Polskie-Forum.pl


Wolne i niezależne forum dyskusyjne / opinie polityczne / aktywność obywatelska / patriotyzm / Polska / wolna dyskusja


Wszystkie czasy w strefie UTC + 1




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 19 sty 2013, 09:24 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
GDY BUDZĄ SIĘ DEMONY...

Sławomir M. Kozak

Chcę opowiedzieć o kolejnym filmie, którego próżno szukać na kinowych ekranach. Co ciekawe, jest to obraz wyreżyserowany przez człowieka, który daje gwarancję dobrego kina, a mimo to, film spowija tajemnicze milczenie. Dla starszych i rozumiejących pewne mechanizmy, to oczywiste, iż niezależnie od siedziby aktualnie wielbionego tronu, czy to w Moskwie, czy Brukseli, tematy tabu pozostają tożsame. Tu więc należy szukać przyczyn. Młodszym potrzebne będzie wyjaśnienie. Paradoksalnie, bardzo to dobrze dla tego filmu, że obłożono go zakazem. Bo nic tak nie przyciąga uwagi ludzi, jak właśnie owoc zakazany. Mimowolnie więc, decydenci „polscy” tkwiący w okowach politycznej poprawności, zamilczając ów film, stają się jego największymi propagatorami. Mechanizm ten znamy już zresztą z czasów PRL, kiedy to najbardziej nieprawomyślne, zdaniem władzy, filmy cieszyły się największą popularnością. I jest to jedyny pozytyw tego, że „animatorzy kultury” w naszym kraju niezmiennie od lat liżą stopy i trochę wyższe partie ciał swym mocodawcom.

Po tym długim wprowadzeniu, pora ujawnić już tytuł owego dzieła. W oryginale – „There Be Dragons”, tłumaczony w Polsce, jako „Tam, gdzie budzą się demony”. Jakkolwiek tłumaczenie nie jest może idealne, to myślę, że dobrze oddaje zamysł jego twórcy, którym w tym przypadku był Roland Joffe. Tak, to znany Państwu reżyser takich filmów, jak „Projekt Manhattan”, „Pola śmierci”, czy słynna „Misja”. Joffe wyjaśniając genezę tytułu tłumaczył, że na średniowiecznych mapach świata, od których to zbliżeń zaczyna się zresztą sam film, nieznane terytoria opisywane były łacińskimi słowami „Hic Sunt Dragonem”, czyli „tu żyją smoki”.

Jako, że fabuła filmu osadzona jest w realiach hiszpańskiej wojny domowej lat 1936-1939, reżyser tworząc film o tak trudnej i skomplikowanej tematyce, odwołał się właśnie do terytoriów zamieszkanych przez mitologiczne, nieznane i okropne smoki. Demony, przywołane przez tłumacza polskiego, uważam za równie trafne, o ile nie celniejsze nawet określenie mieszkańców owej „terra incognita”, jaką od zawsze pozostaje ludzka psychika z jej nie poznanymi, mrocznymi zakamarkami.

Jest to film fabularny w koprodukcji hiszpańsko –argentyńsko -amerykańskiej. O czym dokładnie traktuje? Toczy się dwutorowo, częściowo w czasach obecnych, jednak głównie nawiązując do lat owej hiszpańskiej wojny domowej. Ukazuje młodego dziennikarza, któremu pracodawca zlecił napisanie książki o przeszłości jednego z byłych przyjaciół jego ojca. Problem w tym, że relacje dziennikarza z, umierającym właśnie ojcem, są od wielu już lat fatalne. Aby wykonać zadanie, bohater filmu musi pokonać swe uprzedzenia, zajrzeć w świat, którego dotąd unikał, sięgnąć do miejsc, w których kryją się demony przeszłości, zarówno jego własnej, jak i jego ojca.

Natomiast rzeczywistym bohaterem filmu jest Josemaría Escrivá, założyciel Opus Dei, kanonizowany przez Jana Pawła II w roku 2002. Film, opierając się na fikcyjnej historii dziennikarza, pokazuje Hiszpanię lat 30. z całym jej dramatyzmem ówczesnego faszyzmu, komunizmu i okrutnej wojny z Kościołem. Widzimy w nim drogę późniejszego świętego, jaką pokonał od lat dziecięcych, by powołać do życia w roku 1928 personalną prałaturę Kościoła, nazwaną Boże Dzieło. Film wyraźnie odsłania przed widzem swe główne przesłanie, tożsame z zadaniem Opus Dei, polegającym na głoszeniu, iż życie codzienne i praca stwarzają najlepszą okazję służenia ludziom, społeczeństwu i samemu Bogu.

Co ciekawe, kiedy sięgam pamięcią wstecz, do opisywanego przeze mnie wcześniej filmu „Cristeros”, znajduję wiele wspólnych wątków dla obu tych produkcji. Ich akcja toczy się w krajach hiszpańskojęzycznych, będących w świecie współczesnym uosobieniem państw katolickich. Szatan musiał w nich sięgnąć po najgorsze zbrodnie, by podjąć walkę z wiarą. Ale nie przemógł. W Hiszpanii zrujnował ponad 2000 świątyń, wymordował kilkanaście tysięcy duchownych i kilkadziesiąt tysięcy wiernych. Ofiary szatańskich mordów były torturowane, grzebane żywcem, zakonnice gwałcono, a zwłoki bezczeszczono. Obudziły się demony, ale Kościoła szatan przemóc nie zdołał. W żadnym z tych krajów i w żadnym z ich społeczeństw.

W obydwu filmach reżyserami są znani i, co ważniejsze, uznani na całym świecie, twórcy. Oba powstały też w ostatnich dosłownie miesiącach. Film pokazano w Niemczech już 12 lutego 2011 roku, podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie. Natomiast hiszpańska premiera miała miejsce 25 marca 2011 roku.

Również w marcu, na prywatnym pokazie w papieskim North American College w Rzymie, obejrzało go blisko 150 osób, w tym 11 kardynałów, księża, ambasadorowie i przedstawiciele wielu wspólnot katolickich.

W obu tych filmach znajdujemy doskonałą obsadę. Przy budżecie 35 milionów dolarów nie obawiano się zatrudnić i w tym obrazie znanych aktorów. W postać księdza Josemarii wcielił się Brytyjczyk, Charlie Cox, znany nam z filmów „Kupiec Wenecki”, „Casanova” czy „Gwiezdny pył”. Inne role odtwarzają między innymi Wes Bentley znany z „American Beauty” i „Ceny Honoru”, Olga Kurylenko, występująca w filmach „W skórze węża”, „Hitman” czy bondowskim „Quantum Of Solace”, wspaniała Geraldine Chaplin u nas pamiętana z ról w takich przebojach, jak „Wiek niewinności”, „Nakarmić kruki”, „Trzej muszkieterowie”, „Mrożony peppermint” i „Doktor Żywago”. W filmie gra również Derek Jacobi, aktor z uzyskanym za swą pracę dla teatru tytułem szlacheckim, znany z udziału w takich obrazach, jak „Dzień Szakala”, „Ja, Klaudiusz” czy „Jak zostać królem”. Na ekranie pojawił się też Dougray Scott, którego widzieliśmy w „Dniu Zagłady” oraz „Mission: Impossible II”. Przejmująco swą rolę odtworzyła irańska aktorka Golshifteh Farahani. W filmie gra także Rodrigo Santoro, którego mieliśmy okazję widzieć w filmach „Aniołki Charliego”, „300” oraz „I Love You Phillip Morris”.

Muzykę do filmu skomponował sam Ennio Morricone. Dystrybucją zajmuje się firma Sony Pictures Entertainment. Zdjęcia rozpoczęły się w czerwcu 2009 roku w Argentynie, a potem były kontynuowane w Hiszpanii. Producentem filmu jest zresztą właśnie Hiszpan Ignacio Gómez Sancha.

W Polsce projekcja kinowa była odkładana wielokrotnie, aż do jej… ostatecznego odwołania przed zapowiadaną na 15 czerwca 2012 roku premierą, o czym, jak zapewnił operujący na naszym rynku dystrybutor Monolith Films, zdecydowały kwestie biznesowe (!). Warto tu wspomnieć, że jeszcze w kwietniu 2012 roku, Joffe był w Krakowie na polskim pokazie filmu, który odbył się w ramach festiwalu filmowego Off Plus Camera.

Jak możemy przeczytać na jednym z portali („Polacy nie zobaczą filmu o Opus Dei. „Zdecydowały kwestie biznesowe”- mówi naszemu portalowi dystrybutor filmu”, http://wpolityce.pl, Ł. Adamski, 28/05/2012):

„Okazuje się, że film został wycofany z dystrybucji. Dystrybutor w rozmowie z portalem wPolityce.pl przekonuje, że chodzi wyłącznie o kwestie biznesowe, a nie ideologiczne. To podobno jedyna przyczyna decyzji Monolith Films. Szkoda, że Polacy nie obejrzą porządnego filmu Joffe. Jest to świadectwo wielkiej wiary, która zwycięża przemoc.

„W ‘Gdy budzą się demony’ chciałem opowiedzieć o tym, co to znaczy być człowiekiem, czym są miłość i przebaczenie. To także film o podjęciu kluczowego dla naszego życia wyboru. Dawni koledzy z seminarium, Josemaria i Manolo - postać fikcyjna, w chwili wybuchu wojny domowej w 1936 r. stają po dwóch stronach barykady. Escriva opowiada się za pogłębianiem życia duchowego, a Manolo przyłącza się do faszystowskiej Falangi, wybierając politykę, pożądanie i przemoc. Ale według mnie nie można podejmować właściwych wyborów pod presją, nie będąc wolnym” - mówił w wywiadzie dla „Uważam Rze” reżyser filmu.

Polacy jednak będą musieli poczekać na premierę filmu na DVD. W świetle ostatnich barbarzyńskich ataków na Kościół jest to smutna wiadomość. „There Be Dragons” opowiada o dziennikarzu prowadzącym dochodzenie w sprawie zmarłego właśnie Josemaríi Escrivá de Balaguera, z którym zaprzyjaźniony był jego ojciec, który jako agent armii generała Franco rozbijał od wewnątrz komunistów. Obraz Rolanda Joffe, skupia się nie tylko na przedstawieniu wyważonego obrazu wojny domowej w Hiszpanii z lat 1936-39, ale również kładzie nacisk na ogromną siłę wiary założyciela Opus Dei oraz wielkości Jezusowego przesłania.

Ten film naprawdę dotyka serc, nie tylko z powodu pokazania siły przyjaźni czy prawdziwego chrześcijańskiego uniżenia, ale również z uwagi na antykomunistyczny wydźwięk. Widać to dobrze m.in. we wstrząsającej scenie egzekucji księdza czy obrazie brutalnego potraktowania w metrze samego Escrivy, którego z opresji ratuje motorniczy.

Scena szyderstwa z duchownego, plucia na niego, szturchania z pewnością spodobałaby się „młodym wykształconym spod krzyża” na Krakowskim Przedmieściu. Na ekranie widać te same „argumenty” i taką samą nienawiść w oczach, którą widzieliśmy na filmie duetu Stankiewicz - Pospieszalski. Ta scena przypomina, że w Hiszpanii również zaczęło się od prostackiego szyderstwa z czarnych…. (podkr. smk)

Wojna domowa w Hiszpanii i rządy Franco są jednym z najbardziej zakłamanych okresów w historii XX wieku. Tę propagandę można porównać chyba tylko z kłamstwami na temat Piusa XII. Wynika to oczywiście nie tylko z mitów wytworzonych przez wielkich światowych artystów, takich jak Ernest Hemingway czy Picasso, ale również ignorancji historycznej coraz większej liczby ludzi. W pojęciu większości Amerykanów czy Europejczyków wojna w Hiszpanii w latach 1936-39 jawi się jako starcie postępowych, liberalno-lewicowych sił z faszystami, wspieranymi przez Hitlera. Dziś w ten konflikt wpisuje się bardzo chętnie dzieło Escrivy. Film Joffe w wielkim stopniu odkłamuje czarną legendę zarówno wojny domowej, jak i Opus Dei. Niestety wizerunek „Dzieła” będzie wciąż naznaczony absurdalnym „Kodem da Vinci”. Miejmy nadzieję, że dystrybutor wypuści film na DVD. Opus Dei zasługuje na rzetelne opowiedzenie swojej historii. Hollywoodzki film Joffe robi to znakomicie i idealnie niszczy antyklerykalną propagandę, która zagościła również w naszym kraju.”

Wydaje się, że piszący powyższe słowa dziennikarz Łukasz Adamski wyjątkowo trafnie zdiagnozował powody, dla których ów film nie znalazł się w polskich kinach. Porównanie wyczynów barbarzyńskiej tłuszczy madryckiej z dokonaniami warszawskiej hołoty pod przewodnictwem podobnych ideowo alfonsów nowej, świeckiej tradycji, stojących na czele frontu walki z czarnosecinnym zaściankiem, nie kojarzyłoby się właściwie. Zbyt wyraźnie wskazywałoby tym, którzy jeszcze mieli wątpliwości, jaka swołocz stała w jednym i drugim przypadku, po stronie wyzwolonych, nowoczesnych, oddających mocz na znicze tu i strzelających księżom w głowy tam, bandytów. Ot, cała tajemnica.

Mówi jednak ona i o tym, że sternicy dzisiejszej polityki doskonale zdają sobie sprawę z możliwych porównań, i dlatego ten film blokują. Idąc dalej tym tokiem rozumowania, można przyjąć za pewnik, że na tyle bystrze rozumujący nasi umiłowani przywódcy, muszą doskonale wiedzieć, jak wyglądają smoki. I boją się ich widoku. A to, wbrew pozorom, dobry omen. Bo pokazuje, że nie są jakimiś nawiedzonymi satanistami, przeświadczonymi o słuszności swych działań, a tylko zwykłymi sprzedawczykami, mającymi świadomość odpowiedzialności za swe niegodziwe czyny. Odpowiedzialności, która wcześniej czy później, zapuka do ich drzwi.

Pokazuje wyraźnie, że zniesiona, jako pierwsza i dla spokoju ich działań najważniejsza, przed tak zwaną transformacją kara - kara śmierci, wciąż się odzywa w ich koszmarnych snach dźwiękiem otwieranej z hukiem, zapadni. A cóż takiego zagrożone było zawsze najwyższą karą? Zdrada stanu, najgorsza ze zbrodni, przestępstwo wymierzone we własny naród. Zniesienie tej kary świadczy również o tym, że jedyni na tym zyskujący, działali od samego początku z premedytacją, zakładając w przyszłości zdradzanie własnego państwa i rozmyślne działanie na jego szkodę. Stąd ich wściekły klangor, podnoszony cyklicznie, również ostatnio, w obronie tej „europejskiej” wartości, jaką jest brak kary głównej dla nich właśnie. Bo, przecież nie chodzi im o zwyrodniałych morderców, a o kolegów i własne rodziny.

Przykład ich wspólnika, dyktatora Nicolae Ceausescu, na początku ich drogi zdrajców, dał im z pewnością do myślenia. Rumuńska tłuszcza, sterowana przez tamtejszą wojskówkę, rozwaliła go dla przykładu, by reszta tej międzynarodowej szajki wiedziała co ją może czekać w przyszłości i kto o tym decyduje. Była to zbrodnia założycielska przyszłej demokracji „Europy wyzwolonej” z okowów demokracji ludowej. Z tego powodu już od ćwierć wieku obowiązuje swoista dintojra, cicha zmowa tego przestępczego półświatka.

Dlatego tak zajadle zaatakowały ostatnio usłużne szakale reżysera Grzegorza Brauna mówiącego o zasłużonej i jedynej możliwej karze dla zdrajców państwa polskiego. Przewrotność i bandycki cynizm pozwalają im rzucać się z kłami oszczerstw na prawdziwego Polaka, by odwrócić sens znaczenia słów takich jak prawość, patriotyzm i polskość. Bo boją się o swoje szyje. I mają rację, powinni się bać. Zdrada główna karana może być tylko w jeden sposób. Jeśli do steru władzy w Polsce dojdzie kiedykolwiek jakakolwiek opcja nie skażona zdradą okrągłego żłobu, naturalną koleją rzeczy będzie rozliczenie tej najgorszej, antypolskiej hydry.

Zdrajcy sądzili, że różne wajdy, kuce i inne pasikowskie będą gwarantami usypiania narodowego zaścianka, tumanienia Polaków, dodatkowo wspieranymi własnymi telewizjami, gazetami i stacjami radiowymi, corocznymi galami, nagrodami i ogólnie mówiąc – igrzyskami dla głupiej gawiedzi, na której zresztą przy tej okazji, dodatkowo zarabiać można miliony złotych. Jaka to jest mentalność, to wiedzą dziś już wszyscy, nie trzeba jej nawet po imieniu nazywać. Ale na szczęście, cała ta hucpa obliczona jest według innych, dla Polaków obcych założeń, nie mogących trafić w polskie, patriotyczne i katolickie, na ogół, dusze.

Ta cała koncepcja, nieźle nawet pomyślana, zajmująca zmysły chwilowo, jak wszystko, co nowe, runąć jednak musi. Bo nie jest polska. I z polskim myśleniem niewiele ma wspólnego. Polacy nie chcą już oglądać idiotyzmów. Chcą prawdy, prawdziwego radia, prawdziwej telewizji i prawdziwego kina. Dlatego tak ogromną popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju spotkania z twórcami drugiego obiegu, kiermasze dobrych książek, pokazy filmów organizowane, niczym w latach komuny, w parafialnych ośrodkach i lokalnych domach kultury. Naród ma dosyć. Odnośnik do tego filmu znaleźć można w Gazecie Internetowej KWORUM, w tradycyjnej wersji niniejszego felietonu. Oglądajcie, bo ściągająca coraz bezczelniej haracz telewizja reżimowa, jak mawia Grzegorz Braun, dla zmylenia przeciwników zwana publiczną, tego obrazu Wam nie zafunduje.

(http://bestplayer.tv/film/9927-gdy-budz ... sy-pl.html).

Ksiądz Clavell, doradca omawianego tu filmu, osobisty przyjaciel księdza Josemarii, mówił, że ponieważ Escriva miał porywczy temperament, jego zdolność do przebaczenia była niemal aktem heroizmu. Przypomniał zdarzenie, gdy po wojnie domowej w Hiszpanii, pewien taksówkarz powiedział założycielowi Opus Dei, że szkoda, iż nie zabili go razem z innymi księżmi. W reakcji na te słowa Josemaría dał kierowcy duży napiwek i odpowiedział, żeby kupił swym dzieciom jakiś prezent.



Ja niestety nie jestem godnym uczniem księdza Escrivy. I nigdy nie będę. Wolny jestem od tak pojmowanego heroizmu. Ja nawołuję do wpisywania na listę zdrady narodowej wszystkich tych, którzy zaprzedali się diabłu na Krakowskim Przedmieściu wyzywając i bijąc prawych Polaków, plując na modlące się Polki, gasząc znicze zapalane dla upamiętnienia elity Państwa Polskiego przez polskich harcerzy, spadkobierców Szarych Szeregów.

Namawiam do notowania w narodowej księdze hańby nazwisk złodziei majątku narodowego, zdrajców Narodu Polskiego, zaprzańców nawołujących do likwidacji Krzyża. To nie jest mowa nienawiści. To wezwanie do elementarnej przyzwoitości wobec samych siebie i zachowania twarzy w świetle przyszłych pytań, które kiedyś zadadzą nam nasze dzieci. Jeśli dziś nie możemy jeszcze nic zrobić w imię obrony najważniejszych wartości, znaczmy przynajmniej te bestie i smoki w naszej zbiorowej pamięci, by w nieodległej przyszłości miały szansę zadośćuczynienia i pokuty. By właśnie wtedy nie zaczęły budzić się demony! Tak nam dopomóż Bóg!

Sławomir M. Kozak

www.oficyna-aurora.pl

http://dakowski.pl//index.php?option=co ... Itemid=119


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 04 lut 2013, 20:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Transfobia, czy prawo do prawdy? "Sąd ma mnie zmusić do uznania tego, że jest on kobietą"

Spór o słowa posłanki Krystyny Pawłowicz (czy mój proces) na temat jednego z polityków Ruchu Palikota jest w istocie sporem o to, czy w Polsce można jeszcze mówić prawdę. Istotą sporu nie jest tu bowiem forma, ale to, czy o płci decyduje rzeczywistość, biologia czy widzimisię osoby. I wreszcie, czy mamy prawo zachować swoje poglądy czy też zostaną one zakazane.

I niestety nie jest to przesada. W pozwie, jaki wysłał do mnie znany polityk Ruchu Palikota, sprawa jest postawiona zupełnie jasno. Sąd ma mnie zmusić do uznania tego, że jest on kobietą. Reakcje na wypowiedź (ostrą, może niezbyt przyjemną i sympatyczną, ale prawdziwą) prof. Krystyny Pawłowicz są zaś tylko potwierdzeniem tego pozwu. Głównym zarzutem jest bowiem to, że posłanka miała obrazić polityka RP określając go mianem mężczyzny.

Problem polega tylko na tym, że tak biologicznie właśnie jest. Zmiana nazwiska, hormony czy nawet (tu wcale nie jest pewne, że się ona odbyła) operacja na narządach czy skonstruowanie narządów nieco przypominających kobiece nie zmienia tożsamości osobniczej i płciowej, która zawarta jest w genach. Tych nie da się zmienić i na to ani Anna Grodzka ani nawet sąd nie może nic poradzić. To jest rzeczywistość. Jedyne zatem, co można zrobić to spróbować zakazać mówienia o niej. Sprawić, że każdy, kto mówi o rzeczach oczywistych staje się transfobem, co z czasem może zostać spenalizowane. Ale i to nie zmieni rzeczywistości. Mężczyzna pozostanie mężczyzną, a kobieta kobietą. Wszystkie próby podważania tej prawdy są niebezpieczne dla cywilizacji i świata, w którym żyjemy, rozbijają bowiem ich fundamenty. Bardzo mocno przypomina o tym Benedykt XVI wzywając nas do walki z ideologią gender, będącą ogromnym zagrożeniem nie tylko dla Kościoła, ale też dla świata.

Afera o wypowiedź posłanki Pawłowicz czy mój proces z osobą prezentującą się jako Anna Grodzka jest właśnie elementem fundamentalnego sporu o rzeczywistość i prawo do mówienia o niej, w zgodzie z własnymi, a nie lewackimi poglądami.

Tomasz Terlikowski

http://wpolityce.pl/artykuly/45805-tran ... on-kobieta


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 23 lut 2013, 08:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Metody jakobińskie kontra prawda

Paulina Gajkowska

Z prof. Włodzimierzem Bernackim, politologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, posłem PiS, rozmawia Paulina Gajkowska

Jest Pan jednym z sygnatariuszy listu w obronie prof. Krystyny Pawłowicz. Jak odbiera Pan Profesor ataki lewackich bojówek na profesorów Stefana Zawadzkiego i Stanisława Mikołajczaka, którzy odważyli się publicznie przeciwstawić dyktaturze homopropagandy?
– Z jednej strony jestem nimi zaskoczony i oburzony. Uniwersytet to jest przecież miejsce, w którym powinna być możliwość prezentowania różnych opinii, oczywiście z zachowaniem pewnego kanonu. Jestem więc zaskoczony, że doszło do takich aktów agresji wobec pracowników akademickich. A z drugiej strony – przestaje to zaskakiwać, kiedy przyjrzymy się, jak ogromną siłę mają media masowe. Ich przekaz przesiąknięty jest poprawnością polityczną. Pod płaszczykiem poprawności politycznej i „jednego, słusznego nurtu” propaguje się agresywne działania wobec osób inaczej myślących.

Mówiąc wprost – atakowana jest konkretna, de facto niemała grupa – katolicy i wszyscy, którym bliskie są wartości konserwatywne.
– W istocie tak jest. Znamienne i jednocześnie wstrząsające jest to, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego włącza się w tego typu działania. Mam tu na myśli tekst Barbary Kudryckiej, który ukazał się na stronach resortu. Minister piętnuje środowisko konserwatywne, określając je jako niebezpieczne. Mało tego, za niedopuszczalne uważa odwoływanie się w dyskursie akademickim do mediów katolickich takich jak Telewizja Trwam i Radio Maryja! Porównuje przywoływanie na wykładzie osoby o. dr. Tadeusza Rydzyka do dopuszczania się plagiatu! Żyjemy w przedziwnych czasach, w których jedna strona jest wykluczana z debaty publicznej i próbuje się ją całkowicie zagłuszyć.


Paradoksem jest to, że wyimaginowana walka z tzw. mową nienawiści skierowana jest wyłącznie przeciwko tym, którzy mają odwagę wyrażać poglądy inne od narzucanych. Rzeczywiste akty nienawiści nie są piętnowane, jak np. brutalne ataki na poznańskich profesorów czy nagminne grożenie dyrektorowi Radia Maryja.
– Niektóre z tych działań przywodzą na myśl rewolucję francuską. W mojej ocenie, środowiska związane z tzw. Salonem i m.in. „Gazetą Wyborczą” promują wolność pojętą jako anarchię wyzutą z jakiegokolwiek systemu wartości. Tak pojęta wolność sprzeczna jest z definicją klasyczną. Ponadto wolność ta oznacza, że nie można głośno wyrażać poglądów zgodnych z prawem naturalnym. W tym sposobie myślenia we współczesnej debacie publicznej każdy, kto nie popiera legalizacji homoukładów, jest wrogiem wolności. To wręcz mentalność jakobińska. Nie ma miejsca dla osób, które wywodzą swoje poglądy z ponaddwutysiącletniej tradycji chrześcijańskiej. Ten radykalizm postępuje coraz dalej. Tak jak podczas rewolucji francuskiej najpierw zastraszano pojedynczych ludzi, by potem terror przybrał formę instytucjonalną, tak też obecnie w Polsce dokonuje się rewolucja obyczajowo-kulturowa, ale miejmy nadzieję, że nie dojdzie do usankcjonowania rozprawiania się z „wrogami wolności”. Ekscesy, których obecnie doświadczamy, czyli: obsmarowywanie drzwi profesorów, którzy nie zgadzają się na legalizację zachowań sprzecznych z prawem naturalnym, wykluczanie z dyskusji, odmawianie katolickiej Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie, niszczenie pomników bohaterów – są działaniami niewątpliwie represyjnymi. Stanowią one kolejne kroki niebezpiecznej rewolucji, która się dokonuje. Postępki obecnego rządu, takie jak wspomniany przeze mnie tekst Barbary Kudryckiej, są skandaliczne, ponieważ jawnie pozbawiają możliwości wyrażania poglądów prawicowych w dyskursie akademickim.

Co można zrobić, aby głos katolicki, konserwatywny był lepiej słyszany w debacie publicznej? Widzimy przecież, jak nachalna i agresywna jest propaganda lewackiej ideologii, i widzimy, ile mediów jest na jej usługach.
– Odpowiedzią powinny być działania na kilku poziomach. Otóż po pierwsze – budowanie społeczeństwa obywatelskiego, świadomego tego, jak wygląda debata publiczna i ile trzeba zrobić. Można tego dokonać na szczeblu lokalnym poprzez organizowanie się wszelakich struktur, takich jak np. prężnie działające koła Rodziny Radia Maryja, ale również wiele innych stowarzyszeń i ruchów. Bardzo ważnym polem działania dla katolickich środowisk są odważne i zdecydowane kroki mające na celu obronę Telewizji Trwam i domaganie się dla niej miejsca na cyfrowym multipleksie. Trzeba wspierać wszelkie inicjatywy zmierzające do wspierania niezależnych, katolickich mediów. Potrzeba silnego frontu medialnego, by obronić wartości chrześcijańskie i docierać do jak największej grupy ludzi. Nasze społeczeństwo w większości deklaruje się jako katolickie, a więc musimy pomóc wyzwolić potencjał, który jest, ale który jest zdominowany poprzez głośną lewicową ofensywę ideologiczną. Poza tym wbrew temu, co sugeruje minister Barbara Kudrycka, również uczelnie są przestrzenią, w której można, a nawet powinno się wyrażać poglądy oparte na wartościach, które przetrwały już dwa tysiące lat. Czymś sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem jest wybieranie systemu libertyńskiego, którego bronią m.in. pani prof. Środa czy pan prof. Hartman. Aby złamać dyktaturę „jedynego słusznego nurtu”, należy również wspierać i solidaryzować się z tymi, którzy są jawnie atakowani i szkalowani nawet przez tak skromne gesty – jednak bardzo ważne – jak listy poparcia. Przede wszystkim należy rozmawiać z ludźmi i poprzez osobisty kontakt dawać świadectwo.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/wp/24881,met ... rawda.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 10 mar 2013, 21:07 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Tylko sodomici mają rację ... w dzisiejszym świecie. Dla normalności nie ma już w nim miejsca. Normalność jest dziś zepchnięta do podziemia.
Czas się podnieść i skończyć tę zabawę idiotów z nami.


Sodomici za mur!

Burza w szklance wody, wywołana wypowiedzią byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Lech Wałęsy na temat sodomitów - że mianowicie w Sejmie powinni siedzieć na ostatnich miejscach, a najlepiej - za murem wywołała odpór w wykonaniu przodującej w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym „Stokrotki”. Oświadczyła ona, że Lech Wałęsa „zhańbił” nagrodę Nobla i w ogóle. Niektórzy wywołani przez nią do tablicy, sądząc, że chodzi o zwyczajowe dołożenie zdrowia Jarosławowi Kaczyńskiemu, wprawili się w stan świętego oburzenia, a dopiero zorientowawszy się, w czym rzecz natychmiast się zmitygowali. Nie dotyczy to oczywiście pani prof. Joanny Senyszyn, która wprawdzie skrytykowała mędrca Europy za „głupie poglądy”, ale jednocześnie zaapelowała o wyrozumiałość. Wiadomo, że poglądy mądre to te o wyższości ustroju socjalistycznego i sodomitów jako uciskanej klasy społecznej. Ach, jaka szkoda że pani Joanny nie wpuszczają do Saint Cyr we Francji, bo moglibyśmy wtedy skonfrontować w rzeczywistością proroczą wizję Janusza Szpotańskiego: „Kadeci siedzą, dłubią w nosie, wzdychają, z dzikiej nudy puchną, czują się prawie jak w areszcie i myślą sobie: kiedyż wreszcie przestanie bździć to stare próchno?”

Może kiedyś doczekamy, tym bardziej, że w Sojuszu Lewicy Demokratycznej doszła do głosu dyscyplina. Jeszcze może nie taka, jak za Stalina („za Lenina - strzelanina, za Stalina - dyscyplina”) Ale zawsze Ryszard Kalisz został „zawieszony” za stanie „w rozkroku” między partią macierzystą, a inicjatywą „Europa plus”, w której bierze udział były prezydent Aleksander Kwaśniewski z dziwnie osobliwą trzódką posła Palikota. Jak dotąd inicjatywa ta nie wzbudziła entuzjazmu opinii publicznej, a sodomicka awangarda jest wprawdzie hałaśliwą niemniej jednak mniejszością, a skoro tak to nie jest wykluczone, że Aleksander Kwaśniewski znowu będzie musiał tułać się po obowiązkach u ukraińskich, albo nawet kazachskich nababów.

Tymczasem nadszedł wreszcie moment konstruktywnego votum nieufności, zgłoszonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Marszalica Ewa Kopacz nie dopuściła do głosu pana prof. Glińskiego, jako, że regulamin sejmowy dopuszcza tylko wystąpienia posłów oraz prezesa Rady Ministrów. Czego to jednak ludzie nie wymyślą. Prezes Jarosław Kaczyński wszedł na sejmową trybunę z tabletem z którego odtworzył pełny tekst przemówienia kandydata na premiera rządu „technicznego”. Wprawdzie jest to wydarzenie precedensowe, ale myślę, że ten precedens mógłby się w naszym parlamencie upowszechnić bez najmniejszej szkody dla życia politycznego. Każdy Umiłowany Przywódca mógłby nagrywać swoje niepowtarzalne wystąpienia w domu, a potem puszczać je w Sejmie przy pomocy wymyślnych urządzeń technicznych bez konieczności osobistego uczestnictwa w posiedzeniach. Ciekawe, czy to kazanie na puszczy, jakie pan prof. Gliński wygłosił w Sejmie za pośrednictwem tabletu, zapoczątkuje nową świecką tradycję, czy też pozostanie odosobnione.

A w ogóle w związku z przypuszczeniem, iż wniosek, jaki do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji złożył wydawca „Wprost” o „Do Rzeczy”, może być elementem intrygi prezesa Kaczyńskiego, który w ten sposób chciałby wykazać posiadanie przez PiS zdolności koalicyjnej, zostałem pryncypialnie skrytykowany. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przy okazji dowiedziałem się, że SKOK, czyli sponsor tygodnika „W Sieci”, któremu niezawisły sąd na prośbę pana Hajdarowicza zabronił się ukazywać, jest „pisowski”, podczas gdy sponsor tygodnika „Do Rzeczy” bynajmniej pisowski nie jest. Okazuje się, że niezależni dziennikarze i niezależne pisma mają swoich sponsorów, co odnotowuję z przyjemnością, bo cóż tu sponsorować w dzisiejszych zepsutych i skorumpowanych czasach, jeśli nie niezależność? Można nawet powiedzieć, że im więcej sponsoringu, tym więcej niezależności.

Chyba właśnie dlatego coraz więcej osób, który dotychczas wydawały się uwikłane w rozmaite zależności, epatuje dziś niezależnością. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy uniezależnią się od wszystkich - oczywiście z wyjątkiem premiera Tuska, który, niczym ewangeliczny setnik, wydaje się człowiekiem pod władzą postawionym, a mającym pod sobą żołnierzy. Takie wrażenie można by odnieść po niezapomnianej rozmowie premiera Tuska z pobożnym ministrem Gowinem. Po rozmowie premier zostawił pobożnego ministra Gowina w niepewności, czy ma się pakować, czy nie i zakomunikował mu, iż może pozostać na dotychczasowej posadzie dopiero po powrocie z jakiegoś innego spotkania.

Nietrudno się domyślić, iż ostateczną decyzję mógł podjąć właśnie ten tajemniczy nieznajomy - w czym dopatruję się aluzji, iż bezpieczniacy, czując na plecach gorący oddech zagniewanego ludu, nie chcą otwierać frontu wojny z Episkopatem, który właśnie przystał na pół procenta odpisu podatkowego, jako podstawy finansowania Kościoła za pośrednictwem rządu. Jeśli tak, to również perspektywa rejestrowania konkubinatów sodomitów i gomorytów też może oddalić się w przyszłość, co mógł szóstym, albo nawet siódmym zmysłem wyczuć były prezydent naszego nieszczęśliwego kraju i dlatego zdecydował się „zhańbić” nagrodę Nobla, co przyszło mu tym łatwiej, że po tylu latach pieniądze pewnie też się rozeszły.

Stanisław Michalkiewicz

http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2767


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 16 mar 2013, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Kolorowi watykaniści i dramat leminga

Watykaniści „kolorowych mediów”, dziennikarze nierzadko nienawidzący Kościoła oraz komentatorzy dobrani na zasadzie skrajnej niekompetencji, brylują w ostatnich godzinach bon motami o nowym papieżu. Udowadniają, że ludzka głupota nie ma granic.

Samozwańczy watykaniści w pierwszej chwili okrzyknęli papieża Franciszka „konserwatystą”. Dlaczego? Jest przeciwnikiem homomałżeństw i aborcji. Którędy podążają myśli liberalnych komentatorów, skoro wydaje im się, że wśród kardynałów świętego Kościoła mógłby się znaleźć ktoś, kto podejmie decyzję o dopuszczalności sodomii i morderstw w łonie matki? Telewizje zapraszają do siebie specjalistów od Kościoła związanych głównie z myślą lewicową, a więc z definicji antykościelną. Oczy owych komentatorów widziały kiedyś co prawda kościół, może nawet kilka, ale o Kościele nie mają pojęcia.

W ostatnich godzinach kolorowi (umówmy się, że tak nazwiemy media elektroniczne) rozpisali sobie dwa scenariusze. Telewizje ku radości mas donoszą o skromności papieża, o tym że jeździł komunikacją miejską i latał klasą ekonomiczną. Z ekranów nie słyszymy ani słowa o dotychczasowym nauczaniu kardynała Jorge Bergoglio. Trudno, żeby jednak akurat kanały informacyjne wspomniały np. o homilii prymasa Argentyny otwierającej tegoroczny Wielki Post, w której mówił: Powoli przyzwyczajamy się do tego, że słyszymy i widzimy za pośrednictwem mediów czarną kronikę dzisiejszego społeczeństwa, ukazywaną nam z perwersyjnym zadowoleniem i dotykamy jej i odczuwamy ją jako naszą i dotyczącą naszego życia.

Papież więc jako kardynał miał wielkie pretensje do mediów. Ale tego powiedzieć nie trzeba. Telewidzowie mają poznać papieża innego, papieża telewizji – skromnego człowieka, który prosi o modlitwę. Forma więc została już przed kamerami przedstawiona. Czas na treść.

Treścią zajęły się portale internetowe. Dla zagospodarowania tej części mas, której chce się coś przeczytać (w większości jedynie tytuł), popularne serwisy piszą o wspomnianym już homoseksualizmie i aborcji. Czytamy też jednak o wielkiej nadziei wyrażanej przez ludzi, dla których seks z użyciem lateksu jest jedynym sensem istnienia, czynnikiem bardziej niezbędnym do życia niż powietrze. Tą nadzieją mają być rzekome słowa kardynała Bergoglio o prezerwatywach. Przez nikogo niezweryfikowane, niezacytowane, podane jak typowa wrzutka bez kontekstu, mają stworzyć wrażenie, że oto na naszych oczach następuje przełom w Kościele. Piszą to te same osoby, które wcześniej Benedyktowi XVI próbowały przypisać chęć zmiany nauczania katolickiego w tym zakresie. To dziennikarze od dawna jawnie atakujący Kościół i papiestwo.

Ludzie głęboko kochający Kościół musieli się takiej reakcji spodziewać. Jak ogromną traumą muszą być jednak ostatnie dni, a szczególnie ostatnie godziny, dla lemingów! Telewizja, radio, prasa, Internet – wszędzie w kółko o świętym Kościele! Skoro sam Adam Szostkiewicz mówił w dniu wyboru papieża –„nareszcie”, wzdrygając się przy tym na okoliczność faktu, iż zmuszony był przez ostatnie dni ciągle słuchać o Watykanie, jak ma czuć się przeciętny telewidz czy internauta? Z każdej strony „w tym klerykalnym kraju” atakowany jest informacjami a to o konklawe, a to o Franciszku!

Na szczęście jest jeszcze „Gazeta Wyborcza” – taka myśl musiała przyjść do głowy młodemu, wykształconemu z wielkiego miasta. Ale i tu spotkał go szok – „GW” poświęca dzisiejsze pierwsze sześć stron nowemu papieżowi, zmieniając swoje czerwone prostokątne logo na… żółtą barwę Watykanu! Pismo do druku trzeba było oddać zaraz po ujawnieniu tożsamości nowego papieża, więc dziennikarze z Czerskiej nie zdążyli znaleźć jeszcze nic na kard. Bergoglio. Doprawdy, dramat leminga.

Pozostał Internet. Uff, już rano można było, po całonocnym "reaserchu", pisać po czerskiemu. „Przeciwnik małżeństw gejów, konserwatysta. Noblista broni Franciszka” – głosi tytuł na portalu pisma Michnika. Niech jednak nie zmyli nas tytuł (wszak w niektórych mediach nie musi on być zgodny z treścią informacji), nikt nie broni papieża przed „zarzutem” konserwatyzmu, drugie zdanie tytułu w samym tekście dotyczy zupełnie innej kwestii! Ale leming czytający jedynie tytuły i oglądający obrazki już wie – „przeciwnik gejów” to zarzut, a „konserwatysta” to nieomal obraza.

Do wczoraj przeżywaliśmy w głównych mediach szał zainteresowania Watykanem, Kościołem, papiestwem. Dziś przeżywamy szał zainteresowania nowym papieżem. Jutro zaczniemy być świadkami ataków wymierzonych w poglądy Ojca świętego na moralność. Warto uświadomić sobie jedno. Kolorowe media ostatnie dni przeżywały inaczej niż katolicy – czekały na wybór tego, którego będą mogły zacząć nienawidzić.

Krystian Kratiuk

http://www.pch24.pl/kolorowi-watykanisc ... 300,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 01 maja 2013, 18:09 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Nowe mutacje czerwonej pandemii

Niemal całe współczesne społeczeństwo zachodnie akceptuje wszystkie marksistowskie negacje odnoszące się do myśli kontemplacyjnej, religii i metafizyki. Dopełniając powyższą myśl zmarłego w 1989 roku katolickiego filozofa Augusta del Noce, włoski pisarz i dziennikarz Marcello Veneziani stwierdził iż społeczeństwa ¬zachodnie realizują samą istotę marksizmu, którą stanowią radykalny ateizm i materializm, internacjonalizm i uniwersalne wykorzenienie, prymat pragmatyzmu i śmierć filozofii, dominacja produkcji i globalne manipulowanie naturą (…) oraz równość ¬wyrażająca się w homogenizacji.

Lewicy udało się wprowadzić w czyn ideę włoskiego komunisty Antonia Gramsciego i wygrać walkę o kulturę, co w tym przypadku oznacza skupienie sił przede wszystkim na propagandowej walce o oświatę, media i intelektualistów. Za pomocą kultury stworzono nową rzeczywistość ideową, kreując pojęcie tego, co dobre, i tego, co złe. Doskonałym przykładem takiego działania jest ojczyzna Gramsciego, gdzie choć komuniści przez pół wieku znajdowali się w opozycji, to jednak udało im się stworzyć podstawowe pojęcia polityczne, skutkiem czego prawie cała włoska scena polityczna myśli o społeczeństwie, polityce ¬społecznej, ¬kulturze, oświacie, a nawet demografii w kategoriach lewicowych i takiegoż języka używa. Dzięki koncepcji władzy kulturowej, lewicowe idee zalewają cały świat swoimi postulatami: egalitaryzmem, regulacją i kontrolą wszystkiego, indoktrynacją (szczególnie dzieci i młodzieży), wysokimi i progresywnymi podatkami oraz liberalizacją moralności.

Walka o świadomość

Dzisiejsza lewica tym się różni od dawnych ideologów komunizmu, że zmieniła nieco podejście do hasła: Byt określa świadomość. Lewica uwierzyła w wagę i siłę sprawczą ludzkiej świadomości i na niej skoncentrowała swe ataki. To dlatego między innymi bombarduje ludzki umysł takimi propagandowymi wytrychami, jak: (pożądana) tolerancja i przeciwstawna jej (absolutnie zła) nienawiść. Znalazła sobie również nowy proletariat, o którego prawa i wyzwolenie walczy. „Proletariat” ów stanowią dziś: kobiety, dzieci, niepełnosprawni, mniejszości narodowe i seksualne, a nawet zwierzęta. Idzie to w parze z ośmieszaniem i dezawuowaniem patriotyzmu, religijności i wartości duchowych. Lewica używa dość szczególnego oręża, jakim jest „polityczna poprawność”, pozornie określająca zjawisko zastępowania określeń uznawanych za negatywne bardziej neutralnymi, w istocie jednak będąca rodzajem egalitarnej cenzury. Języka politycznej poprawności używa się do promocji tolerancji, by tak naprawdę – jak twierdzi socjolog prof. Anna Pawełczyńska – zaprzeczać istniejącym od zawsze faktycznym różnicom: płci, wieku, doświadczeń, zdrowia, poziomu zdolności, temperamentu, a także różnicom wynikającym z przynależności do różnych narodów, ras, kultur, religii, których to różnic nie zniwelują żadne ideologie. Owa skrajnie egalitarna ideologia atakuje przede wszystkim niezależną osobowość i więzi społeczne, co otwiera szerokie pole manipulacji i eksperymentom społecznym.

Alterglobaliści i Światowe Forum Społeczne

Doskonałego obrazu współczesnej lewicy wszelkich odmian dostarcza alterglobalistyczne Światowe Forum Społeczne, którego naczelne hasła brzmią: Świat dla ludzi, nie dla zysku! Przeciw neoliberalizmowi, wojnie i rasizmowi! Z nurtem tym kojarzone są takie postaci jak Noam Chomsky, Naomi Klein, Jose Bove czy alternatywny muzyk Manu Chao. Światowe Forum Społeczne zbierało się m.in. w Londynie, Porto Allegre i Bombaju. W debatach brały udział organizacje społeczne, anarchiści, ekolodzy, członkowie partii komunistycznych, przeciwnicy wojny, rasizmu, wszechwładzy korporacji, feministki, zwolennicy „planowania rodziny”. Można było tam też spotkać polskich członków Amnesty International, Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Stowarzyszenia ProFemina, Kampanii przeciw Homofobii, Stowarzyszenia „Lambda”, skrajnie lewicowej Pracowniczej Demokracji, antyfaszystowskiego Stowarzyszenia Nigdy Więcej, Grupy Antynazistowskiej, Czerwonego Kolektywu oraz Nowej Lewicy i Demokratycznej Partii Lewicy. Głos zabierali m.in. znani na radykalnie lewicowej scenie Piotr Ikonowicz (NL) i Wanda Nowicka (FnRKiPR).

Jedno z haseł tych środowisk głosi: Gospodarka społeczna oparta na solidarności. Alterglobaliści poszukują niekomunistycznych i niekapitalistycznych możliwości stworzenia struktur społecznych, politycznych, ekonomicznych i komunikacyjnych. Co to jednak dokładnie oznacza, nie wiadomo – pewny natomiast jest sprzeciw ideologów tego ruchu wobec prywatyzacji sektorów usług państwowych (jak służba zdrowia czy szkolnictwo) i promowania własności prywatnej. Ponadto alterglobaliści popierają idee „wyzwolenia kobiet” (poprzez przyznanie im swobodnego prawa do aborcji), wyrażają troskę wobec perspektywy „przeludnienia świata” (który to problem należy według nich rozwiązać poprzez antykoncepcję i aborcję) oraz pełną tolerancję wobec wszelkich mniejszości. Mimo iż oficjalnie Światowe Forum Społeczne odcina się od komunizmu, w praktyce aprobuje istotne elementy jego ideologii.

Alterglobaliści podejmują też tematy ekologii, zadłużenia Trzeciego Świata oraz likwidacji nierówności społecznych. Reklamują swój program jako wizję Europy i świata bez nędzy i bezrobocia oraz przeciw prawom wolnej konkurencji, logiki zysku i zniewolenia długami. Co ciekawe, wśród tych obrońców „zwykłego człowieka” przed wszechwładzą państwa i kapitału znajdują się organizacje jawnie popierające komunistyczne reżimy – jak np. Towarzystwo Norwesko-Kubańskie – a to daje do myślenia w kwestii prawdziwych zamiarów tych swoistych przeciwników nędzy i wyzysku.

Lewicowi ekolodzy

Ważną rolę w środowiskach lewicowych odgrywają ugrupowania ekologiczne. „Zieloni” kładą nacisk na walkę z faszyzmem (cokolwiek ma to oznaczać), nacjonalizmem i ksenofobią a także na sprzeciw wobec hodowli organizmów genetycznie modyfikowanych, walkę o prawa dla mniejszości narodowych i seksualnych, prawa zwierząt, zrównoważony rozwój ekonomiczny, społeczną gospodarkę (cokolwiek oznacza), pacyfizm, rozwój opiekuńczych funkcji państwa i oczywiście ochronę środowiska. Ich hasłem jest też demokracja oddolna, w której człowiek ma mieć najwięcej do powiedzenia w kwestiach bezpośrednio go dotyczących. Można więc rzec, że ugrupowania lewicowych ekologów (bo warto nadmienić, że istnieją także ugrupowania ekologiczne z sympatią odnoszące się do idei prawicowych) dysponują ogromnym wachlarzem postępowych idei.

Skrajna lewica a islam

Inne ciekawe zjawisko stanowi sojusz czy wręcz przenikanie niektórych kręgów komunistycznych i skrajnie lewicowych w szeregi islamistów. Wspomnieć tutaj należy choćby działacza francuskiej partii komunistycznej Rogera Garaudy, który tłumaczył swe przejście na islam tym, że jest on religią dynamiczną, pewną siebie, pragnącą zmieniać świat i wyczuloną na niesprawiedliwość społeczną. Francuski geopolityk Alexandre Del Valle pisze, iż pewna część hiszpańskiej radykalnej lewicy, rozczarowana nabieraniem przez proletariat cech burżuazyjnych, porzuciła marksizm na rzecz islamu.

Nieżyjąca już Oriana Fallaci, krytykująca islam z pozycji liberalnych, docieka w swej książce Siła rozumu, dlaczego islam stał się atrakcyjny dla niektórych komunistów. Odpowiedź artykułuje w trzech punktach. Po pierwsze, zarówno lewica, jak i islam z sympatią patrzą na Trzeci Świat; po drugie, lewica oraz islam są antyamerykańskie; po trzecie zaś, wielu członków skrajnej lewicy (komuniści, anarchiści czy alterglobaliści) popiera świat arabski w walce przeciw proamerykańskiemu i prozachodniemu Izraelowi.

Promocja homoseksualizmu

Jednym z głównych celów współczesnej lewicy jest promocja homoseksualizmu, i to zarówno poprzez kampanie uświadamiające w stylu znanych w Polsce akcji Niech nas zobaczą czy Marszów Tolerancji i Parad Równości, jak i legalizację homozwiązków i adopcje dzieci przez jednopłciowe pary. Nie ulega wątpliwości, że legalizacja związków homoseksualnych jest aktem rewolucyjnym, wymierzonym w tradycyjne społeczeństwo i tradycyjne wartości. Przykład krajów, które zalegalizowały te związki (np. Danii czy Norwegii) jest znamienny. Otóż okazuje się, że po legalizacji homozwiązków bardzo niewiele jest par, które decydują się na „ślub”. Wszystko zostaje „po staremu”, ale oczywiście jakiś wyłom w prawodawstwie został już uczyniony, a efekty przyniesie przyszłość.

Sposób myślenia radykalnej lewicy w odniesieniu do obrony homoseksualizmu świetnie odzwierciedlają poglądy znanego brytyjskiego popmuzyka, lewackiego aktywisty i działacza „gejowskiego” Jimmy’ego Sommerville’a, który w wywiadzie dla niemieckiego magazynu internetowego „Eurogay” powiedział, że w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat młodzi, wchodzący w życie homoseksualiści w dalszym ciągu spotykają się z otwartą wrogością i brakiem zrozumienia, dlatego jedyną nadzieją dla homoseksualistów są broniące ich przepisy prawa. Innymi słowy, Sommerville i jego ideowi pobratymcy (u nas w podobnym tonie wypowiadał się aktywista Stowarzyszenia¬ Lambda Krystian Legierski) proponuje sankcje karne dla przeciwników związków jednopłciowych. Jeżeli środowiska te kiedyś sięgną po pełnię władzy politycznej, jaki będzie ich następny krok?

„Wyzwolenie” kobiety

Zniszczenie tradycyjnego, „patriarchalnego” i „seksistowskiego” społeczeństwa oraz „wyzwolenie kobiet” to naczelne zadania innej skrajnie lewicowej mutacji, mianowicie –ruchów feministycznych, których „emancypacyjne” hasła mają na celu zniszczenie naturalnego porządku uświęconego tradycją i religią. W Polsce daje się to zauważyć chociażby na przykładzie jaskrawo antykatolickich wypowiedzi byłej pełnomocnik rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, Magdaleny Środy. Podobne poglądy głoszą feministki zrzeszone w Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Stowarzyszeniu ProFemina, Demokratycznej Unii Kobiet, Zielonych 2004, Stowarzyszeniu Lambda i wielu innych. Domagają się one m.in. równej płacy, praw dla odmienności seksualnych, złagodzenia procedur rozwodowych i wolnej aborcji jako niezbywalnego prawa kobiety do własnego brzucha.

W tym miejscu warto zacytować Lenina: Aby rewolucja zatriumfowała, potrzebujemy kobiety. Żeby ją mieć, musimy spowodować, by opuściła ognisko domowe; musimy zniszczyć w niej egoistyczne i instynktowne uczucie miłości matczynej. Kobieta, która kocha swoje dzieci, jest tylko samicą. Tak więc, w ramach prawa do niebycia samicą dzisiejsze feministki domagają się prawa do wolnej miłości, a następnie, w celu zniwelowania naturalnych skutków tej wolnej miłości – do swobodnie dostępnej aborcji.

Slavoj Żiżek

Jednym z guru światowej lewicy jest słoweński intelektualista, socjolog i psychoanalityk Slavoj Żiżek. Postać ta kojarzy się z neomarksizmem, pochwałą rewolucji i radykalną krytyką globalnego kapitalizmu. Problem polega na tym, że istnieje niewiele osób (nawet wśród zwolenników Żiżka), które potrafiłyby zdefiniować jego rzeczywiste poglądy. Żiżek bowiem potrafi szokować swych lewicowych fanów oryginalnymi krytycznymi wypowiedziami w kwestii nadmiernego zaangażowania lewicy w obronę mniejszości seksualnych. Słoweński intelektualista stanął, na przykład, w obronie konserwatywnego południa Stanów Zjednoczonych, zasłynął także wypowiedzią w obronie judeochrześcijańskiej nadbudowy ideologicznej kapitalizmu, jako tej, która chroni przed banalizowaniem zła i daje motywację do etycznego i politycznego zaangażowania.

Ameryka Łacińska poligonem lewicy

Wielu zwolenników rewolucji patrzy z nadzieją na Amerykę Łacińską, gdzie od ponad dekady obserwujemy lewicowe przebudzenie, połączone z przejmowaniem władzy przez tę opcję w kolejnych krajach. Marsz ten rozpoczął w roku 1998 Hugo Chavez, zwyciężając w wyborach prezydenckich w Wenezueli. Za nim poszła lawina – lewica przejęła władzę w Brazylii, Argentynie, Boliwii, Urugwaju, Ekwadorze, Chile i Paragwaju. Przywódców tych państw łączą mniej lub bardziej socjalistyczne poglądy, uznanie naczelnej roli państwa w redystrybucji dochodu narodowego, odwoływanie się do nizin społecznych i antyimperializm (czytaj: antyamerykanizm).

Najbardziej aktywny w tym gronie jest Hugo Chavez. Z aprobatą wypowiada się o nim Slavoj Żiżek, a jeden z liderów brytyjskiej Nowej Lewicy, wydawca „New Left Review”, Tariq Ali nie bez satysfakcji pisze o przywódcy Wenezueli: Wyraża on to, co odczuwa wielu: trzeba rzucić wyzwanie Stanom Zjednoczonym, ale nie można tego uczynić środkami militarnymi, tylko poprzez stworzenie wizji nowego społeczeństwa.

Warto też wspomnieć w tym miejscu o charyzmatycznym podkomendancie Marcosie (subcomandante insurgente Marcos), jednym z przywódców powstania zapatystów w meksykańskim stanie Chiapas w roku 1994. Dla alterglobalistycznej lewicy subcomandante Marcos stanowi symbol walki z imperialistycznym kapitalizmem.

„Prawdziwi” rewolucjoniści

Na lewicowej scenie politycznej istnieją także środowiska z rezerwą (czy wręcz z dużą niechęcią) traktujące rozdyskutowane intelektualne „fora” i przyznających się do lewicowych idei „jajogłowych”, zarzucając im zarażenie mieszczańskimi ideologiami, konformizm, zdradę rewolucji i interesów klas uciskanych. W Polsce grupy te bądź to fascynują się Trockim czy Che Guevarą (jak „Lewica bez cenzury”), bądź odwołują się wprost do stalinizmu (jak Polska Partia Klasy Robotniczej), maoizmu (Front Wyzwolenia Polski) czy nawet polpotyzmu (Ludowy Front Wyzwolenia - Grupy Antypaństwowe). Na świecie w nurcie owym działają m.in. belgijskie Walczące Komórki Komunistyczne, Nowe Czerwone Brygady, Globalna Intifada czy francuska Action Directe. Wszystkie te środowiska w mniejszym lub większym stopniu kładą nacisk na istotną rolę przemocy w walce z ¬imperializmem.

Bogusław Bajor

http://www.pch24.pl/nowe-mutacje-czerwo ... 185,i.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 08 cze 2013, 08:06 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Terror propagandy

Oskarżenia o faszyzm, antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm wypowiadane są przez środowiska lewicowe niejako jednym tchem. Zupełnie kuriozalne jest to, że w ogóle się tych pojęć nie definiuje.

Wszystko ma się w domyśle kojarzyć ze zbrodniami hitlerowskimi z czasów II wojny światowej i ma dyskredytować tego, który nie zgadza się z dominacją lewicy w przestrzeni publicznej. Mało kto pamięta, że język ten w dużym stopniu był używany przez bolszewików w czasach stalinowskich, którzy mianem faszystów, w zależności od potrzeby, określali praktycznie wszystkich swoich przeciwników, szczególnie tych na arenie międzynarodowej.

Przewrotność w tej współczesnej walce na „epitety” polega przede wszystkim na używaniu pojęć niezgodnie z ich pierwotnym znaczeniem. Zupełnie mylnie określa się ideologię narodowosocjalistyczną Hitlera mianem „faszyzmu”. Czyni się tak dlatego, by ukryć socjalistyczny charakter NSDAP, partii posługującej się socjalistyczną symboliką i socjalistyczną ideologią.

Lewicowość NSDAP jest nie tylko oczywista na poziomie analizy ideowej. Sami działacze hitlerowscy za takich się po prostu uważali (narodowi socjaliści – sic!). Ich ideologia była zupełnie różna od włoskiego faszyzmu – innego, również totalitarnego systemu. Faszyści (mający wprawdzie także lewicowe korzenie) przede wszystkim nie opierali swojego systemu na rasizmie, który zafundował Europie niewyobrażalne mordy na całych narodach, uznanych za podludzi.

Unikanie pokazania prawdziwego (lewicowego, antychrześcijańskiego) oblicza hitleryzmu ma na celu z jednej strony obronę idei lewicowej jako takiej (krytykowane są tylko tzw. skrajności – np. stalinizm), z drugiej prosty atak na ludzi broniących tradycji narodowych.

Wszelkie zatem patriotyczne manifestacje (zob. w Polsce Marsz Niepodległości 11 listopada) są atakowane pod klasycznie komunistycznym hasłem: „Faszyzm nie przejdzie”. Krytyka ahistorycznych publikacji Jana Tomasza Grossa to objaw skrajnego antysemityzmu i negowania holocaustu. Tych historyków, którzy ośmielają się wejść w polemikę z ludźmi w stylu Grossa, w prosty sposób konfrontuje się z obrazami ofiar z obozów koncentracyjnych.

Protesty środowisk katolickich przeciwko lobby homoseksualnemu to oczywiście objaw skrajnego „faszyzmu i fundamentalizmu”. Porównuje się od razu cierpienia gejów z gehenną drugowojenną narodu żydowskiego (przywoływane są tutaj fakty prześladowania homoseksualistów przez Hitlera), w związku z czym przeciwnicy układów homoseksualnych to oczywiście faszyści, antysemici, ksenofobowie itp. itd.

Manipulacje widać tu niemal gołym okiem, ale przy monopolu medialnym, jaki posiadają środowiska lewicowo-liberalne, ataki te są niezwykle skuteczne. Wystarczy użyć obrazu porównującego obrońców życia do rozfanatyzowanych tłumów hitlerowców i w podświadomość szybko instaluje się zbitkę: przeciwnicy aborcji to faszyści. I nic nie pomoże fakt, że to Adolf Hitler wprowadził po raz pierwszy na ziemiach polskich prawodawstwo aborcyjne. Nie liczą się fakty, liczy się medialny krzyk. Absurdalność tego typu propagandy można było na poziomie międzynarodowym zobaczyć po atakach na film „Pasja” Mela Gibsona, który uznano za „antysemicki”. Widzimy więc, że tego typu manipulacje są obecne niemal w całym zachodnim świecie.

Mamy więc tutaj do czynienia z czymś w rodzaju terroru propagandowego, gdzie za pomocą prostych technik odbiera się ludziom ich dobre imię, niejako morduje się ich cywilnie. Bardzo mocno tego typu ataków doświadcza środowisko Radia Maryja. To, że społeczeństwo polskie w większości mimo wszystko nie dało się w tej dziedzinie zmanipulować, wynika z faktu, że mamy tu do czynienia z katolickimi mediami, a więc z możliwością publicznej obrony swojego dobrego imienia.

Podsumowując, musimy stwierdzić, że masowe używanie przez środowiska lewicowe pojęć typu: antysemita, ksenofob, faszysta, nacjonalista, fundamentalista itp., ma charakter inwektyw, a więc nie ma najczęściej nic wspólnego z realnym opisem rzeczywistości. Mało tego, używanie słów niezgodnie z ich znaczeniem wprowadza kompletny zamęt, jeśli idzie o rozumienie przez ludzi, czym był rzeczywiście faszyzm, nazizm, rasizm itp.

Bronić się należy dwojako. Po pierwsze – poprzez pogłębianie wiedzy historycznej, która zapewni nam również uporządkowanie podstawowych pojęć wraz z ich prawidłowym rozumieniem. Po drugie – fundamentalna jest walka o istnienie katolickich mediów, gdzie ludzie o zdrowym oglądzie świata będą się mogli w sposób skuteczny bronić przed niesprawiedliwymi atakami. W przeciwnym razie dojdzie do tego, że utrwali się w społeczeństwie przekonanie, iż obrońcy życia to groźni faszyści, przeciwnicy układów homoseksualnych – skrajni antysemici, a działacze patriotyczni to już bez sądu powinni zostać uwięzieni.

Prof. Mieczysław Ryba

http://www.naszdziennik.pl/mysl/35076,t ... gandy.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 20 cze 2013, 05:43 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Coraz mniej wolności

Pomysł postawienia pomnika Wolnego Słowa to nie żart, jak początkowo myślałem, gdy pytano mnie, co sądzę o zapowiedzi prezydenta Bronisława Komorowskiego budowy pomnika przy ulicy Mysiej w Warszawie, tam, gdzie znajdował się Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli PRL-owska cenzura.

Już rok temu, 4 czerwca, w 23. rocznicę wyborów z 1989 r., uroczyście otwierano tam skwer Wolnego Słowa i wówczas właśnie padła zapowiedź prezydenta budowy „memoriału” czy „monumentu wolnego słowa”.

Dziś wiemy, że będzie to pomnik. Znany jest już projekt. Ma być to „czarny pas symbolizujący cenzurę (nie wiem, co to ma znaczyć), który przy końcu ma się unosić w górę, wyrażając tym samym nadzieję”, jak tłumaczą architekci.

Gdyby chodziło tu tylko o uczczenie tysięcy anonimowych wciąż działaczy „Solidarności”, zajmujących się organizowaniem niezależnych wydawnictw, drukarzy, kolporterów zakazanych publikacji, niepokornych dziennikarzy piszących teksty poza zasięgiem cenzury z narażeniem na więzienie czy kary finansowe, może rzeczywiście warto by było upamiętnić tę ważną część opozycyjnej działalności, która służyła wolności słowa i swobodom obywatelskim w Polsce pod rządami komunistów.

Jednak pomnikowi temu nadaje się dziś jakieś zupełnie inne propagandowe znaczenie. Już rok temu czerwcową rocznicę wyborów z 1989 roku „Wyborcza” nazwała „Świętem Wolności”.

Była też inicjatywa „Toast za wolność”. Podobnie w tym roku 4 czerwca obchodzono „Święto Wolności”, które zrodziło się, jak pisze „Wyborcza”, jako „sprzeciw wobec propagowanej przez część środowisk prawicowych ideologii, że wybory 4 czerwca były elementem zmowy okrągłego stołu”. Wszystko więc układa się w całkowicie polityczno-propagandową całość: toast wolności, skwer wolności, pomnik wolności, bo jak mawia prezydent: „wygraliśmy batalię o wolność słowa w Polsce”.

Czy rzeczywiście wygraliśmy? Nakładów książek, tygodników, prasy codziennej i periodyków o charakterze patriotycznym, narodowym i katolickim jest tyle samo, co za komuny wolnej prasy bezdebitowej.

Rynek mediów elektronicznych został zdominowany przez środowiska postkomunistyczne i lewicowo-liberalne. Media publiczne zostały oczyszczone z dziennikarzy „propisowskich” lub zbyt mało życzliwych dla władzy.

Jedyna katolicka Telewizja Trwam nie otrzymała zgody na nadawanie w powszechnym naziemnym systemie cyfrowego odbioru. Brutalnie zlekceważono 2,5 miliona obywateli domagających się tej i tylko tej telewizji, co zauważył nawet w swoim raporcie amerykański departament stanu.

Nadal funkcjonuje, jako skuteczny straszak, art. 212 kodeksu karnego, za pomocą którego ściga się tych dziennikarzy, którzy patrzą na ręce obecnej władzy. Sądy skazują niewinnych ludzi na drakońskie finansowe kary za wyrażane przez nich poglądy i opinie, jak w przypadku poety i pisarza Jarosława Marka Rymkiewicza.

Obecna władza nie musi jak tamta, która miała do swojej dyspozycji cenzurę na Mysiej, niczego narzucać. Ma sprawdzonych oddanych dziennikarzy, którzy sami wiedzą, jak i o czym pisać i mówić. Nie zauważą tysięcznych tłumów demonstrujących w obronie Telewizji Trwam, ale zawsze zauważą grupkę dewiantów domagających się dodatkowych przywilejów.

Pracę można stracić za pisanie prawdy o Smoleńsku, za wynajęcie sali na wykład opozycyjnego polityka, niezależnego publicysty czy autora niepopularnej książki.

Można się narazić za nieodpowiednie poczucie humoru jak ten młody internauta, któremu służby złożyły wizytę wczesnym rankiem, zabierając sprzęt komputerowy i wytaczając proces o zniesławienie prezydenta. Policja inwigiluje w domach i autokarach ludzi jadących na pokojowe manifestacje.

Zamiast zapisów cenzury i komunistycznej nowomowy mamy reżim politycznej poprawności i podwójne standardy (nam wolno wszystko, im nic), protesty w słusznych sprawach nazywane są „mową nienawiści”. Mamy coraz mniej wolności i sprawiedliwości. Coraz więcej zaś antypolonizmu, laicyzacji i ataków na Kościół. W naszym życiu publicznym zaczyna dominować powszechne kłamstwo.

Wojciech Reszczyński

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... nosci.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 02 lip 2013, 05:51 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Przeprosiny?

Akademickiej debaty nad podsuwanym nam dziełem Zygmunta Baumana nie zastąpią same manifestacje z racji jego stalinowskiego etapu życia. Filozofowie zafrasowani losami swoich profesur, habilitacji i grantów omijają szerokim łukiem „etykę ponowoczesną” Baumana.

Kontakt pierwszego stopnia zakończyłby się bardziej boleśnie niż wylegitymowanie przez pluton policji w kominiarkach protestującej we Wrocławiu młodzieży. O rozmiarach jej zbrodni świadczy skierowanie do sądów aż 23 zarzutów wobec 15 osób. Czyżby aż tak bardzo kosztowne było zabranie kilku minut wykładu profesora Baumana?

Sam prelegent wydawał się zadowolony z wydarzenia. Wyraził nawet zdziwienie przeprosinami ze strony prezydenta Wrocławia oraz zgromadzonych wielbicieli i uczniów. Czyżby nie czytali mistrza? Czyżby nie znali jego „etyki ponowoczesnej”? Na jej gruncie przecież nie ma sensu przepraszać nawet za stalinowską przeszłość, a na wykłady nie chodzi się po prawdę.

Przepraszanie zakłada istnienie obiektywnej prawdy o dobru i jej naruszenie. Według Baumana, nie ma takiej prawdy, a jest tylko subiektywna przyjemność, a inni ludzie to tylko środki mogące służyć jej osiągnięciu lub konkurenci do jej osiągnięcia.

Wyróżnia on w swojej „etyce” cztery możliwe dzisiaj sposoby życia: spacerowicza, włóczęgi, turysty, gracza. Łączy je zaś poszukiwanie własnych przyjemności.

„Etyka ponowoczesna” Baumana to zatem znany od starożytności egoistyczny program życiowy hedonizmu etycznego. Nie widzimy tu zatem odejścia od stalinowskiej przeszłości, gdzie pewnie także chodziło tylko o przyjemne własne wrażenia, a nie o prawdę.

Pyrrusowi, zachwalającemu hedonizm Epikura, radzili Rzymianie, aby uczył tego ich wrogów, a wtedy dadzą sobie z nimi radę. Poszukiwacze przyjemności – owi „spacerowicze”, „włóczędzy”, „turyści” i „gracze” – pierwsi uciekają z pola bitwy, tratując swoich. Poszukiwanie przyjemności wyzwala bowiem silny lęk wobec tego wszystkiego, co przeszkodzi jej osiągnięciu.

Profesor wydawał się zadowolony ze wznoszonych groźnych okrzyków nie tylko z tego powodu, iż miał obok siebie barczystą ochronę i pluton policji. Niedawno patronował Uniwersytetowi Wrocławskiemu Bolesław Bierut, co pewnie uruchomiło pamięć cieszącego się długowiecznością i sprawnością umysłową profesora.

Wreszcie zatem przyjemny dreszczyk emocji, niczym w czasach trzymania w ręce nagany lub przerywania wykładów na UW przedwojennym profesorom i odpytywania ich na okoliczność zdejmowania kapelusza przed kościołem Wizytek.

Psuły jednak te przyjemne wspomnienia „spacerowicza”, „włóczęgi”, „turysty” i „gracza” przeprosiny organizatorów, boleśnie przypominające o istnieniu obiektywnej prawdy o dobru. Niekiedy prawdy bolesnej. „Ponowożytny człowiek” to przebieraniec, który chce od niej uciec.

Marek Czachorowski

http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieto ... osiny.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 03 lip 2013, 06:31 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Gender terror...

Uciszyć arcybiskupa

Slawomir Jagodzinski

Schemat zawsze jest taki sam. Jeśli jakiś biskup zbyt zdecydowanie i nie po myśli środowisk lewicowo-liberalnych wypowiada się w jakiejś sprawie, to musi zostać przez media ukarany. Albo raczej uciszony. Jak na rozkaz następuje wówczas mobilizacja różnych dziennikarzy, redakcji. Trzeba szukać haka, grzebać w życiorysie, a jak nic nie ma, to dopisać swoją czarną interpretację określonych wydarzeń. Najważniejsze jest skompilowanie kompromitujących pomówień przeciw komuś, aby je wykorzystać w nagonce. Prawda w tym wszystkim liczy się najmniej. Cel jest jeden: ten ktoś ma przestać mówić, jego autorytet trzeba zbrukać.

Dokładnie według tego schematu jeden z tygodników obrzucił błotem ks. abp. Henryka Hosera, ordynariusza warszawsko-praskiego, przewodniczącego Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP. Poziom opublikowanego tekstu jest tak niski, że właściwie nie jest wart tego, aby z nim polemizować. Manipulacja obecna jest niemal w każdym zdaniu, oszczerczo interpretowane są wydarzenia, oceny są ogromnym nadużyciem. Warto jednak zastanowić się nad jednym: czym tak „podpadł” ten arcybiskup, że trzeba było wylać na niego taki kubeł pomyj?Że kierowany przez Tomasza Lisa „Newsweek” oskarżył arcybiskupa o milczenie w sprawie ludobójstwa w Rwandzie, gdy był tam misjonarzem; że sutanna dla niego jest ważniejsza niż lekarski kitel, że ma smykałkę do interesów, że jest rzekomo „świętszy od Papieża”…

Odpowiedź daje już sam termin publikacji artykułu – dzień wejścia w życie rządowego programu refundacji in vitro. Wyraźnie zostały zagrożone interesy lobby, które promuje in vitro i czerpie z tego krocie. Zwolennicy in vitro zdają sobie sprawę, że dopóki nie uciszą głosu sprzeciwu ze strony Kościoła, dopóty ich działania propagandowe i ustawodawcze będą napotykać na opór. Zdecydowane i rzetelne podawanie przez ks. abp. Hosera argumentów przeciw in vitro poparte jest jego doświadczeniem i wiedzą jako lekarza medycyny. A szczególnie groźne dla zwolenników zapłodnienia pozaustrojowego jest podawanie racji naukowych i powoływanie się na badania, jeśli chodzi o genetyczne następstwa u dzieci poczętych tą metodą. Tego właśnie dotyczył nieco ponad tydzień temu wydany komunikat Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych KEP. Jak widać, na swoistą zemstę na stojącym na jego czele arcybiskupie nie trzeba było długo czekać.

http://www.naszdziennik.pl/wp/42695,uci ... skupa.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 30 kwi 2014, 08:15 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Poprawność polityczna, będąca zwyczajnym terrorem politycznym, mówi jedynie swoje, mówi to co jest wygodne dla psychopatów ideologicznych.
Oczernia i szkaluje nasze dzieje, naszą kulturę, naszą wiarę i wszystko to co jest dla dzikusów ideologicznych zagrożeniem dla ich dominacji w świecie.


Światło dla pogan

Gilbert Keith Chesterton

Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński

Owszem, jest prawdą, że po upadku starej cywilizacji Rzymu nastały wieki ciemne. Lecz nie jest prawdą, że cywilizacja upadła przez religię ani że ciemnota wieków ciemnych była ciemnotą religijną. Na ile w ogóle istniało wtedy światło, niosła je właśnie religia. Słuchając ateistów można dojść do wniosku, że gdyby nie to, co nazywają zabobonem, na świecie zawsze panowałby postęp. Fakty wyglądają inaczej – gdyby nie to, co nazywają zabobonem, na świecie panowałaby po prostu dzicz. Ci ludzie sądzą, że Goci czy Hunowie nie powinni byli przyjmować chrześcijaństwa, bo wtedy żadne teologiczne brednie nie zdołałyby ich oderwać od nauki, kultury reform społecznych. Krótko mówiąc, bez religii wyrośliby z Hunów światli humanitaryści. Rzeczywistość wygląda tak, że bez religii Hunowie dalej byliby – ot, zaledwie Hunami.

Fragment pochodzi z „Obrony wiary”

--------------------------------------------------------------------------------

Legenda ciemnego średniowiecza została wprowadzona do obiegu w czasach reformacji przez protestantów, którzy skuteczniejsi propagandowo od katolików, mścili się na Kościele. Tę krytykę powielali masoni stojący za rewolucją francuską, a potem komuniści, również w naszym kraju w okresie PRL. Tak potężna dawka powtarzanego od wieków kłamstwa utrwaliła się na dobre także w świadomości wielu katolików. Tymczasem Kościół katolicki nie tylko ocalił dziedzictwo kultury grecko-rzymskiej, skazanej na zagładę, ale również starał się okrzesać tak brutalne plemiona, jak Hunowie i Germanie, którzy głównie trudnili się napadami i rozbojami. Niestety, ci ostatni nieraz dawali się jeszcze we znaki.

http://www.naszdziennik.pl/wp/75977,swi ... pogan.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 28 wrz 2014, 18:57 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Jaka kultura, taka tolerancja. Kultura ograniczona, to i tolerancja ograniczona.
Kultura rodem z chorej wyobraźni to i tolerancja chora, jak ta chora wyobraźnia.
Czyli inaczej patologia kontra reszta świata.


Różaniec zakazany, wulgaryzmy i bluźnierstwa - nie

Terror politycznej poprawności przeniósł się do internetu, który powinien być ostoją wolności słowa

Marcin Pieńkowski 28-9-2014

Za twierdzenie, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, Facebook może zawiesić konto użytkownika.

Facebook to jeden z największych graczy w światowym internecie. W styczniu tego roku liczba jego użytkowników wynosiła około miliarda. Nie wszyscy jednak są w nim traktowani jednakowo.

Konserwatywni użytkownicy często muszą zmagać się z administracją Facebooka, która publikowane przez nich treści uznaje za niezgodne z regulaminem. Takie problemy często ma Ziemowit Kossakowski, warszawski działacz PiS. Kilka tygodni temu jego konto zostało zablokowane na 30 dni za założenie strony „Nie dla Rafalali".

– Administracja Facebooka uznała, że grafiki propagujące normalność, czyli związek kobiety i mężczyzny, to treści rasistowskie i obrażające poglądy innych – mówi „Rz".

Takie przykłady można mnożyć. Wielokrotnie blokowano profil portalu Fronda.pl czy konta dziennikarzy serwisu Polonia Christiana. Zazwyczaj powodem była publikacja linków do artykułów, w których przedstawiano krytyczne opinie o gender czy promocji homoseksualizmu.

– Ale dostało się nam również za reklamowanie i zapowiedź publicznej modlitwy różańcowej wynagradzającej panu Jezusowi za grzech sodomii – mówi „Rz" zastępca redaktora naczelnego Polonia Christiana Krystian Kratiuk.

Kilkakrotnie usuwano bardzo popularne konserwatywne profile, takie jak „Marsz Niepodległości" (miał ponad 70 tys. sympatyków) czy Pitu Pitu. – Usuwano nas trzy razy, blokowano łącznie kilkaset. Jesteśmy pod tym względem rekordzistą na światowym Facebooku – podkreślają autorzy Pitu Pitu. Facebook nigdy nie wyjaśnił im powodów swojej decyzji.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku treści obrażających uczucia katolików i konserwatystów. W ich istnieniu Facebook nie widzi nic złego. Gdy oddawaliśmy ten numer do druku, bez problemu można było odnaleźć strony takie, jak: „Je...ć Polskę", „Polska, ku...a.", „Żołnierze Przeklęci" czy „Jan Paweł Drugi za....ł mi szlugi". O tę ostatnią długo toczono batalię. Prawicowi internauci apelowali o jej usunięcie, ustalili nawet, kto nią zarządza (m.in. prawnik z Sądu Najwyższego). W końcu dopięli swego i strona zniknęła. Dziś jednak znów funkcjonuje bez problemów, „lubi" ją ponad 2,5 tys. osób.

– Funkcjonowanie takich stron w polskim internecie to przestępstwo, które powinno być ścigane przez odpowiednie organy. Poza tym sytuacja, w której różaniec przeszkadza, a wulgarne szyderstwo ze świętych nie, świadczy o duchowych inspiracjach twórców portalu – uważa Kratiuk.

Jego zdaniem takie działania pokazują, że użytkownicy Facebooka mogą zupełnie swobodnie wyrażać się na każdy temat, o ile nie wkroczą w lewicowe widzimisię administratorów. – To, co w blogosferze nazywamy poprawnością polityczną krępującą usta normalnym ludziom, na Facebooku zostało ucieleśnione w jego regulaminie i działaniach jego szefów – twierdzi.

Represjonowani użytkownicy Facebooka wprost mówią o cenzurze. – Ma ona chyba związek z profilem polskich administratorów, którzy są powiązani z szeroko pojętą lewicą – oceniają autorzy Pitu Pitu. – Terror politycznej poprawności przeniósł się do internetu, który powinien być ostoją wolności słowa – dodaje Kossakowski.



Zdaniem socjolog internetu dr hab. Magdaleny Szpunar z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie to bardzo trudny i niejednoznaczny do oceny problem. – Instynktownie większość z nas opowiada się za ingerencją właścicieli stron w przypadku, gdy mamy do czynienia z publikowaniem treści urągającej czyjejś godności i tzw. mową nienawiści – przyznaje. – Właściciele stron, w tym serwisów społecznościowych, traktują tę niepisaną klauzulę bardzo wybiórczo. Najczęściej zależnie od ich korporacyjnych interesów.

Jak podkreśla, jest to dla Facebooka tym łatwiejsze, że „korzystanie z portalu jest dla wielu ludzi imperatywem kategorycznym". – To użytkownikom dzisiaj zależy, by się tam znaleźć, a nie serwisowi, który nie może narzekać na ich deficyt. Wielu ludzi dzisiaj żyje życiem na ekranie, a facebookowe reprezentacje w wielu przypadkach stają się ważniejsze od tego, kim jest się offline – tłumaczy Szpunar.

Nic złego w polityce społecznościowego giganta nie widzi za to socjolog internetu Maria Cywińska: – Facebook proponuje swoją usługę za darmo i ma prawo decydować, jak użytkownicy mogą z niej korzystać. Ma bardzo konkretne wytyczne, co można usuwać, a czego nie. Zawsze można się od tych decyzji odwołać. [A to q... Chyba Jej nie ujebałem? Zawsze się może do mnie odwołać. MD

Jej zdaniem cenzura jest nieadekwatnym pojęciem w tej sytuacji. – Cenzura była narzucona w PRL prawnie, by walczyć z niewygodnymi treściami, i dotyczyła państwa. Ale w momencie, w którym Facebook w regulaminie określa, jakich treści nie można umieszczać, i się do tego stosuje literalnie, nie można mówić o żadnym oszustwie – przekonuje Cywińska.

Dlaczego w takim razie treści promujące wartości chrześcijańskie i konserwatywne są usuwane, a obrażające te środowiska nie? – Facebook twierdzi, że stara się odróżniać poważne treści od żartobliwych. Jeśli są one skierowane przeciwko osobie lub grupie, to są usuwane. Strony, których nie skasowano, zostały pewnie uznane właśnie za żartobliwe i nienaruszające dobra konkretnej grupy – mówi Cywińska.

http://www.rp.pl/artykul/118849,1144516 ... e.html?p=1


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 18 paź 2014, 17:46 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Katolicy wyjęci spod prawa

18 września francuski sąd skazał na 9 miesięcy więzienia dwie kobiety, które pod meczetem pozostawiły świński łeb.
Podobnie zachował się angielski sąd w Edynburgu, który za owinięcie klamki meczetu boczkiem skazał 18 letnią Chelsea Lambie na 12 miesięcy więzienia, a jej partnera Douglasa Cruikshanka na 9 miesięcy.
Tymczasem we Francji uniewinniono lewacką feministyczną dzicz, która zbezcześciła katolicką świątynię. 12 lutego 2013 roku aktywistki „Femenu” wtargnęły półnagie do katedry Notre Dame domagając się legalizacji małżeństw homoseksualnych, kpiąc przy tym z rezygnacji papieża Benedykta XVI. Dodatkowo feministki przejęły dzwony w katedrze i biły w nie wykrzykując antykatolickie hasła.
Ochroniarze, którzy interweniowali i siłą wyprowadzili feministki z katedry ukarani zostali grzywnami w wysokości od 300 do 1000 euro.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że sąd III RP skazał młodych ludzi za to, że protestowali przeciwko wykładom stalinowskiej kanalii Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim zaś za przerwanie przez lewaków wykładu na temat gender, ks. prof. Pawła Bortkiewicza nikt nie poniósł kary, a śledztwo umorzono.
Jak widzimy w zdominowanej przez lewactwo Europie obowiązuje jakaś antykatolicka dyrektywa, którą ślepo respektują wymiary sprawiedliwości poszczególnych krajów. To już nie jest żadna teoria spiskowa, gdyż wyraźnie widać, że chrześcijanie wyjęci zostali spod prawa, które ich już nie chroni. Można pójść dalej i stwierdzić, że tworzona atmosfera poczucia bezkarności dla wrogów Kościoła Katolickiego jest celową zachętą do eskalacji tego typu lewackich napaści.
Czyżby wracały czasy Decjusza, Aureliana, Nerona i Dioklecjana, a wyznawcy Jezusa Chrystusa musieli sobie szukać współczesnych katakumb, w których się skryją przed prześladowcami?

http://kokos.salon24.pl/610797,katolicy ... spod-prawa


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 02 cze 2015, 20:20 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Galileusze i naleśniki liberal modern

Obrazek

Niby renesans, ale jeszcze tak wczesny, strachliwy i kontrolowany, że w rzeczywistości nadal mroki głębokiego średniowiecza, oświetlone gdzieniegdzie przez unijnych ekoterrorystów światłem bżdzącym, jak benedyktyński ogarek. Dwadzieścia kilka lat po transformacji Ziemia jest nadal płaskim, nieruchomym naleśnikiem i to jest jedyna oficjalna i obowiązująca wersja. Ktokolwiek więc ośmieli się zgłosić najmniejszą choćby erratę lub, co gorsza, opublikować ją w heretyckich białych księgach, zostanie publicznie wychłostany. A kto jest pewien, że nie naleśnik, bo nadal się kręci, jak robota w KGHM i można go pompować jak piłkę i jeśli na dodatek potrafi udowodnić, że już ojcowie transformacji z miękką charyzmą hurtowo sprzeniewierzyli cały dżem do tego naleśnika, kupując go za dolary, a sprzedając za ruble, wezwany zostanie przed „oblicze” i publicznie wdeptany zamiast farszu w ten płaski naleśnik i wpisany w menu najbogatszego bankruta Gesslera.

Polityczna święta inkwizycja, zwana Polską Zjednoczoną Platformą Obywatelską z przewodnim hasłem „Morda w kubeł”, jest gorsza od PZPR, która miała jedno narzędzie dyscyplinowania niewygodnych treści – cenzurę. Dzisiejsi barbarzyńcy prawdy są wszędzie; zagnieździli się w polityce, nauce, oświacie, mediach, w przeróżnych społecznych ciałach od rad etyk wszelakich, aż po bezmiar nie-sprawiedliwości i państwowe trybunały zwane nie wiedzieć czemu sprawiedliwości czy stanu, choć działają całkiem wbrew. Bo wydają oświadczenia tak mgliste, jak lotnisko na Siewiernym, że herezja to może nie jest, ale na pewno jej znamiona, więc należy całkowicie się powstrzymać od nauczania lub obrony swojej chorej, paranoicznej doktryny, a nawet od dyskutowania o niej, powiększając indeks słów zakazanych publikowany w dzienniku ustaw obowiązującym wstecz. Jeśli ktokolwiek zaś będzie kontynował swój proceder, czyli kolokwialnie uskuteczniał uporczywą recydywę ośmielając się podważać tabu, że III RP jest jak krowa dla Hindusa, a jej pierwszy „niekomunistyczny” premier - mężem stanu, choć po roku Polacy mieli go tak dość, że chętnie zamieniliby go na Indiana Jones z Peru z czarną teczką, skończy jak Galileusz. I będzie tak stał przed tym ciemnym trybunałem w rajtuzach, na pośmiewisko całego średniowiecznego świata, z nieśmiałym światełkiem nauki, realizmu i logiki, zupełnie niezrozumiany przez słuchaczy, jak jakiś niebezpieczny wariat, wymagający białego fartucha z zawiązanymi rękawami i biletu do Tworek w jedną stronę. Ewentualnie, jak Galileusz ubrany w białą koszulę, zwyczajowy strój ukaranych heretyków, intonując hymn „Chwalmy wojewodę Millera i jego Laska”, obieca nawrócenie na jedyną obowiązujaca religię smoleńską. Choć to mało prawdopodobne dla niezależnych i bezkompromisowych naukowców z prawdziwą pasją i odwagą w rozpoznawaniu fałszów mających pozory prawd, poszukujących odpowiedzi na pytania, na które dotychczas nikt nie odpowiedział. Najpewniej więc przesłuchani będą pod groźbą tortur i uwięzieni oraz przykuci do łańcuchów, ku zadowoleniu świętej kongregacji pancernych brzóz i niby-postępowców impregnowanych na wiedzę, czyli tych wszystkich sił ciemności, którzy mają czelność reklamować prąd. Jak Michnik u Lisa.

Dla nich istnieje tylko jedna wiara i jedna modlitwa, a jedynie obowiązującym dogmatem jest raport św. Anodiny z MAK-u, przetłumaczony przez komisję Millera i ogłoszony ciemnemu plebsowi przez herolda Laska i jego świtę halabardników, którzy przyrzekli za garść złotego pyłu, że uczynią porządek w polsko-ruskim wszechświecie. Obalą przesądy „niewiernych”, że Tusk krąży wokół Putina i ogłoszą, że rząd Tuska jest ciałem demokratycznym i niezależnym, co znaczy, że krąży jedynie po orbicie unijnej, ewentualnie między swoimi partyjnymi „gwiazdami”, nie wchodząc w inne, nieznane konstelacje. Choć może się zdarzyć, jak to w tłumie wszechświata, że przez przypadek nadzieje się na dyszel wozu Wielkiego Brata lub co gorsza, fotograf amator uwieczni to na jakimś zdjęciu. Jak przybija „żółwika”. Ale nie może to być żadnym dowodem. Co innego nowoczesne narzędzia badawcze jak gumowa miarka do mierzenia brzozy, detektory materiałów wybuchowych, które wykrywają pastę do butów oraz papier i klej biały biurowy do zabezpieczenia czarnych skrzynek. Te sprawdziły się tak w śledztwie smoleńskim, że nadal niczego nie mamy i niczego nie wiemy ponad to, że Bodin jest lżejszy od śmieci.

Jestem przekonana, patrząc na tę rycinę, że rząd Platformy Obywatelskiej, tak często śliniący się o wolności człowieka i prawach do jego rozwoju, chętnie postawiłby na miejscu Galileusza połowę Polaków. I nie tylko naukowców, ale wszystkich niepoddających się dyktaturze ciemniaków, choć ci uważają się za postępowych i światłych, nowoczesnych, innowacyjnych i otwartych na postęp nauki i wiedzy. To jednak tylko pozory. W rzeczywistości to reakcja na strach przed prawdą, który nawet niezależną naukę postanowił zawłaszczyć do partyjnych celów, poddać cenzurze i praniu mózgów naukowców i ich badania, deprecjonować ich tytuły i osiągnięcia, a wreszcie rozpętać dziką, antyinteligencką nagonkę, będącą niczym innym, jak tylko kalką peerelowskiej, ciasnej propagandy. Nie wiem, czy na miejscu Galileusz pierwszy był historyk, Paweł Zyzak, okrzyknięty faszystą, przeciw któremu próbowano wysłać polityczne bojówki na Uniwersytet Jagieloński, pod pozorem błędów metodologicznych. To bez wątpienia jedna z poważniejszych kompromitacji Barbary Kudryckiej, która nie może rozumieć, na czym polega autonomia uczelni i swoboda badań naukowych, skoro w PZPR przetrwała do wyprowadzenia sztandaru. Choć po rozmowie z premierem odwołała kompromitującą ją i resort nauki kontrolę, hasło: „Zabrać Zyzakowi magistra”, grzmiał jeszcze długo w republice ciemnych kolesi.

I najśmieszniejsze jest to, że ci europejscy, światli, wykształceni i postępowi liberałowie, dla których umiejętność czytania i analizy zdjęć satelitarnych jest czarną magią, a biometria i fotogrametria powietrzna jakimś szatańskim zaklęciem, są bardziej zabobonnymi ciemnogrodzianami od trybunału sądzącego Galileusza. Więc nie dopuszczą do merytorycznej dyskusji z profesorami, bo przy poziomie ich wiedzy, inteligencji i błyskotliwości, odsłoniliby swoją ignorancję. Więc szukają swoich profesorów, których jak na lekarstwo. I gdy wreszcie takiego znaleźli z niedalekiej Florencji, który zgodził się, wierząc w swą błyskotliwość i inteligencję oraz naukowe CV zmierzyć z Panią profesor Barbarą Fedyszak-Radziejowską w programie „Bliżej”, był bliżej, ale ciemnogrodu. Mieniący się europejskim, postępowym demokratą, prof. Wojciech Sadurski, który wcześniej mówił, że ma poczciwą tolerancję do wszystkiego przeciwnego i samookreślił się liberałem II stopnia, okazał się człowiekiem ciemnego średniowiecza, zamkniętym na ludzi, naukę i badania. Wierzący w jedną słuszną rację komisji państwowej, jest wielce zniesmaczony naukowcami, którzy ośmielili się prowadzić niezależne badania i na dodatek ogłaszać wyniki. „Goliat intelektu”, któremu zabrakło argumentów, poległ z wiedzą, logiką, inteligencją i otwartością prof. Fedyszak-Radziejowskiej, obnażył średniowieczne myślenie i poziom naszych „elit”. Czyli „położył” misję, którą miał do wykonania. I to jest to światełko w tunelu, które każe nam wierzyć w nadejście czasów, w których to ciemne i zdegenerowane „elity” staną w skarpetkach przez trybunałem prawdy.

http://wing2009.salon24.pl/547030,galil ... ral-modern


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł: Re: Terror ideologiczny, czyli inaczej ... poprawność polityczna
PostNapisane: 08 cze 2015, 06:42 
Offline
Moderator

Dołączył(a): 13 lip 2009, 09:25
Posty: 31186
Prawdy nie zakrzyczy ani Platforma, ani „Wyborcza”

Obrazek
Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik


Z Anną Kołakowską, nauczycielką historii w Szkole Podstawowej nr 65 w Gdańsku, gdańską radną PiS, która stała się celem ataków Platformy Obywatelskiej i „Gazety Wyborczej”, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy spodziewała się Pani, że zakwestionowanie przez Panią pomysłu nadania Szkole Podstawowej nr 65 w Gdańsku imienia Tadeusza Mazowieckiego spotka się z takim atakiem ze strony Platformy Obywatelskiej i „Gazety Wyborczej”?
– Radni Platformy zwykle reagują histerycznym atakiem na słowa prawdy. Na marcowej sesji rady miasta, gdy wyraziłam opinię na temat zamiaru składania wieńców przez władze Gdańska na grobach czerwonoarmistów, i to 27 marca, a więc w dniu rocznicy porwania i wywiezienia do Moskwy przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, gdy przypomniałam sowieckie zbrodnie oraz gwałty i zwróciłam uwagę na to, że dla Polski nie było wyzwolenia, tylko że wraz z nadejściem Armii Czerwonej rozpoczęła się kolejna – sowiecka okupacja, rozpętałam prawdziwą burzę. Jak sądzę, radni PO uważają, że prezydent Adamowicz nie może się mylić i wszystko, co robi, robi dobrze. Dobrze przygotowuje swoje oświadczenie majątkowe, dobrze liczy swoje mieszkania i zawsze podejmuje słuszne decyzje. Po ataku „Gazety Wyborczej” lepiej rozumiem, dlaczego Gdańsk przeznacza w budżecie ponad 24 miliony złotych na promocję, w ramach której za 3 miliony zamawia reklamę w TVN. Doświadczenie kilku miesięcy pracy w Radzie Miasta Gdańska nauczyło mnie, że zawsze, kiedy zabieram głos, zamiast rzeczowego odniesienia się do moich słów następuje atak personalny. W wypadku Mazowieckiego można było po prostu przejść do głosowania, ale widocznie prawda to coś, co dla tej formacji jest szczególnie bolesne i niestrawne. Co do „Gazety Wyborczej” – to niczego innego nie można się było spodziewać. Jeżeli gazeta ma takich „świętych” patronów jak Zygmunt Bauman czy Włodzimierz Brus, mąż prokurator Heleny Wolińskiej odpowiedzialnej za śmierć wielu żołnierzy podziemia niepodległościowego, to musi się bardzo bronić przed prawdą- szczególnie o sobie samej.

Co konkretnie wzburzyło oba te środowiska?
– Tylko to, że przypomniałam kilka ważnych punktów w życiorysie Tadeusza Mazowieckiego, które nie stawiają guru III RP w dobrym świetle. Pomimo iż przytoczyłam ogólnie znane fakty, opisane w publikacjach naukowych, radni PO wręcz krzyczeli, że kłamię, że wręcz szargam pamięć człowieka świętego i jak śmiem występować przeciwko niemu. Zacytuję prezydenta Adamowicza: „Taka osoba nie powinna mieć kontaktu z dziećmi. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Odcinam się od pani kłamliwej, zideologizowanej wypowiedzi na temat Tadeusza Mazowieckiego. Gdyby nie on, nie byłoby pani na tej sali, bo to właśnie Tadeusz Mazowiecki podjął decyzję o wprowadzeniu samorządu terytorialnego. Niech pani swoje rewelacje w stylu stalinowskim zostawi dla siebie”. Czyli znowu wracamy do problemu prawdy. To właśnie ona jest jak gwóźdź w bucie dla Platformy. Nie można z nią dyskutować, więc trzeba ją zakrzyczeć, a osoby, które mówią prawdę, niewygodną prawdę, należy zdyskredytować. To stare, sprawdzone metody, ale działają tylko na krótką metę.


Jakich argumentów Pani użyła, że Tadeusz Mazowiecki nie powinien być patronem szkoły?
– W pewnym momencie młodzi ludzie, uczniowie, którzy będą poznawać życiorys swojego patrona, przygotowywać o nim referaty, przeczytają, że w najtrudniejszym dla Polski okresie czasów stalinowskich był on propagandystą reżimu komunistycznego. Pisał paszkwile o uwięzionym i okrutnie dręczonym ks. bp. Czesławie Kaczmarku, Żołnierzy Wyklętych nazywał zbrodniarzami i mordercami, a rząd londyński renegatami oraz sojusznikami Hitlera. Zdziwią się, że po wydarzeniach marca 1968 r. został odznaczony przez Gomułkę Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski – z całą pewnością nie za to, że stanął po stronie studentów domagających się wolności. A jak któryś z uczniów zapyta o to, dlaczego nie było w Polsce dekomunizacji i nikt nie rozliczył komunistów za popełnione zbrodnie – jak uczyniono to w innych krajach, to w odpowiedzi usłyszy: bo Tadeusz Mazowiecki ich rozgrzeszył, wprowadzając politykę grubej kreski, a w rządzie, któremu przewodził, członków „związku zbrojnego o charakterze przestępczym”, czyli WRON, uczynił ministrami. W życiorysie Mazowieckiego, którego Platforma i „Gazeta Wyborcza”, gloryfikują, nie można pominąć też faktu, że pod jego czujnym okiem wspomniani ministrowie palili akta, a młodzież z Federacji Młodzieży Walczącej, która próbowała do tego nie dopuścić, była pałowana przez ZOMO. Wobec powyższego uprawnionym będzie pytanie młodzieży: jak to, nasz patron pozwolił na bicie pałkami młodzieży, która chciała prawdy i uczciwości? Postać patrona, czyli wzoru dla młodego pokolenia, musi być jednoznaczna, krystaliczna, bez zarzutu, taka, na której w trudnych momentach można się oprzeć. W Gdańsku nie ma szkoły im. Danuty Siedzikówny „Inki”, rotmistrza Pileckiego, Łukasza Cieplińskiego czy Anny Walentynowicz, a powinny być.

Jakie działania podjęto wobec Pani?
– Przeprowadzono potężną akcję propagandową, do której wykorzystane zostały niemal wszystkie lokalne media. Dyskusje w radiu, artykuły w prasie, na portalach internetowych, a wszystkie w kontekście: „o zgrozo, jak śmiała zakwestionować, jak śmiała protestować, jak może uczyć w szkole” itp. Ponadto „Gazeta Wyborcza” „zarządziła”, że należy postawić mnie przed komisją dyscyplinarną i pozbawić prawa wykonywania zawodu nauczyciela.

Szykany dotknęły także Pani bezpośrednią przełożoną…
– Na celowniku znalazła się także Jolanta Kwiatkowska-Reichel, dyrektorka szkoły, w której uczę historii, tylko dlatego, że mnie nie potępiła, nie zwolniła z pracy i w sprawie Mazowieckiego wyraziła opinię podobną do mojej. Teraz trwa potężny atak „Gazety Wyborczej” i ze strony władz oświatowych wymierzony w osobę pani dyrektor, mający na celu jej wyeliminowanie i pozbawienie funkcji. Antoni Pawlak z Biura Prasowego Urzędu Miasta powiedział dla „Gazety Polskiej”: „Pani dyrektor Kwiatkowska złamała Kartę Nauczyciela i kodeks szkoły, według nas powinna być zwolniona, czekamy na ostateczną decyzję wojewody”. Radny PO, wiceprzewodniczący Komisji Oświaty Andrzej Kowalczys, napisał list otwarty, w którym również kwestionuje dalsze sprawowanie funkcji dyrektora szkoły przez dyrektor Jolantę Kwiatkowską-Reichel, zapominając, że jest ona jednym z najbardziej zasłużonych dyrektorów szkół w Gdańsku. Są także naciski na osobę pani dyrektor, aby wycofała się z pozytywnej opinii, którą mi wystawiła. Do tego nakłaniał panią dyrektor wiceprezydent ds. edukacji Kowalczuk, który wezwał ją do siebie i kazał głośno cytować kodeks etyki nauczyciela. Niewykluczone, że od poniedziałku zacznie się kontrola w szkole i szukanie haków.

Nie po raz pierwszy znalazła się Pani na celowniku „Gazety Wyborczej”. Jak to się zaczęło?
– Od manifestacji w obronie Telewizji Trwam. Zawsze stanowczo odmawiam wypowiedzi dla „Wyborczej” i TVN. Raz zdarzyła mi się zabawna historia. Gdy byliśmy z mężem w restauracji gdzieś na Rzeszowszczyźnie, zadzwoniła do mnie dziennikarka z „Wyborczej”. Stanowczo odmówiłam wypowiedzi, mówiąc, że dla tak antypolskiej, szkalującej wszystko, co wartościowe w naszej historii, i zakłamanej gazety nie będę się wypowiadać. Bardzo tym ujęłam kelnerów, którzy na pożegnanie powiedzieli, żebyśmy zawsze do nich zajeżdżali, jak będziemy w okolicy. Dalej były akcje w Centrum Sztuki Współczesnej czy przeciwko „Golgocie Picnic”, które spowodowały, że „Gazeta Wyborcza” zaczęła nas „doceniać”.

Ostatnio podczas kontrmanifestacji do „marszu równości” dostało się także Pani najbliższej rodzinie…
– Osobiście nie zostałam zatrzymana, ale spotkało to moją córkę Marysię, mojego męża i młodego chłopca, który z nami usiadł na ulicy, żeby zablokować przemarsz homoparady. To oni usłyszeli zarzuty, a my w tym czasie z kilkudziesięcioosobową grupą czekaliśmy na nich pod komisariatem, gdzie przez cztery godziny byli przetrzymywani. Postawiono im zarzuty z art. 51 i 52 kodeksu wykroczeń – jak mówili policjanci – za zakłócanie legalnej demonstracji. Przypomnę, że Robert Biedroń za próbę zablokowania Marszu Niepodległości, kiedy policja zmusiła organizatorów do zmiany trasy przemarszu, nie został ukarany, podobnie jak uniewinniono go od zarzutu czynnej napaści na policjanta. Takie niestety mamy standardy w Polsce.

Pani nie postawiono zarzutów, ale „Gazeta Wyborcza” i tak zrobiła swoje…
– Mnie na razie zarzuty postawiła „Gazeta Wyborcza”, która na swoich łamach napisała: „Jak ustaliliśmy, zarzut blokowania legalnego zgromadzenia postawiono już mężowi i córce gdańskiej radnej PiS. Kolejne zarzuty obejmą m.in. ją samą oraz jej syna”. Ze strony policji nie mam jeszcze nawet wezwania, więc można przypuszczać, że „Wyborcza” usiłuje stwarzać fakty, których nie ma.

Pani postawa jest wyrazem poglądów ogromnej większości Polaków, którzy są przeciwni fali deprawacji i za to określani są mianem „homofobów”. Dlaczego ludzie trzeźwo myślący muszą się tłumaczyć…?
– Sądzę, że po to, żeby ci, którzy żyją w sposób niezgodny z naturą, nie musieli się tłumaczyć, a ich zachowanie było traktowane jak norma. Tłumaczą się winni, tłumaczą się ludzie, którzy popełniają błędy, którzy są zawstydzeni, ale jeśli ich zachowanie zostanie uznane za właściwe i zaakceptowane, to stanie się normą. Dlatego my nie zamierzamy prowadzić dialogu w tej sprawie. Normy ustalił Pan Bóg i tych norm będziemy się trzymać, a poczucie wstydu traktujemy jako ochronę przed grzechem. My nie zamierzamy się tłumaczyć z naszej normalności, tak jak nie zamierzamy się tłumaczyć z formy naszego protestu. Skutki homoseksualizmu, którego promocją są tzw. marsze równości, pociągają za sobą straszne konsekwencje: zniszczenie człowieka i sprowadzanie go do roli narzędzia służącego zaspokajaniu najrozmaitszych żądz i oderwanie go od Pana Boga. Na dodatek uleganie tej ideologii nie jest już kwestią wyboru, bo jest ona narzucana młodzieży w szkołach na obowiązkowych lekcjach wychowania do życia w rodzinie. W Europie Zachodniej ma to już wymiar terroru i dlatego nie możemy dopuścić do takiej sytuacji w Polsce.

Czuje się Pani szkalowana i czego się Pani obawia…?
– Jeżeli źle o mnie pisze „Wyborcza” i usłużne Platformie media, to jest to dla mnie tylko zaszczyt i potwierdzenie, że słusznie postępuję. Mam satysfakcję, że to oni się mnie obawiają. Oni funkcjonują w układzie, ja natomiast mam rodzinę i przyjaciół, ludzi, którzy szczerze mnie wspierają, byłych uczniów, którzy piszą do mnie listy z poparciem. Jeden z nich nawet mnie przepraszał, że nie było go z nami, gdy blokowaliśmy homoparadę, bo w tym czasie pracował, ale w przyszłym roku na pewno się pojawi, żeby nas wesprzeć. Sąsiadka na ulicy powiedziała mi: „Pani Aniu, jak trzeba będzie, to zrobimy jakąś akcję w pani obronie”. Podobnie jest z Marysią – moją córką. Otrzymuję mnóstwo telefonów z poparciem. Pyta pan, czy się czegoś obawiam. Nie, nie obawiam się, bo nie można bać się byle czego. Zresztą nie bałam się w czasie komuny, przeszłam z godnością przez komunistyczne więzienie, tym bardziej nie obawiam się teraz. Wiem, że nie żyję po to, żeby przez życie przejść tak sobie, ale żyję po to, żeby przeżyć je uczciwie i z honorem. Ważne jest przede wszystkim to, aby oprzeć się w życiu na solidnym fundamencie – na Panu Bogu. I to jest prawdziwa wolność.

Wspomniała Pani o poparciu ze strony sąsiadów i znajomych, a jakie znaczenie ma dla pani akcja „STOP dyskryminacji Anny Kołakowskiej” zainicjowana przez internautów?
– Ogromne! Takie wsparcie jest jak tarcza, podobnie jak wsparcie mediów. Ma przede wszystkim wielkie znaczenie moralne. Dlatego doceniam to i dziękuję organizatorom akcji oraz jej uczestnikom. Wiem, że duch solidarności i poczucia wspólnej tożsamości są dla nas bardzo ważne i że razem tworzymy prawdziwą wspólnotę ducha.

Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/ ... orcza.html


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 34 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Nasi przyjaciele: Strony Patriotyczne
Linki pozycjonujące: Fenster aus Polen / Schüco Fenster / Drutex Fenster / Fenster Preise / Haustüren /