­-stworzeniem lub sub-kreacją". Te wiersze, epiki, fantazje, mity i dzieła prorockie dowodzą, że tu, na ziemi, jesteśmy tylko przej­ściowo. Jesteśmy obcymi i gośćmi. Nasza egzystencja jest niewy­powiedzianie piękna, ale i niebezpieczna. Obfituje w tajemnice, które domagają się wyjaśnienia. Greckie słowo apokalypsis znaczy "odsłaniać, objawiać". Przez to objawienie człowiek może przyjrzeć się panoramie historii ludzkości w poszukiwaniu klucza do swojej tożsamości, w poszukiwaniu stałości i spełnienia.
Prawdopodobnie najgorszą konsekwencją demitologizacji, tak powszechnej w naszych czasach, jest jej przesłanie, że wiara chrześ­cijańska jest tylko zbiorem mitów. Sugeruje się, że wiele kultur w przeszłości stworzyło opowieści o bohaterze zabitym i powraca­jącym do życia, a jeszcze więcej wyobrażało sobie kataklizm, który będzie miał miejsce na koniec historii. Gilbert Keith Chesterton napisał, że osoba, która dokonuje demitologizacji, wychodzi z błęd­nego założenia, że w mitach nie ma prawdy, a tymczasem prawda wpisana jest głęboko w wyobraźnię niezliczonej liczby starożytnych ludów. Pisarz zwrócił uwagę, że demitologizując, człowiek nie uwzględnił najważniejszej ze wszystkich rzeczy - mianowicie, że ludzie w każdym czasie i miejscu zostali poinformowani na pozio­mie intuicji o prawdziwych wydarzeniach, które nastąpią w historii ludzkości; że ich najgłębszym pragnieniem jest pragnienie Światła.
Wyraża się ono w ukazanej poprzez sztukę tęsknocie za pełnią Prawdy, która pewnego dnia stanie się Ciałem. Takim objawie­niem Prawdy jest Apokalipsa świętego Jana. Jest ona prawdziwym proroctwem w tym sensie, że nie jest tylko zwykłą przepowiednią dotyczącą przyszłości, ale formą objawienia się Pana historii w Jego własnej osobie. Jest napomnieniem, umocnieniem, narzędziem do nauczania i wizją wydarzeń, które. pewnego dnia będą miały miejsce.
Kiedy dramat naszych czasów nabierze tempa, zmierzając ku nieznanemu kresowi, pojawią się liczne spekulacje i coraz większą uwagę poświęcać się będzie Apokalipsie świętego Jana. Pojawią się liczne jej interpretacje. Jedna ze szkół mówi, że księga ta odnosi się tylko do czasów autora. Inni interpretatorzy dowodzą, że jest to refleksja dotycząca rzeczy ostatecznych w nieokreślonej przyszłości.
Kolejni wierzą, że jest to mapa historii Kościoła, podzielona na siedem głównych epok. Czwarta interpretacja, faworyzowana przez ojców Kościoła, utrzymuje, że jest to teologiczna wizja dotycząca
wielu aspektów duchowych, zawierająca opis sytuacji Kościoła za czasów świętego Jana, a także wydarzeń, które rozwiną się na końcu czasów; Dla autora koniec czasów rozpoczyna się wraz z wcieleniem Chrystusa i od tego momentu rozgrywa się ostateczna bitwa, którą Kościół musi stoczyć.

Według mnie jest to najpełniejsza i najlepsza interpretacja, i dla­tego jej śladem poszedłem w Ojcu Eliaszu. Czytelnik spotka się tu z apokalipsą w dawnym literalnym sensie, napisaną w świetle chrześcijańskiego objawienia. Powieść jest jednak dziełem fikcyj­nym. Nie próbuję przewidzieć szczegółów końca czasów, ale raczej postawić pytanie, jak człowiek zareaguje na apokalipsę w trudnym do zniesienia napięciu, w klimacie moralnego zamętu.
Niedaleka przyszłość ujawni nam wiele możliwych wersji apokalipsy - nie­które bardziej, inne mniej przerażające. Ja przedstawiłem tylko jeden scenariusz. Pomimo to główny bohater staje przed dylema­tem, przed którym zostałby postawiony podczas każdej apokalipsy. Znajdując się w samym centrum najważniejszych wydarzeń, musi odpowiedzieć na pytanie: jak dostrzec strukturę ukrytą w chaosie, jak stanąć obok i zobaczyć obiektywnie rzeczywistość, pozostając jednocześnie agentem dobra?
Czytelnik powinien być świadomy, że jest to powieść idei. Nie jest wciągającym hitem filmowym, nie podaje prostych rozwiązań i nie skłania do fałszywej pobożności. Ukazuje krzyż. Niesie świa­dectwo. Mam nadzieję, że przyczyni się do ostatecznego zwycięstwa Światła.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... &Itemid=46


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 22 cze 2015, 09:52 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Pajace pseudonaukowi, kwestionujący odwieczny ład naturalny, ład biologiczno - duchowy, podpierający się zmanipulowaną nauką, zostają w końcu obnażeni, przyłapani we własnym absurdzie, sprowadzeni z pozycji rozdmuchanych medialnie autorytetów, do swoich prawdziwych wymiarów ludzkich i wymiarów pseudonaukowych.
To ich oręż w walce z Bogiem, czyli sama nauka ich obnaża.
Nauka nie oddala człowieka od Boga, ale go do Boga przybliża. To zideologizowani pseudonaukowcy usilnie starają się oddalić człowieka od Boga. Robią to aż tak bardzo na siłę, że z naukowców stają się jedynie błaznami. Błaznami nauki, błaznami rzeczywistości, błaznami ludzkości i takimi pozostaną w pamięci pokoleń, jako istoty które zbłądziły, albo istoty które świadomie zaganiały ludzkość na manowce kultury. Słudzy szatana.


Kapłan, błazen czy prostytutka?

Izabela Brodacka

W 1959 roku Leszek Kołakowski zamieścił w Twórczości bardzo interesujące rozważania na temat jak to sam sformułował „teologicznego dziedzictwa współczesnego myślenia”. Historia kultury, twierdzi Kołakowski to "antagonizm między filozofią utrwalającą absolut i filozofią kwestionującą absoluty" czyli antagonizm postawy kapłana i błazna.
Kołakowski opowiada się za postawą błazna, który głęboko wierząc w ukryty sens rzeczywistości krytykuje- jak Stańczyk- "dobre towarzystwo" i pokazuje mu jak bardzo się oddaliło od dobra. Większość odczytywała ten tekst jako prolegomena do rozstania Kołakowskiego z marksizmem. Komunistyczny porządek, który podobno swego czasu tak Kołakowskiego zauroczył, że oddał się w jego służbę i jako „pryszczaty” nie tylko biegał z naganem lecz brał niechlubny udział w usuwaniu z uczelni starych profesorów, stracił jego duchową aprobatę. Jedynym sposobem realizowania buntu była wówczas dla niego postawa błazna.
Ja traktuję ten tekst jako samospełniające się proroctwo. Oto formacja, która aspirowała do duchowego przewodnictwa narodu i to przewodnictwa permanentnego, która wielokrotnie zmieniała sztandary (trzymając jednak mocno w ręku drzewce), która widziała się w roli kapłanów kolejnych obrządków, stoczyła się w rolę błaznów. Tych przepoczwarzeń było tak wiele, że podejrzliwi widzieli w wielokrotnym zmienianiu sztandarów false flag operations.

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 04 lut 2018, 20:45 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
To są efekty masowej choroby umysłowej zwanej nazizmem i szerzącej się wśród Niemców.
W tej chorobie to człowiek staje się bogiem, a potem gdy odrzuci prawa natury i wzorce kulturowe to z boga przemienia się w bestię.


Ecco homo! Jedno z najtragiczniejszych zdjęć w dziejach okropności ludzkiej

Oglądałem wiele zdjęć dotyczących II Wojny Światowej. Jednakże to zdjęcie ostatnio najbardziej zwróciło moją uwagę. Przedstawia ono hitlerowca, oczywiście Niemca z SS, który niesie zwłoki jednej ze swoich ofiar na terenie obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen. To zdjęcie pokazuje, do czego jest zdolny człowiek i jak bardzo okropny jest ten świat. Dziś minęło przeszło siedemdziesiąt lat od zakończenia II Wojny Światowej, a człowiek się nie zmienił: dalej produkuje się bomby, prowadzi wojny, zniewala ludzi, zabija i do tego niszczy się świat i pogardza człowiekiem.

Kim my jesteśmy jako rzekome istoty rozumne i dlaczego istnieje aż tak wielkie zło na tym świecie?

Wydaje mi się, że to najgorszy z możliwych światów w tym nieskończonym wszechświecie, bo gorszy już być nie może!

Obrazek

Oto podpis pod tym zdjęciem:

“A German SS camp guard at Bergen-Belsen concentration camp is forced to help bury some of the thousands of bodies of camp inmates who were left unburied following the camp’s liberation by British troops. When the British and Canadians advanced on Bergen-Belsen in early April 1945, the German army negotiated a truce and exclusion zone around the camp to prevent the spread of typhus, that was rampant among camp inmates. When the British finally entered they found over 13,000 unburied bodies and (including the satellite camps) around 60,000 inmates, most acutely sick and starving. The prisoners had been without food or water for days before the Allied arrival, partially due to allied bombing. Immediately before and after liberation, prisoners were dying at around 500 per day, mostly from typhus. The British were so appalled by conditions within the camp that they forced male and female camp guards and officials to bury the dead in massive pits without the benefit of gloves or masks. Bergen-Belsen concentration camp, near Celle, Lower Saxony, Germany. April 1945”.

Tłumaczenie:

"Niemiecka straż obozowa SS w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen została zmuszona pogrzebać niektóre z tysięcy ciał więźniów obozu, którzy zostali pozostawieni jako niepochowani po wyzwoleniu obozu przez wojska brytyjskie. Kiedy Brytyjczycy i Kanadyjczycy przybyli w okolice Bergen-Belsen na początku kwietnia 1945 roku, armia niemiecka wynegocjowała zawieszenie broni i odizolowanie terenu obozu, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się tyfusu, który szerzył się wśród więźniów obozu. Gdy Brytyjczycy w końcu weszli, znaleźli ponad 13 000 niepochowanych ciał i (w tym podobozach) około 60 000 więźniów, najbardziej chorych i głodnych. Więźniowie byli bez jedzenia i wody przez kilka dni przed przybyciem aliantów, częściowo z powodu alianckich bombardowań. Przed i po wyzwoleniu umierało około 500 więźniów dziennie, głównie z powodu tyfusu. Brytyjczycy byli tak przerażeni warunkami panującymi w obozie, że zmusili męskich i żeńskich strażników obozowych i urzędników do zakopywania zmarłych w ogromnych dołach bez korzyści związanych z rękawiczkami lub maskami. Obóz koncentracyjny Bergen-Belsen, niedaleko Celle, Dolna Saksonia, Niemcy. Kwiecień 1945 r.".

Źródło ilustracji: http://bag-of-dirt.tumblr.com/page/20

Postscriptum

Autor jest świadomy, że na temat obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen jest sporo literatury i dokumentów oraz stron internetowych.

Mi chodziło tylko o tę ilustrację, jako obraz pokazujący upadek człowieka, o tak zwane dzieło samo w sobie: zbrodniarz na tle ofiar niesie swoją następną ofiarę.

Tu chodzi o refleksję nad tym, kim jest człowiek, dlatego tytuł "Ecco homo!" ( "Ecce homo!" to temat w sztuce sakralnej, to przedstawienie cierpiącego Jezusa i naigrywania się z Niego, czyli scena niezrozumienia istoty cierpienia i kpiny z niego).

Celem opublikowania tej ilustracji jest zwrócenie uwagi na to, że człowiek ginie i upadla się, bo zapomniał o współczuciu i miłosierdziu. Kto tego nie rozumie, ten już jest bestią!

Opublikowano: 04.02.2018 12:20.

https://www.salon24.pl/u/vanini1960/841 ... i-ludzkiej


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 24 wrz 2018, 16:35 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Wzrost liczby ludności – błogosławieństwo, nie przekleństwo

Wzrost liczby ludności przeszkadza ideologom zrównoważonego rozwoju. Czołowy postulat wielu z nich brzmi zatem: depopulacja! Argumenty, jakoby wzrost ludności prowadził do żywnościowej, gospodarczej czy ekologicznej katastrofy wysuwane są od dawna. Jednak historia już obaliła większość z nich, a ekonomiści traktują je sceptycznie. Niektórzy podkreślają jasno – wzrost ludności to dla rozwoju ekonomicznego błogosławieństwo, nie przekleństwo.

Choć czołowym problemem Polski jest zbyt niski wzrost demograficzny, to w naszym kraju również pojawiają się argumenty przeciwników wzrostu demograficznego. Andrzej Prajsnar na portalu forsal.pl [07.08] stwierdził na przykład, że „dane Population Matters dla Polski wskazują, że optymalna ekologicznie populacja naszego kraju wynosi około 18 mln mieszkańców. Ta liczba zakłada obecny poziom konsumpcji oraz technologii, samowystarczalność kraju w zakresie wykorzystania odnawialnych zasobów przyrodniczych i możliwość ich pełnego odtworzenia”.

Choć autor zastrzegł, że nie postuluje depopulacji, to jego słowa budzą obawę. Wpisują się bowiem w znacznie szerszy trend zrównoważonego rozwoju. Ideologia ta opiera się w znacznej mierze na przekonaniu o szkodliwości wzrostu populacji. Im więcej ludzi, tym większe zużycie zasobów, zniszczenie środowiska i bieda dla samej ludności – przekonują zwolennicy ograniczenia liczby ludności.

Jednym z pierwszych wyrazicieli tych poglądów był Thomas Malthus (1766-1834). Walnie przyczynił się on do określenia ekonomii mianem „ponurej nauki”. Stwierdził bowiem, że wzrost żywności w tempie arytmetycznym nie nadąży za znacznie szybszym, geometrycznym wzrostem populacji. W związku z tym wieszczył masowy głód.

Niespełniona przepowiednia
Tempo wzrostu ludności za życia Thomasa Malthusa, a przede wszystkim po jego śmierci, istotnie znacznie przyspieszyło. W prehistorii, starożytności, średniowieczu i wczesnej nowożytności tempo wzrostu populacji było bardzo niskie. 5000 lat przed Chrystusem na całym świecie znajdowało się 5 milionów ludzi, a w roku 600 po Chrystusie – 200 milionów. W 1000 roku zaludnienie wzrosło do 275 milionów, w 1500 roku 450 milionów. U progu rewolucji przemysłowej w 1760 roku liczba ta wynosiła 770 milionów, a w 1900 roku już 1 miliard 600 milionów. Obecnie zaś po Ziemi stąpa aż 7,6 miliarda ludzi.

Ogromny wzrost, jaki dokonał się od początku rewolucji przemysłowej nie doprowadził do gwałtownego zwiększenia zagrożenia głodem w porównaniu do świata sprzed uprzemysłowienia. W krajach Zachodu szedł wręcz w parze z wyeliminowaniem tej plagi. W Irlandii na przykład ostatnia klęską głodowa przypadła na lata 40. XIX wieku.

Wszystko dzięki zwiększeniu wydajności rolnictwa. Innowacje takie jak pestycydy, środki owadobójcze, urządzenia mechaniczne, techniki irygacyjne et cetera pozwoliły zwiększyć produkcję bez zwiększania ilości ziemi uprawnej. Jak zauważa Ronald Demos Lee [econlib.org] o ile w społeczeństwach przedprzemysłowych w rolnictwie pracowało około 80 procent ludności, o tyle w dzisiejszych krajach rozwiniętych jest to około 5 procent. Historycy gospodarczy zwracają także uwagę, że ceny żywności w nowoczesnym świecie nie wzrosły, lecz zanotowano nawet ich spadek.
Należy oczywiście zauważyć, że ludzi w Trzecim Świecie wciąż cierpią z braku pożywienia. Jednak wynika to nie tyle z przeludnienia, ile z ubóstwa i nieproporcjonalnej nierówności dochodów. Jeśli Thomas Malthus był prorokiem, to prorokiem fałszywym.

Utrata kapitału ?
Gdy jednak ekonomiści zdali sobie sprawę, że ludności nie prowadzi nieuchronnie do głodu, pojawił się nowy straszak. W latach 40. i 50. XX wieku zaczęli argumentować, że wzrost liczby dzieci ograniczy oszczędności rodzin, co zmniejszy zasób kapitału. Tymczasem potrzeby inwestycyjne staną się coraz większe. Zabraknie więc – argumentowano – funduszy na budowę szkół, domów i innej infrastruktury.

Tymczasem, jak okazało się w kolejnych dziesięcioleciach, również te obawy były przesadzone. Spadek oszczędności wskutek wzrostu dzietności był stosunkowo niewielki. Co więcej, zakwestionowano nawet rolę tradycyjnego kapitału w rozwoju ekonomicznym. Za ważniejszą uznano bowiem technologię. Ludzki umysł – twierdzono – potrafi przezwyciężyć ograniczenia.

Desant ekologistów i ich krytyka
Głos postanowili zabrać jednak tak zwani ekolodzy. W 1968 roku ukazała się książka Paula Ehrlicha „Population Bomb”. Przewidywał w niej masowy głód w latach 70. i 80. XX wieku. Przewidywania te oczywiście się nie sprawdziły – podobnie jak przewidywania Thomasa Malthusa.

Jednocześnie jednak część ekonomistów coraz śmielej głosiło tezę, jakoby wzrost ludności nie tylko nie szkodził, lecz wręcz wspierał postęp ekonomiczny.

Ester Boserup i Julian Simon zwracali uwagę, że wzrost ludności wiąże się z wieloma pozytywnymi efektami, takimi jak:

* zwiększenie popytu inwestycyjnego

* przełamywanie barier blokujących powstanie gospodarki rynkowej

* pogłębianie postępu technologicznego

* motywacja do cięższej pracy (wynikająca z większej liczby osób na utrzymaniu)

Co zaś z cenami surowców? Wzrost ludności istotnie prowadzi do wzrostu cen – rośnie bowiem popyt. To jednak po pierwsze zachęca producentów do znajdywania nowych złóż, po drugie zaś skłania ludzi do ograniczenia ich konsumpcji i znajdywania substytutów. Do tego dochodzi rozwój technologii. Podobnie jak w przypadku rolnictwa prowadzi on do spadku cen.

Julian Simon wykazał, że ceny większości zasobów spadają raczej, niż rosną. W 1980 roku założył się on z ekologistą i zwolennikiem depopulacji Paulem Ehrlichem w kwestii cen pięciu minerałów: miedzi, chromu, niklu, cyny i wolframu za 10 lat. W 1990 roku zgarnął pieniądze – miał rację. Ceny wszystkich 5 surowców spadły.

Co jednak z wartością rynkową ropy? Otóż jej wzrost to nie wynik wzrostu ludności, lecz przede wszystkim regulacyjnych działań organizacji OPEC, zrzeszającej jej eksporterów – zauważa ekonomista i demograf z Uniwersytetu Kalifornijskiego Ronald Demos Lee. Prawdą jest, że w latach 50. cena ropy wynosiła około 25 dolarów za baryłkę, a obecnie sięga ponad 70.

Z drugiej jednak strony znane są też przypadki spadków jej cen. Na przykład w latach 90. spadła ona nie tylko poniżej poziomu ze szczytu w 1980 roku (kryzys naftowy), lecz zbliżyła się do poziomu z lat 50. Ponadto od początku lat 50. do początku lat 70. zanotowano raczej spadek.

Liczą się idee
Ester Boserup i Julian Simon to niejedyni badacze zwracający uwagę na korzystną rolę wzrostu ludności. Na przykład amerykański myśliciel i doradca polityczny Michael Novak podkreślał, że człowiek jest w stanie więcej produkować niż konsumować.

Ponadto warto zauważyć że, im więcej ludzi, tym więcej umysłów mogących wymyślić nowe idee. „Co dwie głowy to nie jedna” – głosi popularne powiedzenie. 7,6 miliardów myślących współcześnie głów to nie to samo, co 5 milionów funkcjonujących w starożytności. To znacznie wyższa szansa na nowe rozwiązania obecnych i przyszłych problemów.

Depopulacja z kolei oznacza mniej pomysłów, mniej wynalazczości i mniej rozumu na świecie.

Marcin Jendrzejczak

https://www.pch24.pl/wzrost-liczby-ludn ... 020,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Cywilizacja nie oparta na prawdzie i odrzucająca dobro
PostNapisane: 05 lis 2018, 13:56 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31120
Nasz świat przeżarty na wylot bzdurami ideologicznymi gnije i rozkłada się podobnie jak to się dzieje z organicznym odpadami. To niechlubny dla ludzkości proces, i niechlubny okres jej istnienia.
Kultura się prymitywizuje i zanika, moralność istnieje jeszcze w śladowych ilościach, sumienie wyschło niemal do cna, mądrość ustępuje miejsca wymysłom i ideologicznym urojeniom, a człowiek sprowadzany jest wyłącznie do cielesności, którą w dodatku (cielesność) mu się niszczy korporacyjną paszą i chemicznymi farmaceutykami.
To na krótką metę źle wróży, ale dalszej perspektywy też nie można z nadzieją na odwrót gnicia oczekiwać, bo w takim stanie świat nasz, powtarzam NASZ ŚWIAT, a nie ich, może nie przetrwać.


Zamach na wierzących

Z mec. Paulem Diamondem, prawnikiem rodziny Alfiego Evansa, rozmawia Piotr Falkowski

Czy wiemy, na co właściwie był chory mały Alfie i dlaczego umarł?
– Nie, nigdy nie było jasnej diagnozy, nie było też śledztwa koronera. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego cała ta sprawa jest tak kontrowersyjna. Przyczyny choroby były cały czas niejasne, a dziecko nie wyglądało na osobę w stanie krytycznym.

Przeszedł Pan przez wiele procedur w różnych instancjach. Czy spełniały one standardy uczciwości i bezstronności?
– W tej sprawie nie chodziło o uczciwość ani bezstronność, ale o wartości i zasady. Cała sprawa toczyła się wokół odmowy przez władze szpitalne zezwolenia innym profesjonalistom medycznym udzielenia pomocy pacjentowi, co jest złe z zasady. Poza tym sąd zdecydował, że trwanie leczenia jest bezcelowe, cokolwiek by to znaczyło w odniesieniu do sensu życia. I tak mały Alfie umiera pod strażą policji, podczas gdy do sprawy włączył się Papież, Włosi zaoferowali wysłanie powietrznego ambulansu i udzielnie dziecku pomocy w tamtejszej placówce medycznej. Wiele osób na całym świecie zadawało sobie pytanie, jaka mogła być przyczyna, by naruszyć tak bardzo prawa rodziców, jak tego dokonał brytyjski sąd. To była wielka niesprawiedliwość i pogwałcenie praw rodziny.

Dlaczego tak ceniące wartość życia prywatnego brytyjskie społeczeństwo akceptuje takie praktyki? Może media wypaczyły przekaz na temat istoty mającego miejsce sporu?
– O to właśnie chodzi. Początkowo cała sprawa wzbudzała wielką sympatię ze względu na fakty, o których wspomniałem. Ale kiedy rzecz się rozwijała, wyszły skutki tego, że przestrzeń medialna naszego kraju jest zdominowana przez tzw. uznane media, jak BBC. Zaczęły one krytykować organizacje wspierające rodziców Alfiego. Zarzucano im, że wcale nie chodzi o życie tego chłopca, ale polityczną kampanię chrześcijan. Gdy świeckie media używają słowa „chrześcijanie”, to mają zawsze na myśli coś złego. Dla mnie ma to też takie znaczenie, że przyjmując tego typu sprawy, muszę bardzo starannie przygotowywać prezentację argumentów, żeby sens sporu był jasny. Chodzi o to, żeby uniemożliwić wrogim mediom relacjonowanie sprawy w sposób stronniczy.

Właśnie to spotkało rodziców Alfiego. Słyszeliśmy, że są uparci, niezrównoważeni, że stoją za nimi jakieś polityczne interesy grup obrońców życia.
– To są wyjątkowi rodzice. Tom Evans, ojciec Alfiego, jest niezwykłym ojcem. Wierzę, że wielu ludzi pozbawionych ojca znajdzie w nim przykład, jak powinien zachowywać się prawdziwy ojciec – zrobić wszystko, co możliwe, by ratować swoje dziecko. To smutne, że ludziom, którzy chcą przeinaczyć tę prawdę, udało się stworzyć coś w rodzaju fake newsa. Jako adwokat mam styczność ze swoimi klientami jedynie przez jakiś czas – te kilka miesięcy, które trwa sprawa sądowa. Ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że rodzice Alfiego nie byli ludźmi szalonymi, niezrównoważonymi czy zaangażowanymi w jakąś kampanię polityczną. Byli oddanymi rodzicami i robiło to na mnie ogromne wrażenie. Cała sprawa była bardzo skomplikowana w sensie prawnym i społecznym, i było wiele osób, które chciały się w nią w jakiś sposób zaangażować. Zapewne jedni z troski i altruizmu, inni dla własnych planów. Było wiele takich osób, z których część uczestniczyła w tej całej sprawie z większym entuzjazmem, a inni z mniejszym. Ja zajmowałem się jedynie stroną prawną, a nie szerokim tłem społecznym.

W tej sprawie dotykamy kwestii wolności osobistej, ale też wolności religijnej, swobody przekonań, częściowo również wolności słowa. Jak wygląda ich przestrzeganie w Wielkiej Brytanii?
– To jest wielki problem. Jako adwokat specjalizuję się właśnie w sprawach dotyczących wolności religijnej i wolności słowa. Mógłbym więc mówić na ten temat bardzo długo. Jedną z przyczyn złożoności zagadnienia jest to, że trzeba oddzielić decyzje sądów, działania organów władzy publicznej oraz pracodawców. Prowadzę wiele spraw, jest dużo sukcesów, ale wiele zależy od danego obszaru, którego dotykamy. Najwięcej udaje się zrobić, gdy chodzi o czystą wolność słowa i związaną z nią tzw. mowę nienawiści. Również pozytywnie kończą się sprawy dotyczące autonomii Kościoła, np. w kwestii tego, że tylko mężczyźni mogą być kapłanami. Ale już tam, gdzie chodzi o wyrażany przez chrześcijan sprzeciw sumienia, zwłaszcza w kwestiach dotyczących płci lub krytyki islamu, generalnie przegrywamy. Jeśli chodzi o sądy, to mogą one ostatecznie stanąć po stronie wolności słowa, ale zajmuje to lata i wymaga wielu apelacji. W tym czasie ofiara może stracić pracę, dom czy dochody. Co wtedy znaczy takie „zwycięstwo”? Rzeczywistość wygląda tak, że jeśli ktoś wypowiada się w kategoriach chrześcijańskich, to ponosi poważną szkodę, jak choćby utrata pracy. Samo wyrażanie poglądów dotyczących etyki seksualnej, aborcji czy eutanazji jest ryzykowne.

Na pewno zna Pan dużo konkretnych przypadków.
– Weźmy na przykład sprawę, którą prowadziłem przed sprawą Alfiego Evansa, czyli Feliksa Ngole. Feliksowi uniemożliwiono zostanie pracownikiem socjalnym i usunięto go ze studiów na uniwersytecie w Sheffield z powodu wyrażania płynących z chrześcijaństwa poglądów na temat homoseksualizmu. Jego sprawa jest obecnie w sądzie apelacyjnym. Inny przykład to sprawa piekarza z piekarni Ashers z Irlandii Północnej, która odmówiła wykonania ciastek z napisem „Popieraj małżeństwa gejowskie”. Wygrali po czterech latach intensywnych nacisków i po wielu odwołaniach. Często reprezentuję ulicznych kaznodziejów, którzy są zatrzymywani z powodu cytowania fragmentów Pisma Świętego krytycznych wobec homoseksualizmu. Wygrywam te sprawy, ale taki kaznodzieja często najpierw jest aresztowany i musi czekać w więzieniu na wyrok, bojąc się skazania za przestępstwo. A tam, gdzie jest atmosfera lęku, mało jest wolności.

Wielka Brytania jest przykładem państwa, w którym prawo nie liczy się z moralnością. Obok tzw. aborcji i „małżeństw” homoseksualnych jest bardzo rozbudowana edukacja seksualna, nie tak dawno zalegalizowano zapłodnienie in vitro, wskutek czego dziecko ma troje genetycznych rodziców. Czy ten proces ma szansę się zatrzymać?
– W Wielkiej Brytanii panuje wielka bierność społeczeństwa. To bardzo wroga laicka kultura, w której jednostka jest bezbronna i zalękniona. Jest wobec tego opozycja, ale czuje się pozbawiona siły, gdyż media i władze minimalizują jej znaczenie. Ludzie zasadniczo są zszokowani tym, co im się proponuje, ale boją się sprzeciwiać i pozostają bierni. W efekcie akceptują rozwiązania totalnie przeciwne koncepcji godności osoby.

Jaki wpływ na ten pochód lewicowej barbarii może mieć coraz bardziej znacząca w Wielkiej Brytanii społeczność muzułmanów?
– Brytyjscy islamiści rosną w siłę, a oni sprzeciwiają się feminizmowi i pozycji kobiet, tzw. aborcji, homoseksualizmowi i całej tej liberalnej układance pomysłów. To musi doprowadzić do społeczno-politycznych podziałów w naszym społeczeństwie. Aż dziwne, że feministki i działacze LGBT rzadko, prawie nigdy nie krytykują islamu. A wiele mniejszości etnicznych, jak Żydzi, żyje w głębokiej obawie przed islamistami. To jest paradoksalne i zupełnie niezrozumiałe, biorąc pod uwagę lewicową obsesję walki z dyskryminacją i wykluczaniem. Innym obliczem takiego wewnętrznego paradoksu lewicowej ideologii jest to, że mamy też do czynienia ze zjawiskiem masowej selekcji płci, de facto kobietobójstwem. Wiele mniejszości etnicznych dokonuje masowo aborcji dziewczynek, a rząd i sądy nic z tym nie robią. Milczą też organizacje feministyczne.

Czy przy tym wszystkim widać jakieś oznaki pozytywne?
– Oczywiście, my, chrześcijanie, musimy być optymistami. Na pewno zwyciężymy. Oczywiście, że trend sekularyzmu jest bardzo prymitywny i brutalny, ale jest on także bardzo niespójny. Ostatecznie lewicowa polityka musi upaść. Rzeczywistość jest taka, że Zjednoczone Królestwo przesuwa się od społeczeństwa wartości judeochrześcijańskich do postchrześcijańskiego społeczeństwa pogańskiego z koncesjami na rzecz islamu. To jest jednocześnie zmiana i wyzwanie dla tradycyjnych norm. Jeśli się tego nie naprawi, to koniec będzie marny. Pozostaje nam mieć nadzieję, że zmiana nadejdzie. I jeśli nawet nie ma żadnego innego powodu poza tą nadzieją, będę kontynuował swoją praktykę domagania się w sądzie sprawiedliwości. Żeby prawo było przynajmniej neutralne, sądy muszą być w Wielkiej Brytanii solidniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Piotr Falkowski

https://naszdziennik.pl/polska-kraj/202 ... acych.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 29 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
 cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /